netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 095 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 165 166 167 168 169 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 791 do 10 855 z 26 310 ]

10 791

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Jestem kobieta kochająca za bardzo.nie moge sie pozbierac po odejsciu jego.Moj Swiat należał do niego,moje zycie było układane z mysla o nim.a teraz umieram z bólu i rozpaczy....pomocy....mimo iz wiedzialam ze tak sie to skonczy.Cale Moje zycie to absurd..stoje w miejscu,rok temu bylam w tym punkcie zycia i dzis jestem w tym samym,,wróciłam.Dramat.

Przykro mi,że tak długo cierpisz... Ale rozpoznałaś już swój problem, więc jeżeli tylko chcesz, możesz zakończyć swoje cierpienie.
pytanie tylko czy chcesz i czego chcesz?
Ja wiem jedno, oddać swojemu mężczyźnie swój świat i układać sobie swoje życie z myślą o nim, to jest absurd! Ale żeby do tego dojść i w to uwierzyć potrzebna jest silna wiara i wola walki o własne szczęście.

10 792

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, a co sprawiłoby, żebyś znowu zaczęła czuć do siebie szacunek,na który na pewno zasługujesz?
I nie zastanawiaj się co mu takiego zrobiłaś, skoro wiesz,że nie jesteś niczemu winna. Nie ma sensu tracić na to energii, czasu i życia. Poza tym, on się na pewno nie zmieni, jeżeli sam tego nie będzie chciał.

Ja myślałam,że jak zacznę pracę nad sobą, to mój jmąż też się zmieni. A on był mega zadowolony, bo myślał,że skoro zaczęłam chodzić do psychologa, to się zmienię i zaakceptuję go takim jaki jest a nie będę ciągle z nim walczyć. Jak to zrozumiałam, to wiedziałam,że nie ma sensu ciągnąć tego związku. Ja tracę nerwy, panowanie nad sobą, kasę na psychologa, a on i tak nic nie robi żeby było lepiej... 
A hormony w naszym organizmie zmieniają się i wpływają na nasze emocje. Ale to co my zrobimy z tymi emocjami, to już inna sprawa. Wiele czynników zewnętrznych wpływa no to,że stajemy się rozdrażnione, mamy powód do histerii, wybuchów złości, płaczu itp. Skądś to się bierze, przyczyna- skutek...

10 793

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co mam teraz zrobic,jak przez to przejsc i jak wyciagnac wnioski na przyszlosc,choc na dzien dzisiejszy nie widze przyszlosci dla siebie zadnej.Dlaczego tak łatrwo uzalezniam sie od męzczyzny?dlaczego tak jest?a teraz zostalam sama w mieszkaniu,z synkiem.Cale szczescie ze nie dopuscilam do tego by mały go poznał bo by jeszcze dziecko przeze mnie cierpiało.czy cos jest ze mna nie tak?a moze ja jestem tzw.kobieta bluszcz?nie wiem co myslec co robic,jak dalej zyc.......

10 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

(...)Moj Swiat należał do niego,moje zycie było układane z mysla o nim.(...)

Może to najwyższy czas, byś zaczęła budować swój świat NA SOBIE, NA SWOICH potrzebach, w oparciu o SWOJE ZAINTERESOWANIA i SWOJE PRZYJEMNOŚCI?

Może to najwyższy czas, byś przypomniała sobie lub nauczyła się, że JESTEŚ WAŻNĄ, WARTOŚCIOWĄ OSOBĄ?

Może to najwyższy czas, byś przekonała się, że umiesz stać NA WŁASNYCH nogach i nie potrzebujesz żadnej podpórki?

Może to najwyższy czas, byś szczęścia zaczęła szukać W SOBIE?

10 795

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Dużo się tu wiadomości nazbierało od wczoraj...:)
Emocje różniste. Hm, Anastawia, Zofia, L-krecja - silne kobietki, z których co niektóre-i ja włącznie (Pati także) powinniśmy brać przykład.
L-krecjo-cóż-co do nastrojów przed kobiecymi dnami-ja mogę podać Ci rękę. Na dłuższą metę sama ze sobą nie daję rady wink raz tak, raz siak, emocji tyle, a nerwowości i pesymistycznego nastroju maksimum. Oczywiście, gdy tylko burza hormonów nadejdzie-zaczną się moje schizy-że to moja wina, że należy walczyć, że jak zrobię "to" lepiej, a "tamto" jeszcze lepiej to wtedy będzie dobrze i zacznie się walka samej ze sobą. A atmosfera w domu nijaka - nie sypiamy ze sobą, dialog jest bardziej służbowy, ja jak zwykle do pracy, kura domowa, matka, wychowawca itd i wszystko należy do mnie. Mąż-mam wrażenie-podchodzi do wszystkiego, że to moja wina (no bo czyja by inna), nie ma chęci chyba na nic. Nie mam jego szacunku, ma w nosie jak się czuję, co myślę, traktuje mnie jak wroga. A ja chwilami zastanawiam się-co mu takiego zrobiłam? dlaczego nie ceni tego co ma? skąd to wszystko bierze się u niego? I wciąż nadzieję mam, że "wróci" do mnie facet, w którym się zakochałam, jednak ta nadzieja jest coraz słabsza. Dochodzi do mnie to, gdy widzę jak mnie traktuje, a jak inni mężczyźni traktują swoje kobiety. Myślę, że niczym sobie na to nie zasłużyłam-ideałem nie jestem, ale nie zasłużyłam! Czasem czuję jakbym żebrała o jego szacunek, drobny gest, który miałby być dla mnie wybawieniem w danym momencie...po prostu "dawka leku" na lepsze funkcjonowanie organizmu (i tu widać to uzależnienie, o zgrozo)....
Emocji jest we mnie mnóstwo, których wyrazić nie potrafię, które okazuje się- tłumię w sobie, na wszystko się godzę, byle mieć poczucie jakiejś stabilizacji. I mimo, że nie są normą niektóre zachowania/postępowania męża-to ja się na to zgadzam, bo czuję się nijaka, nie kocham samej siebie, a poczucie mojej własnej wartości jest niziutkie, przynajmniej w domu. I tu praca mad sobą i wiele sił się kłania. Najgorsze, że nie wiem czy wytrwam w tym, czy dam radę, czy w końcu zacznę cenić siebie i swoje życie?! a chciałabym bardzo....

To wszystko jest do zrobienia, ale... to się nie uda, kiedy będziesz godzić się na wszystko dla świętego spokoju. Nazbiera się tyle wszystkiego, że możesz nie dać sobie rady. Zobaczysz ile jeszcze wytrzymasz.

10 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Truskaweczka30 napisał/a:

Jestem kobieta kochająca za bardzo.nie moge sie pozbierac po odejsciu jego.Moj Swiat należał do niego,moje zycie było układane z mysla o nim.a teraz umieram z bólu i rozpaczy....pomocy....mimo iz wiedzialam ze tak sie to skonczy.Cale Moje zycie to absurd..stoje w miejscu,rok temu bylam w tym punkcie zycia i dzis jestem w tym samym,,wróciłam.Dramat.

Przykro mi,że tak długo cierpisz... Ale rozpoznałaś już swój problem, więc jeżeli tylko chcesz, możesz zakończyć swoje cierpienie.
pytanie tylko czy chcesz i czego chcesz?
Ja wiem jedno, oddać swojemu mężczyźnie swój świat i układać sobie swoje życie z myślą o nim, to jest absurd! Ale żeby do tego dojść i w to uwierzyć potrzebna jest silna wiara i wola walki o własne szczęście.

To tak jakby zaprzedać dusze diabłu.

10 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, a co sprawiłoby, żebyś znowu zaczęła czuć do siebie szacunek,na który na pewno zasługujesz?
I nie zastanawiaj się co mu takiego zrobiłaś, skoro wiesz,że nie jesteś niczemu winna. Nie ma sensu tracić na to energii, czasu i życia. Poza tym, on się na pewno nie zmieni, jeżeli sam tego nie będzie chciał.

Ja myślałam,że jak zacznę pracę nad sobą, to mój jmąż też się zmieni. A on był mega zadowolony, bo myślał,że skoro zaczęłam chodzić do psychologa, to się zmienię i zaakceptuję go takim jaki jest a nie będę ciągle z nim walczyć. Jak to zrozumiałam, to wiedziałam,że nie ma sensu ciągnąć tego związku. Ja tracę nerwy, panowanie nad sobą, kasę na psychologa, a on i tak nic nie robi żeby było lepiej... 
A hormony w naszym organizmie zmieniają się i wpływają na nasze emocje. Ale to co my zrobimy z tymi emocjami, to już inna sprawa. Wiele czynników zewnętrznych wpływa no to,że stajemy się rozdrażnione, mamy powód do histerii, wybuchów złości, płaczu itp. Skądś to się bierze, przyczyna- skutek...

Nic nie bierze się z niczego.:)
Ja myślę, że Liwia nie wie co przywróci jej szacunek do samej siebie, jest zagubiona. Ale może takie tylko jest moje wrażenie. Liwio?

10 798

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Co mam teraz zrobic,jak przez to przejsc i jak wyciagnac wnioski na przyszlosc,choc na dzien dzisiejszy nie widze przyszlosci dla siebie zadnej.Dlaczego tak łatrwo uzalezniam sie od męzczyzny?dlaczego tak jest?a teraz zostalam sama w mieszkaniu,z synkiem.Cale szczescie ze nie dopuscilam do tego by mały go poznał bo by jeszcze dziecko przeze mnie cierpiało.czy cos jest ze mna nie tak?a moze ja jestem tzw.kobieta bluszcz?nie wiem co myslec co robic,jak dalej zyc.......

Żyć po prostu, życie nie skończyło sie przecież. Tylko Ty tego świata nie widziałaś, bo on go zasłaniał.

10 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, a co sprawiłoby, żebyś znowu zaczęła czuć do siebie szacunek,na który na pewno zasługujesz?
I nie zastanawiaj się co mu takiego zrobiłaś, skoro wiesz,że nie jesteś niczemu winna. Nie ma sensu tracić na to energii, czasu i życia. Poza tym, on się na pewno nie zmieni, jeżeli sam tego nie będzie chciał.

Ja myślałam,że jak zacznę pracę nad sobą, to mój jmąż też się zmieni. A on był mega zadowolony, bo myślał,że skoro zaczęłam chodzić do psychologa, to się zmienię i zaakceptuję go takim jaki jest a nie będę ciągle z nim walczyć. Jak to zrozumiałam, to wiedziałam,że nie ma sensu ciągnąć tego związku. Ja tracę nerwy, panowanie nad sobą, kasę na psychologa, a on i tak nic nie robi żeby było lepiej... 
A hormony w naszym organizmie zmieniają się i wpływają na nasze emocje. Ale to co my zrobimy z tymi emocjami, to już inna sprawa. Wiele czynników zewnętrznych wpływa no to,że stajemy się rozdrażnione, mamy powód do histerii, wybuchów złości, płaczu itp. Skądś to się bierze, przyczyna- skutek...

Nie mam pojęcia co sprawiłoby, żebym zaczęła mieć do siebie szacunek jak kiedyś. Czasem myślę, że tylko on mógłby to sprawić, bo też on "utwierdza" mnie w przekonaniu, że jestem do kitu, z drugiej strony wiem jednak, że to chore myślenie.
Praca nad sobą-tak Anstawio-mam prawie identycznie. Ja w zasadzie mam pracować nad sobą, ale on nie musi jak widać. Mój wysiłek ma być największy. Choć już teraz chyba zwisa mu czy ja się zmienię, a to, że on się zmieni jest bez cienia szans. Tak-zmieniać mam się tak jak Ty-byle go akceptować ze wszystkim i będzie miał święty spokój. A ja nigdy nie zaakceptuję jego popijania, pisania nocnych smsów i kłamstw. Nigdy! Nie jestem do tego zdolna, chociażby nie wiem co.
Hormony-tak, teraz sobie tylko dzięki Tobie potwierdzam, że czynniki zewnętrzne maja na to wpływ ogromny, bo kiedyś taka nie byłam. Obecnie potrafię nad sobą zapanować, ale te wszystkie frustracje powodowane ciągnącą się sytuacją - napędzają cały mój mechanizm przed ciężkimi dniami.

10 800

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nic nie bierze się z niczego.:)
Ja myślę, że Liwia nie wie co przywróci jej szacunek do samej siebie, jest zagubiona. Ale może takie tylko jest moje wrażenie. Liwio?

Zagubiona to nawet chyba mało powiedziane Hm. Do tego niepewna, zdołowana, bez nadziei chyba już na odnalezienie własnej drogi. Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?!

10 801

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?!

Jak?
Oddałaś odpowiedzialność za swoje życie swojemu mężowi.
Uznałaś, że to od niego zależy Twoja radość, Twoje szczęście, Twoja wartość.
Postanowiłaś, że bez swego męża nie istniejesz.
Zapomniałaś, co rzeczywiście jest ważne.
Nie pamiętasz, co lubisz robić, co Cię cieszy.

10 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, wiem,że może Ci być ciężko, ale pomyśl, masz jeszcze tyle do przeżycia. Czy naprawdę chcesz dalej mieć takie właśnie życie? Na pewno masz jakieś marzenia. Zastanów się. Nie wiem, może jest coś co chiałabyś zrobić a do tej pory nie miałaś odwagi, albo twierdziłaś,że Tobie to niepotrzebne. Może jakiś kurs, taniec, teatr, podróż, skok ze spadochronem...? Pomyśl i zrób to,a może odkryjesz w sobie jakąś pasję. Próbuj wszystkiego co tylko przyjdzie ci na myśl. W końcu trafisz. Oderwie cię to od tego zamartwiania się i skupisz się na sobie. A potem...

10 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, dlaczego tak bardzo chcesz być nieszczęśliwa? Co może spotkać Cię gorszego niż związek z kimś, kto ma Cię za nic, kto Cię nie szanuje, przez kogo już tyle lat Twoje życie jest tylko wegetacją? Musisz zrozumieć, że to nie On ma się zmienić, tylko Ty. Siebie nie kochasz, ale córkę  na pewno bardzo, dlaczego zatem skazujesz Ją na to by miała nieszczęśliwą, sfrustrowaną mamę? Bo to nie jest banał, lecz prawda, że nasze dzieci są szczęśliwe gdy i my jesteśmy. Liwio kibicuję Tobie od dawna, dostałaś tyle wsparcia, tyle mądrych słów zostało do Ciebie napisanych, a Ty wciąż Jesteś w tym samym miejscu. Albo naprawdę chcesz zmienić swoje życie i zaczniesz działać, albo przyznaj się chociaż sama przed sobą, że wybierasz takie życie jak do tej pory. Będziesz nadal nieszczęśliwa, ale przynajmniej to nie będzie wymagało podjęcia jakichkolwiek decyzji.

10 804

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mi juz wraca dobry nastroj,heheh chwilami mam dolki ,ale czy bezbolesnie mozna odejsc bez bolu jesli sie kochalo? ,nie niemozna .Pozatym jestem bardzo szczesliwa kobieta.
Milego dzionka zycze

10 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Mi juz wraca dobry nastroj,heheh chwilami mam dolki ,ale czy bezbolesnie mozna odejsc bez bolu jesli sie kochalo? ,nie niemozna .Pozatym jestem bardzo szczesliwa kobieta.
Milego dzionka zycze

Pati, nie smuć się już i nie martw. Będzie dobrze. Dołki miną.
Myślę,że to dobrze,że Twój mąż jedzie na wakacje. Będziesz mogła trochę pobyć sama ze sobą zanim się rozstaniecie. Ciesz się życiem, bo warto!
Miłego dnia.

Ja mam tendencję do myślenia, co by było gdyby...
-okazało się,że mój jmąż już ma kogoś
-mój jmąż zdecydował się na powrót do PL
Obie te sytuacje sprawiają,że czuję niepokój. A doświadczenia wiem, że moje scenariusze się nie sprawdzają, albo okazują się nie takie straszne na jakie wyglądają big_smile

10 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam duze wsparcie w rodzicach ,a Ty nie zwlekaj Anastawio z pozwem idz za ciosem ja tak zrobilam i nie zaluje gdybym przekladala to pewnie cale zycie by mi zlecialo.Rodzice tez namawiaja mnie na powrot do pl ,ale za duzo tu osiagnelam i mam zamiar osiagnac wiecej zeby teraz zaczynac od nowa.Zreszta w pl niema ,takiej opieki dla dzieci rodzicow pracujacych jak tutaj.
Szybko sobie znalazl czyli kompletnie emocjonalne (zeby nie bylo brzydko )d.....o,
Moj maz zaluje bardzo teraz zaczynam to widziec ,ma zal do siebie ,ale dal juz spokuj wraca pozno ,siedzi po pracy u przyjaciela ,wraca gdy spie.

10 807

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Właśnie o to chodzi,że ja nie mam pojęcia czy on kogoś ma i jakie ma plany na dalsze życie. Ja sobie sama w głowie stwarzam czarne opowieści, byle się zdołować. Trudne to jest do opisania, nie wiem skąd to się bierze, pewnie z dzieciństwa. Mam tak,że wymyślam sobie w głowie smutne sceny, albo co by było gdyby... i wyobrażam sobie coś niemiłego. Masakra!
Co do rozwodu, narazie go odkładam. W tym momencie nie ma już dla mnie aż takiego znaczenia. Mam ogromną potrzebę spokoju, wyciszenia, pobycia samej ze sobą, rozpoznania swoich myśli i potrzeb. A chaos związany z wyjazdem do PL, rodzicami, rozprawą... Jeszcze nie jestem gotowa. Myślę,że przyjdzie na to czas. Przynajmniej nie będę musiała w sądzie nic wymyślać...

10 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Macie rację. Zatraciłam samą siebie. Wszystko we własnej głowie uzależniłam od niego. Pytacie co mnie kiedyś cieszyło?! I wiecie, że myślę nad tym od dłuższego czasu i wciąż pustka. Osiągnęłam swoje cele życiowe i zawodowe, do których z prędkością światła dążyłam i stanęłam w miejscu.

Wiem, że muszę się zmienić sama dla siebie, ale jak widzicie strasznie opornie mi to idzie. Pół życia spędziłam z mężem i jest to wszystko we mnie zakorzenione, że wyleźć nie może. Najbardziej dołuje mnie ta sytuacja w domu, która nie poprawia się w ogóle. Zaczynam myśleć jak było ze mną, gdy byłam sama z dzieckiem.....było mnóstwo cierpienia, ale był spokój psychiczny ogromny.....

Anstawio-mam też manię układania sobie czarnych scenariuszy w głowie, to wychodzi mi znakomicie.....

10 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, skoro osiągnęłaś sukces zawodowy z prędkością światła, to i sukces osobysty z tą samą prędkością możesz osiągnąć wink
Chyba za dużo w Twojej głowie niepewności i brak wiary. Ale myślę,że to w końcu przyjdzie. W końcu znajdziesz wskazówki, odpowiedz i cel.

Poza tym mam ostatnio takie myśli, dlaczego nie tęsknię, nie płaczę, nie ma we mnie kompletnie empatii, takich kobiecych emocji. Wszystko poszło jak burza i zero emocji... Chyba coś ze mną nie tak? hmm

10 810

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, a może zamiast układać czarne scenariusze, zacznij układać scenariusz jak można być szczęśliwą nie tkwiąc w toksycznym związku. Bo uwierz w końcu, że można wieść szczęsliwe życie nie poświęcając go dla mężczyzny.

10 811

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Właśnie o to chodzi,że ja nie mam pojęcia czy on kogoś ma i jakie ma plany na dalsze życie. Ja sobie sama w głowie stwarzam czarne opowieści, byle się zdołować. Trudne to jest do opisania, nie wiem skąd to się bierze, pewnie z dzieciństwa. Mam tak,że wymyślam sobie w głowie smutne sceny, albo co by było gdyby... i wyobrażam sobie coś niemiłego. Masakra!
Co do rozwodu, narazie go odkładam. W tym momencie nie ma już dla mnie aż takiego znaczenia. Mam ogromną potrzebę spokoju, wyciszenia, pobycia samej ze sobą, rozpoznania swoich myśli i potrzeb. A chaos związany z wyjazdem do PL, rodzicami, rozprawą... Jeszcze nie jestem gotowa. Myślę,że przyjdzie na to czas. Przynajmniej nie będę musiała w sądzie nic wymyślać...

aaaaaaaaaaaaa.oj to nie dobrze taka pesymistka z Ciebie ,ja jestem optymistka moj m powiedzial ze az za bardzo ,hehhe,
Dla kazdego to inne przezycie dla mnie rozwod jest wazny niewiem sama dlaczego to takie definitywne odciecie sie i rozpoczecia nowego zycia i czlowiek z moim charakterem dopiero odzyska spokoj chyba juz po rozwodzie tak mysle bo taka jestem, A UWILBIAM ROZMAIWAC SAMA ZE SOBOM jestem ze sobom szczera moze dlatego mi dobrze samej ze sobom

10 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Właśnie o to chodzi,że ja nie mam pojęcia czy on kogoś ma i jakie ma plany na dalsze życie. Ja sobie sama w głowie stwarzam czarne opowieści, byle się zdołować. Trudne to jest do opisania, nie wiem skąd to się bierze, pewnie z dzieciństwa. Mam tak,że wymyślam sobie w głowie smutne sceny, albo co by było gdyby... i wyobrażam sobie coś niemiłego. Masakra!
Co do rozwodu, narazie go odkładam. W tym momencie nie ma już dla mnie aż takiego znaczenia. Mam ogromną potrzebę spokoju, wyciszenia, pobycia samej ze sobą, rozpoznania swoich myśli i potrzeb. A chaos związany z wyjazdem do PL, rodzicami, rozprawą... Jeszcze nie jestem gotowa. Myślę,że przyjdzie na to czas. Przynajmniej nie będę musiała w sądzie nic wymyślać...

aaaaaaaaaaaaa.oj to nie dobrze taka pesymistka z Ciebie ,ja jestem optymistka moj m powiedzial ze az za bardzo ,hehhe,
Dla kazdego to inne przezycie dla mnie rozwod jest wazny niewiem sama dlaczego to takie definitywne odciecie sie i rozpoczecia nowego zycia i czlowiek z moim charakterem dopiero odzyska spokoj chyba juz po rozwodzie tak mysle bo taka jestem, A UWILBIAM ROZMAIWAC SAMA ZE SOBOM jestem ze sobom szczera moze dlatego mi dobrze samej ze sobom

10 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Liwio, a co sprawiłoby, żebyś znowu zaczęła czuć do siebie szacunek,na który na pewno zasługujesz?
I nie zastanawiaj się co mu takiego zrobiłaś, skoro wiesz,że nie jesteś niczemu winna. Nie ma sensu tracić na to energii, czasu i życia. Poza tym, on się na pewno nie zmieni, jeżeli sam tego nie będzie chciał.

Ja myślałam,że jak zacznę pracę nad sobą, to mój jmąż też się zmieni. A on był mega zadowolony, bo myślał,że skoro zaczęłam chodzić do psychologa, to się zmienię i zaakceptuję go takim jaki jest a nie będę ciągle z nim walczyć. Jak to zrozumiałam, to wiedziałam,że nie ma sensu ciągnąć tego związku. Ja tracę nerwy, panowanie nad sobą, kasę na psychologa, a on i tak nic nie robi żeby było lepiej... 
A hormony w naszym organizmie zmieniają się i wpływają na nasze emocje. Ale to co my zrobimy z tymi emocjami, to już inna sprawa. Wiele czynników zewnętrznych wpływa no to,że stajemy się rozdrażnione, mamy powód do histerii, wybuchów złości, płaczu itp. Skądś to się bierze, przyczyna- skutek...

Nie mam pojęcia co sprawiłoby, żebym zaczęła mieć do siebie szacunek jak kiedyś. Czasem myślę, że tylko on mógłby to sprawić, bo też on "utwierdza" mnie w przekonaniu, że jestem do kitu, z drugiej strony wiem jednak, że to chore myślenie.
Praca nad sobą-tak Anstawio-mam prawie identycznie. Ja w zasadzie mam pracować nad sobą, ale on nie musi jak widać. Mój wysiłek ma być największy. Choć już teraz chyba zwisa mu czy ja się zmienię, a to, że on się zmieni jest bez cienia szans. Tak-zmieniać mam się tak jak Ty-byle go akceptować ze wszystkim i będzie miał święty spokój. A ja nigdy nie zaakceptuję jego popijania, pisania nocnych smsów i kłamstw. Nigdy! Nie jestem do tego zdolna, chociażby nie wiem co.
Hormony-tak, teraz sobie tylko dzięki Tobie potwierdzam, że czynniki zewnętrzne maja na to wpływ ogromny, bo kiedyś taka nie byłam. Obecnie potrafię nad sobą zapanować, ale te wszystkie frustracje powodowane ciągnącą się sytuacją - napędzają cały mój mechanizm przed ciężkimi dniami.

Zmieniać coś w sobie bez niego. On szacunku Tobie samej nie przywróci, robi wszystko żebyś go sama do siebie nie miała wydaje mi się.

10 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Nic nie bierze się z niczego.:)
Ja myślę, że Liwia nie wie co przywróci jej szacunek do samej siebie, jest zagubiona. Ale może takie tylko jest moje wrażenie. Liwio?

Zagubiona to nawet chyba mało powiedziane Hm. Do tego niepewna, zdołowana, bez nadziei chyba już na odnalezienie własnej drogi. Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?!

Powiedz jak widzisz swoje szczęśliwe życie, jak miałoby ono wyglądać?

10 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Mi juz wraca dobry nastroj,heheh chwilami mam dolki ,ale czy bezbolesnie mozna odejsc bez bolu jesli sie kochalo? ,nie niemozna .Pozatym jestem bardzo szczesliwa kobieta.
Milego dzionka zycze

Pati, nie smuć się już i nie martw. Będzie dobrze. Dołki miną.
Myślę,że to dobrze,że Twój mąż jedzie na wakacje. Będziesz mogła trochę pobyć sama ze sobą zanim się rozstaniecie. Ciesz się życiem, bo warto!
Miłego dnia.

Ja mam tendencję do myślenia, co by było gdyby...
-okazało się,że mój jmąż już ma kogoś
-mój jmąż zdecydował się na powrót do PL
Obie te sytuacje sprawiają,że czuję niepokój. A doświadczenia wiem, że moje scenariusze się nie sprawdzają, albo okazują się nie takie straszne na jakie wyglądają big_smile

Jak to ma kogoś, już?

10 816

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Macie rację. Zatraciłam samą siebie. Wszystko we własnej głowie uzależniłam od niego. Pytacie co mnie kiedyś cieszyło?! I wiecie, że myślę nad tym od dłuższego czasu i wciąż pustka. Osiągnęłam swoje cele życiowe i zawodowe, do których z prędkością światła dążyłam i stanęłam w miejscu.

Wiem, że muszę się zmienić sama dla siebie, ale jak widzicie strasznie opornie mi to idzie. Pół życia spędziłam z mężem i jest to wszystko we mnie zakorzenione, że wyleźć nie może. Najbardziej dołuje mnie ta sytuacja w domu, która nie poprawia się w ogóle. Zaczynam myśleć jak było ze mną, gdy byłam sama z dzieckiem.....było mnóstwo cierpienia, ale był spokój psychiczny ogromny.....

Anstawio-mam też manię układania sobie czarnych scenariuszy w głowie, to wychodzi mi znakomicie.....

Liwio, a jakby tak o tym nie myśleć?

Szczęściaro, osiągnęłaś zawodowe cele, to ogromny sukces. A ja jestem zblokowana, nie mogę, nie daje rady, może to brak wiary w siebie. Nie mam do tego siły. Książki, czytam mnóstwo, ale nie mogę zdawać egzaminów im bardziej  coś muszę tym bardziej nie mogę. Ale ja od dziecka byłam tak jakoś zblokowana. wszystko musiałam sama odkrywać. Dosłownie wszystko.

10 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Mi juz wraca dobry nastroj,heheh chwilami mam dolki ,ale czy bezbolesnie mozna odejsc bez bolu jesli sie kochalo? ,nie niemozna .Pozatym jestem bardzo szczesliwa kobieta.
Milego dzionka zycze

Pati, nie smuć się już i nie martw. Będzie dobrze. Dołki miną.
Myślę,że to dobrze,że Twój mąż jedzie na wakacje. Będziesz mogła trochę pobyć sama ze sobą zanim się rozstaniecie. Ciesz się życiem, bo warto!
Miłego dnia.

Ja mam tendencję do myślenia, co by było gdyby...
-okazało się,że mój jmąż już ma kogoś
-mój jmąż zdecydował się na powrót do PL
Obie te sytuacje sprawiają,że czuję niepokój. A doświadczenia wiem, że moje scenariusze się nie sprawdzają, albo okazują się nie takie straszne na jakie wyglądają big_smile

Jak to ma kogoś, już?

Chciałam wam napisać jakie sobie wkręcam jazdy i chyba same się wkręciłyście hahaha
Nie wiem, czy mój jmąż ma już kogoś. Ale ja sobie takie jazdy wkręcam. No już nieistotne...

10 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak sobie jakoś zrozumiałam. No nic.

10 819

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Wiem, że muszę się zmienić sama dla siebie, ale jak widzicie strasznie opornie mi to idzie. Pół życia spędziłam z mężem i jest to wszystko we mnie zakorzenione, że wyleźć nie może(...)

Jak ulał pasuje to do mojej sygnatury. tongue



Poza tym, nie musisz się zmieniać.
Jest mnóstwo kobiet żyjących podobnie do Ciebie. Mnóstwo kobiet, które cały czas "mają pod górkę". Mnóstwo kobiet, które szukają różnorakich usprawiedliwień dla siebie i swego tkwienia w nieudanych związkach.

10 820

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak się w coś wdepnie to albo idziemy z takim butem i nic nie robimy, albo lecimy pod zlew lub ścieramy trawą. Inaczej wrośnie i zostanie. Może za ostro.

10 821

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak się w coś wdepnie to albo idziemy z takim butem i nic nie robimy, albo lecimy pod zlew lub ścieramy trawą. Inaczej wrośnie i zostanie. Może za ostro.

Ale jak się wysuszy, to się samo wykruszy big_smile

10 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A widzisz.
Wyglada nieładnie, więc samo odpadnie. hmm

10 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziekuje za odpowiedzi,wiem ze zycie sie n9ie skonczylo ale teraz tak to odczuwam.Wielokropku bardzo chcialabym byc szczesliwa sama ze soba ale nie umiem tak.wydaje mi sie ze bez niego zostalam juz calkiem samotna i bede.....dzis troche lepiej,ale jak mam z nim caly czas kontakt to boje sie ze te blizny sie nie zagoją ...ale niechce urywac calkiem kontaktu,zbyt bolesne to jest choc powinnam i mialabym spokoj.... co to za zycie bez miłosci.

10 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Dziekuje za odpowiedzi,wiem ze zycie sie n9ie skonczylo ale teraz tak to odczuwam.Wielokropku bardzo chcialabym byc szczesliwa sama ze soba ale nie umiem tak.wydaje mi sie ze bez niego zostalam juz calkiem samotna i bede.....dzis troche lepiej,ale jak mam z nim caly czas kontakt to boje sie ze te blizny sie nie zagoją ...ale niechce urywac calkiem kontaktu,zbyt bolesne to jest choc powinnam i mialabym spokoj.... co to za zycie bez miłosci.

Kobieto!
Jesteś pewna, że masz tylko 30 lat?
Jeśli tak, to całe, długie życie PRZED Tobą.

Nie umiesz być szczęśliwą?
Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Wiem jednak, że MOŻESZ się tego nauczyć.

10 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Każdy ma jakiś krzyż. Jeden ledwo wiąże koniec z końcem, nie widzi sensu bo na nic go nie stać.
Inny został zdradzony, porzucony, odepchnięty, nie może sobie z tym poradzić, nie widzi sensu.
Jeden ma to, inny tamto.
U trzeciego znów wali się na gruncie związkowym i finansowym, a może tak mu się tylko wydaje. Może nie jest tak źle.

Kiedy myślimy dobrze żyje nam się łatwiej. Zawsze jest jakieś wyjście. Nie ma sytuacji bez rozwiązania. Zawsze jest jakaś droga.

Truskaweczko, przegląd duszy trzeba zrobić, tego malutkiego pokoiku duszyczkowego z różnymi drzwiami, okienkami, schowkami i szufladkami. Nie przeoczyłaś czegoś? Miejsca o którym zapomniałaś, a w którym tkwi rozwiązanie?

10 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedy ktoś mówił mi znajdź dobre strony, mów sobie miłe rzeczy...zawsze pytałam. Po co? Co to da?

10 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak ja mam myslec ze bedzie dobrze jak rok temu zostawil mnie mąz,zostalam bez pracy wtedy z niczym,a teraz On mimo ze moge na niego liczyc..ledwo co załapałam sie do pracy teraz jeszce niewiem czy napewno zostane,mieszkam sam z synkiem,ledwo nam starcza na zycie,wynajmuje mieszkanie z dzieckiem,maz mi nic nie płaci na dziecko,jeszcze na papierze jestesmy malzenstwem.i jeszce teraz On tak mnie zawiódł tak bardzo mi był bliski....wiem ze czas jest tutaj najlepszym doradca ale tak mi cięzko.....

10 828 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-29 23:21:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Jak ja mam myslec ze bedzie dobrze jak rok temu zostawil mnie mąz,zostalam bez pracy wtedy z niczym,a teraz On mimo ze moge na niego liczyc..ledwo co załapałam sie do pracy teraz jeszce niewiem czy napewno zostane,mieszkam sam z synkiem,ledwo nam starcza na zycie,wynajmuje mieszkanie z dzieckiem,maz mi nic nie płaci na dziecko,jeszcze na papierze jestesmy malzenstwem.i jeszce teraz On tak mnie zawiódł tak bardzo mi był bliski....wiem ze czas jest tutaj najlepszym doradca ale tak mi cięzko.....

Kochana, minął rok, a Ty nadal żyjesz. Wow! Jak to możliwe? Może popatrz na to z tej strony- przetrwałaś, masz siłę, jesteś twarda, mądra...Niejedna na Twoim miejscu by się poddała, upadła, nie wiadomo gdzie wylądowała... A Ty dajesz sobie radę!
Poza tym, albo ja czegoś nie rozumiem, albo nie wiem co? Raz piszesz, że możesz na niego liczyć, później,że Ci nic nie płaci,że Cię zawiódł ??
Dlaczego jeszcze się nie rozwiodłaś,a alimenty?? Na co czekasz?

10 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

rok temu zostawil mnie mąż.....i jakos dalam rade coc roznie bywało,a liczyc moge na tego ktory obecnie mnie zranił....poznałam go po tym jak mnie maz zostawil,po 2 miesiacach..bo głupia jestem.i dlatego mi ciezko.......A meza mi zawsze bylo szkoda i go nie podawalm o alimenty ale teraz juz musze bo chyba nie ma wyjscia,mam juz napisany pozew,brakuje tylko aktu małzenstwa.jakos nie mam na nic siły,nawet rano wstac.masakra.

10 830 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-29 23:33:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tą "prędkością światła" chyba przesadziłam tongue , ale kiedyś dążyłam do celu samodzielnie, nikt nie potrzebował mnie wielce wspierać, bo sama "tego" chciałam i tak miało być. Co do zawodowych sukcesów - nawet w oświacie takowe mogą być smile Ta dziedzina idzie ok. ale prywatna kuleje niemiłosiernie.

Wielokropku-nie będę w tym tkwić, bo nie wyrażam na to wszystko zgody, mam problem z własną decyzyjnością, konsekwencją i nad tym nalezy mi się chyba na razie skupić.

Podziwiam Waszą siłę dziewczyny, podziwiam......i chcę tak jak Wy, bardzo chcę!!!!

Truskaweczko, czerp siłę od dziewczyn tutaj, czerp ile się da!

10 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

rok temu zostawil mnie mąż.....i jakos dalam rade coc roznie bywało,a liczyc moge na tego ktory obecnie mnie zranił....poznałam go po tym jak mnie maz zostawil,po 2 miesiacach..bo głupia jestem.i dlatego mi ciezko.......A meza mi zawsze bylo szkoda i go nie podawalm o alimenty ale teraz juz musze bo chyba nie ma wyjscia,mam juz napisany pozew,brakuje tylko aktu małzenstwa.jakos nie mam na nic siły,nawet rano wstac.masakra.

Czasami najlepiej jest liczyć tylko na siebie, niestety. Sama widzisz, że dałaś radę, dasz i teraz smile już to wiem!
To normalne, że się kogoś poznaje, angażuje w związki. Ale widzisz, że popełniłaś błąd, masz pewnego rodzaju nauczkę, z której trzeba czerpać korzyści.
Nie poddawaj się! Wiem,że ciężko jest wstać rano z łóżka kiedy wydaje Ci się,że Twoje życie jest do bani, nic Ci się  nie układa. Ale to Ci się tylko WYDAJE,prawda jest zupełnie inna. Masz tak naprawdę ogromny potencjał w sobie, bardzo dużo energii, tylko o tym jeszcze nie wiesz:) Ale uwierz mi, że tak jest. A facet to nie koniec świata. Odszedł, zranił, bywa. Ty musisz iść dalej, musisz się otrząsnąć, pozbierać, być twarda. Walcz o alimenty, są Ci bardzo potrzebne. Myśl o sobie i o dziecku. Mąż jest dorosły, nie musi Ci być go szkoda. To jemu powinno być szkoda Waszego dziecka!! Pomyśl o sobie, proszę Cię! Uwierz, że jak Ty sama się nie postarasz o szczęście dla siebie i dziecka, to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi!! Wierzę w Ciebie z całego mojego serducha! Wierzę,że jesteś silną i mądrą kobietą! Dasz sobie radę. I nie wiń siebie za to,że zaangażowałaś się w kolejny związek i znowu zostałaś zraniona. To nie świadczy o Twojej głupocie, tylko o wrażliwości, o potrzebie bycia kochaną, docenianą- bo tego niestety my kobiety kochające za bardzo najbardziej pragniemy. Ale nigdy tego nie otrzymamy, jeżeli najpierw nie pokochamy i zaakceptujemy siebie.
Powiem Ci,że ja jestem pierwszy raz w życiu sama, samiuteńka. Nie mam znajomych, rodziny. Kasy też nie mam za wiele. Ale mam siebie:) I postawiłam na siebie. Uczę się siebie:) i kocham tą moją samotność! Kocham siebie!
I życzę Ci, żebyś była szczęśliwie samotna po to, by następny Twój facet był Twoim szczęściem!!

10 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Z tą "prędkością światła" chyba przesadziłam tongue , ale kiedyś dążyłam do celu samodzielnie, nikt nie potrzebował mnie wielce wspierać, bo sama "tego" chciałam i tak miało być. Co do zawodowych sukcesów - nawet w oświacie takowe mogą być smile Ta dziedzina idzie ok. ale prywatna kuleje niemiłosiernie.

Wielokropku-nie będę w tym tkwić, bo nie wyrażam na to wszystko zgody, mam problem z własną decyzyjnością, konsekwencją i nad tym nalezy mi się chyba na razie skupić.

Podziwiam Waszą siłę dziewczyny, podziwiam......i chcę tak jak Wy, bardzo chcę!!!!

Truskaweczko, czerp siłę od dziewczyn tutaj, czerp ile się da!

Liwio, ja też Ciebie podziwiam! W moich oczach robisz postępy. Zreszta, ja wróżę Ci sukces i wierzę,że dasz radę. Fantastycznie mi się Ciebie czyta, jak piszesz o sobie i odkrywasz z czym masz problem. To Twój duży sukces.
Wiesz już czego chcesz, na czym powinnaś się skupić, więc do dzieła!
Trzymam kciuki!

10 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Z tą "prędkością światła" chyba przesadziłam tongue , ale kiedyś dążyłam do celu samodzielnie, nikt nie potrzebował mnie wielce wspierać, bo sama "tego" chciałam i tak miało być. Co do zawodowych sukcesów - nawet w oświacie takowe mogą być smile Ta dziedzina idzie ok. ale prywatna kuleje niemiłosiernie.

Wielokropku-nie będę w tym tkwić, bo nie wyrażam na to wszystko zgody, mam problem z własną decyzyjnością, konsekwencją i nad tym nalezy mi się chyba na razie skupić.

Podziwiam Waszą siłę dziewczyny, podziwiam......i chcę tak jak Wy, bardzo chcę!!!!

Truskaweczko, czerp siłę od dziewczyn tutaj, czerp ile się da!

Liwio, ja też Ciebie podziwiam! W moich oczach robisz postępy. Zreszta, ja wróżę Ci sukces i wierzę,że dasz radę. Fantastycznie mi się Ciebie czyta, jak piszesz o sobie i odkrywasz z czym masz problem. To Twój duży sukces.
Wiesz już czego chcesz, na czym powinnaś się skupić, więc do dzieła!
Trzymam kciuki!

Drogie panie zauważyłam,że jak Was nie czytam,nie piszę to cofam się,zaczynam tęsknić...taplam się w swoim błotku...

Buziaki dla wszystkich Pań,a zwłaszcza nowych :*

10 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ale skoro cenisz sobie WOLNOŚĆ, to ten kraj musi Ci to dawać, skoro nadal tam mieszkasz i żyjesz?

Wlasnie Anastawio, tak sie sklada, ze jak juz rozwiodlam sie z mezem Finem to wlasciwie nic mnie tu poza szkola starszego dziecka nie trzyma. I jestem na etapie zalatwiania powrotu do ojczyzny. Jakiej by nie bylo ale wlasnej.

10 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ale skoro cenisz sobie WOLNOŚĆ, to ten kraj musi Ci to dawać, skoro nadal tam mieszkasz i żyjesz?

Wlasnie Anastawio, tak sie sklada, ze jak juz rozwiodlam sie z mezem Finem to wlasciwie nic mnie tu poza szkola starszego dziecka nie trzyma. I jestem na etapie zalatwiania powrotu do ojczyzny. Jakiej by nie bylo ale wlasnej.

hm, Mussuka ma jedynie mezczyzne Czecha ale poki co jeszcze mieszka w lodolandii:)

10 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ale skoro cenisz sobie WOLNOŚĆ, to ten kraj musi Ci to dawać, skoro nadal tam mieszkasz i żyjesz?

Wlasnie Anastawio, tak sie sklada, ze jak juz rozwiodlam sie z mezem Finem to wlasciwie nic mnie tu poza szkola starszego dziecka nie trzyma. I jestem na etapie zalatwiania powrotu do ojczyzny. Jakiej by nie bylo ale wlasnej.

To w takim razie trzymam kciuki żebyś znalazła wolność w PL!

Ja narazie nie zamierzam wracać do kraju. Nie czuję takiej potrzeby. Polska jest i będzie moją ojczyzną i wiem,że zawsze na mnie będzie czekać. Ale narazie czuję się obywatelem świata. Czuję się dobrze w Holandii. Dopiero odkrywam swoją drogę ku wolności smile

10 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussuko, info niepełne. Czech by na panelu to może tak mi jakoś zakodowało się smile
Działasz międzynarodowo. I Czech w Finlandii wink

Liwio ponoć dla chcącego nic trudnego, ale mamy takie okresy w życiu, że nie potrafimy podjąć tej najważniejszej decyzji, a zastanawianie się pogarsza tylko sytuację. Im bardziej myślimy, tym bardziej nie wiemy. Myślę, że w takim wypadku to kwestia czasu. Jeśli już raz to przerabiałaś uczucia po nie są Ci obce. Uporasz się z tym. Jestem tego pewna.

U mnie nowości.
Kredyt jm dostał chyba pismo o zabezpieczeniu, bo dzwonił wkur...wyzwiskami sypał, akurat w szkole na świetlicy byłam. Straszył, coś tam ble, ble, ble.
Wczoraj, wzorowy tatuś przyszedł do szkoły przed zebraniem, nie chciałam się z nim spotkać, a poszłam od salę, ile się nawykładał informacji. Więc oficjalnie zaznaczył, że on tej swojej połówki kredytu spłacał już nie będzie, bo półtora roku spłacał i teraz żebym sobie sama płaciła. Bo on ma zobowiązania i chce się nimi zająć. Że uczciwy, że takie tam, że ja nie płaciłam. A z tym kredytem to jest tak, że on go dostał, on dochody przedstawiał, a ja tylko podpisałam, ale musiałam, w przeciwnym wypadku dużo więcej na głowie bym miała. Płacę co miesiąc ratę tysiąc złotych. Na życie zostaje mi jakieś 800 zł. Ledwo żyję, brakuje zawsze. A ten teraz płacił nie będzie.
Kiedyś przestał płacić jak sobie dziecko zabierał. Miał pretensje straszne, że on dziecko wychowywał, wychowywał przez duże W. I nie interesowało nikogo, że nie ma. Ja wtedy nie miałam pracy. Ja płaciłam wszystkie raty i rachunki ze swojej pensji. Grosza nie miałam z tego, a on mi wypomniał "że żarłam za jego". No i ubrania moje tez jego były. Skur...
I wyobraźcie sobie, że jak on teraz przestanie płacić to sytuacja wygląda tak, że restrukturyzacja jest na 1000, podpisaliśmy w banku ile każdy z nas płaci, każdy ma osobny dokument, ale jak jedno przestanie płacić to banku nie interesuje, bo ma być minimum tyle a tyle wpływu. No i klops. Ten się nie boi no bo twierdzi, że nic nie ma. Autko na kochankę oczywiście. Biedactwo. No i umowa na pól etatu, a 17 tys prawie to mu się "uzbierało". Aż się prosi wziąć bejzbola i pojechać równo.
Ja mogę mieć kłopot no bo mogę, może nie będę o tym. Prawnik mnie uspokaja, ale ja nie mam przekonania. Mam jakby co stracić. A kuźwa nie stać mnie tyle płacić. Muszę z bankiem gadać. Teoretycznie mówią, że to jest minimalnie rozłożone, w sensie najbardziej jak się da.
Mściwy frajer. Straszył już dawno, że jak dziecko zabiorę płacił nie będzie. Nienawidzę śmiecia. I tej jego...

10 838 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-05-30 09:55:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja mam Anstawio okres wedrowek za soba. Mieszkalam juz i w UK kilka lat i teraz ponad 12 w Finlandii, duzo tez podrozuje. Majac tyle lat ile mam, wiem juz, ze moj dom to Polska, tam czuje sie najlepiej. Ale do poczucia pelni wolnosci potrzebna jest kasa:) I o to wlasnie teraz walcze;)

hm - uzupelnia dane: ja z PL, byly maz z FIN, corka - PL- FIN, syn - PL (ale z taty z IRL), obecny partner - CZ, miejsce zamieszkania - FIN, docelowo - PL albo CZ albo jeszcze GER (D - na rejestracjach). Jakies datki z Unii mi sie naleza za krzewienie przyjazni miedzy narodami:). Parcuje tez na terenach kilku panstw:)

10 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tutaj nie ma czego szukać w tej Polsce. Jest coraz gorzej.

Ja to sobie jeszcze pocierpię. Rozstanie z tą gnida będzie mnie kosztowało bardzo, bardzo drogo. Może uda się sądownie podzielić ten kredyt.

Wiecie on daje 300 zł na dziecko, i chyba musi być bardzo głupi będąc przekonanym, że ja zapłacę. Będzie własnemu dziecku odbierał?
Ja już się z komornikiem uporałam. I wyobraźcie sobie, że ja poszłam w dwa ognie bo mam adres zameldowania, jakbym nie miała pewnie by mnie nie znaleźli. Jego nie ruszyli, nikt nawet nie próbował go szukać. I ja musiałam zawiesić i koszty na mnie. Wiem, że to jest nie zgodne z prawem, znaczy może nie do końca zgodne, co zrobił komornik. I jak ten frajer rzeczywiście nie zapłaci to ja tego tak nie zostawię. Wystarczająco się wycierpieliśmy z dzieckiem przez skur...
Dziecko było przez niego terroryzowane. Wszyscy nauczyciele, którzy mają z dzieckiem kontakt w szkole zgodnie potwierdzają, że jest diametralna zmiana w jego zachowaniu. Psychopata nad własnym dzieckiem się znęcał. Wiecie co robił, co dalej robi. Straszy go swoja mina, jak mówi mały i zmusza, żeby powiedział co się dzieje u mnie w domu. Przedtem dziecko słuchało różnych rzeczy, które mówił popier... tatuś, i chcąc nie chcąc wpływ miały na dziecko. Np. jednego rau nachlany mówił do malutkiego dziecka "...wiesz co to jest prostytutka?, to jest Pani, która bierze pieniądze za to, że idzie gdzieś tam ... i to było w odniesieniu do mnie."
Nie zapomnę tego psychopatycznego wyrazu jego mordy. Ścierwo,

10 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Ja mam Anstawio okres wedrowek za soba. Mieszkalam juz i w UK kilka lat i teraz ponad 12 w Finlandii, duzo tez podrozuje. Majac tyle lat ile mam, wiem juz, ze moj dom to Polska, tam czuje sie najlepiej. Ale do poczucia pelni wolnosci potrzebna jest kasa:) I o to wlasnie teraz walcze;)

hm - uzupelnia dane: ja z PL, byly maz z FIN, corka - PL- FIN, syn - PL (ale z taty z IRL), obecny partner - CZ, miejsce zamieszkania - FIN, docelowo - PL albo CZ albo jeszcze GER (D - na rejestracjach). Jakies datki z Unii mi sie naleza za krzewienie przyjazni miedzy narodami:). Parcuje tez na terenach kilku panstw:)

To skomplikowane. Międzynarodowa Mussuka smile

10 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kredyt jm dostał chyba pismo o zabezpieczeniu, bo dzwonił wkur...wyzwiskami sypał, akurat w szkole na świetlicy byłam. Straszył, coś tam ble, ble, ble.
Wczoraj, wzorowy tatuś przyszedł do szkoły przed zebraniem, nie chciałam się z nim spotkać, a poszłam od salę, ile się nawykładał informacji. Więc oficjalnie zaznaczył, że on tej swojej połówki kredytu spłacał już nie będzie, bo półtora roku spłacał i teraz żebym sobie sama płaciła. Bo on ma zobowiązania i chce się nimi zająć. Że uczciwy, że takie tam, że ja nie płaciłam. A z tym kredytem to jest tak, że on go dostał, on dochody przedstawiał, a ja tylko podpisałam, ale musiałam, w przeciwnym wypadku dużo więcej na głowie bym miała. Płacę co miesiąc ratę tysiąc złotych. Na życie zostaje mi jakieś 800 zł. Ledwo żyję, brakuje zawsze. A ten teraz płacił nie będzie.
Kiedyś przestał płacić jak sobie dziecko zabierał. Miał pretensje straszne, że on dziecko wychowywał, wychowywał przez duże W. I nie interesowało nikogo, że nie ma. Ja wtedy nie miałam pracy. Ja płaciłam wszystkie raty i rachunki ze swojej pensji. Grosza nie miałam z tego, a on mi wypomniał "że żarłam za jego". No i ubrania moje tez jego były. Skur...
I wyobraźcie sobie, że jak on teraz przestanie płacić to sytuacja wygląda tak, że restrukturyzacja jest na 1000, podpisaliśmy w banku ile każdy z nas płaci, każdy ma osobny dokument, ale jak jedno przestanie płacić to banku nie interesuje, bo ma być minimum tyle a tyle wpływu. No i klops. Ten się nie boi no bo twierdzi, że nic nie ma. Autko na kochankę oczywiście. Biedactwo. No i umowa na pól etatu, a 17 tys prawie to mu się "uzbierało". Aż się prosi wziąć bejzbola i pojechać równo.
Ja mogę mieć kłopot no bo mogę, może nie będę o tym. Prawnik mnie uspokaja, ale ja nie mam przekonania. Mam jakby co stracić. A kuźwa nie stać mnie tyle płacić. Muszę z bankiem gadać. Teoretycznie mówią, że to jest minimalnie rozłożone, w sensie najbardziej jak się da.
Mściwy frajer. Straszył już dawno, że jak dziecko zabiorę płacił nie będzie. Nienawidzę śmiecia. I tej jego...

malo zrozumialam:( na kogo jest kredyt i kredyt na co? Kto w banku figuruje jako splacajacy? Ty, on, oboje?

10 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Tutaj nie ma czego szukać w tej Polsce. Jest coraz gorzej.

Ja to sobie jeszcze pocierpię. Rozstanie z tą gnida będzie mnie kosztowało bardzo, bardzo drogo. Może uda się sądownie podzielić ten kredyt.

Wiecie on daje 300 zł na dziecko, i chyba musi być bardzo głupi będąc przekonanym, że ja zapłacę. Będzie własnemu dziecku odbierał?
Ja już się z komornikiem uporałam. I wyobraźcie sobie, że ja poszłam w dwa ognie bo mam adres zameldowania, jakbym nie miała pewnie by mnie nie znaleźli. Jego nie ruszyli, nikt nawet nie próbował go szukać. I ja musiałam zawiesić i koszty na mnie. Wiem, że to jest nie zgodne z prawem, znaczy może nie do końca zgodne, co zrobił komornik. I jak ten frajer rzeczywiście nie zapłaci to ja tego tak nie zostawię. Wystarczająco się wycierpieliśmy z dzieckiem przez skur...
Dziecko było przez niego terroryzowane. Wszyscy nauczyciele, którzy mają z dzieckiem kontakt w szkole zgodnie potwierdzają, że jest diametralna zmiana w jego zachowaniu. Psychopata nad własnym dzieckiem się znęcał. Wiecie co robił, co dalej robi. Straszy go swoja mina, jak mówi mały i zmusza, żeby powiedział co się dzieje u mnie w domu. Przedtem dziecko słuchało różnych rzeczy, które mówił popier... tatuś, i chcąc nie chcąc wpływ miały na dziecko. Np. jednego rau nachlany mówił do malutkiego dziecka "...wiesz co to jest prostytutka?, to jest Pani, która bierze pieniądze za to, że idzie gdzieś tam ... i to było w odniesieniu do mnie."
Nie zapomnę tego psychopatycznego wyrazu jego mordy. Ścierwo,

hm, myslalas o prawniku i ograniczeniu mu dostepu do dziecka? Ew. o przeprowadzce do innego miasta?

10 843

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
hm... napisał/a:

Kredyt jm dostał chyba pismo o zabezpieczeniu, bo dzwonił wkur...wyzwiskami sypał, akurat w szkole na świetlicy byłam. Straszył, coś tam ble, ble, ble.
Wczoraj, wzorowy tatuś przyszedł do szkoły przed zebraniem, nie chciałam się z nim spotkać, a poszłam od salę, ile się nawykładał informacji. Więc oficjalnie zaznaczył, że on tej swojej połówki kredytu spłacał już nie będzie, bo półtora roku spłacał i teraz żebym sobie sama płaciła. Bo on ma zobowiązania i chce się nimi zająć. Że uczciwy, że takie tam, że ja nie płaciłam. A z tym kredytem to jest tak, że on go dostał, on dochody przedstawiał, a ja tylko podpisałam, ale musiałam, w przeciwnym wypadku dużo więcej na głowie bym miała. Płacę co miesiąc ratę tysiąc złotych. Na życie zostaje mi jakieś 800 zł. Ledwo żyję, brakuje zawsze. A ten teraz płacił nie będzie.
Kiedyś przestał płacić jak sobie dziecko zabierał. Miał pretensje straszne, że on dziecko wychowywał, wychowywał przez duże W. I nie interesowało nikogo, że nie ma. Ja wtedy nie miałam pracy. Ja płaciłam wszystkie raty i rachunki ze swojej pensji. Grosza nie miałam z tego, a on mi wypomniał "że żarłam za jego". No i ubrania moje tez jego były. Skur...
I wyobraźcie sobie, że jak on teraz przestanie płacić to sytuacja wygląda tak, że restrukturyzacja jest na 1000, podpisaliśmy w banku ile każdy z nas płaci, każdy ma osobny dokument, ale jak jedno przestanie płacić to banku nie interesuje, bo ma być minimum tyle a tyle wpływu. No i klops. Ten się nie boi no bo twierdzi, że nic nie ma. Autko na kochankę oczywiście. Biedactwo. No i umowa na pól etatu, a 17 tys prawie to mu się "uzbierało". Aż się prosi wziąć bejzbola i pojechać równo.
Ja mogę mieć kłopot no bo mogę, może nie będę o tym. Prawnik mnie uspokaja, ale ja nie mam przekonania. Mam jakby co stracić. A kuźwa nie stać mnie tyle płacić. Muszę z bankiem gadać. Teoretycznie mówią, że to jest minimalnie rozłożone, w sensie najbardziej jak się da.
Mściwy frajer. Straszył już dawno, że jak dziecko zabiorę płacił nie będzie. Nienawidzę śmiecia. I tej jego...

malo zrozumialam:( na kogo jest kredyt i kredyt na co? Kto w banku figuruje jako splacajacy? Ty, on, oboje?

Ja miałam wyrazić zgodę, a jednak zostałam współkredytobiorcą, nikt mnie nie pytał czy mam pracę, ile zarabiam. Musiałam to zrobić, Byłam przyciśnięta do muru. Ten kredyt jest konsolidacyjny na spłatę innych zadłużeń. Wiesz on guzik przynosił do domu, nie raz nie było ani grosza, były wybory typu czynsz czy jedzenie. Kiedyś przez 4 miesiące czynszu nie było za co zapłacić. Potem trzeba było mały remont. Przecież remont nie dla niego jak wczoraj powiedział.
Ja głupia brałam, bo on zapracowany i nieudolny i teraz mam. Musze jakoś wyjśc z tego obronną ręką.

10 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm, jaki bank? Otrzymujac kredyt musicie wykazac sie mozliwoscia splat wiec pod uwage brane musialy byc wasze wspolne dochody (on + Ty), czyli albo on mial wystarczajaco wysokie wtedy albo oboje razem mieliscie wystarczajaco.

Co to znaczy, ze zostalas przycisnieta do muru? Jak mozna zmusic kogos do zlozenia podpisu?

Ty nie pisz tutaj tylko idz po porade prawna co z tym fantem robic.

10 845 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-30 11:03:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Piszę do Was. Prawnik jest i z nim działam. Inne miasto chyba póki co odpada. Sytuacja beznadziejna. Coraz bardziej brakuje mi pieniędzy., Niedługo bez gaci na tyłku zostanę. Prawnika wzięłam, nie działam sama na ślepo. Za duże ryzyko, za wiele ciężkich spraw.

Dupek w piórka obrasta. Trz3pią kasę w pracy. Najśmieszniejsze jest zaświadczenie o zarobkach złożone do banku a teraz niby pół etatu przedstawia. Jaja.

Dam radę  Mussuko.

10 846

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie nikt nie pytał ani o dochody, ani o to czy pracę mam w ogóle.
Byłam zmuszona o tyle, że wszystkie zobowiązania wcześniejsze były na mnie. A jak zaczęło się kichać wszystko zostałoby na mojej głowie. A tak odpowiedzialność jest przynajmniej wspólna.

10 847

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tutaj piszę a swoje robię. Jedno drugiemu nie przeszkadza. Wiem, że to trudne.

10 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Dupek w piórka obrasta. Trz3pią kasę w pracy. Najśmieszniejsze jest zaświadczenie o zarobkach złożone do banku a teraz niby pół etatu przedstawia. Jaja.

A on te utrzepana kase w skarpecie trzyma czy tez na jakims koncie? W banku? Co latwo sprawdzi kazdy inny bank.

10 849

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W skarpecie sądzę, Znaczy kupili sobie nowe autko. Rocznik znam, cenę też. Widziałam nawet. Biedactwa. Moim kosztem.
Wyobraź sobie, że w momencie zaciągnięcia tamtego kredytu bank jemu otworzył konto (na którym ma minus), które służyć miało do spłat kredytu. Ja o tego konta nie mam nic. Nie jestem ani właścicielem, ani współ, ani pełnomocnikiem., A współwłaścicielem kredytu jestem niby. Czy to nie absurd?

10 850

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

W skarpecie sądzę, Znaczy kupili sobie nowe autko. Rocznik znam, cenę też. Widziałam nawet. Biedactwa. Moim kosztem.
Wyobraź sobie, że w momencie zaciągnięcia tamtego kredytu bank jemu otworzył konto (na którym ma minus), które służyć miało do spłat kredytu. Ja o tego konta nie mam nic. Nie jestem ani właścicielem, ani współ, ani pełnomocnikiem., A współwłaścicielem kredytu jestem niby. Czy to nie absurd?

Autko jesli jest na jego panne i ona jest wlasciciejlem jest JEJ, nawet jesli on nim jezdzi. I za nie zaplacil.

Co do splaty wspolnego kredytu: tu powinien pomoc prawnik a pozniej komornik. Jesli do splat zobowiazani byliscie po rowno. Banku nie interesuje, kto bedzie splacal, oni chca swoja kase ale prawnik powinien pomoc dojsc do tego, by sciagano i z niego. Nawet sadownie.

10 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam tu na forum wiele historii,kiedy kobieta zostaje po romansie meza..................,chwilami zaloje ze mam taki charakter ze niedalam sobie nawet sprobowac ,nawet przez chwile obmyslalm tylko w myslach jakby sie tu go pozbyc .Calkowicie wyparlam z swojego mozgu mozliwosc pozostania ,zajelo mi to dwa lata,teraz jestem pewna ze slusznie .Nie potrafie jednak zrozumiec jak te kobiety dalej potrafia zyc ,moze dlatego ze sama nigdy nie zdradzilam ani w realu ,ani na czatach,uwazam ze zycie oddaje z nawiazka za zlo ,dlatego obiecalam byc Wporzadku?
Niektore historie czytam i one same sie gubia w swoich klamstwach potem winny maz bo wkoncu zdradzil.
Moje zycie bylo tak inne
Dalczego tak sie pomylilam?
Dlaczego staje sie cyniczna i zimna?
Niewierze juz w ludzi nawet na forum patrze na niektorych z przymrozeniem oka,bo latwo byc ekstra w internecie,co sie ze mna dzieje ?
Dlaczego radze sobie super ,ale na ludzi patrze innym okiem?
Walcze o swoje zdanie ,bez tolerancji,jak dawniej?
Czy to konsekwencje ,tego co przeszlam?
Kim sie staje ,przeraza mnie to,wczesniej byla kobieca delikatnosc i wrazliwosc moim atutem ,a teraz?
Kiedys na komplement czerwienialam ,dzisiaj dumnie mowie dzieki ale i tak wiem?
Czy ja chce taka byc dokonca?
Rozczarowania zmieniaja wiem ,ale niechce sie stac zimna suka.........

10 852

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Właśnie o to chodzi,że ja nie mam pojęcia czy on kogoś ma i jakie ma plany na dalsze życie. Ja sobie sama w głowie stwarzam czarne opowieści, byle się zdołować. Trudne to jest do opisania, nie wiem skąd to się bierze, pewnie z dzieciństwa. Mam tak,że wymyślam sobie w głowie smutne sceny, albo co by było gdyby... i wyobrażam sobie coś niemiłego. Masakra!
Co do rozwodu, narazie go odkładam. W tym momencie nie ma już dla mnie aż takiego znaczenia. Mam ogromną potrzebę spokoju, wyciszenia, pobycia samej ze sobą, rozpoznania swoich myśli i potrzeb. A chaos związany z wyjazdem do PL, rodzicami, rozprawą... Jeszcze nie jestem gotowa. Myślę,że przyjdzie na to czas. Przynajmniej nie będę musiała w sądzie nic wymyślać...

A na mnie nakrzyczałaś, kiedy napisałam, że za wcześnie na składanie pozwu, ze potrzebujesz czasu na poukładanie wszystkiego w głowie sad

10 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wszytko się zgadza Mussuko. Sytuacja jest tragiczna. Bo on nie ma nic, a ma tyle. Gołodupiec jeden.
Ale musi być sposób.

10 854 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-30 14:04:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Właśnie o to chodzi,że ja nie mam pojęcia czy on kogoś ma i jakie ma plany na dalsze życie. Ja sobie sama w głowie stwarzam czarne opowieści, byle się zdołować. Trudne to jest do opisania, nie wiem skąd to się bierze, pewnie z dzieciństwa. Mam tak,że wymyślam sobie w głowie smutne sceny, albo co by było gdyby... i wyobrażam sobie coś niemiłego. Masakra!
Co do rozwodu, narazie go odkładam. W tym momencie nie ma już dla mnie aż takiego znaczenia. Mam ogromną potrzebę spokoju, wyciszenia, pobycia samej ze sobą, rozpoznania swoich myśli i potrzeb. A chaos związany z wyjazdem do PL, rodzicami, rozprawą... Jeszcze nie jestem gotowa. Myślę,że przyjdzie na to czas. Przynajmniej nie będę musiała w sądzie nic wymyślać...

A na mnie nakrzyczałaś, kiedy napisałam, że za wcześnie na składanie pozwu, ze potrzebujesz czasu na poukładanie wszystkiego w głowie sad

Przepraszam.
Na swoje usprawiedliwienie mogę napisać tyle, że gdybym wtedy nie wysłała tego pozwu do Polski, nie powiedziałabym o tym jmężowi, to myślę, że nie wyprowadziłby się. Nie chciałam się wyprowadzić.Poza tym, oczekiwałam, tak oczekiwałam od Was słów: bardzo dobrze zrobiłaś. Nikt mi tego nie powiedział, wręcz przeciwnie.
Taki miałam perfidny plan. Gdyby się nie wyprowadził, pozew poszedłby szybciutko, może nawet sądownie walczyłabym o to mieszkanie.
Moja mama dzwoniła dziś do mnie i pytała się czy się rozmyśliłam. Może dużo osób tak myśli ale ja już mam to gdzieś. Dla mnie to małżeństwo było fikcją, nie zamierzam już dalej bawić się w taki dom...
Sprawy z mężem mam już poukładane. Kilka dni temu dotarły do mnie inne sprawy tzw. mój główny problem, który blokuje mnie przed wyjazdem do Polski, domu rodzinnego. Dlatego ta rozwodowa formalność tak się przedłuża. Poza tym potrzebuję wsparcia psychologa. Moja psycholog wyjechała na urlop tuż przed tym jak mój mąż się wyprowadził. Niestety potrzebna jest mi jej pomocna dłoń, żeby  przejść dzieciństwo. Jeżeli będę gotowa spojrzeć rodzicom w oczy bez bólu, strachu i złości, to wyślę pozew.

10 855

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Czytam tu na forum wiele historii,kiedy kobieta zostaje po romansie meza..................,chwilami zaloje ze mam taki charakter ze niedalam sobie nawet sprobowac ,nawet przez chwile obmyslalm tylko w myslach jakby sie tu go pozbyc .Calkowicie wyparlam z swojego mozgu mozliwosc pozostania ,zajelo mi to dwa lata,teraz jestem pewna ze slusznie .Nie potrafie jednak zrozumiec jak te kobiety dalej potrafia zyc ,moze dlatego ze sama nigdy nie zdradzilam ani w realu ,ani na czatach,uwazam ze zycie oddaje z nawiazka za zlo ,dlatego obiecalam byc Wporzadku?
Niektore historie czytam i one same sie gubia w swoich klamstwach potem winny maz bo wkoncu zdradzil.
Moje zycie bylo tak inne
Dalczego tak sie pomylilam?
Dlaczego staje sie cyniczna i zimna?
Niewierze juz w ludzi nawet na forum patrze na niektorych z przymrozeniem oka,bo latwo byc ekstra w internecie,co sie ze mna dzieje ?
Dlaczego radze sobie super ,ale na ludzi patrze innym okiem?
Walcze o swoje zdanie ,bez tolerancji,jak dawniej?
Czy to konsekwencje ,tego co przeszlam?
Kim sie staje ,przeraza mnie to,wczesniej byla kobieca delikatnosc i wrazliwosc moim atutem ,a teraz?
Kiedys na komplement czerwienialam ,dzisiaj dumnie mowie dzieki ale i tak wiem?
Czy ja chce taka byc dokonca?
Rozczarowania zmieniaja wiem ,ale niechce sie stac zimna suka.........

Może zaczynasz być sobą?
Walczysz o swoje zdanie,bez tolerancji?? To trochę sprzeczne, wydaje mi się. Chyba,że masz na myśli tolerancję wobec męża. Cóż, nie wystarczająco Go już tolerowałaś?
Poza tym, nie musisz być zimną suką, tylko szczęśliwą osobą.

Gdy zaczęłam swoją "walkę" o wolność to myślałam, Boże jaka jestem egoistyczna. Po trupach do celu. Strasznie potrafię być krytyczna wobec siebie. I tylko ja sama wiem, ile bólu mnie to kosztuje. Czasami jedno słowo, potrafi sprawić,że czuję się niewartościową i złą osobą.
Poza tym, ja w przeciwieństwie do Ciebie Pati, cholernie wierzę ludziom. Wierzę w ich historie, wierzę,że ich uczucia wypisywane na tym forum są prawdziwe, bo po co ktoś miałby kłamać?  Zawsze byłam naiwna, dlatego ufałam wszystkim bezgranicznie i to się nie zmieniło...

Posty [ 10 791 do 10 855 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 165 166 167 168 169 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026