Dziękuję kochana Faworytko,już zamówiłam sobie tę książkę :***
l_ukrecjo, wysłałam Ci tą książkę (jak i kilka innych) w formie pdf na maila.
Ja jej jeszcze nie przeglądałam, mam nadzieję więc, że jest kompletna.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 163 164 165 166 167 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dziękuję kochana Faworytko,już zamówiłam sobie tę książkę :***
l_ukrecjo, wysłałam Ci tą książkę (jak i kilka innych) w formie pdf na maila.
Ja jej jeszcze nie przeglądałam, mam nadzieję więc, że jest kompletna.
Podobne tematy
l_ukrecja napisał/a:Dziękuję kochana Faworytko,już zamówiłam sobie tę książkę :***
l_ukrecjo, wysłałam Ci tą książkę (jak i kilka innych) w formie pdf na maila.
Ja jej jeszcze nie przeglądałam, mam nadzieję więc, że jest kompletna.
Dziękuję mam je.
Teraz mam nadzieję,że uda mi się odkręcić zamówienie...
życzę miłego dnia,DROGIM PANIOM: )
Anstawia napisał/a:l_ukrecja napisał/a:Dziękuję kochana Faworytko,już zamówiłam sobie tę książkę :***
l_ukrecjo, wysłałam Ci tą książkę (jak i kilka innych) w formie pdf na maila.
Ja jej jeszcze nie przeglądałam, mam nadzieję więc, że jest kompletna.Dziękuję mam je.
Teraz mam nadzieję,że uda mi się odkręcić zamówienie...życzę miłego dnia,DROGIM PANIOM: )
Czasami fajnie jest też posiadać taką książeczkę w papierowym wydaniu;)
Dokładnie za 4 dni minie rok, jak dowiedziałam sie o tym, ze mąż mój, jedyny ukochany, zdradzal mnie.. I mimo, ze juz upłynęło tyle czasu, ze juz jestesmy po rozowdzie, ze nie mieszkamy razem od czerwca 2011, to gdzieś jeszcze bardzo mnie to boli, ze oszukał, zdradził, ze czuje sie świetne w nowym związku, a ja lize rany...
Och, wracam czasami na ten portal...
Sylwana mam podobnie ![]()
Sylnowa - to tylko nasze myślenie... Też łapię się w tej pułapce myśli - on z nową szczęśliwy, dlaczego nie ze mną?
Ale potem przychodzą myśli - to jego decyzja. nie wiem jak jest naprawdę. co w tej jego głowie chorej siedzi...
Jest szczęśliwy, nie jest. To nie jest już moja sprawa...
Ja buduję teraz swoje życie. I nie w oparciu - on ma lepiej czy gorzej... Takie myślenie nas niszczy.
Uczę się przeżywać każdy dzień z uśmiechem, chociaż to trudne...
Teraz np. oddałam mu dzieci. Z pewnością spędzą miły dzień beza mnie... Ale ONE będą szczęśliwe. I ta myśl mnie uspokaja. Już nie myślę - on teraz jest z dziećmi a ja nie...
Jak znów zobaczyłam dzisiaj tę jego minę- typu"jakby wzrok mógł zabijać" - to spłynęło to po mnie. Może kiedyś mu powiem - Faceciku - nie rusza mnie to, nie wysilaj się...
A dla mnie jest żałosnym pogubionym człowieczkiem, któremu się wydaje, że spełnia obowiązki rodzicielskie...
Ech, szkoda myśli...
Ja chyba zdrowieję:)
Dziękuje dziewczyny:) wiem, ze mam myśleć osobie, o swoich planach.. I tak staram sie robić.. Tylko właśnie czasem nachodza mnie te myśli... Ale juz mi lepiej dzięki Wam:)
Wlasnie ,przechodze ,ta droge i postanowilam sie nie dusic w emocjach,Wiem ze na koncu czeka uzdrowinie duszy ..........tunel jest dlugi ,ale na koncu kiedy wychodzi swiatlo ,wiem, wierze w to wszystko wierze ze tam czeka nowe lepsze zycie ,pelne i prawdziwe
Mnie pomogl "sekret" , i "klamstwa na temat milosci ".polecam lektura fajnie napisana ,i wchodzi do glowki .
Wiem ze musze uporac sie z swoimi cieniami ,ze swoim prefekcjonizmem ,nie zawsze musi byc wszystko wokol i ja na tip top.Prawdziwie kochajacy czlowiek to ten ,ktory swoich cieni nie zrzuca na karb wad partnera,bo takowe nie istnieja na tyle na ile akceptujemy wlasne cienie i slabosci .
Wlasnie ,przechodze ,ta droge i postanowilam sie nie dusic w emocjach,Wiem ze na koncu czeka uzdrowinie duszy ..........tunel jest dlugi ,ale na koncu kiedy wychodzi swiatlo ,wiem, wierze w to wszystko wierze ze tam czeka nowe lepsze zycie ,pelne i prawdziwe
Mnie pomogl "sekret" , i "klamstwa na temat milosci ".polecam lektura fajnie napisana ,i wchodzi do glowki .
Wiem ze musze uporac sie z swoimi cieniami ,ze swoim prefekcjonizmem ,nie zawsze musi byc wszystko wokol i ja na tip top.Prawdziwie kochajacy czlowiek to ten ,ktory swoich cieni nie zrzuca na karb wad partnera,bo takowe nie istnieja na tyle na ile akceptujemy wlasne cienie i slabosci .
Hej Pati, ja wczoraj obejrzałam poraz kolejny film Sekret a teraz leżę z ksiązeczką Sekret na sofie. Teraz ta książka ma moc! Teraz ją rozumiem i potrafię ją wcielić w życie.
A co do Twojego perfekcjonizmu, to nie musisz się z nim uporać, jak napisałaś. Może pokochaj swoje dążenie do perfekcjonizmu, popatrz na to jak na zaletę, a nie coś co Cię ogranicza. Nie patrz na siebie krytycznym okiem, tylko łaskawym i kochającym. Odkryj i zaakceptuj swoje zalety. Doszukuj się w sobie zalet, bo nie posiadasz cieni i słabości!
Można bliżej o tym filmie?
Można bliżej o tym filmie?
Też mnie ciekawi jego treść.
Film został nakręcony na podstawie książki p.t. "Sekret" Rhonda Byrne. Dotyczy ona tzw. prawa przyciągania, czyli psychologia pozytywna, pozytywne myślenie ect.
W książce prawo przyciągania jest opisane w dość taki "magiczny" ale całkiem fajny sposób.
W skrócie chodzi o to, by nasze myśli były TYLKO pozytywne. To w jaki sposób myślimy ma wpływ na nasze decyzje, działania, życie.
I pozytywne afirmacje, tablice marzeń, wizualizacje- czyli mocna wiara w nasze marzenia po prostu i dążenie do ich spełnienia.
dysponuję wersją pdf "SEKRET"
strona po angielsku www.thesecret.tv
poniżej link do filmiku opowiadający o sekrecie
http://www.youtube.com/watch?v=wYbzk7CTVbo&list=FLTloJAOyYpOCl7r2zF6SnOw&index=1&feature=plpp_video
Piękny cytat o tych łzach.
http://www.youtube.com/watch?v=wu-U_rvtIKA&list=FLTloJAOyYpOCl7r2zF6SnOw&index=2&feature=plpp_video
Ewentualnie, coś podobnego. Film po angielsku z chyba czeskimi napisami ![]()
Witam Drogie Panie!
Dziś dzień zaczęłam kiepsko. Zaspałam. Mąż wyszedł wcześnie i nawet znaku nie dał. Dziecko prawie się spóźniło do szkoły, ale ogarnęłam sprawę w miarę szybko.
Dzwoniłam do męża, ale niestety telefonu nie odbiera....zaczął pracę, chciałam wiedzieć jak mu idzie, ale może nie ma ochoty na rozmowę.......
Także dzień dziś przede mną długi, a zapowiada się gorzej....
Witam Drogie Panie!
Dziś dzień zaczęłam kiepsko. Zaspałam. Mąż wyszedł wcześnie i nawet znaku nie dał. Dziecko prawie się spóźniło do szkoły, ale ogarnęłam sprawę w miarę szybko.
Dzwoniłam do męża, ale niestety telefonu nie odbiera....zaczął pracę, chciałam wiedzieć jak mu idzie, ale może nie ma ochoty na rozmowę.......Także dzień dziś przede mną długi, a zapowiada się gorzej....
Liwio,
cały dzień przed Tobą! Głowa do góry, będzie dobrze!
Przecież napisałaś, że mimo iż zaspałaś, to dziecko dotarło na czas do szkoły. Jesteś więc super zorganizowana. Potrafisz sobie dać radę w każdej sytuacji!
Pomyśl sobie,że to będzie Twój najlepszy dzień w życiu, uwierz w to! i zobacz co się będzie dalej działo. Odbieraj same pozytywy z dnia.
I nie pozwól, by czyjeś zachowanie wpływało na Twój humor. To, że mąż nie odebrał telefonu, niech nie wpływa negatywnie na Ciebie. Przestań się tym zamartwiać!
Jesteś piękną i przede wszystkim mądrą oraz wrażliwą osobą, wykorzystaj swoje zalety do bycia szczęśliwą!
Przed Tobą długi cudowny dzień!
Anstawio......
Bardzo Ci dziekuję. Tryskasz takim optymizmem, że aż mi sie udzieliło
Spróbuję tak myśleć, bo łapię się na tym, że mój humor wciąż zależy od męża.....
A co u Ciebie? Trzymasz się dobrze, prawda? Twoje zdroworozsądkowe myślenie jest na prawdę super!
Niesamowite zmiany widzę ![]()
hm... wysłałam mail'a.
Liwio, trzymam się super! ![]()
Wiesz, ja dwa lata "dojrzewałam" do decyzji o rozstaniu. Teraz to po prostu się stało. Ale przez te dwa lata troszeczkę przeszłam. Przeżyłam lekką depresję,na przykład w nocy widziałam w mieszkaniu obcych ludzi, bałam się spać, bałam się,że ktoś mnie zaatakuje jak będę szła ulicą, bałam się być sama, bałam się ludzi. Moja radość była uzależniona od humoru mojego męża, jak on był radosny, to ja byłam szczęśliwa, przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu zaczęło być tak, że on był radosny, a ja widziałam tylko problemy. Oglądałam wiadomości, skupiałam się na katastrofach, wypadkach, porwaniach itp. Wszędzie widziałam tylko zło. Do tego znienawidziłam siebie, ścięłam włosy prawie na jeża-sama, po to by zwrócić na siebie uwagę, żeby pokazać innym, że coś jest nie tak. A gdy ktoś mówił, co ty zrobiłaś, to nie mówiłam jaka jest prawda, tylko udawałam,że czuję się tak dobrze. Mam bliznę na przedramieniu, po przecięciu się, gdy jmąż powiedział mi, że pali marichuanę przeze mnie. I wiele, wiele innych negatywnych zdażeń i emocji. I tak sobie myślę, że i tak mam szczęście
Mój jmąż nigdy mnie nie zdradził, nie oszukał, nie uderzył, był po prostu uzależniony. Ale wiele kobiet, łącznie z moją mamą, pozostaja w takich związkach, destrukcyjnych związkach. A ja zawsze chciałam odejść, tylko nie wiedziałam jak, bałam się samotności, bałam się,że będą kłótnie, nieporozumienia. A jest...idealnie. Mój jmąż był w sobotę i w niedzielę po resztę ubrań, ławeczkę do ćwiczeń, uśmiechnięty, nawet uciekał ode mnie, jak zapytałam się czy chce coś jeść
On chyba też nie chce być ze mną, ale ja się cieszę! Mam to, co chciałam, ciszę, spokój, pachnące wysprzątane mieszkanie, czytam książki, robie plany na przyszłość... Tak, czasami mam chwile niepewności, ale nie daję im się, mówię im: spadajcie, wierzę, że będzie dobrze!!
I Wam też będzie dobrze, po prostu wsłuchajcie się w wasze potrzeby, zastanówcie się jak chcecie dlaej zyć, czego pragniecie... i do dzieła! Świat jest nasz!!
Buziaki :*
pati31 napisał/a:Wlasnie ,przechodze ,ta droge i postanowilam sie nie dusic w emocjach,Wiem ze na koncu czeka uzdrowinie duszy ..........tunel jest dlugi ,ale na koncu kiedy wychodzi swiatlo ,wiem, wierze w to wszystko wierze ze tam czeka nowe lepsze zycie ,pelne i prawdziwe
Mnie pomogl "sekret" , i "klamstwa na temat milosci ".polecam lektura fajnie napisana ,i wchodzi do glowki .
Wiem ze musze uporac sie z swoimi cieniami ,ze swoim prefekcjonizmem ,nie zawsze musi byc wszystko wokol i ja na tip top.Prawdziwie kochajacy czlowiek to ten ,ktory swoich cieni nie zrzuca na karb wad partnera,bo takowe nie istnieja na tyle na ile akceptujemy wlasne cienie i slabosci .Hej Pati, ja wczoraj obejrzałam poraz kolejny film Sekret a teraz leżę z ksiązeczką Sekret na sofie. Teraz ta książka ma moc! Teraz ją rozumiem i potrafię ją wcielić w życie.
A co do Twojego perfekcjonizmu, to nie musisz się z nim uporać, jak napisałaś. Może pokochaj swoje dążenie do perfekcjonizmu, popatrz na to jak na zaletę, a nie coś co Cię ogranicza. Nie patrz na siebie krytycznym okiem, tylko łaskawym i kochającym. Odkryj i zaakceptuj swoje zalety. Doszukuj się w sobie zalet, bo nie posiadasz cieni i słabości!
Ty to jestes ,taka kochana,tak zaczyna akceptowac swoje cienie,hhmm nawet ostatnio pozwalam sobie zaszalec ,czyli poczytac kiedy chce ,nie sprztac zawsze zeby tylko bylo muzealnie,narazie kochanie ucze sie odpoczywac potem beda kolejne nauki .Tak zaczyznams siebie kochac i rozpieszczac hmm
l_ukrecja napisał/a:Można bliżej o tym filmie?
Też mnie ciekawi jego treść.
http://www.youtube.com/watch?v=wYbzk7CTVbo
http://www.youtube.com/watch?v=YlfplenaMqs&feature=fvwrel
to wszystko wyjasnia.
http://www.youtube.com/watch?v=YA_M-SINz5U&feature=related
Jak przestac byc emocjonalnym niewolniekiem ,polecam
http://www.youtube.com/watch?v=7QX8wcH_Bh0&feature=related
polecam!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Całą istotą naszego problemu jest brak pewności siebie i powątpiewanie co do słuszności własnych poglądów i decyzji? Wciąż poszukujemy zapewnienia u innych, że postępujemy właściwie, czekamy na ich pochwały. Zaczynamy wątpić w siebie i słuszność swoich poglądów, gdy tylko ktoś nas skrytykuje lub wygłosi odmienne od naszego zdanie. Każda z nas zna te wahania: ?Bo może za dużo wymagam??, ?Może jestem za ostra??, ?Może się mylę??, ?Może komuś robię przykrość??, ?Może nie jestem dobrą żoną/ matką??
I właśnie na naszej niepewności żerują inni. Przeświadczenie o słuszności własnych działań i osądów jest jedyna słuszną drogą obrony przed psychofagami.
Jak możemy postawić granicę tym naszym przepraszającym tonem żebrzącym o akceptację?
Jak same siebie nie przekonamy, że jesteśmy w porządku takie, jakie jesteśmy, to inni też tego nie kupią.
Jak same nie uwierzymy, że coś nam się należy i jest normą a nie cudem, to nigdy tego jak normę nie dostaniemy!
Mimo, że uważałam, że należy mi się pomoc męża w zakupach, prosiłam go o pomoc z taką uległością i takim brakiem pewności siebie, jakby to był wielki wyczyn i poświecenie z jego strony, a nie norma. A jak potem dziękowałam! Przekonajmy same siebie, jak wartościowe jesteśmy i brońmy swoich poglądów niezachwianie, a inni też będą się z nami liczyć, jak równy z równym.
Ja teraz, z przekory, lubię się uprzeć i obstawać przy swoim bez 10 godzinnego rozważania wszystkich za i przeciw, bez brania pod uwagę opinii wszystkich wkoło. Ja tak robię, dlaczego? ?bo tak? i koniec argumentacji
wcale nie muszę mieć racji, ani wybrać najlepszego rozwiązania, wystarczy, że będę postępowała zgodnie z własnym ?ja?.
I tak mi chodzi po głowie zdanie, tytuł książki "Pokochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz". Co prawda, książka kontrowersyjna i mi się nie spodobała. Ale tak sobie myślę, że zmieniając siebie w niezależne emocjonalnie kobiety-nic nie będzie nam straszne. Psychofag po pierwsze nie wytrzyma z nami, a po drugie, nawet jeżeli trafimy na mężczyznę dalekiego od ideału nie będzie on już dla nas takim zagrożeniem, jak wtedy, gdy byłyśmy miękkie jak meduza. Będziemy silniejsze by się bronić, wyznaczać granicę, a w razie rozstania doły porozstaniowe będą płytsze i krótsze:)
Dziewczyny, czy moge Was prosic o jakis maly zestaw lektur na poczatek? Moglybyscie mi przeslac?
Całą istotą naszego problemu jest brak pewności siebie i powątpiewanie co do słuszności własnych poglądów i decyzji? Wciąż poszukujemy zapewnienia u innych, że postępujemy właściwie, czekamy na ich pochwały. Zaczynamy wątpić w siebie i słuszność swoich poglądów, gdy tylko ktoś nas skrytykuje lub wygłosi odmienne od naszego zdanie. Każda z nas zna te wahania: ?Bo może za dużo wymagam??, ?Może jestem za ostra??, ?Może się mylę??, ?Może komuś robię przykrość??, ?Może nie jestem dobrą żoną/ matką??
I właśnie na naszej niepewności żerują inni. Przeświadczenie o słuszności własnych działań i osądów jest jedyna słuszną drogą obrony przed psychofagami.
Jak możemy postawić granicę tym naszym przepraszającym tonem żebrzącym o akceptację?
Jak same siebie nie przekonamy, że jesteśmy w porządku takie, jakie jesteśmy, to inni też tego nie kupią.
Jak same nie uwierzymy, że coś nam się należy i jest normą a nie cudem, to nigdy tego jak normę nie dostaniemy!
Mimo, że uważałam, że należy mi się pomoc męża w zakupach, prosiłam go o pomoc z taką uległością i takim brakiem pewności siebie, jakby to był wielki wyczyn i poświecenie z jego strony, a nie norma. A jak potem dziękowałam! Przekonajmy same siebie, jak wartościowe jesteśmy i brońmy swoich poglądów niezachwianie, a inni też będą się z nami liczyć, jak równy z równym.
Ja teraz, z przekory, lubię się uprzeć i obstawać przy swoim bez 10 godzinnego rozważania wszystkich za i przeciw, bez brania pod uwagę opinii wszystkich wkoło. Ja tak robię, dlaczego? ?bo tak? i koniec argumentacjiwcale nie muszę mieć racji, ani wybrać najlepszego rozwiązania, wystarczy, że będę postępowała zgodnie z własnym ?ja?.
I tak mi chodzi po głowie zdanie, tytuł książki "Pokochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz". Co prawda, książka kontrowersyjna i mi się nie spodobała. Ale tak sobie myślę, że zmieniając siebie w niezależne emocjonalnie kobiety-nic nie będzie nam straszne. Psychofag po pierwsze nie wytrzyma z nami, a po drugie, nawet jeżeli trafimy na mężczyznę dalekiego od ideału nie będzie on już dla nas takim zagrożeniem, jak wtedy, gdy byłyśmy miękkie jak meduza. Będziemy silniejsze by się bronić, wyznaczać granicę, a w razie rozstania doły porozstaniowe będą płytsze i krótsze:)
Fworytko mam wlasnie ksiazke :pokochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiarzesz ",uwazam ze ksiazka mocno przereklamowana ,bardziej na mnie wplynelo "klamswta na temat milosci",i "sekret",i "byc kobieta i nie zwariowac ".ale najbardziej podnisola mnie ksiazka "pewnosc siebie"
Co prawda ,nie moge powiedziec ze bylam jakas bezwolna istota ,tylko kobieta niezalezna i pewna siebie ,poprostu moj maz okazal sie draniem .Kazdy jego wystepek oddalal mnie ,a jednoczesnie podnosilam sie wyzej w swerze zawodowej czyli az tak destrukcyjnie na mnie nie dzialal ,i dobrze ,i ciesze sie ,ze powiedzialam stop.Jedynie balam sie o synow zawsze i pieniadze ,nie o niego ,tak naprawde.
Wczoraj mi powiedzial zebym w przyszlosci tak nie ufala kobietom ,ze jestesmy hipokrytkami i niewiem ile moich znajomych proponowalo mu sex he moge sobie wyobrazic ,dlatego jestem zolza i swinia bo odzielam grubym murem falszywych ludzi ,godze sie z sobom iii przypraalam 3kg,z czego jestem zadowolona
Dziwi mnie moj stan ,zebym niedostaa jakiegos dola ,bo heheheh tak za lekko mi ,ale wiem wiem ze poprostu oddzielilam grubym [pisakiem dawna siebie moralna poukladana paniusie co to rozwod to nie nie ,bo mu dziewictwo dalam ,hhah niezla bylam no no .
Pozdraiwam
Ja Faworytko, oprócz tego wszystkiego co opisałaś, miałam jeszcze oczekiwania wobec mojego jmęża,że spełni moje marzenia. I zła jestem na siebie,bo zachowywałam się jak moi rodzice. Moi rodzice cały czas liczą tylko na mnie, że spełnię ich marzenia, dokończę remont domu,który oni przecież wybudowali dla mnie! I ja też tego chciałam od męża,żeby spełniał moje marzenia. A ja ich nie spełniałam,bo nie miałam jego poparcia. Skoplikowany proces... Teraz mam problem z rodzicami. A najgorsze jest to, że tak ich nie znoszę, a tak ich przypominam... Znowu mam ochotę uciec jeszcze dalej. Teraz moja mama wydzwania do mnie i pyta co on mi zabrał, co mi zostawił, za chwile będzie wracaj do Polski, wracaj, wracaj... Aaahhh! Mój brat, po rozstaniu miał przez rok wyłączony tel, nie chciał rozmawiać z rodzicami, zamykał drzwi, ja chyba będę mieć to samo. Chyba,że nauczę się tym nie przejmować...
I jeszcze nachodzi mnie pytanie, skoro mieliśmy za wzorzec rodziców: ojca alkoholika, matkę współuzależnioną, wpoili nam oni do głowy pewne zasady, to skąd teraz wiedzieć co jest słuszne?Do tej pory wydawało mi się,że postępuję wg własnego zdania, a dziś zobaczyłam,że powielam zachowania rodziców. Zachowania tak dla mnie denerwujące. Jest to okropne uczucie. Chciałam być zupełnie inna niż moi rodzice, a robię wszystko to co oni... Jak to zmienić? Bycie "sobą" już mi nie odpowiada, chcę być kimś innym!
I jeszcze nachodzi mnie pytanie, skoro mieliśmy za wzorzec rodziców: ojca alkoholika, matkę współuzależnioną, wpoili nam oni do głowy pewne zasady, to skąd teraz wiedzieć co jest słuszne?Do tej pory wydawało mi się,że postępuję wg własnego zdania, a dziś zobaczyłam,że powielam zachowania rodziców. Zachowania tak dla mnie denerwujące. Jest to okropne uczucie. Chciałam być zupełnie inna niż moi rodzice, a robię wszystko to co oni... Jak to zmienić? Bycie "sobą" już mi nie odpowiada, chcę być kimś innym!
Musisz wlasnie uproac sie z wlasnymi cieniami,by isc dalej
Twoim cieniem jest dom rodzinny ,musisz pozwolic sobie byc znow ta mala dziewczynka rozpieszczac sie ,dobrze traktowac
np:jesli nikt nie czytal Ci bajek ,zrob to sama sobie ,musisz pogodzic sie z sobom jako z ta dziewczynka zaniedbana ,niekochana ,olewana ,jesli tego nie zrobisz to bedzie sie powatarzalo i wracalo jak bumernag.
musisz dojsc do takiego etapu:
Dojrzalosc to takze przyznanie wszystkim innym prawa do tego samego.To rezygnacja z WYMYSLANIA SOBIE LUDZI.,a zamiast tego ich przyjmowanie.,akceptowanie i radosc z tego ,co realnie mozna od nich dostac.To umiejetnosc cieszenia sie tym co sie otrzymuje ,i niemartwienia sie o to czego nam nie dano .To mowienie wprost czego sie chce:zadanie ,przegrywanie i wygrywanie.
To jak cieszyc sie z truskawek kiedy sie ma na nie ochote prosze zacznij od tych malych rzeczy.Dojrzalosc to troszczenie sie o sibie i zwolnienie z tego reszty swiata .Szczescie polega na znalezieniu oparcia w sobie bo tak naprawde tylko sama siebie mozesz uszczesliwic
Anstawio zaczęła tylko czytać tą książkę od Ciebie i już wiem o co Ci chodziło i miałaś rację...
Nie opłakałam straty. Muszę to zrobić,ale nie teraz... Czuję,że mnie to powali na łopatki,ale nie boję się bólu i rozumiem,że muszę przez to przejść.
Teraz mam egzaminy na głowie i wyjazd terapeutyczny i tu terapia,więc za dużo by było.
Poz tym muszę na tą chwilę być silna...teściowa mi umiera-nowotwór,parkinson...opieka spadła na mnie...pampersy,jej nieudolność,lęk...choroba odbiera godność,a ja chcę żeby miała choć namiastkę...Boże jakie to straszne...kiedy umiera ci na oczach ktoś bliski,a ty nic nie możesz... W szpitalu jej nie chcą...hemoglobina 6,1 po 4 jednoskach krwi 9,1,na ile ten stan się utrzyma? Na góra tydzień i znowu krew... Już nie chodzi...Myję ją na leżąco...cała się obrobiła do pasa przed chwilą...pierwsza myśl-o nie,ja nie dam rady...ale kto to zrobi? Ubrałam rękawiczki,gorąca woda,gąbka...i zrobione.
To straszne...
Dziewczyny, czy moge Was prosic o jakis maly zestaw lektur na poczatek? Moglybyscie mi przeslac?
Dziewczyny,wyślijcie proszę Marice książki,bo ja naprawdę nie daję rady...
Dziewczyny, czy moge Was prosic o jakis maly zestaw lektur na poczatek? Moglybyscie mi przeslac?
Odpowiedz na mail'a. ![]()
Tak Faworytko masz rację we wszystkim co piszesz. Brak pewności siebie, brak pewności własnego zdania......tylko nie wiem skąd się to u mnie wzięło?! Bo wydaje mi się, że kiedyś (czasy liceum i studia) byłam inna pod tym względem, choć może to powraca moje dzieciństwo.....
Anstawio- dom rodzinny, ech, masz rację.....nie mam pretensji do moich rodziców, ale też czasem łapię się, że powielam schematy, obserwowane przez lata.....i to czasem nawet z podwojoną siłą...
musisz dojsc do takiego etapu:
Dojrzalosc to takze przyznanie wszystkim innym prawa do tego samego.To rezygnacja z WYMYSLANIA SOBIE LUDZI.,a zamiast tego ich przyjmowanie.,akceptowanie i radosc z tego ,co realnie mozna od nich dostac.To umiejetnosc cieszenia sie tym co sie otrzymuje ,i niemartwienia sie o to czego nam nie dano .To mowienie wprost czego sie chce:zadanie ,przegrywanie i wygrywanie.
To jak cieszyc sie z truskawek kiedy sie ma na nie ochote prosze zacznij od tych malych rzeczy.Dojrzalosc to troszczenie sie o sibie i zwolnienie z tego reszty swiata .Szczescie polega na znalezieniu oparcia w sobie bo tak naprawde tylko sama siebie mozesz uszczesliwic
Pati, dziękuję.
Jak zwykle zalałam się łzami...
I chyba w końcu nadszedł czas przepłakać dzieciństwo. Chyba nigdy im nie wybaczę tego co mi zrobili... I myślałam,że od nich uciekłam. I dopóki był jmąż, nie było rodziców. Teraz znowu się wyłonili. Nie wiem co gorsze...Tak dobrze było nie mieć ich przez te lata...
A jeszcze gorsze jest dostrzec u siebie podobieństwa do nich... Jak można zaakceptować u siebie coś, czego się nienawidzi u swoich rodziców??
Ja wiem czego chcę. Ale większość z moich cech charakteru są takie same jak ich. Nie mogę tego znieść, tego podobieństwa. I to wszystko, o co czepiałam się jmęża, wyniosłam z domu. Ja muszę się zmienić. Nie mogę być taka sama. Muszę być kimś innym niż jestem, nie mogę zostać sobą!O Boże, jestem załamana...
Anstawio,
myślę, że "dorosłaś" do problemu zmierzenia się ze swym dzieciństwem, z zasadami wyniesionymi z domu. To trudne doświadczenie, ale jego efekty są warte zachodu.
Napisałaś, że nie możesz być sobą.
A kim chcesz zostać?
Od siebie uciec nie można, choć wielu już próbowało. Zawsze z tragicznym skutkiem.
Znasz zachowania rodziców, które drażniły Cię. Znasz swoje zachowania. Możesz, ale nie musisz zachowywać się inaczej niż Twoi rodzice. To TY podejmujesz przecież decyzje dotyczące swego postępowania.
Możesz zachowywać się podobnie do nich. Możesz zachowywać się inaczej. MOŻESZ.
Zrobiłaś już wielki krok: uświadomiłaś sobie podobieństwa i podjęłaś decyzję. Teraz pora na jej wykonanie.
Powodzenia. ![]()
Chciałam uciec od tego co miałam w domu, od tych zasad, które doprowadziły mnie do nikąd, od mega nadopiekuńczej matki, od ojca sknery. A sama taka byłam wobec jmęża. Nadopiekuńcza, wiecznie martwiąca się o pieniądze, w ten sam sposób, co mój ojciec...
I nie mam żadnego problemu z tym,że mój beznadziejny związek się skończył, ale... skończył się i pojawiły się demony, których się nie spodziewałam. Myślałam,że będę płakać z powodu rozstania. Nie, płaczę, bo wiem, że to oni stworzyli mi to piekło! I chyba bardziej niż ten nałóg ojca, przeraża mnie nadopiekuńczość mojej matki. To,że ona znowu pojawiła się w moim życiu i dzwoni, dzwoni, dzwoni...
I byłam szczęśliwa do momentu gdy powiedziałam mamie,że jmąż się wyprowadził. I nie byłam w stanie jej o tym powiedzieć przez tydzień, bo wiedziałam, że się zacznie. I się zaczęło... I do Polski nie jeździłam przez dwa lata. I teraz na rozwód muszę tam pojechać, a tak nie mam ochoty... Wolałabym pojechać na wakacje, niż do rodzinnego domu. I chyba wynajmę hotel na ten czas... Przeżywam ten wyjazd tam strasznie. A tak było dobrze...
Gdyby ktoś znał jakąś książkę n.t. nadopiekuńczości, to dajcie znać. Lektury mi pomagają...
pati31 napisał/a:musisz dojsc do takiego etapu:
Dojrzalosc to takze przyznanie wszystkim innym prawa do tego samego.To rezygnacja z WYMYSLANIA SOBIE LUDZI.,a zamiast tego ich przyjmowanie.,akceptowanie i radosc z tego ,co realnie mozna od nich dostac.To umiejetnosc cieszenia sie tym co sie otrzymuje ,i niemartwienia sie o to czego nam nie dano .To mowienie wprost czego sie chce:zadanie ,przegrywanie i wygrywanie.
To jak cieszyc sie z truskawek kiedy sie ma na nie ochote prosze zacznij od tych malych rzeczy.Dojrzalosc to troszczenie sie o sibie i zwolnienie z tego reszty swiata .Szczescie polega na znalezieniu oparcia w sobie bo tak naprawde tylko sama siebie mozesz uszczesliwicPati, dziękuję.
Jak zwykle zalałam się łzami...
I chyba w końcu nadszedł czas przepłakać dzieciństwo. Chyba nigdy im nie wybaczę tego co mi zrobili... I myślałam,że od nich uciekłam. I dopóki był jmąż, nie było rodziców. Teraz znowu się wyłonili. Nie wiem co gorsze...Tak dobrze było nie mieć ich przez te lata...
A jeszcze gorsze jest dostrzec u siebie podobieństwa do nich... Jak można zaakceptować u siebie coś, czego się nienawidzi u swoich rodziców??
Ja wiem czego chcę. Ale większość z moich cech charakteru są takie same jak ich. Nie mogę tego znieść, tego podobieństwa. I to wszystko, o co czepiałam się jmęża, wyniosłam z domu. Ja muszę się zmienić. Nie mogę być taka sama. Muszę być kimś innym niż jestem, nie mogę zostać sobą!O Boże, jestem załamana...
Mozesz to zmienic najpierw musisz sobie wyobrazic ,ich to jako cos np:jako chmure zmierz sie z nia ,tak naprawde ,cwiczysz joge wiec mniemam ze bedziesz wiedzila o co mi chodzi to jak przechodzenie przez ta chmure jako mala dziewczynka ,i wychodzenie jako kobieta swiadoma .Zachecam Cie do tychc cwiczen bo sa one tobie potrzebne.Caly czas mow do siebie w duchu jak niemowili rodzicie np:a teraz anusiu idziemy umyc zbaki itp.
Wyjdziesz z tego wierze Ciebie musisz odnalesc i zlokalizowac ta czarna chmure czastke ciebie ,to Twoj cien ktory sie ciagnie ,to o czym pisalam wyzej.Zacznij od malych rzeczy masz smak na banana zjedz go ale poczu to o co Ci chodzilo i krok po kroczku z wilkimi rzeczami .
Niestety ja mialam dom bajkowy a jednak pomylilam sie zle ulokowalam ogromne uczucie ,wiec nie tylko z domu ma sie pewne rzeczy.Powielam swoj dom ,ale w glebi dycha wiem ze takiego meza jakim byl moj ojciec niewiem gdzie szukac.
Pozdrawiam Cie i trzymama kciuki
Chciałam uciec od tego co miałam w domu, od tych zasad, które doprowadziły mnie do nikąd, od mega nadopiekuńczej matki, od ojca sknery. A sama taka byłam wobec jmęża. Nadopiekuńcza, wiecznie martwiąca się o pieniądze, w ten sam sposób, co mój ojciec...
I nie mam żadnego problemu z tym,że mój beznadziejny związek się skończył, ale... skończył się i pojawiły się demony, których się nie spodziewałam. Myślałam,że będę płakać z powodu rozstania. Nie, płaczę, bo wiem, że to oni stworzyli mi to piekło! I chyba bardziej niż ten nałóg ojca, przeraża mnie nadopiekuńczość mojej matki. To,że ona znowu pojawiła się w moim życiu i dzwoni, dzwoni, dzwoni...
I byłam szczęśliwa do momentu gdy powiedziałam mamie,że jmąż się wyprowadził. I nie byłam w stanie jej o tym powiedzieć przez tydzień, bo wiedziałam, że się zacznie. I się zaczęło... I do Polski nie jeździłam przez dwa lata. I teraz na rozwód muszę tam pojechać, a tak nie mam ochoty... Wolałabym pojechać na wakacje, niż do rodzinnego domu. I chyba wynajmę hotel na ten czas... Przeżywam ten wyjazd tam strasznie. A tak było dobrze...
Gdyby ktoś znał jakąś książkę n.t. nadopiekuńczości, to dajcie znać. Lektury mi pomagają...
Przeczytaj ksiazke "byc kobieta i nie zwariowac " katarzyny Miller jest to dobra ksiazka
Nienawidzę siebie za to,że nie udawałam
Moje dziecko tak strasznie wczoraj płakało jak sie dowiedział od Niego ,że się wyprowadza
Boże jak on płakał
Bym zrobiła wszystko byle tylko tego nie słyszeć i nie widzieć jak on cierpi
Tak bardzo kocham moje dzieci a one umuszą tak cierpieć przez dorosłych
JAK JA SIEBIE NIENAWIDZĘ ![]()
Wczoraj dopadły mnie demony, o których istnieniu nie miałam pojęcia!
Mój jmąż okazał się moim narkotykiem, tym czym dla alkoholika jest alkohol, dla narkomana- narkotyk. I postanowiłam zerwać z uzależnieniem. I udało się! Ale dotarło do mnie dlaczego popadłam w mój nałóg: nie mogłam poradzić sobie z uczuciami wobec moich rodziców. Typowe! I zerwałam z nałogiem, jestem z tego dumna. Ale znowu nie mogę poradzić sobie z uczuciami wobec moich rodziców. I co teraz? Terapia? Znowu potrzebne mi są oczywiste wskazówki, odpowiedzi na pytania... Znowu to samo... Błędne koło...
Co krok nowa okoliczność.
Anastawio,
jakiś czas temu wkroczyłaś na ścieżkę swego własnego rozwoju. Masz już pierwsze, duże,efekty. To, że odkryłaś kolejny swój problem, jest konsekwencją Twego zdrowienia. Niedługo uporasz się i ze swymi uczuciami do rodziców. Dasz radę. Jestem tego pewna.
I jeszcze jedno, to nie jest błędne koło. To droga do życia rozumnego, świadomego i szczęśliwego.
Anastawio,
jakiś czas temu wkroczyłaś na ścieżkę swego własnego rozwoju. Masz już pierwsze, duże,efekty. To, że odkryłaś kolejny swój problem, jest konsekwencją Twego zdrowienia. Niedługo uporasz się i ze swymi uczuciami do rodziców. Dasz radę. Jestem tego pewna.
I jeszcze jedno, to nie jest błędne koło. To droga do życia rozumnego, świadomego i szczęśliwego.
Wielokropku, wierzę w to co piszesz, bo Twoje słowa się sprawdzają w 100% i bardzo mi pomagają.
Wczoraj przeszłam lekką rozpacz, a dzisiaj mnie trochę olśniło. Zrozumiałam mój chyba główny problem. Jeszcze nie wiem jak się z nim uporać, ale wiem, że chcę to zrobić.
Jednak, wydawało mi się, że jak zakończę związek, to wszystkie problemy znikną. Myślałam,że będę rozpaczać z powodu rozstania. A tu nic, spokój,radość i nagle takie...BUM! Zupełnie z innej strony. Cóż, życie potrafi zaskakiwać. I nie dziwię się, że niektórzy w takich momentach sięgają po używki... Moją używką byli nieodpowiedni mężczyźni. Teraz ich nie ma i narazie ich nie chcę. Pozostaje więc się leczyć, zdrowieć ![]()
Anstawio zrobiłaś ogromny postęp w tak krótkim czasie, jest to niesamowite.
Anstawio zrobiłaś ogromny postęp w tak krótkim czasie, jest to niesamowite.
Żeby nie było, nie jest mi łatwo;)
Tak naprawdę, to odkryłam teraz ten "właściwy" problem.
Poza tym, wydaje mi się, że jestem jak alkoholik, który postanowił rzucić nałóg.
Pojawiły się demony, które wcześniej pchały mnie w nałóg.
I mój nałóg był moim "terapeutą". Mój jmąż mówił mi jak postępować, jak działać... Mój problem zszedł na drugi plan, ale pojawiło się wiele innych po drodze.
I pozostaje mi teraz zacząć życie od nowa. Z każdym dniem czuję się silniejsza, ale pełna niepokoju...
I jeszcze tylko powiem wam, że zazdrościłam mojemu jmężowi optymizmu. On jest moim przeciwieństwem. Potrafi głośno mówić o sobie, że jest najlepszy i wierzy w to, spełnia swoje zachcianki, kocha siebie! Oj, jak ja chcę taka być!
To jest umiejętność niesamowita. Tez bym tak chciała.
Ja tak się w małżeństwie zapomniałam i dałam zawładnąć, że o każdą pierdołę męża pytałam, nawet o to jaki kolor farby do włosów kupić. Żadnej decyzji sama, zawsze telefon.. Ale nie wiem czy to nie był manipulacja. On chciał zawładnąć wszystkim, mieć mnie na własność. Kiedy ptaszek wyfrunął z klatki stracił kontrolę i dostał szału. Przeszło mu kiedy zrozumiał, że nie ma żadnego wpływu na mnie i nic nie może zrobić.
Ja od samego początku naszego związku nie postawiłam żadnych granic. Zawsze starałam się, żeby to jemu było dobrze, w końcu taki miałam wzór w rodzicach, mamie. Zawsze jego zdanie było najważniejsze, i też potrzebowałam jego opini żeby coś zrobić. Aż w końcu doprowadziłam się do tego, że straciłam szacunek do samej siebie a on to jak najbardziej wykorzystał. Stał się hura-bura hojrakiem, poznał kolegów a mnie prawie zdeptał jak małego robaczka. I mimo tego, iż wcześniej razem do czegoś dążyliśmy, to w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły.
I u mnie to takie rodzinne. Wszyscy czekają, aż ktoś im coś da, ciągle oczekują, że ktoś coś dla nich i za nich zrobi,wiecznie liczą na innych. I tak siedzą w tych domach i czekają zmartwieni, aż ktoś przyjdzie i spełni ich marzenia. A jak ktos z rodziny wychyli się poza szereg to jest najgorszy na świecie. Ja wyjechałam z kraju, jestem wyrodną córką. Teraz się rozwodzę, to rodzice już zacierają rączki, że wrócę i spełnie ich marzenia. Masakra! A mama jest mega zadowolona, że się rozwodzę. W końcu jako nadopiekuńcza matka nie mogła akceptować mojego męża, a swojego alkoholika, czyli mojego ojca, kocha ponad wszystko!
No cóż, w końcu mam szansę zająć się własnym życiem, bez nadopiekuńczej matki, bez pochłaniającego moje mysli męża. I znowu muszę sobie powiedzieć: nie myśl, tylko działaj!
Ja od samego początku naszego związku nie postawiłam żadnych granic. Zawsze starałam się, żeby to jemu było dobrze, w końcu taki miałam wzór w rodzicach, mamie. Zawsze jego zdanie było najważniejsze, i też potrzebowałam jego opini żeby coś zrobić. Aż w końcu doprowadziłam się do tego, że straciłam szacunek do samej siebie a on to jak najbardziej wykorzystał. Stał się hura-bura hojrakiem, poznał kolegów a mnie prawie zdeptał jak małego robaczka. I mimo tego, iż wcześniej razem do czegoś dążyliśmy, to w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły.
I u mnie to takie rodzinne. Wszyscy czekają, aż ktoś im coś da, ciągle oczekują, że ktoś coś dla nich i za nich zrobi,wiecznie liczą na innych. I tak siedzą w tych domach i czekają zmartwieni, aż ktoś przyjdzie i spełni ich marzenia. A jak ktos z rodziny wychyli się poza szereg to jest najgorszy na świecie. Ja wyjechałam z kraju, jestem wyrodną córką. Teraz się rozwodzę, to rodzice już zacierają rączki, że wrócę i spełnie ich marzenia. Masakra! A mama jest mega zadowolona, że się rozwodzę. W końcu jako nadopiekuńcza matka nie mogła akceptować mojego męża, a swojego alkoholika, czyli mojego ojca, kocha ponad wszystko!
No cóż, w końcu mam szansę zająć się własnym życiem, bez nadopiekuńczej matki, bez pochłaniającego moje mysli męża. I znowu muszę sobie powiedzieć: nie myśl, tylko działaj!
Ja nazywam to "biale przerwy ",w zyciu kazdy je ma ,w zyciu chodzi tylko o rozwoj duchowy,dzies wiem ze nawet kasa szczescia nie da jesli cos gnije i wije sie jak waz.swoje biale przerwy akceptuje juz ,nauczylam sie Ty tez dasz rade ,masz swiadomosc a to wszystko co masz najcenniejszego!
Anstawio- doskonale rozumiem o czym piszesz. Nadopiekuńczość mojej mamy też nie zna czasem granic. Bronię się przed tym ostro, aż się czasem błyska, ale tak postanowiłam i koniec. Od dziecka (może dlatego, że byłam bardzo wyczekiwanym dzieckiem) pamiętam zawsze jakiś wachlarz nade mną miała, sama czasem łapię się, że własnemu dziecku też nieba bym uchyliła, byle nigdy nie cierpiała, itp. Ale nie w tym rzecz przecież i zdaję sobie na szczęście z tego sprawę.
Łapię się także już od dłuższego czasu (i potwierdzam to sobie teraz , biorąc udział w terapii), że moje szczęście zawsze było na końcu. Że zawsze chciałam dla innych dobrze i moje szczęście uzależnione było/jest od szczęścia innych. Najpierw zawsze liczył się "ktoś"-albo mąż, albo dziecko, albo jeszcze ktoś i ich potrzeby w danym momencie, potem dopiero ja sama dla siebie i to gdzieś na szarym końcu. Zdrowego egoizmu we mnie nie ma za grosz. Dlatego moja kolejka do szczęścia jest wciąż długa, bo wciąż przepuszczam kogoś przed siebie, bo wciąż szczęście innych ważniejsze jest dla mnie od własnego, co wiąże się jak u Ciebie Anastwio z niskim poczuciem własnej wartości, z brakiem własnej realizacji, nawet brakiem podejmowania samodzielnych decyzji w życiu prywatnym, bo wciąż szukam potwierdzenia, aprobaty. Mam zamiar pracować nad tym, bo to jest męczące i wiem, że ja się sama z tym duszę, bo kiedyś taka nie byłam.
Jesteś bardzo silna Anastawio - trzymam za Ciebie kciuki.
Pati, u mnie to jest jendna wielka biał przerwa- moje dzieciństwo, z którym chcę się uporać. Ty masz szczęście, bo już potrafisz swoje białe przerwy zaakceptować, ja niestety jeszcze nie, wciąż boli, wciąż czuję strach. Zbliża się Dzień Matki, na samą myśl o rozmowie przez telefon dostaję mdłości. I ten mój problem jest w mojej głowie, może trochę wyolbrzymiam, martwię się na zapas, ale z doświadczenia wiem,że ona nie potrafi ze mną rozmawiać tak,jak ja bym tego oczekiwała.
Liwio, widzę ogromne zmiany u Ciebie. Nareszcie dostrzegłaś siebie
Podoba mi się jak napisałaś o kolejce do szczęścia, ale to takie dla mnie prawdziwe i znam to doskonale z własnego doświadczenia. Też trzymam za Ciebie kciuki, i za Was wszystkie laseczki. Każda z nas ma swój czas na wyzdrowienie, ale wierzę, że każdej z nas uda się odkryć ten zdrowy egoizm, którego tak nam brakuje...
Jestes silna Anastawio ,juz zrobilas duzy krok ,Twoje stany teraz to nic innego jak odzyskiwanie swiadomosci ,teraz widzisz wszystko jakie jest ani za chmura ani za sciane poprostu stajesz w oko w oko z zyciem swoim wlasnym zyciem.Pomalu dojdziesz do etapu prawdziwego szczescia i odpowiedzialnosci za nie i za swoje zycie ,te w glowie w wlasnie.
Wiem ze moja sytuacja byla ,jest inna raczej napewno nieprzezylam tego wszystiego co Ty bo mialam dobry dom rodzinny.
Nie dalo mi to jak widzisz gwarancji na to ze wybiore odpowiedniego ,podobnego do mnie czlowieka ,tak samo sie zakochlam i zwiariowalam na jego punkcie cholera niewiem dlacxego ,ale wiem zdalam sobie z tego sprawe.Pozdrawiam jestes silna
Pati, dzisiaj czuję się silna, zobaczymy jak będzie dalej...
Myślę,że każdy dom rodzinny wpływa na nasze przyszłe życie. Miałaś dobry dom i taki chciałaś stworzyć. Każdy chce mieć dobry dom. I to, że zakochałaś się, to całkiem normalne. Nigdy do końca nie wiadomo,jaka jest ta druga osoba. W Twoim przypadku, Twój mąż kopiuje swój dom rodzinny. A Ty, ponieważ miałaś dobry wzór, chciałaś zachować pozory dobrego domu, tkwiłaś w tym mimo bólu, zdrad i cierpienia, bo wierzyłaś w dobry dom... Najważniejsze,że zdałaś sobie z tego sprawę i idziesz dalej, działasz...
Dokladnie .oszukiwalam sie ,wciaz widzialam obraz ojca ,oprucz wygladu moj maz nie przypomina go.
Wiem ze nie potrafi zyc z jedna kobieta i to jego problem ,bo ojcem jest dobrym .
Jeszcze z piec tygodni i dostane wezwanie.......na pierwsza sprawe........az w zoladku mi sie przewraca ,na mysl ze bede musiala wszystko opowiadac ,ale wiem ze to chwila ,ktora minie...........
Anstawio- doskonale rozumiem o czym piszesz. Nadopiekuńczość mojej mamy też nie zna czasem granic. Bronię się przed tym ostro, aż się czasem błyska, ale tak postanowiłam i koniec. Od dziecka (może dlatego, że byłam bardzo wyczekiwanym dzieckiem) pamiętam zawsze jakiś wachlarz nade mną miała, sama czasem łapię się, że własnemu dziecku też nieba bym uchyliła, byle nigdy nie cierpiała, itp. Ale nie w tym rzecz przecież i zdaję sobie na szczęście z tego sprawę.
Łapię się także już od dłuższego czasu (i potwierdzam to sobie teraz , biorąc udział w terapii), że moje szczęście zawsze było na końcu. Że zawsze chciałam dla innych dobrze i moje szczęście uzależnione było/jest od szczęścia innych. Najpierw zawsze liczył się "ktoś"-albo mąż, albo dziecko, albo jeszcze ktoś i ich potrzeby w danym momencie, potem dopiero ja sama dla siebie i to gdzieś na szarym końcu. Zdrowego egoizmu we mnie nie ma za grosz. Dlatego moja kolejka do szczęścia jest wciąż długa, bo wciąż przepuszczam kogoś przed siebie, bo wciąż szczęście innych ważniejsze jest dla mnie od własnego, co wiąże się jak u Ciebie Anastwio z niskim poczuciem własnej wartości, z brakiem własnej realizacji, nawet brakiem podejmowania samodzielnych decyzji w życiu prywatnym, bo wciąż szukam potwierdzenia, aprobaty. Mam zamiar pracować nad tym, bo to jest męczące i wiem, że ja się sama z tym duszę, bo kiedyś taka nie byłam.
Jesteś bardzo silna Anastawio - trzymam za Ciebie kciuki.
LIWIO
Ty jestes na poczatku drogi ,wiele wytrwalosci Ci zycze
Dokladnie .oszukiwalam sie ,wciaz widzialam obraz ojca ,oprucz wygladu moj maz nie przypomina go.
Wiem ze nie potrafi zyc z jedna kobieta i to jego problem ,bo ojcem jest dobrym .
Jeszcze z piec tygodni i dostane wezwanie.......na pierwsza sprawe........az w zoladku mi sie przewraca ,na mysl ze bede musiala wszystko opowiadac ,ale wiem ze to chwila ,ktora minie...........
A co dalej? Nadal mieszkacie razem? Masz jakiś plan? Rozwód to tylko formalność...
Tak maz sie wyprowadza,szuka mieszkania,nie ma wojny czy awantur poprostu on zachowuje sie troszke jakby niedowierzal,rozmawiamy normalnie ,nawet lepiej bym powiedziala niesypiamy razem,ja juz od dwuch lat nie mialam ochoty a teraz spie w innym pokoju i tyle.
U mnie jest to samo, zero kłótni, spoko się dogadujemy. Jmąż cały czas mieszka u znajomych, zabrał wszystkie swoje rzeczy.
Moje papiery rozwodowe są w Polsce, w domu rodziców. Zdecydowałam, że wyślę je do sądu po wakacjach. Chciałabym ulop spędzić inaczej niż w Polsce z rodzicami i w sądzie. A rozwód to tylko formalność.
Ja się bardzo cieszę, że jmąż nie kłóci się ze mną, a przede wszystkim nie błaga o przebaczenie ![]()
Teraz mam wolny umysł i mogę pracować nad sobą:D
Także Pati, jak mąż się wyprowadzi, to poczujesz ulgę!!
nie wiem czy kiedykolwiek przepychanki się skończą. ale wczorajsza sytuacja mnie rozbawiła - po wymianie smsów na temat opieki nad dziećmi - do której on ma być - min- ja chciałam o pół godziny dłużej niż zawsze, to stwierdził, że nie ma czasu. No to odpowiadam - to zostawisz dzieci na wycieraczce bo mnie nie będzie. Chciał klucze - to dostał odpowiedź, że nie ma już przebywania w moim domu, kiedy mnie nie ma. i on na to _ cytat- a wejś ty się odp....
hi hi... wejzne się:)
potem usłyszałam, że mam go cmoknąć...
bosche jaki on daremny...
po rozmowie z jego siostrą usłyszałam, że ma problemy z pracą i ona się o niego obawia on bo ma słabą psychikę.
to z pewnością jest wytłumaczenie, że ma prawo krzywdzić, nie płacić na dzieci. No biedny on.
Może mam mu jeszcze współczuć?
Mam nadzieję, że życie go kopnie w d... tak jak on kopnął mnie. i to w podobnym stylu...
Nienawidzę siebie za to,że nie udawałam
Moje dziecko tak strasznie wczoraj płakało jak sie dowiedział od Niego ,że się wyprowadza
Boże jak on płakał
Bym zrobiła wszystko byle tylko tego nie słyszeć i nie widzieć jak on cierpi
Tak bardzo kocham moje dzieci a one umuszą tak cierpieć przez dorosłych
JAK JA SIEBIE NIENAWIDZĘ
Droga Asiu ja taką jazdę moim dzieciom przy drugim mężu zafundowałam,że...
Wczoraj dopadły mnie demony, o których istnieniu nie miałam pojęcia!
Mój jmąż okazał się moim narkotykiem, tym czym dla alkoholika jest alkohol, dla narkomana- narkotyk. I postanowiłam zerwać z uzależnieniem. I udało się! Ale dotarło do mnie dlaczego popadłam w mój nałóg: nie mogłam poradzić sobie z uczuciami wobec moich rodziców. Typowe! I zerwałam z nałogiem, jestem z tego dumna. Ale znowu nie mogę poradzić sobie z uczuciami wobec moich rodziców. I co teraz? Terapia? Znowu potrzebne mi są oczywiste wskazówki, odpowiedzi na pytania... Znowu to samo... Błędne koło...
Moje cholerne dzieciństwo będzie się za mną wlec już zawsze.
Już nie wierzę,że jestem w stanie coś zmienić.
W moim domu nie było alkoholu. Nie było miłości,uczuć,emocji.
Śmiałam się-przestań błaznować!
Płakałam-nie histeryzuj!
Zawsze śmiali się z moich łez...nitk nie interesował się mną,moimi potrzebami-jedynie pedofil,o zgrozo...
Nigdy nie było ważne co czuję...kiedyś matce wykrzyczałam-ty mnie w ogóle nie znasz!
Szukam miłości,akceptacji u innych,uciekam od siebie....
Jestem w depresji,boję się...życia,siebie,innych...boję się,że nie znajdę sensu życia...
Facetom mówię asertywnie nie...chcę tylko jednego-spokoju.
Jutro mija 4 miesiące jak już definitywnie się rozstałam z eksem...
A ja zaczynam tęsknić...dociera do mnie teraz co się stało! I co teraz? Mam ochotę zadzwonić...poszukać go...
Moje demony szczerzą kły i ślinka im cieknie na myśl,ze zaraz mnie pożrą...
Nie dam rady...nie mam sił udawać już...pozory stwarzać...
Jak ty sobie świetnie radzisz Asia! W dupie sobie radzę...
Czuję się jak siedmioletnia dziewczynka porzucona w ciemnym lesie...strach tak mnie obezwładnia,że kroku zrobić nie mogę...
KAŻDY ma swoje przeżycia z dzieciństwa.
KAŻDY ma jakieś wspomnienia dotyczące tego okresu.
NIKT nie wymaże pamięci gumką.
MOŻNA jednak żyć szczęśliwie MIMO nieudanego dzieciństwa.
Aśka,
czemu uciekasz przed sobą samą?
Czego się obawiasz w sobie?
Dlaczego uważasz, że nie odnajdziesz sensu życia?
Dobrze, że jesteś świadoma swych uczuć. Świadomość daje szansę na podjęcie DECYZJI. Decyzji, czy pozwalasz kierować tym uczuciom, czy też do podejmowania decyzji używasz ROZUMU. Może i te Twoje demony szczerzą kły, może cieknie im ślinka, ale to TY decydujesz i zdecydujesz, czy dasz się im pożreć.
Nie masz sił udawać? Nie masz sił stwarzać pozorów?
To nie rób tego. Nie udawaj wesołej, gdy Ci smutno. Nie przenoś gór, gdy ledwo powłóczysz nogami. Nie musisz nigdzie iść. Usiądź, połóż się, odpocznij. Dzięki temu nabierzesz sił.
Radzisz sobie. Jak? Raz lepiej, raz gorzej. Ale radzisz sobie. Płacz, spadek nastroju, uświadomienie sobie uczuć to też "radzenie sobie".
Mocno Cię przytulam.
l_ukrecjo, a ja myślę, że cztery miesiące to trochę czasu jest, a ty żyjesz, funkcjonujesz, nie poddałaś się, więc dajesz sobie radę. Świat się nie zawalił.
A to,że tęsknisz, masz ochtę zadzwonić, kto tak nie ma po rozstaniu? I od Ciebie zależy co zrobisz.
A sens życia, cóż, na to filozoficzne pytanie wszyscy szukają odpowiedzi już miliony lat
Więc tak naprawdę ciężko jest go znależć. Ale najlepsza droga to pokochać i zaakceptować siebie i żyć według własnych pragnień, uczuć.
I trzymaj się, bo w moich oczach to ty jesteś twarda sztuka! ![]()
KAŻDY ma swoje przeżycia z dzieciństwa.
KAŻDY ma jakieś wspomnienia dotyczące tego okresu.
NIKT nie wymaże pamięci gumką.
MOŻNA jednak żyć szczęśliwie MIMO nieudanego dzieciństwa.Aśka,
czemu uciekasz przed sobą samą?
Czego się obawiasz w sobie?
Dlaczego uważasz, że nie odnajdziesz sensu życia?Dobrze, że jesteś świadoma swych uczuć. Świadomość daje szansę na podjęcie DECYZJI. Decyzji, czy pozwalasz kierować tym uczuciom, czy też do podejmowania decyzji używasz ROZUMU. Może i te Twoje demony szczerzą kły, może cieknie im ślinka, ale to TY decydujesz i zdecydujesz, czy dasz się im pożreć.
Nie masz sił udawać? Nie masz sił stwarzać pozorów?
To nie rób tego. Nie udawaj wesołej, gdy Ci smutno. Nie przenoś gór, gdy ledwo powłóczysz nogami. Nie musisz nigdzie iść. Usiądź, połóż się, odpocznij. Dzięki temu nabierzesz sił.Radzisz sobie. Jak? Raz lepiej, raz gorzej. Ale radzisz sobie. Płacz, spadek nastroju, uświadomienie sobie uczuć to też "radzenie sobie".
Mocno Cię przytulam.
Dziękuję.
Boję się siebie poznać,ale dlaczego nie wiem.
Nie wierze sobie?
Jeszcze nie ma łez...ale czuję,że nadchodzą...chcę ich,bo wolę to nić picie,czy oddział...
Dziś z Holandii przyjeżdża na tydzień mój syn,żeby pożegnać się z ukochaną babcią...jak to przeżyć? Jak im pomóc przez to przejść? A ona niknie mi każdego dnia...
Ps.Co z Zosią???
Boisz się poznać siebie?
Boisz się, że zobaczysz taką kobietę, którą tutaj my widzimy?
Kobietę mądrą, podejmującą trudne decyzje, przeżywającą wszystkie dostępne uczucia i świadoma tych swoich uczuć. Kobietę, która zerwała z nałogiem. Kobietę, która mimo obaw rozpoczęła i kontynuuje walkę o siebie. Siebie szczęśliwą. Siebie dojrzałą.
Co strasznego jest w takiej kobiecie, że dopada Cię strach?
Nie wierzysz sobie?
Rozumiem.
Po latach trudnych doświadczeń, po latach brnięcia w nałóg, Twoja wiara w samą siebie jest niepewna. Daj czasowi czas.
***
Jak pomóc przejść pożegnanie się i odchodzenie?
Być obok, na zapleczu, pod ręką.
Reagować na każdy ruch odchodzącej. Reagować bardzo spokojnie i powoli, bo pośpiech drażni, męczy, zaraża niepokojem. Nie zmuszać do niczego, nie nakazywać. Powiedzieć, o swej miłości (jeśli jest to prawda). Nie lamentować, szlochać nad łóżkiem. Popłakać po wyjściu z pokoju tak, by odchodząca nie była tych łez świadoma.
Strony Poprzednia 1 … 163 164 165 166 167 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026