Cóż, moje uczucia w tym momencie:
Czuję... satysfakcję i ulgę, lekkie poddenerwowanie o przyszłość, lekka niepewność,ale raczej o sprawy materialne, finansowe, opłaty itp.
Zaraz się chyba zabiorę za sprzątanie mieszkania:)
Czuję,że zrobiłam dobrze. Po prostu taka miała być kolej rzeczy.
Jak zamknął drzwi, to stanęłam przed lustrem, uśmiechnęłam się do siebie, pomyślałam sobie, no to teraz laska odżyjesz ![]()
Będę pisać, bo chyba jeszcze przez długi czas będę potrzebować Waszej pomocy.
I te dzisiejsze posty znowu dały mi do myślenia i działania.
Narazie jest OK.
10 596 2012-05-17 20:02:25
Podobne tematy
10 597 2012-05-17 21:18:21
Cóż, moje uczucia w tym momencie:
Czuję... satysfakcję i ulgę, lekkie poddenerwowanie o przyszłość, lekka niepewność,ale raczej o sprawy materialne, finansowe, opłaty itp.
Zaraz się chyba zabiorę za sprzątanie mieszkania:)
Czuję,że zrobiłam dobrze. Po prostu taka miała być kolej rzeczy.
Jak zamknął drzwi, to stanęłam przed lustrem, uśmiechnęłam się do siebie, pomyślałam sobie, no to teraz laska odżyjesz
Będę pisać, bo chyba jeszcze przez długi czas będę potrzebować Waszej pomocy.
I te dzisiejsze posty znowu dały mi do myślenia i działania.
Narazie jest OK.
Klucze oddał?
Masz pewność,że nie wróci?
10 598 2012-05-17 21:24:43
Kluczy nie oddał, a ja nie powiedziałam mu żeby oddał... Ale mogę zmienić zamek i tak się zacinał.
Nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji, nie wiem czy będzie chciał wrócić?
Ma jeszcze w mieszkaniu trochę dokumentów, poza tym zabrał wszystko, ciuchy, gry video, play station i tv.
Tylko mi dziury na ścianie zostały po tv, muszę je teraz jakoś zaszpachlować, czy jak to się tam robi...
10 599 2012-05-17 21:44:01
Lukrecjo - domyśliłam się, że pytania/post był do mnie a nie do Malwiny.
Co ja czuję? Piszę co czuję - jestem w pułapce emocjonalnej. Nie poznaję męża, którego bezgranicznie kochałam, mimo wszystko. Nie rozumiem jego postępowania. Wręcz nie wierzę w to co się dzieje, jakie on ma podejście do mnie, do naszego związku. Zadziwia mnie jego niepewność - raz mówi że kocha, raz, że ma dość. Ok. mogą targać nim emocje, ale gdzie ja jestem w tym wszystkim, dlaczego w ten sposób działa.
Kocham go, zawsze tak było....ale wiem, że na siłę nic nie zrobię, do walki potrzebne są dwie osoby. Potrzebne są dwie osoby (nie trzy, nie trójkąt), które mają się kochać, ufac sobie, zapewniać podstawowe potrzeby emocjonalne, wzajemną pomoc, wsparcie itd. Ja rozpoczęłam pracę nad sobą, ale mąż raczej tego nie zauważy, bo widzi we mnie same błędy. Wiem też, że i on powinien popracować nad sobą-ale do tego nikt go nie zmusi, jeśli mu na tym nie zależy to nic nie zrobię.
On od 16 lat był najważniejszym człowiekiem w moim życiu, mimo różniących nas charakterów, a dlaczego staje się sam dla siebie najważniejszy-nie wiem. Za nic go winić nie chcę......jeśli CHCE, jeśli tylko CHCE potrafi być fajnym facetem. Ale ja nie wiem co robić by to jego CHCENIE pozostawało na dłużej. Jak już jest fajnie między nami to znów za chwilę jakieś kłamstwo wychodzi i moje zaufanie jest zrujnowane w moment.......
Jedno jest pewne-mam zamiar pracować nad sobą, bo w takiej własnej huśtawce żyć się nie da. Ciężka praca mnie czeka, ale mam nadzieję, że przyniesie zamierzony dla mnie efekt.
Otrząsam się Lukrecji, otrząsam się z całych sił, jednak sama wiesz, że nie jest to proste.
Anstawio- trzymam kciuki za Ciebie. Poszło Ci jak perszing.
10 600 2012-05-17 21:46:45
Anstawio- trzymam kciuki za Ciebie. Poszło Ci jak perszing.
Dzięki, ale trochę się shizuję, że może on będzie chciał wrócić... Nie wiem... Nie żebym tego chciała, tylko muszę się też nastawić na taką opcję...
10 601 2012-05-17 21:54:08
Liwia napisał/a:Anstawio- trzymam kciuki za Ciebie. Poszło Ci jak perszing.
Dzięki, ale trochę się shizuję, że może on będzie chciał wrócić... Nie wiem... Nie żebym tego chciała, tylko muszę się też nastawić na taką opcję...
Teraz musisz być gotowa na wszystko. Jakie kroki on podejmie i czy w ogóle podejmie-wkrótce się okaże.
10 602 2012-05-17 22:16:54 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-17 22:21:53)
![]()
10 603 2012-05-17 22:23:52
Wielokropku, skąd Ty czerpiesz swoją życiową mądrość? Chciałabym być taka mądra jak Ty!
10 604 2012-05-17 22:30:43
Anstawio,
z wieloletniej pracy nad sobą, z doświadczenia wypisanego na mych czterech literach, z mądrych książek, ze słuchania innych, z własnych przemyśleń.
Możesz być też taką mądrą lub mądrzejszą ode mnie.
Weszłaś już na ścieżkę własnego rozwoju. Idź nią dalej i nie zatrzymuj się.
10 605 2012-05-18 00:19:02
l_ukrecjo, kolejna mądra kobieto, chyba mnie dopadły...demony.
Dam radę! Dam radę!
10 606 2012-05-18 09:16:49
Jeszcze raz wrzucam to, od czego moje poszukiwania się zaczęły, mam wrażenie, ze jednej z nas ten cytat może dziś pomóc.
Miłego dnia kobietki!
?Wtedy właśnie zaczął się wycofywać, a ja zobaczyłam druga stronę mojego namiętnego bohatera romantycznego ? odkryłam Davida zdystansowanego, potrzebującego do życia więcej przestrzeni, niż stado amerykańskich bizonów, samotnika niczym rozbitek.
To jego raptowne emocjonalne oddalenie nawet w najlepszych okolicznościach byłoby dla mnie katastrofą, zważywszy, że jestem najbardziej uczuciową formą życia na planecie, a przecież działo się to w okolicznościach najgorszych. Byłam znękana i zależna, potrzebowałam większej troski, niż urodzone przed czasem trojaczki. On się odsuwał, więc potrzebowałam jeszcze większej troski; no to on się odsuwał coraz szybciej, aż w końcu umykał ścigany zadawanymi płaczliwym tonem pytaniami: ?Dokąd się wybierasz? Co się z nami stało??
Prawda jest taka, że się od Davida uzależniłam (na swoją obronę muszę dodać, że on podsycał to uzależnienie, bo był kimś w rodzaju ?mężczyzny fatalnego?), i teraz, kiedy jego zainteresowanie mną spadło, cierpiałam łatwe do przewidzenia konsekwencje. Uzależnienie jest charakterystyczne dla każdego opartego na zauroczeniu romansu.
Wszystko zaczyna się, kiedy obiekt twojego uwielbienia obdarza cię dawką oszałamiającego i halucynogennego środka, o jakim nigdy wcześniej nawet nie ośmieliłabyś się pomyśleć- ten emocjonalny narkotyk składa się z porażającej ilości i przyjemnie drażniącej ekscytacji. Wkrótce zaczynasz łaknąć tego silnego zainteresowania równie obsesyjnie jak każdy ćpun na głodzie. Kiedy narkotyku zabraknie, natychmiast chorujesz, szalejesz, słabniesz (żeby już nie wspomnieć urazy do dilera, który przecież doprowadził cię do tego uzależnienia, a teraz już nie chce dostarczać dobrego towaru- mimo że ma go gdzieś w ukryciu, niech to szlag, bo p r z e c i e ż z a w s z e d a w a ł c i g o z a f r i k o). W następnym studium wychudzona trzęsiesz się w jakimś kącie, przekonana, że jesteś gotowa zaprzedać własną duszę, albo obrabować sąsiada, żeby dostać TO choćby jeszcze jeden raz Tymczasem stajesz się coraz bardziej odpychająca dla obiektu swojego uwielbienia. Patrzy na ciebie, jakby cię nigdy wcześniej nie widział, a już na pewno nie jak na kogoś, kogo kiedyś tak namiętnie kochał. Ironia tkwi w tym, że nawet nie możesz za bardzo go winić. No bo przyjrzyj się sobie. Jesteś żałosnym straszydłem, sama siebie nie rozpoznajesz.
I tak to wygląda. Osiągnęłaś ostateczny punkt zauroczenia- całkowitą i bezlitosną deprecjację własnego ja.?
JEDZ, MÓDL SIĘ I KOCHAJ ? Elizabeth Gilbert
10 607 2012-05-18 09:37:09
Wielokropek napisał/a:Anstawia napisał/a:(...)Jestem zła, bo czuję presję z otoczenia. (...)
Zła jesteś z powodu presji otoczenia?
To reagujesz zupełnie inaczej niż ja.
Gdy byłam pewna swych decyzji i tempa ich realizacji, żadne opinie innych osób nie złościły mnie. Mogłam nawet podyskutować na ten temat. Jeżeli jednak ukrywałam, przede wszystkim sama przed sobą, swe obawy, lęki, wówczas na każdą odmienną opinię od mojej reagowałam podobnie jak Ty wyżej: złością, agresją, atakiem. Reagowałam tak, bo ktoś pokazywał mi PRAWDĘ, której wszelkimi siłami nie chciałam dostrzec, mocno zaciskając oczy.Presję dostrzegam wtedy, gdy na przykład psycholożka zaproponowała mi: powiedz mężowi albo ja, albo marichuana. A ja tego nie zrobiłam, bo po prostu nie chcę być z tym człowiekiem i to czy on rzuci palenie, czy nie nie ma dla mnie znaczenia. Ale nie potrafiłam jej tego powiedzieć.
Presję czułam gdy wszyscy na około pytali sie mnie no i co wysłałaś juz ten pozew? A ja go nie wysyłałam, bo nie miałam kasy i gdy o tym mówiłam, to wydawało mi się, że każdy sobie mysli, a ona i tak tego nie zrobi.
Presję czuję, gdy ktoś mi mówi, weź sie wyprowadź, a nie tkwij z nim. A ja tego nie chcę zrobić, chcę zostać w tym mieszkaniu.
Jestem pewna swoich decyzji, chcę tego rozwodu i rozstania z całego serca, no nie wiem jak mam to napisać jeszcze. Chcę tego, chcę, chcę, chcę!! Ale chcę po swojemu i nie lubię jak ktoś mi coś narzuca i wtedy się buntuję, ale z czasem to przemyśluję i wyciągam wnioski. Pierwsza reakcja, złość.
Ale ja tutaj żadnej presji nie widzę. Czy nie stworzyłaś sama takiej wizji?
Może psycholożka myślała, że Ty chcesz naprawiać związek i dlatego "zaproponowała" żebyś dała mu wybór.
Aniknom wysunęła swoje spostrzeżenie, które może ci się podobać lub nie, to nie była presja. Nie wszystkie spostrzeżenia także muszą być trafne, bo każdy z nas dostrzega coś innego w pierwszej kolejności.
Dlaczego jeśli drażniło Cię to czy ktoś myślał, że to zrobisz czy nie nie powiedziałaś, że na razie nie masz pieniędzy? Co w tym złego?
10 608 2012-05-18 09:43:27
Liwia napisał/a:Anstawio- trzymam kciuki za Ciebie. Poszło Ci jak perszing.
Dzięki, ale trochę się shizuję, że może on będzie chciał wrócić... Nie wiem... Nie żebym tego chciała, tylko muszę się też nastawić na taką opcję...
Anstawio czy naprawdę aż tak bardzo potrzebny jest Ci schemat działania?
10 609 2012-05-18 10:12:12
hm... Ja mówiłam,że nie mam kasy. Po prostu cały czas się zastanawiam, co inni sobie myślą. I nad tym pracuję, bo nie ułatwia mi to życia.
Czasami też coś tutaj napisane, zmienia moje myślenie. l_ukrecja napisała,czy mam pewność,że nie wróci? A ja odrazu zobaczyłam wizję, zobaczyłam go spowrotem z torbami w drzwiach błagającego o litość. I panika, bo przecież tak może być. I zaczytuję się teraz w książkach na temat prawa przyciągania i wiem jak moje myśli są błędne. I chcę myśleć pozytywnie! Jestem pewna,że on nigdy nie wróci. Jestem szczęśliwa a przede mną cudowny weekend! Czego i Wam życzę!
I od kilku dni czytam właśnie po raz kolejny książkę JEDZ,MÓDL SIĘ I KOCHAJ oraz książki Grocholi. O ironio, te historie są mi takie bliskie i każda ma happy end ![]()
10 610 2012-05-18 10:26:15
hm... Ja mówiłam,że nie mam kasy. Po prostu cały czas się zastanawiam, co inni sobie myślą. I nad tym pracuję, bo nie ułatwia mi to życia.
Czasami też coś tutaj napisane, zmienia moje myślenie. l_ukrecja napisała,czy mam pewność,że nie wróci? A ja odrazu zobaczyłam wizję, zobaczyłam go spowrotem z torbami w drzwiach błagającego o litość. I panika, bo przecież tak może być. I zaczytuję się teraz w książkach na temat prawa przyciągania i wiem jak moje myśli są błędne. I chcę myśleć pozytywnie! Jestem pewna,że on nigdy nie wróci. Jestem szczęśliwa a przede mną cudowny weekend! Czego i Wam życzę!I od kilku dni czytam właśnie po raz kolejny książkę JEDZ,MÓDL SIĘ I KOCHAJ oraz książki Grocholi. O ironio, te historie są mi takie bliskie i każda ma happy end
Po co się nad tym zastanawiać? Co Ci to da? Na pewno nic dobrego. Przecież nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia. Dopuść taką możliwość, że ktoś ma inne spostrzeżenia, że widzi coś inaczej. Daj sobie trochę luzu, trochę spokoju.
Wiem, że kiedy uzbiera się tyle emocji i żalu, że nie potrafimy sobie dać z tym rady, a tak bardzo chcemy. (Ja potrafię widzieć wszystko w czarnych kolorach, a gdzieś tam jest ta mocniejsza strona, która chce wyjść z marazmu, która wierzy, że się uda, że będzie ok.) Wtedy trochę odpuszczamy takie szczegółowe przeżywanie każdej chwili, każdej emocji, powoli nabieramy dystansu, zaczynamy inaczej myśleć i zaczynamy żyć inaczej, lepiej, spokojnie, ciesząc się każdą chwilą, każdym dniem, ostrzegając rzeczy, których wcześniej nie widzieliśmy.
10 611 2012-05-18 10:48:54
Cytat bardzo pasujący do Nas Faworytko.........nałóg i wszystko co z nim związane......
Ja doszłam wczoraj do tego (eureka), że jednak ja nie mam żadnego wpływu na postępowanie męża. Po prostu nie mam wpływu na to , że flirtuje, odnawia znajomości, nie mam nic z tym wspólnego, to nie jest moja wina. Myślałam, że robi to wtedy, gdy coś jest źle między nami-i to nie miałoby usprawiedliwienia. Ale jak widać nie ma reguły. Może być wspaniały wieczór-rozmowa, wspólny czas, seks, a i tak sms gdzieś tam do obcej baby musi być, jakieś odnawianie kontaktów, dziwne teksty. Nie wiem jak to nazwać.W każdym razie nie chcę więcej obarczać się winą za jego czyny w kwestii kobiet. To jego wybór, świadomy lub mniej, ale jego. Najwidoczniej potrzebuje tego, a ja jestem w tym wszystkim jak nikt dla niego. Przykre, jednak prawdziwe.
10 612 2012-05-18 11:01:11
Dziwne to.
Tak trochę nawet jakby robił to im jest między Wami lepiej. Takie spostrzeżenie moje. Ale to może wcale nie jest zależne.
Nawet głupio się czuć nie ma co.
10 613 2012-05-18 11:28:07
hm... to nie jest tak,że ja nie akceptuję opinii innej osoby. Jak ktoś mi coś mówi, to ja sobie myślę: ale jestem głupia, nawet tak nie pomyślałam. Albo: a ja myślałam/planowałam inaczej, pewnie źle... itd. Po prostu czyjeś słowa/opinie doprowadzają do tego,że myślę o sobie źle. I tutaj leży pies pogrzebany ![]()
I tak było w przypadku tego związku. Dla mnie było istotne, żeby najpierw złożyć pozew a potem zamieszkać osobno. Dla większości, najpierw wyrzucić go z domu a potem rozwód. A ja czytam o zgodnych rozwodach, taki jest mój wymarzony rozwód i taki będę miała ![]()
10 614 2012-05-18 11:45:12
A może po prostu potrzebowałam tej presji, więc ją sobie stworzyłam?
Bałam się podjąć decyzję i sobie wmówiłam presję?
W każdym razie było to coś,co pozwoliło mi iść dalej. I chcę patrzeć w przyszłość, chcę być sobą, chcę się rozwijać!
10 615 2012-05-18 11:46:40
A jakie to ma znaczenie w jakiej kolejności?
Zmień myślenie kochana.
Usłysz, przeczytaj, a potem pomyśl :"o, to ciekawe, nie pomyślałam" i się nad tym zastanów, jeśli uznasz to za stosowne. A jeśli nie, to nie i już.
Poćwiczymy zmianę myślenia?
10 616 2012-05-18 11:52:08
A akurat dla mnie kolejność ma znaczenie
Mam pewien schemat, plan i lubię sie go trzymać. Lubię robić niektóre rzeczy w swoim tempie, wg swojego planu, daje mi to poczucie satysfakcji, gdy coś sobie zaplanuję a potem spełniam to punkt po punkcie. Lubię tak ![]()
A zmiana myślenia? Jak najbardziej na tak! Pracujmy nad tym ![]()
10 617 2012-05-18 11:53:06
Mogłaś sobie wmówić presję, to tak mogło wyglądać. Nie wiem.
Cokolwiek było tego powodem masz tego świadomość.
10 618 2012-05-18 11:55:17
Jeśli potrzebujesz działania w ten sposób, szanuje to.
Proszę uprzejmie korygujmy myśli i zmieniajmy je na te dobre ![]()
10 619 2012-05-18 11:59:26
I od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy:)
A co tam u gitarzysty?
10 620 2012-05-18 12:02:42
Bardzo się cieszę.
Gitarzysta gra i mijamy się w życiu, ale ja mam swoje nowe sprawy
, skoro nie on to...
10 621 2012-05-18 12:05:05
Miałam na myśli inne rozrywki oczywiście ...;)
10 622 2012-05-18 12:07:14
Taka moja mała refleksja.
Zawsze jesteśmy sobą.
Postępując niezgodnie z naszymi wcześniejszymi deklaracjami, również.
Wtedy, gdy kulimy się ze strachu (choćby w środku) i działamy pod jego wpływem - też.
Wówczas, gdy ulegamy innym - również.
Zawsze jesteśmy sobą.
10 623 2012-05-18 12:11:26 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-18 12:13:35)
Myślisz Wielokropku, że strach nie zabiera nam nas samych?
10 624 2012-05-18 12:21:31 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-18 12:22:47)
Są różne uczucia, te przyjemne i te nieprzyjemne.
I jedne, i drugie są naszymi. Ukrywanie ich, zaprzeczanie im nie ma żadnego sensu.
Na pojawiające się w nas uczucia nie mamy żadnego wpływu, mamy zaś wpływ na nasze zachowanie wynikające z danego uczucia. Możemy, pod wpływem np. strachu skulić się i zrobić coś, czego na pewno nie zrobilibyśmy będąc radośni i zadowoleni z siebie. Możemy też, mimo strachu, żyć z podniesioną głową.
Rozumiem, że znacznie łatwiej jest powiedzieć, że "to nie byłam ja", niż samej przed sobą przyznać się do swej ciemnej strony.
Niezależnie jednak od tego, czy zgadzamy się z tym, czy też nie, każdy z nas ma swoją ciemną stronę.
Uważam, że warto znać swe nie-najsympatyczniejsze kawałki.
10 625 2012-05-18 12:26:05
Ja nigdy nie twierdziłam, że robiąc coś pod wpływem strachu to nie byłam ja. To byłam ja, pod wpływem strachu właśnie.
Czasem pod wpływem strachu nie widzimy wyjścia. Postępujemy jakoś tam, nie koniecznie wiele nad tym myśląc. Im więcej takich tym bardziej wiemy co robić. To trudne.
10 626 2012-05-18 12:32:49 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-18 12:34:55)
A kiedy ktoś swoim zachowaniem powoduje w nas takie, a nie inne zachowanie? Czasem jesteśmy tak wymęczeni i zdezorientowani, że nie potrafimy nad tym panować, kontrolować swoich reakcji.
Powinniśmy podejść ze spokojem i dystansem, żeby nie dopuścić do jakiegoś szału?
10 627 2012-05-18 12:49:27 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-18 12:52:05)
Unikam stwierdzeń "powinnam, powinniśmy".
Unikam ich, bo nie służą niczemu dobremu.
Wpędzają w poczucie winy.
Cóż z tego, że stwierdzimy, że "powinniśmy żyć w pokoju"? Pokój dzięki temu zapanuje na świecie? Jeśli powiem, że "powinnam" być spokojna i opanowana, to taka będę?
Cóż ze mną się stanie, co będę przeżywała, gdy wmówię sobie, że powinnam zachować się inaczej niż się zachowałam?
Moim zdaniem znacznie lepiej jest odpowiedzieć sobie na pytania "dlaczego zachowałam się w określony sposób?", "co mnie wytrąciło z równowagi?", "czemu zareagowałam taką złością?"
Mam sposób na to, by nie doprowadzać do sytuacji ekstremalnych.
Tym sposobem jest nieukrywanie emocji, reagowanie zgodnie z nimi i nieupychanie ich w zakamarkach własnego ciała. Dzięki temu, wbrew pozorom, atmosfera robi się zdecydowanie milsza, jest spokojniej, bo nie doprowadzam do tego, że emocje przelewają mi się, że nad nimi nie panuję, że strzykam jadem dokoła. Najczęściej nie trzeba żadnej awantury, kłótni, wystarczy proste stwierdzenie "irytuje mnie...", "złości mnie, gdy....". Gdy nie mam różnych emocji nieodreagowanych, mogę takie stwierdzenia powiedzieć spokojnie, bez żadnego wysiłku. I piszę o tym ja, będąca osobą bardzo pobudliwą, choleryczką.
Jeszcze jedno.
Wypracowałam sobie jeszcze jedną umiejętność. Gdy padam na pysk, uprzedzam wszystkich dokoła "do mnie proszę nie podchodzić zbyt blisko, bo mogę pogryźć".
10 628 2012-05-18 12:54:12 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-18 12:56:05)
Ja zawsze myślałam, że jesteś oazą spokoju.
Powinnam napisać.. co powinniśmy wtedy zrobić?
Wiem, że słowo powinnam, powinieneś do niczego nie prowadzi. Tylko obserwacja i zastanowienie się co zrobiłam nie tak i co zrobić, żeby następnym razem uniknąć niezadowalającego efektu, to jest najlepszym podejściem.
10 629 2012-05-18 13:01:54
Widzisz, jak pozory mylą?
Jestem osobą spokojną, nie skaczę innym do gardła, nie wrzeszczę, nie robię awantur. Gdy coś mi się nie spodoba, coś mnie złości, potrafię powiedzieć coś ostrzej, bardzo zdecydowanym tonem, jestem też (jak pewnie zauważyłaś) osobą szczerą, mówię prawdę.
Czasem jednak robię drakę. Zastanowiłam się, kiedy zrobiłam ją ostatnio. Chyba... kilka lat temu.
10 630 2012-05-18 13:25:11
No ja parę razy wpadłam w taki nerwowy szał. Granica wytrzymałości nerwowej została przekroczona. Byłam przerażona swoją reakcją. Zastanawiałam się o co chodzi. Wiem już, to moja matka. Ona całe życie tak reagowała. Kiedy byłam dzieckiem darła się na mnie, wyzywała od ćućm i innych, wszystko krytykowała, byłam gruba, głupia itd. Wiecznie jej przeszkadzałam. Pamiętam rozmowy z ojcem, ona potrafiła tylko drzeć gębę. Ja reagowałam podobnie. Teraz potrafię to kontrolować. Nie chcę być potworem jakim jest ona. Nikt jej nie chce, jest sama jak palec.
Ostatnio kilka razy stanęły mi przed oczami takie sytuacje. Poprosiła mnie żebym wysuszyła jej włosy. Coś nie wedle jej uznania robiłam i od razu darcie "Co robisz, ciućmo jedna". A ja odpowiedziałam tylko, że jak będzie mnie wyzywać to nic jej nie zrobię. Przestała.
10 631 2012-05-18 13:50:55
Jeżeli nie jest to spowodowane chorobą, to każdy może opanować swoją reakcję na różne wydarzenia. Część jednak osób uważa się jednak za bezkarne. Wystarczy jednak, że druga osoba postawi konkretną, nieprzekraczalną granicę (tak, jak Ty zrobiłaś w stosunku do swojej mamy).
10 632 2012-05-18 13:55:27 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-18 14:05:33)
To było niesamowite, wiesz.
Ja tak postępuje w stosunku do niej. Mówię, że takie traktowanie mojej osoby mi się nie podoba.
Kontakty z nią są do tego stopnia dziwne, że to ona pyta mnie o różne rzeczy, jak postąpić co zrobić. Ja potrafię podejść z dystansem i spokojem właśnie, ona nie. I widzę, że to ją u mnie zadziwia. A dla mnie to normalne.
Czasem wydaje mi się, że ona jest chora, bo nie potrafi panować nad swoimi reakcjami. A tutaj ją zablokowałam.
Ostatnio miała atak szału, rzucała kur.. na wszystkie strony i to przy moim dziecku.
Zapytałam ją "co Ci to daje, że tak klniesz i wyzywasz, czy to daje upust Twoim emocjom?" od razu się nie uspokoiła, nikt na nią nie zwracał uwagi, odpuściła, w końcu poszliśmy do domu.
O wiele bardziej odpowiada mi kiedy powie, "nie mam już dziś siły, jestem zdenerwowana". Wtedy wiem, że czas zmykać. A powiedziała tak ostatnio właśnie.
Czuła się bezkarna zawsze. Krzyczała, że ona ma prawo się zdenerwować i koniec, i nikt jej tu nie będzie. Na mnie się darła, teraz ma odpały w stosunku do mojego dziecka, na co ja się nie zgadzam. Bo ona nie potrafi normalnie powiedzieć "słuchaj, tak się nie robi, nie rób tak więcej, bo komuś jest przykro czy coś.." Nie ona od razu jedzie "co robisz, Ty gówniarzu, Ty taki siaki, owaki", dziecko głupieje. Zwracam jej uwagę. Zdarzyło jej się dwa razy. Dziecko wie, że ma powiedzieć babci, żeby nie krzyczała, że wie i rozumie, kiedy ktoś do niego spokojnie mówi.
Ja to miałam w dzieciństwie, krzyki, wrzaski, wyzywania. Poczucie własnej wartości gdzieś w dole utopione w strachu, wszystko zachwiane.
10 633 2012-05-18 14:46:07 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-18 14:48:08)
Niestety, często dorośli myślą, że wszystko im wolno. Nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takiego zachowania.
Często takie zachowanie jest spowodowane tym, że ktoś przez wiele dni, miesięcy usiłuje stać na palcach i być "dobrą mamą", czyli nigdy się nie denerwuje, nigdy nie złości, cały czas jest spokojna, a tak naprawdę cały czas upycha te nieprzyjemne uczucia i pewnego dnia... wulkan wybucha.
Często też takie zachowanie jest wynikiem uczenia się i obserwacji: robili tak dziadkowie wobec rodziców, robili to rodzice wobec mnie, to i ja tak robię wobec moich dzieci lub innych osób. A "wystarczy", by ktoś postawił granice, by nie pozwolił na takie traktowanie siebie.
***
Przepraszam za takie przerwy między poszczególnymi postami, ale w międzyczasie gotuję, sprzątam i do komputera dopadam w przerwie. ![]()
10 634 2012-05-18 15:04:28
No tak jest.
Ja moją mamę pamiętam wnerwioną, ale rzeczywiście nie bez przerwy. Tak trochę jak bomba zegarowa. Coś jej nie tego i dawaj: trach!!!
Miałam szefa choleryka także. O kurna co to był za model. Krzyczał, kur..ł na wszystkich dookoła, ale spokojny także potrafił być, do rany przyłóż. Ze skrajności w skrajność. Ale wszyscy wokół byli nienormalni.
Kiedyś mu powiedziałam do słuchu. Nie pracuje tam już, dzięki bogu ![]()
Ja rozumiem, sprawy domowe. Ja tu siedzę i odświeżam, odświeżam...
Fajna babka z Ciebie Wielokropku. Wielka w Tobie tkwi tajemnica.
10 635 2012-05-18 15:13:30
Jeszcze raz wrzucam to, od czego moje poszukiwania się zaczęły, mam wrażenie, ze jednej z nas ten cytat może dziś pomóc.
Miłego dnia kobietki!?Wtedy właśnie zaczął się wycofywać, a ja zobaczyłam druga stronę mojego namiętnego bohatera romantycznego ? odkryłam Davida zdystansowanego, potrzebującego do życia więcej przestrzeni, niż stado amerykańskich bizonów, samotnika niczym rozbitek.
To jego raptowne emocjonalne oddalenie nawet w najlepszych okolicznościach byłoby dla mnie katastrofą, zważywszy, że jestem najbardziej uczuciową formą życia na planecie, a przecież działo się to w okolicznościach najgorszych. Byłam znękana i zależna, potrzebowałam większej troski, niż urodzone przed czasem trojaczki. On się odsuwał, więc potrzebowałam jeszcze większej troski; no to on się odsuwał coraz szybciej, aż w końcu umykał ścigany zadawanymi płaczliwym tonem pytaniami: ?Dokąd się wybierasz? Co się z nami stało??
Prawda jest taka, że się od Davida uzależniłam (na swoją obronę muszę dodać, że on podsycał to uzależnienie, bo był kimś w rodzaju ?mężczyzny fatalnego?), i teraz, kiedy jego zainteresowanie mną spadło, cierpiałam łatwe do przewidzenia konsekwencje. Uzależnienie jest charakterystyczne dla każdego opartego na zauroczeniu romansu.Wszystko zaczyna się, kiedy obiekt twojego uwielbienia obdarza cię dawką oszałamiającego i halucynogennego środka, o jakim nigdy wcześniej nawet nie ośmieliłabyś się pomyśleć- ten emocjonalny narkotyk składa się z porażającej ilości i przyjemnie drażniącej ekscytacji. Wkrótce zaczynasz łaknąć tego silnego zainteresowania równie obsesyjnie jak każdy ćpun na głodzie. Kiedy narkotyku zabraknie, natychmiast chorujesz, szalejesz, słabniesz (żeby już nie wspomnieć urazy do dilera, który przecież doprowadził cię do tego uzależnienia, a teraz już nie chce dostarczać dobrego towaru- mimo że ma go gdzieś w ukryciu, niech to szlag, bo p r z e c i e ż z a w s z e d a w a ł c i g o z a f r i k o). W następnym studium wychudzona trzęsiesz się w jakimś kącie, przekonana, że jesteś gotowa zaprzedać własną duszę, albo obrabować sąsiada, żeby dostać TO choćby jeszcze jeden raz Tymczasem stajesz się coraz bardziej odpychająca dla obiektu swojego uwielbienia. Patrzy na ciebie, jakby cię nigdy wcześniej nie widział, a już na pewno nie jak na kogoś, kogo kiedyś tak namiętnie kochał. Ironia tkwi w tym, że nawet nie możesz za bardzo go winić. No bo przyjrzyj się sobie. Jesteś żałosnym straszydłem, sama siebie nie rozpoznajesz.
I tak to wygląda. Osiągnęłaś ostateczny punkt zauroczenia- całkowitą i bezlitosną deprecjację własnego ja.?JEDZ, MÓDL SIĘ I KOCHAJ ? Elizabeth Gilbert
Nic dodać,nic ująć-taka byłam i nie wolno mi o tym zapomnieć...
Dziękuję Ci za tego posta.
10 636 2012-05-18 15:19:29
Cytat bardzo pasujący do Nas Faworytko.........nałóg i wszystko co z nim związane......
Ja doszłam wczoraj do tego (eureka), że jednak ja nie mam żadnego wpływu na postępowanie męża. Po prostu nie mam wpływu na to , że flirtuje, odnawia znajomości, nie mam nic z tym wspólnego, to nie jest moja wina. Myślałam, że robi to wtedy, gdy coś jest źle między nami-i to nie miałoby usprawiedliwienia. Ale jak widać nie ma reguły. Może być wspaniały wieczór-rozmowa, wspólny czas, seks, a i tak sms gdzieś tam do obcej baby musi być, jakieś odnawianie kontaktów, dziwne teksty. Nie wiem jak to nazwać.W każdym razie nie chcę więcej obarczać się winą za jego czyny w kwestii kobiet. To jego wybór, świadomy lub mniej, ale jego. Najwidoczniej potrzebuje tego, a ja jestem w tym wszystkim jak nikt dla niego. Przykre, jednak prawdziwe.
Identycznie jak mój eks...
Po co jeszcze z nim jesteś?
Na co liczysz? No chyba nie myślisz,że on się zmieni?
Mój po każdej wpadce na kolanach prosił o przebaczenie...a jak ja dochodziłam do siebie,zaliczał kolejną...
Zajęło mi to 4.5 roku. A Ty jak długo tkwisz w tym chorym układzie?
10 637 2012-05-18 15:22:28
Ło matko. Ja bym po pierwszym razie kopnęła w cztery litery. Podziwiam Was za wytrwałość.
10 638 2012-05-18 16:14:04
Oh Pati, jak czytam co Ty w życiu dziewczyno przeszłaś... oh... nie wiem co napisać... I naprawdę podziwiam Cię z całego serducha, bo taka twarda i dzielna jesteś!
Holandia też jest krajem pełnym ludzi spoza Europy. I są to ludzie o zupełnie innym sposobie myślenia, o innych zasadach moralnych, religijnych, inna kultura itp. I ciężko nam to zaakceptować. Ale z drugiej strony, za granicą Polak Polakowi nóż w plecy by wbił. A Polki jadące do Turcji, Tunezji na wakacje, też zbierają niepochlebne opinie... Tak ten świat jest skonstruowany. Ale zawsze jest szansa na zmianę, samej siebie
Zgadzam sie ,nie jestem rasistka ,ale................
Polak polakowi wilkiem a ja uwazam Polka -Polce ,faceci trzymaja sie razem.Zreszta nie dla mnie te czasy i wogole ,kobiety rywalizuja czego osobiscie nie potrafie pojac,hhhhh mmmmmmmmmm dziwny jest ten swiat ,ale z drugiej strony te czasy sa pelne mozliwosci.Powodzenia
10 639 2012-05-18 16:15:30
Liwia napisał/a:Cytat bardzo pasujący do Nas Faworytko.........nałóg i wszystko co z nim związane......
Ja doszłam wczoraj do tego (eureka), że jednak ja nie mam żadnego wpływu na postępowanie męża. Po prostu nie mam wpływu na to , że flirtuje, odnawia znajomości, nie mam nic z tym wspólnego, to nie jest moja wina. Myślałam, że robi to wtedy, gdy coś jest źle między nami-i to nie miałoby usprawiedliwienia. Ale jak widać nie ma reguły. Może być wspaniały wieczór-rozmowa, wspólny czas, seks, a i tak sms gdzieś tam do obcej baby musi być, jakieś odnawianie kontaktów, dziwne teksty. Nie wiem jak to nazwać.W każdym razie nie chcę więcej obarczać się winą za jego czyny w kwestii kobiet. To jego wybór, świadomy lub mniej, ale jego. Najwidoczniej potrzebuje tego, a ja jestem w tym wszystkim jak nikt dla niego. Przykre, jednak prawdziwe.
Identycznie jak mój eks...
Po co jeszcze z nim jesteś?
Na co liczysz? No chyba nie myślisz,że on się zmieni?Mój po każdej wpadce na kolanach prosił o przebaczenie...a jak ja dochodziłam do siebie,zaliczał kolejną...
Zajęło mi to 4.5 roku. A Ty jak długo tkwisz w tym chorym układzie?
Liwio
Moj maz dokladnie taki sam.
U mnie machina ruszyla...............rozwod
10 640 2012-05-18 16:44:07
Witajcie,
Jestem klasycznym przykładem kobiety kochającej za bardzo. Zrobiłam test i już po 10 razie na tak przestałam liczyć. Moja historia opisana jest w tym dziale... (romans z prostytutką) Opisana w wielkim skrócie. Po dzisiejszej akcji z niczego, gdzie mąż mnie utwierdził w przekonaniu, że jestem poje...na, że nie wie czy mnie kocha i jest ze mną ze względu na dzieci, że on się starał ale ja nie potrafię żyć normalnie i, że on przestaje gadać a zaczyna działać bo ileż można słuchać o jednym (czytaj wyprowadza się) , mam na prawdę już zero szacunku do siebie samej. Jakby nie resztki rozsądku błagała bym go by tego nie robił. Jest mi tak strasznie ciężko. Wspomóżcie proszę słowem, może będzie mi łatwiej...
10 641 2012-05-18 17:03:33
Piszesz Wielokropku o złości, o postawieniu granic. A co jeżeli mówisz komuś co jest przekroczeniem Twojej granicy. Mówisz, nie życzę sobie, żebyś palił w mieszkaniu marichuany i przyprowadzał do mieszkania kolegów i z nimi palił. A mimo to, ta osoba dalej to robi i robi, i uważa,że się czepiam. Co wtedy, gdy ktoś nie szanuje Twoich granic?
10 642 2012-05-18 19:06:17 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-18 19:12:00)
Anstawio,
odpowiedz na pytanie, czemu nie chcesz, by on palił marihuanę, przyprowadzał kolegów i palił razem z nimi.
Rozumiem, że nie chcesz/nie chciałaś, by palił w mieszkaniu. Ale kto jest/był właścicielem tego mieszkania? Ty? On? Czy mieszkanie należy/należało do was obojga?
Podobną sytuację rozwiązałam tak.
Mąż pali papierosy, ja jestem niepalącą. Mieszkamy jednak we wspólnym mieszkaniu, każdy z nas ma takie same prawa. Pytanie, na które sobie odpowiedziałam brzmiało: "Co możemy zrobić, by mąż palił w domu, a ja mogłabym być bez dymu?" Zastanowiłam się, czy rzeczywiście przeszkadza mi jego palenie; odpowiedź brzmiała: nie. Nie chcę tylko spać w śmierdzącym dymem pokoju i nie chcę, by dym było czuć w łazience, którą trudno wywietrzyć. Doszliśmy do porozumienia: mąż nie pali w sypialni i w łazience, po paleniu opróżnia popielniczkę (nie zostawia petów na kilka godzin), ja zapalam świeczki z olejkiem antytabakowym.
berberysko,
witaj wreszcie w tym wątku. ![]()
Tutaj dostaniesz wsparcie na pewno. Wsparcie, czyli i dobre słowo, i kopniak w cztery litery czy kubeł zimnej wody, gdy będzie potrzeba szybkiego otrzeźwienia. Pisz tak często, jak tego potrzebujesz. Czytaj też ten wątek od początku, bo mnóstwo osób napisało tu sporo swoich rozwiązań. Zobaczysz też, że nie jesteś jedyną z takim problemem; zobaczysz też, że sporo osób już poradziło sobie z problemem i są osobami szczęśliwymi. Wiedz jedno: można pokonać swoje uzależnienie. Wymaga to jednak pracy nad sobą.
10 643 2012-05-18 20:08:58
Anstawio,
Doszliśmy do porozumienia
No właśnie, tego zabrakło. Jak i wielu innych rzeczy.
10 644 2012-05-18 20:26:30 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-18 20:30:43)
Liwia napisał/a:Cytat bardzo pasujący do Nas Faworytko.........nałóg i wszystko co z nim związane......
Ja doszłam wczoraj do tego (eureka), że jednak ja nie mam żadnego wpływu na postępowanie męża. Po prostu nie mam wpływu na to , że flirtuje, odnawia znajomości, nie mam nic z tym wspólnego, to nie jest moja wina. Myślałam, że robi to wtedy, gdy coś jest źle między nami-i to nie miałoby usprawiedliwienia. Ale jak widać nie ma reguły. Może być wspaniały wieczór-rozmowa, wspólny czas, seks, a i tak sms gdzieś tam do obcej baby musi być, jakieś odnawianie kontaktów, dziwne teksty. Nie wiem jak to nazwać.W każdym razie nie chcę więcej obarczać się winą za jego czyny w kwestii kobiet. To jego wybór, świadomy lub mniej, ale jego. Najwidoczniej potrzebuje tego, a ja jestem w tym wszystkim jak nikt dla niego. Przykre, jednak prawdziwe.
Identycznie jak mój eks...
Po co jeszcze z nim jesteś?
Na co liczysz? No chyba nie myślisz,że on się zmieni?Mój po każdej wpadce na kolanach prosił o przebaczenie...a jak ja dochodziłam do siebie,zaliczał kolejną...
Zajęło mi to 4.5 roku. A Ty jak długo tkwisz w tym chorym układzie?
Mój mąż nie prosi o żadne przebaczenie!!!! Nawet przepraszam obecnie nie usłyszałam. Po prostu nie chce mu się mi tłumaczyć, bo to ja się wkręcam, a on żadnego przestępstwa nie popełnił, jak stwierdził-jest za dobry,itp, że pisze do tych "dawnych" znajomych. To ja winna jestem-bo go sprawdzam, bo mu nie ufam. Nie ufam-bo do cholery, co chwilę coś odkrywam! Czy to jest mu tak ciężko zrozumieć?????? Uprzejmy jest do obcych kobiet, a dla mnie nie potrafi, dla własnej żony?!!!Nawet kobietą w jego przekonaniu już nie jestem!!!!!! Więc skoro nie jestem to po gó....wyznaje miłość kilka dni temu, po co się kocha?!!!!!Ludzie!!!To jest koszmar jakiś. Jak jestem taka do du....to niech ucieka ode mnie jak najdalej, by się już dłużej nie męczył z taką zołzą, która na miano kobiety już nie zasługuje. Wtedy będzie mógł brnąć w te swoje kłamstwa i życie po swojemu. I opowiadać jaka byłam zła i jakie piekło mu w życiu zgotowałam!!!!!!!!!!!!
Tak L_ukrecjo wciąż naiwnie wierzyłam, że się zmieni, ale jak widać to jest niemożliwe, on nic złego w sobie nie widzi. To ja jestem zła i niech sobie w to już wierzy!!!!!!!!!!
Niech pisze w samotności do tych dz..., bo na inną nazwę dla mnie nie zasługują, bo ja mam dość tego!!!! Niech robi co chce i z kim chce, skoro ja to czyste zło!!!!!!!
Gratuluję Pati - będzie ciężko, ale wyjdziesz nareszcie na prostą!!!!
10 645 2012-05-18 20:32:55 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-18 21:21:13)
A ja, Liwio, się zastanawiam nad czymś innym.
Jeśli Twój mąż tak źle Cię traktuje, jeśli uważasz, że Cię zdradza, to... czemu idziesz z nim do łóżka?
Pytanie jest intymne, wiec nie dziel się z nami odpowiedzią. Ona jest ważna dla Ciebie, byś zastanowiła się nad s w o i m i decyzjami, nie nad decyzjami i zachowaniem męża.
***
Przeczytałam przed chwilą bardzo mądre zdanie bardzo mądrej osoby (Tosiu, dziękuję).
Zdanie, które wyjaśnia powody uporczywego zachowania wielu osób. Oto ono:
(...)Patrząc na siebie świadomie, wiem, ze bycie nieszcześliwą bardzo wiele mi daje-zwalnia z odpowiedzialności za siebie...(...)
10 646 2012-05-18 21:21:03
Wielokropku-odpowiem na to pytanie. Mąż mnie zawsze pociągał, a sypiam z nim wtedy, gdy jest między nami dobrze, gdy widzę i czuję, że i ja go pociągam, że jest miły i dobry, że w jakiś sposób mnie adoruje, jak widzę, że mu zależy.
Obecnie o zdradzie fizycznej domyślam się teraz. Tamte kłamstwa-wydawały mi się flirtami smsowymi i niczym innym.
Nad zachowaniem męża zastanawiam się bardzo, ale nie wiem już nic. Nic z tego nie rozumiem.
10 647 2012-05-18 21:28:57
Liwio,
jak długo będziesz zastanawiać się nad przyczynami zachowania męża, a nie nad przyczynami swojego zachowania, tak długo, mimo uczestniczenia w terapii, nie zrobisz kroku do przodu.
Do poprzedniego swego postu dopisałam ważne zdanie Tosi, przeczytaj je.
10 648 2012-05-18 22:21:45
Hej kobiety.. Zalozylam przedwczoraj profil na edarling..tak..postanowiłam nie byc sama.. Spodobał mi sie pewien facet, wysłałam uśmiech, otrzymałam wzamian także uśmiech i kilka bardzo miłych słów.. Potem kilka emaili, a dzis gosc zniknął.. Rozumiecie coś z tego? Mógł choć rzec słowo, ze nie chce dalej byc na tym portalu.. Tak zwinal sie bez pożegnania.. Ech jeszcze chyba za wcześnie na układanie sobie życia...
10 649 2012-05-18 22:27:21
Wielokropku-odpowiem na to pytanie. Mąż mnie zawsze pociągał, a sypiam z nim wtedy, gdy jest między nami dobrze, gdy widzę i czuję, że i ja go pociągam, że jest miły i dobry, że w jakiś sposób mnie adoruje, jak widzę, że mu zależy.
Obecnie o zdradzie fizycznej domyślam się teraz. Tamte kłamstwa-wydawały mi się flirtami smsowymi i niczym innym.
Nad zachowaniem męża zastanawiam się bardzo, ale nie wiem już nic. Nic z tego nie rozumiem.
Liwio, witam Cię, to nie jest normalne, ze Twoj mąż potrzebuje dodatkowych podniet.. Bo po co te smsy? Miałam niedawno takiego przyjaciela, na początku martwił sie i wspierał, jak mąż mnie porzucił, a potem zaczął mnie uwodzic.. Skończyłam to, bo on by robił to dalej.. Moze warto zapytać siebie, czy chcesz tkwić w czymś takim.. I dlaczego on tak robi?
10 650 2012-05-19 00:28:05
Unikam stwierdzeń "powinnam, powinniśmy".
Unikam ich, bo nie służą niczemu dobremu.
Wpędzają w poczucie winy.
Cóż z tego, że stwierdzimy, że "powinniśmy żyć w pokoju"? Pokój dzięki temu zapanuje na świecie? Jeśli powiem, że "powinnam" być spokojna i opanowana, to taka będę?
Cóż ze mną się stanie, co będę przeżywała, gdy wmówię sobie, że powinnam zachować się inaczej niż się zachowałam?Moim zdaniem znacznie lepiej jest odpowiedzieć sobie na pytania "dlaczego zachowałam się w określony sposób?", "co mnie wytrąciło z równowagi?", "czemu zareagowałam taką złością?"
Mam sposób na to, by nie doprowadzać do sytuacji ekstremalnych.
Tym sposobem jest nieukrywanie emocji, reagowanie zgodnie z nimi i nieupychanie ich w zakamarkach własnego ciała. Dzięki temu, wbrew pozorom, atmosfera robi się zdecydowanie milsza, jest spokojniej, bo nie doprowadzam do tego, że emocje przelewają mi się, że nad nimi nie panuję, że strzykam jadem dokoła. Najczęściej nie trzeba żadnej awantury, kłótni, wystarczy proste stwierdzenie "irytuje mnie...", "złości mnie, gdy....". Gdy nie mam różnych emocji nieodreagowanych, mogę takie stwierdzenia powiedzieć spokojnie, bez żadnego wysiłku. I piszę o tym ja, będąca osobą bardzo pobudliwą, choleryczką.Jeszcze jedno.
Wypracowałam sobie jeszcze jedną umiejętność. Gdy padam na pysk, uprzedzam wszystkich dokoła "do mnie proszę nie podchodzić zbyt blisko, bo mogę pogryźć".
Chyba za mocno się kontroluję Za dużo tego-muszę,powinnam,nie powinnam...
Zauważyłam,że w ogóle mam mało emocji...i obawiam się,że moje emocje w związku z rozstaniem zamiotłam pod dywan.
Zastanawiam się...dlaczego nie płaczę? Dlaczego nie cieszę się z tego,że dobrze mi się powodzi? Dlaczego nic mnie nie cieszy,a wszystko jest takie nic nie warte?
O co chodzi? Jak dotrzeć do siebie?
Muszę coś zrobić,bo ja się zawzięłam czy co?
Boję się,że jak to ze mnie wylezie,to albo zacznę chlać albo w psychiatryku wyląduję...
Wczoraj nie mogłam spać,myślałam. Hm otóż powiedzmy,że pojawił się "ktoś". Jest to człowiek z tych porządnych,więc mnie nie kręci....-jakie to żałosne!!! Jestem w panice,kiedy dzwoni... Ja tego nie chcę! Dlaczego? Dlaczego ja nie potrafię spojrzeć na mężczyznę jak na człowieka,a jak na obiekt seksualny??? Widzę jego zalety,ale wady widzę bardziej i non stop wyszukuję nowych? Bo co,nie było motyli w brzuchu? Trzęsienia ziemi? wiat się nie zatrzymał?
Przeciez ja już doskonale wiem,ze waśnie tak zaczynały się moje związki! I to była masakra! Oni mnie na dobrą sprawę nie chcieli,a ja walczyłam o ich uwagę i to mnie kręciło!!!
Dlaczego facet ustawiony, zrównoważony,zainteresowany mną mnie nie kręci?
Bo nie muszę walczyć...i głupieję...nie wiem jak to jest nie musieć zabiegac,nie bać się że spotka lepsza,nie musiec zasługiwać na komplementy...ech...
Zdałam sobie sprawę,że tęsknię za eksem,nie pytajcie za czym...
Może to pierwszy krok do odmrożenia emocji? Pozwolić sobie zatęsknić,a nie udawać,że mnie to już nie dotyczy?
Nie chcę z eksem być za żadne skarby,ale kochałam tego ............ i powinnam to jakoś przeżyć....
I jeszcze jak wyobraziłam sobie,że ja mogłabym z tym "ktosiem"...fujjj...ble...
Poza tym czułabym wyraznie jakbym zdradzała eksa...wiem poronione,ale tak czuję...
Inie wiem co zrobić mam z "ktosiem" ktrego mi zal,ale to za mało zeby z nim być...czy nawet dawać nadzieje.
I znowu myślę,że jemu robię przykrość,a sobie nie...
10 651 2012-05-19 07:15:12
Lukrecjo..Slonko.. Widzę, ze masz podobny problem, jaki i ja mam.. Ale... Temu ktosiowi, aby go nie ranic powiedziałam nie... Nie zmuszaj sie do czegoś, czego nie czujesz.. To bez sensu.. Uporzadkuj siebie.. Pomysl, ze są faceci, za ktorymi nie trzeba chodzić, walczyć o nich.. Pomysl, ze to on ma walczyć o Ciebie.. Pomysl o sobie.. Teraz Ty jestes najważniejsza.. Twoje potrzeby..Podaruj sobie odrobine luksusu i niech ktoś inny sprawia, ze poczujesz sie szczęśliwa, a nie odwrotnie...Na Ciebie tez przyjdzie moment, ze będziesz chciała kogoś uszczesliwic, zobaczysz, tylko daj sobie trochę czasu.
10 652 2012-05-19 09:46:39
l_ukrecjo,
przeżywane uczucia to jedno, natomiast działanie pod ich wpływem to drugie.
Można np. kogoś kochać i podjąć decyzję o życiu osobnym.
Można za kimś tęsknić i zdecydować się na brak jakichkolwiek z tą osobą kontaktów.
Jeżeli "zabronisz" sobie tęsknoty, jeśli to uczucie blokujesz, to jednocześnie blokujesz wszelkie inne uczucia. Nie można tylko w połowie "zamrozić" serce, zamrażasz je całe. Stąd brak u Ciebie jakichkolwiek uczuć.
To Ty decydujesz o sobie, o swoim życiu, o swym zachowaniu. TY, nie Twoje uczucia.
10 653 2012-05-19 12:34:28
Dziękuję.
Był on po resztę rzeczy.Nie widziałam go,bo miał je na strychu. Był wypity-to nie w jego stylu. Będąc ze mną nie pił dla mojego komfortu. A więc dziś wypił,bo myślał,że zrobi to na mnie wrażenie. I zrobiło,odpychające.
10 654 2012-05-19 14:21:56 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-19 16:07:07)
Witajcie.
Dzsiaj rano obudziłam się jeszcze przed dzwiękiem budzika, co raczej w soboty mi się nie zdarza. Zwłaszcza, że prawie do pierwszej w nocy czytałam. Poleżałam sobie w łóżeczku, poprzęciągałam się, obejrzałam sobie filmik z cyklu : afirmacje, dobry początek dnia. Stanęłam przed lustrem i mimo,iż wyglądałam jak czarownica
to uśmiechcęłam się do siebie i powiedziałam sobie, że niezła dupcia ze mnie. Potem wypad na jogę. Stanie na przedramionach prawie opanowane
Po jodze zakupki, sama żywność biologiczna (tak, zaczynamy dbać o siebie w końcu). Wróciłam do mieszkania, otworzyłam drzwi i poczułam zapach... czystości, świeżego prania... I nawet królik cieszył się na mój widok. Później przypaliłam jajecznicę, ale co tam!
I teraz zasiadłam z kawką przed laptopem. I nie chcę wracać do tego co było wcześniej, ale na pewno o tej porze dnia nie byłam nigdy taka spokojna i zrelaksowana. Układam sobie plan na przyszłość, plan dotyczący każdej sfery mojego życia: materialnej, duchowej itp... Czytam teraz książkę Louise Hay "Możesz uzdrowić swoje życie". Polecam każdemu, kto CHCE się zmienić, swoje myslenie przede wszystkim.
I chyba dopiero teraz dociera do mnie, jak destrukcyjny był dla mnie ten związek. Ale całe życie przede mną. Mam zamiar jeszcze pogodzić się z Panem Bogiem, ale nie wiem, czy jestem w stanie zaakceptować wszystkie jego warunki ![]()
Kochane, życzę Wam przemiłego weekendu! Przesyłam Wam mega pozytywną energię i dużo słońca!
10 655 2012-05-19 15:27:04
Aż poraziło mnie Twoje ciepełko:)
A ja wysprzątałam mieszkanko,a wczoraj pichciłam,mam jutro gości.
Fajnie tak...
Cieszą mnie spotkania z przyjaciółmi,choć koś też będzie i planuję mu delikatnie dać do zrozumienia-nie jestem gotowa.
Poza tym eks wziął resztę rzeczy,więc to takie domykanie drzwi mojej przeszłości.
Jeśli chodzi o Pana Boga to czytam Biblię i szoku doznaję,gdyż są w niej wszystkie odpowiedzi na moje pytania. Na razie studiuję ze Świadkami Jehowy,bo sama nie daję rady-czarna magia dla mnie-laika.
Szukam GO,bo czuję,że bez nie poradzę sobie...
10 656 2012-05-19 17:51:46
A ja przestałam się dziś memłać ze sobą, rozpamiętywać i drążyć. Poczyniłam ku SOBIE pierwsze kroki, ku WŁASNEMU samopoczuciu, a nie czyjemuś i jestem z siebie zadowolona. Byle mi tak już zostało. Trzymajcie kciuki za mnie dziewczęta ![]()
10 657 2012-05-19 22:46:23
Trzymam mocno:)
10 658 2012-05-19 23:28:51
Zauważyłam,że w ogóle mam mało emocji...i obawiam się,że moje emocje w związku z rozstaniem zamiotłam pod dywan.
Zastanawiam się...dlaczego nie płaczę? (..)
Muszę coś zrobić,bo ja się zawzięłam czy co?
Boję się,że jak to ze mnie wylezie,to albo zacznę chlać albo w psychiatryku wyląduję...Zdałam sobie sprawę,że tęsknię za eksem,nie pytajcie za czym...
Może to pierwszy krok do odmrożenia emocji? Pozwolić sobie zatęsknić,a nie udawać,że mnie to już nie dotyczy?
Nie chcę z eksem być za żadne skarby,ale kochałam tego ............ i powinnam to jakoś przeżyć....
l_ukrcjo Moja!
Miałam dokładnie ten sam stan. Długo... bardzo długo jechałam na złości, zacięłam się, zablokowałam.
No bo jak tu płakać za kimś, kto okazał się draniem?
Było mi źle, ale nie umiałam się rozczulić nad sobą.
Aż wpadła mi w ręce książka "Mars i Wenus zaczynają od nowa" Greya. BARDZO mi pomogła.
On tam pisze wiele mądrych rzeczy. Jedną z nich jest fakt, że każdy po rozstaniu musi przepracować 4 emocje.
Są to złość, żal, smutek i lęk. Jeżeli nie przerobi którejś emocji, okres zdrowienia będzie niepełny, przez to dłuższy, albo nigdy nie dokończony, co może skutkować np. zgorzknieniem.
Czytałam, czytałam i robiłam zalecane ćwiczenia. Np. dokańczanie zdań:
"Jestem wściekła, bo obiecałeś kochać mnie do końca życia"
"Boję się, że nigdy nikogo nie pokocham"
"Smutno mi bo straciłam to, co było dla mnie najważniejsze"
"Czuję tęsknotę za tym, co było"
"Żałuję, że...."
Czytałam to i płakałam, płakałam, płakałam. Pop raz pierwszy jakoś tak głęboko i oczyszczająco.
W końcu dałam sobie prawo do SŁABOŚCI. My perfekcjonistki rzadko sobie je dajemy. Przecież powtarzamy sobie, że powinniśmy byc silne. A czasem okazanie emocji tak bardzo pomaga. Ja odnalazłam w tym spokój, ulgę i siłę właśnie,
Grey pisze, że ten, kto nie wróci myślami do momentów, gdy kochał daną osobę, nie zrozumie, że miłość jest w nim i może odczuwać to samo uczucie w przyszłości. Ciężko go parafrazować, ale naprawdę warto przeczytać. On dał mi prawo do tęsknoty, do bólu, do łez. Pokazał metody zamknięcia przeszłości, ale nie odcinania się od niej.
Ja dziś obejrzałam zdjęcia z byłym. Zaczynam akceptować przeszłość. Jest częścią mojego życia. Długo byłam szczęśliwa. Jest to absolutnie zamknięty rozdział mojego życia, jednak nadal jego część i nie boję się mówić o tym, co było. Może zaczęłam sobie przebaczać. Może coraz bardziej siebie lubię, a może to tylko górka, przed dołkiem?
Grey porównał proces leczenia złamanego serca do cebuli. Każdy etap jest jak jedna łuska, po chwilach dobrego samopoczucia, przychodzą gorsze dni. I wtedy myślimy, ze się cofamy, a z każdym takim dołkiem, jesteśmy bliżej celu. Każdy taki cykl to jakby jedna warstwa cebuli, w końcu dojdziemy do jej wnętrza, nie musimy się bać, że to coś złego.
10 659 2012-05-20 00:49:09
Dziękuję kochana Faworytko,już zamówiłam sobie tę książkę :***
10 660 2012-05-20 09:18:05
Dokładnie za 4 dni minie rok, jak dowiedziałam sie o tym, ze mąż mój, jedyny ukochany, zdradzal mnie.. I mimo, ze juz upłynęło tyle czasu, ze juz jestesmy po rozowdzie, ze nie mieszkamy razem od czerwca 2011, to gdzieś jeszcze bardzo mnie to boli, ze oszukał, zdradził, ze czuje sie świetne w nowym związku, a ja lize rany...