Malwina69 napisał/a:To jest czyste okrucieństwo psychiczne walczyć ze swoją żoną manipulacja.. dać jej hustawkę do zabawy..emocjonalną, powprowadzac ja w błąd, poeksperymentować na jej bólu... popatrzeć jak cierpi.. ... dlaczego nie stać tchórza na postawienie sprawy jasno? dlaczego? nie było by łatwiej? szybciej... przecież na tym im podobno zależy.. żeby sie od nich odczepić.. dać im święty spokój..wtedy w spokojności by dziugał sobie te smsiki... latał do niuni.. na luziku.. a tak może ktos go wytropi i bedzie dym.. PO CO? sobie tak komplikuja żywot i zrzucają odpowiedzialnośc na kobiete...bo to małe ludziki są.. słabe, miekkie.. podatne na inne słabe ludziki...typu kochanica... swój jakoś ciagnie do swojego... takie egzpelarze nie dobierają sie przypadkowo.......
Liwio.. kopa solidnego w dooope ludzikowi...
Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu.
Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest - i ja mężowi ów stabilizację w ten sposób zapewniam (jak sądzi psycholog). Ale ja tej stabilizacji od niego nie mam. Jak piszesz-to wygląda jak huśtawka, bawienie sie czyimiś emocjami, nie mogłabym tak w życiu postąpić w stosunku do kochanej osoby. Ale jak widać mamy zupełnie inne spojrzenia. Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. Z jednej strony mąż nie chce bym za dużo wiedziała o jego życiu, wyjazdach, z drugiej jak przestawałam się dopytywać znów był problem, że mi nie zależy. Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie.
Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?! Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.
Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.
Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji.
Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.