netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 097 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 161 162 163 164 165 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 531 do 10 595 z 26 310 ]

10 531 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-15 11:13:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko

Opisujesz to co dzieje się u mnie. Przykład prawie, że identyczny!
W jego mniemaniu nic się nie stało "bo to była głupota, to nie chodziło o mnie, bo to moja stara znajoma, która miała kłopot z facetami". On robi mi wodę z mózgu, twierdzi, że sama się nakręcam, że mam "odpały" jak wczoraj rano stwierdził. Że tutaj za dużo piszę to tez moja wina, bo nie życzy sobie ,żebym o nim pisała.
Z niego musi być znakomity aktor: mówi co innego i robi też co innego. Zdarza się, że we mnie doszukuje się zdrady, kontaktu z facetami, których kiedyś znałam, a sam o 2 w nocy pisze do dziwki, rano tłumacząc się jak 15-latek. Potem jakby nic się nie stało, teraz znów wyjechał bez słowa!
Wczoraj wieczorem też go nie był-zapytałam czy dobrze się bawi? on-że pojechał po to i po to, jak wrócę posiedzisz ze mną (23.20)?, ja: chętnie, ale nie będę przeszkadzać ci w pisaniu do M(i tu ma imię męskie wpisane dla zmyłki)on: ale się uśmiałem!

Wielokropku-co zamierzam? Przedstawiłam mu sprawę wczoraj rano,tak-uznał, że wcale nam się nie układa i że wyprowadzi się, że nie może już wytrzymać, że wcale wiele kobiet mu do życia nie jest potrzebnych, że to moja wina, bo taka jestem, że wciąż coś chce od niego. Nawet jak zwrócę mu uwagę, że dziękując gościom za przybycie nie trzyma się rąk w kieszenie (i to z żartem) to już mam to wygarnięte
....przy czym jakieś 2 tygodnie temu napisał smsa gdy byłam w pracy: drugiej takiej jak Ty to nie ma na całym świecie Kochanie moje!!!!!!! Boszeeeeeee

10 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ech...

10 533

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam wodę zamiast mózgu, wszystko to moja wina. bo on uważa że mówi prawdę a ja w to nie wierzę. Mówi że chce mieć spokój, że nie interesuje go czy mu wierzę, czy nie, a ja nie wiem co myśleć. Nawet już nie wiem czy normalne jest, że żonaty facet wysyła smsy w nocy do kobiety i rozmawia z nią na tematy seksu.......

Jeszcze chyba nigdy nie czułam się jak dziś, łzy same napływają mi do oczu, a ja z tym wszystkim jak palec......Pół życia z nim spędziłam, a teraz jestem na skraju przepaści.........

10 534 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-15 14:40:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To jest czyste okrucieństwo psychiczne walczyć ze swoją żoną manipulacja.. dać jej hustawkę do zabawy..emocjonalną, powprowadzac ja w błąd, poeksperymentować na jej bólu... popatrzeć jak cierpi.. ... dlaczego nie stać tchórza na postawienie sprawy jasno? dlaczego? nie było by łatwiej? szybciej... przecież na tym im podobno zależy.. żeby sie od nich odczepić.. dać im święty spokój..wtedy w spokojności by dziugał sobie te smsiki... latał do niuni.. na luziku.. a tak może ktos go wytropi i bedzie dym.. PO CO? sobie tak komplikuja żywot i zrzucają odpowiedzialnośc na kobiete...bo to małe ludziki są.. słabe, miekkie.. podatne na inne słabe ludziki...typu kochanica... swój jakoś ciagnie do swojego... takie egzpelarze nie dobierają sie przypadkowo.......

Liwio.. kopa solidnego w dooope ludzikowi...

10 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Jeszcze chyba nigdy nie czułam się jak dziś, łzy same napływają mi do oczu, a ja z tym wszystkim jak palec......Pół życia z nim spędziłam, a teraz jestem na skraju przepaści.........

Fakty są takie, jakie są.
Faktem są jego sms-y, faktem są jego późnonocne powroty, faktem są wasze wieloletnie kłótnie, faktem są Twoje uczucia związane z tymi wydarzeniami, itd.
Inaczej te fakty interpretujecie.

W jednym jesteście zgodni: oboje chcecie żyć w spokoju.
Każde z was ma inny obraz tego spokoju.
Wiem jednak jedno, na siłę nie można zbudować/odbudować związku. Na to muszą wyrazić zgodę obie strony.

Twierdzisz, że teraz jesteś na skraju przepaści.
Nieśmiało przypomnę, że stanęłaś nad tą przepaścią już kilka lat temu, po czym było tylko gorzej, zjeżdżałaś cały czas w dół.
Teraz masz szansę zbudowania swego życia na nowo, bez oszukiwania, bez kłamstw, bez szarpania się psychicznego. Może zacznij doceniać to, co Ty osiągnęłaś?
A osiągnęłaś bardzo dużo.
Przede wszystkim otworzyłaś oczy i zobaczyłaś wreszcie rzeczywistość. Wreszcie zobaczyłaś wasze małżeństwo takim, jakim ono od kilku lat było i jakim jest teraz. Podjęłaś terapię i ją kontynuujesz.

10 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

O losie...
Dziewczyny jak ja wam współczuję!
I nie wiem której bardziej Hmm,czy Liwi...

To nie jest życie,wolę być sama,sama borykać się z życiem,sama...
Tak bardzo bałam się tego-sama.
I co? I nic. Żyję. Nie zginęłam,nie umarłam z tęsknoty...

Dziś jest inaczej,ale lepiej.
I zdaję sobie sprawę,że będę miała jeszcze jazdy,ale nie cofnę się choćby nie wiem co!

Wreszcie po kilku destrukcyjnych związkach w wieku 40 lat,zaczynam się SZANOWAĆ.
I już nigdy nikomu nie pozwolę zawładnąć moim życiem.

10 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Mam wodę zamiast mózgu, wszystko to moja wina. bo on uważa że mówi prawdę a ja w to nie wierzę. Mówi że chce mieć spokój, że nie interesuje go czy mu wierzę, czy nie, a ja nie wiem co myśleć. Nawet już nie wiem czy normalne jest, że żonaty facet wysyła smsy w nocy do kobiety i rozmawia z nią na tematy seksu.......

Jeszcze chyba nigdy nie czułam się jak dziś, łzy same napływają mi do oczu, a ja z tym wszystkim jak palec......Pół życia z nim spędziłam, a teraz jestem na skraju przepaści.........

tO NIE PRZEPASC,a uzdrowienie .............zrobil wszystko bys sie obudzila ,wiec obudz sie.........

10 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm
A moze schowaj gitare..................

10 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sil­ny człowiek jest naj­silniej­szy gdy jest sam.

10 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak mam go wyrzucic z mieszkania? Macie jakieś pomysły?

10 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was Kobietki smile

Wtrącę się tutaj w dialog, który prowadzicie, z postem w ogóle nie na temat smile
Ale chciałam się przywitać i z dumą dołączyć do Grupy Kobiet Kochających Za bardzo smile
Jestem osobą, która ewidentnie ma ten problem, w związku staram się aż za bardzo co zawsze skutkowało tym, że on przestawał,potem zaczynały się kłótnie a na końcu rozstanie. Wiem, że takie postępowanie jak moje nie jest dobre, natomiast wiem, że mogę dać komuś mnóstwo miłości i prędzej czy później trafię na Tego, który to doceni. Mam nadzieję ,że prędzej smile
Oczywiście staram się zmienić i z rangi "kochających za bardzo" awansować do rangi "kochających bardzo" smile To już chyba troszkę będzie lepsze i dla mnie i dla mojego przyszłego partnera smile I czuję, że to forum mi w tym pomoże smile))

Pozdrawiam Was serdecznie smile

10 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Semper91 napisał/a:

Witam Was Kobietki smile

Wtrącę się tutaj w dialog, który prowadzicie, z postem w ogóle nie na temat smile
Ale chciałam się przywitać i z dumą dołączyć do Grupy Kobiet Kochających Za bardzo smile
Jestem osobą, która ewidentnie ma ten problem, w związku staram się aż za bardzo co zawsze skutkowało tym, że on przestawał,potem zaczynały się kłótnie a na końcu rozstanie. Wiem, że takie postępowanie jak moje nie jest dobre, natomiast wiem, że mogę dać komuś mnóstwo miłości i prędzej czy później trafię na Tego, który to doceni. Mam nadzieję ,że prędzej smile
Oczywiście staram się zmienić i z rangi "kochających za bardzo" awansować do rangi "kochających bardzo" smile To już chyba troszkę będzie lepsze i dla mnie i dla mojego przyszłego partnera smile I czuję, że to forum mi w tym pomoże smile))

Pozdrawiam Was serdecznie smile

Witaj smile
Rozgość się i pisz smile
A może chcesz lektury?

10 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Semper91 napisał/a:

Witam Was Kobietki smile

Wtrącę się tutaj w dialog, który prowadzicie, z postem w ogóle nie na temat smile
Ale chciałam się przywitać i z dumą dołączyć do Grupy Kobiet Kochających Za bardzo smile
Jestem osobą, która ewidentnie ma ten problem, w związku staram się aż za bardzo co zawsze skutkowało tym, że on przestawał,potem zaczynały się kłótnie a na końcu rozstanie. Wiem, że takie postępowanie jak moje nie jest dobre, natomiast wiem, że mogę dać komuś mnóstwo miłości i prędzej czy później trafię na Tego, który to doceni. Mam nadzieję ,że prędzej smile
Oczywiście staram się zmienić i z rangi "kochających za bardzo" awansować do rangi "kochających bardzo" smile To już chyba troszkę będzie lepsze i dla mnie i dla mojego przyszłego partnera smile I czuję, że to forum mi w tym pomoże smile))

Pozdrawiam Was serdecznie smile

Witaj smile
Rozgość się i pisz smile
A może chcesz lektury?

Jeżeli to nie problem to oczywiście, że tak, będę bardzo wdzięczna za wszelkie lekturki smile

10 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Semper91 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Semper91 napisał/a:

Witam Was Kobietki smile

Wtrącę się tutaj w dialog, który prowadzicie, z postem w ogóle nie na temat smile
Ale chciałam się przywitać i z dumą dołączyć do Grupy Kobiet Kochających Za bardzo smile
Jestem osobą, która ewidentnie ma ten problem, w związku staram się aż za bardzo co zawsze skutkowało tym, że on przestawał,potem zaczynały się kłótnie a na końcu rozstanie. Wiem, że takie postępowanie jak moje nie jest dobre, natomiast wiem, że mogę dać komuś mnóstwo miłości i prędzej czy później trafię na Tego, który to doceni. Mam nadzieję ,że prędzej smile
Oczywiście staram się zmienić i z rangi "kochających za bardzo" awansować do rangi "kochających bardzo" smile To już chyba troszkę będzie lepsze i dla mnie i dla mojego przyszłego partnera smile I czuję, że to forum mi w tym pomoże smile))

Pozdrawiam Was serdecznie smile

Witaj smile
Rozgość się i pisz smile
A może chcesz lektury?

Jeżeli to nie problem to oczywiście, że tak, będę bardzo wdzięczna za wszelkie lekturki smile

Napisz do mnie na pocztę.

10 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jak mam go wyrzucic z mieszkania? Macie jakieś pomysły?

Robiłem to wiele razy-po prostu wyper.....!
Ciuchy za nim,reszta do kartonów i na strych.

Ja wiem,że to mało elegancki styl-ale sam bardzo się starał o właśnie taką reakcję...

10 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jak mam go wyrzucic z mieszkania? Macie jakieś pomysły?

Robiłem to wiele razy-po prostu wyper.....!
Ciuchy za nim,reszta do kartonów i na strych.

Ja wiem,że to mało elegancki styl-ale sam bardzo się starał o właśnie taką reakcję...

I nie wracali?

10 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

OK kochane, pozew przygotowany, razem z innymi dokumentami, zaklejony w kopercie, siedzi w mojej torebce i jutro wysyłam!!
Najgorsze jeszcze przede mną.
Powiedziałam jeszczemężowi,że pozew już wysłałam. A on, ok, no to teraz musimy się dogadać co do zeznań, żeby nie trzeba było jeżdzić tam i spowrotem. Zapytałam się go, czy planuje walkę. A on na to, że on się boi, że ja coś odwinę przed sądem.  Chiałam z nim porozmawiać o jego odczuciach, co on myśli o całej tej sytuacji, o rozwodzie. Powiedział, że się okaże później czy to była dobra decyzja. Jestto moja decyzja i on się na nią zgadza.
Dodał,że w przyszłym tyg wyprowadza się do kolegi, ale tu jestem ostrożna, bo o tym słyszę już od kilku tygodni.

10 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chiałam z nim porozmawiać o jego odczuciach, co on myśli o całej tej sytuacji, o rozwodzie. Powiedział, że się okaże później czy to była dobra decyzja.

A do czego jest Tobie potrzebne jego zdanie? Czy czasem nie czekasz na słowa: ja nie chce rozwodu, bo Ciebie kocham. A tu skucha - rób co chcesz.

Anstawia ja to przerabiałam - straszyłam rozwodem, ba spektakularnie w rocznicę naszego ślubu położyłam pozew i co usłyszałam: to Twoja decyzja, rób jak chcesz i tyle w temacie.

Widzę, że targają Tobą emocje, mam wrażenie, że nie do końca chcesz tego rozwodu, czekasz na jego ruch, że się obudzi. Nie ocknie się, jemu tak wygodnie i coś mnie się zdaje, że on Tobie nie wierzy, wie, że to gra. Gdybyś była zdecydowana, wysłałabyś ten pozew, bez szukania potwierdzenia u niego, że robisz dobrze.

10 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jak mam go wyrzucic z mieszkania? Macie jakieś pomysły?

Robiłem to wiele razy-po prostu wyper.....!
Ciuchy za nim,reszta do kartonów i na strych.

Ja wiem,że to mało elegancki styl-ale sam bardzo się starał o właśnie taką reakcję...

I nie wracali?

Wracał,szukał kontaktu.
Zmiana nr. tel
Blokady w komunikatorach
Jak przyjechał pogadałam ale zapowiedziałam,że nie ma robić mi takich niespodzianek,że na drugi raz go nie wpuszczę i nie będę miła.
Trzeba bardzo się zawziąć w sobie i konsekwentnie się bronić. Im dłużej go nie widzę,tym szersze mam pole widzenia na związek w którym trwałam i nie rozumiem po co,jaki był powód tego że trwało to kilka lat.

10 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chiałam z nim porozmawiać o jego odczuciach, co on myśli o całej tej sytuacji, o rozwodzie. Powiedział, że się okaże później czy to była dobra decyzja.

A do czego jest Tobie potrzebne jego zdanie? Czy czasem nie czekasz na słowa: ja nie chce rozwodu, bo Ciebie kocham. A tu skucha - rób co chcesz.

Anstawia ja to przerabiałam - straszyłam rozwodem, ba spektakularnie w rocznicę naszego ślubu położyłam pozew i co usłyszałam: to Twoja decyzja, rób jak chcesz i tyle w temacie.

Widzę, że targają Tobą emocje, mam wrażenie, że nie do końca chcesz tego rozwodu, czekasz na jego ruch, że się obudzi. Nie ocknie się, jemu tak wygodnie i coś mnie się zdaje, że on Tobie nie wierzy, wie, że to gra. Gdybyś była zdecydowana, wysłałabyś ten pozew, bez szukania potwierdzenia u niego, że robisz dobrze.

Winika to z ogromnie niskiego poczucia własnej wartości, z potrzeby bycia akceptowaną, z braku wiary we własne siły. Choćby 100 osób mówiło mi uciekaj a jedna (niekoniecznie mój jmąż) powie zostań, to się zawaham. Nie wierzę w to,że robię dobrze dla siebie, boję się,że ranię tym inne osoby i jak jmąż powie: też chcę rozwodu, to poczuję...ulgę. Może rzeczywiście on widzi co się dzieje, zna mnie... Ale postanowione, wniosek wysłany. Co dalej?

10 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

hm
A moze schowaj gitare..................

Ma trzy ostatecznie. hmm

10 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co dalej?
To Ty musisz wiedzieć. Poza tym czas pokaże. Nikt nie wie co dalej.

10 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chiałam z nim porozmawiać o jego odczuciach, co on myśli o całej tej sytuacji, o rozwodzie. Powiedział, że się okaże później czy to była dobra decyzja.

A do czego jest Tobie potrzebne jego zdanie? Czy czasem nie czekasz na słowa: ja nie chce rozwodu, bo Ciebie kocham. A tu skucha - rób co chcesz.

Anstawia ja to przerabiałam - straszyłam rozwodem, ba spektakularnie w rocznicę naszego ślubu położyłam pozew i co usłyszałam: to Twoja decyzja, rób jak chcesz i tyle w temacie.

Widzę, że targają Tobą emocje, mam wrażenie, że nie do końca chcesz tego rozwodu, czekasz na jego ruch, że się obudzi. Nie ocknie się, jemu tak wygodnie i coś mnie się zdaje, że on Tobie nie wierzy, wie, że to gra. Gdybyś była zdecydowana, wysłałabyś ten pozew, bez szukania potwierdzenia u niego, że robisz dobrze.

Winika to z ogromnie niskiego poczucia własnej wartości, z potrzeby bycia akceptowaną, z braku wiary we własne siły. Choćby 100 osób mówiło mi uciekaj a jedna (niekoniecznie mój jmąż) powie zostań, to się zawaham. Nie wierzę w to,że robię dobrze dla siebie, boję się,że ranię tym inne osoby i jak jmąż powie: też chcę rozwodu, to poczuję...ulgę. Może rzeczywiście on widzi co się dzieje, zna mnie... Ale postanowione, wniosek wysłany. Co dalej?

Poczujesz ból, bo jak napisałaś szukasz akceptacji, a jego zgoda na rozwód =  zgoda na Twoje odejście. Byłyby pytania, jak to, już mnie nie kochasz, nic dla Ciebie nie znaczę?

To, że wysłałaś pozew niczego nie zmienia, hm może w dniu rozwodu, mąż powie spróbujmy jeszcze raz i nie pojedziecie na rozprawę.

Nie wiem, wydaje mnie się, że za szybko wysłałaś ten pozew, Anstawio, Ty nie jesteś na to gotowa, rozwód to jeszcze jeden sposób na "zmienienie" męża, a najpierw To Ty musisz się zmienić. Długi proces przed Tobą.

10 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozwód to tylko formalność, myślę, że w przypadku Anstawii on poza papierkiem i ustaniem wspólności majątkowej tak naprawdę nic nie zmieni.

10 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ciekawe stwierdzenia, dziewczyny. Całkiem interesujące spostrzeżenia.
Mój jmąż był,jest i będzie uzależniony od marichuany. To się nie zmieni. Sam tak mówi. Ale to nie zmienia faktu,że jest dobrym człowiekiem. Nie wiem czy wiecie skąd biorą sie uzależnienia?
A ja mam wybór: ciągnąć to dalej, lub z tym skończyć?
Wiem,że ciężko wam pojąć,że to tak bez złości?! Ale ja w końcu jestem sobą, spokojna, wrażliwa, być może naiwna, ale to jestem ja! Taka jak kiedyś. Zawsze pierwsza wyciągałam rękę, nie lubię kłótni. I teraz tak do tego rozwodu podchodzę i czuję się spokojna... Pamiętam co mnie skłoniło do rozwodu, pamiętam jak pisałyście mi: hej, koledzy, marichuana! Że też sobie na to pozwalasz. Sama pakujesz się w kłopoty itp itd... Pamiętam wasze słowa. I wiem,że jak się teraz poddam, zrezygnuję, to on mnie zniszczy, a życie z nim to będzie koszmar.
Może was dziewczyny zawiodłam, może myślałyście a, ona i tak się z nim nie rozwiedzie...
Sorry, rozwodzę się. Chcę zacząć swoje życie.

10 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cokolwiek postanowisz będzie to Twoja decyzja i żadna z nas Cię za to nie zgani. To najlepsza rzecz na tym forum. Każdy wysuwa swoje spostrzeżenia, ale nie naciska, nie krytykuje jak ludzie, którzy nas otaczają, choć nie mówię, że nie ma takich, którzy wspierają. Ale generalnie ludziom nic się nie podoba, cokolwiek nie zrobisz.
Działaj sobie spokojnie, nie musisz się przed nikim usprawiedliwiać, ważne tylko, żeby decyzja była przemyślana i podjęta na spokojnie. Ludzie z nazwijmy to "żywym" temperamentem podejmują czasem niektóre decyzje zbyt pochopnie. Poza tym nikt nie powiedział, że żeby się rozejść trzeba drzeć koty. Podziwiam ludzi, którzy potrafią podejść do rzeczy na spokojnie.

10 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ale mam kilka wariantów, żeby nie było;) I zdaję sobie sprawę,że może być afera. Ale moja psycholog się mnie pyta, skąd to poczucie, że musi być walka, skąd to przekonanie,że musi być złość? No w sumie nie musi, ale może.
Powiem wam,że u mnie podjęcie jakkiejkolwiek decyzji wywołuje setki pytań, czy to chodzi o wybór bułek na śniadanie, czy o rozwód, zawsze pojawiają się wątpliwości i pytania... Podziwiam osoby, które podejmują decyzję o rozwodzie i nie mają żadnych wątpliwości.
Ale wasze spostrzeżenia, dają mi do myślenia. Dają mi kopa do tego by się rozwieść! I za to wam dziękuję, za wasze rady i wsparcie.
I mam ciarki na plecach jak sobie przypomnę co było, jak było itp I mam nadzieję,że już tu nigdy nie zawitam jako kkzb.
Co do pracy nad sobą, właśnie to robię:) cotygodniowe wizyty u psychologa pomagają, uczę się bycia asertywną!
I rozwód to tylko formalość, życie będzie toczyć się dalej. Ale może ta formalność mi w czymś przeszkadzała. Może dla mnie rozwód to etap, to przejście dalej, krok, który jak go zrobię, da mi poczucie własnej wartości? Chyba tak patrzę na rozwód, jest to pewnego rodzaju sprawdzian dla mnie. Chcę zrobić coś w końcu dla siebie, chcę zakończyć toksyczny etap w moim życiu. I to nie stanie się jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. Ale jak krok po kroku coś robię, to czuję ulgę. Teraz mam poczucie ulgi,że wysłałam pozew. A co będzie dalej, się okaże...

10 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anatawia jesteś baaarrrdzo mądrą kobietą.
Walczysz o siebie. Na razie,tak jak i mi,wydaje się,że to jakiś koszmar...
Ale będzie lepiej,dobrze by było żebyś z nim nie mieszkała,może to było by nawet trudniejsze niż wysłanie pozwu ale pomogłoby Ci spojrzeć na związek z dystansem...
Jesteś bardzo silna i coś mi mówi,że TY już nie dasz sobie z mózgu kisielu zrobić.
Ty już wygrałaś,bo postawiłaś na siebie-najważniejszą osobę w swoim życiu.
Ty już się szanujesz,jesteś dla siebie dobra i zaczynasz z sobą się zaprzyjaźniać.
Ty już klucze do swego szczęścia mu odebrałaś i złożyłaś je do swoich rąk...

Rzadko zdarza się osoba o tak wysokiej samoświadomości smile

10 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Piękny power do działania smile

Zobaczcie jak strasznie potrafi traktowa matka swoje dziecko.
Nie potrafiłam tego oglądać. To koszmar. Nie mam na to słów. Nie wierzę, żeby oglądanie tego miało sens, bo niczego nie zmieni ale... http://sieka.pl/film/1482/najgorsza-matka-na-swiecie

10 560 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-16 16:45:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:

To jest czyste okrucieństwo psychiczne walczyć ze swoją żoną manipulacja.. dać jej hustawkę do zabawy..emocjonalną, powprowadzac ja w błąd, poeksperymentować na jej bólu... popatrzeć jak cierpi.. ... dlaczego nie stać tchórza na postawienie sprawy jasno? dlaczego? nie było by łatwiej? szybciej... przecież na tym im podobno zależy.. żeby sie od nich odczepić.. dać im święty spokój..wtedy w spokojności by dziugał sobie te smsiki... latał do niuni.. na luziku.. a tak może ktos go wytropi i bedzie dym.. PO CO? sobie tak komplikuja żywot i zrzucają odpowiedzialnośc na kobiete...bo to małe ludziki są.. słabe, miekkie.. podatne na inne słabe ludziki...typu kochanica... swój jakoś ciagnie do swojego... takie egzpelarze nie dobierają sie przypadkowo.......

Liwio.. kopa solidnego w dooope ludzikowi...

Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu.
Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest - i ja mężowi ów stabilizację w ten sposób zapewniam (jak sądzi psycholog). Ale ja tej stabilizacji od niego nie mam. Jak piszesz-to wygląda jak huśtawka, bawienie sie czyimiś emocjami, nie mogłabym tak w życiu postąpić w stosunku do kochanej osoby. Ale jak widać mamy zupełnie inne spojrzenia. Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. Z jednej strony mąż nie chce bym za dużo wiedziała o jego życiu, wyjazdach, z drugiej jak przestawałam się dopytywać znów był problem, że mi nie zależy. Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie.
Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?! Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.
Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.

Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji.



Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.

10 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo chyba powinnam Ci podziękować :*
Nigdy, przenigny nie doszłabym do tego etapu bez Waszego wsparcia i wsparcia psychologa.
I wiem,że jeszcze długa droga przede mną i dużo pracy i wysiłku.
I złożenie pozwu o rozwód nie wydaje mi się błędem, ale koniecznością. Po prostu jakiś krok musiałam zrobić, żeby pokazać jmężowi, że nie chę tego związku, że chcę się rozstać. I to jest krok, który uważam za słuszny i jestem troszkę dumna,że potrafiłam to uczynić;) Bo takie siedzenie i biadolenie, a nic nie robienie, nie ma dla mnie sensu. A on i tak się nie zmieni. Przecież gdyby chciał, to poszedłby na terapię, proponowałam mu to, powiedziałam,że będę go wspierać, ale w duchu miałam nadzieję,że on nie pójdzie i nie będę musiała tego z nim przechodzić.
Jeśli chodzi o wspólne mieszkanie, to teraz marzę tylko o tym,żeby on się wyprowadził. Pracuję nad tym. Jest to mój kolejny etap walki o swoje szczęście. I będę o to walczyć dopóki się nie uda. Nie wiem, może on nie chce się wyprowadzić dopóki ja nie zrobię pierwszego kroku? Może myślał,że jak się wyprowadzi to go obwinię o rozwód? On ma tendencje do bycia "czystym i niewinnym jak łza". Mam lekką nadzieję, że ten pozew uświadomi mu powagę sytuacji. A w ostatecznym przypadku, pozostanie mi walka sądowna o eksmisję.
I jak ten pozew tak leżał sobie na biurku, to czułam takie nerwy, że jeszcze go nie wysłałam, że jeszcze leży, a co to będzie, mnóstwo pytań,noce nieprzespane. I wysłałam, i poczułam...ulgę, spokój... i wiarę,że się uda, że będzie dobrze. A wiara w to,że będzie dobrze nigdy u mnienie istniała. I teraz czas się przygotować do kolejnego etapu...

10 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

nadgoniłam posty - bo trochę tu nie zaglądałam.

dziewczyny - ja jestem po jego wyprowadzce 8 miesięcy (już?) i widzę, że się zmieniam. nie czekam już na niego. teraz nie mogę na niego patrzeć... nie przychodzi mi do domu i czuję się wspaniale. nie ma GO. nie oglądam jego miny, nie słucham oskarżeń. po prostu żyję. słyszę od mojej córki trzy razy dziennie mamusiu kocham cię i jakoś się kula.
ostatnio nawiązałam znajomość z człowiekiem w trakcie rozwodu. nie robię sobie nadziei, nie mam czasu na związki, ale miło usłyszeć - jesteś młodą atrakcyjną kobietą...

w niedzielę dzieci idą do taty - a ja żeby za dużo nie myśleć zajmuję się sobą - kino, basen, wyjścia ze znajomymi. Niech tatuś bawi się w niedzielnego rodzica. z nową panią. Mogę teraz powiedzieć - jaki on żałosny. Wydaje się mu, że on taki super tatuś interesujący się dziećmi - smsik przed 22 do córki - dobranoc kochanie... żenada...
śmieszny jest z tym swoim - teraz zaczynam wszystko od nowa. z pustym kontem, zobowiązaniami alimentacyjnymi i nowym domem do utrzymania. ale to nie jest już moja sprawa:)

A wam przed rozstaniem mogę powiedzieć - da się żyć samemu:)
mój bąbel niedługo skończy roczek, córka chodzi roześmiana. W domu jest wesoło, przyjemnie.
mogę słuchać muzyki jakiej chcę, przyjmować gości jakich chcę i o której chcę.
nie muszę chodzić cały dzień na palcach bo jaśnie pan leży i odpoczywa albo ogląda film albo słucha muzyki.
teraz moje życie należy do mnie:)

10 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
klopsik napisał/a:

A wam przed rozstaniem mogę powiedzieć - da się żyć samemu:)
mój bąbel niedługo skończy roczek, córka chodzi roześmiana. W domu jest wesoło, przyjemnie.
mogę słuchać muzyki jakiej chcę, przyjmować gości jakich chcę i o której chcę.
nie muszę chodzić cały dzień na palcach bo jaśnie pan leży i odpoczywa albo ogląda film albo słucha muzyki.
teraz moje życie należy do mnie:)

Klopsiku to takie pozytywne i optymistyczne co napisałaś. Daje nadzieję!
Ale napiszę może coś głupiego, zazdroszczę Wam,że Was te dranie zostawiją i odchodzą do innych. Ja bym chciała żeby mój jmąż wyfrunął z domu. Kolejna trudna decyzja,którą być może będę musiała zrobić, to go wyrzucić...

10 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Piękny power do działania smile

Zobaczcie jak strasznie potrafi traktowa matka swoje dziecko.
Nie potrafiłam tego oglądać. To koszmar. Nie mam na to słów. Nie wierzę, żeby oglądanie tego miało sens, bo niczego nie zmieni ale... http://sieka.pl/film/1482/najgorsza-matka-na-swiecie

hm.. ja trafiłam na ten film tu na forum.. powalił mnie na kolana, dosłownie...  nie mogę się otrzasnąć.. pocieszające w minimalnym stopniu jest to,że wreszcie doczytałam,że ta baba siedzi a dziecko jest w rodzinie zastepczej.. tylko tyle.........a koniec świata odwołany!!!! majowie sie cos dziabneli w wyliczankach... a powinien być... powinien...

10 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu..

czyli? huśtawka...  dla Ciebie ból,dezorientacja, dla niego chwila oddcechu bo Ty masz zagadkę..


Liwia napisał/a:

Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest ..

a to też jest tchórzostwo z ich strony.. pzrecież nie do końca mają pewność,że TAM, u TAMTEJ bedzie cudownie...


Liwia napisał/a:

Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. ..

To moim zdaniem wynika z potrzeby dominacji, panowania nad kimś słabyszm bo taką słabość wyczuwają w mgnieniu oka... to generalnie sa dość słabi ludzie i takiego typu dominacja mocno podnosi im samoocenę.. skrzywioną..owszem ale w jego nmniemaniu to On ma Cię w garści.. to on może mówić,że czarne to białe.. a Ty będziesz się nad tym zastanawiała....




Liwia napisał/a:

Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie...

i to słuszny wniosek.. o to właśnie chodzi.. wtedy czujesz się słabsza? mnie pewna? noooo......



Liwia napisał/a:

Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?!

tego i ja  nie kapuje.. nic a nic... i miałam podobnie z eks mężem. Ale to chyba kategoria facecików bez ja... sorry , musiałam...........

Liwia napisał/a:

Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.

Dlaczego kategoria facecika bez jaj?? juz wyjasniam; bo ma)*miał)*będzie miał*
  niepotrzebne skreslić.. kobiete normalną, odpowiednia..co to wybrała sobie partnera na życie, na ojca dla dzieci, na starość, złe i dobre chwile.... z  załózeniem; będziemy na zawsze razem.. dbająca, troskliwą, pociągającą... opiekuńcżą, spełnioną... mądrą...uczciwą....itd. itp.. nie na cukrowanie tu wpadłam...więc kto odpowie? czego mu brak???? czego szuka? czego oczekuje? w czym sie spełnia..???   medycyna  nie ma na to jeszcze nazwy................do czasu...




Liwia napisał/a:

Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.

ja też keidyś się ludziłam.. ze te krzywdy wracaja do tego kto ją wyrządził... dooopa jasio.... nie wracają... przynajmniej ja nie znam takiego przypadku " namacalnie" i realnie...a że gooofno sa warci to świeta prawda.. swój zawsze ciagnie do swego.......... czy taka ONA nie zastanowiłą się nigdy KIM taki facecik bez jaj jest?? oprócz facecikiem bez jaj?? rzecz jasna... nieee...  no własnie.. a dlaczego..???  .. i tu nastapiło wykropkowanie.............. wpisz własćiwe z łasnego życia..




Liwia napisał/a:

Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji..

Kobito...... jak ja takim zazdroszcze.. szok... ja musze dostac w doooopę, dotknąc i oparzyc się, czyli pzrekonać a to jest proces,że ho ho..... nie dla wszystkich taka kiełbasa.. o nie....


Liwia napisał/a:

Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.

To nawet fajne,że poczytuję, to na badania naukowe sie nadaje ile jego rozum " przyjmie" a ile odrzuci... to by dla nauki było bezcenne podłączyć taki model pod jakiś czytnik..


Liwio...to TY jesteś silna a nie On..tfu.. on ( mała litera).. bo TY masz świadomośc za siebie i za niego... to TY staniesz na nogi a on padnie na kolana.. kwestia czasu....................

10 566 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-05-17 08:53:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ciekawe stwierdzenia, dziewczyny. Całkiem interesujące spostrzeżenia.
Mój jmąż był,jest i będzie uzależniony od marichuany. To się nie zmieni. Sam tak mówi. Ale to nie zmienia faktu,że jest dobrym człowiekiem. Nie wiem czy wiecie skąd biorą sie uzależnienia?
A ja mam wybór: ciągnąć to dalej, lub z tym skończyć?
Wiem,że ciężko wam pojąć,że to tak bez złości?! Ale ja w końcu jestem sobą, spokojna, wrażliwa, być może naiwna, ale to jestem ja! Taka jak kiedyś. Zawsze pierwsza wyciągałam rękę, nie lubię kłótni. I teraz tak do tego rozwodu podchodzę i czuję się spokojna... Pamiętam co mnie skłoniło do rozwodu, pamiętam jak pisałyście mi: hej, koledzy, marichuana! Że też sobie na to pozwalasz. Sama pakujesz się w kłopoty itp itd... Pamiętam wasze słowa. I wiem,że jak się teraz poddam, zrezygnuję, to on mnie zniszczy, a życie z nim to będzie koszmar.
Może was dziewczyny zawiodłam, może myślałyście a, ona i tak się z nim nie rozwiedzie...
Sorry, rozwodzę się. Chcę zacząć swoje życie.

Źle mnie zrozumiałaś - bardzo pochwalam Twoja decyzję! Super, że ja podjęłaś, ale moje obawy dotyczą Ciebie. Chciałam Tobie pokazać, że Twoje samopoczucie zależy od jego tak lub nie. Chciałam pokazać, że on nie pomoże Tobie w decyzji, w razie czego będzie: sama tego chciałaś, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że sam do tego doprowadził.

Ok, rozwodzisz się, ale z Twoich postów wynika, że się wahasz, miotasz. Dobry człowiek? Hm ale chyba nie dla Ciebie, skoro Ciebie rani. Mój mąż to też dobry człowiek, pszczółki za okno wygania, by nie zabić, a rodzinę z błotem miesza, no ale dobry z niego człowiek. Rozumiesz co mam na myśli?

A złość to by się Tobie przydała, by tak porządnie wyrzucić to z siebie. Nie wierzę, że nie masz żalu do męża, że teraz, aby chronić siebie musisz się rozwodzić i to z poczuciem winy, które on umiejętnie w Tobie rozwija.

I nie rezygnuj!!! idź dalej, a jak już się rozwiedziesz to wtedy wyliż rany i do przodu smile  Gratuluje decyzji.

A jak była reakcja męża?

10 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

To jest czyste okrucieństwo psychiczne walczyć ze swoją żoną manipulacja.. dać jej hustawkę do zabawy..emocjonalną, powprowadzac ja w błąd, poeksperymentować na jej bólu... popatrzeć jak cierpi.. ... dlaczego nie stać tchórza na postawienie sprawy jasno? dlaczego? nie było by łatwiej? szybciej... przecież na tym im podobno zależy.. żeby sie od nich odczepić.. dać im święty spokój..wtedy w spokojności by dziugał sobie te smsiki... latał do niuni.. na luziku.. a tak może ktos go wytropi i bedzie dym.. PO CO? sobie tak komplikuja żywot i zrzucają odpowiedzialnośc na kobiete...bo to małe ludziki są.. słabe, miekkie.. podatne na inne słabe ludziki...typu kochanica... swój jakoś ciagnie do swojego... takie egzpelarze nie dobierają sie przypadkowo.......

Liwio.. kopa solidnego w dooope ludzikowi...

Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu.
Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest - i ja mężowi ów stabilizację w ten sposób zapewniam (jak sądzi psycholog). Ale ja tej stabilizacji od niego nie mam. Jak piszesz-to wygląda jak huśtawka, bawienie sie czyimiś emocjami, nie mogłabym tak w życiu postąpić w stosunku do kochanej osoby. Ale jak widać mamy zupełnie inne spojrzenia. Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. Z jednej strony mąż nie chce bym za dużo wiedziała o jego życiu, wyjazdach, z drugiej jak przestawałam się dopytywać znów był problem, że mi nie zależy. Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie.
Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?! Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.
Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.

Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji.



Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.

Malwina,a może tak napiszesz co TY czujesz?
Ciebie nie ma dziewczyno,jest tylko on,wy!
Obudz sie! Ile jeszcze chcesz trwać w tym chorym układzie?

Eks też czyta i ostatnio wyzwał mnie od kłamliwej świni-ale niestety jego prawda,a moja do różnica przepaści.

10 568 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-05-17 10:06:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

.. pzreciez ciągle pisze o tym co czuje.. teraz tylko odniosłam się do tego co pisała Liwia.. .. w taki sposób tez analizuję swój odbiór zachowania w poszczególnych sytuacjach a podobieństwo mechanizmów zachowań bywa duże..a w jakim chory układzie ja tkwię bo nie bardzo wiem co masz na musli.... może nam sie pomieszało w związku, zagmatwało ale nie ma " choroby"... jak będzie .. jak wylezie na światło dzienne( jesli jest) to zaleczę to..

10 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:
hm... napisał/a:

Piękny power do działania smile

Zobaczcie jak strasznie potrafi traktowa matka swoje dziecko.
Nie potrafiłam tego oglądać. To koszmar. Nie mam na to słów. Nie wierzę, żeby oglądanie tego miało sens, bo niczego nie zmieni ale... http://sieka.pl/film/1482/najgorsza-matka-na-swiecie

hm.. ja trafiłam na ten film tu na forum.. powalił mnie na kolana, dosłownie...  nie mogę się otrzasnąć.. pocieszające w minimalnym stopniu jest to,że wreszcie doczytałam,że ta baba siedzi a dziecko jest w rodzinie zastepczej.. tylko tyle.........a koniec świata odwołany!!!! majowie sie cos dziabneli w wyliczankach... a powinien być... powinien...

Film okrutny. Ja się zastanawiam jak ktoś coś takiego nakręcił, no chyba, że to z ukrytej jest kręcone, ja będąc tam nie wiem co bym tej babie zrobiła.
Ból okropny poczułam, moje dziecko przed oczami mi stanęło. Okropne to jest. Dzieciątko bogu ducha winne, powolutku stara się raczkować to tej wiedźmy i kładzie rączkę na tą poduszkę, która ona go pierze. Nie mogę. Słabo mi.

10 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

?

Eks też czyta i ostatnio wyzwał mnie od kłamliwej świni-ale niestety jego prawda,a moja do różnica przepaści.

O, i to jest to. Samo sedno. Są dwie prawdy. Prawda i jego prawda. Oprócz tyż prawda i gówno prawda.

10 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Malwina69 napisał/a:
hm... napisał/a:

Piękny power do działania smile

Zobaczcie jak strasznie potrafi traktowa matka swoje dziecko.
Nie potrafiłam tego oglądać. To koszmar. Nie mam na to słów. Nie wierzę, żeby oglądanie tego miało sens, bo niczego nie zmieni ale... http://sieka.pl/film/1482/najgorsza-matka-na-swiecie

hm.. ja trafiłam na ten film tu na forum.. powalił mnie na kolana, dosłownie...  nie mogę się otrzasnąć.. pocieszające w minimalnym stopniu jest to,że wreszcie doczytałam,że ta baba siedzi a dziecko jest w rodzinie zastepczej.. tylko tyle.........a koniec świata odwołany!!!! majowie sie cos dziabneli w wyliczankach... a powinien być... powinien...

Film okrutny. Ja się zastanawiam jak ktoś coś takiego nakręcił, no chyba, że to z ukrytej jest kręcone, ja będąc tam nie wiem co bym tej babie zrobiła.
Ból okropny poczułam, moje dziecko przed oczami mi stanęło. Okropne to jest. Dzieciątko bogu ducha winne, powolutku stara się raczkować to tej wiedźmy i kładzie rączkę na tą poduszkę, która ona go pierze. Nie mogę. Słabo mi.

To nakręciła jej znajoma.. i natychmiast film zaniosła na policje..

Ja dałam rade obejrzeć 30 sekund... gdybym miała ja przed sobą to nie ręczyłabym za siebie.. a ona mogłaby sie przynajmniej bronic, uciekać, krzyczeć.. a 8 miesięczne dziecko ??

10 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Źle mnie zrozumiałaś - bardzo pochwalam Twoja decyzję! Super, że ja podjęłaś, ale moje obawy dotyczą Ciebie. Chciałam Tobie pokazać, że Twoje samopoczucie zależy od jego tak lub nie. Chciałam pokazać, że on nie pomoże Tobie w decyzji, w razie czego będzie: sama tego chciałaś, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że sam do tego doprowadził.

Ok, rozwodzisz się, ale z Twoich postów wynika, że się wahasz, miotasz. Dobry człowiek? Hm ale chyba nie dla Ciebie, skoro Ciebie rani. Mój mąż to też dobry człowiek, pszczółki za okno wygania, by nie zabić, a rodzinę z błotem miesza, no ale dobry z niego człowiek. Rozumiesz co mam na myśli?

A złość to by się Tobie przydała, by tak porządnie wyrzucić to z siebie. Nie wierzę, że nie masz żalu do męża, że teraz, aby chronić siebie musisz się rozwodzić i to z poczuciem winy, które on umiejętnie w Tobie rozwija.

I nie rezygnuj!!! idź dalej, a jak już się rozwiedziesz to wtedy wyliż rany i do przodu smile  Gratuluje decyzji.

A jak była reakcja męża?

Hej. Ja po prostu byłam dumna z siebie i cieszyłam się,że podjęłam decyzję o rozwodzie, a tu przeczytałam,że zrobiłam to pochopnie... Trochę mi było przykro, bo w sumie chciałam usłyszeć gratulacje:) Po prostu czuję,że robię dobrze, ale jak ktoś to potwierdzi, to jestem jeszcze bardziej zmotywowana do działania. Ale z drugiej strony, ten brak akceptacji innych też pcha mnie do działania, to takie "ja wam jeszcze pokażę";)
Wahania były do momentu wysłania pozwu. Była złość,że jeszcze tego nie zrobiłam itp. A jak wysłałam, to aż się w duchu uśmiechałam. Nerwy, emocjeopadły, poczułam ulgę i chęć i moc do dalszego działania.
Reakcja męża: No to musimy się teraz dogadać co do zeznań. Ogólnie był spokojny, bez emocji, twardy. Dlatego zapytałam się go co on o tym wszystkim myśli, bo ta jego postawa, to taka tarcza. A on: co mam sobie myśleć? To ty składasz wniosek o rozwód. Zobaczymy co będzie dalej...
Czyli nic konkretnego. A złość by mi pomogła, ale już nie mam na nią siły i ochoty. Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić...

Dzięki za słowa wsparcia:*

10 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:
hm... napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

hm.. ja trafiłam na ten film tu na forum.. powalił mnie na kolana, dosłownie...  nie mogę się otrzasnąć.. pocieszające w minimalnym stopniu jest to,że wreszcie doczytałam,że ta baba siedzi a dziecko jest w rodzinie zastepczej.. tylko tyle.........a koniec świata odwołany!!!! majowie sie cos dziabneli w wyliczankach... a powinien być... powinien...

Film okrutny. Ja się zastanawiam jak ktoś coś takiego nakręcił, no chyba, że to z ukrytej jest kręcone, ja będąc tam nie wiem co bym tej babie zrobiła.
Ból okropny poczułam, moje dziecko przed oczami mi stanęło. Okropne to jest. Dzieciątko bogu ducha winne, powolutku stara się raczkować to tej wiedźmy i kładzie rączkę na tą poduszkę, która ona go pierze. Nie mogę. Słabo mi.

To nakręciła jej znajoma.. i natychmiast film zaniosła na policje..

Ja dałam rade obejrzeć 30 sekund... gdybym miała ja przed sobą to nie ręczyłabym za siebie.. a ona mogłaby sie przynajmniej bronic, uciekać, krzyczeć.. a 8 miesięczne dziecko ??

Ja się dziwię, że nakręciła tak długi materiał z takimi dramatycznymi scenami.

10 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Źle mnie zrozumiałaś - bardzo pochwalam Twoja decyzję! Super, że ja podjęłaś, ale moje obawy dotyczą Ciebie. Chciałam Tobie pokazać, że Twoje samopoczucie zależy od jego tak lub nie. Chciałam pokazać, że on nie pomoże Tobie w decyzji, w razie czego będzie: sama tego chciałaś, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że sam do tego doprowadził.

Ok, rozwodzisz się, ale z Twoich postów wynika, że się wahasz, miotasz. Dobry człowiek? Hm ale chyba nie dla Ciebie, skoro Ciebie rani. Mój mąż to też dobry człowiek, pszczółki za okno wygania, by nie zabić, a rodzinę z błotem miesza, no ale dobry z niego człowiek. Rozumiesz co mam na myśli?

A złość to by się Tobie przydała, by tak porządnie wyrzucić to z siebie. Nie wierzę, że nie masz żalu do męża, że teraz, aby chronić siebie musisz się rozwodzić i to z poczuciem winy, które on umiejętnie w Tobie rozwija.

I nie rezygnuj!!! idź dalej, a jak już się rozwiedziesz to wtedy wyliż rany i do przodu smile  Gratuluje decyzji.

A jak była reakcja męża?

Hej. Ja po prostu byłam dumna z siebie i cieszyłam się,że podjęłam decyzję o rozwodzie, a tu przeczytałam,że zrobiłam to pochopnie... Trochę mi było przykro, bo w sumie chciałam usłyszeć gratulacje:) Po prostu czuję,że robię dobrze, ale jak ktoś to potwierdzi, to jestem jeszcze bardziej zmotywowana do działania. Ale z drugiej strony, ten brak akceptacji innych też pcha mnie do działania, to takie "ja wam jeszcze pokażę";)
Wahania były do momentu wysłania pozwu. Była złość,że jeszcze tego nie zrobiłam itp. A jak wysłałam, to aż się w duchu uśmiechałam. Nerwy, emocjeopadły, poczułam ulgę i chęć i moc do dalszego działania.
Reakcja męża: No to musimy się teraz dogadać co do zeznań. Ogólnie był spokojny, bez emocji, twardy. Dlatego zapytałam się go co on o tym wszystkim myśli, bo ta jego postawa, to taka tarcza. A on: co mam sobie myśleć? To ty składasz wniosek o rozwód. Zobaczymy co będzie dalej...
Czyli nic konkretnego. A złość by mi pomogła, ale już nie mam na nią siły i ochoty. Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić...

Dzięki za słowa wsparcia:*

to "pochopnie" odnosiło się tylko do Twojego stanu ducha. Jeżeli czułabyś się niepewne, robiła to tylko po to, aby jego "ruszyć, zmobilizować do działania" to wówczas Twoja decyzja byłaby pochopna....

"Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić..." i o tym mówię. Gdybyś była tak do końca zdecydowana, że nie chcesz z nim być to byś sama się wyprowadziła, nie masz dzieci, więc to nie chodzi o dom dla nich. Złożyłaś  pozew, ale dalej w tym tkwisz i prowadzisz grę, to dla niego informacja - ten pozew to blef - a on się nie wyprowadzi bo dlaczego miałby to zrobić? Można i po rozwodzie dalej ze sobą mieszkać, a mieszkanie z Tobą o dla niego duże profity...

Anastawia, wiem co piszę, trzymasz się jego kurczowo, nie odcięłaś jeszcze pępowiny, a rozwód tego nie zmieni. Wiem zaraz napiszesz, a dlaczego to ja mam się wyprowadzać? - a dlatego, że on tego nie zrobi i to jedyny sposób na prawdziwy rozwód, szansa dla Ciebie na nowe życie, z dala od niego.

10 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Źle mnie zrozumiałaś - bardzo pochwalam Twoja decyzję! Super, że ja podjęłaś, ale moje obawy dotyczą Ciebie. Chciałam Tobie pokazać, że Twoje samopoczucie zależy od jego tak lub nie. Chciałam pokazać, że on nie pomoże Tobie w decyzji, w razie czego będzie: sama tego chciałaś, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że sam do tego doprowadził.

Ok, rozwodzisz się, ale z Twoich postów wynika, że się wahasz, miotasz. Dobry człowiek? Hm ale chyba nie dla Ciebie, skoro Ciebie rani. Mój mąż to też dobry człowiek, pszczółki za okno wygania, by nie zabić, a rodzinę z błotem miesza, no ale dobry z niego człowiek. Rozumiesz co mam na myśli?

A złość to by się Tobie przydała, by tak porządnie wyrzucić to z siebie. Nie wierzę, że nie masz żalu do męża, że teraz, aby chronić siebie musisz się rozwodzić i to z poczuciem winy, które on umiejętnie w Tobie rozwija.

I nie rezygnuj!!! idź dalej, a jak już się rozwiedziesz to wtedy wyliż rany i do przodu smile  Gratuluje decyzji.

A jak była reakcja męża?

Hej. Ja po prostu byłam dumna z siebie i cieszyłam się,że podjęłam decyzję o rozwodzie, a tu przeczytałam,że zrobiłam to pochopnie... Trochę mi było przykro, bo w sumie chciałam usłyszeć gratulacje:) Po prostu czuję,że robię dobrze, ale jak ktoś to potwierdzi, to jestem jeszcze bardziej zmotywowana do działania. Ale z drugiej strony, ten brak akceptacji innych też pcha mnie do działania, to takie "ja wam jeszcze pokażę";)
Wahania były do momentu wysłania pozwu. Była złość,że jeszcze tego nie zrobiłam itp. A jak wysłałam, to aż się w duchu uśmiechałam. Nerwy, emocjeopadły, poczułam ulgę i chęć i moc do dalszego działania.
Reakcja męża: No to musimy się teraz dogadać co do zeznań. Ogólnie był spokojny, bez emocji, twardy. Dlatego zapytałam się go co on o tym wszystkim myśli, bo ta jego postawa, to taka tarcza. A on: co mam sobie myśleć? To ty składasz wniosek o rozwód. Zobaczymy co będzie dalej...
Czyli nic konkretnego. A złość by mi pomogła, ale już nie mam na nią siły i ochoty. Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić...

Dzięki za słowa wsparcia:*

to "pochopnie" odnosiło się tylko do Twojego stanu ducha. Jeżeli czułabyś się niepewne, robiła to tylko po to, aby jego "ruszyć, zmobilizować do działania" to wówczas Twoja decyzja byłaby pochopna....

"Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić..." i o tym mówię. Gdybyś była tak do końca zdecydowana, że nie chcesz z nim być to byś sama się wyprowadziła, nie masz dzieci, więc to nie chodzi o dom dla nich. Złożyłaś  pozew, ale dalej w tym tkwisz i prowadzisz grę, to dla niego informacja - ten pozew to blef - a on się nie wyprowadzi bo dlaczego miałby to zrobić? Można i po rozwodzie dalej ze sobą mieszkać, a mieszkanie z Tobą o dla niego duże profity...

Anastawia, wiem co piszę, trzymasz się jego kurczowo, nie odcięłaś jeszcze pępowiny, a rozwód tego nie zmieni. Wiem zaraz napiszesz, a dlaczego to ja mam się wyprowadzać? - a dlatego, że on tego nie zrobi i to jedyny sposób na prawdziwy rozwód, szansa dla Ciebie na nowe życie, z dala od niego.

Słuchaj, wkurzasz mnie. Nie wyprowadzę się z tego mieszkania, bo mi się ono należy i będę o nie walczyć! Starałam się o to mieszkanie, opłacam je i nie zostawię go jakiemuś ćpunowi na zmarnowanie! Jestem dumna,że wywalczyłam sobie to mieszkanie własnymi rękami, będąc za granicą, nie mając znajomych tutaj, ani rodziny! I nie trzymam się kurczowo mojego męż, trzymam się kurczowo tego mieszkania. Nie znasz mojej sytuacji, nie siedzisz w mojej głowie, nie wiesz co jest dla mnie ważne i istotne. I się nie wyprowadzę, bo ty mówisz, że tak jest dla mnie najlepiej. Nie wyprowadzę się, bo zależy mi na tym mieszkaniu i wiem, co mi się należy i co jest dla mnie ważne!
Swój pierwszy post tutaj napisałam miesiąc temu. Byłam załamana. Minął dokładnie miesiąc, ja zdążyłam złożyć pozew o rozwód i zmienić myślenie! A ty mi piszesz, co jest dla mnie najlepsze. Dziewczyno, kobiety latami tkwią w takich związkach, nie robią nic, zupełnie nic! A ja nie pójdę z torbami, do wynajętego mieszkania, żeby sie uwolnić z toksycznego związku! Ten człowiek robi mi krzywdę psychiczną i jestem tego świadoma, ale jestem też świadoma swoich potrzeb i oczekiwań. I w tym wypadku to mieszkanie ma dla mnie wartość. I psycholog, do której chodzę też mi mówi: KOBIETO,WALCZ O SWOJE!! I ja taki mam zamiar, będę walczyć o to mieszkanie, nawet sądownie, jeśli zajdzie taka potrzeba. I nie jestem słaba, on nie siedzi mi w głowie. Mam swoje cele, a on już mi w nich nie przeszkodzi. Uważam,że zrobiłam duży postęp i uważam,że nie masz racji. Po prostu się nie zansz. Oczekujesz,że się wyprowadzę, bo tak należy zrobić, żeby się odciąć. A gówno prawda, za przeproszeniem! Jak on sie wyprowadzi, to będę zajebiście zadfowolona ze swojego życia, będę miała super motywację do dalczego działania, będę usatysfakcjonowana!!! I o to mi chodzi! A czy to będzie jutro, czy za tydzień, czy za miesiąć, nieistotne! Mam świadomość włąsnych pragnień, marzeń, osiągnięć i powoli to zdobywam. powolnymi krokami, ale działam, a nie siedzę przed komputerem i biadolę jaka to ja jestem biedna i nieszczęśliwa. Może miesiąc temu tak, teraz NIE!!!
Miłego dnia wszystkim!!

10 576 Ostatnio edytowany przez vinnga (2012-05-17 22:39:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zastanów się co piszesz. Na tego typu treści nie ma miejsca na naszym forum. Mod. Vinnga

10 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
gratuluję!
Jeszcze nie tak dawno napisałaś, że:

Anstawia napisał/a:

(...)A złość by mi pomogła, ale już nie mam na nią siły i ochoty. Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić...(...)

Okazuje się, że umiesz złościć się.
Z uczuciami tak to jest, że wyprodukować ich na siłę się nie da.
Jedyne co "trzeba" zrobić, to ich nie chować w odległych zakamarkach.

Powodzenia. smile

10 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hej. Ja po prostu byłam dumna z siebie i cieszyłam się,że podjęłam decyzję o rozwodzie, a tu przeczytałam,że zrobiłam to pochopnie... Trochę mi było przykro, bo w sumie chciałam usłyszeć gratulacje:) Po prostu czuję,że robię dobrze, ale jak ktoś to potwierdzi, to jestem jeszcze bardziej zmotywowana do działania. Ale z drugiej strony, ten brak akceptacji innych też pcha mnie do działania, to takie "ja wam jeszcze pokażę";)
Wahania były do momentu wysłania pozwu. Była złość,że jeszcze tego nie zrobiłam itp. A jak wysłałam, to aż się w duchu uśmiechałam. Nerwy, emocjeopadły, poczułam ulgę i chęć i moc do dalszego działania.
Reakcja męża: No to musimy się teraz dogadać co do zeznań. Ogólnie był spokojny, bez emocji, twardy. Dlatego zapytałam się go co on o tym wszystkim myśli, bo ta jego postawa, to taka tarcza. A on: co mam sobie myśleć? To ty składasz wniosek o rozwód. Zobaczymy co będzie dalej...
Czyli nic konkretnego. A złość by mi pomogła, ale już nie mam na nią siły i ochoty. Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić...

Dzięki za słowa wsparcia:*

to "pochopnie" odnosiło się tylko do Twojego stanu ducha. Jeżeli czułabyś się niepewne, robiła to tylko po to, aby jego "ruszyć, zmobilizować do działania" to wówczas Twoja decyzja byłaby pochopna....

"Choć jeszcze nie raz się na niego zezłoszczę, bo nie chce się wyprowadzić..." i o tym mówię. Gdybyś była tak do końca zdecydowana, że nie chcesz z nim być to byś sama się wyprowadziła, nie masz dzieci, więc to nie chodzi o dom dla nich. Złożyłaś  pozew, ale dalej w tym tkwisz i prowadzisz grę, to dla niego informacja - ten pozew to blef - a on się nie wyprowadzi bo dlaczego miałby to zrobić? Można i po rozwodzie dalej ze sobą mieszkać, a mieszkanie z Tobą o dla niego duże profity...

Anastawia, wiem co piszę, trzymasz się jego kurczowo, nie odcięłaś jeszcze pępowiny, a rozwód tego nie zmieni. Wiem zaraz napiszesz, a dlaczego to ja mam się wyprowadzać? - a dlatego, że on tego nie zrobi i to jedyny sposób na prawdziwy rozwód, szansa dla Ciebie na nowe życie, z dala od niego.

Słuchaj, wkurzasz mnie. Nie wyprowadzę się z tego mieszkania, bo mi się ono należy i będę o nie walczyć! Starałam się o to mieszkanie, opłacam je i nie zostawię go jakiemuś ćpunowi na zmarnowanie! Jestem dumna,że wywalczyłam sobie to mieszkanie własnymi rękami, będąc za granicą, nie mając znajomych tutaj, ani rodziny! I nie trzymam się kurczowo mojego męż, trzymam się kurczowo tego mieszkania. Nie znasz mojej sytuacji, nie siedzisz w mojej głowie, nie wiesz co jest dla mnie ważne i istotne. I się nie wyprowadzę, bo ty mówisz, że tak jest dla mnie najlepiej. Nie wyprowadzę się, bo zależy mi na tym mieszkaniu i wiem, co mi się należy i co jest dla mnie ważne!
Swój pierwszy post tutaj napisałam miesiąc temu. Byłam załamana. Minął dokładnie miesiąc, ja zdążyłam złożyć pozew o rozwód i zmienić myślenie! A ty mi piszesz, co jest dla mnie najlepsze. Dziewczyno, kobiety latami tkwią w takich związkach, nie robią nic, zupełnie nic! A ja nie pójdę z torbami, do wynajętego mieszkania, żeby sie uwolnić z toksycznego związku! Ten człowiek robi mi krzywdę psychiczną i jestem tego świadoma, ale jestem też świadoma swoich potrzeb i oczekiwań. I w tym wypadku to mieszkanie ma dla mnie wartość. I psycholog, do której chodzę też mi mówi: KOBIETO,WALCZ O SWOJE!! I ja taki mam zamiar, będę walczyć o to mieszkanie, nawet sądownie, jeśli zajdzie taka potrzeba. I nie jestem słaba, on nie siedzi mi w głowie. Mam swoje cele, a on już mi w nich nie przeszkodzi. Uważam,że zrobiłam duży postęp i uważam,że nie masz racji. Po prostu się nie zansz. Oczekujesz,że się wyprowadzę, bo tak należy zrobić, żeby się odciąć. A gówno prawda, za przeproszeniem! Jak on sie wyprowadzi, to będę zajebiście zadfowolona ze swojego życia, będę miała super motywację do dalczego działania, będę usatysfakcjonowana!!! I o to mi chodzi! A czy to będzie jutro, czy za tydzień, czy za miesiąć, nieistotne! Mam świadomość włąsnych pragnień, marzeń, osiągnięć i powoli to zdobywam. powolnymi krokami, ale działam, a nie siedzę przed komputerem i biadolę jaka to ja jestem biedna i nieszczęśliwa. Może miesiąc temu tak, teraz NIE!!!
Miłego dnia wszystkim!!

Aniknom wyzwoliła w Tobie złość.
Anstawio masz zdrowe podejście i wiesz czego chcesz. Tak trzymaj. Jestem z Tobą, cokolwiek postanowisz, ale to ju mówiłam. Ja jestem od początku.

Aniknom co tam u Ciebie?

10 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:

To nakręciła jej znajoma.. i natychmiast film zaniosła na policje..

Ja dałam rade obejrzeć 30 sekund... gdybym miała ja przed sobą to nie ręczyłabym za siebie.. a ona mogłaby sie przynajmniej bronic, uciekać, krzyczeć.. a 8 miesięczne dziecko ??

Mnie takie filmy też wnerwiają i oglądać tego nie mogę. To jakaś inna rasa jest chyba. Choć rasistką nie jestem.

10 580 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-17 14:35:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu..

czyli? huśtawka...  dla Ciebie ból,dezorientacja, dla niego chwila oddcechu bo Ty masz zagadkę..


Liwia napisał/a:

Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest ..

a to też jest tchórzostwo z ich strony.. pzrecież nie do końca mają pewność,że TAM, u TAMTEJ bedzie cudownie...


Liwia napisał/a:

Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. ..

To moim zdaniem wynika z potrzeby dominacji, panowania nad kimś słabyszm bo taką słabość wyczuwają w mgnieniu oka... to generalnie sa dość słabi ludzie i takiego typu dominacja mocno podnosi im samoocenę.. skrzywioną..owszem ale w jego nmniemaniu to On ma Cię w garści.. to on może mówić,że czarne to białe.. a Ty będziesz się nad tym zastanawiała....




Liwia napisał/a:

Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie...

i to słuszny wniosek.. o to właśnie chodzi.. wtedy czujesz się słabsza? mnie pewna? noooo......



Liwia napisał/a:

Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?!

tego i ja  nie kapuje.. nic a nic... i miałam podobnie z eks mężem. Ale to chyba kategoria facecików bez ja... sorry , musiałam...........

Liwia napisał/a:

Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.

Dlaczego kategoria facecika bez jaj?? juz wyjasniam; bo ma)*miał)*będzie miał*
  niepotrzebne skreslić.. kobiete normalną, odpowiednia..co to wybrała sobie partnera na życie, na ojca dla dzieci, na starość, złe i dobre chwile.... z  załózeniem; będziemy na zawsze razem.. dbająca, troskliwą, pociągającą... opiekuńcżą, spełnioną... mądrą...uczciwą....itd. itp.. nie na cukrowanie tu wpadłam...więc kto odpowie? czego mu brak???? czego szuka? czego oczekuje? w czym sie spełnia..???   medycyna  nie ma na to jeszcze nazwy................do czasu...




Liwia napisał/a:

Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.

ja też keidyś się ludziłam.. ze te krzywdy wracaja do tego kto ją wyrządził... dooopa jasio.... nie wracają... przynajmniej ja nie znam takiego przypadku " namacalnie" i realnie...a że gooofno sa warci to świeta prawda.. swój zawsze ciagnie do swego.......... czy taka ONA nie zastanowiłą się nigdy KIM taki facecik bez jaj jest?? oprócz facecikiem bez jaj?? rzecz jasna... nieee...  no własnie.. a dlaczego..???  .. i tu nastapiło wykropkowanie.............. wpisz własćiwe z łasnego życia..




Liwia napisał/a:

Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji..

Kobito...... jak ja takim zazdroszcze.. szok... ja musze dostac w doooopę, dotknąc i oparzyc się, czyli pzrekonać a to jest proces,że ho ho..... nie dla wszystkich taka kiełbasa.. o nie....


Liwia napisał/a:

Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.

To nawet fajne,że poczytuję, to na badania naukowe sie nadaje ile jego rozum " przyjmie" a ile odrzuci... to by dla nauki było bezcenne podłączyć taki model pod jakiś czytnik..


Liwio...to TY jesteś silna a nie On..tfu.. on ( mała litera).. bo TY masz świadomośc za siebie i za niego... to TY staniesz na nogi a on padnie na kolana.. kwestia czasu....................

Malwino-to jest dla mnie bardzo dobra interpretacja tego, co się dzieje w moim życiu, z moim mężem. Już poczytał co tu piszemy i są nieporozumienia, bo to wszystko tutaj to nieprawda....a szkoda, że tak myśli, bo piszę prawdę, to co myślę i czuję. Raczej nic z tej "nauki" nie weźmie na przemyślenie, a szkoda......Gdyby tylko chciał rozmawiać, gdyby tylko poczuł, że źle zrobił i miał świadomość tego, a nie wkurzony (nie wiem za co?) siedzi i mówi "nic nie będę ci wyjaśniał, bo tak nie uwierzysz", zły jest bo jakieś jego kłamstwo wyszło na jaw, a nie powinno. Ja byłabym na jego miejscu wściekła na siebie, że do tego w ogóle dopuściłam, że okłamałam go, że niepotrzebnie znów przez to są nieporozumienia, ale jak widać ja ponoszę winę jednak-bo smaa odkryłam kłamstwo, bo znów się czegoś "doszukałam", a to był sms wyrwany z kontekstu..........

Analiza, której tu dokonałaś, jest trafna i bardzo przejrzysta. Poczytałam już ją wczoraj przed snem i oczy zaraz zrobiły mi się większe smile  Widać, potrzebę mam taką, aby "ktoś" spojrzał na to z boku. Zawsze wyobrażałam sobie swój związek z facetem (z moim mężem-powiedzmy to szczerze) na zaufaniu, szczerości, rozmowie i pewnej spójności....ale już nie wiem czy na tym związek polega. Kiedyś on taki był, teraz jest inaczej.......i wiem, że żeby było dobrze, chcieć muszą obie osoby, a nie tylko jedna. Bo takiego ciężaru nikt by nie zniósł.


Anastawio- walcz o swoje, masz rację, walcz!

10 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussako-wybacz, ale musiałam skopiować to z innego wątku, bo to tekst doskonały:

(...)On Cie zdradza a winna jestes TY? No to ma facet tupet jak stad do Pekinu, jesli rozwiazuje problemy w zwiazku przy pomocy osob trzecich. Bo juz otwarta, szczera rozmowa, jawne i uczciwe postepowanie nie nadaja sie w dzisiejszych czasach by zazdrosna malzonke uspokoic i zalagodzic konflikt:) Nieee..trzeba od razu z grubej rury, buch i pod pierzyne z inna. Wtedy sie slubna musi opamietac! Przeciez to w koncu dla jej dobra:)) (...)

10 582

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ufff... Dziękuję wam:*

Jestem zła, bo czuję presję z otoczenia. Wiem co jest dla mnie ważne, wiem jak to wszystko powinno dalej iść, ale wiem też, że nie nastąpi to już, jutro... Uważam,że działam, że idę do przodu, coś robię i to co robię ma dla mnie znaczenie i jestem z tych kroczków dumna. Tylko ta presja,którą czuję, tak mnie złości.
I nawet gdybym miała pomóc jmężowi w tej jego wyprowadzce, to to zrobię. Bo tak czuję, tak chcę. Wiem,że nie muszę, ale chcę mu pomóc. Taka jestem. I on jest uzależniony  ale to nie oznacza dla mnie, że mam go skreślić z życia! Nie kocham go, jest fatalnym mężem, ale wbrew pozorom, to od niego nauczyłąm się lojalności wobec innych osób, nawet wobec wrogów.
I robię to dla siebie, dla własnej satysfakcji.

10 583

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.youtube.com/watch?v=DXGwhjUQzrY&list=PLC8D8BB89EB826A6D&index=1&feature=plpp_video

A to dla Was wszystkich! Pozytywne afirmacje!

10 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Jestem zła, bo czuję presję z otoczenia. (...)

Zła jesteś z powodu presji otoczenia?

To reagujesz zupełnie inaczej niż ja. smile
Gdy byłam pewna swych decyzji i tempa ich realizacji, żadne opinie innych osób nie złościły mnie. Mogłam nawet podyskutować na ten temat. Jeżeli jednak ukrywałam, przede wszystkim sama przed sobą, swe obawy, lęki, wówczas na każdą odmienną opinię od mojej reagowałam podobnie jak Ty wyżej: złością, agresją, atakiem. Reagowałam tak, bo ktoś pokazywał mi PRAWDĘ, której wszelkimi siłami nie chciałam dostrzec, mocno zaciskając oczy.

10 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Jestem zła, bo czuję presję z otoczenia. (...)

Zła jesteś z powodu presji otoczenia?

To reagujesz zupełnie inaczej niż ja. smile
Gdy byłam pewna swych decyzji i tempa ich realizacji, żadne opinie innych osób nie złościły mnie. Mogłam nawet podyskutować na ten temat. Jeżeli jednak ukrywałam, przede wszystkim sama przed sobą, swe obawy, lęki, wówczas na każdą odmienną opinię od mojej reagowałam podobnie jak Ty wyżej: złością, agresją, atakiem. Reagowałam tak, bo ktoś pokazywał mi PRAWDĘ, której wszelkimi siłami nie chciałam dostrzec, mocno zaciskając oczy.

Presję dostrzegam wtedy, gdy na przykład psycholożka zaproponowała mi: powiedz mężowi albo ja, albo marichuana. A ja tego nie zrobiłam, bo po prostu nie chcę być z tym człowiekiem i to czy on rzuci palenie, czy nie nie ma dla mnie znaczenia. Ale nie potrafiłam jej tego powiedzieć.
Presję czułam gdy wszyscy na około pytali sie mnie no i co wysłałaś juz ten pozew? A ja go nie wysyłałam, bo nie miałam kasy i gdy o tym mówiłam, to wydawało mi się, że każdy sobie mysli, a ona i tak tego nie zrobi.
Presję czuję, gdy ktoś mi mówi, weź sie wyprowadź, a nie tkwij z nim. A ja tego nie chcę zrobić, chcę zostać w tym mieszkaniu.
Jestem pewna swoich decyzji, chcę tego rozwodu i rozstania z całego serca, no nie wiem jak mam to napisać jeszcze. Chcę tego, chcę, chcę, chcę!! Ale chcę po swojemu i nie lubię jak ktoś mi coś narzuca i wtedy się buntuję, ale z czasem to przemyśluję i wyciągam wnioski. Pierwsza reakcja, złość.

10 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
daleka jestem od narzucania Ci (ani komukolwiek innemu) czegokolwiek. To tak gwoli wyjaśnienia.
Jeśli zaś mogę coś Ci zaproponować. smile

Zastanów się, czemu tak reagujesz na OPINIE innych osób.
Czemu nie możesz spokojnie odpowiedzieć "nie, nie zrobię tego" albo "zrobię to po swojemu, w swoim tempie"?
Co stanie się Tobie, z Tobą, gdy ktoś faktycznie pomyśli "ona tego nie zrobi"?

10 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Anstawio,
daleka jestem od narzucania Ci (ani komukolwiek innemu) czegokolwiek. To tak gwoli wyjaśnienia.
Jeśli zaś mogę coś Ci zaproponować. smile

Zastanów się, czemu tak reagujesz na OPINIE innych osób.
Czemu nie możesz spokojnie odpowiedzieć "nie, nie zrobię tego" albo "zrobię to po swojemu, w swoim tempie"?
Co stanie się Tobie, z Tobą, gdy ktoś faktycznie pomyśli "ona tego nie zrobi"?

Nie znalazłam jeszcze metody na to, by przestać się przejmować opiniami innych. Nie znalazłam jeszcze metody na to, by podnieść swoją samoocenę. Nie znalazłam jeszcze metody na to, by zmienić myslenie. Wciąż szukam akceptacji u innych, tej akceptacji, której brakowało mi gdy byłam dzieckiem. I wiem, że należy jej szukać u samej siebie, ale nie wiem jak...

10 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To masz kolejny temat do pracy podczas spotkań z psychologiem.

Jak masz znaleźć akceptację u samej siebie?
W dużym uproszczeniu:
1. Odpłakać swoje niezbyt udane dzieciństwo.
2. Zauważyć swoje zalety (a masz ich bardzo, bardzo dużo)
3. Uwierzyć w siebie, w to, że jesteś mądrą, kochaną, wspaniałą, jedyną, atrakcyjną, ciekawą, dowcipną, niepowtarzalną.... (kontynuuj listę) kobietą.
4. Polubić i pokochać siebie.
5. Uwierzyć, że możesz być szczęśliwą sama ze sobą i nie potrzebujesz do tego żadnych podpórek.

Tylko nie napisz, że łatwo jest to pisać, bo sama to wiem.
Ale też wiem, z własnego doświadczenia, że jest to droga skuteczna.

Trzymam kciuki za Twoje mądre decyzje. smile

10 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Treść rasistowska. Vinnga

10 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oh Pati, jak czytam co Ty w życiu dziewczyno przeszłaś... oh... nie wiem co napisać... I naprawdę podziwiam Cię z całego serducha, bo taka twarda i dzielna jesteś!
Holandia też jest krajem pełnym ludzi spoza Europy. I są to ludzie o zupełnie innym sposobie myślenia, o innych zasadach moralnych, religijnych, inna kultura itp. I ciężko nam to zaakceptować. Ale z drugiej strony, za granicą Polak Polakowi nóż w plecy by wbił. A Polki jadące do Turcji, Tunezji na wakacje, też zbierają niepochlebne opinie... Tak ten świat jest skonstruowany. Ale zawsze jest szansa na zmianę, samej siebie smile

10 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, serce mi wali jak oszalałe.
On się właśnie wyprowadza!

10 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Liwia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

To jest czyste okrucieństwo psychiczne walczyć ze swoją żoną manipulacja.. dać jej hustawkę do zabawy..emocjonalną, powprowadzac ja w błąd, poeksperymentować na jej bólu... popatrzeć jak cierpi.. ... dlaczego nie stać tchórza na postawienie sprawy jasno? dlaczego? nie było by łatwiej? szybciej... przecież na tym im podobno zależy.. żeby sie od nich odczepić.. dać im święty spokój..wtedy w spokojności by dziugał sobie te smsiki... latał do niuni.. na luziku.. a tak może ktos go wytropi i bedzie dym.. PO CO? sobie tak komplikuja żywot i zrzucają odpowiedzialnośc na kobiete...bo to małe ludziki są.. słabe, miekkie.. podatne na inne słabe ludziki...typu kochanica... swój jakoś ciagnie do swojego... takie egzpelarze nie dobierają sie przypadkowo.......

Liwio.. kopa solidnego w dooope ludzikowi...

Tak, myślę nad tym samym. Jeśli chce mieć spokój, chce być tu i tam, bez opowiadania się, wolny, pisząc z kim chce i do kogo chce.....to po co mu ja?! Z jednej strony mówi, że kocha (ja jest ok między nami), jak odkrywam jakieś kłamstwo jestem tą najgorszą, która z igły robi widły w jego przekonaniu.
Nie zrozumiem nigdy takiego myślenia. Mam wrażenie Malwino - że z jednej strony w niektórych przypadkach jest się z kimś z wygody, bo jest wyprane, posprzątane, żona chodzi do pracy, a więc jakaś stabilizacja jest - i ja mężowi ów stabilizację w ten sposób zapewniam (jak sądzi psycholog). Ale ja tej stabilizacji od niego nie mam. Jak piszesz-to wygląda jak huśtawka, bawienie sie czyimiś emocjami, nie mogłabym tak w życiu postąpić w stosunku do kochanej osoby. Ale jak widać mamy zupełnie inne spojrzenia. Jestem stłamszona tą sytuacją, czuję się jak w pułapce. Tak jak Anastawia pisała: niskie poczucie wartości i wciąż nadzieja, że on zrozumie, nie pozwoli na to co się dzieje.
Odpowiedzialność zawsze rzucana była na mnie, nawet za błahe rzeczy (nawet moja wina, że jedzenia na imprezie za dużo zamówiłam, przy czym sam widział i konsultował ze mną menu, ale że ja dopinałam sama na ostatni guzik tą kwestię-ja jestem winna). Przykładów takich podawać można by mnóstwo. Z jednej strony mąż nie chce bym za dużo wiedziała o jego życiu, wyjazdach, z drugiej jak przestawałam się dopytywać znów był problem, że mi nie zależy. Mam wrażenie, że niezależnie od tego jaka będę/jestem i tak wszystko robię niewłaściwie.
Jak można ufać facetowi, skoro łapie się go średnio kilka razy w roku na smsowych flirtach, rozmowach o miłości.....a teraz nawet seksie.
Zastanawia mnie też to-dlaczego on kochać się mógłby ze mną codziennie, twierdząc, że go pociągam, podobam mu się, a za moment upust swoim "uczuciom" daje w smsach, oszukując mnie?! Kim ja jestem-zabawką, kochanką, kimś z kim jest mu wygodnie?! Zawsze myślałam, że kocha mnie prawdziwie, że to, że dano nam szanse ponownego życia razem po to by było dobrze-miało być zaufanie, prawdomówność, wzajemny szacunek i zrozumienie.
Nie jestem "świętą" osobą, mam swoje wady i zalety, ale nie zdradzam go, nie przyciszam telefonu, nie widuję się z nikim, mimo, że kiedyś w pewnej sprawie gdy się zeszliśmy okłamałam go. Przyznałam się, przeprosiłam i bardzo żałowałam. A on: coś wytłumaczy, co nie trzyma sie ani ku...ani du... i myśli, że kolejną historyjkę łyknę.
Owszem, nie był trzeźwy , gdy pisał do tej dziwy, ale nie usprawiedliwia to jego postępowania w żaden sposób. A ona-ma wciąż telefon wyłączony, lub zablokowała mój numer....myśli, że ją znajdę, ale nie mam zamiaru tracić na taką zdzirę ani pieniędzy, ani czasu, ani własnego zdrowia.
Oboje są siebie najwyraźniej warci, ale wierzę w to, że zło wyrządzone drugiej osobie, powraca do nas ze zdwojona silą i obu im tego życzę, jeśli doszło do seksu.

Zazdroszczę tym silnym kobietom, które bez wahania podejmują decyzję. Zazdroszczę tym bardziej, bo kiedyś-po liceum, też taka byłam. A teraz jak przepłoszona mysz, nic nie warta, bez szacunku od kochanej osoby, z głową pełną emocji.



Aaaaa i z pewnością niebawem mąż poczyta co tu napisałam i będzie mnóstwo problemów w związku z tym. Ale cóż.....czytaj, czytaj, może kiedyś w końcu zrozumiesz i wcielisz zmiany we własną psychikę i życie, a może i nie...ale to już tylko Twoja sprawa.

Malwina,a może tak napiszesz co TY czujesz?
Ciebie nie ma dziewczyno,jest tylko on,wy!
Obudz sie! Ile jeszcze chcesz trwać w tym chorym układzie?

Eks też czyta i ostatnio wyzwał mnie od kłamliwej świni-ale niestety jego prawda,a moja do różnica przepaści.

PRZEPRASZAM SERDECZNIE-TO MIAŁO BYĆ DO LIWI smile

10 593

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, mój mąż właśnie się wyprowadził do kolegów!
Spakowałam go!
Zabrał swoje rzeczy i pojechał.
Bałam się afery, serce mi waliło jak oszalałe.
Ale odbyło się bez emocji, to znaczy bez kłótni.
Teraz czas mysleć co dalej...

10 594

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To zrobiłaś głośne ufffffffff!

Gratuluję po raz drugi dzisiejszego dnia. smile

10 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dziewczyny, serce mi wali jak oszalałe.
On się właśnie wyprowadza!

To najlepsze co Ci się mogło w obecnej sytuacji przydarzyć.
Teraz gdy zamknie drzwi dopiero dotrze i rzucą się na Ciebie demony...-ja tak miałam.

Ale dałam rade i TY też dasz:)

Ipisz,bo umieram z ciekawości:*

Posty [ 10 531 do 10 595 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 161 162 163 164 165 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026