Pojawiają się wyrzuty sumienia. Wczoraj spakowałam manatki i stałam już w drzwiach, najpierw były błagania, prośby, potem oskarżenia, że co ja robię, co ja wyprawiam, że co on mi takiego robi, potem zaczęło się to zamieniać w "co Ty odwalasz", "będziesz tego żałować", gdzie niby się wyprowadzisz? nie masz dokąd, koleżance na głowie będziesz siedzieć? przecież oni Cię tam nie chcą, nie żartuj, gdzie się zatrzymasz? Powiedz mi gdzie się zatrzymasz?" i skończyło się na moim wyjściu i jego "będziesz tego żałować". Siedziałam 2 godziny na przystanku autobusowym, oglądałam ludzi, życie, myśli przelatywały jedna za drugą, faktycznie, dokąd pójdę, do rodziców? nie mogę, wiem jak przeżywali to co wyprawiał kiedyś, jak mieszkaliśmy u nich, wiem jak byliby zawiedzeni, ojciec przeszedł wtedy nerwicę, widział w jakim jestem stanie. TO gdzie? do hotelu? nie stać mnie, nie utrzymam się, do znajomych? nie zadzwoniłam... to pewnie było jego celem. Po 2 godzinach poddałam się, wzięłam walizkę i wróciłam. Na progu usłyszałam prześmiewcze "ho szybko", co tylko uświadomiło mi że to był kolejny błąd. Wysyczałam tylko żeby przestał mnie gnębić i poszedł sie bawić, bo to wychodzi mu najlepiej jak kogoś krzywdzi, a ze mną nie potrafi nigdzie wyjść. Ale usłyszałam tylko "mogłaś iść sama, żebyś wiedziała że tak zrobię, będę się świetnie bawić. Ostentacyjny dobry humor, bo już gra z kolegą zadowolony w ulubioną grę, nie mogłam tego słuchać, nie mogłam tego pojąć jak można przyjmować dwie twarze, tej która mówi" co? znowu mnie zostawisz?, obarczać mnie winą i zamykać drogi ucieczki" a po mojej wyprowadzce być duszą towarzystwa. Nie mogłam słuchać tej jego zapalczywości i uniesień, tych cholernych dźwięków gry. Wyłączyłam internet , zapdła cisza, cisza której pragnęłam, położyłam się na podłodze. Ale przyszedł z telefonem pod drzwi, bo rozmawiał z kolegą i słyszę jak do niego mówi - wyłączyła mi internet, dlaczego? bo jest złośliwa. TO był początek koszmaru