No i wypowiedział się facet. Full motywująca wypowiedź. Nie warto się nią emocjonować.
Ja znowu zostałam zmanipulowana przez jeszczemęża. Tak, użalam się nad sobą. Ale pozew o rozwód prawie wysłany.
W niedziele było ok, rozwód. Później porzycz kasę. Pożyczyłam głupia. Aha,to,że nie odda,to wiem. Wczoraj, rozwód? Wyprowadzka? A co masz kogoś?! Kasę pożyczyłam, więc już nie musi być miły!
Już niedługo...
10 206 2012-05-08 09:56:10
Podobne tematy
10 207 2012-05-08 10:07:34
Jak będzie coś chciał to będzie miły do bólu, nie daj się zwieźć.
10 208 2012-05-08 11:00:40
Jasne kwitnąco ! co może być kwitnące w tym iż masz zniszczony związek a twoje dzieci żyją w rozbitej rodzinie. Czy taki jest cel kobiety jako żony i matki . Gdyby nie dzieci uciekała byś do innego, albo została sama i nigdy go nie spotkała ale w twoim przypadku jest inaczej. Nie wiem ile lat miałaś jak urodziły się twoje dzieci ale to był koniec twojego życia i twoich spraw a początek życia w grupie. Możesz mi wierzyć że twoje dzieci normalnie się nie wychowają , takie życiowe dramaty odbijają się na nich czy to po nich widać czy nie. Chcesz być kwitnąca , zacznij od ratowania rodziny i męża bo to chyba tak jest rola żony i matki. Na początku zawszę jest pięknie , zawszę świeci słońce , nigdy nie dzieje się źle to z czasem ludzie się potykają o własne życie . On stał się dnem , chyba kiedyś taki nie był! Wszystko można postawić na nogi , nic nie da ci tyle szczęścia co naprawa całej tej sytuacji . Stałaś się silna , potrafisz się przeciwstawić manipulacją to wykorzystaj to wszystko do naprawy a nie do wojny i nie mów że wstydzisz się ojca własnych dzieci bo sama sobie strzelasz w nogę , one mogą się wstydzić matki która nie potrafi pomóc swoje drugiej połowie . A gdybyś została alkoholiczką , robiła byś rzeczy których sama nigdy nie była byś w stanie znieść a mąż by cie zostawił to nie było by sprawiedliwe . Myślę że dasz rade naprawić sowie życie i pokazać że można liczyć na druga osobę mimo wszystko. Powodzenia ! ! ! pamiętaj że miłość nigdy nie umiera a złe emocje mogą ją przysłonić .
Mam zniszczony związek, ale był to chory związek, baaardzo toksyczny. Dzieci cieszą się, że nie ma przy nich ojca. Dzieci dają mi wsparcie w walce z nim. Owszem są skaleczone, skaleczone poprzednią sytuacją czyli życiem w pełnej rodzinie i to patologicznej rodzinie ( niestety teraz to wiem). Zdaję sobie sprawę, iż nie dostały prawidłowego wzorca tzn. małżeństwa partnerskiego. Byłam ja, od wszystkiego i mąż od relaksowania się po pracy. Zdaję sobie sprawę, że dzieci moje przeżyły dramat i koszmar i potrafiłam z nimi o tym rozmawiać i przeprosić je za całą sytuację. Nie dostały tez wzorca ojca. Ojca kochającego, interesującego i zajmującego się nimi.
Właśnie było tak, w małżeństwie nie było mnie i moich potrzeb. Był mąż i dzieci. Piszesz mam ratować ? ale co mam ratować i po co? Nie kocham męża i ja, jak i moje dzieci jesteśmy świadomi, że mąż chciał mojej śmierci. Dzieciaki pytają ojca, jak mogłeś robić to mamie, one są świadome nawet tego, że nie wzywał pomocy kiedy już wiedział co się ze mną dzieje. Wiedzą, jak zachowywał się, bo były tego ŚWIADKAMI. Nie chcą słyszeć o jego powrocie i ogólnie nie chcą o nim słyszeć. Wiem od dzieci, co myślą i czują i zaskoczona byłam słowami młodszego syna (17 lat) ...i nie przytoczę ich i wiele razy po szczerych rozmowach wpadaliśmy sobie w ramiona ze łzami w oczach. To dzieci z przerażeniem w oczach pytały kiedy we wrześniu nocował dwie noce, mamo ojciec zostanie ? rozumiesz, z przerażeniem w oczach i głosie i ja mam zabiegać o jego powrót dla dzieci ? dla rodziny ?
Rola żony i matki ....tak....też tak kiedyś myślałam - matka polka, to jest to kim powinnam być. Powinnam być zaradna, uczynna, utyrana, bez potrzeb . Mąż i dzieci to świętość i to ja jestem dla nich .....to bzdury! To, ze jesteśmy żonami nie znaczy, ze musimy być niewolnicami. Związek to nie więzienie. Dzisiaj widzę "skrzywienie" swojego wyobrażenia o małżeństwie i rodzinie. Nigdy więcej nie będę służącą, gosposią a jeśli kiedykolwiek będę w związku to W PARTNERSKIM ZWIĄZKU. Takie same powinny być przywileje i obowiązki obojga małżonków. A co powiesz o roli męża i ojca? ciekawa jestem ....
Mój ex był dnem, jest dnem i dnem będzie. I ja nie mam ochoty być samobójcą po raz kolejny. Uciekam do przodu i aż kurzy się za mną. Mam naprawiać coś co nie da się naprawić ? Jak mogę nalać wodę do dzbana, który wadę ma, taką fabryczną - nie posiada dna. Zalepiałam dno w dzbanku długo, wlewałam wodę hektolitrami a on pusty był i będzie.
Owszem, gdyby miał chorobę psychiczną, alkoholikiem był, czy kaleką na wózku, owszem walczyłabym o niego, wspierała. Mój małżonek jest psychopatą a to nie jest choroba, nie leczy się tego i mówię z całą odpowiedzialnością POWINIEN RESZTĘ SWOICH DNI SPĘDZIĆ ZA KRATAMI SZPITALA LUB WIĘZIENIA, ALE POWINIEN BYĆ ODIZOLOWANY OD SPOŁECZNOŚCI. Jest zagrożeniem dla innych. Krzywdzi ludzi. Dziś jestem świadoma, ze krzywdzi ludzi naciągając ich na kasę i nie rozumiem jak tyle lat udawało mu się nie ponosić konsekwencji. Jest mistrzem manipulacji i jest bezwzględny.
Ja nie prowadzę wojny z byłym mężem, ja muszę ratować co uratować się da. Jemu życzę szczęścia. Nie dam jednak skrzywdzić mu nas i o to będę walczyć. On mnie nie interesuje. Nawet życzę mu szczęścia i powodzenia. Będzie je miał to i ja alimenty na siebie będę od niego dostawać i uznaję je jako ODSZKODOWANIE za całokształt wspólnego pożycia.
MIłość nigdy nie umiera?.....moja umarła...jestem ŻYWYM dowodem na to, że miłość umiera.
Jestem kwitnąca: nie jestem popychadłem dla nikogo, jestem samodzielną jednostką. Nie muszę słuchać jaka jestem beee, że to co daje to mało i mogę dawać więcej ( sprzątać częściej i dokładniej
). Odróżniam już głupotę od tolerancji. Mam czas dla siebie. Wyostrzył mi sie słuch i wzrok i daje mi to poczucie hmmm... bezpieczeństwa ? rozsądku ? rozwagi ? jakoś tak to czuje
Robię na co mam ochotę, mówię co myślę...jestem wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Nie znam granic szczęścia i nie umiem powiedzieć czy nie mogę byc bardziej szczęśliwa, ale 100% czuje się lepiej bez męża jak z nim. Cieszy mnie tez spokój moich dzieci, nasze relacje. Nadrabiam zaległości w przekazywaniu im obowiązków i nie sa z tego zadowoleni, ale jednak jest między nami więź jakiej wcześniej nie było. Wierzą mi, ufają, szanują mimo całej traumy jaka i ja przecież im zafundowałam. Kocham je jeszcze mocniej, ale i mądrzej.
Oni też są szczęśliwsi w spokojnym domu.
10 209 2012-05-08 11:11:59
Zofio, kwitniesz.:)
10 210 2012-05-08 11:20:46
Musiałam odpowiedzieć na post Norberta i brakuje mi już czasu na opowiedzenie co się u mnie wydarzyło, a wydarzyło się wiele. Dzisiaj mam nadzieję, że będzie ostatnia runda w naszym starciu, starciu małżeńskim. Mam nadzieję, że na deski powalę drania i wygram, wygrać muszę to starcie. MUSZĘ WYGRAĆ !!! .
Proszę trzymajcie za mnie dzisiaj mocno kciuki. Wieczorem dokładnie opiszę sprawę.
10 211 2012-05-08 12:21:32
Trzymam kciuki.
Jesteś nie lada przeciwnikiem Zofio dla takiego nikogo.
Masz siłę, jesteś wielka. Twoja moc rośnie w oczach. Skąd tyle siły u Ciebie?
10 212 2012-05-08 15:32:47
Musiałam odpowiedzieć na post Norberta i brakuje mi już czasu na opowiedzenie co się u mnie wydarzyło, a wydarzyło się wiele. Dzisiaj mam nadzieję, że będzie ostatnia runda w naszym starciu, starciu małżeńskim. Mam nadzieję, że na deski powalę drania i wygram, wygrać muszę to starcie. MUSZĘ WYGRAĆ !!! .
Proszę trzymajcie za mnie dzisiaj mocno kciuki. Wieczorem dokładnie opiszę sprawę.
trzymam kciuki i czekam na wynik!!!
10 213 2012-05-08 21:15:57
Cisza...
Więc ja może zapytam...Dziewczyny,a co z seksem? Co z potrzebami,przecież jesteśmy zdrowymi kobietami...co z płodnymi dniami...kiedy się chce ![]()
10 214 2012-05-08 22:22:22
no i trafiłaś l_ukrecjo właśnie w samo sedno:))
to jedyna rzecz, której mi brakuje:( bo wydawało mi się, że tutaj dogadujemy się doskonale. Ale widocznie tylko mi się tak "widziało" bo druga strona musiała szukać wrażeń gdzie indziej.
A ja nawet jak o tym myślę to nie wyobrażam sobie siebie z innym:(
i za tym tęsknię co wieczór... a tu znikąd pomocy...
10 215 2012-05-09 00:40:16 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-05-09 00:44:22)
Dobry wieczór.
Trochę off topic, ale mam STRASZNĄ ochotę, do Was napisać. Jestem w pierwszej delegacji w moim ,życiu, w ****hotelu, luksus, ten zapach, ten wystrój- klasa! Czuję się, jak milion dolarów:)
Tego mi było trzeba, takiego dopieszczenia all inclusive, rozpusty na cudzy koszt, pysznego jedzenia, ekskluzywnego wnętrza- bez wyrzutów sumienia, że rozpierniczam kasę na zbytki:)
Tak mi dobrze, w końcu zasłużyłam po tej nierównej walce z pychofagiem na dopieszczenie wszelkich zmysłów:) Co prawda dyrektor nie wysłała mnie tu na rekonwalescencję porozdowodwą, ale nie ma pojęcia, jaką przyjemność mi tym sprawił, oj nie ma:)
Co do seksu- no cóż, pierwsze tygodnie były ciężkie, myślałam, że zwariuję. Bardzo lubiłam kochać się z byłym mężem (muszę się skupić by dopisać "byłym", bo jakoś z automatu te słowo mi jeszcze nie przychodzi). A tu nagle "nie pasujemy do siebie", a tu nagle "seks jest czysto fizyczny", aż tu nagle zostałam sama. I co teraz?
Jestem anonimowa, więc polecę po całości i napiszę Wam prawdę. Jestem młoda, w związku z jnm byłam prawie 10 lat. Był moim jedynym mężczyzną, właściwie pod każdym względem.
Nie wiem, kiedy będę w stanie myśleć o tym z kimś innym. Ale nie cierpię na myśl o seksie z innym mężczyzną, w końcu to czysta przyjemność, a jak z psychofagiem umiałam czerpać satysfakcję, to co mi straszne teraz?:) Choć jestem na tyle wrażliwa, ze obawiam się i łez i wyrzutów sumienia,
Jesteśmy póki co same. Ja nigdy wcześniej nic sama ze sobą... bo po 1 jestem dość religijna, po 2 zaczęliśmy się spotykać jako nastolatki i miałam zawsze przy sobie jego, więc jakoś nie przychodziło mi to do głowy...
No ale, sytuacja się zmieniła...:) Potrzeba matką wynalazku, że tak powiem.
Pewnie, że chciałoby się przytulić do kogoś, pocałować, spędzić upojną noc, jesteśmy w końcu zdrowymi kobietami. Brak seksu,brak l_ukrecjo, ale z upływem miesięcy jakby coraz mniej mi to wadzi, coraz rzadziej myślę.Są wieczory, gdy marzę, jednak wolę być sama niż uprawiać seks z kłamcą i don juanem.
10 216 2012-05-09 07:25:46 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-05-09 07:34:28)
Dzięki dziewczyny za miłe słowa.
Jetem smutna, nie zła, ale smutna.
Nie poszło po mojej myśli.
Rozczarowanie lekko przygniata mnie.
Są nowe pomysły na rozwiązanie problemu, ale będzie przy nich gimnastyki sporo.
Nie mam pewności, że uda się pomyślnie załatwić sprawę....dzisiaj nie mam tej pewności.
Niech to wszyscy diabli....płakać mi się chce.
Znowu czuję bezsilność, może nie do końca, ale jednak.
Natłok myśli...nie mogę niczym się zająć.
W mojej głowie kręci się płyta z tym problemem i nie jestem w stanie o niczym innym myśleć.
Tysiące pytań i odpowiedzi. Wiem, spokojnie, spokój mnie uratuje
Sama mówiłam milion razy dzieciom, z każdej sytuacji jest wyjście i ja znajdę je.
Potrzebuję czasu na przetrawienie tematu.
Pogubiłam się w tym co już opisywałam więc jeśli powtórzę się wybaczcie sklerotyczce ![]()
Odbyło się spotkanie męża z synem. Przekazał mu prezent. Miało to być 1150 a wyszło 900 zł. Syn i za to był wdzięczny. Ma własne 900 zł na wakacje, bo za kurs prawa jazdy zapłaciłam ja i moja mama. Doszłam do nich i dokończyłam z exem niedokończoną wcześniej rozmowę.
Potem impreza - drugie urodziny świetnego chłopczyka. Miłe spotkanie z rodziną bliską i bardzo daleką. Bawiłam się dobrze tym bardziej, iż ojciec dziecka nie widziany przeze mnie półtora roku powiedział, ŚWIETNIE wyglądasz. No i jak miało nie być po tych słowach dobrej zabawy, jeśli chłop 35 letni takie rzeczy starej babie mówi
Przy pożegnaniu stwierdził, że podobna jestem ( po zmianie fryzury) do Okupnik, no i jak nie czuć się jak gwiazda skoro mówi, że jestem podobna do Okupnik a nie jej mamy ![]()
W poniedziałek rano zadzwonił ex i był w czytelni, i akta widział, i bilingi, i płyty, i po co to wszystko, przecież on mógł u notariusza potwierdzić swoją winę. Mógł i nawet prosiłam go o to kilka razy i co ? i nic. Prośby zostawały prośbami.
Odwołał wcześniejsze ustalenia. On zarządził zmiany. Wyliczanka co mu zawdzięczam trochę trwała, aż syn nie zdzierżył ( tel. był ustawiony na głośno mówiący) i powiedział co myśli na ten temat. Oczywiście żyjemy za jego pieniądze, które pewnie nam da, ale kiedyś i nie wiadomo kiedy. Był ostry w słowach do syna. Widziałam jak syn denerwuje się....k***wa mać ! że muszę pozwalać na to...muszę patrzeć...
Decyzję podjął i zdania nie zmieni. Zmienił
kiedy usłyszał, że w takim razie składamy ( ja i dzieci) wizytę jej partnerce i mówimy jaka jest prawda i jak rzeczy się mają i na to dowody przedstawimy. Nagle uległ i zdanie zmienił tzn. wrócił do wcześniejszych ustaleń. W tym starciu WYGRAŁAM. Leżał biedak na deskach i już nie rzucał się ![]()
DZień dzisiejszy....wiele emocji i strach. Kolejne starcie...w sumie z nim wygrane ale.....jest ogromne ale. Suma sumarum sprawa nie jest załatwiona. Jutro sprawdzam jak można ją "przeskoczyć" a po powrocie ostro zabieram się za działanie.
Oczywiście w między czasie byłam na herbatce
.
10 217 2012-05-09 08:19:17
Hej dziewczyny. Pytacie co z seksem? Ufff... ktoś zadał to pytanie przede mną. Ja chyba jestem seksoholiczką. Zawsze miłości szukałam...przez seks. Wynika to z potrzby bycia akceptowaną. Przed moim mężem miałam kilku partnerów,jednak mój jeszcze mąż wydawał mi się najlepszy w tej kwestii. Rozmawiałam na ten tem z psycholożką. Mówię jej,że on zawsze się starał żeby mi było dobrze tzn żebym miała orgazm. A tu bach, pani psycholog mówi: orgazm to sprawa czysto techniczna. Czy mąż panią przytula, jest intymność, czuje się pani kobieco?? No prawie się popłakałam, bo nigdy nigdy nie było tej intymności. Bardo brakuje mi seksu, mimo iż minęło kilka m-cy od ostatniego razu. Nie pragnę mojego męża w ogóle. Bardzo pragnę intymności! Mam nadzieję,że kiedyś ją otrzymam... Póki co, zabawiam się sama;)
10 218 2012-05-09 09:48:06
Ja też bardzo lubię seks i to jedyna dziedzina w której się "dogadywaliśmy".
Seks dawał mi poczucie kobiecości i tej magicznej intymności i dlatego po pierwszej "zdradzie" nie zrezygnowałam z niego. O ironio uważałam, że to nas połączy i że (o naiwności moja!) zjednoczy, no bo kurna musi coś do mnie czuć, skoro kocha się ze mną, no nie?
Jasne czuł zwykłą fizjologię, ot całe odkrycie. Trochę mi to zajęło dojście do tak oczywistych i brutalnych wniosków. I jakoś z dnia na dzień ten nasz seks zaczął przypominać zwykłe zaspokojenie potrzeb, zero czułości, o intymności to nie wspomnę, ba nawet rozmów nie było - tak jak kiedyś....
O jeszcze jedno - może dziwnie to zabrzmi, ale zaczęłam czuć, że tanio się "sprzedaję", bo przecież w normalnym związku mąż, partner, kochanek choć trochę musi "zasłużyć", a to dobrym słowem, komplementem, próbuje uwodzić i ja też to lubiłam te podchody, seksowną bieliznę, a po zdradzie już nigdy nie ubrałam się tak specjalnie dla niego, wewnętrznie się zablokowałam... ja wiem, że seks to nie transakcja, coś za coś, ale w moim przypadku po drugiej zdradzie to była próba udowodnienia sobie, że nadal jestem atrakcyjną i pożądaną kobietą, a nie z braku laku dobry kit, no i poza tym tutaj mąż już nie musiał się starać, dlatego napisałam, że tanio się sprzedawałam....
a teraz wiem, że znalazłabym "chętnego" sam raz na jeden raz, ale chyba, nie jestem taka głodna, bo jednak nadal seks lepiej mi smakuje z uczuciami ![]()
10 219 2012-05-09 11:17:19
Trudny temat. Ja jestem bez ok 2 lat, z jednym małym incydentem. Ale już o tym pisałam...
Nie daję rady, płonę, czasem poszłabym wszędzie żeby tylko, ale jeszcze tego nie zrobiłam. Ale nie wiem ile wytrzymam. Skoro tamta strona się nie stara. Ja nie wiem czy on ma świadomość, że chyba prędzej czy później dojdzie do czegoś z kimś i to nie będzie moja wina. Ja mam potrzebę, której on nie widzi. Dla niego problemu nie ma. Kiedy o to zapytam mówi mi, że ja tylko o jednym. No jasne.
Przyczyny nie znam i nie poznam chyba nigdy.
Alę chcę, bo uwielbiam i potrzebuję i mam do tego absolutne prawo.
10 220 2012-05-09 11:31:49
hm... to znaczy,że masz partnera i nie uprawiasz seksu z nim od 2 lat,bo on nie chce, tak? Jeśli tak, to WOW! Ja kilka miesięcy bez i już nie mogę... Ale nie poszłabym narazie z pierwszym lepszym. Przy moim mężu zaniedbałam się, przytyłam, nie jestem gruba ale mam oponkę. Nie czuję się atrakcyjna. Ale wiem,że gdybym pojechała do tego znajomego z UK,który mnie zaprasza, to skończyłoby się to w łóżku. I nawet tego bym chciała, pragnę go bardziej niż jeszczemęża...
10 221 2012-05-09 12:30:24 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-09 12:34:54)
Mnie już różne myśli nachodziły. Nieraz przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Czekam, nie poszłam jeszcze nigdzie. Choć były podejścia. Nie jestem z kamienia. Nie wiem czego on ode mnie oczekuje, czego się spodziewa. To staje się powoli silniejsze ode mnie. Może za ostro jadę. Panuję nad tym, ale nie ukrywam, że mnie to męczy. Starałam się rozmawiać, nieraz płakałam będąc odrzucona. On nie widzi co czyni. Twierdzi, że sam nie wie co się dzieje. Nie ma potrzeby ponoć.
Moje myśli :a może robi to gdzie indziej, a może go nie pociągam, a może ma inną orientację, a może... cholera go wie.
Poszedł do lekarza po wielu bataliach, obiecał to przed wyjazdem na święta, dostał jakieś leki witaminowe. Od stycznia zażył jeden listek, a dwa listki są na miesiąc. Twierdzi, że mu nie przypominam. Kiedy przypominam i tak nie pamięta. Nie chce po prostu, z jakiegoś powodu ma to gdzieś, mnie jednocześnie tak samo.
Upokorzyłam się prosząc o seks, sama się pogrążyłam bo wiele ryzykowałam. Odrzucił, odepchnął. Czułam się okropnie. Ale sama chciałam, sama poprosiłam wiedząc na 90 proc., że nic z tego nie będzie.
Nie był jakimś orłem w te klocki, bo raczej jakoś sam z siebie niewiele razy zaczynał cokolwiek. Raczej w większości było to z mojej inicjatywy. Szkoda, bo było mi z nim najlepiej.
Koleżanka twierdzi, że to jest wyrzeczenie.
No tak, czy on jest w stanie wyrzec się czegoś dla mnie?
Ostatnio było ciężko. Były dni milczenia. Pisałam już, nie wytrzymałam, dostał po twarzy. Nie odzywał się przez tydzień, teraz jest jakby inaczej.
Generalnie kiedy pytam o te tematy odpowiada, że krzyczę. Szkoda, że nie popatrzy na cały mechanizm, na cały proces od prośby do krzyku. Winny się zawsze znajdzie.
Nie jestem z kamienia. Bardzo brakuje mi tej bliskości, przytulanie jest, ale to nie wszystko. Czasem mnie to drażni, przytula mnie jak jakąś emerytkę i nie można liczyć na nic więcej. Brakuje seksu, strasznie.
Mam poczucie zmarnowanego czasu. Ile pięknych chwil mogło być w tym czasie.
10 222 2012-05-09 12:52:55 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-09 16:41:22)
hm... jej, strasznie mi przykro,że tak to u Ciebie wygląda. Wiem jak odrzucenie boli, cholernie boli! Ale to nie jest w żadnym wypadku Twoja wina. Seks jest częścią relacji z partnerem. Jest bardzo ważny, oczywiście jeżeli jest intymność,bliskość. Kiedyś przeczytałam, że: Kobieta jak nie jęczy w nocy, to krzyczy w ciągu dnia;) Coś w tym jest. Trochę to dziwne,że tak jest. Może ma inną orientację seksualną?! Nie obwiniaj siebie! To,że chcesz się kochać to normalne! Podziwiam,że tyle wytrzymałaś! Choć ja też przez prawia siedem lat byłam lojalna wobec mego jeszczemęża, tak teraz chyba już mogła go zdradzić... A jak długo Ty jeszcze wytrzymasz? Dziwne to dla mnie i smutno mi jak sobie pomyślę ile Cię to kosztuje. Myślę,że nie warto tak się poświęcać (sama to jeszcze robię-poświęcam się,ale już coraz mniej)
10 223 2012-05-09 13:18:51
hm... to znaczy,że masz partnera i nie uprawiasz seksu z nim od 2 lat,bo on nie chce, tak? Jeśli tak, to WOW! Ja kilka miesięcy bez i już nie mogę... Ale nie poszłabym narazie z pierwszym lepszym. Przy moim mężu zaniedbałam się, przytyłam, nie jestem gruba ale mam oponkę. Nie czuję się atrakcyjna. Ale wiem,że gdybym pojechała do tego znajomego z UK,który mnie zaprasza, to skończyłoby się to w łóżku. I nawet tego bym chciała, pragnę go bardziej niż jeszczemęża...
a ostatnio cos calkiem innego pisalas.., hmmm? czyli nie tyle shoppping czy relaks ze "starym znajomym" tylko seks Cie tam ciagnal?
Przykro to pisac, ale niektore kobiety same na wlasne zyczenie pakuja sie w klopoty. I w niewlasciwych mezczyzn. A moze takie typy po prostu lgna do siebie?
10 224 2012-05-09 13:26:11 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-09 16:44:53)
Anstawia napisał/a:hm... to znaczy,że masz partnera i nie uprawiasz seksu z nim od 2 lat,bo on nie chce, tak? Jeśli tak, to WOW! Ja kilka miesięcy bez i już nie mogę... Ale nie poszłabym narazie z pierwszym lepszym. Przy moim mężu zaniedbałam się, przytyłam, nie jestem gruba ale mam oponkę. Nie czuję się atrakcyjna. Ale wiem,że gdybym pojechała do tego znajomego z UK,który mnie zaprasza, to skończyłoby się to w łóżku. I nawet tego bym chciała, pragnę go bardziej niż jeszczemęża...
a ostatnio cos calkiem innego pisalas.., hmmm? czyli nie tyle shoppping czy relaks ze "starym znajomym" tylko seks Cie tam ciagnal?
Przykro to pisac, ale niektore kobiety same na wlasne zyczenie pakuja sie w klopoty. I w niewlasciwych mezczyzn. A moze takie typy po prostu lgna do siebie?
Seks to kłopot? Shopping i relaks mnie tam ciągnął. I nawet nie wiem czy ten stary znajomy chciałby pójść ze mną do łóżka. Natomiast wiem,że gdyby była okazja to bym to zrobiła. Ostatnio rozmawiałam z nim rok temu, też mnie zapraszał. Nawet nie pomyślałam o tym żeby tam pojechać, a co dopiero seks. Teraz wydaje mi się,że po prostu bym to chciała zrobić. Kłopoty? Cóż...
Śmiało,napisz mi,że się nie szanuję! Słyszę, to od męża,że się nie szanowałam to i od Ciebie jakoś to zniosę. Tak, prawda mnie boli.
Zacisnę zęby i nogi, poczekam sobie w samotności na królewicza z bajki!! Przecież jesteście pewne,że taki się pojawi?!
Temat seksu jest dla mnie bolesny.
10 225 2012-05-09 14:08:10
Nie musze Ci pisac niczego, o czym juz sama wiesz.
Sam seks to nie klopot ale seks z byle kim, gdzie i jak popadnie, bo juz nie wytrzymuje, to poczatek duzych klopotow. Reszte sama wiesz.
10 226 2012-05-09 14:31:52
Nie musze Ci pisac niczego, o czym juz sama wiesz.
Sam seks to nie klopot ale seks z byle kim, gdzie i jak popadnie, bo juz nie wytrzymuje, to poczatek duzych klopotow. Reszte sama wiesz.
To napisz mi proszę jak według Ciebie powinien wyglądać odpowiedni seks. Ja w tej kwestii nie mam pojęcia...
10 227 2012-05-09 14:44:48
Mussuka napisał/a:Nie musze Ci pisac niczego, o czym juz sama wiesz.
Sam seks to nie klopot ale seks z byle kim, gdzie i jak popadnie, bo juz nie wytrzymuje, to poczatek duzych klopotow. Reszte sama wiesz.To napisz mi proszę jak według Ciebie powinien wyglądać odpowiedni seks. Ja w tej kwestii nie mam pojęcia...
Nie jak a moze z kim i kiedy. Nie z pierwszym lepszym znajomym i nie po to by sobie hormony uspokoic. I nie zdradzajac nikogo w tym procesie. Seks z ktorego wyjdziesz z szacunkiem dla samej siebie i z szacunkiem tej drugiej osoby. O innych doznaniach nie musze rzecz jasna wspominac:)
10 228 2012-05-09 15:20:08
No tak,nikt nie mówił,że będzie łatwo. A ja się dziwie mojemu mężowi,że nie daje rady rzucić jarania. Cóż,czyli przede mną szczęśliwe lata bez seksu...
10 229 2012-05-09 19:08:47
no i trafiłaś l_ukrecjo właśnie w samo sedno:))
to jedyna rzecz, której mi brakuje:( bo wydawało mi się, że tutaj dogadujemy się doskonale. Ale widocznie tylko mi się tak "widziało" bo druga strona musiała szukać wrażeń gdzie indziej.
A ja nawet jak o tym myślę to nie wyobrażam sobie siebie z innym:(
i za tym tęsknię co wieczór... a tu znikąd pomocy...
Ja mam podobnie, nie wyobrażam sobie pójścia do łóżka z kimkolwiek.
Pomoc jest i to sąsiedzka
, dostałam wiele propozycji (nie ukrywam, miło mi było),
ale niestety mam blokadę psychiczną, mam uraz, jestem skaleczona.
Może kiedyś, ale na razie nie ma mowy o seksie.
10 230 2012-05-09 20:15:35
Bardziej niż seksu brakuje mi czułych słówek, miłosnego zaglądania w oczy, przytulania. Byłam do tego przyzwyczajona, dużo tego otrzymywałam i brałam pełnymi garściami. Mój mąż wiele czułości mi okazywał. Nawet w ostatnim czasie kiedy np. kładłam się do łóżka i on nie miał ochoty na seks, słyszałam, przytul się. Przytulałam się więc do jego pleców a on brał moje dłonie i mocno je ściskał, przytulał. Te momenty były dla mnie ważne, czułam się kochana. Do ostatnich dni okazywał mi uczucia, znacznie mniejsze jak kiedyś ale...kurcze za to po alkoholu robił niezłe awantury. Prawd ę mówiąc w końcówce małżeństwa już nie wierzyłam, że miłe słówka są szczere... ehh szkoda nawet wspominać.
Wiem, że kiedy zatęsknię za seksem wybiorę się do sex shopu, przecież jestem dorosła i wpuszczą mnie tam
i wiem, ze coś tam można ciekawego znaleźć ![]()
10 231 2012-05-09 20:26:33
Mnie nikt nigdy nie przytulał, nie mówił czułych słówek, nie prawił komplementów. Czysty, zimny sex. I boję się tego właśnie,że tak naprawdę to nigdy nie będzie ok. Już sama nie wiem co jest najlepsze. Dlatego czasami myślę,że chcę być sama, nie chcę angażować się w żaden związek, bo zawsze będzie coś nie tak. Przykro mi jednak, w wieku 31lat rezygnować z seksu. I czekać na tego wymarzonego księcia z bajki, oddać mu się, a potem znowu się okaże,że trafiłam na palanta jakiegoś. No bo jeżeli to nie ma być znajomy, nieznajomy, tylko partner, to muszę zrezygnować z seksu...
10 232 2012-05-09 22:16:40
A ja się odblokowałam...i...mam ochotę na seks...
Wybawicieli kilku by się znalazło,ale...
Ale się boję.
Jestem nadwrażliwcem.
I co z tego,że ew. umówimy się,że to tylko seks...boję się o swoje uczucia.
A o związku na razie nie ma mowy...
Może mi przejdzie jak miną dni płodne...oby...bo mogę pójść na całość...ech...
10 233 2012-05-10 01:16:16 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-05-10 07:49:59)
Wróciłam z herbatki
.
Poruszyliśmy dzisiaj temat seksu. Powiedziałam, seks dla kobiety nie jest najważniejszy. Zorientował się, napomknął, że dla faceta czułości równie są ważne. Przysiadł się bliżej a ja jakbym kijek połknęła, zesztywniałam cała. Wiem, że za mało go znam, nic o nim nie wiem, właściwie nie znam go. Boję się, ze jeśli obejmę, poklepię - tak dla żartów, on może odczytać inaczej moje intencje. Chciałabym aby znajomość sąsiedzka trwała na stopie koleżeńskiej. Jego zainteresowanie mną, zwyczajnie mnie dowartościowuje. Widzę, że i on jest weselszy i potrafi już się śmiać. Mogę to kontynuować dopóki będzie to dla mnie bezpieczne.
Na wszelki wypadek zacytowałam swoje słowa sprzed kilku lat, jeśli nie będę ze swoim mężem nie będę z żadnym facetem i wytłumaczyć po chwili musiałam , że nie o wielką miłość tu chodzi a o uraz, o zniesmaczenie mężczyznami.
Nasze spotkania to coraz więcej śmiechu , żartów, ale też zwierzanie się z tego co przeżyliśmy w związkach (ja festem małomówna w tej kwestii). Zaproszenie do wspólnego zamieszkania już mam, tylko nie wiem jak mam je rozumieć...przecież mówiłam nie raz, że uraz mam do facetów i za seksem nie tęsknie więc może o pranie i gotowanie chodzi
A tak poważnie to po prostu żartujemy. Żartem jednak nie są jego dotyki moich rąk, ramion. Muszę to wszystko przemyśleć....Jest miło, ale nie chcę czegoś więcej, ale też miło mi, że jest5 mną zainteresowany. DZIEWCZYNY CZY TO MOJE KKZB ODZYWA SIĘ ?
Jutro znowu spotkanie z byłym małżonkiem. Wdzięczna mu jestem, że nie podaje mi ręki na powitanie...gdyby to zrobił nie podałabym mu ręki, brzydziłabym się. Jeszcze kilka spotkań nas czeka, musimy ustalać jak wyjść z kłopotu. Zdecydowanie nie robi on już żadnego wrażenia na mnie. Nie rozumiem jak to się dzieje, że ani złości ani innych emocji we mnie nie wzbudza (poza obrzydzeniem) . Nie rozpatruję go jako byłego, którego darzyłam najpierw miłością, potem złością - została obojętność. Wiem, że kłamczuch z niego i tak go traktuję tzn. nie traktuję jego słów serio. Nie chciałabym jednak dłużej go widywać, wolę spotkania miłe, pełne śmiechu i dobrego czasu. Wiem jaki jest i wiem do czego dąży i mniej więcej wiem jak się zachowa. Traktuję go z marszu jak kogoś obcego. Obcego, z którym nie mam wspólnych tematów a czas nie płynie miło. DZiwne, że jeszcze niedawno był mi tak bliski, teraz jest daleki, obcy. Dobrze, że tak się dzieje, dobrze, ze nie wzdycham, nie rani mnie rozchodzenie się w różne strony. Dobrze też, że nie ma we mnie jadu i złośliwości, bo takie moje zachowanie kosztuje mnie trochę zdrowia.
Poza tym syn skręcił nogę i biedaczek w bandażu elastycznym o kuli chodzi
Do wyjazdu nie jestem jeszcze gotowa, właściwie jestem w proszku. Najważniejsze rzeczy jednak już w walizce leżą : papierosy, kosmetyki, leki, kurtka puchowa i farba do włosów
Jeszcze kilka spraw mam do załatwienia i ogarniecie domu mi zostaje. W sobotę wyjeżdżam.
10 234 2012-05-10 08:09:32
Wróciłam z herbatki
.
Poruszyliśmy dzisiaj temat seksu. Powiedziałam, seks dla kobiety nie jest najważniejszy. Zorientował się, napomknął, że dla faceta czułości równie są ważne. Przysiadł się bliżej a ja jakbym kijek połknęła, zesztywniałam cała. Wiem, że za mało go znam, nic o nim nie wiem, właściwie nie znam go. Boję się, ze jeśli obejmę, poklepię - tak dla żartów, on może odczytać inaczej moje intencje. Chciałabym aby znajomość sąsiedzka trwała na stopie koleżeńskiej. Jego zainteresowanie mną, zwyczajnie mnie dowartościowuje. Widzę, że i on jest weselszy i potrafi już się śmiać. Mogę to kontynuować dopóki będzie to dla mnie bezpieczne.
Na wszelki wypadek zacytowałam swoje słowa sprzed kilku lat, jeśli nie będę ze swoim mężem nie będę z żadnym facetem i wytłumaczyć po chwili musiałam , że nie o wielką miłość tu chodzi a o uraz, o zniesmaczenie mężczyznami.
Nasze spotkania to coraz więcej śmiechu , żartów, ale też zwierzanie się z tego co przeżyliśmy w związkach (ja festem małomówna w tej kwestii). Zaproszenie do wspólnego zamieszkania już mam, tylko nie wiem jak mam je rozumieć...przecież mówiłam nie raz, że uraz mam do facetów i za seksem nie tęsknie więc może o pranie i gotowanie chodziA tak poważnie to po prostu żartujemy. Żartem jednak nie są jego dotyki moich rąk, ramion. Muszę to wszystko przemyśleć....Jest miło, ale nie chcę czegoś więcej, ale też miło mi, że jest5 mną zainteresowany. DZIEWCZYNY CZY TO MOJE KKZB ODZYWA SIĘ ?
Jutro znowu spotkanie z byłym małżonkiem. Wdzięczna mu jestem, że nie podaje mi ręki na powitanie...gdyby to zrobił nie podałabym mu ręki, brzydziłabym się. Jeszcze kilka spotkań nas czeka, musimy ustalać jak wyjść z kłopotu. Zdecydowanie nie robi on już żadnego wrażenia na mnie. Nie rozumiem jak to się dzieje, że ani złości ani innych emocji we mnie nie wzbudza (poza obrzydzeniem) . Nie rozpatruję go jako byłego, którego darzyłam najpierw miłością, potem złością - została obojętność. Wiem, że kłamczuch z niego i tak go traktuję tzn. nie traktuję jego słów serio. Nie chciałabym jednak dłużej go widywać, wolę spotkania miłe, pełne śmiechu i dobrego czasu. Wiem jaki jest i wiem do czego dąży i mniej więcej wiem jak się zachowa. Traktuję go z marszu jak kogoś obcego. Obcego, z którym nie mam wspólnych tematów a czas nie płynie miło. DZiwne, że jeszcze niedawno był mi tak bliski, teraz jest daleki, obcy. Dobrze, że tak się dzieje, dobrze, ze nie wzdycham, nie rani mnie rozchodzenie się w różne strony. Dobrze też, że nie ma we mnie jadu i złośliwości, bo takie moje zachowanie kosztuje mnie trochę zdrowia.
Poza tym syn skręcił nogę i biedaczek w bandażu elastycznym o kuli chodzi![]()
Do wyjazdu nie jestem jeszcze gotowa, właściwie jestem w proszku. Najważniejsze rzeczy jednak już w walizce leżą : papierosy, kosmetyki, leki, kurtka puchowa i farba do włosówJeszcze kilka spraw mam do załatwienia i ogarniecie domu mi zostaje. W sobotę wyjeżdżam.
Bo widzisz droga Zosiu...nas nie kręcą porządni faceci jak Twój sąsiad,nas kręcą dranie (jak mnie ten który się pojawił i kusi mnie jak cholera ). I co z tego,że ja to wszystko wiem? To syndrom KKZB...
10 235 2012-05-10 08:31:44
Mnie nikt nigdy nie przytulał, nie mówił czułych słówek, nie prawił komplementów. Czysty, zimny sex. I boję się tego właśnie,że tak naprawdę to nigdy nie będzie ok. Już sama nie wiem co jest najlepsze. Dlatego czasami myślę,że chcę być sama, nie chcę angażować się w żaden związek, bo zawsze będzie coś nie tak. Przykro mi jednak, w wieku 31lat rezygnować z seksu. I czekać na tego wymarzonego księcia z bajki, oddać mu się, a potem znowu się okaże,że trafiłam na palanta jakiegoś. No bo jeżeli to nie ma być znajomy, nieznajomy, tylko partner, to muszę zrezygnować z seksu...
Mnie do seksu "rozgrzewały" czułe słówka. Bez tego nie miałam ochoty na kochanie się. W ogóle uwielbiałam kiedy mąż mnie adorował i innym mężatkom współczułam kiedy ich mężowie zaledwie kilka lat po ślubie nie robili juz tego. Znajomi obserwując nas myśleli, ze jesteśmy idealną parą.
Kiedyś chciałam w rewanżu zdradzić męża. Byłam gotowa rzucić się na szyję pierwszemu lepszemu i pytać czy mnie chce. Było to moje marzenie a rzeczywistość wyglądała inaczej. Kiedy na moich urodzinach w pubie, chłopak zaczął mnie podrywać od razu powiedziałam, jestem mężatką i to zdradzoną mężatką i nie dałam "pocieszać się " - nigdy męża nie zdradziłam.
Wydaje mi się, ze sprawa seksu to bardzo indywidualna sprawa temperamentu, charakteru. Jeśli ktoś jest wolny a seks jest dla niego ważny to ma prawo do woli go uprawiać i z kim chce ( poza z żonatym/ mężatką).
Ja zdecydowanie nie należę do tych temperamentnych ...a może nie jestem kobietą rozkochaną.
Od męża miałam czułe słówka, komplementy a ogólnie seks na trzy z minusem. Przed nim miałam partnerów więc i porównanie miałam. W łóżku jak i w życiu był egoistą.
Nie, ja nie potępiam kobiet, które pragną zaspokojenia a nawet im zazdroszczę, że mogą czysty, zimny seks bez uczuć uprawiać i czerpać z tego przyjemność.
10 236 2012-05-10 08:39:52
Nie, ja nie potępiam kobiet, które pragną zaspokojenia a nawet im zazdroszczę, że mogą czysty, zimny seks bez uczuć uprawiać i czerpać z tego przyjemność.
a czerpia? Chyba jedynie profesjonalistki, inne kobiety, a z wieloma o tym rozmawialam, jakiejs jednak wiezi czy przynajmniej minimum czulosci oczekuja w lozku. Rytmiczne bzykanie i odwrocenie odwloka po zakonczonej sesji, ew. ubranie sie i wyjscie to chyba nie jest najwiekszy komplement dla zadnej z nas. Przypomina akt mechanicznego wyproznienia a nie kochania sie.
10 237 2012-05-10 08:52:40
Przecież kobieta może czerpać przyjemność z seksu bez zobowiązań. Problem tkwi gdzie indziej, kobieta najczęściej angażuje się uczuciowo. Sam seks jest przyjemny, daje satysfakcję, ale tu chodzi potem o tego faceta. Kobieta najczęściej nie potrafi odzielić uczuć od seksu...
10 238 2012-05-10 08:53:27
Bo widzisz droga Zosiu...nas nie kręcą porządni faceci jak Twój sąsiad,nas kręcą dranie (jak mnie ten który się pojawił i kusi mnie jak cholera ). I co z tego,że ja to wszystko wiem? To syndrom KKZB...
Nie mam pojęcia jaki jest mój sąsiad. Znam go 14 lat a właściwie go nie znam. On mi opowiada wiele o swoim życiu i małżeństwie. Teraz to ja już umiem słuchać i słyszę, że w hokeja grał, na karate chodził i sporo podróżował i sporo pracował. A żona ? W DOMU DZIECI WYCHOWYWAŁA. Jestem z nim szczera i mówię co myślę, w tym temacie również. Rozmawiamy też o ewentualnym jego rozwodzie i podziale majątku i zapewniam Cię, ze nie jest on taki porządny jak myślisz.
Czy kręcą mnie dranie ? chyba tak ...nie, nie wiem, sama nie wiem. Na razie nie kręci mnie żaden, chociaż nie będę ani siebie ani was oszukiwała - miło mi jest, że mężczyzna jest mną zainteresowany. Jednak nie chcę na razie żadnego, ale też nie chcę urwać znajomości, która trwa.
Były propozycje przespania się a nawet zamieszkania razem.
Chyba sama nie wiem czego chcę...chcę zainteresowania i niczego więcej - to chyba chore.
Dobrze, że wyjeżdżam na dwa tygodnie.
10 239 2012-05-10 09:09:36 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-05-10 09:11:47)
Przecież kobieta może czerpać przyjemność z seksu bez zobowiązań. Problem tkwi gdzie indziej, kobieta najczęściej angażuje się uczuciowo. Sam seks jest przyjemny, daje satysfakcję, ale tu chodzi potem o tego faceta. Kobieta najczęściej nie potrafi odzielić uczuć od seksu...
Skoro nie potrafi to niech sobie da na wstrzymanie a nie pakuje sie do lozka, kazdemu co na nia gwizdnie.
Zeby nie bylo, ze swieta zgrywam to wyjasniam z gory - uwielbiam seks. Ale nie zimny, nie pusty, nie dla zaspokojenia czyjejs chuci. Mialam wielu partnerow przed moim mezem ale moze tylko raz czy dwa odczulam niesmak po takiej "sesji" bez zobowiazan. To wlasnie byl ten niewlasciwy zimny seks, ktory niczego przyjemnego mi nie dal. W wiekszosci jednak moi partnerzy byli dla mnie mili, adorowali, starali sie i przed i w trakcie i po. OK, z niektorymi potem bylam dluzej, z innymi krocej, a z paroma juz ani razu ale nigdy nie byl to zimny, obcy stosunek dla samego seksu.
W ostatnich latach mojego malzenstwa seks przestal mnie interesowac, bo nie bylo juz milosci, nie bylo czulosci w ciagu dnia. Nie potrafilam przytuloc sie do osoby, ktora pare godzin wczesniej byla mi wroga czy zimna. Niemal 3 lata trwal moj malzenski celibat ale nie bylo to trudne, ja nie potrzebowalam seksu ani troche. Nawet sadzilam, ze weszlam we wczesniejsza menopauze:) Nic bardziej mylnego.
A stan na dzisiaj? Od dwoch lat kocham sie (nie uprawiam seksu tylko kocham sie) niemal kazdej nocy i czesto tez rano. Jest w naszych aktach tak duzo milosci, czulosci, ciepla, uwielbienia i radosci, ze teraz juz wiem na co bylo warto poczekac. Wiem teraz co znaczy kochac sie z miloscia. To daje nie tylko najwyzsze szczyty doznan fizycznych ale jest tez przepelnione ogromna iloscia przezyc emocjonalnych - prawdziwa mieszanka wybuchowa. Bezcenna, szczegolnie dla kobiet.
10 240 2012-05-10 09:23:33
A stan na dzisiaj? Od dwoch lat kocham sie (nie uprawiam seksu tylko kocham sie) niemal kazdej nocy i czesto tez rano. Jest w naszych aktach tak duzo milosci, czulosci, ciepla, uwielbienia i radosci, ze teraz juz wiem na co bylo warto poczekac. Wiem teraz co znaczy kochac sie z miloscia. To daje nie tylko najwyzsze szczyty doznan fizycznych ale jest tez przepelnione ogromna iloscia przezyc emocjonalnych - prawdziwa mieszanka wybuchowa. Bezcenna, szczegolnie dla kobiet.
Oj Mussuko, niedobra kobieto
tylko w zły humor ludzi wpędzasz (żarcik) pozdrawiam ![]()
10 241 2012-05-10 09:40:47
ankinom, a czemu zly?:) przeciez napisalam, ze na taka milosc i seks warto poczekac:)) to przeciez optymistyczny akcent mojego postu:)
dzis moje.."naste" urodziny i nigdy wczesniej nie obudzilam sie tak szczesliwa jak dzis. Ale nie napisze dlaczego, slodka tajemnica:)
10 242 2012-05-10 09:49:41
Massuka wszystkiego naj z okazji urodzin. Zazdroszczę "kochania się",nie wiem jak to jest...
10 243 2012-05-10 09:50:05
A napisz no...:)
Wszystkiego naj...
10 244 2012-05-10 09:53:23
hm... jej, strasznie mi przykro,że tak to u Ciebie wygląda. Wiem jak odrzucenie boli, cholernie boli! Ale to nie jest w żadnym wypadku Twoja wina. Seks jest częścią relacji z partnerem. Jest bardzo ważny, oczywiście jeżeli jest intymność,bliskość. Kiedyś przeczytałam, że: Kobieta jak nie jęczy w nocy, to krzyczy w ciągu dnia;) Coś w tym jest. Trochę to dziwne,że tak jest. Może ma inną orientację seksualną?! Nie obwiniaj siebie! To,że chcesz się kochać to normalne! Podziwiam,że tyle wytrzymałaś! Choć ja też przez prawia siedem lat byłam lojalna wobec mego jeszczemęża, tak teraz chyba już mogła go zdradzić... A jak długo Ty jeszcze wytrzymasz? Dziwne to dla mnie i smutno mi jak sobie pomyślę ile Cię to kosztuje. Myślę,że nie warto tak się poświęcać (sama to jeszcze robię-poświęcam się,ale już coraz mniej)
Nie obwiniam siebie, bo widzę, że on jest niepoważny i nieodpowiedzialny. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Może wcale. Czasu mało, w przeciwnym wypadku pewnie coś by się działo już.
10 245 2012-05-10 09:56:17
Temat seksu jest dla mnie bolesny.
Dla mnie też.
I nie mogę zrozumieć jak on może milczeć i starać się odwracać kota do góry ogonem, kiedy ten temat poruszam.
10 246 2012-05-10 09:57:47
Anstawia napisał/a:Mussuka napisał/a:Nie musze Ci pisac niczego, o czym juz sama wiesz.
Sam seks to nie klopot ale seks z byle kim, gdzie i jak popadnie, bo juz nie wytrzymuje, to poczatek duzych klopotow. Reszte sama wiesz.To napisz mi proszę jak według Ciebie powinien wyglądać odpowiedni seks. Ja w tej kwestii nie mam pojęcia...
Nie jak a moze z kim i kiedy. Nie z pierwszym lepszym znajomym i nie po to by sobie hormony uspokoic. I nie zdradzajac nikogo w tym procesie. Seks z ktorego wyjdziesz z szacunkiem dla samej siebie i z szacunkiem tej drugiej osoby. O innych doznaniach nie musze rzecz jasna wspominac:)
To jest klucz chyba.
Mnie blokuje to, że ja nie chcę byle gdzie i z ble kim, dla mnie to coś więcej niż tylko..
10 247 2012-05-10 10:04:00 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-05-10 10:05:57)
Dziekuje Wam za zyczenia:) Sama to chcialam nawet zapomniec o tych nieszczesnych urodzinach, ale moj kochany juz wczoraj zaczal obdarowywac mnie wiec sie nie dalo puscic w niepamiec:)
I wcale nie dostalam brylantow, futra, zlotych wisiorow czy innych drogocennych (w sensie pienieznym) prezentow. Kupil mi wczoraj roze. Bo wie, ze je kocham i ze chce miec ich jak najwiecej w ogrodzie (cokolwiek tu przezyje;). Wiec kupil mi roze..do wsadzenia i razem je wczoraj posadzilismy, na pamiatke tych urodzin. Krzaczaste i pnace, takie jak lubie najbardziej.
Dzis obudzilam sie o piatej rano i pierwsze co uslyszalam do ucha to wszystkiego najlepszego kochanie..potem bylo to niecenzuralne "cos", a nastepnie dal mi..nasze zdjecie w ramce - zdjecie zrobione pierwszego dnia po jego przyjezdzie do mnie tutaj. Ja juz zapomnialam jak to wtedy bylo i to zdjecie mi wszystko odswiezylo. Super prezent! Stoi teraz na mojej szafce nocnej.
Potem pilismy kawe w lozku i do siodmej gadalismy co juz bylo i co jeszcze nas czeka razem w przyszlosci. Wiem, ze jeszcze szykuje cos na popoludnie ale ten ranek, taki spokojny, wolny, przyjazny, czuly byl dla mnie najlepszym prezentem urodzinowym. Nie ma nic cenniejszego niz obudzic sie obok ukochanego mezczyzny i zobaczyc w jego oczach to co ja dzis widzialam.
Ech, rozmarzylam sie.Czas wziac sie do roboty, bo ta ma gdzies wszelkie rocznice:)
10 248 2012-05-10 10:11:38
Witam
Mussuka wszystkiego naj ![]()
Widzę że nie tylko ja mam ten problem
Sex oj ![]()
8 lat temu myślałam że takie związki bez zobowiązań istnieją dziś już wiem że to mrzonka - miało być krótko ,miło a zmieniło się w regularny związek i doszło uczucie 2 razy kończyłam związek definitywnie rok temu i odchorowaliśmy to oboje .
do dnia dzisiejszego się przyjaźnimy ale jest to już przyjaźń bez świadczeń .
Od tego czasu unikam związków jak diabeł święconej wody sex zszedł na dalszy plan .
Mam poukładane życie były małżonek mnie nie nachodzi kontakt jest czasem listowny bo są dzieci .
Skończyły się życiowe zawirowania a ja dalej jestem na NIE.
Panowie krążą koło mnie a ja nie czuję się zainteresowana chyba coś ze mną nie tak ![]()
10 249 2012-05-10 10:25:45
Oj Mussuko, a ja już uwierzyłam, że takie zachowania to są tylko w filmach.
U mnie zbiegania o względy raczej nie ma. Nie mówię o sobie. Ja się starałam, ale widząc, że nie przynosi to żadnego efektu nie mam już ochoty dłużej tego robić.
Przytulanie, mizianie i głaskanie, pisałam już jak emeryci lub nastolatkowie. Ja mam inną potrzebę, wszystko ok, ale brakuje mi tu sporo jeszcze. Jestem powoli jak bomba zegarowa, były już drobne wybuchy. Raz w miesiącu wystrzeliwuję torpedę i staram się rozmawiać, ale narażam się tylko na jego śmieszność. On ze mnie kpi po prostu. Cycek.
Przykre jest to, że było dobrze i wiem na co go stać, nagle mu przeszło?
10 250 2012-05-10 10:38:55
A i tak pewnie wszystko moja wina. No bo cóż przyzna się to, że z nim jest coś nie tak. A ja właśnie tej szczerości bym oczekiwała. Słowa prawdy. Ja chciałam pomóc i myślę, że jeśli chodzi o jakieś zdrowotne rzeczy to problem jest do przeskoczenia, tylko trzeba chcieć.
Ale lepiej odwracać kota i mówić, że ja tylko o sprzątaniu, że zamiast tego mogłabym coś innego robić, i w ogóle, że jak zobaczyłam pierwszy raz bałagan w jego pokoju to czemu nie powiedziałam, że nie wejdę, bo tam jest syf, to by wiedział wtedy że jestem nienormalna. Dosłownie takich słów użył. I to jest cały interes. Cały pieprzony niby związek.
Odzywa się znowu i jest to samo. Pies nagryzie, ja chora jestem, nie mam siły i powrót z rozrywki. To samo. Ja nie wymagam wiele tylko tego koło siebie, ale dla niego to i tak zbyt wiele. Twierdzi, że jego obowiązkiem jest gitara i dyskusje stają na pograniczu pieprzenia z bredzeniem. Ot co. Nie jest to człowiek z którym można dojść o jakiegokolwiek porozumienia. Jak mu się chce zrobi, ale to góra raz w tygodniu. Dwa razy to zbyt wiele.
Pod koniec czerwca wynoszę się o matki popilnować mieszkania bo wyjeżdża. Jest to głupie, bo dlaczego ja mam z dzieckiem być na posyłki. Waśnie taka do pomiatania istota ze mnie, znaczy matka tak chce mną manipulować. A z drugiej strony wyniosę się od tego idioty. On mówi, że spokój będzie miał przynajmniej. No i co?
10 251 2012-05-10 10:47:44
hm, to jest zycie czy meczarnia? Zycie mlodej kobiety czy gehenna?
pomysl z przeprowadzka do mamy jest idealny w takich warunkach. Moze da Ci czas przemyslec, czy jest do czego i kogo wracac.
10 252 2012-05-10 10:49:22
Wiecie ja nie chcę iść do mamy, bo ona na dłuższą metę jest mimo wszystko nie do wytrzymania.
Wczoraj się zdenerwowała i rzucała kur..mi na wszystkie strony i innymi takimi i to przy dziecku. Ona tak reaguje bez żadnego opanowania. I mieszkaj tu z taką. Albo sobie frajera przyprowadzi i każe nam siedzieć w drugim pokoju. Nie muszę pisać co słychać. Kiedyś byłam u niej, na początku afery małżeńskiej i tak właśnie zrobiła. Ja całe życie takie miałam, kiedy mieszkałam z nią jako dziewczynka. Dlatego spierniczałam stamtąd w wieku 17 lat aż się za mną kurzyło. I dalsze koleje losu są tego następstwem. Ja się brzydzę korzystać u niej z łazienki i jej także się brzydzę, mimo, że mamy kontakt i pozwalam jej pomagać przy dziecku. Jakoś to się udaje.
Nie siedziałam w wannie od jakichś 14 lat chyba. Taki mam uraz, po tym co tam wyrabiała. Obrzydliwe to jest.
10 253 2012-05-10 10:51:33
hm, to jest zycie czy meczarnia? Zycie mlodej kobiety czy gehenna?
pomysl z przeprowadzka do mamy jest idealny w takich warunkach. Moze da Ci czas przemyslec, czy jest do czego i kogo wracac.
Ja tak myślę. Przeżyję może jakoś te trzy tygodnie, a potem zobaczę co dalej.
10 254 2012-05-10 10:56:22
Wiecie ja nie chcę iść do mamy, bo ona na dłuższą metę jest mimo wszystko nie do wytrzymania.
Wczoraj się zdenerwowała i rzucała kur..mi na wszystkie strony i innymi takimi i to przy dziecku. Ona tak reaguje bez żadnego opanowania. I mieszkaj tu z taką. Albo sobie frajera przyprowadzi i każe nam siedzieć w drugim pokoju. Nie muszę pisać co słychać. Kiedyś byłam u niej, na początku afery małżeńskiej i tak właśnie zrobiła. Ja całe życie takie miałam, kiedy mieszkałam z nią jako dziewczynka. Dlatego spierniczałam stamtąd w wieku 17 lat aż się za mną kurzyło. I dalsze koleje losu są tego następstwem. Ja się brzydzę korzystać u niej z łazienki i jej także się brzydzę, mimo, że mamy kontakt i pozwalam jej pomagać przy dziecku. Jakoś to się udaje.
Nie siedziałam w wannie od jakichś 14 lat chyba. Taki mam uraz, po tym co tam wyrabiała. Obrzydliwe to jest.
o kurde, to rzeczywiscie nieciekawie. Wcale nie musisz doniej isc jak nie chcesz. A nie masz NIKOGO, kolezanki, ciotki, kogokolwiek, dokad moglabys na jakis czas sie przeprowadzic i odpoczac?
wspolczuje takiego dziecinstwa..to juz moje baty byly lepsze.
10 255 2012-05-10 10:57:54
Mussuko nie mam.
Jakbym zarobiła na tyle, żeby móc mieszkać sama, ale taka rata, że... Jeszcze dwa lata.
Rozumiesz mnie teraz choć trochę?
Najgorsze, że on wie, że nie mam dokąd pójść i po mnie jeździ.
10 256 2012-05-10 11:25:03
ankinom, a czemu zly?:) przeciez napisalam, ze na taka milosc i seks warto poczekac:)) to przeciez optymistyczny akcent mojego postu:)
dzis moje.."naste" urodziny i nigdy wczesniej nie obudzilam sie tak szczesliwa jak dzis. Ale nie napisze dlaczego, slodka tajemnica:)
"zły" to tak przekornie ![]()
Oj już ja tam wiem co to za tajemnica
i z okazji Twojego święta życzę 1000 lat przeżywanie tej "słodkiej tajemnicy"
![]()
10 257 2012-05-10 11:32:58
Mussuko nie mam.
Jakbym zarobiła na tyle, żeby móc mieszkać sama, ale taka rata, że... Jeszcze dwa lata.
Rozumiesz mnie teraz choć trochę?
Najgorsze, że on wie, że nie mam dokąd pójść i po mnie jeździ.
skoro musisz przemeczyc sie te dwa lata no to wytrzymaj jakos. Ale na jazde po sobie nie musisz mu pozwalac. Czy jego nie da sie zwyczajnie zignorowac?
10 258 2012-05-10 11:54:07 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-10 12:04:52)
No da się, ale jest złośliwy.
Nic nie zrobi koło siebie. Wylezie z wanny, wanny nie opłuka, podłogę wybrudzi i zostawi. O takie rzeczy chodzi. Pies mu buty gryzie, pełno śmieci na podłodze. Powiedział, jak ci przeszkadza to se posprzątaj.
Ja w gnoju odpoczywać nie potrafię.
Nie da się nic wyegzekwować, ani groźbą, ani prośbą. A utrudnia mi życie po prostu.
Oprócz tego kasa. On z wypłatą ma zawirowania, bo ma niewypłacone za miesiąc wstecz, a ja żeby mieć grosz muszę zaliczki brać i jestem na zero, albo nawet pewnie na minusie nieraz. Albo babcia mi pomoże. On się martwić nie musi. Nieraz przez 3 tygodnie go nie wypłacili i nic. On twierdzi, że nie ma co awantury robić, no pewnie.
A ja mam na życie może z 800 złotych po odjęciu raty i karty na autobus, choć droższą powinnam kupować. Nie mam nieraz skąd już wziąć. To mnie pogrąża tylko.
On mówi, że nie ma sobie głowy co zawracać rzeczami na które nie mamy wpływu, może tutaj też twierdzi, że nie ma. Ale na papierosy to by chciał. Paranoja jakaś. I wciąż gorzej.
Ja myślę, że jak spłacę kredyt to i tak mnie na mieszkanie nie będzie stać.
Nie mam pomocy więc i czasu na nic. A tu komornik jeszcze wisi nade mną, aż się myśleć o tym nie chce.
A ojciec dziecka się buja. Autko sobie kupił ostatnio z lafiryndą. Stwierdził, że im się uzbierało 16 ponad tys.. A jak poruszyłam temat komunii na początku roku to twierdził, że zrobi u siebie w domu bo go nie stać. Nie stać go żeby braci do restauracji zaprosić. Więc nie będzie nikogo z jego rodziny. Już pomijam, że chciał zrobić komunię u siebie w domu z lafiryndą gdzie dla nikogo innego nie byłoby miejsca. Szkoda słów. Kochający tatuś.
A kiedy byliśmy razem na nic nas stać nie było. Wszystko na kredyt. Autko kupił a kredytów swoich nie płaci, na szczęście ten za który ja odpowiadam płaci, choć nieraz straszył, że nie będzie jak mu dziecko zabiorę.
10 259 2012-05-10 12:00:30
hm... miałam podobnie obrzydliwy typ a jeszcze chce aby brud za nim całować bo stóp nie znajdziesz w tonie śmieci brrry
pomęczyłam się teraz jestem na swoim choć długo na to czekałam .
Przemyśl inne alternatywy - mieszkanie z urzędu ?
10 260 2012-05-10 12:06:55
NO może, ale rozwodu nie mam jeszcze. Ale za co? Z czego ja rachunki zapłacę. Masakra jakaś. Zrobienie plomby w zębie mnie przerasta a co dopiero. Nie daję rady. Największa zmora to pieniądze.
10 261 2012-05-10 12:20:59 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-05-10 15:53:37)
zofia282 napisał/a:Nie, ja nie potępiam kobiet, które pragną zaspokojenia a nawet im zazdroszczę, że mogą czysty, zimny seks bez uczuć uprawiać i czerpać z tego przyjemność.
a czerpia? Chyba jedynie profesjonalistki, inne kobiety, a z wieloma o tym rozmawialam, jakiejs jednak wiezi czy przynajmniej minimum czulosci oczekuja w lozku. Rytmiczne bzykanie i odwrocenie odwloka po zakonczonej sesji, ew. ubranie sie i wyjscie to chyba nie jest najwiekszy komplement dla zadnej z nas. Przypomina akt mechanicznego wyproznienia a nie kochania sie.
ja też tak to czuję i widzę
ale może inne mają inne odczucia i ten odwłok nie jest już im po wypróżnieniu potrzebny ![]()
Ja również ten akt nazywałam "kochaniem się " a i nie znosiłam szybkich numerków, bo one były tylko bzykaniem i nie miały nic wspólnego z oddawaniem się z miłości.
Mussuko doczytałam, ze dzisiaj Twoje święto. Wszystkiego najlepszego i obyś zawsze tak szczęśliwa była jak dzisiaj jesteś
.
Buziaki.
10 262 2012-05-10 12:25:28
Sama się dołujesz separacje można szybciej załatwić ja mam jedną wypłatę i to najniższą krajową na nas 3 duże opłaty i raty a do tego tatulek alimentów nie płaci a daje rade .Dorabiam do wypłaty i załatwiłam dofinansowanie do mieszkania i żyję skromnie nie na granicy ubóstwa po prostu skromnie biedy nie mam a do tego pomagam finansowo synowi .
Dasz radę tylko pomyśl o sobie - dam radę a nie sama sobie dokopuj .
My kobiety wbrew pozorów potrafimy dać sobie radę same ale musimy uwierzyć we własne siły .
W moim domu już nie żądzą pilot
i facet .
10 263 2012-05-10 12:28:21 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-10 12:29:59)
Ja się staram, nie mam wyjścia. Dodatkowe zajęcie sobie zorganizowałam, ale na razie się nie kręci za bardzo. Ja mam zatrudnienie na pół etatu, a siedzę cały i w każdą sobotę.
Ale nie mam, wiecznie na nic. Cokolwiek to nie ma.
10 264 2012-05-10 12:43:03 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2012-05-10 12:46:03)
Dla chcącego nic trudnego wierz mi też miałam długo opory i bałam się że nie dam rady a jednak dałam i dalej daje .
Cud nie to nie cud ale wiara .
Sama z trojgiem dzieci długami no mowy nie ma nie dam rady (długi męża") wystąpiłam o rozwód byłam w pierwszym trymestrze ciąży z najmłodsza gdy się urodziła sąd orzekł dla ,,Jej "dobra separacje która trwa do dziś ,miesiąc temu wystąpiłam o rozwód czekam na dzień rozprawy .
Jak sama widzisz tez nie byłam wolna od obaw i wątpliwości znosiłam humorki i wyzwiska z normalnej obawy .
Ale kiedyś strach przejdzie i uznasz że sama spieprzyłaś parę lat życia na irracjonalny wtedy uzasadniony strach .
Łatwo jest radzić komuś trudniej samemu skorzystać z własnych rad ja w końcu zrobiłam odwrotnie skorzystałam z własnej rady ale też przestałam radzić innym każdy z nas musi przejść własny proces dojrzewania i w swoim tempie .
Każdy jest kowalem własnego losu tylko czasem brak sił aby podnieść młot puki żelazo gorące i coś z nim zrobić.
Głowa do góry znajdziesz siły aby wykuc to żelazo i rąk nie poparzyć ![]()
10 265 2012-05-10 12:47:07 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-10 12:49:45)
Ja się z tym kowalem nie zgadzam. Starałam się nie raz i wszystko było przeciw mnie.
Ja już raz odeszłam bez niczego, bez pracy. Byłam nawet bez dziecka przez jakiś czas. Ale już mam małego przy sobie. Pisałam o tym wcześniej. A teraz jest kolejny nieudany związek. I znów. Ja już zmarnowałam kilka lat.
Czasem tak jest, że choćby nie wiem co nie uda się.
10 266 2012-05-10 12:58:16 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-10 12:59:20)
Mimo wszystko jest we mnie nadzieja. Ja cały czas liczę, że się coś zmieni, rozglądam się to tu, to tam. Ale nieraz nie mogę. Jestem zablokowana. Nie potrafię usiąść w domu w tym nieładzie cholernym i popracować nad materiałami do egzaminu, nie mogę.
I widzę jak wszystkim się udaje, nie wierzą więc ich i przekonuję i przegaduje. I zmienia się rzeczywiście. U mnie nic.
10 267 2012-05-10 12:59:35
no to co zamierzasz z tym zrobic? Polozyc sie i czekac na powolna smierc?
Ja sie z Anula zgadzam, trzeba brac zycie we wlasne rece. Nie bedzie latwo, nie bedzie wszystko od razu ale siedzac i placzac niczego nie zmienisz.
Trzeba chciec i trzeba wreszcie pupe z fotela podniesc i isc, prosic, pytac, pisac, dzwonic, wlazic oknem i drzwiami i walczyc o swoje. Albo tak jak pisalam, dac juz sobie spokoj z wszystkim i kwatere wykupic.
Sa mieszkania urzedowe, sa kursy doksztalcajace, sa na pewno dodatkowe prace nawet w malym miescie, opieka, sprzatanie, jak nie tu to moze gdzie indziej. Masz komputer, nasz Internet - to jest ogromne okno na swiat. W czasach mojej mlodosci byla gazeta, olowek i telefon stacjonarny. I kryzys tez byl i to niemaly.
10 268 2012-05-10 13:01:52 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2012-05-10 13:06:02)
chyba jednak wiem dlaczego unikam związków jak diabeł święconej wody .
Żeby nie wpakować się w kolejne bagno tyle że z moją naturą jest mi łatwiej znosić samotność .
Choć ani dzieci ani przyjaciele nie pochwalają mojego podejścia to jednak nikt nie stara swatać mnie na siłę bo nic to nie da.
Też dojrzewam ale nie żeby uciekać ze związku ale pójść chodź na randkę ale jak słyszę jaki ja bym był dla ciebie i jaki- nogi za pas i milion innych spraw byle nie kolejna randka z księciem nawet numeru telefonu nie zostawiam .
Może masz tego pecha że wybierasz ten sam rodzaj mężczyzn ?
Mussuka za moich czasów było to samo a jednak jesteśmy bardziej przystosowane jak młodsze pokolenie do samodzielności i nic nie robienia
Bardziej odporne na stres i niepowodzenie .
10 269 2012-05-10 13:03:29 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-10 13:12:21)
Mussuko ja nie siedzę i płaczę tylko pisze jak u mnie jest.
Ja wstaję o 5.30 jadę z małym do szkoły godzinę. Pracę zaczynam o 9, kończę przed 17. Jadę do szkoły i godzinę do domu. jestem tam o 18, 19.
W sobotę wracam z pracy o 15. Muszę małego przypilnować, zrobić coś do jedzenia i nieraz idę spać o 12, 1. Kiedy reszta?
Rozwód w trakcie, trzeba to zakończyć.
A w domu zero pomocy, jak przeszkadza to zrobić po brudasie śmierdzącym. To nie jest życie.
Żeby starać się o mieszkanie z urzędu trzeba być po rozwodzie lub mieć przyznaną opiekę chociaż. A ja muszę na to czekać.
10 270 2012-05-10 13:09:57
Ja nie mam dziecka co drugi weekend, Mnie nikt nie pomoże. Nikt małego nie przypilnuje, żaby zadanie zrobił, wierszyka się nauczył. Nieraz babcia go odbiera i owszem zadanie zrobi, ale nic więcej. Ja czasem zasypiam na siedząco wcześniej niż on. Nieraz do 22 muszę się nagadać żeby coś napisał, bo on nie będzie, bo tatuś mu do głowy wbija, że brzydko pisze. Nieraz szlak mnie chce trafić. I nic nie pomaga.