netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 069 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 154 155 156 157 158 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 076 do 10 140 z 26 310 ]

10 076

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Takie weekendy w trudnej sytuacji czy to psychicznej czy to fizycznej czy finansowej ciężkie są.
Zofio masz mnóstwo pogody ducha, aż miło. I ciepła tyle.
Mnóstwo energii w Tobie, energii do życia mimo wszystko.

Dzięki hm... smile staram się bardzo zachować pogodę ducha mimo wszystko smile
Energia do życia jest, ale był moment, że ją straciłam. Kiedy jestem w dołku, jestem bez energii, ale głowa intensywnie pracuje. Wystarczy jeden pomysł na krok do przodu i cała energia wraca. Łapię power i działam. Nie lubię czuć się bezsilna. Bezsilność mnie zabija, jestem człowiekiem czynu. Mam dosyć życia w niepewności w uzależnieniu w dezorientacji i destrukcji. Teraz wzięłam życie w swoje ręce więc działam smile i naprawiam, ratuję co da się uratować smile i dodać muszę, ze myśl "zero toksyny" jest miłą mojemu sercu myślą smile

Ja widzę, że Ty jesteś na wierzchu, ponad to. Są wzloty i upadki, ale nie osłabiają Cie już tak bardzo. Wiesz co jest najważniejsze i to Cię ciągnie do przodu. Podziwiam, bo ja czasem nie widzę sensu. Nie wierzę, że materialnie odbiję się do góry, że odżyję. To taka egzystencja, jest bo być musi.

10 077

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Mam artykuł, w którym prawnik pisze, że jeśli żona nie wiedziała o długach męża, jeśli ten zaciągał je w tajemnicy przed nią, to ona zwolniona jest od odpowiedzialności za nie. Mam kochana w ręku na to dowody, mam dowody, iż wszystko robił bez mojej wiedzy. Będę walczyć i o zwolnienie mnie z płacenia za niego. I niech czyta i niech wie, ze nie jestem już tą bezwolną kobietą żyjącą na kolanach.

Zofio, ja tam wyżej o to Ciebie pytałam. To jest ustawa, która weszła 1 stycznia 2005 roku. Od tego momentu właśnie żona nie ma odpowiedzialności, jeśli nie podpisała, jeśli nie wiedziała.

10 078

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Podziwiam Zofię za to, że widzi sens, że się nie poddaje, że chce działa. To niesamowite.

10 079

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I dzięki Bogu za Zosię!!! smile
Bo my tu same byśmy się zaryczały z poczucia winy i wg.
Zosiu- :****

10 080

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zosiu jesteś wielka.
My też będziemy, tylko to potrwa.
Czytam i uczę się. Dzięki wielkie smile

10 081

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

weekend się zaczął, a ja jutro jadę do teścia:) on czeka na wnuki. podejrzewam, że obojętnie kto mu je dostarczy ja czy synuś. Ale syneczek woli inne rozrywki. Tak więc jadę na majówkę. Jak co roku. Jakby nigdy nic. No, tylko środek transportu się zmienił. Musze zapakować się z dziećmi do pociągu. Ale damy radę.
JAk to jest, że każde spotkanie z tym jmężem wywołuje u mnie dół emocjonalny? Wziął dzisiaj córkę na basen a otem sms, że on ją odstawia za 20 minut.
A co to rzecz jakaś? Nie omieszkałam mu tego napisać oraz, że JA  będę za godzinę. Więc sobie czekał pod blokiem z córą.
I musiałam go widzieć.
Bo on na grilla jedzie. Do kolegi. I po co opowiada o tym ośmiolatce?
Tatuś zakichany.
Jakoś nie przypominam sobie, żeby miał takich super kolegów. No ale ja nie paliłam, więc nie nadawałam się do towarzystwa. A teraz mogą się sobą chwalić przed swoim towarzystwem. Mam nadzieję, że dziś tak się spali, że mu nie stanie, a jutro spędzi dzień z bolącą łepetyną.

Przed odejściem usłyszałam - my mamy inne priorytety życiowe i on rezygnuje ze mnie, nie z dzieci. Dyrdymały.
No pewnie, że inne - ja chcę wychować dzieci na szczęśliwe osoby, zapewnić im bezpieczeństwo, poczucie miłości, ciepło rodzinne, a dla niego liczy się zabawa - tzn - jaranie, wkładanie fujary 3 razy dziennie i wszystkie wychudzone kobiety z opalenizną typu - solarium -moim drugim domem. No i gdzie tu miejsce na te jego dzieci?  w przelocie 3 razy w tygodniu po 3 godziny....
Resztą zajmie się ich mama.
Znów usłyszałam od teściowej - nie ta, byłaby inna, znalazła się taka co nie ma rodziny, akceptuje go  w pełni,  po główce głaszcze i jeszcze pewnie słodzi jaki to on jest odpowiedzialny tatuś bo z dziećmi kontakt utrzymuje i alimenty płaci.
Kurczę, jeszcze trochę i może ja uwierzę, że przecież tak na prawdę to nic się nie stało i o co ja mam pretensje, przecież on mnie nie kocha... więc jest wszystko ok.
Tak można. Wszystko jest w jak najlepszym porządku...
Ale jutro wyściskam się z jego babciami, a potem usiądę w cieniu z książką w ręce i z dobrą herbatą. A co.

życzę Wam odpoczynku. Jak wrócę, to będę nadrabiać zaległości w czytaniu.

10 082

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jeżeli chodzi Ci o to,czy to ja przyczyniłam się do tych długów- NIE. Natomiast są to zaległości opłat, media itp. Wyniknęły z tego,że on nie ma stałych dochodów. Nigdy nie wiadomo kiedy będzie miał zlecenie, kiedy wypłatę. I on się nie zmieni,ani tego nie zmieni. Po prostu muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Poświęcę się ale nie będę opłacać już jego rachunków. Chociaż czynsz,prąd gaz to i tak jest wspólne... Szlag mnie trafia,bo wiem,że ja będę tyrać a on będzie siedział. I wiem,że nie posprząta,śmieci nie wyrzuci,obiadu nie ugotuje... Cóż,życie trzeba przecierpieć,nie przeżyć...

lol   lol   lol to ja mam lepiej, mój zawsze pieniądze będzie miał lol ,  może przelew wejdzie o 12- tej a może po 16- tej...a duże, bardzo duże pieniądze on zarobi za chwilę lol. Wierzcie mi, kiedyś wierzyłam w te bajki. Dzisiaj patrzę z politowaniem na biznesmena nieudacznika. Dzisiaj wiem, że w jego działaniu nie ma logiki, on działa dla samego działania. Kupuje towary dla samego kupowania. Jeśli raz i drugi nie zarobi nie zmusza go to przemyśleń, przeliczeń. Zero opłacalności go nie odstraszy, nie przerazi, ponieważ już za chwilę znowu kupi i sprzeda i tym razem już zarobi krocie i firma na giełdę trafi lol Miałam jechać z nim na ryby do Australii, bo już, już zaraz będzie nas na to stać i koleżankę odwiedzimy mieszkającą tam. Koleżanka już nie żyje, ja nie jestem już jego żoną i kasy jak nie było tak nie ma. Owszem ostatnio udało mu się zarobić 100 tyś + kolejna setę przywłaszczyć, ale kasy tej już nie ma. Zapewne włożył ją w towar i kolejny raz straci...oczywiście nie wszystko, ale kilka dziesiątek na pewno.

Anstawio  on tego nie zmieni i się nie zmieni a taki jaki jest nie pasuje Ci to może warto wymienić jego ( może mniej wadliwy towar Ci się trafi smile )  On zadłuża się, olewa niezarabianie i kłopoty a ty masz dodatkową pracę wziąć? Lubisz tyrać, tyraj i zarobione pieniądze wydaj na wycieczkę do Hiszpanii - polecam smile.  Wytłumacz mi dlaczego chcesz go wyręczać, rozwiązywać za niego problemy. To nie jest dziecko i nie jesteś za niego odpowiedzialna. Nie wiem ile Twój mąż/ partner ma lat, ale chyba już czas, aby sam był za siebie odpowiedzialny.

Sorki ale napisałaś najgłupsze zdanie jakie napisać mogła kobieta, "  Cóż,życie trzeba przecierpieć,nie przeżyć." Nie kochana, życie trzeba przeżyć i to jak najlepiej się da, i przeżywasz go tylko jeden raz. Nigdy tego nie zaznasz (szczęścia) przy swoim obecnym, przy nim masz pewność przecierpienia swoich dni. Szkoda życia dziewczyno....
Nie obraź się, ale facet ma ful service i jeszcze Twoją pensję do dyspozycji i to z dwóch prac - Anstawio to jakaś masakra. Jemu opłaca się poleżeć i poczekać na Ciebie "dostarczyciela punktów, na Ciebie jako pomocy domowej. A gdzie Ty w tym wszystkim jesteś ? Gdzie Twoje przyjemności ? a za pieniądze masz wycieczki,  kilka kurtek i to w rożnym fasonie i kolorze na zimę. Wiosną fryzier i odjechania nowa fryzurka i botoks... i świat już jest piękny smile

10 083

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem po tabletce nasennej, nie umiem bez niej zasnąć nie umiem też pisać po niej na kopie, Mam takie splątane ręce.
Od rana zasiadam : już przytomna i pogadamy wtedy. Dziś życzę wam proroczych snów kochane kobietki smile O Boże wszystkie słowa  mam podkreślone na czerwono znaczy się literówek nie dowidzę. Poprawie to i do łóżeczka doczłapie się i pośpię bezstresowo smile

10 084

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

zofia282
Jestes silna kobieta wiesz czego chcesz ,boze ile bym dala za taka sile,czytam i podziwiam Cie

Nie wiem sama czy jestem silna....wiem, że silna nie byłam.....rozczaruję Cię, słaba byłam i to bardzo...
W dniu 18 urodzin dostałam klucze od M2. Musiałam też sama zabiegać o przetrwanie. Dostawałam pieniądze (alimenty) od rodziców, ale nie starczało mi to na przeżycie. Ambicja nie pozwoliła mi na proszenie ich o więcej. Sama zdobywałam pieniądze jeżdżąc za granicę na handelek. Moim marzeniem był wyjazd do USA. Kiedy odłożyłam, na tamte czasy pokaźną kwotę i po wizę miałam startować, poznałam królewicza z bajki. Był dobrym człowiekiem. Nie był jakimś przystojniakiem, ale był dobry. Zauroczył mnie swoją dobrocią, charyzmą, troskliwością, opiekuńczością. On o wyjeździe z kraju nie chciał słyszeć i dosłownie szalał bym nie wyjeżdżała. Wtedy byłam silną, odważną i przedsiębiorczą osobą. On rozwodnik bez grosza przy duszy, ale ja nie byłam materialistką i nie zastanowiła mnie ta sytuacja. On dobry, obrotny. Przejął moje pieniądze po ślubie i tak zarządzał...szkoda gadać....kupił dom w stylu kanadyjskim. Płacił ochoczo w ciemno. Nawet za grzejniki zapłacił nie widząc tych grzejników....firma ogłosiła upadłość. Straciliśmy dom i mieszkanie. Sprzedać musiałam mieszkanie by na te grzejniki starczyło i na podłogówkę. Ciężko było mi przełknąć tą stratę. Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Otworzyliśmy firmę za bankowe pieniądze. Pracowaliśmy oboje + moja mama i jej mąż. Mamy mąż odszedł od niej (z przyjaciółką domu big_smile)więc i z firmy musiał odejść. Firma w krótkim czasie chyliła się, chyliła aż upadła. Silna nie byłam. Płakałam w tajemnicy, by małżonkowi przykrości nie sprawiać. Widziałam jak starał się przetrwać na rynku, jak dużo pracował. Okazało się, że i po nocach pracował.... z panienką. Długi i zdrada męża, i wizja komorników, i małe dzieci i brak własnego dachu nad głowa.... Błagać gotowa byłam go o pozostanie. Odszedł z panienką po rozmowie wspólnej, w której jej miłość wyznawał o 4 nad ranem. Nie, to ja ich w knajpce zostawiłam ! Wyszłam nie rozumiejąc po co mnie zaprosił na rozmowę...myślałam , że chce  panience powiedzieć w mojej obecności, że to już koniec, kocham żonę i nie nachodź mnie więcej a on mnie powiedział przy niej, kocham ją, uwielbiam. Zostawiłam ich i nie byłam silna. Wyłam z bólu, z poniżenia. Błagać go chciałam o powrót, najważniejsze były pieniądze.... długów mieliśmy kilkaset tysięcy. Miałam świadomość, że nie utrzymam dzieci. Nie zdążyłam prosić, wrócił po kilkunastu godzinach. Zostaliśmy razem. Czułam do siebie obrzydzenie przez kilka lat. Czułam, ze sprzedałam się za pieniądze. Kochałam męża, ale ta rozmowa, to wyznanie miłości przy mnie innej kobiecie.... często mi brzmiało u uszach.
Za kilka lat mąż zarobił większą kasę. Kupiliśmy dom. Nie spłaciliśmy długów tylko kupiliśmy dom. Komornicy zlicytowali go i samochód przy okazji. Wtedy byłam w totalnej rozsypce....miałam czarne myśli. Kolejny raz miał do mnie pretensje, że nie radzę sobie psychicznie, że jestem w dole. Pytałam go tysiące razy czy stać nas na zakup domu, czy nie lepiej będzie spłacić długi. On zarobi i na to i na to. Zarobił na dom, na długi już nie. Myśli miałam wtedy straszne.....dzieci też chciałam ze sobą zabrać.......byłam wrakiem człowieka a on patrzył na mnie i mówił, a co by było żebym ja się też poddał. Miałam gotową odpowiedź, ale jej nigdy nie usłyszał. Po czasie zaproponowałam mu wspólny wyjazd do USA. Proponowałam, chociaż na rok pojedźmy. On ciężko pracować nie będzie, on zaraz zarobi pieniądze i to duże pieniądze. Różne firmy zakładał sam, z kolegami. Wszystkie startowały z rozmachem, kończyły kłopotami finansowymi. Myślałam, że pecha ma facet. Do Boga modliłam się o trochę szczęścia.
Znalazł pracę i to dobrze płatną. Zarządzał firmą....właściwie to nawet ją organizował. Tam poznał obecną partnerkę. Plotki chodzą, że razem kombinowali towarem na lewo. Nie wiem czy towarem, ale że kombinowali na lewo - byłam pewna. Romans kwitł, w firmie działo się coraz gorzej. Znowu nie radziłam sobie z sytuacją. Doszły pijackie awantury , przemoc psychiczna. I znowu ja bezradna, bezsilna.
60 tabletek miało zakończyć moje nic nie warte życie, moją niemoc.  W trakcie przebudzania czułam rozczarowanie. Zastanawiałam się czy to możliwe, by po śmierci widzieć  żyjące jeszcze osoby. Mama, mąż ....widziałam ich, coś mówili ale nie wiem co, nie rozumiałam ich słów. Może i z nimi rozmawiałam , na pewno z nimi rozmawiałam, ale nie wiedziałam o czym, nie pamiętałam ich i swoich słów.Myślałam, znowu mam pecha, przeżyłam , ale i myśl o innym wymiarze się pojawiła.  Nie raz po wyjściu ze szpitala dochodziłam do wniosku, ze jednak umarłam i w piekle jestem, nie wiem za co, ale w piekle jestem na pewno ; listopad- choroba i śmierć ojca, grudzień- przyłapuję męża na rozmowie z kwiatuszkiem, styczeń -ostre awantury robi mi mąż, luty- po kolejnej awanturze wyprowadza się, marzec - udowodniłam mu romans, maj- wypadek syna na motorze, przegrałam też sprawę w sądzie o pieniacze po moim ojcu, pieniądze tak bardzo mi teraz potrzebne. Sądu do sądu podać nie mogę a to sąd zlekceważył dowody, zakpił z prawa.
Pierwszego listopada nie odwiedziłam grobów. Bałam się cmentarza, bałam się, ze zobaczę tam swój grób i będę miała pewność, że w piekle jestem.
Już na groby bliskich chodzę bez traumy. Już nie oglądam się czy nie ma tam w pobliżu wyrytego mojego imienia i nazwiska. Wiem, że żyję i już moje życie zależy ode mnie. Nie wiem czy byłabym taka gdybym nie musiała zadbać o dzieci. Po prostu mam świadomość, że ich wlany ojciec chce im zrobić krzywdę a ja mam obowiązek ochronić je przed tym. Raz je zawiodłam....wiele razy je zawiodłam, ale jeden raz chciałam je opuścić i nigdy więcej tego nie zrobię. Dzieci są świadome ojca i zagrożenia. Walczę, bo mam o co i dla kogo.
   
Nie mówcie, mi że jestem silna. Jestem świadoma, ale nie silna!
Dzisiaj umiem sama ze sobą szczerze pogadać big_smile .
Dzisiaj umiem być obiektywna. Dziś już nie chcę oszukiwać siebie.

Swoje dzieci zawsze uczyłam, "z każdej sytuacji jest wyjście". Jest ! ale trzeba mieć świadomość sytuacji, zobaczyć ją jaka ona jest a nie jaką chcielibyśmy widzieć. Dzisiaj jestem świadoma. Jak czytam, jak tęsknicie za człowiekiem który was rani, lekceważy to pytam za czym tęsknisz dziewczyno ? za czym ja tęskniłam ? za kimś kto nie był tego wart! za kimś kto bawił się moim kosztem, za kimś kto rujnuje bezmyślnie moje życie . I kolejne pytanie, gdzie ja byłam ? byłam obok niego z głową w chmurach i marzyłam o miłości, szczęściu, powodzeniu, stabilizacji. Marzyłam o tym czego ten człowiek nie był w stanie mi dać. Już umiem sobie powiedzieć, nigdy nie było rycerza na białym koniu. Był człowiek marny, który sprawił, iż mój rozsądek był uśpiony? nieobecny? . Dzisiaj mówię sobie z każdej sytuacji jest wyjście, ale mam ŚWIADOMOŚĆ SYTUACJI a nie jej zniekształconą wizję. Nie jestem silna, jestem świadoma, obiektywna i szczera ze sobą smile JESTEM TYLKO REALISTKĄ.

10 085

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

(...)Nie mówcie, mi że jestem silna. Jestem świadoma, ale nie silna!(...)

Cóż złego jest w stwierdzeniu, że jesteś silną osobą?

Przed czym, tak naprawdę, się bronisz?

Silna osoba to taka, która podnosi się, gdy upadła i idzie, biegnie, dalej.
Silna osoba to taka, która nie oszukuje siebie.
Silna osoba to taka, która dąży, mimo przeciwności, do określonego przez siebie celu.
Silna osoba to taka, która ma czasem słabsze dni, czasem nie wierzy w siebie. Ważne jest słowo "czasem".

Silna osoba czasem nie ma siły.
Silna osoba ma uczucia, zna każde z nich dobrze; nie jest osobą gruboskórną i nieczułą.
Silan osoba czasem płacze, złości się, jest jej przykro.
Silna osoba czasem potrzebuje pomocy, wsparcia, przyjaznej osoby koło siebie.

10 086

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Zofio. Twoja historia mnie poruszyła. Może też dlatego,że ja od męża ciągle słyszę: za tydz zaczynam nowe zlecenie,więc kasa będzie... I tak w kółko... Szkoda tylko,że to zlecenie jest ciągle od tego samego pracodawcy,który już pół roku mu faktur nie wypłaca! Nie dziwię Ci się,że próbowałaś popełnić samobójstwo. Ja rok temu pocięłam sobie rękę. I yeraz mam bliznę,już do końca życia... Nigdy więcej! I mimo iż rozum i ludzie mówi uciekaj,to emocje mówią coś innego... Dojrzewam do decyzji, powoli. Jeżeli z nim zostanę, to stracę szacunek do siebie, a on już w ogóle mnie nie będzie szsnował. Pytanie tylko, czy są na świecie mężczyźni godni naszej uwagi?? Zofio,dużo spokoju, radości i siły Ci życzę!!

10 087

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maja66 napisał/a:

Zosiu jesteś wielka.
My też będziemy, tylko to potrwa.
Czytam i uczę się. Dzięki wielkie smile

Witaj Maju. My się znamy z Twojego wątku smile. Pisałam do ciebie....palcem pokazywałam. Nie widziałaś. Chciałam zaoszczędzić Ci rozczarowań, przez które sama kiedyś przechodziłam...zaoszczędzić to chyba złe określenie. Raczej chciałam byś była świadoma co Cię spotka a co Cię spotka było oczywiste i czytelne. Wiem, nie łatwo jest pogodzić się z faktem, że mamy do czynienia z łajzą, oszustem. Przecież to niemożliwe, by chciał mnie skrzywdzić...możliwe i krzywdzi i obdziera bezlitośnie z godności i wiary(w uczciwość innych). Patrzy na Twoją rozpacz, upadek i nic z tym nie robi. I jest Ciebie wart ? I warto było dawać kolejne i kolejne szanse ? A gdyby został, wiesz przez jakie stany byś przechodziła ? Zazdrość, brak wiary w słowa, miłe gesty. Obserwowanie, wsłuchiwanie się w niego do bólu. Tysiące pytań: czy na pewno o niej zapomniał, czy na pewno mnie kocha, czy nie za słabo, czy nie tęskni za tamtą, czy jak się ze mną kocha to o tamtej nie myśli. I tak miesiące i lata uciekają. Aby mieć pewność, że jesteś dla niego atrakcyjna ubierasz się dla niego, dietę wprowadzasz by tą nową figurę z minus 10kg " po traumie"  utrzymać. Dla niego smaczniejsze obiadki gotujesz niż zwykle. On staje się nr. jeden. Zaczynasz być marionetką. Nie ma właściciela marionetki,  marionetka  bezwolna leży . Właściciel wraca, sznurki napina i wraca życie i uśmiech. Tak zaczęło się moje UZALEŻNIENIE od niego, moje kkzb. 
Będziecie, będziecie szczęśliwe i śmiać się będziecie wspominając siebie marionetkę i  męża nieuczciwca
Szczęścia nie daje facet, któremu w oczy ciągle zaglądamy sprawdzając czy jeszcze widać w nich uczucie i szacunek. Szczęście może dać każdy człowek jeśli widzisz jego szacunek do ciebie, sympatię. Bardzo lubię przebywać z takimi ludźmi, oni mnie dowartościowują. Małżonek mówił kocham a postępował jakby mnie nienawidził... Czyny się liczą a nie słowa a nie to co ma w oczach "zapisane". Maju wszystkie znaki na ziemi mówiły, że on już Ciebie nie kocha i nie szanuje. Zapewne przyzwyczajenie działało. Z tego co czytałam i pamiętam to tak ją żegnał, tak czule....dziadkiem powinien być, nie ojcem big_smile. Twój mąż to jeden z tych wyjątkowych egzemplarzy. Niezłą jazdę ci zrobił. Nie umiesz żyć bez niego ? a z nim umiałabyś ? nie, to nie jest życie to jest staranie się , żebranie o trochę uwagi. Będąc sama masz większe możliwości. Robisz to co lubisz lub zaczynasz od dowiadywania się co lubisz. Wycieczki, fatałaszki, plotkarskie spotkania. Wolno Ci wszystko ( w granicach przyzwoitości oczywiście smile ),
Odszedł i dobrze, nic nie straciłaś a przeciwnie -  zyskałaś WOLNOŚĆ, SIEBIE. Jeszcze wdzięczna będziesz jego kochance za to, że przygarnąć chciała oszusta. Twój mąż nie ma klasy, udowodnił Ci to kilka razy. Nie ma za kim łez wylewać, nie ma.

Dziewczyny ja już śmieję się z niego. Śmiech brzmi dziwnie w połączeniu z obrzydzeniem, ale jest głośny i radosny ( mimo tego obrzydzenia). Do całkowitego szczęścia brakuje mi jeszcze.... jeszcze jeden krok i będę już spokojna. Ostatnia rozgrywka w przyszłym tygodniu. Trzymajcie kciuki za mnie  smile

10 088

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
zofia282 napisał/a:

(...)Nie mówcie, mi że jestem silna. Jestem świadoma, ale nie silna!(...)

Cóż złego jest w stwierdzeniu, że jesteś silną osobą?

Przed czym, tak naprawdę, się bronisz?

Silna osoba to taka, która podnosi się, gdy upadła i idzie, biegnie, dalej.
Silna osoba to taka, która nie oszukuje siebie.
Silna osoba to taka, która dąży, mimo przeciwności, do określonego przez siebie celu.
Silna osoba to taka, która ma czasem słabsze dni, czasem nie wierzy w siebie. Ważne jest słowo "czasem".

Silna osoba czasem nie ma siły.
Silna osoba ma uczucia, zna każde z nich dobrze; nie jest osobą gruboskórną i nieczułą.
Silan osoba czasem płacze, złości się, jest jej przykro.
Silna osoba czasem potrzebuje pomocy, wsparcia, przyjaznej osoby koło siebie.

Wielokropku dzięki smile  wierzę Ci bezgranicznie i jeśli piszesz, że na tym polega siła,  to śmiało mogę napisać JESTEM SILNĄ OSOBĄ smile
Mnie nigdy na myśl nie przyszło, że po swojej przygodzie mam PRAWO mówić, iż silna jestem. Dzięki za sprostowanie smile  To nie wynika z obrony to wynika ze świadomości, cholernej, przeklętej świadomości mojej....inni walczą o życie tak jak moja przyjaciółka a ja je oddawałam gratis. Nie z tchórzostwa to robiłam, ale z uczucia BEZNADZIEI. W niczym sensu nie dostrzegałam i zamiast walczyć taki gratis mężowi dać chciałam. On na niego czekał, czułam to.....Złego nie ma nic w tym stwierdzeniu, ale w mojej ocenie ono mi się nie należy.

Wszystko co wymieniłaś mnie dotyczy smile  więc jestem silna? Potrzebuję jeszcze czasu by przeanalizować, poukładać to o czym piszesz i przyswoić, nie da się tak na pstryk zmienić swojego nastawienia. Dzięki Ci za ten post.   smile

10 089 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-05-01 12:04:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz Wielokropku, jak czytam historię innych to zastanawiam się, na co te kobiety czekają ? chyba na cud ?
Pytają one jak żyć bez męża...hmm ...ja zapytać mogę jak z nim żyć mogą.
Zapewne jet tak ze mną i tą siłą. Ja widzę siebie jako słabą kobietę...26 lat w zaślepieniu, zgadzającą się na wszystkie numery świata. Nie reagująca prawidłowo na długi, oszustwa, przemoc, awantury. Jak mogę być silna jak silna nie byłam 26 lat.
Masz rację, zgadzam się z Twoimi słowami.  Już dostrzegam nieprawidłowość swoich odczuć.

10 090

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wiesz Wielokropku, jak czytam historię innych to zastanawiam się, na co te kobiety czekają ? chyba na cud ?(...)

Ten cud to spadnięcie na samo swoje dno. tongue
Każdy człowiek ma swoje dno; jedni wyżej, inni niżej.
Są też takie osoby, które od tego dna nie decydują się odbić. Wolą znane bajorko od nieznanego życia.
Co dla kogo lepsze? Dla niektórych - samoświadomość, dla niektórych - oddanie decydowania o sobie innym.



zofia282 napisał/a:

(...)Jak mogę być silna jak silna nie byłam 26 lat.(...)

Jeśli dziecko na początku swego żywota nie chodziło, to później też trzeba go nazywać niechodzącym? Człowiek zmienia się, na szczęście.

10 091

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

zofia282
Jestes silna kobieta wiesz czego chcesz ,boze ile bym dala za taka sile,czytam i podziwiam Cie

Nie wiem sama czy jestem silna....wiem, że silna nie byłam.....rozczaruję Cię, słaba byłam i to bardzo...
W dniu 18 urodzin dostałam klucze od M2. Musiałam też sama zabiegać o przetrwanie. Dostawałam pieniądze (alimenty) od rodziców, ale nie starczało mi to na przeżycie. Ambicja nie pozwoliła mi na proszenie ich o więcej. Sama zdobywałam pieniądze jeżdżąc za granicę na handelek. Moim marzeniem był wyjazd do USA. Kiedy odłożyłam, na tamte czasy pokaźną kwotę i po wizę miałam startować, poznałam królewicza z bajki. Był dobrym człowiekiem. Nie był jakimś przystojniakiem, ale był dobry. Zauroczył mnie swoją dobrocią, charyzmą, troskliwością, opiekuńczością. On o wyjeździe z kraju nie chciał słyszeć i dosłownie szalał bym nie wyjeżdżała. Wtedy byłam silną, odważną i przedsiębiorczą osobą. On rozwodnik bez grosza przy duszy, ale ja nie byłam materialistką i nie zastanowiła mnie ta sytuacja. On dobry, obrotny. Przejął moje pieniądze po ślubie i tak zarządzał...szkoda gadać....kupił dom w stylu kanadyjskim. Płacił ochoczo w ciemno. Nawet za grzejniki zapłacił nie widząc tych grzejników....firma ogłosiła upadłość. Straciliśmy dom i mieszkanie. Sprzedać musiałam mieszkanie by na te grzejniki starczyło i na podłogówkę. Ciężko było mi przełknąć tą stratę. Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Otworzyliśmy firmę za bankowe pieniądze. Pracowaliśmy oboje + moja mama i jej mąż. Mamy mąż odszedł od niej (z przyjaciółką domu big_smile)więc i z firmy musiał odejść. Firma w krótkim czasie chyliła się, chyliła aż upadła. Silna nie byłam. Płakałam w tajemnicy, by małżonkowi przykrości nie sprawiać. Widziałam jak starał się przetrwać na rynku, jak dużo pracował. Okazało się, że i po nocach pracował.... z panienką. Długi i zdrada męża, i wizja komorników, i małe dzieci i brak własnego dachu nad głowa.... Błagać gotowa byłam go o pozostanie. Odszedł z panienką po rozmowie wspólnej, w której jej miłość wyznawał o 4 nad ranem. Nie, to ja ich w knajpce zostawiłam ! Wyszłam nie rozumiejąc po co mnie zaprosił na rozmowę...myślałam , że chce  panience powiedzieć w mojej obecności, że to już koniec, kocham żonę i nie nachodź mnie więcej a on mnie powiedział przy niej, kocham ją, uwielbiam. Zostawiłam ich i nie byłam silna. Wyłam z bólu, z poniżenia. Błagać go chciałam o powrót, najważniejsze były pieniądze.... długów mieliśmy kilkaset tysięcy. Miałam świadomość, że nie utrzymam dzieci. Nie zdążyłam prosić, wrócił po kilkunastu godzinach. Zostaliśmy razem. Czułam do siebie obrzydzenie przez kilka lat. Czułam, ze sprzedałam się za pieniądze. Kochałam męża, ale ta rozmowa, to wyznanie miłości przy mnie innej kobiecie.... często mi brzmiało u uszach.
Za kilka lat mąż zarobił większą kasę. Kupiliśmy dom. Nie spłaciliśmy długów tylko kupiliśmy dom. Komornicy zlicytowali go i samochód przy okazji. Wtedy byłam w totalnej rozsypce....miałam czarne myśli. Kolejny raz miał do mnie pretensje, że nie radzę sobie psychicznie, że jestem w dole. Pytałam go tysiące razy czy stać nas na zakup domu, czy nie lepiej będzie spłacić długi. On zarobi i na to i na to. Zarobił na dom, na długi już nie. Myśli miałam wtedy straszne.....dzieci też chciałam ze sobą zabrać.......byłam wrakiem człowieka a on patrzył na mnie i mówił, a co by było żebym ja się też poddał. Miałam gotową odpowiedź, ale jej nigdy nie usłyszał. Po czasie zaproponowałam mu wspólny wyjazd do USA. Proponowałam, chociaż na rok pojedźmy. On ciężko pracować nie będzie, on zaraz zarobi pieniądze i to duże pieniądze. Różne firmy zakładał sam, z kolegami. Wszystkie startowały z rozmachem, kończyły kłopotami finansowymi. Myślałam, że pecha ma facet. Do Boga modliłam się o trochę szczęścia.
Znalazł pracę i to dobrze płatną. Zarządzał firmą....właściwie to nawet ją organizował. Tam poznał obecną partnerkę. Plotki chodzą, że razem kombinowali towarem na lewo. Nie wiem czy towarem, ale że kombinowali na lewo - byłam pewna. Romans kwitł, w firmie działo się coraz gorzej. Znowu nie radziłam sobie z sytuacją. Doszły pijackie awantury , przemoc psychiczna. I znowu ja bezradna, bezsilna.
60 tabletek miało zakończyć moje nic nie warte życie, moją niemoc.  W trakcie przebudzania czułam rozczarowanie. Zastanawiałam się czy to możliwe, by po śmierci widzieć  żyjące jeszcze osoby. Mama, mąż ....widziałam ich, coś mówili ale nie wiem co, nie rozumiałam ich słów. Może i z nimi rozmawiałam , na pewno z nimi rozmawiałam, ale nie wiedziałam o czym, nie pamiętałam ich i swoich słów.Myślałam, znowu mam pecha, przeżyłam , ale i myśl o innym wymiarze się pojawiła.  Nie raz po wyjściu ze szpitala dochodziłam do wniosku, ze jednak umarłam i w piekle jestem, nie wiem za co, ale w piekle jestem na pewno ; listopad- choroba i śmierć ojca, grudzień- przyłapuję męża na rozmowie z kwiatuszkiem, styczeń -ostre awantury robi mi mąż, luty- po kolejnej awanturze wyprowadza się, marzec - udowodniłam mu romans, maj- wypadek syna na motorze, przegrałam też sprawę w sądzie o pieniacze po moim ojcu, pieniądze tak bardzo mi teraz potrzebne. Sądu do sądu podać nie mogę a to sąd zlekceważył dowody, zakpił z prawa.
Pierwszego listopada nie odwiedziłam grobów. Bałam się cmentarza, bałam się, ze zobaczę tam swój grób i będę miała pewność, że w piekle jestem.
Już na groby bliskich chodzę bez traumy. Już nie oglądam się czy nie ma tam w pobliżu wyrytego mojego imienia i nazwiska. Wiem, że żyję i już moje życie zależy ode mnie. Nie wiem czy byłabym taka gdybym nie musiała zadbać o dzieci. Po prostu mam świadomość, że ich wlany ojciec chce im zrobić krzywdę a ja mam obowiązek ochronić je przed tym. Raz je zawiodłam....wiele razy je zawiodłam, ale jeden raz chciałam je opuścić i nigdy więcej tego nie zrobię. Dzieci są świadome ojca i zagrożenia. Walczę, bo mam o co i dla kogo.
   
Nie mówcie, mi że jestem silna. Jestem świadoma, ale nie silna!
Dzisiaj umiem sama ze sobą szczerze pogadać big_smile .
Dzisiaj umiem być obiektywna. Dziś już nie chcę oszukiwać siebie.

Swoje dzieci zawsze uczyłam, "z każdej sytuacji jest wyjście". Jest ! ale trzeba mieć świadomość sytuacji, zobaczyć ją jaka ona jest a nie jaką chcielibyśmy widzieć. Dzisiaj jestem świadoma. Jak czytam, jak tęsknicie za człowiekiem który was rani, lekceważy to pytam za czym tęsknisz dziewczyno ? za czym ja tęskniłam ? za kimś kto nie był tego wart! za kimś kto bawił się moim kosztem, za kimś kto rujnuje bezmyślnie moje życie . I kolejne pytanie, gdzie ja byłam ? byłam obok niego z głową w chmurach i marzyłam o miłości, szczęściu, powodzeniu, stabilizacji. Marzyłam o tym czego ten człowiek nie był w stanie mi dać. Już umiem sobie powiedzieć, nigdy nie było rycerza na białym koniu. Był człowiek marny, który sprawił, iż mój rozsądek był uśpiony? nieobecny? . Dzisiaj mówię sobie z każdej sytuacji jest wyjście, ale mam ŚWIADOMOŚĆ SYTUACJI a nie jej zniekształconą wizję. Nie jestem silna, jestem świadoma, obiektywna i szczera ze sobą smile JESTEM TYLKO REALISTKĄ.

Kochana zofio ,wiele przezylas ,pewnie kiedys bylas juz tu gdzie ja jestem teraz ,mam tez swiadomosc ze moje zycie potoczy sie dokladnie tak samo ,wiem ze jeszcze wiele dobrego moge zrobic dlatego chce to przerwac teraz juz.
Tez marzylam wierzylam i zylam obok myslac ze on taki wspanialy ,ale moje granice przekorczyl i czuje ze nie dam rady nawet jesli bym chciala to nie potrafie spojrzec na niego jak na czlowieka wartosciowego.
Tez czuje ze sprzedaje sie za pieniadze ,on tez ma tego swiadomosc.....
Jestes silna i bardzo wartosciowa osobom ! a to ze wierzylas ,chcialas ufalas ,brak slow poprostu podziwiam ze i tak dlugo czekalas ..
Zobaczysz ze po wszystkim wyjdzie wielkie slonce

10 092

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Maja66 napisał/a:

Zosiu jesteś wielka.
My też będziemy, tylko to potrwa.
Czytam i uczę się. Dzięki wielkie smile

Witaj Maju. My się znamy z Twojego wątku smile. Pisałam do ciebie....palcem pokazywałam. Nie widziałaś. Chciałam zaoszczędzić Ci rozczarowań, przez które sama kiedyś przechodziłam...zaoszczędzić to chyba złe określenie. Raczej chciałam byś była świadoma co Cię spotka a co Cię spotka było oczywiste i czytelne. Wiem, nie łatwo jest pogodzić się z faktem, że mamy do czynienia z łajzą, oszustem. Przecież to niemożliwe, by chciał mnie skrzywdzić...możliwe i krzywdzi i obdziera bezlitośnie z godności i wiary(w uczciwość innych). Patrzy na Twoją rozpacz, upadek i nic z tym nie robi. I jest Ciebie wart ? I warto było dawać kolejne i kolejne szanse ? A gdyby został, wiesz przez jakie stany byś przechodziła ? Zazdrość, brak wiary w słowa, miłe gesty. Obserwowanie, wsłuchiwanie się w niego do bólu. Tysiące pytań: czy na pewno o niej zapomniał, czy na pewno mnie kocha, czy nie za słabo, czy nie tęskni za tamtą, czy jak się ze mną kocha to o tamtej nie myśli. I tak miesiące i lata uciekają. Aby mieć pewność, że jesteś dla niego atrakcyjna ubierasz się dla niego, dietę wprowadzasz by tą nową figurę z minus 10kg " po traumie"  utrzymać. Dla niego smaczniejsze obiadki gotujesz niż zwykle. On staje się nr. jeden. Zaczynasz być marionetką. Nie ma właściciela marionetki,  marionetka  bezwolna leży . Właściciel wraca, sznurki napina i wraca życie i uśmiech. Tak zaczęło się moje UZALEŻNIENIE od niego, moje kkzb. 
Będziecie, będziecie szczęśliwe i śmiać się będziecie wspominając siebie marionetkę i  męża nieuczciwca
Szczęścia nie daje facet, któremu w oczy ciągle zaglądamy sprawdzając czy jeszcze widać w nich uczucie i szacunek. Szczęście może dać każdy człowek jeśli widzisz jego szacunek do ciebie, sympatię. Bardzo lubię przebywać z takimi ludźmi, oni mnie dowartościowują. Małżonek mówił kocham a postępował jakby mnie nienawidził... Czyny się liczą a nie słowa a nie to co ma w oczach "zapisane". Maju wszystkie znaki na ziemi mówiły, że on już Ciebie nie kocha i nie szanuje. Zapewne przyzwyczajenie działało.

Zosiu tu wyraźnie piszesz o mnie,a przecież mnie nie znasz wink

Ja też jestem silną kobietą!!!
Sam fakt,że żyje o tym świadczy i wierzcie mi,że nie fantazjuję.

Kiedyś miałam kierownika-molestowanie,a jak się skapnął,że nic z tego,mobbing. Kiedy zrozumiałam,że albo on albo ja,zawiadomiłam zarząd i wywalili go big_smile,mam nadzieję,ze to go nauczy szacunku do kobiet,bo gnojek z niego był jakich mało!
Wywalczyłam alimenty na moją najmłodszą córeczkę przez rząd niemiecki,bo tatuś i jego pani byli pewni,że mogę im skoczyć,bo on pracuje w Niemczech. I ja tak myślałam,kiedy polski komornik rozłożył ręce. Ale nie poddałam się. Po roku zaczęły wpływać pierwsze pieniądze i tak jest do dziś. Niemcy do mnie na konto alimenty wpłacają,a ja oddaję opiece i tak w kółko,ale cóż nie ufam gnojkowi,a tylko ja mogę to odkręcić,a nie odkręcę big_smile

Teraz dostałam niemieckie rodzinne i załatwiłam je sama! Tatuś się nie zgadzał! Ale jak widać nie musiał big_smile Prawie półtora roku to pilotowałam i nie zwątpiłam,choć chcieli mnie odstrzelić wink
Czekam na sporą spłatę,ale na razie na nic nie liczę,ważne,żeby na bieżąco dostawać smile
Moją największą nagrodą za ten trud jest poczucie sprawiedliwości i ich głupie miny,kiedy niemiecki komornik położył łapę na wypłacie big_smile

I tak jeszcze kilka rzeczy mogłabym wypisać...Kurde załatwiam sprawy,których wielu by nie załatwiło...dlaczego uznawałam się za słabą? Dlaczego miałam taką cholerną pewność,że nie przeżyję bez eksa ani jednego dnia? Że będę miała depresję i pójdę do szpitala? Że zacznę pić i się stoczę???
Jakim prawem tak źle o sobie myślałam? Jak mogłam być taka ślepa i czuć się taką marnością?

Jestem silna i mam wielki potencjał. Mam złe dni,wręcz krytyczne,ale teraz zaczynam myśleć,że inni je też mają i ja nie jestem przez to gorsza-daję im pozwolenie. Sobie daję pozwolenie na to aby czuć się czasem źle. Nie jestem robotem,mam uczucia,a że jestem nadwrażliwcem...

Chcę posiąść spokój i mądrość Wielokropka,siłę i wytrwałość w walce o siebie i dzieci Zosi i roztropność,wyczucie i poczucie zwycięstwa Tarantelki big_smile

Kocham Was mądre kobiety :*

Z ostatniej chwili:
On zgadza się,żebym pomogła mu w spłacie kredytu wink
Ech co za łaskawca:)
Tyle tylko,że zastanawiam się na jakie konto przelać gotówkę-na jego czy na windykację?
Pomyślę. Bo był taki rok kiedy kredyt spłacaliśmy w niższej racie-ale na koncie saldo nie zmalało,a wręcz odsetki urosły.
Ja miałam na głowie wszystko-dom,sprawy urzędowe,sprawy w sądzie itp. On miał obowiązek pilotować spłatę kredytu. Oczy mi na wierzch wyszły kiedy go w końcu za rączkę wzięłam i do windykacji z nim poszłam... O nie-ja za ten rok nie odpowiadam i nie zobowiązuję się odpowiadać. Co jednak nie znaczy,że nie wpłacę ustaloną we własnym sumieniu i możliwości sumę,bo niestety ta suma będzie nie z moich pieniędzy,a z rodzinnego mojego dziecka.
W związku z zaistniałą sytuacją on może-znieść sprawę alimentacyjną,bo jego dziecko skończyło edukację,przejść w pracy na zmiany (ok 900+) ,wyjechać (choćby sezonowo) do pracy za granicę. No tak...ale kto to teraz załatwi? A i po co? Lepiej gadać na prawo i lewo,że go z długiem wyrzuciłam z domu! Zła kobieta jestem big_smile

10 093

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trzymajcie się kobietki. Podziwiam Was za wszystko, co robicie ze swoim życiem, żeby miało ono sens.......Poniekąd zazdroszczę tej siły i odwagi.......
Szkoda, że i ja nie mogę ruszyć z miejsca..............

10 094

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Silna osoba to taka, która podnosi się, gdy upadła i idzie, biegnie, dalej.
Silna osoba to taka, która nie oszukuje siebie.
Silna osoba to taka, która dąży, mimo przeciwności, do określonego przez siebie celu.
Silna osoba to taka, która ma czasem słabsze dni, czasem nie wierzy w siebie. Ważne jest słowo "czasem".

Silna osoba czasem nie ma siły.
Silna osoba ma uczucia, zna każde z nich dobrze; nie jest osobą gruboskórną i nieczułą.
Silan osoba czasem płacze, złości się, jest jej przykro.
Silna osoba czasem potrzebuje pomocy, wsparcia, przyjaznej osoby koło siebie.

PRZEMYŚLAŁAM.....JAK Z ANOREKSJĄ...JAK ANOREKTYCZKA....widziałam siebie słabą. Inni mówili mi, jesteś silna, ale traktowałam to jako pochlebstwa na wyrost, zwrot grzecznościowy, "głaskanie po głowie". Nie wierzyłam w swoją siłę sad , postrzegałam się za idącą do przodu, ale słabą.
Upadłam , podniosłam się, biegnę do wytyczonego celu, ucząc się po drodze szczerości ze sobą.
Tak, tylko czasami nie miałam siły i nie czuję się gruboskórna i nieczuła.
Umiem mówić głośno, że jest mi przykro, złoszczę się rzadko, coraz rzadziej i płaczę....długo nie mogłam płakać- jakąś blokadę miałam. Teraz potrafię, jeszcze nie jest to morze łez, ale zawsze ulgę daje.
Pomoc - potrafię o nią prosić. Bywa i tak, że muszę o nią prosić.
Wsparcie dostaję w słowach wypowiadanych przez kogoś nawet bezwiednie...zadzwonił wczoraj mąż partnerki mojego byłego ( smile ) z prośbą o poradę...kiedyś słyszał od męża mojego , że wariatką jestem...teraz kiedy poznaliśmy się lepiej( w rozmowach telefonicznych trwającymi godzinami) słyszę, "jesteś mądrą kobietą, poradź mi". Kazałam powtórzyć...rozpłakałam się . Ktoś spontanicznie mi to mówi, potwierdza,i w ten sposób dowartościowuje. Wiesz Wielokropku, miałam wiele chwil zwątpienia...brat powiedział, M mi mówił, że agresywna byłaś nie tylko w stosunku do niego, ale także kobietę, która u ciebie sprzątała po awanturze z domu wyrzuciłaś...to był moment kiedy przeraziłam się, przeraziłam bo ja takiej sceny nie pamiętałam, a jak tej, to może i wielu innych, to może mąż ma rację, może jestem szalona. Awanturnicą nie jestem a tu słyszę, że i awanturę zrobiłam, i wyrzuciłam. Kilka minut trwało szukanie w pamięci tego wydarzenia. Nie znalazłam. Zapytałam syna...zaprzeczył i powiedział, wierzysz w to co ojciec komuś nakłamał ! Kłamał też w ostatniej rozmowie. Skarżył się na mnie do syna, mama mnie z nożem ganiała i to nie raz...i inni w te bzdury wiarę mu dawali. Gdyby brat i te słowa wtedy dodał, nie zastanawiałabym się nad prawdziwością nawet sekundę Wyjaśniły się zagadkowe słowa brata o mojej agresji smile

A na dowód, że silna kobieta może nie wierzyć, iż silną jest, przytoczę słowa l_krecji smile

l_ukrecja napisał/a:

Ja też jestem silną kobietą!!!
Sam fakt,że żyje o tym świadczy i wierzcie mi,że nie fantazjuję.


I tak jeszcze kilka rzeczy mogłabym wypisać...Kurde załatwiam sprawy,których wielu by nie załatwiło...dlaczego uznawałam się za słabą? Dlaczego miałam taką cholerną pewność,że nie przeżyję bez eksa ani jednego dnia? Że będę miała depresję i pójdę do szpitala? Że zacznę pić i się stoczę???
Jakim prawem tak źle o sobie myślałam? Jak mogłam być taka ślepa i czuć się taką marnością?

Jestem silna i mam wielki potencjał. Mam złe dni,wręcz krytyczne,ale teraz zaczynam myśleć,że inni je też mają i ja nie jestem przez to gorsza-daję im pozwolenie. Sobie daję pozwolenie na to aby czuć się czasem źle. Nie jestem robotem,mam uczucia,a że jestem nadwrażliwcem...

Wielokropek napisał/a:
zofia282 napisał/a:

(...)Jak mogę być silna jak silna nie byłam 26 lat.(...)

Jeśli dziecko na początku swego żywota nie chodziło, to później też trzeba go nazywać niechodzącym? Człowiek zmienia się, na szczęście.

Na szczęście ja też smile Na szczęście należę do tych co chcą się zmieniać, uczyć. Analizuję, analizuję, wnioski wyciągam - uczę się siebie zmieniać.
Dziękuję Ci  Wielokropku we własnym i l_krecji imieniu smile

10 095

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

(...)A na dowód, że silna kobieta może nie wierzyć, iż silną jest, przytoczę słowa l_krecji smile(...)

Ależ ja doskonale wiem, że silna kobieta może nie wierzyć w to, że silną kobietą jest. tongue
Ja tylko proszę, by silna kobieta (za którą się nie uważa) nie protestowała, gdy czyta, słyszy o tym, jak inne osoby ją postrzegają. Te inne osoby nie oszukują, przedstawiają tylko/aż swoją opinię o tejże osobie. smile

Dalej trzymam kciuki. smile

10 096

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Maja66 napisał/a:

Zosiu jesteś wielka.
My też będziemy, tylko to potrwa.
Czytam i uczę się. Dzięki wielkie smile

Witaj Maju. My się znamy z Twojego wątku smile. Pisałam do ciebie....palcem pokazywałam. Nie widziałaś. Chciałam zaoszczędzić Ci rozczarowań, przez które sama kiedyś przechodziłam...zaoszczędzić to chyba złe określenie. Raczej chciałam byś była świadoma co Cię spotka a co Cię spotka było oczywiste i czytelne. Wiem, nie łatwo jest pogodzić się z faktem, że mamy do czynienia z łajzą, oszustem. Przecież to niemożliwe, by chciał mnie skrzywdzić...możliwe i krzywdzi i obdziera bezlitośnie z godności i wiary(w uczciwość innych). Patrzy na Twoją rozpacz, upadek i nic z tym nie robi. I jest Ciebie wart ? I warto było dawać kolejne i kolejne szanse ? A gdyby został, wiesz przez jakie stany byś przechodziła ? Zazdrość, brak wiary w słowa, miłe gesty. Obserwowanie, wsłuchiwanie się w niego do bólu. Tysiące pytań: czy na pewno o niej zapomniał, czy na pewno mnie kocha, czy nie za słabo, czy nie tęskni za tamtą, czy jak się ze mną kocha to o tamtej nie myśli. I tak miesiące i lata uciekają. Aby mieć pewność, że jesteś dla niego atrakcyjna ubierasz się dla niego, dietę wprowadzasz by tą nową figurę z minus 10kg " po traumie"  utrzymać. Dla niego smaczniejsze obiadki gotujesz niż zwykle. On staje się nr. jeden. Zaczynasz być marionetką. Nie ma właściciela marionetki,  marionetka  bezwolna leży . Właściciel wraca, sznurki napina i wraca życie i uśmiech. Tak zaczęło się moje UZALEŻNIENIE od niego, moje kkzb. 
Będziecie, będziecie szczęśliwe i śmiać się będziecie wspominając siebie marionetkę i  męża nieuczciwca
Szczęścia nie daje facet, któremu w oczy ciągle zaglądamy sprawdzając czy jeszcze widać w nich uczucie i szacunek. Szczęście może dać każdy człowek jeśli widzisz jego szacunek do ciebie, sympatię. Bardzo lubię przebywać z takimi ludźmi, oni mnie dowartościowują. Małżonek mówił kocham a postępował jakby mnie nienawidził... Czyny się liczą a nie słowa a nie to co ma w oczach "zapisane". Maju wszystkie znaki na ziemi mówiły, że on już Ciebie nie kocha i nie szanuje. Zapewne przyzwyczajenie działało. Z tego co czytałam i pamiętam to tak ją żegnał, tak czule....dziadkiem powinien być, nie ojcem big_smile. Twój mąż to jeden z tych wyjątkowych egzemplarzy. Niezłą jazdę ci zrobił. Nie umiesz żyć bez niego ? a z nim umiałabyś ? nie, to nie jest życie to jest staranie się , żebranie o trochę uwagi. Będąc sama masz większe możliwości. Robisz to co lubisz lub zaczynasz od dowiadywania się co lubisz. Wycieczki, fatałaszki, plotkarskie spotkania. Wolno Ci wszystko ( w granicach przyzwoitości oczywiście smile ),
Odszedł i dobrze, nic nie straciłaś a przeciwnie -  zyskałaś WOLNOŚĆ, SIEBIE. Jeszcze wdzięczna będziesz jego kochance za to, że przygarnąć chciała oszusta. Twój mąż nie ma klasy, udowodnił Ci to kilka razy. Nie ma za kim łez wylewać, nie ma.
,  smile

Dziękuję Zosiu,że napisałaś te słowa. W sumie nie żałuję, że postąpiłam jak postąpiłam. To dzięki temu dowiedziałam się naprawdę jaki jest mój mąż. Nie mogłam przewidzieć, że do końca kłamał tak wiarygodnie, że ufałam.
Usprawiedliwiałam go też stanowczo za długo, ale nadszedł czas, gdy wszystkie gwiazdy na niebie powiedziały "dziewczyno nie jest Ciebie wart". Dam radę bo mam rodzinę, znajomych, mieszkanie, pracę i jeszcze zdrowie.
Nigdy więcej krętactw i kłamstw. Żadne słówka tylko czyny.
Nie zawsze jestem na bieżąco bo jak czytam o następnej i następnej, którą mąż zdradził, wyć mi się chce i wszystko wraca na nowo. Wiem,że piszą głównie ludzie mocno pokiereszowani i doświadczeni przez los. Dobrze,że piszą Ci którzy mimo swoich przeżyć pomagają innym w walce o siebie i swoje szczęście. Pokazują, że można żyć dalej i kiedy trzeba wstrząsają by wyrwać nas z uśpienia. Szacunek Zofio, jesteś dla innych nie myślisz tylko o sobie.

10 097

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Trzymajcie się kobietki. Podziwiam Was za wszystko, co robicie ze swoim życiem, żeby miało ono sens.......Poniekąd zazdroszczę tej siły i odwagi.......
Szkoda, że i ja nie mogę ruszyć z miejsca..............

Liwio mam dobrą wiadomość dla Ciebie-MOŻESZ RUSZYĆ Z MIEJSCA smile
I tylko Ty możesz wydobyć z siebie siłę i odwagę!
Trzeba tylko chcieć,nic więcej smile

10 098

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Liwia napisał/a:

Trzymajcie się kobietki. Podziwiam Was za wszystko, co robicie ze swoim życiem, żeby miało ono sens.......Poniekąd zazdroszczę tej siły i odwagi.......
Szkoda, że i ja nie mogę ruszyć z miejsca..............

Liwio mam dobrą wiadomość dla Ciebie-MOŻESZ RUSZYĆ Z MIEJSCA smile
I tylko Ty możesz wydobyć z siebie siłę i odwagę!
Trzeba tylko chcieć,nic więcej smile

Czy mamy siłę i odwagę ? Chyba nie, ale nie mamy wyjścia, szanujemy się i to nas pcha do przodu.
No i tak ja pisze wyżej L-ukrecja musimy chcieć, a do tego jest bardzo dłuuuuga droga. Często żyjemy złudzeniami i tak naprawdę nie wiemy czego chcemy. Przychodzi jednak moment, że ruszamy z miejsca bo ileż można. Choćby małymi kroczkami,trzeba iść dalej.

10 099

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak jest Maju:)
Właśnie oglądałam-sposób na celulit smile
A teraz Seks w wielkim mieście 2 smile

Kurcze jak ja chciałabym mieć takie szalone przyjaciółki i zabawić się tak na całego !!!
  big_smile big_smile big_smile tongue

10 100

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brakuje mi  wiary ,jestem taka ulomna ,jak mam wstac?
Brakuje mi juz sil ............................,a moze za duzo  chce ,moze tak naprawde tak wyglada zycie?
Boje sie byc sama ,ale czy i tak nie jestem?
Brakuje mi sil na nic ,niewiem dlaczego tak opadalam z sil................
Moja samoocena jest tak niska ze nizej byc nie moze ,ciagle chce czegos na co mnie nie stac
Jak zyc ,i jak wstac .................

10 101

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pewnie znów powiecie, że to wyjnia.....ale ja mam jak Pati.....
Nie mam już sił. Życie wymyka mi się spod kontroli. Być może ja jestem problemem dla wszystkich. Być może ja zabijam moje małżeństwo, bo za dużo chcę, bo wymagam za dużo........Już nie wiem jak powinno wyglądać zdrowe małżeństwo.
Wciąż każdy coś naokoło ode mnie chce, mąż gada na rodziców, oni nie są mu dłużni, a ja w tym wszystkim jak głupek jakiś. Nie ma już mnie dawnej-dążącej do celu i osiągającej go, trzeźwo myślącej i twardo stąpającej po ziemi. Mam ponad 30 lat a czuję się jakby moje życie już minęło, jakby już nic dobrego miało się w nim nie wydarzyć.
Może mam swoje chore wyobrażenia o miłości, o tym jak związek mógłby wyglądać, może chcę za wszelką cenę zmienić męża, a zmiany we mnie zachodzą pomału. Może nie umiem wyluzować, może jestem zbyt konserwatywna......już nic nie wiem.
Wczoraj miał być wyjazd z rodziną, chciałam tylko, żebym i ja mogła odpocząć, nie być kierowcą jak zwykle....i wyjazdy nie ma, pojechał sam, drugą noc już śpi tam.....z pretensją, że o wszystko trzeba mnie prosić.........Tylko dlaczego nie liczy się co ja chcę, czego chcemy wspólnie razem........
Nie mam sił......już na nic, pomysłu na siebie i swoje życie też nie mam....
Jestem uwięziona sama ze sobą, z własnymi uczuciami, nie ważna dla nikogo........

10 102

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Może mam swoje chore wyobrażenia o miłości, o tym jak związek mógłby wyglądać, może chcę za wszelką cenę zmienić męża, a zmiany we mnie zachodzą pomału. Może nie umiem wyluzować, może jestem zbyt konserwatywna......już nic nie wiem.(...)

Rozpoczęłaś swoją terapię?

10 103

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nic nie rozpoczęłam, nic.....

10 104

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,
Twój brak decyzji jest decyzją.
Decyzją o trwaniu w marazmie.
Decyzją o trwaniu w beznadziei.
Decyzją o byciu nieszczęśliwą.

To Twoje życie.
Ty podejmujesz wszelkie decyzje Twego życia dotyczące.

Powtarzam jak mantrę.
MOŻNA być szczęśliwym/szczęśliwą.
Nie jest to jednak rzecz obowiązkowa.

10 105

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przykro mi Wielokropku, ale nic na obecną chwilę do mnie nie dociera...dół niemiłosierny
Mam być może trudny charakter, lubię być perfekcyjna w niektórych dziedzinach życia, poukładana może za bardzo i dlatego zabijam  tym to co dla mnie ważne.
Może jestem zaburzona emocjonalnie.......

10 106

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dlaczego my kobiety na siłę chcemy być szczęśliwe z facetami, z którymi nie jesteśmy szczęśliwe ? Przecież nie kupujemy za dużych sukienek bądź za małych, tylko takie które na nas pasują ;-)
Potem to wygląda tak : spotyka się połówka pomarańczy (kobieta) i połówka kiwi (facet), nie pasują do siebie. Więc co robi pomarańcza ? stara się dopasować i kombinuje i kurczy się i cierpi bo to boli i nie jest już tą samą połówką pomarańczy ale i tak nigdy nie będzie jak kiwi sad
Może głupie zobrazowanie ale nic na siłę się nie da, a dokładnie życie w nieszczęściu to też decyzja. Nic nie robić to decyzja, odejść to decyzja, płakać to też decyzja. Oby jak najwięcej mądrych decyzji !!!!

10 107

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Mam być może trudny charakter, lubię być perfekcyjna w niektórych dziedzinach życia, poukładana może za bardzo i dlatego zabijam  tym to co dla mnie ważne.
Może jestem zaburzona emocjonalnie.......

Terapia.
Terapia.
Terapia.
Terapia.
Terapia.
Terapia.


Kasia27 napisał/a:

Dlaczego my kobiety na siłę chcemy być szczęśliwe z facetami, z którymi nie jesteśmy szczęśliwe ? (...)

Jestem wrogiem uogólnień.
Jestem ich wrogiem, bo niczego one nie wyjaśniają, lecz fałszują obraz.

Nie wszystkie kobiety chcą być szczęśliwe na siłę.
Nie wszystkie kobiety tkwią w toksycznych związkach.

Część kobiet albo reperuje swój związek, albo (gdy naprawy nie dają efektu) toksyczny związek kończy. Na tym forum sporo jest postów kobiet, które podjęły decyzję o zmianie i jej dokonały. Sporo tu też informacji, sposobów na wyjście z kryzysu.

10 108

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja też się bałam...
Bałam to za mało powiedziane. Paraliżował mnie strach i pewność,że sama sobie nie dam rady,że już na zawsze zostanę SAMA-i to sama mnie otumaniało. Co znaczy być samej? Dlaczego mając dzieci,mówiłam,że będę sama? A nawet gdyby,teraz od kilku dni jestem rzeczywiście w domu sama. I wiecie co? Zdałam sobie sprawę,że ja nigdy odkąd pamiętam nie byłam sama choćby jednego dnia! Stąd przerażenie sprzed kilku dni... Bałam się. Bałam się,że spotkam SIEBIE! Wizja kilku dni samej z sobą nie napawała mnie radością,budziła lęk...bo przecież ja,żeby uciec od siebie znajdowałam towarzystwo. Kogokolwiek,a później alkohol mi towarzyszył. Wszystko byle nie spotkać siebie,nie przyglądać się,nie wsłuchać w swoje potrzeby...dlaczego? Dlatego,że dla siebie samej ja nie byłam atrakcyjna towarzysko,nie było ważne,nie było mowy o tym,co ja lubię robić-bo ważne było co on,ona,ono lubi... To bardzo smutne...

Ale stanęłam twarzą w twarz z sobą.
I muszę przyznać,że rozpieszczam się wink
Robię co chcę,kiedy chcę i z kim chcę tongue (bez przesady,ja nie o tym smile ).
Kiedy ja chcę:spotykam się z przyjaciółmi ,idę na spacer,oglądam filmy,serfuję po necie,śpię na golasa-jestem wolna!!!
Jestem wolnym człowiekiem smile

Ale,żeby dojść do tego,jak już wiele razy pisałam tu,musiałam dojść do swego dna. Musiało tak zaboleć,że nieomal nie umarłam. Faceci dali mi w kość na wszelkie możliwe sposoby...ale dziś wiem,że ja na to im pozwalałam,a pozwalałam,bo nie byłam świadoma swojego zaburzenia-niezaspokojonego głodu miłości w dzieciństwie.
Staram się być rodzicem dla samej siebie. I przyjacielem. Wyłanczam stację nadawczą z dzieciństwa z naleciałościami z wielu traumatycznych zdarzeń w moim życiu. Koniec z: musisz, weź zrób,powinnaś,jak możesz,bo ty zawsze,ale z ciebie leń,rusz się,znowu? co z ciebie za...

Nie nienawidzę mężczyzn. Odpowiadam uśmiechem na uśmiech. Ale jestem zablokowana i nie wyobrażam sobie ani seksu,ani związku... Pewnie minie. I cieszę się z tej blokady. Tak jest dobrze. Musi coś umrzeć,już dogorywa,gdyż od dawna jest w agonii... A potem będzie żałoba. Ale nie zamierzam chodzić w czerni z miną pokutnicy smile
Żałoba to czas dla mnie,czas na remanent,na refleksję.

I myślę sobie,że jak ja pokonałam lęk podając w ten sposób sobie samej pomocną dłoń,to każda może to zrobić...
Może,jeśli tylko naprawdę będzie tego chcieć-miłości,szacunku i spokoju-DLA SIEBIE SAMEJ.

Jeszcze brakuje mi płaczu...moje uczucia są tak skopane,że jeszcze nie umiem płakać...

10 109

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
zachwycam się Tobą.
Tak ważne rzeczy napisałaś. O uciekaniu przed sobą samą.

Dziękuję.

10 110

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo,
zachwycam się Tobą.
Tak ważne rzeczy napisałaś. O uciekaniu przed sobą samą.

Dziękuję.

Wielokroku kochany Ty mnie dziękujesz?

Całe życie uciekałam...
Teraz zatrzymałam się,zastanowiłam i ruszam w drogę kompletnie mi nie znaną,zdezorientowana,choć intuicja podpowiada mi-dobrze robisz idź! A ja...już wierzę mojej intuicji,ona tyle razy mnie ostrzegała...ech...nie słuchałam jej,udawałam,że nie widzę,nie czuję i w nogi!!!

Zmieniło się też we mnie jeszcze coś,czego nie rozumiem... Przestałam rozpamiętywać przeszłość,co wcześniej nie było wykonalne...ciągle tarzałam się w swoim śmierdzącym błotku dobijając się...

10 111

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A dlaczego nie? Nie mogę?

Dziękuję, bo przypomniałaś mi (nam wszystkim) o ważnym problemie.
O strachu przed sobą samą.
O uciekaniu w... z tego strachu.
O tym, jak ważną rzeczą jest dbanie o siebie.
O tym, na czym polega wolność.

Pamiętam Twoje pierwsze posty.
Przebyłaś długą drogę.
Dziękuję Ci również za dawanie przykładu determinacji i pracy nad sobą.

10 112

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wybacz Wielokropku za tą wiadomość @.

10 113 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-03 00:43:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak L_krecjo, masz we wszystkim rację......uciekanie przed samą sobą. Ja nawet już patrzeć nie mogę na siebie, gdy przeglądam się w lustrze......to chore.

10 114

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,
wybaczyłam. smile
Dziękuję za zaufanie. Przeczytaj mail'a.

10 115

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem rozdarta ,tez niby pukladana ,niby perfekcjonistka niby.......................
Wiem ze zakladam maske ,ludzie ,ktorzy mnie znaja postrzegaja mnie zupelnie inaczej ..........
Taka poukladana ,wiecznie dobrze zorganizowana ,wszystko musi byc dopiete na ostatni guzik ........Ale ja chce byc przez chwile kochana taka rozemlana ,taka mala dziewczynka ,ktora we mnie siedzi ona nie daje mi byc kobieta !!!!!!!

10 116

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie. Moje wypowiedzi są dosyć rozbiegane emocjonalnie. W tym momencie,moim jedynym problemem są finanse. Ale wczoraj pojawiło się światełko w tunelu, dodatkowa praca spadła mi z nieba. Być może stworzy mi to szansę na wyprowadzkę. Narazie spędzam czas w drugiej sypialni. Na początku było ciężko,ale teraz luz:) Odezwał się też do mnie znajomy z UK, którego nie widziałam chyba z 10 lat. Ale to też typ ?bad boy? niestety... Już ich rozpoznaję:) Zresztą patrząc wstecz to ja miałam tylko takich znajomych... Zaprasza mnie na weekend do UK. I nie wiem co robić? Nie myślę o związaniu się z tym chłopakiem, narazie nie myślę o byciu z żadnym facetem... Poza tym nie mam już zamiaru zabiegać o faceta,o nie! Nie wiem też co ten znajomy sobie myśli. Proponuje mi ten weekend jako formę relaksu, oderwania się na chwilę z toksycznego związku, wygadania się... takie tam bajery. Chodzi tylko o to,czy pojechać... Może poczekać do rozwodu i nie robić sobie narazie bałaganu... Ostatnio doszłam do wniosku,że kiedyś podejmowanie głupich decyzji było takie proste. A teraz podjęcie dobrej decyzji stanowi problem...

10 117

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Witajcie. Moje wypowiedzi są dosyć rozbiegane emocjonalnie. W tym momencie,moim jedynym problemem są finanse. Ale wczoraj pojawiło się światełko w tunelu, dodatkowa praca spadła mi z nieba. Być może stworzy mi to szansę na wyprowadzkę. Narazie spędzam czas w drugiej sypialni. Na początku było ciężko,ale teraz luz:) Odezwał się też do mnie znajomy z UK, którego nie widziałam chyba z 10 lat. Ale to też typ ?bad boy? niestety... Już ich rozpoznaję:) Zresztą patrząc wstecz to ja miałam tylko takich znajomych... Zaprasza mnie na weekend do UK. I nie wiem co robić? Nie myślę o związaniu się z tym chłopakiem, narazie nie myślę o byciu z żadnym facetem... Poza tym nie mam już zamiaru zabiegać o faceta,o nie! Nie wiem też co ten znajomy sobie myśli. Proponuje mi ten weekend jako formę relaksu, oderwania się na chwilę z toksycznego związku, wygadania się... takie tam bajery. Chodzi tylko o to,czy pojechać... Może poczekać do rozwodu i nie robić sobie narazie bałaganu... Ostatnio doszłam do wniosku,że kiedyś podejmowanie głupich decyzji było takie proste. A teraz podjęcie dobrej decyzji stanowi problem...

Witaj ,mysle ze popelnilabys blad ,wiesz po rozwodzie jestes wolna ,a tak Twoj malzonek moze to przytoczyc na rozprawie czyli gwozdzik ,
z drugiej strony gdybys byla w Uk moglybysmy sie spotkac czyli fajnie by bylo .

10 118

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Muszę to wszystko przemyśleć,dlatego też pytam was. Tutaj zawsze można otrzymać dobrą podpowiedź:) Z mężem mieszkamy razem,ale obok. Przyzwyczajam się... Tylko ten brak gotówki mnie dobija. Jeżeli pojechałabym do UK, to nie chcę,żeby ten koleś sobie myślał,że zaprosił mnie,a ja rzucam wszystko i lecę! No zobaczymy... A jak Pati u Ciebie?Czytam,że emocji dużo. Dużo się dzieje... Ja mam potworne wahania nastrojów. Od złości po euforię. Odezwałam się do paru koleżanek,które znały mojego męża, wszystkie mówią: odejdź! Większość mówi: uciekaj! Ale najgorsze jest to,że ja nie odchodzę,bo on ma problemy finansowe,bo on nie ma wypłaty,bo nie chcę go zostawić na lodzie! On,on,on... Wczotaj był w domu z kolegą. I mimo,iż dwa tyg temu zrobiłam temu kolesiowi aferę,żeby już więcej do naszego mieszkania nie przychodził,to on i tak nocował w sobotę,wczoraj był. No i jaranie codziennie standart. Ale już nie chce mi się na to narzekać. Powoli próbuję się z tego wykręcać. Pati,bądź silna:) w końcu sport babka z ciebie;) w jakim mieście mieszkasz,lub w której części uk? Buziaki:*

10 119

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mieszkam w stolicy )))
Brajuje mi wiary ,musze wiecej zajec wziac (3x w tyg mam ),zeby miec wiecej kasy swojej .Ucze sie nowej formy nerwowa jestem .Mam powazny problem zdrowotny i chyba to mnie tak dobija i to wszystko razem wziete.Maz widze ze najchetniej pogrzebalby mnie zywcem ,ale on niepodejmie decyzji ,woli zebym to ja zrobila za nas .Ciagle mam przed oczami jego kochanke ,niewiem dlaczego ,skoro ona to by mnie uwolnila tylko i jak CHOLERA zaloje ze nie poszedl wtedy na calego!!!!!
Powaznie boje sie tylko o dzieci o finanse ,Londyn to drogie miasto jak juz pisalam ,trzeba sporo zarabiac zeby przezyc ,wiem ze naleza mi sie benefity ,ale kurna nie tego chcialam rzucajac w pl wszystko !! Tak tak szlam za glosem serca ,szkoda ze nie rozsadku ,
Byl taki cudowny ,ze pewnie i dzisiaj takiemu facetowi dalabym sie omotac eh
Najbardziej boje sie ze zostane sama  do konca zycia ,jest byle jak ,ale jest .........
Samotna matka -niechcialam tego dla siebie)  , w niedziele przyjezdza moja mama znowu bede slyszec ....ze sama sobie to robie
Jestem rozdarta jedna mnie wola i rzuca sie do ucieczki a druga chowa ,chowa sie i boji sie wyjsc

10 120

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

moje drogie Panie, jak was czytam to dochodze do wniosku, ze mezczyzni jednak szybciej dojrzewaja i maja wiecej oleju w glowie niz kobiety.

Nie wyobrazam sobie, zeby jakikolwiek normalny mezczyzna opieral, obslugiwal, utrzymywal i jeszcze na dokladke kochal kobiete nie warta tego. Kobiete bezrobotna, obiboka, lenia i brudasa w domu, wloczaca sie z kumpelkami po barach i innych miejscach rozrywki, sprowadzajacej kolesiowny na wieczory i noce na popijawy w domu, itp. I jeszcze mialby ten mezczyzna dylematy, zostawic ja czy nie, bo przeciez bez niej to on zginie, noge mu urwie albo co.

Taka paniusia kopa na rozped by dostala po mniej wiecej roku ww. pozycia od wkurzonego malzonka. I mialby swieta racje jakby to zrobil. A tu placze i lamenty nad nic niewartymi chuncwotami, leniami, oszustami, psychopatami.

No fakt, jest nad czym ryczec. Chyba nad wlasna glupota. I zmarnowanymi latami.

Daje punkt facetom za ich zdrowy egoizm. Za niezdrowy oczywiscie co innego w prezencie moga otrzymac..ale to sie na forum nie nadaje.

Apropos wyjazdu do bad boya z UK - pomysl jak kula w plot. Zamiast najpierw wyjsc z jednego bagna, chcesz Anstawio juz w drugie wpasc? A moze pozyj troche bez mezczyzny???

10 121

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Massuka
Tak facet by sie niezastanowil ,ani chwili na decyzja.......

10 122

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

z decyzja chcialam napisac ,ale to my kobiety mamy wieksza inteligencje emocjonalna ,do tego rodzimy dzieci dlatego nasza milosc jest inna glebsza.
Zazwyczaj z tego co czytam to na drani trafiaja wartosciowe kobiety.......
Jedne z nas sa slabsze inne silniejsze .....
W mojej sytuacji gdybym nie miala dzieci nie obejrzalabym sie za siebie ,jednak dzieci zobowiazuja i wiarza...

10 123

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Massuka
Tak facet by sie niezastanowil ,ani chwili na decyzja.......

to moze warto z nich czasem przyklad brac? i podjac "meska" decyzje a nie tkwic w marazmie kolejne lata, az to on ja podejmie i odejdzie. Bo zrobi to na 100%. Nikt nie lubi cierpietniczych kobiet.

10 124 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-05-03 12:09:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

W mojej sytuacji gdybym nie miala dzieci nie obejrzalabym sie za siebie ,jednak dzieci zobowiazuja i wiarza...

bzdura do kwadratu.

Twoje zobowiazanie wobec dzieci to dac im spokojny, bezpieczny i szczesliwy dom, nawet jesli ubogi. A co im teraz dajesz?

I prosze nie pisz, ze tam w tym Londynie sobie nie poradzisz. Bylam, zylam i wiem. Socjal na pozomie srednich zarobkow w PL.

Ja tez jestem za granica, droga zagranica, mam dwojke dzieci, oboje sie ucza, rosna i kosztuja coraz wiecej. mam mieszkanie na kredyt, robie sobie budzet co miesiac, ile mam i ile moge - i zyje i do tego wesolo i szczesliwie.

Jak sie chce to sie zrobi.Tylko trzeba chciec a nie chowac sie za dzieci, mame, rodzine, finanse i inne zaslony dymne.

I zapomnialam dodac, ze jestem od dwoch lat wesola rozwodka i czerpie z zycia pelna geba;) Z mezem bylabym pewnie jak kon w kieracie. Dziekuje, postoje.

10 125

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie zamierzam się wiązać z tym facetem. A ten bad boy to chyba też nie marzy o związku! No dobra, a gdybym napisała: dziewczyny,chcę pojechać na weekend do uk, wyluzować się, shopping, spotkać ze starym znajomym. Ale nie mam kasy,bo mój mąż co zarabia to przećpa,a ja muszę opłacać rachunki... ?? Hmmm... Pewnie i tak nie pojadę, szkoda kasy. Już mi się odechciało. Lepiej polecieć do Pl złożyć pozew... Albo wynająć nowe mieszkanie...

10 126

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

No dobra, a gdybym napisała: dziewczyny,chcę pojechać na weekend do uk, wyluzować się, shopping, spotkać ze starym znajomym.

stary znajomy nie zajac i poczeka a Ty, jak sama pisalas, masz pilniejsze sprawy i wydatki na glowie.

10 127

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oczywiscie ze sobie poradze ,chodzi mi o pelny dom ,a raczej to co u nas sie dzieje nie dotyczy dzieci naszych ,bo oboje je kochamy .Maz ojcem jest dobrym .
Niemoge zycia opierac na socjalu po to sie zmienia ,a niewiadomo co bedzie za kilka lat ,i to taka moja fobia
Zarabiam pieniadze i to dobre pieniadze ,nie jestem od nikogo zalezna finansowo jedynie psychicznie ,co bys mi poradzila skoro bylas juz w takiej sytuacji?

10 128

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jednka niezarbiam tyle ,zeby oplacac mieszkanie (co wiesz jaki drogi jest wynajem w londynie),rachunki i zycie.
Dostalabym alimenty ,ale znajac meza nibyly by regularne ,wiec bede musiala opierac sie na wlasnych dochodach ....

10 129

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Zarabiam pieniadze i to dobre pieniadze ,nie jestem od nikogo zalezna finansowo jedynie psychicznie ,co bys mi poradzila skoro bylas juz w takiej sytuacji?

Rozwod, dobrego adwokata. A piszac socjal mialam na mysli dodatki na dzieci i dla matek samotnych, z pewnosci tam sa. Dostajesz je nawet jak pracujesz. Alimenty bedzie placil Ci albo maz albo rzad brytyjski (mnie placil tutejszy przez nascie lat).

Masz prace, dzieci ojca beda widywac, mieszkanie sobie wynajmij w tanszej ale bezpiecznej dzielnicy. Wydatki na rachunki i zycie zmniejsza Ci sie calkiem sporo po odstawieniu jednej par ust do wyzywienia, sama to wiem.

Olowek w reke i podsumuj ile bedziesz miala a ile miesiecznie wydasz, okaze sie, ze dasz rade.

Pytanie jednak brzmi: czy Ty chcesz zmian czy tylko ponarzekac sobie?

10 130

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

pati31,
mnie również bardzo ciekawi odpowiedź na to pytanie:

Mussuka napisał/a:

(...)Pytanie jednak brzmi: czy Ty chcesz zmian czy tylko ponarzekac sobie?

pati31 napisał/a:

(...)nie jestem od nikogo zalezna finansowo jedynie psychicznie ,co bys mi poradzila (...)

Uniezależnić się psychicznie. Można tego dokonać.

10 131

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Wielokropku ,jestes doswiadczona madra kobieta ,niewiem wlasciwie ten strach mnie paralizuje ,niewiem dlaczego wkoncu dostalam wszystko zeby to zakonczyc ,a jednak mam nadzieje......a moze boje sie ze popelnie blad ze on sie jednak zmieni.....,niewiem jak to nazwac wiem ze to chore .Bo nie jestem bita -maltretowana jakos okrutnie ..
Pewnie przejde jeszcze dluga droge zanim dotre do siebie

10 132

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chce zmian ,chce odejsc ,i zapomniec ,wlasnie tego chce ,najbardziej sie chce przestac bac i myslec ,ze jestem za slaba

10 133

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Witaj Wielokropku ,jestes doswiadczona madra kobieta ,niewiem wlasciwie ten strach mnie paralizuje ,niewiem dlaczego wkoncu dostalam wszystko zeby to zakonczyc ,a jednak mam nadzieje......a moze boje sie ze popelnie blad ze on sie jednak zmieni.....,niewiem jak to nazwac wiem ze to chore .Bo nie jestem bita -maltretowana jakos okrutnie ..
Pewnie przejde jeszcze dluga droge zanim dotre do siebie

Boisz się popełnienia błędu?
Starujesz w konkursie na nieomylność?
Mogę zagwarantować, że sporo tych błędów popełnisz w swym życiu.
Co, ale bardzo precyzyjnie napisz, może się stać TOBIE, gdy popełnisz TEN BŁĄD?

Wiesz, że Twe postępowanie jest chore? Na pewno? Jeśli tak, to dlaczego decydujesz się postępować dalej w taki chory sposób?
Moim zdaniem, udajesz tutaj przed nami (tylko po co?), że Twe zachowanie jest chore.
Moim zdaniem, wiesz że Twoja historia jest zupełnie inna i Ciebie nie dotyczą opisywane prawidłowości. Usprawiedliwiasz siebie a to dziećmi (oj, nie będą Ci wdzięczne za to poświecenie, wręcz przeciwnie), a to tym, że Twoja sytuacja nie jest zła, bo nie jesteś "maltretowana jakoś okrutnie".

I Tobie proponuję przeczytanie, ze zrozumieniem, zdań z mojej sygnatury. To o Tobie.

10 134

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

ze on sie jednak zmieni

owszem, masz to jak w banku Barcleys czy jakims tam innym National Bank of England - zmieni sie na gorsze.

pati31 napisał/a:

nie jestem bita -maltretowana jakos okrutnie ..

no to poczekaj, i to da sie zalatwic. skoro az takich bodzcow potrzebujesz by zyc normalnie i godnie to faktycznie masz mocno zanizona poprzeczke tego wlasnego dna, ktorego musisz siegnac.


pati31 napisał/a:

Pewnie przejde jeszcze dluga droge zanim dotre do siebie

pewnie tak.

I pomyslec, ze ja w Twoim wieku tryskalam energia, cieszylam sie zyciem, wolnoscia, swoboda, kazdym nowym dniem, mlodoscia a Ty juz teraz dobrowolnie skazujesz sie na wegetacje i przyspieszone starzenie sie. Zamiast wziac sie w garsc i odmienic te egzystencje o 180 stopni. A potem zyc dlugo i szczesliwie.

10 135

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nic nie udaje ,szukalam tutaj ludzi podobnych do mnie ,wsparcia.
Boje sie popelniac jeszcze wiekszych niz popelnilam juz bledow .
Mysle ze jest wiele kobiet w mojej sytuacji ,decyzje podjelam tak naprawde juz dawno ,trudno wniesc ja w zycie
Moze boje sie bo tak naprawde wyszlam z domu rodzinnego do Malzenstwa ,niewiem
Boje sie zderzyc z wlasnym ja ,z wlasna samotnoscia.

10 136

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a jakiego Ty wsparcia chcesz pati? jakiegos takiego jak "swietnie Cie rozumiem, sama to przeszlam, ale masz ciezko, wspolczuje Ci, trzymaj sie, dasz rade"...? cos takiego oglednego a przyjemnego w dotyku? Co Ci takie wsparcie da?

sorry, ja wylewam zimna wode na drzace w strachu przed wlasnym cieniem panny i panie. Czas dorosnac i wziac sie z zyciem za bary, bez domu rodzinnego i Malzenstwa. A moze jednak malzenstwa? Zadna to swieta instytucja:)

10 137

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

(...)Boje sie zderzyc z wlasnym ja ,z wlasna samotnoscia.

Rozumiem Twe obawy.
Jednak, czy teraz, w małżeństwie, nie jesteś osobą samotną?

10 138

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem bardzo samotna,nawet niedokonca dopuszczam do siebie powage sytuacji ......
Wsparcie ,wiem ze najlepszym jest dobry kopniak
Jednak po kazdej wizycie prawnika wycofuje sie ze strachu ........
Macie racje czas dorosnac bo lepiej nie bedzie ,a niechce obudzic sie z reka w nocniku za pozno.....

10 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

(...) niedokonca dopuszczam do siebie powage sytuacji ......(...)

Wreszcie dopuść do siebie powagę sytuacji. Wreszcie przestań się mamić ułudą.

Jeśli to Tobie pomoże, to kopię Cię w odwłok! tongue
Wyobraź sobie, że podjęłaś decyzję o pozostaniu w związku.
Wyobraź sobie siebie za lat 5. Jak wyglądasz? Co robisz? Jakie masz plany?
Wyobraź sobie siebie za 10 lat w tym samym związku. Jakie masz marzenia? Wiesz jeszcze co znaczy słowo "marzenie"?

Masz 31 lat.
To najwyższa pora na to, by stać się dojrzałą, odpowiedzialną, decyzyjną, kobietą.

10 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzieki za tego kopniaka
Mysle o tym co bedzie za 10 lat i jestem przerazona ,
dawno przestalam marzyc a jedynie robic
choc i tak zrobilam krok do przodu ,ale cofam sie nieustannie ....
Cholera

Milego  Dnia ( uciekam po i syna i do pracy)

Posty [ 10 076 do 10 140 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 154 155 156 157 158 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026