pati31 napisał/a:zofia282
Jestes silna kobieta wiesz czego chcesz ,boze ile bym dala za taka sile,czytam i podziwiam Cie
Nie wiem sama czy jestem silna....wiem, że silna nie byłam.....rozczaruję Cię, słaba byłam i to bardzo...
W dniu 18 urodzin dostałam klucze od M2. Musiałam też sama zabiegać o przetrwanie. Dostawałam pieniądze (alimenty) od rodziców, ale nie starczało mi to na przeżycie. Ambicja nie pozwoliła mi na proszenie ich o więcej. Sama zdobywałam pieniądze jeżdżąc za granicę na handelek. Moim marzeniem był wyjazd do USA. Kiedy odłożyłam, na tamte czasy pokaźną kwotę i po wizę miałam startować, poznałam królewicza z bajki. Był dobrym człowiekiem. Nie był jakimś przystojniakiem, ale był dobry. Zauroczył mnie swoją dobrocią, charyzmą, troskliwością, opiekuńczością. On o wyjeździe z kraju nie chciał słyszeć i dosłownie szalał bym nie wyjeżdżała. Wtedy byłam silną, odważną i przedsiębiorczą osobą. On rozwodnik bez grosza przy duszy, ale ja nie byłam materialistką i nie zastanowiła mnie ta sytuacja. On dobry, obrotny. Przejął moje pieniądze po ślubie i tak zarządzał...szkoda gadać....kupił dom w stylu kanadyjskim. Płacił ochoczo w ciemno. Nawet za grzejniki zapłacił nie widząc tych grzejników....firma ogłosiła upadłość. Straciliśmy dom i mieszkanie. Sprzedać musiałam mieszkanie by na te grzejniki starczyło i na podłogówkę. Ciężko było mi przełknąć tą stratę. Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Otworzyliśmy firmę za bankowe pieniądze. Pracowaliśmy oboje + moja mama i jej mąż. Mamy mąż odszedł od niej (z przyjaciółką domu
)więc i z firmy musiał odejść. Firma w krótkim czasie chyliła się, chyliła aż upadła. Silna nie byłam. Płakałam w tajemnicy, by małżonkowi przykrości nie sprawiać. Widziałam jak starał się przetrwać na rynku, jak dużo pracował. Okazało się, że i po nocach pracował.... z panienką. Długi i zdrada męża, i wizja komorników, i małe dzieci i brak własnego dachu nad głowa.... Błagać gotowa byłam go o pozostanie. Odszedł z panienką po rozmowie wspólnej, w której jej miłość wyznawał o 4 nad ranem. Nie, to ja ich w knajpce zostawiłam ! Wyszłam nie rozumiejąc po co mnie zaprosił na rozmowę...myślałam , że chce panience powiedzieć w mojej obecności, że to już koniec, kocham żonę i nie nachodź mnie więcej a on mnie powiedział przy niej, kocham ją, uwielbiam. Zostawiłam ich i nie byłam silna. Wyłam z bólu, z poniżenia. Błagać go chciałam o powrót, najważniejsze były pieniądze.... długów mieliśmy kilkaset tysięcy. Miałam świadomość, że nie utrzymam dzieci. Nie zdążyłam prosić, wrócił po kilkunastu godzinach. Zostaliśmy razem. Czułam do siebie obrzydzenie przez kilka lat. Czułam, ze sprzedałam się za pieniądze. Kochałam męża, ale ta rozmowa, to wyznanie miłości przy mnie innej kobiecie.... często mi brzmiało u uszach.
Za kilka lat mąż zarobił większą kasę. Kupiliśmy dom. Nie spłaciliśmy długów tylko kupiliśmy dom. Komornicy zlicytowali go i samochód przy okazji. Wtedy byłam w totalnej rozsypce....miałam czarne myśli. Kolejny raz miał do mnie pretensje, że nie radzę sobie psychicznie, że jestem w dole. Pytałam go tysiące razy czy stać nas na zakup domu, czy nie lepiej będzie spłacić długi. On zarobi i na to i na to. Zarobił na dom, na długi już nie. Myśli miałam wtedy straszne.....dzieci też chciałam ze sobą zabrać.......byłam wrakiem człowieka a on patrzył na mnie i mówił, a co by było żebym ja się też poddał. Miałam gotową odpowiedź, ale jej nigdy nie usłyszał. Po czasie zaproponowałam mu wspólny wyjazd do USA. Proponowałam, chociaż na rok pojedźmy. On ciężko pracować nie będzie, on zaraz zarobi pieniądze i to duże pieniądze. Różne firmy zakładał sam, z kolegami. Wszystkie startowały z rozmachem, kończyły kłopotami finansowymi. Myślałam, że pecha ma facet. Do Boga modliłam się o trochę szczęścia.
Znalazł pracę i to dobrze płatną. Zarządzał firmą....właściwie to nawet ją organizował. Tam poznał obecną partnerkę. Plotki chodzą, że razem kombinowali towarem na lewo. Nie wiem czy towarem, ale że kombinowali na lewo - byłam pewna. Romans kwitł, w firmie działo się coraz gorzej. Znowu nie radziłam sobie z sytuacją. Doszły pijackie awantury , przemoc psychiczna. I znowu ja bezradna, bezsilna.
60 tabletek miało zakończyć moje nic nie warte życie, moją niemoc. W trakcie przebudzania czułam rozczarowanie. Zastanawiałam się czy to możliwe, by po śmierci widzieć żyjące jeszcze osoby. Mama, mąż ....widziałam ich, coś mówili ale nie wiem co, nie rozumiałam ich słów. Może i z nimi rozmawiałam , na pewno z nimi rozmawiałam, ale nie wiedziałam o czym, nie pamiętałam ich i swoich słów.Myślałam, znowu mam pecha, przeżyłam , ale i myśl o innym wymiarze się pojawiła. Nie raz po wyjściu ze szpitala dochodziłam do wniosku, ze jednak umarłam i w piekle jestem, nie wiem za co, ale w piekle jestem na pewno ; listopad- choroba i śmierć ojca, grudzień- przyłapuję męża na rozmowie z kwiatuszkiem, styczeń -ostre awantury robi mi mąż, luty- po kolejnej awanturze wyprowadza się, marzec - udowodniłam mu romans, maj- wypadek syna na motorze, przegrałam też sprawę w sądzie o pieniacze po moim ojcu, pieniądze tak bardzo mi teraz potrzebne. Sądu do sądu podać nie mogę a to sąd zlekceważył dowody, zakpił z prawa.
Pierwszego listopada nie odwiedziłam grobów. Bałam się cmentarza, bałam się, ze zobaczę tam swój grób i będę miała pewność, że w piekle jestem.
Już na groby bliskich chodzę bez traumy. Już nie oglądam się czy nie ma tam w pobliżu wyrytego mojego imienia i nazwiska. Wiem, że żyję i już moje życie zależy ode mnie. Nie wiem czy byłabym taka gdybym nie musiała zadbać o dzieci. Po prostu mam świadomość, że ich wlany ojciec chce im zrobić krzywdę a ja mam obowiązek ochronić je przed tym. Raz je zawiodłam....wiele razy je zawiodłam, ale jeden raz chciałam je opuścić i nigdy więcej tego nie zrobię. Dzieci są świadome ojca i zagrożenia. Walczę, bo mam o co i dla kogo.
Nie mówcie, mi że jestem silna. Jestem świadoma, ale nie silna!
Dzisiaj umiem sama ze sobą szczerze pogadać
.
Dzisiaj umiem być obiektywna. Dziś już nie chcę oszukiwać siebie.
Swoje dzieci zawsze uczyłam, "z każdej sytuacji jest wyjście". Jest ! ale trzeba mieć świadomość sytuacji, zobaczyć ją jaka ona jest a nie jaką chcielibyśmy widzieć. Dzisiaj jestem świadoma. Jak czytam, jak tęsknicie za człowiekiem który was rani, lekceważy to pytam za czym tęsknisz dziewczyno ? za czym ja tęskniłam ? za kimś kto nie był tego wart! za kimś kto bawił się moim kosztem, za kimś kto rujnuje bezmyślnie moje życie . I kolejne pytanie, gdzie ja byłam ? byłam obok niego z głową w chmurach i marzyłam o miłości, szczęściu, powodzeniu, stabilizacji. Marzyłam o tym czego ten człowiek nie był w stanie mi dać. Już umiem sobie powiedzieć, nigdy nie było rycerza na białym koniu. Był człowiek marny, który sprawił, iż mój rozsądek był uśpiony? nieobecny? . Dzisiaj mówię sobie z każdej sytuacji jest wyjście, ale mam ŚWIADOMOŚĆ SYTUACJI a nie jej zniekształconą wizję. Nie jestem silna, jestem świadoma, obiektywna i szczera ze sobą
JESTEM TYLKO REALISTKĄ.