netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 064 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 152 153 154 155 156 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 946 do 10 010 z 26 310 ]

9 946

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hejka Anastawio ,tak czuje to w srodku ze to jest najlepsza decyzja jaka moglam podjac ,choc boje sie ,boje sie bo mam dzieci male dzieci.Boje sie bo nigdy nie bylam z nikim innym i boje sie przedwszystkim tego ze mieszkam w obcym kraju .Musze stac sie silna i twarda przedmna ciezka droga ,ale juz sobie wyobrazam co bedzie na koncu wierze w siebie jak nigdy wiem ze dam rade.Moi synowie sa wszystkim co mam sa najwazniejsi dla mnie .Tez mam wahania tez chwilami wspominam sobie fajne chwile i zal ,zal ze tak to sie konczy

9 947

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Hejka Anastawio ,tak czuje to w srodku ze to jest najlepsza decyzja jaka moglam podjac ,choc boje sie ,boje sie bo mam dzieci male dzieci.Boje sie bo nigdy nie bylam z nikim innym i boje sie przedwszystkim tego ze mieszkam w obcym kraju .Musze stac sie silna i twarda przedmna ciezka droga ,ale juz sobie wyobrazam co bedzie na koncu wierze w siebie jak nigdy wiem ze dam rade.Moi synowie sa wszystkim co mam sa najwazniejsi dla mnie .Tez mam wahania tez chwilami wspominam sobie fajne chwile i zal ,zal ze tak to sie konczy

Nie mam dzieci i ciężko jest mi odejść i chyba nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak Tobie jest ciężko. I też czuję ten żal,że to tak się kończy. Ale widzę,że mój M odziedziczył charakter po teściu. Mimo iż teściu nie był uzależniony , to widzę jak moja teściowa jest sfrustrowana życiem,widzę jak wyżywa się na dzieciach,wnukach. Nie ma akceptacji ze strony męża. Ja też nie mam i już tego nie chcę! Też mieszkam w obcym kraju, nie mam tutaj nikogo, rodzina i znajomi męża. Pracę mam beznadziejną,mąż nas zadłuża finansowo,ale mam plan, chcę się rozwijać. Jeśli nadal będę z tym mężczyzną nie osiągnę nic!

9 948

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ja wiem,że mój M się przyzwyczaił,że nie musi prać,sprzątać itp,bo ja to zrobię. W domu miał lekki rygor,mama go cisnęła. Umie prać,sprzątać,gotować. A teraz ja zbieram po nim te majtki,skarpetki,które mu nie przeszkadzają,że leżą w sypialni obok łóżka. I mówi,że on nie lubi jak jest poukładane, wszystko musi leżeć pod ręką, jak już usiądzie to żeby już nie musiał wstawać. A ja się czepiam!! I ptalki nie mogę włączyć przed 12-tą w sobotę,bo on śpi. Odkurzać mi nie wolno jak jest w domu,bo on wtedy coś ogląda i ja mu to na pewno robię na złość. Też mam zwierzaka,królika. Nawet na niego nie popatrzy,a gdzie mowa o posprzątaniu po nim! Nawet o tym nie marzę! Nie mamy dzieci,ja sobie nawet nie wyobrażam jakby to było... Dlatego bliżej mi do rozwodu,niż do wspólnego życia.Oh,dziewczyno,ja cię chyba doskonale rozumiem. I ta teściowa... Ahhh...
Ale tak sobie też myślę,patrząc na moją nieszczęśliwą teściową, ona sprząta,gotuje,wychowała synów tak,żeby umieli prać,sprzątać,gotować itp. a jednak mój M jest taki jak teściu. Czyli,mimo tego wychowania na porządnego, mój M wziął sobie za wzór ojca albo odziedziczył po nim geny. I tego się już nie zmieni!

Albo mu wygodnie, wie, że ma zrobione, przyzwyczaił się i już.
Po prawdzie bliżej nam do siebie niż do nich.
Bardzo dobrze, że jest takie miejsce gdzie możemy sobie poklikać. smile
Ja mam tylko to szczęście, że on nie jest moim mężem i nigdy nie będzie. Próbowałam napisać do jego mamy, bo chciałam zrobić jeszcze coś w tym kierunku aby było dobrze. Ale nic to nie dało.
Nie liczę na wsparcie od niej.

9 949

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja odeszłam od męża psychofaga. Mam jedno dziecko.
Anstawio, nie da się nic zrobić, żebyś znalazła lepszą pracę, skoro nie jesteś z tej zadowolona?
To, że nie masz dziecka sprawia, że możesz pomyśleć tylko o sobie.

9 950

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zawsze buntowałam się przeciwko stwierdzeniu "Kobieta kochająca za bardzo". Czytając wasze opowieści, jak "On" się zachowuje i to jak "On" jest oceniany przez każdą z osobna, przychodzi mi na myśl sformułowanie " Kobieta nie kochająca siebie. Kobieta nie rozumiejące jak On może Mnie nie kochać tak jak Ja bym chciała".
KKZB w moim pojęciu to taka która nie widzi chorych, okrutnych, czy niewłaściwych zachowań partnera.Ale to tylko moje zdanie. Ktoś ułożył test, wrzucił do netu i każda kobieta może sobie go zrobić. Ale bez fachowej interpretacji może uczynić on więcej szkody niż pożytku.
Rozwiązałam ten test tak hipotetycznie używając przykładów które częściowo są zbieżne z moimi doświadczeniami a częściowo wymyślone.
1. Nie wyobrażam sobie życia bez mężczyzny. -czy to coś dziwnego, jeżeli całe dorosłe życie miałam partnera? Bez ukochanego partnera moje życie nie ma sensu.-to ma znaczyć że kocham za bardzo? Dla mnie oznacza to:nie wierzę w siebie,, nie wierze że sama sobie poradzę.

2. Uważam, że miarą prawdziwej miłości jest stopień poświęcenia swojego życia partnerowi.
O jakim stopniu mówimy? Kiedy mamy kompromis, kiedy to jest nasz wybór, a kiedy poświęcenie? Jeżeli Ja chce żyć z uzależnionym (trzeźwym czy też nie)to poświęcenie, czy mój  wybór?

3. Choć mój partner często zadaje mi tyle bólu i cierpień, wierzę, że dzięki mojej miłości się zmieni.
NA tym forum  spotkałam osoby chcące zmusić partnera do okazania miłości, nie spotkałam nikogo  kto czeka na odmianę bez protestu, a przecież właśnie to wynika z pytania.

Chyba nie mam ochoty dalej przechodzić tego testu. Uważam że jest tendencyjny. Spójrzmy jeszcze na to :
4.Zrozumiałam, że mój partner jest w szponach nałogu (alkoholizm, narkomania, erotomania, pracoholizm, uzależnienie od hazardu, Internetu itp.) i robię wszystko, żeby pomóc mu z niego wyjść.
Robię wszystko, ŻEBY POMÓC. Pomóc uzależnionemu to znaczy nie pomagać. Moja bohaterka, idzie do psychologa, aby dowiedzieć się jak może pomóc mężowi. Zaopatrzona w tą wiedzę, robi wszystko, żeby mu pomóc.
-.Nie spłaca, długów, które zaciąga mąż.
-.Nie naprawia tego co On zniszczył przez nałóg.
-.Nie ukrywa problemu przed innymi.
-.Nie leczy jego kaca, mimo jego błagań. Nie kupuje żadnych soków,napoi czy wody mineralnej. Ona i dzieci piją tylko herbatę i soki świeżo  wyciskane, a do szkoły dostają butelkę wody mineralnej.
-. Nie sprząta po nim, nie pierze i nie prasuje jego ubrań.
-. Jedzenie kupuje tylko dla siebie i dzieci. Obiady  w tygodniu jedzą w stołówce, w wolne dni  gotuje tylko dla siebie i dzieci.
-.Jest konsekwentna. Poinformowała go że jak przyjdzie pijany w wigilię to nie siądą z nim do stołu. Wrócił z pracy o 15: 30 lekko wypity i radośnie oświadczył " idę się przespać, obudź mnie o 18:00 wezmę prysznic, ogolę się i o 18:30 możemy siadać do kolacji" i poszedł spać. Ona, wzięła prysznic zaraz potem, zrobiła się na bóstwo, wzięła w garnki to co ugotowała i pojechała z dziećmi do koleżanki, która sama spędzała święta.
5. Uważam, że jeśli ktoś, kogo kocham, czegoś potrzebuje, to moim obowiązkiem jest zaspokoić jego potrzeby.

Przecież mu przysięgałam. Czego mój mąż potrzebuje? Leczenia odwykowego.Nie mam ma to wpływu,to musi być jego decyzja,  leczenie pod przymusem nie ma sensu- tak powiedział  psycholog. Ale mogę Jemu pomóc? -patrz punkt  4

9. Beze mnie mój partner nie da sobie rady w życiu. Znam jego ograniczenia i dlatego to ja muszę trzymać kontrolę nad naszymi wspólnymi sprawami, bo inaczej wszystko się posypie.

I tak przejmuje jego obowiązki.
Jest upoważniona do jego konta więc zakłada stałe zlecenie, na przelew na swoje konto kwoty, która pokryje połowę zobowiązań jakie mają zaciągnięte + na rachunki związane z utrzymaniem dzieci i domu.
-jak dostała pierwszy telefon ze szkoły że dzieci jeszcze nikt nie odebrał, a za pół godziny zamykają świetlicę szkolną, pomyślała, "kolejny obowiązek muszą wziąć na siebie" Po czym wskoczyła do taksówki i pojechała do szkoły po dzieci. Z miejsca pracy do szkoły, jechało się 10 min.  Mając czas zadzwoniła do męża  z pytaniem ,dlaczego nie przyjechał po dzieci. Usłyszała jak mówi głosem wskazującym na spożycie alkoholu "Miałem straszne urwanie głowy, ale przecież świetlica do 16:00 jest czynna.O ch... już za 10. Nie zdążę, będę tam 15 po. Już Rybko wskakuje do auta i jadę. Nic się nie stanie jak 15 minut zaczekają. Już siedzę w samochodzie i ruszam. "
Cóż żona i matka na to? Ze spokojem, zadzwoniła na Policę informując dyżurnego, jaką trasą jedzie samochód będący zagrożeniem dla innych uczestników drogi,z powodu kierowcy który tak na "ucho"to ze 2 promile ma jak nic.Teraz to Ona jest jedynym uprawnionym do prowadzenia pojazdu w rodzinie.
I tak, jeden po drugim, przejmuje Jego obowiązki.
Może zdarzyć się tak, że rozżalony mąż, nie będzie zadowolony z tego przejmowania jego obowiązków. Nie żeby, chciał, je z powrotem, tak na zawsze ale raz za kiedy chętnie by pojechał "w półki"i przy okazji kupowania płynów wywołujących, czy leczących  kaca, mógłby kupić chleb. Niech nie ma do niego pretensji,że wszystkie obowiązki spadły na jej barki. bo to przez Nią, On nie ma prawa jazdy.
No cóż, jakoś udźwignę to poczucie winy:)

11. Gdy coś nam nie wychodzi, gdy się pokłócimy, gdy zostanę obrażona, zawsze potem zastanawiam się, co ja źle zrobiłam.
I często dochodzę do wniosku, że to nie Ja zrobiłam, źle.Mam się nie zastanawiać? Ale od niego tego wymagać? Czy to znaczy, że trafił się ideał nie popełniający błędów? No i proszę znowu widzę  winę w sobie?

13. Nie potrafię odczuwać przyjemności, gdy wspólnie spędzamy nasz wolny czas, jeśli nie jestem przekonana, że mój partner też jest zadowolony.
Uwielbiam odwiedzać galerie, mogę tam spędzić wiele godzin w przeciwieństwie do mojego męża. Nie potrafię odczuwać przyjemności jak po 1/2 godz. stale słyszę : długo tu jeszcze będziemy, co Ty widzisz w tych obrazach,taki obraz to i Ja bym namalował, o a ten to nawet lepiej, Ty chcesz je wszystkie obejrzeć,co tak długo tu stoisz,ileż można się przyglądać obrazkowi 30x30 cm. i td.
Raz pojechałam z nim na ryby, po 1/2 godz. gapienia się na nieruchomy spławik, zachowywałam się tak jak On w galerii .Dlatego spędzamy razem wolny czas,w sposób, który obojgu sprawia to przyjemność.A do galerii chodzę sama,tak jak On sam jeździ na ryby.

Chol............jestem KKZB.
Jak mogę myśleć o sobie dobrze jak na pytanie "8. Jestem zdolna do bezgranicznej pomocy swojemu partnerowi, nic nie jest tak ważne, jak jego dobro." 
Te pytania każdą kobietę przekonają że jest KKZB. Patrząc na powyższe odpowiedzi czy mogę powiedzieć że jestem KKZB.? Moim zdaniem Nie.
Ale czy jak to samo pytanie będzie w teście pt"Czy jesteś najważniejsza  dla siebie?"
Macie tyle empatii w sobie to będzie wam łatwo odpowiedzieć na resztę pytań z pozycji silnej, pewnej siebie kobiety.
Gdzie leży tak naprawdę problem? W tym że kochamy partnera za bardzo, czy w tym że nie kochamy siebie?
We mnie wszystko krzyczy "kocham za bardzo, tzn jestem idiotką która godzi się na to co od niego dostaję. " Ale właśnie dlatego że się nie godzę, weszłam na to forum, podjęłam pracę nad sobą i zmieniam swoje myślenie. Też na początku wydawało mi się że szczęście zapewni mi jego przemiana. Ale to bzdura i Ja tak nie chcę. Przecież o to chodzi w życiu, żeby moje życie było moje i zależało ode mnie, nie od innych. Każdy powinien zadać sobie pytanie "jak Ja reagowałabym jak ktoś chciałby mnie zmienić?  Mówił jak mam się zachowywać i jak postępować?
Żeby zrozumieć że jesteśmy w stanie zmienić tylko siebie trzeba odpowiedzieć sobie na to pytanie. Niestety to jest najłatwiejsza część pracy, bo potem trzeba jeszcze zastosować to w życiu. Zmieniać siebie, bez myślenia-zrobię tak, to On będzie musiał zrobić, tak.TO JEST PUŁAPKA.
Bo znowu robię coś , po to aby On zmienił swoje postępowanie.
Nie jest to łatwe i nie dzieje się szybko, ale możliwe:)

9 951

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja odeszłam od męża psychofaga. Mam jedno dziecko.
Anstawio, nie da się nic zrobić, żebyś znalazła lepszą pracę, skoro nie jesteś z tej zadowolona?
To, że nie masz dziecka sprawia, że możesz pomyśleć tylko o sobie.

Pewnie się da to zrobić, da się znaleźć lepszą pracę,tylko do tej pory moje myśli skupiały się na tym, żeby to jemu było dobrze i dla niego jak najlepiej,a ja byłam na ostatnim miejscu. Teraz mam nadzieję to się zmieni...

9 952

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Da się.
Ja też po nim już nie robię, odkąd zauważyłam, że to wykorzystuje i przez to nic nie robi.
Nie jestem KKZB.
Robię to dla siebie. Myślmy o sobie. To, że się poświęcimy, ten czas który na to poświęcimy nigdy nie wróci. Musimy wszystko robić z myślą o sobie.

9 953

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I taki też mam zamiar,myśleć tylko o sobie! I przez te wszystkie lata (tylko 5:), mimo,iż zawsze myślałam o mężu,rzuciłam dla niego pracę,byłego chłopaka,licencjat obroniłam najgorzej jak się dało,nie raz usłyszałam,że jestem egoistką i że nic nie robię! Czas zacząć teraz robić wszystko dla siebie!! Już też nie jestem KKZB, staram się nią nie być! Ale niestety jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika i to też ma wpływ,ale już mniejszy:)

9 954

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedy jesteśmy w udanym związku dajemy i bierzemy, szanujemy siebie nawzajem i dbamy o swoje potrzeby. Jeśli coś nam szkodzi nie róbmy tego.
Ja nigdy nie byłam KKZB, odeszłam, nie bałam się. Miałam na względzie takie czynniki jak finanse i dziecko. Wybrałam co uznałam za stosowne. Teraz też nie boje się odejść. Ale chciałam dać szansę, może się uda akurat. Ciężko się rozmawia, kiedy ktoś nie dopuszcza słów z zewnątrz oprócz własnego ja.

9 955

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

kobieta kochajaca za bardzo to taka kobieta ,ktore swoje dobro przedkalda na dobro zlego partnera ,inaczej maja sie sprawy jesli facet jest wporzadku,niie mozna nikogo zmienic plus siebie ,ale czasami zeby to robic trzeba odejsc,aby moc miec wiecej swobody mentalnej.

9 956

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czasem trzeba odejść, dla własnego dobra. To dużo lepsze niż męczarnia. Czasem też nie ma dokąd pójść. Ale wyjście zawsze się znajdzie.

Najgorzej jest wytrzymać z takim partnerem. Nawet jak się zmienimy i obierzemy swój plan, to musimy albo znosić to co on ma i co robi lub czego nie robi albo coś z tym zrobić samej. A wyręczać nie chcemy, więc musimy to zaakceptować mieszkając z nim, albo możemy ciągle się spierać. Jednak jak on nie chce to nic nie ruszy. Więc jak możemy się zmienić przy kimś takim?

9 957

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny w moim przypadku jest to niemozliwe zebym myslala o sobie bedac z nim z prostej przyczyny ,zabiera mi zbyt duzo czasu ,on jego praca pochalaniaja mnie,do tego dwojka dzieci dom codziennie mam tyle sprztania ze szok,w nocy robi jedzenie potem sajgon w kuchni ,doklada mi dodatkowych zajec .Cudem jest ze pisze na tym forum jeszcze pul roku temu szkoda by mi bylo czasu.Dodatkowo uwaza sie za istote ponad ludzmi i kazdego ma za nic on i jego sukces sa wszechswiatem.Typowy narcyz ,chcialam pomuc przeczytalam duzo ksiazek psychologicznych zeby do niego dotrzec ,stwierdzilam ze osbowosc narcystyczna jest cholernie skomplikowana nie mam sil dluzej czekac ,dodatkowo i tak poklady empatii ma zerowe plus jaranko to obniza jeszcze mocniej.Kocham siebie jestem z siebie dumna ,ale wiem ze jego kocham za bardzo!! powinnam dawno w dupe kopa zrobic .Mam dopiero 31 lat i tyle doswiadczen ,gdybym opisala wszystko mozna by bylo ksiazke napisac .
Anastawio to dla ciebie duzy plus ze niemasz dzieci

Najbardziej balam sie tego ze maz bedzie przekupywal chlopcow pieniedzmi ,nie teraz ,ale w przyszlosci,choc z drugiej strony starszy syn ma tylko 6 lat kocha ojca ,ale od niego slyszy tylko zaraz potem tatus duzo pracuje na twoje zabawki ,mysle ze spojrzenie jego sie zmieni kiedy dorosnie.Nie zawsze jest tak kolorowo sie rozstac zwlaszcza jak ktos jest manipulantem i aktorem ,ktory zrobi wszystko zeby isc do przodu czysty.Moj maz juz mial jedna rodzine przedmna rozstali sie po pul roku ,dwa lata pozniej poznal mnie.Kiedys mysllam ze mogl popelnic blad bo bardzo mlody byl,teraz widze jasno w czym a raczej w kim problem.

9 958

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałabym wierzyć,że są na świecie fajni mężczyźni,ale wątpię w to coraz bardziej. Albo trzeba być suczką i krótko chłopa trzymać,albo być samej. Bo nie widzę inaczej. Ja byłam dobra i uległa i mnie M zdominował. Teraz myśli,że Pan i Władca! Dziś kupiłam łóżko do drugiego pokoju żebyśmy już razem nie spali,a on mi smsa przysłał, że dziś jest mecz i on nocuje u kolegi. Kompletnie nie widzi,że mu się związek sypie. Kompletnie mu na mnie nie zależy. Nie ma sensu nawet walczyć o ten związek... Ale chyba lepiej,że nie walczy,bo gdyby było inaczej to bym się jeszcze rozmyśliła. Trochę to przykre jednak...

9 959

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio cos troche podobne bledy popelnilysmy,moj maz tez nie zabardzo wie o co chodzi,ale to dziwny czlowiek idzie swoja droga nie patrzy na innych nawet tych bliskich.Nawet kochanka mu sie nalezala bo poczucl chec,bo wystarszyl sie zycia jak drugi syn sie urodzil  ,szkoda juz slow .Teraz musimy dojsc do porozumienia w sprawie dzieci i nowe zycie.........Boje sie jak diabli ,ale czuje ze bedzie dobrze

9 960

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślisz,że twój M będzie chciał walczyć o dzieci?
Ja też się boję, ale damy radę:) Boję się też,że może kiedyś będę żałować... sama nie wiem...W sumie jak go nie ma w domu to jest spokój, a jak się pojawia,to szarpie mi emocjami... Jak sobie pomyślę ile nerwów i energii kosztował mnie ten związek,to aż mi przykro się robi... Ale może być tylko lepiej!

9 961

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

NIE!!! ,nie bedzie chcial miec ich tylko dla siebie zbyt duzo czasu zajmuja.Boje sie gdy beda starsi ze bedzie ich przekupywal kasa ,ze zakreci ich zycie jakie ;lubi tata .Boje sie ,ale coz innego mi pozostalo jak walczyc o swoje resztki ,albo gdyby wkoncu dorusl i bym faktycznie mogla zalowac hhmmm,ciezko mi jest ogromnie

9 962

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pati, ja myślę, że jednak dzieci będą czerpały te dobre nawyki i nie będą chciały być takie jak ojciec. One są bardzo mądre i widzą i czują więcej niż można by przypuszczać.

9 963

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj mój jeszcze mąż spał u kumpli. Chyba pierwszy raz tak dobrze mi się spało:) wstałam wypoczęta,zrelaksowana. Mój dzień jest taki spokojny, patrzę na ludzi życzliwie, uśmiecham się do samej siebie. Nie ma już we mnie tego "napięcia". Są jeszcze problemy, niepozałatwiane sprawy,ale myślę, że uda mi się z tego wybrnąć. Już wiem co to znaczy kochać za bardzo. Wiem,że popełniłam błąd,dałam się zdominować. Wiem,że popełniłam błąd próbując układać sobie życie z osobą uzależnioną. Czuję się też winna, mam poczucie,że jestem egoistką,ale wiem,że w tym momencie muszę i chcę  być egoistką. Wiem,że źle robiłam,pomagałam mężowi w nałogu, dawałam mu pieniądze na trawkę jak potrzebował. Sama jestem sobie winna i teraz sama muszę dla siebie to zmienić. Boję się oskarżeń ze strony rodziny męża, nie wiem jak z nimi rozmawiać,czy w ogóle rozmawiać?

9 964 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-25 13:35:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie też się dobrze spało. A od jakichś dwóch godzin boli mnie głowa. Ale jest ok.
Ja uważam, że to nie jest egoizm. Kiedy ktoś myśli o sobie i zaczyna się zastanawiać gdzie w tym wszystkim jestem ja, cz to jest egoizm? Ja myślę, że nastąpiło coś w rodzaju opamiętania. A on nie jest egoistą? Chodzi gdzie sam chce, robi co sam chce, nie pomyśli o Tobie, chyba, że zwrócisz jego uwagę na siebie.
Ja właśnie zaczęłam się ostatnio zastanawiać gdzie jet dla mnie miejsce w tym układzie? Okazuje się, że może jest jednak. No zobaczymy. Powoli. Ja wierze, że mnie się uda może dogadać.

Kiedy skończyłam współpracę z mężem nie przejmowałam się reakcją jego rodziny, nawet z nimi nie rozmawiałam. To była moja sprawa, moje doświadczenia i moje życie.

Anastawio ja myślę, że mogłaby się przydać Wam rozłąka, pewnie nie masz możliwości żeby wynieść się na jakiś czas, ale możesz stworzyć jeszcze większy dystans, to znaczy każde sobie. Pokój osobny jak mówisz. Gotowa sobie, prać sobie, itd. Wtedy zobaczysz co dalej.

9 965

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bajka o ocalonym królestwie

Był sobie król i królowa. Król był człowiekiem pedantycznym i wymagającym. Tak właściwie to nikt nie potrafił sprostać jego wymaganiom. Nie uznawał żadnego autorytetu, bo nikt nie był wystarczająco idealny i bez skazy, by król mógł go za autorytet uznać.
Nikogo też tak naprawdę nie szanował, bo szanować mógł tylko ludzi idealnych i bez skazy. Często też z tego samego powodu chodził naburmuszony i obrażony, a najbardziej wtedy, gdy królowa nie potrafiła sprostać jego wymaganiom.
Król, jak każdy zresztą król, miał poważne plany co do przyszłości królestwa. Były to jego plany indywidualne, do których zawsze przekonywał tak długo królową, aż zaakceptowała je jako plany wspólne. Jednak poważne plany wymagały sporego wysiłku, wszystkie po jakimś czasie przerastały króla i jego możliwości i stawały się dla niego uciążliwe. Król zostawiał więc po jakimś czasie każdą rozpoczętą inwestycję, a królowa próbowała za każdym razem ratować je, aby przynajmniej odzyskać to, co zostało zainwestowane. Choć nie lubiła gwałtownych zmian w swoim życiu, musiała się do nich przyzwyczaić. A król wciąż porzucał kolejne strategie rozwoju królestwa, zostawiając je królowej, bądź zastępując je innymi.
Królowa z początku starała się jak mogła. Wiele rzeczy robiła, żeby sprostać wymaganiom króla. Zmęczona jednak ciągłym jego niezadowoleniem i jego widzimisię, zostawiła wszystkie sprawy pałacu w jego rękach. Sama zaś zajęła się porządkowaniem spraw królestwa wyższej rangi. Król zaś ograniczył swoje panowanie do obszaru samego pałacu. Czasami, gdy inni potrzebowali jego pomocy, chętnie pomagał w sprawach, które lubił robić i na których znal się znakomicie. Wtedy był szczególnie niezastąpiony. W takich przypadkach był bardzo zadowolony nie tyle ze swojej pracy, co z faktu, ze ludzie proszący o pomoc wykonywali bez ociągania i sprzeciwu wszystko, cokolwiek on zarządził. Jeżeli jednak przymuszali go do trzymania się ich pomysłu, wówczas narzekał głośno w pałacu na ich dziwne wymysły.
Król i królowa mieli dwoje dzieci, ale król nie mógł ich kochać, bo nie spełniały wymogów, jakie z punktu widzenia króla powinny spełniać dzieci. Kilkanaście lat próbował nagiąć je tak, aby mieściły się dokładnie w wyznaczonych przez niego ramkach, ale jeśli już prawie się mu udało, one znów rosły i znowu trzeba je było naginać. Tu trzeba jednak koniecznie nadmienić, że ramki miały dokładnie wymiary króla i tak naprawdę tylko on mógł się do nich dopasować. One próbowały się poddać temu naginaniu, gdy były małe, i cierpiały przy tym wyginaniu. Gdy jednak trochę podrosły, z prób wyginania pozostał tylko żal do króla, ze pozbawił ich ojca.
Król jak każdy król miał mnóstwo służby, ale oddalił po kolei wszystkich służących, bo żaden z nich nie potrafił wykonać swojej pracy wedle oczekiwań i norm wytycznych króla. Gdy pozostał tylko jeden, ostatni już służący, król wykonał potrzebną czynność za niego, zakładając z góry, że i tak nie zrobi tego jak należy.
Sam prał swoje rzeczy, odwiedzał targ, aby zakupić potrzebne do jedzenia produkty. Miał swoje upatrzone do tego miejsca. Sam też gotował. W dni wolne był nawet skłonny oddać swe panowanie w kuchni królowej, ale bez przerwy był nękany wątpliwościami, czy to, co ona ugotuje, da się zjeść. Mogła przecież cos rozlać, rozsypać, a co gorsza, nawet spalić garnki. Dlatego słysząc odgłos nastawianych garnków zaraz zjawiał się w kuchni, by nic nie uszło jego królewskiej uwadze, bowiem kupował tylko tanio i pożytecznie. Wszystko to było dla niego, jak sam mawiał, wielkim ciężarem, ale nie było a całym świecie człowieka, który mógłby to zrobić równie dobrze, równie oszczędnie i równie porządnie, jak sam król.
Wpadł na pomysł, żeby wydać edykt, w którym mógłby wyrazić swój problem, a jednocześnie z człowieka niezrozumianego,( bowiem już nikt nie rozumiał, o co mu tak naprawdę chodzi ), stać się człowiekiem zrozumianym i zaakceptowanym. Tak, to naprawdę mogłoby go uwolnić od problemu.
Wyszedł na taras pałacu i przemówił:
Drodzy poddani: ( tu miał na myśli także królową i dwoje dorosłych już dzieci ) Chciałem wszystkim ogłosić, że jestem Człowiekiem Niezastąpionym i nikt nie może mnie w tym zadaniu zastąpić, postanowiłem jako Idealny Człowiek przygotować dla was Idealne Ramy. Powinniśmy wszyscy być jednością. Ale żeby tą jedność osiągnąć, musicie dopasować się do tych ram w Idealny Sposób z dwóch powodów: po pierwsze, że sam pomysł jest Idealny, a po wtóre, że Ramy są Idealne. Jestem w stanie pomóc wam tą doskonałość osiągnąć, musicie tylko z oddaniem i bez szemrania poddać się mnie, Niezastąpionemu i Idealnemu. Musicie zmieścić się w ramach moich oczekiwań, a możecie to osiągnąć myśląc jak ja i czyniąc wszystko jak ja. Poza Idealnymi Ramami nie ma nic, dlatego chcąc d alej mieszkać w moim królestwie, musicie zaakceptować mój Idealny Pomysł.
W ten sposób sam zastawił na siebie pułapkę i wpadł w straszne sidła. Z jednej strony bowiem zdawał sobie sprawę, że jest Człowiekiem Niezastąpionym, z drugiej zaś obarczonym ponad miarę zadaniami, w których nikt inny nie potrafił go zastąpić. Chciał od tego ciężaru uciec, ale przecież jak ma uciec, skoro nie ma takiego człowieka, który go zastąpi, a poza tym straciłby kontrolę nad swoim Idealnym Pomysłem. Na dodatek Pomysł okazał się nie tak wcale Idealny, bo gdyby taki był, wszyscy poddani krzyknęliby : Hura!
Efekt był jednak inny: prawie wszyscy poddani odeszli, bo nie mieli ochoty na Idealny Pomysł. Woleli Swoje Ciasne Ramy bardziej niż Idealne Ramy, nawet wtedy, gdyby pochodziły z Idealnej Głowy Idealnego Króla. Gdzieś na boku została garstka poddanych: Królowa i dwoje dzieci. Smutno im było, gdy widzieli porażkę Króla. Król podszedł do nich i orzekł:
- Czy i wy chcecie odejść?
- My nigdzie nie odchodzimy. My zostajemy w Swoich Ciasnych Ramach - odrzekli zgodnie.
- W takim razie, skoro poza Idealnymi Moimi Ramami nic nie istnieje, nie ma was. Mogę odejść.
- Nie zostajemy sami. Jest nas wielu. Wielu Nieidealnych. - odpowiedziała Królowa.
- Zrobiłaś mi to, co najgorsze! - z wyrzutem powiedział Król.
- Nie czuje się winna. Wszystko to, co ci ślubowałam, dotrzymałam. A że nie jestem Idealną Żoną? Cóż, nie było takiego zdania w obietnicy małżeńskiej.
Król wyjechał. Pewno sam przed sobą nie może pogodzić się z porażką Swojego Idealnego Pomysłu. Poddani potrzebowali jednak Króla. Po niedługim czasie wszędzie było słychać radosne okrzyki: Wiwat Królowa!!! Poddani wybrali ją. Mogła ich zrozumieć i zaakceptować, bo była taka jak oni, Nieidealna. I w tym była jedność!



Która z Was to świadoma królowa?

9 966 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-25 13:48:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To fajne.
Hm... Ja sobie w kasze dmuchać nie dam. smile

Kurcze ten król to mi się kojarzy jakoś bardzo z Twoim mężem, nie wiesz czemu?
Ja nigdy tak nie miałam, żebym musiała się wpasować w ramy.
Ideałów nie ma, komu się wydaje, że jest ideałem jest w błędzie.
Zauważ Aniknom, że król sam skazuje się na destrukcję.
Moja mama była idealną królową, ale tylko z racji, że płeć ma nie męską, bo tak to byłaby królem. Wszystkim starała się narzucać swoją wolę i nadal stara i dlatego wszyscy odeszli. A kto chciałby mieszkać z idealną królową?!

9 967

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mnie też się dobrze spało. A od jakichś dwóch godzin boli mnie głowa. Ale jest ok.
Ja uważam, że to nie jest egoizm. Kiedy ktoś myśli o sobie i zaczyna się zastanawiać gdzie w tym wszystkim jestem ja, cz to jest egoizm? Ja myślę, że nastąpiło coś w rodzaju opamiętania. A on nie jest egoistą? Chodzi gdzie sam chce, robi co sam chce, nie pomyśli o Tobie, chyba, że zwrócisz jego uwagę na siebie.
Ja właśnie zaczęłam się ostatnio zastanawiać gdzie jet dla mnie miejsce w tym układzie? Okazuje się, że może jest jednak. No zobaczymy. Powoli. Ja wierze, że mnie się uda może dogadać.

Kiedy skończyłam współpracę z mężem nie przejmowałam się reakcją jego rodziny, nawet z nimi nie rozmawiałam. To była moja sprawa, moje doświadczenia i moje życie.

Anastawio ja myślę, że mogłaby się przydać Wam rozłąka, pewnie nie masz możliwości żeby wynieść się na jakiś czas, ale możesz stworzyć jeszcze większy dystans, to znaczy każde sobie. Pokój osobny jak mówisz. Gotowa sobie, prać sobie, itd. Wtedy zobaczysz co dalej.

Tak właśnie robię, przenoszę się do drugiego pokoju i zamierzam prowadzić swoje życie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Wiem jednak, że jak się poddam to stracę szacunek do siebie,a co z tym idzie M znowu nie będzie mnie szanował. W każdym razie zobaczymy. Wierzę też,że można pracować nad związkiem, dogadać się,czego Tobie życzę! Ale z drugiej strony, dla mnie bycie z M a tak naprawdę bez M to nie jest związek. Narazie będę treać w tym co sobie postanowiłam, czas pokaże.

9 968

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wspieram Cię w Twym postanowieniu.
Ja jeszcze spróbuję, co mi szkodzi. Jeszcze tak źle to nie jest. Wczoraj nawet symptomy zauważyłam pewne.
Czasem drastyczna zmiana dobre robi.

9 969

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To fajne.
Hm... Ja sobie w kasze dmuchać nie dam. smile

Kurcze ten król to mi się kojarzy jakoś bardzo z Twoim mężem, nie wiesz czemu?
Ja nigdy tak nie miałam, żebym musiała się wpasować w ramy.
Ideałów nie ma, komu się wydaje, że jest ideałem jest w błędzie.
Zauważ Aniknom, że król sam skazuje się na destrukcję.
Moja mama była idealną królową, ale tylko z racji, że płeć ma nie męską, bo tak to byłaby królem. Wszystkim starała się narzucać swoją wolę i nadal stara i dlatego wszyscy odeszli. A kto chciałby mieszkać z idealną królową?!

A widzisz, też tak skojarzyłam, ale zakończenie mnie się podoba smile

Nikt nie chce mieszkać z ideałami, o ile tacy istnieją - życie było by właśnie takim wpasowaniem się w ramki.

9 970

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny mam pytanie, czy czułyście się podobnie?

Kiedy czytam te "obowiązkowe" książki, to coś dziwnego się ze mną dzieje. Zachowuję się, jakby tu delikatnie rzec, irracjonalnie.

Wpadam w dziwne nastroje od gniewu po złość i rezygnacje
z skrajności w skrajność,
od euforii do furii,
dzisiaj byłam tak wściekła,  że wypucowałam cały piekarnik, ale po chwili roztrzaskałam filiżankę o ścianę,
a kiedy widzę męża mam ochotę rozszarpać jego gołym rękoma,
planuje wyjście a za chwile już nigdzie nie chce wychodzić,

to jakiś emocjonalny kocioł, czuję, że tracę panowanie nad własnym życiem

trochę mnie to martwi... sad

9 971 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-25 19:58:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Po miesiącach, latach (niewłaściwe skreślić) ukrywania uczuć, zaprzeczaniu uczuciom, wreszcie mogą one wyjść na światło dzienne; wreszcie mogą być uzewnętrznione.
Złość to uczucie wielce energetyczne. Gdy człek się porządnie odzłości, poziom energii gwałtowanie spada i pojawia się samopoczucie przekłutego balonika.

Daj czasowi czas. smile

9 972

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mną też miotają skrajne uczucia,od fali radości (jak jestem sama) po wybuchy złości (jak widzę męża). Dzisiaj byłam pół dnia taka melancholijna, z nadzieją,że może będzie lepiej. No ale jak mąż po pracy przyszedł do domu z kumplem,piwkiem,jaraniem,zrobili sobie jeść i usiedli przed tv, to wpadłam w taką furię,że się nawet temu koledze dostało. Mąż ponad 1,5 roku nie ma stałych dochodów. Od dwóch lat wciągnął się w to towarzystwo. Ja już nie daję rady. Dziś powiedział,że za miesiąc się wyprowadza. Powiedział,że jestem egoistka,że myślę tylko o pieniądzach,że nikt się dla mnie nie liczy,tylko ja sama! Boli...

9 973

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Po miesiącach, latach (niewłaściwe skreślić) ukrywania uczuć, zaprzeczaniu uczuciom, wreszcie mogą one wyjść na światło dzienne; wreszcie mogą być uzewnętrznione.
Złość to uczucie wielce energetyczne. Gdy człek się porządnie odzłości, poziom energii gwałtowanie spada i pojawia się samopoczucie przekłutego balonika.

Daj czasowi czas. smile

dzisiaj dopiero do mnie dotarło, że stosowana była względem mnie przemoc psychiczna - już wcześniej zauważałam pewne symptomy, ale skutecznie je odsuwałam, zwalając winę na siebie.... typowe dla takich jak ja.

Problem w tym, ze ta złość również szkodzi mnie samej, najpierw paraliżuje mnie, a po chwili odbija się ona rykoszetem na najbliższych, czas hmmm, w sumie rok zajęło mi odkrywanie prawdy, ile jeszcze czasu upłynie do zaakceptowania zaistniałej sytuacji?

a najgorsze jest to, że tak do końca to ja nie wiem co mam zrobić z tą odzyskaną świadomością sad

wiem, że głupio to zabrzmi, ale  lepiej się czułam "nie wiedząc", oj zryty mam ten beret sad

9 974 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-25 20:41:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)wiem, że głupio to zabrzmi, ale  lepiej się czułam "nie wiedząc", oj zryty mam ten beret sad

Naprawdę wówczas lepiej się czułaś? Naprawdę?
Jeśli tak, to nic trudnego, by wrócić do stanu poprzedniego.
Powiedz sobie, że zgłupiałaś chcąc odzyskać szacunek do samej siebie; powiedz sobie, że przewróciło Ci się w głowie, gdy zaczęłaś oczekiwać od swego partnera (zaraz, jakiego partnera?), od swego pana i władcy, traktowania należnemu człowiekowi.
Powiedz sobie, że ta chwila samoświadomości to choroba psychiczna, że już wyzdrowiałaś.
Powiedz też to wszystko swemu władcy, będzie ucieszony Twym "ozdrowieniem". tongue


ankinom napisał/a:

(...)najgorsze jest to, że tak do końca to ja nie wiem co mam zrobić z tą odzyskaną świadomością (...)

Rozumiem. Wieloletnia niewolnica, więźniarka, nagle odzyskała wolność. Może robić wszystko to, co chce, co jej przyjdzie do głowy, co lubi robić. Ale jak podejmować samodzielne decyzje? Ale co ma przyjść do głowy? Ale co lubi robić? Lubi? Przecież do tej pory robiła wszystko to, czego oczekiwał pan. Wszystko to, co jemu sprawiało radość. Wszystko to, czego on zażądał.

Może jednak lepiej jest wrócić do klatki?
Tam reguły były znane, określone, nie było miejsca na dowolność i swoje zdanie. I jak łatwo było narzekać na niego. Bo to on był odpowiedzialny. Za wszystko.

9 975

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Powiedzcie mi,dlaczego on zamiast powiedzieć,nawaliłem,nie udało się,mówi,że jestem egoistką,że ma kłopoty finansowe a ja zostawiam go na lodzie,że się go czepiam,że wiedziałam od początku jaki jest a teraz mam pretensje... Boję się,że sobie nie poradzę. On tak mówi,że zostanę sama,że na nikim mi nie zależy tylko na sobie... I tak myślę sobie,odseperowałam się od ludzi,bo chciałam być tylko dla niego,ale ja nawet dla niego nie byłam dobra. Ja chyba rzeczywiście jestem okrutną egoistką. Chciałam żeby on był tylko dla mnie! Wiem,że jak odejdzie to wprowadzi mnie w ogromne poczucie winy. Już chyba nie będę z nim rozmawiać. Jestem załamana psychicznie...

9 976

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Powiedzcie mi,dlaczego on zamiast powiedzieć,nawaliłem,nie udało się,mówi,że jestem egoistką,że ma kłopoty finansowe a ja zostawiam go na lodzie,że się go czepiam,że wiedziałam od początku jaki jest a teraz mam pretensje... Boję się,że sobie nie poradzę. On tak mówi,że zostanę sama,że na nikim mi nie zależy tylko na sobie... I tak myślę sobie,odseperowałam się od ludzi,bo chciałam być tylko dla niego,ale ja nawet dla niego nie byłam dobra. Ja chyba rzeczywiście jestem okrutną egoistką. Chciałam żeby on był tylko dla mnie! Wiem,że jak odejdzie to wprowadzi mnie w ogromne poczucie winy. Już chyba nie będę z nim rozmawiać. Jestem załamana psychicznie...

Nawet jeśli przyzna Ci rację,przeprosi i obieca poprawę...
Wyobrażasz sobie czym jest wyjście z nałogu?
To ciężka praca... Emocje targają i wcale taki wychodzący nie jest miły...
Nawet jak i to przetrzymasz...to,przecież Ty go w ogóle nie znasz! Nie masz pojęcia jaki on jest bez jarania...

To co Ci mówi to manipulacyjna prowokacja,czyli to co stosuje wobec Ciebie od początku.
A oni-nałogowcy (ciii sama nim jestem), to mistrzowie kamuflarzu i właśnie manipulacji.

A Ty jak reagujesz na jego ataki? Jak my wszystkie-CZUJESZ SIĘ WINNA...To straszne,że jesteśmy same dla siebie tak okrutne.

Huśtawki,jak mi wytłumaczono-normalka.
Wczoraj umierałam zdołowana,dziś strych wysprzątałam i zrobiłam porządeczek (zabierałam się do tego pół roku!)

Musimy być silne,Dziewczyny!
Godzić się z tym,że czasem jeszcze jest nam źle...bo ma prawo tak być.
Jesteście bardzo mądre i dzielne-zwłaszcza,że musicie z nimi...mieszkać...
Buziaki dla wszystkich Siłaczek smile

9 977

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia wpisz w wyszukiwarce "objawy współuzależnienia" i poczytaj o (niestety) sobie.
Życie z uzależnionym powoduje rozkwit współuzależnienia. Nie jest łatwo powiedzieć sobie -tak jestem współuzależniona, bo  to jest równoznaczne  z powiedzeniem sobie - tak Ja nie panuję nad swoim życiem, nie wiem jaka jestem, czego chcę i czemu nie potrafię zdecydować jak żyć dalej.
Tym bardziej że jakiś głos w Nas mówi:
Wydawało mi się że jestem dobrym człowiekiem,tak się poświęcałam, na tyle pozwalałam, a teraz okazuje się że jestem wredna zołza, która zamiast wspierać M chce odejść.
DLACZEGO ?????????????
Anstwia opisze jak to było u mnie. Na poziomie głowy to wiedziałam jak mam postępować,ale emocje nijak nie chciały wiedzieć. To tak jakby brakowało połączenia miedzy rozumem i  uczuciami.
I tak było.Trzeba było czasu aby pojawił się tunel, który połączył dwa tak ważne punkty we mnie.
Uważałam i nadal uważam, że rozstanie w tym stanie jest złe dla mnie, na rozstanie zawsze jest czas. Wykorzystaj to małżeństwo, do zrozumienia czym jest twoje współuzależnienie, jakie rządzą tobą mechanizmy, jak je rozpoznawać i jak nie ulegać schematom wypracowanym przez lata życia w tym związku.Nie jesteś w więzieniu i to że sama weszłaś w ten związek wiedząc jaki On jest nie znaczy że masz spędzić za kratami całe życie. Wybacz sobie to że chciałaś żyć z M narkomanem i .......... To był twój wybór i on był ok. był najlepszy wtedy jak go podejmowałaś. Okazał się błędem, głupotą? Pozwól sobie na popełnianie błędów i podejmowanie złych wyborów, bo to właśnie one pokazują które są dobre i mądre. Właśnie dlatego że zdecydowałaś śię na życie z uzależnionym dziś wiesz że to nie był dobry pomysł, i już nie chcesz. Itak jak miałaś prawo tak żyć , tak teraz masz prawo nie chcieć.

9 978

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj dołek związany z bezsilnością, dzisiaj kilka rozmów, działań i jest dobrze. Może nie całkiem dobrze, ale jest lepiej.
Rozmawiałam z byłym i wczoraj, i dzisiaj. Pierwsze rozmowy dotyczyły pieniędzy, kolejne rozwodu smile. Alimenty oczywiście zapłaci, ale nie teraz, może później albo jeszcze później a najlepiej nie mnie do ręki tylko na konto synowi. Nie protestowałam i dziwiłam się jak można wpłacić komuś na konto nie wiedząc w jakim banku ma konto i nie znając numeru tego konta. No... on artysta, on tego dokona  big_smile. Zapytałam czy zamierza synowi prezent na 18 sprawić a jeśli tak to czy do kursu prawa jazdy dorzuci. Nie, nie dorzuci, on zapłaci sam za ten kurs. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Zaproponowałam szkołę jazdy, która właśnie ma na kursy promocję. Nie, nie potrzebne mu żadne promocyjne szkółki, ponieważ jego znajomy i tak da mu zniżkę...
Spotkać się chce, ale nie może jest w stolicy....po 15 minutach dzwoni koleżanka i mówi, że właśnie widziała mojego byłego jak pod blok podjeżdża....???...trasę 3godzinną w 15 min zrobił ???....no artysta big_smile.
Dzisiaj w południe zadzwoniłam do niego i słyszę, że termin na prawo jazdy zarezerwowany. Na wszelki wypadek zapytałam a czy opłacony? Odpowiedzi nie dostałam. Dostałam opieprz, że chodzę dopytuję o niego. Zrewanżowałam się natychmiast i wróciłam do pytania czy kurs opłacony i przy okazji nadmieniłam, że zarezerwować miejsce można w 10 szkółkach więc mnie rezerwacja nie interesuje,  jedynie zapłata. Uparciuch nie pisnął ni słowa o zapłacie big_smile
Wróciliśmy także do sprawy alimentów. Wywiązała się awantura i usłyszałam, że o rozwód mnie poda i alimenty. Ubawił mnie tym do łez. Postawiłam sprawę jasno, alimenty chcę do końca tygodnia a jeśli ich nie otrzymam zgłoszę sprawę i do komornika i do prokuratora za ukrywanie dochodów ( mam na to dowody smile ) Powiedziałam również, iż kilku dłużników wybiera się do jego partnerki na rozmowę i chcą przedstawić jej dowody i ja się także do tej grupy zapisałam i również dowody ze sobą zabiorę. Nasze dowody to jego przekręty, wyroki i dokumentacja komornicza. Ona nie wie o jego prawdziwej przeszłości a kilka osób chce tą przeszłość pokazać. Poza tym to on działa na jej nazwisko zarabia a jak zarabia to niech spłaca. Oni także maja chrapkę na rozmowę o nim z prokuratorem.
Dzwonił on i to kilka razy, i straszył, że do prokuratora to on mnie zgłosi i czego to jeszcze nie zrobi. Wyraziłam swoją radość z możliwości takowej rozmowy z prokuratorem. Ostatni jego telefon i zupełnie inny ton i miły, i uprzejmy, i spotkać się jutro chce.
Boże jak ja mogłam tyle lat być i nie widzieć z jakim typem mam do czynienia. Cholerny drań...szkoda nawet słów.
Wiem jedno, koniec zabawy w chowanego. Koniec nabierania się na wszystkie numery świata. Koniec z manipulacją ona na mnie już nie działa. Każdą jego wypowiedz ucinałam FAKTAMI. Nie jest w stanie tak jak kiedyś zagonić mnie w niepewność, niejasność, zakłopotanie. Jedynie co mu się nadal udaje to zadziwienie mnie. Zadziwia mnie swoją charakteropatią...

9 979

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Wyobrażasz sobie czym jest wyjście z nałogu?
To ciężka praca... Emocje targają i wcale taki wychodzący nie jest miły...
Nawet jak i to przetrzymasz...to,przecież Ty go w ogóle nie znasz! Nie masz pojęcia jaki on jest bez jarania...

Słusznie zauważasz, że nie zna się osoby, która wyszła z nałogu.
Dotyczy to także nas, wychodzących z nałogu kochania za bardzo.
My same nie znamy siebie,  otoczenie również.
Nie znam się na innych nałogach, ale po swoim wiem , ze początki są wręcz traumatyczne.

Pamiętam jak nie wiedziałam nawet co lubię.
Pamiętam jeszcze siebie, jako potulną i grzeczną małżonkę, godzącą się nieświadomie, ale jednak, na przemoc.
Nie czułam sie szczęśliwa, ale otoczenie postrzegało mnie inaczej.
Może jedynie niektórzy dziwili się dlaczego jestem coraz szczuplejsza i bardziej markotna.
Byłam mistrzem kamuflażu. Nikt nie przypuszczał, że dochodzi w mojej rodzinie do przemocy psychicznej.
Długo sama nie wiedziałam , ze to co się dzieje to właśnie przemoc ...

l_ukrecja napisał/a:

Musimy być silne,Dziewczyny!
Godzić się z tym,że czasem jeszcze jest nam źle...bo ma prawo tak być.
Jesteście bardzo mądre i dzielne-zwłaszcza,że musicie z nimi...mieszkać...
Buziaki dla wszystkich Siłaczek smile

Pospisuję się pod tymi słowami smile

9 980 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-04-26 08:57:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)wiem, że głupio to zabrzmi, ale  lepiej się czułam "nie wiedząc", oj zryty mam ten beret sad

Naprawdę wówczas lepiej się czułaś? Naprawdę?
Jeśli tak, to nic trudnego, by wrócić do stanu poprzedniego.
Powiedz sobie, że zgłupiałaś chcąc odzyskać szacunek do samej siebie; powiedz sobie, że przewróciło Ci się w głowie, gdy zaczęłaś oczekiwać od swego partnera (zaraz, jakiego partnera?), od swego pana i władcy, traktowania należnemu człowiekowi.
Powiedz sobie, że ta chwila samoświadomości to choroba psychiczna, że już wyzdrowiałaś.
Powiedz też to wszystko swemu władcy, będzie ucieszony Twym "ozdrowieniem". tongue


ankinom napisał/a:

(...)najgorsze jest to, że tak do końca to ja nie wiem co mam zrobić z tą odzyskaną świadomością (...)

Rozumiem. Wieloletnia niewolnica, więźniarka, nagle odzyskała wolność. Może robić wszystko to, co chce, co jej przyjdzie do głowy, co lubi robić. Ale jak podejmować samodzielne decyzje? Ale co ma przyjść do głowy? Ale co lubi robić? Lubi? Przecież do tej pory robiła wszystko to, czego oczekiwał pan. Wszystko to, co jemu sprawiało radość. Wszystko to, czego on zażądał.

Może jednak lepiej jest wrócić do klatki?
Tam reguły były znane, określone, nie było miejsca na dowolność i swoje zdanie. I jak łatwo było narzekać na niego. Bo to on był odpowiedzialny. Za wszystko.

Nie w tym znaczeniu, że byłam szczęśliwa, bo nie byłam, ale też nie miałam tej świadomości, że może być inaczej, że związek taki oparty na partnerstwie tak nie wygląda... dopóki nie spróbujesz to nawet nie wiesz, jakie to dobre i ja tak żyłam nieświadoma i w tym znaczeniu "bezpiecznie", nie wiem czy mnie rozumiesz, nie umiem ubrać tych emocji w słowa...

Ale ciesze się, że odzyskuje siebie, te narodziny są bolesne i dlatego targają mną emocje dobre i złe. Wiem też, że już nie umiałabym wrócić do stanu poprzedniego. A wiem to z autopsji - kiedyś próbowałam sobie wmówić, ze spróbuje żyć jak dawniej, ale się nie dało. Za dużą mam dzisiaj wiedzę, żeby znowu dać się zagonić do klatki - ciasna i niewygodna, ba może mi nie uwierzysz, ale ja nie chce z nim być, umiem sobie wyobrazić życie bez niego, co rok temu nie było do pomyślenia!
Fakt, ze nadal z nim jestem doprowadza mnie do szału, ale nie siedzę na tyłku i jęczę, szukam pracy, szukam wyjścia.
wiem też, że jestem współuzależniona i dużo pracy przede mną.

I prawda jest to, że tylko jego obwiniałam za całe zło, jakoś nigdzie nie widziałam swojej winy - bardzo wygadane prawda? Fajnie tak na kogoś ponarzekać i siebie wybielić. Jestem też winna, winna, że pozwoliłam traktować siebie jak ofiarę, ale wstyd się przyznać sama też potrafiłam prześladować.

Nie biorę na siebie odpowiedzialności za jego złe traktowanie ludzi, nie mam i nie miałam na to wpływu, to jego problem, ale moim zadaniem jest ochronić siebie i dzieci przed skutkami tego działania.

Był czas, kiedy chciałam jego "zmienić" -ha pewnie niektóre z Was to znają -chciałam jemu pokazać jego błędy, pokazać co sprawia mi przykrości i co? wielkie g - on tego nie widział i nie zobaczy, zawsze miał wymówkę - bo ty ty mnie do tego prowokujesz! i już nie pokazuję, nie tłumaczę, próbuję zrozumieć siebie i naprawić swoje błędy i pewnie jeszcze nie raz napiszę - mam doła.

9 981

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Nie w tym znaczeniu, że byłam szczęśliwa, bo nie byłam, ale też nie miałam tej świadomości, że może być inaczej, że związek taki oparty na partnerstwie tak nie wygląda... dopóki nie spróbujesz to nawet nie wiesz, jakie to dobre i ja tak żyłam nieświadoma i w tym znaczeniu "bezpiecznie", nie wiem czy mnie rozumiesz, nie umiem ubrać tych emocji w słowa... (...)

Wszystko zrozumiałam czytając wczorajszego Twego posta. smile

Napisałam to, co napisałam, trochę przekornie tongue, byś zobaczyła przebytą przez siebie drogę; to, jak daleko już zaszłaś we własnym rozwoju i, na wszelki wypadek (ostrożności nigdy nie za wiele), przedstawiłam powrót do znanych, utartych ścieżek.

9 982

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tragiczna jest ta emocjonalna huśtawka nastrojów. Z równowagi wyprowadza mnie to jak go widzę z kolegami. Dostaję wtedy takiego napadu złości. Wcześniej,aż tak nie było. Ale chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie rozejść się w złości. Jeszcze mogłabym sobie coś zrobić z tymi wyrzutami sumienia. Najorsze jest to poczucie winy. Wiem,że robię dobrze dla siebie,ale nie najlepiej dla niego. Nie mogę sobię z tym poradzić. Chcę być już sama,mieć spokój psychiczny,ale to...poczucie winy mnie powoli zabija...

9 983 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-26 09:52:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Tragiczna jest ta emocjonalna huśtawka nastrojów. Z równowagi wyprowadza mnie to jak go widzę z kolegami. Dostaję wtedy takiego napadu złości. Wcześniej,aż tak nie było. Ale chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie rozejść się w złości. Jeszcze mogłabym sobie coś zrobić z tymi wyrzutami sumienia. Najorsze jest to poczucie winy. Wiem,że robię dobrze dla siebie,ale nie najlepiej dla niego. Nie mogę sobię z tym poradzić. Chcę być już sama,mieć spokój psychiczny,ale to...poczucie winy mnie powoli zabija...

Anstawio jak wina Ciebie zabija ????
Ćpasz ? pijesz ? znęcasz się w jakiś sposób nad mężem? ...wiem, zdradzasz go big_smile

9 984

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tragiczna jest ta emocjonalna huśtawka nastrojów. Z równowagi wyprowadza mnie to jak go widzę z kolegami. Dostaję wtedy takiego napadu złości. Wcześniej,aż tak nie było. Ale chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie rozejść się w złości. Jeszcze mogłabym sobie coś zrobić z tymi wyrzutami sumienia. Najorsze jest to poczucie winy. Wiem,że robię dobrze dla siebie,ale nie najlepiej dla niego. Nie mogę sobię z tym poradzić. Chcę być już sama,mieć spokój psychiczny,ale to...poczucie winy mnie powoli zabija...

Anstawio jak wina Ciebie zabija ????
Ćpasz ? pijesz ? znęcasz się w jakiś sposób nad mężem? ...wiem, zdradzasz go big_smile

Wyjęłaś mi to z ust big_smile
Poczucie winy ZA CO? Już zdążył Ci zaaplikować jakieś fajne powody, które teraz sama sobie w głowie obracasz?

9 985

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tragiczna jest ta emocjonalna huśtawka nastrojów. Z równowagi wyprowadza mnie to jak go widzę z kolegami. Dostaję wtedy takiego napadu złości. Wcześniej,aż tak nie było. Ale chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie rozejść się w złości. Jeszcze mogłabym sobie coś zrobić z tymi wyrzutami sumienia. Najorsze jest to poczucie winy. Wiem,że robię dobrze dla siebie,ale nie najlepiej dla niego. Nie mogę sobię z tym poradzić. Chcę być już sama,mieć spokój psychiczny,ale to...poczucie winy mnie powoli zabija...

Anstawio jak wina Ciebie zabija ????
Ćpasz ? pijesz ? znęcasz się w jakiś sposób nad mężem? ...wiem, zdradzasz go big_smile

Hehe... Nigdy go nie zdradziłam,nie ćpałam i nie ćpam,żadko piję alko. Mam wyrzuty sumienia, bo on ma problemy finansowe, ma własną firmę jednoos budowlaną i pracodawca mu nie płaci. Już półtorej roku ma małe dochody. Raz ma,raz nie ma. I on mówi,że dla mnie liczą się tylko pieniądze. A ja nawet kurtki na zimę nie miałam. Odmawiam sobie dużo,bo nie ma kasy,a rachunki trzeba płacić. I już sama nie wiem,może to przez te pieniądze. Ale wiem,że gdyby spędzał czas ze mną a nie z kolegami to byłoby inaczej,wspierałabym go. I on to wykorzystuje przeciwko mnie,mówi,że go zostawiam na lodzie. O Boże, co ja mam robi8!!??

9 986

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Dziewczyny mam pytanie, czy czułyście się podobnie?

Kiedy czytam te "obowiązkowe" książki, to coś dziwnego się ze mną dzieje. Zachowuję się, jakby tu delikatnie rzec, irracjonalnie.

Wpadam w dziwne nastroje od gniewu po złość i rezygnacje
z skrajności w skrajność,
od euforii do furii,
dzisiaj byłam tak wściekła,  że wypucowałam cały piekarnik, ale po chwili roztrzaskałam filiżankę o ścianę,
a kiedy widzę męża mam ochotę rozszarpać jego gołym rękoma,
planuje wyjście a za chwile już nigdzie nie chce wychodzić,

to jakiś emocjonalny kocioł, czuję, że tracę panowanie nad własnym życiem

trochę mnie to martwi... sad

Zakończenie opowieści jest podsumowaniem życia z takimi ...

Czytasz i analizujesz niejako swoje stany, więc wracasz do faktów, jeszcze raz przerabiasz myśli i to Cię denerwuje. Ja kiedyś chodziłam do pani psycholog, która takie rzeczy ode mnie wyciągała, że zawsze miałam ły w oczach i długo jeszcze dochodziłam do siebie. Czasem to nie jest dobre, bo czujemy się wtedy jeszcze gorzej. Kiedy wszystko sobie poukładamy to jeszcze pogarsza sytuację.
Ale nie wiem jak to jest na sesjach nie mam innych doświadczeń, tylko to z czasów podstawówki. Wydaje mi się jednak, że powinno się po wyjściu z takiego gabinetu mieć lepsze samopoczucie.

9 987

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Po miesiącach, latach (niewłaściwe skreślić) ukrywania uczuć, zaprzeczaniu uczuciom, wreszcie mogą one wyjść na światło dzienne; wreszcie mogą być uzewnętrznione.
Złość to uczucie wielce energetyczne. Gdy człek się porządnie odzłości, poziom energii gwałtowanie spada i pojawia się samopoczucie przekłutego balonika.

Daj czasowi czas. smile

Pominęłam tłumione emocje, właśnie.

9 988

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Powiedzcie mi,dlaczego on zamiast powiedzieć,nawaliłem,nie udało się,mówi,że jestem egoistką,że ma kłopoty finansowe a ja zostawiam go na lodzie,że się go czepiam,że wiedziałam od początku jaki jest a teraz mam pretensje... Boję się,że sobie nie poradzę. On tak mówi,że zostanę sama,że na nikim mi nie zależy tylko na sobie... I tak myślę sobie,odseperowałam się od ludzi,bo chciałam być tylko dla niego,ale ja nawet dla niego nie byłam dobra. Ja chyba rzeczywiście jestem okrutną egoistką. Chciałam żeby on był tylko dla mnie! Wiem,że jak odejdzie to wprowadzi mnie w ogromne poczucie winy. Już chyba nie będę z nim rozmawiać. Jestem załamana psychicznie...

Mówi to co Cię zaboli. Tyle tylko9, że to brednie. Niech na siebie popatrzy. Ty oddałaś jemu wszystko9,a  on co z tym zrobił? Nic, olał to, ma to w nosie. Ty jesteś za dobra. Nie jesteś egoistką.

9 989

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mam wyrzuty sumienia, bo on ma problemy finansowe, ma własną firmę jednoos budowlaną i pracodawca mu nie płaci. Już półtorej roku ma małe dochody. Raz ma,raz nie ma.

i to Ty jesteś temu winna ? dogadałaś sie z pracodawcą na jakiś udział od tego co  mu nie wypłaci ? Przebiegła z Ciebie sztuka big_smile

Anstawia napisał/a:

I on mówi,że dla mnie liczą się tylko pieniądze. A ja nawet kurtki na zimę nie miałam. Odmawiam sobie dużo,bo nie ma kasy,a rachunki trzeba płacić. I już sama nie wiem,może to przez te pieniądze. Ale wiem,że gdyby spędzał czas ze mną a nie z kolegami to byłoby inaczej,wspierałabym go. I on to wykorzystuje przeciwko mnie,mówi,że go zostawiam na lodzie. O Boże, co ja mam robi8!!??

no i podziękował Ci za oszczędzanie big_smile. Może jak jedzenie rzucisz to wdzięczny Ci będzie i oskarżać o wyrachowanie przestanie big_smile

A tak na poważnie to nie rozumiem...Ty masz wyrzuty sumienia, że zamiast za inną pracą rozejrzeć powinien się chłopina  to ćpa i prawie na Twoim utrzymaniu jest ? Oskarża Cie o wyrachowanie a za co ma na ćpanie - za darmo mu dają? nie pozbawia domu przez ćpanie pieniędzy ? On uprawia manipulację i Ty w to brniesz, Ty oszczędzasz a on nie musi. Ty oszczędzasz a on o wyrachowanie Cię oskarża. Znam podobny przykład. Mój miał kochankę a mnie o kochanka podejrzewał i taki był zbolały podejrzeniami i tak sie wszystkim dookoła skarżył. Niektórzy tak potrafią, sami nie są fer a obciążą oskarżeniami innego aż wpędzą go w dezorientację. Nie daj się dziewczyno.

9 990

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Wyobrażasz sobie czym jest wyjście z nałogu?
To ciężka praca... Emocje targają i wcale taki wychodzący nie jest miły...
Nawet jak i to przetrzymasz...to,przecież Ty go w ogóle nie znasz! Nie masz pojęcia jaki on jest bez jarania...

Słusznie zauważasz, że nie zna się osoby, która wyszła z nałogu.
Dotyczy to także nas, wychodzących z nałogu kochania za bardzo.
My same nie znamy siebie,  otoczenie również.
Nie znam się na innych nałogach, ale po swoim wiem , ze początki są wręcz traumatyczne.

Pamiętam jak nie wiedziałam nawet co lubię.
Pamiętam jeszcze siebie, jako potulną i grzeczną małżonkę, godzącą się nieświadomie, ale jednak, na przemoc.
Nie czułam sie szczęśliwa, ale otoczenie postrzegało mnie inaczej.
Może jedynie niektórzy dziwili się dlaczego jestem coraz szczuplejsza i bardziej markotna.
Byłam mistrzem kamuflażu. Nikt nie przypuszczał, że dochodzi w mojej rodzinie do przemocy psychicznej.
Długo sama nie wiedziałam , ze to co się dzieje to właśnie przemoc ...

l_ukrecja napisał/a:

Musimy być silne,Dziewczyny!
Godzić się z tym,że czasem jeszcze jest nam źle...bo ma prawo tak być.
Jesteście bardzo mądre i dzielne-zwłaszcza,że musicie z nimi...mieszkać...
Buziaki dla wszystkich Siłaczek smile

Pospisuję się pod tymi słowami smile

OJ ja też nie wiedziałam co lubię, to jest niesamowite jak bardzo można się zatracić w takim chorym układzie. Jesteśmy wtedy jak maszyna, nie dopuszczamy do siebie uczuć tylko żyjemy z dnia na dzień mechanicznie.

9 991

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Tragiczna jest ta emocjonalna huśtawka nastrojów. Z równowagi wyprowadza mnie to jak go widzę z kolegami. Dostaję wtedy takiego napadu złości. Wcześniej,aż tak nie było. Ale chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie rozejść się w złości. Jeszcze mogłabym sobie coś zrobić z tymi wyrzutami sumienia. Najorsze jest to poczucie winy. Wiem,że robię dobrze dla siebie,ale nie najlepiej dla niego. Nie mogę sobię z tym poradzić. Chcę być już sama,mieć spokój psychiczny,ale to...poczucie winy mnie powoli zabija...

A on jak robi? Źle dla siebie, a dobrze dl Ciebie? Ma wyrzuty? Ja widzę, że Ciebie obwinia.

9 992

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Bajka o ocalonym królestwie

Był sobie król i królowa. Król był człowiekiem pedantycznym i wymagającym. Tak właściwie to nikt nie potrafił sprostać jego wymaganiom. Nie uznawał żadnego autorytetu, bo nikt nie był wystarczająco idealny i bez skazy, by król mógł go za autorytet uznać.
Nikogo też tak naprawdę nie szanował, bo szanować mógł tylko ludzi idealnych i bez skazy. Często też z tego samego powodu chodził naburmuszony i obrażony, a najbardziej wtedy, gdy królowa nie potrafiła sprostać jego wymaganiom.
Król, jak każdy zresztą król, miał poważne plany co do przyszłości królestwa. Były to jego plany indywidualne, do których zawsze przekonywał tak długo królową, aż zaakceptowała je jako plany wspólne. Jednak poważne plany wymagały sporego wysiłku, wszystkie po jakimś czasie przerastały króla i jego możliwości i stawały się dla niego uciążliwe. Król zostawiał więc po jakimś czasie każdą rozpoczętą inwestycję, a królowa próbowała za każdym razem ratować je, aby przynajmniej odzyskać to, co zostało zainwestowane. Choć nie lubiła gwałtownych zmian w swoim życiu, musiała się do nich przyzwyczaić. A król wciąż porzucał kolejne strategie rozwoju królestwa, zostawiając je królowej, bądź zastępując je innymi.
Królowa z początku starała się jak mogła. Wiele rzeczy robiła, żeby sprostać wymaganiom króla. Zmęczona jednak ciągłym jego niezadowoleniem i jego widzimisię, zostawiła wszystkie sprawy pałacu w jego rękach. Sama zaś zajęła się porządkowaniem spraw królestwa wyższej rangi. Król zaś ograniczył swoje panowanie do obszaru samego pałacu. Czasami, gdy inni potrzebowali jego pomocy, chętnie pomagał w sprawach, które lubił robić i na których znal się znakomicie. Wtedy był szczególnie niezastąpiony. W takich przypadkach był bardzo zadowolony nie tyle ze swojej pracy, co z faktu, ze ludzie proszący o pomoc wykonywali bez ociągania i sprzeciwu wszystko, cokolwiek on zarządził. Jeżeli jednak przymuszali go do trzymania się ich pomysłu, wówczas narzekał głośno w pałacu na ich dziwne wymysły.
Król i królowa mieli dwoje dzieci, ale król nie mógł ich kochać, bo nie spełniały wymogów, jakie z punktu widzenia króla powinny spełniać dzieci. Kilkanaście lat próbował nagiąć je tak, aby mieściły się dokładnie w wyznaczonych przez niego ramkach, ale jeśli już prawie się mu udało, one znów rosły i znowu trzeba je było naginać. Tu trzeba jednak koniecznie nadmienić, że ramki miały dokładnie wymiary króla i tak naprawdę tylko on mógł się do nich dopasować. One próbowały się poddać temu naginaniu, gdy były małe, i cierpiały przy tym wyginaniu. Gdy jednak trochę podrosły, z prób wyginania pozostał tylko żal do króla, ze pozbawił ich ojca.
Król jak każdy król miał mnóstwo służby, ale oddalił po kolei wszystkich służących, bo żaden z nich nie potrafił wykonać swojej pracy wedle oczekiwań i norm wytycznych króla. Gdy pozostał tylko jeden, ostatni już służący, król wykonał potrzebną czynność za niego, zakładając z góry, że i tak nie zrobi tego jak należy.
Sam prał swoje rzeczy, odwiedzał targ, aby zakupić potrzebne do jedzenia produkty. Miał swoje upatrzone do tego miejsca. Sam też gotował. W dni wolne był nawet skłonny oddać swe panowanie w kuchni królowej, ale bez przerwy był nękany wątpliwościami, czy to, co ona ugotuje, da się zjeść. Mogła przecież cos rozlać, rozsypać, a co gorsza, nawet spalić garnki. Dlatego słysząc odgłos nastawianych garnków zaraz zjawiał się w kuchni, by nic nie uszło jego królewskiej uwadze, bowiem kupował tylko tanio i pożytecznie. Wszystko to było dla niego, jak sam mawiał, wielkim ciężarem, ale nie było a całym świecie człowieka, który mógłby to zrobić równie dobrze, równie oszczędnie i równie porządnie, jak sam król.
Wpadł na pomysł, żeby wydać edykt, w którym mógłby wyrazić swój problem, a jednocześnie z człowieka niezrozumianego,( bowiem już nikt nie rozumiał, o co mu tak naprawdę chodzi ), stać się człowiekiem zrozumianym i zaakceptowanym. Tak, to naprawdę mogłoby go uwolnić od problemu.
Wyszedł na taras pałacu i przemówił:
Drodzy poddani: ( tu miał na myśli także królową i dwoje dorosłych już dzieci ) Chciałem wszystkim ogłosić, że jestem Człowiekiem Niezastąpionym i nikt nie może mnie w tym zadaniu zastąpić, postanowiłem jako Idealny Człowiek przygotować dla was Idealne Ramy. Powinniśmy wszyscy być jednością. Ale żeby tą jedność osiągnąć, musicie dopasować się do tych ram w Idealny Sposób z dwóch powodów: po pierwsze, że sam pomysł jest Idealny, a po wtóre, że Ramy są Idealne. Jestem w stanie pomóc wam tą doskonałość osiągnąć, musicie tylko z oddaniem i bez szemrania poddać się mnie, Niezastąpionemu i Idealnemu. Musicie zmieścić się w ramach moich oczekiwań, a możecie to osiągnąć myśląc jak ja i czyniąc wszystko jak ja. Poza Idealnymi Ramami nie ma nic, dlatego chcąc d alej mieszkać w moim królestwie, musicie zaakceptować mój Idealny Pomysł.
W ten sposób sam zastawił na siebie pułapkę i wpadł w straszne sidła. Z jednej strony bowiem zdawał sobie sprawę, że jest Człowiekiem Niezastąpionym, z drugiej zaś obarczonym ponad miarę zadaniami, w których nikt inny nie potrafił go zastąpić. Chciał od tego ciężaru uciec, ale przecież jak ma uciec, skoro nie ma takiego człowieka, który go zastąpi, a poza tym straciłby kontrolę nad swoim Idealnym Pomysłem. Na dodatek Pomysł okazał się nie tak wcale Idealny, bo gdyby taki był, wszyscy poddani krzyknęliby : Hura!
Efekt był jednak inny: prawie wszyscy poddani odeszli, bo nie mieli ochoty na Idealny Pomysł. Woleli Swoje Ciasne Ramy bardziej niż Idealne Ramy, nawet wtedy, gdyby pochodziły z Idealnej Głowy Idealnego Króla. Gdzieś na boku została garstka poddanych: Królowa i dwoje dzieci. Smutno im było, gdy widzieli porażkę Króla. Król podszedł do nich i orzekł:
- Czy i wy chcecie odejść?
- My nigdzie nie odchodzimy. My zostajemy w Swoich Ciasnych Ramach - odrzekli zgodnie.
- W takim razie, skoro poza Idealnymi Moimi Ramami nic nie istnieje, nie ma was. Mogę odejść.
- Nie zostajemy sami. Jest nas wielu. Wielu Nieidealnych. - odpowiedziała Królowa.
- Zrobiłaś mi to, co najgorsze! - z wyrzutem powiedział Król.
- Nie czuje się winna. Wszystko to, co ci ślubowałam, dotrzymałam. A że nie jestem Idealną Żoną? Cóż, nie było takiego zdania w obietnicy małżeńskiej.
Król wyjechał. Pewno sam przed sobą nie może pogodzić się z porażką Swojego Idealnego Pomysłu. Poddani potrzebowali jednak Króla. Po niedługim czasie wszędzie było słychać radosne okrzyki: Wiwat Królowa!!! Poddani wybrali ją. Mogła ich zrozumieć i zaakceptować, bo była taka jak oni, Nieidealna. I w tym była jedność!



Która z Was to świadoma królowa?

Pieknie to napisalas,................opowiadanie o ...

9 993

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio,podobnie mam i ja .Choc Twoj maz ,nie narobil jeszcze az tyle przykrosci,ale uwierz zrobi to jesli nie przestanie palic.
Mam kontakt przez skypa z psychologiem z kobiecych serc.
Wiem ze musze byc gotowa na ciezka walke ,a jeszcze nie jestem................
Choc to ja mam powazny problem psychiczny ,jestem uzalezniona psychicznie od meza .Wbilam sobie do glowy ze nie bede potrafila sama zyc ,wogule zyc bez niego .
Do tego ten deszcz juz caly tydzien.........

9 994 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-26 11:17:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

. Jesteśmy wtedy jak maszyna, nie dopuszczamy do siebie uczuć tylko żyjemy z dnia na dzień mechanicznie.

Ja tam maszyną nie byłam.
Ja CZUŁAM. Czułam beznadzieję siebie, związku, życia.
Byłam ja -  ZDEZORIENTOWANA.
Nie wiedziałam co powinnam, co być powinno.
Gubiłam się z roku na rok coraz bardziej.
Każdego dnia czułam, czułam do bólu...
A teraz tylko sprawy z nim związane, te bieżące, bolą....wspomnienia już nie smile
PEWNA JENAK JESTEM, ŻE OKAZAŁAM SIĘ CZŁOWIEKIEM A ON NIE.
TO ON NIC NIE CZUŁ I DZIAŁAŁ JAK MASZYNA.
TO JEMU ODLEGŁE SĄ UCZUCIA TAKIE JAK MIŁOŚĆ, SZACUNEK, SUMIENIE, EMPATIA.

Ja zawsze czułam więc człowiekiem byłam smile  i jestem smile

9 995

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio Ty musisz sobie radzić sama. Obchodziło go, że nie masz kurtki?
Będzie musiał sobie dać radę. Przyciśnie go do muru i wtedy albo się stoczy na dno, albo się podniesie i da radę.
Czasem ktoś chce nas zastraszyć mówiąc :jak odejdziesz to się zabiję. I myślisz, że to nasza wina? Chce niech się zabija, ale winy nie ponosimy my.
Jak ktoś jest w nałogu jedyną pomocą jest brak pomocy, już to ktoś wyżej napisał. I to jest prawda. Myśl o sobie. Dodatkowo masz powód taki, że on nie myśli o Tobie tylko o swojej trawie.

Widzisz, mój partner zagubił ostatnio dziecka kurtkę, kiedy poszli razem na jedną imprezę. I za tę kurtkę żądnej odpowiedzialności nie poniósł, nie wykazał, żeby chociaż czuł się odpowiedzialny. Musiałam ja iść i kupić. Wiem, że dziecko nie jest jego, ale jeśli jesteśmy razem to chyba nie ma o czym mówić.  A on się od winy wykręcał jak się dało. Nie interesował się, że dziecko nie ma kurtki. Zawsze pomaga, kiedy np. idę do pracy, a on jest w domu. Ale ja sobie to odbiję.

9 996

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

. Jesteśmy wtedy jak maszyna, nie dopuszczamy do siebie uczuć tylko żyjemy z dnia na dzień mechanicznie.

Ja tam maszyną nie byłam.
Ja CZUŁAM. Czułam beznadzieję siebie, związku, życia.
Byłam ja -  ZDEZORIENTOWANA.
Nie wiedziałam co powinnam, co być powinno.
Gubiłam się z roku na rok coraz bardziej.
Każdego dnia czułam, czułam do bólu...
A teraz tylko sprawy z nim związane, te bieżące, bolą....wspomnienia już nie smile
PEWNA JENAK JESTEM, ŻE OKAZAŁAM SIĘ CZŁOWIEKIEM A ON NIE.
TO ON NIC NIE CZUŁ I DZIAŁAŁ JAK MASZYNA.
TO JEMU ODLEGŁE SĄ UCZUCIA TAKIE JAK MIŁOŚĆ, SZACUNEK, SUMIENIE, EMPATIA.

Ja zawsze czułam więc człowiekiem byłam smile  i jestem smile

Masz rację. To on jest maszyną. My się zatracałyśmy, odsuwałyśmy wszystko na bok na chwilę, do czasu, aż nie dało się już dłużej odsuwać. Nie przemyślałam do końca.

9 997

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio -mysle ze Jego problemy sa spowodowane paleniem czlowiek kreci sie we wlasnej osi ,ale tak naprawde nie rusza z miejsca thc utrzymuje sie nawet 24 godz.
Moj maz jest inny, ale to wynika z checi,pokazywania sie szpanowania , posiadania,potrafi wziac cztery roboty naraz potem sie kreci narzeka ze jest przepracowany ,wykonczony jest psychicznie i nie potrafi zrozumiec ze to przez palenie.



Dziewczyny ,ja tez czuje ze zle mi z ta swiadomoscia wolnosci ,gdzies chce wrocic do swojej klatki.........boje sie....
Do tego wczoraj jak sie kompalam wieczorem przyszedl do lazienki z piwkiem i blantem,,zaczol swoje wywody ,ze taka mala jestem...zjaral sie smial ,ze cale zycie wygladam jak w obasach mamy.
Potem ze chcialby byc zepsuty -jak to odebrac
Przeciez juz jest zepsuty
Odkad wie ze ,ja sie przebudzilam twierdzi ze zycie mnie zniszczy ,wypomina mi nawet ze on ma zmarszczki ,a ja nie bo on pracuje ciezko ,a ja swoje pedalowskie balety urzadzam z kolezankami,tylko ze zarabiam ladnie na tych pedalowskich baletach)  tylko ze ja nie pije nie pale jak on
,czuje ze znow spadam w dul ...........spadam ,niewiem czy dam rade wyjsc z tego ,
musze wziac deprim
Moze to ja jestem chora ,moze za duzo chce

9 998

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Anastawio -mysle ze Jego problemy sa spowodowane paleniem czlowiek kreci sie we wlasnej osi ,ale tak naprawde nie rusza z miejsca thc utrzymuje sie nawet 24 godz.
Moj maz jest inny, ale to wynika z checi,pokazywania sie szpanowania , posiadania,potrafi wziac cztery roboty naraz potem sie kreci narzeka ze jest przepracowany ,wykonczony jest psychicznie i nie potrafi zrozumiec ze to przez palenie.



Dziewczyny ,ja tez czuje ze zle mi z ta swiadomoscia wolnosci ,gdzies chce wrocic do swojej klatki.........boje sie....
Do tego wczoraj jak sie kąpałam wieczorem przyszedl do lazienki z piwkiem i blantem,,zaczol swoje wywody ,ze taka mala jestem...zjaral i sie smial ,ze cale zycie wygladam jak w obasach mamy.
Potem ze chcialby byc zepsuty -jak to odebrac
Przeciez juz jest zepsuty
Odkad wie ze ,ja sie przebudzilam twierdzi ze zycie mnie zniszczy ,wypomina mi nawet ze on ma zmarszczki ,a ja nie bo on pracuje ciezko ,a ja swoje pedalowskie balety urzadzam z kolezankami,tylko ze zarabiam ladnie na tych pedalowskich baletach)  tylko ze ja nie pije nie pale jak on
,czuje ze znow spadam w dół ...........spadam ,niewiem czy dam rade wyjsc z tego ,
musze wziac deprim
Moze to ja jestem chora ,moze za duzo chce

Jaki miał wyraz twarzy kiedy mówił o tych baletach? Bo mi to tak psychopatycznie wygląda trochę.
Ja miałam kiedyś takiego szefa. Wszyscy mówili, że to choleryk, a on był po prostu pi..y. Krzyczał na wszystkich prawie, a jak coś mówił to w taki sposób, że trudno opisać. Kiedyś wzią nas na kawę na trasie i paląc peta tłumaczył mi coś tam. Miał wyraz twarzy taki bezpłciowy, a przy tym mówieniu tak trzepał powiekami, mrugał tak dziwnie. To mnie tylko utwierdziło w tym, że normalny to on nie jest.
W tej pracy według nich wszystko źle robiłam, znaczy wedle szefa i kierowniczki, wyhodowanej na wzór szefa. Cokolwiek nie zrobiłam było źle i ona mi nie wierzy i i tak poprawiać będzie. Fajne to uczucie. I ten szef cały zapytał mnie po tej trasie, nie pamiętam dokładnie jak brzmiało pytanie, czemu ja coś robię tak a nie inaczej, więc mu odpowiedziałam, a jak mam robić, skoro i tak będzie źle. Stwierdził wtedy, że tak mówi osoba niezrównoważona emocjonalnie. I takie tam dyrdymały. Wariat po prostu.

Anstawio chciałam dodać, że Twój mąż stosuje projekcję, czyli obarcza Ciebie swoimi dysfunkcjami.

9 999

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytalam ksiazke ciekawa,o zaburzeniach osobowosci
Chwile myslalam ze to osobowosc psychopatyczno-narcystyczna.

10 000

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm
Pracownicy mojego meza maja go dosyc,daje niesamowite tempo ,twierdzi ze jak oni za nim nie nadarzja to niech .w.......ja., szukac sobie innej pracy.

10 001

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dorabiam sobie ,prowadze zajecia fitness 3 X w tyg ,  na swoje wydatki mam i na jedzenie.M uwaza ze to pedalskie balety ,ktore nie daja kasy a zabieraja moj czas.
Pamietam siebie jeszcze rok temu ,kiedy sama niewiedzialam co lubie jesc robic ,zeby bylo dobrze tylko ,zeby nie bylo zle panu.
Odkad mysle o sobie jestem zla ,i sa skrajnosci od ogromnego pozadania mnie do jawnej nienawisci ,lekcewazenia mnie,wysmiewania sie .
Niewiem co o nim myslec ,szkoda mi go ze taki sie stal,a wyraz twarzy zawsze zawziety i pewny siebie

Wszytkicj ma za idiotow,ktorzy nie radza sobie z zyciem
pewnie jest cos z psychopaty w nim

10 002

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Bajka o ocalonym królestwie

Był sobie król i królowa. Król był człowiekiem pedantycznym i wymagającym. Tak właściwie to nikt nie potrafił sprostać jego wymaganiom. Nie uznawał żadnego autorytetu, bo nikt nie był wystarczająco idealny i bez skazy, by król mógł go za autorytet uznać.
Nikogo też tak naprawdę nie szanował, bo szanować mógł tylko ludzi idealnych i bez skazy. Często też z tego samego powodu chodził naburmuszony i obrażony, a najbardziej wtedy, gdy królowa nie potrafiła sprostać jego wymaganiom.
Król, jak każdy zresztą król, miał poważne plany co do przyszłości królestwa. Były to jego plany indywidualne, do których zawsze przekonywał tak długo królową, aż zaakceptowała je jako plany wspólne. Jednak poważne plany wymagały sporego wysiłku, wszystkie po jakimś czasie przerastały króla i jego możliwości i stawały się dla niego uciążliwe. Król zostawiał więc po jakimś czasie każdą rozpoczętą inwestycję, a królowa próbowała za każdym razem ratować je, aby przynajmniej odzyskać to, co zostało zainwestowane. Choć nie lubiła gwałtownych zmian w swoim życiu, musiała się do nich przyzwyczaić. A król wciąż porzucał kolejne strategie rozwoju królestwa, zostawiając je królowej, bądź zastępując je innymi.
Królowa z początku starała się jak mogła. Wiele rzeczy robiła, żeby sprostać wymaganiom króla. Zmęczona jednak ciągłym jego niezadowoleniem i jego widzimisię, zostawiła wszystkie sprawy pałacu w jego rękach. Sama zaś zajęła się porządkowaniem spraw królestwa wyższej rangi. Król zaś ograniczył swoje panowanie do obszaru samego pałacu. Czasami, gdy inni potrzebowali jego pomocy, chętnie pomagał w sprawach, które lubił robić i na których znal się znakomicie. Wtedy był szczególnie niezastąpiony. W takich przypadkach był bardzo zadowolony nie tyle ze swojej pracy, co z faktu, ze ludzie proszący o pomoc wykonywali bez ociągania i sprzeciwu wszystko, cokolwiek on zarządził. Jeżeli jednak przymuszali go do trzymania się ich pomysłu, wówczas narzekał głośno w pałacu na ich dziwne wymysły.
Król i królowa mieli dwoje dzieci, ale król nie mógł ich kochać, bo nie spełniały wymogów, jakie z punktu widzenia króla powinny spełniać dzieci. Kilkanaście lat próbował nagiąć je tak, aby mieściły się dokładnie w wyznaczonych przez niego ramkach, ale jeśli już prawie się mu udało, one znów rosły i znowu trzeba je było naginać. Tu trzeba jednak koniecznie nadmienić, że ramki miały dokładnie wymiary króla i tak naprawdę tylko on mógł się do nich dopasować. One próbowały się poddać temu naginaniu, gdy były małe, i cierpiały przy tym wyginaniu. Gdy jednak trochę podrosły, z prób wyginania pozostał tylko żal do króla, ze pozbawił ich ojca.
Król jak każdy król miał mnóstwo służby, ale oddalił po kolei wszystkich służących, bo żaden z nich nie potrafił wykonać swojej pracy wedle oczekiwań i norm wytycznych króla. Gdy pozostał tylko jeden, ostatni już służący, król wykonał potrzebną czynność za niego, zakładając z góry, że i tak nie zrobi tego jak należy.
Sam prał swoje rzeczy, odwiedzał targ, aby zakupić potrzebne do jedzenia produkty. Miał swoje upatrzone do tego miejsca. Sam też gotował. W dni wolne był nawet skłonny oddać swe panowanie w kuchni królowej, ale bez przerwy był nękany wątpliwościami, czy to, co ona ugotuje, da się zjeść. Mogła przecież cos rozlać, rozsypać, a co gorsza, nawet spalić garnki. Dlatego słysząc odgłos nastawianych garnków zaraz zjawiał się w kuchni, by nic nie uszło jego królewskiej uwadze, bowiem kupował tylko tanio i pożytecznie. Wszystko to było dla niego, jak sam mawiał, wielkim ciężarem, ale nie było a całym świecie człowieka, który mógłby to zrobić równie dobrze, równie oszczędnie i równie porządnie, jak sam król.
Wpadł na pomysł, żeby wydać edykt, w którym mógłby wyrazić swój problem, a jednocześnie z człowieka niezrozumianego,( bowiem już nikt nie rozumiał, o co mu tak naprawdę chodzi ), stać się człowiekiem zrozumianym i zaakceptowanym. Tak, to naprawdę mogłoby go uwolnić od problemu.
Wyszedł na taras pałacu i przemówił:
Drodzy poddani: ( tu miał na myśli także królową i dwoje dorosłych już dzieci ) Chciałem wszystkim ogłosić, że jestem Człowiekiem Niezastąpionym i nikt nie może mnie w tym zadaniu zastąpić, postanowiłem jako Idealny Człowiek przygotować dla was Idealne Ramy. Powinniśmy wszyscy być jednością. Ale żeby tą jedność osiągnąć, musicie dopasować się do tych ram w Idealny Sposób z dwóch powodów: po pierwsze, że sam pomysł jest Idealny, a po wtóre, że Ramy są Idealne. Jestem w stanie pomóc wam tą doskonałość osiągnąć, musicie tylko z oddaniem i bez szemrania poddać się mnie, Niezastąpionemu i Idealnemu. Musicie zmieścić się w ramach moich oczekiwań, a możecie to osiągnąć myśląc jak ja i czyniąc wszystko jak ja. Poza Idealnymi Ramami nie ma nic, dlatego chcąc d alej mieszkać w moim królestwie, musicie zaakceptować mój Idealny Pomysł.
W ten sposób sam zastawił na siebie pułapkę i wpadł w straszne sidła. Z jednej strony bowiem zdawał sobie sprawę, że jest Człowiekiem Niezastąpionym, z drugiej zaś obarczonym ponad miarę zadaniami, w których nikt inny nie potrafił go zastąpić. Chciał od tego ciężaru uciec, ale przecież jak ma uciec, skoro nie ma takiego człowieka, który go zastąpi, a poza tym straciłby kontrolę nad swoim Idealnym Pomysłem. Na dodatek Pomysł okazał się nie tak wcale Idealny, bo gdyby taki był, wszyscy poddani krzyknęliby : Hura!
Efekt był jednak inny: prawie wszyscy poddani odeszli, bo nie mieli ochoty na Idealny Pomysł. Woleli Swoje Ciasne Ramy bardziej niż Idealne Ramy, nawet wtedy, gdyby pochodziły z Idealnej Głowy Idealnego Króla. Gdzieś na boku została garstka poddanych: Królowa i dwoje dzieci. Smutno im było, gdy widzieli porażkę Króla. Król podszedł do nich i orzekł:
- Czy i wy chcecie odejść?
- My nigdzie nie odchodzimy. My zostajemy w Swoich Ciasnych Ramach - odrzekli zgodnie.
- W takim razie, skoro poza Idealnymi Moimi Ramami nic nie istnieje, nie ma was. Mogę odejść.
- Nie zostajemy sami. Jest nas wielu. Wielu Nieidealnych. - odpowiedziała Królowa.
- Zrobiłaś mi to, co najgorsze! - z wyrzutem powiedział Król.
- Nie czuje się winna. Wszystko to, co ci ślubowałam, dotrzymałam. A że nie jestem Idealną Żoną? Cóż, nie było takiego zdania w obietnicy małżeńskiej.
Król wyjechał. Pewno sam przed sobą nie może pogodzić się z porażką Swojego Idealnego Pomysłu. Poddani potrzebowali jednak Króla. Po niedługim czasie wszędzie było słychać radosne okrzyki: Wiwat Królowa!!! Poddani wybrali ją. Mogła ich zrozumieć i zaakceptować, bo była taka jak oni, Nieidealna. I w tym była jedność!



Która z Was to świadoma królowa?

Pieknie to napisalas,................opowiadanie o ...

To nie ja - nie mam takich zdolności pisarskich, ale jak ulał pasuje do mojego dawnego życia big_smile

10 003

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
pati31 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Bajka o ocalonym królestwie

Był sobie król i królowa. Król był człowiekiem pedantycznym i wymagającym. Tak właściwie to nikt nie potrafił sprostać jego wymaganiom. Nie uznawał żadnego autorytetu, bo nikt nie był wystarczająco idealny i bez skazy, by król mógł go za autorytet uznać.
Nikogo też tak naprawdę nie szanował, bo szanować mógł tylko ludzi idealnych i bez skazy. Często też z tego samego powodu chodził naburmuszony i obrażony, a najbardziej wtedy, gdy królowa nie potrafiła sprostać jego wymaganiom.
Król, jak każdy zresztą król, miał poważne plany co do przyszłości królestwa. Były to jego plany indywidualne, do których zawsze przekonywał tak długo królową, aż zaakceptowała je jako plany wspólne. Jednak poważne plany wymagały sporego wysiłku, wszystkie po jakimś czasie przerastały króla i jego możliwości i stawały się dla niego uciążliwe. Król zostawiał więc po jakimś czasie każdą rozpoczętą inwestycję, a królowa próbowała za każdym razem ratować je, aby przynajmniej odzyskać to, co zostało zainwestowane. Choć nie lubiła gwałtownych zmian w swoim życiu, musiała się do nich przyzwyczaić. A król wciąż porzucał kolejne strategie rozwoju królestwa, zostawiając je królowej, bądź zastępując je innymi.
Królowa z początku starała się jak mogła. Wiele rzeczy robiła, żeby sprostać wymaganiom króla. Zmęczona jednak ciągłym jego niezadowoleniem i jego widzimisię, zostawiła wszystkie sprawy pałacu w jego rękach. Sama zaś zajęła się porządkowaniem spraw królestwa wyższej rangi. Król zaś ograniczył swoje panowanie do obszaru samego pałacu. Czasami, gdy inni potrzebowali jego pomocy, chętnie pomagał w sprawach, które lubił robić i na których znal się znakomicie. Wtedy był szczególnie niezastąpiony. W takich przypadkach był bardzo zadowolony nie tyle ze swojej pracy, co z faktu, ze ludzie proszący o pomoc wykonywali bez ociągania i sprzeciwu wszystko, cokolwiek on zarządził. Jeżeli jednak przymuszali go do trzymania się ich pomysłu, wówczas narzekał głośno w pałacu na ich dziwne wymysły.
Król i królowa mieli dwoje dzieci, ale król nie mógł ich kochać, bo nie spełniały wymogów, jakie z punktu widzenia króla powinny spełniać dzieci. Kilkanaście lat próbował nagiąć je tak, aby mieściły się dokładnie w wyznaczonych przez niego ramkach, ale jeśli już prawie się mu udało, one znów rosły i znowu trzeba je było naginać. Tu trzeba jednak koniecznie nadmienić, że ramki miały dokładnie wymiary króla i tak naprawdę tylko on mógł się do nich dopasować. One próbowały się poddać temu naginaniu, gdy były małe, i cierpiały przy tym wyginaniu. Gdy jednak trochę podrosły, z prób wyginania pozostał tylko żal do króla, ze pozbawił ich ojca.
Król jak każdy król miał mnóstwo służby, ale oddalił po kolei wszystkich służących, bo żaden z nich nie potrafił wykonać swojej pracy wedle oczekiwań i norm wytycznych króla. Gdy pozostał tylko jeden, ostatni już służący, król wykonał potrzebną czynność za niego, zakładając z góry, że i tak nie zrobi tego jak należy.
Sam prał swoje rzeczy, odwiedzał targ, aby zakupić potrzebne do jedzenia produkty. Miał swoje upatrzone do tego miejsca. Sam też gotował. W dni wolne był nawet skłonny oddać swe panowanie w kuchni królowej, ale bez przerwy był nękany wątpliwościami, czy to, co ona ugotuje, da się zjeść. Mogła przecież cos rozlać, rozsypać, a co gorsza, nawet spalić garnki. Dlatego słysząc odgłos nastawianych garnków zaraz zjawiał się w kuchni, by nic nie uszło jego królewskiej uwadze, bowiem kupował tylko tanio i pożytecznie. Wszystko to było dla niego, jak sam mawiał, wielkim ciężarem, ale nie było a całym świecie człowieka, który mógłby to zrobić równie dobrze, równie oszczędnie i równie porządnie, jak sam król.
Wpadł na pomysł, żeby wydać edykt, w którym mógłby wyrazić swój problem, a jednocześnie z człowieka niezrozumianego,( bowiem już nikt nie rozumiał, o co mu tak naprawdę chodzi ), stać się człowiekiem zrozumianym i zaakceptowanym. Tak, to naprawdę mogłoby go uwolnić od problemu.
Wyszedł na taras pałacu i przemówił:
Drodzy poddani: ( tu miał na myśli także królową i dwoje dorosłych już dzieci ) Chciałem wszystkim ogłosić, że jestem Człowiekiem Niezastąpionym i nikt nie może mnie w tym zadaniu zastąpić, postanowiłem jako Idealny Człowiek przygotować dla was Idealne Ramy. Powinniśmy wszyscy być jednością. Ale żeby tą jedność osiągnąć, musicie dopasować się do tych ram w Idealny Sposób z dwóch powodów: po pierwsze, że sam pomysł jest Idealny, a po wtóre, że Ramy są Idealne. Jestem w stanie pomóc wam tą doskonałość osiągnąć, musicie tylko z oddaniem i bez szemrania poddać się mnie, Niezastąpionemu i Idealnemu. Musicie zmieścić się w ramach moich oczekiwań, a możecie to osiągnąć myśląc jak ja i czyniąc wszystko jak ja. Poza Idealnymi Ramami nie ma nic, dlatego chcąc d alej mieszkać w moim królestwie, musicie zaakceptować mój Idealny Pomysł.
W ten sposób sam zastawił na siebie pułapkę i wpadł w straszne sidła. Z jednej strony bowiem zdawał sobie sprawę, że jest Człowiekiem Niezastąpionym, z drugiej zaś obarczonym ponad miarę zadaniami, w których nikt inny nie potrafił go zastąpić. Chciał od tego ciężaru uciec, ale przecież jak ma uciec, skoro nie ma takiego człowieka, który go zastąpi, a poza tym straciłby kontrolę nad swoim Idealnym Pomysłem. Na dodatek Pomysł okazał się nie tak wcale Idealny, bo gdyby taki był, wszyscy poddani krzyknęliby : Hura!
Efekt był jednak inny: prawie wszyscy poddani odeszli, bo nie mieli ochoty na Idealny Pomysł. Woleli Swoje Ciasne Ramy bardziej niż Idealne Ramy, nawet wtedy, gdyby pochodziły z Idealnej Głowy Idealnego Króla. Gdzieś na boku została garstka poddanych: Królowa i dwoje dzieci. Smutno im było, gdy widzieli porażkę Króla. Król podszedł do nich i orzekł:
- Czy i wy chcecie odejść?
- My nigdzie nie odchodzimy. My zostajemy w Swoich Ciasnych Ramach - odrzekli zgodnie.
- W takim razie, skoro poza Idealnymi Moimi Ramami nic nie istnieje, nie ma was. Mogę odejść.
- Nie zostajemy sami. Jest nas wielu. Wielu Nieidealnych. - odpowiedziała Królowa.
- Zrobiłaś mi to, co najgorsze! - z wyrzutem powiedział Król.
- Nie czuje się winna. Wszystko to, co ci ślubowałam, dotrzymałam. A że nie jestem Idealną Żoną? Cóż, nie było takiego zdania w obietnicy małżeńskiej.
Król wyjechał. Pewno sam przed sobą nie może pogodzić się z porażką Swojego Idealnego Pomysłu. Poddani potrzebowali jednak Króla. Po niedługim czasie wszędzie było słychać radosne okrzyki: Wiwat Królowa!!! Poddani wybrali ją. Mogła ich zrozumieć i zaakceptować, bo była taka jak oni, Nieidealna. I w tym była jedność!



Która z Was to świadoma królowa?

Pieknie to napisalas,................opowiadanie o ...

To nie ja - nie mam takich zdolności pisarskich, ale jak ulał pasuje do mojego dawnego życia big_smile

do mojego rowniez.........

10 004

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

On się stacza na dno,a ja razem z nim. Muszę uciekać! THC jest w nim 24/h. On na śniadanie,na lunch,obiad i kolację pali trawę.Nie pali tylko gdy śpi... I z tymi pedalskimi baletami mam podobnie. Chodzę na jogę,jedyna rzecz,w której widzę,że się rozwijam,chcę coś dalej z tym zrobić. A on,że joga jest dla pedałów i pustych lasek! Też założył firmę,żeby przyszpanować. Poznał kumpli i chciał im pokazać jaki to on nie jest. A jak z nim rozmawiałam, zaproponowałam psychologa od nałogów,to odparł,że on ma psychologa w jednym palcu,że on potrafi zagiąć psychologa. Narcyzm-powiedziała moja psycholożka. Dziś znowu kolejny rachunek z windykacji. Chyba ucieknę i zostawię go z tym wszystkim,bo już nie dam rady. A on wiecznie czeka na pieniądze...

10 005

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

On się stacza na dno,a ja razem z nim. Muszę uciekać! THC jest w nim 24/h. On na śniadanie,na lunch,obiad i kolację pali trawę.Nie pali tylko gdy śpi... I z tymi pedalskimi baletami mam podobnie. Chodzę na jogę,jedyna rzecz,w której widzę,że się rozwijam,chcę coś dalej z tym zrobić. A on,że joga jest dla pedałów i pustych lasek! Też założył firmę,żeby przyszpanować. Poznał kumpli i chciał im pokazać jaki to on nie jest. A jak z nim rozmawiałam, zaproponowałam psychologa od nałogów,to odparł,że on ma psychologa w jednym palcu,że on potrafi zagiąć psychologa. Narcyzm-powiedziała moja psycholożka. Dziś znowu kolejny rachunek z windykacji. Chyba ucieknę i zostawię go z tym wszystkim,bo już nie dam rady. A on wiecznie czeka na pieniądze...

Kobieto!
Rowniez slysze ,ze psychologow i psychiatrow ma w malym palcu.
Nie bedzie sluchal idiotow ,BO ON JEDNYM ZDANIEM GO ZAGNIE .
Uciekaj puki nie jestes tak daleko jak ja kochana...........

10 006

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

On się stacza na dno,a ja razem z nim. Muszę uciekać! THC jest w nim 24/h. On na śniadanie,na lunch,obiad i kolację pali trawę.Nie pali tylko gdy śpi... I z tymi pedalskimi baletami mam podobnie. Chodzę na jogę,jedyna rzecz,w której widzę,że się rozwijam,chcę coś dalej z tym zrobić. A on,że joga jest dla pedałów i pustych lasek! Też założył firmę,żeby przyszpanować. Poznał kumpli i chciał im pokazać jaki to on nie jest. A jak z nim rozmawiałam, zaproponowałam psychologa od nałogów,to odparł,że on ma psychologa w jednym palcu,że on potrafi zagiąć psychologa. Narcyzm-powiedziała moja psycholożka. Dziś znowu kolejny rachunek z windykacji. Chyba ucieknę i zostawię go z tym wszystkim,bo już nie dam rady. A on wiecznie czeka na pieniądze...

Kobieto!
Rowniez slysze ,ze psychologow i psychiatrow ma w malym palcu.
Nie bedzie sluchal idiotow ,BO ON JEDNYM ZDANIEM GO ZAGNIE .
Uciekaj puki nie jestes tak daleko jak ja kochana...........

Jeszcze tak na marginesie ,wiesz moja psycholog ,jest jakas dziwna .powiedziala mi ze mam pracowac nad swoja wrazliwoscia.Nie rozumiem ,mam akceptowac ze taki jest swiat ?
Pozdobnie powiedzial i prawnik ,ze mam skorzystac z niego ile sie da ,a co z moja psychika?
szkoda slow mocno jestem wkrecona w to cale bagno,jeszcze tu w uk ,przy rozwodzie patrza na dochody ,to niestety nie pl i bardzo sie tego boje ze chlopcow moga jemu oddac bo ma wysoki dochod

10 007

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawia
Wiem co przezywasz ,rozumiem to ,jedynie zazdroszcze ze nie tak pozno jak ja.
Moj m pali tylko na wieczor ,ale do tego stopnia ze ,nie umyje sie tylko siadze i siedzi tak dlugo az nie padnie ,przestaje na chwile jak ma ochote na sex(mozesz sobie wyobrazic co to za sex ze spalonym)
Od pewnego czasu unikam zblizen ,to pali do upadlego ,nie raz w wannie zasnie ,rano tak mi go szkoda jak z tej wanny wychodzi taki rozmoczony ,a tu za chwile spotkanie z kilentem.Masakra.
Rano powiedzial ze konczy worek i nie pal i(ale worek skonczyc musi)
zobaczymy jak dlugo

10 008

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie znam się na prawie,ale może jak Twój m nie będzie walczył o dzieci,to one zostaną przy Tobie i z racji tego,że Twój m ma wysokie zarobki,to należą Wam się alimenty. Nie wiem czy sąd przyzna dzieci ojcu,który ciągle jest pod wpływem marihuany?! Ale wiadomo, z tym bywa różnie. Ślub braliście w UK?

10 009

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Slub bralismy w pl, ale sad Polski moze odeslac nam pozew z racji stazu pobytu w uk ,powyzej pieciu lat rozowd powinnismy wziac tutaj .Szerze wolalabym w pl

10 010

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Slub bralismy w pl, ale sad Polski moze odeslac nam pozew z racji stazu pobytu w uk ,powyzej pieciu lat rozowd powinnismy wziac tutaj .Szerze wolalabym w pl

Mam nadzieję że ja będę mogła wziąć rozwód w Pl.
Dziś mi powiedział,że po wczorajszej aferze jaką zrobiłam jego kumplowi,wyprowadza się za tydzień! Zwala teraz wszystko na mnie,że to przeze mnie się musi wyprowadzić,że mam to co chciałam, że nigdy się nie szanowałam dlatego mnie nie szanował, że teraz zostanę sama,bez znajomych ip itd Boję się,że sobie nie poradzę!

Posty [ 9 946 do 10 010 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 152 153 154 155 156 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026