Witajcie dziewczyny!
Na wstępie chciałabym Ci Wielokropku podziękować.
Za to, że piszesz na forum prawdę, a nie to, co chcemy usłyszeć. Jesteś odporna na manipulacje, nie dajesz się gierkom, wychodzisz z klasą. Mi tez się od Ciebie oberwało i dziękuję Ci za to, bo wciąż myślę nad Twoimi słowami.
Jutro mam sądny dzień- l i t e r a l n i e.
Jutro o tej porze będę na sali.
Boję się. Nie, nie jego, boję się siebie. Tego, jak zareaguję, czy emocje nie wezmą góry. On pozna po mnie wszystko, a to dla mnie kolejne upokorzenie- jego satysfakcja.
Moje życie płynie wesoło i właściwie nie rozpaczam. Są gorsze dni, ale jak go nie widzę ?nie wdycham, nie płaczę? Co jednak będzie, gdy spojrzę mu w twarz? Co za demon się we mnie obudzi?
A może wręcz przeciwnie? Może to spotkanie ?uwolni? mnie od lęku przed własnymi uczuciami do niego? Może zaskoczy mnie moja obojętność?
Tak, czy siak, trzymajcie za mnie kciuki, bo to będzie dla mnie trudny, przełomowy dzień. Niby wiem od miesięcy ku czemu zmierzam, nie wahałam się, ale usłyszeć w sadzie słowa, że to koniec końców ma inny wymiar. Jutro pożegnam prawie 10 lat mojego życia, a to dużo zważywszy na fakt, że mam dopiero 27.
Jestem dumna, że dałam sobie z tym radę.
Mam już stadko adoratorów.
Niestety nadal pociągają mnie niewłaściwi i obserwuję, że lecę na łeb na szyję za tym, który pojawia się i znika. Nie to, żebym go chciała, od początku wiem, że to człowiek nie dla mnie.
Jednak to, że nie stracił dla mnie głowy przyciąga mnie, jak magnes. Zaczynam mu udowadniać, jaka jestem wspaniała. Tak, na przekór. I patrzę na siebie z boku i sama się kopię w dupsko.
Żałosne, wiem.
Jednak to, że to widzę jest zasługą pracy nad sobą. Wcześniej bym stwierdziła, że się zauroczyłam, teraz widzę, że mam ogromna potrzebę uznania w oczach mężczyzn i paradoksalnie szukam go tam, gdzie najtrudniej mi je zdobyć.
Zasługiwanie, autoreklama, staranie się.
I im mniej dostaję, tym bardziej mnie to kręci. Gdyby on oszalał na moim punkcie teatralnie dostałby kosza.
Ale przecież ja mu MUSZĘ udowodnić, że jestem fajna! Normalnie kompulsja!
Okropny ten mój głód miłości. Bliskości.
Przeraziłam się?
Jak ktoś mnie chce- dostaje kosza. Jak jest zdystansowany- sama za nim szaleję. A ci zainteresowani to dla mnie takie ciapy, że mam autentycznie odruch wymiotny na myśl o bliskości z nimi. Czysta awersja!
Kopne się chyba w dupsko i odstawię Pana randkowicza. Ale tak mnie to kręci, że sama siebie nie poznaję. Niby jak facet od razu pociąga nas seksualnie, to trzeba wiać. Wiać zatem?