netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 058 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 149 150 151 152 153 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 751 do 9 815 z 26 310 ]

9 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Powiedzcie mi,czy to,że mieszkamy razem,śpimy w jednym łóżku utrudni mi rozwód? Korzystniej jest najpierw się wyprowadzić? Dzieci nie mamy. Jeszcze niedawno nie myślałam nawet o takich rzeczach... Ohhh... Ciężko będzie. Boję się.

Kopnięcie w odwłok masz zapewnione, gdy będzie taka potrzeba. tongue

Rozwodzić się nie rozwodziłam, ale wiem, że rozwód jest orzekany przy trwałym rozpadzie związku. Objawem takiego rozpadu jest m.in. rozdział od stołu, gospodarstwa domowego, łóżka, osobna kasa każdego. Można mieszkać pod jednym dachem, ale to mieszkanie dwojga lokatorów, których NIC nie łączy.

9 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W sumie od jakiegoś zaczyna tak powoli być. No nic, spróbuję. Zobaczymy...  Muszę to wszystko dobrze przemyśleć i ogarnąć. Mąż zawsze mówił mi,że nigdy nie da mi rozwodu... Ale ostatnio doszliśmy razem do wniosku,że ślub był ucieczką z naszych patologicznych domów. Dla mnie to małżeństwo już nie ma sensu. Dla niego mogłoby trwać... No nic,może uda mi się z nim jeszcze fzisiaj porozmawiać...

9 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

W sumie od jakiegoś zaczyna tak powoli być. No nic, spróbuję. Zobaczymy...  Muszę to wszystko dobrze przemyśleć i ogarnąć. Mąż zawsze mówił mi,że nigdy nie da mi rozwodu... Ale ostatnio doszliśmy razem do wniosku,że ślub był ucieczką z naszych patologicznych domów. Dla mnie to małżeństwo już nie ma sensu. Dla niego mogłoby trwać... No nic,może uda mi się z nim jeszcze fzisiaj porozmawiać...

Czyli fikcja bez próby ratowania normalnych relacji. Tak sobie Twój mąż to wyobraża? Próbowaliście terapii małżeńskiej?

9 754

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie, nie próbowaliśmy terapii. Właśnie porozmawiałam zmężem, a raczej wykrzyczałam mu swoje argumenty. Teraz płaczę. Jest fatalnie. Ja już nie wiem co mam robić. Mąż mówi,że wszystko krytykuję, wiecznie się czepiam, wyzywam go od ćpunów i alkoholików, a sama się obrażam jak mi zwróci uwagę. Mąż zarzuca mi,że sama nie wiem  czego chcę, co chwilę zmieniam zdanie. Pewnie ma racje,bo tak jest. O Boże,mam już tego dość!

9 755

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie, nie próbowaliśmy terapii. Właśnie porozmawiałam zmężem, a raczej wykrzyczałam mu swoje argumenty. Teraz płaczę. Jest fatalnie. Ja już nie wiem co mam robić. Mąż mówi,że wszystko krytykuję, wiecznie się czepiam, wyzywam go od ćpunów i alkoholików, a sama się obrażam jak mi zwróci uwagę. Mąż zarzuca mi,że sama nie wiem  czego chcę, co chwilę zmieniam zdanie. Pewnie ma racje,bo tak jest. O Boże,mam już tego dość!

Należałoby się zastanowić raczej nie nad tym, jaka jest kolejność przyczynowo-skutkowa. I nie chodzi o dyskusje z nim bo to będzie gadka o jajku i kurze. Sama musisz to przeanalizować DLA SIEBIE, co uznajesz za pierwotne w tej eskalacji zbrojeń. Czy byłabyś w takim rozedrganym stanie, czy byłabyś czepliwa, czy używałabyś takich określeń, gdybyś uprzednio nie została doprowadzona do takiego stanu? A teraz zastanów się, czy człowiek staje suę narkomanem, alkoholikiem dlatego, że żona jest czepliwa czy dlatego jej to wypomina bo szuka pretekstu, usprawiedliwienia dla grubego lola i kielicha?

Czy czytałaś o trójkącie dramatycznym Karpmana? Uważaj, kochana, bo łatwo dać się zapędzić w ten schemat i zacząć obwiniać samą siebie.

Pamiętaj - przyczynowość-skutkowość.

9 756

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia - też mam męża, który pali trawę od kilkunastu lat i mogę dziś powiedzieć, że to świństwo zniszczyło moje małżeństwo.
Ty nie chcesz żeby on palił, on nie chce przestać bo tak mu wygodnie a raczej jest uzależniony.
Rozumiem co czujesz. U nas takie kłótnie o to były już od kilku lat.
Potem usłyszałam, że on pali bo ma żonę i dzieci, a on nie chciał takiego życia. Tłumaczenia, że narkoman to ktoś kto to robi cały czas, a jemu wystarczy "restart" wieczorem. Nie wychodził ze mną nigdzie bo ja nie palę to po co?
Do kina trzeba iść spalonym, na imprezę też, bo na trzeźwo to bez sensu.
Teraz go nie ma bo znalazł inną tolerancyjną, która pali z nim i się wyprowadził.
Więc dopóki on nie chce się leczyć nic się nie zmieni. Przechodzisz fazę współuzależnienia. I ratuj się z tego jak najszybciej. Bo lepiej nie będzie, tylko będzie równia pochyła...
Moja głowa potem nic nie robiła tylko myślała kiedy on się spali, czy ma towar, czy już się skończył, a jak się skończył to kiedy pojawi się nowy. Lufki w domu, na każdym kroku zapalniczka, wypalone dziury w dywanach, meblach.
Żadne umowy typu - palisz nie w domu, palisz co dwa dni czy robisz dwa dni przerwy w miesiącu nie były przestrzegane.
Masakra.
Nie zadręczaj się, to nie twoja wina. Ja mimo myśli o rozstaniu nie zrobiłam tego. Czy żałuję? Tak. Nie miałam tyle siły, bo zawsze go kochałam ślepą miłością. Co wspaniale potrafił wykorzystywać. Aż zostałam zraniona najpodlej jak się da.
Rób tak, żebyś już dłużej nie musiała przez niego płakać. Oni są nie warci naszego uczucia. Ich największą "miłością" jest trawa.

9 757

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Wam kochane! Tarantella- właśnie czytam o trójkącie. Tak, tak się to u mnie odbywa!! Klopsik- z jednej strony cieszę się,że jest ktoś kto przeżył to co ja przeżywam. Z drugiej przykro mi,że mąż zostawił Cię dla innej. Ja przestałam chodzić z mężem na imprezy, bo wszędzie tylko jaranie. A jak mówie mu,że nigdzie razem nie wychodzimy, to mówi,że to ja z nim nigdzie nie chcę wychodzić. Masakra! Rzeczywiście trawa ponad wszystko.

9 758

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

niech mi nikt nie mówi, że to jest niewinny środek który "rozluźnia" . To co zrobił z psychiką mojego męża- szkoda słów.
Dlatego wpadam w pułapkę myślenia- on nie jest zły, tylko uzależniony. Ale to oni nie chcą się leczyć. I dopóki to się nie zmieni, to żeby było lepiej musiałabyś zacząć palić razem z nim. Pytanie czy tego chcesz? Ja już kiedyś powiedziałam- albo trawa albo ja. Ale nie byłam konsekwentna. No to mi wyszło to bokiem. A jego staram się mieć głęboko. Nie jest mi łatwo, ale nie poddaje się.

9 759

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochane.. czytam i czytam ten Wasz wątek, bo wiem, ze to pewnie moj problem też. Kiedyś przeczytałam Robin Norwood, zreszta teraz tez czytam znowu i wiem, ze mam wszelkie predyspozycjie do bycia kobietą kochającą za bardzo.. rodzina dysfunkcyjna, ojciec alkoholik, potem już  nieobecny i nie mam z nim zadnego kontaktu do dzis, mama ledwo wiążąca koniec  z koncem. Moja młodsza siostra przeżyła okres buntu jako nastolatka urodziła dziecko, które zostawiła mamie i mnie i uciekła za granicę. Niby wszystko jakoś sie poukładało już.. zarówno mama, jak i siostra mają mężów i rodzinki, tylko ja po zakonczonym rozwodem 12letnim malzenstwie bujam się miedzy zwiazkami.. Teraz bardzo sie zastanawiam jaki to wszystko bedzie miało wpływ na moją już prawie 15 letnią córkę i to mnie najbardziej martwi sad czy ona bidula kiedyś bedzie miala szczesliwy związek po takich doswiadczeniach z domu?? mam tez synka, ale jakoś o niego jestem spokojniejsza. Nie wiem dlaczego?

9 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia wszystkie uczucia które są w Tobie, są ok. Pozwól sobie poczuć  złość, ból, bezradność i wyrzuty sumienia. Nie odrzucaj ich bo one są twoje i nie przyszły dla kaprysu, tylko miały powód. Błędem jest je odrzucać, trzeba się nimi zająć, tylko wtedy będzie Ci lżej. Zrobiłaś coś co Ja wielokrotnie przerabiałam. Wszystkie uczucia, które mną targały zamieniałam w złość, bo lepiej niech będę zła niż bezradna, z wyrzutami i bólem. Niestety, one i tak wracały, bo są moje i są w porządku. Trudno żeby nie bolało, jak bliska osoba rani, trudno żeby nie czuć bezradności jak widzisz że twój świat jest przewrócony do góry nogami,a Ty nie mażesz nic z tym zrobić, jak twoje rzeczowe argumenty trafiają w mur. Trudno nie czuć wyrzutów jak stale masz je czynione, w końcu zaczynasz się zastanawiać czy aby nie jest to prawda co ON mówi. I mimo że tak na rozum, to wiesz że nie jest to prawdą, to gdzieś z wnętrza wychodzą wyrzuty niewiadomego pochodzenia. Jesteś w dobrym miejscu, potraktuj to jak bazę wyjściową. Cokolwiek zrobisz, czy będziesz próbowała rozmawiać, tłumaczyć czy przekonywać M że to jest złe i tak usłyszysz że się czepiasz, a przecież wiedziałaś z kim się wiążesz.To jest moment właściwy aby zrozumieć, że nie masz wpływu na to co On zrobi. On to świetnie wie. Wie co i jak powiedzieć, żebyś się odczepiła. Czy kiedykolwiek po takiej rozmowie, awanturze coś się zmieniło? Narasta w tobie tylko przekonanie, że nie jesteś dość ważna dla niego aby się zmienił. A poczucie wartości ma tendencję  zniżkową.Zastanów się nad tym jakie uczucia tobą targają i które są właśściwe, a które pojawiają się bo uwierzyłaś w bzdury nie mające nic wspólnego z prawdą?Czy widzisz rzeczy takimi jakie są, czy jest to tylko twoje wyobrażenie.

9 761

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chyba postanowiłam,że chcę rozwodu. Piszę chyba,ale tak naprawdę tego chcę. Boję się,że zmienię zdanie. Chcę porozmawiać o tym z mężem,ale boję się,że zmienię zdanie. Boję się,że później będę tego żałować. I tak sobie myślę,że jak szybko złożę wniosek do sądu, to nię będę miała czasu się rozmyślić. Kopniecie mnie w tyłek jak zmienię zdanie? Tylko jak mężowi przetłumaczyć,że rozwód to dla nas najlepsze wyjście? Bo ja to bym się chciała rozejść bez kłótni. Mimo wszystko trochę mu dobrego zawdzięczam... Trochę... Nawet myśląc o rozwodze,myślę żeby było to na naszą wspólną korzyść,a nie tylko moją. Jeżeli są tu osoby po rozwodzie, proszę odezwijcie się. Jeszcze nie przeszłam całego wątku,ale czytam. Powiedzcie mi,czy to,że mieszkamy razem,śpimy w jednym łóżku utrudni mi rozwód? Korzystniej jest najpierw się wyprowadzić? Dzieci nie mamy. Jeszcze niedawno nie myślałam nawet o takich rzeczach... Ohhh... Ciężko będzie. Boję się.

A ja się rozwodziłam i to z orzekaniem winy męża i jestem szczęśliwą rozwódką smile

To sądowi musisz udowodnić, że DLA CIEBIE rozwód to najlepsze wyjście, nie mężowi. Jemu rozwód zapewne nie jest potrzebny. Stracić własność, z której ma się korzyści ? i jeszcze się na to zgodzić ?
Wszystkie na początku marzą o spokojnym, kulturalnym rozwodzie. Najpierw rozwód z byle jakim mężem a potem przyjaźń z byłym mężem. To nie jest możliwe w naszej kulturze (czasami się zdarza inaczej). Rozwód to WALKA o udowodnienie kto nawalił, kto był tym złym w związku. Nie można pójść i powiedzieć, dziękuję mam dość. Sąd zawsze patrzy na dobro dzieci a nie na małżonków. Dobro dzieci w pojęciu sądu to trwanie w patologii aby dzieci miały dwoje rodziców. To nic, ze patrzą jak matka cierpi, to nic, ze jest smutna, nieszczęśliwa. W pojęciu sądu o związek trzeba walczyć do ostatniego tchu. No i dwoje małżonków musi powiedzieć NIE KOCHAM.
Jeśli mieszkacie w jednym mieszkaniu jak obcy sobie ludzie nie ma sprawy, rozwód dostajecie. Jeśli spicie w jednym łóżku to rozwodu nie ma !!! Super, żee nie macie dzieci, sprawa będzie szybsza, łatwiejsza.
Mieszkać można razem lub oddzielnie. Dla sądu inne rzeczy są ważne, ale o nich napisała Wielokropek.
Ja o rozwodzie marzyłam i przeżyłam swój wymarzony rozwód. Na sali sądowej byłam ja, moi świadkowie i tylko jego słowa nagrane na taśmach. Słowa od awantur, przez kłamstwa, do manipulacji i oskarżeń. Wiele słów, nie zostawiających złudzeń przez jakie piekło przechodziłam. Wyrok dostałam zaoczny bez problemów.
Masz pytania pisz, zawsze służę Ci radą. Doświadczenie mam niewielkie, ale wprawiam się big_smile. Dziś skończyłam pisanie pozwu dla znajomego i prawnik nie miał do niego zastrzeżeń. Dowodów swoich użyczyłam a  dowód jego- bezcenny. To nagranie z podrzuconego dyktafonu żonie( miała go w torebce, w której bez przerwy czegoś szukała - ale dyktafonu nie znalazła smile) na wyjazd z moim mężem w sprawach służbowych. W tym dniu oboje CIĘŻKO PRACOWALI WSPÓLNIE W ŁÓŻKU HOTELOWYM big_smile.

Nie zawsze jest ciężko tongue .

9 762

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja się zastanawiałam ostatnio czy może udowodnić mu jego winę. Ale ważniejsze jest dla mnie dziecko. Jak się nie uda po dobroci to będę wyciągać asy z rękawa.
Sąd wystąpił o opinię do ośrodka a w protokole protokolantka zaprotokołowała co następuje ... coś takiego mniej więcej czy rozwód nie leży... czy dziecku nie zaszkodzi, coś takiego, nie potrafię odtworzyć. Zaszkodzi brak rozwodu. On z flamą i czy rozwód nie zaszkodzi. No ja przepraszam. Ale to są słowa, procedura może. Ja bym się nie zdziwiła jakbym przegrała, aloe to chyba niemożliwe. Niemożliwe. On bredził, sąd go upominał, bo czepiał się pierdół, nie miał nic konkretnego. To on ma niebieską kartę i skierowanie na leczenie z prokuratury, itd...coś tam się zawsze znajdzie.
Ale ja zła.

9 763 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-17 09:40:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam o trójkącie i jest tam wzmianka o obowiązkach...m.in.
"Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości."
A co wówczas jeśli ktoś nie ma żadnych obowiązków, co wówczas kiedy od wszystkiego się odwraca i nic nie robi. Kiedy wszystko spada na nas? Czasem nie da się nie zareagować, zostawić, a ten ktoś, mimo, że się zobowiązał nie robi tego. To jest paranoja.

Prostuję, doszłam do wniosku, że każdy ma jakiś obowiązek jednak, nawet jeśli pozornie nic na niego nie spadło. Ale na chama chce się wywinąć. Jakoś mnie zamroczyło w związku  moim obecnym waćpanem nierobem. Wczoraj coś tam chciał zjeść, więc powiedziałam, że zrobię. Wiecie co on zrobił, poszedł na chwile realizować swoją pasję. Pies pogryzł worek, przywlekł do kuchni jakieś pana rzeczy. Pan wrócił, rzeczy pozbierał, worek zostawił, i nic po psie nie ruszył. Zawsze egzekwuję żeby się wywiązał ze swojego obowiązku, chciał psa, miał robić przy nim. Wczoraj jednak głupia zamiotłam i po co? Ale nie do końca. Kuchnie zamiotłam i przedpokój, a w pokoju psie rzeczy zamiotłam pod nogi pana co na gitarze grał, nie ruszył tych śmieci, nie zauważył nawet.
On wymaga wyręczania. Wyznaje zasadę -jak lubi niech sprząta. Czyli, że ja sama chcę bo wyszukuję sobie. Wqrw...I to do tego stopnia, że rozwali coś i zostawi, a potem powie co wyżej.
Znów faza frustracji przyszła. Poprawy żadnej.
Jak ja bym chciała wygrać w totka i się wynieść, bez wygranej jednak nie wyrobię.

9 764

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeszcze coś znalazłam
bajka o motylu a propos trójkąta Karpmana
http://flandra.wordpress.com/2010/01/02/bajka-o-motylu/

9 765

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Czytam o trójkącie i jest tam wzmianka o obowiązkach...m.in.
"Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości."
A co wówczas jeśli ktoś nie ma żadnych obowiązków, co wówczas kiedy od wszystkiego się odwraca i nic nie robi. Kiedy wszystko spada na nas? Czasem nie da się nie zareagować, zostawić, a ten ktoś, mimo, że się zobowiązał nie robi tego. To jest paranoja.

Prostuję, doszłam do wniosku, że każdy ma jakiś obowiązek jednak, nawet jeśli pozornie nic na niego nie spadło. Ale na chama chce się wywinąć. Jakoś mnie zamroczyło w związku  moim obecnym waćpanem nierobem. Wczoraj coś tam chciał zjeść, więc powiedziałam, że zrobię. Wiecie co on zrobił, poszedł na chwile realizować swoją pasję. Pies pogryzł worek, przywlekł do kuchni jakieś pana rzeczy. Pan wrócił, rzeczy pozbierał, worek zostawił, i nic po psie nie ruszył. Zawsze egzekwuję żeby się wywiązał ze swojego obowiązku, chciał psa, miał robić przy nim. Wczoraj jednak głupia zamiotłam i po co? Ale nie do końca. Kuchnie zamiotłam i przedpokój, a w pokoju psie rzeczy zamiotłam pod nogi pana co na gitarze grał, nie ruszył tych śmieci, nie zauważył nawet.
On wymaga wyręczania. Wyznaje zasadę -jak lubi niech sprząta. Czyli, że ja sama chcę bo wyszukuję sobie. Wqrw...I to do tego stopnia, że rozwali coś i zostawi, a potem powie co wyżej.
Znów faza frustracji przyszła. Poprawy żadnej.
Jak ja bym chciała wygrać w totka i się wynieść, bez wygranej jednak nie wyrobię.

Hm jak Ja świetnie znam te zachowania i myślenie:) Znaczy moje (twoje), zmuszanie M do zachowań, które powinny być w Jego menu.Dbanie o Jego uczucia, szczególnie o to żeby tych złych mu nie zabrakło:). Bezsilność zmusiła mnie do szukania innych rozwiązań i nagle "eureka" .
Mogę się nie godzić na to czego nie lubię, bez myślenia o tym, co On na to.
Zawsze miałam wybór i Ty też masz i wcale nie musisz się wyprowadzać. Zakładam że mieszkanie ma 2 pokoje, do podziału 1 czyściutki twój, drugi jego nieważne jaki, bo jego. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale to jest właśnie ten wybór, który nie uszczęśliwia,ale pozwala nie godzić się na to czego nie chcesz.On nie wchodzi do twojego, bo syfu nie znosisz, Ty nie wchodzisz za próg jego pokoju. Brudne talerzyki,szklanki, brudne ręczniki, kosmetyki rozwalone po porannej toalecie, czy bałagan po piesku, zostawiaj w progu co by jego granic nie przekraczać.A i rzecz niezbędna, zrób to dla siebie, bo TY się nie godzisz,a nie żeby Jemu gorzej się żyło.
Oczywiście możesz nic nie zmieniać, tupać nogami i żyć tak dalej.
To twoje życie i zawsze masz na nie wpływ, wystarczy to zrozumieć, i zobaczyć jaki masz wybór.

9 766 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-17 11:14:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozumiesz moją sytuację.
Widzisz mnie tak się nazbiera i wywalam to z siebie. A nazbiera się wtedy kiedy go wyręczę zauważyłam, bo wyręczanie jest wbrew mnie. Kiedy poproszę o coś lub wyegzekwuję nie ma wtedy nic. Sprawa jest załatwiona.
Ja się nie przejmuję za bardzo, olewam jak mnie olewa. Ale może jeszcze zostaje jakiś cień i chęć zrobienia mu na złość, co i tak go nie rusza.
Widzisz, są dwa pokoje. W jednym czyściutko, ale tam mieszka sobie moje dziecko. A ja śpię w tym drugim. Uprzątnę tam czasem, ale nie podchodzę do tego jakoś drastycznie, bo po co się irytować, że ktoś tego nie szanuje i za chwilę jest tak samo. Ja go nie zmienię, bo on tego nie chce. Gdyby kochał jak twierdzi postarałby się, a nie stara się w niczym. Ja przychodzę gotuję, zawsze jakieś coś jest jeszcze. A on wczoraj powiedział, że on nie może przychodzić z pracy do pracy. A ja mogę?   On na to, że może inni mogą, a on nie może. Ja na to, że nie nie może, ale nie chce. Bo chcieć to móc.
I chyba pogląd zachwiałam, bo on przecie uważa, że nie ma co się denerwować czymś na co nie mamy wpływu. Ale jeśli chcemy coś zmienić to możemy i tutaj drgania nastąpiły.
Nie musimy obiadu jeść, możemy kanapki. Na co ja z ironią skwitowałam, że wtedy też w kuchni trzeba siedzieć.
Jeśli jest nie przygotowany do wspólnego życia to niech sobie mieszka z mamą, albo sam. Nie wiem. Fakt, mama za niego obi wszystko. Nawet jak jesteśmy razem. Do tego stopnia, że przychodzi do pokoju, który wtedy zajmujemy i zbiera skarpetki, które on rozrzucił (a ja ich zbierać nie będę). Wtedy jakoś mi jest głupio, a jemu nie wstyd, on nie ma wstydu chyba.
Kachna, ja jestem po wstrętnym małżeństwie, on jest drugi. Przed chwilą, kiedy czytałam o trójkącie itd. doszłam do wniosku, oświeciło mnie, że papierowy mąż to nikt inny jak DDA i cholera wie co jeszcze. Ale to nie ma znaczenia. Niech sobie będzie kimkolwiek. Jest rozwód w trakcie, niech się to skończy, Tylko do cholery drugi raz się męczyć? Raz jest dobrze, raz nie, humory, fochy. Może nie ma dramatu z tym bałaganem. Mówię zawsze, że porządek to jest pojęcie względne, i nie zmienię zdania. Rozmawiałam o tym z kimś u kogo byłam no i  mijamy się z naszym poczuciem porządku. Bo ponoć jest czysto albo nie. Czysto, co to jest czysto i dla kogo? Względne jak wszystko. Ja wiem, są granice, nie dajmy się zwariować, oczywiście. Ale jeśli ktoś leży dzień za dniem po pracy odłogiem, albo robi coś innego, a przy tym żre i pije i wszystkie naczynia świata otaczają go potem w pokoju i tak leżą do usranej...to nie jest najlepiej chyba.

Tylko, że ja mogę sobie tutaj z Wami pogadać. On nie słucha, bo czego ja chcę właściwie, wszystko jest w porządku.

9 767

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja też przeniosę się do drugiego pokoju. Zrobię wszystko,żeby się rozwieść!! Teraz widzę jaka głupia byłam. Kompletnie odcięłam się od znajomych. Nie mam nikogo kto stanąłby po mojej stronie, poświadczył,że on pali,pije... Nikomu o tym nie mówiłam. Ukrywałam wszystko. Ale może jeszcze nic straconego.
Zofia282- gratuluję Ci bycia szczęśliwą rozwódką. Twój post dał mi do myślenia i kombinowania:) Boję się...porażki. Wydaje mi się,że mąż nie będzie chciał mi dać roxwodu. Muszę poszukać twardych argumentów! Wyzwanie życia!:)

9 768 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2012-04-17 12:33:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jest wiele teorii psychologicznych, jedne lepsze inne gorsze, ale żadna z nich nie mówi, że jak powiemy X że robi źle i można inaczej to X coś zmieni w swoim zachowaniu jak nie będzie chciał.Bo to nie był dla niego powód.I to  nie prawda że nasze zachowanie może wpłynąć na zmianę zachowania innych.  Każdy jest osobną jednostką. I jak Ja przestałam mu mówić co ma robić i egzekwować aby to robił, to jego świat też się zmienił. Teraz On stanął przed wyborem, albo, albo.Nie miałam wpływu którą opcje wybierze. Jak mi coś nie pasuje, nie czekam ani chwili na to żże samo się zmieni i dobrze na tym wychodzę.

9 769

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kachna66 napisał/a:

I to  nie prawda że nasze zachowanie może wpłynąć na zmianę zachowania innych.

Sądzisz, że to nie prawda?
Ja czasem widziałam, że zmiana u mnie powoduje zmianę zachowania kogoś. Nie to, żeby to była manipulacja. Ale jakieś moje zachowanie dawało do myślenia i coś zmieniało.

Nie mówię też o tym, że kiedy powiedziałam, e mam dość i koniec i jest ktoś to nagle on się mieni, on porozmawia, on... wszystko się da. Tylko, że wtedy było za późno. Ale to też nie było uświadomienie tylko chwilowa poza.
Jesteś szczęśliwą osobą Kachno smile

Anstawio z rozwodem nie musisz się spieszyć. Nawet jeśli złożysz pozew to chwilę potrwa. To nie rozwód daje Ci prawo do osobnego życia. Rozwód to tylko formalność. Najważniejsze, żeby on nie robił głupot i nie niszczył Cię finansowo. To jest priorytet. Na rozwód nigdy nie jest za późno.

9 770

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropna Ty moja kochana smile
Jakiś mały kundelek szczypie Cię po piętach, a ja bez netu smile
Na szczęście i Ty sobie świetnie (jak zwykle) poradziłaś, jak i Sfora pokazała kły wink
Jak niektórym niewiele potrzeba do szczęścia - wejść na forum, splunąć, kopnąć, obrazić... Bardzo mały duch w małym duszku się czai tongue

9 771

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niekochana wink

9 772

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
kachna66 napisał/a:

I to  nie prawda że nasze zachowanie może wpłynąć na zmianę zachowania innych.

Sądzisz, że to nie prawda?
Ja czasem widziałam, że zmiana u mnie powoduje zmianę zachowania kogoś. Nie to, żeby to była manipulacja. Ale jakieś moje zachowanie dawało do myślenia i coś zmieniało.

Owszem, tak uważam, ale mogę się mylić. Jak nie zobaczę to nie uwierzę:).
Nie wierzę że zmiana  zachowania w celu zmiany w zachowaniu innej osoby to manipulacja. A tu cała Ja wrrrrrrrrr . Natomiast nie godzenie się na traktowanie Mnie w sposób który mi nie pasuje, może spowodować że partner dokonuje innych wyborów, ale jak widać na forum jest to dość rzadka sytuacja. Raczej następuje eskalacja poprzednich zachowań lub ewakuacja.
Hm bardzo się cieszę że jesteś szczęśliwa. Szczęście to tak naprawdę nic innego jak akceptacja SIEBIE. Ja też jestem szczęśliwa choć nie wymieniłam męża. I zapewniam Cię nie Ja go zmieniłam, choć próbowałam desperacko:)

9 773

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zrobię wszystko,żeby się rozwieść!!  Boję się...porażki. Wydaje mi się,że mąż nie będzie chciał mi dać roxwodu. Muszę poszukać twardych argumentów! Wyzwanie życia!:)

Żeby rozwieść się z winy męża(zdrady, przemoc, alkohol) potrzebna jest w sądzie jedynie PRAWDA. Ja UDOWODNIŁAM PRAWDĘ JEGO SŁOWAMI. Nie udowadniałam nic jemu, udowodniałam jego winę sądowi. Niby drobiazg, maleńka różnica a efekt.... smile....... jestem rozwódką z prawomocnym zaocznym wyrokiem.
Porażka ? no właśnie...ona może być....trzeba działać z rozmysłem, rozważnie, bez pośpiechu. 
Jeśli facet nie ma kochanki, nie jest poważnie zaangażowany w inną kobietę to nie chce rozwodu. Po co ma zostać wszystko na jego głowie. Kto wyręczałby go w zakupach, gotowaniu praniu....ok. nie musiałby prasować i sprzątać, bo bez tego da się żyć, ale cała reszta ?
Argumenty TRZEBA mieć. Kiedy prawniczce powiedziałam, ze mam nagrania awantur i rozmów.....spojrzała na mnie z uznaniem i nawet powiedziała, mądra z pani kobietą( miałam nawet wrażenie, że kpi sobie ze mnie), inne nie mają żadnego dowodu a chcą rozwód z winy męża. Pamiętam, że w drzwiach mnie jeszcze żegnała tymi słowami. Odpowiedziałam jej zażenowana, MĄDRA???!!!, okazało się , że jestem głupia, bardzo głupia.
Dlaczego nagrywałam rozmowy z mężem ? - nie wiem. Do dzisiaj nie mam pojęcia dlaczego kupiłam dyktafon i korzystałam z niego. Kosztował on 250 zł a nagrania okazały się bezcenne smile.
Masz rację każda sprawa w sądzie to wyzwanie. Okazuje się, że sąd ma PRAWO INTERPRETOWAĆ DOWODY JAK CHCE.

Powodzenia smile

9 774 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-17 15:54:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

O widzisz, zmiana ich wyborów wskutek zmiany naszego postępowania. Ale widzę często, że jak zachowam się jak on np. to on robi to czego nigdy nie robił, więc zmienia się jego zachowanie.
Czy ja jestem szczęśliwa?
Myślałam raczej o Tobie.
Ja nie daję sobą manipulować, nie jestem uwieszona waćpana. Raczej coraz lepiej mi ze sobą. Nie jest to wrodzone, przynajmniej u mnie nie było.Albo było, ale zostało zepsute przez matkę. Ona lubi manipulować, albo raczej chce, bo to manipulowanie jej nie wychodzi. Stara się wywrzeć na kimś nacisk szantażem w celu osiągnięcia zamierzonego celu raczej.

Ja tylko chcę mieć spokój, czuć się dobrze. Nie dam sobą pomiatać. A za brak szacunku ...cóż. Nie jestem mściwa. A miłą być nie muszę. I nie muszę dać się przytulać, kiedy czuję, że to...hm... manipulacja? Kurcze co z nią?

Czyli podsumowując smile według Ciebie  zachowanie jednej jednostki nie ma wpływu na zachowanie drugiej, tylko zachowanie jednej wpływa na zmiany wyborów drugiej co w konsekwencji wpływa i tak na jej zmianę. Chce się zmienić, postarać to to robi, nie to nie. I już.
Ciekawe tylko czy
-oni są inni dla innych
-one są inne i dlatego jest różowo
-czy to wszystko to fikcja?

9 775

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

PO sądzie wszystkiego można się spodziewać niestety. Czasem zauważy jakieś przesłanki, które w głowie się nie mieszczą. A ile jest niesprawiedliwych wyroków.

9 776

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

. A ile jest niesprawiedliwych wyroków.

Jeden jest u mnie w domu big_smile  Właśnie niesprawiedliwy wyrok zaliczyłam chyba dwa tygodnie temu i odwołać się do sądu najwyższego nie mogę. Sąd zinterpretował dowody jak chciał. Aktu darowizny nikt nie przedstawił a nawet pozwany zaprzeczył aby takowy widział, a sąd w uzasadnieniu powołuje się na ten akt, akt NIEISTNIEJĄCY !!!
Zostaje mi jeszcze Rzecznik Praw Obywatelskich i być może skarga do Trybunału w Strasburgu.
Wyrok narusza wiele artykułów, ale sądu do sądu podać nie można sad

9 777 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-17 21:51:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zastanawiam się teraz, dlaczego nagrywałam awantury i rozmowy o moich podejrzeniach, czy dowodach. Nie myślałam wtedy jeszcze o rozwodzie, rozstaniu. Zapewne zaskakiwał mnie swoim chamstwem..... człowiek, który tyle złego mówi o niskiej kulturze innych, o złym zachowaniu innych i nagle( no nie tak całkiem nagle)staje się chamem, katem, zwyrodnialcem. Owszem czułam, że coś dziwnego się dzieje, ale też wmawiałam sobie, no raz mu się zdarzyło, no zdarzyło się raz kolejny, może przechodzi wiek przekwitania.... na pewno to wiek przekwitania. A z drugiej strony wiedziałam, że nie ma prawa tak się zachowywać, że to nie ma prawa mu się zdarzać ani często ani rzadko. Potem doszły nagrywane rozmowy o zachowaniach po alkoholu i o niej. Po alkoholu zachowuje się jak bez niego a jej nie ma , są tylko moje urojenia. Z dowodów też się próbował wyłgać na bezczelnego. Nagrałam jego słowa do niej, cześć kwiatuszku i ten ton! podekscytowany, pałający tęsknotą, uwielbieniem, troską..... i on dzwonił do starszej pani psycholog amator, bo miał problem, bo nie radził sobie po mojej próbie samobójczej ! On nie radził sobie! - to mi wmawiał.

Miał dzisiaj zatrudnić syna. Syn rano sam zadzwonił i usłyszał, że DZISIAJ SPOTKAM SIĘ Z WAMI I GDZIEŚ SOBIE PÓJDZIEMY. ( nie powiedział o której i gdzie ...?...?) Po południu syn otrzymał od taty sms- a,  dzisiaj nie mam czasu jutro się spotkamy.
Znam część dalszą. JUTRO już nawet nie napisze sms-a......
Właściwie to ucieszyłam się, że odwołał spotkanie. Powiem szczerze, że przez myśl przeszły mi myśli (:))  a jak ona już się rozczarowała ?, domyśliła ?, dopatrzyła ?, skosztowała? a jak już go wyrzuciła, a może chce dzieci przekupić , przekonać do powrotu? Nie widział młodszego od września ? października ? i nagle zapałał tęsknotą ?
Uffffff jak dobrze, że nie dzieje się nic z tych rzeczy (mam taką nadzieję). Trzymam kciuki za jej miłość ślepą i dozgonną. Wiem świnia jestem.... ale chciała kobitka to ma smile

9 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

O widzisz, zmiana ich wyborów wskutek zmiany naszego postępowania. Ale widzę często, że jak zachowam się jak on np. to on robi to czego nigdy nie robił, więc zmienia się jego zachowanie.
Czy ja jestem szczęśliwa?
Myślałam raczej o Tobie.
Ja nie daję sobą manipulować, nie jestem uwieszona waćpana. Raczej coraz lepiej mi ze sobą. Nie jest to wrodzone, przynajmniej u mnie nie było.Albo było, ale zostało zepsute przez matkę. Ona lubi manipulować, albo raczej chce, bo to manipulowanie jej nie wychodzi. Stara się wywrzeć na kimś nacisk szantażem w celu osiągnięcia zamierzonego celu raczej.

Ja tylko chcę mieć spokój, czuć się dobrze. Nie dam sobą pomiatać. A za brak szacunku ...cóż. Nie jestem mściwa. A miłą być nie muszę. I nie muszę dać się przytulać, kiedy czuję, że to...hm... manipulacja? Kurcze co z nią?

Czyli podsumowując smile według Ciebie  zachowanie jednej jednostki nie ma wpływu na zachowanie drugiej, tylko zachowanie jednej wpływa na zmiany wyborów drugiej co w konsekwencji wpływa i tak na jej zmianę. Chce się zmienić, postarać to to robi, nie to nie. I już.
Ciekawe tylko czy
-oni są inni dla innych
-one są inne i dlatego jest różowo
-czy to wszystko to fikcja?

Hm to nie do końca tak. Nie wiem czy uda mi się to wytłumaczyć, rozumienie tych zależności stało się dla mnie jasne jak ogarnęłam wszystkie czynniki, które pozornie się wykluczają.Ale spróbuję.
1. Jego zachowania może wpływać na to jak Ja się zachowam.
2. Moje zachowania mogą wpływać na to jak On się zachowa.
3.Stawianie warunków i przyjęcie ich przez partnera nie gwarantuje ich dotrzymania.
4. Zmiana mojego postępowania w celu zmiany jego postawy, odniesie pożądany efekt,  tylko wtedy jak On sam zechce się zmienić.W innym przypadku uzna to za manipulację, szantaż, czy wymuszenie (i będzie miał rację),a cóż warta jest zmiana pod przymusem?
Resumując:można zmienić zachowanie innego człowieka poprzez swoje postępowanie, ale jak On nie będzie chciał tej zmiany to bęędzie zmiana chwilowa i pozorna. To ubrana w inne szmatki zasada kija i marchewki.
No i wracamy do początku. Nie mamy wpływu na zachowanie innych. Oczywiście zdarzają się wypadki, że Ona mówi "masz zrobić tak jak Ja chcę- bo to jest najlepsze co można zrobić", i On to robi, przyznając jej słuszność. Ale to raczej w zdrowych związkach:)
Mamy wpływ tylko na to co My zrobimy. A jak nie mamy szansy na stałą zmianę jego zachowania to po co się wysilać? Możesz tylko siebie zmienić i nie godzić się na rzeczy które są sprzeczne z tym co Ty chcesz. Użyję twojej opowiastki o rozerwanym worku i piesku winowajcy.
Twoje chcenie; po psie ma sprzątać Pan - jego deklaracja.
Jego chcenie: wcale nie zamierza sprzątać, On chiał psa i już, obiecał by wszystko aby ulżyć swemu chceniu.
Jakie są opcje :1 będzie posprzątane
                    2 nie będzie
Twoje wybory 1 .a] posprzątasz sama
                        b]prosisz aby dotrzymał obietnicy,bez efektu? usiłujesz go zmusić-0 reakcji i być                     
może obraza-----posprzątasz sama.
                     2. nie będzie posprzątane.
Kiedyś się rozłożą lub On o nie zapyta i być moze posprzata.
Ale uwaga, nie  masz wpływu na to co On zrobi. Jak na jego zainteresowanie odpowiesz "mie mam zamiaru.....czy Ja jestem  słu..........itp. nie posprzata bo to przymus..
Natomiast w mysl zasady -mamy wpływ tylko na swoje zachowania-napytanie czemu to tu lezy? odpowiesz -wczoraj pies rozszarpał.Dociekliwy zapyta -jak to od wczioraj,czemu? Ty- bo nikt nie pozbierał. Po tygodniu zapros jego szefa z żoną na kawe:)

9 779

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

. A ile jest niesprawiedliwych wyroków.

Jeden jest u mnie w domu big_smile  Właśnie niesprawiedliwy wyrok zaliczyłam chyba dwa tygodnie temu i odwołać się do sądu najwyższego nie mogę. Sąd zinterpretował dowody jak chciał. Aktu darowizny nikt nie przedstawił a nawet pozwany zaprzeczył aby takowy widział, a sąd w uzasadnieniu powołuje się na ten akt, akt NIEISTNIEJĄCY !!!
Zostaje mi jeszcze Rzecznik Praw Obywatelskich i być może skarga do Trybunału w Strasburgu.
Wyrok narusza wiele artykułów, ale sądu do sądu podać nie można sad

Ja to pamiętam Zofio. A odwołania nie można złożyć, bo już byś to zrobiła. Musi być jakieś wyjście.

9 780

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kachno po mistrzowsku to przedstawiłaś.
Kiedyś przyszedł do nas jeden jego współpracownik. To był moment kiedy w pokoju było po jego myśli. A ten współpracownik mówi -nie spodziewałbym się po.. że będzie miał posprzątane. A ja tylko dodałam - tylko mnie jest wstyd.
Jak można zaprosić kogoś do takiego .... Jego nie ruszy. Przed własną matką mu nie wstyd. Myślę, że przed nikim nie będzie. Nie wiem.

W zdrowych związkach ludzie dogadują się z szacunkiem. Ale mało takich, oj bardzo.

9 781 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2012-04-18 09:39:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

/Hm to że Ty posprzątałaś po piesku nie jest niczym złym. Niedobre jest to że nie chciałaś tego robić, a mimo to sprzątałaś.Choć nie do końca, bo tak naprawdę, to był też wybór.
W dbaniu o siebie nie chodzi o to aby robić tylko to co nam się zachce, mamy jakieś obowiązki, z których JA CHCĘ się wywiązywać, choć nie zawsze je lubię.To jest kwestia wyboru. Nie ma nic złego w życiu z czynnym narkomanem, alkoholikiem seksoholikiem czy innym holikiem,mogę bo Ja mogę żyć jak chcę i nikomu nic do tego. To też kwestia wyboru.
Źle jak żyję w jakimkolwiek związku i czuję się krzywdzona, i nic z tym nie zrobię. Spójrz jak żyła Anstwia. Mąż pije i pali maryśkę, a Ona z nim żyła, dla mnie sytuacja niewyobrażalna. Ale Ona się na to godziła i to jest OK, taki był jej wybór i dla niej był najlepszy. Mimo że Ja sobie nie wyobrażam, nie oceniam jej wyboru, ani Jej, tak chciała i to jest w porządku. Ale już nie chce i to jest też ok. Już jej nie pasuje, chce to zmienić i Ja będę Jej kibicować, ale będę to robić również wtedy, jak zdecyduje się dalej trwać w tym układzie. Życzę każdemu żeby, cokolwiek by nie zrobili, byli pewni że ten wybór jest właściwy i jest tym czego chcą. 
Całe życie składa się z wyborów, które dokądś prowadzą, musimy tylko wiedzieć gdzie chcemy  dojść, a gdzie nie chcemy trafić.
Hm co do twoich pytań: Ciekawe tylko czy
-oni są inni dla innych
-one są inne i dlatego jest różowo
-czy to wszystko to fikcja?
Nie obchodzi mnie to i nie będę się nawet zastanawiać, nad tym.

9 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny!
Na wstępie chciałabym Ci Wielokropku podziękować.
Za to, że piszesz na forum prawdę, a nie to, co chcemy usłyszeć.  Jesteś odporna na manipulacje, nie dajesz się gierkom, wychodzisz z klasą.  Mi tez się od Ciebie oberwało i dziękuję Ci za to, bo wciąż myślę nad Twoimi słowami.

Jutro mam sądny dzień- l i t e r a l n i e.
Jutro o tej porze będę na sali.
Boję się.  Nie, nie jego, boję się siebie. Tego, jak zareaguję, czy emocje nie wezmą góry. On pozna po mnie wszystko, a to dla mnie kolejne upokorzenie- jego satysfakcja.
Moje życie płynie wesoło i właściwie nie rozpaczam. Są gorsze dni, ale jak go nie widzę ?nie wdycham, nie płaczę? Co jednak będzie, gdy spojrzę mu w twarz? Co za demon się we mnie obudzi?
A może wręcz przeciwnie? Może to spotkanie ?uwolni? mnie od lęku przed własnymi uczuciami do niego?  Może zaskoczy mnie moja obojętność?
Tak, czy siak, trzymajcie za mnie kciuki, bo to będzie dla mnie trudny, przełomowy dzień. Niby wiem od miesięcy ku czemu zmierzam, nie wahałam się, ale usłyszeć w sadzie słowa, że to koniec końców ma inny wymiar. Jutro pożegnam prawie 10 lat mojego życia,  a to dużo zważywszy na fakt, że mam dopiero 27.
Jestem dumna, że dałam sobie z tym radę.

Mam już stadko adoratorów.
Niestety nadal pociągają mnie niewłaściwi i obserwuję, że lecę na łeb na szyję za tym, który pojawia się i znika. Nie to, żebym go chciała, od początku wiem, że to człowiek nie dla mnie.
Jednak to, że nie stracił dla mnie głowy przyciąga mnie, jak magnes. Zaczynam mu udowadniać, jaka jestem wspaniała.  Tak, na przekór. I patrzę na siebie z boku i sama się kopię w dupsko.
Żałosne, wiem.
Jednak to, że to widzę jest zasługą pracy nad sobą. Wcześniej bym stwierdziła, że się zauroczyłam, teraz widzę, że mam ogromna potrzebę uznania w oczach mężczyzn i paradoksalnie szukam go tam, gdzie najtrudniej mi je zdobyć.

Zasługiwanie, autoreklama, staranie się.

I im mniej dostaję, tym  bardziej mnie to kręci. Gdyby on oszalał na moim punkcie teatralnie dostałby kosza.
Ale przecież  ja mu MUSZĘ udowodnić, że jestem fajna! Normalnie kompulsja!

Okropny ten mój głód miłości. Bliskości.

Przeraziłam się?

Jak ktoś mnie chce- dostaje kosza. Jak jest zdystansowany- sama za nim szaleję.  A ci zainteresowani to dla mnie takie ciapy, że mam autentycznie odruch wymiotny na myśl o bliskości z nimi. Czysta awersja!

Kopne się chyba w dupsko i odstawię Pana randkowicza. Ale tak mnie to kręci, że sama siebie nie poznaję. Niby jak facet od razu pociąga nas seksualnie, to trzeba wiać. Wiać zatem?

9 783

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kachna66 napisał/a:

Hm co do twoich pytań: Ciekawe tylko czy
-oni są inni dla innych
-one są inne i dlatego jest różowo
-czy to wszystko to fikcja?
Nie obchodzi mnie to i nie będę się nawet zastanawiać, nad tym.

Bo to jest nieistotne i nie ma dla nas żadnego znaczenia. Każdy jest odrębną jednostką, ma inne potrzeby i inne spojrzenie na świat.

Życie nie składa się z samych przyjemności. Są rzeczy, które lubimy, a są takie które musimy zrobić. Ale chyba dorosły facet powinien o tym wiedzieć. On uważa, że skoro ja coś robię to to lubię. I to mnie drażni. Nawalmy talerzy do zlewu po sufit i zostawmy po przecież nie lubimy ich myć.
Ciężkie życie z takim człowiekiem, ale tylko jeśli będziemy się tym zadręczać i wyręczać onego.
Ja myślę, że potrafię nad tym przejść do porządku dziennego, bo wytrzymuję. Jest jednak inna rzec, której nie mogę przeżyć. O tym pisałam kiedyś. I to jest sporą siłą napędową dla mojej frustracji i złości.

9 784

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko...
Czy wiać? Nie wiem. Myślę, że dojdziesz do tego, że się dowiesz.
Chciałam zaznaczyć, że Twoja samoświadomość jest imponująca. Będziesz umiała nad tym zapanować, przynajmniej dla mnie tak to wygląda. Niesamowite.
Trzymam kciuki. Cokolwiek by się nie działo dasz radę, ja to wiem. smile

9 785

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko twoja świadomość uczuć które są w Tobie jest powalająca.
U Mnie następnym krokiem, po osiągnięciu tego stanu, było zajęcie się nimi. Nie jest to łatwe, ale tylko na początku:), potem wpada się w cudowną rutynę.
Piszesz że się boisz upokorzenia. A gdyby tak odciąć Jego uczucia od twoich? Gdybyś nie zajmowała się Jego satysfakcją? Czy strach przed upokorzeniem też będzie tak silny? Czy upokorzenie będzie ważne? Emocje które pojawią się w tobie są uzasadnione, nie idziesz na herbatkę z przyjaciółką. Złość, płacz, ból, wściekłość, obojętność, upokorzenie,satysfakcja, radość i wszystkie inne uczucia są nasze i mamy do nich prawo. Poczuj satysfakcję z tego że On tak dobrze Cię zna, bo to znaczy że byłaś zawsze uczciwa. Czemu teraz nie chcesz? Nie dbaj o Jego uczucia, dobre czy złe,  masz swoje. Po pierwsze On na to nie zasłużył, po drugie Ty na to nie zasłużyłaś, po trzecie nie chcesz dbać o jego uczucia. MASZ SWOJE.
Piszesz "okropny ten głód miłości. Bliskości". To zdanie wcale mi nie pasuje do twojego postu. Tak jak by wyrwane z innej bajki. Gdybyś napisała "okropny ten Mój głód zdobywania miłości". Jedno słówko, a tak wiele zmienia. Taki głód nie bierze się z tlenu. Ale jest.

9 786

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I to jest cały clou mojego problemu.

Przeniesienie uwagi z kogoś na siebie.

I przeniesienie ciężaru odpowiedzialności z kogoś na siebie- to już mi zarzuciła Wielokropek, słusznie zresztą, choć broniłam się zaciekle.

Ja się wciąż zastanawiam, co o mnie pomyśli druga osoba.
Myślę, co czuje jeszczemąż
Myślę, co czuje nowy randkowicz

O tym, że ktoś mi się nie podoba mogę stwierdzić dopiero wtedy, gdy on uzna, że jestem wspaniała.
Dopóki on jest w jakiś sposób odległy, ja walczę.
Choć często nie ma o co.

Moje poczucie własnej wartości jest w ciąż w rekach innych osób.
Wciąż gdzieś na zewnątrz mnie, stąd to zasługiwanie, kontrola.

I w tym też jest ukryty sens bycia zołzą i zdrową kobietą
Można biegać po kosmetyczkach, kupować ciuchy, organizować sobie czas, stawiać cele i z boku to wygląda jak "miłość własna". Można stosować się do wszystkich rad perfekcyjnie, ale to tylko tuszowanie.
Zmienić trzeba myślenie i to mnie bardziej przeraża, bo nie wiem jak.

Pamiętacie Zazdrość? Jak pięknie pisała? A potem poleciała na łeb na szyję.
I na nic jej zumba, książki, forum, zakupy....
Coś w środku zostało bez zmian i ja tez się boję tego mojego Środka!!!!!

9 787

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zmienić siebie, zmienić myślenie... ja czuję, że każdy dzień to walka. o normalność... o swoje ja. o spokój...
Wczoraj zostałam oskarżona, że poniżam ludzi, bo przy wszystkich powiedziałam do koleżanki czego chcesz...
Odbyło się to w stylu, że usłyszałam - cytuję:" nie jestem twoim mężem, żebyś do mnie się tak odzywała..."  Zatkało mnie, bo nie czułam, że coś źle zrobiłam... Moja reakcja mnie przeraziła. Poczułam się jakby ktoś mi dał w twarz, jakby zarzucił - odszedł, bo ty się źle do niego odzywałaś...
Nie muszę dodawać, że ryczałam przez pół dnia...
W normalnej sytuacji odgryzłabym jakimś równie bezczelnym tekstem, ale poczułam, że jestem tak słaba, że nie mam narzędzi do obrony swojego ja...
Długa droga jeszcze przede mną...

9 788 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-18 13:07:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślenie da się zmienić. Ja to wiem. Ciężko jest. Czasem jeden krok w przód, a dwa w tył, ale pchając dalej da się. Może nowe sytuacje będą wymagały ode mnie kolejnych zmian. Ważne by być w harmonii ze sobą.
To trochę tak jak w Pilatesie, na początku każdych zajęć ruszamy miednicą w przód i w tył, a potem wykonujemy coraz mniejsze ruchy by znaleźć pozycje optymalną. I tak samo jest w przypadku naszej psychiki, naszej harmonii, musimy się odważyć coś zmienić w kierunku optymalnej pozycji.
Zaznaczam, że bardzo często to się innym nie podoba. Ale tak samo często nic nie zauważają, ale nam jest lepiej. Czujemy wtedy ulgę. Mnie się lżej żyje. Decyzje nie kosztują tez tyle wysiłku, nie ma wyrzutów. Jakby jakiś ciężar spadł, albo zniknął.
Trzeba tylko chcieć, bardzo chcieć. Nic więcej. To albo tak wiele albo tak niewiele.

Patrząc na innych mimo wszystko nie zmienimy nic w sobie, bo nadal będziemy patrzeć na siebie przez pryzmat kogoś.

9 789

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

I to jest cały clou mojego problemu.

Przeniesienie uwagi z kogoś na siebie.

I przeniesienie ciężaru odpowiedzialności z kogoś na siebie- to już mi zarzuciła Wielokropek, słusznie zresztą, choć broniłam się zaciekle.

Ja się wciąż zastanawiam, co o mnie pomyśli druga osoba.
Myślę, co czuje jeszczemąż
Myślę, co czuje nowy randkowicz

O tym, że ktoś mi się nie podoba mogę stwierdzić dopiero wtedy, gdy on uzna, że jestem wspaniała.
Dopóki on jest w jakiś sposób odległy, ja walczę.
Choć często nie ma o co.

Moje poczucie własnej wartości jest w ciąż w rekach innych osób.
Wciąż gdzieś na zewnątrz mnie, stąd to zasługiwanie, kontrola.

I w tym też jest ukryty sens bycia zołzą i zdrową kobietą
Można biegać po kosmetyczkach, kupować ciuchy, organizować sobie czas, stawiać cele i z boku to wygląda jak "miłość własna". Można stosować się do wszystkich rad perfekcyjnie, ale to tylko tuszowanie.
Zmienić trzeba myślenie i to mnie bardziej przeraża, bo nie wiem jak.

Pamiętacie Zazdrość? Jak pięknie pisała? A potem poleciała na łeb na szyję.
I na nic jej zumba, książki, forum, zakupy....
Coś w środku zostało bez zmian i ja tez się boję tego mojego Środka!!!!!

Piękny post.
Czy naprawdę nie widzisz, że to się już dzieje? Ta zmiana myślenia?
Cy kilka miesięcy (lat) tak myślałaś? Czy napisała byś taki post?
Jeżeli (hipotetycznie), od małego dziecka musiałam walczyć o miłość, bo nie była mi dana za darmo, myślę że tak trzeba. Nic za darmo,na wszystko trzeba zasłużyć, To trochę tak jak poznałabyś np. w poczekalni u lekarza kobietę z którą zaczynasz rozmawiać i od razu czujesz że jest to twoja bratnia dusza. Nagle wychodzi lekarz i mówi że musi wyjść na dwie godziny. Proponuje przełożenie terminu wizyty na inny termin. A Ty czekałaś na tą wizytę pół roku i masz do domu 2 godz jazdy. Decydujesz się zaczekać. Szczęśliwie twoja nowa znajoma mieszka niedaleko i zaprasza cię na kawę.Podczas rozmowy okazuje się, że Ona ostatnio przytyła i ma sporo ciuchów  przygotowanych do oddania. Ciuchy na które Ciebie nigdy nie będzie Ciebie stać.Proponuje żebyś sobie je wzięła.Jak reagujesz? Jak się czujesz  wychodząc od Niej, z workiem pełnym szałowych ciuchów?Jak bardzo chcesz się odwdzięczyć?Jak bardzo chcesz już wsiąść do auta i uciec?
Zmiana postępowania i myślenia to długi proces nie stanie się samo i szybko. Ile byś nie przeczytała książek i przeszła terapii , to nie pomoże, jak nie zmienisz siebie.
Znalezione: "Sama droga jest celem, iść to znaczy docierać, dotrzeć to znaczy zaprzepaścić ją" (Swami Ramdas).
Wychodzenie z zachowań, od których jesteśmy uzależnione jest porównywane do tańca. Taniec nie ma innego celu niż on sam - nie dąży zaciekle do końca, a tylko wyraża radość, tętni i afirmuje życie. W nim jest piękno, tajemnica, spontaniczność. Delektuj się swoją przemianą, nie dąż desperacko do końca, bo minie Cię wiele miłych chwil.Zajmij się swoimi uczuciami, powolutku i pojedynczo. Nie można tańczyć tanga i walca jednocześnie.Nikt nie powie Ci jak masz to zrobić. Opowiem Ci jak JA zaczynałam. Gdy pojawiało się jakieś uczucie, a Ja czułam że coś z nim nie tak, pisałam na jego temat wypracowanie. Tekst musiał mieć nie mniej niż 2 strony i tak jak na początku, ciężko mi było je zapełnić, w późniejszym czasie zawsze było za mało. Spróbuj napisać 2 strony nt. "Dlaczego mogę jutro poczuć się upokorzona i czy to uczucie jest właściwe?" Pisz sercem nie rozumem, nie zbaczaj z tematu. Wnioski mogą zaskoczyć.

9 790

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kachna66 napisał/a:

/
Źle jak żyję w jakimkolwiek związku i czuję się krzywdzona, i nic z tym nie zrobię. Spójrz jak żyła Anstwia. Mąż pije i pali maryśkę, a Ona z nim żyła, dla mnie sytuacja niewyobrażalna. Ale Ona się na to godziła i to jest OK, taki był jej wybór i dla niej był najlepszy. Mimo że Ja sobie nie wyobrażam, nie oceniam jej wyboru, ani Jej, tak chciała i to jest w porządku. Ale już nie chce i to jest też ok. Już jej nie pasuje, chce to zmienić i Ja będę Jej kibicować, ale będę to robić również wtedy, jak zdecyduje się dalej trwać w tym układzie. Życzę każdemu żeby, cokolwiek by nie zrobili, byli pewni że ten wybór jest właściwy i jest tym czego chcą.

Teraz jak na to patrzę, na moje życie, to rzeczywiście nie wiem jak ja to mogłam akceptować. Ale ja mam taki wzór małżeństwa. Taki wzorem byli dla mnie rodzicie, ja ten wzór naśladuję jeszcze, bo nie wiem jak powinien wyglądać normalny związek... Kobieta poświęcająca się dla męża uzależnionego, to jedyna opcja,która do tej pory wydawała mi się poprawna. Zawsze mówiłam sobie,że chcę być sama, nie zauważyłam,że przecież jestem sama, nie mam znajomych, przyjaciół, koleżanek... Tylko mąż ćpun, jego znajomi, jego rodzina. Potrafiłam w głowie zmienić tak myślenie, żeby było zgodne z jego myśleniem a nie moim. Nawet podjęcie decyzji o rozwód, czekam aż on powie ok! Paranoja. Trochę to potrwa zanim się rozwiedziemy, zanim się wyprowadzę. Głównie chodzi o kwestie finansowe. Muszę też pogadać z ludźmi w pracy, może znajdzie się szybsze wyjście z tej sytuacji. Boję się,że nie wytrwam w mojej decyzji. Ale mąż, odkąd głośno zaczęłam mówić o jego problemie, stał się jeszcze bardziej złośliwy, obojętny itp. To mi mimo wszystko pomaga a nie dołuje smile Głowa mnie tylko boli i zła jestem,że to on ma problem,a ja cierpię. Robię zdjęcia jak pali, może uda mi się nagrać jak mówi,że nie rzuci maryśki,bo tak zawsze mówi. Palo bo lubi, no to sobie będzie miał co lubi. A ja rozwód. Oj kochane, dajecie mi motywację, obym tylko nie zmieniła zdania...

9 791

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm piszesz :Patrząc na innych mimo wszystko nie zmienimy nic w sobie, bo nadal będziemy patrzeć na siebie przez pryzmat kogoś.
Zgadzam się z drugą częścią tego zdania. Ale uważam, że patrząc na innych możemy bardzo dużo się nauczyć.
Użyjmy pierwszego z brzegu przykładu. Wyobraź sobie że pytasz o coś koleżankę, a Ona mówi "czego chcesz? " jak się czujesz? Jak potrafisz zadbać o siebie, stawiasz granicę "nie jestem twoim mężem,  żebyś się tak do mnie odzywała" (przypomnienie o mężu było bez sensu, bo świadczy o tym że nie potrafiła postawić zdrowej granicy, bo dodała jej jeszcze kopa). Jesteś zła, że tak się do Ciebie odezwała. Znajoma nie potrafi zadbać o siebie, więc nic nie odpowiada, ale potem pól dnia płacze. Dlaczego, bo ma powód, poczuła jak by dostała w twarz......... I te uczucie jest ok, myślę że każdy  by się tak czuł. Dosyć że sama szuka winy w sobie za odejście męża, stara się zmienić to myślenie, a tu ktoś mówi "Nie dziwię się że sobie poszedł". Potworne.
A jak zachować się dbając o siebie?
Wyobraźmy sobie, że  Klopsik mówi " Och przepraszam, nie chciałam Cię urazić, nie miałam nic złego na myślli".  koleżanka miała prawo postawić granice i się określić" nie życzę sobie".  Klopsik też ma prawo do swoich granic. Wtym przypadku obie je przekroczyły.
Obserwowanie innych, może nas dużo nauczyć, i  co by nie powiedzieć, zawsze lepiej uczyć się na cudzych  błędach:)

9 792 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-18 15:40:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

(...)Coś w środku zostało bez zmian i ja tez się boję tego mojego Środka!!!!!

Boisz się Środka (czymkolwiek on jest)?
Podejmujesz decyzję, by to on panował nad Tobą? Byś jemu była posłuszna?

Możesz podejmować racjonalne decyzje.
Możesz podejmować decyzje, które nie wynikają z Twego "chorego" rozumu.
Możesz.

Zastanów się, w jaki sposób (poza wchodzeniem w utarte schematy) możesz zaspokoić swoje potrzeby, lub co możesz zrobić, by zaakceptować fakt, że pewnych swych potrzeb nie zaspokoisz nigdy (np.: potrzebę dziecka bliskiego kontaktu z rodzicami).



***
Dzięki za dobre słowo. smile

9 793

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

tak- kachna66 - zgadzam się z tobą, bo właśnie ze stawianiem tych granic mam duuży problem. Zastanawiałam się jakbym poczuła się na jej miejscu - ja nawet nie wiem do końca o co tak na prawdę chodziło - nie był to ton uszczypliwy, obraźliwy. Byłam w trakcie zajęć z uczniami - ona była kolejną osobą, która weszła do sali - z każdą wychodziłam na korytarz rozmawiać o co chodzi. i tu tak samo miałam zamiar i jak podchodziłam to powiedziałam co chciałaś czy coś w tym stylu. To nie jest pani starsza, tylko moja młodsza koleżanka z pracy. Poczuła się urażona - ok - wystarczy powiedzieć - nie mów tak do mnie - choć naprawdę nie wiem o co tak do końca chodzi. Bo to było nie pierwszy raz. parę dni temu poszło o zdanie rzucone żartem - "jak mi to w końcu dasz"... rozmawiałam z koleżanką, która była świadkiem tej rozmowy i zrobiła wielkie oczy, że coś takiego może być przyczyną urazy...
ale jak ludzie nie mają większych problemów to sobie je stwarzają z niczego. A ja jestem teraz łatwym celem do ataku.

9 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej dziewczyny. Właśnie pokłóciłam się z mężem. Zaczęło się od tego,że pomyślałam sobie, że się przeniosę do drugiego pokoju. Stała tam ławeczka do ćwiczeń, którą kilka lat temu kupiłam mężowi, żeby zabrał się za sport to może wtedy rzuci marychę. Jaka ja głupia byłam! Już dawno prosiłam męża żeby ją wyniósł do piwnicy,bo i tak nie używa. Zrobię to później, odpowiadał. Wiadomo. Więc ja dziś tup tup tup, po ciężarku, po śrubeczce, porozkręcałam i wyniosłam. Ale została jeszcze cholerna ciężka komoda. Myślę,poczekam na męża, powie mi czy ją chce zatrzymać. Ja wieczorem pracuję, a on do mnie dzwoni do pracy, że był w domu, ale wychodzi do kolegów i wróci około 22-giej. Zadzwonił i się zameldował, ostatnio to rzadkość. zauważył że uprzątnęłam ławkę? Wrócił około 23,ej. Wymieniliśmy parę zdań, coś tam mu opowiedziałam, zrobił sobie kolację. Zapytałam co z tą szafką? Na śmieci. No to zróbmy wystawkę, czyli jak to w Holandii w nocy pod śmietnik. A on na to nie,bo nie i kropka. No to ja wzięłam siekierę (nie żebym zamierzała rozwalać dom, nawet mi to na myśl nie przyszło) i łup delikatnie, deska jedna odpadła. Mąż przyleciał i się zaczęło, że ja wariatka, że do psychiatry ze mną. Później w lekkiej szarpaninie o siekierę powiedział dwa zdania: Że też che się rozstać,ale w dobroci oraz, co mi utkwiło w głowie najmocniej: żebym mu oddała siekierkę, bo zrobię sobie krzywdę a potem ON będzie miał przechlapane u moich rodziców! Dodał jeszcze,że w końcu widziałam przed ślubem jaki jest! Przykro mi się zrobiło i dlatego,że powiedział,że chce się rozstać, chociaż wcześniej chciałam to usłyszeć. Przykro mi też, bo wolałabym usłyszeć: zostaw tą siekierkę,bo zrobisz sobie krzywdę i będzie mi przykro...czy coś w tym stylu. Do doopy to wszystko. Ale powiem wam,że buntuję się, tylko czy nie przesadzam? Z drugiej strony wiem,że mąż jest uzależniony,bo miał problemy z matką, z wyrażaniem uczuć itp. Żal mi go...

9 795 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-19 11:11:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kachna66 napisał/a:

Hm piszesz :Patrząc na innych mimo wszystko nie zmienimy nic w sobie, bo nadal będziemy patrzeć na siebie przez pryzmat kogoś.
Zgadzam się z drugą częścią tego zdania. Ale uważam, że patrząc na innych możemy bardzo dużo się nauczyć.
Użyjmy pierwszego z brzegu przykładu. Wyobraź sobie że pytasz o coś koleżankę, a Ona mówi "czego chcesz? " jak się czujesz? Jak potrafisz zadbać o siebie, stawiasz granicę "nie jestem twoim mężem,  żebyś się tak do mnie odzywała" (przypomnienie o mężu było bez sensu, bo świadczy o tym że nie potrafiła postawić zdrowej granicy, bo dodała jej jeszcze kopa). Jesteś zła, że tak się do Ciebie odezwała. Znajoma nie potrafi zadbać o siebie, więc nic nie odpowiada, ale potem pól dnia płacze. Dlaczego, bo ma powód, poczuła jak by dostała w twarz......... I te uczucie jest ok, myślę że każdy  by się tak czuł. Dosyć że sama szuka winy w sobie za odejście męża, stara się zmienić to myślenie, a tu ktoś mówi "Nie dziwię się że sobie poszedł". Potworne.
A jak zachować się dbając o siebie?
Wyobraźmy sobie, że  Klopsik mówi " Och przepraszam, nie chciałam Cię urazić, nie miałam nic złego na myślli".  koleżanka miała prawo postawić granice i się określić" nie życzę sobie".  Klopsik też ma prawo do swoich granic. Wtym przypadku obie je przekroczyły.
Obserwowanie innych, może nas dużo nauczyć, i  co by nie powiedzieć, zawsze lepiej uczyć się na cudzych  błędach:)

OK jak najbardziej się zgadzam. Mnie pisząc tamto zdanie chodziło o to, żeby nie przejmować się tymi wokół, którzy nam nie pomagają. Jeśli będziemy zbytnio przejmować się opinią różnych osób nie zważając na własne podejście to nic dobrego to nie wróży. Jak to czasem mówią "słuchaj jego, a będziesz w zimie w sandałach chodził". Tak jak Anstawia, która nie ma wsparcia w rodzinie, a wysłuchuje od nich. Jak Faworytka, którą bolą słowa innych, która bardzo się nimi przejmuje. Jeśli chodzi o doświadczenia jak najbardziej. W końcu tutaj czerpiemy wzajemnie ze swoich doświadczeń.
Zmieniając tok myślenia i siebie słowa byłego męża, które kiedyś wbijały nam się w serce, krzywdziły i nie mogłyśmy przestać o nich myśleć teraz wpadają jednym a wylatują drugim uchem. Mielimy je na papkę, albo przeżuwamy i wypluwamy, albo odpowiadamy pięknym za nadobne, to znaczy odbijamy pocisk w nas skierowany. Nie dajemy sobie.

9 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia, nie możecie jeszcze spróbować się dogadać?

9 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witajcie kobietki
Ciesze sie ze jest taki watek ,potrzebuje rowniez wsparcia ,jestem tak zwana kobieta kochajaca za bardzo .Moja historia dluga i smutna dzis jestem juz tego swiadoma ,ale nie mam sily walczyc ,nie mam sil by dalej zyc .aaaaa kiedys bylam zywa dzis wegetuje na wlasne zyczenie  .

9 798

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... Dogadać owszem mogłabym. Po prostu nic by się nie zmieniło. Dalej trawka i koledzy. Kilka postów wyżej dziewczyna napisała,że żadne umowy typu palę co drugi dzień, poza domem itp. nie działają na dłuższą metę. Mój mąż wstaje rano, kawka, marycha i idzie do pracy. W pracy podpala czasem z kolegami. Po pracy do domu, nic nie je, najpierw zapalić. Oczywiście w domu, w salonie z kolegą. Może coś zje, to jest nieważne. Byle się ujarać, we dwóch to trzeba więcej wypalić,bo jest ich dwoje. No i przed snem,jak kolega wyjdzie, trzeba zajarać,żeby lepiej się spało. Tak jest CODZIENNIE! Ma swoje pudełeczko,tam trzyma lufki, marychę, wszystko. Tak było zawsze. Pali, bo lubi! Kasy wiecznie nie ma. Kiedyś prosił się mnie o kasę codziennie na śniadania (marychę). Teraz mu nie daję, to mu dają koledzy. Do domu przuchodzi wyspać się, umyć jak mu się chce, coś zjeść, zajarać. Może się dogadamy...

9 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak się nie da żyć.
Paranoja. Mój waćpan zamiast ziół ma gitarę. Od rana do wieczora. Nic tylko gitara.
Jeśli nie zmienia się nic mimo prób, możemy zmienić to same. Nie dziwię się, że chcesz to zakończyć w takim razie, bez cienia wątpliwości. Możesz liczyć na moje wsparcie cokolwiek nie postanowisz. Szkoda naszego życia na czekanie, na naiwne czekanie, bo żadnej chęci na zmiany z ich strony nie widzę nie widzę. A gdzie tu miejsce na miłość? Nawet mając psa trzeba go wyprowadzać, nakarmić, mając roślinkę, trzeba ją podlać, przesadzić. A mając partnera... W pojęciu niektórych nic nie trzeba, sam sobie jest.

9 800 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-04-19 12:12:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ogłaszam  z duma i szczerą radością, że jestem rozwódką!
Było wspaniale, jak na rozwód:)
Sędzina zadawała trafne pytania, zrobił z siebie durnia przed sądem.
Jestem wolna!!!!!
i mam autorytet sądu na te moje durne poczucie winy!:)

9 801 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-19 12:16:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko,
gratuluję, upragnionej przez Ciebie, wolności. big_smile

I autorytetu Sądu na Twe durne poczucie winy. tongue

9 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Klopsik przeczytaj proszę jeszcze raz swoją ostatnią wypowiedź. Dlaczego poczułaś taką potrzebę tłumaczenia swojego zachowania? Ani Ja, ani żadna z dziewczyn na forum Cię nie oskarżała.Spróbuj rozpisać w procentach w ilu zajęłaś się swoimi uczuciami, a w ilu uczuciami innych? Mam wrażenie, że bardziej zależało CI na przekonaniu Nas, że nie jesteś zła i zazwyczaj szanujesz innych ludzi, ale tym razem.....
Dziewczyno Ty miałaś prawo tak się zachować, WIEDZIAŁAM TO I BEZ TEGO POSTA smile Widzisz My, kobiety mamy bardzo silną intuicję i jak czujesz że jest coś nie tak to na pewno tak jest.Ta intuicja jest naszym błogosławieństwem, jak potrafimy jej słuchać i co ważniejsze zaufać. Ale jak nie dopuścisz jej do głosu i nie zaufasz, stanie się przekleństwem. Widzisz moja intuicja ostrzega mnie jak ktoś przekracza moją granicę, ostrzega mnie również (co ważniejsze) jak ja zrobię coś czego tak naprawdę nie chcę robić. Ty myślisz że Ja zachowuję się zawsze tak jak chcę? Wiele razy, a dzieje się tak wtedy jak pojawi się złość i zagłusza moją intuicję. Złość to taka podstępna  zołza, która nie zjawia się nigdy solo.Zawsze pojawia się tuż za innymi uczuciami, po czym przykrywa je, żebym nie zauważyła innych uczuć. I wtedy hulaj dusza, piekła nie ma:) To  właśnie wtedy popełniam błędy, krzywdzę siebie i innych.A złość to też nasze uczucie, takie samo jak miłość, wyrzuty sumienia, radość, ból i inne.To tak jak dzieci z wielodzietnej rodziny. Jedno z nich ma silniejszą osobowość, jest krnąbrny i nie chce słuchać. Nie da się go usunąć, bo to nasze dziecko. Wkurza rodziców, więc usiłują je utemperować, wstawić do konta, zamknąć w łazience, byle tylko zeszło nam z drogi.Ze złością jest tak samo jak z dzieckiem. Jak go nie wysłucham,nie  poświęcę mu czasu, nie zastanowię się, co nam mi powiedzieć i na co usiłuje zwrócić moją uwagę, będzie zachowywać się coraz gorzej. Aż przyjdzie taki  moment że Ja nie będę miała wpływu na to co zrobi moje dziecko. Będzie za silny, żeby go wstawić do konta, czy zamknąć w łazience. Tak samo ze złością, jak jej nie wysłucham teraz to za chwilę nie zapanuję nad nią. I tak zaniedbana złość jak i dziecko, pozostawione samemu sobie może narobić dużo złego. A przecież to moje uczucie i bardzo pożyteczne, to ono  informuje mnie o tym że gdzieś w środku kłębią się uczucia którymi trzeba się zająć.
Bardzo cenię sobie grupy wsparcia dla współuzależnionych, prowadzone przez psychologa, chodzę na taką od półtorej roku i to grupa  mi pomogła najbardziej. Znam takie osoby które mówią " w czym mi pomoże słuchanie jak ktoś przeżył tydzień? Co mnie to interesuje że Jej mąż pił dwa dni a pięć był trzeźwy? Pamiętam, jak pierwszy raz poczułam moc tych spotkań.Jedna z dziewczyn opowiadała jak dba o siebie i nie daje się robić w cepa.Intuicję miała bardzo silną, ale nakierowaną w stronę uczuć i zachowań swojego M. Swoje uczucia traktowała po macoszemu(wtedy tego nie widziałam).Słyszałam podobną opowieść nie pierwszy raz, zmieniały się w tych opowiadaniach, osoby,użyte słowa i zachowania, a jednak miały wspólny mianownik:uczucia i emocje. Opowieść ELI. Mąż wrócił z pracy i dziwnie się zachowywał, był taki zadowolony z siebie.Natychmiast wiedziałam że coś jest na rzeczy. Celowo siadłam blisko niego,żeby powąchać czy coś pił.NIC,TRZEŹWY.A to znaczy że coś ma gdzieś schowane i wypije później.No to Ja ci pokażę.Całe popołudnie szukałam, dyskretnie, żeby tego nie widział.No i znalazłam. Wylałam połowę wódki  dolałam  octu i czekałam. Wieczorem już po kąpieli położyłam się na kanapie przed TV. M krążył po mieszkaniu,a ja nasłuchiwałam. W momencie,słyszę jak zaczyna kaszleć,krztusić się i kląć.Wszedł do pokoju, spojrzał na mnie wściekły, ale teraz to Ja byłam w świetnym humorze. 
C myślicie o jej zachowaniu? Jak ktoś ma ochotę to proszę o ocenę jej zachowania. A Ja potem opowiem co ja tam, zobaczyłam.

9 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

kachna66 - ja wiem o tym, ale to wieczne tłumaczenie się przed innymi... właśnie szukam odpowiedzi dlaczego? dlaczego wciąż szukam potwierdzenia swojej wartości u innych? dlaczego tak mi zależy na tym żeby być lubianym przez wszystkich?
dlaczego wciąż patrzę co inni powiedzą?
może dlatego, że prze całe małżeństwo JEGO słowo było najważniejsze. Ja TAK bardzo się starałam a on i tak MNIE nie chciał. Jak to - mnie? zawsze najlepszej? Pracowitej , uczciwej, mądrej? to coś musi być ze mną nie tak...
nie mam chyba teraz swojego JA.
Co mam teraz z tym zrobić, żeby na nowo stać się dla SIEBIE kimś wartościowym?
i wiesz celowo się dzisiaj spóźniłam do pracy, żeby ominąć spotkanie sam na sam z tą panią.
ale nie doczekałam się słowa przepraszam. jesteśmy dla siebie jak powietrze.
Doszłam do wniosku, że przecież nikt mi nie każe na siłę być jej koleżanką. Dzień Dobry na wstępie i tyle.

9 804

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

klopsiku,
mylisz przyczynę ze skutkiem. hmm
Ponieważ kiepsko myślisz o sobie samej, dlatego szukasz uznania i potwierdzenia swej wartości w oczach innych osób.

Co masz zrobić (i nie tylko Ty), by na nowo stać się dla siebie kimś wartościowym?
1. polubić i pokochać siebie
2. zauważyć swoje zalety
3. zacząć je doceniać.

Powodzenia. smile

9 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żyć mi się odechciewa. Od poniedziałku przeszłam już chyba każdy rodzaj emocji. Od radości do gniewu i złości! Teraz jest...pustka. I co dalej? Dopiero co miałam plan, teraz mam obawy jak będzie wyglądało jutro. Wczoraj płakałam ze złości i przez łzy mówiłam,że sobie poradzę, bez niego... I jestem jeszcze bardziej zła, bo posprzątał po sobie i zrobił sobie pranie. Szlag mnie trafia, bo zawsze czułam się "zaganiana" przez niego: wypierz mi to, ugotuj mi to, wyprasuj mi to... A teraz,jak powiedziałam mu,że chcę rozwodu to on pranie sobie zrobił! Nigdy sam nie robił! Ale jara dalej! Nie wiem czy podołam... I te emocje! Skąd ich się tyle wzięło w ciągu kilku dni. W pon byłam u psycholożki. Chciała mnie zniechęcić do terapi jak sama powiedziała. Mówiła,że niewiele kobiet współuzależnionych odchodzi od mężów.    Chyba to mnie jeszcze bardziej zmotywowało do działania, a co z tym idzie te emocje...

9 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku kochany często piszesz, że trzeba sięgnąć swojego dna by móc się odbić. Sięgnęłam dna. Ono było nisko. Chciałam odejść, bo zmęczyło mnie życie, poczułam bezsilność. Podnosiłam się. Powoli stawałam się mocnym człowiekiem. Kolejne zajście i kolejne, sprawiło, że znowu czuję bezsilność, ale i złość tym razem. Znowu życie mnie złamało, złamało mnie bezprawie, pomiatanie człowiekiem. Kilka tygodni temu przegrałam sprawę w sądzie apelacyjnym. To była kpina ze świadków, dowodów, prawa. I jestem ja pokrzywdzona i BEZSILNA. Państwo, bo przecież sąd to państwo okrada mnie w imię prawa, bo sąd ma prawo interpretować dowody jak chce. Sąd wydaje wyrok niezgodny z dowodami i przepisami, ale sąd nie musi przepisów przestrzegać, nikt go z tego nie rozlicza. Odbywa się to na zasadzie nieważne kto komu winien, ważne, że winien a sąd wskaże kto komu. I to nic, że swoim wyrokiem kogoś okradnie. Wyrok zapadł i koniec, reklamację do pana Boga mogę złożyć.
Kolejna sprawa dotyczy męża. Nie płaci mi alimentów zasądzonych przez sąd. Mam dowody na to, że prowadzi firmę, pracuje i nikt, NIKT nie jest tym zainteresowany. Prokuratura każe złożyć zawiadomienie i oni zajmą się udowadnianiem - co będą mu udowadniać, prokuratora nie bardzo interesowało i dowody moje nie są mu potrzebne. Znając życie otrzymam od nich pismo ze słowami, umarzamy śledztwo ze względu na małą szkodliwość czynu.
Znowu sięgnęłam dna! Dna rozpaczy, niemocy. Szary człowiek może mieć, mieć pobożne życzenie by prawa przestrzegano, by chroniono nas pokrzywdzonych. 
A gdzie jest dno sądu, urzędników, organów ścigania!? Czy wszędzie to się odbywa na zasadzie znajomości, kasy lub czy się stoi czy się leży ? Gdzie jest moralność ludzi ? Gdzie jest ich dno ! czy nie wiedzą, że kogoś krzywdzą w imię lenistwa, arogancji, nieróbstwa. Po raz kolejny mam dosyć i czuję pod stopami dokładnie to dno. Ono ma nawet paragrafy, artykuły, kodeksy. A ja jestem nikim. Taka zwykła kobieta, matka taki zwykły człowiek zawiedziony na ludziach stojących na straży sprawiedliwości i porządku. Chciałam tylko spokoju, sprawiedliwości i kolejny kop od życia zaliczyłam.

9 807 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-19 20:10:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana, moje rady o odbiciu się od swego dna dotyczyły tylko/aż Twojej (i nie tylko) osoby.
Nie mam zbyt dużego doświadczenia w sprawach sądowych, ani też zbyt dobrego mniemania o naszej, polskiej, biurokracji (choć podobno we Francji jest jeszcze gorsza).

Sprawiedliwość?
Dużo o niej słyszałam, ale nie widziałam.



Nie jesteś nikim.
Jesteś CZŁOWIEKIEM, DOBRYM CZŁOWIEKIEM.



***
Może się mylę, ale istnieje coś takiego jak kasacja, która dotyczyć może wyroku sądu apelacyjnego. Poproś, tutaj na forum, o poradę kjersti, która radzi w dziale "PRAWO, ODSZKODOWANIA, FINANSE, UBEZPIECZENIA"

9 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... Dogadać owszem mogłabym. Po prostu nic by się nie zmieniło. Dalej trawka i koledzy. Kilka postów wyżej dziewczyna napisała,że żadne umowy typu palę co drugi dzień, poza domem itp. nie działają na dłuższą metę. Mój mąż wstaje rano, kawka, marycha i idzie do pracy. W pracy podpala czasem z kolegami. Po pracy do domu, nic nie je, najpierw zapalić. Oczywiście w domu, w salonie z kolegą. Może coś zje, to jest nieważne. Byle się ujarać, we dwóch to trzeba więcej wypalić,bo jest ich dwoje. No i przed snem,jak kolega wyjdzie, trzeba zajarać,żeby lepiej się spało. Tak jest CODZIENNIE! Ma swoje pudełeczko,tam trzyma lufki, marychę, wszystko. Tak było zawsze. Pali, bo lubi! Kasy wiecznie nie ma. Kiedyś prosił się mnie o kasę codziennie na śniadania (marychę). Teraz mu nie daję, to mu dają koledzy. Do domu przuchodzi wyspać się, umyć jak mu się chce, coś zjeść, zajarać. Może się dogadamy...

doskonale to rozumiem i u mnie tak to wyglada ,powrot z pracy najpierw blancik potem obiad bo po blanciku to i lepiej smakuje jedzenie ,a ze prawie wogule moj m nie je to tylko blancik smaczka robi.......eh

9 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

hm... Dogadać owszem mogłabym. Po prostu nic by się nie zmieniło. Dalej trawka i koledzy. Kilka postów wyżej dziewczyna napisała,że żadne umowy typu palę co drugi dzień, poza domem itp. nie działają na dłuższą metę. Mój mąż wstaje rano, kawka, marycha i idzie do pracy. W pracy podpala czasem z kolegami. Po pracy do domu, nic nie je, najpierw zapalić. Oczywiście w domu, w salonie z kolegą. Może coś zje, to jest nieważne. Byle się ujarać, we dwóch to trzeba więcej wypalić,bo jest ich dwoje. No i przed snem,jak kolega wyjdzie, trzeba zajarać,żeby lepiej się spało. Tak jest CODZIENNIE! Ma swoje pudełeczko,tam trzyma lufki, marychę, wszystko. Tak było zawsze. Pali, bo lubi! Kasy wiecznie nie ma. Kiedyś prosił się mnie o kasę codziennie na śniadania (marychę). Teraz mu nie daję, to mu dają koledzy. Do domu przuchodzi wyspać się, umyć jak mu się chce, coś zjeść, zajarać. Może się dogadamy...

doskonale to rozumiem i u mnie tak to wyglada ,powrot z pracy najpierw blancik potem obiad bo po blanciku to i lepiej smakuje jedzenie ,a ze prawie wogule moj m nie je to tylko blancik smaczka robi.......eh

To doskonale mnie rozumiesz a ja Ciebie. Ja już opadam z sił. A ile rzeczy zapomina zrobić, niczego mu się nie chce. Całe mieszkanie i blok śmiedzą jak pali. A ja jestem najgorsza i tylko się czepiam. Teraz zrobiłam ostrą wojnę, to był taki spokojny jak ze mną rozmawiał, spytał czy zażywam jakieś leki, porozmawiajmy... Zrobił ze mnie wariatkę. Nie wrócił do domu jeszcze, a pranie włączył o ósmej rano z nadzieją chyba,że mu się samo rozwiesi. Nie wiem czy są na świecie normalni mężczyźni, bo jak czytam to albo trawa, albo kochanka albo n.p. gitara! Jak oni żon/dziewczyn nie potrzebują, to po co się z nami wiążą. A my z nimi! Eh, widziały gały co brały!

9 810 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-19 21:21:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Sprawiedliwość?
Dużo o niej słyszałam, ale nie widziałam.

***
Może się mylę, ale istnieje coś takiego jak kasacja, która dotyczyć może wyroku sądu apelacyjnego. Poproś, tutaj na forum, o poradę kjersti, która radzi w dziale "PRAWO, ODSZKODOWANIA, FINANSE, UBEZPIECZENIA"

Ja także sporo o sprawiedliwości słyszałam i raz ją zobaczyłam, był to rozwód z orzeczeniem winy męża. Druga sprawa to jawne lekceważenie  prawa sad.
W moim przypadku nie mogę odwołać się do sądu najwyższego, bo kwota za mała, za mała o 15 000zł by przysługiwało mi prawo do tego odwołania ( czyli kasacji).
Dzięki Wielokropku, już napisałam do kjersti i czekam z niecierpliwością na jej odzew.

Dziękuje i pozdrawiam smile

9 811

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Ogłaszam  z duma i szczerą radością, że jestem rozwódką!
Było wspaniale, jak na rozwód:)
Sędzina zadawała trafne pytania, zrobił z siebie durnia przed sądem.
Jestem wolna!!!!!
i mam autorytet sądu na te moje durne poczucie winy!:)

GRATULUJĘ!!!
Jestem z Ciebie dumna:)

9 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Ogłaszam  z duma i szczerą radością, że jestem rozwódką!
Było wspaniale, jak na rozwód:)
Sędzina zadawała trafne pytania, zrobił z siebie durnia przed sądem.
Jestem wolna!!!!!
i mam autorytet sądu na te moje durne poczucie winy!:)

Cieszę się razem z Tobą i gratuluję.

Prawda, że świadomość wolności jest cudowna ?

Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia smile

9 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wielokropku kochany często piszesz, że trzeba sięgnąć swojego dna by móc się odbić. Sięgnęłam dna. Ono było nisko. Chciałam odejść, bo zmęczyło mnie życie, poczułam bezsilność. Podnosiłam się. Powoli stawałam się mocnym człowiekiem. Kolejne zajście i kolejne, sprawiło, że znowu czuję bezsilność, ale i złość tym razem. Znowu życie mnie złamało, złamało mnie bezprawie, pomiatanie człowiekiem. Kilka tygodni temu przegrałam sprawę w sądzie apelacyjnym. To była kpina ze świadków, dowodów, prawa. I jestem ja pokrzywdzona i BEZSILNA. Państwo, bo przecież sąd to państwo okrada mnie w imię prawa, bo sąd ma prawo interpretować dowody jak chce. Sąd wydaje wyrok niezgodny z dowodami i przepisami, ale sąd nie musi przepisów przestrzegać, nikt go z tego nie rozlicza. Odbywa się to na zasadzie nieważne kto komu winien, ważne, że winien a sąd wskaże kto komu. I to nic, że swoim wyrokiem kogoś okradnie. Wyrok zapadł i koniec, reklamację do pana Boga mogę złożyć.
Kolejna sprawa dotyczy męża. Nie płaci mi alimentów zasądzonych przez sąd. Mam dowody na to, że prowadzi firmę, pracuje i nikt, NIKT nie jest tym zainteresowany. Prokuratura każe złożyć zawiadomienie i oni zajmą się udowadnianiem - co będą mu udowadniać, prokuratora nie bardzo interesowało i dowody moje nie są mu potrzebne. Znając życie otrzymam od nich pismo ze słowami, umarzamy śledztwo ze względu na małą szkodliwość czynu.
Znowu sięgnęłam dna! Dna rozpaczy, niemocy. Szary człowiek może mieć, mieć pobożne życzenie by prawa przestrzegano, by chroniono nas pokrzywdzonych. 
A gdzie jest dno sądu, urzędników, organów ścigania!? Czy wszędzie to się odbywa na zasadzie znajomości, kasy lub czy się stoi czy się leży ? Gdzie jest moralność ludzi ? Gdzie jest ich dno ! czy nie wiedzą, że kogoś krzywdzą w imię lenistwa, arogancji, nieróbstwa. Po raz kolejny mam dosyć i czuję pod stopami dokładnie to dno. Ono ma nawet paragrafy, artykuły, kodeksy. A ja jestem nikim. Taka zwykła kobieta, matka taki zwykły człowiek zawiedziony na ludziach stojących na straży sprawiedliwości i porządku. Chciałam tylko spokoju, sprawiedliwości i kolejny kop od życia zaliczyłam.

Niestety bardzo często się zdarza, że prawo stoi po stronie krzywdzącego i nic i nikt ich nie obchodzi. Mnie także traktowano po macoszemu i zakańczano sprawy tylko po to by je zakończyć, bez sensu, bez żadnego wyjaśnienia. To jest okropne. Niesprawiedliwe i krzywdzące.
Szkoda tylko, że takie sprawy w których np. uniewinniają panów, którzy znęcają się nad swoimi rodzinami, bo niska szkodliwość czynu właśnie, takie sprawy często kończą się dla ofiar tragicznie. Oglądałam kiedyś taki program. Kobieta musiała wrócić po rozprawie do domu, w końcu nie wytrzymała i skończyła z mężem przy pomocy narzędzia kuchennego. Nikt nie zapobiegł tragedii.

9 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko gratulacje serdeczne. Więc koniec z tym !

Anstawio... jedni są "zielarzami", inni "muzykami" a inni lubią kielonek. Ale przy takich nie ma miejsca dla nikogo.

9 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć wszystkim jestem tu nowa, to mój debiut na forum, nigdy tego nie robiłam ale juz nie wiem co robić, muszę się wygadać bo oszaleje, choć nie wiem czy dobrze trafiłam
w grudniu wzięłam rozwód, nikt z mojej rodziny nawet nie podejrzewał że coś nie tak przez 6 lat udawałam ze wszystko jest dobrze, pięknie , jak na obrazku. Aż pękłam. Mąż hymm , rozwód szybki bez emocji zero!! (oczywiście) z jego astrony.
pewnego dnia powiedziałam wyprowadzam się  a on ok tak na próbę, zobaczymy!! i nic zero walki zero, rozwód dostaliśmy po 3 miesiącach. Stosunki mamy poprawne bo zawsze takie mieliśmy jak kolega z koleżanką. mamy córkę, 4 latka cudowna.
Mój były uważa że jest wszystko ok a JA, Ja nie mogę, mam taki żal a najgorsze że od momentu wyprowadzki my na temat naszego życia, rozwodu nic nie rozmawialiśmy. moja samoocena jest tragiczna, już nie daje rady do tego wskoczyłam w nowy związek i co chyba kolejna porażka!! brak mi sił by otwierać oczy codziennie,

Posty [ 9 751 do 9 815 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 149 150 151 152 153 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026