mały duszek napisał/a:Miła Wielokropku
Z przykrością stwierdzam, że dołączyłaś do grona domorsłych psychol ogów grasujących od dawna na tym forum, nie mówię teraz konkretnie o tym wątku, ale jest ich zbyt wiele, żeby wymieniać wszystkie.
Kilka lub kilkanaście wpisów wyżej umieściłaś listę książek.... jak wiele z Was je nazywa "lektury obowiązkowe", a może biblie?
Jak napisałaś "mądrych"
Zapewniam cię mały duszku, że obeszłam kilku znakomitych psychologów w szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych, gdzie spędziłam miesiąc po próbie samobójczej. Po powrocie do świata żywych najważniejszą sprawą było powiedzenie dzieciom prawdy. Nie mogłam im jednak powiedzieć, ze ich ojciec doprowadził mnie do takiego stanu i chciał mojej śmierci. Poprosiłam psychologa (szpitalnego) o wsparcie, o receptę jak powiedzieć dzieciom i nie skaleczyć ich tą informacją. Psycholog odmówił mi pomocy. W szpitalu na fachowców nie mogłam liczyć ! Porady udzieliła mi telefonicznie, pracująca gdzieś w centrum, w prywatnym gabinecie psycholog.
Jej porady zadziałały. Owszem pokazało się na twarzach dzieci przerażenie, ale poinstruowana wiedziałam jak zapewnić im poczucie bezpieczeństwa.
Po wyjściu ze szpitala próbowałam znaleźć psychologa wyuczonego, wykształconego, który poza słuchaniem moich wynurzeń i zerkaniem na zegarek poda mi pomocną dłoń. Nie znalazłam takowego.
Tu na forum dostałam wskazówki, wsparcie i zrozumienie. Dostałam też wiedzę jak można wstać z kolan i z uśmiechem patrzeć na życie. Dokonały tego słowa tych zbolałych jeszcze kobiet i tych bardziej świadomych. WSPARCIE MI DAŁY TE DOMOROSŁE PSYCHOL OGKI A NIE TE W KITLACH ZE STAŻEM I DOŚWIADCZENIEM. Tam człowiek był numerkiem do nieodhaczenia, tu czuję zrozumienie, wsparcie.
Gdyby Wielokropek "grasował" po forum w celu napawania się tragedią innych, gdyby wyśmiewał, łajał, to zapewne, również tak jak ty pomyślała bym. Jest jednak inaczej. Ona daje nam wskazówki nad czym powinnyśmy skupić się i popracować. Jej jednak największą zaletą jest mądrość , rozsądek i SZCZEROŚĆ. Jedni protestują, inni zaprzeczają jeszcze inni oburzają, ale są i tacy, którzy są jej wdzięczni ZA PRAWDĘ, wskazówki i mądre słowa. Owszem prawda boli, nie rozgrzesza nas, ale daje nam szanse na przemyślenie i wnioski. Znam wypowiedzi Wielokropka z wielu w wątków i zawsze zgadzałam się z jej słowami. Mam dla niej wielki szacunek i podziw.
Co kto lubi i jak lubi nazywać. Moim guru jest ZAZDROŚĆ i to jej posty są dla mnie lekturą obowiązkową i moją biblią i kopalnią wiedzy.Podobnie tez jest z Tarantellą, Wielokropkiem. Czy widzisz w tym coś złego ? Ja wręcz przeciwnie 
mały duszek napisał/a:Otóż większość z tych książek z mądrością nie ma nic współnego, tylko na palcach jednej ręki można policzyć trafione , pomocne pozycje, które faktycznie mogą pomóc. Ale wogóle nie umieściłaś pozycji, które tę pomoc faktycznie mogą przynieść.
Znamiennym jest fakt, że na pierwszym miejcu umieściłaś pozycję "Koniec współuzależnienia"
Pierwszą sprawą jest to, że to czy ktoś jest współuzależniony, czy nie może określić tylko specjalista tym się zajmujący i to po dokładnych wywiadach i wielu wizytach, a nie domorosły psychol og forum!!!
Po drugie , co znaczy "koniec współuzależnienia" myślicie, że ktoś kim targają emocje, bo ma ogromny problem przeczyta książkę i koniec!!!.
Otóż większość z książek, które zmuszają do przemyśleń ma z mądrością duuużo wspólnego. Nawet bajki z morałem niosą mądrość.
To czy koś jest współuzależniony czy nie, specjaliście dynda. Przerobiłam to na własnej skórze i ochota mi przeszła na dalsze poszukiwania terapeuty. To tu na forum poradziłam sobie z tym problemem. Do tego przyczyniło się wiele wypowiedzi nie tylko psychol ogów jak piszesz, ale i tych zdeptanych, skrzywdzonych kobiet. Jedne dawały mi dowody mojego współuzależnienia inne pomagały się z tego wykaraskać. Poradnie ? terapeuci ? no ja do nich nie miałam szczęścia i zapewne długie lata będę je omijać duuużym kołem.
mały duszek napisał/a:Po trzecie, jak można polecać książkę, którą napisała była narkomanka i alkoholiczka, czyli osoba uzależniona, a jak wiadomo, alkohol i narkotyki niszczą połączenia newowe w mózgu, które się niestety nigdy nie zregenerują.
Męża psychopatę znam dobrze i zapewniam cię , że lepiej jak lekarz psychiatra, którego teki psychopata owija sobie wokół palca i ma diagnozę jaką chce a nie jaka się mu należy. Znam też osobę, która bardzo dokładnie, przejrzyście opisuje taki przypadek i właśnie dlatego, że przeżyła spotkanie z takim człowiekiem. Zapewniam cię, że zagnie ona niejednego lekarza psychiatrę w tym temacie, bo zna to z życia, z tego czego doświadczyła na własnej skórze.
Czy to, że byłam żoną zwyrodnialca przez 26 skreśla mnie jako człowieka, czy jestem już zaszufladkowana - ślepa, głucha, naiwna, głupia ? To, ze po 60 tabletkach relanium żyłam kilka dni bez świadomości kwalifikuje mnie do nienormalnych, niepoczytalnych?
mały duszek napisał/a:Na całym świecie ta i podobne książki zostały już dawno wycofane z terapii, zdyskredytowane.
Polska w niektórych tematach raczkuje i wielu ludzi , ponieważ nie ma nic lepszego, podpiera się starym , krzywym rozlatującym się kijem, bo nie ma porządnej laski.
Na całym świecie ludzie są do siebie mili, uśmiechnięci, pomocni, życzliwi a Polska i w tych tematach jeszcze raczkuje.
Czekamy więc na laski
, czekamy z niecierpliwością. Bądź odpowiedzialna i dostarcz je tu na forum.
mały duszek napisał/a:Nie znacie tych kobiet, nie znacie dokładnej sytuacji, a
szkolicie
diagnozujecie
i jak to nazywacie "sprowadzacie na ziemię"
Czy tak trudno zrozumieć, że człowiek , który jest w trudnej sytuacji, nie wie czego się złapać, cieżko mu, chce się wygadać, nie wie jak sobie poradzić, wchodzi na forum, żeby ktoś go wysłuchał i jest bardzo podatny na wszystko , coś na zasadzie "tonący i brzytwy się chwyta"
Człowiek w trudnej sytuacji najpierw chwyta się brzytwy czyli własnych pomysłów na rozwiązanie problemów, potem dopiero szuka fachowców, którzy okazują się - wypalonymi pracownikami państwowej służby zdrowia, lub prywatnymi fachowcami, na których tysiące można wydać pod warunkiem, że się je posiada.
Nie, nie znamy się , ale dla mnie zaszczytem byłoby poznanie osobiste wielu kobiet z tego forum.
mały duszek napisał/a:I tu czekacie Wy domorosłe psychol ogi i zaczynacie ładować do głowy swoje mądrości.Bo przecież wiecie wszystko i to na każdy temat.
Co się wtedy dzieje, taka osoba jest pogrążona coraz bardziej, chociaż na początku odczuwa ulgę.
Jednak to jest tylko pozorne.
Jeżeli same sobie nie radzicie, przynajmniej nie róbcie krzywy innym!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Osoba pogrążona coraz mocniej??? A gdzie przeczytałaś to? a to ciekawe co nam piszesz !!! Ja rok jestem na forum i po raz pierwszy spotykam się z taką opinią.
Nie róbcie krzywdy innym i to z tyloma wykrzyknikami ?!....tak spotkałam się na forum z takimi opiniami jak kochanka kochance podpowiada, bądź silna, czekaj na kochasia rok, dwa a nawet do upadłego, ALE TO SĄ WYJĄTKI. Wiele jest tu ( na szczęście) zdrowo pojmujących życie, świadomych, uleczonych z głupoty, mądrych ludzi.
Wypowiedzi WIELOKROPKA, wszystkie jej wypowiedzi świadczą o jej mądrości, inteligencji, ZDROWYM ROZSĄDKU, którego brakuje tym wchodzącym, żalącym się, mającym problemy w życiu.
Piszesz, jeśli sobie nie radzicie same ze sobą, to nie róbcie krzywdy innym. Przykłady, podaj przykłady, Nie rozmawiajmy, ktoś komuś, kiedyś, coś. Mnie życie nauczyło, że to rodzaj manipulacji. Ktoś komuś coś powiedział
a ty zastanawiaj się kto i co powiedział, no i coś złego musiał powiedzieć skoro o tym mowa. KOBIETO TO CZYSTA MANIPULACJA !
mały duszek napisał/a:Ciągle tylko czytam
zajmij się sobą
Czy może któraś mi napisać co to znaczy zająć się sobą????
Nie bzety, typu - kosmetyczka, fryzjer, jazda na rolkach i t p
Proszę, jak zajmujecie się sobą, skoro zalecacie to innym i jak nabieracie dystansu, proszę o konkrety.
Tylko nie mówcie, że myślenie o sobie i robienie tego co jest dobre dla Was nie myśląc o innych ludziach to jest zajmowanie się sobą, bo to się zwyczajnie nazywa - skrajny egoizm.
Tak samo dziwne pojęcie "kochania za bardzo". Bo tak jak nie można być w ciąży za bardzo, nie można umrzeć za bardzo, tak też nie można kochać za bardzo.
Albo się kocha, albo nie i już!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To tyle tytułem wstępu i pozwólcie, że użyję wielokropka............................
KONKRETY :
- za bardzo kochać- pozwoliłam sobie na psychiczne upodlenie, wybaczałam zdrady. On nie prosił o wybaczenie, to ja mu je dawałam. Pozwalałam mężowi na jego zachowania w imię miłości do niego. Mógł mnie upokorzyć, obrazić, poniżyć a ja w imię miłości znowu wybaczałam.
- być w ciąży za bardzo- pozwalać sobie na wszelkie złe zachowania, usprawiedliwiając nawet chamstwo byciem w odmiennym stanie. Rzadko to się zdarza, ale bywa.
- skrajny egoizm zdarza się w przypadku charakteropaty i jest grożny. Realizowanie siebie, swoich potrzeb to nie egoizm to poczucie się jednostką. Też nie rozumiałam, w chwili kiedy byłam jego własnością jak można zająć się sobą, skoro MUSZĘ ZAJĄĆ SIĘ NIM LUB WYRĘCZANIEM JEGO. Na fryzjera to mogą mieć czas te egoistki a ja nią nie jestem, bo szczęście mojego męża jest przede wszystkim( kłania się kochanie za bardzo). On szczęśliwy ja też. Tylko jego szczęście to było wylegiwanie się na kanapie, samotne wojaże, wyjazdy " na ryby" z kochanką. ON był szczęśliwy a JA ? JA wmawiałam sobie, ze szczęśliwa jestem i być powinnam. Ja nie miałam prawa zająć się w żadnym znaczeniu sobą, bo ja egoistką nie jestem i gardzę egoistami. To, że on egoistą był, jakoś mi umknęło...... Zająć się sobą to znaczy znaleźć to co ci sprawia radość, przyjemność. I tu nie ma recepty. Nie ma tak, że wszystkie Małgosie znajdują szczęście w zabiegach kosmetycznych, Kaśki w zmianie koloru włosów a Anny w jeździe na rolkach. Zająć się sobą to znaczy odnaleźć w sobie jednostkę, człowieka, który ma przecież własne pragnienia, marzenia i MA PRAWO REALIZOWAĆ a powiedziałabym nawet MA OBOWIĄZEK na powrót poczuć się szczęśliwym człowiekiem.
- moje zajmowanie się sobą - odnajduję siebie jako jednostkę. To co robię jest MNIE potrzebne, by poczuć wolność, radość , satysfakcję. Dla mnie jest to rozmowa, wypicie z kimś kawy, drinka, zapalenie papieroska, nałożenie ciuszka, w którym czuję się dobrze, mówienie tego co czuję, mówienie co mi się nie podoba, stawianie jasnych granic dzieciom, znajomym i obcym ludziom. Na zajmowanie się sobą składa się tysiące rzeczy, czynności i każdy znajduje w czym innym siebie, ale już siebie a nie męża, dzieci.
- dystans. To cały proces. To nie jest na pstryk. To wiele godzin spędzonych na czytaniu forum ( w moim przypadku) i przemyślenia i wnioski. Złapać dystans do siebie, życia, ludzi to jest to, czego niestety ja musiałam się nauczyć, nauczyć na przykładach i na mądrych słowach rozsądnych i zdystansowanych ludzi. Dystans to właśnie odnalezienie zagubionej i nieistniejącej JA. Dystans to zauważanie manipulacji, przemocy psychicznej, braku szacunku. Dystans to dostrzeżenie pewnych nieprawidłowości w swoim życiu, nieprawidłowości, z którymi ciężko było nam żyć, i które postrzegałyśmy jako normalność i normę.
-umrzeć za bardzo......jeśli umiera dziecko, to umiera ona "z wcześnie". Jeśli umiera MOJE dziecko to umiera ono "za bardzo"
Albo się kocha albo nie ?.... ha ha ha.. Czyli jeśli kochasz to wszystko robisz w imię tej miłości ? a jeśli partner poda ci sznur i każe powiesić się to Ty się wieszasz ?! a jak cię poprosi o skok z dziesiątego piętra? a jak ......i ty nie rozumiesz znaczenia kobiety kochającej za bardzo? i jesteś tego pewna ?
Twoje rozumowanie dotyczyć też musi Twojego partnera, który Cię kocha..... bądź ostrożna przy nim w takim razie, uważaj na słowa. Nie daj Boże w złości, czy w żartach coś nieopatrznie powiesz i wdową zostaniesz 
Używaj kochana wielokropka jak najczęściej. To jest moment przemyśleń, zatrzymania w rozważaniach, refleksji. Używaj go, jest ci baaardzo potrzebny. 