Oj, X ja nigdy nie będę "wolna". Mój mąż zabrał mi coś co stanowi jeden z filarów wolności - poczucie bezpieczeństwa. Obawiam się, że już zawsze będzie mi towarzyszył strach. Strach czy dam radę nakarmić dzieci, strach czy wychowam je na dobrych i odpowiedzialnych ludzi i w końcu strach czy nauczę ich na czym polega miłość, zdrowy związek bez kłamstw i zdrad, a oparty na partnerstwie. Wiadomo, że uczymy się poprzez doświadczenie, a one mają bardzo złe wzorce.... Rodzina to dzisiaj tylko zobowiązanie finansowe, a nie wartość sama w sobie.
Jak dzieciom przekazać podstawowe wartości, kiedy sami się z nich nie wywiązujemy? Jak mam powiedzieć dzieciom : Szanuj rodzinę ? a sami nawet nie potrafimy, raczej nie chcemy, o nią zawalczyć. Jakie to proste powiedzieć - nie pasujemy do siebie, niż włożyć wysiłek, aby dopasować się, tym bardziej, że nie jesteśmy już sami. Żyj w prawdzie ?a sami okłamujemy, wydawałoby się najbliższe osoby. Bądź wierny swoim wartościom ? a sami naginamy te wartości tak, aby wyciągnąć z nich jak najlepsze profity?. Zamiast tego uczymy dzieci ? nie ważni są inni, najważniejszy jesteś Ty, po trupach do celu, chrzań zasady, moralność, przyzwoitość skoncentruj się na własnym ja, moje, dla mnie?
Trudno jest coś tak ważnego przekazać werbalnie, a samemu tkwiąc w chorym małżeństwie. Może nauczą się chociaż jak nie powinien wyglądać związek?
Jak pisałam wcześniej na świętach byłam u mojej mamy, a tym samym odwiedziłam teściową, trochę czułam się jak 5 koło u wozu, bo mój szanowny małżonek po wykryciu zdrady i kolejnej interwencji jego rodziny, żeby się opamiętał i został ze mną dla rodziny (łaskawcy, nie ważne, że ja nie chciałam tej litości) powiedział im, że mnie nie kocha i że ze mną nie będzie, chce być w końcu szczęśliwy. Od tego czasu nic nie zrobił, aby pomóc swojemu tak wyczekiwanemu szczęściu, a co gorsza nadal jest ze mną . Więc oni tak na prawdę nie wiedzieli jak się zachować w stosunku do mnie - jesteśmy razem czy nie, rozwodzimy się czy nie. Trochę było drętwo, ale odbębniłam swoje ze względu na dzieci i tyle mnie widzieli.
Patrzyłam na teściową jak wesoła i szczęśliwa spoglądała na swoją gromadkę, a ja w tej chwili pomyślałam, oj kobieto gdybyś wiedziała, jak przez swoje złe decyzje, zmarnowałaś życie przynajmniej 5 osobom - sobie, swojemu synowi mnie wnukom ( nie tylko moim dzieciom). Mąż i jego rodzeństwo ( no może nie tak dokładnie) powielił ten sam schemat rodziny, a co ważne teściowa była świadoma, że tkwi w chorym układzie, nawet raz odeszła od teścia, ale wróciła. Nie wiem, może jestem niesprawiedliwa, bo były inne czasy (chociaż jej mama rozeszła się z jej ojcem, a czasy były jeszcze trudniejsze), a może też się bała, tak jak ja, kiedy odchodziłam? Nie wiem, co o tym myśleć, nic nie zrobiła by to zmienić. Moje dzieci może będą miały "lepiej", szansę na normalny związek, bo ich matka jest świadoma zła, świadoma, że tak dłużej żyć nie chce, ale brakuje mi determinacji?
Nie!!! jestem już pewna, że nie chcę być jego żoną! mnie trzymają finanse ( wciąż szukam pracy) no i mąż nie ma zamiaru się wyprowadzić. Miałam nadzieję, że jak złożę pozew, wyprowadzę się z łóżka to coś się zmieni, ale jemu dobrze tak jak jest, nawet przestałam się odzywać też jemu to lata i powiewa.... nie mam pomysłu jak się jego pozbyć , a z drugiej strony nie mogę zostać bez pieniędzy - czuję się jak w pułapce, a może moja teściowa też tak się czuła?
Nie wiem jak mam się zachowywać, a może spróbować to posklejać? Wiadomo, co się sklejało nie będzie takie same jak przed, ale będzie?
Tylko co zrobić ze sobą? bo ja czuję wewnętrzną niezgodę na taki układ, bo będę musiałam zaakceptować jego warunki, żyć według jego zasad, bo moje są inne niż jego. Ja uważam, że powinno się mieć wspólny budżet, on, że osobny i co ważniejsze pieniądze, które on zarabia jak dzieci są w szkole są jego, bo przecież ja się nimi nie zajmuję, a moje są nasze bo przecież ja tylko pracowałam w czasie kiedy dzieci były w szkole, ja uważam, że powinnam wiedzieć gdzie wychodzi i kiedy mniej więcej wróci, on natomiast uważa to za szpiegowanie, ja chciałabym porozmawiać jak minął nam dzień, on uważa takie rozmowy za nudne i puste i jego to nie interesuje, kiedyś zadał mi pytanie czy ja wiem ile dzieci głoduje w Afryce? ? nie wiedziałam
, chciałabym wspólnie wychodzić, on uważa, że od tego mam koleżanki, chciałabym zabierać dzieci na wspólne wypady, on uważa, że opiekę powinnyśmy mieć naprzemienną, aby każdy mógł odpocząć, ja uważam, ze porządek nie jest ważny, on ,że najważniejszy (najlepiej moimi rękoma) nawet kosztem zabaw z dziećmi i wiele tego wymieniać, ale najdziwniejsze jest to, że kiedyś mięliśmy podobne spojrzenie na nasz związek, przez 15 lat kierowaliśmy się tymi samymi zasadami. Aż tu nagle usłyszałam, że mamy inne priorytety 
Gdybym zgodziłam się dalej w tym tkwić, to pozbawiałbym się tego co kobieta dostaje od swojego partnera ? czułości, dobrego słowa, komplementu, czy głupiego kwiatka i nie mogłabym narzekać, bo ja się zgodziłam, a on przecież mówił, ze nie kocha więc, o co te fochy?
I czekałabym na kolejną zdradę?.
Jest mi teraz źle, bardzo czuję się samotna i zagubiona, wierz jak mi brakuje głupiego przytulenia? ale czuję, że już tak dłużej nie chcę, nie chcę zgody na taki związek, wierz ile wysiłku mnie kosztuje siedzenie w jednym pokoju i pilnowanie się by nie wykrzyczeć jemu w twarz: ty podły zdrajco, oszuście i tchórzu?
Każdego ranka budzę się z poczuciem beznadziejności, więc widzisz jeszcze daleko mi do wolności, a do szczęścia jeszcze dalej. Jestem świadoma tego, że już nigdy nie będzie dobrze. Ja mam 37 lat niby mało, niby jest szansa na nowe lepsze jutro, ale bądźmy uczciwi, ile będzie chętnych, aby związać się z kobietą z dwójką dzieci? Owszem jakiś niezobowiązujący filtr, spotkania, ale nie trwały związek. Nigdy już nie będę miała rodziny, bo się rozpadła. Nie chcę dzieciom fundować kolejnych wujków, wiec czas pożegnać się z bajką o pełnej i szczęśliwej rodzinie. Teraz chce się skupić na pracy i dzieciach, aby im zapewnić chociaż namiastkę rodziny.
X masz jeszcze rodzinę, walcz o nią. Miałaś więcej szczęścia, Twój mąż poprosił o szansę, ja jej już nie dostałam. Ooo nie byłam taka twarda, o nie, ja prosiłam, błagałam o kolejną szansę! JA ta która została zdradzona w najperfidniejszy sposób, bo zabrano mi poczucie, że kiedyś byłam kochana? ale to nic ja zdeptałam swój honor i godność i płakałam i prosiłam, tym samym się pogrążając, bo z dnia na dzień traciłam w jego oczach. Najbardziej żałuję tych wszystkich słów, scen, bo tylko obdarły mnie z resztki godności jaka jeszcze mi została po słowach : nie kocham ciebie.. Ten ostatni rok to jakiś koszmar. Wychodziły z nas najgorsze demony, nigdy nie byłam tak obrażana, a i sam do nikogo innego tak się nie odzywałam. Poznaliśmy swoje najgorsze oblicze ?.
Uczucia jakie dzisiaj żywię, rozwijały się przez rok. Od poczucia niedowierzenia, poprzez zaprzeczenie, odrzucenie, depresję, a w końcu akceptację. Dokładnie rok temu po raz kolejny usłyszałam te przykre słowa, poczułam, ze przez sekundę stanęło mi serce. Nie da się opisać tych emocji, natłoku myśli, poczucia, że 16 lat mojego nieidealnego, ale mojego życia to jakaś chora gra, nie prawda, fikcja, udawanie, że nic nie miało sensu, że ktoś pomylił się i moim kosztem nagle chce naprawić swój błąd, nagle chce inaczej żyć, beze mnie, bo to ja byłam przyczyną jego nieszczęśliwego życia, nie potrafiłam stworzyć ciepła i poczucia stabilizacji, nie wspierałam, nie przytulałam, nie głaskam, tylko wymagałam, jak to się stało?
Ale to był już ostatni raz, nigdy więcej nie pozwolę by ktoś mi powiedział: NIE KOCHAM!
Co miał na myśli Twój mąż mówiąc: kocham inaczej? Tzn. jak?
A co do ideału, to życzę jemu, aby ją spotkał i aby ona potraktowała jego tak jak on mnie ? trochę złośliwości chyba nie zaszkodzi? Co o tym sądzisz 
A wierszyk piękny?. taki prawdziwy oddający istotę kobiecości:
Kobieta ma tyle siły,
że zadziwia mężczyzn...
Dźwiga ciężary losu,
rozwiązuje problemy,
jest pełna miłości,
radości i mądrości.
Uśmiecha się, gdy chce krzyczeć,
śpiewa, gdy chce się jej płakać,
płacze, gdy się cieszy
i śmieje się, gdy się boi.
Jej miłość jest potężna.
Jedyna niesłuszna w Niej rzecz to to, że często zapomina ile jest warta.
Pozdrawiam i przesyłam buziaki 