netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 046 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 146 147 148 149 150 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 556 do 9 620 z 26 310 ]

9 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Są uzasadnienia na działania psychofagów. Tam gdzie w mózgu jest miejsce na uczucia u nich jest pustka. To taka wada, feler i nie da się go uleczyć. Ich jedynym działaniem jest samozadowolenie, kosztem destrukcji, "niszczenia" wszystkich.
Kochana najlepiej jest śmiać ze wspomnień, ale i mieć świadomość, ze są ludzie z kamienia, że są wśród nas i jest ich dużo i są zagrożeniem.

Zosiu, jak mi się podobają Twoje ostatnie posty! Zmieniłaś się. smile

DZięki smile  Też tak czuję smile.  Wstałam ! Mam siłę stać. Jeszcze się podpieram, innych chcę podtrzymać czy nawet sama podpierając o nich, podtrzymuję ich smile
Zmieniłam się - czuję to. Już zamykam przeszłość. Już wyciągam tylko wnioski. Już prawie cała przeszłość nie boli (dzisiejszy Twój post przywołał uczucie,straszne uczucie zwątpienia we własne zdrowe zmysły) . Jeszcze tak niedawno mówiłam o amnezji. Już nie jest mi ona potrzebna. Czas już trochę zatarł wszystko. Zrozumiałam mechanizm na jakim to było oparte - to też ważne. Wiem też, że samo narzekanie to nie dla mnie. Nie rajcuje mnie to, a wręcz przeciwnie, czuję się zażenowana. Każdy post czytałam rozważając go na wszystkie sposoby i wnioski, wnioski...wyciągałam wnioski. Tu na Forum wiele dostałam i chciałabym spłacić dług  smile

9 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko piszesz o mnie i moim związku...

Nie oceniam swojego zachowania jako głupiego, czy irracjonalnego. W takich pokrętnych warunkach i bombardowane zapewnieniami i dowodami miłości, gubiłam już trzeźwy obraz sytuacji. Momentami byłam w niebie, a za chwilę czułam się samotna. Kombinowałam tylko, jak to niebo zatrzymać, jak wydłużyć te chwile zainteresowania mną.
Bo przecież był cudowny, gdy chciał. Próbowałam robić tak, by chciał zawsze.

Musiałam zadzwonić do przyjaciółki, żeby uzyskać informację zwrotną od niej, czy to jeszcze norma, czy przegięcie. Tak bardzo już sobie nie ufałam, tak byłam w tym wszystkim zaplątana.
Człowiekowi można wmówić wiele, nawet to, ze jest nienormalny.

To ja...

9 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Zofio...widzisz ten wstyd to syndrom ofiary.
Ja np. do terapii czułam ogromny wstyd i wspólną odpowiedzialność co do związku z pedofilem i to nic,że miałam 7 lat i zielonego pojęcia nie miałam,skąd biorą się dzieci,ani co on mi robi.
Dopiero w terapii zrozumiałam,że winny jest dziaduś zasrany i on powinien się wstydzić,nie ja.

Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja? Wstydzę się,że jemu podobały się małolaty...że nie byłam wystarczająco dobra,choć starałam się ze wszystkich sił go zadowolić sad Nie potrafię stworzyć normalnego związku...

Znam wstyd awantur, wyzwisk. Nie chwaliłam sie nikomu. Gdyby nawet ktoś zapytał, powiedziałabym, u nas jest ok. Tak, wstydziłam się słów," brzydzę się ciebie", "nienawidzę cię jak psa", ale do czasu. Przyszedł dzień, w którym ZROZUMIAŁAM ,że to nie mój wstyd tylko jego. Brat mój nie dopatrzył sie w nagranej awanturze (mąż obrażał, wymyślał cuda a ja tłumaczyłam, ze źle wszystko rozumie smile ) nic niestosownego. Była chwila zwątpienia....a może wszyscy mężowie do żon mówią s******laj. Może to norma  a nie odchył yikes:. To był sądny dzień. Głośno mówiłam nic nie ukrywając. Myślisz, ze ludzie dawali mi wiarę ? On taki spokojny, miły....wymyślasz, przesadzasz.
Wniosek - jeśli zrozumiałyśmy, ze bycie nie "ofiarą losu" a ofiarą ( gwałtu, przemocy) zwalnia nas z obowiązku winy, to to, jest SUKCES. To jest pierwszy krok w marszu do uwolnienia się, do wybaczenia sobie,do całkowitego uwolnienia się od przeszłości smile
Ja już sobie wybaczyłam, szanuję siebie i oczekuję ( właściwie żądam) tego od innych. Zostało mi jeszcze pokochać siebie...na razie pomysłu na to brak....

l_krecjo znam też uczucie bycie zdradzanej. Nigdy jednak nie wzięłam winy za to na siebie. Zawsze mówiłam głośno o jego kochankach. On milczał jak głaz ani nie tłumaczył się ani nie zaprzeczał. Mówiłam to jednak w uszczypliwościach a nie dla poniżania go czy dla chwalenia jaki to mój chłop jurny big_smile

9 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny muszę Wam napisać,że całe popołudnie i wieczór myślałam o Waszych postach...Wróciły wspomnienia...złe wspomnienia...takie które chowają się na samym dnie mojego jestestwa...
Białe rękawiczki...
Faworytka oddała całą prawdę o mnie...
Jest młoda i taka świadoma-zazdroszczę jej...

Jeśli chodzi o to,że nie ufałam swojemu instynktowi,wmawiałam sobie,że przesadzam,że sama nie wiem czego chcę...zakończyłam pobytem w szpitalu-depresja...Mój mózg,instynkt samozachowawczy był mądrzejszy ode mnie-nie zgadzał się z takim stanem rzeczy,z takim życiem... Ale ja nie,ja wolałam siebie oszukiwać...
Dokładnie pamiętam to uczucie...jak brałam jego prawdę za swoją,choć czułam,że to fałsz...
To takie straszne uczucie-chyba jedno z najgorszych...
I te cholerne nadzieje...no nie, teraz to on na pewno już zrozumiał jak mnie zranił i już nigdy...ech...

A ja jeszcze racjonalizuję...

Mussuko dziękuję Ci,że pociągnęłaś nas do odpowiedzi. To bardzo cenne dla mojego zdrowienia,odnosić się do poglądu zdrowej osoby.

9 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie znów moje kobietki
Po porannym dole (miałam wolne)
syncia w samochód i na zakupy(wolny dzień w szkole)
straciłam kupę szmalu (póxniej bede sie martwić o pieniądze,ze mi do końca miesiąca nie starczy)
ale dzień był cudny nawet jak syncio trochę marudził w sklepach
było cudownie .śmiech i tylko my
nawet po powrocie zie udału mu się zepsuć mi humoru. smile

9 561 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-03 23:46:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja?

A Ty moja droga l_krecjo jesteś wybredna smile. Mów tak a wszyscy uwierzą i zazdrościć Ci będą, ze byle chłystkiem głowy sobie zawracać nie będziesz dziestu lat.
Wiesz l_krecjo ile z Twoich znajomych, sąsiadek w szczerej rozmowie przyzna się do nieszczęśliwego związku ? Wiesz ile z nich zazdrości Ci uniesień z początkowej fazy znajomości? Czy wiesz, że wiele z nich marzy skrycie o innym, lepszym, kochającym.....o życiu spokojnym bez niego.

       Dziewczyno oszalałaś !? Gorsza, bo samotna ? Mało warta, bo bez chłopa ? l_ukrecjo a ta bita przez męża ile jest warta ?
        Ta oszukiwana, poniewierana ile jest warta z obrączką na palcu i tyranem w domu ?

       Jestem SZCZĘŚLIWĄ rozwódką ! Moja wartość od chwili rozwodu - bezcenna smile. Już nic nie muszę i mogę robić co mi się
        podoba a co się draniowi nie podobało. Jestem dumną, uśmiechniętą i WOLNĄ  50+ big_smile . Bez oporu i zastanowienia
        odpowiadam na pytania sąsiadów, nie jestem już z mężem.  Z radością wypowiadam to zdanie. Moi znajomi i rodzina
        w dniu otrzymania rozwodu prawomocnego, byli informowani przeze mnie o tym jak o najlepszej nowinie. Ja nie chcę
       żadnego. Może kiedyś....luźny związek przyjacielski. Na pewno uciekać będę ile sił w nogach od tych przemiłych,nadskakujących,
       i pełnych podziwu, miłości.



    Ludzie mówią, nieważne kto komu winien, ważne, że winien. I niech mówią .....

9 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

W moim obecnym związku kocham znaczy, że on siedzi a ja usługuję

Sorki, bardzo Cię przepraszam, ale oboje źle pojmujecie miłość. Wasze zachowanie nie ma się ni jak do miłości. 

hm... napisał/a:

To nic, że pies pogryzł dziecku zabawkę, to nie pies jest zły, tylko dziecko, które się tym zezłościło. O co tutaj chodzi do cholery? On widzi, że dziecko się złości i ma do niego pretensje, a piesek nic. To jest porąbane dla mnie.

Dla mnie też.

hm... napisał/a:

Powiem Wam jak się o cokolwiek stara. Wannę w łazience mamy zatkaną ze 3 miesiące. Ani jej nie odetka, ani nie zorganizuje nikogo. Jest problem jakiś z kanalizacją, ale tylko on ma kontakt z właścicielem. I taka jest zatkana. A do tego jest tak leniwy, że się umyje i cały ten syf w wannie zostawi. Ale przetkać nie ma kto. Tak zostawi i sobie można pooglądać rano. A kiedy poproszę żeby wylał - nie.
Łóżko w mieszkaniu jest zdewastowane, obsikane przez psa setki razy, nawet podgryzione. Prosiłam, prosiłam, prosiłam, w końcu stwierdziłam, że nie ma sensu. Umowa jest na niego, kaucja jego, niech on się tłumaczy. Powiedziałam, że ja za to odpowiedzialności nie biorę. On ma w d... Nie jego ma w d.., jego ma w d... Wszystko mam wrażenie ma w d... (...)
Ręce mi opadają, mogłabym o tym pisać bez końca.
I co z tego, że nazwę go brudasem, gnojarzem, egoistą. Wierzcie mi, że trudno wytrzymać nerwowo, kiedy nic nie trafia do takiego. Jak można prosić o cokolwiek kiedy ktoś ma takie podejście.

Odpowiem Ci dowcipem.
Na komisariat wpada przerażony mężczyzna i krzyczy, panowie, panowie moja żona zaginęła, szukajcie jej, szybko! Policjanci pytają o rysopis. Mąż pośpiesznie wymieniać zaczyna : metr pięćdziesiąt, otyła z garbem. Włosy blond, rzadkie.........nos orli.............zezowata..........a... a wiecie co? właściwie to jej nie szukajcie. I z zadowoleniem opuszcza komisariat.
I ty hm... nie szukaj go. Niech idzie w swoją drogę i nie szukaj go.

9 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hehehe:)

9 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Zofio...widzisz ten wstyd to syndrom ofiary.
Ja np. do terapii czułam ogromny wstyd i wspólną odpowiedzialność co do związku z pedofilem i to nic,że miałam 7 lat i zielonego pojęcia nie miałam,skąd biorą się dzieci,ani co on mi robi.
Dopiero w terapii zrozumiałam,że winny jest dziaduś zasrany i on powinien się wstydzić,nie ja.

To rozumiem, sama tak czulam. Ale tez i zlosc ogromna i obrzydzenie tez. Nie do siebie bynajmniej. Tyle, ze dziecko ma jeszcze bardzo duzo wiary i naiwnosci w sobie, nie jest mu latwa tak od reki wszystko pojac.

l_ukrecja napisał/a:

Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja? Wstydzę się,że jemu podobały się małolaty...że nie byłam wystarczająco dobra,choć starałam się ze wszystkich sił go zadowolić sad Nie potrafię stworzyć normalnego związku...

A to Lukrecjo, wybacz szczere i ostre slowa, to najglupsze argumenty o jakich slyszalam. Ciebie obchodza jakies sasiadki czy kolezanki??? Czys Ty calkiem na glowe upadla? Wstydzisz sie obcych bab, bo Twoj niedolezny maz polecial na mloda c..???  To przepraszam, w jakiej Ty pipidowie mieszkasz, bo mnie az wlosy deba staja jak cos takiego czytam. Ty sie wstydzisz a nie ON??

Mozesz sie wsciec na mnie, ale ja wale prosto z mostu i mnie osobiscie zlosci i obraza, jako kobiete, taka postawa wobec wlasnej osoby: wstydze sie  i czuje sie malo warta, bo mialam meza skur.. i kopnelam go w tylek. Bo mialam odwage powiedziec STOP skurwysynstwu (zaraz mnie zbanuja).
No to skoro tak, to trzeba bylo caly swoj malzenski smietnik pod dywan zamiesc, wystroic sie na niedzielna msze i z przyklejonym usmiechem poprowadzic mezulka pod pacha do Kosciola, a potem na zakupy do galerii jakiejs albo w goscie isc - zeby cale miasto i wies widzialy jak zgodnie i po bozemu zyjecie. Bo tak pewnie robi ponad polowa Twoich kolezanek i sasiadek. Tych dumnych kobiet, bo maja zaszczyt prac te same zasrane gacie od lat, choc im to juz bokiem wychodzi.

Gratuluje logiki Lukrecjo. Tam gdzie inni widza zwyciestwo, Ty widzisz porazke.

Przepraszam, wzburzylam sie ale ja zawsze mialam opinie spoleczna gleboko w powazaniu. I z radosci skakalam, jak rozwod wszedl w zycie, choc moj eks to aniol byl w porownaniu do Twojego.  I zduma obwiescilam ten fakt, bycia rozwodka , wszem i wobec: rodzinie dalszej i blizszej, kolezankom mezatym i samotnym, wszystkim w pracy oraz sasiadom ..i gdzie sie jeszcze dalo.
Odzyskalam wolnosc i radosc zycia a to jest powod do dumy a nie wstydu.

a tak po kryjomu to pewnie niejedna Ci zazdrosci tej odwagi, tylko nie powie bo sie tez wstydzi.

9 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja?

A Ty moja droga l_krecjo jesteś wybredna smile. Mów tak a wszyscy uwierzą i zazdrościć Ci będą, ze byle chłystkiem głowy sobie zawracać nie będziesz dziestu lat.
Wiesz l_krecjo ile z Twoich znajomych, sąsiadek w szczerej rozmowie przyzna się do nieszczęśliwego związku ? Wiesz ile z nich zazdrości Ci uniesień z początkowej fazy znajomości? Czy wiesz, że wiele z nich marzy skrycie o innym, lepszym, kochającym.....o życiu spokojnym bez niego.

       Dziewczyno oszalałaś !? Gorsza, bo samotna ? Mało warta, bo bez chłopa ? l_ukrecjo a ta bita przez męża ile jest warta ?
        Ta oszukiwana, poniewierana ile jest warta z obrączką na palcu i tyranem w domu ?

       Jestem SZCZĘŚLIWĄ rozwódką ! Moja wartość od chwili rozwodu - bezcenna smile. Już nic nie muszę i mogę robić co mi się
        podoba a co się draniowi nie podobało. Jestem dumną, uśmiechniętą i WOLNĄ  50+ big_smile . Bez oporu i zastanowienia
        odpowiadam na pytania sąsiadów, nie jestem już z mężem.  Z radością wypowiadam to zdanie. Moi znajomi i rodzina
        w dniu otrzymania rozwodu prawomocnego, byli informowani przeze mnie o tym jak o najlepszej nowinie. Ja nie chcę
       żadnego. Może kiedyś....luźny związek przyjacielski. Na pewno uciekać będę ile sił w nogach od tych przemiłych,nadskakujących,
       i pełnych podziwu, miłości.




    Ludzie mówią, nieważne kto komu winien, ważne, że winien. I niech mówią .....

Ten post zofii przeczytalam teraz, po napisaniu swojego, burzliwego. I prosze - niemal identyczne odczucia.:)

9 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Znam wstyd awantur, wyzwisk. Nie chwaliłam sie nikomu. Gdyby nawet ktoś zapytał, powiedziałabym, u nas jest ok. Tak, wstydziłam się słów," brzydzę się ciebie", "nienawidzę cię jak psa", ale do czasu. Przyszedł dzień, w którym ZROZUMIAŁAM ,że to nie mój wstyd tylko jego. Brat mój nie dopatrzył sie w nagranej awanturze (mąż obrażał, wymyślał cuda a ja tłumaczyłam, ze źle wszystko rozumie smile ) nic niestosownego. Była chwila zwątpienia....a może wszyscy mężowie do żon mówią s******laj.

Zaraz zaraz zofio, jeszcze pare postow wstecz pisalas o bajkowej milosci Twojego eks meza do Ciebie, o tym jak o Ciebie dbal, opiekowal sie, rozpieszczal, obsypywal prezentami i kwiatami? Czy powyzsze wulgaryzmy to tez byla czesc tej bajki???

Czyli co: jednego dnia czekoladki i kwiatek a na drugi dzien "sp.....j"? Tak mam rozumiec te milosc?

9 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

W moim obecnym związku kocham znaczy, że on siedzi a ja usługuję

Sorki, bardzo Cię przepraszam, ale oboje źle pojmujecie miłość. Wasze zachowanie nie ma się ni jak do miłości.

Zofio ja nie pojmuję jej właśnie w taki sposób. Ja oczekuję czegoś zupełnie innego. Ale nie będę się już starać i prosić.
U nas nie ma szacunku, nieraz lecą wyzwiska, o dziwo jakoś żartobliwie, ale jednak.

Powiedział, że nie chce iść ze mną do matki na Święta, także będzie sam sobie siedział.
Kiedy wczoraj wylałam żale, spokojnie i dosadnie on powiedział, że muszę się sobą zająć, a za chwilę, że to nie jego wina, że nie potrafię się sobą zająć. Więc zapytałam-zająć sobą, nie potrafię tak?, a sex też mam sama ze sobą uprawiać? Trochę się zająknął i odrzekł, że łączę dwie różne rzeczy. Różne? A jednak tak bliskie. W domu zapytałam czym mam się zająć, nie ma telewizora, on cały czas siedzi przy komputerze, albo równocześnie przy komputerze i gitarze. Ja się czuję tak jakbym swojego miejsca tam nie miała. Więc kiedy mam czas, a niewiele mam takich chwil, siadam w kuchni w moim miejscu i czytam. Czytam bardzo dużo. Bo lubię. I nie o to mi chodziło, że nie potrafię się sobą zająć, bo nie mam z tym problemu. Owszem zajmę się sobą i poszukam czegoś innego, gdzie indziej. Ale o to chyba z kolei jemu nie chodziło.
Nie masz hobby?-zapytał.
Mam, narty, dasz kasę, to będę jeździć całymi dniami.
Zamknął się w końcu.

9 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Zofio...widzisz ten wstyd to syndrom ofiary.
Ja np. do terapii czułam ogromny wstyd i wspólną odpowiedzialność co do związku z pedofilem i to nic,że miałam 7 lat i zielonego pojęcia nie miałam,skąd biorą się dzieci,ani co on mi robi.
Dopiero w terapii zrozumiałam,że winny jest dziaduś zasrany i on powinien się wstydzić,nie ja.

To rozumiem, sama tak czulam. Ale tez i zlosc ogromna i obrzydzenie tez. Nie do siebie bynajmniej. Tyle, ze dziecko ma jeszcze bardzo duzo wiary i naiwnosci w sobie, nie jest mu latwa tak od reki wszystko pojac.

l_ukrecja napisał/a:

Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja? Wstydzę się,że jemu podobały się małolaty...że nie byłam wystarczająco dobra,choć starałam się ze wszystkich sił go zadowolić sad Nie potrafię stworzyć normalnego związku...

A to Lukrecjo, wybacz szczere i ostre slowa, to najglupsze argumenty o jakich slyszalam. Ciebie obchodza jakies sasiadki czy kolezanki??? Czys Ty calkiem na glowe upadla? Wstydzisz sie obcych bab, bo Twoj niedolezny maz polecial na mloda c..???  To przepraszam, w jakiej Ty pipidowie mieszkasz, bo mnie az wlosy deba staja jak cos takiego czytam. Ty sie wstydzisz a nie ON??

Mozesz sie wsciec na mnie, ale ja wale prosto z mostu i mnie osobiscie zlosci i obraza, jako kobiete, taka postawa wobec wlasnej osoby: wstydze sie  i czuje sie malo warta, bo mialam meza skur.. i kopnelam go w tylek. Bo mialam odwage powiedziec STOP skurwysynstwu (zaraz mnie zbanuja).
No to skoro tak, to trzeba bylo caly swoj malzenski smietnik pod dywan zamiesc, wystroic sie na niedzielna msze i z przyklejonym usmiechem poprowadzic mezulka pod pacha do Kosciola, a potem na zakupy do galerii jakiejs albo w goscie isc - zeby cale miasto i wies widzialy jak zgodnie i po bozemu zyjecie. Bo tak pewnie robi ponad polowa Twoich kolezanek i sasiadek. Tych dumnych kobiet, bo maja zaszczyt prac te same zasrane gacie od lat, choc im to juz bokiem wychodzi.

Gratuluje logiki Lukrecjo. Tam gdzie inni widza zwyciestwo, Ty widzisz porazke.

Przepraszam, wzburzylam sie ale ja zawsze mialam opinie spoleczna gleboko w powazaniu. I z radosci skakalam, jak rozwod wszedl w zycie, choc moj eks to aniol byl w porownaniu do Twojego.  I zduma obwiescilam ten fakt, bycia rozwodka , wszem i wobec: rodzinie dalszej i blizszej, kolezankom mezatym i samotnym, wszystkim w pracy oraz sasiadom ..i gdzie sie jeszcze dalo.
Odzyskalam wolnosc i radosc zycia a to jest powod do dumy a nie wstydu.

a tak po kryjomu to pewnie niejedna Ci zazdrosci tej odwagi, tylko nie powie bo sie tez wstydzi.

Jakby się przejmować co ludzie powiedzą to... a jakby ich słuchać to by trzeba w zimie w sandałach naginać. Taka polityka. Należy mieć w ogólnym poważaniu. Ilu ludzi tyle opinii. A to ludzi życie czy nasze? No chyba, że ludzi.

Mi smutno, bo widzę jak sobie wakacje ludzie planują to tamto, zakupki. A ja nie mam. Musze chyba sobie w łeb strzelić, bo zarobić mi się nie udaje. A inni mają i pokazują jak to im nie jest wspaniale. T znaczy, że ja do dupy jestem, nieudacznik życiowy i beznadzieja. I wydawać by się mogło, że będzie lepiej, a jest coraz gorzej, bo ceny w górę poszły i mam jeszcze mniej. A palant papierowy mierzy wszystko swoją miarą i wymyślił, że jak on na dziecko wydaje tysiąc to ja też tak mam bo mu ktoś powiedział, że to po równo trzeba. To jest pop...e.

9 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Znam wstyd awantur, wyzwisk. Nie chwaliłam sie nikomu. Gdyby nawet ktoś zapytał, powiedziałabym, u nas jest ok. Tak, wstydziłam się słów," brzydzę się ciebie", "nienawidzę cię jak psa", ale do czasu. Przyszedł dzień, w którym ZROZUMIAŁAM ,że to nie mój wstyd tylko jego. Brat mój nie dopatrzył sie w nagranej awanturze (mąż obrażał, wymyślał cuda a ja tłumaczyłam, ze źle wszystko rozumie smile ) nic niestosownego. Była chwila zwątpienia....a może wszyscy mężowie do żon mówią s******laj.

Zaraz zaraz zofio, jeszcze pare postow wstecz pisalas o bajkowej milosci Twojego eks meza do Ciebie, o tym jak o Ciebie dbal, opiekowal sie, rozpieszczal, obsypywal prezentami i kwiatami? Czy powyzsze wulgaryzmy to tez byla czesc tej bajki???

Czyli co: jednego dnia czekoladki i kwiatek a na drugi dzien "sp.....j"? Tak mam rozumiec te milosc?

Albo nawet równocześnie może być. Np. daje Ci taki kwiatka, a potem powie to jak już kwiatka dostałaś to sp..j.

Psychofagowi na okazję powinno się kupować słownik w prezencie, taki w którym tłumaczy się znaczenie podstawowych wyrazów.

9 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam pytanie, zupełnie oderwane od kontekstu, dlatego osobno, zmieniałyście nazwisko po rozwodzie, znaczy wracałyście do swojego?

9 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Albo nawet równocześnie może być. Np. daje Ci taki kwiatka, a potem powie to jak już kwiatka dostałaś to sp..j.

RAZ jeden by mi wystarczylo. Jedno takie sp...i won z domu. Bo to jak z pierwszym uderzeniem, pozwolisz i pojdzie lawina. Kwiatka moglby sobie zezrec, z doniczka zmielonego.

9 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mam pytanie, zupełnie oderwane od kontekstu, dlatego osobno, zmieniałyście nazwisko po rozwodzie, znaczy wracałyście do swojego?

Nie zmienilam, ale ze wzgledow praktycznych a nie sentymentu. Kiedys zmienie, jak za maz wyjde:)

9 573 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-04 14:03:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

PRZEPRASZAM ZA TE DŁUGAŚNE POSTY. NIE CHCEM ALE MUSZEM big_smile PISAĆ.

Faworytka napisał/a:

Nie wiem, czy stawałam się kkzb przy nim, czy byłam kkzb i dlatego wybrałam jego.

A może to on Ciebie wybrał ?

Faworytka napisał/a:

Wiem, że stronie kobieceserca i we wszystkich książkach znalazłam dużo z siebie.

JA również  + w postach innych uzależnionych

Faworytka napisał/a:

Mam wiele cech nałogowca miłości: jestem mało asertywna, ufna; daję wiele, może zbyt wiele, czytam w cudzych myślach, skupiam a właściwie uprzednio skupiałam się na realizowaniu pragnień innych osób, a nie własnych, daleko mi było do zdrowego egoizmu i samorealizacji, ale potrafiłam tez tupnąć nogą, gdy było trzeba. Nawet jeszczemąż przyznał, że musiał kłamać, bo gdybym znała prawdę, to bym nie chciała z nim być, wiec może nie jest ze mną tak źle.

Byłam mało asertywna, dzisiaj nie mam z tym większych problemów. Byłam ufna - ale ślepo - tylko mężowi smile. Zbyt wiele dawałam innym współczucia, pomocy, serca gubiąc przy tym wiele swojej godności, ale z tym też już koniec. Egoizm innych raził mnie, dzisiaj po przewartościowaniu światopoglądu postrzegam ich, jako ludzi umiejących stawiać granice rozsądku. Samorealizować się nie miałam ani czasu ani ochoty - to również się zmienia. I ja tupałam i krzyczałam ( tylko na męża), tłumaczyłam mu jak dziecku, że nie jest tak jak myśli, że źle interpretuje, że nie to było moim motywem, celem, ze tak się nie robi.. i tak bez końca. Teraz na wspomnienie tego wszystkiego mogę tylko siebie pytać, czyś ty babo ocipiała ? big_smile
Widzisz, ja również w Twoim poście odnalazłam siebie. Może i ja kkzb, może tylko pogubiłam się kierowana umiejętnie przez fachowca od manipulacji. Może to on chciał mnie taką "złamaną" mieć dla czerpania z mego stanu przyjemności. Nawet jak chciał wrócić to mówił, "zawsze mnie rajcowałaś" a przecież jeszcze do dziś pamiętam jak mówił mi w ostatnim roku małżeństwa a może i na dwa lata przed rozstaniem, " nienawidzę cie jak psa", "brzydzę się ciebie". Tak mówił a jak wytrzeźwiał dnia następnego wracał do rytuału "kocham cię" i witał po pracy buziakiem i w zakupach znajdowałam moje ulubione marcepany a i na seks nie tracił ochoty.

Faworytka napisał/a:

Będąc w tym związku poświęcałam jemu dużo uwagi, coraz mniej mnie samej, nic mnie nie cieszyło. Teraz się sama zastanawiam, czy to moja cecha, czy reakcją na to jego odsuwanie się... Może wciąż musiałam być w pogotowiu i zasługiwać, dlatego nie mogłam zająć się sobą? Może to była reakcja kochającej i uczciwej kobiety na nienormalne zachowania?
Taka miłość jest jak współuzależnienie, zamyka na świat, ogranicza, powoduje lęki.

Zająć się sobą...... na wyjścia musiałam być "jak z żurnala" i gotowa byłam w 15 min. Na co dzień też lubiłam ( i lubię) być elegancka, ale poświęcałam sobie na to dosłownie kilka minut. Jedynie w ogrodzie dresy umorusane....Zajmowałam się domem, ogrodem, chodnikami( zimą to i ulicę ośnieżałam big_smile), dziećmi. Czas dla niego ...nie mogę powiedzieć , że domagał się go, ale nauczył, że miałam czad dla niego. Pomagałam mu sprzątać samochód (bo przecież zawsze na mnie mógł liczyć), nawijać żyłki na wędki, zbierać rosówki......trzymałam woreczki foliowe, gdy wkładał mięso do nich przed włożeniem do zamrażarki.  Ja robiłam mu pedicure  !!! No jak mówił, że kocha jak coś przy nim robię, to ja i paznokcie wrastające wycinałam. Uśmiechał się z wdzięcznością, dziękował tuląc i całując i to szczęście w jego oczach..... MASAKRA !!!!
Tak, może uczciwa kobieta dać się wkręcić ! Tak, bywają ludzie, którzy kochają wkręcone kobiety i aby takie były sami je wkręcają !

Faworytka napisał/a:

Nie byłam nigdy zazdrosna, kontrolująca, chciałam dać mu wolność, ale nie był za nią wdzięczny i nie lgnął do mnie, ale oddawał się wszystkiemu poza związkiem. Bałam się więc tej jego "wolności". U mnie układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiem ode mnie bym ja była nienaganna. Taki układ mi odbierał, jemu dawał, więc chyba jednak z partnerskim miał niewiele wspólnego prócz nazwy.

Nie byłam zazdrosna, kontrolująca. Dawałam mu wolność i nie był za to wdzięczny. Służbowe wyjazdy, ryby, rower, narty, piwko z kolegami, służbowe obiady, mecze, treningi - kiedyś chciał bym mu towarzyszyła. Nie zawsze mogłam zabrać ze sobą dzieci. Z czasem oddalał się i tylko udawał, dziś wiem, że udawał, że czas wolny chce spędzać ze mną. O dzieciach zwyczajnie zapomniał. Kiedy WSPOMINAŁAM, by pomógł w ogrodzie ZAMIAST na ryby jechać ,to krzyczał, "małżeństwo to nie więzienie". Nie rozumiałam, bo nie ograniczałam mu wolności, jedynie proponowałam ( bezskutecznie) by czasu trochę poświęcił na ogród, synom, zabrał ich ze sobą na ten rower czy narty.
Kiedy znalazłam w jego telefonie sms do księgowej, "kocham cię", zazdrosna byłam. Przyniósł bilingi, których zażądałam. Przeraziłam się 90 sms do niej w ostatnim miesiącu i 250 w ciągu kilku miesięcy. Kochał mnie i nie chciał odejść. Zazdrosna stałam się do bólu, bo dawał mi powody do zazdrości. Kontrolowałam go, ale nie dla sprawdzania go, tylko dla potwierdzenia jego słów. Kłamał . Podle kłamał patrząc mi w oczy lub lekceważył moje pytania . W odpowiedzi na dręczące mnie podejrzenia tylko uśmiechał się ironicznie. Po pewnym czasie mówił, lecz się, jesteś wariatką, masz obsesje, urojenia. Już tylko zależało mi na udowodnieniu SOBIE, że nie są to urojenia, że zdradza, łże i jest nic nie wartym człowiekiem. I udowodniłam !
U mnie też układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiom ode mnie bym była nienaganna (także w sensie uległa). TAKI UKŁAD - TO CHORY UKŁAD! W TAKI UKŁAD WCIĄGANA BYŁAM STOPNIOWO, PRZEZ LATA. TAKI UKŁAD PO CZASIE UZNAŁAM ZA PARTNERSKI - ja zajmuję się domem, on zarabianiem pieniędzy. Ja swoimi zajęciami nie mam prawa być zmęczona, on musi relaksować się po ciężkiej pracy, a relaksuje się będąc poza domem, bez żony, bez dzieci.

Faworytka napisał/a:

Boję się, czy nie jestem kkzb, dlatego wciąż pracuję nad nawykami. Nie chcę drugi raz wybrać błędnie. Ratuje mnie teraz to, że wiem, że nie możemy zmienić ludzi, gdy oni sami tego nie chcą. Dotarło do mnie, że istnieją ludzie, którzy inaczej przeżywają emocje, których kocham nie ma takiego samego ładunku energetycznego i zaangażowania, co moje kocham. Zrozumiałam, że są ludzie, którzy potrafią krzywdzić, przeinaczać fakty, nie mieć poczucia winy.

Droga Faworytko są ludzie niereformowalni i nic, i nikt ich nie zmieni. To oni poprzez manipulację, zmieniają innych, wpływają na ich decyzje, postępowanie. Są ludzie, którzy tylko siebie postrzegają jako zdrowych, wszystkich innych mają za zwyczajny odchył. Ludzie, którzy inaczej odczuwają emocje, nie czują miłości, pamięć ich jest wybiórcza, są bez sumienia, poczucia winy, a czerpią radość z krzywdzenia innych, to są psychopaci. Nigdy nie wiesz czy ta uśmiechnięta pani za ladą w sklepie czy taksówkarz, który jest miły i dowcipny, nie są psychopatami. Byłam z psychopatą 26 lat i za cholerę nie zorientowałabym się, gdybym ponownie miała z takim typem do czynienia. Psychopata ma maskę zdrowego człowieka ! i skrzętnie dłuuuugo ukrywa swoje prawdziwe oblicze. Nie znam Twojej historii w szczegółach, ale Twoje odczucia i opisy są mi dobrze znajome. Poczytaj o psychopatach a może i Tobie poukładają się w całość, rozsypane puzle.

Faworytka napisał/a:

Ja chciałam uszczęśliwiać jego, on miał uszczęśliwiać mnie- tak najkrócej moja miłość idealna miała wyglądać.(...) Teraz z perspektywy czasu myślę, że może byłabym inna, gdyby mój partner nie był taki nieprzewidywalny.

I tak wygląda miłość, pod warunkiem, że ktoś wie co to znaczy kochać.
Złowieszczo brzmią słowa nieprzewidywalny......i znajomo. Ja miałam męża o którym tak myślałam. Okazało się jednak, że działał on według schematu - schematu według którego działa psychopata.

Faworytka napisał/a:

ale grunt, że już więcej tego nie chcę.

Tak mówi kkzb, ale nie robi. Ty odeszłaś i nie chcesz powrotu a tak nie robi kkzb.

9 574 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-04 14:00:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Zaraz zaraz zofio, jeszcze pare postow wstecz pisalas o bajkowej milosci Twojego eks meza do Ciebie, o tym jak o Ciebie dbal, opiekowal sie, rozpieszczal, obsypywal prezentami i kwiatami? Czy powyzsze wulgaryzmy to tez byla czesc tej bajki???

Czyli co: jednego dnia czekoladki i kwiatek a na drugi dzien "sp.....j"? Tak mam rozumiec te milosc?

Pominęłam w tym opisie słowo, PO ALKOHOLU. PO ALKOHOLU  BYŁO UBLIŻANIE, AWANTURY.

Mój mąż od lat "pracował " nad moim poddaniem się. Były czekoladki i działanie w białych rękawiczkach , działanie prawie niezauważalne. Z czasem stawał się coraz bardziej WYMAGAJĄCY ale nadal kwiaty przynosił. W 07r. zaczął ostro popijać i PO ALKOHOLU stawał się agresywny, wulgarny. PO alkoholu był chamem i nie były to też "typowe" awantury po wódzie. Nie był szalony, rozjuszony( taki był 3 razy w życiu i ani razu wobec mnie) Po alkoholu okazywało się, że on pokrzywdzony ja źle go traktuję, że wrogiem jego jestem. To po alkoholu pytał , "masz jakiś problem ?"  i na każdą odpowiedź moją, odpowiadał, " to s****aj "  Na trzeźwo NIGDY nie był wulgarny !
     
        Pomimo wszystko była to część "bajki" sad

9 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mam pytanie, zupełnie oderwane od kontekstu, dlatego osobno, zmieniałyście nazwisko po rozwodzie, znaczy wracałyście do swojego?

Oczywiście i jak sama piszesz DO SWOJEGO, a moje nazwisko to panieńskie nazwisko.

9 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Wpadki były rzadko i wynikały nijako z ich mniejszych zdolności wrodzonych czy tego uroczego, często zbyt beztroskiego, charakteru.
Oni nie jawili się jako ludzie źli, ale jak lekko rozkapryszone dzieci, za to uśmiechnięte, towarzyskie, z głowa pełną marzeń i pomysłów.


Na co dzień dużo mnie przytulał, był łagodny i czuły.
Te stany upojenia, te górki u mnie trwały bardzo długo, potem była wpadka, następnie znowu wyznania i "miesiąc miodowy".


Ja sama pamiętam, jak w końcu przestałam dzwonić, gdy mąż był w delegacji z kolegami. Tak bardzo bałam się go osaczać, co on tez często mi zarzucał, że zrezygnowałam z mojej potrzeby poczucia więzi i nawet nie zauważyłam, że przestałam oczekiwać tego, co w związku jest normalne i naturalne. Zwracały mi na to uwagę miny zdziwionych znajomych, gdy słyszeli, że nie wiem co u D, bo dziś nie dzwonił, a był wieczór...


Omijałam to, co złe, nie wiedziałam tylko jak wygląda prawdziwy partnerski związek. Nie umiałam go z nim stworzyć. Matkowałam. Sama się zastanawiam, czy musiałam, bo przecież on ode mnie tego wymagał- pytał o rady, o to jak się ubrać, dawał mi miale służbowe do sprawdzenia..., czy może ja również podświadomie boję się takiego "wolnego układu". I słowa "wolny używam tu umyślnie.

Pełna obaw wybiera sobie jednak na partnera człowieka zranionego. On jest "bezpieczniejszy", bo kogo najłatwiej do siebie przywiązać? uzależnić, jak pohamować te nieokiełznane popędy w mężczyźnie, jak nie właśnie poprzez wybór mężczyzny, który będzie wdzięczny? Kkzb pomaga mu, utwierdza go w przekonaniu, że nikt inny go nie kochał i nie będzie kochał tak bardzo, jak ona. Jest mu potrzebna. Układ ten ma jednak podstawową wadę- już na wstępie potrzebny jest mężczyzna z problemem...

Faworytko-pozwoliłam sobie "okroić" Twój post, bo te zdania, które wybrałam są jasne jak słońce, opisujące niejeden związek......
Te słowa wręcz prowokują mnie do odezwania się (jak również słowa Zofii), mimo, że mój mąż pewnie codziennie sprawdza czy coś jeszcze tu "o nim" napisałam....i za jakiś moment znów mi to wypomni.......

9 577 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-04-04 17:20:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Mam wiele cech nałogowca miłości: jestem mało asertywna, ufna; daję wiele, może zbyt wiele, czytam w cudzych myślach, skupiam a właściwie uprzednio skupiałam się na realizowaniu pragnień innych osób, a nie własnych, daleko mi było do zdrowego egoizmu i samorealizacji, ale potrafiłam tez tupnąć nogą, gdy było trzeba.

Będąc w tym związku poświęcałam jemu dużo uwagi, coraz mniej mnie samej, nic mnie nie cieszyło. Teraz się sama zastanawiam, czy to moja cecha, czy reakcją na to jego odsuwanie się... Może wciąż musiałam być w pogotowiu i zasługiwać, dlatego nie mogłam zająć się sobą? Może to była reakcja kochającej i uczciwej kobiety na nienormalne zachowania?
Taka miłość jest jak współuzależnienie, zamyka na świat, ogranicza, powoduje lęki.

Bałam się więc tej jego "wolności". U mnie układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiem ode mnie bym ja była nienaganna. Taki układ mi odbierał, jemu dawał, więc chyba jednak z partnerskim miał niewiele wspólnego prócz nazwy.

Zrozumiałam, że są ludzie, którzy potrafią krzywdzić, przeinaczać fakty, nie mieć poczucia winy.

Wcześniej dawałam miłość, która mi wydawał się idealna- bezwarunkowa, rozpieszczająca... teraz zaczynam brać na siebie odpowiedzialność za to, że ta moja miłość, mimo, ze piękna, mogła być przytłaczająca. Że moja zależność od drugiej osoby mogła być ciężarem.
Ja chciałam uszczęśliwiać jego, on miał uszczęśliwiać mnie- tak najkrócej moja miłość idealna miała wyglądać.

A w partnerskim związku każdy się spełnia samodzielnie a to, co dostaje od drugiej osoby jest darem, dodatkiem, deserem. Nikt nic nie musi. Każdy bierze odpowiedzialność za własne szczęście i rozwój.
A mnie gdzieś tam bolało, że jemu jest dobrze beze mnie, podczas gdy mi bez niego zawsze było pusto.

Teraz z perspektywy czasu myślę, że może byłabym inna, gdyby mój partner nie był taki nieprzewidywalny.

Kolejny (znów skrócony) post, który mówi wszystko, jak bardzo wymowny. Lepiej bym tego nie opisała!!!!
Ja już chyba nawet nie wiem jak powinien wyglądać związek partnerski, co jest normą, a co nie. W jaki sposób szczęście budują inne pary, też już nawet nie wiem. Mętlik w głowie totalny. Raz mogłabym góry przenosić, bo potrafi być fajnym facetem, a za chwilę ma totalny zwis na to, że było dobrze, miło, przyjaźnie, znów robi po swojemu, jak mu się chce, nie zważając na to, że jeśli jest uczciwy, "normalny" jest ok. między nami.
Nieprzewidywalność-to coś, co niszczy związek, wciąż jest się w napięciu i stąd wszelkie frustracje drugiej strony. Nigdy tego nie zrozumiem do czego to służy-ma to być karą, nauczką, tylko po co?!

9 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mam pytanie, zupełnie oderwane od kontekstu, dlatego osobno, zmieniałyście nazwisko po rozwodzie, znaczy wracałyście do swojego?

Po rozwodzie-z jego winy zresztą-wróciłam do nazwiska zmarłego męża..i dzieci naszych.

9 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny...ale dajecie czadu.
Dlatego to forum,ten wątek jest dla mnie...jak elementarz.
Jako alkoholiczka muszę pamiętać moje ostatnie picie i jego konsekwencje...jako KKZB muszę pamiętać ostatnią jego wpadkę i też konsekwencje.
Wasze myśli,odczucia,lęki...też tak miałam.
Za nic nie myślałam,że żyję z psychofagiem...On zawsze umiał mi wszystko wytłumaczyć,a te tłumaczenia...były obrzydliwe,bo z wyrachowaniem manipulacyjne.
I za każdą wpadką atak...ciągle o coś mnie oskarżasz! Nie mam jak się bronić! Nie zrobiłem nic złego!
Przysięgi,na wszystko! Dosłownie własnego chorego dziecka nie oszczędził,przysięgając na jej zdrowie-KŁAMIĄC!
Na terapii związku w żywe oczy zgłaszał problem-chciałbym,żeby Asia mi ufała...w tym samym czasie pisał z małolatą,próbując ją uwieść...

Życie poświęcę,żebyś była szczęśliwa-na to mnie kupił smile
Codzienne sms z pracy-kocham,tęsknię...jestem szczęściarzem,że cię mam...itp
Po wpadce-wiem,że mi nie wierzysz i tylko swoim życiem udowodnię ci,jak bardzo cię kocham...
Tyle pięknych wyznań...uwierzyłam...


Plany...jeszcze tylko ten pobyt w szpitalu i już będzie dobrze,jeszcze ta terapia i uwierzysz w siebie,jeszcze zaczniesz mi ufać i już będzie dobrze...Całe zło związku to byłam ja. I ja na prawdę myślałam,ze mam problem-JA,nie on. Bo ja za dużo chciałam...bo chciałam się kochać,a on wolał sobie zw.... wmawiając mi,że nie chce mnie wykorzystywać:) Bo ja chciałam,żeby do mnie wrócił,kiedy oddalał się i stawał obcy...mam problem z bliskością-mówił...Bo ja bałam się,kiedy mi mówił,jesteś u mnie na górce...cóż za cudowny stan,być na jego górce...był wtedy niesamowity,a bliskość między nami to mega wypas,byliśmy jednością...rozpieszczał mnie wtedy,zgadywał pragnienia,był czuły i nie mogliśmy się sobą nacieszyć.Ale ja już później bałam się jego górek...bo zawsze po-spadałam na dół rozbijając mordę...:). Całkowita zmiana jego myślenia i kompletny odwrót...to mnie zabijało-dosłownie.
Zniknął mój uśmiech z twarzy...od lat się nie śmieję...On mówił,że kiedy wraca do domu i widzi mojego rogala,to ma dość (po ostatniej wpadce,kiedy dałam mu ostatnią 13679897 szansę). Mówił,że go ograniczam,że chcę zrobić z niego niewolnika,kiedy robił coś co wcześniej ustaliliśmy wspólnie,że robić nie będzie...Że życie toczy się dalej,a on ma dość wałkowania tematu...A w ogóle to czemu śpię w piżamie,a nie w jakiejś seksi koszulce...
Straciłam rozsądek. Straciłam siebie. Straciłam kobiecość.  Straciłam sens życia.
Dwa związki z psychofagami zniszczyły mnie.
Z tym pierwszym...byłam przez 2 lata szczęśliwa...ideał,uwierzcie..
Z drugim...od początku dawał ciała...ale żadna lampka ostrzegawcza mi się nie zapaliła. Lampkę ostrzegawczą zabiła choroba KKZB.
Doszłam do swego dna. Jak w moim alkoholizmie. Trzeźwieję. Czasem jeszcze mam nawroty i liczę się z tym,że one będą jakiś czas się pojawiać.
Jestem jak dziecko we mgle...szukam...błądzę...to znów znajduję drogę.
Jestem bezsilna wobec psychofagów. Ale w bezsilności siła,jak mówią w AA:)
Chcę dać sobie to,co dawałam psychofagom-miłość,troskę, przyjaźń,wsparcie,opiekę,czułość...
Ale nie rozumiem,dlaczego jest mi kochać kogoś łatwiej,niż siebie:) tzn. rozumiem to KKZB.


Liwio mój też może czytać,ale ja teraz jestem ważniejsza i ja będę się wypowiadać. A jeśli jego to ciekawi? Zlewam to.
Teraz nadszedł mój czas. Feniks powstaje z popiołów:)

Uwielbiam Was dziewczyny,za Wasze posty w których odnajduję siebie.
Dziękuję.

9 580

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dziewczyny...ale dajecie czadu.
Dlatego to forum,ten wątek jest dla mnie...jak elementarz.

Też tak czuję.
  Zaczynałam od A , jestem na R ( R-jak rozum; R - jak rozsądek ; jak zwał, tak zwał ważne, że wraca smile) dałam radę tak daleko dojść, dojdę i dalej, do Z ( Z- jak zakochać się w sobie po uszy i do grobowej deski big_smile )

l_ukrecja napisał/a:

Jestem jak dziecko we mgle...szukam...błądzę...to znów znajduję drogę.

Ale nie siedzisz jak mała bezradna dziewczynka z podpuchniętymi oczami od płaczu. Działasz, szukasz, wyciągasz wnioski, analizujesz- jesteś mądrą dojrzałą kobietą smile

l_ukrecja napisał/a:

Jestem bezsilna

......kokietka z ciebie smile smile smile
Ty l_krecjo bezsilna? Ty z nałogiem w trzeźwości tyle czasu i bezsilna mówisz ? Nie ślinisz się na wspomnienie trunku, nie dławisz widokiem czy jego zapachem i TY JESTEŚ BEZSILNA ?
  Nie wiem czy dałabym radę po traumie śmierci męża i uzależnienia od alkoholu podnieść się. Ty tego dokonałaś ! Ja kłaniam Ci się nisko i z szacunkiem.

l_ukrecja napisał/a:

Teraz nadszedł mój czas. Feniks powstaje z popiołów:)

I tak mi mów zawsze smile

9 581 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-05 08:14:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.youtube.com/watch?v=t1WIri5SeIY

                                                                                  big_smile.

9 582

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zaraz zaraz zofio, jeszcze pare postow wstecz pisalas o bajkowej milosci Twojego eks meza do Ciebie, o tym jak o Ciebie dbal, opiekowal sie, rozpieszczal, obsypywal prezentami i kwiatami? Czy powyzsze wulgaryzmy to tez byla czesc tej bajki???

Czyli co: jednego dnia czekoladki i kwiatek a na drugi dzien "sp.....j"? Tak mam rozumiec te milosc?

Pominęłam w tym opisie słowo, PO ALKOHOLU. PO ALKOHOLU  BYŁO UBLIŻANIE, AWANTURY.

Mój mąż od lat "pracował " nad moim poddaniem się. Były czekoladki i działanie w białych rękawiczkach , działanie prawie niezauważalne. Z czasem stawał się coraz bardziej WYMAGAJĄCY ale nadal kwiaty przynosił. W 07r. zaczął ostro popijać i PO ALKOHOLU stawał się agresywny, wulgarny. PO alkoholu był chamem i nie były to też "typowe" awantury po wódzie. Nie był szalony, rozjuszony( taki był 3 razy w życiu i ani razu wobec mnie) Po alkoholu okazywało się, że on pokrzywdzony ja źle go traktuję, że wrogiem jego jestem. To po alkoholu pytał , "masz jakiś problem ?"  i na każdą odpowiedź moją, odpowiadał, " to s****aj "  Na trzeźwo NIGDY nie był wulgarny !
     
        Pomimo wszystko była to część "bajki" sad

Wybacz zofio ale posluze sie litera prawa - alkohol nie stanowi okolicznosci lagodzacych a wrecz przeciwnie, obciaza jeszcze bardziej oskarzonego.
Skoro w 07 zaczal sie ciag pijacki to w 07 powinnas byla wystawic pana z jego nalogiem i slodkimi epitetami za drzwi. A jak nie za drzwi to do sadu po papiery rozwodowe. I nastepnie rozdzial majatku.
Tu musialy wazna role odegrac finanse, bo ja nie wierze, ze Ty czulas jeszcze milosc do takiego zwierzecia. Pijak, cham, wrog, oszust, bankrut  - to dla tych jego walorow wytrzymalas z nim az do momentu jego zdrady??? Na oko to zmarnowalas sobie 5 lat u boku nieudacznika i psychofaga.

Ja rozumiem swietnie, ze psychole potrafia sie maskowac, ze poczatki sa takie bajeczne, piekne itp. a dopiero z czasem powolutku wychodzi szydlo z worka. I ze te poczatki sa tak swietna gra (albo i prawda), ze ciezko tak od razu uwierzyc w metamorfoze jego z idealnego partnera w ciemiezce zony i calej rodziny, bez wzgledu jakich rekawiczek by do tego nie wlozyl.
Tylko, ze moim zdaniem przychodzi taki moment, kiedy juz sie widzi, ze jest zle, bardzo zle i lepiej juz nie bedzie. Awantury coraz czestsze, coraz wiecej ublizania, pogardzania, wykorzystywania, oszustw i falszywych obietnic. Widzisz to i co? Nie robisz nic liczac na cud?? Ze swoja miloscia ze zwierzecia zrobisz czlowieka? Na to chyba i Panu Jezusowi patentu by nie starczylo, machnalby reka na takiego i poszedl pieszo inne cuda czynic.

Mnie jest po prostu zal waszych straconych lat, waszej mlodosci czy doroslosci, ktora poswiecilyscie jak doktor Judym na syzyfowa prace.

Dobrze, ze chociaz juz jakis koniec tej martyrologii nastal. Mysle, ze czas aby otrzec juz lzy bezsilnosci czy zalu za ..(dopre pytanie: za czym???), skonczyc z rozkladaniem ich kazdego kroku na setki pierwiastkow i atomow i wylac fundamenty pod wlasny dom, dom szczesliwy i radosny, dom bez psychofaga, w ktorym slonce bedzie swiecic kazdego dnia. A nie od wielkiego dzwonu jak to wczesniej bywalo.

9 583 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-05 11:58:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Wybacz zofio ale posluze sie litera prawa - alkohol nie stanowi okolicznosci lagodzacych a wrecz przeciwnie, obciaza jeszcze bardziej oskarzonego.

Też zawsze mówiłam, nie umiesz pić wódki, pij mleko. Bycie "pod wpływem" nie było nigdy dla mnie okolicznością łagodzącą.
Nigdy nie usprawiedliwiałam go !. Powinnam odejść dużo wcześniej niż w 07r. ale "pomroczność" jasna mnie dopadła big_smile

Mussuka napisał/a:

Ja rozumiem swietnie, ze psychole potrafia sie maskowac.

Moja droga Mussuko ja nie mówię o psycholach, ja nie mam pojęcia jacy sa psychole, bo tych unikałam jak ognia smile Ja mówię o psychopatach a to nie są psychole tylko charakteropaci. Oni mają "skaleczony, skrzywiony" charakter.
Mussuko to nie jest metamorfoza......on od początku byl taki tylko maska zdrowego człowieka przylegała ścisło do jego prawdziwej twarzy. Kiedy wiedział, ze jestem słaba psychicznie, współuzależniona mógł tą maskę od czasu do czasu zdejmować. Mój mąż nigdy nie był abstynentem, ale częstsze popijanie zaczęło się od 07 roku. Wcześniej bywało, zdarzało mu się upić i wtedy( też nie zawsze) włączał muzykę nieomalże na cały regulator. Nie reagował na prośby, więc sama pokrętło w wierzy przykręcałam. Za nim doszłam na piętro znowu musiałam cofać się i ściszać i tak ze trzy razy. Nie przywiązywałam do tego uwagi. Myślałam popił i "rozrabia" dzisiaj wiem, że były to WYRAŹNE SYGNAŁY. Tak, po alkoholu puszczały hamulce i był sobą, takim prawdziwym M, lekceważącym mnie i wszystkich innych.

Mussuka napisał/a:

coraz wiecej ublizania, pogardzania, wykorzystywania, oszustw i falszywych obietnic. Widzisz to i co? Nie robisz nic liczac na cud?? .

Jest taki moment, że się zauważa, ale człowiek nie dowierza, dziwi się i znowu nie dowierza. I znowu działa na nas  dobry / okrutny, doby / okrutny i tak w kółko i dzieje sie to gdy kobieta jest JUŻ WSPÓŁUZALEŻNIONA, słaba psychicznie.
Obietnice tych ludzi od samego początku są fałszywe. Są fałszywe od dnia poznania. Oni są fałszem. Mówią, że kochają- a to jest fałsz, jak i tęsknota, jak inne uczucia wobec Ciebie i innych ludzi. Oni nie CZUJĄ żadnych uczuć. Oni są pustką w środku. Poza żądzą, arogancją w środku są pustką. Ty nie wiesz, ze wszystkie obietnice są fałszem. Ty nie wiesz, że wszystko co mówią jest po coś. Ty nie wiesz, ze to jest GRA dla osiągnięcia ich celów. Cele mają różne ,ale może to być albo szukanie podziwu w oczach innych, albo kasy, albo partnera/partnerki, którą będą mogli manipulować do "złamania jej psychicznie". Jej załamanie, jej stan to ich "pokarm". Oni żywią się jej słabością. O tych ludziach piszą "wampir emocjonalny" i ja dobrze rozumiem co to znaczy.
Nie twierdzę, że wszyscy ludzie to psychopaci i nie wszystkie tu na forum to ich ofiary. Wiem jednak, ze tacy ludzie żyją wśród nas, zdarzają się.
Mussako nie widzisz oszustw! On dba, żebyś nie widziała jego gierek, manipulacji! W przypadku tych ludzi kłamstwo jest jak oddychanie !
Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie ale inna odmiana psychopaty to seryjni mordercy i znasz ich z filmów.

Mussuka napisał/a:

Ze swoja miloscia ze zwierzecia zrobisz czlowieka? Na to chyba i Panu Jezusowi patentu by nie starczylo, machnalby reka na takiego i poszedl pieszo inne cuda czynic.

Ja nigdy nic podobnego nie mówiłam. Nawet w myślach nie pojawiła mi się taka myśl big_smile

Mussuka napisał/a:

Mnie jest po prostu zal waszych straconych lat, waszej mlodosci czy doroslosci, ktora poswiecilyscie jak doktor Judym na syzyfowa prace.

Mam większe zmartwienie, niż stracony z nim czas......pal licho tą młodość i proszę nie pytaj mnie co mam na myśli...... sad

Mussuka napisał/a:

Dobrze, ze chociaz juz jakis koniec tej martyrologii nastal. Mysle, ze czas aby otrzec juz lzy bezsilnosci czy zalu za ..(dopre pytanie: za czym???),

Żal miałam za utracenie złudy, żal za prawdę o nim, kiedy ją odkryłam. Marzyłam wtedy o łzach.....o wypłakaniu się.....nie uroniłam po nim łezki.

Mussuka napisał/a:

skonczyc z rozkladaniem ich kazdego kroku na setki pierwiastkow i atomow i wylac fundamenty pod wlasny dom, dom szczesliwy i radosny, dom bez psychofaga, w ktorym slonce bedzie swiecic kazdego dnia. A nie od wielkiego dzwonu jak to wczesniej bywalo.

To nie dzieje sie na pstryk ; pstryk i juz jestem szczęśliwa. To tysiące myśli, rozważań, porównań, wniosków, pytań i odpowiedzi...zrozumienia....świadomości....
Dobrze mówisz Mussuko..... bez niego słońce jest każdego dnia. Ja już wygrzewam się w tym słoneczku co dzień.......a wygrzewając się myślę o Ankinom, l_krecji, Faworytce. Chciałabym pomóc im dojrzeć to słoneczko......chciałabym usłyszeć, że czują już jego ciepło smile

9 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Dobrze mówisz Mussuko..... bez niego słońce jest każdego dnia. Ja już wygrzewam się w tym słoneczku co dzień.......a wygrzewając się myślę o Ankinom, l_krecji, Faworytce. Chciałabym pomóc im dojrzeć to słoneczko......chciałabym usłyszeć, że czują już jego ciepło smile

Poczuja poczuja, tylko musza w to mocno wierzyc:) Slonecznych i spokojnych Swiat zycze Wam wszystkim:) Czas do domu brac sie za pisanki:)

9 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja zastanawiam się, dlaczego jeden z drugim nie doceniają tego co mają?! Dlaczego nie cenią domu, żony (która jest nią w pełnym tego słowa znaczeniu), dzieci, zdrowia, tego, że mają co jeść, za co żyć?! ja tego nie rozumiem. Dlaczego miłości, którą dostają od kobiety nie potrafią docenić i odwzajemnić jej, tak by związek rozwijał się, by była zgoda, normalny dom?! Co zrobiliby mając kobietę/żonę, która codziennie leżałaby i pachniała, wychodziła na pogaduchy do koleżanek, zdradzała go?! To mnie zastanawia.

9 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Co zrobiliby mając kobietę/żonę, która codziennie leżałaby i pachniała, wychodziła na pogaduchy do koleżanek, zdradzała go?! To mnie zastanawia.

Te by wlasnie cenil i skakal wokol niej! No moze bez tych zdrad na koncu:))

9 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio,bezsilność jest warunkiem wyjścia z nałogu i jest to proces niezbędny aby trzeźwieć.

9 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie kobietki, poleniuchowałam przez 2 ?, 3 ? dni przy kompie. Ostatni dzwonek zabierać się za pichcenie świątecznych dań i za swoje odrosty big_smile . Zapewne zajrzę jeszcze z ciekawości na forum, ale na wszelki wypadek powiem juz dziś....ŻYCZĘ WAM MIŁYCH, RADOSNYCH ŚWIĄT I WSZELKIEJ POMYŚLNOŚCI ......i wiedzcie, że przy Świątecznym stole pomyślę o Was ciepło i serdecznie.....

9 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja z tymi świętami jakoś spokojniej podeszłam.
Luz. Bigos zrobiłam kilka dni temu,sałatkę dziś.
Jutro mięso,baranki,pisanki.
Ciasto kupuję gotowe i to właśnie dało mi więcej czasu.
Robię święta na 2 domy,a teraz na trzy właściwie,bo teściowa mi zległa i biorę ją pod świąteczną opiekę.

Znowu będę za dużo jadła...choć może coś uda się spalić,bo ponoć mała ma dostać od zające łyżwo-rolki...a wiadomo jakie są początki,więc żyć mi nie da smile

9 590 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-04-05 22:16:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Może masz rację Mussako, może właśnie taką by cenił itd.

Ja świąt jakoś nie czuje. Zapowiadały się dobrze, ale niestety wciąż stagnacja, nie mogę ruszyć z miejsca. Widzę, że mąż nie robi sobie ze mnie nic, robi co chce i jak chce. Chwilami daje nadzieje, że będzie w porządku, że kocha, ale za chwilę jest to samo: chodzenie/ jeżdżenie dokąd się chce, do kogo się chce, koledzy są ważniejsi niż rodzina, a ja jestem tą złą, bo wciąż coś chcę (a to "coś" to bycie normalnym, uczciwym i szanującym ). On nie kocha już, mnie na pewno nie.......
Nawet dziecko jest zawiedzione, bo "nie mówi mi mamo gdzie idzie, bo wciąż go nie ma, a ja nie powiem mu o tym, bo nie będzie mnie kochał".....:(

9 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Życzę Wam SPOKOJNYCH Świąt
żeby te święta przyniosły coś nowego, żeby przyniosły nowe rozwiązania dla waszych problemów.
I niech po świętach też się układa.

Po rozprawie jestem. On przeciwko mnie, nasłuchałam się jaka ja zła nie jestem i jak dziecko się strasznie w nauce opuszcza. Nic to. Najpierw trza wiedzieć na czym polega nauka, żeby wiedzieć na czym polega opuszczanie się w niej. Niczym mnie nie zaskoczył. Czuję, że jest w głębokiej d..e.
Teraz opinie i badania i koniec będzie. Byłam spokojna, kiwałam tylko głową jak bredził, bla, bla, bla. Śmiałam się nawet. Wtrącał się i takie tam.
Czepia się o pierdoły strasznie. Ostatnio mi zarzucił, że dziecko ma paznokcie nie obcięte. Zapytałam tylko czy on zawsze ma wszystko dopięte na ostatni guzik. Rozłączył się. Kiedyś się czepiał, denerwowałam się, teraz mam odpowiedz. Dopiernicza się o rzeczy, których albo nie ma i je tworzy, albo wyolbrzymia stukrotnie. Na rozprawie dowalił się o tego, że dziecko ponoć ma odciśniętą szklankę w zeszycie. Sędzina tylko powiedziała - proszę Pana to jest dziecko.
(odcisnął sobie rzeczywiście coś, myłam piekarnik, nie chciał pisać zadania tylko mi pomagać, więc wziął mokry płyn i postawił sobie go gdzie? no na zeszycie oczywiście. I pewnie jeszcze ja to zrobiłam. Guuupie chłopy.) Teraz ja się będę dopierniczać, a co!!! Wyjdzie mu bokiem.

9 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A co to tatus paznokci obciąć nie może?
Jest tak samo jak Ty rodzicem-ma brudną buzię? Umyj do cholery,a nie dzwonisz mi tu!

Mojej małej ojca partnerka też się czepiała...

9 593

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Widzisz, nieoczekiwanie wziął go na weekend. To znaczy ja jeździłam po mieście cały dzień, rano byłam w pracy, potem w sądzie, potem pojechałam po dziecko, potem do domu, zabrałam rzeczy i odwiozłam dziecko tatusiowi. I może akurat tego dnia wieczorem zaplanowałam taką czynność. Nie jest łatwo, czasu tez nie wiadomo ile nie ma. Ale to on, tatuś nie ma czasu. Zawsze jest w domu o 16.30, bo flama mu d.. wozi i przecież nie ma czasu. Ile razy prosiłam, żeby poszedł z dzieckiem to tu, to tam, albo coś załatwić. Wiecznie słyszałam, że on nie ma czasu.
Ostatnio w sprawie komunii, po dwukrotnej zmianie zdania i stanowiska stwierdził, że komunię zrobi u siebie w domu z flamą (ale ja mam też swoją rodzinę), nie zastanowił się nad tym widać wcale. Jak to powiedział, on wszystko załatwia i wszędzie z dzieckiem chodzi. Więc zapytałam -gdzie? No wszędzie- padła odpowiedz. Co załatwiasz zapytałam? Wszystko-padła odpowiedz. Czyli co?-zapytałam ponownie. Wszystko- odpowiedział.
Powiedziałam cześć i odeszłam.
Wszystko czyli nic, ot co.

Sędzina jest kobietą, i wie i widzi, że ktoś ewidentnie czepia się pierdół. Dowie się tez wkrótce lub już zauważyła, że ojciec mojego dziecka to zimny drań, który nie potrafi obdarzyć dziecka ciepłem, który nie potrafi wykazać wsparcia, który nie cieszy się z jego sukcesów, dziecko tego nie czuje. Mały zawsze mówi, że cokolwiek nie zrobi i tak jest źle. Ojciec jego zauważa tylko to co jest złe.
Dziecko mówi do mnie, że tylko ja się ciesze z jego sukcesów, z jego dobrych ocen.

9 594

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zasraniec w skrzydełka przy flamie obrósł. Ciuszek nowy, bucik. Nie ważne, że kredytów i zobowiązań nie płaci, ważne jest wszystko na pokaz. A ona, krowa ponoć wie. I pasuje jej? Głupia musi być jak but.

9 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Właśnie jestem po rozmowie z ojcem mojej małej.
On odwiedza ją coraz rzadziej...odkąd jest z lafiryndą,a już jak urodziła mu syna to szkoda gadać.
Nie może jej wziąć na noc,nie może jej nic kupować...przestał płacić alimenty. Dorwałam go w Niemczech i za pośrednictwem naszych władz odzyskałam kasę,co prawda trwało to rok.
Mała tęskni za nim,płacze,modli się żeby on przyszedł...
Więc ja nic nie mówię kiedy po nią przychodzą (ona zawsze jest z nim i z małym),szczęśliwa,że mała ma tatę...
Lafirynda osiągnęła swój cel-odizolowała małą z jego życia.
A on...głupi do potęgi,ze ją słucha.
Nie rozumiem,jak można być tak złym człowiekiem,boję się jej,bo boję się chamstwa...

Dziś odprowadził ją sam. Poprosiłam o rozmowę. Spokojnie opowiedziałam mu o tęsknocie naszej córki. Powiedział,że kocha ją nad życie-ale wiesz jak jest,jest mi ciężko...jest źle.
Mówię,dlaczego nie możesz wejść na kawę,pogadać,nic o małej nie wiesz... No nie mogę,muszę już iść...
Widziałam w jego oczach żal...
Wziął nr tel od starszej córki i obiecał dzwonić do małej...

9 596

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trochę mnie nie było. Mieszkanie wykańczam. Roboty morze i radości tyleż. Ale ja nie o tym.
Wiecie co, dziewczyny? Czasami tu jest straszliwa, zionąca beznadzieją wyjnia. Ale dziś, jak tu weszłam, poczytałam to ... cholera, tak świątecznie, odrodzeniowo się wzruszyłam. Zofia, Lukrecja, Faworytka ... Dzieli Was wiek, odległość a takie wszystkie razem mądre jesteście. Po lekturze Waszych ostatnich wpisów spokojnie mogę się oddać refleksji zmartwychwstania. Będę o Was myśleć przy krojeniu marchewki do sałatki, peklowaniu perliczek na świąteczny obiad i wkładaniu kwiatów do wazonu.
Te Święta wolę zdecydowanie bardziej od Bożego Narodzenia. Od zawsze. W tym roku jednak bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Zdrowych i, choć może nie do końca wesołych, to jednak pogodnych Świąt, niosących nadzieję życzę Wam wszystkim, kochane.

9 597

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana Tarantello:)
Ech... Ty jak coś napiszesz to napiszesz!

Cóż widać,że jesteś z nas dumna:)
A ja coraz więcej rozumiem,coraz mniej myślę o byłym-pozytywnie w ogóle.
Ogólnie przechodzę jakiś dziwny okres-rozdrażnienie,ale takie wewnątrz,lęki i obawa przed depresją.
Ale to nic,minie. Nie mam za to obsesji!!! To jest taka ulga. Jeszcze drżę jak osika na wietrze,ale już mam pewność,taką naprawdę,że ten facet jest skreślony dla mnie.
I teraz tylko brakuje mi pomysłu na życie...ale i to pewnie się rozwiąże z czasem:)

I tak tu będę jeszcze pisać,ale też chcę złożyć życzenia.

Dziewczyny,życzę nam wszystkim:szacunku,zrozumienia,miłości własnej,wysokiej samooceny,poczucia bezpieczeństwa,tolerancji,czułości,zainteresowania,wierności,lojalności,wsparcia,przewidywalności dla siebie od siebie...a na przyszłość...faceta z naszych marzeń,tych już zdrowych marzeń: NORMALNEGO,do tego przystojnego,z bujną czupryną,bez brzucha...który rąk nie będzie umiał utrzymać będąc (TYLKO) PRZY NAS:)

9 598 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-07 08:20:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie. Znalazłam chwilkę smile przy porannej kawie.Dzięki Tarantelko za budujące słowa.
To kiedy mamy wznieść toaścik za to nowe mieszkanko ?

Powrót do szczegółów mojego związku jednak zadziałał. Męczyły mnie nocne koszmary.
Dziękować Bogu, że przyszło przebudzenie......... on nadal gdzieś daleko smile

Baranek, pisanki, bukiet z bukszpanu już stoją. Sprzątanie poszło ekspresem.
Już dawno nie byłam tak zorganizowana i robotna smile
W lodówce, już Wam znane ciasto - 3 bit. Warzywka i jajeczka stygną na sałatkę i mój ulubiony sos tatarski.
Młodszy robić będzie sałatkę, starszy zmiele mięso na klopsa a mamusia fryzurkę zrobi i paznokietki odświeży big_smile
Jeszcze samochodzik odkurzyć trzeba- młodszemu potrzebne pieniądze na wakacje, będzie miał okazje zarobić smile

Kochane MUSZĘ Wam opowiedzieć coś ku przestrodze.

Otóż mąż partnerki męża mojego byłego ( ależ to skomplikowanie brzmi big_smile) poprosił mnie o pomoc w pisaniu pozwu rozwodowego. On ma separację przeprowadzoną sądownie. Jako zarzuty ona podnosiła miedzy innymi brak pomocy męża przy prowadzeniu domu. Musiałam go przeegzaminować by w uzasadnieniu bzdur nie napisać. Pytam czy pomagałeś przy obiedzie ? - nie. Przy sprzątaniu? - nie. Przy lekcjach dzieci ?- nie. Zapytałam, to co robiłeś w domu ? i usłyszałam, w piwnicy sprzątałem, ogrodem się zajmowałem i odśnieżałem. OK. mówię, to ona naginała a ty na kanapie leżałeś? Odpowiedział z dozą oburzenia, ALE JA ZARABIAŁEM!! (nie pracował, ale zarabiał duuuże pieniądze). Ahaaaaaaa to służącą sobie wynająłeś ? zapytałam z przerażeniem.
Jego żona pracowała zawodowo, gotowała obiady, dom w czystości utrzymywała i jeszcze lekcje z dziećmi odrabiała i jeśli to było tylko sprawdzanie tych lekcji to miała co robić. On ogrodem przez pół roku się zajmował, raz w roku piwnicę obleciał no i zimą odśnieżał. To się chłopina napracował.
Wynajął ?, kupił ? pomoc domową bo stać go było na to ?! .......masakra z tymi chłopami. No jak zarabiał duże pieniądze to chyba kupił, mój "golas" to tylko wynajmował, a nawet powiedzieć mogę "używał "mnie gratis big_smile
Dziwiłam sie jak może tak żonę traktować ! a mój były .........jeszcze lepszy big_smile, bo ani piwnicy nie sprzątnął ani nie odśnieżył, ani ogrodem się nie zajął ........no tak ale on mnie na pełny etat wynajął....tamta tylko na pół etatu pracowała big_smile.
Po kilku godzinach zadzwonił i dodał, ale ja z dziećmi jeździłem po lekarzach, na rehabilitację. Roześmiałam sie do słuchawki i odpowiedziałam, ok. teraz jesteś usprawiedliwiony big_smile
Kochane kobietki nie dajmy się kupować,  wynajmować jako pomoce domowe !!!

9 599

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wesołych Swiąt życzę Wam wszystkim smile

9 600

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam, chciałam się dopisać do tej grupy. Już opisywałam swoją historię, nie na tym wątku, ale może uda mi się w skrócie ją przedstawić. Mam 28 lat, a nadal jestem dziewicą. Jestem obsesyjnie zakochana w pewnym mężczyźnie z mojej pracy, który ma około 40 lat. Jest kawalerem, ale w związku z dużo starszą kobietą. Od samego początku zauroczyłam się nim. Pochodzę z dobrego domu, rodzice byli i są nadal troskliwi, kochający. Od dzieciństwa miałam jednak kompleksy, zwłaszcza ostatnie lata podstawówki dały mi się we znaki, gdyż koledzy zapatrzeni w wyretuszowane modelki z ekranu niechętnie patrzyli na swoje koleżanki. Niemal codziennie słyszałam od nich (inne koleżanki też), że jestem brzydka, gruba (chociaż nigdy gruba nie byłam), że nikt mnie nie będzie chciał. Co ciekawe takie opinie wydawali koledzy, którzy sami nie byli specjalnie atrakcyjni, a w chwili obecnej skończyli jako żule pod sklepem. Inne koleżanki nie przejmowały się ich opiniami, niestety mnie ich słowa zapadły bardzo głęboko w pamięć, niemal wryły się w podświadomość. Do tej pory boję się przejść obok grupki chłopaków, bo pojawia mi się lęk, że mnie zwyzywają. Oczywiście jak poszłam do liceum,na studia to się zmieniło, ja się zmieniłam, w chwili obecnej słyszę wiele komplementów od mężczyzn, jestem szczupła, dbam o siebie, ubieram się kobieco, ale nadal nie wierzę w żadne komplementy. Nie umiem zaufać. Za to dałam się wykorzystać facetowi w pracy. Zakochałam się w nim bez pamięci. Chociaż nigdy nie byliśmy w żadnym związku, nie obiecywał mi niczego to ja i tak w swojej naiwności liczyłam, że to może się zmieni. On wiedział, że jestem dziewicą, nie doszło między nami nigdy do seksu. Dochodziło do namiętnych pieszczot. I to w pracy, po godzinach!!! Nic więcej. Wiem, że pokazałam kompletny brak szacunku do samej siebie, ale to było silniejsze ode mnie. Kiedy on wyczuwał, że ja się za bardzo angażuję po prostu mnie odtrącał, nie odzywał się miesiącami, w pracy udawał, że nie istnieję. A dla mnie to było jak wbicie sztyleta w serce. Za cholerę nie potrafiłam o nim zapomnieć i zainteresować się kimś innym, a miałam okazję, bo poznawałam różnych chłopaków, którzy byli mną zainteresowani. W pracy wszyscy się dziwili czemu jestem ciągle sama. Kiedy w końcu po jakimś czasie postanawiałam dać sobie spokój z tym facetem i starałam się z tym pogodzić on ponownie interesował się mną, ponownie czarował, uwodził, a ja ponownie jak głupia gąska robiłam co chciał. Ponownie dochodziło do intymnych kontaktów po godzinach pracy. I to trwało jakieś 2,5 roku, z przerwami. To były takie epizody, w trakcie których albo mnie odtrącał, albo ponownie przy mnie się kręcił. A ja za każdym razem ulegałam. Od prawie roku nie dochodzi już do kontaktów intymnych między nami, gdyż on odtrącił mnie "na dobre". Jakieś 3 lata temu doszła do naszej pracy pewna kobieta. 37 lat, 7-letnie dziecko i partner, z którym wzięła ślub w czerwcu zeszłego roku. Ona rozbiła rodzinę temu partnerowi, jest od niej sporo starszy, czekała długo na jego rozwód. W końcu wzięła z nim ślub. Niedługo po tym ślubie zauważyłam, że ona wykazuje słabość do tego faceta z pracy. On do niej zresztą też. Non stop przesiadywali w swoich gabinetach. Stałam się masakrycznie zazdrosna, tę zazdrość było po mnie widać, widział to i ten facet i ta kobieta. Od jakiegoś czasu zauważyłam i kilka innych osób z pracy, że ten facet zaczął ją podwozić do pracy. Razem też odjeżdżali. Okazało się, że on wyprowadził się na jej osiedle. Zauważyłam, że ona przestała nosić obrączkę. Jednak nikt w pracy nie dopatruje się między nimi romansu oprócz mnie. Nie wiem jak jest naprawdę, czy coś ich łączy, czy to tylko podwożenie, ale mam wrażenie, że coś jest na rzeczy. Nie wiem co się stało z mężem tej kobiety i co się stało z partnerką tego faceta. Odkąd kilka razy spotkałam tego faceta z tą kobietą na mieście przestali się do mnie odzywać, są szorstcy i chłodni wobec mnie. Wpadłam w jakąś dziką obsesję na tym tle, nie umiem odczepić się od tego, nie wiem jak jest naprawdę a dopatruję się związku między nimi. Oczami wyobraźni widzę, że są razem, biorą ślub, mają dzieci. Czuję się PRZEGRANA, gorsza od tej kobiety. Ja byłam potraktowana jak rzecz, a do związku wybrał ją. Od pewnego czasu chodzę do psychologa, ale na razie nic mi to nie daje. Czytam też książkę "Toksyczne namiętności". Podjęłam decyzję o szukaniu innej pracy. Psycholog uważa, że to ucieczka, ale zaczynam wątpić w to, że uda mi się przestać w tym babrać, przerwać to, jeśli codziennie będę widzieć tego faceta. Nie umiem zostawić go w spokoju sad Ani tej kobiety, z którą prawdopodobnie coś go łączy sad(
Przeraża mnie co ja zrobiłam ze swoim życiem, że mam już tyle lat, że jestem stara, że nikogo już nie znajdę, że nigdy mi nie minie ta obsesja na punkcie tego faceta sad( Co ja mam robić dalej?

9 601 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-07 13:32:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
korrrba napisał/a:

(...)Podjęłam decyzję o szukaniu innej pracy. Psycholog uważa, że to ucieczka, ale zaczynam wątpić w to, że uda mi się przestać w tym babrać, przerwać to, jeśli codziennie będę widzieć tego faceta. Nie umiem zostawić go w spokoju sad Ani tej kobiety, z którą prawdopodobnie coś go łączy sad(
Przeraża mnie co ja zrobiłam ze swoim życiem, że mam już tyle lat, że jestem stara, że nikogo już nie znajdę, że nigdy mi nie minie ta obsesja na punkcie tego faceta sad( Co ja mam robić dalej?

Witaj,
mam podobne zdanie, jak Twój psycholog. Zmiana pracy jest leczeniem  o b j a w u, nie zaś choroby. Twoja choroba to uzależnienie. Z nim można sobie poradzić, można z nim się uporać. Samo chodzenie do psychologa nie wystarczy, potrzebna jest praca nad sobą. Praca niezbyt łatwa, okraszona wysiłkiem i łzami, dość długo trwająca.

Co możesz jeszcze zrobić?
Podjąć decyzję o wyjściu z uzależnienia (mam wrażenie, że ona jest jeszcze przed Tobą), przeczytać dokładnie cały ten wątek (tak, wiem ile to stron), znajdziesz tu sporo potrzebnych Ci informacji o Twym problemie i sposobach poradzenia sobie z nim.

Powodzenia smile


***
Jeszcze jedno.
Nic samo nie mija. Twoja obsesja (uzależnienie) też nie. Jeśli zmienisz pracę, a nie wyleczysz uzależnienia, to znajdziesz sobie jakiś inny obiekt. Ile razy będziesz uciekała? W końcu zabraknie Ci miejsc.

9 602

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Psycholog też uważa, że zmiana pracy nie rozwiąże problemu, że z logicznego punktu widzenia to wręcz szkoda pozbawiać się stałego etatu z powodu faceta. Ale jeśli jego faktycznie coś z nią łączy, to ja nie wiem, czy będę w stanie psychicznie wytrzymać w tej pracy, czy będę w stanie na nich patrzeć, na ich szczęście itp. Już na samą myśl cierpnie mi skóra, a co dopiero jeśli to w końcu okaże się faktem, bo póki co nie wiadomo, co właściwie ich łączy. Mogę się jedynie domyślać. Podejrzewam, że coś ich łączy, ale na razie chcą to jak najdłużej utrzymywać w tajemnicy. Zdarzają się dni, że mam niemal objawy psychosomatyczne jak się za bardzo nakręcam różnymi myślami, a co dopiero jak to wszystko się ujawni????

9 603 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-07 16:04:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A gdybyś tak, w ramach zdrowienia, zajęła się swoją osobą, nie nimi?
J e ś l i   chcesz zdrowieć, to wszystko jedno czy Twego kolegę łączy coś czy też nie z ową koleżanką.
Wiem też, że bardzo pomocnymi są zdania z mojej sygnatury.


***
Przeczytałam Twoje posty.
Pierwszy, sprzed 2,5 roku, jest niemal identyczny jak ten napisany w tym wątku.

9 604

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I co w związku z tym? Ja nie umiem się zająć sobą jak w pobliżu są oni, to dla mnie niewykonalne sad((

9 605

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tylko tyle, że bardzo dawno zauważyłaś swój problem. I od tego czasu jest on niezmienny.

Życzę Ci dużej dawki determinacji.

9 606

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
korrrba napisał/a:

Psycholog też uważa, że zmiana pracy nie rozwiąże problemu, że z logicznego punktu widzenia to wręcz szkoda pozbawiać się stałego etatu z powodu faceta. Ale jeśli jego faktycznie coś z nią łączy, to ja nie wiem, czy będę w stanie psychicznie wytrzymać w tej pracy, czy będę w stanie na nich patrzeć, na ich szczęście itp. Już na samą myśl cierpnie mi skóra, a co dopiero jeśli to w końcu okaże się faktem, bo póki co nie wiadomo, co właściwie ich łączy. Mogę się jedynie domyślać. Podejrzewam, że coś ich łączy, ale na razie chcą to jak najdłużej utrzymywać w tajemnicy. Zdarzają się dni, że mam niemal objawy psychosomatyczne jak się za bardzo nakręcam różnymi myślami, a co dopiero jak to wszystko się ujawni????

Ewidentnie pomyliłaś uzależnienie z miłością (zupełnie jak ja...).
Zmieniłabym pracę,jeśli to możliwe,żeby złapać dystans,zapomnieć.
I praca nad sobą,żeby już nie powróżyć błędu...

9 607 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-04-08 23:27:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
korrrba napisał/a:

I co w związku z tym? Ja nie umiem się zająć sobą jak w pobliżu są oni, to dla mnie niewykonalne sad((

Korrba, czasem zdarza mi się powtarzać pewną kwestię - wśród użytkowników wchodzących na to forum są osoby, które chcą z niego skorzystać, a czasem są takie, które chcą je tylko wykorzystać.
Ty ewidentnie należysz do grupy drugiej. Forum powinno spełniać swoją rolę jako miejsce do wyżalenia się, ale docelowo mile widziany jest tu samorozwój. Od grudnia 2009 masz nieustająco ten sam problem i robisz wrażenie osoby, która nie zamierza z tym skończyć a jedynie chce sobie o tym pogadać.
Korba, jakie postępy poczyniłaś w zakresie uwalniania się od swojego problemu? OK. Wiemy, że chodzisz na terapię. Coś z tego wynika? Jakieś postanowienia? Jakieś wnioski?

9 608

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

święta są czasem, który spędza się z rodziną. i jakoś smutno mi okropnie, że on spędza je w swojej "nowej" rodzince, bez żadnego problemu.
powiedzcie mi jak to możliwe - jak matka tej kobiety może siedzieć z nim przy stole jakby to było zupełnie normalne, że "chłopak" córki jest żonaty i ma dwójkę dzieci.
może oni nie znają całej prawdy?
cały czas myślę, żeby zadzwonić do tej matki i przedstawić jej całą sprawę z mojego punktu widzenia. Dlaczego on ma mieć "nowe" życie tak po prostu.
Czy powinnam to zrobić? chcę się dowiedzieć czy oni mają świadomość faktu posiadania dzieci przez niego i to w takim wieku, czy to im nie przeszkadza, że ich córka zabawiała się, kiedy ja rodziłam dziecko. całej prawdy pewnie nie znają i patrzą na niego jak na normalnego gościa. Dlaczego mają nie wiedzieć na jego temat paru szczegółów?
największą satysfakcję miałabym, gdyby ten ich pseudo związek się rozwalił. Nie po to, żeby do mnie wrócił, ale żeby został sam. jak ja teraz.
Chcę to zrobić a potem składam wniosek o alimenty. Nie będzie wysyłał pannie przelewów z tytułem-na waciki, i tej samej kwoty dla dwójki moich dzieci.
trzeba walczyć o swoje. Ja nigdy nie prosiłam go o pieniądze, a właściwie to ja więcej wkładałam do budżetu. Jak byliśmy razem to było to w porządku, ale teraz KONIEC.
wiem, że sąd przyzna mi więcej niż te ochłapy, które on wspaniałomyślnie rzuca

9 609

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Może masz rację Mussako, może właśnie taką by cenił itd.

Ja świąt jakoś nie czuje. Zapowiadały się dobrze, ale niestety wciąż stagnacja, nie mogę ruszyć z miejsca. Widzę, że mąż nie robi sobie ze mnie nic, robi co chce i jak chce. Chwilami daje nadzieje, że będzie w porządku, że kocha, ale za chwilę jest to samo: chodzenie/ jeżdżenie dokąd się chce, do kogo się chce, koledzy są ważniejsi niż rodzina, a ja jestem tą złą, bo wciąż coś chcę (a to "coś" to bycie normalnym, uczciwym i szanującym ). On nie kocha już, mnie na pewno nie.......
Nawet dziecko jest zawiedzione, bo "nie mówi mi mamo gdzie idzie, bo wciąż go nie ma, a ja nie powiem mu o tym, bo nie będzie mnie kochał".....:(

A ja właśnie "takich świąt" się bałam, obawiałam się, że znowu będę wkurzona i nie będziemy się do siebie odzywać i zrobiłam coś na co kilka lat wcześniej bym się nie odważyła smile we wtorek spakowałam siebie i dzieci i pojechalismy do mojej mamy. W końcu znowu poczułam świateczną atmosferę, a dzieci wieczorem zasypiają na stojąco, a mąż ? zdzowni codziennie i nagrywa się na sekretarkę big_smile
niby nic wielkiego, ale wymagało to ode mnie odwagi, ale takiej innej - zerwałam nic emocjonalnego uzaleznienia od męża, zrobiłam coś sama,sama podjęlam taką decyzję i sama ponoszę jej konsekewncje, na razie miłe smile

Mokrego śmingusa dyngusa życzę smile

9 610

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zmiany Aniknom, zmiany. I bardzo dobrze. Drastyczny krok, dla niego. Ale kategoryczny. Nie jesteś już uwiązana.

9 611

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Święta jak święta,nigdy ich nie czułam...
Przy stole dwie osoby mniej,choć syn na skype z nami rozmawiał,a laptop postawiłam na stole,wiec był tak blisko... Ale po chwili przerwał rozmowę i tylko napisał:nie mogę,za ciężko...
Wczoraj zostałam sama...Jak ciężko zostać samej. Kompletnie nie wiedziałam co z sobą zrobić...na filmie nie mogłam się skupić...na necie nikogo nie było z kim mogłabym popisać,spędzając czas-przecież święta...
I zgłupiałam...
Samotność, okrutna pustka wewnętrzna i lęk...
Chciałam zrobić sobie kąpiel ze świecami i dobrą muzyką...ale mi się odechciało...
Czytałam księżkę o toksycznej miłości i wszystko już wiem...

9 612

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
Mądra Kobieto, przytulam Cię.

9 613 Ostatnio edytowany przez adelines (2012-04-09 19:46:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was wszystkich!

Czytam ten wątek już od jakiegoś czasu i teraz wiem, że mam ten sam problem... jestem kobietą kochającą za bardzo, a mój mąż to klasyczny przykład psychofaga...

Jesteśmy prawie siedemnaście lat po ślubie i w listopadzie ubiegłego roku oświadczył mi, że w jego życiu jest, a właściwie stwierdził, że BYŁA inna kobieta... to był cios. Oczywiście, postanowił TO zakończyć i chciał żebym mu w tym pomogła...
Uwierzyłam, bo kochałam.
Winą za tę przygodę obarczył mnie... bo ponoć od jakiegoś czasu byłam nieczuła i chłodna, bo nie głaskałam i nie prawiłam komplementów tak jak owa Pani, którą się "zauroczył".
Czułam się winna. Oczywiście. Przecież odegrał przede mną taką dramatyczną scenę...
Desperacko próbowałam ratować to małżeństwo, bo przecież przez wiele lat było dobrze. Na nowo zaczęłam głaskać przytulać, całować i prawić komplementy... zapomniałam tylko o sobie. Zapomniałam, że ja także nie otrzymywałam tego od niego i to już od dłuższego czasu.
W swej naiwności sądziłam, że to  było tylko jednorazowe " potknięcie" i, że zrozumiał swój błąd. Doceniałam fakt, że się do tego przyznał.

Dostał szansę. I został przyłapany ponownie... Dostał kolejną, i znowu powtórka z rozrywki... następna szansa, w końcu musi kiedyś przejrzeć na oczy! I znowu cios! Ciągle z tą samą PANIĄ!

Notoryczne kłamstwa, przyspawanie na stałe do komórki, potajemnie założona poczta... tajemnicze wyjazdy i obojętność wobec mnie i dzieci... ciągłe wymykanie się, by odpisywać na jej sms-y, ciągły strach, że go zdemaskuję...

Po kolejnym razie powiedziałam dość. Nie odzywam się do niego już od 2 tygodni... ignoruję go... kazałam mu spakować swoje rzeczy i się wyprowadzić. Powiedział, że póki jest moim mężem i jest tu zameldowany ( w domu moich rodziców) to mogę mu skoczyć... żałosne!
Oznajmił, że nie zamierza się wyprowadzać, ani nie da mi rozwodu.

Muszę coś z tym zrobić... już nie mogę na niego patrzeć... muszę się od niego uwolnić. Pomóżcie...
Proszę na początek o mądre książki od których mogłabym zacząć...

9 614 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-09 19:45:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
adelines napisał/a:

(...)Proszę na początek o mądre książki od których mogłabym zacząć...

Witaj smile
Oto spis mądrych i pomocnych pozycji:
1.    Beattie Melody, Koniec współuzależnienia
2.    Janet Woititz, Lęk przed bliskością
3.    Patricia Evans, Toksyczne słowa
4.    Janet Wojtitz, Dorosłe dzieci alkoholików
5.    Anna Dodziuk, Pokochać siebie
6.    Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca
7.    Sondra Ray, Zasługuję na miłość
8.    Susan Forward,  Toksyczni rodzice
9.    Susan Forward,Craig Buch, Toksyczne namiętności
10.    Eugenia Herzyk, Uzależnienie od miłości
11.    Arnold Mindell, Praca nad samym sobą
12.    Michał Dziurdzik, Oblicza zdrady
13.    Alice Miller, Mury milczenia
14.    Susan Forward, Donna Frazier, Gdy Twój partner łże jak pies
15.    Marcin Pietraszek, Dlaczego warto pokochać siebie
16.    Miguel don Ruiz, Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków
17.    Robin Prior, Joseph O?Connor, NLP i związki
18.    Colin Tipping, Radykalne wybaczanie
19.    Pia Melody, Toksyczna miłość
20.    John Bradshaw, Toksyczny wstyd
21.    Kelvin Leman, Wychować dziecko i nie oszaleć
22.    French Nicci, Złap mnie, nim upadnę
23.    Alice Miller, Bunt ciała
24.    Eric Berne, W co grają ludzie
25.    Wojciech Eichelberger, Ciało i dusza
26.    Argov Sherry, Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
27.    J.C. Dobson, Miłość potrzebuje stanowczości
28.    Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna
29.    Cowan Connell, Kinder Melvyn, Mądre kobiety, głupie postępowanie
30.    Eugenia Herzyk, Nałóg kochania
31.    Robin Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo
32.    Ann Caron, Matki i córki. Nie przestawaj mnie kochać
33.    Susan Forward, Szantaż emocjonalny
34.    Greg Behrendt, Liz Tuccillo, Nie zależy mu na Tobie
35.    Howard M. Halpern, Uzależnienie od partnera. Jak skutecznie wyzwolić się z sideł toksycznej miłości
36.    Alice Miller, Dramat udanego dziecka
37.    Ewa Woydyłło, Sekrety kobiet

9 615 Ostatnio edytowany przez adelines (2012-04-09 19:58:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropek, bardzo dziękuję. Chętnie skorzystam.

9 616

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
adelines napisał/a:

Wielokropek, bardzo dziękuję. Chętnie skorzystam.

Witaj w naszej bandzie;)
Pisz i czytaj,to pomaga:*
Jeśli chcesz te książki to napisz do mnie na pocztę,a prześlę Ci je.

9 617 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-09 20:57:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczorajszy dzień minął pod znakiem rodzina bliższa i dalsza. Przy stole siedziało16 osób a rozpiętość wiekowa od 1,5 roczku do 75 lat.  Było miło i bardzo wesoło. Dużo powodów do uśmiechu dało to małe dziecko. Lubię małe dzieci i troszkę uwagi mu poświęciłam. Na początku prosiłam by przybił " piątkę", ale maluch nie reagował a  moi synowie chórem krzyknęli, mamo on nie wie co to znaczy. Po pięciu minutach Olo na hasło "piątka" unosił małą rączkę i przybijał nią jak należy. Synom zademonstrowałam to ze słowami, kurcze obce dzieci tak łatwo mi nauczyć a z własnymi mam problem. Wieczorem obejrzałam wszystkie odcinki "Surowi rodzice" i już wiem czemu tak opornie szło mi nauczanie własnych dzieci big_smile - brak konsekwencji.
Wracając do świąt to im człowiek starszy tym bardziej docenia spotkania rodzinne i tradycje.
Dzisiejszy dzień spędziłam właściwie z mamą bo dzieciaki przy kompie i własne ścieżki już mają. Nie miałam wczoraj jak i dziś "tęsknot" za byłym. Owszem poruszony był wczoraj jego temat. Rano młodszy syn przywitał mnie słowami, tata przysłał mi sms- a z życzeniami. Powiedziałam, miło, że pamięta o tobie. Starszy albo życzeń od niego nie dostał albo nie powiedział o nich. Rodzina pytała mnie co u byłego. Nie mam problemu z mówieniem o nim i co poniektórzy dziwili się, że mówię bez goryczy, złośliwości.
Samotnych kobiet wczoraj przy stole było pięć - samotnych z różnych powodów: wdowy, rozwódki i te, które umęczyły się swoimi związkami. Mężatki były dwie, ale czy szczęśliwe ? Wyraźnie ich związki to formalność. Nasunęło mi sie pytanie, które powinny być szczęśliwsze - i doszłam do wniosku, ze my. To my samotne jesteśmy wolne, niezależne. Najmłodsza z samotnych zaproponowała stworzenie klubu "nieużywanych dziewic" ( nieużywanych w znaczeniu braku seksu smile ). Odpowiedziałam, ja po 26 latach małżeństwa dziewica? nieużywana ? big_smile. Śmiechu z tego tematu było co niemiara. Wnioski były takie, że i te 70 - letnie też do klubu zapisać się mogą i chcą. Klubowiczki miałyby jeździć na wycieczki, chodzić po kawiarniach, knajpkach i iść z facetem do łóżka na jedną noc. Miałyby prawo do seksu, ale nie angażowania się i utraty wolności smile. Okazało się, że i mężatki zainteresowały się żywo tym tematem smile.

9 618

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Długo się zastanawiałam czy napisać w tym wątku ale chyba to moja jedyna nadzieja nie będę tu opisywała swojej sytuacji ponownie bo założyłam osobny post ale jest mi tak strasznie ciężko nie chce płakać same łzy do oczu się cisną serce ściska ból jak ja mam sobie poradzić próbowałam coś czytać ale nie rozumiem słów coraz czarniejsze myśli mnie nachodzą powstrzymuje mnie jedynie syn jak tu żyć dalej jak ból się nasila a ja w tym wszystkim nie wiem co robić...myśl że on jest u niej wykańcza mnie dlaczego mnie to spotkało? w czym zawiniłam? ciągle się zastanawiam z jednej strony rozum podpowiada odpuść sobie dziewczyno z drugiej strony serce mówi walcz ale już nie wiem czy jest o co walczyć ale to jednak ktoś z kim chciałam się zestarzeć a teraz te puste ściany i on przychodzący i wychodzący do niej jak tak dalej żyć ..Przepraszam Was ale już nie wiem jak sobie tłumaczyć, jak żyć, po co żyć tysiące myśli w głowie noce bezsenne koszmar po prostu koszmar a w samym środku ja................

9 619 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-04-09 22:01:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom gratuluję wyboru i odwagi. Zrobiłaś duuuży krok do przodu, krok do wolności emocjonalnej. Jeszcze raz gratuluję smile.

l_ukrecjo ja kiedyś uwielbiałam wszystkie święta. Na Boże Narodzenie w rodzinnym domu robiłam z siostrą i z mamą aniołki i łańcuchy, na Wielkanoc pisanki. Do swojego domu przeniosłam tą tradycję i kiedy dzieci były małe zasiadałam z nimi do robienia ozdób świątecznych. Do dzisiaj mam piękne zwierzątka robione z jajek + modelina. Robiliśmy świnki, zajączki, żaby, ryby. Jaja malowane były plakatówkami po przyklejeniu modeliny( ugotowanej). Święta u mnie to ozdoby, swojskie jedzenie, nastrój i rodzina. Lubię święta gwarne, wesołe.  Niestety często w ostatnich latach nastrój psuł alkohol a właściwie nadużywanie go i to nie tylko przez mojego męża. Pamiętam, ze pewnego roku powiedziałam mężowi, że nie ma sensu abym robiła 12 dań na wigilię i pieczyste na dni następne, że wystarczy wóda i śledzie na zagrychę.
Wczoraj przeżyłam takie moje ulubione, ukochane święta w gwarze i dobrej atmosferze rodzinnej. Alkohol był nienadużywany, sama strzeliłam drinka smile
Przykro mi, że byłaś sama i samotna i ja, tak jak Wielokropek przytulam Cię mocno.

9 620

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo,
Mądra Kobieto, przytulam Cię.

Mądra?
Czułam się jak debil wczoraj... Czułam,że utnęłam i teraz będzie już tylko źle...Ten ból wewnętrzny,lęk,brak sensu...
Siedziałam i patrzyłam na te ściany,drzwi,meble...pustka...a zawsze nas było tu za dużo...nie ma zbyt wielkiego komfortu w tak małym mieszkaniu na autonomię. I nie raz żałowałam,że nie mogę pobyć chwilę sama.
No to byłam i demony mnie dopadły. Poczułam siebie,pustą-wydrążoną,zbolałą...nic nie znacząc, bez wpływu na swoje życie kukiełką...
Poczułam to czego czuć nie chciałam,przed czym uciekałam całe życie.
CZARNĄ DZIURĘ!!!

Dzis wiem,ze jestem nałogowcem kochania i szukam na partnera,nałogowca unikania bliskości.
Czytałam,więc i znowu coś odkryłam,a mianowicie,że w moich związkach zawsze występowały cykle. Od euforii po destrukcję. Żadnej stabilizacji.
Już wiem,że czynnie w tym uczestniczyłam specjalnie wybierając mężczyznę,który pozwoli mi grać dobrze znana rolę z dzieciństwa. Gonienie króliczka obustronne,zresztą.
W ostatnim moim związku juz po terapii byłam świadoma,że na zmianę sabotujemy nasz związek,ale niestety eks szczerze nie chciał zmienić tej masakrycznej,nazywanej życiem we dwoje, gry. 

I wiecie co?
Nie mam żalu do eksa i eksów,bo wiem,że na ich zachowanie też wpłynęło dysfunkcjonalne dzieciństwo. Każdy mój facet był co najmniej DDA. Nie mieli wzorców. W wielu dziedzinach działali podświadomie.
Nie zamierzam karmić się nienawiścią do nich,są mi obojętni,ot skrzywdzeni,bez wzorców jak ja i nie uważam ich za gorszych.
Nie będę też już wyzywać od ogrów,psychofagów,psycholi. Oni teraz mają swoją bajkę,a ja swoją. Powrotu nie ma,bo ja nie chcę. Nie chcę też nikogo nowego. Pierwszy raz nie chcę zaklinować.
Nie tęsknię,nie myślę,nie analizuję-to minęło i dziękuję za to Bogu.

Teraz czas zająć się sobą.
I dziś się zajęłam. I dziś czuję się lepiej. I dziś chcę zmieniać siebie i nauczyć się nie zmieniać innych.
I wierzcie,nie jest lajtowo,ale lepiej mi samej-z dziećmi (bez nich byłoby o wiele ciężej).
Dziś znowu mam siłę walczyć o siebie,o swoje zdrowie,o swoje dobro.

Posty [ 9 556 do 9 620 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 146 147 148 149 150 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026