PRZEPRASZAM ZA TE DŁUGAŚNE POSTY. NIE CHCEM ALE MUSZEM
PISAĆ.
Faworytka napisał/a:Nie wiem, czy stawałam się kkzb przy nim, czy byłam kkzb i dlatego wybrałam jego.
A może to on Ciebie wybrał ?
Faworytka napisał/a:Wiem, że stronie kobieceserca i we wszystkich książkach znalazłam dużo z siebie.
JA również + w postach innych uzależnionych
Faworytka napisał/a:Mam wiele cech nałogowca miłości: jestem mało asertywna, ufna; daję wiele, może zbyt wiele, czytam w cudzych myślach, skupiam a właściwie uprzednio skupiałam się na realizowaniu pragnień innych osób, a nie własnych, daleko mi było do zdrowego egoizmu i samorealizacji, ale potrafiłam tez tupnąć nogą, gdy było trzeba. Nawet jeszczemąż przyznał, że musiał kłamać, bo gdybym znała prawdę, to bym nie chciała z nim być, wiec może nie jest ze mną tak źle.
Byłam mało asertywna, dzisiaj nie mam z tym większych problemów. Byłam ufna - ale ślepo - tylko mężowi
. Zbyt wiele dawałam innym współczucia, pomocy, serca gubiąc przy tym wiele swojej godności, ale z tym też już koniec. Egoizm innych raził mnie, dzisiaj po przewartościowaniu światopoglądu postrzegam ich, jako ludzi umiejących stawiać granice rozsądku. Samorealizować się nie miałam ani czasu ani ochoty - to również się zmienia. I ja tupałam i krzyczałam ( tylko na męża), tłumaczyłam mu jak dziecku, że nie jest tak jak myśli, że źle interpretuje, że nie to było moim motywem, celem, ze tak się nie robi.. i tak bez końca. Teraz na wspomnienie tego wszystkiego mogę tylko siebie pytać, czyś ty babo ocipiała ? 
Widzisz, ja również w Twoim poście odnalazłam siebie. Może i ja kkzb, może tylko pogubiłam się kierowana umiejętnie przez fachowca od manipulacji. Może to on chciał mnie taką "złamaną" mieć dla czerpania z mego stanu przyjemności. Nawet jak chciał wrócić to mówił, "zawsze mnie rajcowałaś" a przecież jeszcze do dziś pamiętam jak mówił mi w ostatnim roku małżeństwa a może i na dwa lata przed rozstaniem, " nienawidzę cie jak psa", "brzydzę się ciebie". Tak mówił a jak wytrzeźwiał dnia następnego wracał do rytuału "kocham cię" i witał po pracy buziakiem i w zakupach znajdowałam moje ulubione marcepany a i na seks nie tracił ochoty.
Faworytka napisał/a:Będąc w tym związku poświęcałam jemu dużo uwagi, coraz mniej mnie samej, nic mnie nie cieszyło. Teraz się sama zastanawiam, czy to moja cecha, czy reakcją na to jego odsuwanie się... Może wciąż musiałam być w pogotowiu i zasługiwać, dlatego nie mogłam zająć się sobą? Może to była reakcja kochającej i uczciwej kobiety na nienormalne zachowania?
Taka miłość jest jak współuzależnienie, zamyka na świat, ogranicza, powoduje lęki.
Zająć się sobą...... na wyjścia musiałam być "jak z żurnala" i gotowa byłam w 15 min. Na co dzień też lubiłam ( i lubię) być elegancka, ale poświęcałam sobie na to dosłownie kilka minut. Jedynie w ogrodzie dresy umorusane....Zajmowałam się domem, ogrodem, chodnikami( zimą to i ulicę ośnieżałam
), dziećmi. Czas dla niego ...nie mogę powiedzieć , że domagał się go, ale nauczył, że miałam czad dla niego. Pomagałam mu sprzątać samochód (bo przecież zawsze na mnie mógł liczyć), nawijać żyłki na wędki, zbierać rosówki......trzymałam woreczki foliowe, gdy wkładał mięso do nich przed włożeniem do zamrażarki. Ja robiłam mu pedicure !!! No jak mówił, że kocha jak coś przy nim robię, to ja i paznokcie wrastające wycinałam. Uśmiechał się z wdzięcznością, dziękował tuląc i całując i to szczęście w jego oczach..... MASAKRA !!!!
Tak, może uczciwa kobieta dać się wkręcić ! Tak, bywają ludzie, którzy kochają wkręcone kobiety i aby takie były sami je wkręcają !
Faworytka napisał/a:Nie byłam nigdy zazdrosna, kontrolująca, chciałam dać mu wolność, ale nie był za nią wdzięczny i nie lgnął do mnie, ale oddawał się wszystkiemu poza związkiem. Bałam się więc tej jego "wolności". U mnie układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiem ode mnie bym ja była nienaganna. Taki układ mi odbierał, jemu dawał, więc chyba jednak z partnerskim miał niewiele wspólnego prócz nazwy.
Nie byłam zazdrosna, kontrolująca. Dawałam mu wolność i nie był za to wdzięczny. Służbowe wyjazdy, ryby, rower, narty, piwko z kolegami, służbowe obiady, mecze, treningi - kiedyś chciał bym mu towarzyszyła. Nie zawsze mogłam zabrać ze sobą dzieci. Z czasem oddalał się i tylko udawał, dziś wiem, że udawał, że czas wolny chce spędzać ze mną. O dzieciach zwyczajnie zapomniał. Kiedy WSPOMINAŁAM, by pomógł w ogrodzie ZAMIAST na ryby jechać ,to krzyczał, "małżeństwo to nie więzienie". Nie rozumiałam, bo nie ograniczałam mu wolności, jedynie proponowałam ( bezskutecznie) by czasu trochę poświęcił na ogród, synom, zabrał ich ze sobą na ten rower czy narty.
Kiedy znalazłam w jego telefonie sms do księgowej, "kocham cię", zazdrosna byłam. Przyniósł bilingi, których zażądałam. Przeraziłam się 90 sms do niej w ostatnim miesiącu i 250 w ciągu kilku miesięcy. Kochał mnie i nie chciał odejść. Zazdrosna stałam się do bólu, bo dawał mi powody do zazdrości. Kontrolowałam go, ale nie dla sprawdzania go, tylko dla potwierdzenia jego słów. Kłamał . Podle kłamał patrząc mi w oczy lub lekceważył moje pytania . W odpowiedzi na dręczące mnie podejrzenia tylko uśmiechał się ironicznie. Po pewnym czasie mówił, lecz się, jesteś wariatką, masz obsesje, urojenia. Już tylko zależało mi na udowodnieniu SOBIE, że nie są to urojenia, że zdradza, łże i jest nic nie wartym człowiekiem. I udowodniłam !
U mnie też układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiom ode mnie bym była nienaganna (także w sensie uległa). TAKI UKŁAD - TO CHORY UKŁAD! W TAKI UKŁAD WCIĄGANA BYŁAM STOPNIOWO, PRZEZ LATA. TAKI UKŁAD PO CZASIE UZNAŁAM ZA PARTNERSKI - ja zajmuję się domem, on zarabianiem pieniędzy. Ja swoimi zajęciami nie mam prawa być zmęczona, on musi relaksować się po ciężkiej pracy, a relaksuje się będąc poza domem, bez żony, bez dzieci.
Faworytka napisał/a:Boję się, czy nie jestem kkzb, dlatego wciąż pracuję nad nawykami. Nie chcę drugi raz wybrać błędnie. Ratuje mnie teraz to, że wiem, że nie możemy zmienić ludzi, gdy oni sami tego nie chcą. Dotarło do mnie, że istnieją ludzie, którzy inaczej przeżywają emocje, których kocham nie ma takiego samego ładunku energetycznego i zaangażowania, co moje kocham. Zrozumiałam, że są ludzie, którzy potrafią krzywdzić, przeinaczać fakty, nie mieć poczucia winy.
Droga Faworytko są ludzie niereformowalni i nic, i nikt ich nie zmieni. To oni poprzez manipulację, zmieniają innych, wpływają na ich decyzje, postępowanie. Są ludzie, którzy tylko siebie postrzegają jako zdrowych, wszystkich innych mają za zwyczajny odchył. Ludzie, którzy inaczej odczuwają emocje, nie czują miłości, pamięć ich jest wybiórcza, są bez sumienia, poczucia winy, a czerpią radość z krzywdzenia innych, to są psychopaci. Nigdy nie wiesz czy ta uśmiechnięta pani za ladą w sklepie czy taksówkarz, który jest miły i dowcipny, nie są psychopatami. Byłam z psychopatą 26 lat i za cholerę nie zorientowałabym się, gdybym ponownie miała z takim typem do czynienia. Psychopata ma maskę zdrowego człowieka ! i skrzętnie dłuuuugo ukrywa swoje prawdziwe oblicze. Nie znam Twojej historii w szczegółach, ale Twoje odczucia i opisy są mi dobrze znajome. Poczytaj o psychopatach a może i Tobie poukładają się w całość, rozsypane puzle.
Faworytka napisał/a:Ja chciałam uszczęśliwiać jego, on miał uszczęśliwiać mnie- tak najkrócej moja miłość idealna miała wyglądać.(...) Teraz z perspektywy czasu myślę, że może byłabym inna, gdyby mój partner nie był taki nieprzewidywalny.
I tak wygląda miłość, pod warunkiem, że ktoś wie co to znaczy kochać.
Złowieszczo brzmią słowa nieprzewidywalny......i znajomo. Ja miałam męża o którym tak myślałam. Okazało się jednak, że działał on według schematu - schematu według którego działa psychopata.
Faworytka napisał/a:ale grunt, że już więcej tego nie chcę.
Tak mówi kkzb, ale nie robi. Ty odeszłaś i nie chcesz powrotu a tak nie robi kkzb.