8 lat i 20lat
9 491 2012-03-29 13:28:22
Podobne tematy
9 492 2012-03-29 13:59:43 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-03-29 14:00:25)
8 lat i 20lat
Chlopiec 8 lat moze spokojnie pobyc godzinke lub dwie sam w domu. Jesli swietlica jest do 15 a Ty konczysz prace o 16.30, to w zasadzie jestes w domu okolo 17-tej. To ani pozny wieczor ani dziecko nie umrze przez ten czas. Zje sobie cos, lekcje odrobi, bajke wlaczy. Drzwi niech zamknie na klucz i czeka spokojnie na Ciebie. Albo kolege niech zaprosi do zabawy.
Wyjscie zawsze sie znajdzie zeby go od wplywu babci uwolnic. A babcia jak zobaczy, ze juz taka niezbedna nie jest to tez moze troche z tonu spusci.
9 493 2012-03-29 14:22:51 Ostatnio edytowany przez aisa (2012-03-29 14:26:03)
Spróbuje tak zrobić ale niestety muszę poczekać do końca w szkoły i do momentu jak tatuś się wyprowadzi .A na wakacje poszukać kogoś na okres jesienny wtedy pracuje po 20 godzin
9 494 2012-03-30 08:40:26
Nie masz jakiejś zaufanej sąsiadki, która chciałaby trochę dorobić sobie?
A na wakacje starszy syn nie będzie w okolicach domu?
9 495 2012-03-30 09:08:41
A gdybyś teściowej ultimatum postawiła?
9 496 2012-03-30 09:36:10 Ostatnio edytowany przez aisa (2012-03-30 09:39:18)
Witajcie kobietki ![]()
hm... syn na wakacje chce iść do pracy by zarobić na laptopa i studia (moze mu sie uda zobaczymy)
l_ukrecja już sobie to wyobrażam ultimatum mojej teściowej
Ją i tak ciągle boli serce przeze mnie bo syn źle trafił hihihi..........
to by była jazda
Dzisiaj jakoś optymistyczniej patrze na świat ,chociaż brak słonka za oknem.
Nie mam wyjścia musze znaleść jakieś rozwiązanie bo nikt tego za mnie nie zrobi.
I ma być dobrze moim dzieciom i mi a reszta niech się wa.i
9 497 2012-03-30 09:42:06
Podejście wzorcowe ![]()
9 498 2012-03-30 10:55:36
aisa, madrze piszesz. Dzieci i Ty to podstawa, tesciowe, eksowie - na Marsa z nimi:)
Moj syn ma teraz 18 lat a od 2 lat juz pracuje w kazde wakacje i zarabia sobie a to na ksiazki do szkoly (bo potwornie drogie), a to na kurs na prawko zarobil a to na swoje hokejowe dyrdymaly, komputer, komoreczke i takie tam wlasne przyjemnosci. Wiec pozytek z niego juz jest, bo nie przychodzi z wyciagnieta lapka do mamy:)
Zalatwilam mu prace u siebie w firmie te 2 lata temu i zaczynal tu jako przynies-zamiec, sprawdzil sie i teraz juz go chca do sprzedazy dac. No i poza tym ma robote juz gwarantowana na kazde lato:)
Madre i dobre dzieci to najlepsza inwestycja samotnych matek:))
9 499 2012-03-30 11:45:20
Proszę, proszę.
Sama radość z takiego dziecka.
9 500 2012-03-30 11:51:53
Proszę, proszę.
Sama radość z takiego dziecka.
Wiesz hm, ze tutaj wiekszosc nastolatkow zalatwia sobie jakas letnia prace i albo cos kupuja sobie albo za te pieniadze spedzaja reszte wakacji. U nas w firmie pracuje latem trojka mlodych osob, wielu kolegow mojego syna tez pracuje.
Nie twierdze, ze rodzice im zaluja:) ale inaczej smakuja wlasne zarobione pieniazki, a inaczej takie wyproszone czy nawet otrzymane z dobrego serca ale bez zadnego wysilku:)
9 501 2012-03-30 11:57:36
No pamiętam moje prace sezonowe!
A najbardziej utkwił mi miesiąc w szklarni przy zrywaniu pomidorów i ogórków. Upał był jak na Saharze, ale pracowałam wytrwale, coby sobie na tydzień wakacji pod namiotem zarobić!
Szczęśliwa, ze zarobiłam, pojechałyśmy z kumpelkami na wakacje - cały tydzień lało jak z cebra!
Garnkami wodę z namiotu wylewałyśmy a i tak było cudnie.......
9 502 2012-03-30 12:04:38
No pamiętam moje prace sezonowe!
A najbardziej utkwił mi miesiąc w szklarni przy zrywaniu pomidorów i ogórków. Upał był jak na Saharze, ale pracowałam wytrwale, coby sobie na tydzień wakacji pod namiotem zarobić!Szczęśliwa, ze zarobiłam, pojechałyśmy z kumpelkami na wakacje - cały tydzień lało jak z cebra!
Garnkami wodę z namiotu wylewałyśmy a i tak było cudnie.......
Ja natomiast "dorabialam sie" wakacyjnie np. w Bazyliszku na warszawskiej starowce - pucharki z deserami robilam i nazarlam sie lodow i owocow przez pierwsze dni do nieprzytomnosci a potem patrzec na nie nie moglam..albo na obozach OHP nad Zalewem Zegrzynskim - tu zakres obowiazkow dosc szeroki, od krojenia wedlin krajalnica i gotowania hektolitrow kisielu dla kolonii do czyszczenia kibelkow dla tych samych bachorow:)
A po pracy siatkowka, ognisko, skoki z pomostu, pierwsze obmacywanki z miejscowymi chlopakami, wylazenie noca przez okno na dyskoteke wiejska - ach fajnie bylo:))
9 503 2012-03-30 12:30:06
A no najlepiej swoje się wydaje, oszczędnie na dodatek, nie tak łatwo, bo wiadomo ile to trudu kosztuje. Fajne wspomnienia macie. Ja po średniej szkole od razu do pracy poszłam, także wakacyjnych wyjazdów nie miałam w pracy po drodze. Zawsze gdzieś jechałam po prawdzie. A że młodość szybko się skończyła bo się wyniosłam w domu to okazji nie było. Trza było normalnie na pełen zegar.
9 504 2012-03-30 12:59:34
A no najlepiej swoje się wydaje, oszczędnie na dodatek, nie tak łatwo, bo wiadomo ile to trudu kosztuje. Fajne wspomnienia macie. Ja po średniej szkole od razu do pracy poszłam, także wakacyjnych wyjazdów nie miałam w pracy po drodze. Zawsze gdzieś jechałam po prawdzie. A że młodość szybko się skończyła bo się wyniosłam w domu to okazji nie było. Trza było normalnie na pełen zegar.
hm..ale ja te prace wykonywalam w czasie liceum, tzn. wakacji w liceum:) Bo po liceum to dorabialam juz raczej korkami z angielskiego ale normalnie w ciagu roku akademickiego. Mlodosc sie nie konczy w momencie pojscia do pracy czy urodzenia dziecka..ona w nas albo jest albo nie ma:) Ja caly czas czuje sie mlodo i rzesko;)
9 505 2012-03-30 16:20:36
Może i racja z tą młodością.
Kurcze ja pracowałam coś też, ale na miejscu, przypomniałam sobie własnie. Inwentryzacja w carrefourze na zadupiu. O 12 w nocy się okazało, że policzyliśmy już wszystko z naszego działu i możemy iść do domu. Kurna a o tej porze nic nie jechało, poszłam jakoś z jedną dziewczyną na nogach w miejsce gdzie kończyła się nasza wspólna droga, a potem wsiadłam w autobus nocny. Bilet kosztował 4,50, a z pośredniaka po miesiącu przysłali pieniądze w kwocie 18 zł z groszem. Pamiętam to bardzo dobrze, kwoty szczególnie utkwiły mi w pamięci. Jakoś wyjątkowo zawsze szczęście miałam do gównianych zarobków.
Reszty prac póki co nie pamiętam, dorywczych rzecz jasna.
9 506 2012-03-31 00:22:20
Gdzie ja miałam wtedy rozum ?
ankinom,
odpowiedz sobie na pytanie: do czego jest Ci potrzebne to poczucie winy? Czemu ono służy? Do czego używasz tego obwiniania się? Dlaczego nie możesz przejść nad swym zachowaniem do porządku dziennego, wyciągając wnioski na przyszłość?Z mojego doświadczenia wynika, że poczucie winy doskonale "chroni" przed zajmowaniem się teraźniejszością i innymi osobami, również tymi, które ponoszą konsekwencje takiego zachowania. To inna wersja użalania się nad sobą.
Wielokropku kochany poczucie winy niekoniecznie służy użalaniu się nad sobą. Ono po prostu jest i tysiące razy człowiek zadaje sobie pytanie, DLACZEGO ?. Dlaczego pozwoliłam, dlaczego nie widziałam, dlaczego godziłam się. To jest próba ZROZUMIENIA, USPRAWIEDLIWIENIA SIEBIE I ROZGRZESZENIA. Pomaga w tym czas. Z czasem zaciera się wszytko i blednie i coraz mniej jest to rozgrzeszenia WAŻNE. Ankinom ma trudną sytuację, bo ona mieszka z mężem i upływający czas nie ma znaczenia w jej przypadku. ZERO kontaktu - to czas na przemyślenia, ale i czas na ZAPOMINANIE.
Ja również zadawałam tysiące razy - sobie, innym - pytanie, dlaczego. Moja siostra za każdym razem odpowiadała, nie możesz siebie winić, "usprawiedliwiała" mnie a ja siebie nie. Potrzebowałam sama siebie ROZGRZESZYĆ z głupoty, ślepoty, naiwności. To było dla mnie istotne, ale z czasem coraz rzadziej pytałam, dlaczego?, jak mogłam ?
Proces wybaczania pomogły mi zakończyć słowa siostrzenicy męża. Ona wzięła na siebie współodpowiedzialność za działanie matki ( firma a ona miała być tylko figurantem). Nie miała pojęcia, że MATKA będzie działała z premedytacją i bezwzględnością - ufała matce. Ta doprowadziła do ogromnych długów i tylko część zobowiązań spłaciła, resztę zostawiła "na głowie"córki. Matka wyjechała za granicę, zarabia i ma się dobrze a córce zlicytowano mieszkanie o czym dowiedziałam się kilka dni temu, w rozmowie z nią. Żadne pisemne czy ustne zapewnienie spłaty własnych długów nie zostało spełnione.
Siostrzenica męża mówiła na temat swojej sytuacji i przeżyć wiele, ale padło zdanie, które "podziałało na mnie". Powiedziała, " kiedy matka prosiła mnie o wejście do firmy (dla uniknięcia opłat ZUS-u miało to być) zastanowiłam się czy matka nie wywinie mi numeru, ale pomyślałam, MATKA CÓRCE?"......te słowa to wnioski na przyszłość.......one mi pomogły zamknąć do końca drzwi za przeszłością.
9 507 2012-03-31 09:28:46
ankinom napisał/a:Gdzie ja miałam wtedy rozum ?
Wielokropek napisał/a:ankinom,
odpowiedz sobie na pytanie: do czego jest Ci potrzebne to poczucie winy? Czemu ono służy? Do czego używasz tego obwiniania się? Dlaczego nie możesz przejść nad swym zachowaniem do porządku dziennego, wyciągając wnioski na przyszłość?Z mojego doświadczenia wynika, że poczucie winy doskonale "chroni" przed zajmowaniem się teraźniejszością i innymi osobami, również tymi, które ponoszą konsekwencje takiego zachowania. To inna wersja użalania się nad sobą.
Wielokropku kochany poczucie winy niekoniecznie służy użalaniu się nad sobą. Ono po prostu jest i tysiące razy człowiek zadaje sobie pytanie, DLACZEGO ?. Dlaczego pozwoliłam, dlaczego nie widziałam, dlaczego godziłam się. To jest próba ZROZUMIENIA, USPRAWIEDLIWIENIA SIEBIE I ROZGRZESZENIA. Pomaga w tym czas. Z czasem zaciera się wszytko i blednie i coraz mniej jest to rozgrzeszenia WAŻNE. Ankinom ma trudną sytuację, bo ona mieszka z mężem i upływający czas nie ma znaczenia w jej przypadku. ZERO kontaktu - to czas na przemyślenia, ale i czas na ZAPOMINANIE. (...)
Są dwa rodzaje poczucia winy.
To, o którym Ty Zofio napisałaś. Dzięki któremu poznajemy przyczyny swego zachowania; dzięki któremu wyciągamy wnioski na przyszłość; dzięki któremu zmieniamy swój sposób zachowania w podobnych sytuacjach; dzięki któremu rozwijamy się i stajemy się osobami coraz bardziej świadomymi.
Jest też drugi rodzaj poczucia winy, częstszy od poprzedniego.
On działa destrukcyjnie, hamuje w rozwoju, sprawia, że osoba jest coraz bardziej nieszczęśliwą, że użala się nad sobą.
Stąd moje pytania do ankinom.
9 508 2012-04-01 10:02:45
To, o którym Ty Zofio napisałaś. Dzięki któremu poznajemy przyczyny swego zachowania; dzięki któremu wyciągamy wnioski na przyszłość; dzięki któremu zmieniamy swój sposób zachowania w podobnych sytuacjach; dzięki któremu rozwijamy się i stajemy się osobami coraz bardziej świadomymi.
Jest też drugi rodzaj poczucia winy, częstszy od poprzedniego.
On działa destrukcyjnie, hamuje w rozwoju, sprawia, że osoba jest coraz bardziej nieszczęśliwą, że użala się nad sobą.Stąd moje pytania do ankinom.
Masz rację, ale Ankinom zadaje pytanie, "gdzie ja miałam wtedy rozum?" i może jest to zwiastun procesu "zrozumienia" i "wybaczenia" sobie. Może jest to właśnie tego zwiastun....... bardzo mocno jej kibicuję.
9 509 2012-04-01 10:43:41
Mussuka napisał/a:Dzien dobry i niech bedzie dzis bardzo dobry dla wszystkich tutaj pan:)
Czy nie przyszlo Wam czasem do glowy drogie KKZB, ze wiekszosc opisanych tu traum zwiazanych z psychofagami czy Shrekami (mam nadzieje, ze jejmosc eks maz Lukrecji to czyta i zielenieje z wscieklosci!!!:)) odbywa sie za waszym cichym przyzwoleniem?
Poza fizycznymi i finansowymi aktami przemocy czy manipulacji, wszystko inne co Wam robia badz robili w sferze emocjonalnej MOGLI robic, bo im na to poniekad pozwolilyscie.No co Ty?
![]()
![]()
Mussuka, przecież każda z nas o tym właśnie mówi już wiele miesięcy. Ja juz nie pozwalam ale ja MUSIAŁAM DO TEGO DOJRZEĆ. A tu na forum jest własnie taka wyjnio-dojrzewalnia do własnego NIE. Uważam, że skoro dziewczyny tu trafiły to już połowa sukcesu. SZUKAJĄ więc mają świadomość, że cos jest nie halo. A ile jest takich, którym w ogóle nic nie dzwoni?
Podpisuję się pod tym.
Kończę właśnie roczek na forum
To właśnie tu dojrzałam.
Dojrzałam też inne rozumowanie," pojmowanie świata".
Dojrzałam, ze trzeba siebie cenić, mówić NIE bez skrupułów.
Dojrzałam, że SZANOWAĆ siebie to nie wstyd a obowiązek.
Dużo jest takich, którym dzwoni i to głośno, ale w innych związkach.
Należę właśnie do tej grupy. U innych widziałam złe traktowanie,
uległość kobiety, zaniedbywanie rodziny. U innych tak, ale nie w swoim związku.
W moim dłuuuugo nic nie dzwoniło, nie widziałam patologii.
Pół biedy jeśli człowiek wybacza komuś szlachetnemu, kto ma uczciwe zamiary wobec nas. No ale my sobie kogoś takiego PRAWIDŁOWEGO nie wybierzemy. My sobie wybierzemy kogoś, kto co do zasady chce tę naszą gotowość do wybaczania i "rozumienia" WYKORZYSTAĆ i przesuwać nasze granice aż do wyniszczenia nas.
Uczciwemu ? Wybaczyć uczciwemu ? Nigdy nie wiemy jakie zamiary ma ktoś wobec nas!
Pisalam już, ze matka córkę wykorzystała, naraziła na problemy. Córka wpadła dzięki mamusi nie tylko w tarapaty finansowe ale i w depresję. Patologia powiesz.......ale ona zdarza się .......często.
Tarantello nigdy nie możemy mieć pewności, że ktoś jest uczciwy. Nawet sądy nie są sprawiedliwe i ogłaszają nieuczciwe wyroki. Właśnie w czwartek przegrałam sprawę w sądzie, uzyskując krzywdzący wyrok, oparty na nieuczciwości pozwanego, świadków i SĄDU! SĄD w mojej sprawie okazał się być stronniczy i NIEUCZCIWY. Sprawa dotyczyła części majątku po moim tacie i SĄD w obliczu dowodów moich (testament, weksel), wydaje niesprawiedliwy wyrok przyznając tą część majątku (pieniądze pożyczone znajomemu) mojej ciotecznej siostrze, która nie ma dowodu ŻADNEGO (darowizny, testamentu ustnego, zapisu w testamencie ostatnim i jedynym). Sprawa wydawała się jasna, oczywista i wygrana.........mam wybaczyć sądowi bo z zasady SĄD jest uczciwy? Moje poczucie sprawiedliwości, godności nie pozwala mi na to! Nie mściwość przemawia przeze mnie tylko poczucie niesprawiedliwości, krzywdy. Najmniej chodzi tu o pieniądze (bo te i tak odzyskam) ale zdeptano prawdę, dowody i moją godność. "Zaufano"pokrętnym słowom, dowodom, których sąd nie widział a nawet nie słyszał o takowych. Coś mi się wydaje, ze kasie zaufano a sprawiedliwość zlekceważono ![]()
Przestałam wierzyć w "kogoś PRAWIDŁOWEGO" ![]()
9 510 2012-04-01 18:43:18 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-04-01 18:45:47)
zofia282 napisał/a:ankinom napisał/a:Gdzie ja miałam wtedy rozum ?
Wielokropek napisał/a:ankinom,
odpowiedz sobie na pytanie: do czego jest Ci potrzebne to poczucie winy? Czemu ono służy? Do czego używasz tego obwiniania się? Dlaczego nie możesz przejść nad swym zachowaniem do porządku dziennego, wyciągając wnioski na przyszłość?Z mojego doświadczenia wynika, że poczucie winy doskonale "chroni" przed zajmowaniem się teraźniejszością i innymi osobami, również tymi, które ponoszą konsekwencje takiego zachowania. To inna wersja użalania się nad sobą.
Wielokropku kochany poczucie winy niekoniecznie służy użalaniu się nad sobą. Ono po prostu jest i tysiące razy człowiek zadaje sobie pytanie, DLACZEGO ?. Dlaczego pozwoliłam, dlaczego nie widziałam, dlaczego godziłam się. To jest próba ZROZUMIENIA, USPRAWIEDLIWIENIA SIEBIE I ROZGRZESZENIA. Pomaga w tym czas. Z czasem zaciera się wszytko i blednie i coraz mniej jest to rozgrzeszenia WAŻNE. Ankinom ma trudną sytuację, bo ona mieszka z mężem i upływający czas nie ma znaczenia w jej przypadku. ZERO kontaktu - to czas na przemyślenia, ale i czas na ZAPOMINANIE. (...)
Są dwa rodzaje poczucia winy.
To, o którym Ty Zofio napisałaś. Dzięki któremu poznajemy przyczyny swego zachowania; dzięki któremu wyciągamy wnioski na przyszłość; dzięki któremu zmieniamy swój sposób zachowania w podobnych sytuacjach; dzięki któremu rozwijamy się i stajemy się osobami coraz bardziej świadomymi.Jest też drugi rodzaj poczucia winy, częstszy od poprzedniego.
On działa destrukcyjnie, hamuje w rozwoju, sprawia, że osoba jest coraz bardziej nieszczęśliwą, że użala się nad sobą.Stąd moje pytania do ankinom.
Ja od siebie powiem tak: w pierwszym okresie naszego zawirowania, delikatnie mówiąc - bardzo użalam się nad sobą. Nie mogłam zrozumieć słów męża do mnie, nie rozumiałam tego, nie rozumiałam co złego zrobiłam. Z czasem zaczęłam zauważać, że to co mnie spotkało było wyłącznie moją winą - bo na to pozwoliłam świadomie lub nie, nie reagowałam na złe traktowanie mnie. Poczucie winy pomogło mi pogodzić się z tą sytuacją, z tym, że nigdy nie byliśmy tak na prawdę blisko i nie mam nad czym płakać. I wiecie co za cholerę nie czuję się winna tego, że zakochał się w innych i może jestem zadufana w sobie, ale również nie biorę na siebie winy za rozpad tego związku, a to dlatego, że ja byłam tylko plasteliną w rękach chorego człowieka. który przez 16 lat formował ją, tak długo i skutecznie, że w końcu stwardniała i nie nadawała się do użytku, więc tą wyrzucił i kupił sobie nową.
Tak , wiem zaraz będą głosy, że za rozpad związku odpowiadają dwie strony, wierzcie mi w moim przypadku tylko mąż skopał to małżeństwo, zresztą na własne życzenie, nie żeni się z kimś, kogo się nie kocha a ma jedynie nadzieje, że się jego zmieni - to tak ku przestrodze innym.
Jest jeszcze coś, to poczucie winy nie pozwoli mi nigdy związać się z osobą, która nie ma dla mnie szacunku!
Wydaje mnie się, że odwaliłam kawał dobrej roboty, nie jestem tą samą Moniką sprzed kliku miesięcy. Już tak bardzo mnie nie boli to odrzucenie, wiele rzeczy zrozumiałam i po mimo, że z nim mieszkam normalnie funkcjonuję bez użalania się nad sobą, już nic nie muszę i nie mam poczucia winy, że czegoś nie zrobiłam, a co najważniejsze moja postawa sprawiła, że mąż przestał się mnie czepiać, bo wie, że mam to gdzieś. Na przykład wczorajszy dzień to dzień porządków, zakupów i gotowania. A my z dziećmi wstaliśmy (mąż w soboty pracuje) około 10, zjedliśmy pojechaliśmy na zakupy, tam zjedliśmy, kiedy wróciliśmy do domu musiałam syna zaprowadzić do kolegi i tam zostałam na pogaduchach... w domu jakby granat wybuch, nic nie ugotowane, a kiedy domu wróciliśmy uśmiechnięci - wiecie co w domu zastaliśmy? porządek, obiadek i zero złego słowa ![]()
Ps. jedyne co mnie wkurza to słuchanie jego biadolenie już tak od 20 minut, łeb mi pęka....
9 511 2012-04-02 10:17:34
Tarantella napisał/a:Mussuka napisał/a:Dzien dobry i niech bedzie dzis bardzo dobry dla wszystkich tutaj pan:)
Czy nie przyszlo Wam czasem do glowy drogie KKZB, ze wiekszosc opisanych tu traum zwiazanych z psychofagami czy Shrekami (mam nadzieje, ze jejmosc eks maz Lukrecji to czyta i zielenieje z wscieklosci!!!:)) odbywa sie za waszym cichym przyzwoleniem?
Poza fizycznymi i finansowymi aktami przemocy czy manipulacji, wszystko inne co Wam robia badz robili w sferze emocjonalnej MOGLI robic, bo im na to poniekad pozwolilyscie.No co Ty?
![]()
![]()
Mussuka, przecież każda z nas o tym właśnie mówi już wiele miesięcy. Ja juz nie pozwalam ale ja MUSIAŁAM DO TEGO DOJRZEĆ. A tu na forum jest własnie taka wyjnio-dojrzewalnia do własnego NIE. Uważam, że skoro dziewczyny tu trafiły to już połowa sukcesu. SZUKAJĄ więc mają świadomość, że cos jest nie halo. A ile jest takich, którym w ogóle nic nie dzwoni?
Podpisuję się pod tym.
Kończę właśnie roczek na forum![]()
To właśnie tu dojrzałam.
Dojrzałam też inne rozumowanie," pojmowanie świata".
Dojrzałam, ze trzeba siebie cenić, mówić NIE bez skrupułów.
Dojrzałam, że SZANOWAĆ siebie to nie wstyd a obowiązek.Dużo jest takich, którym dzwoni i to głośno, ale w innych związkach.
Należę właśnie do tej grupy. U innych widziałam złe traktowanie,
uległość kobiety, zaniedbywanie rodziny. U innych tak, ale nie w swoim związku.
W moim dłuuuugo nic nie dzwoniło, nie widziałam patologii.Tarantella napisał/a:Pół biedy jeśli człowiek wybacza komuś szlachetnemu, kto ma uczciwe zamiary wobec nas. No ale my sobie kogoś takiego PRAWIDŁOWEGO nie wybierzemy. My sobie wybierzemy kogoś, kto co do zasady chce tę naszą gotowość do wybaczania i "rozumienia" WYKORZYSTAĆ i przesuwać nasze granice aż do wyniszczenia nas.
Uczciwemu ? Wybaczyć uczciwemu ? Nigdy nie wiemy jakie zamiary ma ktoś wobec nas!
Pisalam już, ze matka córkę wykorzystała, naraziła na problemy. Córka wpadła dzięki mamusi nie tylko w tarapaty finansowe ale i w depresję. Patologia powiesz.......ale ona zdarza się .......często.
Tarantello nigdy nie możemy mieć pewności, że ktoś jest uczciwy. Nawet sądy nie są sprawiedliwe i ogłaszają nieuczciwe wyroki. Właśnie w czwartek przegrałam sprawę w sądzie, uzyskując krzywdzący wyrok, oparty na nieuczciwości pozwanego, świadków i SĄDU! SĄD w mojej sprawie okazał się być stronniczy i NIEUCZCIWY. Sprawa dotyczyła części majątku po moim tacie i SĄD w obliczu dowodów moich (testament, weksel), wydaje niesprawiedliwy wyrok przyznając tą część majątku (pieniądze pożyczone znajomemu) mojej ciotecznej siostrze, która nie ma dowodu ŻADNEGO (darowizny, testamentu ustnego, zapisu w testamencie ostatnim i jedynym). Sprawa wydawała się jasna, oczywista i wygrana.........mam wybaczyć sądowi bo z zasady SĄD jest uczciwy? Moje poczucie sprawiedliwości, godności nie pozwala mi na to! Nie mściwość przemawia przeze mnie tylko poczucie niesprawiedliwości, krzywdy. Najmniej chodzi tu o pieniądze (bo te i tak odzyskam) ale zdeptano prawdę, dowody i moją godność. "Zaufano"pokrętnym słowom, dowodom, których sąd nie widział a nawet nie słyszał o takowych. Coś mi się wydaje, ze kasie zaufano a sprawiedliwość zlekceważono
Przestałam wierzyć w "kogoś PRAWIDŁOWEGO"
Zofio, musimy zachować rezerwę i założyć, że ktoś może nie mieć uczciwych zamiarów w stosunku do nas!
9 512 2012-04-02 10:22:02
Aniknom, widze, że Ci świetnie idzie, wspaniale.
Pojutrze mam sprawę. Pustka w głowie. Tyle miałam rzeczy poprzypominanych i jakby znikły. Mam nadzieję, że to chwilowe.
Wkurza mnie, że się czepia, ale chyba zawsze będzie. A jak będę mieć to w głębokim poważaniu to...
Jestem górą nędzna pokrako! Tak Cię w środę załatwię, że się nie pozbierasz. Ty tatusiu zasrany. Obwiniał mnie będziesz. Po moim trupie.
Miłego dnia. ![]()
9 513 2012-04-02 10:36:44
Poczułam się przywołana do tablicy ![]()
To nie jest zadna krytyka tylko proba zrozumienia, jak dorosla osoba pozwala byc upokarzana, manipulowana, oszukiwana, szantazowana, obrazana i Bog wie co jeszcze - skoro to ja boli i tego nie chce i nie musi znosic.
Wiem Mussuko, ze próbujesz zrozumieć.
Spotkałam koleżankę, która jeszcze wiosną ub.roku była radosna, mimo walki z rakiem(przeżuty) była pełna chęci do życia. Wygrała, bo dzielnie walczyła. Teraz po raz kolejny musi podjąć walkę a jest zrezygnowana w totalnym dołku. Dziś mówi, że boi się bólu i nie ma siły do walki, "siadła" psychicznie i mimo, ze ma dla kogo żyć już nie chce podjąć kolejnej próby. Dużo o tym mówiła i zapytała czy rozumiem ją. Szczerze odpowiedziałam, nie, że zrozumie ja tylko ta osoba, która przechodziła przez tą chorobę i miała wzloty i upadki.
Trudno zrozumieć kogoś jeśli nie przeżyło się danej historii lub stanu.
Ja po tkwieniu przez tyle lat w toksycznym związku nie rozumiem, jak może kobieta wolna, samodzielna, "ustawiona" w życiu, dzielna, silna, nagle poddać się, zrezygnować z walki i fajnego życia jakie wiodła. Nie rozumiem........silny nagle słabnie? Walczyła a teraz nie ma siły? Więc można raz być silnym a raz słabym w tym samym przypadku ? Ja miałam prawo poddać się, ale ona ?
W moim przypadku z wesołej i samodzielnej dziewczyny stawałam się smutną, zawiedzioną kobietą a potem i bezradną, ZREZYGNOWANĄ.
Początkowo mąż mój był przemiły, troskliwy, zaglądający miłośnie w oczy i ciągle zajęty zarabianiem pieniędzy. Pociągał mnie swoją charyzmą. Kiedy pojawiły się kłopoty finansowe, jego charyzma dawała mi nadzieję, sens życia. Po latach ciągłych rozczarowań jego nieudanymi biznesami, traceniem pieniędzmi, łamaniem słowa przestałam patrzeć na niego z zachwytem. Im mniej miałam tego zachwytu w oczach, tym on mniej charyzmy w sobie (ale tylko w stosunku do mnie). Powoli, ale jednak ZAUWAŻALNIE stawał sie oprawcą a ja ofiarą. Nie godziłam się na obrażanie, poniżanie. Tłumaczyłam, wyjaśniałam i jeszcze raz tłumaczyłam. Uważałam ,że zrozumie.....może po setnym tłumaczeniu zrozumie, iże nie jestem jego wrogiem jak mi wmawiał i nie musi ze mną walczyć, obrażać, poniżać. Najbardziej chyba bolało zdradzanie i związane z tym oszustwo. Dziś tamte odczucia zniknęły a ból został po fiasku finansowym i tym, że potrafił przekonać ludzi obcych ale i rodzinę moją ( brata ciotecznego i jego żonę) , że mam urojenia. Sama chwilami dawałam wiarę tym słowom, miałam chwile zwątpienia w swoje zdrowe zmysły.
Najgorsze w tym wszystkim wydaje mi sie to, ze wiele z was tutaj dlugo dojrzewalo do samej mysli, ze to czego doswiadczacie jest w ogole zle. Sadze, ze na poczatku i przez dlugie lata czesc pan kojarzyla takie zachowanie z "normalnoscia". I dlatego zastanawia mnie fakt jak to jest mozliwe. Bo cierpienie, jakiekolwiek, nie jest normalnoscia w zwiazku partnerskim. I jak to jest, ze tego nie czulyscie czy nie kojarzylyscie?
26 lat w małżeństwie. Po 5 latach ogromne zadłużenie. Mąż był miły, dobry. Kolejne lata, kolejne kłopoty i moje pytania, jak możesz doprowadzać do takiego stanu rodzinę ? Jego charyzma i optymizm, dar przekonywania działały na mnie coraz mniej. Od 06 roku zaczęła się równia pochyła jak mówi Tarantella. Najpierw walczyłam, potem przyszła rezygnacja. Już od 07 roku mówiłam, rozstańmy się, ale tak naprawdę stawiałam sie do jego dyspozycji, wyboru.
Dzisiaj wiem, że dłuuuugo dojrzewałam. Dzisiaj wiem, ze od początku były sygnały ostrzegawcze ale ich nie zauważałam.
Nigdy nie kojarzyłam złych zachowań z normalnością. Dlaczego nie widziałam ich w swojej rodzinie ? Bo mi nie pozwolił. Pilnował abym nie zorientowała się. Świetnie opisuje to Tarantella na swoim blogu "chory cykl" - związek z psychopatą, ale myślę, ze i po przeczytaniu tego, dalej nie zrozumiesz o czym mówię tylko dlatego, ze nie przeżyłaś tego. NIKT tego nie zrozumie jeśli tego nie przeżył. Nie rozumiemy dlaczego raz ktoś walczy a innym razem poddaje się, raz pozwala w ciszy na zadawanie bólu innym razem krzyczy nie masz prawa. To chyba ma coś wspólnego z własnym dnem, o którym pisze często Wielokropek.
Mąż na trzeźwo" w białych rękawiczkach" molestował mnie. Było to mało czytelne, ale bolało( z czasem było wyraźniejsze i boleśniejsze). Kiedy zaczął pić a zaczął w 08 lub 07 roku, stawał się zwykłym chamem. Pierwsze razy usprawiedliwiałam "stanem upojenia". Zaproponowałam leczenie, ale on nie ma problemu więc nie musi się leczyć. Mnie odsyłał do lekarza "od głowy". Umęczył mnie i ja sama siebie i nie zrozumiesz tego kochana, bo nigdy nie byłaś w takim związku. Nie byłaś z psychopatą.
Wydaje mi się, że nie byłam kkzb, może stawałam się nią. Na pewno byłam współuzależnioną.
Czytam slowa zofi czasem, ze teraz potrafi powiedziec NIE albo STOP swojemu mezowi. A dlaczego nie 10-20 lat wstecz? Wysilek bylby ten sam. Dlaczego trzeba bylo az tylu cierpien by zobaczyc to, co male dziecko dostrzega instynktownie? Ze cos jest zle bo boli.
Przez lata mówiłam NIE, ale było ono mało stanowcze. Wysiłku trochę wkładałam przy dawnym NIE. Powtarzałam je wiele razy i często podniesionym tonem. Dzisiaj nie wkładam w to żadnego wysiłku. NIE "samo" mi się mówi
. Ja w sobie czuję potrzebę SZANOWANIA MNIE. NIKOMU już nie wolno obrazić mnie, zlekceważyć. Nie będę już SIĘ TŁUMACZYĆ NIKOMU, JUŻ NIE MOGĘ SIĘ TŁUMACZYĆ, BO POZBAWIA MNIE TO SZACUNKU DO SAMEJ SIEBIE. Każdy ma prawo rozumieć moje czyny i słowa jak rozumie a nie jak powinien rozumieć. Słów innych już nie muszę przyjmować. Mogę ale nie muszę. Jeśli mnie ranią, obrażają, są z poza granicy dobrego wychowania - mówię NIE. Wróciłam do "normalności"
ale jak od niej odeszłam tego nikt kto przez to nie przeszedł, nie zrozumie.
Kiedyś moje NIE było za mało stanowcze
Kiedyś zmiażdżono we mnie poczucie godności a może i sama pomogłam je zmiażdżyć ?
Dlaczego tyle kobiet akceptuje zlo i bol.? W imie czego? Tylko blagam, nie piszcie, ze milosci. Uwiazania sie do psychola tto moze, ale gdzie tu w tych opisach choc krztyna milosci z ich strony..albo i Waszej.
Ja nie akceptowałam zła i bólu. Ja walczyłam z mężem tłumacząc mu, ze nie ma racji, nie ma prawa, że mnie krzywdzi. Czułam się krzywdzona i to mówiłam! On jednak na zarzuty odpowiadał, chora jesteś lub milczał szyderczo uśmiechając się.
W imię miłości ? No właśnie czy w imię miłości można dać sobie uciąć rękę? Pewnie wiele osób mówi, ona( czyli ja) z miłości do niego próbowała się otruć. To nie było z miłości, to było z poczucia beznadziei, słabości, swojej słabości, dojścia w labiryncie do kolejnego miejsca bez szansy na wyjście z niego, sięgniecie dna, które w moim przypadku było tak nisko.
Jest coś takiego jak uzależnienie się od alkoholu, narkotyków, nikotyny. Rozumiem to ostatnie, bo palę namiętnie. Reszcie stanowczo mówię nie i nie rozumiem jak można się od tego draństwa uzależnić.
Rozumiem współuzależnienie od psychola ale nie umiem wytłumaczyć jak do niego dochodzi i na czym to polega. Te, które przeszły przez to, wiedzą jednak o czym piszę. Wiem jak inne mogą się czuć. bo sama to czułam.
Mój mąż "kochał" mnie bardzo. Długo mi to okazywał. Przytulał, całował, mówił, że modlić się do mnie może. Do końca witaliśmy się buziaczkiem po pracy. Kupował mi ulubione słodycze jeszcze dzień przed rozstaniem. Był to dowód troski, miłości, pamiętania o mnie. Zaspakajał tym swoje potrzeby, nie moje. Owszem miło było, czułam sie WYJĄTKOWA. Z nagrania wyjazdu do hotelu z kochanką, słychać jak robią zakupy w sklepie. M&M- y, ptasie mleczko, pytał. Nie lubiła. Lubiła białą czekoladę i kwaśne żelki i do końca tego związku te słodkości będzie jej przynosił w imię miłości, troski, pamiętania o niej. Długo będzie kobitka tak myślała.
Był czas, ze kochałam go, potem kochałam już tylko jego charyzmę i wyobrażenie o nim. On mnie rozczarowywał, zaskakiwał złymi decyzjami a potem i doszły do tego jego złe słowa w stanie upojenia. Dziwiło mnie, iż następnego dnia zachowywał się jakby nic się nie stało. Nie było prób usprawiedliwiania. Nawet synowi, którego przywoływał do wieczornych "dyskusji" nie mówił przepraszam. Nie mogę powiedzieć, że czuliśmy się lekceważeni. On po prostu od rana zachowywał się NORMALNIE jakby poprzedni wieczór był miłym rodzinnym wieczorem.
Mussuko można kochać wyobrażenie o kimś. Przykłademfilmowym jest Scarlett z "Przeminęło z wiatrem"
Dlaczego przez tyle lat zgadzalyscie sie i moze nadal zgadzacie, by odbierano Wam Wasze prawo do tego NIE? Czego tak naprawde sie obawialyscie: samotnosci, braku pieniedzy, reakcji rodziny, srodowiska, dzieci, jego? Przeciez to sa male malutkie detale jesli spojrzec na to z gory. Samotnosc w przypadku mlodych, inteligentnych i pieknych kobiet??? Bzdura. Brak finansow - chwilowa pzreszkoda, ktora jesli sie chce da sie usunac wlasnorecznie. Reakcja innych - a grzyb z nimi, to nie ich zycie. Reakcja jego??? Tym wiekszy grzyb, nuklearny.
Jest wiara - a może zrozumie a może się opamięta.
Rozważając odejście brałam pod uwagę: dach nad głową, pieniądze i wiarę w jego opamiętanie. Ogromne znaczenie ma brak pieniędzy, ale...........w moim przypadku doszło do tego, że już nic nie było ważne. Mogłam suchy chleb jeść i pod mostem mieszkać tylko aby bez niego. Owszem jeszcze rok zajęło mi podnoszenie się, ale wygrałam walkę sama ze sobą, udało mi się
przynajmniej mam taka nadzieję. Już pozbyłam sie z głowy "płyty": jaki był , co mówił, po co to robił......nie jestem zainteresowana nawet jego miną na wiadomość o rozwodzie, weselu, pogrzebie czy końcu świata. We mnie zapewne jest jeszcze ból, ale i świadomość realiów. Brzydzę się go i boję. Boję, ze skrzywdzi mnie finansowo.
Samotność. Byłam samotna przy nim. Dużo pracował. Czas wolny spędzał często sam. Owszem udawał, że chciałby abym była przy jego boku np. przy łowieniu ryb i namawiał mnie na wyjazd i szczerze żałował kiedy odmawiałam. Wyjazdy na ryby okazały się "rypaniem". Dziś Bogu dziękuję, że szukał innej i inna dała złapać się na haczyk.
Uratowałam siebie i dzieci ( jeszcze nie do końca niestety). Synom zrobiłby to samo co jego siostra córce. Zapewne zapytasz czy pozwoliłabym na to. Tak by mnie "wkręcił", że sama dzieci na to bym namawiała
.
Lukrecjo, te diably z Twojej przeszlosci juz nie istnieja, sa tylko w Twojej glowie i dlatego napisalam, ze to od CIEBIE tylko zalezy czy bedziesz szczesliwa czy nie. NIKT nie stoi Ci na przeszkodzie..tylko Ty sama.
Masz rację to wszystko jest w naszej głowie. Kiedyś oglądałam w TV program o zoofobii i np. Kobieta mówiła, że panicznie boi sie nietoperzy od czasów dzieciństwa, kiedy to nietoperz wleciał przez okno do jej pokoju. Problem powrócił, bo zamieszkała w okolicy gdzie było dużo nietoperzy. Próbowano jej pomóc przełamać strach. Robił to znawca tych ssaków. Najpierw opowiadał o nich i wyjaśniał, ze ten biedny nietoperz pomylił drogę i to on był przerażony, że jest w jakimś pomieszczeniu, w którym nie chciał być. Zdezorientowany bał sie zagubienia drogi do domu. W trakcie pięknych opowieści o nietoperzach pokazał jej młody egzemplarz i ona......z troską i czułością wzięła go w dłonie. Jej strach przestał istnieć, bo zrozumiała iż nie chciał jej ten biedaczek skrzywdzić, sam był przerażony, spanikowany.
Miłość, nienawiść, strach, tęsknota - to wszystko jest w naszej głowie i chodzi o to by ktoś potrafił pomóc nam zrozumieć to ![]()
Masz rację MUssuko NIKT nie stoi nam na przeszkodzie....tylko my same. I jeśli CHCEMY pozbyć się "diabłów" to w końcu znajdziemy sposób na pozbycie się ich
Mnie pomogło to forum !
9 514 2012-04-02 10:57:03
Ja wiem co to pastwienie się na d kimś w białych rękawiczkach, kiedy na zewnątrz nic nie widać, kiedy być może nikt nie wierzy. Ale jest sposób aby wyszło szydło z wora, jest. Oni nie są aż tak sprytni za jakich się uważają. Niestety.
9 515 2012-04-02 11:26:37
Ja natomiast w poscie zofii wyczuwam spora dawke uzaleznienia finansowego od meza. To jest dla mnie bardziej zrozumiale, bo tlumaczy jasniej (dla mnie jasniej:) dlaczego jest sie z kims, kto krzywdzi i przy ktorym nie chce sie w ogole byc.
Tylko to wtedy jest nie milosc a zaleznosc finansowa.
Ja podobny etap uzaleznienia tez mam za soba, z jednej strony chcialam odejsc a z drugiej strony lapal mnie strach, jak i gdzie bede mieszkac. Glownie nie o mnie chodzilo, zwinelaby m sie w dwa dni i wyjechala od eksa ale byly tez dzieci. To strach przed skazaniem ich na biedna wegetacje powstzrymywal mnie przed ostatecznym rozstaniem. Ale to nie znaczy, ze ja jeszcze cos czulam do eksa czy chcialam ten zwiazek ciagnac. Nie, czekalam na lepsze czasy, na uniezaleznienie sie od niego. Postanowilam stanac na glowie, znalezc prace i odejsc. Perfidne i wyrachowane? Byc moze ale perfidne jest tez obiecywanie milosci a dawanie czegos zupelnie innego w zamian. Gdybym zrezygnowala i z nim zostala, czulabym, ze sprzedalam siebie i swoje szczescie za jego pieniadze, za to, zeby miec chleb na stole i dach nad glowa. Milosci juz we mnie dawno nie bylo tylko chec ucieczki.
No i udalo sie, jestem calkiem wolna i niezalezna i szczesliwa:)
9 516 2012-04-02 11:49:34
Ja myślę, że głownie o pieniądze tutaj chodzi. Gdyby nie to zmiany następowałyby w ciągu jednego dnia. Ale też, gdybyśmy miały więcej, a oni byliby zależni od nas nie podskakiwaliby.
9 517 2012-04-02 12:07:59
Ja myślę, że głownie o pieniądze tutaj chodzi. Gdyby nie to zmiany następowałyby w ciągu jednego dnia. Ale też, gdybyśmy miały więcej, a oni byliby zależni od nas nie podskakiwaliby.
I ja dokladnie tak samo mysle:) Ciezko jest mi uwierzyc, ze ponad polowa piszacych tu kobiet naprawde jest ze swoim przesladowca dlatego, bo go jeszcze kocha tylko dlatego, ze boi sie odejsc (i tu klania sie kasa:).
Dlatego stawiam zawsze na inwestowanie przede wszystkim w siebie, zeby miec to wyjscie bezpieczenstwa na wypadek, jak cos pojdzie nie tak:) Nauka, praca, wlasne zarobki a dopiero potem wielka "milosc":)) Ale dziewczyny niestety, wszystko do gory nogami stawiaja a potem jest placz i zgrzytanie zebow;) Same widzicie po tym forum (nie watku a calym forum), jakie tragedie sie zdarzaja, ktorym naprawde mozna bylo zapobiec.
9 518 2012-04-02 12:15:35
Gdyby mieć tę wiedzę przed tym naszym ślepym zapatrzeniem w naszego rycerza na szkapie.
Przy którymś razie się nauczymy ![]()
Kasa na własne konto i w razie w adieu!!!
9 519 2012-04-02 21:12:36
Witam Kobietki
Własnie zdałam sobie sprawę,ze mam problem z odrzuceniem.
Zawsze On był na pierwszym miejscu i wszystko co Go dotyczyło.
Łapie się na tym,że meczy mnie to gdzie On wychodzi ,gdzie jest w nocy.
Moze bedzię inaczej jak się wyprowadzi po prostu nie bedę miała na to wpływu
zresztą teraz też nie mam ale to widzę ,może później bedzie lepiej.
Staram sie zając swoje mysli i zeby nie zrobic nic głupiego to piszę ,zeby sie wyciszyc.
Mam nadzieje ,ze kiedyś sie z tego wyleczę .
Ciągle jest mi wstyd że on mnie zdradził.
9 520 2012-04-02 21:51:37
Witam Kobietki
Własnie zdałam sobie sprawę,ze mam problem z odrzuceniem.
Zawsze On był na pierwszym miejscu i wszystko co Go dotyczyło.
Łapie się na tym,że meczy mnie to gdzie On wychodzi ,gdzie jest w nocy.
Moze bedzię inaczej jak się wyprowadzi po prostu nie bedę miała na to wpływu
zresztą teraz też nie mam ale to widzę ,może później bedzie lepiej.
Staram sie zając swoje mysli i zeby nie zrobic nic głupiego to piszę ,zeby sie wyciszyc.
Mam nadzieje ,ze kiedyś sie z tego wyleczę .
Ciągle jest mi wstyd że on mnie zdradził.
Kochana aisko...oj współczuję Ci bardzo. To musi być straszne-to,że mieszkacie razem...
Co z oczu to z serca...
Nie dziwię Ci się,ze myślisz...
Nawet rozumiem Twój wstyd...
9 521 2012-04-02 21:54:30
Ja myślę, że głownie o pieniądze tutaj chodzi. Gdyby nie to zmiany następowałyby w ciągu jednego dnia. Ale też, gdybyśmy miały więcej, a oni byliby zależni od nas nie podskakiwaliby.
Nie,nie o pieniądze tu chodzi,lecz o emocjonalne uzależnienie od zadawanego bólu i w związku z tym sinusoidy,a także odrzucenia...
To choroba,a głodny sytego nie zrozumie...
Kłania się dysfunkcjonalne dzieciństwo,brak wzorców,trauma.
9 522 2012-04-02 23:24:04
hm... napisał/a:Ja myślę, że głownie o pieniądze tutaj chodzi. Gdyby nie to zmiany następowałyby w ciągu jednego dnia. Ale też, gdybyśmy miały więcej, a oni byliby zależni od nas nie podskakiwaliby.
I ja dokladnie tak samo mysle:) Ciezko jest mi uwierzyc, ze ponad polowa piszacych tu kobiet naprawde jest ze swoim przesladowca dlatego, bo go jeszcze kocha tylko dlatego, ze boi sie odejsc (i tu klania sie kasa:).
Dlatego stawiam zawsze na inwestowanie przede wszystkim w siebie, zeby miec to wyjscie bezpieczenstwa na wypadek, jak cos pojdzie nie tak:) Nauka, praca, wlasne zarobki a dopiero potem wielka "milosc":)) Ale dziewczyny niestety, wszystko do gory nogami stawiaja a potem jest placz i zgrzytanie zebow;) Same widzicie po tym forum (nie watku a calym forum), jakie tragedie sie zdarzaja, ktorym naprawde mozna bylo zapobiec.
Błąd! Finanse nie mają nic do rzeczy. Mój mąż był bez pieniędzy, jest i do końca życia bez nich będzie.
Gdyby zmiany w zachowaniu męża nastąpiły nagle to faktycznie odeszłabym jednego dnia.
Miałam więcej i mój mąż nie czuł się zależny. Nigdy nie podjęłam nawet próby uzależnienia go od siebie. Miałam więcej i mój mąż ( już były
)przejął z czasem nie tylko moje pieniądze, ale i jeszcze sporą kwotę od mojej rodziny. Przejął i STRACIŁ i jeszcze zadłużył nas po uszy. O długach czy kłopotach finansowych dowiadywałam się ostatnia.
Połowa tu piszących kobiet miała przeróżne doświadczenia - bagaż przeżyć z dzieciństwa, nałóg, współuzależnienie, pecha trafiając na "dewiantów"( jak ja
) , pomroczność jasną ( jak ja
) i wiele, wiele innych. Myślę, że te kobiety kochają tylko wyobrażenie o partnerze. Dzisiaj pewna jestem, ze nie można kochać swego prześladowcy - tylko masochistka to potrafi.
Czy kasa ma znaczenie? zapewne tak, ale w sensie NIE PORADZĘ SOBIE. Raczej tkwi w nas takie przekonanie - bez niego zginę.
Problem tkwi też w niepłaceniu alimentów. Alimenty można mieć na papierze i tylko na papierze. Trudno alimenciarza zmusić do płacenia należnej nam kwoty. Kobieta zostaje więc z jedną pensją i walczy o wypłatę z FA kilku złotych. Nikt nie bierze pod uwagę jej problemu ani spółdzielnia ani elektrownia. I tu nisko kasa się kłania ![]()
Też każdej powiem, inwestuj w siebie. Czy będzie to wentyl bezpieczeństwa przy gromadce dzieci, dużych opłatach za mieszkanie i mężu, który nie płaci alimentów ? chyba nie. Da to nam jednak POCZUCIE bezpieczeństwa.
Każdej też powiem dziel obowiązki domu i wychowywania dzieci z mężem.
Mussuko gdybym wiedziała, ze upadnę to bym sobie posiedziała.......zdarzyć sie mogło innym, ale nie mnie. Przyznaję się bez bicia - tak myślałam....
9 523 2012-04-02 23:27:40
Gdyby mieć tę wiedzę przed tym naszym ślepym zapatrzeniem w naszego rycerza na szkapie.
Przy którymś razie się nauczymy
Kasa na własne konto i w razie w adieu!!!
Trening czyni mistrza ![]()
9 524 2012-04-02 23:47:31
Ciągle jest mi wstyd że on mnie zdradził.
Tobie wstyd ???.........Tobie wstyd, że zdradził ?
Zdrada to oszustwo. To on okazał się oszustem.
Ty kochana możesz wstydzić się MĘŻA, ale nie jego zdrad.
Za zdrady niech się sam wstydzi, ma czego.
Złodziej powinien wstydzić się a nie okradziony.
Zdradzający nie powinien móc spojrzeć sobie w oczy w lustrze.
TY śpij spokojnie, ty nie jesteś oszustką tylko oszukaną.
9 525 2012-04-02 23:48:55 Ostatnio edytowany przez aisa (2012-04-02 23:54:53)
No i udało mi się przetrwałam nic głupiego nie zrobiłam i nie powiedziałam.:)
Dziękuje zofio za słowa
wiem,ze to nie ja powinnam się wstydzić
ale nieraz wydaje mi się ,ze moze jak bardziej bym sie starała........
Może do tego by sie wyleczyć mam jeszce daleko
ale idę do przodu już nie robie jednego kroku w tył a dwa do tyłu
powolutku pre do przodu
Przez te dwa lata nauczyłam sie o sobie więcej niż przez resztę zycia
Czy naprawdę musimy dostać kopa w d...e by zacząć poznawać siebi?
9 526 2012-04-02 23:58:07
aisa napisał/a:Witam Kobietki
Własnie zdałam sobie sprawę,ze mam problem z odrzuceniem.
Zawsze On był na pierwszym miejscu i wszystko co Go dotyczyło.
Łapie się na tym,że meczy mnie to gdzie On wychodzi ,gdzie jest w nocy.
Moze bedzię inaczej jak się wyprowadzi po prostu nie bedę miała na to wpływu
zresztą teraz też nie mam ale to widzę ,może później bedzie lepiej.
Staram sie zając swoje mysli i zeby nie zrobic nic głupiego to piszę ,zeby sie wyciszyc.
Mam nadzieje ,ze kiedyś sie z tego wyleczę .
Ciągle jest mi wstyd że on mnie zdradził.Kochana aisko...oj współczuję Ci bardzo. To musi być straszne-to,że mieszkacie razem...
Co z oczu to z serca...
Nie dziwię Ci się,ze myślisz...
Nawet rozumiem Twój wstyd...
l_ukrecjo !.... błagam Cię ! Złodziej ma sie wstydzić a nie ofiara złodzieja. Zdradzający POWINIEN a nie zdradzany !
Czy można wstydzić się kradzieży za złodzieja ?
Czy można sie wstydzić zdrady za zdradzającego ?....L_krecjo kochana napisz, że odwołujesz swoje słowa
proszę Cię ![]()
9 527 2012-04-03 00:02:27
No i udało mi się przetrwałam nic głupiego nie zrobiłam i nie powiedziałam.:)
Dziękuje zofio za słowa
wiem,ze to nie ja powinnam się wstydzić
ale nieraz wydaje mi się ,ze moze jak bardziej bym sie starała........
Może do tego by sie wyleczyć mam jeszce daleko
ale idę do przodu już nie robie jednego kroku w tył a dwa do tyłu
powolutku pre do przodu
Przez te dwa lata nauczyłam sie o sobie więcej niż przez resztę zycia
Czy naprawdę musimy dostać kopa w d...e by zacząć poznawać siebi?
Widocznie musimy
.
Bardziej się starała, powiadasz....no to wymień swoje pomysły. Napisz, ciekawa ich jestem ![]()
9 528 2012-04-03 00:09:07
Dobra jesteś ![]()
Mój pan mąż uwielbia sex -może jakby miał częściej to by tego nie było
Może powinnam cześciej wychodzić z nim a nie siedzieć w domu
Być szczuplejsza (wydaje mi się że gruba nie jestem)
Lepiej sprzątać bo jak do tej pory to robiłam to zawsze było źle ,za brudno
chyba bym mogła jeszcze trochę po wymieniać ale jak to przeczytałam to doszłam do wniosku że to mie ma sensu
Jak chce się kogoś uderzyć to kij zawsze sie znajdzie
9 529 2012-04-03 00:50:35
hm... napisał/a:Ja myślę, że głownie o pieniądze tutaj chodzi. Gdyby nie to zmiany następowałyby w ciągu jednego dnia. Ale też, gdybyśmy miały więcej, a oni byliby zależni od nas nie podskakiwaliby.
Nie,nie o pieniądze tu chodzi,lecz o emocjonalne uzależnienie od zadawanego bólu i w związku z tym sinusoidy,a także odrzucenia...
To choroba,a głodny sytego nie zrozumie...
Kłania się dysfunkcjonalne dzieciństwo,brak wzorców,trauma.
Nie jestem DDA, DD inne. Nie mam skłonności do uzależnień (tylko papieroski i forum
). Miałam dobre wzorce (mam taką nadzieję).
Wiem jednak, ze z czasem zaczęłam zmieniać światopogląd. Uznawać zaczęłam, ze normalny dom to żona usługująca mężowi i mąż, który po ciężkiej pracy (tak mówił) wraca do domu i musi odpocząć. Ma od tego przecież dom by w nim odpoczywać.
Wiem, wiem, to było chore. Dzisiaj widzę cały świat inaczej. Kiedyś "wyzwolone" żony postrzegałam jako EGOISTKI
.
Czy te myśli były moje, czy moje wymuszone......tego jeszcze nie wiem. Zbyt długo trwał związek, bym mogła mieć pewność. Skłaniałabym sie w stronę wymuszonych.......teraz dzieci ganiam do zajęć domowych, kiedyś nie do pomyślenia. Mój BYŁY mąż właściwie na początku był robotny. Odkurzał, zmywał i gotować potrafił. Wszystko zmieniło sie po przyjściu na świat dziecka. Potem jak wracałam do pracy to i tak zostawało wszystko na mojej głowie, ale człowiek ambitny i do roboty męża miotłą nie zagoni... ehhh szkoda słów. Poza tym dostrzegał moją prace nagradzając mnie słowami, całusem, zachwytem w oczach. Potem zostały tylko słowa nakazujące, rozliczające. Bolało kiedy pytał, a co ty dzisiaj zrobiłaś, czym się zmęczyłaś. No niczym, leżałam i pachniałam ![]()
Nie, nie o pieniądze w tym chodzi, ZDECYDOWANIE NIE i myślę, gdyby odpowiedź i wychodzenie z tego było takie proste tego forum w połowie by nie było
.
9 530 2012-04-03 01:18:49
Dobra jesteś
Mój pan mąż uwielbia sex -może jakby miał częściej to by tego nie było
Może powinnam cześciej wychodzić z nim a nie siedzieć w domu
Być szczuplejsza (wydaje mi się że gruba nie jestem)
Lepiej sprzątać bo jak do tej pory to robiłam to zawsze było źle ,za brudno
chyba bym mogła jeszcze trochę po wymieniać ale jak to przeczytałam to doszłam do wniosku że to mie ma sensu
Jak chce się kogoś uderzyć to kij zawsze sie znajdzie
Dzięki ![]()
1. MÓJ PAN mąż- ostro ! Gdyby miał seks non stop to by tego nie było. W każdym innym przypadku zdarzyć by się mogło ![]()
2. Oczywiście jako para powinniście wolny czas chcieć spędzać razem i w domu, i poza nim. Z czasem jednak, fajnie jest od siebie odpocząć a nawet móc zatęsknić. Rozłąka nawet na dłużej, nie jest powodem do zdrad.
3. Anorektyczki też są zdradzane.
4. Nie jesteś automatem. Masz prawo być zmęczona, mieć gorszy dzień. On także brudzi w tym domu i ma obowiązek sprzątać. Nie podoba mu sie twoje robienie porządków...i słusznie. Powinnaś na stałe mu je przekazać i będzie miał zawsze czysto
. Będzie miał też okazję pokazać Ci jak się sprząta perfekcyjnie i ten perfekcyjny porządek utrzymuje.
To TY napisałaś, JAK SIĘ CHCE KOGOŚ UDERZYĆ TO KIJ SIĘ ZNAJDZIE. Nie daj się więcej bić po głowie tym kijem ![]()
9 531 2012-04-03 07:29:47
Znów dałam się uderzyć przysłowiowym kijem:)
Dlaczego zdradzający są tacy szczęśliwi a my takie żałosne
użalajace sie nad sobą .
I ciągle zastanawiające się dlaczego....
Wiem ,ze nigdy nie uzyskam na to odpowiedzi
myślałam ,że mam to już za sobą a jednak to pytanie wraca
może dlatego ,że wiem ,że On nadal jest z nią
że kupuje jej prezenty ,ze dobrze sie bawi
Wiem ,ze to juz nie moja bajka ale jednak jest mi ciężko
Ma sie wyprowadzić ale nie wiem jak to będzie nie wiem
co bedzie z nami czy zostaniemy tu czy będziemy musieli sie wyprowadzić
czy dam sobie radę z finansami
zbyd dużo nie wiadomych i dlatego sie boje.
Jestem uzalezniona od strachu od tego co będzie a nie od niego
jego już chyba .........nie kocham mam taka nadzieję
Zrobił tyle złego,zostało powiedziane tyle złych słów
Mam nadzieje że to tylko strach?
9 532 2012-04-03 08:22:37
Mussuko gdybym wiedziała, ze upadnę to bym sobie posiedziała.......zdarzyć sie mogło innym, ale nie mnie. Przyznaję się bez bicia - tak myślałam....
Jeszcze nie upadlas, poki co potknelas sie ale nadal stoisz.
Blagam kobiety - zostawcie juz te swoje dziecinstwa za soba, jak dlugo przywiazanie slepe do byle patalacha bedziecie tlumaczyc tym co Wam tatus i mamusia lat temu dziesci zrobili? Cos mi sie wydaje, ze to takie z lekka tlumaczenie wlasnych nieumiejetnosci odrozniania zlego od dobrego i wyrzucenia tego zlego jak najdalej od siebie.
Mnie mamusia roznymi narzedziami tez okladala nawet za niezjedzonego kotleta czy czworke z klasowki a tatus dal calej rodzinie popalic - ale z tego powodu to ja wlasnie wiem, ze to bolalo i bylo zle i dlatego zrobie wszystko by od tego zla uciec a nie powielac.
Zakladajac teoretycznie (choc i tak w to nie wierze), ze kasa zadnej roli tu nie gra i kobieta jest w stanie utrzymac siebie i dzieci bez obecnosci psychofaga w jej zyciu, to to, ze sie zgadzamy na zdrady, krzywdy, ponizania, oszustwa - to jest JEJ swiadomy wybor. Nie rodzicow alkoholikow czy pijackiego srodowiska. Skoro siedzi z psychofagiem i pozwala na krzywdy codzienne i majac te srodki finansowe nie odchodzi od niego, no to widac tak chce.
I jak mam wytlumaczyc swojej nierozumnej glowie takie tlumaczenie "ona bez niego zginie?". Zginie JAK? Kase wykluczylysmy, seksu pelno wokolo, wiec co jeszcze ma ten psychoag do zaoferowania swojej kobiecie? No wiem, wy to wiecie a ja nie i tluke w kolo to samo:)
Przypomina mi sie film "Mlodzi Gniewni", gdzie nauczycielka powiedziala tym czarnym odrzuconym przez spoleczenstwo dzieciakom z Bronxu, ze to ich wybor, jak swoje zycie przezyja, nie ich rodzicow (pijakow, prostytutek, gangsterow). Czesc z nich potrafila te szanse wykorzystac, czesc niestety poddala sie biernie i kontynuowala wzorzec rodzinny.
Fajnie, ze kobiety tu piszace maja na tyle swiadomosci i sil, zeby wreszcie zobaczyc to co dla innych , powiedzmy "zdrowych" jest widoczne golym okiem. Fantastycznie, ze zdecydowaly sie na rozstanie. Ale pelen sukces osiagna dopiero jak skoncza z zalem i zdziwieniem i szukaniem przyczyn. Bo chyba nie ma logicznego uzasadnienia na jakiekolwiek z zachowan psychofagow. Oni sie tacy rodza i tacy umieraja wiec co tu rozstrzasac. Lepiej trzymac sie od nich z daleka, jak od zarazy. I nie zalowac ani jednego dnia bez nich tylko kazdego dnia straconego z nimi.
9 533 2012-04-03 09:24:58
Dobra jesteś
Mój pan mąż uwielbia sex -może jakby miał częściej to by tego nie było
Może powinnam cześciej wychodzić z nim a nie siedzieć w domu
Być szczuplejsza (wydaje mi się że gruba nie jestem)
Lepiej sprzątać bo jak do tej pory to robiłam to zawsze było źle ,za brudno
chyba bym mogła jeszcze trochę po wymieniać ale jak to przeczytałam to doszłam do wniosku że to mie ma sensu
Jak chce się kogoś uderzyć to kij zawsze sie znajdzie
Witaj aisa, ja również miałam takie myśli, gdybym to, gdybym tamto i może dalej bym się zamęczała tym "gdybym", gdyby mąż w pewnej chwili powiedział coś co otworzyło mi oczy: w sumie to nie chodzi o te porządki, czy gotowanie, tutaj można pójść na kompromis problem w tym, że TY NIE JESTEŚ TĄ KOBIETĄ!
Tak więc wyrzuć te wszystkie gdyby, one już niczego nie zmienią, a Ty nie będziesz niepotrzebnie się zadręczać. Ja podobnie jak TY mieszkam jeszcze z mężem, ale czas robi swoje, wypracowałam pewien dystans, jest łatwiej, uwierz, że Ty też pewnego dnia osiągniesz spokój, pozdrawiam ![]()
9 534 2012-04-03 09:50:47 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-04-03 09:52:41)
Mussako, to nie jest tak, że my psychofaga nie kochałyśmy, nie chciałyśmy z nim być, a związek trwał, bo bałyśmy się samodzielności finansowej.
Zdaniem mojej psycholog znakomita większość kobiet kochających za bardzo to kobiety sukcesu! Sama mam dwa fakultety, znam dwa języki, zarabiałam więcej od męża. My jesteśmy długo ich wsparciem, gdy się potykają, eksperymentują, czy ponoszą porażki np. fiasko prywatnych biznesów, które miały przynosić bajońskie sumy, to my zapewniamy byt, jesteśmy oparciem.
Dlatego nie zgadzam się z tym, że to finanse są fundamentalnym powodem.
Mussako, tutaj na forum wałkujemy to, co złego się działo w związku, ale nie zapominajmy o tym, ile dowodów miłości dostawałyśmy od naszych partnerów. Na tym polega toksyczny związek i w tym tkwi jego siła.
Wpadki były rzadko i wynikały nijako z ich mniejszych zdolności wrodzonych czy tego uroczego, często zbyt beztroskiego, charakteru.
Oni nie jawili się jako ludzie źli, ale jak lekko rozkapryszone dzieci, za to uśmiechnięte, towarzyskie, z głowa pełną marzeń i pomysłów.
Ja uważałam mojego męża za człowieka skrzywdzonego przez rodziców i bardzo wrażliwego. Często było mi wstyd, gdy to on, a nie ja, nalegał by jechać na czyjś pogrzeb, by zmarłego godnie pożegnać. To on po katastrofie w smoleńsku, czy śmierci JP II ronił łzy.
Na co dzień dużo mnie przytulał, był łagodny i czuły. Koleżanki nie mogły wyjść z podziwu, że otwiera mi drzwi, nosi zakupy, prasuje... O porządek w domu dbał bardzo, to on odkurzał, zmywał podłogi, sprzątał kuchnię. Sam sobie robił tez pranie i prasował. Dostawałam kwiaty bez okazji i śniadania do łóżka. Liczbą otrzymanych czułych smsów przebiłabym zapewne 3/4 populacji ziemskiej:) W łóżku bardziej dbał o mnie, niż o siebie, był cierpliwy, nigdy nie naciskał, a zaczęliśmy ze sobą sypiać dopiero po 2 latach związku. Mam koleżanki, które nigdy nie nauczyły się czerpać przyjemności z seksu, bo mężowie są nieczuli na ich potrzeby, ja miałam jej wiele, włącznie z całowaniem paluszków u stóp:)
Pamiętam, gdy zachorowałam w podróży otulił mnie kocykiem i zawiózł do domu, jak cenny skarb.
Ja czułam się wielką szczęściarą. Nie znałam drugiego mężczyzny, który mógł mu dorównać, kochałam go, uwielbiałam.
A on długo ubóstwiał mnie. Te stany upojenia, te górki u mnie trwały bardzo długo, potem była wpadka, następnie znowu wyznania i "miesiąc miodowy".
Gdyby było źle, odeszłabym. Tyle, że on jawił się jak dobry, ale zagubiony, słaby człowiek, który popełnił błąd, bo nie wiedział, bo nie miał wzorców... Ale nigdy nie uważałam, że robi cokolwiek z premedytacją. Poza tym tak BARDZO mnie przecież kochał.
Więc jak kobieta tak kochana może odejść, bo on się spóźni? bo na jaw wyjdzie jakieś kłamstwo? bo upije się z kolegą? Zdarzało się raz, potem było znowu dobrze. On zapewniał, że tylko ze mną może być szczęśliwy, że nikogo innego nie mógłby pokochać...
To tak z grubsza wygląda. Romantyczny związek, pod płaszczykiem prawdziwej głębokiej miłości zakradają anormalne zachowania i granice są niepostrzeżenie przekraczane.
Ja sama pamiętam, jak w końcu przestałam dzwonić, gdy mąż był w delegacji z kolegami. Tak bardzo bałam się go osaczać, co on tez często mi zarzucał, że zrezygnowałam z mojej potrzeby poczucia więzi i nawet nie zauważyłam, że przestałam oczekiwać tego, co w związku jest normalne i naturalne. Zwracały mi na to uwagę miny zdziwionych znajomych, gdy słyszeli, że nie wiem co u D, bo dziś nie dzwonił, a był wieczór...
W takim związku nic nie dzieje się gwałtownie,każdy destrukcyjny ruch popierają dowody uczucia. To co normalne, miesza się z tym, co nienormalne. I wbrew temu, co piszesz Mussako, dom rodzinny i wzorzec z niego wyniesiony gra tu wielką rolę.
W moim odczuciu mój związek był lepszy niż te wszystkie nieszczęśliwe związki wkoło- rodzice, ciocie, znajomi. Nie chciałam powielać tego, co zrobili oni. Z nim tworzyłam coś innego, wyjątkowego, nie powielałam złych wzorców, ale bez tych dobrych łatwo lekko skręcić z drogi.
Nie, nigdy nie dałam się sponiewierać, w domu nie było krzyków, wulgaryzmów, przemocy. Ta jego zdarzająca się oziębłość emocjonalna przeplatana wielkim gorącym dozgonnym uczuciem i tak była dla mnie cudem w porównaniu z tym, co widzę na co dzień w innych związkach.
Omijałam to, co złe, nie wiedziałam tylko jak wygląda prawdziwy partnerski związek. Nie umiałam go z nim stworzyć. Matkowałam. Sama się zastanawiam, czy musiałam, bo przecież on ode mnie tego wymagał- pytał o rady, o to jak się ubrać, dawał mi miale służbowe do sprawdzenia..., czy może ja również podświadomie boję się takiego "wolnego układu". I słowa "wolny używam tu umyślnie.
Gdzieś przeczytałam fragment, który opisuje w pełni istotę mojego kkzb. Tekst mówił o tym, że jakaś dziewczyna była od dziecka karmiona opowieściami o tym, jacy mężczyźni są źli, jak ranią, jakie podłe rzeczy potrafią zrobić. Silna potrzeba miłości i fascynacja płcią przeciwną sprawia, że mimo negatywnego postrzegania mężczyzn kobieta chce wejść w związek. Pełna obaw wybiera sobie jednak na partnera człowieka zranionego. On jest "bezpieczniejszy", bo kogo najłatwiej do siebie przywiązać? uzależnić, jak pohamować te nieokiełznane popędy w mężczyźnie, jak nie właśnie poprzez wybór mężczyzny, który będzie wdzięczny? Kkzb pomaga mu, utwierdza go w przekonaniu, że nikt inny go nie kochał i nie będzie kochał tak bardzo, jak ona. Jest mu potrzebna. Układ ten ma jednak podstawową wadę- już na wstępie potrzebny jest mężczyzna z problemem...
I to jest dokładnie moja historia. I pewnie dopóki zdania o mężczyznach nie zmienię i nie podbuduję poczucia własnej wartości do związku będę wybierać tych potrzebujących" a nie pełnowartościowych z lęku przed odrzuceniem. Paradoks, ale tak działam. I tak działa pewnie wiele nas stąd.
Ściskam Was wszystkie!
9 535 2012-04-03 10:12:15
To zapytam Faworytko krotko i prosto: skoro bylo jak w bajce i kasa was nie trzymala, to co sie stalo, ze sie rozstalas z Twoim mezem?
Albo inaczej: co Cie przy nim trzymalo jak juz odkrylas, ze to zloto wcale sie prawdziwym blaskiem nie swieci? I ze cala ta "romantyczna" milosc to pic na wode? Kochal i sie odkochal? Tak tez bywa. Czy moze nigdy nie kochal?
Ja juz zreszta przestane tu dywagowac, bo faktem jest niezaprzeczalnym, ze nigdy nie bylam i mam nadzieje nie byc osoba kochajaca za bardzo. W mysl przyslowia, ze co za duzo to niezdrowo. Ja uwielbiam dawac ale lubie tez brac. Jak odczuwam pustke po tej drugiej stronie dawcy to juz wiem, ze cos jest nie tak.
Pozdrawiam i kazdej z Was zycze pelnego ozdrowienia, takiego az do momentu, kiedy znowu polubicie mezczyzn:)
9 536 2012-04-03 11:52:20
Mussako, próbowałam Ci pokazać, że to wszystko nie jest takie czarno-białe i jednoznaczne, przynajmniej nie zawsze.
Nie było to bajka, ale horror tez nie.
Stąd to "dno" przychodzi późno, bo destrukcja jest rozciągnięta w czasie.
Pomału odbiera nam się to, co wcześniej ochoczo dawano.
I nie mamy do czynienia z wyłącznym biorcą. Początkowo jest to partner, który spełnia nasze potrzeby i marzenia.
A potem jest to przeplatanka- jedna wpadka, czy oziębłość, a po tydzień słodyczy.
Co się stało? Tak, odkochał się. Czy kochał, jak kochał i do kiedy- na te pytania ja nie umiem Ci odpowiedzieć, trzeba by było zapytać jego.
Co mnie trzymało?
Po pierwszych słowach, że "nie kocha mnie, jak dawniej" itp. rozmawialiśmy długo, odpowiedziałam, że nie spełnię jego oczekiwań względem związku. Chciałam się wyprowadzić, nie czułam nienawiści do niego, wtedy mogliśmy się rozstać z szacunkiem.
On zaproponował psychologa, niby chciał walczyć, jakoś tam, na jego pokrętny sposób mu na mnie i na nas zależało. On dawał mi nadzieję, tulił, mówił, że przecież nie wszystko stracone, że mamy za sobą tyle wspólnych pięknych chwil... A mnie trzymała moja miłość, 9 wspólnych lat, ślub kościelny i tradycyjne poglądy, wspomnienia.
Wiedziałam też, że pary miewają różne kryzysy, chwile zwątpienia. Wcześniej jego zachowanie zasadniczo nie odbiegało od tego, co widziałam wkoło. Ochłodzenie relacji tłumaczyłam 9 letnim związkiem, wspólnym mieszkaniem, wyczerpującą pracą. Nie ma związków idealnych i jego błędy uważałam za takie normalne problemy pary, wcale nie większe od tych, które mają znajomi, czy rodzina. I tak, jak wspominałam, niejednokrotnie przy porównywaniu postawy męża z innymi mężczyznami, to on wypadał na plus. To, że w tym trwałyśmy nie było takie irracjonalne. Podejrzewam, że gdyby ocenić z zewnątrz znane mi związki, zaangażowanie i wkład partnerów, to może ze wszystkich par zostałoby 5. Reszta w moim odczuciu jest podobnie ułomna. Który z nich tak zawsze "blaskiem świeci"?
Gdy widziałam już, że jemu jednak nie zależy, że nic nie robi zaczęłam wywozić swoje rzeczy i szukać stancji. Gdy przestał mnie szanować decyzja była jasna, mimo uczuć które do niego żywiłam. Nie zgodziłam się na układy, zdrady, imprezy itp.
Nie oceniam swojego zachowania jako głupiego, czy irracjonalnego. W takich pokrętnych warunkach i bombardowane zapewnieniami i dowodami miłości, gubiłam już trzeźwy obraz sytuacji. Momentami byłam w niebie, a za chwilę czułam się samotna. Kombinowałam tylko, jak to niebo zatrzymać, jak wydłużyć te chwile zainteresowania mną.
Bo przecież był cudowny, gdy chciał. Próbowałam robić tak, by chciał zawsze.
Nie wiedziałam już pod koniec, czy chcę za mało, czy za dużo, czy on mnie olewa, czy ja go osaczam, czy mnie kocha, skoro mówi, czy nie kocha, skoro znika... A może znika, bo ja byłam zbyt zaborcza...? Mówię Ci, można zwariować.
Pamiętam, jak wyjeżdżał na delegację z nią (wtedy nie wydało się jeszcze,m że mają romans, ale byłam zazdrosna), jak wracali zadzwonił do mnie, powiedział, że spali w 1 pokoju hotelowym, żeby było taniej. Przed wyjazdem obiecał mi, że nie będą razem spać. Zdenerwowałam się, ale on na to, że przecież by mi nie mówił, gdyby miał coś do ukrycia i że gdyby chciał to hoteli po drodze są tysiące. Sam z siebie obiecał, że to się nigdy nie powtórzy.
Musiałam zadzwonić do przyjaciółki, żeby uzyskać informację zwrotną od niej, czy to jeszcze norma, czy przegięcie. Tak bardzo już sobie nie ufałam, tak byłam w tym wszystkim zaplątana.
Człowiekowi można wmówić wiele, nawet to, ze jest nienormalny.
Gdyby taki związek od wewnątrz dało się zbadać, wymierzyć, sprawdzić, to zapewniam Cię, że ja bym tam swojej nogi nie postawiła!
Nasi partnerzy sami gubią się w swoich uczuciach i emocjach, nic dziwnego, ze gubiłyśmy się my.
Kochają wylewnie, ale nietrwale, kochają mocno, ale płytko. Nam się w głowach nie mieści, że taka miłość jest możliwa.
9 537 2012-04-03 11:57:27
zofia282 napisał/a:Mussuko gdybym wiedziała, ze upadnę to bym sobie posiedziała.......zdarzyć sie mogło innym, ale nie mnie. Przyznaję się bez bicia - tak myślałam....
Jeszcze nie upadlas, poki co potknelas sie ale nadal stoisz.
Mussuko, nie można przez potknięcie nazwać długów po uszy i trwanie w związku, który doprowadza do rezygnacji z życia. Nie wstydzę się tego. Byłam słaba i upadłam. Upadłam i to boleśnie. Podnoszę się i stoję ale jeszcze podparta o forum. Nie mam pewności stabilnego stania. obawiam się, że jedno zajście, słowo może powalić, zniszczyć moje podnoszenie. Każdego dnia podkreślam jak mocna dziś byłam. Wiadomości o byłym, te dobre i te złe, nie robią na mnie wrażenia - plusik, nadal jestem szczęśliwa z wolności -plusik, doceniam ją i cieszę się z niej- plusik. Zauważam w postach innych kobiet niezrozumiałą "ślepotę, głuchotę"- kolejny plusik.Widzę ich uzależnienie, wybaczanie, czego nie da się wybaczyć - znowu plusik. Tak to siebie kontroluję i sprawdzam a może tylko potwierdzam :)
Kolka dni temu miałam sprawę apelacyjną o pieniądze z weksla - część spadku po moim ojcu. Sprawa oczywista. Mam testament i weksel, podpisany przez ojca znajomego, jako zabezpieczenie pożyczki. Pozwany nie ma żadnego dokumentu, potwierdzającego wykup (czyli spłatę) tego weksla. Uzasadnienie sądu pierwszej instancji było żenujące i nie miało się ni jak do faktów i co najważniejsze do dowodów. Byłam pewna, ze w sądzie apelacyjnym wygram. Przegrałam a uzasadnienie tak mnie ubawiło, ze uśmiech zagościł na twarzy i tylko przez powagę miejsca (zaczynam zmieniać zdanie) nie śmiałam się głośno. Pod salą czekała moja mama. Zdałam sobie sprawę, ze mój uśmiech będzie dla niej znakiem mojej wygranej. Uśmiechając się kiwałam głowa "na nie". Owszem zabolało przegranie tej sprawy, oburzyło, ale śmiać się mogę z sądu, który kpi z dowodów, z przepisów prawa, powagi, uczciwości sądu. Odwoływać się będę dalej do rzecznika praw obywatelskich ( do najwyższego sądu nie mogę).
Całe to zajście pokazało mi, ze nie jestem juz słaba, załamująca się. Co powinno oburzać -oburzyło mnie, ale nie powaliło - to nie plusik, to ogromny plus :)
I jak mam wytlumaczyc swojej nierozumnej glowie takie tlumaczenie "ona bez niego zginie?". Zginie JAK? Kase wykluczylysmy, seksu pelno wokolo, wiec co jeszcze ma ten psychoag do zaoferowania swojej kobiecie? No wiem, wy to wiecie a ja nie i tluke w kolo to samo:)
Mówiłam Ci, trudno to wytłumaczyć, trudno zrozumieć. Ja każdemu narkomanowi, alkoholikowi powiem to samo- nie rozumiem jak można przez nałóg życie sobie marnować - ja ich nie rozumiem, pomimo ich tłumaczeń.
Psychofag ma wiele do zaoferowania : czułe słówka, poczucie bezpieczeństwa, gorącą miłość, niezapomniane chwile w początkowej fazie znajomości, spełnienie obiecanek a obiecać może ci wszystko i wie czego pragniesz, czego potrzebujesz. Oferuje ci PARTNERA idealnego. Łagodny, inteligentny, zaradny,wrażliwy, troskliwy, wzorowy mąż i ojciec. Wszystko to jednak jest fikcją. Chce cię zdobyć by zniszczyć. Będzie czerpał z tego niszczenia przyjemność a nawet rozkosz. Twoje "zapadanie się", cierpienie rajcuje go.
Tobie przypomniał się film a mnie obóz zagłady. Jedni poddali się, inni nie, a jeszcze inni życiem ryzykowali ucieczkę. Jedni przekazywali swoje wspomnienia łkając, inni nawet potrafili uśmiechnąć się przy tak traumatycznych wspomnieniach.
Zgadzam się z Tobą, można dokonać wyboru ale trzeba najpierw mieć świadomość, ze tkwi się w "bagnie". Ci co ROZUMIEJĄ, że w bagnie tkwią i bagno ich wciąga, i nie chcą już w nim być, mają szanse na inne życie......jeśli zdadzą sobie sprawę, ze nie bagno dla ratunku muszą osuszyć (to byłby cud jakiś), tylko siebie przy pomocy czegokolwiek wyciągać z niego. Dziękować Bogu mogą Ci, co znajdą sposób na wyjście z niego SAMODZIELNE. Ja już raz zachłyśtnięta dziadostwem, znalazłam siły na wyczołganie się, dałam radę, poradziłam sobie. Wygrzebując się poraniłam dotkliwie, a potem tu leczyłam rany.
Ale pelen sukces osiagna dopiero jak skoncza z zalem i zdziwieniem i szukaniem przyczyn. Bo chyba nie ma logicznego uzasadnienia na jakiekolwiek z zachowan psychofagow. Oni sie tacy rodza i tacy umieraja wiec co tu rozstrzasac. Lepiej trzymac sie od nich z daleka, jak od zarazy. I nie zalowac ani jednego dnia bez nich tylko kazdego dnia straconego z nimi.
Pełen sukces, to kiedy możemy śmiać się z tych wspomnień ( tak mi się wydaje).
Są uzasadnienia na działania psychofagów. Tam gdzie w mózgu jest miejsce na uczucia u nich jest pustka. To taka wada, feler i nie da się go uleczyć. Ich jedynym działaniem jest samozadowolenie, kosztem destrukcji, "niszczenia" wszystkich.
Kochana najlepiej jest śmiać ze wspomnień, ale i mieć świadomość, ze są ludzie z kamienia, że są wśród nas i jest ich dużo i są zagrożeniem.
9 538 2012-04-03 12:11:39 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-04-03 12:11:59)
Są uzasadnienia na działania psychofagów. Tam gdzie w mózgu jest miejsce na uczucia u nich jest pustka. To taka wada, feler i nie da się go uleczyć. Ich jedynym działaniem jest samozadowolenie, kosztem destrukcji, "niszczenia" wszystkich.
Kochana najlepiej jest śmiać ze wspomnień, ale i mieć świadomość, ze są ludzie z kamienia, że są wśród nas i jest ich dużo i są zagrożeniem.
Zosiu, jak mi się podobają Twoje ostatnie posty! Zmieniłaś się. ![]()
9 539 2012-04-03 12:41:48 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-03 12:59:57)
Ludzie z kamienia, Zofio. Tak, to jest to. Perfidni, zimni dranie.
A ja tak milczę, bo nie wiem co myśleć. Zestawiam sobie na szali wszystko, tylko po co? Czy moje życie byłoby lepsze gdybym nie pozbyła się idioty, gdybym obok niego robiła tak jak on chce. Przynajmniej sex bym miała. Ale obrzydliwy. Czy jest do czego wracać?
Jutro się zobaczymy. Mam obrzydzenie do niego. Kiedy pomyślę, że mogłam z nim... robi mi się niedobrze.
Może wreszcie będzie spokój.
A do różnych myśli chyba skłania to, że teraz nie jest dobrze. A miało być. Ja już nie wierzę w to, że kiedykolwiek będzie.
Ten znów wyprowadza mnie z równowagi. Czasem dobry, czasem irytujący. Nie pojmuję jego zachowań.
Kiedy jedno czyści, drugie brudzi.
Ma w rękach szmatę, wyciera psu łapy a potem nie umytymi rękami łapie za mopa i ściera podłogę. I nie rozumiem po co ciągnie psa do łazienki po spacerze, gdzie jest mokra podłoga. Robi się błoto. Kiedy zwracam uwagę, on kontra, nie, uprze się, nie zrobi. Jak poproszę nie zawsze działa. I znów męczarnia. Żeby jeszcze. Ale w kółko to samo. Czy sprzątanie naprawdę wymaga takiej logiki i zorganizowania, że tak trudno to pojąć? I jak zetrze po psich łapach to mam brudny kij od mopa, podłogę, bo nie dokładnie starta i umywalkę, bo szmaty nie wypłuka no i szmatę. Ale to ja się czepiam. Tak więc wczoraj jak przylazł z tym psem do łazienki zaczęły się dywagacje, a denerwuje mnie to strasznie. Moje gadanie nic nie dawało, on złośliwie dogadywał, więc oblałam go prysznicem. A potem jak nie chciał posprzątać i wytrzeć to go zdezynfekowałam płynem do szyb, tak, że od dołu do pasa był w pianie, nie psikałam po twarzy oczywiście. I czemu nie widzi co robi, czemu? Tylko wciąż mnie się czepia?
Nic nie zrobi. Wanny nie odetka, umyje się i nie wyleje wody, tylko zostawi takie to to w wannie i co ja mam z tym zrobić? Użeranie się.
A jeszcze jest młody człowiek, który potrzebuje normalnego wzorca. A ja czasem nie daję rady nerwowo, nie daję. Ale to nie on mnie denerwuje, tylko ja sama siebie. I sprzątać ja mam skoro mi bajzel przeszkadza, że on mi nie każe. A jak ktoś za przeproszeniem nawali w pokoju na środku i zostawi to nie trzeba tego sprzątnąć, tylko może usiąść sobie jeszcze i napawać się aromatem. Czy to nie jest debilizm?
9 540 2012-04-03 12:59:24
witam wszystkich, nawet nie zdawałam sobie przed przeczytaniem tych postów z tego, że jestem kobietą kochającą za mocno...
Mam problemy z chłopakiem, często kłamie, flirtuje z innymi , wykorzystuje mnie emocjonalnie. Zrywałam chyba 100 razy, jednak zawsze wracam.
Boję się "być bez niego", bo mimo, że jest jaki jest, czasem jest między nami dobrze.
Mam nadzieję, że kiedyś rozum weźmie górę nad sercem. Mamy po 20 lat, planujemy wspólne mieszkanie, wyjazd za granicę.
Mam nadzieję, że nie będzie za późno, żeby to skonczyć.
pozdrawiam.
9 541 2012-04-03 13:01:01
Jesteście jeszcze bardzo młodzi. Jeśli w głowie mu inne dziewczyny to nie jest dobry znak.
9 542 2012-04-03 13:25:30
Mussako, próbowałam Ci pokazać, że to wszystko nie jest takie czarno-białe i jednoznaczne, przynajmniej nie zawsze.
Nie było to bajka, ale horror tez nie.
Stąd to "dno" przychodzi późno, bo destrukcja jest rozciągnięta w czasie.
Pomału odbiera nam się to, co wcześniej ochoczo dawano.
I nie mamy do czynienia z wyłącznym biorcą. Początkowo jest to partner, który spełnia nasze potrzeby i marzenia.
A potem jest to przeplatanka- jedna wpadka, czy oziębłość, a po tydzień słodyczy.Co się stało? Tak, odkochał się. Czy kochał, jak kochał i do kiedy- na te pytania ja nie umiem Ci odpowiedzieć, trzeba by było zapytać jego.
Co mnie trzymało?
Po pierwszych słowach, że "nie kocha mnie, jak dawniej" itp. rozmawialiśmy długo, odpowiedziałam, że nie spełnię jego oczekiwań względem związku. Chciałam się wyprowadzić, nie czułam nienawiści do niego, wtedy mogliśmy się rozstać z szacunkiem.
On zaproponował psychologa, niby chciał walczyć, jakoś tam, na jego pokrętny sposób mu na mnie i na nas zależało. On dawał mi nadzieję, tulił, mówił, że przecież nie wszystko stracone, że mamy za sobą tyle wspólnych pięknych chwil... A mnie trzymała moja miłość, 9 wspólnych lat, ślub kościelny i tradycyjne poglądy, wspomnienia.Wiedziałam też, że pary miewają różne kryzysy, chwile zwątpienia. Wcześniej jego zachowanie zasadniczo nie odbiegało od tego, co widziałam wkoło. Ochłodzenie relacji tłumaczyłam 9 letnim związkiem, wspólnym mieszkaniem, wyczerpującą pracą. Nie ma związków idealnych i jego błędy uważałam za takie normalne problemy pary, wcale nie większe od tych, które mają znajomi, czy rodzina. I tak, jak wspominałam, niejednokrotnie przy porównywaniu postawy męża z innymi mężczyznami, to on wypadał na plus. To, że w tym trwałyśmy nie było takie irracjonalne. Podejrzewam, że gdyby ocenić z zewnątrz znane mi związki, zaangażowanie i wkład partnerów, to może ze wszystkich par zostałoby 5. Reszta w moim odczuciu jest podobnie ułomna. Który z nich tak zawsze "blaskiem świeci"?
Gdy widziałam już, że jemu jednak nie zależy, że nic nie robi zaczęłam wywozić swoje rzeczy i szukać stancji. Gdy przestał mnie szanować decyzja była jasna, mimo uczuć które do niego żywiłam. Nie zgodziłam się na układy, zdrady, imprezy itp.
Nie oceniam swojego zachowania jako głupiego, czy irracjonalnego. W takich pokrętnych warunkach i bombardowane zapewnieniami i dowodami miłości, gubiłam już trzeźwy obraz sytuacji. Momentami byłam w niebie, a za chwilę czułam się samotna. Kombinowałam tylko, jak to niebo zatrzymać, jak wydłużyć te chwile zainteresowania mną.
Bo przecież był cudowny, gdy chciał. Próbowałam robić tak, by chciał zawsze.Nie wiedziałam już pod koniec, czy chcę za mało, czy za dużo, czy on mnie olewa, czy ja go osaczam, czy mnie kocha, skoro mówi, czy nie kocha, skoro znika... A może znika, bo ja byłam zbyt zaborcza...? Mówię Ci, można zwariować.
Pamiętam, jak wyjeżdżał na delegację z nią (wtedy nie wydało się jeszcze,m że mają romans, ale byłam zazdrosna), jak wracali zadzwonił do mnie, powiedział, że spali w 1 pokoju hotelowym, żeby było taniej. Przed wyjazdem obiecał mi, że nie będą razem spać. Zdenerwowałam się, ale on na to, że przecież by mi nie mówił, gdyby miał coś do ukrycia i że gdyby chciał to hoteli po drodze są tysiące. Sam z siebie obiecał, że to się nigdy nie powtórzy.
Musiałam zadzwonić do przyjaciółki, żeby uzyskać informację zwrotną od niej, czy to jeszcze norma, czy przegięcie. Tak bardzo już sobie nie ufałam, tak byłam w tym wszystkim zaplątana.
Człowiekowi można wmówić wiele, nawet to, ze jest nienormalny.Gdyby taki związek od wewnątrz dało się zbadać, wymierzyć, sprawdzić, to zapewniam Cię, że ja bym tam swojej nogi nie postawiła!
Nasi partnerzy sami gubią się w swoich uczuciach i emocjach, nic dziwnego, ze gubiłyśmy się my.
Kochają wylewnie, ale nietrwale, kochają mocno, ale płytko. Nam się w głowach nie mieści, że taka miłość jest możliwa.
Dobrze, wszystko jest tu jasne tylko dlaczego Ty uwazasz siebie za KKZB? Jak dla mnie z tego opisu nic nie wskazuje na takie uzaleznienie. Jak kazda osoba, ktora kocha, ktorej zalezy i ktora zostala zraniona - bronilas sie i waszego zwiazku. Ale ja bym tak samo postapila.
Odeszlas jak byl juz najwyzszy czas i nie zalujesz tego (no moze wspomnien, w koncu to 9 lat) wiec tez dalas dowod temu, ze kochasz przede wszystkim siebie.
Ja tu nie widze KKZB. Walke o milosc i przetrwanie ale tylko do momentu, kiedy widac, ze to walka z wiatrakami. Miliony osob tak postepuja.
9 543 2012-04-03 13:37:15
Ludzie z kamienia, Zofio. Tak, to jest to. Perfidni, zimni dranie.
A ja tak milczę, bo nie wiem co myśleć. Zestawiam sobie na szali wszystko, tylko po co? Czy moje życie byłoby lepsze gdybym nie pozbyła się idioty, gdybym obok niego robiła tak jak on chce. Przynajmniej sex bym miała. Ale obrzydliwy. Czy jest do czego wracać?
Jutro się zobaczymy. Mam obrzydzenie do niego. Kiedy pomyślę, że mogłam z nim... robi mi się niedobrze.
Może wreszcie będzie spokój.
A do różnych myśli chyba skłania to, że teraz nie jest dobrze. A miało być. Ja już nie wierzę w to, że kiedykolwiek będzie.
Ten znów wyprowadza mnie z równowagi. Czasem dobry, czasem irytujący. Nie pojmuję jego zachowań.
Kiedy jedno czyści, drugie brudzi.
Ma w rękach szmatę, wyciera psu łapy a potem nie umytymi rękami łapie za mopa i ściera podłogę. I nie rozumiem po co ciągnie psa do łazienki po spacerze, gdzie jest mokra podłoga. Robi się błoto. Kiedy zwracam uwagę, on kontra, nie, uprze się, nie zrobi. Jak poproszę nie zawsze działa. I znów męczarnia. Żeby jeszcze. Ale w kółko to samo. Czy sprzątanie naprawdę wymaga takiej logiki i zorganizowania, że tak trudno to pojąć? I jak zetrze po psich łapach to mam brudny kij od mopa, podłogę, bo nie dokładnie starta i umywalkę, bo szmaty nie wypłuka no i szmatę. Ale to ja się czepiam. Tak więc wczoraj jak przylazł z tym psem do łazienki zaczęły się dywagacje, a denerwuje mnie to strasznie. Moje gadanie nic nie dawało, on złośliwie dogadywał, więc oblałam go prysznicem. A potem jak nie chciał posprzątać i wytrzeć to go zdezynfekowałam płynem do szyb, tak, że od dołu do pasa był w pianie, nie psikałam po twarzy oczywiście. I czemu nie widzi co robi, czemu? Tylko wciąż mnie się czepia?
Nic nie zrobi. Wanny nie odetka, umyje się i nie wyleje wody, tylko zostawi takie to to w wannie i co ja mam z tym zrobić? Użeranie się.
A jeszcze jest młody człowiek, który potrzebuje normalnego wzorca. A ja czasem nie daję rady nerwowo, nie daję. Ale to nie on mnie denerwuje, tylko ja sama siebie. I sprzątać ja mam skoro mi bajzel przeszkadza, że on mi nie każe. A jak ktoś za przeproszeniem nawali w pokoju na środku i zostawi to nie trzeba tego sprzątnąć, tylko może usiąść sobie jeszcze i napawać się aromatem. Czy to nie jest debilizm?
oj hm spadłaś z deszczu pod rynnę
rozumiem, że jesteś z nim z powodu zbliżającego się rozwodu? to mam nadzieje, że jak już ten rozwód dostaniesz to pożegnasz pana i jego psa ![]()
9 544 2012-04-03 13:47:15
Tak więc wczoraj jak przylazł z tym psem do łazienki zaczęły się dywagacje, a denerwuje mnie to strasznie. Moje gadanie nic nie dawało, on złośliwie dogadywał, więc oblałam go prysznicem. A potem jak nie chciał posprzątać i wytrzeć to go zdezynfekowałam płynem do szyb, tak, że od dołu do pasa był w pianie, nie psikałam po twarzy oczywiście.
No to sie do kabaretu jakiegos nadaje:) Rewelacja! Zdezynfekowac wroga plynem do szyb:) Dobrze, ze acetonu pod reka nie mialas:))
9 545 2012-04-03 13:52:21
Oni nie jawili się jako ludzie źli, ale jak lekko rozkapryszone dzieci, za to uśmiechnięte, towarzyskie, z głowa pełną marzeń i pomysłów
.Tak jak dzieci z ADHD. Najpierw zachwycają werwą, pomysłami,a potem do szału nas tym doprowadzają.
To on po katastrofie w smoleńsku, czy śmierci JP II ronił łzy.
Mój płakał na filmach. Ja wrażliwa osoba, nie dostrzegałam powodów w tym filmie do łez, a on płakał długo.
Z czasem przestałam dziwić się i nie zwracałam na to uwagi. Dziś żałuję, że nie pamiętam, nie wiem co go tak rozczulało.
ja miałam jej wiele, włącznie z całowaniem paluszków u stóp:)
Pamiętam, gdy zachorowałam w podróży otulił mnie kocykiem i zawiózł do domu, jak cenny skarb..
Też tak miałam. Każdy paluszek był całowany z czułością. Kocyk w pogotowiu trzymany, bo może mi zimno będzie. Na jeden sygnał, że mi gorąco, biegł do okna i otwierając je pytał, czy nie za mocno je otwiera. Ja również czułam się szczęściarą.
Tyle, że on jawił się jak dobry, ale zagubiony, słaby człowiek, który popełnił błąd, bo nie wiedział, bo nie miał wzorców... Ale nigdy nie uważałam, że robi cokolwiek z premedytacją. Poza tym tak BARDZO mnie przecież kochał.
Mój M nie był "zagubiony". On zawsze był "wrobiony" w coś. On niewinny - wspólnicy nieuczciwi, księgowa niedouczona, przepis ze skutkiem wstecznym. Zawsze ktoś był winien a on obrotny, wszystko wiedzący, uczciwy. Premedytacja? to ostatnie o czym mogłabym pomyśleć. Oni są przebiegli, ale nie chytrzy, a przebiegłość tak skrzętnie ukrywają, ze nie mogłam uwierzyć czytając, iż psychopata w każdej chwili działa z premedytacją. Całe to jego uczucie, uczciwość, zranienie to teatr, przedstawienie odgrywane tylko dla Ciebie. Inne słyszą inna wersję wydarzeń...jest inny spektakl pod tytułem Kasia, Wojtek, pani urzędniczka, kontrahent itd.
Mój mąż pochodził z rodziny szlachcianki i bardzo się mamą szczycił. Jak ją poznałam.....nie tu nie chodzi o kulturę, bo ją miała......kilka lat temu zapytałam siostrę męża, które z rodziców was wyzywało, poniżało, po kim odziedziczył to mój mąż. Odpowiedziała, po mamie.
To tak z grubsza wygląda. Romantyczny związek, pod płaszczykiem prawdziwej głębokiej miłości zakradają anormalne zachowania i granice są niepostrzeżenie przekraczane.W takim związku nic nie dzieje się gwałtownie,każdy destrukcyjny ruch popierają dowody uczucia. To co normalne, miesza się z tym, co nienormalne .
Tak to właśnie wygląda.
Faworytko oni wszyscy wybierają troskliwe i dobre kobiety. Zołzą nie mógłby manipulować, ona dostrzegłaby manipulację. Nie szukaj winy w sobie. Mój M ponaciągał biznesmenów na duże pieniądze (natychmiast je tracąc w kolejnym biznesie). Bywało i tak, ze upoważnienia mu dawali do zarządzania pieniędzmi jak i firmą. Byli to ludzie nie naiwni, nie głupi, ale podatni na manipulację.
Ty wybrałaś zranionego, ja krzywdzonego przez innych......a tak naprawdę to oni nas wybrali. Obaj ranili i krzywdzili bez skrupułów.
Faworytko nie wiesz jakich facetów wybierasz. Za mało wiesz na ten temat, za młoda jesteś , za małe masz doświadczenie. Tak ujmujący facet ująłby wiele kobiet i nawet ujmuje
. Ty miałaś pecha, że on wybrał Cię ........na.....nie wiem czy zrozumiesz moje słowa, na inkubator. Nie chcę, nie mogę Ci tłumaczyć co to znaczy....
Jesteś szczęściarą,......i uwierz mi, po 26 latach bycia z tym potworem wiem co mówię. Ciesz się, że dostrzegłaś w porę, że zmieniać się zaczął tak szybko, że nie macie długów, że ..... Jest jeszcze inna możliwość. Może rozczarowałaś go. Mmoże ma zastrzeżenia do ciebie jako do rodzicielki.......
Ciesz się Faworytko, że masz już świadomość kim jest ten człowiek (?). Jedyny sposób by ocalić siebie to ucieczka i uciekaj.
Wiem jak boli i co czujesz, ale uwierz mi to jest namiastka tego co Cię czekało z tym "chorym" facetem. Ja byłego męża postrzegam jak "obcego" w ludzkiej skórze. Brzydzę się go.
Faworytko, może nigdy nie byłaś kkzb a stawałaś się nią. Nie brałaś takiej opcji pod rozwagę ?
9 546 2012-04-03 14:44:38
To zapytam Faworytko krotko i prosto: skoro bylo jak w bajce i kasa was nie trzymala, to co sie stalo, ze sie rozstalas z Twoim mezem?
Albo inaczej: co Cie przy nim trzymalo jak juz odkrylas, ze to zloto wcale sie prawdziwym blaskiem nie swieci? I ze cala ta "romantyczna" milosc to pic na wode? Kochal i sie odkochal? Tak tez bywa. Czy moze nigdy nie kochal?
Ja juz zreszta przestane tu dywagowac, bo faktem jest niezaprzeczalnym, ze nigdy nie bylam i mam nadzieje nie byc osoba kochajaca za bardzo. W mysl przyslowia, ze co za duzo to niezdrowo. Ja uwielbiam dawac ale lubie tez brac. Jak odczuwam pustke po tej drugiej stronie dawcy to juz wiem, ze cos jest nie tak.
Pozdrawiam i kazdej z Was zycze pelnego ozdrowienia, takiego az do momentu, kiedy znowu polubicie mezczyzn:)
Mussuko jakby tu inaczej ci to wytłumaczyć....... Urwało komuś nogę (:) - sorki). Ten ktoś tej nogi nie ma a NADAL JĄ MA W SWOJEJ GŁOWIE(
- sorki, ale to śmiesznie brzmi). Nie ma nogi, ale on ją czuje, ona go na przykład wyraźnie i dokuczliwie swędzi.
Jeszcze inaczej.
O godzinie 22 przyjmowano mnie do szpitala. Trwało to długo ponieważ badano chłopaka, którego przywiozło pogotowie po upadku z dużej wysokości. Żeby zabić nudę i ciszę zaczęłam rozmowę z pielęgniarką (chirurgia, izba przyjęć). Zapytałam o najgorszy przypadek w jej karierze. Opowiadała: "przywieźli mężczyznę przejechanego przez pociąg. Miał urwaną nogę. Zawieziono go na badania a ja musiałam donieść tą urwaną nogę" - rozumiesz ? Nie krew, nie poszarpany kikut, nie cierpienie zapamiętała tylko tą urwaną nogę. Rozumiesz to, bo ja nie !
Ja dawałam i brałam, i to jeszcze nawet jak brać nie chciałam to mi na siłę wcisnął ![]()
Dałam na dzisiejsze czasy ~ 200 tyś, a wzięłam ~ 500 tyś długu
i brałam chociaż nie chciałam , jako żona brać musiałam ![]()
Odkochał się ? Mussuko SĄ "LUDZIE", KTÓRZY NIE WIEDZĄ CO TO ZNACZY KOCHAĆ. DLA NICH JEST TO SŁOWO BEZ ŁADUNKU EMOCJONALNEGO. ONI SŁOWO KOCHAM CZUJĄ TAK SAMO JAK SŁOWO"STÓŁ", "KAMIEŃ". Oni wiedzą, że w danej chwili MUSI powiedzieć kocham, bo tego oczekujesz, bo na ciebie to działa. Nie przestał kochać, bo nigdy nie kochał !, bo wie co to znaczy!
9 547 2012-04-03 15:23:54
Niech to cholera. Mussuko, Aniknom co byście zrobiły gdyby wasz facet tak się zachowywał?
Może i kabaret, bo takiego człowieka na poważnie nie da się traktować. Szopka jakaś.
9 548 2012-04-03 15:31:59 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-04-03 15:46:14)
Odkochał się ? Mussuko SĄ "LUDZIE", KTÓRZY NIE WIEDZĄ CO TO ZNACZY KOCHAĆ. DLA NICH JEST TO SŁOWO BEZ ŁADUNKU EMOCJONALNEGO. ONI SŁOWO KOCHAM CZUJĄ TAK SAMO JAK SŁOWO"STÓŁ", "KAMIEŃ". Oni wiedzą, że w danej chwili MUSI powiedzieć kocham, bo tego oczekujesz, bo na ciebie to działa. Nie przestał kochać, bo nigdy nie kochał !, bo wie co to znaczy!
Zofio ja myślę, że stół i kamień zdecydowanie więcej dla nich znaczą. A co to jest właściwie takie kocham?
W moim obecnym związku kocham znaczy, że on siedzi a ja usługuję, bo mnie przeszkadza, ja się o wszystko czepiam. To nic, że pies pogryzł dziecku zabawkę, to nie pies jest zły, tylko dziecko, które się tym zezłościło. O co tutaj chodzi do cholery? On widzi, że dziecko się złości i ma do niego pretensje, a piesek nic. To jest porąbane dla mnie.
Jeśli kochanie to nie szacunek, zaufanie, wsparcie, itp. to co cholery?
Ja jestem mamuśką czy partnerką? Pogubiłam się.
A brak jednej rzeczy już tak mnie irytuje, że nie potrafię tego opisać. Wkurza, denerwuje, frustruje, ale to ja jestem nie w porządku, bo ja chcę i czego ja chcę właściwie, przecież to nie jest najważniejsze. Pewnie, że nie najważniejsze, ale ważne. A jeśli kretyn nie widzi, że mnie trafia od tego jego podejścia to kim on jest? Kim jest człowiek, który zalotnie zaczepia, dotyka, a potem odchodzi, odwraca się i odpycha? Jest s....
Ja sobie dalej tego nie wyobrażam.
Powiem Wam jak się o cokolwiek stara. Wannę w łazience mamy zatkaną ze 3 miesiące. Ani jej nie odetka, ani nie zorganizuje nikogo. Jest problem jakiś z kanalizacją, ale tylko on ma kontakt z właścicielem. I taka jest zatkana. A do tego jest tak leniwy, że się umyje i cały ten syf w wannie zostawi. Ale przetkać nie ma kto. Tak zostawi i sobie można pooglądać rano. A kiedy poproszę żeby wylał - nie.
Łóżko w mieszkaniu jest zdewastowane, obsikane przez psa setki razy, nawet podgryzione. Prosiłam, prosiłam, prosiłam, w końcu stwierdziłam, że nie ma sensu. Umowa jest na niego, kaucja jego, niech on się tłumaczy. Powiedziałam, że ja za to odpowiedzialności nie biorę. On ma w d... Nie jego ma w d.., jego ma w d... Wszystko mam wrażenie ma w d...
Czuły punk gitara. Więc obiecałam, że następnym razem obleję gitarę. Jedną, drugą i trzecią. Zagroził, że będę wtedy spać na klatce i nawet nie zdążę się spakować. Oj, myli się. Wydaje się waćpanu, że jest sprytniejszy. Kiedy wszystko zabiorę na koniec wykąpię mu gitarę. Zobaczymy jak się będzie czuł. Może zrozumie jak ja się czuję, kiedy niszczy moje rzeczy. Ja dbam o to co mam. Dlatego pewnie służy mi długo. Szanuje wszystko. Łóżko na którym śpię także, nie ważne czyje jest.
Ręce mi opadają, mogłabym o tym pisać bez końca.
I co z tego, że nazwę go brudasem, gnojarzem, egoistą. Wierzcie mi, że trudno wytrzymać nerwowo, kiedy nic nie trafia do takiego. Jak można prosić o cokolwiek kiedy ktoś ma takie podejście.
9 549 2012-04-03 15:45:35
Nie wiem, czy stawałam się kkzb przy nim, czy byłam kkzb i dlatego wybrałam jego.
Wiem, że stronie kobieceserca i we wszystkich książkach znalazłam dużo z siebie.
Mam za sobą tylko jeden poważny związek, ale moje miłostki szkolne często były platoniczne i nieodwzajemnione...
Mam wiele cech nałogowca miłości: jestem mało asertywna, ufna; daję wiele, może zbyt wiele, czytam w cudzych myślach, skupiam a właściwie uprzednio skupiałam się na realizowaniu pragnień innych osób, a nie własnych, daleko mi było do zdrowego egoizmu i samorealizacji, ale potrafiłam tez tupnąć nogą, gdy było trzeba. Nawet jeszczemąż przyznał, że musiał kłamać, bo gdybym znała prawdę, to bym nie chciała z nim być, wiec może nie jest ze mną tak źle.
Będąc w tym związku poświęcałam jemu dużo uwagi, coraz mniej mnie samej, nic mnie nie cieszyło. Teraz się sama zastanawiam, czy to moja cecha, czy reakcją na to jego odsuwanie się... Może wciąż musiałam być w pogotowiu i zasługiwać, dlatego nie mogłam zająć się sobą? Może to była reakcja kochającej i uczciwej kobiety na nienormalne zachowania?
Taka miłość jest jak współuzależnienie, zamyka na świat, ogranicza, powoduje lęki.
Nie byłam nigdy zazdrosna, kontrolująca, chciałam dać mu wolność, ale nie był za nią wdzięczny i nie lgnął do mnie, ale oddawał się wszystkiemu poza związkiem. Bałam się więc tej jego "wolności". U mnie układ partnerski kończył się jego poczuciem, że nic nie musi, poza tym, czego sam chce i wymaganiem ode mnie bym ja była nienaganna. Taki układ mi odbierał, jemu dawał, więc chyba jednak z partnerskim miał niewiele wspólnego prócz nazwy.
Boję się, czy nie jestem kkzb, dlatego wciąż pracuję nad nawykami. Nie chcę drugi raz wybrać błędnie. Ratuje mnie teraz to, że wiem, że nie możemy zmienić ludzi, gdy oni sami tego nie chcą. Dotarło do mnie, że istnieją ludzie, którzy inaczej przeżywają emocje, których kocham nie ma takiego samego ładunku energetycznego i zaangażowania, co moje kocham. Zrozumiałam, że są ludzie, którzy potrafią krzywdzić, przeinaczać fakty, nie mieć poczucia winy.
Wcześniej dawałam miłość, która mi wydawał się idealna- bezwarunkowa, rozpieszczająca... teraz zaczynam brać na siebie odpowiedzialność za to, że ta moja miłość, mimo, ze piękna, mogła być przytłaczająca. Że moja zależność od drugiej osoby mogła być ciężarem.
Ja chciałam uszczęśliwiać jego, on miał uszczęśliwiać mnie- tak najkrócej moja miłość idealna miała wyglądać.
A w partnerskim związku każdy się spełnia samodzielnie a to, co dostaje od drugiej osoby jest darem, dodatkiem, deserem. Nikt nic nie musi. Każdy bierze odpowiedzialność za własne szczęście i rozwój.
A mnie gdzieś tam bolało, że jemu jest dobrze beze mnie, podczas gdy mi bez niego zawsze było pusto.
Teraz z perspektywy czasu myślę, że może byłabym inna, gdyby mój partner nie był taki nieprzewidywalny.
Nie wiem, więc, co było pierwsze jajko, czy kura, ale grunt, że już więcej tego nie chcę!
9 550 2012-04-03 15:52:23
Chciałabym spokoju i trochę estetyki.
Jaki obraz człowieka ma teraz przed sobą- dramat.
Ale on nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy to też psychofag?
Faworytko...
To przeinaczanie faktów, albo słuchanie co piątego słowa, odwracanie kota do góry ogonem i jeszcze te czynności te słowa, to pastwienie się jakiego nie potrafię opisać. Boże ja mam chyba to samo co miałam. O k... A taki niby dobry i kochający.
Mam gdzieś taki związek. Skończyłam jeden, po którym właśnie sprzątam, a tutaj następny. Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
9 551 2012-04-03 16:15:37
Co się stało? Tak, odkochał się. Czy kochał, jak kochał i do kiedy- na te pytania ja nie umiem Ci odpowiedzieć, trzeba by było zapytać jego.
To nie tak, Faworytko !!!
Ja umiem na nie odpowiedzieć! On kocha i kochać będzie do grobowej deski, ale Twojej "grobowej deski". Wszystkie długoletnie ich partnerki są wrakami człowieka, są psychicznie zdemolowane.
Oni nie kochają. Oni przygotowywali początkowo teren. Zabiegali, nadskakiwali. Kiedy czują, ze już "jesteś jego"działają dalej. Najpierw idą w odstawkę koleżanki, potem rodzina. Znajomych zaprzyjaźnionych nie było, jedynie luźne znajomości. Teren zabezpieczony, więc można nasycać się twoim bólem, strachem, niepewnością.
Przypomniało mi się, ze kiedyś byłam z byłym w poradni psychologicznej (12 lat temu i dotyczyło syna a temat naszego związku poruszony został przy okazji). Mówiłam, że często w związku czuję się samotna. Rozpłakałam się nawet. On nie mówił nic przez całe spotkanie, tylko przyglądał mi się. Po wyjściu przytulił mocno i powiedział, jak się rozpłakałaś to mi stanął. Dzisiaj wiem, ze rajcował go mój ból, ból psychiczny.
Nie wiedziałam już pod koniec, czy chcę za mało, czy za dużo, czy on mnie olewa, czy ja go osaczam, czy mnie kocha, skoro mówi, czy nie kocha, skoro znika... A może znika, bo ja byłam zbyt zaborcza...? Mówię Ci, można zwariować.
wiele moich uczuć przywołałaś tymi słowami....tak, było totalna dezorientacja. Później słyszałabyś, ze jesteś chora, masz zwidy, przewidzenia, ze to co słyszysz i widzisz to Twoje urojenia. Spojrzenia znajomych.......doszukiwanie się w Twoich oczach obłędu.....tracenie wiary w swoje zmysły. Przeżyłam to wszystko Faworytko i właśnie łzy płyną mi po twarzy na wspomnienie tej niepewności, czy nie jestem szalona. Jeszcze pamiętam to ...... to jeszcze boli. W kąciku siadałam i sama ze sobą przedyskutowywałam czy dowody, które z czasem zaczęłam obsesyjnie zbierać są wystarczające by powiedzieć, ze łze jak pies. A może te dowody ja tylko postrzegam jako obciążające go. Wniosek- za mało dowodów. Ten kolejny będzie niepodważalny. Zdobyłam! Pokazałam innym. Zbaranieli. Miny mieli niewyraźne. Oni dawali za jego uczciwość RĘCE. Rozumiesz jaki był przekonywujący i jakich argumentów użył by uznali go za niewinnego ? Nie mam żalu do tych ludzi....sama dawałam mu się nabierać tyle lat.....ale bolało.....
Faworytko to samo i Ciebie by czekało. Przeżyłam brak zaufania do siebie i w swoje zdrowe zmysły !!!
Tak bardzo już sobie nie ufałam, tak byłam w tym wszystkim zaplątana.
Człowiekowi można wmówić wiele, nawet to, ze jest nienormalny.
Przeżyłam to samo ale jeszcze drastyczniej.
Kochają wylewnie, ale nietrwale, kochają mocno, ale płytko. Nam się w głowach nie mieści, że taka miłość jest możliwa.
Kochają siebie trwale i mocno, i nikogo więcej !
9 552 2012-04-03 16:19:41
Chciałabym spokoju i trochę estetyki.
Jaki obraz człowieka ma teraz przed sobą- dramat.
Ale on nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy to też psychofag?Faworytko...
To przeinaczanie faktów, albo słuchanie co piątego słowa, odwracanie kota do góry ogonem i jeszcze te czynności te słowa, to pastwienie się jakiego nie potrafię opisać. Boże ja mam chyba to samo co miałam. O k... A taki niby dobry i kochający.
Mam gdzieś taki związek. Skończyłam jeden, po którym właśnie sprzątam, a tutaj następny. Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
...więc co zrobisz? dalej będziesz w tym tkwić? Ja obecnie jestem w tej lepszej sytuacji, że z takim typkiem w ogóle bym się nie związała, ja nie rozumiem tylko dlaczego z nim jesteś, no nie rozumiem....
9 553 2012-04-03 16:19:51
jestem mało asertywna, ufna; daję wiele, może zbyt wiele
,
Ja nie pytałam jaka jesteś tylko jaka byłaś. Teraz jesteś 100% kobietą ROZCZAROWANĄ, ZAŁAMANĄ.
Jaka byłaś - to jest ważne ![]()
9 554 2012-04-03 16:42:56
Teraz chwilowo jeszcze muszę. Nic innego.
Siedzę sobie w drugim pokoju i mam gdzieś, wkurzam się, jeśli coś mnie bezpośrednio dotyczy.
9 555 2012-04-03 17:01:02
l_ukrecja napisał/a:aisa napisał/a:Witam Kobietki
Własnie zdałam sobie sprawę,ze mam problem z odrzuceniem.
Zawsze On był na pierwszym miejscu i wszystko co Go dotyczyło.
Łapie się na tym,że meczy mnie to gdzie On wychodzi ,gdzie jest w nocy.
Moze bedzię inaczej jak się wyprowadzi po prostu nie bedę miała na to wpływu
zresztą teraz też nie mam ale to widzę ,może później bedzie lepiej.
Staram sie zając swoje mysli i zeby nie zrobic nic głupiego to piszę ,zeby sie wyciszyc.
Mam nadzieje ,ze kiedyś sie z tego wyleczę .
Ciągle jest mi wstyd że on mnie zdradził.Kochana aisko...oj współczuję Ci bardzo. To musi być straszne-to,że mieszkacie razem...
Co z oczu to z serca...
Nie dziwię Ci się,ze myślisz...
Nawet rozumiem Twój wstyd...l_ukrecjo !.... błagam Cię ! Złodziej ma sie wstydzić a nie ofiara złodzieja. Zdradzający POWINIEN a nie zdradzany !
Czy można wstydzić się kradzieży za złodzieja ?
Czy można sie wstydzić zdrady za zdradzającego ?....L_krecjo kochana napisz, że odwołujesz swoje słowaproszę Cię
![]()
Zofio...widzisz ten wstyd to syndrom ofiary.
Ja np. do terapii czułam ogromny wstyd i wspólną odpowiedzialność co do związku z pedofilem i to nic,że miałam 7 lat i zielonego pojęcia nie miałam,skąd biorą się dzieci,ani co on mi robi.
Dopiero w terapii zrozumiałam,że winny jest dziaduś zasrany i on powinien się wstydzić,nie ja.
Co do obecnej sytuacji czuję wstyd,czuję się gorsza mało warta...bo-sąsiadki,koleżanki,znajome mają tego samego męża od dziestu lat... a ja? Wstydzę się,że jemu podobały się małolaty...że nie byłam wystarczająco dobra,choć starałam się ze wszystkich sił go zadowolić
Nie potrafię stworzyć normalnego związku...