Dzien dobry i niech bedzie dzis bardzo dobry dla wszystkich tutaj pan:)
Czy nie przyszlo Wam czasem do glowy drogie KKZB, ze wiekszosc opisanych tu traum zwiazanych z psychofagami czy Shrekami (mam nadzieje, ze jejmosc eks maz Lukrecji to czyta i zielenieje z wscieklosci!!!:)) odbywa sie za waszym cichym przyzwoleniem?
Poza fizycznymi i finansowymi aktami przemocy czy manipulacji, wszystko inne co Wam robia badz robili w sferze emocjonalnej MOGLI robic, bo im na to poniekad pozwolilyscie.
To nie jest zadna krytyka tylko proba zrozumienia, jak dorosla osoba pozwala byc upokarzana, manipulowana, oszukiwana, szantazowana, obrazana i Bog wie co jeszcze - skoro to ja boli i tego nie chce i nie musi znosic.
Najgorsze w tym wszystkim wydaje mi sie to, ze wiele z was tutaj dlugo dojrzewalo do samej mysli, ze to czego doswiadczacie jest w ogole zle. Sadze, ze na poczatku i przez dlugie lata czesc pan kojarzyla takie zachowanie z "normalnoscia". I dlatego zastanawia mnie fakt jak to jest mozliwe. Bo cierpienie, jakiekolwiek, nie jest normalnoscia w zwiazku partnerskim. I jak to jest, ze tego nie czulyscie czy nie kojarzylyscie?
Czytam slowa zofi czasem, ze teraz potrafi powiedziec NIE albo STOP swojemu mezowi. A dlaczego nie 10-20 lat wstecz? Wysilek bylby ten sam. Dlaczego trzeba bylo az tylu cierpien by zobaczyc to, co male dziecko dostrzega instynktownie? Ze cos jest zle bo boli.
Dlaczego tyle kobiet akceptuje zlo i bol.? W imie czego? Tylko blagam, nie piszcie, ze milosci. Uwiazania sie do psychola tto moze, ale gdzie tu w tych opisach choc krztyna milosci z ich strony..albo i Waszej.
Ja slowo NIE nauczylam sie mowic sama i tez w bolach, rodzice mi w tym nie pomogli, srodowisko tez nie, pozniejsze doswiadczenia zyciowe tym bardziej. Nauczylam sie jak wazne jest umiec powiedziec "NIE" wtedy kiedy trzeba.
Kocham mojego obecnego partnera z calego serca i nie moge sobie wyobrazic przyszlosci bez niego a mimo to potrafie i mowie mu NIE wielokrotnie. Bez agresji, stanowczo i konsekwentnie.
Jesli moja asertywnosc czy wola decydowania o sobie (nie mylic z upierdliwoscia:) doprowadzi do tego, ze on odejdzie to nie warto zalowac takiej milosci.
Dlaczego przez tyle lat zgadzalyscie sie i moze nadal zgadzacie, by odbierano Wam Wasze prawo do tego NIE? Czego tak naprawde sie obawialyscie: samotnosci, braku pieniedzy, reakcji rodziny, srodowiska, dzieci, jego? Przeciez to sa male malutkie detale jesli spojrzec na to z gory. Samotnosc w przypadku mlodych, inteligentnych i pieknych kobiet??? Bzdura. Brak finansow - chwilowa pzreszkoda, ktora jesli sie chce da sie usunac wlasnorecznie. Reakcja innych - a grzyb z nimi, to nie ich zycie. Reakcja jego??? Tym wiekszy grzyb, nuklearny.
Lukrecjo, te diably z Twojej przeszlosci juz nie istnieja, sa tylko w Twojej glowie i dlatego napisalam, ze to od CIEBIE tylko zalezy czy bedziesz szczesliwa czy nie. NIKT nie stoi Ci na przeszkodzie..tylko Ty sama.
A Dupkowi Shrekowi jak chcesz to ladnie zapaprzemy tego Facebooka, daj no tylko namiary w mailu:)) Nauczy sie pilnowac wlasnego nosa:)