Cześć dziewczyny,
Jaka wiosenna moc i optymizm od Was bije- aż miło!
Ściskam Was mocno!
Ja oo dwóch tygodni czuję SPOKÓJ... Czuję się pogodzona, radosna, aż znajomi i rodzina poznali po moim wyrazie twarzy, już nie maluje się na niej smutek. Mówią, że wyglądam na rozluźnioną. I tak się czuję... Jakiś kamień z serca razem z tą wiosną.
Dużo dała mi kolejna lektura: "Mars i wenus zaczynają od nowa" o tym, jak wyleczyć złamane serce i zaufać na nowo, uwierzyć w miłość. Dałam upust złości i smutkowi. Przyznałam się do wszystkich uczuć- nawet tych, których nie chcę czuć- jak chęć zemsty, czy tęsknota, wylałam wszystko i wiecie, tak dobrze mi to zrobiło! Minął lęk.
Te ostatnie miesiące odcinałam się od wszystkich wiadomości o nim, ale wciąż czekałam w napięciu i cała drżałam, gdy cokolwiek o nim przepływało do mojego życia. Teraz już się nie boję. Zamykając się tak bardzo trwałam w napięciu, byłam "związana" i zależna od niego. Znowu, inaczej, ale jednak. Musiałam się przeprogramować i znaleźć w sobie siłę, bo przecież ją mam!
On już nie może mnie skrzywdzić, to co zrobił jest przeszłością. To, co zrobi teraz już nie ma na mnie takiego wpływu, teraz ja jestem sama sobie panią. I nie boję się już tak rozprawy, nie boję się go spotkać, nie boję się słyszeć o nim. Zaliczyłam kolejny etap, informacje o nim nie rozbijają mnie na kawałki.
On istnieje gdzieś tak, ale człowiek, którego kochałam już nie istnieje, to nie on. A ten który jest już nic mi zrobić nie może. Na rozwód zabieram prawnika, niech on stawia mu czoła. Odżałuję te parę złotych, w końcu moje samopoczucie jest teraz dla mnie najważniejsze:)
Ostatnie dwa tygodnie dużo i intensywnie żyłam w realu! Lubię te moje nowe życie, chyba bardziej niż te wcześniejsze. Tęsknie czasem za uczuciem bycia z kimś, ale jak to dobrze nic nie musieć:) nie oglądać się na czyjąś aprobatę, czy dezaprobatę! Nie mieć nic w lodówce i jadać na mieście z przyjaciółmi:) I to co, że mam niepoodkurzane? Ale za to jaka wolna jestem! I uczucie, że już nikt mnie nie rani, nie czekam, nie myślę, nie jestem przykuta do okna, nie zerkam ukradkiem do kogo pisze sms'a... Ulga, ulga! I siła płynąca z samodzielności. Ja- najwrażliwsza forma życia na tej planecie- mam siłę do walki, mam moc by żyć sama i czerpać z tego garściami. Mam siłę, by płakać i nie wstydzić się swoich emocji, mam odwagę czuć złość, na którą nigdy sobie nie pozwalałam. Dorosłam.
I chyba nie jestem tak grzeczną dziewczynką, na która mnie wychowywano, lubię chociażby klnąć:) Autentycznie rozklęłam się i dobrze mi z tym! Nowa forma wyrazu, może "nieładna", niegrzeczna, ale daje upust złości i dobrze.
Każdy dzień po pracy mam zorganizowany i już nie na siłę. Początkowo musiałam być wśród ludzi, musiało coś się dziać, by zająć czymś myśli. A teraz już mi dobrze, tak po prostu, biorę, co daje los, przyjaciele się sprawdzili, a życie jest piękne mimo wszystko!
Ile rzeczy można zrobić, zasmakować, od herbatek po podróże! Ja nawet nie sądziłam, że w Warszawie jest tyle wspaniałych miejsc, że można trzy dni spędzić na spacerach...:) Cieszy mnie wszystko, odnalazłam jakąś pasję w sobie, siłę do życia, do zachwytu. Przy nim byłam wielkim smutkiem żebrzącym o zainteresowanie, to pochłaniało moje myśli i całą moją energię.
Mam coraz mniej katasrtoficznych myśli, że zawsze będę zdradzana, że wszyscy faceci są podli (psycholog kazała mi szukać wyjątków od mojego myślenia i z radością stwierdzam, że mam już 5 normalnych facetów na liście:) Z domu wyniosłam wzór mężczyzny egoisty i to co nienormalne brałam za "standardowe wyposażenie", pora szukać tego, co dla mnie nadzwyczajne, a też istnieje- porządnych mężczyzn). I wierzę, że cały ten bajzel w moim życiu się organizuje. Wierzę, że znajdę lepszego partnera, a jeżeli nawet spotka mnie to ponownie, to będę już wiedziała, jak przez to przejść. W końcu skoro przeżyłam takie rozstanie, to przeżyję każde. A na miłość nie chcę się zamykać, chcę być kochana.
Wierzę, że będę szczęśliwa i powiem Wam, że choć mam żal za to, co się stało, to jednak przeżyłam 9 lat, przez które czułam się kochana i szczęśliwa. Nie kochać ponownie z lęku przed bólem, to byłaby kara wymierzona samej sobie. Jestem mądrzejsza, nie taka naiwna, bardziej świadoma siebie, wciąż pracuję nad sobą i zaczynam sobie ufać, ufać, że dam sobie radę cokolwiek mi los przyniesie. Nie muszę budować murów, dostałam lekcje życia, dam sobie radę.
Na uczucie gotowa nie jestem i długo nie będę, nie chcę póki co, dobrze mi tak, jak jest, samej ze sobą, z przyjaciółmi, rodziną, nowymi pasjami. Ale kiedyś będę kochać i będę kochana, zobaczycie:)
Teraz jest mój czas, na leczenie, rozpieszczanie, na poznawanie świata, ludzi, na przyjaźnie... Muszę "wrosnąć w siebie", ukorzenić się, utwardzić, żeby kolejny związek nie zrobił już ze mnie plasteliny.
Ściskam Was mocno i cieszę się, że tak dobrze żyjecie!
Liwio grupa wsparcia nie jest miejscem wymiany 1:1. Czasem się daje, czasem się bierze. Znajdź w sobie siłę by myśleć i czuć, reszta spraw organizacyjno-administracyjnych sama się układa, gdy już wiesz, czego chcesz, albo czego nie chcesz.