l_ukrecja napisał/a:Był tu dziś.
Nie widziałam go,zrobił jak obiecał. Przyjechał pod moją nieobecność po rzeczy.
Dał małej prezent.
Nagadał,że nie ma gdzie mieszkać,że 2x spał w noclegowni...
Starsza córka,która była mu przeciw popłakała się...
Mała przed snem zaczęła czynić mi wyrzuty,że biedny on,że to moja wina...że on domu nie ma...na nic tłumaczenia...skończyło się płaczem za tatą,który jest dupkiem i jej nie odwiedza...straciła kolejnego tatę...
Oddał mi książkę,którą mu kupiłam,kiedy miałam jeszcze nadzieje" Cyberseks". W książce liścik. Przeczytałam.
Pisze,że oddaje mi książkę,bo to moja własność i że mam ją przeczytać i być może odnajdę siebie (?)
Że cieszy się,że żyję,nie mam depresji,uczę się (?)
Że mi jest łatwiej,jemu ciężej...
Że był u lekarza i nie jest seksoholikiem i przykro mu,że ja go tak nazywam...(sam się tak określił!)
Że on nikomu o mnie źle nie mówi (?)
Że jest w terapii i jego celem jest być zdrowym mężczyzną...
Że nie ma obsesji,fantazji,ma czysty umysł.
Że codziennie rano sobie mówi:Asi nie ma i nie będzie-to mu pomaga.
Że to nie jest manipulacja...
Że ponosi całkowitą odpowiedzialność za rozpad związku...
Że jeszcze raz przeprasza za krzywdy jakie mi wyrządził.
Tyle zapamiętałam.
Poczułam się zamrożona,jakiś emocjonalny paraliż mnie chwycił...
Potem za radą Wielokropka,zapytałam siebie-co czujesz? nie zapadaj się tylko nazwij te emocje...
ulgę,że nie wyznawał miłości,że z listu wynika,że pogodził się z końcem.
niepokój-bo nie napisał nic o kredycie (mam zamiar pomóc go spłacić,żeby mieć czysty rachunek)
i...nie wiem...poczułam się smutna,obżarłam się i wegetowałam...kocyk i tv...
Potem napisałam mu sms-
Mam nadzieję,że ta dzisiejsza szopka się nie powtórzy.
Nie pisz do mnie listów,bo nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
Nawet w to,ze obiecałeś mi zniknąć.
Po chwili napisałam,bo jednak kupił małej prezent na zająca,a do środka włożył kartkę z życzeniami-dla Was wszystkich...
Dziękuję za prezent dla małej.
Moja postawa była bardzo na nie,kiedy córka napisała mi w sms,ze on przyjechał.
Za nic nie chciałam go zobaczyć.
Za nic nie chciałam wiedzieć co on mówił...
Wiem że jestem w lepszej sytuacji,bo mam dzieci przy sobie,mam mieszkanie,w miarę dochody.
Wiem,że on po opłaceniu kredytu i alimentów jest prawie bez kasy.
Ale wiem,że ma siostrę w tym samym miejscu,a ona ma dom. Ma rodziców,którzy mają M-3...
Wiem,że zrobiłam wszystko,aby do tej sytuacji nie doszło.
Droga Lukrecjo, ustosunkuje sie do tego Twojego posta, bo niemalo przypomina mi to postepowanie mojego eksa, z ta roznica, ze ja zadnych wzlotow i upadkow nie odczuwalam po jego wyprowadzce. Ja chcialam rozwodu, ja pomoglam mu znalezc nowe lokum (ogloszenia, bo jezdzil tam juz sam), ja poprosilam o jak najszybsza przeprowadzke. Czyli skoro inicjatywa moja to i wina musi byc tez moja:)
Oczywiscie, w zyciu nie jest zawsze tak jak MY chcemy. Wiec, zeby mi za latwo nie bylo to eks tez zaczal podobne jak Twoj podchody: bidaczek piniazkow na chleb i wode nie ma po zaplaceniu kolosalnych alimentow (UWAGA: placi mi 250? czyli okolo 1000 PLN - to na tutejsze warunki na waciki ledwo starcza), mieszkac musi bidactwo niemalze w norze (znalazlam mu nowe, jasne, dwupokojowe mieszkanie z giga balkonem na las i w poblizu jego pracy, nawet dojezdzac nie musi choc ma nasz wspolny kiedys samochod) a ja zabralam mu nasze mieszkanie (placil na nie przez niecaly rok i uznal, ze to wlasnosc wspolna!), on tak sie staral i chcial wszystko naprawic a ja malpa wredna tego nie docenilam (szkoda, ze naprawe zaczal obiecywac w dniu kiedy zanioslam wniosek rozwodowy a nie pare lat wstecz jak o tym rozmawialismy i jeszcze mi zalezalo). No i biedne dziecko, corka jego ukochana (na ktora musi ze swej krwawicy oddac te 250? - bo ja tyle na nim wymusilam!!) bedzie tesknic, bedzie rozbita wewnetrznie.
Lukrecjo - wszystko to gierki i g..prawda.
Ja zostalam z kredytem na to nasze "wspolne" mieszkanie, ktorego rata przewyzsza jego caly cznsz z wliczonymi oplatami za prad i wode), on wzial w zamian samochod a ja przesiadlam sie do autobusow, on utrzymuje jedynie siebie (wikt i opierunek), ja siebie i dwojke dzieci. Do tego zarabial wowczas sporo wiecej niz ja. Zrobilam takie wyliczenie, zestawienie i wyslalam z zapytaniem: chcesz sie zamienic? Prosze bardzo - Ty sie tu wprowadzasz do dzieci a ja przenosze do Twojego mieszkania i place Ci te marne 250?. Ale wtedy przestan jeczec.
Zamknal sie po tym raz na zawsze. Dwoch tygodni nie wytrzymalby biedactwo w takiej szkole przetrwania.
Dodam, ze podobnie jak u Ciebie, ma tu siostre, ktora mu pomaga oraz mame, ciotke i reszte kuzynostwa. O znajomych i przyjaciolach z przeszlosci nie wspomne. Ja nie mam tu zadnej rodziny a ta jego od chwili rozwodu odciela sie ode mnie i dzieci (w tym jego corki) calkowicie. Kolezanek raczej wiele tez nie, bo Polonia tu skromna i rozprzestrzeniona a tubylcy, hmmm.. nieco inni niz my Slowianie, mniej wylewni.
I co? Kto powinien narzekac, plakac, bac sie jak to bedzie? A tu niespodzianka, bo od dnia jego wyjscia z domu i rozdzialu kont ja o zgrozo, ani jednego slowa skargi czy prosby do niego nie wystosowalam. Doslownie o nic, ani o kase, ani o pomoc jakakolwiek. Moje zycie to moj obowiazek i moja odpowiedzialnosc, byl czas dorosnac i nauczyc sie radzic sobie w trudnych sytuacjach i chyba mi sie to udalo.
A oni, ci biedni wykopani przez nas na bruk czy do noclegowni (ha ha, niezly kit;), potrafia tak pieknie lgac i robic z siebie ofiary losu i naszego okrucienstwa. Chyba pierdoly zyciowe a nie ofiary.
Ja sie na te numery nie dalam wziac ani na manipulacje corka rowniez. Po rozwodzie ona stala sie "jego corunia, ptaszyna, najwazniejsza ksiezniczka i takie tam ble ble", nagle mial czas zeby z nia to do lekarza, to na zebranie do szkoly, na lyzwy - o matko jaka przemiana nastapila, tatus cud miod do rany przyloz. Ale ja na amnezje nie cierpie i pamietam kazdy raz, kiedy mala prosila "tato pograj ze mna" - a on na to:nie chce mi sie, daj mi spokoj, mama niech pogra (jak juz ugotuje, posprzata, upierze, skoczy po zakupy itp.) albo idz do siebie i nie przeszkadzaj mi bo mecz ogladam. Pamietam jak dzwonila z placzem kiedy bylam za granica i mowila, ze tata kaze jej sprzatac pokoj i tam sie bawic samej i pytala kiedy wroce bo teskni. Pamietam kazda odwolana przez niego obiecana jej wycieczke i jej zawod. Pamietam kazdy ranek gdy wysypial sie do odstatniej chwili i nigdy nie zaproponowal, ze zrobi jej sniadanie czy przygotuje do wyjscia (to nie jego obowiazek tylko moj), pamietam, ze nidgy nie kupil jej ani jednego ubranka, zabawki, czy malej pierdulki bez mojego "gderania" , jak "chetnie" szedl na zebrania szkolne, wizyty u lekarza (bo sie musi zwolnic z pracy i podjechac samochodem a ja moge sobie wziac wolne i pojechac tu i tam z mala autobusem) - wiele wiele takich dowodow czulosci i opieki ojcowskiej pamietam. Nawet to jak powiedzial, ze on nie lubi brac jej na kolana ani buzi dawac, bo to nie jego styl (zimnokrwisty kurde Skandynaw). Lista bez konca. Wiec na tytul tatusia roku to niestety nie udalo mu sie zapracowac. I szopki porozwodowe jedynie smiesza mnie a nie wzruszaja.
Lukrecjo, Ty sie nie martw o niego, martw sie o siebie i dzieci. Masz sie stac Egoistka Numer 1 i co gorsza - dumna z tego.
Wyszlas, jak domyslam sie, z burzliwego i niszczacego Cie zwiazku. To masz juz za soba i teraz czas na Ciebie i dzieci.
A on da sobie rade, spoko. Wiesz jak to mowia...g.. nigdy nie utonie:)