netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 037 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 141 142 143 144 145 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 231 do 9 295 z 26 310 ]

9 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
marika_80 napisał/a:

Witam, chcialabym tylko napisac, ze Wasze posty codziennie daja mi sile by uwolnic sie emocjonalnie od mojego jeszczemeza emocjonalnego popaprańca...jestem dopiero na poczatku tej drogi ale wierze, ze mi sie uda...wiem, ze bede miec doly, ze nie raz nie dam rady wstac z lozka ale tez wiem, ze zasluguje na milosc, szacunek i bycie szczesliwa!!! Tak strasznie chce w to wierzyc!!!

I tak się właśnie stanie!!!

Witaj i napisz co u Ciebie:)

9 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem dlaczego Lukrecjo. Zatracam się jakoś, łudzę się, bo kiedyś było inaczej.
Teraz -raz mogę góry przenosić i wiem, że przeżyłabym rozstanie-bo kiedyś już to "przerobiłam", a za chwilę dół i myślę sobie, że dużo mojej winy w tym wszystkim jest również.

Witaj Mariko! Jesteś silną babką, mimo wszystko-szczerze podziwiam (czytałam Twój wątek)

9 233

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
marika_80 napisał/a:

Witam, chcialabym tylko napisac, ze Wasze posty codziennie daja mi sile by uwolnic sie emocjonalnie od mojego jeszczemeza emocjonalnego popaprańca...jestem dopiero na poczatku tej drogi ale wierze, ze mi sie uda...wiem, ze bede miec doly, ze nie raz nie dam rady wstac z lozka ale tez wiem, ze zasluguje na milosc, szacunek i bycie szczesliwa!!! Tak strasznie chce w to wierzyc!!!

I tak się właśnie stanie!!!

Witaj i napisz co u Ciebie:)

W skrocie to miesiac temu odkrylam zdrade meza i kazalam mu sie wyprowadzic...wyprowadzil sie do mamusi a ja zostalam w naszym mieszkaniu z 30 letnim kredytem z 8 letnia corka. Czy maz spotyka sie z ta panna to nie wiem i coraz mniej mnie to obchodzi. Jako ojciec jest ok, przychodzi codziennie, bierze corke na weekendy, pierwsze 2 tyg ryczalam a kolejne 2 tygodnie otworzylam sie na przyjaciol i wychodze wszedzie tam gdzie mnie zaprosza:-) zaczelam znowu biegac, zapisalam sie na basen...wysilek fizyczny oczyszcza moj umysl;-)

Mialam wspanialy weekend i teraz czuje sie dobrze, naladowana pozytywna energia do dzialania, kilka komplementow na chwile sprawilo ze poczulam ze bede jeszcze z kims szczesliwa i ze moj maz tego szczescia mi nie dawal...ale teraz meczy mnie jedno - czy nie za szybko ( miesiac od rozstania) chce stanac na nogi? Czy to nie jest jakies maskowanie problemu z mojej strony? Czy zaraz nie przyjdzie jakis mega dol, ze nie wygrzebie sie z niego bez psychotropow? Nie daje mi to spokoju....tesknie za mezem ale z drugiej strony juz wiem ze go idealizowalam, moze kochalam moje wyobrazenie o nim? Tysiac mysli i tysiac pytan....wyjscia z przyjaciolmi daja mi sile, powracam do zrodel czyli mojego zycia przed mezem i widze jak bardzo on mnie zmienil....jaka stalam sie przy nim stara baba co jej sie nic nie chce....z dawnymi przyjaciolmi znowu poczulam sie jak dawniej, spiewam, tancze,pije wodke;-) ale czy to nie za wczesnie??? Wiem, ze oni maja swoje zycie, nie zawsze znajda dla mnie czas ale narazie korzystam z ich wyciagnietej dloni w moim kierunku...ale co bedzie jak to sie skonczy i bede musiala zyc sama ze soba? Cholernie sie tego boje...

9 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pewnie,że kochałyśmy iluzję.
Bardzo Ci zazdroszczę przyjaciół.
Ja jestem sama. Tzn.mam dzieci,ale żeby tak szczerze pogadać,to lipa.
Jestem już 7 tydzień bez niego.
Też się zastanawiam,czy mega dół przede mną,czy za mną. Bo jak on był,to było depresyjnie. I może już się wypłakałam, wy smuciłam....nie wiem...
Nie jest super,ale jest lepiej,jak on tu był.

9 235

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, a zapytałaś jego czego on oczekuje od Ciebie, od związku? Może Twój mąż nie czuje tego wsparcia od Ciebie? Może warto jego zapytać i niech tym razem on mówi. Czasem problem tkwi w nas.

9 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój małżonek zdradzał mnie prawie 4 lata. Mówił o miłości, o rodzinie a ja czułam, moja intuicja mówiła mi, że zaangażował się. Na początku uwierzyć nie chciałam, że człowiek, który okazuje tyle miłości może zdradzać. Myślałam o zdradach fizycznych, tej emocjonalnej nie brałam zupełnie pod uwagę. Ta zdecydowanie nie mogła mu się zdarzyć. Nie mogła, bo tak bardzo kochał, tyle okazywał uczucia. Kiedy potwierdziłam  podejrzenia, chciałam odejść. A może nie chciałam a może moje słowa miały "otrzeźwić" go, przywołać do przemyśleń i jedynego słusznego wyboru - czyli mnie. Zaprzeczeniom zdrad i kochanki nie było końca. Oczywiście nie dałam mu wiary. Myślałam jednak, ze to mój biedny miś jest nachodzony, napastowany.
Z czasem doszedł alkohol. Z miłego i kulturalnego człowieka, stawał się chamem. Bolały słowa, które wtedy mówił. A dzień "po" nie był lepszy. Żadnych przeprosin, żadnych tłumaczeń. Przechodził do porządku dziennego czyli czułe gesty i słówka. Czułam się jak na diabelskim młynie. To jego nienawiść, to miłość. Przestawałam to wszystko rozumieć. Dawałam mu przyzwolenie na układanie nowego życia. Mówiłam, że wszystko może się w życiu przydarzyć i zrozumiem jak ułoży sobie życie beze mnie. Śmiał się głośno i zapewniał, że życia beze mnie nie wyobraża sobie. Kilka razy wyprowadzałam się na kilka dni. Dawałam mu szansę wyboru. Zawsze czekał stęskniony.
Kiedy były między nami te lepsze dni, czułam się.... zwyciężczynią. W gorszych dniach mówiłam "mam tego dosyć". Coraz więcej było tych dni gorszych. Nie, nie dlatego, że był niemiły, gorsze ponieważ byłam coraz bardziej świadoma jego zaangażowania w inną kobietę. Kobietę młodszą, ładną, koleżankę z pracy. Pewności, ze to ona nie miałam ale intuicja mi mówiła, to ta i jak się później okazało intuicja nie myliła się. Dowody początkowo same wpadały mi w ręce. Potem już usilnie szukałam tych dowodów. Spisywałam ukradkiem licznik sms- ów wysłanych, by wiedzieć czy nie kasuje wiadomości wysyłanych do niej. Kasował. Przyłapywałam go też na dzwonieniu pod numer, który nie był wpisany w kontaktach. Po tym fakcie, numer pod który często dzwonił, ulegał zmianie. W końcu chował telefon po powrocie do domu To jakiś obłęd był. Na zarzuty, miał natychmiastową odpowiedź, nic się nie dzieje, jesteś chora, masz obsesję. Owszem bywały chwile zwątpienia w zdrowe zmysły - pozwalał na to.
Marzyłam, czekałam na chwilę kiedy oznajmi, że ma inną. Nie doczekałam się. Wiele energii zużyłam, by "złapać go na gorącym uczynku". Udało się. Pogoniłam go w sekundę. Po kilku miesiącach usłyszałam, "przeceniłaś ten związek". Ja ! ja przeceniłam !
Wiem, że tymi oskarżeniami, wmawianiem obsesji zrobił mi krzywdę. Widział jak to wszystko przeżywam, jak nie radzę sobie z emocjami. Pozwalał na to, przyglądał się mojemu "upadkowi".
Powoli podnoszę się. Zdaję sobie sprawę, że nigdy a raczej bardzo krótko byłam szczęśliwa w tym związku. Swój związek wyidealizowałam i wmówiłam, i uwierzyłam w to "udane" życie.
Do całej tej historii dochodzą też zdrady finansowe. Boli równie mocno. Staram się naprawić co się da. Staram się też zabezpieczyć dzieci, ochronić je przed nim.

Brakuje mi bardzo dawnych znajomych. Nie mam z nimi kontaktu od roku. Całe moje byłe towarzystwo, to lekarze. Wiem, ze dyskusje były, iż wiedzieli od razu, że "coś" z moim mężem jest nie tak. Ale to nieprawda, nie wiedzieli. Lubili go, zapraszali, chętnie z nim przebywali. Kumplowaliśmy się 10 lat.
Dlaczego te kontakty zostały zerwane ? nie wiem , nie mam pojęcia. Tęsknię za nimi.


Wczoraj minął rok jak jestem sama. Pierwsza rocznica "nowego" życia.
Nie jestem dumna z tego roku. Dużo było dni "w dołku". Dużo przemyśleń ale i wniosków. Ogromnym plusem jest już nierozpamiętywanie dlaczego sięgnęłam po tabletki. Te chwile mogę już wspominać bez emocji, z tego podniosłam się. Coraz mniej mam emocji przy szukaniu odpowiedzi na pytania: jak mogłam ? jak tego wcześniej nie widziałam ? Odpowiedzi jest tysiące ale coraz mniej mi potrzebna ta właściwa, jedyna. Cały mój związek jest coraz bledszy i emocje z nim związane również. Może to czas zrobił swoje.
Niestety czeka mnie wiele spraw do "pozamiatania" po tym związku. Jeszcze nie zawsze dobrze sobie radzę z przeciwnościami. Niektóre zwalają mnie z nóg na kilka dni. Brakuje mi jeszcze pewności siebie, poczucia własnej wartości czy swoich praw.


Po roku mogę napisać:  jestem świadoma, że moje małżeństwo było iluzją i nie tęsknię już za nią. Nie jest łatwo ale cieszy mnie świadomość pozbycia się kata i oprawcy. Na ucieczkę do przodu nie miałam siły. Robiłam to ale małymi kroczkami. Robiłam ? Ja nadal to robię. Odchodzę emocjonalnie jak najdalej i mam nadzieję, że aż do zapomnienia.

9 237

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny,
Dawno mnie tu nie było, byłam zmęczona ciągłym drążeniem, zwątpiłam we wszystko i znów szukałam powodów, dla których on mnie zostawił, odkochał się i szukałam tego w sobie= spadek sił, poczucie beznadziei.
Dziś znowu mną tąpnęło, wieści zza świata... z poprzedniego życia, z tego mojego, bo te teraz wciąż odbieram jako tymczasowe, nie moje, zły sen, czekam... czekam, kiedy to się skończy, kiedy się obudzę, najlepiej przy jego boku.
Tak, marzę by to był koszmar!
Złoicie mnie za ten tekst, wiem, rozum wie wszystko, ale piszę do Was zawsze szczerze.
Chciałabym, żeby to był sen, chciałabym, żeby on nie był tym kim jest, ale tym kim ja chciałam by bł, tym, kogo udawał.
Moje życzenia się jednak nie spełnią.
I takie jest teraz moje życie, gdzieś na stancjach, z dala od rodziny, bez domu, z zaburzonym poczuciem własnej wartości, bez poczucia bezpieczeństwa.
I wiem, że to życie jest lepsze,bo prawdziwe, bo wiedzie mnie ku temu, bym nigdy więcej nie była krzywdzona. Jednak to, co wiem, a to co czuję...
Jutro już będzie lepiej, o ile dziś zasnę spokojnie.
Już 3 miesiące, radzę sobie dobrze, przyjaciele, rodzina podziwiają moją siłę. Znajomi i nieznajomi postrzegaj mnie jako pogodną optymistkę. Robię, co mogę, wciąż i wciąż, ale ból czuję, bo to, co ja dałam było prawdziwe, głębokie i szczere. Nie można od tak wycofać się z całymi tymi emocjami i zapomnieć. Wiem, że musi boleć, ale wymagam momentami do siebie, by wszystko działo się szybciej, by było już "po", a nie w trakcie. Znowu sama dla siebie jestem najsurowsza, choć i żal mi siebie. Fajna babka ze mnie, tak szczerze. Miła, dobra, ładna, inteligenta. Rzuciło mnie dno bez wartości, a ja się martwię jego zdaniem, pozwalam się komuś takiemu okradać z poczucia własnej wartości. Powinnam na kolanach dziękować, że odszedł ktoś taki, a nie rozpaczać.
Tyle, że zostałam oszukana, zawiedziona, zdradzona, wyszarpał mi pierś w klatki a sam się teraz zabawia, jeździ, zmienił pracę, ma kasę, hula dusza...
O mnie nawet nie myśli, nie skomli, nie mogę mu zamknąć drzwi przed nosem, a szkoda.
Łatwiej wyrzucać, niż zostać porzuconym. Mam przez to irracjonalne poczucie niższości. Kiedyś go zostawiłam, było łatwiej, byłam górą.
A teraz zostawił mnie, jakbym nie była dość dobra dla niego i boli mnie to, choć to on okazał się sukinsynem.
Boli to, że mi ciężko, a jemu powieka nie zadrży i bawi się i odnosi sukcesy, kary nie poniósł żadnej.
I kuzynka radziła mi na rozwód wzięła adwokata ze sobą, chyba szykuje atak- to są ludzie, którzy zrobią nam operację bez znieczulenia na otwartym sercu i jeszcze muszą po bruku za włosy przeciągnąć na koniec. Zdradzał, mam dowody, chciał się rozejść a na koniec przed sądem będzie niewiniątko grał i winę na pół dzielił. Jakie pół- pytam!?
Bez wartości, bez honoru, bez klasy, ogólnie słowo BEZ go najlepiej opisuje, pustak jeden!
Dobranoc kobietki, przepraszam Was za pesymistyczny ton, ciężki dzień, ale i taki muszą być. Kiedyś minie, mam nadzieję, że to ja będę się śmiała ostatnia

9 238

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko,
przytulam Cię.

To, że wszystko tak bardzo przeżywasz, to zrozumiałe. Wszak jesteś człowiekiem, nie robotem, masz serce. Jesteś jednak rozsądną istotą, gdyż używasz rozumu do kontrolowania swych uczuć. smile

9 239

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

faworytko chyba każda z nas ma takie dni, gdzie wściekłość i poczucie niesprawiedliwości jest tak silne, że nie czujemy się nic warte. Najgorsze są te myśli o nim, o jego życiu, szczęściu bez nas. Wydaje się to nam niemożliwe.
A ja wtedy sobie powtarzam - ja już nie muszę interesować się jego życiem. W stosunku do niego NIE MUSZĘ NIC. I to powoduje, że staję się lekka, bez zbędnego balastu...
Trudno przejść do porządku dziennego po tym jak zostało się rozjechanym przez czyjeś nieodpowiedzialne decyzje.
Łzy muszą płynąć, złość się wyzłościć.
Zrobi się miejsce na nowe pozytywne emocje.

9 240

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Poczytuję sobie ten wątek, ale jakoś specjalnie nigdy nie miałam nic mądrego do dodania.
Ale teraz muszę dodać: Liwio, ratuj dziecko sad
Wiesz, jaką twardą walutą ja płacę za to, że ojciec był alkoholikiem, zdradzał matkę i nie można było na nim polegać, a matka była współuzależniona, kochająca za bardzo, a w dodatku potem chora psychicznie w wyniku tego, co przeszła z ojcem (i ze swoimi rodzicami wcześniej)?

Nerwicą lękową, depresją, pogmatwanymi związkami i masą różnych dysfunkcji.

Nigdy nie zdecyduję się na posiadanie dzieci, bo z dysfunkcyjnych rodziców są dysfunkcyjne dzieci.

Ratuj córkę, nie rób jej takiej krzywdy, jaką mnie zrobiono sad

9 241

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko uruchomię Twoją pamięć i przypomnę Ci Twoje życie z NIM realnym.

Faworytka napisał/a:

Mąż wydawał na siebie bajońskie sumy. Wyjechał bez pożegnania,nie odzywał się 3 dni. Te 3 dni i noce nie mogłam już spać, jeść...(...)Mąż wtedy uznawał, że wypalił się w tym związku, że ja tylko wszystko razem chcę robić, że za mało wychodzimy. Dałam się namówić na wyjazd na weekend ze znajomymi, po miesiącach wydało się, że wyjechaliśmy z jego kochanką.
Dwa razy byliśmy u psychologa, gdzie tłumaczył, że on ze względu a zranione dzieciństwo nie potrafi kochać. że ja to, czy tamto robię za dużo lub za mało... (....) Kłamał mi w oczy (...) usłyszałam np. że wziął ze mną ślub, bo była sala (...) Teraz stwierdził, że przysięga nie jest dla niego ważna, że Boga nie ma (...) Proponował mi seks bez zobowiązań, jak już nie będziemy razem. A gdy jeszcze kilka razy poszłam z nim do łóżka- mając nadzieję, że coś w nim wróci- to usłyszałam tuż po, że to było czysto fizyczne zaspokojenie. (...)Wróciłam i okazało się, że mąż był na dyskotece z kolegami, którzy chodzą na prostytutki. Poszedł, bo UWAGA, w domu jest taka zła atmosfera, że ON sobie nie radzi i gdyby było lepiej, to by chodzić nie musiał (...)Najpierw wyjechał z koleżanką z pracy w delegacje. Byłam o nią jakoś dziwnie zazdrosna i niespokojna. Tej nocy przed wyjazdem miałam koszmar, że spali ze sobą, obudziłam się. Troskliwy mąż przytulił mnie, pogłaskał po główce, cmoknął w czółko, miałam się nie martwić. Prosiłam tylko, żeby ni spali razem. Dzień po zadzwonił, że spali w jednym pokoju, żeby taniej było!
Potem wyszedł któregoś wieczoru bez słowa i nie wrócił na noc. (...)W ostatnim tygodniu przez przypadek zalazłam maile do kochanki- tej z delegacji. Wszystko stało się jasne. Wpadł w szał, wyrzucił mnie z domu (Nie omieszkałam powiadomić męża kochanki:)). Pierwszy raz w życiu bałam się, że mnie pobije. Żadnego przepraszam, tylko szyderczo śmiał mi się w twarz.(...) Po rozstaniu rozpowiadał, że go okradłam ze wszystkiego (sam zrobił jeszcze w lipcu "dla zabawy" listę, co jest czyje). A okazało się, że przez okres trwania tego związku okłamywał mnie notorycznie, w tajemnicy chodził na imprezy, a co dla mnie najgorsze, kłamał co do swoich zasad i przeszłości seksualnej.(...)Szarpał mną i kazał wypierd...ć w środku nocy.

Warto sobie przypomnieć te uczucia, które nami wtedy TARGAŁY - tak dla "otrzeźwienia".  To wtedy był zły sen/koszmar, w którym trwałyśmy. Po przebudzeniu, odczuwałyśmy radość z zakończonego snu/koszmaru. Czułyśmy radość z przebudzenia.
Nowa sytuacja na początku nas bawi, ekscytuje. Czujemy WOLNOŚĆ. Z czasem dochodzi świadomość, że nieznane "teraz" , coraz mniej nas ekscytuje i nie bardzo wiemy jak się w nim znaleźć. Złość mija a z nią pamięć złych chwil. Wyraźniej pamiętamy GO dobrego, czułego i tęsknimy. Może 100 a może i 1000 razy trzeba pamięcią wrócić do tamtych sytuacji i emocji, by uświadomić sobie, że są w nas jeszcze te uczucia. Uczucia, które doprowadzały nas do łez bezsilności, do bycia idealną kochanką, perfekcyjną panią domu, do bycia podnóżkiem kiedy miał na to ochotę czy potrzebę a nawet do bycia workiem treningowym. Przypomnieć też warto nie tylko łzy ale i nasz sprzeciw na takie życie. Przecież "umierałyśmy" w tym związku. W wielu z nas umarła miłość do samej siebie, szacunek, wiara.
Wyobraźnia działa cuda. Wyobrazić można sobie wszystko. Wyobrazić można, że chłopina nie jest świnopasem tylko królewiczem na białym koniu. Z pamięci nie wydobędziesz tego, czego nie było. W pamięci kto był świnopasem, ten nim pozostaje. Warto więc odświeżać pamięć, warto z niej korzystać smile
Przytulam Cie mocno.

9 242

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maszkarada napisał/a:

Nigdy nie zdecyduję się na posiadanie dzieci, bo z dysfunkcyjnych rodziców są dysfunkcyjne dzieci.

Stanowczo temu zaprzeczam i wystepuje z szeregu jako zywe zaprzeczenie tej reguly:) Mam sie dobrze i do dysfunkcjonalizmu raczej daleko mi;) Mozna wybrac inna droge i w strone przeciwna, niz ta, po ktorej prowadzili nas rodzice.

9 243

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja też wybrałam inną - szkoda, że dopiero teraz, kiedy mogę sobie pozwolić na wsparcie psychiatry i psychologa, jestem w stanie tą drogą dążyć. Skąd miałam wcześniej brać jakiekolwiek wskazówki, jaką iść drogą? Byłam przerażonym, opuszczonym dzieckiem i daleko mi było do zastanawiania się nad tym, jak powinno się żyć dobrze i zdrowo, bo zajmowało mnie głównie przeżycie "jakkolwiek" byleby skutecznie.

9 244

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maszkarada napisał/a:

Ja też wybrałam inną - szkoda, że dopiero teraz, kiedy mogę sobie pozwolić na wsparcie psychiatry i psychologa, jestem w stanie tą drogą dążyć. Skąd miałam wcześniej brać jakiekolwiek wskazówki, jaką iść drogą? Byłam przerażonym, opuszczonym dzieckiem i daleko mi było do zastanawiania się nad tym, jak powinno się żyć dobrze i zdrowo, bo zajmowało mnie głównie przeżycie "jakkolwiek" byleby skutecznie.

A niedyskretnie zapytam, dawno ten czas zastraszonego dziecka byl? Bo moze dopiero co zaczynasz swoja wedrowke i jeszcze masz czas wyluzowac sie, zrelaksowac i poogladac ladne widoki po drodze:) I jak to mowia: lepiej pozno niz wcale;)

9 245

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

To wtedy był zły sen/koszmar, w którym trwałyśmy. Po przebudzeniu, odczuwałyśmy radość z zakończonego snu/koszmaru. Czułyśmy radość z przebudzenia.
Nowa sytuacja na początku nas bawi, ekscytuje. Czujemy WOLNOŚĆ. Z czasem dochodzi świadomość, że nieznane "teraz" , coraz mniej nas ekscytuje i nie bardzo wiemy jak się w nim znaleźć. Złość mija a z nią pamięć złych chwil. Wyraźniej pamiętamy GO dobrego, czułego i tęsknimy.

Dziękuję Zosiu,
Tak właśnie się czułam ostatnio, złość ucichła, popróbowałam nowego życia, nacieszyłam się nim i ...zmęczyłam.
Ekscytacja opadła, wracały wspomnienia, te dobre, te chwile, gdy "próbował" to ratować (choć wiem, że od lat sabotował ten związek).
Potrzebuję bliskości i wsparcia, jestem w Wawie, mieszkania są drogie, z pracą różnie bywa, we dwoje zawsze łatwiej, boję się- tak, teraz się po prostu boję.
Złość jest uczuciem, które mnie napędza, ale i wyczerpuje. Nowe życie przeraża. To, że jemu dobrze się wiedzie odbieram jak brak sprawiedliwości.
Pytałam siebie wczoraj DLACZEGO mi zależało tak bardzo na tym, żeby mu nie wyszło? Z jednej strony jest to pragnienie sprawiedliwości, bo ktoś mnie skrzywdził i ani od ludzi, ani od losu nie spotyka go za to kara i przeżywa dni z uśmiechem na ustach, bezkarnie. Ale nie jestem mściwa, nie umiałabym mu krzywdy zrobić. Więc zemsta dała by mi satysfakcję, ale to nie ona jest moim ukrytym motywem.
Moim problemem jest brak poczucia własnej wartości! Bardzo chcę by on żałował! Tak bardzo! I potrzebne mi to do zapchania deficytu, który powstał po tym odrzuceniu.
Liczyłam na to, że mu się coś nie powiedzie (zawsze, gdy miał problemy w pracy, w szkole, w domu- byłam dla niego wszystkim, a gdy szło mu dobrze, nie czułam się potrzebna, ani kochana), że zobaczy jak mu źle beze mnie.
Nie dlatego, że chcę by wrócił, brzydzę się go, nienawidzę. Chciałabym, żeby prosił, żeby znów poczuć się "górą", cenną, wartościową. Porzucił mnie, poczułam się gorsza, słaba, nudna. Gdyby o mnie zabiegał, skomlał, poczułabym się lepiej.
Złożyłam to, jak siebie postrzegam w ręce innych, a najwięcej w jego ręce.
Rozszyfrowuję moje schematy myślowe. Kiedyś D. uważał mnie za cud świata i ideał. Dostawałam masę komplementów, śniadania do łóżka, listy miłosne, prezenty itp. Czułam się dzięki niemu wyjątkowa. Teraz on odszedł i poczułam się "popsuta", jakiś głos ciągle powtarza, że widocznie muszę już nie być taka super, skoro poszedł do innej, skoro zapomniał. I choć zapewniał mnie nawet po rozstaniu, że jestem wspaniałą kobietą, ja czuję, że gdyby naprawdę uważał mnie za taką wspaniałą, to by mnie nie porzucił.
I nijak pomaga tłumaczenie, że to dupek, palant, zero bez zasad. Że nie mogę uzależniać swojej wartości od kogoś takiego. Wiem jaka jestem ładna i inteligentna itp. Całą listę swoich zalet wypisałam, a jeden gnój sprowadza mnie do parteru.

Ktoś tu kiedyś napisał, że dla kkzb10 komplementów nie rekompensuje 1 krytyki.
I choć WSZYSCY mi mówią, jak wspaniała jestem i wiem, że mówią szczerze, że niczego w zamian nie oczekują, to fakt, że ktoś taki jak D mnie porzucił sprawia, że czuję się gorsza.

9 246 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-03-13 17:09:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zosiu,Faworytko-szacun!

To co piszesz Faworytko,jest mi bardzo bliskie...

Wczoraj przeżyłam gehennę...Poszłam do stomatologa i zamiast zwykłego leczenia,okazało się,że trzeba zrobić skomplikowany zabieg,żeby ratować jedynkę...i lekarz na zmianę mówił,a to,że się uda,a to,że trzeba usunąć!
W tej niepewności i bólu,siedząc na tym fotelu...poczułam rozpacz i samotność. I już nie chodziło o potworny ból,jak o to,że jego nie ma za drzwiami i nie przetłumaczy mi,że dobrze się stało i nawet jak jedynki nie będę miała to cośtam...
Wróciłam do domu jednak z zębem,choć jego los jeszcze nie przesądzony...antybiotyk,przeciwbólowe.Jak będzie bolało to mam przyjść go usunąć...Boże nie,tylko nie to...już i tak czuję się bezwartościowa i brzydka...
I znowu byłam z tym bólem i niepewnością sama! Znowu zabrakło jego...jego tłumaczeń,uspakajania,przytulania...

Dziś mniej mnie boli i to o wiele. Więc łudzę się,że udało się uratować moją kochaną jedyneczkę. W czwartek idę na zmianę opatrunku-więc będę coś wiedzieć (o kasie nie wspomnę hmm)

Poradziłam sobie. Ale już wiem,że jak będzie sytuacja podbramkowa,będzie mi go bardzo brak.

Jestem w tej komfortowej sytuacji,że pomimo iż razem ustaliliśmy,że to koniec,to jednak on cały czas próbuje...więc powinnam mieć satysfakcję,ale jej nie mam. Za to wyrzuty sumienia,bo wiem,że on jest w sytuacji patowej,jeśli chodzi o kasę.
I też mówił mi,że jestem wyjątkowa,b. inteligentna,co rzadko idzie w parze z taką urodą i że ma wszytko...a jednak nie...więc to była nieprawda...ech...
Wczoraj napisał do mojej córki,że jesgo córka jest w szpitalu. Ona ma porażenie mózgowe i małogłowie i szpital jest wpisany w jej chorobę. Ale miałam ochotę mu napisać,że córka jego jest w szpitalu przez niego,bo kłamiąc mi w żywe oczy-przysięgał właśnie na jej zdrowie!
Nie zareagowałam,moja córka też nie.
Dziewczyny mam kroki do przepracowania,jak chcecie napiszcie do mnie. Mam też trzeci-to do dziewczyn,które wzięły ode mnie dwa pierwsze-też napiszcie jak chcecie. Mnie to osobiście pomaga. Wiem już,że to choroba-widzę w Waszych postach siebie-a Faworytka pisała o mnie. A skoro mamy te same objawy,tz,że jesteśmy chore na KKZB i muszę się leczyć.
Nie wierzę,ze to całkowicie minie...Nie wierzę,że ktoś mnie zechce. Ale jakby co,to poprzeczka jest nierealnie wysoko podniesiona. Ale o czym ja tu piszę,jestem dopiero na początku drogi i pewnie dużo się zmieni.

Link na poprawę nastroju http://szpileczki.com/?s=13739

Boże jak dobrze,że JESTEŚCIE!!!

9 247

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,

ja poproszę o wszystkie kroki na maila.

tez się cieszę, że tu jesteś, "czuję Cię", jedne posty pozostawiają mnie obojętną, inne coś poruszają w środku. Twoje posty, z racji podobieństw, zawsze są dla mnie interesujące.

Kochana, ja dziś zaliczam dołek, beznadzieję taką. Oby do wiosny!
A ząbek sobie wstawisz, jakby co.
Zresztą teraz szukamy takich, co nie na biust, piękny uśmiech, czy kasę poleca, ale na nasze wnętrze, więc jak się taki zakocha w "dziewczynie bez zęba na przedzie" to niepsychofag i można adoptować, nie?:)

Przytulam CIĘ MOCNNNNO!

9 248

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja sobie tak myślę o tym co napisała Maszkarada i Mussuka...
To co było dawniej ma znaczenie, ale to co ze sobą zrobimy to nasza rzecz. To my decydujemy o sobie. I nie potrzebny jest psycholog i psychiatra, można dać sobie radę samemu. Trzeba postępować zgodnie ze swoimi uczuciami, tak, żeby było nam dobrze. Można dojść do tego samemu. Potrzeba tylko czasu. Jeśli tylko chcemy jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkim.
Było źle, zróbmy tak żeby było dobrze.

9 249

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maszkarada napisał/a:

Poczytuję sobie ten wątek, ale jakoś specjalnie nigdy nie miałam nic mądrego do dodania.
Ale teraz muszę dodać: Liwio, ratuj dziecko sad
Wiesz, jaką twardą walutą ja płacę za to, że ojciec był alkoholikiem, zdradzał matkę i nie można było na nim polegać, a matka była współuzależniona, kochająca za bardzo, a w dodatku potem chora psychicznie w wyniku tego, co przeszła z ojcem (i ze swoimi rodzicami wcześniej)?

Nerwicą lękową, depresją, pogmatwanymi związkami i masą różnych dysfunkcji.

Nigdy nie zdecyduję się na posiadanie dzieci, bo z dysfunkcyjnych rodziców są dysfunkcyjne dzieci.

Ratuj córkę, nie rób jej takiej krzywdy, jaką mnie zrobiono sad

Jestem DDD. Całe życie to walka o życie. Zaburzenia,depresja...
Jestem niepijącą alkoholiczką,więc moje dzieci DDA.
Gdybym dziś miała wybór,to nie miałabym dzieci. Zgotowałam im straszny los. Teraz muszę patrzeć, jak im się coś nie udaje,ja mam wyrzuty sumienia,że odcisnęło się na nich moje picie.
Jedyne co pozwala mi żyć z moimi wyrzutami sumienia,bo nie wybaczę sobie nigdy,to to,ze przestałam pić,a moja najmłodsza córka nie pamięta mnie wypitej...
Dzieciństwo,to fundament na całe dorosłe życie...

9 250

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

l_ukrecjo,

ja poproszę o wszystkie kroki na maila.

tez się cieszę, że tu jesteś, "czuję Cię", jedne posty pozostawiają mnie obojętną, inne coś poruszają w środku. Twoje posty, z racji podobieństw, zawsze są dla mnie interesujące.

Kochana, ja dziś zaliczam dołek, beznadzieję taką. Oby do wiosny!
A ząbek sobie wstawisz, jakby co.
Zresztą teraz szukamy takich, co nie na biust, piękny uśmiech, czy kasę poleca, ale na nasze wnętrze, więc jak się taki zakocha w "dziewczynie bez zęba na przedzie" to niepsychofag i można adoptować, nie?:)

Przytulam CIĘ MOCNNNNO!

Hhehehe-DZIĘKUJĘ;***

9 251

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Jestem w tej komfortowej sytuacji,że pomimo iż razem ustaliliśmy,że to koniec,to jednak on cały czas próbuje...więc powinnam mieć satysfakcję,ale jej nie mam.

Jestem jeszcze w bardziej komfortowej sytuacji. To ja już go nie chciałam. Oznajmiłam mu to w październiku po powrocie ze szpitala. Wykrzyczałam mu to w marcu po przyłapaniu go na gorącym uczynku. Satysfakcji nie było i nie ma. Jest przerażenie. On sobie zakpił ze mnie, zakpiło sobie ze mnie życie, zakpiłam sama z siebie.....ehhhh

We wrześniu chciał wrócić.
Satysfakcji nie miałam..... . Jak można mieć satysfakcję po usłyszeniu od ślepca, "pięknie pani wygląda", lub " tak pięknej kobiety jeszcze nie widziałem".

9 252

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

I nie potrzebny jest psycholog i psychiatra, można dać sobie radę samemu. Trzeba postępować zgodnie ze swoimi uczuciami, tak, żeby było nam dobrze. Można dojść do tego samemu. Potrzeba tylko czasu. Jeśli tylko chcemy jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkim.
Było źle, zróbmy tak żeby było dobrze.

Same radzą sobie tylko silne jednostki a i te może coś złamać.......śmierć bliskiej osoby, wypadek i tysiące innych rzeczy. Nigdy nie przewidzimy co kogo złamie.

Było źle !    Tylko jak zrobić żeby było dobrze ?

Było źle, jest źle...... a gdzie to dobrze a co to znaczy dobrze ?

W moim pojęciu dobrze, to jest żona, mąż, dzieci ( dziecko) + pieniądze dające stabilizację. No i zdrowie, oczywiście dobrze jest jak jest zdrowie. Żoną jeszcze jestem ( niestety !), męża mam ( niestety!), dzieci mam ( na szczęście ), z pieniędzmi krucho ale nie beznadziejnie. Jakąś stabilizację mi dają. Zdrowie jest ( czasami tylko psychika nawala) i NIE JEST DOBRZE !
Zapewne powinnam zmienić pojęcie "dobrze" big_smile

9 253

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
Jestem tutaj nowa, nie wiem gdzie mam szukać pomocy, nie daje sobie rady ze swoimi emocjami.
Pokrótce chodzi o męszczyznę.......... Mam 32 lata, po rozwodzie 2 lata. Po rozstaniu z mężem przez kilka miesięcy starałam się "bawić" aby zapomnieć o tym co się stało. Należę do kobiet bardzo naiwnym i w każdym kolejnym męszczyźnie, którego poznałam , widziałam swojego kolejnego takiego na całe życie. Niestety większości zależało tylko aby jak najszybciej pójść do łóżka i potem zostawić. Tak minął jakiś czas uniesień i upadków. W zeszłym roku mniej więcej o tej porze roku, poznałam przez internet chłopaka, amerykanina 30lat, (moi znajomi uważają, że jestem uzależniona od poznawania obcokrajowców, i że takich przyciągam),   zanim spotkaliśmy sie pierwszy raz minęło kilka tyg, ponieważ miałam tragiczna sytuacje rodzinna (zachorował bardzo ciężko mój tata), po jakim czasie spotkaliśmy się na lekcje angielskiego, miał mnie uczyć. Płaciłam mu pieniadze, prosiłam kilkakrotnie o wystawienie faktury, gdyż potem firma mi zwórci koszty, ale nie doczekałam się do dziś. Mieszkał w hostelu. Po mniej więcej trzech spotkaniach zapytał mnie czy mógłby do mnie przyjechać na weekend. I tak został 7 miesięcy, gdybym chciała opisać wszystko co działo sie w tym czasie między nami, mogłabym napisać książkę. Po krótce, utrzymywałam go przez ten cały czas, podporządkowałam się mu w pełni, popadłam w ogromne długi.  Jego dzień.......... porno kilka razy dziennie, masturbowanie się co chwila, leżenie w łóżku większośc dnia, jedyna praca, ugotował coś czasami i grał na gitarze lub układał muzyke miał cały sprzęt keybort itp. czatował ciągle z dziewczynami, twierdził, że nic złego nie robi, powiedział, że jest eksibiconistą. Po dwóch tyg, jak u mnie zamieszkał zmarł mój tata. Psychicznie trudno mi powiedzieć czy mi pomógł, ale ktos przy mnie był, to ważne. Byłam o niego bardzo zazdrosna, przez ten internet iż spedzał przed komputerem większośc czasu, Moje mieszkanie doprowadził naprawde do syfu. generalnie mozna go z cała penościa nazwac brudasem, żadko się mył, żadko zmieniał bieliznę, starsznie bałaganił przy gotowaniu. Słowo bałagan to bardzo łagodne okreslenie. Gdy chciałam posprzątać, uważał, że jestem crazy. ja ograniczyłam sie do odkurzenia mieszkania czasami a i tak twierdził, po co to robię, że jak jest troche bałagan to nic nie szkodzi. Moja rodzina , mama i brat , którzy mieszkaja obok w domu, nie do końca byli świadomi, wszystkiego. Nie wiedzieli, że to ja za wszystko płace itp. Co chwila mówił, ze chce wyjechać lub przenieśc sie do warszawy na jakis czas poniewaz potrzebuje przestrzeni i poznawania nowych ludzie...itp, powiedziałam mu, ze bardzo mnie to rani, że jestem  tylko jedna z wielu jego dziewcznym, oczywiście zaprzeczał. (generalnie od kilku lat nie ma stabilności , jeździ z kraju do kraju, pomieszkuje po kilka miesięcy). wyniósł się na dwa tyg, w między czasie był u mnie kilka razy. Po czym stwierdził, że zaczął szukac pracy, że chce zacząć od nowa. wprodzawil sie do mnie znowu, miałam nadzieję, że coś się zmieniła, ale to była wielka pomyłka, Kłócilismy sie non stop, znów to samo, znowu go utrzymywałam. Po dwóch miesiącach, wyrzuciłam go z domu, nie wytrzymałam. Przeczytałam jego smsy, z koleżankami o tresci seksualnej. Twierdził, ze to nic takiego, że przecież tylko pisała a nic czynem nie zrobił. Po wyrzuceniu go, napisał mi list w którym twierdził, że bardzo mnie przeprasza, ale ze nie jest stabilny, że nie ma u mnie przetrzeni, nie mógł tworzyc muzyki, generalni wszystko na nie......tylko tyle, że mnie lubi. Nie wiedzieliśmy sie 3 miesiące w między czasie odezwał sie kilka razy. (gównie po to aby rozmawiać o seksie, zadawać mi zbreźne pytania i masturbować się).Wszyscy moi znajomi i rodzina twierdzą, że definitywnie powiennam się z nim rozstać, że on mnie rójnuje psychicznie i finansowo. ze on się nie zmieni itp. Wiem o tym , ale robie odwrotnie. wrócił do warszawy , nie wiem gdzie bł. dostał prace, kilka godz w tyg. jako nauczyciel. Gdy spotkalam się z nim po tych kilku miesiacach byłam przerazona, brudny, zarośniety, rozwalające się buty. a co zrobiłam, wziełam go do domu na noc, Spotykamy sie od czasu do czasu, gra strasznie na mojej psychice. spedził u mnie weekend oczywiście nie kupując niczego do jedzenia. Ciagle mówi o tym, że nie wie co ma ze sobą zrobic, że nie czuje się stabilny mieszkając w hostelu, ja mieszkam pod warszawą. Że mijam sie znim w pracy, najlepiej abym zmieniła swoje z miany na godziny w jakich on pracuje. Ze w hostelu, to nie życie, że generalnie on nie co ma robić. Z jednej strony lubi być ze mna, z drugiej twierdzi, że nie ma przy mnie wolności i kilka innych rzeczy. generalnie czuję sie jak rzecz jak jedna z opcji. spotkałam sie znim ostatnio wczoraj i po raz kolejny zrobił mi przykrośc mówiąc tylko o swoich oczekiwaniach o swoich problemach a o mnie.................hmhmhm nic. Jestem naiwna i głupia, licze nie wiem na co. Za każdym razem potarzam sobie, że już nigdy się z nim nie spotkam a wrecz potem prowokuje spotkania, nie mam siły żeby wykasować go z facebook, czekam ciagle aż napisze, a z drugiej strony wiem, że powiennam to definitywnie zakończyc. Nie mam już siły, jestem niekonsekwentna, boję sie tego wszytskiego. Nie wiem co jest tego przyczyną, niska samoocena, samotnośc. nawetjak wyjde ze znajomymi ciagle myślę o nim a wiem, że nie jest tego wart.

Jakaś recepta??????????????
Pozdrawiam.

9 254

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zawiedziona33 napisał/a:

Jakaś recepta??????????????
.

Mam pomysł ma pierwszą. Wypisz na połowie kartki jego minusy na drugiej plusy .Podam ci przykład.
           MINUSY                                                                                      PLUSY
- nie wystawił obiecanej i potrzebnej mi faktury - lekceważy przepisy,  .   
  klientki. Naraża je na straty.                                                       .   
- wpada na "chwilę" a zostaje miesiące                                           .
- życie  z nim to temat na horror                                                   .
- niezaradny i pazerny nie dokładał sie do utrzymania                         .
-żąda podporządkowania                                                               .
- dopuścił a nawet się przyczynił bym popadła w długi                        . 
- leń, cały dzień leży w łóżku                           

itd . Wczytuj się w każde swoje zdanie i wyłapuj jego plusy i minusy. Miłej pracy domowej smile

9 255

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i dostałam kopa w dupsko!
Na własne życzenie i... dobrze mi to zrobiło!
Laski, nam potrzeba jest męskich rad, nie rozdziabywania tego na n-te kawałeczki, kombinowania, tłumaczenia, jakie to skomplikowane.
W męskim świecie wszystko jest proste.
Mój brat- ten sam, który rozszyfrował psychofaga i powtarzał mi, jeszcze zanim go zostawiłam, że to on ciągnie mnie w dół i straci na tym rozstaniu, a nie ja- dziś postawił mnie do pionu.
Zadzwoniłam, że się wypłaczę, wyżalę, jak to mnie źle potraktował, a kary brak.
I jakże było moje zdziwienie, ba! nawet się zbulwersowałam, że on taki twardy w stosunku do mnie. Żadnego użalania się nade mną, szybki zimny prysznic.
I co? rozmemłana byłam od wczoraj i dół coraz większy... Przeszło w trakcie rozmowy, pozbierałam się do kupy i znowu jest dobrze, znowu mam siłę.
Powiedział mi dużo, od tego, że weszłam w zły dla siebie etap, bo jestem mściwa a to sprawia, że zawracam ku przeszłości.
Powiedział, że tu już nie o to chodzi, co on zrobił, robi i będzie robić, o to, czy mu się powiedzie, czy nie.
Jego już nie ma!
Podjęłam decyzję, wykreśliłam go z mojego życia i teraz już nie chodzi o niego, chodzi o mnie.
Nieważne, czy dostanie karę, ja myśląc o tym, karzę samą siebie, smucę się, rozpamiętuję, czuję się oszukana, zdeptana. Po co mi to?
I mam zadawać sobie pytania nie o to, czy on żałuje, nie żałuje, czy kochał i do kiedy kochał i dlaczego mu przeszło itp. Mam pytać sama siebie, jak JA teraz mogę SOBIE pomóc. Jego już nie ma, dość energii na niego.
Więc kuźwa, poprawiłam kucyki:) i lecę dalej. Dość tego goowna.
Nie dawałam się 3 miesiące, byłam przykładna, nie dam się dalej.
Zmieniam taktykę i książki.
Już wiem, że on jest narcyzem, osobą aspołeczną, ma osobowość borderline i niezezależnie od tego, czy będzie w życiu kimś, czy nikim, nie zmienia to faktu, że przy nim nigdy nie czułabym się kochana i bezpieczna. JA nie mogłabym się spełnić, I kropka. Więcej argumentacji nie trzeba.
Bezsprzecznie potraktował mnie wbrew wszelkim normom moralnym i prawnym, ale tego nie zmienię. Przeszłość jest, jaka jest i nie ja ponoszę winę.

Koniec zatem o nim, o tym jakim jest draniem.

Pora usiąść i krok po kroku zastanawiać się nad NOWĄ MNĄ. Nad tym, jak mam żyć, by czuć się dobrze sama ze sobą, jak poprawić poczucie własnej wartości, brak asertywności. Spiszę sobie poradnik dla mnie samej, nowe zasady na życie będące kompendium tego, co się przez te miesiące dowiedziałam ze wszystkich możliwych źródeł.
Punkty będą różne, od tego, że nie będę nikomu pomagać na siłę, gdy ktoś mnie o to nie poprosi, nawet w dobrej wierze; przez odpuszczanie sobie sprzątania; znajdowania czas na głupie rozrywki, a nie tylko na to, co rozsądne; po odpisywanie na smsy mężczyzn z lekkim opóźnieniem...:) Chcę zachować siebie, ale bardziej się chronić i skorzystać z tego wszystkiego stąd w życiu.
Nie mogę wciąż rozpamiętywać tego, co się stało, bo taplam się w przeszłości, ona mnie trzyma.
On jest wolny, poszedł, zapomniał, nie ukaram go, nie chcę karać siebie.
Nie pójdę do przodu, dopóki sobie nie wybaczę.
I właśnie dlatego tu wszystkie jeszcze jesteśmy- bo wciąż czujemy się winne, albo nie dość dobre.
Zostałyśmy zdradzone w najokrutniejszy sposób, mamy prawo do żalu, ale ten żal nas obciąża, trzyma, dusi.
Nie wiem jeszcze, jak się go pozbyć, ale dziś podjęłam decyzję, że idę w życie, będę próbować nowych metod, działać, sprawdzać.
Będę mówić nie, będę robić głupstwa, jeszcze zobaczycie, że będę tańczyć na stole- ja poważna i rozsądna:), będę brać od mężczyzn i korzystać z zaproszeń do kina, na kolacje. Nie muszę od razu czuć się niemalże zobowiązana do odwdzięczania się i zamążpójścia (w ten weekend byłam z koleżanką na obiedzie, zaprosiła mnie i zapłaciła, kurcze, jakie to dla mnie niezręczne, nienaturalne, a pora to zmienić, ja wszystkim chętnie stawiam,chętnie obdarowuję, czemu nie zacząć czasem przyjmować?). Będę brać wbrew moim nawykom i zapewne zobaczę, że mimo to ludzie mnie nadal lubią, a pewnie zaczną bardziej się ze mną liczyć i mnie szanować.

Chyba będę tu rzadziej, bo forum trzyma mnie na pewnym etapie "bezruchu", użalania się nad sobą i  rozdrapywania ran. Chociaż nie wiem, czy dam bez Was radę, tak już się przyzwyczaiłam:(

9 256

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zawiedziona-jesteś,moim zdaniem-taka jak ja i wiele dziewczyn piszących tu,nazwij jak chcesz:
-współuzależniona
-uzależniona-kobieta kochająca za bardzo
-cierpiąca na obsesyjną miłość.

Ja doszłam do wniosku,że to choroba,którą trzeba natychmiast zatrzymać. W tym tylko nadzieja.
-zerwij z nim natychmiast
-nie kontaktuj się-totalny odwyk!

Zacznij dbać o siebie. Zawalcz o siebie. Bądź dobra dla siebie.
Czytaj ten wątek. Możesz też poprosić o książki,gdyż dziewczyny tutaj dysponują imponującą biblioteką n.t kobiet takich jak my,borykających się z takimi właśnie problemami o których piszesz. Są tam opisane przyczyny i proponowane sposoby zdrowienia.

Ja wiem,że jesteś w totalnym rozkładzie i że nie możesz się niczym zająć,a sobą to jest ostatnia rzecz na którą możesz mieć ochotę.
Boli. Wiem. Ale minie-serio!

Pisz tu,wyrzucaj z siebie te gooowno.
Przytulam cieplutko:***

9 257

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

No i dostałam kopa w dupsko!
Na własne życzenie i... dobrze mi to zrobiło!
Laski, nam potrzeba jest męskich rad, nie rozdziabywania tego na n-te kawałeczki, kombinowania, tłumaczenia, jakie to skomplikowane.
W męskim świecie wszystko jest proste.
Mój brat- ten sam, który rozszyfrował psychofaga i powtarzał mi, jeszcze zanim go zostawiłam, że to on ciągnie mnie w dół i straci na tym rozstaniu, a nie ja- dziś postawił mnie do pionu.
Zadzwoniłam, że się wypłaczę, wyżalę, jak to mnie źle potraktował, a kary brak.
I jakże było moje zdziwienie, ba! nawet się zbulwersowałam, że on taki twardy w stosunku do mnie. Żadnego użalania się nade mną, szybki zimny prysznic.
I co? rozmemłana byłam od wczoraj i dół coraz większy... Przeszło w trakcie rozmowy, pozbierałam się do kupy i znowu jest dobrze, znowu mam siłę.
Powiedział mi dużo, od tego, że weszłam w zły dla siebie etap, bo jestem mściwa a to sprawia, że zawracam ku przeszłości.
Powiedział, że tu już nie o to chodzi, co on zrobił, robi i będzie robić, o to, czy mu się powiedzie, czy nie.
Jego już nie ma!
Podjęłam decyzję, wykreśliłam go z mojego życia i teraz już nie chodzi o niego, chodzi o mnie.
Nieważne, czy dostanie karę, ja myśląc o tym, karzę samą siebie, smucę się, rozpamiętuję, czuję się oszukana, zdeptana. Po co mi to?
I mam zadawać sobie pytania nie o to, czy on żałuje, nie żałuje, czy kochał i do kiedy kochał i dlaczego mu przeszło itp. Mam pytać sama siebie, jak JA teraz mogę SOBIE pomóc. Jego już nie ma, dość energii na niego.
Więc kuźwa, poprawiłam kucyki:) i lecę dalej. Dość tego goowna.
Nie dawałam się 3 miesiące, byłam przykładna, nie dam się dalej.



Nie nie odchodź.! Ja też chcę ruszyć do przodu...

Pisz tu o swoich zmianach,albo załóżmy nowy wątek,tak jak to zrobiły nasze poprzedniczki.
Hmmm...może nowe życie po zdradzie?
Nie zostawiaj mnie tu ;/
Zmieniam taktykę i książki.
Już wiem, że on jest narcyzem, osobą aspołeczną, ma osobowość borderline i niezezależnie od tego, czy będzie w życiu kimś, czy nikim, nie zmienia to faktu, że przy nim nigdy nie czułabym się kochana i bezpieczna. JA nie mogłabym się spełnić, I kropka. Więcej argumentacji nie trzeba.
Bezsprzecznie potraktował mnie wbrew wszelkim normom moralnym i prawnym, ale tego nie zmienię. Przeszłość jest, jaka jest i nie ja ponoszę winę.

Koniec zatem o nim, o tym jakim jest draniem.

Pora usiąść i krok po kroku zastanawiać się nad NOWĄ MNĄ. Nad tym, jak mam żyć, by czuć się dobrze sama ze sobą, jak poprawić poczucie własnej wartości, brak asertywności. Spiszę sobie poradnik dla mnie samej, nowe zasady na życie będące kompendium tego, co się przez te miesiące dowiedziałam ze wszystkich możliwych źródeł.
Punkty będą różne, od tego, że nie będę nikomu pomagać na siłę, gdy ktoś mnie o to nie poprosi, nawet w dobrej wierze; przez odpuszczanie sobie sprzątania; znajdowania czas na głupie rozrywki, a nie tylko na to, co rozsądne; po odpisywanie na smsy mężczyzn z lekkim opóźnieniem...:) Chcę zachować siebie, ale bardziej się chronić i skorzystać z tego wszystkiego stąd w życiu.
Nie mogę wciąż rozpamiętywać tego, co się stało, bo taplam się w przeszłości, ona mnie trzyma.
On jest wolny, poszedł, zapomniał, nie ukaram go, nie chcę karać siebie.
Nie pójdę do przodu, dopóki sobie nie wybaczę.
I właśnie dlatego tu wszystkie jeszcze jesteśmy- bo wciąż czujemy się winne, albo nie dość dobre.
Zostałyśmy zdradzone w najokrutniejszy sposób, mamy prawo do żalu, ale ten żal nas obciąża, trzyma, dusi.
Nie wiem jeszcze, jak się go pozbyć, ale dziś podjęłam decyzję, że idę w życie, będę próbować nowych metod, działać, sprawdzać.
Będę mówić nie, będę robić głupstwa, jeszcze zobaczycie, że będę tańczyć na stole- ja poważna i rozsądna:), będę brać od mężczyzn i korzystać z zaproszeń do kina, na kolacje. Nie muszę od razu czuć się niemalże zobowiązana do odwdzięczania się i zamążpójścia (w ten weekend byłam z koleżanką na obiedzie, zaprosiła mnie i zapłaciła, kurcze, jakie to dla mnie niezręczne, nienaturalne, a pora to zmienić, ja wszystkim chętnie stawiam,chętnie obdarowuję, czemu nie zacząć czasem przyjmować?). Będę brać wbrew moim nawykom i zapewne zobaczę, że mimo to ludzie mnie nadal lubią, a pewnie zaczną bardziej się ze mną liczyć i mnie szanować.

Chyba będę tu rzadziej, bo forum trzyma mnie na pewnym etapie "bezruchu", użalania się nad sobą i  rozdrapywania ran. Chociaż nie wiem, czy dam bez Was radę, tak już się przyzwyczaiłam:(

9 258

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

faworytko czytając Twoje przemyślenia jakbym zaglądała do swojego wnętrza, słyszała swoje myśli.To obwinianie, brak poczucia własnej wartości, przeglądanie się w jego oczach, poczucie niesprawiedliwości, chęć zemsty, a potem postanowienia odnośnie swojego dalszego życia.... wszystkie te uczucia doskonale znam.
pozdrawiam Cię gorąco - bo czuję, że jesteśmy do siebie bardzo podobne:)

9 259 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-03-13 23:26:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czasem czytając ten wątek, czytając "Was" dziewczyny nie dowierzam, że tak cierpi się z powodu kzb......że kzb to też ja.....

Co do mojego dziecka-nadal nie wiem, co jest dla niej lepsze....to, że taty by tu nie było (jak kiedyś), czy, że jest-a z tego cieszy się zawsze, gdy tylko przypomni sobie czasy, gdy się "wyprowadził". Wiem jedno na pewno-nie dopuszczę nigdy do takiej sytuacji, jaką miałam ok. 3 lat temu, by oglądała moje cierpienie, wyjazdy ojca, kłamstwa i matactwa......nie dopuszczę do tego!

Co do mnie - dokładnie jak u Was dziewczyny-raz dolina, raz górka....Rozmyślam nad własnym życiem. Myślę-jak pisała hm kilka postów wyżej o tym, że być może ja nawalam-być może mąż chce polegać na mnie inaczej niż mi się wydaje, nie wiem.....
Czasem mam nawet myśli, że oboje doprowadziliśmy ten związek do takiego stanu, że raz jest euforia powodowana uczuciami i z mojej strony i jego, a za chwilę całkowita bezradność, znudzenie sobą, dogryzanie.....Może ja go w jakiś sposób kontroluję (on może tak odczuwa), może w niektórych sytuacjach nie potrafię wrzucić na luz....może naprawdę mam wizję faceta i z niego chcę takiego zrobić.......
Nie ufam mu przez jego niestabilność i w tym tkwi m.in. mój problem....

9 260

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja spisałam sobie dokładnie 25 punktów których muszę przestrzegać w życiu. Wśród nich oczywiście króluje szacunek do siebie samej oraz dbanie o własne potrzeby. Opisałam mężczyzn których kategorycznie będę wyrzucać z mojego życia bez żadnych wymówek oraz toksycznych ludzi którzy wywołują u mnie złe samopoczucie.Zerwałam kontakty z osobami które przeszkadzały, sprawiały że się czułam źle. Analizowałam swoje zachowanie. Myślę że jestem na dobrej drodze. To obietnica, dla samej siebie.
Ostatnio moje życie stało się dla mnie lżejsze. Zaczęłam od drobnych rzeczy - przestałam spełniać mało znaczące, niewygodne dla mnie prośby, wyrzekać się czegoś dla kogoś kto tak naprawdę niewiele dla mnie znaczy i sam dla mnie nic nie zrobił... niby takie oczywiste ale jednak nie...
Codziennie staram się mówić sobie miłe rzeczy, bardzo dobrze czuje się w swoim towarzystwie... nie mogę mówić jeszcze o sukcesie, bo do tego długa droga ale jest coraz lepiej.
W książce znalazłam pewny ciekawy tekst którego się trzymam, uważam że autorka miała stuprocentową racje pisząc: "Pamietaj o ostrzeżeniu: pojawienie sie obsesyjnych mysli o nim jest
pierwsza i główna oznaka tego, e ktos jest nieodpowiednim facetem. Jesli
od momentu spotkania z nim cierpisz, rozpaczliwie czekasz na jego telefon,
jesli nie jestes zdolna do prawidłowego funkcjonowania, zastopuj siebie
natychmiast. Zerwij te znajomosc. Odejdz, póki jeszcze stac cie na to

Odrzuciłam mężczyzn którzy wywoływali u mnie podobne uczucia. Znam od jakiegoś czasu już kogoś z kim się bardzo dobrze dogaduję, nie myślę o nim często, jest dla mnie dobrym przyjacielem, zawsze jestem przy nim sobą... dba o mnie, stara się... cudowne... choć powinno być dla mnie w 100% normalne... ja wiem...
Mimo że to mnie " nie kręci " ( bo w końcu nie ma tej chorej chemii która mnie pobudzała ) to staram się dać mu szansę bo jest naprawdę dobrym człowiekiem. Nie ma tych " uniesień i upadków " bo nie jest rozchwiany emocjonalnie i dotrzymuje obietnic, nie odbija mu... czasami jest mi ciężko i chce uciekać ale wiem, że tak wygląda zdrowa relacja i muszę się starać żeby nie dać się w nic wpakować...

9 261

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

No i dostałam kopa w dupsko!
Na własne życzenie i... dobrze mi to zrobiło!
Laski, nam potrzeba jest męskich rad, nie rozdziabywania tego na n-te kawałeczki, kombinowania, tłumaczenia, jakie to skomplikowane.
W męskim świecie wszystko jest proste.
Mój brat- ten sam, który rozszyfrował psychofaga i powtarzał mi, jeszcze zanim go zostawiłam, że to on ciągnie mnie w dół i straci na tym rozstaniu, a nie ja- dziś postawił mnie do pionu.
Zadzwoniłam, że się wypłaczę, wyżalę, jak to mnie źle potraktował, a kary brak.
I jakże było moje zdziwienie, ba! nawet się zbulwersowałam, że on taki twardy w stosunku do mnie. Żadnego użalania się nade mną, szybki zimny prysznic.
I co? rozmemłana byłam od wczoraj i dół coraz większy... Przeszło w trakcie rozmowy, pozbierałam się do kupy i znowu jest dobrze, znowu mam siłę.
Powiedział mi dużo, od tego, że weszłam w zły dla siebie etap, bo jestem mściwa a to sprawia, że zawracam ku przeszłości.
Powiedział, że tu już nie o to chodzi, co on zrobił, robi i będzie robić, o to, czy mu się powiedzie, czy nie.
Jego już nie ma!
Podjęłam decyzję, wykreśliłam go z mojego życia i teraz już nie chodzi o niego, chodzi o mnie.
Nieważne, czy dostanie karę, ja myśląc o tym, karzę samą siebie, smucę się, rozpamiętuję, czuję się oszukana, zdeptana. Po co mi to?
I mam zadawać sobie pytania nie o to, czy on żałuje, nie żałuje, czy kochał i do kiedy kochał i dlaczego mu przeszło itp. Mam pytać sama siebie, jak JA teraz mogę SOBIE pomóc. Jego już nie ma, dość energii na niego.
Więc kuźwa, poprawiłam kucyki:) i lecę dalej. Dość tego goowna.
Nie dawałam się 3 miesiące, byłam przykładna, nie dam się dalej.
Zmieniam taktykę i książki.
Już wiem, że on jest narcyzem, osobą aspołeczną, ma osobowość borderline i niezezależnie od tego, czy będzie w życiu kimś, czy nikim, nie zmienia to faktu, że przy nim nigdy nie czułabym się kochana i bezpieczna. JA nie mogłabym się spełnić, I kropka. Więcej argumentacji nie trzeba.
Bezsprzecznie potraktował mnie wbrew wszelkim normom moralnym i prawnym, ale tego nie zmienię. Przeszłość jest, jaka jest i nie ja ponoszę winę.

Koniec zatem o nim, o tym jakim jest draniem.

Pora usiąść i krok po kroku zastanawiać się nad NOWĄ MNĄ. Nad tym, jak mam żyć, by czuć się dobrze sama ze sobą, jak poprawić poczucie własnej wartości, brak asertywności. Spiszę sobie poradnik dla mnie samej, nowe zasady na życie będące kompendium tego, co się przez te miesiące dowiedziałam ze wszystkich możliwych źródeł.
Punkty będą różne, od tego, że nie będę nikomu pomagać na siłę, gdy ktoś mnie o to nie poprosi, nawet w dobrej wierze; przez odpuszczanie sobie sprzątania; znajdowania czas na głupie rozrywki, a nie tylko na to, co rozsądne; po odpisywanie na smsy mężczyzn z lekkim opóźnieniem...:) Chcę zachować siebie, ale bardziej się chronić i skorzystać z tego wszystkiego stąd w życiu.
Nie mogę wciąż rozpamiętywać tego, co się stało, bo taplam się w przeszłości, ona mnie trzyma.
On jest wolny, poszedł, zapomniał, nie ukaram go, nie chcę karać siebie.
Nie pójdę do przodu, dopóki sobie nie wybaczę.
I właśnie dlatego tu wszystkie jeszcze jesteśmy- bo wciąż czujemy się winne, albo nie dość dobre.
Zostałyśmy zdradzone w najokrutniejszy sposób, mamy prawo do żalu, ale ten żal nas obciąża, trzyma, dusi.
Nie wiem jeszcze, jak się go pozbyć, ale dziś podjęłam decyzję, że idę w życie, będę próbować nowych metod, działać, sprawdzać.
Będę mówić nie, będę robić głupstwa, jeszcze zobaczycie, że będę tańczyć na stole- ja poważna i rozsądna:), będę brać od mężczyzn i korzystać z zaproszeń do kina, na kolacje. Nie muszę od razu czuć się niemalże zobowiązana do odwdzięczania się i zamążpójścia (w ten weekend byłam z koleżanką na obiedzie, zaprosiła mnie i zapłaciła, kurcze, jakie to dla mnie niezręczne, nienaturalne, a pora to zmienić, ja wszystkim chętnie stawiam,chętnie obdarowuję, czemu nie zacząć czasem przyjmować?). Będę brać wbrew moim nawykom i zapewne zobaczę, że mimo to ludzie mnie nadal lubią, a pewnie zaczną bardziej się ze mną liczyć i mnie szanować.

Chyba będę tu rzadziej, bo forum trzyma mnie na pewnym etapie "bezruchu", użalania się nad sobą i  rozdrapywania ran. Chociaż nie wiem, czy dam bez Was radę, tak już się przyzwyczaiłam:(

Ja tradycyjnie jak meteor, pojawiam sie i znikam ale ten post musze skomentowac..bo to wreszcie jeden madry od dawna post!

Brat Ci prawde powiedzial - na wlasne zyczenie babrzesz sie w tym lajnie jakie Ci Twoj eks skomponowal i po sobie zostawil. Jakaz mialby satysfakcje gdyby wiedzial jak rozdrapujesz stare rany (przez niego tworzone z premedytacja), jak wnosisz sie i opadasz, jak BARDZO Cie jeszcze interesuje jego osoba (co mysli, czego nie mysli, co zrobil kiedyas a co robi teraz). Ale mialby radoche, myslac "Faworytka wieczna ma niewolnica pozostanie".

Chcesz tego?

I masz druga racje - to forum to jakies pogorzelisko, na ktorym porzucone, porzucajace, zdradzone, zdradzajace kobiety grzebia jak sepy w poszukiwaniu ochlapow nic nie wartych zwiazkow. Kochal, nie kocha i nic tego nie zmieni - dajmy spokoj z ta retrospekcja i analiza po co, dlaczego, skad to itp. Z nikad. Tak juz nas Bozia stworzyla, ze w tym caly jest ambaras aby dwoje chcialo naraz. A jak nie chce to sie nikogo nie przymusi.

Trzecia Twoja racja - zajmij sie soba i swoim rozwojem, cokolwiek ma to oznaczac (nawet bujanie sie caly dzien pupa do gory na hamaku z kieliszkiem wina). Tylko jedna moja nieskromna uwaga - daruj sobie pisanie jakichs regul czy zasad (np. odpisuje na smsa po 10 minutach). Stworzysz tak kolejny sztuczny przewodnik "jaka mam byc by mnie kochano" na wzor tych amerykanskich "bestsellerow" a to sie ma tak do Ciebie i do Twojej rzeczywistosci jak wol do karety. Jesli masz ochote i czas odpisac komus na smsa po jego otrzymaniu to to zrob, a jesli on uzna to za Twoje dozgonne mu oddanie sie - to jest debilem i idiota nie wartym Twojego czasu. Ale jest tez szansa, ze wcale na debila nie trafisz.

Faworytko - badz soba! Taka jaka jestes, bo sztucznych tworow nikt nie lubi. Jestes perfekcjonistka, to sobie badz. Naucz sie jedynie kochac siebie i tolerowac wlasne zachcianki. Ale wlasne - nie te wymyslone , zeby cos komus pokazac i udowodnic.

9 262 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-14 10:50:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

I nie potrzebny jest psycholog i psychiatra, można dać sobie radę samemu. Trzeba postępować zgodnie ze swoimi uczuciami, tak, żeby było nam dobrze. Można dojść do tego samemu. Potrzeba tylko czasu. Jeśli tylko chcemy jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkim.
Było źle, zróbmy tak żeby było dobrze.

Same radzą sobie tylko silne jednostki a i te może coś złamać.......śmierć bliskiej osoby, wypadek i tysiące innych rzeczy. Nigdy nie przewidzimy co kogo złamie.

Było źle !    Tylko jak zrobić żeby było dobrze ?

Było źle, jest źle...... a gdzie to dobrze a co to znaczy dobrze ?

W moim pojęciu dobrze, to jest żona, mąż, dzieci ( dziecko) + pieniądze dające stabilizację. No i zdrowie, oczywiście dobrze jest jak jest zdrowie. Żoną jeszcze jestem ( niestety !), męża mam ( niestety!), dzieci mam ( na szczęście ), z pieniędzmi krucho ale nie beznadziejnie. Jakąś stabilizację mi dają. Zdrowie jest ( czasami tylko psychika nawala) i NIE JEST DOBRZE !
Zapewne powinnam zmienić pojęcie "dobrze" big_smile

Bo dla każdego "dobrze" to co innego. Dla ofiary przemocy "dobrze" może oznaczać, że jej już nie ma. Dla ludzi w ciężkiej sytuacji finansowej "dobrze" może oznaczać, że mają pieniądze. Dla ludzi z depresją "dobrze" może oznaczać, że sobie z nią radzą.
Czasem znajdziemy się w momencie kiedy nie widzimy sensu, cała sztuka polega na tym, żeby się nie dać, nie załamywać. I to "dobrze" to jest nie poddawanie się destrukcji, to walka. Wiemy jak jest źle, więc wiemy też jak byłoby dla nas dobrze. Chyba, że jesteśmy już tak sponiewierani, że ciężko nam to odróżnić, bywa też tak. Ale Zofio sama wracasz do formy, więc teraz ciągnie Cię do tego, żeby było "dobrze". Można też założyć, że nigdy nie będzie, ale to już skrajność.
Czasem trzeba to zmienić i uwierzyć, że może być inaczej niż kiedyś założyliśmy. Czasem wszystko psują nam czynniki zewnętrze, takie jak np. okropny mąż, który nas skrzywdził. Ale czy to musi oznacza, że zawsze będziemy krzywdzone?
Myślę, że psycholog potrafi tak samo pomóc jak schrzanić sprawę. Myślę, że można sobie dać radę samemu. To zależy od człowieka.

9 263

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zawiedziona, nie daj się zniszczyć. Czy ten on jest normalny? Przecież to jest chore co on robi. Nie dałabym rady.
A swoją drogą zaskakujące jakiego gnoja potrafimy czasem znieść, ile nieraz poświęcamy. Często to godzi w naszą godność.
Zawiedziona, po co ci to? Powiedz? Jesteś niezależna, rozsądna. Nie wiem...

9 264

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Czasem czytając ten wątek, czytając "Was" dziewczyny nie dowierzam, że tak cierpi się z powodu kzb......że kzb to też ja.....

Co do mojego dziecka-nadal nie wiem, co jest dla niej lepsze....to, że taty by tu nie było (jak kiedyś), czy, że jest-a z tego cieszy się zawsze, gdy tylko przypomni sobie czasy, gdy się "wyprowadził". Wiem jedno na pewno-nie dopuszczę nigdy do takiej sytuacji, jaką miałam ok. 3 lat temu, by oglądała moje cierpienie, wyjazdy ojca, kłamstwa i matactwa......nie dopuszczę do tego!

Co do mnie - dokładnie jak u Was dziewczyny-raz dolina, raz górka....Rozmyślam nad własnym życiem. Myślę-jak pisała hm kilka postów wyżej o tym, że być może ja nawalam-być może mąż chce polegać na mnie inaczej niż mi się wydaje, nie wiem.....
Czasem mam nawet myśli, że oboje doprowadziliśmy ten związek do takiego stanu, że raz jest euforia powodowana uczuciami i z mojej strony i jego, a za chwilę całkowita bezradność, znudzenie sobą, dogryzanie.....Może ja go w jakiś sposób kontroluję (on może tak odczuwa), może w niektórych sytuacjach nie potrafię wrzucić na luz....może naprawdę mam wizję faceta i z niego chcę takiego zrobić.......
Nie ufam mu przez jego niestabilność i w tym tkwi m.in. mój problem....

Porozmawiajcie, może się jeszcze uda.
Musisz mieć dystans, bo zwariujesz.
Gdyby przestawił swoje oczekiwania.
Może popadliście w monotonię. Wiem, że męska obojętność jest najgorsza z możliwych.

9 265 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-14 11:14:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
MillaNovi napisał/a:

Ja spisałam sobie dokładnie 25 punktów których muszę przestrzegać w życiu. Wśród nich oczywiście króluje szacunek do siebie samej oraz dbanie o własne potrzeby. Opisałam mężczyzn których kategorycznie będę wyrzucać z mojego życia bez żadnych wymówek oraz toksycznych ludzi którzy wywołują u mnie złe samopoczucie.Zerwałam kontakty z osobami które przeszkadzały, sprawiały że się czułam źle. Analizowałam swoje zachowanie. Myślę że jestem na dobrej drodze. To obietnica, dla samej siebie.
Ostatnio moje życie stało się dla mnie lżejsze. Zaczęłam od drobnych rzeczy - przestałam spełniać mało znaczące, niewygodne dla mnie prośby, wyrzekać się czegoś dla kogoś kto tak naprawdę niewiele dla mnie znaczy i sam dla mnie nic nie zrobił... niby takie oczywiste ale jednak nie...
Codziennie staram się mówić sobie miłe rzeczy, bardzo dobrze czuje się w swoim towarzystwie... nie mogę mówić jeszcze o sukcesie, bo do tego długa droga ale jest coraz lepiej.
W książce znalazłam pewny ciekawy tekst którego się trzymam, uważam że autorka miała stuprocentową racje pisząc: "Pamietaj o ostrzeżeniu: pojawienie sie obsesyjnych mysli o nim jest
pierwsza i główna oznaka tego, e ktos jest nieodpowiednim facetem. Jesli
od momentu spotkania z nim cierpisz, rozpaczliwie czekasz na jego telefon,
jesli nie jestes zdolna do prawidłowego funkcjonowania, zastopuj siebie
natychmiast. Zerwij te znajomosc. Odejdz, póki jeszcze stac cie na to

Odrzuciłam mężczyzn którzy wywoływali u mnie podobne uczucia. Znam od jakiegoś czasu już kogoś z kim się bardzo dobrze dogaduję, nie myślę o nim często, jest dla mnie dobrym przyjacielem, zawsze jestem przy nim sobą... dba o mnie, stara się... cudowne... choć powinno być dla mnie w 100% normalne... ja wiem...
Mimo że to mnie " nie kręci " ( bo w końcu nie ma tej chorej chemii która mnie pobudzała ) to staram się dać mu szansę bo jest naprawdę dobrym człowiekiem. Nie ma tych " uniesień i upadków " bo nie jest rozchwiany emocjonalnie i dotrzymuje obietnic, nie odbija mu... czasami jest mi ciężko i chce uciekać ale wiem, że tak wygląda zdrowa relacja i muszę się starać żeby nie dać się w nic wpakować...

Dla każdego z nas co innego jest oczywiste.
Jesteś jednak dobrym przykładem naszych rozważań o dobrym.

Ja zawsze zastanawiałam się jako dziecko dlaczego wszystkie dzieci w szkole tyle wiedzą, kiedy nauczyciel wzywa je do odpowiedzi. Może uznacie to za głupie. Ale wtedy dopiero dowiedziałam się, że wypada przeczytać książkę przed lekcją. Że książka nie służy do pracy nauczyciela z nami na lekcji tylko dla nas. A dla niektórych to jest właśnie oczywista oczywistość. Dla mnie nie była. Nie wiedziałam jak to się robi, jak się uczy. To była chyba 6 klasa.
A wcześniej szło mi elegancko bez tego.

9 266

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja to nie wiem. Jak Mussuka przyjdzie to wyłoży na tacy i wszystko wiadomo. A ja ględzę i nic nie wiadomo. I post mój jeden pod drugim.
Do bani jestem smile
Miłego dnia życzę.

9 267

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja to nie wiem. Jak Mussuka przyjdzie to wyłoży na tacy i wszystko wiadomo. A ja ględzę i nic nie wiadomo. I post mój jeden pod drugim.
Do bani jestem smile
Miłego dnia życzę.

Bo bani nie jestes tylko lubisz pisac:)

Ja na tace wykladam tylko rzeczy oczywiste. Jak to, ze co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr. Nalezy taki byly zwiazek (i bylego pana razem a nim) wpiac ad akta i isc do przodu a nie dreptac w miejscu jak gejsza. A co to ma teraz za znaczenie, kiedy on na mnie spojrzal i jak i co mowil 20 czy 10 czy 5 lat temu czy nawet tydzien temu, co robil, jak to robil , czego nie robil i tak bez konca?Bylo i minelo, i se ne vrati.
Jak ktos tej pepowiny z eksem nie przetnie raz a dobrze to sie nigdy z tego patologicznego uzaleznienia nie uwolni. I zablokuje sobie swoje zycie i szanse na szczescie dokumentnie. Jak niewidzialny mur berlinski. Za nim moze i lepsze zycie czeka ale niektore panie boja sie go zburzyc albo i przeskoczyc i zostawic cale to DDR za soba.

9 268 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-03-14 11:57:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trochę mnie nie było. Poczytałam sobie i... zdziwiłam się. hmm

Odkąd piszę tutaj, a piszę od dawna, zachęcam, namawiam, proszę, zabiegam (nie tylko ja) o zaprzestanie zajmowania się mężem/jeszczemężem/partnerem/towarzyszem życia. Tłumaczę (nie tylko ja), że jest to rzecz zupełnie zbędna, obciążająca. Że skutecznie przesłania właściwy i podstawowy temat, czyli własną osobę, własne decyzje, własne zmiany (lub ich brak). Że uwieszanie się na nim prowadzi prosto w środek bagna kkzb.

I widzę tutaj dwa sposoby postępowania.
Jeden, dzięki któremu osoby idą naprzód, zajmują się sobą, faktycznie wychodzą z uzależnienia, stają się niezależne, stają mocno na własnych nogach i zaczynają być szczęśliwe.
Drugi, gdzie osoby deklarują gotowość zmian, deklarują chęć wyjścia z uzależnienia, a faktycznie brną w bagno coraz dalej i coraz głębiej.

Jestem też za uświadomieniem sobie swojego sposobu postępowania, a co za tym idzie, własnej decyzji. Własnej, bo nikt tutaj w wątku nie przystawia pistoletu do skroni i nie zmusza do określonego (czytaj, drugiego) sposobu postępowania. Każdy podejmuje własną decyzję. Winienie zatem wątku, jako uniemożliwiającego wyjście z uzależnienia jest, moim zdaniem, jeszcze jednym sposobem do przerzucania na innych odpowiedzialności za własne wybory, czyli postępowaniem zgodnie z charakterem kkzb. Niezależnie jednak od tego, to każdy z nas, czy tego chce, czy nie, czy jest tego świadomy, czy nie, podejmuje własne decyzje. Pretensje lub zasługi proponuję przypisywać też sobie.

9 269

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja to nie wiem. Jak Mussuka przyjdzie to wyłoży na tacy i wszystko wiadomo. A ja ględzę i nic nie wiadomo. I post mój jeden pod drugim.
Do bani jestem smile
Miłego dnia życzę.

Bo bani nie jestes tylko lubisz pisac:)

Ja na tace wykladam tylko rzeczy oczywiste. Jak to, ze co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr. Nalezy taki byly zwiazek (i bylego pana razem a nim) wpiac ad akta i isc do przodu a nie dreptac w miejscu jak gejsza. A co to ma teraz za znaczenie, kiedy on na mnie spojrzal i jak i co mowil 20 czy 10 czy 5 lat temu czy nawet tydzien temu, co robil, jak to robil , czego nie robil i tak bez konca?Bylo i minelo, i se ne vrati.
Jak ktos tej pepowiny z eksem nie przetnie raz a dobrze to sie nigdy z tego patologicznego uzaleznienia nie uwolni. I zablokuje sobie swoje zycie i szanse na szczescie dokumentnie. Jak niewidzialny mur berlinski. Za nim moze i lepsze zycie czeka ale niektore panie boja sie go zburzyc albo i przeskoczyc i zostawic cale to DDR za soba.

I nie ważne ile tych segregatorów z frajerami będziemy mieć. Ważne żeby schować je do archiwum formalnie i mentalnie.:)

9 270

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak mi się teraz narzuciło stwierdzenie, że złej baletnicy przeszkadza...
Jak ktoś się chce do czegoś przyczepić to zawsze się coś znajdzie. A jak chce na coś lub kogoś zwalić to i zwali.
Ja np. nie mam problemu z uwieszaniem się na żadnym facecie i z tym, że życia sobie bez niego nie wyobrażam, byłam kiedyś uwiązana, ale skończyłam z tym, są inne problemy, ale kto ich nie ma. Ale zaglądam tutaj, bo Was lubię.

9 271 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-03-14 13:26:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku.
Ogólnie masz rację, jednak nie do końca się z Tobą zgodzę.

Dlaczego stare forumowiczki najpierw założyły inny wątek, a potem w ogóle odeszły?
Z tego samego powodu, co ja teraz.

I one i ja teraz chcę przeciąć pępowinę łączącą mnie z tym, co było. Tak, to moja decyzja, moja odpowiedzialność.

Jednak jesteśmy ludźmi i to z kim przebywamy ma znaczenie. To, co czytamy i JAK DŁUGO również.

Świat zewnętrzny nas karmi, to, czy oglądamy horror, czy komedie wpływa na nasz nastrój. To, czy otaczamy się ludźmi zranionymi, czy szczęśliwymi chciał nie chciał wpływa na nasze postrzeganie życia.

Będąc tu taplam się w przeszłości, analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze. Nie chcę tego, jednak kolejne wpisy zdradzanych i podobnie zgorzkniałych kobiet budzą we mnie wspomnienia i potęgują zgorzknienie i poczucie beznadziei. Świat jawi mi się okrutny i nieszczęśliwy. A nie chcę by tak było.

Nie obwiniam nikogo. Nie zrzucam odpowiedzialności. Wiele mi to dało, ale teraz potrzebuję pozytywnych bodźców, nadziei.

Obserwuję siebie.
I właśnie biorę na siebie odpowiedzialność za moje dalsze życie.

Psychologowie zachęcają do tego, by przyglądać się swojemu życiu, wyborom i weryfikować, czy to, co kiedyś było dla nas dobre, nadal takie jest. Ja przemyślałam, obserwowałam siebie i zauważyłam, że pisanie na forum przypomina mi wciąż przeszłość i kotwiczy mnie w tym. Nie jest to niczyja WINA.

chodzi o MNIE, MI to już nie służy, JA nie chcę tego rozgrzebywać, a robię to tutaj.
Emocje, które budzą we mnie wpisy innych są MOJE i JA za nie biorę odpowiedzialność.
Pewnie, że fajnie by było nie czuć nic czytając to, ale nie umiem ich jeszcze wyłączyć, za to mogę odciąć się od źródła, które je we mnie przywołuje na nowo.

9 272 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-03-14 13:27:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko, jesli ten watek dziala w pewien sposob destrukcyjnie czy depresyjnie na Ciebie, to rzeczywiscie warto zrobic sobie break i moze poczytac inne watki albo zapisac na wirtualno-korespondencyjny kurs hiszpanskiego?:) Zeby sie czyms zajac, nie nuzic i nie rozmyslac o rozlanym dawno temu (i juz skwasnialym) mleku.

A w nagrode za wyniki w nauce wycieczka last minute do Barcelony!;) I od razy swiat pieknieje a Ty z nim:)

9 273

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pamiętam jak Tarantella wespół z Niekochana pisały, że to wyjnia, oczyszczalnia. Każdy znajduje tutaj coś innego.

9 274

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pozwolę sobie zacytować siebie (to chyba jeszcze nie megalomania big_smile) z 20 sierpnia 2011 roku:

Dzień dobry Dziewczyny,
No i nadszedł ten piękny choć troszkę smutny dzień. Chciałam się z Wami pożegnać. Doszłam do wniosku, że mój czas na forum dobiegł końca. W ostatnich dniach przeszłam jedną z najgorszych delirek, jakie miałam po rozstaniu. Dziś obudziłam się już trochę zdrowsza, znów chudsza i wymizerowana, ale z głębokim przekonaniem, że pora zacząć kolejny etap.

Tak jak napisała Anhedonia ? UCIEKAJ albo WALCZ. Forum było moją ucieczką. Teraz pora zawalczyć. Czeka na mnie real ? ja sama, dziecko, praca, zmiany. Byłyście wspaniałym azylem. Pięć miesięcy to wystarczająco długo, żeby się azylować, ilozolować i detoksować, ale kiedyś trzeba wrócić do świata. Dalej pewnie nie będzie lekko, ale trzeba temu stawić czoła. W kilka dziewczyn wyeksportowałyśmy się do reala i nie zawahamy się tego użyć w kolejnym etapie  To mój najcenniejszy aktyw po tragedii, która mnie spotkała. Nie można jednak bez końca żyć tragedią. Na forum dowiedziałam się, czego szukać i pora to wcielać w życie.

Forum to dobre miejsce, żeby szukać wiedzy u takich samych ?odsianych psychiatrycznie?, to dobre miejsce, żeby wyrzucić swój ból i złość nawet w najbardziej przerysowanej postaci jeśli jest nam to niezbędne dla poratowania psychiki, forum to dobre miejsce, żeby szukać wsparcia, gdy real go nie oferuje. Dla mnie forum było też miejscem, w którym dobijałam swoją miłość, o którą cała wcześniejsza walka okazała się porażką ? więc trzeba było dokonać wyboru: albo ta miłość albo życie. Przeszłam tu z Wami wszystkie fazy mojego prywatnego koszmaru i cały ten cykl żałoby musiał się dopełnić. To był dla mnie bezwzględnie najtrudniejszy okres w całym moim dotychczasowym życiu i cieszę się, że mogłam go spędzić tu z Wami a nie "rozrabiać" w realu, jak robi to wiele oszalałych z bólu kobiet.

Dziś jestem jeszcze bardzo słaba, ale wierzę, że kiedyś tu wrócę i powiem Wam, że cud uzdrowienia się zdarzył. Do reala trzeba wyjść choćby po to, żeby spotkać innych ludzi, którzy przez to wszystko przeszli i żyją nadal i żyją lepiej. Forum siłą rzeczy skupia osoby w najsłabszej kondycji i na najgorszym etapie. Dłuższe pozostawanie tu to tak, jakby po przebytej chorobie niewspółmiernie długo pozostawać w szpitalu.

Życzę wszystkim, które jeszcze tu chwilę zostaną powodzenia w poszukiwaniu dróg wyjścia z naszych różnych przypadłości, a głównie odnalezienia tu takiego kapitału na przyszłość, który da się wykorzystać konstruktywnie, żeby te przypadłości nie nawracały. Ja go tu znalazłam. Czuję się lepsza, pełniejsza, mądrzejsza i mam takie niejasne wrażenie, że uda mi się nie popełnić już (przynajmniej tych samych ) błędów w kolejnym związku i w relacjach z ludźmi w ogóle.

Bez_serca ? matko założycielko, również dziękuję Ci za ten wątek

Kriss - dziękuję Ci za ostatni wpis. Nie chciałam się już do niego ustosunkowywać, ale Ty jak zwykle i jak w wielu innych kwestiach jesteś moimi ustami. Ty też jesteś jednym z moich najcenniejszych "eksportów"

Kocham Was, Dziewczyny. Trzymajcie się, bo ... nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Nadal sie pod tym podpisuję. "Wyjnia" to określone użyte przez Wojciecha Ejchelbergera na pozytywne określenie miejsc, w których ludzie muszą odreagować i oczyścić się.
Jak widzicie wracam z sympatii do miejsca, które w swoim czasie mnie uratowało i chętnie włączam się w sytuacje dziewczyn potrzebujących wsparcia kogoś, kto jest już o parę kroków do przodu.
Jednak pamiętam stan, kiedy już bardzo chciałam pójść do przodu a tkwienie w tematyce tragedii trzymało mnie w mojej własnej.

Wielokropku, wydaje mi się, że Faworytka, jak ją znam, nie sugerowała żadnej "winy" forum a jedynie swoje odczucie, że pozostawanie na forum posadawia w temacie exa i nie pozwala skierować należytej uwagi na siebie samą.

Inna sprawa, że mam takie niejasne odczucie, że dopóki pewne uczucia i stany sie w nas nie przekotłują, nie przefermentują w odpowiednim stopniu, to nie będziemy gotowe do dalszych wycieczek.

9 275 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-03-14 19:03:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja ten wątek traktuję jako wyjnię.
Chcę iść dalej,ale chyba jeszcze gotowa nie jestem....

Poza tym czytając te forum ogarnia mnie panika-wszyscy faceci to palanty.Każdy kłamie,zdradza,wykorzystuje,ubliża...,boję się ich coraz bardziej..

Jak to forum opuszczą tak wartościowe osoby...to też się boję....

9 276

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Poza tym czytając te forum ogarnia mnie panika-wszyscy faceci to palanty.Każdy kłamie,zdradza,wykorzystuje,ubliża...,boję się ich coraz bardziej...

Witaj smile

Niepotrzebnie ogarnia Cię panika. To forum z pewnością ukazuje wiele przypadków potwierdzających Twoje obawy.
Jednak ze względu na poruszaną tu tematykę, trudno byłoby spodziewać się czegoś innego.
Wbrew Twojemu pesymizmowi mam czelność napisać wink, że nie tylko NIE WSZYSCY, ale MNIEJSZOŚĆ- cytuję ''to palanty''.
Po prostu tak wybrałaś, albo trafiłaś...

Życzę aby w przyszłości NIEPALANT pozwolił Ci zmienić zdanie. smile

9 277

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
amarek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Poza tym czytając te forum ogarnia mnie panika-wszyscy faceci to palanty.Każdy kłamie,zdradza,wykorzystuje,ubliża...,boję się ich coraz bardziej...

Witaj smile

Niepotrzebnie ogarnia Cię panika. To forum z pewnością ukazuje wiele przypadków potwierdzających Twoje obawy.
Jednak ze względu na poruszaną tu tematykę, trudno byłoby spodziewać się czegoś innego.
Wbrew Twojemu pesymizmowi mam czelność napisać wink, że nie tylko NIE WSZYSCY, ale MNIEJSZOŚĆ- cytuję ''to palanty''.
Po prostu tak wybrałaś, albo trafiłaś...

Życzę aby w przyszłości NIEPALANT pozwolił Ci zmienić zdanie. smile

O! Jak miło! Mężczyzna do mnie przemówił i to ludzkim głosem!
Dżentelmen smile

9 278

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile I_ukrecjo, bez przesady.

Wystarczy NIEPALANT. wink

9 279 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-03-14 23:15:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wyjnia, przewodnik, coś co pobudza mnie do przemyśleń i refleksji. Wyciągam wnioski , uczę się. Uczę się jaką być można i jaką nie powinnam być. Czuję też bratnie dusze i rozumiem, że kobiety piszą częściej w tych gorszych dniach. Ja też takie miewam i tu dostaję garść mądrych słów. I wiem co piszę.
U psychologa to dopiero była wyjnia i tylko wyjnia. Chwilami chciało mi się wyć, nie tylko z powodu totalnie spieprzonego życia ale i milczenia tegoż psychologa. Tam w gabinecie nie dostałam porady, wskazówki, wyjaśnienia. wsparcia. W poradni współuzależnień terapeuta skwitował mój monolog "są ludzie, którzy lubią być ofiarami". Zapewne miał na myśli "są" czyli ja "są". A ja nie "są". Gdybym lubiła być ofiarą, to pewnie męża, zamiast wyrzucić, trzymałabym zębami do krwi, do upadłego. Błagała, groziła a może i związała big_smile
To ja padłam ofiarą zwyrodnialca i zwyczajnie potrzebuję wsparcia, wybaczenia sobie ślepoty, głuchoty. W wieku 50 lat, muszę zacząć życie od nowa i po drodze sama muszę uporządkować ten pie***nik, który po sobie zostawił. Muszę prostować co się da i ratować dzieci. Wymaga to mojej siły, determinacji i przede wszystkim chęci.I to wszystko czerpię z tego forum.
Po wizytach w przychodni nie miałam siły dotrzeć do domu. Czułam się wypluta a nawet poniżona ( monologiem i jego znudzonym spoglądaniem na zegarek) To dzięki Wam podnoszę się i działam, żyję z innymi myślami, rozumiem,wybaczam i co najważniejsze nabieram ochoty na życie.

Jestem tu od kilku miesięcy i widzę jak zmieniają się Wasze wpisy. Pierwsze są pełne rozpaczy i beznadziei. Późniejsze z wieloma przemyśleniami i wiarą.
Wielu kobietom to wsparcie dało mądrość, siłę i chyba o to chodzi. Mnie jeszcze to forum jest bardzo potrzebne.

9 280

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zwróćcie uwagę na przemianę Ankinom, aż miło jest patrzeć jak jest świadoma i jak teraz walczy o siebie. To nie jest ta sama kobieta. Już nie płacze, juz nie chowa uczuć głęboko. Potrafi tupnąć nogą, krzyknąć na męża, żądać co jej się należy. Miewa i gorsze dnia, tak jak każdy. W te dni coś "skrobnie" a po czasie prostuje iż było to tylko chwilowe zwątpienie. Myślę, że każda z piszących tu ma swój maleńki udział w tej przemianie.
Pozdrawiam cieplutko.

9 281

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Ja ten wątek traktuję jako wyjnię.
Chcę iść dalej,ale chyba jeszcze gotowa nie jestem....

Poza tym czytając te forum ogarnia mnie panika-wszyscy faceci to palanty.Każdy kłamie,zdradza,wykorzystuje,ubliża...,boję się ich coraz bardziej..

Jak to forum opuszczą tak wartościowe osoby...to też się boję....

To raczej oni powinni się bać.:)

9 282

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No a co tam u Aniknom? Nie wiadomo.

9 283 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-15 11:29:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No a co tam u Aniknom? Nie wiadomo.

Zofio i ja podobne doświadczenia z psychologiem miałam. Gorzej było z nim niż bez niego, dlatego moje podejście teraz jest sceptyczne. Poza tym wielu z nich traktuje swoje zajęcie jako pracę, a że kokosów w przychodniach nie mają to ich nastawienie jest takie:odwalić godzinę i do widzenia.
A nie o to chodzi.
A tutaj są osoby które same przeżywają wszystkie te rzeczy, każda nieco inaczej, ale można sobie powyć tak jak trzeba, wyrzucić z siebie wszystko. I nikt nie ma o nic pretensji. Nie znam lepszego miejsca gdzie można się wyżalić.

9 284

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No a co tam u Aniknom? Nie wiadomo.

A ankinom się zakopała i udaje, że rzeczywistość nie istnieje...

Od kilku dni nie kłócę się z mężem, szukam pracy i załatwiam sprawy odkładane na później ....

Dopada mnie co jakiś czas dół, ale szybko staram się z niego wyczołgać. Uznałam, o eureka! że na pewne sprawy nie mam wpływu, więc się już nimi nie zajmuję.

Odpuściłam sobie wieczne pretensje do jm, pytania: kiedy, po co i dlaczego....
Zrozumiałam, że nie ma stałej w naszym życiu, wszystko się zmienia, uczucia, emocje, pogada...
Zatopiłam się w takiej hibernacji, na jak długo nie wiem.... to był dla mnie męczący rok, tyle złych emocji, złości i agresji, muszę odpocząć....

Miło , że jeszcze o mnie pamiętacie...

9 285

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wyjnia, przewodnik, coś co pobudza mnie do przemyśleń i refleksji. Wyciągam wnioski , uczę się. Uczę się jaką być można i jaką nie powinnam być. Czuję też bratnie dusze i rozumiem, że kobiety piszą częściej w tych gorszych dniach. Ja też takie miewam i tu dostaję garść mądrych słów. I wiem co piszę.
U psychologa to dopiero była wyjnia i tylko wyjnia. Chwilami chciało mi się wyć, nie tylko z powodu totalnie spieprzonego życia ale i milczenia tegoż psychologa. Tam w gabinecie nie dostałam porady, wskazówki, wyjaśnienia. wsparcia. W poradni współuzależnień terapeuta skwitował mój monolog "są ludzie, którzy lubią być ofiarami". Zapewne miał na myśli "są" czyli ja "są". A ja nie "są". Gdybym lubiła być ofiarą, to pewnie męża, zamiast wyrzucić, trzymałabym zębami do krwi, do upadłego. Błagała, groziła a może i związała big_smile
To ja padłam ofiarą zwyrodnialca i zwyczajnie potrzebuję wsparcia, wybaczenia sobie ślepoty, głuchoty. W wieku 50 lat, muszę zacząć życie od nowa i po drodze sama muszę uporządkować ten pie***nik, który po sobie zostawił. Muszę prostować co się da i ratować dzieci. Wymaga to mojej siły, determinacji i przede wszystkim chęci.I to wszystko czerpię z tego forum.
Po wizytach w przychodni nie miałam siły dotrzeć do domu. Czułam się wypluta a nawet poniżona ( monologiem i jego znudzonym spoglądaniem na zegarek) To dzięki Wam podnoszę się i działam, żyję z innymi myślami, rozumiem,wybaczam i co najważniejsze nabieram ochoty na życie.

Jestem tu od kilku miesięcy i widzę jak zmieniają się Wasze wpisy. Pierwsze są pełne rozpaczy i beznadziei. Późniejsze z wieloma przemyśleniami i wiarą.
Wielu kobietom to wsparcie dało mądrość, siłę i chyba o to chodzi. Mnie jeszcze to forum jest bardzo potrzebne.

Normalnie trafiłaś na dupka terapeutę!
Na szczęście nie wszyscy są tacy!

9 286 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-03-15 14:58:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Zwróćcie uwagę na przemianę Ankinom, aż miło jest patrzeć jak jest świadoma i jak teraz walczy o siebie. To nie jest ta sama kobieta. Już nie płacze, juz nie chowa uczuć głęboko. Potrafi tupnąć nogą, krzyknąć na męża, żądać co jej się należy. Miewa i gorsze dnia, tak jak każdy. W te dni coś "skrobnie" a po czasie prostuje iż było to tylko chwilowe zwątpienie. Myślę, że każda z piszących tu ma swój maleńki udział w tej przemianie.
Pozdrawiam cieplutko.

Tak potwierdzam ...kiedy błądziłam WY mnie na prostą drogę kierowałyście...

Będąc tutaj z Wami sama zauważyłam jak bardzo się zmieniłam, w końcu zauważyłam mój związek taki jaki jest, a nie taki jaki chciałabym by był... jest mi obecnie smutno, ale jak pisałam powyżej już nie szukam odpowiedzi dlaczego. Trochę wycofałam się z naszego życia, robię to co uznaje za słuszne, a nie to co spodoba się mężowi. Mam ochotę to gotuje, mam ochotę to sprzątam i zaczęłam oglądać to co lubię! . Brzmi śmiesznie i niedojrzale? Ale tak było! Robiłam tak jak chciał pan i władca, a i tak dostałam kopa hahaha big_smile Nie mam już tego cholernego poczucia winy, że nie sprawdzam się jako żona, bo temu człowiekowi żadna z Was kochane nie jest w stanie dogodzić. To uczucie mnie ubezwładniło, bać się, że nie poodkurzałam? to jest dopiero chore....

i jeszcze coś zauważyłam, kiedy ja sobie "odpuściłam" to mój mąż też trochę się zmienił... więcej ze mną rozmawia, trochę to przypominam monolog z jego strony, chociaż za język jego nie ciągnę. Nie krzyczy na mnie, nie jęczy bo ja zupełnie nie zwracam uwagi na jego "sugestie", ale zanim doszłam do tego stanu to trochę mną potrząsnęłyście a teraz najważniejsze: wiem, że tego związku już nie naprawię, żadna moja cudowna odmiana, nie jest w stanie tego naprawić i ja jestem tego świadoma! nie ma już: może..., ale..., bo dzieci.....ten człowiek odbiera mi energie, przy nim staje się apatyczna i moją rolą jest nie pozwolić by moje dzieci też miały takie odczucia, bo przykro patrzeć jak teraz mąż tak troszeczkę te swoje marudzenie przenosi na dzieci...smutny to człowiek....


Mam tylko nadzieję, że to była dla mnie lekcja życia, że nie popełnię tych samych błędów i wiecie co nie boje się już samotności, uważam ją jako za zbawienie, na które jeszcze trochę poczekam, dam radę smile

9 287

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak miło widzieć odświeżoną Aniknom. Nabrałaś dystansu do siebie do niego. Czy nie jest Ci teraz lżej?
Miło Cię taką widzieć.
Niestety dajemy się wciągnąć w tą maszynę robienia "jak on chce". Czasem jest tak, że faktycznie chce nam nakazać, a czasem -uwaga- same sobie taki kierat stwarzamy, bo chcemy jak najlepiej.
Trzeba żyć swoim życiem, a potem reszta.
I on też troszkę wyluzował kiedy go masz w poważaniu lekkim. I wszystko lepiej.
Nie przejmować się aż tak i spokojnie sobie robić wszystko własnym rytmem.
I całe złoto jakie wyciągnęłaś to to, że właśnie żadna kobieta nie sprosta jego wymaganiom. Musiałby niewolnicę sobie zorganizować, a to kosztuje:)

Oby tak dalej Aniknom. I nic Ci nie psuje tego nastawienia, ani to, że chwilowo nie ma pracy a i kasy mniej pewnie zarazem.
Notkę swoją zarchiwizuj jakby Cię jakieś gorsze chwile chwyciły i użyj w razie potrzeby.

9 288

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak miło widzieć odświeżoną Aniknom. Nabrałaś dystansu do siebie do niego. Czy nie jest Ci teraz lżej?
Miło Cię taką widzieć.
Niestety dajemy się wciągnąć w tą maszynę robienia "jak on chce". Czasem jest tak, że faktycznie chce nam nakazać, a czasem -uwaga- same sobie taki kierat stwarzamy, bo chcemy jak najlepiej.
Trzeba żyć swoim życiem, a potem reszta.
I on też troszkę wyluzował kiedy go masz w poważaniu lekkim. I wszystko lepiej.
Nie przejmować się aż tak i spokojnie sobie robić wszystko własnym rytmem.
I całe złoto jakie wyciągnęłaś to to, że właśnie żadna kobieta nie sprosta jego wymaganiom. Musiałby niewolnicę sobie zorganizować, a to kosztuje:)

Oby tak dalej Aniknom. I nic Ci nie psuje tego nastawienia, ani to, że chwilowo nie ma pracy a i kasy mniej pewnie zarazem.
Notkę swoją zarchiwizuj jakby Cię jakieś gorsze chwile chwyciły i użyj w razie potrzeby.

Może i lżej, ale jakoś tak po rocznym odstawieniu czuję potrzebę przytulenia się do kogoś. Samotność jest do doopy, ale samotność w związku jest jeszcze gorsza, ha rozpędziłam się w jakim związku ? przecież ja od lat jestem sama smile

Hm,  jak tam sprawy u Ciebie? Lepiej?

9 289

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No lepiej. Dziecko mam przy sobie. Papierowy mąż (nowe określenie) zgłosił kapitulację. Czepia się oczywiście, wydzwania do małego, ale. Dowiedziałam się ostatnio w szkole, że dziecko jest spokojniejsze odkąd jest znów u mnie. Rozprawa w kwietniu. Mam nadzieję, że to już długo nie potrwa. A to wszystko za sprawą pełnomocnika. Może kiedyś o szczegółach.
Inne sprawy różnie. Zwłaszcza jedna do doopy. Najwyżej partnera trzeba będzie zmienić, bo co po chłopie jak nie...I to tak dwa lata już trwa. Ileż można czekać? Także tutaj bez zmian.
A że zmęczona jestem to nie mam czasu się patyczkować i cackać z waćpanem.

9 290 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-03-15 20:12:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja muszę się  p o c h w a l i ć.
Otóż jestem rozwódką z prawomocnym wyrokiem smile . Jestem nią od 1 03 2012 ale dzisiaj się o tym dowiedziałam smile smile smile.  Jestem szczęśliwą rozwódką, roześmianą od ucha do ucha lol lol lol( to chyba te Emoty pokazują taki uśmiech) . Mam rozwód z winy małżonka i 5 tyś alimentów, czyli wszystko o co prosiłam w pozwie smile ( więc jest sprawiedliwość smile ).
Wiem, ciężko i małą kwotę będzie od niego wyegzekwować ale dziś nie chcę o tym myśleć. Dziś chcę się tylko cieszyć. O udowodnieniu mu pracy i ściągnięciu nawet minimalnej kwoty pomyślę jutro lub za kilka dni. Dziś chcę czuć tylko smak zwycięstwa i SPRAWIEDLIWOŚCI .
To nie jest mój pierwszy krok do wyjścia z bagna , depresji, do uporządkowania życia. Nie pierwszy i nie ostatni smile

9 291

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

A ja muszę się  p o c h w a l i ć.
Otóż jestem rozwódką z prawomocnym wyrokiem smile . Jestem nią od 1 03 2012 ale dzisiaj się o tym dowiedziałam smile smile smile.  Jestem szczęśliwą rozwódką, roześmianą od ucha do ucha lol lol lol( to chyba te Emoty pokazują taki uśmiech) . Mam rozwód z winy małżonka i 5 tyś alimentów, czyli wszystko o co prosiłam w pozwie smile ( więc jest sprawiedliwość smile ).
Wiem, ciężko i małą kwotę będzie od niego wyegzekwować ale dziś nie chcę o tym myśleć. Dziś chcę się tylko cieszyć. O udowodnieniu mu pracy i ściągnięciu nawet minimalnej kwoty pomyślę jutro lub za kilka dni. Dziś chcę czuć tylko smak zwycięstwa i SPRAWIEDLIWOŚCI .
To nie jest mój pierwszy krok do wyjścia z bagna , depresji, do uporządkowania życia. Nie pierwszy i nie ostatni smile

Ja pierdzielę!!!! Zośka, bardzo, bardzo, bardzo Ci gratuluję. No to jest wielki krok. Milowy! Jak mu udowodniłaś winę? Mów, opowiadaj. Jakie kroki dalej. Boszsze, że też ja nie mogłam zobaczyć jego ryja sad
Nie zaprosiłaś fotografa na sprawę rozwodową? Uważam, że to błąd. Ludzie biorą fotografa na ślub, na Komunię, na chrzciny a dlaczego na rozwód nie? Jesteś wielka!

9 292

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

A ja muszę się  p o c h w a l i ć.
Otóż jestem rozwódką z prawomocnym wyrokiem smile . Jestem nią od 1 03 2012 ale dzisiaj się o tym dowiedziałam smile smile smile.  Jestem szczęśliwą rozwódką, roześmianą od ucha do ucha lol lol lol( to chyba te Emoty pokazują taki uśmiech) . Mam rozwód z winy małżonka i 5 tyś alimentów, czyli wszystko o co prosiłam w pozwie smile ( więc jest sprawiedliwość smile ).
Wiem, ciężko i małą kwotę będzie od niego wyegzekwować ale dziś nie chcę o tym myśleć. Dziś chcę się tylko cieszyć. O udowodnieniu mu pracy i ściągnięciu nawet minimalnej kwoty pomyślę jutro lub za kilka dni. Dziś chcę czuć tylko smak zwycięstwa i SPRAWIEDLIWOŚCI .
To nie jest mój pierwszy krok do wyjścia z bagna , depresji, do uporządkowania życia. Nie pierwszy i nie ostatni smile

GRATULACJE!!!! Witaj w klubie, kochana smile

9 293 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-03-15 21:53:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zośka to może lampeczkę wina z tej okazji?! Super. Gratuluję smile

Tarantella napisał/a:

.... że też ja nie mogłam zobaczyć jego ryja sad
Nie zaprosiłaś fotografa na sprawę rozwodową? Uważam, że to błąd. Ludzie biorą fotografa na ślub, na Komunię, na chrzciny a dlaczego na rozwód nie? Jesteś wielka!

Tarantello-jesteś niemożliwa smile Bardzo dobry pomysł z fotografem. Potem oprawić i patrzeć z satysfakcją....

Ankinom - cieszy mnie Twoja postawa i to bardzo (swoją drogą myślałam, że zapomniałaś o nas wink )
Hm....myślę, że w Twoim życiu tez idzie ku lepszemu......

Mnie "trzęsawki" kilka razy na dzień biorą, ale przemawiam sobie sama do głowy i uważam, że nic na siłę, nic nie będę robić, by go uszczęśliwiać, nie chcę mi się i tyle. Taką mnie wziął za żonę i wiedział i widział "co" bierze już 7 lat przed ślubem, więc.......zonk, trudno! Nie będę się zmieniać (pewne rzeczy sama dla siebie rzecz jasna muszę zmienić), ale nie dla niego. Tak jak piszecie-jemu(im wszystkim) nikt nigdy nie sprosta. Z resztą jesteśmy różni-on Piotruś Pan, ja zbyt ustawiona w ramach i potem tak wszystko wygląda. Dziś uznał, że nie ma ochoty mnie dotykać (ledwo co sie w ogóle odzywa), chce mieć spokój. To mu powiedziałam, że dam mu spokój jeśli go nie ma, że na siłę nie będę go uszczęśliwiać i, że jeśli tak bardzo jest mu ze mną źle to należy powiedzieć sobie-że to koniec i rozejść się........ Uświadamiam sobie coraz częściej, że mimo, że kiedyś było między nami dobrze to i tak więcej nas dzieli niż łączy.....I nie warto się poświęcać, nie warto....bo ma się "odpłacone" sto razy gorzej.......

9 294

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Ja pierdzielę!!!! Zośka, bardzo, bardzo, bardzo Ci gratuluję. No to jest wielki krok. Milowy! Jak mu udowodniłaś winę? Mów, opowiadaj. Jakie kroki dalej. Boszsze, że też ja nie mogłam zobaczyć jego ryja sad
Nie zaprosiłaś fotografa na sprawę rozwodową? Uważam, że to błąd. Ludzie biorą fotografa na ślub, na Komunię, na chrzciny a dlaczego na rozwód nie? Jesteś wielka!

Po pierwsze to nie Zośka tylko Olka smile po drugie to krok milowy jest przede mną. Rozwód w porównaniu z tym co mnie czeka, to był pikuś, mały pikuś big_smile . Po trzecie to dzięki za gratulacje smile
Jak udowodniłam winę ? To proste ! DYKTAFON ! Nagrywałam go w różnych rozmowach, awanturach. UDOWODNIŁAM  mu wszystko JEGO słowami. Nagrałam, jak po szpitalu(miesiąc po moim wyjściu) zrobił mi awanturę za nic, jak ubliżał, oskarżał, jak mówił TRZEBA BYŁO ZROBIĆ TO SKUTECZNIE (czyli żałował, ze nie jestem martwa).
Nagrywałam rozmowy, awantury już w 2009 roku i nie mam pojęcia czemu to robiłam. Jakiś zmysł kazał mi to robić. Niestety te rozmowy skasowałam przed szpitalem ( została jedna i też nie wiem jakim cudem). Małżonek jednak tyle dał mi powodów i dowodów do nagrywania , że ....do wyboru, do koloru. Do sądu dostarczyłam kilka nagrań i udowodniłam nimi :
- zdrady 
- nadmierne spożywanie alkoholu i agresję po nim.
-znęcanie psychiczne
-odmowa wzajemnej pomocy
-zły stosunek do mojej rodziny
-zaniedbywanie rodziny
To wszystko było zawarte w naszych rozmowach, rodzinnych rozmowach - niezła rodzinka co ? big_smile

Wiesz Tarantello, że psychofag musi być ważny. Był i mówił ile będzie mi płacił. MÓWIŁ! a teraz musi zapłacić.
Zresztą zarabia niemałe pieniądze. Mówił, że będzie płacił 5 tyś i sąd tyle nakazał mu płacić.

Co dalej ? Teraz udowodnić muszę mu firmę. Muszę udowodnić, że zarabia. Już mam adres jego firmy tongue  też dzisiaj zdobyłam.
 
Tarantello ja go nie widziałam w sądzie. On nie przyszedł na żadną rozprawę. Ja mam wyrok ZAOCZNY prawomocny tongue
Dzięki kochana, dzisiaj czuję się może nie tyle wielka, co szczęśliwa, nooo  może uradowana. Szczęście to dopiero mnie czeka smile

9 295

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

GRATULACJE!!!! Witaj w klubie, kochana smile

Witaj niekochana 72 smile milo Cię znowu "zobaczyć" smile
Dzięki smile Prawda, że miły i wyjątkowy ten pierwszy dzień wolności ?

Mnie bardziej cieszy dzień rozwodu jak zaślubin big_smile. Też tak miałaś ?

Ja dzisiaj w sądzie do góry skakałam jak piłeczka, z radości. Wszystkie panie z sali obsługi interesanta patrzyły na moją radość....przyjaźnie się uśmiechając i nawet powtarzanie mi kilka razy " tak, jest pani rozwódką z uprawomocnionym wyrokiem" nie sprawiało im problemu. Byłam gotowa wszystkim tam miłość wyznawać ( bo dzisiaj wszystkich kocham - byłego też).

Posty [ 9 231 do 9 295 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 141 142 143 144 145 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026