Dzień dobry,
jestem nowa i onieśmielona. Jestem typową kobietą kochającą za bardzo z obsesją miłosną. Mam za sobą wiele związków chorych, a w tym który był zdrowy jak mi się wydaje nie umiałam się odnaleźć. Obecnie przechodze dół przez związek z facetem żonatym. Skończyłam go bo cena jaką zaczęłam płacić była koszmarna. Niejadłam, nie spałam, dręczyła mnie chęć zemsty, zazdrość, nie byłam sobą. Związek się skończył po dwóch latach a następny rok wracaliśmy do siebie, byliśmy przyjaciółmi. Oczywiście jak to bywa to romans z pracy, z kolegą. Dzisiaj on jest szczęśliwy, ma rodzinę, ja zostałam sama i nie umiem oderwać się od przeszłości. Wracam do tego co było, pewnie dlatego że jestem sama. Mam mało znajomych bo ostatnie 13 lat spędziłam pracując od rana do nocy, najpierw by skończyć studia, potem bo już tak sie przyzwyczaiłam a teraz bo muszę spłacac kredyty i długi, bo w okresie trwania ,,związku" bezmyślnie brałam kredyty, kupiłam auto ktore ciągle rementowałam aż w końcu było mechanicznie dobre, ale zjadła je rdza i nowy dług bo kolejne auto. Przez rok chodziłam na terapię i dawało to efekt ale terapeutka była osobą bardzo wierzącą i jak zaczęła mi mówić że jeżeli nie będe chodzić do spowiedzi to wychoduję sobie guza w brzuchu to dałam spokój. Terapia zaczęła mnie stresowac. Obecnie nie mam pieniędzy by chodzić gdzieś na terapię, a jednocześnie już się boję. Jakiś czas temu zaczęłam czytać Wasz wątek i za namową jedynej koleżanki która zna sytuację chciałabym dołączyć do Waszej grupy.
9 101 2012-03-01 15:10:46
Podobne tematy
9 102 2012-03-01 15:19:05 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-03-01 15:21:58)
Tarantella napisał/a:No dobra, bez zbędnego kręcenia. (mam nadzieję, że nie popełniam żadnego nietaktu) Spotykamy się z Faworytką. Jezu, mam tylko nadzieję, że nie jestem nudna jak flaki z olejem ... i że o mnie napisałaś. To dopiero byłaby wtopa tak wprost do siebie przyjąć, co napisałaś może o kimś innym - NAPRAWDĘ elokwentnym i błyskotliwym
![]()
![]()
O Tobie, o Tobie
, ale żeby się wszyscy na Ciebie w realu nie rzucili, to tak pokrętnie pisałam
Absolutnie nie jesteś nudna, raczej zawsze czasu za mało i noc za krótka, żeby się z Tobą nagadać.
O kurcze, teraz mi sie dostanie: Ale ja tylko i czysto teoretycznie chcialam wykazac, ze jedna osoba ma takie zady i walety a inna ma inne i nie ma co sie tu porownywac, bo to co ma Tarantella to jej bogactwo a co masz Ty to Twoje i mozecie sobie nawzajem zazdroscic, pozyczac, wymieniac sie jak znaczkami ale sklonowac sie Was nie da:)
I tak normalna kobieta idąc w gości raz weźmie winko, innym razem, czekoladę, czasem nic.
A ja jadę z ciastem, winem, zabawką dla dziecka i wciąż czuję, że MUSZĘ się komuś odwdzięczać za zaproszenie, posiłek, nocleg.
Jak ktoś jest dla mnie po prostu miły, to mam ochotę mu podziękować i kupić czekoladki. Rozumiecie?
Teraz się autentycznie HAMUJĘ, od kiedy jestem tego świadoma. Ale ciężko mi tak jechać z pustymi rękoma, czy wbijać sobie w łeb, że ktoś może chcieć się ze mną spotkać od tak, bo mnie lubi i nie muszę na to ZASŁUŻYĆ ani się ODWDZIĘCZAĆ.
To mnie tez prosze zapisac na liste nienormalnych kobiet, bo ja z zadnej jeszcze delegacji nie wrocilam bez prezentow dla kazdego w domu..choc tyle razy sobie obiecuje, ze tym razem zero zakupow. Tak juz mam bo lubie patrzec jak ktos sie cieszy z tych podarunkow.
Umiem dawać, nie umiem brać.
Umiem nadskakiwać, nie potrafię przyjmować czyjegoś dogadzania mi.
"mi nic nie trzeba, nie rób sobie kłopotu, zjem coś na mieście, prześpię się na kanapie, nie trzeba było, nie ma za co" to cała ja.
Nauczysz sie, ja tez sie nauczylam bo uwielbiam dawanie a od malego srajtka uczono mnie, ze branie to grzech. Dawanie i robienie czegos za kogos to bylo moje motto zyciowe, teraz mam juz wystarczajaco asertywnosci w sobie by moc grzecznie i ze zniewalajacym usmiechem powiedziec "nie" i wypiac sie na wszystko koncertowo:) Cwiczenie czyni mistrza!
Mussako, ależ mnie dziś poruszyłaś!!!!!
pranie mózgu.
Dziękuję, to mój prezent urodzinowy od Ciebie, piękny!
Ja?? Ciekawe czym? Ale skoro sie udalo to super, milo mi. Tarantelle tez zdaje sie, mimochodem poruszylam..mam nadzieje ze sie w czarna wdowe nie zamieni i nie odgryzie na mnie za te flaki w oleju;)
9 103 2012-03-01 16:43:56 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-01 16:45:17)
Ale się dzieje dziewczyny.
Faworytko, wszystkiego najlepszego w tym dniu.
Oby spełniło się to co sobie wymarzyłaś..
Ale tak naprawdę to żadne życzenia nie są Ci potrzebne, bo świetnie sobie poradzisz. Masz wszystko co jest potrzebne do szczęścia.
Jesteście esencją osobowości. Jak się Was czyta to aż miło. Każda jedna. To niesamowite.
A ja milczę...
Ale... "to, że milczę nie oznacza, że nie mam nic do powiedzenia".
Perfumy "Faworytka" to jest to...
9 104 2012-03-01 18:00:42 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-03-01 18:19:02)
Spójrz, czasem na forum wchodzą dziewczyny, które narobią szumu, potem znikają, cytują mądrości, ale widać, że wciąż się łudzą i uciekają stąd, gdy tylko on zaczyna walczyć.
Nie do końca zgadzam się z Tobą Faworytko. Robimy szum, owszem, szukając pomocy, ale mimo wszystko nie znikamy, czasem zwyczajnie nie mamy w danym momencie nic do powiedzenia (bynajmniej ja tak mam), co wcale nie oznacza, że "tu" nas nie ma. Sama wiesz, że przechodzi się różne emocje (raz potrzeba jest wypisania się, wygadania a raz po prostu pomilczenia w spokoju sama nad sobą z głową kumulujących się myśli), ale nie oznacza to, że ktoś poddaje się w swojej walce (bo ja nie-przynajmniej nie teraz i póki co nie mam zamiaru
), bo tu nie piszę. Ja walczę o siebie i swoje życie, a czytam codziennie ten wątek jak jakąś popołudniową modlitwę i to mi pomaga bardzo. Mimo, że nie piszę, co w danym momencie czuję-staram się zwyczajnie zacząć w miarę samodzielnie i rozsądnie myśleć!
I wszystkiego dobrego Faworytko, wszystkiego o czym marzysz, a co może się się spełnić ![]()
9 105 2012-03-01 18:22:08
Mamy niestety tę samą cechę (co cała reszta tu zgromadzonych) same sobie na ręce patrzymy skrupulatniej i jesteśmy wobec siebie samych bardziej bezwzględne niż inni wobec nas. Dopóki się tego nie oduczymy - będziemy same sobie najgorszym katem i wrogiem.
I wszystko na ten temat. Jak zwykle moje ukłony Tarantello, jesteś niesamowita! ![]()
9 106 2012-03-01 19:45:32 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-01 20:00:50)
O kurcze, teraz mi sie dostanie: Ale ja tylko i czysto teoretycznie chcialam wykazac, ze jedna osoba ma takie zady i walety a inna ma inne i nie ma co sie tu porownywac, bo to co ma Tarantella to jej bogactwo a co masz Ty to Twoje i mozecie sobie nawzajem zazdroscic, pozyczac, wymieniac sie jak znaczkami ale sklonowac sie Was nie da:)
Ode mnie? Tobie? Dostanie? Sama bym to samo napisała
A pewnie, jak siebie znam, to jeszcze silniejszych porównań bym użyła. Bo i wrzeczy samej to nasze porównywanie się do kogokolwiek to jak jakaś nerwica natręctw. Nikomu nie przychodzi do głowy porównywanie krzesła do ogórka a z ludźmi przecież jest to samo - każdy inny. TOTALNIE inny. I to nasze metkowanie - lepsza, gorsza, wyższa, grubsza, ruda, łysa. Koszmar. Ale tak mają już te KKZB - próba zeżarcia własnego ogona w pogoni za wytworzeniem najwyższej jakości WSZYSTKIEGO. Siebie też.
Pozycja do skorygowania.
I tak normalna kobieta idąc w gości raz weźmie winko, innym razem, czekoladę, czasem nic.
A ja jadę z ciastem, winem, zabawką dla dziecka i wciąż czuję, że MUSZĘ się komuś odwdzięczać za zaproszenie, posiłek, nocleg.
Jak ktoś jest dla mnie po prostu miły, to mam ochotę mu podziękować i kupić czekoladki. Rozumiecie?
Rozumiecie, rozumiecie. Już popełniłam taki wywód, że jak takim "nam_nic_niewartym" ktoś okaże trochę serca, to my za tę trochę (z uniżonej wdzięczności) oddamy całe własne serce i dorzucimy jeszcze dwie nerki albo spory kawałek wątroby. Kolejna pozycja do skorygowania. Trochę za trochę a nerka dopiero za czyjąś nerkę.
Mussako, ależ mnie dziś poruszyłaś!!!!!
Tarantelle tez zdaje sie, mimochodem poruszylam..mam nadzieje ze sie w czarna wdowe nie zamieni i nie odgryzie na mnie za te flaki w oleju;)
Eeee tam. Wiem, że nie per persona pisałaś i flaki zostały poruszone jedynie do celów naukowych ![]()
A tak w ogóle, to jestem nieporuszalna w temacie pewnych moich walorów ... od jakiegoś czasu. Jak coś o sobie wiem, to wiem i basta. Mogę nie być świadoma wielu swoich cech albo braku innych, ale akurat w tym jednym punkcie wiem z pewnością - nudna nie jestem. Czasem kiepsko na tym wychodzę, ale tak już mam - ludzie się ze mną nie nudzą choć może czasem by woleli. ![]()
No, może z jednym wyjątkiem. Dla psychofaga byłam galerią nudów - monotematyczna, upierdliwa, nużąca, nieatrakcyjna, nieefektowna, mdła, nijaka. No i ja mu się nie dziwię, że żyjąc z kimś takim musiał sobie atrakcje dobierać z boku. Byłam z nim tak nudna, że aż dostałam nudności.
9 107 2012-03-01 20:58:03
Dzień dobry,
jestem nowa i onieśmielona. Jestem typową kobietą kochającą za bardzo z obsesją miłosną. Mam za sobą wiele związków chorych, a w tym który był zdrowy jak mi się wydaje nie umiałam się odnaleźć. Obecnie przechodze dół przez związek z facetem żonatym. Skończyłam go bo cena jaką zaczęłam płacić była koszmarna. Niejadłam, nie spałam, dręczyła mnie chęć zemsty, zazdrość, nie byłam sobą. Związek się skończył po dwóch latach a następny rok wracaliśmy do siebie, byliśmy przyjaciółmi. Oczywiście jak to bywa to romans z pracy, z kolegą. Dzisiaj on jest szczęśliwy, ma rodzinę, ja zostałam sama i nie umiem oderwać się od przeszłości. Wracam do tego co było, pewnie dlatego że jestem sama. Mam mało znajomych bo ostatnie 13 lat spędziłam pracując od rana do nocy, najpierw by skończyć studia, potem bo już tak sie przyzwyczaiłam a teraz bo muszę spłacac kredyty i długi, bo w okresie trwania ,,związku" bezmyślnie brałam kredyty, kupiłam auto ktore ciągle rementowałam aż w końcu było mechanicznie dobre, ale zjadła je rdza i nowy dług bo kolejne auto. Przez rok chodziłam na terapię i dawało to efekt ale terapeutka była osobą bardzo wierzącą i jak zaczęła mi mówić że jeżeli nie będe chodzić do spowiedzi to wychoduję sobie guza w brzuchu to dałam spokój. Terapia zaczęła mnie stresowac. Obecnie nie mam pieniędzy by chodzić gdzieś na terapię, a jednocześnie już się boję. Jakiś czas temu zaczęłam czytać Wasz wątek i za namową jedynej koleżanki która zna sytuację chciałabym dołączyć do Waszej grupy.
Witamy, witamy ![]()
Fajną terapię miałaś. Wysoce profesjonalną. Motywującą ... głównie do spowiedzi. U nas, Nuśka, niestety to samo - pełny profesjonalizm. Też się trzeba spowiadać, ale za to obiecujemy nie chrzanić o guzach w brzuchu, no i jest bezpłatnie ![]()
W imieniu tu zgromadzonych życzę Twojemu "koledze z pracy" kolejnych lat w szczęściu rodzinnym. Tobie zalecam zmianę roboty (jeśli jeszcze z nim pracujesz) i zaprzestanie kupowania używanych aut, o ile nie masz kolegi, który się na tym zna i może coś doradzić ![]()
Czytałaś nasz wątek?
9 108 2012-03-01 21:35:10
Dzień dobry,
jestem nowa i onieśmielona. Jestem typową kobietą kochającą za bardzo z obsesją miłosną. Mam za sobą wiele związków chorych, a w tym który był zdrowy jak mi się wydaje nie umiałam się odnaleźć. Obecnie przechodze dół przez związek z facetem żonatym. Skończyłam go bo cena jaką zaczęłam płacić była koszmarna. Niejadłam, nie spałam, dręczyła mnie chęć zemsty, zazdrość, nie byłam sobą. Związek się skończył po dwóch latach a następny rok wracaliśmy do siebie, byliśmy przyjaciółmi. Oczywiście jak to bywa to romans z pracy, z kolegą. Dzisiaj on jest szczęśliwy, ma rodzinę, ja zostałam sama i nie umiem oderwać się od przeszłości. Wracam do tego co było, pewnie dlatego że jestem sama. Mam mało znajomych bo ostatnie 13 lat spędziłam pracując od rana do nocy, najpierw by skończyć studia, potem bo już tak sie przyzwyczaiłam a teraz bo muszę spłacac kredyty i długi, bo w okresie trwania ,,związku" bezmyślnie brałam kredyty, kupiłam auto ktore ciągle rementowałam aż w końcu było mechanicznie dobre, ale zjadła je rdza i nowy dług bo kolejne auto. Przez rok chodziłam na terapię i dawało to efekt ale terapeutka była osobą bardzo wierzącą i jak zaczęła mi mówić że jeżeli nie będe chodzić do spowiedzi to wychoduję sobie guza w brzuchu to dałam spokój. Terapia zaczęła mnie stresowac. Obecnie nie mam pieniędzy by chodzić gdzieś na terapię, a jednocześnie już się boję. Jakiś czas temu zaczęłam czytać Wasz wątek i za namową jedynej koleżanki która zna sytuację chciałabym dołączyć do Waszej grupy.
Witaj kochana! Pisz i wyrzucaj to cełe ścierwo którym zapchało się Twoje serce. Miło nam:)
FAWORYTKO WSZYSTKIEGO CO SOBIE W NAJSKRYTSZYCH MARZENIACH MARZYSZ!!!
Ps: Losie...Wy tu wszystkie wykształcone,a ja sprzedawca,za chwilę na rencie,podcierająca zawodowo tyłek babci...na stare lata do liceum zaocznego chodzę...
Czy ja tu pasuję?
9 109 2012-03-01 21:40:08
(...)Czy ja tu pasuję?
Kpisz czy o drogę pytasz? ![]()
Przytulam Cię mocno. ![]()
9 110 2012-03-01 22:32:12 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-01 22:32:58)
l_ukrecja napisał/a:(...)Czy ja tu pasuję?
Kpisz czy o drogę pytasz?
Ooooo! Lukrecję nam porąbało. Nie jest dobrze.
Tyle czasu jej nie przeszkadzało a teraz to my jej nie pasujemy, rozumiesz.
Aśka, GUPIA TY. Już Ci napisałam - w naszej branży to Ty już doktorat robisz. I tak się tu wszystkie razem spotkałyśmy - z papierami, bez papierów. Jak widzisz my, naszymi papierami tyłek sobie możemy co najwyżej podetrzeć. W niczym nam one nie pomogły ... a nawet odnoszę niejasne wrażenie, że tylko nam wadzą, bo gównu próbujemy zbyt dużą rangę nadać. Takeśmy się na tych naszych filologiach i innych mundrych kerunkach bzdur naczytały, że nawet psychodebila staramy się upchnąć w estetyczniejsze, odrealnione ramki. Rok temu gotowa byłam dać na allegro ogłoszenie - wymienię dyplom na trochę zdrowego rozsądku. A zdrowemu rozsądkowi wszystko jedno, czy chodzi w łepetynie laski z dyplomem czy bez. Byle się właścicielka tej łepetyny dobrze ze swoim rozsądkiem, sobą samą i swoim życiem dobrze czuła.
9 111 2012-03-01 22:41:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-03-01 22:42:24)
Żeby to jeszcze można byłoby kupić ten zdrowy rozsądek! Pobożne życzenia. ![]()
Albo samemu się go zdobędzie, albo...
A l_ukrecja ma go aż nadto. Zapracowała na niego uczciwie. ![]()
9 112 2012-03-01 22:41:53
Ooooo! Lukrecję nam porąbało. Nie jest dobrze.
No...źle mi...
Oprócz Was nie mam z kim pogadać...
Nie mam przyjaciółki...
Dzieci nie chcę obciążać...
Mam problem z kobietami...traktuję je jako rywalki...te od butelki przyjaciółki sobie odpuściłam dawno...i zostałam sama...
Praca-dom...dom-praca...
Tak bym chciała żeby to był koszmarny sen...
Obudzić się i przytulić do niego...
Ciężko...
9 113 2012-03-01 22:43:31
Obejrzałam siebie dokładnie.
Jestem kobietą.
Mimo to, przytulam Cię bardzo. ![]()
9 114 2012-03-01 23:00:24
Ja także wymieniłabym swój dyplom za zdrowy rozsądek i mądrość życiowa.
Dziękuję za powitanie. Jeżeli możecie terapeutujcie mnie na wszystkie strony. Wasz wątek czytam od dośc dawna ale brakowało mi odwagi by napisać
.
Myślałam o zmianie pracy ale widocznie lubię cierpieć, bo ciągle coś mi nie pasowało. Zwłaszcza finanse. A może podeszła ambicjonalnie - ja mu pokażę? A tak naprawdę myślę że gdzie bym nie poszła to znowu powieliłabym mój schemat, niekoniecznie z żonatym. Na okrągło pakuję się w chore związki. Poza jednym związkiem tworzyłam zawsze coś chorego - albo opartego na seksie, albo z alkoholikiem i zawsze spalałam się w nich, pomagałam, chciałam uleczyć, zapominałam o sobie, waliłam ,,głową w mur" chcąc coś zmienic, ale dopiero ten ostatni ,,niby zwiazek" tak powalił mnie na kolana że teraz pojmuję że mam ogromny problem. Ze sobą. On zachowuje się poprawnie, czasami tylko wyskoczy z tym jaka to byłam niedobra kończąc coś tak pięknego. To ja, ja głupia teraz gonię króliczka i nie wiem jak sobie pomóc. Terapia na tyle mi pomogła że nie zrobiłam sobie krzywdy, ale już tam nie wrócę. Spowiadać się mogę, ale nie chce przed księdzem, mam opory i nie chcę iść tam tylko ze strachu przed guzami. A terapeutka była mi gorąco polecana. I pomogła mi ale do pewnego momentu. Teraz walcze sama, czytam książki ale nijak nie mogę siebie ogarnąć. Do pracy przyszła nowa koleżanka która jest zachwycona panem byłym a ja no cóż wstyd, ale odczuwam zazdrość, bo idiotycznie go idealizuję. Facet nie był idealny, sam fakt że bez oporów zdradzał żonę do której przy mnie przez telefon mówił że ją kocha :=(. Oczywiście kochał nas obie :=(. Poźniej niby tylko mnie ale ja byłam cudowna w łóżku, więc nie wiem co bardziej kochał. Czasami łapię się na myśli, że może jednak mnie kochał i byłam miłością jego życia, ale to nie ja nią byłam tylko żona. Kiedyś mi powiedział że dzięki temu że ja się pojawiłam jego żona zyskała, bo zrozumiał co jest ważne. Wtajemniczona koleżanka twierdzi, że on mnie wykorzystał. Ja tak nie myślę bo sama sobie jestem winna, bo po co wiązałam się z kimś żonatym, kimś kto nie da mi przyszłości. Krzywdziłam jego rodzinę i żonę, a jednocześnie zazdrościłam im jego. Długo by pisać. Przez dwa lata byłam w niebie i w piekle, ale zakończyłam w piekle. Powoli umierałam i wtedy wyciągnęła mnie terapia do momentu guzów, a teraz jestem sama i czuję że potrzebuję pomocy, bo tęsknię, bo boję się samotności a wieczory wydają mi się koszmarem. Kiedyś był on, czekałam na smsy, zagryzałam się co robi, bo sypiał z dwiema o czym byłam informowana, a teraz myślę o nim jak o cudzie i mam momenty, że zniosłabym wszystko byle był. Chore , prawda?
Przepraszam za chaos. Raz jeszcze dziękuję za powitanie.
9 115 2012-03-01 23:02:54
l_ukrecjo ja też Cię przytulam, nieśmiało bo się nie znamy, ale nie jesteś sama.
9 116 2012-03-01 23:24:14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-03-01 23:24:31)
Nuśka,
chore, fakt. Ale wygrzebiesz się, wyleczysz, jeśli tylko będziesz chciała.
9 117 2012-03-01 23:39:40 Ostatnio edytowany przez Nuśka2005 (2012-03-01 23:41:16)
Moje wygrzebywanie trwa już troche czasu i nijak nie widze postepów. No poza tym, że na własne życzenie zmieniłam biuro i nie jestem z nim przez 8 godzin w jednym pokoju. Dumna byłam z tego posunięcia. Mam problem z okresleniem czego pragnę, i nie potrafię okreslić swych zalet. Osiągnęłam jakies takie fatalne bagno. Chciałabym odbyć rytuał zamykający tamten okres ale nie zdążyłam tego zrobić na terapii. Terapeutka mówiła o ,,Rytuale pożegnania". Na kartkach miąłm wypisac: złość, radość, gniew, żal i wypisywac co czuję od momentu poznania tego faceta do dnia dzisiejszego ale już tego z nią nie przerobiłam.
jakoś tak niepotrzebnie wracam do tego co było, nie widze przyszlości, ale postępy mam bo nie zasypiam na lekach i z płaczem i nie przesadzam z alkoholem i nie myśłe o śmierci, więc jest lepiej ale wciąż się dręczę.
Jak ruszyć dalej?
Co zrobić dla siebie?
Macie może jakieś sprawdzone sposoby?
Ale moim głównym grzechem jest to że w chwilach załamania piszę do niego i nienawidze siebie za to , bbbuuuuuuuuuuuuuuuu
9 118 2012-03-02 00:40:23
Moje wygrzebywanie trwa już troche czasu i nijak nie widze postepów. No poza tym, że na własne życzenie zmieniłam biuro i nie jestem z nim przez 8 godzin w jednym pokoju. Dumna byłam z tego posunięcia. Mam problem z okresleniem czego pragnę, i nie potrafię okreslić swych zalet. Osiągnęłam jakies takie fatalne bagno. Chciałabym odbyć rytuał zamykający tamten okres ale nie zdążyłam tego zrobić na terapii. Terapeutka mówiła o ,,Rytuale pożegnania". Na kartkach miąłm wypisac: złość, radość, gniew, żal i wypisywac co czuję od momentu poznania tego faceta do dnia dzisiejszego ale już tego z nią nie przerobiłam.
jakoś tak niepotrzebnie wracam do tego co było, nie widze przyszlości, ale postępy mam bo nie zasypiam na lekach i z płaczem i nie przesadzam z alkoholem i nie myśłe o śmierci, więc jest lepiej ale wciąż się dręczę.
Jak ruszyć dalej?
Co zrobić dla siebie?
Macie może jakieś sprawdzone sposoby?Ale moim głównym grzechem jest to że w chwilach załamania piszę do niego i nienawidze siebie za to , bbbuuuuuuuuuuuuuuuu
Uuuuuu, a koleżanka to podstawowych zasad nie przyswoiła. Pisać, pisać, pisać. Nie wysyłać, nie wysyłać, nie wysyłać. Fajnie karmisz mu ego. Jeja, ale mu się to musi podobać - żoneczka w domciu przy garneczkach a Ty stęskniona przy tym kompie we łzach. O la la. Fajnie się chłopak ustawił. Codziennie się może w twoich spuchniętych oczętach przeglądać - lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?
Dobra, dosyć żartów.
Nuśka, dopóki całkowicie nie odetniesz się od kontaktu z nim - to będzie trwać. Ja nie widzę innego wyjścia. Dopiero potem można cokolwiek zaczynać, jak na mój gust. Codziennie rozgrzebujesz w sobie ten śmietnik. Ale skoro na to się nie decydujesz, znaczy jest Ci ten śmietnik do czegoś potrzebny. Chcesz tam w tej robocie tkwić w pobliżu niego, żeby być na podorędziu, jak znów zaleje go fala nudy i wyciągnie po Ciebie rękę? Proszę bardzo. Palenie albo życie. Wybór należy do Ciebie.
A sposoby? Mamy, całe multum.
Sposób nr 1. ZERO KONTAKTU.
Sposób nr 2. Czytać naszą literaturę - jest różnoraka i obszerna, możesz intuicyjnie wybrać pozycje pasujące do Twoich potrzeb.
Sposób nr 3. Dokładnie, od deski do deski przeczytać ten wątek - tu już WSZYSTKO zostało powiedziane z zakresu teorii i powtarzalności pewnych schematów. Się tylko nie przeraź, że to co przeżywasz jest tak banalne i już dawno ograne.
Sposób nr 4. Podejmij decyzję.
itd. itd.
9 119 2012-03-02 10:09:07 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-02 10:11:50)
Tarantello, rangę gównu nadawać... Taka to już filozoficzna przypadłość. Spadłam z krzesła.
Nuśko witaj.
Jeden schemat przyszedł mi na myśl. Żonaty, który obiecuje cuda mając żonę i to czynnie. Dopóki się nie sparzysz nabierać się będziesz. To jest podejrzany obiekt do uczuciowej inwestycji. Facet, który zdradza... Nawet jakby zostawił tą żonę najukochańszą to jaki ma nawyk? Zdradzanie łatwo mu przychodzi. Najgorsze, że potrafimy w imię miłości takiego skrzywieńca idealizować.
Ja osobiście nie poszłabym do łóżka z żonatym facetem, choćby mi złote góry obiecywał, używany obrzydliwy model jak dla mnie. Brzydzę się bigamią, ale to jest moje zdanie.
Przepraszam, ale zastanawiam się czy to ma jakieś odniesienie do naszych odczuć na temat nas samych kiedy dajemy się wciągnąć na drugiego że tak powiem? Czy my mamy świadomość naszej wartości kiedy wdajemy się w romans z żonatym ?
Pani psycholog z Radia Maryja rozumiem. Nie ma nic gorszego. Ciągła inwigilacja. Spowiadać się, no nie.
Wiecie co, nie znam żadnej wierzącej osoby, która zasuwa do kościoła ile tylko się da i jest moralnie w porządku wobec innych ludzi, nie znam. Jeśli znacie kogoś takiego to wyrazy uznania. Ale to już zakrawa na niedelikatną dyskusję o poglądach.
Niuśka przykro mi, że zostałaś skrzywdzona przez takiego faceta. Ale kurcze no pierwsze co mi na myśl przyszło to to, że sama się wpakowałaś. Ja przepraszam że tak piszę, ale tak pomyślałam. Co dobrego mogło wyniknąć z takiego układu? Być może nie masz doświadczeń, które wskazywałyby Ci co robić, to wiele tłumaczy. Kurcze no.
9 120 2012-03-02 10:09:26
Wieczorem uroniłam kilka łez.
Ból wewnętrzny taki emocjonalny czy uczuciowy mnie dopadł.
Zaczęłam analizować...co jest grane?
Poczułam się samotna. Niby zatęskniłam za nim. Nie wzbraniałam sobie tego uczucia. Ale kiedy tylko przypomniałam sobie co czułam kiedy mnie przytulał...tę niepewność,jakąś sztuczność,nieautentyczność...odechciało mi się.
Odczuwam pustkę,niepewność,żal,lęk o przyszłość. a to normalne. Już go nie bronię,już nie czuję się winna.
Nastrój nieco przygaszony.
Nie dbam o siebie.
Żre.
Leże i oglądam głupkowate programy.
Zero ruchu.
Za dużo palę.
Do czerwonych szpilek...jeszcze mi daleko,ale na szczęście nadzieja jest.
Rozumiem,że to co przechodzę to proces.
9 121 2012-03-02 10:13:06
Wieczorem uroniłam kilka łez.
Ból wewnętrzny taki emocjonalny czy uczuciowy mnie dopadł.
Zaczęłam analizować...co jest grane?
Poczułam się samotna. Niby zatęskniłam za nim. Nie wzbraniałam sobie tego uczucia. Ale kiedy tylko przypomniałam sobie co czułam kiedy mnie przytulał...tę niepewność,jakąś sztuczność,nieautentyczność...odechciało mi się.
Odczuwam pustkę,niepewność,żal,lęk o przyszłość. a to normalne. Już go nie bronię,już nie czuję się winna.Nastrój nieco przygaszony.
Nie dbam o siebie.
Żre.
Leże i oglądam głupkowate programy.
Zero ruchu.
Za dużo palę.Do czerwonych szpilek...jeszcze mi daleko,ale na szczęście nadzieja jest.
Rozumiem,że to co przechodzę to proces.
Czyli musisz odchorować łożkowo-leniuchowo?
9 122 2012-03-02 10:14:57 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-03-02 11:24:18)
Czy on może zabrać mi dzieci?
Z mojej nowej pracy nici - znaleźli kogoś z lepszymi kwalifikacjami, bywa, trudno... uznałam to za znak - muszę się stąd wyprowadzić do rodzinnego miasta, poza tym przyznam szczerze, że nie mam już siły mieszkać z tym gadem pod jednym dachem- codzienni wykańcza mnie psychicznie i jestem przekonana, że tylko całkowite odcięcie się od niego pozwoli mi wrócić do równowagi. Jestem tak zmęczona, że zgodzę się na gorsze warunki życiowe, byle tylko znowu zacząć się uśmiechać. Nie mogę uwierzyć, że w ciągu roku ludzie mogą się tak zmienić: miłość-nienawiść. To uczucie mnie zabija ![]()
Chciałam poczekać do końca roku szkolnego - dzieci skończyłyby tutaj szkołę, wszystko pozałatwiać, mam nadzieje, że może do tego czasu odbędzie się chociaż 1 rozprawa... ale mój mąż nie da mi tak po prostu odejść, o nie, on jeszcze ze mną nie skończył, dopiero zabawa się zaczyna... własnie mnie poinformował, że po pierwsze nie pozwoli mi wywieźć dzieci i w związku z tym wynajął prawnika, który pomoże jemu zabrać mi dzieci bo jak określił: dzieci nie mogą wychowywać się w towarzystwie nieudacznika życiowego, który nie potrafi nawet pracy utrzymać, a poza tym on więcej zarabia, ja nie pracuje, więc jest w stanie zapewnić im lepszy status życiowy (opłacić opiekunkę, bo przecież jego wiecznie nie ma w domu
), i jeżeli tak bardzo chce to moge wyjechać, ale sama...
Synek jak to usłyszał to się rozpłakał, że nie chce być bez mamy.... serce boli.....
Ja nie mam już siły, nie wiem co ja mam robić, jak dalej żyć....
9 123 2012-03-02 10:41:08 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-03-02 10:42:52)
Czy on może zabrać mi dzieci?
Z mojej nowej pracy nici - znaleźli kogoś z lepszymi kwalifikacjami, bywa, trudno... uznałam to za znak - muszę się stąd wyprowadzić do rodzinnego miasta, poza tym przyznam szczerze, że nie mam już siły mieszkać z tym gadem pod jednym dachem- codzienni wykańcza mnie psychicznie i jestem przekonana, że tylko całkowite odcięcie się od niego pozwoli mi wrócić do równowagi. Jestem tak zmęczona, że zgodzę się na gorsze warunki życiowe, byle tylko znowu zacząć się uśmiechać. Nie mogę uwierzyć, że w ciągu roku ludzie mogą się tak zmienić: miłość-nienawiść. To uczucie mnie zabija
Chciałam poczekać do końca roku szkolnego - dzieci skończyłyby tutaj szkołę, wszystko pozałatwiać, mam nadzieje, że może do tego czasu odbędzie się chociaż 1 rozprawa... ale mój mąż nie da mi tak po prostu odejść, o nie, on jeszcze ze mną nie skończył, dopiero zabawa się zaczyna... własnie mnie poinformował, że po pierwsze nie pozwoli mi wywieźć dzieci i w związku z tym wynajął prawnika, który pomoże jemu zabrać mi dzieci bo jak określił: dzieci nie mogą wychowywać się w towarzystwie nieudacznika życiowego, który nie potrafi nawet pracy utrzymać, a poza tym on więcej zarabia, ja nie pracuje, więc jest w stanie zapewnić im lepszy status życiowy (opłacić opiekunkę, bo przecież jego wiecznie nie ma w domu
), i jeżeli tak bardzo chce to moge wyjechać, ale sama...
Synek jak to usłyszał to się rozpłakała, że nie chce być bez mamy.... serce boli.....
Ja nie mam już siły, nie wiem co ja mam robić, jak dalej żyć....
Aniknom, nie martw się.
Po pierwsze nie możesz czekać na jego ruch, bo jeśli będziesz siedzieć bezczynnie to może coś zrobić z prawnikiem. Nie czekaj czy Ci pozwoli czy nie. Zwiewaj po prostu. Spakuj dzieci i wyjeżdżaj. Nie czekaj co on zrobi, jak zareaguje.
To, że on więcej zarabia to akurat nie jest dla sądu żaden argument, nie daj się przegadać.
Ty masz dzieci, możesz zarabiać tysiąc złotych, a on skoro tyle zarabia to niech daje alimenty i dzieciom też będzie dobrze. Co to za argument, że opiekunce zapłaci. Dzieci mają matkę!!!
Zabieraj się stamtąd. Nie ma na co czekać.
Wszelkie cechy jakie on Tobie przypisuje to jego chora manipulacja. Nie słuchaj, bo to może boleć. On to wykorzystuje, że Ty się martwisz swoją sytuacją, będzie Cię gnębił i dręczył teraz używając różnych słów. Aniknom nie daj się. Poszukasz pracy gdzie indziej. Dasz radę. Nie pozwól mu się zniszczyć.
Zagraj, udaj poprawę np. i sio. Nie ma Cię bez znaku.
Wniosłaś o rozwód już? Napisałaś tam pismo o zabezpieczeniu z kim będą dzieci na czas trwania sprawy?
9 124 2012-03-02 10:42:09
Czy on może zabrać mi dzieci?
Z mojej nowej pracy nici - znaleźli kogoś z lepszymi kwalifikacjami, bywa, trudno... uznałam to za znak - muszę się stąd wyprowadzić do rodzinnego miasta, poza tym przyznam szczerze, że nie mam już siły mieszkać z tym gadem pod jednym dachem- codzienni wykańcza mnie psychicznie i jestem przekonana, że tylko całkowite odcięcie się od niego pozwoli mi wrócić do równowagi. Jestem tak zmęczona, że zgodzę się na gorsze warunki życiowe, byle tylko znowu zacząć się uśmiechać. Nie mogę uwierzyć, że w ciągu roku ludzie mogą się tak zmienić: miłość-nienawiść. To uczucie mnie zabija
Chciałam poczekać do końca roku szkolnego - dzieci skończyłyby tutaj szkołę, wszystko pozałatwiać, mam nadzieje, że może do tego czasu odbędzie się chociaż 1 rozprawa... ale mój mąż nie da mi tak po prostu odejść, o nie, on jeszcze ze mną nie skończył, dopiero zabawa się zaczyna... własnie mnie poinformował, że po pierwsze nie pozwoli mi wywieźć dzieci i w związku z tym wynajął prawnika, który pomoże jemu zabrać mi dzieci bo jak określił: dzieci nie mogą wychowywać się w towarzystwie nieudacznika życiowego, który nie potrafi nawet pracy utrzymać, a poza tym on więcej zarabia, ja nie pracuje, więc jest w stanie zapewnić im lepszy status życiowy (opłacić opiekunkę, bo przecież jego wiecznie nie ma w domu
), i jeżeli tak bardzo chce to moge wyjechać, ale sama...
Synek jak to usłyszał to się rozpłakała, że nie chce być bez mamy.... serce boli.....
Ja nie mam już siły, nie wiem co ja mam robić, jak dalej żyć....
Gad to zbyt lagodne okreslenie na Twojego slubnego kata.
Monika - Ty tez mozesz i sadze, ze powinas skorzystac z porady prawnej. Nie wiem, czy argument czysto finansowy (bo argument nieudacznika wykresl z miejsca) wystarczy by ojciec zabral dzieci matce. Nie pijesz, nie szlajasz sie, rozwodzisz sie, poniewac maz maltretuje Cie psychicznie, masz CHWILOWE klopoty z zatrudnieniem i szukasz caly czas pracy, zyc bedziesz dajmy na to tymczasowo u rodzicow (sprawdza pewnie jakie tam mialabys warunki) - to sa wazne rzeczy w takich sprawach. Jak rowniez to, ze jego w domu nie bedzie i dziecmi musialaby sie zajac opiekunka, obca osoba. To nie bedzie mile widziane przez sad!!! Lepsza biedna matka (biedna tymczasowo) niz zero rodzicow w domu.
Ale on bedzie walczyl po swinsku (co jest jasne jak slonce na niebie) wiec przygotuj swa odsiecz a bez prawnika tego nie zrobisz.
Wiecej nie wiem, niech inne bardziej doswiadczone cos poradza.
9 125 2012-03-02 10:51:39
Nie jest to żaden argument dla sądu...
Sąd sprawdza warunki. Tyle tylko, że może być gorzej kiedy on zrobi pierwszy krok. Zawsze ten co zacznie działać i postawi poprzeczkę wysoko ma większe szanse.
9 126 2012-03-02 11:11:21
Własnie - warunki na początek nieciekawe i on o tym dobrze wie.... Mama ma tylko 2 pokoje... Mamy z tfu.. mężem wspólne mieszkanie, ale do rozwodu to nie sprzedamy i pewnie będę się szarpać o pieniądze za nasze mieszkanie, a rozwód niedługo ( jeszcze nic z sadu nie dostałam?) , kurde patowa sytuacja... chyba muszę tutaj mieszkać do ostatecznego rozwodu i dopiero wyjechać z przyznaną opieką nad dziećmi... ale ja do tego czasu oszaleję
poproszę o rady jak wytrzymać z jm w jednym domu?
9 127 2012-03-02 11:20:15
poproszę o rady jak wytrzymać z jm w jednym domu?
Juz kiedys pisalam - sluchawki w uszy i pusc sobie Bacha na full. Albo Metallice. Poza czasem jaki spedzasz z dziecmi, niech muzyka bedzie jedynym dzwiekiem jaki do Ciebie dociera, a nie jego gderanie.
Ale juz widze jak go to wkurza:)) Ja mowie do niej a ona ma to gdzies! Ha, warto byloby to zobaczyc.
9 128 2012-03-02 11:22:38
Ja bym nie wytrzymała.
9 129 2012-03-02 11:27:16
ankinom napisał/a:Aniknom, nie martw się.
Po pierwsze nie możesz czekać na jego ruch, bo jeśli będziesz siedzieć bezczynnie to może coś zrobić z prawnikiem. Nie czekaj czy Ci pozwoli czy nie. Zwiewaj po prostu. Spakuj dzieci i wyjeżdżaj. Nie czekaj co on zrobi, jak zareaguje.
To, że on więcej zarabia to akurat nie jest dla sądu żaden argument, nie daj się przegadać.
Ty masz dzieci, możesz zarabiać tysiąc złotych, a on skoro tyle zarabia to niech daje alimenty i dzieciom też będzie dobrze. Co to za argument, że opiekunce zapłaci. Dzieci mają matkę!!!
Zabieraj się stamtąd. Nie ma na co czekać.
Wszelkie cechy jakie on Tobie przypisuje to jego chora manipulacja. Nie słuchaj, bo to może boleć. On to wykorzystuje, że Ty się martwisz swoją sytuacją, będzie Cię gnębił i dręczył teraz używając różnych słów. Aniknom nie daj się. Poszukasz pracy gdzie indziej. Dasz radę. Nie pozwól mu się zniszczyć.
Zagraj, udaj poprawę np. i sio. Nie ma Cię bez znaku.
Wniosłaś o rozwód już? Napisałaś tam pismo o zabezpieczeniu z kim będą dzieci na czas trwania sprawy?
Tak już w grudniu- podałam kwotę alimentów i że maja być ze mną, ale w tym mieszkaniu co teraz....
jak wyjadę to jeszcze mnie oskarży o porwanie dzieci....on do tego jest zdolny ![]()
9 130 2012-03-02 11:31:35
ankinom napisał/a:poproszę o rady jak wytrzymać z jm w jednym domu?
Juz kiedys pisalam - sluchawki w uszy i pusc sobie Bacha na full. Albo Metallice. Poza czasem jaki spedzasz z dziecmi, niech muzyka bedzie jedynym dzwiekiem jaki do Ciebie dociera, a nie jego gderanie.
Ale juz widze jak go to wkurza:)) Ja mowie do niej a ona ma to gdzies! Ha, warto byloby to zobaczyc.
Ja taka silna nie jestem, nie mam w sobie tej zawziętości, bardzo ulegam jego manipulacjom, a ostatnio to już w ogóle jestem kłębkiem nerwów, a to nie pomaga w racjonalnym podejmowaniu decyzji.... ja teraz mam ochotę uciec bez względu na konsekwencje... a to jest niebezpieczne
9 131 2012-03-02 12:08:26
Będzie ro bił cuda największe. Może i porwanie zgłosić nawet, a może.
Najlepiej byłoby gdybyś poprosiła o pomoc mądrego prawnika, żeby pomógł odpowiednio sprawę zakończyć, załatwić.
9 132 2012-03-02 12:43:14
Ja taka silna nie jestem, nie mam w sobie tej zawziętości, bardzo ulegam jego manipulacjom, a ostatnio to już w ogóle jestem kłębkiem nerwów, a to nie pomaga w racjonalnym podejmowaniu decyzji.... ja teraz mam ochotę uciec bez względu na konsekwencje... a to jest niebezpieczne
ale jakiej tu sily potrzeba by sie fizycznie odciac od wysluchiwania jego bzdur? Przeciez to jego gadanie tak Cie wykancza wiec wyeliminuj zrodlo bolu. Poniewaz ogluchnac na zawolanie sie nie da, wypuszczac drugim koncem zaslyszanych brednii tez nie wiec co innego pozostaje jak nie tymczasowa terapia muzyka? Sa jeszcze stoppery do uszu ale nie wiem czy tak skuteczne.
9 133 2012-03-02 12:55:44
Można też udać głuchotę, sensie przekręcać jego stwierdzenia i jednocześnie nabijać się z tego. W końcu przestanie.
Coś wykombinuj.
Generalnie ciężka droga przed Tobą. Krzywda dzieciom.
9 134 2012-03-02 13:00:52 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-03-02 13:01:54)
ANKINOM!
Ty działaj, już, nie po rozwodzie, nie kiedyś!
Nie pokazuj po sobie, że coś knujesz, ale zbieraj WSZYSTKIE DOWODY! Na wszystkie możliwe sposoby.
Bilingi telefonów, nagrania kłótni i jego poniżania Cię, tego jak krzyczy na dzieci, możesz założyć program odczytujący znaki z klawiatury, może będą jakieś maile do innej kobiety.
Kombinuj, nie narzekaj, teraz jest czas na działanie, płakać będziesz, jak już będzie bezpiecznie.
Musisz sięgnąć po poradę specjalisty i to już! Umów się z prawnikiem, to teraz najważniejsze i na to MUSISZ znaleźć pieniądze, co jest dla Ciebie w życiu ważniejsze od dzieci?
Polskie prawo w 99% staje po stronie kobiet, to my dostajemy opiekę nad dziećmi po rozwodzie, ale musisz być gotowa na wszystko, może próbować zrobić z Ciebie wariatkę, osobę nieporadną, zabezpieczaj się! On jest inteligenty, ma kasę i nie ma skrupułów.
Wiesz o tym już, więc zepnij się w sobie i rób, co się da.
Nie masz prawnika pod ręką, dzwoń na bezpłatne konsultacje, pisz na różnych stronach prawników, może ktoś Ci pomoże on-line.
teraz nie pora na łzy i smarki, musisz się wziąć w garść i działać. My możemy Cię wesprzeć, ale prawnikami nie jesteśmy, nie pomożemy merytorycznie, a Ty musisz być przygotowana na każdy jego ruch.
Nie mam dzieci, ale chyba zagryzłabym każdego, kto chciałby je skrzywdzić lub mi je odebrać. Nie siedź na forum, tylko jedź do najbliższej kancelarii.
9 135 2012-03-02 14:00:54
Tak sobie siedze i mysle i dochodze do wniosku, ze maz ankinom lubi ja straszyc jak cholera. I co gorsza udaje mu sie to.
A jakby sie tak na spokojnie zastanowic, to gdyby sady w PL odbieraly kazdej niepracujacej (chwilowo badz nawet na stale) matce dzieci, to pewnie co druga juz by ich nie miala. Zwlaszcza w dobie kryzysu i rosnacego bezrobocia.
Cienkich argumentow ten Pan Maz uzywa.
9 136 2012-03-02 14:18:57 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-03-02 14:19:21)
Faworytko ściskam Cie urodzinowo i życzę spełnienia marzeń.
Ankinom dobrze Ci Faworytka podpowiada. W sądzie liczą się DOWODY. Nagrania są dowodami. Możesz nagrać jak traktuje Ciebie i dzieci i takimi nagraniami UDOWODNISZ, że nie jest dobrym kandydatem na wychowywanie dzieci. Jeśli w sądzie udowodnisz ( a masz do tego podstawy), że rozpad związku nastąpił z jego winy, alimenty należą się również na Ciebie tym bardziej, że nie pracujesz. Takie jest prawo.
Koszt dyktafonu to 250 zł. a nagrania bezcenne ![]()
Zawsze mąż bez takich nagrań może przekonać sąd co do swoich racji. Z nagraniami nie ma na to szans.
9 137 2012-03-02 15:42:03
Facet nie był idealny, sam fakt że bez oporów zdradzał żonę do której przy mnie przez telefon mówił że ją kocha :=(.
Uwierzyłaś oszustowi.
Oczywiście kochał nas obie :=(. Poźniej niby tylko mnie ale ja byłam cudowna w łóżku, więc nie wiem co bardziej kochał. Czasami łapię się na myśli, że może jednak mnie kochał i byłam miłością jego życia, ale to nie ja nią byłam tylko żona.
Kochana on kocha tylko siebie. Nie krzywdzi sie osób, które się kocha a on....obie was krzywdził.
9 138 2012-03-02 17:08:40
Skąd się biorą tacy psychopaci?
9 139 2012-03-02 17:25:31
Ja wszystko wiem jak pewnie każda z nas, co jest dla mnie dobre a co złe a tak cholernie to boli.
Dziś jest znów ten dzień że jest gorzej nie ostatni napewno staram się dawać radę ale... tylko łzy mi dzis wychodzą i jeszcze brzuch mnie boli bo męczy mnie damska przypadłość ehhh ![]()
9 140 2012-03-02 20:16:02 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-02 23:24:07)
Ja wszystko wiem jak pewnie każda z nas, co jest dla mnie dobre a co złe a tak cholernie to boli.
Dziś jest znów ten dzień że jest gorzej nie ostatni napewno staram się dawać radę ale... tylko łzy mi dzis wychodzą i jeszcze brzuch mnie boli bo męczy mnie damska przypadłość ehhh
Najważniejsze, że wiesz, że TAK BYĆ MUSI i PRZEZ TO TRZEBA PRZEJŚĆ.
Kobiety w ciąży też wiedzą, że nadejdzie moment, kiedy będzie do cholery bolało ale nie rezygnują przez to z posiadania dzieci.
Po pewnym momencie kulminacji takie chwile jak ta dzić będą coraz słabsze i rzadsze aż się do reszty wyłumią.
Trzymaj się.
9 141 2012-03-02 23:17:06
ja chyba uzależniłam się od waszych wypowiedzi. Nie ma dnia, wieczoru, żebym nie czytała Waszych wypowiedzi. Każda historia inna, ale schematy te same.
mój mózg już wiele przetrawił, dużo wiem, mam świadomość CO powinnam zrobić. Teraz staram się odnaleźć siłę JAK to zrobić, cały czas analizuję co będzie dobre dla MNIE, ale nie chcę przy tym skrzywdzić dzieci.
Powinnam złożyć pozew o alimenty, ale na razie mi płaci.
jak złoże to czy nie dostane mniej niż teraz bo on teraz ma małe zarobki i niedługo kończy się mu umowa.
powinnam zamknąć mu drzwi do domu, ale boje się spotkań dzieci z tą wywłoką. nijak nie mogę podjąć deczji. myślę analizuję a potem nic nie robię.
jedyne co mi się udale to nie rozmawiać z nim. odpowiadam na pytania i informję kiedy i o której ma być.
9 142 2012-03-02 23:19:27
l_ukrecja napisał/a:Wieczorem uroniłam kilka łez.
Ból wewnętrzny taki emocjonalny czy uczuciowy mnie dopadł.
Zaczęłam analizować...co jest grane?
Poczułam się samotna. Niby zatęskniłam za nim. Nie wzbraniałam sobie tego uczucia. Ale kiedy tylko przypomniałam sobie co czułam kiedy mnie przytulał...tę niepewność,jakąś sztuczność,nieautentyczność...odechciało mi się.
Odczuwam pustkę,niepewność,żal,lęk o przyszłość. a to normalne. Już go nie bronię,już nie czuję się winna.Nastrój nieco przygaszony.
Nie dbam o siebie.
Żre.
Leże i oglądam głupkowate programy.
Zero ruchu.
Za dużo palę.Do czerwonych szpilek...jeszcze mi daleko,ale na szczęście nadzieja jest.
Rozumiem,że to co przechodzę to proces.Czyli musisz odchorować łożkowo-leniuchowo?
A bo ja wiem?
Pierwszy raz przechodzę takie rewolucje.
A on sobie dziś popisał do syna: Przekaż mamie,że nie musi się obawiać,dam jej spokój.Pożyczkę brałem ja i ja ją spłacę. Nic od mamy nie chcę. Proszę tylko żeby kołdrę zapakowała w coś i zostawiła na strychu. Resztę rzeczy odbiorę wkrótce.
I co teraz?
Co znaczy ja spłacę? Nie wierzę! Jak się wynosił powiedział: tylko pomóż mi kredyt spłacić,resztę dam sobie radę...
To manipulacja,jak tylko dotrze do niego,że to koniec,to problem kredytu powróci.
A teraz mam myśleć jaki to miś dobry,szlachetny...no on jednak jest ok!
Samobójstwo nie pomogło...list nie pomógł (nie przeczytałam)...wiec karta przetargowa pt.kredyt,a nóż na to się w końcu złapie...bo toporna tym razem jakaś...
A kasę na którą czekałam dostałam i za pieniądze na kredyt kupiłam laptop. Z odrobiną wyrzutów sumienia...
9 143 2012-03-03 00:02:49
Witajcie!Postanowiłam podzielic sie z kimś swoim prawdziwym życiem.Wcześniej nikomu nic nie mówiłam i udawałam przed wszystkimi ,że moje życie jest normalne.Jestem 6 lat po ślubie.Mam 5 letnią córkę.Jestem przerażona, bo dziś podjęłam decyzję,że rozstanę się z mężem.Nasz związek od początku opierał się na kłótniach,,braku zrozumienia zamiast na miłości.Śmiem twierdzić ,że miłości ze strony mojego męża nigdy nie było.Kochac kogoś to według mnie zrobić coś za ukochaną osobe i dla ukochanej osoby. Mój mąż nigdy nie powiedział:KOCHANIE ,TY POSIEDZ,A JA TO ZROBIĘ! Nigdy nia zabrał mnie na romantyczną kolacje ,nie kupił kwiatów. Sama byłam na porodówce ,bo on był w pracy.Spodziewałam się że jak wróci na weekend to kupi mi kwiaty,przytuli i podziękuje za córkę ,a ON nie zrobił żadnej z tych rzeczy.Bolało mnie to strasznie i nadal boli. Ostatnio uzaleznił się od gry komputerowej. Pracuje w delegacji i wraca do domu co 8 tygodni. W domu ciągle gra.Nie obchodzi go córka ani ja.Mam dość tej ciągłej samotności i postanowiłm z tym skończyć. Czy ktos z Was ma podobny problem? Czy to wystarczający powód do rozwodu?Pomóżcie mi!
9 144 2012-03-03 11:20:30
Witajcie!Postanowiłam podzielic sie z kimś swoim prawdziwym życiem.Wcześniej nikomu nic nie mówiłam i udawałam przed wszystkimi ,że moje życie jest normalne.Jestem 6 lat po ślubie.Mam 5 letnią córkę.Jestem przerażona, bo dziś podjęłam decyzję,że rozstanę się z mężem.Nasz związek od początku opierał się na kłótniach,,braku zrozumienia zamiast na miłości.Śmiem twierdzić ,że miłości ze strony mojego męża nigdy nie było.Kochac kogoś to według mnie zrobić coś za ukochaną osobe i dla ukochanej osoby. Mój mąż nigdy nie powiedział:KOCHANIE ,TY POSIEDZ,A JA TO ZROBIĘ! Nigdy nia zabrał mnie na romantyczną kolacje ,nie kupił kwiatów. Sama byłam na porodówce ,bo on był w pracy.Spodziewałam się że jak wróci na weekend to kupi mi kwiaty,przytuli i podziękuje za córkę ,a ON nie zrobił żadnej z tych rzeczy.Bolało mnie to strasznie i nadal boli. Ostatnio uzaleznił się od gry komputerowej. Pracuje w delegacji i wraca do domu co 8 tygodni. W domu ciągle gra.Nie obchodzi go córka ani ja.Mam dość tej ciągłej samotności i postanowiłm z tym skończyć. Czy ktos z Was ma podobny problem? Czy to wystarczający powód do rozwodu?Pomóżcie mi!
Witam, może dla niego to normalne, przecież faceci inaczej rozumują niż my...
Ciebie ta sytuacja doprowadza do szału, dla niego może jest ok...
Porozmawiaj z nim o tym, powiedz co Ci przeszkadza, co boli, żeby poswięcał Wam więcej czasu, jeżeli już jest w domu
Oj jak ja bym chciała, żeby mój był w domu co osiem tygodni, nie musieć go oglądać... co za radość...
9 145 2012-03-03 11:42:41
Witajcie!Postanowiłam podzielic sie z kimś swoim prawdziwym życiem.Wcześniej nikomu nic nie mówiłam i udawałam przed wszystkimi ,że moje życie jest normalne.Jestem 6 lat po ślubie.Mam 5 letnią córkę.Jestem przerażona, bo dziś podjęłam decyzję,że rozstanę się z mężem.Nasz związek od początku opierał się na kłótniach,,braku zrozumienia zamiast na miłości.Śmiem twierdzić ,że miłości ze strony mojego męża nigdy nie było.Kochac kogoś to według mnie zrobić coś za ukochaną osobe i dla ukochanej osoby. Mój mąż nigdy nie powiedział:KOCHANIE ,TY POSIEDZ,A JA TO ZROBIĘ! Nigdy nia zabrał mnie na romantyczną kolacje ,nie kupił kwiatów. Sama byłam na porodówce ,bo on był w pracy.Spodziewałam się że jak wróci na weekend to kupi mi kwiaty,przytuli i podziękuje za córkę ,a ON nie zrobił żadnej z tych rzeczy.Bolało mnie to strasznie i nadal boli. Ostatnio uzaleznił się od gry komputerowej. Pracuje w delegacji i wraca do domu co 8 tygodni. W domu ciągle gra.Nie obchodzi go córka ani ja.Mam dość tej ciągłej samotności i postanowiłm z tym skończyć. Czy ktos z Was ma podobny problem? Czy to wystarczający powód do rozwodu?Pomóżcie mi!
Samotna, każda z nas ma swój własny system wartości, swoje wyobrażenie o związku.
Jak dla mnie to wystarczający powód ponieważ w pewnym sensie ja między innymi dlatego się rozwodzę. Żałuję, że jakieś 10 lat temu, a byłam wtedy 6 lat po ślubie, nie istniały takie fora, więc nikt mi nie pomógł zobaczyć prawdy. Prawdy, że nic dla niego nie znaczę, że facet się mną rozczarował. A ja na prawdę wierzyłam, że w każdym małżeństwie kłótnie są na porządku dzienny, o kwiaty muszę się wykłócić a o uwagę wypłakać....kolacja romantyczna? a co to takiego?
Fakt, że Twojego męża nie ma 8 tygodni a po powrocie Wami się nie interesuje jest delikatnie mówiąc dziwne i nie dziwię się Twoim rozterkom. Tam gdzie jest miłość takie rozstania ludzi zbliżają, tęsknią za sobą, a tam gdzie jej nie ma - jeszcze bardziej oddalają od siebie ludzi, okazuje się, że każde z nich prowadzi swoje własne życie i tak z roku na rok stajecie się sobie obcy, pojawiają się osoby trzecie itd.
Podjęcie decyzji to dopiero początek, dobry początek, ale czy na pewno jesteś na to gotowa? Kiedyś Tarantella (jak już się zorientowałaś dobry duch tego forum) powiedziała, że czasami nasze "niby" odejście chcemy zastosować jako straszak, że może wtedy on się opamięta. A jak nie? Czy na pewno jesteś gotowa odejść?
Ja kiedyś zanim złożyłam pozew straszyłam męża, że to zrobię i jego odpowiedź - jak tego chcesz, ale pamiętaj, że to twój wybór - nie płakał, nie prosił, nie obiecywał, że się poprawi, a ja się wściekałam, że to na niego nie zadziałało! Całą odpowiedzialność złożył na moje barki. A to prosty mechanizm z ich strony - w oczach rodziny, znajomych to my złożyliśmy pozew, a my jesteśmy takie be i rozwalamy taką idealną rodzinę, zabieramy dzieciom ojca....
Jeżeli chcesz na prawdę ocalić siebie, jeżeli czujesz się w tym związku bardzo nieszczęśliwa to pozostaje Tobie najpierw szczera rozmowa z mężem, a jak to nie pomoże to przeanalizuj swoją sytuację i podejmij właściwą dla siebie i córki decyzję. Szkoda lat na złudzenia, że może kiedyś pokocha, zainteresuje się, mówi to Tobie osoba, która po 16 latach musi od nowa układać sobie i dzieciom życie i jak już przejdę tą drogę mam zamiar być w końcu szczęśliwa, bez analizowania jego słów, zachowań, nastrojów, będę wolna!
I Tobie tego życzę ![]()
9 146 2012-03-03 11:46:58 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-03-03 12:01:38)
ANKINOM!
Ty działaj, już, nie po rozwodzie, nie kiedyś!
Nie pokazuj po sobie, że coś knujesz, ale zbieraj WSZYSTKIE DOWODY! Na wszystkie możliwe sposoby.
Bilingi telefonów, nagrania kłótni i jego poniżania Cię, tego jak krzyczy na dzieci, możesz założyć program odczytujący znaki z klawiatury, może będą jakieś maile do innej kobiety.
Kombinuj, nie narzekaj, teraz jest czas na działanie, płakać będziesz, jak już będzie bezpiecznie.
Musisz sięgnąć po poradę specjalisty i to już! Umów się z prawnikiem, to teraz najważniejsze i na to MUSISZ znaleźć pieniądze, co jest dla Ciebie w życiu ważniejsze od dzieci?
Polskie prawo w 99% staje po stronie kobiet, to my dostajemy opiekę nad dziećmi po rozwodzie, ale musisz być gotowa na wszystko, może próbować zrobić z Ciebie wariatkę, osobę nieporadną, zabezpieczaj się! On jest inteligenty, ma kasę i nie ma skrupułów.
Wiesz o tym już, więc zepnij się w sobie i rób, co się da.
Nie masz prawnika pod ręką, dzwoń na bezpłatne konsultacje, pisz na różnych stronach prawników, może ktoś Ci pomoże on-line.
teraz nie pora na łzy i smarki, musisz się wziąć w garść i działać. My możemy Cię wesprzeć, ale prawnikami nie jesteśmy, nie pomożemy merytorycznie, a Ty musisz być przygotowana na każdy jego ruch.Nie mam dzieci, ale chyba zagryzłabym każdego, kto chciałby je skrzywdzić lub mi je odebrać. Nie siedź na forum, tylko jedź do najbliższej kancelarii.
Na poniedziałek umówiłam się z prawnikiem - chcę się z dziećmi wyprowadzić i dowiedzieć co muszę zrobić, jak się zabezpieczyć.
Metoda udawania głuchej trochę działa - bo się wkurza, kiedy nic jemu nie odpowiadam, ale on jest bardzo sprytny, skoro się do niego nie odzywam, to nie daje mi pieniędzy - tak kara dla mnie. Tylko, że ja pieniądze na życie dla siebie i dzieci mam, zdziwi się, kiedy zaczną przychodzić upomnienia o niezapłaconych rachunkach. Pewnie o nich nawet nie pamięta, bo jego rola ograniczała się na przekazywaniu mi pieniędzy. Sama jemu taką rolę wyznaczyłam, kiedyś to nawet dumna byłam, że mąż pensje mi oddaje, tylko nie wiedziałam, że sama na siebie bicz kręcę , bo męża już nie interesowało czy mi wystarczy do pierwszego czy nie, no cóż lepiej dowiedzieć się swojej naiwności później niż wcale ![]()
Pamiętam jak kiedyś mi wypominał, że on "taki porządny, bo nie pije, nie szlaja się (?) i pensje mi oddaje, a nie chodzi z kumplami na piwo, a ja głupia takiego ideału nie doceniam " - ale zgasiłam jego i powiedziałam: a szkoda może nie byłbyś taki drętwy! Obraził się ![]()
9 147 2012-03-03 11:52:13
l_ukrecjo wszystkie chwyty dozwolone, te poniżej pasa również
....jeśli działają, jeśli są skuteczne. ....ważne nie dać się "złapać" na prośby i groźby. Ja również słyszałam różne wersje tych samych wydarzeń. To pamiętał co wniosłam do małżeństwa to zapominał a nawet potrafił dziwić się , że ja pamiętam. Komentarz był krótki, tak ?! co jeszcze wniosłaś do tego małżeństwa ?!
To wszystko jest gra. Gra na naszych emocjach. Mówienie słów, którym się za chwile zaprzecza.....niektórzy tak mają. Taką amnezję wybiórczą. Pół życia tak miałam i dziwiłam sie i nie mogłam zrozumieć . Dzisiaj wiem, że to celowe działanie. Oni amnezji nie mają. To manipulacja !
Boję się kiedy mój mąż mówi zbiedzonym, smutnym tonem lub w słowach obdarowuje mnie czymś co i tak mi się należy. Boję się jego działań. Wiem, że nie jest przebiegły i tylko w tym moja nadzieja.
Dzielenie majątku to faktycznie trauma. W moim przypadku szczególnie, gdyż będzie się to odbywać na zasadzie " zaufania". Wiadomo, nie ufam mu. Tysiące razy słyszałam, że nic mi sie nie należy więc gdy słyszę pokornie wypowiadane słowa, ty też coś wniosłaś i dzieciom dam ze swojej części, to już się boję. Tym bardziej się boję, bo wiem iż mój małżonek z racji swego charakteru uważa, że wszystko mu się należy.
Rok tamu nie radziłam sobie z tęsknotą za kimś kogo sobie stworzyłam w wyobraźni, marzeniach. "Przemaglowałam" swoje życie, "przemaglowałam" jego postępowanie i nie ma już tęsknoty za złudą. Świadoma jestem realiów. Świadoma jestem jak trudna czeka mnie walka o uczciwy podział. Od tego podziału zależy moje być lub nie być.
Niedawno zastanawiałam się dlaczego rozwód jest dla mnie ważny. Zastanawiałam się co on daje....oczywiście pomijając odpowiedzialność za jego długi. Faworytka napisała....odzyskanie tożsamości. Chyba to jest moim pragnieniem. Ja odrębna osoba. Już niczyja połówka. Ja w całości! Czekam na ta chwilę z utęsknieniem.
9 148 2012-03-03 12:36:45
.Mam dość tej ciągłej samotności i postanowiłm z tym skończyć. Czy ktos z Was ma podobny problem? Czy to wystarczający powód do rozwodu?Pomóżcie mi!
Samotność w związku to brzmi nieprawdopodobnie a jednak możliwe. Wiele kobiet tak się czuje przy boku męża.
Przeżyłam samotność w związku, przeżyłam zazdrość. Byłam zazdrosna o każdą chwilę spędzaną beze mnie ale byłam też tolerancyjna i pozwalałam na samotne wyjazdy małżonka na ryby, narty. Kiedy był w domu również czułam się samotna. Tą samotność przeżywałam każdą cząstką siebie. Bolało. Czułam się odrzucona.
Dzisiaj jestem sama ale nie samotna. Już nie ma trzęsących się rąk ani tysiąca myśli na minutę, gdzie jest, czy jego słowa są szczere, co chce ukryć, po co to mówi, dlaczego to robi. Dzisiaj go nie ma i mam spokój. Realizuję siebie.
Powód do rozwodu ? Powodów może być wiele i zero chęci ze strony kobiety. Przemoc fizyczna i psychiczna, zdrady, alkohol,opuszczenie współmałżonka, odmowa wzajemnej pomocy, zły stosunek do rodziny i zaniedbywanie jej to są podstawy do wystąpienia o rozwód. Czy jednak każda kobieta mając taki wachlarz zarzutów występuje o rozwód? Myślę, że to trzeba po prostu czuć, czuć potrzebę - jak napisała Faworytka - odzyskania tożsamości.
9 149 2012-03-03 12:49:32
Faworytko ściskam Cie urodzinowo i życzę spełnienia marzeń.
Ankinom dobrze Ci Faworytka podpowiada. W sądzie liczą się DOWODY. Nagrania są dowodami. Możesz nagrać jak traktuje Ciebie i dzieci i takimi nagraniami UDOWODNISZ, że nie jest dobrym kandydatem na wychowywanie dzieci. Jeśli w sądzie udowodnisz ( a masz do tego podstawy), że rozpad związku nastąpił z jego winy, alimenty należą się również na Ciebie tym bardziej, że nie pracujesz. Takie jest prawo.
Koszt dyktafonu to 250 zł. a nagrania bezcenne
Zawsze mąż bez takich nagrań może przekonać sąd co do swoich racji. Z nagraniami nie ma na to szans.
Zofio jak złożyłam pozew bez orzekania o winie - czy teraz mogę to zmienić?
Na początku kiedy wszystko odbywało się według jego schematu nie miał nic przeciwko, kiedy ja mam swój plan na życie jemu zaczęło to przeszkadzać i dlatego te groźby i manipulacje....
Żałuję, że 3 lata temu wróciłam, zostawił mnie dla innej i był tak zakochany, że nie przeszkadzało jemu to, ze mieszkam z dwójką dzieci bez pracy u mojej mamy, a teraz on nie pozwoli zabrać sobie dzieci, tatuś się znalazł! Ale teraz jemu tego nie udowodnię bo on za chwile będzie twierdził, że w ogóle mnie tam nie było.... eh porąbane to jest ![]()
a to z odzyskiwaniem tożsamości bardzo mnie się podoba, bo kim teraz ja jestem?
9 150 2012-03-03 13:07:28
rowniez nadaje sie do tego grona.zdradzil bog wie ile razy to znia zrobil,z wlasna bratowa
a ja nadal kocham i nie potrafie przestac go kochac nie umiem go znienawidziec :'( za miesieac urodze jego dziecko a on takie swinswto mi zrobil tez zastanawiam sie czy sama go do tego nie pchnelam przez moje frustracje ze pewnie mu sie nie podobam bo tu za duzo tu rozstep tam znow cos innego.Przez to ze stracilam pewnosc siebie zaczelam byc bardzo o niego zazdrosna i rowniez urzadzac afery o nic az sie stalo
i to teraz ja walcze czemu to robie?bo bardzo kocham wierze ze mu na mnie zalezy ale nie potrafi inaczej sie zachowywac ze po tym co mi zrobil nie potrafi mnie przytulic mimo iz powiedzialam ze nie potrafie sie oszukiwac ze kocham go pragne rodziny dla naszego dziecka wiec postaram sie mu wybaczyc nigdy nie zapomne ale chce wybaczyc.Jestem jego aniolem strozem,a aniol nie zostawia swoich podopiecznych-zabladzil???mam nadzieje ze zabladzil wiec jak pomoc wejsc mu na odpowiednia sciezke i jak dokonac tego by zaczal o nas o mnie i o nasze dzieciatko ktore lada moment przyjdzie na swiat zabiegac?moze wszystko sie zmieni jak maly sie urodzi?czy to dziala na mezczyzn,zrozumie co zrobil?zawalczy o nas?? ![]()
9 151 2012-03-03 13:35:33
Okropne świństwo. Chcesz mieć faceta, który skacze na boki i usprawiedliwiać go za każdym razem?
9 152 2012-03-03 14:05:49
Zofio jak złożyłam pozew bez orzekania o winie - czy teraz mogę to zmienić?
Nie wiem, nie znam się na tym ale wydaje mi się, że można.
Ankinom rozwód to poważna sprawa oczywiście dla nas . Sąd to traktuje jako "odhaczenie" kolejnej rozprawy i dlatego tak bardzo liczą się dowody. Dowodem nie do podważenia są nagrania. Musi być ich kilka, bo małżonek możne powiedzieć, no raz mi sie zdarzyło upić , podnieść głos, oskarżać ale tylko raz . Poza tym zdarzeniem byłem ideałem.
Sąd nie wnika w emocje w wydawało mi się, sądzę, czułam. Najważniejsze są dowody. Do dowodów można dopowiedzieć o swoich emocjach. Dowodem na Twoje emocje są wizyty u psychologa w Ośrodkach Interwencji Kryzysowej. Wydaje mi się, że można napisać do sądu, że z uwagi na zdobyte dowody zmieniam rozwód bez orzekania na z orzeczeniem winy. Mam takie przeczucie ale pewność da Ci prawnik. Wiem, ze można dołączyć w czasie rozprawy kolejne dowody jak i wyjaśnienia na piśmie.
MUSISZ skorzystać z porady prawnej. Taka porada kosztuje 50 zł i masz prawo zadać tysiące pytań i rozwiać wątpliwości.
Rozwód z orzeczeniem winy daje dożo korzyści ale o tym też powie Ci prawnik.
9 153 2012-03-03 14:20:30
Jestem jego aniolem strozem,a aniol nie zostawia swoich podopiecznych-zabladzil???mam nadzieje ze zabladzil wiec jak pomoc wejsc mu na odpowiednia sciezke i jak dokonac tego by zaczal o nas o mnie i o nasze dzieciatko ktore lada moment przyjdzie na swiat zabiegac?moze wszystko sie zmieni jak maly sie urodzi?czy to dziala na mezczyzn,zrozumie co zrobil?zawalczy o nas??
Anioł stróż ? .......złudzenie.
Jak mu pomóc ? ....on sobie świetnie radzi bez Ciebie.
Jak dokonać , by pokochał, by zabiegał ? .....żądasz niemożliwego.
Czy zawalczy o Was?..... musisz jego pytać.
To ON musi chcieć naprawić wszystko. Wiem, to boli ale taka jest prawda.
Czy dzieci cementują związek ? śmiem wątpić ![]()
9 154 2012-03-03 14:35:00
Kiedyś myślałam, ze dla mężczyzny posiadanie dzieci jest równie ważne jak dla kobiety. Kiedyś myślałam, że są oni za dzieci odpowiedzialni , kochają je nad życie. Kiedyś tez myślałam .....a dzisiaj wiem, że zostawiają swoje dzieci i nie są zainteresowani czy mają co jeść. Owszem, żeby nie było, że wszystkich wkładam do jednego wora to i są takie kobiety. Odchodzą i nie interesują się dziećmi ale to wyjątki.
9 155 2012-03-04 21:48:39
Halo,halo drogie Panie:)
Co taka cisza?
Jak minął weekend?
U mnie dobrze...nie jest źle...
Jestem energiczna. Bardzo dużo czasu spędzam z dziećmi-Boże bez nich nie wiem jak bym sobie poradziła...
Męczy mnie jeszcze to,że źle jem,za dużo palę i nic nie ćwiczę...więc tyję...
Czy to dobry moment na wyzbycie się reszty nałogów,czy odczekać?
9 156 2012-03-04 23:17:50 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-04 23:20:01)
Halo,halo drogie Panie:)
Co taka cisza?
Jak minął weekend?U mnie dobrze...nie jest źle...
Jestem energiczna. Bardzo dużo czasu spędzam z dziećmi-Boże bez nich nie wiem jak bym sobie poradziła...Męczy mnie jeszcze to,że źle jem,za dużo palę i nic nie ćwiczę...więc tyję...
Czy to dobry moment na wyzbycie się reszty nałogów,czy odczekać?
Odczekać - z fajkami (ja do dziś czekam
)
Wiesz, suma nałogów musi być constans. Z jednego się detoskykujesz a to już spory wysiłek dla organizmu ![]()
Nad jedzeniem się zastanów. Umrzeć nie umrzesz ale zaraz skóra ziemista, włosy zaczynają garściami wyłazić (i to nie z tych miejsc, z których chciałybyśmy się ich pozbyć), żołądek zaczyna ostrzegawczo, wrzodowo pobolewać.
Ja tam w tym najgorszym momencie w ogóle na jedzenie się obraziłam. I dopiero po jakichś 8 m-cach zaczęłam na powrót myśleć o jedzeniu jako o przyjemności a nie katordze przez rozum.
Cieszę się, że Ci lepiej ![]()
9 157 2012-03-05 11:32:22
Z facetami i dziećmi bywa różnie. Jedni je zostawiają, to chyba przypadek najczęstszy. Zwykle po rozpadzie małżeństwa dziećmi zostają z matkami i nie ma z tym wielkiego problemu. U mnie jednak jest inaczej, a może już było, bo zmieniło się trochę. W skrócie, nie miałam dziecka, bo on je zabierał, prowadził walkę podjazdową. Ja zaprowadzam, on odbiera, bez mojej wiedzy. Póki co nie chcę więcej o tym. Nigdy nic nie wiadomo.
Zmieniło się, mam mój skarb przy sobie. Bywa ciężko, oj bywa. Przedkładam wszystko, żeby poświęcić mu czas, żeby zadbać, ma problemy. Praca zostaje, nie mogę sobie pozwolić na mniejsze zarobki.
Ach te nałogi. Przy nim paliłam, teraz już nie. Nie muszę jakoś. Czasem najem się czekolady, chipsów... Lubię jeść. Nie schudnę jak wy, chociaż ostatnio mniej czasu, mniej czasu na wszystko, więc i na jedzenie.
9 158 2012-03-05 11:48:12 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-03-05 12:40:36)
zdradzil bog wie ile razy ....z wlasna bratowa
a ja nadal kocham i nie potrafie przestac go kochac
zastanawiam sie czy sama go do tego nie pchnelam przez moje frustracje ze pewnie mu sie nie podobam bo tu za duzo tu rozstep tam znow cos innego.Przez to ze stracilam pewnosc siebie zaczelam byc bardzo o niego zazdrosna i rowniez urzadzac afery o nic az sie stalo![]()
Jestem jego aniolem strozem,a aniol nie zostawia swoich podopiecznych-zabladzil???mam nadzieje ze zabladzil wiec jak pomoc wejsc mu na odpowiednia sciezke i jak dokonac tego by zaczal o nas o mnie i o nasze dzieciatko ktore lada moment przyjdzie na swiat zabiegac?moze wszystko sie zmieni jak maly sie urodzi?czy to dziala na mezczyzn,zrozumie co zrobil?zawalczy o nas??
Tyle dni mi ten post Kasiu chodzi po głowie i wierci i wierci, nie mogę odpuścić.
Fakty:
zostałaś zdradzona,
oszukana,
opuszczona w ciąży
czujesz się niekochana
mąż o ciebie nie zabiega
Iluzje:
on się zmieni
Ty go zmienisz
jesteś jego aniołem stróżem.
Boli mnie to, że kolejna kobieta musi wycierpieć tak wiele, zanim zrozumie, że on się nie zmieni. Że Ty może jesteś stróżem- bo zabiegasz, pilnujesz, próbujesz wpłynąć na niego, nakłonić go do zmiany zachowania, do zainteresowania się własnym dzieckiem- ale z aniołem, prócz anielskiej cierpliwości i naiwności, ma to niewiele wspólnego.
To co przechodzisz to piekło na ziemi a nie raj, czyż nie?
Jak musi czuć się kobieta, która w ciąży dowiaduje się, że została zdradzona!
I ty kochana jeszcze szukasz błędów w sobie, bo rozstępy, bo się "czepiałaś"...
Jesteś w ciąży, Twój organizm się zmienia, wszystkie kobiety tyją, dostają rozstępów, a nie wszystkie zostają zdradzone!
Wiele kobiet zrzędzi, narzeka, marudzi, a mąż nie leci do pierwszej lepszej.
Jesteś w ciąży- i to Tobie należy się specjalna troska, opieka, zwłaszcza ze strony ojca dziecka!
Nawet bez tych rozstępów i bez frustracji (śmiem twierdzić, że "urządzaniem awantur" nazywasz Twoje próby domagania się szacunku i normalnego zachowania partnera), stało by się to, co się stało.
Wtedy byś twierdziła, że może zdradził, bo ona ładniejsza, albo młodsza, albo lepsza kochanka, albo lepiej dba o dom, albo ma większy biust... Usprawiedliwienia dla niego i doszukiwanie się swoich niedociągnięć- to potrafimy do perfekcji. Wolimy ująć sobie, niż uznać, że kochamy kogoś, kto jest w stanie nas krzywdzić i zdradzać. Twój ponadto zdradził nie tylko Ciebie, ale i własnego brata! Konkluzja jest prosta- on nie potrafi kochać tak, jak ty na to zasługujesz, jak zasługuje na to Twoje dziecko!
Nie jest dojrzały, odpowiedzialny, ani opiekuńczy. Pewnie ma swoje zalety, ale te wady, to nie małe ryski, które dasz radę usunąć swoimi staraniami. Przykro mi. Bardzo mi przykro, bo wiem, ile ja bym dała, żeby się dało!!!
Ale sprawdziłam na swojej skórze- 9 lat próbowałam.
I moim największym marzeniem teraz jest to, żeby inne kobiety nie próbowały zrobić z jeża misia i nie marnowały sobie życia!
Nikt nas tego w domu nie nauczył, nasze mamy były nieszczęśliwe, a my próbowałyśmy stworzyć sobie bajkę, nam miało się udać! Gdy przyszły rozczarowania, zostało nam stwierdzić, że tak już musi być, bo tak mają wszyscy. Mówiłyśmy sobie, że za dużo wymagamy, za dużo narzekamy, usprawiedliwiałyśmy ich zachowania bo "mężczyźni tak już mają", a nasze potrzeby, naturalne i normalne, takie jak potrzeba szacunku i bliskości, same zaczęłyśmy nazywać fanaberią.
Nie zgadzam się na cierpienie kolejnych kobiet, ale wiem, że nikogo nie jestem w stanie "na siłę" uratować.
Czasem musimy patrzeć z boku na bliska osobę, koleżankę, kuzynkę, siostrę, które trwa w toksycznym związku, jest oszukiwana, zdradzana, karmiona bajeczkami, ale nasza próba otwarcia jej oczu tylko odsuwa ją od nas.
Sama zrezygnowałam z 2 koleżanek, które nie lubiły D., bo przecież one go "nie znały, nie rozumiały, nie wiedziały". Ich słowa, trafne uwagi, trzeźwa ocena faktów, sprawiały mi ból. Ja tak chciałam wierzyć w moją bajkę i w ta wyjątkowość, w prawdziwą miłość, a one mi to psuły "z zazdrości" oczywiście.
I wierzyłam sobie 9 lat, odsuwając ze swojej drogi wszystkich, którzy śmieli w moją bajkę nie wierzyć.
Teraz odnowiłam zerwane więzi, przyznałam się ze wstydem, że miały rację, że to im powinnam była wierzyć, że one nie kłamały, kłamał on.
Wstyd, stracony czas, wylane łzy- chciałabym Ci tego Kasiu zaoszczędzić.
Chciałabym zaoszczędzić tego sobie sprzed lat,
Chciałabym zaoszczędzić tego rodzonej siostrze, która pakuje się w podobny układ, co ja mówię, ona już się wpakowała i ugotowała. Czekam na jej dno, tylko tyle mogę, trwać w gotowości z meliską i chusteczkami. I z miłości do niej, modlę się, by ten jej zrezygnował szybko, szybciej niż mój. Ona na tym etapie zrobi wszystko, żeby ta jej bajka trwała, mimo, że już okazała się antybajką.
9 159 2012-03-05 12:58:36
kasia666 napisał/a:zdradzil bog wie ile razy ....z wlasna bratowa :( a ja nadal kocham i nie potrafie przestac go kochac
zastanawiam sie czy sama go do tego nie pchnelam przez moje frustracje ze pewnie mu sie nie podobam bo tu za duzo tu rozstep tam znow cos innego.Przez to ze stracilam pewnosc siebie zaczelam byc bardzo o niego zazdrosna i rowniez urzadzac afery o nic az sie stalo :(
Jestem jego aniolem strozem,a aniol nie zostawia swoich podopiecznych-zabladzil???mam nadzieje ze zabladzil wiec jak pomoc wejsc mu na odpowiednia sciezke i jak dokonac tego by zaczal o nas o mnie i o nasze dzieciatko ktore lada moment przyjdzie na swiat zabiegac?moze wszystko sie zmieni jak maly sie urodzi?czy to dziala na mezczyzn,zrozumie co zrobil?zawalczy o nas?? :(Tyle dni mi ten post Kasiu chodzi po głowie i wierci i wierci, nie mogę odpuścić.
Fakty:
zostałaś zdradzona,
oszukana,
opuszczona w ciąży
czujesz się niekochana
mąż o ciebie nie zabiegaIluzje:
on się zmieni
Ty go zmienisz
jesteś jego aniołem stróżem.Boli mnie to, że kolejna kobieta musi wycierpieć tak wiele, zanim zrozumie, że on się nie zmieni. Że Ty może jesteś stróżem- bo zabiegasz, pilnujesz, próbujesz wpłynąć na niego, nakłonić go do zmiany zachowania, do zainteresowania się własnym dzieckiem- ale z aniołem, prócz anielskiej cierpliwości i naiwności, ma to niewiele wspólnego.
To co przechodzisz to piekło na ziemi a nie raj, czyż nie?Jak musi czuć się kobieta, która w ciąży dowiaduje się, że została zdradzona!
I ty kochana jeszcze szukasz błędów w sobie, bo rozstępy, bo się "czepiałaś"...
Jesteś w ciąży, Twój organizm się zmienia, wszystkie kobiety tyją, dostają rozstępów, a nie wszystkie zostają zdradzone!
Wiele kobiet zrzędzi, narzeka, marudzi, a mąż nie leci do pierwszej lepszej.
Jesteś w ciąży- i to Tobie należy się specjalna troska, opieka, zwłaszcza ze strony ojca dziecka!Nawet bez tych rozstępów i bez frustracji (śmiem twierdzić, że "urządzaniem awantur" nazywasz Twoje próby domagania się szacunku i normalnego zachowania partnera), stało by się to, co się stało.
Wtedy byś twierdziła, że może zdradził, bo ona ładniejsza, albo młodsza, albo lepsza kochanka, albo lepiej dba o dom, albo ma większy biust... Usprawiedliwienia dla niego i doszukiwanie się swoich niedociągnięć- to potrafimy do perfekcji. Wolimy ująć sobie, niż uznać, że kochamy kogoś, kto jest w stanie nas krzywdzić i zdradzać. Twój ponadto zdradził nie tylko Ciebie, ale i własnego brata! Konkluzja jest prosta- on nie potrafi kochać tak, jak ty na to zasługujesz, jak zasługuje na to Twoje dziecko!
Nie jest dojrzały, odpowiedzialny, ani opiekuńczy. Pewnie ma swoje zalety, ale te wady, to nie małe ryski, które dasz radę usunąć swoimi staraniami. Przykro mi. Bardzo mi przykro, bo wiem, ile ja bym dała, żeby się dało!!!
Ale sprawdziłam na swojej skórze- 9 lat próbowałam.
I moim największym marzeniem teraz jest to, żeby inne kobiety nie próbowały zrobić z jeża misia i nie marnowały sobie życia!
Nikt nas tego w domu nie nauczył, nasze mamy były nieszczęśliwe, a my próbowałyśmy stworzyć sobie bajkę, nam miało się udać! Gdy przyszły rozczarowania, zostało nam stwierdzić, że tak już musi być, bo tak mają wszyscy. Mówiłyśmy sobie, że za dużo wymagamy, za dużo narzekamy, usprawiedliwiałyśmy ich zachowania bo "mężczyźni tak już mają", a nasze potrzeby, naturalne i normalne, takie jak potrzeba szacunku i bliskości, same zaczęłyśmy nazywać fanaberią.Nie zgadzam się na cierpienie kolejnych kobiet, ale wiem, że nikogo nie jestem w stanie "na siłę" uratować.
Czasem musimy patrzeć z boku na bliska osobę, koleżankę, kuzynkę, siostrę, które trwa w toksycznym związku, jest oszukiwana, zdradzana, karmiona bajeczkami, ale nasza próba otwarcia jej oczu tylko odsuwa ją od nas.
Sama zrezygnowałam z 2 koleżanek, które nie lubiły D., bo przecież one go "nie znały, nie rozumiały, nie wiedziały". Ich słowa, trafne uwagi, trzeźwa ocena faktów, sprawiały mi ból. Ja tak chciałam wierzyć w moją bajkę i w ta wyjątkowość, w prawdziwą miłość, a one mi to psuły "z zazdrości" oczywiście.
I wierzyłam sobie 9 lat, odsuwając ze swojej drogi wszystkich, którzy śmieli w moją bajkę nie wierzyć.
Teraz odnowiłam zerwane więzi, przyznałam się ze wstydem, że miały rację, że to im powinnam była wierzyć, że one nie kłamały, kłamał on.Wstyd, stracony czas, wylane łzy- chciałabym Ci tego Kasiu zaoszczędzić.
Chciałabym zaoszczędzić tego sobie sprzed lat,
Chciałabym zaoszczędzić tego rodzonej siostrze, która pakuje się w podobny układ, co ja mówię, ona już się wpakowała i ugotowała. Czekam na jej dno, tylko tyle mogę, trwać w gotowości z meliską i chusteczkami. I z miłości do niej, modlę się, by ten jej zrezygnował szybko, szybciej niż mój. Ona na tym etapie zrobi wszystko, żeby ta jej bajka trwała, mimo, że już okazała się antybajką.
Od rana taka porcja energii i optymizmu - dziękuje - czytanie Was dodaje mi wiary, że i mnie się uda wyjść z tego emocjonalnego bagna.
Czasami odnoszę wrażenie, że jestem masochistką i na własne życzenie rozdrapuję rany, ale jest we mnie coś takiego, że czuję, że muszę wyrzucić z siebie te złe emocje właśnie poprzez płacz....ale najgorsze jest to, że nie mogę sobie popłakać wtedy kiedy czuje się źle, bo on jest, a to dzieci i tak zbieram to przez cały dzień i już się chyba wrzodów żołądka nabawiłam.
Ps. Wybieram się do tego prawnika i chce poszukać jakiegoś psychologa bo czuje, że sobie nie radzę... sama ze sobą...
9 160 2012-03-05 16:02:27
l_ukrecja napisał/a:Halo,halo drogie Panie:)
Co taka cisza?
Jak minął weekend?U mnie dobrze...nie jest źle...
Jestem energiczna. Bardzo dużo czasu spędzam z dziećmi-Boże bez nich nie wiem jak bym sobie poradziła...Męczy mnie jeszcze to,że źle jem,za dużo palę i nic nie ćwiczę...więc tyję...
Czy to dobry moment na wyzbycie się reszty nałogów,czy odczekać?
Odczekać - z fajkami (ja do dziś czekam
![]()
![]()
)
Wiesz, suma nałogów musi być constans. Z jednego się detoskykujesz a to już spory wysiłek dla organizmu
Nad jedzeniem się zastanów. Umrzeć nie umrzesz ale zaraz skóra ziemista, włosy zaczynają garściami wyłazić (i to nie z tych miejsc, z których chciałybyśmy się ich pozbyć), żołądek zaczyna ostrzegawczo, wrzodowo pobolewać.
Ja tam w tym najgorszym momencie w ogóle na jedzenie się obraziłam. I dopiero po jakichś 8 m-cach zaczęłam na powrót myśleć o jedzeniu jako o przyjemności a nie katordze przez rozum.
Cieszę się, że Ci lepiej
Hehe,a ja myślałam,że nie palisz,bo często czytałam Twoje : palenie,albo zdrowie,wybór należy do Ciebie:)
9 161 2012-03-05 18:47:00 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-03-05 18:49:36)
Hehe,a ja myślałam,że nie palisz,bo często czytałam Twoje : palenie,albo zdrowie,wybór należy do Ciebie:)
11 lat, Aśka, nie paliłam. Rzuciłam po 15 latach palenia, ale jak już rzuciłam - stałam się antynikotynową neofitką. Przeszkadzał mi dym, palacze, sama idea palenia. Robiłam bojówki na przystankach autobusowych - "Pana dym mi przeszkadza!
Dopiero narastający horror z psychofagiem spowodował, że wyciągnęłam rękę po fajkę na powrót. Kiedyś nie wrócił na noc. Już nie pierwszy raz. Zjawił się nad ranem, zachlany w trupa z podartą kurtką. Śmierdział wódą i perfumami i ... czymś jeszcze delikatnie mówiąc. I wtedy pękłam. To całonocne czekanie, marsz od okna do drzwi - 1200 razy. Przyjechał wtedy do nas jego syn, psychofag miał po niego wyjechać na dworzec. Syna też olał. Biedak czekał na dworcu - ojciec nie odbierał telefonów mimo, że się umówili na konkretną godzinę. Młodemu w końcu rozładowała się komórka i nie mogł nawet do mnie zadzwonić a adresu nie pamiętał. Jakoś jednak dotarł, po omacku w obcym mieście. Czekaliśmy razem. I kiedy ten łajdak wrócił, poprosiłam młodego o fajkę. Zaciągnęłam się jak zawodowiec, jakby tych 11 lat nie było. Potem walnęłam sobie 50-kę wódki (to też umiem robić) i strzeliłam gnidę w twarz. Te trzy elementy w combo dopiero mnie rozluźniły.
Wtedy a nie dopiero po kolejnych dwóch latach powinnam go była spakować, dać kopa w dupę i nie słuchać przeprosin, zaklęć i zamaszystych deklaracji i kolejnych manipulacji. Ileż kobiet powtarza tę kwestię - powinnam była WTEDY ....
9 162 2012-03-05 20:39:56 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-03-05 20:42:33)
Przywołałaś Tarantello wspomnienia
.
Dziś wywołują one uśmiech na twarzy ale kiedyś nie było mi do śmiechu.
- zebranie w firmie. Mąż jako właściciel i dyrektor firmy zarządził zebranie z głównymi partnerami. miało to być ustalenie wspólnego frontu działań. To był jego pomysł . O umówionej godzinie stawili się zaproszeni tylko "głównodowodzącego" zabrakło. Zjawił się po kilku godzinach. Był na rybach. Zapomniał o spotkaniu. Nikt więcej z tych ludzi nie odważył się z nim umówić nawet na kawę.
- powrót z meczu. Na mecz wybrał się w czasie trwania imprezy imieninowej. Były to moje imieniny. Ok. rozumiałam, że kibic z niego zagorzały. Umówił się z synem pod stadionem o godz. 22. Ponieważ tknęło mnie przeczucie i goście już wyszli pojechałam razem z synem. Pod stadionem nie było żywego ducha. Zajrzeliśmy na stadion. Nikogo tam śpiącego czy omdlałego nie było. I znowu przeczucie kazało mi zajrzeć do pobliskiego klubu nocnego. A i owszem. Był, z 2 kolegami i panienkami klubowymi. Kolega próbował mnie przekonać, że kompan nie powinien go opuszczać ponieważ piją imieninową wódkę ( imieniny kolegi). Spytałam męża tylko raz, wychodzisz sam czy ci pomóc.
- imieniny. Tym razem jego uroczystość. Zaprosił gości. Wszystko na stole własnej roboty przygotowane oczywiście przeze mnie. Mięsiwa, danie na ciepło, sałatki, sosy, ciasta i goście, kwiaty, prezenty. Tylko ciągle solenizanta było brak. Komórki nie odbierał. Przeczuwałam, że nie zjawi się. Przeczucia mnie nie myliły. Jego gości bawiłam sama.
W ciągu roku skompletowałam prezenty na przyszłą jego imprezę urodzinową : młotek ( zabawka) wydający przy uderzeniu przeróżne dźwięki. młotek miał służyć do wybijania głupich pomysłów. Urzekła mnie też świeczka. W ceramiczną świnkę wlany był wosk z knotem. Taka śliczna świnka-świeczka. Znaczenia tego prezentu nie muszę chyba tłumaczyć
. W dniu jego urodzin zadzwoniłam do agencji towarzyskiej. Przyjęto moje zamówienie. Młotek i świnka czekały na pozostałą część prezentu - panienkę. Niestety panienka nie pojawiła się. Zapewne przestraszono się, że zamówienie składała kobieta.
O młotku i śwince zapomniałam do dzisiaj......kurcze mogłam dać mu na odchodne. Wiem ! przy podziale majątku będzie okazja do wręczenia mu tego ![]()
9 163 2012-03-05 23:03:38
Chcę się z Wami podzielić refleksją i wspomnieniem.
Dziś moja dorosła córka ma imieniny. Poprosiła mnie,żeby jej koleżanka u nas przenocowała. Bez namysłu odpowiedziałam ok.
Tak...ale gdyby on tu był nie zgodziłabym się... Bo ona ma 19 lat,jest śliczna,świeża .. .zupełnie w jego typie...
Kiedy byłam w szpitalu w tym roku,a córka napisała do mnie sms z podobną prośba,tyle,że nie koleżanka,a siostra z synkiem, jej chłopaka miała spać u nas,powiedziałam ok...Tylko nie hałasujcie,bo on musi sie wyspać do pracy...
Rano,jak opowiadała mi córka,pózniej jak się wszystko wydało,on przechodząc przez pokój,gdzie spała ta dziewczyna, zatrzymał się i patrzył na nią jak śpi...
Po kilku tygodniach,córka przeczytała w jej komórce sms od niego...
To był szok. Dziewczyna ma męza i małego synka no i 22 lata. Młoda, śliczna.
Ale ja go zmierzyłam swoją miarą...do głowy by mi nie przyszło,że on mógłby na nią spojrzeć w ten sposób.Zupełnie zapomniałam,że na początku związku zdradził mnie z 19-latka...
Oczywiście zaklinał się do końca. Przysięgał nawet na swoją upośledzoną córkę,notabene mającą lat 22,że to nie od niego,że to nieprawda!
Moja córka,jej chłopak...jak my się mieliśmy z tym czuc? Chłopak mojej córki płakał mi w ramionach,że to przez niego,bo gdyby on nie był z moją córką to nigdy by się tak nie stało! Oczywiście wyprowadziłam go z błędu.
A mój syn,lat 22 na to powiedział mi tak. Mamo,ja wyczułem, że ona jest łatwa. Łasiła się do mnie...ale ja sobie pomyślałem,ech dla chwili przyjemności burzyć spokój tego małego i nieświadomego jej synka,który spał obok w pokoju?
Kiedy pytałam jego co go skłoniło do napisania do niej powiedział,że kręciło go,że była łatwa...
Mam jej zdjęcia,które robili z córką i jej chłopakiem,kiedyś tam. Zostawię je sobie na pamiątkę-w razie jak będę miała nawrót.
Kurczę emocje jeszcze mną rządzą, kiedy to pisze.
9 164 2012-03-05 23:08:00
Emocje rządzą Tobą dzisiaj, gdy to piszesz. A wcześniej, coś z nimi zrobiłaś, czy upchnęłaś je w odległym kąciku?
9 165 2012-03-05 23:52:44
Wtedy zachowałam się jak typowa kobieta współuzależniona.
Wyrzuciłam go,po 2 miesiącach przyjęłam i dopingowałam w terapii.
Kiedy,nie zauważyłam zmian,które deklarował zaczęłam być agresywna,docinać,kontrolować. Dostałam obsesji. Płakałam.żebrałam o uczucia,manipulowałam.On mówił,że ciągle mam rogala na ustach...że ma problem z bliskością...Mnie nie było...
Ale wiesz Wielokropku? Dobrze,że pozwoliłam mu wrócić. Przynajmniej jego zachowanie obdarło mnie z chorych nadziei.