Ale ja niczego nie zwalam na trudne dzieciństwo....bo tak go nie postrzegam.
Wręcz przeciwnie - dzieciństwo wspominam naprawdę wspaniale.
Tylko teraz, z perspektywy czasu widzę, że takie niepozorne zachowania moich rodziców, jak np. wieczne niezadowolenie z ocen, brak paska na świadectwie, ciągłe wychwalanie wszystkich dzieciaków na około i pokazywanie jakie one są lepsze itp. mają wpływ na to, jak postrzegam siebie teraz.
Miałam przyjemność być u psychologa z moim chłopakiem, ponieważ mnie prosił o to, bo mieliśmy problemy....niby specjalista, ale naprawdę, przemowy i porady starszego pana po 60-tce jakoś tak mijały się z celem i w ogóle z życiem.
Wiedziałam wtedy, że żadne gadanie psychologa nie pomoże, jeśli on sam nie będzie chciał nic zmienić.
Wielokropek, nic nie szkodzi. Po prostu wyraziłam swoja osobistą opinię, że jako 27-letnia osoba już ukształtowana w pewien sposób ciężko będzie mi cokolwiek zmienić. Tym bardziej że nadal mieszkam z rodzicami, pracę mam bo mam, nic specjalnego, ćwierć etatu, płaca marna, więc z domu rodzinnego raczej się nie ruszę.
Wiem, ze jestem znerwicowana przez matkę i jej ciągle narzekanie na wszystko dookoła, sama łapie się na tym że zrzędzę.
Musiałabym się odizolować od rodziców, wyprowadzić, żeby sama poukładać sobie siebie.
Mogłabym tez swego czasu liczyć na pomoc chłopaka, którego niestety już nie mam 
Ok, czytam to co zdanie, które tak Cie rozzłościło - rzeczywiście, mogło mieć negatywny wydźwięk.
Ja bardzo chce i staram się nie być taka jak moja matka, ale jak ona mnie wkręci w te nasze spory, to tracę panowanie nad sobą.
I niestety przenosiłam to pewnie też na związek
Czasem łapałam się na tym i próbowałam to zmienić, ale w emocjach człowiek zapomina o wszystkim,