Tarantellko Jesteś moim psychologiem i masz mnie w paluszku:*
8 841 2012-02-15 22:56:54
Podobne tematy
8 842 2012-02-15 23:13:42 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-15 23:19:05)
Zabaweczko........też bym przeczytała tego cholernego smsa.....
Lukrecjo-tak jak pisze "nasz wspólny"
psycholog Tarantella dałaś sobie "w żyłę" nie spodziewając się nawet tego. Ze mną podejrzewam byłoby tak samo. Jasne, że wcale tego nie pochwalam, ale ileż dałoby mi to znów do myślenia, ile emocji i dzielenia włosa na czworo, mimo wszystko....ehhh. Nawet jak czytałam ten Twój dialog telefoniczny Lukrecjo-to sama się wczułam....
Tarantello-piszesz o nas (i tu i na blogu) z dokładnością, z precyzją maksymalną. Nazywasz wszystko tak dokładnie, że lepiej już się nie da. Ile ja z tego czerpię dla siebie. Dziękuję...
Samoświadomość, macie świętą rację kobietki, świętą rację..........
Mój mąż w zasadzie, gdy nie byliśmy ze sobą przez ponad rok robił dokładnie tak samo. Jak tylko widział, że ja odpuszczam, że już nie mam sił, że przestaję się przed nim płaszczyć to zaraz był pocisk w postaci smsa: ładnie dziś wyglądasz (bo widział mnie jak przyjechał po dziecko), albo zawsze będę Cię kochał albo dlaczego tak musiało się stać.......Dokładnie to pamiętam. Dokładnie też pamiętam, że zaczął włazić z powrotem w moje życie, gdy tylko poczuł, że może ktoś inny zająć jego miejsce......Matko, jakie to żałosne a zarazem perfidne......
8 843 2012-02-15 23:45:33
dziewczyny - cieszę się, że mogę tu być i czytać wasze historie, chociaż życzę wam zdrowej miłości, to czytam i krzyczę- u mnie też!, przecież on robi tak samo....
Też mój niemieszkający jeszczemąż przyszedł w walentynki do nas (chociaż to nie jego dzień wizyt) przynieść córce pilota do DVD (chociaż na następny dzień odprowadza ją do szkoły). na szczęście nie było mnie w domu - był mój tata... i też sobie zadaję pytanie- po co przylazł???
i sama sobie odpowiadam- żeby zburzyć mój spokój...
i niestety udało mu się - wspomnienia wracają, łzy lecą...
sił już brak...
8 844 2012-02-15 23:50:21
Witaj Klopsik.....wiem jak to jest, oj wiem......Ale nie martw się, jutro będzie lepiej (zawsze mam taką cichą nadzieję) ![]()
8 845 2012-02-16 00:04:17
Faworytko kochana
Nie nadinterpretowałam Cię. I nigdzie nie wyczytałam że mówisz żebym go przeczytała.
Tylko uzmysłowiłam sobie że jeden SMS nie może mieć tak wielkiego znaczenia.
Dopiero było by to chore gdyby miał tak wielkie znaczenie.
Przeczytałam go i jest mi swietnie z tym. Nawiasem mówiąc facet był żałosny.
MUSIAŁAM się o tym przekonać.
Piosenki nie wyślę. Spoko.
Lukrecjo " mój" tez dziś dzwonił. Ale ja nie odbieram. Nie chce mi się z nim gadać. W moim przypadku to by nic nie zmieniło.
8 846 2012-02-16 00:05:23
no musi być lepiej. przecież się nie poddamy:)
Walczymy o siebie, szacunek, godność
Po tym co zrobił mój mąż czułam jakby zabrał mi szacunek, godność, chęć do życia...
Ale powoli wyszarpuję mu to z powrotem. Niech karmi się inną duszą.
8 847 2012-02-16 00:12:48
Witaj Klopsik.....wiem jak to jest, oj wiem......Ale nie martw się, jutro będzie lepiej (zawsze mam taką cichą nadzieję)
A najfajniejsze jest, że to, kiedy nastąpi JUTRO zależy wyłącznie od nas.
8 848 2012-02-16 00:20:42
A najfajniejsze jest, że to, kiedy nastąpi JUTRO zależy wyłącznie od nas.
Bajki opowiadasz. ![]()
8 849 2012-02-16 00:37:21
Kochane
życzę Wam sił i zaparcia. Ja wracam na 150-tą stronę utwierdzać się w słuszności mej decyzji. Bardzo się cieszę że napisałam, zapytałam, zrobiłam swoje. Chyba nie darowała bym sobie gdybym skasowała tego SMS-a. Bo wiem że zrobiła bym to ze strachu. Bo bałam się okrutnie. A tak sprawa jasna. Wyleczona. Jeszcze tylko rehabilitacja i sanatorium.
Taki mam tok myślenia.
Jeszcze marzy mi się że usiadę z panem ex w przyjemnej kawiarence twarzą w twarz, przy winku, kawce lub czym tam bądź innym i podziekujemy sobie za wspólnie przeżyte miłe chwile, przeprosimy się za wszystko inne, bo był to rok niesamowity, taki haj że nie przeżyłam tego nigdy i już nie powtórzę.
Zapytacie zapewne po co Ci to głupia kobieto ?.
A po to żeby właśnie nie trząść się przy każdym dwonku telefonu, czy piknięciu SMS-a. Bo to że nam nie wyszło nie znaczy że mamy się nienawidzieć, przyjaciółmi nie będziemy to wiem, nie po takich relacjach.
Ale długa droga przedemną. On tego nie chce przyjąć do wiadomośc, a ja byłam do dziś za miękka. Co będzie jutro nie wiem. Zobaczę.
Pozdrawiam serdecznie.
Małe netkobietki słuchajcie Dużych netkobietek. To mądrość w czystej postaci. Jestem tego dowodem. Nie wyszła bym z tego nigdy. A więc uciekam na 150 stronkę.
8 850 2012-02-16 00:49:57
Tarantella napisał/a:A najfajniejsze jest, że to, kiedy nastąpi JUTRO zależy wyłącznie od nas.
Bajki opowiadasz.
Aaaa. Tak se poetycko pojechałam ![]()
8 851 2012-02-16 10:47:10 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-16 10:50:16)
Zaczęłam wczoraj czytać "Rozstanie, pierwszy dzień Twojego lepszego życia". Chociaż słowo zaczęłam nie jest tu odpowiednie- wchłonęłam połowę i gdyby mi głowa nie opadała dotarłabym do końca:) Książkę już mogę polecić- jest krotka, zabawna, optymistyczna i kondensuje najważniejsze informacje o Wielkim Rozstaniu z perspektywy osoby cierpiącej. Zasady: zero kontaktu, formowanie sobie grupy wsparcia, unikanie pytań dlaczego??...itd.
Zastanawiałam się wczoraj, dlaczego tak mi źle, mimo że wiem, jak bardzo mnie zranił ten człowiek i jakim Panem Dupkiem się okazał?
Moim jednym z ukrytych lęków było to, że on teraz się zmieni, zmieni na lepsze. Że znikną jego wady, że inna kobieta dostanie to, co ja wypracowałam w nim i to, czego ja nigdy nie dostałam. A prawda jest taka, że on nagle nie stanie się cudem natury, ciepłym i kochającym mężem, nie zmieni go żadna kobieta, bo on dokładnie taką drogę wybrał, chce życia lekkiego, bez zobowiązań. Nie muszę się wczepiać ani w moje marzenie przeszłe o nim, ani w lęk, że on nareszcie stanie się tym marzeniem beze mnie. Rozstanie nie zrobi z zimnego drania kochanego misia. On taki jest, czy ze mną, czy beze mnie.
8 852 2012-02-16 10:59:27 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-16 11:14:40)
l_ukrecja napisał/a:A więc zaczyna się...
Pewnie myślałam odpisać,oddzwonić...ALE NIE!
(...)
Przyznam szczerze,że boję się jego ataków...
Ale nie poddam się.
(...)
Pewnie,ze myślę o tym co się dzieje i czuję się troszkę niepewnie,ale zaraz sobie tłumaczę-a zapomniałaś jak bardzo byłaś samotna będąc z nim? Jak czekałaś na kolejne razy? Jaką miałaś obsesję?
PAMIĘTAM....
Wiec postaw na siebie i bądź sobie najlepszym przyjacielem,który Cię nie zawiedzie. I nie bój się,teraz już masz z górki-gorzej nie będzie-kocham Cie Asiu...I znów z dumą czytałam. Aśka, to od takich drobnych kroczków się zaczyna zwycięstwo nad toksyną ciągle buszującą w żyłach.
Więc jednak wybrał wariant obsesorski. Teraz wiesz na czym stoisz.
Nie ma się co oszukiwać - kręci Cię to, dostałaś po tym jego "ataku" powera (działka w żyłę wjechała). Nie ma się czego wstydzić - normalka. Najważniejsze to wiedzieć, że to TAK działa i nie poddawać się magicznemu myśleniu.
Jak czytałam to, co napisałaś to po raz enty z przerażeniem skonstatowałam, że oni działają wg jakiegoś morderczego szablonu. Ja miałam obsesorskie jazdy w odstępach 2-3 tygodniowych. Z dokładnym wyczuciem momentu, kiedy moja odporność psychiczna na samotność i walkę z tęsknotą spadała. Jakby swoim gadzim móżdżkiem wyczuwali, kiedy jest TEN moment na atak. Nie można też odrzucić wariantu, że oni również swoje doły mają (bo to poniekąd też jest gatunek ludzki ) i one się pokrywają z naszymi
Nie zmienia to jednak faktu, że (jak napisała Faworytka) najważniejszy jest element samoświadomości. Jeśli uświadomisz sobie, że każdy kontakt z nim powoduje dramatyczne naruszenie twojego wątlutkiego pancerzyka a będziesz miała autentyczną wolę hodowania go nadal, to nie pozwolisz mu na niweczenie tej roboty.
Na przyszłość możesz pogłębić samoświadomość swoich kroków i np. natychmiast, jak usłyszysz pierwsze jego słowa w słuchawce (z podstępnego numeru) - rozłączyć się. I kawałek pancerzyka uratowany
Dziewczyny z takimi umiejętnościami i samokontrolą żadna słabośc i żaden nałog nam niestraszny.
Oglądałam ostatnio o narkomanach, oni są ślepi, Wy nie jesteście.
Tak sobie czytam po czasie, bo znów subskrypcja nawaliła, a ja jakbym nie wiedziała, że to się zdarza wczoraj nie zajrzałam.
W związku, którego już nie ma było nudno. On pił, nic ciekawego nie można było wspólnie z nim robić. Rzecz najbardziej ambitna to wyjście do rodziny i siedzenie w miejscu. Męczył mnie strasznie ten związek. Bałam się to skończyć, nie wiedziałam co będzie z dzieckiem, z kasą. Ale udało się.
Czy dobrze, że teraz nie jestem sama? Zastanawiam się nad tym.
Nieraz znów przychodzi wkurzenie. Bo poprosze o coś, żeby śmieci wynieśc to okoniem staje. Nie zalezy mu na rzeczach materialnych, nie ważne czy jego czy nie. Kapnął tłuszczem na książkę-trudno. Pies wszystkie guziki poobgryzał z pościeli-trudno. A mnie to wkurza, bo nie lubię spać bez poszewki i mieć 5-ciu worków śmieci w domu. A przeziębiłam się troche i to widać w nosie niektórzy mają, ale kiedy on są chorzy...
Ale nudno nie jest.
Chociaż czasem są pretensje i obwinianie mnie o wszystko niby to w żartach. A ja mam taką dziwną na te uwagi odporność, choć czasem mnie wkurzą, ale nie daję poznać. Tym samym się odpłacam, czyli wyimaginowanymi tekstami z kosmosu. Czy to ma sens?
Raz dobrze jest, raz nerwy są. Kiedy wychodzi na wierzch brak edukacji i przystosowania do życia w warunkach domowych. A w tym są braki.
Zawsze natomiast mnie dziwiło, że ludzie, którzy nie mają wiele nie szanują nawet tego niewiele. Ja mam niektóre rzeczy po kilka a nawet kilkanaście lat. Moje dziecko miało sanki, które ja miałam jako niemowle jeszcze i wszystko byłoby w porządku gdyby nie ukradli ich z piwnicy. Nie wiem czy dbanie o te rzeczy to jakieś wpojone wartości czy po prostu to facet.
Ale mam doświadczenia z innym facetem, który bardziej szanował niektóre rzeczy. A ja nie chciałabym, nie chcę i nie pozwolę, żeby moje dziecko odbierało jakieś zaburzone wzorce. Bo one są zaburzone. Pytanie tylko czy tym pieprznąć. Nie dam się już zrobić służącą, skarpetek nie pozbieram i w szafie nie poukładam. Wymagam uprzątnięcia po sobie, a i z tym jest problem. Im bardziej zauważę tym większym okoniem staje. Jak poproszę i wyjdę działa, co ciekawe.
Może czasem warto odpuścić.
8 853 2012-02-16 11:02:45
Faworytko kochana
Nie nadinterpretowałam Cię. I nigdzie nie wyczytałam że mówisz żebym go przeczytała.
Tylko uzmysłowiłam sobie że jeden SMS nie może mieć tak wielkiego znaczenia.
Dopiero było by to chore gdyby miał tak wielkie znaczenie.
Przeczytałam go i jest mi swietnie z tym. Nawiasem mówiąc facet był żałosny.
MUSIAŁAM się o tym przekonać.
Piosenki nie wyślę. Spoko.
Lukrecjo " mój" tez dziś dzwonił. Ale ja nie odbieram. Nie chce mi się z nim gadać. W moim przypadku to by nic nie zmieniło.
Zawsze można odebrac i powiedzieć : "Nie dzwoń do mnie więcej" i rozłączyć się
Ale to zalezy od sytuacji i odczuć osobistych.
8 854 2012-02-16 11:27:37
Dziewczyny powiedzcie jak to jest. Czy to całe KKZB ma jakiś związek z poczuciem własnej wartości. Bo to jest jakoś powiązane, że dajemy sobie zrobić wszystko kiedy nie czujemy sie pewnie, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy gorsze. Ale widzę tutaj tyle kobiet, które sa ustawione w sensie zawodowym, mają ładny ciuch, etc. Tyle tylko, że depresja np. to nie tylko choroba ludzi niżej sytuowanych. Jakie to wszystko pokręcone.
8 855 2012-02-16 12:12:09 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-16 12:30:24)
Hm... niewątpliwie nasz syndrom wypływa bezpośrednio z nadszarpanego poczucia własnej wartości, braku miłości bezwarunkowej w dzieciństwie, braku asertywności. To jest nasza działka do przerobienia. Zawsze, w każdej relacji to do nas wróci, wypłynie.
Czytałam wczoraj watek "Dlaczego zdradzani są głupi". kobiety pisały o swoich lękach. Dlaczego trzymają się tego akurat faceta, pomimo tego wszystkiego, co zrobił. Odpowiadały, że są za grube, za stare, nie mają pieniędzy itp. gdyby tylko schudły, to...
I to wszystko to razem wzięte to jeden wielki bulshit.
Jestem młoda, bardzo ładna, zgrabna, wykształcona, mam dobrą pracę, zarabiałam więcej od mojego jeszczemęża i co?? Też sobie dałam. (A kochanka starsza i brzydsza, wcale nie muszą do młodszych odchodzić)
Ja sobie wymyśliłam inna wadę: jestem nudna i nawet długo w nią wierzyłam.
Na szczęście byli koło mnie ludzie, którym na mnie zależało, patrzyli i nie dowierzali, że mam tak niską samoocenę!
Bo tu o poczucie własnej wartości chodzi.
Nieważne, czy mamy krzywe zęby, grube nogi, czy mały biust!
Nie musimy być idealne, by nas kochano!
Zasługujemy na miłość z definicji, nie za coś, nie za bycie seksbombą w sypialni, Nigellą w kuchni, Antheą Turner w sprzątaniu i Super Nianią dla dzieci...
Mamy być kochaną za to, że jesteśmy i za to, jakie jesteśmy.
I dopóki my same tego sobie nie wpoimy i nie będziemy egzekwować, to będziemy tak nadskakiwać rodzicom/księciuniowi/dzieciom i będziemy czekać, aż oni się odwdzięczą, docenią. A nie docenią, bo przecież my same na ochotnika tyle dajemy, nikt nas nie prosił. Dajemy bez wzajemności, bezwarunkowo. A jeszcze raz powtarzam za moją psycholog, że miłość partnerska bezwarunkową nie jest. Dajemy a potem wpadamy w depresję, w zgorzknienie i lądujemy apatyczne bez chęci do życia na takim forum pytając dlaczego on nie docenił? Bo dawałyśmy nie biorąc. Bo nie miałyśmy poczucia własnej wartości, nie miałyśmy potrzeb, marzeń, których spełnienie się domagałyśmy. On miał tylko być.
Z listu do jednej z forumowiczek:
"I to jest ta nasza część do przepracowania, jak już psychofag zpsychofagowany, zbadany, nazwany, przeanalizowany wzdłuż, w szerz i w poprzek dochodzimy do brudniejszej części roboty- mi od początku dzwoni z tyłu głowy, że gdzieś i ja w tym związku się pojawiałam:)
1) etap pt. rób mi za lustro- "i zakochała się w tym odbiciu samej siebie, które zobaczyła w jego okularach" i vice versa. Takie dwa ideały, nareszcie się spotkały i teraz to już będą sobie tak z dzióbków miodek spijać na wieki wieków, amen.
Niestety zamiast happy endu, ktoś tu musi się okazać słabszym ogniwem- wielbiącym, a nie wielbionym. Taka karma, inaczej by nie funkcjonowała- dwóch aktorów, bez publiczności, księżniczka i książę, bez dworu? Oj, to nie ta bajka...
2) etap 2- my schodzimy do roli klakierów, oby tylko dalej ten zachwyt w ich oczach widzieć. Tyle, że już nie jesteśmy księżniczkami, został plebs, żebrzący o resztki uwagi, o czas. A tu już nie ma dla księcia równego jemu zawodnika, on wysoko głowę nosi, a my mu jak ten błazen gdzieś się plątamy pod nogami w zamian za jeden uśmiech księciunia. I podskakujemy przed nim, komplemencik, żarcik, frustracja, bo już czujemy ten zimny pot na plecach, znamy sankcję: jak kięciunia nie rozbawimy, czeka nas ścięcie. To walka o życie z uśmiechem na twarzy.
3) egzekucja- i nawet z boku, to się, jak widzę, niektóre kkzb, nie dziwią, bo przecież co on innego mógł zrobić z tą powłoką zawalającą mu drogę, z tą za grubą, za mało idealną. Ja na szczęście tego etapu nie zaliczyłam."
Same sobie to homonto zakładamy. Gdy przestaniemy strzelać do własnej bramki, skończą się wszelkie toksyczne relacje z nami w rolach głównych.
8 856 2012-02-16 14:07:33 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-16 14:11:16)
No widzisz. I ja sie o te swoją jedną z potrzeb upominam i i tak nie odstaję, bo przeciez nie ma problemu, już o tym pisałyśmy, egoista. Nie będe sie poniżać, kto inny by dawał i dawał. Bo jedni dają to inni tamto.
Masz rację. Dobrze to ubrałaś w słowa, ja chyba tak opisywac tego co mam w głowie nie potrafię. Oj na pewno.
Ale jak mi facet mówi, że sexu nie potrzebuje bo nie to jest najważniejsze to nie wierzę, że to jest szczera prawda. Albo kłamie (może nawet jest gejem, ale sie nie przyzna, bo na gram szczerości go nie stać), albo jest chory (w sensie nie działa mu jakby trzeba było). A ja mam czekać, prosić? A ja mam dość. Pójdę i sobie wezmę gdzie indziej może. To jest upokarzające.
Zacznę niedługo wierzyć, że nie je tylko żyje energią, która go otacza, skoro nic mu nie potrzeba.
Ja byłabym szczera, powiedziałabm co jest. On twierdzi, że sam nie wie. To jest niby osobiste, ale krzyczeć mi się chce. Krzyczeć. Bo czuję się niechciana i pusta, nieatrakcyjna jak tak do mnie gada.
Ale wiem, że w innym przypadku nie byłóby z tym problemu.
Kiedyś był inny problem z tymi sprawami, nadmiar był i przychodzenie o 6 rano, budzenie mnie. I to było obrzydliwe po prostu, takie jakby poza mną. Ja śpię, a tam... To paskudne, nie chcę do tego wracać.
A tu... To jest nienormalne.
Dawniej nie chciałam o tym pisać, bo mi głupio było. Bo zawsze jest ryzyko, że to się otrze o niepowołane oczy. Ale mam to gdzieś, mam to w nosie. Nic mnie to nie obchodzi.
8 857 2012-02-16 15:03:10 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-16 15:12:44)
Tak dziewczyny. Poczucie własne wartości zatracone całkowicie. Niby wykształcenie, co miesięczny dochód, szacunek innych, własna chata jest, ale poczucia własnej wartości przez drania nie mam wcale. Emocje tak skrajne, że aż sama chwytam się za głowę pytając: co się z Tobą stało?
I wiecie, co wczoraj zrobiłam? Przeprosilam gada, sama nie wiem za co. Chyba za to, że wyzywałam go za przyjście o 3 nad ranem i po to, żeby mieć spokój, żebym sama przed sobą miała czyste sumienie. I wiecie co, zaczął się coś tam odzywać,ale traktuje mnie jak powietrze, śpi w innym pokoju nawet pod kocem i wychodząc ma wszystko w d....jak zwykle, bo wie , że mnie tym utruje. Co za skubaniec jeden??!!! Zabiera auto i nie pyta czy gdzieś jadę, czy auto mi potrzebne czy co?! Teraz też wyjechał, bez słowa. A ja nie wiem jak postępować? Czekam tylko kiedy znów powie, że nie pasujemy do siebie, że trzeba coś z tym zrobić......Zaczęłam sprzątać pokój córki, żeby nie myśleć, ale nie wiem co robić? Olać to co robi? Odzywać się? Mówić dokąd wychodzę, czy jak, bo naprawdę nie wiem dziewczyny??!!!!!!
8 858 2012-02-16 15:10:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-16 15:11:31)
Liwio,
wybacz, kubeł zimnej wody, czyli małe sprostowanie.
Poczucia własnej wartości nie masz przez... SIEBIE.
Samodzielnie oddawałaś kawałek po kawałku.
Dobrowolnie.
Nikt Ciebie nie zmuszał.
Mogłaś nie oddawać.
Ale wybrałaś.
TY.
Póki nie weźmiesz, a nie bierzesz, odpowiedzialności za własne decyzje, póty będziesz tkwić w bajorku. Żeby było tragiczniej, nawet gdy nie bierzesz tejże odpowiedzialności i tak jesteś odpowiedzialną. Ot, taki paradoks.
8 859 2012-02-16 15:12:01
I wiecie, co wczoraj zrobiłam? Przeprosilam gada, sama nie wiem za co.
Ja się potnę!
8 860 2012-02-16 15:14:21
Jeszcze coś wyżej dopisałam!!
![]()
Chyba też się potnę, bo większej tępoty od siebie nie widziałam jak żyję, cóż za ciężki kaliber....
8 861 2012-02-16 15:14:40
Tarantello,
Liwia wybrała. Już dawno.
8 862 2012-02-16 15:17:38
(...)nie wiem co robić? Olać to co robi? Odzywać się? Mówić dokąd wychodzę, czy jak, bo naprawdę nie wiem dziewczyny??!!!!!!
Pytasz, więc odpowiadam.
Idź na terapię. Własną. ![]()
8 863 2012-02-16 15:26:10
Idź na terapię. Własną.
Tak. wiem. Ale jak postąpić w obecnej sytuacji do momentu spotkania z psychologiem??
8 864 2012-02-16 15:31:51
Tak. wiem. Ale jak postąpić w obecnej sytuacji do momentu spotkania z psychologiem??
Udam, że wierzę w Twój brak wiedzy.
Co masz zrobić?
- uwierzyć, że potrafisz stać na własnych nogach
- zaprzestać wieszania się na mężu, czekania na jego powroty, martwienia się o to, w jakim wróci stanie, lamentowania
- zająć się sobą i swoimi sprawami
8 865 2012-02-16 15:37:03
To chciałam przeczytać!
8 866 2012-02-16 15:40:16
To chciałam przeczytać!
Przecież to wiedziałaś p r z e d zadaniem pytania.
Czemu je zatem zadałaś?
8 867 2012-02-16 15:41:03
Zastanawiałam się wczoraj, dlaczego tak mi źle, mimo że wiem, jak bardzo mnie zranił ten człowiek i jakim Panem Dupkiem się okazał?
Moim jednym z ukrytych lęków było to, że on teraz się zmieni, zmieni na lepsze. Że znikną jego wady, że inna kobieta dostanie to, co ja wypracowałam w nim i to, czego ja nigdy nie dostałam.
Ależ OCZYWIŚCIE, że sie zmieni! GWARANTUJĘ CI TO. Gwarancja 100%-owa. Będzie chodzącą troskliwością, przestanie bezczelnie kłamać, zwalczy w sobie hedonistyczne zapędy ... nie chce mi sie dalej wyliczać. Jednym słowem stanie sie owym panem-idealnym. Mogę się z Tobą nawet założyć. I mogę się założyć nawet na jak długo. Trwałość jego cudownej odmiany będzie zależeć tylko od asertywności kolejnej pacjentki. Będzie panem-cudownie-odmienionym pół roku, rok, a może trzy miesiące. Jednym słowem tyle, ile będzie niezbędna do ugotowania kolejnej żaby, miła moja. Jak se juz ją podgotuje i wsadzi do słoja z formaliną, wtedy wróci do naturalnej postaci. Bo ileż można trwać w tej nienaturalnej?
A ile potrzebował, żeby ugotować Ciebie. Mojemu to zajęło pół roku. Potem zaczął sie powolny proces powrotu do postaci właściwej. I tak cztery lata przetrwałam na wizji owej początkowej - całkowicie zafałszowanej. Życzmy kolejnym pacjentkom powodzenia i zyjmy własnym życiem ![]()
8 868 2012-02-16 15:42:48 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-16 15:43:41)
Zasługujemy na miłość z definicji, nie za coś, nie za bycie seksbombą w sypialni, Nigellą w kuchni, Antheą Turner w sprzątaniu i Super Nianią dla dzieci...
A to ciupasem leci do bloga ![]()
[Cholera, znów post pod postem. Mam kłopot z dyscypliną i subordynacją.]
8 869 2012-02-16 15:51:58
Liwia napisał/a:To chciałam przeczytać!
Przecież to wiedziałaś p r z e d zadaniem pytania.
Czemu je zatem zadałaś?
Bo moja samoocena jest kiepska i zatracam się w tym co robię, a więc szukam potwierdzenia.
8 870 2012-02-16 15:52:02
Trwałość jego cudownej odmiany będzie zależeć tylko od asertywności kolejnej pacjentki. Będzie panem-cudownie-odmienionym pół roku, rok, a może trzy miesiące. Jednym słowem tyle, ile będzie niezbędna do ugotowania kolejnej żaby, miła moja. Jak se już ją podgotuje i wsadzi do słoja z formaliną, wtedy wróci do naturalnej postaci. Bo ileż można trwać w tej nienaturalnej?
A ile potrzebował, żeby ugotować Ciebie.
Po pierwsze, nie tnij się, bo Cię znajdę i zwiążę:)
A tak na serio, to moja mądra głowa wie to wszystko, tylko czasem się przegrzewa od nadmiaru nowego oprogramowania, cały system postawiony na nowo w kilka miesięcy- musi się robić małe zwarcie, albo zawieszenie. Ale za takim Windowsem, to teraz może być tylko lepiej. A jaka grupa wsparcia...same psycholożki:)
jak już się zakocham, bo kiedyś się zakocham jak nic, to będę Was męczyć opisami, aż mi powiedzie, czy mam wiać, czy nie wiać:)
Kurcze, mnie ugotował w miesiąc, ale gębę gada odsłaniał krótko i rzadko, a na koniec to taki se autoportret wymalował, że nie zwątpiłam, że on tym padalcem, to od zawsze był.
8 871 2012-02-16 15:54:52
Bo moja samoocena jest kiepska i zatracam się w tym co robię, a więc szukam potwierdzenia.
I próbujesz zasłużyć na miłość, gdy mimo starań jej nie dostajesz, albo nie w takiej formie, jaką byś chciała, twoje poczucie wartości spada jeszcze bardziej, a wzrasta poczucie winy, że coś zrobiłaś nie tak, albo, że z tobą coś nie tak, bo nie dostałaś tego, czego pragniesz.
8 872 2012-02-16 16:00:56 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-16 16:01:37)
Zaczęłam sprzątać pokój córki, żeby nie myśleć, ale nie wiem co robić? Olać to co robi? Odzywać się? Mówić dokąd wychodzę, czy jak, bo naprawdę nie wiem dziewczyny??!!!!!!
OK. To ja Ci powiem. Zaprzestać tych polsko-chińskich rozmówek, tych fochów - Twoich i jego, tego memłania tematu, tłumaczenia, zastanawiania się, analizowania jego postępowania, Twojego czekania i jego olewania, ustalania zasad i łamania ich. Spakować się, wyprowadzić (albo jego spakować i wyprowadzić), odciąć sie i zacząć leczyć. Akurat on w tym procesie nie jest potrzebny DO NICZEGO.
Tak sobie gadam ale i tak wiem, co zrobisz ... chyba że mnie zaskoczysz (a głównie samą siebie i jego). I tylko nie mów mi tu, że to wszystko nie jest takie proste, bo na tym wątku słyszałyśmy to już 1159 razy. Czcza wymówka - dzieci, kredyty, rodzina, kościół, wspólny żółwik, chora na serce teściowa, bla, bla, bla.
Ja sama siebie zaskoczyłam 7 marca 2011 roku po powrocie z pracy. Do dziś nie wiem, jak mi się udało wyartykułować te słowa - Musisz sie wyprowadzić.
Opisałam to i wszystko, co sie działo później w poście z 2011-03-07 19:22:21 i kolejnych.
Do dziś całuję sie po rękach codziennie rano i klaszczę piętami w tyłek z dumy.
Polecam ale nie nakłaniam. Bo to była moja ściana i mój wybór.
8 873 2012-02-16 16:25:45
Boszeeee kobietki.
Wiecie , że ja przecież już raz gada się pozbyłam na prawie 1,5 roku. 25.o6.2009 roku w godzinach wieczornych nabrałam tyle złości, że wywaliłam go w domu, ale się ugięłam i widzicie co się ze mną dzieje. Mogłam wtedy dostać ten cholerny rozwód i byłoby po ptakach!
8 874 2012-02-16 16:31:50
PSYCHOFAGOWY ALARM, CZYLI KIEDY BRAĆ NOGI ZA PAS:
1. Bij na alarm, gdy partner robi rzeczy, o których wstyd ci powiedzieć znajomym, rodzicom,
2. Bij na alarm, gdy mężczyzna twierdzi, że gdy Cie zobaczył gwiazdy zgasły, anioły zstąpiły nieba, a ziemia się rozstąpiła?
3. Wiej, gdy partner Cię zdradzi ,
(każdemu wg gustu, ja przyjęłam zasadę, że jak zrobił to raz, z nieznajomą, bardzo żałował, to można wybaczyć. Za 7 lat zdradził mnie po całości, emocjonalnie i z rozwodem, zero skrupułów, więc kto chce, niech wybacza, u mnie koniec, nogi za pas i w las)
4. Gdy zaczynasz mieć mało energii, chodzisz smutna, nie masz na nic ochoty,
5. Bij na alarm, gdy w domu jesteś jego królową, a wśród ludzi czujesz się jak powietrze,
6. Bij na alarm, gdy opowiadasz innym zbyt często, jaki to on jest cudowny, jaka przeszczęśliwa jesteś? pamiętaj, że kobiety w zdrowym nie wpadają w euforię, gdy partner jest dobry, w zdrowym związku jest to normą,
7. Bij na alarm, gdy wciąż go tłumaczysz, gdy wierzysz, że brak pracy, długi, rozsypane małżeństwa to tylko zbieg okoliczności, w których on był ofiarą, a poprzednie kobiety go nie rozumiały, oszukały, okradały itp.
8. Oczywistym jest, ale może dodam, dla pewności, że WIEJ, gdy Cię uderzy, znęca się nad Toba psychicznie, gdy boisz się o własne życie!
9. Bij na alarm, gdy prawd o jego życiu jest kilka- niby wiesz o nim wszystko, a co chwilę wychodzą nowe długi lub inne nieciekawe fakty z przeszłości, pamiętaj, że cię okłamywał z premedytacją,
10. Zapytaj siebie, czy ten związek rozwija Ciebie? Czy czujesz się spokojna, szczęśliwa, spełniona? A może coraz mniej wierzysz we własną wartość, kobiecość, we własne możliwości??
11. Wiej, gdy partner jednego dnia Cie kocha, a następnie milczy dzień, dwa, tydzień?
12. Bij na alarm, gdy partner uwielbia imprezy, alkohol, adrenalinę, kolesi,
O czym zapomniałam??? Dorzucicie coś?
8 875 2012-02-16 16:43:45
PSYCHOFAGOWY ALARM, CZYLI KIEDY BRAĆ NOGI ZA PAS:
1. Bij na alarm, gdy partner robi rzeczy, o których wstyd ci powiedzieć znajomym, rodzicom,
2. Bij na alarm, gdy mężczyzna twierdzi, że gdy Cie zobaczył gwiazdy zgasły, anioły zstąpiły nieba, a ziemia się rozstąpiła?
3. Wiej, gdy partner Cię zdradzi ,
(każdemu wg gustu, ja przyjęłam zasadę, że jak zrobił to raz, z nieznajomą, bardzo żałował, to można wybaczyć. Za 7 lat zdradził mnie po całości, emocjonalnie i z rozwodem, zero skrupułów, więc kto chce, niech wybacza, u mnie koniec, nogi za pas i w las)
4. Gdy zaczynasz mieć mało energii, chodzisz smutna, nie masz na nic ochoty,
5. Bij na alarm, gdy w domu jesteś jego królową, a wśród ludzi czujesz się jak powietrze,
6. Bij na alarm, gdy opowiadasz innym zbyt często, jaki to on jest cudowny, jaka przeszczęśliwa jesteś? pamiętaj, że kobiety w zdrowym nie wpadają w euforię, gdy partner jest dobry, w zdrowym związku jest to normą,
7. Bij na alarm, gdy wciąż go tłumaczysz, gdy wierzysz, że brak pracy, długi, rozsypane małżeństwa to tylko zbieg okoliczności, w których on był ofiarą, a poprzednie kobiety go nie rozumiały, oszukały, okradały itp.
8. Oczywistym jest, ale może dodam, dla pewności, że WIEJ, gdy Cię uderzy, znęca się nad Toba psychicznie, gdy boisz się o własne życie!
9. Bij na alarm, gdy prawd o jego życiu jest kilka- niby wiesz o nim wszystko, a co chwilę wychodzą nowe długi lub inne nieciekawe fakty z przeszłości, pamiętaj, że cię okłamywał z premedytacją,
10. Zapytaj siebie, czy ten związek rozwija Ciebie? Czy czujesz się spokojna, szczęśliwa, spełniona? A może coraz mniej wierzysz we własną wartość, kobiecość, we własne możliwości??
11. Wiej, gdy partner jednego dnia Cie kocha, a następnie milczy dzień, dwa, tydzień?
12. Bij na alarm, gdy partner uwielbia imprezy, alkohol, adrenalinę, kolesi,O czym zapomniałam??? Dorzucicie coś?
U mnie za wyjątkiem pkt. 5. Królową byłam przy znajomych, na wynos, na pokaz (zobaczcie jakim ja kochającym, chwalącym, zabiegającym partnerem jestem). W domu - dziewka służebna, powietrze, zniecierpliwienie mną, nieobecność, olewka, obojętność, pełzająca agresja.
Ale skutek ten sam.
8 876 2012-02-16 19:55:21
Witam wszystkich, od jakiegoś czasu czytam Wasze forum, historie życia, mądre rady, czuję się na granicy szaleństwa i bólu. Niestety jestem sama z wszelkimi myślami i tym całym piekłem. Parę lat temu spotykałam się z mężczyzną, którego strasznie pokochałam, taka miłość od pierwszego spotkania. Nie ma co tu się rozpisywać ale czułam się jak w jakimś ciągu narkotykowym, zero kontaktu z rzeczywistością. Jest on człowiekiem innym, jakby to ująć specyficznym, szalonym i o skrajnych emocjach. W obecnych czasach bedąc dzieckiem napewno znaleźliby na niego jakiś zespół chorobowy, zaburzeniowy społecznie (tak wtedy myślalam o zgrozo). Ale wszystko się skończyło, któregoś dnia napisał smsa i tyle. Przeszłam piekło, trochę głupot z desperacji też było, nieprzespanych nocy,... i ogromnej tęsknoty. Nigdy się nie wyleczyłam, żyłam wspomnieniami, ale też i nikogo nie spotkałam na swojej drodze. Nie było dnia, żebym o nim nie myślała,był też moim przyjacielem. Najgorsze były momenty gdy gdzieś go widziałam, uciekałam żeby tylko się z nim nie spotkać. Przeszłam przez wszystkie etapy o których tu piszecie.
Mineły lata, on podchodzi do mnie i koniec jestem jego cała. Na początku myślałam, że jestem twarda i jak nie będzie mi pasowało, będe źle się czuła ze sobą, odejdę zrezygnuję. No i po pewnym czasie znowu zaczeło się szaleństwo, szarpanie emocjami, a ja tak się bałam, że go stracę, że się naprawdę starałam, robiłam wszystko,dla niego, zapomniałam o sobie i swoim życiu. Bo już wiem co to jest samotność, Pół roku słyszę o wielkiej miłości, wciągnął mnie w to wszystko i przepadłam. Nadmienię, że cały czas chodziłam na paluszkach wokół niego, bez naciskania, tak jak on chciał, robił awantury z zazdrości, wiele dziwnych rzeczy. Ja raczej z tych nieczepialskich, na wszystko się godziłam.
Nagle któregoś dnia w alkoholowym upojeniu (nie nadmieniłam, że jest alkoholikiem) stałam się nikim, usłyszałam wiele przykrych słów. I od tamtej pory jest źle, to już 3 tydzień, nagle z wielkiej miłości zrobiłam się kochanką, bez żadnych praw, tak jak on chce.
Jestem wrakiem przechodzę znowu to samo, czuję się oszukana, ale strasznie go kocham, wiem, że będzie coraz gorzej, znowu zabrał mi godność i szacunek do siebie. Nie mogę patrzeć na siebie. Teoretycznie wszystko wiem, przeczytałam mądre ksiązki, naprawdę przechodziłam pare lat temu wszystkie etapy, zero kontaktu, czułam na końcu i spokój. Tylko co z tego, jak byłam bardzo samotna, co ja piszę jestem. Nikt nie piszę co dalej, jak się nawet wyleczysz i zostajesz sama. Ja to wiem.
Co do punktów, kiedy brać nogi za pas, może bez pkt. 3,6 to wszystko przeszłam.
8 877 2012-02-16 20:19:46
Hej
Nie uwierzycie pierwsza rozmowa rekrutacyjna i od poniedziałku mam nową pracę !!!!!
oczywiście mężulkowi mina zrzedła, bo jak to taka miernota od razu pracę dostała? nie pójdzie na bezrobocie, cholera znowu mnie się wymyka - to postanowił, że będzie teraz samochodem mnie szachował - dojazd kiepski, ale tym razem jemu nie odpuszczę, bo ja autobusem zakupy, dzieci odbieram on autkiem sobie jeździ... kurde ale się cieszę
ja sama uwierzyłam, że nic nie potrafię, tak sobie mnie urobił, a okazało się, że mam w sobie dużo entuzjazmu, energii i to zadecydowało, ze mnie chcą zatrudnić, a w domu to ja taka cichutka myszka, która boi się odezwać..... i najważniejsze może sobie brać kredyt na to mieszkanie, nareszcie
dziewczyny ciesze się, że już w innym miejscu jestem - dam radę ![]()
8 878 2012-02-16 20:22:06
ankinom,
gratuluję!
Kapitalna wiadomość! ![]()
8 879 2012-02-16 20:46:18
No widzisz. I ja sie o te swoją jedną z potrzeb upominam i i tak nie odstaję, bo przeciez nie ma problemu, już o tym pisałyśmy, egoista. Nie będe sie poniżać, kto inny by dawał i dawał. Bo jedni dają to inni tamto.
Masz rację. Dobrze to ubrałaś w słowa, ja chyba tak opisywac tego co mam w głowie nie potrafię. Oj na pewno.
Ale jak mi facet mówi, że sexu nie potrzebuje bo nie to jest najważniejsze to nie wierzę, że to jest szczera prawda. Albo kłamie (może nawet jest gejem, ale sie nie przyzna, bo na gram szczerości go nie stać), albo jest chory (w sensie nie działa mu jakby trzeba było). A ja mam czekać, prosić? A ja mam dość. Pójdę i sobie wezmę gdzie indziej może. To jest upokarzające.
Zacznę niedługo wierzyć, że nie je tylko żyje energią, która go otacza, skoro nic mu nie potrzeba.
Ja byłabym szczera, powiedziałabm co jest. On twierdzi, że sam nie wie. To jest niby osobiste, ale krzyczeć mi się chce. Krzyczeć. Bo czuję się niechciana i pusta, nieatrakcyjna jak tak do mnie gada.
Ale wiem, że w innym przypadku nie byłóby z tym problemu.
Kiedyś był inny problem z tymi sprawami, nadmiar był i przychodzenie o 6 rano, budzenie mnie. I to było obrzydliwe po prostu, takie jakby poza mną. Ja śpię, a tam... To paskudne, nie chcę do tego wracać.A tu... To jest nienormalne.
Dawniej nie chciałam o tym pisać, bo mi głupio było. Bo zawsze jest ryzyko, że to się otrze o niepowołane oczy. Ale mam to gdzieś, mam to w nosie. Nic mnie to nie obchodzi.
Już biegnę do Ciebie droga Hm...
Mój też nie miał ochoty jak pisał z inną panienką (może i się spotykał),stawał się nieobecny,ciągle obrażony...
Seks był tylko z mojej inicjatywy,bo "po twojej przeszłości (pedofil),to ja pierwszego ruchu nie wykonam...
W trakcie (wiem,wywnętrzam się,ale to moja wada,jestem zbyt wylewna i ufna,a teraz mam to gdzieś,bo tu jest miejsce wyrzucić z siebie te pomyje),pytał jak było mi z innymi,jak z nimi to robiłam,bo TO go podnieca...
Ostatnio kiedy pisał z dziewczyną w ogóle odmówił seksu...
Przedstawiał mi na filmie gwiazdy porno-wszystko o nich wiedział-i myślał,że tym mi zaimponuje!
Boże a cóż ja nie robiłam...istna gwiazda porno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co chciał-miał...
Ale to i tak za mało...
Ja wiem,że ZROBIŁAM WSZYSTKO na co było mnie stać,więcej nie chcę,nie mogę,nie muszę.
Ale jak się czułam,kiedy się dowiedziałam,że on wolał na jakimś czacie,czy oglądając porno sam ze sobą...
W pracy pod prysznicem,u nas w łazience...w wizjach fantazji z małolatami...
Obrzydliwe................................................................................................;-(
8 880 2012-02-16 21:07:45
Oj ja też dawałam popisy, napewno było to spowodowane tym że chciałam żeby w końcu go miec tylko dla siebie ale nie ukrywam że ja też to lubię. Przez ostatni rok wydałam majątek na bieliznę itp ![]()
Ja mam kolejny spokojny dzień i do tego udany byłam u lekarza na kontroli i diagnoza pozytywna dla mnie, ciesze się bardzo. W związku z kiepskimi warunkami na drodze wybrałam się koleją i wiecie że było miło, nowiutki pociąg taki opływowy ciepło, ladnie naprawdę kolej się zmienia. Całą droge uśmiechałam się pod nosem takie głupostwo a cieszy i jak super oglądało sie widoki za oknem podczas jazdy ![]()
Swiat jest piękny ![]()
8 881 2012-02-16 21:13:44
Skorp,
przeczytałam Twój post kilkakrotnie, szukając wytłumaczenia Twego ponownego związania się z tym mężczyzną. Długo to trwało, ale znalazłam. Oto klucz:
(...)Nigdy się nie wyleczyłam, żyłam wspomnieniami(...)
Szkoda. Współczuję.
8 882 2012-02-16 21:22:11
ankinom,
gratuluję!![]()
Kapitalna wiadomość!
tak, ja sama jeszcze nie wierzę..
tak sobie myślałam o tym czego dokonałam, zdobyłam dobre wykształcenie, obrona na 5, praca w renomowanej firmie, już juto idę na firmową kolację , dbam o dzieci, dom, ze wszystkim sobie radzę - a jednak jeden grymas na tworzy na pożal boże się mężu podkopuje moja wartość , jak to jest, dlaczego w pracy jestem inną osobą a w domu inną? trudno tak żyć w rozdwojonej osobowości.....
8 883 2012-02-16 21:25:26
(...)trudno tak żyć w rozdwojonej osobowości.....
To prawda. ![]()
Może więc z tej wersji z mniejszym poczuciem wartości zrezygnujesz? ![]()
8 884 2012-02-16 22:17:47 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-16 22:22:21)
ankinom napisał/a:(...)trudno tak żyć w rozdwojonej osobowości.....
To prawda.
Może więc z tej wersji z mniejszym poczuciem wartości zrezygnujesz?
Co się zbiorę jakiegoś posta napisać, to Wielkropek już go napisał ![]()
Ankinom, odpadają Ci kolejne wymówki, wiesz o tym? Teraz to już nie możesz pojechać z tekstem "Ale jak ja sobie sama z finansami bez pracy poradzę?"
Gratuluję wytrwałości w poszukiwaniu findamentów samodzielności. Szczerze. To dodaje skrzydeł. Wykorzystaj je.
Skorp, nie słyszałaś, że alkoholikiem/narkomanem/hazardzistą jest się do końca życia, mimo zaleczenia?
I przyszedł diler i wyłożył towar. Po co zadajesz się z dilerami, Skorp, skoro wiesz, kim jesteś?
8 885 2012-02-16 22:37:13
Wielokropku, Tarantello,
Jesteście skondensowaną mądrością, takie babki wysokoprocentowe. Krótko i trafione w punkt, czuły punkt. Kurtyna wymówek opada i staje się światłość,
Ja Wy jesteście, to ja nic tu nie mam do roboty:) Zatem do jutra kochane netkobietki!
8 886 2012-02-17 00:25:00 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-17 00:31:53)
Ankinom- super, bardzo się cieszę!!!!!!
Skorp - czytaj i wcielaj w życie mądrości Tarantelli i Wielokropka i innych doświadczonych tu babeczek. Ja rozstając się z mężem po jakimś czasie zaczęłam na krótko z kimś się widywać, ale byłam taka świadoma wtedy siebie, pewna swego, że wcale nie zaczęłam popadać w kzb. Mimo, że dobry to był "kandydat" ja nie miałam ochoty już wisieć na kimś, stanowiłam odrębną jednostkę. W więc pewnie Wielokropek ma rację co do Ciebie.........
P.S.
Wielokropku, Tarantello, Faworytko...zaczęłam działać na swoją korzyść ![]()
Chyba sobie wszystko wydrukuję o czym piszecie i będę czytać co dzień , nie ważne czy będę miała doła czy nie. Codziennie jak amen w pacierzu.
8 887 2012-02-17 10:22:13
Tak dziewczyny. Poczucie własne wartości zatracone całkowicie. Niby wykształcenie, co miesięczny dochód, szacunek innych, własna chata jest, ale poczucia własnej wartości przez drania nie mam wcale. Emocje tak skrajne, że aż sama chwytam się za głowę pytając: co się z Tobą stało?
I wiecie, co wczoraj zrobiłam? Przeprosilam gada, sama nie wiem za co. Chyba za to, że wyzywałam go za przyjście o 3 nad ranem i po to, żeby mieć spokój, żebym sama przed sobą miała czyste sumienie. I wiecie co, zaczął się coś tam odzywać,ale traktuje mnie jak powietrze, śpi w innym pokoju nawet pod kocem i wychodząc ma wszystko w d....jak zwykle, bo wie , że mnie tym utruje. Co za skubaniec jeden??!!! Zabiera auto i nie pyta czy gdzieś jadę, czy auto mi potrzebne czy co?! Teraz też wyjechał, bez słowa. A ja nie wiem jak postępować? Czekam tylko kiedy znów powie, że nie pasujemy do siebie, że trzeba coś z tym zrobić......Zaczęłam sprzątać pokój córki, żeby nie myśleć, ale nie wiem co robić? Olać to co robi? Odzywać się? Mówić dokąd wychodzę, czy jak, bo naprawdę nie wiem dziewczyny??!!!!!!
Ale dlaczego Cię tym truje włąściwie? Nie możesz tego olać tak jak czujesz się olewana przez niego?
Przeciez możesz go poinformować zanim pójdzie, że potrzebujesz samochód dzisiaj, zabierz dokumenty, kluczyki i już.
Dlaczego nie możesz po prostu miec go w nosie, robić swoje?
8 888 2012-02-17 10:29:39
Kurcze, mnie ugotował w miesiąc, ale gębę gada odsłaniał krótko i rzadko, a na koniec to taki se autoportret wymalował, że nie zwątpiłam, że on tym padalcem, to od zawsze był.
To jest czadowe.
Mnie się wydaje, że jak Liwia upadnie jeszcze niżej to siłą rzeczy będzie musiała się postawić sama na nogi, bo każda choroba sama się leczy ponoć. POza tym żaden psycholog nie pomoże jeśli sami nie chcemy nic zmienić, nic zrobić.
8 889 2012-02-17 10:34:38
PSYCHOFAGOWY ALARM, CZYLI KIEDY BRAĆ NOGI ZA PAS:
1. Bij na alarm, gdy partner robi rzeczy, o których wstyd ci powiedzieć znajomym, rodzicom,
2. Bij na alarm, gdy mężczyzna twierdzi, że gdy Cie zobaczył gwiazdy zgasły, anioły zstąpiły nieba, a ziemia się rozstąpiła?
3. Wiej, gdy partner Cię zdradzi ,
(każdemu wg gustu, ja przyjęłam zasadę, że jak zrobił to raz, z nieznajomą, bardzo żałował, to można wybaczyć. Za 7 lat zdradził mnie po całości, emocjonalnie i z rozwodem, zero skrupułów, więc kto chce, niech wybacza, u mnie koniec, nogi za pas i w las)
4. Gdy zaczynasz mieć mało energii, chodzisz smutna, nie masz na nic ochoty,
5. Bij na alarm, gdy w domu jesteś jego królową, a wśród ludzi czujesz się jak powietrze,
6. Bij na alarm, gdy opowiadasz innym zbyt często, jaki to on jest cudowny, jaka przeszczęśliwa jesteś? pamiętaj, że kobiety w zdrowym nie wpadają w euforię, gdy partner jest dobry, w zdrowym związku jest to normą,
7. Bij na alarm, gdy wciąż go tłumaczysz, gdy wierzysz, że brak pracy, długi, rozsypane małżeństwa to tylko zbieg okoliczności, w których on był ofiarą, a poprzednie kobiety go nie rozumiały, oszukały, okradały itp.
8. Oczywistym jest, ale może dodam, dla pewności, że WIEJ, gdy Cię uderzy, znęca się nad Toba psychicznie, gdy boisz się o własne życie!
9. Bij na alarm, gdy prawd o jego życiu jest kilka- niby wiesz o nim wszystko, a co chwilę wychodzą nowe długi lub inne nieciekawe fakty z przeszłości, pamiętaj, że cię okłamywał z premedytacją,
10. Zapytaj siebie, czy ten związek rozwija Ciebie? Czy czujesz się spokojna, szczęśliwa, spełniona? A może coraz mniej wierzysz we własną wartość, kobiecość, we własne możliwości??
11. Wiej, gdy partner jednego dnia Cie kocha, a następnie milczy dzień, dwa, tydzień?
12. Bij na alarm, gdy partner uwielbia imprezy, alkohol, adrenalinę, kolesi,O czym zapomniałam??? Dorzucicie coś?
No o niczym nie zapomniałaś.
Co gorsza prawieex wpadał w kategorię pkt. pierwszego i ostatniego, a obecny pierwszego. Wstyd mówić wszystkim, tylko tutaj nie. Niby dwie rózne osoby, a ... O jej.
8 890 2012-02-17 10:38:49
Hej
Nie uwierzycie pierwsza rozmowa rekrutacyjna i od poniedziałku mam nową pracę !!!!!
oczywiście mężulkowi mina zrzedła, bo jak to taka miernota od razu pracę dostała? nie pójdzie na bezrobocie, cholera znowu mnie się wymyka - to postanowił, że będzie teraz samochodem mnie szachował - dojazd kiepski, ale tym razem jemu nie odpuszczę, bo ja autobusem zakupy, dzieci odbieram on autkiem sobie jeździ... kurde ale się cieszę
ja sama uwierzyłam, że nic nie potrafię, tak sobie mnie urobił, a okazało się, że mam w sobie dużo entuzjazmu, energii i to zadecydowało, ze mnie chcą zatrudnić, a w domu to ja taka cichutka myszka, która boi się odezwać..... i najważniejsze może sobie brać kredyt na to mieszkanie, nareszcie
![]()
dziewczyny ciesze się, że już w innym miejscu jestem - dam radę
Wypadałoby mi powiedzieć - a nie mówiłam ?
Nie jestem zaskoczona, bo wiedziałam, że Ci się uda. Taka ze mnie czarownica.
A auto możesz sobie kupić przecie, żeby z dziećmi jeździć, a on cóż wtedy może...? ![]()
8 891 2012-02-17 10:44:32 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-17 10:50:50)
hm... napisał/a:No widzisz. I ja sie o te swoją jedną z potrzeb upominam i i tak nie odstaję, bo przeciez nie ma problemu, już o tym pisałyśmy, egoista. Nie będe sie poniżać, kto inny by dawał i dawał. Bo jedni dają to inni tamto.
Masz rację. Dobrze to ubrałaś w słowa, ja chyba tak opisywac tego co mam w głowie nie potrafię. Oj na pewno.
Ale jak mi facet mówi, że sexu nie potrzebuje bo nie to jest najważniejsze to nie wierzę, że to jest szczera prawda. Albo kłamie (może nawet jest gejem, ale sie nie przyzna, bo na gram szczerości go nie stać), albo jest chory (w sensie nie działa mu jakby trzeba było). A ja mam czekać, prosić? A ja mam dość. Pójdę i sobie wezmę gdzie indziej może. To jest upokarzające.
Zacznę niedługo wierzyć, że nie je tylko żyje energią, która go otacza, skoro nic mu nie potrzeba.
Ja byłabym szczera, powiedziałabm co jest. On twierdzi, że sam nie wie. To jest niby osobiste, ale krzyczeć mi się chce. Krzyczeć. Bo czuję się niechciana i pusta, nieatrakcyjna jak tak do mnie gada.
Ale wiem, że w innym przypadku nie byłóby z tym problemu.
Kiedyś był inny problem z tymi sprawami, nadmiar był i przychodzenie o 6 rano, budzenie mnie. I to było obrzydliwe po prostu, takie jakby poza mną. Ja śpię, a tam... To paskudne, nie chcę do tego wracać.A tu... To jest nienormalne.
Dawniej nie chciałam o tym pisać, bo mi głupio było. Bo zawsze jest ryzyko, że to się otrze o niepowołane oczy. Ale mam to gdzieś, mam to w nosie. Nic mnie to nie obchodzi.Już biegnę do Ciebie droga Hm...
Mój też nie miał ochoty jak pisał z inną panienką (może i się spotykał),stawał się nieobecny,ciągle obrażony...
Seks był tylko z mojej inicjatywy,bo "po twojej przeszłości (pedofil),to ja pierwszego ruchu nie wykonam...
W trakcie (wiem,wywnętrzam się,ale to moja wada,jestem zbyt wylewna i ufna,a teraz mam to gdzieś,bo tu jest miejsce wyrzucić z siebie te pomyje),pytał jak było mi z innymi,jak z nimi to robiłam,bo TO go podnieca...
Ostatnio kiedy pisał z dziewczyną w ogóle odmówił seksu...
Przedstawiał mi na filmie gwiazdy porno-wszystko o nich wiedział-i myślał,że tym mi zaimponuje!Boże a cóż ja nie robiłam...istna gwiazda porno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co chciał-miał...
Ale to i tak za mało...Ja wiem,że ZROBIŁAM WSZYSTKO na co było mnie stać,więcej nie chcę,nie mogę,nie muszę.
Ale jak się czułam,kiedy się dowiedziałam,że on wolał na jakimś czacie,czy oglądając porno sam ze sobą...
W pracy pod prysznicem,u nas w łazience...w wizjach fantazji z małolatami...Obrzydliwe................................................................................................;-(
U mnie nic, chocbym na głowie stawała.
Dosłownie raz na ruski rok, z mojej inicjatywy, bo jemu do głowy nie przyjdzie. Rozmawiać o tym nie chce wcale.
Przepraszam, że tyle postów wyprodukowałam. ![]()
8 892 2012-02-17 12:31:02 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-17 12:40:45)
Ale dlaczego Cię tym truje włąściwie? Nie możesz tego olać tak jak czujesz się olewana przez niego?
Przeciez możesz go poinformować zanim pójdzie, że potrzebujesz samochód dzisiaj, zabierz dokumenty, kluczyki i już.
Dlaczego nie możesz po prostu miec go w nosie, robić swoje?
Bo zna mnie doskonale i wie co sprawia mi przykrość, czym może wkurzyć mnie do maksimum i wie jakie mam zdanie co do wychodzenia z domu. A jego zachowanie-działa na mnie jak płachta na byka.
Co do auta - hm, on zwyczajnie zabiera auto i jedzie, zabiera się w minutę z fotela i wyjeżdża. A gdybym powiedziała, że auto potrzebuje i tak uznałby, że jego sprawy w danej chwili są ważniejsze i auto tak by zabrał.
I właśnie Hm robię postępy co do "posiadania męża w nosie": od tygodnia śpi w innym pokoju-ani słowem tego nie skomentowałam; nie opowiada się dokąd jedzie-nie pytam, nie dzwonię-wczoraj z trasy napisał smsa, że dłużej gdzieś tam mu zejdzie-po czasie odpisałam ok., nawet posiedziałam wczoraj przed kompem do późna a zazwyczaj to byłam upominana, że tyle czasu tu spędzam (a sam siedzi jeszcze dłużej). Jutro sobota-będzie powtórka z rozrywki z przed tygodnia jak mniemam, ale zakładam pancerz i dreptać od okna do drzwi jak pisała o mnie Tarantella
nie będę.
Co do pkt. napisanych przez Faworytkę-u mnie ok. 7 występuje na bank.
8 893 2012-02-17 13:38:28 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-17 13:46:13)
Ok. Czym więc Cie tak denerwuje?
A po co on ci w domu potrzebny? Co z tym wychodzeniem jest na rzeczy?
Skoro masz go dośc to po co ma w domu siedzieć? Przyznam, że nie rozumiem za wiele.
Nie wolno mu wychodzić czy jak? Czy on Ci nie robi na złość w ten sposób?
Co ważniejsze, mniej ważniejsze. Auto jest wspólne tak? Ty potrzebujesz tu i teraz i on Ci daje kluczyki. A jak Ci nie da w danym momencie to sobie weź dziś na jutro. I wcale nie musisz nigdzie jechać. Weź sobie i miej. Jak będzie Cię upominał, żebyś jechała to powiedz, że zaraz jedziesz. Czego Ty się boisz? O co tutaj chodzi? Przecie to paranoja jakaś.
Siedzisz w domu i myślisz - co on teraz robi i gdzie jest. A po co? Jeśli jemu wszystko to Tobie ma zależeć. Po co sobie zatruwasz życie tymi rozmyslaniami? Trzeba sobie znaleźć jakieś zajęcie, a nie spędzać każdą chwilę rozmyślając co też on nie robi.
To się nie trzyma kupy. Nijak. Alkoholik? Wysłałabym na odwyk, pozwoliła żeby się stoczył, pogrązył. Po co pomagać, ratować kogoś kto ma to w nosie. Niech się zachleje gdzieś jak ścierwo ostatnie, byle dziecko tylko tego nie widziało, ale przecież nie musi.
Ja kiedyś byłam świadkiem sytuacji jak pijany tatuś mówił do 3 letniego dziecka, ...wiesz kto to jest prostytutka, to ktoś tam (dokładnie nie pamietam) co się umawia z innymi panami i bierze za to pieniądze, to mniej więcej tak brzmiało. Tatuś zasrany. Tak go wkurzałam, nie potrafił sobie dać rady i tak mówił do dziecka. Wyobrażasz sobie? I on twierdzi, że tego nie pamieta, a ja pamietam doskonale. Taka mściwa świnia, nie miał się jak na mnie odgrywać to wykorzystywał i wciągał w to dziecko. Taki sk...
8 894 2012-02-17 15:28:04
Cóż Hm... ja chyba myślę po prostu jak kzb..nie wiem czy dobrze ubiorę to w słowa, ale spróbuję....
On lubi łazić, koledzy, łajzy z psem, pub, piłka itp. Do tego wiele razy dochodziły kłamstwa małe lub większe, kontakty z kobietami-bynajmniej telefoniczne i pewnie spotkania "na kawę" też były. Jak pracował, obowiązków domowych praktycznie nie miał, teraz jak nie pracuje (powiedzmy pracuje na czarno) kiedy ja idę do pracy: czasem gotuje, coś tam posprząta, zrobi zakupy i mam wrażenie, że jeśli to wszystko zrobi, do tego jest miły itp to myśli, że w związku żadne reguły nie obowiązują. Mam wrażenie, że wtedy myśli, że już wszystko mu wolno, bo żona udobruchana i wolna amerykanka.
Nie. Nigdy też nie było tak, że czegoś mu zabraniałam. Pewne rzeczy nie podobały mi się i mówiłam mu o tym. On z kolei odbierał to jako zakazy, nie wiem. Wiele razy były rozmowy dotyczące jego niestabilności w postanowieniach poprawy, chociażby z tym chodzeniem po pubach i nieumiejętności powrotu o rozsądnej godzinie w rozsądnym stanie. Wiele razy prosiłam, aby mówił dokąd idzie, mówił o której wróci i próbował się tego trzymać-a jak nie da rady to chociaż napisać-"będę później". Owszem, zdarzało się, że tak było, ale niestety rzadko. Obecnie nie mam mu za złe, że ma gdzieś wyjść 2-3 razy w tygodniu - tylko szanować "wspólnie" ustalone reguły. No bo jeśli z kimś się jest to chyba należy szanować czyjeś uczucia, nerwy itp?! A moje nerwy są kiepskie, bo nie raz wracał pijaniutki, wymyślał historyjki ,w które nikt by nie uwierzył, gubił różne rzeczy, przychodził nawet pokaleczony (myślę, że się wywrócił nie raz) i z pewnością flirtujący z niejedną kobietą. To wszystko daje mi taki obraz, że nie mogę na niego liczyć, że mówi jedno a robi drugie. Że wlecze się już to tyle czasu i przez 8 lat małżeństwa nieraz chodził z telefonem do wc, że ja po prostu mu nie ufam. Tym jego zachowaniem się nakręcam i tyle. Zawsze myślałam, że bycie z kimś to szacunek, zaufanie, miłość i szczera rozmowa, ale niestety mam w głowie zupełnie inny obraz związku-utkany tym wszystkim co działo się między nami przez ten czas.
A po co się zatruwam rozmyślaniami? Nie wiem. Nie mogę pogodzić się z tym, że tyle lat mu poświęciłam własnego życia, a teraz w zamian mam manipulację, niestabilność emocjonalną i dogadywanie typu "może już ktoś jest (czyt. kobieta), kto akceptuje mnie takiego jakim jestem"
8 895 2012-02-17 15:45:56
Kilka uwag, jak zwykle. ![]()
Napisałaś, że:
(...) bycie z kimś to szacunek, zaufanie, miłość i szczera rozmowa, ale niestety mam w głowie zupełnie inny obraz związku-utkany tym wszystkim co działo się między nami przez ten czas.(...)
Faktycznie, bycie z kimś opiera się na zaufaniu, szacunku, itd.. Problem w tym tylko, że wy już od pewnego czasu nie jesteście z sobą. Mieszkacie pod jednym dachem, ale nie jesteście razem. ![]()
I jeszcze jeden cytat:
(...) Nie mogę pogodzić się z tym, że tyle lat mu poświęciłam własnego życia, a teraz w zamian mam manipulację, niestabilność emocjonalną i dogadywanie typu "może już ktoś jest (czyt. kobieta), kto akceptuje mnie takiego jakim jestem"
"Poświęciłaś"? Odzywka typowa dla kkzb, niestety.
Byłaś i żyłaś ze swoim mężem, bo taką podjęłaś decyzję. Chciałaś. Zrobiłaś. TY.
I już nigdy niczego, dla nikogo, nie poświęcaj.
8 896 2012-02-17 16:45:38
Liwia zrozum,oszukujesz się...
Zostaw go. Będzie tylko gorzej...
Dlaczego nie idziesz na miting???
Ciągłe użalanie się i czekanie,aż on się zmieni nie ma sensu-uwsteczniasz się...
8 897 2012-02-17 16:50:30 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-17 16:53:39)
I wszystko jasne Wielokropku, wszystko...Nie chcę już dla żadnego faceta się poświęcać, dla żadnego. Z resztą sama łapię się na tym, że wielokrotnie najpierw myślę o kimś, a potem dopiero o sobie....Nie wiem skąd się to we mnie wzięło, nie mam pojęcia.
Pracuję nad sobą Lukrecjo, zaczęłam w każdym razie tą mozolną prace już kiedyś....ale jak widać wciąż mam wzloty i upadki.
8 898 2012-02-17 17:07:11
I wszystko jasne Wielokropku, wszystko...Nie chcę już dla żadnego faceta się poświęcać, dla żadnego. Z resztą sama łapię się na tym, że wielokrotnie najpierw myślę o kimś, a potem dopiero o sobie....Nie wiem skąd się to we mnie wzięło, nie mam pojęcia.
Pracuję nad sobą Lukrecjo, zaczęłam w każdym razie tą mozolną prace już kiedyś....ale jak widać wciąż mam wzloty i upadki.
A możesz zdradzić na czym ta praca polega?
8 899 2012-02-17 17:08:42
Ja wiem, że ci przykro. Ale nie musiałaś tych wszystkich rzeczy dla niego robić. Powinnaś przestać kiedy zauważyłaś, że on Cię nie docenia. Jeśli Cię boli co robi wyprowadz go. Sytuacja nie zmieni się jeśli nadal będziecie mieszkać razem. To będzie błędne koło. Póki co nie dasz rady żyć swoim życiem w jego obecności.
Jak on sobie to wyobraża? A jak dziecko w tym wszystkim? Tak się nie da, kochana.
Teraz jest czas, w którym kończy się obwinianie siebie i wszystkich dookoła. Może nawet odwrotnie, bo ludzie zwykle obwiniają wszystkich dookoła, a na końcu jeśli w ogóle patrzą na siebie. Ale jeśli nie uporządkujesz siebie nie zmieni się nic. Bo nic nie daje patrzenie na innych. Musisz zadbać sama o siebie, a on, powtórzę po raz setny, niech spada na sosnę. Jak chce niech szuka sobie przygód, kochanek, kolesi, flaszek, psów. Niech spada. To nie Twoja sprawa. Życie obok siebie to nie życie razem.
Najważniejsza jesteś Ty i Twoje dziecko. Nie niszcz sama siebie wyczekiwaniem niego. Nie ma to sensu. Albo on zechce być z Tobą albo nie. Niech sie zdecyduje. Nie możesz lawirować na granicy przepaści. Nie możesz znienacka spadać w dól, a potem wdrapywac się na brzeg. Nie zniesiesz tego. Ta adrenalina... Czy on musi z Tobą mieszkać?
Twoje szczęście nie zależy od nikogo tylko od Ciebie samej.
Jesli nie wyprodukujesz w swojej głowie wizji Ja, ja, ja. Ja i dziecko. A potem cała reszta to nie będzie dobrze.
Postaw warunki. Albo gracie w otwarte karty, albo do widzenia, nie widzę innego wyjścia. Wszystko inne psu na budę.
Bądz twardą kobietą, zawalcz o siebie. Dasz sobie rade sama lepiej niż z nim. Faceci mają różne wady, ale nie wszystkie jesteśmy w stanie znieść. Może i my tez mamy wady (mamy nie jedną), tyle tylko, że potrafimy odpuścić, dogadać się i ulec. Potrafimy ustąpić. I to nas od nich odróznia. Nie wydaje Wam się?
Bo ja widzę, że jeśli nie odpuszczam w niektórych sytuacjach to szlak by mnie trafił, bo ten uparty jak osioł, jeden z drugim nie cofnie się, nie przemyśli, tylko idzie jak ślepe cielę. Więc albo się stawiam i walcze jeśli sprawa jest tego warta, albo obchodzę inna drogą. Nieraz olewam, aż on zdziwiony.
Nie daj si sobie wykończyć. Psychika płata figle. Trzeba ja podejść. Zdystansować się. Nie brać wszystkiego na serio, nie dać się zrobić niewolnikiem. Są niewolnicy psychofaga, niewolnicy sprzątania, niewolnicy alkoholu... Ja wiem, że można alkoholzim nazwać chorobą ale to nie jest choroba nad którą nie jesteśmy w stanie zapanować. Ja nie wierzę, że ona ślepo wciaga bez pamięci. To nie rak przed którym nie ma ucieczki. Mamy swoje głowy na Boga chcemy to pijemy, nie chcemy nie pijemy. Chcemy to jesteśmy, nie chcemy to nas nie ma. Chcemy zdradzamy, nie chcemy nie zdradzamy. Jest jakiś rozsądek lub jego brak i są jakieś wartości.
Nie wiem czy to ma sens, bo młodzież co chwila mnie woła, przerywa myśl.
8 900 2012-02-17 17:50:48
A więc jak napisała ładnie hm- zaczynam produkować wizję: ja, ja, ja, ja , ja, dziecko
Zaczynam produkcję w głowie i czynach już od poniedziałku. Jasne, że chwilami kuleję i zaczyna się natręctwo myślenia: że on właściwie taki zły nie jest itd. Buduje sobie w głowie obraz mojego życia kiedyś, w czasie małżeństwa i małżeństwa teraz. I najgorsze, że przestaję sobie w ogóle przypominać te dobre chwile z mężem, myślę co tak na prawdę nas połączyło. Być może w ogóle błędem było tak wczesne wiązanie się-praktycznie jako dzieciaki-ja miałam lat coś po 16 a on 17...
Jak już kiedyś pisałam Hm- określiłam zasady już dawno, ale , że zauważył moją niekonsekwencję po powrocie do domu po 1,5 nieobecności-robi w zasadzie co chce i jak chce. I mam wrażenie, że moje rozmowy, prośby-są spełniane, ale "na chwilę", za to ja powinnam dostosować się do tego co "książę" sobie życzy. Oczywiście nie zawsze, ale powinnam. Byście widziały go jak z podniesioną głową chodzi po domu (gdy w nim jest
). Miałam kiedyś siłę wyprowadzić go, mimo, że cholernie cierpiałam. Teraz tej siły jeszcze brakuje, po za tym wciąż mam w głowie jego słowa z wtedy "to twoja wina, bo ty mnie wyrzuciłaś, bo ty mnie spakowałaś, przez ciebie wszystko się rozwaliło". W jakimś czasie po jego powrocie liczyłam, że zbierze swoje litery w kupę i sam pójdzie, ale nie. Może teraz to zrobi widząc moje zachowanie, bo stwierdzi, że ma dosyć, że nie kocha (a w niedzielę były smsy typu-przeprasza Cię ktoś , kto bardzo Cię kocha), że się męczy...
Tylko, że wiem, że potrafi być ok, taki jak powinien, dobry, kochany, ale czemu "na chwilę"?!
Jedno wiem, gdy nie byliśmy przez ten rok-tęskniłam za nim, czasem płakałam, jak odszedł było strasznie, ale miałam spokój...liczyłam sie tylko ja i tylko dziecko.
8 901 2012-02-17 18:01:32 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-17 18:08:47)
?Mamuś, wszystko będzie dobrze??
Postanowiłam dziś rozprawić się z moją przeszłością. Nie musicie czytać. Robię to dla siebie, pisanie pomaga, a może któraś z Was odszuka w tym obrazie siebie sprzed lat.
Pochodzę z tzw. ?dobrej rodziny?. Tata od zawsze dobrze zarabiał, mieliśmy więcej, niż nasi rówieśnicy, ogromny dom, baa nawet basen na własnym podwórku. Wydawało mi się, że nasz dom znacząco nie odbiega od innych rodzin. Posprzątane, my nakarmieni, wspólne wyjazdy, a że się kłócili, były ciche dni, kto ich nie miał?
Dopiero teraz z perspektywy lat, pracując nad sobą widzę, jak ogromny negatywny wpływ miał na mnie związek moich rodziców. Uświadomił mi to mój jeszcze mąż. Wrócił z jakiegoś szkolenia psychologicznego i powiedział, że każdy ma jakieś traumy z dzieciństwa, które go nadal trzymają i kierują nami. Odpowiedziałam, ze może on ma, ale u mnie wszystko było dobrze. I tak myślałam. On jednak odpowiedział: ?a to, że twój tata był ciągle nieobecny?? a mi jakby ktoś wrzątek na głowę wylał, łzy leciały jak grochy. Trafił w czuły punkt. Nie, mój dom nie był taki kolorowy.
Pamiętam, jak dzień po balu rodziców mama ogłosiła nam z płaczem, że chyba się rozwiodą, bo tata się na balu napił, podrywał inne kobiet, zrobił awanturę, a na koniec wyzywał ją od dziwek. Mogłam mieć wtedy 10 lat.
Pamiętam, jak mama wyrzucała rzeczy z szafy, płakała i mówiła, że powinniśmy coś ojcu powiedzieć, bo przez to, że nic nie zrobiliśmy ona teraz musi się wyprowadzić.
Pamiętam w domu ciche dni, tata naburmuszony, mama milcząca. Przychodziła wtedy do mnie, opowiadała, że tata domagał się seksu, a ona się go brzydzi, albo że nie chce, mówiła o seksie, jak o czymś złym, upokarzającym. A tata jawił mi się wtedy jak potwór myślący o jednym i wykorzystujący ją.
Taty nigdy w domu nie było, a ona wciąż sama, samotna, nieszczęśliwa.
Było mi jej tak bardzo szkoda! Tak chciałam jej pomóc, wesprzeć. I odwróciły się role, stałam się podporą, opiekunką mamy, choć byłam tylko dzieckiem? Nikt nigdy nie zapytał mnie, co czuję, jak przeżywam te awantury, z tymi częstymi łzami mamy i obojętnością ojca.
Mama znalazła we mnie swoją powierniczkę, opowiadała o ?grzechach? ojca, o swoim bólu, o ich intymności. Rozmawiała ze mną jak kobieta z kobietą, szukała przyjaciółki. Jaki to był dla mnie ciężar, jakie skrępowanie! Co może powiedzieć nastolatka, dziewczynka, gdy słyszy, że jej tata zdradził, zmuszał do seksu, wyzywał?
Nie potrafiłam nic z tym zrobić, jak każde dziecko bałam się rozstania rodziców, bałam się co będzie, ale mama o tym nie myślała. Ja umiałam słuchać, a ona potrzebowała o tym komuś powiedzieć i czuła się rozumiana, ja zaś nie wywierałam na nią presji by się rozwiodła, zrobiła coś, przyjmowałam tylko te opowieści do siebie i bardzo je przeżywałam.
Nie myślałam o sobie, w końcu to ona cierpiała. Myślałam o niej - o tym jaka jest samotna, czy się boi, czy da sobie radę z ojcem, czy znów będzie płakać. Wtedy nawet nie wiedziałam, że może być inaczej, że powinno być inaczej. Stałam się w domu mediatorem, byłam skromna, uległa, cicha, w szkole zaś najlepsza wzorowa uczennica. Nie chciałam zwiększać rodzicom trosk, nie chciałam by wydawali na mnie pieniądze, bo dużo kasy przepuszczało moje rodzeństwo. Ja to wszystko widziałam i stawałam się niewidzialna, bez potrzeb, aby tylko nikomu nie sprawić kłopotu, cierpienia. Byłam nad wyraz dojrzała, odpowiedzialna, ciągle nastawiona na spełnianie potrzeb innych. Wszystkim było z tym dobrze, a i mi miło było słuchać o tym, jaka jestem grzeczna, że w przeciwieństwie do mojego rodzeństwa nie sprawiam kłopotów. Nie wiedziałam, że wtedy zgubiłam dzieciństwo?
Tak kształtowała się moja osobowość. Odcięłam się od własnych uczuć, nie umiałam ich wyrażać. Nigdy nie byłam radosnym beztroskim dzieckiem. Nie rozumiałam, co czuję, nie mówiłam o tym, czasem w skrajnych sytuacjach wybuchałam takim szlochem, że ciężko mi było złapać oddech.
Mama była dla nas dobra, to ona się z nami bawiła, interesowała się nami, chodziła na wywiadówki, na spacery. Poświęcała się dla nas, więc jak mogłam jej czegokolwiek odmówić? Nikogo więcej nie miała, byłam jej to winna. Czułam się do tego zobowiązana, przecież nie mogłam być niewdzięczna i myśleć o sobie, nie mogłam iść na wagary, uplamić ubrania, nie nauczyć się na klasówkę? Nie mogłam sprawiać jej trosk. Miała ich dość. Wymyślałam dla niej niespodzianki, sprzątałam cały dom, rysowałam, przynosiłam 6tki ze szkoły. Szukałam jakiegoś sposobu być choć chwilę czuła się szczęśliwsza.
Teraz widzę, że wzięłam na siebie odpowiedzialność za jej cierpienie. Wierzyłam, ze beze mnie sobie z tym wszystkim nie poradzi. Była samotna, więc spędzałam z nią wiele czasu. To ja byłam dla niej oparciem, towarzystwem, a nie odwrotnie, choć byłam dzieckiem? Jak ja sobie radziłam z wizjami zdrady, brudnego seksu, przemocy? Nie wiem, nie pamiętam, pamiętam tylko strach i smutek.
Pomogłam mamie, ale dużym kosztem. W konfliktach musiałam stanąć po stronie jednego z rodziców, wybór był prosty. Tata był egocentryczny i nieobecny, niezainteresowany życiem rodzinnym, więc mi zaspokajanie własnych potrzeb i zajmowanie się hobby wydawało się być skrajnym egoizmem i krzywdzeniem innych.
Wisząca nad rodziną i wizja rozwodu, my pytani z kim chcielibyśmy mieszkać. Byłam lojalna wobec mamy, ona była ?ta dobra?, tata ?ten zły?. Ciężko jest żywić do własnego taty takie różne emocje, czasem go nawet nienawidzić, obwiniałam go za jej smutek, za to, że nie interesuje się mną i rodzeństwem. Pamiętam, że potrafił ze szczegółami opowiedzieć o rozdaniu kart z turnieju sprzed paru lat, pamiętał jaka była pogoda, gdy ustrzelił jakiegoś jelenia na jednym z miliona polowań, a nie wiedział, ile lat mają jego dzieci?
I tak rosłam- niewidzialna dla ojca, dla mamy będąca całym światem. I nadal nie potrafię odciąć tej łączącej nas pępowiny. Ona została w domu, na wsi, dzieci założyły swoje rodziny, a tata dalej pochłonięty sobą. Jak mogę ją odciąć od siebie, gdy nikogo innego nie ma? Jak mogę sprawić jej ból? Jednak czy kiedyś będę mogła nie czuć tych wyrzutów sumienia i nie dzwonić codziennie???
?Podjęli się zbyt trudnego zadania jak na swój wiek i choć wywiązywali się z niego bez zarzutu - zatracili samych siebie. Sztukę tłumienia własnych uczuć i cierpienia doprowadzili do perfekcji. Zamiast zajmowania się sobą wychwytywali nastrój rodzica, zgadywali co jest mu potrzebne, byli "cali dla niego". Nie dla siebie - tej ważnej umiejętności nie nauczyli się w dzieciństwie.
Teraz, jako dorośli, potrafią zatracić się zupełnie w pomaganiu drugiej osobie, ale nie odczytują własnych chęci, pragnień, potrzeb. Nie potrafią rozpoznać, kiedy im dzieje się krzywda i kiedy drugi człowiek przekracza psychologiczne granice ich osoby. Są narażone na wykorzystanie w swoim dalszym życiu, w różnych wymiarach. Jeśli nawet uda im się oswobodzić z tego zbyt bliskiego emocjonalnie związku z matką i zbudują związek z partnerem, prawdopodobnie będą zupełnie podobnie funkcjonować w tym swoim nowym związku. Będą raczej stroną dającą z siebie, skoncentrowaną na potrzebach partnera a rezygnującą z własnych, ale też i godzącą się na "używanie siebie", nie potrafiącą wyrazić sprzeciwu. ?
Gdzie ja jestem? Kim jestem? córką, uczennicą, pracownicą, żoną, kochanką? to tylko role, które odgrywam świetnie. Czy kiedyś znajdę siebie w tych wszystkich ?powinnaś, musisz, uważaj by kogoś nie zranić?..???? Czy kiedyś nauczę się przyjmować uwagę, komplementy, prezenty, poczuję, że na nie zasługuję i na podziękowanie odpowiem ?bardzo proszę?, a nie ?nie ma za co?? czy kiedyś pozbędę się wyrzutów sumienia i lęku wydając pieniądze? Czy kiedyś upiję się do nieprzytomności, zatańczę na stole i nie będę myślała o konsekwencjach? Czy już zawsze będę taka poukładana, szukająca akceptacji i przyzwolenia by żyć?
8 902 2012-02-17 18:08:09
Pochodzę z tzw. ?dobrej rodziny?. Tata od zawsze dobrze zarabiał, mieliśmy więcej, niż nasi rówieśnicy, ogromny dom, baa nawet basen na własnym podwórku. Wydawało mi się, że nasz dom znacząco nie odbiega od innych rodzin. Posprzątane, my nakarmieni, wspólne wyjazdy, a że się kłócili, były ciche dni, kto ich nie miał?
(...)Gdzie ja jestem? Kim jestem? córką, uczennicą, pracownicą, żoną, kochanką? to tylko role, które odgrywam świetnie. Czy kiedyś znajdę siebie w tych wszystkich ?powinnaś, musisz, uważaj by kogoś nie zranić?..???? Czy kiedyś nauczę się przyjmować uwagę, komplementy, prezenty, poczuję, że na nie zasługuję i na podziękowanie odpowiem ?bardzo proszę?, a nie ?nie ma za co?? czy kiedyś pozbędę się wyrzutów sumienia i lęku wydając pieniądze? Czy kiedyś upiję się do nieprzytomności, zatańczę na stole i nie będę myślała o konsekwencjach? Czy już zawsze będę taka poukładana, szukająca akceptacji i przyzwolenia by żyć?
Jesteśmy do siebie podobne, duchowo-siostry .......
8 903 2012-02-17 18:25:24
A więc jak napisała ładnie hm- zaczynam produkować wizję: ja, ja, ja, ja , ja, dziecko
Zaczynam produkcję w głowie i czynach już od poniedziałku. Jasne, że chwilami kuleję i zaczyna się natręctwo myślenia: że on właściwie taki zły nie jest itd. Buduje sobie w głowie obraz mojego życia kiedyś, w czasie małżeństwa i małżeństwa teraz. I najgorsze, że przestaję sobie w ogóle przypominać te dobre chwile z mężem, myślę co tak na prawdę nas połączyło. Być może w ogóle błędem było tak wczesne wiązanie się-praktycznie jako dzieciaki-ja miałam lat coś po 16 a on 17...
Jak już kiedyś pisałam Hm- określiłam zasady już dawno, ale , że zauważył moją niekonsekwencję po powrocie do domu po 1,5 nieobecności-robi w zasadzie co chce i jak chce. I mam wrażenie, że moje rozmowy, prośby-są spełniane, ale "na chwilę", za to ja powinnam dostosować się do tego co "książę" sobie życzy. Oczywiście nie zawsze, ale powinnam. Byście widziały go jak z podniesioną głową chodzi po domu (gdy w nim jest
). Miałam kiedyś siłę wyprowadzić go, mimo, że cholernie cierpiałam. Teraz tej siły jeszcze brakuje, po za tym wciąż mam w głowie jego słowa z wtedy "to twoja wina, bo ty mnie wyrzuciłaś, bo ty mnie spakowałaś, przez ciebie wszystko się rozwaliło". W jakimś czasie po jego powrocie liczyłam, że zbierze swoje litery w kupę i sam pójdzie, ale nie. Może teraz to zrobi widząc moje zachowanie, bo stwierdzi, że ma dosyć, że nie kocha (a w niedzielę były smsy typu-przeprasza Cię ktoś , kto bardzo Cię kocha), że się męczy...
Tylko, że wiem, że potrafi być ok, taki jak powinien, dobry, kochany, ale czemu "na chwilę"?!Jedno wiem, gdy nie byliśmy przez ten rok-tęskniłam za nim, czasem płakałam, jak odszedł było strasznie, ale miałam spokój...liczyłam sie tylko ja i tylko dziecko.
I nie było Ci wtedy lepiej?
Wiesz ja nie twierdzę, że się nie kochacie. Może to nie jest toksyczny związek, może faktycznie jesteście ze soba już tyle lat, że sie pogubiliście. Może trzeba szczerze porozmawiać, zapytać, na spokojnie. Nie masz nic do stracenia. Może warto spróbować?
To nie sztuka obrzydzic sobie kogoś.
Miłośc przemija, przecież musimy o nia dbać, samo sie nie zrobi.
8 904 2012-02-17 19:04:29
Faworytko..
Mama obdarowała Cię ogromnym cięzarem. Nie wiem za bardzo jak się do tego odnieść.
Chciałaś czy nie miało to wpływ na Ciebie i twoje zycie.
Mnie matka opowiadała o swoich "przyjaciołach", których nie zliczę na wszystkich palcach jakie mam. Ojciec się wyprowadził, ona po jakimś czasie zaczęła szaleć. Nie wiem czego szukała, może dowartościowania. Szkoda tylko, że co tydzień, czasem rzadziej sprowadzała sobie gachów do domu.
A ja, nastolatka zaczęłam się nią brzydzić. Kiedy wysłuchiwałam ekscesów za ścianą, albo w wannie. Do dziś mam obrzydzenie do wanny, nie siedziałam w wannie jakieś 18 lat. Generalnie nie lubie nawet kiedy z nią mam bliższy kontakt. Nie będę tutaj pisac o tym jaka jest bo juz parę reazy to robiłam.
Pamietam, że zawsze miała pretensje do ojca, ale właściwie jej nie rozumialałam i nie rozumiem. Sama od niej uciekłam, miałam może 17 lat. I stąd zapewne mój niudany związek, porażka małżeńska. "Weż ślub, bo trzeba", a ja nie chciałam. Nie chciałam, bo wiedziałam i wiem do dziś, że po ślubie to juz nic dobrego się wydarzyć nie może. Dziecko w drodze, on chlał. Ja w zaawansowanej ciąży nie mogę sie połozyć, bo nawalony pan się uwalił i kontaktu ze światemzero. Więc ściągałam kapę z łóżka, razem z nim i ścieliłam. A on budził się w środku nocy, wystawiał łeb, rozglądał się co jest i gdzie jest. A ja głupia byłam, że tam zostałam, mogłam uciekać w tej ciązy gdzie piperz rośnie. I ten wariat teraz wmawia sobie i wszystkim lub chce wmówic, że to on wychowuje dziecko i on decyduje i koniec kropka i nikomu się nic nie należy. Zasraniec jeden. A ja się nie dam pokurczowi.
Kiedys przeczytał o sobie w moim pamiętniku, że jak sie napije to wygląda jak oskubany kurczak. Bo wygląda jak porypany kiedy jest na bani. Aż trudno opisać. I co ja widziałam w facecie starszym o 13 lat...
A moja matka dalej się zabawiała, nawet do mnie przyprowadzała swoich "przyjaciół". Niektórzy byli nawet w moim wieku. Pamietam jak kiedyś przyszła w sylwestra, malutkie dziecko spało, a ta z chorym frajerem, chwile posiedział, potem połozył się na podłodze. Wyprosiłam ją. Paranoja. A ona bawiła się świetnie i radośnie.
A tato zawsze miał mnie w nosie. Założył sobie, że świetnie sobie radzę i tego się trzymał, nie ważne co się działo.
A w moim popapranym pseudo małżeństwie, bo ani oświadczyn, ani chęci nie było, bo tak wypadało chrzaniło się coraz bardziej. On chlał z koleżką, a jak trzeźwy przyłaził to zeżarł, ponarzekał, że niedobre potem poległ na kanapie, ryj wsadził w telewizor, a ja ani się odezwać, bo jak mówiłam to on nic. Jak miałam coś ważnego musiałam głos podnieśc, ale i to nic nie dawało. A jak mnie wkurzył to mu jechałam po ichniemu i wiecie, wtedy słyszał.
No i tak se zyliśmy. Tyle tylko, że dziecko już było coraz większe i poszłó do przedszkola, bo ja musiałam pracować. I tam byli ludzie. Na wakacje pojechalismy i tam też byli ludzie. A ja towarzyska jestem. Lubię rozmawiać, lubię jak coś się dzieje. W pracy nawiązałam parę fajnych konatktów, a że facetów byłó więcej a ja lepiej się z facetami dogaduje no to na piwo sobie poszliśmy. Tamten się ciął w domu, a ja postawiłam na swoim i poszłam sobie. Ciucha sobie kupiłam, fajnie się czułam. Ale ja szmata przecież wtedy byłam, ja go zdradziłam, on wiedział lepiej. Czemu ja wtedy go nie olałam, tylko prosiłam, przepraszałam i tłumaczyłam, a on nie wierzył i tak. Ale wybaczył, o tak wybaczył. Wybaczył coś czego nie było, co się nie stało. Porypany. No i tak sobie trwało życie dalej. Grzebał mi wszędzie. Coś tam sobie pisałam, pamietam jak pewien tekst zinterpretował pod siebie. A to kretyn, książki żadnej w ręce nie miał, bez pojęcia, bez wyobraźni. Ale jazda była.
Miałam go dość. Wychodziłam do koleżanki. On zostawał z dzieckiem, zaraz było, że gdzie ja łażę, że dziecko zostawiam. Że porzucam, to tamto. Wytworzył taki niemówiony zakaz, że nigdzie iśc mi wolno nie byłó, bez zezwolenia. Klatka, więzienie.
Nie powiedział tego nigdy wprost, ale ja to czułam. I powiedziałam kiedyś jego znajomym, że przyjadę jak on mi pozwoli. Ale była akcja. Wkurzył się. Ale ja się nie bałam, fizycznie nigdy, dopóki nie zamykał mnie w domu. Wtedy groźby, że zabije wydawały się bardziej prawdopodobne. Ale skończyło się.
Nie pracowałam, znudzona życiem zajrzałam to tu, to tam w necie. Poznałam parę osób, zebrałam siły w sobie i powiedziałam szczerze, że to koniec. I to był pierwszy błąd. On tak kocha, jak ja mogę. On nigdy nic nie miał i dlatego mnie tak traktował. Ja nie mogę nic zrobić, bo jestem jego żoną. Żoną, ale nie taką, którą się kocha, tylko taką z aktem własności, który wystawili w urzędzie.
Aż mnie ciarki przeszły jak to przeleciałam.
I teraz zostały mi zobowiązania finansowe, bo on nigdy czasu nie miał, ale smród narobic to miał czas. Zawsze mnie poniżał i sprawiał, że czułam się gorsza. Ale kiedy zaczęło mi kotłówac w główie, niemal ja rozrywac pod wpływem tego wszystkiego. Kiedy juz wewnętrznie nie mogłam. Zakończyłam to, wyprowadziłam się do matki. To nie było szczęsliwe, ale wskutek tego potem on się wyniósł. No i teraz trza sprawę zakończyć.
Ale wiecie co. Mimo tego nie czuję się gorsza przez to, że matka zawsze się na mnie wyżywała, ani gorsza przez to, że kurczak, ścierwo marne mi to przez lata wmawiał. Akceptuję siebie. Nie jestem Claudią Shiffer czy nie wiadomo kim, ale nie będę, nie mam na to wpływu. I nawet przy kości jestem, bo stresy zajadam. Ale nie nienawidze siebie. Lubie siebie. A miałam się tego nauczyć mówiąc to sobie do lustra, ale nie musiałam.
I nawet to, że ostatnio usłyszałam od pracodawcy żebym doceniła to, że zostałam przyjęta do grona znajomych, czy czegoś tam, nawet to mnie nie przygnębiło, a chyba miłe być nie powinno. Ja się o kontakt nie prosze, a jak się fajnie z ludzmi rozmawia to trudno tego nie robić. Ale cóź. Czy ja sroce spod ogona wypadłam? A w nosie mam. I wiecie co nawet sobie myślę czasem, że jak nie ta praca to inna, bo jak mam na sympatię zasłużyć sobie to tez jest chore.
Przepraszam za słowotok, ale mnie tak Faworytka wyluzowała, że całą pianę z kąpieli wylałam do tej naszej wspólnej wanny z pomyjami. I przez to ta pierwsza wanna w oonymi olejkami jest juz pusta, choć wole prysznic. ![]()
8 905 2012-02-17 19:38:19
Chyba też jestem "kochającą za bardzo"...
Dopiero niedawno dowiedziałam się czym jest DDA....a najgorsze jest to, że nie pochodzę z takiej rodziny a mam wszystkie syndromy...czemu tak jest ?
W ogóle, to witajcie.