Alfi, mało tego jest mi dużo lepiej, że już nic nie muszę, nie muszę być na baczność, nie muszę się opowiadać, nie muszę bać się każdego smsa czy dźwięku telefonu, nie muszę słuchać o swojej następczyni ( a w zasadzie o kobiecie która była z nim równolegle jak ja:-)) i również jej już nie ma ( o to też byłam obarczana winą, że to przeze mnie:-)) hahaha. Wreszcie nic nie muszę i nie chcę. Tyle razy mówiłam, że się odetnę a jak tylko zadzwonił, to już odbierałam. Teraz ja zamknęłam wiecznie uchyloną furtkę.
Alfi to jest załosne, jak my takie kkkzb możemy sobie same spieprzyć życie. A manipulatorzy i kłamcy tylko na to czekają, aby nam jeszcze dowalić, bo jesteśmy słabe i łapiemy się na to całe szambo. Łapiemy się, bo chcemy się łapać, bo nie potrafimy powiedzieć DOŚĆ i piękne słowo NIE, NIE, NIE. Przyzwalamy im na takie traktowanie, jestesmy odpowiedzialne za to że dajemy się tak traktować. Potrzebujemy ciągle tej adrenaliny, aby ciągle coś się działo, aby nie było spokoju, tylko cierpienie, płacz i stres. Trzymaj się i pisz, tu mozesz wszystko z siebie wywalić.
Maxi - to mnie się bardzo podoba - nic nie MUSZĘ!! kurczę po 16 latach znowu decyduję o swoim życiu, koniec obaw jak zareaguje, co powie... mam to gdzieś moje decyzje, moje konsekwencje, ![]()
właśnie! wczoraj rozmawiając z koleżankami, które rzucały gramami w mojego męża - powiedziałam: hola kobietki nie zapominajcie, że to ja jestem wina, one zdumione jak to? tak ja, bo to ja pozwoliłam sobie na takie traktowanie, ja jestem odpowiedzialna, że dzisiaj tak się czuję, bo przez te wszystkie lata nie REAGOWAŁAM! brałam całą winę na siebie, miałam nadzieje, że teraz będzie inaczej... uf dobrze, że to tego dojrzałam, bo mam nadzieje, że już więcej nie popełnię tego błędu...
ostatnio (pisałam o tym, że spotykam się z pewnym panem), ale tydzień temu zakończyłam tą znajomość, bo facet ewidentnie mną już manipulował! ale byłam czujna i podziękowałam panu - kurczę co z tymi facetami nie tak, od tygodnia jasno dała panu znać co o nim myślę, a ten głuchy i 100 telefonów dziennie, chyba muszę zmienić numer ![]()
co do tej adrenaliny, to też tak miałam, czułam ciągłą potrzebę, żeby coś się działo, co oczywiście kończyło się moimi łzami...samodestrukcja....