netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 006 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 134 135 136 137 138 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 776 do 8 840 z 26 310 ]

8 776 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-02-12 15:32:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Alfi, mało tego jest mi dużo lepiej, że już nic nie muszę, nie muszę być na baczność, nie muszę się opowiadać, nie muszę bać się każdego smsa czy dźwięku telefonu, nie muszę słuchać o swojej następczyni ( a w zasadzie o kobiecie która była z nim równolegle jak ja:-)) i również jej już nie ma ( o to też byłam obarczana winą, że to przeze mnie:-)) hahaha. Wreszcie nic nie muszę i nie chcę. Tyle razy mówiłam, że się odetnę a jak tylko zadzwonił, to już odbierałam. Teraz ja zamknęłam wiecznie uchyloną furtkę.


Alfi to jest załosne, jak my takie kkkzb możemy sobie same spieprzyć życie. A manipulatorzy i kłamcy tylko na to czekają, aby nam jeszcze dowalić, bo jesteśmy słabe i łapiemy się na to całe szambo. Łapiemy się, bo chcemy się łapać, bo nie potrafimy powiedzieć DOŚĆ i piękne słowo NIE, NIE, NIE. Przyzwalamy im na takie traktowanie, jestesmy odpowiedzialne za to że dajemy się tak traktować. Potrzebujemy ciągle tej adrenaliny, aby ciągle coś się działo, aby nie było spokoju, tylko cierpienie, płacz i stres. Trzymaj się i pisz, tu mozesz wszystko z siebie wywalić.

Maxi - to mnie się bardzo podoba - nic nie MUSZĘ!! kurczę po 16 latach znowu decyduję o swoim życiu, koniec obaw jak zareaguje, co powie... mam to gdzieś moje decyzje, moje konsekwencje, smile


właśnie! wczoraj rozmawiając z koleżankami, które rzucały gramami w mojego męża - powiedziałam: hola kobietki nie zapominajcie, że to ja jestem wina, one zdumione jak to? tak ja, bo to ja pozwoliłam sobie na takie traktowanie, ja jestem odpowiedzialna, że dzisiaj tak się czuję, bo przez te wszystkie lata nie REAGOWAŁAM! brałam całą winę na siebie, miałam nadzieje, że teraz będzie inaczej... uf dobrze, że to tego dojrzałam, bo mam nadzieje, że już więcej nie popełnię tego błędu...


ostatnio (pisałam o tym, że spotykam się z pewnym panem), ale tydzień temu zakończyłam tą znajomość, bo facet ewidentnie mną już manipulował! ale byłam czujna i podziękowałam panu - kurczę co z tymi facetami nie tak, od tygodnia jasno dała panu znać co o nim myślę, a ten głuchy i 100 telefonów dziennie, chyba muszę zmienić numer big_smile

co do tej adrenaliny, to też tak miałam, czułam ciągłą potrzebę, żeby coś się działo, co oczywiście kończyło się moimi łzami...samodestrukcja....

8 777

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mąż zgubił telefon, torbę treningową chyba też......przepraszał mnie przez smsa z innego numeru.....
Leży chory, gorączka itd, a ja nawet herbaty mu nie zrobiłam, nic kompletnie.........świnia ze mnie.....
Jasne, że jutro będę miała wypomniane jaką jestem żoną........
Ale dość mojego starania.....mam dość.........

8 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Biedaczek...
Ale skąd masz wiedzieć co jest prawda, a co nie mając z nim takie doświadczenia?
Cóż. Sam sobie zapracował na takie traktowanie.

8 779

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Biedaczek...
Ale skąd masz wiedzieć co jest prawda, a co nie mając z nim takie doświadczenia?
Cóż. Sam sobie zapracował na takie traktowanie.

Biedaczek, tak i to jaki. Pojechał do lekarza i nadal nic złego nie widzi w tym, że pił w sobotę i nie było go w domu do 3. A ja nie drgnęłam do dziś jeśli chodzi o pomoc. Zapytałam tylko rano jak się czuje i to na tyle. No i nie omieszkałam powiedzieć, że to kara za sobotę.
I masz rację Hm-sam sobie na to przez długi czas zapracowywał. Znów nad tym wszystkim myślałam wczoraj i wiem, że on nigdy się nie zmieni. Zawsze będzie tak samo, raz wzloty, raz upadki kompletne i tak moje życie u jego boku ma wyglądać...czekanie na jego posunięcia. On nie znał i nie zna granic przyzwoitości i tak pozostanie. Na siłę nie zmieni się nikogo...może na krotki czas, ale potem i tak wychodzi prawdziwe oblicze, prawdziwy charakter i tak juz 10 lat.

8 780

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Taka loteria.
Musisz się martwić o siebie, a on o siebie. Kiedy zauważy, że masz do niego stosunek obojętny może coś go ruszy, choć trochę. Ja to znam. Ma w d... Ale kiedy postanowisz, że to już koniec, on będzie płakał. A potem świrował będzie. Bo taka jest kolej rzeczy.

8 781 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-13 19:52:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem co będzie Hm...póki co jestem nieugięta. Chwilami trzęsę się jak galareta, ale staram się. Dziś powiedziałam mu co myślę o jego poczynaniach. Że mam już dosyć jego niestabilności i że nie mam zamiaru tak żyć. Ma szukać kogoś innego, kto będzie to wszystko tolerował i brał w tym udział. Bo ja naprawdę się staram, jestem pomocna , kiedy muszę, doradzam, kiedy trzeba jestem oparciem, itd. To się dowiedziałam, że przez ostatni tydzień byłam nieznośna (PMS wink wiem bo sama ze sobą nie daję czasem rady) i między innymi dlatego wrócił do domu o tej godzinie i jak mu się będzie chciało to może nawet o 5 rano wracać i że zadowolony jest, że się napił i być może jest już ktoś kto go rozumie i mam go nie straszyć, że z nim nie będę. Poza tym rzeczowych argumentów zero. Bo "nie ma sensu się tłumaczyć i tak zawsze wiesz lepiej i wszystko wykorzystujesz przeciwko mnie" yikes  Przed pól godz gdzieś wyjechał, jak zwykle zero komunikatu: jadę tu i tu...

Kurcze, nie rozumiem tego: wie dobrze, że wystarczy jeden sms, czy zwykłe powiedzenie dokąd się idzie czy o której wróci i wszystko między nami gra, ale są takie jego "wejścia", że bez słowa siedzi gdzieś z kolesiami na chlańsku i ma w nosie to co ja czuję itd. Przecież łatwiej się żyje w zgodzie, wie, że wystarczy powiedzieć, a robi inaczej. Jak to działa, co to za mechanizm?

Zaczęły mi się ferie, myślałam, że odpocznę a tu znów "trawienie" tematu...

8 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,napiszę o sobie,ok?
Kiedy piłam nic się nie liczyło,dzieci też nie.
Najważniejsze było towarzystwo!
Czy nie kochałam dzieci? Kochałam,ale często mi przeszkadzały.
Dlaczego? Dlatego,że alkoholizm (jak każde uzależnienie) odebrał mi człowieczeństwo,kobiecość,uczucia macierzyńskie.
Byłam,pijana nawet po roku niepicia!
Moje zachowanie było chore to tzw: picie na "sucho".
Abstynencja,a trzeźwienie to 2 różne rzeczy.
Miałam terapię,mitingi AA,wsparcie w dzieciach.

Sama nigdy nie dałabym rady:(
Byłam,jestem i będę do końca życia alkoholiczką.I nie wolno mi o tym zapomnieć...bo popłynę...

Liwio to nie jest tak-on Cie nie kocha dlatego pije.NIE NIE NIE!
On jest nieodpowiedzialny,świnia,taki już ma charakter-NIE!
On jest chory,to choroba psychiczna.Choroba przewlekła i nieuleczalna.
Ale można ją zatrzymać.
Przydałby się odwyk,żeby sobie przemyślał,odpoczął,złapał dystans,żeby wreszcie dotarło do niego,że już od dawna nie kieruje swoim życiem.

A Ty?
Ty musisz zająć się wyłącznie sobą!!!
Wiem jakie to ciężkie,też się tego uczę...

Tulę Cię mocno!

8 783

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Alkoholizm, współuzależnienie są tak trudnymi sprawami, że ja nie ośmielam się ich dotykać. Wiem, że życie z osobą pijącą jest trudne, stanie obok- wydaje się nieludzkie, ale czasem "pomaganiem" robimy jeszcze więcej złego. Warto poszukać pomocy w mitingach dla współuzależnionych... Chciałabym napisać więcej, ale nie czuję się kompetentna.

Dziś mnie naszło walentynkowo. Na szczęście tego wieczoru nie będę spędzała sama, a w miłym towarzystwie jednej z forumowiczek. Bo kto nas lepiej zrozumie, niż inna kkzb?
Nie, żebym do tej pory walentynki miała jakieś romantyczne i niezapomniane, właściwie zawsze to, co ja sama zaplanowałam. Jak nie wymyśliłam nic, było zwyczajnie.
Nawet nie pamiętam, co się działo rok temu, nigdy zresztą nie lubiłam tego dnia, ani będąc sama, ani będąc w związku.

Ale w tym nastroju walentynkowym nachodziły mnie różne myśli: "jaki powinien być mój wymarzony mężczyzna?"-zaraz zrobiłam poprawkę w myśleniu, bo przecież nie szukamy już księcia, ideału, a normalnego, porządnego faceta. A ja w sekundę potrafiłam przywieść na myśl dziesiątki jego cech. Takiego, który się pojawi i całe życie się zmieni, i poczuję ULGĘ! Ta ulgę, którą czułam przytulając się do swojego mężczyzny. I co? Nadal marzę by mnie ktoś uratował, a przecież to właśnie jeden z naszych błędnych schematów myślowych!

Więc wybrałam inną myśl: "jaka ja dla niego będę". Znowu źle, bo czemu JA mam być dla NIEGO, pod niego??? znowu on w centrum wszechświata, moich myśli i działań... Przecież nie o mężczyznę w tym wszystkich chodzi, nie o wkradanie się w jego łaski, podlizywanie- znowu błąd kobiety kochającej za bardzo.

I przyszłą trzecia myśl- "jaka mam być nowa ja?". Tak po prostu, jaka będę JA.
Bo jak ja będę silna i mądra, nie wybiorę więcej nędznego faceta, jak ja będę asertywna, nikt mnie nie skrzywdzi, jak ja będę dbała o rozrywkę, narcyz nie będzie mi do niczego potrzebny.
Jak będę CAŁOŚCIĄ, nie będę właziła komuś na głowę, nie będzie mi ciągle przykro, nie będę czuła tego napięcia!

"W relacji należy się zapytać siebie, ile ma się do dania, a nie na odwrót- ile mam do wzięcia...."

I chyba mimo mojego wielkiego serca, rozpaczliwie, histerycznie chcę by ktoś mi coś w końcu dał. Czy ten głód był od zawsze? Czy nieodwzajemnione uczucie, miłość do osoby pustej wewnętrznie sprawiła, że jestem tak spragniona??

Ja niestety nie jestem pewna, co było pierwsze: jajko, czy kura?
Czy On będąc z normalną, nie potrzebowałby takiej przestrzeni i wolności?
A może ja i normalnego bym zagłaskała na śmierć?
A może wcale nie przesadzałam, chciałam tego, co gdzie indziej wydaje się normalne...
A może przy normalnym facecie byłoby wszystko dobrze?

A może te moje pytania to właśnie kochanie za bardzo? To poczucie winy we mnie, mimo że się starałam,a partner złamał wszelkie dozwolone zasady. Ten żal za czymś, czego nigdy naprawdę nie było. Zdrowa kobieta robiłaby swoje, nie zastanawiałaby się, czy się nie myli, a ja muszę wyczytać milion książek o psychofagu i o tym, jak poważne jest jego "schorzenie", żeby rozgrzeszyć siebie z tego, co zrobiłam "za bardzo", "za mało", "za rzadko", "za często"...

I mam już opinie z książek, psycholog mnie utwierdziła w tym, że to słaby człowiek, bez wartości, próbujący na mnie przenieść swoje winy, a ja nadal pytam siebie, jak ta durna i głupia, co mogłam zrobić, by ten palant mnie kochał??

I wiem, że nic! i prawdopodobnie on przy nikim dłużej miejsca nie zagrzeje. A ta zdarta płyta i tak w mojej głowie...

I to jest to cholerne kochanie za bardzo: mąż mnie okłamywał, zdradzał, zabawiał się za wspólną kasę, nie szanował mnie i moich potrzeb, nie chciał ze mną spędzać czasu, drwił ze mnie, wyrzucił mnie z domu, popsuł mi opinię wśród swojej rodziny, żebym nie mogła donieść o zdradzie, patrzył jak chudnę, jak płaczę, a teraz się bawi i ma gdzieś, czy żyję- a ja? a ja się durna pytam, jak mogłam sprawić by taki pusty, krzywdzący mnie z ironicznym uśmiechem na ustach, człowiek mnie kochał?
I niby mam wszystkie klepki, a w uczuciach jestem jakaś opóźniona w rozwoju.

Miało być o czymś innym, a znowu popłynęłam:) z serca poszło, szczerze, choć wstyd mi przed Wami. Ale przecież po to tu jesteśmy, żeby być szczere.
I ja fighterka, ja faworytka, ja ta silna, mam teraz gorsze dni i jestem miłościoholiczką na głodzie.

8 784

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kurczę ja mam tak samo.
Czego tu się wstydzić...tu nie ma "lepszych","gorszych",tu jesteśmy MY KKZB.
Ech...uzależniam się od tego forum...Dostaję taką lekcję z Waszych postów-bezcenne!

Ps:dziś od przyjaciela (tylko przyjaciela),usłyszałam,że za bardzo tłumaczę-jego-że za bardzo chcę go zrozumieć i że wszystko robię za bardzo.
Nie wiem czy ma rację...
Wydaje mi się,że ja po prostu zrozumiałam,że oni nie są z natury źli,że mieli swoje zaburzenia,a ja ich do siebie przyciągałam,bo oczywiście byłam pewna,ze ich "szczęśliwie"
Już nie czuję złości,nienawiści,gniewu,żądzy zemsty-już to przerabiałam...
Jest tylko żal...
Do kogo? Chyba do losu...
Tęsknię...ale zaraz sobie tłumaczę,że przecież nie za nim,nie po tym co zrobił...
Może więc tęsknię za sobą?
Nie wiem...

8 785

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Alkoholizm, współuzależnienie są tak trudnymi sprawami, że ja nie ośmielam się ich dotykać. Wiem, że życie z osobą pijącą jest trudne, stanie obok- wydaje się nieludzkie, ale czasem "pomaganiem" robimy jeszcze więcej złego. Warto poszukać pomocy w mitingach dla współuzależnionych... Chciałabym napisać więcej, ale nie czuję się kompetentna.

Dziś mnie naszło walentynkowo. Na szczęście tego wieczoru nie będę spędzała sama, a w miłym towarzystwie jednej z forumowiczek. Bo kto nas lepiej zrozumie, niż inna kkzb?
Nie, żebym do tej pory walentynki miała jakieś romantyczne i niezapomniane, właściwie zawsze to, co ja sama zaplanowałam. Jak nie wymyśliłam nic, było zwyczajnie.
Nawet nie pamiętam, co się działo rok temu, nigdy zresztą nie lubiłam tego dnia, ani będąc sama, ani będąc w związku.

Ale w tym nastroju walentynkowym nachodziły mnie różne myśli: "jaki powinien być mój wymarzony mężczyzna?"-zaraz zrobiłam poprawkę w myśleniu, bo przecież nie szukamy już księcia, ideału, a normalnego, porządnego faceta. A ja w sekundę potrafiłam przywieść na myśl dziesiątki jego cech. Takiego, który się pojawi i całe życie się zmieni, i poczuję ULGĘ! Ta ulgę, którą czułam przytulając się do swojego mężczyzny. I co? Nadal marzę by mnie ktoś uratował, a przecież to właśnie jeden z naszych błędnych schematów myślowych!

Więc wybrałam inną myśl: "jaka ja dla niego będę". Znowu źle, bo czemu JA mam być dla NIEGO, pod niego??? znowu on w centrum wszechświata, moich myśli i działań... Przecież nie o mężczyznę w tym wszystkich chodzi, nie o wkradanie się w jego łaski, podlizywanie- znowu błąd kobiety kochającej za bardzo.

I przyszłą trzecia myśl- "jaka mam być nowa ja?". Tak po prostu, jaka będę JA.
Bo jak ja będę silna i mądra, nie wybiorę więcej nędznego faceta, jak ja będę asertywna, nikt mnie nie skrzywdzi, jak ja będę dbała o rozrywkę, narcyz nie będzie mi do niczego potrzebny.
Jak będę CAŁOŚCIĄ, nie będę właziła komuś na głowę, nie będzie mi ciągle przykro, nie będę czuła tego napięcia!

"W relacji należy się zapytać siebie, ile ma się do dania, a nie na odwrót- ile mam do wzięcia...."

I chyba mimo mojego wielkiego serca, rozpaczliwie, histerycznie chcę by ktoś mi coś w końcu dał. Czy ten głód był od zawsze? Czy nieodwzajemnione uczucie, miłość do osoby pustej wewnętrznie sprawiła, że jestem tak spragniona??

Ja niestety nie jestem pewna, co było pierwsze: jajko, czy kura?
Czy On będąc z normalną, nie potrzebowałby takiej przestrzeni i wolności?
A może ja i normalnego bym zagłaskała na śmierć?
A może wcale nie przesadzałam, chciałam tego, co gdzie indziej wydaje się normalne...
A może przy normalnym facecie byłoby wszystko dobrze?

A może te moje pytania to właśnie kochanie za bardzo? To poczucie winy we mnie, mimo że się starałam,a partner złamał wszelkie dozwolone zasady. Ten żal za czymś, czego nigdy naprawdę nie było. Zdrowa kobieta robiłaby swoje, nie zastanawiałaby się, czy się nie myli, a ja muszę wyczytać milion książek o psychofagu i o tym, jak poważne jest jego "schorzenie", żeby rozgrzeszyć siebie z tego, co zrobiłam "za bardzo", "za mało", "za rzadko", "za często"...

I mam już opinie z książek, psycholog mnie utwierdziła w tym, że to słaby człowiek, bez wartości, próbujący na mnie przenieść swoje winy, a ja nadal pytam siebie, jak ta durna i głupia, co mogłam zrobić, by ten palant mnie kochał??

I wiem, że nic! i prawdopodobnie on przy nikim dłużej miejsca nie zagrzeje. A ta zdarta płyta i tak w mojej głowie...

I to jest to cholerne kochanie za bardzo: mąż mnie okłamywał, zdradzał, zabawiał się za wspólną kasę, nie szanował mnie i moich potrzeb, nie chciał ze mną spędzać czasu, drwił ze mnie, wyrzucił mnie z domu, popsuł mi opinię wśród swojej rodziny, żebym nie mogła donieść o zdradzie, patrzył jak chudnę, jak płaczę, a teraz się bawi i ma gdzieś, czy żyję- a ja? a ja się durna pytam, jak mogłam sprawić by taki pusty, krzywdzący mnie z ironicznym uśmiechem na ustach, człowiek mnie kochał?
I niby mam wszystkie klepki, a w uczuciach jestem jakaś opóźniona w rozwoju.

Miało być o czymś innym, a znowu popłynęłam:) z serca poszło, szczerze, choć wstyd mi przed Wami. Ale przecież po to tu jesteśmy, żeby być szczere.
I ja fighterka, ja faworytka, ja ta silna, mam teraz gorsze dni i jestem miłościoholiczką na głodzie.

Takie myśli przychodzą zapewne do większości z nas, gwarantuję Ci.

ja dziś jestem w  bojowym nastroju smile mam zamiar wyjść gdzieś wieczorem i jak nie będzie z kim (czytaj koleżanka) to sama pójdę a co smile

Buziaki Walentynkowe:)

8 786 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-02-14 11:53:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko zadajesz sobie pytania z pewnej fazy "żałoby". Najpierw niedowierzanie, przerażenie i rozpacz - tak zwana czarna dziura. Kolejna faza to rozważanie co mogłam zrobić a czego nie zrobiłam. Dochodzimy do oskarżania siebie a potem partnera. Siebie posądzamy o za mało, za dużo a jego pytamy jak mógł nam to robić. Jak mógł poniżać, lekceważyć, oszukiwać . Uświadamiamy sobie, że NIC nie mogłyśmy zrobić by nas kochał. Wiemy już też, że miałyśmy do czynienia z draniem. Narcyz, socjopata lub zwykły drań nam się trafił ale zdajemy już sobie sprawę, że jest to człowiek bez wartości. Kolejny etap to wybaczanie sobie. Mnie to wybaczanie idzie ciężko. Trudno wybaczyć sobie głupotę, ślepotę, naiwność z 20 kilku lat. Ja pozwoliłam na zadłużenie rodziny na duże pieniądze i na totalną rozwałkę swojej psychiki. Czy kiedyś wybaczę sobie ?
Staram się wiele naprawić, wszystkiego nie jestem w stanie. Próbuję stawić czoła przeciwnościom. Dużo mnie to kosztuje emocji ale wiem, że słuszne są moje decyzje.
Szczerość.....wiesz Faworytko najtrudniej być szczerą sama ze sobą. Wiele lat przecież same oszukiwałyśmy się. Twoje słowa: "mąż mnie okłamywał, zdradzał, zabawiał się za wspólną kasę, nie szanował mnie i moich potrzeb, nie chciał ze mną spędzać czasu, drwił ze mnie, wyrzucił mnie z domu, popsuł mi opinię wśród swojej rodziny, żebym nie mogła donieść o zdradzie, patrzył jak chudnę, jak płaczę"  potwierdzają to. Mój małżonek również robił rożne świństwa i niegodziwości a ja całe lata nie umiałam być se sobą szczera i nazwać fakty po imieniu. Zawsze znalazło się usprawiedliwienie czyli oszukiwanie siebie. Nie umiałam? nie chciałam? być ze sobą szczera. Dawno temu powinnam mu podziękować za współpracę. Ale przecież ja TOLERANCYJNA. No właśnie tolerancja czy głupota.
Wstyd..... Nie mam go przed innymi. Wstydzę się sama przed sobą. Innym mogę powiedzieć "nie wiem jak to się stało" lub "sama tego nie rozumiem". Sobie już umiem powiedzieć byłam durna, durna, durna do kwadratu....i wstydzę się swojej głupoty. 
Mój małżonek grał role, rozgrywał teatr. Ja siedziałam w pierwszym rzędzie "oczarowana" aktorem. To co widziałam nie zawsze mi się podobało. Kupiłam jednak bilet więc jak wyjść przed końcem spektaklu ? jak zrezygnować z zobaczenia ostatniego aktu?. I nagle przebudzenie. Na scenie zobaczyłam nieudolnego amatora, nieudacznika, blagiera. Teatr jednego aktora opuszczałam w pośpiechu. Wstyd mi przed sobą....innym mogę powiedzieć, bo grał oscarową rolę, bo sztuka była ciekawa. Jestem jednak już świadoma mistyfikacji.
Aktor  nie zszedł ze sceny. Nadal realizuje swoje scenariusze. Dzięki Bogu już inna siedzi w pierwszym rzędzie. Jeszcze dobrze się bawi. Na łzy jeszcze przyjdzie jej czas.Ja mam inny dylemat : ONA , ON. Czy ona naiwna? głupia? czy on artysta. Jeśli cokolwiek ją usprawiedliwia,  usprawiedliwia też mnie.

8 787

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

(...)Ja mam inny dylemat : ONA , ON. Czy ona naiwna? głupia? czy on artysta. Jeśli cokolwiek ją usprawiedliwia,  usprawiedliwia też mnie.

A w pracy nad sobą faktycznie chodzi o szukanie i znajdywanie usprawiedliwienia swego postępowania? Śmiem wątpić.

8 788 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-14 12:59:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oczpiekne...
A co..
Trza iść, chocby samej. Małó jest ludzi na mieście?

Nie chodzi o usprawiedliwianie tylko o wyciągnięcie nauki na przyszłość. Co z tego, że powiemy żałuję? To nic nie zmieni.

8 789 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-02-14 13:01:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
zofia282 napisał/a:

(...)Ja mam inny dylemat : ONA , ON. Czy ona naiwna? głupia? czy on artysta. Jeśli cokolwiek ją usprawiedliwia,  usprawiedliwia też mnie.

A w pracy nad sobą faktycznie chodzi o szukanie i znajdywanie usprawiedliwienia swego postępowania? Śmiem wątpić.

Ja także wątpię ale to tak jak pisze Faworytka jak zdarta płyta w mojej głowie sad. Czy jest ono mi potrzebne. Czuję, że tak. Może za kilka miesięcy, tygodni przetrawię to i w nosie będę miała wybaczanie sobie. Może nie będzie mi to do niczego potrzebne.
W pierwszych fazach "żałoby" myśli obsesyjnie się pojawiały. Stale przeżuwałam: ja, on i całe swoje życie. Dlaczego tak ja zrobiłam, dlaczego on. Ciągle było dlaczego. Dzisiaj mam to w nosie. Dziś nie nie ma obsesyjnych myśli. Rozważania pojawiają się od czasu do czasu.  Może będę się z tego śmiała jak śmieję się z niego i dawnej JA.
Kilka miesięcy temu nie byłam w stanie działać. Dzisiaj działam i nie ruszają mnie opinie innych. Ratuję siebie i dzieci. Nie robię tego wbrew prawu czy zasadom moralnym. Może to powolne wychodzenie z "żałoby"? smile
Dzisiaj też pojawiają się marzenia. Marzę o wolności i samodzielności...i działam smile

8 790

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie chodzi o usprawiedliwianie tylko o wyciągnięcie nauki na przyszłość. Co z tego, że powiemy żałuję? To nic nie zmieni.

Może.
Słowo żałuję jak i szczere żałowanie oczywiście nic nie daje, nic nie zmienia.

8 791

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Liwio,napiszę o sobie,ok?
Kiedy piłam nic się nie liczyło,dzieci też nie.
Najważniejsze było towarzystwo!
Czy nie kochałam dzieci? Kochałam,ale często mi przeszkadzały.
Dlaczego? Dlatego,że alkoholizm (jak każde uzależnienie) odebrał mi człowieczeństwo,kobiecość,uczucia macierzyńskie.
Byłam,pijana nawet po roku niepicia!
Moje zachowanie było chore to tzw: picie na "sucho".
Abstynencja,a trzeźwienie to 2 różne rzeczy.
Miałam terapię,mitingi AA,wsparcie w dzieciach.

Sama nigdy nie dałabym rady:(
Byłam,jestem i będę do końca życia alkoholiczką.I nie wolno mi o tym zapomnieć...bo popłynę...

Liwio to nie jest tak-on Cie nie kocha dlatego pije.NIE NIE NIE!
On jest nieodpowiedzialny,świnia,taki już ma charakter-NIE!
On jest chory,to choroba psychiczna.Choroba przewlekła i nieuleczalna.
Ale można ją zatrzymać.
Przydałby się odwyk,żeby sobie przemyślał,odpoczął,złapał dystans,żeby wreszcie dotarło do niego,że już od dawna nie kieruje swoim życiem.

A Ty?
Ty musisz zająć się wyłącznie sobą!!!
Wiem jakie to ciężkie,też się tego uczę...

Tulę Cię mocno!

Dziękuję Lukrecjo.....
Wiem, że to o czym napisałaś to prawda...
Wiem, że jestem nie dość, że kkzb to jeszcze współuzależnioną, która jak widać nabiera się na to co on mówi i robi, na to, że podjął niby leczenie, ale i tak się napił, mimo, że od soboty znów nie pije (a przez ostatnie 2 lata było picie codzienne). Nie wiem jak mam się do tego odnieść kompletnie. Że to choroba to też wiem. Wiem, że biorąc go za męża, brałam ze wszystkim, z chorobą, ze zdrowiem, w doli i niedoli, ale niestety mam już tyle przejść z nim, że nie daję już rady............

8 792

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...) Nie wiem jak mam się do tego odnieść kompletnie. (...)

Kłania się terapia dla współuzależnionych. To też wiesz.

8 793

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Kurcze, nie rozumiem tego: wie dobrze, że wystarczy jeden sms, czy zwykłe powiedzenie dokąd się idzie czy o której wróci i wszystko między nami gra

Nie, Liwio, nie oszukuj sama siebie. Żaden sms by nie pomógł. Jak już zadzwoni, to mówi z lekka bełkotliwym głosem, albo jak napisze, to palce w klawiaturę nie do końca precyzyjnie trafiają - pisze też z lekka bełkocząc. A Ty dostajesz furii. Nie ma znaczenia, czy napisze/zadzwoni czy nie. Tobie chodzi o to, że PIJE i już. Przyznaj się. To nie jest kwestia tego, że się niepokoisz o niego. Ciebie zwyczajnie do obłędu doprowadza, że PIJE i nie wiesz, kiedy ani w jakim stanie wróci. Ale to niest lęk o niego tylko złość, że zostały zignorowane Twoje kolejne prośby, że zostałaś olana na rzecz butelki, kumpli (dodaj właściwe). Ta złość, niepewność i niestabilność Cię zabija. Chodzisz jak zwierzę od drzwi do okna i znów do drzwi. Masz wydeptaną ścieżkę w dywanie od tego krążenia, każdy mięsień napięty tak, że następnego dnia dostajesz zakwasów, adrenalina wali Ci po żyłach a serce o mało Ci nie rozerwie żeber.
BO JESTEŚ WSPÓŁUZALEZNIONA. Koniec i kropka. I z tym właśnie musisz walczyć a nie z jego piciem, kumplami, sms-owaniem bądź nie. ON MUSI SOBIE PORADZIĆ SAM, A TY SOBIE SAMA. Może gdzieś w tym procesie sie spotkacie i dopiero wtedy z tego coś autentycznego i normalnego z tego wyniknie. Dopóki sama siebie nie uleczysz - jesteś bez szans.

8 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...) Nie wiem jak mam się do tego odnieść kompletnie. (...)

Kłania się terapia dla współuzależnionych. To też wiesz.

Jaka czasowa i merytoryczna zgodność, Wielokropku big_smile big_smile big_smile

8 795

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

I to jest to cholerne kochanie za bardzo: mąż mnie okłamywał, zdradzał, zabawiał się za wspólną kasę, nie szanował mnie i moich potrzeb, nie chciał ze mną spędzać czasu, drwił ze mnie, wyrzucił mnie z domu, popsuł mi opinię wśród swojej rodziny, żebym nie mogła donieść o zdradzie, patrzył jak chudnę, jak płaczę, a teraz się bawi i ma gdzieś, czy żyję- a ja? a ja się durna pytam, jak mogłam sprawić by taki pusty, krzywdzący mnie z ironicznym uśmiechem na ustach, człowiek mnie kochał?
I niby mam wszystkie klepki, a w uczuciach jestem jakaś opóźniona w rozwoju.

Miało być o czymś innym, a znowu popłynęłam:) z serca poszło, szczerze, choć wstyd mi przed Wami. Ale przecież po to tu jesteśmy, żeby być szczere.
I ja fighterka, ja faworytka, ja ta silna, mam teraz gorsze dni i jestem miłościoholiczką na głodzie.

Faworytko........to zdanie jest piękne wink "I niby mam wszystkie klepki, a w uczuciach jestem jakaś opóźniona w rozwoju." Każda z nas taka jest w miłości-opóźniona cholernie.

To, że się rozpisałaś....bardzo dobrze, przynajmniej i my kkzb "pożywimy" się tym i pocieszymy, że nie jesteśmy same, a Ty masz ulgę (mam taką nadzieję), że wyrzuciłaś to z siebie.

Ja mam z kolei moment "mam to wszystko gdzieś, nie mam już sił"-to etap dzienny, wieczorny to "czarna rozpacz", bo gdzieś polazł, bo znów nie liczy się ze mną, bo ciekawe dokąd poszedł i jaka to ja jestem do d....y, że tak mnie traktuje, do tego dochodzą boleści brzucha i latanie "na stronę" z nerwów (jakiś detoks normalnie).
Ale żeby sobie pomóc, to przypominam sobie, co on wyczyniał, że tak naprawdę nie ma jakiejś szczególnej poprawy w jego zachowaniu, że tak jak robił przez lata, tak robi dalej. Co prawda w dłuższych odstępach czasowych, ale robi. I wiesz, czytam jego smsy do mnie-które "przechowałam" kiedyś-czytam i nie dowierzam, ale zarazem otwieram sobie oczy, że porażające jest jego zachwianie emocjonalne, ujeżdżanie słabszego-czyli mnie, nieszanowanie itd. I z nikim oprócz mnie tak nie postępuje, z nikim, tylko ze mną. Ja jako z jednej strony osoba, na którą zawsze i wszędzie może liczyć, a z drugiej wróg nr 1-i byle pocisnąć, dogadać, wkurzyć, poniżyć...Jasne , że za chwilę znów sobie usprawiedliwiam-no bo jak jest dobrze, to on kocha, gotuje, pomaga, miłość okazuje....bomba emocjonalna to mało.

Dziś jeszcze to głupie święto, za którym także nigdy nie przepadałam.....prezent dostałam od niego już w zeszłym tygodniu, oczywiście po to, by udreptał sobie usprawiedliwienie za sobotę (tak myślę, że miał to zwyczajnie w planach). A ja, żeby tradycji stało się za dość i jako kkzb- też mu coś kupiłam, ale nie dałam jeszcze i nie wiem czy dam (co będzie mi wypomniane przy najbliższej okazji), bo nawet nie wiem, co powiedzieć, jak dać i właściwie po co???

8 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Już nie czuję złości,nienawiści,gniewu,żądzy zemsty-już to przerabiałam...
Jest tylko żal...
Do kogo? Chyba do losu...
Tęsknię...ale zaraz sobie tłumaczę,że przecież nie za nim,nie po tym co zrobił...
Może więc tęsknię za sobą?
Nie wiem...

Czy mogę Cię zacytować na blogu? Pięknie to napisałaś.

8 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...) Nie wiem jak mam się do tego odnieść kompletnie. (...)

Kłania się terapia dla współuzależnionych. To też wiesz.

Jaka czasowa i merytoryczna zgodność, Wielokropku big_smile big_smile big_smile

big_smile big_smile big_smile
Jestem pod wrażeniem tejże zgodności (głównie w czasie).

Wiemy też wspólnie, że sama wiedza niczego nie zmienia.
Wiemy też wspólnie, że zmienia jedynie decyzja o pracy nad sobą.
Wiemy też wspólnie, że brak takiej decyzji jest też decyzją.
Wiemy też wspólnie, na czym polega oszukiwanie siebie samej co do podjętych decyzji.

8 798

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Liwia napisał/a:

Kurcze, nie rozumiem tego: wie dobrze, że wystarczy jeden sms, czy zwykłe powiedzenie dokąd się idzie czy o której wróci i wszystko między nami gra

Nie, Liwio, nie oszukuj sama siebie. Żaden sms by nie pomógł. Jak już zadzwoni, to mówi z lekka bełkotliwym głosem, albo jak napisze, to palce w klawiaturę nie do końca precyzyjnie trafiają - pisze też z lekka bełkocząc. A Ty dostajesz furii. Nie ma znaczenia, czy napisze/zadzwoni czy nie. Tobie chodzi o to, że PIJE i już. Przyznaj się. To nie jest kwestia tego, że się niepokoisz o niego. Ciebie zwyczajnie do obłędu doprowadza, że PIJE i nie wiesz, kiedy ani w jakim stanie wróci. Ale to niest lęk o niego tylko złość, że zostały zignorowane Twoje kolejne prośby, że zostałaś olana na rzecz butelki, kumpli (dodaj właściwe). Ta złość, niepewność i niestabilność Cię zabija. Chodzisz jak zwierzę od drzwi do okna i znów do drzwi. Masz wydeptaną ścieżkę w dywanie od tego krążenia, każdy mięsień napięty tak, że następnego dnia dostajesz zakwasów, adrenalina wali Ci po żyłach a serce o mało Ci nie rozerwie żeber.
BO JESTEŚ WSPÓŁUZALEZNIONA. Koniec i kropka. I z tym właśnie musisz walczyć a nie z jego piciem, kumplami, sms-owaniem bądź nie. ON MUSI SOBIE PORADZIĆ SAM, A TY SOBIE SAMA. Może gdzieś w tym procesie sie spotkacie i dopiero wtedy z tego coś autentycznego i normalnego z tego wyniknie. Dopóki sama siebie nie uleczysz - jesteś bez szans.

Tak. To wszystko prawda. Co do słowa prawda. yikes  WIEM! Póki co jeszcze do tego dochodzi myślenie, że znów łazi nie wiadomo gdzie i czy znów w grę wchodzą flirty itd.   
"""Ale to niest lęk o niego tylko złość, że zostały zignorowane Twoje kolejne prośby, że zostałaś olana na rzecz butelki, kumpli (dodaj właściwe). Ta złość, niepewność i niestabilność Cię zabija. Chodzisz jak zwierzę od drzwi do okna i znów do drzwi. Masz wydeptaną ścieżkę w dywanie od tego krążenia, każdy mięsień napięty tak, że następnego dnia dostajesz zakwasów, adrenalina wali Ci po żyłach a serce o mało Ci nie rozerwie żeber.""""  TO JA!!

Wielokropku.......liczyłam choć na jeden wpis smile

Pracuję nad sobą i będę pracowała, bo inaczej już żyć się nie da!

8 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

I niby mam wszystkie klepki, a w uczuciach jestem jakaś opóźniona w rozwoju.

Bo my to takie właśnie dwugłowe istoty jesteśmy - mądra głowa/głupia głowa - rozsądek/emocje.

Równowaga ma być (jak dla mnie na dziś z przewagą rozsądku) a my pozwalamy się tej naszej emocjonalniej głowie panoszyć i robić naszym życiem, co se chce.
Dajmy szanse zdrowej głowie, dziewczyny, bo to nie demokrajca tylko jakiś totalitaryzm jest, dopóki tylko jedna łepetyna zarządza.

8 800

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Tarantella napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Kłania się terapia dla współuzależnionych. To też wiesz.

Jaka czasowa i merytoryczna zgodność, Wielokropku big_smile big_smile big_smile

big_smile big_smile big_smile
Jestem pod wrażeniem tejże zgodności (głównie w czasie).

Wiemy też wspólnie, że sama wiedza niczego nie zmienia.
Wiemy też wspólnie, że zmienia jedynie decyzja o pracy nad sobą.
Wiemy też wspólnie, że brak takiej decyzji jest też decyzją.
Wiemy też wspólnie, na czym polega oszukiwanie siebie samej co do podjętych decyzji.

Oj, wiemy, wiemy ...

8 801

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio- ulżyło mi, dobrze się przyznać do własnej słabości.
chyba muszę sobie odświeżyć ukochane lekturki, to dodam sobie powera.

Taka byłam dumna z siebie, silna, twarda, bez płaczów, tyle miałam złości w sobie, że dwa miesiące na tym jechałam.
Do tego kupa rozrywek, znajomych, a teraz robi się coraz ciszej..., spokojniej i dogoniła mnie ta pustka...
ten dom- nie mój, choć luksusowy,
Ci ludzie ze mną mieszkający- obcy
i brakuje mi domu, mojego domu, mojego kubka, mojej wanny, MOJEGO ŻYCIA!

I myślałam, że taka mądra jestem, taka podleczona, oczytana, a tu guzik-  dużo już zrobiłam, ludzie, którzy mnie znają od lat nie mogą wyjść z podziwu, że taka twarda jestem, że tak się zmieniłam.
Stałam się silniejsza, bardziej pewna siebie, weselsza, ale tylko ja wiem, że do praktyki zdrowych relacji to mi jeszcze ho ho!

8 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie martw się Faworytko.......taki nasz los, raz dołek, raz góra. Każda z nas potrzebuje bliskości, szacunku, czułości i zrozumienia i najlepiej jak byśmy dostały to od ......niego, ale widzisz, akurat nam trafiło się inaczej. Ciężka jest ta droga do "normalności", ale pocieszaj się tym, że teraz mimo wszystko masz spokój. Nikt Cie nie poniża, nie wykorzystuje Twojej miłości, nie musisz już stać na baczność, a jesteś w końcu sobą.....A to mimo wszystko miłe uczucie, bo kiedyś go już doznałam, a byłam bez niego, pocharatana na psychice, ale spokojna.......i to wtedy ceniłam najbardziej, chociaż płakałam czasem za nim w poduszkę....

Miejmy nadzieję Faworytko, że będzie lepiej....

Sięgnij po te lektury, jeśli pomagają i pisz jak tylko najdzie Cię ochota....

8 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj kochana, ten spokój jest bezcenny!
Jak mnie tak najdzie, to zaraz sobie mówię, że mimo wszystko jest dobrze, bo już nie czekam, czy zadzwoni, czy nie; o której wróci, czy będzie mną zainteresowany, a może mnie oleje. Ta ciągła niepewność jest podobna do czekania na alkoholika- nigdy nie wiadomo, co nas spotka w toksycznym związku- dołek, czy górka, czy dziś kocha nad życie, czy jest obojętny.
On pociągał długo za moje sznurki.

A teraz spokój...
Śpię krócej, a jestem wyspana, mam więcej energii, płakałam z 3 razy przez te dwa miesiące. Bardziej bolało, gdy odrzucał mnie i deptał to, co było, każdego dnia.

Teraz nie jest źle, po prostu wracam do normalności, wraca spokój i nuda.
Złość przechodzi, bo go nie widzę i nie mam żadnego kontaktu,
Euforia zmian też mija, bo choć to zapełnia mi czas, daje energie i radość z życia, to z czasem, jakby kolejna zumba... cieszy kapkę mniej.

I wracam do poziomu bez górek i bez dołków i może z tym mi tak byle jak.
Tęsknię za tą kolejką górską??? Czy po prostu za czyjąś bliskością?
A może to minął etap szoku, byłam tak naładowana emocjami, że dopiero teraz widzę "na trzeźwo" i dochodzi do mnie to, co w tym całym stresie i adrenalinie było niewidoczne?
Tak szybko "uciekałam do przodu", że nawet nie zauważyłam, gdzie dobiegłam:)

8 804 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-14 17:24:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bo my do tych emocji-z życia z manipulantem jesteśmy przyzwyczajone. Potem, kiedy przychodzi ten spokój, dobieganie gdzieś, gdzie nie wiemy w zasadzie gdzie i zaczyna się robić jakoś nudno-to wtedy zaczynamy "wariować". To jest jak odtruwanie się. I są te dziwne wzloty i dziwne upadki. I nie wiem, kiedy to się kończy...ale cały czas mam nadzieję, że jednak kiedyś skończą się te "dziwne" emocje, to całe wariactwo. Ja już przez to wszystko podupadłam na zdrowiu, już nawet zapomniałam jaka jestem na prawdę, już prawie nie pamiętam jaką kiedyś byłam "siłaczką", kobietą, która wie czego chce, dążącą do każdego celu. Dobrze, że kiedyś to wszystko zrealizowałam, bo teraz, przy nim, nic bym nie osiągnęła........Czasem nie wiem nawet kim jestem..........


teraz znów siedzę sama w domu, z dzieckiem. jego nie ma już chyba z 3 h. Nie wiem, gdzie jest. Auto też zabrał. Zaczynam fiksować, zaczyna znów mną telepać...ale biorę zaraz córkę i idę, na spacer, gdzieś, gdziekolwiek.....

8 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwia,
doskonale wiesz, że oszukujesz sama siebie. tongue

To się nigdy s a m o   nie skończy. Możesz czekać na cud i on się  s a m   nie stanie.

Przyglądam się Tobie uważnie od dawna. Podjęłaś decyzję o trwaniu. Mimo. hmm

8 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Już nie czuję złości,nienawiści,gniewu,żądzy zemsty-już to przerabiałam...
Jest tylko żal...
Do kogo? Chyba do losu...
Tęsknię...ale zaraz sobie tłumaczę,że przecież nie za nim,nie po tym co zrobił...
Może więc tęsknię za sobą?
Nie wiem...

Czy mogę Cię zacytować na blogu? Pięknie to napisałaś.

Oczywiście,będzie mi bardzo miło:-)

Dziś muszę się Wam pochwalić,bo zrobiłam postęp.
Mam exa w tel zablokowanego,no ale wiadomość,ze próbował się połączyć dostałam.
Wiec się zaczęło...zadzwonię i powiem mu ,żeby się odczepił...
Nie,nie zadzwonię...
Zadzwonię i zapytam,bo może chcieć coś ważnego (choć ustaliłam z nim,że jak będzie coś b.ważnego,ma się kontaktować z moimi (dorosłymi już) dziećmi).
Nie zadzwoniłam...-TO MÓJ POSTĘP!!!

Wiem,że próbowałby znowu mnie zmanipulować.Wiem,że jego słowa,obietnice,deklaracje-które dla mnie znaczą bardzo wiele-są nic nie warte (przerabiałam wielokrotnie).

Kurczę wiem,że on będzie jeszcze szaleć...
Wiem,ze to będzie dla mnie trudne.
Ale póki co-odwyk! Zresztą z wszystkimi somatycznymi objawami jak na detoksie...

Liwia,zgadzam się z dziewczynami,oszukujesz siebie. Poszukaj szybciutko terapii dla współuzależnionych,albo choć al-anon.

Ja zaczęłam pracę na 12 krokach w grupie dla kobiet żyjących w dysfunkcyjnych związkach. Program gwarantuje zakończenie,lub uzdrowienie relacji. Gwarantuje wyzdrowienie. Oczywiście trzeba szczerości,uczciwości,trzeba swoje przecierpieć nie jest lekko,ale nie odpuszczam. Odrabiam pisemnie zadania jak w zaleceniu. Bardzo chcę!

Mam pierwsze II kroki,gdyby ktoś chciał,proszę do mnie na pocztę napisać.
Całuje Was wszystkie:)

8 807

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lukrecjo-gratuluję i podziwiam.

Ja się złamałam sama przed sobą, poryczałam sobie w łazience, a ten dupek wrócił na pół godziny do domu i znów pojechał...na trening......Przywiózł kwiatek i nie wiem co myśli.

Tak, terapia. Oszukałam się sama,udając że 1-2 wizyty u psychologa i po bólu. Trzęsę się jak galareta , a ten gnojek ma to gdzieś.

Wielokropku, co jeśli podejmę terapię-zrobię to dla siebie, tak? Ale czy w ogóle jest sens bycia z tym człowiekiem??

8 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Wielokropku, co jeśli podejmę terapię-zrobię to dla siebie, tak? Ale czy w ogóle jest sens bycia z tym człowiekiem??

Jeśli podejmiesz terapię, to... podejmiesz terapię.
Samo podjęcie terapii niczego Tobie nie załatwi. Podobnie, jak nic nie załatwiły, bo nie mogły, dwukrotne spotkania z psychologiem. Tego nie da się wychodzić. Terapia to praca nad sobą. Swoja. Własna. Nikt jej za Ciebie, ani w Twoim imieniu nie wykona. Terapeuta również nie.
Ale nie musisz podejmować terapii, naprawdę.
Ileż kobiet żyje będąc uzależnionymi od męża.
Ileż kobiet żyje będąc współuzależnionymi od alkoholu.
I co? I nic. Żyją.
Ty też możesz tak żyć.
Możesz też żyć inaczej. Nikt nie podejmie żadnej decyzji za Ciebie.

Pytasz mnie o to, czy jest sens bycia z tym człowiekiem (Twoim mężem).
Chodzi Tobie o mój czy Twój sens?
Jeśli dorośniesz, dojrzejesz do zmiany swych dotychczasowych decyzji, sama sobie odpowiesz i na to, i na inne pytania.

8 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie dorosnę i nie odpowiem, mając w domu to co mam teraz.......
Ryczę jak wół, a on nic, wkurzony, ma w nosie czy cierpię czy nie.....
Sama takiego kogoś wychowałam.......  sad sad

Nie mam szans juz na nic......

8 810 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 00:28:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Nie dorosnę i nie odpowiem, mając w domu to co mam teraz.......
Ryczę jak wół, a on nic, wkurzony, ma w nosie czy cierpię czy nie.....
Sama takiego kogoś wychowałam.......  sad sad

Nie mam szans juz na nic......

Ale tupnęłaś nogą! Zły Wielokropek, zły. Źle napisał.
Poproś męża o spokój, bo inaczej nie podejmiesz decyzji. Ale..., w końcu ktoś musi być winny Twego stania w bagienku. Przecież Ty nie możesz być osobą odpowiedzialną za własne wybory.

W jednym z moich ulubionych dowcipów, mężczyzna narzekający na brak wygranej, słyszy takie zdanie: "Icek, kup los."
Możesz kupić los. Możesz mieć szansę. Może jednak wolisz, tak jak ten mężczyzna, narzekać?



***
Ostatnia w dzisiejszym dniu podpowiedź.
Narzekanie odbiera energię, złość jej dodaje.



***
Przypomniałam sobie jeszcze jedno.
Nic tak faceta nie wkurza, jak lamentująca kobieta.

8 811

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moje Kochane Netkobiety
Wiem że nie udzielam sie na na wątku. Ale proszę Was o pomoc.
Napisałam kiedyś kilka słów o sobie. Otrzymałam książkę Toksyczne słowa od Niekochanej ( Jeszcze raz bardzo dziękuję Ci droga Niekochana).
Trafiłam tu z tego samego powodu co Wy wszystkie. Śledzę Wasze losy na tym wątku. Jestem na 148 stronie.
Tarantelka właśnie otrzymała e-mail od swojego a Zazdrość nie wie co zrobić z kolejną swoją miłością. Czytam też wątek Czy zdradzani są głupi. To czytanie , wasze historie pomogły mi zrozumieć co działo się ze mną i w moim psycho związku.
Dzięki Wam podjęłam 8 ( słownie osiem ) miesięcy temu ostateczną decyzję o zakończeniu tego wyniszczającego i upadlającego mnie " związku". Osiem miesięcy i czternaście dni minęło wczoraj od dnia w którym widzieliśmy się ostatni raz. Póżniej on kilka razy próbował dzwonić , ale ja nie odbierałam. Raz tylko rozmawiałam z nim przez telefon , bo po jego nieprzyjemnym i dwuznacznym SMS-ie myslałam że chodzi o sprawy zawodowe które nas łączyły. Ale okazało się że to był tylko pretekst aby mnie skłonić do odebrania telefonu.  Okazało się że było to coś błachego , nie istotnego - co mógł załatwić każdy inny w firmie.
Do napisania dziś tutaj do Was skłoniło mnie wczorajsze " wydarzenie". Najpierw odtrzmałam SMS-a od niego a za parę minut dzwonił.  SMS- a do tej chwili nie przeczytałam , telefonu nie odebrałam. No i w czym problem- zapytacie ?
Nie, nie zapytacie. Tarantelka dobrze wie w czym problem, myślę że i Wy wszystkie wiecie. Te myśli - napisał, zadzwonił- dlaczego, co się stało, może zrozumiał, może kocha, może się zmienił i bedzie już innym człowiekiem, może żałuje, chce wrócić, przeprosi za wszystkie świństwa które nam zrobił.
Takie myśli mam w głowie.
Proszę pomóżcie, Przeczytać tego SMS-a ? Czy nie czytać - skasować ?
Boję się go otworzyć bo może być w nim wszystko. Boję się że będzie coś wulgarnego lub znów będzie chciał mnie zastraszyć ( bo były takie groźby z jego strony gdy  powiedziałam że chcę zakończyć naszą znajomość). Potrafił być naprawdę nieprzyjemny.
Domyslam się że nie przypadkowo wybrał wczorajszy dzień - tzw. dzień zakochanych. Chciał mi w ten sposób dowalić.
Jeszcze tylko dodam- minęło od rozstania 8 miesięcy. Ale nie było dnia- ba godziny! w której nie mysłała bym o nim. Taka to już głupia KKZB ze mnie. ( Ach dodam jeszcze że cała się trzęsłam  z emocji po tej jego akcji )
Proszę pomóżcie. Zrobię co każecie. SMS jest nie otworzony.

8 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

(...)Proszę pomóżcie. Zrobię co każecie. SMS jest nie otworzony.

Jeśli nie chcesz, w dalszym ciągu, utrzymywać z nim kontaktu, to wiadomość skasuj. Proste. tongue
Możesz też, jeśli jesteś właścicielką numeru, zablokować i połączenia, i SMS-y z jego numeru.

8 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

może zrozumiał, może kocha, może się zmienił i bedzie już innym człowiekiem, może żałuje, chce wrócić, przeprosi za wszystkie świństwa które nam zrobił.
Takie myśli mam w głowie.

Czyli myślisz, że stał się cud.

Kochana cuda się nie zdarzają sad

8 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku . Proste ?
Tak proste, ale trudne.
Mam ochotę wysłać mu -  Agnieszkę Chylińską- "Gorąca prośba"
Korci mnie.
Ale to było by chyba za mocne. Szczególnie że nie wiem co jest w tym SMS-ie.
Co Ty na to ?

8 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem Zofio
Jest takie fajne powiedzenie - "Wierz w cuda, ale na nie nie licz"
Co myslisz o Chylińskiej- Gorąca prośba.
Wysłać ?
Otworzyć SMS-a ?

8 816 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 13:37:10)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

Wielokropku . Proste ?
Tak proste, ale trudne.
Mam ochotę wysłać mu -  Agnieszkę Chylińską- "Gorąca prośba"
Korci mnie.
Ale to było by chyba za mocne. Szczególnie że nie wiem co jest w tym SMS-ie.
Co Ty na to ?

Proste, trudne. Wszystko zależy od Twojej prawdziwej decyzji, od Twojego celu.


Jeśli chcesz się katować, jeśli chcesz się oszukiwać, jeśli chcesz dać sobie kolejną złudną nadzieję, to... w żadnym razie nie kasuj wiadomości. Przeczytaj ją i odpowiedz zgodnie z Twymi aktualnymi uczuciami. Napisz, że tęsknisz, że marzysz, że czekasz, że liczysz na zmiany, które w nim się dokonały.


Jeśli chcesz zwodzić  i jego, i siebie; jeśli chcesz dalej się oszukiwać; jeśli nie chcesz ucinać kontaktu; jeśli po raz kolejny chcesz dać mu jakąś nitkę, za którą może się chwycić, to wyślij mu nawet piosenkę Chylińskiej.
Taak. Doskonały pomysł. Przyjmie tę wiadomość z pokorą i... rozpocznie drugą rundę kontaktu z Tobą. Udoskonali manipulowanie Tobą, Ty na nią przymkniesz oko, bo przecież czekasz na tę jedyną wiadomość.


Kogo oszukujesz?
Mnie nie masz po co, i tak widzę wyraźnie.

8 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zgadzam się z Wielokropkiem.

8 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dziś muszę się Wam pochwalić,bo zrobiłam postęp.
Mam exa w tel zablokowanego,no ale wiadomość,ze próbował się połączyć dostałam.
Wiec się zaczęło...zadzwonię i powiem mu ,żeby się odczepił...
Nie,nie zadzwonię...
Zadzwonię i zapytam,bo może chcieć coś ważnego (choć ustaliłam z nim,że jak będzie coś b.ważnego,ma się kontaktować z moimi (dorosłymi już) dziećmi).
Nie zadzwoniłam...-TO MÓJ POSTĘP!!!

Wiem,że próbowałby znowu mnie zmanipulować.Wiem,że jego słowa,obietnice,deklaracje-które dla mnie znaczą bardzo wiele-są nic nie warte (przerabiałam wielokrotnie).

Brawo, jestem DUMNA z Ciebie.
Mały krok dla ludzkości a WIELKI krok dla Ciebie.

Zasada ZERO KONTAKTU to jedyna słuszna, żeby samej sobie dać możliwość na trzeźwo popatrzeć z właściwej perspektywy. Bej jego manipulacji, nacisków, bez jego toksycznych zachowań, które generują Twoje toksyczne zachowania. Dopiero po detoksie zaczynasz postrzegac pewne sprawy we własciwym wymiarze, pozycjonujesz zdrowymi kategoriami i dopiero wtedy możesz podejmować zdrowe decyzje.

To samo dotyczy Ciebie, Liwio. Wg mnie nie masz szans na żadne uleczenie w jego towarzystwie. Nie mówię o rozwodach, rozstawaniu się na wieki wieków amen. Chodzi o ciagle to samo nudne, ograne słowo - detoks. Osoba uzalezniona i współuzalezniona wzajemnie pogrywają na sobie, wywołują u siebie na wzajem zachowania pogłębiające uzaleznienie u jednego i wspóluzaleznienie u tego drugiego. Trzeba mieć siłę tytana, żeby sie od tego odizolować pozostając w ciągłym kontakcie ze współuczestnikiem tej zabawy. Ja oczywiście rozumiem, że podjęcie takiej decyzji wiąże się ze strachem - a co jeśli w czasie tej uzdrawiającej separacji on zechce się ODSEPAROWAĆ NA ZAWSZE. I to jest własnie pytanie, na które musisz sobie sama odpowiedzieć - czy jesteś w stanie podjąć takie ryzyko? Czy widząc jak daleko zabrnęłaś jesteś skłonna brnąć dalej babrząc sie w śmierdzącym ale znajomym bajorku, czy jednak zechcesz zmienić to bajorko, wygrzebać się na suchy ląd ale z ryzykiem, że partner znajdzie sobie na Twoje miejsce kogoś innego, albo (gdyby chciał sie leczyć) stwierdzi, że Wasz związek był pomyłką, bo on-zdrowy ma inne preferencje niż maił on-chory.

Palenie albo życie - wybór należy do Ciebie.

8 819 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-15 13:58:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

Te myśli - napisał, zadzwonił- dlaczego, co się stało, może zrozumiał, może kocha, może się zmienił i bedzie już innym człowiekiem, może żałuje, chce wrócić, przeprosi za wszystkie świństwa które nam zrobił.

... a może sie nudzi i szuka najsłabszego ogniwa w okolicy,
- a może nie do końca mu leży, że zakończyłas z nim relacje i tak bezczelnie milczysz i nie prowokujesz, więc on to zrobi,
- a może chce sie upewnić, że mimo wszystkiego, co zrobił nadal ma nad Tobą władzę i uda mu sie spowodować te lawinę myśli, którą właśnie nam zaprezentowałaś,
- a może dostał jakiego kopniaka od innej (bardziej asertywnej) albo od losu i wie, gdzie szukać (chwilowego) pocieszenia.

Wyliczać dalej?
Włącz mądrą głowę, Zabaweczko. Daj jej szansę przebić sie przez rojenia, nie mające realnych podstaw z perspektywy waszego minionego życia i FAKTÓW.

P.S. Sorry za post pod postem big_smile

8 820

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój nastrój nadal pozytywny smile podobno nawet to słychać. Widac dno już osiągęłam a moze to tylko fala wznosząca która zaraz opadnie. Pewnie nie raz jeszcze zapłaczę ale cieszę się tym co jest, a jest trochę spokojniej we mnie. Wczoraj zaliczyłam 2 piwa z przyjaciółką, która mnie wspiera i nawet chwili się nie zastanawiała nad towarzyszeniem mi, ona słomiana wdowa smile bo mąz chwilowo w usa więc miała wolny wieczór. I bardzo dobrze że miała wyszłyśmu do baru, było miło pogadałyśmy o wielu sprawach, o Nim też ale już konkretnie bez łez. Wieczór zaliczam do udanych smile smsów walentynkowych zero ale mam to w nosie smile

8 821

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku
Wielkie dzięki.
Wściekła jestem na siebie że we mnie nie rodzą się takie proste podsumowania i wnioski.
Ja za dużo kombinuję.
Tylko że to "zawieszenie" trwa już osiem miesięcy i końca nie widzę. Wcale nie czuję się wyzwolona.
Skasuję tego SMS-a.
Witaj Tarantello. Czytam Twoją wątkową historię jak besceler .

8 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuje Tarantello
Głupia jestem.
Powodem jego odezwy jest to wszystko co wyliczyłaś.
Głupia jestem ale mam Was. Posłucham Was.
Tylko trochę głupio się czuję że sama nie doszłam do tego.
Tzn. wiem że na pewno nie odbiorę telefonu. To wiem. Nie spotkam się z nim. Tego też jestem pewna.
Ale czy przeczytać tego SMS-a . On i tak niczego by nie zmienił, ten SMS oczywiście.
Żadne wyznania, ani obietnice nie są w stanie mnie poruszyć w moim postanowieniu.
Tego jestem Kochane pewna.
Tylko widzicie jestem słaba, bo boje się go otworzyć i tym sie martwię. To g.. nadal siedzi we mnie a minęło już 8 i pół miesiąca. A ten pseudo związek trwał tylko rok ( z czego 6 miesięcy walczyłam z sobą o siłę na zerwanie)

Jeszcze jedno- jestem cieniutka w zasadach forum- jesli odbiegam od tematu proszę o uwagę. Tylko błagam grzeczniutko- bo jestem osobą tragicznie znoszącą krytykę.
Pozdrawiam serdecznie.

8 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wytłumacz mi, kobieto, swój sposób myślenia.

Jakim cudem oznaką Twojej słabości jest lęk przed odczytaniem parszywego SMS-a?
Moim zdaniem, ale mogę się mylić, nieotwieranie go jest oznaką mądrości, szanowaniem swego spokoju, decyzją o zakończeniu kontaktów z tym ..... .

8 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku
Nie złość się.
Decyzja o zerwaniu już dawno podjęta.
Moja słabość to to że może zaboli mnie jego kolejny epitet. A powinnam być już nie czuła na to co on powie. Cokolwiek by to było. A boję się że tak może nie być. Taki chyba jest tok mojego myślenia.

8 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

Wielokropku
Nie złość się.
Decyzja o zerwaniu już dawno podjęta.
Moja słabość to to że może zaboli mnie jego kolejny epitet. A powinnam być już nie czuła na to co on powie. Cokolwiek by to było. A boję się że tak może nie być. Taki chyba jest tok mojego myślenia.

Nie złoszczę się. smile
Poza tym nie uznaję słów "powinnam się", "powinno się", "powinniśmy". One nic dobrego nie znaczą. Wpędzają tylko w poczucie winy, gdy zachowujemy się, czujemy niezgodnie z tymi powinnościami.

Do jednego namawiam.
Do autentyczności. Bolą Cię jego epitety? Ok. Nie bolą. Też ok.
Nie ma nic złego w przeżywaniu różnych uczuć związanych z zachowaniem różnych ludzi względem nas. Dopiero ukrywanie ich może zaniepokoić.

8 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To otworzę , przeczytam.
I co ? I nic.
To nic nie zmieni w mojej decyzji. Biorę to na klatę.
Wielokropku - co myślisz ?
Jak nie przeczytam to może zachowuję się jak tchórz.

8 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zabaweczko,
przecież Ty decyzję dotycząca przeczytania SMS-a już podjęłaś. tongue

Teraz tylko usiłujesz wymusić, na mnie lub na kimkolwiek innym, akceptację tej decyzji. Akceptacja jest Ci potrzebna, bo dźwiganie odpowiedzialności za swoją własną decyzję, to dla Ciebie zbyt dużo.

Nie przejmę tej odpowiedzialności.

8 828 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-15 15:25:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trafna odpowiedz wielokropku. krótko i dosadnie.

Swoją drogą, to metoda psychofagów- wybrali sobie TEN WŁAŚNIE DZIEŃ (jakież to romantyczne, nieprawdaż?) na zasianie w nas myśli o nich, na sprawdzenie, czy oby na pewno o nich zapomniałyśmy, a może jeszcze jesteśmy w ich władaniu...
Taki mały sms, a ileż zamętu...
ile myśli...

A jeśli nie odpowiemy, to mają chorą satysfakcję, że może popsuli nam randkę z ich następcą. Mieli nadzieję, że jedząc kolację przy świecach z jakiś facetem (choć de facto spędzałyśmy ten wieczór same, czy z podobnie samotną koleżanką, ale pamiętajmy, że oni mierzą nas swoją miarą) pomyślimy znowu o psychofagu, wspomnimy cudowne chwile i zatęsknimy... Bo przecież w ich odczuciu nikt ich nam nigdy nie zastąpi.
i taka sobie ciuciu babka. Nie ma psychofaga... a kuku! I żabcia siedzi i myśli...

I to nic, że oni już przelecieli pół miasta, grunt, żebyśmy my, ich własność, były jeszcze przywiązane wspomnieniami, moralnością, poczuciem winy do tej wizji cudownego życia, do matrixu, do nich.

Chore, chore, chore!

8 829 Ostatnio edytowany przez zabaweczka1 (2012-02-15 15:47:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku
Wcale nie podjęłam decyzji.
Ale ta dyskusja uświadomiła mi że boję się otworzyć SMS-a od kogoś tam. To chyba jest chore. On-  ten SMS- oczywiście , chocby nie wiem co w nim było nie zmieni już nic. NIC.
Owszem trochę zamętu wprowadził, nie ukrywam.
Więc jak Wielokropku ? Odczytać ?

8 830

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

(...)Więc jak Wielokropku ? Odczytać ?

"Bajeczka o osiołku"
Aleksander Fredro

Osiołkowi w żłoby dano,
W jeden owies, w drugi siano.
Uchem strzyże, głową kręci.
I to pachnie, i to nęci.
Od któregoż teraz zacznie,
Aby sobie podjeść smacznie?
Trudny wybór, trudna zgoda ?
Chwyci siano, owsa szkoda.
Chwyci owies, żal mu siana.
I tak stoi aż do rana,
A od rana do wieczora;
Aż nareszcie przyszła pora,
Że oślina pośród jadła ?
Z głodu padła.

8 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku
Fajna Netbabeczka z Ciebie.
Dobra nie czytam.
Posłuchaj ( jeśli nie znasz) Chylińskiej - gorąca prośba.
Fajna piosenka.
Ale może nie warto dawać mu tej satysfakcji.
Tylko znając go doskonale wiem że miała bym spokój z nim na kilka tygodni. On tak ma. Potrzebuje chorej satysfakcji jak powietrza.

8 832 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-15 16:14:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

Tylko znając go doskonale wiem że miała bym spokój z nim na kilka tygodni. On tak ma. Potrzebuje chorej satysfakcji jak powietrza.

i zabawa trwa, on sms- Ty myślisz.
I choć piszesz, że to niczego nie zmienia, skąd tyle emocji? gdyby Cię to już nie interesowało, sms zostałby skasowany, nieprzeczytany, bez echa.

On zagrał- Ty odgrywasz swoją rolę.
Odeślesz piosenkę, on cały kontent, odczyta to jako dalsze zainteresowanie jego osobą i spokojnie zajmie się swoimi sprawami. Już wie, że ma na Ciebie wpływ, dasz mu chorą satysfakcję.

Zaczynasz widzieć ten podział ról, ten wasz wzajemnie uzupełniający się teatrzyk. Doskonale wiesz, co teraz powinnaś odegrać, żeby kółeczko się zamknęło.
Czy to zrobisz, to już Twoja, daj boże, świadoma decyzja.
Albo znowu dasz się pociągnąć za sznureczki, albo zrobisz krok, by ten łączący Was łańcuszek zerwać, definitywnie.

Póki jest publika, będzie teatrzyk. Póki jest twoja reakcja- jakakolwiek, będą zaczepki. Zwiń mu teatrzyk, to i aktorzyna zniknie.

8 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko kochana, Wielokropku
Słowo dziękuję to za mało, ale bardzo , bardzo dziękuję.
Po poście Faworytki poczułam takiego kopa że złapałam telefon z tym nieszczęsnym SMS-em i nie mogłam uwierzyć że z jego powodu narobiłam takiego zamieszania.
Bać się otworzyć wiadomość od takiej osoby ? A kim on jest do diabła ?
Bogiem, wyrocznią ?
No i przeczytałam. Żyję i mam się bardzo dobrze.
A SMS juz skasowany i nie miał najmniejszych szans na realizację.
Jeszcze raz wielkie dzięki.
Mogę przytoczyć jego treść, ale nie wiem czy byście sobie życzyły i czy to nie jest jednak korespondencją. Nie było żadnych epitetów.

8 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

" Zwiń mu teatrzyk to i aktorzyna zniknie".
Prawdziwa perełka. Już wpisuję do mojego dzienniczka złotych myśli.

8 835 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-15 18:19:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przeczytałaś i żadnych emocji Zabaweczko?!

Ja mam dziś fazę "jęczenia" sama nad sobą, że on wcale nie jest taki zły, tylko ja mam histerie, no i znów kroki do tyłu....


Sama od siebie cięższego przypadku nie widziałam....Normalna kobieta na co dzień, z wykształceniem, praca, z normalnymi kontaktami międzyludzkimi, szanowana dookoła, nieumiejąca poradzić sobie sama ze sobą......żenujące.

8 836 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-02-15 21:15:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i ja miałam dziś problem z sms...i nawet była rozmowa.
A wiec wycwanił się. Zadzwonił z innej komórki...
Trochę mnie zatkało...

Nie odkładaj proszę...
Nie dzwoń do mnie!
Chciałem tylko o coś zapytać...
Kasę ci oddam,czekam na wpływ...(niestety wspólna pożyczka)
Tu nie chodzi o kasę...co z nami?
Słucham? Przecież wszystko obgadaliśmy 3 tygodnie temu!
Już mnie nie kochasz? Przecież robię coś z sobą (terapia)
Nie chcę.Nie.Wypaliło się. Zresztą nigdy cię nie kochałam,kochałam moją iluzję na twój temat.
Asia proszę...
Koniec. Mam prośbę do ciebie-jeśli cokolwiek kiedykolwiek dla ciebie znaczyłam-DAJ MI ŚW. SPOKÓJ!!!

Ufff...frajer! Zakrzyknęłam ku zdziwieniu domowników pracodawczyni wink (jestem opiekunką starszej osoby). Nie znają mnie od tej strony.
Otrząsnęłam się.
Zablokowałam ten obcy numer.
Za chwilę sms z jeszcze innego nr: kocham cię i nie będę żył bez ciebie!
Szantaż...
A więc zaczyna się...
Pewnie myślałam odpisać,oddzwonić...ALE NIE!

Dziwi mnie jedno,zajęło mu 3 tygodnie żeby się otrząsnąć? Taki spóźniony  refleks?
Poz tym.Mieszkał po wpadce i przerwie u mnie.
To był kompletna masakra.
Widział co się dzieje ze mną...
W chwilach spokoju mówił:muszę odejść,bo się wykończysz...
Nie dało się tak żyć.On też to czuł...Mówił:nie jestem w stanie dać ci tego czego potrzebujesz,nie umiem być taki,mam problem z bliskością...
A teraz pyta:co z nami???
BK...

Ale problemu z bliskością nie ma kiedy sytuacja jest podbramkowa!
O wtedy jest taki "kochany". Jak wszystko wraca do normy gdzieś mi ucieka,staje się obcy-i ma problem z bliskością...

Przyznam szczerze,że boję się jego ataków...
Ale nie poddam się. Przez 3 tygodnie moje życie zaczyna być bardziej spokojne,wartościowe. Wiecie co? Grałam z dzieciakami w państwa-miasta,nauczyłam ich grać w kości. Nie robiłam tego od lat!
Pewnie,ze myślę o tym co się dzieje i czuję się troszkę niepewnie,ale zaraz sobie tłumaczę-a zapomniałaś jak bardzo byłaś samotna będąc z nim? Jak czekałaś na kolejne razy? Jaką miałaś obsesję?
PAMIĘTAM....
Wiec postaw na siebie i bądź sobie najlepszym przyjacielem,który Cię nie zawiedzie. I nie bój się,teraz już masz z górki-gorzej nie będzie-kocham Cie Asiu...


ps: coś złego dzieje mi się z pocztą,ale pamiętam i kroki prześlę jak tylko to "ogarnę".

8 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żadnych emocji Liwio
Popłakałam się ze śmiechu i tyle.
Bierz kobieto byka za rogi.
Dziewczyny tu piszące są naprawdę świetne.
Nie znam Twojej historii Liwio, a może jej nie kojarzę.
Ale zaraz to nadrobię.
Mój też nie był taki zły. Właściwie było cudownie. Tylko nie mogłam zrozumieć skąd mam gulę w gardle przez prawie rok- dokładnie do momentu podjęcia odtatecznej i nie odwołalnej decyzji o zerwaniu. Kilka miesięcy chodziłam do psychatry ( bez leków) i pytałm go co jest nie tak, czemu boli , proszę mnie z tego wyciągnąć.
Ale Liwio , Lukrecjo decyzję i trwanie w niej musimy udzwignąc same. Dziewczyny tu piszące wiedzą o czym piszą. Są lepsze od psychiatry , słuchajcie ich a wyjdziecie z tego NAPEWNO. no i książki- w moim przypadku Psychopaci są wśród nas i Toksyczne słowa.
Przykładów i scenek rodzajowych mogła bym przytoczyć na kolejne tomy. Tylko grubszego kalibru.
Wielokropku ? Chylińskiej nie wysyłać ? Ta piosenka pt." Gorąca prośba "jest mocna. Spróbój znaleść ją na You Tubie. Niestety nie umiem podsyłac Linków.
Pozdrawiam.

8 838 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 21:36:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

(...)Wielokropku ? Chylińskiej nie wysyłać ? Ta piosenka pt." Gorąca prośba "jest mocna. Spróbój znaleść ją na You Tubie. Niestety nie umiem podsyłac Linków.
Pozdrawiam.

Znam tę piosenkę. Faktycznie, jest świetna.

Przeczytaj poniższe pytania i, zanim będziesz zaprzeczać, odpowiedz sobie sama na nie:
1. dlaczego dążysz do kolejnego z nim kontaktu?
2. po co chcesz mu cokolwiek, nawet tak dobrą piosenkę wysyłać?



***
By powtórnie nie odpowiadać na to samo pytanie (już raz dzisiaj mi je zadałaś), odsyłam Cię do postu numer 8816.

Jeżeli zadasz mi to pytanie jeszcze kilkanaście razy, moja odpowiedź za każdym razem będzie taka sama. tongue

8 839 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-15 21:32:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i zostałam nadinterpretowana.
Zabaweczko, przecież od początku wiedziałaś, że sms odczytasz, potrzebowałaś tylko rozgrzeszenia- naszego rozgrzeszenia. I choć go nie dostałaś, bo naprawdę nie wiem, jakim cudem wyczytałaś z mojego posta, że radzę Ci przeczytać sms'a, zrobiłaś to, co my- te bardziej zaprawione w boju, od początku widziałyśmy smile My same takie akrobacje, jak Ty dzisiaj wyczyniałyśmy i wyczyniamy.
Prawda jest jednak taka, że ten sms poruszył Cię dogłębnie, że wcale to nie jest sprawa zamknięta, te emocje, które temu towarzyszyły postawiły sprawę jasno. I słowa wielokropka i ta piosenka.

Przeżyłaś rozstanie, mężczyzna okazał się dla Ciebie nieodpowiednim, więc co chcesz osiągnąć piosenką??? Na co wciąż czekasz Zabaweczko, na dogrywkę? i dlaczego tak bardzo starasz się czytać z naszych postów nie to, co zostało napisane. Wielokropek jasno napisał, że Ty już decyzję podjęłaś, ja widziałam dokładnie to samo. Dlaczego tego nie skasowałaś skoro już Cię nie interesuje ten związek i jak sama piszesz, "NIC tego nie zmieni"?
Zmienił, narobił Ci szumu w głowie, taki jeden malutki smsik.

Nie odbierz tego Zabaweczko, jako krytyki, podobne rzeczy robiłyśmy i robimy, ale sama nad sobą się zastanów, bo kochana, tu o Ciebie chodzi. A to, cz my Ci napiszemy czytaj, nie czytaj- nie ma większego znaczenia. Od samoświadomości wszystko się zaczyna.

Dlaczego więc tak bardzo chciałaś go odczytać? Odpowiedz sobie, nie mi.
Ja sobie też takie niewygodne pytania muszę stawiać w tej drodze ku lepszemu.

8 840 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-15 22:53:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

A więc zaczyna się...
Pewnie myślałam odpisać,oddzwonić...ALE NIE!
(...)
Przyznam szczerze,że boję się jego ataków...
Ale nie poddam się.
(...)
Pewnie,ze myślę o tym co się dzieje i czuję się troszkę niepewnie,ale zaraz sobie tłumaczę-a zapomniałaś jak bardzo byłaś samotna będąc z nim? Jak czekałaś na kolejne razy? Jaką miałaś obsesję?
PAMIĘTAM....
Wiec postaw na siebie i bądź sobie najlepszym przyjacielem,który Cię nie zawiedzie. I nie bój się,teraz już masz z górki-gorzej nie będzie-kocham Cie Asiu...

I znów z dumą czytałam. Aśka, to od takich drobnych kroczków się zaczyna zwycięstwo nad toksyną ciągle buszującą w żyłach.
Więc jednak wybrał wariant obsesorski. Teraz wiesz na czym stoisz.
Nie ma się co oszukiwać - kręci Cię to, dostałaś po tym jego "ataku" powera (działka w żyłę wjechała). Nie ma się czego wstydzić - normalka. Najważniejsze to wiedzieć, że to TAK działa i nie poddawać się magicznemu myśleniu.
Jak czytałam to, co napisałaś to po raz enty z przerażeniem skonstatowałam, że oni działają wg jakiegoś morderczego szablonu. Ja miałam obsesorskie jazdy w odstępach 2-3 tygodniowych. Z dokładnym wyczuciem momentu, kiedy moja odporność psychiczna na samotność i walkę z tęsknotą spadała. Jakby swoim gadzim móżdżkiem wyczuwali, kiedy jest TEN moment na atak. Nie można też odrzucić wariantu, że oni również swoje doły mają (bo to poniekąd też jest gatunek ludzki ) i one się pokrywają z naszymi big_smile
Nie zmienia to jednak faktu, że (jak napisała Faworytka) najważniejszy jest element samoświadomości. Jeśli uświadomisz sobie, że każdy kontakt z nim powoduje dramatyczne naruszenie twojego wątlutkiego pancerzyka a będziesz miała autentyczną wolę hodowania go nadal, to nie pozwolisz mu na niweczenie tej roboty.
Na przyszłość możesz pogłębić samoświadomość swoich kroków i np. natychmiast, jak usłyszysz pierwsze jego słowa w słuchawce (z podstępnego numeru) - rozłączyć się. I kawałek pancerzyka uratowany big_smile

Posty [ 8 776 do 8 840 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 134 135 136 137 138 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026