Ja chciałabym polecić książkę "Miłosna Obsesja " Święcickiej-Macavoy. Są tam również porady dotyczące autoterapii
. Jeśli ktoś chce to proszę pisać.
8 711 2012-02-08 21:52:16
Podobne tematy
8 712 2012-02-08 22:34:37
http://img215.imageshack.us/img215/3192/39406231336378204817118.jpg
8 713 2012-02-08 22:38:35
Witam wszystkich cierpiących. Moja historia jest bardzo dluga ale postaram się ją skrócic. Połtora roku temu poznalam męzczyzne z którym świetnie nam sie ukladalo, mielismy razem zamieszkac, po czym okazalo sie ze zamieszkalismy jednak u mnie przez jakis czas, potem wyjechal za granice, ja ciągle czekalam na niego, z miesiaca na miesiac powtarzal i obiecywal ze tym razem przyjedzie do mnie, nie mial wtedy żadnej dziewczyny ani z nikim sie nie spotykal, wracal do swojego rodzinnego domu na zjady, nie przyjezdzal do mnie bo za kazdym razem byla jakas wymówka, ciagle mielismy kontakt ze soba na skypie duzo rozmawialismy i ciagle smsowy, ja wspieralam go caly czas i on mnie rownierz pocieszał duchowo. Choc nie bylismy blisko czulam jakby caly czas byl przy mnie, czulismy swoja bliskosc na odleglosc. Niedawno wrocil na zjazd, chcial przyjechac do mnie lecz potem stwierdzil ze jednak jedzie do siebie bo bedzie zmeczony. Kilka dni temu powiedzial mi ze od kilku dni jest z kims. Ze nic nie czuje do mnie ale szkoda mu tego co miedzy nami bylo. Cierpie i nie wiem jak mam sobie pomóc, bo przez ten caly czas 6 miesiecy obiecywal mi ze tym razem przyjedzie, ze wyjedziemy razem, ze nie bedziemy sie rozstawac, ze znajde sobie tam gdzie on za granicą i bedziemy zyc i mieszkac razem. Zawsze bylam przy nim czy bylo źle czy dobrze owszem na odleglosc ale duchem i milym slowem. Wczesniej powtarzal mi ze chce byc sam ze nie chce innej dziewczyny, ze nie chce byc z nikim, ale minelo i znow miedzy nami bylo dobrze, w sumie co miesiac mielismy taki etap ze on ubzdural sobie cos ze chce byc sam, a potem wielkie obietnice ze przyjedzie ze spedzimy czas razem, ze wyjedziemy.. Tym razem napisal mi ze jak tylko przyjechal przypadkowo poznal kogos i ze z nia jest.. Nie wiem jak mam sobie poradzic, i jak z tym zyc jest mi cieżko, płacze i jak wspominam nasze wspolne wycieczki i mile chwile i to co bylo nasze to sciska mnie w gardle i wpadam w placz.. Dzisiaj wyszlam z pracy bo nie potrafilam sie pozbierac i skupic na pracy.. Prosze o jakiekolwiek rady o wsparcie milym slowem. Pozdrawiam
8 714 2012-02-08 23:02:11
She_222,
Witamy Cię, rozgość się u nas, o ile chcesz nad sobą pracować, szukać odpowiedzi i dużo czytać - jest co:)
Napisz mi maila, odeślę Ci książkę, która wszystko wyjaśni.
Szkoda Twojego czasu dla kogoś, kto Cię po prostu zwodził. Gdyby mu zależało na Tobie, nie wyjechałby bez Ciebie, a wracając na wszelkie możliwe sposoby próbowałby się z Tobą spotkać.
Pewnie wolałabyś usłyszeć, że on zrozumie, że ta druga to nie Ty, pożałuje i wróci, ale niestety, prawda jest inna. To ma z Tobą niewiele wspólnego, ten człowiek po prostu nie był dla Ciebie. I teraz, gdy to wiesz, możesz przestać czekać... na nic. Bo tyle Ci dawał z tego co piszesz.
Ale jeżeli kochasz kogoś, kto Cię zwodzi, kochasz, chociaż dajesz, a nic w zamian nie dostajesz- to możesz być kkzb.
A na początek proponuję fajną książkę, która Ci pomoże i zajmie myśli. Napisz- prześlę Ci.
I trzymaj się, to boli z czasem coraz mniej, a uwierz mi, facetów na ziemi jest więcej, niż Ci się teraz wydaje:)
8 715 2012-02-08 23:52:53
Dziekuje za miłe słowa. Masz racje nie to chcialam uslyszec. Ale nie ma co się oszukiwac. Kocham go i zalezy mi na nim bo to dla niego robilam wszystko przez prawie dwa lata, codziennie wstawalam i zasypialam z mysla o nim. Codziennie dostawalam smsa do snu i na dzien dobry. A jak byl tu ze mna caly czas na miejscu czulam sie naprawde kochana, widzialam ze znacze dla niego wiecej niz on dla mnie, to jemu bardziej zalezalo. Zastanawia mnie fakt dlaczego nie chce sie ze mna spotkac by powiedziec mi to w twarz, boi sie ze jesli mnie zobaczy to poczuje sie tak jak przed wyjazdem jego ze znow zacznie mu zalezec na mnie, bo wciaz powtarza mi ze nic nie czuje, i nie chce sie spotkac nawet by sprobowac w oczy mi to powiedziec.. ![]()
8 716 2012-02-08 23:58:38
She_222 bo faceci to tchórze i nie mówia takich rzeczy w twarz
przeczytaj książkę "nie zależy mu na Tobie" tam autor ciągle to powtarza, niestety.
8 717 2012-02-09 00:05:00
książka a życie to dwie różne rzeczy, nie ma dwóch identycznych sytuacji, wiem że może pomoże mi ona jakos nakierowac swoje postepowanie, uspokoic emocje, ale ja na dzien dzisiejszy chce zostac zupelnie sama, bo tak sie czuje czuje sie samotna, bo dużo stracilam i jeszcze wiecej poswiecilam dla tego zwiazku, wlasciwie poswiecilam wszystko co mialam, zdrowie, prace, i nie mam nic, nawet teraz wsparcia od niego, kiedy ja zawsze wspieralam go kiedy potrzebowal tego. Nie wiem czy kto kolwiek mnie rozumie.
8 718 2012-02-09 00:09:10
książka a życie to dwie różne rzeczy, nie ma dwóch identycznych sytuacji, wiem że może pomoże mi ona jakos nakierowac swoje postepowanie, uspokoic emocje, ale ja na dzien dzisiejszy chce zostac zupelnie sama, bo tak sie czuje czuje sie samotna, bo dużo stracilam i jeszcze wiecej poswiecilam dla tego zwiazku, wlasciwie poswiecilam wszystko co mialam, zdrowie, prace, i nie mam nic, nawet teraz wsparcia od niego, kiedy ja zawsze wspieralam go kiedy potrzebowal tego. Nie wiem czy kto kolwiek mnie rozumie.
Rozumiem Cie doskonale, czuję się podobnie. Przytulam Cię
8 719 2012-02-09 00:16:23
Dziekuje. ![]()
8 720 2012-02-09 03:37:14
Wstepnie witam wszystkich najserdeczniej i cieplusińsko w te mrożne ,ponure dni jakie nas zastały z jeszcze wiekszym bagazem emocjonalnym:(.Otóz przypominam sie ze starego tematu http://www.netkobiety.pl/t23321.html.Mam duze zaległosci w bieżącym temacie i musze sobie na spokojnie wszystko przeczytac,uzupełnic .Moja wizyta to dalszy ciąg nieskutecznej walki pomiedzy mną a ex .Od momentu kiedy uzewnetrzniałam sie na wskazanym prze zemnie poście zmieniło sie tylko na gorsze.Postanowiłam wiec i dojrzałam ponadto do kwestii (w zgodzie ze swoim sumieniem) iz jestem tzw"kobieta kochajaca za bardzo".Nie przypadkowo czytałam nawet wczoraj licznie wspomniana publikacje Forward Susan -"toksyczne namietnosci".Wpadła mi jak widac nie przypadkowo w rece .To co mnie najbardziej ujeło znaczacego to rażąca prawda która uwzględniła sie w moim chorym zwiazku .Doszłam do rozdziału o tzw "związku wspołobsesyjnym".Teroretyzujac wynika ,ze ja -OBSESOR -on -OBIEKT.Prztocze:"Obsesor(ja)w jednej chwili chce związku ,za chwile go nie chce.Miotanie sie miedzy miłoscia a niezdecydowaniem,prowokujac do jeszcze wiekszej zaborczosci .Schemat powtarzajacych sie zerwań i powrotów jest dla wspołobsesorów czyms zwyczajnym.Ten rodzaj zwiazku musi byc burzliwy,wyczerpujacy i w efekcie osłabiajacy".Szokujące jest to ile prawdy zawiera sie w tym co do tej pory mna rządziło,ograniczało i jak obsesyjnie podświadomie dązyłam za wszelkacene do ratowania tego"zwiazku".Nie znajduje jednak na chwile obecna zadnej alternatywy i mozliwego ujscia dla moich emocjii;ładunku rozgoryczenia ,bezsilnosci totalnej niemocy i przyjecia rzeczywistych faktów.Chciałam jednak na poczac co u mnie ,zilustrowac co sie działo dotychczas moze bedzie to forma jakiejs"psychoterpaii".W kazdym razie wiem ,ze powinnam nawet z własnej potrzeby i zeby podzielic sie tym smutkiem ,wylac to do cholery z siebie znalezc ujscie na ten stan psychiczny.No wiec od momentu jak zakonczyłam i wierzyłam ze dam rade "ujarzmic" ze tak to okresle swoj temperament,wyciszyc emocje wygram ten batalion ktory trwał miedzy mna a moim facetem.Czułam ze jego zagrywki(telefony od nieznajomych pan ,intrygii,tajemnice) budowały miedzy nami mur emocjonalny a moje prawa zostały naruszone .Odeszłam wierzac w to i robiac mały hałas za soba aby odzyskac ta swoja autonomiie ,która utraciłam .Pojawiły sie znaczace oznaki zainteresownia mna jak to głownie bywa w imie zasdy"olewany zawsze docenii".Tak tez nie dawałam sie zwodzic wkoncu uległam.Była idylla niestety nie na długo.Pech ze wiecznie dzwonił Jego telefon w mojej obecnosci tuz w zasiegu mojego wzroku -wciaz ta sama kobieta.Wybuchnełam! Zrobiłam iscie dramatyczna scene wymieszana z bólem ,rozczarowaniem do nienawiscii.Wrzało totalnie.Zbojkotujecie mnie bardzo załuje odpisałam do tej "Persony nazywajacej sie pieszczotliwie" czy aby jest doinformowana co do kwestii ze jest zajetym facetem a pozna pora znaczaco nie odpowiada na sms (2 w nocy) kiedy jest sie w rzekomym "zwiazku".Nie pamietam cos w ten deseń.Odpowiedz--hm..."coz moze to on pisze do mnie ".Ok odpusciłam.Obiecał ,ze cytuje"skonczy z tym" miałam zaległy wyjazd do UK wszystko jedno mi było odejsc i zostawic to za soba. .Obnosiłam sie z tym wyjazdem ale odpuszczałam z terminem bo mnie bardzo przyskrzynił ,zebysmy popracowali nad relacja.Ok-nastepna moja skrucha i kolejne miesiace.jak na ironie sam desperacko szukał wywodów i obiektu mojego zainteresowania ,ze to ja cos ukrywam.Z czystym sumieniem dałam mu mojego fona do pełnej dyspozycyjnosci.Wkraczał do mojego domu jak niezapowiedziany intruzz ze o to dzis ma ochote sie pobawic(weekendnp) a mi nie wolno spedzac czasu niezaleznie samej .Cytuje nastepna prowkokacje w moja strone:grzeczne kobiety melduja kiedy wychodza a nie bez porozumienia same a Ty jak mozesz".Oczywiscie bagatelizowałam to bo szukałam ujscia dla moich nadszarpnietych nerwowo i zawsze robiłam co chciałam ,wiec wychodziałam ze znajomymi na spotkania bez jego zgody.Hm..jak to smiesznie brzmi zgody!.jakbym nie miała wlasnej tożsamosci i była narzedziem w jego rekach ,pacynka do zabawy.na szczescie nie do tego stopnia.No wiec kolejne zrywy namietnosci ,budowania planow ,rozmow o załozeniu rodziny ,wyznan od co wiem juz ze to był banał.Nie mineło trcohe czasu wciaz telefony w czasie spaceru z nim od tajemniczej kobiety.Na jego pech z przezornosci i ciekawosci ,ktora mnie dobiła wiem kim jest owa pani.Pracuje w firmie deweloperskiej pomaga mu w sprzedazy 2 domkow niby...W zarysie to kobieta biznesu około 44 lat .Zeby dodac wiecej pieprzyku do tej historii inne sms do swojej ex ktora tez nadaje bieznesowo w tej kategorii .Czułe sms,obiecywanki.Sms od pani X-(dla czego mi to robisz ,bawisz sie mna a ja tak cierpie".Na 100 wie ,ze jestesmy razem nic ja nie uleczyło to z braku poszanowania prywatnosci wpiep....sie w czyjes zycie.Nie wiem co jej naobiecywał,dramat maja stałe łacze .Po wielu naciskach przyznał sie kolejny cytat pogrązajacy go"to moje znajome ,kolezanki one mi pomagają sprawy biznesowe.Nie bede ci o tym mowił ,nie jestesmy małzenstwem i nie skoncze z tym!".Szok!Ale spoko ja znałam finał ale nie spodziewałam sie z jego ust takiej perfidii.Powiedział o tym bez ogródek.Wczoraj go widziałam pojechałam do niego po swoje rzeczy .Oznajmił ze wyjezdza do norewgii na troche dorobic i otwiera firme deweloperska.Ahhh co za zbieg okolicznoci kr.....Nie ma mnie w jego zyciu od co za skromna kobieta miałam do zaoferowania jedynie parszywa prace z dyplomem a tu Panie deweloperki.Zaczełam snuc w wyobrazenia --wszystko jest mozliwe ze to sex dla pieniedzy do załatwienia spraw gruntowych ,wtykow do sprzedazy nieruchomosci .Do tego sie posuwa......Nie walczył o mnie przez chwile moze wkurzył sie ,ze jatrzyłam i nie zostawiłam tego tylko brnełam do wykopaliska prawdy wyciagajac prawde .Wyłaczyłam telefon jestem zdruzgotana .Nie moge tego ogarnac ,nie znałam człowieka ,jego intencjii.Wybrał je.ja sie zgnoiłam na sama niekorzysc walczac o jego wzgledy jak furiat pchany impulsem .Nie mam pojecia co zrobic kocham go ale nie moge sie pogodzic z takim stylem zycia,jego zycia w które musze sie wkomponowa:(((((.Przepraszam za błedy orti interp.ale przelałam to jak błyskawica.
8 721 2012-02-09 03:56:08
she_222 Moja droga bardzo mi przykro
(.Jestem na podobnym etapie z tym ,ze u mnie to jakis fikcyjny niby oficjalny związek był .Mogłabym doradzic Ci tyle ze swojej autopsjii ,zeby nie walczyc o goscia.ja to robiłam za kazdym razem i na zapas...Człowiek wtedy czuje sie jak zwierze "oderwane od pługa" .Odwalał cała robote za kogos.Doszłam do etapu ze sie ponizałam w sms piszac mu ,literujac gruba trzcionka jak go kocham masakra,ze przepraszam ,ze sie zmienie .Tez jak widac na załaczonym obrazku nie moge spac ,szarpie sie z myslami.Juz zastosowałam strateegiie wcielajac ja w zycie -komorka wek do znajomej i wyłaczona na weekend w szczegolnosci.sama miotam sie z konta w kont.niestety moj problem polega na braku asertywnosci --dzis nienawidze ,zaraz napisze eh...No tymj razem mowie do siebie na głos kobieto trzymaj sie przynajmniej wyjdz z tego z resztkami godnosci ,nie odzywaj sie do paprocha .Własnie Paproch tak go nazwałam
)).Wiem ,ze jak polegne znowu zaczne na nowo ,nie bede sie karcic ze za 1 razem nie wyszłooo.Musimy sie tu wspierac !
8 722 2012-02-09 09:30:29
Tyle podobnych historii, tyle cierpienia, tyle łez i po co to wszystko eh.... Tak sobie myślę, że faceci (kobiety pewnie też) którzy nie chcą powiedzieć że to koniec robią to z wyrachowania , gdyby On powiedział że koniec to przyjełabym to do wiadomości i zrozumiała ale to byłby faktycznie koniec a tak za 2 miesiące odezwie się jakby nigdy nic i powie "co słychać", no przecież nic nie skończyliśmy furtka nie została zamknięta. Oczywiście może się przeliczyc ale spróbować można.
I tu kłania sie nasze leczenie poprostu trzeba powiedzeć ZA PÓŹNO ![]()
8 723 2012-02-09 10:19:19
Alfi, jak ja miałam podobnie, telefony od tajemniczych "tylko koleżanek", hustawka nastrojów, jak się nie odzywałam dzwonił lub pisał smsy, w sumie moja taka szarpana partyzantka z ex trwała kurcze 2lata!!!, wreszcie się skończyła i naprawdę odetchnełam, mało tego jest mi dużo lepiej, że już nic nie muszę, nie muszę być na baczność, nie muszę się opowiadać, nie muszę bać się każdego smsa czy dźwięku telefonu, nie muszę słuchać o swojej następczyni ( a w zasadzie o kobiecie która była z nim równolegle jak ja:-)) i również jej już nie ma ( o to też byłam obarczana winą, że to przeze mnie:-)) hahaha. Wreszcie nic nie muszę i nie chcę. Tyle razy mówiłam, że się odetnę a jak tylko zadzwonił, to już odbierałam. Teraz ja zamknęłam wiecznie uchyloną furtkę.
Alfi to jest załosne, jak my takie kkkzb możemy sobie same spieprzyć życie. A manipulatorzy i kłamcy tylko na to czekają, aby nam jeszcze dowalić, bo jesteśmy słabe i łapiemy się na to całe szambo. Łapiemy się, bo chcemy się łapać, bo nie potrafimy powiedzieć DOŚĆ i piękne słowo NIE, NIE, NIE. Przyzwalamy im na takie traktowanie, jestesmy odpowiedzialne za to że dajemy się tak traktować. Potrzebujemy ciągle tej adrenaliny, aby ciągle coś się działo, aby nie było spokoju, tylko cierpienie, płacz i stres. Trzymaj się i pisz, tu mozesz wszystko z siebie wywalić.
8 724 2012-02-09 11:34:58
Alfi czyli myślisz, że za tym stoją biznesowe usługi "prostytucjonarne".
Musisz zachować godność, bo on Cię z niej obedrze niczym patroszoną rybkę. Paproch, podoba mi się. Wyłącz się na kontakt z nim, olej go. Wszystkie dziewczyny musicie nie reagować na ich zagrywki. Same o sobie decydujecie, koniec kropka.
Bo to nie tak ma być, że każda decyzja dotycząca Was to jego decyzja, albo jego wpływ. Nie, nie, nie.
Paprochy na sosnę!!!
Niech sobie wypisują smsy, żałują i skiałczą pod oknem.
Kobieta musi mieć własne zdanie i nieraz twardo je wypowiadać. Nie może wiecznie się podporządkowywać.
Alfi czy takie życie Ci pasuje? Dlaczego nie wrzucisz teraz, póki czas swojego egoizmu i nie postąpisz jak ci wygodnie. Zrób to!!!
8 725 2012-02-09 11:37:19
Jeden pan w wątku obok http://www.netkobiety.pl/t34737.html napisał "dziewczyny myślcie"
Ja myślę i owszem nawet nie wiem czy nie za dużo. Podejście do problemu kkzb nas samych jest różne, bo różne są okoliczności. Nie wiem może moje myślenie jest błędne ale uważam że kobietom z dzieckiem jest jakos łatwiej, łatwo powiedzieć kocham siebie i nikt mi nie jest potrzebny jak się ma świadomość że jest istotka lub istotki które kochają bezwarunkowo i będą.
Ja osobiście jestem załamana sytuacją już pomijam fakt że kocham tego faceta a wychodzi na to że to nie ten, no trudno. Innych poprostu nie ma. Pół roku jestem wyłączona z towarzystwa ale wcześniej tak nie było, chodziłam na imprezy, do klubu, na zawody sportowe bo mam tez dodatkowe zajęcie które jest związane ze sportem i tam są przeważnie faceci (na zawody zreszta chodze cały czas bo to taka druga praca) i nawet jak nie byłam zaangażowana w ten obecny związek to naprawdę mało tych adoratorów, nawet żeby kawę wypić. Mam sporo znajomych facetów ze względu na to zajęcie i co i nic, za to uwielbiają mnie ci zajęci, ciągle słyszę jaka to jestem fajna ale w takie historie się nie bawiłam i nie zamierzam. Myślicie że to od razu w oczach widać że coś jest ze mną nie tak i nawet nie próbują
Męczę się bo chcę tylko byc kochaną czy może to "aż". Będę walczyć o to żeby nie popełniać błędów które popełniałam teraz ale jeśli nie ma potencjalnych kandydatów to nawet nie będę miała okazji tego sprawdzić. Zawodowo swoje osiągęłam,owszem moge sobie wymyślać coraz to nowe zadania i wyzwania ale nie tak chcę żyć.
Wczoraj koleżanka, któraprzejęła sie moją sytuacją zadzwoniła że chce mnie z kimś poznać, ja się opierałam bo nie jestem gotowa w tej chwili na nowe znajomości, nie chciała słuchać poprostu z kimś się dogadała że jest taki jeden wolny no i można nas poznać. Wieczorem sie okazało że zaczął się z kimś spotykać. Mnie ulżyło
ale z drugiej strony to jakiś pech.
8 726 2012-02-09 11:45:45
Nie przejmuj się.
Ja tam nie wierze w żadne swatania i poznawania. Mowy nie ma żeby coś z tego wyszło. A jak ty uważasz? Nie traktuj tego jako jakiś znak. Ja bym to odebrała tak, że na szczęście ma kogoś i mam spokój.
Powoli, staniesz na nogi. Jak szukać będziesz nie znajdziesz. A jak Ci do głowy nie przyjdzie, ani się obejrzysz a tu się przyjaciel znajdzie. Czasem trzeba postawić na spontaniczność. Zakładanie sobie czasem pewnych rzeczy tylko nas męczy i w pewien sposób więzi. A jakby tak trochę wrzucić na luz, nie przejmować się. Będzie co ma być.
8 727 2012-02-09 12:24:12
Nie przejmuj się.
Ja tam nie wierze w żadne swatania i poznawania. Mowy nie ma żeby coś z tego wyszło. A jak ty uważasz? Nie traktuj tego jako jakiś znak. Ja bym to odebrała tak, że na szczęście ma kogoś i mam spokój.
Powoli, staniesz na nogi. Jak szukać będziesz nie znajdziesz. A jak Ci do głowy nie przyjdzie, ani się obejrzysz a tu się przyjaciel znajdzie. Czasem trzeba postawić na spontaniczność. Zakładanie sobie czasem pewnych rzeczy tylko nas męczy i w pewien sposób więzi. A jakby tak trochę wrzucić na luz, nie przejmować się. Będzie co ma być.
Nie przejmuję się tą sytuacją z wczoraj, bo naprawdę nie miałam ochoty na to. Będzie co ma być no tak, powtarzałam sobie to po każdym nieudanym związku i ten stan trwał aż do nastepnego a miałam dośc długie przerwy między związkami. Na dzień dzisiejszy poprostu przeraża mnie perspektywa samotnego życia, widać gołym okiem że jeszcze daleka droga do wyzdrowienia.
8 728 2012-02-09 12:38:05 Ostatnio edytowany przez aastreaa (2012-02-09 12:54:46)
Dziewczyny, wiem o Tym od lat i chyba pora żebym zeszła z ringu. Nie przeczytałam całego forum, ale obiecuję wzbogacić się Waszymi doświadczeniami.
Mam tylko pytanie: są wśród was dzieciate z takimi jak oni? jak Wy sobie z tym radzicie? oni robią TO SAMO dzieciom, przynajmniej mój...
(edit. doczytałam że wiele z Was ma dzieci, ciekawa jestem jak radzicie sobie z tym, bo to jest coś co łączy nas z nimi na zawsze i sprawia, że mogą "panoszyć się i pociągać za sznurki" nadal. To raz. Dwa - przenoszą na dzieci swoje metody, manipulują, szantażują emocjonalnie, uzależniają, sprawiają, że one czują się odpowiedzialne za ich szczęście/nieszczęście, że to one mają zobowiązania i powinność wobec nich, że ze strachu robią różne rzeczy wbrew sobie i są zagubione coraz bardziej...)
Prosiłabym również te, które posiadają pdf'y z literaturą obowiązkową, o kontakt. Na początek potrzebowałabym wszystkiego co dotyczy "samoobrony" przed manipulacją, kłamstwem. I tego co obnaży jego sztuczki. Boże, żebym tylko nie dała się prowokacjom!!!
Maji dziękuję za bloga "moje dwie głowy".
Pozdrawiam.
8 729 2012-02-09 13:24:06
Oczpiękne w tzw. singlem jest dużo plusów. Jeśli nie ma dzieci, to ho ho... Cieszyć się tym stanem trzeba, nie martwić.
Aastreaa większość jest takich co ma dzieci z takimi oto. Trzeba spieprzać, że tak powiem z dziećmi w takim tempie żeby się za Wami kurzyło. Jeśli są dzieci to czem prędzej, żeby krzywdy nie miały. Zawsze trzeba dać sobie spokój z takim paprochem.
Ja nie czytam tej literatury za bardzo. Czytam dużo innej, bo nie mam ochoty już analizować tamtych rzeczy. Dziewczyny na pewno coś Ci podrzucą.
Nie pozwól tylko robić tego dzieciom, będą cierpiały potem w życiu.
8 730 2012-02-09 15:06:41
Czytam Was kochane i dochodzę do wniosków :
UCZCIWOŚĆ - każda z nas jest do bólu uczciwa. My takie jesteśmy i żądamy tego od partnerów( wierzymy im do bólu). Uczciwość ponad wszystko to moje motto na życie. Uczciwości żądam nie tylko od partnera ale też od przyjaciółek i znajomych - tych bliskich. Całe życie brzydziłam się jakąkolwiek nieuczciwością. Mój partner wiedząc o tej mojej uczciwości wiele mówił jak sam ceni uczciwość. Mówił o niej wiele. Ja uczciwa więc i on także. Dawałam mu się na to nabierać 20 kilka lat.
PRAWDOMÓWNOŚĆ - ona wiąże się z uczciwością. Jest uczciwość więc i jest prawdomówność. Szanuję i cenię ludzi prawdomównych. Ja jestem szczera więc i mój partner taki jest. Z innym nie byłabym. Od początku byłam przez męża oszukiwana ale dawałam wiarę w jego słowa. Bo jak nie dawać wiary komuś kto wie jakie ma dla mnie ogromne znaczenie uczciwość, prawość i prawdomówność. W tej kwestii również byłam oszukiwana przez długie, długie lata.
EMPATIA - mamy jej całe pokłady. Potrafimy rozumieć co czują inni, oszukani, zdradzeni, okłamani.
Wszystkie te cechy obserwuję u siebie ale i u Was. Może dla innych to naiwność ?
My te szczere i uczciwe i współczujące tak traktujemy nasze związki i partnerów. My takie jesteśmy i myślałyśmy, że nasze połówki również... nie nie myślałyśmy, byłyśmy pewne.
8 731 2012-02-09 15:35:04
Czytam Was kochane i dochodzę do wniosków :
UCZCIWOŚĆ - każda z nas jest do bólu uczciwa. My takie jesteśmy i żądamy tego od partnerów( wierzymy im do bólu). Uczciwość ponad wszystko to moje motto na życie. Uczciwości żądam nie tylko od partnera ale też od przyjaciółek i znajomych - tych bliskich. Całe życie brzydziłam się jakąkolwiek nieuczciwością. Mój partner wiedząc o tej mojej uczciwości wiele mówił jak sam ceni uczciwość. Mówił o niej wiele. Ja uczciwa więc i on także. Dawałam mu się na to nabierać 20 kilka lat.
PRAWDOMÓWNOŚĆ - ona wiąże się z uczciwością. Jest uczciwość więc i jest prawdomówność. Szanuję i cenię ludzi prawdomównych. Ja jestem szczera więc i mój partner taki jest. Z innym nie byłabym. Od początku byłam przez męża oszukiwana ale dawałam wiarę w jego słowa. Bo jak nie dawać wiary komuś kto wie jakie ma dla mnie ogromne znaczenie uczciwość, prawość i prawdomówność. W tej kwestii również byłam oszukiwana przez długie, długie lata.
EMPATIA - mamy jej całe pokłady. Potrafimy rozumieć co czują inni, oszukani, zdradzeni, okłamani.
Wszystkie te cechy obserwuję u siebie ale i u Was. Może dla innych to naiwność ?
My te szczere i uczciwe i współczujące tak traktujemy nasze związki i partnerów. My takie jesteśmy i myślałyśmy, że nasze połówki również... nie nie myślałyśmy, byłyśmy pewne.
A asertywnosc? Gdzie ona sie podziala? Uczciwosc, prawdomownosc i empatia wobec siebie? Przyznanie sobie prosto w oczy, ze jest sie w zwiazku toksycznym, ze jest sie uzalezniona od meza, niezdolna odejsc od niego, nadskakujaca mu pomimo swoich wewnetrznych oporow?
8 732 2012-02-09 15:35:23
Czytam Was kochane i dochodzę do wniosków :
UCZCIWOŚĆ - każda z nas jest do bólu uczciwa. My takie jesteśmy i żądamy tego od partnerów( wierzymy im do bólu). Uczciwość ponad wszystko to moje motto na życie. Uczciwości żądam nie tylko od partnera ale też od przyjaciółek i znajomych - tych bliskich. Całe życie brzydziłam się jakąkolwiek nieuczciwością. Mój partner wiedząc o tej mojej uczciwości wiele mówił jak sam ceni uczciwość. Mówił o niej wiele. Ja uczciwa więc i on także. Dawałam mu się na to nabierać 20 kilka lat.
PRAWDOMÓWNOŚĆ - ona wiąże się z uczciwością. Jest uczciwość więc i jest prawdomówność. Szanuję i cenię ludzi prawdomównych. Ja jestem szczera więc i mój partner taki jest. Z innym nie byłabym. Od początku byłam przez męża oszukiwana ale dawałam wiarę w jego słowa. Bo jak nie dawać wiary komuś kto wie jakie ma dla mnie ogromne znaczenie uczciwość, prawość i prawdomówność. W tej kwestii również byłam oszukiwana przez długie, długie lata.
EMPATIA - mamy jej całe pokłady. Potrafimy rozumieć co czują inni, oszukani, zdradzeni, okłamani.
Wszystkie te cechy obserwuję u siebie ale i u Was. Może dla innych to naiwność ?
My te szczere i uczciwe i współczujące tak traktujemy nasze związki i partnerów. My takie jesteśmy i myślałyśmy, że nasze połówki również... nie nie myślałyśmy, byłyśmy pewne.
O tak mój facet ciągle mówi że szuka partnerki wiernej i godnej zaufania
wyznaje wartości: honor szczerośc itp tylko chyba w gadce bo napewno nie w postepowaniu. Masz rację, wiele osób powie że to naiwność.
8 733 2012-02-09 15:52:16
Mam tylko pytanie: są wśród was dzieciate z takimi jak oni? jak Wy sobie z tym radzicie? oni robią TO SAMO dzieciom, przynajmniej mój...
To NAM sie wydaje, że nas łączą dzieci. Mój ( może wyjątkowy przypadek) zapomniał co to dzieci. Owszem mówi o nich znajomym w znaczeniu - on dobry ojciec. Zaczyna sie to na słowach i na słowach kończy. To JA mam życzenie aby ojciec zadzwonił do syna i powiedział kocham cię lub zwyczajnie zainteresował sie nim. Chociaż jedno pytanie : co u Ciebie ?. Ja ta uczciwa i z empatią tak bym robiła więc i żądam, oczekuję tego samego od ojca dzieci....i nic z tego. Zero zainteresowania. To ja myślę, wesela synów, potem chrzciny ale nie on. Dla mojego męża dzieci NIE ISTNIEJĄ. Nie płaci mi alimentów, wie o zaległościach( sam je stworzył), wie też, że nie pracuję. Nie jest w żaden sposób zainteresowany czy chłopcy mają co jeść.
Nie kochana to my myślimy , że dzieci nas z nimi łączą a prawda jest taka, że ich już z nami nic nie łączy, nawet wspólne dzieci. Smutne ale prawdziwe.
Kiedy moje małżeństwo przechodziło trudne chwile, mąż wplątywał w to młodszego syna. Oczywiście manipulował nim, właściwie to próbował manipulować. Syn nie dawał się. Dyskutował z nim jak dorosły i dojrzały człowiek, zaskakiwał mnie swoją dojrzałością wiele razy. Oczywiście jako matka nie chciałam aby w dyskusjach a były to dyskusje po kilku głębszych męża, brał udział syn. Moje zdanie jednak nie liczyło się i syn był przywoływany. Były też i takie chwile kiedy syn usłyszawszy podniesione głosy, przychodził bronić mnie. Tłumaczył dorosłemu facetowi, że nie ma prawa obrażać i ubliżać. 15-latek wiedział co to dobre wychowanie, szacunek i to on swojego ojca pouczał. Mąż syna okłamywał ( tak jak wszystkich dookoła) a dzisiaj kiedy kłamstwa wyszły na jaw nie ma sobie nic do zarzucenia i nie ma problemu z patrzeniem w oczy synowi. Kiedyś powiedziałam mężowi, że synowi należą się przeprosiny. Niestety syn ich nie usłyszał.
Dzisiaj wiem, że powinnam dzieciom zaoszczędzić tego koszmaru. Dzisiaj synowie mówią mi jaka ze mnie fajna i kochana mama. Jestem bez małżonka spokojna, łagodna. Zniknęła z życia toksyna to i nastrój w domu lepszy
.
Mam dołki ale to nie z tęsknoty za nim. Nie z tęsknoty i nie z miłości. Moje dołki to problemy finansowe. Robię wiele by uratować siebie, synów....uratować przed konsekwencjami jego działalności w firmach, które kolejno zaliczały plajty.
8 734 2012-02-09 16:37:17
A asertywnosc? Gdzie ona sie podziala? Uczciwosc, prawdomownosc i empatia wobec siebie? Przyznanie sobie prosto w oczy, ze jest sie w zwiazku toksycznym, ze jest sie uzalezniona od meza, niezdolna odejsc od niego, nadskakujaca mu pomimo swoich wewnetrznych oporow?
Gdzie się podziała moja asertywność NIE WIEM ! Nie było jej - zniknęła. Im więcej cierpiałam i miałam powodów do tego cierpienia tym więcej było we mnie empatii. Potrafiły mnie mocno poruszać nieszczęścia innych. Potrafiłam nawet mocno angażować się w niesienie pomocy pokrzywdzonym, nieszczęśliwym. Organizowałam np. zbiórki używanych rzeczy i dostarczałam je w bardzo ubogie tereny. Ubolewałam i przeżywałam niepowodzenia innych.
Toksyczny związek ? Ja tak swojego związku dłuuuuugo nie postrzegałam. Najpierw kłopoty finansowe, w które wprowadził rodzinę, pojmowałam jako "coś mu nie wyszło" i dumna z siebie byłam, że potrafię z nim pozostać. Wiele kobiet uciekłaby w takiej sytuacji na drugi koniec świata ale nie ja! Ja z dumą pozostałam przy mężu.
Zdrady wybaczałam. Ja ta uczciwa i on też ....no raz zszedł na złą drogę pokusy. Zbłądził ale się poprawi i znowu uczciwy będzie. Tak wiem, sama sie teraz z tego śmieję.
Uczciwość wobec siebie ????? Masz rację nie było jej i nie wiem dlaczego. Nie umiem sobie powiedzieć dlaczego nie potrafiłam być szczera wobec siebie. Dawałam wiarę słowom nie czynom. POMROCZNOŚĆ JAKAŚ ![]()
Jak czytam historię innych kobiet, które piszą, ze nie pokazuje sie tygodniami ale jak sie spotkają to zapewnia szczerze o swoim silnym , szczerym i prawdziwym uczuciu. Zapewnia i znowu znika na dnie, tygodnie a ona czeka, wiernie czeka. Też pytam gdzie twój rozum kobieto, dlaczego nie widzisz, że facet sie tobą bawi. Pytam, na co czekasz ? a na co ja czekałam ? Nie wiem Mussuko nie umiem Ci odpowiedzieć na te pytania. Jestem wydawać by sie mogło mocno stąpającą po ziemi kobietą a w relacjach z mężem totalna idiotka. Dziś zupełnie to wszystko inaczej postrzegam. Jestem od czasu do czasu w kontakcie telefonicznym z mężem. To ja do niego dzwonię. Nie lubię tych rozmów. Traktuję go w tej chwili jak " małosprawnego". Na to sobie zapracował. Nie przezywam tych rozmów, raczej mnie bawią, rozśmieszają. Teraz ja gram. Po co i dlaczego wyjaśnię za kilkanaście dni.
Tak, dzisiaj potrafię być uczciwa przede wszystkim wobec siebie. Owszem nadal mam sporo empatii ale pracuję nad tym. Uczę się, że najważniejsza jestem ja, ja bez empatii ale ze zdrowym podejściem do życia.
8 735 2012-02-09 17:04:24
jak podnosicie swoją samoocenę ?? jak to robicie że przestajecie się bać przyszłości idziecie za ciosem ?? jak to robicie że dokonujecie zmian w życiu by być szczęśliwsza ?? czyli mam tu na myśli, wyjazd, przeprowadzka, zmiana pracy ??
Witajcie, ja też się dopisuję:) U mnie to nie tylko miłość za bardzo ale i totalny szczyt głupoty. Napisałam o tym w moim wątku - problemy babek po 40-stce w dziale trudna miłość itp.
Efekt moja wyprowadzka, załamanie nerwowe i przyjmowanie leków antydepresyjnych - kurcze ostrzegam Was przed tym kochaniem za bardzo, bo to niebezpieczne paskudztwo.
8 736 2012-02-09 20:27:42
Też zostałam zraniona i już dwa miesiące walczę ze wspomnieniami.
Oto moja smutna historia ![]()
Dwa lata temu w moim życiu pojawił się facet z bagażem życiowym (dwójka dzieci i 10 lat po ślubie). Ponieważ kiedyś znaliśmy się na stopie koleżeństwa to własnie mnie jako pierwszej opowiedział swoją smutną historię. Żona zdradzała Go z najlepszym przyjacielem, później on chciał jej wybaczyć, lecz ona nie umiała jednoznacznie się opowiedzieć którego z nich kocha! Na naszym kilkugodzinnym spotkaniu powiedział mi,że to koniec ich małżeństwa i on chce zacząć wszystko od nowa tj.zmienia pracę i przenosi się do mojego miasta (czynnikiem który o tym zadecydował, było to,że niedaleko mieszkali Jego rodzice). Zaczęliśmy do siebie pisać, dzwonić, ale ja długo broniłam się przed tym uczuciem i traktowałam Go jak dobrego kolegę. Po miesiącu znajomości On wyznał mi miłość, lecz ja powiedziałam,że najpierw musi się sam uporać ze swoimi sprawami (rozwód, ustalenie widzeń z dziećmi). Nadmienię tylko,że ja go do niczego nie zmuszałam i nawet odbyliśmy niezliczoną ilość rozmów w kwestii, czy on aby na pewno mentalnie uwolnił się od byłej żony.Na wszystkie moje wątpliwości odpowiadał, że kocha mnie i tylko ze mną chce być. W maju złożył papiery rozwodowe, a w styczniu 2011 uzyskał rozwód. Gdy jeździł do dzieci z byłą żoną praktycznie nie rozmawiał, a ich kontakt tel. tyczył się tylko kwestii wychowawczych. Spotykaliśmy się długo w ukryciu tzn. Jego rodzina i znajomi wiedzieli o Nas natomiast moi nie. Sytuacja zmieniła się w czerwcu, wtedy ja powiedziałam,że się spotykamy moim rodzicom,a oni przyjęli to nad wyraz dobrze.W sierpniu zmarł mój tata, i chwilę po tych dramatycznych dla mnie wydarzeniach on się do mnie wprowadził.Wiele razy tłumaczyłam mu,że teraz będzie nam trudniej,bo muszę więcej uwagi poświęcać mamie(jestem jedynaczką) lecz on zapewniał mnie,że kocha mnie i będzie się mną opiekował. W wakacje były rozmowy o zaręczynach, on nalegał na dziecko.Pod koniec listopada dowiedział się,że była żona nadal spotyka się z facetem przez którego się rozstali, wiem, bo powiedział mi o tym szczerze.Pytałam jak się z tym czuje, a on odpowiedział mi,ze każde z nic może robić co chce. W grudniu podczas rozmowy telefonicznej powiedział,że nie chce by go dzieci nienawidziły,że to tylko jego wina i że mam go nie szukać (rano mówił do mnie Żono tylko Ciebie kocham).Później miesiąc nie odzywał się do nikogo (nawet do rodziny). Można by myśleć( i długo ja tak myślałam),że byłam tylko zabawką, plastrem na rany ( ja 28 lat- On 36) lecz parę dni temu zadzwoniła do mnie Jego mama i powiedziała mi,że on się poświęcił,że nadal mnie kocha ( i dlatego boi się z mną porozmawiać w cztery oczy), bo boi się,że jak mnie zobaczy to jego uczucie wróci...Boli mnie to,że zerwał ze mną przez telefon i zostawił w naprawdę trudnym dla mnie momencie. Boję się tylko,że już nigdy nie zaufam żadnemu facetowi. Nadal analizuję jak on mógł zaufać ponownie swojej byłej żonie.Faceci są jednak bardziej skomplikowani niż kobiety...
8 737 2012-02-09 22:34:05
Dziewczyny, wiem o Tym od lat i chyba pora żebym zeszła z ringu. Nie przeczytałam całego forum, ale obiecuję wzbogacić się Waszymi doświadczeniami.
Mam tylko pytanie: są wśród was dzieciate z takimi jak oni? jak Wy sobie z tym radzicie? oni robią TO SAMO dzieciom, przynajmniej mój...
(edit. doczytałam że wiele z Was ma dzieci, ciekawa jestem jak radzicie sobie z tym, bo to jest coś co łączy nas z nimi na zawsze i sprawia, że mogą "panoszyć się i pociągać za sznurki" nadal. To raz. Dwa - przenoszą na dzieci swoje metody, manipulują, szantażują emocjonalnie, uzależniają, sprawiają, że one czują się odpowiedzialne za ich szczęście/nieszczęście, że to one mają zobowiązania i powinność wobec nich, że ze strachu robią różne rzeczy wbrew sobie i są zagubione coraz bardziej...)
Prosiłabym również te, które posiadają pdf'y z literaturą obowiązkową, o kontakt. Na początek potrzebowałabym wszystkiego co dotyczy "samoobrony" przed manipulacją, kłamstwem. I tego co obnaży jego sztuczki. Boże, żebym tylko nie dała się prowokacjom!!!
Maji dziękuję za bloga "moje dwie głowy".
Pozdrawiam.
Ależ nie ma za co. Na zdrowie. I lecz swoje obie biedne głowy.
Literatura, to dobry wybór na poczatek.
Napisz do mnie na priv to zwrotnie prześlę Ci lteraturę. Niestety ta najcenniejsza w interesującym Cię temacie jest tylko w wersjach książkowych, ale czegoś poszukamy.
8 738 2012-02-10 10:12:11
Witajcie,drogie Panie:)
To nie jest mój debiut.
Byłam tu u Was wcześniej...Ale niestety dałam się znowu zmanipulować.Znowu te obietnice,deklaracje-bez pokrycia. Ktoś tu na forum nazwał mnie kobietą wybaczającą wszystko,bez szacunku do siebie.Teraz wiem,ze miał ten ktoś rację...
Wrócił,ale ja już nie potrafiłam.Za dużo było kłamstw.Spalałam się.Miałam obsesję.Kontrolowałam i mówiłam co ma robić.Straszyłam i błagałam na przemian-proszę nie krzywdź mnie już więcej!
W końcu może przestałam być naiwna...
Jestem na etapie,hm...spokoju? Nie wiem.Nie płaczę.Analizuję całe moje życie.Nie obwiniam tych emocjonalnych kalek,które sama do siebie przyciągałam,próbując ich naprawić. Sama jestem emocjonalną kaleką.
Mnie nie było nigdy.
Nawet siebie nie znam.
Nie wiem jak siebie traktować.
Co znaczy zająć się sobą,ani czym zapchać cholerną pustkę wewnętrzną.
Nie spotykam się z nim.Nie pisze,nie dzwonię.
Nie ufam sobie i nie wiem co też bym zrobiła spotykając go...
8 739 2012-02-10 10:46:18 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-02-10 10:50:06)
Witajcie,drogie Panie:)
To nie jest mój debiut.
Byłam tu u Was wcześniej...Ale niestety dałam się znowu zmanipulować.Znowu te obietnice,deklaracje-bez pokrycia. Ktoś tu na forum nazwał mnie kobietą wybaczającą wszystko,bez szacunku do siebie.Teraz wiem,ze miał ten ktoś rację...
Wrócił,ale ja już nie potrafiłam.Za dużo było kłamstw.Spalałam się.Miałam obsesję.Kontrolowałam i mówiłam co ma robić.Straszyłam i błagałam na przemian-proszę nie krzywdź mnie już więcej!
W końcu może przestałam być naiwna...Jestem na etapie,hm...spokoju? Nie wiem.Nie płaczę.Analizuję całe moje życie.Nie obwiniam tych emocjonalnych kalek,które sama do siebie przyciągałam,próbując ich naprawić. Sama jestem emocjonalną kaleką.
Mnie nie było nigdy.
Nawet siebie nie znam.
Nie wiem jak siebie traktować.
Co znaczy zająć się sobą,ani czym zapchać cholerną pustkę wewnętrzną.
Nie spotykam się z nim.Nie pisze,nie dzwonię.
Nie ufam sobie i nie wiem co też bym zrobiła spotykając go...
A teraz, l_ukrecja, najlepsza zabawa się zaczyna. SZUKANIE SIEBIE. Olanie szukania wartości w NIM i szukanie własnej drugiej nogi, żeby samej stabilnie utrzymać sie w pionie, jak pisała Eugenia Herzyk, bez podpórek i protez.
Ze swojego doświadczenia powiem Ci, że najpierw mnie to przerażało, potem zaczęło intrygować a teraz to już nie mogę sie doczekać kolejnego dnia, żeby móc się obudzić i poprzyglądać, jak wyrasta ta moja własna druga noga. I teraz sobie, miła moja, zbadamy zawartość cukru w cukrze, czyli ile jest nas samych w sobie, co o sobie wiemy, czego TAK NAPRAWDĘ chcemy, co jest nam potrzebne do szczęścia, dokąd chcemy pójść, bo z pewnością ta drogą, którą do tej pory biegłyśmy na złamanie karku jest niewłaściwa.
Zatrzymać się, pomyśleć, rozejrzeć i ... zacząć biec w zupełnie innym kierunku. Tylko najpierw dowiedzieć się W JAKIM, żeby tym razem to był NASZ KIERUNEK a nie mamusi, męża, konkubenta, pracodawcy, dzieci.
I nie zapomnij podziękować psychofagowi, że pojawił się w Twoim życiu i tak skopał tyłek, że masz motywację do zatrzymania się i popełnienia owej refleksji ![]()
8 740 2012-02-10 12:04:28
l-ukrecjo
Ciesz się, właśnie zaliczyłaś swoje dno, koniec oszukiwania siebie, wykrętów, walki, złudnych nadziei.
Wiele osób tu wchodzi, ponarzeka na partnerów, a potem leci za nimi ...... na łeb na szyję! i dopiero, gdy dostają kopa kolejny raz, wracają.
Ale wracają inne, z motywacją, by rzeczywiście pracować nad sobą. Mają już odwagę spojrzeć prawdzie w oczy.
W Tobie to widzę. Zapytałaś o siebie, nie o niego. Zrozumiałaś podstawę. przemiany, pracy. Bez tego niektóre z nas kręcą się, jak piesek za własnym ogonkiem- dużo hałasu, a ciągle w miejscu.
Sama jestem emocjonalną kaleką.- za to zdanie dostajesz ode mnie 5 z + na starcie i cieszę się, że pojawiłaś się na forum, mam nadzieję, że wytrwasz i będziemy mogły sobie wzajemnie pomóc.
8 741 2012-02-10 12:29:19
Witaj Lukrecjo, na nowej drodze.
Ktoś kiedyś napisał "głowa boli mnie i siebie" ![]()
Bedzie dobrze, nie ma to tamto ![]()
8 742 2012-02-10 12:31:09
Anulkaa ale co on właściwie zrobił? Wrócił do rodziny czy jak? Bo nie za bardzo rozumiem gdzie nagle się podział. Do dzieci pewnie bardziej. Zdradzony, zagubiony facet jakich nie ma?
8 743 2012-02-10 14:16:19 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-10 14:27:16)
SINUSOIDA ZWANA ROLLER COASTEREM
Tak się zastanawiałam skąd we mnie, spokojnej, unikającej silnych wrażeń osobie, ta miłość do niego, osoby totalnie nieodpowiedzialnej, szalonej, ryzykownej.
Z jednej strony jest to, o czym pisałam- jest moim alter-ego. Jednak jest jeszcze coś, co nie wypływa z moich cech.
I znowu "przypadkiem" znalazłam rozwiązanie zagadki. Wczoraj była u mnie przyjaciółka, kobieta mocno stąpająca po ziemi, bizneswomen, przeciwieństwo kkzb.
Nie potrafiła zrozumieć, co ja w nim widziałam, zadawała mnóstwo pytań, drążyłyśmy i drążyłyśmy temat popijając grzane winko.... Nie mogła pojąć, jak ja, tak racjonalna, poukładana kobieta, mogłam mu wybaczać kłamstwa, jak mogłam mieć oczy szeroko zamknięte, skąd ta moja PASJA do niego, to UWIELBIENIE?
I dopiero, gdy ona się otworzyła i opowiedziała, że raz z mężem mieli kryzys i raz jedyny myślała, że to koniec ich związku, to doszłyśmy do sedna sprawy.
Po tej ich jednej kłótni, była w takich emocjach, że przeżyła niesamowity "haj", wybuch emocji i... seks życia (choć fizycznie nie było to nic nadzwyczajnego, to emocjonalnie była na wyżynach)! Opowiadała o tym ze zdziwieniem, bo ten kryzys zdarzył się raz i raz odczuwała taką euforię.
" Czasem myśl, że partner może przestać się nami interesować jest najsilniejszym afrodyzjakiem"
Dopiero, gdy usłyszała swoją opowieść i moją ripostę, że my kkzb mamy tak CAŁY CZAS!
Kryzys, godzenie...
jego wycofanie się, a potem powrót z deklaracją, jak nas kocha, że to prawdziwa miłość, że bez siebie nie możemy żyć...
Sinusoida!
Ten strach, ze to koniec, a za chwilę ta bliskość, jakby nas ktoś klejem złączył, nasza ulga, radość!
I znowu jakiś mniej obecny...
Ale tak kocha,
Boże, czy oby kocha....
I jesteśmy wkręcone- i tu wcale nie trzeba być kkzb, żeby dać się w to wciągnąć, wystarczy kochać.
Moja przyjaciółka nie jest uzależniona od partnera, nie spędza z nim całego wolnego czasu, mało o nim mówi, robi karierę, rozwija się, ale ta wizja, że się kogoś traci i ta ulga, gdy wraca wywarła na niej duże, niezapomniane wrażenie.
i ona, powściągliwa w okazywaniu uczuć mężowi podsumowała to tak:
"Miałam ochotę wtulić się w niego i nie puścić, wszystko mu w tej chwili wybaczyłam, a gdy zasnął obok, jego miarowy, spokojny oddech sprawił, że poczułam się, jak matka, której dziecko właśnie spokojnie zasnęło, jest bezpiecznie".
Zapadło milczenie, po chwili dodała:
"Tak, rozumiem Cię teraz."
8 744 2012-02-10 14:42:33 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-10 14:44:11)
Z tego spotkania z nią wyszła jeszcze jedna ważna, nawet ważniejsza myśl, bo była dla mnie odkryciem.
Nowym lądem kkzb.
W maju ubiegłego roku byłam z moim narcyzem na wycieczce w Egipcie. To były chyba najpiękniejsze chwile naszego związku. taka wyżyna, która wydawała się być stała. Krótko mówiąc: wyglądało to jak miesiąc miodowy. On chodzący za mną krok w krok, wpatrzony we mnie, jak w obrazek, ja beztroska, śmiechy, wygłupy w basenie- jednym słowem sielanka.
I po powrocie wysłałam maila do tej właśnie koleżanki opisując, jak to mi cudownie, jaki to on wspaniały.
Wczoraj powiedziała mi, że już wtedy wiedziała, że coś jest nie tak, bo, UWAGA!,
KOBIETA W SZCZĘŚLIWYM ZWIĄZKU NIE MA POTRZEBY BY PODKREŚLAĆ, JAKI TEN JEJ MĄŻ JEST CUDOWNY,
NIE WYWNĘTRZNIA SIĘ NA TEN TEMAT, BO, ZNOWU UWAGA, JEST TO DLA NIEJ COŚ NORMALNEGO.
I wymyśliłam kolejny test na sprawdzenie, czy związek jest toksyczny: "jeżeli wciąż mówimy o związku, jest to nasz ulubiony temat, jeżeli chwalimy naszego cudownego partnera wśród rodziny i przyjaciół częściej, niż robią to inni, to niestety, należy się nad tym poważnie zastanowić".
Moja przyjaciółka powiedziała mi tak:
"Miałam ochotę Ci odpowiedzieć, żebyś usiadła i zastanowiła się, dlaczego to do mnie piszesz. Dlaczego czujesz tą potrzebę postawienia go na piedestał? Wyglądało to tak, jakbyś ty sama potrzebowała wyrzucić to z siebie, żeby siebie samą, nie innych, przekonać, że jest Ci tak cudownie. Dla mnie to już był znak, że cudownie nie jest... Dla mnie zachowałaś się jak matka tłumacząca dziecko po szkolnej awanturze i mówiąca: "Ale wie Pani, mój syn wcale taki nie jest, to dobry dzieciak..."
8 745 2012-02-10 15:06:33
SINUSOIDA ZWANA ROLLER COASTEREM
Kryzys, godzenie...
jego wycofanie się, a potem powrót z deklaracją, jak nas kocha, że to prawdziwa miłość, że bez siebie nie możemy żyć...
Sinusoida!
Ten strach, ze to koniec, a za chwilę ta bliskość, jakby nas ktoś klejem złączył, nasza ulga, radość!
I znowu jakiś mniej obecny...
Ale tak kocha,
Boże, czy oby kocha....I jesteśmy wkręcone- i tu wcale nie trzeba być kkzb, żeby dać się w to wciągnąć, wystarczy kochać.
Sinusoida - dopamina-adrenalina / dopamina-adrenalina.
Pytanie tylko, czy potrafimy wygenerować w sobie pożądane reakcje bez tego koktajlu. Tyle lat wypracowywania mechanizmów zbudowanych na tej huśtawce. Odwrócenie tego to niezła praca domowa dla narkomanki.
Przychodzi do Ciebie taki stabilny facet - nie jeździ po pijaku 150 km/h, nie porzuca kolejnych kobiet dla kolejnych kobiet, nie wpada w euforię na przemian z depresją, nie urządza karczemnych awantur przeplatanych napadami gorącego uczucia, nie składa ci płomiennych deklaracji, żeby za chwilę stwierdzić, że ma cię w tyłku, nie głaszcze dilkatnie jak muśnięcie skrzydłem motyla, żeby po chwili tą samą dłonią zwiniętą w pięść walić w ściany i rozwalaś ruchomy majątek. NUDA, koleżnko, NUDA.
Taki nudny mężczyzna zapyta rano, czy dodać ci mleka do kawy (i tak będzie pytał codziennie, długo, zawsze, nie tylko przez tydzień albo miesiąc).
Taki nudny mężczyzna nieproszony będzie pamiętał, że trzeba Ci wymienić opony (i nie tylko jeden sezon, na pokaz, a potem zapomni, że w ogóle masz samochód i że Ty w ogóle istniejesz).
Taki nudny mężczyzna zauważy, że jesteś od kilku dni jakaś blada i zapyta, kiedy ostatnio robiłaś ogólne badania krwi. (i jego troska nie będzie wynikała z jego chęci zapchania Ci kalendarza zajęciami, żeby on w tym czasie mógł się wymknąć na potajemną schadzkę; pojedzie z Tobą do przychodni, poczeka i zawiezie do domu)
Taki nudny mężczyzna zaskoczy Cie pewnego wieczoru, że wychodzicie, bo już dawno zarezerwował dla Was bilety na sztukę, na którą bardzo chciałaś pójść. (i nie będzie to ostatnia sztuka, którą razem obejrzycie w trakcie całego związku, tych sztuk będzie więcej, regularnie, z dbałością o Twoje upodobania)
No, jednym słowem - NUDA, koleżanko, NUDA. Nie ma się czym zachwycać. Tak bez zdrad, obelg, pięści fruwających koło Twojej twarzy, bez ignorowania, zaniedbywania, Twojej żebraniny, fochów, płaczów - błeee.
8 746 2012-02-10 15:18:25
Faworytka napisał/a:SINUSOIDA ZWANA ROLLER COASTEREM
Kryzys, godzenie...
jego wycofanie się, a potem powrót z deklaracją, jak nas kocha, że to prawdziwa miłość, że bez siebie nie możemy żyć...
Sinusoida!
Ten strach, ze to koniec, a za chwilę ta bliskość, jakby nas ktoś klejem złączył, nasza ulga, radość!
I znowu jakiś mniej obecny...
Ale tak kocha,
Boże, czy oby kocha....I jesteśmy wkręcone- i tu wcale nie trzeba być kkzb, żeby dać się w to wciągnąć, wystarczy kochać.
Sinusoida - dopamina-adrenalina / dopamina-adrenalina.
Pytanie tylko, czy potrafimy wygenerować w sobie pożądane reakcje bez tego koktajlu. Tyle lat wypracowywania mechanizmów zbudowanych na tej huśtawce. Odwrócenie tego to niezła praca domowa dla narkomanki.
Przychodzi do Ciebie taki stabilny facet - nie jeździ po pijaku 150 km/h, nie porzuca kolejnych kobiet dla kolejnych kobiet, nie wpada w euforię na przemian z depresją, nie urządza karczemnych awantur przeplatanych napadami gorącego uczucia, nie składa ci płomiennych deklaracji, żeby za chwilę stwierdzić, że ma cię w tyłku, nie głaszcze dilkatnie jak muśnięcie skrzydłem motyla, żeby po chwili tą samą dłonią zwiniętą w pięść walić w ściany i rozwalaś ruchomy majątek. NUDA, koleżnko, NUDA.Taki nudny mężczyzna zapyta rano, czy dodać ci mleka do kawy (i tak będzie pytał codziennie, długo, zawsze, nie tylko przez tydzień albo miesiąc).
Taki nudny mężczyzna nieproszony będzie pamiętał, że trzeba Ci wymienić opony (i nie tylko jeden sezon, na pokaz, a potem zapomni, że w ogóle masz samochód i że Ty w ogóle istniejesz).
Taki nudny mężczyzna zauważy, że jesteś od kilku dni jakaś blada i zapyta, kiedy ostatnio robiłaś ogólne badania krwi. (i jego troska nie będzie wynikała z jego chęci zapchania Ci kalendarza zajęciami, żeby on w tym czasie mógł się wymknąć na potajemną schadzkę; pojedzie z Tobą do przychodni, poczeka i zawiezie do domu)
Taki nudny mężczyzna zaskoczy Cie pewnego wieczoru, że wychodzicie, bo już dawno zarezerwował dla Was bilety na sztukę, na którą bardzo chciałaś pójść. (i nie będzie to ostatnia sztuka, którą razem obejrzycie w trakcie całego związku, tych sztuk będzie więcej, regularnie, z dbałością o Twoje upodobania)No, jednym słowem - NUDA, koleżanko, NUDA. Nie ma się czym zachwycać. Tak bez zdrad, obelg, pięści fruwających koło Twojej twarzy, bez ignorowania, zaniedbywania, Twojej żebraniny, fochów, płaczów - błeee.
Oj potrafimy Tarantella, potrafimy:) Ja tez wariat jestem i emocji oraz adrenaliny potrzebuje ale moge je sobie zgenerowac gdzie indziej niz w zwiazku. Pojde sobie na banji powisze jak bede sinusoidy potrzebowala a w domu mam miec faceta jak skala twardego, stabilnego, uczciwego i bedacego oparciem dla mnie i rodziny. A do tego ma byc moim przyjacielem, nie katem.
Opisalas powyzej mojego obecnego "nudziarza", ktorego za zadne skarby swiata nie zamienilabym na homo niewiadomo (nie wiadomo co mu do lba strzeli;)
8 747 2012-02-10 15:40:56
Opisalas powyzej mojego obecnego "nudziarza", ktorego za zadne skarby swiata nie zamienilabym na homo niewiadomo (nie wiadomo co mu do lba strzeli;)
Czarownice!
W_myślach_czytelnictwo.
Właśnie wyszłam na spóźniony lunch i tak sobie pomyślałam: Mussuka pewnie odpisze, że jej mężczyzna właśnie "umie" to wszystko. I pewnie jeszcze umie z radością wyartykułować słowo "dziękuję", jak podczas swoich zakupów ciuchowych kupisz dla niego bokserki, takie fajne, w krateczkę z najlepszej bawełny i nie usłyszysz z grymasem "innego wzoru nie było?"
Ale Ty, Mussuka, inna jesteś, zdrowa, ozdrowiała. Ale my dobiegniemy, spokojnie. Właśnie trampki wiążemy.
8 748 2012-02-10 15:45:39
Mussuka napisał/a:Opisalas powyzej mojego obecnego "nudziarza", ktorego za zadne skarby swiata nie zamienilabym na homo niewiadomo (nie wiadomo co mu do lba strzeli;)
Czarownice!
W_myślach_czytelnictwo.
Właśnie wyszłam na spóźniony lunch i tak sobie pomyślałam: Mussuka pewnie odpisze, że jej mężczyzna właśnie "umie" to wszystko. I pewnie jeszcze umie z radością wyartykułować słowo "dziękuję", jak podczas swoich zakupów ciuchowych kupisz dla niego bokserki, takie fajne, w krateczkę z najlepszej bawełny i nie usłyszysz z grymasem "innego wzoru nie było?"
Ale Ty, Mussuka, inna jesteś, zdrowa, ozdrowiała. Ale my dobiegniemy, spokojnie. Właśnie trampki wiążemy.
A wiesz, ze wcale on taki "usluzny" ani "zapobiegawczy " na poczatku nie byl? Wyszedl z bardzo chorego zwiazku..duzo by pisac i tez musial sie wyleczyc z nieufnosci. Ale on tego bardzo chcial sie nauczyc, milosc mu dala takiego kopa do nauki tego wszystkiego, co nudziarz powinien znac na pamiec:) Chyba za to go jeszcze bardziej cenie, za to, ze tak bardzo chcial stac sie dobry. No..podstawy mial juz z domu i w ogole w sercu..ale duzo tez zmian wprowadzilismy w zycie w czasie naszego zwiazku:) Bo ja owszem, wymagajaca baba jestem:)
8 749 2012-02-10 16:42:58
Mnie coś dzisiaj takie refleksje związkowe naszły.
Że to ta miłość to tylko na początku taka piękna
Że wszystko przemija
Że skończy się?
Smutne to jakieś
Hm...
8 750 2012-02-10 23:20:57
Dziękuję serdecznie za miłe przyjęcie,to dla mnie bardzo ważne.I będę tu!
hm...
Dzisiaj 15:42:58
Mnie coś dzisiaj takie refleksje związkowe naszły.
Że to ta miłość to tylko na początku taka piękna
Że wszystko przemija
Że skończy się?
Smutne to jakieś
Hm...
Właśnie o tym chciałam pisać.Otóż czytałam dziś artykuł w "Gazecie pomorskiej" nt.Miłości...z okazji Walentynek (jak ja je spędzę? Jutro mieliśmy iść na zabawę....) A więc pani z Katedry i Zakładu Farmakologii z Farmakodynamiką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie powiedziała
cyt...."Kiedy trafia w nas Amor,mózg zaczyna produkować różne substancje chemiczne,które wywołują kaskadę skomplikowanych reakcji chemicznych i w konsekwencji,które wprowadzają nasz organizm w stan oszołomienia. Zupełnie jak po narkotyku. Miłość jest więc chemią,uzależnieniem,a skoro uzależnieniem,to i chorobą. Co ciekawe niektórzy psychiatrzy stan zakochania ujęli w ścisłą definicję,według której to zawężenia pola świadomości,chwiejność emocjonalną i upośledzenie władzy umysłowej,które zakłócają normalny proces przewidywania"
I jeszcze o tym,że to feromony decydują o nas,a my nie mamy innej możliwości niż ulec.
I,że ta chemia trwa góra dwa lata,a potem już lipa.
I!!!!!!!!!jeśli ktoś uzależni się od tego -haju,jak to nazywają seksoholicy-no to są właśnie seksoholikami,jak mój eks psychofag!
Kurczę i ja się poważnie zastanawiam,czy aby ta chemia nie wzrasta,odżywa po każdym powrocie (jego powrocie) , może to tylko haj...
I co? My wobec tego na rynku miłości wypadamy z obrotu! Toć jak "zdrowe" egzemplarze dostają w głowę,to co z nami???????????
8 751 2012-02-11 03:31:50
Czesc dziewczyny
)) własnie sie zerwałam z zaledwie 2 h płytkiego snuu i ledwo zipie jednak nie moge zasnac.Znieczuliłam sie wczoraj z przyjaciólka winkiem i zamiast spac mialam jakies koszmary ,ktore wyrwały mnie podczas snu.Jesli chodzi o literature pomocna słuze chetnie,przesle na maila.Aktualnie dorwałam "Sztuke wojny w miłosci".Ogólny zarys -http://www.zlotebooki.pl/Sensus/Relacje-damsko-meskie/Sztuka-wojny-w-milosci.html dla zainteresowanych.Swietna publikacja duzo lepsza od poradnika" faceta od A do Z" ale niestety wszystko weryfikuje samo zycie,wiec nie ma co generalizowac.Czuje ,ze jestem na lekkim kacu własnie a to dodatkowo wzmacnia efekt moich obaw i depresyjnego stanu.Co u mnie hm...Wstepnie fajnie ,ze przyjoł sie moj text o Paprochu ;p.Wracajac do niego wczoraj mi zepsuł wieczor tsssssss .Otóz jego znajomi "nasi" ale w głownej mierze blizsi temu osobnikowi zapraszali mnie toc dziwne telefonicznie na zaklepana impreze integracyjna.Rozkładajac to na czynniki pierwsze dziwne gdyz zwykle wiadome było ,ze ja jestem dodatkiem do jego osoby a on głownie majac z nimi stały kontakt otrzymuje takie propozycje a tu osobny wyrwany z kontekstu telefon w moja strone-przyjdz koniecznie miła atmosfera itp.To sie kroiło od 2 dni ,wiec myslałam na zimno i wypracowałam sobie znany schemat --(no tak pojde bedzie On ofcours ,pozniej srutu tutu gacie z drutu jak mnie wielbi i cała seria tych bzdur do momentu kiedy mu pokaze jak mi zalezy a pozniej bede sie czuc jak ostatni glut.Wiecie co ? wkoncu impuls tadam .jakas zarówa w głowie i mysl -nie rob tego!Rwało jak nie wiem co nuszkami przebierałam robiac rowerek w powietrzu;p.dzwonie do jego znajomej i mowie" ze mi przykro ale stanowczo odmawiam gdyz sytuacja jest nadszarpnieta miedzy mna a nim i czułabym sie niezrecznie",zrozumiała.On odziwo zadzwonił tylko raz-nie odebrałam.Wykonał jeden telefon od niechcenia i takie było jego zainteresowanie mna .Teraz widac po akcjii jak mu schował dumke w kieszn i ile jestem warta dla niegoo-zerowo .przynajmniej nie kicałam tam za nim z usmiechem ,zagryzłam wargii.Kurr... komplikejszon nastepuje juz nie bede mogła spotkac sie ze znajomymi bez wczesniejszej konsultacjiii-czy ten paproch jest w poblizu czy nie .Coraz bardziej chcem wyjechac do UK .Teraz w ramach tej sytuacjii zrobiłam sobie wolne jade po weekendzie do znajomych na tydzien ,telefon wek i jakos trzeba sie trzymac.Zreszta on nie dzwoni ma zwiezle mowiac mnie w d.....ale boje sie ze ja sama zaraz popuszcze sobie dla sprawdzenia i ten moj brak konsekwencjiii ,wiec trzeba sobie wyryc na rece tatoo-"kobieto nie dzwoń do paprocha".Lece na kawie,porzadkuje no nie wierze o tej godzinie juz całkiem mi na mozg siada ,ale wiem ze w tej nienormalnosci i deorganizacji zycia odnajde wkoncu siebie .Jakos ja wiem
(((((
8 752 2012-02-11 04:00:19
Tyle podobnych historii, tyle cierpienia, tyle łez i po co to wszystko eh.... Tak sobie myślę, że faceci (kobiety pewnie też) którzy nie chcą powiedzieć że to koniec robią to z wyrachowania , gdyby On powiedział że koniec to przyjełabym to do wiadomości i zrozumiała ale to byłby faktycznie koniec a tak za 2 miesiące odezwie się jakby nigdy nic i powie "co słychać", no przecież nic nie skończyliśmy furtka nie została zamknięta. Oczywiście może się przeliczyc ale spróbować można.
I tu kłania sie nasze leczenie poprostu trzeba powiedzeć ZA PÓŹNO
No własnie niby rzecz oczywista i po czesci rekompensuje ta cała pogoń (przynajmniej według mnie) za odstawianiem teatralnej atmosfery i trzmaniem kogos w zapleczu,zaoszczedzili by tego wszystkiego.jednak tak jak piszesz nie tyle wrachowanie ale gdybym miała wejsc w umysł takiego faceta hm...pomyslec to takiemu paprochowi pochlebia i jego ego ma zwyżkę do rangii Don Juana.Cóz po co to zakonczyc skoro nie zła zabawa jest z tego i okolicznosciowo zawsze z mozliwosciami do wykorzystania tzw"otwartej furtki".Dodatkowo to podsycaja zeby pozniej wyobrazowac sobie siebie samego jak kogos o niezwykłych walorach ,magnetyzmie ktory przyciaga taka panne.ba ! Jeszcze lepiej jak w ten cały uklad wmieszani sa widze (znajomi,przyjaciele) to jest kolejna punktacja w góre .W tym całym bajzlu rozgrywa sie akcja On gra 1 planowa role i Ona -druga jako obsesorka ,niewolnica izaura .Ironizuje nie celowo ale własciwie tak to moze wygladac załosc bierze ,a takie kłapciaki sie tym upajaja
((
8 753 2012-02-11 04:22:29
Alfi, jak ja miałam podobnie, telefony od tajemniczych "tylko koleżanek", hustawka nastrojów, jak się nie odzywałam dzwonił lub pisał smsy, w sumie moja taka szarpana partyzantka z ex trwała kurcze 2lata!!!, wreszcie się skończyła i naprawdę odetchnełam, mało tego jest mi dużo lepiej, że już nic nie muszę, nie muszę być na baczność, nie muszę się opowiadać, nie muszę bać się każdego smsa czy dźwięku telefonu, nie muszę słuchać o swojej następczyni ( a w zasadzie o kobiecie która była z nim równolegle jak ja:-)) i również jej już nie ma ( o to też byłam obarczana winą, że to przeze mnie:-)) hahaha. Wreszcie nic nie muszę i nie chcę. Tyle razy mówiłam, że się odetnę a jak tylko zadzwonił, to już odbierałam. Teraz ja zamknęłam wiecznie uchyloną furtkę.
Alfi to jest załosne, jak my takie kkkzb możemy sobie same spieprzyć życie. A manipulatorzy i kłamcy tylko na to czekają, aby nam jeszcze dowalić, bo jesteśmy słabe i łapiemy się na to całe szambo. Łapiemy się, bo chcemy się łapać, bo nie potrafimy powiedzieć DOŚĆ i piękne słowo NIE, NIE, NIE. Przyzwalamy im na takie traktowanie, jestesmy odpowiedzialne za to że dajemy się tak traktować. Potrzebujemy ciągle tej adrenaliny, aby ciągle coś się działo, aby nie było spokoju, tylko cierpienie, płacz i stres. Trzymaj się i pisz, tu mozesz wszystko z siebie wywalić.
Kochana z odpowiedzialnościa u mnie nie po drodze chociaz zgodnie twierdze razem z Toba ze sama sie przyczyniłam do stanu sprawy i pozwalam na taka egzystencje .Za kazdym razem mowie ,ze nie odbiore ,nie napisze ,nie bede myslec ale jest to mało wykonalne pogodziłam sie z tym obecnie ale ufam ze kiedys mi sie to najprosciej zwróci i pojde rozumu szukac ewentualnie znajde sobie inny numer do wykrecenia ;p.Mysle jednak ze nie ma sie co tak karcic ,gnembic bo to ze My cierpimy za dwoje i dajemy sie przyscisnac do muru tylko jest swiadectwem uczuc tak prostolinijnych ,pieknych a Oni to troglodyci ,zenujace postacie bez zasad moralnych.Ciesze sie ze juz to za Toba i wywalczyłas sama sobie prawo do niezaleznosci ,skonczyłas ta fikcje.ja wiecznie słyszałam ,ze to prze zemnie jakis wyświechtany text z ich strony umówili sie czy jak?;p ..No coz jak najbardziej moja ze znalazł sobie poplecznikow z 2 strony telefonu i smiem nawet nie watpic w to jak sie zalił tym kobietom jaka ze mnie obłudnica.jak da tym babom popalic to zmienia swiatopolgląd i beda same szukac ratunku .
8 754 2012-02-11 04:52:34 Ostatnio edytowany przez Alfi (2012-02-11 05:10:18)
Alfi czyli myślisz, że za tym stoją biznesowe usługi "prostytucjonarne".
Musisz zachować godność, bo on Cię z niej obedrze niczym patroszoną rybkę. Paproch, podoba mi się. Wyłącz się na kontakt z nim, olej go. Wszystkie dziewczyny musicie nie reagować na ich zagrywki. Same o sobie decydujecie, koniec kropka.
Bo to nie tak ma być, że każda decyzja dotycząca Was to jego decyzja, albo jego wpływ. Nie, nie, nie.Paprochy na sosnę!!!
Niech sobie wypisują smsy, żałują i skiałczą pod oknem.
Kobieta musi mieć własne zdanie i nieraz twardo je wypowiadać. Nie może wiecznie się podporządkowywać.
Alfi czy takie życie Ci pasuje? Dlaczego nie wrzucisz teraz, póki czas swojego egoizmu i nie postąpisz jak ci wygodnie. Zrób to!!!
Co do tych "usług" wiesz nie byłam bym taka optymistka sadzac ze nie jest to mozliwe i jednak ma to swoja głebsze dnoo.No pewnie ze tak weryfikujac swiadectwo prawdy ,ktore sam sobie wystawił i mojego wnikliwego rozumowania (nie cierpie tego zawsze cos wywleke).Opiniujac juz ze strony mojej blizkiej przyjaciołki i prawie zelaznych dowodach sprawa ma sie nastepujaco .Gosciu jest zaangazowany w budowlanke mierzy na wyrost z kupowaniem działek itp..patronuja temu znajome--znajome ktore zajmuja sie finasjera ,pozyczkami ,developerskimi usługami w tym on paproch szaraczek ,ktory potrzebuje rozkrecic sie biznesowo .One coz co z tego maja-młodego ogiera ktory połechce takiej egooo ,ewentualnie na tym sie nie konczy umowmy sie na gembe nic nie załatwisz do konca.Takze "wilk syty i owca cała".fakty poparte słowami "nie moge ci powiedziec one mi pomagaja w sprawach zawodowych.otwieram firme deweloperska".No to sam sie wkopał z wlasnym wizerunkiem.Nie trzeba wiecej sie nadwyrezac w temacie.najlepsze jest to ,ze one wiedza o mnie ale taki układ w zupelnosci odpowiada bo kieruja cała sytuacja .Nie chce sie wierzyc ale tak to sie ma obawiam ,ze jeszcze gorzej ale z obciachem dla niego a fee.Na poczatku wnikałam co za babol taki probuje mi "ukrzyzowac" droge do szczescia ale sprawa jest jasna jak słonce dlaczego one.Bo ja sobie jestem ludz ,ktorego mozna wymienic na lepsza partie a majac kryzys finanswoy i brak wsparcia masz mniej do zaoferowania.No pardon niestety kształciłam sie pod innym kieunkiem bardziej humanistycznym gdybym wiedziała;p.Pozatym majetna tez nie jestem ,układow nie mam a to tez nie owocuje w takim pozornym "zwiazku" jaki by miał ze mnie pozytek trzeba by było intercyze spisac odrazu w razie "w" zebym mu nie zgarneła tej jego "krwawicy" no bo tak na gotowe? One pomagaja a ja? Ja tylko sobie tak istniałam na rezerwowej ławce hahhahah.kasa,kasa ,kasa to 2 strona tej tragikomediii.Wyrzucam po kawałku otwieraja sie mozliwosci wyjazduu dla niego ,dla mnie nasze drogi sie rozchodza.w sumie hm...to tylko takie chwilowe oszustwo myslac ,ze sie cos zmieni skoki nastrojow.jednak widze jak o nim pisze z pogarda ,to juz nie bezsilnosc ja powoli dochodze do tablcy z napsem-EWAKUACJA.
8 755 2012-02-11 10:54:59
I jeszcze o tym,że to feromony decydują o nas,a my nie mamy innej możliwości niż ulec.
I,że ta chemia trwa góra dwa lata,a potem już lipa.
I!!!!!!!!!jeśli ktoś uzależni się od tego -haju,jak to nazywają seksoholicy-no to są właśnie seksoholikami,jak mój eks psychofag!
Myślałam, że odniesiesz to do tego, że idą sobie na następny kwiatek, skoro uzależnienie się wypaliło i muszą szukać nowego.
Taka tragedia z tym seksoholizmem, że też trza na boku działać? Nie wystarczy mu pobyt w domu, że tak powiem?
8 756 2012-02-11 11:05:05
Czesc dziewczyny
)) własnie sie zerwałam z zaledwie 2 h płytkiego snuu i ledwo zipie jednak nie moge zasnac.Znieczuliłam sie wczoraj z przyjaciólka winkiem i zamiast spac mialam jakies koszmary ,ktore wyrwały mnie podczas snu.Jesli chodzi o literature pomocna słuze chetnie,przesle na maila.Aktualnie dorwałam "Sztuke wojny w miłosci".Ogólny zarys -http://www.zlotebooki.pl/Sensus/Relacje-damsko-meskie/Sztuka-wojny-w-milosci.html dla zainteresowanych.Swietna publikacja duzo lepsza od poradnika" faceta od A do Z" ale niestety wszystko weryfikuje samo zycie,wiec nie ma co generalizowac.Czuje ,ze jestem na lekkim kacu własnie a to dodatkowo wzmacnia efekt moich obaw i depresyjnego stanu.Co u mnie hm...Wstepnie fajnie ,ze przyjoł sie moj text o Paprochu ;p.Wracajac do niego wczoraj mi zepsuł wieczor tsssssss .Otóz jego znajomi "nasi" ale w głownej mierze blizsi temu osobnikowi zapraszali mnie toc dziwne telefonicznie na zaklepana impreze integracyjna.Rozkładajac to na czynniki pierwsze dziwne gdyz zwykle wiadome było ,ze ja jestem dodatkiem do jego osoby a on głownie majac z nimi stały kontakt otrzymuje takie propozycje a tu osobny wyrwany z kontekstu telefon w moja strone-przyjdz koniecznie miła atmosfera itp.To sie kroiło od 2 dni ,wiec myslałam na zimno i wypracowałam sobie znany schemat --(no tak pojde bedzie On ofcours ,pozniej srutu tutu gacie z drutu jak mnie wielbi i cała seria tych bzdur do momentu kiedy mu pokaze jak mi zalezy a pozniej bede sie czuc jak ostatni glut.Wiecie co ? wkoncu impuls tadam .jakas zarówa w głowie i mysl -nie rob tego!Rwało jak nie wiem co nuszkami przebierałam robiac rowerek w powietrzu;p.dzwonie do jego znajomej i mowie" ze mi przykro ale stanowczo odmawiam gdyz sytuacja jest nadszarpnieta miedzy mna a nim i czułabym sie niezrecznie",zrozumiała.On odziwo zadzwonił tylko raz-nie odebrałam.Wykonał jeden telefon od niechcenia i takie było jego zainteresowanie mna .Teraz widac po akcjii jak mu schował dumke w kieszn i ile jestem warta dla niegoo-zerowo .przynajmniej nie kicałam tam za nim z usmiechem ,zagryzłam wargii.Kurr... komplikejszon nastepuje juz nie bede mogła spotkac sie ze znajomymi bez wczesniejszej konsultacjiii-czy ten paproch jest w poblizu czy nie .Coraz bardziej chcem wyjechac do UK .Teraz w ramach tej sytuacjii zrobiłam sobie wolne jade po weekendzie do znajomych na tydzien ,telefon wek i jakos trzeba sie trzymac.Zreszta on nie dzwoni ma zwiezle mowiac mnie w d.....ale boje sie ze ja sama zaraz popuszcze sobie dla sprawdzenia i ten moj brak konsekwencjiii ,wiec trzeba sobie wyryc na rece tatoo-"kobieto nie dzwoń do paprocha".Lece na kawie,porzadkuje no nie wierze o tej godzinie juz całkiem mi na mozg siada ,ale wiem ze w tej nienormalnosci i deorganizacji zycia odnajde wkoncu siebie .Jakos ja wiem
(((((
Normalnie rewelacja dziewczyno. Żeby ktoś opatrznie mnie nie zrozumiał i nie odebrał jako zboczeństwo jakie ja Cię kocham za to komplikejszon.
Wiesz co ja myśle... że jak sobie tak będziesz żyła z tym zapałem pełnym humoru to pokonasz tą całą sytuację z palcem w ... Spokojnie.
Dałaś tak czadu tym wpisem, że na mej twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha i taka myśl mi się w głowie pojawiła, oprócz poprzedniej - ta kobieta świetnie sobie radzi i zasuwa do przodu, nie patrząc wstecz, podejmuje mądre decyzje. I jedna rzecz, żeby się waliło, paliło "Nie dzwoń do PAPROCHA!!!" pod żadnym pozorem. Lepiej zadzwoń do kogokolwiek. :*
8 757 2012-02-11 11:12:30
cyt...."Kiedy trafia w nas Amor,mózg zaczyna produkować różne substancje chemiczne,które wywołują kaskadę skomplikowanych reakcji chemicznych i w konsekwencji,które wprowadzają nasz organizm w stan oszołomienia. Zupełnie jak po narkotyku. Miłość jest więc chemią,uzależnieniem,a skoro uzależnieniem,to i chorobą. Co ciekawe niektórzy psychiatrzy stan zakochania ujęli w ścisłą definicję,według której to zawężenia pola świadomości,chwiejność emocjonalną i upośledzenie władzy umysłowej,które zakłócają normalny proces przewidywania"
I jeszcze o tym,że to feromony decydują o nas,a my nie mamy innej możliwości niż ulec.
I,że ta chemia trwa góra dwa lata,a potem już lipa.
I!!!!!!!!!jeśli ktoś uzależni się od tego -haju,jak to nazywają seksoholicy-no to są właśnie seksoholikami,jak mój eks psychofag!Kurczę i ja się poważnie zastanawiam,czy aby ta chemia nie wzrasta,odżywa po każdym powrocie (jego powrocie) , może to tylko haj...
Brawo! O tym pisałyśmy tu tych 266 stron ![]()
Ale OTÓŻ MAMY MOŻLIWOŚĆ NIE ULEGAĆ jak zwierzęta tej chemii. Możemy nad nią zapanować jeśli już WIEMY, że ona może nas wpędzić w kłopoty. Problem polega na tym, o czym pisała Kriss - chora chemia przyciąga chorą chemię. Wniosek jest prosty:
1. Najpierw się zdetoksykować po chorym związku.
2. Potem zastanowić się, co jest naszym priorytetem w życiu i wyleczyć własną chemię.
3. Na końcu zdrową już chemią reagować na inną zdrową chemię.
Kupa roboty, ale nie takie salta przez plecy w życiu robiłyśmy, czyż nie?
8 758 2012-02-11 11:21:09
hm... napisał/a:Alfi czyli myślisz, że za tym stoją biznesowe usługi "prostytucjonarne".
Musisz zachować godność, bo on Cię z niej obedrze niczym patroszoną rybkę. Paproch, podoba mi się. Wyłącz się na kontakt z nim, olej go. Wszystkie dziewczyny musicie nie reagować na ich zagrywki. Same o sobie decydujecie, koniec kropka.
Bo to nie tak ma być, że każda decyzja dotycząca Was to jego decyzja, albo jego wpływ. Nie, nie, nie.Paprochy na sosnę!!!
Niech sobie wypisują smsy, żałują i skiałczą pod oknem.
Kobieta musi mieć własne zdanie i nieraz twardo je wypowiadać. Nie może wiecznie się podporządkowywać.
Alfi czy takie życie Ci pasuje? Dlaczego nie wrzucisz teraz, póki czas swojego egoizmu i nie postąpisz jak ci wygodnie. Zrób to!!!Co do tych "usług" wiesz nie byłam bym taka optymistka sadzac ze nie jest to mozliwe i jednak ma to swoja głebsze dnoo.No pewnie ze tak weryfikujac swiadectwo prawdy ,ktore sam sobie wystawił i mojego wnikliwego rozumowania (nie cierpie tego zawsze cos wywleke).Opiniujac juz ze strony mojej blizkiej przyjaciołki i prawie zelaznych dowodach sprawa ma sie nastepujaco .Gosciu jest zaangazowany w budowlanke mierzy na wyrost z kupowaniem działek itp..patronuja temu znajome--znajome ktore zajmuja sie finasjera ,pozyczkami ,developerskimi usługami w tym on paproch szaraczek ,ktory potrzebuje rozkrecic sie biznesowo .One coz co z tego maja-młodego ogiera ktory połechce takiej egooo ,ewentualnie na tym sie nie konczy umowmy sie na gembe nic nie załatwisz do konca.Takze "wilk syty i owca cała".fakty poparte słowami "nie moge ci powiedziec one mi pomagaja w sprawach zawodowych.otwieram firme deweloperska".No to sam sie wkopał z wlasnym wizerunkiem.Nie trzeba wiecej sie nadwyrezac w temacie.najlepsze jest to ,ze one wiedza o mnie ale taki układ w zupelnosci odpowiada bo kieruja cała sytuacja .Nie chce sie wierzyc ale tak to sie ma obawiam ,ze jeszcze gorzej ale z obciachem dla niego a fee.Na poczatku wnikałam co za babol taki probuje mi "ukrzyzowac" droge do szczescia ale sprawa jest jasna jak słonce dlaczego one.Bo ja sobie jestem ludz ,ktorego mozna wymienic na lepsza partie a majac kryzys finanswoy i brak wsparcia masz mniej do zaoferowania.No pardon niestety kształciłam sie pod innym kieunkiem bardziej humanistycznym gdybym wiedziała;p.Pozatym majetna tez nie jestem ,układow nie mam a to tez nie owocuje w takim pozornym "zwiazku" jaki by miał ze mnie pozytek trzeba by było intercyze spisac odrazu w razie "w" zebym mu nie zgarneła tej jego "krwawicy" no bo tak na gotowe? One pomagaja a ja? Ja tylko sobie tak istniałam na rezerwowej ławce hahhahah.kasa,kasa ,kasa to 2 strona tej tragikomediii.Wyrzucam po kawałku otwieraja sie mozliwosci wyjazduu dla niego ,dla mnie nasze drogi sie rozchodza.w sumie hm...to tylko takie chwilowe oszustwo myslac ,ze sie cos zmieni skoki nastrojow.jednak widze jak o nim pisze z pogarda ,to juz nie bezsilnosc ja powoli dochodze do tablcy z napsem-EWAKUACJA.
Obrzydliwe to jest, fu. Brzydzą mnie tacy faceci, taka kurewka trochę, przepraszam. Ja bym sobie go tak w telefon wpisała i problem dzwonienia z głowy, odbierania też.
Ale kobiety potrafią ślepo kochać. Przychodzi taki wyłajdaczony, używany i wpuszczają go do łóżka, jaja obciąć, fu!!!
8 759 2012-02-11 13:30:48
l_ukrecja napisał/a:I jeszcze o tym,że to feromony decydują o nas,a my nie mamy innej możliwości niż ulec.
I,że ta chemia trwa góra dwa lata,a potem już lipa.
I!!!!!!!!!jeśli ktoś uzależni się od tego -haju,jak to nazywają seksoholicy-no to są właśnie seksoholikami,jak mój eks psychofag!Myślałam, że odniesiesz to do tego, że idą sobie na następny kwiatek, skoro uzależnienie się wypaliło i muszą szukać nowego.
Taka tragedia z tym seksoholizmem, że też trza na boku działać? Nie wystarczy mu pobyt w domu, że tak powiem?
Tak to tragedia. Prowadzenie podwójnego życia. Niedojrzałość emocjonalna. Brak odpowiedzialności za swoje życie.
fascynacja na granicy grzechu. Idealizacja nowego obiektu...-to tzw.chora miłość-seksoholizm min.
Skąd to się wzięło? DDA...........
Rozmawialiśmy z małżeństwem które z tego wyszło-on uzależniony od pornografii alkoholik,ona DDA.
Są małżeństwem (16 tat,3 dzieci) niemal doskonałym od 6 lat. Wyszli z tego-terapia,praca nad sobą i Bóg.
I wiecie co? Ona ma usuniętą pierś,jest łysa po chemii no istne zombie,a jest szczęśliwa!
Rozmawiając z nimi przecierałam oczy-to niemożliwe!
Powiedzieli mi tak,ona- mam tą chorobę,akceptuję ją jako pewne doświadczenie.Nie boję się,bo mam najlepszego przyjaciela-jego.
On-gdyby nasz związek miał się opierać na jednym cycku,to o kąt rozbić taką miłość.
Opowiadali o sobie:spacery,rozmowy,kochanie się (nie mylić z odtwarzaniem roli z filmu porno),razem jeżdżą gdzie się da-mitingi,zjazdy zloty uzależnionych...
Po rozmowie z nimi zrozumiałam-takiej bliskości i takiego związku ja nie przeżyję. To jakby niewymiarowy poziom. To to o czym marzę od zawsze:(
8 760 2012-02-11 13:41:53
Bo "miłość to nie pluszowy miś..."
To nie sex i pokazówka. To bycie razem na dobre i złe. Spędzanie razem wszystkich chwil. Wszystkich.
Ale nie potrafię tak opisać, ale tutaj jest sedno:
"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze."
8 761 2012-02-11 19:24:48
To nie sex i pokazówka. To bycie razem na dobre i złe. Spędzanie razem wszystkich chwil. Wszystkich.
Taka symbioza to też nie zdrowe...
Potrzeba autonomii...
8 762 2012-02-11 19:50:43 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-12 00:09:08)
Uwielbiam czytać co piszecie kochane moje takie kkzb :*
Jedne pięknie nazywają rzeczy po imieniu, a inne z Was piszą jakby o mnie...to pozwala mi porządkować swój 'mały' światek....
Dziś mój mąż wyszedł, jak co sobotę......nie pije od ok 1,5 miesiąca i jest lepiej, ale dziś zamiast jechać autem, poszedł pieszo. Jasne, że sprzeczka była, bo we mnie gotowało się, że w końcu kolesiom ulegnie i napije się i łapię się, że nie ufam mu, bo zawsze był jak chorągiewka (o czym wiele z Was pisze wyżej), nigdy nie było można wierzyć jego słowom, nigdy......On zamiast mnie uspokoić, że będzie trzeźwy, powiedział, że wróci o 2 i nie będę trzymała go jak w klatce.....powiedziałam, że nie mam zamiaru, a jeśli będzie spity to ma nocować u rodziców, bo ja go nie wpuszczę.....Tak, może i przesadziłam, ale od jakiegoś czasu ja chcę się liczyć dla siebie, a nie TYLKO on. Już dość dla niego zrobiłam i na więcej już mnie nie stać. Od jakiegoś czasu kalkuluję, co jest dla mnie ważne a nie dla niego. Choć wiem, że popełniam jeszcze błędy kzb, ale coraz bardziej jestem ich świadoma i staram się popełniać ich coraz mniej. Mam chwile zatracenia-bo on, bo czeka, bo pisze, bo co powie, bo coś tam....ale mam też więcej chwil, że ja się liczę tu i teraz a reszta nich spada. Nawet zapisałam się na wycieczkę "firmową", bo mi też coś od życia się należy, bo chcę....Ciężka to walka, ale mam nadzieję, że dojdę wreszcie do upragnionego celu---jak niektóre z Was kochane kkzb.
Buźka na ten sobotni wieczór moje kobietki :*
8 763 2012-02-11 20:46:28
Uwielbiam czytać co piszecie kochane moje takie kkzb :*
Jedne pięknie nazywają rzeczy po imieniu, a inne z Was piszą jakby o mnie...to pozwala mi porządkować swój 'mały' światek....
Dziś mój mąż wyszedł, jak co sobotę......nie pije od ok 1,5 miesiąca i jest lepiej, ale dziś zamiast jechać autem, poszedł pieszo. Jasne, że sprzeczka była, bo we mnie gotowało się, że w końcu kolesiom ulegnie i napije się i łapię się, że nie ufam mu, bo zawsze był jak chorągiewka (o czym wiele z Was pisze wyżej), nigdy nie było można wierzyć jego słowom, nigdy......On zamiast mnie uspokoić, że będzie trzeźwy, powiedział, że wróci o 2 i nie będę trzymała go jak w klatce.....powiedziałam, że nie mam zamiaru, a jeśli będzie spity to ma nocować u rodziców, bo ja go nie wpuszczę.....Tak, może i przesadziłam, ale od jakiegoś czasu ja chcę się liczyć dla siebie, a nie TYLKO on. Już dość dla niego zrobiłam i na więcej już mnie nie stać. Od jakiegoś czasu kalkuluję, co jest dla mnie ważne a nie dla niego. Choć wiem, że popełniam jeszcze błędy kzb, ale coraz bardziej jestem ich świadoma i staram się popełniać ich coraz mniej. Mam chwile zatracenia-bo on, bo czeka, bo pisze, bo co powie, bo coś tam....ale mam też więcej chwil, że ja się liczę tu o teraz a reszta nich spada. Nawet zapisałam się na wycieczkę "pracowniczą", bo mnie też coś od życia się należy, bo chcę....Ciężka to walka, ale mam nadzieję, że dojdę wreszcie do upragnionego celu---jak niektóre z Was kochane kkzb.
Buźka na ten sobotni wieczór moje kobietki :*
Wiesz Liwia...ja ja przestałam pić,to nic bardziej mnie nie wkurzało od kontrolowania.
Sory,że się mądrzę,ale jestem w AA 6 lat i uważam,że żona alko powinna wstąpić do al-anon i przejść terapię dla współuzależnionych. Aby nauczyć się żyć na nowo i nie przeszkadzać trzeźwieć partnerowi.
To taka maleńka rada.
8 764 2012-02-12 00:06:57 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-02-12 00:14:50)
Lukrecjo, tak masz rację. Tyle, że w wielu życiowych kwestiach mąż mnie zawiódł (nie tylko jego picie), więc niestety wiem, że nie mogę mu wierzyć. To już jest taki typ człowieka. Mówi jedno, robi drugie. Stąd moje obawy i wcale nie chcę go kontrolować, bo to nie o to chodzi, czasem po prostu wydaje mi się, że ja znam go lepiej niż on sam siebie. Jest strasznie naiwny i wierzy w kolesiów jak w święty obrazek. Niestety, wciąż nie dotarł do domu, a w jakim jest stanie też nie wiem, nie pytam, nie dzwonię, nie piszę. To jest dorosły człowiek, a ja nie mam zamiaru być całe życie jego mamusią i prawić mu morały. Każdy musi za siebie odpowiadać, nieprawdaż?
Jeszcze jedno, napisał o wygranej w meczu kolo 21 i nic poza tym, tyle go obchodzę jak już wyjdzie do kolesiów....a wie na bank, że denerwuję się jaki wróci, takie traktowanie to chleb powszedni z jego strony....
8 765 2012-02-12 00:42:17
Lukrecjo, tak masz rację. Tyle, że w wielu życiowych kwestiach mąż mnie zawiódł (nie tylko jego picie), więc niestety wiem, że nie mogę mu wierzyć. To już jest taki typ człowieka. Mówi jedno, robi drugie. Stąd moje obawy i wcale nie chcę go kontrolować, bo to nie o to chodzi, czasem po prostu wydaje mi się, że ja znam go lepiej niż on sam siebie. Jest strasznie naiwny i wierzy w kolesiów jak w święty obrazek. Niestety, wciąż nie dotarł do domu, a w jakim jest stanie też nie wiem, nie pytam, nie dzwonię, nie piszę. To jest dorosły człowiek, a ja nie mam zamiaru być całe życie jego mamusią i prawić mu morały. Każdy musi za siebie odpowiadać, nieprawdaż?
Jeszcze jedno, napisał o wygranej w meczu kolo 21 i nic poza tym, tyle go obchodzę jak już wyjdzie do kolesiów....a wie na bank, że denerwuję się jaki wróci, takie traktowanie to chleb powszedni z jego strony....
Droga Liwio,a przepraszam o jakich kolesiach piszesz?
No chyba nie z baru?
8 766 2012-02-12 00:47:23
Tak Lukrecjo, to są barowi kumple, z którymi teraz z pewnością siedzi lub krąży z pubu do pubu.. Do dziś wytrzymywał bez picia. Ale wiem, że kolesie nie odpuszczą.
8 767 2012-02-12 01:02:18
I napisał, że idzie do domu...ja nic na to. Bo jego droga czasem trwała z 3 godziny, więc cholera wie, czy znów tyle trwać nie będzie
Póki co...do jutra kobietki....Lukrecjo
8 768 2012-02-12 01:06:31
Kiedy piłam,mojej zgubie nie byli winni koledzy/koleżanki.
To ja chciałam uciec od życia,znieczulić się,zapomnieć...
Przestałam pić,bo zmusiły mnie do tego konsekwencje-nikt po mnie syfu jaki robiłam nie sprzątał.
Kiedy przestałam pić,otoczyłam się znajomymi z terapii,z AA.
Kiedy przestałam pić,starzy znajomi już mnie nie interesowali,ani ja ich...
Jestem przy Tobie...
8 769 2012-02-12 01:16:21
Widzisz Lukrecjo-a on nadal obok nich, tych, którzy w każdą sobotę muszą się napić. On przez te 1,5 miesiąca chodził tam i pił colę. Ale czy ich presję wytrzyma, czy sam to wytrzyma, czasem myślę, że nie, bo jego prawdziwe oblicze zawsze prędzej czy później wychodzi.....
"Jestem przy Tobie" ....dziękuję.....bardzo dziękuję...... ![]()
8 770 2012-02-12 08:39:55
Chodziło mi na dobre i złe czyli ciężkie chwile razem i przyjemne. Nie o uwiązanie na smyczy i chodzenie razem na siusiu z całym szacunkeim. O chorej miłości mowy nie ma. ![]()
8 771 2012-02-12 10:28:35
l_ukrecjo! Piękny awatarek.
Dzień dobry wszystkim.
Piękny dzień mamy. Cieszmy się. Nawet jeśli powodów nie macie dużo - choćby taki jest dobry
Popatrzcie za okno.
8 772 2012-02-12 10:34:26
Piękny. Trza na łyżwy, albo na coś innego. Na spacer chociaż.
Miłego dnia, spokojnego i uroczego. Przytulcie trochę słoneczka.
8 773 2012-02-12 11:48:53
Ja wczoraj miałam ochotę wyjść gdzieś na piwo
ale zadzwoniłam do 3 koleżanek i niestety nie dało się bo mąż, bo chłopak, bo dziecko. Jestem w takim wieku że wszyscy moi znajomi sa w parach. Skończyłam filmem i kieliszkiem wina. Jak Wy sobie radzicie z takimi sytuacjami, ja do kina, na siłownię, na spacer mogę iśc sama ale na piwo jakos nie umiem to jeszcze bardziej mnie dołuje.
Co radzicie?
8 774 2012-02-12 13:15:39
U mnie za oknem pochmurny dzionek ![]()
Co robię z samotnością ? Nie nudzę się nigdy. Wczoraj z 3 sztucznych kwiatów robiłam broszki. Trochę kleju na gorąco, agrafki,obcęgi i udało się. Mam trzy różne duże broszki z ciekawych i oryginalnych kwiatów. Są też niepowtarzalne bo kwiaty są z Usa więc pewnie jedyna w moim regionie( a może i w kraju) paradować będę wiosną z takim kwiatem na piersi
Uwielbiam biżuterię a jeszcze jak sama coś zrobię to i duma mnie rozpiera
.
Zbiłam też kawałek tynku (tak gdzie "rozlazł sie") i w kolejnej wolnej chwili będę to naprawiać. Obiad co prawda tylko był odgrzewany ale za to babkę majonezową upiekłam czym synowi "łakomczuszkowi" sprawiłam frajdę.
Sporo też wolnego czasu poświęcam na forum, na internet. Uwielbiam swój zawód i w internecie mam wiele filmików przedstawiających nowinki i trendy w tym przedmiocie. Przyjemne z pożytecznym ![]()
Nie umiem się nudzić. Uwielbiam wysiłek i pracę fizyczną. Sama tapetuję i maluję ściany, tworzę ozdoby do wnętrz. Jedynie kiedy wpadam w dołek ( a coraz rzadziej mi sie to zdarza) nie potrafię, nie mam siły na ruszenie ręką i nogą. To wtedy mam myśli, ze nic nie ma sensu. Poza dołami nie mam problemu z zorganizowaniem sobie czasu.
Do stałych zajęć zaliczam też wyjścia na różne imprezy. Nigdy jednak nigdzie nie byłam sama. Nie umiałabym. Nie sprawiałoby mi to frajdy.
Natomiast w chwilach gdy czuje potrzebę bliskości z kimś doskonale sprawdza się telefon z darmowymi minutami
. Potrafię "powisieć " na nim i ze 2 godziny. No jasne, że to nie to samo co rozmowa bezpośrednia ale lepsze to niż tęsknota za rozmową
. Podobnie jest z forum. To tu mam okazję wzruszać się do łez, wyciągać wnioski z historii innych i to tu uczę się jak żyć szczęśliwie i w zgodzie z sobą i światem. Pokochałam to forum i Was. Mam tu wsparcie, wasze rady, sposoby na rozwiązywanie problemów. To forum jest dla mnie kuźnią do wykuwania i hartowania charakteru.
Dzisiaj umówiona jestem o 13 w kawiarni z mamą. Nagadam się na zapas
potem szybki obiad dla dzieci i.....pewnie znowu odwiedzę forum. Zapewne też nadrobię zaległości w prasowaniu. Nie znoszę prasowania. Żelazko "parzy mnie w ręce" ale kiedyś trzeba... Miłego dnia życzę ![]()
8 775 2012-02-12 14:21:59
Witam moje drogie paniuśki
Dzień ładny, ale bardzo mroźny, brrrr ![]()
Ja robię właśnie obiadek i jak zwykle przeglądam, co tu ciekawego "robicie".
Mężuś wrócił o 3 nad ranem, rano zwrot tego co zjadł wczoraj, jeszcze śpi....
A ja zjem co trza i śmigam do rodzinki na kawusię. Na pewno nie będę siedzieć i czekać aż biedaczek ozdrowieje. Taka jestem wredna, że nawet herbaty na wypłukany żołądek nie zrobiłam...nie wiem czy pił, czy coś mu zaszkodziło, z resztą nie powiedział słowa od powrotu, więc i ja nie mam zamiaru się odezwać....wredzizna ze mnie.....
Buziaki Kochane na resztę popołudnia :*