netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 995 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 132 133 134 135 136 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 646 do 8 710 z 26 310 ]

8 646

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Plac Zbawiciela - oglądałam  - jakby swoje życie....

No to już wiemy, gdzie jest dno. Odradzam czekanie na takie właśnie dno. Wymyśl sobie inne płytsze.

Ach, Ankinom, Ankinom. Gdybym mogła Ci pożyczyć choćby trochę mojej uleczonej głowy ?

Widzisz, takie fora istnieją po to, żeby być choć przez chwilę szczerą. Anonimowo, w grupie tych, co zrozumieją, bo mają albo miały taki sam problem. A Ty nie jesteś szczera. Nie tyle przed nami, co przed samą sobą.

A tak się składa, że ja wiem (i myślę, że pozostałe dziewczyny też), co Cię trzyma w tym szambie. To nie są dzieci, to nie są finanse, to nie są nawet te zainwestowane w ten związek lata. To jest wielki, paniczny STRACH, że pan i władca definitywnie zniknie. Że go nie będzie. Takie jak my uwielbiają same siebie i otoczenie okłamywać, że jest tysiąc powodów trwania w poniżeniu, bo rodzina, bo kościół, bo kredyt. A prawda jest jedna jedyna ? boimy się definitywnych rozwiązań, cięć, bo a nuż okaże się, że to cięcie było rzeczywiście definitywne i pan i władca zrozumie je dosłownie a nie tylko jako straszenie i potrząśnięcie nim ?żeby wreszcie zrozumiał?. Miało być teatralnie, żeby sie opamiętał, a on tylko na to czekał. Tego się boisz, Ankinom.

Otóż, moja droga, ON NIGDY NIE ZROZUMIE i to wszystko prędzej czy później i tak pierd?lnie. Tyle tylko, że wtedy Ty już będziesz upodloną i umęczoną kobietą bez wyjścia. Teraz natomiast masz jeszcze szansę zakończyć to na (stosunkowo) własnych warunkach, z uniesioną głową, na własne życzenie a nie wykopana z waszego życia jak zawszały pies.

Przestań się wreszcie bać i pielęgnować w sobie nadzieje dotyczącą jego osoby. Jesteś jaka jesteś i wyżej doopy nie podskoczysz, i choćbyś nie wiem jak bardzo mu się teraz starała dogodzić, przypodobać, zmienić jego stosunek do Ciebie, to i tak on będzie podnosił poprzeczkę, żeby Ci tylko wykazać jaka jesteś beznadziejna. Aż wreszcie w tych wysiłkach padniesz na pysk i on Ci wtedy powie ? no widzisz, jaka jesteś nie fajna i padnięta na pysk? Taka mi nie odpowiadasz, spadaj. W zasadzie on tylko tym się zajmuje, od kiedy czytam Twoje posty.

Opowiem Ci z własnego życia o moich wysiłkach małpki kapucynki. O tym, jak to ja starałam się dogodzić. Czytanie z jego oczu, czy jest zadowolony. Niezadowolony?  To trzeba pokombinować, jaka mu się bardziej spodobam.  Być łagodniejszą, albo dla odmiany drapieżniejszą, albo dowcipniejszą, albo bardziej stateczną. Bardziej mu dziś posmakują kluseczki czy ryżyk, woli pospać dłużej ? cały dom morda w kubeł, a może wolałby jednak, żeby go wcześniej obudzić, bo chciał jechać z samochodem do myjni zanim się zaczną kolejki i potem będzie miał pretensje. I tak na okrągło.

Nigdy mu Ankinom nie dogodzisz. Zostałaś już spisana na straty i tylko przedłużasz swoją agonię. On wykorzystuje bardzo zręcznie ten czas, żeby Cię jeszcze pogrążyć i bardziej sprowadzić do parteru zanim z poczuciem wyższości Cię zutylizuje. A Ty przez swoje stanie w miejscu tylko dajesz mu tę frajdę i tę satysfakcję.

Będę powtarzać do końca życia ? gdyby nie było ofiar, to pasożyty by powyzdychały. Gdyby nie było takich jak my ? gotowych być ofiarami aż do wyssania z nas ostatnich soków. Postaw się, do cholery. Urodziłaś dzieci, wychowujesz je, ogarniasz domostwo, wykształciłaś się, znosisz co miesiąc okres, potrafisz udawać orgazmy (tylko uczciwie, dobra?), a nie potrafisz się postawić jednej marnej gnidzie?

Już ja wiem najlepiej, jak to cholernie ciężko postawić się takiej gnidzie, ale też wiem, że to JEST WYKONALNE. Najważniejsze jednak to złapać odpowiedni moment. Zanim Cię rozdepcze.

8 647

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was wszystkie.Jestem nową.Przyjmiecir mnie do swojego grona?

8 648

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

chciała bym porozmawiać z Maxi

8 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Słucham Cię myszko48:-)
Jeśli chcesz bardziej prywatnie to pisz na priv.

8 650

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam wszystkich serdecznie. Jestem jedną z Was która nie wie co zrobić z tym co jest... narazie czytam ale stron dużo....  mam jednak nadzieję że mi pomogą.

8 651

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
oczpiekne napisał/a:

Witam wszystkich serdecznie. Jestem jedną z Was która nie wie co zrobić z tym co jest... narazie czytam ale stron dużo....  mam jednak nadzieję że mi pomogą.

Tak naprawdę to tylko od Ciebie zależy, czy zechcesz sama sobie pomóc. Te strony mogą Ci tylko pomóc otworzyć piękne oczy i pokazać kierunek, a co zrobisz z tym co zobaczysz to już tylko Twój wybór... Życzę wytrwałości w czytaniu. Mówię Ci - WARTO.

8 652 Ostatnio edytowany przez MillaNovi (2012-02-06 00:24:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Już minął dość krótki okres od naszego rozstania. I tak sobie myślę, że może to jednak dobrze? Ze może gdyby nie on nie dowiedziałabym się że cierpię na "kochanie za bardzo" ? Odnajdźcie plus w tym moje drogie !
Ostatnio strasznie poczułam się słabo, serce zaczęło mi walić, ścisk w żołądku... dowiedziałam się nowych rzeczy o nim. Byłam z obcym człowiekiem przez tyle czasu... on poznał mnie, rodzine, znajomych... a ja nic o nim nie wiedziałam. Zupełnie nic. Przez tyle czasu zasypiałam i budziłam się z kimś po prostu obcym.
Poczułam straszną nienawiść... bo jak on mógł mnie tak potraktować? Tak wykorzystać. Mam ślepo wierzyć w to że istnieje karma? Choć wiem że złe uczynki zawsze trafiają do ludzi z powrotem. On sprawił mi tyle cierpienia, a sam jest zadowolony. Chce żeby czuł się tak samo, nienawiść po prostu zżera mnie od środka, gorycz, ból.
Ale jest już lepiej. Nie tęsknie za nim, nie chce go widzieć, nie myślę o nim.
Zaczęłam robić to co naprawdę lubię. Czuję się zdrowsza, żywsza.
Nie chce mieć na razie nic wspólnego z mężczyznami, to za wcześnie, mam zbyt zachwiane poczucie własnej wartości i kolejny związek by się skończył znów katastrofą.
Ostatnio kilku facetów próbowało nawiązać ze mną jakiś "mocniejszy" kontakt smile
Przeraża mnie to że oni są tacy dobrzy, tacy mili... wydają mi się zupełnie nieciekawi i nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Nie wiem jak to przezwyciężyć, tą niechęć. Choć wiem że oni byliby najlepsi dla mnie. Mój ostatni facet miał problemy i chciałam jak zwykle głupia mu pomóc. Teraz sobie zdaje z tego sprawę że tylko takich typków wybierałam. Chce tych normalnych... ale jak się przełamać?
Bo na kolejnych z problemami już się nie złapię, choćbym nie wiem jak była zauroczona...



oczpiekne napisał/a:

Witam wszystkich serdecznie. Jestem jedną z Was która nie wie co zrobić z tym co jest... narazie czytam ale stron dużo....  mam jednak nadzieję że mi pomogą.

Ja tez zaczęłam od czytania książek i tego forum. Mam nadzieje że Ci to pomoże smile

8 653

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam! Jedna z dziewczyn na forum zaliczyla mnie do grona kobiet kochajacych za bardzo. I w zupelnosci sie z tym zgadzam. Tak naprawde to mysle ze jestem ta kochajaca a on tym nie kochajacym w ogole. I nie potrafie odejsc. Albo raczej nie potrafie dac jemu odejsc. Nie mam czasu przeczytac tego watku, moze chociaz zaczne powoli, ale pewnie zajmie mi to wieki. Pewnie kazda z was tutaj przezywala to samo co ja teraz. Czasem jestem tak pewna ze chcialabym go zostawic i zebym miala wszystko spakowane i miala gdzie i to pod wplywem impulsu bym to zrobila, ale za duzo tego... Zycie...

8 654

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

MillaNovi, to normalne, że na razie nie chcesz nikogo poznawać, po prostu straciłaś zaufanie do facetów i na tym etapie potrzeba czasu abyś przestała uogólniać. Zapewne są "normalni" faceci i po jakimś czasie otworzysz się na nowe znajomości, takie zwykłe na zasadzie kolega - koleżanka. Jest w Tobie teraz złość i wściekłość na niego, zaczynasz dostrzegać rzeczy, których nie widziałaś wcześniej, bo miałaś "klapki" na oczach, które przesłaniały Ci rzeczywistość. Tak jak każda z nas, miałaś w głowie wyidealizowany jego obraz, a nie realnego człowieka. "Klapeczki" opadły i widzisz jasno. Teraz zajmij się sobą, zacznij sobie dogadzać, jakieś hobby, może pasja, coś czego dawno nie robiłaś, a chciałas zawsze się nauczyć, poznać, doświadczyć.
Zastanów się, co to może być. Zrealizuj swoje marzenia, zacznij siebie lubić. Potem przyjdzie czas na całą resztę. Małymi kroczkami, ciesz się życiem po prostu, na bieżąco tu i teraz. Pozdrawiam.

8 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie rozumiem i nigdy nie pojme swoim ograniczonym rozumem kobiety egoistki jak mozna pakowac sie swiadomie w samodestrukcje. Siedziec biernie i patrzec jak powoli ktos robi ze mnie marionetke.

Ankinom, a czego Ci poza wspolnym kontem bedzie brakowalo jak sie wreszcie podniesiesz, spakujesz i wyjedziesz od tego bucyfala?

Alimenty musi (a nie, ze chce czy nie) Ci placic. Rodzice tez na poczatek pomoga, mloda jestes i zdrowa, kto Ci broni zaczac szukac pracy juz dzis i to tam gdzie sa Twoi rodzice?

Kurde, ja sama rozdzielilam nasze konta i rodzicow tu nie mam, nawet zadnej rodziny do pomocy czy bliskich przyjaciol a jednak wolalam sama i bidnie niz w "luksusach" nieudanego pozycia malzenskiego. A kto mowi, ze bedzie latwo? Nie bedzie ale za rok, dwa bedzie duzo latwiej niz obecnie. Kazdy Twoj dzien spedzony u boku "meza" uwazam za stracony, wiec jak posiedzisz z nim jeszcze pare lat to bedzie to pare lat wyjetych z zycia. I tak bz. do piedziesiatki i dalej.

Apropos dzieci: one wbrew pozorom nie sa az tak wymagajace: nie maja ic przeciw skromnym posilkom, odziezy z second handow a najbardziej cenia sobie swiety spokoj w domu. Tego im nie dajecie wiec wasze inne wydatki i inwestycje na dzieci to pieniadze wyrzucone w bloto. One im dziecinstwa ani szczescia nie zwroca.

8 656

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

Akimon czytając ręce i nogi opadają .
Czasami mam wrażenie (nie obraź się ) ale rola ofiary Ci odpowiada .
Dlaczego nie ,,Biedronka " to ciężka praca fizyczna wyrabia poczucie wartości i nie hańbi a na początek dobre i to -szukać oczywiście pracy na poziomie w pracy jest mniej czasu na rozpamiętywanie i zawsze można z kimś pogadać a przede wszystkim oderwać się na 8 h od domowego kieratu.

To że założył nowe konto nie zwalnia go z utrzymania Ciebie i dzieci dopóki nie będzie żadnych wyroków sądowych .
U Ciebie to już stanowczo za długo trwa ,dziewczyny maja racje nie wstyd zwrócić się o pomoc do rodziców tym bardziej ze z ostatnich postów za uwarzyłam że gonisz resztkami sił sad

Zadko jestem teraz na forum ale rozpoczynam życie od nowa - nowe mieszkanie wymaga dopieszczenia i niezbędnych prac ale to już mój azyl na który długo czekałam ,koniec użerania się z eks smile

Pozwoli gdy Ty nie pozwolisz na poniżanie

Wróciłam!
Powiedzmy z zaświatów, nie... nic sobie nie zrobiłam no może poza porządkiem ze swoją głową smile

Anula, to prawda jakoś ostatnio bardzo przypadła mi rola ofiary, na swoje wytłumaczenie dodam, że to z przyzwyczajenia... byłam traktowana jak ofiara to też tak się zachowywałam, dlaczego? pewnie psycholog umiałby na to odpowiedzieć.... ale to nie o to chodzi, najważniejsze to zmienić tok myślenia...

Jeżeli chodzi o pracę - to prawda żadna praca nie hańbi, ja byłam już sprzątaczką, opiekunką do dzieci, sprzedawcą i kelnerką i jak będzie trzeba to podejmę się każdej pracy bez ujmy na honorze...

8 657 Ostatnio edytowany przez oczpiekne (2012-02-06 10:20:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
oczpiekne napisał/a:

Witam wszystkich serdecznie. Jestem jedną z Was która nie wie co zrobić z tym co jest... narazie czytam ale stron dużo....  mam jednak nadzieję że mi pomogą.

Tak naprawdę to tylko od Ciebie zależy, czy zechcesz sama sobie pomóc. Te strony mogą Ci tylko pomóc otworzyć piękne oczy i pokazać kierunek, a co zrobisz z tym co zobaczysz to już tylko Twój wybór... Życzę wytrwałości w czytaniu. Mówię Ci - WARTO.

Przeczytałam ponad 20 stron i dwie książki. Są chwile że jest lepiej czuję się silna a za chwilę płacz... Czyżby to depresja. Nie wiem od czego zacząć moją opowieść, szukam ciągle w głowie wyjścia, wyszukuje błędów i płaczę, bo rzeczywiście ostatnio zachowywałam się głupio. Teraz wiem że to miało związek z moją chorobą. Znamy sie około 2 lat, jest to znajomość na odległość. Dlaczego znajomość ano bo On nie jest gotowy na związek sad czemu w tym trwam... Spodobał mi się bardzo, gadał rozsądnie mamy podobne zainteresowania, lubimy spędzać czas podobnie, no i po miesiącu wylądowaliśmy w łóżku, było obłędnie. Tyle tylko że On trochę sie wycofał , nie mówięże w ogóle ale widziałam różnicę. Kolejne spotkania i moje pytanie na tematy związania, no to usłyszałam że nie jest gotowy i że możemy się spotykać "po koleżeńsku" Ja wtedy przystałam na to bo w sumie 30 lat na karku potrzeby są a nic innego w okolicy. Kobieta niezależnaktóra lubi życie, ma sporo znajomych i tak ogóle postrzegana jako szczęśliwa. Tylko mi ciągle brakowało Tego Jedynego. Bo niby w czym jestem gorsza od innych no akurat wtedy miałam nadwagę ale oczywiście to da się zgubić, nie raz mi sie udawało smile No więc jako inteligenta osoba smile ok związek bez zobowiązań i rozumiałam go tak że spotykamy sie kiedy mamy na to ochotę a poza tym każdy żyje swoim życiem czyli ja nie czułam sie ograniczona że mogę się cały czas rozglądać za kimś kto będzie ze mną chciał być. I jego też nie pytałam co robi. Stan taki trwał rok. Były spotkania ale poza tym ja żyłam pełną piersią imprezy, znajomi, sport. Wzięłam się za siebie schudłam bardzo dużo i co? On zachwycony? Spotkania coraz częstsze zaczęło mi zależeć. Przez dietę zaczęłam tez gotować On zachwycony, bo wszysto pyszne no to ja wymyśliłam sobie w chorej głowie ok przez żołądek smile dogadzanie pod każdą postacią ale oczywiście jak go nie było to ja miałam swoje zajęcia. On zazdrośnik po rozwodzie, dziecko, ileś(bo nie wiem dokładnie) związków gdzie on go zdradzały (to jego wersja teraz już sama nie wiem) cieżka praca, niby dająca satysfakcje i prestiż ale kiepska jeśli chodzi o finanse, przez co problemy finansowe i jak najgorsze zdanie o kobietach. Takich kobiet wiernych i oddanych jak jego mama to juz nie ma. Ale ja przeciez nie jestem materialistka więc nie ma znaczenia i ja jestem przecież wierna i oddana. Uważam go nadal za człowieka który jest skrzywdzony nie tylko przez kobiety ale także przez rodziców, niby pewny siebie szczególnie w stosunku do kobiet ale ma niskie poczucie wartości, do tego ciągle powtarzał że się zamknął i sam siebie nie poznaje. Chwile z nim sa fajne. Jednak pojechałam na urlop ze znajomymi On byłna urlopie z dzieckiem ja nie byłam w planach. Rozpętała sie awantura za zdjęcie z kolegą (wolnym) które złapało tylko ułamek sekundy podczas tańca. Nie mogłam zrozumiec dlaczego przecież ciągle mi powtarza że nie jestesmy parą ale z drugiej strony to był dla mnie iskierka nadzieji że jednak mu zależy no i po poważnej rozmowie zaczeło być jeszcze fajniej dla mnie. Częstsze spotkania pomieszkiwałam u niego. Po kilku miesiącach poznał mnie z dzieckiem i rodzicami byłam w siódmym niebie. Ale cały czas przypominał mi że nie jesteśmy razem. Bolało bardzo tak się starałam. I przez to zaczęłam robić głupoty znaczy sceny których teraz żałuję w sylwestra popłakałam sie za jego głupi żart, i przyznaje że nie powinnam tak zareagować  w każdym razie p tym wszystko się popsuło juz ponad miesiąc się nie widzialiśmy odzywa się coraz mniej była poważna rozmowa co znami ale On ciągle mówi że nie wie. Tak bardzo mi na Nim zalezy i nie wiem co robić. Inna sprawa że nie wiem co robi kiedy mnie nie ma nie pytam bo sie boję ze sie obrazi , boje sie tez bo wiem że cały czas loguje się na portalu randkowym, jak zapytałam po co to mówi że usunie jak będzie w związku ale że nikogo tam nie poznaje. Wierzyc mi się nie chce w to że kobiety do niego nie piszą, ja przestałam udzielac się towarzystko bo jemu to sie nie podobało niby mi nie broni ale później wytyka. Ogólnie nie wyglądało źle to nasze spotykanie amoże tylko mnie sie tak wydaje tylko czy można około 2 lat nie wiedziec czy ktos jest wart zaufania i czy zależy na kimś? Ja widze to tak że to moje głupie zachowanie wynika z tego że On ma wymagania żeby zbadac moją osobę czy jestem godna zaufania a sam do końca nie jest lojalny i ja myślęsobie że to niesprawiedliwei tak nieudolnie pokazuję swój sprzeciw. 2 tygodnie mija od rozmowy że musi to przemyśleć a ja się wykańczam i chyba przestaje racjonalnie myśleć:(

Dodam jeszcze że dom mój oczywiście był dysfuncyjny. Ojciec pił i sie awanturował, zero zaradności i odpowiedzialności za rodzinę, matka zajęta ogarnianiem tego wszystkiego. Ciągle awantury ze strony ojca, wymagania za strony mamy. Szybko dorosłam, obowiązku, dobre stopnie. Owszem dzieki temu doszłam do czegoś ale jesli chodzi o związku to ciągle byłocos nie tak z tymi facetami. Moja przyjaciółka nie raz mi powiedziała że jestem za dobra.

8 658

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Moim zdaniem masz trzy wyjścia, a wybór należy do Ciebie:
1. pozostanie w związku na takich warunkach, na jakich tkwisz w nim obecnie
2. naprawy relacji między Tobą a mężem, łącznie ze zbudowaniem szacunku, odzyskaniem godności, z czasem - zaufania
3. rozstanie się.
Dwa ostatnie rozwiązania wymagają pracy nad sobą.
Przy pierwszym, oprócz zaciśnięcia zębów i zamrożenia serca, nie musisz robić nic.
.

Pierwsze wyjście odpada... to co ze mną teraz przez ostatni tydzień się działo, było spowodowane "nie zgodą" na życie na takich warunkach, coś wewnątrz mnie krzyczało, że już dłużej tak nie dam rady, stąd ostatnio moje złe samopoczucie. Utrata praca była jak przysłowiowy gwóźdź do trumny - w ciągu kilku miesięcy straciłam kolejny filar bezpieczeństwa - najpierw męża, jego uczucia, nie ważne, że to była iluzja, uświadomienie prawdy bardzo zabolało...

Drugie wyjście  - powiedzmy, że jako kkzb chwytam się wszystkich możliwości - naprawa relacji, ale nie na zasadzie pogadanki, chciałam konkretów - idziemy na terapię! - odpowiedź same znacie....

Czyli jak od 3 odejmiemy 2 to zostaje nam jedno wyjście.... będę do niego dążyła, nie dla dzieci, nie dla męża, nie dla rodziny - dla siebie!

8 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
to TY! big_smile

Naprawdę wróciłaś! big_smile

Witam serdecznie po długim czasie.
Podczas Twej nieobecności ktoś podszywał się pod Ciebie i napisał straszne głupoty. tongue
Obyś już nie pozwalała sobie na zamianę z tą podróbką.

8 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
ankinom napisał/a:

Plac Zbawiciela - oglądałam  - jakby swoje życie....

Nigdy mu Ankinom nie dogodzisz. Zostałaś już spisana na straty i tylko przedłużasz swoją agonię. On wykorzystuje bardzo zręcznie ten czas, żeby Cię jeszcze pogrążyć i bardziej sprowadzić do parteru zanim z poczuciem wyższości Cię zutylizuje. A Ty przez swoje stanie w miejscu tylko dajesz mu tę frajdę i tę satysfakcję.

.

Bardzo dobrze to Tarantello opisałaś...

Ja bardzo długo winiłam siebie, za całe zło w naszym związku... umówmy się nie byłam ideałem, też robiłam rzeczy, które mogły jemu nie odpowiadać, ale to nie jest powód, aby kogoś tak traktować. Mam do niego żal, że tyle lat mnie oszukiwał, każde kocham było kłamstwem, ale też jestem na siebie zła za swoją naiwność. Nie wiem dlaczego wierzyłam, że skoro mówi kocham to tak jest nie ważne ,że przed chwilą zranił mnie, ot taka trudna miłość - ja jego zmienię, ba nie jego, siebie zmienię, będę chodzącym ideałem. A rzeczywistość wyglądała tak, że co podskoczyłam do poprzeczki to myk i ta poprzeczka była wyżej....

Tak, nigdy jemu nie dogodzę, bo po prostu nie jestem "tą" osobą.

Nie wiem dlaczego "zapominałam" o tych wszystkich przykrościach, nie dotrzymanych obietnicach, braku wsparcia, dlaczego wciąż winę brałam na siebie i wciąż starałam się sprostać nowym wymaganiom - nie wiem..


Przeprowadziłam z nim ostatnio wiele rozmów i nic się nie zmieniło, tzn. w toku jego rozumowania: on mnie nie kocha i obwinia o całe zło świata, no ale czego się spodziewałam? pytanie retoryczne


to tak jak opisałaś, przeszłaś to więc rozumiesz cały ten chory mechanizm..

ku*** mać! jaka ze mnie debilka, no nie wierzę......

8 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Nie rozumiem i nigdy nie pojme swoim ograniczonym rozumem kobiety egoistki jak mozna pakowac sie swiadomie w samodestrukcje. Siedziec biernie i patrzec jak powoli ktos robi ze mnie marionetke.

Ankinom, a czego Ci poza wspolnym kontem bedzie brakowalo jak sie wreszcie podniesiesz, spakujesz i wyjedziesz od tego bucyfala?

Alimenty musi (a nie, ze chce czy nie) Ci placic. Rodzice tez na poczatek pomoga, mloda jestes i zdrowa, kto Ci broni zaczac szukac pracy juz dzis i to tam gdzie sa Twoi rodzice?

Kurde, ja sama rozdzielilam nasze konta i rodzicow tu nie mam, nawet zadnej rodziny do pomocy czy bliskich przyjaciol a jednak wolalam sama i bidnie niz w "luksusach" nieudanego pozycia malzenskiego. A kto mowi, ze bedzie latwo? Nie bedzie ale za rok, dwa bedzie duzo latwiej niz obecnie. Kazdy Twoj dzien spedzony u boku "meza" uwazam za stracony, wiec jak posiedzisz z nim jeszcze pare lat to bedzie to pare lat wyjetych z zycia. I tak bz. do piedziesiatki i dalej.

Apropos dzieci: one wbrew pozorom nie sa az tak wymagajace: nie maja ic przeciw skromnym posilkom, odziezy z second handow a najbardziej cenia sobie swiety spokoj w domu. Tego im nie dajecie wiec wasze inne wydatki i inwestycje na dzieci to pieniadze wyrzucone w bloto. One im dziecinstwa ani szczescia nie zwroca.

Mussuko bo tego nie da się zrozumieć big_smile

Jak pięknie to ujęłaś: samodestrukcja! Ja trzeba mieć chory umysł by świadomie w to brnąć - bo ja od dawna wiem, że mój związek to chory związek, ale z uporem maniaka próbowałam uratować rodzinę....

Fakt, ze on ze mną mieszka, nie ułatwia sprawy.... ale nie wyjadę stąd, tutaj jest dom moich dzieci i co będę czarować - lubię tutaj mieszkać.

Szanowny małżonek oświadczył, że jak znajdę pracę to on się wyprowadzi - on to potrafi mobilizować big_smile - znajdę to pracę choćby w Biedronce ( a tak dla jasności, ja nie mam nic przeciwko tej pracy - to ma szersze znaczenie miedzy mną, a mężem, ale o tym innym razem).

Dzieci - tak pieniądze im szczęścia nie dadzą, myślę, że bardziej będę zadowolone jak się z nimi pobawię, a nie prześpię kolejne godziny....

Co do rodziny - brat chce mi sfinansować naukę, bym nie rezygnowała i jak powiedział po to jest rodzina i mam się nie dać!

Ps. jakby co to mogę liczyć na brata, bo ma trochę więcej siły niż mój tata smile

8 662 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-02-06 11:14:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
to TY! big_smile

Naprawdę wróciłaś! big_smile

Witam serdecznie po długim czasie.
Podczas Twej nieobecności ktoś podszywał się pod Ciebie i napisał straszne głupoty. tongue
Obyś już nie pozwalała sobie na zamianę z tą podróbką.

Tak podróby są passe... smile

A tak na marginesie mój mąż stwierdził, że jesteście czarownicami i mieszacie mi w głowie smile
a ja WAS kocham! (platonicznie to tak dla jasności, bo chociaż mam złe doświadczenia to i tak wolę mężczyzn big_smile )

8 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Co do rodziny - brat chce mi sfinansować naukę, bym nie rezygnowała i jak powiedział po to jest rodzina i mam się nie dać!

Ps. jakby co to mogę liczyć na brata, bo ma trochę więcej siły niż mój tata smile

No widzisz:) Nie jestes w tym wszystkim sama:) A moj brat jak sie dowiedzial o moim rozwodzie i o tym , ze na "gwalt" sa mi potrzebne moje WLASNE pieniadze ..jemu pozyczone i wciaz odkladane do splaty..bo musze wziac kredyt mieszkaniowy na siebie to beztrosko odczekal jeszcze prawie 2 lata ze zwrotem. Ech, nie kazda rodzina to wsparcie ale ja nauczylam sie liczyc na siebie. I dlatego wymusilam awans i podwyzke (i to niezla) na moim szefie. Co moje to moje i juz.

Ty moze i od Biedronki zaczniesz ale na pewno tam nie skonczysz. Jak odetniesz sie od zrodla Twojej destrukcji to nagle takiego wiatru w skrzydla dostaniesz, ze az sie sama nie poznasz. Tak maja kobiety "po przejsciach":)

8 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Tak podróby są passe... smile

A tak na marginesie mój mąż stwierdził, że jesteście czarownicami i mieszacie mi w głowie smile
a ja WAS kocham! (platonicznie to tak dla jasności, bo chociaż mam złe doświadczenia to i tak wolę mężczyzn big_smile )

Ja jestem wiedźmą. tongue

I nie mieszam Ci w głowie, tylko nakłaniam do zrobienia porządku w głowie, w sercu, w życiu.

Rozumiem jednak, że Twój mąż zauważa zmiany w Twym zachowaniu (nareszcie!) i ubolewa nad tym, że się popsułaś.

Kochana, psuj się tak dalej. big_smile big_smile big_smile
Dzięki temu będziesz zdrowa. Taki paradoks.

8 665 Ostatnio edytowany przez karen (2012-02-06 12:43:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

oczpiekne

Nie chciałabym od razu z grubej rury walić, że on Cię nie kocha i nie zależy mu na Tobie, tylko jest mu po prostu z Tobą wygodnie, jednak tak to, niestety, wygląda i muszę to napisać.
Jest takie powiedzenie "Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno. Jeśli wróci - jest Twój. Jeśli nie - nigdy Twoim nie był." Zrób to, puść go wolno. I zobacz co się stanie. I przeczytaj "Nałóg kochania"  Eugenii Herzyk oraz "Nie zalezy mu na Tobie" - Greg Behrendt, Liz Tuccillo.
Nie mozna kochac za dwoje. Nie ma związku tam, gdzie tylko jedno o ten związek dba. Dwa lata to wystarczająco długo, żeby kogoś poznać. Ty dałaś poznać się z najlepszej strony. A on z jakiej strony dał Ci się poznać? Możesz na nim polegać? Możesz mu ufać? Jesteś przy nim spokojna i zadowolona? Czujesz, że Cię kocha?

Jesteś inteligentną kobietą, przeczytaj to co sama napisałaś, ale tak jakbys czytała o jakiejś innej kobiecie. Jakie wnioski? Co bys jej poradziła?
Mnie zaświeciła się czerwona lampka, a alarm zaczął trąbić przy portalu randkowym. Znam to z autopsji. Może i zaczyna się niewinnie, ale to zdecydowanie nie wróży dobrze, no i nie świadczy o zaangazowaniu w Twoją osobę.

Pozdrawiam. Czytaj dalej ten wątek.

8 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

tak czytam te wszystkie posty jak dobrze że nie jestem z tym wszystkim sama...że inni również mają takie problemy...w moim przypadku jest mega ZAZDROŚĆ ...Najlepiej byłoby gdy bym zamknęła mojego T w klatce...żeby nie miał żadnych znajomych, tym bardziej koleżanek, żeby nie chciał nigdzie wychodzić tylko siedzieć ze mną w domu...

8 667 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-02-06 13:16:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Sylwia_3010 napisał/a:

tak czytam te wszystkie posty jak dobrze że nie jestem z tym wszystkim sama...że inni również mają takie problemy...w moim przypadku jest mega ZAZDROŚĆ ...Najlepiej byłoby gdy bym zamknęła mojego T w klatce...żeby nie miał żadnych znajomych, tym bardziej koleżanek, żeby nie chciał nigdzie wychodzić tylko siedzieć ze mną w domu...

To wspolczuje, Wam obojgu. Postaw sie w odwrotnej sytuacji: Ty zamknieta w klatce, bo nie wolno miec Ci kolegow. Siedz w domu, waruj a na spacer Tylko z nim, na smyczy.

8 668 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-06 14:00:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom,
Czytam Cię z przerażeniem, i mam zupełne DEJA VU, w kółko to samo, niby piszesz, że już zrozumiałaś, że to koniec, że rozumiesz, że on Cie nie kocha, że zawalczysz o siebie i dzieci. tyle, że czytałam już to samo w październiku, listopadzie... mam wrażenie, że czytam "kopiuj wklej". Kręcisz się, jak psiak za swoim ogonkiem, dużo hałasu, a stoisz właściwie w miejscu, od dawna.
Masz do tego prawo, tylko po co siebie oszukujesz?
Kto chce zmienić swoje życie, znajdzie sposób, kto nie chce, zawsze będzie miał jakieś, "ale".
Trzymam za Ciebie kciuki.

Niedawno spotkałam na swojej drodze kobietę, bardzo młodą, w widocznej depresji. DDA, po dwóch poronieniach, zachwianym poczuciu własnej wartości, próbach samobójczych, rozpadającym się małżeństwie...
Okropne, ile ta dziewczyny przeżyła, ale najbardziej przeraził mnie fakt, że ona nie próbuje sobie pomóc. Interesowało ją tylko, żeby się wyżalić i postawić się w roli ofiary. Ona nie szukała wsparcia, żeby sobie pomóc, ona szukała mojej uwagi, żeby poprzez swój ból być w centrum zainteresowania.
Opowiedziałam jej swoją historię, wskazując, że można sobie pomóc, szukać wsparcia, psychologów, forum, książek...
Można walczyć o siebie albo czerpać profity z bycia ofiarą. Ona na każdą moja sugestię znajdowała, ALE. Każdą propozycję sabotowała. A ,że nie ma terminów u psychologów (ja rejestrowałam się z dnia na dzień), a, że nie ma bezpłatnych wizyt (znalazłam jej), a że ona nie ma czasu...
Od pół roku ta dziewczyna wyraźnie się stacza, ale widocznie nie doszła do momentu, gdy włączy jej się alarm i zawalczy o własne życie.
Co mnie dotknęło, to jej pewna przyjemność w mówieniu, a absolutna niechęć do czynów. Dzielimy się widocznie na te, które potrafią zrezygnować z profitów opowiadania, jakie to nieszczęścia nas spotkały i takie, które się tego kurczowo trzymają. Wolą rolę ofiary, niż tą nową sytuację, w której będą musiały przestać być bierną, choć było to wygodne i pozwalało przerzucić odpowiedzialność za własne życie na kogoś innego. Bo on jest zły, on robi (bije, zdradza, awanturuje się). Pamiętajmy jednak, że brak działania też jest naszym wyborem.
Ja też się bałam. Łatwiej skupiać się na nim i słuchać od przyjaciół, jakim jest draniem, niż wyrzucić go z życia i stanąć z samym sobą twarzą w twarz. Bo możemy zobaczyć siebie wtedy nie tylko, jaką tą idealną, dobrą, moralną kobietę. Wtedy zaczynamy widzieć i własne niedoskonałości. Tego się boimy. Ja wciąż się boję, ale stawiam temu czoła.

8 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

oczpiekne

Nie chciałabym od razu z grubej rury walić, że on Cię nie kocha i nie zależy mu na Tobie, tylko jest mu po prostu z Tobą wygodnie, jednak tak to, niestety, wygląda i muszę to napisać.
Jest takie powiedzenie "Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno. Jeśli wróci - jest Twój. Jeśli nie - nigdy Twoim nie był." Zrób to, puść go wolno. I zobacz co się stanie. I przeczytaj "Nałóg kochania"  Eugenii Herzyk oraz "Nie zalezy mu na Tobie" - Greg Behrendt, Liz Tuccillo.
Nie mozna kochac za dwoje. Nie ma związku tam, gdzie tylko jedno o ten związek dba. Dwa lata to wystarczająco długo, żeby kogoś poznać. Ty dałaś poznać się z najlepszej strony. A on z jakiej strony dał Ci się poznać? Możesz na nim polegać? Możesz mu ufać? Jesteś przy nim spokojna i zadowolona? Czujesz, że Cię kocha?

Jesteś inteligentną kobietą, przeczytaj to co sama napisałaś, ale tak jakbys czytała o jakiejś innej kobiecie. Jakie wnioski? Co bys jej poradziła?
Mnie zaświeciła się czerwona lampka, a alarm zaczął trąbić przy portalu randkowym. Znam to z autopsji. Może i zaczyna się niewinnie, ale to zdecydowanie nie wróży dobrze, no i nie świadczy o zaangazowaniu w Twoją osobę.

Pozdrawiam. Czytaj dalej ten wątek.

No własnie ten portal boli mnie najbardziej i na nic tłumaczenie że był tam zanim mnie poznał. Oczywiście że możesz walić z gruberj rury. Już to mam bo jedna koleżanka mi wywaliła w ubiegłym tygoniu jak kolejny raz wykecałam sie od imprezy. Powiedziała że nie rozumie jak taka ładna inteligentna kobieta może znosić takie ochłapy, że zasługuję na więcej i macie racje ! Jestem ładna, seksowna, potrafie prowadzić dom, mam bardzo dobra pracę,samochód mieszkanie, swoje hobby i tak naprawdę lubię siebie. Potrafię i lubię spędzac czas sama ze sobą ale lubię też towarzystwo wszystko w dawkach jakie mi odpowiadają.Za to nie potrafię utrzymac związku i zachowywac się "bez kochania za bardzo" On pewnei mysli sama sobie winna cały czas jej mówiłem że On nie chce. Dlatego też kiedy pierwszy raz podjełam poważną rozmowę i przyznałam się że mi zależy myślałam żę On to przerwie bo tak zawsze deklarował. Podjęłam ryzyko rozmowy i liczyłam się z tym że to może być koniec ale tak się nie stało, a wręcz było lepiej ale wtedy byłam jakaś silniejsza teraz po pół roku brak tych sił bo moja choroba rozszalała sie na dobre i przez emocje robiłam głupoty za które czuje się winna. Mysle sobie że gdybym jakoś tak bez głupich emocji ale stanowczo mówiła o rzeczach dla mnie ważnych to może potoczyłoby sie to inaczej.  On ciągle mówi o tej odległości która nas dzieli. Ale na szczęście jestem na tyle rozsądna że nie rzuciłam tego wszystkiego co osiągnęłam i zamieszkać tam gdzie On a On się zastanowi nad naszą przyszłością.

Zanim tak bardzo zaczęło mi zależeć na nim to , na pytanie koleżanek dlaczego tak odpowiadałam bo tak mi wygodnie. Bo było ! Oglądając kłopoty znajomych myślałam sobie jaki mam święty spokój, wracam do mojego mieszkanka i nikt nic nie chce ode mnie, kiedy chce to gotuję, kiedy chce to sprzątam i mam to w dupie a On tylko w weekendy, miło spędzony czas i dobry seks.

Często się zastanawiam, że po wszystkich niepowodzenaich które mnie spotkały w związkach czy ja w ogóle  potrafię stworzyc związek, chce ale czy potrafię. Teraz boję sie okropnie że nie potrafię, boję się także tego że nie spotkam już nikogo.

Jak to jest, niby wiem że jestem wartościową osobą wmawiam sobie że jestem do niczego i dlatego nikt mnie nie chce. Sama się dziwię że w pracy rządze ludźmi a przy facetach wymiękam. Zawsze to tłumaczyłam tym że w domu chce być kobietą o która dba facet i tego mi brakuje a teraz dowiedziałm się że to skutki mojego dzieciństwa że wtedy nikt nie dbał o mnie musiałam sama osiebie dbać, uczuciowo oczywiście.

Nie moge powiedziec że niczego mi nie dał On ale dawał mało a moze dla niego to było dużo. W każdym razie najgorsze było to że ciągle utrzymywał dystans i niepewność. Za to że u koleżanki spotkałam chłopaka którego on nie trawi odpowiedział że teraz nie ma wyrzutów za to co on robi. Zatkało mnie a jaki ja miałam wpływ na gości mojej koleżanki. On że żartuje ale takie sygnały były ciągle. Cały czas utzrymuje że jest między nami umowa że nie spotykamy się z innymi i on tego przestrzega tak twierdzi. Z mojej strony to oczywiste wiadomo kocham za bardzo.

Czas to skończyć chyba, tylko musze zebrać siły a może spróbować jeszcze. Teraz mam wiedzę co mi jest i co robić żeby było lepiej. Boję się.....:(

8 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
oczpiekne napisał/a:

(...)Podjęłam ryzyko rozmowy i liczyłam się z tym że to może być koniec ale tak się nie stało, a wręcz było lepiej ale wtedy byłam jakaś silniejsza teraz po pół roku brak tych sił bo moja choroba rozszalała sie na dobre i przez emocje robiłam głupoty za które czuje się winna. Mysle sobie że gdybym jakoś tak bez głupich emocji ale stanowczo mówiła o rzeczach dla mnie ważnych to może potoczyłoby sie to inaczej.  On ciągle mówi o tej odległości która nas dzieli. Ale na szczęście jestem na tyle rozsądna że nie rzuciłam tego wszystkiego co osiągnęłam i zamieszkać tam gdzie On a On się zastanowi nad naszą przyszłością.(...)

Podjęłaś ryzyko,  m i m o   lęku. I był efekt.


oczpiekne napisał/a:

(...)Teraz boję sie okropnie że nie potrafię, boję się także tego że nie spotkam już nikogo. (...)

Nie wiem, czy potrafisz. Wiem jedno, możesz się tego nauczyć. Pytanie, czy podejmujesz taką decyzję?


oczpiekne napisał/a:

(...)Jak to jest, niby wiem że jestem wartościową osobą wmawiam sobie że jestem do niczego i dlatego nikt mnie nie chce. (...)

Jest to doskonałe wytłumaczenie pozostawania w marazmie.  Doskonałe wytłumaczenie na brak pracy nad sobą. Możesz tak żyć do końca swoich dni. Możesz tak długo wszystko to sobie wmawiać, aż któregoś dnia w to wszystko uwierzysz.


oczpiekne napisał/a:

(...)Czas to skończyć chyba, tylko musze zebrać siły a może spróbować jeszcze. Teraz mam wiedzę co mi jest i co robić żeby było lepiej. Boję się.....:(

Nic nie musisz.  M o ż e s z.
M o ż e s z   być uzależnioną.
M o ż e s z   z tego uzależnienia się wyzwolić.
Nikt nie twierdzi, że masz pozbyć się lęku.
M o ż e s z   pracować nad sobą, trzymając lęk pod rękę.
M o ż e s z.    N i e   m u s i s z.

8 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"jestem facetem, który ma za sobą odpowiedni bagaż związków i jest gotów szczerze wyznać, jak się w nich zachowywał. Jako mężczyzna wiem, jak mężczyźni myślą, czuja i działają, i mam obowiązek powiedzieć ci, jacy naprawdę jesteśmy. Mam dość patrzenia na wspaniałe kobiety w pochrzanionych związkach.
Kiedy facetowi zależy na kobiecie, daje jej to do zrozumienia. Dzwoni, pojawia się, chce poznać jej przyjaciół, nie może przestać na nią patrzeć ani jej dotykać, a kiedy przychodzi pora na seks, więcej niż chętnie na to przystaje. I choćby miał następnego dnia o godzinie 04:00 (czyli o czwartej rano, drogie panie!) po raz pierwszy zasiąść w fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych i tak wejdzie do niej na górę! My, mężczyźni, nie jesteśmy skomplikowani, choć chcemy, by nas za takich uważano (..). I, niestety (przyznaje to z wielkim wstydem), wolelibyśmy dąć sobie uciąć rękę, niż przyznać po prostu: ?Nie jesteś tą jedyną". Boimy się, że zabijesz nas, siebie lub nas i siebie - albo, co gorsza, zaczniesz płakać i krzyczeć. Jesteśmy żałośni. Tylko że to nie zmienia faktu i choć nie mówimy nic wprost, z p e w n o s c i ą to demonstrujemy.
Jeśli facet, pomimo obietnic, nie dzwoni do kobiety ani nie upewnia się, czy ona wie, że wspólne spotkania to randki, masz już to, co chcesz wiedzieć. Przestań go usprawiedliwiać. Jego postępowanie głośno mówi, jaka jest prawda: Nie zależy mu na tobie.
Zapomnij o nim! Ogranicz straty do minimum i nie marnuj czasu. Po co tkwić w dziwnej randkowej niepewności, skoro można znaleźć coś znacznie lepszego? Nie chcesz nawet o tym słyszeć? Rozumiem. W takim razie, oto odpowiedz, na która czekasz: ?Wytrwaj, kochana. On nie jest takim beznadziejnym draniem, za jakiego wszyscy go uważają. Jeśli poczekasz, nie będziesz się odzywała, będziesz dzwoniła dokładnie wtedy, kiedy należy, będziesz przewidywała jego nastroje i nie będziesz oczekiwała wzajemnego zrozumienia ani zaspokojenia twoich potrzeb seksualnych, zdobędziesz go!" Tylko proszę, nie dziw się, jeśli cie zostawi lub jeśli twój związek z nim okaże się zupełnie nietrafiony.
Nie pierwszy raz o tym słyszymy i najwyraźniej masz już dość. Pewnie dlatego czytasz te książkę. Wiesz, że zasługujesz na wspaniały związek."
"Jeśli zależy mu na tobie, to cię znajdzie. Jeżeli uważasz, że dałaś mu za mało czasu i nie zdążył cię
zauważyć, pomyśl, jak szybko ty go dostrzegłaś, i podziel to na pół." Greg Behrendt Liz Tuccillo "Nie zależy mu na Tobie"
Prześlę pdf'a na maila, jeżeli ktoś chce.

8 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Ankinom,
Czytam Cię z przerażeniem, i mam zupełne DEJA VU, w kółko to samo, niby piszesz, że już zrozumiałaś, że to koniec, że rozumiesz, że on Cie nie kocha, że zawalczysz o siebie i dzieci. tyle, że czytałam już to samo w październiku, listopadzie... mam wrażenie, że czytam "kopiuj wklej". Kręcisz się, jak psiak za swoim ogonkiem, dużo hałasu, a stoisz właściwie w miejscu, od dawna.
Masz do tego prawo, tylko po co siebie oszukujesz?
Kto chce zmienić swoje życie, znajdzie sposób, kto nie chce, zawsze będzie miał jakieś, "ale".
Trzymam za Ciebie kciuki.


Ja też się bałam. Łatwiej skupiać się na nim i słuchać od przyjaciół, jakim jest draniem, niż wyrzucić go z życia i stanąć z samym sobą twarzą w twarz. Bo możemy zobaczyć siebie wtedy nie tylko, jaką tą idealną, dobrą, moralną kobietę. Wtedy zaczynamy widzieć i własne niedoskonałości. Tego się boimy. Ja wciąż się boję, ale stawiam temu czoła.

Powiedz mi ile czasu Tobie zajęło dojście do tego momentu w którym jesteś? Dzień, dwa, miesiąc?

Nie zapominaj, że ja nadal mieszkam z mężem, a to bardzo utrudnia uwolnienie się, utrudnia, nie nie umożliwia, kurde co będę koloryzować kochałam go, ok powiesz to się wyprowadź, ok, mogę to zrobić np. do domu samotnej matki, do domu mojej mamy itp. zawsze jest wyjście, nie zawsze chcemy z tego wyjścia skorzystać. Ja nie chciałam, uparłam się, że uratuje to małżeństwo... wierz mi chociaż wygląda to, że wciąż kręcę się w kółko, bo istotnie tak jest, to wiele zrozumiałam, poznałam przyczyny mojego zachowania, dowiedziałam się dlaczego tak jest, a to już na prawdę wiele, to krok na przód, być może, ba na pewno nie raz zapłacze, nie raz zapytam dlaczego, ale już coraz rzadziej zadaje to pytanie, bo mi wytłumaczyłyście, że pewne rzeczy się dzieją i nie mamy na to wpływu. Zrozumiałam, że nie tylko On jest zły, ja tez częściowo przyczyniłam się do tej sytuacji, nie ma już sensu szukać wytłumaczenia, stało się i już, życie dalej się kręci a ja z nim....ale wierz mi lub nie -  świadomie to mówię: nie chce już z nim być, ja wierze, że od niego odejdę, nie wiem czy jutro, za miesiąc, ale odejdę i będę jeszcze szczęśliwa !

8 673

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oczpiękne,

Utożsamiam się z Twoją osobą, bo też nie potrafiłam na czas się wycofać. U mnie był związek, ba, nawet małżeństwo, ale tak, jak ty uwierzyłaś w jego "niemoc" zaangażowania się, tak ja uwierzyłam, że ma zbyt dużo pracy, żeby dzwonić, żeby zajmowac się moimi potrzebami, naszym związkiem.
Prawda jest taka, że jeżeli komuś na nas zależy, nie będzie miał wątpliwości. Przeszkodą nie jest ani odległość, ani przeszłość, ani złe dzieciństwo, ani żadne inne wytłumaczenie.
I Ty to już wiesz, słyszysz ten cichy głos w sobie, inaczej by Cię tu z nami nie było. Wiesz, że coś jest nie tak.
Jeszcze się łudzisz, że jak będziesz lepsza, zrobisz sobie jeszcze więcej autoreklamy, to oszaleje na Twoim punkcie.
muszę Cię jednak rozczarować, dla Twojego dobra. Dwa lata to kawał czasu, gdyby zależało mu na Tobie, nie miałabyś wątpliwości.
Człowiek, który nie chce związku nie stwarza dwuznacznych sytuacji. On chce mieć cukierka i zjeść cukierka. jest mu wygodnie, że jesteś, masz mało wymagań, on Cię kontroluje, a sam może korzystać z  życie- w końcu niczego Ci nie obiecywał, prawda?

Jesteśmy tu po to, żeby mówić sobie prawdę, nawet jeżeli jest bolesna: nie ma żadnych szans, że uda Ci się go rozkochać w sobie i stworzyć z nim szczęśliwy związek. Nie zmęczyłaś się jeszcze tym ciągłym zasługiwaniem na te strzępy uczucia???

Ja też myślałam, że zobaczy, jak wartościowa jestem. teraz wiem, że gdy pojawiają się wątpliwości, to sygnał dla nas lepiej odpuścić, niż walczyć. To strata czasu i energii. Zaprzedanie siebie dla ochłapów pseudozwiązku.

8 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom,

Nie dzień, nie dwa, ale pamiętam taki dzień, gdy po jego słowach powiedziałam sobie dość.
Są słowa, czyny, których nie da się wmieść pod dywan, nawet perski.
Kolejnych dni już nie było!

Wiedziałam, że już po wszystkim, zacisnęłam zęby, znalazłam stancję, spakowałam siebie i swoje marzenia w karton.
Była decyzja, była aktywność skierowana na ratowanie siebie!

Moje zachowanie była jednoznaczne, czyste.

A Ty tak kroczek w przód, kroczek w tył, już wiem, ale... to, tamto, się nie da, za trudno, ale jutro to już na pewno, albo może za tydzień.
DO PÓKI TO NIE JEST JUŻ! TERAZ! NATYCHMIAST!, a jutro..., NIE ZROBISZ NIC.
I czytałam kilka miesięcy temu Ciebie i czytam teraz i już nie wiem, czy Ty kiedykolwiek weźmiesz się za to nie tylko tu werbalnie na forum.

Też musiałam stawić czoła wydatkom, samotności, lękom. Mi tez było ciężko, mój świat też runął. Runął świat każdej z nas, ale my już swój zaczynamy budować na nowo i smutno mi, gdy po takim czasie widzę, jak Ty wciąż "karmisz się" tym samym. Oszukujesz siebie, masz wciąż nadzieję na cud.

A my wszystkie wiemy, że cudu nie będzie i chciałybyśmy Cię w końcu obudzić z tego Twojego nierealnego snu.

8 675

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytka, ja znam chyba odpowiedz ankinom na Twoje rady: ale ja mam dzieci!

ankinom, z dziecmi czy bez, dasz rade jak sie ruszysz wreszcie.

najpierw zrob sobie plan: dokad pojdziesz, co zabierzesz i jak, kto Ci moze pomoc z przeprowadzka oraz w czasie gdy bedziesz szukac pracy. Potem - sprawy alimentow, czy w czasie separacji one tez przysluguja czy dopiero po rozwodzie. Nastepnie CV i podanie w kopiach stu i slesz do kazdej agencji posrednictwa, na jaka trafisz, do kazdej potencjalnej firmy. I tak sie zaczyna cos dziac. A poki co nie dzieje sie nic.

8 676

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom,

My nikogo nie zmuszamy, by postąpił podobnie do nas. Widocznie ten związek daje Cie więcej, niż myślisz.
Twój lęk przed utratą tego, co znane jest silniejszy, niż upokorzenia, brak miłości i to wszystko, co Ci mąż funduje, a na co ty stale pozwalasz.

Możesz tak żyć, jest to Twój wybór.

My się udzielamy, bo znamy ciąg dalszy, aż za dobrze i chyba poprzez Ciebie próbujemy uratować siebie sprzed miesięcy, czy lat... Wtedy nikt nam nie powiedział, że nie mamy szans, że czasem musimy odpuścić, że czasem się po prostu nie da. Też wierzyłyśmy w cud. I straciłyśmy czas, energię, często godność.

Ale widocznie Ty nie jesteś na to gotowa jeszcze, by powiedzieć stop. Więc nie oszukuj siebie i nas, że jest inaczej. Nie sięgnęłaś swojego dna i aż się boję, gdzie ono będzie i czy aby nie jesteś "studnią bez dna".

Przykre to, bo boli mnie każde kobiece nieszczęście, ale na masochizm nie ma we mnie zgody.

Przepraszam Cię,ale tak dokładnie to widzę, dużo słów, mało działań, tuptanie w miejscu. Czemu to służy?

8 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Ankinom,

Nie dzień, nie dwa, ale pamiętam taki dzień, gdy po jego słowach powiedziałam sobie dość.
Są słowa, czyny, których nie da się wmieść pod dywan, nawet perski.
Kolejnych dni już nie było!

Wiedziałam, że już po wszystkim, zacisnęłam zęby, znalazłam stancję, spakowałam siebie i swoje marzenia w karton.
Była decyzja, była aktywność skierowana na ratowanie siebie!

Moje zachowanie była jednoznaczne, czyste.

A Ty tak kroczek w przód, kroczek w tył, już wiem, ale... to, tamto, się nie da, za trudno, ale jutro to już na pewno, albo może za tydzień.
DO PÓKI TO NIE JEST JUŻ! TERAZ! NATYCHMIAST!, a jutro..., NIE ZROBISZ NIC.
I czytałam kilka miesięcy temu Ciebie i czytam teraz i już nie wiem, czy Ty kiedykolwiek weźmiesz się za to nie tylko tu werbalnie na forum.

Też musiałam stawić czoła wydatkom, samotności, lękom. Mi tez było ciężko, mój świat też runął. Runął świat każdej z nas, ale my już swój zaczynamy budować na nowo i smutno mi, gdy po takim czasie widzę, jak Ty wciąż "karmisz się" tym samym. Oszukujesz siebie, masz wciąż nadzieję na cud.

A my wszystkie wiemy, że cudu nie będzie i chciałybyśmy Cię w końcu obudzić z tego Twojego nierealnego snu.

Faworytko Ty nie miałaś wyjścia bo :gdy zdrada wyszła mąż wyrzucił mnie, tak on mnie, z domu.

każda z nas inaczej to przechodzi, jedna otrzepuje się z dnia na dzień, inna latami. Nawet Mussuka mieszkała z jeszczemeżem bodajże 3 lata zanim się rozwiodła - ja jestem ta oporniejsza i potrzebuję więcej czasu. A na cud już nie czekam, przestałam wierzyć w cuda, po ostatnich rozmowach z mężem, zrozumiałam, że niczego już nie zmienię, no tak ale to było kilka dni wcześniej więc nie mogę jeszcze Wam udowodnić, że tak myślę. Poza tym przecież to forum jest po to, aby takim ankinom tłuc do łba tak długo aż zrozumie big_smile

A mnie pomogło zobaczyć siebie z boku i wiem, że też tego wyjdę....na pewno....

8 678

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Faworytka, ja znam chyba odpowiedz ankinom na Twoje rady: ale ja mam dzieci!

ankinom, z dziecmi czy bez, dasz rade jak sie ruszysz wreszcie.

najpierw zrob sobie plan: dokad pojdziesz, co zabierzesz i jak, kto Ci moze pomoc z przeprowadzka oraz w czasie gdy bedziesz szukac pracy. Potem - sprawy alimentow, czy w czasie separacji one tez przysluguja czy dopiero po rozwodzie. Nastepnie CV i podanie w kopiach stu i slesz do kazdej agencji posrednictwa, na jaka trafisz, do kazdej potencjalnej firmy. I tak sie zaczyna cos dziac. A poki co nie dzieje sie nic.

i skucha Mussuka, przestałam zasłaniać się dziećmi, bo chce odejść właśnie dla ich dobra, nie chcę być tą, która wychowa kolejnego psychopatę!
a jeżeli chodzi o pracę to nie siedzę i płacze, już wysłałam kilkanaście CV, zapisałam się na kurs  - dam radę smile

8 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Oczpiękne,

Utożsamiam się z Twoją osobą, bo też nie potrafiłam na czas się wycofać. U mnie był związek, ba, nawet małżeństwo, ale tak, jak ty uwierzyłaś w jego "niemoc" zaangażowania się, tak ja uwierzyłam, że ma zbyt dużo pracy, żeby dzwonić, żeby zajmowac się moimi potrzebami, naszym związkiem.
Prawda jest taka, że jeżeli komuś na nas zależy, nie będzie miał wątpliwości. Przeszkodą nie jest ani odległość, ani przeszłość, ani złe dzieciństwo, ani żadne inne wytłumaczenie.
I Ty to już wiesz, słyszysz ten cichy głos w sobie, inaczej by Cię tu z nami nie było. Wiesz, że coś jest nie tak.
Jeszcze się łudzisz, że jak będziesz lepsza, zrobisz sobie jeszcze więcej autoreklamy, to oszaleje na Twoim punkcie.
muszę Cię jednak rozczarować, dla Twojego dobra. Dwa lata to kawał czasu, gdyby zależało mu na Tobie, nie miałabyś wątpliwości.
Człowiek, który nie chce związku nie stwarza dwuznacznych sytuacji. On chce mieć cukierka i zjeść cukierka. jest mu wygodnie, że jesteś, masz mało wymagań, on Cię kontroluje, a sam może korzystać z  życie- w końcu niczego Ci nie obiecywał, prawda?

Jesteśmy tu po to, żeby mówić sobie prawdę, nawet jeżeli jest bolesna: nie ma żadnych szans, że uda Ci się go rozkochać w sobie i stworzyć z nim szczęśliwy związek. Nie zmęczyłaś się jeszcze tym ciągłym zasługiwaniem na te strzępy uczucia???

Ja też myślałam, że zobaczy, jak wartościowa jestem. teraz wiem, że gdy pojawiają się wątpliwości, to sygnał dla nas lepiej odpuścić, niż walczyć. To strata czasu i energii. Zaprzedanie siebie dla ochłapów pseudozwiązku.

Chcę się zmienić i chce zmienić ten stan w którym teraz jestem bo czuje się okropnie. Od tygodnia  płaczę kiedy tylko zostaję sama ze sobą. Chyba nigdy sie tak nie czułam no może dawno bo juz niepamiętam. Wiem jednak że potrzebuję czasu. Czytanie Was i literatury daje mi sygnał że to przechodzi i że można. Postaram sie aby dojśc do siebie jak najszybciej.

8 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Ankinom,

My nikogo nie zmuszamy, by postąpił podobnie do nas. Widocznie ten związek daje Cie więcej, niż myślisz.
Twój lęk przed utratą tego, co znane jest silniejszy, niż upokorzenia, brak miłości i to wszystko, co Ci mąż funduje, a na co ty stale pozwalasz.

Możesz tak żyć, jest to Twój wybór.

My się udzielamy, bo znamy ciąg dalszy, aż za dobrze i chyba poprzez Ciebie próbujemy uratować siebie sprzed miesięcy, czy lat... Wtedy nikt nam nie powiedział, że nie mamy szans, że czasem musimy odpuścić, że czasem się po prostu nie da. Też wierzyłyśmy w cud. I straciłyśmy czas, energię, często godność.

Ale widocznie Ty nie jesteś na to gotowa jeszcze, by powiedzieć stop. Więc nie oszukuj siebie i nas, że jest inaczej. Nie sięgnęłaś swojego dna i aż się boję, gdzie ono będzie i czy aby nie jesteś "studnią bez dna".

Przykre to, bo boli mnie każde kobiece nieszczęście, ale na masochizm nie ma we mnie zgody.

Przepraszam Cię,ale tak dokładnie to widzę, dużo słów, mało działań, tuptanie w miejscu. Czemu to służy?

jesteś dobrym obserwatorem smile tak, długo oszukiwałam siebie, Was, rodzinę... ja tak jak Ty wierzyłam w cud - bo przecież jesteśmy rodziną, musimy być razem, dla dzieci, ale czy nie uważasz, że gdybym jednak nie chciała nic zrobić to pisałabym z Wami? nawet nie wchodziłabym na to forum z obawy, że mnie uświadomicie i co wtedy zrobię...

to prawda moja wewnętrzna walka to krok w przód, krok w tył. !6 lat ubezwłasnowolnienia miało na mnie wpływ, zresztą na własne życzenie, z dnia na dzień nie dałam rady odciąć się od tego. Mój związek to nałóg, przywiązanie, i jak już wcześniej pisałam strach. W tych wszystkich wcześniejszych postach przejawiała się nadzieja, że może jednak... dzisiaj już wiem, nie ma nas i trochę więcej wiary we mnie poproszę big_smile

8 681

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom,

Zdrada wyszła, gdy już było po mojej decyzji, pozew był gotowy, kartony spakowane.
To był ostatni tydzień mieszkania tam, razem a osobno. Stancja była remontowana, tylko dlatego tam jeszcze byłam -i chwała Bogu, poznałam prawdę.
Ale On już wiedział, że to koniec i chcę rozwodu, wyrzucenie mnie było jego próba zapanowania nad tym, co i tak by się stało.

Wierzę w Ciebie, czekam zatem na twoje czyny, niekoniecznie zaczynając od męża, ale od pracy nad sobą.

teraz zmykam na Zumbę,

Oczpiękne,
MOCNO CIE PRZYTULAM i odpiszę po tańcach

8 682 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-06 21:26:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny,
Potwierdzam- Zumba rewelacja!:) Czuję się jak po masażu, a jakie dotlenienie i ENDORFINY:):):)

A chciałam Wam donieść, że kolega z wyjazdu na narty pisze...
Poskutkowała powściągliwość i zadarcie noska:) Ale już wiem, że go nie chcę- widziałam fotki na fb- same imprezowe:( a takich do naprowadzania na właściwe tory mam po kokardkę!:P i tyle w temacie
Ale niech sobie pisze, odstraszać nie będę, miło posłuchać, jakie cudowne było moje towarzystwo:) a co:)

Pan Wysoki Sąd też napisał:) Niestety jeszcze nie znam daty, ale musiałam uzupełnić pismo.
A jak pisze Sąd, to mi wracają wspomnienia, na szczęście rozum też szybko wraca.

Oczpiekne, trudny czas przed Tobą, rozstania zawsze bolą zaangażowaną stronę. Co powiedziałabyś najlepszej przyjaciółce/ młodszej siostrze, gdyby były w takim związku bez perspektyw?
Z czystym sercem mogę Ci powiedzieć, że lepiej jest zakończyć to teraz, niż marnować sobie kolejne lata. Masz tu nas za przykład, wystarczy, że my byłyśmy takie uparte, takie naj, nasi M mieli zrozumieć, że ich tak bardzo kochamy, że nikt inny tak nie będzie. Wchodziłyśmy im w zadki na wszelkie możliwe sposoby, a na koniec się tymi zadkami poodwracali.
Szkoda Twojego życia, Twojej urody, dla kogoś, kto już na starcie przyjął pasywno-wygodną pozycję. Wiesz przecież, że jesteś więcej warta. A może nie wiesz? To ja Ci chętnie powiem. Zasługujesz na miłość bez podlizywania się. Od tak, po prostu, bo jesteś sobą!
Nie musimy być idealne.

Więc jak już podejmiesz rozsądną decyzję, to się jej trzymaj stanowczo, zajmij się sobą, rozwijaj, wychodź z przyjaciółmi, a znajdzie się ktoś 100 razy lepszy od tego kogoś. I wszystko będzie proste.

8 683

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Tak, nigdy jemu nie dogodzę, bo po prostu nie jestem "tą" osobą.

Podstawowy bląd logiczny popełniany przez KKZB.
Kochanie, to nie Ty jemu tylko ON TOBIE nigdy nie dogodzi bo ON nie jest TĄ osobą.
Zweryfikował się jako partner negatywnie.
Drobna korekta w myśleniu a jak inaczej wygląda świat :-)

8 684

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Maxi wolała bym bardziej prywatnie.

8 685

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Cześć dziewczyny,
Potwierdzam- Zumba rewelacja!:) Czuję się jak po masażu, a jakie dotlenienie i ENDORFINY:):):)

A chciałam Wam donieść, że kolega z wyjazdu na narty pisze...
Poskutkowała powściągliwość i zadarcie noska:) Ale już wiem, że go nie chcę- widziałam fotki na fb- same imprezowe:( a takich do naprowadzania na właściwe tory mam po kokardkę!:P i tyle w temacie
Ale niech sobie pisze, odstraszać nie będę, miło posłuchać, jakie cudowne było moje towarzystwo:) a co:)

Pan Wysoki Sąd też napisał:) Niestety jeszcze nie znam daty, ale musiałam uzupełnić pismo.
A jak pisze Sąd, to mi wracają wspomnienia, na szczęście rozum też szybko wraca.

Oczpiekne, trudny czas przed Tobą, rozstania zawsze bolą zaangażowaną stronę. Co powiedziałabyś najlepszej przyjaciółce/ młodszej siostrze, gdyby były w takim związku bez perspektyw?
Z czystym sercem mogę Ci powiedzieć, że lepiej jest zakończyć to teraz, niż marnować sobie kolejne lata. Masz tu nas za przykład, wystarczy, że my byłyśmy takie uparte, takie naj, nasi M mieli zrozumieć, że ich tak bardzo kochamy, że nikt inny tak nie będzie. Wchodziłyśmy im w zadki na wszelkie możliwe sposoby, a na koniec się tymi zadkami poodwracali.
Szkoda Twojego życia, Twojej urody, dla kogoś, kto już na starcie przyjął pasywno-wygodną pozycję. Wiesz przecież, że jesteś więcej warta. A może nie wiesz? To ja Ci chętnie powiem. Zasługujesz na miłość bez podlizywania się. Od tak, po prostu, bo jesteś sobą!
Nie musimy być idealne.

Więc jak już podejmiesz rozsądną decyzję, to się jej trzymaj stanowczo, zajmij się sobą, rozwijaj, wychodź z przyjaciółmi, a znajdzie się ktoś 100 razy lepszy od tego kogoś. I wszystko będzie proste.

Szkoda że u mnie nie ma Zumby tez pewnie poszłabym.
Dziękuję Ci Kochana za taka otuchę, sama jeszcze na jesieni pocieszałam moją siostrę że "tego kwiatu to pół światu" jak to usłyszał On to oczywiście odpowiednie skomentował, że teraz wie jakie mam zdanie o facetach. A co ja jej miałam powiedzieć ? i teraz się złapałam że sobie tez powinnam to powiedzieć ale chwilowo ból mi nie pozwala wierzę jednak że nadejdzie ten dzień.
Przypominam też sobie ile razy denerwowało mnie to Jego gadanie o wszystkim negatywnie, wszyscy sa głupi zero pozytywnych odczuć. Oczywiście ja chciałm pokazac że jest inaczej na wszystkie sposoby ale często mnie to męczyło. Boże gdzie mój rozum. Wróć!!!!

8 686 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2012-02-06 22:25:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobry wieczór.

Dawno mnie tu nie było. Napiszę szczerze, jak mam w zwyczaju - uciekam od tego biadolenia. Tak, tak - BIADOLICIE, kochane.
W kółko jak chomiki na karuzeli się kręcicie. Aż do porzygania.
Jest czas biadolenia - ja też go zaliczyłam.
Ale jak już wielokrotnie pisałam - trzeba w końcu otrzeć łzy i gile z twarzy. Wstać z tych kolan albo przestać się czołgać.
Otrzepać sukienkę, poprawić kucyki i podciągnąć opadnięte podkolanówki. Wziąć się do roboty.
Nie do twarzy Wam z tymi gilami na twarzy. Zupełnie nie do twarzy.

Niedługo minie miesiąc od mojego rozwodu. Sytuacja mieszkaniowa i finansowa nadal jest KAŁOWA, ale NIC TO. I tak by taka była - za rok, 10 lub 20. Zawsze by tak było. Bo taki był plan psychofaga.
Jestem szczęśliwa. Nie zawsze jest wspaniale, wręcz przeciwnie - często dopada mnie strach o zwykłe, przyziemne sprawy. Ale nie ma to wpływu na to, co najważniejsze - JESTEM WOLNA I SZCZĘŚLIWA.
Gdy dopadają mnie "strachy" powtarzam sobie moją prywatną mantrę. "Mogłam być nadal jego ŻONĄ". I to ZAWSZE pomaga.
Nic nie przebije radości z tego, że to mnie NIE DOTYCZY.

Ja jestem szczęśliwa. On wręcz przeciwnie. Bardzo się stara udawać, że jest smile Niech udaje - mnie to już zupełnie nie obchodzi.
Teraz przede mną jeszcze jeden etap - chcę mojemu ex-psychofagowi podziękować. Myślę, że to odpowiednie miejsce.

Mój jużnaszczęściebyłymężu tongue Dziękuję ci za to, że:
- dzięki tobie przypomniałam sobie w końcu KIM jestem
- dzięki twoim okrutnym zachowaniom po raz  kolejny udowodniłam sobie, że jestem SILNĄ KOBIETĄ
- dzięki upodleniu, które mnie z twojej strony spotkało wiem, gdzie BYŁO moje prywatne dno. Odbiłam się i więcej tam nie spadnę. NEVER EVER.
- w ramach walki z tobą - o MNIE - poznałam wyjątkowych ludzi. WARTO BYŁO. Warto było przeżyć to, co mi zafundowałeś, by ich poznać. Tia... z pewnością bardzo by cię rozbawiły te moje słowa. Ty nie rozumiesz,  jak wielką wartością w moim życiu ZAWSZE byli inni ludzie. No cóż - socjopaci tak mają.
- dzięki temu, czym nie "obdarowałeś" - w końcu odnalazłam drogę do siebie. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem. Nawet ty to zauważyłeś - widzę czasami jak patrzysz na mnie zdziwionym wzrokiem. Widzę w tych twoich oczach pytania "Dlaczego nie leżysz? Dlaczego nie skiałczysz? Dlaczego wyglądasz na szczęśliwą?". Pewnie uważasz, że mi całkiem odwaliło cool
Przecież NIC NIE MAM (oczywiście przykładając twoją miarkę). Jak ty nic nadal nie rozumiesz.  Mam wszystko, co najważniejsze. Odzyskałam SIEBIE. Uwolniłam samą siebie - JA, SAMA. Pokonałam Cię - JA, SAMA. I to nie ja (wbrew twoim oczekiwaniom) siedzę w kącie i liżę rany. O, nie. Ja codziennie rano staję przed lustrem i oglądam blizny po tej walce. Tak, tak - bo wyszarpywałam SIEBIE pazurami. Inaczej się nie da tongue Te blizny są oznaką mojej walki, są pamiątką. Nie szpecą, tylko dodają charakteru. Lubię je smile
- najbardziej jednak dziękuję Ci, że dałeś mi taką "szkołę", że już nic nie mogło mnie powstrzymać przed najlepszą decyzją w moim życiu - opuszczeniu ciebie. Ahhh... to właśnie cię najbardziej boli, prawda? Że to ja odeszłam, że nie zostawiłam ci już wyboru, że śmiałam pokazać, że JUŻ CIĘ NIE CHCĘ. Za nic. A właściwie powinnam napisać - NIE CHCĘ ZA KAŻDĄ CENĘ, KTÓRĄ PRZYJDZIE MI ZAPŁACIĆ.
Piekło już było. Przeżyłam. Wyszłam z niego mocniejsza. Stałam się kobietą, z której sama jestem dumna. Tak. To okrutnie samochwalne jest, ale JESTEM Z SIEBIE DUMNA. Zasłużyłam na to i zasługuję co dzień. Każdego dnia - tego pełnego radości i sukcesów i tego, gdy czarne myśli usiłują mój spokój zmącić.

Tego i Wam życzę, kochane. Dobrych ludzi wokół, szczęścia i poczucia dumy z samej siebie. Ale nie da się tego osiągnąć leżąc lub klęcząc. Trzeba wstać i walczyć. Innej drogi do przodu nie ma.  Zapewniam Was.
UCIEKAJCIE DO PRZODU!!!

8 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

niekochana72 - pięknie to napisałaś - właśnie próbuję się podnieść z tych kolan. czuję się jakbym miała na plecach 100 kilo i staram się zrzucać co jakiś czas kolejny ciężar. oj trudne to, ale dzięki
wam wierzę, że jest to możliwe... łzy płyną, ale to już łzy oczyszczenia. Byle do przodu i nie oglądać się do tyłu. marzę o takiej chwili, żeby znaleźć się już tam gdzie Ty i spisać listę podziękowań i zanieść im obojgu... ale czuję, że jeszcze nie jestem gotowa...
pozdrawiam i czekam na jeszcze:)

8 688

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pewnie że takie biadolenie jest okropne. Jednak uważam, że każda z nas przechodzi taki okres kiedy nie wie co się dzieję z Nia, z jej życiem i dowiaduje sie o chorobie, do tego dochodzi ból rozstania ewentualnie podjęcia takiej decyzji. Wiem że on minie ale w tych pierwszych chwilach dajmy się wybiadolić. Tu na forumbiadolenie przeplata się z wpisami pozytywnymi i to BARDZO dlatego z czasem większość biadolących, bo nie mówię że wszystkie zmieni ton. Wierzę w to.  smile

Jak to My kkzb dużo myslę, ale to mysli coraz bardziej oczyszczające. Nie wiem jak się skończy moja historia z Nim, wiem jedno ja się zmienię, będe walczyć o SIEBIE, o moje JA. Właściwie to muszę to sobie poprostu przypomnieć bo się zapomniałam.

W ramach oczyszczania przemyślałam moje związki, no i w przeszłości nie było tak że trwałam w czymś co mi nie odpowiadało, kończyłam a jak ktośskończył to nie urządzałam takich lametów.  Teraz to moj trzeci tak ogromny ból. Pierwszy przezyłam jako 19-latka po 5latach związku, gówniarstwo to było ale ważne, w każdym razie nie podobało mi się zachowanie mojego chłopaka i się postawiłam, zerwałam żeby może się otrząsnął ale onpo 2 tygodniach błagania znalazł ukojenie w ramionach koleżanki. Co ja zaczęłam wyprawiać jak się zorientowałam to nawet nie chce wspominać bo mi wstyd. Teraz to blade wspomnienie oni są małżeństwem poprostu historia. Jednak nie przerobiłam wtedy tej lekcji szkoda że wtedy nie było internetu smile Następny po dwóch latach odpoczynku trafił się Taki jeden starszy o 12 lat i chodził za mną pół roku. Oczywiście jak już wychodził to popłynęłam a on po 2,5 roku zgodnie z teoriami zawartymi w książce "Nie zalezy mu na Tobie" oświadczył mi że kończy ten związek bo nie wie co zrobić ze swoim życiem. jak to usłyszałam to mi ręce opadły cała moja przemowa wyleciała z głowy ja 23 -latka wiem co chcę a 35-letni facet nie wie, żałosne. Bolało bardzo tym bardziej że wiedziałam że chodzi o inną kobietę a ten tchórz nie chciał się przyznać:)

Później to już krótkie znajomości, które kończyły się mniej bolesnie albo wręcz z ulgą.

Wychodzi mi na to że zawsze wtedy kiedy popłynę i oddam cała dusze i ciało boli najbardziej. jednak teraz jestem mądrzejsza o wiedze o doświadczenia Was i odrobię lekcję.

Miłego dnia smile

8 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
ankinom napisał/a:

Tak, nigdy jemu nie dogodzę, bo po prostu nie jestem "tą" osobą.

Podstawowy bląd logiczny popełniany przez KKZB.
Kochanie, to nie Ty jemu tylko ON TOBIE nigdy nie dogodzi bo ON nie jest TĄ osobą.
Zweryfikował się jako partner negatywnie.
Drobna korekta w myśleniu a jak inaczej wygląda świat :-)

Podoba mnie się - nie od razu Rzym zbudowano- ja powolutku też zmienię tor myśli - tak, to nie mój typ big_smile

8 690

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myszko, to wejdź w mój nick i wyslij na priv.

8 691 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-07 10:36:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny!

Pyszna gorąca herbatka w ten mroźny poranek, kolejny dzień nowego życia. Mój dokładnie 54:) 54 dni spokoju.

Chodzi za mną ostatnio pytanie dlaczego sobie wybierałam takich partnerów. Skąd ten pociąg do nieodpowiednich mężczyzn z głęboko ukrytym "potencjałem" i bałaganem w oczach. Dlaczego kręcą mnie niegrzeczni chłopcy?

Chyba, jak większość kobiet kochających za bardzo jestem perfekcyjna, przesadnie poważana (byłam tą wyjątkowo dojrzałą, jak na "swój wiek", dziewczynką) i odpowiedzialna. Zawsze brałam pod uwagę konsekwencję moich czynów, ostrożnie wydawałam pieniądze, działałam tak, by nigdy nie zranić innych. Mam w sobie mnóstwo moralnych blokad i leków o to, co ktoś o mnie pomyśli, gdy odmówię mu pomocy, o to, co będzie, gdy wydam pieniądze, a coś złego się stanie... To bycie zawsze tą "naj" ma swoją cenę.

On był pod tymi względami moim przeciwieństwem: radosny, wygadany, z poczuciem humoru, spontaniczny, pełen energii, egocentryk. Czerpał z życia pełnymi garściami.
Wnosił w moje życie radość, beztroskę, na którą ja sama sobie nie pozwalałam. Zachęcał do wyjazdów, do korzystania z życia.
Miał hedonistyczna naturę, przesadnie, a jednak było w tym coś, co fascynowało, co dodawało życiu smaku, kolorów. To też dzięki jego niepohamowanemu wydawaniu pieniędzy spędziliśmy cudowne chwile na wyjazdach za granicę, zrobiłam kurs nurkowania...
On był moją RADOŚCIĄ, ale też moim ALIBI, moją ZEWNĘTRZNĄ ASERTYWNOŚCIĄ.

Szukałam wspomnień, które pomogłyby mi zrozumieć mechanizm, który mną rządził. Pamiętam, jak przy wyjazdach do Francji na wakacje poczułam ULGĘ, taka wyraźną, że oddech stawał się głębszy. Teraz już rozumiem, co to było. Wtedy wiedziałam, że jestem daleko od rodziny i nie mogę im pomagać w ich ciągłych małych i dużych problemach. Mogłam odpocząć. Pamiętam te chwile, gdy siadałam po pracy na leżaku w ogrodzie z książką i herbatką w ręku, bosymi stopami dotykając trawy. Czułam się wolna. Ta odległość 2000 km pozwalała mi odciąć się od problemów innych, które, choć nigdy tego nie przyznałam sama przed sobą, były dla mnie ciężarem. Zabierały mi energię. Tam po raz pierwszy odetchnęłam, pozwoliłam by sprawy układały się tak, jak chcą.
Podobne uczucie miałam po ślubie- poczułam, jak przecinam pępowinę z mamą. Mogłam odmówić skupiania całej uwagi na niej, bo miałam swoją rodzinę. Ta relacja, mimo, że kocham ją nad życie, jest dla mnie zbyt częsta i dusząca, a poczucie winy nie pozwala mi jej poluźnić.
Mam jest takim symbiotycznym partnerem dla mnie, jak ja byłam dla męża. Dzwoni i pisze kilka razy dziennie, a gdy nie odpisuję, muszę się potem z tego tłumaczyć i im bardziej muszę, tym mniej chcę zadzwonić.

U psychologa zrozumiałam, że choć pozornie niedopasowani z mężem, byliśmy dopasowani idealnie- pod względem swoich deficytów.
Jemu brakowało zasad, porządku, ładu w życiu. Mi tego "odpuszczania sobie", zdrowego egoizmu.

I żeby już więcej nie ciągnęło mnie do cudownych powierzchownie narcyzów, którzy niestety na mężów się nie nadają, muszę wykonać pracę nad sobą. Znaleźć w sobie to, czego szukałam w nich:

"Jeśli nie rozwijasz w sobie weselszej strony charakteru, będzie cię ciągnąć- na zasadzie kontrastu- do mężczyzn obdarzonych tymi cechami. lekkomyślny, nieodpowiedzialny mężczyzna może być czarującym towarzyszem, ale nie sposób budować z nim przyszłości"

A ja jeszcze zauważyłam, że wiążąc się z takim partnerem jeszcze bardziej okopujemy się w swoich zasadach. Nie możemy odpuścić, zaszaleć, wydawać pieniędzy, bo on już tak nadszarpuje nasz budżet, że ktoś musi być rozsądny dla równowagi. Musimy być odpowiedzialne jeszcze bardziej i jego wybryki, jego kumple, nieumiarkowane picie budzą w nas lęki i niechęć do zabawy. Bo jego zabawa to często nieodpowiedzialne "zabawianie się". Więc ja przy takim partnerze stałam się jeszcze bardziej sztywna i zasadnicza, a on coraz bardziej lekkomyślny i egoistyczny.
On wydawał- bo wiedział, że ja zawsze mam odłożone na zapas- ja nie wydawałam, bo on wydawał za dużo- zamknięte koło toksycznego związku.

I tak napędzaliśmy siebie wzajemnie. Wybór był prawdopodobnie od początku zły i oboje nie czuliśmy się zrealizowani w tym związku. (Co oczywiście nie usprawiedliwia tego, jak mnie potraktował. Było mu źle, nie powinien kłamać i prowadzić podwójnego życia. Miał wybór, mógł się rozstać.)

Gdzieś czytałam, że taki partner jest dla nas lustrem- pomaga nam zauważyć nasze deficyty, ale życie z takim lustrem przy boku, byłoby zbyt okrutne dla nas samych.

8 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko - to werbalizacja moich związków...
to zaczerpnięte z literatury fachowej czy z twoich doświadczeń?

8 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Greg Behrendt Liz Tuccillo "Nie zależy mu na Tobie"
Prześlę pdf'a na maila, jeżeli ktoś chce.

Ja poproszę smile

8 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko czytając o Tobie miałam wrażenie że czytam o sobie, aż trudno uwierzyć że powielamy takie schematy smile

8 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny. Nadrobiłam tyły, bo subskrypcja znów nawaliła, niech to dunder świśnie.

Niekochana, jak to pięknie ujęłaś, że inni ludzie mają wartość dla Ciebie, czego socjopata nie rozumie. Skąd ja to znam.
Ale skoro puściłam swojego socjopatę w trąbę lat temu trzy oznacza to, że kochająca za bardzo nie jestem i słaba chyba też nie. Tak mi się pomyślało, kiedy przeczytałam Twoje podziękowania.
Cieszę się, że jesteś WOLNA.

Witam nowe dziewczyny.
Aniknom, postęp jest? Chyba nie zawrócisz?

Miłego dzionka.

Wiecie, u mnie jest w pewnych sprawach nieciekawie. Jestem pesymistką, ale mimo wszystkich paskudnych i niemiłych rzeczy jakie się dzieją nie wpadam w dół. Nie wiem jak to się dzieje.
W dawnych czasach doświadczyłam załamania, naprawdę ciężkiego stanu, ale teraz się nie dam. Ktoś sprawił, że się podciągnęłam, ktoś sprawił, że z powrotem w to wpadłam, to była ta sama osoba, ale teraz ona już nic nie może mi zrobić.

8 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny,
Znalazłam fragment, który mówi o tym, jak byłam manipulowana i trzymana w garści "seksem" przez mojego m.
Najpierw kochał się ze mną długo i pięknie, a potem przestał mieć ochotę, nagle, zupełnie.
Czekałam tydzień, dwa, trzy... i nic.
Myślałam, że nie jest mu dość dobrze- starałam się bardziej.
I dawałam mu do zrozumienia, albo pytałam wprost. Zawsze udawał, że nie zrozumiał...
Ale wiem, że coś w tym nie grało. To był jego sposób na trzymanie mnie "w garści".
Pamiętam, jak przed moim wyjazdem za granicę na 2 miesiące ostatniej wspólnej nocy nic się nie wydarzyło. Kiedyś, drążąc temat powiedział mi, że nie chciał, żebym się rozgrzała i szukała zaspokojenia u innych na wyjeździe.
To była jego manipulacja mną. On miał coś, czego potrzebowałam, kontrolował mnie, mój popęd. Miał władze, mógł mi siebie dać lub nie. Osłabiał moje poczucie pewności siebie, moje poczucie kobiecości, bycia seksowną, atrakcyjną. I on wiedział, co robi! To nie było niechcący!
Pamiętam, jak szłam do pracy latem w sukience, jestem ładna, byłam kiedyś miss, oglądali się za mną wszyscy mężczyźni na ulicy. A mi łzy leciały, pytałam siebie, dlaczego nie interesuje własnego męża.
On mnie w ten sposób przywiązał do siebie, zabrał pewność siebie, nie chciał bym czuła się kobieco przy innych. Udało mu się to.
poniżej fragment:

There is another form of sexual abuse with Narcissists (and other Pathologicals). In fact, so I believe, it is the most common one, and hence it took me so long to get it. This form of abuse comes in four stages:
* Firstly, the victim will be forced to reveal her or his sexual preferences and experiences to the perpetrator.

* Secondly, the perpetrator will condition the victim to direct her or his entire sexuality towards the perpetrator. At this stage, the sexual relationship is intense.

* Thirdly, the perpetrator reduces the intensity of the sexual relationship dramatically, so that the victim is in constant sexual need. (Sexual Hyperarousal)

* Fourthly, the perpetrator grants inproper sexual gratification in order to maintain the sexual need of the victim. Now, the victim, who is (sexually) dependent on the perpetrator, can be humiliated, manipulated and used.

8 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko. Ja też tak mam. Życie bez seksu. On nie ma ochoty. Mimo, że kiedyś miał. Szukałam winy w sobie? Czy coś ze mną nie tak?
Mówiłam, on twierdzi, że nie rozumie. Uważa, że to nie jest najważniejsze. Dokładnie tak samo, dokładnie. Tylko, że raczej nie stosuje tego w celu przywiązania mnie. Ja mówię, że nie daję rady...
Okropne jest o tym mówić. To zbyt osobiste.

8 698 Ostatnio edytowany przez oczpiekne (2012-02-07 15:29:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Seks.... jest to dla mnie w jakimś sensie kłopot.  Lubię seks, oczywiście z facetem na którym mi zależy ale lubię dobry seks, czyli taki że czuć i widac że facetowi zależy na zaspokojeniu partnerki, i nie tylko "po bożemu" smile nie mam problemu z pokazywaniem ciała, nigdy nie miałam nawet jak miałam kilkanaście kilogramów więcej, to tak w skrócie moja definicja dobrego seksu. Uważam że dopasowanie w łóżku to 50% sukcesu w związku. Tak się złożyło że ktos mnie tego nauczył i pokazał. Jednak są minusy bo już raz skończyłam związek gdzie facet nie był łóżku taki jak lubię. Zastanawiam się czy to nie wynika z naszej choroby że podoba mi się tylko tak jak w najlepszym filmie dla dorosłych bo wiadomo tak jest naj smile

Czy powinno się "przymnknąć oko"na sytuację w łóżku jest facet jest dobry, czuły, szczery , wierny?

Hm...i Faworytko tylko czy w tych naszych głowach chorych jakby nie było ten seks jest taki ważny bo odbieramy go jako okazywanie nam uczuć? 

Z Jego strony też zdarza się w ramach focha nawet mnie nie tknąć i powiedziec ze nie ma ochoty.

8 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem, jak to boli. A nawet upokarza, bo nie dość, że żebrałyśmy o miłość to jeszcze o seks. nasze koleżanki, kuzynki nie mogą się opędzić od mężczyzn. Mogliby codziennie. Seks jest ważny w każdym związku, nie tylko dla kkzb. Brak seksu przez 2 miesiące nie jest stanem normalnym. A my pytamy siebie, co z nami jest nie tak, skoro nas nie chcą?
Nie to nie z nami, to z nimi.

Narcyzi nie maja kontaktu ze swoim wnętrzem. Żeby czuć cokolwiek potrzebują silnych doznań, adrenaliny. Dlatego bliskość seks w związku niektórych nie interesuje.
Oni mogą być tego nie świadomi, mój chyba nie rozumiał sam siebie, kiedyś mi powiedział :"ja sam siebie nie znam". To zdanie opisuje go najlepiej.
Dawał i zabierał, przysuwał się i odsuwał. Chyba na blogu u Tarantelli o doświadczeniu o szczurach- jeżeli dać im przycisk, który powoduje dostawę jedzenia regularnie- przyciśnięcie= jedzenie, wciskają go w równych odstępach czasu. Jeżeli zaś karma nie wysypuje się za każdym razem- szczury przyciskają cały czas.
I my jak te szczurki, uzależnione, bo raz był, raz nie, raz kochał do szaleństwa, raz był obojętny. Wieczna niepewność, ciągła gotowość, ciągłe zasługiwanie.

Najbardziej w tych związkach brakowało nam S T A Ł O Ś C I !

Gdyby byli bliscy nam cały czas, albo oziębli cały czas potrafiłybyśmy ich "rozgryźć".
A tak wciąż byłyśmy zbijane z tropu, coś rozumiałyśmy, za chwilę już nic. Wciąż ich nowa rola, a my byłyśmy coraz bardziej ogłupiałe.
Jak zrozumieć kogoś, kto sam siebie nie rozumie, nie ma stałej wizji siebie, stałych wartości, stałych przyjaźni...


Oczpiękne,

Dotknęłaś czułej struny- tak, my kkzb nie jesteśmy oziębłe, nie odmawiamy seksu, lubimy go, bo dzięki niemu jesteśmy blisko, on okazuje nam zainteresowanie. A że robi to coraz rzadziej, to nawet ta forma dostrzegania nas, nas cieszy. Zastanawiałam się, czy gdyby mnie częściej zauważał, przytulał, gdybym nie była "na głodzie", to czy seks byłby mi tak potrzebny.
Jest przyjemny, ale to nie o doznania seksualne mi przynajmniej, najbardziej chodziło, ale o spojrzenie na mnie, koncentracja na mnie-nie rozpraszana TV czy komputerem. Wtedy był cały mój. Wtedy byłam szczęśliwa.

8 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W moim przypadku przerwa trwała ponad rok. Po interwencji coś zaistniało, ale teraz nie ma. Bo to musi wyjść ode mnie. Ale nie zamierzam się prosić.
Sex jest ważny. Ja zastanawiam się tylko nad jednym. Skoro on uważa, że nie potrzebuje, a ja potrzebuję to może pójdę sobie i znajdę kogoś do tego tylko. Bo skoro tamto jest w porządku to to też. Tylko jak ja się będę wtedy czuła.
Nie wiem czy on jest narcyzem. Może jest skoro nie dostrzega tego co ja potrzebuję. On kiedy czegoś chce uprasza się o to. Ale ja mu tego nie dam. Może też zastosuję jego potrzebę jako kartę przetargową.

8 701

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sex, hmm uwielbiam go big_smile

To jedyna dziedzina, gdzie się dogadywaliśmy.... ale nie chodzi chyba o sam sex, ale tak jak pisałyście, złudzenie bliskości, na chwilę był w nas i dla nas....

Pamiętam jak kiedyś mówił, sugerował, dawał znaki, jak lubi i jak powinnam wyglądać, no samie wiecie co Waszych facetów kręci.... po pierwszym nazwijmy to kryzysie straciłam zapał, nie miałam ochoty "rozpalać" go, w ogóle nie miałam na niego ochoty, co zrozumiałe, ale zaskoczyło mnie jego zachowanie okazało się, że wcale nie muszę seksownie wyglądać, ba nawet specjalnie ubierałam się w piżamy, on i tak miał ochotę - wiem fizjologia - niby tak, ale równie dobrze mógł pójść gdzie indziej niż mi d** raczej głowę zawracać smile

chodzi mi o to, że mój mąż uważa, że chociaż mnie nie kocha to może nas łączyć namiętność - widzicie ten to potrafi sobie ideologie dorobić smile

ale jednak trochę  brak seksu, ale takiego płynącego z miłości, nie fizycznego wyładowania - ktoś powie sex to sex, ale jednak różnicę da się wyczuć....

miłych erotycznych snów życzę smile bo póki co tylko to nam pozostało...

Hm - ja bym umarła żyjąc obok takiego faceta..... silna z Ciebie babka smile

8 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem dziś jakas spokojniejsza smile Walczę o siebie i chyba tak powinno być.

8 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Napiszę dosadnie, jak powiedziała mi moja przyjaciółka, gdy właśnie skarżyłam się na brak sexu:

"ch...j to nie wszystko. Dobrze jeszcze jak człowiek nie jest ch.....jem".

Przepraszam moderatorki ale musiałam to tak napisać:-)

8 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Napiszę dosadnie, jak powiedziała mi moja przyjaciółka, gdy właśnie skarżyłam się na brak sexu:

"ch...j to nie wszystko. Dobrze jeszcze jak człowiek nie jest ch.....jem".

Przepraszam moderatorki ale musiałam to tak napisać:-)

I ma rację ta koleżanka smile tylko trzeba dorosnąć do takiego rozumowania

8 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jakby się dało taki sen zamówić:) Oj, dobry by z tego biznes był:)
3 miesiące w celibacie i końca nie widać... takie zasady kurka blaszka, że mam tylko all in one, seks bez miłości powoduje u mnie mdłości.
Nawet zrymowałam:)

Mój też chciał na koniec (chyba mu libido przy kochance wróciło, raptem coś tam brzdąkał, że seks jest ważny... a wcześniej nie był... i mówią, że kobieta zmienną jest) seksu bez miłości i ogólnie szeroko pojętego układu.
No i ja i moje cztery literki panu podziękowałyśmy.

Pamiętam, jak wtedy przyśnił mi się sen, taki naturalistyczny: leżałam półnaga na zimnym blaszanym stole operacyjnym, przede mną lekarz w kitlu i z dratwą w ręku, taką grubą, sztywną i zaszywał mnie tam! Zakładał ogromne widoczne szwy.

Kurka: dziękuję Ci Aniele Stróżu za takie dosadne znaki. Chyba mi to czasem łopatologicznie trzeba, ale działa. Ja to mam wtyki tam "u góry" smile

Więc jako odgórnie zaszyta mogę sobie ino pomarzyć o pięknym śnie, oby z innym mężczyzną w roli głównej, bo do moich snów psychofag jeszcze czasem próbuje z buciorami wleźć, ale nawet w snach zaczynam poznawać wroga.

Pięknej nocy kochane kochające

8 706

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Sex, hmm uwielbiam go big_smile

To jedyna dziedzina, gdzie się dogadywaliśmy.... ale nie chodzi chyba o sam sex, ale tak jak pisałyście, złudzenie bliskości, na chwilę był w nas i dla nas....

Pamiętam jak kiedyś mówił, sugerował, dawał znaki, jak lubi i jak powinnam wyglądać, no samie wiecie co Waszych facetów kręci.... po pierwszym nazwijmy to kryzysie straciłam zapał, nie miałam ochoty "rozpalać" go, w ogóle nie miałam na niego ochoty, co zrozumiałe, ale zaskoczyło mnie jego zachowanie okazało się, że wcale nie muszę seksownie wyglądać, ba nawet specjalnie ubierałam się w piżamy, on i tak miał ochotę - wiem fizjologia - niby tak, ale równie dobrze mógł pójść gdzie indziej niż mi d** raczej głowę zawracać smile

właśnie to tak wygląda - obojętnie jak byle dużo. jak powiedziałam, że jest dla mnie tylko dla seksu to wypominał mi to przy każdej kłótni choć go przeprosiłam.
a potem codzienne porno przed snem, w trakcie dnia...
pamiętam takie zdarzenie - przyjechała moja siostra czy jacyś inni goście a on w pokoju. ja wchodzę i pytam - a ty co tu robisz? nie idziesz do nas? to usłyszałam - walę sobie gr... . oniemiałam i wyszłam. a teraz doczekałam się słów - że mu się znudziłam. seksoholik. ech, szkoda słów.
4 miesiące bez seksu i żyję:D
a zanosi się na niekończącą się abstynencję...

8 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
klopsik napisał/a:
ankinom napisał/a:

Sex, hmm uwielbiam go big_smile

To jedyna dziedzina, gdzie się dogadywaliśmy.... ale nie chodzi chyba o sam sex, ale tak jak pisałyście, złudzenie bliskości, na chwilę był w nas i dla nas....

Pamiętam jak kiedyś mówił, sugerował, dawał znaki, jak lubi i jak powinnam wyglądać, no samie wiecie co Waszych facetów kręci.... po pierwszym nazwijmy to kryzysie straciłam zapał, nie miałam ochoty "rozpalać" go, w ogóle nie miałam na niego ochoty, co zrozumiałe, ale zaskoczyło mnie jego zachowanie okazało się, że wcale nie muszę seksownie wyglądać, ba nawet specjalnie ubierałam się w piżamy, on i tak miał ochotę - wiem fizjologia - niby tak, ale równie dobrze mógł pójść gdzie indziej niż mi d** raczej głowę zawracać smile

właśnie to tak wygląda - obojętnie jak byle dużo. jak powiedziałam, że jest dla mnie tylko dla seksu to wypominał mi to przy każdej kłótni choć go przeprosiłam.
a potem codzienne porno przed snem, w trakcie dnia...
pamiętam takie zdarzenie - przyjechała moja siostra czy jacyś inni goście a on w pokoju. ja wchodzę i pytam - a ty co tu robisz? nie idziesz do nas? to usłyszałam - walę sobie gr... . oniemiałam i wyszłam. a teraz doczekałam się słów - że mu się znudziłam. seksoholik. ech, szkoda słów.
4 miesiące bez seksu i żyję:D
a zanosi się na niekończącą się abstynencję...

Klopsik, lepiej trwać w abstynencji niż być z takim dupkiem, no szok!

8 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was serdecznie. Mam gorącą prośbę, nie mogę znaleźć pdf Beattie Melody ? ?Koniec współuzależnienia?
jesli ktos ma to bardzo prosze o tę książkę. joan1980@wp.pl

8 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Kobieta kochająca za bardzo potrafi wybaczać zdrady, pobicia, ale jednego mężczyźnie nigdy nie wybaczy: zwyczajności". Czy jest w tym prawda?

Zdanie psycholog Tarantelli podobnie mi "zadzwoniło" w uszach: "Pani jest dla siebie najlepszym partnerem".

Coś w tym jest, jakaś ukryta prawda. Coś, co mnie gniecie i uwiera, coś czego boję się dotykać, bo łatwiej przerzucić całą odpowiedzialność na psychofaga. Ale ja jestem już odważniejsza, drążę.

Wybaczymy im zdrady, nie poszanowanie innych (co prawda zwrócimy im uwagę, ale nie odkleimy się od nich z tego powodu), mój kiedyś nawet kradł, ale to nie zmieniało jego stosunku do mnie.
Nasze psychofagi składają się z dwóch części, jedna to zachowania ogólne, skierowane do innych- mogą mieć długi, mogą tracić pracę, mogę niewłaściwie odnosić się do naszej rodziny- to nas nie odstrasza nigdy.
Ale za to ta druga połówka..... ta ich "miłość" do nas, to U W I E L B I E N I E, które nam na początku okazują, to "to", czego nie mieli inni- robi z nas "ugotowane żaby".
I to to się dla nas liczy. I tylko oni mają to coś, tylko oni mogą nam to dać, bo oni też są uzależnieni od miłości. Co prawda rozbłyskują i gasną, jak fajerwerk, ale na początku jest przecież pięknie. Tylko narcyzi/ psychofagi dają nam tą miłość, tą ekscytację, ten romans z filmów, bo uwielbiają widzieć ich "cudowne" odbicie w naszych oczach. My ich wybieramy, bo tylko oni robią z nas księżniczki, te naj! Tylko oni "kochają" tak bardzo, choć tak nietrwale.

Tylko pytanie, czy my potrafimy kochać bez tego całego romansu? Czy umiemy z tego zrezygnować?

Miłość kobiety i mężczyzny nie jest bezwarunkowa, to miłość erotyczna. My próbujemy miłością partnera załatać dziurę w bezwarunkowej miłości rodziców. Nie da się, niestety. I my im dajemy tą bezwarunkową (pozornie bezwarunkową, bo przecież w zamian MUSZĄ NAS KOCHAĆ TAK BARDZO, tylko to, albo aż to) miłość, a potem budzimy się z ręką w nocniku, bo my wybrałyśmy z miłości, a oni z rozsądku. My wzięłyśmy "gołodupca", oni dobrze zarabiającą laskę, my gościa, który nas zdradzał, oni wierne partnerki... i tak można wyliczać. I kto tu dał się zrobić, jak Zabłocki na mydle??

Ale mam wrażenie, że lecząc siebie na forum skreślamy psychofagów, ale myślimy, że następny to już będzie miał all inclusive. A guzik, póki my chcemy tą część z romantycznym uniesieniem, dostajemy gratis psychofaga.
Ale mi kuźka tak dobrze z tym romantyzmem:)

8 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja mam miłość bez erotyzmu. Ale gdzie ta miłość? I tak chyba w d.. właśnie. Jak mnie szlak niedługo nie trafi to się zdziwię. Póki innych problemów...

Posty [ 8 646 do 8 710 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 132 133 134 135 136 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026