netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 997 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 131 132 133 134 135 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 581 do 8 645 z 26 310 ]

8 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To się posypało.
Znajdziesz coś, jesteś dobrym fachowcem. CV pod pachę i idź szukaj, ofert nie ma co przeglądać nawet. Jeszcze mi się nie zdarzyło pracy przez internet znaleźć. Chodziłam z papierami gdzie mnie zaniosło. Objechałam kiedyś dwa miasta. Ale wtedy nie znalazłam dopiero później, przypadkiem.

to mnie pocieszyłaś smile

pewnie, że się nie poddaje, ale....

8 582 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-01-26 16:17:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ale?
Nie trać czasu na rozsyłanie. Lepiej iść w teren, w jakim rejonie mieszkasz?
Kurcze i tak Cię zwalniają po prostu? Nie zaproponowali Ci czegoś innego?

8 583

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ale?
Nie trać czasu na rozsyłanie. Lepiej iść w teren, w jakim rejonie mieszkasz?
Kurcze i tak Cię zwalniają po prostu? Nie zaproponowali Ci czegoś innego?

Takie czasy - tłumaczą to kryzysem, dwie księgowe w firmie to za dużo i postanowili zlikwidować jedno stanowisko- moje, bo krócej pracuję.

Wczoraj mąż znowu poczuł moc sad

jestem załamana, jak niczego nie znajdę to chyba zabiorę dzieci i pojadę pracować jako kelnera do Irlandii, bo inaczej ten facet mnie psychicznie zniszczy sad

8 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry smile
Chciałam się przywitać i przyłączyć do grupy, gdyż obawiam się, że mam problem związany z tym wątkiem...

teraz cofnę trochę strnami wątku do tyłu, by choć trochę wejść w temat smile

8 585 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-27 10:30:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ona9019 napisał/a:

(...)teraz cofnę trochę strnami wątku do tyłu, by choć trochę wejść w temat smile

Witaj,
jeśli chcesz naprawdę skorzystać z doświadczenia osób tutaj piszących, to przeczytaj cały wątek, od początku, dokładnie. Tak, tak, wiem, ile to jest stron, ale, moim zdaniem, nie warto wyważać otwartych drzwi, a tutaj od pierwszych stron wątku masz podane bezcenne rady, oparte i na literaturze, i na własnych doświadczeniach. Faktycznie, samo przeczytanie nie pozwoli Tobie na wyjście z uzależnienia, jeśli chcesz tego naprawdę dokonać, musisz wykonać sporą pracę nad sobą i wprowadzić zmiany w swym myśleniu przede wszystkim o sobie.

Życzę siły, determinacji i powodzenia. smile

8 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Ona9019 napisał/a:

(...)teraz cofnę trochę strnami wątku do tyłu, by choć trochę wejść w temat smile

Witaj,
jeśli chcesz naprawdę skorzystać z doświadczenia osób tutaj piszących, to przeczytaj cały wątek, od początku, dokładnie. Tak, tak, wiem, ile to jest stron, ale, moim zdaniem, nie warto wyważać otwartych drzwi, a tutaj od pierwszych stron wątku masz podane bezcenne rady, oparte i na literaturze, i na własnych doświadczeniach. Faktycznie, samo przeczytanie nie pozwoli Tobie na wyjście z uzależnienia, jeśli chcesz tego naprawdę dokonać, musisz wykonać sporą pracę nad sobą i wprowadzić zmiany w swym myśleniu przede wszystkim o sobie.

Życzę siły, determinacji i powodzenia. smile

No to do dzieła smile ciekawe czy 1 dzień mi wystarczy smile

8 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom, myślę, że nie masz powodu by się załamywać. Dobra księgowa zawsze znajdzie pracę. Nie słuchaj jego, powiedziałaś mu? Mogłaś nie mówić i nawet by się nie dowiedział. Szybko coś znajdziesz, ja to wiem.
A może on jutro straci pracę i ty sobie pojeździsz po nim...

8 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Aniknom, myślę, że nie masz powodu by się załamywać. Dobra księgowa zawsze znajdzie pracę. Nie słuchaj jego, powiedziałaś mu? Mogłaś nie mówić i nawet by się nie dowiedział. Szybko coś znajdziesz, ja to wiem.
A może on jutro straci pracę i ty sobie pojeździsz po nim...

Bosze, nie życz mi tego - póki co, to on nas teraz będzie karmić big_smile

8 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie będzie, bo znajdziesz następną pracę zanim tamta się skończy, a jakby nie szło to sobie firmę otwórz i rozliczaj sobie ludzi w domowym zaciszu, czy coś.
Ja pesymistka widzę, że Aniknom zakłada najczarniejszy scenariusz z możliwych, pytanie tylko dlaczegóż?

8 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie będzie, bo znajdziesz następną pracę zanim tamta się skończy, a jakby nie szło to sobie firmę otwórz i rozliczaj sobie ludzi w domowym zaciszu, czy coś.
Ja pesymistka widzę, że Aniknom zakłada najczarniejszy scenariusz z możliwych, pytanie tylko dlaczegóż?

Nie zakładam - jestem realistką i pamiętam ile czasu szukałam tej pracy i wiem jak wygląda rynek na którym poszukuję pracy...ale jeszcze się nie załamuję, przez 1 m-c mam jeszcze pracę i już szukam następnej, ale czasami mam spadek nastroju zwłaszcza po kłótni z mężem....

8 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie będzie, bo znajdziesz następną pracę zanim tamta się skończy, a jakby nie szło to sobie firmę otwórz i rozliczaj sobie ludzi w domowym zaciszu, czy coś.
Ja pesymistka widzę, że Aniknom zakłada najczarniejszy scenariusz z możliwych, pytanie tylko dlaczegóż?

Nie zakładam - jestem realistką i pamiętam ile czasu szukałam tej pracy i wiem jak wygląda rynek na którym poszukuję pracy...ale jeszcze się nie załamuję, przez 1 m-c mam jeszcze pracę i już szukam następnej, ale czasami mam spadek nastroju zwłaszcza po kłótni z mężem....

8 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie będzie, bo znajdziesz następną pracę zanim tamta się skończy, a jakby nie szło to sobie firmę otwórz i rozliczaj sobie ludzi w domowym zaciszu, czy coś.
Ja pesymistka widzę, że Aniknom zakłada najczarniejszy scenariusz z możliwych, pytanie tylko dlaczegóż?

Nie zakładam - jestem realistką i pamiętam ile czasu szukałam tej pracy i wiem jak wygląda rynek na którym poszukuję pracy...ale jeszcze się nie załamuję, przez 1 m-c mam jeszcze pracę i już szukam następnej, ale czasami mam spadek nastroju zwłaszcza po kłótni z mężem....

8 593 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-29 17:45:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny!
Wróciłam z zakwasami, ale cała, zdrowa i szczęśliwa!

Cieszyłam się tym wyjazdem, każdą chwilą i świetnie się bawiłam. Psychofag nie popsuł mi nastroju, natrętne myśli odganiałam od siebie skutecznie. Tworzę nową rzeczywistość bez niego, robię zdjęcia tego życia po życiu i po prostu korzystam. W końcu gram główną, pierwszoplanową rolę, w moim życiu, już nie jestem pajacykiem pociąganym przez niego za sznurki.

Na wyjedzie objawiła się moja nieznana lub raczej zapomniana strona osobowości. Byłam duszą towarzystwa i najodważniejszą wśród początkujących narciarką!
Panowie obdarzali mnie komplementami, instruktorzy nie mogli wyjść z podziwu, że tak szybko się uczę (oni nie wiedzą, że my kkzb tak się staramy i tak zdolne jesteśmy, że i latać by mnie nauczyli) smile

Jestem coraz bardziej świadoma siebie, swojego ciała, swoich reakcji. W końcu skupiam się na sobie, analizuję siebie, nie jego.
Gdzie ja byłam te wszystkie lata? Jak dałam sobie wmówić, że jestem nudna, gdy w rzeczywistości potrafię się świetnie bawić, przyciągać ludzi, tańczyć do rana, żartować tak, że się cały stolik śmieje? I widzicie, kolejny plusik, kolejny fragment mnie odkopany:)

Poza tym, ten wyjazd poprawił moje, dość negatywne, zdanie o mężczyznach. Okazuje się, że nie tylko panowie są niewierni i "ci źli". Dotąd tylko mężczyzn oceniałam tak jednoznacznie. A nie chciałybyście widzieć, co robią mężatki na wyjazdach integracyjnych. Także musiałam przyznać sama przed sobą, że nie tyle ważna jest płeć, co wyznawane wartości.

Na wyjeździe spędziłam kilka miłych chwil z przesympatycznym kolegą. Przegadaliśmy jeden wieczór i... naprawdę poczułam, że mój psychofag nie jest jedynym mężczyzną na ziemi!
Jest życie po rozstaniu, świat się dalej kręci, a życie potrafi nas pozytywnie zaskoczyć.
W ramach wyjaśnień, oprócz jednego tańca i kilku cudownych uśmiechów powodujących bezdech i szybkie bicie serca, nic się nie wydarzyło smile Kolega ma dziewczynę i jako ten porządny przedstawicie płci męskiej, zachował się należycie. Zresztą był wśród tych krytykujących rozwiązłość i pracoholizm.
Ten mężczyzna wydawał się być zupełnym przeciwieństwem mojego jeszczemęża. Przyjaciółka oceniła, że dobrze mu z oczu patrzy, że jest taki normalny, sympatyczny "misio".
Jednak jako lecząca się, a nie wyleczona, kkzb, nie zamierzam się pchać w żadną relację na tym etapie. Są jednak pewne plusy-
1) wiem, że istnieją porządni mężczyźni (może nie wyglądają jak James Bond, ale ten spokój, jaki od niech bije też jest uroczy);
2) psychofag nie był jedynym, który może mi się podobać- dla mnie po 9 latach, kiedy zupełnie nie zauważałam innych mężczyzn, to WIEKOPOMNE odkrycie,
3) potrafiłam przejść przez ten etapik "wzajemnego przyciągania" w sposób bardziej świadomy. Nie lgnęłam do niego, jak mucha do miodu. I choć moje odruchy kkzb próbowały się uaktywnić, to coraz częściej jestem tych naszych głupich mechanizmów świadoma.
Wczoraj np. wymyśliłam, że w poniedziałek wyślę mu zdjęcia z wyjazdu na skrzynkę służbową, żeby utrzymać znajomość. A za chwilę moment samoświadomości. Znowu chciałam się zachować, jak babka histerycznie lgnąca do faceta. Więc przypominając sobie dwie kultowe pozycje "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" (a propos, zołza to taka anty kkzb) i "Nie zależy mu na tobie" olśniło mnie w samą porę. Znowu miałam ochotę wpaść w dawne koleiny, znane, bezpieczne, choć durne zachowania. Sukcesem jest, że już to zauważam,
Jeżeli się jemu spodobałam- znajdzie mnie przez firmową pocztę, popyta, poszuka, a jeżeli nie, nie będę się narzucać, robić sobie autoreklamy w żaden sposób. Nie będę się przymilać, ani zasługiwać. A tą krótką sympatyczną znajomość uznam za znak z góry, że życie nadal trwa, kiedyś będzie pora na związek normalny, wartościowy, z kimś, kto wyznaje podobne do mnie zasady.
Tyle, że kkzb, to by już wymusiła taki związek na losie:) umiemy to, prawda? w końcu jesteśmy te najatrakcyjniejsze, podobamy się mężczyznom i wybieramy sobie z tłumu tych, których trzeba sobie wypracować, zdobyć. Musi być szybko, romantycznie, emocjonalnie...

Więc ja już nie zamierzam się starać, mimo, że mam świadomość, że dałabym radę go zdobyć i to pewnie bardzo szybko.
Poznał mnie, jeżeli spodobałam się mu tak, jak mi on, znajdzie mnie. Niech zdobywa, kombinuje. Jeżeli nie, to po co mi kolejna relacja, na której to mi bardziej zależy???
Akcja, drogie Panie, już odtąd wyłącznie po stronie mężczyzn.
Zamiast podrywać, męczyć się, walczyć o uwagę jakiegoś kolejnego trudno dostępnego, zamierzam się mocno zakotwiczyć w sobie samej, korzystać z życia i czekać. Mam czas, całe życie nawet:)
Jeżeli pojawi się kiedyś mężczyzna, któremu będzie się chciało starać się, dawać, a nie tylko brać- znajdzie do mnie drogę. A jeżeli nie, to ja kolejnemu leniwcowi pomagać nie będę! smile

"Zależy nam na tym, na co ciężko pracujemy, na co tracimy nasz czas i pieniądze."

Jestem milionem dolarów, niech walczą, obdarowują, rozpieszczają. Dopiero niedawno nauczyłam się przyjmować komplementy, prezenty, czyjeś zainteresowanie. Dość tej naszej skromności, tego: "nie musiałeś", "po co traciłeś tyle pieniędzy?".
Jesteśmy gwiazdką z nieba, niech w końcu ktoś dla nas staje na głowie tak, jak dotąd my się starałyśmy. A jak nie, to następny, lepszy żaden facet, niż marny- to już powinnyśmy wiedzieć.
Wymagajmy, wierzmy w siebie dziewczyny! Jak my się nie docenimy, inni tego za nas nie zrobią!

8 594

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko witaj i widzę że wyrosła nam druga "Tarantella"! Super się czyta to co piszesz, dobre, lekkie pióro. Cieszę się że uwierzyłaś w siebie, że pokochałaś siebie, że jesteś dla siebie numer 1. Tak właśnie być powinno! Zaglądam tu czasem i czytam, ale sama mało piszę. Czas kiedy byłam na forum i potrzebowałam wiele pomocy i wsparcia po bardzo traumatycznym związku już minął. Dziewczyny, które wymieniłaś w którymś z postów i inne przywróciły mi wiarę w siebie i w życie. A i los sprawił, że "mój" ex psychofag poniósł zasłuzoną karę, wierzę więc głęboko, że zło zawsze wróci do osoby, która je wyrządza. Sprawdziło się to w 100%. Witaj Faworytko i cieszę się, że jesteś:-))).

8 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam,, jakiś czas temu rozstałam się z moim facetem, bylismy z sobą ponad dwa lata, był on moją pierwszą wielką miłością, był on pierwszym facetem któremu potrafiłam zaufać i mimo że wielokrotnie mnie ranił i przez niego płakałam, to wciąż mu wybaczałam i wierzyłam w to że będzie między nami dobrze,, w naszym związku były dobre chwile, ale były tez te złe i to przeważnie z jego powodu, potrafił zrywac ze mną bez powodu, twierdząc że go wkurwiam, chodził na imprezy za moimi plecami, okłamywał mnie, nawet w takich najdrobniejszych sprawach, po pijanemu opowiadał kumplą że mnie zdradza i że ma mnie dość,czasami bywało tak że nie miał dla mnie czasu, a potem dowiadywałam się, że umówiół się ze swoją "przyjaciółką",która miała swojego faceta,ale potrafiła dzwonic do mojego kilka razy dziennie, nawet jak wiedziała że jesteśmy w danej chwili razem, dla niej zawsze miał czas, opowiadał jej o naszych prywatnych sprawach, i wyżalał się jej,,wkońcu postawiłam mu ultimatum:albo ja albo ona, i wybrał, tylko nie mnie, stwierdził że nie zamierza zerwać kontaktu ze swoja przyjaciółką, więc zerwałam z nim,,:(,, i teraz od kilku tyg. próbuję się pozbierać do kupy, ale nie daje już rady,, nie śpie po nocach , wciąż chce mi sie płakać, żyje tylko nadzieją że on się zmieni, że wróci, ale on nie wróci dopóki, jak on to powiedział:"nie zaakceptuje jego warunków",, chciałabym się wkońcu od niego uwolnić,ale nie umiem,:(cały czas go strasznie kocham,i to najbardziej boli,, boję sie że juz nigdy nie zdołam kogoś pokochać, nie dam rady nikomu zaufać,, on tak strasznie mnie skrzywdził,bawił się moimi uczuciami,,i teraz nie umiem żyć normalnie, nie umiem poukładac sobie wszystkiego na nowo, skoro mówił mi że tak bardzo mnie kocha, to dlaczego mnie tak ranił? Pomóżcie!!! co zrobic by zapomnieć?tlko nie mówcie że najlepszym lekarstwem jest czas,bo w moim przypadku z dnia na dzień coraz bardziej sie załamuję,, czasami obwiniam sama siebie że to wszystko moja wina,ale tak przecież nie jest,to on nie umiał stworzyc normalnego związku!

8 596

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj smile

Twój facet:
1. zrywał z Tobą bez powodu
2. chodził na imprezy w tajemnicy przed Tobą
3. okłamywał Cię
4. zdradzał Cię
5. opowiadał o tych zdradach swoim kumplom
6. twierdził, że nie miał dla Ciebie czasu, a w tym czasie umawiał się z inną
7. dla tej innej miał zawsze czas
8. tej innej opowiadał o waszych prywatnych sprawach
9. szantażował Cię
10. bawił się Twymi uczuciami

Wydrukuj sobie tę listę, powieś na drzwiach lodówki lub w innym widocznym miejscu i czytaj za każdym razem, gdy dopadnie Cię tęsknota za nim.

Odwyk jest bolesnym doświadczeniem, ale jego rezultatem życie bez uzależnienia.

8 597

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

22Załamana:-(
Byłaś i jesteś od niego bardzo uzależniona, tak jak narkoman od białego proszku. A teraz własnie jesteś na detoxie... i dlatego tak bardzo boli. Znam ten ból, przechodziłam go i dałam radę. Musisz i Ty, nie masz innego wyjścia. Bo chyba nie chcesz znosić tego wszystkiego co jest wypunktowane w poście Wielokropka? Już to przerabiałaś i nie wracaj do tego!

8 598

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Załamana,

Żeby sobie pomóc jest wiele dróg i każda z nich jest dobra. To jak puzzle, nieważne od jakiego elementu zaczniesz, ważne żeby kontynuować, aż ułożysz obraz całej zdrowej siebie.

Ja, w parciu o to, co przeszłam, proponuję Ci książkę "Nie zależy mu na Tobie".
Wyślij mi maila, to odeślę Ci jutro pdf'a. Pamiętam, jak w trakcie jej czytania napisałam do mojej mamy, że ma prawo użyć każdej metody, bym już nigdy nie wróciła do tego człowieka, który jeszcze (mam nadzieję niedługo), nosi miano mojego męża.

Niestety, taka jest bolesna prawda, ten mężczyzna Cię nie kocha. Może Cię pożądać, może mu być przy Tobie wygodnie, może Cię lubić, ale nie kocha, gdyby kochał, nie skrzywdziłby Cię wielokrotnie.

Pamiętam, jak rozmawiałam z kolegą prawnikiem po tym, jak mąż wyrzucił mnie z domu, gdy dowiedziałam się o zdradzie. Odpowiedział mi on, że jako mężczyzna, potrafi zrozumieć, że skusiła go inna, ale nie potrafi zrozumieć, jak można być takim chamem. I dodał coś, co wtedy wywołało we mnie dziwny ból "On Cię nie kocha, gdyby Cię kochał, nie zrobiłby tego, nawet psa się tak nie traktuje".

Słowa on Cię nie kocha słyszałam jeszcze kilka razy po tym, zawsze mną mroziły. Bo my wolimy myśleć, że oni się "tylko pogubili", że to wróci, że zrozumieją.
Ale to nie o nich w tym wszystkim chodzi a o NAS!

Teraz kuzynka męża, będąca od lat bardzo bliskim mi człowiekiem, donosiła mi, co o mówił, robił, jak mnie oczerniał itp. Ale niedawno poprosiłam ją, żeby już nigdy mi o nim nie opowiadała, bo to walka o mnie. Po każdym jej telefonie budziło się wiele emocji, smutek, żal. Po co mi to? Ja walczę o SIEBIE. Niech mówi, robi, co chce. Dla mnie on już nie istnieje i nie potrzebuję wieści zza grobu.
Mam wybór- marnować czas, energię na tłumaczenie jego kłamstw, godzić się, że na wieści o nim wracają wspomnienia, w tym najwięcej tych pięknych, a potem czuć ból- lub żyć dalej własnym życiem, pozwolić odejść moim niespełnionym marzeniom.


Ale wracając do tematu, proponuję Ci na początek testy ze strony kobieceserca. Musisz sama przed sobą uznać, że jesteś uzależniona od miłości, która Cię rani.
Potem polecam przeczytanie tego wątku- od początku.
Jest wiele książek, które chętnie Ci prześlę/polecę, wystarczy, że wyślesz mi maila- to musi być Twoja decyzja, nie moja.
Są grupy wsparcia, psychologowie.
Szukaj, szukaj, walcz o siebie i swoje szczęście, przy nim go nigdy nie zaznasz i pewnie jakiś cichy stłumiony głosik mówi Ci to gdzieś głęboko w Tobie, ale bardzo starałaś się go nie słyszeć.
Jednak jakoś tu trafiłaś, więc jesteś na dobrej drodze.

Ściskam Cię

8 599 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-29 20:55:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

?Wtedy właśnie zaczął się wycofywać, a ja zobaczyłam druga stronę  mojego namiętnego bohatera romantycznego ? odkryłam Davida zdystansowanego, potrzebującego do życia więcej przestrzeni, niż stado amerykańskich bizonów, samotnika niczym rozbitek.
To jego raptowne emocjonalne oddalenie nawet w najlepszych okolicznościach byłoby dla mnie katastrofą, zważywszy, że jestem najbardziej uczuciową formą życia na planecie, a przecież działo się to w okolicznościach najgorszych. Byłam znękana i zależna, potrzebowałam większej troski, niż urodzone przed czasem trojaczki. On się odsuwał, więc potrzebowałam jeszcze większej troski; no to on się odsuwał coraz szybciej, aż w końcu umykał ścigany zadawanymi płaczliwym tonem pytaniami: ?Dokąd się wybierasz? Co się z nami stało??
Prawda jest taka, że się od Davida uzależniłam (na swoją obronę muszę dodać, że on podsycał to uzależnienie, bo był kimś w rodzaju ?mężczyzny fatalnego?), i teraz, kiedy jego zainteresowanie mną spadło, cierpiałam łatwe do przewidzenia konsekwencje. Uzależnienie jest charakterystyczne dla każdego opartego na zauroczeniu romansu. Wszystko zaczyna się, kiedy obiekt twojego uwielbienia obdarza cię dawką oszałamiającego i halucynogennego środka, o jakim nigdy wcześniej nawet nie ośmieliłabyś się pomyśleć- ten emocjonalny narkotyk składa się z porażającej ilości i przyjemnie drażniącej ekscytacji. Wkrótce zaczynasz łaknąć tego silnego zainteresowania równie obsesyjnie jak każdy ćpun na głodzie. Kiedy narkotyku zabraknie, natychmiast chorujesz, szalejesz, słabniesz (żeby już nie wspomnieć urazy do dilera, który przecież doprowadził cię do tego uzależnienia, a teraz już nie chce dostarczać dobrego towaru- mimo że ma go gdzieś w ukryciu, niech to szlag, bo p r z e c i e ż  z a w s z e   d a w a ł  c i   g o   z a   f r i k o). W następnym studium wychudzona  trzęsiesz się w jakimś kącie, przekonana, że jesteś gotowa zaprzedać własną duszę, albo obrabować sąsiada, żeby dostać TO choćby jeszcze jeden raz Tymczasem stajesz się coraz bardziej odpychająca dla obiektu swojego uwielbienia. Patrzy na ciebie, jakby cię nigdy wcześniej nie widział, a już na pewno nie jak na kogoś, kogo kiedyś tak namiętnie kochał. Ironia tkwi w tym, że nawet nie możesz za bardzo go winić. No bo przyjrzyj się sobie. Jesteś żałosnym straszydłem, sama siebie nie rozpoznajesz.
I tak to wygląda. Osiągnęłaś ostateczny punkt zauroczenia- całkowitą i bezlitosną deprecjację własnego ja.?

JEDZ, MÓDL SIĘ I KOCHAJ ? Elizabeth Gilbert

Dla mnie od tego cytatu wszystko się zaczęło. Długo przed tym zanim zaczął się ?realny? kryzys. Coś ten właśnie fragment we mnie poruszył, a właściwie poczułam trzęsienie ziemi (czasem warto pomyśleć, dlaczego coś wywołuje w nas tyle emocji- ale o tym innym razem).
Takich fragmentów o Kochaniu za bardzo jest tam wiele i pewnie jeszcze wiele razy będę je cytować.
Ta książka nie jest poradnikiem psychologicznym, ale jest książką o poszukiwaniu samej siebie opartą na prawdziwej historii. Lubię ją, podobnie jak uwielbiam oglądać film, bo daje nadzieję, na wyzdrowienie, a także na odnalezienie prawdziwego mężczyzny.
Bo nam, podobnie do głównej bohaterki, nie potrzeba po prostu faceta, ale potrzeba nam championa (Uwielbiam, gdy on jej to mówi!) wśród mężczyzn!
Czego sobie i Wam życzę smile big_smile

Jeszcze tylko jeden krótki cytacik na dobranoc:
?Mam za sobą już wiele szybkich decyzji związanych z mężczyznami. Zawsze szybko się zakochiwałam, nie biorąc pod uwagę żadnego ryzyka. Mam nie tylko tendencję do zauważania w innych tego, co najlepsze, ale też zakładam, że każdy jest zdolny osiągnąć swój najwyższy potencjał emocjonalny. Nie będę liczyć, ile razy zakochiwałam się w tym najwyższym potencjale raczej, niż w samym mężczyźnie, a potem czepiałam się związku (czasami o wiele za długo), czekając, aż mężczyzna osiągnie wreszcie tą swoją wielkość. Często w moich związkach stawałam się ofiarą własnego optymizmu?.

8 600

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny.
Ja tez drugą Tarantellę zauwazyłam. Faworytko smile
Ale nadal nie uważam, że nie ma ludzi niezastąpionych smile

To fajnie widzieć jak z dnia na dzień kwitniecie. Najpierw przychodzi przywiędnięty pączek a później coraz piękniej ożywa, budzi się do życia. Nieraz bardzo szybko, jak na filmach przyrodniczych, kiedy możemy zobaczyć jak otwiera się pączek w przyspieszeniu. Do  zycia!

8 601

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko, czytam Ciebie z uśmiechem na ustach smile
Bije z Ciebie tyle energii, tyle zapału i optymizmu. Coś niesamowitego! Ty tym zarażasz, będę tu częściej zaglądać w oczekiwaniu na Twoje posty, by podładować swoje akumulatorki smile

A propos JEDZ, MÓDL SIĘ I KOCHAJ. Ta ksiązka przyszła do mnie troszkę za wczesnie, kiedy jeszcze żyłam w swojej pięknej iluzji i szczerze mówiąc nie bardzo do mnie docierała... A moze przyszła w odpowiednim czasie, tylko nie zdołała mnie obudzić... Natomiast film obejrzałam dosłownie w kilka dni po rozstaniu, gdy byłam w największej czarnej doopie i to było TO. Wskazówka na dalszą drogę, drogę do siebie. Z tego filmu najbardziej utkwiły mi slowa, że na gruzach można zbudowac nowe zycie. I tego się uczepilam. NOWE ŻYCIE. Nowa ja. Zaczęłam szukać, znalazłam to forum i ten wątek. Dziś mogę napisać: znalazłam nową siebie. Ale to nie jest koniec. To poczatek, jak w sygnaturce Niekochanej. Nie mozna osiąść na laurach. Trzeba iść do przodu, rozwijać się, z każdym dniem poznawać coś nowego, doświadczać czegoś nowego. Na tym polega zycie, na drodze, na rozwoju. Jak w mojej sygnaturce smile
Podróżuj szczęśliwie, Faworytko smile
Podróżujcie szczęśliwie, moje drogie smile

8 602 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-30 21:33:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć

Znowu los mi wysłał prezencik i dzielę się z Wami:

http://www.tekstowo.pl/piosenka,kelly_clarkson,stronger.html

Moje tłumaczenie (niedoskonałe, ale tłumaczem angielskiego nie jestem:))

Wiesz... w łóżku jest mi cieplej, kiedy śpię w nim sama,
Wiesz, moje sny są kolorowe i robię rzeczy na które mam ochotę.
Myślisz, że dostałeś najlepszą część mnie,
Myślisz, że to z tobą śmiałam się po raz ostatni,
Założę się - myślisz, że wszystko dobre jest już za mną.
Myślisz, że załamałam się, gdy mnie zostawiłeś,
Myślałeś, że przybiegnę z powrotem do Ciebie,
Skarbie nie znasz mnie, kompletnie się mylisz!

Co Cię nie zabije to Cię wzmocni, staniesz się nieco silniejsza.
To, że jestem sama nie oznacza, że jestem samotna.
Co Cię nie zabije, zrobi z ciebie wojownika,
Nawet jest mi lżej,
To, że odszedłeś, nie oznacza, że moje życie się skończyło.

Co Cię nie zabije to Cię wzmocni,staniesz się silniejsza,
Tylko ja, ja, sama ze sobą;
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni, staniesz się nieco silniejsza.
To, że jestem sama nie oznacza, że jestem samotna.

Słyszałeś, że zaczęłam od początku z kimś innym,
Powiedzieli Ci, że ruszyłam dalej po naszym rozstaniu,
Myślałeś, że nie będę chciała do tego wrócić,
Jeszcze raz się zakołysać...
Starasz się mnie złamać.

Dzięki Tobie rozpoczęłam nowe życie!
Dzięki Tobie nie mam już złamanego serca!
Dzięki Tobie w końcu zaczęłam myśleć o sobie !
Wiesz, dzień w którym się to wszystko nareszcie skończyło, gdy  odeszłam, nie był moim końcem, a moim  początkiem.

Co Cię nie zabije to Cię wzmocni ,staniesz nieco silniejsza.
To, ż jestem sama nie oznacza, że jestem samotna .
Co Cię nie zabije, zrobi z ciebie wojownika ?.


No śpiewamy dziewczyny smile smile smile
Idę jeździć na rowerze i będę sobie wizualizowała, jak wszystkie kkzb z tego forum nucą to ze mną:)

8 603

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Faworytko !  To prawda smile wnosisz na te strony dużo optymizmu i wiary w lesze jutro i tak trzymaj ! Miło czytać jak ktoś znajduje radość z życia "bez niego".
Śpiewam razem z Tobą smile i uwielbiam te słowa "moje sny są kolorowe i robię rzeczy na które mam ochotę. To, że jestem sama nie oznacza, że jestem samotna."
Pozdrawiam.

8 604

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nigdy nie myślałam że tu napiszę ale cóż...
Dwa dni temu rozstaliśmy się z partnerem. To co teraz przeżywam to jest jakiś koszmar. Prawie nie jem ,nie mogę pić, nie mogę wychodzić z łóżka mimo tego że mam sporo obowiązków. Czuję ciągłe ściskanie w żołądku, stres...budzę się w strachu, kiedy otwieram oczy rano to płaczę i nie mogę się uspokoić. W nocy to samo, napady płaczu. Choć najgorsze jest to że odczuwam ciągły niepokój. Znów trafiłam na durnia, na dupka... kolejny raz. Chce tylko wiedzieć czy naprawdę jestem tak złym człowiekiem i nie zasługuje na nic więcej? Bo myślałam że jestem wiele warta... a teraz... już sama nie wiem. Po przeżyciach z poprzednim psycholem, myślałam że trafiłam na kogoś wspaniałego, chciałam miłości, ciepła, czułości... i to "dostałam". Jeszcze z nikim nigdy tak dobrze mi się nie rozmawiało po krótkim czasie, jeszcze nikt przez tak krótki okres nie przekonał mnie do siebie tak bardzo. Przywiązałam się. Mówił że jestem jego skarbem, że pierwszy raz w życiu poznał taką dziewczynę i wiele innych równie pięknych rzeczy, w które ja naiwna wierzyłam...

8 605

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

MillaNovi,
witaj w tym wątku. Rozgość się, porozglądaj.
Na pewno należy się Tobie szacunek. Na pewno nie jesteś złym człowiekiem.

8 606

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj MillaNovi.
Wiemy wszystkie, co przeżywasz, te pierwsze dni po rozstaniu, czy pierwsze dni po zdradzie, gdy słyszymy, że On już nas nie kocha są bardzo trudne. To normalne. Nie da się tego ominąć.Twój organizm przeżywa szok, bo skończyło się coś dla Ciebie, idzie nowe, nieznane, budzą się Twoje lęki, jesteś przerażona samotnością, a raczej jej wizją. Wiemy, jak serce Ci wali, znamy pobudki w środku nocy, całe ich serie... Jesteśmy z Tobą. Przytulamy Cię i dodajemy Ci sił.
Rozstania są bolesne, nie jest to jednak kara za to, jakim człowiekiem jesteśmy. Czasem spotyka nas złe bez powodu. Czasem to, co wydaje się być złe okazuje się dla nas jedyną szansą na lepsze życie.
Napisz coś więcej, dlaczego się rozstaliście, dlaczego zwróciłaś się do nas, kobiet kochających za bardzo? Czy uważasz, że też masz ten problem?

Jeszcze raz Cię ściskam wirtualnie!

8 607 Ostatnio edytowany przez MillaNovi (2012-01-31 20:42:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuje bardzo za te słowa otuchy. Do tego chłopaka strasznie się przywiązałam. Po prostu po krótkim czasie bycia z nim czułam się jakbyśmy się znali kilka lat już. Na początku dawał mi dość drobne sygnały które zlekceważyłam. Miał problem z zapraszaniem mnie gdziekolwiek, bo mówił że potrzebuje czasu, potrzebuje się zaklimatyzować, że chce mieć swobodę... więc jak większość par na początku, nie mielismy przyjemności wychodzić do kina ani nigdzie, lecz on żeby wychodzić z kolegami - zero problemów. Okazje do robienia prezentów rodziły również nowe problemy, kiedy dowiedział się że coś zamierzam mu dać miał do mnie pretensje i mówił że nic dla mnie nie ma ( nie jestem materialistką, liczy się dla mnie gest i nic więcej) - to również glupia zlekceważyłam. Przyjeżdżał do mnie, bo to był związek na odległość. Siedzieliśmy u mnie po 3,5 dni i tylko u mnie w domu, kiedy zaproponowałam żeby odwrócić sytuacje, znów zaczęły się problemy, mówił że nie może mnie przyjąć w domu bo ma niemiłą atmosfere, że jego rodzina jest taka i taka, a jego koledzy oczywiście mogli u niego nocować. Zabolało mnie to, chciałam drążyć temat i postawić na swoim. W końcu przestaliśmy rozmawiać, on stwierdził że musi się uczyć. Po czym dowiedziałam się że wcale się nei uczy tylko wypisuje z babami, i do tego twierdzi że nie ma dziewczyny pisząc z nimi. W końcu uświadomiono mi że ja bylam jego zabawką, za dużo wymagałam, dlatego były problemy z zapraszaniem i ze wszystkim po kolei. Mówił mi ciągle że mnie kocha, zwierzałam mu się z moich problemów, on mi ze swoich również ( nie wiem po co ), poznał moją rodzinę, część moich znajomych, był moim wsparciem i NIGDY NIGDY w zyciu nie spodziewałbym się tego że potrafi zrobić mi takie świństwo. Kiedy po tym co razem przeżywaliśmy, mówił innym że nie ma nikogo... Może to wydaje się trochę durne, bo widzę że wiele kobiet jest po dużo dłuższych, toksycznych związkach i zdaje sobie z tego że nie mam tak źle na tle innych ale ja niedawno przerwałam sama toksyczny, długi związek i byłam bardzo szczęśliwa że w końcu układa mi się... kolejny raz zostałam oszukana... nie moge normalnie funkcjonować, a muszę myśleć o szkole, tęsknię, płaczę... choć powinnam być wściekła, bo znów jakiś dupek mnie zranił. Czuje się znów tak pusto i samotnie...
Czemu uważam że mam ten problem? Bo bardzo szybko się angażuje i bardzo mocno zaczynam kochać, przywiązywać się... przestaje myśleć zdroworozsądkowo, po prostu ślepo brnę, nie panuje nad emocjami. Widzę nadzieje na bycie z kimś mimo że jest ostatnim kłamcą i mnie rani.. nie umiem już sobie z tym poradzić, po prostu poległam

8 608 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-31 20:45:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Milla,
Zawiedzione zaufanie, kłamstwa, zadrwienie z Ciebie, Twojej ufności, miłości, to jest to, co i my wszystkie przeżyłyśmy.
MASZ PRAWO czuć się źle, cierpieć. Skoro to czujesz, oznacza, że masz prawo  czuć, żadnej więcej argumentacji nie potrzeba.
My nie mamy zaś prawa porównywać naszego cierpienia z Twoim. Nie po to tu jesteśmy. Zresztą kto mógłby to osądzać?
Znałam taką sytuację jak Twoja, dwuletni związek mojej przyjaciółki, wydawało się, że wielka miłość. Chłopak do niej przyjeżdżał, ona do niego, niby ze względu na rodzinę, jeździć nie mogła. Brała antybiotyki i tabletki nie zadziałały. Nie wiedziała, że jest w ciąży, dowiedziała się, gdy poroniła. Wtedy jej chłopak już nie chciał przyjechać, przestraszył się konsekwencji. Okazało się, że prowadził podwójne życie.
Znamy takich mężczyzn, jak ten twój. Wszyscy nasi byli podobni, pięknie mówili, znajdywali tysiąc wytłumaczeń swojego postępowania.  A my im wierzyłyśmy, bo same byśmy nie potrafiły okłamywać ich twarzą w twarz, bo kochałyśmy i ufałyśmy. I miałyśmy prawo!
Kochana, zrobiłaś, co mogłaś. Dałaś z siebie to, co najlepsze.
I nie wymagałaś zbyt wiele! Oczekiwałaś normalnego traktowania- drobne gesty, spotkania także u niego są częścią zwyczajnego przeciętnego związku. Nie ma tu żadnej przesady.
Zostałaś oszukana,  więc boli. Ale to mija, naprawdę. Teraz zajmij się sobą. Ten, kto nas niszczy nie zasługuje na nasze łzy. Zaopiekuj się sobą, przytul, powiedz sobie, że jesteś wartościowa, obetrzyj łzy, włącz muzykę, weź ciepłą kąpiel i rób WSZYSTKO, co Ci do głowy przychodzi, żeby sobie pomóc. Najważniejsze to walczyć o siebie w tym wszystkim.
Oddychaj głęboko, uspokoisz żołądek, wypij kisiel- mi też nic innego nie przechodziło przez gardło. I myśl, że będzie lepiej. Teraz już znasz prawdę i to jest początek Twojego sukcesu, Twojego lepszego życia. Nikt Cię już nie skrzywdzi. Już nikt nie rozczaruje, nie oszuka. Koniec z tym strachem!
Dojdziesz do siebie, dzień po dniu będzie lepiej, obiecuję.

Przytulam Ciebie i siebie z przeszłości, gdy przeżywałam to samo

8 609

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytka, dziękuje Ci szczerze, dzięki Twojemu postowi zaczęły do mnie docierać różne rzeczy. Jestem za to Ci niesamowicie wdzięczna...
Jestem tylko ciekawa czy to że nie mogłam przebywać u niego było spowodowane jego podwójnym życiem czy też tym że po prostu wygodnie się mu u mnie siedziało, w końcu miał same przyjemności. A jeszcze głupsze jest to że próbowałam go usprawiedliwiać że może po prostu " tak sobie pisał z innymi "... szczyt mojej głupoty. Próbuje się zająć sobą, niestety każda próba wstania z łóżka kończy się potwornym bólem. Niestety nie potrafię uwierzyć w to że już nie zostanę skrzywdzona... bo to byl kolejny raz... potrzebuje czułości, a nie mogę patrzyć na mężczyzn, nie wyobrażam siebie z innym... to jest najgorsze.
Faworytko. Przeczytałam w Twoim poście "Pamiętam, jak rozmawiałam z kolegą prawnikiem po tym, jak mąż wyrzucił mnie z domu, gdy dowiedziałam się o zdradzie"... mój ukochany też mnie zostawił kiedy powiedziałam że dowiedziałam się o tym, zrobił ze mnie wariatkę i prześladowczynię, kiedy ja nawet nigdy nie dotknęłam jego rzeczy osobistych ani go nigdy nie sprawdzałam... po prostu szok.

8 610 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-31 21:41:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, mężczyźni lubią wygodę, więc lubią też seks z dostawą do domu:)

Zawsze to mniej zachodu, niż przyjazd...

My tu wszystkie byłyśmy oczerniane, nazywane wariatkami i zazdrośnicami.
Uczymy się tutaj, z książek, u psychologa, jak być dobrą, ale nie naiwną. To ciężka praca. Najpierw musimy zrozumieć, że nie wszyscy ludzie są tacy, jak my.
Pamiętam, jak u Pani psycholog mówiłam: "Jak on mógł mi patrzeć w oczy? jak on mógł mi to zrobić?". Cytując dziewczyny stąd: skoro zrobił, to mógł! A psycholog mi powiedziała, że nie rozumiem, bo sama nigdy nie byłabym do tego zdolna, ale to nie znaczy, że inni nie są, nawet, wydawałoby się, najbliższe nam osoby są w stanie nas niszczyć i przytulać jednocześnie.
Jeżeli chcesz pomocy, czytaj to forum.
Jeżeli potrzebujesz książek, pisz,
Jeżeli chcesz się wygadać, proponuję na priv.

8 611 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-01 11:47:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie zastanawia tylko jedna rzecz, której pewnie nigdy nie zrozumiem, mianowicie - po co komu podwójne życie? To nie można mieć wszystkiego w jednym miejscu? Po co oszukiwać, po co? Zamiast powiedzieć wprost. Ale nie rozumiem i nie zrozumiem. Nie zrozumiem faceta, który szuka sobie kochanki, bo jego ukochana żona nie ma ochoty na seks. Kocha ją, ale w kwestii  seksu jest beznadziejnie. O co tutaj chodzi?
Zastanawiam się co ja powinnam zrobić. Jeśli nie jestem zadowolona z tego samego co ten ktoś. Czy też powinnam sobie znaleźć na boku? Trzeciego, czwartego, piątego?

Milla
To dla Ciebie trudny czas. Możesz się doszukiwać co złego zrobiłaś, co było nie tak. Możesz, ale nie ma to sensu, ponieważ człowiek odpowiedzialny i kochający, kiedy dzieje się coś złego rozmawia i mówi o swoich uczuciach. Chociaż wydaje mi się, że większość facetów tego nie robi. Nie wiem czy to narusza ich ego, ego jego smile czy co. Dla mnie to szczyt głupoty.
Wniosek: on nie jest Ciebie wart.  Gdyby był, byłby z Tobą szczery, nie potraktowałby Cię tak jak to zrobił. Zasługujesz na szacunek i tak być nie powinno.
Nie miej żalu do siebie. Wiem co czujesz. Ból, który powstaje po tym wszystkim. Po tym jak to wcześniej otworzyłaś się, dałaś poznać wszystkie szczegóły ze swojego życia z życia swojej rodziny. A on to wykorzystał. Zabrał kawałek Ciebie.
Musisz wrócić do żywych. Musisz to zrobić dla siebie. Możesz liczyć na wsparcie.
Teraz już wiesz, że pomimo wszystko nie warto się otwierać, nie warto ufać na sto procent. Może ktoś nie przyzna mi racji, ale ja nie ufam. Nie ufam żadnemu facetowi na sto procent, żadnemu, z którym jestem w związku. I nie chcę tego zmieniać. Cokolwiek się nie stanie nie będę rozczarowana. Ale ja nie jestem kochająca za bardzo. Nie przywiązuję się na tyle, żeby nie móc odejść. Ale nie bawię się tym, nie skaczę z kwiatka na kwiatek, bo i to często bywa ucieczką, to też nie jest dobre.
Trzymam kciuki, wstań. Zrobiłaś ogromny krok, że napisałaś tutaj.

8 612

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej
Niestety, to nie brak czułości w związku często pcha do zdrady, a brak wrażeń, od których ci mężczyźni są uzależnieni. Z żoną nie ma tej ekscytacji, adrenaliny. I tyle. Kropka.


Ale dziś o czymś innym.

Wierzę w Boga, w los, w cuda. I widzę, jak NAMACALNIE dzieją się one teraz każdego dnia. Każdego dnia dostaję jakiś sygnał, jakbym nagle otworzyła się na świat, jego znaki, jego mistyczną stronę.

Zaufałam Bogu, gdy już nic innego zrobić nie mogłam. Wyłam i błagałam: "Boże, zrób coś, bo giniemy, rozpada się to małżeństwo. Daj znak, czy to ratować, daj znak, czy powinnam odpuścić".
Dał znak, wyraźny, a nawet trzy. Zdradę, kłamstwa, poniżenie.
Zapytałam siebie sama na co jeszcze będę czekać?
Poczułam wielką ulgę, że jest ktoś, kto nade mną czuwa. Wiedziałam już, że wszystko układa się w najlepszy dla mnie sposób, że On mnie chroni i prowadzi, zawsze to robił, ale nie zawsze chciałam słuchać.
Jestem tu anonimowo, więc piszę to, o czym nikt nie wie. Gdy zaczęliśmy się spotykać miałam wątpliwości. Zapytałam Boga, czy D jest ze mną uczciwy, otworzyłam Pismo Św. na chybił-trafił, wypadły słowa "fałszywi prorocy". Wtedy to zlekceważyłam, teraz sobie przypomniałam...
W kilka dni po tym, jak rozpoczął się kryzys, trafiłam przypadkiem na stronę kobiecych serc. Tydzień później brałam już udział w terapii... Przypadek? A może "mistrz się znajdzie, gdy uczeń jest gotowy"?

Tak kurczowo trzymałam się tego związku, tak wbrew faktom, logice, wbrew sobie samej. teraz już nie muszę się szarpać, mam spokój...
Może to była moja droga? Czekam z ciekawością, co jeszcze się wydarzy, już nie ze strachem, przeżyłam to, co było dla mnie najgorsze i żyję i uśmiecham się.
Życie jest piękne, tyle miejsc możemy zobaczyć, tylu wyjątkowych ludzi spotkać, pozwólmy tylko płynąć mu własnym rytmem, nie naginajmy go na siłę, nie zamykajmy się same w klatce, może złotej, ale jednak z biegiem lat staje się ona coraz mniej wygodna.

"Bóg nie daje Ci ludzi, których chcesz. On daje Ci ludzi, których potrzebujesz. Aby Ci pomagali, ranili Cię, opuścili Cię, aby Cię kochali i uczynili z Ciebie osobę, którą miałeś się stać."

Ja już się z Nim nie spieram, że wiem lepiej, co dla mnie dobre. Nie wiedziałam. Dzięki temu bolesnemu rozstaniu zrobiło się miejsce na nowe życie, na przyjaciół, pasje, rozwój i zabawę.
Już nie usycham, a kwitnę. Odrodziłam się. jak feniks musiałam się spalić, by żyć na nowo.

Od jakiegoś czasu kontaktują się ze mną dziewczyny, o których od lat nie słyszałam, nie utrzymywałyśmy kontaktu, byłyśmy znajomymi, nawet nie koleżankami. I choć nie znają mojej sytuacji, otwierają się przede mną, mówią o swoich problemach. Jak to możliwe, że akurat teraz? I piszą i płaczą i cierpią i niby te moje maile do nich pomagają im żyć dalej. Może to teraz mój los, by oddać to, co mi zostało dane?
Przytulam je, czasem gaszę nikłe nadzieje, że partner, który od lat kłamie i zdradza stanie się kiedyś kochający i uczciwy. Ja sama żałuję, że musiałam zabrnąć tak daleko w tej mojej miłości. Ale może właśnie musiałam, by zrozumieć, być tu, a teraz być z nimi. Kocham kobiety, cierpię, gdy one cierpią i to, że możemy sobie nawzajem pomagać, chronić się przed toksyczną miłością, przed głupią nadzieją- to jest teraz mój CUD. Może choć kilka kobiet uratuje się z tego szybciej, zanim zostaną zdeptane i porzucone.


"Jeżeli dobędziesz się na odwagę, żeby zostawić za sobą wszystko, do czego zdążyłaś się już tak dobrze przyzwyczaić i przywiązać ? zarówno swój dom, jak i wszystkie gorzkie emocje ? i wyruszysz na podróż w poszukiwaniu prawdy ? zarówno tej zewnętrznej, jak i wewnętrznej ? i jeżeli szczerze i z głębi serca będziesz gotowa traktować wszystko, co się zdarzy podczas tej podróży jako wskazówki i podpowiedzi, a każdego kogo spotkasz za swojego nauczyciela; ponad wszystko ? jeżeli jesteś gotowa na to, żeby odkryć i zrozumieć kilka trudnych faktów dotyczących ciebie samej ? to odnajdziesz prawdę, której szukasz."

Zycie szykuje nam jeszcze wiele niespodzianek, tych dobrych i tych z pozoru złych. To są nasze lekcje, nasze drogowskazy. Możemy się szarpać i kłócić i nie akceptować zmian, albo możemy obserwować siebie i świat w ciągłym ruchu. Nic nam nie jest dane na wieczność, ze wszystkim będziemy musiały się kiedyś rozstać.
JEDYNĄ OSOBĄ, Z KTÓRĄ PRZEŻYJEMY CAŁE NASZE ŻYCIE JESTEŚMY MY SAME.
Zajmijmy się więc sobą. gdy my będziemy silne, pewne swojej wartości, szczęśliwe, nic już nas nie złamie.

8 613

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Uda mi się wyjść z tego nałogu...? "Kochania za bardzo" ? Jestem pewna w 100% że mnie to dotyczy, analizowałam swoje zachowanie, literature... to tak jakbym czytała o sobie... nie mogłam w to uwierzyć. Co mam zrobić? Jak z tego wyjść? To zniszczy moje życie... czy wam się udało wygrać z tym?

8 614

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
MillaNovi napisał/a:

Uda mi się wyjść z tego nałogu...? "Kochania za bardzo" ? Jestem pewna w 100% że mnie to dotyczy, analizowałam swoje zachowanie, literature... to tak jakbym czytała o sobie... nie mogłam w to uwierzyć. Co mam zrobić? Jak z tego wyjść? To zniszczy moje życie... czy wam się udało wygrać z tym?

Możesz pozbyć się swego uzależnienia, ale nie musisz.
Jeśli podejmiesz decyzje o odwyku, to sporo pracy masz przed sobą. Pracy trudnej, żmudnej, w której wylejesz sporo łez, i podczas której kilka razy się potkniesz.

Co masz zrobić? Przeczytać ten wątek, od początku. Jest w nim mnóstwo informacji na temat wychodzenia z uzależnienia, nie ma sensu wyważać otwartych drzwi. Możesz dokonać tego sama, możesz podjąć własną terapię.
W wielkim skrócie masz do wykonania:
* zacząć kochać siebie i dbać o siebie
* przypomnieć sobie, co dla Ciebie jest ważne,
* przypomnieć, co lubisz robić,
* zobaczyć i uwierzyć, że jesteś osobą samodzielną
* zobaczyć i uwierzyć, że nie musisz na nikim wisieć lub wokół nikogo nie musisz się oplatać
* być szczęśliwą sama ze sobą.
Tak, wiem. Łatwo jest to napisać, ale opłaca się przejść tę drogę.

Zniszczy Twoje życie? jeśli wolisz być uzależnioną, nikt Ci tego nie zabroni. Są też takie osoby, które podjęły decyzję pozostania osobą uzależnioną. Przymusu nie ma. Twoje życie, Twoje decyzje, Twoje konsekwencje.

8 615

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja wiem że mogę, że nic nie muszę. Ale ja bardzo chcę...
Myślałam nad tym długo... trudna praca i łzy nie odstraszą mnie jeśli wiem że zacznę normalnie żyć
Jestem szczęśliwa że w końcu przyznałam się do problemu i jestem tego świadoma

8 616

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

MillaNovi,
ten pierwszy krok, najważniejszy, masz już za sobą. Już zdecydowałaś.

Przeczytaj zdania z mojej sygnaturki. Dla wielu były wsparciem. smile

8 617

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli chcesz, uda się. smile

8 618

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuje za te słowa.Życzcie mi powodzenia smile !

8 619

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Hej
Niestety, to nie brak czułości w związku często pcha do zdrady, a brak wrażeń, od których ci mężczyźni są uzależnieni. Z żoną nie ma tej ekscytacji, adrenaliny. I tyle. Kropka.


Ale dziś o czymś innym.

Wierzę w Boga, w los, w cuda. I widzę, jak NAMACALNIE dzieją się one teraz każdego dnia. Każdego dnia dostaję jakiś sygnał, jakbym nagle otworzyła się na świat, jego znaki, jego mistyczną stronę.

Zaufałam Bogu, gdy już nic innego zrobić nie mogłam. Wyłam i błagałam: "Boże, zrób coś, bo giniemy, rozpada się to małżeństwo. Daj znak, czy to ratować, daj znak, czy powinnam odpuścić".
Dał znak, wyraźny, a nawet trzy. Zdradę, kłamstwa, poniżenie.
Zapytałam siebie sama na co jeszcze będę czekać?
Poczułam wielką ulgę, że jest ktoś, kto nade mną czuwa. Wiedziałam już, że wszystko układa się w najlepszy dla mnie sposób, że On mnie chroni i prowadzi, zawsze to robił, ale nie zawsze chciałam słuchać.
Jestem tu anonimowo, więc piszę to, o czym nikt nie wie. Gdy zaczęliśmy się spotykać miałam wątpliwości. Zapytałam Boga, czy D jest ze mną uczciwy, otworzyłam Pismo Św. na chybił-trafił, wypadły słowa "fałszywi prorocy". Wtedy to zlekceważyłam, teraz sobie przypomniałam...
W kilka dni po tym, jak rozpoczął się kryzys, trafiłam przypadkiem na stronę kobiecych serc. Tydzień później brałam już udział w terapii... Przypadek? A może "mistrz się znajdzie, gdy uczeń jest gotowy"?

Tak kurczowo trzymałam się tego związku, tak wbrew faktom, logice, wbrew sobie samej. teraz już nie muszę się szarpać, mam spokój...
Może to była moja droga? Czekam z ciekawością, co jeszcze się wydarzy, już nie ze strachem, przeżyłam to, co było dla mnie najgorsze i żyję i uśmiecham się.
Życie jest piękne, tyle miejsc możemy zobaczyć, tylu wyjątkowych ludzi spotkać, pozwólmy tylko płynąć mu własnym rytmem, nie naginajmy go na siłę, nie zamykajmy się same w klatce, może złotej, ale jednak z biegiem lat staje się ona coraz mniej wygodna.

"Bóg nie daje Ci ludzi, których chcesz. On daje Ci ludzi, których potrzebujesz. Aby Ci pomagali, ranili Cię, opuścili Cię, aby Cię kochali i uczynili z Ciebie osobę, którą miałeś się stać."

Ja już się z Nim nie spieram, że wiem lepiej, co dla mnie dobre. Nie wiedziałam. Dzięki temu bolesnemu rozstaniu zrobiło się miejsce na nowe życie, na przyjaciół, pasje, rozwój i zabawę.
Już nie usycham, a kwitnę. Odrodziłam się. jak feniks musiałam się spalić, by żyć na nowo.

Od jakiegoś czasu kontaktują się ze mną dziewczyny, o których od lat nie słyszałam, nie utrzymywałyśmy kontaktu, byłyśmy znajomymi, nawet nie koleżankami. I choć nie znają mojej sytuacji, otwierają się przede mną, mówią o swoich problemach. Jak to możliwe, że akurat teraz? I piszą i płaczą i cierpią i niby te moje maile do nich pomagają im żyć dalej. Może to teraz mój los, by oddać to, co mi zostało dane?
Przytulam je, czasem gaszę nikłe nadzieje, że partner, który od lat kłamie i zdradza stanie się kiedyś kochający i uczciwy. Ja sama żałuję, że musiałam zabrnąć tak daleko w tej mojej miłości. Ale może właśnie musiałam, by zrozumieć, być tu, a teraz być z nimi. Kocham kobiety, cierpię, gdy one cierpią i to, że możemy sobie nawzajem pomagać, chronić się przed toksyczną miłością, przed głupią nadzieją- to jest teraz mój CUD. Może choć kilka kobiet uratuje się z tego szybciej, zanim zostaną zdeptane i porzucone.


"Jeżeli dobędziesz się na odwagę, żeby zostawić za sobą wszystko, do czego zdążyłaś się już tak dobrze przyzwyczaić i przywiązać ? zarówno swój dom, jak i wszystkie gorzkie emocje ? i wyruszysz na podróż w poszukiwaniu prawdy ? zarówno tej zewnętrznej, jak i wewnętrznej ? i jeżeli szczerze i z głębi serca będziesz gotowa traktować wszystko, co się zdarzy podczas tej podróży jako wskazówki i podpowiedzi, a każdego kogo spotkasz za swojego nauczyciela; ponad wszystko ? jeżeli jesteś gotowa na to, żeby odkryć i zrozumieć kilka trudnych faktów dotyczących ciebie samej ? to odnajdziesz prawdę, której szukasz."

Zycie szykuje nam jeszcze wiele niespodzianek, tych dobrych i tych z pozoru złych. To są nasze lekcje, nasze drogowskazy. Możemy się szarpać i kłócić i nie akceptować zmian, albo możemy obserwować siebie i świat w ciągłym ruchu. Nic nam nie jest dane na wieczność, ze wszystkim będziemy musiały się kiedyś rozstać.
JEDYNĄ OSOBĄ, Z KTÓRĄ PRZEŻYJEMY CAŁE NASZE ŻYCIE JESTEŚMY MY SAME.
Zajmijmy się więc sobą. gdy my będziemy silne, pewne swojej wartości, szczęśliwe, nic już nas nie złamie.

Jesteś bardzo mądrą kobietą i zgadzam się w 100% ze wszystkim co tu napisałaś. Nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko jest po coś. I jeżeli jeszcze nie wiemy po co? To wcześniej czy później zrozumiemy to bardzo dobrze.
Mimo że coraz więcej kobiet, decyduje się zostawić partnera, bo ogranicza i dołuje, pomimo ,że jest coraz więcej męzczyzn, którzy nie chcą dorosnąć, bo tak jest wygodniej, w ogromnej większości wszyscy chcemy po prostu kochać i być kochani.
Desperacko szukając ideału, godzimy się na półśrodki. Przypisujemy naszym partnerom cechy, których nie mają, mitologizujemy związki, w których utknęliśmy, żeby nie przyznać się do porażki. To strach, że tak wiele trzeba zmienić, by wyjść ze złego, toksycznego związku. Zacząć od nowa? A może następne piekiełko? Może ktoś zranić, a tu stare śmieci.
I wreszcie jesteśmy na dnie i wiemy, że ten czas własnie nadszedł. Tylko pewna drobnostka...musimy polubić siebie.
I zastanawiamy się jak to zrobić? przecież z tym kimś odeszło moje zycie i mam jakąś wewnętrzną pustkę, że nie wiem co robić?
Małymi kroczkami trzeba, bo jak napisała Faworytka, jesteśmy jedyną osobą, z kórą przezyjemy całe nasze życie, a więc musimy tą osobę lubić, kochać, dogadzać jej, pilęgnować, dbać aby była jak najbardziej szczęsliwa. Wiem, że to trudne, ale do zrobienia.

8 620 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-02-01 23:04:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałabym na początku podziękować Wam wszystkim za ciepłe przyjęcie.
Nie muszę chyba wspominać, jaka to dla mnie radość?:)
Ogromna!
Miło mi, że lubicie czytać to, co piszę.
A mam potrzebę, by pisać, bo mój mózg wciąż "trawi" i "wypluwa" nowe wnioski.
Na tym etapie, na którym jestem, już nie chcę analizować jego. Pomogło mi to w zrozumieniu wielu mechanizmów, pozbyciu się poczucia winy, ogromnego poczucia WINY! To było mi niezbędne bym mogła po prostu dalej żyć!
Bez tego nie ruszyłabym z miejsca, skończyłabym z ciężką depresją!
Teraz już wiem, kim mój jesczemazajuzniemaz był, jakie dysfunkcyjne cechy charakteru miał, jak to się na mnie odbijało. Wiem, że zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak potrafiłam i nie przekroczyłam żadnych społecznie przyjętych norm zachowania.
WYBACZYŁAM SOBIE, pogodziłam się ze sobą.

Przemieliłam już tyle literatury, forum, psychologów, że dojrzałam do myśli, że żebym mogła tworzyć zdrowe relacje muszę przeanalizować siebie. Co z tego, że wiem wszystko o narcyzie? Czy mam się teraz uczyć o każdym zaburzeniu? Nie! Mam się uczyć stawiać granice nieprzekraczalne dla mężczyzn, którzy będą zachowywali się wobec nie niewłaściwie. I wyposażyć siebie w siłę by kończyć związki, które nie spełniają moich potrzeb.

Dochodzę jednak do etapu, które mnie PRZERAŻA w tym leczeniu najbardziej: spojrzenie na siebie nie jako na ofiarę, ale także jako na osobę czynnie biorącą udział w tym procesie.
Nie zrozumcie mnie źle, oczywistym jest, że zostałyśmy skrzywdzone, oszukane, zdradzone i ABSOLUTNIE sobie na to nie zasłużyłyśmy! Jednak ja potrzebuję przejść do kolejnego, wyższego etapu, bo wiem, że byłam nie współwinna, ale współodpowiedzialna. I chciałabym przed Wami dokonać mojej spowiedzi.


AUTOSABOTAŻ- to jedno przychodzi mi na myśl.

Dziś skupiłam się na sobie! Moje kochanie za bardzo nie przyszło z kolejnym partnerem tak, jak było to u niektórych z Was. U mnie każdy związek był z mojej strony za bardzo.

Przeanalizowałam dziś swoje potrzeby w związku i stopień ich realizacji, gdy on jeszcze istniał. Przeanalizowałam też moje stosunki z 5 najważniejszymi dla mnie mężczyznami. (POLECAM KSIĄŻKĘ "MĄDRE KOBIETY, GŁUPIE POSTĘPOWANIE" i ćw które znajdują się na końcu) Przyjrzałam się im dokładnie. Od zawsze liczyło się dla mnie bardziej by kochać, niż być kochaną, byłam specjalistką od platonicznej miłości i związków na odległość.

Chociaż od miesięcy zdaję sobie sprawę z tego, jakich partnerów wybierałam w przeszłości, dopiero ten test pokazał mi dosadnie, jak wielką krzywdę robiłam sobie sama. Nie mam do siebie żalu, bo traktowałam ludzi z ufnością, uważałam, że nikt umyślnie nie jest w stanie skrzywdzić drugiego człowieka. Byłam dobra i tego w zamian oczekiwałam. Jednak ten krótki test pokazał, że potrzebuję: poczucia bezpieczeństwa, pewności, okazywania mi czułości, akceptacji. A STRZELAŁAM SOBIE SAMOBÓJA.
Każdy z moich partnerów był ryzykownym! Każdy! I w sumie wszyscy do siebie podobni. I wiedziałam o tym wchodząc w związki. Wybierałam najprzystojniejszych, ale tych imprezujących, szukających adrenaliny, wrażeń, w konflikcie ze szkołą/rodzicami/przełożonymi. Wszyscy, jak jeden mąż, byli egocentryczni, lekkomyślni, nieodpowiedzialni. Musiałam walczyć o ich stałe zainteresowania a także rywalizować o nich z innymi dziewczynami, bo byli uwielbiani przez tłumy kobiet. Wybierali mnie. Tylko, że widzę, jak na dłoni, że ŻADNA Z MOICH NAJWIĘKSZYCH POTRZEB nie została tu spełniona.
I trwałam w tym, a co ciekawsze kochałam coraz bardziej.

Jest takie francuskie powiedzenie:
"Fuis-moi je te suis, suis-moi je te fuis" - Wymykaj mi się a będę cię gonił, goń mnie a ci ucieknę.

Im mniej miałam, tym bardziej mi zależało.
Więc to nie to, co dostawało trzymało mnie w związku, a właśnie brak. Sama na to pozwoliłam i goniłam za takimi relacjami.
To mój kolejny etap samoświadomości, który dziś "wylał się" z mojej głowy.
Sama sobie podkładam bombę z opóźnionym zapłonem. Zachowuję się niespójnie: chcę porządnego faceta, który będzie uczciwy, a wybieram drani, za którymi ganiam.

Więc do mojej listy samorozwoju:
- spontaniczne działania
- zabawa, korzystanie z życia
- zumba/basen
- rysunek
- doskonalenie francuskiego
- częstsze spotkania z przyjaciółmi
- podniesienie własnego poczucia własnej wartości
- wybaczanie sobie błędów i próbowanie mimo lęku przed porażką...
- mówienie sobie pozytywnych komunikatów
- nauka asertywności i łagodnego, choć stanowczego stawiania granic
- słuchanie ciała
- bycie tu i teraz... (itp)


dopisuję: spójność zachowania z wyznawanymi wartościami i potrzebami!

Każdy z nas ma na czole taki komunikat, widoczny dla płci przeciwnej. Mój był dotąd "zaopiekuj się mną", a sama szukałam mężczyzn, którymi to ja musiałam się zaopiekować.
Ja byłam ta odpowiedzialna, mądrzejsza, bardziej obeznana, zaradna.
A przecież choć raz chcę być bezradna. Więc czemu odpowiada mi rola silnej? Czemu ją gram?
Pozostaje mi, albo zmiana wysyłanego komunikatu np "Psychofagom wstęp wzbroniony:)", ale jak nic, oni to jako zaproszenie potraktują. Mój komunikat, a oni na 1 miejscu- to źle wróży.
Albo też mogę pracować nad spójnością mnie samej.

Jestem małym drzewkiem, silnym i giętkim. Oparłam się licznym wichurom i zmiennej pogodzie. Dopiero wypuszczałam nowe pączki. Tyle, że jeszcze jako młoda roślina, nie wiedziałam, jakim drzewem jestem, kim mam być. Wypuszczałam nieśmiało różne listki patrząc na reakcje innych: to trochę klonu,- dla rodziców, a to trochę lipy- dla pracodawców, trochę płaczącej wierzby... - dla Niego!
Aż w końcu spojrzałam w siebie: tak, jestem dębem! Już wiem! Jestem właśnie dębem! I mam prawo nim być. Może inne listki podobałyby się komuś bardziej, ale wtedy nigdy nie wrosłabym głęboko w ziemię, nigdy nie sięgnęłaby chmur moja korona. Będę wypuszczać moje listki, żołędzie są moim owocem. Są moje, taka jestem, jestem sobą i dzięki temu wyrosnę na potężne drzewo!


I niech mnie któryś jeszcze próbuje do doniczki wpakować! zbombarduję żołędziami, a co? smile
Zresztą tak się rozrastam, rozwijam, rozpycham, że niedługo takich donic już dla mnie nie będzie...:)  końcu zaczynam zajmować dużo miejsca, odpowiednio dużo, koniec bycia uległą i niewidzialną!
Ja też się zepsułam Niekochana smile oj biedne psychofagi:)

Miłej nocy kochane kochające kobietki

8 621 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-02-02 16:44:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zazdroszczę Tobie Faworytko takiego stanu ducha - ja od kilku dni jestem w bezdennej otchłani.... tylko dla dzieci jeszcze jestem.... nie mam na nic siły, chęci....pustka....


nie mogę dalej tak stać i się użalać, nie mogę już dłużej siebie winić, ale jak to zrobić?

wczoraj przeraziło mnie to co powiedział mąż: że sama sobie jestem winna, że dzisiaj jesteśmy w takim miejscu, że nasze małżeństwo się skończyło, niby nic dziwnego, przecież słyszę to od kilkunastu miesięcy, ale przeraziło mnie to, że on tak nie mówi, bo chce mieć czyste sumienie, zranić mnie tylko ON TAK NA PRAWDĘ MYŚLI!, on jest o tym przekonany, jak to że 2 + 2 jest 4. Zastanawiacie się co w tym przerażającego? otóż na takie postawienie sporawy nie mam kontrargumentów, muszę uwierzyć, że to na prawdę moja wina.....

wczoraj dowiedziałam się, że mąż założył osobne konto ( podobno tak jest w każdym małżeństwie) i jeżeli do końca lutego nie znajdę pracy w biurze to sorry, ale mam iść pracować choćby do biedronki, bo nie dostanę ani grosza! o kontynuowaniu szkoły mogę zapomnieć bo do biedronki nie są mi potrzebne żadne studia....

Mąż oświadczył, że w takiej sytuacji ( brak mojej pracy) mogę zapomnieć, że się on wyprowadzi, a ja tego dłużej nie przeżyję!....ale chyba znalazłam wyjście.... nie wiem czy dobre, ale chyba dzisiaj jedyne, aby uratować siebie, chcę wrócić do rodziców, skoro mam pracować w sklepie to co za różnica w jakim? Nie chciałam takiego rozwiązania, bo chciałam, aby dzieci miały stały kontakt z ojcem.... ale ja wiem, mnie może uratować jedynie całkowite odcięcie od tego człowieka, mam dopiero 37 lat a czuje się już psychicznym wrakiem, jak można traktować tak drugiego człowieka, no jak, dlaczego?

8 622

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
Twój jeszcze mąż jest skończonym .............................................................. (w miejsce kropek wpisz dowolne epitety).

Pytasz, czemu tak postępuje.
To proste. Uwierzył, że nie zmienisz swego zdania. Uwierzył, że Twoja decyzja jest niepodważalna. Wobec tego psychofag zachowuje się jak... psychofag. Dopiec. Dokopać. Stłamsić. Poniżyć. Przecież wiesz doskonale, że nigdy w życiu sam przed sobą nie przyzna się do popełnionych przez siebie błędów. Inaczej, musiałby nieźle nad sobą popracować. A tak, sprawa jasna. Jest winna. To przez nią. I sumienie czyściutkie.

Nie staraj się jego zrozumieć i jego wypaczonego myślenia, nie przerażaj się jego sposobem myślenia. Zachowuje się adekwatnie do nazwy. Psychofag.

Jesteś mądrą kobietą. Wiesz, co dla Ciebie jest dobre. Masz intuicję. Wyrzuć z mózgu ten jad, który usiłuje Ci wtłoczyć na silę, wbrew Tobie. Pozwól sobie na złość i wściekłość. Nie hamuj tych uczuć, bo to zabiera Tobie mnóstwo siły.

8 623

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom.......dobre rozwiązanie wyprowadzka do rodziców. Nie masz co już z tym gościem robić. Zacznij działać kochana, bo życie przejdzie Ci między palcami. Wiem, że ciężko uwierzyć w zachowanie tego gnojka, ale przełknij ślinę i rób coś ze swoim życiem.

8 624

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
Twój jeszcze mąż jest skończonym .............................................................. (w miejsce kropek wpisz dowolne epitety).

Pytasz, czemu tak postępuje.
To proste. Uwierzył, że nie zmienisz swego zdania. Uwierzył, że Twoja decyzja jest niepodważalna. Wobec tego psychofag zachowuje się jak... psychofag. Dopiec. Dokopać. Stłamsić. Poniżyć. Przecież wiesz doskonale, że nigdy w życiu sam przed sobą nie przyzna się do popełnionych przez siebie błędów. Inaczej, musiałby nieźle nad sobą popracować. A tak, sprawa jasna. Jest winna. To przez nią. I sumienie czyściutkie.

Nie staraj się jego zrozumieć i jego wypaczonego myślenia, nie przerażaj się jego sposobem myślenia. Zachowuje się adekwatnie do nazwy. Psychofag.

Jesteś mądrą kobietą. Wiesz, co dla Ciebie jest dobre. Masz intuicję. Wyrzuć z mózgu ten jad, który usiłuje Ci wtłoczyć na silę, wbrew Tobie. Pozwól sobie na złość i wściekłość. Nie hamuj tych uczuć, bo to zabiera Tobie mnóstwo siły.

wiesz Wielokropku powtarzam Twoją sygnaturkę jak mantrę..... szukam sposobu wyjścia - wiesz że czasami łapałam się na tym, że zostanę z nim dla.... pieniędzy, ale nie tak dla czysto materialnych spraw, przyjemności tylko pieniędzy, abym mogła "wykarmić" dzieci, ale w tej sytuacji paradoksalnie ułatwił mi sprawę - nie ma pieniędzy nie ma powodu by być z nim....ale dlaczego tak trudno to zaakceptować? zostawić to wszystko, przystosować się znowu do czegoś nowego, bo to choć chore, bolesne jakże znane, nie mogę się jeszcze pogodzić, że nic nie znaczę, że byłam jakąś niezrozumiałą grą w jego chorym umyśle, odreagowaniem złych doświadczeń z dzieciństwa, zemstą za matkę, która nie potrafiła, nie chciała? jego ochronić za krzywdy które dostawał od ojca? że przez 16 lat nigdy nie zaznałam miłości, troski, jak mogłam do tego dopuścić, no jak?

8 625

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Ankinom.......dobre rozwiązanie wyprowadzka do rodziców. Nie masz co już z tym gościem robić. Zacznij działać kochana, bo życie przejdzie Ci między palcami. Wiem, że ciężko uwierzyć w zachowanie tego gnojka, ale przełknij ślinę i rób coś ze swoim życiem.

Czytam książkę tą która poleciłaś i nie mogę wyjść z zdumienia.... jak ona obrazuje mnie , mojego męża ... tak trzeba iść do przodu, albo jak nasze poprzedniczki fajnie to ujęły uciekać do przodu - to jest bardziej trafne określenie sytuacji w której się znalazłam, tylko taka ucieczka mnie jeszcze uratuje....

8 626

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
znasz sposób wyjścia.

To samodzielność w myśleniu, w działaniu, w podejmowaniu decyzji, w ocenie zdarzeń.  To zaufanie do siebie, swych uczuć, swych potrzeb. To dbanie o siebie. To zauważenie, że do szczęśliwego życia niepotrzebne są jakiekolwiek atrapy i podpórki. To pewne stanie na własnych nogach. To wiara w siebie.

Uświadomienie sobie faktu, że wydawałoby się najbliższy człowiek oszukiwał przez taki szmat czasu, boli. Boli, jak diabli. Naturalną reakcją jest chęć uniknięcia bólu. Jak to zrobić? Najprościej, wrócić do starego i jakże znanego schematu. Tylko, co zrobić z własną, niedawno odzyskaną, świadomością? Próbujesz ją upchnąć, zagłuszyć. Tyle lat tak żyłam, dam radę jeszcze, myślisz. Ale powrót oznacza gwałt na własnej osobie. Dość już gwałtu.

Próbujesz zaakceptować.
Świetnie.
Ale nie dokonasz tego bez przeżycia wszystkich uczuć, które tak starannie chcesz ominąć i przed którymi się bronisz.
O jakich uczuciach myślę?
O upokorzeniu, o poniżeniu, o lekceważeniu, o pogardzie, o rozczarowaniu, o cierpieniu, o obrzydzeniu, o strachu, o zranieniu, o rozpaczy, o bezradności, o bezsilności. Jednym słowem o wszystkich ?najprzyjemniejszych? uczuciach.
Co przed Tobą? Odchorowanie tego wszystkiego, czyli torsje, płacz, wycie. Nie tak przecież miało być. Później, po tych torsjach, jest zadziwiający przypływ wściekłości i złości. Masz ochotę wszystko rozwalić. Każdą ścianę, każdy mur. Wówczas najlepiej jest mieć pod ręką worek treningowy, dywan do trzepania, plastikową butelkę i? do dzieła. Walić ile wlezie, do utraty tchu, do utraty sił. Tyle tylko, że masz mnóstwo siły.
I nagle, jesteś jak przekłuty balonik.
Cale powietrze uszło, oklapłaś.

Zostaje spokój. I już wiesz, jak dalej masz żyć. Już się nie miotasz. Już jesteś pewna. Już nie musisz uciekać. Już wszystko o sobie wiesz.



Przytulam Cię mocno.

8 627

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

...ale dlaczego tak trudno to zaakceptować? zostawić to wszystko, przystosować się znowu do czegoś nowego, bo to choć chore, bolesne jakże znane, nie mogę się jeszcze pogodzić, że nic nie znaczę, że byłam jakąś niezrozumiałą grą w jego chorym umyśle,

Ankinom, czytam Twoje wpisy od dawna i zastanawiam się, kiedy osiągniesz swoje dno. Bo każda z nas ma swoje własne, prywatne dno, które musi osiągnąć, żeby sie od niego odbić. Gdzie masz swoje dno, Ankinom? Co jeszcze musi powiedzieć, zrobić Twój ... oprawca, żebyś powiedziała: Dość! Nie ma we mnie więcej przyzwolenia na nękanie mnie, manipulowanie moimi nadziejami, uczuciami, lękiem.

Jest coś, czego boisz się bardziej niż tego poniżenia, w którym żyjesz teraz? Samotności? A teraz nie jesteś najbardziej osamotnioną kobietą na świecie i do tego codziennie z pogardą opluwaną i wyszydzaną? Konieczności podjęcia samodzielnych działań? A teraz nie musisz sobie ze wszystkim radzić sama? Kwestii finansowych? A cóż TAKIEGO daje Ci pan i władca Twojej duszy? Na chleb i to wypomina i szantażuje. To może na początek życie u rodziców i ta Biedronka lepsze niż ten załgany, upokarzający, z łachy kawałek chleba. Od tego się ma rodziców, żeby pomagali dziecku w krytycznej sytuacji. A Ty już w bardziej krytycznej być nie możesz - niekochana, upokarzana kobieta z dziećmi. Na co jeszcze czekasz? A zacznie do domu sprowadzać kobiety? Bo jego teksty to wstępniaki do takich zagrywek. Czytaj: Jesteś beznadziejna, sama narobiłaś bigosu w naszym małżeństwie, małżeństwa PRZEZ CIEBIE już nie ma więc jestem wolnym człowiekiem i robięc co chcę a ty miej pretensje do siebie.
Na to czekasz, Ankinom? To będzie Twoje dno? Czy poczekasz na coś jeszcze gorszego?
Wyrwij, dziewczyno, ze swojego mózgu tę pasożytującą na Twoich emocjach narośl i wyrywaj do przodu.

8 628

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A dlaczego sklep? Bo on tak powiedział? Jesteś przecież fachurą w swoim zawodzie. Jeśli plan jest taki, że będziesz u rodziców, szukaj w tamtych okolicach, na początek w zawodzie. Ostateczność to ostateczność. Ja wiem, że znajdziesz, za dobrą kasę i jeszcze mu gały wyjdą i to nie raz.
Po co być z kimś kto krzywdzi?
Wiem, że pewnie nie chcesz naruszać dziecięcego świata, własnego kąta, własnego miejsca. Tylko co to za miejsce?
Lepszy piękny kat w napiętej atmosferze, czy kawałek odrapanej ściany w spokoju, cieple i miłości? Uciekaj!!! Póki czas. Tylko czasem mu nie mów o własnych zamiarach, bo wtedy nie wiadomo co mu do łba strzeli, w końcu to psychofag.

8 629

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
Tyle lat tak żyłam, dam radę jeszcze, myślisz.

o tak, takie myślenie mam opanowane do perfekcji....

8 630

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak można mówić, kiedy jesteśmy w pułapce bez wyjścia. Pewnie ludzie przetrzymywani w obozach tak sobie powtarzali. Gdyby tylko mogli uciekliby.
TY masz wyjście, nie musisz tak myśleć.

8 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
ankinom napisał/a:

...ale dlaczego tak trudno to zaakceptować? zostawić to wszystko, przystosować się znowu do czegoś nowego, bo to choć chore, bolesne jakże znane, nie mogę się jeszcze pogodzić, że nic nie znaczę, że byłam jakąś niezrozumiałą grą w jego chorym umyśle,

Ankinom, czytam Twoje wpisy od dawna i zastanawiam się, kiedy osiągniesz swoje dno. Bo każda z nas ma swoje własne, prywatne dno, które musi osiągnąć, żeby sie od niego odbić. Gdzie masz swoje dno, Ankinom? Co jeszcze musi powiedzieć, zrobić Twój ... oprawca, żebyś powiedziała: Dość! Nie ma we mnie więcej przyzwolenia na nękanie mnie, manipulowanie moimi nadziejami, uczuciami, lękiem.

Jest coś, czego boisz się bardziej niż tego poniżenia, w którym żyjesz teraz? Samotności? A teraz nie jesteś najbardziej osamotnioną kobietą na świecie i do tego codziennie z pogardą opluwaną i wyszydzaną? Konieczności podjęcia samodzielnych działań? A teraz nie musisz sobie ze wszystkim radzić sama? Kwestii finansowych? A cóż TAKIEGO daje Ci pan i władca Twojej duszy? Na chleb i to wypomina i szantażuje. To może na początek życie u rodziców i ta Biedronka lepsze niż ten załgany, upokarzający, z łachy kawałek chleba. Od tego się ma rodziców, żeby pomagali dziecku w krytycznej sytuacji. A Ty już w bardziej krytycznej być nie możesz - niekochana, upokarzana kobieta z dziećmi. Na co jeszcze czekasz? A zacznie do domu sprowadzać kobiety? Bo jego teksty to wstępniaki do takich zagrywek. Czytaj: Jesteś beznadziejna, sama narobiłaś bigosu w naszym małżeństwie, małżeństwa PRZEZ CIEBIE już nie ma więc jestem wolnym człowiekiem i robięc co chcę a ty miej pretensje do siebie.
Na to czekasz, Ankinom? To będzie Twoje dno? Czy poczekasz na coś jeszcze gorszego?
Wyrwij, dziewczyno, ze swojego mózgu tę pasożytującą na Twoich emocjach narośl i wyrywaj do przodu.

ja to dno osiągam codziennie, ale nie jest na tyle głębokie, by co rano nie wygrzebać się z niego z uśmiechem na twarzy, z rozszarpanym sercem .... codziennie szukam usprawiedliwienia dla rzeczy, które nie są do usprawiedliwienia, codziennie oszukuję siebie, udając, że tego nie robię....

nie wiem gdzie jest moje dno, są chwile, że kiedy płaczę czuję się taka bezradna a jednocześnie wtedy mam siłę by ruszyć z miejsca, ale potem przychodzi sen, nowy dzień i znowu układam w głowie plan, jak to godnie przejść, do perfekcji opanowałam upychanie tych złych wspomnień, gdzieś tam, gdzie często nie chce powracać, tak jest bezpiecznie, takie złudne myślenie pomaga mi podnieść się każdego ranka z łóżka....chociaż z coraz większym oporem, coraz bardziej ociężale....

gdzie tam jest to moje dno, no musi być, każdy człowiek ma chyba jakieś granice wytrzymałości?

Wiesz Tarantello obawiam, się, że chyba nawet jakby przyszedł z jakąś z panną do domu to ja nic bym nie zrobiła.... strach....czuję paraliżujący strach.....świadomość, że jest źle i będzie jeszcze gorzej - mam i co z tego skoro czuję się jak w potrzasku... w szponach dziwnego opętania....wszędzie wynajduję jakieś "ale, by tylko nie ruszyć z miejsca....

dla mnie nie ma już nadziei..... jestem nic nie wartym człowiekiem....

8 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)dla mnie nie ma już nadziei..... jestem nic nie wartym człowiekiem....

Naprawdę tak myślisz o sobie?
Nie wierzę.

Z Twego postu wynika, że podjęłaś decyzję o życiu w bagnie. Bezczelnie zapytam, co zrobiłaś ze swymi uczuciami?

8 633

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

dla mnie nie ma już nadziei..... jestem nic nie wartym człowiekiem....

powiedz to swoim rodzicom, a sami przyjada i Cie spakuja. A Twojemu, wkrotce eks mezowi, tatus powinien pysk obic za takie potraktowanie jego corki i doprowadzenie jej do takiego jak obecny stanu.

Jakby tatus nawalil to daj namiary, chetnie go zastapie. Rece opadaja jak sie czyta Twoje posty.

Ja z podobnego g..wyszlam i ankinom - praca w Biedronce czy Zabce to i tak raj w porownaniu do Twojego "luksusu" domowego. W d..niech sobie swoje inwestycje i inne oszczednosci wsadzi. Ty dasz rade, jak w to wreszcie uwierzysz.

8 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)gdzie tam jest to moje dno, no musi być, każdy człowiek ma chyba jakieś granice wytrzymałości? (...)

Gdzie jest Twoje dno?

8 635

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)dla mnie nie ma już nadziei..... jestem nic nie wartym człowiekiem....

Naprawdę tak myślisz o sobie?
Nie wierzę.

Z Twego postu wynika, że podjęłaś decyzję o życiu w bagnie. Bezczelnie zapytam, co zrobiłaś ze swymi uczuciami?

Przepraszam, mam spadek formy.... nie Wielokropku tak nie myślę, to On chciał, abym w to uwierzyła....

o to byłaby dobra decyzja, bo przynajmniej nie czułabym się jak wystraszone, wściekłe zwierze zamknięte w ciasnej klatce....

właśnie te cholerne uczucia, sprawiają, że jeszcze jestem...

te złe uczucia - powodują u mnie taki stan, że najchętniej to bym usnęła i się nie obudziła....

ale mam jeszcze te dobre uczucia - moja miłość do dzieci, bo coś ostatnio nie mogę odnaleźć radości w życiu...

8 636 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-03 15:57:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana,
nie trzymaj tych uczuć w sobie, nie hoduj ich, nie zatrzymuj, sen nie pomoże.

Pozwól im ujść, bo inaczej zatrują Ciebie.

Nie możesz znaleźć radości, bo przykrywają ją te "cholerne" uczucia.

Jeśli się oskrobiesz z tego guana, wyjdzie słońce i radość. Dopiero/aż wtedy. smile

8 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

dla mnie nie ma już nadziei..... jestem nic nie wartym człowiekiem....

powiedz to swoim rodzicom, a sami przyjada i Cie spakuja. A Twojemu, wkrotce eks mezowi, tatus powinien pysk obic za takie potraktowanie jego corki i doprowadzenie jej do takiego jak obecny stanu.

Jakby tatus nawalil to daj namiary, chetnie go zastapie. Rece opadaja jak sie czyta Twoje posty.

Ja z podobnego g..wyszlam i ankinom - praca w Biedronce czy Zabce to i tak raj w porownaniu do Twojego "luksusu" domowego. W d..niech sobie swoje inwestycje i inne oszczednosci wsadzi. Ty dasz rade, jak w to wreszcie uwierzysz.

Zdałam sobie sprawę, że rozwód niczego nie rozwiąże, on mi nie pozwoli odjeść, jedyne wyjście to ucieczka od niego, ale właśnie brak mi tej wiary, że sobie poradzę,

nie umiem tego opisać, ja wiem, że jest źle i że nie będzie dobrze, wiem też, że muszę to zmienić, ale nie wiem jak...bo widzisz tu nie chodzi o mnie, gdybym była sama... ale nie jestem..... wydaje mnie się, że dzieciom wyrządzę wiele złego odrywając ich od ojca, ale wiem też, że życie w tym bagnie to też nic dobrego dla nich... ja się nie boje pracy w biedronce, czy żabce, choć trochę szkoda tylu lat nauki, ale z drugiej strony przecież wcale tam nie muszę pracować, ale własnie tutaj odzywa się mój brak wiary w siebie, po prostu nie wierzę, że dam radę, tak tak wiem, że bredzę, ale jak ktoś przez 16 lat wmawia Tobie, że nie dasz rady.... błędne koło.... nie wiem czy Wy cokolwiek rozumiecie z mojego bełkotu...

8 638 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2012-02-03 16:17:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Akimon czytając ręce i nogi opadają .
Czasami mam wrażenie (nie obraź się ) ale rola ofiary Ci odpowiada .
Dlaczego nie ,,Biedronka " to ciężka praca fizyczna wyrabia poczucie wartości i nie hańbi a na początek dobre i to -szukać oczywiście pracy na poziomie w pracy jest mniej czasu na rozpamiętywanie i zawsze można z kimś pogadać a przede wszystkim oderwać się na 8 h od domowego kieratu.

To że założył nowe konto nie zwalnia go z utrzymania Ciebie i dzieci dopóki nie będzie żadnych wyroków sądowych .
U Ciebie to już stanowczo za długo trwa ,dziewczyny maja racje nie wstyd zwrócić się o pomoc do rodziców tym bardziej ze z ostatnich postów za uwarzyłam że gonisz resztkami sił sad

Zadko jestem teraz na forum ale rozpoczynam życie od nowa - nowe mieszkanie wymaga dopieszczenia i niezbędnych prac ale to już mój azyl na który długo czekałam ,koniec użerania się z eks smile

Pozwoli gdy Ty nie pozwolisz na poniżanie

8 639 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-03 16:16:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Od dawna zastanawiałam się nad tym, czy napisać to, co teraz jednak zdecydowałam się napisać.
Wahałam się, bo to olbrzymi kaliber.

Napisałaś o dzieciach, że wyrządzisz im wiele złego rozstając się z ich ojcem.
A zastanowiłaś się nad tym, czego ich uczysz pozostając z ich ojcem? Jaki będą miały obraz rodziny? Jaki będą miały obraz relacji między kobietą a mężczyzną? Jak ich nauczysz szacunku? Jak im pokażesz na czym polega godność? Co im powiesz o honorze?

Moim zdaniem masz trzy wyjścia, a wybór należy do Ciebie:
1. pozostanie w związku na takich warunkach, na jakich tkwisz w nim obecnie
2. naprawy relacji między Tobą a mężem, łącznie ze zbudowaniem szacunku, odzyskaniem godności, z czasem - zaufania
3. rozstanie się.
Dwa ostatnie rozwiązania wymagają pracy nad sobą.
Przy pierwszym, oprócz zaciśnięcia zębów i zamrożenia serca, nie musisz robić nic.



Przeczytaj swój ostatni post.
Mam wrażenie, że coraz bardziej aktualnym jest w Twoim wypadku, niestety, drugie zdanie z mojej sygnaturki.
Obym się myliła.

8 640

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom, co się z Tobą dzieje?
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś?
Czy ty chcesz zrobić krzywdę własnym dzieciom?
To jest chory człowiek ten ich cały tatuś. Człowiek, któremu zależy na rodzinie nie pier...takich farmazonów. Ile jeszcze możesz dać się poniżać? A kimże on jest że by Tobą kierować. Zastanów się dziewczyno.
To jest jawna paranoja. A niechże sobie w łeb strzeli. Niech sobie założy harem nawet aż mu jaja odpadną.

Powiedz mi z czym nie dasz sobie sama rady?
Może otrzesz się o kiepską sytuację, ale z głodu nie umrzesz. W najgorszym wypadku dom matki z dzieckiem.

Oglądałam kiedyś taki polski film. Nie pamiętam tytułu. Jest małżeństwo, które ma dwójkę dzieci. Mieszka z mamusią. Matka dzieci chce je posłać do przedszkola, kupuje im kapciuszki. Ale teściowa nie pozwala. Mąż ją gnębi, ogranicza. W końcu znajduje sobie na boku paniusie. Ona zaczyna się wtrącać. Matka dzieci załamuje się, bo nieudanych próbach zmiany życia. Jest scena kiedy robi kupę w łożku. Ale podnosi się, zabiera dzieci. Są na dworcu. Nie wiemy co ma się wydarzyć. Daje im jakieś tabletki, a sama podcina sobie żyły. Potem wygląda zupełnie inaczej, ale żyje.
Jest sprawa w sądzie. Mamusia zasrana z synusiem. Ale coś jednak go rusza i przyznaje się, że to on do wszystkiego doprowadził, bo oskarżona jest ofiarą.
Nie pamiętam tytułu, cholera.

Co musi się stać, żebyś się opamiętała?
Zastanów się.
Matki się boją, nie wiedzą, aż pałeczkę przejmują dzieci. A potem są narkotyki, podcięte żyły, samobójstwa. Cholera wie co jeszcze.
Nie da się udawać, że jest dobrze.
Papiery pod pachę i roboty szukać  ale to już!!!

A jak rodzice nie wiedzą co się dzieje to może ja do nich zadzwonię, chociaż to bez sensu. Ale jeśli nie masz odwagi...

8 641 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-02-04 00:31:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

, ale nie wiem jak...bo widzisz tu nie chodzi o mnie, gdybym była sama... ale nie jestem..... wydaje mnie się, że dzieciom wyrządzę wiele złego odrywając ich od ojca, ale wiem też, że życie w tym bagnie to też nic dobrego dla nich... ja się nie boje pracy w biedronce, czy żabce, choć trochę szkoda tylu lat nauki, ale z drugiej strony przecież wcale tam nie muszę pracować, ale własnie tutaj odzywa się mój brak wiary w siebie, po prostu nie wierzę, że dam radę, tak tak wiem, że bredzę, ale jak ktoś przez 16 lat wmawia Tobie, że nie dasz rady.... błędne koło.... nie wiem czy Wy cokolwiek rozumiecie z mojego bełkotu...

Wydaje mi się Ankinom, ze nie chodzi tu o dzieci.....chodzi o Ciebie o typową kkzb, która wiele jest w stanie znieść w imię miłości, niestety swojej miłości do niego. Są kobiety, które życie własnych dzieci składają na ołtarzu miłości. Ty wiesz, ze Twoje dzieci zaakceptują życie bez ojca i wiesz, że to Ty bez niego żyć nie możesz. Do czego Twoim dzieciom jest potrzebny taki ojciec, co stracą ? Napisz co tracą Twoje dzieci ? Ok. może nie będą jadły na okrągło szyki ale zapewne głodne nie będą. Nie będą też nagie. Co tracą ? Ojca, który bawi się z nimi, żartuje, zabiera na mecze, narty, wspiera w trudnych chwilach, dodaje otuchy ? NAPISZ CO TRACĄ .
Wydaje mi się, że swoje dzieci składasz w ofierze. Niech dorastają w patologii, uczą się jej i powielają. Tkwisz w tym chorym związku - dla siebie ! w imię własnej miłości ! Niech urąga, obraża ale niech będzie. Może panienki przyprowadzać ale niech będzie. Niech pije, bije ale niech będzie. Posiniaczy twarz to zatuszujesz to kosmetykami i nadal będziesz w tym tkwiła - dla siebie , dla miłości.

8 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Aniknom, co się z Tobą dzieje?
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś?
Czy ty chcesz zrobić krzywdę własnym dzieciom?
To jest chory człowiek ten ich cały tatuś. Człowiek, któremu zależy na rodzinie nie pier...takich farmazonów. Ile jeszcze możesz dać się poniżać? A kimże on jest że by Tobą kierować. Zastanów się dziewczyno.
To jest jawna paranoja. A niechże sobie w łeb strzeli. Niech sobie założy harem nawet aż mu jaja odpadną.

Powiedz mi z czym nie dasz sobie sama rady?
Może otrzesz się o kiepską sytuację, ale z głodu nie umrzesz. W najgorszym wypadku dom matki z dzieckiem.

Oglądałam kiedyś taki polski film. Nie pamiętam tytułu. Jest małżeństwo, które ma dwójkę dzieci. Mieszka z mamusią. Matka dzieci chce je posłać do przedszkola, kupuje im kapciuszki. Ale teściowa nie pozwala. Mąż ją gnębi, ogranicza. W końcu znajduje sobie na boku paniusie. Ona zaczyna się wtrącać. Matka dzieci załamuje się, bo nieudanych próbach zmiany życia. Jest scena kiedy robi kupę w łożku. Ale podnosi się, zabiera dzieci. Są na dworcu. Nie wiemy co ma się wydarzyć. Daje im jakieś tabletki, a sama podcina sobie żyły. Potem wygląda zupełnie inaczej, ale żyje.
Jest sprawa w sądzie. Mamusia zasrana z synusiem. Ale coś jednak go rusza i przyznaje się, że to on do wszystkiego doprowadził, bo oskarżona jest ofiarą.
Nie pamiętam tytułu, cholera.

Co musi się stać, żebyś się opamiętała?
Zastanów się.
Matki się boją, nie wiedzą, aż pałeczkę przejmują dzieci. A potem są narkotyki, podcięte żyły, samobójstwa. Cholera wie co jeszcze.
Nie da się udawać, że jest dobrze.
Papiery pod pachę i roboty szukać  ale to już!!!

A jak rodzice nie wiedzą co się dzieje to może ja do nich zadzwonię, chociaż to bez sensu. Ale jeśli nie masz odwagi...

Plac Zbawiciela - bardzo wstrząsający film.

8 643 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-02-03 18:02:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Aniknom, co się z Tobą dzieje?
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś?
Czy ty chcesz zrobić krzywdę własnym dzieciom?
To jest chory człowiek ten ich cały tatuś. Człowiek, któremu zależy na rodzinie nie pier...takich farmazonów. Ile jeszcze możesz dać się poniżać? A kimże on jest że by Tobą kierować. Zastanów się dziewczyno.
To jest jawna paranoja. A niechże sobie w łeb strzeli. Niech sobie założy harem nawet aż mu jaja odpadną.

Powiedz mi z czym nie dasz sobie sama rady?
Może otrzesz się o kiepską sytuację, ale z głodu nie umrzesz. W najgorszym wypadku dom matki z dzieckiem.

Oglądałam kiedyś taki polski film. Nie pamiętam tytułu. Jest małżeństwo, które ma dwójkę dzieci. Mieszka z mamusią. Matka dzieci chce je posłać do przedszkola, kupuje im kapciuszki. Ale teściowa nie pozwala. Mąż ją gnębi, ogranicza. W końcu znajduje sobie na boku paniusie. Ona zaczyna się wtrącać. Matka dzieci załamuje się, bo nieudanych próbach zmiany życia. Jest scena kiedy robi kupę w łożku. Ale podnosi się, zabiera dzieci. Są na dworcu. Nie wiemy co ma się wydarzyć. Daje im jakieś tabletki, a sama podcina sobie żyły. Potem wygląda zupełnie inaczej, ale żyje.
Jest sprawa w sądzie. Mamusia zasrana z synusiem. Ale coś jednak go rusza i przyznaje się, że to on do wszystkiego doprowadził, bo oskarżona jest ofiarą.
Nie pamiętam tytułu, cholera.

Co musi się stać, żebyś się opamiętała?



Zastanów się.
Matki się boją, nie wiedzą, aż pałeczkę przejmują dzieci. A potem są narkotyki, podcięte żyły, samobójstwa. Cholera wie co jeszcze.
Nie da się udawać, że jest dobrze.
Papiery pod pachę i roboty szukać  ale to już!!!

A jak rodzice nie wiedzą co się dzieje to może ja do nich zadzwonię, chociaż to bez sensu. Ale jeśli nie masz odwagi...

Plac Zbawiciela - oglądałam  - jakby swoje życie....

8 644

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom to straszne!

8 645

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak jest!

Aniknom, no więc?
Na co czekasz?
Jak nisko musisz spaść, żeby się podnieść?
On Cię zniszczy
Będziesz wrakiem
I co z tego będą miały Twoje dzieci?
Bo mnie by się nie chciało żyć w takim domu.

Posty [ 8 581 do 8 645 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 131 132 133 134 135 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026