Chciałabym na początku podziękować Wam wszystkim za ciepłe przyjęcie.
Nie muszę chyba wspominać, jaka to dla mnie radość?:)
Ogromna!
Miło mi, że lubicie czytać to, co piszę.
A mam potrzebę, by pisać, bo mój mózg wciąż "trawi" i "wypluwa" nowe wnioski.
Na tym etapie, na którym jestem, już nie chcę analizować jego. Pomogło mi to w zrozumieniu wielu mechanizmów, pozbyciu się poczucia winy, ogromnego poczucia WINY! To było mi niezbędne bym mogła po prostu dalej żyć!
Bez tego nie ruszyłabym z miejsca, skończyłabym z ciężką depresją!
Teraz już wiem, kim mój jesczemazajuzniemaz był, jakie dysfunkcyjne cechy charakteru miał, jak to się na mnie odbijało. Wiem, że zrobiłam wszystko, co mogłam, najlepiej jak potrafiłam i nie przekroczyłam żadnych społecznie przyjętych norm zachowania.
WYBACZYŁAM SOBIE, pogodziłam się ze sobą.
Przemieliłam już tyle literatury, forum, psychologów, że dojrzałam do myśli, że żebym mogła tworzyć zdrowe relacje muszę przeanalizować siebie. Co z tego, że wiem wszystko o narcyzie? Czy mam się teraz uczyć o każdym zaburzeniu? Nie! Mam się uczyć stawiać granice nieprzekraczalne dla mężczyzn, którzy będą zachowywali się wobec nie niewłaściwie. I wyposażyć siebie w siłę by kończyć związki, które nie spełniają moich potrzeb.
Dochodzę jednak do etapu, które mnie PRZERAŻA w tym leczeniu najbardziej: spojrzenie na siebie nie jako na ofiarę, ale także jako na osobę czynnie biorącą udział w tym procesie.
Nie zrozumcie mnie źle, oczywistym jest, że zostałyśmy skrzywdzone, oszukane, zdradzone i ABSOLUTNIE sobie na to nie zasłużyłyśmy! Jednak ja potrzebuję przejść do kolejnego, wyższego etapu, bo wiem, że byłam nie współwinna, ale współodpowiedzialna. I chciałabym przed Wami dokonać mojej spowiedzi.
AUTOSABOTAŻ- to jedno przychodzi mi na myśl.
Dziś skupiłam się na sobie! Moje kochanie za bardzo nie przyszło z kolejnym partnerem tak, jak było to u niektórych z Was. U mnie każdy związek był z mojej strony za bardzo.
Przeanalizowałam dziś swoje potrzeby w związku i stopień ich realizacji, gdy on jeszcze istniał. Przeanalizowałam też moje stosunki z 5 najważniejszymi dla mnie mężczyznami. (POLECAM KSIĄŻKĘ "MĄDRE KOBIETY, GŁUPIE POSTĘPOWANIE" i ćw które znajdują się na końcu) Przyjrzałam się im dokładnie. Od zawsze liczyło się dla mnie bardziej by kochać, niż być kochaną, byłam specjalistką od platonicznej miłości i związków na odległość.
Chociaż od miesięcy zdaję sobie sprawę z tego, jakich partnerów wybierałam w przeszłości, dopiero ten test pokazał mi dosadnie, jak wielką krzywdę robiłam sobie sama. Nie mam do siebie żalu, bo traktowałam ludzi z ufnością, uważałam, że nikt umyślnie nie jest w stanie skrzywdzić drugiego człowieka. Byłam dobra i tego w zamian oczekiwałam. Jednak ten krótki test pokazał, że potrzebuję: poczucia bezpieczeństwa, pewności, okazywania mi czułości, akceptacji. A STRZELAŁAM SOBIE SAMOBÓJA.
Każdy z moich partnerów był ryzykownym! Każdy! I w sumie wszyscy do siebie podobni. I wiedziałam o tym wchodząc w związki. Wybierałam najprzystojniejszych, ale tych imprezujących, szukających adrenaliny, wrażeń, w konflikcie ze szkołą/rodzicami/przełożonymi. Wszyscy, jak jeden mąż, byli egocentryczni, lekkomyślni, nieodpowiedzialni. Musiałam walczyć o ich stałe zainteresowania a także rywalizować o nich z innymi dziewczynami, bo byli uwielbiani przez tłumy kobiet. Wybierali mnie. Tylko, że widzę, jak na dłoni, że ŻADNA Z MOICH NAJWIĘKSZYCH POTRZEB nie została tu spełniona.
I trwałam w tym, a co ciekawsze kochałam coraz bardziej.
Jest takie francuskie powiedzenie:
"Fuis-moi je te suis, suis-moi je te fuis" - Wymykaj mi się a będę cię gonił, goń mnie a ci ucieknę.
Im mniej miałam, tym bardziej mi zależało.
Więc to nie to, co dostawało trzymało mnie w związku, a właśnie brak. Sama na to pozwoliłam i goniłam za takimi relacjami.
To mój kolejny etap samoświadomości, który dziś "wylał się" z mojej głowy.
Sama sobie podkładam bombę z opóźnionym zapłonem. Zachowuję się niespójnie: chcę porządnego faceta, który będzie uczciwy, a wybieram drani, za którymi ganiam.
Więc do mojej listy samorozwoju:
- spontaniczne działania
- zabawa, korzystanie z życia
- zumba/basen
- rysunek
- doskonalenie francuskiego
- częstsze spotkania z przyjaciółmi
- podniesienie własnego poczucia własnej wartości
- wybaczanie sobie błędów i próbowanie mimo lęku przed porażką...
- mówienie sobie pozytywnych komunikatów
- nauka asertywności i łagodnego, choć stanowczego stawiania granic
- słuchanie ciała
- bycie tu i teraz... (itp)
dopisuję: spójność zachowania z wyznawanymi wartościami i potrzebami!
Każdy z nas ma na czole taki komunikat, widoczny dla płci przeciwnej. Mój był dotąd "zaopiekuj się mną", a sama szukałam mężczyzn, którymi to ja musiałam się zaopiekować.
Ja byłam ta odpowiedzialna, mądrzejsza, bardziej obeznana, zaradna.
A przecież choć raz chcę być bezradna. Więc czemu odpowiada mi rola silnej? Czemu ją gram?
Pozostaje mi, albo zmiana wysyłanego komunikatu np "Psychofagom wstęp wzbroniony:)", ale jak nic, oni to jako zaproszenie potraktują. Mój komunikat, a oni na 1 miejscu- to źle wróży.
Albo też mogę pracować nad spójnością mnie samej.
Jestem małym drzewkiem, silnym i giętkim. Oparłam się licznym wichurom i zmiennej pogodzie. Dopiero wypuszczałam nowe pączki. Tyle, że jeszcze jako młoda roślina, nie wiedziałam, jakim drzewem jestem, kim mam być. Wypuszczałam nieśmiało różne listki patrząc na reakcje innych: to trochę klonu,- dla rodziców, a to trochę lipy- dla pracodawców, trochę płaczącej wierzby... - dla Niego!
Aż w końcu spojrzałam w siebie: tak, jestem dębem! Już wiem! Jestem właśnie dębem! I mam prawo nim być. Może inne listki podobałyby się komuś bardziej, ale wtedy nigdy nie wrosłabym głęboko w ziemię, nigdy nie sięgnęłaby chmur moja korona. Będę wypuszczać moje listki, żołędzie są moim owocem. Są moje, taka jestem, jestem sobą i dzięki temu wyrosnę na potężne drzewo!
I niech mnie któryś jeszcze próbuje do doniczki wpakować! zbombarduję żołędziami, a co? 
Zresztą tak się rozrastam, rozwijam, rozpycham, że niedługo takich donic już dla mnie nie będzie...:) końcu zaczynam zajmować dużo miejsca, odpowiednio dużo, koniec bycia uległą i niewidzialną!
Ja też się zepsułam Niekochana
oj biedne psychofagi:)
Miłej nocy kochane kochające kobietki