netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 988 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 130 131 132 133 134 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 516 do 8 580 z 26 310 ]

8 516 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 14:39:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

I zaprzestać szamotaniny, szarpania się, wyrzutów sumienia.

.

ale paradoksalnie ta szarpanina pozwoliła mi powiedzmy przejrzeć na oczy i podjąć właściwą decyzję. Ja kilka miesięcy temu nie wiedziała, że jest coś takiego jak uzależnienie i jeżeli chce "normalnie" żyć ( czyli zgodnie z własnym sumieniem) muszę zacząć się leczyć i ja swój proces rozpoczęłam od szukania źródła...

Napisałam tak, bo są osoby, które poza tę szarpaninę nigdzie dalej nie idą.
Dla Ciebie ta szarpanina była czasem przeznaczonym na dojrzewanie do decyzji o własnej zmianie.

8 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

I zaprzestać szamotaniny, szarpania się, wyrzutów sumienia.

.

ale paradoksalnie ta szarpanina pozwoliła mi powiedzmy przejrzeć na oczy i podjąć właściwą decyzję. Ja kilka miesięcy temu nie wiedziała, że jest coś takiego jak uzależnienie i jeżeli chce "normalnie" żyć ( czyli zgodnie z własnym sumieniem) muszę zacząć się leczyć i ja swój proces rozpoczęłam od szukania źródła...

Napisałam tak, bo są osoby, które poza tą szarpaninę nigdzie dalej nie idą.
Dla Ciebie ta szarpanina była czasem przeznaczonym na dojrzewanie do decyzji o własnej zmianie.

aha smile

8 518

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Zawsze zachęcam do jednego.
Do zaprzestania oszukiwania się.

my chore nie oszukujemy siebie, my w to wierzymy co widzimy i czujemy. Nie wiemy, ze widzimy to w " krzywym lustrze". Zdecydowanie to my jesteśmy pogięte ( ale da się wyprostować) . Nie oszukuję się i nie chcę oszukiwać Was> Dzisiaj widzę to jak na dłoni, ze byłam złą matką. Matką kochającą za bardzo+ kkzb = dzieci, które nie umieją pracować dla dobra rodziny. Im się należy> Dostawały wszystko: czyste, poprasowane ubrania, zakupy przyniesione przeze mnie, podane pod nos , sprzątnięte a one w tym czasie.....komputer. Siedziały na kompie. Teraz mama siedzi na kompie big_smile a synowie mają  robotę smile . Nie,  żartuję smile Teraz muszą brać się za robotę. Sami muszą sprzątać swoje pokoje. Odkurzać parter. Mam uszkodzoną pralkę i to jest świetna okazja na nauczenie sie  prania bielizny i skarpet ( ojjj! opornie im to idzie ) 

Wielokropek napisał/a:

Przecież nie ma jednego modelu na życie.

a szkoda. Każdy inny model jak partnerski ( i nie każdy rozumie co to znaczy) powinien być karany. Chociaż gdyby tak było to ja z więzienia chyba bym nie wychodziła smile o ile więzieniem karano by za takie przewinienie ....

Wielokropek napisał/a:

Przecież bycie uzależnioną nie jest karane przez prawo.

jak wyżej

Wielokropek napisał/a:

Można tak żyć.

tak,  jak komuś z tym dobrze....mnie to jednak mocno uwierało, oj mocno. Stawałam się coraz smutniejszym człowiekiem i nie wiedziałam dlaczego. Coraz bardziej siebie nie lubiłam....

Wielokropek napisał/a:

Nie trzeba się przed nikim wykazywać, że "staram się, ale on /ona nie pozwala".

na moje nieszczęście to mój mąż domagał się.  Ja nie chciałam ale byłam przymuszana ( no nie fizycznie) . Ja się nie chciałam wykazywać, nie czułam takiej potrzeby. Nie znoszę gotować ale domagał sie i uległam....gotowałam. Sama święta na 12 osób przygotowywałam. Buntowałam się i mówiłam : a co to ja kopciuch do roboty?. Twoje kuzynki to księżniczki? nie mogą przyjechać z potrawami , nie możemy podzielić sie robotą. Nie mogły. I każde świeta były takie same. Powinnam była to zmienić ( dzisiaj to wiem) Księżniczki z rodziny przyjeżdżają a ja też księżniczka i Święta nieprzygotowane Mąż szybko albo zakupy "gotowców" by zrobił ( i też święta by się odbyły) albo księżniczki z rodziny do domu odesłał9 bez gotowców też świeta by się odbyły) Chleb+ śledzik i też można świętować.. Jego wina ? NIE ! moja bo nie byłam twarda i nie księżniczka tylko kopciuch co 250 ! pierogów zagniatał, makowce i inne wypieki robił. Absolutnie to moja wina bo sobie na to pozwoliłam. Bo w moim lustrze( tym krzywym) widziałam, ze jednak powinnam rodzinę ugościć, święta wszystkim przygotować. Nie dopuszczałam myśli, ze chleb+śledzik i juz są święta. Dzisiaj wiem, ze nastrój sie liczy a nie jedzenie. 

Wielokropek napisał/a:

Można podjąć decyzję "chcę być uzależnioną, takie życie mi pasuje".
I zaprzestać szamotaniny, szarpania się, wyrzutów sumienia.

tylko człowiek świadomy i wolny może być szczęśliwy smile cała reszta to udawanie przed soba i innymi. Dzisiaj tak to widzę.

Wielokropek napisał/a:

Paradoksalnie, czasem podjęcie decyzji o dalszym życiu jako osoby uzależnionej, motywuje do wprowadzenia zmian w swoim sposobie myślenia.

w 100% sie z Tobą zgadzam wielokropku i z Twoją sygnaturką też smile

8 519

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a teraz coś dla ucha ....i oczu też smile
http://www.youtube.com/watch?v=d9NF2edxy-M

8 520 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 15:49:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zawsze zachęcam do jednego.
Do zaprzestania oszukiwania się.

my chore nie oszukujemy siebie, my w to wierzymy co widzimy i czujemy. Nie wiemy, ze widzimy to w " krzywym lustrze". Zdecydowanie to my jesteśmy pogięte ( ale da się wyprostować) . (...)

Wśród osób uzależnionych są też takie, które szarpią się, szamoczą,  g a d a j ą  o działaniach, ale nigdy, niczego w swoim myśleniu nie zmieniają i nie zmienią. Widzą i wiedzą, jakie skutki przynosi ich uzależnienie i wiedzą też, że w określonym środowisku (bo nie w każdym) ceniona jest samodzielność, więc  gadają o próbach pokonania własnego uzależnienia.
I gadają.
I gadają.
I gadają. 
I  n i e  c h c ą  w p r o w a d z a n i a  z m i a n.

8 521 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-12 16:16:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

sorki napisałam posta ale go zgubiłam smile

8 522 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 16:20:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofio282,
walczysz sama ze sobą i stajesz się niezależną.
Trzymam kciuki. smile


A moje uwagi były do tych osób, które czytają ten wątek, ale nawet nie mają zamiaru, przyjmując Twoją terminologię, nawet zanurzyć czubka palca w tej wodzie, ale jednocześnie głoszą wszem i wobec o swej walce.


***
Ja go przeczytałam. tongue

8 523 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-12 17:32:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

zofio282,
walczysz sama ze sobą i stajesz się niezależną.
Trzymam kciuki. smile


A moje uwagi były do tych osób, które czytają ten wątek, ale nawet nie mają zamiaru, przyjmując Twoją terminologię, nawet zanurzyć czubka palca w tej wodzie, ale jednocześnie głoszą wszem i wobec o swej walce.


***
Ja go przeczytałam. tongue

smile 
wiesz Wielokropku,  ja nie muszę już ze sobą walczyć bo o co ?
Ja swojej niezależności muszę bronić sad niestety przed dziećmi  sad własnymi dziećmi sad. Czasami zdarza sie im myśleć, że ja muszę a oni nie. To jest moja wina ( stwierdzam fakt a nie oskarżam się )Jeśli kiedyś musiałam robić  i robiłam to dlaczego teraz nie mogę - tak myślą. Dostali od nas taki wzór ( od matki i ojca) ja robię wszystko (oprócz pracy zarobkowej) a on ( mój mąż) tylko zarabia i jeszcze broni dzieci przed obowiązkami nakładanymi przeze mnie. Jak tego nie zmienię będą w swoich rodzinach ten wzorzec powielać. Uświadamiam chłopcom, że wszyscy jesteśmy na tych samych prawach. Mamy takie same prawa i obowiązki. I robię to od marca ubiegłego roku czyli od dnia "pozbycia się" M. Nie raz się zastanawiałam czy dobrze myślę i postępuję ale dzisiaj mam pewność, ze tak !
Jakim cudem przeczytałaś tego posta ? Ale cieszę sie , ze zdążyłaś przed "zawieruszeniem " się go smile i skoro go przeczytałaś to nie będę go powielać smile

8 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam. Choć mój związek nie trwał długo (zaledwie 1,5 roku) powiedziała mi, że kocha za bardzo. Że wszystko co robiłem umiała wybaczyć i sama sobie to wytłumaczyć. Nigdy nic nie mówiła na tematy które ją bolały, nie próbowała mnie zmieniać czy nawet coś lekko tłumaczyć. Zero sygnałów. Sęk w tym, że nie robiłem niczego tak złego, a wszystko z myślą o niej. Chciałem nawet i to ustalaliśmy na początku znajomości, że wszystkie rzeczy które nie będą nam pasować będziemy sobie mówić. Dowiedziałem się dopiero o takich sprawach po rozstaniu. Cały czas w sobie to trzymała, bo bała się, że gdy mi powie to ją zostawie. Nigdy mi to nawet przez myśl nie przeszło. Nie próbowała nic ratować, tylko od razu był koniec. Później dwa razy sie widzieliśmy, mówiła że jest strasznie zagubiona, że nie wie co czuje, nie wie co ma myśleć, że umysł mówi jej by raz jeszcze spróbować, a serce że to musztarda po obiedzie.

Eh jestem załamany. Czy ona mogła kochać za bardzo ?

8 525 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 18:56:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z Twego dość szczątkowego opisu jej zachowania wynika jeden wniosek: prawdopodobnie była.

Bardzo często osoby uzależnione, bo jest to uzależnienie, nie dają poznać po sobie swego stanu.
Osoba taka zawieszona jest na swym towarzyszu życia, cały czas obserwuje jego zachowanie i swoje dopasowuje do jego. Na zadane jej pytanie "Co robimy?", odpowiada "Co Ty chcesz",  "Jaki film obejrzymy" - "A na jaki Ty masz ochotę. Osoba taka nie powie, na co  o n a   ma ochotę, co  j e j  sprawia przyjemność. Swoje zainteresowania dopasowuje do zainteresowań TŻ, stara się zgadywać jego myśli, uprzedzać życzenia.

I często, tak jak w Twoim przypadku, TŻ nie jest niczego świadomy. No, może czasami denerwuje go brak umiejętności podejmowania przez osobę uzależnioną decyzji w zaciszu domowym. Bo taka osoba często poza domem jest postrzegana jako silna, zdecydowana, niezależna.

***
To, co pomaga wyjść z uzależnienia, to praca nad sobą. Praca podjęta samotnie lub też przy pomocy specjalisty.


***
Jej zdanie o tym, że nie wie, co czuje jest bardzo charakterystyczne. Będąc uzależnioną, musiała zupełnie zapomnieć o tym, że ma jakiekolwiek uczucia.

8 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiecie, jaki jest nasz problem? lata spędzone  z partnerami jak mój ex, czy każdy z Waszych i ich przemoc psychiczna powodują, że tracimy własne wartości, że jak gonią nas do sprzątania, czy wytykają nam każdy kurz w kącie pokoju, to my wierzymy, że to my jesteśmy pedantkami. Przestajemy sprzątać, bo lubimy czystość, ale sprzątamy,  żeby nas nie krytykowali. To samo z kuchnią, praniem, prasowaniem, seksem też. Przeskakujemy wciąż podnoszone poprzeczki, aż do bólu, aż któregoś limitu już nie dajemy rady przeskoczyć. Co jest poza tym limitem, zależy od nas? Cóż, dobrze wiemy, że to zależy do nas, choć świadomość mamy często sporo później.

Dziewczyny, pracujmy nad sobą, odkrywajmy siebie, wracajmy do nas prawdziwych.

8 527

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja myślę, że poniekąd sama przez lata wpędziłam się w "kochanie za bardzo" i myślę sobie, że to przez to, że zawsze chciałam mężowi lata w jego rodzinnym domu "wynagrodzić". Kiedyś byłam silną osobą, wiedzącą czego chce od życia...on pogubiony, "zaniedbany" przez rodziców, bez wykształcenia, dobrej pracy. Ja z "dobrego" domu, szkoła, studia itd otaczałam go opieką jak jakaś mamuśka. Pchałam do szkoły średniej, pisałam za niego prace itp, do wojska też nie poszedł, bo powiedzmy, że mu się przez kogoś "udało". Potem pchałam do zdobywania posad-jednej, drugiej, lepszej...aż sama się zatraciłam w tym wszystkim. Gdzieś po drodze zgubiłam "dla niego" samą siebie, a w nim obudził się manipulant, wyczuł moją dobroć, chęć pomocy i zaczął swoje gierki........uznając, że wszystko, co robiłam to zrobiłaby każda na moim miejscu. Nigdy nie oczekiwałam wdzięczności nie wiadomo jakiej, tylko spokoju, miłości i normalnego życia.

8 528 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-01-15 19:48:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, czy Wy też miewacie takie wahania emocji jak ja? Dziś np. wkurzyłam się na niego, bo znów wybrał kolegów-zwłaszcza jednego (który nie ma rodziny i truje mu wciąż, wyciągając go do pubu)-polazł do pubu oglądać mecz. Wczoraj oczywiście stwierdził, że będziemy go razem oglądać, no ale rzecz jasna koledzy to lepsze towarzystwo. No i co? Manipulancik znów zaczął, że wcale nie musi iść, że wciąż ja mam problem, a przecież cały tydzień wieczorami ze mną siedzi, nigdzie nie chodzi (ba-2 razy w tygodniu piłeczka i pub w każdą sobotę obowiązkowo, no ale nigdzie nie chodzi). Nie chodzi mi o to, że chce wyjść, tylko o to, że jest takim naiwniakiem i w koleżkę wierzy jak w Boga. Wystarczy jeden sms, a nawet ze złamaną nogą by poleciał. A kolega za dużo wart nie jest i mam wrażenie, że mojego męża traktuje jak pajaca, a ten się z tego cieszy....W końcu powiedziałam mu, że ma jechać, bo koleżki czekają....Jeszcze w między czasie powiedział, że kolega chce aby przyszedł, ale on nie pójdzie...a za chwilę telefon, że czeka już w pubie na niego, czyli dogadane było wcześniej, a kłamstwo, że nie pójdzie -wyszło.

I znów dziś myślę, że mam dość, że nie rozumiem czegoś takiego i chyba nigdy nie zrozumiem. Nie chcę być kochającą za bardzo, mam tego dosyć na tą chwilę. A jutro znów pewnie sobie pomyślę, że to moja wina, bo przecież to tylko wyjście do pubu, a przecież przestał pić, gotuje, robi zakupy, zaczyna zarabiać........
Durnota ze mnie, emocjonalna durnota..............

8 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Dziewczyny, czy Wy też miewacie takie wahania emocji jak ja? Dziś np. wkurzyłam się na niego, bo znów wybrał kolegów-zwłaszcza jednego (który nie ma rodziny i truje mu wciąż, wyciągając go do pubu)-polazł do pubu oglądać mecz. Wczoraj oczywiście stwierdził, że będziemy go razem oglądać, no ale rzecz jasna koledzy to lepsze towarzystwo. No i co? Manipulancik znów zaczął, że wcale nie musi iść, że wciąż ja mam problem, a przecież cały tydzień wieczorami ze mną siedzi, nigdzie nie chodzi (ba-2 razy w tygodniu piłeczka i pub w każdą sobotę obowiązkowo, no ale nigdzie nie chodzi). Nie chodzi mi o to, że chce wyjść, tylko o to, że jest takim naiwniakiem i w koleżkę wierzy jak w Boga. Wystarczy jeden sms, a nawet ze złamaną nogą by poleciał. A kolega za dużo wart nie jest i mam wrażenie, że mojego męża traktuje jak pajaca, a ten się z tego cieszy....W końcu powiedziałam mu, że ma jechać, bo koleżki czekają....Jeszcze w między czasie powiedział, że kolega chce aby przyszedł, ale on nie pójdzie...a za chwilę telefon, że czeka już w pubie na niego, czyli dogadane było wcześniej, a kłamstwo, że nie pójdzie -wyszło.

I znów dziś myślę, że mam dość, że nie rozumiem czegoś takiego i chyba nigdy nie zrozumiem. Nie chcę być kochającą za bardzo, mam tego dosyć na tą chwilę. A jutro znów pewnie sobie pomyślę, że to moja wina, bo przecież to tylko wyjście do pubu, a przecież przestał pić, gotuje, robi zakupy, zaczyna zarabiać........
Durnota ze mnie, emocjonalna durnota..............

A jakże mamy, ale z innej przyczyny niż Ty drogi Liwio  - ja już to pisała, ba zresztą nie tylko ja - Twój problem to Ty sama, Ty żyjesz jego życiem, w Twoim codziennym życiu nie ma sekundy w której byś pomyślała tylko o sobie, każde jego zdanie, gest rozkładasz na czynniki pierwsze i po co? Co Tobie daje takie analizowanie?
puść jego ze smyczy, albo chociaż ją poluźnij....:)

8 530

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
lori napisał/a:

Witam .Przeczytałam spore fragmenty tego wątku i tak jakoś smutno mi się zrobiło bo uświadomiłam sobie , że i ja mam problem , który wy nazywacie kkzb. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Po ok. 5 latach zaczęło między nami coś się psuć. On twierdził , że to z mojego powodu , ale to nie ja pisałam czułe smsy , wychodziłam na dwór żeby zadzwonić lub odebrać tel. o różnych porach , to nie ja nosiłam komórkę zawsze w kieszeni i zabierałam ją nawet do łazienki podczas kąpieli. Zaczęłam być podejrzliwa i po prostu go szpiegować i wydało się . Była dziewczyna z którą się spotykał romansował po prostu . Nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej , ale dla mnie to już była zdrada i szok jednocześnie bo uświadomiłam sobie ,że skoro tak się dzieje to on chyba już mnie nie kocha. Tak bardzo chciałam wtedy usłyszeć , że tamto, nie ma żadnego znaczenia, zwykła przelotna znajomość ,że wciąż mnie kocha. Zamiast tego usłyszałam że jestem popi....na , pojeb...na i w główce mi się pier...li i w ogóle żebym się od niego odp....ła i przestała się wtrącać w jego życie. Wyprowadził się . Dzwoniłam do niego płakałam ., błagałam żeby wrócił.Poniżałam się okropnie. Wrócił. Być może ze względu na dzieci , ale wrócił. Jesteśmy razem ale jakby osobno . Od 10 lat ani raz nie powiedział że kocha za to mnóstwo epitetów pod moim adresem usłyszałam sporo. Nie spędzamy razem czasu . On w wolnym czasie siada przed komp. i przegląda strony erotyczne, portale randkowe i twierdzi że jest dorosły i mu wolno. nie obchodzi go to że mnie tym rani a moja i tak niska samoocena spada i spada. Ma też jeszcze jedno "fajne" hobby, lubi podglądać ludzi . Wieczorem zabiera lornetkę i wychodzi podglądać naszą sąsiadkę (szczerze mówiąc żal mi trochę tej dziewczyny), też jak kiedyś go na tym przyłapałam to zwymyślał mnie na czym świat stoi. A ja wciąż z nim jestem , czy go jeszcze kocham nie wiem , ale nie umiem i nie CHCĘ się z nim rozstać. Dlaczego? 1.mamy dzieci 2. co ludzie powiedzą 3. boję się być sama ! . Czytałam wiele waszych postów w których opisujecie wasze historie i jak ja stwierdzacie że jesteście kkbz , ale nie doczytałam się nigdzie jak sobie z tym radzić ,jak żyć, czy rzeczywiście jedyny sposób to jest rozstanie?

Poważnie martwisz się tym co ludzie powiedzą? Nie no, przecież to absurd. Zawsze znajdzie się jakiś krytykant przecież.
Drugie pytanie, czy on nie krzywdzi dzieci postępując własnie tak
?

8 531

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Dziewczyny, czy Wy też miewacie takie wahania emocji jak ja? Dziś np. wkurzyłam się na niego, bo znów wybrał kolegów-zwłaszcza jednego (który nie ma rodziny i truje mu wciąż, wyciągając go do pubu)-polazł do pubu oglądać mecz. Wczoraj oczywiście stwierdził, że będziemy go razem oglądać, no ale rzecz jasna koledzy to lepsze towarzystwo. No i co? Manipulancik znów zaczął, że wcale nie musi iść, że wciąż ja mam problem, a przecież cały tydzień wieczorami ze mną siedzi, nigdzie nie chodzi (ba-2 razy w tygodniu piłeczka i pub w każdą sobotę obowiązkowo, no ale nigdzie nie chodzi). Nie chodzi mi o to, że chce wyjść, tylko o to, że jest takim naiwniakiem i w koleżkę wierzy jak w Boga. Wystarczy jeden sms, a nawet ze złamaną nogą by poleciał. A kolega za dużo wart nie jest i mam wrażenie, że mojego męża traktuje jak pajaca, a ten się z tego cieszy....W końcu powiedziałam mu, że ma jechać, bo koleżki czekają....Jeszcze w między czasie powiedział, że kolega chce aby przyszedł, ale on nie pójdzie...a za chwilę telefon, że czeka już w pubie na niego, czyli dogadane było wcześniej, a kłamstwo, że nie pójdzie -wyszło.

I znów dziś myślę, że mam dość, że nie rozumiem czegoś takiego i chyba nigdy nie zrozumiem. Nie chcę być kochającą za bardzo, mam tego dosyć na tą chwilę. A jutro znów pewnie sobie pomyślę, że to moja wina, bo przecież to tylko wyjście do pubu, a przecież przestał pić, gotuje, robi zakupy, zaczyna zarabiać........
Durnota ze mnie, emocjonalna durnota..............

Liwio, nie próbowałaś się z tego wyłączyć?
Chce iść niech idzie, miej to gdzieś. W domu nie musisz siedzieć.

Ja stawiam sprawę tak. Żadnego sprzatania, usługiwania, kichania. Nie podoba się to do widzenia. Nie zrobi czegoś po sobie niech leży, zgnije, potem będzie potrzebne to będzie żal. Albo wszystko razem, albo nie. I koniec. Nie będę się mordować. Wylewna też nie będę. Czy ja wiem co będzie z tego.

Przyjeźdza jego mama jemu nie wstyd, że bałaganu nie posprzątał, w szafie kupa rzeczy na sobie. Przepraszam, czy ja mam to układać? Skąd. Moja babcia mówi, że to kobiety głowa w tym jak facet wygląda, bo to ona jest od tego. A dla mnie czasy służenia PANU zniknęły już dawno. Chce iść w wygniecionym, nie może ubrań znaleźć jego problem. Ja się nagadałam już nie raz na ten temat. Nie jestem niewolnikiem, nie będę się szczypać, że bałagan jest, skoro to jego gość i jemu nie przeszkadza. Jeden raz mi powiedział, że nie spodziewałby się porządku tam gdzie mieszka... Wiecie głupio mi się zrobiło. I powiedziałam gościowi, że szkoda, że... nie zdaje sprawy, że ja się wtedy głupio czuje. I koniec tematu.

Powiedziałam mu tylko, że jeśli się zjawi ktoś z racji sprawy rozwodowej, itd. i zaszkodzi mi tym nieróbstwem i gnojarstwem to nogi z d.. powyrywam razem z płucami.
Po tejże wymianie zdań sytuacja nie jest tragiczna. Zostało tylko nie poukładane w szafie.
Olałam sprawę całkowicie, nie przejmowałam się i stało się coś niesamowitego.

Dawno mnie nie było, czekałam na maila z subskrypcją, a tu...nic.

Aniknom, złożyłas jakiś wniosek o zabezpieczeniu czy sam pozew?
Ja już wiem, że rozwód to jest praktycznie ostatnia rzecz po alimentach i regulacji opieki. Okazało się, że niejako zadziałałam odwrotnie, i mam sporo na sumieniu, bo popełniłam sporo błędów i sprawy potoczyły się jak nie powinny. Głupia byłam, za późno zdecydowałam się na fachową, naprawdę fachową pomoc. Może nie jest jeszcze za późno. Nie jest.

8 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liwia napisał/a:

...

Aniknom, złożyłas jakiś wniosek o zabezpieczeniu czy sam pozew?
Ja już wiem, że rozwód to jest praktycznie ostatnia rzecz po alimentach i regulacji opieki. Okazało się, że niejako zadziałałam odwrotnie, i mam sporo na sumieniu, bo popełniłam sporo błędów i sprawy potoczyły się jak nie powinny. Głupia byłam, za późno zdecydowałam się na fachową, naprawdę fachową pomoc. Może nie jest jeszcze za późno. Nie jest.

Nie - w pozwie wymieniłam wysokość alimentów, na które zgodził się mąż .

8 533 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-01-17 17:00:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

A jakże mamy, ale z innej przyczyny niż Ty drogi Liwio  - ja już to pisała, ba zresztą nie tylko ja - Twój problem to Ty sama, Ty żyjesz jego życiem, w Twoim codziennym życiu nie ma sekundy w której byś pomyślała tylko o sobie, każde jego zdanie, gest rozkładasz na czynniki pierwsze i po co? Co Tobie daje takie analizowanie?
puść jego ze smyczy, albo chociaż ją poluźnij....:)

Eh, Ankinom, Hm..... ja nie zawsze tak mam, ale widzisz -czasem odzywa się "coś" we mnie i zachowuję się jak właściciel psa big_smile . Zdarza mi się to coraz rzadziej, ale zdarza. Pracuję nad tym. Nie chcę analizować też męża, bo wiem ile to mojej energii mi zjada i to niepotrzebnie. Staram się skupiać na sobie, ale nie od razu to wychodzi.

Hm...bardzo chciałabym się wyłączyć z tego, oj bardzo.....

8 534 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-18 09:41:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
ankinom napisał/a:

Eh, Ankinom, Hm..... ja nie zawsze tak mam, ale widzisz -czasem odzywa się "coś" we mnie i zachowuję się jak właściciel psa big_smile . Zdarza mi się to coraz rzadziej, ale zdarza. Pracuję nad tym. Nie chcę analizować też męża, bo wiem ile to mojej energii mi zjada i to niepotrzebnie. Staram się skupiać na sobie, ale nie od razu to wychodzi.
.....

Pewnie, że nie od razu...
Kilka ładnych lat poświeciłaś na analizowanie swojego męża, to trudno od razu przeskoczyć na tor zajmowania się sobą, ale powiedz, czy jest choć jedna rzecz, którą robisz tylko Ty sama, tylko dla siebie?

Ps.Kupiłam tą książkę i właśnie zaczęłam ją czytać smile

8 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
ankinom napisał/a:

A jakże mamy, ale z innej przyczyny niż Ty drogi Liwio  - ja już to pisała, ba zresztą nie tylko ja - Twój problem to Ty sama, Ty żyjesz jego życiem, w Twoim codziennym życiu nie ma sekundy w której byś pomyślała tylko o sobie, każde jego zdanie, gest rozkładasz na czynniki pierwsze i po co? Co Tobie daje takie analizowanie?
puść jego ze smyczy, albo chociaż ją poluźnij....:)

Eh, Ankinom, Hm..... ja nie zawsze tak mam, ale widzisz -czasem odzywa się "coś" we mnie i zachowuję się jak właściciel psa big_smile . Zdarza mi się to coraz rzadziej, ale zdarza. Pracuję nad tym. Nie chcę analizować też męża, bo wiem ile to mojej energii mi zjada i to niepotrzebnie. Staram się skupiać na sobie, ale nie od razu to wychodzi.

Hm...bardzo chciałabym się wyłączyć z tego, oj bardzo.....

Możesz to zrobić, musisz w to uwierzyć.

8 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm....wiem, że to potrwa póki zacznę myśleć inaczej.
Ale pytanie mi zadałaś smile i wiesz, że nie mam na nie odpowiedzi...chociaż...w zeszłym tygodniu sama dla siebie poszłam do kosmetyczki smile Po za tym nic, praca, dom, dziecko i tak wciąż.

Którą książkę zaczęłaś czytać?

8 537 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-19 09:52:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Hm....wiem, że to potrwa póki zacznę myśleć inaczej.
Ale pytanie mi zadałaś smile i wiesz, że nie mam na nie odpowiedzi...chociaż...w zeszłym tygodniu sama dla siebie poszłam do kosmetyczki smile Po za tym nic, praca, dom, dziecko i tak wciąż.

Którą książkę zaczęłaś czytać?

Dlaczego on nie kocha.... i na czerwono zaznaczam te fragmenty, które opisują jego, a na zielono mnie...

Liwia, czy Ty masz jakieś koleżanki, chodzisz na pogaduchy, to też czasami pozwala wyładować emocje... zobaczyć inny punkt widzenia...

A odnośnie książki mój mąż to książkowy przykład mizoginisty - w poniedziałek mąż  dowiedział się, że w sobotę wyszłam z kolegą na kawę  - ( to był zwykły kolega i z resztą tego nie ukrywałam )- niby nie ma o to pretensji, bo chce, żebym ułożyła sobie życie z kimś innym, chce mojego szczęścia  - w co akurat po 16 latach bycia razem szczerze wątpię -  ale coś tam jego poruszyło...

- stwierdził:  "że głupio to wygląda, kiedy on w domu siedzi z dziećmi, a ja spotykam się z innym mężczyzną" , zgodziłam się z nim, ale tylko w przypadku kiedy bylibyśmy razem, a skoro już nie jesteśmy małżeństwem tylko tkwimy w tzw. układzie małżeńskim to nie widzę w tym nic złego, poza tym on też spotyka się z innymi kobietami i zapytałam: czy chce, abyśmy jeszcze raz spróbowali ( to tylko prowokacja), bo jak nie to ja chciałabym spróbować ułożyć sobie życie z tym kolegą" na co mój mąż odpowiedział: "że nie jestem kobietą, z którą chciałby spędzić resztę życia " jak dla mnie temat zamknięty, raz na zawsze, zero wątpliwości, czy dobrze zrobiłam składając wniosek...

na drugi dzień mój maż, jakby nic coś tam nam planuje, ja jemu na to:  - niech robi co chce, bo to właśnie jest życie, a ja nie jestem kobietą z którą chce spędzić resztę życia !  i oczywiście mnie się dostało: "że sama sobie jestem winna, było spokojnie ( fakt po złożeniu pozwu, trochę się wyciszyłam) i mogliśmy wypracować!?!? jakiś sposób na nasze życie, a Ty nagle mówisz, że zastanawiasz się czy próbować z M ( tym kolegą). Gdybyśmy zaczynali od nowa ze świadomością jacy jesteśmy to raczej byśmy się nie związali. A teraz są dzieci i wspólnie musimy wypracować sposób na ich wychowanie".

Zapytałam czy ma jakieś propozycje ?

Nie ma, tzn. jest dobrze jak teraz, tylko żebym z innymi się nie szlajała....

Odpowiedziałam, że dzieci możemy równie dobrze wychowywać mieszkając oddzielnie i że nie mam zamiaru składać siebie na ołtarzu dla mylnie przez niego pojmowanego dobra dzieci i pozwu nie wycofam...

a wczoraj mój mąż przyniósł mi kwiaty, no kurcze ja jesteśmy razem nigdy sam od siebie tego nie robił big_smile, każdy kwiatek na urodziny, rocznice i coś tam jeszcze był w sumie wyżebrany, a tutaj proszę kwiatki dla mnie ,żebym już się nie denerwowała, czyż on nie jest słodki ( ironia), a dwie godziny później mój mąż wrzeszczy: ja nie wytrzymam w tym domu, muszę się stąd jak najszybciej wyprowadzić bo z tobą nie da się żyć!!!

czyż nie jest to książkowy przypadek?

8 538 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-19 09:51:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Hm....wiem, że to potrwa póki zacznę myśleć inaczej.
Ale pytanie mi zadałaś smile i wiesz, że nie mam na nie odpowiedzi...chociaż...w zeszłym tygodniu sama dla siebie poszłam do kosmetyczki smile Po za tym nic, praca, dom, dziecko i tak wciąż.

Którą książkę zaczęłaś czytać?

dwa razy się wkleiło

8 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Postanowiłam opowiedzieć tu też swoją historię. Myślę, że moje dzieciństwo bardzo wpłynęło na to kim teraz jestem. DDA... Matka nie pracowała, ojciec pił, troje rodzeństwa. Próbowałam "naprawić". Z resztą nie raz mówił "Pomóż mi przestać, sam nie dam rady". Mimo że byłam dzieckiem czułam się odpowiedzialna za niego, za rodzinę. Często rezygnowałam z czegoś nawet jeśli było mi to potrzebne, gdy potrzebował tego ktoś z rodziny. Dorabiałam w pracach sezonowych gdy tylko mogłam, gdy tylko mama chciała mnie zabrać np. na zbiory owoców. Gdy tylko skończyłam 18 lat rzuciłam szkołę i poszłam do pracy. Byłam dumna z siebie, że dzięki mnie były w domu pieniądze, nie wiele ale były. A później wpadłam i do tej pory nie mogę się wydostać. Często pomagam mojej rodzinie, choć nie mieszkam już z nimi. Oni przyzwyczaili się do tego, ja w sumie też. Co do związków, byłam związana z narkomanem. "Przecież musiałam mu pomóc, on chciał przestać"- jak mój ojciec. Cały czas miałam wrażenie, że robię za mało, że daję nie wystarczająco dużo od siebie. Nie potrafię odmawiać gdy ktoś mnie prosi o pomoc, miałabym wyrzuty sumienia. Nie mogę przejść obok bezdomnego, nawet jest pijany, później myślę o tym, że nic nie zrobiłam. Kiedy ktoś do mnie dzwoni lub przychodzi, zastanawiam się czego może chcieć. Wiem, że to dziwne, ale to pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy. Nie widziałam nic dziwnego w swoim zachowaniu dopóki nie poznałam mojego obecnego faceta. Jest przeciwieństwem, tych których poznawałam wcześniej. Bardzo dużo rozmawiał ze mną, a raczej mówił do mnie, bo dużo czasu minęło zanim się przed nim otworzyłam. Nie pije, nie pali, pracuje, dzięki niemu i ja rzuciłam palenie. Jesteśmy ze sobą ponad 4 lata i przez ten czas nie było sytuacji, w której nie mogłabym liczyć na niego. Nawet gdy nie mieszkaliśmy razem. Dzieliło nas 20km, a on mówił "Pamiętaj, że jestem w pobliżu i kiedy będziesz mnie potrzebować dzwoń, a przyjadę". Przyjeżdżał. Był co dzień. I wszystko byłoby ok, gdyby nie ja. Ja to zepsuję. Bardzo go kocham i przez to jestem po prostu panicznie zazdrosna. Czasem robię mu awantury, o byle głupoty. O to, że mi nie odp na sms, lub o to że nie czyta mi w myślach i nie wie, że chcę żeby mnie przytulił. Wiem, że to złe. Boję się, że on kiedyś odejdzie, że znajdzie lepszą ode mnie. Czasem łapię się na tym, że odsuwam go od siebie właśnie ze strachu przed odejściem. To skomplikowane, ale wydaje mi się że wtedy będzie mniej bolało. Teraz już nie jest jak dawniej. Widujemy się rzadko, tylko tel i gg, ale nawet nie codziennie. Gdy zaproponowałam mu wspólny wyjazd na weekend, żebyśmy mogli odpocząć razem w neutralnym miejscu. Wykręcił się tym,że zima, zimno, może latem. Wyraźnie się oddalił. Jak kiedyś myślałam, że będzie taki dzień, że od mnie zostawi, tak teraz nie chcę nawet o tym myśleć.

8 540 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-01-19 16:29:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom.
A jak on się szlaja to gra tak?

8 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Martula87 napisał/a:

(...)Bardzo go kocham i przez to jestem po prostu panicznie zazdrosna. (...)

Zazdrość nie jest objawem miłości, jest objawem braku zaufania.


Dzięki swemu takiemu, a nie innemu zachowaniu doprowadziłaś do ziszczenia samosprawdzającej się przepowiedni. Nie lepiej, znając przyczyny swego kiepskiego poczucia wartości, popracować nad ich usunięciem, zwiększyć samoocenę, dbać o związek?

8 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co może być powodem odsunięcia się od Ciebie?
Może czuć się osaczony?
Wydaje mi się, że musisz z nim otwarcie porozmawiać.
Ale otwarcie, nie pseudo otwarcie.
Dlaczego nie powiedzieć komuś -przytul mnie- kiedy tego chcemy. Pamiętaj o tym, że trzeba zachować równowagę. Chcąc kimś zawładnąć wyniszczasz sama siebie. Trzeba wrzucić na luz.
W kwestii pomagania. Oczywiście jest to jak najbardziej wskazane, ale co ważne, nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, nie uratujemy świata. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu.
Przemyśl to i zastanów się co mogłabyś zrobić, żeby było Ci lepiej, o czujesz. Przeanalizuj też jego uczucia w stosunku do Ciebie kiedy robisz awanturę o pierdoły. Można je robić, ale byłyby one uzasadnione jeśli byłby ku temu powód.

Mnie się wydaje z zewnątrz, że w takiej sytuacji druga strona może się odsunąć, bo jest zmęczona. Zmęczona inwigilacją, pretensjami, a nawet może czasami tym, że nie wie do końca o co chodzi.

Będzie dobrze. Postaraj się delikatnie zmienić swoją sytuację i ten kontakt na którym przecież Ci zależy.
Jeśli założysz, że wszystko się rozleci to nawet nie zawracaj sobie głowy. Abo nie myśl o przyszłości negatywnie i rób wszystko aby było jak najlepiej. Albo załóż, że wszystko będzie ok i postępuj zgodnie z tym twierdzeniem.
Ja kiedy nawet źle myślę robię wszystko, żeby było ok.
Dasz radę. Wiem, że sytuacja jest ciężka i przeszłość nie pomaga, ale postaraj się to zostawić w tyle,(...) to już było i nie wróci więcej. Zrób wszystko, żeby teraz było dobrze, nie patrz w tył, całe Twoje życie jest teraz w Twoich rękach.
Taka maleńka afirmacja.

8 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witajcie o tak poznej porze nie moge spac gdyz ciagle mysle o moim facecie ktory mnie bez przerwy oszukuje a ja jestem w nim zakochana pod uszy i nie moge sie z tego wyplatac ,chociasz jest do bolu chytry zalezy mi na jego przyjazni pomozcie co robic aby o nim zapomniec i znalesc uczciwego porzadnego czlowieka pozdrawiam

8 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

perelko5555,
myślisz magicznie. Ktoś przyjdzie, zrobi pstryk, a Ty zapomnisz o kłamcy i znajdziesz "porządnego". Niestety, żadna z nas nie ma takiej mocy, ani takich umiejętności.

Chciałabyś zapomnieć.
Cóż, jeśli nie grozi Ci utrata pamięci spowodowana chorobą, to nic z tego. Pamiętać będziesz zawsze. Jest to pocieszające, bo Twoja pamięć być może uchroni Cię przed wejściem w podobny związek.

Jeśli Twój wybranek jest oszustem, jeśli jest chytrym, cwanym człowiekiem, to dlaczego zależy Ci na jego przyjaźni? Dlaczego jesteś w takim typie zakochaną? Czyżbyś była masochistką?

8 545 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-20 09:24:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej

Dziewczyny, czy Wy, kiedy czytałyście o swoich partnerach, ich osobowościach, zachowaniach to też czułyście wzbierającą złość?
Ja po przeczytaniu kolejnej strony, która opisuje mechanizm działania mojego męża to mam ochotę jego udusić!!!

8 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Martula87 napisał/a:

(...)Bardzo go kocham i przez to jestem po prostu panicznie zazdrosna. (...)

Zazdrość nie jest objawem miłości, jest objawem braku zaufania.


Dzięki swemu takiemu, a nie innemu zachowaniu doprowadziłaś do ziszczenia samosprawdzającej się przepowiedni. Nie lepiej, znając przyczyny swego kiepskiego poczucia wartości, popracować nad ich usunięciem, zwiększyć samoocenę, dbać o związek?

Święte słowa. Nie można było tego lepiej ująć. Majstersztyk. Krótko, a treściwie to jest sztuka.

Moja wypowiedz nie brzmi dokładnie tak jak chciałam. Wczoraj od godziny 15 do 17 usiłowałam wpisać coś na kształt tego co wpisałam, ale nie udało mi się, jakiś problem z dostępnością do strony, bez przerwy mnie wyrzucało. Także nadrabiam.
Miłego dnia.

8 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Hej

Dziewczyny, czy Wy, kiedy czytałyście o swoich partnerach, ich osobowościach, zachowaniach to też czułyście wzbierającą złość?
Ja po przeczytaniu kolejnej strony, która opisuje mechanizm działania mojego męża to mam ochotę jego udusić!!!

Ankinom, radzilabym Ci odstawic te nic nie dajace podreczniki i analizy amerykanskich tworcow bestsellerow. Czlowiek to nie automat i nie wlozysz go do jakiejs formy, zeby sprawdzic, czy powstaly odlew jest taki sam czy inny.

Ponadto Ty nie masz sie skupiac na analizie jego, zwiazku, skad to a skad tamto tylko jesli jestes juz pewna - JESLI - ze chcesz ze zwiazku wyjsc, to nad tym pracuj. Po co Ci dodatkowa zlosc?

8 548 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-20 11:48:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Hej

Dziewczyny, czy Wy, kiedy czytałyście o swoich partnerach, ich osobowościach, zachowaniach to też czułyście wzbierającą złość?
Ja po przeczytaniu kolejnej strony, która opisuje mechanizm działania mojego męża to mam ochotę jego udusić!!!

Ankinom, radzilabym Ci odstawic te nic nie dajace podreczniki i analizy amerykanskich tworcow bestsellerow. Czlowiek to nie automat i nie wlozysz go do jakiejs formy, zeby sprawdzic, czy powstaly odlew jest taki sam czy inny.

Ponadto Ty nie masz sie skupiac na analizie jego, zwiazku, skad to a skad tamto tylko jesli jestes juz pewna - JESLI - ze chcesz ze zwiazku wyjsc, to nad tym pracuj. Po co Ci dodatkowa zlosc?

Ja często podchodziłam sceptycznie do takich książek - ale dzięki tej lekturze zrozumiałam, z kim miałam do czynienia, pozwoliło mi również uwierzyć, że to nie tylko moja wina. Zaczynam zastanawiać się, czy mając z taką osobą do czynienia w ogóle była w tym moja wina? 

Wiem, wiele kobiet zamyka za sobą drzwi i żyje dalej ( np. Ty), ja próbuję zrozumie co się stało. Czy to mi potrzebne? Tak bardzo, chcę wiedzieć co sprawiło i dlaczego tak pokierowałam swoim życiem, że jestem w tym właśnie miejscu, chce odzyskać wiarę siebie, w ludzi  i godność. To nie kwestia jednego zdarzenia, jednej przypadkowej zdrady, ale całego mojego dotychczasowego życia i czy to przypadek, że wiele opisanych w tej książce sytuacji tak dokładnie opisuje zachowanie mojego męża i moją reakcję, moje odczucia na takie zachowania?

Czy może faktycznie istnieją takie osobowości, jak narcyzm, psychopata, socjopata, mizoginista itd. i można w psychologiczny sposób opisać te charaktery. Paradoksalnie ta złość powoduje, że coraz bardziej jestem pewna, że chce zmienić swoje życie.....to prawda częściowo to mnie niszczy, a jednocześnie dodaje siły....

8 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Czy może faktycznie istnieją takie osobowości, jak narcyzm, psychopata, socjopata, mizoginista itd. i można w psychologiczny sposób opisać te charaktery. Paradoksalnie ta złość powoduje, że coraz bardziej jestem pewna, że chce zmienić swoje życie.....to prawda częściowo to mnie niszczy, a jednocześnie dodaje siły....

Jasne, ze sa takie osobowosci, tylko jesli jest mi z kims po jakims dluzszym czasie i pomimo staran nadal zle i coraz gorzej to niewiele to zmieni jak go nazwe i gdzie zaszufladkuje. Czy to bedzie narcyz czy psychopata nie ma znaczenia. Znaczenie ma, ze czas z nim skonczyc (nie doslownie:).

Jesli ta analiza nie odbiera Ci sil do dzialania i nie koncentrujesz sie jedynie na eorii ale masz tez i czas na konkrety, to w porzadku, moze faktycznie jest Ci to potrzebne. Ja w chwilach zlosci czy slabosci wybieralam ksiazki raczej pozytywne, oddalajace mnie od niemilej rzeczywistosci. Mnie pomagalo takie odejscie do innej rzeczywistosci, ale kazdy ma swoje potrzeby.

8 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...) Paradoksalnie ta złość powoduje, że coraz bardziej jestem pewna, że chce zmienić swoje życie.....to prawda częściowo to mnie niszczy, a jednocześnie dodaje siły....

Złość zawiera w sobie olbrzymią siłę i energię. Dobrze wykorzystana daje niezłego kopa do wprowadzania zmian we własnym życiu.

8 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Czy może faktycznie istnieją takie osobowości, jak narcyzm, psychopata, socjopata, mizoginista itd. i można w psychologiczny sposób opisać te charaktery. Paradoksalnie ta złość powoduje, że coraz bardziej jestem pewna, że chce zmienić swoje życie.....to prawda częściowo to mnie niszczy, a jednocześnie dodaje siły....

Jasne, ze sa takie osobowosci, tylko jesli jest mi z kims po jakims dluzszym czasie i pomimo staran nadal zle i coraz gorzej to niewiele to zmieni jak go nazwe i gdzie zaszufladkuje. Czy to bedzie narcyz czy psychopata nie ma znaczenia. Znaczenie ma, ze czas z nim skonczyc (nie doslownie:).

Jesli ta analiza nie odbiera Ci sil do dzialania i nie koncentrujesz sie jedynie na eorii ale masz tez i czas na konkrety, to w porzadku, moze faktycznie jest Ci to potrzebne. Ja w chwilach zlosci czy slabosci wybieralam ksiazki raczej pozytywne, oddalajace mnie od niemilej rzeczywistosci. Mnie pomagalo takie odejscie do innej rzeczywistosci, ale kazdy ma swoje potrzeby.

Ja uwielbiam pozytywne książki, ale od 10 miesięcy moje życie odwróciło się o 360 stopni - to był trudny dla mnie okres.... nie zostanę przy teorii, tak jak wspomniałam ona mi tylko pomogłam coś zrozumieć i działać smile a na dobrą lekturę też znajduję trochę czasu big_smile

8 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...) Paradoksalnie ta złość powoduje, że coraz bardziej jestem pewna, że chce zmienić swoje życie.....to prawda częściowo to mnie niszczy, a jednocześnie dodaje siły....

Złość zawiera w sobie olbrzymią siłę i energię. Dobrze wykorzystana daje niezłego kopa do wprowadzania zmian we własnym życiu.

dobrze powiedziane - dzięki tej złości nie nabieram się na te codzienne próby manipulacji - uchodzę teraz za jędze, złośnice, wredną babę, egoistkę i długo wymieniać jakie słyszę pod swoim adresem epitety - ale co mi tam... big_smile

8 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Albo jest z kimś dobrze, albo nie. I koniec. Jaki rodzaj świra ma nie ważne, ważne że ma i takiemu dziękujemy.

Wielokropku, jakże Cię cenię. Wchodzę, czytam, krótko, a treściwie. Nieraz elaboraty jakieś się czyta i nic w nich nie ma, żadnej wartości. :-*

Wszyskie Was cenię Mussuko... Anikonom.....

8 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Albo jest z kimś dobrze, albo nie. I koniec. Jaki rodzaj świra ma nie ważne, ważne że ma i takiemu dziękujemy.

Wielokropku, jakże Cię cenię. Wchodzę, czytam, krótko, a treściwie. Nieraz elaboraty jakieś się czyta i nic w nich nie ma, żadnej wartości. :-*

Wszyskie Was cenię Mussuko... Anikonom.....

Masz rację, nie ważne... ale dobrze wiedzieć z kim się MIAŁO do czynienia.... no przynajmniej dla mnie miało to ogromne znaczenie i pozwoliło na prawdę zrobić duuuży krok do przodu.... big_smile

8 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

(...) Wielokropku, jakże Cię cenię. Wchodzę, czytam, krótko, a treściwie. Nieraz elaboraty jakieś się czyta i nic w nich nie ma, żadnej wartości. :-* (...)

Bardzo dziękuję, ten rodzaj krytyki lubię najbardziej. smile wink

Moim zdaniem ważną rzeczą jest uświadomienie sobie  s w o j e g o   zachowania,  s w o i c h  reakcji,  s w o i c h  uczuć wywołanych czyimś zachowaniem.
Analizowanie zachowania innych to, w większości wypadków, jak widać choćby w tym wątku, doskonała zasłona dla pozostawania w bezruchu, do niezmieniania swojego zachowania, do usprawiedliwiania się, bo "to jego wina". Cóż, można i tak. Każdy podejmuje swoje decyzje.

8 556 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-01-20 17:31:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom -mam takie zdanie jak Ty. Nie chodzi wcale o analizowanie zachowania męża, tylko po to żeby zrozumieć skąd "to" wszystko się wzięło. Też tam mam. Potem lepiej mi się "trawi" i wyrzuty sumienia znikają, że to niby wszystkiemu my jesteśmy winne. Złość - tak, też mnie dopadała (choć jeszcze nie dokończyłam książki i wszystkich cech i zachowań mój facet takich jak mizoginista nie posiada) i jakaś eureka przy okazji, że jednak ze mną nie jest tak źle smile
Zgadzam się także, że wszystkiego nie możemy brać do siebie z amerykańskich "poradników", wiadomo-pewien dystans musi być, bo to inny kraj, inny wyczaj, inna mentalność...również w "poradnikach".

Ankinom - zołza mile widziana, a co tam wink



Co do Twojego pytania-kilka postów wyżej-tak, mam wiele koleżanek, przyjaciółkę także smile

8 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
hm... napisał/a:

(...) Wielokropku, jakże Cię cenię. Wchodzę, czytam, krótko, a treściwie. Nieraz elaboraty jakieś się czyta i nic w nich nie ma, żadnej wartości. :-* (...)

Bardzo dziękuję, ten rodzaj krytyki lubię najbardziej. smile wink

Moim zdaniem ważną rzeczą jest uświadomienie sobie  s w o j e g o   zachowania,  s w o i c h  reakcji,  s w o i c h  uczuć wywołanych czyimś zachowaniem.
Analizowanie zachowania innych to, w większości wypadków, jak widać choćby w tym wątku, doskonała zasłona dla pozostawania w bezruchu, do niezmieniania swojego zachowania, do usprawiedliwiania się, bo "to jego wina". Cóż, można i tak. Każdy podejmuje swoje decyzje.

Lubię to powtarzać. Bo szczęście jest możliwe ale nie obowiąkowe. :-)
Cześć dziewczyny!
Dodam tylko jedno - jeśli analizować zachowania innych to tylko pod kątem tego, jak i DLACZEGO MY na to reagujemy i dlaczego NAS to dotyka, niszczy albo na odwrót - tak rozaniela, że jest jedynym motorem naszego działania.
Tylko praca nad sobą procentuje. Tak długo jak szukamy rozwiązania problemów swoich partnerów, tak długo nie ruszymy z miejsca. Ich problemami powinni się zająć oni sami (jeśli je dostrzegają, jeśli nie - też ich problem). My my swoje i na tym trzeba się skupiać. Poczucie własnej wartości, jakieś lęki, wyparte stare historie, nierealistyczne oczekiwania. Zaiste, jest z czym pracować. Po co więc tracić czas na deficyty partnerów? Tym bardziej, że oni wcale nas ani o ten czas ani o nasze wysiłki nie proszą.

8 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kurcze jestem facetem a cierpie chyba na to, że za 'mocno kocham', poprostu angażuje się tak mocno, że mogę w drugą stronę kręcić światem, mimo że mam tylko 20 lat...


Ehh, i tak szukam tej romantycznej dziewczyny dla której też to jest ważne ale cięzko znaleźć, a Was tutaj widzę dużo smile

Pozdrawiam tongue

8 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Was dziewczyny! Jestem z Wami duchem od kilku miesięcy. Pomogłyście mi przetrwać najtrudniejsze dla mnie chwile. Długo czekałam, aby do Was dołączyć- moja perfekcyjna strona charakteru nie pozwalała mi napisać do momentu, aż przebrnę przez wszystkie wątki- jestem na 190 stronie:). Chciałam tak uczciwe do Was dołączyć po "nadrobieniu zaległości". Dzielnie czytam od tygodni i razem z Wami przezywam dołki, "bóle fantomowe", śmieję się z "petaflona", analizuję siebie i to, czemu byłam poddana przez lata. Jednak dziś już wiem, że nie chcę dalej stać z boku.
Słowa Tarantelli, Zazdrości, Niekochanej, Median, Karen, Maxi... i Was wszystkich są ze mną każdego dnia. Więc i ja w końcu chciałabym się oficjalnie dopisać do Waszej sfory, bo od dawna jesteście moją wirtualną grupą wsparcia.
Mój mąż w sierpniu wrócił "z delegacji" (tak, okazało się po paru miesiącach czym były te delegacje, więc i ja poproszę o kartę członkowską do klubu "Uwierzę we wszystko...") i oznajmił mi, że już mnie nie kocha, nie pasujemy do siebie. Długa historia, a ja nie chciałabym Cię tak na wstępie wystraszyć:) W każdym razie, gdy chciałam odejść zaproponował psychologa i choć z naszych spotkań nic nie wyszło- wszystko sabotował, moje próby naprawy związku też, to dzięki tym 2 spotkaniom z panią psycholog otworzyły mi się oczy. Podkreśliła ona parę razy, że sama nie dam rady kochać za dwoje, zadała mężowi-manipulantowi trafne pytania, które były mu nie na rękę... Trafił w końcu na odpowiedniego przeciwnika:) To, co mówił, jak mnie traktował, kłamstwa, które wyszły po latach... to wszystko doprowadziło do nieodwracalnych zmian we mnie. Od tamtej pory chodziłam na grupę dla KKZB, przebrnęłam przez większość książek+ przez parę innych, ponieważ okazuje się, że problem KKZB, to nie tylko uległość w związku, ale ta naiwność i uległość na co dzień, więc ja bardzo polecam książkę "Stanowczo, łagodnie, bez lęku...", która obok "Koniec współuzależnienia" i pozycjach E H, wywarła na mnie największy wpływ.
Myślę, że mogłabym wnieść w Wasze dyskusje trochę nowego spojrzenia, dać i otrzymać wsparcie. Zostało mi ok 60 stron do dokończenia wątku:)
Jestem z Warszawy, od połowy grudnia mieszkam na stancji- gdy zdrada wyszła mąż wyrzucił mnie, tak on mnie, z domu. W pierwszym tygodniu stycznia złożyłam pozew. Jestem dzielna:) Choć dotąd ludzie mówili o mnie: "Ty taka delikatna, krucha, wrażliwa", a okazuje się, że i owszem jestem delikatna, ale moja siła przetrwania i godność osobista jest silniejsza od moich słabości i naiwności! Tyle się znamy, ile nas sprawdzono!

8 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To poteflon jeden.

Witamy, witamy.
A mógł Cię tak wyrzucić?

8 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko- z przyjemnością poczytamy i z pewnością skorzystamy z Twoich rad. Witaj smile

8 562 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-23 21:28:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

Słowa Tarantelli, Zazdrości, Niekochanej, Median, Karen, Maxi... i Was wszystkich są ze mną każdego dnia. Więc i ja w końcu chciałabym się oficjalnie dopisać do Waszej sfory, bo od dawna jesteście moją wirtualną grupą wsparcia.
, więc i ja poproszę o kartę członkowską do klubu "Uwierzę we wszystko...")
okazuje się, że problem KKZB, to nie tylko uległość w związku, ale ta naiwność i uległość na co dzień,

Więc witaj w klubie smile "wierzących we wszystko" smile

,

Faworytka napisał/a:

od połowy grudnia mieszkam na stancji- gdy zdrada wyszła mąż wyrzucił mnie, tak on mnie, z domu. W pierwszym tygodniu stycznia złożyłam pozew. Jestem dzielna:)

Jesteś bardzo dzielna !

8 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeju! jeju! Przyjęłyście mnie! Hurra! lol
Chyba się popłaczę ze szczęścia! Nie płaczę, że się rozwodzę, a wzruszyłam się, że w końcu jestem tu!!!

A już się bałam, ze tu nikogo nie ma...
Przebrnęłam przez 200 stron goniąc za Wami, śmiejąc się i płacząc, a tu po 200 stronie czytam, że moje kochane "idolki" poszły sobie do życia w realu...
Ale wiem, że to dobrze dla nich i dla nas też. Sama chodziłam na grupę wsparcia dla KKZB w realu. Po paru miesiącach pani psycholog zdecydowała się rozwiązać grupę. Czułam się zdradzona, ale wytłumaczyła nam, że my kobietki kochające za bardzo tak bardzo się przywiązujemy do wszystkiego, do wszystkich, że gromadzimy tyle wiedzy, że w teorii to my lepsze od niej jesteśmy, tylko życia się boimy. Więc dała nam podstawy i kazała wyruszyć "w świat", stawić życiu czoła, brać odpowiedzialność za własne życie i za własne szczęście. Jak dobra mama, zamiast nas trzymać na uwięzi, wyposażyła nas w narzędzia, podniosła wiarę we własne siły i wypuściła...
Choć część z nas tak lubiło być "pod jej opieką", że nawet próbowałyśmy się buntować, wzbudzać w niej litość, bo my takie bezbronne... Ale nie, my tak naprawdę jesteśmy silne, tylko sparaliżowane irracjonalnym strachem. Czasem trzeba nas popchać, czasem życie zmusza nas dając nam kopa.
Także rozumiem dziewczyny i choć jestem fanką Tarantelli, która tak trafnie nazwała wszystkie moje emocje, to życzę dziewczynom jak najlepiej i chyba tu też się uczę, że nikogo nie ma się na własność, na zawsze: ani męża ani Tarantellki. Strata tez jest częścią życia, ani lepszą ani gorszą od innych.

8 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...
Niestety mógł, to było mieszkanie służbowe, ale emocjonalnie, moralnie do tej pory NIE WIEM JAK MÓGŁ. Do niedawna wszystkich mierzyłam swoją miarą. Nie sądziłam,że po 9 latach miłości tak się to skończy. Nigdy mnie nie wyzwał, nigdy nie podniósł głosu, ręki, ale gdy wyszła zdrada- z mężatką, z którą zresztą założył firmę, ziemia rozsunęła mu się pod stopami. Szarpał mną i kazał wypierd...ć w środku nocy. Rano już mnie nie było.

8 565 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-24 00:07:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chyba na początek winna Wam jestem moją historię
9 lat byliśmy razem, dwa lata jako małżeństwo. Nasz miłość była od zawsze wielka i szalona, wciąż dzwonił, dostawałam smsy, że przerosłam jego ideał, że na mnie nie zasługuje, że nigdy mnie nie zdradzi, nie skrzywdzi.
W sierpniu, jak już pisałam, wyjechał w delegacje. Przed wyjazdem pokłóciliśmy się o zakup koszuli CK za 300 zł. Mąż wydawał na siebie bajońskie sumy. Wyjechał bez pożegnania,nie odzywał się 3 dni. Te 3 dni i noce nie mogłam już spać, jeść...
Po powrocie powiedział, że to, co czuje to już raczej przyzwyczajenie i uwaga!, że życie jest piękne (już wtedy intuicja zapaliła mi czerwoną lampeczkę). Ale przecież my nikogo nie oczerniamy bez dowodów- takie szlachetne z nas kkzb. Więc i ja uwierzyłam,że "zagłaskałam kotka", że za dużo mówiłam, że kocham. Po tych słowach kolejne dni były wyjęte z życia. Schudłam 7 kg. Płakałam, moje życie runęło. Po 3 dniach stało się coś dziwnego, trafiłam na artykuły Eugenii H, potem na film "Jedz, módl się i kochaj" i jakby cały świat próbował mnie w uratować.
Spojrzałam na siebie w lustrze i powiedziałam sobie, że nigdy już siebie nie opuszczę, nie będę się naginać i zaprzedawać siebie dla "miłości". Następnego dnia poszłam na zakupy, pierwszy raz w życiu kupiłam wszystko to, co mi się podobało, bez limitów. Dotąd oszczędzałam na sobie, taka byłam mało wymagająca, rozpieszczałam za to innych, a może patrząc teraz z perspektywy tego, co wiem, próbowałam zasłużyć na ich uznanie, sympatię.
Poszłam do apteki po witaminy i ziółka na sen. Potem doszły regularne wizyty u psychologa. Kolejne książki. Chyba czytając "Koniec uzależnienia" zrobiłam listę strat spowodowanych tym związkiem. I wszystko to dla przytulenia. Zrozumiałam, że to ono mnie gubi i nie pozwala na racjonalne myślenie. To był mój narkotyk, dla niego byłam w stanie zrobić wszystko. Więc przestałam. Rozum powracał.
Mąż wtedy uznawał, że wypalił się w tym związku, że ja tylko wszystko razem chcę robić, że za mało wychodzimy. Dałam się namówić na wyjazd na weekend ze znajomymi, po miesiącach wydało się, że wyjechaliśmy z jego kochanką.
Dwa razy byliśmy u psychologa, gdzie tłumaczył, że on ze względu a zranione dzieciństwo nie potrafi kochać. że ja to, czy tamto robię za dużo lub za mało...
Próbowałam rozmów, bo pierwszego dnia stwierdził, że musimy dużo rozmawiać, ale niestety już po 2 dniach zmienił zadnie. Proponowałam wyjścia, których przecież tak bardzo chciał, ale dziwnie nic ze mną już nie było interesujące. Wracał z siłowni ok 23. Ale dopiero, gdy ktoś zapytał mnie, która siłownia jest tak długo otwarta sprawdziłam. Kłamał mi w oczy tłumacząc, że kończy zajęcia 22:30 - o 22 siłownia jest zamykana, no i że korki są- o 23??
Wtedy spakowałam pierwsze kartony i wywiozłam do rodziców. Pakowanie się zrobiła na nim wrażenie, na krótko, potem był jak dawniej.
Ale ja już nie byłam. Coś we mnie pękło. W pierwszych dniach usłyszałam np. że wziął ze mną ślub, bo była sala, oświadczał mi się kilka razy, a zachowywał się tak, jakby został wrobiony w ślub. Potem powiedziałam, że przecież tyle lat było tak pięknie, a on na to, że pięknie, bo ja tego chciałam i ja wiedziałam, jak robić, żeby tak było. Jakbym sama była w związku te lata. A jeszcze w maju na wspólnym wyjeździe do Egiptu nie odstępowała mnie na krok wciąż powtarzając, jak on mnie kocha, jak Bogu dziękuje za taką żonę. Teraz stwierdził, że przysięga nie jest dla niego ważna, że Boga nie ma. Dodał, że nie chce małżeństwa, ale partnerstwa. Jak pani psycholog go uświadomiła, że w partnerstwie też trzeba dawać, a nie tylko brać, to uznał, że on by chciał koleżeństwa. Odp tylko, żeby sobie do kolegowania koleżankę znalazł.
Ale dziwne to, że jako KKZB mamy taką władzę nad biednym psychofagiem. Ale to tez mi daje siły, bo skoro biedny-bierny Pan psychofag jest tak bezbronny, to co my zrobimy z normalnym smile
Ale dziwną prawidłowość zauważyłam, że wszystko, co psychofagowi nie układa się po myśli lub jest niemiłym wspomnieniem na 100% w jego głowie jest "sprawione" przez kogoś innego, on tylko był. Zdradzali nas- bo my takie za bardzo kochające, albo za mało dbające, albo coś. Ja byłam za idealna- to też może być zarzutem:) I tak sobie związek sprawiłam sama, ślub sprawiłam sobie sama, całe szczęście, że dziecka sobie sama nie sprawiłam z nim! smile Oni nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje, oni są biernymi ofiarami wrednych żon, popędów, życia, nowej miłości (dowolne skreślić). A my KKZB bierzemy na siebie winę za wszystko, nawet za ich psychofagię, bo przecież wszystkie zastanawiałyśmy się, jak ich wyleczyć!
A wracając do wątku, mąż wciąż obstawał przy wersji, że nikogo nie ma, że my po prostu do siebie zupełnie nie pasujemy. Ja mu 7 lat tak mówiłam, a on na wszelkie możliwe sposoby przekonywał, że się mylę, że przecież tak się kochamy. A jak zdobył, to bez wyrzutów sumienia stwierdził, że on już jednak tego nie chce. Tak po prostu. Proponował mi seks bez zobowiązań, jak już nie będziemy razem. A gdy jeszcze kilka razy poszłam z nim do łóżka- mając nadzieję, że coś w nim wróci- to usłyszałam tuż po, że to było czysto fizyczne zaspokojenie. I podziękowałam za współpracę smile

Wyjechałam na weekend, nie zadzwonił, nie pojechał za mną. Wróciłam i okazało się, że mąż był na dyskotece z kolegami, którzy chodzą na prostytutki. Poszedł, bo UWAGA, w domu jest taka zła atmosfera, że ON sobie nie radzi i gdyby było lepiej, to by chodzić nie musiał. Tak, moja wina. Piękna manipulacja, nie? Na szczęście rodzice oprócz pewnych deficytów wyposażyli mnie w dość sprawny rozum, więc oczy otwierały mi się w tempie rakiety!
Ostrzegałam, że się pakuję, szukam stancji, żeby ratował, jeżeli mu zależy. On na to, że nie wie jak. Jakby mu zależało zrobiłby cokolwiek.
Prosiłam Boga o znak, że jeżeli ten związek jest nic nie warty, to niech mi to pokaże i dostałam trzy.
Najpierw wyjechał z koleżanką z pracy w delegacje. Byłam o nią jakoś dziwnie zazdrosna i niespokojna. Tej nocy przed wyjazdem miałam koszmar, że spali ze sobą, obudziłam się. Troskliwy mąż przytulił mnie, pogłaskał po główce, cmoknął w czółko, miałam się nie martwić. Prosiłam tylko, żeby ni spali razem. Dzień po zadzwonił, że spali w jednym pokoju, żeby taniej było!
Potem wyszedł któregoś wieczoru bez słowa i nie wrócił na noc. Tak po prostu.
Po tym znalazłam stancję, miałam tam zamieszkać za 3 tygodnie. W ostatnim tygodniu przez przypadek zalazłam maile do kochanki- tej z delegacji. Wszystko stało się jasne. Wpadł w szał, wyrzucił mnie z domu (Nie omieszkałam powiadomić męża kochanki:)). Pierwszy raz w życiu bałam się, że mnie pobije. Żadnego przepraszam, tylko szyderczo śmiał mi się w twarz.
Po rozstaniu rozpowiadał, że go okradłam ze wszystkiego (sam zrobił jeszcze w lipcu "dla zabawy" listę, co jest czyje). A okazało się, że przez okres trwania tego związku okłamywał mnie notorycznie, w tajemnicy chodził na imprezy, a co dla mnie najgorsze, kłamał co do swoich zasad i przeszłości seksualnej. Niby brałam prawiczka, oddawałam mu dziewictwo, a okazało się teraz, że sypiał przede mną z dwoma, w tym z jedną mężatką, z którą spotykał się na ostry niezobowiązujący seks. I słuchajcie sumienie mu na to pozwoliło! więc widocznie sumienia nie miał.
Pozew złożony. Jakieś podrygi trupa też były- wysłał mi zaproszeni na fb, próbował oznaczyć jako rodzinę, wysłał parę smsów, jakieś lakoniczne żałuję, ale nie pasowaliśmy do siebie, a z kochanka nie spał, tylko takie zauroczenie było:):):) JASNE!!!!
A ja nic, no comment:) i to chyba go najbardziej dziwi, przecież mówił, że po rozstaniu ja będę tak bardzo cierpieć, nie my, nie on, tylko ja! A ja żyję! Tańczę, maluję, chodzę na basen, koncerty. I nie udało mu się mnie zniszczyć, a tak się chłopina starał:)
Uff! tak długo, ale chciałam, żeby była "baza", następne posty będą bardziej psychologiczno- lecznicze. Promis:)

8 566 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-01-24 10:47:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Faworytka napisał/a:

...
A już się bałam, ze tu nikogo nie ma...
Przebrnęłam przez 200 stron goniąc za Wami, śmiejąc się i płacząc, a tu po 200 stronie czytam, że moje kochane "idolki" poszły sobie do życia w realu...

Także rozumiem dziewczyny i choć jestem fanką Tarantelli, która tak trafnie nazwała wszystkie moje emocje, to życzę dziewczynom jak najlepiej i chyba tu też się uczę, że nikogo nie ma się na własność, na zawsze: ani męża ani Tarantellki.

Witaj Faworytko. Twoja historia dziwnie znajoma. smile jak przez kalkę: Biedny miś z mokrym noskiem, bierna ofiara złego świata sad
Co do "starej obsady" niniejszego wątku. Nikt nie zniknął całkowicie?...w przyrodzie nic nie ginie, tylko zmienia miejsce ..." Można by rzec, że nastąpiła raczej zmiana "pokoleń"? wink Ale zaglądać tu, zaglądamy... czasem wzywane, czasem z osobistej potrzeby, bo czemu nie?
Spójrz na sygnaturkę Tarantelli - jeśli chcesz ją czytać dalej, idź tym tropem.
Pozdrawiam i życzę sił i powodzenia w budowie nowego życia smile

8 567 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-01-24 11:15:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cóż za obrzydliwa świnia.
Biedactwo. Skrzywdzony. No nie.
Takie są prawidłowości, robią wszystko żebyśmy miały dość, ale to jest nasza wina. To my zrobiłyśmy. Ja pier...
Dla mnie to jest obrzydliwe. I pewnie poszedł na k...bo nie wypadało odmówić...?
Przepraszam za ostre słowa, ale złość wzbiera.

Dla mnie chyba najgorsza rzeczą jest to ich chodzenie na te "panie właśnie".
Jak kiedyś chodzili to jeszcze można jakoś przeżyć, jeśli nie są tym zachwyceni. Ale jeśli robią to w trwającym z nami związku to jest obrzydliwe.
A z tym żałowaniem to nigdy nic nie wiadomo. Może żałują jak jest dobrze, a jak nie kicha to już kłamstwo było.
Jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem. Ostatnio spotykam się z sytuacjami, w którym żonaty facet szuka kochani i twierdzi, że kocha żonę, ale ona nie chce..., nie ma czasu, jest zajęta, i takie tam. Więc pytam po co taka żona? On odpowie, że seks nie jest najważniejszy. Ok. Co to za związek bez sexu, kiedy ludzie są na tyle sprawni. Czy to nie jest jedna z ważniejszych rzeczy, cementujących, scalających? Nie wiem o co chodzi.
Wiem natomiast, że jeśli my kobiety znalazłybyśmy sobie kogoś, bo nam partner nie wystarcza, to już byłoby nadużycie. Nie chcę używać tych słów, które wtedy określałyby nas w ich pojęciu. Dlaczego to ma działać w jedną stronę skoro jest takim świetnym rozwiązaniem?

8 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I pewnie poszedł na k...bo nie wypadało odmówić...?


Hm... Nie wiem, czy poszedł, wiem, że miał takich kolegów. Zawsze mówił, że nigdy w życiu na prostytutki nie pójdzie, jest: "zbyt młody i zbyt przystojny, żeby za to płacić"... Pewnie dostaje gratis smile Zresztą dla mnie to już nieistotne, jest "pozamiatane".

Wiecie dlaczego oni obarczają nas winą za swoje błędy? Bo my nie mamy granic. Mamy napisane na czole wielkim FLUORESCENCYJNYM mazakiem widocznym dla PSYCHOFAGÓW: "wezmę na siebie Twoje winy".

Zanim coś zrobimy myślimy, jak powinnyśmy postąpić, czy nikogo nie zranimy swoim zachowaniem, pytamy siebie, jak postąpili by inni. Tak mało dajemy sobie PRAW a tak dużo OBOWIĄZKÓW, POWINNOŚCI.
Myślimy najpierw o innych a potem o sobie. A do tego same dla siebie jesteśmy najsurowszym sędzią. Krytykujemy siebie , osądzamy, wymagamy perfekcji. Znacie ten głos, który wciąż gdzieś tam z tyłu głowy powtarza "moglaś to zrobić lepiej"?

Dlatego ta określona grupa mężczyzna wybrała właśnie nas, bo po pierwsze, inna kobieta by z nimi nie wytrzymała i pożegnała na starcie, a po drugie jesteśmy ich narzędziem do pozbywania się ICH (!) wyrzutów sumienia.
W końcu i tak wiedzą jak nas zmanipulować, żebyśmy poczuły wątpliwości i wzięły na siebie winę za ICH (!) niemoralne postępowanie.
A my często, będąc tak mało pewne siebie, przyjmujemy ich argumentacje i zamiast patrzeć obiektywnie, szukamy w sobie przyczyn, niedoskonałości.
Bo przecież mogłyśmy być milsze, sypiać z nimi częściej...
GUZIK! Ja byłam miła i coraz milsza, seksu nie odmawiałam, dbałam o swój wygląd i i tak zarzucał mi "bycie ideałem", jak nie ma się do czego przyczepić, czepi się absurdu.
Czegokolwiek, oby tylko nie musiał spojrzeć sam na siebie.

W prawie jest taki termin jak "związek przyczynowo skutkowy"  Polega on na tym, że ustala się, czy fakt B (np. zdrada) pojawiłby się, gdyby nie było faktu A ( np. kłótnia z nami). Ale jest tez druga przesłanka- czy fakt B (zdrada) jest normalnym następstwem faktu A (kłótni)? Bo tylko wtedy można mówić o naszej winie. Jasno widać, że nie. Normalnym następstwem byłyby złość, foch, ciche dni, rozmowy... A zdrada ma się tu nijak!

Do zrozumienia związku przyczynowego podaje się przykład krawca, który spóźnia się z uszyciem ubrania wskutek czego klient musi jechać późniejszym pociągiem niż chciał. Drugi pociąg ulega wypadkowi, a klient zostaje ciężko ranny..
Niewątpliwie pomiędzy opóźnieniem krawca, a uszczerbkiem na zdrowiu istnieje związek przyczynowy. Gdyby bowiem krawiec się nie spóźnił, klient nie uległby wypadkowi. Związek taki nie jest jednak związkiem adekwatnym, ponieważ normalnymi, typowymi następstwami opóźnienia w uszyciu ubrania nie jest uczestniczenie w wypadku kolejowym.

Więc nie dajmy sobie wmówić, że my ponosimy odpowiedzialność za ich wyskoki!

Ja z siebie poczucie winy zrzuciłam po przeczytaniu (dzięki Tarantellko) tekstu o pijanym kierowcy!

8 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bardzo pięknie wyjaśnione. Perfect.

Czy ty jesteś naukowcem?


Nieładnie postąpił. Wpadł w szał z własnego powodu.
Dobrze, że jesteś ponad to.

8 570 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-01-24 17:23:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm.....Faworytka to naukowiec smile na bank, a praktyk jeszcze większy (przez padalca między innymi) ....
Pisz, pisz kobietko-czytam z zapartym tchem, chłonę to co piszesz jak najlepszą lekturę, bo to też między innymi o mnie , o kkzb....

8 571 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-24 18:58:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żaden naukowiec, tylko rozumna istota po prostu:)
A przy nim rozum był dłuuuuuuugo nieużywany, to się odradza! big_smile

A wiecie, co zauważyłam, że mam poczucie humoru, choć się tego nie spodziewałam, i DUUUUŻO energii odkąd jestem sama!!!
Wiecie, w zeszłe wakacje pojechałam do Francji na Lazurowe Wybrzeże- bez męża. I będąc w jednym z najcudowniejszych miejsc na ziemi nie umiałam być beztroska, bawić się, korzystać. Czekałam, kiedy napisze, myślałam, jakby to było cudownie, gdyby jednak był ze mną...
Od lat stawałam się coraz smutniejsza i coraz bardziej zamyślona, zwrócona "ku wewnątrz". Nie umiałam się cieszyć życiem.

Moja podświadomość musiała wysyłać mi te smutne sygnały, że coś jest nie tak, że te jego wyznania miłości mają jakieś drugie dno. Że jest pewna niekompatybilność słów i zachowań.
I to ciągłe trawienie problemu, zasługiwanie na jego uwagę, żebranie o miłość, wykańczało mnie dosłownie.

Mieszkając z nim na nic nie miałam ochoty, a o 22:00 padałam z wycieńczenia bez "realnego" powodu.
A teraz kwitnę:)
Dziś zapisałam się na Zumbę smile a zaraz zamierzam wznieść toast za nowe mieszkanko jednej z naszych przedmówczyń, której, nie ukrywam, jestem wierną fanką:)
Pewnie gdyby nie fakt, że jest kobietą, to jako KKZB, wyznawałabym jej miłość:)

Cieszę się, że jeszcze ktoś żyje na forum, bo choć blogi naszych dziewczyn są po prostu GENIALNE i nie waham się użyć tego sformułowania, to kontakt bardziej bezpośredni pomógł im i nam bardziej niż niejedne książki. I ja póki co zostaję tu, a tym, co one piszą mam ochotę wytapetować ściany! big_smile

8 572 Ostatnio edytowany przez Faworytka (2012-01-24 23:07:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jezusieńku drogi!

Czytam około 215 strony i wcale mi do śmiechu nie jest! Gdzie ten wątek?
Czytam, ze kobieta jest poniżana, szantażowana przez męża, a w odpowiedzi dostaje poradę, jak do niego dotrzeć, ja NA NIEGO wpłynąć, jak WALCZYĆ!!!
Dziewczyny, co tu się stało????

Pytacie kobiet KZB, czy kochają męża? Pewnie, ze kochają, właśnie za bardzo!
I walczą za bardzo i podkładają się, sprzedają siebie, swoją godność, swój system wartości!

Miałyśmy się wzajemnie wspierać w rozwoju, a nie w płaszczeniu się przed mężczyznami!

Ten wątek zrobił się wątkiem pt. "jak rozkochać męża w kryzysie" a nie wątkiem KKZB.

No załamałam się, mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy!!!

Czy ktoś tu jeszcze, śladem dobrej, mądrej "starszej" szkoły, czyta w ogóle polecane książki? Czy ktoś rozwija swoją wiedzę psychologiczną?

Pisanie na wątku jest dopełnieniem naszej własnej pracy nad sobą.

Kiedyś każdy post kipiał od wiedzy, kobiecej mądrości i godności, a tu co? Były analizy, artykuły, piosenki, tłumaczenia, praca, praca, praca, a tam, gdzie czytam obecnie, to niestety rozmowy jak na ploteczkach u sąsiadki.

Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam, ale tyle pracy dziewczyny włożyły w pokazanie nam JAK WAŻNE JESTEŚMY MY SAME, oraz że świat nie musi się kręcić wokół mężczyzny, że nie możemy dać sobą pomiatać, pozwalać na ignorowanie naszych potrzeb, a widzę, że pojawiają się nowe osoby, które nie czytały wątku, nie przepracowały tematu i dają rady, które dla KKZB nie przyniosą nic dobrego!

NIE MARNUJMY PRACY DZIEWCZYN! Ten wątek dla nas i dla kolejnych forumowiczek przyniesionych tu przez "los" w poszukiwaniu odpowiedzi w najtrudniejszych dla nich chwilach życia, jest ogromną szansą na samoświadomość i SZCZĘŚLIWE, GODNE ŻYCIE.

Błagam dziewczyny, weźmy się w garść i piszmy KONSTRUKTYWNIE.
A kto lektur nie ma, marsz do naszej bibliotekarki! Ja sama mogę podrzucić parę fajnych tytułów. Kilka pdf-ów na maila dla chętnych.

Rozwijajmy się, a nie klepmy "po prożnicy"


Jadę na narty, więc kolejne posty dopiero w niedzielę.
Ściskam Was mocno i za każdą z osobna trzymam kciuki!

8 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj, Faworytko!
Widzę to, co kocham - głęboką analizę problemu, samoświadomość, wytyczony kierunek marszu. Jesteś niesmowita! Nam KKZB nie często się zdarza rzeczywista, poparta konkretnymi czynami, bez odpychania prawdy ręcami i nogami, chęć wyrwania sie ze spirali własnych deficytów i ich konsekwencji. Lubimy sobie tak pochodzić dookoła, pobiegać jak chomik w kółku obrotowym i wrócic do punktu wyjścia.
Brawo, brawo. Nasza krew.

8 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Faworytko ta świadomość rzeczy piorunująco od Ciebie emanuje. Niesamowite. Dla wszystkich K... jesteś wzorowym przykładem.
Ten wątek jest niesamowity i myślę, że pozostanie kopalnią wiedzy i doświadczeń dla wszystkich osób z tym problemem.

Miłej jazdy na nartach, ale fajnie.

Tarantello, miło Cię widzieć. smile

8 575 Ostatnio edytowany przez karen (2012-01-25 13:45:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie, Dziewczyny!
Witaj Faworytko!
Tak jak napisała Anhedonia, nic w przyrodzie nie ginie, my też nie zginęłyśmy. Zaglądamy tu czasami, rzadziej się odzywamy, ale jesteśmy, zwłaszcza wywołane po nicku smile

Ten wątek uratował mnie dla samej siebie. Tyle co tutaj się nauczyłam, nie nauczyłam się nigdzie. Ale oczywiście Faworytko, masz rację, samo przeczytanie tego wątku, a jest co czytać, to nie wszystko. Trzeba nad sobą pracować. Nieustająco pracować. Przekopać się przez, siebie przez swoją przeszłość, zobaczyć wszystko to, czego nie chciałyśmy lub nie umiałyśmy zobaczyć wcześniej. Tym sposobem wychodzi się z mgły. I nagle widać więcej, nagle widać inny świat, innych ludzi.
Wciąż jestem w drodze, w drodze do siebie. Mam już świadomość, że ta droga nigdy się nie skończy, bo kto nie idzie do przodu (czasami trzeba nawet uciekać), ten się cofa. Wiem, że jestem na dobrej drodze i w dobrym towarzystwie.

Pozdrawiam wszystkie podążające do przodu smile

PS.
Faworytko, odgrzeb sobie wątek: "Umarł król, niech żyje KRÓLOWA" założony przez Tarantellę. Myślę, że jeśli jeszcze nie teraz to juz za chwilę będziesz potrzebować kolejnego levela, a tamten wątek właśnie nim jest smile

8 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

(...)Trzeba nad sobą pracować. Nieustająco pracować. Przekopać się przez, siebie przez swoją przeszłość, zobaczyć wszystko to, czego nie chciałyśmy lub nie umiałyśmy zobaczyć wcześniej. Tym sposobem wychodzi się z mgły. I nagle widać więcej, nagle widać inny świat, innych ludzi. (...)

100% racji pod jednym warunkiem.
To jest droga dla osób, które, jak Ty, Tarantella, Niekochana72, Anhedonia i inne, podjęły decyzję o wyjściu z tego bagna. smile
Jesteście doskonałym przykładem tego, że można zmienić swoje postępowanie, swój sposób myślenia, żyć szczęśliwie.

Są jednak osoby, które wolno dojrzewają do wprowadzania zmian, zgodnie z zasadą, że każdy ma swoje tempo.

Są też osoby, które taplają się w bagienku, kręcąc w kółko i wykonując pozorne ruchy (wyłącznie narzekając na trudny i ciężki los), nie podejmują i nie podejmą nigdy decyzji o zmianie swego życia.

8 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
karen napisał/a:

(...)Trzeba nad sobą pracować. Nieustająco pracować. Przekopać się przez, siebie przez swoją przeszłość, zobaczyć wszystko to, czego nie chciałyśmy lub nie umiałyśmy zobaczyć wcześniej. Tym sposobem wychodzi się z mgły. I nagle widać więcej, nagle widać inny świat, innych ludzi. (...)

100% racji pod jednym warunkiem.
To jest droga dla osób, które, jak Ty, Tarantella, Niekochana72, Anhedonia i inne, podjęły decyzję o wyjściu z tego bagna. smile
Jesteście doskonałym przykładem tego, że można zmienić swoje postępowanie, swój sposób myślenia, żyć szczęśliwie.

Są jednak osoby, które wolno dojrzewają do wprowadzania zmian, zgodnie z zasadą, że każdy ma swoje tempo.

Są też osoby, które taplają się w bagienku, kręcąc w kółko i wykonując pozorne ruchy (wyłącznie narzekając na trudny i ciężki los), nie podejmują i nie podejmą nigdy decyzji o zmianie swego życia.

To o czym piszesz, kochany Wielokropku, wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za swoje życie. O wiele łatwiej jest narzekać i mówić z miną cierpiętnicy "To ON jest wszystkiemu winien" (wiem, bo tak robiłam), niż odważyć się i powiedzieć "Moje życie zależy ode mnie. To ja decyduję na co się godzę, a na co nie" (też wiem, bo się odważyłam).

Dochodzenie do samoświadomości to ciężka droga wymagająca samozaparcia, branie odpowiedzialności wymaga odwagi, ale jeśli się w sobie znajdzie tę siłę i odwagę, to satysfakcja  jaka w pewnym momencie przychodzi jest niesamowita.

8 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Faworytko!
Bardzo dobrze się Ciebie czyta, widać że RZECZYWIŚCIE zgłębiasz wrzoda. Mam nadzieję, że prezentując coraz już rzadszą wnikliwość "pociągniesz" wątek w odpowiednim kierunku. Niech moc Sfory będzie z Tobą (i wszystkimi potrzebującymi).
Poteflonom na pohybel.
Pozdrawiam.

8 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ostatnio dopadła mnie czarna seria finansowego pecha:

dwa tygodnie temu wysiadła mi lodówka - wydatek
w piątek mąż rozwalił auto, bo musiał sprawdzić kto dzwoni, chwila nie uwagi i bum - wydatek
a wczoraj dowiedziałam się, że likwidują moje stanowisko i za miesiąc zasilę rzesze bezrobotnych .....- brak funduszy na wydatki sad

ale nie to mnie martwi.... boję, że mąż znowu wykorzysta swoja przewagę i stracę ciężko wypracowana pozycję... jeżeli szybko nie znajdę pracy ( jestem przerażona jak czytam oferty pracy...) , to czeka mnie ciężki okres wypominania, naciskania i lekceważenia... sad

8 580

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To się posypało.
Znajdziesz coś, jesteś dobrym fachowcem. CV pod pachę i idź szukaj, ofert nie ma co przeglądać nawet. Jeszcze mi się nie zdarzyło pracy przez internet znaleźć. Chodziłam z papierami gdzie mnie zaniosło. Objechałam kiedyś dwa miasta. Ale wtedy nie znalazłam dopiero później, przypadkiem.

Posty [ 8 516 do 8 580 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 130 131 132 133 134 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026