netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 989 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 129 130 131 132 133 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 451 do 8 515 z 26 310 ]

8 451

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Niestety w odwracaniu kota ogonem jest w tym najlepszy, zaczynam mówić: oskarżasz mnie o kłamstwo, a on: a ty jak się zachowałaś w Święta i tym sposobem zapominam o pierwszym zdaniu i próbuje sobie przypomnieć co takie zrobiłam w te  wspomniane święta, a może miał na myśli inne święta...:D

szkoda na to mojego czasu i energii.....

Wiesz Ankinom ja już prawie rok nie jestem z mężem smile ale tłumaczenie się ze wszystkiego i do wszystkich pozostało. Swego czasu mama mi na to zwróciła uwagę ale prawdziwe zdziwienie a nawet przerażenie było po wysłuchaniu kilku nagrań naszych rozmów( to moje dowody do sądu).
Nie mogłam uwierzyć, że ciągle się mu tłumaczę , on oskarża a ja tłumaczę się i to na wiele sposobów ponieważ nie docierały do niego proste słowa, nie rozumiał co mówię i o czym więc aby dotarło do niego to na kilka sposobów próbowałam, dobierając coraz to nowe słowa jakby poprzednich nie rozumiał. To tak jak bym próbowała wytłumaczyć po polsku - nie zrozumiał to po rosyjsku- też nie to w kolejnym i kolejnym języku. Dzisiaj śmiać mi się z tego chce ale właściwie ten nawyk mi pozostał i jest to dowód na współuzależnienie.
Ta przytoczona rozmowa przez Ciebie to manipulacja jego i współuzależnienie Twoje. Też tak miałam i mam nadal. Jak widzę się z nim to dalej słyszę oskarżenia ale już potrafię inaczej reagować i nie przypominać sobie ani sytuacji ani jego słów na które on się powołuje. Potrafię obronić się jednym słowem np. nie jestem zainteresowana , nie interesuje mnie to, to nie twoja sprawa, zajmij się sobą. Przy nim kontroluję się by nie wdawać się w tłumaczenia . Gorzej jest na co dzień w stosunku do znajomych, rodziny. Wiele razy przyłapałam sie , że potrafię tłumaczyć się synom i też z tym walczę ( sama z sobą smile )  Tak jak Ty za wszelką cenę starałam się przekonać go do swoich słów, prawd, oczywistości ale to nie ma sensu . On wie, że takim zachowaniem kontroluje Cię. On dobrze wie co robi i mówi i po co jest przywoływanie do różnych sytuacji, zdarzeń, słów. To czysta manipulacja to czyste poddawanie sie jemu. Rajcuje go kiedy tłumaczysz się. To taka jego kontrola nad tobą. Mój jeszcze mąż zdziwiony jest kiedy krótko odpowiadam na jego oskarżenia np. to nie twoja sprawa, zajmij się swoim życiem. Dzisiaj kiedy słyszę, że jestem złą matką, krótko odpowiadam: możesz chłopców zabrać, może K będzie lepszą matką dla nich jak ja lub nie życzę sobie takich słów. Tak jest dzisiaj ale kiedyś tłumaczyłam, że jak może tak mówić, że życie jestem gotowa za dzieci oddać, że z siebie zrezygnowałam dla nich ( jak na kkzb przystało sad ), że , że , że i tłumaczeniom nie było końca. A on....miał ubaw i satysfakcję, że gotowa jestem flaki wypruć dla jego widzimisię. Przecież wiadomo, że jestem matką i kocham swoje dzieci nad  zycie i koniec i więcej nic nie trzeba mówić.
Piszesz, zapomniałam już o pierwszym zdaniu ale to zdanie to właśnie wstęp do tłumaczenia się. Oskarżasz mnie o kłamstwo i tu zaczyna się wyliczanka czyli tłumaczenie. Używaj raczej krótkich stwierdzeń: nie życzę żebyś mnie oskarżał, nie kłam , nie życzę sobie takich stwierdzeń , słów.
Na słowa : a jak ty się zachowałaś w święta jest tylko jedna odpowiedź : nie mam sobie nic do zarzucenia i nie chcę więcej na ten temat rozmawiać. My współuzależnione oczywiście musimy dociekać na czym polegało to nasze zachowanie w święta i zaraz będziemy przytaczały tysiące argumentów na to, ze byłyśmy fer. A on ma nadal ubaw.
Nie daj się Ankinom. Wiem, ze nie jest to proste ( też mam z tym problem) ale pracuję nad tym no i podjęłam jeszcze jedną próbę pomocy sobie w ośrodku dla współuzależnionych smile ( to już kolejna próba i ostatnia )
Ja też Wam kochane netkobietki życzę miłego weekendu i przesyłam piosenkę, którą jestem zauroczona ( wykonawczynią też smile )    http://www.youtube.com/watch?v=2vkADT7IA_k&feature=related

8 452

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co tam dzieje sie w Twojej sprawie hm..
Trochę się przy Tobie pogubiłam i nie wiem czy Ty rozwodzisz się czy o dziecko walczysz > Pozdrawiam.

8 453

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio, ja jedno i drugie. Nic nie jest ustalone, a wszystko się rozpadło prawie 3 lata temu.
Wszystko przede mną. Miała się sprawa unormować, ale niestety nic się nie zmieniłó. On i jego nowa pańcia się szarogęszą, a dziecko w większości jest tam, mimo, że to nie najszczęśliwsza kombinacja.

8 454

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio - tak, kobiety kzb-wiecznie się z czegoś tłumaczą. Ankinom, tez tak miałam, podejrzewam, że teraz, gdyby mąż 'zaatakował" tez znów język by mi plątał od tłumaczeń. Uwierz, że też tak miałam, że przez jego okręcanie kota ogonem czasami zapominałam właściwie o co w danej dyskusji chodziło, albo mojego pierwszego zdania. Doprowadzał też do tego, że na końcu to ja byłam winną i właściwie dochodziłam do wniosku, że znów o nic właściwie robię "szum". Trzeba się z tego wyrwać-jak pisze Zofia, przestać reagować na to, przestać dać mu się kontrolować, bo kim on w końcu jest?? Mamą czy tatą przed którą musiałyśmy tłumaczyć się jako dzieci?

8 455

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj też to znam, dosadnie to ujęłaś Liwio. Rozmawiamy, chcemy przekonać i nagle nie wiadomo o co chodzi, aż w końcu wychodzi na to, że to myśmy coś zepsuły. Nasza wina. Och ironio.
Ja tak właśnie mówiłam, "nie jesteś moim tatą, żeby mi rozkazywać", bo on tak właśnie się zachowywał, chciał mieć na własność, decydować, kierować i manipulować.

8 456

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie trzeba dużo energii, wystarczy jeden tekst. Taki na odczepnego.

Życze miłego weekendu.
Trzeba sobie nie dać.

To tak jak dziecko, któremu ktoś dokucza i mówi, mamo bo on mi tak powiedział i tak. Więc broń się i powiedz co czujesz. Jesteśmy sami na polu bitwy. Musimy sami stawić czoła. Czasem nie wiele trzeba.

Nawet gdyby to trochę energii pochłonęło czy nie warto pokazać, że jego uwagi nic dla Ciebie nie znaczą, że może sobie bleblać?

Hm,  gdybym ja się nie czepiała i cicho siedziała to dzisiaj byłabym "szczęśliwą " żoną - ale ,że zaczęłam coraz głośniej i częściej tupać nogą, to mój mąż stwierdził, ze już mnie nie kocha - bo łatwo kogoś kochać, w przenośni - jak się z tobą zgadza, gorzej jak to osoba ma własne zdanie i jego broni .... dlatego dzisiaj jestem tu gdzie jestem i wierz mi łagodna to ja nie jestem big_smile

ps. mój mąż zmienił strategie - jest bardzo milutki big_smile

8 457

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Zofio - tak, kobiety kzb-wiecznie się z czegoś tłumaczą. Ankinom, tez tak miałam, podejrzewam, że teraz, gdyby mąż 'zaatakował" tez znów język by mi plątał od tłumaczeń. Uwierz, że też tak miałam, że przez jego okręcanie kota ogonem czasami zapominałam właściwie o co w danej dyskusji chodziło, albo mojego pierwszego zdania. Doprowadzał też do tego, że na końcu to ja byłam winną i właściwie dochodziłam do wniosku, że znów o nic właściwie robię "szum". Trzeba się z tego wyrwać-jak pisze Zofia, przestać reagować na to, przestać dać mu się kontrolować, bo kim on w końcu jest?? Mamą czy tatą przed którą musiałyśmy tłumaczyć się jako dzieci?

Czasami próbuje sobie wmówić, że ja nie należę do KKZB, że nie jestem uzależniona - ale okłamuję sama siebie . Moje zachowane, potrzeba tłumaczenia się, obwiniana to symptomy tego uzależnienia.

Wiem jak ciężko się z tego wyrwać - ja czasami mam przebłyski, że jakby mąż powiedział, że chce wrócić to w pierwszej chwili bym się ucieszyła - na szczęście w pierwszej chwili, chociaż znając jego techniki manipulacji...

Spróbuje zachowywać się tak jak radzicie...

8 458 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-09 22:51:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Hm,  gdybym ja się nie czepiała i cicho siedziała to dzisiaj byłabym "szczęśliwą " żoną - ale ,że zaczęłam coraz głośniej i częściej tupać nogą, to mój mąż stwierdził, ze już mnie nie kocha - bo łatwo kogoś kochać, w przenośni - jak się z tobą zgadza, gorzej jak to osoba ma własne zdanie i jego broni .... dlatego dzisiaj jestem tu gdzie jestem i wierz mi łagodna to ja nie jestem big_smile

ps. mój mąż zmienił strategie - jest bardzo milutki big_smile

Ankinom jeśli zaczęłaś tupać to znaczy , ze coś Cię uwierało w tym związku i buntowałaś sie przeciwko temu. To Ty doszłaś do wniosku ( a może Twoja podświadomość) , że nie tak żyje i czuje się kochana i szczęśliwa kobieta. Najpierw był Twój sprzeciw a dopiero potem jego słowa i jakże prawdziwe. Nikt mi dzisiaj juz nie wmówi, że osoba, która kocha będzie ranić, zdradzać czy łgać.
Wnioskuję iż na Twoje zmiany ( szanowania siebie samej i niepozwalania na nie szanowanie przez innych) mąż zareagował " lekką dezorientacją". To tak jak z małym dzieckiem, któremu pozwalamy na wszystko( drapanie, szczypanie, kuksańce) a potem gdy konsekwentnie reagujemy( nie straszymy tylko działamy i to konsekwentnie) to  włączają mu się różne pomysły i reakcje na konsekwencje. Kiedy dziecko  po wielu próbach uświadamia sobie, że to nie nasze "widzimisie" tylko nasze wymagania odpuszcza. Jeśli się kogoś kocha nie rani się go a wręcz przeciwnie zabiega się o jego dobre samopoczucie. Jeśli dwie strony zabiegają o to, to znaczy, że ten związek jest zdrowy.
Ankinom masz jeszcze szanse na bycie szczęśliwą sama lub przy boku kogoś przy kim nic nie będzie Cię uwierało, przy kimś kto czule zajrzy Ci w oczy z obawą o Twoje samopoczucie. 
Piszesz milutki teraz.... no zdezorientowany biedaczek. Żonę mu na forum popsuto , nie płacze już biedaczka, nie patrzy z uwielbieniem w oczach a i obrażać sie nie daje. Oj Ty zła żono ! ...a może jak miły teraz pobędzie to Ankinom znowu sobie przypomni jak kochała mocno i ślepo i znowu będzie można wrócić do dawnej sytuacji i nawyków.
Tak Ankinom Ty masz męża, który przynajmniej nie łże w sprawach uczuciowych. Mój jak i innych z tego ale i innych wątków nie kochając łgał, ze kocha. Mógł urągać ale słowo kocham działało jak cudowne lekarstwo. U mnie to nawet amnezje wywoływało. Od razu zapominałam ,  że brzydził się mnie czy  nienawidził jak psa. W niepamięć też szło jego ulubione pijackie powiedzenie : masz jakiś problem to spie*****j. Kurcze miałam problem( to on był tym problemem tylko niestety jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam)i miał racje powinnam spi******ć i to jak najszybciej i jak najdalej od niego. Ufffff jak to dobrze, że już go nie ma big_smile

8 459

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Zofio - tak, kobiety kzb-wiecznie się z czegoś tłumaczą. Ankinom, tez tak miałam, podejrzewam, że teraz, gdyby mąż 'zaatakował" tez znów język by mi plątał od tłumaczeń. Uwierz, że też tak miałam, że przez jego okręcanie kota ogonem czasami zapominałam właściwie o co w danej dyskusji chodziło, albo mojego pierwszego zdania. Doprowadzał też do tego, że na końcu to ja byłam winną i właściwie dochodziłam do wniosku, że znów o nic właściwie robię "szum". Trzeba się z tego wyrwać-jak pisze Zofia, przestać reagować na to, przestać dać mu się kontrolować, bo kim on w końcu jest?? Mamą czy tatą przed którą musiałyśmy tłumaczyć się jako dzieci?

Czasami próbuje sobie wmówić, że ja nie należę do KKZB, że nie jestem uzależniona - ale okłamuję sama siebie . Moje zachowane, potrzeba tłumaczenia się, obwiniana to symptomy tego uzależnienia.

Wiem jak ciężko się z tego wyrwać - ja czasami mam przebłyski, że jakby mąż powiedział, że chce wrócić to w pierwszej chwili bym się ucieszyła - na szczęście w pierwszej chwili, chociaż znając jego techniki manipulacji...

Spróbuje zachowywać się tak jak radzicie...

wszystkie jesteśmy w klubie kzk, ale zachowania Twojego męża, czy mojego ex to forma przemocy psychicznej.

Teraz to już najczęściej śmieję się z całej sytuacji, z ciągłego obwiniania mnie o wszystko, o gradobicie też, no bo 4 lata to wystarczający czas żeby zostawić byłe życie w spokoju i w nowe wejść ze spokojem duszy.
Cieszę się bardzo, jak przełamuję jakieś bariery, które we mnie tkwiły. Pierwszą było powiedzenie NIE (25 lat nie wolno mi było), potem walczyłam, żeby znów się polubić, potem zaczęłam przyznawać się, że już nie muszę wszystkiego robić i wszystkiego umieć..nie umiałam nigdy, ale było to tylko kolejnym powodem do krytyki, nauczyłam się decydować, poznałam, czego tak naprawdę chcę i w jasny sposób o tym mówić.
W między czasie słyszałam stwierdzenia ex typu "masz dobrych doradców, którzy uczą cię jak mówić", tak jakbym sama rozumu nie miała.
A kilka miesięcy temu uśmiałam się serdecznie słysząc, że jestem harda (negocjowaliśmy ugodę, ja spokojnie, konstruktywnie, on w panice i bez zrozumienia)....jeszcze powinien powiedzieć, że jak nie zacznę się inaczej zachowywać, to przełoży mnie przez kolano i dostanę klapsa, ale najwidoczniej intelekt mu zaszwankował.

8 460

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Czasami próbuje sobie wmówić, że ja nie należę do KKZB, że nie jestem uzależniona - ale okłamuję sama siebie . Moje zachowane, potrzeba tłumaczenia się, obwiniana to symptomy tego uzależnienia.

Wiem jak ciężko się z tego wyrwać - ja czasami mam przebłyski, że jakby mąż powiedział, że chce wrócić to w pierwszej chwili bym się ucieszyła - na szczęście w pierwszej chwili, chociaż znając jego techniki manipulacji...

Spróbuje zachowywać się tak jak radzicie...

Nie Ankinom Ty jeszcze nie dowierzasz.... Ja Ty i wiele, wiele innych kobiet ( są też mężczyźni mkzb) jesteśmy uzależnione. Powiedz mi jak można komuś wybaczać obrażanie, bicie, zdrady. Czy w Twoim pojęciu miłość = okrucieństwo do kochanej osoby. Mój mąż mimo zapewnień nie kochał mnie bo mnie ranił a ja kochałam nie jego tylko to słowo przez niego wypowiadane : kocham cię. Chciałam być kochana i nie czyny się liczyły tylko słowa. To chyba na tym polega ta choroba. Niech bije, obraża ale niech będzie i niech mówi kocham. Oczywiście buntowałam się przeciwko przemocy ale wybaczałam .Cztery lata wybaczałam a dzisiaj nie mogę SOBIE tego wybaczania wybaczyć. Coraz lepiej poznaję swój problem i zaczynam go rozumieć i nie zasługa to terapii, psychologów tylko tego forum. To tu zaczynam "trzeźwo" postrzegać świat. W moim świecie nie musi być mężczyzny ( związane to jest nie z moją kkzb tylko z charakteropatią mojego męża) To całokształt naszego życia (26 lat) spowodował mój uraz do płci przeciwnej. Coraz bardziej poznaję i rozumiem swój problem i wiem aby być szczęśliwą nie muszę być w związku. Owszem miło jest wtulić się w połę marynarki ale i bez tego da sie wytrzymać smile Ważne abym mogła z uśmiechem witać kolejny dzień czego życzę sobie i innym.
Piszesz, że ucieszyłabyś się na jego powrót. Ok. to napisz nam za czym w nim tak tęsknisz, jaki był dla ciebie, że cieszyłabyś się z powrotu i nie rób nam LISTY ŻYCZEŃ . Napisz konkrety, punkt za punktem do jakich zachowań i słów tęsknisz . Ilość punktów dowolna.

8 461 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-09 22:58:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
annaJo napisał/a:

wszystkie jesteśmy w klubie kzk, ale zachowania Twojego męża, czy mojego ex to forma przemocy psychicznej.

tak annaJo masz rację ale ja dawałam mu przyzwolenie na takie zachowania. Mówił kocham i działało to na mnie jak pstryczek elektryczek. Słyszałam po pijaku ( jego pijaku) jesteś popie******na a na trzeźwo kocham cię i znowu byłam w raju. Przecież mąż mówi, że mnie kocha a jak tak mówi to znaczy tak jest. No mówił też coś po pijaku ale wódeczka to przecież  z niego tego złego uczyniła. Wytrzeźwiał, pstryczek elektryczek i ja znów szczęśliwa mężatka. Na trzeźwo były wymagania.... mina skwaszona, że brudno i ulica nieodśnieżona ale było też i kocham cię a ja przecież pokażę , że i ja kocham i nie chcąc widzieć jego minki skwaszonej i dnia następnego łapałam sie za odśnieżanie. Ja 165 cm i 54( w porywach 56) kg a on 182 cm i 100 ( w porywach 115) kg. niech zobaczy jaki ma pracowity skarb w domu i niech już sie nie chmurzy i nie dąsa. Właściwie to oczekiwałam słów zachwytu ( tylko na początku bo potem takie zajęcia przeszły już w mój zas**ny obowiązek)
Tak jest, była przemoc psychiczna bo przez 4 lata miał na to moje przyzwolenie. Dzisiaj już mojej zgody nie ma. Dzisiaj wymagam szacunku.

annaJo napisał/a:

Teraz to już najczęściej śmieję się z całej sytuacji, z ciągłego obwiniania mnie o wszystko, o gradobicie też, no bo 4 lata to wystarczający czas żeby zostawić byłe życie w spokoju i w nowe wejść ze spokojem duszy.

Ja jeszcze jestem na etapie oburzenia. Na siebie jestem oburzona za przyzwolenie na przemoc. Próbuję wybaczyć sobie ...a jemu... nie muszę. Nie jest mi do niczego potrzebne jakiekolwiek uczucie do niego.

annaJo napisał/a:

Cieszę się bardzo, jak przełamuję jakieś bariery, które we mnie tkwiły. Pierwszą było powiedzenie NIE (25 lat nie wolno mi było), potem walczyłam, żeby znów się polubić, potem zaczęłam przyznawać się, że już nie muszę wszystkiego robić i wszystkiego umieć..nie umiałam nigdy, ale było to tylko kolejnym powodem do krytyki, nauczyłam się decydować, poznałam, czego tak naprawdę chcę i w jasny sposób o tym mówić.

Też tak mam smile co do barier. Polubić siebie ? dużo o tym myślałam. Kim jestem ? co lubię? na te pytania jeszcze szukam odpowiedzi. Tak, jestem, czuję więc jestem ale ...kim ? kobietą? matką? a co to znaczy? tyle razy słyszałam : jesteś złą matką i żadna z ciebie kobieta ,że pogubiłam się. Lubię ciuszki, biżuterię ( mam jej cała komodę smile ), dbam o siebie, kocham chodzić w szpilkach, lubię czuć się atrakcyjna ( dla siebie big_smile ) Czy to wystarczy aby być kobietą ?A może kobietą być to znaczy uwodzić , zdradzać, oszukiwać, kłamać( taka nie byłam a może szkoda, że nie byłam ? ...a może trzeba żuć, pluć( a tego nie robię ) i rzucać ku***mi ( czego tez nie robię )... więc mam dylemat . Mąż miał rację byłam złą matką. Dzisiaj próbuję to nadrobić. Nie sprzątam po dzieciach (18 i 24 lata) nie sprzątam za nich, to one muszą pomagać mi przy porządkach w domu. Więcej z nimi rozmawiam, mniej pouczam więcej toleruję. Powoli przechodzimy na stopę przyjacielską. Chłopcy zauważają zmianę. Starszy nawet dzieli sie swoimi radościami i smutkami ze mną( zawsze był bardzo zamknięty ). Gościłam na sylwestra jego towarzystwo i po imprezie z dumą syn mi powiedział: mamo wszyscy znajomi jednogłośnie powiedzieli, ze mam bardzo fajna mamę big_smile . Ja też jestem z tego dumna big_smile . Tak więc chyba wiem co to znaczy być dobrą mama i idę w tym kierunku.
Czego chcę ? nie wiem. Wiem jedynie, ze pragnę szczęścia swoich dzieci, spokoju i w tajemnicy przyznam się, że chciałabym mieć wnuki. Poza tym czarna magia. Nie wiem co lubię. Uczę sie jednak intensywnie. Filharmonia, koncerty, odczyty, wystawy, pogadanki. Musze wszystkiego posmakować by zdecydować co lubię a co mi w ogóle nie pasuje. Aż wstyd się przyznać, że przez 26 lat  małżeństwa były ze 3 wyjścia do kina i 2 do teatru ( i to w ostatnim czasie)

annaJo napisał/a:

W między czasie słyszałam stwierdzenia ex typu "masz dobrych doradców, którzy uczą cię jak mówić", tak jakbym sama rozumu nie miała.
A kilka miesięcy temu uśmiałam się serdecznie słysząc, że jestem harda (negocjowaliśmy ugodę, ja spokojnie, konstruktywnie, on w panice i bez zrozumienia)....jeszcze powinien powiedzieć, że jak nie zacznę się inaczej zachowywać, to przełoży mnie przez kolano i dostanę klapsa, ale najwidoczniej intelekt mu zaszwankował.

no jak brat bliźniak tongue Ale na mnie to już nie działa. Mnie już nie interesuje co mówi. Boję się jednak jego działań ale jeszcze troszkę,jeszcze kilka tygodni.....

8 462

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A mój mąż podjął leczenie uzależnienia od alkoholu. Dziś 3 spotkanie od 17.....dotąd go nie ma, telefon głuchy, może rozładowany. Ja w sumie szczęśliwa, bo pojechał po spotkaniu robić interesy, bo chce nie pić, ale w sumie to znów mam jakiegoś doła, bo myślę gdzie on jest tyle godzin. Może znów cholera wie gdzie jeździ, może zamiast alkoholu teraz znów zaczną się kobiety. Na co ta moja walka właściwie?!
Przed wyjściem na terapię czytał o terapii, było m.in. napisane, żeby się nie stresował, unikał takowych sytuacji. I co? Znów był strzał we mnie "widzisz, nie możesz mnie denerwować", pytam "czym Cię denerwuję?"Odpowiedzi znów zamotane, byle wyszło na jego. Dążę do uzyskania odpowiedzi dalej i co słyszę "no nie biegaj wciąż z tym mopem i nie nadawaj, że wszędzie piachu, że nabrudziłem, bo to mnie irytuje". Uwierzcie mi, że się wściekłam i powiedziałam mu, że to jest pikuś z tym czego ja od niego doświadczam. Wkurzył mnie do tego stopnia, że powiedziałam mu, że to ja znosiłam jego nocne łajzy, że to ja patrzyłam jak jest pijany i wredny, że ja widocznie mam silny charakter, że to znoszę, a on słabiutki, skoro takie "pierdoły" go irytują, że nie obchodzi mnie jego leczenie i mam to gdzieś....Teraz pewnie "płacę" karę za to "pyskowanie" i nie wiem gdzie jest i co robi od prawie 2,5 godzin. Co robić? Jechać go szukać, kłaść się z trzęsącymi dłońmi spać? Ehhhhh

8 463

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
annaJo napisał/a:
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Zofio - tak, kobiety kzb-wiecznie się z czegoś tłumaczą. Ankinom, tez tak miałam, podejrzewam, że teraz, gdyby mąż 'zaatakował" tez znów język by mi plątał od tłumaczeń. Uwierz, że też tak miałam, że przez jego okręcanie kota ogonem czasami zapominałam właściwie o co w danej dyskusji chodziło, albo mojego pierwszego zdania. Doprowadzał też do tego, że na końcu to ja byłam winną i właściwie dochodziłam do wniosku, że znów o nic właściwie robię "szum". Trzeba się z tego wyrwać-jak pisze Zofia, przestać reagować na to, przestać dać mu się kontrolować, bo kim on w końcu jest?? Mamą czy tatą przed którą musiałyśmy tłumaczyć się jako dzieci?

Czasami próbuje sobie wmówić, że ja nie należę do KKZB, że nie jestem uzależniona - ale okłamuję sama siebie . Moje zachowane, potrzeba tłumaczenia się, obwiniana to symptomy tego uzależnienia.

Wiem jak ciężko się z tego wyrwać - ja czasami mam przebłyski, że jakby mąż powiedział, że chce wrócić to w pierwszej chwili bym się ucieszyła - na szczęście w pierwszej chwili, chociaż znając jego techniki manipulacji...

Spróbuje zachowywać się tak jak radzicie...

wszystkie jesteśmy w klubie kzk, ale zachowania Twojego męża, czy mojego ex to forma przemocy psychicznej.

Teraz to już najczęściej śmieję się z całej sytuacji, z ciągłego obwiniania mnie o wszystko, o gradobicie też, no bo 4 lata to wystarczający czas żeby zostawić byłe życie w spokoju i w nowe wejść ze spokojem duszy.
Cieszę się bardzo, jak przełamuję jakieś bariery, które we mnie tkwiły. Pierwszą było powiedzenie NIE (25 lat nie wolno mi było), potem walczyłam, żeby znów się polubić, potem zaczęłam przyznawać się, że już nie muszę wszystkiego robić i wszystkiego umieć..nie umiałam nigdy, ale było to tylko kolejnym powodem do krytyki, nauczyłam się decydować, poznałam, czego tak naprawdę chcę i w jasny sposób o tym mówić.
W między czasie słyszałam stwierdzenia ex typu "masz dobrych doradców, którzy uczą cię jak mówić", tak jakbym sama rozumu nie miała.
A kilka miesięcy temu uśmiałam się serdecznie słysząc, że jestem harda (negocjowaliśmy ugodę, ja spokojnie, konstruktywnie, on w panice i bez zrozumienia)....jeszcze powinien powiedzieć, że jak nie zacznę się inaczej zachowywać, to przełoży mnie przez kolano i dostanę klapsa, ale najwidoczniej intelekt mu zaszwankował.

Ij zaszwankował mu zaszwankował.
Ja też słyszałam o doradcach, to kosmici? Boże jakie durnie. Zaczynasz mówić i on nie wie co jest grane.

8 464

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

A mój mąż podjął leczenie uzależnienia od alkoholu.

a Liwia zapomniała o swojej chorobie kkzb i nie podjęła leczenia sad


Liwia napisał/a:

w sumie to znów mam jakiegoś doła, bo myślę gdzie on jest tyle godzin. Może znów cholera wie gdzie jeździ, może zamiast alkoholu teraz znów zaczną się kobiety. Na co ta moja walka właściwie?!

to sztandarowe objawy choroby kkzb : co on robi, gdzie jest.
Liwio co on robi ? daje ci dowody, że cię nie szanuje.  Gdzie jest ? jeśli nie w domu to znaczy, że tam gdzie nie powinien i to nie ma znaczenia, czy w barze czy w agencji towarzyskiej, JEDYNYM usprawiedliwieniem jego może być pobyt w szpitalu, kostnicy lub na statku obcych big_smile
NA co ta walka ? walczysz jak przystało na kkzb.  Pytasz no i pomyśl nad tym i daj nam tu wszystkim odpowiedź. Napisz nam o co walczysz i dlaczego. I proszę napisz to w punktach.

Liwia napisał/a:

Dążę do uzyskania odpowiedzi

pięknie to napisałaś. Stwórz więc listę i w punktach napisz dlaczego z nim jesteś i co on Ci daje, że tak o niego walczysz i dlaczego o niego walczysz ? Powyższa lista da Ci to do czego dążysz.


Liwia napisał/a:

się wściekłam i powiedziałam mu, że to jest pikuś z tym czego ja od niego doświadczam. Wkurzył mnie do tego stopnia, że powiedziałam mu, że to ja znosiłam jego nocne łajzy, że to ja patrzyłam jak jest pijany i wredny

oto kilka podpowiedzi do Twojej listy


Liwia napisał/a:

ja widocznie mam silny charakter, że to znoszę, a on słabiutki

niestety Liwio to nie silny charakter to choroba kkzb zmusza Cię do znoszenia tego. Ja też myślałam jak Ty, ja silna on słabieńki a prawda jest taka, ze ich słabość to właśnie to , że nas nie kochają (bo nie szanują) a nasz silny charakter to choroba kkzb. Mieć go za wszelką cenę. Niech będzie i niech mam to poczucie, że jest i kocha.


Liwia napisał/a:

Teraz pewnie "płacę" karę za to "pyskowanie" i nie wiem gdzie jest i co robi od prawie 2,5 godzin. Co robić? Jechać go szukać, kłaść się z trzęsącymi dłońmi spać? Ehhhhh

Ehhhhh ta choroba kkzb co z nami robi? szukamy, kontrolujemy, tłumaczymy, żądamy, egzekwujemy, szantażujemy i serca i dłonie nam drżą. Drżą bo tracimy go, bo zrywa się ze sznurka ten który wyraźnie pokazuje nam, ze nas nie szanuje i nie kocha. Może chlać w barach do świtu ale wraca a jak wraca to radość w nas przeogromna bo to dowód na to , że kocha. Ja kochana Liwio potrafiłam z pijanym mężem całą noc przesiedzieć w samochodzie. Był tak pijany, ze nie mógł ustać na nogach a ponieważ jest dwa razy cięższy to nie dałam rady wziąć go na barana. Oczywiście gdyby był lżejszy to bym poniosła biedaczka do domku do łóżeczka big_smile . Ok. nie dałam rady zanieść więc dałam radę kołderkę przynieść do samochodu ( a zima była). Siedziałam razem z nim bo jeszcze obudził by sie w nocy i chciał iść do domu a przecież przy pierwszym kroku upadłby  i ząbki powybijał lub nóżkę złamał. Rano obudził się rześki i mocno zdziwiony. TŁUMACZYŁAM ( o zgrozo ! ), że nie mógł o własnych siłach iść, że za ciężki by go nieść, że mógł zamarznąć, że tak sie poświęciłam czuwając nad nim całą noc i wiesz co usłyszałam ? po co tu siedziałaś, trzeba było położyć się do łóżka. Ponieważ ja kkzb byłam więc mojemu oburzeniu nie było końca. Ja tak się poświęcałam ( w imię miłości) a on tego nie docenia popapraniec jeden. A dzisiaj wiem, ze to ja popaprańcem byłam. On rozsądnie mówił. Prawda, trzeba było zostawić i to bez kołderki i samej wygodnie położyć się w wygodnym i ciepłym łóżku. Gdyby mnie kochał to nie piłby tyle alkoholu ( wie, ze nie znoszę ludzi pijanych, że mam na nich alergię) i wdzięczny byłby za okazywaną troskę. 
Jeśli partner wymyka się, ukrywa, znika, telefon wyłącza to to są DOWODY na to , że nas nie kocha i lekceważy prawda ?. Jeśli szukamy, sprawdzamy, wydzwaniamy, umoralniamy to są to DOWODY na naszą kkzb prawda ?
To nasze umoralnianie to chyba chęć wychowania juz dorosłego człowieka i to wychowania według naszego widzimisię. A on widzi inaczej. Ja nie chcę męża pijącego a on chce pić i nie przestaje. Wniosek dla zdrowej kobiety jest jeden. Nie szanuje mojego zdania, nie chce przestać w imię swojej miłości( więc jej chyba nie ma) więc do widzenia. My kkzb będziemy tłumaczyć, żądać w imię NASZEJ miłości, za rękę po poradniach prowadzać, kołderką w aucie przykrywać, po rowach szukać i do domu ciągnąć. My będziemy wybaczać, wybaczać, wybaczać i wszystko wybaczać i to w imię naszej miłości. On nie kocha? no jak nie ? On Musi mnie kochać bo ja z tego doskonałego rodzaju jestem. Jestem doskonałą partnerką i jeszcze do tego wszystko potrafię wybaczyć> Są i takie co i sińce wybaczą ( po 7 dniach śladu nie ma), zęby wybite ( można uzupełnić przecież), nos złamany ( kiedyś opuchlizna zejdzie) ręce połamane - na gipsie nie pisze MĄŻ MI TO ZROBIŁ a gdyby nawet pisało to my kkzb obandażujemy ten gips a przecież gips w końcu zdejmą i na śmietnik wyrzucą. My kkzb wszystko zniesiemy dla naszej miłości i jeszcze skrzętnie przed wszystkimi:" ślady zbrodni zatrzemy". My też wszystko to wybaczymy nawet jeśli ta z siekierą w plecach przeżyłaby tez by to wybaczyła swojemu KOCHANEMU mężowi.
To my dajemy im przyzwolenie na takie zachowanie a tak mogą zachowywać się tylko osoby, które nie kochają nas i nie szanują.
Ja ukrywałam przed wszystkimi przemoc psychiczną stosowaną na mnie. Nigdy nie wezwałam policji. Dzisiaj wiem, dopiero dzisiaj wiem dlaczego nie wzywałam policji - żałowałam go ( poważnie) żal mi było narażać go na stres związany z interwencją policji. Nie siebie mi było szkoda i nie dzieci tylko jego. Może on by się bronił przed zabraniem go na wytrzeźwiałkę , może zrobiłby sobie coś w trakcie tej obrony. No czy to nie jest chore ? czy ja nie byłam chora ?
Liwio chciałabym powiedzieć Ci walcz bo on cie kocha i warto walczyć. Niestety muszę być szczera i powiem Ci : TWÓJ MĄŻ NIE KOCHA CIĘ i żebyś na sznurku prowadzała go jak psiaka do: poradni, pracy ,do domu, na plac zabaw to on i tak Cię nie pokocha i nie zatrzymasz go. On ten sznurek gotowy jest przegryźć i zwiać jak najdalej od ciebie. Zwiać tam gdzie mu dobrze, gdzie lubi być : bary, koledzy, ramiona innej. Jeśli go nawet usidlisz to na chwilę. Przy pierwszej lepszej okazji zwieje i prawda jest taka, ze zwieje od twojej chorej miłości. My osaczamy, kontrolujemy, żądamy. On musi być nasz i musi zrozumieć, że my go kochamy a my... a my nie musimy zrozumieć , że on nie kocha. To nas nie interesuje. On powinien nas kochać i basta !
Ja stając się kkzb zaczęłam sama siebie nienawidzić. Żądałam by mnie kochał a siebie kochać przestawałam. Pokochać siebie ? Jeszcze nie umiem , jeszcze nie wybaczyłam sobie wielu rzeczy. A muszę wybaczyć sobie przymuszanie go do miłości i szacunku, swoją głupotę, ślepotę. Tyle mi dawał sygnałów, że nie kocha mnie a ja szłam w zaparte. Mówi, że kocha to kocha i dla tego słowa wiele byłam gotowa znieść. Każde zajście usprawiedliwiałam lub puszczałam w niepamięć. Dziś nazywam to głupota ale kiedyś dumna byłam ze swej WYROZUMIAŁOŚCI.

8 465 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-10 10:37:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Czasami próbuje sobie wmówić, że ja nie należę do KKZB, że nie jestem uzależniona - ale okłamuję sama siebie . Moje zachowane, potrzeba tłumaczenia się, obwiniana to symptomy tego uzależnienia.

Wiem jak ciężko się z tego wyrwać - ja czasami mam przebłyski, że jakby mąż powiedział, że chce wrócić to w pierwszej chwili bym się ucieszyła - na szczęście w pierwszej chwili, chociaż znając jego techniki manipulacji...

Spróbuje zachowywać się tak jak radzicie...

Nie Ankinom Ty jeszcze nie dowierzasz.... Ja Ty i wiele, wiele innych kobiet ( są też mężczyźni mkzb) jesteśmy uzależnione. Powiedz mi jak można komuś wybaczać obrażanie, bicie, zdrady. Czy w Twoim pojęciu miłość = okrucieństwo do kochanej osoby. Mój mąż mimo zapewnień nie kochał mnie bo mnie ranił a ja kochałam nie jego tylko to słowo przez niego wypowiadane : kocham cię. Chciałam być kochana i nie czyny się liczyły tylko słowa. To chyba na tym polega ta choroba. Niech bije, obraża ale niech będzie i niech mówi kocham. Oczywiście buntowałam się przeciwko przemocy ale wybaczałam .Cztery lata wybaczałam a dzisiaj nie mogę SOBIE tego wybaczania wybaczyć. Coraz lepiej poznaję swój problem i zaczynam go rozumieć i nie zasługa to terapii, psychologów tylko tego forum. To tu zaczynam "trzeźwo" postrzegać świat. W moim świecie nie musi być mężczyzny ( związane to jest nie z moją kkzb tylko z charakteropatią mojego męża) To całokształt naszego życia (26 lat) spowodował mój uraz do płci przeciwnej. Coraz bardziej poznaję i rozumiem swój problem i wiem aby być szczęśliwą nie muszę być w związku. Owszem miło jest wtulić się w połę marynarki ale i bez tego da sie wytrzymać smile Ważne abym mogła z uśmiechem witać kolejny dzień czego życzę sobie i innym.
Piszesz, że ucieszyłabyś się na jego powrót. Ok. to napisz nam za czym w nim tak tęsknisz, jaki był dla ciebie, że cieszyłabyś się z powrotu i nie rób nam LISTY ŻYCZEŃ . Napisz konkrety, punkt za punktem do jakich zachowań i słów tęsknisz . Ilość punktów dowolna.

I widzisz tutaj jest problem - bo ja nie tęsknię do niego takiego jak JEST, no może kilka punktów bym znalazła, ale teraz czuję się oszukana, zraniona, że one przestały mieć znaczenie.

Masz rację Zofio, jego słowa, zachowanie, sposób traktowania mnie nie były objawem miłości, ale tak jak napisała AnnoJo - przemocą psychiczną, a ja świetnie wcieliłam się w rolę ofiary. Tak skutecznie, że nie umiem normalnie funkcjonować, bez niego... i to chyba jest to uzależnienie, czasami łapię się na tym, że jak pozwolę jemu odejść to wtedy nigdy nie usłyszę: KOCHAM, a przecież całe życie swoim zachowanie próbowałam zasłużyć sobie na te słowa...(kolejny objaw uzależnienia)

Jedynie całkowite odcięcie od niego pozwoli mi normalnie funkcjonować...stąd te wniosek o rozwód, to jedyna droga to fizycznego uwolnienia się...

Cieszę się, że w końcu dzięki Wam, przeczytanym książką i paradoksalnie dzięki mężowi zrozumiałam swój problem - bo wcześniej coś mi nie pasowało, uwierało, ale myślałam, że tak musi być, bo przecież się kochamy ( ja w swojej naiwności w to wierzyłam!). Dzisiaj wiem, że nasz związek był i jest chory i jak tak dłużej nie mogę.  Chociaż są chwile, że się boje jak ja sobie sama poradzę, ale też są chwile kiedy czuję się fajnie i to są dni kiedy jego nie ma w domu, to wtedy zrozumiałam, że ja jego wcale nie kocham tylko boję się wziąć z życiem za bary, boję się odpowiedzialności za swoje życie, że będę sama odpowiadała za swoje wybory... po latach ubezwłasnowolnienia to jest trudne, jak bardzo to rozumieją to dziewczyny, które dopiero się "uwolniły"...

8 466 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-01-10 10:55:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
annaJo napisał/a:

wszystkie jesteśmy w klubie kzk, ale zachowania Twojego męża, czy mojego ex to forma przemocy psychicznej.

tak annaJo masz rację ale ja dawałam mu przyzwolenie na takie zachowania. Mówił kocham i działało to na mnie jak pstryczek elektryczek. Słyszałam po pijaku ( jego pijaku) jesteś popie******na a na trzeźwo kocham cię i znowu byłam w raju. Przecież mąż mówi, że mnie kocha a jak tak mówi to znaczy tak jest. No mówił też coś po pijaku ale wódeczka to przecież  z niego tego złego uczyniła. Wytrzeźwiał, pstryczek elektryczek i ja znów szczęśliwa mężatka. Na trzeźwo były wymagania.... mina skwaszona, że brudno i ulica nieodśnieżona ale było też i kocham cię a ja przecież pokażę , że i ja kocham i nie chcąc widzieć jego minki skwaszonej i dnia następnego łapałam sie za odśnieżanie. Ja 165 cm i 54( w porywach 56) kg a on 182 cm i 100 ( w porywach 115) kg. niech zobaczy jaki ma pracowity skarb w domu i niech już sie nie chmurzy i nie dąsa. Właściwie to oczekiwałam słów zachwytu ( tylko na początku bo potem takie zajęcia przeszły już w mój zas**ny obowiązek)


Ale na mnie to już nie działa. Mnie już nie interesuje co mówi. Boję się jednak jego działań ale jeszcze troszkę,jeszcze kilka tygodni.....

ja też dawałam się nabrać na te słowa i dawałam z siebie więcej i więcej, a  kiedy mi mąż powiedział, że wcale tego nie czuł, mówił kocham tylko po to, abym fajnie się poczuła, byłam oburzona, że jak on mógł mnie tak oszukiwać... przepłakałam przez to kilka dni... ale dzisiaj przyznaje jemu rację! tak on nie kochał, bo kochanej osoby się nie rani...


ja niestety jeszcze jestem podatna na jego słowa, krytykę, a już nie powinnam....

8 467

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

A mój mąż podjął leczenie uzależnienia od alkoholu. Dziś 3 spotkanie od 17.....dotąd go nie ma, telefon głuchy, może rozładowany. Ja w sumie szczęśliwa, bo pojechał po spotkaniu robić interesy, bo chce nie pić, ale w sumie to znów mam jakiegoś doła, bo myślę gdzie on jest tyle godzin. Może znów cholera wie gdzie jeździ, może zamiast alkoholu teraz znów zaczną się kobiety. Na co ta moja walka właściwie?!

Szczęśliwa jesteś ponieważ podjął leczenie- oczywiście robi to dla ciebie nie siebie. On przecież nie ma problemu z alkoholem. Przecież to nie jego pomysł i decyzja o leczeniu.Czy masz satysfakcję, że robi to dla Ciebie ? jeśli ją masz to szybko musisz się nią cieszyć bo on za chwilę będzie Cię oszukiwał,że chodzi na tą terapię a Ty jako kkzb będziesz go sprawdzać i kontrolować i na sznurku prowadzać. On tam poszedł abyś gderać przestała.
Telefon głuchy, może rozładowany a może przez przypadek wyłączył a może upadł na podłogę i się zepsuł i my tak potrafimy godzinami domyślać się co się stało z tym telefonem ale do głowy nam nie przyjdzie, ze on ma nas głęboko w d***e i nie interesuje go nasza obawa o niego. On wie, że nic po powrocie nie musi mówic o telefonie a my i tak wybaczymy ten brak uszkodzenia telefonu i sprawną baterię, my wybaczymy nawet słowa a co Cię to obchodzi gdzie byłem , to nie twoja sprawa. Prawda kobietki kkzb, ze wybaczymy ? Zdrowa powiedziałaby : nie życzę sobie takiego traktowania i żegnam a my kkzb wybaczymy i jemu i sobie.
Bo chce nie pić , hmmm czy on czy Ty chcesz by on nie pił? to się niedługo okaże. Jeśli on to już za chwilę nie powinien sięgać po alkohol, jeśli Ty to popijać będzie.
Masz doła bo nie wiesz gdzie poszedł po terapii od uzaleznienia od picia. Liwio Ty przecież wierz gdzie on poszedł. On poszedł po swoje uzależnienie : alkohol lub kobiety. Ty to czujesz całą sobą , Twoje serce drży i dłonie. Wierz ale bronisz się przed tym faktem i to jest właśnie ta cholerna choroba kkzb.
.

Liwia napisał/a:

I co? Znów był strzał we mnie "widzisz, nie możesz mnie denerwować", pytam "czym Cię denerwuję?"Odpowiedzi znów zamotane, byle wyszło na jego. Dążę do uzyskania odpowiedzi dalej i co słyszę "no nie biegaj wciąż z tym mopem i nie nadawaj, że wszędzie piachu, że nabrudziłem, bo to mnie irytuje".

Do czego Ci te odpowiedzi. Po co ? Po co dążysz do odpowiedzi ? On Ci pewnie nie raz mówił , że czuje się osaczony, kontrolowany i nie jest z tym mu dobrze. Wzięłaś pod rozwagę te jego tłumaczenia? oczywiście, ze nie. Nam kkzb można długo tłumaczyć a my i tak swoje >
Ma rację chłop, nie biegaj wciąż z tym mopem. Pzrekaż mu mopa niech i on ma jakiś udział w tym domu i w porządkach.
.

Liwia napisał/a:

Uwierzcie mi, że się wściekłam i powiedziałam mu, że to jest pikuś z tym czego ja od niego doświadczam. Wkurzył mnie do tego stopnia, że powiedziałam mu, że to ja znosiłam jego nocne łajzy, że to ja patrzyłam jak jest pijany i wredny,

Wierzę Ci . Jako kkzb też się wściekałam i też tłumaczyłam, że moje wymagania są słuszne i to co ja mówię to jest pikuś przy tym co mówi on i co on robi.
No tak Ty znosiłaś jego nocne łajzy. Napisz dlaczego je znosiłaś. Dlaczego się na to godziłaś, dlaczego wybaczałaś.
No tak Ty patrzyłaś jak jest pijany i wredny. Napisz dlaczego patrzyłaś, dlaczego wybaczałaś mu pijaństwo i wredotę.
Ehhh my kkzb zniesiemy wszystko w imię naszej miłości sad

8 468

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Jedynie całkowite odcięcie od niego pozwoli mi normalnie funkcjonować...stąd te wniosek o rozwód, to jedyna droga to fizycznego uwolnienia się...

Ankinom my psychicznie musimy uwolnić sie i nie od nich tylko od swojej choroby.
Aby zacząć odejście fizyczne jest rozwód, wyprowadzka. By odejść psychicznie....rozwód to za mało. Trzeba ZROZUMIEĆ SWÓJ PROBLEM ( a mamy go) a potem juz  z górki
Aby zacząć ten proces zrób listę od której tak pięknie mi uciekłaś. Stwórz ją i umieść na forum. Zrób to dla mnie i dla siebie proszę .

ankinom napisał/a:

po latach ubezwłasnowolnienia to jest trudne, jak bardzo to rozumieją to dziewczyny, które dopiero się "uwolniły"...

Kochana ale to my się ubezwłasnowolniamy a nie nas ubezwłasnowolniają. To jest właśnie ta choroba, ze to my same sobie robimy krzywdę a myślimy, ze to my jesteśmy krzywdzone przez innych. Nie kochana to my same same siebie krzywdzimy. To jak z chorobą samoagresji.
To jest trudne. Trudno zrozumieć chorobę kkzb.
Byłam nieszczęśliwa z mężem. bałam się samotności i odpowiedzialności i za siebie i za dzieci. Kiedy rozszyfrowałam  to wstrętne choróbsko jest mi łatwiej. Jeszcze tylko do pełni szczęścia brakuje mi miłości do siebie. Pisałam juz wiele razy, że nie mogę sobie wybaczyć. Może z czasem wybaczę sobie a może jak jeszcze doczytam to znajdę jakiś sposób na wybaczenie sobie.



Ankinom czekam na listę.

8 469

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam .Przeczytałam spore fragmenty tego wątku i tak jakoś smutno mi się zrobiło bo uświadomiłam sobie , że i ja mam problem , który wy nazywacie kkzb. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Po ok. 5 latach zaczęło między nami coś się psuć. On twierdził , że to z mojego powodu , ale to nie ja pisałam czułe smsy , wychodziłam na dwór żeby zadzwonić lub odebrać tel. o różnych porach , to nie ja nosiłam komórkę zawsze w kieszeni i zabierałam ją nawet do łazienki podczas kąpieli. Zaczęłam być podejrzliwa i po prostu go szpiegować i wydało się . Była dziewczyna z którą się spotykał romansował po prostu . Nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej , ale dla mnie to już była zdrada i szok jednocześnie bo uświadomiłam sobie ,że skoro tak się dzieje to on chyba już mnie nie kocha. Tak bardzo chciałam wtedy usłyszeć , że tamto, nie ma żadnego znaczenia, zwykła przelotna znajomość ,że wciąż mnie kocha. Zamiast tego usłyszałam że jestem popi....na , pojeb...na i w główce mi się pier...li i w ogóle żebym się od niego odp....ła i przestała się wtrącać w jego życie. Wyprowadził się . Dzwoniłam do niego płakałam ., błagałam żeby wrócił.Poniżałam się okropnie. Wrócił. Być może ze względu na dzieci , ale wrócił. Jesteśmy razem ale jakby osobno . Od 10 lat ani raz nie powiedział że kocha za to mnóstwo epitetów pod moim adresem usłyszałam sporo. Nie spędzamy razem czasu . On w wolnym czasie siada przed komp. i przegląda strony erotyczne, portale randkowe i twierdzi że jest dorosły i mu wolno. nie obchodzi go to że mnie tym rani a moja i tak niska samoocena spada i spada. Ma też jeszcze jedno "fajne" hobby, lubi podglądać ludzi . Wieczorem zabiera lornetkę i wychodzi podglądać naszą sąsiadkę (szczerze mówiąc żal mi trochę tej dziewczyny), też jak kiedyś go na tym przyłapałam to zwymyślał mnie na czym świat stoi. A ja wciąż z nim jestem , czy go jeszcze kocham nie wiem , ale nie umiem i nie CHCĘ się z nim rozstać. Dlaczego? 1.mamy dzieci 2. co ludzie powiedzą 3. boję się być sama ! . Czytałam wiele waszych postów w których opisujecie wasze historie i jak ja stwierdzacie że jesteście kkbz , ale nie doczytałam się nigdzie jak sobie z tym radzić ,jak żyć, czy rzeczywiście jedyny sposób to jest rozstanie?

8 470

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Jedynie całkowite odcięcie od niego pozwoli mi normalnie funkcjonować...stąd te wniosek o rozwód, to jedyna droga to fizycznego uwolnienia się...

Ankinom my psychicznie musimy uwolnić sie i nie od nich tylko od swojej choroby.
Aby zacząć odejście fizyczne jest rozwód, wyprowadzka. By odejść psychicznie....rozwód to za mało. Trzeba ZROZUMIEĆ SWÓJ PROBLEM ( a mamy go) a potem juz  z górki
Aby zacząć ten proces zrób listę od której tak pięknie mi uciekłaś. Stwórz ją i umieść na forum. Zrób to dla mnie i dla siebie proszę .

ankinom napisał/a:

po latach ubezwłasnowolnienia to jest trudne, jak bardzo to rozumieją to dziewczyny, które dopiero się "uwolniły"...

Kochana ale to my się ubezwłasnowolniamy a nie nas ubezwłasnowolniają. To jest właśnie ta choroba, ze to my same sobie robimy krzywdę a myślimy, ze to my jesteśmy krzywdzone przez innych. Nie kochana to my same same siebie krzywdzimy. To jak z chorobą samoagresji.
To jest trudne. Trudno zrozumieć chorobę kkzb.
Byłam nieszczęśliwa z mężem. bałam się samotności i odpowiedzialności i za siebie i za dzieci. Kiedy rozszyfrowałam  to wstrętne choróbsko jest mi łatwiej. Jeszcze tylko do pełni szczęścia brakuje mi miłości do siebie. Pisałam juz wiele razy, że nie mogę sobie wybaczyć. Może z czasem wybaczę sobie a może jak jeszcze doczytam to znajdę jakiś sposób na wybaczenie sobie.



Ankinom czekam na listę.

Napiszę za co jego pokochałam, bo dzisiaj wiele tych rzeczy zmieniało się, on się zmienił, ja się zmieniłam..

- odpowiedzialność, czułam, że o mnie dba pod względem finansowym,
- czułam się przy nim bezpieczna
- inteligentny - ma ogromną wiedzę i miał zainteresowania - lubiłam słuchać o tych różnych ciekawych rzeczach
- rozpieszczał mnie - takie małe, drobne gesty
- fajnie, wspólnie spędzaliśmy czas: spacery, wycieczki, kino, knajpa, kanapa big_smile, bieganie, jazda na rowerze, latem wakacje pod namiotem, żagle...
- czuły, czasem romantyczny, zabawny
- wymagający ( w początkowej fazie naszej znajomości uważałam, że to dla mojego dobra, że chce dla mnie najlepiej
- wspierał mnie, mogłam na niego liczyć...
- był dumny ze mnie
- często komplementował

a po latach każdy tych punktów powoli zanikał, pozostał jeden: wymagający

a ja tęsknię do tego, jaki był kiedyś....

8 471

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

lori,
do przeczytania masz cały wątek, bo wielokrotnie różne osoby podawały swój sposób na radzenie sobie ze swoim problemem. W olbrzymim skrócie polega to na przemeblowaniu swojego sposobu myślenia, czyli uniezależnieniu się od opinii innych, w tym własnego partnera oraz uwierzeniu w swoją wartość jako człowieka, niekoniecznie doczepionego do mężczyzny. Można to robić na własną rękę, można - korzystając z pomocy specjalisty, czyli idąc na własną terapię.

8 472

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
lori napisał/a:

Witam .Przeczytałam spore fragmenty tego wątku i tak jakoś smutno mi się zrobiło bo uświadomiłam sobie , że i ja mam problem , który wy nazywacie kkzb. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Po ok. 5 latach zaczęło między nami coś się psuć. On twierdził , że to z mojego powodu , ale to nie ja pisałam czułe smsy , wychodziłam na dwór żeby zadzwonić lub odebrać tel. o różnych porach , to nie ja nosiłam komórkę zawsze w kieszeni i zabierałam ją nawet do łazienki podczas kąpieli. Zaczęłam być podejrzliwa i po prostu go szpiegować i wydało się . Była dziewczyna z którą się spotykał romansował po prostu . Nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej , ale dla mnie to już była zdrada i szok jednocześnie bo uświadomiłam sobie ,że skoro tak się dzieje to on chyba już mnie nie kocha. Tak bardzo chciałam wtedy usłyszeć , że tamto, nie ma żadnego znaczenia, zwykła przelotna znajomość ,że wciąż mnie kocha. Zamiast tego usłyszałam że jestem popi....na , pojeb...na i w główce mi się pier...li i w ogóle żebym się od niego odp....ła i przestała się wtrącać w jego życie. Wyprowadził się . Dzwoniłam do niego płakałam ., błagałam żeby wrócił.Poniżałam się okropnie. Wrócił. Być może ze względu na dzieci , ale wrócił. Jesteśmy razem ale jakby osobno . Od 10 lat ani raz nie powiedział że kocha za to mnóstwo epitetów pod moim adresem usłyszałam sporo. Nie spędzamy razem czasu . On w wolnym czasie siada przed komp. i przegląda strony erotyczne, portale randkowe i twierdzi że jest dorosły i mu wolno. nie obchodzi go to że mnie tym rani a moja i tak niska samoocena spada i spada. Ma też jeszcze jedno "fajne" hobby, lubi podglądać ludzi . Wieczorem zabiera lornetkę i wychodzi podglądać naszą sąsiadkę (szczerze mówiąc żal mi trochę tej dziewczyny), też jak kiedyś go na tym przyłapałam to zwymyślał mnie na czym świat stoi. A ja wciąż z nim jestem , czy go jeszcze kocham nie wiem , ale nie umiem i nie CHCĘ się z nim rozstać. Dlaczego? 1.mamy dzieci 2. co ludzie powiedzą 3. boję się być sama ! . Czytałam wiele waszych postów w których opisujecie wasze historie i jak ja stwierdzacie że jesteście kkbz , ale nie doczytałam się nigdzie jak sobie z tym radzić ,jak żyć, czy rzeczywiście jedyny sposób to jest rozstanie?

Witaj Lori

Wydaje mnie się i dziewczyny tutaj pisały - jedyne wyjście to rozstanie.... nie pisały jak sobie z tym radzić, bo po prostu miały dosyć swojego życia w takim wydaniu. Czy nie czujesz, ze ten związek Ciebie wypala? a może liczysz, że on znowu Ciebie pokocha? Rozumiem, twoje powody, dla których z nim jesteś: wszechogarniający strach, a dojdzie do tego frustracja, poczucie beznadziejności, lęki, poczucie straconych lat i poczucie winy. W pewnym momencie zapomnisz co on takiego zrobił, tylko zadasz sobie pytanie: jak ja do tego mogłam doprowadzić, dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że on mnie nie kocha...może bym coś zadziała, zmieniała siebie, jego i wszystko dookoła.... a prawda jest taka, że mąż w pewnym momencie przestał Ciebie kochać i nie miałaś na to wpływu, a zgadzając się przez lata na takie zachowanie względem siebie te uczucia oddalałaś.... a dzisiaj zachowanie Twojego męża w bardzo jaskrawy sposób pokazuje jakie żywi względem Ciebie uczucia a dodatkowo świetnie się bawi, kiedy widzi Twoje łzy.... i tak będzie dopóki Twoje "nie CHCĘ się z nim rozstać" zamienisz na: "Chcę być szczęśliwa" ....taką drogę wybrało wiele dziewczyn, które były autorkami tych postów....i to nie była łatwa droga....

8 473

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Napiszę za co jego pokochałam, bo dzisiaj wiele tych rzeczy zmieniało się, on się zmienił, ja się zmieniłam..

- odpowiedzialność, czułam, że o mnie dba pod względem finansowym,
- czułam się przy nim bezpieczna
- inteligentny - ma ogromną wiedzę i miał zainteresowania - lubiłam słuchać o tych różnych ciekawych rzeczach
- rozpieszczał mnie - takie małe, drobne gesty
- fajnie, wspólnie spędzaliśmy czas: spacery, wycieczki, kino, knajpa, kanapa big_smile, bieganie, jazda na rowerze, latem wakacje pod namiotem, żagle...
- czuły, czasem romantyczny, zabawny
- wymagający ( w początkowej fazie naszej znajomości uważałam, że to dla mojego dobra, że chce dla mnie najlepiej
- wspierał mnie, mogłam na niego liczyć...
- był dumny ze mnie
- często komplementował

No właśnie kiedyś....a co było a nie jest nie pisze się w rejestr !

To jest właśnie lista wspomnień i życzeń
To jest Twoja złuda o którą my kkzb walczymy z partnerami. Byłeś i masz dalej taki być. Masz mnie kochać.  Masz taki być nie dlatego, ze Ty chcesz tylko JA chcę. On nie chce być taki jak kiedyś a my tego nie bierzemy pod rozwagę. DOMAGAMY SIĘ BY BYŁ TAKI Z NASZYCH ŻYCZEŃ I MARZEŃ.
Nie jest taki jak my sobie życzymy i tu zaczynamy działać. Zmienia.my się.  To jak my się zmienimy to może i on się zmieni. Nie, na pewno jak my się zmienimy to i on się zmieni. więc my się zmieniamy a on? ooooo nie zmienił się? to ja może inaczej będę postępowała , będę lepsza to i on będzie lepszy . Oooo, nie jest? To może ja mu wytłumaczę, że powinien być lepszy ? też nie działa ? hmm, to inaczej mu wytłumaczę.... i tak to się właśnie odbywa.
Oszukał a my zamiast wyraźnie powiedzieć nie życzę sobie więcej kłamstw udajemy, ze nic się nie stało. A jak oszustwo jest ogromne to tłumaczymy, ze tak się nie postępuje lub wybaczamy ten postępek - to właśnie jest nasza choroba. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że on nie kocha - on nie ma prawa nas nie kochać. Nie jestem z nim szczęśliwa, nie daje mi tego z czym mi dobrze to ja do upadłego będę o to z nim walczyć by było mi dobrze, po drodze wiele , duuuuużo za wiele wybaczając.

ankinom napisał/a:

a po latach każdy tych punktów powoli zanikał, pozostał jeden: wymagający

a ja tęsknię do tego, jaki był kiedyś....

I to jest właśnie nasz problem.....mój ,twój i wielu innych ludzi. Nie godzimy sie na to , że on/ona zmienili się . My domagamy  się nadal miłości. My się sami ubezwłasnowolniamy. Sami podkładamy się a potem obwiniamy o to partnerów.
Ankinom prosiłam Cię o listę nie życzeń a listę za co go kochasz i co dostałam ?
Ano listę życzeń sad Widzisz jak dla Ciebie jest ona ważna ? Najważniejsza sad
Kochasz więc go za to ,że jest wymagający ?

8 474 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-01-10 13:14:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom, przeczytalam te liste Mister Universum i wiesz co mi pierwsze przyszlo na mysl - ze czlowiek az tak nie moze sie zmienic. No nie i juz. Dlatego wydaje mi sie, ze albo czesc z tych domniemanych zalet sama mu juz wtedy dopisywalas albo on nadal to cos robi ale Ty juz nie widzisz tego, nie doceniasz bo wiesz, ze nie robi ich z milosci i troski o Ciebie. Raczej z przyzwyczajenia.
Przeciez nadal pracuje, dba jakos tam o ten wasz dom i rodzine, nadal uprawia sporty, inteligenty tez chyba pozostal. To nie on sie zmienil ale Twoj punkt widzenia go - oczywiscie nie bezpodstawnie, zawazyly na tym jego inne cechy, te gorsze, ktore byly i na poczatku ale Ty ich wtedy nie widzialas albo odrzucalas, nazywalas inaczej itp.

To ten sam czlowiek tylko juz Cie nie kocha, Ty jego tez nie i to zloto co sie kiedys swiecilo, dzisiaj wyglada jak zasniedzialy metal.

Tak niestety bywa i po co to dluzej mietolic i rozkladac na cznniki pierwsze? Wypalilo sie to w Was obojgu, nie trac czasu na kolejne jeszcze gorsze  lata. Nie odgrzejesz tej milosci wiec skoncz juz na tym etapie. Masz dziesiatki lat przed soba. Przezyj je po swojemu.

8 475

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Napiszę za co jego pokochałam, bo dzisiaj wiele tych rzeczy zmieniało się, on się zmienił, ja się zmieniłam..

- odpowiedzialność, czułam, że o mnie dba pod względem finansowym,
- czułam się przy nim bezpieczna
- inteligentny - ma ogromną wiedzę i miał zainteresowania - lubiłam słuchać o tych różnych ciekawych rzeczach
- rozpieszczał mnie - takie małe, drobne gesty
- fajnie, wspólnie spędzaliśmy czas: spacery, wycieczki, kino, knajpa, kanapa big_smile, bieganie, jazda na rowerze, latem wakacje pod namiotem, żagle...
- czuły, czasem romantyczny, zabawny
- wymagający ( w początkowej fazie naszej znajomości uważałam, że to dla mojego dobra, że chce dla mnie najlepiej
- wspierał mnie, mogłam na niego liczyć...
- był dumny ze mnie
- często komplementował

No właśnie kiedyś....a co było a nie jest nie pisze się w rejestr !

To jest właśnie lista wspomnień i życzeń
To jest Twoja złuda o którą my kkzb walczymy z partnerami. Byłeś i masz dalej taki być. Masz mnie kochać.  Masz taki być nie dlatego, ze Ty chcesz tylko JA chcę. On nie chce być taki jak kiedyś a my tego nie bierzemy pod rozwagę. DOMAGAMY SIĘ BY BYŁ TAKI Z NASZYCH ŻYCZEŃ I MARZEŃ.
Nie jest taki jak my sobie życzymy i tu zaczynamy działać. Zmienia.my się.  To jak my się zmienimy to może i on się zmieni. Nie, na pewno jak my się zmienimy to i on się zmieni. więc my się zmieniamy a on? ooooo nie zmienił się? to ja może inaczej będę postępowała , będę lepsza to i on będzie lepszy . Oooo, nie jest? To może ja mu wytłumaczę, że powinien być lepszy ? też nie działa ? hmm, to inaczej mu wytłumaczę.... i tak to się właśnie odbywa.
Oszukał a my zamiast wyraźnie powiedzieć nie życzę sobie więcej kłamstw udajemy, ze nic się nie stało. A jak oszustwo jest ogromne to tłumaczymy, ze tak się nie postępuje lub wybaczamy ten postępek - to właśnie jest nasza choroba. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że on nie kocha - on nie ma prawa nas nie kochać. Nie jestem z nim szczęśliwa, nie daje mi tego z czym mi dobrze to ja do upadłego będę o to z nim walczyć by było mi dobrze, po drodze wiele , duuuuużo za wiele wybaczając.

ankinom napisał/a:

a po latach każdy tych punktów powoli zanikał, pozostał jeden: wymagający

a ja tęsknię do tego, jaki był kiedyś....

I to jest właśnie nasz problem.....mój ,twój i wielu innych ludzi. Nie godzimy sie na to , że on/ona zmienili się . My domagamy  się nadal miłości. My się sami ubezwłasnowolniamy. Sami podkładamy się a potem obwiniamy o to partnerów.
Ankinom prosiłam Cię o listę nie życzeń a listę za co go kochasz i co dostałam ?
Ano listę życzeń sad Widzisz jak dla Ciebie jest ona ważna ? Najważniejsza sad
Kochasz więc go za to ,że jest wymagający ?

ale ja jego nie kocham.... więc napisałam, za co jego pokochałam, to nie jest lista życzeń, taki on był... zmienił się on, zmieniłam się ja i zmieniły się nasze uczucia...

prosiłaś o listę za czym tęsknie za jakimi jego zachowaniami, słowami, właśnie za tym tęsknię, ale jednocześnie wiem, że to nie realne... dlatego się rozwodzę...

8 476

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
lori napisał/a:

Witam .Przeczytałam spore fragmenty tego wątku i tak jakoś smutno mi się zrobiło bo uświadomiłam sobie , że i ja mam problem , który wy nazywacie kkzb. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Po ok. 5 latach zaczęło między nami coś się psuć. On twierdził , że to z mojego powodu , ale to nie ja pisałam czułe smsy , wychodziłam na dwór żeby zadzwonić lub odebrać tel. o różnych porach , to nie ja nosiłam komórkę zawsze w kieszeni i zabierałam ją nawet do łazienki podczas kąpieli. Zaczęłam być podejrzliwa i po prostu go szpiegować i wydało się . Była dziewczyna z którą się spotykał romansował po prostu . Nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej , ale dla mnie to już była zdrada i szok jednocześnie bo uświadomiłam sobie ,że skoro tak się dzieje to on chyba już mnie nie kocha. Tak bardzo chciałam wtedy usłyszeć , że tamto, nie ma żadnego znaczenia, zwykła przelotna znajomość ,że wciąż mnie kocha. Zamiast tego usłyszałam że jestem popi....na , pojeb...na i w główce mi się pier...li i w ogóle żebym się od niego odp....ła i przestała się wtrącać w jego życie. Wyprowadził się . Dzwoniłam do niego płakałam ., błagałam żeby wrócił.Poniżałam się okropnie. Wrócił. Być może ze względu na dzieci , ale wrócił. Jesteśmy razem ale jakby osobno . Od 10 lat ani raz nie powiedział że kocha za to mnóstwo epitetów pod moim adresem usłyszałam sporo. Nie spędzamy razem czasu . On w wolnym czasie siada przed komp. i przegląda strony erotyczne, portale randkowe i twierdzi że jest dorosły i mu wolno. nie obchodzi go to że mnie tym rani a moja i tak niska samoocena spada i spada. Ma też jeszcze jedno "fajne" hobby, lubi podglądać ludzi . Wieczorem zabiera lornetkę i wychodzi podglądać naszą sąsiadkę (szczerze mówiąc żal mi trochę tej dziewczyny), też jak kiedyś go na tym przyłapałam to zwymyślał mnie na czym świat stoi. A ja wciąż z nim jestem , czy go jeszcze kocham nie wiem , ale nie umiem i nie CHCĘ się z nim rozstać. Dlaczego? 1.mamy dzieci 2. co ludzie powiedzą 3. boję się być sama ! . Czytałam wiele waszych postów w których opisujecie wasze historie i jak ja stwierdzacie że jesteście kkbz , ale nie doczytałam się nigdzie jak sobie z tym radzić ,jak żyć, czy rzeczywiście jedyny sposób to jest rozstanie?

Musisz sobie powiedziec dobitnie! Jak długo jesteś w stanie wytrzymać sposób w jaki Ciebie traktuje!
Dla dobra dzieci powiadasz?
Tylko, że dzieci doskonale widzą i czują że coś jest na rzeczy!
Po latach będą miały do Ciebie pretensje, jak mogłaś dać się tak poniżać?

Znasz chociaż jeden powód dla którego miałabyś tak żyć dalej?

8 477

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

ankinom, przeczytalam te liste Mister Universum i wiesz co mi pierwsze przyszlo na mysl - ze czlowiek az tak nie moze sie zmienic. No nie i juz. Dlatego wydaje mi sie, ze albo czesc z tych domniemanych zalet sama mu juz wtedy dopisywalas albo on nadal to cos robi ale Ty juz nie widzisz tego, nie doceniasz bo wiesz, ze nie robi ich z milosci i troski o Ciebie. Raczej z przyzwyczajenia.
Przeciez nadal pracuje, dba jakos tam o ten wasz dom i rodzine, nadal uprawia sporty, inteligenty tez chyba pozostal. To nie on sie zmienil ale Twoj punkt widzenia go - oczywiscie nie bezpodstawnie, zawazyly na tym jego inne cechy, te gorsze, ktore byly i na poczatku ale Ty ich wtedy nie widzialas albo odrzucalas, nazywalas inaczej itp.

To ten sam czlowiek tylko juz Cie nie kocha, Ty jego tez nie i to zloto co sie kiedys swiecilo, dzisiaj wyglada jak zasniedzialy metal.

Tak niestety bywa i po co to dluzej mietolic i rozkladac na cznniki pierwsze? Wypalilo sie to w Was obojgu, nie trac czasu na kolejne jeszcze gorsze  lata. Nie odgrzejesz tej milosci wiec skoncz juz na tym etapie. Masz dziesiatki lat przed soba. Przezyj je po swojemu.

No nie zupełnie Mussuko - człowiek się zmienia. Jest nadal odpowiedzialny to fakt, ale nie czuje się z nim bezpiecznie, wie, że jestem uzależniona od jego alimentów i szachuje tym...
jest nadal inteligentny - ale nie rozmawiamy już ze sobą, nie chce dzielić się ze mną swoją wiedzą, ciekawostkami i nie dlatego, że ja nie miałam nic do powiedzenia, ale ile można kogoś ciągnąć za język, jak to on kiedyś powiedział: nie chce jemu się ze mną rozmawiać....
czas pokazał, że nie mam w nim wsparcia i nie mogę na niego liczyć bo zwyczajnie jemu nie zależy, żeby mi pomóc....
sporty - nadal uprawimy, oddzielnie, bo on już nie chce, żebym za nim się ciągnęła, potrzebuje samotności, moje propozycje wakacji było: jedź z dziećmi, bo  mi się nie chce
na propozycje wyjścia do kina, teatru, tańce było: idź z koleżanką, z  kolegą bo mi się nie chce....
na kanapie sam spędza czas

więc człowiek może się zmienić, może nie wszystkie jego cechy charakteru, ale z kim i w jaki sposób spędzać czas owszem, u nas po prostu mąż nie chciał być ze mną, a ja za późno to dostrzegłam, próbowałam naprawić, namawiać i tak jeszcze bardziej jego do siebie zraziłam

prawda jest  taka, że były i te złe zachowania, ale ja ich nie przyjmowałam do świadomości i dlatego mąż, aby jeszcze bardziej wyostrzyć, że mnie nie kocha zaczął mnie unikać, a ta debilka ( czyli ja)  nadal za nim się ugania, no to zaczął umawiać się z innymi, a ja nadal tkwię , to wprost: nie kocham ciebie, no po długich miesiącach to do mnie wreszcie dotarło...

8 478 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-10 20:41:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
lori napisał/a:

Po ok. 5 latach zaczęło między nami coś się psuć. On twierdził , że to z mojego powodu , ale to nie ja pisałam czułe smsy , wychodziłam na dwór żeby zadzwonić lub odebrać tel. o różnych porach , to nie ja nosiłam komórkę zawsze w kieszeni i zabierałam ją nawet do łazienki podczas kąpieli. Zaczęłam być podejrzliwa i po prostu go szpiegować i wydało się . Była dziewczyna z którą się spotykał romansował po prostu .

witaj .
Zaczęło się cos psuć. Wiecie dziewczyny dochodzę do wniosku, ze to my psułyśmy swoim zachowaniem swój związek. Stawałyśmy sie bardziej gosposiami i matkami niż zonami .Stawałyśmy się nudnymi partnerkami . To są na razie moje przypuszczenia ale wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze....

lori napisał/a:

Nie wiem czy doszło do zdrady fizycznej

a jakie ma to znaczenie do jakiej zdrady doszło. Każda zdrada boli. Każda zdrada to oszustwo.

lori napisał/a:

Tak bardzo chciałam wtedy usłyszeć , że tamto, nie ma żadnego znaczenia, zwykła przelotna znajomość ,że wciąż mnie kocha.

witaj w klubie kkzb smile Nie usłyszałaś? ale jako kkzb zapewne to sobie wmówiłaś. Sięgnęłaś zapewne po wszelakie znaki na niebie i ziemi, że tamto się nie liczyło. Kochana, liczyło się !Każda zdrada sie liczy.

lori napisał/a:

Zamiast tego usłyszałam że jestem popi....na , pojeb...na i w główce mi się pier...li i w ogóle żebym się od niego odp....ła i przestała się wtrącać w jego życie.

a jednak sie liczyło sad

lori napisał/a:

Wyprowadził się

i dobrze zrobił a zrozumiesz dlaczego gdy poznasz tę chorobę

lori napisał/a:

Dzwoniłam do niego płakałam ., błagałam żeby wrócił.Poniżałam się okropnie. Wrócił.

Wrócił ale bez miłości i zapewne wiele razy przywoływałaś " go do porządku" ale wiem, że nie udało się, nie miało prawa się udać. Smutne to ale niestety prawdziwe. Nie będzie Cię już nigdy szanował , za te płacze i błagania.

lori napisał/a:

Być może ze względu na dzieci , ale wrócił. Jesteśmy razem ale jakby osobno . Od 10 lat ani raz nie powiedział że kocha za to mnóstwo epitetów pod moim adresem usłyszałam sporo. Nie spędzamy razem czasu . On w wolnym czasie siada przed komp. i przegląda strony erotyczne, portale randkowe i twierdzi że jest dorosły i mu wolno. nie obchodzi go to że mnie tym rani a moja i tak niska samoocena spada i spada. Ma też jeszcze jedno "fajne" hobby, lubi podglądać ludzi .

może ze względu na dzieci a może ze względu na litość dla ciebie...To nieważne. Ważne czy Ty jesteś z tym jego powrotem szczęśliwa. Czy warto było błagać ? Masz to czego chciałaś ? Masz jego miłość i szacunek ?
Cały czas jak na kkzb przystało piszesz ON. ON nie mówił, że kocha, on używa epitetów, on w wolnym czasie- i wszystko już wiemy o nim. Nie obchodzi GO, ma hobby. Dziewczyno kochana my kkzb żyjemy jego życiem . My nie mamy swojego. My nie mamy hobby, my nie mamy często wolnego czasu ( bo w wolnym czasie myślimy o nim i już po wolnym czasie smile ), On ma racje - on jest dorosły i ma prawo spędzać czas jak lubi i niestety nie lubi go spędzać z Tobą. Boli prawda ? a nie powinno. Nie kocha Cię i nie chce spędzać z tobą czasu. Może faktycznie jest z Tobą z litości. Ale na litość Boską masz szansę być TY szczęśliwa i nie koniecznie u jego boku ( bo nie jesteś przecież przy nim szczęśliwa) TY możesz też znaleźć hobby, które da ci szczęście i spędzać czas wolny w fantastyczny sposób. Być szczęśliwą nie równa się z byciem przy nim. Ty tak naprawdę nie kochasz go. Ty kochasz poczucie bycia kochaną , którego on Ci już nie daję . Nie daje i nie da i możesz błagać go i skomleć i nic  z tego. Jak pozna inna pójdzie do niej i nawet sie za Tobą nie obejrzy a nawet poczuje ulgę. My kkzb przecież kontrolujemy , rozliczamy i wymagamy miłości. Nie szacunku tylko miłości.


lori napisał/a:

. A ja wciąż z nim jestem , czy go jeszcze kocham nie wiem , ale nie umiem i nie CHCĘ się z nim rozstać. Dlaczego? 1.mamy dzieci 2. co ludzie powiedzą 3. boję się być sama ! . Czytałam wiele waszych postów w których opisujecie wasze historie i jak ja stwierdzacie że jesteście kkbz , ale nie doczytałam się nigdzie jak sobie z tym radzić ,jak żyć, czy rzeczywiście jedyny sposób to jest rozstanie?

Niestety jesteś z nim i ciężko ci będzie zdrowieć. Nie kochasz go a to prawda , że na dzień dzisiejszy nie umiesz i nie chcesz ( niestety , niestety dla ciebie) się z nim rozstać. OK. niech wyzywa ale niech będzie bo jak odejdzie to co ? napisz nam co sie stanie ?  Podpowiem Ci : nikt cię nie będzie obrażał i lekceważył , resztę Ty dopisz .Rozwiń proszę swoje 3 punkty, wyjaśnij je.

8 479

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przez ostatnie dni wiele czytałam o kkzb i zrozumiałam na czym polega ta choroba. Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że byłam i pewnie jeszcze jestem na nią chora. Tak, mam skłonność do pozwalania na nieszanowanie siebie. Tak, stawałam sie coraz bardziej nudna, zaborcza i domagająca się miłości. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałam, że istnieje taka choroba a potem pewne rzeczy z mojej historii dopasowywałam do niej . Ale teraz kiedy zrozumiałam na czym ona polega to.....to masakra ....nie wierzę, że taka byłam( a byłam np. zaborcza, upierdliwa) ,że mogłam robić to co robiłam ( np. kontrolowanie) i nie wierzę, że pozwalałam na przemoc , że dawałam partnerowi na to przyzwolenie.
Dziękuję Bogu, że trafiłam tu bo tu znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania i tu z Waszych historii i wypowiedzi czerpię źródło informacji i powodów do rozmyślań i wniosków.
Czuję się teraz bardziej świadoma nad czym muszę pracować i do czego dążyć. Już ustalam granice, których nikomu nie będzie wolno przekroczyć. Wiem już, że nigdy więcej nie dam się upokarzać, obrażać.....może to początki kochania siebie ? smile
Coraz lepiej mi się żyje, coraz więcej mam wiary w siebie. Dołki ,które zaliczam są mniejsze i rzadziej w nie wpadam i łatwiej mi się z nich podnosić.

8 480

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio-to co tu czytam pomaga mi bardzo, mimo, że jestem osobą, która nie cierpi zmian, próbuję je wprowadzać z większymi lub mniejszymi sukcesami. Muszę przemyśleć , co napisałaś, przetrawić i napiszę pkt. o których napisałaś...........

Wczoraj odwoził nowych kolegów z terapii i rozmawiali o problemie. Telefon wyładował mu się. Póki co, jak zwykle przymknęłam oko, bo już byłam tak zmęczona własnymi nerwami, że nie chciało mi się o tym gadać......
Co do terapii - to podjął ją dla siebie. Ja przedstawiłam mu sytuację i powiedziałam, że dla mnie nie ma tego robić, bo to nie ma najmniejszego sensu. Podobno robi to dla siebie, tylko dla siebie i dlatego, aby w domu było już ok.
Co do tego, że znów może zwiać-to racja, z nim nigdy nic nie wiadomo........a ja jak kkzb byłam tak jestem i dłuuuuuga droga do "wyleczenia"

8 481

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

, to wprost: nie kocham ciebie, no po długich miesiącach to do mnie wreszcie dotarło...

smutne to ale taka jest prawda. Widzisz kochana jak długo trwa uświadamianie sobie tej prawdy ? Czy boli ?. Mnie coraz mniej. Już nie płyną mi łzy po policzkach jak o tym myślę. Wiesz co ? mam za złe mężowi, ze wcześniej nie porozmawiał ze mną o wypaleniu uczuć i nie podjął próby ratowania swego uczucia. Mógł też odejść. Ja nigdy nie zatrzymywałam go a nawet prosiłam abyśmy się rozstali. Nie raz krzyczałam : mam tego dosyć ! Nie odchodził i nie pozwalał odejść robiąc mi tym nadzieję, że może być dobrze.Ale robił mi też tym ogromną krzywdę. Łudziłam się ? ależ tak , jednocześnie nie godziłam się na takie życie jakie miałam. Bardzo źle mi z tym było.......
W moim przypadku dochodzi fakt, że mój mąż nigdy mnie nie kochał. To była tylko jego gra, ponieważ już dzisiaj wiem, że nie jest on w stanie kochać nikogo. Odgrywał teatr a ja w to wszystko wierzyłam. Dostawałam od pierwszego dnia iluzję , w której się zakochałam i tą iluzję wiele lat kochałam. On prawdziwy jest od zawsze okrutny..... . Nie widziałam tego bo starał się abym  tego nie zobaczyła. Widzieli to inni i kiedy mi próbowali to uświadomić nie rozumiałam o czym mówią, czego chcą. Nie raz myślałam jak oni mogą tak o nim mówić przecież on taki wspaniały i dobry i uczciwy człowiek. A tak na prawdę to nie wie on co to dobroć uczciwość, miłość. Pewnego dnia a było to kilka miesięcy po rozstaniu chciał wrócić. Usłyszałam, że żałuje ale najważniejsze były dla mnie te słowa : " słowo kochać to jest, wiesz co, bezsensowne" Dla niego tak - ten typ nie ma uczuć więc nie wie co znaczy to słowo i dla niego jest ono bezsensowne. Potwierdził tylko to co już o nim wiedziałam. Nadal postrzegam go jak obcego w ludzkiej skórze. Tak mam więc dwa zmartwienia: moje kkzb i jego charakteropatia i idące za tym smutne konsekwencje miedzy innymi finansowe. Wiele mam sobie do wybaczenia.....

8 482

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Póki co, jak zwykle przymknęłam oko, bo już byłam tak zmęczona własnymi nerwami, że nie chciało mi się o tym gadać......

a mnie się już nie chciało jak zwykle przymykać oka.  A ja tak byłam zmęczona swoimi nerwami i zadziwiona całą sytuacja i zmęczona, ze chciałam zasnąć .....na zawsze. Nie chciałam juz się dalej zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi( jego nieodchodzenie i zatrzymywanie mnie), nie chciałam juz więcej czuć przyśpieszonego bicia serca w zaciśniętym z nerwów gardle. Nie chciałam już chować się po kątach ze swoimi rozczarowaniami, emocjami, żalami.Zmęczyłam sie kontrolowaniem jego, udowadnianiem mu, przekonywaniem. Zmęczyłam się nim ale najbardziej sobą. Chciałam odpocząć , zasnąć....obudziłam się po kilku dniach w szpitalu i doskonale pamiętam co wtedy czułam - rozczarowanie, byłam rozczarowana, że ktoś przerwał mój sen mający trwać wieki.

.

Liwia napisał/a:

a ja jak kkzb byłam tak jestem i dłuuuuuga droga do "wyleczenia"

ale jesteś na dobrej drodze smile , Już wiesz, że jesteś kkzb i wiesz , ze to choroba i masz szansę skorzystać lub nie z uleczenia się . Jednak aby mówić o uleczeniu trzeba tą chorobę zrozumieć - to bardzo ważne ! Życzę Ci abyś zrozumiała i  skorzystała z szansy na lepsze i szczęśliwsze życie.  Mocno, mocno trzymam kciuki za wszystkie kkzb.

8 483

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

, to wprost: nie kocham ciebie, no po długich miesiącach to do mnie wreszcie dotarło...

smutne to ale taka jest prawda. Widzisz kochana jak długo trwa uświadamianie sobie tej prawdy ? Czy boli ?. Mnie coraz mniej. Już nie płyną mi łzy po policzkach jak o tym myślę. Wiesz co ? mam za złe mężowi, ze wcześniej nie porozmawiał ze mną o wypaleniu uczuć i nie podjął próby ratowania swego uczucia. Mógł też odejść. Ja nigdy nie zatrzymywałam go a nawet prosiłam abyśmy się rozstali. Nie raz krzyczałam : mam tego dosyć ! Nie odchodził i nie pozwalał odejść robiąc mi tym nadzieję, że może być dobrze.Ale robił mi też tym ogromną krzywdę. Łudziłam się ? ależ tak , jednocześnie nie godziłam się na takie życie jakie miałam. Bardzo źle mi z tym było.......

A mnie jeszcze boli, może potrzebuje czasu, aby jemu wybaczyć? A może sobie sama powinnam wybaczyć, że byłam taka naiwna?
Mąż swoim zachowaniem wyraźnie wskazywał, że jemu już nie zależy, ale ja podobnie jak Ty łudziłam się i za nic nie chciała zmienić swojego życia, w którym było mnie źle - takie unieszczęśliwianie się na własne życzenie - łatwiej było użalać się nad sobą niż wziąć swoje życie w swoje ręce, wymaga to dużo cierpliwości i odwagi... i szczerze mówiąc, gdyby mąż nie powiedział mi, że mnie nie kocha, ja nie znalazłabym tego forum i dalej bym sobie po cichutku płakała...  a teraz mam cel i co ważniejsze, nie godzę się na takie życie - bo mąż proponował mi, żebyśmy nadal ze sobą byli, ale mam mieć świadomość, że on nie kocha i że musimy być razem dla dobra dzieci , ha jakich dzieci! sam nie umie zorganizować sobie życia, to z braku laku dobry kit....

8 484

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Zofio-to co tu czytam pomaga mi bardzo, mimo, że jestem osobą, która nie cierpi zmian, próbuję je wprowadzać z większymi lub mniejszymi sukcesami. Muszę przemyśleć , co napisałaś, przetrawić i napiszę pkt. o których napisałaś...........

Wczoraj odwoził nowych kolegów z terapii i rozmawiali o problemie. Telefon wyładował mu się. Póki co, jak zwykle przymknęłam oko, bo już byłam tak zmęczona własnymi nerwami, że nie chciało mi się o tym gadać......
Co do terapii - to podjął ją dla siebie. Ja przedstawiłam mu sytuację i powiedziałam, że dla mnie nie ma tego robić, bo to nie ma najmniejszego sensu. Podobno robi to dla siebie, tylko dla siebie i dlatego, aby w domu było już ok.
Co do tego, że znów może zwiać-to racja, z nim nigdy nic nie wiadomo........a ja jak kkzb byłam tak jestem i dłuuuuuga droga do "wyleczenia"

Wiesz Liwio Twój problem polega na tym ( wiem, bo też tak miałam!) że za bardzo skupiłaś się na mężu i bardzo jego kontrolujesz, a on dusi się w tym związku - pomyślałaś, żeby trochę odpuścić, skup się bardziej na sobie, na dziecku. Czy czasami wychodzisz sama? z koleżankami? Spróbuj, to już będzie pierwszy krok, aby wyleczyć się z KKZB  smile 

ja zaczęłam się lepiej "czuć" kiedy wyszłam do ludzi, chodzę na zumbe, spining, z koleżankami na kawę, do kina ba nawet i z kolegami się umawiam na zwykłe pogaduchy, nie mylić z randkami  big_smile, to na prawdę pozwala nabrać trochę dystansu do siebie i swojego życia, polecam smile

8 485

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

za nic nie chciała zmienić swojego życia, w którym było mnie źle - takie unieszczęśliwianie się na własne życzenie - łatwiej było użalać się nad sobą niż wziąć swoje życie w swoje ręce, wymaga to dużo cierpliwości i odwagi..

No właśnie na tym polega ta choroba. Jest nam źle a my dalej brniemy w to źle, łudząc się, że coś komuś wmówimy, pokażemy i to on zrozumie i będzie już NAM dobrze. Im bardziej się staramy tym jest gorzej, im bardziej przekonujemy tym jest gorzej. Naszym celem życia staje się ON i jego zmiana( dzięki naszemu wysiłkowi). ON m być taki jak my chcemy. On nie ma prawa być jaki on chce.Zdrowe kobiety rozstają się w takich momentach lub zajmują sobą nie zwracając uwagi na niego. Chore( czyli my sad ) żyjemy by go zmienić. Tyle energii w to wkładamy i czasu, że brakuje nam go i sił na coś innego. Zamiast mile spędzać wolny czas bez niego i cieszyć się życiem, my nadąsane, zdenerwowane będziemy siedzieć w domu i czekać na niego z wyrzutami go witając jak śmiał nie powiadomić nas gdzie jest i kiedy wróci. My nie dopuszczamy do siebie myśli, że on chciał tak spędzić swój czas ( czyli bez nas) i ma do tego prawo. Nam trudno zauważyć, że partner już nas nie kocha i nie chce spędzać z nami wolnego czasu. Prawda jest taka, że my również już go nie kochamy a tylko wyobrażenie i marzenie o nim. Z takim obecnym nie jest nam fajnie i miło i dla tego ta cała walka o zmianę jego. Pokręcone to wszystko ale jak się zrozumie te mechanizmy jest łatwiej to ogarnąć. Jest też łatwiej dogadać się z samą sobą.Kiedy dociera do nas świadomość, że kochałyśmy tylko własną iluzje, jest zdecydowanie łatwiej wyjść na prostą. Czy nie ma możliwości bycia szczęśliwym bez partnera ? Oczywiście, że jest. Jak pisałam i jak wy piszecie to nieszczęśliwe byłyśmy właśnie z partnerem.
Ankinom pisałaś, że szczęśliwa byłaś w chwilach kiedy nie było go w domu. A czy są chwile szczęścia gdy on jest w domu. Nie, nie jesteś z nim szczęśliwa bo go nie kochasz. Uświadomić sobie zasady kkzb to połowa sukcesu. Kolejny krok to pokochać siebie.
Ja mam z tym problem......
Łatwo było się nad sobą użalać ? ja się długo nie użalałam . Ja się dziwiłam. Nie mogłam pojąć o co mnie i jemu chodzi. Na prawdę dziwiłam się. Nie rozumiałam co się dzieje i się buntowałam, przeciwko sobie też. Byłam gotowa odejść ale nie byłam stanowcza ponieważ on mnie nie puszczał więc może była jeszcze szansa ......a było coraz gorzej. Kiedy złapałam go ( a jednak kontrola) na gorącym uczynku to był nieodwracalny koniec. Już go nie chciałam i wierzyć przestałam w jakąkolwiek poprawę( w związku).
Branie życia w swoje ręce to tylko strach, który ma wielkie oczy. My kobiety jesteśmy dzielne, pracowite, zaradne i nie poradzimy sobie ? Ankinom uświadom sobie, że jak nie będzie męża to mniej masz prania, prasowania, zmywania i gotowania. Jeśli "wkręcisz"  dzieci ( bo nie lubią one dodatkowych obowiązków) w pomoc przy zakupach i sprzątaniu to tylko na dobre im to wyjdzie.
Więc przy pracach w domu tylko zyskujesz. Pieniądze . Jeśli będzie płacił alimenty to też zapewne dasz sobie radę. Może będziesz musiała z czegoś zrezygnować ale uwierz mi , że można i nie boli to mocno smile
Ankinom branie życia w swoje ręce nie wymaga odwagi żadnej i żadnej cierpliwości.

8 486

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

za nic nie chciała zmienić swojego życia, w którym było mnie źle - takie unieszczęśliwianie się na własne życzenie - łatwiej było użalać się nad sobą niż wziąć swoje życie w swoje ręce, wymaga to dużo cierpliwości i odwagi..

Ankinom branie życia w swoje ręce nie wymaga odwagi żadnej i żadnej cierpliwości.

ja uważam, że jednak wymaga odwagi, może nie każda osoba do tego tak podchodzi, ale mnie przez wiele lat przy nim trzymał strach - o siebie, o dzieci o jutro i dopiero jak uporałam się z tymi natrętnymi myślami "nie dam rady" odważyłam się na złożenie pozwu, pomimo jego niezgody, szantażowania i manipulowania, a cierpliwość? - czeka się na dogodny czas, na gotowość własnego ja.... to tak było w moim przypadku...

8 487

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

ja uważam, że jednak wymaga odwagi, może nie każda osoba do tego tak podchodzi, ale mnie przez wiele lat przy nim trzymał strach - o siebie, o dzieci o jutro i dopiero jak uporałam się z tymi natrętnymi myślami "nie dam rady" odważyłam się na złożenie pozwu, pomimo jego niezgody, szantażowania i manipulowania, a cierpliwość? - czeka się na dogodny czas, na gotowość własnego ja.... to tak było w moim przypadku...

Tak strach ma wielkie oczy....Ankinom Ty jesteś bardzo odważną kobietą
1 prowadzisz dom bez jego pomocy
2 zajmujesz się dziećmi + wywiadówki i zapewne pomoc przy lekcjach
3 pracujesz
4 kształcisz się
5 sama wolny czas poświęcasz dzieciom
zapewne dopisałaby jeszcze kilka punktów gdybym Cię lepiej znała....
Wiesz ile odwagi trzeba by to wszystko wziąć na swoje barki? Powiedz młodej dziewczynie czy chciałaby czy udźwignęłaby to wszystko. Każda powie - nie a Ty to udźwignęłaś i dobrze sobie radzisz. Nie widzisz jak jesteś odważna i silna? 
Napisz mi , wyjaśnij, wytłumacz na czym polega różnica on jest/ jego nie ma.

cierpliwość....czeka się na dogodny czas ? a jak wygląda dogodny czas ? Powiadasz gotowość własnego ja ? i chyba masz rację z tą gotowością i racji nie masz z dogodnością. Im szybciej wyjdziemy z tego związku tym lepiej ( krótszy czas życia w nieszczęściu i dłuższy czas na życie w szczęściu/zadowoleniu) ale żeby wyjść i nie tęsknić za byłym musimy zrozumieć naszą chorobę i siebie. Rozwód powinien być ostatnim etapem tej choroby a nie pierwszym. Wielokropek często pisze, że każdy musi sięgnąć swojego dna i każdy ma to dno inne. Jeśli się sięgnie tego dna to rozwód jest tylko wybawieniem i ta która zaliczyła swoje dno a potem sie rozwiodła NIGDY nie powie: ŻAŁUJĘ.
Bycie bez męża nie równa się samotność.
Sama na forum pisałam czuję się samotna. Ale to było tylko takie "czuję się" bo samotna nie byłam. Miałam i mam rodzinę i znajomych. Niestety przyjaciółki mieszkają daleko ale jesteśmy w kontakcie tel. + skype
Moja koleżanka pracuje z  mężatkami - narzekającymi na mężów i samotnymi -  narzekającymi  na samotność big_smile

8 488

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussaka nam tłumaczy jak należy żyć i postępować ale my chore za cholerę nie wiemy jak to ugryźć i z czym to się je. Możemy jej bić brawo ale nie mamy pojęcia jak to zrobić, jak to przenieść na swoje podwórko. Bo jak przenieść wolność partnera jak my właśnie walczymy z nim o tą jego wolność. Jak mieć własne życie jak my o własnym życiu nie mamy pojęcia i nawet nie bardzo wiemy co to znaczy zająć się sobą. Ok. będziemy sobie i wszystkim udowadniały: mam pracę, koleżanki ale tak na prawdę to nie wiemy co to znaczy mieć własne życie i zainteresowania. Ona ma partnera, który o nią dba a nasz? a nasz dbać już o nas nie chce. Ona dba o partnera i my dbamy. Ona w zdrowy sposób to robi a my? a my wszystko podajemy mu pod nos na tacy i jeszcze złościmy się, że tego nie docenia. Ma obiadek, paputki, gazetkę, kawusię, kocyk i narzekamy, że nic nie robi tylko ta telewizja lub komp. ZAZDROŚĆ(to moje guru) pisała niech go porwie Twój świat. Dziwiłam się jej słowom , nie rozumiałam , rozważałam i eureka ! ona ma rację ! Mussaki świat porwał jej partnera a mojego przestał mój świat porywać. MÓJ ŚWIAT ? big_smile Mój świat to obiady, ogródek, dzieci, pranie, prasowanie no i oczywiście kontrolowanie jego. Zamiast dzielić się obowiązkami przejęłam je z chęcią lub nie chęcią na siebie ale jak przejęłam to jeszcze wdzięczności oczekiwałam. Zajęłam się nimi zamiast żyć swoim życiem, zainteresowaniami, pasjami. Dowodem na to są moje własne słowa: Nie wiem co lubię. Poważnie nie wiem. To skandal żeby stara baba nie wiedziała co lubi ! ( ludzie trzymajcie mnie ! big_smile big_smile big_smile ) Wiecie, że już zaczynam sama się z siebie śmiać?
Nie wiem czy dobrze rozszyfrowałam kkzb. Pomoooocy ! Zdrowe i uzdrowione ! potwierdźcie lub zaprzeczcie.Potrzebne mi potwierdzenie big_smile big_smile big_smile !!!

8 489 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-11 21:05:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofio282,
osiądź sobie wygodnie i zajrzyj wgłąb swej pamięci. Przecież kiedyś, przed laty,  l u b i ł a ś   robić różne rzeczy. Przypomni sobie, co to było. Czytanie książek? Chodzenie do kina, na basen? Spotykanie się ze znajomymi? Przypomnij sobie, kiedyś coś lubiłaś robić.

Nie przypomniałaś sobie? To zastanów się, na co masz ochotę teraz? Co chciałabyś zrobić dla siebie przyjemnego?


***
Jeszcze jedno.
M o ż n a    do końca swoich dni być osobą uzależnioną.
M o ż n a   żyć tak, jak proponuje to m.in. Mussuka.
To tylko kwestia decyzji i wyboru sposobu życia. Co kto lubi. smile

8 490

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Mussaka nam tłumaczy jak należy żyć i postępować ale my chore za cholerę nie wiemy jak to ugryźć i z czym to się je...
my wszystko podajemy mu pod nos na tacy i jeszcze złościmy się, że tego nie docenia. Ma obiadek, paputki, gazetkę, kawusię, kocyk i narzekamy, że nic nie robi tylko ta telewizja lub komp. ZAZDROŚĆ(to moje guru) pisała niech go porwie Twój świat. Dziwiłam się jej słowom , nie rozumiałam , rozważałam i eureka ! ona ma rację ! Mussaki świat porwał jej partnera a mojego przestał mój świat porywać. MÓJ ŚWIAT ? big_smile Mój świat to obiady, ogródek, dzieci, pranie, prasowanie no i oczywiście kontrolowanie jego. Zamiast dzielić się obowiązkami przejęłam je z chęcią lub nie chęcią na siebie ale jak przejęłam to jeszcze wdzięczności oczekiwałam. Zajęłam się nimi zamiast żyć swoim życiem, zainteresowaniami, pasjami. Dowodem na to są moje własne słowa: Nie wiem co lubię. Poważnie nie wiem. To skandal żeby stara baba nie wiedziała co lubi !

Hmmm - jakiś rok temu ktoś na tym forum napisał coś takiego:
Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?
Zawsze można kreować własne życie, bez względu na wiek. Zawsze można odmienić swoje życie - trzeba tylko chcieć smile
Przypomnij sobie jak żyłaś zanim wyszłaś za mąż, czym się pasjonowałaś i zajmowałaś.
Albo odkryj coś nowego... próbuj. Dziewczyny zapisywały się na salsę, bębny, wiosła, do wyboru do koloru, dla każdego COŚ się znajdzie. Powodzenia smile

8 491

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mussaka nam tłumaczy jak należy żyć i postępować ale my chore za cholerę nie wiemy jak to ugryźć i z czym to się je...
my wszystko podajemy mu pod nos na tacy i jeszcze złościmy się, że tego nie docenia. Ma obiadek, paputki, gazetkę, kawusię, kocyk i narzekamy, że nic nie robi tylko ta telewizja lub komp. ZAZDROŚĆ(to moje guru) pisała niech go porwie Twój świat. Dziwiłam się jej słowom , nie rozumiałam , rozważałam i eureka ! ona ma rację ! Mussaki świat porwał jej partnera a mojego przestał mój świat porywać. MÓJ ŚWIAT ? big_smile Mój świat to obiady, ogródek, dzieci, pranie, prasowanie no i oczywiście kontrolowanie jego. Zamiast dzielić się obowiązkami przejęłam je z chęcią lub nie chęcią na siebie ale jak przejęłam to jeszcze wdzięczności oczekiwałam. Zajęłam się nimi zamiast żyć swoim życiem, zainteresowaniami, pasjami. Dowodem na to są moje własne słowa: Nie wiem co lubię. Poważnie nie wiem. To skandal żeby stara baba nie wiedziała co lubi !

Hmmm - jakiś rok temu ktoś na tym forum napisał coś takiego:
Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?
Zawsze można kreować własne życie, bez względu na wiek. Zawsze można odmienić swoje życie - trzeba tylko chcieć smile
Przypomnij sobie jak żyłaś zanim wyszłaś za mąż, czym się pasjonowałaś i zajmowałaś.
Albo odkryj coś nowego... próbuj. Dziewczyny zapisywały się na salsę, bębny, wiosła, do wyboru do koloru, dla każdego COŚ się znajdzie. Powodzenia smile

Czy już dziś mówiłam Ci, że CIę kocham?

8 492

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Anhedonia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

To skandal żeby stara baba nie wiedziała co lubi !

Zawsze można kreować własne życie, bez względu na wiek. Zawsze można odmienić swoje życie - trzeba tylko chcieć smile
Przypomnij sobie jak żyłaś zanim wyszłaś za mąż, czym się pasjonowałaś i zajmowałaś.
Albo odkryj coś nowego... próbuj. Dziewczyny zapisywały się na salsę, bębny, wiosła, do wyboru do koloru, dla każdego COŚ się znajdzie. Powodzenia smile

Czy już dziś mówiłam Ci, że CIę kocham?

Witaj Tarantello smile
Nie wiem , której miłość wyznajesz  big_smile ale powiem Ci tak : Ja Cię tez kocham i Ty o tym wiesz smile

8 493 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-12 00:39:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

zofio282,
osiądź sobie wygodnie i zajrzyj wgłąb swej pamięci. Przecież kiedyś, przed laty,  l u b i ł a ś   robić różne rzeczy. Przypomni sobie, co to było. Czytanie książek? Chodzenie do kina, na basen? Spotykanie się ze znajomymi? Przypomnij sobie, kiedyś coś lubiłaś robić.

Nie przypomniałaś sobie? To zastanów się, na co masz ochotę teraz? Co chciałabyś zrobić dla siebie przyjemnego?


***
Jeszcze jedno.
M o ż n a    do końca swoich dni być osobą uzależnioną.
M o ż n a   żyć tak, jak proponuje to m.in. Mussuka.
To tylko kwestia decyzji i wyboru sposobu życia. Co kto lubi. :)

Ściągnęłam cię dzisiaj Wielokropku swoimi myślami tak jak i Tarantellę :)

Więc BINGO ! hura, hura, hura! wiem na czym to polega ! zrozumiałam ! Jestem szczęśliwa i głośno chce mi sie krzyczeć z tej radości ale niestety już jest cisza nocna , więc od okrzyków szczęścia zacznę jutrzejszy dzień  :)
Tak ja chcę mieć swój świat, miałam go kiedyś i mieć znów będę. Smakuję wszystkiego co się da , robię rozpoznanie terenu ale  nadejdzie dzień, że stanę się wybredna :D . Dziś już to wiem - będę szczęśliwa. Mam lekarstwo na kkzb(swój rozum i pozbyłam się owsika :D )
Wielokropku kocham Cię i Twoje mądre słowa. Wiele razy wracałam do Twoich mądrych wypowiedzi i trawiłam je . Warto było. Dzięki , że jesteś :)

8 494

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Hmmm - jakiś rok temu ktoś na tym forum napisał coś takiego:
Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?
Zawsze można kreować własne życie, bez względu na wiek. Zawsze można odmienić swoje życie - trzeba tylko chcieć smile
Przypomnij sobie jak żyłaś zanim wyszłaś za mąż, czym się pasjonowałaś i zajmowałaś.
Albo odkryj coś nowego... próbuj. Dziewczyny zapisywały się na salsę, bębny, wiosła, do wyboru do koloru, dla każdego COŚ się znajdzie. Powodzenia smile

A więc BINGO po raz kolejny smile
Rok temu nie miałam pojęcia , że istnieją fora tego typu i bardzo tego żałuję. Żałuję, że wiele lat temu nie trafiłam na takie - oj bardzo żałuje !
Tak zawsze można kreować swoje życie i w każdym wieku , zawsze można je odmienić. Trzeba jednak nie chcieć a zdać sobie sprawę co nam da szczęśćcie i w jaki sposób je możemy osiągnąć. Wtedy już nie rozważa się w kwestii chcenia wtedy człowiek już nie widzi innej drogi a o powrocie do tego co wyprawiała ta ja kkzb mowy być nie może. Już żaden człowiek nie zmusi czy nie spowoduje u mnie nawrotu tej " choroby" Za dużo wycierpiałam bym jeszcze raz dała sie wciągnąć czy też sama weszła w rolę kkzb- to sobie dzisiaj przysięgam przy świadkach smile smile smile
Dzięki smile

8 495 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-01-12 07:23:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

...
Tak zawsze można kreować swoje życie i w każdym wieku , zawsze można je odmienić. Trzeba jednak nie chcieć a zdać sobie sprawę co nam da szczęśćcie i w jaki sposób je możemy osiągnąć. Wtedy już nie rozważa się w kwestii chcenia wtedy człowiek już nie widzi innej drogi

Zdanie sobie sprawy poprzedza przecież tę chęć!
A gorzej, gdy świadomość przyjdzie a chęci BRAK!
Nie ma co narzekać - takich for dawno temu, to mało było albo wcale. Dobrze, że trafiłaś... Mogłaś trafić za parę lat dopiero i te parę lat byłoby zmarnowanych.
Teraz czas działać.
Co zamierzasz ZACZĄĆ robić dla siebie, by odtąd życie sprawiało Ci satysfakcję i radość?
Konkrety poproszę i dobrego dnia życzę smile

8 496

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mussaka nam tłumaczy jak należy żyć i postępować ale my chore za cholerę nie wiemy jak to ugryźć i z czym to się je...
my wszystko podajemy mu pod nos na tacy i jeszcze złościmy się, że tego nie docenia. Ma obiadek, paputki, gazetkę, kawusię, kocyk i narzekamy, że nic nie robi tylko ta telewizja lub komp. ZAZDROŚĆ(to moje guru) pisała niech go porwie Twój świat. Dziwiłam się jej słowom , nie rozumiałam , rozważałam i eureka ! ona ma rację ! Mussaki świat porwał jej partnera a mojego przestał mój świat porywać. MÓJ ŚWIAT ? big_smile Mój świat to obiady, ogródek, dzieci, pranie, prasowanie no i oczywiście kontrolowanie jego. Zamiast dzielić się obowiązkami przejęłam je z chęcią lub nie chęcią na siebie ale jak przejęłam to jeszcze wdzięczności oczekiwałam. Zajęłam się nimi zamiast żyć swoim życiem, zainteresowaniami, pasjami. Dowodem na to są moje własne słowa: Nie wiem co lubię. Poważnie nie wiem. To skandal żeby stara baba nie wiedziała co lubi !

Hmmm - jakiś rok temu ktoś na tym forum napisał coś takiego:
Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?
Zawsze można kreować własne życie, bez względu na wiek. Zawsze można odmienić swoje życie - trzeba tylko chcieć smile
Przypomnij sobie jak żyłaś zanim wyszłaś za mąż, czym się pasjonowałaś i zajmowałaś.
Albo odkryj coś nowego... próbuj. Dziewczyny zapisywały się na salsę, bębny, wiosła, do wyboru do koloru, dla każdego COŚ się znajdzie. Powodzenia smile

Zawsze jak czytam, że partner nie ceni kobiety za jej usłużność. Za te codzienne przyziemne rzeczy jak gotowanie, sprzątanie itd. to ja słowo daję głupieję.... a to dlatego, że mój mąż przestał mnie kochać między innym za to, że nie spełniam jego standardów, jeżeli właśnie chodzi o "prowadzenie" domu... zawsze uważałam, że ważniejsza jest rozmowa, obejrzenie filmu, a nie umyte gary, no cóż ten mój miał inne do tego podejście, co ciekawe tylko ode mnie tego oczekiwał...

może jedyne wyjście to sprawdzać się w każdej dziedzinie: być dobrą gosposią, ale też ciekawą, intrygującą, mającą swój świat kobietą, pomysłową i zawsze gotową kochanką i super mamą -  tylko cholera jak to wszystko pogodzić w ciągu 24 godzin?

8 497

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

ja uważam, że jednak wymaga odwagi, może nie każda osoba do tego tak podchodzi, ale mnie przez wiele lat przy nim trzymał strach - o siebie, o dzieci o jutro i dopiero jak uporałam się z tymi natrętnymi myślami "nie dam rady" odważyłam się na złożenie pozwu, pomimo jego niezgody, szantażowania i manipulowania, a cierpliwość? - czeka się na dogodny czas, na gotowość własnego ja.... to tak było w moim przypadku...

Tak strach ma wielkie oczy....Ankinom Ty jesteś bardzo odważną kobietą
1 prowadzisz dom bez jego pomocy
2 zajmujesz się dziećmi + wywiadówki i zapewne pomoc przy lekcjach
3 pracujesz
4 kształcisz się
5 sama wolny czas poświęcasz dzieciom
zapewne dopisałaby jeszcze kilka punktów gdybym Cię lepiej znała....
Wiesz ile odwagi trzeba by to wszystko wziąć na swoje barki? Powiedz młodej dziewczynie czy chciałaby czy udźwignęłaby to wszystko. Każda powie - nie a Ty to udźwignęłaś i dobrze sobie radzisz. Nie widzisz jak jesteś odważna i silna? 
Napisz mi , wyjaśnij, wytłumacz na czym polega różnica on jest/ jego nie ma.

cierpliwość....czeka się na dogodny czas ? a jak wygląda dogodny czas ? Powiadasz gotowość własnego ja ? i chyba masz rację z tą gotowością i racji nie masz z dogodnością. Im szybciej wyjdziemy z tego związku tym lepiej ( krótszy czas życia w nieszczęściu i dłuższy czas na życie w szczęściu/zadowoleniu) ale żeby wyjść i nie tęsknić za byłym musimy zrozumieć naszą chorobę i siebie. Rozwód powinien być ostatnim etapem tej choroby a nie pierwszym. Wielokropek często pisze, że każdy musi sięgnąć swojego dna i każdy ma to dno inne. Jeśli się sięgnie tego dna to rozwód jest tylko wybawieniem i ta która zaliczyła swoje dno a potem sie rozwiodła NIGDY nie powie: ŻAŁUJĘ.
Bycie bez męża nie równa się samotność.



Sama na forum pisałam czuję się samotna. Ale to było tylko takie "czuję się" bo samotna nie byłam. Miałam i mam rodzinę i znajomych. Niestety przyjaciółki mieszkają daleko ale jesteśmy w kontakcie tel. + skype
Moja koleżanka pracuje z  mężatkami - narzekającymi na mężów i samotnymi -  narzekającymi  na samotność big_smile

Widzisz Zofio zadajesz mi pytania, jakby trochę nieaktualne do obecnego czasu... rok temu wypisałabym Tobie pewnie długaśną listę, dlaczego on ma być, dzisiaj mogę napisać dlaczego jego nie powinno być - to jest efekt wielu przepłakanych nocy, wielu rozmów ( głownie na tym forum), przeczytanych artykułów i książek, powoli wstaję z kolan... zresztą tak ja TY - ja czasami próbuję żyć w zgodzie z moim mężem i wcześniej każdy jego powiedzmy dobry gest, słowo traktowałam jak błogosławieństwa, a dzisiaj zachowuję się jak przyczajony tygrys czekający kiedy i jak mam zaatakować, bo pewnie pod tymi dobrymi intencjami kryje się jakaś przykra dla mnie niespodzianka, to przecież chore nie da się żyć ciągle z wyostrzonymi zmysłami, czekając na katastrofę - ale niestety jest to konsekwencją mojego zachowania, że doprowadziłam do takiej sytuacji, nie oszukujmy się moje zgody na takie traktowanie mnie i dzieci  - powinnam wiele lat temu odejść....

i jeszcze jedno, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale kiedy jestem w "dobrych relacjach" z mężem to czuje jakbym coś robiła przeciwko sobie, źle się wtedy czuję, coś mnie przygniata....czuję się jakbym teraz uzależniła się od złych emocji - tylko wtedy czuję się że jestem na właściwym miejscu i postępuje słusznie, wciąż we mnie jest myśl, że muszę właśnie taka być, bo tylko wtedy ukarzę męża?

8 498 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-01-12 10:55:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Mogłaś trafić za parę lat dopiero i te parę lat byłoby zmarnowanych.
Teraz czas działać.
Co zamierzasz ZACZĄĆ robić dla siebie, by odtąd życie sprawiało Ci satysfakcję i radość?
Konkrety poproszę i dobrego dnia życzę smile

...tak to właśnie czuję, czuję, że zmarnowałam wiele czasu i dziękować będę Wam bo więcej go już nie zmarnuję. DZięki Wam i forum  cieszę się z wolności smile i tęsknić przestałam ( to też kwestia uświadomienia ) za toksycznym związkiem.
Dla siebie już wiele robię
1 rozwód, przeprowadzam mój wymarzony rozwód
2 zabezpieczam finansowo dzieci i siebie. ( długa to i skomplikowana historia i nie chcę o tym pisać a raczej nie mogę)
3 rozglądam się za mieszkaniem
4 chodzę na różne imprezy fajne i mniej fajne ale uczę się tego co lubię :filharmonia, zespoły młodzieżowe, odczyty, wystawy.
5 kocham wycieczki i jeżdżę na nie ( ograniczają mnie w tym finanse niestety)
6 zrzucam z siebie wiele obowiązków na dzieci. Dziwnie to brzmi ale jako kkzb i to nie pracująca kkzb a jeszcze do bólu przymuszana przez męża do brania na siebie o wiele za dużo obowiązków, dzisiaj je zrzucam na dzieci i dla siebie jak i dla nich to robię. Dla siebie bo nie mogę sama wszystkiego robić nie mieszkając sama. Dom tworzę ja + dzieci więc obowiązki domowe mam ja + dzieci. Dla nich by umiały wyręczać i dzielić się obowiązkami dzisiaj ze mną a jutro ze swoimi partnerkami. Nie jest lekko sad . Chłopcy bronią się rękoma i nogami ale nie mają wyjścia bo nie odpuszczam im.
7 szukanie pomocy u psychologów i w poradniach uzależnień i współuzależnień - niestety z opłakanym skutkiem
8 siedzenie godzinami na tym forum i czytanie ze zrozumieniem różnych wypowiedzi mądrych kobiet i przemyślenia i wyciąganie wniosków- z dobrym skutkiem.
9 nie oglądam telewizji smile - też brzmi dziwnie smile. Kiedyś byłam uzależniona od niej ale od momentu jak zostałam sama telewizja mnie "drażni", Czułam się jakby tłum ludzi był w domu. Czułam chaos i nikt mnie nie przymusi do oglądania tv nawet moja mama uwielbiająca seriale u mnie ich obejrzeć nie może
10 pogoniłam męża smile i nie rozmawiam z nim jak nie muszę i nie szukam pretekstów żeby musieć big_smile
Nie czuję się w jego towarzystwie dobrze więc go unikam.
11 spędzam WOLNY czas jak lubię: kawki w kawiarniach z mamą, koleżankami, wyżej już wymieniane imprezy kulturalne, obecność na forum.
12 dużo więcej rozmawiam z dziećmi. Pisałam już, że przechodzimy powoli na stopę przyjacielską. To dla mnie bardzo ważne. Chcę mieć z nimi dobre relacje.
13 Po raz kolejny będę miała zabieg na twarz Zaffiro, To też dla mnie bardzo ważne big_smile
14 Małymi kroczkami idę w stronę własnego biznesu.Biznesu  malutkiego ale robiłabym co lubię.
15 nie sprzątam codziennie. Kiedyś musiałam , dzisiaj nie muszę smile
16 nie gotuję codziennie obiadów( nie lubię gotować !) Młodszy je w szkole, starszy gdzieś w mieście. Jeśli gotuję to dla tego, że chcę a nie muszę.
Jeśli nie mam pomysłu i chęci na gotowanie obiadu w sobotę lub w niedzielę to idziemy do baru, kfc, lub pizzerii. Nie gotuję  codziennie i świat się nie zawalił big_smile i dzieci nie poumierały. Mój mąż uwielbia jeść i obiady MUSIAŁY być ugotowane i podane bo jak nie to świat zawaliłby się big_smile
17 dążę by móc się uśmiechać. Z natury jestem wesołym i uśmiechniętym człowiekiem a przez kilka  a może i kilkanaście lat nie było mi do śmiechu. Chciałam mieć powody do uśmiechu i już je mam WOLNOŚĆ od kkzb i od owsika
18 zaczynam uczyć się sobie wybaczać i kochać siebie
Myślę, że sporo dla siebie robię smile
Mam jeszcze jedno przemyślenie. Np. Wielokropek ( ale i wiele innych kobiet) po przeczytaniu jednego postu potrafi ocenić czyjąś sytuacje, ocenić trafnie i trafnie podpowiedzieć a u psychologa przesiedzi człowiek nawet kilka godzin i usłyszy: są ludzie, którzy lubią być ofiarami. Ok. zgadzam się, są tacy ludzie ale jeśli jestem w poradni uzależnień i współuzależnień i jestem tam na własne życzenie to znaczy, że nie pasuje mi bycie ofiarą, nie lubię być ofiarą. Zero zainteresowania pacjentem i jego problemem. Zerkanie co chwila na zegar psychologa lub terapeuty mówiło mi : no za 20 min. mam cię z głowy, o już za 5 min. będę wolny/wolna. Ja to ich zerkanie odbierałam jako pilnowanie chwili, w której juz będą mogli pozbyć sie  intruza. I jeszcze jedna uwaga : na takich spotkaniach był monolog. Pisałam wcześniej, czuję się u psychologa jak skarżące się dziecko. Nie było dialogu, zainteresowania. Na forum tłumaczycie nam, tym z pokręconymi charakterami, myślami i wyobrażeniami godzinami . W was jest pasja, zaangażowanie a w poradniach ........odbierałam tam spędzony czas jako : odhaczona do wypłaty.Do wypłaty dopisać mogli kolejną odpracowaną godzinę. Tak ja to widzę i czuję a jako przykład na zaangażowanie  w pomoc na forum podam Twoje wpisy, ZAZDROSCI czy Mussuki. Kolejny raz dziękuję Wam kochane kobietki za to , że jesteście i niesiecie pomoc.

8 499

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?

Zawsze jak czytam, że partner nie ceni kobiety za jej usłużność. Za te codzienne przyziemne rzeczy jak gotowanie, sprzątanie itd. to ja słowo daję głupieję.... a to dlatego, że mój mąż przestał mnie kochać między innym za to, że nie spełniam jego standardów, jeżeli właśnie chodzi o "prowadzenie" domu... zawsze uważałam, że ważniejsza jest rozmowa, obejrzenie filmu, a nie umyte gary, no cóż ten mój miał inne do tego podejście, co ciekawe tylko ode mnie tego oczekiwał...

może jedyne wyjście to sprawdzać się w każdej dziedzinie: być dobrą gosposią, ale też ciekawą, intrygującą, mającą swój świat kobietą, pomysłową i zawsze gotową kochanką i super mamą -  tylko cholera jak to wszystko pogodzić w ciągu 24 godzin?

nie ceni jej za jej usłużność ! głupiejesz ? nie Ankinom to jest to " nasze wypaczenie" Niektóre maja tak a z niektórymi tak sie dzieje na skutek przymuszania , takiego psychicznego gwałtu. Ja psychicznie byłam gwałcona poprzez wmawianie mi że muszę dawać full service. Na początku broniłam sie a potem uległam a potem to już tak jak Ty myślałam, że jest to mój za***ny obowiązek a on powinien byc mi a to wdzięczny i doceniać. Pewnie powinien ale nie doceniał.
Nie kochana, jeśli dajesz mu full service to nie jest to normalne to znaczy, ze twój mąż jest owsikiem  a Ty tego nie zauważasz. On przestał Cię kochać z innych powodów ale nie dlatego, ze nie chcesz go obsługiwać lub obsługujesz. Masz za męża owsika big_smile . Tak kochana on Cię przymusza  do porządków ale Cie za to nie kocha a może nie kocha Cię więc Cię przymusza ? Dlaczego jeśli tak kocha porządki ( to jakaś jego obsesja, mój też miał fisia na tym punkcie) sam ich nie robi ? Dlaczego domaga się żebyś Ty je robiła ? On chory, niepełnosprawny ?
Zapominamy, ze małżonkowie maja wspólne prawa i obowiązki. Gubimy to i to jest to nasze kkzb z którym nie jest nam dobrze ale naszym partnerom też.
Przeczytaj słowa Anhedonii ze zrozumieniem smile

8 500

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Chcecie księcia na białym koniu i jego zachwytu. A jakże ON ma się zachwycić prozaiczną służbą? Toć służby to on ma wkoło w bród - sobie wynajmie, z przyjemnością skorzysta ale zachwycać się nią nie będzie. Trzeba czegoś więcej niż usługiwanie. Kucharka, praczka, sprzątaczka to owszem godne szacunku ale czy wzbudza jakieś uczucia ponadto?

Zawsze jak czytam, że partner nie ceni kobiety za jej usłużność. Za te codzienne przyziemne rzeczy jak gotowanie, sprzątanie itd. to ja słowo daję głupieję.... a to dlatego, że mój mąż przestał mnie kochać między innym za to, że nie spełniam jego standardów, jeżeli właśnie chodzi o "prowadzenie" domu... zawsze uważałam, że ważniejsza jest rozmowa, obejrzenie filmu, a nie umyte gary, no cóż ten mój miał inne do tego podejście, co ciekawe tylko ode mnie tego oczekiwał...

może jedyne wyjście to sprawdzać się w każdej dziedzinie: być dobrą gosposią, ale też ciekawą, intrygującą, mającą swój świat kobietą, pomysłową i zawsze gotową kochanką i super mamą -  tylko cholera jak to wszystko pogodzić w ciągu 24 godzin?

nie ceni jej za jej usłużność ! głupiejesz ? nie Ankinom to jest to " nasze wypaczenie" Niektóre maja tak a z niektórymi tak sie dzieje na skutek przymuszania , takiego psychicznego gwałtu. Ja psychicznie byłam gwałcona poprzez wmawianie mi że muszę dawać full service. Na początku broniłam sie a potem uległam a potem to już tak jak Ty myślałam, że jest to mój za***ny obowiązek a on powinien byc mi a to wdzięczny i doceniać. Pewnie powinien ale nie doceniał.
Nie kochana, jeśli dajesz mu full service to nie jest to normalne to znaczy, ze twój mąż jest owsikiem  a Ty tego nie zauważasz. On przestał Cię kochać z innych powodów ale nie dlatego, ze nie chcesz go obsługiwać lub obsługujesz. Masz za męża owsika big_smile . Tak kochana on Cię przymusza  do porządków ale Cie za to nie kocha a może nie kocha Cię więc Cię przymusza ? Dlaczego jeśli tak kocha porządki ( to jakaś jego obsesja, mój też miał fisia na tym punkcie) sam ich nie robi ? Dlaczego domaga się żebyś Ty je robiła ? On chory, niepełnosprawny ?
Zapominamy, ze małżonkowie maja wspólne prawa i obowiązki. Gubimy to i to jest to nasze kkzb z którym nie jest nam dobrze ale naszym partnerom też.
Przeczytaj słowa Anhedonii ze zrozumieniem smile

No właśnie nie, mąż wyraźnie mi powiedział, że nadal by mnie kochał, gdybym lepiej gotowała, sprzątała, dbała o dom pod względem finansowym - bo to co robiłam do tej pory to jemu nie wystarczało, on nie chciał "zwykłego" ugotowanego obiadu, on miała do mnie żal, że nie ma we mnie pasji gotowania!
e to wszystko jest pogmatwane...

8 501

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

No właśnie nie, mąż wyraźnie mi powiedział, że nadal by mnie kochał, gdybym lepiej gotowała, sprzątała, dbała o dom pod względem finansowym - bo to co robiłam do tej pory to jemu nie wystarczało, on nie chciał "zwykłego" ugotowanego obiadu, on miała do mnie żal, że nie ma we mnie pasji gotowania!
e to wszystko jest pogmatwane...

To wszystko jest bardzo proste. Manipulacja Twego męża widoczna jak na dłoni. Idąc jego tokiem myślenia, do tego by Cię kochał wystarczyłoby, byś poszła do szkoły gastronomicznej. Wniosek: jego miłością jest dobra, ambitna kucharka. Inne przymioty nie są istotne.

8 502

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

No właśnie nie, mąż wyraźnie mi powiedział, że nadal by mnie kochał, gdybym lepiej gotowała, sprzątała, dbała o dom pod względem finansowym - bo to co robiłam do tej pory to jemu nie wystarczało, on nie chciał "zwykłego" ugotowanego obiadu, on miała do mnie żal, że nie ma we mnie pasji gotowania!
e to wszystko jest pogmatwane...

To wszystko jest bardzo proste. Manipulacja Twego męża widoczna jak na dłoni. Idąc jego tokiem myślenia, do tego by Cię kochał wystarczyłoby, byś poszła do szkoły gastronomicznej. Wniosek: jego miłością jest dobra, ambitna kucharka. Inne przymioty nie są istotne.

Wielokropku ja podałam tylko to za jeden z przykładów - mogłabym jeszcze dłuuuugo wymieniać, co powinna robić, aby zasłużyć sobie na jego miłość - tylko wiesz co, tak sobie myślę, że nawet gdybym spełniła te jego "standardy" bycia idealna zoną to by znalazł kolejne powody do nie kochania. Trafiłam na manipulanta, malkontenta, człowieka, którego nie da się zadowolić, albo przynajmniej ja tego nie potrafię...

Boże jak się cieszę, że w końcu to zrozumiałam, bo kilka miesięcy temu gotowa byłam spełniać te wymagania....

8 503

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

może jedyne wyjście to sprawdzać się w każdej dziedzinie: być dobrą gosposią, ale też ciekawą, intrygującą, mającą swój świat kobietą, pomysłową i zawsze gotową kochanką i super mamą -  tylko cholera jak to wszystko pogodzić w ciągu 24 godzin?

no właśnie typowa kkzb, jak obowiązki to my,
Piszesz jedyne wyjście to:
dom= gosposia= ja chcę ; ciekawa , intrygująca kobieta= ja chcę ; super kochanka= ja chcę; super mama= ja chcę ; doba = 30? 40? godzin tak chcemy bo 24 to za mało > A gdzie w tym wszystkim mąż , Twój partner?
a ja napisze jakie jest jedyne wyjście:
dom= wspólne gospodarzenie , dzielenie sie obowiązkami czyli ja+ on ; ciekawi i intrygujący ludzie= on ma swoje zainteresowania , ja swoje , może to być wspólna pasja a wspólna to nie znaczy, że on korzysta z wolnego czasu i poświęca się tej pasji  a ja  znam tą pasję z jego opowieści i na tym sie kończy ta nasza wspólna pasja ;  para starająca się o udany seks= oboje się starają być pomysłowymi kochankami i zawsze gotowymi ; super rodzice= super mama+ super tata ; pogodzić w 24 godziny się da jak dwoje będzie się starać = twoje 24+ jego 24=  48 GODZIN
I to jest jedyny sposób na udany i szczęśliwy związek !!!
Wiesz Ankinom to wszystko zależny od naszego zrozumienia.
Mój starszy syn kilka tygodni temu powiedział mi z pretensja w głosie : mamo jest bałagan w domu ( czyli na parterze) .Na parterze zawsze było czysto a na piętrze czyli u niego wieczny bałagan, który mu nie przeszkadzał. Odpowiedziałam : bałagan ? jak widzisz, że jest bałagan to sprzątnij. Po kilku godzinach syn mówi: wiesz mamo, masz rację,  nie sprzątam więc nie mogę mieć pretensji o bałagan . Pomyślałam w myśli-  brawo synku ! a głośno to kiedy odkurzysz ?. No niestety.... nie odkurzył ani tego ani dnia następnego ale bałagan przestał mu przeszkadzać yikes. Gdybym od razu po tej uwadze odkurzyła to zawsze już zwracałby mi uwagę i zawsze przeszkadzałby mu " mój" bałagan. Właśnie uświadamiam sobie i im, ze jesteśmy rodziną a rodzina wspólnie robi różne rzeczy np. sprząta. Razem mieszkamy, razem brudzimy i razem sprzątamy.
Kiedy do syna mają przyjść znajomi to sprząta z prędkością światła aż miło patrzeć smile i umie i chce !

8 504

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

może jedyne wyjście to sprawdzać się w każdej dziedzinie: być dobrą gosposią, ale też ciekawą, intrygującą, mającą swój świat kobietą, pomysłową i zawsze gotową kochanką i super mamą -  tylko cholera jak to wszystko pogodzić w ciągu 24 godzin?

no właśnie typowa kkzb, jak obowiązki to my,
Piszesz jedyne wyjście to:
dom= gosposia= ja chcę ; ciekawa , intrygująca kobieta= ja chcę ; super kochanka= ja chcę; super mama= ja chcę ; doba = 30? 40? godzin tak chcemy bo 24 to za mało > A gdzie w tym wszystkim mąż , Twój partner?
a ja napisze jakie jest jedyne wyjście:
dom= wspólne gospodarzenie , dzielenie sie obowiązkami czyli ja+ on ; ciekawi i intrygujący ludzie= on ma swoje zainteresowania , ja swoje , może to być wspólna pasja a wspólna to nie znaczy, że on korzysta z wolnego czasu i poświęca się tej pasji  a ja  znam tą pasję z jego opowieści i na tym sie kończy ta nasza wspólna pasja ;  para starająca się o udany seks= oboje się starają być pomysłowymi kochankami i zawsze gotowymi ; super rodzice= super mama+ super tata ; pogodzić w 24 godziny się da jak dwoje będzie się starać = twoje 24+ jego 24=  48 GODZIN
I to jest jedyny sposób na udany i szczęśliwy związek !!!
Wiesz Ankinom to wszystko zależny od naszego zrozumienia.
Mój starszy syn kilka tygodni temu powiedział mi z pretensja w głosie : mamo jest bałagan w domu ( czyli na parterze) .Na parterze zawsze było czysto a na piętrze czyli u niego wieczny bałagan, który mu nie przeszkadzał. Odpowiedziałam : bałagan ? jak widzisz, że jest bałagan to sprzątnij. Po kilku godzinach syn mówi: wiesz mamo, masz rację,  nie sprzątam więc nie mogę mieć pretensji o bałagan . Pomyślałam w myśli-  brawo synku ! a głośno to kiedy odkurzysz ?. No niestety.... nie odkurzył ani tego ani dnia następnego ale bałagan przestał mu przeszkadzać yikes. Gdybym od razu po tej uwadze odkurzyła to zawsze już zwracałby mi uwagę i zawsze przeszkadzałby mu " mój" bałagan. Właśnie uświadamiam sobie i im, ze jesteśmy rodziną a rodzina wspólnie robi różne rzeczy np. sprząta. Razem mieszkamy, razem brudzimy i razem sprzątamy.
Kiedy do syna mają przyjść znajomi to sprząta z prędkością światła aż miło patrzeć smile i umie i chce !

Ale Zofio ja to wszystko wiem, tzn. uważam, że powinniśmy razem zajmować się domem, wspólnie, ale co z tego, jeżeli mojemu mężowi ja taka jaka jestem nie odpowiadam. I to w sumie to on ma problem, bo ja już się wypisałam z tego związku a on niech szuka takiej super babki, tylko wiesz co mogę się zdziwić, bo może się teraz okazać, że od innej będzie wymagał tylko tego żeby była big_smile

8 505

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

No właśnie nie, mąż wyraźnie mi powiedział, że nadal by mnie kochał, gdybym lepiej gotowała, sprzątała, dbała o dom pod względem finansowym - bo to co robiłam do tej pory to jemu nie wystarczało, on nie chciał "zwykłego" ugotowanego obiadu, on miała do mnie żal, że nie ma we mnie pasji gotowania!
e to wszystko jest pogmatwane...

wyraźnie ....to Cię nie szanuje i nie kocha i zawodowej kucharki z najlepszej knajpy w Polsce też nie będzie kochał. Ok. załóżmy, ze najlepiej na świecie będziesz gotowała to ja dam rękę obciąć( a szanuje swoje członki) , że uczepi się, że nie sprzątasz perfekcyjnie. Bo jakbyś w sprzątaniu doszła do perfekcji to by Cię dopiero mocno kochał. A gdy już dyplomy ze sprzątania pokażesz to uczepi się, ze jesteś złą matką. I udowadniać będziesz i płakać jak śmie Ci to mówić ale on swojego zdania nie zmieni. TO MANIPULACJA !!!
Tak właśnie miałam. Mówił mi ( wykrzykiwał !) wiele razy : jaka z ciebie matka, nie zajmujesz się dziećmi, śniadań im nie robisz, jesteś złą matką ....... i miał rację byłam złą matką ale naprawiam się dzięki temu forum. Jak mogłam dopuścić aby dzieci nie wiedziały, że w domu razem mieszkamy więc obowiązki mamy wspólne. Razem sprzątamy, odśnieżamy, zamiatamy ulicę. Mam jeszcze szanse nie wychować owsików ale na wszelki wypadek już dziś przepraszam swoje przyszłe synowe i obiecuję wam dziewczyny, że będę z wami, ze będę bronić was i waszej WOLNOŚCI  w związku .
Jeśli będziesz najlepszą kucharką, sprzątaczką, księgową domową, najwięcej w firmie zarabiającym pracownikiem, wygrasz konkurs na najlepiej uprasowaną koszulę to powie Ci drań, ze obrazów nie malujesz , musisz kurs kelnerki przejść by umiejętnie do stołu podawać, kurs hydraulika tez powinnaś zrobić a prawda jest taka, że gdybyś wygrała konkurs na wszystkowiedzącą i wszechstronnie uzdolnioną to i tak nie będzie zadowolony bo Cię nie szanuje i nie kocha owsik i manipulator.
Ankinom to nie jest skomplikowane( chociaż i ja długo nie mogłam pojąć o co w tym chodzi). Tu sa pewne zasady i mechanizmy i one zawsze są takie same. Kiedy po raz pierwszy oglądasz mecz np. piłki nożnej to myślisz : o co chodzi ? po co oni biegają za tą piłką? po co oni o nią tak walczą narażając się na urazy ? Dlaczego nagle jeden staje na przeciwko bramkarza i strzela gola a inni o ta piłkę już nie walczą. Jakiś aut, rzut rożny ? o co w tym wszystkim chodzi ? ale jak obejrzysz kilka meczy a jeszcze znawców posłuchasz  i postarasz się zrozumieć o jakich zasadach mówią i co znaczą te zasady to nagle cały mecz jest czytelny i ma sens i sam człowiek kibicuje aby zawodnik "z twojej" drużyny zabrał piłkę przeciwnikowi i niech go kopie i fauluje aby zabrał piłkę i sędzia faulu nie zauważył. Rozumiesz karne, sama wiesz, że jest aut, rzut rożny. I jak wierz , że jest rzut rożny to nikt Ci już nie wmówi, ze powinien być karny.
Jeśli zrozumiesz to już nigdy mąż cię nie przekona , że musisz być doskonałą kucharką. Masz być partnerką a nie kucharką .

8 506

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia.................... święte słowa..

( tak podglądam sobie)

8 507 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 13:24:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam długie posty, czytam i pomyślałam, że szkoda waszego czasu na rozmyślanie o swych mężach.
Szkoda czasu, bo nie w nich tkwi problem. To znaczy, w nich również, ale jedynym, na który macie wpływ, to wasz osobisty problem.
Problem w myśleniu o sobie.
Problem osoby, która za wszelką cenę chce być potrzebną.
Problem osoby uzależnionej.

Rozumiem, że zajmowanie się problemem  męża jest celowym zabiegiem. Zabiegiem, który odsuwa w czasie podjęcie decyzji o zmianach w sobie, we własnym sposobie myślenia, we własnym zachowaniu.
Czy taką, rzeczywiście, decyzję podejmujecie?

8 508

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Trafiłam na manipulanta, malkontenta, człowieka, którego nie da się zadowolić, albo przynajmniej ja tego nie potrafię...

Boże jak się cieszę, że w końcu to zrozumiałam, bo kilka miesięcy temu gotowa byłam spełniać te wymagania....

HURAAAA ! ANKINOM ZROZUMIAŁA ! BRAWO ANKINOM !
Dobrze, że nie zażądał abyś płeć zmieniła ha ha ha podziękuj mu za to ojjjj popłakałam się ze śmiechu.
Ankinom witaj po drugiej stronie rzeki jak to mawiała ZAZDROŚĆ ale dopiero w tej chwili zrozumiałam sens tych słów.
KOCHAM CIĘ JAK SIOSTRĘ ANKINOM I BARDZO SIĘ CIESZĘ BO DZISIAJ SĄ TWOJE URODZINY - PRAWDA ? jeśli się tak jeszcze nie czujesz to za kilka godzin, dni tak się czuć zaczniesz. ZAZDROŚĆ PISAŁA:
"Czlowiek w wieku dojrzalym rodzi sie w wielkich bolach.
Jest teraz madra, doswiadczona."
Bolało prawda ? MNie ten poród siebie dorosłej ale i mądrej i doświadczonej kosztował ....praiwie utratę życia i bolało jak diabli.
Prawda, ze mądrze i prawdziwie pisała ?
I kolejne jej słowa :
"Wiec automatycznie nasunela mi sie mysl w sprawie niegdysiejszego watku o pracy nad malzenstwem... chyba najwazniejsza praca jaka musimy wlozyc w malzensteo to codziennie mozolnie, konsekwentnie i z namaszczeniem utwierdzac naszego partnera w tym, ze jest dla nas KIMS WIELKIM... i nigdy nie dac mu sie poczuc WIELKIM NiKIM.... oraz konsekwentnie wymagac wzajemnosci. My tez musimy czuc sie w zwiazku kims wyjatkowym.
Koliber ma racje. Malzenstwo to nie worek pokutny ale kazdy z partnerow musi nie tylko domagac sie szczescia ale tez i te szczescie dawac. Mysle sobie nawet, ze to wielki wstyd i ujma dla nas jesli partner czuje sie w zwiazku samotnie i ma coraz bardziej zanizone poczucie wartosci.

Święte słowa. Twój mąż, mój mąż powinni czuć wielki wstyd, ze byłyśmy w związku samotne z
zaniżonym poczuciem wartości. To ich zaniedbanie. Jest wina i jest kara. Twój stracił właśnie najlepszą z najlepszych jaką znał i nie doceniał !

8 509

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

o Matko! Jeszcze to walkujecie? I po co, jesli moge spytac? Na miejscu niektorych z was wylazlabym juz z tego pseudo zwiazku i szamba i zajela sie soba a nie dzieleniem wlosa na miliony. A co on myslal, czego chcial, czemu powiedzial to a nie tamto, jakie mial oczekiwania, z jakim wypaczeniem sie urodzil....Chryste, a kogo to obchodzi? Nie podoba sie Panu moj wikt i opierunek ani moja osoba..to kopa w 4 litery i niech znajdzie lepszego multirobota.
A jak sie nie da tak z miejsca wykopac to przynajmniej szlaban na gary, brudy i wspolne harce w malzenskim lozu. Proste i wykonalne JAK SIE CHCE.

8 510

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

To wszystko jest bardzo proste. Manipulacja Twego męża widoczna jak na dłoni.

Tak Wielokropku dla Ciebie, dla zdrowych to jest widoczne ale nie dla nas z pogiętą( da się wyprostować smile ) psychiką. Wy zdrowe widzicie ptaki na niebie a my z pogiętą ( daaa się wyprostować smile ) psychiką widzimy tylko niebo. Wmawiamy Wam , ze się mylicie, że może źle widzicie, może nie tu patrzycie bo oprócz chmurek na niebie nic nie ma. Zwalamy winę na brak okularów ale i w okularach ptaków nie widzimy. I czasami czyjeś jedno słowo powoduje, że zaczynamy wątpić w to swoje widzenie, czasami jest do tego potrzebny potok słów. Nagle nam się ostrość poprawia ( po waszym słowie lub tym potoku) i my te ptaki na niebie dostrzegamy i też dziwić się zaczynamy jak wcześniej nie widziałyśmy jak one takie duże i czarne i z daleka je widać. To w naszej głowie musi się wyprostować ( a jednak się da smile ) by wyostrzył się wzrok. Okulista by nie pomógł a Wasze słowa pomagają i dziękuję Wam kolejny raz za nie.

8 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

(...)Proste i wykonalne JAK SIE CHCE.

Już wyżej o tym napisałam.

Temat męża jest tematem zastępczym.

8 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Czytam długie posty, czytam i pomyślałam, że szkoda waszego czasu na rozmyślanie o swych mężach.
Szkoda czasu, bo nie w nich tkwi problem. To znaczy, w nich również, ale jedynym, na który macie wpływ, to wasz osobisty problem.
Problem w myśleniu o sobie.
Problem osoby, która za wszelką cenę chce być potrzebną.
Problem osoby uzależnionej.

Rozumiem, że zajmowanie się problemem  męża jest celowym zabiegiem. Zabiegiem, który odsuwa w czasie podjęcie decyzji o zmianach w sobie, we własnym sposobie myślenia, we własnym zachowaniu.
Czy taką, rzeczywiście, decyzję podejmujecie?

I tu trafiłaś w sedno sprawy - wiesz ja zanim nie złożyłam pozwu to przepłakałam wiele nocy, ale nie dlatego, że usłyszałam nie "kocham Ciebie", ale dlatego, że nie sprawdziłam się, no bo jak on mógł, ja tak się starałam... ja jako osoba o zaniżonym poczuciu wartości coś takiego przyjęłam jak koniec świata...

ale gdybym skupiła się na prawdziwym problemie, to może mniej byłoby tych wylanych łez, samobiczowania się? a problem to nie on, ale ja - wczoraj wracałam po dużej dawce endorfin big_smile do domu i próbowałam poszukać w sobie win ( no bo przecież obie strony są winne, prawda? ) i jakoś nie potrafiłam, ok, nie byłam taka niewinna, ale moje zachowanie było tylko wyłącznie konsekwencją jego działania. W każdym bądź razie zrozumiałam, że nie mam sensu roztrząsać tego na czynniki pierwsze ( choć w początkowej fazie było to potrzebne) bo ja nie uważam, żebym była taka beznadziejna, jak widzi mnie mój mąż. Wreszcie to powiem: Ja jestem dumna z tego, że potrafiłam pogodzić prace zawodową z opieką nad dziećmi, zająć się domem i jeszcze zostać magistrem, a że nie gotowałam z pasją, no cóż nikt nie jest idealny smile

8 513 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-12 14:23:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zawsze zachęcam do jednego.
Do zaprzestania oszukiwania się.

Przecież nie ma jednego modelu na życie.
Przecież bycie uzależnioną nie jest karane przez prawo.
Można tak żyć.
Nie trzeba się przed nikim wykazywać, że "staram się, ale on /ona nie pozwala".
Można podjąć decyzję "chcę być uzależnioną, takie życie mi pasuje".
I zaprzestać szamotaniny, szarpania się, wyrzutów sumienia.

Paradoksalnie, czasem podjęcie decyzji o dalszym życiu jako osoby uzależnionej, motywuje do wprowadzenia zmian w swoim sposobie myślenia.

8 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

I zaprzestać szamotaniny, szarpania się, wyrzutów sumienia.

.

ale paradoksalnie ta szarpanina pozwoliła mi powiedzmy przejrzeć na oczy i podjąć właściwą decyzję. Ja kilka miesięcy temu nie wiedziała, że jest coś takiego jak uzależnienie i jeżeli chce "normalnie" żyć ( czyli zgodnie z własnym sumieniem) muszę zacząć się leczyć i ja swój proces rozpoczęłam od szukania źródła...

8 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Szkoda czasu, bo nie w nich tkwi problem. To znaczy, w nich również, ale jedynym, na który macie wpływ, to wasz osobisty problem.
Problem w myśleniu o sobie.
Problem osoby, która za wszelką cenę chce być potrzebną.
Problem osoby uzależnionej.

Rozumiem, że zajmowanie się problemem  męża jest celowym zabiegiem. Zabiegiem, który odsuwa w czasie podjęcie decyzji o zmianach w sobie, we własnym sposobie myślenia, we własnym zachowaniu.
Czy taką, rzeczywiście, decyzję podejmujecie?

Wielokropku jesli ktoś zrozumie jak działa uzależnienie i na czym polega kkzb,  zajmie się tylko sobą. Ważna jestem tylko ja a jego juz nie ma - i Bogu dziękować. Słowo on nie istnieje. Jeśli kiedykolwiek jakiś mężczyzna pojawi się w mym życiu, będę czujna i ostrożna by WYMAGAĆ, by brać a nie tylko dawać. Wiem też, że nie musi być żadnego partnera bym była szczęśliwa. Mogę być szczęśliwa będąc sama ze sobą,  w domu, lesie i na drugim końcu świata. Jeśli będę z dziećmi czy znajomymi to również będę wymagać i BRAĆ a nie tylko dawać. Kkzb ma duże szanse na bycie nieszczęśliwą nie tylko z mężem ale i z dziećmi z koleżanką, znajomymi.
Masz rację trzeba zmienić sposób myślenia  a zmiany w zachowaniu .....jeśli inaczej myślimy to i inaczej się zachowujemy, dostosowujemy swoje zachowanie do toku myślenia.

Posty [ 8 451 do 8 515 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 129 130 131 132 133 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026