Niestety w odwracaniu kota ogonem jest w tym najlepszy, zaczynam mówić: oskarżasz mnie o kłamstwo, a on: a ty jak się zachowałaś w Święta i tym sposobem zapominam o pierwszym zdaniu i próbuje sobie przypomnieć co takie zrobiłam w te wspomniane święta, a może miał na myśli inne święta...:D
szkoda na to mojego czasu i energii.....
Wiesz Ankinom ja już prawie rok nie jestem z mężem
ale tłumaczenie się ze wszystkiego i do wszystkich pozostało. Swego czasu mama mi na to zwróciła uwagę ale prawdziwe zdziwienie a nawet przerażenie było po wysłuchaniu kilku nagrań naszych rozmów( to moje dowody do sądu).
Nie mogłam uwierzyć, że ciągle się mu tłumaczę , on oskarża a ja tłumaczę się i to na wiele sposobów ponieważ nie docierały do niego proste słowa, nie rozumiał co mówię i o czym więc aby dotarło do niego to na kilka sposobów próbowałam, dobierając coraz to nowe słowa jakby poprzednich nie rozumiał. To tak jak bym próbowała wytłumaczyć po polsku - nie zrozumiał to po rosyjsku- też nie to w kolejnym i kolejnym języku. Dzisiaj śmiać mi się z tego chce ale właściwie ten nawyk mi pozostał i jest to dowód na współuzależnienie.
Ta przytoczona rozmowa przez Ciebie to manipulacja jego i współuzależnienie Twoje. Też tak miałam i mam nadal. Jak widzę się z nim to dalej słyszę oskarżenia ale już potrafię inaczej reagować i nie przypominać sobie ani sytuacji ani jego słów na które on się powołuje. Potrafię obronić się jednym słowem np. nie jestem zainteresowana , nie interesuje mnie to, to nie twoja sprawa, zajmij się sobą. Przy nim kontroluję się by nie wdawać się w tłumaczenia . Gorzej jest na co dzień w stosunku do znajomych, rodziny. Wiele razy przyłapałam sie , że potrafię tłumaczyć się synom i też z tym walczę ( sama z sobą
) Tak jak Ty za wszelką cenę starałam się przekonać go do swoich słów, prawd, oczywistości ale to nie ma sensu . On wie, że takim zachowaniem kontroluje Cię. On dobrze wie co robi i mówi i po co jest przywoływanie do różnych sytuacji, zdarzeń, słów. To czysta manipulacja to czyste poddawanie sie jemu. Rajcuje go kiedy tłumaczysz się. To taka jego kontrola nad tobą. Mój jeszcze mąż zdziwiony jest kiedy krótko odpowiadam na jego oskarżenia np. to nie twoja sprawa, zajmij się swoim życiem. Dzisiaj kiedy słyszę, że jestem złą matką, krótko odpowiadam: możesz chłopców zabrać, może K będzie lepszą matką dla nich jak ja lub nie życzę sobie takich słów. Tak jest dzisiaj ale kiedyś tłumaczyłam, że jak może tak mówić, że życie jestem gotowa za dzieci oddać, że z siebie zrezygnowałam dla nich ( jak na kkzb przystało
), że , że , że i tłumaczeniom nie było końca. A on....miał ubaw i satysfakcję, że gotowa jestem flaki wypruć dla jego widzimisię. Przecież wiadomo, że jestem matką i kocham swoje dzieci nad zycie i koniec i więcej nic nie trzeba mówić.
Piszesz, zapomniałam już o pierwszym zdaniu ale to zdanie to właśnie wstęp do tłumaczenia się. Oskarżasz mnie o kłamstwo i tu zaczyna się wyliczanka czyli tłumaczenie. Używaj raczej krótkich stwierdzeń: nie życzę żebyś mnie oskarżał, nie kłam , nie życzę sobie takich stwierdzeń , słów.
Na słowa : a jak ty się zachowałaś w święta jest tylko jedna odpowiedź : nie mam sobie nic do zarzucenia i nie chcę więcej na ten temat rozmawiać. My współuzależnione oczywiście musimy dociekać na czym polegało to nasze zachowanie w święta i zaraz będziemy przytaczały tysiące argumentów na to, ze byłyśmy fer. A on ma nadal ubaw.
Nie daj się Ankinom. Wiem, ze nie jest to proste ( też mam z tym problem) ale pracuję nad tym no i podjęłam jeszcze jedną próbę pomocy sobie w ośrodku dla współuzależnionych
( to już kolejna próba i ostatnia )
Ja też Wam kochane netkobietki życzę miłego weekendu i przesyłam piosenkę, którą jestem zauroczona ( wykonawczynią też
) http://www.youtube.com/watch?v=2vkADT7IA_k&feature=related