(...) Pozbędę się innych objawów współuzależnienia i będzie dobrze
(...)
Czyli chorując, nie leczysz zapalenia płuc, tylko obniżasz podwyższona temperaturę?
Likwidujesz objaw zamiast dotrzeć i usunąć źródło choroby?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 126 127 128 129 130 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
(...) Pozbędę się innych objawów współuzależnienia i będzie dobrze
(...)
Czyli chorując, nie leczysz zapalenia płuc, tylko obniżasz podwyższona temperaturę?
Likwidujesz objaw zamiast dotrzeć i usunąć źródło choroby?
Podobne tematy
zofia282 napisał/a:(...) Pozbędę się innych objawów współuzależnienia i będzie dobrze
(...)
Czyli chorując, nie leczysz zapalenia płuc, tylko obniżasz podwyższona temperaturę?
Likwidujesz objaw zamiast dotrzeć i usunąć źródło choroby?
Wielokropku pozbędę się czytaj wyleczę się. Wyleczę się i będzie dobrze.
Nie Wielokropku zdecydowanie chcę leczyć chorobę a nie objawy. Żeby jednak leczyć chorobę musi być postawiona diagnoza bez niej faktycznie leczymy objawy. Mnie właśnie postawiono diagnozę i podejmuję leczenie
Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy ........i faktycznie obniżałam tylko temperaturę. Byłam u kilku psychologów i żaden nie wspomniał o współuzależnieniu i terapii.Żaden też nie wspomniał o uzależnieniu od męża. Właściwie to było tylko moje opowiadanie........czułam się z tym źle, czułam się jak skarżące się dziecko. Po kilku takich spotkaniach na kolejne nie miałam już ochoty. Te spotkania niczego nie wnosiły i nie zmieniały. Weszłam na forum i z ogromnym zdziwieniem czytałam o uzależnieniu od męża. Dziś wiem, że byłam od niego uzależniona jak cholera. Wszystko robiłam dla niego. Mnie i moich potrzeb nie było. Z tego jestem uleczona. Nie tęsknię za nim, dobrze mi samej. Ze względu na przemoc psychiczną (a taka była) być może stałam się współuzależnioną ( myślę, że jednak coś takiego zadziało się) ![]()
Owocnego leczenia z uzależnienia. ![]()
Dzięki.
Obym tylko miała szczęście i trafiła na fachowca, obym znowu nie odczuła bezsensu, nie miała wrażenia, że to zaczyna się i kończy na "żaleniu się". Tym razem stawiam na znajomości i psychologa z doświadczeniem i CHĘCIĄ pomocy.
Wiem jedno NIE CHCĘ BYĆ ANI UZALEŻNIONA ANI WSPÓŁUZALEŻNIONA. Wiem też, że bardzo dużo dało mi to forum. To tu z tygodnia na tydzień wstawałam z kolan, to tu nabierałam wiary w siebie, to tu znajdowałam siłę do działania. Nie zaprzeczałam nie szukałam usprawiedliwień. Wyciągałam wnioski z wielu sytuacji i z wielu mądrych opinii.
Zosiu, sporo otarłam się o to wszystko. Mój ex to co robił córkom i mnie to czysta forma przemocy psychicznej, a skutki do tej pory odczuwamy.
To już nie jest ważne, że swoją słabość i kompleksy wyrównywał gnębiąc nas. Ch.. złamany i już. Terapie, kształcenia, rozmowy pozwalają nam z tego wychodzić, jeszcze nie do końca wyszłyśmy, ale jest już dobrze. Starsza córka przestała zajadać "stres tatusia", młodsza opanowała bulimię, a ja zaczęłam jeść. Sama wiesz jak długo to trwa. Ja doprowadziłam do jego wyprowadzki cztery lata temu. Uczciwie przyznaje, że doprowadziłam, owszem czekała na niego pocieszycielka, owszem, stoczył się na samo dno, ale ja, my walczyłyśmy wtedy o życie...i doprowadziłam do tego, że z naszego życia się wyniósł.
Też "próbowałam" różnych psychologów, szukałam ratunku w wielu miejscach, ale najlepszą pomoc dostałam w państwowej poradni uzależnień. Jeśli mam komuś radzić, gdzie szukać pomocy, to tylko tam. Pewnie dlatego, że wszyscy terapeuci, którzy tam pracują, sami przeszli przez piekło.
Zosiu, sporo otarłam się o to wszystko. Mój ex to co robił córkom i mnie to czysta forma przemocy psychicznej, a skutki do tej pory odczuwamy.
To już nie jest ważne, że swoją słabość i kompleksy wyrównywał gnębiąc nas. Ch.. złamany i już. Terapie, kształcenia, rozmowy pozwalają nam z tego wychodzić, jeszcze nie do końca wyszłyśmy, ale jest już dobrze. Starsza córka przestała zajadać "stres tatusia", młodsza opanowała bulimię, a ja zaczęłam jeść. Sama wiesz jak długo to trwa. Ja doprowadziłam do jego wyprowadzki cztery lata temu. Uczciwie przyznaje, że doprowadziłam, owszem czekała na niego pocieszycielka, owszem, stoczył się na samo dno, ale ja, my walczyłyśmy wtedy o życie...i doprowadziłam do tego, że z naszego życia się wyniósł.
Też "próbowałam" różnych psychologów, szukałam ratunku w wielu miejscach, ale najlepszą pomoc dostałam w państwowej poradni uzależnień. Jeśli mam komuś radzić, gdzie szukać pomocy, to tylko tam. Pewnie dlatego, że wszyscy terapeuci, którzy tam pracują, sami przeszli przez piekło.
....no właśnie robił a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie brałam pod uwagę przemocy i patologii. Wydawało mi się, że w mojej rodzinie wszystko jest ok. Dziwiłam sie jego zachowaniom, protestowałam ( za słabo) i zwyczajnie umknęło mi moje poddanie się i akceptowanie PRZEMOCY, przemocy, z której nie zdawałam sobie sprawy. Ty jadłaś ja jeść nie mogłam. Teraz przytyłam i już noszę 36 rozmiar. Ty walczyłaś o życie ja też a teraz walczę o przeżycie (alimenty, firma). Ja również szukałam pomocy w różnych miejscach. Wizyta w Centrum Praw Kobiet była totalną porażką. Mało tego, że nie dostałam tam pomocy to jeszcze mnie prawniczka tam pracująca ostro nastraszyła, nastraszyła, bo jej słowa nie znalazły potwierdzenia u innych prawników.Wizyta u psychologa księdza....nie nie chcę nawet tego wspominać, określę to jednym słowem - KOSZMAR.
Dzięki za podpowiedź. Rozejrzę się w swoim mieście za taką poradnią ![]()
....no właśnie robił a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie brałam pod uwagę przemocy i patologii. Wydawało mi się, że w mojej rodzinie wszystko jest ok. Dziwiłam sie jego zachowaniom, protestowałam ( za słabo) i zwyczajnie umknęło mi moje poddanie się i akceptowanie PRZEMOCY, przemocy, z której nie zdawałam sobie sprawy. Ty jadłaś ja jeść nie mogłam. Teraz przytyłam i już noszę 36 rozmiar. Ty walczyłaś o życie ja też a teraz walczę o przeżycie (alimenty, firma). Ja również szukałam pomocy w różnych miejscach. Wizyta w Centrum Praw Kobiet była totalną porażką. Mało tego, że nie dostałam tam pomocy to jeszcze mnie prawniczka tam pracująca ostro nastraszyła, nastraszyła, bo jej słowa nie znalazły potwierdzenia u innych prawników.Wizyta u psychologa księdza....nie nie chcę nawet tego wspominać, określę to jednym słowem - KOSZMAR.
Dzięki za podpowiedź. Rozejrzę się w swoim mieście za taką poradnią
Miałam wrażenie, że mieszkasz w Warszawie, mylę się?
Walcz Zosiu o to co Ci się należy. Na początku nie pracowałam, ex wyczyścił kąta do zera, nie miałam na prawnika. Skorzystałam z pomocy koleżanki-adwokatki do napisania pisma procesowego, ale nie mogłam zapłacić za jej udział w pierwszej sprawie rozwodowej. Trzęsłam się ze strachu, aż tydzień przed, starsza córka wzięła sprawy w swoje ręce. Pamiętam jej słowa: mamo, przecież mamy rodzinę, wujek jest radcą, mądrym człowiekiem, oni muszą wiedzieć co się u nas dzieje. Wsadziła mnie do samochodu, zawiozła do nich i po 3 dniach miałam wspaniałego prawnika, doradcę, przyjaciela, z którym wygrałam wszystko na czym mi zależało: wolność, poczucie bezpieczeństwa, odzyskałam dom. Z rodziną przez lata nie miałam kontaktu, bo ex ich nie lubił.
Ex krok po kroku wyeliminował z naszego życia bliskie nam osoby, moją rodzinę, moich przyjaciół. Zawsze coś miał przeciwko nim, a ja głupia w to wierzyłam. Trochę czasu trwało, aż odzyskałam ich na nowo i poszerzyłam grono wspaniałych ludzi wkoło mnie.
Sama pewnie nigdy nie trafiłabym do psychologa w poradni uzależnień. Kojarzyła mi się wyłacznie z alkoholizmem. Nowa przyjaciółka mną pokierowała, sama przeszła piekło z mężem alkoholikiem i będąc bez pieniędzy, w depresji na dnie emocjonalnym tam trafiła. W takich poradniach po kilku spotkaniach indywidualnych zazwyczaj przechodzi się do odpowiedniej grupy. W dużych miastach takich ośrodków jest wiele, ale na 100% wkoło Ciebie jest jakaś rodzina alkoholowa, alkoholik chodzący na AA, czy kobieta, która się z tego wyrwała. Oni otwarcie rozmawiają o problemach.
Pamiętaj jedno ze spotkań z psycholożką. Prawie godzinę kazała mi mówić "mój mąż jest pierd...nym przemocowcem". Po tym spotkaniu już nigdy nie wzięłam winy na siebie.
Ex straszył mnie, że jak zacznę przymierać głodem, to zrobię wszystko co on mi kazał, natychmiast rozwiodę się bez orzekania winy, sprzedam dom i oddam mu większość, nigdy nie zażądam alimentów. A ja przekora przytyłam 12kg, dom jest mój, a przez 3 lata dostawałam alimenty na siebie 2000 zł/mies, a na córkę 3000 zł/mies....a on albo wcale nie pracował, albo zarabiał na wykałaczki.
AnnaJo to budująca historia.
Musze zaczerpnąć. Mnie raczej nikt nie pomoże, muszę dać radę sama. Choć z niewiedzy ostatnio nie doprowadziłam sprawy do końca i dlatego rozprawa dopiero teraz.
Mnie chodzi o dziecko. Żeby je mieć. A także żeby się uwolnić, on nie płaci swoich kredytów, a ja nie mam w to wglądu. Płacę jeden, wspólny, komornik wisi, aż się boję jak przywali koszty równolegle ze spłata rat, każdy mówi coś innego. Jedni, że po roku od zawieszenia, milczenia czy też bezczynności organu, który skierował tamten występuje o koszty. A d... się urządził, nie ma adresu zameldowania stałego itd. Aż mi się nie chce tam iść. Ugodę z bankiem podpisał i straszy mnie, że płacił nie będzie, to tez muszę wyjaśnić, co by było gdyby. Póki co tutaj jakoś wykonuje co trzeba. A jeśli chodzi o inne zaległości ma w d..., zawsze twierdzi, że nie ma czasu, pierd...nie. Czeka na zbawienie, a tymczasem ciuszki, zegarki, pierdoły z durną "ukochaną" czy też żabcią. Ae jest sprawiedliwość i kiedyś musi za wszystkie krzywdy zapłacić. Przyjdzie czas...
AnnaJo to budująca historia.
Musze zaczerpnąć. Mnie raczej nikt nie pomoże, muszę dać radę sama. Choć z niewiedzy ostatnio nie doprowadziłam sprawy do końca i dlatego rozprawa dopiero teraz.
Mnie chodzi o dziecko. Żeby je mieć. A także żeby się uwolnić, on nie płaci swoich kredytów, a ja nie mam w to wglądu. Płacę jeden, wspólny, komornik wisi, aż się boję jak przywali koszty równolegle ze spłata rat, każdy mówi coś innego. Jedni, że po roku od zawieszenia, milczenia czy też bezczynności organu, który skierował tamten występuje o koszty. A d... się urządził, nie ma adresu zameldowania stałego itd. Aż mi się nie chce tam iść. Ugodę z bankiem podpisał i straszy mnie, że płacił nie będzie, to tez muszę wyjaśnić, co by było gdyby. Póki co tutaj jakoś wykonuje co trzeba. A jeśli chodzi o inne zaległości ma w d..., zawsze twierdzi, że nie ma czasu, pierd...nie. Czeka na zbawienie, a tymczasem ciuszki, zegarki, pierdoły z durną "ukochaną" czy też żabcią. Ae jest sprawiedliwość i kiedyś musi za wszystkie krzywdy zapłacić. Przyjdzie czas...
Po pierwsze, to nie odpowiadasz za długi zaciągnięte przez męża jeśli przekraczają kwotę nadzoru zwykłego (to chyba około 5 tysięcy) i oficjalnie o nich nie wiesz.
Po drugie, adres stałego zameldowania już nie jest ważny. Wg przepisów mamy teraz w Polsce adres zamieszkania i każdy obywatel ma obowiązek zgłaszać go w urzędach (urząd miasta czy gminy i urząd skarbowy).
Po trzecie, komornicy też ludzie i można z nimi negocjować.
Hm, czytam Twoje posty i wiem, ze Twoja sytuacja jest bardzo trudna. Wydaję mi się, że w Tobie jest bardzo dużo strachu wynikającego z przeżyć i niewiedzy. Zostałas przez tego sk..na zaszczuta, ale przecież już wiesz co jest dla Ciebie najważniejsze. Zacznij walczyć, pokarz swoją siłę i konsekwencję opartą na prawdzie, faktach i Twojej racji.
AnnaJo, aż łezka w oku mi się zakręciła. Bardzo Ci dziękuję kochana. Za ciepłe słowo. Masz dużą wiedzę. Ja chodzę to tu, to tam i każdy mówi co innego. A ja właśnie opieram wszystko na sprawiedliwości i prawdzie. Tak, będę walczyć.
Widzisz, trochę boję się co będzie. Finansowo. Nie chcę niczego stracić, choć nie mam wiele. Trochę spadło na mnie i wierzę, że nie będę musiała ponosić odpowiedzialności za pozostałe jego wyskoki. Tyle wystarczy. Komornik do niego się nie zgłosił, mimo, że wie gdzie pracuje itd. Jak powiedział ja byłam szybciej dostępna. Także.
Naliczył bardzo duże koszty jak dla mnie. Zostało jeszcze trochę do płacenia, także kiedy się odezwie nie wiadomo. Myślałam, że się tam przejdę, żeby wiedzieć na co się przygotować. Chociaż ostatnio powiedział, że dopiero kiedy zapłacimy tamto będą jego koszty. Ale w banku mówią, że po roku. To co już pisałam. Cholera wie.
Różnie to bywa.
W sądzie także wprowadzili mnie w błąd. Zresztą komu dzisiaj można wierzyć na słowo?
AnnaJo, aż łezka w oku mi się zakręciła. Bardzo Ci dziękuję kochana. Za ciepłe słowo. Masz dużą wiedzę. Ja chodzę to tu, to tam i każdy mówi co innego. A ja właśnie opieram wszystko na sprawiedliwości i prawdzie. Tak, będę walczyć.
Widzisz, trochę boję się co będzie. Finansowo. Nie chcę niczego stracić, choć nie mam wiele. Trochę spadło na mnie i wierzę, że nie będę musiała ponosić odpowiedzialności za pozostałe jego wyskoki. Tyle wystarczy. Komornik do niego się nie zgłosił, mimo, że wie gdzie pracuje itd. Jak powiedział ja byłam szybciej dostępna. Także.
Naliczył bardzo duże koszty jak dla mnie. Zostało jeszcze trochę do płacenia, także kiedy się odezwie nie wiadomo. Myślałam, że się tam przejdę, żeby wiedzieć na co się przygotować. Chociaż ostatnio powiedział, że dopiero kiedy zapłacimy tamto będą jego koszty. Ale w banku mówią, że po roku. To co już pisałam. Cholera wie.
Różnie to bywa.
W sądzie także wprowadzili mnie w błąd. Zresztą komu dzisiaj można wierzyć na słowo?
Hmm, czy Ty się rozwodzisz czy nie? Złożyliście wniosek czy tylko mąż się wyprowadził? Może na początek złóż wniosek o separacje, jest tańsza i łatwiejsza do uzyskania. Po separacji nie odpowiadasz za długi męża...
Tkwisz, zresztą jak ja, w jakimś marazmie, tylko ja póki co nie mam komornika na głowie....
AnnaJo, aż łezka w oku mi się zakręciła. Bardzo Ci dziękuję kochana. Za ciepłe słowo. Masz dużą wiedzę. Ja chodzę to tu, to tam i każdy mówi co innego. A ja właśnie opieram wszystko na sprawiedliwości i prawdzie. Tak, będę walczyć.
Widzisz, trochę boję się co będzie. Finansowo. Nie chcę niczego stracić, choć nie mam wiele. Trochę spadło na mnie i wierzę, że nie będę musiała ponosić odpowiedzialności za pozostałe jego wyskoki. Tyle wystarczy. Komornik do niego się nie zgłosił, mimo, że wie gdzie pracuje itd. Jak powiedział ja byłam szybciej dostępna. Także.
Naliczył bardzo duże koszty jak dla mnie. Zostało jeszcze trochę do płacenia, także kiedy się odezwie nie wiadomo. Myślałam, że się tam przejdę, żeby wiedzieć na co się przygotować. Chociaż ostatnio powiedział, że dopiero kiedy zapłacimy tamto będą jego koszty. Ale w banku mówią, że po roku. To co już pisałam. Cholera wie.
Różnie to bywa.
W sądzie także wprowadzili mnie w błąd. Zresztą komu dzisiaj można wierzyć na słowo?
Kochanie, dlaczego tylko łezka? Wypłacz cała toksynę.
Czy Ty zrobiłaś mu krzywdę? Kto kogo oszukał i oszukuje, kto kogo chce zniszczyć? Czy na pewno to Ty musisz ponosić konsekwencje jego s..syństwa? Chcesz tego?
Ciężko jest Ci o tym wszystkim pisać, ale jest jeszcze mój priv...tylko uważaj, bo przełożę prze kolano.
Hm, bardzo chcę Cię namówić, żebyś znów zaczęła myśleć o sobie i małym.
Rozwód, rozwód i jeszcze raz rozwód, żadne separacje.
Ależ ja myślę o sobie, tylko jestem goła i wesoła, a bez pieniędzy to wiecie...g... można zrobić. Chociaż działam nie płacąc, może coś zdziałam.
Widzicie, dzisiaj byłam w banku. I mimo, że każdy z nas podpisał, że płaci tyle i tyle to jeśli on przestanie (a szantażuje i straszy) to ja leżę, bo "banku nie obchodzi kto i ile".
Cokolwiek bym nie zrobiła prawo nie działa wstecz.
Jemu wszystko jedno, choć to jedno na razie płaci. Nie mają mu z czego zabrać, nawet dzisiaj się to potwierdziło. Umowa na pól etatu i nic więcej i nie ważne jaka jest prawda. "Nie będzie z czego ściągnąć".
Mnie tylko żal dziecka, że jest tam i on zabiera mu matkę, a czy dziecko jest czemuś winne, że możemy się tylko widzieć na spokojnie w weekend?
To jest jakieś piekło. Ja już tyle łez wylałam, bałam się, ale to przeszło, teraz został bałagan po rozróbie. I jeszcze potrwa zanim się go sprzątnie. Cieszcie się kobiety, że nikt Wam nie zabiera dzieci.
Jak mając dziecko można być tak nieodpowiedzialnym żeby nie zamknąć konta w banku i mieć tylko minus, który z miesiąca na miesiąc jest coraz to większy i twierdzić, że wiecznie się nie ma czasu i być w tym banku co miesiąc i tak pier...
Jak można nie pozałatwiać swoich zobowiązań i nie płacić od lat? Jak?
I wiecie co, twierdzę, że tamta ma nierówno pod sufitem skoro związała się z takim idiotą, z takim nieodpowiedzialnym kimś. Ponoć o wszystkim wie, a i tak co nieco jej powiedziałam kiedy mnie wyzywała. Ot tak, żeby jej się za przyjemnie nie oglądało nie zapłaconego ...
Nie można o wszystkim pisać.
Skur...
Ale to przecież moja wina powie on, teraz ona, bo cóż innego może. Hahaha. To wszystko przeze mnie. O ironio!!!
A prawnik powie bierz pani dziecko, bo zostanie tam gdzie jest. A ja pytam a ubrania, a książki? To nie jest najważniejsze-powie. To mi Pan daj, bo skąd wezmę jak nie mam za co kupić. Jak ledwo żyję. Jak siedzę cały dzień w pracy i zarobić nie mogę i gdzie się nie rozejrzę to płacą jeszcze mniej. Niech mnie przejedzie tramwaj. Czy to nie jest za dużo pomieszania? I tu jeszcze nieraz współczesność da w kość. Aniknom, wiesz o czym piszę, bałagany, fochy...
Hm..czy Ty naprawde nie mozesz sie przejsc do jakiegos prawnika i spytac jakie masz prawa w takiej sytuacji? Co to za odpowiedz komornika: bo Pani byla latwiej dostepna?
Wiem, zaraz napiszesz, ze prawnik dupa i tez nic nie pomoze ale ja tak do konca nie wierze w to. Wiele kobiet pisalo tu jak przy pomocy jakiegos czlowieka znajacego sie na przepisach oskubaly eksow do golej skory. Moze warto zasiegnac rady?
Teraz będę się widzieć z jakąś starszą Panią prawniczką doświadczoną, więc mam nadzieję, że czegoś się dowiem. Nie, nie napiszę, że dupa, bo nie byłam jeszcze u wszystkich możliwych.
Mam póki co w jednym aspekcie tylko inną postawę niż niektóre osoby z otoczenia przyjęłyby na moim miejscu. Mianowicie nie wzywam już policji, kiedy idiota coś zdziwia bo to nic nie daje, a tylko dziecko cierpi. Może notatki policji są dobrym dowodem, a może też nie mają znaczenia. Po umorzonych sprawach nie sądzę.
Komornicy też potrafią być różni. Muszę się dowiedzieć co i jak. Muszę.
Bardzo dobre podejscie..musisz sie dowiedziec czego tylko sie da, zeby moc sie bronic i obronic. I jeszcze zwyciezyc.
Jesli moge spytac: jaki masz zawod?
Technik ekonomista. Na kompie śmigam, po drogach też:). Najbardziej lubię jeździć.
Hm, jak się bardzo czegoś chce to się to osiąga.
Dwa słowa są, jakie powtarzaj jak mantrę: CHCĘ i MUSZĘ.
Uporządkuj swoje priorytety, chcesz mieszkać z synem, do tego potrzebna jest Ci albo lepiej płatna praca, albo alimenty, a najlepiej jedno i drugie. Znalezienie lepszej pracy trwa, ale jest to możliwe. Za półtora miesiąca masz sprawę. Musisz się do niej dobrze przygotować.
czy dobrze pamiętam, że jesteś ze stolicy?
Kiedy idziesz do prawniczki?
Dobrze Mussaka pisała, ja też jestem tą ex, która jak lwica walczyła o swoje. Puściłam ex prawie bez skarpetek. Sama nie dałabym rady, ale wszystko co osiągnęłam z pomocą mojego wspaniałego prawnika było zgodne z tym co i jak ja chciałam. Gadałam, słuchałam, czytałam, myślałam i udało się. Tobie też się uda.
Dzięki dziewczyny.
Kraków ![]()
Dzięki dziewczyny.
Kraków
Kochana..Krakow i technik ekonomista? To nie czekaj az Ci gwiazdka z nieba spadnie tylko rozsylaj te swoje CV dokad sie da. Pamietam, ze zarabiasz jakies marne 2000PLN (czy moze to byla jakas inna pani?:) a to jest maaaalo.
Kurcze, pracy niby nie ma..a jak ja teraz potrzebuje i dobrego kierownika i magazyniera i ksiegowej do niewielkiego magazynu i za dobre pieniadze to jakos chetnych brak. Albo sa ale rozmowa zaczyna sie od minimum 8-10 tysiecy. Za 2 to moze faktycznie magazyniera zatrudnimy ale Ty masz dziewczyno jakies szkoly wiec nie marnuj swojej szansy.
Prawnik niech pomoze Ci szpik z eksa wyssac i bedziesz ok:) Jeszcze jezdzisz brawurowo wiec chate taniej na przedmiesciach wynajmiesz i bingo.
Rozwód, rozwód i jeszcze raz rozwód, żadne separacje.
Aniknom, wiesz o czym piszę, bałagany, fochy...
Hm ja rozumiem, że chcesz rozwodu, ja o tej separacji pisałam w kontekście długów przez Twojego męża, jeszczemęża, bo jeżeli nie złożyłaś jeszcze papierów o rozwód to myślałam o separacji, ją dostaje się ją szybciej i wtedy nie będziesz odpowiadać za jego długi...bo może się okazać, że się nie wypłacisz jeżeli on maja takie podejście...
Co do dziecka, kurcze no nie wiem, hm czy nie możesz porozmawiać z mamą, babcią, ja wiem że mama jest trudną osoba, ale czy nie warto znieść jej fochy po to tylko, żeby być z dzieckiem, czy nie ma szans,że w takiej sytuacji Tobie pomoże? Dwa w jednym pozbędziesz się "partnera" to raczej nie właściwe słowo... i będziesz z dzieckiem, pomyśl o tym, ja dla dzieci wiele zniosę...nie wyobrażam sobie życia bez nich ...
taak wiem co to tzn. bałagan i fachy.....
Aniknom, prawo nie działa wstecz i cokolwiek bym nie zrobiła teraz to to co nawyrabiał jeśli będzie miało być dla mnie szkodliwe to będzie. Jedyny plus w tym, że jasne jest i nie trudno udowodnić, że ponad dwa lata nie mamy ze sobą nic wspólnego, prócz dziecka.
Mussuko droga, gdybym zarabiała 2000 to byłabym bardzo szczęśliwa. Ja zarabiam mniej. Rozsyłam, chodzę i nic. Nawet usłyszałam, że przecież ludzi po studiach zatrudniają tylko. Pytanie tylko dlaczego do banku akurat po biologicznych? I co z tego, że mają studia skoro ekonomii nie widzieli na oczy. Takie są realia. Umiejętności nie mają znaczenia. Ale szukam, szukam. Organizuję co się da. Za granicę na razie nie pojadę. Sprawy...
Mnie zostają jakieś marne grosze, naprawdę marne, żeby buty sobie kupić musiałam kombinować. Teraz jeszcze mam tyły od września.
Boże, 2000, ja nigdy tyle nie zarabiałam. ![]()
Kto może pomoże, ale już się przekonałam, że tak tylko mówią. Najbardziej pomaga partner. I ostatnio, co się chwali, porządek się stał i trwa. Także... jeszcze tylko nad jedną rzeczą trza popracować. I kurcze no mogę na niego liczyć, tutaj to on najbardziej jednak, mimo wszystko. I chyba mamy odpowiedz na wcześniej postawione pytanie -po co to itd.?
Tylko może wady gorsze niż reszta i biją wszystko w łeb, ale myślę, że to temat, który może jeszcze się rozwinie. Zobaczymy co czas przyniesie, a póki co jakby na pierwszy plan wysuwają się tamte rzeczy. Także nie będę pochopnych decyzji podejmować, jeszcze troszkę energii poświęcę, ale nie za dużo, tak żeby równowaga pozostała. Teraz prawnik i ...
Aniknom, prawo nie działa wstecz i cokolwiek bym nie zrobiła teraz to to co nawyrabiał jeśli będzie miało być dla mnie szkodliwe to będzie. Jedyny plus w tym, że jasne jest i nie trudno udowodnić, że ponad dwa lata nie mamy ze sobą nic wspólnego, prócz dziecka.
Mussuko droga, gdybym zarabiała 2000 to byłabym bardzo szczęśliwa. Ja zarabiam mniej. Rozsyłam, chodzę i nic. Nawet usłyszałam, że przecież ludzi po studiach zatrudniają tylko. Pytanie tylko dlaczego do banku akurat po biologicznych? I co z tego, że mają studia skoro ekonomii nie widzieli na oczy. Takie są realia. Umiejętności nie mają znaczenia. Ale szukam, szukam. Organizuję co się da. Za granicę na razie nie pojadę. Sprawy...
Mnie zostają jakieś marne grosze, naprawdę marne, żeby buty sobie kupić musiałam kombinować. Teraz jeszcze mam tyły od września.
Boże, 2000, ja nigdy tyle nie zarabiałam.
Hm, czy weźmiesz sprawy w swoje ręce, czy mam to zrobić za Ciebie?
Nawet tu, w tym wątku możesz poprosić o pomoc:
"Dziewczyny, pomóżcie.
Chcę odzyskać dziecko. Potrzebuję pracy w Krakowie."
O pomoc musimy prosić i zrób to. Nie zrażaj się, jeśli żadna nie odpowie, proś dalej.
Kurcze, pracy niby nie ma..a jak ja teraz potrzebuje i dobrego kierownika i magazyniera i ksiegowej do niewielkiego magazynu i za dobre pieniadze to jakos chetnych brak.
Witam.
Zapytam od rzeczy, gdzie tacy godni zaufania pracownicy są poszukiwani?
Mam na myśli województwo.
Znam takich i to nie za 8-10 tys.
P.S. Przepraszam za to wcięcie.
a propo ja w krakowie po studiach, język angielski, wysylam cv, chodze na rozmowy i nic- więc wiem jak to jest:/
AnnaJo jak mam prosić? Muszę sobie jakoś poradzić. Dajecie mi ogromne wsparcie. Macie inne doświadczenia inną wiedzę, niejednokrotnie większą. Pokazujecie jak to wygląda z waszej perspektywy. To bardzo wiele.
Ale chyba nie rozumiem co masz na myśli pisząc o proszeniu.
Sytuacja pracy dla ludzi "z ulicy" jest beznadziejna. Troszkę ponad tysiąc to max.
Witam. Wydaję mi się,że jest to odpowiednie miejsce do mojego wątku,mianowicie chodzi o to,że ja kocham,aż za bardzo. Jestem szczęśliwa z moim partnerem,jesteśmy razem rok,aktualnie przebywamy razem w Holandii mieszkamy tutaj,on pracuje ja zajmuje się domem,w Polsce również mieszkamy razem,dość szybko zamieszkalismy razem,ale to on pierwszy wyszedł z inicjatywą wspólnego zamieszkania.
Mam przy nim wszystko,stara się,aby mi niczego nigdy nie brakowało,docenia moje starania dla niego np. codzienne obiadki
kocham to robić dla niego. Do sedna. Pomimo tych jego starań,tego,że ciągle jesteśmy razem,że poznał mnie z calą swoją rodziną i wprowadził mnie do niej prawie jak swoją żonę mi odbija na jego punkcie !
Jestem chorobliwie zazdrosna nawet o kobiety,które zerkają na niego,bo jest przystojnym facetem,czasami mam poczucie,że jestem zbyt brzydka dla niego. Jestem wrażliwa na punkcie jego byłej jak tylko coś się o niej wspomni w środku mi się gotuje i mam ochotę ją zabić płakać i mam obawy,że mnie dla niej zostawi. Sam mi mówił,że ona była,nie znał mnie i nie wiedział,że jest ktoś lepszy,ktoś kto odda mu całe serce i go nie zdradza jak poprzednia. Trochę przeżył ze swoją byłą byli razem ze sobą 5 lat,ale strasznie go krzywdziła w końcu postanowił to zakończyć i zakończył po roku czasu poznał mnie.
Nic przede mną nie ukrywa,telefonu nie chowa przede mną,a ten z polskim numerem zostawia mi w domu,gdy wychodzi do pracy. Jakiś czas temu napisała do niego koleżanka o tak nagle siedziała cicho i odkąd rozstała się ze swoim to przypomniała sobie o moim,wiem,że jej chłopak był i jest kolegą mojego i ona chciała się co nieco o nim dowiedzieć,ale mnie ściska z zazdrości,codziennie się boję,że mnie zostawi
! że mu się znudzę,że znajdzie inną,bo w końcu któraś do niego się odezwie i będzie chciał być z nią. Pomimo zapewnień z jego strony ja i tak wiem swoje ! wiem,że takim zachowaniem mogę doprowadzić go tym bardziej do zdrady,bo tego nie wytrzyma
! już mi mówił,że jestem chorobliwie zazdrosna i trzeba coś z tym zrobić,bo mam mu w końcu uwierzyć,że mnie kocha i chce ze mną być.
Tylko ja mam swoje teorie i nie umiem sobie już z trym radzić. Walczę z tym od kilku miesięcy,a psycholog odpada jestem w Holandii.
Boję się go zostawić samego na tydzień,jak muszę jechać do Polski i nie jadę,bo się boję
boje się zjazdu na święta do Polski,bo zaraz będą do niego pewnie pisać,a znając życie ten czas będziemy spędzać razem tylko co z tego jak będę żyła w strachu. Ta koleżanka napisała mu smsa,bo pisałam do niej w jego imieniu,że jak będę w Polsce to ma dać znać i to też mnie strasznie nie pokoi. Boje się jak dostanie smsa,bo może to jego była [wtrącała się do nas,bo po fakcie przypomniała sobie,że kocha Ł i chce do niego wrócić] ale dla mojego to rozdział całkowicie zamknięty i nie chce jej znać,boję się,gdy wchodzi na fejsa,że dostanie wiadomość od jakiejś dziewczyny...
Kocham go z całych swoich sił nie wyobrażam sobie życia bez niego na dzień dzisiejszy i nie mogę żyć ciągle w strachu stracenia go,bo wiem,że jak tak dalej pójdzie to go naprawdę stracę,ale nie wiem jak mam się zachowywać co robić itd.
Beata810,
to, co masz zrobić to uświadomić sobie, że... nie kochasz swojego partnera.
Nie kochasz, bo nie ufasz.
Chcesz go cały czas kontrolować. Kontrola nie ma nic wspólnego z miłością.
Ty chcesz posiadać tego mężczyznę na własność. To zupełnie co innego niż miłość.
Dlaczego chcesz kontrolować najbliższą osobę? Tylko nie zaczynaj z chorobliwą zazdrością, bo wiem, że masło jest zrobione z masła. Dlaczego chcesz mieć w garści życie bliskiej osoby? Odpowiedzi na te pytania są ważne dla Ciebie.
Poza tym przeczytaj c a ł y wątek. Znajdziesz w nim sporo wskazówek dla siebie - nie wyważaj otwartych drzwi.
Wielokropku
Twoim zdaniem powinnam sobie uświadomić,że nie kocham swojego partnera,ale ja go naprawdę kocham,chce z nim być,jestem przy nim szczęśliwa on daje mi to szczęście stara się o mnie i o to,aby było mi dobrze,ale sama sobie wmawiam,że chce mnie zdradzić,zostawić...
Może wszystko jest spowodowane tym,że ciągle uważam, iż on jest cholernie przystojny i wziął sobie za kobietę taką osobę jak ja. Moim zdaniem jestem za brzydka dla niego,mam brzydką figurę i w końcu może znaleźć lepszy model. Dużo osób jego kolegów nie raz mówi,że jestem fajna zgrabna,zadbana i ładna tylko moja niska samoocena mnie prowadzi do takich myśli. Uważam,że jego była o wiele ładniejsza ode mnie i kręcą go takie kobiety. Chociaż on sam nie raz mówi,że jestem dla niego piękna,seksowna i strasznie go kręcę.
Jak myślisz,czy mogę wyjść z tej paranoi? może,gdy odpowiem sobie na pytania zadane przez Ciebie w końcu otworzę oczy i dojdzie do mnie,że to co robię poprowadzi mnie do skraju i nasz związek się rozpadnie? że jeszcze wszystko przede mną i mogę naprawić te błędy,które na co dzień popełniam?
Ostatnimi czasy naprawdę staram się dla niego i skończyły się fochy z mojej strony,nie szukam powodów do kłótni,nie dokuczam mu gadkami o innych kobietach. Już teraz,gdy oglądamy w telewizji jakiś film i spytam czy któraś kobieta jest kobietą atrakcyjna i odpowiada,że tak,ale nie tak fajna jak ja nie rusza mnie to jak to było jeszcze jakiś czas temu... sam wspominał,że musi mnie do tego przyzwyczajać. Nie dawno na samo słowo "tak jest ładna" trzepało mną z nerwów i to,że dodawał iż,nie jest tak ładna jak ja na mnie nie działało.
Problem jest jeszcze w tym,że ciągle jest mi go mało dlatego zjechałam do niego do Holandii i tak ciągle brakuje mi jego przytulania,pieszczot,pocałunków ... ![]()
Uważaj, bo kota też można zagłaskać na śmierć. ![]()
Co możesz zrobić? Zmienić swój sposób myślenia. TY WIESZ, że Twoje myślenie nie ma żadnego umocowania w rzeczywistości i nie jest to myślenie, tylko wymyślanie. Zastanów się po co tak sobie wymyślasz. Do czegoś jest to Tobie potrzebne. Do czego?
Jeśli naprawdę miałabyś zaniżoną samoocenę, to skakałabyś do góry z radości, że wybrał Ciebie, taka "niewydarzoną". ![]()
Jak możesz wyjść z tego wszystkiego?
Uznać, że Twój partner wie co myśli i co czuje i nie zaprzeczać jego wiedzy.
Tylko musiałabyś go wcześniej uznać swym partnerem, nie zaś głęboko upośledzonym umysłowo dziecięciem, dzieckiem pozbawionym umiejętności odczytywania swoich uczuć i nie posiadającego żadnej wiedzy na swój temat. Ot, taka ciekawostka.
Wielokropek
Masz bardzo dużo racji w tym co piszesz i dziękuje Ci za to,chyba powinnam dostać porządnego kopa w moje cztery litery i się otrząsnąć w końcu !
Ostatnio zastanawiałam się nad tym czemu mi tak odbija i doszłam do wniosku,że możliwe to jest przez siedzenie w domu ! codziennie gotuje,zajmuje się domem nie pracuje,bo on tego nie chce. Nie chce mnie zamykać w klatce pozwala mi na wszystko,ale tutaj on chce być prawdziwym mężczyznom i chce,abym nie pracowała. Zaczęłam codziennie ćwiczyć i biegać poprawiło to mój nastrój i kondycję czas na wymyślenie jeszcze innych obowiązków i myślę,że głupoty w glowie przestana mi się kłębić. Tylko sama nie wiem do konca czym bym mogła tak naprawdę się zająć.
Rany!
Klient prosi, klient ma. Kopię Cie w odwłok, mocno. ![]()
Nuda jest najlepszą pożywką do hodowania bzdurnych myśli. Sądząc z tego, co tworzysz, czasu masz aż za dużo. Nie wiesz co masz robić do końca? O jakim końcu napisałaś? Przecież nie musisz mieć stałych zajęć w kolejne dni tygodnia. Zastanów się, na co masz ochotę. Przypomnij sobie (bo zapomniałaś kompletnie) co kiedyś, jakiś czas temu, lubiłaś robić. Co dodawało Ci energii? Dzięki czemu chciało Ci się żyć?
Zakończ wieszanie się na partnerze.
Żaden człowiek, nawet najbardziej kochający, na dłuższą metę tego nie wytrzyma.
Posłucham Twoich wskazówek i będę się starać coś z tym zrobić
i może za jakiś czas wejdę na ten wątek i pomogę jakiejś kobiecie w sytuacji podobnej do mojej i będę mogła z podniesiono wysoko czołem powiedzieć sama do siebie "Widzisz udało Ci się"
!
Nie możemy opierać związku na układzie, że tak brzydko go nazwę pasożytniczym. Jest taki krab w oceanie ...
Kochana wiem, że kochasz. Abyś jednak nie stała się psychofagiem w damskim wcieleniu. Być może ostro jadę, ale chcę uświadomić. Wrzuć na luz. Spokojnie. Znajdź sobie zajęcie, każdy ma prawo do odrobiny prywatności, każdy ma prawo do kontaktu z innymi ludźmi.
Nie można zakładać, że on od razu odejdzie i zdradzi. I nie można pokazywać tego, że się tak myśli. Chciałabyś mieć przekonanie, że możesz zrobić z kimś wszystko, a ten ktoś będzie Cię błagał na kolanach obejmując Twoją nogę ? Wiesz o co mi chodzi?
Musisz być silna. Konkretna. Jeśli masz niską samoocenę zrób wszystko, żeby ją podwyższyć. Jest sporo możliwości. Nasza samoocena nie zależy od otoczenia, choć rzeczy, które dzieją się wokół mogą poprawić nam nastrój (podobnie potrafią nas zdołować). Gdyby to co dookoła miało wpływ na nas ludzie zamożni i dobrze postawieni nie mieliby depresji i różnych takich.
Może spójrz na całą sprawę z boku i ciesz się tym, że jesteś kochana. Nie sabotuj swojego szczęścia. Nie przeganiaj go, żyj chwilą, czerp radość z życia. Nie wykańczaj się sama. Ok?
Może dobrym pomysłem byłyby jakieś warsztaty wpływające na Twoją samoocenę, reagowanie na emocje. To ciekawe rzeczy, psychologia. Dla siebie, dla łatwiejszego życia. Poza tym jest sporo publikacji.
Hej. Jestem kobietą kochającą za bardzo, to fakt. Dzisiaj spojrzałam trochę trzeźwiej na mój były już związek. Mój ex zerwał ze mną, bo wolał być sam. Jakaś iluminacja przeżył, generalnie zaczął ćwiczyć jogę oraz kontynuuje wszystkie te ćwiczenia, które zaczął jeszcze w trakcie związku. Jest mu jak mówi zajebiście i nie chce mieć nic wspolnego z kobietami na płaszczyźnie emocjonalnej. Emocje całkowicie od siebie odrzuca. Maszyna. Wyssał całą energię ze mnie, a jak zaczęsliśmy się spotykać to był małym, zagubionym, wiecznie zjaranym bądź podpitym chłopcem. Teraz wiem, że po prostu potrzebowałam zainteresowania ze strony faceta, a że on mi się podobała zawsze to wpadłam jak śliwka w kompot. Potrzebowałam miłości ale dostałam namiastkę z tego. Sama się zakochałam a on czuł po prostu sympatię chociaż środowisko mogło odnieść inne wrażenie. To on się o mnie starał i zabiegał, ale jak sie okazuje i jak teraz mówi nic nie czuł i nic nie czuje.
Świat wydał mi się taki pusty. W co tu wierzyć w takim razie?
Nie możemy opierać związku na układzie, że tak brzydko go nazwę pasożytniczym. Jest taki krab w oceanie ...
Kochana wiem, że kochasz. Abyś jednak nie stała się psychofagiem w damskim wcieleniu. Być może ostro jadę, ale chcę uświadomić. Wrzuć na luz. Spokojnie. Znajdź sobie zajęcie, każdy ma prawo do odrobiny prywatności, każdy ma prawo do kontaktu z innymi ludźmi.
Nie można zakładać, że on od razu odejdzie i zdradzi. I nie można pokazywać tego, że się tak myśli. Chciałabyś mieć przekonanie, że możesz zrobić z kimś wszystko, a ten ktoś będzie Cię błagał na kolanach obejmując Twoją nogę ? Wiesz o co mi chodzi?
Musisz być silna. Konkretna. Jeśli masz niską samoocenę zrób wszystko, żeby ją podwyższyć. Jest sporo możliwości. Nasza samoocena nie zależy od otoczenia, choć rzeczy, które dzieją się wokół mogą poprawić nam nastrój (podobnie potrafią nas zdołować). Gdyby to co dookoła miało wpływ na nas ludzie zamożni i dobrze postawieni nie mieliby depresji i różnych takich.
Może spójrz na całą sprawę z boku i ciesz się tym, że jesteś kochana. Nie sabotuj swojego szczęścia. Nie przeganiaj go, żyj chwilą, czerp radość z życia. Nie wykańczaj się sama. Ok?Może dobrym pomysłem byłyby jakieś warsztaty wpływające na Twoją samoocenę, reagowanie na emocje. To ciekawe rzeczy, psychologia. Dla siebie, dla łatwiejszego życia. Poza tym jest sporo publikacji.
hm...
Masz dużo racji w tym co piszesz. Wiem,że on ma prawo do prywatności tylko jakoś nie potrafiłam uszanować tego on on to szanuje u mnie. Będę się starać,żeby to zmienić,żeby skończyć "nagonkę" na mojego partnera,bo to źle zaczyna wpływać na nasz związek,a ja sobie nie daruje tego,jeśli rozstaniemy się przez moją głupią chorobliwą bezpodstawną zazdrość.
Spokojnie Beato. Powoli, do celu. 99 proc. sukcesu to cała świadomość sytuacji. Także dasz radę. Każdy z nas jest chyba odrobinę zazdrosny jeśli ktoś z nami, to normalne. Wypada jednak zachować proporcje, przede wszystkim dla własnego dobra. Tutaj zajmujemy się SOBĄ ![]()
Dasz radę. NIe od razu Kraków zbudowano ![]()
NetKobietki kochane
Wybaczcie że wchodze w dyskusję.
Czytam Was z zachłannością od niedawna.
Obiecałam sobie że wtrącę się do dyskusji , dopiero jak Was dogonię. Ale jestem "dopiero"
na 116 stronie. Wspomagam sie też lekturami Waszej biblioteczki. Jestem po "Toksycznych Słowach".
Tutaj wielkie podziękowania dla Niekochanej za przysłanie tej nigdzie niedostepnej pozycji.
Mam kilka książek w temacie zakupionych , więc w ramach rewanżu może ja coś zeskanuje do ogólnego pożytku.
Tutuły podam troszkę póżniej .( Jak wrócę do domu).
Ale teraz proszę, proszę bardzo bardzo powiedzcie - po co dzwoni klasyczny "psychofag",
( praktycznie całe "Toksyczne Słowa" zakreślone i połowa "Psychopaci są wśród nas" - zakreślone to co dotyczyło jego w naszym " układzie" , bo związek to, to nie był)
po 5-ciu, słownie : pięciu miesiącach od odcięcia się od niego.
Piszę " odcięcia" , bo inaczej się nie dało. Wiele z Was wie o czym mówię. Wszelkie próby rozmowy, negocjacji spełzały na niczym, zawsze odnosiłam wrażenie do do niego nic nie dociera.
Teraz po lekturze Toksycznych Słów wiem że dociera, tylko on brał co jemu pasowało.
Teraz już rozumiem jego często wypowiadane słowa:
Nic Ci na to nie poradzę- (gdy chodziło o mnie )
Nie próbuj niczego zmieniać (gdy chodziło o mnie )
Nie jestem samobójcą (gdy chodziło o mnie )
To była słowna agresja, a znaczyła to że mam Cię głeboko w du.......ie , nic dla ciebie nie zrobię, twoje uczucia nic mnie nie obchodzą, ja tu rządzę.
Wspomnę tylko że i wcześniej próbował się kontaktować ale wszelkie jego próby były bezskuteczne. Myslałam że on to zrozumiał. A tu znowu, dzwoni dokładnie w 5 miesięcy od naszego ostatniego spotkania.
Dlaczego on dzwoni ?????
Wielkie sorki , ale nie mogłam wytrzymać , musiałam Was o to zapytać.
Moje sygnaturki to :(To moja radosna twórczość)
" Ból zerwania jest równy bólowi trwania. Tylko ból zerwania rozumiem , a ból trwania nie."
" Ból rozstania z każdym dniem jest mniejszy. To proste . Wybór jest oczywisty ."
PRZEPRASZAM
Za wciśnięcie się w wątek.
Ale to był impuls.
Wracam na 116 stronę.
Pozdrawiam, trzymam kciuki za Was.
Jak nasza edukacja tak będzie parła do przodu- niedługo wszystkie psychofagi pozostaną samotne.
Ale jesli ktoś z Was wie po co dzwoni psychofag po 5-ciu miesiącach proszę o info. Pa pa.
Spokojnie Beato. Powoli, do celu. 99 proc. sukcesu to cała świadomość sytuacji. Także dasz radę. Każdy z nas jest chyba odrobinę zazdrosny jeśli ktoś z nami, to normalne. Wypada jednak zachować proporcje, przede wszystkim dla własnego dobra. Tutaj zajmujemy się SOBĄ
Dasz radę. NIe od razu Kraków zbudowano
Pewnie,że dam
już widzę poprawy w swoim zachowaniu
po malutku i w końcu osiągnę upragniony cel
zdałam sobie sprawę,że nie wybaczę sobie,gdy przez moją chorobliwą zazdrość straciłabym ukochanego
dziękuje za wsparcie ! ![]()
Myslałam że on to zrozumiał. A tu znowu, dzwoni dokładnie w 5 miesięcy od naszego ostatniego spotkania.
Dlaczego on dzwoni ?????
Wielkie sorki , ale nie mogłam wytrzymać , musiałam Was o to zapytać.
Odpowiedz: spojrz na swojego nicka i pomysl kogo albo "co" on stracil. Odpoczal chwile, teraz nudzi sie i znow chce sie pobawic, rozumiesz to?
Nie Mussuka
Nie rozumiem.
Myślałam tylko, że oczywistym jest że każdy , nawet taki "psychofag" ma odrobinę męskiego honoru. I jeśli widzi że ktoś nie chce z nim mieć z nim do czynienia to po prostu z honorem odchodzi.
Mussuka nie dopatruj się w moim nicku niczego, bo i w Twoim coś by się znalazło.
Troszkę się rozmarzyłam, wyobraziłam sobie że on umiera z tęsknoty i pełznie z różą w zębach do moich nóg. Takie tam mżonki Kobiet KZB.
Oj oj sprowadziłaś mnie na ziemię.
A poza tym , jeśli dobrze pamiętam fajne teksty piszesz .
To mówisz że nie z miłości to robi ? Buuuu !
" Jestem wzrokowcem- wierze tylko w to co widzę" Moje.
To mówisz że nie z miłości to robi ? Buuuu !
Nie Zabaweczko. Ja też Cię rozczaruję. Z potrzeby KONTROLOWANIA sytuacji i Ciebie. Jest taki gatunek mężczyzn, którzy uwielbiają być SPRAWCĄ i CELEM zarówno (najpierw) wielkich namiętności jak i (potem) wielkich cierpień. I jest taki gatunek kobiet, które chętnie biorą udział w takim spektaklu. Dopóki biorą udział - są fajne, ale jak wyskakują z roli, to trzeba wzmóc wysiłki, udoskonalić techniki, żeby je znów obsadzić w tym emocjonalnym teatrzyku. Jak trzeba to i róża w zębach się znajdzie - dowolny gest byś się zgodziła przyjąć rolę ... ale tylko gest bo w ślad za tymi teatralnymi gestami nie idzie nic, co mogłoby TOBIE być potrzebne, żeby poczuć się NAPRAWDĘ kochaną. I znów jazda po sinusoidzie.
To nie ma nic wspólnego z honorem (a już z pewnością nie z Twoim, bo z czasem się go wyrzekasz).
NetKobietki kochane
Wybaczcie że wchodze w dyskusję.
Czytam Was z zachłannością od niedawna.
Obiecałam sobie że wtrącę się do dyskusji , dopiero jak Was dogonię. Ale jestem "dopiero"
na 116 stronie. Wspomagam sie też lekturami Waszej biblioteczki. Jestem po "Toksycznych Słowach".
Tutaj wielkie podziękowania dla Niekochanej za przysłanie tej nigdzie niedostepnej pozycji.
Mam kilka książek w temacie zakupionych , więc w ramach rewanżu może ja coś zeskanuje do ogólnego pożytku.
Tutuły podam troszkę póżniej .( Jak wrócę do domu).
Ale teraz proszę, proszę bardzo bardzo powiedzcie - po co dzwoni klasyczny "psychofag",
( praktycznie całe "Toksyczne Słowa" zakreślone i połowa "Psychopaci są wśród nas" - zakreślone to co dotyczyło jego w naszym " układzie" , bo związek to, to nie był)
po 5-ciu, słownie : pięciu miesiącach od odcięcia się od niego.
Piszę " odcięcia" , bo inaczej się nie dało. Wiele z Was wie o czym mówię. Wszelkie próby rozmowy, negocjacji spełzały na niczym, zawsze odnosiłam wrażenie do do niego nic nie dociera.
Teraz po lekturze Toksycznych Słów wiem że dociera, tylko on brał co jemu pasowało.
Teraz już rozumiem jego często wypowiadane słowa:
Nic Ci na to nie poradzę- (gdy chodziło o mnie )
Nie próbuj niczego zmieniać (gdy chodziło o mnie )
Nie jestem samobójcą (gdy chodziło o mnie )
To była słowna agresja, a znaczyła to że mam Cię głeboko w du.......ie , nic dla ciebie nie zrobię, twoje uczucia nic mnie nie obchodzą, ja tu rządzę.
Wspomnę tylko że i wcześniej próbował się kontaktować ale wszelkie jego próby były bezskuteczne. Myslałam że on to zrozumiał. A tu znowu, dzwoni dokładnie w 5 miesięcy od naszego ostatniego spotkania.
Dlaczego on dzwoni ?????
Wielkie sorki , ale nie mogłam wytrzymać , musiałam Was o to zapytać.
Moje sygnaturki to :(To moja radosna twórczość)
" Ból zerwania jest równy bólowi trwania. Tylko ból zerwania rozumiem , a ból trwania nie."
" Ból rozstania z każdym dniem jest mniejszy. To proste . Wybór jest oczywisty ."
Dzwoni zapewne dlatego, że nie ma teraz nad nikim kontroli i tego mu brakuje. I może myśli, że dasz się wplątać w ten chory układ na nowo.
Nie Mussuka
Nie rozumiem.
Myślałam tylko, że oczywistym jest że każdy , nawet taki "psychofag" ma odrobinę męskiego honoru. I jeśli widzi że ktoś nie chce z nim mieć z nim do czynienia to po prostu z honorem odchodzi.
Mussuka nie dopatruj się w moim nicku niczego, bo i w Twoim coś by się znalazło.
Troszkę się rozmarzyłam, wyobraziłam sobie że on umiera z tęsknoty i pełznie z różą w zębach do moich nóg. Takie tam mżonki Kobiet KZB.
Oj oj sprowadziłaś mnie na ziemię.
A poza tym , jeśli dobrze pamiętam fajne teksty piszesz .
To mówisz że nie z miłości to robi ? Buuuu !" Jestem wzrokowcem- wierze tylko w to co widzę" Moje.
Jaki honor u psychofaga, jakie uczucia? O czym ty mówisz? To nie ta kategoria. Żadne odchodzenie. Będzie się czepiał do upadłego dopóki nie dostanie raz, a porządnie w pysk. Dopóki nie poczuje, że nic nie zdziała, że nie ma na Ciebie wpływu, że się go nie boisz.
To nie jest normalny, zdrowy człowiek.
Przyszedł mi do głowy pewien film, który kiedyś widziałam. Przedstawia chorą miłość jej do niego, chorą do granic niemożliwości. Aż trudno w to uwierzyć. W dodatku jest na faktach. Tytuł " Carla". Uczulam, że jest specyficzny i może spowodować małą traumę.
Teraz już rozumiem jego często wypowiadane słowa:
Nic Ci na to nie poradzę- (gdy chodziło o mnie )
Nie próbuj niczego zmieniać (gdy chodziło o mnie )
Nie jestem samobójcą (gdy chodziło o mnie )
To była słowna agresja, a znaczyła to że mam Cię głeboko w du.......ie , nic dla ciebie nie zrobię, twoje uczucia nic mnie nie obchodzą, ja tu rządzę.
Wspomnę tylko że i wcześniej próbował się kontaktować ale wszelkie jego próby były bezskuteczne. Myslałam że on to zrozumiał.
Dlaczego on dzwoni ?????
Dzwoni by nakarmić się Twymi emocjami. Rajcuje go Twój stan. Zrozumiał ?......on cały czas świetnie zdaje sprawę co się dzieje, przecież to dzieje się z jego woli i pod jego kontrolą. Gdy tylko traci kontrolę daje Ci czas i wraca, wraca jak bumerang. Czerpie ze związku z Tobą siłę, "żywi" się Twoimi emocjami. Jeśli nawet znalazł inny "obiekt" to dlaczego ma rezygnować z Ciebie i fajnej zabawy.
Jak nasza edukacja tak będzie parła do przodu- niedługo wszystkie psychofagi pozostaną samotne.
....tak będą samotni jak już będą baaaardzo starzy - tak wtedy będą samotni. Dużo jest samotnych kobiet czekających na "partnera", miłość.
Nie ma samotnych kobiet = są samotni psychole.
Myślałam tylko, że oczywistym jest że każdy , nawet taki "psychofag" ma odrobinę męskiego honoru. I jeśli widzi że ktoś nie chce z nim mieć z nim do czynienia to po prostu z honorem odchodzi.
Psychopaci nie mają uczuć a honor to też uczucie......miłość to uczucie, szacunek również. Poza tym oni są egoistami i mają bardzo rozdmuchane ego.
To mówisz że nie z miłości to robi ? Buuuu !
....z miłości, z miłości ale do siebie ![]()
" Jestem wzrokowcem- wierze tylko w to co widzę" Moje.
Tego Ci życzę. Niestety kobiety "kochają uszami". My kochamy słowa nie czyny. Bije ale mówi, że kocha i liczy się to co mówi.
Szczególny gatunek kobiet ( zdecydowanie do nich należę
) na dłuuuuugo traci wzrok a właściwie to przed oczami ma jakąś wizję związku i partnera i nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Ta rzeczywistość jest przez nas wypierana. Słuchamy a słyszymy początkowo same miłe słowa i mamy wyjątkowo miły obraz. Ten obraz potrafimy tak mocno utrwalić, że potem i okrutne słowa nie są w stanie zburzyć nam tego obrazu - to taki rodzaj hipnozy.
Każdy przybiera nick świadomie lub podświadomie. Swój nick "wybrałam" w sekundę nie zastanawiając się dlaczego palce na klawiaturze wystukują nie moje imię. Po chwili nick chciałam zmienić ale nie udało się. Czy to imię ma jakieś znaczenie ? Tak !!!
Ku przestrodze ? Dla zrozumienia ? nie wiem....
Moje sygnaturki to :(To moja radosna twórczość)
" Ból zerwania jest równy bólowi trwania. Tylko ból zerwania rozumiem , a ból trwania nie."
" Ból rozstania z każdym dniem jest mniejszy. To proste . Wybór jest oczywisty ."
Trwanie więc mocno bolało.
Ból rozstania jest coraz mniejszy.....a co z bólem trwania ? Jeśli nie ma go już w Tobie to jesteś szczęściarą.
Więc kim jest Zofia?
U mnie straszny "bałagan". Dużo się dzieje, za dużo jak na mnie. Mąż ma sporo kłopotów. Widzieliśmy się - jest przybity. W sumie ma to co chciał i na co pracował ( musiał odejść z firmy). Stał się bezrobotnym i biednym ( w sensie pieniędzy) "człowiekiem". Szkoda mi go, cholera jasna! zwyczajnie mi go szkoda aż popłakałam się. Nadal mam w sobie za dożo empatii
. Nie widział moich łez i nigdy ich nie zobaczy. W tej chwili jeśli partnerka pogoni go to jest bezdomny + bez pieniędzy i pracy. Powinnam go żałować ? Nie, ale żal mi go i łza się w oku kręci. Kurcze facet zaradny i potrafiący wszystko zorganizować na własne życzenie wszystko traci. Traci przez swój popaprany charakter. Miał możliwość utrzymać się w firmie i zarabiać ogromne pieniądze. Ale utrzymać się znaczy pracować na korzyść tej firmy. Niestety on potrafi działać tylko destrukcyjnie. Kilka miesięcy organizowania firmy i jego dobre działania a potem totalna destrukcja - niepokończone sprawy, wydać oby wydać, kupić aby zaspokoić rządzę posiadania. Wspólnicy dawali mu wiele szans. Niestety nie skorzystał z żadnej. W poniedziałek ostatni podpis rezygnacji.... .
Od męża usłyszałam oczywiście stek kłamstw. Mówił coś o wybraniu lepszej oferty..... masakra.
Oczywiście nie ma już powrotu do mnie. To, że mi go żal... sama nie wiem jak to sobie mam tłumaczyć......
Zostaje kwestia alimentów. Mam już je zabezpieczone przez sąd. Na dzień dzisiejszy podgonił zaległości ale bez firmy i pracy nie będzie mi płacił. Wiem, że mimo empatii będę działać w kierunku egzekwowania alimentów za wszelką cenę.
Ciężko mi. Powala mnie dodatkowo moja bezsilność. W firmie chciałabym zachować udziały ale wycofanie się to sprawa czysto honorowa. Honor ponad chęć walki o bycie udziałowcem. Pisałam wcześniej, że wiele, wiele lat nie pracowałam i dzisiaj ciężko powrócić mi na rynek pracy. Firma ta była moim "zabezpieczeniem". Wspólnicy jednak nie przystali na pozostawienie naszych udziałów jak i moją pracę i honor mi każe wycofać się.
Moje życie w ostatnim czasie niesie moc niespodzianek..... .
Całe życie starałam się być dobrym, uczciwym, pomocnym i serdecznym człowiekiem ale czasami mam wrażenie, że żyję w "innym wymiarze" i ponoszę karę za grzechy......tyle złego dzieje się od roku.......tylko za jakie grzechy ?
Więc kim jest Zofia?
Zofia to osoba, która obecnie żyje w świecie złudzeń.....i wiem, że kiedyś przebudzi się ze swojego koszmaru (dzisiaj jeszcze nie wie, że życie jej zmierza do koszmaru). Może wtedy.....może mnie zrozumie....
U mnie też koszmar., ale w świecie równoległym, czyli były daje znaki o swojej nieudolności. Nie ma czasu na nic. Boże, jaki on biedny...
Życie płata wiele psikusów.... 3 grudnia pisałam, że mi go szkoda a dzisiaj ...... dzisiaj mnie okradł z 17 tyś a syna z 4 tyś. Okradł za przyzwoleniem znajomych (i moim)..... czasami czuję się jak w złym śnie. To co on robi, to co się dzieje jest tak nieprawdopodobne......trudno mi w to wszystko uwierzyć. Rano o godz.9 syna karmił obiecankami pracy, pieniędzy a o godz. 10 okradł go z 4000 tyś. Mój koszmar trwa. Czasami myślę, że to niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę, to jakiś zły sen, z którego zaraz się obudzę........chcę się obudzić !!!!
Syn był świadkiem moich sobotnich rozterek a dzisiaj śmiał się ze mnie...i słusznie należało mi się to. Płakałam, że biedny .....biedny nie jest bo ograbił nas. Stało się to również za moim przyzwoleniem.....honor, współczucie dla innych.
Jeszcze mam w sobie siłę do walki ! Jeszcze mam szanse ugrać to co mi się należy i będę walczyć !
Śmiać mi się chce ze wszystkich moich wcześniejszych emocji i słów. Pisałam coś o miłości. Dzisiaj mogę pytać : co to jest miłość bo ja jej już nawet nie pamiętam. Pisałam, że nienawiść jest mi obca ale dzisiaj chyba poznaję jej smak.
Że Bóg pozwala żyć takim bestiom !
Moja przyjaciółka umiera na raka, osieroca dwoje dzieci i zostawia cudownego, kochającego ją męża. Umiera fajna dziewczyna zawsze uśmiechnięta, dobra matka ,żona, dobry człowiek....................i gdzie tu sprawiedliwość ????????????????????????????????????????????
Życie płata wiele psikusów.... 3 grudnia pisałam, że mi go szkoda a dzisiaj ...... dzisiaj mnie okradł z 17 tyś a syna z 4 tyś. Okradł za przyzwoleniem znajomych (i moim)..... czasami czuję się jak w złym śnie. To co on robi, to co się dzieje jest tak nieprawdopodobne......trudno mi w to wszystko uwierzyć. Rano o godz.9 syna karmił obiecankami pracy, pieniędzy a o godz. 10 okradł go z 4000 tyś. Mój koszmar trwa. Czasami myślę, że to niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę, to jakiś zły sen, z którego zaraz się obudzę........chcę się obudzić !!!!
Syn był świadkiem moich sobotnich rozterek a dzisiaj śmiał się ze mnie...i słusznie należało mi się to. Płakałam, że biedny .....biedny nie jest bo ograbił nas. Stało się to również za moim przyzwoleniem.....honor, współczucie dla innych.
Jeszcze mam w sobie siłę do walki ! Jeszcze mam szanse ugrać to co mi się należy i będę walczyć !
Śmiać mi się chce ze wszystkich moich wcześniejszych emocji i słów. Pisałam coś o miłości. Dzisiaj mogę pytać : co to jest miłość bo ja jej już nawet nie pamiętam. Pisałam, że nienawiść jest mi obca ale dzisiaj chyba poznaję jej smak.
Że Bóg pozwala żyć takim bestiom !
Moja przyjaciółka umiera na raka, osieroca dwoje dzieci i zostawia cudownego, kochającego ją męża. Umiera fajna dziewczyna zawsze uśmiechnięta, dobra matka ,żona, dobry człowiek....................i gdzie tu sprawiedliwość ????????????????????????????????????????????
Strasznie smutne, też wiele razy zadawałam sobie te pytanie. Jedyne co wymyśliłam, to że dranie, jeśli żyją długo, muszą się męczyć sami ze sobą, to jest ich kara, sprawiedliwość. My jednak mamy szansę, żeby w końcu się od nich uwolnić, oni nie.
Czytam Twoje posty i już kilka razy chciałam zadać pytanie, czy przypadkiem nie miałyśmy tego samego męża? Przemocowiec, złodziej, kłamca, drań, idiota, bez zasad i honoru. Mam wyliczać dalej?
Już i go żałowałam, już mu nawet współczułam, ciepło w sercu się pojawiało, wyciągałam rękę, a teraz myśląc czasem o nim czuję tylko obrzydzenie.
Mój ex jak mi wyczyścił konta to z dwóch kawalerek dla córek, bo tak chcieli moi rodzice i moja babcia. Jak już otrząsnęłam się z szoku, konsekwentnie dążyłam do swoich celów i udało mi się. Odzyskałam siebie, szacunek i przyjaźń córek. Pieniędzy nie zwrócił, kawalerek nie ma, ale utrzymałam dom. Pieniądze miał i już nie ma, wydał na sprawy sądowe, adwokatów, komorników, wolał tak niż dać córkom, bo a nuż ja bym skorzystała. Teraz musi zamknąć firmę, bo już nie ma z czego do niej dokładać. Od stycznia chyba będzie utrzymankiem kobiety, która tak marzyła o skorzystaniu z tego co będzie miał po rozwodzie. No to niech skorzysta...z zera. Jednak ja widzę w tym jakąś sprawiedliwość.
Z córkami żyjemy skromnie, ale szczęśliwie. Znalazłam nowych przyjaciół, starych właściwie nie straciłam, bo tych kilku kolegów mających wciąż pretensję, że ich kolega tak dał się pokonać kobiecie, czyli mnie, to nie są osoby z którymi chcę mieć kontakt.
Ja już pokonałam swój strach przed związkiem. Udało mi się to dopiero jak zwróciłam uwagę na kogoś bardzo różniącego się od ex. Jestem kochana, szanowana, dowartościowana, mam zaufanie i wsparcie, a córki są "za", co też jest dla mnie ważne.
Jedno mi zostało do załatwienia, jeden papier musi mi podpisać i będę mogła wypowiedzieć magiczne słowo "żegnaj".
Dziś uśmiałam się strasznie, bo odebrałam papier z sądu. Kiedyś miałam założoną sprawę o alimenty, potem przeszła do rozwodowej i przez 2 lata miałam tylko zabezpieczenie. Przy rozwodzie ich nie dostałam, bo sędzina nie potrafiła uwierzyć, że daję sobie radę z tak niewielką pensją. Sąd Rejonowy kilka miesięcy po rozwodzie...wznowił sprawę o alimenty, sam z siebie, bo ja tego nie zrobiłam, a ex z orzeczoną winą nie może. Śmieszne, prawda? Muszę pomyśleć co mam z tym zrobić.
Jest taki gatunek mężczyzn, którzy uwielbiają być SPRAWCĄ i CELEM zarówno (najpierw) wielkich namiętności jak i (potem) wielkich cierpień. I jest taki gatunek kobiet, które chętnie biorą udział w takim spektaklu. Dopóki biorą udział - są fajne, ale jak wyskakują z roli, to trzeba wzmóc wysiłki, udoskonalić techniki, żeby je znów obsadzić w tym emocjonalnym teatrzyku. Jak trzeba to i róża w zębach się znajdzie - dowolny gest byś się zgodziła przyjąć rolę ... ale tylko gest bo w ślad za tymi teatralnymi gestami nie idzie nic, co mogłoby TOBIE być potrzebne, żeby poczuć się NAPRAWDĘ kochaną. I znów jazda po sinusoidzie.
To nie ma nic wspólnego z honorem (a już z pewnością nie z Twoim, bo z czasem się go wyrzekasz).
Tak Tarantello należę właśnie do tej grupy kobiet. Tak, chętnie brałam udział w spektaklu. Obudziłam się....chociaż wydaje mi się, że to tamte chwile były realne a dzisiejszy dzień to spektakl, cholerny spektakl, cholerny sen, sen koszmar !
Byłam fajna dopóki widział podziw w moich oczach. Podziw zniknął i dopiero jest jazda po sinusoidzie !!!!
Boję się go ale tego nie okazuję i zamierzam walczyć o siebie dzieci i pieniądze. Gotowa jestem na wszystko !!!!
Ich honor????? Dzisiaj nie wstydził się ograbić mnie i syna z pieniędzy ( udało sie ocalić połowę)
HONOR ???? honor to też emocje a w nim pustka, brak honoru, ambicji, uczciwości, miłości, współczucia i można tak długo wymieniać.
OKRADŁ WŁASNEGO SYNA !
Krzyczał: kloszarda chcesz ze mnie zrobić ?!! I znowu ja, znowu moja wina. Całe życie pracował na to by zostać kloszardem ! Ma to czego chciał, na co zasłużył i na co pracował !
CZy chcę zemsty ? nie, chcę sprawiedliwości.
Miejsce takich ludzi jak on jest za kratami więziennymi lub szpitalnymi. A może najlepszym wyjściem byłoby połączenie tych dwóch okratowanych pomieszczeń w jedno. Tylko zza krat nie jest zagrożeniem !
CZy chcę zemsty ? nie, chcę sprawiedliwości.
Miejsce takich ludzi jak on jest za kratami więziennymi lub szpitalnymi. A może najlepszym wyjściem byłoby połączenie tych dwóch okratowanych pomieszczeń w jedno. Tylko zza krat nie jest zagrożeniem !
Kurcze, masz rację, a ja mam mała, bo małą ale mam szansę, żeby ex zobaczyć z kratkami.
Kiedyś komornik zajął mu samochód, on przy tym był, a potem zgłosił na policji kradzież. zgłosił, bo nie przyznał się ukochanej do długów komorniczych, alimentów itp. Ma sprawę, może nawet lada moment wyrok, bo oczywiście prawda szybko wyszła na jaw.
Wiecie co? Dobrze by mu i całemu światu zrobiło, gdyby go wsadzili, a nie jakiś tam wyrok w zawieszeniu
Jedyne co wymyśliłam, to że dranie, jeśli żyją długo, muszą się męczyć sami ze sobą, to jest ich kara, sprawiedliwość. My jednak mamy szansę, żeby w końcu się od nich uwolnić, oni nie.
Jesteś w ogromnym błędzie, oni nie muszą od nikogo się uwalniać a już na pewno nie od siebie. Jego zdaniem wszyscy w około mają coś z głową, jemu nic nie dolega, on przecież "wyjątkowy" jest. Oni męczą się innymi, nie sobą a ich kodeks moralny.....jeśli nawet taki istnieje jest tak samo wypaczony jak ich charakter. Nie potrzebują przyjaciół a partner/partnerka jest potrzebna by żerować, karmić się jej/jego emocjami. Mój M. pochodzi z długowiecznej rodziny. Odziedziczył geny po matce, która ma sie dobrze mimo 91 lat. Oboje mają świetne zdanie o sobie, oboje nie spotkali lepszych ludzi niż sami są. Czasami zastanawiam się czy nie jest to jakaś choroba psychiczna. Nie jestem odosobniona w tych podejrzeniach ale.......ale Ci którzy znają go mało lub ci na których mu zależy i przed którymi odgrywa teatr ......oni jak i lekarze czy sędziowie niczego podobnego by nie stwierdzili. Tylko nieliczni mieli okazję zobaczyć jego prawdziwą twarz, twarz okrutnika, osoby bez żadnych skrupułów. Cała reszta zna go jako miłego, pomocnego człowieka. Wzdryga mną jak piszę o nim człowiek.
Czytam Twoje posty i już kilka razy chciałam zadać pytanie, czy przypadkiem nie miałyśmy tego samego męża? Przemocowiec, złodziej, kłamca, drań, idiota, bez zasad i honoru. Mam wyliczać dalej?
Tego samego nie mogłyśmy mieć ale nie wykluczone, że pochodzą z jednej rodziny, rodziny psychopatów. Brat mojego męża nie zyje od kilku lat ale mam wrażenie, że wielu jego "braci bliźniaków" jest wśród nas, wśród ludzi. Trudno zrozumieć jak takie jednostki mogą funkcjonować wiele lat. Żyją często przekraczając granice przyzwoitości, moralności, granice prawa i zawsze wychodzą z opałów obronną ręką. W około "pogruchotani emocjonalnie" ludzie a on ? ......... Wczoraj wspólnicy prosili mnie o odstąpienie na jego rzecz części pieniędzy za udziały w firmie, które należały mi się( on swoja część spożytkował już w czerwcu). Ze strachu przed nim prosili o to, ze strachu "użyczyli" mu firmowego samochodu ( bez określenia daty zwrotu), ze strachu też nie zażądali zwrotu zaliczek........dorośli faceci prosili mnie, prosili zatroskanym tonem i słowami z obawy przed nim......masakra.
Małżonek zapowiedział w środę wizytę, tonem dobrze mi ostatnio znanym. Od dzisiaj dzieciaki maja zakaz otwierania mu drzwi a ja, tak na wszelki wypadek zaopatrzę sie w gaz łzawiący ....Spotkania z nim mogą odbywać się tylko w miejscach publicznych.....boję się go......
Już i go żałowałam, już mu nawet współczułam, ciepło w sercu się pojawiało, wyciągałam rękę, a teraz myśląc czasem o nim czuję tylko obrzydzenie.
Obie należymy do grupy kobiet z dużą dozą empatii. CZasami wydaje mi się, że zrozumiał, że spieprzył sobie i innym życie( i nie chodzi tu tylko o mnie). To takie ludzkie: zrozumieć, żałować, mieć skruchę. Kiedy jest smutny to mam nadzieję, że zaczyna do niego docierać rzeczywistość.....i nic bardziej mylnego. To znowu teatr i gra na emocjach widzów. Nie raz mówiłam sobie - to gra......a i tak było mi go żal. Nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła wyzbyć się tej cholernej empatii wobec niego i innych. Mimo empatii działam, realizuję postanowienia. Alimenty, rozwód, rozliczenie z nim i zmiana adresu. Małymi kroczkami ale do przodu. Mam szanse uratować przyszłość dla swoich dzieci, mam szanse......
Od stycznia chyba będzie utrzymankiem kobiety, która tak marzyła o skorzystaniu z tego co będzie miał po rozwodzie. No to niech skorzysta...z zera. Jednak ja widzę w tym jakąś sprawiedliwość.
a ja nie widzę w swoim przypadku sprawiedliwości. M. stracił pracę, udziały w firmie. Ma nową partnerkę, mieszka u niej i jak tak dalej będzie szło przejdzie na jej utrzymanie. Ona wie, że jest on dobrym człowiekiem i zna jego pomysły na zarabianie duzych pieniędzy( setek tysięcy) i wierzy mu we wszystkie słowa, słowa " chorej" głowy. To ona podziwia go, to ona jest widzem w teatrze z żenującym aktorem.To nie jest moim zdaniem sprawiedliwość. Cóż to za sprawiedliwość kiedy ma on możliwość dalej krzywdzić innych. Sprawiedliwość to kraty lub.....
Jedno mi zostało do załatwienia, jeden papier musi mi podpisać i będę mogła wypowiedzieć magiczne słowo "żegnaj".
Magiczne słowo żegnaj wypowiedziałam w marcu. Cała reszta to tylko formalności. Chociaż nie. Jeśli chodzi o alimenty to ważny jest papier( komornik bez papierka nie będzie egzekwował) a papierek o rozwodzie daje mi zwolnienie z jego, juz tylko jego zadłużeń. Niestety podziału majątku nie da sie zrobić .........oficjalnie.....ach.... szkoda słów
![]()
Zaufanie moje wobec ludzi spadło do "0" i nie jestem odosobniona w takim postrzeganiu ludzi. Wczoraj, już byli wspólnicy męża dali temu wyraz - rozumiem ich. Znali mojego męża wiele lat(10 ), cenili, ufali a tu niespodzianka. Ani zaufać nie warto było ani cenić nie było za co. Została im zwyczajna nienawiść, odraza i strach. Po roku wspólnych działań poznali prawdziwą jego twarz. Nie mogą uwierzyć, nie mogą dać wiary, że taki ktoś istnieje, funkcjonuje. Wyrzucili go ze spółki ( zrobili to tak umiejętnie, że on nie czuje sie wyrzucony, on ma poczucie, że sam odszedł
) i nie czują satysfakcji. Czują ulgę i mają szanse na zaradzeniom kłopotom, w które juz zaczął wpędzać firmę mój mąż. Boją się go i chyba słusznie. Temu facetowi odwala coraz mocniej. Ja też się go boję. Kiedyś tylko po alkoholu był agresywny, dzisiaj na trzeźwo potrafi być brutalny, nieobliczalny. Jestem gotowa zgłosić go do prokuratury.....tylko czy będą podstawy....czy coś przez to wskóram?
Pokonać strach przed nowym związkiem ? nie jest mi potrzebny żaden związek. Nie jestem w stanie zaufać komuś na tyle by tworzyć związek. Dzisiaj mam jeszcze wiele spraw do wyprostowania, muszę zabezpieczyć dzieci. Dzisiaj walczę o uwolnienie sie ze związku.
Wczoraj widziałam w oczach syna strach przed ojcem. Nie bronił mnie, nie bronił siebie. Był taki wobec niego pokorny....aż byłam na syna zła. Powinien krzyczeć( ja krzyczałam), przywoływać go do porządku( ja przywoływałam) ...... no tak ja nigdy wcześniej nie miałam takiej postawy........ wiele lat dałam mu przykład - pokora, być pokornym więc był pokorny.
Od chwili rozstania nie ma we mnie pokory. Jestem stanowcza i dążę za wszelką cenę do celu.
Sorki, rozpisałam się ale musiałam wygadać , wykrzyczeć, wyrzucić z siebie to wszystko.
Zofio dla mnie on jest chory na głowę, charakter to jedno a świr to drugie. Od początku pisałam, że jest chory.
Paranoja jakaś.
Ja też jestem w zagrożeniu finansowym, ledwo, ledwo jest. Ajć...
Zofio dla mnie on jest chory na głowę, charakter to jedno a świr to drugie. Od początku pisałam, że jest chory.
Paranoja jakaś.
Ja też jestem w zagrożeniu finansowym, ledwo, ledwo jest. Ajć...
Tak, Ci co znają jego prawdziwą twarz mówią chory ale ci co znają go nawet wiele lat ale nie znają prawdziwego oblicza, mówią fajny, miły, serdeczny człowiek. Uczynny, obrotny, skromny, bezinteresowny. W to, jaki jest naprawdę ciężko jest uwierzyć. Choroba ? jeśli byłby chory każdy mógłby to stwierdzić a tak nie jest. Życzyłabym sobie aby to była choroba. Ławo byłoby go zamknąć na podleczenie. Psychopatów nie da się leczyć! To charakter, spaczony charakter kieruje nimi. Ten co morduje, także dla wszystkich( oprócz ofiar) jest miłym, serdecznym człowiekiem. On tez odgrywa znakomicie rolę CZŁOWIEKA, kogoś z uczuciami, emocjami. Mają rodziny, które nie maja pojęcia o ich prawdziwym obliczu, charakterze. Oni jednak w oczach prawa są przestępcami. Jest zbrodnia( ciało) jest kara. Ci co biją także pozostawiają ślady po sobie. U tych znęcających sie psychicznie nie ma żadnego, nawet najmniejszego dowodu. Udaje im się wszystkim nabierać sądy ale w ostatnim przypadku nie ma dowodów winy więc i nie ma odpowiedzialności. Trzeba mieć z nimi do czynienia aby zrozumieć o czym piszę i co przeżywam. Kochana charakter może być równoznaczny ze świrem !
Prawdziwe zagrożenie finansowe z jego strony dopiero przede mną. Już zabezpieczam się i działam. Nie pozwolę w ostatecznym rozrachunku oszukać się. Nie pozwolę sie skrzywdzić, nie pozwolę na skrzywdzenie dzieci. Jestem na niego wściekła, to mobilizuje mnie do walki.
Dlaczego tylu mężczyzn krzywdzi swoje byłe, obecne i własne dzieci ???
Biją, znęcają się psychicznie nie płacą zobowiązań !?! Czy wszyscy to charakteropaci ????
Tak, Ci co znają jego prawdziwą twarz mówią chory ale ci co znają go nawet wiele lat ale nie znają prawdziwego oblicza, mówią fajny, miły, serdeczny człowiek. Uczynny, obrotny, skromny, bezinteresowny. W to, jaki jest naprawdę ciężko jest uwierzyć. Choroba ? jeśli byłby chory każdy mógłby to stwierdzić a tak nie jest. Życzyłabym sobie aby to była choroba. Ławo byłoby go zamknąć na podleczenie. Psychopatów nie da się leczyć! To charakter, spaczony charakter kieruje nimi. Ten co morduje, także dla wszystkich( oprócz ofiar) jest miłym, serdecznym człowiekiem. On tez odgrywa znakomicie rolę CZŁOWIEKA, kogoś z uczuciami, emocjami. Mają rodziny, które nie maja pojęcia o ich prawdziwym obliczu, charakterze. Oni jednak w oczach prawa są przestępcami. Jest zbrodnia( ciało) jest kara. Ci co biją także pozostawiają ślady po sobie. U tych znęcających sie psychicznie nie ma żadnego, nawet najmniejszego dowodu. Udaje im się wszystkim nabierać sądy ale w ostatnim przypadku nie ma dowodów winy więc i nie ma odpowiedzialności. Trzeba mieć z nimi do czynienia aby zrozumieć o czym piszę i co przeżywam. Kochana charakter może być równoznaczny ze świrem !
Prawdziwe zagrożenie finansowe z jego strony dopiero przede mną. Już zabezpieczam się i działam. Nie pozwolę w ostatecznym rozrachunku oszukać się. Nie pozwolę sie skrzywdzić, nie pozwolę na skrzywdzenie dzieci. Jestem na niego wściekła, to mobilizuje mnie do walki.
Dlaczego tylu mężczyzn krzywdzi swoje byłe, obecne i własne dzieci ???
Biją, znęcają się psychicznie nie płacą zobowiązań !?! Czy wszyscy to charakteropaci ????
Zosiu, jesteś mądrą, dzielną kobietą i przesz do przodu. Pisz ile chcesz i ile razy chcesz, nawet to samo bo to pomaga, bo to jest nawet konieczne.
Bardzo chcę Ci coś mądrego poradzić, ale...cóż, musi upłynąć jeszcze trochę czasu jak przestaniesz się nim przejmować. Wierz mi, w pewnym momencie zauważysz, że informacje o nim nie wywołają żadnych emocji, a jedyne uczucia to będzie obrzydzenie, a jeśli nawet współczucie, to takie samo jak dla obcego bezdomnego na ulicy.
Skończą się też Twoje pytania "dlaczego", najpierw zmienisz je na "po co?", a potem przestaniesz je zadawać.
Mnie nie wystarczyło żegnaj w chwili rozstania. Teraz wiem, że moje żegnaj będzie po załatwieniu wszystkich spraw z nim. Dopiero wtedy będę miała wybór i może już nigdy nie będę chciała mieć z nim żadnego kontaktu.
Najważniejsze, żebyście Ty i dzieci byli bezpieczni. Zostaw innych samym sobie. Kobieta z którą jest musi sama dać sobie radę z Twoim mężem, i weź też pod uwagę, że może jej odpowiada taki drań, a może na nic lepszego nie zasługuje.
Ja nawet kiedyś chciałam udzielić partnerce ex kilku informacji, bo od niego wiem jak bardzo ją okłamuje. Odpuściłam...nie mój cyrk, nie moje małpy, o ona ma to na co zapracowała
Zosiu
Doskonale Cię rozumiem. Tylko my kobiety które przeżyły taką "relację" wiemy jak to jest. Ale widzę też że nie jesteś jedyną która go rozszyfrowała, wspólnicy tej firmy w której on miał udziały także poznali się na nim. Pozostaje mi tylko życzyć Ci sił do walki o wyplątanie się z tej relacji na wszystkich płaszczyznach. A masz o co . Bo jak słusznie zauważyłaś w mojej sygnaturce - bół trwania ( z psychofagiem ) jest większy od bólu rozstania się ( z psychofagiem oczywiście).
Mam pytanie do Hm....
Jak dać takiemu psychofagowi raz a porządnie w pysk ?
Tarantelko
Witaj. Śledzę Cię na tym wątku. Nie rozczarowałaś mnie. Wiem.
Zastanawiam się tylko głęboko, czy taki psychofag w każdym związku z kobietą okazuje się psychofagiem, czy tylko w jakis określonych przypadkach. To mnie bardzo ciekawi.
Jak badać temat dogłębnie to badać. Czy tylko określone typy kobiet są takimi wyzwalaczami - w naszych przypadkach to my.
Bo mój twierdził ze pierwszy raz mu się to przytrafiło, do tej pory było wszystko cacy. A ani ja , ani on nie jesteśmy małolatami ( Twój przedział Tarantello )
A jeszcze coś- mój w chwili "szczerości " wyznał że te "schizy " straszne go kręcą.
Czytam teraz "On nie kocha a ona za nim szaleje" . To twój (chyba juz były- jestem na 119 str.) Tarantelko jest w niej głównym bohaterem. Ja po każdej stronie mam ochote się zwymiotować.
Wogóle to nie wiem czy nie zwariowałam- czytałam - "Psychopaci są wśród nas" - "mój " tam był, "Toksyczne słowa" -tez był, teraz "On nie kocha a ona za nim szaleje" - też go widzę.
Dziewczyny a może to ze mną jest coś nie tak-tego-tam ?
Pozdrawiam
Moja sygnaturka na dziś - " Nie ruszę nawet palcem w bucie, aby mu coś udowodnić- po co ? "
Witam
Dawno mnie tutaj nie było- miałam nadzieje, że już jestem poza tym... ale nie mój małżonek nie daje o sobie zapomnieć...
oj nie....
Wczoraj miałam ciekawą rozmowę, otóż mój mąż dowiedział się, ze z kimś się spotykam
- na początku wzburzony, ale po moim oświadczeniu, że przecież zależy jemu na moim szczęściu, a ja jestem szczęśliwa ( no trochę przesadziłam), to zdjął z tonu, ale po moim stwierdzeniu, że z tym kimś idę na sylwestra i nie wrócę do domu.... uuuu działo się
nagle mój mąż wystrzelił, że skoro zamierzam z nim się przespać ( nic o tym nie wspominałam, ba nawet o tym nie myślałam, ok może troszeczkę
), to on bardzo się ucieszył i stwierdził, że w ten sposób zrywam formalny związek i on też zacznie się bzykać....bo do tej pory czuł się związany przysięga i był mi wierny , hmmm
Zadałam jemu pytanie, to dlaczego wcześniej mnie nie zwolnił z przysięgi, bo przecież zdradził mnie dwa razy, emocjonalnie, ale dla mnie to zdrada, oczywiście nie miał takiej potrzeby, bo to nie była żadna zdrada, więc pytam: "co to dla ciebie było, jak postrzegasz swoje relacje z tymi kobietami, będą jednocześnie ze mną w związku?" i uwaga odpowiedż mnie powaliła:
według mojego, pożal się boże, męża to było: POSZUKIWANIE
nie złe co? jak żyje nie słyszałam jeszcze takiego określenia na zdradę!
ja jemu powiedziałam, że przespanie się z tym kolesiem to dla mnie zdobycie nowego doświadczenia, zaspokojenie ciekawości, równie głupie wytłumaczenie jak jego...
no i powiedzcie same, o co w tym chodzi, przecież nie chce być ze mną, a tutaj zgrywa honorowego człowieka....
eh, wydrukowałam pozew rozwodowy i potrzebuje kopa na rozpędzenie do urzędu....
Witam.
Ankimon, no to leć!!!!!!!!!!!!! ![]()
Witam.
Ankimon, no to leć!!!!!!!!!!!!!
Dzięki, nie ma jak to dobra zachęta ![]()
amarek napisał/a:Witam.
Ankimon, no to leć!!!!!!!!!!!!!
Dzięki, nie ma jak to dobra zachęta
Mam nadzieję, że "dobrze rokująca" na przyszłe, lepsze życie. ![]()
Powodzenia. ![]()
Witajcie ![]()
Dawno mnie tu nie bylo. Troche sie u mnie pozmienialo. Dosc mocno juz stalam na nogach (chodzi o kwestie uczuc) i nagle... Tuz przed wyslaniem pozwu do sadu... maz chce wrocic...
Nie powiedzial mi tego bezposrednio, ale kombinuje co by tu zrobic aby byc ze mna i probuje mnie wyczuc... no a ja mu nie ulatwiam i robie pod gorke...
Gdyby nie dzieci to wykopalabym go raz na zawsze, a tak to bujam sie raz w jedna, raz w druga strone. Szczegolnie, ze on bierze jako karte przetargowa dobro dzieci, a wiadomo im najlepiej jest jak maja obojga rodzicow przy sobie i jeszcze szczesliwych rodzicow i szczescie dzieci jest dla mnie priorytetem. Mam teraz dosc ciezki okres w zyciu pod kazdym wzgledem i mysle, ze jak stane na nogi juz tak calkiem o wlasnych silach a on nadal bedzie sie starac, to moze pozwole mu wrocic... Gdybym patrzyla na swoja wygode to wrocilabym juz teraz, ale nie chce tak, chce byc niezalezna od mezczyzny.
No i ogolnie sa jeszcze inne aspekty
Strony Poprzednia 1 … 126 127 128 129 130 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026