netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 981 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 125 126 127 128 129 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 191 do 8 255 z 26 310 ]

8 191 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-21 10:53:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Pełna dyktatura - teraz to nawet nie mogę się kłócić bo mój mąż-manipulant: "widzisz, to twoja wina, ze dzieci mają problemy bo ty musisz mieć zawsze coś do powiedzenia. sama stwarzasz nerwową atmosferę"

....oczywiscie skarbie..odpowiadam rowniez za kryzys w Unii, tajfuny w Indonezji oraz nadchodzaca ciezka zime na Podkarpaciu. Nawet nie wiedzialam, ze tak wiele zalezy tylko ode mnie a Ty przy mnie jestes taka bezsilna i slabiutka, nic nie znaczaca istota. A zawsze mi powtarzano, ze do tanga trzeba dwojga.
Ulatwie Ci sprawe - zmien te paskudna atmosfere i wyprowadz sie, dla wlasnego i naszego dobra. My, a juz na pewno ja, Ciebie do szczescia nie potrzebujemy.

ankinom napisał/a:

eh tylko w łeb sobie strzelić...

nie sobie ankinom tylko jemu. Nie poddawaj sie tak latwo i nie sluchal bzdur tylko wlasnego rozumu i sumienia. Masz sobie cos do zarzucenia, zrobilas cos zle, tak zeby wasze malzenstwo albo dzieci ucierpialy? Nie pozwalaj sobie wmawiac, ze jestes taka i owaka bo jeszcze chwila i uwierzysz, ze jestes analfabetka, masz czarny kolor skory i adoptowala Cie rodzina cyganska.

Masz lustro? To popatrz jaka fajna z Ciebie babka, masz uszy- sluchaj innych, madrych i zyczliwych Ci osob, masz rozum - to naucz sie odrozniac prawde od falszu, troske od manipulacji, milosc od zaborczosci.

Podobal mi sie Twoj jeden wpis weekendowy - ze myslisz o ew. wyprowadzce i znalezieniu dodatkowej pracy. To sa jakies konkrety. On tego nie polubi, bo uz nie bedziesz jego lalka do wykrecania raczek i nozek i rzucania Toba w kat - taka Monika byla mu potrzebna a nie jakas myslaca, samodzielna i silna kobieta.

Jak ja Ci zycze, zebys za rok miala juz to wszystko za soba i w spokoju szykowala sie do swiat z dziecmi i bez niego.

8 192

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Pełna dyktatura - teraz to nawet nie mogę się kłócić bo mój mąż-manipulant: "widzisz, to twoja wina, ze dzieci mają problemy bo ty musisz mieć zawsze coś do powiedzenia. sama stwarzasz nerwową atmosferę"

....oczywiscie skarbie..odpowiadam rowniez za kryzys w Unii, tajfuny w Indonezji oraz nadchodzaca ciezka zime na Podkarpaciu. Nawet nie wiedzialam, ze tak wiele zalezy tylko ode mnie a Ty przy mnie jestes taka bezsilna i slabiutka, nic nie znaczaca istota. A zawsze mi powtarzano, ze do tanga trzeba dwojga.
Ulatwie Ci sprawe - zmien te paskudna atmosfere i wyprowadz sie, dla wlasnego i naszego dobra. My, a juz na pewno ja, Ciebie do szczescia nie potrzebujemy.

ankinom napisał/a:

eh tylko w łeb sobie strzelić...

nie sobie ankinom tylko jemu. Nie poddawaj sie tak latwo i nie sluchal bzdur tylko wlasnego rozumu i sumienia. Masz sobie cos do zarzucenia, zrobilas cos zle, tak zeby wasze malzenstwo albo dzieci ucierpialy? Nie pozwalaj sobie wmawiac, ze jestes taka i owaka bo jeszcze chwila i uwierzysz, ze jestes analfabetka, masz czarny kolor skory i adoptowala Cie rodzina cyganska.

Masz lustro? To popatrz jaka fajna z Ciebie babka, masz uszy- sluchaj innych, madrych i zyczliwych Ci osob, masz rozum - to naucz sie odrozniac prawde od falszu, troske od manipulacji, milosc od zaborczosci.

Podobal mi sie Twoj jeden wpis weekendowy - ze myslisz o ew. wyprowadzce i znalezieniu dodatkowej pracy. To sa jakies konkrety. On tego nie polubi, bo uz nie bedziesz jego lalka do wykrecania raczek i nozek i rzucania Toba w kat - taka Monika byla mu potrzebna a nie jakas myslaca, samodzielna i silna kobieta.

Jak ja Ci zycze, zebys za rok miala juz to wszystko za soba i w spokoju szykowala sie do swiat z dziecmi i bez niego.

Ponieważ w domu kłócić się już nie mogę, więc zostają mi smsy (żałosne)

Ja się nie poddaje, o nie! nadal walczę za pomocą właśnie tych smsów, wiem, że jego to wkurza, te moje gadki... big_smile

ja się nie wyprowadzę, dzieci nie zostawię, a poza tym czy to mnie nagle oświeciło, że małżeństwo było pomyłką? narozrabiał to niech ponosi za swoje słowa i czyny konsekwencje, a przez 16 lat tego się nazbierało.!

Jestem na niego wściekła i nie mam zamiaru podarować mu tych wszystkich lat łez i upokorzenia, dzisiaj jestem mściwa i mam ochotę jemu dokopać! Zasłużył sobie...

8 193 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-21 11:30:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ponieważ w domu kłócić się już nie mogę, więc zostają mi smsy (żałosne)

odebral Ci prawo glosu????
A swoja droga, nie chodzi o klotnie tylko rzeczowe i konsekwentne egzekwowanie swoich praw. Klotnie przy dzieciach to nie najlepszy pomysl, choc rozumiem, ze ta zasada "zero krzyku" obowiazuje tylko jedna strone waszego partnerskiego ukladu? Bo skads sie te rysunki Twojego syna wziely a na nich krzyczy tata a nie mama..

ankinom napisał/a:

Ja się nie poddaje, o nie! nadal walczę za pomocą właśnie tych smsów, wiem, że jego to wkurza, te moje gadki... big_smile

nie wiem ile wskorasz sms-ami. Czy nie lepiej twarza w twarz po usnieciu dzieci i bez wrzaskow powiedziec to wszystko..? W koncu wylacz komorke i bedziesz pisac sobie a muzom.

ankinom napisał/a:

ja się nie wyprowadzę, dzieci nie zostawię, a poza tym czy to mnie nagle oświeciło, że małżeństwo było pomyłką? narozrabiał to niech ponosi za swoje słowa i czyny konsekwencje, a przez 16 lat tego się nazbierało.!

Jestem na niego wściekła i nie mam zamiaru podarować mu tych wszystkich lat łez i upokorzenia, dzisiaj jestem mściwa i mam ochotę jemu dokopać! Zasłużył sobie...

Bardzo dobrze! Mam na mysli praktyczne wykorzystanie sily jaka daje wscieklosc. Ale nie daj ponosic sie emocjom, bo raz ze nic to nie da, tylko zadyszki dostaniesz, a dwa, ze znow okrzyknie Cie histeryczka. Konkrety, rezutaty, czyny...to go zmusi do myslenia i moze tez dzialania. Nie dyskutuj tylko pod nos podsuwaj papiery, wydruki, oferty, rozwiazania. Wiesz o czym pisze..nie badz goloslowna, bo to na nim nie zrobi zadnego wrazenia. Nie mow co zrobisz a co zrobilas - zobaczy, ze mowisz serio.

8 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ponieważ w domu kłócić się już nie mogę, więc zostają mi smsy (żałosne)

odebral Ci prawo glosu????
A swoja droga, nie chodzi o klotnie tylko rzeczowe i konsekwentne egzekwowanie swoich praw. Klotnie przy dzieciach to nie najlepszy pomysl, choc rozumiem, ze ta zasada "zero krzyku" obowiazuje tylko jedna strone waszego partnerskiego ukladu? Bo skads sie te rysunki Twojego syna wziely a na nich krzyczy tata a nie mama..

ankinom napisał/a:

Ja się nie poddaje, o nie! nadal walczę za pomocą właśnie tych smsów, wiem, że jego to wkurza, te moje gadki... big_smile

nie wiem ile wskorasz sms-ami. Czy nie lepiej twarza w twarz po usnieciu dzieci i bez wrzaskow powiedziec to wszystko..? W koncu wylacz komorke i bedziesz pisac sobie a muzom.

ankinom napisał/a:

ja się nie wyprowadzę, dzieci nie zostawię, a poza tym czy to mnie nagle oświeciło, że małżeństwo było pomyłką? narozrabiał to niech ponosi za swoje słowa i czyny konsekwencje, a przez 16 lat tego się nazbierało.!

Jestem na niego wściekła i nie mam zamiaru podarować mu tych wszystkich lat łez i upokorzenia, dzisiaj jestem mściwa i mam ochotę jemu dokopać! Zasłużył sobie...

Bardzo dobrze! Mam na mysli praktyczne wykorzystanie sily jaka daje wscieklosc. Ale nie daj ponosic sie emocjom, bo raz ze nic to nie da, tylko zadyszki dostaniesz, a dwa, ze znow okrzyknie Cie histeryczka. Konkrety, rezutaty, czyny...to go zmusi do myslenia i moze tez dzialania. Nie dyskutuj tylko pod nos podsuwaj papiery, wydruki, oferty, rozwiazania. Wiesz o czym pisze..nie badz goloslowna, bo to na nim nie zrobi zadnego wrazenia. Nie mow co zrobisz a co zrobilas - zobaczy, ze mowisz serio.

Problem w tym, że z nim nie da się spokojnie, rzeczowo i stąd te kłótnie, ja zaczynam spokojnie a on już z przyzwyczajenia krzyczy, bo ja tak na niego działam, podobno tylko na mnie i dzieci tak krzyczy, ciekawe dlaczego?
bo tylko my na to jemu pozwalamy

właśnie mi napisał:, "że dzieci bez kłótni będą się czuły bezpiecznie, a rozmowa i uśmiech - nawet bez miłości - przyjdą same i nam będzie łatwiej  (ciekawe komu mam być łatwiej)  a na dniach rozstrzygnie się sprawa strychu i postanowimy co dalej! (No jasna cholera mnie zaraz weźmie przecież ja już ustaliłam czego chcę dalej!)
Chce żebym przestała się martwić i chce, żebym mogła cieszyć się życiem - łaskawca p****
i priorytetem jest spokój dzieci - no kurczę jakoś inaczej ten spokój pojmujemy... sad

8 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry.

Nawet trza robić, a mówić nikt nie każe.

Aniknom, musisz coś z tym zrobić, ty sama. Chyba nie chcesz, żeby w to co się dzieje u Was w domu wtrącił się nie daj bóg jakiś kurator. Poza tym wyprowadzić można się także z dziećmi.

U mnie piekło. Bałaganiarz bałagani dalej, jeszcze bardziej. Rzeczy mam już w torbie. No bo przecież lepiej poczekać miesiąc na dogodny termin do badania niż iść dzisiaj w samo południe. Mam dość tego pomiatania. Czuję się jak wykręcona szmata. Powtórka z rozrywki zatem. Mam dwa wyjścia nadopiekuńcza babcia lub wścibska, rozdarta matka. K...
Bez grosza przy d.. gdzie pójdę. Nie mam już siły.
Jeszcze na dodatek w tą sobotę zaprosił moją rodzinę do nas (bo nie wypadało odmówić). Poszłabym najchętniej w cholerę i niech sobie sam przyjmuje. Mówię, to sobie sprzątaj i gotuj, bo ja w sobotę pracuję. On nie będzie przecież, to ja będę mieć pracowite piątkowe popołudnie. A co ja jestem niewolnik, sprzątaczka, mnie się nic nie należy? Nie wytrzymam tego, słowo daję. Jak ktoś mu powie, że bałagan jest to powie, to se posprzątaj skoro ci przeszkadza. Czy to nie jest szczyt wszystkiego?
Nie daję rady. Nie chcę się wstydzić za brudasa. Za grosz szacunku nie ma. Nawet do własnej matki. Nic mu się nie chce, dosłownie nic.
Mam dość tego gnoju. Przecież to nie życie z przyjemnością tylko droga przez mękę.

8 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli spokój dzieci jest priorytetem to niech zrobi tę grzeczność i wyp...

8 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

właśnie mi napisał:, "że dzieci bez kłótni będą się czuły bezpiecznie,

spokojnie Monika, tutaj akurat zgadzam sie. Bez klotni TAK ale bez oszustw rowniez - mowienie teraz dzieciom, ze wszystko bedzie po staremu jest oszustwem, bo Ty wiesz i on tez, ze tak nie bedzie. Po staremu bedziecie ich kochac ale po staremu nie bedziecie ich wspolnie wychowywac. Jesli je teraz zaczniecie oszukiwac a za jakis czas sie rozstaniecie - one wam juz w nic potem nie uwierza.
Skoro nie chce klotni, to powiedz mu, zeby on tez zaczal kontrolowac swoje wrzaski w domu. Jesli nie wierzy to nagraj to kiedys i pokaz mu jego wlasne zachowanie.

ankinom napisał/a:

a rozmowa i uśmiech - nawet bez miłości - przyjdą same i nam będzie łatwiej  (ciekawe komu mam być łatwiej)

no rozmowa..kontrolowana, pewnie tak, mozna pograc zgodna pare znajomych, na usmiech bym nie liczyla, wiecej kunsztu aktorskiego potrzeba. Czyli chce abyscie w sposob "sztucznie przyjazny" potkwili sobie razem. Na krotko da rade, na stale..chyba sama wiesz.

ankinom napisał/a:

a na dniach rozstrzygnie się sprawa strychu i postanowimy co dalej! (No jasna cholera mnie zaraz weźmie przecież ja już ustaliłam czego chcę dalej!)

wiec spokojnie, bez krzykow odpisz, ze czekasz rowniez na te decyzje odnosnie stryszku, cieszy cie, ze to kwestia tylko dni,  ale co do dalszych krokow to masz juz klarowna jasnosc i tu nic granie na zwloke nie zmieni. Chcesz definitywnego zakonczenia tego malzenstwa i zamieszkania oddzielnie.


ankinom napisał/a:

Chce żebym przestała się martwić i chce, żebym mogła cieszyć się życiem - łaskawca p****
i priorytetem jest spokój dzieci - no kurczę jakoś inaczej ten spokój pojmujemy... sad

A ja widze, ze on chce uspic Twoja czujnosc, doprowadzic do tego, ze znowu bedziesz sie wachac w dwie strony co zrobic, winic za kazdy jego gest i slowo..a on jak juz ten stan Twojej potulnosci znow osiagnie, pojdzie znow w dluga za kolezankami.

Nie daj sie prowokowac takim slowom. On jest teraz niby dobry i dbajacy, ale to gra i sama to wiesz.

Odpisz, ze tez chcesz sie cieszyc zyciem, jemu tez zyczysz dobrze w przyszlosci (niech ma Twoja laskawosc w rewanzu:) i wlasnie dlatego czekasz na final waszego nieudanego zwiazku. Nie obwiniaj go tylko informuj jakie jest Twoje stanowisko w tej kwestii- NIEZMIENNE I TWARDE JAK SKALA. Musi w koncu uwierzyc, tylko nie daj sie zlamac ani krzykom ani matactwom ani obwinianiu ani czczym obietnicom. On wszstkiego sprobuje a Ty badz na to gotowa i spokojnie powtarzaj swoja mantre.

8 198

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam wszystkie Panie smile

Można do Was dołączyć? Niedawno dowiedziałam się o tym, że jestem jedną z was. Sama nie wiem już co robić.

8 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Dzień dobry.

Nawet trza robić, a mówić nikt nie każe.

Aniknom, musisz coś z tym zrobić, ty sama. Chyba nie chcesz, żeby w to co się dzieje u Was w domu wtrącił się nie daj bóg jakiś kurator. Poza tym wyprowadzić można się także z dziećmi.

U mnie piekło. Bałaganiarz bałagani dalej, jeszcze bardziej. Rzeczy mam już w torbie. No bo przecież lepiej poczekać miesiąc na dogodny termin do badania niż iść dzisiaj w samo południe. Mam dość tego pomiatania. Czuję się jak wykręcona szmata. Powtórka z rozrywki zatem. Mam dwa wyjścia nadopiekuńcza babcia lub wścibska, rozdarta matka. K...
Bez grosza przy d.. gdzie pójdę. Nie mam już siły.
Jeszcze na dodatek w tą sobotę zaprosił moją rodzinę do nas (bo nie wypadało odmówić). Poszłabym najchętniej w cholerę i niech sobie sam przyjmuje. Mówię, to sobie sprzątaj i gotuj, bo ja w sobotę pracuję. On nie będzie przecież, to ja będę mieć pracowite piątkowe popołudnie. A co ja jestem niewolnik, sprzątaczka, mnie się nic nie należy? Nie wytrzymam tego, słowo daję. Jak ktoś mu powie, że bałagan jest to powie, to se posprzątaj skoro ci przeszkadza. Czy to nie jest szczyt wszystkiego?
Nie daję rady. Nie chcę się wstydzić za brudasa. Za grosz szacunku nie ma. Nawet do własnej matki. Nic mu się nie chce, dosłownie nic.
Mam dość tego gnoju. Przecież to nie życie z przyjemnością tylko droga przez mękę.

Hm Ty też coś musisz zrobić - a teraz jest dogodny moment, wyprowadź się do babci właśnie teraz kiedy Ciebie najbardziej potrzebuje - jako sprzątaczki i kucharki - no tak, ale tutaj trzeba odwagi i determinacji, której nam brak sad
wiesz co, ja już chyba wołałabym u mamy, wścibska, ale zawsze to mama, a ten facet z Twoich opisów ma Ciebie głęboko w d**

Rozwodzisz się z mężem, a tutaj znowu takie bagno, ja tego nie rozumiem, bo ja jak tylko będę wolna to dłuuugo i rozważnie się zastanowię czy jeszcze z kimś zamieszkam- dobrze że chociaż w ciąża Tobie nie grozi...

8 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Agula24 napisał/a:

Witam wszystkie Panie smile

Można do Was dołączyć? Niedawno dowiedziałam się o tym, że jestem jedną z was. Sama nie wiem już co robić.

Kiedy tutaj zajrzałam pierwszy raz, też czułam się zagubiona... zapraszamy smile

8 201

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem w związku od 5 lat. Mam dziecko z porzedniego związku. Od poczatku coś było nie tak, ale nie wiedziałam co. Teraz już wiem. Jestem uzależniona od swojego partnera. Nawet nie wiem kiedy tak zatraciłam siebie, bardzo się zmieniłam, dałam się zmanipulować. Wszystko musiało być jak on chce, a jak nie to groził mi że odejdzie, a ja głupia dopasowywałam się do niego aby go nie stracić. Dawniej myślałam, że jak się kogoś kocha to jest to normalne, że się poświęca dla ukochanej osoby. On stał się dla mnie najważniejszy, odstawiłam znajomych na bok, jego potrzeby były ważniejsze niż moje, byłam szczęśliwa tylko wtedy gdy układało mi się z nim, zapomniałam o sobie zupełnie. Stałam się służącą na każde zawołanie, a on robi co chce. Zawsze coś mu nie pasuje we mnie, powtarza że nie nadaje się do niczego, a ja głupia starałam się zmienić siebie bo uważałam jak ja się zmienię to on też się zmieni. Ostatnio powiedział, że z jego strony to tylko przyzwyczajenie, ale nie mam pewności, że tak jest czy to nie jest tylko kolejna próba manipulacji mną. Nie układa nam się a ja nie umię odejść. Dalej łudzę się, że gdy zmienię siebię,zajmę się swoim życiem, wyleczę się z tego uzaleznienia, zaczne wyznaczać granice to on zacznie mnie szanować i jakoś się ułoży.

8 202

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Agula24,
zacznij czytać ten wątek od początku. Tak, wiem, mnóstwo stron, ale też mnóstwo informacji przydatnych Tobie, informacji jak być samodzielną, sprawczą, szczęśliwą, dbającą o siebie kobietą.

8 203

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Agula24 napisał/a:

Jestem w związku od 5 lat. Mam dziecko z porzedniego związku. Od poczatku coś było nie tak, ale nie wiedziałam co. Teraz już wiem. Jestem uzależniona od swojego partnera. Nawet nie wiem kiedy tak zatraciłam siebie, bardzo się zmieniłam, dałam się zmanipulować. Wszystko musiało być jak on chce, a jak nie to groził mi że odejdzie, a ja głupia dopasowywałam się do niego aby go nie stracić. Dawniej myślałam, że jak się kogoś kocha to jest to normalne, że się poświęca dla ukochanej osoby. On stał się dla mnie najważniejszy, odstawiłam znajomych na bok, jego potrzeby były ważniejsze niż moje, byłam szczęśliwa tylko wtedy gdy układało mi się z nim, zapomniałam o sobie zupełnie. Stałam się służącą na każde zawołanie, a on robi co chce. Zawsze coś mu nie pasuje we mnie, powtarza że nie nadaje się do niczego, a ja głupia starałam się zmienić siebie bo uważałam jak ja się zmienię to on też się zmieni. Ostatnio powiedział, że z jego strony to tylko przyzwyczajenie, ale nie mam pewności, że tak jest czy to nie jest tylko kolejna próba manipulacji mną. Nie układa nam się a ja nie umię odejść. Dalej łudzę się, że gdy zmienię siebię,zajmę się swoim życiem, wyleczę się z tego uzaleznienia, zaczne wyznaczać granice to on zacznie mnie szanować i jakoś się ułoży.

Agula jesteś tak jak ja - poświeciłam siebie, starałam się zmieniać, robiłam co chciał... też mnie straszył , że znajdzie sobie inną i znalazł, ale nie odszedł, bo ona jest mężatką, a moje życie to teraz kombinowanie jak się jego pozbyć, bo widzisz on nie kocha, ale nie chce się wyprowadzić...

Jeżeli Twój partner mówi, że to przyzwyczajenie to tak jest, jak się kogoś kocha to się nim nie manipuluje.

Nie wiem jak silną jesteś osobą, nie wiem jaki jest Twój partner, ale jeżeli od początku nie było szacunku wydaje mnie się, że już jego nie odzyskasz, może się mylę, odnoszę to do siebie....

Ja przez 16 lat żyłam w iluzji, że jak się zmienię to on mnie będzie kochał,
Agula zmieniaj się sobą, ale tylko sama dla siebie, zacznij wyznaczać granice sama dla siebie, szanuj sie by chronić siebie, jeżeli chcesz to robić dla niego to marnie to widzę.

Musisz znaleźć w sobie siłę, aby wyleczyć się z tego uzależnienia i najlepiej bez niego, mieszkając z osobą od której jesteś uzależniona będzie to trudne, wręcz niewykonalne.
Ja wiem, że nie mam między mną a mężem uczucia, ale kiedy jestem blisko niego tracę wypracowany przez cały dzień "pion", wracam myślami co było, gzie popełniłam błąd itd. ale to tylko powoduje, że bardziej się wypalam, a po co, niczego już nie zmienię, uczucie umarło... i im szybciej to do nas dotrze to szybciej podniesiemy się... no tak, ale każdy musi sam znaleźć odpowiedni dla siebie moment....ja walczyłam z tym przez 8 miesięcy od próby ratowania nas, doszłam do momentu, kiedy wiem, że nie dam rady z nim mieszkać, wielkie uczucie zamieniło się w wielką nienawiść....a to nie jest dobre uczucie, bo też zżera od środka, czekam do dnia kiedy odczuję obojętność i wtedy dopiero będę WOLNA, i Tobie też tego życzę....

Zauważyłam, że nas kobiety uzależnione od partnera charakteryzuje: poświecenie, usłużność, chęć zmiany siebie, nie zależnie od ceny jaką za to trzeba zapłacić, wielkie uczucie i mogłoby się, że osoba obdarowana takim uczuciem powinna nas na rękach nosić, a oni wtedy poniżają, gardzą nami, ranią, więc jak powinnam się zachowywać by stworzyć zdrowy związek?

8 204

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom

Mój mnie straszył, ale też zdarzało się, że naprawdę się wyprowadzał. Zazwyczaj po tygodniu wracał za moją namową, a czasami sam. Ostatnio z nim rozmawiałam i pozostało na tym, że do końca listopada ma się wyprowadzić, ale jakoś wątpie, że to zrobi. Ja mam wrażenie, że mojemu partnerowi jest poprostu wygodnie bo nie musi nic robić w domu. Jak chce to mnie ma. Od samego początku mną manipuluje, ale dopiero od jakiegoś czasu pokazuje mi brak szacunku.

Niestety nie jestem silną osobą. Nie jeśli chodzi o związek.

Ja także żyłam iluzją i sama wmawiłam sobie, że jest inaczej, tłumaczyłam go sama przed sobą.

Ja chcę przede wszystkim sama dla siebie zmienić się bo zdaje sobie sprawę, że takie życie nie ma sensu.

U mnie nie ma nienawiści, wręcz przeciwnie sad Nie umię go nienawidzieć.

U mnie problem jest taki, że nie umię ruszyć z miejsca. Żyję w zawieszeniu.

8 205

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aiknom, bagno, bagno i jeszcze raz bagno. Wiesz jak jest z przyzwyczajeniami starszych pań, z siedzeniem po cieku w mieszkaniu. Ja chcę odejść gdzie indziej, chcę być sama, mieć święty spokój.
Ale nie mam grosza przy d...

8 206

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Agula24 napisał/a:

(...)U mnie problem jest taki, że nie umię ruszyć z miejsca. Żyję w zawieszeniu.

Gdzie i na co wydatkujesz swoją energię, że zostajesz bez siły? Czyżby na ten brak nienawiści, złości?

8 207

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropek

Sama nie wiem po części pewnie też, chociaż to przychodzi samo. Poprostu boje się co będzie gdy on odejdzie.

8 208

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co będzie, gdy on odejdzie?
Spokojne życie, bez złudzeń, bez niepotrzebnej szarpaniny, bez zawieszenia na  nim. Życie, gdzie sama będziesz podejmowała swoje decyzje bez przyglądania się jego minie. Zycie, gdzie wreszcie staniesz się dojrzałą kobietą (nie przestraszoną dziewczynką), gdzie będziesz dbała i rozpieszczała siebie.
Jest się czego bać. wink

8 209

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Boje się, że się załamie, będę tęsknić  i nie będe umiała cieszyć się wolnością:(

8 210

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Będziesz tęsknić - na pewno. Przecież jesteś człowiekiem. Masz uczucia, nie zamroziłaś sobie serca. Ale uczucia mają to do siebie, że mijają. Tęsknota - też.

Reszta, czyli załamanie i brak radości to kwestia wyboru sposobu życia. Nie ma obowiązku załamać się po rozstaniu, nie ma obowiązku być nieszczęśliwym. Są osoby, które widzą szklankę do połowy pełną. Są też i takie, dla których szklanka jest do połowy pusta. Ty zaliczasz się do której grupy? Znam osoby, które są szczęśliwe tylko wówczas, gdy mają problemy. Gdy problemy znikają, to wymyślają je sobie. Ty jeszcze nie tęsknisz, jeszcze nie jesteś załamana, ale już wymyślasz powody. Twój wybór, Twoja decyzja.

8 211 Ostatnio edytowany przez grejs (2011-11-21 19:35:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Agula jesteś tak jak ja - poświeciłam siebie, starałam się zmieniać, robiłam co chciał...

ale nie chce się wyprowadzić...

Jeżeli Twój partner mówi, że to przyzwyczajenie to tak jest, jak się kogoś kocha to się nim nie manipuluje.



Ja przez 16 lat żyłam w iluzji, że jak się zmienię to on mnie będzie kochał,

Agula zmieniaj się sobą, ale tylko sama dla siebie, zacznij wyznaczać granice sama dla siebie, szanuj sie by chronić siebie,
jeżeli chcesz to robić dla niego to marnie to widzę.

Musisz znaleźć w sobie siłę, aby wyleczyć się z tego uzależnienia i najlepiej bez niego, mieszkając z osobą od której jesteś uzależniona będzie to trudne

czekam do dnia kiedy odczuję obojętność i wtedy dopiero będę WOLNA, i Tobie też tego życzę....

Zauważyłam, że nas kobiety uzależnione od partnera charakteryzuje: poświecenie, usłużność, chęć zmiany siebie, nie zależnie od ceny

jaką za to trzeba zapłacić, wielkie uczucie i mogłoby się, że osoba obdarowana takim uczuciem powinna nas na rękach nosić,

a oni wtedy poniżają, gardzą nami, ranią, więc jak powinnam się zachowywać by stworzyć zdrowy związek?

O, jakie podobne...
Tak, Kochana mądre słowa i mądre podejście do sprawy. Tylko wprowadzić w życie. Odciąć się, nie spotykać, nie mieszkać razem. Jaikie to trudne...wiecie prawda?

Dzisiaj , już miesiąc po rozwodzie uslyszałam, że bolą go nerki i czeka na moją reakcję...
A, ja spojrzałam zdziwiona i wyszłam.
Gdybyśmy mieszkali już oddzielnie, nie byłoby takich sytuacji i zdrowiałabym , cieszyłabym się nowym życiem, nowymi wyzwaniami, a tak...
Ale, nie będę marudziła czekam na lepsze czasy, kiedy będę miała swój kąt! 
Czego WAM dziewczyny również życzę!    smile
  smile

8 212

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropek
Ja zaliczam się chyba do grupy dla której szklanka jest do połowy pusta.
Możliwe, że sama wymyślam sobie problemy, a już na pewno sama komplikuje sobie życie.
Raczej nie jestem osobą która jest szczęśliwa gdy ma problemy.   
Póki co próbuje zająć się sobą żeby przestać myśleć o nim. Niestety jak na razie nie wychodzi mi to za dobrze. Chyba potrzebuję czasu żeby uporać się z tym wszystkim. Wiem, że taki stan nie będzie trwał wiecznie, ale póki co nie umie jeszcze odejść.

8 213

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nic na siłę.

Jestem zwolenniczką tezy, że każda uzależniona osoba potrzebuje osiągnąć swe własne dno. Wówczas podjęcie decyzji jest dziecinnie proste, a determinacja do czynienia zmian jest wielka. Ty, jak sama przyznałaś, żyjesz w zawieszeniu, póki ten stan nie będzie Cię bardzo uwierał, póty tkwić w nim będziesz.

Szybkiego dojrzewania.

8 214

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niestety ja dna jeszcze nie osiągnęłam.

8 215 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-22 09:42:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiecie co, ja juz nie wiem co o tym wszystkim myslec. Czy to ta listopadowa nieciekawa aura za oknem tak dziala depresyjnie czy syndrom kobiety przy mezu was meczy drogie panie ale powiem tak: mieszkajac lat pare juz tu na mroznej polnocy zaobserwowalam pewien ewenement, jak bardzo roznia sie w swoim podejsciu do mezczyzn kobiety z poludnia i kobiety z polnocy (w duzym uproszczeniu i skrocie myslowym).

Znam juz na tyle tutejsze spoleczenstwo, iz moge pokusic sie o takie stwierdzenie, ze kobiety skandynawskie poza feminizmem jaki przejawiaja w kazdej dziedzinie zycia (az do przesady czasem) maja jeszcze zakodowany w sobie jak egoizm oraz chec do samodzielnego zycia. Jest to zdecydowanie kwestia wychowania (tu sie od malego w szkolach i domach truje dziewczynkom, ze maja takie same prawa, taka sama sile i mozliwosci jak chlopcy, chlopcow uczy sie w szkole gotowac a dziewczynki ida grac w hokeja albo budki dla ptakow konstruuja) a takze warunkow ekonomicznych w jakich tutejsze kobiety zyja. Same zreszta na te warunki ekonomiczne zapracowaly.

Nie znam, poza przypadkami skrajnymi (przewlekla choroba, wielodzietnosc religijna - lestiadiolaiset oraz tymczasowy brak pracy) zadnej kobiety w moim wieku ani nawet mlodszej, ktora z wlasnej nieprzymuszonej woli zdecydowalaby sie na kariere kury domowej, zony przy mezu, matki Finki itp. i zrezygnowala z pracy zawodowej. ANI JEDNEJ. Kobiety tutaj tez wychodza za maz, rodza dzieci, odchowuja je i wracaja po roku, dwoch do pracy. Tej nie wolno im odebrac (prawo pracy) ani odmowic ze wzgledu na posiadanie potomstwa. Taki arggument kwalifikuje ew. szefa szowiniste do sporych tlumaczen. Dzieci ida do zlobka czy przedszkola, ktore doskonale spelnia role opiekunczo-wychowawcza. Zadna matka ie przezywa traumy i nie obwiia sie za brak serca oddajac dwuletnie przykladowo dzecko pod opieke wykwalifikowanych przedszkolanek, pielegniarek czy kogo tam jeszcze maja. A dzieci, wbew pozorom, rosna rownie zdrowo i szybko jak te pielegnowane latami pod spodnica mamy kwoki. Malo tego - sa o wiele bardziej rozwiniete spolecznie i szybciej rozwijaja pewne zdolnosci bedac w grupie z dziecmi.

Tymczasem mamy, nie obcoazone karmieniem dziatwy oraz pana meza, spelniaja sie zawodowo. Dorosle kobiety, matki czy nie, nie sa tutaj w zaden sposob ponizane przez szefow, bo za to szef moze niezle po dupie od organizacji feministycznych czy zwiazkow zawodowych (gdzie w wiekszosci tez siedza baby:) dostac. Poniewaz kobiety wybieraja sobie zawody wedlug wlasnego widzimisie a nie jakichs norm spolecznych z ubieglego stulecia - firma nie ma prawa odmowic kobiecie pracy na tzw. meskim stanowisku. Ostatnio widzialam ladna blondynke walcujaca asfalt na ulicy.
Mezowie, poniewaz nie sa jedynymi zywicielami rodziny i osobnikami pracujacymi zawodowo, nie maja prawa wymagac czegokolwiek podstawianego im pod nos, bo takie szowinistyczne teksty do zony koncza sie rozwodem w trybie natychmiastowym. Nie pomoze mu w tej kwesti ani rownie wyemancypowana mama ani tym bardziej tesciowa. Koledzy jedynie oczy wybalusza jak na dziwolaga jesli opowie, ze opieprzyl zone, bo mu zupe za slona podala. Za plecami wysmieja, ze burak i cham i ze na rozwod zasluzyl.

Tak drogie panie, mam wrazenie, ze zyje na innej planecie, nie takiej moze jak z Seksmisji, ale planecie, gdzie kobieta swoja kobieca madrosc, nabyta w szkolach wiedze, intelekt, intuicje kobieca, energie i kobiecosc zuzywaja glownie w celu zapewnienia SOBIE godziwego zycia. Godziwego zycia i mozliwosci wyborow. Najpierw wybieraja szkoly, potem prace i wlasne zrodlo dochodow a mezczyzna do tego zycia przychodzi na pozniejszym etapie. Prawda jest tez, ze cotraz czesciej to kobiety tutaj decyduja z kim chca byc, kogo poderwac. Oczywiscie, ze i tu dziewczeta randkuja, sypiaja z chlopakami , zakochuja sie po uszy. Ale rzadko, o ile w ogole, dochodzi do slubu z musu. Dziewczynom wcale ie spieszy sie tak do zamazpojscia i matkowania. Niechciane ciaze u nastolatek koncza sie zwykle (niestety) aborcja. W wiekszosci jednak UCZY sie je, jak i co robic zeby sobie nie narobic. W gimnazjach sa dostepne prezerwatywy w automatach, na lekcjach mowi sie duzo o bezpiecznym seksie. Czy przez to tutejsze nastolatki robia to czesciej niz nasze polskie? Smiem watpic. Robia to tak samo czesto ale bezpieczniej, bez konsekwencji rodzenia dzieci przez dzieci.

Kobiety w krajach skandynawskich  sa bardzo silne jako jednostki spoleczne, wymaga sie od nich tyle samo w kwesti edukacji i pracy co od mezczyzn. Od mezczyzn wymaga sie pelnego zaangazowania w zycie rodzinne i domowe. I to sie widzi golym okiem.

Oczywiscie feminizm az tak slnie rozwiniety ma tez i swoje zle strony, kobiety traca zainteresowanie sprawami domu i poswiecaja sie kosztem rodziny swojej karierze czy hobby ale na dluzsza mete, jest to model zycia o wiele ciekawszy niz w przypadku kobiet calkowicie uzaleznionych (pod kazdym wzgledem) od mezczyzn.

Podsumowalabym caly ten epistol tak: drogie Panie KKZB, zamiast plakac sobie w rekaw i tracic cala energie i sile jaka macie na rozdrabnianie swego losu, na gdybanie jak to bedzie jak go nie bedzie, na pisanie rozpaczliwych postow i dzierzenie JEGO za kazdy kes jego ciala aby tylko zostal - zacznijcie wreszcie robic cos pozytecznego. Nie wiem co: moze firmy pozakladajcie, w instytucjach charytatywnych sie poudzielajcie, studia zaoczne skonczcie, piszcie artykuly, ksiazki, rozwijajcie wlasne pasje (jak ja marze o zalozeniu wlasnej knajpy..tylko wczesniej jakies kursa gastronomiczne musze pozaliczac i biznes plan stworzyc), wyjezdzajcie czasem same z grupa swoich znajomych na wyprawy po Bieszczadach, malujcie pejzaze, chodzcie na wyklady o astrologii...nie wiem co jeszcze..ale zacznijcie wreszcie zyc dla siebie.
Nie dla niego ani dla dzieci. Dla siebie i wlasnego JA. Niech po was tez jakis slad na tej ziemi zostanie poza przypalona patelnia i stosem wyprasowanych koszul.

Niech ten maz i dom przestana wreszcie byc waszym epicentrum wszechswiata. Wtedy same zobaczycie, ze istnieje swiat  i to niezly nawet bez NIEGO. I gwarantuje wam tez, ze niejeden z waszych panow dostrzeze wreszcie w Was kogos ciekawego, z kim mozna o czyms nowym pogadac, a nie tylko kuchte i konserwatora powierzchni poziomych, z ktorym jedynie jadlospis da sie ustalic.
Z kobieta, ktora czyms sie interesuje (poza aerobikiem i pakowaniem wekow) mozna ciekawie porozmawiac, ona intryguje, nie jest do konca przejrzysta, ma swoje tajemnice, z ktorych on tylko czesc pozna, tyle ile ona mu opowie. Taka kobieta z pasja, ma w dupie (pardon) lsniaco czyste katy, zawsze cieplutki obiadunio z trzech dan, kapciuszki panu podane, dzieci cichutko uprzatniete do kacika by nie zaklocily mu spokojnej siesty..ma w dupie JEGO widzimisie i zachcianki - robi to co ja interesuje, co ja wciaga i daje jej kopa w zyciu. Oczywiscie bez przesady, dom i dzieci tez zasluguja na uwage..ale nie w nadmiarze.
I za takimi kobietami mezczyzni leca jak cmy do ognia. Nawet nie musi byc piekna, ale ma to swoje "cos". Jest kobieca, ciepla, dobra, madra i CIEKAWA.

To tyle wywodow na dzis:)) Milego dnia wszystkim zycze:)

8 216

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Co będzie, gdy on odejdzie?
Spokojne życie, bez złudzeń, bez niepotrzebnej szarpaniny, bez zawieszenia na  nim. Życie, gdzie sama będziesz podejmowała swoje decyzje bez przyglądania się jego minie. Zycie, gdzie wreszcie staniesz się dojrzałą kobietą (nie przestraszoną dziewczynką), gdzie będziesz dbała i rozpieszczała siebie.
Jest się czego bać. wink

Wielokropku jak tak piszesz to chce mi się płakać.... bo przede mną długa droga, zanim będę sama....

8 217

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Co będzie, gdy on odejdzie?
Spokojne życie, bez złudzeń, bez niepotrzebnej szarpaniny, bez zawieszenia na  nim. Życie, gdzie sama będziesz podejmowała swoje decyzje bez przyglądania się jego minie. Zycie, gdzie wreszcie staniesz się dojrzałą kobietą (nie przestraszoną dziewczynką), gdzie będziesz dbała i rozpieszczała siebie.
Jest się czego bać. wink

Wielokropku jak tak piszesz to chce mi się płakać.... bo przede mną długa droga, zanim będę sama....

Myślałam, że się ucieszysz lub przynajmniej uśmiechniesz, że widać już światełko w Twoim tunelu.

Przeczytaj dokładnie ostatni post Mussuki - tam pełna instrukcja - nic dodać, nic ująć.

8 218

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Co będzie, gdy on odejdzie?
Spokojne życie, bez złudzeń, bez niepotrzebnej szarpaniny, bez zawieszenia na  nim. Życie, gdzie sama będziesz podejmowała swoje decyzje bez przyglądania się jego minie. Zycie, gdzie wreszcie staniesz się dojrzałą kobietą (nie przestraszoną dziewczynką), gdzie będziesz dbała i rozpieszczała siebie.
Jest się czego bać. wink

Wielokropku jak tak piszesz to chce mi się płakać.... bo przede mną długa droga, zanim będę sama....

Myślałam, że się ucieszysz lub przynajmniej uśmiechniesz, że widać już światełko w Twoim tunelu.

Przeczytaj dokładnie ostatni post Mussuki - tam pełna instrukcja - nic dodać, nic ująć.

Przeczytała, bardzo dokładanie..

płakać mi się chce bo wiem, ze tak szybko męża nie wyprowadzę, a uśmiecham się od ucha do ucha, kiedy sobie pomyślę, że całe łóżko jest tylko moje big_smile

8 219

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Z kobieta, ktora czyms sie interesuje (poza aerobikiem i pakowaniem wekow) mozna ciekawie porozmawiac, ona intryguje, nie jest do konca przejrzysta, ma swoje tajemnice, z ktorych on tylko czesc pozna, tyle ile ona mu opowie. Taka kobieta z pasja, ma w dupie (pardon) lsniaco czyste katy, zawsze cieplutki obiadunio z trzech dan, kapciuszki panu podane, dzieci cichutko uprzatniete do kacika by nie zaklocily mu spokojnej siesty..ma w dupie JEGO widzimisie i zachcianki - robi to co ja interesuje, co ja wciaga i daje jej kopa w zyciu. Oczywiscie bez przesady, dom i dzieci tez zasluguja na uwage..ale nie w nadmiarze.
I za takimi kobietami mezczyzni leca jak cmy do ognia. Nawet nie musi byc piekna, ale ma to swoje "cos". Jest kobieca, ciepla, dobra, madra i CIEKAWA.

To tyle wywodow na dzis:)) Milego dnia wszystkim zycze:)

jak zwykle mądrze gadasz smile

kobieta opisana powyżej zaimponuje zapewne każdemu mężczyźnie bez dwóch zadań, ale istnieją jeszcze tacy mężowie, którzy przestają kochać swoje żony, bo obiady za nudne, nie posprzątane, choć żona pól dnia z odkurzaczem biega, a nie zauważyła piłki pod stołem, albo rano filiżanki po sobie nie umyła i to już jest bałagan, za mało zarabia, oj nie daj boże, jak w ogóle nie zarabia, bo siedzi z maluchami, dla niektórych panów to koleżanki przy kawuni są do ciekawych  i intrygujących rozmów, a żona do kuchni i spełniania obowiązku małżeńskiego - nie trudno odgadnąć kogo mam na myśli....


Tak my kobiety z tej strefy czasowej mamy złe wzorce, możemy zmienić coś, jeżeli same zmienimy nasz tok myślenia, przewartościujemy nasze życie i priorytety i może wiele z nas już nie wiele zmieni  w swoim życiu (  niektóre kobiety są zbyt oporne lub nie gotowe do dużych zmian), ale mamy dzieci, uczymy naszych synów - szacunku do kobiet, angażujemy ich do prac domowych, a nasze córki uczmy szacunku do siebie i rozwijaniu swoich pasji, bo zaganiając je od małego do prac domowych często nie mają czasu na swoje hobby.... ja tak chcę wychować moje dzieci.... czy mi się uda?

8 220

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

kobieta opisana powyżej zaimponuje zapewne każdemu mężczyźnie bez dwóch zadań

czyli tu mamy jasnosc i zgode, ok..idziemy dalej

,

ankinom napisał/a:

ale istnieją jeszcze tacy mężowie, którzy przestają kochać swoje żony, bo obiady za nudne, nie posprzątane, choć żona pól dnia z odkurzaczem biega, a nie zauważyła piłki pod stołem, albo rano filiżanki po sobie nie umyła i to już jest bałagan, za mało zarabia, oj nie daj boże, jak w ogóle nie zarabia, bo siedzi z maluchami,

Czyli przestaja kochac nie zone a robota wielofunkcyjnego. Jesli taka role narzuca maz a zona chetnie ja na siebie bierze, to staje sie robotem. Robotow sie nie kocha, tylko wlacza i wylacza i z nich korzysta. Madra kobieta mowi takim wymaganiom NIE i argumentuje: musze miec tez czas na swoje potrzeby. I nie dyskutuje juz o tym wiecej tylko egzekwuje (robi swoje). Nie podoba sie panu taka pani - sa inne sklepy AGD. I sa inni panowie.

ankinom napisał/a:

dla niektórych panów to koleżanki przy kawuni są do ciekawych  i intrygujących rozmów, a żona do kuchni i spełniania obowiązku małżeńskiego

bo kolezanki wlasnie robia to co chca = sa ciekawe, zona wciela sie w role w/w robota = nuuuuda.

Monika - a co jest Twoja pasja, co Cie naprawde kreci, interesuje, o czym marzysz (oprocz meza na strychu)? Co lubisz naprawde robic i gdybys tylko mila czas i kase to bys to zrobila?



ankinom napisał/a:

Tak my kobiety z tej strefy czasowej mamy złe wzorce, możemy zmienić coś, jeżeli same zmienimy nasz tok myślenia, przewartościujemy nasze życie i priorytety i może wiele z nas już nie wiele zmieni  w swoim życiu (  niektóre kobiety są zbyt oporne lub nie gotowe do dużych zmian), ale mamy dzieci, uczymy naszych synów - szacunku do kobiet, angażujemy ich do prac domowych, a nasze córki uczmy szacunku do siebie i rozwijaniu swoich pasji, bo zaganiając je od małego do prac domowych często nie mają czasu na swoje hobby.... ja tak chcę wychować moje dzieci.... czy mi się uda?

W obecnej waszej sytuacji rodzinnej wzorce jakie przekazujecie dzieciom sa dosc daleko odsuniete od tych z innej strefy czasowej..przypomnij sobie krzyki syna.

Corce zapewnij przede wszystkim porzadna edukacje - to posag na cale zycie. Popatrz ile tu mlodych kobiet i dziewczyn, w rozpaczy piszacych, bo co one soba same reprezentuja? Nadaja sie tylko na matki, kochanki, sluzace mezczyzn. Same sie na to zdecydowaly a ich matki im nie pomogly w tym wyborze. Ty badz madrzejsza:)

8 221 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-22 13:55:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

bo kolezanki wlasnie robia to co chca = sa ciekawe, zona wciela sie w role w/w robota = nuuuuda.

Właśnie nie - znam tą koleżankę - mama dwójki dzieci, pracuje i zajmuje się domem, pod tym względem nie rożni się ode mnie i powiem coś jeszcze ona również nie dostaje szacunku od męża, skarżyła się, że wyzywa ją od poj** nych, kiedy jej mąż dowiedział się o kontaktach z moim mężem, wyzwał ją przy moim mężu od k***, że się puszcza itd. czyli też siebie nie szanuje! Dlaczego się nie rozwiedzie? Bo przyrzekła przed ołtarzem.... a mój mąż jest w niej zakochany... zastanawiam się dlaczego? nie rożni się ode mnie aż tak bardzo i ciekawa jestem, czy gdyby mój mąż i ona zeszliby się, czy mój mąż traktowałby ja tak jak mnie?
Notabene mój mąż bardzo jej współczuje takiego męża! i ma żal do mnie, że to co ją spotkało to moja wina, bo wtrącam się w nie swoje sprawy, dla jasności ja nie kontaktowałam się z jej mężem, ma oczy i widzi co wyprawia żona....i on musiał zauważyć smsy o 3 nad ranem....


Monika - a co jest Twoja pasja, co Cie naprawde kreci, interesuje, o czym marzysz (oprocz meza na strychu)? Co lubisz naprawde robic i gdybys tylko mila czas i kase to bys to zrobila?

i tutaj mnie masz.... tak się wczułam w rolę żonę i matki, że nie wiem jakie mam hobby, jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, na razie na tym się skupiłam - to marzę o własnym biurze rachunkowym, w wolnym czasie lubię czytać (szczególnie lubię literaturę z okresu pozytywizmu) , bo po pracy, zajmuję się domem, pomagam dzieciom przy lekcjach i nawet nie wiem kiedy robi się późno... jestem nudna....

Gdybym miała kasę to chciałabym zwiedzić kilka miejsc....
Lubię też aktywnie spędzać czas- wycieczki rowerowe, kiedyś żeglowałam....
Bardzo lubię tańczyć, chciałam się kiedyś zapisać na jakiś taniec towarzyski ale mój mąż uznał to za stratę czasu...

8 222 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-22 11:47:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Właśnie nie - znam tą koleżankę - mama dwójki dzieci, pracuje i zajmuje się domem, pod tym względem nie rożni się ode mnie i powiem coś jeszcze ona również nie dostaje szacunku od męża, skarżyła się, że wyzywa ją od poj** nych, kiedy jej mąż dowiedział się o kontaktach z moim mężem, wyzwał ją przy moim mężu od k***, że się puszcza itd. czyli też siebie nie szanuje! Dlaczego się nie rozwiedzie? Bo przyrzekła przed ołtarzem.... a mój mąż jest w niej zakochany... zastanawiam się dlaczego? nie rożni się ode mnie aż tak bardzo i ciekawa jestem, czy gdyby mój mąż i ona zeszliby się, czy mój mąż traktowałby ja tak jak mnie?

Poki co, ona jest niedostepna = ciekawa (nie gotuje mu i nie sprzata podczas tych kawiarnianych pogawedek, nawet jesli prowadzi jakis swoj dom), byc moze opowiada mu o swoich niespelnionych marzeniach z mlodosci i tu go rajcuje..ona ma marzenia (ktore zabral jej straszny maz), Ty juz nie masz chociaz moglas (zdaniem Twego meza), jej moglby pomoc je spelnic, stanalby na jakims piedestale w wiencu laurowym i jasnosc by na niego splynela..a przy Tobie jego meskosc sie marnuje.

Ale jesli moge zaryzykowac to powiem tak: kiedy on przestanie odgrywac juz role bialego rycerza na koniu a ona ksiezniczki uwiezionej w wiezy, ktorej strzeze zlowrogi smok (jej maz) i po udanej akcji wyrwania jej z rak tegoz potworaa owa dziewica bladolica stanie do garow i za odkurzacz zlapie - to final tego love story bedzie jak copy paste waszego. Czar prysnie.

ankinom napisał/a:

Notabene mój mąż bardzo jej współczuje takiego męża! i ma żal do mnie, że to co ją spotkało to moja wina, bo wtrącam się w nie swoje sprawy, dla jasności ja nie kontaktowałam się z jej mężem, ma oczy i widzi co wyprawia żona....i on musiał zauważyć smsy o 3 nad ranem....

przeciez Ci pisalam wczoraj, ze tylko za gradobicie jeszcze nie odpowiadasz:) Juz malo co moze zaskoczyc w tekstach Twego meza.



ankinom napisał/a:

i tutaj mnie masz.... tak się wczułam w rolę żonę i matki, że nie wiem jakie mam hobby, jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, na razie na tym się skupiłam - to marzę o własnym biurze rachunkowym, w wolnym czasie lubię czytać, bo po pracy, zajmuję się domem, pomagam dzieciom przy lekcjach i nawet nie wiem kiedy robi się późno... jestem nudna....

No i widzisz, jakbys miala to swoje biuro rachunkowe to zamiast pisac teraz epistoly do innych firm, zawarlabym z Toba umowe o prowadzenie naszych ksiag rachunkowych..da sie nawet na odleglosc:) Ale Monika..nigdy nie jest za pozno! Chyba, ze po smierci. Mialas ochote na Himalaje to moze chociaz od jakiegos pagorka zacznij:) Zapisz sie na ten upragniony taniec i w d..z jego opinia. Twoj czas - Twoje prawo korzystac z niego.

8 223

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Właśnie nie - znam tą koleżankę - mama dwójki dzieci, pracuje i zajmuje się domem, pod tym względem nie rożni się ode mnie i powiem coś jeszcze ona również nie dostaje szacunku od męża, skarżyła się, że wyzywa ją od poj** nych, kiedy jej mąż dowiedział się o kontaktach z moim mężem, wyzwał ją przy moim mężu od k***, że się puszcza itd. czyli też siebie nie szanuje! Dlaczego się nie rozwiedzie? Bo przyrzekła przed ołtarzem.... a mój mąż jest w niej zakochany... zastanawiam się dlaczego? nie rożni się ode mnie aż tak bardzo i ciekawa jestem, czy gdyby mój mąż i ona zeszliby się, czy mój mąż traktowałby ja tak jak mnie?

Poki co, ona jest niedostepna = ciekawa (nie gotuje mu i nie sprzata podczas tych kawiarnianych pogawedek, nawet jesli prowadzi jakis swoj dom), byc moze opowiada mu o swoich niespelnionych marzeniach z mlodosci i tu go rajcuje..ona ma marzenia (ktore zabral jej straszny maz), Ty juz nie masz chociaz moglas (zdaniem Twego meza), jej moglby pomoc je spelnic, stanalby na jakims piedestale w wiencu laurowym i jasnosc by na niego splynela..a przy Tobie jego meskosc sie marnuje.

Ale jesli moge zaryzykowac to powiem tak: kiedy on przestanie odgrywac juz role bialego rycerza na koniu a ona ksiezniczki uwiezionej w wiezy, ktorej strzeze zlowrogi smok (jej maz) i po udanej akcji wyrwania jej z rak tegoz potworaa owa dziewica bladolica stanie do garow i za odkurzacz zlapie - to final tego love story bedzie jak copy paste waszego. Czar prysnie.

ankinom napisał/a:

Notabene mój mąż bardzo jej współczuje takiego męża! i ma żal do mnie, że to co ją spotkało to moja wina, bo wtrącam się w nie swoje sprawy, dla jasności ja nie kontaktowałam się z jej mężem, ma oczy i widzi co wyprawia żona....i on musiał zauważyć smsy o 3 nad ranem....

przeciez Ci pisalam wczoraj, ze tylko za gradobicie jeszcze nie odpowiadasz:) Juz malo co moze zaskoczyc w tekstach Twego meza.



ankinom napisał/a:

i tutaj mnie masz.... tak się wczułam w rolę żonę i matki, że nie wiem jakie mam hobby, jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, na razie na tym się skupiłam - to marzę o własnym biurze rachunkowym, w wolnym czasie lubię czytać, bo po pracy, zajmuję się domem, pomagam dzieciom przy lekcjach i nawet nie wiem kiedy robi się późno... jestem nudna....

No i widzisz, jakbys miala to swoje biuro rachunkowe to zamiast pisac teraz epistoly do innych firm, zawarlabym z Toba umowe o prowadzenie naszych ksiag rachunkowych..da sie nawet na odleglosc:) Ale Monika..nigdy nie jest za pozno! Chyba, ze po smierci. Mialas ochote na Himalaje to moze chociaz od jakiegos pagorka zacznij:) Zapisz sie na ten upragniony taniec i w d..z jego opinia. Twoj czas - Twoje prawo korzystac z niego.

Jeszcze nie mam certyfikatu , dlatego robię te studia podyplomowe - no ale może kiedyś się to Ciebie odezwę smile

Ja teraz nie biorę w ogóle pod uwagę jego opinii, wtedy dzieci nie było i chciałam abyśmy razem coś robili....Z tym tańcem muszę poczekać, jak dzieci podrosną, z prostej przyczyny, nie mam z kim ich zostawić ( mąż opracuje do późna), nie mam dodatkowej kasy, na opiekunkę, co m-c 600 zł wydaje na szkołę, mąż mi nie da.... na razie zadawałam się zumbą i jest ok smile

8 224

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja teraz nie biorę w ogóle pod uwagę jego opinii

,

ehem...chyba w kwestii tego tanca:) bo tak poza tym to chyba nie do konca jestes pania swego losu:)


ankinom napisał/a:

wtedy dzieci nie było i chciałam abyśmy razem coś robili....

no i robiliscie? mieliscie jakies wspolne zainteresowania, czy raczej on praca, Ty praca a w domu kazdy sobie rzepke skrobie?


ankinom napisał/a:

Z tym tańcem muszę poczekać, jak dzieci podrosną, z prostej przyczyny, nie mam z kim ich zostawić ( mąż opracuje do późna), nie mam dodatkowej kasy, na opiekunkę, co m-c 600 zł wydaje na szkołę, mąż mi nie da.... na razie zadawałam się zumbą i jest ok smile

to byl tylko przyklad, jesli nie mozesz wyjsc z domu bo masz dzieci pod opieka..fajnie Cie uziemil swoja droga:)..to sa inne rzeczy, ktore mozna robic i w domu. Pamietniki zacznij pisac albo Listy do M. Danuta splodzila jakies dzielo to Ty nie dasz rady? Opublikujesz albo i nie ale dzieciakom mozesz kiedys przekazac.

8 225

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja teraz nie biorę w ogóle pod uwagę jego opinii

,

ehem...chyba w kwestii tego tanca:) bo tak poza tym to chyba nie do konca jestes pania swego losu:)


ankinom napisał/a:

wtedy dzieci nie było i chciałam abyśmy razem coś robili....

no i robiliscie? mieliscie jakies wspolne zainteresowania, czy raczej on praca, Ty praca a w domu kazdy sobie rzepke skrobie?


ankinom napisał/a:

Z tym tańcem muszę poczekać, jak dzieci podrosną, z prostej przyczyny, nie mam z kim ich zostawić ( mąż opracuje do późna), nie mam dodatkowej kasy, na opiekunkę, co m-c 600 zł wydaje na szkołę, mąż mi nie da.... na razie zadawałam się zumbą i jest ok smile

to byl tylko przyklad, jesli nie mozesz wyjsc z domu bo masz dzieci pod opieka..fajnie Cie uziemil swoja droga:)..to sa inne rzeczy, ktore mozna robic i w domu. Pamietniki zacznij pisac albo Listy do M. Danuta splodzila jakies dzielo to Ty nie dasz rady? Opublikujesz albo i nie ale dzieciakom mozesz kiedys przekazac.

Teraz nie biorę pod uwagę jego opinii odnośnie tego co robię w wolnym czasie - od czasu kiedy zaczęłaś "lać" mnie po głowie big_smile - bo wcześniej to on był wyrocznią, bosze jaka ja głupia byłam.... to prawda jeszcze do końca nie jestem panią swojego losu - ale powolutku od razu Krakowa nie zbudowali, siła przyzwyczajenie jest niezwykle duża...

I tu chyba mieliśmy problem, dzisiaj wychodzi to nie dopasowanie - ja chciałam bawić się, do ludzi, czasem udało nam się zaprosić znajomych na karty, gry planszowe, kiedy byliśmy sami on już nie chciał sam ze mną pograć, a po latach wyrzucił mi, że nudził się ze mną bo on chciał pogadać o sztuce, ale nigdy mnie do galerii nie zabrał, o muzyce - na żaden koncert nie poszliśmy, a mieszkamy w dużym mieście, a wszystkie wyjścia były z mojej inicjatywy, zapraszałam do teatru - trochę sztuki - nie chciał iść, jak ostatnio miałam imprezę firmową to miał później do mnie żal, że znowu jego zmusiłam, a on nie lubi takich imprez (faktycznie cały czas siedział z kwaśną miną, ale nic nie powiedział, że nie chce, przecież jasnowidzem nie jestem, może powinnam się domyśleć? a myślałam, że przyda nam się takie wyjście bez dzieci, trochę relaksu, a poza tym wciąż jego do czegoś zmuszam łącznie ze ślubem, dziećmi bo on nie chciał dzieci... problem w tym, że on ze MNĄ nie chciał BYĆ.... teraz dopiero to zrozumiałam...nie można całe życie kogoś ciągnąc za uszy, ja też potrzebowałam jego inicjatywy, zaangażowania, randek, wspólnych kolacji - ostatni byliśmy rok temu na naszej rocznicy i to dlatego, że ja zarezerwowałam stolik i załatwiłam opiekunkę do dzieci, a on łaskawie poszedł....

Wspólnie to sport - rower, jachty jedynie to nas łączyło...


Jak na razie nie narzekam na nudę, dzieci i moja szkoła bardzo mnie absorbuje, ale nie lubię się nudzić, zawsze sobie coś znajdę... tylko szkoda mi, że jakoś tak się nie dobraliśmy....

8 226

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

I tu chyba mieliśmy problem, dzisiaj wychodzi to nie dopasowanie - ja chciałam bawić się, do ludzi, czasem udało nam się zaprosić znajomych na karty, gry planszowe, kiedy byliśmy sami on już nie chciał sam ze mną pograć, a po latach wyrzucił mi, że nudził się ze mną bo on chciał pogadać o sztuce, ale nigdy mnie do galerii nie zabrał, o muzyce - na żaden koncert nie poszliśmy, a mieszkamy w dużym mieście, a wszystkie wyjścia były z mojej inicjatywy, zapraszałam do teatru - trochę sztuki - nie chciał iść, jak ostatnio miałam imprezę firmową to miał później do mnie żal, że znowu jego zmusiłam, a on nie lubi takich imprez (faktycznie cały czas siedział z kwaśną miną, ale nic nie powiedział, że nie chce, przecież jasnowidzem nie jestem, może powinnam się domyśleć? a myślałam, że przyda nam się takie wyjście bez dzieci, trochę relaksu, a poza tym wciąż jego do czegoś zmuszam łącznie ze ślubem, dziećmi bo on nie chciał dzieci... problem w tym, że on ze MNĄ nie chciał BYĆ.... teraz dopiero to zrozumiałam...nie można całe życie kogoś ciągnąc za uszy, ja też potrzebowałam jego inicjatywy, zaangażowania, randek, wspólnych kolacji - ostatni byliśmy rok temu na naszej rocznicy i to dlatego, że ja zarezerwowałam stolik i załatwiłam opiekunkę do dzieci, a on łaskawie poszedł....

czyli wszystko na sile. Zadnego spontanu,  radosci z bycia razem i robienia rzeczy wespol zespol. Tragedia. Wyszlas za modelowego malkontenta..wspolczuje kazdej jego nastepnej kobiecie, bo typow takich jak on zadna nie zaspokoi. Zawsze znajdzie cos zeby sie czepnac.


ankinom napisał/a:

Wspólnie to sport - rower, jachty jedynie to nas łączyło...

dobre i tyle, a teraz rozumiem, ze i sport zmarl smiercia naturalna?


ankinom napisał/a:

Jak na razie nie narzekam na nudę, dzieci i moja szkoła bardzo mnie absorbuje, ale nie lubię się nudzić, zawsze sobie coś znajdę... tylko szkoda mi, że jakoś tak się nie dobraliśmy....

nie o nude mi chodzilo, tylko zrobienie czegos TYLKO dla siebie. dla wlasnej przyjenosci, nie z obowiazku czy dla zabicia czasu.

To, ze sie nie dobraliscie to zaden fenomen - nie jestescie pierwsza ani ostatnia para, ktora sie nie dobrala..tylko trzeba umiec sie do tego przyznac, nie obwiniac nawzajem i z godnoscia rozstac..dajac pole i szanse nowym zwiazkom.

8 227 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-22 15:39:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

dobre i tyle, a teraz rozumiem, ze i sport zmarl smiercia naturalna?

Jak nasz związek..



To, ze sie nie dobraliscie to zaden fenomen - nie jestescie pierwsza ani ostatnia para, ktora sie nie dobrala..tylko trzeba umiec sie do tego przyznac, nie obwiniac nawzajem i z godnoscia rozstac..dajac pole i szanse nowym zwiazkom.

napisałaś coś bardzo istotnego i ważnego dla mnie - ja jeszcze nie potrafię godnie się rozstać, bo mam w sobie żal i obwiniam siebie i jego, że doprowadziliśmy do tej sytuacji, żal, że nie dbał o nasz związek, czy wiesz jak on pięknie umie mówić o uczuciach miłość- nie, nie do mnie... o to mam żal...tak napiszesz nie warto tracić na to energii, ale moje uczucia, źle ulokowane, zostały zranione, wiesz jakie to przykre, że ktoś został z Tobą z litości...nie sentymentu, odrobiny uczuć, tylko po prostu "bo mu żal mnie było".... i chyba o to mam największy żal.... bo ten moment zadecydował o całym naszym późniejszym wspólnym życiu....

.

8 228 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-22 16:12:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

próbuję nauczyć się cytować - cosik mi nie wychodzi sad

8 229

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

cześć, piszę do Was bo potrzebuję wsparcia.
dziewięć dni wytrzymałam bez odzywania się do mojego byłego, ale już dłużej nie mogę. cholernie za nim tęsknię, jestem ciekawa co u niego, czuję się sparaliżowana.
moje życie kręci się teraz wokół pracy, w dni wolne śpię do 15, kiedyś spędzaliśmy taki czas razem. zupełnie nie wiem co zrobić ze swoim życiem.
czuję się beznadziejna, mało atrakcyjna i przede wszystkim bezsilna.
myślałam, że jest już dobrze, ale dzisiaj przechodzę załamanie. tak bardzo mi go brakuje

8 230

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jesteś na "odwyku". To trudniejszy okres, ale nauczysz się żyć bez niego. Co możesz robić? Wszystko to, co robiłaś do tej pory, bo przecież w Twoim związku nie było kwitnąco.

Napisałaś, że jesteś bezsilna. Do czego tej siły potrzebujesz? Do przeczytania książki czy obejrzenia filmu? Zajmij się czymś absorbującym myślenie - jakąś pracą najlepiej fizyczną.

8 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

staram się zrozumieć dlaczego tak się stało. nie klóciliśmy się za bardzo, myslalam ze jest nam dobrze ze sobą. jeszcze po rozstaniu powtarzał ze czul sie szczesliwy. nie dociera do mnie dlaczego tak sie stalo, bo nie bylo powodow
zajmuję sie czyms, ale to jest na krotka mete, potem wszystko wraca ze zdwojona siłą

8 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

napisałaś coś bardzo istotnego i ważnego dla mnie - ja jeszcze nie potrafię godnie się rozstać, bo mam w sobie żal i obwiniam siebie i jego, że doprowadziliśmy do tej sytuacji, żal, że nie dbał o nasz związek, czy wiesz jak on pięknie umie mówić o uczuciach miłość- nie, nie do mnie... o to mam żal...tak napiszesz nie warto tracić na to energii, ale moje uczucia, źle ulokowane, zostały zranione, wiesz jakie to przykre, że ktoś został z Tobą z litości...nie sentymentu, odrobiny uczuć, tylko po prostu "bo mu żal mnie było".... i chyba o to mam największy żal.... bo ten moment zadecydował o całym naszym późniejszym wspólnym życiu....

Oj ankinom, co post to mi mojego eks przypominasz:)
Poniewaz to ja chcialam rozwodu, bo ja doszlam pierwsza do wniosku, ze przeciaganie nieudanego zwiazku tylko nas coraz bardziej meczy, zzera od srodka, postarza, odbiera radosc zycia - wiec i mnie latwiej bylo przejsc nad rozstaniem do porzadku dziennego. Zamknelam rozdzial malzenstwo, choc oczywiste jest, ze jakis smutek, rozczarowanie, wspomnienia dobre i zle nie zniknely i nie znikna tak od reki..ale mialam prosto wytyczona droge i cel - zaczac zyc szczesliwie. Samej albo z kims nowym, wszystko jedno, ale szczesliwie.  Zostaly wspomnienia ale nie gorycz i nie zal moich "straconych" lat? Dla mnie nie ma czegos takiego jak stracone lata, no moze jakbym na Raclawickiej z 10 lat swiat w kratke ogladala to tak bym to czula, ale nie 10 lat malzenstwa i wspolnej histori. Uwazam, ze z kazdego doswiaczenia czlowiek wyciaga jakas nauke, nawet z zle dobranego zwiazku. Nikt mi w dniu moich narodzin nie dal gwarancji, ze wszystko dobre spotka mnie w zyciu. Los daje nam i dobre i gorzkie doswiadczenia. Z dobrych cieszymy sie, czerpiemy energie i radosc, ladujemy tzw. akumulatory a ze zlych staramy sie czerpac nauke i sile na przyszlosc.

Wiec jesli ktos mnie teraz zapyta: czy zaluje ze wyszlam za mojego eksa za maz, ze zmarnowalam z nim 10 lat zycia? Powiem NIE. Te lata nie byly zmarnowane, one tez mnie czegos nauczyly a swoje zycie biore w calosci, takie jakie jest - raz z gorki a raz pod gorke.  Zawsze mi to przypomina te piosenke Sinatry "I did it my way" - ja tez nie cofnelabym czasu i nie chcialabym zmienic niczego co przezylam, nawet tych najgorszych chwil. To moje zycie, moja historia, moj bagaz.

Moj eks natomiast dlugo zachowal w sobie zal, gorycz, zlosc..na mnie i na to, ze zepsulam jego "plan". Bo przeciez mialo byc tak pieknie. Mielismy sie razem zestarzec (tylko ja nie chcialam robic tego w tempie ekspresowym:), miec wnuki, emerytury, domek nad jeziorem i starcze choroby. A ja po 10 latach mowie "pas" i rozwalam ten domek z kart. I niewiele pomagaly moje spokojne tlumaczenia, ze nie robie tego bo go nienawidze, bo mam kogos, bo mi sie znudzil. Tlumaczylam, ze dalsze wspolne zycie bedzie wegetacja dwojga obcych sobie ludzi (mysmy nawet od okolo 3 lat nie spali ze soba w jednym lozku), ze jestesmy jeszcze mlodzi i mozemy zaznac prawdziwej milosci i szczescia, ktorych brakuje nam w naszym zwiazku - nie i nie.

Po rozwodzie i wyprowadzce pisal jeszcze maile, jak teskni, jak mysli, jak ma nadzieje..to meczylo i jego i mnie. Napisalam mu wreszcie kiedys, zeby odcial te pepowine i zrozumial, ze juz nie bedzie powrotu, ze tkwiac caly czas w tym wyobrazonym przez siebie zwiazku ze mna, blokuje sobie sam droge do szczescia. Nie dopuszcza innych rzeczy, ludzi, uczuc do siebie na wlasne zyczenie. Odbiera sobie sam szanse by zaczac zyc pelnia zycia.
Wreszcie krok po kroku zaczal stawac na nogi, dostrzegac, ze poza mna czy nami jest mnostwo ciekawych rzeczy dookola niego. Zaczal od glupot - spelniania swoich marzen - gra na gitarze w jakims zespole firmowym, silownia , golf w weekendy - to na co nie mial wczesniej czasu, funduszy albo ja o to marudzilam. Dzieki temu zapelnil sobie czas i przestrzen wokol siebie, poznal nowych ludzi, poczul, ze nie umiera a wrecz odwrotnie, znow czul, ze ma krew a nie wode w zylach.
No i w koncu poznal swoja obecna milosc i to go uskrzydlilo. Wiem, ze pasuja do siebie, bo sam mi to pisal, jak wspaniale sie rozumieja (heh, nawet dodal, ze lepiej niz ze mna - nie obrazilam sie:). Wreszcie i on dostrzegl to, co ja widzialam 2 lata temu, ze nie bylismy dobrana para, ze nasze wspolne zycie byloby skazane na niepowodzenie i ze rozwod byl nasza najlepsza decyzja dla nas obojga:). Tylko wtedy to ja musialam byc ta silna osoba i podjac meska decyzje, ze to juz koniec, nie ma juz nic..:) No nie do konca...sa wspomnienia, sa dzieci..to bedzie na zawsze ale juz bez bolu i zalu:)
Teraz jest mi wdzieczny (ok prezentow za to nie sle ale czuc to w jego slowach), ze tak sie stalo. Tylko na to trzeba bylo troche czasu.

Mam nadzieje, ze i Ty pozbedziesz sie kiedys zalu za swoje zle ulokowane uczucia ale nie rozumiem, dlaczego Twoj maz nie ma tej odwagi by odejsc i nie odbierac wam obojgu tej szansy na lepsze zycie. Za to i za te "litosc" masz prawo czuc zlosc i gorycz  ale to nie zmienia faktu, ze one same nie zalatwia waszych spraw. Wez je w swoje rece i im szybciej tym lepiej.

8 233

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja też Mussuko, już doszłam do tych wniosków, może nie doszłam, ale  zrozumiałam o co chodzi mojemu mężowi, to on pokazał nam, że nie pasujemy do siebie i że nigdy nie będziemy razem szczęśliwi...

Ja, jak już wspomniałam nie płaczę nad zmarnowanym życiem, małżeństwem, ale czuje się źle ze świadomością, że przez 10 lat było się oszukiwanym, to nie to samo, kiedy uczucie powoli wygasa, to było ze strony męża perfidne, powinien mieć w sobie na tyle przyzwoitości, żeby te rewelacje zachować dla siebie, pytałam po co mi to mówiłeś, czy czujesz się teraz lepiej, udowadniając mi, że mówiłeś "kocham" tylko po to, żeby zrobić mi przyjemność, by poprawić mi humor? Ja na prawdę lepiej bym przyjęła, gdyby okazało, się, że było kiedyś uczucie, ale umarło śmiercią naturalną, że 10 lat to nie było udawanie, wyobraź sobie Mussuko, że teraz kochasz swojego partnera, bierzecie ślub a po iluś tam latach on mówi, że go tego zmusiłaś, a przecież swoim zachowanie, słowami dawał świadectwo, że chce z Tobą być... czułabyś się co najmniej zdezorientowana... i ta świadomość powoduje, że mam do niego żal, a na domiar tego, nie ma w sobie za grosz odwagi, żeby się wyprowadzić i dać mi szanse na ułożenie sobie życia... teraz się obudził i przypomniał sobie, że ma dzieci...

8 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja też Mussuko, już doszłam do tych wniosków, może nie doszłam, ale  zrozumiałam o co chodzi mojemu mężowi, to on pokazał nam, że nie pasujemy do siebie i że nigdy nie będziemy razem szczęśliwi...

nie ma w sobie za grosz odwagi, żeby się wyprowadzić i dać mi szanse na ułożenie sobie życia... teraz się obudził i przypomniał sobie, że ma dzieci...

specjalnie wkleilam te teksty obok - widzisz jak Toba szarga i manipuluje? Pozwolisz na to, na taki emocjonalny i rodzinny rollercoaster? Czy moze wysiadziesz z niego zanim wypadniesz albo zwymiotujesz?

ankinom napisał/a:

pytałam po co mi to mówiłeś, czy czujesz się teraz lepiej, udowadniając mi, że mówiłeś "kocham" tylko po to, żeby zrobić mi przyjemność, by poprawić mi humor? Ja na prawdę lepiej bym przyjęła, gdyby okazało, się, że było kiedyś uczucie, ale umarło śmiercią naturalną, że 10 lat to nie było udawanie, wyobraź sobie Mussuko, że teraz kochasz swojego partnera, bierzecie ślub a po iluś tam latach on mówi, że go tego zmusiłaś, a przecież swoim zachowanie, słowami dawał świadectwo, że chce z Tobą być... czułabyś się co najmniej zdezorientowana... i ta świadomość powoduje, że mam do niego żal, a na domiar tego,

czulaby sie zla, tak bardzo zla ale wiesz juz po tylu oszczerstwach, oskarzeniach i kretactwach Twojego meza, nawet te slowa juz nie robia zadnego wrazenia. On mowi WSZYSTKO by Cie zranic, Oskarza Cie, zaprzecza swoim wlasnym slowom, decyzjom - jest niezrownowazonym tchorzem, wiec co Cie to obchodzi co on jeszcze powie czy wymysli. Ma perfidny charakter i to jego strata, nie Twoja.
Wiesz, jak mnie pewien szef oszukiwal obiecujac podwyzke i awans czy odwrotnie a potem krecil cos, zwlekal, macil to pierwsze uczucie jakie poczulam to byla gorycz, zawod, smutek a potem zaraz zlosc. Ale siedzenie i rozmyslanie nad tym jak mnie oszukano (jawnie i bezczelnie) i zrzucono jakies wymyslone winy na mnie, niczego by nie zalatwila w tej sytuacji..z kazdym dniem czulabym sie coraz gorzej w tej firmie a szefuncio utwierdzilby sie w swej nietykalnosci i niekaralnosci. Jedynym wyjsciem pozostalo znalezc sobie inna prace i na odchodnym rzucic: dziekuje za udana wspolprace i motywacje z Pana strony. To wskutek tej ostatniej postanowilam odejsc. Nowy kontrakt juz podpisalam.
Zobaczyc zdziwienie w oczach chama - bezcenne. Sluchac " a moze jednak.." - dzika satysfakcja. Teraz niech wie jakiego dobrego pracownika stracil..przez wlasna glupote i oszustwa.

To samo odnies do tych idiotycznych zarzutow Twojego meza - one juz nie maja zadnego znaczenia.

8 235

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja też Mussuko, już doszłam do tych wniosków, może nie doszłam, ale  zrozumiałam o co chodzi mojemu mężowi, to on pokazał nam, że nie pasujemy do siebie i że nigdy nie będziemy razem szczęśliwi...

nie ma w sobie za grosz odwagi, żeby się wyprowadzić i dać mi szanse na ułożenie sobie życia... teraz się obudził i przypomniał sobie, że ma dzieci...

specjalnie wkleilam te teksty obok - widzisz jak Toba szarga i manipuluje? Pozwolisz na to, na taki emocjonalny i rodzinny rollercoaster? Czy moze wysiadziesz z niego zanim wypadniesz albo zwymiotujesz?

ankinom napisał/a:

pytałam po co mi to mówiłeś, czy czujesz się teraz lepiej, udowadniając mi, że mówiłeś "kocham" tylko po to, żeby zrobić mi przyjemność, by poprawić mi humor? Ja na prawdę lepiej bym przyjęła, gdyby okazało, się, że było kiedyś uczucie, ale umarło śmiercią naturalną, że 10 lat to nie było udawanie, wyobraź sobie Mussuko, że teraz kochasz swojego partnera, bierzecie ślub a po iluś tam latach on mówi, że go tego zmusiłaś, a przecież swoim zachowanie, słowami dawał świadectwo, że chce z Tobą być... czułabyś się co najmniej zdezorientowana... i ta świadomość powoduje, że mam do niego żal, a na domiar tego,

czulaby sie zla, tak bardzo zla ale wiesz juz po tylu oszczerstwach, oskarzeniach i kretactwach Twojego meza, nawet te slowa juz nie robia zadnego wrazenia. On mowi WSZYSTKO by Cie zranic, Oskarza Cie, zaprzecza swoim wlasnym slowom, decyzjom - jest niezrownowazonym tchorzem, wiec co Cie to obchodzi co on jeszcze powie czy wymysli. Ma perfidny charakter i to jego strata, nie Twoja.
Wiesz, jak mnie pewien szef oszukiwal obiecujac podwyzke i awans czy odwrotnie a potem krecil cos, zwlekal, macil to pierwsze uczucie jakie poczulam to byla gorycz, zawod, smutek a potem zaraz zlosc. Ale siedzenie i rozmyslanie nad tym jak mnie oszukano (jawnie i bezczelnie) i zrzucono jakies wymyslone winy na mnie, niczego by nie zalatwila w tej sytuacji..z kazdym dniem czulabym sie coraz gorzej w tej firmie a szefuncio utwierdzilby sie w swej nietykalnosci i niekaralnosci. Jedynym wyjsciem pozostalo znalezc sobie inna prace i na odchodnym rzucic: dziekuje za udana wspolprace i motywacje z Pana strony. To wskutek tej ostatniej postanowilam odejsc. Nowy kontrakt juz podpisalam.
Zobaczyc zdziwienie w oczach chama - bezcenne. Sluchac " a moze jednak.." - dzika satysfakcja. Teraz niech wie jakiego dobrego pracownika stracil..przez wlasna glupote i oszustwa.

To samo odnies do tych idiotycznych zarzutow Twojego meza - one juz nie maja zadnego znaczenia.

Ja zaślepiona "bólem", rozpamiętywaniem jaki on niedobry, nie zauważyłam, ze mieszkałam z manipulantem i chamem- jego odejście to chyba najlepsze co mogło mnie z jego strony spotkać - nie podaruję, nie dam się nabrać na te manipulacje dotyczące dzieci, nie chce normalnego mieszkania to niech wynosi się na strych... byle z dala ode mnie, a dzieci będzie miał pod ręką, tylko głowę daję sobie uciąć, ze jak już tam będzie na tym swoim stryszku to dzieci przez tydzień jego nie zboczą bo tatuś zmęczony i dlatego nie przyszedł powiedzieć dobranoc... i rzecz jasna to będzie moja wina, bo to ja jego pogoniłam big_smile ale do tego to już się przyzwyczaiłam smile

8 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

rzecz jasna to będzie moja wina, bo to ja jego pogoniłam big_smile ale do tego to już się przyzwyczaiłam smile

Otoz to:) Przerobilas to juz tyle razy, ze jestes w stanie przewidziec ruch przeciwnika i zrobic unik czy odparowac cios:) Prawdziwa Baska Wolodyjowska z Ciebie niedlugo bedzie, jak sie tak w tej szermierce podszkolisz:)

8 237

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

rzecz jasna to będzie moja wina, bo to ja jego pogoniłam big_smile ale do tego to już się przyzwyczaiłam smile

Otoz to:) Przerobilas to juz tyle razy, ze jestes w stanie przewidziec ruch przeciwnika i zrobic unik czy odparowac cios:) Prawdziwa Baska Wolodyjowska z Ciebie niedlugo bedzie, jak sie tak w tej szermierce podszkolisz:)

Jasne, że tak big_smile

8 238 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-11-23 21:07:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom-i ten uśmiech na końcu Twojego postu podoba mi się najbardziej. I czerp siłę od dziewczyn, Mussako-ukłony za to , co piszesz, bo to uzmysławia wiele, pomaga, daje do myślenia, mobilizuje, stawia na nogi i wiele by jeszcze wymieniać.

A odbiegając ciut od tematu-mój małżonek zaczął otrzymywać z bramki z netu smsy, że ja się z kimś spotykam (niby z osobą, która to pisze) i robię z "nim" świńskie rzeczy big_smile  Normalnie byłam w szoku, po co to komu, skoro to bzdury z palca wyssane. Nie mam pojęcia czy komuś zależy na rozpadzie tego małżeństwa czy co?! Mina męża była nietęga. Nie wiem, kiedy miałabym się z tą osobą spotykać, hihi, w sumie może w nocy jak wszyscy śpią wymykam się do kochanka, hiih, swoją drogą żenujące. Chwilowo zastanawiałam się, czy to nie któraś z "koleżanek" męża, chce zrobić tak, aby on w to uwierzył. Normalnie dziecinada.

8 239

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Ankinom-i ten uśmiech na końcu Twojego postu podoba mi się najbardziej. I czerp siłę od dziewczyn, Mussako-ukłony za to , co piszesz, bo to uzmysławia wiele, pomaga, daje do myślenia, mobilizuje, stawia na nogi i wiele by jeszcze wymieniać.

A odbiegając ciut od tematu-mój małżonek zaczął otrzymywać z bramki z netu smsy, że ja się z kimś spotykam (niby z osobą, która to pisze) i robię z "nim" świńskie rzeczy big_smile  Normalnie byłam w szoku, po co to komu, skoro to bzdury z palca wyssane. Nie mam pojęcia czy komuś zależy na rozpadzie tego małżeństwa czy co?! Mina męża była nietęga. Nie wiem, kiedy miałabym się z tą osobą spotykać, hihi, w sumie może w nocy jak wszyscy śpią wymykam się do kochanka, hiih, swoją drogą żenujące. Chwilowo zastanawiałam się, czy to nie któraś z "koleżanek" męża, chce zrobić tak, aby on w to uwierzył. Normalnie dziecinada.

czasami dziecinada, czasami sk.stwo. Mnie ex "oskarżył", że wysyłam smsy, do jego ukochanej i do niego, wykonuję głuche telefony, ściągam z jego poczty maile i przesyłam te ciekawsze na pocztę ukochanej. Zawsze nasilało się to w okolicach spraw sądowych. Smsy do niej są w stylu " zawsze będziesz tą trzecią", "on cię oszukuje jak oszukiwał zonę" "on nigdy nie zapomni o 25 latach małżeństwa i żonie", a do niego też w podobnym stylu plus krytykujące ich wieczne kłótnie, różnice edukacyjne itp. Robię to podobno od prawie dwóch lat z telefonu na kartę. NIe wiem jak włamałam się do jego biura, bo po raz pierwszy byłam tam tydzień temu...nie pytałam.
Zapytałam jak sądzi, po co miałabym to robić i co to wszystko powoduje. Twierdzi że na pewno chcę, żeby wrócił, chcę się zemścić. Poradziłam, żeby poszedł z tym na policję, porozmawiał ze swoim szeroko pojętym otoczeniem. Na policję nie poszedł, a rozmawiać nie będzie, bo " jak ty sobie to wyobrażasz, że ja spytam kobiety z którą mieszkam, czy do mnie wysyła?"
Efekt jest odwrotny do treści: ona święta, ktoś ją nęka pewnie ta k. ex żona.
Jak mi to parę miesięcy powiedział, to się przejęłam, bo nie lubię jak mnie ktoś z nizin społecznych tyka. Teraz tym się brzydzę.

8 240

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zaczynam się bać męża...

Wczoraj (nigdy wcześnie tak się nie zachowywał) zaczął się do mnie dobierać i na moje słowa nie, zostaw mnie, nie przestawał... dopiero jak zobaczył, że się naprawdę przestraszyłam zostawił mnie i zaczął przepraszać.   

Czuję się przytłoczona, po pierwsze, że znowu zlekceważył moje NIE i był taki nachalny, znowu mi udowadniał, że to co mówię nie ma znaczenia, ot droczę się z nim, choć nigdy takich gierek przez 16 lat nie stosowałam... czuję się fatalnie i rozbita.....

8 241

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Akimon tak jak sama za uwarzyłaś to są gierki.
Przybrał nowa taktykę zmiękczenia Cię nagle zaświtało w głupiej palicy że coś traci nie tylko kobietę która mu nie pasowała -nagle pasuje
najgłupsza taktyka pod słońcem.
Mój były tez ja stosował ale skutek był odwrotny tyle że ja się go nigdy nie bałam a zabawa w dom z nim w roli głównej już mi nie odpowiadała.Teraz są tylko oszczerstwa że puszczam się z kim popadnie bla bla bla hmm
On już nic dla mnie nie znaczy wiec jego słowa nie są w stanie zrobić mi krzywdy ale krzywdzi tym dzieci niedorozwój jeden tym bardziej że dzieciaki maja do niego sentyment jak do ojca ale ostatnio córka i starsza i najmłodsza zaczęły uważać go za obcego człowieka nie ojca.
Sam sobie na to za pracował a winę próbuje z rzucić na mnie a ja mam to gdzieś zapomniał o jednym dzieci dorastają i ślepe nie są .
Twoim dzieciom tez oczy się otwierają świadczą o tym rysunki ale oczywiście Twój maż zinterpretował to tak aby było na Twoja niekorzyść .


Teraz mój eksio się wkurza mam możliwość wyjechania za granicę i staranie się o legalną prace ale wiąże się to z pozostawieniem dzieci w Polsce co najmniej na pół roku niestety nie wytrzymam tyle bez dzieciaków sad
Po za tym jest też jeszcze jeden kruczek ale to inna bajka .
I znając siebie nie skończy się żyli długo i szczęśliwie bo ja nie jestem psychicznie gotowa na żadne zobowiązanie wobec mężczyzny sad

8 242

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Zaczynam się bać męża...

Wczoraj (nigdy wcześnie tak się nie zachowywał) zaczął się do mnie dobierać i na moje słowa nie, zostaw mnie, nie przestawał... dopiero jak zobaczył, że się naprawdę przestraszyłam zostawił mnie i zaczął przepraszać.   

Czuję się przytłoczona, po pierwsze, że znowu zlekceważył moje NIE i był taki nachalny, znowu mi udowadniał, że to co mówię nie ma znaczenia, ot droczę się z nim, choć nigdy takich gierek przez 16 lat nie stosowałam... czuję się fatalnie i rozbita.....

Tpowo samcze podejscie do problemu: jak ja przelece to sie baba uspokoi i glupoty jej z glowy wyparuja.

To bylo wczoraj a dzisiaj na chlodno..ale bez dzieci.powiedz mu, ze nie zyczysz sobie podobnych prob nigdy wiecej. Przypomnij mu jaki uklad Ci proponowal: razem ale osobno. Osobno oznacza tez (albo przede wszystkim) lozko. Nie powinniscie sypiac razem, bo to maci cala sytuacje i jasnosc Twoich zamierzen. esli nie sypiacie (bo tak zrozumialam wczesniej) to jaki prawem on wtargnal na Twoje terytorium?

Nie boj sie, nic Ci nie zrobi tylko wyraznie powiedz ze jest to wykluczone. Nie jestes jego prostytutka zeby spac z facetem,ktory nie raz i nie dwa jasno okreslil swoje uczucia do Ciebie. Raczej ich brak.

8 243

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Zaczynam się bać męża...

Wczoraj (nigdy wcześnie tak się nie zachowywał) zaczął się do mnie dobierać i na moje słowa nie, zostaw mnie, nie przestawał... dopiero jak zobaczył, że się naprawdę przestraszyłam zostawił mnie i zaczął przepraszać.   

Czuję się przytłoczona, po pierwsze, że znowu zlekceważył moje NIE i był taki nachalny, znowu mi udowadniał, że to co mówię nie ma znaczenia, ot droczę się z nim, choć nigdy takich gierek przez 16 lat nie stosowałam... czuję się fatalnie i rozbita.....

Tpowo samcze podejscie do problemu: jak ja przelece to sie baba uspokoi i glupoty jej z glowy wyparuja.

To bylo wczoraj a dzisiaj na chlodno..ale bez dzieci.powiedz mu, ze nie zyczysz sobie podobnych prob nigdy wiecej. Przypomnij mu jaki uklad Ci proponowal: razem ale osobno. Osobno oznacza tez (albo przede wszystkim) lozko. Nie powinniscie sypiac razem, bo to maci cala sytuacje i jasnosc Twoich zamierzen. esli nie sypiacie (bo tak zrozumialam wczesniej) to jaki prawem on wtargnal na Twoje terytorium?

Nie boj sie, nic Ci nie zrobi tylko wyraznie powiedz ze jest to wykluczone. Nie jestes jego prostytutka zeby spac z facetem,ktory nie raz i nie dwa jasno okreslil swoje uczucia do Ciebie. Raczej ich brak.

Może to nie jest taki typowy strach, bo wiem,że już się to nie powtórzy, jeszcze dzisiaj mnie przepraszał, ale pozostał taki niesmak, próba zmuszenia mnie do czegoś na co nie miałam ochoty i ten brak poszanowania mojego "NIE"

do niego to jakoś nie dotarło,, że ja już nie chcę z nim sypiać - dla niego to są dwie różne sprawy, fakt on mnie nie kocha, ale w końcu jestem jego zoną, więc on nie widzi problemu, seks to seks, zawsze powtarzał,że może nas łączyć namiętność...tylko, że u mnie ta namiętność wypalała się z każdym złym słowem na mój temat...

to ja popełniłam błąd, że jego od razu nie przestałam spać z nim w jednym łóżku ( żałuję, że nie mam swojego pokoju, też byłoby mi łatwiej odizolować się od niego) jak tylko mi powiedział, ze nie kocha, ale wtedy bałam się jego stracić i myślałam,że dzięki intymności jego zatrzymam, a on to przyjął, że też mam ochotę na taki układ, z tym, że już wcześniej wyniosłam się z kołdrą naszego łózka, więc to chyba jasne po co? no cóż człowiek na błędach się uczy....

źle mi z tym.... dlaczego on się nie chce wynieść....powoli tracę ochotę na cokolwiek,

8 244

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Może to nie jest taki typowy strach, bo wiem,że już się to nie powtórzy, jeszcze dzisiaj mnie przepraszał, ale pozostał taki niesmak, próba zmuszenia mnie do czegoś na co nie miałam ochoty i ten brak poszanowania mojego "NIE"

Oczywiscie, ze czujesz niesmak, potraktowal Cie jak dziwke (sorry), z ktora mial ochte sie przespac..bez uczuc. I na zdanie takich kobiet, raczej malo kto zwraca uwage.
Poza tym..wlasnie ten brak poszanowania naszej godnosci jest najbardziej wkurzajacy, swietnie to rozumiem. Moj eks tez proponowal mi "kolezenski" seks juz po zlozeniu przeze mnie wniosku rozwodowego - dlatego napisalam, ze jest to typowe zachowanie samca, starajacego sie zatrzymac samice - pokazac jej jak wspaniale jej bedzie z jego maczuga.

ankinom napisał/a:

do niego to jakoś nie dotarło,, że ja już nie chcę z nim sypiać - dla niego to są dwie różne sprawy, fakt on mnie nie kocha, ale w końcu jestem jego zoną, więc on nie widzi problemu, seks to seks, zawsze powtarzał,że może nas łączyć namiętność...tylko, że u mnie ta namiętność wypalała się z każdym złym słowem na mój temat...

uswiadom swojego meza, ze od czasu Australopiteka juz pare lat minelo i jak chce sobie ulzyc bez zobowiazan to sa takie specjalne lokale uslugowe - szybko, bez zobowiazan i komplikacji. Przeciez o to w koncu mu chodzi, nie o uczucie. No oczywiscie tam musi uiscic..ale to juz jego i jego ptaka problem.

ankinom napisał/a:

to ja popełniłam błąd, że jego od razu nie przestałam spać z nim w jednym łóżku ( żałuję, że nie mam swojego pokoju, też byłoby mi łatwiej odizolować się od niego) jak tylko mi powiedział, ze nie kocha, ale wtedy bałam się jego stracić i myślałam,że dzięki intymności jego zatrzymam, a on to przyjął, że też mam ochotę na taki układ, z tym, że już wcześniej wyniosłam się z kołdrą naszego łózka, więc to chyba jasne po co? no cóż człowiek na błędach się uczy....

niech se uczy i wykorzystuje zdobyta wiedze. O ile jeszcze jej nie ma, to natychmiast wprowadz rozdzielnosc lozkowa. Wolalabym na sofie spac niz z takim mezem pod jedna koldra.

ankinom napisał/a:

źle mi z tym.... dlaczego on się nie chce wynieść....powoli tracę ochotę na cokolwiek,

nie poddawaj sie tylko z uporem maniaka draz temat, jak kornik dziure w drzewie. Teraz dal Ci swietny pretekst do wznowienia tematu. Jego wczorajsza "napasc" jeszcze bardziej uswiadomila Ci, ze powinniscie jak najszybciej zamieszkac oddzielnie, bo seks jest juz przeszloscia i nie zyczysz sobie takich scen w przyszlosci - to mu powiedz dzis wieczorem.

walcz a zostaniesz nagrodzona.

Ja Ci to powtarzam wiec moze kiedys zaskutkuje...zloz wniosek ..od tego momentu jeszcze dlugo bedziesz czekac na calkowity oniec sprawy ale poczatek bedzie.

8 245

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Akimon ja stopniowo wynosiłam się z łoza małżeńskiego .
Potem już definitywnie się wyniosłam postawiłam granice i nie ma ze boli nie ma prawa jej przekroczyć.
Mimo ze spał w łóżku obok.
W moim nie było dla niego miejsca ,mimo ze dalej mieszkamy pod jednym dachem (mam nadzieje że już nie długo) to nie ma miejsca dla jego widzi mi się.
śpię w pokoju obok i miejsce jest dla mojej suni która nie pozwoli zbliżyć się mu do mojego wyrka mimo że to nie żaden brytan big_smile

8 246

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

Akimon ja stopniowo wynosiłam się z łoza małżeńskiego .
Potem już definitywnie się wyniosłam postawiłam granice i nie ma ze boli nie ma prawa jej przekroczyć.
Mimo ze spał w łóżku obok.
W moim nie było dla niego miejsca ,mimo ze dalej mieszkamy pod jednym dachem (mam nadzieje że już nie długo) to nie ma miejsca dla jego widzi mi się.
śpię w pokoju obok i miejsce jest dla mojej suni która nie pozwoli zbliżyć się mu do mojego wyrka mimo że to nie żaden brytan big_smile

Ja myślę, że to się już więcej nie powtórzy, do tej pory, kilka razy próbował, ale "delikatnie" ja dość szybko i ostro reagowałam było "nie" od razu wiedział, że nic z tego, tym razem nie było to "delikatne" i może dlatego tak fatalnie się czuję, choć do niczego nie doszło to i tak czuję się taka zbrukana... i w jakimś sensie jestem "sszokowana", nigdy jego o to bym nie posądziła, ma wady, ale widziałam w nim też człowieka "honorowego" z pewnymi zasadami, że pewnych granic nie przekroczy, no tak, skoro mnie nie szanuje to też nie szanuje mojego zdania, pomyślał tak jak pisała Mussuka - babska fanaberia, on lepiej wie, czy ja chcę czy nie... ja już nie wiem z kim mieszkam... sad

8 247 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-24 13:26:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

ja już nie wiem z kim mieszkam... sad

wiesz wiesz. Z chorym na swoim punkcie egocentrykiem, malkontentem, manipulatorem, klamca, oszczerca, szowinista, tchorzem..kontynuowac?

Czujesz sie zbrukana, bo z Twojego opisu to wyglada nie wiele lepiej niz zwykly gwalt. Przepraszam ale tak niestety jest choc do samego aktu nie doszlo..zbrukane zostalo Twoje zdanie na ten temat i Twoja nietykalnosc cielesna czy osobista. Niektorzy nazywaja to "egzekwowaniem praw malzenskich", ja nazywam gwaltem.
Teraz widzisz do czego jeszcze jest Ci potrzebny rozwod?

8 248

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedyś też myślałam, że przez łóżko "zdobędzie" się miłość faceta (mam na myśli seks z mężem, gdy się wyprowadził) i to było moje chore myślenie. Kiedy to do mnie dotarło czułam się fatalnie. Złamałam własne zasady, moja moralność z desperacji poszła wtedy w kąt. Na szczęście oprzytomniałam i przerwałam wtedy to "dziadostwo". Ale i tak jak sobie to przypomnę to wierzyć mi się nie chce, że czegoś takiego się dopuściłam.
Więc Ankinom nie martw się. Określaj zasady jak radzi Mussaka. Wtedy mężuś w końcu może zrozumie Twoje NIE.
Mój mąż, kiedyś też wyobrażał sobie, że mimo, że go tu z nami nie było to będę na tyle głupia, że zgodzę się na seks "bez zobowiązań". Ostro wtedy wyraziłam swoje zdanie i był spokój.

8 249

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cholewcia dziewczyny lata,, pańszczyzny" bezpowrotnie minęły.
Mój eks jak odwołał się na tzw,,obowiązek małżeński " to go wyśmiałam że czasy króla Ćwieczka 2 głowy i świeczka już się skończyły.
Nigdy nie tłumaczyłam braku chęci nagłym bólem głowy jasno mówiłam dlaczego nie mam ochoty na bara,bara.

Ale dla dodania otuchy są jednak na tym świecie Mężczyźni dla których ważna jest osoba Kobiety a nie to co może z nią robić w łóżku.
Ale jest to ginący gatunek i trudno wychaczyć który to okaz sad
Podróby niestety się zdarzają sad

8 250

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zdradził trzykrotnie i to nie były jakieś przelotne romanse ale długie związki. Ja cóż, zawsze wybaczałam i myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. Ten jego obecny romans był gwoździem do mojej trumny. Ja na wyjeździe od prawie trzech lat (bo mało pieniędzy a koszty utrzymania rosną) a mój pan co, prawie tyle czasu z drugą. Smutne ale niby powiedziałam dość i on błagał i znów jak prawie uległam to on się rozmyślił i już nie chce. Dzieci mam już prawie samodzielne, pracuję jak napisałam daleko od domu ale nie na umowę. Kocham go do bólu i jednocześnie wiem, że robię duży błąd. Dzieci namawiają mnie bym już dała sobie z nim spokój a ja próbuję, wierzcie, że próbuje i staram się być silna i chce iść do adwokata jak będę w domu, jednak jak już ciut się podnoszę to on znów zaczyna te swoje gierki, że kocha, że przeprasza. Brak mi sił, przestaję sobie radzić, wyczytałam już z neta wszystko i wiem, że KOCHAM ZA BARDZO. Trudno sobie z tym poradzić bo naprawdę nie mam tu gdzie jestem nikogo by choć by porozmawiać i dostać wsparcie. Przeżywam to sama z netem:( Już brak sił i chęci do życia.

8 251

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

to było ze strony męża perfidne

Było z jego strony więcej perfidii niż Ci się wydaje. Jeszcze ze wszystkiego nie zdajesz sobie sprawy.

ankinom napisał/a:

powinien mieć w sobie na tyle przyzwoitości

.... przyzwoitość...żeby ludzie mieli przyzwoitość nie byłyby potrzebne sądy, więzienia.

Wczoraj rozmawiałam z koleżanką adwokatką, która stwierdziła, że jestem osobą współuzależnioną ( psycholog tego mi nie powiedział tylko adwokat - ładnie smile ) Zwróciła ona uwagę na moje ciągłe tłumaczenie się. Ponieważ w pracy ma do czynienia z rodzinami patologicznymi (moją też do takiej zaliczyła) i z osobami współuzależnionymi to chyba wiedziała co mówi.
W internecie znalazłam coś o współuzależnieniu i Ty ankinom powinnaś to przeczytać.

Współuzależnienie - jest to utrwalona forma uczestnictwa w długotrwałej, niszczącej sytuacji życiowej, związanej z patologicznymi zachowaniami partnera, ograniczająca w sposób istotny wybór postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę położenia na lepsze.

ankinom napisał/a:

Ja na prawdę lepiej bym przyjęła, gdyby okazało, się, że było kiedyś uczucie, ale umarło śmiercią naturalną,

Tak Ci się tylko wydaje. Gdyby kochał Cię " do ostatniej chwili" to pisałabyś : gdyby mnie od dawna nie kochał łatwiej byłoby mi to zrozumieć i pogodzić się. Poczytaj na forum wypowiedzi tych kobiet, które doczekały tej śmierci naturalnej, śmierci miłości partnera. One też nie mogą zrozumieć i piszą jeszcze niedawno mówił , że kocha a dzisiaj......
Jak zwał tak zwał. Trzeba brać nogi za pas i wiać jak najdalej od tego kto działa destrukcyjnie na związek i na nas. Trzeba ratować siebie, trzeba wyjść ze współuzależnienia. smile

8 252 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-11-25 11:13:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I jeszcze jeden cytat o współuzależnieniu : "Coraz większe uwikłanie, współuzależnienie trwa i jest coraz silniejsze. Osoba ta nie realizuje własnych potrzeb, tylko wszystkie działania wykonuje w odpowiedzi na zachowanie partnera. Nie bierze pod uwagę siebie, ale to, jak będzie się zachowywał partner i jak może na to zareagować. Można powiedzieć, że zamyka się w psychologicznej pułapce.
To jest wewnętrzny obraz współuzależnienia. Z obserwacji wynika, że z osób współuzależnionych zgłaszających się na terapię, która jest podzielona na etapy, do drugiego etapu przechodzi mniej niż połowa. Powody mogą być różne: zmiana sytuacji, brak energii albo chęci, pragnienie uniknięcia dalszego cierpienia związanego z psychoterapią. Jednak z praktyki wynika, że sporej części osób współuzależnionych wystarcza praca w pierwszym etapie, ukierunkowana na to, żeby zmienić zachowania. I to pozwala im lepiej funkcjonować w układzie rodzinnym. Uznajemy, że te osoby dzięki terapii wychodzą ze współuzależnienia.
Ale jest też część osób, które wyuczają się nowych zachowań, a nie są w stanie zastosować ich w życiu. Przyczyny są głębsze. Bardzo często boją się. Przeżywają wewnętrzny konflikt. Coś powstrzymuje je przed tym żeby zachowanie, które na zajęciach wydaje się słuszne i które im się podoba, zastosować w życiu.
Dlaczego tak się dzieje?
Prawdopodobnie osoby te mają stały system przekonań, które tworzą wizję życia we dwoje za wszelką cenę. Taki program powstaje dość wcześnie. Chociaż niekoniecznie tylko w dzieciństwie. Może się tworzyć nawet przez całe życie. Każdy ma wyobrażenie na temat: Kiedy moje życie będzie udane? Co muszę osiągnąć? Co muszę mieć? Jakie warunki muszą być spełnione, abym uznał, że jestem wartościowym człowiekiem? Zakładam, że u osób współuzależnionych ten program sprowadza się do tego: moje życie jest jedynie wtedy udane, jedynie wtedy ma wartość i jedynie wtedy ja mam wartość jako kobieta, kiedy mam męża, albo przynajmniej partnera. Większość kobiet jest tak wychowywana. Jeżeli kobieta ma takie głębokie przekonania i na tym buduje poczucie wartości, to zrobi wszystko, żeby ten program zrealizować. Inaczej nie czuje się wartościowa, nie wie kim jest. Czy jest w pełni kobietą, jeśli nie ma męża? Będzie więc gotowa zapłacić każdą cenę za utrzymanie partnera. Bardzo często stoi za tym potrzeba, która ma dwa bieguny. "


Coraz bardziej rozumiem znaczenie słowa "odwyk" w odniesieniu do odejścia od partnera, bycia samej    smile

8 253 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-11-25 11:59:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Partner" postępuje ze mną jak ze śmieciem, powtórka z rozrywki. Ale ja sie tak nie czuję, bo niby dlaczego.

8 254 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-25 12:46:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Każdy ma wyobrażenie na temat: Kiedy moje życie będzie udane? Co muszę osiągnąć? Co muszę mieć? Jakie warunki muszą być spełnione, abym uznał, że jestem wartościowym człowiekiem?

I w tym momencie wlasnie zauwazam te roznice w odniesieniu do kobiet z innych kultur niz nasza. Pisalam o tym wczesniej, jak dla kobiety w Skandynawii wazna jest edukacja a za nia praca, kariera, pieniadze, spelnienie zawodowe, usamodzielnienie sie. Oczywiscie dom i rodzina tez ale nie w pierwszej kolejnosci. Albo moze inaczej - na tym samym poziomie waznosci. Taka rownowaga miedzy kariera a domem. Jak pisalam, przegiecie w te pierwsza strone tez jest mozliwe niestety (co zwykle konczy sie rozpadem zwiazku) ale jesli taka rownowaga jest zachowana, to w momencie, kiedy cos sie popsuje i zabraknie tego zwiazku (co zawsze i wszedzie moze sie stac), kobieta nie zostaje calkiem na lodzie. Ma nadal prace, pieniadze na utrzymanie siebie i dzieci, ma nadal swoje wlasne zycie i pozwoli jej to szybciej odzyskac utracona pewnosc siebie po rozwodzie. Dowartosciuje sie praca i sukcesami zawodowymi w momencie gdy zycie prywatne legnie w gruzach. Bo czlowiek musi miec jakis swoj cel w zyciu, oparcie w czymkolwiek. Nie wolno uzalezniac calego swojego jestestwa od tylko jednego czynnika. Pracoholik gdy traci prace - ginie z rozpaczy po niej, czlowiek poswiecajacy cale swe jestestwo drugiej osobie - zareaguje tak samo. Czuje, ze nie ma juz nic w swoim zyciu, nie warto dalej zyc, jest zniszczony i pokonany, bo odeszlo zrodlo jego energii, odlaczono go od zasilania wiec zgasl. W tym wypadku, praca i wlasne zycie POZA malzenskie stanowi taki dodatkowy zapasowy generator. Dzieki niemu swiatlo dalej jest, choc chwilowo slabsze..

zofia282 napisał/a:

Zakładam, że u osób współuzależnionych ten program sprowadza się do tego: moje życie jest jedynie wtedy udane, jedynie wtedy ma wartość i jedynie wtedy ja mam wartość jako kobieta, kiedy mam męża, albo przynajmniej partnera. Większość kobiet jest tak wychowywana. Jeżeli kobieta ma takie głębokie przekonania i na tym buduje poczucie wartości, to zrobi wszystko, żeby ten program zrealizować. Inaczej nie czuje się wartościowa, nie wie kim jest. Czy jest w pełni kobietą, jeśli nie ma męża? Będzie więc gotowa zapłacić każdą cenę za utrzymanie partnera. Bardzo często stoi za tym potrzeba, która ma dwa bieguny. "

No..a tu mamy model made in PL - wpajany kobietom m.in. z naszej strefy klimatycznej zapewne od czasow Krolowej Bony.
Rozumiem naturalna chec posiadania partnera..tak ssaki i inne zwierzeta maja zakodowane..ale ciekawi mnie to, ze w tym powyzszym stwierdzeniu zwykle pojawia sie slowo "kobieta". Czyli tylko kobieta tak dazy za wszelka cene do zalozenia stadla i tylko kobieta potrzebuje desperacko partnera by czuc sie osoba wartosciowa, spelniona? A co z mezczyznami? Skad oni czerpia sile i pewnosc siebie, ze sa pelnowartosciowymi osobnikami? Spojrzmy na moj pierwszy akapit w tym poscie. Tam jest cale wytlumaczenie ich samczego fenomenu ..PRACA, KARIERA, SUKCES, KASA primo, KOBIETA, DZIECI, DOM secundo - teraz jasno widac dlaczego kobiety z innych, tych chlodniejszych rejonow swiata, poszly tak do przodu w rownouprawnieniu i poszanowaniu ich praw jako czlowieka. Postawily na SIEBIE w pierwszej kolejnosci, zupelnie tak samo jak mezczyzni.
Moze warto skopiowac?


zofia282 napisał/a:

Coraz bardziej rozumiem znaczenie słowa "odwyk" w odniesieniu do odejścia od partnera, bycia samej    smile

A ja nadal nie:)

8 255

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Coraz bardziej rozumiem znaczenie słowa "odwyk" w odniesieniu do odejścia od partnera, bycia samej    smile

A ja nadal nie:)

Wiesz Mussuko trzeba pewne rzeczy przeżyć by je zrozumieć. Nie da się młodej dziewczynie opowiedzieć jak boli i jak przeżywa się poród. Żadne słowa jej tego nie wytłumaczą. Nie wytłumaczą jej też nic słowa jak kocha się dziecko. Ona nie jest w stanie zrozumieć tego,wyobrazić, poczuć.
Podobnie jest z uzależnieniem. Jeszcze niedawno nie uwierzyłabym w swoje współuzależnienie (na pewno do kwietnia). Jak do tego współuzależnienia doszło ? nie wiem, nie umiem powiedzieć w jakim momencie to się stało. Wiem jedno mój nawyk z tłumaczenia się jest dowodem na współuzależnienie ( potwierdziłam to dzisiaj u psychologa). Nie chcę się tłumaczyć, nie mam z czego a to samo jakoś się dzieje. Zauważają to inni nie ja. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego pracowałam nad tym. Wydawało mi się, że to wszystko już za mną. Zaskoczona byłam stwierdzeniem znajomej.
Wiem, że nie muszę być z kimś by czuć się szczęśliwa. Wiem, że jestem szczęśliwa bez niego. Pozbędę się innych objawów współuzależnienia i będzie dobrze smile  Wiem, że jestem na dobrej drodze smile ale na wszelki wypadek rozejrzę się za terapią dla osób współuzależnionych.

Posty [ 8 191 do 8 255 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 125 126 127 128 129 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026