Mussuka napisał/a:zofio - to TWOJE zycie i TWOJA awersja. Nikt Ci tego nie broni. Ale dlaczego, nie potrafisz zrozumiec kobiet, ktore nie maja jej w sobie i potrafia teskic do uczucia z innym (nie obecnym) mezczyzna albo nawet juz je znalazly? Tego wlasnie nie rozumiem? ankinom pisze, ze chcialaby jeszcze kiedys pokochac, tulic sie a Ty jej misia z akcji proponujesz? Ja pisze z cala radoscia i szczeroscia, ze jest mi teraz (tez po swoich przejsciach) wspaniale w nowym zwiazku a Ty ironizujesz, ze bycie krolewna nie jest takie piekne jak mi sie wydaje. Nie wydaje mi sie, bo jest piekne..nawet jesli nie mam gwaracji, ze na stale. Liczy sie teraz a teraz jestem szczesliwa i nie zrezygnuje z tego.
Mussuko cieszę się, gdy ktoś jest szczęśliwy i broń Boże nie mam w zwyczaju tego negować. Moi rodzice rozwiedli sie dawno temu i byli w różnych związkach i zawsze starałam się akceptować i żyć z ich partnerem w przyjaźni.
Absolutnie rozumiem kobiety, tęskniące za uczuciem jak i mężczyzn tęskniących za miłością i czułością. To forum jednak i ten wątek uzmysłowiły mi, że aby być szczęśliwą nie trzeba mieć drugiej połówki. Wiele czytałam tu, że nie na tym szczęście polega i dzisiaj zgadzam się z tą teorią. Czytałam tez, ze choroba jaką jest kochać za bardzo polega właśnie na tym, że musi być ktoś, że jest potrzeba bycia z kimś bo jak nie to świat się wali. I tak jest z Ankinom, że nie "uleczyła " się z jednej miłości a marzy już o drugiej. Ma do tego prawo ale powinna szukać przede wszystkim miłości do siebie. Jeśli nawet znajdzie kolejnego ( tak jak i ja jeśli znajdę) i po raz kolejny postawi go na piedestale ( tak jak i ja ) to znowu będzie słyszeć słowa nieposzanowania( tak jak i ja). Dzisiaj wiem, że była to moja wina bo pozwalałam się nie szanować i dzisiaj wiem, że nigdy więcej nie pozwolę na takie traktowanie. Nowy związek nie powinien być na zasadzie niech tylko ktoś będzie bo ja się lubię tulić. Nowy związek powinien być na ZDROWYCH I PARTNERSKICH ZASADACH..
Nie zgadzam się z Tobą Zosiu, owszem jeszcze się nie uleczyłam, ale wiele nauczyłam, zrozumiałam gdzie popełniłam błędy! Tak chcę kochać i być kochana, bo fajnie z kimś dzielić życie, ale z kimś kto na to zasługuje i chce tego...
To fakt, jeszczemąż ciągnie się za mną, co jakiś czas wychodzą demony przeszłości, ale powolutku próbuje z nimi walczyć, poprzez wzbudzenie miłości do siebie, poprzez przestanie obwiniania siebie za rozpad związku. Często słyszy się, że winę ponoszą obie strony, a ja coraz mniej wierzę w moją winę, a dlaczego? ponieważ tu nie chodziło, że ja coś robiłam przeciwko naszemu związkowi, zachowywałam się i uczestniczyłam w tym małżeństwie najlepiej jak umiałam, oddała całą siebie, ok błąd, ale zależało mi... błąd popełnił mój mąż, w momencie kiedy już wiedział, że nie ja jestem tą wymarzoną, że się ze mną nie "dogada" poczuł w sobie litość i wrócił po mnie na stację, kiedyś chciałam odejść, dziwne co? jeszcze wtedy miałam zdolność rozróżniania "zła", ale byłam też jeszcze naiwna... wierzyłam w miłość....
Poczuł Litość, a nie miłość co w konsekwencji, przez wiele lat miał coraz więcej wymagania, że jak już ze mną jest to stworzę z niej taką kobietę o jakiej marzę, a kiedy się nie udało zaczął uwodzić koleżanki z pracy, tchórz, pi** tchórz !!! zniszczył nam obojgu życie...
Wracając do tematu, a nie chce już dzisiaj być z kimś, nie szukam na siłę, przykład kiedyś pytałam Was, co mam powiedzieć panu, który zaprosił mnie na kawę, no cóż nie poszłam na tą kawę, powód: pan jeszcze mnie nie znał, a już mną manipulował, w jaki sposób: napisał sms, odpisałam, potem przez kilka dni cisza, nie odpisywał, później umówiliśmy się na poniedziałek na kawę, miał zadzwonić gdzie, już nie zadzwonił, napisał smsa kilka dni później jakbyśmy wcale nie umawiali się na kawę i co ja zrobiłam? Pół roku wcześniej odpisałabym jemu, a dzisiaj - wykasowałam numer, chociaż nie powiem pan podobała mnie się, przystojny, ale już objawił swoje prawdziwe oblicze... czyli zaczynam szanować siebie i swój czas.