netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 973 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 124 125 126 127 128 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 126 do 8 190 z 26 310 ]

8 126

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

zofio - to TWOJE zycie i TWOJA awersja. Nikt Ci tego nie broni. Ale dlaczego, nie potrafisz zrozumiec kobiet, ktore nie maja jej w sobie i potrafia teskic do uczucia z innym (nie obecnym) mezczyzna albo nawet juz je znalazly? Tego wlasnie nie rozumiem? ankinom pisze, ze chcialaby jeszcze kiedys pokochac, tulic sie a Ty jej misia z akcji proponujesz? Ja pisze z cala radoscia i szczeroscia, ze jest mi teraz (tez po swoich przejsciach) wspaniale w nowym zwiazku a Ty ironizujesz, ze bycie krolewna nie jest takie piekne jak mi sie wydaje. Nie wydaje mi sie, bo jest piekne..nawet jesli nie mam gwaracji, ze na stale. Liczy sie teraz a teraz jestem szczesliwa i nie zrezygnuje z tego.

Mussuko cieszę się, gdy ktoś jest szczęśliwy i broń Boże nie mam w zwyczaju tego negować. Moi rodzice rozwiedli sie dawno temu i byli w różnych związkach i zawsze starałam się akceptować i żyć z ich partnerem w przyjaźni.
Absolutnie rozumiem kobiety, tęskniące za uczuciem jak i mężczyzn tęskniących za miłością i czułością. To forum jednak i ten wątek uzmysłowiły mi, że aby być szczęśliwą nie trzeba mieć drugiej połówki. Wiele czytałam tu, że nie na tym szczęście polega i dzisiaj zgadzam się z tą teorią. Czytałam tez, ze choroba jaką jest kochać za bardzo polega właśnie na tym, że musi być ktoś, że jest potrzeba bycia z kimś bo jak nie to świat się wali. I tak jest z Ankinom, że nie "uleczyła " się z jednej miłości  a marzy już o drugiej. Ma do tego prawo ale powinna szukać przede wszystkim miłości do siebie. Jeśli nawet znajdzie kolejnego ( tak jak i ja jeśli znajdę) i po raz kolejny postawi go na piedestale ( tak jak i ja ) to znowu będzie słyszeć słowa nieposzanowania( tak jak i ja). Dzisiaj wiem, że była to moja wina bo pozwalałam się nie szanować i dzisiaj wiem, że nigdy więcej nie pozwolę na takie traktowanie. Nowy związek nie powinien być na zasadzie niech tylko ktoś będzie bo ja się lubię tulić. Nowy związek powinien być na ZDROWYCH I PARTNERSKICH ZASADACH.

.

Nie zgadzam się z Tobą Zosiu, owszem jeszcze się nie uleczyłam, ale wiele nauczyłam, zrozumiałam gdzie popełniłam błędy! Tak chcę kochać i być kochana, bo fajnie z kimś dzielić życie, ale z kimś kto na to zasługuje i chce tego...

To fakt, jeszczemąż ciągnie się za mną, co jakiś czas wychodzą demony przeszłości, ale powolutku próbuje z nimi walczyć, poprzez wzbudzenie miłości do siebie, poprzez przestanie obwiniania siebie za rozpad związku. Często słyszy się, że winę ponoszą obie strony, a ja coraz mniej wierzę w moją winę, a dlaczego? ponieważ tu nie chodziło, że ja coś robiłam przeciwko naszemu związkowi, zachowywałam się i uczestniczyłam w tym małżeństwie najlepiej jak umiałam, oddała całą siebie, ok błąd, ale zależało mi... błąd popełnił mój mąż, w momencie kiedy już wiedział, że nie ja jestem tą wymarzoną, że się ze mną nie "dogada" poczuł w sobie litość i wrócił po mnie na stację, kiedyś chciałam odejść, dziwne co? jeszcze wtedy miałam zdolność rozróżniania "zła", ale byłam też jeszcze naiwna... wierzyłam w miłość....

Poczuł Litość, a nie miłość co w konsekwencji, przez wiele lat miał coraz więcej wymagania, że jak już ze mną jest to stworzę z niej taką kobietę o jakiej marzę, a kiedy się nie udało zaczął uwodzić koleżanki z pracy, tchórz, pi** tchórz !!! zniszczył nam obojgu życie...

Wracając do tematu, a nie chce już dzisiaj być z kimś, nie szukam na siłę, przykład kiedyś pytałam Was, co mam powiedzieć panu, który zaprosił mnie na kawę, no cóż nie poszłam na tą kawę, powód: pan jeszcze mnie nie znał, a już mną manipulował, w jaki sposób: napisał sms, odpisałam, potem przez kilka dni cisza, nie odpisywał, później umówiliśmy się na poniedziałek na kawę, miał zadzwonić gdzie, już nie zadzwonił, napisał  smsa kilka dni później jakbyśmy wcale nie umawiali się na kawę i co ja zrobiłam? Pół roku wcześniej odpisałabym jemu, a dzisiaj  - wykasowałam numer, chociaż nie powiem pan podobała mnie się, przystojny, ale już objawił swoje prawdziwe oblicze... czyli zaczynam szanować siebie i swój czas.

8 127

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Pół roku wcześniej odpisałabym jemu, a dzisiaj  - wykasowałam numer, chociaż nie powiem pan podobała mnie się, przystojny, ale już objawił swoje prawdziwe oblicze... czyli zaczynam szanować siebie i swój czas.

Brawo ankinom, tak trzymaj:)) Tego kwiatu to pol swiatu i nie ma sie co pchac w lapy byle palantowi. Nie ten to inny a jak nie inny to tez zle nie jest, bo osoba szczesliwa sama z soba nie szuka na sile.

A milosc, jesli ma przyjsc, to pewnie spadnie jak grom z jasnego nieba. I Ty juz teraz bedziesz wiedziala, czy to jest milosc czy kombinowanie (przerobka z Grechuty:). Bedziesz umiala ocenic gdzie jest falsz a gdzie prawda..to dobrze, tak wlasnie postepuj, nie zamykajac sie jednoczesnie na ludzi:)

Gdybym napisala Ci, jak poznalam obecnego partnera, pewnie bys sie usmiala i nie uwierzyla. Ale to nie ten watek wiec darue sobie.

a jak sprawy stryszku?

8 128 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-17 16:09:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Pół roku wcześniej odpisałabym jemu, a dzisiaj  - wykasowałam numer, chociaż nie powiem pan podobała mnie się, przystojny, ale już objawił swoje prawdziwe oblicze... czyli zaczynam szanować siebie i swój czas.

Brawo ankinom, tak trzymaj:)) Tego kwiatu to pol swiatu i nie ma sie co pchac w lapy byle palantowi. Nie ten to inny a jak nie inny to tez zle nie jest, bo osoba szczesliwa sama z soba nie szuka na sile.

A milosc, jesli ma przyjsc, to pewnie spadnie jak grom z jasnego nieba. I Ty juz teraz bedziesz wiedziala, czy to jest milosc czy kombinowanie (przerobka z Grechuty:). Bedziesz umiala ocenic gdzie jest falsz a gdzie prawda..to dobrze, tak wlasnie postepuj, nie zamykajac sie jednoczesnie na ludzi:)

Gdybym napisala Ci, jak poznalam obecnego partnera, pewnie bys sie usmiala i nie uwierzyla. Ale to nie ten watek wiec darue sobie.

a jak sprawy stryszku?

Też jestem z siebie troszeczkę dumna... i jeszcze coś, ja wiem, że niektórym paniom wyda się to śmieszne, ale u mnie w domu o wszystkim decydował mąż, jakie firany, jaki kolor, a potem miał do mnie pretensje, że nie angażuje się w urządzanie domu bo to należy do zadań kobiet (uważał, że kuchnie ja powinnam urządzać bo to królestwo każdej kobiety???)  tylko biedak zapomniał, że podważał każdy mój wybór tak skutecznie, że w końcu przestałam urządzać nasze? jego mieszkanie?  wracając do meritum wczoraj SAMA kupiłam ławę, a dzisiaj zamówiłam firanki, ja się dowiedział o ławie to myślałam, że mnie zje, tyle kasy wydałam, jego kasy  ha ha, pogadał sobie a ja w końcu będę miała taką ławę, która mnie się podoba ( bo teraz mieliśmy od teściowej, z chęcią ją porąbie, ławę nie teściową (chociaż??? kuszące...) na opał, tylko cholera kominka nie mam, czy ktoś potrzebuje drewna?).
Dodatkowo zaczęłam lepiej gotować, wymyślać lepsze potrawy, tak żeby jemu wytracić z ręki wszystkie argumenty, jak ja to zła żona jetem big_smile, zmieniam się w idealną żonę, ale już nie jego smile sprawi mi to frajdę, jak wraca do domu i nie ma czego się czepić.... kreci się jak kogucik na dachu z głupią miną....

Strych - zauważyłam, że jak jestem "spokojna", to cisza na temat strychu, czyli wniosek: jedynie moje awantury powoduj, że szanowny mąż rusza swoje 4 aby coś w tej sprawie załatwić i mam wrażenie, że zarządza jest z nim w jakieś zmowie, bo tylko obiecuje...tzn. oboje mają interes zarządca nie chce stracić dodatkowego pomieszczenia, a mąż nie chce się wyprowadzać, bo ta jego panna, wierząca w Boga, ciągle jemu gada, że nie może zostawić mnie i dzieci, że jest nam winien zapewnić odpowiednie warunki, no ja się zastrzelę!!

a żeby było śmiesznie dzisiaj mój mąż normalnie dobierał się do mnie, rzecz jasna pogoniłam big_smile fajne uczucie.... ) chociaż już trochę brakuje mi tego.....

8 129

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czyli jednym słowem pan raczej nie ma zamiaru się wyprowadzić a termin wiosny podał na odczep się .
A teraz zaczęły się gierki -nie czyste zagranie ale typowe co dla poniektórych panów.
Akimon ślepy to on nie jest zmiany zauważył  to jeszcze się doczekasz ze nagle jednak będziesz tą kobietą big_smile
Wydaje mi się to zachowanie jak by znajome-najpierw be potem taciu a potem może coś więcej .
A tu dupa zbita baba stanęła okoniem i ani w ząb dogadać się z taką big_smile
Myślisz że nie brakuje mi seksu jak diabli ale rozmieniać się na drobne nie mam zamiaru a na byle kogo brak mi czasu.
I nie narzekam na bycie singlem choć to nie całkiem tak bo są dzieci i maja też coś do powiedzenia a dużo gadają big_smile:D
Ale tranzakcja jest wiązana big_smile

8 130

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

Czyli jednym słowem pan raczej nie ma zamiaru się wyprowadzić a termin wiosny podał na odczep się .
A teraz zaczęły się gierki -nie czyste zagranie ale typowe co dla poniektórych panów.
Akimon ślepy to on nie jest zmiany zauważył  to jeszcze się doczekasz ze nagle jednak będziesz tą kobietą big_smile
Wydaje mi się to zachowanie jak by znajome-najpierw be potem taciu a potem może coś więcej .
A tu dupa zbita baba stanęła okoniem i ani w ząb dogadać się z taką big_smile
Myślisz że nie brakuje mi seksu jak diabli ale rozmieniać się na drobne nie mam zamiaru a na byle kogo brak mi czasu.
I nie narzekam na bycie singlem choć to nie całkiem tak bo są dzieci i maja też coś do powiedzenia a dużo gadają big_smile:D
Ale tranzakcja jest wiązana big_smile

Nie sądzę, żeby chciał wrócić.... czyli zostają mi "awantury", żeby przyspieszyć sprawę, tylko to jest takie męczące, ja też chcę już spokoju, coraz bardziej obojętnieje, ale za bardzo spokojna nie mogę być, bo się nigdy jego nie pozbędę i będę musiał patrzeć jak się stroi na te kawki...

No tak, zawsze chętny się znajdzie... ale z byle kim, byłoby byle jak... nie warto....

Ps. przed chwilą dzwonił pan o którym pisałam wyżej... następny będzie mi d.. truł...nie odebrałam....

8 131

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Olej pana bo am nie wie czego chce albo albo .
I najlepiej mu to wprost powiedz albo rybki albo akwarium.
No ja trafiam na konkrety a że niekiedy era kamienia łupanego się kłania to już insza inszość big_smile
to że obojętniejesz na zapędy męża to norma kiedyś może do tego dorośnie że urok osobisty i piękne słówka to nie wszystko.
Widocznie nie jest mężczyzna twoich marzeń big_smile
To się zdarza że chemia nie teges big_smile

8 132

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

zaczynam szanować siebie i swój czas.

I tak trzymaj smile
Ankinom rozumiem przez co przechodzisz bo ja również byłam w toksycznym związku. "Walczyłam" o swoje małżeństwo przez ostatnie 4 lata ostro. Zanim trafiłam na to forum miałam inne wyobrażenie małżeństwa, miałam inne priorytety. To tu, z postów i historii innych wiele wniosków wyciągnęłam. Przewartościowałam wszystko poza moralnością, ta była ok.
Warto było ? Warto! Jestem wolna i szczęśliwa( może szczęśliwsza) i wiem, że fajnie i spokojnie mogę żyć.

W poście do Tarantelli na zadane przez siebie pytanie czy kocham siebie odpowiedziałam " jeszcze nie". Cały dzień zastanawiałam się dlaczego jeszcze nie i doszłam do wniosku, że....... chyba jeszcze sobie nie wybaczyłam. Pisałam już wcześniej, że wybaczenie to tylko słowo i wiem, że czasu mi jeszcze potrzeba na zapomnienie o swojej  już uświadomionej głupocie, naiwności, nadziei, rezygnacji i swojej słabości i nigdy więcej taka nie będę.
W Tobie też zauważam ogromne zmiany smile
Jesteś pewniejsza i bardziej świadoma siebie. 

Prawda, że to forum to szybka i skuteczna szkoła życia ? smile

8 133

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

dreptasz w kółko sad

Być może........ale właśnie teraz czuję to inaczej. Czuję, że ruszyłam i idę w dobrą stronę.
Tamte wspomnienia są i będą ale są one już jak za mgłą, już nie boli wspomnienie o nich. Bolało ale to czas przeszły. Jeśli nawet mówię o tym głośno to juz bez emocji smile
Czy kiedyś zapomnę ? Zapewne nie.....no chyba, że dopadnie mnie skleroza smile

Anula70 napisał/a:

Jest czas na miłość i czas na ból nią spowodowany ale dlaczego mamy robić sobie krzywdę tylko dlatego że ktoś wcześniej bardzo ważny w naszym życiu rozpieprzył nam nasze poczucie godności .
Nawet na ruinach można zbudować dom będzie mocniejszy i stabilniejszy bo będziemy dużo mądrzejsze i czujniejsze .

Myślę podobnie o budowaniu na ruinach.
Mój ból trwał długo. Teraz już nie boli. Teraz już nie czuję sie bezsilna. Czy krzywdzeniem się jest bycie samej ? Wiem, że mogę być szczęśliwa bez partnera, mogę żyć sama co wcale nie oznacza samotności. Mam synów, którzy potrafią mówić mi kocham cię mamo, mam siostrę, z którą żegnamy się słowami kocham cię ( mówimy to codziennie w rozmowie telefonicznej), mam przyjaciółkę z którą też jestem w kontakcie telefonicznym ( mieszka bardzo daleko tak jak i moja siostra sad ) i też potrafimy mówić kocham Cię ( byłyśmy jak siostry). Mam rodzinę i znajomych i nie jestem i nie czuję się samotna smile


Czy neguję związki - nie, pod warunkiem, ze są to związki partnerskie.

8 134 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-18 11:46:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny znowu jestem w czarnej d** (zaporzyczyłam od inny forumowiczek)

Wczoraj byłam na zebrani u syna i przeżyłam szok....

Moje dziecko nie radzi sobie z tą sytuacją, na prawdę nie wiedziałam, że jest tak źle. W przeciągu pól roku wesoły chłopiec zamienił się w kłębek nerwów, płacze, jest nerwowy, smutny, otworzył się przed swoją panią, wie, że mamy problemy...
Pokazała mi jego obrazki: na jednym czarna ściana, pod nią kanapa, na kanapie mama a nad nią stoi tata i ma namalowaną otwartą buzię, takie ogromne kółko, interpretacja mojego dziecka: mama płacze a tata krzyczy na nią, że jej nie kocha.

2 obrazek, ich pokoik łóżko piętrowe, a z szafy wychodzi potwór ( dzisiaj już wiem dlaczego chciała spać z nami...)

Kolejna sytuacja: dzieci bawią się w domu, mój syn ma być tatą ,a on krzyczy, że nie będzie tatą, bo tata rani mamę...

Na lekcji mają opowiedzieć o swoich strapieniach: mój syn boi się, że tata się wyprowadzi....

Dostałam skierowanie do psychologa, bo dziecko w czasie lekcji ręce się trzęsą, nie potrafi się skupić na lekcji, nerwowo rysuje ołówkiem....

Ja myślałma, że jak opowiem dzieciom jak sytuacja między nami wygląda, wyjaśnię, to będę spokojniejsze, a jedynie sprawiłam, że dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa, te jego zachowania wobec mnie ( pisałam o tym wcześniej) może były po to, żeby mnie ukarać, za zburzenie jego spokoju?

Opowiedziałam mężowi, a jedyne co miał do powiedzenia:
-No tak zrobiłaś ze mnie potwora, znowu Ty jesteś ofiarą a ja katem, trzeba było powiedzieć, że to nie prawda
-Tak ja Ty? Wychowawczyni się Ciebie pytała, czy u nas ok, bo zauważyła zmiany w zachowaniu syna? A ty odpowiedziałeś, że syn za dużo bajek ogląda....


W każdym bądź razie, mam problem bo mąż stwierdził, że się nigdzie nie wyprowadza, że będzie z dziećmi, aż one dorosną! a ja mam przestać się awanturować, bo zachowuje się jak psychiczna i dlatego nasz syn tak się czuje, bo on chciał spokojne, bez awantur, proponował nam, osobne życie, ale w zgodzie i od dzisiaj razem mamy chodzić na spacer, kina ( do tej pory raz on był z dziećmi raz ja, ale nie razem), udawać, że jest miedzy nami ok, stworzyć dzieciom poczucie bezpieczeństwa....


Ja już nie wiem co mam robić sad

8 135 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-18 12:42:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Dziewczyny znowu jestem w czarnej d** (zaporzyczyłam od inny forumowiczek)

Wczoraj byłam na zebrani u syna i przeżyłam szok....

Moje dziecko nie radzi sobie z tą sytuacją, na prawdę nie wiedziałam, że jest tak źle. W przeciągu pól roku wesoły chłopiec zamienił się w kłębek nerwów, płacze, jest nerwowy, smutny, otworzył się przed swoją panią, wie, że mamy problemy...
Pokazała mi jego obrazki: na jednym czarna ściana, pod nią kanapa, na kanapie mama a nad nią stoi tata i ma namalowaną otwartą buzię, takie ogromne kółko, interpretacja mojego dziecka: mama płacze a tata krzyczy na nią, że jej nie kocha.

2 obrazek, ich pokoik łóżko piętrowe, a z szafy wychodzi potwór ( dzisiaj już wiem dlaczego chciała spać z nami...)

Kolejna sytuacja: dzieci bawią się w domu, mój syn ma być tatą ,a on krzyczy, że nie będzie tatą, bo tata rani mamę...

Na lekcji mają opowiedzieć o swoich strapieniach: mój syn boi się, że tata się wyprowadzi....

Dostałam skierowanie do psychologa, bo dziecko w czasie lekcji ręce się trzęsą, nie potrafi się skupić na lekcji, nerwowo rysuje ołówkiem....

Niestety, tak reaguja dzieci w takich zwiazkach..pisalam Ci o tym wczesniej, jednoczesnie doradzajac jak najszybsze rozstanie (fizyczne) z mezem. Im dluzej bedzie to trwalo tym gorzej dla Ciebie i dzieci.

ankinom napisał/a:

Ja myślałma, że jak opowiem dzieciom jak sytuacja między nami wygląda, wyjaśnię, to będę spokojniejsze, a jedynie sprawiłam, że dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa, te jego zachowania wobec mnie ( pisałam o tym wcześniej) może były po to, żeby mnie ukarać, za zburzenie jego spokoju?

Bzdura. Czy sadzisz, ze jakbys im nic nie powiedziala to one nagle ogluchlyby, osleply i wtornego debilizmu dostaly? Dzieci sa madre i sa dobrymi obserwatorami (patrz rysunki syna) wiec widza co sie z wami dzieje, a o rozwodach kochhana to pewnie juz nie od jednego kolegi czy z TV slyszaly i wkrotce same by Cie zapytaly madrze dedykujac: czy tatus i ty rozstaniecie sie?
Dobrze, ze im powiedzialas, bo nie wolno dzieciom klamac w takich sprawach ale jednoczesnie musisz teraz BARDZO MOCNO podkreslac, ze to nie zburzy ich swiata i waszej milosci do nich. Bunt i strach na tym etapie sa normalne.

ankinom napisał/a:

Opowiedziałam mężowi, a jedyne co miał do powiedzenia:
-No tak zrobiłaś ze mnie potwora, znowu Ty jesteś ofiarą a ja katem, trzeba było powiedzieć, że to nie prawda
-Tak ja Ty? Wychowawczyni się Ciebie pytała, czy u nas ok, bo zauważyła zmiany w zachowaniu syna? A ty odpowiedziałeś, że syn za dużo bajek ogląda....

wiesz, ze zanim doszlam do tego akapitu mialam juz odpisac Ci  tylko nie probuj nawet rozmawiac o tym z mezem, znowu Cie obwini. I co? Nie zawiodl mnie, powtarza sie jak zdarta plyta.A Ty tego sluchasz i co gorsza przezywasz.


ankinom napisał/a:

W każdym bądź razie, mam problem bo mąż stwierdził, że się nigdzie nie wyprowadza, że będzie z dziećmi, aż one dorosną! a ja mam przestać się awanturować, bo zachowuje się jak psychiczna i dlatego nasz syn tak się czuje, bo on chciał spokojne, bez awantur, proponował nam, osobne życie, ale w zgodzie i od dzisiaj razem mamy chodzić na spacer, kina ( do tej pory raz on był z dziećmi raz ja, ale nie razem), udawać, że jest miedzy nami ok, stworzyć dzieciom poczucie bezpieczeństwa....

On Ci moze ankinom kazac tyle co mu do lba wlezie a Ty masz prawo zrobic co Ty uwazasz za sluszne. Cala jego koncepcja "razem ale osobno" malzenstwa jest CHORA. I jest skonczonym idiota, jesli mysli, ze takimi udawanymi akcjami zamydli dzieciom oczy. On jest zdecydowanie duzo glupszy od nich. Przedluzy wam wszystkim gehenne ta ciuciubabka.


ankinom napisał/a:

Ja już nie wiem co mam robić sad

Jak to co? Kontynuowac co postanowilas: rozwod (moze wreszcie przespacerujesz sie po ten wniosek do sadu?), rozmowa kolejna (i tak do skutku) z nim i zarzadca o tym strychu albo innej lokalizacji. Podpowiedzialabym jeszcze jedno: jak taki kochajacy tatus, to ew. moglabys Ty sie wyprowadzic i zostawic go z dziecmi (oczywiscie widywac je) i placic mu alimenty ALE nawet gdyby bylo Cie na to stac (a pewnie nie jest) to ja wiem, ze matce ciezko tak postapic. Ja tez za cholere nie zostawilabym dzieci eksowi, z tesknoty za nimi..choc pare razy mu tym "zagrozilam" jak o alimentach jeczal.

Wiesz co, wlasciwie zrobic tak nie musisz ale co by bylo, gdybys mu taka opcje przedstawila: "ok, ty nie chcesz sie wyprowadzic ale ja nie chce juz dluzej z Toba byc. Zatem to ja sie wyprowadze a dzieci zostaja z Toba. Moge Ci placic jakies alimenty, choc wlasciwie to Ty zarabiasz duzo wiecej ale niech bedzie zgodnie z prawem."

On Cie zacznie oskarzac o brak serca, wyrodnosc matki, rozbijanie rodziny itp. a Ty jak grochem o sciane: "nie chce rozbijac rodziny ale chce zyc bez Ciebie. Moja rodzina sa w tej chwili tylko dzieci i pragne je wychowywac ale nie pozostawiasz mi wyboru swoim uporem. Nie kocham Cie i chce rozstac sie na dobre.Zatem ja poszukam miejsca dla siebie."

Jestem ciekawa jego reakcji. Tylko mow to stanowczo i zimno, tak by uwierzyl w te slowa.

On Cie szantazue Moniko w jawny i bezczelny sposob.

8 136 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-18 13:18:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Dziewczyny znowu jestem w czarnej d** (zaporzyczyłam od inny forumowiczek)

Wczoraj byłam na zebrani u syna i przeżyłam szok....

Moje dziecko nie radzi sobie z tą sytuacją, na prawdę nie wiedziałam, że jest tak źle. W przeciągu pól roku wesoły chłopiec zamienił się w kłębek nerwów, płacze, jest nerwowy, smutny, otworzył się przed swoją panią, wie, że mamy problemy...
Pokazała mi jego obrazki: na jednym czarna ściana, pod nią kanapa, na kanapie mama a nad nią stoi tata i ma namalowaną otwartą buzię, takie ogromne kółko, interpretacja mojego dziecka: mama płacze a tata krzyczy na nią, że jej nie kocha.

2 obrazek, ich pokoik łóżko piętrowe, a z szafy wychodzi potwór ( dzisiaj już wiem dlaczego chciała spać z nami...)

Kolejna sytuacja: dzieci bawią się w domu, mój syn ma być tatą ,a on krzyczy, że nie będzie tatą, bo tata rani mamę...

Na lekcji mają opowiedzieć o swoich strapieniach: mój syn boi się, że tata się wyprowadzi....

Dostałam skierowanie do psychologa, bo dziecko w czasie lekcji ręce się trzęsą, nie potrafi się skupić na lekcji, nerwowo rysuje ołówkiem....

Niestety, tak reaguja dzieci w takich zwiazkach..pisalam Ci o tym wczesniej, jednoczesnie doradzajac jak najszybsze rozstanie (fizyczne) z mezem. Im dluzej bedzie to trwalo tym gorzej dla Ciebie i dzieci.



ankinom napisał/a:

Ja myślałma, że jak opowiem dzieciom jak sytuacja między nami wygląda, wyjaśnię, to będę spokojniejsze, a jedynie sprawiłam, że dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa, te jego zachowania wobec mnie ( pisałam o tym wcześniej) może były po to, żeby mnie ukarać, za zburzenie jego spokoju?

Bzdura. Czy sadzisz, ze jakbys im nic nie powiedziala to one nagle ogluchlyby, osleply i wtornego debilizmu dostaly? Dzieci sa madre i sa dobrymi obserwatorami (patrz rysunki syna) wiec widza co sie z wami dzieje, a o rozwodach kochhana to pewnie juz nie od jednego kolegi czy z TV slyszaly i wkrotce same by Cie zapytaly madrze dedykujac: czy tatus i ty rozstaniecie sie?
Dobrze, ze im powiedzialas, bo nie wolno dzieciom klamac w takich sprawach ale jednoczesnie musisz teraz BARDZO MOCNO podkreslac, ze to nie zburzy ich swiata i waszej milosci do nich. Bunt i strach na tym etapie sa normalne.

ankinom napisał/a:

Opowiedziałam mężowi, a jedyne co miał do powiedzenia:
-No tak zrobiłaś ze mnie potwora, znowu Ty jesteś ofiarą a ja katem, trzeba było powiedzieć, że to nie prawda
-Tak ja Ty? Wychowawczyni się Ciebie pytała, czy u nas ok, bo zauważyła zmiany w zachowaniu syna? A ty odpowiedziałeś, że syn za dużo bajek ogląda....

wiesz, ze zanim doszlam do tego akapitu mialam juz odpisac Ci  tylko nie probuj nawet rozmawiac o tym z mezem, znowu Cie obwini. I co? Nie zawiodl mnie, powtarza sie jak zdarta plyta.A Ty tego sluchasz i co gorsza przezywasz.


ankinom napisał/a:

W każdym bądź razie, mam problem bo mąż stwierdził, że się nigdzie nie wyprowadza, że będzie z dziećmi, aż one dorosną! a ja mam przestać się awanturować, bo zachowuje się jak psychiczna i dlatego nasz syn tak się czuje, bo on chciał spokojne, bez awantur, proponował nam, osobne życie, ale w zgodzie i od dzisiaj razem mamy chodzić na spacer, kina ( do tej pory raz on był z dziećmi raz ja, ale nie razem), udawać, że jest miedzy nami ok, stworzyć dzieciom poczucie bezpieczeństwa....

On Ci moze ankinom kazac tyle co mu do lba wlezie a Ty masz prawo zrobic co Ty uwazasz za sluszne. Cala jego koncepcja "razem ale osobno" malzenstwa jest CHORA. I jest skonczonym idiota, jesli mysli, ze takimi udawanymi akcjami zamydli dzieciom oczy. On jest zdecydowanie duzo glupszy od nich. Przedluzy wam wszystkim gehenne ta ciuciubabka.


ankinom napisał/a:

Ja już nie wiem co mam robić sad

Jak to co? Kontynuowac co postanowilas: rozwod (moze wreszcie przespacerujesz sie po ten wniosek do sadu?), rozmowa kolejna (i tak do skutku) z nim i zarzadca o tym strychu albo innej lokalizacji. Podpowiedzialabym jeszcze jedno: jak taki kochajacy tatus, to ew. moglabys Ty sie wyprowadzic i zostawic go z dziecmi (oczywiscie widywac je) i placic mu alimenty ALE nawet gdyby bylo Cie na to stac (a pewnie nie jest) to ja wiem, ze matce ciezko tak postapic. Ja tez za cholere nie zostawilabym dzieci eksowi, z tesknoty za nimi..choc pare razy mu tym "zagrozilam" jak o alimentach jeczal.

Wiesz co, wlasciwie zrobic tak nie musisz ale co by bylo, gdybys mu taka opcje przedstawila: "ok, ty nie chcesz sie wyprowadzic ale ja nie chce juz dluzej z Toba byc. Zatem to ja sie wyprowadze a dzieci zostaja z Toba. Moge Ci placic jakies alimenty, choc wlasciwie to Ty zarabiasz duzo wiecej ale niech bedzie zgodnie z prawem."

On Cie zacznie oskarzac o brak serca, wyrodnosc matki, rozbijanie rodziny itp. a Ty jak grochem o sciane: "nie chce rozbijac rodziny ale chce zyc bez Ciebie. Moja rodzina sa w tej chwili tylko dzieci i pragne je wychowywac ale nie pozostawiasz mi wyboru swoim uporem. Nie kocham Cie i chce rozstac sie na dobre.Zatem ja poszukam miejsca dla siebie."

Jestem ciekawa jego reakcji. Tylko mow to stanowczo i zimno, tak by uwierzyl w te slowa.

On Cie szantazue Moniko w jawny i bezczelny sposob.

Mussuka, on by powiedział idź, ale pamiętaj nie będziesz miała do czego wracać (przerabiałam to). Załatwi sobie opiekunkę i wcale się tym nie przejmie, stać ją na to, więc komu zrobię na złość? Dzieci nie zniósłby takiej sytuacji... codziennie słyszę, że mnie kochają, bardzo by ich zawiodła... i mąż by się postarał o odpowiednie skomentowanie tej sytuacji, wierz mi on jest do tego zdolny...

Wniosek, ok ale on nie daje gwarancji, że się wyprowadzi i co gorsza sprawa może się ciągnąć, jeżeli on się nie zgodzi a jak ja jemu udowodnię, że się znęca nad nami psychicznie?

Powiedziałam jemu, żeby też miał obraz jak wszystko przeżywa nasz syn i miałam nadzieję na rzeczową rozmowę, że sam zrozumie, że jego wyprowadza da nam wszystkim szansę na normalne i spokojne życie i dzięki temu wszyscy byśmy zyskali, dzieci spokój, bo miałyby klarowna sytuację no i my też...

ale z nim nie da się normalnie rozmawiać sad

ja już nie daje rady...

8 137 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-18 14:23:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Mussuka, on by powiedział idź, ale pamiętaj nie będziesz miała do czego wracać (przerabiałam to). Załatwi sobie opiekunkę i wcale się tym nie przejmie, stać ją na to, więc komu zrobię na złość? Dzieci nie zniósłby takiej sytuacji... codziennie słyszę, że mnie kochają, bardzo by ich zawiodła... i mąż by się postarał o odpowiednie skomentowanie tej sytuacji, wierz mi on jest do tego zdolny...

Wniosek, ok ale on nie daje gwarancji, że się wyprowadzi i co gorsza sprawa może się ciągnąć, jeżeli on się nie zgodzi a jak ja jemu udowodnię, że się znęca nad nami psychicznie?

ja już nie daje rady...

A co to znaczy, ze nie bedziesz miala do czego wracac? A do czego masz wracac? do pustej chalupy czy do niego? Kontaktu z dziecmi nie zabroni Ci - sad to ustala nie Twoj jasnie pokrecony despota.

a poza tym, w zyciu nie zostanie z dziecmi..straszy Cie i patrzy jak sie kurczysz w sobie.

Opiekunka opiekunka..raz, ze musi jej placic a dwa, ze opiekunki nie gotuja, nie chodza na zakupy, nie piora i nie sprzataja, nie kupuja dzieciom ubran i innych potrzebnych rzeczy, nie leca do lekarza a ani na zebranie w szkole. To sa JEGO wowczas obowiazki. I co? Ten pan wygodnicki nagle sie sklonuje i Ojcem XXI wieku zostanie? Z kawus i kolezanek zrezygnuje na rzecz siedzenia z dziecmi w domu..czy moze dwie nianie oplaci..dzienna i nocna?
HA HA.Juz ja to widze.

Opieprzy nianie raz i drugi albo nie przjdzie do domu na czas i kobieta sama odejdzie.

Wniosek rozwodowy spraw lokalowych nie zalatwa ale przyspiesza decyzje o podjeciu takich krokow. Poki jeczysz i nic nie robisz to i on sobie z Twojego jeczenia nic nie robi.

Odnosze Moniko wrazenie, ze wlasnego cienia sie boisz  jak o nim piszesz a twoj maz to taki maly pionek przy Tobie. Poddajesz sie za kazdym razem jego glupim wyrachowanym manewrom..i on to doskonale wie.

8 138 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-18 13:25:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Mussuka, on by powiedział idź, ale pamiętaj nie będziesz miała do czego wracać (przerabiałam to). Załatwi sobie opiekunkę i wcale się tym nie przejmie, stać ją na to, więc komu zrobię na złość? Dzieci nie zniósłby takiej sytuacji... codziennie słyszę, że mnie kochają, bardzo by ich zawiodła... i mąż by się postarał o odpowiednie skomentowanie tej sytuacji, wierz mi on jest do tego zdolny...

Wniosek, ok ale on nie daje gwarancji, że się wyprowadzi i co gorsza sprawa może się ciągnąć, jeżeli on się nie zgodzi a jak ja jemu udowodnię, że się znęca nad nami psychicznie?

ja już nie daje rady...

A co to znaczy, ze nie bedziesz miala do czego wracac? A do czego masz wracac? do pustej chalupy czy do niego? Kontaktu z dziecmi nie zabroni Ci - sad to ustala nie Twoj jasnie pokrecony despota.

a poza tym, w zyciu nie zostanie z dziecmi..straszy Cie i patrzy jak sie kurczysz w sobie.

Opiekunka opiekunka..raz, ze musi jej placic a dwa, ze opiekunki nie gotuja, nie chodza na zebrania, nie piora i nie sprzataja, nie kupuja dzieciom ubran i innych potrzebnych rzeczy, nie leca do lekarza a ani na zebranie w szkole. To sa JEGO wowczas obowiazki. I co? Ten pan wygodnicki nagle sie sklonuje i Ojcem XXI wieku zostanie? Z kawus i kolezanek zrezygnuje na rzecz siedzenia z dziecmi w domu..czy moze dwie nianie oplaci..dzienna i nocna?
HA HA.Juz ja to widze.



Opieprzy nianie raz i drugi albo nie przjdzie do domu na czas i kobieta sama odejdzie.

Wniosek rozwodowy spraw lokalowych nie zalatwa ale przyspiesza decyzje o podjeciu takich krokow. Poki jeczysz i nic nie robisz to i on sobie z Twojego jeczenia nic nie robi.

Odnosze Moniko wrazenie, ze wlasnego cienia sie boisz  jak o nim piszesz a twoj maz to taki maly pionek przy Tobie. Poddajesz sie za kazdym razem jego glupim wyrachowanym manewrom..i on to doskonale wie.

tak to prawda...boję się jego, jego krzyków..

jednego jestem pewna nie chce już z nim być i jedyne wyjście to złożyć wniosek i muszę mieć nadzieję, że się wyprowadzi bo inaczej rozwód ten niczego nie zmieni....

8 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

tak to prawda...boję się jego, jego krzyków..

to tylko jego poza, mowie Ci zaloz tego ipoda i popatrz wtedy na jego niema ale wrzeszczaca, wykrzywiona twarz - widok komiczny i groteskowy. Jesli jego krzyki i slowa beda sie od Ciebie odbijac jak ten groch od sciany to straca na swej mocy. Ale to Ty sama musisz sobie te sciane ochronna wybudowac...w jakikolwiek sposob zechcesz. Wychodzac z domu jak zacznie sie drzec, sluchaljac muzyki, medytujac o czyms innym, TYLKO ignorowanie tych bzdur uodporni Cie na jego czcze gadanie.

ankinom napisał/a:

jednego jestem pewna nie chce już z nim być i jedyne wyjście to złożyć wniosek i muszę mieć nadzieję, że się wyprowadzi bo inaczej rozwód ten niczego nie zmieni....

wniosek to start ale jak go nie zrobisz to bedziesz tkwic w martwym punkcie. Zrobisz pierwszy krok a zobaczysz..jak do drugiego stopa sama zacznie sie ustawiac. Jak przy nauce chodzenia u malych dzieci. Najtrudniejszy pierwszy krok..

8 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam, czytam i jednego nie rozumiem za grosz. Tego:

ankinom napisał/a:

(...)boję się jego, jego krzyków..(...)

Napisałaś, że boisz się jego? To znaczy? Czego dokładnie?
Napisałaś, że boisz się jego krzyków. A co może zrobić Tobie jego krzyk? Pomyśl o konkretach. On krzyczy i co Tobie się dzieje?

8 141

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Czytam, czytam i jednego nie rozumiem za grosz. Tego:

ankinom napisał/a:

(...)boję się jego, jego krzyków..(...)

Napisałaś, że boisz się jego? To znaczy? Czego dokładnie?
Napisałaś, że boisz się jego krzyków. A co może zrobić Tobie jego krzyk? Pomyśl o konkretach. On krzyczy i co Tobie się dzieje?

Nie wiem, nie umiem tego opisać, mam w sobie wtedy jakąś blokadę, za bardzo przejmuje się jego słowami, bolą mnie one, to chyba dlatego, że mam strasznie niskie poczucie własnej wartości, nie wiem po prostu nie wiem, brak mi jakieś wewnętrznej siły by się bronić, zawsze tak się zachowuje gdy ktoś na mnie krzyczy....

8 142

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co zrobiłabyś, gdybyś tej blokady w sobie nie miała?


Bolą Cię jego słowa? W którym miejscu?
W dalszym ciągu jest on dla Ciebie tak ważną i znaczącą osobą, że jego opinia o Tobie ma tak duże znaczenie? Bo to jest tylko jego opinia, jego zdanie, nie prawda oczywista. Jego opinia podszyta chęcią dokopania Tobie, złością i złośliwością. A Ty łykasz ją jakby była prawdą o Tobie, wyrokiem skazującym. A opinia, jak opinia. Można się z nią zgodzić, można nie zgodzić. Czemu Ty zgadzasz się z jego opinią?

8 143 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-18 17:53:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Co zrobiłabyś, gdybyś tej blokady w sobie nie miała?


Bolą Cię jego słowa? W którym miejscu?
W dalszym ciągu jest on dla Ciebie tak ważną i znaczącą osobą, że jego opinia o Tobie ma tak duże znaczenie? Bo to jest tylko jego opinia, jego zdanie, nie prawda oczywista. Jego opinia podszyta chęcią dokopania Tobie, złością i złośliwością. A Ty łykasz ją jakby była prawdą o Tobie, wyrokiem skazującym. A opinia, jak opinia. Można się z nią zgodzić, można nie zgodzić. Czemu Ty zgadzasz się z jego opinią?

Gdybym tej blokada nie miała, to by mnie tutaj nie było... byłabym inną osobą i mieszkałaby z inną osobą, taka, która by mnie szanowała...

Dzisiaj już nie jest dla mnie ważny, a wcześniej był, dlaczego? nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że dałam sobą tak manipulować, dlaczego starałam się za wszelka cenę sprostać jego wymaganiom, choć kłóciło to się z moją psychika, osobowością, z radosnej dziewczyny stałam się sfrustrowaną kobietą....

Trudno z dnia na dzień porzucić 16 lat przyzwyczajeń.. to pewnie związane jest z moją psychiką... nie tylko mój syn, ale i ja potrzebuję pomocy psychologa, aby wyrwać się spod jego "wpływu".

Ja się uczę, małymi krokami, decydować o swoim życiu, uczę się nie brać jego słów do siebie, myślę, że potrzebuje czasu... Zobacz jaki zrobiłam postęp. Pół toku temu byłam gotowa wrócić, gdyby tylko chciał, całą winę brałam do siebie, a dzisiaj... tak jestem jeszcze "podatna" na złe słowa, ale coraz bardziej widzę, że  ON nie ma racji, że się myli, że chce mi dokopać i mną manipuluje, ja już to DOSTRZEGAM  i wierzę, że przyjdzie dzień, kiedy jego słowa nie zrobią na mnie ŻADNEGO wrażenia, obrócę się na pięcie i tyle mnie zobaczy, kiedyś....

8 144

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie napisałam swojego postu po to, by Ci dokuczyć.
Napisałam w trosce o Ciebie, bo całkiem niepotrzebnie dokładasz do jego słów jakąś wartość. Czasami widzisz, że on chce Ci dokopać, że Tobą manipuluje. A gdybyś to właśnie uznała za pewnik. On manipuluje, pragnie byś poczuła się dotkniętą, by zabolało. Robi to celowo, świadomie, z rozmysłem. Taka jest rzeczywistość i najwyższa pora, byś w nią uwierzyła. Odkładanie tego w czasie nie ma sensu. On zaprzestanie tych swoich obelg dopiero wówczas, gdy przekona się, że nie robią na Tobie najmniejszego wrażenia, że jego trud jest daremny.

8 145

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Nie napisałam swojego postu po to, by Ci dokuczyć.
Napisałam w trosce o Ciebie, bo całkiem niepotrzebnie dokładasz do jego słów jakąś wartość. Czasami widzisz, że on chce Ci dokopać, że Tobą manipuluje. A gdybyś to właśnie uznała za pewnik. On manipuluje, pragnie byś poczuła się dotkniętą, by zabolało. Robi to celowo, świadomie, z rozmysłem. Taka jest rzeczywistość i najwyższa pora, byś w nią uwierzyła. Odkładanie tego w czasie nie ma sensu. On zaprzestanie tych swoich obelg dopiero wówczas, gdy przekona się, że nie robią na Tobie najmniejszego wrażenia, że jego trud jest daremny.

Wiem Wielokropku, czytałam Twoje posty i zawsze treść ich ma zmusić do adresata myślenia....

Wiem też, że masz rację i Mussuka też mi to powtarza, olej go....

Nie chcę tego odkładać w czasie, bo czuję, że ulatuje ze mnie powietrze, trochę patetyczne, ale naprawdę tak się czuję, codziennie coraz mniej mnie....

Tak zrobię, nie będę szukała z nim kontaktu  - zauważyłam, że jak się nie odzywam to on mniej się czepia - to na początek a miedzy czasie muszę szukać wyjścia z tej chorej sytuacji....

8 146

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom, rozumiem Cię doskonale. Wiem, że cholernie ciężko się "nie bać" tego , co mąż mówi. Nie wiem jaka siła wtedy nami kieruje, że człowiek myśli jakby był niczego nie wart. Posłuchaj jednak rad Mussaki i Wielokropka, będę powtarzała to, że one to mądre i rzeczowe babki. Tak to jest, że raz ma się upadki i wzloty. Raz czuje się siłę do wielkich zmian, a za chwilę dół tragiczny, bo "Pan" zaczyna swoje rozgrywki słowne, manipulacje i wszystko, co doprowadza do łez, stresu itd. Twój mąż to naprawdę mizoginista-rządzi, manipuluje, gra na Twoich uczuciach, poniża i jestem prawie pewna, że on sam nigdy się nie wyprowadzi. Nigdy nie zaspokoisz jego potrzeb, ale tak mu jest wygodnie, jak teraz żyje (czytam, czytam tą książkę wink )

Co do syna- pracuj nad nim, zrób tak jak radzą dziewczyny i absolutnie nie bierz do siebie słów męża, że to Twoja wina, tłumacz mu co i jak, mów, że choć nie będziesz z mężem - on zawsze będzie mógł spotkać się z tatą, nie zmieni to jego relacji z ojcem, że czasem tak jest, że dorośli nie mogą ze sobą dłużej żyć, bo źle im ze sobą, bo nie mogą się porozumieć, ale on-syn i tata zawsze będą się dogadywać i nic poza tym, że mama i tata nie będą ze sobą ( co najważniejsze w Twoim przypadku mieszkać)to nic innego się nie zmieni. Powtarzaj synkowi, że kochasz go, że dumna jesteś z niego,podkreślaj każde jego sukcesy, potwierdzaj, że tata tez bardzo go kocha. Ja kiedy mąż się wyprowadził-też córce wiele tłumaczyłam i właśnie w taki sposób. Cierpiała, bo taty w domu nie było, a ona trochę po mnie odziedziczyła cechy charakteru i nie mogła przyzwyczaić się do nowej sytuacji, nowego, życia bez taty. Tęskniła za nim i to bardzo, przez nas oboje wiele emocji w niej było. Teraz też z nią rozmawiam, jeśli cos jest nie tak, jeśli widzi, że nie jest dobrze i te rozmowy działają. Mam czasem wrażenie, że moje dziecko jest silniejsze ode mnie i mądrzejsze pod wieloma względami wink
Działaj Moniko, działaj...wciąż czytam co piszesz tutaj, kiedy wracam z pracy i widzę, że nasze historie są podobne, ale mój mąż nie działa jak Twój, mam wrażenie, że wiele szczegółów tkwi we mnie, choć do końca nie jestem o tyn przekonana. Ale to, że on manipuluje mną, gra na moich uczuciach nie jest normalne, mimo, kłótni itd. Takie postępowanie nie jest fair, no i oboje jesteśmy przeciwnościami totalnymi.

8 147

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Gdybym tej blokada nie miała, to by mnie tutaj nie było... byłabym inną osobą i mieszkałaby z inną osobą, taka, która by mnie szanowała...

Dzisiaj już nie jest dla mnie ważny, a wcześniej był, dlaczego? nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że dałam sobą tak manipulować, dlaczego starałam się za wszelka cenę sprostać jego wymaganiom, choć kłóciło to się z moją psychika, osobowością, z radosnej dziewczyny stałam się sfrustrowaną kobietą....(...)

Jak brzmią odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytania?

Pomyśl, znajdź odpowiedzi (nikt inny tego nie może zrobić), bo w nich jest klucz do Twej niezależności.

8 148

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

...Mam czasem wrażenie, że moje dziecko jest silniejsze ode mnie i mądrzejsze pod wieloma względami wink

...Ale to, że on manipuluje mną, gra na moich uczuciach nie jest normalne, mimo, kłótni itd. Takie postępowanie nie jest fair, no i oboje jesteśmy przeciwnościami totalnymi.

Szanowne panie pozwolą, że wtrącę swoje 3 grosze w dyskusję smile
Dzieci są silniejsze niż nam się zdaje. Zawsze wyczują fałsz i nie są skażone spaczonym spojrzenia swoich mam. Ale dlatego również mają prawo do swoich pretensji, jeżeli nie wyjaśni się im satysfakcjonująco sytuacji. One nie siedzą w naszej skórze, nie rozumieją dlaczego było tak przedtem i mamie nie przeszkadzało a teraz przeszkadza. Mogły to kawał życia oglądać z boku. Więc dlaczego TERAZ trzeba wyjaśnić.

A co do normalnego lub nie zachowania małżonków. Ich zachowanie JEST NORMALNE, dla nich jako takich. I trzeba to przyjąć jako pewnik i zaakceptować fakt. Nie godzić się na nie absolutnie, ale dopuścić do świadomości, że takie jest i inne nie będzie. Bo to konflikt w toku, a oni przeciwnicy - przeciwnicy nie głaszczą się po główkach ani nie wspinają na szczyty taktu i honoru.

8 149

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom ja znam ten strach, to coś.
Ale to minęło. Ostatnio nawet się postawiłam kolejny aż, tylko ostrzej i przeciwnik zgłupiał.
Masz to szczęście, że On nie zabiera Ci dzieci. To jest ogromny plus. Pomyśl co by było gdyby się wyprowadził i zabrał dzieci. Nie mówię, że z domu, bo na to mogłabyś nie pozwolić, ale np. z przedszkola, ze szkoły. Odebrałby je przed Tobą i wziął do siebie. Wtedy zaczyna się problem, bo szarpaniny i awantury odbijają się negatywnie na dziecku, zwłaszcza kiedy potrzebuje książek do szkoły etc.

Co On krzycząc może Ci zrobić? Ty tak samo możesz mu wywrzeszczeć w twarz wszystkie pretensje? Czym Ci grozi ten krzyk?
Może spróbuj sobie wyobrazić, że ON to taki mały, wstrętny potworek, który wcale nie krzyczy tylko piszczy, takim cieniutkim przenikliwym głosikiem na helu...

Ja jeszczemęże, kiedy wypił piwo widziałam jak oskubanego kurczaka z wyłupiastymi oczami. I wtedy tylko się śmiałam.

Synek musi czuć, że go kochasz i zawsze tak będzie.
Musisz coś zrobić dla dobra dzieci. One wyczują każde maleńkie nawet napięcie, każdy impuls. One znają Cię od podszewki, lepiej iż może Ci się wydawać.
Nie daj się. Wykorzystaj wszystkie krzywdy jakie Cię spotkały i przeistocz w energię, w złość i nawet wykrzycz ją jemu w twarz. Albo wykorzystaj inaczej. Wszelkie jego ataki odbieraj wyobrażając sobie jego np. w różnych wcieleniach. Co tylko przyjdzie Ci do głowy.
Jeśli będzie miał pretensje o coś, powiedz mu, żeby sobie zrobił sam skoro mu przeszkadza. Na pewno sam zrobi sobie to najlepiej. Bo żadna sztuka wciąż upominać kogoś, żeby robił to tak świetnie jak my (jeśli mamy spaczone postrzeganie).

Dasz radę. Znajdź w sobie te pokłady żalu i tych uczuć, które powstały wskutek jego niecnych zagrywek. Jest ich tam sporo.

8 150 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-19 12:24:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

Gdybym tej blokada nie miała, to by mnie tutaj nie było... byłabym inną osobą i mieszkałaby z inną osobą, taka, która by mnie szanowała...

Dzisiaj już nie jest dla mnie ważny, a wcześniej był, dlaczego? nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że dałam sobą tak manipulować, dlaczego starałam się za wszelka cenę sprostać jego wymaganiom, choć kłóciło to się z moją psychika, osobowością, z radosnej dziewczyny stałam się sfrustrowaną kobietą....(...)

Jak brzmią odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytania?

Pomyśl, znajdź odpowiedzi (nikt inny tego nie może zrobić), bo w nich jest klucz do Twej niezależności.

Ja już od dawna szukam odpowiedzi na te pytania.

Nie jestem psychologiem, ale mam wrażenie, że początek mojego dzisiaj zachowania bierze się z dzieciństwa - przez lata odrzucania przez rówieśników, wyśmiewania, popychania, wyzywania miałam ogromna potrzebę AKCEPTACJI. Kiedy miałam 19 lat pojawił się on, rycerz na białym koniu, dla którego nie miało znaczenia, skąd pochodzę, który obiecał, że się mną zajmie, zaopiekuje.  Tylko wtedy przez kilka miesięcy czułam, że jemu zależy. Kiedy zamieszkaliśmy razem czar znikł, zaczął się oddalać, coraz bardziej widziałam, że czuje się mną rozczarowany, a ja chcąc odzyskać tracone uczucie byłam gotowa zrobić wszystko, żeby tylko mnie nie zostawił i trwało to 16 lat, rosły jego oczekiwania i rosło moje zniechęcenie, że nie dam rady jego zadowolić....
Nie znam innych powodów, dlaczego...

8 151

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję dziewczyny za słowa otuchy..

Ja od dawna staram się dużo z dziećmi rozmawiać, byłam trochę zadowolona, że dzielnie to znoszą, że przyzwyczajają się do danej sytuacji, to co usłyszałam w szkole, było dla mnie zaskoczeniem! Ciągle im tłumaczyłam, że nie ważne gdzie tata będzie mieszkał, zawsze będzie ich tatą i że ich kocha... ale co z tego, kiedy tata po powrocie z pracy marzył tylko o spokoju, a nie o zabawie z nimi. Dopiero po moim liście do niego zrozumiał, że dzieci bardzo jego potrzebują i trochę więcej się nimi zajmuje....

Zburzył również to co przez wile miesięcy budowałam, przygotowywałam dzieci na zmiany, otóż wczoraj im oświadczył, żeby się nie bały, bo on się nigdzie nie wyprowadzi.... i nagle stał się tatusiem do rany przyłóż....

Pamiętam kiedy na początku zauroczenia nową koleżanką chciał się wyprowadzi a ja prosiłam jego, żeby tego nie robił ( nie byłam wtedy gotowa, a szkoda bo dzisiaj inaczej by to wszystko wyglądało) to opowiadał mi, że to od nas zależy jak to dzieci przyjmą, że możemy mieszkać osobno, ale jak będziemy ze sobą współpracować to dzieci na tym nie ucierpią...

żałuje, że powiedziałam o tej rozmowie w szkole, ale miałam nadzieję, że to tym bardziej jego zmobilizuje do działań no i sprawiłam, że przestał cokolwiek robić, jeżeli chodzi o wyprowadzkę..

Radzicie też na niego krzyczeć, to, że syn teraz tak się zachowuje to jest konsekwencja naszych kłótni, bo to nie jest tak, że za każdym razem ja się nie odzywałam, ba sama niekiedy te sprzeczki prowokowałam sad  niestety nie tędy droga, ja już nie chcę przy dzieciach się kłócić....

Ja już nie mam pomysłu jak jego "zniechęcić" - przestałam gotować, zjadł na mieście, przestałam sprzątać, sam posprzątał, nic nie było w lodówce, sam zrobił zakupy, wyprał...to na niego już nie działa.

Jest jeszcze jedno wyjście moja wyprowadzka - do mamy nie wrócę, ale muszę teraz się skupić na poszukaniu dodatkowej pracy, bo miedzy innymi mąż ciągle podkreśla, że nie stać jego na kredyt, bo będzie musiał płacić mi pieniądze, a tak sama zarobię na siebie i dzieci... co o tym myślicie?

8 152

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Teraz już wiesz.
I możesz podjąć racjonalną decyzję, zamiast kierować się fantazjami i wyobrażeniami.

Trzymaj się rzeczywistości. To pomaga.

8 153

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

jak ja jemu udowodnię, że się znęca nad nami psychicznie?

W bardzo prosty sposób. Kup dyktafon i nagrywaj rozmowy. Koszt dyktafonu to ~ 250 zł. a nagrania bezcenne smile. Sąd przyjmuje jako dowód takie nagrania i to dowód niepodważalny. To jedyny sposób na udowodnienie przemocy psychicznej.

ankinom napisał/a:

ale z nim nie da się normalnie rozmawiać sad

Tym większe masz szanse na dowody  smile

8 154

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kredyt, kredytem, a dzieci dziećmi. On też może dodatkowej pracy poszukać, jeśli mu nie wystarcza. Ale wiesz. Zawsze możesz zarobić więcej.
Sąd i tak alimenty ustali i tak, wedle prawa. Tak już mus być.

8 155

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozumiem strach przed mężem, rozumiem ból jakie zadają jego słowa. Ale znam też przyjemne uczucie uwolnienia sie od tego i nie polega to na lekceważeniu jego słów tylko na postawieniu mu granic, których nie może przekraczać. Potrafię powiedzieć: nie będę rozmawiać z Tobą w taki sposób, nie życzę sobie takich uwag. Mówię to tonem spokojnym ale zdecydowanym. Kiedy jeszcze potrafi mi powiedzieć co powinnam, od razu spotyka się z moim sprzeciwem i ripostą. Krótkie NIE MASZ PRAWA MI MÓWIĆ CO POWINNAM czy NIE ŻYCZĘ SOBIE TAKICH UWAG załatwia sprawę. Oczywiście ja nie mieszkam z mężem tylko widuję się z nim i to zapewne jest ogromna różnica. Wiem jednak, że to wszystko siedzi w naszej głowie. Pozbyłam się blokady, o której piszecie - nie wiem w jaki sposób, co na mnie podziałało ale pozbyłam się jej.Jego słowa mogą mnie śmieszyć lub wkurzać ale już nie jest w stanie sprowadzić mnie nimi "do parteru" . Życzę Wam kochane odblokowania się.

8 156

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofio282,
dobrze że napisałaś o pozbyciu się tej blokady (swoją drogą - gratuluję).
To pozbycie się blokady, to nic innego jak przekonanie, że jestem wartościową osobą i nie pozwolę na takie traktowanie. I, tak jak napisałaś, nie potrzeba żadnych krzyków, żadnego podniesionego głosu, wystarczy zdecydowana postawa i zdecydowany głos. Wystarczy raz, ze strachem pod pachą, odezwać się zdecydowanie, osiągnięty efekt bardzo dodaje siły i pewności siebie.

8 157

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

zofio282,
dobrze że napisałaś o pozbyciu się tej blokady (swoją drogą - gratuluję).
To pozbycie się blokady, to nic innego jak przekonanie, że jestem wartościową osobą i nie pozwolę na takie traktowanie. I, tak jak napisałaś, nie potrzeba żadnych krzyków, żadnego podniesionego głosu, wystarczy zdecydowana postawa i zdecydowany głos. Wystarczy raz, ze strachem pod pachą, odezwać się zdecydowanie, osiągnięty efekt bardzo dodaje siły i pewności siebie.

Dziękuję smile
To między innymi Twoje i ZAZDROSCI mądre słowa sprawiły, że inaczej spojrzałam na świat i siebie. Piszesz krótko ale bardzo treściwie i mądrze. Twoje refleksje są tak oczywiste i rozsądne. Ok. można słyszeć milion razy jesteś wartościowa i co ? i nic, słowo zostaje słowem. To trzeba zrozumieć, dojrzeć w sobie , przekonać sie a potem wiara już sama przychodzi.Twoje i ZAZDROSCI posty dają dużo do myślenia. Rozmyślam nad nimi, trawię i rozważam. Wnioski wyciągam również z historii innych kobiet opowiadających tu o swoim życiu.
Krzyki ? Krzyczałam, tłumaczyłam jak dziecku na tysiące sposobów, nie dowierzałam , że nie rozumie i znowu krzyczałam i nic to nie dawało. Nie myślałam o braniu strachu pod pachę, to tak samo wyszło, tak poczułam, że nie ma on prawa w ten sposób do mnie mówić. Pamiętam jak już po rozstaniu powiedział mi przez telefon swoje ulubione powiedzenie ( oczywiście był po kilku głębszych) czy Cię  misiek poje**** , popier***** jesteś i pamiętam swoją reakcję na to -myśl, jak dobrze, że on tu już nie przyjdzie i uśmiechnęłam się do siebie na dźwięk tych słów, tych słów, które kiedyś mnie powalały, obrażały. Dlaczego się uśmiechnęłam ? bo potwierdzały one moje zdanie o nim, o jego poziomie i kulturze. Potwierdzały, ze mój wybór i decyzja o rozstaniu jest słuszna. Tak Wielokropku, masz rację to zdecydowana postawa daje efekty i masz rację, że pozbycie się blokady to przekonanie o swojej wartości.

8 158

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Teraz już wiesz.
I możesz podjąć racjonalną decyzję, zamiast kierować się fantazjami i wyobrażeniami.

Trzymaj się rzeczywistości. To pomaga.

Wielokropku ja już dawno porzuciłam fantazje i jakiekolwiek wyobrażenia, tzn. wyobrażałam sobie jak będzie wyglądało moje życie bez niego - i to były miłe wyobrażenia...

Los jest przewrotny, jeszcze kila miesięcy temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego, dzisiaj sobie nie wyobrażam życia z nim, wcześniej kombinowałam jak tu jego zatrzymać teraz szukam sposobu jak od niego odejść, dziwne prawda....

eh rzeczywistość jest brutalna nie ma miejsca na kombinowanie, koloryzowanie, jest bolesna... przynajmniej na tym etapie....

8 159

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Można narzekać na rzeczywistość, tylko nie robi to na niej żadnego wrażenia. tongue

Jest takie powiedzenie: albo pogodzisz się z rzeczywistością, albo będziesz się męczyć.

8 160

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

zofio282,
dobrze że napisałaś o pozbyciu się tej blokady (swoją drogą - gratuluję).
To pozbycie się blokady, to nic innego jak przekonanie, że jestem wartościową osobą i nie pozwolę na takie traktowanie. I, tak jak napisałaś, nie potrzeba żadnych krzyków, żadnego podniesionego głosu, wystarczy zdecydowana postawa i zdecydowany głos. Wystarczy raz, ze strachem pod pachą, odezwać się zdecydowanie, osiągnięty efekt bardzo dodaje siły i pewności siebie.

Generalnie przez otoczenie jestem uważana za wartościową osobę, zaradną, inteligentną i ambitną ( pochwale się, że byłam jedną z nielicznych osób, które otrzymały stypendium naukowe) potrafiłam pogodzić pracę, naukę, dom i dzieci, ok, nie ja pierwsza, to żaden wyczyn, ale mnie to nie cieszyło, nawet nie wierzyłam im, bo nigdy nie usłyszałam od niego: jestem z ciebie dumny, kiedy się chwaliłam zdanym egzaminem na 5 to słyszałam: no skoro się uczyłaś to zdałaś....ale za to usłyszałam, że nie spełniam jego standardów, ze nie sprawdziłam się jako matka, żona....

Dzisiaj dopiero widzę, że sama wpadłam w tą pułapkę. Nie wiem czy podświadomie postawiłam sobie za cel, że ja jego uszczęśliwię, i że tylko jego słowa pochwały uszczęśliwią mnie, tylko jego słowa miały wartość, w którą bym uwierzyła, może dlatego, że tylko od niego słyszałam słowa krytyki, więc słowa pochwały oznaczałby, że zmieniłam się, zasłużyłam na tą pochwałę?

Pamiętam wszystkie jego wymagania i tak rok za rokiem, krok po kroku wypełniałam je. Zarzucał mi, że źle się ubierałam, że jestem za gruba - i pewnego dnia słyszę, że jestem bardzo atrakcyjna, seksowna ( przez 16 lat czekałam na te słowa) i że fajnie się ubieram - ale teraz to już nie ma znaczenia, bo on już mnie nie chce... może od początku naszego związku te jego wymagania, miały na celu zniechęcenie mnie, żebym sama odeszła, a tu psikus ja się zmieniłam i domagam się uznania, no to on wymyślał nowe wymagania - spełniam je i tak w kółko....

Ma rację Liwia, że mój mąż nie potrafi kochać... Każdy jego wcześniejszy związek kończył się rozstaniem z jego winy...

Nawet w stosunku do dzieci stosuje szantaż, umówił się z synem, że on przestanie na niego krzyczeć, a syn w zamian będzie jego słuchał... kupił dzieciom nowe meble i słyszę, jak tatuś grozi, że je odda i nie żartuje jak syn czegoś nie zrobi .... to jest chore..... w tym domu panuje strach, szantaż, poniżanie i wielki smutek....i pomyśleć, że sama do tego doprowadziłam.... przez swoją głupotę i naiwność, dzisiaj można to naprawić, ale pozostaną pokaleczone serca stracone nadzieje...na normalny, zdrowy dom, w którym jest miłość, szacunek i radość....

8 161

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Można narzekać na rzeczywistość, tylko nie robi to na niej żadnego wrażenia. tongue

Jest takie powiedzenie: albo pogodzisz się z rzeczywistością, albo będziesz się męczyć.

Powoli godzę się z tą rzeczywistością, bo to jedyna droga ku wolności, w szerokim tego słowa znaczeniu....

8 162

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)mnie to nie cieszyło, nawet nie wierzyłam im, bo nigdy nie usłyszałam od niego: jestem z ciebie dumny, kiedy się chwaliłam zdanym egzaminem na 5 to słyszałam: no skoro się uczyłaś to zdałaś....(...)

To najlepszy dowód Twego uzależnienia się od jeszczemęża. Nie robiłaś nic dla siebie, dla własnej satysfakcji, tylko po to, by on pochwalił. Zapomniałaś tylko, że mąż nie był Twoim tatusiem, a Ty jesteś dorosłą kobietą, nie zaś małą dziewczynką.

8 163

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)mnie to nie cieszyło, nawet nie wierzyłam im, bo nigdy nie usłyszałam od niego: jestem z ciebie dumny, kiedy się chwaliłam zdanym egzaminem na 5 to słyszałam: no skoro się uczyłaś to zdałaś....(...)

To najlepszy dowód Twego uzależnienia się od jeszczemęża. Nie robiłaś nic dla siebie, dla własnej satysfakcji, tylko po to, by on pochwalił. Zap mniałaś tylko, że mąż nie był Twoim tatusiem, a Ty jesteś dorosłą kobietą, nie zaś małą dziewczynką.

I tu zahaczyłaś o bardzo istotną sprawę o której zapomniałam.... W pierwszą rocznicę ślubu spakowałam się i chciałam odejść, ale mąż wrócił szybciej i zostałam, ba nawet sama musiałam się rozpakować by drugi raz taka głupota nie przyszła mi do głowy.... ale nie o tym chciałam napisać - przyczyną mojego odejścia był fakt, że mąż traktował mnie jak dziecko, czułam się przy nim jak przy ojcu, którego nie "miałam". Tata mieszkał z nami, ale brakowało mi jego, ciągle pracował, nigdy nie przytulił, nie pochwalił, nie porozmawiał, ale nie dlatego, że nie chciał, on nie umiał okazać swoich uczuć, do dzisiaj ma z tym problemy, a mąż na początku zastępował mi ojca którego mi tak brakowało....

No i mamy kolejną przyczynę mojego uzależnienia....

8 164 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-19 21:43:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mąż ani żaden inny człowiek nigdy nie zniweluje braku ojca, który okazuje uczucia.
Nikt nigdy nie cofnie czasu i nie nadrobi straconego czasu.
Uwierz mi, można żyć dobrze i godnie, mimo różnych braków w dzieciństwie. To po Twojej stronie jest uświadomienie sobie, że jesteś teraz dorosłą osobą i żadnego tatusia nie potrzebujesz. Dorosła, dojrzała osoba ani tatusia, ani mamusi nie potrzebuje. To dziecko potrzebuje ich opieki i troski, bo inaczej nie przeżyje.

8 165 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-19 21:48:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Mąż ani żaden inny człowiek nigdy nie zniweluje braku ojca, który okazuje uczucia.
Nikt nigdy nie cofnie czasu i nie nadrobi straconego czasu.
Uwierz mi, można żyć dobrze i godnie, mimo różnych braków w dzieciństwie. To po Twojej stronie jest uświadomienie sobie, że jesteś teraz dorosłą osobą i żadnego tatusia nie potrzebujesz. Dorosła, dojrzała osoba ani tatusia, ani mamusi nie potrzebuje. To dziecko potrzebuje ich opieki i troski, bo inaczej nie przeżyje.

Tak Wielokropku, dzisiaj ja to wiem, ale 17 lat temu byłam tego nieświadoma, to, że lgnęłam do niego to podświadomy brak uczuć ojca, a w mężu to dostałam, przecież gdybym wtedy to wszystko umiałam nazwać, jak dzisiaj, to bym się w to bagno nie wpakowała... tak myślę....

Szukam przyczyn dlaczego pozwoliłam tak się "zniewolić"....

8 166 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-11-19 22:00:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom, przyczyn naszego uzależnienia jest pewnie wiele. Ja być może też uzależniłam się od męża (- dopiero po przeczytaniu Twojego posta- olśniło mnie), bo mój tato też wciąż pracował i też do dziś nie potrafi okazywać uczuć, z resztą jego mama też taka była-jakoś tak widać z dziada , pradziada. Ale mimo tego musimy zacząć wierzyć w siebie. Zwrócić uwagę na to, co jest teraz i co należy zrobić, żeby przywrócić wiarę w siebie samą. Poniekąd to uzależnienie zależy tylko od nas samych, od naszych charakterów (ja chyba wyniosłam to jeszcze z domu-mama też wydaje mi się uzależniona w pewien sposób od taty), od chęci tego, żeby ktoś nas akceptował, chwalił, kochał na zawsze. I wiesz, myślę, że czas skupić się na sobie. Ja walczę wciąż sama ze sobą, by skupić się na sobie, na tym , co dla mnie jest ważne, staram się być trochę egoistką i robić pewne rzeczy, tak jak mi się podoba itd., staram się przekierowywać własne myśli na mnie samą, a nie myśleć co on, co by pomyślał, zrobił itd. Nie jest to łatwe, absolutnie, ale trzeba tak. U mnie dochodzi jeszcze poczucie, że może czasem za bardzo chciałam "kontrolować" męża, że chciałam wiedzieć o nim wszystko, że sama też mówiłam jemu o sobie dosłownie wszystko także i tego wymagałam. Tyle, że czytając to forum, uświadamiam sobie, że każdy z nas jest odrębnym człowiekiem i każdy pewną własną niezależność musi mieć, ja się chyba w tym zatraciłam...dawno temu.
Mój mąż twierdzi, że kocha mnie, widzę, że chyba widzi to co stracił, kiedy nie byliśmy ze sobą te 1,5 roku i chyba teraz ciężko byłoby mu wrócić do tej "samotności" sprzed roku. Chociaż z drugiej strony to on ma przeróżne oblicza swojego postępowania, więc...
Ankinom-bardzo chciałabym , abyś pokonała to wszystko i wyszła na prostą w życiu i zaznała szczęścia, prawdziwego szczęścia...

8 167

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Szukaj, szukaj. Napisałam wyżej, że w tych odpowiedziach jest klucz do Twej niezależności. Będąc świadomą swych deficytów z dzieciństwa możesz podjąć decyzję o życiu bez ich zaspokojenia (bo niemożliwe jest to), o kierowaniu się rozsądkiem, o trzymaniu swego "głupiego" rozumu na smyczy.

8 168

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Mąż ani żaden inny człowiek nigdy nie zniweluje braku ojca, który okazuje uczucia.
Nikt nigdy nie cofnie czasu i nie nadrobi straconego czasu.
Uwierz mi, można żyć dobrze i godnie, mimo różnych braków w dzieciństwie. To po Twojej stronie jest uświadomienie sobie, że jesteś teraz dorosłą osobą i żadnego tatusia nie potrzebujesz. Dorosła, dojrzała osoba ani tatusia, ani mamusi nie potrzebuje. To dziecko potrzebuje ich opieki i troski, bo inaczej nie przeżyje.

Wielokropku, nie jest to tak do konca, troche smutno mi sie zrobilo, po Twoim oswiadczeniu, ale rozumiem kontekst wypowiedzi i odpowiedzi dla Ankinom.

8 169 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-19 23:01:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co nie jest tak do końca?
Z czego wynika ten Twój smutek?

8 170

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Co nie jest tak do końca?
Z czego wynika ten Twój smutek?

To czy potrzebujemy jako dorosle osoby tatusia czy mamusi, to zaczynamy rozumiec dopiero po ich smierci,ale to moze zbyt wielki skrot myslowy, ktorego uzylam, i kontekst zupelnie inny. Ze wspomnien takze pojawil sie w moim poście jakiś smutek, wywolalas we mnie refleksje niezupelnie do konca zwiazana z watkiem zdrady i rozwodu.

8 171 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-19 23:13:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie trzeba śmierci rodziców, by pomyśleć i zdać sobie sprawę, że nie potrzebujemy ich (podobnie z mężami). Nie jest to równoznaczne z różnymi przeżywanymi emocjami, ze wspomnieniami, z liczeniem się z ich zdaniem. Są jednak i tacy dorośli, którzy do swojej (a nie rodziców) śmierci są od nich uzależnieni.

A to takie proste: zauważyć że mocno stoimy na własnych nogach i nie potrzebujemy opierać się na innych. Takie stwierdzenie faktu dodaje mocy. Zachęcam.

8 172

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja to byłam i pewnie jestem jeszcze nie raz mamusią dla mojego męża, bo jego mama nigdy szczególnie się nim nie ineteresowała i nie okazywała tego co czuje smile dodatkowa komplikacja w tym związku.

Wielokropek napisał/a:

A to takie proste: zauważyć że mocno stoimy na własnych nogach i nie potrzebujemy opierać się na innych. Takie stwierdzenie faktu dodaje mocy. Zachęcam.

Zachęcaj Wielokropku, bo to w życiu bardzo ważne, aby być stabilnym na własnych nogach, właściwie to podstawa.

8 173 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-19 23:23:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ta komplikację możesz błyskawicznie zlikwidować. tongue
Przestać matkować dorosłemu, będącemu Twoim mężem, mężczyźnie. 
A jeżeli Twój mąż w dalszym ciągu przeżywa konsekwencje życia z mamusią nie okazującą uczuć, niech uda się na własną terapię.

A Ciebie zachęcam do stwierdzenia faktu, że stoisz na własnych nogach i owijania się wokół męża nie potrzebujesz.

8 174

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

A to takie proste: zauważyć że mocno stoimy na własnych nogach i nie potrzebujemy opierać się na innych. Takie stwierdzenie faktu dodaje mocy. Zachęcam.

Szukanie oparcia w innych to taka naturalna potrzeba, i nie myle wcale oparcia z owinieciem sie bluszczowatym na facecie. Oparciem sa takze slowa tu wypowiedziane. Z doswiadczen innych czerpie moja moc. Tak tu przetrwalam takze moje trudne chwile w zyciu po rozwodzie. Ten portal i jego uzytkownicy byli dla mni oparciem. To dodalo mi mocy, a mimo to wciaz tu zagladam :-)

8 175

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Eh, Wielokropku, co ja bym bez Ciebie zrobiła smile Zachęcona i mobilizowana zawsze smile

8 176

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lilusia50 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

A to takie proste: zauważyć że mocno stoimy na własnych nogach i nie potrzebujemy opierać się na innych. Takie stwierdzenie faktu dodaje mocy. Zachęcam.

Szukanie oparcia w innych to taka naturalna potrzeba, i nie myle wcale oparcia z owinieciem sie bluszczowatym na facecie. Oparciem sa takze slowa tu wypowiedziane. Z doswiadczen innych czerpie moja moc. Tak tu przetrwalam takze moje trudne chwile w zyciu po rozwodzie. Ten portal i jego uzytkownicy byli dla mni oparciem. To dodalo mi mocy, a mimo to wciaz tu zagladam :-)

Czym innym jest szukanie (i znajdywanie) wsparcia, czym innym uwieszanie się na innych. Jak dobrze, że znasz różnicę!

Trzymam kciuki i życzę powodzenia. smile

8 177

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Lilusia50 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

A to takie proste: zauważyć że mocno stoimy na własnych nogach i nie potrzebujemy opierać się na innych. Takie stwierdzenie faktu dodaje mocy. Zachęcam.

Szukanie oparcia w innych to taka naturalna potrzeba, i nie myle wcale oparcia z owinieciem sie bluszczowatym na facecie. Oparciem sa takze slowa tu wypowiedziane. Z doswiadczen innych czerpie moja moc. Tak tu przetrwalam takze moje trudne chwile w zyciu po rozwodzie. Ten portal i jego uzytkownicy byli dla mni oparciem. To dodalo mi mocy, a mimo to wciaz tu zagladam :-)

Czym innym jest szukanie (i znajdywanie) wsparcia, czym innym uwieszanie się na innych. Jak dobrze, że znasz różnicę!

Trzymam kciuki i życzę powodzenia. smile

Kochany Wielokropku, znam tę różnicę, aż nadto dobrze, wycierpiałam tu moje EGO i pomogla mi w tym Zazdrosc w wątku ....... Dlaczego zdradzani są głupi, jeśli masz czas, przeczytaj, zapewniam, że warto :-)

8 178 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-11-20 02:57:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

i pewnego dnia słyszę, że jestem bardzo atrakcyjna, seksowna ( przez 16 lat czekałam na te słowa) i że fajnie się ubieram - ale teraz to już nie ma znaczenia, bo on już mnie nie chce... może od początku naszego związku te jego wymagania, miały na celu zniechęcenie mnie, żebym sama odeszła, a tu psikus ja się zmieniłam i domagam się uznania, no to on wymyślał nowe wymagania - spełniam je i tak w kółko....

Ankinom piszesz " to już nie ma znaczenia, bo on mnie nie chce" - to brzmi jak rozgoryczenie.
A jednak rozgoryczenie.

ankinom napisał/a:

Nawet w stosunku do dzieci stosuje szantaż, umówił się z synem, że on przestanie na niego krzyczeć, a syn w zamian będzie jego słuchał... kupił dzieciom nowe meble i słyszę, jak tatuś grozi, że je odda i nie żartuje jak syn czegoś nie zrobi .... to jest chore..... w tym domu panuje strach, szantaż, poniżanie i wielki smutek....i pomyśleć, że sama do tego doprowadziłam.... przez swoją głupotę i naiwność

Ty do tego doprowadziłaś? Przecież to on szantażuje, straszy i uprawia zakazane metody wychowawcze

ankinom napisał/a:

, dzisiaj można to naprawić, ale pozostaną pokaleczone serca stracone nadzieje...na normalny, zdrowy dom, w którym jest miłość, szacunek i radość....

Dlaczego piszesz, dlaczego myślisz o straconych nadziejach na normalny dom. Ja odchodząc od męża właśnie miałam nadzieję na zdrowy i normalny dom. Moje nadzieje spełniają się. Teraz wszyscy mamy bezpieczny dom, teraz chłopcy nie chcą jego powrotu bo dom bez niego jest dla nich fajny, milszy, stabilny. I ja i synowie jesteśmy bez niego szczęśliwsi. Oczywiście są między nami spięcia ale rozmawiamy, argumentujemy i rozwiązujemy problemy. Ciężko mi idzie przekazywanie im obowiązków, mobilizowanie do pomocy (do tej pory na mnie wszystko spoczywało- taki był wymóg męża, który niestety dostał ode mnie przyzwolenie na to) ale sposobem powoli udaje mi się osiągnąć cel. Już nie słyszą tatusiowego powiedzenia "dzieci i ryby głosu nie mają". Ich głos jest brany pod uwagę i oni to doceniają. Doceniają też moją szczerość. Nie zawsze mam dla nich dobre wiadomości ale po przekazaniu ich słyszę jak dyskutują o nich, rozważają, doradzają. Zaskakują mnie swoją dorosłością, rozwagą.

8 179

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

.Tata mieszkał z nami, ale brakowało mi jego, ciągle pracował, nigdy nie przytulił, nie pochwalił, nie porozmawiał, ale nie dlatego, że nie chciał, on nie umiał okazać swoich uczuć, do dzisiaj ma z tym problemy, a mąż na początku zastępował mi ojca którego mi tak brakowało....

No i mamy kolejną przyczynę mojego uzależnienia....

Nie zgadzam się z Tobą. Znam kobietę wychowaną w domu dziecka. Po śmierci jej matki, ojciec ożenił się po raz drugi i swoje dzieci oddał do domu dziecka. Ta kobieta jest przykładem silnej, rozsądnej osoby. Wiele razy zaskoczyła mnie swoim rozsądkiem i siłą. Według Twojego rozumowania powinna ona leżeć i płakać, bo nie miała miłości ani ojca ani matki. Ona zaś mówi, że mocno ją skrzywdzono i nie pozwoli się więcej krzywdzić. Stworzyła dom, w którym bardzo dużo uwagi poświęca się dzieciom. W tym domu czuje się miłość, szacunek i partnerstwo.

8 180

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lilusia50 napisał/a:

pomogla mi w tym Zazdrosc w wątku ....... Dlaczego zdradzani są głupi, jeśli masz czas, przeczytaj, zapewniam, że warto :-)

Warto, warto poczytać słowa ZAZDROSCI i nie tylko w tamtym wątku smile
Ja tez należę do osób, którym ta mądra kobieta pomogła uzmysłowić różne rzeczy, zrozumieć.
Czytam jej słowa jak najlepszy poradnik, jak przewodnik. To ona otworzyła mi oczy na rzeczywistość, na siebie, na dobro, na zło, na naiwność, na strach, na śmieszność i na wiele innych rzeczy. Potwierdzenie tego wszystkiego odnajduję  w słowach Wielokropka. Jestem gotowa w ciemno podpisać sie pod każdym postem tych mądrych kobiet, jestem gotowa sto, tysiąc razy im dziękować za to, że są, że miałam okazję je czytać.

8 181

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Można narzekać na rzeczywistość, tylko nie robi to na niej żadnego wrażenia. tongue

Jest takie powiedzenie: albo pogodzisz się z rzeczywistością, albo będziesz się męczyć.

To prawda co piszesz.
Jeśli nie mamy wpływu na coś to mamy do wyboru albo pogodzić się z tą rzeczywistością
albo nad nią płakać. Dokładnie tak jest - narzekanie nie zmieni rzeczywistości,
nasz płacz również więc pozostaje pogodzenie się z nią.

8 182

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

i pewnego dnia słyszę, że jestem bardzo atrakcyjna, seksowna ( przez 16 lat czekałam na te słowa) i że fajnie się ubieram - ale teraz to już nie ma znaczenia, bo on już mnie nie chce... może od początku naszego związku te jego wymagania, miały na celu zniechęcenie mnie, żebym sama odeszła, a tu psikus ja się zmieniłam i domagam się uznania, no to on wymyślał nowe wymagania - spełniam je i tak w kółko....

Ankinom piszesz " to już nie ma znaczenia, bo on mnie nie chce" - to brzmi jak rozgoryczenie.
A jednak rozgoryczenie.

ankinom napisał/a:

Nawet w stosunku do dzieci stosuje szantaż, umówił się z synem, że on przestanie na niego krzyczeć, a syn w zamian będzie jego słuchał... kupił dzieciom nowe meble i słyszę, jak tatuś grozi, że je odda i nie żartuje jak syn czegoś nie zrobi .... to jest chore..... w tym domu panuje strach, szantaż, poniżanie i wielki smutek....i pomyśleć, że sama do tego doprowadziłam.... przez swoją głupotę i naiwność

Ty do tego doprowadziłaś? Przecież to on szantażuje, straszy i uprawia zakazane metody wychowawcze

ankinom napisał/a:

, dzisiaj można to naprawić, ale pozostaną pokaleczone serca stracone nadzieje...na normalny, zdrowy dom, w którym jest miłość, szacunek i radość....

Dlaczego piszesz, dlaczego myślisz o straconych nadziejach na normalny dom. Ja odchodząc od męża właśnie miałam nadzieję na zdrowy i normalny dom. Moje nadzieje spełniają się. Teraz wszyscy mamy bezpieczny dom, teraz chłopcy nie chcą jego powrotu bo dom bez niego jest dla nich fajny, milszy, stabilny. I ja i synowie jesteśmy bez niego szczęśliwsi. Oczywiście są między nami spięcia ale rozmawiamy, argumentujemy i rozwiązujemy problemy. Ciężko mi idzie przekazywanie im obowiązków, mobilizowanie do pomocy (do tej pory na mnie wszystko spoczywało- taki był wymóg męża, który niestety dostał ode mnie przyzwolenie na to) ale sposobem powoli udaje mi się osiągnąć cel. Już nie słyszą tatusiowego powiedzenia "dzieci i ryby głosu nie mają". Ich głos jest brany pod uwagę i oni to doceniają. Doceniają też moją szczerość. Nie zawsze mam dla nich dobre wiadomości ale po przekazaniu ich słyszę jak dyskutują o nich, rozważają, doradzają. Zaskakują mnie swoją dorosłością, rozwagą.

To były jego słowa: "teraz to nie ma znaczenia", czyli zmieniłaś się tak jak tego wymagałem, ale teraz już Ciebie nie kocham, czyli nie potrzebnie się starałaś....za późno... bo poznałem ją  - IDEAŁ

"Przecież to on szantażuje, straszy i uprawia zakazane metody wychowawcze"
Ale ja na to pozwalam, mieszkając wciąż razem dalej będzie to stosował do mnie i do dzieci....


Stracone nadzieje - tak chciałam "normalnego" domu : mama, tata, dzieci
Oczywiście teraz w moim przypadku normalny dom to dom bez taty, ale nie do tego dążyłam, mam żal do siebie , że nie potrafiłam wybrać takiej osoby ,z  którą mogłabym stworzyć ten "dom" o którym marzyła, nie chciałam, aby moje dzieci wychowywały się bez ojca - w moim przypadku tylko taka opcja, wyprowadzka męża,  sprawi, że będę szczęśliwa, ale czy na pewno? Syn niby nie chce mieszkać z ojcem, ale uwierzył, że teraz tata będzie dobry i nie chce, aby się wyprowadzał...
Czy mam czekać, jak i moje dzieci dorosną do momentu, kiedy uznają, że nie da się żyć z ojcem, ale wtedy może być już za późno - będą miały pokaleczoną osobowość, zakrzywiony obraz rodziny....

8 183

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

.Tata mieszkał z nami, ale brakowało mi jego, ciągle pracował, nigdy nie przytulił, nie pochwalił, nie porozmawiał, ale nie dlatego, że nie chciał, on nie umiał okazać swoich uczuć, do dzisiaj ma z tym problemy, a mąż na początku zastępował mi ojca którego mi tak brakowało....

No i mamy kolejną przyczynę mojego uzależnienia....

Nie zgadzam się z Tobą. Znam kobietę wychowaną w domu dziecka. Po śmierci jej matki, ojciec ożenił się po raz drugi i swoje dzieci oddał do domu dziecka. Ta kobieta jest przykładem silnej, rozsądnej osoby. Wiele razy zaskoczyła mnie swoim rozsądkiem i siłą. Według Twojego rozumowania powinna ona leżeć i płakać, bo nie miała miłości ani ojca ani matki. Ona zaś mówi, że mocno ją skrzywdzono i nie pozwoli się więcej krzywdzić. Stworzyła dom, w którym bardzo dużo uwagi poświęca się dzieciom. W tym domu czuje się miłość, szacunek i partnerstwo.

Każdy jest inny, skąd ta pewność, że nie brakowało mi ojca i dlatego podświadomie szukałam go u innych?

Na początku czułam się przy mężu bezpieczna, opiekował się mną, o wszystkim decydował, fakt pomyliły nam się rolę.... i dzisiaj za to płacą nasze dzieci....

8 184

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Ankinom, przyczyn naszego uzależnienia jest pewnie wiele. Ja być może też uzależniłam się od męża (- dopiero po przeczytaniu Twojego posta- olśniło mnie), bo mój tato też wciąż pracował i też do dziś nie potrafi okazywać uczuć, z resztą jego mama też taka była-jakoś tak widać z dziada , pradziada. Ale mimo tego musimy zacząć wierzyć w siebie. Zwrócić uwagę na to, co jest teraz i co należy zrobić, żeby przywrócić wiarę w siebie samą. Poniekąd to uzależnienie zależy tylko od nas samych, od naszych charakterów (ja chyba wyniosłam to jeszcze z domu-mama też wydaje mi się uzależniona w pewien sposób od taty), od chęci tego, żeby ktoś nas akceptował, chwalił, kochał na zawsze. I wiesz, myślę, że czas skupić się na sobie. Ja walczę wciąż sama ze sobą, by skupić się na sobie, na tym , co dla mnie jest ważne, staram się być trochę egoistką i robić pewne rzeczy, tak jak mi się podoba itd., staram się przekierowywać własne myśli na mnie samą, a nie myśleć co on, co by pomyślał, zrobił itd. Nie jest to łatwe, absolutnie, ale trzeba tak. U mnie dochodzi jeszcze poczucie, że może czasem za bardzo chciałam "kontrolować" męża, że chciałam wiedzieć o nim wszystko, że sama też mówiłam jemu o sobie dosłownie wszystko także i tego wymagałam. Tyle, że czytając to forum, uświadamiam sobie, że każdy z nas jest odrębnym człowiekiem i każdy pewną własną niezależność musi mieć, ja się chyba w tym zatraciłam...dawno temu.
Mój mąż twierdzi, że kocha mnie, widzę, że chyba widzi to co stracił, kiedy nie byliśmy ze sobą te 1,5 roku i chyba teraz ciężko byłoby mu wrócić do tej "samotności" sprzed roku. Chociaż z drugiej strony to on ma przeróżne oblicza swojego postępowania, więc...
Ankinom-bardzo chciałabym , abyś pokonała to wszystko i wyszła na prostą w życiu i zaznała szczęścia, prawdziwego szczęścia...

Pokonamy obie - jesteśmy na dobrej drodze bo widzimy, że coś tu nie gra, bo czujemy się źle z tym, bo marzymy o prawdziwym szczęściu....szukamy innej drogi, słusznej drogi...

Ja też coraz bardzie "dbam" o siebie, ale jeszcze daleko mi do normalności....ale małymi kroczkami do przodu....

8 185

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Można narzekać na rzeczywistość, tylko nie robi to na niej żadnego wrażenia. tongue

Jest takie powiedzenie: albo pogodzisz się z rzeczywistością, albo będziesz się męczyć.

To prawda co piszesz.
Jeśli nie mamy wpływu na coś to mamy do wyboru albo pogodzić się z tą rzeczywistością
albo nad nią płakać. Dokładnie tak jest - narzekanie nie zmieni rzeczywistości,
nasz płacz również więc pozostaje pogodzenie się z nią.

A może warto próbować zmienić tą rzeczywistość? Rzeczywistość to my i nasze działanie...
Na przykład ja: jeżeli pogodzę się z rzeczywistością - czyli nadal będę mieszkać  z mężem, bo teraz to moja rzeczywistość to na starcie przegrałam... szukam wyjścia, czyli zmieniam rzeczywistość.... właśnie godząc się z rzeczywistością to skazuje się na męki...

8 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Można narzekać na rzeczywistość, tylko nie robi to na niej żadnego wrażenia. tongue

Jest takie powiedzenie: albo pogodzisz się z rzeczywistością, albo będziesz się męczyć.

To prawda co piszesz.
Jeśli nie mamy wpływu na coś to mamy do wyboru albo pogodzić się z tą rzeczywistością
albo nad nią płakać. Dokładnie tak jest - narzekanie nie zmieni rzeczywistości,
nasz płacz również więc pozostaje pogodzenie się z nią.

A może warto próbować zmienić tą rzeczywistość? Rzeczywistość to my i nasze działanie...
Na przykład ja: jeżeli pogodzę się z rzeczywistością - czyli nadal będę mieszkać  z mężem, bo teraz to moja rzeczywistość to na starcie przegrałam... szukam wyjścia, czyli zmieniam rzeczywistość.... właśnie godząc się z rzeczywistością to skazuje się na męki...

Przytoczyłam znane powiedzenie w odpowiedzi na Twój post o tej treści:

ankinom napisał/a:

(...)Los jest przewrotny, jeszcze kila miesięcy temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego, dzisiaj sobie nie wyobrażam życia z nim, wcześniej kombinowałam jak tu jego zatrzymać teraz szukam sposobu jak od niego odejść, dziwne prawda....

eh rzeczywistość jest brutalna nie ma miejsca na kombinowanie, koloryzowanie, jest bolesna... przynajmniej na tym etapie....

Pogodzić się  z rzeczywistością, to niezaprzeczanie jej, niezaprzeczanie faktom, to nieprzekręcanie rzeczywistości. To przyznanie: mąż mnie nie kocha, mąż mnie poniża. lekceważy, itp. Pogodzenie się z rzeczywistością nie oznacza zgody na kiepskie (delikatnie rzecz nazywając) traktowanie, na mieszkanie z psychopatą lub charakteropatą, itp.

8 187 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-11-21 07:28:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:

To prawda co piszesz.
Jeśli nie mamy wpływu na coś to mamy do wyboru albo pogodzić się z tą rzeczywistością
albo nad nią płakać. Dokładnie tak jest - narzekanie nie zmieni rzeczywistości,
nasz płacz również więc pozostaje pogodzenie się z nią.

A może warto próbować zmienić tą rzeczywistość? Rzeczywistość to my i nasze działanie...
Na przykład ja: jeżeli pogodzę się z rzeczywistością - czyli nadal będę mieszkać  z mężem, bo teraz to moja rzeczywistość to na starcie przegrałam... szukam wyjścia, czyli zmieniam rzeczywistość.... właśnie godząc się z rzeczywistością to skazuje się na męki...

Pogodzić się  z rzeczywistością, to niezaprzeczanie jej, niezaprzeczanie faktom, to nieprzekręcanie rzeczywistości. To przyznanie: mąż mnie nie kocha, mąż mnie poniża. lekceważy, itp. Pogodzenie się z rzeczywistością nie oznacza zgody na kiepskie (delikatnie rzecz nazywając) traktowanie, na mieszkanie z psychopatą lub charakteropatą, itp.

Ja miałam na myśli np. nieuleczalną chorobę. NIE MAMY na nią WPŁYWU i ani płacz ani narzekanie nie zmieni nic. Poprawić nasze samopoczucie psychiczne może jedynie POGODZENIE się z tym faktem (chorobą).
Czy przy mężu alkoholiku, charakteropacie mamy wpływ na zmianę rzeczywistości ? Tak, odchodząc od niego. Narzekanie i płacz nie zmieni nic, jedynie odejście od niego zmieni rzeczywistość.

8 188

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:

To prawda co piszesz.
Jeśli nie mamy wpływu na coś to mamy do wyboru albo pogodzić się z tą rzeczywistością
albo nad nią płakać. Dokładnie tak jest - narzekanie nie zmieni rzeczywistości,
nasz płacz również więc pozostaje pogodzenie się z nią.

A może warto próbować zmienić tą rzeczywistość? Rzeczywistość to my i nasze działanie...
Na przykład ja: jeżeli pogodzę się z rzeczywistością - czyli nadal będę mieszkać  z mężem, bo teraz to moja rzeczywistość to na starcie przegrałam... szukam wyjścia, czyli zmieniam rzeczywistość.... właśnie godząc się z rzeczywistością to skazuje się na męki...

Przytoczyłam znane powiedzenie w odpowiedzi na Twój post o tej treści:

ankinom napisał/a:

(...)Los jest przewrotny, jeszcze kila miesięcy temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego, dzisiaj sobie nie wyobrażam życia z nim, wcześniej kombinowałam jak tu jego zatrzymać teraz szukam sposobu jak od niego odejść, dziwne prawda....

eh rzeczywistość jest brutalna nie ma miejsca na kombinowanie, koloryzowanie, jest bolesna... przynajmniej na tym etapie....

Pogodzić się  z rzeczywistością, to niezaprzeczanie jej, niezaprzeczanie faktom, to nieprzekręcanie rzeczywistości. To przyznanie: mąż mnie nie kocha, mąż mnie poniża. lekceważy, itp. Pogodzenie się z rzeczywistością nie oznacza zgody na kiepskie (delikatnie rzecz nazywając) traktowanie, na mieszkanie z psychopatą lub charakteropatą, itp.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - to prawda rzeczywistość to to, ze mąż mnie nie kocha - trzeba się z tym pogodzić, niezaprzeczalnie.... druga strona medalu - rzeczywistość to wspólne mieszkanie i tutaj nie mogę pogodzić się z rzeczywistością jakakolwiek by nie była,
i tak sobie to przeczytałam i wyszło to samo co napisałaś smile

8 189

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witam panie w poniedzialek, mrozny jak sto diablow.

Rozumiem ankinim, ze maz nadal szopki odstawia i teraz oswiadczyl dzieciom SWOJA wole pozostania w domu..przy czym zrobil to w perfidny sposob mowiac to tak, jakbys Ty je straszyla odejsciem tatusia (zla mama) a on z milosci do dzieci i calego swiata nawet o tym nigdy nie pomyslal:) Jest niesamowity w swojej bezczelnosci. Domniemam tez, ze przypadkowo "zapomnial" nadmienic dzieciom, ze nadal bedzie utrzymywal kolezenskie i nie tylko stosunki z roznymi ciociami? A mamusia nie ma prawa wyboru tylko buzie w ciup i poslusznie sie zgadzac:))
Rewelacja nie uklad:)

Ty w ogole masz jakies prawo glosu w waszym domu czy panuje pelna dyktatura?

8 190

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

witam panie w poniedzialek, mrozny jak sto diablow.

Rozumiem ankinim, ze maz nadal szopki odstawia i teraz oswiadczyl dzieciom SWOJA wole pozostania w domu..przy czym zrobil to w perfidny sposob mowiac to tak, jakbys Ty je straszyla odejsciem tatusia (zla mama) a on z milosci do dzieci i calego swiata nawet o tym nigdy nie pomyslal:) Jest niesamowity w swojej bezczelnosci. Domniemam tez, ze przypadkowo "zapomnial" nadmienic dzieciom, ze nadal bedzie utrzymywal kolezenskie i nie tylko stosunki z roznymi ciociami? A mamusia nie ma prawa wyboru tylko buzie w ciup i poslusznie sie zgadzac:))
Rewelacja nie uklad:)

Ty w ogole masz jakies prawo glosu w waszym domu czy panuje pelna dyktatura?

Pełna dyktatura - teraz to nawet nie mogę się kłócić bo mój mąż-manipulant: "widzisz, to twoja wina, ze dzieci mają problemy bo ty musisz mieć zawsze coś do powiedzenia. sama stwarzasz nerwową atmosferę"

eh tylko w łeb sobie strzelić...

Posty [ 8 126 do 8 190 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 124 125 126 127 128 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026