ankinom napisał/a:Na Ciebie zawsze można liczyć - kawa na ławę 
Na Twojego meza, niestety tez. Od czasu jak tu zagoscilam na tym watku, jeszcze mnie nie zawiodl:) Co jakis czas wyskakuje z jakims, coraz dziwaczniejszym, pomyslem i tak trzyma cala dyskusje w ryzach:) Ciekawe co bedzie po akcji "strych" oraz "wielki remont zwiazku"? Z Cyganami za taborem powedruje czy samobojstwem zagrozi?
Niemniej, pozdrow go od kilku forumowiczek serdeczni i dodaj, ze swietnie sluzy nam jako obiekt do badan i obserwacji nad gatunkiem homo niewiadomo (w sensie nie wiadomo co mu do lba jutro albo i za godzine strzeli). Podziekuj mu w naszym imieniu za taka wytrwalosc i obecnosc w naszym watku.
ankinom napisał/a:Tego nie wiem, co miał na myśli, bo z nim o tym nie rozmawiałam, nie wierzę, że po 16 latach takiego traktowania zmieni się, miałabym nadzieje, gdybym wiedziała, że kocha, ale nie możemy się :zgrać",
Monisiu..przez 16 lat to mozna dom zbudowac, zburzyc, na nowo postawic, las zasiac a nie jedno drzewko i potomstwa naplodzic jak do reprezentacji na Euro 2012. A nie "zgrywac sie". Zgrywac sie mozna przez okres maksymalnie roku (akurat wszystkie swieta i pory roku zaliczone i juz sie wie na co mozna liczyc z tej drugiej strony). Pozniej zmienia sie tylko obowiazki (dzieci), inne realia codzenne (wiek, zdrowie, praca, dochody) ale czlowiek bedzie ten sam. Jesli byl Ci opoka juz na poczatku to bedzie i pozniej, jesli od poczatku chrzanil wszystko w zwiazku..to i takim pozostanie za tat 100..z opcja "zmieni sie na gorsze".
Mnie by szkoda bylo kazdego nastepnego roku z takim niezgranym ze mna facetem. Niestety, sama tez madrzejsza nie bylam, bo kilka lat tez usilowalam zgrywac sie, nie tyle z eks meza co z nim, no i juz po paru latach wiedzialam, ze dupa blada z tego zgrywu bedzie. Wlasciwie, tego "olsnienia" doznalam w momencie, kiedy dostalam swoja, normalna i rozwijajaca prace. Od tego momentu..uniezaleznienia sie finansowo-towarzyskiego od niego, sprawy potoczyly sie juz w jednym kierunku czyli z gorki. Az do wielkiego finalu, rozwodu.
ankinom napisał/a:Dzisiaj dzieci, ale 3 lata temu gdy się zakochał jakoś dzieci jego za bardzo nie obchodziły, Boże no po prostu głupia bym była gdybym na to się zgodziła... ja po prostu muszę się trzymać z daleka ( to tak jak Haneczka) od niego, bo przy nim głupieję, wiesz takie obrazki jak tuląca się córeczka do taty i powtarzająca kocham tatusia, to robią mi sieczkę w głowie
Biedny Jas i Malgosia oraz mama w charakterze Baby Jagi..tatus..no poczekaj, w czym by go tu obsadzic? Dzielny Rozbojnik Rumcajs, moze lesniczy ratujacy babcie z brzucha wilka albo szewczyk trujacy smoka siarka? Monika..odloz te prochy, balki i popatrz Ty jeszcze raz na swoje dzieci. Widzisz ich usmiechniete buzie, slyszysz radosny swiergot i czujesz euforie w ich zachowaniu, obserwujesz jak biegna z wyciagnietymi raczkami i rzucaja sie usmiechnietemu tatusiowi na szyje, ktory je nastepnie tuli a potem sadza na kolana i opowiada jak mu minal dzien, czyta im bajki, bierze na spacery po parku, uczy grac w Monopol itp. Takie widzisz swoje dzieci, kiedy tatus wraca do domu albo kiedy kloci sie z Toba? Jakie dzieci widzisz w takich, czestych, momentach? I ten obrazek sobie przypominaj wielokrotnie kiedy on bedzie Ci wode z mozgu robil.
ankinom napisał/a:a jak było z Twoimi dziećmi? jak one zareagowały? nie miałaś wątpliwości ze względu na nie, bo ja uważam, że jeszcze z tym mam problem
Monika, z reka na sercu to pisze (a ciezko jedna stukac:) - odsapnely. Szczegolnie syn, bo to nie jego wlasne dziecko i dawal to odczuc nam obojgu (mnie i synowi) niejednokrotnie i nie zawsze delikatnie. Syn powiedzial doslownie "dobrze, ze M sie wyprowadza". Teraz maja normalny kontakt jak kumple, nawet chodza czasem razem na mecze hokeja i odwiedzaja sie na Facebooku. Ale na tym koniec. Milosci ojcowsko-synowskiej tu nigdy nie bylo. Ciepla, zrozumienia tez nie.
Corka, moze na poczatku, troszke czula sie zagubiona, smutna ale to minelo tak blyskawicznie, ze nawet tego nie pamietam. Ona tez odczuwala ze zle sie dzialo i nagle po odejsciu taty zobaczyla, ze mama znow sie usmiecha i nie warczy ani nie placze. Ze ma wiecej checi, energii i czasu dla niej. Bardzo szybko..az dziw, ze tak szybko, polubila mojego nowego partnera. Nie przestala kochac tate, jest u niego tak czesto jak tego oboje chca, czyli mniej wiecej co drugi weekend ale kocha nas oddzielnie bardziej niz kiedy bylismy razem. Sama jakis czas temu powiedziala, ze juz by nie chciala abysmy razem ze soba kiedys byli i ze teraz jest duzo lepiej. Nowemu "tatusiowi" na glowe by chetnie wlazla ale juz jej na to tak bardzo nie pozwalamy:)
Monika, dzieci sa o milion razy latwiejsze w przystosowaniu do nowych warunkow niz my dorosli, maja wiecej optymizmu, wiary w to, ze bedzie dobrze, zyja teraz a nie za lat 10, sa odporne i lecza rany szybciej niz wiejskie psy, sa malymi egoistami i powinnismy brac z nich przyklad a nie odwrotnie.
Jedyne o czym musisz pamietac, w razie ew. rozstania - beda liczyc na Ciebie pod kazdym wzgledem i nie mozesz ich zawiesc. To taka faza "strachu". Moga bac sie, ze skoro zniknal tatus (nawet na strychu) to moze zniknac i mama i co to wtedy bedzie. Ale ten strach mija..spokojnie i swoja stala obecnoscia i codzienna rutyna zlagodzisz to w oka mgnieniu. I nie wolno Ci przy nich plakac, nie rob tego, bo wystraszysz je. Mozesz smialo przyznac, ze jest ci zal i smutno, ze z tatusiem wam sie nie udalo ale nie placz. Przez jakis czas bedziesz ich alfa i omega i opoka ich swiata. A potem to sie wyluzuje i one Ci tez popuszcza:)
ankinom napisał/a:leć na to solarium, a nie szkoda cery? 
Cere mam dobra, bo na kremy nie zaluje i nawilzam jak sie patrzy:) A na solarke latam gora rax w tygodniu na jakies 8-12 minut..dla zdrowszego wygladu. Bo bez to wygladam zima jak trup na sniegu.