netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 950 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 118 119 120 121 122 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 736 do 7 800 z 26 310 ]

7 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak bardzo chciałabym być już na miejscu niektórych z Was, już przekonana o wszystkim, świadoma decyzji i dążąca tylko do lepszego życia sad

7 737

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
annaJo napisał/a:

Izula, Dziewczyny..ja mam już właściwie wszystko zakończone, więc może moje perypetie i ich opis coś pomogą.
W Warszawie mam najlepszego prawnika, jakiego każdej z was mogłabym polecić. Doświadczony (nie ma już 30 lat.), mądry, ambitny, nastawiony na wygranie sprawy i klienta, a nie na kasę, nie jest drogi (ustala się z nim kwotę i nawet jeśli sprawa trwałaby 5 lat ni weźmie więcej niż ustalone, a jeśli zasądzone będą koszta stawiennictwa odlicza je z całości), a każdemu poświęca tyle czasu ile sprawa wymaga, wielokrotnie siedziałam u niego po 2-3 godziny. Wygrałam z nim WSZYSTKIE sprawy, a jak na 4 lata trochę się tego uzbierało. W kolejności chronologicznej to: sprawa rozwodowa z apelacją (orzeczenie jego winy, rozwodu nie dostał, w międzyczasie miałam zasądzone zabezpieczenie alimentacyjne na córę i na siebie, mimo, że pracowałam, a ex był pod kreską), sprawa o zwrot przywłaszczonego majątku z apelacją (jedyna sprawa założona przeze mnie, koszta poniósł ex w całości), sprawa o rozdzielność majątkową z apelacją, sprawa o separację z mojej winy przekształcona przeze mnie na samym końcu na rozwód z jego winy. Do tego była jeszcze cała akcja komornicza odzyskania zasądzonej kasy i ugoda, którą też adwokat przygotował.
Może u mnie nie wyszło to tak jak w Ameryce, ale za długi (ta kasa z której oczyścił mi konta) i odsetki sądowe 13% rocznie przejęłam cały dom. Z pozostałego majątku wspólnego już niewiele było, bo większość kryzys mu zeżarł i wydał na adwokatów i opłaty sądowe, no ale samochód też mi został, trochę pieniędzy musiał mi dopłacić, połowa jego OFE też do mnie przejdzie i jeszcze jest mi trochę winien i wyegzekwuję do ostatniej złotówki.
Izula, mieszkanie kupiliście z jego spadku, ale kiedy to było. Przepisy pozwalają na przeniesienie majątku odrębnego do majątku wspólnego, więc jeśli ex nie byłby w stanie udowodnić, że kupując mieszkanie on zachował swoją odrębność majątkową, masz szansę na zyskanie więcej niż myślisz. Najlepszy byłby na to papier, ale zeznania świadków też mogą pomóc. Banki przechowują historie rachunków 10 lat, a świadkowie tobie przychylni na pewno słyszeli wypowiedzi, że to wszystko dla nas, nasze wspólne itp.
Ja wprawdzie musiałam udowodnić, że spadku po rodzicach nie włożyłam w budowę domu, ale tematykę poznałam.
Teraz sprawa jego własności i korzystanie z mieszkania. Wyprowadził się, ale jest współwłaścicielem. Jeśli nie ma w mieszkaniu jego rzeczy osobistych, to oznacza, że już ten pan tu nie mieszka. Wrócić oczywiście może?. z nakazem sądowym. Nie mów mu o tym teraz, żeby nie starał się o taki nakaz. Raczej sugerowałaby porozmawianie z dzielnicowym z prośbą o dyskrecję. A gdyby zaczął się awanturować, zawsze z tego przepisu skorzystasz. Nazywa się to samoistna utrata prawa korzystania.
Zbieraj dowody, rachunki, maile, billingi Każdy papier może Ci się kiedyś przydać.

Mieszkanie kupiliśmy w czasie trwania małżeństwa i w akcie notarialnym zakupu mieszkania jest wpis że zostało kupione ze środków wspólnoty małżeńskiej i dobranego kredytu. Jaki byłby najlepszy papier potwierdzający tę okoliczność?  Do momentu wyprowadzki w zeszłym tygodniu płaciliśmy oboje po połowie rachunki teraz robię to sama. Prawniczka mi powiedziała że on ma prawo do mieszkania tak jak ja mimo że się wyprowadził jest zameldowany i widnieje w akcie jako współwłaściciel mieszkania i nie mogę nic zrobić w tej kwestii żeby nie przyłaził. Daj mi może namiary na tego prawnika ile bierze?

7 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja zrobiłam lepszy numer, w 16 rocznicę ślubu wręczyłam jemu pozew rozwodowy, ale jeszcze jego nie opłaciłam, o czym mój małżonek nie wiedział, myślałam, o naiwna!, że to zrobi na nim wrażenie, nie wiem czego oczekiwałam? tzn. wiem, miałam nadzieję, tak przyznaję, wtedy jeszcze miałam nadzieję, jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że nas już nie ma, a mój mąż zaskoczył mnie? wtedy tak, było to dla mnie zaskoczeniem, nie to chciałam usłyszeć  - zapytał: "czy na pewno tego chcę? skoro tak, to ok, to moja decyzja, bo on nie chce rozwodu???? "....nawet się "chwilę" nad tym nie zastanowił ...

tak muszę się wybrać do prawnika, bo tamten pozew to taki na pokaz, bez pranych rozwiązań....

Widzisz, jak to czlowiek uczy sie na wlasnych bledach a potem jeszcze poucza innych? Sama zrobilam ppodobny numer tylko nie raz a ze 3 razy. Poszlam nawet dalej, bo podpisalismy oboje, ja zawiozlam do sadu, oplacilam (male pieniadze) a nastepnie albo wycofalismy ten wniosek albo nie zlozylismy po 6-ciu miesiacach wniosku potwierdzajacego nasza decyzje (co jest ostatnim etapem, po 2 tyg. od tego drugiego wniosku jest sie po rozwodzie). U nas nie ma zadnych rozpraw o ile nie ma o co sie sadzic. Dwa papierki, 6,5 miesiaca (z tego 2 jeszcze razem), oplata ok. 70? i po jablkach.

No i przez te wczesniejsze gierki, ten ostatni raz byl przez eksa traktowany jako kolejny szantaz a nie rozwod na powaznie.

Dopiero jak zobaczyl, ze tym razem nie tylko zanioslam, zaplacilam ale pozalatwialam tez inne sprawy (oddzielne konto, przepisanie rachunkow za mieszkanie, prad, rozne takie na siebie)  i zaczelam wyszukiwac mu dogodne lokale do wynajecia to uwierzyl.

Dlatego nie dziw sie Moniko, ze i Twoj wciaz sadzi, ze to zabawa i puste babskie gadanie. Oj zdziwi sie i to bardzo, jak z "dla picu wyjdzie bez picu":))

I jeszcze bedziesz po tych Himalajach smigac jak kozica.

Ja widzę, że Ty jesteś "taka baba z jajami" (to komplement smile ) . Ja dopiero uczę się asertywności, dla mnie nie jest problemem załatwienie tych wszystkich formalnych spraw, ale nie potrafiłabym :wyprowadzić" męża, nawet jak bym znalazła jemu mieszkanie a on by stwierdził, że się nie wyprowadzi to nic bym nie zrobiła. Rozwiązaniem jest jedynie prawny rozwód i nakaz sądowy...

Ja na dzień dzisiejszy jestem uzależniona finansowo od męża i on to wykorzystuje, mam pracę i dostałabym alimenty  i to te najmniejsze, bo u nas w Polsce sąd bierze pod uwagę zaświadczenie o zarobkach z pracy, a te są wystawiane na najniższą krajową, choć mężowie zarabiają 5 razy tyle... alimenty plus moja pensja = cieniutko, oj cieniutko, i jest jeszcze coś: panicznie boję się biedy...

Sąd bierze pod uwagę papierek jeśli nikt nie zaprzeczy, że nie jest inaczej. Wystarczy przedstawić dowody, że tak nie jest. To bzdura. Sąd dobrze wie jak wszyscy kręcą żeby się wyłgać.

7 739

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Mieszkanie kupiliśmy w czasie trwania małżeństwa i w akcie notarialnym zakupu mieszkania jest wpis że zostało kupione ze środków wspólnoty małżeńskiej i dobranego kredytu. Jaki byłby najlepszy papier potwierdzający tę okoliczność?  Do momentu wyprowadzki w zeszłym tygodniu płaciliśmy oboje po połowie rachunki teraz robię to sama. Prawniczka mi powiedziała że on ma prawo do mieszkania tak jak ja mimo że się wyprowadził jest zameldowany i widnieje w akcie jako współwłaściciel mieszkania i nie mogę nic zrobić w tej kwestii żeby nie przyłaził. Daj mi może namiary na tego prawnika ile bierze?

napiszę ci na  priv

7 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

jakie kroki? Poszłam do prawnika i dalej jestem w punkcie wyjścia co z tego że mieszkam sama jak nie wiem jak długo? Jesli szanowny małżonek złoży pozew to po mieszkaniu a mnie nie stać na mieszkanie żeby kupic choć kawalerkę. W następnym roku mały idzie do szkoły muszę coś wymyśleć tylko nie wiem co? najlepiej by było wyprowadzić się do mamy do rodzinnego miasta skąd pochodzę ale tu z kolei problem: praca. Tu mam dobrą pracę a tam wiem że ciężko z pracą. I tak źle i tak niedobrze. poza tym męczą mnie ciągłe wizyty exa do synka. Teraz nagle dobry tatuś się zrobił. Przyjeżdża zadowolony wyśmiewa się ze mnie to boli boli jak diabli. Najchętniej bym zmieniła otoczenie byleby nie widzieć jego i jego rodzinki.

Izula nic się nie martw. Prawnik też potrafi pierniczyć. Jeśli chcesz możesz zasięgnąć opinii wielu, który lepiej zrozumie Ciebie tym lepiej dla Ciebie.
Jesteś z dzieckiem, jeśli Ci go nie zabiera do tej pory i nie traktuje jako karty przetargowej to też działa na plus. Ja myślę, że spokojnie mogłabyś się spakować i wyjechać do domu rodzinnego. Praca się znajdzie. Ja od jakiegoś czasu od przypadku do przypadku robię różne rzeczy, specjalnie nie wybieram jak widzę, że nie mam wpływu na pracę biorę co jest. Żeby przeżyć.
Weź pod uwagę to, że sędzia też człowiek i jest w stanie wiele zrozumieć. A prawnik jakiś akurat może mieć inne podejście. Mnie się opinia jednego nie podobała więc do niego nie chodzę. A poza tym mówią coś innego niż się dzieje faktycznie. Oczywiście to nie reguła.
Znam też takich co biorą kasę za rozprawę i nawet się nie pojawiają. Także... To tylko ludzie. Nie kieruj się opinią jednego.

7 741

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
izula69 napisał/a:

jakie kroki? Poszłam do prawnika i dalej jestem w punkcie wyjścia co z tego że mieszkam sama jak nie wiem jak długo? Jesli szanowny małżonek złoży pozew to po mieszkaniu a mnie nie stać na mieszkanie żeby kupic choć kawalerkę. W następnym roku mały idzie do szkoły muszę coś wymyśleć tylko nie wiem co? najlepiej by było wyprowadzić się do mamy do rodzinnego miasta skąd pochodzę ale tu z kolei problem: praca. Tu mam dobrą pracę a tam wiem że ciężko z pracą. I tak źle i tak niedobrze. poza tym męczą mnie ciągłe wizyty exa do synka. Teraz nagle dobry tatuś się zrobił. Przyjeżdża zadowolony wyśmiewa się ze mnie to boli boli jak diabli. Najchętniej bym zmieniła otoczenie byleby nie widzieć jego i jego rodzinki.

Izula nic się nie martw. Prawnik też potrafi pierniczyć. Jeśli chcesz możesz zasięgnąć opinii wielu, który lepiej zrozumie Ciebie tym lepiej dla Ciebie.
Jesteś z dzieckiem, jeśli Ci go nie zabiera do tej pory i nie traktuje jako karty przetargowej to też działa na plus. Ja myślę, że spokojnie mogłabyś się spakować i wyjechać do domu rodzinnego. Praca się znajdzie. Ja od jakiegoś czasu od przypadku do przypadku robię różne rzeczy, specjalnie nie wybieram jak widzę, że nie mam wpływu na pracę biorę co jest. Żeby przeżyć.
Weź pod uwagę to, że sędzia też człowiek i jest w stanie wiele zrozumieć. A prawnik jakiś akurat może mieć inne podejście. Mnie się opinia jednego nie podobała więc do niego nie chodzę. A poza tym mówią coś innego niż się dzieje faktycznie. Oczywiście to nie reguła.
Znam też takich co biorą kasę za rozprawę i nawet się nie pojawiają. Także... To tylko ludzie. Nie kieruj się opinią jednego.

Czekaj, a to mieszkanie to jest wasze wspólne? Przepraszam, że pytam, ale jak to właściwie jest? Może są przesłanki ku temu, że nie może Cię wyrzucić?

7 742

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

2000 wypłaty to jest bardzo dużo jak dla mnie. Jeszcze nigdy tyle miesięcznie nie zarabiałam. Mnie po odliczeniu raty zostaje na życie jakieś 800 zł, to wszystko. Także dwa sezony w butach to jest pikuś. Zostały mi do wykorzystania 5-latki. I dwie pary gaci za przeproszeniem nadających się. O mieszkaniu mogę pomarzyć. Także i tak jesteście w dużo lepszej sytuacji wink

7 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mi tez po odliczeniu wszelkich opłat  zostaje ok 800zł a jeszcze jest jedzenie ubranie ostatnio miałam nieprzewidziany wydatek w postaci naprawy auta rzędu 600zł. Mieszkanie jest wspólne bo na akcie własnościowym kupna widniejemy oboje i jest tam zapis że zostało ono (mieszkanie) zakupione ze środków wspólnoty małżeńskiej. nie ma żadnej klauzulki że zostało kupione z pieniędzy męża (bo poprzednie mieszkanie było tylko jego, dostał je w spadku po swojej babci).

7 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Więc Izula to jest pocieszające, że on z mieszkania wyrzucić Cię nie może. Jest ona zarówno tak i Twoje jak i jego. A jak dojdzie do tego, że jednak będzie je chciał mieć to będzie musiał Cię spłacić (u mnie w rodzinie była identyczna sytuacja). Zmierzaj do tego, aby zrzekł się swojej części na dzieci, chociaż wiem, że to ciężko takiego padalca zmusić, skoro zależy mu na kasie.

7 745

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pomocy, ja nie żyję z normalnym człowiekiem. Miał sie dziś wyprowadzić. Nic nie zabrał. Teraz też go nie ma. Nie mam zamiaru wpuścić go do domu. Boję się cholernie.

7 746

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Pomocy, ja nie żyję z normalnym człowiekiem. Miał sie dziś wyprowadzić. Nic nie zabrał. Teraz też go nie ma. Nie mam zamiaru wpuścić go do domu. Boję się cholernie.

To jesteśmy już we dwie -  ta tak na poprawę humoru

Liwia, I jak minęła noc ? wrócił?

O jak ja bym chciała jego "nie wpuścić" - rozważam wynajem mieszkania bo inaczej zwariuję,a mój mąż ani myśli się wyprowadzać- tak się nie da żyć - nie potrafię podejść do tego z dystansem, no nie potrafię sad

7 747 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-07 10:12:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzien dobry drogim Paniom:)

Jak wam minal weekend? Mam nadzieje, ze bez wiekszych zalaman, chociaz jak czytam posty Liwii, to mam wrazenie, ze jestem na kolejce gorskiej w jakims lunaparku. Raz w gore a za chwile..wiuuu..lubudu na dol.

mam taka moze nietypowa prosbe na dzis, opiszcie prosze jak wyglada wasz weekend w domu, moze byc ten ostatni albo inny..ale tak jak wy to widzicie i czujecie. Zwyczajnie i prosto..krok po kroku co sie wydarzylo w ten np. weekend.Wydarzylo to nie znaczy, ze dzialo sie cos nadzwyczajnego tylko jak mijal wam czas..z dziecmi, z nim, samej..opiszcie prosze wasze nastroje, pogode, rozmowy, zajecia.

To nie jest jakas terapia ale naprawde wiele mozna wyczytac i wywnioskowac po takim opisie normalnego weekendu, czasu wolnego, przeznaczonego na relaks i bycie z rodzina.

Przyznam, ze czesto ostatnio mysle o was, co robicie i jak sie czujecie w wolne dni, bez wychodzenia do pracy. Uzalezniam sie od was kobitki:)

7 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja ten weekend spędziłam pracowicie posprzatałam mieszkanie bawiłam sie z synkiem zakupy umycie autka i wizyta teściów  przyjechali odwiedzić wnuka. Oczywiście dziadek sie bawił a babcia siedziała i plotkowała bo po tygodniu urlopu była zmęczona. Mi najbardziej doskwiera brak przyjaciółki  takiej co to i pogdać i wyżalić sie można a i wyskoczyć do niej z synkiem a nie tak sama siedziec. Owszem wychodze na spacery czasami i do mc donalda czy na kulki wyskoczę z synkiem.

7 749 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-07 11:55:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Dzien dobry drogim Paniom:)

Jak wam minal weekend? Mam nadzieje, ze bez wiekszych zalaman, chociaz jak czytam posty Liwii, to mam wrazenie, ze jestem na kolejce gorskiej w jakims lunaparku. Raz w gore a za chwile..wiuuu..lubudu na dol.

mam taka moze nietypowa prosbe na dzis, opiszcie prosze jak wyglada wasz weekend w domu, moze byc ten ostatni albo inny..ale tak jak wy to widzicie i czujecie. Zwyczajnie i prosto..krok po kroku co sie wydarzylo w ten np. weekend.Wydarzylo to nie znaczy, ze dzialo sie cos nadzwyczajnego tylko jak mijal wam czas..z dziecmi, z nim, samej..opiszcie prosze wasze nastroje, pogode, rozmowy, zajecia.

To nie jest jakas terapia ale naprawde wiele mozna wyczytac i wywnioskowac po takim opisie normalnego weekendu, czasu wolnego, przeznaczonego na relaks i bycie z rodzina.

Przyznam, ze czesto ostatnio mysle o was, co robicie i jak sie czujecie w wolne dni, bez wychodzenia do pracy. Uzalezniam sie od was kobitki:)

Pierwsza podejmuję wyzwanie smile

Na dzień dobry zawiodę Twoją nadzieję - totalna załamka...

Piątek - w pracy udany dzień, kawa i ciastka - z powodu moich urodzin, miły dzień smile Po powrocie do domu, obiad trochę grymasów z powodu dyktanda syna (ale i tak dzielnie się chłopak spisał), pogawędki jak w szkole, na koncercie, jak minął dzień córeczki w przedszkolu - zawsze ta sam odpowiedź- fanie big_smile, w dalszej części dnia miałam ochotę na cycling, ale nieopatrznie wdałam się w rozmowę no zgadnijcie z kim? no właśnie, po takich gadkach nie mogę dojść ze sobą do ładu, otóż w końcu, nareszcie? uświadomiono mi, że nie ważne co i jak robiłam, bo uwaga -słowa męża:  tu nawet nie chodzi o to, że jest bałagan to można zaakceptować - problemem jest twoja osobowość i choćbyś miała certyfikat "idealnej żony" to nie zmieniłoby faktu, że wszystko się we mnie wypaliło, nie potrafię ciebie kochać takiej jaka jesteś... No niby to wiedziałam, ale z drugiej strony zarzucałam sobie, że gdybym to, gdybym tamto, to uratowałabym nasz związek a ty skucha, no po prostu załamałam się... tak wiem, nie powinnam, ale te poczucie porażki jest obezwładniające...ja poczułam się tak trochę oszukana, no bo przecież przez 15 lat miał względem mnie jakieś wymagania i ja myślałam, że jak je "wypełnię" to zasłużę sobie na jego wdzięczność, uczucie, szacunek...

sobota - spokojna, do 16 szkoła, potem obiad sprzątanie, poczytałam sobie netkobiety, obejrzałam film, brakowało mi rozmowy takiej zwykłej, jak minął dzień w szkole, może jutro coś zaplanujemy? brak mi tego RELAKSU! wcześniej u mnie w domu było więcej uśmiechu, zabawy, nie byłam taka "wypalona" no i przytulenia mi brakowało... i noc.... niespokojna.....


niedziela  - powtórka z rozrywki, czyli szkoła, po 16 zadzwonili znajomi, że chcieliby wpaść na kawę, albo gdzieś się wybrać (nie znają naszej sytuacji, oprócz rodziny nikt nie wie...), w sumie nie miałam ochoty i to gderanie męża, że w domu to nie rozmowa, bo dzieci a i w kawiarnie też... w sumie poszłam się kimnąć - te zadania z rachunkowości trochę mnie znużyły..) po przebudzeniu mąż zaproponował - trochę czuł się winny, że zostaliśmy w domu - pójście do kina no myślałam , że spadnę z kanapy, no ale szybko się "podniosłam" gdy dokończył zdanie  -ale jak załatwisz Martę (opiekunkę do dzieci) -  to "ale jak" spowodowało, że najeżyłam się jak jeż i nie wytrzymałam i puściłam wiązankę co ja o tym myślę... może nie powinnam, bo miał dobre chęci i że chciał partnerski układ -on proponuje a ja załatwiam (ironia)..., nie wiem co o tym myśleć, u nas zawsze było, żeby coś dostać musiałam na to zasłużyć i może stąd ta reakcja, że dalej prowadzi swoje gierki i nie widzi w tym nic złego, to ja nie chciałam....a ja chciałam poczuć się, no jak... jak "zdobywana" kobieta? która nie musi zasłużyć i co ważniejsze sama załatwić sobie wyjście do kina....

W każdym bądź razie, znowu dół... i ta bezsilność, że tak naprawdę niby decyduję o swoim życiu, a jednak nie końca, bo jestem uzależniona od finansów, dzisiaj widzę, że mam problem i to spory nie potrafię się uwolnić od "niego", tak wiem to jest uzależnienie, które się leczy, to tyle z teorii, a co z emocjami jak je ujarzmić, jak sprawić by nie wypływały na moje samopoczucie, rano wstaje silna by potem znowu upaść....czy to kiedyś minie?


Ja też myślę o Tobie Mussuka, że zazdroszczę Tobie, że masz do kogo się przytulić, tak po prostu  i nie słyszysz, że za to masz zrobić.....

Opisze jaki chciałabym niedzielny poranek: miła pobudka u boku, no wiadomo, ukochanego i skaczących po mnie dzieciach, wspólne śniadanie, takie bez pośpiechu, wspólnie przygotowane, chwila na kawę i rozmowy, jak ładna pogada chciałaby zapakować nas w samochód coś zwiedzić, na coś ładnego popatrzeć, wspólny obiad, może być w uroczym dworku, ale może być w domu, ważne, że wspólny, a wieczorkiem wspólne zabawy i gry z dziećmi (mam ostatnio wyrzuty, że mało poświęcam im czasu na zabawę sad ) po kolacji ja i ON i to...  tylko dla dorosłych smile.

ot taki zwykły dzień a jaki nierealny....


Potrzebuję kopniaka...

Ps. tak się rozpisałam, że nie jestem już pierwsza smile

7 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Ja ten weekend spędziłam pracowicie posprzatałam mieszkanie bawiłam sie z synkiem zakupy umycie autka i wizyta teściów  przyjechali odwiedzić wnuka. Oczywiście dziadek sie bawił a babcia siedziała i plotkowała bo po tygodniu urlopu była zmęczona. Mi najbardziej doskwiera brak przyjaciółki  takiej co to i pogdać i wyżalić sie można a i wyskoczyć do niej z synkiem a nie tak sama siedziec. Owszem wychodze na spacery czasami i do mc donalda czy na kulki wyskoczę z synkiem.

masz nas wirtualne przyjaciółki, to nie to samo co ta "realna", ale chętnie Ciebie wysłuchamy i doradzimy - a tak na ucho powiem, że te realne mogą mieć dość naszego "gadania", ale jak to przyjaciółki nic nie powiedzą smile a szczerze mówiąc funkcjonuje dzięki Wam, choć mam przyjaciółkę, ale ona daje mi wsparcie duchowe, a tutaj dostaję oprócz duchowego wsparcia również wskazówki jak przez to przejść krok po kroku...

7 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

izula - to brzmi milo, pracowicie i jak z bicza strzelil..nawet jesli w towarzystwie tesciow:) Powiedz szczerze, czy zamienilabys ten swoj lad i spokoj i mozliwosc decydowania co i kiedy i z kim robisz na to co bylo wczesniej? Mnie tez brakuje tu takiej psiapsioly od serca ale ja juz sie wiele razy przekonalam , ze przyjaciolki tez maja swoje prawa a nie tylko obowiazki i nie do konca mozna je wykorzystywac w charakterze chusteczki do nosa:)) Czy na kolezanki z pracy tez nie mozesz liczyc, zeby zaprosic je do siebie a potem ew. odwiedzic je u nich? Ile lat ma Twoj maluch? Moze kino to tez juz jakas wspolna mozliwosc rozrywki?:) Fajne sa tez jakies kolka sportowe dla maluchow, mozna poznac w ten sposob ich rodzicow i zaprzyjaznic sie.

A w ogole to ladny avatarek:) mam nadzieje, ze dostalas na priva wszystkie te porady od naszej doswiadczonej forumowiczki, ktore Ci pomoga najpierw podniesc sie na duchu a potem zdecydowanie zawalczyc o swoje i synka prawa do normalnego bytu.

ankinom, co ja mam odpisac? To smutne co maz Ci powiedzial, cyt. "tu nawet nie chodzi o to, że jest bałagan to można zaakceptować - problemem jest twoja osobowość i choćbyś miała certyfikat "idealnej żony" to nie zmieniłoby faktu, że wszystko się we mnie wypaliło, nie potrafię ciebie kochać takiej jaka jesteś... " ale Hameryki tym nie odkryliscie, ani on ani Ty. Bo widzisz ankinom, kiedy mezczyzna kocha kobiete (znasz ten utwor..chyba Michael Bolton spiewal "When a man loves a woman") to nie wazne jaka ona jest kucharka, sprzataczka, opiekunka do dzieci, pania domu, ksiegowa domowego budzetu czy nawet kochanka..on tego nie widzi.
Kocha ja za jej istnienie i za to, ze moze sie obok niej klasc spac i rano z nia budzic, ze moga razem lezec na kanapie i ogladac jej ulubione bzdury, razem szurac liscmi na jesiennym spacerze, razem parzyc sobie herbate z miodem, rozmasowywac zziebniete palce u rak i nog, razem planowac swieta i wakacje, ze moze ja przytulic, pocalowac i powiedziec jak ladnie wyglada w starym swetrzysku. Tak zakochany mezczyzna nie patrzy na kurz, na nierowno poustawiane kubki w kuchni, wcina przesolona (moze nie zanadto:) zupe i odgrzewa sobie kolejny dzien kotlety..bo najwazniejsza dla niego jest ona..po prostu ze jest.

No..tak mi sie przynajmniej wydaje, moze idealizuje ale ja tak odczuwam milosc mojego mezczyzny (zreszta eks tez taki bywal ale insza inszosc, ze ja jego nie potrafilam tak bezkrytycznie i w stylu hippisowskim pokochac). Wcale nie znaczy to, ze mieszkamy w jaskini, otoczeni pustymi puszkami i opakowaniami po pizzy zyjac chwila. Nie, to nie tak, ale nie ma w tym zwiazku takiej zaleznosci: musze byc dla niego dobra zona to wtedy mnie bedzie kochal. No i ankinom, tego sie nie da wymusic..zebym na glowe stawala i jak wzorowa niemiecka Helga polerowala podlogi i fasade domu na wysoki plysk to to nie wystarczy aby dany ktos mnie pokochal. Nie wszystkim jestesmy pisani, Ty najwyrazniej jemu nie a znow inny ..co wczesniej pisalam..na rekach by Cie nosil i guzik musialabys w tym celu zrobic, zwyczajnie byc soba i odwzajemnic jego uczucie:).

Zrozum to wreszcie Moniko..w tym, ze nie jestescie szczesliwi razem nie ma ZADNEJ Twojej winy, jestes idealem kobiety i zony..ale nie dla tego mezczyzny. Pozwol mu odejsc, bo meczycie sie nawzajem az do bolu. Ani Ty ani on nie bedziecie nigdy razem ze soba szczesliwi i tylko przedluzacie swoja wspolna agonie. Lata wam mijaja na bolu i wzajemnym oskarzaniu sie..zamiast na milosci (ale nie waszej wspolnej). 

Nie martw sie tak o finanse, porozmawiaj na spokojnie z mezem, jak mozecie wspolnie zabezpieczyc spokojny byt Tobie i dzieciom a wam obojgu dac szanse na zbudowanie nowego wlasnego zycia osobno. Przeciez, tak naprawde, nie musicie stac sie wrogami po rozstaniu. Oczywiscie, to nie tylko od Ciebie zalezy, on tez musi wykazac dobra wole.

Czy taki kopniak wystarczyl na dzis?:))

7 752 Ostatnio edytowany przez izula69 (2011-11-07 12:05:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
izula69 napisał/a:

Ja ten weekend spędziłam pracowicie posprzatałam mieszkanie bawiłam sie z synkiem zakupy umycie autka i wizyta teściów  przyjechali odwiedzić wnuka. Oczywiście dziadek sie bawił a babcia siedziała i plotkowała bo po tygodniu urlopu była zmęczona. Mi najbardziej doskwiera brak przyjaciółki  takiej co to i pogdać i wyżalić sie można a i wyskoczyć do niej z synkiem a nie tak sama siedziec. Owszem wychodze na spacery czasami i do mc donalda czy na kulki wyskoczę z synkiem.

masz nas wirtualne przyjaciółki, to nie to samo co ta "realna", ale chętnie Ciebie wysłuchamy i doradzimy - a tak na ucho powiem, że te realne mogą mieć dość naszego "gadania", ale jak to przyjaciółki nic nie powiedzą smile a szczerze mówiąc funkcjonuje dzięki Wam, choć mam przyjaciółkę, ale ona daje mi wsparcie duchowe, a tutaj dostaję oprócz duchowego wsparcia również wskazówki jak przez to przejść krok po kroku...

Chodziło mi o taką zwyczajna psiapsiółke z która można sie spotkac przy kawie i pogadać o wszystkim mam jedna taką i to ja musiałam ja pocieszać bo mająć dwójkę dzieci i męża głupka zachorowała na domiar złego na raka. Więc ile moge to ją pocieszam i wspieram.  Wiem że można mieć dość gadania w kółko na ten sam temat ale ja wogóle kocham gadać a to przez to że z tym jeszcze męzem nie miałam okazji dużo rozmawiać solał kolegów i komputer. Mój maluch ma prawie 6 lat. Dzięki mussaka za komlement na temat avatarka to jestem cała ja może nie fotogeniczna ale ja 42 latka

7 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja miałam miły weekend, wszystko gra niby. I miłość niby jest, dużo wspólnych rzeczy, które cieszą. I sprzątać nikt nikomu nie karze, ale czasem wypada.
Tylko.... Tylko wciąż bezseksualnie, powoli trafia mnie szlak. Mija miesiąc za miesiącem. Ile jeszcze mam czekać. Jakie to głupie i upokarzające. To już lekko półtora roku.

7 754 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-07 12:51:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

izula - to brzmi milo, pracowicie i jak z bicza strzelil..nawet jesli w towarzystwie tesciow:) Powiedz szczerze, czy zamienilabys ten swoj lad i spokoj i mozliwosc decydowania co i kiedy i z kim robisz na to co bylo wczesniej? Mnie tez brakuje tu takiej psiapsioly od serca ale ja juz sie wiele razy przekonalam , ze przyjaciolki tez maja swoje prawa a nie tylko obowiazki i nie do konca mozna je wykorzystywac w charakterze chusteczki do nosa:)) Czy na kolezanki z pracy tez nie mozesz liczyc, zeby zaprosic je do siebie a potem ew. odwiedzic je u nich? Ile lat ma Twoj maluch? Moze kino to tez juz jakas wspolna mozliwosc rozrywki?:) Fajne sa tez jakies kolka sportowe dla maluchow, mozna poznac w ten sposob ich rodzicow i zaprzyjaznic sie.

A w ogole to ladny avatarek:) mam nadzieje, ze dostalas na priva wszystkie te porady od naszej doswiadczonej forumowiczki, ktore Ci pomoga najpierw podniesc sie na duchu a potem zdecydowanie zawalczyc o swoje i synka prawa do normalnego bytu.

ankinom, co ja mam odpisac? To smutne co maz Ci powiedzial, cyt. "tu nawet nie chodzi o to, że jest bałagan to można zaakceptować - problemem jest twoja osobowość i choćbyś miała certyfikat "idealnej żony" to nie zmieniłoby faktu, że wszystko się we mnie wypaliło, nie potrafię ciebie kochać takiej jaka jesteś... " ale Hameryki tym nie odkryliscie, ani on ani Ty. Bo widzisz ankinom, kiedy mezczyzna kocha kobiete (znasz ten utwor..chyba Michael Bolton spiewal "When a man loves a woman") to nie wazne jaka ona jest kucharka, sprzataczka, opiekunka do dzieci, pania domu, ksiegowa domowego budzetu czy nawet kochanka..on tego nie widzi.
Kocha ja za jej istnienie i za to, ze moze sie obok niej klasc spac i rano z nia budzic, ze moga razem lezec na kanapie i ogladac jej ulubione bzdury, razem szurac liscmi na jesiennym spacerze, razem parzyc sobie herbate z miodem, rozmasowywac zziebniete palce u rak i nog, razem planowac swieta i wakacje, ze moze ja przytulic, pocalowac i powiedziec jak ladnie wyglada w starym swetrzysku. Tak zakochany mezczyzna nie patrzy na kurz, na nierowno poustawiane kubki w kuchni, wcina przesolona (moze nie zanadto:) zupe i odgrzewa sobie kolejny dzien kotlety..bo najwazniejsza dla niego jest ona..po prostu ze jest.

No..tak mi sie przynajmniej wydaje, moze idealizuje ale ja tak odczuwam milosc mojego mezczyzny (zreszta eks tez taki bywal ale insza inszosc, ze ja jego nie potrafilam tak bezkrytycznie i w stylu hippisowskim pokochac). Wcale nie znaczy to, ze mieszkamy w jaskini, otoczeni pustymi puszkami i opakowaniami po pizzy zyjac chwila. Nie, to nie tak, ale nie ma w tym zwiazku takiej zaleznosci: musze byc dla niego dobra zona to wtedy mnie bedzie kochal. No i ankinom, tego sie nie da wymusic..zebym na glowe stawala i jak wzorowa niemiecka Helga polerowala podlogi i fasade domu na wysoki plysk to to nie wystarczy aby dany ktos mnie pokochal. Nie wszystkim jestesmy pisani, Ty najwyrazniej jemu nie a znow inny ..co wczesniej pisalam..na rekach by Cie nosil i guzik musialabys w tym celu zrobic, zwyczajnie byc soba i odwzajemnic jego uczucie:).

Zrozum to wreszcie Moniko..w tym, ze nie jestescie szczesliwi razem nie ma ZADNEJ Twojej winy, jestes idealem kobiety i zony..ale nie dla tego mezczyzny. Pozwol mu odejsc, bo meczycie sie nawzajem az do bolu. Ani Ty ani on nie bedziecie nigdy razem ze soba szczesliwi i tylko przedluzacie swoja wspolna agonie. Lata wam mijaja na bolu i wzajemnym oskarzaniu sie..zamiast na milosci (ale nie waszej wspolnej). 

Nie martw sie tak o finanse, porozmawiaj na spokojnie z mezem, jak mozecie wspolnie zabezpieczyc spokojny byt Tobie i dzieciom a wam obojgu dac szanse na zbudowanie nowego wlasnego zycia osobno. Przeciez, tak naprawde, nie musicie stac sie wrogami po rozstaniu. Oczywiscie, to nie tylko od Ciebie zalezy, on tez musi wykazac dobra wole.

Czy taki kopniak wystarczyl na dzis?:))

Tak wystarczy:) jak zwykle jesteś bardzo skuteczna big_smile

Ten opis kochającego męża/żony oddaje istotę sprawy, którą właśnie w piątek dopiero zrozumiałam.. zrozumiałam,że moje staranie się "idealna" żona, nie sprawi,że mnie pokocha, dopiero teraz po 16 latach to zrozumiałam, a Ty to potwierdzałaś i dlatego napisałam, że poczułam się oszukana, bo ja wierzyłam, że tak mogę mieć "kochającego" mężczyznę... fakt, że sama się oszukałam, wierząc te bzdury, nie zmienia, że dzisiaj czuję się lepiej, czuje się zwiedziona...

Tak masz rację, muszę pozwolić jemu odejść, to jest klucz do mojego uwolnienia się od niego, pozwolić jemu żyć własnym życiem.... a tym samym stworzyć swój świat, nie związany z jego, dwa osobne byty.. co prawda mamy wspólny zbiór (dzieci), ale nie muszą się one zazębiać. 

Aha, co do spokojnej rozmowy, że ja chciałabym mieszkać osobno, że wtedy mam szansę na nowy związek - to do mojego męża nie przemawia, według niego on w niczym mi nie przeszkadza, bo przecież dzisiaj już nie będę tworzyć nowego związku, a nowy partner powinien zrozumieć sytuację...
on nie rozumie, że to ja mam "blokadę "skoro jestem mężatką, która w dodatku mieszka ze swoim mężem, to wyjdę na taką, co większość opisywanych tutaj mężczyzn: mam żonę, ale jej nie kocham, no wiesz muszę z nią mieszkać ze względu na dzieci....

7 755

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A ja miałam miły weekend, wszystko gra niby. I miłość niby jest, dużo wspólnych rzeczy, które cieszą. I sprzątać nikt nikomu nie karze, ale czasem wypada.
Tylko.... Tylko wciąż bezseksualnie, powoli trafia mnie szlak. Mija miesiąc za miesiącem. Ile jeszcze mam czekać. Jakie to głupie i upokarzające. To już lekko półtora roku.

Oj ciężko, tak bez seksiku big_smile, ale czy  Ty czasem nie mieszkam z innym partnerem? no tym co lubi bałaganić?

7 756 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-07 13:09:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom, nie czuj sie zawiedziona ani oszukana. Staraliscie sie, przezyliscie razem piekne ale i ciezkie chwile i to jest wasza przeszlosc. Ale milosc to nie starania tylko przede wszystkim chemia. Oczywiscie, ze i chemie mozna dobic bez dalszych staran o uczucie i partnera ale..bez chemi nawet wysilki Goliata nic nie wskoraja. On Cie nie kocha i juz nie pokocha. Czy to fajnie tkwic w taim zwiazku? To istna tortura.

Tak uwalniajac jego, uwolnisz i siebie..od dalszych zludzen i wiszenia na przeszlosci.

Piszesz, ze czujesz sie oszukana, bo myslalas, ze staraniami dobrej zony zdobedziesz swojego meza, swojego mezczyzne..to takie nasze babcino-matczyne myslenie. Cierp kobieto, bo tylko do tego sie nadajesz.

Wiesz..moja mama, gdy zaczynalam jej napomykac, ze miedzy nami jest zle, ze eks w niczym nie pomaga, nie rozmawia, zyje obok nas i tylko meczy nas swoja "radosna" osoba w domu..powtarzala mi jak mantre w kolko "Taka to juz rola zony, Ty rob swoje, zajmij sie domem i dziecmi i bedziesz miala czyste sumienie, ze zrobilas wszystko. Niestety zycie i malzenstwo polegaja na ustepowaniu i musisz byc ta madrzejsza i ustepowac, dla dobra rodziny i dzieci"..i tak bez konca ble ble jak byc zona meczennica. Na moje pytania: zaraz zaraz, a co ze mna, z moim szczesciem? odpowiadala "jakie znow szczescie? masz dom, meza, dzieci, nie jestes juz mloda, czego Ty oczekujesz jeszcze od zycia, romansow jakis?". Cale szczescie, ze kontakt z moja mama mialam tylko sporadyczny i telefoniczny bo inaczej pewnie by mnie przekonala do trwania w tym radosnym i szczesliwym zwiazku az po wieki wiekow.
Ona tez dawala mi za przyklad swoje malzenstwo (to dopiero byl koszmar) i to jak ustepowala mojemu ojcu. Myslala, ze tym przykladem bojowniczki i kobiety ucemiezonej przekona mnie do dalszej walki o utrzymanie rodziny a tu bylo odwrotnie..za nic nie chcialam skonczyc tak jak ona ani jak moi rodzice. Nie jestem ani silaczka ani doktorem Judymem. Jestem kobieta i do tego egoistka (tak przynajmniej moja mama uwaza:).

Postawilam na swoim oraz swiat na glowie i dzis tego nie zaluje. Moje zycie przezyje wedlug moich wzorow, nie bede zona i matka Polka na uslugach, bede dawac i brac po rowno, od siebie, partnera i dzieci. Tylko tak moge byc szczesliwa, majac poczucie, ze dla nich jestem wartosciowa osoba.

Ty tez jestes tego warta, daj sobie Moniko szanse na szczescie:)

teraz to zauwazylam, jak dopisalas:

"Aha, co do spokojnej rozmowy, że ja chciałabym mieszkać osobno, że wtedy mam szansę na nowy związek - to do mojego męża nie przemawia, według niego on w niczym mi nie przeszkadza, bo przecież dzisiaj już nie będę tworzyć nowego związku, a nowy partner powinien zrozumieć sytuację...
on nie rozumie, że to ja mam "blokadę "skoro jestem mężatką, która w dodatku mieszka ze swoim mężem, to wyjdę na taką, co większość opisywanych tutaj mężczyzn: mam żonę, ale jej nie kocham, no wiesz muszę z nią mieszkać ze względu na dzieci...."

on chyba och..l ze w niczym Ci nie przeszkadza. To moze uswaidom mu, ze owszem ale przeszkadza. Chocby w tym, ze chcesz zaczac wlasne OSOBNE zycie. ak on sobie np. wyobraza to, ze placze sie po tym samym mieszkaniu, ze Ty nie masz prywatnosci ani prawa do spotkan z jakims innym mezczyzna? Chce zrobic w domu jakas sodome i gomore, Ty ze swoimi partnerami a moze on ze swimi tez i wszyscy zgodnie jak dzieci kwaity pod jednym dachem???
Widzisz..to pies ogrodnika i chociaz Cie nie kocha ale za cholere nie da Ci odejsc i sluzyc (przepraszam, to jego mysli) innemu. Kurde, ale upierdliwy typek.

7 757

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

ankinom, nie czuj sie zawiedziona ani oszukana. Staraliscie sie, przezyliscie razem piekne ale i ciezkie chwile i to jest wasza przeszlosc. Ale milosc to nie starania tylko przede wszystkim chemia. Oczywiscie, ze i chemie mozna dobic bez dalszych staran o uczucie i partnera ale..bez chemi nawet wysilki Goliata nic nie wskoraja. On Cie nie kocha i juz nie pokocha. Czy to fajnie tkwic w taim zwiazku? To istna tortura.

Tak uwalniajac jego, uwolnisz i siebie..od dalszych zludzen i wiszenia na przeszlosci.

Piszesz, ze czujesz sie oszukana, bo myslalas, ze staraniami dobrej zony zdobedziesz swojego meza, swojego mezczyzne..to takie nasze babcino-matczyne myslenie. Cierp kobieto, bo tylko do tego sie nadajesz.

Wiesz..moja mama, gdy zaczynalam jej napomykac, ze miedzy nami jest zle, ze eks w niczym nie pomaga, nie rozmawia, zyje obok nas i tylko meczy nas swoja "radosna" osoba w domu..powtarzala mi jak mantre w kolko "Taka to juz rola zony, Ty rob swoje, zajmij sie domem i dziecmi i bedziesz miala czyste sumienie, ze zrobilas wszystko. Niestety zycie i malzenstwo polegaja na ustepowaniu i musisz byc ta madrzejsza i ustepowac, dla dobra rodziny i dzieci"..i tak bez konca ble ble jak byc zona meczennica. Na moje pytania: zaraz zaraz, a co ze mna, z moim szczesciem? odpowiadala "jakie znow szczescie? masz dom, meza, dzieci, nie jestes juz mloda, czego Ty oczekujesz jeszcze od zycia, romansow jakis?". Cale szczescie, ze kontakt z moja mama mialam tylko sporadyczny i telefoniczny bo inaczej pewnie by mnie przekonala do trwania w tym radosnym i szczesliwym zwiazku az po wieki wiekow.
Ona tez dawala mi za przyklad swoje malzenstwo (to dopiero byl koszmar) i to jak ustepowala mojemu ojcu. Myslala, ze tym przykladem bojowniczki i kobiety ucemiezonej przekona mnie do dalszej walki o utrzymanie rodziny a tu bylo odwrotnie..za nic nie chcialam skonczyc tak jak ona ani jak moi rodzice. Nie jestem ani silaczka ani doktorem Judymem. Jeste kobieta i do tego egoistka (tak przynajmniej moja mama uwaza:).

Postawilam na swoim oraz swiat na glowie i dzis tego nie zaluje. Moje zycie przezyje wedlug moich wzorow, nie bede zona i matka Polka na uslugach, bede dawac i brac po rowno, od siebie, partnera i dzieci. Tylko tak moge byc szczesliwa, majac poczucie, ze dla nich jestem wartosciowa osoba.

Ty tez jestes tego warta, daj sobie Moniko szanse na szczescie:)

Ja nie wyniosłam tego z domu - u mnie mama jest ta co dowodzi - miałam i mam silną potrzebę bycia kochaną, ale przez partnera... miałam pecha, że trafiłam na takiego, który chciał "ulepić" ze mnie ideał, mówił co mam robić i ja uważałam, że tak ma być...a kiedy się nie udało to porzucił...

Dzisiaj już tak nie myślę, ale pewnie jeszcze potrzebuję czasu, aby to sobie wszystko głowie poukładać, trudno tak z dnia na dzień, zmienić 16 lat przyzwyczajeń, oczekiwań, codzienny rytuałów... ale nie niemożliwe i tego będę się tego trzymać - jesteś dla mnie wzorem godnym naśladowania...

Chcę być szczęśliwa, bo zapomniałam jak to jest cieszyć się z małej rzeczy... sad

7 758

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Życie jest dziwne...

Poznałam "fajnego"chłopaka, który chce się umówić ze mną na kawę...

Odmówiłabym, gdybym była w związku, ale jak wiecie nie jestem, tzn. jestem formalnie...

Mam pytanie, gdyby padło zapytanie, czy z kimś jestem? (nie noszę obrączki) to co mam odpowiedzieć?

7 759

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Akimon nie da się z dnia na dzień .
Mi po 2 związkach w tym małżeńskim pozostał tylko niesmak .
Teraz jestem sama i raczej mijam męską populację gdzieś w środku mam duża blokadę i nie umiem jej przeskoczyć.
Moje kochane dzieciaki martwią się tym bo chciały by ich mama nie była sama gdy oni już całkowicie się usamodzielnią .
Chyba nie należę do tych kobiet które muszą mieć męski ramie i misia do łóżeczka .Sypiam sam od 11 lat ,sama o wszystkim decyduję i chyba się do tego przyzwyczaiłam .Faceci lgną do mnie jak muchy do lepu a ja ciągle na NIE.
Zmieniłam tak swoje życie że musiał by być to ktoś wyjątkowy abym mogła ponownie zaufać .

7 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miń temat jako nie istotny i jeżeli czujesz że spędziła byś mile ten czas to przyjmij zaproszenie.
Nie zamykaj się tak jak ja .
Ja mam naturę samotniczą więc mi jest łatwiej odmówić niż zgodzić się .
Choć zostałam wmanewrowana w jednego pana (3 lata biedaczysko próbuje się umówić na kawę) w koncert jego zespołu i niestety nie mogłam odmówić a koncert za niedługo sad
Córka ze mną idzie abym się nie wycofała smile

7 761

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Życie jest dziwne...

Poznałam "fajnego"chłopaka, który chce się umówić ze mną na kawę...

Odmówiłabym, gdybym była w związku, ale jak wiecie nie jestem, tzn. jestem formalnie...

Mam pytanie, gdyby padło zapytanie, czy z kimś jestem? (nie noszę obrączki) to co mam odpowiedzieć?

Monika, raczej szczerze, bo i tak sie dowie predzej czy pozniej. W detale nie wchodz ale powiedz, ze zwiazek jest czysto formalny niemniej do czasu calkowitego rozstania nie mozesz mu nic ponad spotkanie i przyjazn obiecac. A jak sie dalej sprawy potocza to zobaczysz..

7 762

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

Miń temat jako nie istotny i jeżeli czujesz że spędziła byś mile ten czas to przyjmij zaproszenie.
Nie zamykaj się tak jak ja .
Ja mam naturę samotniczą więc mi jest łatwiej odmówić niż zgodzić się .
Choć zostałam wmanewrowana w jednego pana (3 lata biedaczysko próbuje się umówić na kawę) w koncert jego zespołu i niestety nie mogłam odmówić a koncert za niedługo sad
Córka ze mną idzie abym się nie wycofała smile

ja rozumiem, ale 11 lat ,czy naprawdę czujesz niechęć, czy lęk przed ponownym zaufaniem?

Ja na razie nie myślę o nowym związku, ale chciałabym trochę poczuć się jak kobieta, te adorowania są miłe, prawda? na związek to za wcześnie, z tą moją okaleczoną psychiką bym z "deszczu wpadła pod rynnę", najpierw ja potem inni...

Może ja też coś doradzę - idź na tą kawę- to tylko kawa big_smile

7 763 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-07 14:18:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Życie jest dziwne...

Poznałam "fajnego"chłopaka, który chce się umówić ze mną na kawę...

Odmówiłabym, gdybym była w związku, ale jak wiecie nie jestem, tzn. jestem formalnie...

Mam pytanie, gdyby padło zapytanie, czy z kimś jestem? (nie noszę obrączki) to co mam odpowiedzieć?

Monika, raczej szczerze, bo i tak sie dowie predzej czy pozniej. W detale nie wchodz ale powiedz, ze zwiazek jest czysto formalny niemniej do czasu calkowitego rozstania nie mozesz mu nic ponad spotkanie i przyjazn obiecac. A jak sie dalej sprawy potocza to zobaczysz..

Tak też myślałam, żeby nie zaczynać od kłamstwa, choć to tylko kawa dla jasności big_smile
Fajny ten R smile

7 764 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-11-07 14:36:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To już nie kawa to koncert bardziej oficjalne wydarzenie .
A pan fajny tyle że młodszy ode mnie sad
Jakoś sami młodsi ode mnie mną się interesują a nie ukrywam ile mam lat i 3 dzieci .
Fakt nie wyglądam na swoje 41 lat (ale to opinia większości moich znajomych nie moja)

A czuję niechęć do nowego związku a lęk na pewno też .

7 765

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

To już nie kawa to koncert bardziej oficjalne wydarzenie .
A pan fajny tyle że młodszy ode mnie sad
Jakoś sami młodsi ode mnie mną się interesują a nie ukrywam ile mam lat i 3 dzieci .
Fakt nie wyglądam na swoje 41 lat (ale to opinia większości moich znajomych nie moja)

A czuję niechęć do nowego związku a lęk na pewno też .

Przykro się to czyta, bo kurcze jesteś raptem 5 lat starsza ode mnie, a już skazujesz się na samotność sad. Dzisiaj ludzie dłużej żyją, pomyśl o tym, jeszcze może Ciebie, nas, wiele dobrego spotkać, ja na pewno chcę być jeszcze szczęśliwa,

a że młodsi, to cieszyć się, toż to sama energia big_smile

7 766

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:

A ja miałam miły weekend, wszystko gra niby. I miłość niby jest, dużo wspólnych rzeczy, które cieszą. I sprzątać nikt nikomu nie karze, ale czasem wypada.
Tylko.... Tylko wciąż bezseksualnie, powoli trafia mnie szlak. Mija miesiąc za miesiącem. Ile jeszcze mam czekać. Jakie to głupie i upokarzające. To już lekko półtora roku.

Oj ciężko, tak bez seksiku big_smile, ale czy  Ty czasem nie mieszkam z innym partnerem? no tym co lubi bałaganić?

No tak, zgadza się. Lubi i to bardzo. Ale to jeszcze jakoś trawię, choć coraz gorzej.

7 767

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:

A ja miałam miły weekend, wszystko gra niby. I miłość niby jest, dużo wspólnych rzeczy, które cieszą. I sprzątać nikt nikomu nie karze, ale czasem wypada.
Tylko.... Tylko wciąż bezseksualnie, powoli trafia mnie szlak. Mija miesiąc za miesiącem. Ile jeszcze mam czekać. Jakie to głupie i upokarzające. To już lekko półtora roku.

Oj ciężko, tak bez seksiku big_smile, ale czy  Ty czasem nie mieszkam z innym partnerem? no tym co lubi bałaganić?

No tak, zgadza się. Lubi i to bardzo. Ale to jeszcze jakoś trawię, choć coraz gorzej.

Dalej nic z tego nie rozumiem - dlaczego bezseksualnie?

7 768

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom - noc przespana (leki zadziałały, ma się rozumieć). Mąż wrócił o 23.30 na % rzecz jasna, spał osobno. Przeczytałam w smsach, że jestem nienormalna, że nie potrafię się dostosować i to wszystko stąd......Od rana , kiedy szykowałam się do pracy już chodził po domu i znów gdzieś poszedł. Łazi non stop, wciąż tez smsy jakieś do niego przychodzą
Na prawdę przykro mi, że mąż tak Cię traktuje, bo wiem co to znaczy, tyle, że mój uważa, że kocha, co raczej jest dla mnie przyzwyczajeniem i teraz chorym związkiem. Skoro wciąż tak mu źle to nie wiem po co jeszcze tu siedzi.

Mussaka- dla mnie związek też powinien wyglądać jak wyżej opisywałaś.
Może spóźniona, ale powiem Ci jak wyglądał mój weekend.
Piątek - byla u mnie koleżanka, trochę porozmawiałyśmy, pogderałyśmy. Mąż załatwiał swoje interesy, wrócił, poszedł do garażu. Wrócił o 22.
Sobota - miał imieniny, kupiłam prezent, złożyłam życzenia, zrobiłam dobry obiad. W domu posiedział 2 godziny (wcześniej pomagał ojcu). O 17 wyszedł. Miał wrócić ok. 22,tak mówił, wrócił o 3.40. Pił z kolegami, bo "co mialem robić, tak byśmy w moje imieniny przed tv siedzieli". Po drodze jeszcze bil się z kolegami podobno, bo ktoś na nich napadł, podobno 3 h był na policji, co było kłamstwem. Wszedł do łóżka, pocałował mnie w rękę i spanko.
Niedziela- rano zrobił mi kawę i powiedział , że mam się dziś czuć zaproszona na kawę przez niego, potem kościół, on mial pójść po auto zostawione dnia poprzedniego pod pubem, po czym spotkał mnie po kościele, idąc pieszo (auta w końcu nie zabrał). Rozmawiałam z koleżanką, której ur się dziecko, zna ją. Podszedł, powiedział tylko cześć, spojrzałam na niego, a on po chwili poszedł w długą, bo "olałaś mnie jak podszedłem do Ciebie". Wracać autem ze mną do domu już nie chciał. Ugotowałam obiad, na który nie przyszedł, ok 14 pisze do mnie czy może przyprowadzić 6 osób, znajomych na kawę, których ja na oczy w życiu nie widziałam.  Zadzwoniłam odpowiedziałam, że jest niedziela, obiad na stole, chyba zwariował, po czym powiedziałam, że mają przyjść, ale ja wyjeżdżam potem do siory......Przyszedł pod dom, swojego dziecka na plac zabaw nie wziął, a ze znajomymi i ich dziećmi poszedł na plac zabaw. Dzwoniłam, odrzucał połączenia. Pojechałam do siory, napisałam mu, że ma zabierać co chce i życzę mu szczęścia, że to koniec. Pisał potem, że to przeze mnie, że ja nie potrafię się dostosować. Wrócił o 23.30 z pretensjami, ze koperku nie pocięłam i nie zamroziłam, dalszą część już znacie.....
Teraz wrócił, tego co wczoraj nie zjedliśmy na obiad nie je, ma w nosie......
Tak wyglądał weekend, takie mam rodzinne życie. Przykro.

7 769

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Wrócił o 23.30 z pretensjami, ze koperku nie pocięłam i nie zamroziłam, dalszą część już znacie.....
Teraz wrócił, tego co wczoraj nie zjedliśmy na obiad nie je, ma w nosie......
Tak wyglądał weekend, takie mam rodzinne życie. Przykro.

Liwia, po czorta ty mu obiady gotujesz. Pretensję to on będzie miał o wszystko, a jak ugotujesz tylko dla siebie i dzieci to i łatwiej i taniej. A może coś mu w tym tępym łbie zaświta?

7 770

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
Postanowiłam poszukać pomocy ponieważ kompletnie nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znalazłam. A oto moja historia. Ponad  rok temu umarła moja mama. 58 lat. Potworna trauma. Do tej pory nie potrafię się z tym pogodzić. Wraz  z Nią umarła cząstka mnie. 2 miesiące później podjęłam decyzję o rozstaniu z narzeczonym. Pomimo tego, że to ja zainicjowałam to rozstanie było mi potwornie ciężko. Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Gdyby nie moje przyjaciółki, które stanęły wtedy na wysokości zadania, nie wiem co byłoby ze mną. Wraz ze śmiercią mamy praktycznie straciłam kontakt z ojcem i siostrą. Ojciec 3 miesiące po śmierci mamy znalazł sobie inną kobietę, co było dla mnie kolejnym ciosem. Od 8 miesięcy nie mam z nim kontaktu. Próbowałam, ale jemu na mnie nie zależy. Zostawił mnie z kredytem, który spłacam po śmierci mamy.

I tak oto przewegetowałam całą zimę. Nigdzie praktycznie nie wychodziłam, spotykałam się tylko z najbliższymi przyjaciółkami. W końcu przyszedł kwiecień. I moje zmartwychwstanie. Zaczęłam wychodzić do ludzi. W trakcie jednego z moich ?wypadów? na miasto spotkałam kolegę z pracy. Spędziliśmy cały wieczór razem. A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Na początku miałam mnóstwo wątpliwości. Po pierwsze pracowaliśmy razem. Miałam już kiedyś związek w pracy i nie skończyło się to dobrze. A poza tym był 6 lat młodszy. Od razu postawiłam sprawę jasno. Powiedziałam o swoich wątpliwościach ? ale on stwierdził że się wyszalał i chciałby już tak ?na poważnie?. Powiedział mi, że kilka lat temu był w ważnym dla niego związku. Ale dziewczyna go zdradziła i zostawiła. A potem jak powiedział ? zmienił styl życia i bawił się na całego, ale żadnej z tych dziewczyn nie traktował poważnie. Na początku nic nie zapowiadało takiego finału historii jaki mi zafundował. Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak troskliwego i czułego partnera. Mówił, że czekał na taką kobietę jak ja, że zostanę jego żoną, że nikt go mi nie zabierze itd. Spełniał każdą moją zachciankę.  A ja na początku trzymałam duży dystans. Nie stawałam na rzęsach żeby mu dogodzić. Nie odstawiłam przyjaciółek na boczny tor. A on ciągle się pytał czy jestem jego. Codziennie chciał się ze mną spotykać, nocować u mnie.W pracy nikt nie wiedział, że się spotykamy..On powtarzał, że i tak mu nikt nie uwierzy, że taka kobieta jak ja wybrała jego. Ale po pewnym czasie po prostu zaangażowałam się w ten związek. Ciężko trzymać długo uczucia na wodzy kiedy jest Ci z kimś dobrze. I nagle przeżyłam pierwszy szok. Wiedziałam, że ma konto na facebooku, nieraz jak logował się u mnie widziałam wiadomości od jakiś koleżanek  ( szybko je zamykał), ale nie byłam zazdrosna. Nie miałam powodów..Kiedyś jednak zapomniał się wylogować..oczywiście wiem, że nie powinnam czytać jego wiadomości, ale coś mnie tknęło?Nie spodziewałam się tego, co tam zobaczyłam. To nie były koleżeńskie rozmowy. Flirtował z różnymi kobietami/dziewczynami, dużo młodszymi ode mnie. Chciał się umówić na kawę, zapraszał do siebie. Ciężko mi teraz to wszystko przytoczyć ale to  nie były neutralne rozmowy o pogodzie..Ewidentnie chciał się z nimi spotykać w jednym celu.Tym co mnie powstrzymało od zakończenia  znajomości był post do kolegi ? ? z A. to na poważnie?. Powiedziałam mu o tym co przeczytałam. A to co usłyszałam zaszokowało mnie jeszcze bardziej ? ? na razie jest między nami dobrze, ale nie wiem jak będzie i nie chce zrywać wszystkich relacji?.Syndrom awaryjnego lotniska? Przecież nie wymagałam od niego zerwania żadnych relacji! Powiedziałam tylko, że nie pozwolę się tak traktować. I że ma się zastanowić na czym mu zależy. Po prostu albo wóz albo przewóz. Po tym incydencie  teoretycznie wszystko wróciło do normy. Zachowywał się tak jakby bał się mnie stracić. Do kolejnej akcji ? tym razem chodziło o wakacje. Bardzo chciałam żebyśmy gdzieś wyjechali razem. Miałam ciężki rok i potrzebowałam odpoczynku. I tu zaczęły się problemy. Ja rozglądałam się aktywnie za wakacjami , a on nie wykazywał zainteresowania. W końcu spytałam się o co chodzi. Usłyszałam ? ?znamy się krótko, nie jestem Ciebie jeszcze pewien, masz kredyty!, trudną sytuację życiową, za chwilę zaczniesz na mnie wywierać presję ( chodziło o małżeństwo)..? I kolejny szok. Powiedziałam, że ma się ostatecznie zastanowić czego chce bo ja już nie mam siły ani czasu na takie gierki.  Następnego dnia powiedział, że chce ze mną jechać, że mu ze mną  bardzo dobrze, że pasujemy do siebie i nie ma powodu żeby się wycofywać. Ale czułam, że od tego momentu zaczął już całkowicie sabotować ten związek. Miał ciągłe wahania nastrojów ? potrafił nawrzeszczeć na mnie prze telefon bez powodu, a potem przychodził i przepraszał. Zachowywał się jak zwierzę w klatce cierpiące na klaustrofobię. I tak w kółko. W końcu wyjechaliśmy na wakacje, ale nie był to mój wymarzony wyjazd. Widziałam, że on  jest już  jedną nogą poza związkiem. Szukał zaczepki, ostentacyjnie oglądał się za innymi kobietami. Dziecinada. Wróciliśmy z wakacji. Na pierwszym spotkaniu po wakacjach powiedział mi, że to nie ma sensu, że ?to nie to? i że nie czuje do mnie tego co chciałby czuć. Jeszcze na wakacjach mówił o małżeństwie, dzieciach?Poczułam się oszukana. Wyrzuciłam go wtedy z mieszkania. Nie rozmawialiśmy w  pracy. W końcu zadzwonił do mnie w weekend. Pytał się co robiłam, powiedział, że chce się przyjaźnić  itd. Kiedy powiedziałam, że mi go brakuje zareagował agresywnie i się rozłączył!

Od tej pory miałam w pracy istny rollercoastar z nim w roli głównej. Jednego dnia mnie totalnie olewał, innego ? wpatrywał się we mnie, starał się zagadywać, pisał jakieś wiadomości na FB.. Ja go ignorowałam. Mówił mi, że nikogo nie ma i pytał się czy ja się z kimś spotykam. W końcu w trakcie jednej z rozmów odsłoniłam gardę i..nieźle oberwałam. Powiedziałam, że jest mi ciężko i mam problemy żeby normalnie funkcjonować, że nie rozumiem po co to wszystko mówił ( o małżeństwie, dzieciach), że jestem totalnie zdezorientowana. I to był mój największy błąd. Powiedział wprost, że jak kogoś sobie znajdę to mi przejdzie, że po prostu zmienił zdanie i mam zapomnieć o tym co mówił! Zero szacunku dla moich uczuć. Następnego dnia ostentacyjnie przy mnie umawiał się z jakąś  kobietą przez telefon. Napisałam  mu smsa, że owszem ma prawo robić co chce , ale ja niekoniecznie  muszę o tym wiedzieć, że mógłby być bardziej taktowny.  I wtedy dowiedziałam się, że nie dziwi się że mam problemy z wywiązywaniem się z moich obowiązków skoro go prześladuję! Tak jak mnie to rozbawiło, tak samo wkurzyło. I to tyle tej żałosnej historii. Problem polega na tym, że ja naprawdę sobie nie radzę chociaż to trwalo tylko 5 miesięcy... Minął już miesiąc a ja mam wrażenie, że jest gorzej a nie lepiej. Racjonalnie potrafię sobie wszystko wytłumaczyć ? niedojrzały dzieciak i tyle. Ale emocjonalnie nie potrafię tego ogarnąć. Nie mogę się pozbyć obsesyjnych myśli - ciągle wracam do przeszłości. Na zewnątrz staram się go ignorować, ale każdy kontakt z nim (łączą nas tematy zawodowe) powoduje u mnie rozstrój żołądka, ból głowy itd. Schudłam już kilka kilogramów. Mam problemy ze snem i pracą. Na niczym mi nie zależy. Nie mogę teraz zmienić pracy z kilku powodów. On też nie zamierza.  A ja sobie nie wyobrażam dalej funkcjonowania w tak chorej sytuacji. Nie wiem jak mam sobie pomóc nie zmieniając pracy?Staram się unikać z nim kontaktu ? przekazałam jego tematy koledze..ale to i tak nie funkcjonuje. Przecież nie zabronię mu dzwonić w służbowych sprawach i  przychodzić do biura, w którym siedzę.. Po nim to spłynęło jak po kaczce a dla mnie to emocjonalna masakra. Nie potrafię tego zrozumieć. Jak można tak szybko zmienić swoje zachowanie o 180 stopni? Pomóżcie proszę?

7 771

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam.

Zostałaś wykorzystana przez prymitywnego kombinatora.

Tłumaczą Cię tylko przeżycia ostatnich miesięcy.

Dziwne, że po niepokojących sygnałach nie przerwałaś tego wcześniej.

Myślę, że "podniesiesz się" a wtedy wyciągniesz wnioski na przyszłość.

Przede wszystkim, każda znajomość zawierana w miejscu pracy wymaga wzmożonej ostrożności!!!

W razie niepowodzenia do traumy w życiu prywatnym dochodzi nieznośna sytuacja w pracy.
To prawdziwa matnia. Nie można uciec z domu do pracy, ani na odwrót.

Mam nadzieję, że następnym razem będziesz czujna i zwarta!
Nie dasz się w tak prymitywny sposób omotać,
Powodzenia. Jesteś młoda, życie przed Tobą.

7 772 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2011-11-08 02:26:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Amarek on nie jest prymitywny sad Jest internetowy jego świat nie jest realny ale to się kiedyś skończy .
Łatwość dostępu do kobiet rajcuje facetów ale i też szybko nudzi.
20 lat temu trzeba było się napocić aby polatać za kobietą teraz jest internet masz wszystko i dupska nie ruszysz z fotela ale to nie ważne ważne jest to co tu i teraz a że po drodze zdepta się parę uczuć to pryszcz .
Możesz być kim chcesz wklejasz cudze zdjęcie i masz przystojniaka jak ta lala a że w realu ma pierwsze miejsce jako kreatura liczy się efekt.
A potem taki zawiedziony pchlarz siedzi w domu i myśli że jest bossem po 40 a żona zastanawia się co za facio gniecie jej fotel bo korzyść być może materialna ale reszta marnej jakości a tu głowa siwieje a dupa szaleje.
Młoda kochanka raz na tydzień bo 2 dni pod rząd no sorki mechanizm już nie ten smile
Wiwat Wiagra a jest już nowy środek lepszy od wiagry i dłużej trzyma.
I na koniec przytoczę słowa piosenki Danuty Rin ,,Gdzie Ci mężczyźni gdzie wspaniali tacy"
,,Gdzie te chłopy gdzie '' ano chyba wymarli wraz z dinozaurami i rycerstwem.

Miłość jest ślepa jak Temida tyle że jej klapki z oczu nie spadną nigdy a człowiekowi czasem tak .
Różowe okulary dobre są na plaży ale nie w życiu .
Na plaży ściągniesz i słońce świeci Ci w oczy a w życiu taki manewr skończyć może się tragedią i to nie jednej osoby.

Akimon i ty mi się dziwisz poświeciłam 18 lat na bezwartościowych mężczyzn(mąż i partner na odległość spotkania raz na jakiś czas) nie skazałam się na samotność teraz wiem że żyję i to dobrze .Mam kochane dzieciaki ,pracę którą lubię i rozpoczęłam naukę w szkole którą chciałam skończyć do upragnionego mieszkanka tez coraz bliżej a ze sama -lubię własne towarzystwo chociaż sobie wzajemnie nie przeszkadzamy i nie ma do mnie pretensji że czasami bywam upierdliwa a bywam wierz mi smile big_smile big_smile
Dobranoc miłych snów

7 773

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Argumenty które przytoczyłaś w moim pojęciu wskazują właśnie na prymitywizm zachowań takich osobników.

Ja stary o tym wiem, dlatego mnie tak dziwi nieświadomość i naiwność zdecydowanie młodszych Pań, które korzystają ze zdobyczy
techniki od urodzenia.

Łudziłem się, że powoduje to wzrost świadomości i naturalną zdolność oceny zachowań potencjalnych partnerów.

Zauważyłem jednak że często jest wręcz odwrotnie- prawdziwe życie toczy się w sieci a realne jest tylko dla niego przeszkodą.

Poza tym ludzie są bardzo podatni na PR. "Cała prawda objawiona" zawiera się w stworzonym na potrzeby kolejnych podbojów
wizerunku.

Pozdrawiam.

7 774

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anula70 napisał/a:

To już nie kawa to koncert bardziej oficjalne wydarzenie .
A pan fajny tyle że młodszy ode mnie sad
Jakoś sami młodsi ode mnie mną się interesują a nie ukrywam ile mam lat i 3 dzieci .
Fakt nie wyglądam na swoje 41 lat (ale to opinia większości moich znajomych nie moja)

A czuję niechęć do nowego związku a lęk na pewno też .

Przykro się to czyta, bo kurcze jesteś raptem 5 lat starsza ode mnie, a już skazujesz się na samotność sad. Dzisiaj ludzie dłużej żyją, pomyśl o tym, jeszcze może Ciebie, nas, wiele dobrego spotkać, ja na pewno chcę być jeszcze szczęśliwa,

a że młodsi, to cieszyć się, toż to sama energia big_smile

Boze, a ja jestem od was obu starsza, od Anuli 4 lata i mam faceta 34 lata. Najwspanialszego na swiecie. Tak, wiem, ze czesc z nich leci na kase starszej partnerki ale po pierwsze to ja kasiasta nie jestem, po drugie on tez zarabia (chociaz narazie mniej, bo musi sie douczyc jezyka) i doklada sie do budzetu, po trzecie, przez ponad poltora roku mieszkania razem to chyba bym juz wyczula o co chodzi, jesli chodziloby o kase.
Powiem wam tyle - zycie z tym czlowiekiem to bajka:)

ankinom,lec na te kawe i niech sie dzieje wola nieba..:) Zyc wiecznie nie bedziesz a co przezyjesz i uzyjesz to Twoje.

7 775

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

20 lat temu trzeba było się napocić aby polatać za kobietą

a teraz to baby uganiaja sie za facetami. Smutna ale prawda. Poobserwujcie troche nastolatki i panny nieco starsze - ich celem zyciowym jest zdobycie mezczyzny, za wszelka cene i po trupach. Bo turnus mija a ja niczyja. Od nastki po kobiety z  ery Balzaka. Bez honoru, bez wstydu, bez szacunku, bez innych wartosci. Masakra. Meskie gacie to priorytet milionow kobiet i posiekac sie dadza za byle fajfusa byle przyczepic mu metke "moj".

Wiecie co, krotko i na temat to okresle, bo taka mnie wscieklizna wziela po przeczytaniu tej love story femme, ze dokopalabym komus z calej sily.

Nie gniewaj sie amarek, Ciebie pomijam bos fajny gosc, ale ogolnie to wiekszosci samcow dokopalabym, jak mowia hanysy, do rzyci, za to, jak traktujecie kobiety. Jak przedmioty, jak lale dmuchane do lozka, jak automaty zaprogramowane do obslugi Jasnie Pana, jak gorszy gatunek ludzi, jak polglowki i niedorozwiniete istoty, ktore bez waszego meskiego ramienia (he he:), mizernego fiuta oraz spasionego brzucha, nalanej twarzy, wypchanego portfela i nadetego ego - pewnie wyginelyby jak dinozaury. Surprise - to Wy panowie jestescie gatunkiem zagrozonym, wiec nas do cholery zacznijcie na rekach nosic i poematy piszcie, bo jak wam i waszym ptaszkom odmowimy..to cienko bedzie rodzaj ludzki przadl. Bedzie domek i drzewko ale ani synka ani coreczki bez BABY nie dorobicie sie. A my owszem..jakos sobie w tym i innym wzgledzie poradzimy. Prawda jest taka, ze kobietom mezczyzni sa CORAZ MNIEJ potrzebni:) Wiec sorki ale uwazajcie z tym ciaglym gnojeniem nas.

A kobietom, takim jak femme i pare innych tez dalabym niezle w tylek, zeby wreszcie wstaly z tych swoich pozycji "na kleczkach" i splunely calemu swiatu w twarz, becwala brzuchatego trzepnely raz a dobrze po pysku i wziely sie wreszcie za SIEBIE. A nie rozwazaly dniami i nocami: co on teraz sobie pomyslal, co on zrobi a czego nie, jak on tak mogl, czemu tak powiedzial. A g...by mnie to wszystko razem a nim i jego rozterkami obchodzilo. Mam wazniejsze sprawy na glowie niz rozmyslanie nad problemami charakteropatow, erotomanow, psycholi i innych zbokow. Jest partaczem, spieprzyl robote (znaczy malzenstwo, zwiazek) to krzyz mu na droge, kopa w zadek i zyjemy dalej. Bez wrzoda na d..ie. Ufff.

Jestem w trakcie zakladania firmy i musze wybrac sobie kierownika ..ciezko by bylo dzisiaj ew. kandydatom przekonac mnie do siebie:)

7 776

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Mussuka.

Z braku czasu napiszę krótko.

Co do obecnych zachowań kobiet ze zdumieniem obserwuję, że parcie "na posiadanie chłopa" jest równie mocne jak w zamierzchłych
czasach.
Kiedyś na śląsku obowiązywało powiedzenie "byle momy zięcia". Nacisk na kobietę wywierało najbliższe otoczenie.

No ale teraz! Widzę, że wbrew wszelkim znakom na niebie i na ziemi, niewiele się zmieniło.

Miłego dnia.

7 777

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Mussuka.
Jestem tu nowa, ale od jakiegoś czasu czytuję to forum. Bardzo mi się podobają twoje wpisy, są bardzo trafne.
Wiem, że kobiety powinny się szanować i nie rozpaczać po takich cholernych misiach, ale póki nie przejdzie się etapu rozpaczy to bardzo trudno podnieść się z kolan i uwierzyć w siebie.
Szczególnie, że kobiety podchodzą do tego wszystkiego bardzo emocjonalnie. Ja się już zbieram po takim gównie 5 miesięcy i dopiero teraz przechodzę do etapu złości do mojego byłego.

7 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam

Niestety Amarek masz rację dalej społeczeństwo wywiera swego rodzaju presję na kobietę .
Jesteś do rodzenia dzieci ,garów i posługi a że chciałyśmy ,,równouprawnienia " to zasuwamy na paru etatach za psie pieniądze .

Sama słyszę w pracy o tzw ułożeniu sobie życia tak jak bym nie miała ułożonego ?Ano nie brakuje jednego składnika ,moje koleżanki nie wyobrażają sobie życia bez mężczyzny więc suszą głowę .

Jest takie śmieszne stwierdzenie ,,Jak chcesz przekonać się jak będzie traktował Cię mężczyzna kup sobie kot smile"
Połasi się jak będzie coś chciał o michę się upomni a jak już wszystko dostanie to Cię oleje.
Coś w tym musi być .

7 779 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-08 10:19:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
amarek napisał/a:

Witam Mussuka.

Z braku czasu napiszę krótko.

Co do obecnych zachowań kobiet ze zdumieniem obserwuję, że parcie "na posiadanie chłopa" jest równie mocne jak w zamierzchłych
czasach.
Kiedyś na śląsku obowiązywało powiedzenie "byle momy zięcia". Nacisk na kobietę wywierało najbliższe otoczenie.

No ale teraz! Widzę, że wbrew wszelkim znakom na niebie i na ziemi, niewiele się zmieniło.

Miłego dnia.

Zmienilo sie amarek, niestety na gorsze.

Nawet jesli dawniej to rodzina chciala dzewczyne jak najszybciej wyswatac i ziecia znalezc, to mimo wszystko zachowywano jakies granice przyzwoitosci. To amant mial sie u rodzicow ew. panny wyginac i przedstawiac swoje atuty, zeby go do rodziny wzieto i corki reke oddano.
Teraz odwrotnie, to dziewczyny jak latwy towar same i w byle jakim stylu pchaja sie w rece mezczyzn. Wiesz jak latwo teraz zdobyc panienke? Wystarczy pogooglowac, poczatowac, gadu gadu gdzies zapodac, postawic piwo czy dwa tzw. "lasce" i juz jak cma do ognia leci. A za rok placz i ryk. Nie szanuja sie dziewczyny od poczatku to i kobiet nikt nie bedzie pozniej szanowal.

A z drugiej strony patrzac, przeciez wlasnie teraz kobiety maja swoja szanse, powinny ogarnac sie jakos i zaczac stawiac warunki a nie odwrotnie. Sto lat temu malo ktora kobieta mogla poszczycic sie wlasna praca, kariera, dochodami..ba, nawet skonczona szkola wyzsza. Stad posiadanie meza (czytaj: opiekuna zapewniajacego byt) bylo wrecz konieczne. Obecnie, w dobie rownouprawnienia, kiedy kazda dziewczynka panienka czy dorosla kobieta  moze ksztalcic sie do woli, ma dostep do wszelkich mediow i innych srodkow zdobywania wiedzy i wlasnego rozwoju, kiedy kobiecie nie mozna ot tak odmowic zatrudnienia jej w firmie, kiedy kobiety moga same sie utrzymac i zyc na dosc wygodnym poziomie - poglupialy jeszcze bardziej. Oddychac bez mezczyzny nie potrafia. Paranoja ale co ja tu bede jezyk strzepic czy palce sobie wyginac. Cierp cialo jakzes chcialo.

Sa wspaniali mezczyzni, prawdziwi tacy, orly sokoly i bazanty, ale trzeba ich szukac i na takich sie decydowac. Nie na byle pierwszego lacha, tacy niech zostana sami i lepiej bez potomstwa. Bo za to, zeby z ich skazonych plemnikow wyrosly pozniej fantastyczne dzieci a nie kopie zidiocialych tatusiow - starac sie musimy tez my kobiety. I to jest bardo ciezka praca. Za to samo juz na medal zaslugujemy.

7 780

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

Amarek on nie jest prymitywny sad Jest internetowy jego świat nie jest realny ale to się kiedyś skończy .
Łatwość dostępu do kobiet rajcuje facetów ale i też szybko nudzi.
20 lat temu trzeba było się napocić aby polatać za kobietą teraz jest internet masz wszystko i dupska nie ruszysz z fotela ale to nie ważne ważne jest to co tu i teraz a że po drodze zdepta się parę uczuć to pryszcz .
Możesz być kim chcesz wklejasz cudze zdjęcie i masz przystojniaka jak ta lala a że w realu ma pierwsze miejsce jako kreatura liczy się efekt.
A potem taki zawiedziony pchlarz siedzi w domu i myśli że jest bossem po 40 a żona zastanawia się co za facio gniecie jej fotel bo korzyść być może materialna ale reszta marnej jakości a tu głowa siwieje a dupa szaleje.
Młoda kochanka raz na tydzień bo 2 dni pod rząd no sorki mechanizm już nie ten smile
Wiwat Wiagra a jest już nowy środek lepszy od wiagry i dłużej trzyma.
I na koniec przytoczę słowa piosenki Danuty Rin ,,Gdzie Ci mężczyźni gdzie wspaniali tacy"
,,Gdzie te chłopy gdzie '' ano chyba wymarli wraz z dinozaurami i rycerstwem.

Miłość jest ślepa jak Temida tyle że jej klapki z oczu nie spadną nigdy a człowiekowi czasem tak .
Różowe okulary dobre są na plaży ale nie w życiu .
Na plaży ściągniesz i słońce świeci Ci w oczy a w życiu taki manewr skończyć może się tragedią i to nie jednej osoby.

Akimon i ty mi się dziwisz poświeciłam 18 lat na bezwartościowych mężczyzn(mąż i partner na odległość spotkania raz na jakiś czas) nie skazałam się na samotność teraz wiem że żyję i to dobrze .Mam kochane dzieciaki ,pracę którą lubię i rozpoczęłam naukę w szkole którą chciałam skończyć do upragnionego mieszkanka tez coraz bliżej a ze sama -lubię własne towarzystwo chociaż sobie wzajemnie nie przeszkadzamy i nie ma do mnie pretensji że czasami bywam upierdliwa a bywam wierz mi smile big_smile big_smile
Dobranoc miłych snów

Może nie dziwię, jestem w stanie zrozumieć, że po wykańczającym związku marzy się tylko o spokoju - ja też czasami oświadczam, że po rozwodzie to nie będę już z nikim się wiązać  - taki "bufor bezpieczeństwa", ale to bardziej wynika z obawy przed ponownym zranieniem, aniżeli ochrona przed uczuciem, bo chciałabym z kimś być, chciałabym w końcu poczuć jak to jest jak ktoś Ciebie kocha, dba o Ciebie... ale się rozmarzyłam....

Ty dokonałaś wyboru, to Twój wybór, ja jeszcze najpierw muszę zrobić porządek ze swoim życiem i swoimi emocjami, ale nie chcę zamykać się na świat, bo nie chcę "czegoś" przegapić, no ale z pewnością będę ostrożniejsza, mam taką nadzieję big_smile

7 781

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Piątek - byla u mnie koleżanka, trochę porozmawiałyśmy, pogderałyśmy. Mąż załatwiał swoje interesy, wrócił, poszedł do garażu. Wrócił o 22.
Sobota - miał imieniny, kupiłam prezent, złożyłam życzenia, zrobiłam dobry obiad. W domu posiedział 2 godziny (wcześniej pomagał ojcu). O 17 wyszedł. Miał wrócić ok. 22,tak mówił, wrócił o 3.40. Pił z kolegami, bo "co mialem robić, tak byśmy w moje imieniny przed tv siedzieli". Po drodze jeszcze bil się z kolegami podobno, bo ktoś na nich napadł, podobno 3 h był na policji, co było kłamstwem. Wszedł do łóżka, pocałował mnie w rękę i spanko.
Niedziela- rano zrobił mi kawę i powiedział , że mam się dziś czuć zaproszona na kawę przez niego, potem kościół, on mial pójść po auto zostawione dnia poprzedniego pod pubem, po czym spotkał mnie po kościele, idąc pieszo (auta w końcu nie zabrał). Rozmawiałam z koleżanką, której ur się dziecko, zna ją. Podszedł, powiedział tylko cześć, spojrzałam na niego, a on po chwili poszedł w długą, bo "olałaś mnie jak podszedłem do Ciebie". Wracać autem ze mną do domu już nie chciał. Ugotowałam obiad, na który nie przyszedł, ok 14 pisze do mnie czy może przyprowadzić 6 osób, znajomych na kawę, których ja na oczy w życiu nie widziałam.  Zadzwoniłam odpowiedziałam, że jest niedziela, obiad na stole, chyba zwariował, po czym powiedziałam, że mają przyjść, ale ja wyjeżdżam potem do siory......Przyszedł pod dom, swojego dziecka na plac zabaw nie wziął, a ze znajomymi i ich dziećmi poszedł na plac zabaw. Dzwoniłam, odrzucał połączenia. Pojechałam do siory, napisałam mu, że ma zabierać co chce i życzę mu szczęścia, że to koniec. Pisał potem, że to przeze mnie, że ja nie potrafię się dostosować. Wrócił o 23.30 z pretensjami, ze koperku nie pocięłam i nie zamroziłam, dalszą część już znacie.....
Teraz wrócił, tego co wczoraj nie zjedliśmy na obiad nie je, ma w nosie......
Tak wyglądał weekend, takie mam rodzinne życie. Przykro.

Wiesz Liwia, przyjemniej chyba (co tam! na pewno!!) byloby dyndac w mroznym wietrze na przydroznej wierzbie niz spedzic weekend w Twoim obecnym domu. Dziwie sie, ze ktokolwiek was jeszcze odwiedza. A Ty  kochana, gniesz sie we wszystkie strony ale jednego wlasciwego kroku nie zrobilas i nie zrobisz. Dzwonisz, piszesz smsy, tlumaczysz sie, zgadzasz sie na wszystko, narzekasz ale i tak robisz co innego - po co ta cala gra. Jesli nie masz tzw. jaj, zeby kazac mu zmiatac i to natychmiast to musisz sie z tym meczyc do konca zycia. Pomysl sobie..ile to jeszcze lat, ile to jeszcze takich weekendow przed Toba. Mnie az ciarki przeszly by na sama mysl o takim koncu mojego zycia.
Jesli jeszcze tego nie wiesz to Ci napisze: masz kompletnego idiote w domu.

7 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Zmienilo sie amarek, niestety na gorsze.

Nawet jesli dawniej to rodzina chciala dzewczyne jak najszybciej wyswatac i ziecia znalezc, to mimo wszystko zachowywano jakies granice przyzwoitosci. To amant mial sie u rodzicow ew. panny wyginac i przedstawiac swoje atuty, zeby go do rodziny wzieto i corki reke oddano.
Teraz odwrotnie, to dziewczyny jak latwy towar same i w byle jakim stylu pchaja sie w rece mezczyzn. Wiesz jak latwo teraz zdobyc panienke? Wystarczy pogooglowac, poczatowac, gadu gadu gdzies zapodac, postawic piwo czy dwa tzw. "lasce" i juz jak cma do ognia leci. A za rok placz i ryk. Nie szanuja sie dziewczyny od poczatku to i kobiet nikt nie bedzie pozniej szanowal.

Wirtualne życie bez ponoszenia konsekwencji.

Mussuka napisał/a:

A z drugiej strony patrzac, przeciez wlasnie teraz kobiety maja swoja szanse, powinny ogarnac sie jakos i zaczac stawiac warunki a nie odwrotnie. Sto lat temu malo ktora kobieta mogla poszczycic sie wlasna praca, kariera, dochodami..ba, nawet skonczona szkola wyzsza. Stad posiadanie meza (czytaj: opiekuna zapewniajacego byt) bylo wrecz konieczne. Obecnie, w dobie rownouprawnienia, kiedy kazda dziewczynka panienka czy dorosla kobieta  moze ksztalcic sie do woli, ma dostep do wszelkich mediow i innych srodkow zdobywania wiedzy i wlasnego rozwoju, kiedy kobiecie nie mozna ot tak odmowic zatrudnienia jej w firmie, kiedy kobiety moga same sie utrzymac i zyc na dosc wygodnym poziomie - poglupialy jeszcze bardziej. Oddychac bez mezczyzny nie potrafia. Paranoja ale co ja tu bede jezyk strzepic czy palce sobie wyginac. Cierp cialo jakzes chcialo.

To jest właśnie smutne, że bez względu na poziom wykształcenia, pozycję społeczną i materialną kobiety dokonują tak irracjonalnych
wyborów. To że tzw. faceci wykorzystują sytuację jest wstrętne ale nieuniknione. Polują w swoim mniemaniu na "najsłabsze sztuki w stadzie".

Mussuka napisał/a:

Sa wspaniali mezczyzni, prawdziwi tacy, orly sokoly i bazanty, ale trzeba ich szukac i na takich sie decydowac. Nie na byle pierwszego lacha, tacy niech zostana sami i lepiej bez potomstwa. Bo za to, zeby z ich skazonych plemnikow wyrosly pozniej fantastyczne dzieci a nie kopie zidiocialych tatusiow - starac sie musimy tez my kobiety. I to jest bardo ciezka praca. Za to samo juz na medal zaslugujemy.

Ci wspaniali nie mają odpowiednich do wymagań rynku "dokumentów aplikacyjnych" i na tle "zjawiskowych piarowców" są bez szans w tym wyścigu. Ma być szybko, ekscytująco i bez hamulców.

Poza tym w domu wychowuje się młodych zgodnie z archaicznym wzorcem.
Mamy dają soba pomiatać, a "ojcowie'' jeżeli w ogóle są to często "obraz nędzy i rozpaczy".

No i rosną kolejne pokolenia nieszczęśników.
Teraz dzięki możliwościom powszechnej komunikacji informacje o tym docierają do wielu odbiorców.

Nie potrafię jedynie zrozumieć sytuacji gdzie dojrzałe kobiety po swoich złych doświadczeniach, pakuja się w jeszcze gorsze układy.
Tu nie działa nawet powiedzenie, że mądra/y Polka/lak poszkodzie.

Widocznie tak musi być, przynajmniej do czasu poważniejszych zmian w całym społeczeństwie.

Po prostu "oczy szeroko otwarte".
Pozdrawiam.

7 783

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Ankinom - noc przespana (leki zadziałały, ma się rozumieć). Mąż wrócił o 23.30 na % rzecz jasna, spał osobno. Przeczytałam w smsach, że jestem nienormalna, że nie potrafię się dostosować i to wszystko stąd......Od rana , kiedy szykowałam się do pracy już chodził po domu i znów gdzieś poszedł. Łazi non stop, wciąż tez smsy jakieś do niego przychodzą
Na prawdę przykro mi, że mąż tak Cię traktuje, bo wiem co to znaczy, tyle, że mój uważa, że kocha, co raczej jest dla mnie przyzwyczajeniem i teraz chorym związkiem. Skoro wciąż tak mu źle to nie wiem po co jeszcze tu siedzi.

Mussaka- dla mnie związek też powinien wyglądać jak wyżej opisywałaś.
Może spóźniona, ale powiem Ci jak wyglądał mój weekend.
Piątek - byla u mnie koleżanka, trochę porozmawiałyśmy, pogderałyśmy. Mąż załatwiał swoje interesy, wrócił, poszedł do garażu. Wrócił o 22.
Sobota - miał imieniny, kupiłam prezent, złożyłam życzenia, zrobiłam dobry obiad. W domu posiedział 2 godziny (wcześniej pomagał ojcu). O 17 wyszedł. Miał wrócić ok. 22,tak mówił, wrócił o 3.40. Pił z kolegami, bo "co mialem robić, tak byśmy w moje imieniny przed tv siedzieli". Po drodze jeszcze bil się z kolegami podobno, bo ktoś na nich napadł, podobno 3 h był na policji, co było kłamstwem. Wszedł do łóżka, pocałował mnie w rękę i spanko.
Niedziela- rano zrobił mi kawę i powiedział , że mam się dziś czuć zaproszona na kawę przez niego, potem kościół, on mial pójść po auto zostawione dnia poprzedniego pod pubem, po czym spotkał mnie po kościele, idąc pieszo (auta w końcu nie zabrał). Rozmawiałam z koleżanką, której ur się dziecko, zna ją. Podszedł, powiedział tylko cześć, spojrzałam na niego, a on po chwili poszedł w długą, bo "olałaś mnie jak podszedłem do Ciebie". Wracać autem ze mną do domu już nie chciał. Ugotowałam obiad, na który nie przyszedł, ok 14 pisze do mnie czy może przyprowadzić 6 osób, znajomych na kawę, których ja na oczy w życiu nie widziałam.  Zadzwoniłam odpowiedziałam, że jest niedziela, obiad na stole, chyba zwariował, po czym powiedziałam, że mają przyjść, ale ja wyjeżdżam potem do siory......Przyszedł pod dom, swojego dziecka na plac zabaw nie wziął, a ze znajomymi i ich dziećmi poszedł na plac zabaw. Dzwoniłam, odrzucał połączenia. Pojechałam do siory, napisałam mu, że ma zabierać co chce i życzę mu szczęścia, że to koniec. Pisał potem, że to przeze mnie, że ja nie potrafię się dostosować. Wrócił o 23.30 z pretensjami, ze koperku nie pocięłam i nie zamroziłam, dalszą część już znacie.....
Teraz wrócił, tego co wczoraj nie zjedliśmy na obiad nie je, ma w nosie......
Tak wyglądał weekend, takie mam rodzinne życie. Przykro.

Jednym słowem: przerąbane, ale najgorsze że czasem na własne życzenie, dlaczego my się na to godzimy?

Ja wczoraj znowu pokłóciłam się z moim mężem:

poszło o pierdołę, ale zawsze uważałam ,że nasze życie codzienne składa się tych małych pierdół....

otóż wczoraj dziecko oświadczyło mi 5 minut przed zamknięciem sklepu, że jutro robią sałatkę i potrzebują i tu wyciągnął nie kończącą się listę big_smile... zdążyliśmy zrobić zakupy, w domu przygotowałam synowi potrzebne rzeczy do odpowiednich pojemników, a owoce schowałam do szafy ( czekały na obranie), owoce przeznaczone do spożycia pakuję do specjalnego koszyka, piszę to tym szczegółowo bo tu tkwi sendo sprawy... kiedy mąż wrócił ja pojechałam na zumbę, po powrocie wchodzę do kuchni i co widzę, wszystkie rzeczy rozpakowane i mało tego w "moim" pojemniku wylegują się flaczki, które mąż sobie kupił (ohyda) a i owoców brak ,a jest 10 w nocy... no i szlag mnie trafił:
1. zmarnował moją pracę
2. zjadł dziecku owoce

Pytam się męża: dlaczego rozpakował pojemnik? Co mu ten pojemnik przeszkadzał i poprosiłam o spakowanie go z powrotem, rzecz jasno tego nie zrobił i kolejne pytanie: dlaczego wyciągnął schowane owoce, czy ja chowam owoce bez powodu? owoce przeznaczone do jedzenia zawsze ,ale to zawsze lądują w koszu, więc jak myślisz dlaczego ja je tam schowałam, bo miałam taki kaprys? czy może je tam położyłam w określonym celu?

oczywiście mąż roześmiał mi się w twarz i powiedział, że jestem nie normalna...

istotnie sprawa wydaje się błaha, ale nie z mojego punktu wiedzenia: bo ja to odebrałam, że znowu nie trzeba się liczyć z moimi decyzjami, postanowieniami, zrozumie to osoba, która nie zaznała szacunku we własny domu...  to dotyczyło wielu spraw przykładowo wazonik postawię na stole a mój mąz bez pytanie przestawi tam gdzie on uważa za stosowne, oglądam TV przychodzi  i przełącza problem itd. itp.

z drugiej strony przez 16 lat traktowałam to jako "normę", teraz mi to przeszkadza, wiec w pełni są uzasadnione jego słowa: że jestem nienormalna, bo wcześniej nie zwracałam na to uwagi,  a teraz tylko gderam... a ja zwracałam tylko dusiłam to w sobie i teraz to całe gówno wypływa....

7 784 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-08 10:58:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
anija75 napisał/a:

Witaj Mussuka.
Jestem tu nowa, ale od jakiegoś czasu czytuję to forum. Bardzo mi się podobają twoje wpisy, są bardzo trafne.
Wiem, że kobiety powinny się szanować i nie rozpaczać po takich cholernych misiach, ale póki nie przejdzie się etapu rozpaczy to bardzo trudno podnieść się z kolan i uwierzyć w siebie.
Szczególnie, że kobiety podchodzą do tego wszystkiego bardzo emocjonalnie. Ja się już zbieram po takim gównie 5 miesięcy i dopiero teraz przechodzę do etapu złości do mojego byłego.

ja nie pisze tu o etapie rozpaczy po odejsciu meza czy jego zdradzie - to jest naturalne i ludzkie. Pisze o tych kobietach, ktore POMIMO zdrad, bicia, tortur fizycznych i psychicznych sa nadal z tymi oprawcami i co gorsza, pisza, ze ich kochaja, ze nie potrafia odejsc ani wyrzucic ich ze swojego zycia. Wiele razy pytalam: za co ich kochacie? Za wlasne krzywdy? Skoro tyle w nas milosierdzia, tTo na swiecie nie powino wojen byc, bo Zydzi winni pokochac Nazistow, Palestynczycy Izraeilitow i odwrotnie, komunisci kapitalistow, Czeczeni Ruskich - ogolny mir na podlozu sado-maso czy w druga strone.

Anija - pociesze Cie  - ta jego nowa "milosc" szybciej sie wypali niz Ci sie zdaje. Skoro bol mija a przychodzi wscieklosc, to wez z niej sile dla siebie i maluchow. Zrob WSZYSTKO co umiesz i mozesz, zeby kiedys (a tak bedzie) kiedy stanie u Twych drzwi i bedzie skamlal z zalu za Toba i dziecmi (jak kochanka mu sie przeje), Ty pokazesz mu na co Cie bylo stac. Niech sie zdziwi jak silna kobiete odrzucil po to by zabawic sie w majtkach innej. Ty masz byc ostatecznym zwyciezca, silna i piekna, niepokonana przez niego ani zycie, wlasciwie to jeszcze silniejsza po niz przed, a on wroci jak bumerang, bo zawsze wracaja ..tylko prosze..nie pozwol mu na to. Nie jak dziesiatki innych uzaleznionych kobiet.

7 785

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tymi związkami to w pełni się zgadzam nie stawia się na jakość ale na jakoś to będzie.
I masowa produkcja dzieci z brakiem stabilności.
A potem się dziwią niektóre kobiety że własne dzieci ich nie szanują bo i za co ?
Brak dobrych wzorców , nieporadność życiowa i wygodny styl życia praca be .
Codziennie stykam się w pracy z małymi lub większymi tragediami to niesamowite że sami gotujemy sobie los godny pożałowania.
Nie mówię tylko o młodych ludziach ale tez o tych w zaawansowanym wieku żałosne .

7 786

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam, jakiś czas temu napisałam na tym forum o swoim rozstaniu i trudzie z jakim się borykałam. Mój związek trwał 3 lata, on zerwał ze mną, związał się z inna dziewczyną dużo młodszą a mnie ofiarnie zaproponował przyjaźń. Ja nie zgodziła się na to bo aż taką masochistką nie jestem. urwałam kontakt odcięłam się. Po miesiącu od ostatniej rozmowy, kiedy to mu oznajmiałam że nie chcę już żadnych kontaktów zadzwonił. Poprosił mnie o pomoc, której niestety nie mogłam mu odmówić i spotkaliśmy się. Dużo rozmawialiśmy o tym i owym jak to każdemu z nas się teraz powodzi i jest dobrze oraz o tym jak między nami źle było i jakie błędy popełniliśmy. Mimo że się wystroiłam jak przysłowiowy szczur na otwarcie kanału nie usłyszałam żadnego komplementu. Jednak widziałam w jego oczach radość (nie wiem czy to radość ze tak mu teraz dobrze czy dlatego że mnie widzi). Znów zaproponował żeby nadal się przyjaźnić a ja znów odmówiłam. Czy uważacie drogie Forumowiczki, że on coś knuje i ma jakieś plany wobec mnie? Nie chcę znów popełnić jakiegoś błędu albo łudzić się niepotrzebnie.

7 787

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
honeczko napisał/a:

Nie chcę znów popełnić jakiegoś błędu albo łudzić się niepotrzebnie.

Przeciez juz to robisz. Zadowolisz sie ochlapami z panskiego stolu? Towarem przechodzonym, zastepczym? Raz Ci ponizyl a Ty to odpuscisz i jak gdyby nigdy nic pozwolisz sie ponownie wykorzystac? Boze, siedzisz w niebie i nie grzmisz? po co my tu piszemy, to jakas syzyfowa praca.:(

7 788

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Mussuka za twoje słowa.

Właśnie mam zamiar teraz żyć dla siebie i dla dzieci. Dużo pracy przede mną. Ale nie dam się.

7 789 Ostatnio edytowany przez honeczko (2011-11-08 11:35:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
honeczko napisał/a:

Nie chcę znów popełnić jakiegoś błędu albo łudzić się niepotrzebnie.

Przeciez juz to robisz. Zadowolisz sie ochlapami z panskiego stolu? Towarem przechodzonym, zastepczym? Raz Ci ponizyl a Ty to odpuscisz i jak gdyby nigdy nic pozwolisz sie ponownie wykorzystac? Boze, siedzisz w niebie i nie grzmisz? po co my tu piszemy, to jakas syzyfowa praca.:(

wszystko pięknie ładnie a ja nadal jego kocham
w sumie to spodziewałam się ze zostanę zjechana za swoje posty, chciałam tylko dowiedzieć się czy sobie nie za dużo wyobrażam odnośnie jego zachowania, bo  razem to już my chyba nigdy nie będziemy .....

7 790

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
femme_32 napisał/a:

Witam
Postanowiłam poszukać pomocy ponieważ kompletnie nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znalazłam. A oto moja historia. Ponad  rok temu umarła moja mama. 58 lat. Potworna trauma. Do tej pory nie potrafię się z tym pogodzić. Wraz  z Nią umarła cząstka mnie. 2 miesiące później podjęłam decyzję o rozstaniu z narzeczonym. Pomimo tego, że to ja zainicjowałam to rozstanie było mi potwornie ciężko. Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Gdyby nie moje przyjaciółki, które stanęły wtedy na wysokości zadania, nie wiem co byłoby ze mną. Wraz ze śmiercią mamy praktycznie straciłam kontakt z ojcem i siostrą. Ojciec 3 miesiące po śmierci mamy znalazł sobie inną kobietę, co było dla mnie kolejnym ciosem. Od 8 miesięcy nie mam z nim kontaktu. Próbowałam, ale jemu na mnie nie zależy. Zostawił mnie z kredytem, który spłacam po śmierci mamy.

I tak oto przewegetowałam całą zimę. Nigdzie praktycznie nie wychodziłam, spotykałam się tylko z najbliższymi przyjaciółkami. W końcu przyszedł kwiecień. I moje zmartwychwstanie. Zaczęłam wychodzić do ludzi. W trakcie jednego z moich ?wypadów? na miasto spotkałam kolegę z pracy. Spędziliśmy cały wieczór razem. A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Na początku miałam mnóstwo wątpliwości. Po pierwsze pracowaliśmy razem. Miałam już kiedyś związek w pracy i nie skończyło się to dobrze. A poza tym był 6 lat młodszy. Od razu postawiłam sprawę jasno. Powiedziałam o swoich wątpliwościach ? ale on stwierdził że się wyszalał i chciałby już tak ?na poważnie?. Powiedział mi, że kilka lat temu był w ważnym dla niego związku. Ale dziewczyna go zdradziła i zostawiła. A potem jak powiedział ? zmienił styl życia i bawił się na całego, ale żadnej z tych dziewczyn nie traktował poważnie. Na początku nic nie zapowiadało takiego finału historii jaki mi zafundował. Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak troskliwego i czułego partnera. Mówił, że czekał na taką kobietę jak ja, że zostanę jego żoną, że nikt go mi nie zabierze itd. Spełniał każdą moją zachciankę.  A ja na początku trzymałam duży dystans. Nie stawałam na rzęsach żeby mu dogodzić. Nie odstawiłam przyjaciółek na boczny tor. A on ciągle się pytał czy jestem jego. Codziennie chciał się ze mną spotykać, nocować u mnie.W pracy nikt nie wiedział, że się spotykamy..On powtarzał, że i tak mu nikt nie uwierzy, że taka kobieta jak ja wybrała jego. Ale po pewnym czasie po prostu zaangażowałam się w ten związek. Ciężko trzymać długo uczucia na wodzy kiedy jest Ci z kimś dobrze. I nagle przeżyłam pierwszy szok. Wiedziałam, że ma konto na facebooku, nieraz jak logował się u mnie widziałam wiadomości od jakiś koleżanek  ( szybko je zamykał), ale nie byłam zazdrosna. Nie miałam powodów..Kiedyś jednak zapomniał się wylogować..oczywiście wiem, że nie powinnam czytać jego wiadomości, ale coś mnie tknęło?Nie spodziewałam się tego, co tam zobaczyłam. To nie były koleżeńskie rozmowy. Flirtował z różnymi kobietami/dziewczynami, dużo młodszymi ode mnie. Chciał się umówić na kawę, zapraszał do siebie. Ciężko mi teraz to wszystko przytoczyć ale to  nie były neutralne rozmowy o pogodzie..Ewidentnie chciał się z nimi spotykać w jednym celu.Tym co mnie powstrzymało od zakończenia  znajomości był post do kolegi ? ? z A. to na poważnie?. Powiedziałam mu o tym co przeczytałam. A to co usłyszałam zaszokowało mnie jeszcze bardziej ? ? na razie jest między nami dobrze, ale nie wiem jak będzie i nie chce zrywać wszystkich relacji?.Syndrom awaryjnego lotniska? Przecież nie wymagałam od niego zerwania żadnych relacji! Powiedziałam tylko, że nie pozwolę się tak traktować. I że ma się zastanowić na czym mu zależy. Po prostu albo wóz albo przewóz. Po tym incydencie  teoretycznie wszystko wróciło do normy. Zachowywał się tak jakby bał się mnie stracić. Do kolejnej akcji ? tym razem chodziło o wakacje. Bardzo chciałam żebyśmy gdzieś wyjechali razem. Miałam ciężki rok i potrzebowałam odpoczynku. I tu zaczęły się problemy. Ja rozglądałam się aktywnie za wakacjami , a on nie wykazywał zainteresowania. W końcu spytałam się o co chodzi. Usłyszałam ? ?znamy się krótko, nie jestem Ciebie jeszcze pewien, masz kredyty!, trudną sytuację życiową, za chwilę zaczniesz na mnie wywierać presję ( chodziło o małżeństwo)..? I kolejny szok. Powiedziałam, że ma się ostatecznie zastanowić czego chce bo ja już nie mam siły ani czasu na takie gierki.  Następnego dnia powiedział, że chce ze mną jechać, że mu ze mną  bardzo dobrze, że pasujemy do siebie i nie ma powodu żeby się wycofywać. Ale czułam, że od tego momentu zaczął już całkowicie sabotować ten związek. Miał ciągłe wahania nastrojów ? potrafił nawrzeszczeć na mnie prze telefon bez powodu, a potem przychodził i przepraszał. Zachowywał się jak zwierzę w klatce cierpiące na klaustrofobię. I tak w kółko. W końcu wyjechaliśmy na wakacje, ale nie był to mój wymarzony wyjazd. Widziałam, że on  jest już  jedną nogą poza związkiem. Szukał zaczepki, ostentacyjnie oglądał się za innymi kobietami. Dziecinada. Wróciliśmy z wakacji. Na pierwszym spotkaniu po wakacjach powiedział mi, że to nie ma sensu, że ?to nie to? i że nie czuje do mnie tego co chciałby czuć. Jeszcze na wakacjach mówił o małżeństwie, dzieciach?Poczułam się oszukana. Wyrzuciłam go wtedy z mieszkania. Nie rozmawialiśmy w  pracy. W końcu zadzwonił do mnie w weekend. Pytał się co robiłam, powiedział, że chce się przyjaźnić  itd. Kiedy powiedziałam, że mi go brakuje zareagował agresywnie i się rozłączył!

Od tej pory miałam w pracy istny rollercoastar z nim w roli głównej. Jednego dnia mnie totalnie olewał, innego ? wpatrywał się we mnie, starał się zagadywać, pisał jakieś wiadomości na FB.. Ja go ignorowałam. Mówił mi, że nikogo nie ma i pytał się czy ja się z kimś spotykam. W końcu w trakcie jednej z rozmów odsłoniłam gardę i..nieźle oberwałam. Powiedziałam, że jest mi ciężko i mam problemy żeby normalnie funkcjonować, że nie rozumiem po co to wszystko mówił ( o małżeństwie, dzieciach), że jestem totalnie zdezorientowana. I to był mój największy błąd. Powiedział wprost, że jak kogoś sobie znajdę to mi przejdzie, że po prostu zmienił zdanie i mam zapomnieć o tym co mówił! Zero szacunku dla moich uczuć. Następnego dnia ostentacyjnie przy mnie umawiał się z jakąś  kobietą przez telefon. Napisałam  mu smsa, że owszem ma prawo robić co chce , ale ja niekoniecznie  muszę o tym wiedzieć, że mógłby być bardziej taktowny.  I wtedy dowiedziałam się, że nie dziwi się że mam problemy z wywiązywaniem się z moich obowiązków skoro go prześladuję! Tak jak mnie to rozbawiło, tak samo wkurzyło. I to tyle tej żałosnej historii. Problem polega na tym, że ja naprawdę sobie nie radzę chociaż to trwalo tylko 5 miesięcy... Minął już miesiąc a ja mam wrażenie, że jest gorzej a nie lepiej. Racjonalnie potrafię sobie wszystko wytłumaczyć ? niedojrzały dzieciak i tyle. Ale emocjonalnie nie potrafię tego ogarnąć. Nie mogę się pozbyć obsesyjnych myśli - ciągle wracam do przeszłości. Na zewnątrz staram się go ignorować, ale każdy kontakt z nim (łączą nas tematy zawodowe) powoduje u mnie rozstrój żołądka, ból głowy itd. Schudłam już kilka kilogramów. Mam problemy ze snem i pracą. Na niczym mi nie zależy. Nie mogę teraz zmienić pracy z kilku powodów. On też nie zamierza.  A ja sobie nie wyobrażam dalej funkcjonowania w tak chorej sytuacji. Nie wiem jak mam sobie pomóc nie zmieniając pracy?Staram się unikać z nim kontaktu ? przekazałam jego tematy koledze..ale to i tak nie funkcjonuje. Przecież nie zabronię mu dzwonić w służbowych sprawach i  przychodzić do biura, w którym siedzę.. Po nim to spłynęło jak po kaczce a dla mnie to emocjonalna masakra. Nie potrafię tego zrozumieć. Jak można tak szybko zmienić swoje zachowanie o 180 stopni? Pomóżcie proszę?

Witaj.
Przeczytałam Twój post , cóz trafiłaś an chłopaczka (bo meżczyzną nie mozna go nawzac) który pozował na dojrzałego i odpowiedzialnego mężczyzne a że miałaś cieżkie przejścia za sobą łyknełas to.
Okazał sie gbruowaty chamem, który wiedział przez co przeszłaś i  że był Ci cieżko wiec nawet jesli chciał odejść mogł to zrobić delkiatniej ( czy oni nie czytają, i tym jak kultutarnie zrywac??) a on rzucał wytratymi hasłami, ze małżeństow o dzieci nie dla niego ( ale ty chyba o tym nie  mówiłaś, lub nie doczytałam ).
Nie ma w tym Twojej winy absolutnie, móżg ma racje- to smarkacz, ale serce krzyczy głośniej- musisz to przeboleć i czekac az przejdzie samo.
Ty zachowujesz klase on zachowuje sie jak debil.
Tak trzymaj a ja bede trzymała kciuki za Ciebie, byś szybko wróciła do równowagi emocjonalnej.
Powodzenia smile smile

7 791

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
anija75 napisał/a:

Dziękuję Mussuka za twoje słowa.

Właśnie mam zamiar teraz żyć dla siebie i dla dzieci. Dużo pracy przede mną. Ale nie dam się.

Nie daj sie:) Badz madrzejsza niz setki innych. Na jednym gowniarzu swiat sie nie konczy. Ale czegos sie chociaz nauczylas i wyciagnij wniaoski na przyszlosc:)

7 792

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
honeczko napisał/a:
Mussuka napisał/a:
honeczko napisał/a:

Nie chcę znów popełnić jakiegoś błędu albo łudzić się niepotrzebnie.

Przeciez juz to robisz. Zadowolisz sie ochlapami z panskiego stolu? Towarem przechodzonym, zastepczym? Raz Ci ponizyl a Ty to odpuscisz i jak gdyby nigdy nic pozwolisz sie ponownie wykorzystac? Boze, siedzisz w niebie i nie grzmisz? po co my tu piszemy, to jakas syzyfowa praca.:(

wszystko pięknie ładnie a ja nadal jego kocham
w sumie to spodziewałam się ze zostanę zjechana za swoje posty, chciałam tylko dowiedzieć się czy sobie nie za dużo wyobrażam odnośnie jego zachowania, bo  razem to już my chyba nigdy nie będziemy .....

ladne mi kochanie..facet zostawia Cie dla mlodszej a Ty go kochasz. Faktycznie, zasluguje na Twoja milosc i pomnik w centrum stolicy.
Owszem wyobrazasz sobie za wiele i chcesz sobie wyobrazac i wmawiac, ze cos tam jeszcze da sie z tego zlomu odkopac. Cos zardzewialego pewnie tak..jesli lubisz takie rupiecie. Ja wole cos nowego i czystego, nieskazonego.Ale kazdemu wedle jego gustu.

7 793

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dostałam sms od męża - mam wytrzymać do wiosny - WYPROWADZA SIĘ - To zasługa moich kłótni, facet już ma dość mego gderania, 

cel uświęca środki  big_smile

dziewczyny do wiosny - wiosna kojarzy mi się z odrodzeniem smile

7 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Dostałam sms od męża - mam wytrzymać do wiosny - WYPROWADZA SIĘ - To zasługa moich kłótni, facet już ma dość mego gderania, 

cel uświęca środki  big_smile

dziewczyny do wiosny - wiosna kojarzy mi się z odrodzeniem smile

wiesz, chcialabym Ci pogratulowac..ale jak to mowia, nie chwal dnia przed zachodem. Wiosna to ...dosc odlegly termin ale jesli zauwazysz, ze faktycznie cos w tym kierunku robi (przeglada oferty, kontaktuje sie z agencjami itp.) to to bedzie prawdziwy sukces. I wtedy wypijemy szampanskoje za Ciebie i Twoje nowe zycie:)

7 795

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To super i pędź na tę kawusię smile
Oby tylko zaznaczył do której wiosny mój eks obiecywał leczyć się z alkoholizmu na jesień minęło 16 takich jesieni i 17 leci a ta już z wyrokiem sądu po jeździe na wysokim gazie .

7 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Dostałam sms od męża - mam wytrzymać do wiosny - WYPROWADZA SIĘ - To zasługa moich kłótni, facet już ma dość mego gderania, 

cel uświęca środki  big_smile

dziewczyny do wiosny - wiosna kojarzy mi się z odrodzeniem smile

wiesz, chcialabym Ci pogratulowac..ale jak to mowia, nie chwal dnia przed zachodem. Wiosna to ...dosc odlegly termin ale jesli zauwazysz, ze faktycznie cos w tym kierunku robi (przeglada oferty, kontaktuje sie z agencjami itp.) to to bedzie prawdziwy sukces. I wtedy wypijemy szampanskoje za Ciebie i Twoje nowe zycie:)

On chce wyprowadzi się na ten strych - nie będzie cokolwiek, może mnie dzielić z nim sufit, byle tylko dzielił

7 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anula70 napisał/a:

To super i pędź na tę kawusię smile
Oby tylko zaznaczył do której wiosny mój eks obiecywał leczyć się z alkoholizmu na jesień minęło 16 takich jesieni i 17 leci a ta już z wyrokiem sądu po jeździe na wysokim gazie .

Do tej wiosny, tak myślę big_smile

Czekam na wiadomość kiedy ma być ta kawa, bo coś nie możemy się czasowo zgrać smile

7 798

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

On chce wyprowadzi się na ten strych - nie będzie cokolwiek, może mnie dzielić z nim sufit, byle tylko dzielił

I na to musi do wiosny poczekac? Bo co, musi ten strych ocieplic? Czy wejscie na ten strych jest osobne czy przez Wasze mieszkanie?

7 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
honeczko napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Przeciez juz to robisz. Zadowolisz sie ochlapami z panskiego stolu? Towarem przechodzonym, zastepczym? Raz Ci ponizyl a Ty to odpuscisz i jak gdyby nigdy nic pozwolisz sie ponownie wykorzystac? Boze, siedzisz w niebie i nie grzmisz? po co my tu piszemy, to jakas syzyfowa praca.:(

wszystko pięknie ładnie a ja nadal jego kocham
w sumie to spodziewałam się ze zostanę zjechana za swoje posty, chciałam tylko dowiedzieć się czy sobie nie za dużo wyobrażam odnośnie jego zachowania, bo  razem to już my chyba nigdy nie będziemy .....

ladne mi kochanie..facet zostawia Cie dla mlodszej a Ty go kochasz. Faktycznie, zasluguje na Twoja milosc i pomnik w centrum stolicy.
Owszem wyobrazasz sobie za wiele i chcesz sobie wyobrazac i wmawiac, ze cos tam jeszcze da sie z tego zlomu odkopac. Cos zardzewialego pewnie tak..jesli lubisz takie rupiecie. Ja wole cos nowego i czystego, nieskazonego.Ale kazdemu wedle jego gustu.

chyba wasnie lubie te rupiecie bo to moje rupiecie.....
ale dziekuje tez ci za krytykę, choć  w głębi gdzieś sobie myślę, że on wróci do mnie ....

7 800

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
honeczko napisał/a:

chyba wasnie lubie te rupiecie bo to moje rupiecie.....
ale dziekuje tez ci za krytykę, choć  w głębi gdzieś sobie myślę, że on wróci do mnie ....

no wlasnie.. jedni domy z rupieci oczyszczaja, inni je kolekcjonuja. Ale pamietaj, ze sama tego chcialas i nie placz za pol roku jak historia sie powtorzy. Wroci do Ciebie a potem do innej mlodszej tez wroci i tak bedzie sie krecil jakby go cos w zadek klulo, bo to taki wlasnie typ.
Dobra, Twoj wybor, ale skoro wiesz , ze upadniesz to juz teraz sobie wygodnie usiadz i poczekaj na ciag dalszy..

Posty [ 7 736 do 7 800 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 118 119 120 121 122 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026