Mussuka napisał/a:ankinom napisał/a:Powiem szczerze, że jeszcze wczoraj podjęłam jeszcze jedna próbę ratowania naszego związku, ale to miałby być inny związek, bo ten co był poniósł porażkę za długą i bolesną przeszłam drogę by znowu się podkładać...
Prowadziłam z mężem godzinny monolog - spokojny, konkretny, bez nie potrzebnych emocji i niestety mój szanowny małżonek, nie wie co ma robić: nie chce nasz zostawiać, ale też nie chce zrezygnować z dotychczasowej wolności - z jednej strony jest mi jego żal, bo wiem jak to jest się miotać - w każdym bądź razie to ja muszę podjąć decyzję, czy czekać aż zrozumie, czego chce, ale może to być" czekaj tatka latka", albo krótkie ciecie...
A juz mialam nadzieje.:(
Jakie zal??? Gdzie on sie miota? Miedzy Toba, dziecmi a kolejna Mariolka, Zdzisia czy inna lafirynda? Oj, no to rzeczywiscie biedaczek z rozdwojona jaznia.Czy Ty powaznie chcesz zaczekac, az bedziesz za stara na cokolwiek, na jakiekolwiek zmiany w Twoim zyciu, az zrobisz sie stara, brzydka (bo zgorzkniala i ciagle zaryczana) i pusta jak wrak? A on sobie odleci w ramiona kolezanki z kawki? Wiesz w co on teraz gra? W to, ze o rozwod bedzie winil jakby co to Ciebie, bo TY go chcialas. On do konca "walczyl" o wasz zwiazek (tak to opowie). Ale dlaczego Ty rozwodu chcialas, to wygodnie zapomni i pominie w relacjach do rodziny i znajomych. A jesli za jakis czas to on zdecyduje sie odejsc, to jak myslisz, kogo obwini za ew. kochanke? Tez Ciebie. Bo to Ty zepsulas mu zycie i jedyne wyjscie jakie mial (jeszcze doda, ze uczciwe) to rozwiesc sie z Toba. Tak powykreca kota ogonem, ze tchorzofretke z niego zrobi.
Ja swoja terapie chyba chwilowo zakoncze. Ankinom, Tobie ani ja, ani slynni pisarze ani Swiety Boze nie pomoze jak Ty sama nie zadasz sobie prostego pytania i udzielisz jednej, wyraznej odpowiedzi: Chcesz z nim byc na obecnych zasadach (bo on ich za chinskiego Boga nie zmieni, to jest jasne jak dwa plus dwa) czy nie? Odpowiedz powinna zawrzec sie w jednym slowie.
Napisz jak cos juz postanowisz i nie trac czasu na sklejanie potluczonego wazonu (ratowanie zwiazku). Jakis stary gruchot z tego wyjdzie a nie oryginalny object d'art.
NIE! NIE! NIE!
nie jasno się wyraziłam - żal mi jego tak jak, no powiedzmy zwykłego człowieka, no wiesz taki ludzki odruchI tu jest pies pogrzebany - starego związku nie chcę, a nowy związek to tak - ale nie z nim.... i tutaj też masz rację nie chce się określić, bo w razie czego winę za rozwód obarczy mnie - "ty chciałaś, ja tylko chciałem spokojnie żyć, razem, ale osobno...bla bla
Nie Mussuka, miewam chwilę zwątpienia, źle - to raczej strach, nie strach, to po prostu wygoda, no bo przecież aby coś zmienić trzeba na to wysiłku, kurcze jestem zła na siebie, za ten brak konsekwencji i on odbija się na mnie rykoszetem, kooorwa!!!( wcześniej nie klęłam tak)
nie chcę już być jego żoną, a wiesz co dodaje mi większej siły do zmiany - dzieci, do tej pory się nimi zasłaniałam a dzisiaj mój syn powiedział: mamo nie chcę żebyście się kłócili, i nie chcę mieszkać z tatą - a ma dopiero 7 lat!
i dziękuję za terapię i obiecuję wyciągnąć z niej to co najlepsze ...
i szkoda, że nie mam takiej osoby blisko siebie - bo przywracasz mnie na właściwe tory
dzisiaj są moje urodziny i tak myślę, czy kolejne życzenia od męża odczytam smsem? chciałabym, ale tylko dlatego, że mieszkałby daleko
Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin! Dużo siły i wytrwałości! Pozdrawiam! (p.s ja też skorpion)