netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 940 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 116 117 118 119 120 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 606 do 7 670 z 26 310 ]

7 606

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
izula69 napisał/a:

Mieszkanie jest na nas oboje zameldowany wciąż jest i z tego co wiem nie zamierza się wymeldowywać płacę ja od teraz jak jeszcze mieszkał płaciliśmy po połowie. Co do zmiany zamków zagroził mi żebym tego nie robiła. Jestem w kropce.

Ale warto skonsultowac sie, bo nie sadze aby ex mogl bezkarnie "zamieszkiwac" u Ciebie za darmo.

Zbieraj wszystkie dowody wplat czynszu z Twojego konta..przyda sie. I w ogole wszystkie dowody, o tym, ze on sie wyprowadzil i kiedy. Przyda sie.

Zgadzam sie  nie moze "za darmo" mieć kluczy. Jeśli je ma to za połowę czynszu płaci. Jeśli ma prawo to i ma obowiązki big_smile
Popieram, wszystkie dowody potrzebne. Rachunki, faktury i słowa.........

7 607

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom, wcale sie nie gniewam:) mnie naprawde trudno wkurzyc:) Dziecinstwo i nie tylko wygarbowalo mi skore jak na byku i dlatego tak latwo sie nie poddaje:) Powodzenia w walce z sama soba.

7 608 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-31 15:52:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Prawo w Polsce jest nie dla tych, których należy chronić, tylko dla tych, którzy krzywdzą. I przez to całe prawo nawet Policja jest skorumpowana i nie wiele może, trochę też nie wiele chce, bo po co ktoś ma się narażać w imię czego? Albo narazi się, stanie w obronie, potem prokuratura umorzy i można w łeb dostać.
To jest do tego stopnia pokichane, że dajmy na to małżeństwo w rozpadzie, mąż ma kochankę, kupuje jej różne rzeczy dajmy na to na kredyt i tak przez 2005 rokiem mogło się okazać, że za kochankowe rzeczy płaci bogu ducha winna żona, tylko dlatego, że jest żoną. Oczywiście można udowadniać, że małżeństwo nie trwało i takie tam. Po 2005 roku niby coś się zmieniło, że za długi współmałżonka się nie odpowiada. Na ile to prawda...

Mnie już do karnego zagnało, ale to i tak sprowadza się do bezprawi

"Kto ma miękkie serce musi mieć twardą d... i odwrotnie".

7 609

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Masz wyrok z sądu o alimentach i co z tego ? Facet moze nie płacic i nic mu nie możesz zrobić a przynajmniej dłuuuuuuugo nic nie możesz zrobić. Prawo nie jest sprawiedliwe !
Jest jeszcze moralność . Jej mąż mieszka z kochanką to chyba ma prawo mieć klucze od tamtego mieszkania, jej mąż z nia nie mieszka więc nie ma prawa(moralnego) mieć kluczy od tego mieszkania. To takie nie fer, ze może w każdej chwili wejść jak " do siebie" a przeciez mentalnie to nie jest już jego.

O moralnosci tego pana to bym nawet nie wspominala:) slowo raczej mu obce:)

Natomiast co do prawa..ja sie nie znam i dlatego sa prawnicy. Nie wiem czy to zupelnie legalne czy nie aby majac wspolnote mieszkaniowa ale mieszkajac gdzie indziej miec klucze do mieszkania. Moralnie nie, z punktu widzenia prawa byc moze tak. Warto sprawdzic i zabezpieczyc sie na wypadek ew. ataku.

7 610

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

osobowość człowieka kształtuje się od pierwszych chwil życia a dzieciństwo, wychowanie i otoczenie maja na nas ogromny wpływ! .

Ankinom właśnie te słowa odnies do swoich dzieci.


ankinom napisał/a:

tylko dlaczego mam rezygnować z tego co mi się należny?
och po co ja w ogóle tutaj cokolwiek piszę ....

Właśnie mówimy Ci abyś walczyła o to co Ci sie należy.
Po co piszesz........ bo chyba sobie nie radzisz, nie radzisz ze swoimi emocjami i nie ma w tym nic złego.
Ja także nie radzę sobie z emocjami ale podnoszę się dzięki temu forum.

7 611

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

osobowość człowieka kształtuje się od pierwszych chwil życia a dzieciństwo, wychowanie i otoczenie maja na nas ogromny wpływ! .

Ankinom właśnie te słowa odnies do swoich dzieci.


ankinom napisał/a:

tylko dlaczego mam rezygnować z tego co mi się należny?
och po co ja w ogóle tutaj cokolwiek piszę ....

Właśnie mówimy Ci abyś walczyła o to co Ci sie należy.
Po co piszesz........ bo chyba sobie nie radzisz, nie radzisz ze swoimi emocjami i nie ma w tym nic złego.
Ja także nie radzę sobie z emocjami ale podnoszę się dzięki temu forum.

Od kilku czuję się fatalnie, nie radzę sobie z własnymi emocjami - od agresji przechodzę do apatii - ale to prawda, że dzięki temu forum, właściwie Waszym wpisom, widzę swoje błędy. Wiem, że osoby tutaj piszące chcą pomóc, inne szukają wyjścia, inne wyżalenia się.... to forum naprawdę daje mi dużo do myślenia....

7 612 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-10-31 19:06:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Kochana, a czy ktos nam obiecal zycie rozami uslane? I ze zawsze bedzie z gorki? I za jak raz na laurach spoczne to jestem zwolniona z dalszego myslenia i dzialania?

Nie, nie ma takiej gwarancji, NIKT. Nawet Ci , co teraz im dobrze i slodko, moga sie jutro znalezc na samym dnie. Bo takie jest zycie..nieprzewidywalne i przez to okrutne ale i piekne. Bo po dolkach sa i gorki, bo wciaz mamy wyzwania i nie umieramy jak zywe trupy tylko rozwijamy swoje ja i rosniemy w sile. Tylko roznica miedzy osobami slabymi a silnymi jest taka, ze slaby z dolka ani rusz nie chce wylezc, bo nawet na dnie ale jest mu tam wygodniej, bezpieczniej, po staremu a silny czlowiek na glowie stanie, kamieniolomy sam rozsadzi i ponownie stanie na szczycie.

Co to za glupoty (sorry;) z tym obwinianiem za rozpad zwiazku? Miedzy bajki to wlozcie i to natychmiast, bo od lat madrzy ludzie wiedza, ze za rozpad zwiazku winne sa obie strony. Nie ma wsrod nas aniolow i demonow, jestesmy lepsi i gorsi ale obie strony medalu sa nam znane.

Strach przed samotnoscia?? Jaka znow samotnoscia? Czy odejscie od tyrana (w kazdym tego slowa znaczeniu) oznacza epidemie na ziemii, wyginiecie gatunku ludzkiego? Odchodzi 1 (slownie:JEDEN) byle jaki mezczyzna. Miliardy ludzi nadal zyja i byc moze warto wsrod nich przebierac, wybierac i dobierac tych wartosciowych. Lepiej pozno niz wcale.

A wszelkie decyzje to najlepiej podjac dzis, a nie jutro. Jutro moze byc koniec swiata:))

Mussako-jesteś od dziś moją idolką big_smile
Nazywasz tak rzeczy po imieniu, że aż mi dech zapiera, bo....to wszystko prawda. Pięknie i tak realnie ubierasz myśli w słowa, ja nie potrafię tego robić, zbyt zawile myślę chyba.....Piszesz tak, że zaczynam inaczej myśleć i zaczynam działać i modlę się, żebym się nie ugięła, bo chcę być jeszcze w życiu szczęśliwa, być szanowana i kochana, a wiem, że przez męża już nie będę. On jest takim samym manipulantem jak wszyscy, których tu dziewczyny opisują.....Dziś zrobił mi rano kawę, normalnie pewnie bym się ucieszyła, no bo w końcu po wczorajszym powrocie do domu o 23, poszedł spać do salonu i dziś za tą kawę miałabym być wdzięczna, bo znów on rękę pierwszy do mnie wyciągną. Potem znów gdzieś poszedł, wrócił kolo 15 pisząc do mnie smsa "Kochanie o której planujesz obiad?", odpisałam po 20 min że ok 14.30, potem było pytanie na które nic już nie odpisałam "Co dobrego robisz?". Kiedy wrócił, nie powiedział nic, kurczaka wcinała moja córka, a on otworzył sobie słoik z czymś tam i ostentacyjnie pokazał, że zwisa mu ten kurczak...No bo byc może nie zaprosiłam go na ten obiad, być może zły bo nie odpisałam na smsa, ale na tą chwilę nie obchodzi mnie to.teraz znów go nie ma, wziął auto i pojechał, dokąd tez nie powiedział... znów to ma być kara dla mnie, bo wie, że mnie to irytuje niemiłosiernie......
Dziewczyny - to wszystko prawda o czym pisze Mussaka, nie ważne czy mieszka w kraju czy nie, po za tym ileż można myśleć dziecięcej przeszłości, ma ona na nas wpływ ogromny, ale chyba warto skupić się nad tym co jest tu i teraz....
DZIĘKUJĘ Mussako z te wszystkie słowa...


Dziewczyny, dobrze, ze tu jesteście....

7 613

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Postawiłam się mężowi. Teraz nie nocuje w domu, a ja dygoczę jak galareta, ale ni mam sil walczyć już o to, nie mam. Pisze smsy, że nie pasujemy do siebie. Jutro wyprowadzi się na bank.

7 614

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwia,
gratuluję pierwszego kroku.

Trzymam kciuki, by były kolejne.

7 615

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Postawiłam się mężowi. Teraz nie nocuje w domu, a ja dygoczę jak galareta, ale ni mam sil walczyć już o to, nie mam. Pisze smsy, że nie pasujemy do siebie. Jutro wyprowadzi się na bank.

I oby tak sie stalo:) Odetchniesz jak po odejsciu dzumy, gwarantuje Ci:) Zrobisz sobie i corce wspanialy obiad ulozycie sie pepkami do gory przed WASZYM ulubionym filmem i NIKT wam tego blogiego spokoju nie zmaci. Nawet swoja glupia mina, znaczacym milczeniem, wyrzutem albo oskarzeniem w oczach, "przyjaznym" slowem czy gestem. Nic i nikt nie moze zepsuc waszego zycia,. I wcale nie bedzie tak zle ani trudno jak Ci sie moze wydawac:) Sama sie kiedys zdziwisz i pukniesz w glowe myslac..po co ja tyle czasu zwlekalam z ta decyzja?:)

Jedna wazna rzecz,o ktorej warto pamietac, to to, ze partner ma byc dla nas wsparciem a nie ciezarem. Ja, w momencie, kiedy zauwazylam, ze jest odwrotnie (i nic nie da sie z tym zrobic), ze wlasciwie i tak ciagne wszystko sama i moje wysilki sa dodatkowo okraszane narzekaniem, jeczeniem, zloscia itp., postanowilam pozbyc sie mojego zyciowego balastu. Ale konkretnie, bez odwrotu i krecenia w kolko. Kulturalnie i na ile dalo sie przyjaznie ale stanowczo. I to prawda, ulzylo z miejsca:) OK, niekoniecznie finansowo, za to pod kazdym innym wzgledem tak:)


Zycze Ci duzo powodzenia i wytrwalosci. I dziekuje za mile slowa wyzej (blush;).

7 616

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie Kochane.

Rzadko bywam na forum, ale uważam to za krok do przodu, pochwalę się, dotrwałam 90 dni !!!

Żyję i mam się całkiem nieźle, a nie wyobrażałam sobie życia.

Można? Można.

7 617

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Liwia,
gratuluję pierwszego kroku.

Trzymam kciuki, by były kolejne.

Trzymaj Wielokropku, bo przyda mi się to bardzo!

7 618 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-11-01 12:39:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
Liwia napisał/a:

Postawiłam się mężowi. Teraz nie nocuje w domu, a ja dygoczę jak galareta, ale ni mam sil walczyć już o to, nie mam. Pisze smsy, że nie pasujemy do siebie. Jutro wyprowadzi się na bank.

I oby tak sie stalo:) Odetchniesz jak po odejsciu dzumy, gwarantuje Ci:) Zrobisz sobie i corce wspanialy obiad ulozycie sie pepkami do gory przed WASZYM ulubionym filmem i NIKT wam tego blogiego spokoju nie zmaci. Nawet swoja glupia mina, znaczacym milczeniem, wyrzutem albo oskarzeniem w oczach, "przyjaznym" slowem czy gestem. Nic i nikt nie moze zepsuc waszego zycia,. I wcale nie bedzie tak zle ani trudno jak Ci sie moze wydawac:) Sama sie kiedys zdziwisz i pukniesz w glowe myslac..po co ja tyle czasu zwlekalam z ta decyzja?:)

Jedna wazna rzecz,o ktorej warto pamietac, to to, ze partner ma byc dla nas wsparciem a nie ciezarem. Ja, w momencie, kiedy zauwazylam, ze jest odwrotnie (i nic nie da sie z tym zrobic), ze wlasciwie i tak ciagne wszystko sama i moje wysilki sa dodatkowo okraszane narzekaniem, jeczeniem, zloscia itp., postanowilam pozbyc sie mojego zyciowego balastu. Ale konkretnie, bez odwrotu i krecenia w kolko. Kulturalnie i na ile dalo sie przyjaznie ale stanowczo. I to prawda, ulzylo z miejsca:) OK, niekoniecznie finansowo, za to pod kazdym innym wzgledem tak:)


Zycze Ci duzo powodzenia i wytrwalosci. I dziekuje za mile slowa wyzej (blush;).

Uwierz mi, że wczoraj ze stoickim spokojem po jego powrocie do domu ok. 23 powiedziałam mu, że nie pasujemy do siebie, że mamy zupełnie inny obraz rodziny i życia. Powiedziałam mu, że pogubił się w życiu i nie ma żadnych celów, a to do nikąd nie prowadzi, że nie chcę być ciężarem w jego życiu ani przeszkodą w byciu szczęśliwym, że kocham go połowę własnego życia i to on zawsze był dla mnie na pierwszym miejscu a dopiero na szarym końcu ja i nie mam już sił ani chęci do bycia w tym związku, bo to już nie związek tylko chory układ, który do niczego nie prowadzi. Ze złością uznał, że też męczy się ze mną,że ja zyczę mu źle, nikt inny na tym swiecie tylko ja, że jestem ciężarem dla niego, że nie interesuje go co myślę, że mam sobie gadać co chcę, że ja zawsze chciałam żeby on był pantoflarzem i robił wszystko co mi się podoba( aaaa...i że kieruję się forum internetowym i tym co mi ludzie radzą i stąd biorę wirtualną, nienormalną pomoc....)Odpowiedziałam mu tylko, że bycie ojcem i mężem w dosłownym tego znaczeniu nie oznacza bycie pantoflarzem, że od czasu do czasu zajmie się domem, wyręczy mnie czy pomoże nie oznacza, że to jest się pantoflarzem...i rozmowę skończyłam, bo dalszego jej sensu nie widziałam. Położyłam się-z dygoczącym sercem, ale bez jednej kropli łzy ( z czego jestem dumna), oczywiście znów z wyrzutami, że to moja wina, ale bez ciężaru w sercu...... i po 20 minutach .....znów zlądował w naszym wspólnym łóżku...a już kilka dni spał osobno. yikes Po prostu ja nie wiem z kim żyję...rano jakby nigdy nic zaczął dobierać się do mnie, potem wstał i w jego przekonaniu życie toczy się dalej yikes yikes Co to ma być?!!! Manipulacja, niezrównoważenie, albo nie zrozumienie istoty sprawy, nie wiem...

7 619

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ty zartujesz Liwio czy na powaznie te szopke odstawil?
Niestety Twoja wina tez jest i to spora. Wypunktuje, bedzie latwiej::

1. po co w ogole to zdanie:"Powiedziałam mu, że pogubił się w życiu i nie ma żadnych celów, a to do nikąd nie prowadzi, że nie chcę być ciężarem w jego życiu ani przeszkodą w byciu szczęśliwym, że kocham go połowę własnego życia i to on zawsze był dla mnie na pierwszym miejscu a dopiero na szarym końcu ja i nie mam już sił ani chęci do bycia w tym związku, bo to już nie związek tylko chory układ, który do niczego nie prowadzi."? - czy nie slyszych, widzisz i czujesz, ze ZNOWU stawiasz sie w pozycji pokrzywdzonej ofiary, osoby przegranej? To nie tak ma byc. Ty masz byc pewna swojej wartosci i tego, ze go nie chcesz. Takie gadanie brzmi dla mnie bardziej jak spowiedz siweta czy blaganie o jego akceptacje. Kupy sie nie trzyma.

2. "Ze złością uznał, że też męczy się ze mną,że ja zyczę mu źle, nikt inny na tym swiecie tylko ja, że jestem ciężarem dla niego, że nie interesuje go co myślę, że mam sobie gadać co chcę, że ja zawsze chciałam żeby on był pantoflarzem i robił wszystko co mi się podoba( aaaa...i że kieruję się forum internetowym i tym co mi ludzie radzą i stąd biorę wirtualną, nienormalną pomoc....)

no i co z tego? niech gada co mu slina najezyk przyniesie..powinnas juz do tej pory nauczyc sie byc glucha na tekie argumenty. I zamiast cos tam dalej mu tlumaczyc (czego on i tak nie slucha, bo juz swoje zdanie ma i go nie zmieni) to powiedziec: OK, to Twoje zdanie, masz prawo a ja decyzji nie zmienie. Nie interesuja mnie od tej chwili Twoje slowa ani czyny, zakonczmy to po ludzku i jak najszybciej. I KONIEC. Ani slowa wiecej.

3. "Położyłam się-z dygoczącym sercem, ale bez jednej kropli łzy ( z czego jestem dumna), oczywiście znów z wyrzutami, że to moja wina"

mozesz mi przeliterowac gdzie jest TWOJA wina? O co siebie winisz?

4."znów zlądował w naszym wspólnym łóżku...a już kilka dni spał osobno."

I co? Zladowal i z miejsca uzyskal azyl i pozwolenie na pobyt? Czy widzisz jak dajesz soba manipulowac? Jego tok myslenia w tym momencie jest nastepujacy "O Jeeezu, znowu bedzie gadala, ale bzdury mi tu wciska, sama ma sie zajac domem a nie kurcze czepiac sie normalnego zapracowanego czlowieka. Piwa bym sie w spokoju napil a Ta znowu gledzi. Idiotka. ..Wreszcie sie zamknela i polazla, pewnie ryczy. Dobra, ide sie przekimac, i tak wiem, ze nic mi nie zrobi, he he:)".Facetem nie jestem ale tak moge sobie wyobrazic jego glebsze rozterki i przemyslenia w tamtym momencie.

I co? Mial racje. Zamiast pokazac mu drzwi a w najgorszym razie samej sie przeniesc na kanape do salonu, Ty ani mru mru..czyli cale gadanie bylo na nic.

4. to co sie dzialo rano pozostawie Tobie samej do oceny. Mam tylko nadzieje, ze na dobieraniu a raczej pokazaniu checi dobierania sie , cala rzecz sie skonczyla.

Liwio - takimi metodami nie zajdziesz donikad. Twoje slowa (aczkolwiek zbyt wiele, zbyt skomplikowanych, zbyt plaszczaco-przepraszajacych) nie ida w parze z czynami. Wiec jak on ma odebrac Twoje intencje. Jako chwilowy kryzys wscieklej baby przed okresem, menopauza czy czyms tam jeszcze.

KONSEKWENCJA i STANOWCZOSC - tego brakuje wielu paniom tutaj. Dlatego tak krecicie sie ak dziecinne baczki:)) wokol wlasnej osi.

Mam nadzieje, ze sie nie obrazilas, bo pisze prosto z mostu ale szczerze i ze wyciagniesz z moich spostrzezen jakies wnioski, ktore pomoga Ci uporac sie z Twoja sytuacja.

Aha..bym zapomniala..faceci wcale nie sa tacy silni i grozni jak nam sie wydaje. Ryczec, huczec, straszyc to kazdy z nich potrafi ale tylko wtedy kiedy im na to pozwolimy. Najprosciej jest w trakcie erupcji, odwrocic sie i wyjsc. Do kogo bedzie wtedy ryczal?:) NIC ich tak nie wyprowadza z rownowagi jak stoicki spokoj i calkowita obojetnosc partnerki (w tym przypadku przeciwnika). "Jak to, ja madry czlowiek mowie do tej idiotki a ta glupia baba smie mnie zignorowac?" - jak sie czuje ego meskie w takiej chwili?

Pomysl nad wszystkim co tu nabajdurzylam:)

7 620

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz rację! Choć myślałam, że zdania skierowane wczoraj do niego były na miejscu, faktycznie znów zrobiłam z siebie ofiarę. Masz rację, że odebrał mnie jak zrzędę, położył się i myśli, że wszystko wróci do normy, bo żonka się wygadała a i tak nic z tego nie będzie.

Wyrzuty jakie miałam? Takie, że za mało z siebie dałam by było dobrze, że może mogłam milczeć w pewnych sytuacjach, a wtedy było by dobrze....wiem , to durne myślenie...

7 621 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-01 15:21:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Masz rację! Choć myślałam, że zdania skierowane wczoraj do niego były na miejscu, faktycznie znów zrobiłam z siebie ofiarę. Masz rację, że odebrał mnie jak zrzędę, położył się i myśli, że wszystko wróci do normy, bo żonka się wygadała a i tak nic z tego nie będzie.

Zaloze sie o caly swoj skromny majatek, ze tak wlasnie mysli. Dobra, dla swietego spokoju (rowniez jego) moze ze dwa dni bedzie sie "staral" a jak burza sie uciszy, wszystko wroci do normy. Jego normy.Bo Tobie znow bedzie z tym zle. I tak w koleczko.

Liwia napisał/a:

Wyrzuty jakie miałam? Takie, że za mało z siebie dałam by było dobrze, że może mogłam milczeć w pewnych sytuacjach, a wtedy było by dobrze....wiem , to durne myślenie...

Wiesz, mowia, ze mowa jest srebrem a milczenie zlotem. Niby tak, czasem lepiej cos, jak to mowia potocznie "olac"..wtedy, gdy rzeczywiscie nie ma sie o co tak naprawde pieklic. No przykladow moga byc setki ale wiesz o czym mowie.
Inne zas przyslowie mowi, ze milczenie wyraza zgode. A czy na wszystko chcesz sie zgodzic? Na ponizanie, wykorzystywanie, zdrady, brak szacunku, pomocy..pisze teoretycznie, nie o Tobie, bo niewiele wiem:) - czy o tym tez nalezy milczec?

Ale co innego rozmowa a co innego gderanie. Gderanie swietego do szalu doprowadzi ale konkretna rozmowa moze (choc nie musi) dotrzec do najwiekszego zakapiora.

No i czyny, kochana, czyny. Bo po co, jak baby na wsiach, mlec jezorem po proznicy, skoro i tak na tym caly wystep sie konczy? Przeciez on przerobil z Toba dziesiatki takich konfrontacji wiec zna juz i scenariusz i podzial rol i nawet epilog. To moze wyrezyseruj teraz ten scenariusz wedlug wlasnych planow i potrzeb. I epilog jest tu kwintesencja calej Twojej tyrady: czcze gadanie czy konkretne zmiany?

A co do zdania "za malo z siebie dalam" - zrob prosze delete w swojej glowie, bo az sie nie chce tego czytac. No fakt, jeszcze sie nie pocwiartowalas i nie posolilas..ma Ci cos do zarzucenia.

A jak masz jakies watpliwosci to zrob sobie kawe (najlepiej po irlandzku;)), usiadz i spisz taka liste w dwoch kolumnach TY i ON - to co Ty wkladasz (robisz, wykonujesz, planujesz) do waszego zwiazku i co on. Wszystko..najwieksze duperele, nawet wyrzucanie smieci czy kupienie mleka po drodze do domu. I bardzo szczerze tzn. uczciwie to spisz. Potem dokonaj analizy i zobaczysz czy za malo jeszcze dalas z siebie. Jestes kobieta, nie cyborgiem a i im baterie sie koncza.

I nie dziw sie juz, ze tak jest..w Polsce prawie kazdy facet ma swoja wizje "rownouprawnienia"..z czasow krola Cwieczka przeniesiona:)

7 622

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Idź do postu 8.10. 2010
Witajcie , ten post napisałam 8.10.2010  roku :
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie dziewczyny, witaj Maxi bo to Ty zainspirowałaś mnie aby zalogować się na tym forum.Przeczytałam Twoją wypowiedź na wątku o toksycznej miłości i była ona odzwierciedlaniem mojej sytuacji.Tak myślę.Dwa słowa o sobie-jestem kobietą dojrzałą ,kawał zycia poza mną i dwa nieudane związki.Z pierwszego 16 letni syn i niesmak po tym jak panienka sprzątająca mi mieszkanie wysprzątała je razem z mężem.Musiało to jednak dla niego być "to" bo są razem do dzisiaj. A ja niestety szukając czułosci,troski i uczucia wchodzę niestety w toksyczne relacje.Naczytałam się sporo więc już wiem,że jestem nałogowcem kochania,że kocham za bardzo i wypełniam moimi kolejnymi partnerami swoje dziury emocjonalne.Ale strasznie trudno jest mi walczyć z uzależnieniem od mężczyzny z którym jestem teraz.Wszystko przebiega modelowo.Najpierw euforia, pół roku sielanki a potem coraz większy chłód i obojętność.Zaczął z dnia na dzień odsuwać się ode mnie.Ale mimo,że nie chce się nawet ze mną kochać,że jest nielojany( złapałam go na flirtowaniu na Sympatii) nie chce się ode mnie wyprowadzic.Jest oschły, niemiły i obojętny.Karze mnie za wszystko milczeniem.Czuję się więźniem we własnym domu ale nie umiem z nim zerwać bo (truizm) kocham go.Przez 3 lata naszego związku zrobiłam dla niego bardzo dużo.Przyszedł do mnie z jedna walizką-teraz musiałby zamawiać wóz meblowy.Ubrałam go, kupiłam samochód(używany),laptopa, urządziłam pokój dla niego,odchudziłam-zawlokłam na operację bo już ledwo się ruszał(160 kg- teraz 100) i miał zaburzenia krążenia obwodowego. Gdy zaczął pić( stracił pracę) i okazało się,że jest alkoholikiem (przez 2,5 roku się maskował).- zaszyłam go.Zmotywowałam, posłałam na kursy itd.Mogłabym tak wiele wymieniać ale to nie o to chodzi-jak wiecie.Nie dostałam nic w zamian.Nawet dobrego słowa.Myślicie sobie ,cholerna idiotka.Pewnie tak ale były też piękne chwile i tych mi żal.W oparciu o nie kręciłam film,myślałam,że mnie kocha,świetnie potrafi mną manipulować.Znika na kilka dni(niby jedzie do dzieci) a ja mięknę i jak wraca jestem skłonna do zgody.Nigdy mnie nie przeprasza, zawsze mówi ,że to moja wina.Ja przez 1,5 roku go utrzymuję a on nie czuje się w obowiązku iść do pracy. Nie planuje ze mną przyszłości ,kiedyś po pijanemu powiedział mi,że mnie nie kocha iże nigdy ze mną nie będzie.Ale ja tłumaczyłam sobie,że to było po pijaku,że nie chciał tego powiedziec.Potem na trzeźwo-zaprzeczył.Wiem jak to wszystko brzmi.Ale jestem bezradna.On jest moim nałogiem i nie umiem się od niego uwolnić.Modlę się aby sam odszedł.Wiem,że będzie mi bardzo ciężko ale już go nie zatrzymam.Kiedyś zawsze to robiłam i dlatego on jest mnie pewien.Cierpię straszliwie, ból to jest nie do opisania.Ja tylko chciałam żeby mnie kochał.Wierzyłam,że to ten, bo świetnie nam się ze sobą rozmawiało i mieliśmy takie same poglądy ale on zawsze trzymał mnie na dystans i nie dawał mi tego czego oczekuje kobieta od ukochanego mężczyzny.Dlaczego skoro mnie nie kocha tkwi przy mnie i mnie rani.Dlaczego daje mi nadzieję? Wciąż się łudzę,że on się zmieni ale jest coraz gorzej.Mówi,że się przy mnie dusi,że ciągle od niego coś chcę,że się czepiam(o pracę i oto,że nic nie robi tylko całymi dniami i nocami siedzi przed laptopem.),że wymuszam na nim wyznania.Kłócimy się prawie codziennie.Wypisałam sobie już dawno za i przeciw temu związkowi-za było 5 a przeciw 69.Paranoja. Jakie to straszne,że człowiek pozwala się tak niszczyć i jest taki bezwolny.Jak znaleźć w sobie siłę aby odejść?Pomóżcie, bo czasami nie chce mi się żyć
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Otrzymałam od Was wiele rad ale niestety nie byłam w stanie z nich skorzystać. Na grupie wsparcia psycholog powiedziała nam kiedyś,że  w toksycznym związku trzeba osiagnąć dno  aby się od niego uwolnić. Tak jak w każdym innym nałogu. Ja przedłuzyłam agonię o 1 rok. I niestety nie mogę z dumą powiedzieć ,że zwyciężyłam. To on mnie porzucił dla innej. Aby go zatrzymać  w zeszłym roku przyjęłam pod swój dach jego syna- wagarował i groził mu ośrodek. Ale to jeszcze bardziej nas rozdzieliło bo musielismy sypiać osobno. Przeszłam dokładnie cały cykl nałogowca kochania. Łącznie z fazą zemsty. Długo się przed nią broniłam wiedząc,że nic nie wskóram ale po pijaku znalazłam "panią" na facebooku i nie powstrzymałam się przed ostrzeżeniem. Niestety , przegrałam. On się wściekł i zrobił ze mnie wariatkę. Powiedział ,że jestem chora i powinnam się leczyć. Cóz, w zasadzie nic nowego. Trzy razy odchodził i wracał w przeciągu miesiąca. A ja idiotka go przyjmowałam. Nadal jestem uzależniona i bezsilna mimo wielkiej  , czteroletniej pracy nad sobą i terapii. Jestem chyba beznadziejnym przypadkiem. Przedwczoraj odszedł . Mam nadzieję,że na dobre. Przedtem pokłóciliśmy sie i mnie uderzył , bo z wściekłości i bezsilności i rozpaczy rzuciłam jego laptopem. Cierpię koszmarnie. I choć mam świadomość, że sama sobie ten los zgotowałam nie potrafię się z tym pogodzić,że to juz koniec. Najbardziej smuci mnie,że nie umiem się oderwać. Mimo całej swojej wiedzy wciąż popełniam te same błędy. Nie chce mi się nawet patrzeć na siebie w lustro. Strasznie boli brak mojego narkotyku. Czas płynie za wolno. Mam wrażenie,że nie potrafię bez niego żyć. I po raz pierwszy w życiu - nie chce mi się żyć.  Jak mam przetrwać to rozstanie? Kiedy przestanie tak bardzo boleć? Jak zachować resztki godności? Pozdrawiam Was wszystkie.

7 623

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Wiesz, mowia, ze mowa jest srebrem a milczenie zlotem. Niby tak, czasem lepiej cos, jak to mowia potocznie "olac"..wtedy, gdy rzeczywiscie nie ma sie o co tak naprawde pieklic. No przykladow moga byc setki ale wiesz o czym mowie.
Inne zas przyslowie mowi, ze milczenie wyraza zgode. A czy na wszystko chcesz sie zgodzic? Na ponizanie, wykorzystywanie, zdrady, brak szacunku, pomocy..pisze teoretycznie, nie o Tobie, bo niewiele wiem:) - czy o tym tez nalezy milczec?

Ale co innego rozmowa a co innego gderanie. Gderanie swietego do szalu doprowadzi ale konkretna rozmowa moze (choc nie musi) dotrzec do najwiekszego zakapiora.

I nie dziw sie juz, ze tak jest..w Polsce prawie kazdy facet ma swoja wizje "rownouprawnienia"..z czasow krola Cwieczka przeniesiona:)

Mussuka bardzo mądrze pisze.
Już kilkakrotnie o tym myślałam, a teraz chcę Wam to przekazać. Do mężczyzn takich jak wasi czy mój ex najlepiej docierają krótkie komendy jak do psa.
Też kiedyś mówiłam dużo, wydawało mi się że mądrze, a on nie rozumiał tego co mówię. A jeśli już coś zrozumiał to tylko początek zdania.
Większość z was wciąż pisze ON, ON, ON, a za mało JA

7 624

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Masz wyrok z sądu o alimentach i co z tego ? Facet moze nie płacic i nic mu nie możesz zrobić a przynajmniej dłuuuuuuugo nic nie możesz zrobić. Prawo nie jest sprawiedliwe !
Jest jeszcze moralność . Jej mąż mieszka z kochanką to chyba ma prawo mieć klucze od tamtego mieszkania, jej mąż z nia nie mieszka więc nie ma prawa(moralnego) mieć kluczy od tego mieszkania. To takie nie fer, ze może w każdej chwili wejść jak " do siebie" a przeciez mentalnie to nie jest już jego.

O moralnosci tego pana to bym nawet nie wspominala:) slowo raczej mu obce:)

Natomiast co do prawa..ja sie nie znam i dlatego sa prawnicy. Nie wiem czy to zupelnie legalne czy nie aby majac wspolnote mieszkaniowa ale mieszkajac gdzie indziej miec klucze do mieszkania. Moralnie nie, z punktu widzenia prawa byc moze tak. Warto sprawdzic i zabezpieczyc sie na wypadek ew. ataku.

Mussuka masz racje moralność mojemu męzowi jest obca on nie ma wstydu działał we wspólnocie mieszkaniowej jak jeszcze mieszkał z nami i jak sie wyprowadził to siłą rzeczy na zdrowy rozum powinien  z tej funkcji zrezygnować jak już tu nie mieszka a on co? dalej jest we wspólnocie bo kasę dostaje za to. Dla mnie to jest chore jutro ide do prawnika obgadać co robić dalej jak to dla mnie zakończyć w najlepszy sposób. Przyznam się że się boję reakcji szanownego jeszcze męża bo już mi groził żebym nie ważyła się zmieniać zamków i żebym nie robiła nic głupiego bo może zlecić mi badanie u psychiatry i tym podobne. poza tym wiem że on chce mnie pilnować i mieć na wszystko baczenie bo lubi rządzić i wszystko wiedzieć.

7 625

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
Liwia napisał/a:

Postawiłam się mężowi. Teraz nie nocuje w domu, a ja dygoczę jak galareta, ale ni mam sil walczyć już o to, nie mam. Pisze smsy, że nie pasujemy do siebie. Jutro wyprowadzi się na bank.

I oby tak sie stalo:) Odetchniesz jak po odejsciu dzumy, gwarantuje Ci:) Zrobisz sobie i corce wspanialy obiad ulozycie sie pepkami do gory przed WASZYM ulubionym filmem i NIKT wam tego blogiego spokoju nie zmaci. Nawet swoja glupia mina, znaczacym milczeniem, wyrzutem albo oskarzeniem w oczach, "przyjaznym" slowem czy gestem. Nic i nikt nie moze zepsuc waszego zycia,. I wcale nie bedzie tak zle ani trudno jak Ci sie moze wydawac:) Sama sie kiedys zdziwisz i pukniesz w glowe myslac..po co ja tyle czasu zwlekalam z ta decyzja?:)

Jedna wazna rzecz,o ktorej warto pamietac, to to, ze partner ma byc dla nas wsparciem a nie ciezarem. Ja, w momencie, kiedy zauwazylam, ze jest odwrotnie (i nic nie da sie z tym zrobic), ze wlasciwie i tak ciagne wszystko sama i moje wysilki sa dodatkowo okraszane narzekaniem, jeczeniem, zloscia itp., postanowilam pozbyc sie mojego zyciowego balastu. Ale konkretnie, bez odwrotu i krecenia w kolko. Kulturalnie i na ile dalo sie przyjaznie ale stanowczo. I to prawda, ulzylo z miejsca:) OK, niekoniecznie finansowo, za to pod kazdym innym wzgledem tak:)


Zycze Ci duzo powodzenia i wytrwalosci. I dziekuje za mile slowa wyzej (blush;).

Dobrze piszesz, powinien być wsparciem, a nie ciężarem....

Zrobiłam wczoraj eksperyment: byłam miła, nie prowokowałam kłótni, stwarzałam poczucie "normalności" o którą prosi mąż... i co?  guzik z pętelką!
To nie mam znaczenia jaka ja jestem: miła czy niemiła, prowokuję kłótnie ( bo to, że na mnie krzyczy to wyłącznie moja wina, bo prowokuję!) czy nie prowokuję, uśmiecham się czy płaczę to mój mąż ma zawsze jakieś "ale", ten człowiek nie potrafi się powstrzymać od krytykowania mnie, a podobno to ja nie potrafię jemu odpuścić... no w zasadzie ma rację, do tej pory zawsze mnie krytykował, a ja z słuchałam z pokorą, a teraz przecież on się nie zmienił, robi to co do tej pory, tylko ja teraz stwarzam konflikty...

Wnioski z eksperymentu: wolę być "naburmuszona", bo wtedy mniej bęcków obrywam.... jak się nie odzywam, to on też cicho siedzi...

A jeszcze jedno, wczoraj od rana nerwowa atmosfera, mąż krzyczy, dzieci się denerwują, a ja siedzę i przyglądam się jak mój mąż przez godzinę spala się, a dzieciaki i tak swoje, jak to dzieci, i w końcu mówię: " przez godzinę kręcisz się jak bączek, wprowadzasz nerwową atmosferę, marnotrawstwo czasu, a trzeba było przez ten czas wypić kawę, poczytać książkę, ba nawet pobawić się z dziećmi ,a nie je "ustawiać" "
nawrzeszczał na mnie, że to moja wina, bo tylko ich bronię, popełniam karygodne błędy wychowawcze, że mam w d**e co one robią dzieci itd. i wyszedł z domu....

i stał się cud: jak ręka odjął moje złe samopoczucie, dzieciom wrócił uśmiech na twarzy i ugotowaliśmy smaczny obiadek bawiąc się przy tym...

Tak wiem, to jest potwierdzenie na to, że my nie możemy razem mieszkać...

7 626

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

O kurcze, ale sie nazbieralo tego..jakbym Harlequina czytala:)

Nie ale tak na powaznie to takich wyznan nie da sie jednym slowem skwitowac. A kwitowania jest tu co niemiara. Psia kosc, juz jako laikowi w prawach psychologii i uzaleznien oraz osobie calkiem obcej doslownie rzuca sie w oczy kilka malych" niedociagniec w Twoich relacjach z mezczyznami, zwlaszcza tym ostatnim. Pozwolilam sobie na poszatkowanie Twojego posta, bo strasznie dlugi ale wazny.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

joma44 napisał/a:

A ja niestety szukając czułosci,troski i uczucia wchodzę niestety w toksyczne relacje.Naczytałam się sporo więc już wiem,że jestem nałogowcem kochania,że kocham za bardzo i wypełniam moimi kolejnymi partnerami swoje dziury emocjonalne.

Dlaczego szukajac czulosci, troski i kochania NAJPIERW szukasz ich u innych a nie u siebie? Bo jestes niezdolna do tego by pokochac, zatroszczyc sie czy byc czula dla samej siebie? Skad te dziury emocjonalne? Ktos Ci kiedys powiedzial, ze nie zaslugujesz na milosc? Cholera, nie jestem bardzo praktykujaca ale przypominam sobie taki werset, ze Jezus pokochal wszystkich ludzi na swiecie, bez wyjatku. Wiec i Ty na milosc zaslugujesz.ale glownie WLASNA. Dopoki sama siebie nie pokochasz, bedziesz miec zawsze problem w relacjach z innymi. ZAWSZE. I nie jest to zadna heureka, po prostu chcac byc ceniony musimy najpierw cenic samych siebie. Ty sie na tarczy podajesz z wielkim logo: Kochaj mnie a bede Twoja na wieki wiekow.Amen.

Chodzac z takim transparentem nad soba przyciagasz osobnikow z gatunku pasozytow. A wiesz czym sie pasozyt charakteryzuje..zeruje na innych.



joma44 napisał/a:

Ale strasznie trudno jest mi walczyć z uzależnieniem od mężczyzny z którym jestem teraz.Wszystko przebiega modelowo.Najpierw euforia, pół roku sielanki a potem coraz większy chłód i obojętność.Zaczął z dnia na dzień odsuwać się ode mnie.

Jakie modelowo? Pol roku euforii i sielanki to jest model? Chyba wziety z jakiegos przyspieszonego kursu "Jak zamotac i wykorzystac naiwna". Jestem ponad poltora roku w zwiazku i euforia, a tym bardziej sielanka nie minela. Zycie codzienne koryguje te sielankowosc do jakiegos stopnia (nie mozemy plawic sie na codzien w lagunie ani pic szampana z truskawkami i spedzac dni na trzymaniu sie za lapki i patrzeniu w oczy) ale w zamian pojawia sie cos innego, rownie pieknego. To jest bliskosc, odpowiedzialnosc, przyjazn, wzajemne wspieranie sie, szacunek, zrozumienie potrzeb drugiej osoby, pewnosc, zaufanie, milosc dojrzala i gleboka. To jest model zwiazku, gdzie dwoje ludzi naprawde sie kocha. Ja tez go szukalam dlugo i warto bylo na taka odmiane poczekac nawet do wieku.ehem..dojrzalego.

joma44 napisał/a:

Ale mimo,że nie chce się nawet ze mną kochać,że jest nielojany( złapałam go na flirtowaniu na Sympatii) nie chce się ode mnie wyprowadzic.

Aaaa, to tak, to jest modelowe zachowanie..bezczelnego bufona, chama, pasozyta..dopisz co chcesz i nie zaluj sobie:) Po co ma sie wyprowadzac z hotelu, gdzie ma room service, sprzataczke, restauracje hotelowa z podanym sniadaniem, obiadem i kolacja, a jak zechce to i inny service jest dostepny. Wszystko w cenie noclegu. W tym przypadku darmowego noclegu! Ty bys samoistnie zrezygnowala z takiej oferty "all included" i to gratis?

joma44 napisał/a:

Jest oschły, niemiły i obojętny.Karze mnie za wszystko milczeniem.Czuję się więźniem we własnym domu ale nie umiem z nim zerwać bo (truizm) kocham go.

ZA CO? Za co go kochasz? Nie "pomimo czego" a "za co"?  Za nic kocha sie wlasne dzieci ale i tym czasem w dupe dajemy i wyznaczamy pewne obowiazki. Za co wiec kochasz tego czlowieka? Co dobrego dal Ci, ze go kochasz?
Napisz tu prosze pare slow, tak od serca.

joma44 napisał/a:

Przez 3 lata naszego związku zrobiłam dla niego bardzo dużo.Przyszedł do mnie z jedna walizką-teraz musiałby zamawiać wóz meblowy.Ubrałam go, kupiłam samochód(używany),laptopa, urządziłam pokój dla niego,odchudziłam-zawlokłam na operację bo już ledwo się ruszał(160 kg- teraz 100) i miał zaburzenia krążenia obwodowego. Gdy zaczął pić( stracił pracę) i okazało się,że jest alkoholikiem (przez 2,5 roku się maskował).- zaszyłam go.Zmotywowałam, posłałam na kursy itd.

Przepraszam, a do WC za nim tez latalas zeby pupcie podetrzec? Brutalne ale z miejsca poczulam zlosc na Ciebie jak czytalam te litanie. I jeszcze sie dziwisz, ze mu wygodnie w takich cieplarnianych warunkach bylo. Bylby durniem skonczonym gdyby sam z siebie powiedzial "adieu" skarbonce bez dna.
Poza tym, sorry, ale co Ty w takim hipopotamie widzialas? Chyba, zes go sama tak odkarmila;)) Bo pewnie gotujesz tez swietnie:)

joma44 napisał/a:

Mogłabym tak wiele wymieniać ale to nie o to chodzi-jak wiecie.Nie dostałam nic w zamian.Nawet dobrego słowa.Myślicie sobie ,cholerna idiotka.Pewnie tak ale były też piękne chwile i tych mi żal.

..kto to spiewal.."w zyciu piekne sa tylko chwile.."? To fakt, ale wszystko zalezy od ilosci tych chwil. Jesli jest ich wystarczajaco duzo, to zaczynasz myslec "przezylam z nim piekne miesiace, lata, dekady"..bo te chwile zaczynaja tworzyc calosc waszego zwiazku i te gorsze chwile nie sa w stanie tego lancucha dobrych wspomnien zaburzyc. Gorzej jesli jest odwrotnie i pieknych chwil jest tyle co kot naplakal. Rozaniec sobie z nich zrobisz ale to tyle..reszta to bedzie ciag nieskonczony chwil zlych. Wiec machnij te korale do szkatulki, zeby sobie za jakis czas poogladac i powspominac i zacznij tworzyc inny zestaw. Teraz kojarzy mi sie to z taka stara babcia, ktora wlasnie przebiera  koraliki od rozanca (a kazdy koralik to ta piekna chwla) glaszczac i wspominajac kazdy z osobna jak swietosc. Tyle jej z zycia zostalo.

joma44 napisał/a:

W oparciu o nie kręciłam film,myślałam,że mnie kocha,świetnie potrafi mną manipulować.Znika na kilka dni(niby jedzie do dzieci) a ja mięknę i jak wraca jestem skłonna do zgody.Nigdy mnie nie przeprasza, zawsze mówi ,że to moja wina.Ja przez 1,5 roku go utrzymuję a on nie czuje się w obowiązku iść do pracy. Nie planuje ze mną przyszłości ,kiedyś po pijanemu powiedział mi,że mnie nie kocha iże nigdy ze mną nie będzie.Ale ja tłumaczyłam sobie,że to było po pijaku,że nie chciał tego powiedziec.Potem na trzeźwo-zaprzeczył.Wiem jak to wszystko brzmi.Ale jestem bezradna.On jest moim nałogiem i nie umiem się od niego uwolnić.Modlę się aby sam odszedł.Wiem,że będzie mi bardzo ciężko ale już go nie zatrzymam.Kiedyś zawsze to robiłam i dlatego on jest mnie pewien.Cierpię straszliwie, ból to jest nie do opisania.

"Fajny" film. Idealny na Haloween. Widac lubisz horrory. Ja osobiscie tez ale nie ze soba w roli glownej ofiary. Chyba komedie to moj ulubiony gatunek mimo wszystko:)
A na powaznie..wlasnie wraca obraz tej babiny z rozancem: pierwsza zdrowaska to wtedy jak mi kupil kwiatka 20 lat temu, druga zdrowaska to jak mi pomogl wniesc zakupy na gore 15..nie, niech no sobie przypomne..18 lat temu.." I taki to film, dosc nudny i przygnebiajacy, nie sadzisz? Dla kobiety w KWIECIE wieku.

joma44 napisał/a:

Ja tylko chciałam żeby mnie kochał.

Zadne TYLKO. To wiele, bo milosci nie dostaje sie ot tak od kazdego. Jeden Cie pokocha a inny nie, zadna nowosc wsrod gatunku homo sapiens. Wybralas niewlasciwego osobnika ze stada i nie zdolalas zmusic go by Cie pokochal.

joma44 napisał/a:

Wierzyłam,że to ten, bo świetnie nam się ze sobą rozmawiało i mieliśmy takie same poglądy

To trzeba bylo jakas wspolna partie utworzyc a nie zaraz zamieszkac razem. Od wspolnego gaworzenia i zgodnych pogladow nie tworza sie udane zwiazki malzenskie. Do tego trzeba ciut wiecej. I tego ciut najwyrazniej zabraklo.


joma44 napisał/a:

Dlaczego skoro mnie nie kocha tkwi przy mnie i mnie rani.Dlaczego daje mi nadzieję?

Pisalam wyzej. Napisz to sobie na lodowce, zebys widziala kazdegodnia "PASOZYT ZERUJE NA INNYCH". Dopoki sie go nie wytruje. Ty ziemniak, on stonka:)

joma44 napisał/a:

Kłócimy się prawie codziennie.Wypisałam sobie już dawno za i przeciw temu związkowi-za było 5 a przeciw 69.Paranoja. Jakie to straszne,że człowiek pozwala się tak niszczyć i jest taki bezwolny.

Moja droga jomo..bezwolni to byli Murzyni na plantacjach, gladiatorzy w starozytnym Rzymie oraz wiezniowie obozow jenieckich. A i ci probowali wydostac sie z tej niewoli.
Ty masz wolnosci wbrod wiec to, ze siedzisz za kratkami zamiast po sloneczku sie przechadzac to jest Twoja wlasna i nieprzymuszona wola.
Jesli w tym wiezniu trzyma Cie te 5 punktow to tak jakbys miala 69 bramek otwartych by przez nie zwiac i 5 zamknietych, a Ty w kolko idziesz do tych zamknietych. Zgadnij co postronni obserwatorzy powiedza o takiej probie ucieczki.

joma44 napisał/a:

Jak znaleźć w sobie siłę aby odejść?Pomóżcie, bo czasami nie chce mi się żyć

Wiem, ze jest juz po jablkach, bo pasozyt znalazl inne zrodlo sokow ale gdyby cofnac czas i pytanie byloby aktualne to tak wygladalaby moja porada:
1. poczekac az sobie pieron pojedzie dokads tam na pare dni.
2. spakowac to, z czym sie wprowadzil (pare gaci i skarpetek)
3. wymienic zamki, walizki umiescic np. w przechowalni bagazu na dworcu, kluczyk mu wyslac badz dac komus znajomemu do przekazania
4. zmienic numer telefonu oraz konta!!!!
5. kupic i schlodzic szampana na dzien powrotu pasozyta i otworzyc z hukiem po tym jak sie pocholeruje pod drzwiami i odejdzie w sina dal.
6. zaczac zyc dla siebie, dbac i rozpieszczac sie na kazdym kroku a za rok wyslac mu kartke i zdjecie siebie: pieknej i usmiechnietej u boku przystojnego ..bo ja wiem..ratownika z Sopotu (da sie chlopaka namowic:)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

joma44 napisał/a:

Otrzymałam od Was wiele rad ale niestety nie byłam w stanie z nich skorzystać. Na grupie wsparcia psycholog powiedziała nam kiedyś,że  w toksycznym związku trzeba osiagnąć dno  aby się od niego uwolnić. Tak jak w każdym innym nałogu. Ja przedłuzyłam agonię o 1 rok. I niestety nie mogę z dumą powiedzieć ,że zwyciężyłam. To on mnie porzucił dla innej. Aby go zatrzymać  w zeszłym roku przyjęłam pod swój dach jego syna- wagarował i groził mu ośrodek. Ale to jeszcze bardziej nas rozdzieliło bo musielismy sypiać osobno. Przeszłam dokładnie cały cykl nałogowca kochania. Łącznie z fazą zemsty. Długo się przed nią broniłam wiedząc,że nic nie wskóram ale po pijaku znalazłam "panią" na facebooku i nie powstrzymałam się przed ostrzeżeniem. Niestety , przegrałam. On się wściekł i zrobił ze mnie wariatkę. Powiedział ,że jestem chora i powinnam się leczyć. Cóz, w zasadzie nic nowego. Trzy razy odchodził i wracał w przeciągu miesiąca. A ja idiotka go przyjmowałam. Nadal jestem uzależniona i bezsilna mimo wielkiej  , czteroletniej pracy nad sobą i terapii. Jestem chyba beznadziejnym przypadkiem. Przedwczoraj odszedł . Mam nadzieję,że na dobre. Przedtem pokłóciliśmy sie i mnie uderzył , bo z wściekłości i bezsilności i rozpaczy rzuciłam jego laptopem. Cierpię koszmarnie. I choć mam świadomość, że sama sobie ten los zgotowałam nie potrafię się z tym pogodzić,że to juz koniec. Najbardziej smuci mnie,że nie umiem się oderwać. Mimo całej swojej wiedzy wciąż popełniam te same błędy. Nie chce mi się nawet patrzeć na siebie w lustro. Strasznie boli brak mojego narkotyku. Czas płynie za wolno. Mam wrażenie,że nie potrafię bez niego żyć. I po raz pierwszy w życiu - nie chce mi się żyć.  Jak mam przetrwać to rozstanie? Kiedy przestanie tak bardzo boleć? Jak zachować resztki godności? Pozdrawiam Was wszystkie.

Tego nie da sie skomentowac, to jest gorsze niz opis drogi krzyzowej. Przedwczoraj..to zadna gwarancja, ze to koniec Twojej gehenny, bo Ty jej chcesz i godzisz sie na nia.
Czasami chcialabym fizycznie znalezc sie blisko ktorejs z Was w taiej sytuacji i zaczekac wspolnie z Wami na powrot ksiecia z bajki a potem zalatwic z nim sprawe za Was. Do samiusienkiego konca. Wiem, ze sie nie da ale strasznie boli czytanie o takiej bezsilnosci i bezradnosci, smutku i depresji u osob tak wartosciowych. Ech..popaprane to zycie ale jak sie je posciele tak sie wyspimy.

Powodzenia i sil joma!

7 627

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

powiem ci że jak mój się wyprowadził owszem w nocy popłakuję ale czuję sama zmianę na lepsze jestem spokojniejsza nikt mnie nie poniża nie krytykuje nie wysmiewa jestem pania siebie dopiero to zaczynam dostrzegać i doceniać. Wiem potrzeba czasu zanim zobojętnieje na jego widok ale już teraz zaczynam go sobie obrzydzać jak radziła mi moja siostra.

7 628

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Przyznam się że się boję reakcji szanownego jeszcze męża bo już mi groził żebym nie ważyła się zmieniać zamków i żebym nie robiła nic głupiego bo może zlecić mi badanie u psychiatry i tym podobne. poza tym wiem że on chce mnie pilnować i mieć na wszystko baczenie bo lubi rządzić i wszystko wiedzieć.

Ojojoj..juz sie trzasc zaczynam na sama mysl o tym "zleceniu":))
Zlecac to on moze swoim podwladnym cokolwiek, o ile takowych ma. Tobie to moze , jak Grzesiuk pisal niewybrednie, "na kant d.. naskoczyc" - przepraszam, dosadnie ale tresciwie:) A co, lekarzem pierwszego kontaktu jest, ze moze ci skierowania wystawiac do specjalistow?
Tworki pelne by byly, gdyby tak na zyczenie kazdego zainteresowanego czlonka rodziny badac co drugiego wspolmalzonka, matke, corke, tescia itp::) No rozbawilas mnie ta "grozba":)
ON wie, ze sie boisz i bedzie takich pseudogrozb adresowal jeszcze wiele do Ciebie. Fajnie byloby jakbys sobie kiedys taka tyrade nagrala, np. na komorke, udajac, ze cos tam czytasz czy sprawdzasz albo zostawiajac komorke wlaczona gdzies w poblizu. Wiesz, ze wszelkie grozby sa karalne?
Moze nagraj kilka takich wystepow jeszczemeza i uswiadom go o tym. Albo moze lepiej trzymaj to w zanadrzu.

Napisz wiecej po rozmowie z prawnikiem..notabene..o tych grozbach i kontrolowaniu Ciebie tez wspomnij, zaden wstyd. Prawnicy niejedno widzieli i slyszeli.

7 629

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Podbudowałas mnie tą wypowiedzią ja dopiero sie uczę wychodzic spod jego dyktatorskiej ręki (ciekawostka; teściowa jest taka sama) On uwaza że skoro łaskawie zostawił mi mieszkanie samochód i pomogła jego mamusia prace załatwic to ja niby mam ślady stóp ich wszystkich całować i nie podskakiwać. Ja jemu już nieraz mówiłam że zastraszanie jest karalne ale po nim to spłynęło. A już go poznałam od tej złej strony i wiem do czego może byc zdolny.

7 630

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Liwia napisał/a:

Postawiłam się mężowi. Teraz nie nocuje w domu, a ja dygoczę jak galareta, ale ni mam sil walczyć już o to, nie mam. Pisze smsy, że nie pasujemy do siebie. Jutro wyprowadzi się na bank.

I oby tak sie stalo:) Odetchniesz jak po odejsciu dzumy, gwarantuje Ci:) Zrobisz sobie i corce wspanialy obiad ulozycie sie pepkami do gory przed WASZYM ulubionym filmem i NIKT wam tego blogiego spokoju nie zmaci. Nawet swoja glupia mina, znaczacym milczeniem, wyrzutem albo oskarzeniem w oczach, "przyjaznym" slowem czy gestem. Nic i nikt nie moze zepsuc waszego zycia,. I wcale nie bedzie tak zle ani trudno jak Ci sie moze wydawac:) Sama sie kiedys zdziwisz i pukniesz w glowe myslac..po co ja tyle czasu zwlekalam z ta decyzja?:)

Jedna wazna rzecz,o ktorej warto pamietac, to to, ze partner ma byc dla nas wsparciem a nie ciezarem. Ja, w momencie, kiedy zauwazylam, ze jest odwrotnie (i nic nie da sie z tym zrobic), ze wlasciwie i tak ciagne wszystko sama i moje wysilki sa dodatkowo okraszane narzekaniem, jeczeniem, zloscia itp., postanowilam pozbyc sie mojego zyciowego balastu. Ale konkretnie, bez odwrotu i krecenia w kolko. Kulturalnie i na ile dalo sie przyjaznie ale stanowczo. I to prawda, ulzylo z miejsca:) OK, niekoniecznie finansowo, za to pod kazdym innym wzgledem tak:)


Zycze Ci duzo powodzenia i wytrwalosci. I dziekuje za mile slowa wyzej (blush;).

Uwierz mi, że wczoraj ze stoickim spokojem po jego powrocie do domu ok. 23 powiedziałam mu, że nie pasujemy do siebie, że mamy zupełnie inny obraz rodziny i życia. Powiedziałam mu, że pogubił się w życiu i nie ma żadnych celów, a to do nikąd nie prowadzi, że nie chcę być ciężarem w jego życiu ani przeszkodą w byciu szczęśliwym, że kocham go połowę własnego życia i to on zawsze był dla mnie na pierwszym miejscu a dopiero na szarym końcu ja i nie mam już sił ani chęci do bycia w tym związku, bo to już nie związek tylko chory układ, który do niczego nie prowadzi. Ze złością uznał, że też męczy się ze mną,że ja zyczę mu źle, nikt inny na tym swiecie tylko ja, że jestem ciężarem dla niego, że nie interesuje go co myślę, że mam sobie gadać co chcę, że ja zawsze chciałam żeby on był pantoflarzem i robił wszystko co mi się podoba( aaaa...i że kieruję się forum internetowym i tym co mi ludzie radzą i stąd biorę wirtualną, nienormalną pomoc....)Odpowiedziałam mu tylko, że bycie ojcem i mężem w dosłownym tego znaczeniu nie oznacza bycie pantoflarzem, że od czasu do czasu zajmie się domem, wyręczy mnie czy pomoże nie oznacza, że to jest się pantoflarzem...i rozmowę skończyłam, bo dalszego jej sensu nie widziałam. Położyłam się-z dygoczącym sercem, ale bez jednej kropli łzy ( z czego jestem dumna), oczywiście znów z wyrzutami, że to moja wina, ale bez ciężaru w sercu...... i po 20 minutach .....znów zlądował w naszym wspólnym łóżku...a już kilka dni spał osobno. yikes Po prostu ja nie wiem z kim żyję...rano jakby nigdy nic zaczął dobierać się do mnie, potem wstał i w jego przekonaniu życie toczy się dalej yikes yikes Co to ma być?!!! Manipulacja, niezrównoważenie, albo nie zrozumienie istoty sprawy, nie wiem...

Czy przypadkiem nie rozmawiałaś z moim mężem ...  te same zarzuty te same zachowania  - dziwi mnie podejście naszych mężów jeżeli chodzi o łóżko, na co dzień nie chcą nas, wkurzamy ich itp. a w nocy przypominają nam, że przecież jesteśmy ich żonami. Kiedyś mąż mi powiedział, że nie wyobraża sobie seksu bez miłości i po latach okazało się, że wcale nie musi kochać, że seks to tylko seks i to mnie naprawdę zdumiewa, że potrafią to wszystko oddzielić, zostawić na boku te wszystkie problemy.... ja jak jestem wkurzona to nie mam najmniejszej ochoty na czułości...

7 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

dziwi mnie podejście naszych mężów jeżeli chodzi o łóżko, na co dzień nie chcą nas, wkurzamy ich itp. a w nocy przypominają nam, że przecież jesteśmy ich żonami. Kiedyś mąż mi powiedział, że nie wyobraża sobie seksu bez miłości i po latach okazało się, że wcale nie musi kochać, że seks to tylko seks i to mnie naprawdę zdumiewa, że potrafią to wszystko oddzielić, zostawić na boku te wszystkie problemy.... ja jak jestem wkurzona to nie mam najmniejszej ochoty na czułości...

A mnie zdumiewa i to na maksa, ze mozecie wykrzykiwac i wyplakiwac wszystkie swoje zale na mezow a jednak jak co do czego dojdzie, to drzwi do sypilani zostawiacie im otwarte.
Ja juz w koncu nie bardzo lapie o co niektorym paniom tutaj chodzi: o rozstanie sie ze swoimi w sensie: calkowite ostateczne i pod kazdym wzgledem, czy o jakies jeszcze mzonki na odbudowanie zamku z piasku? Jak mozna kochac sie (tfu..niewlasciwe slowo, raczej kopulowac) z osoba, ktora nas dopiero co upokorzyla, zwyzywala, zdradzila? Co czuje kobieta w takiej chwili? A raczej jak sie czuje? Jako kto? Same wiecie.

ankinom i Liwia - ja mam szczera nadzieje, ze opisalyscie TYLKO proby wejscia Wam do lozek przez waszych partnerow a nie faktyczny akt "milosny".

7 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

powiem ci że jak mój się wyprowadził owszem w nocy popłakuję ale czuję sama zmianę na lepsze jestem spokojniejsza nikt mnie nie poniża nie krytykuje nie wysmiewa jestem pania siebie dopiero to zaczynam dostrzegać i doceniać. Wiem potrzeba czasu zanim zobojętnieje na jego widok ale już teraz zaczynam go sobie obrzydzać jak radziła mi moja siostra.

No nie wiem, czy takie "obrzydzanie" coś da, żeby uwolnić się od uczuć do męża, trzeba racjonalnie podejść do sprawy, to, że będziesz co chwilę przypominała sobie jaki on "be", to będzie rozdrapywanie ran, wiem co mówię, bo sama tak robiłam i po takim obrzydzaniu to jeszcze bardziej cierpiałam.

Najlepiej jak dojdziesz do momentu, kiedy sama z siebie poczujesz, że nie chcesz z nim być, bo Ciebie ranił, bo nie zasługuje na bycie z Tobą.
Ja do tego doszłam, ale ciężko mi wdrożyć to w życie ponieważ ja ciągle z nim mieszkam...

Dzisiaj mam pewność, że nie chcę z nim być, pierwszy krok za mną, teraz czas na drugi, emocjonalne odcięcie, jak to osiągnę to się wybiorę na wyprawę w Himalaje, bo coś czuje, że to ten sam wysiłek big_smile

Dasz radę smile i zazdroszczę samodzielnego mieszkania...

7 633

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

dziwi mnie podejście naszych mężów jeżeli chodzi o łóżko, na co dzień nie chcą nas, wkurzamy ich itp. a w nocy przypominają nam, że przecież jesteśmy ich żonami. Kiedyś mąż mi powiedział, że nie wyobraża sobie seksu bez miłości i po latach okazało się, że wcale nie musi kochać, że seks to tylko seks i to mnie naprawdę zdumiewa, że potrafią to wszystko oddzielić, zostawić na boku te wszystkie problemy.... ja jak jestem wkurzona to nie mam najmniejszej ochoty na czułości...

A mnie zdumiewa i to na maksa, ze mozecie wykrzykiwac i wyplakiwac wszystkie swoje zale na mezow a jednak jak co do czego dojdzie, to drzwi do sypilani zostawiacie im otwarte.
Ja juz w koncu nie bardzo lapie o co niektorym paniom tutaj chodzi: o rozstanie sie ze swoimi w sensie: calkowite ostateczne i pod kazdym wzgledem, czy o jakies jeszcze mzonki na odbudowanie zamku z piasku? Jak mozna kochac sie (tfu..niewlasciwe slowo, raczej kopulowac) z osoba, ktora nas dopiero co upokorzyla, zwyzywala, zdradzila? Co czuje kobieta w takiej chwili? A raczej jak sie czuje? Jako kto? Same wiecie.

ankinom i Liwia - ja mam szczera nadzieje, ze opisalyscie TYLKO proby wejscia Wam do lozek przez waszych partnerow a nie faktyczny akt "milosny".

Zgadzam się  z Mussuka, kobiety czasem zrobią wszystko aby facet był u ich boku, może być kłamcą, zdrajcą, oszustem, byle by był, nie szanują siebie wcale uważając że taki ktoś podniesie im poczucie własnej wartości i to że nie będą same, a przecież odkąd ktoś taki je zdradza i oszukuje to tak naprawdę są same już od dawna, tylko widocznie uwielbiają cierpieć, płakać, rozpaczać a potem analizować, dlaczego tak się stało, co zawiniły? szok.

7 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

dziwi mnie podejście naszych mężów jeżeli chodzi o łóżko, na co dzień nie chcą nas, wkurzamy ich itp. a w nocy przypominają nam, że przecież jesteśmy ich żonami. Kiedyś mąż mi powiedział, że nie wyobraża sobie seksu bez miłości i po latach okazało się, że wcale nie musi kochać, że seks to tylko seks i to mnie naprawdę zdumiewa, że potrafią to wszystko oddzielić, zostawić na boku te wszystkie problemy.... ja jak jestem wkurzona to nie mam najmniejszej ochoty na czułości...

A mnie zdumiewa i to na maksa, ze mozecie wykrzykiwac i wyplakiwac wszystkie swoje zale na mezow a jednak jak co do czego dojdzie, to drzwi do sypilani zostawiacie im otwarte.
Ja juz w koncu nie bardzo lapie o co niektorym paniom tutaj chodzi: o rozstanie sie ze swoimi w sensie: calkowite ostateczne i pod kazdym wzgledem, czy o jakies jeszcze mzonki na odbudowanie zamku z piasku? Jak mozna kochac sie (tfu..niewlasciwe slowo, raczej kopulowac) z osoba, ktora nas dopiero co upokorzyla, zwyzywala, zdradzila? Co czuje kobieta w takiej chwili? A raczej jak sie czuje? Jako kto? Same wiecie.

ankinom i Liwia - ja mam szczera nadzieje, ze opisalyscie TYLKO proby wejscia Wam do lozek przez waszych partnerow a nie faktyczny akt "milosny".

Nie sypiam z mężem....

Po jego szczerości, że mnie nie kocha, jeszcze z nim sypiałam, bo myślałam, że w ten sposób jego odzyskam, dzisiaj wiem, że to głupie, no ale wtedy to była desperacja...

do dnia szczerości męża ja byłam pewna, że mnie kocha (ba rok temu sam tak deklarował) ale później się okazało, że jednak  nie kocha od lat ( dzisiaj w końcu w to uwierzyłam..) i stąd mój wpis, że potrafił oddzielić te dwie rzeczy, bo skoro się przyznał, że od lat nie było w nim do mnie uczuć a pomimo tego regularnie sypialiśmy, wiec dzisiaj wiem, że to był czysty seks, a nie akt czułości, jedności....

7 635

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Najlepiej jak dojdziesz do momentu, kiedy sama z siebie poczujesz, że nie chcesz z nim być, bo Ciebie ranił, bo nie zasługuje na bycie z Tobą.
Ja do tego doszłam, ale ciężko mi wdrożyć to w życie ponieważ ja ciągle z nim mieszkam...

Dzisiaj mam pewność, że nie chcę z nim być, pierwszy krok za mną, teraz czas na drugi, emocjonalne odcięcie, jak to osiągnę to się wybiorę na wyprawę w Himalaje, bo coś czuje, że to ten sam wysiłek big_smile

A ja w to uwierze ankinom, kiedy napiszesz tu, ze wnioslas pozew o rozwod i meza wyprowadzilas na amen z waszej sypialni. A ponadto przestaniesz rozpisywac na drodne atomy kazde jego slowo i gest (dobry badz zly), bo Ci zwyczajnie zacznie zwisac to kalafiorem i przestaniesz je (i jego) zauwazac.:)

Wtedy poczuje, ze sie dzwigasz.

I blagam, nie zaslaniaj wspolnego mieszkania finansami i dobrem dzuieci - to co wczesniej opisalas tu - ten dzien Wszystkich "Swietych" Twoich dzieci to jest koszmar od jakiego trzeba jak najszybciej i za wszelka cene uciekac. Czy podobne sa wasze swieta Bozego Narodzenia?Jesli tak, to szczerze wspolczuje Twoim dzieciom. Dziecko powinno czuc sie w domu spokojne, bezpieczne, kochane a co Wy wspolnie z Twoim mezem im fundujecie? Nerwice juz na poczatku ich zycia. Robicie dokladnie to samo, co Tobie robily dzieci z Twojej szkoly. Oboje: bo on terroryzuje wszystkich a Ty sie na to zgadzasz, biernie ale zgadzasz.

Kurde..jak ja nie lubie Twojego meza!:) Jakas osobista odraze do niego czuje..na odleglosc setek kilometrow a tak wyrazna. Szkoda, ze nie mozna tu wklejac zdjec mezow i eksow, ciekawe czy moje wyobrazenie o nim pokryloby sie z obrazem rzeczywistym:)

7 636

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom, to co napisałaś jest prawdą, faceci potrafią oddzielić sex od miłości, jeżeli chodzi o kobiety również potrafią ale zdecydowana ich mniejszość, często jest tak że facet proponuje kobiecie przyjaźń plus sex bez uczuć, kobieta się zgadza a potem zakochuje się w nim i rozpacza, a facet z kwiatka na kwiatek aby usidlić kolejną zdobycz, nie generalizuję ale trochę na ten temat poczytałam.

7 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Nie sypiam z mężem....

UFFF:)

ankinom napisał/a:

Po jego szczerości, że mnie nie kocha, jeszcze z nim sypiałam, bo myślałam, że w ten sposób jego odzyskam, dzisiaj wiem, że to głupie, no ale wtedy to była desperacja...

do dnia szczerości męża ja byłam pewna, że mnie kocha (ba rok temu sam tak deklarował) ale później się okazało, że jednak  nie kocha od lat ( dzisiaj w końcu w to uwierzyłam..) i stąd mój wpis, że potrafił oddzielić te dwie rzeczy, bo skoro się przyznał, że od lat nie było w nim do mnie uczuć a pomimo tego regularnie sypialiśmy, wiec dzisiaj wiem, że to był czysty seks, a nie akt czułości, jedności....

OK, jasne. Bo juz sie balam, ze psujesz wlasnorecznie to, na co tak dlugo pracowalas: odzyskanie wiary i szacunku do siebie. To, ze na poczatku jeszcze probowalas zdobyc go seksem, coz..wiele kobiet tak czyni, zreszta wiele razy rzucamy takie podlosci "nie kochamCie" swoim partnerom w chwili zlosci. Wiec mialas prawo tak myslec i wierzyc, ze to tylko wybuch a nie stan faktyczny i co gorsza trwaly.

Teraz juz wiesz, ze to nie wybuuch, ze wlasciwie nie masz meza ani partnera.Moze i smutne ale lzej jest zyc z taka prawda niz w wiecznym oszustwie i zludzeniach.

7 638

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
izula69 napisał/a:

powiem ci że jak mój się wyprowadził owszem w nocy popłakuję ale czuję sama zmianę na lepsze jestem spokojniejsza nikt mnie nie poniża nie krytykuje nie wysmiewa jestem pania siebie dopiero to zaczynam dostrzegać i doceniać. Wiem potrzeba czasu zanim zobojętnieje na jego widok ale już teraz zaczynam go sobie obrzydzać jak radziła mi moja siostra.

No nie wiem, czy takie "obrzydzanie" coś da, żeby uwolnić się od uczuć do męża, trzeba racjonalnie podejść do sprawy, to, że będziesz co chwilę przypominała sobie jaki on "be", to będzie rozdrapywanie ran, wiem co mówię, bo sama tak robiłam i po takim obrzydzaniu to jeszcze bardziej cierpiałam.

Najlepiej jak dojdziesz do momentu, kiedy sama z siebie poczujesz, że nie chcesz z nim być, bo Ciebie ranił, bo nie zasługuje na bycie z Tobą.
Ja do tego doszłam, ale ciężko mi wdrożyć to w życie ponieważ ja ciągle z nim mieszkam...

Dzisiaj mam pewność, że nie chcę z nim być, pierwszy krok za mną, teraz czas na drugi, emocjonalne odcięcie, jak to osiągnę to się wybiorę na wyprawę w Himalaje, bo coś czuje, że to ten sam wysiłek big_smile

Dasz radę smile i zazdroszczę samodzielnego mieszkania...

Wiesz co to razem wybierzemy się w te Himalaje by uczcić wolność i radość z tego że w końcu jesteśmy paniami siebie i nikt nam nie mówi jak mamy żyć.

7 639

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Najlepiej jak dojdziesz do momentu, kiedy sama z siebie poczujesz, że nie chcesz z nim być, bo Ciebie ranił, bo nie zasługuje na bycie z Tobą.
Ja do tego doszłam, ale ciężko mi wdrożyć to w życie ponieważ ja ciągle z nim mieszkam...

Dzisiaj mam pewność, że nie chcę z nim być, pierwszy krok za mną, teraz czas na drugi, emocjonalne odcięcie, jak to osiągnę to się wybiorę na wyprawę w Himalaje, bo coś czuje, że to ten sam wysiłek big_smile

A ja w to uwierze ankinom, kiedy napiszesz tu, ze wnioslas pozew o rozwod i meza wyprowadzilas na amen z waszej sypialni. A ponadto przestaniesz rozpisywac na drodne atomy kazde jego slowo i gest (dobry badz zly), bo Ci zwyczajnie zacznie zwisac to kalafiorem i przestaniesz je (i jego) zauwazac.:)

Wtedy poczuje, ze sie dzwigasz.

I blagam, nie zaslaniaj wspolnego mieszkania finansami i dobrem dzuieci - to co wczesniej opisalas tu - ten dzien Wszystkich "Swietych" Twoich dzieci to jest koszmar od jakiego trzeba jak najszybciej i za wszelka cene uciekac. Czy podobne sa wasze swieta Bozego Narodzenia?Jesli tak, to szczerze wspolczuje Twoim dzieciom. Dziecko powinno czuc sie w domu spokojne, bezpieczne, kochane a co Wy wspolnie z Twoim mezem im fundujecie? Nerwice juz na poczatku ich zycia. Robicie dokladnie to samo, co Tobie robily dzieci z Twojej szkoly. Oboje: bo on terroryzuje wszystkich a Ty sie na to zgadzasz, biernie ale zgadzasz.

Kurde..jak ja nie lubie Twojego meza!:) Jakas osobista odraze do niego czuje..na odleglosc setek kilometrow a tak wyrazna. Szkoda, ze nie mozna tu wklejac zdjec mezow i eksow, ciekawe czy moje wyobrazenie o nim pokryloby sie z obrazem rzeczywistym:)

Masz rację, jestem księgową więc mam bardzo analityczny umysł, wszystko rozbieram na części pierwsze, ale tak poważnie to jest dzisiaj mój problem, analizuję każde jego słowo, gest i tak nieświadomie, świadomie? się nakręcam i robię z siebie ofiarę - uff głośno to przyznałam - i niech on zobaczy, jak mnie krzywdzi a on ma to głęboko w d***

u nas każdy dzień z nim tak wygląda...

co do rozwodu, samo złożenie wniosku sprawy nie rozwiąże, wiesz,że u nas zdążają się przypadki ,że po rozwodzie małżonkowie mieszkają wspólne, sąd męża umieszcza w jednym pokoju a żonę z dziećmi w drugim... wierz mi ja się nie zasłaniam, szukam wyjścia, nie chce biernie czekać i fundować stres dzieciom, powoli rozważam powrót do rodzinnego domu i nie zrozum mnie źle, ale to dziura zabita dechami, mała mieścina, 1 szkoła, miasto bez rozwojowe, wyrobiłam sobie tutaj jakąś pozycje zawodową, a tam będę musiałam robić co cokolwiek, wiem to lepsze niż mieszkanie z tyranem, ale kurcze ciężko na to co mam dzisiaj pracowałam i szczerze przyznam, że nie chcę z tego rezygnować... musi być inne wyjście i ja je znajdę!

I piszcie dziewczyny, piszcie, podnosicie mnie , analizuje każdy post i zawsze "coś" tam do mnie dociera... smile

7 640 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-02 14:15:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Masz rację, jestem księgową więc mam bardzo analityczny umysł, wszystko rozbieram na części pierwsze, ale tak poważnie to jest dzisiaj mój problem, analizuję każde jego słowo, gest i tak nieświadomie, świadomie? się nakręcam i robię z siebie ofiarę - uff głośno to przyznałam - i niech on zobaczy, jak mnie krzywdzi a on ma to głęboko w d***

On Ciebie krzywdzi ale Ty sama siebie tez.

ankinom napisał/a:

u nas każdy dzień z nim tak wygląda...

Boze, tragedia. Jak te Wasze dzieci beda wspoominac swoje dziecinstwo, a Ty Moniko, jak bedziesz kiedys myslec o najlepszych latach swojego zycia? Jedno slowo przychodzi mi na mysl: zmarnowane. Az sie plakac chce.

ankinom napisał/a:

co do rozwodu, samo złożenie wniosku sprawy nie rozwiąże, wiesz,że u nas zdążają się przypadki ,że po rozwodzie małżonkowie mieszkają wspólne, sąd męża umieszcza w jednym pokoju a żonę z dziećmi w drugim... wierz mi ja się nie zasłaniam, szukam wyjścia, nie chce biernie czekać i fundować stres dzieciom, powoli rozważam powrót do rodzinnego domu i nie zrozum mnie źle, ale to dziura zabita dechami, mała mieścina, 1 szkoła, miasto bez rozwojowe, wyrobiłam sobie tutaj jakąś pozycje zawodową, a tam będę musiałam robić co cokolwiek, wiem to lepsze niż mieszkanie z tyranem, ale kurcze ciężko na to co mam dzisiaj pracowałam i szczerze przyznam, że nie chcę z tego rezygnować... musi być inne wyjście i ja je znajdę!

Wiec kombinuj, pytaj, pros, szukaj, nie licz na niego, licz na siebie. A moze ktos akurat bedzie wiedzial cos o tanim i niebrzydkim mieszkaniu do wynajecia? Poki co do wynajecia a pozniej moglabys je nawet kupic.

Powtarzam, ja na prawie polskim nie znam sie ale na moj glupi rozum to rozwod daje Ci: primo- prawo do alimentow na dzieci , secundo - prawo do polowy wspolnego malzenskiego i przedmalzenskiego majatku (o ile nie spisaliscie intercyzy) wiec w zasadzie nalezy Ci sie conajmniej rownowartosc polowy wspolnego mieszkania (on moze je albo sprzedac i kase podzielic albo tam zostac i splacic Cie w inny sposob, to samo dotyczy samochodu, mebli, innego sprzetu), tercio - nie moze roscic ZADNYCH praw wobec Ciebie ani dzieci nawet jesli przez jakis czas bedziecie jeszcze razem pomieszkiwac. Zadne wlazenie pod kolderke, zadne wspolne obiadki, zadne inne uslugi oraz roszczenia. Basta, jako rozwodnik nie ma prawa do nich:)

Nie namawiam Cie na sile do rozwodu jesli sie jeszcze wachasz czy chcesz z nim byc czy nie, ale jesli chcesz naprawde sie od niego uwolnic to nie widze innej opcji. Poki co lewitujesz gdzies na pograniczu malzenstwa i nicosci. Rozwod da Ci jakis grunt pod nogami. Jego tez zmusi do dzialania, moze szybszej wyprowadzki. Narazie to sobie pogadasz a on ma to gdzies.I siedzi Ci na karku oraz w glowie jak robal bo mu tak wygodniej. Palcem w bucie nie kiwnie dopoki Ty czegos nie zrobisz pierwsza. Ty albo ktoras z "kolezanek". Tylko jak to wtedy odbierzesz jesli "on odejdzie do innej"?


ankinom napisał/a:

I piszcie dziewczyny, piszcie, podnosicie mnie , analizuje każdy post i zawsze "coś" tam do mnie dociera... smile

No..oby docieralo:) Pisac bedziemy, bez obaw:)

7 641

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem, że sama siebie krzywdzę, uświadomienie sobie tego właśnie mnie tutaj na to forum "przyprowadziło".

Ja już myślę, że zmarnowałam sobie życie i nie chce tego dla dzieci.

Kiedyś mąż mnie zapytał co ci da ten rozwód (bo już o tym wspomniałam) i tak się nie wyprowadzę? Moja odpowiedź: stabilizację, bo dzisiaj stoję w rozkroku: niby jestem w związku, niby każde z nas ma osobne życie.....

7 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:
ankinom napisał/a:
izula69 napisał/a:

powiem ci że jak mój się wyprowadził owszem w nocy popłakuję ale czuję sama zmianę na lepsze jestem spokojniejsza nikt mnie nie poniża nie krytykuje nie wysmiewa jestem pania siebie dopiero to zaczynam dostrzegać i doceniać. Wiem potrzeba czasu zanim zobojętnieje na jego widok ale już teraz zaczynam go sobie obrzydzać jak radziła mi moja siostra.

No nie wiem, czy takie "obrzydzanie" coś da, żeby uwolnić się od uczuć do męża, trzeba racjonalnie podejść do sprawy, to, że będziesz co chwilę przypominała sobie jaki on "be", to będzie rozdrapywanie ran, wiem co mówię, bo sama tak robiłam i po takim obrzydzaniu to jeszcze bardziej cierpiałam.

Najlepiej jak dojdziesz do momentu, kiedy sama z siebie poczujesz, że nie chcesz z nim być, bo Ciebie ranił, bo nie zasługuje na bycie z Tobą.
Ja do tego doszłam, ale ciężko mi wdrożyć to w życie ponieważ ja ciągle z nim mieszkam...

Dzisiaj mam pewność, że nie chcę z nim być, pierwszy krok za mną, teraz czas na drugi, emocjonalne odcięcie, jak to osiągnę to się wybiorę na wyprawę w Himalaje, bo coś czuje, że to ten sam wysiłek big_smile

Dasz radę smile i zazdroszczę samodzielnego mieszkania...

Wiesz co to razem wybierzemy się w te Himalaje by uczcić wolność i radość z tego że w końcu jesteśmy paniami siebie i nikt nam nie mówi jak mamy żyć.

To zacznij pakować plecak big_smile

7 643

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobra już zaczynam big_smile

7 644

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Kiedyś mąż mnie zapytał co ci da ten rozwód (bo już o tym wspomniałam) i tak się nie wyprowadzę? Moja odpowiedź: stabilizację, bo dzisiaj stoję w rozkroku: niby jestem w związku, niby każde z nas ma osobne życie.....

Wiec tak jak izula, umow sie z prawnikiem i sprawdz jak to jest z podzialem majatku oraz egzekwowaniem tego. Nie ma takiej opcji, ze Ty MUSISZ z nim do konca zycia byc, bo on tak to sobie wygodnie wykoncypowal. I nie ma takiej mozliwosci, zeby on na wlosciach osiadl a Ty z dwojka WASZYCH dzieci musiala zaczynac od zera.

Jakos wydaje mi sie, ze kiedy dowiesz sie juz jakichs konkretow i zobaczysz, ze masz o wiele wiecej praw i mozliwosc..a pote mu to powiesz (poparte opinia prawnika) to rura mu nieco zmieknie.

I nie "niby kazde z nas ma osobne zycie" tylko MACIE osobne zycie. Niby tu nie ma. Chyba on Ci to juz wiele razy powtarzal.

Wiesz co jeszcze da Ci rozwod: wolnosc i mozliwosc ulozenia sobie zycia samej badz z kims innym. Jako mezatka czy pseudomezatka (z osobnym zyciem) nie masz takiej mozliwosci. On jest blokada na Twojej drodze do szczescia. Egoista cholerny.

7 645

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Kiedyś mąż mnie zapytał co ci da ten rozwód (bo już o tym wspomniałam) i tak się nie wyprowadzę? Moja odpowiedź: stabilizację, bo dzisiaj stoję w rozkroku: niby jestem w związku, niby każde z nas ma osobne życie.....

Wiec tak jak izula, umow sie z prawnikiem i sprawdz jak to jest z podzialem majatku oraz egzekwowaniem tego. Nie ma takiej opcji, ze Ty MUSISZ z nim do konca zycia byc, bo on tak to sobie wygodnie wykoncypowal. I nie ma takiej mozliwosci, zeby on na wlosciach osiadl a Ty z dwojka WASZYCH dzieci musiala zaczynac od zera.

Jakos wydaje mi sie, ze kiedy dowiesz sie juz jakichs konkretow i zobaczysz, ze masz o wiele wiecej praw i mozliwosc..a pote mu to powiesz (poparte opinia prawnika) to rura mu nieco zmieknie.

I nie "niby kazde z nas ma osobne zycie" tylko MACIE osobne zycie. Niby tu nie ma. Chyba on Ci to juz wiele razy powtarzal.

Wiesz co jeszcze da Ci rozwod: wolnosc i mozliwosc ulozenia sobie zycia samej badz z kims innym. Jako mezatka czy pseudomezatka (z osobnym zyciem) nie masz takiej mozliwosci. On jest blokada na Twojej drodze do szczescia. Egoista cholerny.

Ja zrobiłam lepszy numer, w 16 rocznicę ślubu wręczyłam jemu pozew rozwodowy, ale jeszcze jego nie opłaciłam, o czym mój małżonek nie wiedział, myślałam, o naiwna!, że to zrobi na nim wrażenie, nie wiem czego oczekiwałam? tzn. wiem, miałam nadzieję, tak przyznaję, wtedy jeszcze miałam nadzieję, jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że nas już nie ma, a mój mąż zaskoczył mnie? wtedy tak, było to dla mnie zaskoczeniem, nie to chciałam usłyszeć  - zapytał: "czy na pewno tego chcę? skoro tak, to ok, to moja decyzja, bo on nie chce rozwodu???? "....nawet się "chwilę" nad tym nie zastanowił ...

tak muszę się wybrać do prawnika, bo tamten pozew to taki na pokaz, bez pranych rozwiązań....

7 646

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja zrobiłam lepszy numer, w 16 rocznicę ślubu wręczyłam jemu pozew rozwodowy, ale jeszcze jego nie opłaciłam, o czym mój małżonek nie wiedział, myślałam, o naiwna!, że to zrobi na nim wrażenie, nie wiem czego oczekiwałam? tzn. wiem, miałam nadzieję, tak przyznaję, wtedy jeszcze miałam nadzieję, jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że nas już nie ma, a mój mąż zaskoczył mnie? wtedy tak, było to dla mnie zaskoczeniem, nie to chciałam usłyszeć  - zapytał: "czy na pewno tego chcę? skoro tak, to ok, to moja decyzja, bo on nie chce rozwodu???? "....nawet się "chwilę" nad tym nie zastanowił ...

tak muszę się wybrać do prawnika, bo tamten pozew to taki na pokaz, bez pranych rozwiązań....

Widzisz, jak to czlowiek uczy sie na wlasnych bledach a potem jeszcze poucza innych? Sama zrobilam ppodobny numer tylko nie raz a ze 3 razy. Poszlam nawet dalej, bo podpisalismy oboje, ja zawiozlam do sadu, oplacilam (male pieniadze) a nastepnie albo wycofalismy ten wniosek albo nie zlozylismy po 6-ciu miesiacach wniosku potwierdzajacego nasza decyzje (co jest ostatnim etapem, po 2 tyg. od tego drugiego wniosku jest sie po rozwodzie). U nas nie ma zadnych rozpraw o ile nie ma o co sie sadzic. Dwa papierki, 6,5 miesiaca (z tego 2 jeszcze razem), oplata ok. 70? i po jablkach.

No i przez te wczesniejsze gierki, ten ostatni raz byl przez eksa traktowany jako kolejny szantaz a nie rozwod na powaznie.

Dopiero jak zobaczyl, ze tym razem nie tylko zanioslam, zaplacilam ale pozalatwialam tez inne sprawy (oddzielne konto, przepisanie rachunkow za mieszkanie, prad, rozne takie na siebie)  i zaczelam wyszukiwac mu dogodne lokale do wynajecia to uwierzyl.

Dlatego nie dziw sie Moniko, ze i Twoj wciaz sadzi, ze to zabawa i puste babskie gadanie. Oj zdziwi sie i to bardzo, jak z "dla picu wyjdzie bez picu":))

I jeszcze bedziesz po tych Himalajach smigac jak kozica.

7 647

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja zrobiłam lepszy numer, w 16 rocznicę ślubu wręczyłam jemu pozew rozwodowy, ale jeszcze jego nie opłaciłam, o czym mój małżonek nie wiedział, myślałam, o naiwna!, że to zrobi na nim wrażenie, nie wiem czego oczekiwałam? tzn. wiem, miałam nadzieję, tak przyznaję, wtedy jeszcze miałam nadzieję, jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że nas już nie ma, a mój mąż zaskoczył mnie? wtedy tak, było to dla mnie zaskoczeniem, nie to chciałam usłyszeć  - zapytał: "czy na pewno tego chcę? skoro tak, to ok, to moja decyzja, bo on nie chce rozwodu???? "....nawet się "chwilę" nad tym nie zastanowił ...

tak muszę się wybrać do prawnika, bo tamten pozew to taki na pokaz, bez pranych rozwiązań....

Widzisz, jak to czlowiek uczy sie na wlasnych bledach a potem jeszcze poucza innych? Sama zrobilam ppodobny numer tylko nie raz a ze 3 razy. Poszlam nawet dalej, bo podpisalismy oboje, ja zawiozlam do sadu, oplacilam (male pieniadze) a nastepnie albo wycofalismy ten wniosek albo nie zlozylismy po 6-ciu miesiacach wniosku potwierdzajacego nasza decyzje (co jest ostatnim etapem, po 2 tyg. od tego drugiego wniosku jest sie po rozwodzie). U nas nie ma zadnych rozpraw o ile nie ma o co sie sadzic. Dwa papierki, 6,5 miesiaca (z tego 2 jeszcze razem), oplata ok. 70? i po jablkach.

No i przez te wczesniejsze gierki, ten ostatni raz byl przez eksa traktowany jako kolejny szantaz a nie rozwod na powaznie.

Dopiero jak zobaczyl, ze tym razem nie tylko zanioslam, zaplacilam ale pozalatwialam tez inne sprawy (oddzielne konto, przepisanie rachunkow za mieszkanie, prad, rozne takie na siebie)  i zaczelam wyszukiwac mu dogodne lokale do wynajecia to uwierzyl.

Dlatego nie dziw sie Moniko, ze i Twoj wciaz sadzi, ze to zabawa i puste babskie gadanie. Oj zdziwi sie i to bardzo, jak z "dla picu wyjdzie bez picu":))

I jeszcze bedziesz po tych Himalajach smigac jak kozica.

Ja widzę, że Ty jesteś "taka baba z jajami" (to komplement smile ) . Ja dopiero uczę się asertywności, dla mnie nie jest problemem załatwienie tych wszystkich formalnych spraw, ale nie potrafiłabym :wyprowadzić" męża, nawet jak bym znalazła jemu mieszkanie a on by stwierdził, że się nie wyprowadzi to nic bym nie zrobiła. Rozwiązaniem jest jedynie prawny rozwód i nakaz sądowy...

Ja na dzień dzisiejszy jestem uzależniona finansowo od męża i on to wykorzystuje, mam pracę i dostałabym alimenty  i to te najmniejsze, bo u nas w Polsce sąd bierze pod uwagę zaświadczenie o zarobkach z pracy, a te są wystawiane na najniższą krajową, choć mężowie zarabiają 5 razy tyle... alimenty plus moja pensja = cieniutko, oj cieniutko, i jest jeszcze coś: panicznie boję się biedy...

7 648

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja widzę, że Ty jesteś "taka baba z jajami" (to komplement smile ) . Ja dopiero uczę się asertywności, dla mnie nie jest problemem załatwienie tych wszystkich formalnych spraw, ale nie potrafiłabym :wyprowadzić" męża, nawet jak bym znalazła jemu mieszkanie a on by stwierdził, że się nie wyprowadzi to nic bym nie zrobiła. Rozwiązaniem jest jedynie prawny rozwód i nakaz sądowy...

Ja na dzień dzisiejszy jestem uzależniona finansowo od męża i on to wykorzystuje, mam pracę i dostałabym alimenty  i to te najmniejsze, bo u nas w Polsce sąd bierze pod uwagę zaświadczenie o zarobkach z pracy, a te są wystawiane na najniższą krajową, choć mężowie zarabiają 5 razy tyle... alimenty plus moja pensja = cieniutko, oj cieniutko, i jest jeszcze coś: panicznie boję się biedy...

Za komplement dziekuje:) Slyszalam podobne okreslenie wielokrotnie od kobet i mezczyzn wiec moze cos w tym jest.

Monika, ja tez swojego fizycznie ani pewnie legalnie nie dalbym rady wyprowadzic i on tez z poczatku robil wszystko na zlosc. Ze nie takie, nie smakie, potem nic nie robil i tak czekalabym tatka latka..ale atmosfera jaka zapanowala u nas od momentu decyzji o rozwodzie i tych moich konkretnych posuniec zaczela juz i jemu ciazyc. On rozwodu nnie chcial wiec to bylo w moim interesie aby m pomoc wyprowadzic sie. Potem juz sam do tego dojrzal:)

I Tobie sie uda:) Bieda nir taka straszna rzecz, masz prace i studia, jestes ksiegowa..na Boga kobietko, lap zlecenia:)

Mieszkasz daleko od Wroclawia? Potem Ci wyjasnie..:)

7 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja widzę, że Ty jesteś "taka baba z jajami" (to komplement smile ) . Ja dopiero uczę się asertywności, dla mnie nie jest problemem załatwienie tych wszystkich formalnych spraw, ale nie potrafiłabym :wyprowadzić" męża, nawet jak bym znalazła jemu mieszkanie a on by stwierdził, że się nie wyprowadzi to nic bym nie zrobiła. Rozwiązaniem jest jedynie prawny rozwód i nakaz sądowy...

Ja na dzień dzisiejszy jestem uzależniona finansowo od męża i on to wykorzystuje, mam pracę i dostałabym alimenty  i to te najmniejsze, bo u nas w Polsce sąd bierze pod uwagę zaświadczenie o zarobkach z pracy, a te są wystawiane na najniższą krajową, choć mężowie zarabiają 5 razy tyle... alimenty plus moja pensja = cieniutko, oj cieniutko, i jest jeszcze coś: panicznie boję się biedy...

Za komplement dziekuje:) Slyszalam podobne okreslenie wielokrotnie od kobet i mezczyzn wiec moze cos w tym jest.

Monika, ja tez swojego fizycznie ani pewnie legalnie nie dalbym rady wyprowadzic i on tez z poczatku robil wszystko na zlosc. Ze nie takie, nie smakie, potem nic nie robil i tak czekalabym tatka latka..ale atmosfera jaka zapanowala u nas od momentu decyzji o rozwodzie i tych moich konkretnych posuniec zaczela juz i jemu ciazyc. On rozwodu nnie chcial wiec to bylo w moim interesie aby m pomoc wyprowadzic sie. Potem juz sam do tego dojrzal:)

I Tobie sie uda:) Bieda nir taka straszna rzecz, masz prace i studia, jestes ksiegowa..na Boga kobietko, lap zlecenia:)

Mieszkasz daleko od Wroclawia? Potem Ci wyjasnie..:)

Mam blisko morze smile

7 650

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussako- wiem, że czasem za dużo gadam, ale mam wtedy przeświadczenie, że  w końcu coś z tego wyniesie. Z resztą próbowałam wszystkiego jak już pisałam: zwyczajnej rozmowy, krzyku, milczenia i nic to nie dawało. Choć myślę, że wydaję jasne komunikaty, mimo wszystko. Obecnie milczę po ostatniej wymianie zdań i daję sobie rękę uciąć, że "za chwilę" będę znów winna (jak zawsze z resztą), że taką jestem żoną, że się nie umiem odezwać, że się nie interesuję nim, bo nie dzwonię z pracy itp. CDN

7 651 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-02 21:36:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Mussako- wiem, że czasem za dużo gadam, ale mam wtedy przeświadczenie, że  w końcu coś z tego wyniesie. Z resztą próbowałam wszystkiego jak już pisałam:  i nic to nie dawało. Choć myślę, że wydaję jasne komunikaty, mimo wszystko. Obecnie milczę po ostatniej wymianie zdań i daję sobie rękę uciąć, że "za chwilę" będę znów winna (jak zawsze z resztą), że taką jestem żoną, że się nie umiem odezwać, że się nie interesuję nim, bo nie dzwonię z pracy itp. CDN

Nie dotrze, Boże ile ja już z nim rozmów przeprowadziłam, ile argumentów za i przeciw i ciągle ten "sam" punkt widzenia, jego punkt... byłam, jestem i będę wszystkiemu winna i nie chce już tłumaczyć, że się myli... bo ja to czy tamto...

Ja tego samego próbowałam "zwyczajnej rozmowy, krzyku, milczenia" i im wcześniej sobie uświadomimy, że to walenie głową w mur tym lepiej dla nas.

uwierz Liwia, przechodzę to samo co TY i tak już od 16 lat , ja już naprawdę nie mam siły, czuję jak ulatuje ze mnie powietrze ( czytaj radość życia), tak się dzieje kiedy pozwalamy, żeby inni decydowali o naszym życiu. Na początku małżeństwa byłam szczęśliwa, że jest ktoś kto prowadzi mnie za rękę, pokazuje świat i nawet nie zauważyłam, kiedy ta sama ręka zaczęła sięgać po inne ręce...

mają rację dziewczyny - musimy zawalczyć o siebie, bo ja jestem już pewna, że nie odzyskam miłości i szacunku od męża i moja ciągła walka o jego uwagę to byłby misja samobójcza....

7 652

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewuszki, jak ja się cieszę, że Wy tu jesteście, że nie jestem z tym wszystkim sama........Tak jak napisałaś Ankinom-też każdy post mnie tu buduje....

Musiałam przerwać mój poprzedni wpis, bo pan i władca wpadł jak perszing i przed momentem wyleciał jak armata....i teraz doczytałam poprzednie Wasze posty......

Więc Ankinom-kochana, tak jak piszesz, tak jest. Jak głową w mur. Mówisz, gderasz, krzyczysz a tu nic. Zero racjonalnego myślenia, zero pomyślenia nad samym sobą. Nie odzywam się teraz no i znów będę winna, ale trudno, mam to gdzieś, nie mam sił już. Dziś godzinę przed wyjściem z pracy już mnie brzuch bolał na myśl, że wracam do domu yikes Wróciłam i "latawca" nie było, nie zadzwoniłam do niego, nie napisałam, pal licho, w kuchni pozmywane, jakaś zupa zrobiona, super (mam się cieszyć i
"zamknąć się", bo przecież pozmywał itp)...no i wpadając tu przed chwilą założył obrączkę, którą nosi jak mu się podoba, jak jest zły to raz nosi raz nie (już nie wiem w sumie od czego to zależy), jak chce się wkupić to pewnie też, jak sytuacja staje się dla niego bezpieczniejsza to już obrączka leży....mam to gdzieś na ten moment (hurrra). No i manipulacja powinna w jego mniemaniu pewnie teraz działać.
Co do prowadzenia za rączkę to u mnie było inaczej, to ja go prowadziłam za rączkę, bo on taki biedny, tak mama i tata go traktowali, tak biednie mieli itd i sytuacja się odmieniła, pod własnym dachem wyhodowałam "potwora", który ma mnie gdzieś, mówiąc jak kocha, ale nie wie, że to już nie ma z miłością nic wspólnego, to chora miłość jego do siebie samego. No i właściwie nadal mu tu "fajnie" mimo gderania, bo żona pracuje (on obecnie dorywczo coś kręci, bo pracy nie ma), bo nie szlaja się, bo dba o dom, o dziecko, ciepło jest, jedzenie też jest, w sumie to wszystko spoczywa na żonce, bo on umywa rączki od wszystkiego...
I nie odzyskamy tego szacunku kochane od nich, to już jest niemożliwe. Na chwilę będzie dobrze, potem znów to samo.

7 653

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedy wracałam do domu poczytałam sobie Paula Coelho i to jakiś znak, że akurat teraz kupiłam tą książkę oto co przeczytałam:

"Największym problemem jest to, że człowiek nie potrafi skoncentrować się na teraźniejszości. Wiecznie roztrząsa, czy mógł coś zrobić lepiej, jakie będą konsekwencje jego czynów, dlaczego nie zareagował tak, jak powinien. Martwi się też o przyszłość: co będzie jutro, jakie należy podjąć kroki, jakie czyhają na niego niebezpieczeństwa , jak uniknąć zagrożeń i realizować marzenia"...

TO JA!! TO JA!!!!

dalej: ..."Nie warto siedzieć i gadać, bo to NICZEMU NIE SŁUŻY! ZACZNIJ DZIAŁAĆ (zapamiętajcie kochane to zdanie! smile ). Najwyższa pora, żebyś się ruszył, odzyskał swoje królestwo, które niszczy rutyna. Dość powtarzania w kółko tej samej lekcji. w ten sposób niczego nowego się nie nauczysz.
- Nie chodzi o rutynę. po prostu nie jestem szczęśliwy.
- To właśnie jest rutyna. Wydaje ci się, że istniejesz, bo cierpisz. Człowiek odnajduje sens życia w swoich problemach. Ciągle o nich gada: o kryzysach małżeńskich, kłopotach z dziećmi, narzeka na szkołę, pracę, na przyjaciół. Ani przez chwilę nie pomyśli: "Jestem tu i teraz. Jestem wynikiem tego, co się zdarzyło i co się wydarzy, ale w tej chwili jestem tutaj. Jeśli popełniłem błąd, mogę go naprawić albo przynajmniej prosić o wybaczenie. Jeśli zrobiłem coś dobrego, powinienem się cieszyć i bardziej świadomie przezywać teraźniejszość...."

piękne prawda? i jakie prawdziwe... myślę, że każda z nas znajdzie w tym fragmencie siebie.....

A tutaj coś co przeżyłam osobiście: ..." Zgubiłem drogę.... gdybym doszedł do kresu, nie dręczyłoby mnie poczucie winy i nie byłym taki nieszczęśliwy. Boję się. Jeśli to nie minie, to znaczy, że sprowadził je na mnie Bóg. Widocznie chce, żebym ruszył przed siebie i wszystko zmienił.
Nie raz to przeżyłem. Ilekroć się buntowałem, złościłem na swój los, dotykało mnie jakieś nieszczęście. Tego najbardziej się boję - że zdarzy się tragedia, która całkowicie zmienia życie i zawsze łączy się ze stratą. Kiedy coś tracimy, nie warto starać się to odzyskać. Lepiej wykorzystać powstałą przestrzeń i wypełnić ją czymś nowym. Teoretycznie z każdej starty wynika coś dobrego, ale w praktyce właśnie wtedy poddajemy w wątpliwość istnienie Boga i zadajemy sobie pytanie: czym sobie na to zasłużyłem?

Panie, oszczędź mi nieszczęść, a pójdę drogą, którą mi wskażesz.

Kiedy tak siedzę zatopiony w rozmyślaniach, nagle w pobliżu uderza piorun, a niebo przeszywa błyskawica. Znów się boję. To znak. Oto tłumacze sobie, że zawsze daje z siebie wszystko, a tymczasem matka natura podpowiada coś wręcz przeciwnego: Kto chce żyć pełnią życia, nigdy nie zatrzymuje się. Niebo i ziemia zwarły się w uścisku. po burzy oczyści się powietrze i zazielenią pola. lecz teraz wicher zrywa dachy, powala stulenie drzewa, wezbrane rzeki zalewają okolicę ... "

Kiedy to przeczytałam, zatrzymałam się w tym miejscu i przypomniałam sobie jak klika dni temu poddałam w wątpliwość jego istnienie i że jest okrutnym skoro mnie tak karze! całkowicie zapominając, że przez 16 lat po każdej kłótni skulona w kącie płakałam i prosiłam Boga, aby mi pomógł, żeby mnie "zabrał" od tego człowieka, którego kochałam, a który mnie krzywdzi i Bóg wiedział, że jestem słabą osobą , że sama nigdy nie odważę się odejść więc sprawił, że On odszedł ode mnie.....

Wpadłam do domu naładowana taką adrenaliną, że w 5 minut znalazłam mojemu mężowi mieszkanie i wyliczyłam wszystkie jego wydatki, ile ma mi zapłacić i ile jemu zostanie,  w końcowym rozrachunku na życie zostanie jemu tyle co mi  z tym, że ja mam to na 3, a jak się postara to będzie miał więcej (zawalczyłam jego bronią - że trzeba kombinować, jak tu więcej zarobić). W pierwszej chwili zgodził się, a po godzinie widząc, że ja nie zmieniłam zdania zaczął się "kręcić", że on właściwie nie wie co ma robić, że mam dać mu czas, on to musi przemyśleć, że nie mam na niego naciskać, że on oczywiście się wypalił, ale tak do końca to on nie chce nas zostawiać i takie tam bzdury.... 

no i masz babo placek no i co z takim gagatkiem zrobić????

7 654 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-11-02 23:20:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jesssssu, jak podobnie jest u mnie Ankinom..........
A ja teraz trzęsę się znowu......wyszedł do ojca o 19 i do teraz go nie ma, u ojca pewnie też już go nie ma, znów siedzi w garażu pewnie i zaczął od pół godz pisać smsy do mnie, że żyję we własnym świecie, że się różnimy, że nic nie potrafię zrobić, że nie interesuję się gdzie jest (bo nie dzwonię i nie piszę), że niedojrzała jestem tak postępując..........a ja dygoczę jak głupia. POMOCY sad

7 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Jesssssu, jak podobnie jest u mnie Ankinom..........
A ja teraz trzęsę się znowu......wyszedł do ojca o 19 i do teraz go nie ma, u ojca pewnie też już go nie ma, znów siedzi w garażu pewnie i zaczął od pół godz pisać smsy do mnie, że żyję we własnym świecie, że się różnimy, że nic nie potrafię zrobić, że nie interesuję się gdzie jest (bo nie dzwonię i nie piszę), że niedojrzała jestem tak postępując..........a ja dygoczę jak głupia. POMOCY sad

Jednak jest między nami różnica - Twój mąż ciągle oczekuje od Ciebie uwagi, ma pretensje, ze się nim nie interesujesz, u mnie jet odwrotnie - mąż marzy, abym zostawiła go w spokoju...

tak właściwie, to o co Wam chodzi? widzę, że mąż ma do Ciebie pretensje... ale o co? Czy Wy się kochacie?

7 656 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-03 00:07:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
zajrzyj do tego dwuletniego wątku Liwii: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=4927
Tam masz odpowiedź na wszystkie pytania.

7 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

MUSSUKA- bardzo , bardzo z całego serca dziękuję Ci za odpowiedź na mojego posta i za tak dogłębne jego zanalizowanie. Pytasz dlaczego sądzę ,że nie zsługuję na miłość? Myślę,że wyniosłam to przeświadczenie z domu rodzinnego , gdzie miłość była towarem deficytowym i na jej najmniejszy okruch trzeba było zasłużyć. Na wszystko musiałam zasłużyć ,na nowe spodnie i obiad też. Moi rodzice nie byli źli. Po prostu takie mieli wzorce i je powielali myśląc ,że działają dla mojego dobra. Wyszłam więc z domu z olbrzymim głodem miłości i przeświadczeniem,że muszę na nią zasłużyć.
Następne pytanie było -za co kocham mojego tyrana? Jak Ci powiem to pękniesz ze śmiechu. W tych 5 argumentach za, było:
-ładne oczy, ładne dłonie , to że jest duży ( mój ojciec taki był- a on dawał mi jako jedyny men poczucie bezpieczeństwa.), silnie zarysowana szczęka , ma ładną męską twarz i potrafi mnie rozbawić. Jak widzisz -to bardzo poważne argumenty za tym  aby dać się czołgać przez 4 lata. Dodać mogę jeszcze ,że potrafił być bardzo miły -jak chciał. Tyle ,że zazwyczaj nie chciał.
Jak mi się mógł podobać taki hipopotam?- jak już pisałam miał posturę mojego ojca aja właśnie ojca szukałam . Chciałam znowu być najukochańszą córeczką tatusia. Pokochałam go za moje wyobrażenie jak wspaniałym jest wewnątrz człowiekiem ,pod tą kupą tłuszczu. Zresztą tak było na poczatku. Teraz się wylaszczył- po operacjo schudł prawie 70 kg i jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Ma taki urok i kurewskie spojrzenie ,że żadna mu się nie oprze. Wiem bo widziałam jak baby przy nim głupieją. Podobnie jak ja. teraz nabrał pewnosci siebie i ruszył w Polskę.  No cóż ,"Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść."I tak się właśnie czuję, wykorzystana do cna. Odszedł , gdy się zorientował ,że już nic więcej ze mnie nie wyciśnie. Wczoraj mi jeszcze dokopał przysyłając na pocztę piosenki Sylwii Grzeszczak "Ona i on" oraz Kindla-" To nie tak miało być". Rozwaliły mnie ich słowa. Ciagle się jeszcze łudziłam ,że jest jakieś "my" ale uświadomił mi,że nie. Dzisiaj przysłał mi maila z ofertami pracy. Śmieszny. To sobie najpierw powinien poszukać pracy. Ja swoją mam. Nie odpowiedziałam. Wyłączyłam wszystkie komunikatory. Mam twarde postanowienie zerwać z nim wszelkie kontakty. Przynajmniej do pierwszych śniegów, bo ma jeszcze w moim garażu opony zimowe ,więc napewno przyjdzie. Dziewczyny- chyba właśnie zaczęło się moje uwolnienie. Trzymajcie mi kciuki. Mussuka- jeszcze raz dziękuję za rady i wsparcie.

7 658

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
zajrzyj do tego dwuletniego wątku Liwii: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=4927
Tam masz odpowiedź na wszystkie pytania.

Dziękuję, już zaglądam smile

7 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Kiedy wracałam do domu poczytałam sobie Paula Coelho i to jakiś znak, że akurat teraz kupiłam tą książkę oto co przeczytałam:

"Największym problemem jest to, że człowiek nie potrafi skoncentrować się na teraźniejszości. Wiecznie roztrząsa, czy mógł coś zrobić lepiej, jakie będą konsekwencje jego czynów, dlaczego nie zareagował tak, jak powinien. Martwi się też o przyszłość: co będzie jutro, jakie należy podjąć kroki, jakie czyhają na niego niebezpieczeństwa , jak uniknąć zagrożeń i realizować marzenia"...

TO JA!! TO JA!!!!

dalej: ..."Nie warto siedzieć i gadać, bo to NICZEMU NIE SŁUŻY! ZACZNIJ DZIAŁAĆ (zapamiętajcie kochane to zdanie! smile ). Najwyższa pora, żebyś się ruszył, odzyskał swoje królestwo, które niszczy rutyna. Dość powtarzania w kółko tej samej lekcji. w ten sposób niczego nowego się nie nauczysz.

Nie, no normalnie plagiat! Przeciez ja te same farmazony wypisuje tu od tygodni a jakis inny acio za to kase bierze. Chyba sie zbiore w sobie i napisze jakis poradnik "Jak kochac sercem i rozumem", przynamniej sobie cos dorobie:))

ankinom napisał/a:

Wpadłam do domu naładowana taką adrenaliną, że w 5 minut znalazłam mojemu mężowi mieszkanie i wyliczyłam wszystkie jego wydatki, ile ma mi zapłacić i ile jemu zostanie,  w końcowym rozrachunku na życie zostanie jemu tyle co mi  z tym, że ja mam to na 3, a jak się postara to będzie miał więcej (zawalczyłam jego bronią - że trzeba kombinować, jak tu więcej zarobić). W pierwszej chwili zgodził się, a po godzinie widząc, że ja nie zmieniłam zdania zaczął się "kręcić", że on właściwie nie wie co ma robić, że mam dać mu czas, on to musi przemyśleć, że nie mam na niego naciskać, że on oczywiście się wypalił, ale tak do końca to on nie chce nas zostawiać i takie tam bzdury....

Ankinom - za te akcje masz u mnie wirtualny medal, normalnie Virtuti Militari za odwage Ci sie nalezy! Widzisz? Konkrety kobieto, konkrety:) Nie darlas sie, zadzialalas, pokazalas pazur i wymierne efekty i TO go ruszylo.A nie Twoje wrzaski czy gorzkie zale.
Jego reakcja jest tak typowa, ze az banalna..strach oblecial, nie za utrata Ciebie (przykre ale prawdziwe) ale stabilizacji i wygodnego zycia, jakie mu dalas. Nie ma czegos takiego jak zostawianie "nie do konca", co to zawisnie w pol drogi i bedzie tak raz tu raz tam? Czy on jest w ogole powazny i zrownowazony? Zachowuje sie jak rozkapryszony i nacpany nastolatek a nie dorosly mezczyzna.

ankinom napisał/a:

no i masz babo placek no i co z takim gagatkiem zrobić????

A za to zdanie to klapa na dupe i to silnego dostajesz.

Zaraz Ci wyluszcze co z takim popaprancem zrobic:

przeliterowac mu, ze sa TYLKO dwie mozliwosci wyjscia z obecnej sytuacji, mniej wiecej tymi slowy:

1. zrywasz calkowicie kontakty poza sluzbowe z innymi kobietami (tu w gre wchodza wszelkie kolezenskie kawusie i koniaczki), wlaczasz sie cala para oraz bez mojego przypominania w prowadzenie domu i wychowywanie NASZYCH dzieci, uczysz sie szanowac mnie jako osobe, kobiete, zone i matke a dzieci tolerowac i wychowywac a nie tresowac.
I mam to widziec a nie tylko sluchac o tym. Jesli chcesz sprobowac to masz okres probny pol roku, zeby mi udowodnic, ze warto z Toba jeszcze byc. I bede to bacznie obserwowac. Tym razem nie dam sie szantazowac ani wyzywac od histeryczek.

2. nie akceptujesz powyzszych warunkow i przeprowadzamy rozwod, z wszelkimi jego konsekwencjami (alimenty, podzial majatku, przeprowadzka jego badz Twoja).Spiszemy ile wart jest dom, samochod, umeblowanie itp., podzielimy na pol i albo Ty mnie splacisz i ja sie wyprowadzam z dziecmi albo Ty sie wynosisz a ja polowe oddaje Tobie (Monika, wezmiesz najwyzej kredyt!).

Na ile widzisz szanse powodzenia w punkcie 1? Odpowiedz sobie na to i pamietaj co ten Coelho napisal: zacznij dzialac, gadanie niczemu nie sluzy.

I szkoda, ze daleko od Wrocka mieszkasz..bede za niedlugo potrzebowala dobrej ksiegowej do robienia zlecen. A ja tez nad morzem mieszkam:)

7 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To prawda, że to samo pisałaś, ale ja chyba miałam oczy szeroko zamknięte, jakąś blokadę, na Twoje i innych osób słowa, potrzebowałam czasu by znaleźć się w tym miejscu, żeby w końcu zrozumieć sens tych słów...

Powiem szczerze, że jeszcze wczoraj podjęłam jeszcze jedna próbę ratowania naszego związku, ale to miałby być inny związek, bo ten co był poniósł porażkę za długą i bolesną przeszłam drogę by znowu się podkładać...

Prowadziłam z mężem godzinny monolog - spokojny, konkretny, bez nie potrzebnych emocji i niestety mój szanowny małżonek, nie wie co ma robić: nie chce nasz zostawiać, ale też nie chce zrezygnować z dotychczasowej wolności - z jednej strony jest mi jego żal, bo wiem jak to jest się miotać - w każdym bądź razie to ja muszę podjąć decyzję, czy czekać aż zrozumie, czego chce, ale może to być" czekaj tatka latka", albo krótkie ciecie...

7 661 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-03 11:02:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ups dwa razy to samo mi się wkleiło...

7 662 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-03 11:31:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Powiem szczerze, że jeszcze wczoraj podjęłam jeszcze jedna próbę ratowania naszego związku, ale to miałby być inny związek, bo ten co był poniósł porażkę za długą i bolesną przeszłam drogę by znowu się podkładać...

Prowadziłam z mężem godzinny monolog - spokojny, konkretny, bez nie potrzebnych emocji i niestety mój szanowny małżonek, nie wie co ma robić: nie chce nasz zostawiać, ale też nie chce zrezygnować z dotychczasowej wolności - z jednej strony jest mi jego żal, bo wiem jak to jest się miotać - w każdym bądź razie to ja muszę podjąć decyzję, czy czekać aż zrozumie, czego chce, ale może to być" czekaj tatka latka", albo krótkie ciecie...

A juz mialam nadzieje.:(

Jakie zal??? Gdzie on sie miota? Miedzy Toba, dziecmi a kolejna Mariolka, Zdzisia czy inna lafirynda? Oj, no to rzeczywiscie biedaczek z rozdwojona jaznia.Czy Ty powaznie chcesz zaczekac, az bedziesz za stara na cokolwiek, na jakiekolwiek zmiany w Twoim zyciu, az zrobisz sie stara, brzydka (bo zgorzkniala i ciagle zaryczana) i pusta jak wrak? A on sobie odleci w ramiona kolezanki z kawki? Wiesz w co on teraz gra? W to, ze o rozwod bedzie winil jakby co to Ciebie, bo TY go chcialas. On do konca "walczyl" o wasz zwiazek (tak to opowie). Ale dlaczego Ty rozwodu chcialas, to wygodnie zapomni i pominie w relacjach do rodziny i znajomych. A jesli za jakis czas to on zdecyduje sie odejsc, to jak myslisz, kogo obwini za ew. kochanke? Tez Ciebie. Bo to Ty zepsulas mu zycie i jedyne wyjscie jakie mial (jeszcze doda, ze uczciwe) to rozwiesc sie z Toba. Tak powykreca kota ogonem, ze tchorzofretke z niego zrobi.

Ja swoja terapie chyba chwilowo zakoncze. Ankinom, Tobie ani ja, ani slynni pisarze ani Swiety Boze nie pomoze jak Ty sama nie zadasz sobie prostego pytania i udzielisz jednej, wyraznej odpowiedzi: Chcesz z nim byc na obecnych zasadach (bo on ich za chinskiego Boga nie zmieni, to jest jasne jak dwa plus dwa) czy nie? Odpowiedz powinna zawrzec sie w jednym slowie.

Napisz jak cos juz postanowisz i nie trac czasu na sklejanie potluczonego wazonu (ratowanie zwiazku). Jakis stary gruchot z tego wyjdzie a nie oryginalny object d'art.

7 663 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-11-03 13:08:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Powiem szczerze, że jeszcze wczoraj podjęłam jeszcze jedna próbę ratowania naszego związku, ale to miałby być inny związek, bo ten co był poniósł porażkę za długą i bolesną przeszłam drogę by znowu się podkładać...

Prowadziłam z mężem godzinny monolog - spokojny, konkretny, bez nie potrzebnych emocji i niestety mój szanowny małżonek, nie wie co ma robić: nie chce nasz zostawiać, ale też nie chce zrezygnować z dotychczasowej wolności - z jednej strony jest mi jego żal, bo wiem jak to jest się miotać - w każdym bądź razie to ja muszę podjąć decyzję, czy czekać aż zrozumie, czego chce, ale może to być" czekaj tatka latka", albo krótkie ciecie...

A juz mialam nadzieje.:(

Jakie zal??? Gdzie on sie miota? Miedzy Toba, dziecmi a kolejna Mariolka, Zdzisia czy inna lafirynda? Oj, no to rzeczywiscie biedaczek z rozdwojona jaznia.Czy Ty powaznie chcesz zaczekac, az bedziesz za stara na cokolwiek, na jakiekolwiek zmiany w Twoim zyciu, az zrobisz sie stara, brzydka (bo zgorzkniala i ciagle zaryczana) i pusta jak wrak? A on sobie odleci w ramiona kolezanki z kawki? Wiesz w co on teraz gra? W to, ze o rozwod bedzie winil jakby co to Ciebie, bo TY go chcialas. On do konca "walczyl" o wasz zwiazek (tak to opowie). Ale dlaczego Ty rozwodu chcialas, to wygodnie zapomni i pominie w relacjach do rodziny i znajomych. A jesli za jakis czas to on zdecyduje sie odejsc, to jak myslisz, kogo obwini za ew. kochanke? Tez Ciebie. Bo to Ty zepsulas mu zycie i jedyne wyjscie jakie mial (jeszcze doda, ze uczciwe) to rozwiesc sie z Toba. Tak powykreca kota ogonem, ze tchorzofretke z niego zrobi.

Ja swoja terapie chyba chwilowo zakoncze. Ankinom, Tobie ani ja, ani slynni pisarze ani Swiety Boze nie pomoze jak Ty sama nie zadasz sobie prostego pytania i udzielisz jednej, wyraznej odpowiedzi: Chcesz z nim byc na obecnych zasadach (bo on ich za chinskiego Boga nie zmieni, to jest jasne jak dwa plus dwa) czy nie? Odpowiedz powinna zawrzec sie w jednym slowie.

Napisz jak cos juz postanowisz i nie trac czasu na sklejanie potluczonego wazonu (ratowanie zwiazku). Jakis stary gruchot z tego wyjdzie a nie oryginalny object d'art.

NIE! NIE! NIE!
nie jasno się wyraziłam - żal mi jego tak jak, no powiedzmy zwykłego człowieka, no wiesz taki ludzki odruch smile

I tu jest pies pogrzebany - starego związku nie chcę, a nowy związek to tak - ale nie z nim.... i tutaj też masz rację nie chce się określić, bo w razie czego winę za rozwód obarczy mnie - "ty chciałaś, ja tylko chciałem spokojnie żyć, razem, ale osobno...bla bla

Nie Mussuka, miewam chwilę zwątpienia, źle - to raczej strach, nie strach, to po prostu wygoda, no bo przecież aby coś zmienić trzeba na to wysiłku, kurcze jestem zła na siebie, za ten brak konsekwencji i on odbija się na mnie rykoszetem, kooorwa!!!( wcześniej nie klęłam tak)

nie chcę już być jego żoną, a wiesz co dodaje mi większej siły do zmiany - dzieci, do tej pory się nimi zasłaniałam a dzisiaj mój syn powiedział: mamo nie chcę żebyście się kłócili, i nie chcę mieszkać z tatą - a ma dopiero 7 lat!

i dziękuję za terapię i obiecuję wyciągnąć z niej to co najlepsze ... smile i szkoda, że nie mam takiej osoby blisko siebie - bo przywracasz mnie na właściwe tory big_smile

dzisiaj są moje urodziny i tak myślę, czy kolejne życzenia od męża odczytam smsem? chciałabym, ale tylko dlatego, że mieszkałby daleko big_smile

7 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

NIE! NIE! NIE!
nie jasno się wyraziłam - żal mi jego tak jak, no powiedzmy zwykłego człowieka, no wiesz taki ludzki odruch smile

A mnie nawet na tyle nie byloby stac, nie po tym jak Ci szczerze wyznawal odkochanie sie oraz romanse z wszystkimi kolejnymi atrakcyjnymi paniami (nawet jesli bez seksu). Ale, ok, niech Ci bedzie tylko nie daj sie poniesc temu zalowi...:)Siebie zaluj i dzieci.

ankinom napisał/a:

I tu jest pies pogrzebany - starego związku nie chcę, a nowy związek to tak - ale nie z nim.... i tutaj też masz rację nie chce się określić, bo w razie czego winę za rozwód obarczy mnie - "ty chciałaś, ja tylko chciałem spokojnie żyć, razem, ale osobno...bla bla

jasne, ze bedzie Ci blablal az do usranej smierci, pisalam Ci - jemu jest tak wygodniej. Ma juz swoje kapcie w szafce, sprzet do golenia w lazience, wygniecione miejsce na sofie, smaczne obiadki, marudna ale ulegla i malo wymagajaca zone, z doskoku jakis mlody ladny towar ..czego chciec wiecej? Po co naruszac ten porzadek swiata, ktory sobie wypracowal a Ty mu teraz psujesz? Zla Monika, be!Jeszcze nie raz to uslyszysz (i ze dzieciom krzywde robisz:)), wiec sie z gory uodpornij na te oskarzenia. Zreszta zaproponowalam Ci wczesniej pewne ultimatum jakie mozesz mu dac, ma w sumie wybor. Ale trzeciej opcji czyli  "po staremu" nie ma! Musi to w koncu zrozumiec i przyjac do wiadomosci.

ankinom napisał/a:

Nie Mussuka, miewam chwilę zwątpienia, źle - to raczej strach, nie strach, to po prostu wygoda, no bo przecież aby coś zmienić trzeba na to wysiłku, kurcze jestem zła na siebie, za ten brak konsekwencji i on odbija się na mnie rykoszetem, kooorwa!!!( wcześniej nie klęłam tak)

Wysilku nie tyle potrzeba co konsekwencji i jasno okreslonych celow. Chcesz zmany? Tak. Albo warian A. (on sie calkowicie zmienia) albo wariant B. (rozwod). Kiedy wariant jest juz wybrany zaczynasz konsekwentnie realizowac plan. Przy wariancie A stawiasz jasno okreslone konkretne wymagania I konsekwentnie je egzekwujesz, zeby nie skonczylo sie na jakims pokazie i krotkookresowym zawieszeniu broni a potem powrot do normy. Przy wariancie B - zbierasz papiery, wszelkie informacje potrzebne przy rozwodzie i podziale majatku i nie reagujesz na jego "zaczepki". Gwarantuje Ci, ze beda i to wiele. Nagle odzyja w nim uczucia, gory dla Ciebie bedzie przenosil i nie tylko gwiazdke ale cala droge mleczna z nieba Ci obieca. Przerobilam ten watek. Zachowanie jak w tanim romansidle. I za pozno, o wiele za pozno.

ankinom napisał/a:

nie chcę już być jego żoną, a wiesz co dodaje mi większej siły do zmiany - dzieci, do tej pory się nimi zasłaniałam a dzisiaj mój syn powiedział: mamo nie chcę żebyście się kłócili, i nie chcę mieszkać z tatą - a ma dopiero 7 lat!

Smutne ale dzieci mowia to co NAPRAWDE czuja. 7-latek, ktory rozpoczal nauke a ma rozgardiasz w domu i psychoze ryczacego ojca oraz placzacej mamy - jak on ma sie na nauce i zabawie skupic? Moja M. miala 8 lat jak tatus poszedl sobie mieszkac sam. Tez miala rozchwiane nerwy i slyszala nasze ryczace rozmowy, trzesla sie pod koldra i plakala, choc nikt jej nigdy krzywdy nie zrobil. Dzies jest smiala, rozesmiana i coraz lepiej uczaca sie dziewczynka - a w tamtym czasie i zaraz po rozwodzie duuuzo musialam rozmawiac o niej w szkole (zle stopnie, zle zachowanie). Ratuj swoje dzieci ankinom, poki sa jeszcze male.

ankinom napisał/a:

i dziękuję za terapię i obiecuję wyciągnąć z niej to co najlepsze ... smile i szkoda, że nie mam takiej osoby blisko siebie - bo przywracasz mnie na właściwe tory big_smile

no tez czasami mam ochote przeniesc sie jakos w czasie i przestrzeni i znalezc sie blisko Ciebie i Was i wspomoc osobiscie w rozmowach z Twoim mezem. Piszac tu i czytajac posty zagubionych kobiet, czuje czesto taka bezsilnosc i bezradnosc a chcialoby sie tak wziac i potrzasnac jednym z drugim..:)

ankinom napisał/a:

dzisiaj są moje urodziny i tak myślę, czy kolejne życzenia od męża odczytam smsem? chciałabym, ale tylko dlatego, że mieszkałby daleko big_smile

No to 100 lat i oby kazdy nastepny rok byl dla Ciebie od tej pory lepszy. Zycze Ci poki co sil a w przyszlosci spotkania prawdziwego partnera na swojej drodze zyciowej. Takiego, dla ktorego bedziesz spelnieniem jego marzen:)

Moj eks tez mial zwyczaj sms-owac zyczenia..o ile pamietal:) A przedwczoraj moj nowy chlopak przywiozl mi do pracy w czasie lunchu pieknego cyklamena (jakos tak sie chyba nazywa) o slicznym rozowym kolorze kwiatkow..tak sobie, bez przyczyny i powodu. 

A ja Tobie wirtualnie wysylam wielki 37-rozany bukiet w Twoim ulubionym kolorze:) Reszte prezentow zrob sobie dzisiaj sama...nie licz na niego to sie nie przeliczysz;)

7 665

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

dzisiaj są moje urodziny

Życzę wszystkiego NAJ!!!

P.S.
Zazdroszczę trójki z przodu.

7 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
amarek napisał/a:
ankinom napisał/a:

dzisiaj są moje urodziny

Życzę wszystkiego NAJ!!!

P.S.
Zazdroszczę trójki z przodu.

Dziękuję smile

A czego zazdrościsz ? "3" dla Ciebie to mała czy duża cyfra?

podobno ma się tyle lat na ile się czuje...hmm może coś w tym jest, ja przez ostanie pół roku czuję się jakbym miała w odwrotnej kolejności cyferki... ale to stan przejściowy, będzie dobrze smile

7 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oczywiście, że mała!

Co do samopoczucia, tak właśnie jest jak piszesz.
Dlatego czuj się zawsze jak co najwyżej trzydziestolatka.
Pozdrawiam.

7 668

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussuka, wariant A to ja wałkuje od pół roku, mój mąż nie chce i już, nie ma co nad tym dłużej myśleć bo się nie obejrzę jak mi stuknie 40 i będę dalej w tym samym miejscu, tylko bardziej sfrustrowana i jeszcze będę miała bardziej zestresowane dzieci - ostatnio też miałam rozmowę z panią wychowawczynią mojego syna i się pytała, czy u nas w domu jest ok, bo synek ostatnio jest rozdrażniony i agresywny - czy w tej sytuacji powinnam mieć wątpliwości? jasne, że NIE, ale do tej pory na silę chciałam przeforsować ten wariant A, bo miałam nadzieję, że stanie się cud i mój małżonek nagle uświadomi sobie co on może stracić.. a prawda jest taka, ze on ma mnie gdzieś.... najbardziej wkurza mnie to, że marudzi, nie chce składać żadnych deklaracji i zachowuje się jak pies ogrodnika...

7 669 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-11-03 15:53:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
joma44 napisał/a:

MUSSUKA- bardzo , bardzo z całego serca dziękuję Ci za odpowiedź na mojego posta i za tak dogłębne jego zanalizowanie.

cala przyjemnosc po mojej stronie, pomoge zawsze chetnie jesli bede umiala:)


joma44 napisał/a:

Pytasz dlaczego sądzę ,że nie zsługuję na miłość? Myślę,że wyniosłam to przeświadczenie z domu rodzinnego , gdzie miłość była towarem deficytowym i na jej najmniejszy okruch trzeba było zasłużyć. Na wszystko musiałam zasłużyć ,na nowe spodnie i obiad też. Moi rodzice nie byli źli. Po prostu takie mieli wzorce i je powielali myśląc ,że działają dla mojego dobra. Wyszłam więc z domu z olbrzymim głodem miłości i przeświadczeniem,że muszę na nią zasłużyć.

Kochana, a co w tym zlego, ze na spodnie czy nawet obiadek trzeba zapracowac? Nie wiem o jakie zaslugi chodzi Ci konkretnie: czy mialas przed posilkiem narabac drzewa na 2 tygodnie z gory czy z ojcem isc pole przeorac czy przyniesc kolejna piatke w dzienniczku, zeby mama jesc dala..ale ode mnie tez wymagano pomocy w domu i nie uwazalam , ze to jakas eksploatacja nieletnich. Teraz dzieciaki stawiaja tylko wymagania..oj przydalby sie taki malenki powrot do przeszlosci dla niejednego rozwydrzonego dzieciaka obecnie:)
Przeczytaj sobie moj post do ankinoma jakies pare stron wstecz, pisalam tam o swoim dziecinstwie, acz krotko, bo to przeszlosc, bylo, minelo, nie bede wlec za soba jak kuli u nogi. Dawno juz odcielam i to pozwolilo mi zyc normalnie i mocno.

joma44 napisał/a:

Następne pytanie było -za co kocham mojego tyrana? Jak Ci powiem to pękniesz ze śmiechu. W tych 5 argumentach za, było:
-ładne oczy, ładne dłonie , to że jest duży ( mój ojciec taki był- a on dawał mi jako jedyny men poczucie bezpieczeństwa.), silnie zarysowana szczęka , ma ładną męską twarz i potrafi mnie rozbawić. Jak widzisz -to bardzo poważne argumenty za tym  aby dać się czołgać przez 4 lata.

No jasne..teraz wszystko rozumiem, spotkaliscie sie na castingu do Top Model wersja XXXL i on pobil wszystkich kandydatow. To, ze Ci sie podobal fizycznie to w porzadku, ja tez wybieram z reguly wyglednych panow , ale chocby byl cherubinem i macho w jednym a swinia pod kazdym innym wzgledem, milosc moja zniknelaby tak samo piorunujaco szybko jak sie pojawila. Sliczny tyran, uroczy pasozyt, czarujacy cham..jednym slowem drugie wcielenie Kalibabki:)

joma44 napisał/a:

Dodać mogę jeszcze ,że potrafił być bardzo miły -jak chciał. Tyle ,że zazwyczaj nie chciał.

O, jestem pod wrazeniem. POTRAFIL byc mily. Wiesz, to jest normalna cecha normalnych ludzi wiec jesli on sie musial starac aby byc milym, no to sorry..pomnika za to nie dostanie:)

joma44 napisał/a:

Jak mi się mógł podobać taki hipopotam?- jak już pisałam miał posturę mojego ojca aja właśnie ojca szukałam . Chciałam znowu być najukochańszą córeczką tatusia. Pokochałam go za moje wyobrażenie jak wspaniałym jest wewnątrz człowiekiem ,pod tą kupą tłuszczu. Zresztą tak było na poczatku. Teraz się wylaszczył- po operacjo schudł prawie 70 kg i jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Ma taki urok i kurewskie spojrzenie ,że żadna mu się nie oprze. Wiem bo widziałam jak baby przy nim głupieją.

Oj, polemizowalabym. Ja przykladowo jestem typem wielce odpornym na kurewskie spojrzenia, chudych i grubych osobnikow. Lapia mnie raczej na szczere i wesole oczy, nie na jakies "comon babe" looki. Poza tym, nie lubie towaru przechodzonego, z rak do rak a ten Twoj pan wlasnie brzmi jak taki oblatywacz. Trafia na latwe sztuki to sobie tym ego podbudowuje ale chcialabym bardzo zobaczyc go w starciu z kobieta swiadoma, kim on naprawde za ta swoja odtluszczona powloka jest. Wiec prosze, nie idealizujmy go do granic Mister Universe:)

joma44 napisał/a:

Podobnie jak ja. teraz nabrał pewnosci siebie i ruszył w Polskę.  No cóż ,"Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść."I tak się właśnie czuję, wykorzystana do cna. Odszedł , gdy się zorientował ,że już nic więcej ze mnie nie wyciśnie. Wczoraj mi jeszcze dokopał przysyłając na pocztę piosenki Sylwii Grzeszczak "Ona i on" oraz Kindla-" To nie tak miało być". Rozwaliły mnie ich słowa. Ciagle się jeszcze łudziłam ,że jest jakieś "my" ale uświadomił mi,że nie. Dzisiaj przysłał mi maila z ofertami pracy. Śmieszny. To sobie najpierw powinien poszukać pracy. Ja swoją mam. Nie odpowiedziałam. Wyłączyłam wszystkie komunikatory.

Najpierw przyszlo mi na mysl zebs mu wyslala jakis adekwatny kawalek..bo ja wiem co? Moze Jozin z Bazin albo cos z repertuaru Cher np. Strong Enough ale potem pomyslalam..zaczna sie glupie gierki. Najlepiej wrzuc jego adres do spama (znaczy zapisz tak, zeby ego poczta od razu szla ad kosz) i bedziesz miec go z glowy.

joma44 napisał/a:

Mam twarde postanowienie zerwać z nim wszelkie kontakty. Przynajmniej do pierwszych śniegów, bo ma jeszcze w moim garażu opony zimowe ,więc napewno przyjdzie. Dziewczyny- chyba właśnie zaczęło się moje uwolnienie. Trzymajcie mi kciuki. Mussuka- jeszcze raz dziękuję za rady i wsparcie.

A co, placi Ci za wynajem powierzchni garazowej czy jak? Napisz mu maila, ze opony do odbioru w dniu xxx, godzina xxx, i ma sie stawic punktualnie poniewaz beda czekaly wystawione przed garazem. A ile czasu poczekaja to juz kwestia "obrotnosci" lokalnych Cyganow. Ale niech wie i odpowiedzialnosc oraz ryzyko bierze na siebie. Wyjmij je na 10 minut przed godzina xxx, odczekaj do godziny xxx i zmyj sie. Przyjedzie to je sobie wezmie, spozni sie albo zapomni albo oleje Twoja informacje - coz, jego strata:) A opony zimowe..droga rzecz:) A Twoja satysfakcja - bezcenna!

Trzymam kciuki za operacje "opony":)

PS. joma - opony wymienia sie na zimowe PRZED pierwszym sniegiem, pamietaj o swoich:)) On moze sobie kreslic esy floresy na przelotowkach, nie Twoje zmartwienie:)

7 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Mussuka, wariant A to ja wałkuje od pół roku, mój mąż nie chce i już, nie ma co nad tym dłużej myśleć bo się nie obejrzę jak mi stuknie 40 i będę dalej w tym samym miejscu, tylko bardziej sfrustrowana i jeszcze będę miała bardziej zestresowane dzieci - ostatnio też miałam rozmowę z panią wychowawczynią mojego syna i się pytała, czy u nas w domu jest ok, bo synek ostatnio jest rozdrażniony i agresywny - czy w tej sytuacji powinnam mieć wątpliwości? jasne, że NIE, ale do tej pory na silę chciałam przeforsować ten wariant A, bo miałam nadzieję, że stanie się cud i mój małżonek nagle uświadomi sobie co on może stracić.. a prawda jest taka, ze on ma mnie gdzieś.... najbardziej wkurza mnie to, że marudzi, nie chce składać żadnych deklaracji i zachowuje się jak pies ogrodnika...

ankinom, zobacz ten post:

http://www.netkobiety.pl/t31319.html

i skorzystaj:) chociaz sie zapytaj.

Posty [ 7 606 do 7 670 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 116 117 118 119 120 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026