O kurcze, ale sie nazbieralo tego..jakbym Harlequina czytala:)
Nie ale tak na powaznie to takich wyznan nie da sie jednym slowem skwitowac. A kwitowania jest tu co niemiara. Psia kosc, juz jako laikowi w prawach psychologii i uzaleznien oraz osobie calkiem obcej doslownie rzuca sie w oczy kilka malych" niedociagniec w Twoich relacjach z mezczyznami, zwlaszcza tym ostatnim. Pozwolilam sobie na poszatkowanie Twojego posta, bo strasznie dlugi ale wazny.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
joma44 napisał/a:A ja niestety szukając czułosci,troski i uczucia wchodzę niestety w toksyczne relacje.Naczytałam się sporo więc już wiem,że jestem nałogowcem kochania,że kocham za bardzo i wypełniam moimi kolejnymi partnerami swoje dziury emocjonalne.
Dlaczego szukajac czulosci, troski i kochania NAJPIERW szukasz ich u innych a nie u siebie? Bo jestes niezdolna do tego by pokochac, zatroszczyc sie czy byc czula dla samej siebie? Skad te dziury emocjonalne? Ktos Ci kiedys powiedzial, ze nie zaslugujesz na milosc? Cholera, nie jestem bardzo praktykujaca ale przypominam sobie taki werset, ze Jezus pokochal wszystkich ludzi na swiecie, bez wyjatku. Wiec i Ty na milosc zaslugujesz.ale glownie WLASNA. Dopoki sama siebie nie pokochasz, bedziesz miec zawsze problem w relacjach z innymi. ZAWSZE. I nie jest to zadna heureka, po prostu chcac byc ceniony musimy najpierw cenic samych siebie. Ty sie na tarczy podajesz z wielkim logo: Kochaj mnie a bede Twoja na wieki wiekow.Amen.
Chodzac z takim transparentem nad soba przyciagasz osobnikow z gatunku pasozytow. A wiesz czym sie pasozyt charakteryzuje..zeruje na innych.
joma44 napisał/a:Ale strasznie trudno jest mi walczyć z uzależnieniem od mężczyzny z którym jestem teraz.Wszystko przebiega modelowo.Najpierw euforia, pół roku sielanki a potem coraz większy chłód i obojętność.Zaczął z dnia na dzień odsuwać się ode mnie.
Jakie modelowo? Pol roku euforii i sielanki to jest model? Chyba wziety z jakiegos przyspieszonego kursu "Jak zamotac i wykorzystac naiwna". Jestem ponad poltora roku w zwiazku i euforia, a tym bardziej sielanka nie minela. Zycie codzienne koryguje te sielankowosc do jakiegos stopnia (nie mozemy plawic sie na codzien w lagunie ani pic szampana z truskawkami i spedzac dni na trzymaniu sie za lapki i patrzeniu w oczy) ale w zamian pojawia sie cos innego, rownie pieknego. To jest bliskosc, odpowiedzialnosc, przyjazn, wzajemne wspieranie sie, szacunek, zrozumienie potrzeb drugiej osoby, pewnosc, zaufanie, milosc dojrzala i gleboka. To jest model zwiazku, gdzie dwoje ludzi naprawde sie kocha. Ja tez go szukalam dlugo i warto bylo na taka odmiane poczekac nawet do wieku.ehem..dojrzalego.
joma44 napisał/a:Ale mimo,że nie chce się nawet ze mną kochać,że jest nielojany( złapałam go na flirtowaniu na Sympatii) nie chce się ode mnie wyprowadzic.
Aaaa, to tak, to jest modelowe zachowanie..bezczelnego bufona, chama, pasozyta..dopisz co chcesz i nie zaluj sobie:) Po co ma sie wyprowadzac z hotelu, gdzie ma room service, sprzataczke, restauracje hotelowa z podanym sniadaniem, obiadem i kolacja, a jak zechce to i inny service jest dostepny. Wszystko w cenie noclegu. W tym przypadku darmowego noclegu! Ty bys samoistnie zrezygnowala z takiej oferty "all included" i to gratis?
joma44 napisał/a:Jest oschły, niemiły i obojętny.Karze mnie za wszystko milczeniem.Czuję się więźniem we własnym domu ale nie umiem z nim zerwać bo (truizm) kocham go.
ZA CO? Za co go kochasz? Nie "pomimo czego" a "za co"? Za nic kocha sie wlasne dzieci ale i tym czasem w dupe dajemy i wyznaczamy pewne obowiazki. Za co wiec kochasz tego czlowieka? Co dobrego dal Ci, ze go kochasz?
Napisz tu prosze pare slow, tak od serca.
joma44 napisał/a:Przez 3 lata naszego związku zrobiłam dla niego bardzo dużo.Przyszedł do mnie z jedna walizką-teraz musiałby zamawiać wóz meblowy.Ubrałam go, kupiłam samochód(używany),laptopa, urządziłam pokój dla niego,odchudziłam-zawlokłam na operację bo już ledwo się ruszał(160 kg- teraz 100) i miał zaburzenia krążenia obwodowego. Gdy zaczął pić( stracił pracę) i okazało się,że jest alkoholikiem (przez 2,5 roku się maskował).- zaszyłam go.Zmotywowałam, posłałam na kursy itd.
Przepraszam, a do WC za nim tez latalas zeby pupcie podetrzec? Brutalne ale z miejsca poczulam zlosc na Ciebie jak czytalam te litanie. I jeszcze sie dziwisz, ze mu wygodnie w takich cieplarnianych warunkach bylo. Bylby durniem skonczonym gdyby sam z siebie powiedzial "adieu" skarbonce bez dna.
Poza tym, sorry, ale co Ty w takim hipopotamie widzialas? Chyba, zes go sama tak odkarmila;)) Bo pewnie gotujesz tez swietnie:)
joma44 napisał/a:Mogłabym tak wiele wymieniać ale to nie o to chodzi-jak wiecie.Nie dostałam nic w zamian.Nawet dobrego słowa.Myślicie sobie ,cholerna idiotka.Pewnie tak ale były też piękne chwile i tych mi żal.
..kto to spiewal.."w zyciu piekne sa tylko chwile.."? To fakt, ale wszystko zalezy od ilosci tych chwil. Jesli jest ich wystarczajaco duzo, to zaczynasz myslec "przezylam z nim piekne miesiace, lata, dekady"..bo te chwile zaczynaja tworzyc calosc waszego zwiazku i te gorsze chwile nie sa w stanie tego lancucha dobrych wspomnien zaburzyc. Gorzej jesli jest odwrotnie i pieknych chwil jest tyle co kot naplakal. Rozaniec sobie z nich zrobisz ale to tyle..reszta to bedzie ciag nieskonczony chwil zlych. Wiec machnij te korale do szkatulki, zeby sobie za jakis czas poogladac i powspominac i zacznij tworzyc inny zestaw. Teraz kojarzy mi sie to z taka stara babcia, ktora wlasnie przebiera koraliki od rozanca (a kazdy koralik to ta piekna chwla) glaszczac i wspominajac kazdy z osobna jak swietosc. Tyle jej z zycia zostalo.
joma44 napisał/a:W oparciu o nie kręciłam film,myślałam,że mnie kocha,świetnie potrafi mną manipulować.Znika na kilka dni(niby jedzie do dzieci) a ja mięknę i jak wraca jestem skłonna do zgody.Nigdy mnie nie przeprasza, zawsze mówi ,że to moja wina.Ja przez 1,5 roku go utrzymuję a on nie czuje się w obowiązku iść do pracy. Nie planuje ze mną przyszłości ,kiedyś po pijanemu powiedział mi,że mnie nie kocha iże nigdy ze mną nie będzie.Ale ja tłumaczyłam sobie,że to było po pijaku,że nie chciał tego powiedziec.Potem na trzeźwo-zaprzeczył.Wiem jak to wszystko brzmi.Ale jestem bezradna.On jest moim nałogiem i nie umiem się od niego uwolnić.Modlę się aby sam odszedł.Wiem,że będzie mi bardzo ciężko ale już go nie zatrzymam.Kiedyś zawsze to robiłam i dlatego on jest mnie pewien.Cierpię straszliwie, ból to jest nie do opisania.
"Fajny" film. Idealny na Haloween. Widac lubisz horrory. Ja osobiscie tez ale nie ze soba w roli glownej ofiary. Chyba komedie to moj ulubiony gatunek mimo wszystko:)
A na powaznie..wlasnie wraca obraz tej babiny z rozancem: pierwsza zdrowaska to wtedy jak mi kupil kwiatka 20 lat temu, druga zdrowaska to jak mi pomogl wniesc zakupy na gore 15..nie, niech no sobie przypomne..18 lat temu.." I taki to film, dosc nudny i przygnebiajacy, nie sadzisz? Dla kobiety w KWIECIE wieku.
joma44 napisał/a:Ja tylko chciałam żeby mnie kochał.
Zadne TYLKO. To wiele, bo milosci nie dostaje sie ot tak od kazdego. Jeden Cie pokocha a inny nie, zadna nowosc wsrod gatunku homo sapiens. Wybralas niewlasciwego osobnika ze stada i nie zdolalas zmusic go by Cie pokochal.
joma44 napisał/a:Wierzyłam,że to ten, bo świetnie nam się ze sobą rozmawiało i mieliśmy takie same poglądy
To trzeba bylo jakas wspolna partie utworzyc a nie zaraz zamieszkac razem. Od wspolnego gaworzenia i zgodnych pogladow nie tworza sie udane zwiazki malzenskie. Do tego trzeba ciut wiecej. I tego ciut najwyrazniej zabraklo.
joma44 napisał/a:Dlaczego skoro mnie nie kocha tkwi przy mnie i mnie rani.Dlaczego daje mi nadzieję?
Pisalam wyzej. Napisz to sobie na lodowce, zebys widziala kazdegodnia "PASOZYT ZERUJE NA INNYCH". Dopoki sie go nie wytruje. Ty ziemniak, on stonka:)
joma44 napisał/a:Kłócimy się prawie codziennie.Wypisałam sobie już dawno za i przeciw temu związkowi-za było 5 a przeciw 69.Paranoja. Jakie to straszne,że człowiek pozwala się tak niszczyć i jest taki bezwolny.
Moja droga jomo..bezwolni to byli Murzyni na plantacjach, gladiatorzy w starozytnym Rzymie oraz wiezniowie obozow jenieckich. A i ci probowali wydostac sie z tej niewoli.
Ty masz wolnosci wbrod wiec to, ze siedzisz za kratkami zamiast po sloneczku sie przechadzac to jest Twoja wlasna i nieprzymuszona wola.
Jesli w tym wiezniu trzyma Cie te 5 punktow to tak jakbys miala 69 bramek otwartych by przez nie zwiac i 5 zamknietych, a Ty w kolko idziesz do tych zamknietych. Zgadnij co postronni obserwatorzy powiedza o takiej probie ucieczki.
joma44 napisał/a:Jak znaleźć w sobie siłę aby odejść?Pomóżcie, bo czasami nie chce mi się żyć
Wiem, ze jest juz po jablkach, bo pasozyt znalazl inne zrodlo sokow ale gdyby cofnac czas i pytanie byloby aktualne to tak wygladalaby moja porada:
1. poczekac az sobie pieron pojedzie dokads tam na pare dni.
2. spakowac to, z czym sie wprowadzil (pare gaci i skarpetek)
3. wymienic zamki, walizki umiescic np. w przechowalni bagazu na dworcu, kluczyk mu wyslac badz dac komus znajomemu do przekazania
4. zmienic numer telefonu oraz konta!!!!
5. kupic i schlodzic szampana na dzien powrotu pasozyta i otworzyc z hukiem po tym jak sie pocholeruje pod drzwiami i odejdzie w sina dal.
6. zaczac zyc dla siebie, dbac i rozpieszczac sie na kazdym kroku a za rok wyslac mu kartke i zdjecie siebie: pieknej i usmiechnietej u boku przystojnego ..bo ja wiem..ratownika z Sopotu (da sie chlopaka namowic:)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
joma44 napisał/a:Otrzymałam od Was wiele rad ale niestety nie byłam w stanie z nich skorzystać. Na grupie wsparcia psycholog powiedziała nam kiedyś,że w toksycznym związku trzeba osiagnąć dno aby się od niego uwolnić. Tak jak w każdym innym nałogu. Ja przedłuzyłam agonię o 1 rok. I niestety nie mogę z dumą powiedzieć ,że zwyciężyłam. To on mnie porzucił dla innej. Aby go zatrzymać w zeszłym roku przyjęłam pod swój dach jego syna- wagarował i groził mu ośrodek. Ale to jeszcze bardziej nas rozdzieliło bo musielismy sypiać osobno. Przeszłam dokładnie cały cykl nałogowca kochania. Łącznie z fazą zemsty. Długo się przed nią broniłam wiedząc,że nic nie wskóram ale po pijaku znalazłam "panią" na facebooku i nie powstrzymałam się przed ostrzeżeniem. Niestety , przegrałam. On się wściekł i zrobił ze mnie wariatkę. Powiedział ,że jestem chora i powinnam się leczyć. Cóz, w zasadzie nic nowego. Trzy razy odchodził i wracał w przeciągu miesiąca. A ja idiotka go przyjmowałam. Nadal jestem uzależniona i bezsilna mimo wielkiej , czteroletniej pracy nad sobą i terapii. Jestem chyba beznadziejnym przypadkiem. Przedwczoraj odszedł . Mam nadzieję,że na dobre. Przedtem pokłóciliśmy sie i mnie uderzył , bo z wściekłości i bezsilności i rozpaczy rzuciłam jego laptopem. Cierpię koszmarnie. I choć mam świadomość, że sama sobie ten los zgotowałam nie potrafię się z tym pogodzić,że to juz koniec. Najbardziej smuci mnie,że nie umiem się oderwać. Mimo całej swojej wiedzy wciąż popełniam te same błędy. Nie chce mi się nawet patrzeć na siebie w lustro. Strasznie boli brak mojego narkotyku. Czas płynie za wolno. Mam wrażenie,że nie potrafię bez niego żyć. I po raz pierwszy w życiu - nie chce mi się żyć. Jak mam przetrwać to rozstanie? Kiedy przestanie tak bardzo boleć? Jak zachować resztki godności? Pozdrawiam Was wszystkie.
Tego nie da sie skomentowac, to jest gorsze niz opis drogi krzyzowej. Przedwczoraj..to zadna gwarancja, ze to koniec Twojej gehenny, bo Ty jej chcesz i godzisz sie na nia.
Czasami chcialabym fizycznie znalezc sie blisko ktorejs z Was w taiej sytuacji i zaczekac wspolnie z Wami na powrot ksiecia z bajki a potem zalatwic z nim sprawe za Was. Do samiusienkiego konca. Wiem, ze sie nie da ale strasznie boli czytanie o takiej bezsilnosci i bezradnosci, smutku i depresji u osob tak wartosciowych. Ech..popaprane to zycie ale jak sie je posciele tak sie wyspimy.
Powodzenia i sil joma!