netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 938 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 115 116 117 118 119 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 541 do 7 605 z 26 310 ]

7 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Jeśli się kogoś nie kocha nie zależy nam na nim to nie interesuje nas kto
i jakiej treści wiadomości dostaje/wysyła - no ja tak mam.

Wlasnie..JESLI sie nie kocha a ja odnosze wrazenie, ze ankinom jeszcze nie odpuscila.

Jesliby moj partner zwrocil sie do mnie wiecej niz raz ( bo raz to kazdy moze sie zajezyc na te druga osobe i palnac cos brzydkiego) per: idiotko, nienormalna, nudna, nieciekawa itp. (pewnie i gorzej bywalo) to fruwalby razem z calym swoim dobytkiem, jak nie tego samego dnia to nastepnego.
To nie jest tylko brak milosci, to jest brak elementarnego poszanowania dla swojego partnera zyciowego. Jednoczesnie wystawia tak sobie swiadectwo, bo sam idiotke wybral na zone. Wiec i on jest idiota.

Tylko po co to wszystko w kolo walkowac? Byli, odeszli, pogrzebac ich i zajac sie soba a nie rozpamietywaniem, kombinowaniem, dociekaniem..szkoda czasu:)

7 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Jeśli się kogoś nie kocha nie zależy nam na nim to nie interesuje nas kto
i jakiej treści wiadomości dostaje/wysyła - no ja tak mam.

Wlasnie..JESLI sie nie kocha a ja odnosze wrazenie, ze ankinom jeszcze nie odpuscila.

Jesliby moj partner zwrocil sie do mnie wiecej niz raz ( bo raz to kazdy moze sie zajezyc na te druga osobe i palnac cos brzydkiego) per: idiotko, nienormalna, nudna, nieciekawa itp. (pewnie i gorzej bywalo) to fruwalby razem z calym swoim dobytkiem, jak nie tego samego dnia to nastepnego.
To nie jest tylko brak milosci, to jest brak elementarnego poszanowania dla swojego partnera zyciowego. Jednoczesnie wystawia tak sobie swiadectwo, bo sam idiotke wybral na zone. Wiec i on jest idiota.

Tylko po co to wszystko w kolo walkowac? Byli, odeszli, pogrzebac ich i zajac sie soba a nie rozpamietywaniem, kombinowaniem, dociekaniem..szkoda czasu:)

A zrozumienie siebie ?! Ja miałam wiele pytań, musiałam zrozumieć, przetrawić.
Tak mam. Nie mogę odwrócić sie plecami kiedy są we mnie różne emocje.
Rozgrzebywanie ? Może i tak ale było mi to potrzebne.
Prawie na wszystkie pytania mam odpowiedź. Niektóre wnioski nadawałyby się do filmu grozy ale są
i jest mi z tym łatwiej.Jestem typem dociekliwym - nie mylić ze wścibskim big_smile

Myślę, że ankinom też tak ma, że musi przetrawić. Jest i tak dzielna bo nie poddała się,
walczy o siebie. Jeszcze niedawno spasowała i znowu się podnosi.

7 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tylko, ze tym dociekaniem "prawdy " (a jest chyba jedna i oczywista) same sobie zadajecie dodatkowy bol. To niemal jak terapia przy uzyciu technik masochistycznych..dla mnie niezrozumiala.
Czy nie prosciej odrzucic to wszystko co zle za siebie..na tyle na ile sie da..i skupic sie na tym co jest jeszcze przed nami a nie za?

Wcale nie uwazam, ze ankinom poszla do przodu w swojej walce o uzdrowienie sie z chorej milosci..nadal chce znac wyjasnienia tak oczywistych rzeczy. Zamiast je zaakceptowac jako zaistniale i zle i cos z tym fantem zrobic..konkretnie zrobic a nie rozmyslac.
A ma dopiero 36 lat! DOPIERO. Mloda, inteligentna, dobra, wrazliwa i oddana kobieta poddajaca sie tresurze byle jakiego faceta. I nadal nie robiaca nic aby ten stan rzeczy zmienic. Co pomoga wyjasnienia na forum jesli w domu nic sie nie odmieni i ON bedzie nadal robil to na co ma ochote?

Grejs napisala wczesniej: konkrety. Co konkretnie robicie by sie wyzwolic spod pietna "meza"? Napisalas cala liste i to bardzo pozytywne i tak powinno wygladac to leczenie. Male kroczki ale do przodu.

7 544

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Właśnie mi coś do głowy przyszło. Ciekawa jestem jak on by się poczuł gdybyś ty tak kogoś sobie poznała, sms-y pisała i takie tam. Wtedy okazałoby się czy tak rzeczywiście nic nie czuje.

Jeśli nie widzisz sensu rozmawiać z tamtymi ludźmi ok, ale pomyślałam sobie, że można by to wykorzystać jako argument do tego, żeby małżonek się wyniósł.( Bo dla mnie byłoby krępujące korzystać np. z tej samej wanny z kimś takim. Nie chciałabym tak żyć.)

Ja się z kimś spotykałam tak na pokaz, ba nawet nie wróciłam na noc (byłam u koleżanki) jego reakcja: uważaj bo nie chcę, żeby ktoś Ciebie skrzywdził big_smile poza ty był nawet zadowolony, skończyły się jego wyrzuty sumienia, bo może a końcu będę szczęśliwa, więcej z się z panem już nie umówiłam nie byłam jeszcze gotowa na nowy związek..

7 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Tylko, ze tym dociekaniem "prawdy " (a jest chyba jedna i oczywista) same sobie zadajecie dodatkowy bol. To niemal jak terapia przy uzyciu technik masochistycznych..dla mnie niezrozumiala.
Czy nie prosciej odrzucic to wszystko co zle za siebie..na tyle na ile sie da..i skupic sie na tym co jest jeszcze przed nami a nie za?

Wcale nie uwazam, ze ankinom poszla do przodu w swojej walce o uzdrowienie sie z chorej milosci..nadal chce znac wyjasnienia tak oczywistych rzeczy. Zamiast je zaakceptowac jako zaistniale i zle i cos z tym fantem zrobic..konkretnie zrobic a nie rozmyslac.
A ma dopiero 36 lat! DOPIERO. Mloda, inteligentna, dobra, wrazliwa i oddana kobieta poddajaca sie tresurze byle jakiego faceta. I nadal nie robiaca nic aby ten stan rzeczy zmienic. Co pomoga wyjasnienia na forum jesli w domu nic sie nie odmieni i ON bedzie nadal robil to na co ma ochote?

Grejs napisala wczesniej: konkrety. Co konkretnie robicie by sie wyzwolic spod pietna "meza"? Napisalas cala liste i to bardzo pozytywne i tak powinno wygladac to leczenie. Male kroczki ale do przodu.

Nie, JA SIĘ COFNĘŁAM , k***ać co ze mną nie tak!! dlaczego ja się tak zadręczam na własne życzenie, jestem masochistką, ja potrafię się tym pogodzić DLACZEGO, DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO!!!!
A wczoraj też na własne życzenie usłyszałam: nie masz honoru, jesteś głupia, cholerny szpieg i nie zasługujesz by ciebie szanować i dlatego spotykam się nadal z Mogdą, Kaską i poznałem wczoraj Małgosie, śliczna dziewczyna  byłem z nią na kawie i jak dostanę SMS tez będziesz mnie szpiegować?

Umieram....

7 546 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-28 12:48:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Tylko, ze tym dociekaniem "prawdy " (a jest chyba jedna i oczywista) same sobie zadajecie dodatkowy bol. To niemal jak terapia przy uzyciu technik masochistycznych..dla mnie niezrozumiala.
Czy nie prosciej odrzucic to wszystko co zle za siebie..na tyle na ile sie da..i skupic sie na tym co jest jeszcze przed nami a nie za?

Wcale nie uwazam, ze ankinom poszla do przodu w swojej walce o uzdrowienie sie z chorej milosci..nadal chce znac wyjasnienia tak oczywistych rzeczy. Zamiast je zaakceptowac jako zaistniale i zle i cos z tym fantem zrobic..konkretnie zrobic a nie rozmyslac.
A ma dopiero 36 lat! DOPIERO. Mloda, inteligentna, dobra, wrazliwa i oddana kobieta poddajaca sie tresurze byle jakiego faceta. I nadal nie robiaca nic aby ten stan rzeczy zmienic. Co pomoga wyjasnienia na forum jesli w domu nic sie nie odmieni i ON bedzie nadal robil to na co ma ochote?

Grejs napisala wczesniej: konkrety. Co konkretnie robicie by sie wyzwolic spod pietna "meza"? Napisalas cala liste i to bardzo pozytywne i tak powinno wygladac to leczenie. Male kroczki ale do przodu.

Nie, JA SIĘ COFNĘŁAM , k***ać co ze mną nie tak!! dlaczego ja się tak zadręczam na własne życzenie, jestem masochistką, ja potrafię się tym pogodzić DLACZEGO, DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO!!!!
A wczoraj też na własne życzenie usłyszałam: nie masz honoru, jesteś głupia, cholerny szpieg i nie zasługujesz by ciebie szanować i dlatego spotykam się nadal z Mogdą, Kaską i poznałem wczoraj Małgosie, śliczna dziewczyna  byłem z nią na kawie i jak dostanę SMS tez będziesz mnie szpiegować?

Umieram....

ankinom, wreszcie jakies emocje:) To slowo z gwiazdkami jest bardzo adekwatne w Twoim wypadku..tylko uzyj go w rozmowie (nie..w monologu) z Twoim mezem:) Nie przy dzieciach..najlepiej je na ten czas "sprzedac" dziadkom i wtedy wygarnac swemu Panu to jaim jest bydlakiem i prostakiem. Razem z tymi gwiazdkami na poczatku, w trakcie i na zakonczenie przemowy:). Kobieto, nie daj sie dalej ponizac! Olej jego sms-y i wszystkie Mariolki ale zazadaj natychmiastowej akcji w sprawie wyprowadzki. On Cie nie szanuje i pluje Ci w twarz takim zachowaniem a na to masz swiete prawo nie zgodzic sie. Uswiadomij mu to wreszcie. Nie mow o swoim bolu, bo to go nie rusza, tylko o zwyklym szacunku do wspolmalzonka, partnera i czlowieka; nie mow, ze ci smutno, bo sie umawia z inymi, tylko ze masz w d..jego panienki ale nie w czasie kiedy mieszkacie pod wspolnym dachem. Dopoki mieszka z Wami, ma sie zachowywac z szacunkiem i powsciagac od "kawek" a od momentu wyprowadzki moze robic co mu sie zywnie podoba..kawki, herbatki i inne napoje orzezwiajace w ilosciach dowolnych. Powiedz, ze wcale nie wk..wia Cie fakt umawiania sie z innymi (bo go nie kochasz - powiedz to tez i to nie raz) tylko, ze osmiesza Ciebie w ten sposob. Najpierw wio z domu a potem kawki a nie w odwrotnej kolejnosci. Ma zobaczyc kobiete ZLA a nie podeptana i smutna. Takimi najwyrazniej gardzi.

Ja tak bym to powiedziala (a raczej wyryczala jak lew!:) i nie dala dalej soba manipulowac (wspolne mieszkanie, pozory dla dzieci ale i wolnosc osobista..bla bla). Oglos koniec zabawy, bo on tego nie zrobi. I daj jakis termin do wykonania..w dwa miesiace powinien znalezc cos na wynajem.

7 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Tylko, ze tym dociekaniem "prawdy " (a jest chyba jedna i oczywista) same sobie zadajecie dodatkowy bol. To niemal jak terapia przy uzyciu technik masochistycznych..dla mnie niezrozumiala.
Czy nie prosciej odrzucic to wszystko co zle za siebie..na tyle na ile sie da..i skupic sie na tym co jest jeszcze przed nami a nie za?

Wcale nie uwazam, ze ankinom poszla do przodu w swojej walce o uzdrowienie sie z chorej milosci..nadal chce znac wyjasnienia tak oczywistych rzeczy. Zamiast je zaakceptowac jako zaistniale i zle i cos z tym fantem zrobic..konkretnie zrobic a nie rozmyslac.
A ma dopiero 36 lat! DOPIERO. Mloda, inteligentna, dobra, wrazliwa i oddana kobieta poddajaca sie tresurze byle jakiego faceta. I nadal nie robiaca nic aby ten stan rzeczy zmienic. Co pomoga wyjasnienia na forum jesli w domu nic sie nie odmieni i ON bedzie nadal robil to na co ma ochote?

Grejs napisala wczesniej: konkrety. Co konkretnie robicie by sie wyzwolic spod pietna "meza"? Napisalas cala liste i to bardzo pozytywne i tak powinno wygladac to leczenie. Male kroczki ale do przodu.

Nie, JA SIĘ COFNĘŁAM , k***ać co ze mną nie tak!! dlaczego ja się tak zadręczam na własne życzenie, jestem masochistką, ja potrafię się tym pogodzić DLACZEGO, DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO!!!!
A wczoraj też na własne życzenie usłyszałam: nie masz honoru, jesteś głupia, cholerny szpieg i nie zasługujesz by ciebie szanować i dlatego spotykam się nadal z Mogdą, Kaską i poznałem wczoraj Małgosie, śliczna dziewczyna  byłem z nią na kawie i jak dostanę SMS tez będziesz mnie szpiegować?

Umieram....

ankinom, wreszcie jakies emocje:) To slowo z gwiazdkami jest bardzo adekwatne w Twoim wypadku..tylko uzyj go w rozmowie (nie..w monologu) z Twoim mezem:) Nie przy dzieciach..najlepiej je na ten czas "sprzedac" dziadkom i wtedy wygarnac swemu Panu to jaim jest bydlakiem i prostakiem. Razem z tymi gwiazdkami. Kobieto, nie daj sie dalej ponizac! Olej jego sms-y i wszystkie Mariolki ale zazadaj natychmiastowej akcji w sprawie wyprowadzki. On Cie nie szanuje i pluje Ci w twarz takim zachowaniem a na to masz swiete prawo nie zgodzic sie. Uswiadomij mu to wreszcie. Nie mow o bolu tylko o szacunku, nie mow, ze ci smutno, tylko ze masz w d..jego panienki ale nie pod wspolnym dachem. Dopoki mieszka z Wami, ma sie zachowywac z szacunkiem i powsciagac od "kawek" a od momentu wyprowadzki moze robic co mu sie zywnie podoba..kawki, herbatki i inne napoje orzezwiajace. Powiedz, ze wcale nie wk..wia Cie fakt umawiania sie z innymi (bo go nie kochasz - powiedz to) tylko, ze osmiesza Ciebie w ten sposob. Najpierw wio z domu a potem kawki a nie w odwrotnej kolejnosci.

Ja tak bym to powiedziala (a raczej wyryczala jak lew!:) i nie dala dalej soba manipulowac (wspolne mieszkanie, pozory dla dzieci ale i wolnosc osobista..bla bla). Oglos koniec zabawy, bo on tego nie zrobi. I daj jakis termin do wykonania..w dwa miesiace powinien znalezc cos na wynajem.

Mussuka to nie takie proste, boże ile raz ja jego wyzwałam od s*** itd, co dziennie tłumaczę, wrzeszczę,. proszę już wszystkiego wypróbowałam,,ON SIĘ NIE WYPROWADZI!!!  muszę ja to zrobić... od kawek się nie powstrzyma , bo jak już powiedziałam: on ma w dupie moje zdanie i on nie widzi nic złego w swoim zachowaniu, on jest już wolny, nie wyprowadza się bo musimy wychować dzieci

kobieto, prze 16 lat pozwalałam sobie pluć w twarz a teraz mam wymagać od niego szacunku, a jak ja mam to zrobić?

7 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

kobieto, prze 16 lat pozwalałam sobie pluć w twarz a teraz mam wymagać od niego szacunku, a jak ja mam to zrobić?

nie pozwalac wiecej pluc sobie w twarz. Kazde jego slowo jakie tu przytoczylac jest takim splunieciem. Nie pros i nie wrzeszcz - postaw jakies ultimatum (nie potrafie doradzic Ci jakie bo nie znam tak dobrze Twojej sytuacji mieszkaniowo-finansowo-rodzinnej).


Gotujesz mu, pierzesz jego ubrania, sprzatasz rowniez jego rzeczy i miejsca gdzie on przebywa? Nie spytam nawet albo i tak: sypiasz z nim?

7 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

kobieto, prze 16 lat pozwalałam sobie pluć w twarz a teraz mam wymagać od niego szacunku, a jak ja mam to zrobić?

nie pozwalac wiecej pluc sobie w twarz. Kazde jego slowo jakie tu przytoczylac jest takim splunieciem. Nie pros i nie wrzeszcz - postaw jakies ultimatum (nie potrafie doradzic Ci jakie bo nie znam tak dobrze Twojej sytuacji mieszkaniowo-finansowo-rodzinnej).


Gotujesz mu, pierzesz jego ubrania, sprzatasz rowniez jego rzeczy i miejsca gdzie on przebywa? Nie spytam nawet albo i tak: sypiasz z nim?

etat sprzątaczki, kucharki porzuciłam... nie sypiamy ze sobą, chociaż mój mąż nie chciał z tego zrezygnować, bo namiętność może nas łączyć (bez komentarza) i tym samym zapewniam jemu alibi na zdrady fizyczne, znowu moja wina będzie.....

i tu cały problem, wyprowadzić się nie chce właśnie z powodu niskich dochodów, tzn on zarabia dobrze i gdyby nie musiał mi dokładać to dał by sobie rade, ale ja z kolei bez alimentów nie poradzę sobie, muszę zacząć zarabiać więcej, ale wcale to nie jest proste znaleźć dodatkową pracę tak, aby pogodzić opiekę nad dziećmi, uprzedzam kolejne pytanie, mąż nie może nimi się zając po południu bo on głównie pracuje po południu, a babcie 400 km stąd sad

7 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

i tu cały problem, wyprowadzić się nie chce właśnie z powodu niskich dochodów, tzn on zarabia dobrze i gdyby nie musiał mi dokładać to dał by sobie rade, ale ja z kolei bez alimentów nie poradzę sobie, muszę zacząć zarabiać więcej, ale wcale to nie jest proste znaleźć dodatkową pracę tak, aby pogodzić opiekę nad dziećmi, uprzedzam kolejne pytanie, mąż nie może nimi się zając po południu bo on głównie pracuje po południu, a babcie 400 km stąd sad

kochana..szuka sposobu zeby sie wykrecic i tyle. Jak sie chce to sie i moze. Moj maz tez jeczal, ze po wyprowadzce ciezko mu sie zylo (a zarabia nadal wiecej niz ja) pomimo, ze jego czynsz na wynajem jest duzo miejszy niz kredyt ktory splacam, on placi alimenty na 1-no dziecko a ja mam dwoje (drugie..a raczej pierwsze nie jego wiec sie nie poczuwa) bo taki ma obowiazek (Twoj maz tez) i to ja ubieram, zywie i oplacam dwoje dzieci kazdego dnia. Wiec napisalam mu kiedys, ze jak tak mu zle, to moze zrobimy wymiane na pare miesiecy i ja sie przeniose do jego mieszkania i zaplace alimenty a on przejmie moje wydatki. Od tej pory cisza w tym temacie.
Babcie mam jedna (druga nas olala po rozwodzie) i to ok. 1500km stad. Pracuje po 8 godzin ale duzo tez podrozuje sluzbowo.

I chocbym sama miala chleb piec i placki smazyc co drugi dzien to i tak wole boso ale w ostrogach.
A pracy nie szukaj dodatkowej tylko lepiej platnej.

Dzieci sa w przedszkolu a z roku na rok beda coraz wieksze. I samodzielne.

7 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

i tu cały problem, wyprowadzić się nie chce właśnie z powodu niskich dochodów, tzn on zarabia dobrze i gdyby nie musiał mi dokładać to dał by sobie rade, ale ja z kolei bez alimentów nie poradzę sobie, muszę zacząć zarabiać więcej, ale wcale to nie jest proste znaleźć dodatkową pracę tak, aby pogodzić opiekę nad dziećmi, uprzedzam kolejne pytanie, mąż nie może nimi się zając po południu bo on głównie pracuje po południu, a babcie 400 km stąd sad

kochana..szuka sposobu zeby sie wykrecic i tyle. Jak sie chce to sie i moze. Moj maz tez jeczal, ze po wyprowadzce ciezko mu sie zylo (a zarabia nadal wiecej niz ja) pomimo, ze jego czynsz na wynajem jest duzo miejszy niz kredyt ktory splacam, on placi alimenty na 1-no dziecko a ja mam dwoje (drugie..a raczej pierwsze nie jego wiec sie nie poczuwa) bo taki ma obowiazek (Twoj maz tez) i to ja ubieram, zywie i oplacam dwoje dzieci kazdego dnia. Wiec napisalam mu kiedys, ze jak tak mu zle, to moze zrobimy wymiane na pare miesiecy i ja sie przeniose do jego mieszkania i zaplace alimenty a on przejmie moje wydatki. Od tej pory cisza w tym temacie.
Babcie mam jedna (druga nas olala po rozwodzie) i to ok. 1500km stad. Pracuje po 8 godzin ale duzo tez podrozuje sluzbowo.

I chocbym sama miala chleb piec i placki smazyc co drugi dzien to i tak wole boso ale w ostrogach.
A pracy nie szukaj dodatkowej tylko lepiej platnej.

Dzieci sa w przedszkolu a z roku na rok beda coraz wieksze. I samodzielne.

No to jeszcze trochę sobie z nim pomieszkam.... sad

7 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Jeśli się kogoś nie kocha nie zależy nam na nim to nie interesuje nas kto
i jakiej treści wiadomości dostaje/wysyła - no ja tak mam.

Wlasnie..JESLI sie nie kocha a ja odnosze wrazenie, ze ankinom jeszcze nie odpuscila.

Jesliby moj partner zwrocil sie do mnie wiecej niz raz ( bo raz to kazdy moze sie zajezyc na te druga osobe i palnac cos brzydkiego) per: idiotko, nienormalna, nudna, nieciekawa itp. (pewnie i gorzej bywalo) to fruwalby razem z calym swoim dobytkiem, jak nie tego samego dnia to nastepnego.
To nie jest tylko brak milosci, to jest brak elementarnego poszanowania dla swojego partnera zyciowego. Jednoczesnie wystawia tak sobie swiadectwo, bo sam idiotke wybral na zone. Wiec i on jest idiota.

Tylko po co to wszystko w kolo walkowac? Byli, odeszli, pogrzebac ich i zajac sie soba a nie rozpamietywaniem, kombinowaniem, dociekaniem..szkoda czasu:)

A zrozumienie siebie ?! Ja miałam wiele pytań, musiałam zrozumieć, przetrawić.
Tak mam. Nie mogę odwrócić sie plecami kiedy są we mnie różne emocje.
Rozgrzebywanie ? Może i tak ale było mi to potrzebne.
Prawie na wszystkie pytania mam odpowiedź. Niektóre wnioski nadawałyby się do filmu grozy ale są
i jest mi z tym łatwiej.Jestem typem dociekliwym - nie mylić ze wścibskim big_smile

Myślę, że ankinom też tak ma, że musi przetrawić. Jest i tak dzielna bo nie poddała się,
walczy o siebie. Jeszcze niedawno spasowała i znowu się podnosi.

Ja też musiałam to wszystko "przerobić", nie da się iść dalej jak nie zrozumiesz dlaczego. Wałkując ten temat wiele zrozumiałam, wiele wylałam łez, wiele dowiedziałam się o sobie,
wiem jakie popełniłam błędy:
-byłam zbyt uległa
-nie reagowałam gdy na mnie krzyczał
-robiłam tak aby on był zadowolony
-pozwalałam na wyzwiska
-nie domagałam się przeprosin, gdy mnie skrzywdził, udawałam, że nic się nie stało
-pozwalałam, żeby decydował o naszym życiu
-pozwalałam, aby nie liczył się z moim zdaniem, prośbami
-gdy pierwszy raz powiedział, że już nie kocha, błagałam aby mnie nie zostawiał i jak tchórz zasłaniałam się dziećmi
-nadal z nim sypiałam, starając się w ten sposób zdobyć jego uczucie
-nigdy nie stanął w mojej obronie
i jeszcze długo mogłabym tak wyliczać....

ale nie doszłabym do tych wniosków gdybym właśnie nie drążyła, nie rozkładała pewnych zdarzeń na czynniki pierwsze... bolało, i ten ból zmusił mnie do szukania przyczyn dlaczego na to pozwalałam?

znalazłam odpowiedź ....

ale na jedno pytanie które zadał mi mąż: skoro było Tobie tak źle ze mną, skoro byłem taki zły to za czym płaczesz, czego Tobie żal?

NIE WIEM, nie potrafię odpowiedzieć dlaczego?

może żal mi tego co mogłoby być, gdyby... a może ja nie dopuszczam do siebie myśli, że też przyczyniłam się do rozpadu mojego małżeństwa? wydaje mi się, że byłam dobrą żoną, a może jednak nią nie byłam, samo staranie nie wystarczy

a może zachowuję się tak irracjonalnie bo po prostu zostałam zdradzona i chyba tu tkwi problem, nie potrafię się pogodzić, że w życiu mojego męża pojawiły się inne kobiety, nie potrafię się pogodzić, z tym, że przez 16 lat nigdy nie poczułam się tą wyjątkową, tą kochaną, że te miłe słówka gesty były zarezerwowane dla innych kobiet, czy to rozwódek, zamężnych i panienek..

TAK ! to jest odpowiedź : tęskniłam za uczuciem, za bycie kochaną, przez 16 lat żebrałam o te uczucie, a podświadomie czułam,że kiedyś nadejdzie ten dzień w którym usłyszę to co od lat czułam: nie kocham ciebie i nigdy nie kochałem, bo się nie starałaś się, a ja tle razy mówiłem Monika, zobaczysz przyjdzie dzień, że poznam inną kobietę i w końcu nadszedł ten... a ja nadal nie odchodzę i czekam, czekam z uporem maniaka, że on jednak mnie w końcu pokocha, zrozumie, że jestem wyjątkowa, tylko dlaczego jak mam przebłyski rozumu to nie wierzę, że nadejdzie ten dzień???

7 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom tylko to jest walka z wiatrakami. Chcesz walczyć o kogoś kto nie istnieje, bo chyba nie o faceta który ma skłonność do zdrad i nie potrafi darzyć Cię uczuciami, budować rodziny ?
Co do tych kobiet to on z nimi nie żyje od lat pod jednym dachem, więc każda nowa miła pani wydaje mu się być super. 

Można walczyć o uczucie latami i tak minie życie a można to odpuścić i zawalczyć o siebie, swoją przyszłość, marzenia, rozwój.
Nie szukaj winy w sobie, bo choćbyś niewiadomo co zmieniła nie wydobędziesz nic u człowieka który nie potrafi kochać tak naprawdę. Zastanów się co chcesz dla siebie i dlaczego tak bardzo chcesz jego akceptacji, że tolerujesz wszystko-skąd to się bierze.

Ja coraz więcej widzę  jak opadły emocje(brak kontaktu robi swoje) i z dnia na dzień odpuszczam  walkę, nie jestem w stanie nic zrobić z facetem który nie wie czego chce. Nie jest pewny, wycofuje się, zadaje się z innymi- więc schodzę mu z drogi i nic już nie kombinuję. Zamiast myśleć czemu on tak robi, dochodzę czemu ja takie schematy wybierałam, czytam i próbuję siebie ogarnąć;-)

7 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

ale na jedno pytanie które zadał mi mąż: skoro było Tobie tak źle ze mną, skoro byłem taki zły to za czym płaczesz, czego Tobie żal?

NIE WIEM, nie potrafię odpowiedzieć dlaczego?

może żal mi tego co mogłoby być, gdyby... a może ja nie dopuszczam do siebie myśli, że też przyczyniłam się do rozpadu mojego małżeństwa? wydaje mi się, że byłam dobrą żoną, a może jednak nią nie byłam, samo staranie nie wystarczy

a może zachowuję się tak irracjonalnie bo po prostu zostałam zdradzona i chyba tu tkwi problem, nie potrafię się pogodzić, że w życiu mojego męża pojawiły się inne kobiety, nie potrafię się pogodzić, z tym, że przez 16 lat nigdy nie poczułam się tą wyjątkową, tą kochaną, że te miłe słówka gesty były zarezerwowane dla innych kobiet, czy to rozwódek, zamężnych i panienek..

Moniko ja nic z tego wszystkiego nie rozumiem. TY oskarżasz się o bycie złą żoną i o nie staranie się zostanie lepszą ???
A lepsza Monika to jaka ?
A lepsza żona dla Twojego męża to jaka ?
Czyżby super żona Monika miała nago witać męża z obiadem na tacy , a może miała już czekać na niego przed klatką schodową i jako super żona wnieść go po schodach do domu. Obiadek z karmieniem mężusia, zmywanko, lekcje z dziećmi. Dzieci myją się same i do łózek a super żona kąpie i zęby szoruje mężusiowi i przed bajką ONA SEKS Z NIM UPRAWIA - niech biedaczek nie przemęcza się. Rano zakupy,śniadanie, wyprawienie dzieci do szkoły, obiadek, pranko, sprzątanko i pora gonić po mężulka na parking lub przystanek autobusowy. I jeszcze by się zdało tak dzieci wytresować by tatusiowi głowy sobą nie zajmowały a buty tatkowi napastowały i skarpetki po nim pozbierały. Można też jakieś wiersze klepać na cześć WSPANIAŁEGO męża i taty  CZY TO TWÓJ IDEAŁ RODZINY ?
A może jakieś tańce na rurze przydały by się a jeszcze lepiej na rzęsach i to koniecznie nago. TO TWOJA WIZJA UDANEGO ZWIĄZKU CZY JEGO ?
Nie byłaś taka ? nie robiłaś tego ? to faktycznie jesteś winna rozpadowi tego związku.

Nikt nie potrafi pogodzić się ze zdradą partnera. Jeśli się kocha to zawsze nas zdrada boli. Mówimy: wybaczam ale to tylko słowo. Tak naprawdę nie da się o tym zapomnieć, to zawsze boli, z czasem mniej ale jednak boli.
Jeśli miłe słowa i gesty zarezerwował dla innych to co on do diaska jeszcze robi w tym domu ? Na co czekasz ? on nie weźmie Cię za inną nie jest ślepy i głuchy.

ankinom napisał/a:

TAK ! to jest odpowiedź : tęskniłam za uczuciem, za bycie kochaną, przez 16 lat żebrałam o te uczucie, a podświadomie czułam,że kiedyś nadejdzie ten dzień w którym usłyszę to co od lat czułam: nie kocham ciebie i nigdy nie kochałem, bo się nie starałaś się, a ja tle razy mówiłem Monika, zobaczysz przyjdzie dzień, że poznam inną kobietę i w końcu nadszedł ten... a ja nadal nie odchodzę i czekam, czekam z uporem maniaka, że on jednak mnie w końcu pokocha, zrozumie, że jestem wyjątkowa, tylko dlaczego jak mam przebłyski rozumu to nie wierzę, że nadejdzie ten dzień?

Moniko  jak byś traktowała amanta, który żebrze o Twoje spojrzenie, uśmiech, miły gest i obojętnie co byś mu nie powiedziała  i czego byś nie zrobiła on nadal jest i z miłością zagląda Ci w oczy. Jestem pewna, ze nie miałabyś do niego szacunku. drażniłby Cię i śmieszył. Mówiłabyś : facet bez ambicji, totalne zero. Nie wiem czemu ale tak to sie dzieje.
" nie kochałem Cię bo sie nie starałaś"  - wyjaśnij bo nie rozumiem co to znaczy i o co chodzi. Co ma staranie do kochania kogoś? Może on miał szczególne wymagania: pokocham tylko kosmonautkę, pokocham tylko .......minister sprawiedliwości,super nianię, Ciebie jako dwudziestolatkę, bizneswoman, ciemnoskórą, miss świata...........
Jaka byś musiała być by Cię pokochał ?
Czekasz z uporem maniaka -  to prawda, tylko na co czekasz ? na ręczne tłumaczenie : Moniko nie kocham Cię . NA CO CZEKASZ ? 16 lat Cię nie kochał to teraz miałby ?
Ankinom jesteś jak dziecko we mgle.....

7 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja też musiałam to wszystko "przerobić", nie da się iść dalej jak nie zrozumiesz dlaczego. Wałkując ten temat wiele zrozumiałam, wiele wylałam łez, wiele dowiedziałam się o sobie,
wiem jakie popełniłam błędy:
-byłam zbyt uległa
-nie reagowałam gdy na mnie krzyczał
-robiłam tak aby on był zadowolony
-pozwalałam na wyzwiska
-nie domagałam się przeprosin, gdy mnie skrzywdził, udawałam, że nic się nie stało
-pozwalałam, żeby decydował o naszym życiu
-pozwalałam, aby nie liczył się z moim zdaniem, prośbami
-gdy pierwszy raz powiedział, że już nie kocha, błagałam aby mnie nie zostawiał i jak tchórz zasłaniałam się dziećmi
-nadal z nim sypiałam, starając się w ten sposób zdobyć jego uczucie
-nigdy nie stanął w mojej obronie
i jeszcze długo mogłabym tak wyliczać....
Monika, zobaczysz przyjdzie dzień, że poznam inną kobietę i w końcu nadszedł ten... a ja nadal nie odchodzę i czekam, czekam z uporem maniaka, że on jednak mnie w końcu pokocha, zrozumie, że jestem wyjątkowa, tylko dlaczego jak mam przebłyski rozumu to nie wierzę, że nadejdzie ten dzień???

Aniknom, czy ty jesteś masochistką?
Przecie on się na Tobie odgrywa, powiedziałabym wręcz, że znęca się psychicznie, przecież to nienormalne.
Ja bym dawno powiedziała, żeby pakował tobołek i wyp... A skoro te Gosie, Mariolki i inne są takie cudowne to niech sobie go wezmą pod skrzydełka. A wywalą niedługo. Bo chwilowe przebywanie to sielanka, a całodobowe wymaga już większego poświęcenia.

Powtórzę raz jeszcze, że owlę pod mostem w jednych gaciach, niż ze szmaciarzem w pałacach, mieszkaniu, czymkolwiek. Bo to chore jest. I dlaczego masz tak żyć.

Ja bym nie potrafiła pójść do łóżka z kimś kto mnie zdradził i nie przemawia do mnie opinia, że to jest chwila, że facet na imprezie zobaczy laskę i idzie z nią, bo nie myśli. Tai samiec idiota to nieporozumienie, jeśli to tak ma wyglądać rzeczywiście.
Ja się czymś takim brzydzę. I choćby jaja miał ze złota za przeproszeniem.

7 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom nie czekaj. Idiota może cię tym wszystkim doprowadzić do wariactwa i cholera wie co wtedy zrobi, jeśli jest w stanie tak manipulować. Gotów nawymyślać, że jesteś złą matką (ja to przerabiałam do mnie co innego, gdzieś tam co innego). Trzeba uważać, a skoro twierdzisz, że ma więcej pieniędzy to i na adwokata może go być stać i pranie mózgu może uczynić. Opamiętaj się. Może nawet pracy 400 km trzeba poszukać, tam gdzie jest babcia. Zabrać się i uciekać gdzie pieprz rośnie. Niech sobie mężulek swoją ojcowską dobroć w d... wsadzi, opamiętał się.

A analiza nie ma sensu, bo tych zachowań nie da się zrozumieć. To tak jakby chcieć zrozumieć krowę, i czemu ona tak stoi i mordą miele? Tak kobieta normalna psychofaga nie zrozumie. I po co to drążyć. Zachowania irracjonalne.

7 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Ankinom tylko to jest walka z wiatrakami. Chcesz walczyć o kogoś kto nie istnieje, bo chyba nie o faceta który ma skłonność do zdrad i nie potrafi darzyć Cię uczuciami, budować rodziny ?
Co do tych kobiet to on z nimi nie żyje od lat pod jednym dachem, więc każda nowa miła pani wydaje mu się być super. 

Można walczyć o uczucie latami i tak minie życie a można to odpuścić i zawalczyć o siebie, swoją przyszłość, marzenia, rozwój.
Nie szukaj winy w sobie, bo choćbyś niewiadomo co zmieniła nie wydobędziesz nic u człowieka który nie potrafi kochać tak naprawdę. Zastanów się co chcesz dla siebie i dlaczego tak bardzo chcesz jego akceptacji, że tolerujesz wszystko-skąd to się bierze.

Ja coraz więcej widzę  jak opadły emocje(brak kontaktu robi swoje) i z dnia na dzień odpuszczam  walkę, nie jestem w stanie nic zrobić z facetem który nie wie czego chce. Nie jest pewny, wycofuje się, zadaje się z innymi- więc schodzę mu z drogi i nic już nie kombinuję. Zamiast myśleć czemu on tak robi, dochodzę czemu ja takie schematy wybierałam, czytam i próbuję siebie ogarnąć;-)

Ja wiem, że to walenie głową w mur...

I tutaj tkwi sedno sprawy: BRAK KONTAKTU, a ja jestem z nim codziennie i tylko ja jego widzę, to wyłącza mi się rozum....

7 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

ale na jedno pytanie które zadał mi mąż: skoro było Tobie tak źle ze mną, skoro byłem taki zły to za czym płaczesz, czego Tobie żal?

NIE WIEM, nie potrafię odpowiedzieć dlaczego?

może żal mi tego co mogłoby być, gdyby... a może ja nie dopuszczam do siebie myśli, że też przyczyniłam się do rozpadu mojego małżeństwa? wydaje mi się, że byłam dobrą żoną, a może jednak nią nie byłam, samo staranie nie wystarczy

a może zachowuję się tak irracjonalnie bo po prostu zostałam zdradzona i chyba tu tkwi problem, nie potrafię się pogodzić, że w życiu mojego męża pojawiły się inne kobiety, nie potrafię się pogodzić, z tym, że przez 16 lat nigdy nie poczułam się tą wyjątkową, tą kochaną, że te miłe słówka gesty były zarezerwowane dla innych kobiet, czy to rozwódek, zamężnych i panienek..

Moniko ja nic z tego wszystkiego nie rozumiem. TY oskarżasz się o bycie złą żoną i o nie staranie się zostanie lepszą ???
A lepsza Monika to jaka ?
A lepsza żona dla Twojego męża to jaka ?
Czyżby super żona Monika miała nago witać męża z obiadem na tacy , a może miała już czekać na niego przed klatką schodową i jako super żona wnieść go po schodach do domu. Obiadek z karmieniem mężusia, zmywanko, lekcje z dziećmi. Dzieci myją się same i do łózek a super żona kąpie i zęby szoruje mężusiowi i przed bajką ONA SEKS Z NIM UPRAWIA - niech biedaczek nie przemęcza się. Rano zakupy,śniadanie, wyprawienie dzieci do szkoły, obiadek, pranko, sprzątanko i pora gonić po mężulka na parking lub przystanek autobusowy. I jeszcze by się zdało tak dzieci wytresować by tatusiowi głowy sobą nie zajmowały a buty tatkowi napastowały i skarpetki po nim pozbierały. Można też jakieś wiersze klepać na cześć WSPANIAŁEGO męża i taty  CZY TO TWÓJ IDEAŁ RODZINY ?
A może jakieś tańce na rurze przydały by się a jeszcze lepiej na rzęsach i to koniecznie nago. TO TWOJA WIZJA UDANEGO ZWIĄZKU CZY JEGO ?
Nie byłaś taka ? nie robiłaś tego ? to faktycznie jesteś winna rozpadowi tego związku.

Nikt nie potrafi pogodzić się ze zdradą partnera. Jeśli się kocha to zawsze nas zdrada boli. Mówimy: wybaczam ale to tylko słowo. Tak naprawdę nie da się o tym zapomnieć, to zawsze boli, z czasem mniej ale jednak boli.
Jeśli miłe słowa i gesty zarezerwował dla innych to co on do diaska jeszcze robi w tym domu ? Na co czekasz ? on nie weźmie Cię za inną nie jest ślepy i głuchy.

ankinom napisał/a:

TAK ! to jest odpowiedź : tęskniłam za uczuciem, za bycie kochaną, przez 16 lat żebrałam o te uczucie, a podświadomie czułam,że kiedyś nadejdzie ten dzień w którym usłyszę to co od lat czułam: nie kocham ciebie i nigdy nie kochałem, bo się nie starałaś się, a ja tle razy mówiłem Monika, zobaczysz przyjdzie dzień, że poznam inną kobietę i w końcu nadszedł ten... a ja nadal nie odchodzę i czekam, czekam z uporem maniaka, że on jednak mnie w końcu pokocha, zrozumie, że jestem wyjątkowa, tylko dlaczego jak mam przebłyski rozumu to nie wierzę, że nadejdzie ten dzień?

Moniko  jak byś traktowała amanta, który żebrze o Twoje spojrzenie, uśmiech, miły gest i obojętnie co byś mu nie powiedziała  i czego byś nie zrobiła on nadal jest i z miłością zagląda Ci w oczy. Jestem pewna, ze nie miałabyś do niego szacunku. drażniłby Cię i śmieszył. Mówiłabyś : facet bez ambicji, totalne zero. Nie wiem czemu ale tak to sie dzieje.
" nie kochałem Cię bo sie nie starałaś"  - wyjaśnij bo nie rozumiem co to znaczy i o co chodzi. Co ma staranie do kochania kogoś? Może on miał szczególne wymagania: pokocham tylko kosmonautkę, pokocham tylko .......minister sprawiedliwości,super nianię, Ciebie jako dwudziestolatkę, bizneswoman, ciemnoskórą, miss świata...........
Jaka byś musiała być by Cię pokochał ?
Czekasz z uporem maniaka -  to prawda, tylko na co czekasz ? na ręczne tłumaczenie : Moniko nie kocham Cię . NA CO CZEKASZ ? 16 lat Cię nie kochał to teraz miałby ?
Ankinom jesteś jak dziecko we mgle.....

Ostro...

O jakiej żonie marzy mój mąż?
-ładnej? hm jestem dość ładna, dbam o siebie, no wiesz te babskie zabiegi: maseczki, kremy itp
-wysportowanej -
-mającej swój styl - śmieszne jest to, że przez wile lat mi ciągle zarzucał, a dzisiaj mówi, że fajnie się ubieram, jestem zgrabna,
no przecież ciągle tego ode mnie wymagałeś, a tera mówisz , kiedy to osiągnęłam że to już nie istotne, nie ważne?


-inteligentnej
-ambitnej,
skończyłam studia, mam dobra pracę, Mąż: no fajnie ale to nie o to chodzi....
-dbającej o porządek - ale nie tej z grubsza, Mąż: mi nie chodzi o umyte podłogi, ale "porozstawiane" rzeczy

-dobrej kucharki,  - nie chodzi o codzienne gotowanie, ale o to , żebym widział pasje w tym co robisz, mamy tyle książek kucharski, a Ty w ogóle z nich nie korzystasz...


-dobrej organizatorki wolnego czasu, finansów, zajmowania się dziećmi, dekoratorki wnętrz,

te wyliczanie jest bez sensu, on po prostu mnie nie chce i tak jak napisałaś choćbym tańczyła na rzęsach to znalazłby ale....


mój problem: niskie poczucie własnej wartości i stąd te ciągłe wypełnianie jego niekończących się wymagań...

to jest CHORE...

Miałam krótkie załamanie, dzisiaj jest już lepiej, wracam na właściwe tory...

dziewczyny, żeby nie Wy ja chyba nie zauważyłabym , że zmierzam ku samozniszczeniu....

Najbardziej do mnie dotarło to co napisałaś Zofio na innym wątku, że nas już nie ma.....

Staram się myśleć racjonalnie, przyjąć do wiadomości to , że moje małżeństwo zakończyło się, ale emocje to emocje i stąd czasami moje takie dramatyczne wpisy.... szukam racjonalnego wytłumaczenia a to obwiniam ją, jego a innym razem siebie....

7 559 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-10-29 18:11:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

O jakiej żonie marzy mój mąż?
-ładnej? hm jestem dość ładna, dbam o siebie, no wiesz te babskie zabiegi: maseczki, kremy itp
-wysportowanej -
-mającej swój styl - śmieszne jest to, że przez wile lat mi ciągle zarzucał, a dzisiaj mówi, że fajnie się ubieram, jestem zgrabna,
no przecież ciągle tego ode mnie wymagałeś, a tera mówisz , kiedy to osiągnęłam że to już nie istotne, nie ważne?

-inteligentnej
-ambitnej,
skończyłam studia, mam dobra pracę, Mąż: no fajnie ale to nie o to chodzi....
-dbającej o porządek - ale nie tej z grubsza, Mąż: mi nie chodzi o umyte podłogi, ale "porozstawiane" rzeczy
-dobrej kucharki,  - nie chodzi o codzienne gotowanie, ale o to , żebym widział pasje w tym co robisz, mamy tyle książek kucharski, a Ty w ogóle z nich nie korzystasz...
-dobrej organizatorki wolnego czasu, finansów, zajmowania się dziećmi, dekoratorki wnętrz,

te wyliczanie jest bez sensu, on po prostu mnie nie chce i tak jak napisałaś choćbym tańczyła na rzęsach to znalazłby ale....

Najważniejsze "ale" to: ALE musisz zdać sobie z tego sprawę, przyjąć do wiadomości - ON CIĘ NIE CHCE ładnej ,brzydkiej, mądrej, głupiej - ŻADNEJ !!!
Czy wiesz , że zdarzają się wymiany na brzydszą, głupszą ? ale w niej się właśnie zakochał i dla niego ta a nie inna jest naj, naj ......najcudowniejsza.

ankinom napisał/a:

mój problem: niskie poczucie własnej wartości i stąd te ciągłe wypełnianie jego niekończących się wymagań...

to jest CHORE...

BRAWO !!! dobre wnioski. Chore jest też to, ze myślisz ciągle o nim a nie o sobie.

ankinom napisał/a:

Miałam krótkie załamanie, dzisiaj jest już lepiej, wracam na właściwe tory...

dziewczyny, żeby nie Wy ja chyba nie zauważyłabym , że zmierzam ku samozniszczeniu....

Dzięki Bogu. że juz po załamaniu smile i zbaczaniu z torów smile

ankinom napisał/a:

Najbardziej do mnie dotarło to co napisałaś Zofio na innym wątku, że nas już nie ma.....

To fakt- nie ma !
Jest Twój mąż cieszący się uciechami życia: flirty, romanse, spotkania przy kawkach(o czym wiesz) i spotkania bez kawek( o czym nie wiesz) i w domu kobita co wysprząta, pod nos poda i dziećmi się zajmie.
Jest też ankinom: zapłakana, czująca sie jak zero, jak przynieś wynieś pozamiataj a zamiast dobrego słowa, dostaje po garbie co by się babie w głowie nie przewróciło. No i jeszcze wspólne łoże- ona "daje" z nadzieją, że rozbudzi przez namiętność w łóżku jego miłość, a on ma usługi seksualne gratis i jeszcze z tak namiętną kobietą ( to my walczące żony). Jak  to nie przynosi skutków to może maseczka, nowy ciuszek - niestety nie robi to na nim wrażenia. To ankinom jest wesoła, dowcipna i miłośnie w oczy zagląda- on patrzy ze zdziwieniem. Zaczyna się kajanie, proszenie a jak i to nie przynosi skutków to ankinom DOMAGA się bycia żoną a w odpowiedzi słyszy : nie kocham Cię, nie chcę z Tobą być. Szpiegujesz mnie ? po co ? jestem wolny i mam prawo robić co mi sie podoba, tak jak i Ty.
Zgadłam ? tak to wygląda ? PODOBNIE MIAŁAM - ja tylko nie błagałam i nie prosiłam.

ankinom napisał/a:

Staram się myśleć racjonalnie, przyjąć do wiadomości to , że moje małżeństwo zakończyło się, ale emocje to emocje i stąd czasami moje takie dramatyczne wpisy.... szukam racjonalnego wytłumaczenia a to obwiniam ją, jego a innym razem siebie....

Kochana nie staraj się tylko PRZYJMIJ do wiadomości, im szybciej tym lepiej.
Kiedyś z niesmakiem wspomnisz tą głupią walkę o niego i Twoje poniżanie.

7 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Boże ...Ankinom- jakbym czytała o sobie yikes yikes
A nie powtarza Ci jeszcze, że Cię kocha, ale to Twoja wina, bo go nie akceptujesz takim jakim jest?

7 561 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-31 09:10:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom..a jestes juz pewna, ze chcesz zmian na lepsze (na gorsze juz sie nie da po tym co przeczytalam)? Bo dzis jestes slna a jutro znow jakis sms, mailik, telefon od kochanki numer 15, bajdurzenie o wspolnym mieszkaniu ale przedzielonym drutem kolczastym..i znow bedziesz w rozsypce.

Fajny spis wymagan ma ten Twoj, pozal sie Boze, Romeo.

To zdanie mnie z lekka zdenerwowalo (dzis mam dzien eufemizmow, bo moglabym to dosadniej ujac;)

"mój problem: niskie poczucie własnej wartości i stąd te ciągłe wypełnianie jego niekończących się wymagań..."

Twoj problem to nie tylko wypelnianie wymagan, to rowniez brak wymagan z Twojej strony.
On Ci zrobil liste i wypunktowal kwalifikacje zony idealnej, ktorych chyba nawet super cyborg by nie spelnil..a TY? Czy Ty czegokolwiek i kiedykolwiek wymagalas od niego? Zastanow sie, jak szybko tracisz szacunek do osob az nadto usluznych. Niby tak ie powinno byc, za dobroc powinnismy odplacac dobrocia ale niestety..w czlowieku drzemie maly egoista (juz od dziecka) i jesli nie wyznaczysz mu granic tego egoizmu to bedzie sondowal i probowal dostac wiecej i wiecej. Ty zadnych granic egoizmu swojemu jeszczemezowi nie wyznaczylas i on poszedl na calosc. Bo wiedzial, ze moze sobie na to pozwolic. Jak dziecko, ktore mama wychowuje "bezstresowo".

To odnosnie wymagan ale summa sumarrum..to jest wielkie "g" a nie normalny zwiazek. I nie rozumiem Cie dlaczego w nim na sile tkwisz.

Moim zdaniem, Ty nie chcesz rozstania..mimo wszystko. Gdybys naprawde chciala, Twoj maz lowelas, juz by zniknal z Twjego (nie waszego - zofia ma 100% racji) zycia. A Ty zamiast szukac wyjasnien dla jego chorych zachowan, mialabys juz w tej chwili swiety spokoj. W ten sposob stoisz w miejscu. Szukasz wyjasnien i pretekstow dlaczego jestescie razem..to oszukiwanie samej siebie.

Masz 36 lat, mloda, ladna, inteligentna kobieta..teraz wyobraz sobie siebie z nim za lat 20. 56-latka..nadal upokarzana i niekochana,z kazdym dniem coraz bardziej samotna (dzieci odejda) i nie widzaca juz zadnych perspektyw na zmiane na lepsze.Tego chcesz? A 20 lat to szmat czasu (drugie takie malzenstwo) i mozesz je przezyc zupelnie inaczej, wspaniale i wedlug wlasnego widzimisie, mozesz zaznac tyle milosci ile sama potrafisz dawac. Ale najpierw odetnij te 16 zmarnowanych lat z Twojego mlodego zycia. Zrob cos, zeby on wiedzial, ze to naprawde koniec waszego pseudo zwiazku.

7 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja też musiałam to wszystko "przerobić", nie da się iść dalej jak nie zrozumiesz dlaczego. Wałkując ten temat wiele zrozumiałam, wiele wylałam łez, wiele dowiedziałam się o sobie,
wiem jakie popełniłam błędy:
-byłam zbyt uległa
-nie reagowałam gdy na mnie krzyczał
-robiłam tak aby on był zadowolony
-pozwalałam na wyzwiska
-nie domagałam się przeprosin, gdy mnie skrzywdził, udawałam, że nic się nie stało
-pozwalałam, żeby decydował o naszym życiu
-pozwalałam, aby nie liczył się z moim zdaniem, prośbami
-gdy pierwszy raz powiedział, że już nie kocha, błagałam aby mnie nie zostawiał i jak tchórz zasłaniałam się dziećmi
-nadal z nim sypiałam, starając się w ten sposób zdobyć jego uczucie
-nigdy nie stanął w mojej obronie
i jeszcze długo mogłabym tak wyliczać....
Monika, zobaczysz przyjdzie dzień, że poznam inną kobietę i w końcu nadszedł ten... a ja nadal nie odchodzę i czekam, czekam z uporem maniaka, że on jednak mnie w końcu pokocha, zrozumie, że jestem wyjątkowa, tylko dlaczego jak mam przebłyski rozumu to nie wierzę, że nadejdzie ten dzień???

Aniknom, czy ty jesteś masochistką?
Przecie on się na Tobie odgrywa, powiedziałabym wręcz, że znęca się psychicznie, przecież to nienormalne.
Ja bym dawno powiedziała, żeby pakował tobołek i wyp... A skoro te Gosie, Mariolki i inne są takie cudowne to niech sobie go wezmą pod skrzydełka. A wywalą niedługo. Bo chwilowe przebywanie to sielanka, a całodobowe wymaga już większego poświęcenia.




Powtórzę raz jeszcze, że owlę pod mostem w jednych gaciach, niż ze szmaciarzem w pałacach, mieszkaniu, czymkolwiek. Bo to chore jest. I dlaczego masz tak żyć.

Ja bym nie potrafiła pójść do łóżka z kimś kto mnie zdradził i nie przemawia do mnie opinia, że to jest chwila, że facet na imprezie zobaczy laskę i idzie z nią, bo nie myśli. Tai samiec idiota to nieporozumienie, jeśli to tak ma wyglądać rzeczywiście.
Ja się czymś takim brzydzę. I choćby jaja miał ze złota za przeproszeniem.

Rozumiem, że Ty "wolisz pod mostem" , a co z dziećmi? też z nimi pod most?

7 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Rozumiem, że Ty "wolisz pod mostem" , a co z dziećmi? też z nimi pod most?

Znowu zaslaniasz sie dziecmi.Masz prace i dostaniesz alimenty, wiec zaden most Ci nie grozi. A poki co to jestes niemal w rynsztoku. Ostre slowo ale inaczej nie da sie tego zwiazku okreslic. To on zrobil z waszego malzenstwa rynsztok ponizajac Cie w kazdy mozliwy sposob, ale Ty w nim tkwisz i sama musisz sie z niego wydostac.

7 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

ankinom..a jestes juz pewna, ze chcesz zmian na lepsze (na gorsze juz sie nie da po tym co przeczytalam)? Bo dzis jestes slna a jutro znow jakis sms, mailik, telefon od kochanki numer 15, bajdurzenie o wspolnym mieszkaniu ale przedzielonym drutem kolczastym..i znow bedziesz w rozsypce.

Fajny spis wymagan ma ten Twoj, pozal sie Boze, Romeo.

To zdanie mnie z lekka zdenerwowalo (dzis mam dzien eufemizmow, bo moglabym to dosadniej ujac;)

"mój problem: niskie poczucie własnej wartości i stąd te ciągłe wypełnianie jego niekończących się wymagań..."

Twoj problem to nie tylko wypelnianie wymagan, to rowniez brak wymagan z Twojej strony.
On Ci zrobil liste i wypunktowal kwalifikacje zony idealnej, ktorych chyba nawet super cyborg by nie spelnil..a TY? Czy Ty czegokolwiek i kiedykolwiek wymagalas od niego? Zastanow sie, jak szybko tracisz szacunek do osob az nadto usluznych. Niby tak ie powinno byc, za dobroc powinnismy odplacac dobrocia ale niestety..w czlowieku drzemie maly egoista (juz od dziecka) i jesli nie wyznaczysz mu granic tego egoizmu to bedzie sondowal i probowal dostac wiecej i wiecej. Ty zadnych granic egoizmu swojemu jeszczemezowi nie wyznaczylas i on poszedl na calosc. Bo wiedzial, ze moze sobie na to pozwolic. Jak dziecko, ktore mama wychowuje "bezstresowo".

To odnosnie wymagan ale summa sumarrum..to jest wielkie "g" a nie normalny zwiazek. I nie rozumiem Cie dlaczego w nim na sile tkwisz.

Moim zdaniem, Ty nie chcesz rozstania..mimo wszystko. Gdybys naprawde chciala, Twoj maz lowelas, juz by zniknal z Twjego (nie waszego - zofia ma 100% racji) zycia. A Ty zamiast szukac wyjasnien dla jego chorych zachowan, mialabys juz w tej chwili swiety spokoj. W ten sposob stoisz w miejscu. Szukasz wyjasnien i pretekstow dlaczego jestescie razem..to oszukiwanie samej siebie.

Masz 36 lat, mloda, ladna, inteligentna kobieta..teraz wyobraz sobie siebie z nim za lat 20. 56-latka..nadal upokarzana i niekochana,z kazdym dniem coraz bardziej samotna (dzieci odejda) i nie widzaca juz zadnych perspektyw na zmiane na lepsze.Tego chcesz? A 20 lat to szmat czasu (drugie takie malzenstwo) i mozesz je przezyc zupelnie inaczej, wspaniale i wedlug wlasnego widzimisie, mozesz zaznac tyle milosci ile sama potrafisz dawac. Ale najpierw odetnij te 16 zmarnowanych lat z Twojego mlodego zycia. Zrob cos, zeby on wiedzial, ze to naprawde koniec waszego pseudo zwiazku.

Mussuka, ja też miałam wymagania i jasno to określałam, czasami "to" dostawałam czasami "nie"  i wiedziałam jaki chce stworzyć związek...


Byliśmy ze sobą 16 lat, przynajmniej w początkowej fazie naszego związku, było jakieś tam uczucie, dlaczego nam się nie udało 2 powody:

1. Miałam i mam niskie poczucie własnej wartości, to nie jest tak, że nagle przestałam w siebie wierzyć, to był proces od najmłodszych lat:
-alkohol w domu
-bieda
-brak akceptacji wśród rówieśników, wynikające z powyższych punktów

jeżeli chodzi o rodziców zawsze mnie kochali i we mnie wierzyli, miałam i mam w nich oparcie, nigdy nie zaznałam przemocy ani fizycznej ani psychicznej - ale w życiu każdego człowieka jest okres kiedy najważniejsza jest akceptacja koleżanek, ja jej nie miałam, wyrosłam na cichą, nieśmiałą kobietę, nie potrafiącą zawalczyć o siebie, nie potrafiłam określić granic mojej "nietykalności", jeżeli ktoś na mnie nakrzyczał zamykałam się w sobie , ale nie potrafiłam się obronić... dlaczego? może jedynie psycholog umiałby na to odpowiedzieć...

2. Mój mąż zakochał się we mnie, no może raczej zauroczył, według niego od samego początku nie byłam tą "idealną", ale miał nadzieję, że "zajmie " się mną, pokieruje, nada odpowiedni kierunek. Dzisiaj mąż przyznaje, że popełnił błąd, bo nie da się zmienić czyjeś osobowości, te wszystkie wymagania odnośnie mojego wyglądu, sposobu zajmowania się domem były dla mojego dobra,  że wymagając i krytykując zmobilizuje mnie do działania - on w to wierzył, a ponieważ ja nie potrafiłam walnąć ręką w stół, z powodów wyżej opisanych i powiedzieć co o tym myślę, doszliśmy do sytuacji, że mąż przestał mnie kochać, a ja całkowicie straciłam resztki godności, hmm czy ja ją w ogóle miałam?

Zauważcie, kobieta, która nigdy w siebie nie wierzyła, chciała być kochana, nagle dowiaduje się, że przez 16 lat była manipulowana i że manipulantowi to się znudziło, więc ją zostawił, czy taka osoba potrafi podnieść głowę i iść dalej? Ja podłam na kolan i próbuję poradzić sobie z uczuciem ODRZUCENIA, ja nie błagam i nie proszę o jego powrót, mam na tyle w sobie "mądrości", że wiem, że już nas nie ma...



Od dzisiaj przyrzekam nigdy więcej ŻADNYCH ŁEZ!

kluczem do mojego "uwolnienia się" jest przestać żyć przeszłością, bo to "ona" jest powodem moich łez : bo kiedyś mnie przytulał, bo kiedyś ze sobą rozmawialiśmy, bo... i tego jest mi brak, no i moje marzenie o pełnej szczęśliwej rodzinie, tak jak na obrazkach moich dzieci: mama, tata , brat, siostrzyczka... tego już nie ma,

teraz czas na przewartościowanie swojego życia, musimy razem mieszkać - ok, ale mieszkamy jak lokatorzy, według męża da się, wystarczy, że nie będziemy się kłócić i najważniejsze ja muszę ODPUŚCIĆ, przestać robić  z siebie OFIARĘ, bo on nie zrezygnuje ze swojej wolności i nie ma zamiaru rezygnować ze spotkań z innymi kobietami, bo przecież z nimi nie sypia, wiec po co robię z tego powodu aferę.

.... tyle było rozmów, kłótni, wałkowania w kółko tego samego i dopiero wczoraj coś "pękło" -  dopiero teraz ZROZUMIAŁAM!

Muszę nauczyć się "żyć" sama, bo najpierw dom rodzinny, później mąż, nigdy sama nie decydowałam o swoim życiu, czas dorosnąć i ponosić konsekwencje za swoje wybory, bo przecież nikt mnie nie zmuszał do małżeństwa, był czas, kiedy mogłam się wycofać , nie zrobiłam tego, dzisiaj "płacę" za to i ważne wynieść z tego naukę: nie popełniać tych samych błędów

To wszystko nie oznacza, że jestem już "zdrowa..

Jak znowu , o nie dopiero uwierzyć w siebie? poczuć się wartościową osobą, czy jest jakiś sposób. aby pokochać siebie?

7 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:

ankinom..a jestes juz pewna, ze chcesz zmian na lepsze (na gorsze juz sie nie da po tym co przeczytalam)? Bo dzis jestes slna a jutro znow jakis sms, mailik, telefon od kochanki numer 15, bajdurzenie o wspolnym mieszkaniu ale przedzielonym drutem kolczastym..i znow bedziesz w rozsypce.

Fajny spis wymagan ma ten Twoj, pozal sie Boze, Romeo.

To zdanie mnie z lekka zdenerwowalo (dzis mam dzien eufemizmow, bo moglabym to dosadniej ujac;)

"mój problem: niskie poczucie własnej wartości i stąd te ciągłe wypełnianie jego niekończących się wymagań..."

Twoj problem to nie tylko wypelnianie wymagan, to rowniez brak wymagan z Twojej strony.
On Ci zrobil liste i wypunktowal kwalifikacje zony idealnej, ktorych chyba nawet super cyborg by nie spelnil..a TY? Czy Ty czegokolwiek i kiedykolwiek wymagalas od niego? Zastanow sie, jak szybko tracisz szacunek do osob az nadto usluznych. Niby tak ie powinno byc, za dobroc powinnismy odplacac dobrocia ale niestety..w czlowieku drzemie maly egoista (juz od dziecka) i jesli nie wyznaczysz mu granic tego egoizmu to bedzie sondowal i probowal dostac wiecej i wiecej. Ty zadnych granic egoizmu swojemu jeszczemezowi nie wyznaczylas i on poszedl na calosc. Bo wiedzial, ze moze sobie na to pozwolic. Jak dziecko, ktore mama wychowuje "bezstresowo".

To odnosnie wymagan ale summa sumarrum..to jest wielkie "g" a nie normalny zwiazek. I nie rozumiem Cie dlaczego w nim na sile tkwisz.

Moim zdaniem, Ty nie chcesz rozstania..mimo wszystko. Gdybys naprawde chciala, Twoj maz lowelas, juz by zniknal z Twjego (nie waszego - zofia ma 100% racji) zycia. A Ty zamiast szukac wyjasnien dla jego chorych zachowan, mialabys juz w tej chwili swiety spokoj. W ten sposob stoisz w miejscu. Szukasz wyjasnien i pretekstow dlaczego jestescie razem..to oszukiwanie samej siebie.

Masz 36 lat, mloda, ladna, inteligentna kobieta..teraz wyobraz sobie siebie z nim za lat 20. 56-latka..nadal upokarzana i niekochana,z kazdym dniem coraz bardziej samotna (dzieci odejda) i nie widzaca juz zadnych perspektyw na zmiane na lepsze.Tego chcesz? A 20 lat to szmat czasu (drugie takie malzenstwo) i mozesz je przezyc zupelnie inaczej, wspaniale i wedlug wlasnego widzimisie, mozesz zaznac tyle milosci ile sama potrafisz dawac. Ale najpierw odetnij te 16 zmarnowanych lat z Twojego mlodego zycia. Zrob cos, zeby on wiedzial, ze to naprawde koniec waszego pseudo zwiazku.

Mussuka, ja też miałam wymagania i jasno to określałam, czasami "to" dostawałam czasami "nie"  i wiedziałam jaki chce stworzyć związek...


Byliśmy ze sobą 16 lat, przynajmniej w początkowej fazie naszego związku, było jakieś tam uczucie, dlaczego nam się nie udało 2 powody:

1. Miałam i mam niskie poczucie własnej wartości, to nie jest tak, że nagle przestałam w siebie wierzyć, to był proces od najmłodszych lat:
-alkohol w domu
-bieda
-brak akceptacji wśród rówieśników, wynikające z powyższych punktów

jeżeli chodzi o rodziców zawsze mnie kochali i we mnie wierzyli, miałam i mam w nich oparcie, nigdy nie zaznałam przemocy ani fizycznej ani psychicznej - ale w życiu każdego człowieka jest okres kiedy najważniejsza jest akceptacja koleżanek, ja jej nie miałam, wyrosłam na cichą, nieśmiałą kobietę, nie potrafiącą zawalczyć o siebie, nie potrafiłam określić granic mojej "nietykalności", jeżeli ktoś na mnie nakrzyczał zamykałam się w sobie , ale nie potrafiłam się obronić... dlaczego? może jedynie psycholog umiałby na to odpowiedzieć...

2. Mój mąż zakochał się we mnie, no może raczej zauroczył, według niego od samego początku nie byłam tą "idealną", ale miał nadzieję, że "zajmie " się mną, pokieruje, nada odpowiedni kierunek. Dzisiaj mąż przyznaje, że popełnił błąd, bo nie da się zmienić czyjeś osobowości, te wszystkie wymagania odnośnie mojego wyglądu, sposobu zajmowania się domem były dla mojego dobra,  że wymagając i krytykując zmobilizuje mnie do działania - on w to wierzył, a ponieważ ja nie potrafiłam walnąć ręką w stół, z powodów wyżej opisanych i powiedzieć co o tym myślę, doszliśmy do sytuacji, że mąż przestał mnie kochać, a ja całkowicie straciłam resztki godności, hmm czy ja ją w ogóle miałam?

Zauważcie, kobieta, która nigdy w siebie nie wierzyła, chciała być kochana, nagle dowiaduje się, że przez 16 lat była manipulowana i że manipulantowi to się znudziło, więc ją zostawił, czy taka osoba potrafi podnieść głowę i iść dalej? Ja podłam na kolan i próbuję poradzić sobie z uczuciem ODRZUCENIA, ja nie błagam i nie proszę o jego powrót, mam na tyle w sobie "mądrości", że wiem, że już nas nie ma...



Od dzisiaj przyrzekam nigdy więcej ŻADNYCH ŁEZ!

kluczem do mojego "uwolnienia się" jest przestać żyć przeszłością, bo to "ona" jest powodem moich łez : bo kiedyś mnie przytulał, bo kiedyś ze sobą rozmawialiśmy, bo... i tego jest mi brak, no i moje marzenie o pełnej szczęśliwej rodzinie, tak jak na obrazkach moich dzieci: mama, tata , brat, siostrzyczka... tego już nie ma,

teraz czas na przewartościowanie swojego życia, musimy razem mieszkać - ok, ale mieszkamy jak lokatorzy, według męża da się, wystarczy, że nie będziemy się kłócić i najważniejsze ja muszę ODPUŚCIĆ, przestać robić  z siebie OFIARĘ, bo on nie zrezygnuje ze swojej wolności i nie ma zamiaru rezygnować ze spotkań z innymi kobietami, bo przecież z nimi nie sypia, wiec po co robię z tego powodu aferę.

.... tyle było rozmów, kłótni, wałkowania w kółko tego samego i dopiero wczoraj coś "pękło" -  dopiero teraz ZROZUMIAŁAM!

Muszę nauczyć się "żyć" sama, bo najpierw dom rodzinny, później mąż, nigdy sama nie decydowałam o swoim życiu, czas dorosnąć i ponosić konsekwencje za swoje wybory, bo przecież nikt mnie nie zmuszał do małżeństwa, był czas, kiedy mogłam się wycofać , nie zrobiłam tego, dzisiaj "płacę" za to i ważne wynieść z tego naukę: nie popełniać tych samych błędów

To wszystko nie oznacza, że jestem już "zdrowa..

Jak znowu , o nie dopiero uwierzyć w siebie? poczuć się wartościową osobą, czy jest jakiś sposób. aby pokochać siebie?

Ankinom jakbym czytała samą siebie jestem dokładnym odbiciem ciebie nigdy w siebie nie wierzyłam byłam niesmiała mój facet chciał mnie zmienić w końcu znalazł inną. Dobrze wiedzieć że nie jestem w tym sama bo już myślałamże faktycznie coś ze mną jest nie tak odejście męża to zmieniło zaczęłam wierzyć w siebie wychodzic do ludzi po tym jak mój mnie non stop wyśmiewał  i traktował "z góry" życzę by on tez został tak potraktowany. Wiem i muszę sie zmienić każdego dnia powtarzam sobie dam radę muszę dla synka on mnie teraz potrzebuje najbardziej.

7 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie panie, obrazicie sie pewnie ale w moich oczach jestescie bardzo slabymi kobietami. Nie zlymi, niezaradnymi, slabymi w braniu obowiazkow na siebie. Tutaj nic sobie do zarzucenia nie macie.

Wy macie slaba psychike i asertywnosci mniej niz zero. No i niestety jestescie uzaleznione od mezczyzn..krzywdzicieli.

Trudno, taka droge sobie wybralyscie, wasz krzyz i Wy go poniesiecie. Niestety wasze dzieci tez. Nie ma sensu przekonywac osob, ktore bronia sie rekoma i nogami przed prawda, ze dalsze tkwienie w pseudozwiazku jest duzo gorsze niz start od nowa i samemu. W PELNEJ izolacji od partnera.

Nie wierze w ani jedno slowo, ze mieszkajac nadal ze swoim mezem jestes w stanie kiedykolwiek wyleczyc sie z tej chorej milosci. Nie uda sie.

Ankinom..prosze, nie zaslaniaj sie dziecinstwem, to nie fair. Napisalas, ze w domu byl alkohol i bieda a to poskutkowalo odrzuceniem Cie przez rowiesnikow. Jednoczesnie piszesz, ze mialas dobry dom i kochajacych Cie oraz wspierajacych rodzicow. Wiec powinnas byla czerpac sile z tego a nie ogladac sie na opinie kolezanek. Wstydzilas sie swojej rodziny, domu? To niezbyt zrozumiale dla nie skoro nikt Cie nie skrzywdzil tak naprawde, dlaczego powody swego pozniejszego zachowania widzisz w dziecinstwie? TY a nie kto inny wybralas niewlasciwego partnera i to ON jest powodem Twoich nieszczesc. Nie TY, nie Twoi rodzice, kolezanki, sasiedzi ale ON. To nie Ty powinnas sie zmieniac, to ON ma wiele do naprawy w swoim zachowaniu. Zdrowa i silna kobieta dawno by to dostrzegla, niestety slabsze ulegaja stopniowej degradacji..dzien po dniu sa niszczone i nadal to akceptuja. Dla mnie to fenomen.

No i to nie rodzice czy alkohol czy kolezanki maja wplyw na to, ze kobieta nadal tkwi w niezdrowym zwiazku. To JEJ wlasna decyzja i konsekwencje tego trzeba poniesc samemu. Najbardziej szkoda mi dzieci, ktore przez slabosc mamy tez doswiadczaja tego "raju".

Dobrze, ze chociaz maz izy odszedl, bo pewnie sama tez by nie zdecydowala sie na zakonczenie swojej love story. Tylko nie wiem po co ten dopisek "wiem i musze sie zmienic"? a co tu zmieniac? Byc soba ale odwazna i wymagajaca od innych, to wystarczy.

7 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja nie mogę w pełnej izolacji zacząć wszystkiego od nowa ze zrozumiałych względów mam dziecko, które potrzebuje też ojca od czasu do czasu a więc i ja musze go widywac inaczej sie nie da. Poza tym masz absolutna racje jestesmy słabe ale nie wszystkie maja silne charaktery. Też bym chciała być silna i asertywna wierz mi

7 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

(...)Też bym chciała być silna i asertywna wierz mi

Jeśli chcesz, to podejmij taką decyzję. O byciu silną i asertywną.

To wszystko jest kwestią wyboru.
Są osoby, które decydują się (nie bez trudności) na życie bez mężczyzny, i te, które są uzależnione od niego. Dla tych drugich też jest wyjście - własna terapia.
Jest tylko małe"ale". Trzeba podjąć decyzję o terapii, poszukać terapeuty i... uzależnieniu mówimy "stop".
Brak takiej decyzji, w przypadku osób uzależnionych (tak, wiem, to nieładnie brzmiące słowo), też jest decyzją.
Decyzją na życie z człowiekiem, który nie kocha, który poniża, który upokarza, ale który JEST.

7 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Ja nie mogę w pełnej izolacji zacząć wszystkiego od nowa ze zrozumiałych względów mam dziecko, które potrzebuje też ojca od czasu do czasu a więc i ja musze go widywac inaczej sie nie da. Poza tym masz absolutna racje jestesmy słabe ale nie wszystkie maja silne charaktery. Też bym chciała być silna i asertywna wierz mi

Bardzie odnosilam te izolacje do sytuacji ankinom.oni mieszkaja razem i to ja niszczy wewnetrznie. Oczywiscie, ze kontakt ojca z dzieckiem to tez kontakt ale nie daje mu juz szansy na dalsze ponizanie partnerki. Nie moze nia juz w zaden sposob sterowac a chyba tego chca uniknac kobiety tu piszace.

Mozna stac sie silna i asertywna - wierz mi. Da sie tylko trzeba chciec i codziennie cwiczyc. Nauczyc sie odmawiac, najpierw malych rzeczy, pozniej wiekszych. Odmawiac to nie znaczy kogos ranic czy obrazac, to znaczy zachowac zdrowy balans miedzy dawaniem a braniem. Od samego poczatku postawic sprawe jasno..od dzis nie zgadzam sie na to, od dzis ja robie tylko to. Bedzie bunt, krzyki, obrazanie itp. to jasne, ale co z tego? Konsekwentnie stan przy swoim, z czasem bunt oslabnie i przeciwnik (o ile maz jest przeciwnikiem) wlaczy sie - bo nie bedzie mial innego wyjscia. No ma inne wyjscie - zmienic lokal, a to czasem jest jak zbawienie:)

7 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję ci za wsparcie masz rację że asertywności można sie nauczyć ja się jej uczę teraz nieustannie i w relacjach z byłym i teściową a mam wredną bo ścibską i dyktatorską ostatnio chodzi obrażona bo powiedziałam jej kilka słow prawdy o wtrącaniu się nie jest mi łatwo bo ona lubi sie we wszystko wtracać mąż zresztą też mimo że wyprowadził sie kluczy nie oddał  bo uważa że nie musi. Jak go stanowczo o to poprosiłam to mnie wyśmiał i zrobił ze mnie awanturnicę że tyle mi zostawia aja śmiem żądać od niego kluczy. Także nie jest łatwo byż asertywnym zwłaszcza wobec ludzi dyktatorów i wtrącających się i pilnujących cię na każdym kroku

7 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj Mussako - usłyszałam chyba po raz kolejny-tak włączę się do dyskusji-od mojej siostry to samo co piszesz Ty. Brak asertywności, zero siły i podejmowania racjonalnych decyzji. Poryczałam się, bo tkwiąc w takim związku jak inne babki kochające za bardzo, zatraciłam samą siebie. Uzależniłam się chyba na prawdę od tego człowieka, ale tylko nie rozumiem dlaczego, u mnie w rodzinie było ok. Ojciec miał problemy z alkoholem, ale zawsze dbał o rodzinę pod względem finansowym i nie tylko. Zatraciłam się w tym związku po raz kolejny, bo kiedyś nabrałam siły i spakowalam jego rzeczy w 10 minut i żyłam sama z dzieckiem przez 1,5 roku. Cierpiałam, ale powstałam z tego cierpienia, zaczęłam wierzyć w siebie, zaczęłam robić to co chcę, czuć się wolna, ale co z tego?! Weszłam drugi raz do tej samej rzeki i jakoś sił nie mogę nabrać, żeby z tego wyjść. A przecież wiem, że dałabym sobie radę sama, bo póki co oparcia nie mam w nim żadnego....
Wracając do dziewczyn tu-one się boją tej samotności, boją się startu od nowa - bo co nieznane daje nam poczucie lęku. Boją się być może ciągłego obwiniana w przyszłości, że to ich wina, że związek się rozpadł i i tkwienia w poczuciu tej winy, a faceci - tacy faceci, których żony kochają za bardzo, idealnie potrafią to robić.
Nie usprawiedliwiając już nikogo-z resztą m. in. siebie - Mussaka masz rację co do wszystkiego. Ja dzięki takim osobom, piszącym tak rzeczowo, tak wymownie, tak jakbym chciała czytać i usłyszeć - myślę DOŚĆ, dość tego w czym żyję i biję się sama w myślach, przekonuję się sama, że to w czym tkwię to już dawno nie miłość. To chory układ. Tak samo jak reszta zakrywam się rodziną, dzieckiem, domem, ale po co właściwie, do czego ma mi to służyć?!
Chcę podjąć walkę z tym chorym układem i wyrwać się z tego mimo wszystko!!!

7 572 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-31 12:42:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie ojciec mojego dziecka straszył krzywdzeniem innych. I bałam się o nich. Ale to każdy musi obronić się sam.

A wczoraj baba ojca mojego dziecka zwyzywała mnie, bo nazwałam ją jego służącą i tak ją to zirytowało, że ryczała. Prawda w oczy kole. I ona mi będzie mówić, że zna go lepiej.

To kochanie za bardzo to usprawiedliwianie.

7 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Chcę" - to mówienie i myślenie z pozycji dziecka.

Dorosły podejmuje decyzje.

7 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Drogie panie, obrazicie sie pewnie ale w moich oczach jestescie bardzo slabymi kobietami. Nie zlymi, niezaradnymi, slabymi w braniu obowiazkow na siebie. Tutaj nic sobie do zarzucenia nie macie.

Wy macie slaba psychike i asertywnosci mniej niz zero. No i niestety jestescie uzaleznione od mezczyzn..krzywdzicieli.

Trudno, taka droge sobie wybralyscie, wasz krzyz i Wy go poniesiecie. Niestety wasze dzieci tez. Nie ma sensu przekonywac osob, ktore bronia sie rekoma i nogami przed prawda, ze dalsze tkwienie w pseudozwiazku jest duzo gorsze niz start od nowa i samemu. W PELNEJ izolacji od partnera.

Nie wierze w ani jedno slowo, ze mieszkajac nadal ze swoim mezem jestes w stanie kiedykolwiek wyleczyc sie z tej chorej milosci. Nie uda sie.

Ankinom..prosze, nie zaslaniaj sie dziecinstwem, to nie fair. Napisalas, ze w domu byl alkohol i bieda a to poskutkowalo odrzuceniem Cie przez rowiesnikow. Jednoczesnie piszesz, ze mialas dobry dom i kochajacych Cie oraz wspierajacych rodzicow. Wiec powinnas byla czerpac sile z tego a nie ogladac sie na opinie kolezanek. Wstydzilas sie swojej rodziny, domu? To niezbyt zrozumiale dla nie skoro nikt Cie nie skrzywdzil tak naprawde, dlaczego powody swego pozniejszego zachowania widzisz w dziecinstwie? TY a nie kto inny wybralas niewlasciwego partnera i to ON jest powodem Twoich nieszczesc. Nie TY, nie Twoi rodzice, kolezanki, sasiedzi ale ON. To nie Ty powinnas sie zmieniac, to ON ma wiele do naprawy w swoim zachowaniu. Zdrowa i silna kobieta dawno by to dostrzegla, niestety slabsze ulegaja stopniowej degradacji..dzien po dniu sa niszczone i nadal to akceptuja. Dla mnie to fenomen.

No i to nie rodzice czy alkohol czy kolezanki maja wplyw na to, ze kobieta nadal tkwi w niezdrowym zwiazku. To JEJ wlasna decyzja i konsekwencje tego trzeba poniesc samemu. Najbardziej szkoda mi dzieci, ktore przez slabosc mamy tez doswiadczaja tego "raju".

Dobrze, ze chociaz maz izy odszedl, bo pewnie sama tez by nie zdecydowala sie na zakonczenie swojej love story. Tylko nie wiem po co ten dopisek "wiem i musze sie zmienic"? a co tu zmieniac? Byc soba ale odwazna i wymagajaca od innych, to wystarczy.

Bo, jak już tu kiedyś napisałam, szczęście jest możliwe, ale nie obowiązkowe.

7 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chcieć to móc, chcieć to zacząć działać!

7 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Dziękuję ci za wsparcie masz rację że asertywności można sie nauczyć ja się jej uczę teraz nieustannie i w relacjach z byłym i teściową a mam wredną bo ścibską i dyktatorską ostatnio chodzi obrażona bo powiedziałam jej kilka słow prawdy o wtrącaniu się nie jest mi łatwo bo ona lubi sie we wszystko wtracać mąż zresztą też mimo że wyprowadził sie kluczy nie oddał  bo uważa że nie musi. Jak go stanowczo o to poprosiłam to mnie wyśmiał i zrobił ze mnie awanturnicę że tyle mi zostawia aja śmiem żądać od niego kluczy. Także nie jest łatwo byż asertywnym zwłaszcza wobec ludzi dyktatorów i wtrącających się i pilnujących cię na każdym kroku

izula..nie jest to latwe, tego uczyc mozna sie przez cale zycie i nie dojsc do calkowitej perfekcji. Ale warto. Widzisz czlowiek asertywny to taki pomiedzy ofiara a dyktatorem. Te dwie ostatnie osoby to przeciwlegle bieguny, osoba asertywna to zloty srodek.ale to sztuka do tego dojsc a potem nie przedobrzyc (tez mozliwe, jesli trafi nam sie ktos slabszy..np. dziecko..tak czesto obrywaja za nasze niepowodzenia).
Odnosnie kluczy..ma prawo do nich? Tzn. na czyje imie jest mieszkanie, kto jest tam zameldowany, kto placi za czynsz i inne rachunki? To dom czy mieszkanie? Sa drogi..administracja, policja..najprosciej - wymiana zamkow (koszt ALE jednorazowy i jaka satysfakcja jak postoi i pogmera w nowym zamku:).

7 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja uwierzyłam, że klucza nie miał, zamka nie zmieniłam, i sobie zabrał co chciał.. A taki był kochający

7 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
izula69 napisał/a:

Dziękuję ci za wsparcie masz rację że asertywności można sie nauczyć ja się jej uczę teraz nieustannie i w relacjach z byłym i teściową a mam wredną bo ścibską i dyktatorską ostatnio chodzi obrażona bo powiedziałam jej kilka słow prawdy o wtrącaniu się nie jest mi łatwo bo ona lubi sie we wszystko wtracać mąż zresztą też mimo że wyprowadził sie kluczy nie oddał  bo uważa że nie musi. Jak go stanowczo o to poprosiłam to mnie wyśmiał i zrobił ze mnie awanturnicę że tyle mi zostawia aja śmiem żądać od niego kluczy. Także nie jest łatwo byż asertywnym zwłaszcza wobec ludzi dyktatorów i wtrącających się i pilnujących cię na każdym kroku

izula..nie jest to latwe, tego uczyc mozna sie przez cale zycie i nie dojsc do calkowitej perfekcji. Ale warto. Widzisz czlowiek asertywny to taki pomiedzy ofiara a dyktatorem. Te dwie ostatnie osoby to przeciwlegle bieguny, osoba asertywna to zloty srodek.ale to sztuka do tego dojsc a potem nie przedobrzyc (tez mozliwe, jesli trafi nam sie ktos slabszy..np. dziecko..tak czesto obrywaja za nasze niepowodzenia).
Odnosnie kluczy..ma prawo do nich? Tzn. na czyje imie jest mieszkanie, kto jest tam zameldowany, kto placi za czynsz i inne rachunki? To dom czy mieszkanie? Sa drogi..administracja, policja..najprosciej - wymiana zamkow (koszt ALE jednorazowy i jaka satysfakcja jak postoi i pogmera w nowym zamku:).

Mieszkanie jest na nas oboje zameldowany wciąż jest i z tego co wiem nie zamierza się wymeldowywać płacę ja od teraz jak jeszcze mieszkał płaciliśmy po połowie. Co do zmiany zamków zagroził mi żebym tego nie robiła. Jestem w kropce.

7 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To, że zagroził, to wiesz...

7 580

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Wczoraj Mussako - usłyszałam chyba po raz kolejny-tak włączę się do dyskusji-od mojej siostry to samo co piszesz Ty. Brak asertywności, zero siły i podejmowania racjonalnych decyzji. Poryczałam się, bo tkwiąc w takim związku jak inne babki kochające za bardzo, zatraciłam samą siebie. Uzależniłam się chyba na prawdę od tego człowieka, ale tylko nie rozumiem dlaczego, u mnie w rodzinie było ok. Ojciec miał problemy z alkoholem, ale zawsze dbał o rodzinę pod względem finansowym i nie tylko. Zatraciłam się w tym związku po raz kolejny, bo kiedyś nabrałam siły i spakowalam jego rzeczy w 10 minut i żyłam sama z dzieckiem przez 1,5 roku. Cierpiałam, ale powstałam z tego cierpienia, zaczęłam wierzyć w siebie, zaczęłam robić to co chcę, czuć się wolna, ale co z tego?! Weszłam drugi raz do tej samej rzeki i jakoś sił nie mogę nabrać, żeby z tego wyjść. A przecież wiem, że dałabym sobie radę sama, bo póki co oparcia nie mam w nim żadnego....
Wracając do dziewczyn tu-one się boją tej samotności, boją się startu od nowa - bo co nieznane daje nam poczucie lęku. Boją się być może ciągłego obwiniana w przyszłości, że to ich wina, że związek się rozpadł i i tkwienia w poczuciu tej winy, a faceci - tacy faceci, których żony kochają za bardzo, idealnie potrafią to robić.
Nie usprawiedliwiając już nikogo-z resztą m. in. siebie - Mussaka masz rację co do wszystkiego. Ja dzięki takim osobom, piszącym tak rzeczowo, tak wymownie, tak jakbym chciała czytać i usłyszeć - myślę DOŚĆ, dość tego w czym żyję i biję się sama w myślach, przekonuję się sama, że to w czym tkwię to już dawno nie miłość. To chory układ. Tak samo jak reszta zakrywam się rodziną, dzieckiem, domem, ale po co właściwie, do czego ma mi to służyć?!
Chcę podjąć walkę z tym chorym układem i wyrwać się z tego mimo wszystko!!!

Kochana, a czy ktos nam obiecal zycie rozami uslane? I ze zawsze bedzie z gorki? I za jak raz na laurach spoczne to jestem zwolniona z dalszego myslenia i dzialania?

Nie, nie ma takiej gwarancji, NIKT. Nawet Ci , co teraz im dobrze i slodko, moga sie jutro znalezc na samym dnie. Bo takie jest zycie..nieprzewidywalne i przez to okrutne ale i piekne. Bo po dolkach sa i gorki, bo wciaz mamy wyzwania i nie umieramy jak zywe trupy tylko rozwijamy swoje ja i rosniemy w sile. Tylko roznica miedzy osobami slabymi a silnymi jest taka, ze slaby z dolka ani rusz nie chce wylezc, bo nawet na dnie ale jest mu tam wygodniej, bezpieczniej, po staremu a silny czlowiek na glowie stanie, kamieniolomy sam rozsadzi i ponownie stanie na szczycie.

Co to za glupoty (sorry;) z tym obwinianiem za rozpad zwiazku? Miedzy bajki to wlozcie i to natychmiast, bo od lat madrzy ludzie wiedza, ze za rozpad zwiazku winne sa obie strony. Nie ma wsrod nas aniolow i demonow, jestesmy lepsi i gorsi ale obie strony medalu sa nam znane.

Strach przed samotnoscia?? Jaka znow samotnoscia? Czy odejscie od tyrana (w kazdym tego slowa znaczeniu) oznacza epidemie na ziemii, wyginiecie gatunku ludzkiego? Odchodzi 1 (slownie:JEDEN) byle jaki mezczyzna. Miliardy ludzi nadal zyja i byc moze warto wsrod nich przebierac, wybierac i dobierac tych wartosciowych. Lepiej pozno niz wcale.

A wszelkie decyzje to najlepiej podjac dzis, a nie jutro. Jutro moze byc koniec swiata:))

7 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochanki mężów wiedzą lepiej kto jest winny. Mojego np. wie lepiej gdzie ja mieszkam i co gdzie mam. Pier...
Wiesz już dlaczego mówiłam o niej baba, ja to gdzieś wiedziałam, że jest tak samo szurnięta jak on, albo nawet jeszcze bardziej. I teraz mnie trafia, że dziecko ma być pod jednym dachem z takim kimś.

7 582

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Mieszkanie jest na nas oboje zameldowany wciąż jest i z tego co wiem nie zamierza się wymeldowywać płacę ja od teraz jak jeszcze mieszkał płaciliśmy po połowie. Co do zmiany zamków zagroził mi żebym tego nie robiła. Jestem w kropce.

W takim razie skoro uwaza, ze ma prawo wolnego poruszania sie po lokalu, ma tez obowiazek placenia polowy czynszu. Mozesz te kwestie obgadac w spoldzielni mieszkaniowej, administracji czy jak tam i spytac co w takiej sytuacji mozesz zrobic. Kazdy jeden prawnik tez Ci pomoze i nie sa to jakies okropne pieniadze.

Inne pytanie: macie formalny rozwod?

Jesli jestescie tylko w separacji to ciezko bedzie cos wyegzekwowac. Ale warto skonsultowac sie, bo nie sadze aby ex mogl bezkarnie "zamieszkiwac" u Ciebie za darmo.

Zbieraj wszystkie dowody wplat czynszu z Twojego konta..przyda sie. I w ogole wszystkie dowody, o tym, ze on sie wyprowadzil i kiedy. Przyda sie.

7 583

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Formalnego rozwodu nie mamy a mój nie kwapi sie składac  bo wie że bedzie z jego winy z mieszkaniem to wystąpiłam do administracji o zmniejszenie czynszu ale i tak uważam że powinien zostawić mi klucze bo już nie mieszka nie płaci co z tego że a akcie jesteśmy oboje ale on już nie mieszka. Z prawnikiem jestem umówiona zobaczymy co powie.

7 584 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-31 13:38:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Powinien coś doradzić.
Chociaż ja nie mam dobrych doświadczeń, nachodziłam się po prawnikach i każdy mówił co innego. Stwierdziłam potem, że będę słuchać jednego. Ale i tak było inaczej niż mówił. Ale to sprawa innego typu. Może taka w której nie ma uniwersalnego rozwiązania.

7 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Zauważcie, kobieta, która nigdy w siebie nie wierzyła, chciała być kochana, nagle dowiaduje się, że przez 16 lat była manipulowana i że manipulantowi to się znudziło, więc ją zostawił, czy taka osoba potrafi podnieść głowę i iść dalej? Ja podłam na kolan i próbuję poradzić sobie z uczuciem ODRZUCENIA, ja nie błagam i nie proszę o jego powrót, mam na tyle w sobie "mądrości", że wiem, że już nas nie ma...

Taka nie potrafi. Taka, której manipulowanie nią jej odpowiadało i takie zycie, potrafi szlochać, tęsknić, błagać. Jeśli sobie ZDASZ sprawę, że jesteś kochająca za bardzo i jeśli podejmiesz leczenie to wtedy dasz radę podnieść wysoko głowę i iść dalej.
Ankinom jesteś kkzb i podejmij leczenie poniewaz jest to choroba.

ankinom napisał/a:

Od dzisiaj przyrzekam nigdy więcej ŻADNYCH ŁEZ!

....ależ płacz, z płaczem uwalniamy sie z toksyn
Przyrzeknij nie nam a sobie, że podejmiesz leczenie z kochania za bardzo.

ankinom napisał/a:

kluczem do mojego "uwolnienia się" jest przestać żyć przeszłością, bo to "ona" jest powodem moich łez : bo kiedyś mnie przytulał, bo kiedyś ze sobą rozmawialiśmy, bo... i tego jest mi brak, no i moje marzenie o pełnej szczęśliwej rodzinie, tak jak na obrazkach moich dzieci: mama, tata , brat, siostrzyczka... tego już nie ma,

Kluczem jest terapia !
Rysunki Twoich dzieci: mama malutka, Tata duży i oczywiście mama i tata daleko od siebie a braciszek i siostrzyczka gdzieś w rogu kartki - ustawienia na kartce mogą być różne np. mama malutka gdzieś " w kąciku" lub mam z dziećmi razem a duża postać taty za nimi - taki rządzący tata. I co z tego , ze wszyscy sa na tym rysunku ?
Dzieci potrafią TYLKO na rysunku oddać jak widzą swoją rodzinę. Pokażą na rysunku patologię nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Samotne dzieci rysują swój dom: blok i jedno okno( jego mieszkania) jest duże. To okno przez które ono wypatruje rodziców albo rysuje siebie w pokoju pełnym zabawek. To jego dom, samotny dom.
Mój syn kiedyś narysował swoją rodzinę . On po środku trzymany przez nas za ręce. Ja drugą rękę mam wyciągniętą do ziemi a mój mąż drugą trzyma w kieszeni. Niby ok. tylko te ręce.........ja spracowana - ręka do ziemi ; on odpoczywający( lekceważący obowiązki domowe). Ja tego nie zauważałam a dziecko tak. I było tak. Wszystkie obowiązki domowe spoczywały na mnie - nie pracowałam zawodowo więc wydawało mi się , że te domowe ja powinnam "załatwiać".

ankinom napisał/a:

teraz czas na przewartościowanie swojego życia, musimy razem mieszkać - ok, ale mieszkamy jak lokatorzy, według męża da się, wystarczy, że nie będziemy się kłócić i najważniejsze ja muszę ODPUŚCIĆ, przestać robić  z siebie OFIARĘ, bo on nie zrezygnuje ze swojej wolności i nie ma zamiaru rezygnować ze spotkań z innymi kobietami, bo przecież z nimi nie sypia, wiec po co robię z tego powodu aferę.

Przeczytaj powyższy tekst ze zrozumieniem.
....według męża da się, nie będziemy.....a gdzie Twoje zdanie a gdzie ankonom.
MUSISZ ODPUŚCIĆ - święte słowa
NIE RÓB Z SIEBIE OFIARY- dobrze mówisz
....on nie zrezygnuje ze swojej wolności, ze spotkań ....i znowu ON a co Cię obchodzi co on robi i z czego nie ma zamiaru rezygnować. Powinnaś napisać raczej : ja ankinom lubię.......( czytać, spacery, kawiarnie, przyjaciółki) i NIE MAM ZAMIARU Z TEGO REZYGNOWAĆ ! NIE MAM ZAMIARU REZYGNOWAĆ Z SIEBIE !
Aferę powinnaś robić kiedy zwraca Ci uwagę co powinnaś  lub czego nie powinnaś robić, kiedy domaga spełniania małżeńskiego obowiązku. On ma rację , że za inne rzeczy nie powinnaś mu robić afery.

ankinom napisał/a:

.... tyle było rozmów, kłótni, wałkowania w kółko tego samego i dopiero wczoraj coś "pękło" -  dopiero teraz ZROZUMIAŁAM!

Sorki ale myślę , ze jeszcze nie zrozumiałaś. Poczytaj o  kobietach kochający za bardzo a masz szansę zrozumieć.

ankinom napisał/a:

Muszę nauczyć się "żyć" sama, bo najpierw dom rodzinny, później mąż, nigdy sama nie decydowałam o swoim życiu, czas dorosnąć i ponosić konsekwencje za swoje wybory, bo przecież nikt mnie nie zmuszał do małżeństwa, był czas, kiedy mogłam się wycofać , nie zrobiłam tego, dzisiaj "płacę" za to i ważne wynieść z tego naukę: nie popełniać tych samych błędów

To wszystko nie oznacza, że jestem już "zdrowa..

Nie jesteś zdrowa ale masz szanse.........masz szanse byc szczęśliwa, poczuc się WYZWOLONA.

ankinom napisał/a:

Jak znowu , o nie dopiero uwierzyć w siebie? poczuć się wartościową osobą, czy jest jakiś sposób. aby pokochać siebie?

Też jestem na etapie poszukiwań ale i ja i Ty kiedyś znajdziemy powody żeby siebie kochać smile smile smile
Bardzo mi zależy na Tobie na Twoim wyjściu z tego " zaklętego kręgu". Zawsze możesz na mnie liczyć.

7 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Drogie panie, obrazicie sie pewnie ale w moich oczach jestescie bardzo slabymi kobietami. Nie zlymi, niezaradnymi, slabymi w braniu obowiazkow na siebie. Tutaj nic sobie do zarzucenia nie macie.

Wy macie slaba psychike i asertywnosci mniej niz zero. No i niestety jestescie uzaleznione od mezczyzn..krzywdzicieli.

Trudno, taka droge sobie wybralyscie, wasz krzyz i Wy go poniesiecie. Niestety wasze dzieci tez. Nie ma sensu przekonywac osob, ktore bronia sie rekoma i nogami przed prawda, ze dalsze tkwienie w pseudozwiazku jest duzo gorsze niz start od nowa i samemu. W PELNEJ izolacji od partnera.

Nie wierze w ani jedno slowo, ze mieszkajac nadal ze swoim mezem jestes w stanie kiedykolwiek wyleczyc sie z tej chorej milosci. Nie uda sie.

Ankinom..prosze, nie zaslaniaj sie dziecinstwem, to nie fair. Napisalas, ze w domu byl alkohol i bieda a to poskutkowalo odrzuceniem Cie przez rowiesnikow. Jednoczesnie piszesz, ze mialas dobry dom i kochajacych Cie oraz wspierajacych rodzicow. Wiec powinnas byla czerpac sile z tego a nie ogladac sie na opinie kolezanek. Wstydzilas sie swojej rodziny, domu? To niezbyt zrozumiale dla nie skoro nikt Cie nie skrzywdzil tak naprawde, dlaczego powody swego pozniejszego zachowania widzisz w dziecinstwie? TY a nie kto inny wybralas niewlasciwego partnera i to ON jest powodem Twoich nieszczesc. Nie TY, nie Twoi rodzice, kolezanki, sasiedzi ale ON. To nie Ty powinnas sie zmieniac, to ON ma wiele do naprawy w swoim zachowaniu. Zdrowa i silna kobieta dawno by to dostrzegla, niestety slabsze ulegaja stopniowej degradacji..dzien po dniu sa niszczone i nadal to akceptuja. Dla mnie to fenomen.

No i to nie rodzice czy alkohol czy kolezanki maja wplyw na to, ze kobieta nadal tkwi w niezdrowym zwiazku. To JEJ wlasna decyzja i konsekwencje tego trzeba poniesc samemu. Najbardziej szkoda mi dzieci, ktore przez slabosc mamy tez doswiadczaja tego "raju".

Dobrze, ze chociaz maz izy odszedl, bo pewnie sama tez by nie zdecydowala sie na zakonczenie swojej love story. Tylko nie wiem po co ten dopisek "wiem i musze sie zmienic"? a co tu zmieniac? Byc soba ale odwazna i wymagajaca od innych, to wystarczy.

Teraz to mnie wkurzyłaś!

Nie zasłaniam się dzieciństwem, ale nie masz pojęcia co przeszłam, ok rodziców miałam kochających, ale co nie oznacza, że mając 7 lat musiałam zajmować się 2 rodzeństwa i sprzątać po pijackich burdach, ale oprócz rodziców była szkoła, gdzie spędzałam większość czasu, byłam wyśmiewana, odpychana, czy Ty wiesz jak bezwzględne są dzieci?, więc mi nie chrzań, że zwalanie winy na dzieciństwo jest nie fair, osobowość człowieka kształtuje się od pierwszych chwil życia a dzieciństwo, wychowanie i otoczenie maja na nas ogromny wpływ!

Jasne partnerów sami wybieramy, ale czy przypadkiem sama nie popełniłaś błędów przy swoich wyborach swoich partnerów? ok jesteś bardziej asertywny i nie każdą jest tak silna babką jak Ty i jak się nie mylę to nie mieszkasz w Polsce i nie bardzo znasz tutejsze realia. Opisując tutaj swoją historie liczyłam na pomoc a nie na dodatkowe obrażanie mnie,  dość mam tego we własnym domu! Pewnie mogę wynieść się do domu samotnej matki, tylko dlaczego mam rezygnować z tego co mi się należny? Nie zasłaniam się dziećmi, ale właśnie dla dzieci chce zachować mieszkanie, by żyły w normalnych warunkach

och po co ja w ogóle tutaj cokolwiek piszę ....

7 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Formalnego rozwodu nie mamy a mój nie kwapi sie składac  bo wie że bedzie z jego winy .

To zloz Ty, machina ruszy a on zobaczy, ze nie gadasz po proznicy:)

7 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula69 napisał/a:

Ankinom jakbym czytała samą siebie jestem dokładnym odbiciem ciebie nigdy w siebie nie wierzyłam byłam niesmiała mój facet chciał mnie zmienić w końcu znalazł inną. Dobrze wiedzieć że nie jestem w tym sama bo już myślałamże faktycznie coś ze mną jest nie tak odejście męża to zmieniło zaczęłam wierzyć w siebie wychodzic do ludzi po tym jak mój mnie non stop wyśmiewał  i traktował "z góry" życzę by on tez został tak potraktowany. Wiem i muszę sie zmienić każdego dnia powtarzam sobie dam radę muszę dla synka on mnie teraz potrzebuje najbardziej.

Dziewczyny kochać za bardzo to właśnie jest coś nie tak !!!
Izula i znowu odzywa sie w Tobie kochanie za bardzo.
Najpierw wszystko dla męża, teraz wszystko dla syna.
A gdzie jesteś TY ? Zgubiłaś się a warto sie odnaleźć i pożyć dla siebie.
Ja tez kiedyś uważałam, że mając dzieci powinnam żyć dla nich - nic bardziej mylnego.
Dzieci są dopełnieniem a nie podstawą naszego zycia.

7 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz rację ja też się liczę tez jestem ważna. Dziecko widząc szczęśliwą mamę samo czuje się szczęśliwe to powiedziała mi psycholog.

7 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom, ja wiem jakie potrafią być dzieci, mnie też dokuczały i są wspomnienia, które trwają do dziś. Niby ich nie ma, ale kiedy się coś wydarzy pojawiają się z powrotem.
Chodzi tylko o to, że czasem musimy znaleźć się na dnie i przez nie przejść, żeby móc się odbić. Ja wczoraj miałam jazdę z idiotą i jego nową babą, napisałam o tym w innym wątku. Aż się serce kraje jacy ludzie potrafią być. Ona mi do słuchawki płacze i mnie wyzywa i mi mówi co ja robię, robiłam, mam nie mam, No w głowie się nie mieści. Wychodzi na to, że jak dziecko jest u niego to ona decyduje nie on. W końcu chyba sama nie grzebie mu w telefonie, żeby przeczytać nasze rozmowy a potem oddzwaniać do mnie i mnie wyzywać, pouczać.  A kimże ona jest.
Tyle tylko, że ja muszę się bez przerwy użerać z nim, a teraz jeszcze z drugim damskim psychofagiem na dokładkę. Że ona to tamto, ja jej nie kazałam tam być i zajmować się moim dzieckiem. Niewinna matka Teresa się znalazła. O kur...
I będą mnie straszyć, oddaj, przywieź wtedy i wtedy, bo jadą na cmentarz na JEJ groby, bo tak sobie ZAPLANOWALI. A dziecko na groby swojej rodziny nie może. Bo nie i już. Taka odpowiedz.

7 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Teraz to mnie wkurzyłaś!

Nie zasłaniam się dzieciństwem, ale nie masz pojęcia co przeszłam, ok rodziców miałam kochających, ale co nie oznacza, że mając 7 lat musiałam zajmować się 2 rodzeństwa i sprzątać po pijackich burdach, ale oprócz rodziców była szkoła, gdzie spędzałam większość czasu, byłam wyśmiewana, odpychana, czy Ty wiesz jak bezwzględne są dzieci?, więc mi nie chrzań, że zwalanie winy na dzieciństwo jest nie fair, osobowość człowieka kształtuje się od pierwszych chwil życia a dzieciństwo, wychowanie i otoczenie maja na nas ogromny wpływ!

Jasne partnerów sami wybieramy, ale czy przypadkiem sama nie popełniłaś błędów przy swoich wyborach swoich partnerów? ok jesteś bardziej asertywny i nie każdą jest tak silna babką jak Ty i jak się nie mylę to nie mieszkasz w Polsce i nie bardzo znasz tutejsze realia. Opisując tutaj swoją historie liczyłam na pomoc a nie na dodatkowe obrażanie mnie,  dość mam tego we własnym domu! Pewnie mogę wynieść się do domu samotnej matki, tylko dlaczego mam rezygnować z tego co mi się należny? Nie zasłaniam się dziećmi, ale właśnie dla dzieci chce zachować mieszkanie, by żyły w normalnych warunkach

och po co ja w ogóle tutaj cokolwiek piszę ....

Wiesz co, nie rob z siebie biduli. Dla Twojej informacji, choc to zaden powod do chwaly, w moim domu rodzinnym tez byl alkohol i przemoc, psychiczna i fizyczna i cos, czego zaden ojciec corce robic nie powinien. Do szkoly tez chodzilam, czesto opowiadajac, ze nabilam sobie siniaka o szafe, choc dostawalm go zamiast mojej mamy, kiedy przed nia stawalam w obronie.

Wiec nie chrzanie Ci dyrdymalow, po prostu nie widze powodu aby o kazdy swoj WLASNY blad winic innych.

Wybieralam zle partnerow i od nich odchodzilam, mam dwojke dzieci i wielki kredyt do splacenia wiec choc nie po polsku, ale skromne zycie tez nie jest mi obce.

Syna wychowalam samotnie do 6-tego roku zycia, bo tatus wypial sie, BEZ alimentow, w Polsce. Pracowalam i odkladalam na mieszkanie..udalo sie i je kupic w koncu.

Przyjezdzajac tu gdzie jestem, nie znalam ani slowa w tutejszym jezyku, schowalam dyplomy i dume i szukalam pracy sprzataczki. Nie chciano mi jej dac, bo nie znam jezyka (glupie ale prawdziwe).
Ale nie poddalam sie. Nauczylam sie jezyka, dostalam wreszcie prace, pokonalam podejrzenia szefa i obcych kolegow wobec tej nowej, zagranicznej (to nie Irlandia czy UK), dostalam wreszcie awans, pozniej rozwiodlam sie, zostalam z dziecmi i oplatami wielkosci nieporownywalnych do polskich sama. Tak na jednej pensji zyje 2 lata i nie narzekam.
Teraz otwieramy oddzial w Polsce i 2 tygodnie temu wybrano mnie jego dyrektorem, wiec realia poznam jeszcze lepiej.

Jak widzisz, mnie nikt niczego na srebrnej tacy tez nie podal i moglabym czuc sie jak ofiara losu..ale szkoda mi czasu na patrzenie wstecz i rozpatrywanie co strasznego w zyciu mi sie przytrafilo.

Wiesz, jak jest mi cholernie ciezko to mysle o osobach naprawde pokrzywdzonych, kalekich, bitych, glodnych, o osobach takich jak Ochojska, ktora maz opuscil dla mlodszej, ladniejszej i zdrowej..a ona nadal walczy jak szalona.

Od takich osob czerpie sile..bo wcale nie mam jej w nadmiarze.

Ale lezec i plakac to kazdy potrafi, wstac i dac sobie kopa w tylek jest trudniej.

Ale i tak wole Cie wkurzona niz zaplakana:)

7 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
izula69 napisał/a:

Ja nie mogę w pełnej izolacji zacząć wszystkiego od nowa ze zrozumiałych względów mam dziecko, które potrzebuje też ojca od czasu do czasu a więc i ja musze go widywac inaczej sie nie da. Poza tym masz absolutna racje jestesmy słabe ale nie wszystkie maja silne charaktery. Też bym chciała być silna i asertywna wierz mi

Bardzie odnosilam te izolacje do sytuacji ankinom.oni mieszkaja razem i to ja niszczy wewnetrznie. Oczywiscie, ze kontakt ojca z dzieckiem to tez kontakt ale nie daje mu juz szansy na dalsze ponizanie partnerki. Nie moze nia juz w zaden sposob sterowac a chyba tego chca uniknac kobiety tu piszace.

Mozna stac sie silna i asertywna - wierz mi. Da sie tylko trzeba chciec i codziennie cwiczyc. Nauczyc sie odmawiac, najpierw malych rzeczy, pozniej wiekszych. Odmawiac to nie znaczy kogos ranic czy obrazac, to znaczy zachowac zdrowy balans miedzy dawaniem a braniem. Od samego poczatku postawic sprawe jasno..od dzis nie zgadzam sie na to, od dzis ja robie tylko to. Bedzie bunt, krzyki, obrazanie itp. to jasne, ale co z tego? Konsekwentnie stan przy swoim, z czasem bunt oslabnie i przeciwnik (o ile maz jest przeciwnikiem) wlaczy sie - bo nie bedzie mial innego wyjscia. No ma inne wyjscie - zmienic lokal, a to czasem jest jak zbawienie:)

Zgadzam sie z tym co napidałaś.
Mąż powiedział mi któregoś dnia: powinnaś skosić trawę. Odpowiedziałam : przeszkadza Ci ta trawa? to wyjmij ręce z rozporka i łap sie za kosiarkę. Ta trawa jest tak samo Twoja jak i moja (mamy wspólny dom)- zdziwienie. I natychmiast wysoka trawa przestała go kłuć w oczy. Wiele razy muszę mu powtarzać nie mów mi co powinnam, czego nie powinnam. Ja Cie nie pouczam i nie życzę sobie Twojego szkolenia. Masz nową i ja szkol ja już nie życzę sobie takiego traktowania - pomaga.
W sobotę miał przywieść alimenty( płaci jak mu wygodniej czyli na kilka rat) o godz, 14. Przed 14 dzwonię by powiedzieć, ze nie ma mnie w domu i podać ulicę na której spotkamy się. Nie odebrał ale przysłał sms- a , ze dzisiaj nic z tego w poniedziałek zapłacę. Napisałam więc, zeby zabrał w takim razie dzieci bo nie mam co dać im jeść a w poniedziałek razem z alimentami odwiezie je. Zadzwonił natychmiast ze słowami: dzieci mogę zabrać na stałe, co ty na to? . Odpowiedziałam zgadzam sie i to juz dzisiaj musisz bo nie mam co dać im jeść. Poskutkowało. Znalazł 100 zł. Dzisiaj zadzwonił( a zawsze to ja dzwoniłam ) i ma przywieść o 17 pieniądze. Nie siedzę i nie płaczę. Uczę go szacunku. Może to i brzydkie chwyty ale one działają. Gdybym prosiła i tłumaczyła dawno by juz mi nie płacił.

7 593

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

obić.
Nie usprawiedliwiając już nikogo-z resztą m. in. siebie - Mussaka masz rację co do wszystkiego. Ja dzięki takim osobom, piszącym tak rzeczowo, tak wymownie, tak jakbym chciała czytać i usłyszeć - myślę DOŚĆ, dość tego w czym żyję i biję się sama w myślach, przekonuję się sama, że to w czym tkwię to już dawno nie miłość. To chory układ. Tak samo jak reszta zakrywam się rodziną, dzieckiem, domem, ale po co właściwie, do czego ma mi to służyć?!
Chcę podjąć walkę z tym chorym układem i wyrwać się z tego mimo wszystko!!!

I jesteś juz na dobrej drodze . Trzymam kciuki.

7 594

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Nie siedzę i nie płaczę. Uczę go szacunku. Może to i brzydkie chwyty ale one działają. Gdybym prosiła i tłumaczyła dawno by juz mi nie płacił.

I bardzo slusznie. A poza tym, dlaczego brzydkie chwyty? To jest normalne zachowanie jak u biznespartnerow. Domagasz sie jedynie tego, co Ci sie prawnie i slusznie nalezy. Nie stosujesz szantazu, obrazania sie, placzu, narzekania - krotko i na temat ale stanowczo. I dziala:)

7 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

"Chcę" - to mówienie i myślenie z pozycji dziecka.

Dorosły podejmuje decyzje.

Wiesz wielokropku my z takich toksycznych związków to jak dzieci, nieporadne dzieci.
Dzieci nie podejmują decyzji. Wydaje mi się, że nie byłam kkzb ale byłam w toksycznym związku,
w którym nie podejmowałam ŻADNEJ  decyzji (poza: co na obiad i kiedy myć okna czy pranie zrobić)
Masz rację jak dziecko mówiłam: CHCĘ .
Tak masz rację to dorastanie,
dorastanie do podejmowania decyzji.
Kurs szybkiego dorastania wykańcza,łzy wyciska.

7 596

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To dobre jest.
Zwłaszcza jeśli on stosuje chwyty poniżej pasa. Właśnie doszłam do wniosku, że nawet jeśli mówi, że komuś skrzywdzi to nie bardzo jest możliwe, bo przecie by poszedł do paki wtedy. Więc może sobie gadać i straszyć. I ja dziś też poważne szkolenie z szacunku zapodam jemu i jego onej. Która taka stara jak on a szacunku za grosz.
Zofio no rewelacja to jest.
Bardzo skuteczne. Dzieci by nie wziął? a jakby wziął i nie chciał oddać?

7 597

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Nie siedzę i nie płaczę. Uczę go szacunku. Może to i brzydkie chwyty ale one działają. Gdybym prosiła i tłumaczyła dawno by juz mi nie płacił.

I bardzo slusznie. A poza tym, dlaczego brzydkie chwyty? To jest normalne zachowanie jak u biznespartnerow. Domagasz sie jedynie tego, co Ci sie prawnie i slusznie nalezy. Nie stosujesz szantazu, obrazania sie, placzu, narzekania - krotko i na temat ale stanowczo. I dziala:)

Dzięki za utwierdzenie w przekonaniu, ze to nie świństwo wykorzystywanie w tym przypadku dzieci.
Czy działa ? ależ oczywiście !!! 100 zł "znalazł" natychmiast a dzisiaj sam dzwonił w sprawie alimentów.
A mina jaką miał w sobotę......... bezcenna  lol
Tym razem on był bezradny jak dziecko i przestraszony.
Zwyczajnie bał sie, ze będzie musiał zabrać chłopców.

7 598

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Widzisz, mój ma dziecko i ogrywa się tym na mnie i mnie gnoi. Więc jak tylko w szkole czy gdzieś jest coś do zapłacenia to kombinuję, żeby mi nie powiedział, że nic nie daję. Ale i tak sobie robi cholewę z gęby.

7 599

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Dzięki za utwierdzenie w przekonaniu, ze to nie świństwo wykorzystywanie w tym przypadku dzieci.
Czy działa ? ależ oczywiście !!! 100 zł "znalazł" natychmiast a dzisiaj sam dzwonił w sprawie alimentów.
A mina jaką miał w sobotę......... bezcenna  lol
Tym razem on był bezradny jak dziecko i przestraszony.
Zwyczajnie bał sie, ze będzie musiał zabrać chłopców.

Mialam bardzo podobne dyskusje na poczatku po rozwodzie. Ze on po zaplaceniu czynszu za wynajete mieszkanie, raty za samochod, ubezpieczenia za tenze, i calej kupy JEGO rachunkow, juz na chleb nie ma. Wiec zeby zmniejszyc alimenty. Na corke, bo na syna nie dostaje od niego.

Odpowiadalam krotko: samochod sprzedaj (ma 10 minut spacerem do pracy, sklepow od groma dookola) albo zmien na mniejszy (o, co to to nie...on musi miec landare:), ja nie mam i jakos zyje. Albo zrobimy "machniom" i Ty wezmiesz dzieci do siebie w naszym dotychczas wspolnym mieszkaniu i zaplacisz tylko rate za kredyt (wyzsza od jego czynszu), ja przeprowadze sie do Twojego lokalu, bede placic za wynajem i Tobie alimenty.
Przeliczyl, skalkulowal i temat zniknal:)

Oczywiscie, ze fakt zajmowania sie dziecmi wiaze sie z wydatkami i w takim przypadku jak alimenty, mozna jak najbardziej , "uzyc" dzieci.

7 600 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-10-31 14:56:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Odnosnie kluczy..ma prawo do nich? Tzn. na czyje imie jest mieszkanie, kto jest tam zameldowany, kto placi za czynsz i inne rachunki? To dom czy mieszkanie? Sa drogi..administracja, policja..najprosciej - wymiana zamkow (koszt ALE jednorazowy i jaka satysfakcja jak postoi i pogmera w nowym zamku:).

A jakie ma to znaczenie na kogo, czyje, kto płaci. Chyba ważne kto tam mieszka. Mój mąz jest zameldowany w domu, jest właścicielem połowy ale NIE MA PRAWA TU MIESZKAĆ ponieważ jest ****** a ja nie zyczę sobie z takim kimś mieszkać. To on nie był fer i to on ponieść powinien konsekwencje w postaci nie mieszkania razem. Stać go było na takie zachowania to i stać go na konsekwencje tych zachowań. Dawałam szanse, nie skorzystał więc do widzenia. Co zrobi ze sobą ? nigdy mnie to nie interesowało. Może być hotel, może być mieszkanie u kochanki, może być wynajęte mieszkanie. Wiedział co robi i mógł wziąć pod uwagę, ze powiem Nie, NIE CHCĘ Z TOBĄ BYĆ. Była "zbrodnia" jest i kara.
Klucze musiał oddać natychmiast a gdyby tego nie zrobił zmieniłabym zamki. Jeśli chciałby tu byc mimo wszystko to przy najmniejszej jego uwadze wzywałabym policję.

7 601

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Odnosnie kluczy..ma prawo do nich? Tzn. na czyje imie jest mieszkanie, kto jest tam zameldowany, kto placi za czynsz i inne rachunki? To dom czy mieszkanie? Sa drogi..administracja, policja..najprosciej - wymiana zamkow (koszt ALE jednorazowy i jaka satysfakcja jak postoi i pogmera w nowym zamku:).

A jakie ma to znaczenie na kogo, czyje, kto płaci. Chyba ważne kto tam mieszka. Mój mąz jest zameldowany w domu, jest właścicielem połowy ale NIE MA PRAWA TU MIESZKAĆ ponieważ jest ****** a ja nie zyczę sobie z takim kimś mieszkać. To on nie był fer i to on ponieść powinien konsekwencje w postaci nie mieszkania razem. Stać go było na takie zachowania to i stać go na konsekwencje tych zachowań. Dawałam szanse, nie skorzystał więc do widzenia. Co zrobi ze sobą ? nigdy mnie to nie interesowało. Może być hotel, może być mieszkanie u kochanki, może być wynajęte mieszkanie. Wiedział co robi i mógł wziąć pod uwagę, ze powiem Nie, NIE CHCĘ Z TOBĄ BYĆ. Była "zbrodnia" jest i kara.
Klucze musiał oddać natychmiast a gdyby tego nie zrobił zmieniłabym zamki. Jeśli chciałby tu byc mimo wszystko to przy najmniejszej jego uwadze wzywałabym policję.

Dobrze, ale tu sytuacja jest nieco inna. Maz izabeli ma klucze i nie chce ich oddac. Wiec moze wlazic do jej domu kiedy zechce. Chodzi o to, by mu je prawnie odebrac i zakazac takich wizyt bez jej zgody. A jak mu te klucze inaczej odbierze? Sila? Prawnie moglby dostac nakaz zwrotu kluczy badz kare za ich uzycie..ale do tego musi byc jakas podstawa. Prawna podstawa.

7 602

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Teraz to mnie wkurzyłaś!

Nie zasłaniam się dzieciństwem, ale nie masz pojęcia co przeszłam, ok rodziców miałam kochających, ale co nie oznacza, że mając 7 lat musiałam zajmować się 2 rodzeństwa i sprzątać po pijackich burdach, ale oprócz rodziców była szkoła, gdzie spędzałam większość czasu, byłam wyśmiewana, odpychana, czy Ty wiesz jak bezwzględne są dzieci?, więc mi nie chrzań, że zwalanie winy na dzieciństwo jest nie fair, osobowość człowieka kształtuje się od pierwszych chwil życia a dzieciństwo, wychowanie i otoczenie maja na nas ogromny wpływ!

Jasne partnerów sami wybieramy, ale czy przypadkiem sama nie popełniłaś błędów przy swoich wyborach swoich partnerów? ok jesteś bardziej asertywny i nie każdą jest tak silna babką jak Ty i jak się nie mylę to nie mieszkasz w Polsce i nie bardzo znasz tutejsze realia. Opisując tutaj swoją historie liczyłam na pomoc a nie na dodatkowe obrażanie mnie,  dość mam tego we własnym domu! Pewnie mogę wynieść się do domu samotnej matki, tylko dlaczego mam rezygnować z tego co mi się należny? Nie zasłaniam się dziećmi, ale właśnie dla dzieci chce zachować mieszkanie, by żyły w normalnych warunkach

och po co ja w ogóle tutaj cokolwiek piszę ....

Wiesz co, nie rob z siebie biduli. Dla Twojej informacji, choc to zaden powod do chwaly, w moim domu rodzinnym tez byl alkohol i przemoc, psychiczna i fizyczna i cos, czego zaden ojciec corce robic nie powinien. Do szkoly tez chodzilam, czesto opowiadajac, ze nabilam sobie siniaka o szafe, choc dostawalm go zamiast mojej mamy, kiedy przed nia stawalam w obronie.

Wiec nie chrzanie Ci dyrdymalow, po prostu nie widze powodu aby o kazdy swoj WLASNY blad winic innych.

Wybieralam zle partnerow i od nich odchodzilam, mam dwojke dzieci i wielki kredyt do splacenia wiec choc nie po polsku, ale skromne zycie tez nie jest
mi obce.

Syna wychowalam samotnie do 6-tego roku zycia, bo tatus wypial sie, BEZ alimentow, w Polsce. Pracowalam i odkladalam na mieszkanie..udalo sie i je kupic w koncu.

Przyjezdzajac tu gdzie jestem, nie znalam ani slowa w tutejszym jezyku, schowalam dyplomy i dume i szukalam pracy sprzataczki. Nie chciano mi jej dac, bo nie znam jezyka (glupie ale prawdziwe).
Ale nie poddalam sie. Nauczylam sie jezyka, dostalam wreszcie prace, pokonalam podejrzenia szefa i obcych kolegow wobec tej nowej, zagranicznej (to nie Irlandia czy UK), dostalam wreszcie awans, pozniej rozwiodlam sie, zostalam z dziecmi i oplatami wielkosci nieporownywalnych do polskich sama. Tak na jednej pensji zyje 2 lata i nie narzekam.
Teraz otwieramy oddzial w Polsce i 2 tygodnie temu wybrano mnie jego dyrektorem, wiec realia poznam jeszcze lepiej.

Jak widzisz, mnie nikt niczego na srebrnej tacy tez nie podal i moglabym czuc sie jak ofiara losu..ale szkoda mi czasu na patrzenie wstecz i rozpatrywanie co strasznego w zyciu mi sie przytrafilo.

Wiesz, jak jest mi cholernie ciezko to mysle o osobach naprawde pokrzywdzonych, kalekich, bitych, glodnych, o osobach takich jak Ochojska, ktora maz opuscil dla mlodszej, ladniejszej i zdrowej..a ona nadal walczy jak szalona.

Od takich osob czerpie sile..bo wcale nie mam jej w nadmiarze.

Ale lezec i plakac to kazdy potrafi, wstac i dac sobie kopa w tylek jest trudniej.

Ale i tak wole Cie wkurzona niz zaplakana:)

PRZEPRASZAM!

Faktycznie robię z siebie ofiarę i to nie Ty pierwsza to mówisz, lepiej płakać i użalać się na swój las, jaka ja to biedna, dlaczego on mnie nie kocha, a ja tak się starłam bla bla

prawda jest taka, że nie chce mi się d**y ruszyć , lepiej winę zwalić na Kasię, Basię  i Mariolę, a nie przyznać się do tego, że to mój wybór, ja tego "pana" świadomie wybrałam na męża, świadomie godziłam się na warunki jakie mi dyktował, świadomie godziłam się by mi pluł w twarz....

Po przeczytaniu postu od Mussaki, popłakałam się, "bo jak ona może, ja taka nieszczęśliwa a ona zamiast mi współczuć to takie rzeczy wypisuje" i miałam ochotę wpakować się do łóżka i przez 3 dni nie wychodzić, niech świat zobaczy jak ja jestem nieszczęśliwa!

ale to zdanie "raj dla dzieci" trochę mnie otrzeźwiło, bo przecież dzieciaczki znowu by widziały zapłakaną mamę i się martwiły, że znowu głowa mnie boli ( tak się tłumaczę, kiedy mnie przyłapią na płaczu), jeżeli mi nie zależy na mnie to muszę zawalczyć o lepsze dzieciństwo dla nich i tak sobie myślę, że tak naprawdę to nie problem, że mieszkam z mężem, bo nawet jeżeli on będzie nawet na księżycu to niczego nie rozwiąże, jeżeli wcześniej ja nie zrobię porządku sama ze sobą, ot i cała prawda

7 603

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Dzięki za utwierdzenie w przekonaniu, ze to nie świństwo wykorzystywanie w tym przypadku dzieci.
Czy działa ? ależ oczywiście !!! 100 zł "znalazł" natychmiast a dzisiaj sam dzwonił w sprawie alimentów.
A mina jaką miał w sobotę......... bezcenna  lol
Tym razem on był bezradny jak dziecko i przestraszony.
Zwyczajnie bał sie, ze będzie musiał zabrać chłopców.

Mialam bardzo podobne dyskusje na poczatku po rozwodzie. Ze on po zaplaceniu czynszu za wynajete mieszkanie, raty za samochod, ubezpieczenia za tenze, i calej kupy JEGO rachunkow, juz na chleb nie ma. Wiec zeby zmniejszyc alimenty. Na corke, bo na syna nie dostaje od niego.

Odpowiadalam krotko: samochod sprzedaj (ma 10 minut spacerem do pracy, sklepow od groma dookola) albo zmien na mniejszy (o, co to to nie...on musi miec landare:), ja nie mam i jakos zyje. Albo zrobimy "machniom" i Ty wezmiesz dzieci do siebie w naszym dotychczas wspolnym mieszkaniu i zaplacisz tylko rate za kredyt (wyzsza od jego czynszu), ja przeprowadze sie do Twojego lokalu, bede placic za wynajem i Tobie alimenty.
Przeliczyl, skalkulowal i temat zniknal:)

Oczywiscie, ze fakt zajmowania sie dziecmi wiaze sie z wydatkami i w takim przypadku jak alimenty, mozna jak najbardziej , "uzyc" dzieci.

Mój maz twierdzi, ze prawie całą pensje mi oddaje a jemu zostaje 14 zł dziennie na zycie. odpowiedziałam : Boże to strasznie schudniesz( wazy 100 kg i kocha jeść) bo 14 - 10 na papierosy to zostaje Ci 4 zł. Z udawaną troską w łosie zapytałam to jak przezyjesz( kwotę alimentów sam zaproponował a ja przyjęłam). Powiedział, ze czasami załapie sie na darmowy obiad. Wiedziałam, ze kupił jej dzieciom jakiś sprzęt jeżdżący po 2400 za sztukę więc odpowiedziałam : a ja słyszałam , ze te darmowe obiady drogo cie kosztują i już nigdy nie mówił ze nie starcza mu na zycie. Powiedziałam mu jasno (po wyjeździe jego z nia i jej dziećmi do Francji na wycieczkę za 10 000 zł ), ze jak wywiązuje sie z płatności wobec mnie i naszych dzieci to resztę pieniędzy może zapalniczką podpalić, do śmieci wyrzucić , w jej mieszkanie zainwestować ( a inwestuje), samochody jej dzieciom kupić, na wycieczki wydawać. Po uregulowaniu alimentów zostaje jeszcze spłacanie długów, które on zaciągnął a razem musimy spłacać . Razem a nie ja ! Jeszcze nie zrozumiał tego i patrzy na mnie ze zdziwieniem. ( niestety mój mąż nie wie co to regulowanie zobowiązań).

7 604

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Boże ...Ankinom- jakbym czytała o sobie yikes yikes
A nie powtarza Ci jeszcze, że Cię kocha, ale to Twoja wina, bo go nie akceptujesz takim jakim jest?

U mnie jest trochę odwrotnie on powtarza ,że mnie nie kocha  i mnie nie akceptuje takiej jaka jestem...

7 605

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Odnosnie kluczy..ma prawo do nich? Tzn. na czyje imie jest mieszkanie, kto jest tam zameldowany, kto placi za czynsz i inne rachunki? To dom czy mieszkanie? Sa drogi..administracja, policja..najprosciej - wymiana zamkow (koszt ALE jednorazowy i jaka satysfakcja jak postoi i pogmera w nowym zamku:).

A jakie ma to znaczenie na kogo, czyje, kto płaci. Chyba ważne kto tam mieszka. Mój mąz jest zameldowany w domu, jest właścicielem połowy ale NIE MA PRAWA TU MIESZKAĆ ponieważ jest ****** a ja nie zyczę sobie z takim kimś mieszkać. To on nie był fer i to on ponieść powinien konsekwencje w postaci nie mieszkania razem. Stać go było na takie zachowania to i stać go na konsekwencje tych zachowań. Dawałam szanse, nie skorzystał więc do widzenia. Co zrobi ze sobą ? nigdy mnie to nie interesowało. Może być hotel, może być mieszkanie u kochanki, może być wynajęte mieszkanie. Wiedział co robi i mógł wziąć pod uwagę, ze powiem Nie, NIE CHCĘ Z TOBĄ BYĆ. Była "zbrodnia" jest i kara.
Klucze musiał oddać natychmiast a gdyby tego nie zrobił zmieniłabym zamki. Jeśli chciałby tu byc mimo wszystko to przy najmniejszej jego uwadze wzywałabym policję.

Dobrze, ale tu sytuacja jest nieco inna. Maz izabeli ma klucze i nie chce ich oddac. Wiec moze wlazic do jej domu kiedy zechce. Chodzi o to, by mu je prawnie odebrac i zakazac takich wizyt bez jej zgody. A jak mu te klucze inaczej odbierze? Sila? Prawnie moglby dostac nakaz zwrotu kluczy badz kare za ich uzycie..ale do tego musi byc jakas podstawa. Prawna podstawa.

Prawo ? Poczytaj prawo alimentacyjne to za głowę sie złapiesz jakie mamy prawo. Masz wyrok z sądu o alimentach i co z tego ? Facet moze nie płacic i nic mu nie możesz zrobić a przynajmniej dłuuuuuuugo nic nie możesz zrobić. Prawo nie jest sprawiedliwe !
Jest jeszcze moralność . Jej mąż mieszka z kochanką to chyba ma prawo mieć klucze od tamtego mieszkania, jej mąż z nia nie mieszka więc nie ma prawa(moralnego) mieć kluczy od tego mieszkania. To takie nie fer, ze może w każdej chwili wejść jak " do siebie" a przeciez mentalnie to nie jest już jego.

Posty [ 7 541 do 7 605 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 115 116 117 118 119 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026