Gratuluję ci serdecznie, Tarantello. Sama tak bym chciała. Od dawna marzę o spokoju wewnętrznym, o tym aby nie czuć się więcej oszukiwaną , manipulowaną, wykorzystywaną i szantażowaną emocjonalnie i zacząć się wreszcie śmiać, ale tak z całego serca. Orzeczenie lekarskie wskazuje, ze od 21 lat związana jestem z psychopatą. Wiedziałam, ze zachowanie mojego partnera w miarę upływu lat jest coraz bardziej zaskakujące, coraz trudniej było mi go zrozumieć i wytłumaczyć sobie jego histeryczne reakcje lub całkowity ich brak na różne i trudne sytuacje z zewnątrz. Najczęściej zostawałam z nimi sama, natomiast mój kochany popadał w upiorne milczenie. Wszelkie próby rozmowy o problemie kończyły się narzekaniem, ze robię to w nieodpowiednim momencie, bo rano praca. Tak było zawsze. Odpuszczałam, kochałam, bezgranicznie, licząc, że następnym razem będzie inaczej, pogadamy, wyjaśnimy, zaradzimy. Muszę się przyznać, że związałam się z mężczyzna młodszym od siebie, wolnym ( studentem), któremu absolutnie nie przeszkadzało , iż jestem lekko po trzydziestce. Dla mnie był to wówczas problem, ale po wielu staraniach z jego strony, zabiegach, poszukiwaniach mnie z moim zdjęciem, gdyż po karczemnej awanturze ze strony jego mamusi, zwyczajnie wyjechałam, żeby uciec od rodzącej się powoli ... miłości . W końcu po odnalezieniu mnie z wielkim trudem, uległam w nadziei, że robię dobrze. Przecież jestem wolna, nie odbieram mężczyzny żadnej kobiecie, więc tylko różnica wieku i mamuśka miały stanąć na przeszkodzie naszemu szczęściu? Zostałam i dzisiaj po tylu latach bardzo żałuję, bo odebrałam sobie ...siebie! Nie zalegalizowaliśmy związku, uważałam bowiem, że przy różnicy wieku należy zostawić sobie pewną furtkę. Jemu to odpowiadało. Urodziłam córeczkę , która ma dzisiaj 19 lat i oświadczyła mi niedawno, że zapamięta mnie do końca życia jako osobę bardzo nieszczęśliwą. Zaoponowałam, bo przecież nie jestem ponurakiem, nie gderam, nie narzekam, nie czepiam się i wyżywam na ludziach, czasami tylko płaczę. odpowiedziała, że właśnie dlatego.
Mój związek, aczkolwiek trudny, pokręcony, bo taki okazał się mój najdroższy, ciągle istniał a ja naiwnie liczyłam na zmianę, która się co jakiś czas pojawiała, ale na chwilę. A potem było tak samo, tylko gorzej. Nerwowość, irytacja z byle powodu np., nieodpowiedni nóż, za długi makaron, stałam po niewłaściwej stronie jego ramion, gdy otwiera zamek w drzwiach, zbytnio podkręciłam kurek w termie, więc zabrał go ze sobą do pracy, oszukanie mnie przy kupnie mieszkania, choć dołożyłam się finansowo. Teraz jestem tylko lokatorem. Az w końcu po 17 latach romans z koleżanką odnalezioną na Naszej Klasie. W związku z tym liczne oszustwa, kłamstwa , manipulacje . A gdy wszystko przypadkiem wyszło na jaw... milczenie, blokady w komputerze, wyciszone komórki, osobne biling. Prośby o rozstanie i dogadanie się co do mieszkania ze względu na uczącą się córkę trafiały w próżnie. Zawsze jedno- milczenie. Odizolowałam się . Zaczęłam żyć w swoim gabinecie, chodzić z córka na terapie, ponieważ nie akceptowała ojca. Byłam przez nią kontrolowana, czy przypadkiem nie podaję mu talerza zupy, co czyniłam. Wybuchały z tego powodu między nami awantury. Nie dawałam sobie rady ze zbuntowaną nastolatką i zwykłym tchórzem, który nie czuł się absolutnie winny zaistniałej sytuacji. Mimo iż go bardzo kochałam nigdy go nie zatrzymywałam. Miałam straszny żal za kłamstwa i ośmieszenie mnie ( nadchodziły esemesy od życzliwych), ponieważ obchodziłam się z nim po ludzku, leczyłam jego rany, znosiłam porażki , wierzyłam patetyczne wyznania i obiecanki bez pokrycia, pomogłam zrobić karierę, która już się jednak skończyła. Obiecaliśmy sobie na początku szczerość. Zrozumiałabym , ze jest ktoś inny, choć by bolało, ale mniej, ponieważ nie czułabym się upokorzona, tak banalnie oszukana. Trudno, stało się. Tu w swoim dużym mieście nie mam dokąd się wyprowadzić, a na wynajmowanie mnie nie stać. Mój ukochany zakończył ( chyba) roman, podobno burzliwy, bo pani sobie bardzo dużo obiecywała a nie dostała nic. On postanowił do mnie wrócić, odzyskać córkę, która nie odzywała się do niego ponad 2 lata i na dodatek w ubiegłe wakacje wyjechała sama do Anglii, z myślą o języku. Wróciła dopiero miesiąc temu, bo czeka ja matura. Był to jednak ważny rok w naszym życiu, gdyż wydawało się, ze mój miły rzeczywiście wszystkiego bardzo żałuje,że próbuje nadrobić stracony czas, chociaż ja trzymałam się na dystans, ale go nie unikałam. Z pozoru znowu stanowiliśmy niezłą parę. Udało mi się nawet przekonać córkę, ze ojciec się zmienił, że mu zależy, że pracuje nad sobą. Niestety od miesiąca, tuz po powrocie córki, znowu zaczęła się nerwowość, zupełny brak rozmowy, a byłoby o czym, ponieważ nie wróciło nasze życie erotyczne, podczas gdy mój partner domaga się mojej obecności w łózko. zaproponowałam rozmowę, ze źle czuję się w tej sytuacji, nie wiem jak to rozumieć, zwłaszcza, ze była inna kobieta. Milczenie!!! Nic, ani jednego słowa, za to komputer i irytacja , tajemnice, itd. Jestem już bardzo zmęczona, wraca stare a ja nie mogę się uwolnić z tego chorego związku, ponieważ jestem jeszcze potrzebna córce i ciągle pracuję. Postanowiłam jednak, ze gdy zda w maju maturę i wróci do Anglii, ja wrócę w moje strony, tam mam mieszkanie, które stoi puste i czeka. Pewnie zostanę sama, bo za dużo we mnie bólu i rozczarowania. Bardzo go kochałam i pewnie jeszcze kocham, ale muszę odzyskać miłość do samej siebie o czym właściwie nigdy nie pamiętałam. Boję się jednak, że moje odejście wywoła lawinę przykrych zdarzeń, gdyż już to kiedyś zrobiłam i wówczas były szantaże, płacz, próba samobójcza, szpital. Wtedy właśnie orzeczona została nieprawidłowa osobowość mego partnera. Dokument ten znalazłam przypadkiem po latach. Dzisiaj już wiem, co to oznacza. Podobną diagnozę wystawiła pani psycholog, psychiatra oraz badania osobowościowe przeprowadzone przez firmę. W czasie naszej ostatniej separacji pisał do mnie maile, choć byłam za ścianą, w których przyznawał się do błędów i zapowiadał mi, że jest już prawie gotowy TO zrobić, ale tym razem skutecznie. Przyznam, ze trochę się boję, ale mam nadzieję, że jest zwykła histeria i emocjonalny szantaż. Najgorszy jest w tym wszystkim całkowity brak rozmowy i wrażliwości, że pomimo tylu krzywd jakich od niego doznałam i wyciągniętej ostatecznie ręki, nadal zadaje mi cierpienie. Znowu wróciłam do gabinetu, robię wesołą minę przed córką, która tym razem dystansuje się od wszystkiego i dobrze. ojciec wobec niej się stara. W dzieciństwie był dla niej bardziej okrutny niż dla mnie i tu popełniłam błąd, ponieważ już wówczas powinnam była skończyć ten związek. Ojciec potrafił miesiącami nie odzywać się do 5 letniego dziecka, bo zrobiło mu uwagę przy gościach, pod moja nieobecność wysłał córkę ze złamaną rączka na spacer z psem. Miała tylko 11 lat . Tłumaczyłam, prosiłam, ze tak nie wolno. Na chwilę skutkowało, potem znowu. Jestem sobie winna, więc nikogo nie oskarżam. Cieszę się, że nasza córki mimo to jest bardzo pogodną, zdolną, radosną osobą, która świetnie radzi sobie w życiu. Teraz liczę miesiące!!! A potem ... będę sobą. Może nie wszystko jeszcze straciłam. Dlatego rozumiem ulgę Tarantelli i życzę jej każdej kobiecie, która pragnie wyrwać się z życia z psychopatą