netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 927 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 113 114 115 116 117 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 411 do 7 475 z 26 310 ]

7 411

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć Zabaweczko,
To lubimy - jak ktoś nie wpada tu po gotowe rozwiązania tylko czyta to, do czego dochodziłyśmy miesiącami.
Bo proces jest ważniejszy niż rozwiązania.
Miłej lektury i miłego pisania :-)
Mnie osobiście pomogło ... bo pisanie to nazywanie uczuć, a to już połowa sukcesu.

7 412 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2011-10-18 01:47:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Również pozdrawiam!!!

Dziewczyny, naprawdę można uwolnić się od "TEGO".

smile

28 października - mój 90 dzień!!!
ZALOGOWAŁAM SIĘ NA FORUM PIERWSZY RAZ 29 X 2010, A 28 X 2011 MAM 90 DZIEŃ, SZOK.....


Nieprawdopodobne gdzie wtedy byłam, a gdzie jestem dziś.

Dzielnie znoszę "total detoks" smile

7 413

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

To lubimy - jak ktoś nie wpada tu po gotowe rozwiązania tylko czyta to, do czego dochodziłyśmy miesiącami.

Bo proces jest ważniejszy niż rozwiązania.


Mnie osobiście pomogło ... bo pisanie to nazywanie uczuć, a to już połowa sukcesu.

Tak, to proces do naszego wyleczenia z KKZB.
Bardzo trudny
Jestem tutaj na forum od Wielkanocy. Siedziałam wtedy sama w domu zaryczana, nieszczęśliwa, bliska obłędu.
Szukałam pomocy gdzie się da. Było bardzo trudno. Wszyscy  naokoło chyba nie zdawali i nie zdają sobie sprawy z powagi problemu, albo udają, że nie widzą. Są to czasami chwile bliskie odejścia z tego świata (niedawny przykład Olimpii i  jeszcze kilku z nas...)
Trafiłam na forum w ten wielkanocny dzień i znalazłam miejsce gdzie bez tajemnic mogłam wreszcie opowiedzieć swoją historię i znalazłam zrozumienie, współczucie i co najważniejsze pomoc.
Jaki ogromny był mój smutek , żal i zdziwienie jak zrozumiałam, że M. mnie nie kocha.
To właśnie tutaj to zrozumiałam.
Dzisiaj jestem już daleko od tamtej Grejs, ale niestety jeszcze niezupełnie zdrowa, nie wolna od zamotania M.

Moja Miłość była wielka i chyba jeszcze  we mnie jest...
Jestem tutaj i pragnę wyzdrowieć zupełnie...
Dzięki WAM dziewczyny!!!!

    smile

7 414

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja widzę, że Grejs jest silna co nie często się zdarza w takich sytuacjach.

7 415

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabaweczka1 napisał/a:

Mussuka
Ty to masz rację. Podoba mi sie Twój ostry ton. Ale masz rację .

Moze faktycznie troche za ostry chwilami:) Ale tak juz mam, ze nie owijam w bawelne, bulke biore przez bibulke, tylko nazywam rzeczy po imieniu. Ni kazde imie jest ladne:)
I dlatego to, co niektore z Was nazywaja Kochaniem Za Bardzo, ja nazywam Sundromem Uzaleznienia Od Chlopa (mozecie sobie wymienic na faceta, mezczyzne, chlopaka, samca..co kto lubi:).
Dlaczego tak uwazam? Bo cztajac dramatyczne czasem historie kobiet ciagnace sie LATAMI, czesto zadaje sobie pytanie: co ja do cholery trzyma (-lo) w tym popapranym zwiazku? Milosc jest piekna a w tych zwiazkach milosci nie ma od wiekow..jest strach, jest stagnacja, przyzwyczajenie, jest zlosc, zazdrosc, wzajemne obrzucanie sie blotem..po co to wszystko? Bo kobiety chyba tak naprawde boja sie byc same. Nie nauczono nas samodzielnego zycia, szczescia w samej sobie. My sie musimy parzyc i jak bluszcz wic dookola jakiegos samca, bez tego ani rusz, placzemy i bladzimy jak dzieci we mgle. Tragedia.

Nie chce juz pisac o naszych polskich realiach, bo co to da. Tak nas babki i matki wychowaly, ze chlop w zyciu to podstawa, potem dom, dzieci gromada i sluzba do konca zycia albo malzenstwa..w polaczeniu z pokora rzecz jasna. Moze czas by to zaczac zmieniac i z duma obnosic swa madrosc i niezaleznosc od drugiej plci? Mezczyzna dla mnie to dodatek do mojego wlasnego, przeze mnie zaprojektowanego zycia a nie moje cale zycie samo w sobie. To tak jakby moje zycie to danie glowne na talerzu, wspaniale, pachnace, smaczne, dopieszczone..i teraz jesli chce dodac sobie aromatu to prosze o salatke, ladna, kolorowa. Jesli jest dobrze przyrzadzona to super - mam obiad jak krol i moge sie nim delektowac do woli:) Ale jesli cos mi w tej salatce zaczyna tracic nieswiezoscia albo kiepskimi skladnikami to suroweczke odstawiam na bok. Tylko, ze moje danie glowne nadal jest wspaniale i moge je zjesc bez tej zasniedzialej jarzyny. Bedzie nieco ubozsze ale nadal smaczne. Poza tym moge zamowic inna salatke, wybor zawsze mam:)I nie musze jesc byle czego i cierpiec na wrzody do konca zycia.

Niestety przerazajace jest to, ze taki model myslenia "lap faceta pokis mloda" nadal pokutuje na wsiach i w miastach naszego pieknego kraju. Jak czytam dylematy 18-20 letnich DZIEWCZAT!, ktore juz planuja zwiazki z jakimis .sorry..wulgarnymi dupkami,bo tak "nalezy" to wlosy mi deba staja.

A kolejna grupa to te lekko po 20-tce i juz z poobijanym cialem, dusza, smutnymi dziecmi i lajza na wersalce.O pardon..to Pan Maz.

Nie potrafie zrozumiec tego owczego pedu ku wlasnemu nieszczesciu. Brac, lapac, obraczkowac, rodzic..byle zdazyc zanim konkurencja przyjdzie i wykosi. A potam placz i zgrzytanie zebow przez nastepnych kilka, kilkanascie albo i dziesiat lat.

Jak pisalam w jakims poscie wczesniej, mam gdzies glupie konwenanse i tradycje, a za takie uwazam swatanie ludzi niedojrzalych i niegotowych do samodzielnego zycia. Swojej corce nigdy w zyciu nie powiem: oj spiesz sie spiesz kochana, bo latka leca i zmarszczek przybywa. Mnie na wnukach nie zalezy tylko na jej szczesciu i do tego swiadomego wyboru chce ja przygotowac. A jak zdecyduje, ze lepiej jej samej to tak bedzie. Za maz moze wyjsc i jak 40 skonczy.
W zamian za to bede jej kolki na glowie ciosac (co juz robie ku jej codziennej "uciesze":), zeby uczyla sie i skonczyla jakies wyzsze szkoly niz gimnazjum, zdobyla porzadny zawod (nie tytul a zawod, gwarantujacy jej prace i zarobki), poznala inne jezyki, zrobila prawo jazdy, zeby nacieszyla sie mlodoscia i wolnoscia, pozwiedzala swiata, poznawala ludzi, szanowala sie i nie szla na latwizne ani po byle co.. a potem juz z takim wyposazeniem niech sobie robi co chce i wiaze ze swym wybrankiem. Ale wiem, ze majac troche wiecej lat niz 18 i nieco wiecej rozumu i doswiadczenia..nie bedzie taka latwa ofiara.

A jak bedzie jej zle i zechce sobie poplakac to zawsze moze przyjsc do mamy:) Ja nie moglam ale ona bedzie mogla, zawsze i wszedzie:) Chociaz tyle moge jej dac, bo uchronic przed wszystkimi kopniakami od zycia nie uda sie:)

Wiecie..przypomniala mi sie taka scenka znad jeziora, gdzie spedzalismy tegoroczne wakacje, suwalszczyzna:) Kilku takich podgolonych lyskow, z uszami jak Plastusie, wytatuowane trojcepsy i wzrok niezmacony zadna mysla za to dobrze wstrzasniety alkoholem..siedza pod parasolka w barze i takie mniej wiecej teksty padaja z ich ust: K..wa czlowieku, mowie Ci k..wa jaka z niej niezla d..a, ale mi sie k..wa czlowieku odechcialo ja ...(tego nie napisze) jak mi powiedziala, ze ona k..wa ma juz 25 lat, stara rura...." itd. itp.  Siedzialam jak karp swiateczny z rozwalona buzia i sluchalam tego potoku komplementow pod adresem jakiejs podstarzalej niewiasty, ale jeszcze nizej mi zuchwa opadla jak po chwili podeszly do tych "gentelmanow" panienki po nascie lat i obwiesily sie na nich jak girlandy. Panowie klepneli kazdy swoja po pupie (jakis widocznie tamtejszy rytual witania sie), one im poMiskowaly, poskarbowaly a nastepnie zostaly odeslane po browar dla swoich Tarzanow. Poslusznie podreptaly a panowie nadal rubasznie sie zabawiali w swoim "macho" gronie. Bardziej mi te dziewuszyska Chite przypominaly z rozumu niz Jane.

I tak sobie wtedy pomyslalam..ktores z was stworza "zgodne" stadlo i wychowaja "szczesliwe" dzieci. Dreszczy dostalam na sama mysl.

Teraz ide po kawe, bo fakt, ze zimno jakies mnie przeszlo na wspomnienie tych cudow natury:)

7 416

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A za parę lat te oto szczęśliwe niewiasty będą płacząc użalać się nad swym nieszczęśliwym losem z kilkoma dzieciaczkami u boku...

Jakie to straszne.
Mussuka, twoja córka ma szczęście, że ma taką mamę.

7 417

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziekuje hm:) Po prostu probuje nie powielac bledow z przeszlosci..choc nie zawsze sie udaje ale starac sie warto i uczyc czegos nowego kazdego dnia, bo praktyka mistrza czyni a i cel w tym wypadku swiatly:)

7 418

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja mialam total detox ponad rok, nawet przestałam liczyć dni, bo myślałam że juz jest ok wszystko i się zbudowałam na nowo. Niestety niewyleczone do końca przyczyny ujawniają się wcześniej czy później np. w nowej relacji.
U mnie był to akurat powrót do starej, no ale uruchomił znów we mnie to zranione dziecko, zbuntowane i walczące o miłość. Także detoks i inne zajęcia to jedno a dwa: praca nad sobą, przemyślenie co się stało i z jakich przyczyn, staram się to teraz poukładać od nowa.

7 419

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak jest. I na co komu biadolenie innych, że musi już to, musi tamto. Nic nie musi. Będzie chciała to zrobi, ale będzie to poparte jej decyzją, a nie żadnym przymusem czy czymś tam.

Jak dobrze móc Ciebie czytać. Jesteś takim trzeźwym obrazem świata, takim dobrym duchem.


Ja uciekałam od mojej matki, zaraz za ojcem. Wpadłam w ramiona jakiegoś kretyna, i teraz jak rozwód w toku to moja matka pierdzieli, że ona przecież na żadne śluby się nie zgadzała. Wiesz... własna matka, takie brednie.  A jej to tez było na rękę, bo grosza na mnie nie musiała wydawać. Mówiła, tylko nie mów ojcu, bo przestanie na Ciebie alimenty płacić. A ja nic z tych alimentów nie miałam. Nie miałam tego minimum. Ubrania. Pamiętam jak poprosiłam ojca, żeby mi kupił spodnie. Powiedział, że daje matce pieniądze i nic mi nie da. Więc go poprosiłam, żeby matce dawał tyle co na rachunki (bo ona twierdziła wtedy, że ja wszystko przejadam, podczas gdy nigdy nie było nic w lodówce, ani obiadu) a mnie resztę, żebym mogła sobie kupić coś do ubrania.
Nigdy nie miałam. Matka biegała po ciucholandach i jakieś dziadostwo przynosiła. Pamiętam jak wszyscy się ze mnie śmiali. To była dla mnie trauma. Pamiętam jak dziś jak coś fajnego w jakiś sposób upolowałam to chodziłam w tym do upadłego, bo dobre się w tym czułam.
I teraz minęło tyle lat i małżonek wspaniały potargał mi większość ubrań, które znalazłam na śmietniku. Chciał odkupić potem, tłumacząc, że się zdenerwował. I wtedy padło moje prawo, że wolę w jednych gaciach pod mostem siedzieć niż z nim, na jego łasce i w jego ubraniach (bo moje były jego, bo ja nie miałam nic swojego). I tak łatam dziury. To dla mnie strasznie smutne.

Przepraszam za wylewnosc.

Takze najwieksze wsparcie powinnismy miec w rodzicach, ja w moich nie mialam i miec nie bede. A kiedy potrzebuje znalezc w sobie sile zagladam tutaj.

7 420

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Takze najwieksze wsparcie powinnismy miec w rodzicach, ja w moich nie mialam i miec nie bede. A kiedy potrzebuje znalezc w sobie sile zagladam tutaj.

To prawda, ze rodzice potrafia wiele dac ale i wiele zabrac. Ja moze az takich tragedi w zyciu nie mialam, zebym z golym tylkiem albo pustym brzuchem latala. O to akurat mama dbala. Ale miala inne sposoby "wychowawcze". Ich podstawowa zasada bylo "nie chwalicbo sie znarowi, krytyka jest o wiele bardziej budujaca". Wlasciwie moglabym byc teraz workiem bez dna przepelnionym kompleksami, brakiem wlasnej wartosci, przekonaniem, ze niczego nigdy dobrze nie zrobilam i nie zrobie. Ale sie zbuntowalam, nie dalam sobie wmowic, ze jestem pokraka zyciowa, bez ambicji i szacunku dla siebie i innych.
Teraz to mam juz to w nosie, bo akurat nic z tych przepowiedni sie nie spelnilo ale jako mlodsza osoba czesto myslalam, dlaczego wlasna matka moze tak zle myslec o wlasnym dziecku. Podobno relacje matka-corka moga byc bardzo wrogie czasami. Potwierdzam:)

Ja swojej malej mowie ot tak, bez wiekszego powodu, ze jest ladna, madra, dobra, zdolna, ze jakby tylko chciala (bo len tez jest:) to zrobilaby to czy tamto jeszcze lepiej (ale nie jak inna kolezanka X-ska, po prostu lepiej), czesto ja przytulam, glaszcze czy caluje a moj partner bawi sie z nia, bo akurat on ma te anielska cierpliwosc do babskich zabaw a ja nie:) Mysle, ze przynajmniej tyle mozna dac dziecku aby czulo sie pewniejsze siebie i teraz i w przyszlosci. Same ubranka, zabawki i smaczne obiadki nie zalatwia calej sprawy.

Z ta sila to jest tak, ze ja daje sile dzieciom a one mnie - taka wspolna wymiana energii. Chociaz sa dni, ze w kosmos bym je wyslala:)) Ty tez masz dziecko, wiec teraz to Ty dajesz jemu wsparcie a ono Tobie.

7 421

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj tak i staram sie. Choc malo moge dac.

Ja nie zyje dobrze z moja matka. W jej oczach zawsze bylam najgorsza. Ale jej zdanie mnie nie obchodzi. Nawet jej to ostatnio wypisalam.

Ona swoje wady i zachowania przypisuje innym. Robi zamieszanie, a potem innym truje, ze to oni. Jak sie do niej przyjdzie to jest straszna nerwowka, niczego nie mozna ruszyc. Wiec chce wtedy jak najmniej sie ruszac, zeby sie skonczylo. Ide. A potem dowiaduje sie, ze wprowadzam nerwowa atmosfere.

Okropna jest.

7 422

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak sie do niej przyjdzie to jest straszna nerwowka, niczego nie mozna ruszyc. Wiec chce wtedy jak najmniej sie ruszac, zeby sie skonczylo. Ide. A potem dowiaduje sie, ze wprowadzam nerwowa atmosfere.

Okropna jest.

A musisz do niej chodzic? Czy w takim wypadku, dla wlasnego swietego spokoju i zdrowia, nie warto ograniczyc tych wizyt do minimum?

Nie dosc, ze masz klopoty z eksem to jeszcze takie podbudowywanie jest Ci potrzebne?

7 423 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-10-18 17:36:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

ankinom vel Moniko:) zrobisz jak uwazasz za sluszne, jesli dasz rade tak na zimno egzystowac obok meza i nie zwariowac przy tym, ok, bedzie Ci ciezko ale wytrzymasz. Przynajmniej dopoki nie staniesz mocniej na swoich wlasnych dwoch nogach.

Z tym, ze ja tu widze spora szanse dla Ciebie, aby wlasnie teraz ustawic sobie troche po swojemu dalszy styl zycia pod jednym dachem.

Widac jasno i wyraznie, ze maz chce z Toba (z jakichs tam powodow) zostac. Wie tez, ze Ty masz to gdzies i chetnie sie od jutra rozstaniesz i zamieszkasz sama. Ty chcesz rozwodu, on nie - czy widzisz jaka masz przewage?:)

Zgodz sie na to wieksze mieszkanie..(daja to bierz i nie zagladaj darowanemu koniowi w prochnice:), nawet niesmialo zaproponuj nowe wyposazenie (jak go stac, niech placi). I jasno postaw swoje warunki oraz przywileje w tym nowym "malzenstwie". Napraw wszystkie te bledy, jakie dotad popelnilas. Juz Ty sama wiesz najlepiej jakie: usluznosc, uleglosc, pokora...Macie mieszkac pod ednym dachem ale miec swoje zycie. OK, to korzystaj z tego kobieto, tak ustal grafik zajec, zebys i Ty mogla zwinac zagle czasem i wrocic ubawiona po pracy z nadgodzinami:) Jak bedzie mamrotal to mu przypomniej, ze sam taki uklad proponowal, nie ma letko:) On ma tez miec obowiazki, nie tylko prawa w domu i albo to teraz wyegzekwujesz albo bedziesz ciagnac dalej te sama szopke tylko w wiekszym metrazu. Skorzystaj z tej okazji i zacznij zyc, a moze i on wreszcie dostrzeze w Tobie czlowieka a nie tylko kobiete.

Zaczęłam Mussuka analizować Twoje słowa: usłużność, uległość, pakora... tak to moje największe wady i skoro mam je naprawić to nie mogę zgodzić się  się na to wspólne mieszkanie, no nie mogę! Jeszcze pól roku temu z radości bym skakała, że pomimo wszystko ON chce ze mną mieszkać, a dzisiaj nie potrafię się na to zgodzić, nie przemawiają do mnie żadne jego argumenty, dotyczące finansów, nadchodzącego kryzysu, dobra dzieci, nie przemawia do mnie, że zachowuję się bardzo egoistycznie (ha ha to najbardziej mi się spodobało, przyganiał kocioł garnkowi big_smile), nie wiem czym to wytłumaczyć, ale mam jakąś blokadę, która nie pozwala mi na takie rozwiązanie i powiedziałam mężowi, że mowy nie ma, żebym z nim zamieszkała i albo dalej załatwia ten strych, jeżeli chce być blisko dzieci, albo kupuje kawalerkę... nie wiem czy do niego to dotarło, przecież nigdy mnie poważnie nie traktował... ale mam to gdzieś

Jest jeszcze coś, gdybym zgodziła się z nim zamieszkać to przecież znowu bym pozwoliła jemu na ZARZĄDZANIE MOIM ŻYCIEM! On się nie zapytał mnie o zdanie, on tak postanowił i jak w takiej sytuacji nie być usłużnym, uległym i pokornym?

ps. jestem od 2 godzin magistrem smile

7 424

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Jest jeszcze coś, gdybym zgodziła się z nim zamieszkać to przecież znowu bym pozwoliła jemu na ZARZĄDZANIE MOIM ŻYCIEM! On się nie zapytał się mnie o zdanie, on tak postanowił i jak w takiej sytuacji nie być usłużnym, uległym i pokornym?

ps. jestem od 2 godzin magistrem smile

BRAWO! Pani Magister big_smile

Ale i tak bardziej niż magistrem - cieszę się tym, co zacytowałam powyżej tongue

7 425 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-18 16:39:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak sie do niej przyjdzie to jest straszna nerwowka, niczego nie mozna ruszyc. Wiec chce wtedy jak najmniej sie ruszac, zeby sie skonczylo. Ide. A potem dowiaduje sie, ze wprowadzam nerwowa atmosfere.

Okropna jest.

A musisz do niej chodzic? Czy w takim wypadku, dla wlasnego swietego spokoju i zdrowia, nie warto ograniczyc tych wizyt do minimum?

Nie dosc, ze masz klopoty z eksem to jeszcze takie podbudowywanie jest Ci potrzebne?

Kochana, nie chodze. Nie musze wlasnie.
Ona nawet na swieta ciagnela nas szantazem, takze paranoja. Nie no nie zyje z nia dobrze.
Ostatnio jej wyjechalam wszystko, ale sie dobrze poczulam, jak nigdy. Jak zwykle miala pretensje, napisalam jej, ze jej slowa do mnie nie trafiaja. Ze nic dla mnie nie znacza. Troche ja to zmiotlo.

7 426

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brawo!!!
Aniknom, gratulacje.

No ladnie postawilas sprawe, jak widac w pelni swiadomie. Jestem pod wrazeniem. Skoro tak czujesz. To tak trzymac!

7 427

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Brawo!!!
Aniknom, gratulacje.

No ladnie postawilas sprawe, jak widac w pelni swiadomie. Jestem pod wrazeniem. Skoro tak czujesz. To tak trzymac!

Dzięki dziewczyny za miłe słowa smile

Przykro mi Hm, wydawałoby się, że mama to najbliższa nam osoba, która powinna wspierać a nie dołować... jak się coś sypie to hurtowo... tylko męża można się "szybciej" pozbyć, a mama zawsze będzie mamą..

ja z kolei życzę Tobie wytrwałości i anielskiej cierpliwości... smile

7 428

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Monika, brawo:)

Jestes od wczoraj Magistrem Zarzadzania wlasnym zyciem. Z Administracja i Finansami tez sobie poradzisz, kryzys czy nie;).

I jesli Twoja decyzja jest taka, ze chcesz mieszkac sama, to dobrze, obstawaj w takim razie przy swoim i nie daj soba manipulowac.
Do konca nie bylam pewna, czy Ty jednak tego rozwiazania chcesz, no bo pisalas o niskich zarobkach itp. wiec podejrzewalam, ze sklaniasz sie jednak ku temu wspolnemu pomieszkiwaniu. Jesli jednak jestes gotowa wziac byka za rogi i zyc skromnie ale bez nerwow, to rob to. Masz dyplom, masz szanse na lepsza prace. O alimentach na dzieci tez nie zapominaj..razem usklada sie i dasz rade.

Pamietam jak mniej wiecej dzien przed pojsciem do sadu z wnioskiem rozwodowym, usiadlam sobie z kartka i dlugopisem i zaczelam robic swoj (nie nasz) budzet domowy. Moja pensja + zasilek na dzieci (teraz juz o jeden mniej, bo syn dorosl) + alimenty od eksa na corke + alimenty na syna od panstwa (tez sie zaraz skoncza) = calkiem ok. Minus: kredyt mieszkaniowy, prad, spoldzielnia, karta VISA, bilety miesieczne, telefony, oplaty za hobby dzieciakow (ale to nieregularne), inne jakies male popierdulki = tez sporo. Po odjeciu strat od zyskow wyszlo mi, ze bez szalenstw i luksusow ale dam rade. I daje do dzis, co mojego eksa wk..wia, bo myslal, ze zaraz po rozwodzie albo sprzedam mieszkanie albo z glodu poumieramy. Guzik z petelka, mieszkanie jest, nowe meble i inne gadzety przybyly, na wakacje jezdzimy i latamy, dzieci bose i glodne nie biegaja, ja tez na fryzjera i kosmetyki jeszcze nie musze zebrac przed supermarketem.
Bo kobieta to taki Salomon, ze i z pustego naleje;) Czasami tak sobie mysle..przezyly kobiety i ich rodziny na zalewajkach cala okupacje i komunizm to ja sobie nie poradze?:)) Chociaz zalewajki nie cierpie:) Wole przed tym "pierwszym" ogorkowej nagotowac i plackow zieniaczanych nastrugac, ekonomicznie i smacznie;)

Jeszcze raz: powodzenia Pani Magister!

7 429 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-10-19 08:25:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Monika, brawo:)

Jestes od wczoraj Magistrem Zarzadzania wlasnym zyciem. Z Administracja i Finansami tez sobie poradzisz, kryzys czy nie;).

I jesli Twoja decyzja jest taka, ze chcesz mieszkac sama, to dobrze, obstawaj w takim razie przy swoim i nie daj soba manipulowac.
Do konca nie bylam pewna, czy Ty jednak tego rozwiazania chcesz, no bo pisalas o niskich zarobkach itp. wiec podejrzewalam, ze sklaniasz sie jednak ku temu wspolnemu pomieszkiwaniu. Jesli jednak jestes gotowa wziac byka za rogi i zyc skromnie ale bez nerwow, to rob to. Masz dyplom, masz szanse na lepsza prace. O alimentach na dzieci tez nie zapominaj..razem usklada sie i dasz rade.

Pamietam jak mniej wiecej dzien przed pojsciem do sadu z wnioskiem rozwodowym, usiadlam sobie z kartka i dlugopisem i zaczelam robic swoj (nie nasz) budzet domowy. Moja pensja + zasilek na dzieci (teraz juz o jeden mniej, bo syn dorosl) + alimenty od eksa na corke + alimenty na syna od panstwa (tez sie zaraz skoncza) = calkiem ok. Minus: kredyt mieszkaniowy, prad, spoldzielnia, karta VISA, bilety miesieczne, telefony, oplaty za hobby dzieciakow (ale to nieregularne), inne jakies male popierdulki = tez sporo. Po odjeciu strat od zyskow wyszlo mi, ze bez szalenstw i luksusow ale dam rade. I daje do dzis, co mojego eksa wk..wia, bo myslal, ze zaraz po rozwodzie albo sprzedam mieszkanie albo z glodu poumieramy. Guzik z petelka, mieszkanie jest, nowe meble i inne gadzety przybyly, na wakacje jezdzimy i latamy, dzieci bose i glodne nie biegaja, ja tez na fryzjera i kosmetyki jeszcze nie musze zebrac przed supermarketem.
Bo kobieta to taki Salomon, ze i z pustego naleje;) Czasami tak sobie mysle..przezyly kobiety i ich rodziny na zalewajkach cala okupacje i komunizm to ja sobie nie poradze?:)) Chociaz zalewajki nie cierpie:) Wole przed tym "pierwszym" ogorkowej nagotowac i plackow zieniaczanych nastrugac, ekonomicznie i smacznie;)

Jeszcze raz: powodzenia Pani Magister!

Dziękuję wink

Ja zanim podjęłam taką decyzje, usiadłam i spisałam wydatki i dochody, hmm zawsze tych wydatków jest więcej niż dochodów big_smile
U mnie szaleństwa też nie będzie, ale dam radę, bardzo lubię obecną pracę, ale on może się okazać, że od 2012 r. będę zmuszona poszukać innej pracy i stąd moja dalsza kontynuacja nauki... wracając do finansów, też biorę pod uwagę alimenty, bez nich to póki co nie dałabym rady, poza tym mąż zawsze twierdzi, że zapewni dzieciom byt... no ale póki nie mam to nie liczę...

Wiele dziewczyn już tutaj pisały, że ten spokój jest bezcenny.... i tu pewnie nie chodzi o taki sensu stricto spokój, ale takie wewnętrzne przekonanie, że już więcej nikomu nie pozwalamy nas krzywdzić, ja obecnie nie mam w domu kłótni, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a pomimo tego cały czas czuję napięcie, ale tylko wtedy, kiedy  mąż jest w w domu, to też dużo dało mi do myślenia, a poza tym jestem już zmęczona tą "walką" o utrzymanie rodziny... chce tylko właśnie tego SPOKOJU....

7 430

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
izula996 napisał/a:

Pani psychoterepeutka powiedziała, że on musi się leczyć, że to osobowość borderline, kazałam mu się leczyć. Poszedł na terapię i okazało się, że jest chory, może nie na to co ja mu powiedziałam, ale jest chory i ma problem. I nagle w zeszły czwartek przyjechał do dzieci i powiedział, że zostaje, bo to jest jego dom i jego dzieci i ma prawo aby tu przebywać. Powiedziałam, że ja go nie kocham i to już koniec, a on wtedy zaczął mnie straszyć, że zabierze mi dzieci, że jak wyjdę to nie będę miała niczego, wczoraj przez trzy godziny cytował mi tekst przysięgi małżeńskiej, mówił, że wie że to jego wina i pracuje nad tym na terapii, ale że mnie kocha i rozwodu mi nie da, nie będę miała za co żyć, że jeżeli wyprowadzę się z dziećmi to przyjdzie z policją, będzie mnie sprawdzał, kontrolował. Że mnie kocha.....ale ja już nie. Boję się niego, ale jest mi trudno tak wyjść i zostawić wszystko, dodatkowo jest teraz idealnym tatusiem,

Masz duży problem bo Twój mąż jest chory a ta jego choroba powoduje Twoje załamanie nerwowe. Powinien leczyć się.

izula996 napisał/a:

dzieci będą miały do mnie pretensje, że musiały się wyprowadzić przeze mnie.

Przez Ciebie ? To chyba on jest chory i dale Ci popalić.

izula996 napisał/a:

Dalej poczucie winy, ale już nie mam siły, zniszczył mnie doszczętnie i tak jak napisałam na początku stoję nad przepaścią i nie wiem co mam robić.......Może jest ktoś na forum, kto przeżył coś podobnego i może mi pomóc opowiadając co by zrobił, albo jak postąpił.....

Przeżyłam coś podobnego....mój mąż okazał sie psychopatą. Jestem zdeptanym emocjonalnie człowiekiem. Walczyłam o swoje małżeństwo kilka lat. Czy warto było ? NIE. Sięgnęłam emocjonalnie dna. Nie jesteśmy razem 7 miesięcy. Nie było łatwo. Przyzwyczajenie , samotność ale mam SPOKÓJ. Wspomagam sie lekami poprawiającymi nastrój i jest dobrze. Jestem uśmiechnięta. Żyję spokojnie i sprawiam sobie dużo przyjemności- koncerty, wyjazdy, spotkania z koleżankami.Czuję się wolna. Żałuję , że nie odeszłam od niego wcześniej ale prawdę mówiąc wcześniej ze względu na finanse nie mogłam no i nie wiedziałam kim jest. Myślałam tez, że dla dzieci będzie lepiej jak będzie pełna rodzina. Dzisiaj dzieci mówią mi, ze boją się jego powrotu do domu, ze nie chcą być z ojcem. Oni też żyją spokojniej.

7 431

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

ja obecnie nie mam w domu kłótni, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a pomimo tego cały czas czuję napięcie, ale tylko wtedy, kiedy  mąż jest w w domu, to też dużo dało mi do myślenia, a poza tym jestem już zmęczona tą "walką" o utrzymanie rodziny... chce tylko właśnie tego SPOKOJU....

Mialam dokladnie to samo, z pracy do domu wracalam noga za noga, wszystkie slimaki po drodze mnie wyprzedzaly. Dlatego, ze ta siedzial moj eks. Nie darl sie, nie wyzywal, nie bil, nie pil ale siedzal jak zly duch. Czulam wlasnie takie napiecie gdzies w srodku siebie, jego mina czy spojrzenie wystarczyly, ze odechciewalo mi sie usmiechac, jesc, mowic, robic cokolwiek. Burczalam na dzieci, lazilam z kata w kat, byle dalej od niego. Wlasnie ta cisz wisiala w powietrzu jak czarna chmura. A od momentu jak sie wyprowadzil, wstapil we mnie jakis nowy duch. Zaczelam lubic te powroty do domu, do dzieciakow i telewizora:) Moglismy znow glosno rozmawiac, smiac sie, bawic, sluchac glosnej muzyki, jesc to na co mielismy ochote albo i nic, wstawac rano bez awantur i planowac weekendy wiedzac, ze nikt nam ich nie zepsuje. WCALE mi nie bylo smutno ani samotnie, ja sie cieszylam kazda chwila tej samotnosci:)
Teraz juz nie jestem sama ale nadal powroty do domu sa wspaniale, uwielbiam zblizac sie do naszej furtki i widziec za oknami sylwetke mojego partnera:) Juz sie nie wacham czy otworzyc drzwi czy odwrocic na piecie i pojsc gdzies przed siebie. Podobnie z powrotami z podrozy sluzbowych..kiedys tak nielubiane (z gory wedzialam co na mnie czeka w domu) a teraz licze godziny i minuty kiedy stane w progu albo wyjde z hali przylotow i zobacze jego i dzieci:)
Warto dla takiego uczucia czekac i zyc. Warto wywrocic swoje zycie o 180 stopni.

7 432

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Wiele dziewczyn już tutaj pisały, że ten spokój jest bezcenny.... i tu pewnie nie chodzi o taki sensu stricto spokój, ale takie wewnętrzne przekonanie, że już więcej nikomu nie pozwalamy nas krzywdzić, ja obecnie nie mam w domu kłótni, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a pomimo tego cały czas czuję napięcie, ale tylko wtedy, kiedy  mąż jest w w domu, to też dużo dało mi do myślenia, a poza tym jestem już zmęczona tą "walką" o utrzymanie rodziny... chce tylko właśnie tego SPOKOJU....

Jestem przykładem na to, ze spokój jest bezcenny. MAM POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA.
Mam świadomość, że nikt nie będzie niezadowolony , nie bedzie krytykował i wymagał.
Żyję spokojniej. Nie wyobrażam sobie awantur - jak mogłam nie bronić sie
i nie wzywac policji tylko ze strachem czekać aż zaśnie.
Skromniej ale ze spokojem.
Ankinom to Twoje zycie i Twoja decyzja ale "patrząc na Twoje życie " z boku" ta decyzja jest słuszna.
Czy dobrze jest żyć na kolanach ? a tak byś żyła.
Trzymam za Ciebie kciuki i zapewniam Cię - dasz radę i jeszcze nie raz powiesz jestem szczęśliwa bo bez niego.

7 433 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-10-19 11:25:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom,
Właściwy, jedyny słuszny wybór. SPOKÓJ. To jest kluczowe słowo. Bez spokoju i odcięcia od źródła lęków, poniżania, upokorzenia nasz umysł pracuje na 25% a więc i z normalnego funkcjonowania nici, i z normalnego wychowywania dzieci nici, z radości nici, i z nauki też. A po co nam takie życie na 25%. Biedniej ale NORMALNIEJ. Początki będą trudne. Wiadomo, że prowadzenie wspólnego gospodarstwa z dwóch pensji jest tańsze - inaczej się rozkłada. Ale po jakimś czasie się przyzwyczaisz.

Używasz excela? Fantastyczne narzędzie. Ja od wielu lat prowadzę budżet. Jest łatwiej przewidzieć "nieprzewidywalne" - ubezpieczenia, awarie, leczenie zębów, sezonowe wydatki odzieżowe. Wszystko jest do ogarnięcia. Wczoraj opowiadałam moim przyjaciółkom jak postanowiłam rozstać się z ojcem mojego syna. Po tym związku zostały mi długi i malutki Adaś. Poszłam do pracy za 1200 zł. Z tych pieniędzy musiałam opłacić spożywkę, wszystkie świadczenia, kredyt, opiekunkę do dziecka (syn w żłobku chorował jak napiętnowany). Każdego 15-go było już bardzo ciężko. Na alimenty nie miałam co liczyć ? ojciec Adama jest obcokrajowcem, a do tego permanentnie bezrobotnym, więc na rozwiązania prawne nie miałam co liczyć. Po nocach robiłam tłumaczenia, oszczędzałam na wszystkim. Lumpeksy latami były moim domem mody. Nieoceniona była pomoc mamy, ale gdyby jej nie było, to też bym się nie poddała. Nie żałuję. Lepsze było to, niż udawanie, że życie w chorym stadle jest czymś lepszym od tej twardej samodzielności. Oprócz zarządzania budżetem nauczyłam się pokładać nadzieję w czymś wyższym. Nie zawiodłam się. Po jakimś czasie dziecko poszło do przedszkola (odpadły opłaty na opiekunkę), ja - do lepszej pracy no i tak już 14 lat żyjemy. To była twarda szkoła życia, ale żyjemy.

Po tym, co mi się przydarzyło z psychofagiem też nie jest łatwo. Kiedy pojawił się pięć lat temu w moim życiu, długów i komorników na głowie miał więcej niż średni statystyczny Polak jest w stanie wygenerować w ciągu całego życia (nie o wszystkich mi powiedział). Ja już byłam stabilna finansowo. Nie przekreśliłam go jednak, bo wierzyłam, że dwoje kochających się ludzi wspólnymi siłami może góry przenosić. No i pomagałam mu je przenosić ? Udało mi się Kasprowego przemieścić z Tatr gdzieś w okolice Mazur na własnym grzbiecie. Kiedy stanął na nogi szybko o tym zapomniał ? on się bawił, łajdaczył, a ja dalej z tym Kasprowym na plecach ? chyba chciałam zrobić temu Kasprowemu zaślubiny z morzem. Niewspółmierność dawania i brania w tym związku była tak rażąca, że po raz kolejny musiałam podjąć decyzję ? chore stadło, czy głodniej, ale godniej. Nie jest łatwo. Ponoszę (również finansowe) konsekwencje nadmiernej ufności, ale wiem, że skoro przeżyłam 14 lat temu, to teraz też się nie poddam.

I tak to jest ? krok do przodu a teraz dwa kroki do tyłu. Ale damy radę, Ankinom. Trzeba uzbroić się w logistykę i wiarę. Wierz w cokolwiek ? Boga, Anioła, energię astralną, Los. Niejednokrotnie przekonywałam się, że dobro i zło wracają. Do nich też wróci.
Zapamiętaj też hasło, które mnie trzyma przy życiu ? samoorganizujący się chaos. Wszystko na początku może się wydawać totalnym, koszmarnym chaosem, ale TO MA SENS i za jakiś czas zaczniesz go dostrzegać.

7 434

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Teraz juz nie jestem sama ale nadal powroty do domu sa wspaniale, uwielbiam zblizac sie do naszej furtki i widziec za oknami sylwetke mojego partnera:) Juz sie nie wacham czy otworzyc drzwi czy odwrocic na piecie i pojsc gdzies przed siebie. Podobnie z powrotami z podrozy sluzbowych..kiedys tak nielubiane (z gory wedzialam co na mnie czeka w domu) a teraz licze godziny i minuty kiedy stane w progu albo wyjde z hali przylotow i zobacze jego i dzieci:)
Warto dla takiego uczucia czekac i zyc. Warto wywrocic swoje zycie o 180 stopni.

Zawsze tęskniłam za domem. Teraz też i nie chciałabym wypatrywać i widzieć męską sylwetkę przez okno.
Jest to MÓJ  dom gdzie czuję sie dobrze i BEZPIECZNIE.
Mam uraz do mężczyzn - moze kiedyś to się zmieni ale PEWNA jestem , ze jakiś KTOŚ nie jast mi do zycia potrzebny.
Potrzebny mi do tego jest spokój, humor( mam go po tabletkach i żałuję, że wcześniej nie brałam ich) kilka koleżanek no i kasa mile widziana. Nie musi być jej dużo, wystarczy żeby na opłaty starczyło, skromne jedzenie. jakiś bilet na koncert a i ciuszek mnie cieszy za kilka zł. nie musze mieć tych z górnej półki.

7 435 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-10-19 10:01:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki dziewczyny, Wasze wpisy utwierdzają mnie w słuszności moich wyborów, kiedy będę łapać doła to sobie poczytam... to forum działa jak psychoterapia i nic nie kosztuje, a my musimy oszczędzać big_smile


Tarantella mam excela i muszę nauczyć się kalkulować swoje wydatki, bo rozrzutność to moja kolejna wada sad

7 436

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Wiele dziewczyn już tutaj pisały, że ten spokój jest bezcenny.... i tu pewnie nie chodzi o taki sensu stricto spokój, ale takie wewnętrzne przekonanie, że już więcej nikomu nie pozwalamy nas krzywdzić, ja obecnie nie mam w domu kłótni, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a pomimo tego cały czas czuję napięcie, ale tylko wtedy, kiedy  mąż jest w w domu, to też dużo dało mi do myślenia, a poza tym jestem już zmęczona tą "walką" o utrzymanie rodziny... chce tylko właśnie tego SPOKOJU....

Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

ja obecnie nie mam w domu kłótni, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a pomimo tego cały czas czuję napięcie, ale tylko wtedy, kiedy  mąż jest w w domu, to też dużo dało mi do myślenia, a poza tym jestem już zmęczona tą "walką" o utrzymanie rodziny... chce tylko właśnie tego SPOKOJU....

Mialam dokladnie to samo, z pracy do domu wracalam noga za noga, wszystkie slimaki po drodze mnie wyprzedzaly. Dlatego, ze ta siedzial moj eks. Nie darl sie, nie wyzywal, nie bil, nie pil ale siedzal jak zly duch. Czulam wlasnie takie napiecie gdzies w srodku siebie, jego mina czy spojrzenie wystarczyly, ze odechciewalo mi sie usmiechac, jesc, mowic, robic cokolwiek. Burczalam na dzieci, lazilam z kata w kat, byle dalej od niego. Wlasnie ta cisz wisiala w powietrzu jak czarna chmura. A od momentu jak sie wyprowadzil, wstapil we mnie jakis nowy duch. Zaczelam lubic te powroty do domu, do dzieciakow i telewizora:) Moglismy znow glosno rozmawiac, smiac sie, bawic, sluchac glosnej muzyki, jesc to na co mielismy ochote albo i nic, wstawac rano bez awantur i planowac weekendy wiedzac, ze nikt nam ich nie zepsuje. WCALE mi nie bylo smutno ani samotnie, ja sie cieszylam kazda chwila tej samotnosci:)
Teraz juz nie jestem sama ale nadal powroty do domu sa wspaniale, uwielbiam zblizac sie do naszej furtki i widziec za oknami sylwetke mojego partnera:) Juz sie nie wacham czy otworzyc drzwi czy odwrocic na piecie i pojsc gdzies przed siebie. Podobnie z powrotami z podrozy sluzbowych..kiedys tak nielubiane (z gory wedzialam co na mnie czeka w domu) a teraz licze godziny i minuty kiedy stane w progu albo wyjde z hali przylotow i zobacze jego i dzieci:)
Warto dla takiego uczucia czekac i zyc. Warto wywrocic swoje zycie o 180 stopni.

Ankinom - jeśli tylko masz możliwość uwolnienia się, totalnego odcięcia - RÓB TO.
Pięknie to opisała Mussuka - tak to właśnie wygląda. Jeśli można sobie tego oszczędzić - trzeba to zrobić.
Ja też bym tak zrobiła - ale muszę wolniej. NIESTETY. Kosztuje mnie to wiele - same wiecie jak bardzo. Pomaga mi to, że decyzja, moja decyzja jest nieodwołalna. Ale to nie wolność - jeszcze nie. Cały czas płacę frycowe.

7 437

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Zawsze tęskniłam za domem. Teraz też i nie chciałabym wypatrywać i widzieć męską sylwetkę przez okno.

Rozumiem Cie, ale ja pisalam o sylwetce tego nowego partnera, tamtego bylego wolalam ani w oknie ani w zadnym innym miejscu nie ogladac.

zofia282 napisał/a:

Jest to MÓJ  dom gdzie czuję sie dobrze i BEZPIECZNIE.

To bardzo wazne, ja tez tak wlasnie sie poczulam po jego odejsciu: to MOJ dom, moge tu robic to co JA zechce.Niesamowite uczucie:) U mnie nie chodzilo o bezpieczenstwo tylko o swobode oddychania.

zofia282 napisał/a:

Mam uraz do mężczyzn - moze kiedyś to się zmieni ale PEWNA jestem , ze jakiś KTOŚ nie jast mi do zycia potrzebny.

Mnie tez ktos nie byl potrzebny i wcale go nie szukalam. Swietnie zylo mi sie i bez niego. On sie trafil i wniosl jeszcze wiecej radosci do mojego, juz i tak, spokojnego i normalnego, zycia. Ja nie mialam urazu do mezczyzn, bo az tak mnie nie skrzywdzili i nie widzialam w kazdym z nich potwora. Ale rozumiem, ze po Twoich przejsciach jest to mozliwe. Oby minelo.

zofia282 napisał/a:

Potrzebny mi do tego jest spokój, humor( mam go po tabletkach i żałuję, że wcześniej nie brałam ich)

hmm...nie wiem zofio czy to az takie dobre rozwiazanie..na jakis czas pewnie tak ale ja jakos nie wierze w chemiczne leczenie duszy..mam nadzieje, ze kiedys je odstawisz i bedziesz potrafila usmiechac sie bez srodkow dopingujacych;)


zofia282 napisał/a:

kilka koleżanek no i kasa mile widziana. Nie musi być jej dużo, wystarczy żeby na opłaty starczyło, skromne jedzenie. jakiś bilet na koncert a i ciuszek mnie cieszy za kilka zł. nie musze mieć tych z górnej półki.

dokladnie..a co to my, kobiety wychowane w czasach siermieznego socjalizmu nie poradzimy sobie? Pamietacie jeszcze czasy Burdy? Albo swetry dziergane na zime? I jakie nietuzinkowe kreacje wtedy powstawaly, nie takie mass production jak teraz. A zupe na ogonie swinskim tez podobno da sie ugotowac:)) Musze kiedys sprobowac! Jak ogon znajde...

7 438

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom to niesamowite, że w zasadzie w dość niedługim czasie po burzy uczuć, po górkach i dołkach doszłaś do jakiejś konstruktywnej, a przede wszystkim satysfakcjonującej Cię decyzji. To budujące.
U mnie problem w tym, że kretyn dziecko chce mieć u siebie, bo uważa, że tak będzie lepiej. Poza tym spokój. Właśnie ten bez dręczenia i zawracania głowy, obwiniania i trucia.

7 439

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Otóż musimy oszczędzić siebie i nasze dzieci, a oszczędzanie pieniędzy wtedy nie będzie aż tak strasznym problemem. Chociaż wiem, że nieraz spędza nam to sen z powiek, ale to i tak mniejsze zmartwienie niż ścieranie się z podłościami jakie zafundowali nam nasi byli...(niech każdy nazwie po swojemu).

7 440

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A, grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo gdzie jest?
Kocham jeszcze...niech to szlag!
Oczywiście za bardzo!
Pewnie tylko swoje wyobrażenia o M. kocham za bardzo, a nie jego samego!
Dzisiaj moja sprawa rozwodowa, więc proszę mnie wspierać kochane!
Cieniutka jestem dzisiaj, w takim dniu.
Wszystkie tutaj PO piszą, że dobrze zrobiły, że są teraz szczęśliwsze i poukładały sobie życie na nowo, czyli lepiej.
Tego się dzisiaj trzymam!
Będzie lepiej!

7 441

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Pewnie tylko swoje wyobrażenia o M. kocham za bardzo,

Jak już MUSISZ kochać M - to mnie kochaj tongue  Ja też jestem M smile

I nie pozwolę się kochać ZA BARDZO. Trzymaj się smile

7 442

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
grejs napisał/a:

Pewnie tylko swoje wyobrażenia o M. kocham za bardzo,

Jak już MUSISZ kochać M - to mnie kochaj tongue  Ja też jestem M smile

I nie pozwolę się kochać ZA BARDZO. Trzymaj się smile

Przecież, ja Ciebie kocham od dawna!  smile

7 443

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Wszystkie tutaj PO piszą, że dobrze zrobiły, że są teraz szczęśliwsze i poukładały sobie życie na nowo, czyli lepiej.
Tego się dzisiaj trzymam!
Będzie lepiej!

To prawda grejs, ale jest jedno male ale. Ja decydujac sie na rozwod, juz NIE kochalam swojego eksa. Ani jego ani wspomnien. Tego, ze chce odejsc i zyc od nowa i sama, bylam pewna, jak tego, ze po nocy przyjdzie dzien i tego jak sie nazywam. Cienia watpliwosci. Dlatego moj rozwod to byla formalnosc. Bez walki, bolu, rozterek, wewnetrznej szarpaniny. Nic mnie juz nie bolalo, bo nic nie czulam. Ani zlosci ani milosci, po prostu obojetnosc. Nie nienawidzilam go, nie obwinialam, zwyczajnie nie widzialam sensu dalszego zycia razem. No..ale proces odkochiwania sie tez troche trwal i nie byl calkiem bezbolesny.

Kiedy dojdziesz do tego etapu, ze jest Ci wszystko jedno gdzie on jest i co robi, Tobie tez bedzie lzej i lepiej.

Powodzenia na rozprawie:) Trzymaj SIE i trzymaj klase. Nie dokopuj prosze eksowi, nie grzeznij w brudach..nie wierze, ze to jedyna droga do rozwodu. A po co Ci do konca zycia takie paskudne wspomnienia z Waszego rozpadu malzenstwa? Co on zrobi to jego sprawa, Ty badz soba i po prostu konsekwentnie obstawaj przy Twojej decyzji.

Napisz jak poszlo:)

7 444

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Potrzebny mi do tego jest spokój, humor( mam go po tabletkach i żałuję, że wcześniej nie brałam ich)

hmm...nie wiem zofio czy to az takie dobre rozwiazanie..na jakis czas pewnie tak ale ja jakos nie wierze w chemiczne leczenie duszy..mam nadzieje, ze kiedys je odstawisz i bedziesz potrafila usmiechac sie bez srodkow dopingujacych;)

To nie są środki dopingujące. To są bardzo " slabe" tabletki działające antydepresyjnie. Normalne dawki podaje się przy padaczce a minimalne na poprawienie humoru. U mnie nie stwierdzono depresji ale chyba jednak miałam ją lub jej początki, Po miesiącu brania tych leków( przepisano mi je w szpitalu. Przestałam je w pewnym momencie brać właśnie bojąc się uzależnienia chociaż nie mam wiedzy na temat uzależnień od tego leku) czuję się znacznie lepiej. Jestem weselsza, potrafię śmiać się, żartować a i problemy moje wydają mi się mniejsze i ich znaczenie także. To forum wiele mi daje także. Zrozumiałam swoje błędy. Utwierdziłam się , że popełniałam błędy. Tu się wiele nauczyłam ale to wszystko nie powodowało znacznej poprawy samopoczucia. Forum + leki i jest ok. A jeśli nawet uzależniłabym sie od leku to jest to lepsze niż "wisielczy humor" i dręczące pytania. Powoli odpowiadam sobie na te pytania i to właśnie dzięki Wam, Waszym historiom i komentarzom.

7 445

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czy to jakiś psychotrop?

7 446

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

To są bardzo " slabe" tabletki działające antydepresyjnie. Normalne dawki podaje się przy padaczce a minimalne na poprawienie humoru.

W porzadku, jesli slabe to pewnie sie nie zaleznisz od nich..ciekawe swoja droga jak one rozweselaja:) Tzn. jak to dziala, jak "glupi Jasio" u dentysty czy lampka dobrego wina na czczo?:))

Ja widzisz, nawet aspiryne biore w chwilach bolu nie do zniesienia, dlatego tak reaguje troche z przesadna ostroznoscia, jak czytam o roznych farmaceutycznych wynalazkach. Ale jak sprawdzone, przetestowane (na sobie samej:) to znaczy, ze bezpieczne. Ale i tak najlepiej bedzie jak kiedys je bedziesz mogla odstawic i usmiechnac sie "pelna geba" do siebie:)

Moim srodkiem odstresowujacym jest praca, praca i jeszcze raz praca..jak nie mam przyslowiowej chwili, zeby sie w tylek podrapac to i depresje i stresy znikaja. Zastepuje je nieziemskie zmeczenie a wtedy biore wlasnie lampke wina i po niej zazwyczaj ide juz spac:) Tez jestem uzalezniona, od dobrego merlota czy cabernetu savignon i tez uwazam, zeby z tymi lampkami nie przeholowac:)) Na szczescie na codzien tak nie haruje wiec i odstresowywac sie nie musze, bo zamiast w KKZB to w AA bym sie udzielala;).

7 447

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak więc każdy ma swój odstresowywacz. Ja idę do klubu, 3 godzinki zajęte i buzia uśmiechnięta. Sama radość, nie mogę się już doczekać. Rewelacja. A w pracy także odreagowuję dom!

7 448

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja idę do klubu, 3 godzinki zajęte i buzia uśmiechnięta. Sama radość, nie mogę się już doczekać. Rewelacja.

Zazdroszcze! Ja jakos nie moge sie przekonac do gimnastyki tzw. "zorganizowanej" czy grupowej. No nie moge i juz. Lubie sport ale taki wolny, niezobowiazujacy do specjalnego mobilizowania sia na dany dzien, godzine, stroj, klase. A zumba by mi sie przydala, oj tak;) Tylko ten cholerny biust..zeby sie dalo go w domu tak zostawic..:(

7 449

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Porządny biustonosz i będzie elegancko. Na Zumbie nie powinnaś mieć z nim problemu, tam raczej jest tanecznie, nie ma jakiegoś potwornego skakania. Zumbę polecam najbardziej, nie trzeba nawet znać kroków, a można się świetnie bawić. To jest na prawdę wspaniałe.

Ja generalnie nie cierpiałam sportu. Pewnie z racji mojego taty co to zawsze go w domu nie było bo ćwiczył lub "ćwiczył", biegał, siłownia. Brał mnie. Nie cierpiałam. Zostały mi narty (kocham!), pływanie (kocham wodę!) no i w tym roku się wybrałam do fajnego klubu ze squashem, z którego nie chce się wychodzić. Jestem pod wrażeniem. Łączę przyjemnie z pożytecznym. Siłownia jest super wyposażona i wcale nie idę wyciskać, raczej robię sobie wysiłek kardio przed tv a potem idę na jakieś zorganizowane  ćwiczonka. Sprawia mi to frajdę. Umorduję się i jest przyjemnie. Zumbę polecam, jeśli tylko masz możliwość, warto spróbować, naprawdę.
Ja jestem pod wrażeniem swojego nastawienia bo nie sądziłam, że aż tak mi to przypadnie do gustu.
Specjalnie nie mam wystrzałowego stroju, ale co tam. Może kiedyś sobie sprawie, na razie wiesz jak jest. A jeszcze dziś buty mi się rozpadły i zbierałam wodę po drodze do pracy. I mam to w nosie!  smile
Chyba mam dziś dobry nastrój. Mimo, że wczoraj pan bałaganiarz mnie wkurzył i byłam zła na to że się spieszyłam do domu. Dał psu kość, a ten sobie ją położył na wersalce nie przykrytej niczym. Wyprać potem nie ma kto, a dlaczego to mam robić ja? To wynajmowane mieszkanie razem z meblami i co z tego, tylko potem trzeba mieszkać a takim gnoju, ale jemu to nie przeszkadza. Ja się poważnie zastanawiam czy go nie kopnąć w dupę. Nie dość, że w bałaganie to jeszcze w zakichanym celibacie. A z jakiej racji? Bo on twierdzi, że to nic takiego, że to normalne, że nie ma problemu? A dla mnie to problem. I tak mu się zbiera. I nawet pomyślałam sobie, że sama dałabym sobie radę ze swoją pensją. Bez problemu.
Powiedziałam mu, że jakby miał zamieszkać u mnie i robić coś takiego na moich meblach to dawno by wraz z tym psem wyleciał. Ale do niego jak kulą w płot. Czas zatem znaleźć przyjaciela. Dbam o siebie na ile mogę. A samopoczucie dziś dobre bo zajęcia niedługo smile

7 450

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

czekaj, czekaj hm.., prosze Cie uporzadkuj mi troche swoje dane, bo ja chyba naprawde mam juz jakas demencje wczesnostarcza.

Wiec jak to u Ciebie jest?

- tez eks to ten co ma dziecko albo ma na nie chrapke i podbiera Ci je z przedszkola? ponadto ma nowa pania?
- ten obecny to ten balaganiarz? slubny czy na przyczepke?
- byl kot uzywajacy papieru WC, obecnie pies stolujacy sie na wersalce, jeszcze jakies zwierzatko z Wami pomieszkuje?
- mieszkanie wynajete, mama zolza, kasy chronicznie malo ale wystarczy - tu chyba wszystko jasne.

Co jeszcze pominelam, zapomnialam, pomieszalam? Ty masz juz rozwod z tym Nr 1 czy jeszcze nie?

A  za agitacje na zumbe dziekuje, posprawdzam jakies pobliskie kluby i moze sie skusze. Kiedys chodzilam na bajlatino ale tam mi wlasnie biust przeszkadzal. Za to biodra szalaly:))

7 451 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-20 13:25:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

- Tak eks ma dziecko i chrapkę też, rozwodu nie ma.
-  Bałaganiarz to partner-konkubent.
Co on ścierał tym papierem? A mleko rozlane przez kota. Tak. A on ma psa. Więcej zwierząt nie ma.

Poza tym wszystko się zgadza. A zumba jest super. super.. Nie będzie ci nic przeszkadzać.

7 452

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Ja decydujac sie na rozwod, juz NIE kochalam swojego eksa. Ani jego ani wspomnien. Tego, ze chce odejsc i zyc od nowa i sama, bylam pewna, jak tego, ze po nocy przyjdzie dzien i tego jak sie nazywam. Cienia watpliwosci. Dlatego moj rozwod to byla formalnosc. Bez walki, bolu, rozterek, wewnetrznej szarpaniny. Nic mnie juz nie bolalo, bo nic nie czulam. Ani zlosci ani milosci, po prostu obojetnosc. Nie nienawidzilam go, nie obwinialam, zwyczajnie nie widzialam sensu dalszego zycia razem. No..ale proces odkochiwania sie tez troche trwal i nie byl calkiem bezbolesny.

Kiedy dojdziesz do tego etapu, ze jest Ci wszystko jedno gdzie on jest i co robi, Tobie tez bedzie lzej i lepiej.

Powodzenia na rozprawie:) Trzymaj SIE i trzymaj klase. Nie dokopuj prosze eksowi, nie grzeznij w brudach..nie wierze, ze to jedyna droga do rozwodu. A po co Ci do konca zycia takie paskudne wspomnienia z Waszego rozpadu malzenstwa? Co on zrobi to jego sprawa, Ty badz soba i po prostu konsekwentnie obstawaj przy Twojej decyzji.

Ty- ty nie jesteś kkzb a te uzależnione mają inaczej big_smile Ja też nie kocham męża ale wspomnienie, nie to nawet nie wspomnienie to raczej wyobrażenie, marzenie o nim a i owszem kocham. Kocham to jaki powinien być a za to jaki jest nie lubię go. We wspomnieniach też kiepsko wypada szczególnie z tych ostatnich lat. Ja również nie mam cienia wątpliwości, że mój rozwód będzie formalnością. Ok. Twój mąż nie niszczył Cię psychicznie, nie poniżał, nie oszukiwał i dlatego Tobie było łatwiej. Wypaliłaś się i faktycznie nie było sensu tego ciągnąć. My walczyłyśmy o związek, poniżałyśmy się dając obrażać i oszukiwać. My jesteśmy " skaleczone" , mniej lub bardziej ale skaleczone. Piszesz by nie dokopywać im. Powiedzenie prawdy jak wyglądał związek to juz jest dokopanie. Oszustwo nie jest fer i molestowanie partnerki również. Miałabym iść do sądu i powiedzieć, poproszę rozwód bez orzekania winy bez powiedzenia jak było?! O nie i to nie jest dokopywanie to jest stwierdzenie faktu  - poniżał, obrażał, miał za idiotkę a ja miałabym ponownie spuścić głowę i  nic nie mówić? Znowu wleźć w kącik i czekać na orzeczenie, ze nie daj Boże moja wina ?  Nic z tego i nie przez zemstę ale przez sprawiedliwość.  Tak kochana w moim przypadku i wielu innych kobiet to jedyna droga do rozwodu. Droga PRAWDY, tego co nam robiono. Nigdy nie będę przychylnie patrzeć na tego człowieka. Mogę z nim normalnie rozmawiać ale zdania o nim nie zmienię- kawał drania ! Oczywiście nie mam problemu z podaniem mu ręki a on ma a on mi jej nigdy nie podaje. Ma żal ? obrażony ? nie mam pojęcia i nie mam ochoty na zastanawianie sie nad tym. Chcę zachować z nim dobry kontakt ze względu na dzieci. Kiedyś wesela i chrzciny czekają nas i nie zrobię tego swoim dzieciom, stać mnie na to by z nim przywitać się , normalnie rozmawiać i nawet być miłą ale to i tak tylko część tego co we mnie. Obrzydzenia i niechęci nie muszę pokazywać a to i tak we mnie jest i będzie.

7 453

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

A, grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo gdzie jest?
Kocham jeszcze...niech to szlag!
Oczywiście za bardzo!
Pewnie tylko swoje wyobrażenia o M. kocham za bardzo, a nie jego samego!
Dzisiaj moja sprawa rozwodowa, więc proszę mnie wspierać kochane!
Cieniutka jestem dzisiaj, w takim dniu.
Wszystkie tutaj PO piszą, że dobrze zrobiły, że są teraz szczęśliwsze i poukładały sobie życie na nowo, czyli lepiej.
Tego się dzisiaj trzymam!
Będzie lepiej!

Kochasz wyobrażenie o swoim mężu.
Jego już nie kochasz .
Trzymam od rana za Ciebie kciuki.
BĘDZIE LEPIEJ !!!!

7 454

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i jak tam rozprawa Grejs...?

7 455

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Ty- ty nie jesteś kkzb a te uzależnione mają inaczej big_smile Ja też nie kocham męża ale wspomnienie, nie to nawet nie wspomnienie to raczej wyobrażenie, marzenie o nim a i owszem kocham. Kocham to jaki powinien być a za to jaki jest nie lubię go. We wspomnieniach też kiepsko wypada szczególnie z tych ostatnich lat. Ja również nie mam cienia wątpliwości, że mój rozwód będzie formalnością. Ok. Twój mąż nie niszczył Cię psychicznie, nie poniżał, nie oszukiwał i dlatego Tobie było łatwiej. Wypaliłaś się i faktycznie nie było sensu tego ciągnąć. My walczyłyśmy o związek, poniżałyśmy się dając obrażać i oszukiwać. My jesteśmy " skaleczone" , mniej lub bardziej ale skaleczone. Piszesz by nie dokopywać im. Powiedzenie prawdy jak wyglądał związek to juz jest dokopanie. Oszustwo nie jest fer i molestowanie partnerki również. Miałabym iść do sądu i powiedzieć, poproszę rozwód bez orzekania winy bez powiedzenia jak było?! O nie i to nie jest dokopywanie to jest stwierdzenie faktu  - poniżał, obrażał, miał za idiotkę a ja miałabym ponownie spuścić głowę i  nic nie mówić? Znowu wleźć w kącik i czekać na orzeczenie, ze nie daj Boże moja wina ?  Nic z tego i nie przez zemstę ale przez sprawiedliwość.  Tak kochana w moim przypadku i wielu innych kobiet to jedyna droga do rozwodu. Droga PRAWDY, tego co nam robiono. Nigdy nie będę przychylnie patrzeć na tego człowieka. Mogę z nim normalnie rozmawiać ale zdania o nim nie zmienię- kawał drania ! Oczywiście nie mam problemu z podaniem mu ręki a on ma a on mi jej nigdy nie podaje. Ma żal ? obrażony ? nie mam pojęcia i nie mam ochoty na zastanawianie sie nad tym. Chcę zachować z nim dobry kontakt ze względu na dzieci. Kiedyś wesela i chrzciny czekają nas i nie zrobię tego swoim dzieciom, stać mnie na to by z nim przywitać się , normalnie rozmawiać i nawet być miłą ale to i tak tylko część tego co we mnie. Obrzydzenia i niechęci nie muszę pokazywać a to i tak we mnie jest i będzie.

masz racje zofio, piszac, ze nie naleze do grup KKZB, jakos chyba nie potrafilabym. Kiedys moja dosc bliska mi kolezanka, wysluchawszy moich kolejnych wyznan o jakims tam panu X ze zwiazku kolejnego powiedziala mi, ze ja mam chyba w sobie wiecej testosteronu niz tego odpowiednika kobiecego. I jej zdaniem czasem czuje albo mysle i dzialam bardziej jak mezczyzna niz kobieta. Nie wspinam sie na szczyty uczuc tylko lewituje gdzies w polowie i po upadku, jak to powiedziala "wstajesz, dupsko otrzepiesz i idziesz dalej, jak przecietny chlop". Ale to bzdura, mezczyzni tez zakochuja sie za bardzo i tez cierpia. Niestety spotkalam takich na swojej drodze, to nie jest fajne doswiadczenie.

O tym niepotrzebnym dokopywaniu eksowi pisalam po to by Grejs nabrala dystansu do calej sprawy, nie nakrecala sie samymi zlymi emocjami i nie zaczela ziac ogniem na sali sadowej. Bo to nikomu niczego nie da. Przeciez o tych nawet najgorszych rzeczach z przeszlosci mozna zwyczajnie poinformowac Sad Wysoki, ja nie uznaje prania brudow ale skoro taki cyrk musi sie odbyc, to niech chociaz zona na spokojnie te brudy wyciagnie i porozwiesza dla sadu do oceny.

Nabralam jakiegos niesmaku po tym jak czytalam niektore posty, w ktorych panie jakby podsycaja wlasna nienawisc do tych eksow - psychole, dupki, zimne dranie, itp. Jakos dziwnie to brzmi skoro ON juz i tak zaraz zniknie z pola widzenia.
To fakt, ze mnie tak nikt nie skrzywdzil, wiec pewnie nie umiem wczuc sie w role kobiety na sali sadowej po latach roznych przejsc. Wiem tylko, ze zimny chlod predzej wyprowadza z rownowagi tych psycholow niz np. wrzaski, oskarzenia, placz, wyzwiska. A i do sadu lepiej trafiaja takie rzeczowe spokojne relacje.
Tego zimnego chlodu zyczylam dzis Grejs na sali sadowej.

7 456 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-20 13:42:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A mnie się bardzo podoba Mussuka twoje podejście. Jest zdecydowane i kategoryczne, takie bez niepotrzebnego rozmemływania (może to brzmi nieładnie).
Kurcze tak sobie czytam wszystko i wydaje mi się Zofio, że czasem jakby pada wniosek taki oderwany od tematu jaki tutaj trwa. Tak jak to było teraz Mussuka pisze konkretnie do Grejs, a tutaj inaczej to zostało przez Ciebie odebrane. Zofio nie gniewaj się. To tylko takie spostrzeżenie nic innego.

Grejs podjęła decyzję. to niesamowita optymistka. Chciałabym dobrze myśleć, ja z kolei widzę czarne chmury, na szczęście tylko u siebie. To tak jakby nade mną wisiała czarna burzowa chmura a nad innymi świeciło słońce.

7 457

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No i jak tam rozprawa Grejs...?

czekaj jeszcze chwilke:) ona teraz wodke pije albo z radosci albo ze zlosci albo jednego i dugiego:) wytrzezwieje to napisze;)

7 458

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślę, że dopiero wieczorem, albo nawet nie.

7 459

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm... to jaki jest pożytek z tego gościa Twojego? Czekasz jak on się zmieni czy nabierasz mocy do Twojej zmiany?

Ja się powstrzymuję, żeby się nie odezwać, to jest proste jak jest ok u mnie i jestem silna, a jak już inne problemy spadły na mnie to nie wiem czemu chcę szukać jego wsparcia..

7 460

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Myślę, że dopiero wieczorem, albo nawet nie.

co ma wisiec nie utonie i dowiemy sie predzej czy pozniej. Ja jej w kazdym razie nie zazdroszcze.

A odnosnie zumby - namierzylam blisko siebie i zaraz po 1-szym kupie sobie karnet:) do Swiat pare kilo sie utrzesie:)

7 461

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Właśnie nie ma żadnego pożytku. Ja mam wybór taki aby pójść do matki (która jest ogromnie trudna do życia) albo pozostać. Ale nie odzywać się nie mam zamiaru. Coraz mniej mnie już trzyma.

7 462

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
hm... napisał/a:

Myślę, że dopiero wieczorem, albo nawet nie.

co ma wisiec nie utonie i dowiemy sie predzej czy pozniej. Ja jej w kazdym razie nie zazdroszcze.

A odnosnie zumby - namierzylam blisko siebie i zaraz po 1-szym kupie sobie karnet:) do Swiat pare kilo sie utrzesie:)

No świetnie. Ciekawa jestem Twojej opinii.

7 463

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozwódka...info u Marynarki
  smile

7 464

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Rozwódka...info u Marynarki
  smile

GRATULACJE !!! Cieszę się razem z Tobą.

7 465

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Czy to jakiś psychotrop?

Wydaje mi się, że nie. To są leki, które podaje się przy padaczce a mała dawka działa antydepresyjnie ( poprawia humor). Wątpię aby padaczkę leczono psychotropami. Mogę sprawdzić to.

7 466

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Rozwódka...info u Marynarki
  smile

Gratuluję i życzę powodzenia na nowej drodze smile

7 467

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
zofia282 napisał/a:

To są bardzo " slabe" tabletki działające antydepresyjnie. Normalne dawki podaje się przy padaczce a minimalne na poprawienie humoru.

W porzadku, jesli slabe to pewnie sie nie zaleznisz od nich..ciekawe swoja droga jak one rozweselaja:) Tzn. jak to dziala, jak "glupi Jasio" u dentysty czy lampka dobrego wina na czczo?:))

Ja widzisz, nawet aspiryne biore w chwilach bolu nie do zniesienia, dlatego tak reaguje troche z przesadna ostroznoscia, jak czytam o roznych farmaceutycznych wynalazkach. Ale jak sprawdzone, przetestowane (na sobie samej:) to znaczy, ze bezpieczne. Ale i tak najlepiej bedzie jak kiedys je bedziesz mogla odstawic i usmiechnac sie "pelna geba" do siebie:)

Moim srodkiem odstresowujacym jest praca, praca i jeszcze raz praca..jak nie mam przyslowiowej chwili, zeby sie w tylek podrapac to i depresje i stresy znikaja. Zastepuje je nieziemskie zmeczenie a wtedy biore wlasnie lampke wina i po niej zazwyczaj ide juz spac:) Tez jestem uzalezniona, od dobrego merlota czy cabernetu savignon i tez uwazam, zeby z tymi lampkami nie przeholowac:)) Na szczescie na codzien tak nie haruje wiec i odstresowywac sie nie musze, bo zamiast w KKZB to w AA bym sie udzielala;).

To dobre pytanie: jak one rozweselają.
Nie działają jak głupi " Jaś", nie działają jak wino nie działają także jak Jaś po winku smile
Nie jestem po tych tabletkach w takim stanie, ze każde kiwnięcie palcem wzbudza mój śmiech i pokładam się ze śmiechu na podłogę. Nie jest też tak, ze czuję się na haju ( chociaż nawet nie wiem co to znaczy) i ze wszystkiego jestem happy i wszystko mam gdzieś. One powodują moje lepsze samopoczucie psychiczne tzn. mniej się wszystkim przejmuję i potrafię uśmiechnąć się czy odwzajemnić uśmiech. Jestem z natury " grzeczna i miła". Kiedy załatwiam różne sprawy wiem, ze miłe słowo i uśmiech więcej zdziała jak żądanie czy postawienie sprawy " należy mi się". Bez tabletek nie potrafiłam zdobyć sie na uśmiech a teraz jest i to bez przymuszania się. Wróciła ochota na żarty i dowcipy. Mniej się też przejmuję, jestem spokojniejsza. Wcześniej każda sytuacja " przerastała mnie" i często wydawała mi się sytuacją bez wyjścia - po prostu powalała mnie. Dzisiaj tak nie jest.
Ogólnie bardzo boję się leków bo na wiele jestem uczulona. Źle reaguję np. na leki przeciwbólowe, antybiotyki. Ten lek toleruję. Jak długo będę na nim ? Myślę, że wizyta u lekarza da mi odpowiedź.
Praca - ale jak człowiek w dołku to każdy najmniejszy ruch jest wysiłkiem i nie ma sie napędu do tej pracy. Sterta brudnych naczyń nie robi wrażenia i tylko przymus działa np. zabrakło kubka na herbatę.
Lepsze samopoczucie wróciło, gorzej jest z tym napędem. Kiedyś lubiłam non stop coś robić. Zawsze potrafiłam znaleźć sobie zajęcie. Nie pracowałam zawodowo a w domu za dwie osoby. Prowadziłam dom, dbałam o ogród a nawet odśnieżałam. Teraz mam problem ze zmyciem naczyń.

7 468 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-21 09:59:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz zofio, nawet takie silne sztuki:) (zartuje!) jak ja, tez miewaja jakies dolki i dni szare, z chandra jak stad do Pekinu. Wtedy nawet praca i to na 3 zmiany nie pomaga. Czlowiek nie jest robotem i nie moze sie zaprogramowac na nastepna pieciolatke, ze kazdego dnia bedzie w stanie takiej samej wydajnosci. Mnie tez dopada albo zly humor, albo zmeczenie, jesienna nuda, PMS-y, inne wahania nastrojow (moze to juz menopauza?), zlosc, zniechecenie.

Wtedy zwyczajnie..odpuszczam sobie..i to tyle, na ile mi praca zawodowa i rodzina pozwola. Nie moge totalnie olac spraw zawodowych wiec odwalam, to co pilne a reszte zostawiam na powrot energii. To samo w domu, nie wyrzuce dzieci do hotelu, wiec jakos musze sie zmobilizowac do minimum opieki nad nimi. Ale w takie zle dni, zamiast wykonac pewne czynnosci samodzielnie, staram sie je rozdzielic po innych. Ostatecznie nie mam juz niemowlat i kanapke z herbata na kolacje to nawet i najmlodsza cora sobie zrobi bez uszczerbku na zdrowiu. Nie zmywam, bo mam zmywarke ale te malpe tez trzeba napelnic, nastawic a potem oproznic. Prosze o to syna albo mojego partnera. Pranie, odkurzanie moze poczekac a gotowanie..moge posterowac z kanapy a reszta zajmuje sie moj przyjaciel.
W takich momentach wlasnie doceniam mojego partnera (kiedys o tym pisalam i myslalas, ze go wykorzystuje sama lezac na kanapie i leniuchujac:). W takie podle dni, prosze, zeby dal mi swiety spokoj i pozwolil robic NIC. Bo wtedy wlasnie nie mam sily ani ochoty ruszyc reka czy noga czy najmniejszym palcem. On to rozumie i pomaga mi wtedy jak tylko potrafi, bo wie, ze dzieki temu ja poczuje sie za jakis czas lepiej i znowu bedziemy razem cos pichcic i smiac sie.  Ale nie teraz, nie dzis, kiedy jest mi jakos tak "zle".
Jesli jest mi zle to nic nie robie..klade sie na kanapie i albo czytam albo ogladam jakis film na DVD (taki, ktory mi pomoze zrelaksowac mozg, czasem komedia, czasem horror albo inna glupota) albo ide sie zdrzemnac. Bo w takie dni ani spacer, ani zakupy, ani basen, ani inne, zwykle przeze mnie lubiane czynnosci, nie ciesza i nie interesuja mnie. No ale co z tego? Taka chwila przerwy jest kazdemu czasem potrzebna. Ja nie czuje winy w tym, ze jakies gary poleza do jutra..a ostatecznie to sa i inni domownicy, ktorzy moga pomoc.

Ty masz zofio wiekszy problem, wiekszy dol, bo i przyczyna powazniejsza. Wiec czasu na takie "leniuchowanie" tez proporcjonalnie potrzebujesz wiecej. Nic w tym nie ma nienormalnego ani zlego. Mysle jednak, a raczej nie mysle, tylko jestem pewna, ze z czasem takich dni "niemocy" bedziesz miala coraz mniej. Sama zobaczysz, ze zycie bez niego tez ma sens i ze warto zyc tylko dla siebie, bo takie zycie tez jest piekne i niesie wiele niespodzianek a wtedy nie tylko pozmywasz te kubki ale pobiegniesz do sklepu kupic sobie cala nowa kolorowa kolekcje kubkow, na SWOJA, poranna herbate czy kawe. 
Jak to mowia w reklamie? Bo jestes tego warta:)

7 469

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja takie napady "złego nastroju" mam, raczej miałam, w piątki... dziwne bo większość ludzi cieszy się, że koniec tygodnia i upragniony weekend, a mnie przerażał i kiedy nad tym się zastanowiłam to znalazłam odpowiedz weekend=przebywanie z mężem.  Dzisiaj jestem spokojniejsza, ale wcześniej nie było weekendu bez kłótni. W tygodniu to właściwie się mijamy, a w weekend to nie bardzo jest jak i wtedy zawsze był czas na dociekanie dlaczego?

No ale to mam już za sobą. Chyba coś w tym jest , że jak "uciekasz" to Ciebie gonią, mam na myśli, że jak przestałam interesować się mężem, zajęłam sobą, nie ma obiadków pod nas jak wraca z pracy, ba czasem w ogóle nie ma big_smile, nie pytam jak Tobie minął dzień itp. to zauważyłam, że mąż przestał się drzeć, kiedy jest bałagan, widzę, że w nim się gotuje, ale widzi też, że jego wybuch nie zrobi na mnie żadnego wrażenia, kiedy wraca to ON pyta jak mi minął dzień, co robiliśmy.

najlepsze w tym jest to, że jakiś czas temu to zaczęłabym to analizować, że może jemu jednak zależy, chce ze mną być, dzisiaj wiem, że to zwykła grzeczność, gada by gadać, ot co....

7 470 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-21 10:32:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja takie napady "złego nastroju" mam, raczej miałam, w piątki... dziwne bo większość ludzi cieszy się, że koniec tygodnia i upragniony weekend, a mnie przerażał i kiedy nad tym się zastanowiłam to znalazłam odpowiedz weekend=przebywanie z mężem.  Dzisiaj jestem spokojniejsza, ale wcześniej nie było weekendu bez kłótni. W tygodniu to właściwie się mijamy, a w weekend to nie bardzo jest jak i wtedy zawsze był czas na dociekanie dlaczego?

oj i znowu moglabym napisac "to samo":) Nienawidzilam weekendow, balam sie ich, czekalam na poniedzialek jak na zbawienie. Teraz na weekendy czekam z taaaaka radoscia:)

ankinom napisał/a:

Chyba coś w tym jest , że jak "uciekasz" to Ciebie gonią

Chyba? zadne chyba tylko tak wlasnie dziala prawo przyciagania ziemskiego..czy jakies tam inne prawa fizyki. Minus i plus sie przyciagaja a nie minus z minusem czy plus z plusem. Mowie o dawaniu i braniu, nie o osobowosciach. A co w naturze jest najwazniejsze? Rownowaga:) miedzy dawaniem i braniem tez:) Super ankinom, tak trzymaj! Jeszcze sie kawki do lozka i gazetki sobotniej wyborczej doczekasz:))

ankinom napisał/a:

najlepsze w tym jest to, że jakiś czas temu to zaczęłabym to analizować, że może jemu jednak zależy, chce ze mną być, dzisiaj wiem, że to zwykła grzeczność, gada by gadać, ot co....

no wlasnie ankinom, nie analizuj:) w grzecznosci nie ma nic zlego, poza tym to byle gadanie jest chyba lepsze niz brzeczaca w uszach cisza?:)

7 471

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Rozwódka...info u Marynarki
  smile

Gratulacje.

A co z opieką nad dziećmi?

7 472

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No ciekawa jestem Zofio co to za lek.

Aniknom, widzę zmiany, zmiany. Jakie to zaskakujące że zachowanie innych może wynikać z naszego zachowania, nastawienia. Niech go tam trafia, tak jak trafiało Ciebie. Może być nawet tak, że poczuje się tak obojętny, że zapragnie się znów zbliżyć. Za późno...

Weekend mamy. Ja mam mieszane uczucia, bo albo wkurzy mnie bałagan albo będę mieć do tego stosunek analny, że tak powiem.

Ja też chcę już być po rozwodzie.
Grejs, milczy. To znaczy, że się cieszy...

7 473

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja takie napady "złego nastroju" mam, raczej miałam, w piątki... dziwne bo większość ludzi cieszy się, że koniec tygodnia i upragniony weekend, a mnie przerażał i kiedy nad tym się zastanowiłam to znalazłam odpowiedz weekend=przebywanie z mężem.  Dzisiaj jestem spokojniejsza, ale wcześniej nie było weekendu bez kłótni. W tygodniu to właściwie się mijamy, a w weekend to nie bardzo jest jak i wtedy zawsze był czas na dociekanie dlaczego?

oj i znowu moglabym napisac "to samo":) Nienawidzilam weekendow, balam sie ich, czekalam na poniedzialek jak na zbawienie. Teraz na weekendy czekam z taaaaka radoscia:)

ankinom napisał/a:

Chyba coś w tym jest , że jak "uciekasz" to Ciebie gonią

Chyba? zadne chyba tylko tak wlasnie dziala prawo przyciagania ziemskiego..czy jakies tam inne prawa fizyki. Minus i plus sie przyciagaja a nie minus z minusem czy plus z plusem. Mowie o dawaniu i braniu, nie o osobowosciach. A co w naturze jest najwazniejsze? Rownowaga:) miedzy dawaniem i braniem tez:) Super ankinom, tak trzymaj! Jeszcze sie kawki do lozka i gazetki sobotniej wyborczej doczekasz:))

ankinom napisał/a:

najlepsze w tym jest to, że jakiś czas temu to zaczęłabym to analizować, że może jemu jednak zależy, chce ze mną być, dzisiaj wiem, że to zwykła grzeczność, gada by gadać, ot co....

no wlasnie ankinom, nie analizuj:) w grzecznosci nie ma nic zlego, poza tym to byle gadanie jest chyba lepsze niz brzeczaca w uszach cisza?:)

Ja nie czekam na kawę do łóżka, tylko na jego wyprowadzkę, a w tym temacie cisza hmm ???

7 474

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Ja nie czekam na kawę do łóżka, tylko na jego wyprowadzkę, a w tym temacie cisza hmm ???

Ja Ci wcale tej kawy nie zycze:) Zartowalam, spoko. Mnie tez eks probowal na koniec przekupic oznakami "dobroci" "laski panskiej" i "naglym wybuchem milosci" A ja czekalam na to, ze sie wreszcie zacznie pakowac:) Niestety, on bez mojej pomocy nigdy by tego sam nie zaczal.

Uff..jak sobie przypomne tamte dni to az ciarki mnie przechodza. A to juz za pare miesiecy 2 lata. Dwa szczesliwe lata!

7 475

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja nie czekam na kawę do łóżka, tylko na jego wyprowadzkę, a w tym temacie cisza hmm ???

Ja Ci wcale tej kawy nie zycze:) Zartowalam, spoko. Mnie tez eks probowal na koniec przekupic oznakami "dobroci" "laski panskiej" i "naglym wybuchem milosci" A ja czekalam na to, ze sie wreszcie zacznie pakowac:) Niestety, on bez mojej pomocy nigdy by tego sam nie zaczal.

Uff..jak sobie przypomne tamte dni to az ciarki mnie przechodza. A to juz za pare miesiecy 2 lata. Dwa szczesliwe lata!

Zazdroszczę big_smile

Dziwi mnie "ich" zachowanie, na co dzień na każdym kroku okazują, że nic dla nich nie znaczymy, nie kochają, gardzą, meczą się w naszym towarzystwie, a w obliczu rozstania, nagły przypływ uczuć!

Mój mąż tych uczuć nie ma i myślę, że jednak chce się wyprowadzić, ale nie bardzo wie, jak to wszystko poukładać, by nie ucierpiał finansowo, a te jego miłe gesty stanowią zasłonę dymną, żebym jemu już głowy nie suszyła, nie płakała, bo miał wtedy poczucie winy, a tak moja obojętność sprawia, że ma czyste sumienie, ba może nawet powiedzieć, że to ja chcę, żeby się wyprowadził, cwane bestie smile

Posty [ 7 411 do 7 475 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 113 114 115 116 117 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026