netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 924 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 112 113 114 115 116 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 346 do 7 410 z 26 310 ]

7 346 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-14 09:30:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Pytaj, dzwoń MOŻE oznaczać również CODZIENNY telefon (lub wizytę) w sądzie. Bo wiesz, taki namolny, codzienny kontakt powoduje u urzędników syndrom "odwalić to od siebie - niech się interesant odczepi" tongue

Więc powtarzam za Mussaką - pytaj, dzwoń, prześladuj i molestuj swoim zainteresowaniem - codziennie!
Bez papieru nic sie nie da załatwić - pewnie - a Ty byś chciała by ktoś coś czynił przeciwko Tobie "na gębę"? Tylko na podstawie czyichś słów i twierdzeń. Nie popuszczaj - bądź konsekwentna do bólu smile

Wlasnie tak, meczyc ich az do znudzenia swoja osoba.

Cos Ci powiem hm, bo sama tez mialam swego czasu "interesantow"..jak to dziala:) Przychodzisz sobie do cieplego biura, zaparzasz kawke, herbatke czy co tam rano popijasz, otwierasz komputerek, przelatujesz maile od przyjaciol, poczytasz netkobiety i tak godzinka minela. Myslisz..uff..zeby to juz ta czwarta, bo dzis goscie, lekarz, zebranie w szkole,jeszcze musze cos kupic, zrobic, posprzatac..
Ani w glowie Ci ta sterta podan co obok na biurku lezy.

No..ale czas mija, trzeba wziac sie za robote. Wec bierzemy pierwsza sprawe z kupki papierzyskow i zaczynamy. W miedzyczasie telefony, szef cos chce, kolezance trzeba pomoc i tak czas mija do obiadku. Po obiedzie, kontynuujemy. Zabieramy sie za kolejne podanie ze stosu (a chetnie bysmy go podpalily;) ale dzwoni dziecko, ze w szkole go okradli, dostalo dwoje, pani nakrzyczala, zapomnialo klucza i stoi przed drzwiami. Odkladamy papierek i dzwonimy po meza, zeby jechal i zaradzil. Potem od poczatku studiujemy te sama sprawe, bo nam watek umknal i, o ile nie nadejdzie tajfun albo Boeing nam w biurowiec nie wleci, to konczymy te sprawe i moze jeszcze jedna na dzis.
Potem z duzym odsapem, lapiemy torbe, plaszcz i spadamy. Robota nie zajac, poczeka, jutro tez jest dzien.

I gdzies tam, w tej kupce podan na biurku u pani Basi, spi sobie spokojnie w ciemym juz urzedzie i Twoje podanie. Moze nadejdzie dzien, kiedy i do niego pani Basia sie dokopie.

Tak to moja droga wyglada od strony urzednika. Jemu sie nie spieszy. On tez czlowiek, ma lepsze i gorsze dni, dzis mu sie chce a jutro nawet palcem w bucie nie kiwnie. To Tobie sie spieszy, wiec to TWOJ interes aby pania Basie z letargu wybudzic i dac kopa na rozped aby wyciagnela wlasnie TWOJE podanie i je jeszcze przed obiadem na stolowce zakladowej, rozpatrzyla.

Podpowiedzi z moich doswiadczen urzednika oraz petenta: dzwon (nie zadne pisz maile..pojda ad kosz albo jako spam), wysylaj pisma..polecone, dzwon zapytac czy doszly i tak wkolo Macieju. ZAWSZE pros o nazwisko osoby, z ktora rozmawasz, zeby, raz: nie odsylano Cie od Annasza do Kajfasza, gdzie bedziesz po raz setny to samo wyluszczac, dwa: zeby osoba juz znana nam poczula sie do odpowiedzialnosci za swoje czyny badz ich brak - dopoki jest tylko glosem w telefonie to g..mozesz jej zrobic. Jak jest juz pania Kowalska to wie, ze to o nia bedziesz pytac i jej sie w razie czego czepiac. To dziala jak przyslowiowy bat, odstawi kawke i wygrzebie Twoje papiery - wierz mi to sie sprawdza w 99 przypadkach na 100:))

To tyle z moich "urzedniczych" kruczkow i trickow, teraz lap za telefon i dzwon do tego sadu, pros o osobe kompetentna, zapisz sobie jej dane i spytaj..kiedy ostatecznie mozesz spodziewac sie, juz i tak opoznionej, decyzji. Sprobuj dowiedziec sie, od sekretarki czy nawet z Internetu, kto jest przelozonym w danym dziale, departamencie i gdyby urzedniczka sprawiala Ci klopoty czy robila tzw. laske, dodaj na koniec..grzecznie ale stanowczo.." Rozumiem, dziekuje. W takim razie pozwole sobie skierowac pismo w te sprawie na rece pana /pani X (szefa pani Kowalskiej). Oczywiscie pozwoli panie, ze powolam sie na nasze dotychczasowe rozmowy z Pania celem wyjasnienia panu X, co w mojej sprawie dotychczas zostalo zalatwione?".  Masz gwarantowane, ze Twoje papiery nagle ujrza swiatlo dzienne i w trybie nadzwyczajnym zostana wziete pod lupe.

Powodzenia:)

7 347

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Mnie wkurzalo i meczylo to, ze on tak z tym rozstaniem krecil odkad dowiedzial sie, ze rozwod to fakt a nie moj szantaz ... przykladowo:pare miesiecy po zlozeniu tego wniosku mila byc nasza 10 rocznica i NAGLE on o takim swiecie sobie przypomnial i nawet powiedzial, ze zrobil nam rezerwacje do apartamentu w Nicei na ten czas (heh  heh. przez poprzednich 9 lat nie dostalam nawet kwiatka na zadna rocznice, bo co to za swieto?). Takich desperackich prob i wyssanych z palca obietnic bylo dziesiatki ...

Mówię Wam. Oni mają jakis specjalny tajny podręcznik pt. "Dręczycielstwo post factum". Mają całe życie, żeby udowodnić nam swoją miłość, oddanie, opiekuńczość, troskliwość ... i tego nie robią. A jak już klamka zapadnie, to dostają refleksji i włączają dopalacze. Nagle przypominają sobie, że istniejemy MY, istnieją kwiaciarnie, ważne daty, ważne gesty, ważne słowa ... tyle że wtedy one są już całkiem nieważne.

7 348 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-14 10:43:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki dziewczyny Mussuko, Anhedoniu. Może rzeczywiście za mało ich ścigam. Fakt, że idą na łatwiznę. Nawet pani sędzia mnie uprzedziła, że jak napiszę zbyt długi pozew to kto to przeczyta, także...
Działam...

Tarantello, miło Cie widzieć.

Jak na razie małżonek ów nie odpisał na pozew (gdyż jak sądzę nie miał czasu, gdyż nigdy nie ma, gdyż (sierotka) adresu sobie do korespondencji nie zmieniła -biedactwo).

7 349

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Mnie wkurzalo i meczylo to, ze on tak z tym rozstaniem krecil odkad dowiedzial sie, ze rozwod to fakt a nie moj szantaz ... przykladowo:pare miesiecy po zlozeniu tego wniosku mila byc nasza 10 rocznica i NAGLE on o takim swiecie sobie przypomnial i nawet powiedzial, ze zrobil nam rezerwacje do apartamentu w Nicei na ten czas (heh  heh. przez poprzednich 9 lat nie dostalam nawet kwiatka na zadna rocznice, bo co to za swieto?). Takich desperackich prob i wyssanych z palca obietnic bylo dziesiatki ...

Mówię Wam. Oni mają jakis specjalny tajny podręcznik pt. "Dręczycielstwo post factum". Mają całe życie, żeby udowodnić nam swoją miłość, oddanie, opiekuńczość, troskliwość ... i tego nie robią. A jak już klamka zapadnie, to dostają refleksji i włączają dopalacze. Nagle przypominają sobie, że istniejemy MY, istnieją kwiaciarnie, ważne daty, ważne gesty, ważne słowa ... tyle że wtedy one są już całkiem nieważne.

Swiete slowa:) Ja dostalam dzis maila od eksa, przy okazji umawiania weekendu z corka, z zyczeniami imieninowymi, nota bene pomylona data, dopiero za miesiac je mam;). Przez cale malzenstwo skutecznie wybijal mi z glowy wszelkie takie "glupoty" a teraz staly sie one wazne, chyba w note booku je zapisal;) Ja juz sie z tego tylko smieje i oczywiscie dziekuje mu za "pamiec":) Bo, prawde powiedziawszy, to i ja juz o tych datach nie pamietam, skutecznie je wymazal z mojego kalendarzyka;)
A kwiaty to dostaje teraz bez okazji, wiec mam imieniny i urodziny czesciej niz mi to urzedowo przysluguje:)

7 350

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To bardzo miło...kwiaty...

7 351

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak hm:) Sa jeszcze mezczyzni, zywi, z krwi i kosci, ktorzy nie potrzebuja "delikatnych" sugestii, zeby tak po prostu wlezc do kwiaciarni czy najblizszej budy z kwiatami i sprawic swojej kobiecie niesamowita radosc i niespodzianke. Bez powodu, specjalnej daty, tylko po to, zeby zobaczc jej usmiech. W jego przypadku wystarczylo, ze kiedys tam na samym poczatku i przy innej okazji wspomnialam, ze bardzo lubie kwiaty chociaz wiem, ze i tak zwiedna i tylko strata kasy. Ale glupia jestem, romantyczka i lubie te smiecie:)
Ani razu wiecej juz do tematu nie wrocilam, a kwiatow (cietych, rwanych po drodze oraz doniczkowych:)) dostalam juz mnostwo. Czekoladek i innych lakoci niestety tez. Niestety, bo mi to diete psuje:(

Ale wiesz,nie za te kwiaty czy slodycze go kocham, najbardziej za to, ze ZAWSZE ma dla mnie czas. Nie musi radzic, madrzyc sie czy organizowac - wystarczy, ze siadzie obok i wyslucha ze zrozumieniem mojego gledzenia a potem przytuli. To leczy jak najlepsza masc na bazie jadu pszczelego;) Jest przyjacielem przez wielkie P.

Ja sie tak wymadrzam a sama morduje sie teraz..nie ma ktoras z Was pomyslu jak profil kandydata na kierownika sprzedazy sklecic?

7 352

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Tak hm:) Sa jeszcze mezczyzni, zywi, z krwi i kosci, ktorzy nie potrzebuja "delikatnych" sugestii, zeby tak po prostu wlezc do kwiaciarni czy najblizszej budy z kwiatami i sprawic swojej kobiecie niesamowita radosc i niespodzianke. Bez powodu, specjalnej daty, tylko po to, zeby zobaczc jej usmiech. W jego przypadku wystarczylo, ze kiedys tam na samym poczatku i przy innej okazji wspomnialam, ze bardzo lubie kwiaty chociaz wiem, ze i tak zwiedna i tylko strata kasy. Ale glupia jestem, romantyczka i lubie te smiecie:)
Ani razu wiecej juz do tematu nie wrocilam, a kwiatow (cietych, rwanych po drodze oraz doniczkowych:)) dostalam juz mnostwo. Czekoladek i innych lakoci niestety tez. Niestety, bo mi to diete psuje:(

Ale wiesz,nie za te kwiaty czy slodycze go kocham, najbardziej za to, ze ZAWSZE ma dla mnie czas. Nie musi radzic, madrzyc sie czy organizowac - wystarczy, ze siadzie obok i wyslucha ze zrozumieniem mojego gledzenia a potem przytuli. To leczy jak najlepsza masc na bazie jadu pszczelego;) Jest przyjacielem przez wielkie P.

Ja sie tak wymadrzam a sama morduje sie teraz..nie ma ktoras z Was pomyslu jak profil kandydata na kierownika sprzedazy sklecic?

Psychofagi są świetnymi sprzedawcami. Razem z Zofią możemy Ci przygotowć taki drafcik. Podstawa to:

- powierzchowność - ogólnie zadbany z tendencją do wizerunku "wiecznie młodego i na czasie" + obłożenie gadżetami (dobry zegarek, markowa marynara, dobre buty)
- krasomówstwo + czarujący bałagan w oczach obiecujący niezapomniane przeżycia (wszystko jedno czy mówimy o używanym samochodzie czy o wspólnym zyciu)
- charyzma / hipnoza (wiesz, te sprawy z wnikliwym spojrzeniem, udawanym zainteresowaniem wypowiedziami interlokutora okraszone zachwytami jego osobowością)
- bajer - umiejętne ślizganie się po wielu tematach w celu wyczucia "miękkiego" miejsca potencjalnego kontrahenta + atak na TO miejsce (jeśli kontrahent jest zapalonym akwarystą, to kierownik sprzedaży NAGLE i NIEOCZEKIWANIE również okazuje sie nim być ... na czas dobijania targu)
- umiejętność tworzenia niemal intymnej więzi/bliskości w początkowej fazie
- po sfinalizowaniu transakcji - TOTALNA olewka i przerzucenie sie na następnego potencjalnego nabywcę (a kogo to obchodzi, że Pański samochód sie rozsypał po wyjechaniu z mojego parkingu?)
- im szybsza rotacja nabywców, tym większy obrót

Chyba niczego nie pominęłam ...

7 353

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm, Ciebie również miło ... :-)

7 354

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Psychofagi są świetnymi sprzedawcami. Razem z Zofią możemy Ci przygotowć taki drafcik. Podstawa to:

- powierzchowność - ogólnie zadbany z tendencją do wizerunku "wiecznie młodego i na czasie" + obłożenie gadżetami (dobry zegarek, markowa marynara, dobre buty)
- krasomówstwo + czarujący bałagan w oczach obiecujący niezapomniane przeżycia (wszystko jedno czy mówimy o używanym samochodzie czy o wspólnym zyciu)
- charyzma / hipnoza (wiesz, te sprawy z wnikliwym spojrzeniem, udawanym zainteresowaniem wypowiedziami interlokutora okraszone zachwytami jego osobowością)
- bajer - umiejętne ślizganie się po wielu tematach w celu wyczucia "miękkiego" miejsca potencjalnego kontrahenta + atak na TO miejsce (jeśli kontrahent jest zapalonym akwarystą, to kierownik sprzedaży NAGLE i NIEOCZEKIWANIE również okazuje sie nim być ... na czas dobijania targu)
- umiejętność tworzenia niemal intymnej więzi/bliskości w początkowej fazie
- po sfinalizowaniu transakcji - TOTALNA olewka i przerzucenie sie na następnego potencjalnego nabywcę (a kogo to obchodzi, że Pański samochód sie rozsypał po wyjechaniu z mojego parkingu?)
- im szybsza rotacja nabywców, tym większy obrót

Chyba niczego nie pominęłam ...

Nie no super:) To ja sie tu glowie nad jakimis wynikami w sprzedazy, planowaniem strategi i wspolpraca z dzialami a tu wystarczy bajer z odrobina kokieterii plus umiejetnosc kreowania INTYMNYCH WIEZI z klientami i mamy sukces:)

Nie wiem jak to z ta totalna olewka po zawarciu transakcji? To chyba niezbyt ladnie wyglada w opisie customer service?:)

Mam wrazenie, ze opisalas idealnego kandydata na akwizytora w stylu amerykanskim: "szybko i duzo i byle jak", od kierownika sprzedazy wymagam jednak wiekszego zaangazowania w sprawy firmy oraz lojalnosci wobec tejze;) Inaczej wykopie na bruk i dam ogloszenie o nowego;))

7 355

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oni są jacy są (psychofagi) co z tego jak całkiem nieźle im się żyje, szybko znajdują sobie kogoś a my zostajemy same z pustką:( Tzn. ja przynajmniej tak mam.  Jak jeszcze mialam nadzieję, że się on odezwie to chodziłam wszędzie i power maksymalny, a teraz ledwo się zwlokę z łóżka:/

7 356

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Psychofagi są świetnymi sprzedawcami. Razem z Zofią możemy Ci przygotowć taki drafcik. Podstawa to:

- powierzchowność - ogólnie zadbany z tendencją do wizerunku "wiecznie młodego i na czasie" + obłożenie gadżetami (dobry zegarek, markowa marynara, dobre buty)
- krasomówstwo + czarujący bałagan w oczach obiecujący niezapomniane przeżycia (wszystko jedno czy mówimy o używanym samochodzie czy o wspólnym zyciu)
- charyzma / hipnoza (wiesz, te sprawy z wnikliwym spojrzeniem, udawanym zainteresowaniem wypowiedziami interlokutora okraszone zachwytami jego osobowością)
- bajer - umiejętne ślizganie się po wielu tematach w celu wyczucia "miękkiego" miejsca potencjalnego kontrahenta + atak na TO miejsce (jeśli kontrahent jest zapalonym akwarystą, to kierownik sprzedaży NAGLE i NIEOCZEKIWANIE również okazuje sie nim być ... na czas dobijania targu)
- umiejętność tworzenia niemal intymnej więzi/bliskości w początkowej fazie
- po sfinalizowaniu transakcji - TOTALNA olewka i przerzucenie sie na następnego potencjalnego nabywcę (a kogo to obchodzi, że Pański samochód sie rozsypał po wyjechaniu z mojego parkingu?)
- im szybsza rotacja nabywców, tym większy obrót

Chyba niczego nie pominęłam ...

Nie no super:) To ja sie tu glowie nad jakimis wynikami w sprzedazy, planowaniem strategi i wspolpraca z dzialami a tu wystarczy bajer z odrobina kokieterii plus umiejetnosc kreowania INTYMNYCH WIEZI z klientami i mamy sukces:)

Nie wiem jak to z ta totalna olewka po zawarciu transakcji? To chyba niezbyt ladnie wyglada w opisie customer service?:)

Mam wrazenie, ze opisalas idealnego kandydata na akwizytora w stylu amerykanskim: "szybko i duzo i byle jak", od kierownika sprzedazy wymagam jednak wiekszego zaangazowania w sprawy firmy oraz lojalnosci wobec tejze;) Inaczej wykopie na bruk i dam ogloszenie o nowego;))

Taaaa. Z tym to będzie gorzej, bo psychofagi o lojalności, zaangażowaniu, oddaniu to tylko pięknie gadają. Gadka - jedno, czyny -drugie. Mi tam gadanie wystarczyło przez prawie pięć lat i nie wywalałam na bruk. Ale jak się tak nasłuchałam to nawet czasami mi sie zdawało, że RZECZYWIŚCIE COS W TYM MUSI BYĆ. Dopiero twarde dowody (możemy je nazwać wydrukami z systemu) unaoczniły mi potężny rozjazd między prawdą a fikcją. Ale fakt, szybko, dużo, byle jak. Mówię - amerykański sprzedawca używanych samochodów.

7 357 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-10-14 14:01:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Oni są jacy są (psychofagi) co z tego jak całkiem nieźle im się żyje, szybko znajdują sobie kogoś a my zostajemy same z pustką:( Tzn. ja przynajmniej tak mam.  Jak jeszcze mialam nadzieję, że się on odezwie to chodziłam wszędzie i power maksymalny, a teraz ledwo się zwlokę z łóżka:/

Kochana, TO MIJA. Poczytaj moje posty z marca, kwietnia ... Dziś już wiem - to mija i tego się trzymaj.
Olej czekanie. Niech sobie żyje jak chce - źle, nieźle. A kogo to interesuje? Tak, wiem, dziś jeszcze Ciebie. Masz te wizje - on z inną (teraz), on z Tobą (wcześniej). Wyciągnij tę wtyczkę z kontaktu. Zmuś się. Odetnij się od tych myśli dowolną formą aktywności. Wiem, ile to kosztuje wysiłku. Poczytaj forum od podstaw - zobacz, jak uczyłysmy się żyć od nowa. Da się. JA CI TO MÓWIĘ.

7 358

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Oni są jacy są (psychofagi) co z tego jak całkiem nieźle im się żyje, szybko znajdują sobie kogoś a my zostajemy same z pustką:( Tzn. ja przynajmniej tak mam.  Jak jeszcze mialam nadzieję, że się on odezwie to chodziłam wszędzie i power maksymalny, a teraz ledwo się zwlokę z łóżka:/

I nie wstyd Ci to pisac? Wiesz jak to brzmi? Jakby byle frajer byl Twoja alfa, omega i respiratorem w jednym. Dorzuc jeszcze rozrusznik serca, bo pewnie tez przestaje bic jak jego obok nie ma.
Ja wlasnie TEGO typu rozumowania nie rozumiem, no nie dociera do mnie i juz. Cale zycie to chlopy sie o mnie staraly a nie odwrotnie i jak jakis zwijal zagle to mu biala chustka na pozegnanie machnelam, bo i tak wiedzialam, ze predzej czy pozniej nastepny do portu zawinie. Jak mowia: tego kwiatu to pol swiatu. Ja sie pod tym podpisuje;)
Skoro psychofagom zyje sie tak dobrze, to moze wezmy pare lekcji u nich i same zaczniemy zamieniac sie w zimnych drani, modliszki wysysajace krew i odbijemy sobie dotychczasowe krzywdy z nawiazka?:)

7 359 Ostatnio edytowany przez Lejdilejdi (2011-10-14 14:17:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarnatella czytam, narazie jestem przy tym że Twoj sie odzywał z chęcia powrotu i to Ci dawało też powera jakiegos widzę.
A jakbyś miała w skrócie podsumować co Ci pomogło abyś nauczyla się być szczęsliwa z sobą?

Ja juz to przechodzilam. Dbanie o siebie, kursy, ksiazki, nawet na psychonalizę chodziłam kiedyś. Napięcie przeszło w szarość. Dopiero jasność nastała  jak zaczęłam flirtować z innym ale okazało sie ze on szuka tylko na romans więc potem znów tęsknota za moim panem idealnym i dołek. I euforia jak się spotkaliśmy, a teraz brak chęci na cokolwiek jak się wycofał. Dobrze, ze wiem jak to u mnie działa ale nie umiem nauczyć mózgu inaczej jeszcze. Tymbardziej że jak mówiłam noszę w sobie marzenie, żeby mieć rodzinę:/

Odbijanie z nawiązką- też przerobione, nie że nawet świadomie, ale bylam niedostępna dla innych a oni szaleli i też przeze mnie mieli niezłe dołki. Na początku wszyscy szaleją i zabiegają,  2 razy się zakochalam i 2 razy zwiali jak powiedzialam że kocham, dlatego boję sie teraz miłości..

7 360 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-10-14 15:25:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Tarnatella czytam, narazie jestem przy tym że Twoj sie odzywał z chęcia powrotu i to Ci dawało też powera jakiegos widzę.
A jakbyś miała w skrócie podsumować co Ci pomogło abyś nauczyla się być szczęsliwa z sobą?

Ja juz to przechodzilam. Dbanie o siebie, kursy, ksiazki, nawet na psychonalizę chodziłam kiedyś. Napięcie przeszło w szarość. Dopiero jasność nastała  jak zaczęłam flirtować z innym ale okazało sie ze on szuka tylko na romans więc potem znów tęsknota za moim panem idealnym i dołek. I euforia jak się spotkaliśmy, a teraz brak chęci na cokolwiek jak się wycofał. Dobrze, ze wiem jak to u mnie działa ale nie umiem nauczyć mózgu inaczej jeszcze. Tymbardziej że jak mówiłam noszę w sobie marzenie, żeby mieć rodzinę:/

Ojej, Lejdilejdi, jakie trudne pytanie. Przede wszystkim zakłada coś, co nie do końca musi być prawdą - że jestem ze sobą szczęśliwa. Ktoś to w ogóle wie? Jestem sobą ciągle nieusatysfakcjonowana, ale to pewnie wynika z tego, że wysoko stawiam poprzeczki. Z tym też walczę big_smile

Chodzi chyba nie tyle o osiągnięcie jakiegoś mitycznego szczęścia ile o (najpierw) uspokojenie emocji oraz (troszkę poźniej) wejście na wyższy poziom. Pod każdym względem.
Wiesz? Zdałam sobie w pewnym momencie sprawę, że nieludzko byłam okradana z mojego czasu, a w ślad za tym z mojej osobowości. Psychofag stopniowo (i bezzwrotnie) dociążał mnie kolejnymi wspólnymi obowiązkami. To sie odbywało jakos tak niezauważalnie - to go przerastało, na tamto nie miał czasu, o czyms innym wiecznie zapominał, cos tam go nudziło i irytowało. Więc brałam na siebie, przejmowałam, wykonywałam, organizowałam, załatwiałam ... z czasem całość + praca (2 etaty) + dziecko wypełniło absolutnie całą przestrzeń czasową i stanęłam w miejscu. Na wszystkich płaszczyznach. Ale co do zasady mimo sprzeciwów, kłótni, dyskusji, łamanych ustaleń, ciągnęłam to bo wydawało mi się, że skoro ktos kogo kocham potrzebuje takiego back officu, a ja moge mu to dać, no to dam.  A on? On miał czas na rozwój, przyjemności, imprezowanie, sporty, wyjazdy i jak sie okazało - kolejne kobiety. A to wszystko kosztem MNIE.

Kiedy to do mnie dotarło to po największej załamce i definitywnym wyproszeniu go z mojego życia, podświadomie wiedziałam jedno - muszę o siebie zawalczyć. Muszę nadrobić stracony czas i odzyskać siebie. Początki były strasznie trudne. Intuicja pchała mnie do ludzi i do rzeczy, o których juz dawno zapomniałam.

Wiążąc sie z psychofagiem chciałam z kimś sie rozwijać, poznawać, budować, odkrywać ... Nie wyszło. Zostałam zamieniona w zaplecze zaopatrzeniowo-administracyjno-biurowe. Moje marzenia i plany zostały gdzieś po drodze najpierw zignorowane a potem w ogóle zapomniane. Liczyła sie tylko jego praca, jego problemy, jego plany, jego uciechy.

Mussuka ma rację - weźmy parę lekcji u nich. I ja też tak właśnie zrobiłam.

Ruch. Lejdilejdi. To jest podstawa. Nie mówię tylko o ruchu fizycznym. To też, ale głównie chodzi o ruch w interesie. Na początku histerycznie - dla zabicia czasu i myśli rzuciłam sie we wszystkie napataczające sie aktywności. Zmuszałam sie do każdego rodzaju działań. Nawet najbardziej niewiarygodne ruchy sa lepsze niż leżenie, rozdrapywanie. Sama sobie się dzis dziwię, że znalazłam w sobie tyle siły, żeby mimo masakrycznego stanu psychicznego robic to wszystko. Na początek mnóstwo sportu (endorfiny zdziałały cuda), czytałam (i tak mi juz zostało) nieprawdopodobne ilości książek, a skoro książki, to kurs szybkiego czytania, warsztaty pisarskie (lubię te sprawy), kurs fotografii (zawsze mi nieźle z tym szło), klub wioślarski (biust idzie w górę), bębny afrykańskie (oczyszczający trans), taniec brzucha (miło zaskoczę jakiegos pana), jak wyleczę nogę to juz mam obstalowaną miejscówkę na jzdę konną. Dziś zbieram na zakup keybordu - zawsze chciałam grać, Chopinem może juz nie będę ale frajdę będę miała. To nie jest ważne, Lejdilejdi, co robisz, czym się zajmiesz - ważne, że wtrakcie tego wszystkiego:
- MIJA CZAS,
- POZNAJESZ FAJNYCH LUDZI,
- DOWIADUJESZ SIĘ KIM JESTEŚ, CO CI SIE PODOBA i CO CHCESZ ROBIĆ.

Są tygodnie lepsze i gorsze. Czasem całymi dniami nie robię NIC, bo mam potrzebę zapaść się w swoją czarną dziurę a potem znów dostaję powera i krążę. Tak jest teraz ale na początku trzeba samą siebie zgwałcić.

Reszta przychodzi sama. Lawinowo. Poznałam na wiosłach grupkę, która chodzi na piwniczne potańcówki (nawet tańce celtyckie). Jutro wybieram się tam z aparatem, tańczyc nie mogę zanim nie zoperuje nogi, ale poćwiczę się w fotografii w ruchu. Na forum poznałam grupę niesamowitych dziewczyn - przylgnęłyśmy do siebie, jak bysmy siebie szukały całe życie. Spotykamy się, podpieramy, kiedy któraś ma zapaść.

Nie ukrywam, że wizja bycia z KIMŚ jest dla mnie nadal ważna ale już nie najważniejsza. Nie kosztem mnie. Stałam się ostrożna, wybredna. Panowie są miłym dodatkiem, ale ... jestem już na tym poziomie, że mogą być tylko jedną z aktywności :-)

Nie do przecenienia jest też dla mnie kwestia ... wszystkich czysto kobiecych przyjemności. Kosmetyki, ciuchy, ćwiczenia. To niestety kosztuje (zwłaszcza w wieku 40+), ale kiedy, jeśli nie teraz. Zrobiłam sobie też małą przyjemność - profesjonalną sesję zdjęciową. Cudowne uczucie. A jeszcze lepsze, kiedy fotografka, nie wierząc w mój wiek, kazała sobie pokazać mój dowód.

Alez sie rozpisałam ...

Lejdilejdi. Zapamiętaj sobie jedno zdanie - Szczęście jest możliwe ale nie obowiązkowe.
Można się położyć do grobu ale można też spróbować zawalczyć. Ciągle miewam jescze NAPRAWDĘ cięzkie nawroty emocjonalne - takie echa żałoby, ale z tego DA SIE WYJŚĆ.
Jak czytasz moje posty, to widzisz, jak strasznie byłam uzalezniona od tego człowieka. Dla tego związku zrobiłabym jeszcze kilka miesięcy temu ABSOLUTNIE WSZYSTKO.
Gdzieś tam po drodze, we wpisie którejś z dziewczyn padło sformułowanie - nie warto tracić czasu dla człowieka, który nie ma czasu dla Ciebie.

Wzruszyło mnie to, co napisała Mussuka o tej budzie z kwiatami. Ja każde kwiaty musiałam wyżebrać. Kiedy dziś o tym myślę, niedobrze mi się robi na samą myśl o tych rozmowach, o tych gadkach naprowadzających psychofaga na to co mogłoby mi sprawić przyjemność. Obrzydlistwo. Nigdy już tak tanio sie nie sprzedam. Bo weszłam już na wyższy poziom.

Jest jeszcze parę rzeczy, o których na forum pisać nie mogę a które ... zwróciły mi zwykłą kobiecą godność. Ale to juz materiał na odrębną opowieść.

7 361 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-10-14 16:09:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

A jakbyś miała w skrócie podsumować co Ci pomogło abyś nauczyla się być szczęsliwa z sobą?

Moderacja nie pozwoliła mi kląć, więc grzecznie napiszę.

Wpieprza mnie takie podejście. Czy sądzisz, że gdyby istniało "na skróty" to każda z nas taplałaby się w gównie tyle czasu?
Szkoda Ci czasu na czytanie postów? Nie musisz. Wyłącz komputer, klęknij przed Jego ołtarzykiem i afirmuj.

Może za następne 5 lat wykażesz więcej cierpliwości w walce o samą siebie. Tylko może wtedy trzeba będzie Cię już zeskrobywać z podłogi - tak Cię "ukochany"  wdepcze.

Twoja decyzja, kochana.

7 362

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

(...)
Noże za następne 5 lat wykażesz więcej cierpliwości w walce o samą siebie. Tylko może wtedy trzeba będzie Cie już zeskrobywać z podłogi - tak Cię "ukochany"  wdepcze.

Twoja decyzja, kochana.

Freud by coś na ten temat powiedział.

Nóż się w kieszeni otworzył? tongue

7 363 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-10-14 16:12:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

(...)
Noże za następne 5 lat wykażesz więcej cierpliwości w walce o samą siebie. Tylko może wtedy trzeba będzie Cie już zeskrobywać z podłogi - tak Cię "ukochany"  wdepcze.

Twoja decyzja, kochana.

Freud by coś na ten temat powiedział.

Nóż się w kieszeni otworzył? tongue

Właśnie edytowałam. big_smile

Ale tak - NÓŻ mi się w kieszeni otworzył. Już klika razy, ale dziś nie zdzierżyłam wink  Kurdesz - ziemię gryzłam, byle wyjść z bagna - a tu gotowe recepty podaj.
Nie, nie, nie... to tak nie działa. Nie wyrzygasz, nie zeżresz rzygowin z powrotem, nie wyrzygasz - NIE ZROZUMIESZ.

7 364

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Tarnatella czytam, narazie jestem przy tym że Twoj sie odzywał z chęcia powrotu i to Ci dawało też powera jakiegos widzę.
A jakbyś miała w skrócie podsumować co Ci pomogło abyś nauczyla się być szczęsliwa z sobą?

Ja juz to przechodzilam. Dbanie o siebie, kursy, ksiazki, nawet na psychonalizę chodziłam kiedyś. Napięcie przeszło w szarość. Dopiero jasność nastała  jak zaczęłam flirtować z innym ale okazało sie ze on szuka tylko na romans więc potem znów tęsknota za moim panem idealnym i dołek. I euforia jak się spotkaliśmy, a teraz brak chęci na cokolwiek jak się wycofał. Dobrze, ze wiem jak to u mnie działa ale nie umiem nauczyć mózgu inaczej jeszcze. Tymbardziej że jak mówiłam noszę w sobie marzenie, żeby mieć rodzinę:/

Odbijanie z nawiązką- też przerobione, nie że nawet świadomie, ale bylam niedostępna dla innych a oni szaleli i też przeze mnie mieli niezłe dołki. Na początku wszyscy szaleją i zabiegają,  2 razy się zakochalam i 2 razy zwiali jak powiedzialam że kocham, dlatego boję sie teraz miłości..

Jeśli tak funkcjonujesz po psychoanalizie, to... wyrzuciłaś pieniądze, bo nie dotarłaś do przyczyn swych kiepskich wyborów. Tutaj nie chodzi o przerabianie czegoś na coś, tylko na świadome zmiany dokonane w sobie.

7 365

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Liczyła sie tylko jego praca, jego problemy, jego plany, jego uciechy.

Nie warto tracić czasu dla człowieka, który nie ma czasu dla Ciebie.

Nigdy już tak tanio sie nie sprzedam. Bo weszłam już na wyższy poziom.

Wielka przyjemność jest Ciebie czytać Tarantello!!!
Święte słowa!!!

   smile

7 366

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Spokojnie. Wiem że nie istnieje droga na skroty bo to przerabiam od lat. Od  mnostwa ksiązek ,psychonalizy itd.. Owszem to łagodzi na jakiś czas emocje.
A teraz już po prostu nie wiem co robić, bo moim zdaniem przerobilam wszystko,a wrocilam znow do punktu wyjscia:/

7 367

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

A teraz już po prostu nie wiem co robić, bo moim zdaniem przerobilam wszystko,a wrocilam znow do punktu wyjscia:/

Znaczy, ze nie odrobiłaś dobrze lekcji smile Zaczynaj od początku i bądź pilną uczennicą.

7 368

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
zofia282 napisał/a:
NiobeXXX napisał/a:

mam związać sie z pierwszym lepszym, by wreszcie miec obrączke na placu

Ja miałam męża na kanapie lub poza domem a obrączkę w szufladzie. Włożyłam ją tam po pierwszym poważnym romansie męża ok, 15 lat temu. Zdjęłam wtedy ją z palca i oddałam mężowi ze słowami : wsadź ją sobie w d**** a ponieważ tego nie zrobił trafiła do szuflady. Jego obrączka zaczęła go "cisnąć" big_smile 3 lata temu w trakcie kolejnego poważnego romansu i podzieliła los mojej. My nie jesteśmy razem a obrączki tak smile

wink
Jakie podobne....

Mó dalej gnieci j...a na kanapie i czeka....

Rozdziel te obrączki, albo przetop na piękny pierścionek!!
Kurna, moje też leżą.
Zrobię tak, ale jednak jego nie chcę...
               Trzymaj się Zofio!! smile

Co mój robi ze swoimi j...i wie jego nowa towarzyszka życia ........chociaż ..... .Ostatnio narzekał  na nią a ponieważ nie zgodziłam sie na jego powrót to może już ma kolejną kochankę( jako dodatek do nowej towarzyszki) i może już dwie mogą wymieniać sie takimi informacjami smile
Twój czeka i mój czeka. Mój to na pewno na królewnę z bajki smile
Obrączki leżą i niech leżą .....i nigdy pierścionka z nich nie zrobię - mam inny plan big_smile
Sciskam Cię mocno !

7 369

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Najpierw zapytam, bo chyba gdzies przeoczylam te informacje: jak dawno byl faktyczny rozwod i wyprowadzka eksa? Jego kolejne romanse mam juz jakos w grafik wpisane i zapamietalam chronologie ale sam rozwod mi jakos umknal.

Wiesz, ktos mi kiedys powiedzial, ze gdzies zaslyszl..bla bla, ze na kazdy rok malzenstwa, przypada miesiac albo dwa zaloby po rozwodzie. U mnie 10 lat wiec powinno byc 10 albo 20 miesiecy, circa about..no coz, czasem zalezy to jeszcze od tego kto chce rozwodu a kto go musi zaakceptowac. W Twoim przypadku to minimum 2 lata albo i wiecej. Oczywiscie ostatni rok nie jest juz taki jak ten pierwszy:) ale daj swojemu zalowi swobodnie zanikac, bol nie znika tak ot, jak reka odjal. Pracuuj nad swoim pozytywnym mysleniem ale nie dziw sie, ze wspomnienia i smutek powracaja. A jak maja nie powracac po 26 latach?

Masz 50 lat, no to kobieto przed Toba jeszcze kupa zycia:) Ja mam o pare mniej i dopiero od poltora roku temu poczulam, ze znow zyje:) I ani przez chwile nie zalowalam swojej decyzji o rozwodzie..a tez balam sie jak cholera jak to bedzie samej, z dwojka dzieci, w obcym kraju, z kredytem jak Mount Everest, bez rodziny, bez przyjaciol, bez auta no i bez faceta. A co jak mi kran zacznie cieknac, noge zlamie, prace strace, kasa sie skonczy, syn na chuligana wyrosnie a corka ze stresu zarznie krolika? I co? Swiat nie runal, jak sie krecil tak sie i kreci a po samotnych wieczorach i rankach slad nie pozostal.

Zofio, zrob to dla siebie prosze i UWIERZ, ze bedzie lepiej:)

A swoja droga: ogladalas wczorajsze rozmowy w tloku? Jak te babki po 60-tce jeszcze szaleja z chlopami to az sie wierzyc nie chcialo. I przebieraja jak w ulegalkach;))

Nie , nie przeoczyłaś informacji o rozwodzie. Nie było go. Razem nie jesteśmy siedem miesięcy... ufff jak ten czas szybko leci smile

Mój mąż pierwszy mówił : mam tego dosyć ( kiedy udowadniałam zdradę), potem mówiliśmy to chórem. Nadszedł dzień gdzie tylko ja to wykrzykiwałam. Tylko ja wspominałam o rozstaniu, rozwodzie. Było to jednak mówione: powinniśmy, byłoby lepiej itp. Kiedy usłyszałam od niego słowa: trzeba było zrobić to skutecznie i miał na myśli moją próbę odebrania sobie życia......przeraziłam się. Od tej pory szukałam możliwości na udowodnienie mu kochanki i musiało to być  b a r d z o  p o t w i e r d z a j ą c e nie tylko romans ale i jego zaangażowanie. Czemu musiało takie być ? by nie mógł w żaden sposób nawet ten najgłupszy wytłumaczyć się. Musiałam to zrobić by sobie i wszystkim udowodnić, że nie mam obsesji( mówił, że bardzo jest przeze mnie krzywdzony bo on niewinny) Dlaczego sobie ? bo czasami sama po jego tłumaczeniach i zapewnieniach zastanawiałam  się "- a może on ma rację, może wyolbrzymiam wszystko. Mówił trzeba to było zrobić skutecznie i skutecznie mu udowodniłam romans, kłamstwa. Skutecznie też znajomi przekonali sie o jego podłości i bezwzględności. Musiał wyprowadzić się. Rozwodu chcę ja i już kilka razy mówiłam mu o tym ( chyba 3) aby zgłosił sie do notariusza w celu poświadczenia podpisu na oświadczeniu o winie i alimentach.  Za każdym razem był zdziwiony i nawet pytał : " a po co Ci rozwód ? ja rozwodu nie potrzebuję".
Nie żałuję swojej decyzji o rozstaniu. Czułam, że on jest dla mnie zagrożeniem, ze potrafi nawet na trzeźwo  "w białych rękawiczkach" sprawić bym dotykała dna emocjonalnie by nie chciało mi się żyć.
Nie boję się być samotna. Może tylko w tej chwili nie mogę patrzeć na facetów, moze mi to przejdzie ale wiem , że NIE MUSZĘ być z facetem żeby funkcjonować.  Nie ma we mnie myśli, że muszę czy chcę być z kimś.
Boję sie o finanse. Mogę powiedzieć, że nie pracowałam nigdy zawodowo i teraz nie łatwo będzie o pracę ( wiek + brak doświadczenia) Mam pewien pomysł i myślę, że w ciągu roku uda mi się go zrealizować. Mąż płaci mi alimenty ale znam go i wiem, ze lada chwila przestanie i bardzo boję się tej chwili i nic mu nie będę mogła zrobić albo prawie nic. Od miesiąca jestem na tabletkach poprawiających nastrój i jestem w coraz lepszej formie. Już uśmiecham się, żartuję......ale nadal wracam myślami do wspólnych chwil i dobrych i złych.
Kochana wierzę , że będzie lepiej i rozstania nie traktuję jako tragedii. W moim przypadku już gorzej być nie może big_smile Najgorsze mam za sobą.

7 370

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Wczoraj mój maż powiedział coś co bardzo mnie zabolało a jednocześnie pozwoliło zobaczyć prawdę o naszym związku..


Boże ja tego nie ogarniam, jak można być takim chamskim wobec własnych dzieci?

I jeszcze coś: ja do tej pory obwiniałam siebie, że to moja wina, że może powinnam lepiej się starać, że przez mnie on nie chce przebywać w naszym domu, ale nie on PO PROSTU nie lubi nas, nie chce mieć rodziny on bardziej ceni PORZĄDEK!

strasznie mi dzisiaj smutno sad

Ankinom myślę , że nie znasz jeszcze prawdy i o Waszym związku i o nim. Chamskim do dzieci można być! Można mieć niską kulturę i nie kochać ich. Można cenić porządek i samemu tego porządku nie robić tylko wymagać.
Powyższy Twój post jest moim postem. Tak bym pisała jakiś czas temu.
I musisz wiedzieć, ze są ludzie, którzy nie wiedzą co to miłość nie czują jej.
Przypomniało mi to ostatnią rozmowę z mężem ( już po rozstaniu). Pytałam go czy kocha swoją partnerkę i usłyszałam :"słowo kocham jest beznadziejne" - mój mąż nie wie co to miłość co znaczy kochać. On nie wie co to wierzyć, martwić się, współczuć i kochać. Dla niego to słowo to takie jak kamień, drzewo, stół, szafa. Dla niego to słowo nie ma ŻADNEGO ŁADUNKU EMOCJONALNEGO. Co czujemy mówiąc talerz - nic tak on nic nie czuje mówiąc kocham. On wie co może osiągnąć mówiąc to słowo i tylko dlatego je mówi.
Ankinom ja sprzątałam codziennie a i tak słyszałam , że jest brudno. Po pijaku określał to słowami : bakteriami jebie i nikt nigdy nie posądziłby go o taki poziom.

7 371

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Tak hm:) Sa jeszcze mezczyzni, zywi, z krwi i kosci, ktorzy nie potrzebuja "delikatnych" sugestii, zeby tak po prostu wlezc do kwiaciarni czy najblizszej budy z kwiatami i sprawic swojej kobiecie niesamowita radosc i niespodzianke. Bez powodu, specjalnej daty, tylko po to, zeby zobaczc jej usmiech. W jego przypadku wystarczylo, ze kiedys tam na samym poczatku i przy innej okazji wspomnialam, ze bardzo lubie kwiaty chociaz wiem, ze i tak zwiedna i tylko strata kasy. Ale glupia jestem, romantyczka i lubie te smiecie:)
Ani razu wiecej juz do tematu nie wrocilam, a kwiatow (cietych, rwanych po drodze oraz doniczkowych:)) dostalam juz mnostwo. Czekoladek i innych lakoci niestety tez. Niestety, bo mi to diete psuje:(

Ale wiesz,nie za te kwiaty czy slodycze go kocham, najbardziej za to, ze ZAWSZE ma dla mnie czas. Nie musi radzic, madrzyc sie czy organizowac - wystarczy, ze siadzie obok i wyslucha ze zrozumieniem mojego gledzenia a potem przytuli. To leczy jak najlepsza masc na bazie jadu pszczelego;) Jest przyjacielem przez wielkie P.

Ja sie tak wymadrzam a sama morduje sie teraz..nie ma ktoras z Was pomyslu jak profil kandydata na kierownika sprzedazy sklecic?

Psychofagi są świetnymi sprzedawcami. Razem z Zofią możemy Ci przygotowć taki drafcik. Podstawa to:

- powierzchowność - ogólnie zadbany z tendencją do wizerunku "wiecznie młodego i na czasie" + obłożenie gadżetami (dobry zegarek, markowa marynara, dobre buty)
- krasomówstwo + czarujący bałagan w oczach obiecujący niezapomniane przeżycia (wszystko jedno czy mówimy o używanym samochodzie czy o wspólnym zyciu)
- charyzma / hipnoza (wiesz, te sprawy z wnikliwym spojrzeniem, udawanym zainteresowaniem wypowiedziami interlokutora okraszone zachwytami jego osobowością)
- bajer - umiejętne ślizganie się po wielu tematach w celu wyczucia "miękkiego" miejsca potencjalnego kontrahenta + atak na TO miejsce (jeśli kontrahent jest zapalonym akwarystą, to kierownik sprzedaży NAGLE i NIEOCZEKIWANIE również okazuje sie nim być ... na czas dobijania targu)
- umiejętność tworzenia niemal intymnej więzi/bliskości w początkowej fazie
- po sfinalizowaniu transakcji - TOTALNA olewka i przerzucenie sie na następnego potencjalnego nabywcę (a kogo to obchodzi, że Pański samochód sie rozsypał po wyjechaniu z mojego parkingu?)
- im szybsza rotacja nabywców, tym większy obrót

Chyba niczego nie pominęłam ...

Miło Cie widzieć Tarantello.
Pominęłaś i to wiele.
- brak uczuć a mówi, ze jest wrażliwy. łzami zalewa sie na wzruszającym filmie i następnego dnia ma podpuchnięte oczy
- demoniczna skłonność do przekonywania.Potrafi przekonać do tego stopnia, że ludzie mu swoje majątki oddają a nawet proszą by wziął je ( np. do robienia biznesu)
-manipulują ludźmi - wie co nas rusza i wie jak wpływać na nasze emocje. Uwierzą mu we WSZYSTKO i prawie każdy.
-nie umie kochać a powoduje, ze inni kochają go fanatycznie. PREZENTY, CZEKOLADKI( ja dostawałam marcepany, bajeczne i mieszankę Wedla) i spojrzenie pełne podziwu ,miłosci i czegoś czego nie umiem nazwać( przyłapałam go na takim spojrzeniu na współpracownicę. Weszłam do pokoju a on nie zdążył " wyłączyć" tego ze swoich oczu.)
-wychodzi "cało" z opałów- wytłumaczy każdą "wpadkę" . Logicznie lub mniej logicznie ale Ty i tak mu dasz wiarę 9 nie wiem jak oni to robią)
-uwielbia być podziwiany i wiele zrobi by usłyszeć pochlebstwa, jest w stanie CHODZIĆ NA RZĘSACH byś go podziwiała
-obsesja na punkcie posiadania( nic nie wyrzuci, wszystko  mu potrzebne i kocha kupować/ partnerce też)
-brak strachu - może dlatego tak dobrze wychodzi im kłamanie
-szukają życzliwych i troskliwych kobiet
-grają rolę "biednych ludzi" by ofiara im uległa ( jeśli inne sposoby zawiodły)( mój mnie wziął na rychłą śmierć)
-zaprzeczają faktom i rzeczywistości aż ich ofiara załamie się nerwowo i często zrzucają winę na ofiarę twierdząc , ze ofiara cierpi na urojenia i jest niezrównoważona psychicznie- to jest końcowy etap tej miłości
-kłamią a przyłapani tworzą nowe kłamstwa nie dbając, ze zostaną na tym nakryci. Przekręcają fakty.W efekcie mamy serię sprzecznych stwierdzeń i kompletnie ogłupiałego słuchacza- i głupiejesz i zaczynasz myśleć, że coś po prostu przeoczyłaś
- selektywna pamięć - nie pamięta co obiecał Ci wczoraj a pamięta to co służy jego celom
-tak na prawdę są to aroganckie osoby ale grają rolę osoby o " złotym sercu" i grają tak dobrze,że prawie wszyscy dają się nabrać
-nie dbają o przyjaźnie i związki ale stwarzają pozory, ze jest inaczej
-stwarzają pozory , ze są skromni
-kobiety czują się przy nich wyjątkowe ale to jest gra przeznaczona dla niej
-myśli , że zasłużył na coś więcej
-nie posiada sumienia
- obiecać Ci mogą wszystko - i słuchasz i wierzysz a w końcowej fazie dajesz sie nabrać już tylko od czasu do czasu
-o partnerce myśli, że jest gorsza- tak jest od początku tylko nie daje Ci tego odczuć. Odczuwasz to w końcowej fazie.
-nie potrafią sie uczyć,  popełniają te same błędy( np firma plajtuje przez złą decyzję, w nowej zrobi ten sam błąd) - to wychodzi w trakcie związku ale nie domyślasz się , zę tak jest ponieważ on winę zawsze zwali na kogoś i robi to tak , ze dajesz mu wiarę.
-zdrady : małżeńskie, emocjonalne i finansowe- z tego zdajesz sobie sprawe po kilkunastu latach, ja po 26
- nie poczuwa się do żadnych zobowiązań - symptomy są od początku ale jest to mało zauważalne i dobrze tłumaczone.
- nie jest w stanie prowadzić uporządkowanego zycia. Oni są jak dzieci 10 letnie z ADHD. Na początku znajomości jest to fajne , to taka ciągła zabawa nieustająca przygoda no i ciągle się coś dzieje
-usprawiedliwia swój każdy postępek- długo sie tego nie zauważa , w tłumaczeniach jest przekonywujący
- żyje jakby liczyła sie tylko obecna chwila- po co oszczędzać jak można to od razu wydać i zabawa będzie zajefajna a co potem to potem będziemy sie martwili
_ TEN PUNKT DODAM OD SIEBIE ZE SWOICH OBSERWACJI -SĄ PRACOHOLIKAMI, KOCHAJĄ PRACOWAĆ MOGĄ I DWA ETATY CIĄGNĄĆ POWTARZAJĄC, ŻE KOCHAJĄ DOM - słuchałam tego ze zdziwieniem tym bardziej, ze w wolne dni były ryby, mecze ale nie dom.

i jeszcze kilka wpisów mogłabym umieścić i każdy z boku powie o tym człowieku TAKI MIŁY, SPOKOJNY, SERDECZNY
Sorki jestem po nieprzespanych dwóch nocach i ledwo piszę ( napisać jednak musiałam) i może coś źle napisałam . Ze zmęczenia mylę s z literką z i ciągle to poprawiam.Może jutro będę musiała cały post poprawić.

7 372 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-10-15 09:05:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio,
Opis cudownie wyczerpujący. Obie to znamy do mdłości, prawda?
Ja jednak, na potrzeby Mussuki, ograniczyłam tę wyliczankę do "walorów", z których psychofagi czerpią w zakresie stanowiska, które miała scharakteryzować big_smile

A swoją drogą, Zofio, aż się wierzyć nie chce, że inteligentne kobiety a takie ślepe ...
Hipnoza, Zofio, hipnoza. Dziś to wiem.

Znasz angielski? Jeśli tak mogę Ci polecić fantastyczną pozycję. Podsumowująca, rozliczająca, domykająca ... brutalnie prawdziwa jak nasze wyliczanki.
Nie ma jej jednak w języku polskim. Sciągnęłam z Londynu. Mam w pdf.

7 373

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Kochana wierzę , że będzie lepiej i rozstania nie traktuję jako tragedii. W moim przypadku już gorzej być nie może big_smile Najgorsze mam za sobą.

Podobnie, trzymaj się kochana...dobry obrałaś tor i trzymaj  się go.
Jestem na tym samym etapie, może już krok w przodzie, bo za chwilę rozwód...ale co siedzi w ich głowach, trudno przewidzieć.
Nie chcą mówić, jeszczemójmąż zamknięty w skorupie i czeka.
Ogólnie jest bardzo towarzyski i wręcz gadatliwy...w stosunku do mnie  (TERAZ) zamknięty.
Ma pewnie powód, okaże się na sali rozwodowej, co główkuje i jakie ma plany.
Ja, naprawdę jestem tym wszystkim już bardzo zmęczona, nieczystymi sytuacjami, brudem "małżeńskim", nieprawdą, wrogością i złą aurą w domu..
Tęsknię za kwiatami w domu, zapachem świec, za moim pichceniem w kuchni dla osób, które kocham, skwierczenia drewna w kominku,  uśmiechniętego psa, koteczka mruczącego na sofie, przyjaznego klimatu, gładzenia po ręce, przytulania ..... i takie tam...

7 374 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-15 10:08:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

[guote=Mussuka]Ale wiesz,nie za te kwiaty czy slodycze go kocham, najbardziej za to, ze ZAWSZE ma dla mnie czas. Nie musi radzic, madrzyc sie czy organizowac - wystarczy, ze siadzie obok i wyslucha ze zrozumieniem mojego gledzenia a potem przytuli. To leczy jak najlepsza masc na bazie jadu pszczelego;) Jest przyjacielem przez wielkie P.
quote]

Mmmm... rozmarzyłam się. To jest własnie najważneijsze, czas i zainteresowanie w tym czasie.


Tarantello... smile :*

To się nazywa talent.



(Przepraszam za sposób wpisu, ale kurcze coś się nie chcą w ogóle posty wklejać, potwierdzać i muszę) kombinować

7 375 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-10-15 10:29:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

ankinom czy raczej Moniko:) a jestes na 1000% pewna, ze waszego malzenstwa nie da sie uratowac? Ja cos nie do konca mam przekonanie, ze wszystko za Wami..jest jakas tam kolezanka ale czy on z nia sypia, mieszka u niej?

U was cos sie niezle spartolilo i to tak samo z Twojej winy jak i jego. Przede wszystkim to ja wyczuwam z kazdej Twojej wypowiedzi kompletny brak wiary w siebie, w swoja wartosc i takiz sam brak szacunku Twojego meza do Ciebie (tym glownie spowodowany). Ale czy tak do konca on chce sie rozstac i rozejsc w dwie strony swiata to tego nie wiem. Placz i krzyk tu nie pomoga, on sie wkurzy, Ty zapuchniesz a dzieci w katy powlaza. Wam jest potrzebny okragly stol, dom bez dzieci i dlugie negocjacje. Jak nic to nie da to trudno ale  mysle, ze warto o wszystkim, od zarania dziejow, szczerze porozmawiac.

jestem na 100%, że tego małżeństwa nie da się naprawić, bo.... ja tego nie chcę!

Na początku zauroczenia koleżanką, to chciał jak najszybciej się wyprowadzić, nie miał nic przeciwko rozwodowi, żałuje, że wmieszałam się w tą ich przyjaźń, bo dzisiaj kiedy urwał się kontakt z" przyjaciółką" funduje nam wspólne mieszkanie, już nie ma zamiaru wyprowadzać się, a o rozwodzie to mowy nie ma...

nagle w moim mężu obudził się instynkt ojcowski, stwierdził, że dzieci rosną i potrzebują oddzielnych pokoi, i powinny dorastać w pełnej rodzinie, na pytanie jak to sobie teraz wyobraża? że boje się, że dzieci wyrastając w takim domu, nie będą miały odpowiednich  wzorców, że będąc dorosłymi osobami, nie będą potrafiły stworzyć szczęśliwego związku a wiecie co mi mąż odpowiedział: najważniejsze, żeby zobaczyły, że dwoje ludzi, którzy się nie kochają, potrafią zgodnie żyć pod jednym dachem! ręce mi opadły...  sad

co ja mam zrobić?

7 376

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Grejs, ja mam takiego koteczka... przecudownego, czarno-białego. Także wiesz...

Jak przeczytałam Tarantellę tam wyżej, która napisała o tych aktywnościach, żeby nie leżeć i rozdrapywać to mi się skojarzyło z małpami. Tymi w Krakowskim zoo, które siedzą takie ogłupiałe i dłubią, skubią co do niczego nie prowadzi. Widziałam tam jeszcze jedną rzecz u szympansów, obrzydlistwo. Ale może nie będę psuć nastroju.
Także zmierzam do tego, aby nie dać się zrobić taką bezbronną małpą, którą przychodzą oglądać ludzie z zewnątrz i pokazują palcem, o patrzcie jaki małpiszon. A mnie żal tych wszystkich zwierząt... I żal mi ludzi, którzy dają sobą pomiatać, którzy usługują innym, próżnym, leniwym...

7 377 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-15 11:15:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom, ja pierdzielę. Czy on ma gorączkę? Jasne i dzieci z rozsądku będą się męczyć z kimś kogo nie kochają? Nie no gratulację.

Na sosnę go !!!!

Wiesz co, czyli to tak jakby chciał zostać z litości jakiejś. Jak już nikogo nie ma, że tak powiem na boku, zniknęły niezidentyfikowane obiekty z widoku to teraz sobie uświadomił, że jest rodzina.
Dla mnie to on jakieś nieprawdziwe uczucia pokazuje. Mnie by coś takiego nie odpowiadało. Niech nie robi zamieszania. Za chwilę (jutro, za tydzień, miesiąc, rok) znowu mu się zmieni i co wtedy? Poza tym po co być z kimś kogo się nie kocha, zwłaszcza, że jesteś pewna, że ty już nie chcesz.

7 378

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Zofio,
Opis cudownie wyczerpujący. Obie to znamy do mdłości, prawda?
Ja jednak, na potrzeby Mussuki, ograniczyłam tę wyliczankę do "walorów", z których psychofagi czerpią w zakresie stanowiska, które miała scharakteryzować big_smile

A swoją drogą, Zofio, aż się wierzyć nie chce, że inteligentne kobiety a takie ślepe ...
Hipnoza, Zofio, hipnoza. Dziś to wiem.

Znasz angielski? Jeśli tak mogę Ci polecić fantastyczną pozycję. Podsumowująca, rozliczająca, domykająca ... brutalnie prawdziwa jak nasze wyliczanki.
Nie ma jej jednak w języku polskim. Sciągnęłam z Londynu. Mam w pdf.

Dobrze to określiłaś - do mdłości . Tak właśnie zareagowałam kiedy zdałam sobie sprawę z kim miałam do czynienia i utrzymywało się to kilka tygodni. Mama podejrzewała u mnie anoreksję. Reagowałam odruchami wymiotnymi na samo słowo -  jedzenie , czy zapach jedzenia  i na wspomnienie o nim. 56-10= 46 kilo i twarz pomarszczona i nogi jak patyki. Już jest dobrze. Już przytyłam o jeden rozmiar i coraz mniej ubrań spada ze mnie a na twarzy mniej zmarszczek. Muszę to napisać    -    kiedy mąż proponował mi powrót przede wszystkim narzekał na nią ( mnie się też troszkę dostało) ale i okazał mi troskę : " jak zobaczyłem jak schudłaś jaka jesteś chuda, tak mi się Ciebie żal zrobiło" i ton miał zatroskany. Jak mnie poniżał i widział jak na to reaguję nie było mu go mnie żal. Jak odwiedzał mnie w szpitalu gdzie ponoć wyglądałam jak kobieta z rynsztoka też mnie nie żałował. Dziewczyna z sali kiedy mi mówiła jak wyglądałam w pierwszych dniach płakała a jemu żal bo schudłam. Jeden z pacjentów po powrocie z kilku dniowej przepustki nie rozpoznał mnie. Nie mógł uwierzyć, ze tamta z pierwszych dni w szpitalu i obecna ja to ta sama osoba a mężowi żal moich 10 kilo !
My ślepe ? raczej głupie......chociaż jak widzę pod jakim urokiem są ludzie nad którymi on " pracuje" to myślę sobie, ze to polega na jakimś paraliżu mózgu i oni nie są w stanie zobaczyć faktycznego stanu rzeczy, prawidłowo ocenić sytuację. Osoba uprzedzona przeze mnie i potwierdzająca, ze " coś jest nie tak" nadal wierzy mu i broni. On tą osobę wybrał wiedząc, ze będzie mógł nią manipulować. Obserwując to z boku jestem nawet przerażona jego wpływem na ludzi i czy mogę powiedzieć - głupi ? raczej zahipnotyzowani. Dodam jeszcze, ze małżeństwo tej osoby "podupadło" ponieważ  zona tego znajomego widziała kłamstwa, niespełniane obietnice mojego męża i prawidłowo to oceniała a jej mąż zawsze znalazł usprawiedliwienie, wytłumaczenie dla słów i poczynań mojego M.
Godziny spędziłam z siostrą na telefonie omawiając różne sytuacje z mojego życia. Pytałam jak to możliwe, ze wcześniej tego NIE ZAUWAŻAŁAM, ze potrafiłam przyjąć tłumaczenia, które niczego mi nie wyjaśniały, że usprawiedliwiałam to czego usprawiedliwić nie można. Uważałam się za rozsądną a byłam najbardziej naiwna z możliwych. Zadałam tysiące razy pytanie: jak to możliwe ? i słyszałam jej odpowiedź: on potrafi sparaliżować działanie mózgu. Paraliż czy hipnoza.......tak......tak jakoś to dziwnie działa na człowieka, ze nie jest w stanie myśleć racjonalnie i jest nim oczarowana długie, długie lata. Mój brat dawał za jego uczciwość, prawdomówność ręce i nogi i w obliczu twardych dowodów słyszałam : masz obsesje na punkcie tej kobiety. Na inne dziwne jego postępowania też nie reagował racjonalnie i nagle kiedy usłyszał prawdę z ust mojego M (oczywiście nie były to słowa skierowane do mojego brata) to jakby przebudził się ....i te same sytuacje z których go 5 min wcześniej tłumaczył a nawet bronił stały sie tak oczywiste i nie do wytłumaczenia, że az uśmiechał sie pod wąsem kiedy przytaczał  jego słowa którymi uzasadniał swoje racje. Paraliż, hipnoza - też tak mogę określić stan " ofiary"
Angielskiego nie znam ale mam osoby które chętnie przełożą mi na język polski każdy tekst na temat charakteropatii. Będę Ci bardzo wdzięczna za każdą wzmiankę, opracowanie na ten temat. By uprzedzić pytania a po co ci to potrzebne powiem tak : wspólne sprawy i wspólne dzieci.

7 379

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A mówią, żeby się nigdy nie zarzekać, bo można stracić rękę, czy nogę. I oto mamy potwierdzenie. To przeżyłaś Zofio swoje. Ale już się nie dasz. Może i praca się znajdzie. Napewno się znajdzie. Nie może.

7 380

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia, mail na priv.

7 381

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Tęsknię za kwiatami w domu, zapachem świec, za moim pichceniem w kuchni dla osób, które kocham, skwierczenia drewna w kominku,  uśmiechniętego psa, koteczka mruczącego na sofie, przyjaznego klimatu, gładzenia po ręce, przytulania ..... i takie tam...

ZAzdroszczę Ci tych tęsknot. JA NIE TĘSKNIĘ ZA NICZYM TAKIM. Kwiatów mam 150 doniczek i zapominam o podlewaniu ich. Przypominają mi o tym  tylko zwiędłe liście lub opadające. Nie pichcę. Wcześniej co dzień były obiady teraz od święta. Nioe sprzątam bez przerwy tylko jak muszę. Nie brakuje mi przytulania, głaskania po ręce. Nie wyobrażam sobie być z mężczyzną. Mam uraz. Nie twierdzę, że nigdy nie będę z kimś ale na ten moment toleruję tylko kontakt z mężczyzną przez monitor lub słuchawkę telefoniczną. Potrzebuję spokoju i ciszy. Jeszcze kilka miesięcy temu zaraz po przebudzeniu włączałam telewizor i towarzyszyły mi przez cały dzień tvn 24 lub discovery. Dzisiaj dźwięk telewizora wprowadza we mnie uczucie rozdrażnienia. Muzyka ok. ale wiadomości, filmy nie dam rady tego oglądać i słuchać. Do niedawna byłam " nie komputerowa" dzisiaj jak widać sporo czasu spędzam przy nim. Weszłam na to forum.... właściwie sama nie wiem jak i do dzisiaj jak tu wchodzę to trochę tak od kuchni bo inaczej nie umiem i szkoda mi czasu na uczenie sie wchodzenia  głównymi drzwiami. Lubię tu być. Dużo myślę, zmieniam się. Mam więcej pewności siebie. To tu sie odbudowuję. Tu też mogę na Waszych przykładach uczyć się. Mogę też wylać z siebie swój żal i wiem, ze wy dajecie wiarę moim słowom a nie myślicie tak jak do niedawna wszyscy znajomi "wariatka". Dziś oni wiedzą kim jest mój mąż. Jedni dają wiarę inni nie ale to już mnie nie interesuje. Po pierwsze od kiedy jestem sama nie jestem proszona na wspólne imprezy, po drugie mam do nich uraz i nie szukam kontaktu z nimi.
Rozwód...... może kiedyś.........będę pisać.
W Twoich słowach jest duzo optymizmu, radości i zazdroszczę CI tego bardzo.
Trzymaj  się Grejs tak dalej !

7 382

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozwód to żaden problem, zwłaszcza, kiedy dzieci są dorosłe. Moi rodzice rozwiedli się chyba dwa lata temu, a nie są ze sobą jakieś 16 lat. Tyle tylko, że mój tato nie jest niepoważny i moja matka nie musiała się martwić, że coś nawywija, za co będzie musiała płacić. A to jest bardzo wiele. Mieć pewność, e nic nam nie grozi. Oj jak ja bym chciała ją mieć.

Grejs szuka ciepła, zapachu ciasta...
Każda z nas reaguje inaczej. Niektóre z nas są pozostałością po człowieku, inne odrywają się z pełną mocą po tym jak niedawno się ocknęły, inne nie mogą uwierzyć i czekają...itd.

Fazy są różne.

7 383

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Aniknom, ja pierdzielę. Czy on ma gorączkę? Jasne i dzieci z rozsądku będą się męczyć z kimś kogo nie kochają? Nie no gratulację.

Na sosnę go !!!!

Wiesz co, czyli to tak jakby chciał zostać z litości jakiejś. Jak już nikogo nie ma, że tak powiem na boku, zniknęły niezidentyfikowane obiekty z widoku to teraz sobie uświadomił, że jest rodzina.
Dla mnie to on jakieś nieprawdziwe uczucia pokazuje. Mnie by coś takiego nie odpowiadało. Niech nie robi zamieszania. Za chwilę (jutro, za tydzień, miesiąc, rok) znowu mu się zmieni i co wtedy? Poza tym po co być z kimś kogo się nie kocha, zwłaszcza, że jesteś pewna, że ty już nie chcesz.

on żadnych uczuć nie okazuje, nadal twierdzi, że powinniśmy się dogadać dla dzieci, czyli mieszkamy razem, ale każde z nas ma swoje życie...

najgorsze jest to, że on tymi gadkami robi mi pranie mózgu, ja już głupieje, już nie wiem co mam robić, co jest słuszne, a może takie rozwiązanie jest dobre dla dzieci? czy mogę im odebrać ojca, stabilizację ekonomiczną?

ja z nim nie będę, tylko będę z nim mieszkała... a już powoli odzyskiwałam wiarę w lepsze życie. sad on mi nigdy nie pozwoli odejść.....

7 384

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
grejs napisał/a:

Tęsknię za kwiatami w domu, zapachem świec, za moim pichceniem w kuchni dla osób, które kocham, skwierczenia drewna w kominku,  uśmiechniętego psa, koteczka mruczącego na sofie, przyjaznego klimatu, gładzenia po ręce, przytulania ..... i takie tam...

ZAzdroszczę Ci tych tęsknot. JA NIE TĘSKNIĘ ZA NICZYM TAKIM.


Rozwód...... może kiedyś.........będę pisać.


W Twoich słowach jest duzo optymizmu, radości i zazdroszczę CI tego bardzo.
Trzymaj  się Grejs tak dalej !

Kochana, dzisiaj optymizm w moich słowach? A, gdzież tam! Dzisiaj tęsknię do normalności,..czekam na sprawę i fiksuję....
Co, do moich kwiatów, to wszystkie uschły!
Kot smutny...
Pies smutny..
Dziewczyny wybywają z domu i bardzo dobrze , bo domowa aura niesprzyjająca i tylko  negatywna energia krąży.
Nawet zwierzęta to czują...ich oczy są smutne...
W kominku się pali, ale tylko po to  żeby grzał, a nie tak jak wcześniej, siadało się koło niego i działo się, oj działo...

Piszesz:Rozwód...... może kiedyś.........będę pisać
Dlaczego kiedyś?
Tutaj dostałam energii do napisania pozwu.
Na co czekać?
Może czekasz na coś?
Ja mam za 5 dni sprawę... to dlatego włączyła mi się nieuzasadniona tęsknota , tęsknota za czymś, za czym tak naprawdę nie tęsknię.
Muszę mieć swoje miejsce na ziemi i wtedy moje kwiaty znowu zakwitną, mój pies zacznie znowu merdać ogonkiem, a koteczka mruczeć...

A M. wreszcie pójdzie na sosnę...jak to hm... napisała!!!
Wtedy wreszcie znowu zacznę żyć i wszystko wkoło !!!

7 385

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Grejs szuka ciepła, zapachu ciasta...
Każda z nas reaguje inaczej. Niektóre z nas są pozostałością po człowieku, inne odrywają się z pełną mocą po tym jak niedawno się ocknęły, inne nie mogą uwierzyć i czekają...itd.

Fazy są różne.

Właśnie , mam nadzieję, że jestem ta co odrywa się z pełną mocą i już nie czekam, aż M. się ocknie, BO ON SIĘ NIGDY NIE OCKNIE

     Zofio, zastanów się na tym.

7 386

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
hm... napisał/a:

Grejs szuka ciepła, zapachu ciasta...
Każda z nas reaguje inaczej. Niektóre z nas są pozostałością po człowieku, inne odrywają się z pełną mocą po tym jak niedawno się ocknęły, inne nie mogą uwierzyć i czekają...itd.

Fazy są różne.

Właśnie , mam nadzieję, że jestem ta co odrywa się z pełną mocą i już nie czekam, aż M. się ocknie, BO ON SIĘ NIGDY NIE OCKNIE

     Zofio, zastanów się na tym.

grejs napisał/a:

Kochana, dzisiaj optymizm w moich słowach? A, gdzież tam! Dzisiaj tęsknię do normalności,..czekam na sprawę i fiksuję....
Co, do moich kwiatów, to wszystkie uschły!
Kot smutny...
Pies smutny..
Dziewczyny wybywają z domu i bardzo dobrze , bo domowa aura niesprzyjająca i tylko  negatywna energia krąży.
Nawet zwierzęta to czują...ich oczy są smutne...
W kominku się pali, ale tylko po to  żeby grzał, a nie tak jak wcześniej, siadało się koło niego i działo się, oj działo...

Piszesz:Rozwód...... może kiedyś.........będę pisać
Dlaczego kiedyś?
Tutaj dostałam energii do napisania pozwu.
Na co czekać?
Może czekasz na coś?
Ja mam za 5 dni sprawę... to dlatego włączyła mi się nieuzasadniona tęsknota , tęsknota za czymś, za czym tak naprawdę nie tęsknię.
Muszę mieć swoje miejsce na ziemi i wtedy moje kwiaty znowu zakwitną, mój pies zacznie znowu merdać ogonkiem, a koteczka mruczeć...

A M. wreszcie pójdzie na sosnę...jak to hm... napisała!!!
Wtedy wreszcie znowu zacznę żyć i wszystko wkoło !!!

Kochane to nie jest wszystko takie proste. OK.każdy przeżywa inaczej. Ja jestem ockniętą pozostałością po człowieku , bez mocy ale odrywającą się i nie mogę uwierzyć i nie czekam. Ocknął sie też mój rozsądek- i nie czekam. Nie mogę uwierzyć - bo to wszystko takie nierealne, niemożliwe do przeżycia i nie pasujące do rzeczywistości.
Wszystkie tęsknimy do normalności czyli do czułego i kochającego męża, do chwil miłych wspólnie spędzonych przy kominku - to była nasza normalność, nasz real. Kolejnego jeszcze nie znamy. Tak, ja tęsknię za tym moim dobrym i kochającym mężem ale już zdaję sobie sprawę, że taki jest on tylko we wspomnieniach, w mojej głowie. W obecnym realu jest "chory mąż" , moje pytania na które jeszcze nie znalazłam odpowiedzi( jest ich coraz mniej) świat, którego nie znam, dom na sprzedaż i liftingu, wybór i zakup mieszkania, strach o alimenty i byt i jeszcze kilka innych problemów - na dzień dzisiejszy to jest moja normalność i ja za nią nie tęsknię. Moje kwiaty nie uschły( tylko kilka listków), mój pies jest wesoły i merda ogonem - ja jestem smutna i prawie uschłam a przeciez powinnam cieszyć sie i miec ulgę. Pomagają mi leki ale nadal nie mam poweru. Właściwie to dostaję poweru kiedy wiem, że on przyjdzie. NIe rozumiem tego ale tak jest. Wtedy biegiem ogarniam parter i naczynia z kilku dni pozmywane w jednej chwili. Dlaczego tak się dzieje nie wiem ale tak sie dzieje. Nie chcę z nim być, nie byłam szczęśliwa od dawna w tym związku. Jestem pewna, że nie chcę z nim być tak samo jak tego, ze teraz jest lepiej, spokojniej , bezpieczniej.
Nie da sie załatwić pewnych rzeczy od ręki, potrzebny jest czas i przyjdzie czas, kiedy będę mogła o tym pisać smile
Grejs ja tutaj dostaję energii .....do życia!
Tęsknota Ci się włączyła ? Ona chyba cały czas była i zgadzam sie z Tobą ona nie jest uzasadniona!

7 387

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak dostajesz powera zofia jak on ma przyjść to swiadczy o uzależnieniu emocji od niego.

Ja już doszłam do stanu gdzie był mi obojętny czy odzywał się czy nie i wiem że to tu można dopiero mówić o jakimś uzdrowieniu. Ale  chyba nie do końca  odrobiłam lekcję, bo jak spotkalismy się długi okres pracy nad sobą poszedł gdzieś i emocje znów. Myslałam ze wiem już czego chcę, że nie złamie mnie spotkanie i możemy się przyjaznic, bo już go odrzuciłamw myslach przez ten czas skoro nie potrafi mi dac związku. Tylko zapomnialam ze nadal mam w sobie kkz i wszystkie emocje się uruchomiły. On znów dał mi tyle czułości  i dobra po czym się wycofał. A ja znów myslalam ze tym razem wygram jego milość. Osoba zraniona w dziecinstwie dąży do przezywania po 100000 tych samych przeżyć mając nadzieję, że teraz wygra walkę o miłość. Nawet dalej jest to we mnie, bo czuję, że moj brak kontaktu jest niestety wołaniem o to aby on zaczął walczyć, że może się ocknie:/. No ale tak czy tak trzeba odstawić czynnik toksyczny aby się uporządkować w spokoju.

7 388

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Mąż nie zdradził mnie fizycznie, ani z 1 ani z 2 koleżanką, to była zdrada emocjonalna, zakochał się... z żadną dzisiaj nie utrzymuje "kontaktu", ale widzą się w pracy...

Mąż twierdzi, że od kilu lat czuje pustkę, jeżeli chodzi o uczucia do mnie, wypalił się... i stąd te uczucia do tych koleżanek...

Na moje prośby o kolejną szanse, ale taką, że obydwoje działamy, powiedział, że już w nas nie wierzy... bo ja mam taką osobowość i nie wierzy, że się zmienię, a nawet jeśli to po pewnym czasie wyjdzie moje "prawdziwe oblicze".... nie będę się powtarzała, poczytaj moje wszystkie posty tam dokładnie jest napisane jaka jestem, a czego oczekuje mąż...

przez te kilka miesięcy bardzo się od siebie oddaliliśmy i nawet już nie potrafimy normalne ze sobą porozmawiać, nie rozumiemy się...

a ja dodatkowo zrozumiałam, że mój mąż nie potrafi "żyć" w rodzinie, jest to osoba, która dobrze się czuje w idealnie poukładanym świecie, którego ja nie potrafię stworzyć....

Ankinom ten opis jest mi bardzo znajomy.....no i jeszcze to wspólne mieszkanie. Zauważam, ze rajcuje go Twój stan, żywi sie twoimi emocjami. Zauważam, ze czuje pustkę, ze brak w nim emocji.
Twoje prawdziwe oblicze? Myślę, że jest ok. a tylko Twój obecny stan spowodowany jego słowami i postępowaniem ale głównie SŁOWAMI jest depresyjny. Czy Ty dziewczyno nie zauważasz jego prawdziwego oblicza ? To Ty powinnaś się oburzać jego tokiem rozumowania. Ty zrozumiałaś , że nie potrafi żyć w rodzinie a ja zaczynam rozumieć jego dziwne zachowania. Przeanalizuj wszystko bo "coś mi śmierdzi" w tym jego punkcie widzenia świata.

7 389

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Pewnie masz rację, ale nawet przez myśl mi nie przeszło ... co do psiaka , co prawda kłów nie wystawiam, ale więcej szczekam big_smile

Czeka na trzęsienie ziemi, co prawda kilka dni temu szukał nowego mieszkania dla nas, bo dzieci muszą mieć swoje pokoje, bez komentarza...

dla WAS? To WY jestescie czy nie bo juz sie gubic zaczynam? Ostatni rozdzial pamietam byl o jakims stryszku czy poddaszu a teraz nowa chata?

Do hm...

mysle, ze cos zrobic w tej sprawie mozesz i chyba nawet powinnas. Pierwsze, zasiegnij jakiejs porady prawnej, bo wszystkich kruczkow znac nie mozesz. Drugie - wspolna opieka to nie jest wspolne miejsce zamieszkania.Dziecko to nie towar i ma tez swoje prawa i uczucia, ktore trzeba chronic.

Myślę, że chodzi tu o pilnowanie Ankinom a nie dzieci. Gdyby chciał pilnować dzieci to robiłby to na odległość ale doczytałam sie wcześniej, ze nie bardzo mu idzie opieka nad nimi i kontakt z nimi i nie odbierałabym tej propozycji jako dotyczącej dzieci. Tu zdecydowanie chodzi o pilnowanie żony i jest to zupełnie niezrozumiałe skoro jej nie kocha. Tu wyraźnie jest coś nie tak !!!

7 390

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Mąż nie zdradził mnie fizycznie, ani z 1 ani z 2 koleżanką, to była zdrada emocjonalna, zakochał się... z żadną dzisiaj nie utrzymuje "kontaktu", ale widzą się w pracy...

Mąż twierdzi, że od kilu lat czuje pustkę, jeżeli chodzi o uczucia do mnie, wypalił się... i stąd te uczucia do tych koleżanek...

Na moje prośby o kolejną szanse, ale taką, że obydwoje działamy, powiedział, że już w nas nie wierzy... bo ja mam taką osobowość i nie wierzy, że się zmienię, a nawet jeśli to po pewnym czasie wyjdzie moje "prawdziwe oblicze".... nie będę się powtarzała, poczytaj moje wszystkie posty tam dokładnie jest napisane jaka jestem, a czego oczekuje mąż...

przez te kilka miesięcy bardzo się od siebie oddaliliśmy i nawet już nie potrafimy normalne ze sobą porozmawiać, nie rozumiemy się...

a ja dodatkowo zrozumiałam, że mój mąż nie potrafi "żyć" w rodzinie, jest to osoba, która dobrze się czuje w idealnie poukładanym świecie, którego ja nie potrafię stworzyć....

Ankinom ten opis jest mi bardzo znajomy.....no i jeszcze to wspólne mieszkanie. Zauważam, ze rajcuje go Twój stan, żywi sie twoimi emocjami. Zauważam, ze czuje pustkę, ze brak w nim emocji.
Twoje prawdziwe oblicze? Myślę, że jest ok. a tylko Twój obecny stan spowodowany jego słowami i postępowaniem ale głównie SŁOWAMI jest depresyjny. Czy Ty dziewczyno nie zauważasz jego prawdziwego oblicza ? To Ty powinnaś się oburzać jego tokiem rozumowania. Ty zrozumiałaś , że nie potrafi żyć w rodzinie a ja zaczynam rozumieć jego dziwne zachowania. Przeanalizuj wszystko bo "coś mi śmierdzi" w tym jego punkcie widzenia świata.

od pól roku analizuję i nic... nic z tego nie rozumiem...
jego prawdziwe oblicze : egoista pozbawiony emocji, empatii, obwiniających wszystkich tylko nie siebie,

ja mam już dosyć... psychicznie wysiadam

7 391

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

on żadnych uczuć nie okazuje, nadal twierdzi, że powinniśmy się dogadać dla dzieci, czyli mieszkamy razem, ale każde z nas ma swoje życie...

Mam wrażenie, ze nie ma w nim uczuć więc nie ma co okazywać. Dla dzieci macie razem być ? No chyba, ze rajcuje go jak znęca sie psychicznie nad dziećmi i jak dzieci reagują żle na to Wasze wspólne mieszkanie. Pisałaś wcześniej, że dzieci przedstawienie ojcu szykowały i burę za bałagan dostały.         ANKINOM OBUDŹ SIĘ !

ankinom napisał/a:

najgorsze jest to, że on tymi gadkami robi mi pranie mózgu, ja już głupieje, już nie wiem co mam robić, co jest słuszne, a może takie rozwiązanie jest dobre dla dzieci? czy mogę im odebrać ojca, stabilizację ekonomiczną?

Najgorsze jest to, ze Ty juz zauważasz to , ze robi Ci pranie mózgu i nie reagujesz nie uciekasz. Co masz robić ? Uciekać - jak najszybciej i jak najdalej. Dla dzieci najważniejszy jest spokój. Mój syn 17 letni nie chce ojca jego pieniędzy chce mieć SPOKÓJ. Nie chce widzieć smutnej i zdenerwowanej matki, nie chce awantur. On BOI się powrotu ojca. Kiedy mąż 3 tygodnie temu został na noc i rano syn zobaczył go śpiącego na kanapie spojrzał na mnie ze zdziwieniem i pytaniem w oczach. Wzrokiem odpowiedziałam mu spokojnie on tu tylko na chwilę. Odetchnął. Po wyjściu męża rozmawialiśmy o tym. USŁYSZAŁAM a już przestraszyłem się, ze wrócił. Dodam, ze mój mąż nigdy go nie uderzył, nie krzyczał na niego.......on przeżywał jak mnie traktował. Kiedy mój syn zdał sobie sprawę, ze ojciec go oszukiwał , ze mnie oszukiwał.....przez szloch usłyszałam : jak on mógł Ci to wszystko robić. Mam nzdzieję, ze zrozumiesz co mają prawo czuć Twoje dzieci. Ty dorosła nie radzisz sobie a one....one nie powiedzą. Dzieci często nic nie mówią a jedynie ich rysunki pod tytułem " mój dom", " moja rodzina" są odzwierciedleniem ich emocji i są PRZERAŻAJĄCE I SMUTNE.

ankinom napisał/a:

ja z nim nie będę, tylko będę z nim mieszkała... a już powoli odzyskiwałam wiarę w lepsze życie. sad on mi nigdy nie pozwoli odejść.....

Pozwoli ?    czyli zamknął Cię w klatce na kluczyk a kluczyk nosi na szyi. Dziewczyno on nie ma nic do gadania w sprawie Twojego odejścia ! To jest jego decyzja czy Twoja ? To nie Ty decydujesz o swoim życiu tylko on ? .........ja już nic z tego nie rozumiem .

7 392

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

od pól roku analizuję i nic... nic z tego nie rozumiem...
jego prawdziwe oblicze : egoista pozbawiony emocji, empatii, obwiniających wszystkich tylko nie siebie,

ja mam już dosyć... psychicznie wysiadam

Właśnie wymieniłaś podstawowe ich cechy ( psychopatów). Poczytaj o nich może zaczniesz rozumieć  !!

7 393

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam, wcześniej napisałam swój wątek, ale podpowiedziano mi ten wątek, zaczęłam go czytać i stwierdziłam, że to racja, tutaj są kobiety, które przeżyły lub są w podobnej sytuacji jak ja, więc skopiowałam to co napisałam wcześniej..........

Jestem na skraju przepaści, jak mówi mi mój mąż i twierdzi, że swoją decyzją sprawię, że do tej przepaści wpadnę ja, moje dzieci oraz on i cała rodzina.....
Zacznę od początku, poznaliśmy się 15 lat temu, ja byłam w szkole podstawowej on w 1 klasie szkoły średniej. Zakochaliśmy się wtedy jako dzieci! To była taka pierwsza miłość, rozstaliśmy się na prawie ro czasu, ze względu na mój młody wiek, ale jak poszłam do szkoły średniej, wróciliśmy do siebie i tak do tej pory. Mam teraz 29 lat, mój mąż 30 lat. Na początku było fajnie, dbał o mnie, chodziliśmy na spacery, spotykaliśmy się i tak minęły 3 lata, on poszedł na studia, a ja po roku dołączyłam do niego. /zamieszkaliśmy razem w kawalerce i tak toczyło się nasze beztroskie życie studenckie. Po dwóch latach studiów zapadł dla mnie wyrok, jako dziewczynka 14 letnia wycięto mi jajnika, bo miałam ogromny torbiel i stwierdzony zespół policystycznych jajników. W wieku 20 lat zaczęło się to nawracać, lekarz stwierdził, że mam małe szanse na zajście w ciąże i jeżeli chcę próbować, to powinnam od razu to zrobić. Zwierzyłam się mojemu chłopakowi i po tym on powiedział, że on też chce mieć dziecko. Byliśmy młodzi, bez pracy, bez mieszkania, ale myśleliśmy, że damy radę. Zaczęliśmy się starać i po roku brania jakiś tabletek zaszłam w ciążę. Urodził się nasz syn Filip. W zbiegu okoliczności, mój dziadek zmarł 2 miesiące przed porodem i dostałam po nim mieszkanie. On ukończył studia licencjackie i dostał pracę, ja jeszcze musiałam skończyć 1 rok studiów licencjackich. Było ciężko, małe dziecko, jedna pensja, moje studia, rodzice pomagali nam jak mogli. Na początku było nawet ok, przez rok.....Potem zaczął się etap po... Od początku wiedziała, że mój mąż ma hobby - piłka nożna, kupował gazety, oglądał mecze w telewizji, ale co gorsza  grał namiętnie na koputerze, godzinami, po pracy wracał do domu i pierwsze co robił to włączał komputer i tak do 24-1 w nocy. Ja byłam odpowiedzialna za dom, dziecko, zaczęłam pracować. Dostałam pracę jako handlowiec w firmie produkcyjnej na eksport. On grał, grał.....a ja byłam sama. Moja praca wymagała ode mnie czasami pracy po godzinach, pewnego pięknego dnia sylwester 2005 on zabrał swoje rzeczy, komputer i wyprowadził się, zostawił mi kopertę z 200 zł i napisał, że odchodzi i zostawia mi dziecko i psa. JA wtedy wpadłam w panikę, nie wiedziałam co mam robić, dzwoniłam do niego, po rodzinie, aby namówili go żeby wrócił, i wrócił następnego dnia po namowie siostry. Przez pewien czasy było znowu dobrze, ale znowu się zaczęło, komputer jego zainteresowania. Ja znowu zostałam sama. Dodatkowo dostałam awans w pracy, zaczęłam wyjeżdżać czasami za granicę w delegację. Rozwijałam się zawodowo w pracy, a on wtedy zaczął pokazywać swoje ja... Każda delegacja była koszmarem, na tydzień przed się nie odzywał, reagował agresją na mnie, podczas delegacji nie dzwonił do mnie, ja dzwoniłam, musiałam zorganizować opiekę dla dziecka, przygotować obiady, ubrania....wszystko na mojej głowie. Jak wracałam to Pan mąż dalej się nie odzywał się dalej, do momentu jak go nie przeprosiłam i tak zaczęło się moje życie w poczuciu winy. Nie pozwalał mi z nikim się spotykać, mam przyjaciółkę z którą znam się obecnie 7 lat, z którą bardzo się dobrze rozumiem i która pomagała mi i pomaga nadal w trudnych chwilach mojego życia, ale do tej pory byłam u niej tylko kilka razy, a ona u mnie ze dwa razy. Na nic mi nie pozwalał a ja przepraszałam, z nikim się nie spotykałam, bo on tego nie akceptował. Doszło do tego, ze jak się czasami zbuntowałam on podejmował takie kroki, jak na przykład dzwonił do moich przełożonych z pretensjami, że mnie wysyłają w delegację. Wstydziłam się za niego,ale nadal przepraszałam, czułam się winna i starałam się robić tak, aby mu pasowało. Dom, dziecko, praca, nic więcej i jego plecy gdy grał na komputerze. Nie mieliśmy żadnego wspólnego tematu, nic nie robiliśmy razem. Na pozór nasze małżeństwo było ok, bo on bez nałogów, nie pił, nie palił, nawet nie pije kawy, ale w środku nie było niczego, nawet namiętności. On kładł się do łóżka, kiedy ja już spałam zmęczona o całym dniu, on jak miał ochotę to zaczynał się do mnie dobierać, a ja byłam zła, bo już spałam i później miałam problem aby zasnąć, ale to się również nie liczyło, bo on miał potrzebę. Zrobił co miał zrobić obracał się plecami a ja zostawałam z tym sama. Zero wsparcia, przytulenia, pomocy, zrozumienia moich potrzeb. Trzy lata temu pojawił się na świecie drugi syn, a stało się to bez mojej zgody, tak mi się wydaje, że to był jego sposób na zatrzymanie mnie przy sobie, gdyż zaczęłam mówić o tym, że chcę skończyć studia, realizowałam się w pracy, więc postanowił mnie zatrzymać!
Pracowałam do samego końca, mój mąż mnie ani chwili nie wspierał, sama przeszłam przez ciążę, sama urodziłam, tak jak pierwsze dziecko, no i zaczął się najgorszy okres, dwójka dzieci, pełno obowiązków, powrót do pracy, w której już mnie nie chcieli, bo mąż nie zgadzał się na wyjazdy, pracowałam z całych sił, pokazywałam, że matka dwójki dzieci może pracować efektywnie, ale to nie pomagało, wyjechałam przez pół roku po powrocie dwa razy, za każdym razem z wielkimi problemami, za każdym razem stałam przed wyborem albo on, albo praca, w 2010 roku postanowiłam uciekać z tej pracy, nie szukałam długo, mam dobre kwalifikacje, doświadczenie, ale znalazłam pracę w podobnym charakterze i też czasami wyjeżdżałam, bo musiałam, a mój koszmar narastał. W zeszłym roku prosiłam go, abyśmy poszli na terapię małżeńską, on mnie wyśmiał, nie chciał, było tak źle, on krzyczał, był arogancki, a ja przepraszałam, brałam wszystko na siebie, chociaż niczego nie robiłam złego, zamknęłam się w sobie, poczułam jak osoba która nic nie może oczekiwać od życia, trzymałam się jakoś, ale tylko tak na pozór. Chciałam ratować małżeństwo, pomyślałam, że zmiana mieszkania na dom, będzie dobrym momentem, abyśmy stali się bliżsi, zaczęłam szukać czegoś dla nas i tak po dwóch miesiącach zdecydowaliśmy się na sprzedaż obecnego mieszkania i przeprowadzkę do innej miejscowości. I było jeszcze gorzej, zaczął się remont, który robiliśmy sami, on nie dał mi prawa wyboru w niczym, nie miałam prawa nawet zdecydować o kolorze farby do pokoju, jak raz mi dał wybór to i tak dostałam zjebkę, że źle to zrobiłam i tak suma sumarum wyszło, że sam to zrobił, po swojemu, nic się nie liczyło, on zawsze miał ostatnie zdanie i wszytko to było na pokaz, bo mieliśmy mieć parapetówkę, zaprosić znajomych, dwa miesiące tyrania, wynoszenia gruzu, przenoszenia paneli, gładzenia ścian przeze mnie, a on powiedział wszystkim, że to on zrobił, dumny....Potem koniec, zasiadł na nowo przed komputerem i się zaczęło wpadł w cug, nic się więcej dla niego nie liczyło tylko pretensje do mnie.... 6 tygodni temu powiedziałam, że mam dosyć i chcę odpocząć od niego, chciała aby się wyprowadził,
on nagle zaczął mnie kochać, chodził za mną mówił, że zrozumiał, że się zmieni, że wie, że to jego wina, nie dawał mi chwili spokoju. Pewnego dnia umówiłam się z kolegą z pracy na kawę, i to był mój największy błąd, bo on wysłał mi po spotkaniu sms, że bardzo mu mi szkoda i że chciałby mnie przytulić, nadmienię, że w tym dniu złapała mnie grypa i miałam wysoką gorączkę i tak naprawdę chwilę byłam na tej kawie, a ten sms miał tylko znaczenie, że ktoś mnie żałuje i, że mu szkoda mnie, nic więcej. Niestety mój mąż przeczytał tego sms-a i zaczęło się śledztwo i nękanie, wydzwaniał po firmie, zrobił ze mnie ostatnią szmatę, pośmiewisko przed kolegami i koleżankami z pracy, groził, że go zabije....Doszło między nami do szarpaniny, chociaż zapewniałam, go, że nic nie było on zaczął zbierać dowody mojej niewierności, horror, wpadłam w depresję, koleżanka namówiła mnie na terapię, poszłam i okazało się, że ja w cale nie jestem taka nienormalna, że to jak żyłam to było nienormalne i moja Pani psychoterapeutka zaczęło mnie uświadamiać, że ja mogę mieć swoje zdanie i że robienie czegoś dla siebie, nie jest złe. Wyprowadził się, chociaż codziennie dalej mnie nękał, sprawdzał, miałam prywatnego detektywa na ogonie, masakra, koszmar. Z mojej obsesji nagle przeniósł się na dzieci, przychodził, płakał im, że mam go nie kocha, że to mamy decyzja, dwa razy podejmował próby samobójcze na moich oczach, moja Pani psychoterepeutka powiedziała, że on musi się leczyć, że to osobowość borderline, kazałam mu się leczyć. Poszedł na terapię i okazało się, że jest chory, może nie na to co ja mu powiedziałam, ale jest chory i ma problem. I nagle w zeszły czwartek przyjechał do dzieci i powiedział, że zostaje, bo to jest jego dom i jego dzieci i ma prawo aby tu przebywać. Powiedziałam, że ja go nie kocham i to już koniec, a on wtedy zaczął mnie straszyć, że zabierze mi dzieci, że jak wyjdę to nie będę miała niczego, wczoraj przez trzy godziny cytował mi tekst przysięgi małżeńskiej, mówił, że wie że to jego wina i pracuje nad tym na terapii, ale że mnie kocha i rozwodu mi nie da, nie będę miała za co żyć, że jeżeli wyprowadzę się z dziećmi to przyjdzie z policją, będzie mnie sprawdzał, kontrolował. Że mnie kocha.....ale ja już nie. Boję się niego, ale jest mi trudno tak wyjść i zostawić wszystko, dodatkowo jest teraz idealnym tatusiem, dzieci lgną do niego, będą miały do mnie pretensje, że musiały się wyprowadzić przeze mnie. Dalej poczucie winy, ale już nie mam siły, zniszczył mnie doszczętnie i tak jak napisałam na początku stoję nad przepaścią i nie wiem co mam robić.......Może jest ktoś na forum, kto przeżył coś podobnego i może mi pomóc opowiadając co by zrobił, albo jak postąpił.....
Dziękuję z góry za odpowiedź.

7 394

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

on żadnych uczuć nie okazuje, nadal twierdzi, że powinniśmy się dogadać dla dzieci, czyli mieszkamy razem, ale każde z nas ma swoje życie...

Mam wrażenie, ze nie ma w nim uczuć więc nie ma co okazywać. Dla dzieci macie razem być ? No chyba, ze rajcuje go jak znęca sie psychicznie nad dziećmi i jak dzieci reagują żle na to Wasze wspólne mieszkanie. Pisałaś wcześniej, że dzieci przedstawienie ojcu szykowały i burę za bałagan dostały.         ANKINOM OBUDŹ SIĘ !

ankinom napisał/a:

najgorsze jest to, że on tymi gadkami robi mi pranie mózgu, ja już głupieje, już nie wiem co mam robić, co jest słuszne, a może takie rozwiązanie jest dobre dla dzieci? czy mogę im odebrać ojca, stabilizację ekonomiczną?

Najgorsze jest to, ze Ty juz zauważasz to , ze robi Ci pranie mózgu i nie reagujesz nie uciekasz. Co masz robić ? Uciekać - jak najszybciej i jak najdalej. Dla dzieci najważniejszy jest spokój. Mój syn 17 letni nie chce ojca jego pieniędzy chce mieć SPOKÓJ. Nie chce widzieć smutnej i zdenerwowanej matki, nie chce awantur. On BOI się powrotu ojca. Kiedy mąż 3 tygodnie temu został na noc i rano syn zobaczył go śpiącego na kanapie spojrzał na mnie ze zdziwieniem i pytaniem w oczach. Wzrokiem odpowiedziałam mu spokojnie on tu tylko na chwilę. Odetchnął. Po wyjściu męża rozmawialiśmy o tym. USŁYSZAŁAM a już przestraszyłem się, ze wrócił. Dodam, ze mój mąż nigdy go nie uderzył, nie krzyczał na niego.......on przeżywał jak mnie traktował. Kiedy mój syn zdał sobie sprawę, ze ojciec go oszukiwał , ze mnie oszukiwał.....przez szloch usłyszałam : jak on mógł Ci to wszystko robić. Mam nzdzieję, ze zrozumiesz co mają prawo czuć Twoje dzieci. Ty dorosła nie radzisz sobie a one....one nie powiedzą. Dzieci często nic nie mówią a jedynie ich rysunki pod tytułem " mój dom", " moja rodzina" są odzwierciedleniem ich emocji i są PRZERAŻAJĄCE I SMUTNE.

ankinom napisał/a:

ja z nim nie będę, tylko będę z nim mieszkała... a już powoli odzyskiwałam wiarę w lepsze życie. sad on mi nigdy nie pozwoli odejść.....

Pozwoli ?    czyli zamknął Cię w klatce na kluczyk a kluczyk nosi na szyi. Dziewczyno on nie ma nic do gadania w sprawie Twojego odejścia ! To jest jego decyzja czy Twoja ? To nie Ty decydujesz o swoim życiu tylko on ? .........ja już nic z tego nie rozumiem .

przed chwilą rozmawiałam z mężem:  przez ostatnie miesiące próbowałam pogodzić się z tym, że mnie nie kochasz i chcesz się wyprowadzić, przepłakałam wiele nocy i w końcu się pogodziłam, że nie będziemy razem, już zaczęłam układać sobie życie , kiedy wyskoczyłeś ze wspólnym mieszkaniem... znowu muszę się przyzwyczaić, że mieszkam z mężem tylko ze względów finansowych...

jego uzasadnienie wydaje się racjonalne: właściwie tu chodzi o pieniądze, nie stać nas na dwa samodzielne mieszkania, proponuje poczekać jeszcze ze 2, 3 lata aż dzieci podrosną, staną się bardziej samodzielne, wtedy mnie też będzie łatwiej nimi się zająć, nie chce mnie "zatrzymywać", powinnam teraz się skupić na sobie, rozwinąć karierę zawodową, zacząć realizować swoje marzenia, wspólnie wychowujemy dzieci, ale osobno żyjemy...

czy takie rozwiązanie ma sens? czy da się przyzwyczaić do takiego życia? właściwie do tej pory i tak żyliśmy obok siebie a teraz przynajmniej sytuacja jest klarowana: nie łącza nas uczucia jedynie dzieci i brak pieniędzy... co ja mogę zrobić w takiej sytuacji? zaakceptować takie życie, przyjąć jego warunki i zacząć zarabiać dużo pieniędzy które dadzą mi wolność...zawsze można spróbować, czeka mnie teraz wiele pracy, muszę nauczyć się wyłączyć emocje, nie wspominać dawnego wspólnego życia, wyobrażać sobie że jego "nie ma", jeżeli mnie się to uda, to dam radę i wytrzymam....

7 395

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

muszę nauczyć się wyłączyć emocje

A jak się już nauczysz to dasz ściągę ?
Oj Ankinom, Ankinom szybko sie poddałaś. Oszukujesz nas i siebie...... on się nie zakocha w Tobie i nie zacznie szanować. Tanio sie sprzedałaś.
Jesteś dorosła i wybór należy do Ciebie i zyczę Ci aby to był dobry wybór.

7 396

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Izula996. 
996 to policja czy pogotowie - sorki ale tak mi się jakoś skojarzyło.... smile Daj nam czas na przeczytanie i przemyślenie Twojego postu. Pozdrawiam.

7 397 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-10-16 20:19:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

muszę nauczyć się wyłączyć emocje

A jak się już nauczysz to dasz ściągę ?
Oj Ankinom, Ankinom szybko sie poddałaś. Oszukujesz nas i siebie...... on się nie zakocha w Tobie i nie zacznie szanować. Tanio sie sprzedałaś.
Jesteś dorosła i wybór należy do Ciebie i zyczę Ci aby to był dobry wybór.

Więc co proponujesz, mam wyprowadzić się z dwójką dzieci przy zarobkach 1900 zł?

Droga Zofio, ja tylko szukam wyjścia z tej sytuacji, wierz mi nie oczekuję, że znowu mnie pokocha! i nie oszukuje siebie, naszego związku nie ma! ale to nie oznacza, że nie miałam nadziei, że może uda nam się, że znowu jego rozkocham w sobie, że będę jeszcze bardziej się starała, codziennie prowadziłam walkę sama z sobą, walkę rozumu z emocjami, nie raz zasypiałam z policzkami mokrymi od łez, wstawałam z łóżka bo musiałam, a chciałam zasnąć i się nie obudzić i tak przez pół roku dzień w dzień towarzyszyłam mi myśl "on mnie nie kocha, wybrał inną", co robić, jak żyć, żyłam jak automat, praca, dom, dzieci, zdawanie kolejnych egzaminów, ruch fizyczny, wyjścia ze znajomymi do kina, na piwo, ale moje myśli i tak krążyły wokół jednego... wokół mojego męża, co zrobiłam źle, oj głupia mogłam bardziej się starać, aż któregoś dnia ( dzięki Wam) zrozumiałam, że to KONIEC... że już nic nie jestem w stanie zrobić, bo w tej walce o "nas" zostałam sama...


Zobacz jak poradziła sobie Niekochana - mieszka ze swoim prawie były mężem i co znalazła swój świat! Czy uważasz, że ja nie dam rady? Będziemy mieszkać razem, ale to nie oznacza "żyć" razem, nie sprzedałam się, ani tanio, ani w ogóle... jesteś w tej lepszej sytuacji, że męża nie wpuściłaś do domu i on to zaakceptował ale ile jest kobiet, którym to się nie udało, chociażby Grejs, też mieszka z jeszcze mężem, a za 4 dni rozwód, czyli da się? Można mieszkać razem i szukać własnej drogi do szczęścia...

Wychowywałam się w biedzie i nie zafunduje tego samego swoim dzieciom! Co nie oznacza, że będę siedzieć biernie i czekać co los przyniesie, postaram się z  tego "małżeństwa" wynieść jak najwięcej, zaczęłam studia podyplomowe, które być może pomogą w znalezieniu lepiej płatnej pracy ... szukam wyjścia.... najlepszego rozwiązania,..... nie poddaję się....

ale wiem też, że jeszcze nie raz zapłacze, nie da się o tak przekreślić 16 lat małżeństwa, nie idealnego, ale małżeństwa...  i mam nadzieje, że będę mogła liczyć na Waszą pomocną dłoń...

7 398

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

ja tylko szukam wyjścia z tej sytuacji,

Rób tak, żeby Tobie i dzieciom było dobrze.
Nie musisz się spieszyć... nie płacz... i oczywiście możesz liczyć na nas
Szukaj wyjścia  i tak jak piszesz nie poddawaj się.
                                     smile

7 399

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
ankinom napisał/a:

ja tylko szukam wyjścia z tej sytuacji,

Rób tak, żeby Tobie i dzieciom było dobrze.
Nie musisz się spieszyć... nie płacz... i oczywiście możesz liczyć na nas
Szukaj wyjścia  i tak jak piszesz nie poddawaj się.
                                     smile

dziękuję za wsparcie... teraz bardzo mi potrzebne sad

7 400

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
Niekochana prosiła abym została tutaj byście porządnie mną potrząsneły, gdyż tego właśnie potrzebuje.

Jednym słowem - nie trzymam się. Jest mi cholernie trudno. Do mojej głowy napływają nurtujące mnie pytania tym razem o nią. W czym ona jest lepsza ode mnie, co takiego umie zrobić, aby zwrócić uwagę na sobie, czemu ona więcej otrzymywała zainteresowania, czemu dla niej w podskokach robił to o co prosiła.
Ja czułam się tą gorszą, zawsze. Mimo, że mówił "zależy mi na Tobie" to trzymał na dystans. Moje potrzeby były na ostatnim miejscu, a jak już coś robił to z łaski z grymasem na twarzy. Czy ja naprawdę jestem aż tak złą osobą? Już nie wiem co robić co myślec - boli jak cholera... Starałam się itp, ale czy to coś dało? Ja po prostu chciałam być kochana czy za wiele wymagam?

7 401

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
hm... napisał/a:

Grejs szuka ciepła, zapachu ciasta...
Każda z nas reaguje inaczej. Niektóre z nas są pozostałością po człowieku, inne odrywają się z pełną mocą po tym jak niedawno się ocknęły, inne nie mogą uwierzyć i czekają...itd.

Fazy są różne.

Właśnie , mam nadzieję, że jestem ta co odrywa się z pełną mocą i już nie czekam, aż M. się ocknie, BO ON SIĘ NIGDY NIE OCKNIE

     Zofio, zastanów się na tym.

Właśnie o Tobie wtedy myślałam, kochana. smile

7 402

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Witam
Niekochana prosiła abym została tutaj byście porządnie mną potrząsneły, gdyż tego właśnie potrzebuje.

Jednym słowem - nie trzymam się. Jest mi cholernie trudno. Do mojej głowy napływają nurtujące mnie pytania tym razem o nią. W czym ona jest lepsza ode mnie, co takiego umie zrobić, aby zwrócić uwagę na sobie, czemu ona więcej otrzymywała zainteresowania, czemu dla niej w podskokach robił to o co prosiła.
Ja czułam się tą gorszą, zawsze. Mimo, że mówił "zależy mi na Tobie" to trzymał na dystans. Moje potrzeby były na ostatnim miejscu, a jak już coś robił to z łaski z grymasem na twarzy. Czy ja naprawdę jestem aż tak złą osobą? Już nie wiem co robić co myślec - boli jak cholera... Starałam się itp, ale czy to coś dało? Ja po prostu chciałam być kochana czy za wiele wymagam?

o Jeeezu..24 lata i taka beksa.
Wiesz dlaczego on sie dla niej tak stara? Bo ja kocha.A jak mezczyzna kocha, naprawde kocha, a nie tylko o tym belkocze, to na glowie dla swej kobiety stanie. Bo mu wtedy na niczym i nikim innym nie zalezy bardziej niz na niej.
Zakochany mezczyzna reaguje tak samo jak zakochana kobieta, swiata poza wybranka swa nie widzi.

A ze to nie Ty? Niestety, tak w zyciu bywa, ze nie wystarczy zebysmy tylko MY chcialy, musi chciec i ta druga osoba. A jak nie chce to nic na to nie poradzisz. Tylko, ze na tym jednym swiat sie nie konczy wiec rzeczywiscie, skup sie lepiej teraz na nauce i innych zainteresowaniach, powychodz z domu na jakies zajecia (moze nie wzorem tej kaji z drugiego forum KKZB - ona sama nie wie czego chce w moim mniemaniu i w koncu sie znowu sparzy) a TEN wlasciwy sam sie znajdzie. Moze juz gdzies tam krazy a Ty nawet o tym nie wiesz:).Tego co byl i sie zmyl, lepiej juz sobie odpusc i to raz a dobrze, sama sie zameczasz na wlasne zyczenie taka analiza: co ona ma a ja nie?. Niczego pewnie nadzwyczajnego nie ma..ale jemu to ona wlasnie pasuje. A Ty bedziesz pasowac komus innemu i tez swiata poza Toba nie bedzie widzial. Ale nie poganiaj losu, bo niczego na sile nie zdzialasz. Zyj normalnym zyciem, nie zamykaj sie w domu ale nie chodz po ulicach z napisem wytatuowanym na czole "potrzebuje faceta!". Oni to czuja i uciekaja. Ja zreszta tez bym od takiego, co na sile baby szuka, zwiewala. Nie lubie stresujacych zwiazkow:)

7 403

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Izula, matko. Ja przeżyłam prawie to samo, były tylko maleńkie różnice. On miał telewizor. Słowa nie można było zamienić. Też umówiłam się z kolegą z pracy, tylko na piwo, i małżonek ciął się, wziął setki tabletek. I teraz odszedł, wyrzuciłam go z domu. Ma kogoś innego. I jest problem z dzieckiem, on ma pieniądze, ja nie bardzo. Zawsze mnie gnębił i tłamsił, nie mogłam mieć nic, praca byle jaka, moje marzenia były wyśmiewane, moje ambicje. Teraz ma babę bez ambicji. Szczytem marzeń jest jedzenie obiadu. Wkurza mnie, strasznie, przyjmuję pozę wspaniałego, a ona go nie zna. Nie wie, że nie płaci od lat swoich dwóch kredytów, nie wie, że gapi się w jego nie spłacony telewizor, nie wie, że ma dług w mpk. Albo wie i jest tak durna, że wspiera go w tym nie płaceniu, bo i to możliwe.

A najgorsze jest to, że jego choroby nie da się udowodnić. Bo przed wszystkimi gra cudownego.
Rozumiem Cię doskonale. Nie bój się. We mnie wezbrała kiedyś taka siła spowodowana jego pieprz.. od rzeczy i osaczeniem, że pchnęłam go na ziemię, wywrócił się. Potem begł za mną. Dziecko zostało u niego, był pod wpływem alkoholu. Nienawidzę go, szmaciarz. I wiesz co jest najgorsze, że nie wiadomo, czy nie będę odpowiadać za jego "odpowiedzialne" życie z nową panią. Bo nie ma adresu zameldowania.

Daję radę, nie boję się, ani trochę, mogłabym mu wpieprzyć z powodzeniem, jeśli by było trzeba. Tylko po co potem mieć nieprzyjemności za człowieka.
On też stawiał mnie w złym świetle przed dzieckiem (tylko dziecko doskonale widziało i widzi co się dzieje). Kiedyś zamknął mnie w domu, przetrzymywał, i  naprał na mnie wyzywając mnie, prawie mi wszedł do ucha wtedy. to są rzeczy niewyobrażalne. Nawet nie potrafię tego opisać. Wtedy mu potargałam koszulę i ... już reszty tutaj nie napiszę.


Policja, prokurator, wsio przeciw mnie. Wszyscy go uniewinniali i rozgrzeszali. A mnie głupiej zrobiło się żal i nie klepnęłam decyzji o wysłaniu go na leczenie. Bo potrafił okazać skruchę kiedy trzeba, a z drugiej strony psychofagował  z całym impetem.

...

7 404

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

on żadnych uczuć nie okazuje, nadal twierdzi, że powinniśmy się dogadać dla dzieci, czyli mieszkamy razem, ale każde z nas ma swoje życie...

Mam wrażenie, ze nie ma w nim uczuć więc nie ma co okazywać. Dla dzieci macie razem być ? No chyba, ze rajcuje go jak znęca sie psychicznie nad dziećmi i jak dzieci reagują żle na to Wasze wspólne mieszkanie. Pisałaś wcześniej, że dzieci przedstawienie ojcu szykowały i burę za bałagan dostały.         ANKINOM OBUDŹ SIĘ !

ankinom napisał/a:

najgorsze jest to, że on tymi gadkami robi mi pranie mózgu, ja już głupieje, już nie wiem co mam robić, co jest słuszne, a może takie rozwiązanie jest dobre dla dzieci? czy mogę im odebrać ojca, stabilizację ekonomiczną?

Najgorsze jest to, ze Ty juz zauważasz to , ze robi Ci pranie mózgu i nie reagujesz nie uciekasz. Co masz robić ? Uciekać - jak najszybciej i jak najdalej. Dla dzieci najważniejszy jest spokój. Mój syn 17 letni nie chce ojca jego pieniędzy chce mieć SPOKÓJ. Nie chce widzieć smutnej i zdenerwowanej matki, nie chce awantur. On BOI się powrotu ojca. Kiedy mąż 3 tygodnie temu został na noc i rano syn zobaczył go śpiącego na kanapie spojrzał na mnie ze zdziwieniem i pytaniem w oczach. Wzrokiem odpowiedziałam mu spokojnie on tu tylko na chwilę. Odetchnął. Po wyjściu męża rozmawialiśmy o tym. USŁYSZAŁAM a już przestraszyłem się, ze wrócił. Dodam, ze mój mąż nigdy go nie uderzył, nie krzyczał na niego.......on przeżywał jak mnie traktował. Kiedy mój syn zdał sobie sprawę, ze ojciec go oszukiwał , ze mnie oszukiwał.....przez szloch usłyszałam : jak on mógł Ci to wszystko robić. Mam nzdzieję, ze zrozumiesz co mają prawo czuć Twoje dzieci. Ty dorosła nie radzisz sobie a one....one nie powiedzą. Dzieci często nic nie mówią a jedynie ich rysunki pod tytułem " mój dom", " moja rodzina" są odzwierciedleniem ich emocji i są PRZERAŻAJĄCE I SMUTNE.

ankinom napisał/a:

ja z nim nie będę, tylko będę z nim mieszkała... a już powoli odzyskiwałam wiarę w lepsze życie. sad on mi nigdy nie pozwoli odejść.....

Pozwoli ?    czyli zamknął Cię w klatce na kluczyk a kluczyk nosi na szyi. Dziewczyno on nie ma nic do gadania w sprawie Twojego odejścia ! To jest jego decyzja czy Twoja ? To nie Ty decydujesz o swoim życiu tylko on ? .........ja już nic z tego nie rozumiem .

przed chwilą rozmawiałam z mężem:  przez ostatnie miesiące próbowałam pogodzić się z tym, że mnie nie kochasz i chcesz się wyprowadzić, przepłakałam wiele nocy i w końcu się pogodziłam, że nie będziemy razem, już zaczęłam układać sobie życie , kiedy wyskoczyłeś ze wspólnym mieszkaniem... znowu muszę się przyzwyczaić, że mieszkam z mężem tylko ze względów finansowych...

jego uzasadnienie wydaje się racjonalne: właściwie tu chodzi o pieniądze, nie stać nas na dwa samodzielne mieszkania, proponuje poczekać jeszcze ze 2, 3 lata aż dzieci podrosną, staną się bardziej samodzielne, wtedy mnie też będzie łatwiej nimi się zająć, nie chce mnie "zatrzymywać", powinnam teraz się skupić na sobie, rozwinąć karierę zawodową, zacząć realizować swoje marzenia, wspólnie wychowujemy dzieci, ale osobno żyjemy...

czy takie rozwiązanie ma sens? czy da się przyzwyczaić do takiego życia? właściwie do tej pory i tak żyliśmy obok siebie a teraz przynajmniej sytuacja jest klarowana: nie łącza nas uczucia jedynie dzieci i brak pieniędzy... co ja mogę zrobić w takiej sytuacji? zaakceptować takie życie, przyjąć jego warunki i zacząć zarabiać dużo pieniędzy które dadzą mi wolność...zawsze można spróbować, czeka mnie teraz wiele pracy, muszę nauczyć się wyłączyć emocje, nie wspominać dawnego wspólnego życia, wyobrażać sobie że jego "nie ma", jeżeli mnie się to uda, to dam radę i wytrzymam....

Aniknom, ja wolałąbym siedzieć w jednych portkach pod mostem, niż mieszkać pod jednym dachem z idiotą. I tak tez uczyniłam. Jak żyć w ten sposób? Jak? Choć są ludzie co tak żyją. Akceptują zdradę małżonka, a potem idą z nim spać do jednego łóżka. Miejmy choć trochę godności.
Nie wiem, sama zdecyduj. To twoje życie. Nie pozwól tylko dyktować mu co masz robić. Bo każdy ma prawo do swojego zdania. Możliwy jest tez kompromis, ale nie wszystko jak on chce. Pamiętaj, że także możesz przedstawić swoje warunki.

7 405 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-17 11:04:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Więc co proponujesz, mam wyprowadzić się z dwójką dzieci przy zarobkach 1900 zł?

Kochana, to są bardzo dobre zarobki, jak dla mnie. Jeśli tyle masz netto.



Wychowywałam się w biedzie i nie zafunduje tego samego swoim dzieciom! Co nie oznacza, że będę siedzieć biernie i czekać co los przyniesie, postaram się z  tego "małżeństwa" wynieść jak najwięcej, zaczęłam studia podyplomowe, które być może pomogą w znalezieniu lepiej płatnej pracy ... szukam wyjścia.... najlepszego rozwiązania,..... nie poddaję się....

ale wiem też, że jeszcze nie raz zapłacze, nie da się o tak przekreślić 16 lat małżeństwa, nie idealnego, ale małżeństwa...  i mam nadzieje, że będę mogła liczyć na Waszą pomocną dłoń...

Czas przynosi sam nowe pomysły. Możesz liczyć na moje wsparcie. Rozumem twoje argumenty. Postaw swoje warunki i znajdźcie  porozumienie, może tak się uda.

7 406 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-17 12:00:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom vel Moniko:) zrobisz jak uwazasz za sluszne, jesli dasz rade tak na zimno egzystowac obok meza i nie zwariowac przy tym, ok, bedzie Ci ciezko ale wytrzymasz. Przynajmniej dopoki nie staniesz mocniej na swoich wlasnych dwoch nogach.

Z tym, ze ja tu widze spora szanse dla Ciebie, aby wlasnie teraz ustawic sobie troche po swojemu dalszy styl zycia pod jednym dachem.

Widac jasno i wyraznie, ze maz chce z Toba (z jakichs tam powodow) zostac. Wie tez, ze Ty masz to gdzies i chetnie sie od jutra rozstaniesz i zamieszkasz sama. Ty chcesz rozwodu, on nie - czy widzisz jaka masz przewage?:)

Zgodz sie na to wieksze mieszkanie..(daja to bierz i nie zagladaj darowanemu koniowi w prochnice:), nawet niesmialo zaproponuj nowe wyposazenie (jak go stac, niech placi). I jasno postaw swoje warunki oraz przywileje w tym nowym "malzenstwie". Napraw wszystkie te bledy, jakie dotad popelnilas. Juz Ty sama wiesz najlepiej jakie: usluznosc, uleglosc, pokora...Macie mieszkac pod ednym dachem ale miec swoje zycie. OK, to korzystaj z tego kobieto, tak ustal grafik zajec, zebys i Ty mogla zwinac zagle czasem i wrocic ubawiona po pracy z nadgodzinami:) Jak bedzie mamrotal to mu przypomniej, ze sam taki uklad proponowal, nie ma letko:) On ma tez miec obowiazki, nie tylko prawa w domu i albo to teraz wyegzekwujesz albo bedziesz ciagnac dalej te sama szopke tylko w wiekszym metrazu. Skorzystaj z tej okazji i zacznij zyc, a moze i on wreszcie dostrzeze w Tobie czlowieka a nie tylko kobiete.

7 407

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
monia_3103 napisał/a:

Witam
Jednym słowem - nie trzymam się. Jest mi cholernie trudno. Do mojej głowy napływają nurtujące mnie pytania tym razem o nią. W czym ona jest lepsza ode mnie, co takiego umie zrobić, aby zwrócić uwagę na sobie, czemu ona więcej otrzymywała zainteresowania, czemu dla niej w podskokach robił to o co prosiła.
Ja czułam się tą gorszą, zawsze. Mimo, że mówił "zależy mi na Tobie" to trzymał na dystans. Moje potrzeby były na ostatnim miejscu, a jak już coś robił to z łaski z grymasem na twarzy. Czy ja naprawdę jestem aż tak złą osobą? Już nie wiem co robić co myślec - boli jak cholera... Starałam się itp, ale czy to coś dało? Ja po prostu chciałam być kochana czy za wiele wymagam?

Ja też miałam takie myśli, dlaczego potrafi kochać inne? Zadręczełam się, że dla nich potrafi być inny. Ze mnie nie potrafi kochać. Ale to nie prowadzi do niczego i często przenosi się na nowe relacje potem- ta niewiara w siebie nieuleczona itd.
Jak Ci przychodzą do głowy takie pytania lepiej jest je odkręcić w pytania: dlaczego ja się porównuję do innych, dlaczego czuję się gorsza, dlaczego chcę aby mnie wybrano i tak kochano, co chcę sobie zrekompensować tym , jakie potrzeby z dzieciństwa itd. To jest trudne skupić się na sobie tylko jeśli dotychczas analizowało się jego reakcje i jego zachowanie.

Teraz wiem że  myśli o nim i jego innych milosciach to tylko ucieczka od pustki we mnie. Wczoraj kiedy powiedziałam stop myślom o nim, to poczułam właśnie taką pustkę. No bo czym się teraz nakręcać jak ODPUŚCIŁAM?

7 408 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-17 13:18:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdilejdi napisał/a:

Teraz wiem że  myśli o nim i jego innych milosciach to tylko ucieczka od pustki we mnie. Wczoraj kiedy powiedziałam stop myślom o nim, to poczułam właśnie taką pustkę. No bo czym się teraz nakręcać jak ODPUŚCIŁAM?

Naprawde masz tak ubogie wlasne zycie, ze ono bez niego nie istnieje? MUSISZ miec mezczyzne, dom, dzieci, rodzine zeby nie wiem co? Bez tego bagazu szczescia nie dasz rady normalnie zyc i smiac sie? Czemu jest tylko: on, on, on i zawsze on? A jak onego tramwaj rozjedzie albo szlag nagly trafi to co wtedy? Swiat sie na molekuly rozpadnie? Watpie, bedzie sobie nadal istnial i krecil wokol slonca jak dotychczas. I praktycznie to w nosie bedzie mial czy Ty bedziesz lezec z glowa pod poduszka i zasmarkanym nosem myslac o onym od rana do nocy czy moze wstaniesz i zaczniesz sie razem z nim krecic. Przeczytaj dlugi post Tarantelli z tego weekendu..zyje jak wariat ale czuje, ze zyje. I ona ma mega szanse, ze znowu milosc do jej okienka zastuka, przyciagnie ja swoja energia i pozytywnym mysleniem:)

7 409

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam serdecznie wszystkie NetPanie
Wirtualne dołączyłam do Was dawno temu.
Jestem dopiero na 40-tej którejś stronie tego wątku.
Ale dziś przeskoczyłam na koniec , bo chciałam zobaczyć co u niektórych z Was się dzieje.
I po przeczytaniu posta Taranteli nie mogłam sie powstrzymać.
Zalogowałam się. i piszę. Ciary mam wszędzie.
Tarantella jesteś wielka !!!
Wytrwałaś.
Jestem dopiero w marcu 2011 twojej historii. Stałaś mi sie wtedy wyjątkowo bliska.
A teraz jak widzę że trwasz - bije pokłan.
Niekochana - Zielony Domku - ach ta moja skleroza i inne dziewczyny. trzymam za Was kciuki.
Powiem Wam - ja trwam juz  cztery miesiące i wiem co to znaczy.
Moja historia to  wątki Was wszystkich. Przeżycia te same. Ból ten sam . Ach szkoda słów.
Pierwszy raz pisze nie wiem czy mi się wyśle.
Tarantella trzymaj sie cieplutko.

7 410

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussuka
Ty to masz rację. Podoba mi sie Twój ostry ton. Ale masz rację .

Posty [ 7 346 do 7 410 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 112 113 114 115 116 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026