Zofio,Mussuko dziekuje za ten kubel zimnej wody-naprawde.
Wlasnie siedzialam sobie i rozmyslalam...weszlam tu i dopiero dzis odczytalam posty do mnie.
Prawda jest taka,ze nadal walkuje-byc z nim,nie byc.
Moje mysli kraza woklo tego tematu i powracaja jak bumerang,gdy na chwile cos mnie zajmie...Mnie nie ma.Czytam o DDD,o wspoluzaleznieniu,KKZB,ale temat byc czy nie jest numerem jeden.
Sprawa utknela.
Wczoraj tu byl.Czytalam mu na glos jak czuje sie ofiara zdrady.Na koniec zapytal-chcesz o tym rozmawic,czy to koniec na czytaniu? Tak chce rozmawiac,potrzebuje twojej pomocy,zeby sie z tym uporac.
Ale niestety temat wymykal sie z rak...Za to w kolko co moiwl terapeuta,co na mitingach,jak on to pracuje nad soba...Ze on jest DDA i stad jego problemy,ale teraz juz wie,teraz juz bedzie dobrze...Mowil co mu sie nie podobalo w domu,ze dzieci nie sprzataja(to sa moje dzieci),ze ciagle gary,ze znajomych nie mamy(a nie mamy,bo pouciekali jak nas w kolko godzic musieli).Mowil,ze chwilami dobrze mu sie samemu mieszka i ze boi sie wrocic,ze bede mu jazdy robila...ze odczuwa strach przed powrotem (co ja mam powiedziec? ja to dopiero mam stracha)
Potem zajal sie przegrywaniem filmow i zdawkowo odpowiadal na moje wywody...
A mnie nie bylo w tej rozmowie.Poszlam spac.Przyszedl za mna do lozka i przepraszal...kazalam mu isc spac.
Liczylam na szczera rozmowe,na czulosc...sama nie wiem na co...
Rano mu napisalam w sms ze-ja tak nie chce,ze to ja jestem jego ofiara,a on tu ofiare ofiare odgrywa,ze to ja moge stawiac warunki nie on i ze to ja jestem teraz najwazniejsza.Nawciskalam mu co mysle.Ze naplul mi w twarz,ze chcial zdradzic mnie z malolata,ze moje depresje w ciagu czterech lat naszego zwiazku to dzieki niemu itp. To ze nie podobaja mu sie moje pizamy,mam w nosie-moja kobiecosc zostala zraniona i nie w glowie mi seksowne koszulki!
Odpisal po dluzszej chwili,ze mam calkowita racje i ze tak byc nie moze,ze przeprasza,ze jestem najwazniejsza...
Mial jutro przyjechac.W piatek sie wprowadzic...
Ale ja czuje opor...kiedy weszlam na forum i przeczytalam co o mnie sadzicie zrozumialam.
Mnie nie ma.Jest tylko ON.
Nie szanuje siebie.
Nie kocham siebie.
Nie daje sobie szansy na spokojne,pewne i moze i szczesliwe zycie.
Napisalam mu,ze jednak nie dam rady.Ze nie chce tak zyc.Ze nie bede z nim szczesliwa.Ze za bardzo sie szanuje.Ze nie ma pisac,bo zmienie numer tel.i tel.wylaczylam.
Pomimo wszystko ja czuje ze sie zmieniam.Cos samoistnie sie we mnie kloci i mowi-nie dosc tego!On sie nie zmieni.Ty musisz sie zmienic.Przepracowac swoje zwiazki,odnalesc siebie i pokochac taka jaka jestes,a jestes naprawde zaj....ta babka!!!!
Moja corka powiedziala,ze jest ze mnie dumna-szczerze go nienawidzi.
Licze na ostre komentarze,tylko tak mozna do mnie trafic ;-)