Piszesz, że musisz odzyskać szacunek dla samej siebie. Może zacznij od tego, że nie przyjmiesz jego alimentów na Ciebie, a na kredyt złożycie się po połowie.
7 021 2011-09-26 13:19:14
Podobne tematy
7 022 2011-09-26 13:22:35
To po co chce mieszkać osobno? Żeby nikt nie miał kontroli nad tym co robi?
A może po prostu czuje się aż tak za Was odpowiedzialny?
7 023 2011-09-26 13:26:45
Ktosik, Ty chcesz czy nie chcesz z nim byc? Zgadzasz sie na rozwod czy bedziesz walczyc? Nie pytam o uczucia, kochac mozesz go i posmiertnie..tylko co planujesz w sprawie wspolnego z nim zycia. Raczej, czego TY chcesz?
Bo, powiem Ci tak, jesli rozwod Cie nie przeraza, to bierz cala kase i nie dywaguj dlaczego on chce placic. Jak daja to bierz a pozniej, juz na spokojnie, mozesz go sobie rozkochiwac. Ale chociaz zebrac nie bedziesz musiala. Zreszta nalezy Ci sie i juz.
7 024 2011-09-26 13:41:31
Prawda...Jak dają to brać. Dzieci nie chce zabierać, tylko cała opieka i wsio na twojej głowie.
7 025 2011-09-26 13:47:49
Piszesz, że musisz odzyskać szacunek dla samej siebie. Może zacznij od tego, że nie przyjmiesz jego alimentów na Ciebie, a na kredyt złożycie się po połowie.
Nie stac mnie na to niestety. Ale mimo tego nie musze byc dla niego ulegla. Mam swoj rozum i wolna wole i nie musze byc tego samego zdania co on. Alimenty mi sie naleza. On mnie zostawia przez co pogarsza sie moja sytuacja finansowa. Poza tym to ja zostaje z 2-ka malych dzieci. Ja bede musiala brac wolne jak beda chore, ja bede placic za nianke, ja bede wozic do szkoly muzycznej, na basen i to ja bede siedziec i godzinami tlumaczyc jak podejsc do konkretnego zadania. Na mnie spadna wszsytkie obowiazki to niech on chociaz finansowo sie do tego przylozy. Bo alimenty na dziecko sa na jego utrzymanie, a na mnie sa na walke z wszystkimi codziennymi problemami ktore nie beda juz jego dotyczyc.
7 026 2011-09-26 13:53:22
Przecież napisałaś, że będzie mieszkał niedaleko Was. Część obowiązków napewno od Ciebie przejmie, więc nie rób z siebie takiej osamotnionej i poszkodowanej. Sama stwierdziłaś, że dziwisz się, że chce łożyć na Ciebie, a teraz piszesz, że przecież Tobie się to należy. Zdecyduj się.
7 027 2011-09-26 13:55:44 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-26 13:59:31)
A z dzieciakami nie ma lekko, zwłaszcza kiedy wymagają dużo czasu, np. przy odrabianiu zadań właśnie. Niektóre nie chcą same siedzieć nad książkami. Wymagają żebyśmy z nimi siedzieli. A tu jeszcze maleństwo.
Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Kiedy rodzice się rozstają, zakładając, że obojgu na dziecku zależy. Z kim dziecko powinno zostać? Czy ojciec potrafi zająć się dzieckiem na równi z matką dziecka? Co myślicie na ten temat?
7 028 2011-09-26 14:08:05
Ktosik, Ty chcesz czy nie chcesz z nim byc? Zgadzasz sie na rozwod czy bedziesz walczyc? Nie pytam o uczucia, kochac mozesz go i posmiertnie..tylko co planujesz w sprawie wspolnego z nim zycia. Raczej, czego TY chcesz?
Bo, powiem Ci tak, jesli rozwod Cie nie przeraza, to bierz cala kase i nie dywaguj dlaczego on chce placic. Jak daja to bierz a pozniej, juz na spokojnie, mozesz go sobie rozkochiwac. Ale chociaz zebrac nie bedziesz musiala. Zreszta nalezy Ci sie i juz.
W tym momencie on sie zawzial ze sie ze mna rozwiedzie (obiecal to sobie), wiec nic na to nie poradze. Na poczatku lamentowalam strasznie, ale teraz wzielam sie w garsc. Chce to bedzie mial ten rozwod. Moze jak dostanie papierek "wyzwolenia" to mu sie odwidzi i stwierdzi- o kurde, chyba jednak popelnilem blad. Albo jak bede juz mieszkac blisko niego, to mu sie odwidzi- zobaczy ze ja o niego nie zabiegam, ze radze sobie bez niego i jego nie "potrzebuje". Moze zakocha sie wtedy na nowo.
Ja chce z nim byc, ale nie za wszelka cene, nie pozwole sie juz ponizac, nie jestem do tego przystosowana, nie chce sie przystosowac i nie przystosuje sie.
7 029 2011-09-26 14:16:40
O co chodzi? Pomieszanie z poplątaniem.
7 030 2011-09-26 14:34:01
Przecież napisałaś, że będzie mieszkał niedaleko Was. Część obowiązków napewno od Ciebie przejmie, więc nie rób z siebie takiej osamotnionej i poszkodowanej. Sama stwierdziłaś, że dziwisz się, że chce łożyć na Ciebie, a teraz piszesz, że przecież Tobie się to należy. Zdecyduj się.
Problem taki, ze nawet jak teraz bylam w weekend na budowie, to jakos srednio kwapil sie do spelniania swoich obowiazkow wobec dzieci. Tak troche mydli oczy niestety. Pieknie mowi, ze kocha dzieci, ze tak bardzo bedzie sie nimi opiekowac, jak na razie obowiazek ten zawsze spoczywal na mnie. I co jak nie dotrzyma slowa to mam za nim chodzic i wyrzucac klamstow, albo blagac aby jednak spelnil to co obiecywal?
Tak dziwie sie, ze tak dobrowolnie chce na mnie lozyc, choc jak najbardziej uwazam ze mi sie to nalezy. Znasz jakiegos mezczyzne, ktory dobrowolnie lozylby na byla zone, tym bardziej, ze rzekomo to on mnie nie kocha i to on chce rozwodu?
Inaczej by bylo gdybym to ja chciala rozwodu, a on np mnie zdradzil i stwierdzil, ze popelnil wieki blad i nadal bardzo mnie kocha i nie chce rozwodu, to wtedy moglaby tak dobrowolnie chcec dac zonie alimenty.
7 031 2011-09-26 14:35:21
O co chodzi? Pomieszanie z poplątaniem.
echhh...
wiem:(
7 032 2011-09-26 14:39:35
A z dzieciakami nie ma lekko, zwłaszcza kiedy wymagają dużo czasu, np. przy odrabianiu zadań właśnie. Niektóre nie chcą same siedzieć nad książkami. Wymagają żebyśmy z nimi siedzieli. A tu jeszcze maleństwo.
Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Kiedy rodzice się rozstają, zakładając, że obojgu na dziecku zależy. Z kim dziecko powinno zostać? Czy ojciec potrafi zająć się dzieckiem na równi z matką dziecka? Co myślicie na ten temat?
No wlasnie ojciec nie bardzo ma cierpliwosc do dzieci, szczegolnie nie ma np przy nauce, a niestety ale ta starsza bez "stroza" to ani rusz z nauka. Mlodsza corka zajmie sie na tyle ze przebierze, nakarmi butelka i ponosi. Nie potrafi sprawic aby zajela sie sama soba, nie potrafi nakarmic lyzeczka, nie da jej nic procz mleka (bo to najlatwiej). Dziecko przy nim byloby totalnie niedowitaminowane. Nie potrafi tez gotowac, wiec i starsza pewnie bylaby na mcdonaldzie, lub kanapkach.
Ogolnie chyba skonczyloby sie ze wynajalby nanke na podwojny etat aby wszystko za niego robila.
7 033 2011-09-26 14:49:04 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-26 15:11:09)
W celu pełnego obrazu skopiuję pierwszy post z wątku założonego w dniu 21.09.2011 przez Ktosik2025. Tytuł wątku "Rozwod- co zrobic by wrocil, ale zachowujac honor".
Witam,
Mam problem. Nigdy nie pisalam na zadnych forach. Nie naleze tez do osobo wylewnych. Jezeli ktos wie o moich problemach to na takiej zasadzie, ze cos istnienie, ale co to dokladnie jest to nie wie.
Mysle, ze latwiej bedzie mi tak, anonimowo. Bardzo prosze jednak o pomoc, jezeli ktos chce byc zgryzliwy to prosze o powsciagliwosc, nie po to sie otworzylam, aby zamknac jeszcze bardziej.
Moja historia bedzie dluga, postaram sie opisac ja szczegolowo, lecz aby opisac calosc, musialaby byc to ksiazka, wiec jezeli jest jakas niescislosc, to prosze zwroccie mi na to uwage.
Jestem z mezem juz od paru lat. Po slubie ponad 4. Mam jedno nieslubne dziecko z okresu nastoletniego, ktore moj maz zaakceptowal i pokochal. Tuz po slubie, rzucilam studia i wyjechalam do meza do anglii. Nie pracowalam, bo zajmowalam sie 3-letnia corka (bardzo chorowala, gdyz jest wczesniakiem). Tak wiec, ze strachu, ze jak pojdzie do przedszkola zacznie chorowac postanowilam nie pracowac przez jakis czas. Po roku mala poszla do szkoly. Ja nadal nie pracowalam, gdyz z jednej strony balam sie o dziecko, ze bedzie mi bardzo chorowac i i tak nie beda mogla pracowac, z innej strony bariera jezykowa, a jeszcze innym problemem bylo to ze maz na mnie dosc sporo najezdzal, wiec zamknalam sie w swiecie internetu i bezsensownych zakupow- tak, teraz tak to postrzegam, kiedys, bedac w totalnej depresji nie moglam zmusic sie do byca aktywna, do znalezienia pracy. Maz grozil mi nie raz rozwodem, jednak ja nie moglam zmusic sie do jakiejkolwiek czynnosci.
Lubil mnie ponizac- wydaje mi sie, ze jest to efekt tego, iz jego matka bardzo sie nad nim znecala psychicznie i fizycznie i on teraz obronnie sam to robi na najblizszyc, wiedzac, ze sprawia im w ten sposob bol. Potem tego zalowal.
I tak zawsze zbieralo sie przez jakis czas, potem wybuch i chec rozwodu.
Pewnych wakacji wyjechalam na miesiac z corka do Polski pozalatwiac sprawy. Pech chcial, ze poklocilismy sie bardzo tuz przed wyjazdem i ja bardzo obrazona wyjechalam.
Nie chcial abym wrocila i zazadal rozwodu. Wrocilam jednak bo bardzo chcialam aby corka skonczyla tam szkole i chcialam tez go odzyskac. Powiedzial mi ze mnie zdradzil. Nie moglam w to uwierzyc, bo on nie jest tego typu czlowiekiem. Nigdy nawet nie spojrzal na inna, nawet przy kolegach nie rozmawial o kobietach, zawsze na pierwszym miejscu byla wiernosc. Brzydzil sie zdrady, bo jego ojciec zdradzal jego matke.
W koncu jednak uwierzylam, nie moglam tego przezyc. Jakos sie pogodzilismy. Ja zmusialam siebie do pojscia do pracy, wrocilam na studia. Bylo mi bardzo ciezko, ale jakos dawalam rade. Przez ten rok ukladalo nam sie nienajgorzej, ale ja gdzies w glebi serca mimo szalonej milosci do niego myslalam o odejsciu. Mielismy za rok wrocic do Polski i tam chcialam go zostawic, w anglii nie dalabym rady.
Pech chcial, ze 3 miesiace przed wakacjami okazalo sie ze jestem w ciazy. Dla mnie straszny cios zwazajac na moje plany, dla niego, ku mojemu iwekiemu zdziiweniu radosc niezmierna. Po wakacjach wrocilam do Polski, zamieszkujac u rodzicow. Poniewaz zdecydowalismy sie na kupno domu, zalatwialam sprawy kredytowe, robilam prawojazdy, studiowalam, zajmowalam sie corka i walczylam z ciaza zagrozona.
On wrocil na poczatku tego roku. Urodzila sie nasza corka. Rozpoczelismy remont domu, gdyz byl on w stanie surowym. Po kilku miesiacach poniewaz zaprzestalismy renomtu a nie chcielismy aby stal pusty i ktos zniego cos wyniosl maz wyprowadzil sei do niego. Ja na razie nie moglam, majac paromiesieczne dziecko, starsza corke ktora w tym roku ma komunie, ja obrone inzyniera. Nie mogla przeprowadzic sie w tym roku. Poza tym ogrzewanie w domu bedzie dopiero pod koniec pazdziernika, a dom jest naprawde w renoncie jeszcze i nie ma tam warunkow do mieszkania dla malych dzieci.
Na wakacje bylo ok, spedzalam tam mnostwo czasu, ale okolo lipca rozpoczelam prace, 5-cio miesieczna corcia poszla do zlobka, starsza corka rozpoczela przygotowania do nastepnego roku szkolnego i juz nie moglam tak czesto przyjezdzac.
Pech chcial, ze przed moim ostatnim wjazdem z tamtad, tj na koniec sierpnia, strasznie sie poklocilismy. Ja obrazona zabralam dzieci i pojechalam. Po kilku dniach powiedzial mi ze zada rozwodu. tak jak wtedy kieyd pojechalam do Polski z anglii.
Na domiar wszystkiego niedawno powiedizal mi takze, ze mnie nie zdradzil, bo nie potrafilby dotknac ani zapragnac innej kobiety, tylko chcial mi dac nauczke...
Teraz kategorycznie zada rozwodu tlumaczac, ze moglismy byc razem, a ja zadecydowalam ze z nim nie zamieszkam i ze mnie juz nie kocha.Jak to mozliwe? doslownie 2 tygodnie wczesniej mowil mi ze mnie kocha na zaboj a wystarczyla chwila by przestal?
On niestety tak ma, ze jest rozchwiany emocjonalnie i chce dokopac komus kogo kocha kiedy jest mu zle. Nie iwem moze czuje sie przez to lepiej ze nie cierpi sam?
Nie raz juz tak bylo, a potem mowil, ze nie wie dlaczego tak robil.
Nie raz juz chcial mnie zostawic, tylko ze zawsze go blagalam by zostal. Po tym jak mi poweidizal ze mnie zdradzil jak probowal mnie szantazowac mowiac, ze odejdzie mowilam ze moze odejsc.
Nie chce go juz blagac, ale nie chce tez stracic.
Wiem, ze jest zflustrowany, ze jest tam sam, bez ukochanych dzieci i beze mnie.Poradzcie, czy on rzeczywiscie, aby mi udowodnic, nie iwadomo co, rozwiedzie sie?
Chore jest to, ze chce zostawic dom mi i dizeciom, splacajac kredyt. Chce go wykonczyc i sam sie wyprowadzic abysmy mogly sie tam wprowadzic i mieszkac gdzies obok aby mi pomagac z dziecmi...
Czy tak zachowuje sie mezczyzna ktory chce odejsc? Ktory nie kocha? Czy moze nie kocha...
zaraz zwarjuje, tyle pytan...
Zapraszam do przeczytania c a ł e g o wątku. Jest ciekawy, nawet bardzo.
7 034 2011-09-26 15:06:04
Ops...
Czy Wam się nudzi w tym związku?
Odnoszę wrażenie, że nie wiemy wszystkiego. To tak jakby pacjent zadzwoni do lekarza, że boli go noga w kostce. Lekarz się głowi, że może tu, może tam, może to, może sio. I wszystko byłoby dobrze, gdyby pacjent nie zapomniał dodać, że nogi nie posiada.
Coś mi tu nie gra. Powstrzymam się od jednego kluczowego stwierdzenia.
7 035 2011-09-26 15:13:16
Czy jest szansa go rozkochac w sobie. Jak nie to przeciez nie umre. Podjelam decyzje i na pewno bede juz konsekwentna. Nie mniej jednak czesto tak bywa, ze jak kobieta po tym jak facet ja zostawia okazuje sie ze super sobie radzi- co wiecej kwitnie, to facet chce wrocic. Tylko niestety dla niego, juz nie na takich waunkach jak kiedys. Sama nie wiem, czy bede go jeszcze chciala, ale taka satysfakcja, ktorej nie moge sie oprzec:P
Witaj Ktosik2025,
Bardzo spodobał mi się ten fragment !
Przeczytałem kilka Twoich postów i dochodzę do wniosku, że musicie bardzo się kochać. On jest trochę cholerykiem (podobny do mnie) i razem lubicie życie na krawędzi. Pisząc to mam na myśli fakt, że tak naprawdę bardzo łatwo możecie rozpieprzyć coś pięknego czego wielu użytkowników forum napewno bardzo by Wam zazdrościło. Kiedyś Wam to minie. Tylko czy nie będzie za późno?
Dobrze zdajesz sobie sprawę z tego co Was łączy. Wiesz, za co go cenisz i dlaczego właśnie On. Jestem przekonany, że Twój mąż myśli podobnie. Jednak jesteście uparci. Oboje.
To "chce mi dokopać" powtarzasz kilka razy. Muszę się tutaj przyznać, że ja pamiętam taki okres w moim życiu. Teraz mówimy z żoną, że docieraliśmy się. A było nieraz ostro ! Kto wie czy gdyby nie wstawiennictwo naszych babć "tam w niebie", to mogło być tak różnie, jak przy rzucie kostką ![]()
Różnica jest taka, że to ja mógłbym dzisiaj pisać o braku szacunku do siebie itd.
Szkoda, że Twój mąż tutaj nie pisze. Może okazałoby się, że potrzebuje większej pomocy, niż Ty ? Chociaż z drugiej strony akurat w jego przypadku to nie byłoby wskazane. Szybko zostałby naprostowany w tych swoich "dziwnych" decyzjach ![]()
Bardzo często tak mało brakuje do zgody...
Myślę, że TYLKO TY potrafisz do niego dotrzeć i przekonać do rzeczowej rozmowy. (Bywało, że jak my się godziliśmy to ryczeliśmy jak barany ! i wciąż dziwiliśmy się jak bardzo jesteśmy uparci).
TO NIE JEST WYRAZ BRAKU SZACUNKU DO SIEBIE.
Facio jest trochę pogubiony, bo przecież nie jest głupi !
Bądź konsekwentna, bo przecież jesteś kobietą i to Ty masz ten szósty zmysł !
Życzę Ci dużo sił i trafnych decyzji, a mężowi dużo wiary, bo warto !
7 036 2011-09-26 15:20:50
Moja rodzicielka jest choleryczką. Na tą chwilę, 10 minut to już zbyt wiele jak dla mnie, jeśli mam z nią przebywać. I ja jestem chyba najbardziej wytrzymała spośród wszystkich osób, które je otaczają. Potrafię też dłużej, jeśli jest spokojna. Natomiast takiego męża sobie nie wyobrażam, ale kto wie, jeśli bym kochała. Tylko jak tu pokochać kogoś kto cały czas ma o wszystko pretensje i wyrzuca z siebie wszystkie emocje z siłą wodospadu (bo ja o takim choleryźmie myślę)?
7 037 2011-09-26 16:08:06
Ja już się wypowiadałam w tej kwestii jednak muszę dodać że, sama autorka również nie jest bez winy sposób wypowiedzi dotyczący męża jest jednoznaczny ani on przystojny ani pomocny , może i faktycznie facet jest cholerykiem jednak jak go poznałaś byłaś po przejściach nie każdy facet zgodzi się podjąć wychowania cudzego dziecka więc widocznie nie jest taki zły,
jeśli nie potraficie dojść do ładu to faktycznie po co się szarpać
7 038 2011-09-26 16:19:20
Wielokropek, dzieki ze to podrzucilas, na szczescie jestem juz w troche lepszej kondycji i to miedzy innymi dzieki Tobie
facet39 fajnie piszesz, naprawde. Az sie usmiechnelam, tak pozytywnie, to jest potrzebne ta tym forum.
Przeczytałem kilka Twoich postów i dochodzę do wniosku, że musicie bardzo się kochać. On jest trochę cholerykiem (podobny do mnie) i razem lubicie życie na krawędzi. Pisząc to mam na myśli fakt, że tak naprawdę bardzo łatwo możecie rozpieprzyć coś pięknego czego wielu użytkowników forum napewno bardzo by Wam zazdrościło. Kiedyś Wam to minie. Tylko czy nie będzie za późno?
Niestety tu sie nie zgodze. Nie lubie zycia na krawedzi. Owszem moge sie klocic, ale ja lubie stabilizacje. On mi jej nie daje. Psychiczne wykonczenie i rozchwianie emocjonalne nie jest na pewno stabilizacja.
Dobrze zdajesz sobie sprawę z tego co Was łączy. Wiesz, za co go cenisz i dlaczego właśnie On. Jestem przekonany, że Twój mąż myśli podobnie. Jednak jesteście uparci. Oboje.
Nie wiem czy on mysli podobnie.
Szkoda, że Twój mąż tutaj nie pisze. Może okazałoby się, że potrzebuje większej pomocy, niż Ty ? Chociaż z drugiej strony akurat w jego przypadku to nie byłoby wskazane. Szybko zostałby naprostowany w tych swoich "dziwnych" decyzjach
Bardzo często tak mało brakuje do zgody...
On nigdy nigdzie sie nie udziela, chyba, ze na forum swojej profesji.
Myślę, że TYLKO TY potrafisz do niego dotrzeć i przekonać do rzeczowej rozmowy. (Bywało, że jak my się godziliśmy to ryczeliśmy jak barany ! i wciąż dziwiliśmy się jak bardzo jesteśmy uparci).
TO NIE JEST WYRAZ BRAKU SZACUNKU DO SIEBIE
Nie jestem w stanie go do niczego przekonac:( Jak bylam w ten weekend na budowie, chcialam sie do niego przytulic. Pomyslalam sobie- raz kozie smierc no i to akurat byla smierc... powiedzial, ze mam sobie odpuscic. Wtedy zdecydowalam, ze juz nie bede- do tanga trzeba dwojga. Jezeli jest to upadek tego zwiazku (nie mowie o malzenstwie- Liv Tyler 4 razy wychodzila za tego samego mezczyzne) to nic na to nie poradze. Nie bede sie juz plaszczyc. Moje dzieci musza miec silna mame, ktora ma byc dla nich wsparciem a nie chowajaca sie po kontach i zalewajaca lzami.
Facio jest trochę pogubiony, bo przecież nie jest głupi !
Bądź konsekwentna, bo przecież jesteś kobietą i to Ty masz ten szósty zmysł !
Życzę Ci dużo sił i trafnych decyzji, a mężowi dużo wiary, bo warto !
Dziekuje:) Staram sie miec w glowie same pozytywne mysli. Nie obracam sie za siebie, patrze przed siebie. Co ma byc to bedzie. Chce aby sie zmienil i wrocil, ale bez niego tez bede zyc:)
7 039 2011-09-26 16:22:14
Ja już się wypowiadałam w tej kwestii jednak muszę dodać że, sama autorka również nie jest bez winy sposób wypowiedzi dotyczący męża jest jednoznaczny ani on przystojny ani pomocny , może i faktycznie facet jest cholerykiem jednak jak go poznałaś byłaś po przejściach nie każdy facet zgodzi się podjąć wychowania cudzego dziecka więc widocznie nie jest taki zły,
jeśli nie potraficie dojść do ładu to faktycznie po co się szarpać
Kocham go i dla mnie jego wyglad jest idealny. Przytaczam tu slowa innych, gdyz sama w tej kwestii jako zakochana nie jestem obiektywna.
Co do wychowania dziecka przysposobionego to z tym tez roznie bylo, ale nie bede sie nad tym rozwodzic, chyba ze to cos wniesie do sprawy
7 040 2011-09-26 16:29:10
A jaka ty jesteś w związku? Czy on tak świruje bez przyczyny?
Zadałam chyba pytanie na które nie uzyskam odpowiedzi obiektywnej.
Chodzi mi o to, że faceci czasem świrują pod wpływem działania swojej drugiej połowy. To znaczy, że czasem ona dolewa tzw. oliwy do ognia (czasem jest na odwrót).
Nic z tego nie rozumiem do końca. Widzę okropny chaos i mnóstwo niedomówień. Dla mnie to nie jasne.
7 041 2011-09-26 16:44:57
A jaka ty jesteś w związku? Czy on tak świruje bez przyczyny?
Zadałam chyba pytanie na które nie uzyskam odpowiedzi obiektywnej.Chodzi mi o to, że faceci czasem świrują pod wpływem działania swojej drugiej połowy. To znaczy, że czasem ona dolewa tzw. oliwy do ognia (czasem jest na odwrót).
Nic z tego nie rozumiem do końca. Widzę okropny chaos i mnóstwo niedomówień. Dla mnie to nie jasne.
z tego co on mowi, to moja depresja byla powodem jego nerwow. On to nazwal totalnym lenistwem. Czlowiek nigdy nie bedacy w depresji nie jest w stanie jej tak naprawde pojac.
Tak naprawde jest sporo takich "glupich" spraw. Miedzy innymi raz jak bardzo powaznie sie poklocilismy to mnie odrzucil w lozku, ja nauczona tym, ze moze sie to powtorzyc juz nie bylam taka otwarta w tych sprawach jak przedtem. I tak to sie nawarstwialo. On uwazal ze to moja wina, bo czegos nie robie, co rzekomo powinnam. Ale jak mu mowie, ze jest to wynikiem jakiegos tam jego zachowania to juz nie wazne.
Potrafil takze wypominac mi jakies moje zachowania jakie mialam zanim sie poznalismy. Takich rzeczy sie nie robi. Widzialy galy co braly. On jeszcze gorsze rzeczy robil, tylko, ze ja nigdy mu tego nie wypominalam. Skoro zdecydowalam sie byc z nim wiedzac o tym co bylo kiedys przede mna to nie powinnam miec pretensji, no i u mnie nie ma z tym problemu, natomiast u niego tak.
7 042 2011-09-26 18:00:32
Kocham go
Myślę, że na Twoim miejscu zawalczyłabym.
Kocha Ciebie, kocha dzieci, budujecie dom, macie pracę, studiujesz...
Życie, to nie bajka, są trudności, a trudności są po to by je pokonywać.
A, jak zawalczysz i się uda, to jaka satysfakcja!!!
Nie zdradza Ciebie, dom rodzinny miał jak piszesz niekoniecznie szczęśliwy, to skąd brać wzorce?
Jak tutaj na forum się pojawiłam dziewczyny mi radziły żebym skorzystała z porad fachowców, poradni, psychologa..różnie można. Myślę, że TY właśnie powinnaś, a może potem Twój całyczasjeszczemąż (na szczęście) też z Tobą pójdzie i okarze się , że u WAS jest po prostu brak tylko KOMUNIKACJI.
Spróbuj.
Ciężko samemu i jeszcze z taką świadomością, że opuszczacie siebie tylko po to żeby COŚ udowodnić.
Tylko co?
My kobiety jesteśmy mózgami małżeństwa. Zadziałaj za niego, jesteśmy do tego przyzwyczajone, a zresztą ONI też.
Życzę Tobie dobrych decyzji, optymizmu i siły!!!!
![]()
7 043 2011-09-26 18:03:07
Ktosik2025 napisał/a:Kocham go
Myślę, że na Twoim miejscu zawalczyłabym.
Kocha Ciebie, kocha dzieci, budujecie dom, macie pracę, studiujesz...
Życie, to nie bajka, są trudności, a trudności są po to by je pokonywać.
A, jak zawalczysz i się uda, to jaka satysfakcja!!!
Nie zdradza Ciebie, dom rodzinny miał jak piszesz niekoniecznie szczęśliwy, to skąd brać wzorce?
Jak tutaj na forum się pojawiłam dziewczyny mi radziły żebym skorzystała z porad fachowców, poradni, psychologa..różnie można. Myślę, że TY właśnie powinnaś, a może potem Twój całyczasjeszczemąż (na szczęście) też z Tobą pójdzie i okaże się , że u WAS jest po prostu brak tylko KOMUNIKACJI.
Spróbuj.
Ciężko samemu i jeszcze z taką świadomością, że opuszczacie siebie tylko po to żeby COŚ udowodnić.
Tylko co?
My kobiety jesteśmy mózgami małżeństwa. Zadziałaj za niego, jesteśmy do tego przyzwyczajone, a zresztą ONI też.
Życzę Tobie dobrych decyzji, optymizmu i siły!!!!
7 044 2011-09-26 18:07:27
SRORY ZA OKAŻE SIĘ
7 045 2011-09-26 18:08:47
SORKI ZA OKAŻE SIĘ
7 046 2011-09-26 19:46:16
Myślę, że na Twoim miejscu zawalczyłabym.
Kocha Ciebie, kocha dzieci, budujecie dom, macie pracę, studiujesz...
Życie, to nie bajka, są trudności, a trudności są po to by je pokonywać.
A, jak zawalczysz i się uda, to jaka satysfakcja!!!
Nie zdradza Ciebie, dom rodzinny miał jak piszesz niekoniecznie szczęśliwy, to skąd brać wzorce?
Jak tutaj na forum się pojawiłam dziewczyny mi radziły żebym skorzystała z porad fachowców, poradni, psychologa..różnie można. Myślę, że TY właśnie powinnaś, a może potem Twój całyczasjeszczemąż (na szczęście) też z Tobą pójdzie i okaże się , że u WAS jest po prostu brak tylko KOMUNIKACJI.
Spróbuj.
Ciężko samemu i jeszcze z taką świadomością, że opuszczacie siebie tylko po to żeby COŚ udowodnić.
Tylko co?
My kobiety jesteśmy mózgami małżeństwa. Zadziałaj za niego, jesteśmy do tego przyzwyczajone, a zresztą ONI też.
Życzę Tobie dobrych decyzji, optymizmu i siły!!!!
Jestem pod wielkim wrazeniem Twojego optymizmu. Ale tu nie wypali. Juz mu zaproponowalam poradnie. On jendak poweidzial, ze poradnie sa dla ludzi w kryzysie, ktorzy chca z niego wyjsc i ze on mnie nie kocha i nie chce byc ze mna, wiec nie ma sensu tracic czas. On jest czlowiekiem, na ktorego nie dzialaja persfazje. Nie ulega namowom i zadnym wplywom, jakis taki dziwny.
Mysle, ze zamiast debatowac czy kocha czy nie, powinnam bardziej skupic sie (a moze tylko i wylacznie) na sobie i dzieciach. Poczytalam troche Twoich wypowiedzi i jestem w glebokim szoku- jak z wraka czlowieka jakim bylas zrobilas sie tak pozytywna kobieta. Niestamowite!!! Mysle, ze zostane tu na dluzej i uporam sie z moim problemem. Naprawde, staram sie jak moge patrzec przed siebie a nie za siebie.
A jak jeszczemaz bedzie chcial wrocic to wtedy ewentualnie zastanowie sie nad taka ewentualnoscia a do tego czasu nie bede (a przynajmniej bardzo sie postaram) nie zawracac sobie glowy tzw gdybaniem, bo to do niczego nie prowadzi i tylko bardziej mnie pograza.
Dzieki:)
I wszystkie Netbabki i Netfacetow bardzo prosze o wyrozumialosc- poczatki sa trudne. Chaos totalny, bol i cierpienie, wiekszosc z was to przezyla.
7 047 2011-09-26 20:44:28
Jestem pod wielkim wrazeniem Twojego optymizmu.
Poczytalam troche Twoich wypowiedzi i jestem w glebokim szoku- jak z wraka czlowieka jakim bylas zrobilas sie tak pozytywna kobieta.
Niestamowite!!!
Mysle, ze zostane tu na dluzej i uporam sie z moim problemem.
Ktosik2025 sama wiesz co dla Ciebie najlepsze, co najlepsze dla Twoich dzieci.
Dobrze trafiłaś , pobuszuj na tym forum, szczególnie ten właśnie wątek jest super.Tutaj piszą mądre kobiety i mądrzy faceci z doświadczeniami.
Każdy z nas jest inny, każdy co innego oczekuje , każdy ma inne priorytety...mnóstwo czynników sie na to składa.
Ty sama wybierasz, deydujesz.
Chciałabym tylko żebyś pamiętała, że faceci zupełnie inaczej myslą niż my. Ich duma niech to szlag!!!Żałują , a za skarby się do tego nie przyznają.
Takie życie.
Bardzo Ważne jeżeli go kochasz i jak ON kocha Ciebie, to warto zawalczyć.
Nie zawsze zadziała, to co sobie wymyślisz dlatego dobrze jest, jak ktoś z boku doradzi .
Myślałam tutaj o profesjonaliście...
Ok, zaczynasz tutaj...czytaj kochana czytaj...
Była tutaj z nami Tarantella, Karen, Zazdrość, Anhedonia i mnóstwo świetnych dziewczyn, które kochały za bardzo .Pisały o swoich przeżyciach i czasami po nocach , warto.
No,a co teraz ze mną ?
Żyję i będę żyła. Rok szkolny się zaczął, tak?
No, więc do szkółki czas ! Od poniedziałku ruszam na intensywny kurs jezyka angielskiego, we wtorek zaczynam energetyczną ZUMBĘ!!! Juz się cieszę! No, i jeszcze coś wymyślę!!!
Kochana do dzieła!!!
Bez faceta też można żyć, wierz mi!!!
![]()
7 048 2011-09-26 21:11:48
Bardzo Ważne jeżeli go kochasz i jak ON kocha Ciebie, to warto zawalczyć.
Nie zawsze zadziała, to co sobie wymyślisz dlatego dobrze jest, jak ktoś z boku doradzi .
Myślałam tutaj o profesjonaliście...
Mysle, ze skoro jest on teraz na etapie "nie kocham" to przeczekam to. Pozwole mu na rozwod, pojde na reke. Przeprowadze sie do nowego domu a potem zobaczymy. Moze kupie psa:) on uwielbia psy- moze ze wzgledu na psa wroci hehehe- zartuje. Tak czy siak tam jest duzy teren- 40 arow, staw z karpiami i basen, sporo drzew (i kleszczy), wiec pies sie przyda, a to tez taki przyjaciel domu.
Wiem, ze sa takie rozwody, ktore skutecznie potrafia zabic w czlowieku cale uczucie, nawet wielka milosc. Nie chce takiego, chce z nim zyc na stopie przyjacielskiej, mamy dzieci- one potrzebuja obojga rodzicow.
No,a co teraz ze mną ?
Żyję i będę żyła. Rok szkolny się zaczął, tak?
No, więc do szkółki czas ! Od poniedziałku ruszam na intensywny kurs jezyka angielskiego, we wtorek zaczynam energetyczną ZUMBĘ!!! Juz się cieszę! No, i jeszcze coś wymyślę!!!
Kochana do dzieła!!!
Bez faceta też można żyć, wierz mi!!!
Tak wlasnie mysle. Troche mnie to przeraza, bo ja nie jestem z tych co pozniej jeszcze raz beda probowaly. Tylko raz mowi sie na zawsze. Dlatego jak nie on to bede sama. Mysle, ze to kwestia nauczenia sie nowej sytuacji, przyzwyczajenia sie do niej, tak jak przyzwyczajona jestem bycia z nim.
No sa oczywiscie jeszcze inne aspekty bycia z mezczyzna, ktorych sama sobie nie dam (najgorsze sa tu noce), ale zyjac intensywnie i ciagle kladac sie spac bardzo zmeczonym, mozna pewnie i z tym sobie poradzic:)
Co do roku szkolnego
- jedna corka ma w tym roku komunie. Wiec niestety, ale rano w niedziele laduje w kosciele (nawet nie czuje kiedy rymuje:))
- ta sama corka uczeszcza na gre na pianinie, wiec w domu sa wieczne treningi tej oto umiejetnosci
- ta sama corka uczeszcza tez na basen 2x w tygodniu, jest to moj kolejny obowiazek
- mlodsza corka, jak to dzidzius tez swoje potrzebuje. zroznicowanie jedzonka, troszke na raczkach, czasami nocne wstawanie
- ja- pracuje, choc na szczescie z domu i nie zawsze musze pracowac akurat w godzinach 8-16, jest sporo rzeczy ktore moge robic nawet noca
- ja - zajmuje sie obiema corkami (na szczescie mama moja pomaga, a jak jade do pracy do biura to nianka opiekuje sie dzidziusiem)
- ja- rozpoczynam ostatni rok studiow, kurde to juz za pare dni. I znowu ja jedna, jedyna kobieta w konfrontacji z moimi kumplami ze szkoly:) juz nie moge sie doczekac, tak ich lubie (wiekszosc z nich, z grona moich znajomych wykluczylam tych 3 ktorzy sa zonaci i sie do mnie przystawiali. Jeden z nich zyskal, z tego co sie ostatnio dowiedzialam, miano mojego przydupasa, hihi). Echhh, uwielbiam ich, jakos duzo lepiej dogaduje sie z facetami niz z kobietami. Mam jakis taki problem, ze nie rozumiem kobiet no i nie mam za bardzo nawet klezanek (dobra przyznaje sie, nie zwierzam sie nikomu, jestem samotnikiem) ;-/ ponoc mam podwyzszony poziom jakisch tam meskich hormonow i moze to dlatego?
- tylko ten jeden problem, ze musze jezdzic raz na jakis czas na budowe, no a tam jest jeszczemaz, ktory bardzo stara sie demonstrowac to ze nie jestesmy razem (czytaj, za wszelka cene nie chce spac na tym samym materacu, jakbym miala sie na niego zaraz rzucic, unika jak moze patrzenia na mnie i jakichkolwiek kontaktu fizycznego typu przejsc obok itp, nagle z dnia na dzien zaczal sie mnie wstydzic, jakbym nie wiedziala jak dokladnie wyglada to co ma w majtkach;p)
Tak ogolenie to niewiele mam czasu. A ze pracuje przed kompem to moge miec forum wlaczone:P
7 049 2011-09-26 21:15:51
Nie zawsze zadziała, to co sobie wymyślisz dlatego dobrze jest, jak ktoś z boku doradzi .
Myślałam tutaj o profesjonaliście...
A wlasnie, czy sad przy rozwodzie z orzeczeniem o winie nie skierowuje przypadkiem na rozmowe z negocjatorem? Nie wiem jak to wyglada. Wiesz moze? Tu bedzie musial pogadac ze specjalista, choc tak jak mowilam- nie ulega on presjom i zadnym tego typu rzeczom wiec nic to nie da. On mi powiedzial, ze obiecal sobie ze sie ze mna rozwiedzie i tu jestem pewna ze jak sobie sam cos obiecal, to dotrzyma slowa. Dzialac mozna po rozwodzie
7 050 2011-09-26 21:22:20
grejs napisał/a:Nie zawsze zadziała, to co sobie wymyślisz dlatego dobrze jest, jak ktoś z boku doradzi .
Myślałam tutaj o profesjonaliście...A wlasnie, czy sad przy rozwodzie z orzeczeniem o winie nie skierowuje przypadkiem na rozmowe z negocjatorem?
Wiesz moze?
On mi powiedzial, ze obiecal sobie ze sie ze mna rozwiedzie i tu jestem pewna ze jak sobie sam cos obiecal, to dotrzyma slowa.
Dzialac mozna po rozwodzie
Nie mam pojęcia, to nie moja bajka.
Piszesz:Dzialac mozna po rozwodzie
O jakie działanie Tobie chodzi? Przed, NIE działa czy co?
Myślę, że wiesz czego chcesz...
7 051 2011-09-26 21:31:22
Piszesz:Dzialac mozna po rozwodzie
O jakie działanie Tobie chodzi? Przed, NIE działa czy co?
Myślę, że wiesz czego chcesz...
teraz on chce rozwodu- no to go dostanie. ale nie ma sprecyzowanego czego chce pozniej- wiec tu juz moge improwizowac:) Nieprawdaz?
A tak na powaznie, nie bede sie ludzic, ze wroci. chce odzyskac rownowage psychiczna- to jest moj cel. Jak on dolaczy do mnie i bedzie mi towarzyszyl to super, jak nie to tez musze zrobic tak aby bylo super.
7 052 2011-09-26 21:32:39
mam problem mam meza i wydale mi sie ze on mnie zdradza....nie ma zadnych telefonow pokazuje mi telefon...i wogole.....nie wime jak to sprawdzic potrzebuje pomocy,....zawsze przy klutni o bojetnie jakiej on wycg=hodzi i nie wraca...na noc pomocy
7 053 2011-09-26 21:53:54
mam problem mam meza i wydale mi sie ze on mnie zdradza....nie ma zadnych telefonow pokazuje mi telefon...i wogole.....nie wime jak to sprawdzic potrzebuje pomocy,....zawsze przy klutni o bojetnie jakiej on wycg=hodzi i nie wraca...na noc pomocy
Ciężka sprawa.
Zależy gdzie mieszkasz. jeżeli duże miasto, to może pomóc profesjonalista. Małe miasto kłopot.
Wiem jak ważne jest sprawdzenie, czy partner mówi prawdę. Mój zawsze kłamał i kłamie.
Nigdy nie sprawdzałam i wierzyłam jeszczemężowi. Kiedy przegiął postanowiłam sprawdzić i niestety okazał się być kłamcą.
Musisz sprawdzć, będziesz miała dowód. Będzie to straszne doświadczenie, jeżeli sprawdzisz, że robi "COŚ" przeciwko Tobie, ale bedziesz wiedziała na czym stoisz.
Jestem zdania, sprawdź. Musisz sama znaleźć sposób.
Przykre, ale potrzebne.
7 054 2011-09-27 09:27:17
grejs napisał/a:Kocha Ciebie, kocha dzieci, budujecie dom, macie pracę, studiujesz...
Życie, to nie bajka, są trudności, a trudności są po to by je pokonywać.
A, jak zawalczysz i się uda, to jaka satysfakcja!!!
Nie zdradza Ciebie, dom rodzinny miał jak piszesz niekoniecznie szczęśliwy, to skąd brać wzorce?
Jak tutaj na forum się pojawiłam dziewczyny mi radziły żebym skorzystała z porad fachowców, poradni, psychologa..różnie można. Myślę, że TY właśnie powinnaś, a może potem Twój całyczasjeszczemąż (na szczęście) też z Tobą pójdzie i okaże się , że u WAS jest po prostu brak tylko KOMUNIKACJI.
Spróbuj.
Ciężko samemu i jeszcze z taką świadomością, że opuszczacie siebie tylko po to żeby COŚ udowodnić.
Tylko co?Jestem pod wielkim wrazeniem Twojego optymizmu. Ale tu nie wypali. Juz mu zaproponowalam poradnie. On jendak poweidzial, ze poradnie sa dla ludzi w kryzysie, ktorzy chca z niego wyjsc i ze on mnie nie kocha i nie chce byc ze mna, wiec nie ma sensu tracic czas. On jest czlowiekiem, na ktorego nie dzialaja persfazje. Nie ulega namowom i zadnym wplywom, jakis taki dziwny.
Zgadzam si z Tobą Ktosik, że dziwny jest Twój mąż....ok. może Cię już i nie kocha ale nie słyszałam o tym by facet miał w sobie tyle empatii by chciał " urządzić " żonę w tym pozytywnym znaczeniu. Koniec miłości u faceta = koniec interesowania się jej bytem + bytem dzieci. Jeśli wchodzi w grę ta trzecia to on jest zainteresowany właśnie jej bytem- prezenty, kwiaty, wycieczki, kolacje, mieszkanko dla dwojga( a to wszystko niemało kosztuje) i nie jest zainteresowany czy dzieci mają co zjeść.
Z Twojej opowieści wynika, że faktycznie jego zachowania były dziwne
Moj jeszcze maz jeszcze pare tygodni temu mowil mi, ze mnie bardzo kocha. Nie mieszkamy razem od paru miesiecy ze wzgledu na budowe, ale po mojej ostatniej klotni, ktorej efektem byl wyjazd z budowy i kilka dni milczenia maz oswiadczyl mi ze mnie nie kocha i ze chce rozwodu. (szczerze nie jestem pewna czy rzeczywiscie mnie przestal kochac, raczej, znajac jego, zawzial sie, ze sie ze mna rozwiedzie, chce mi dokopac i takie tam). O zdradzie tu nie ma mowy. Jest totalnym asocjalnym samotnikiem
Pieknie mowil i byl szalenie inteligentny. Poczatki jak wszedzie byly codowne.
Jeszcze maz chce aby zostal on wspolnota malzenska, przepisac dom na dzieci i on chce go splacac. Do tego chce zgodzic sie na rozwod z ozeczeniem winy aby zasadzic mi oprocz alimentow na dziecko jeszcze alimenty na mnie. Wszystko po to abym w lipcu, po skonczeniu studiow przeprowadzila sie z dziecmi do nowego domu i abym mogla sie tam utrzymac, natomiast jeszcze maz wyprowadzi sie wtedy z niego i bedzie wynajmowac mieszkanko gdzies niedaleko i bedzie nam pomagac;/- dziwne.
Rozumiem sprawe, ze chce mieszkac niedaleko, ze wzgledu na dzieci, ale dawac naprawde duze pieniadze na kogos kogo nie kocha to juz jest bardzo dziwne i traci mi podstepem milosnym... Przekretu tu raczej nie ma, bo zanim sie rozwiedziemy wszystko notarialnie uzgodnimy, tj. zdekralowanie sie, ze przepisze dom na dzieci, oraz zdeklarowanie sie ze bedzie splacac kredyt. Na sprawie natomiast zasadzi sie alimenty dla dzieci i dla mnie.
Rozumiem, kobieta WALCZY o alimenty na siebie i dostaje je ale żeby mąż się o to starał ??? oni nawet jeśli mają takowe zasądzone to WALCZĄ o zmniejszenie ich....a Twój szalenie inteligentny sam skazuje się na utrzymywanie byłej ?????....i do tego alimenty na dzieci i sam będzie spłacał kredyt ? ...to tak trochę jak " matka Teresa"....
Nie szanował Cię więc może to taki rodzaj rekompensaty
..... dziwnie to wszystko wygląda.
moj jeszcze maz jest tak specyficznym czlowiekiem, ze jeszcze w zyciu nawet troszeczke podobnego nie spotkalam. Nie mam zielonego pojecia co myslec i jak sie do sprawy ustosunkowac. Hm... Moze jakis Pan bedzie wiedziec co mojemu jeszcze mezowi w glowie siedzi? A moze Panie majace doczynienia z roznego typu Panami wiedza co jest grane?
....aby rozważać " co siedzi w głowie tak specyficznego człowieka" musisz podać więcej opisów i szczegółów jego osobowości.
Ja także miałam bardzo specyficznego męża i wielu jego zachowaniom dziwiłam się .... o zgrozo !... 26 lat dziwiłam się ...
Dzisiaj już wiem co mu dolega.... i nadal sie dziwie i zastanawiam...i ie jesteśmy razem od 6 miesięcy a jego nietypowe zachowanie dalej mnie dotyka.
. Strasznie mnie ponizal. zrobilam tak- bylo zle, zrobilam tak jak chcial, czyli inaczej- tez bylo zle. Wszytko bylo zawsze tak jak chcial, a on i wtedy dopatrywal sie czegos aby sie przyczepic, bo np mial zly humor wyrzywal sie na mnie. Na dziecku tez potrafil jezdzic niemilosiernie. Nie pisze o nim zle, bo to nie ma sensu.
na pewno nie jest to szlachetny czlowiek. On ma w tym jakis interes. Cos kombinuje. Nie ma tak szlachetnego mezczyzny ktory zobowiazal sie na 20 lat do wydawania tak duzych pieniedzy- w imie czego?
Jak bedzie miec inna kobiete, to juz mu przejdzie chec utrzymywania bylej zony. Tylko czy on rzeczywiscie chce innej kobiety? Czy to nie jest taka gierka? Sciagnac ja blisko i miec dla siebie?
Ktosik jest sens w opisywaniu jego zachowań jeśli chcesz wyjaśnić dlaczego nieszlachetny człowiek chce zachować się szlachetnie....a jeśli to gierka to jaką rolę Ty masz do odegrania ?
Jeśli chce Cię kontrolować to najlepiej by to mu wychodziło we wspólnym domu- tam wiedziałby o każdym twoim kroku i słowie więc moim zdaniem nie o kontrolę tu chodzi .....Chciałby Cię mieć dla siebie? nic prostszego- zamieszkujecie razem ! więc i nie o to tu chodzi.
W tym momencie on sie zawzial ze sie ze mna rozwiedzie (obiecal to sobie)
....wygląda na to , że Twój małżonek ma 10 lat a nie 30 ![]()
jakos srednio kwapil sie do spelniania swoich obowiazkow wobec dzieci. Tak troche mydli oczy niestety. Pieknie mowi, ze kocha dzieci, ze tak bardzo bedzie sie nimi opiekowac, jak na razie obowiazek ten zawsze spoczywal na mnie. I co jak nie dotrzyma slowa to mam za nim chodzic i wyrzucac klamstow, albo blagac aby jednak spelnil to co obiecywal?
.....ten opis mnie przeraził...brrr mam gęsią skórkę...
Mój mąż taki właśnie jest: dużo słów o miłości do dzieci a nie poświęcił im swojej uwagi i czasu. Dużo obietnic niestety bez pokrycia, dużo słow o miłości również bez pokrycia....on zawsze ten dobry i mówi to co chce usłyszeć jego rozmówca a obiecać może wszystko bo obietnica to tylko takie słowo ....a obiecać można wszystko każdemu...
z tego co on mowi, to moja depresja byla powodem jego nerwow. On to nazwal totalnym lenistwem. Czlowiek nigdy nie bedacy w depresji nie jest w stanie jej tak naprawde pojac.
Tak naprawde jest sporo takich "glupich" spraw.
Potrafil takze wypominac mi jakies moje zachowania jakie mialam zanim sie poznalismy. Takich rzeczy sie nie robi.
Twoja depresja powodem jego nerwów ???? wyjaśnij bo nie rozumiem. Nie wspierał Cię a jeszcze pogrążał mówiąc "leniu" ?
i nie trzeba przechodzić jakiejś choroby by ją pojmować....a w depresji nie o pojmowanie chodzi a o wsparcie.
Takich rzeczy się nie robi ? - masz rację ! takich i podobnych !
Ops...
Odnoszę wrażenie, że nie wiemy wszystkiego.
I ja się pod tym podpisuję
ZA mało piszesz o swoim małżeństwie by mieć możliwość oceny sytuacji....
7 055 2011-09-27 10:10:43
grejs napisał/a:Nie zawsze zadziała, to co sobie wymyślisz dlatego dobrze jest, jak ktoś z boku doradzi .
Myślałam tutaj o profesjonaliście...A wlasnie, czy sad przy rozwodzie z orzeczeniem o winie nie skierowuje przypadkiem na rozmowe z negocjatorem? Nie wiem jak to wyglada. Wiesz moze? Tu bedzie musial pogadac ze specjalista, choc tak jak mowilam- nie ulega on presjom i zadnym tego typu rzeczom wiec nic to nie da. On mi powiedzial, ze obiecal sobie ze sie ze mna rozwiedzie i tu jestem pewna ze jak sobie sam cos obiecal, to dotrzyma slowa. Dzialac mozna po rozwodzie
To się nazywa mediator. Wysyłają, owszem.
7 056 2011-09-27 10:12:59
mam problem mam meza i wydale mi sie ze on mnie zdradza....nie ma zadnych telefonow pokazuje mi telefon...i wogole.....nie wime jak to sprawdzic potrzebuje pomocy,....zawsze przy klutni o bojetnie jakiej on wycg=hodzi i nie wraca...na noc pomocy
Jeśli chcesz za wszelką cenę to sprawdzić poproś o pomoc detektywa, albo sama idź. To żaden problem. Ale, podkreślam, jeśli bardzo chcesz.
7 057 2011-09-27 10:28:54
Mój jeszcze mąż, a już niedługo eks również zarzekał się, że do końca życia będzie sam, skoro odchodzę. Ale niestety słowa na wiatr puszczone, jak zawsze. Ma babę, mieszka z nią. Ona ma nastoletniego syna. I wiecie co, on teraz dopiero wygląda jak człowiek. Kiedyś mu nie zależało, albo też miał więcej pieniędzy. Mówił zawsze, że to mnie wszystko przeszkadzało. ofiary sobie szuka. A tu się okazuje, że jest baba i to tyle co razem nie mieszkamy. To minimum, a nie wiadomo czy nie dłużej. Czuję się oszukana. Teraz można się ubrać, kupić sobie spodnie, sweterki. Widocznie nie zasługiwałam na dbającego o siebie męża. Jakbym to ja o siebie nie dbała. Nie mogę o siebie dba w takim pojęciu, bo nie stać mnie na to. Ale to głupie.
Ktosik..n Nadal nie ogarniam chaosu w jakim żyjesz. Bo zbyt wiele niewiadomych. Nie można stworzysz związku przyczynowo skutkowego.
Faceci w związkach nie mogą znać każdego szczegółu. Bo później wykorzystują to w sposób przeciwny. Obrót o 360 stopni. Przekonałam się o tym świetnie. I mimo, że niby jesteśmy w związku to tak naprawdę sami.
A jak ktoś się wyżywa na chorej o sobie to sam jest chory. Ojciec mojego dziecka (bo jeszczemąż to jednak zbyt wiele, ex też nie pasuje za bardzo) mówił, że psycholog i psychiatra są dla wariatów. A jemu każdy z nich mógłby się przydać.
I wiecie co, jestem szczęśliwa, e to już przeszłość. Bo teraz ma babę, która wjeżdza w strefę po której w ogóle nie można jeździć samochodami prywatnymi. Także są siebie warci.
Bo to przykre jest, że człowiek się stara, żeby ktoś wyglądał, żeby zadbał o to o tamto. I muszą być ciągłe awantury. Nagle się rozchodzicie, a tu nagle zmiana powiedzmy przypominająca to o co kiedyś się starałyście. Czy to nie głupie? Czy może powinnam wciągnąć się na listę zasłużonych, że udało się faceta wychować.
7 058 2011-09-27 11:16:04 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-27 11:31:24)
mam problem mam meza
rozstajesz sie i po Twoim problemie
SORKI , SORKI, to głupi żart ale naprawdę ubawiłaś mnie ...ale dużo nas tych z takim problemem....i dużo już bez tego problemu.
i wydale mi sie ze on mnie zdradza....nie ma zadnych telefonow pokazuje mi telefon...i wogole.....nie wime jak to sprawdzic potrzebuje pomocy,....zawsze przy klutni o bojetnie jakiej on wycg=hodzi i nie wraca...na noc pomocy
jeśli nie wraca na noce ... to faktycznie możesz podejrzewać go o zdradę... a telefon nie ma nic z tym wspólnego.
Co mówi Ci po powrocie po takiej spędzonej nocy....u kolegi był , w parku na ławce, u mamy,na seansie nocnym w kinie bo wiadomo, że do kochanki nie przyzna się. Rozumiem Twoją chęć sprawdzenia go i to , że w telefonie nic nie znajdujesz ......bo na przykład : jest tam funkcja do kasowania rozmów - a w każdym jest( niektóre typy telefonów mają funkcję bilingów i z tej funkcji nie da się nic usunąć ale to jest funkcja dodatkowa), bo jest tam funkcja do kasowania SMS-ów( ale jest licznik wysyłanych wiadomości i po nim poznasz czy nie kasuje ich), bo nie dzwoni z tego telefonu( po prostu ma drugi telefon), bo to ona tylko do niego dzwoni lub nie kontaktuje się z kochanką przez telefon ( ma ją w pracy , kontaktuje się przez komputer) albo też nikogo nie ma ........ tylko te noce poza domem....
Bardzo Ci współczuję tych chwil niepewności ..... Jest kilka sposobów na skontrolowanie partnera ale każdy jest drogi. Usługa detektywistyczna kosztuje i to niemałe pieniądze, podsłuchy też a osobiste kontrolowanie ....to ogromne emocje i dużo nerwów.
7 059 2011-09-27 11:34:37
hm... i zofia282 tyle napisalyscie. Powiem wam tak. Gadalam z moja mama. Jest ona bardzo inteligentna kobieta i maja przyjaciolka, jedyna osoba, ktora choc cos (nie wie wszystkiego, ale jednak wiecej niz inni) wie o moim zyciu i ona powiedziala, ze na jej gust to moj jeszczemaz wcale nie chce odejsc, ze mam poczekac i zobacze, ze on nie odejdzie. Moze i sie rozwiedzie, choc tego tez nie jest pewna, ale na pewno bedzie chcial wrocic. Uwaza tez, ze cala ta akcja jest przez to, ze on siedzi tam sam na budowie, na malutkiej wiosce, a bardzo by chcial byc z rodzina i dlatego musi sie wyzyc emocjonalnie na mnie za to ze on tak cierpi- ja tez musze poczuc to cierpienie, dlaczego niby tylko on?
Wiem, ze jest to chore, bo jak sie kogos kocha to tak sie nie robi, ale ten typ chyba tak ma.
Na szczescie ja rosne w sile, moze przyjdzie taki dzien, ze on bedzie chcial wrocic, a ja bede na tyle silna, ze powiem glosno "NIE".
Wczoraj moi rodzice kupili mojej starszej corce kotka perskiego:) Boze ile to malenstwo wnioslo radosci do domu:))) wszyscy sa szczesliwi od najstarszych (moich rodzicow) do najmlodszej 7-miesieczniej corci:)
Napiszcie dziewczyny co chcecie dokladnie wiedziec. Czy maja to byc moje przezycia z przeszlosci, czy powody wszystkich klotni, co chcecie wiedziec konkretnie aby moc bardziej obiektywnie podejsc do sprawy a nie tylko gdybac?
Bardzo wam dziekuje- tyle mi pomagacie, a tak naprawde moj problem to nic w porownaniu do problemow z jakimi wy sie borykalyscie. Choc szczerze powiem, ze byly takie momenty w naszym zwiazku, ze bylam cieniem czlowieka, klebkiem nerwow, prawie w anoreksje wpadlam, tragedia. Teraz rosne w sile, choc mam tez chwile slabosci. Nie jest najgorzej, bo wiem, ze jest sam i ze nikogo nie szuka, pewnie bedzie gorzej, jezeli po rozwodzie jednak sobie kogos w koncu znajdzie. Nie wiem.
Pamietam jak mnie poznal- wtedy rzeczywiscie szukal, moze nie kogos z kim chce byc, ale szukal kogos z kim bedzie mogl choc tak na chwile pogadac. Przerodzilo sie to w cos duzego. Teraz jednak na pewno nie rozmawia z nikim, tak jak juz pisalam- sprawdzilam go i tego jestem pewna.
7 060 2011-09-27 11:48:07 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-27 16:25:55)
Wydaje mi się, że brak trudnych momentów, które jednak zaważyły w Waszym życiu. Momentów, które przyniosły jakieś zmiany, kategoryczne zmiany.
Dziewczyny, szukam jakiegoś dodatkowego zajęcia, może być takie "z domu", może macie jakieś sprawdzone namiary.
Asiaczku... mogłabym ci pomóc. Mam taką umiejętność, która sprawia, że zauważam rzeczy, których inni nie widzą. Już nie raz się o tym przekonałam. Tylko jak? Pewnie zbyt dlako mieszkamy.
Grace... zapomniałabym. Zumba to czad. Po prostu rewelacja. Zabawa ruchowa najlepsza na świecie. Słuszny wybór. Już próbowałaś, czy to początki?
7 061 2011-09-27 18:04:42
Gadalam z moja mama, nie wie wszystkiego
.....więc porady mamy mogą być błędne bo jej wiedza na wasz temat jest niepełna a znając życie to mocna ocenzurowana..... więc właściwie nie możesz brać pod uwagę co ona Ci powiedziała + jej zaangażowanie emocjonalne ( no może przesadziłam z tym plusem)
ze on nie odejdzie. Moze i sie rozwiedzie, choc tego tez nie jest pewna, ale na pewno bedzie chcial wrocic.
tak czy inaczej żyli długo i szczęśliwie czego i ja Ci życzę
Uwaza tez, ze cala ta akcja jest przez to, ze on siedzi tam sam na budowie, na malutkiej wiosce, a bardzo by chcial byc z rodzina i dlatego musi sie wyzyc emocjonalnie na mnie za to ze on tak cierpi
......malutki chłopczyk siedzi na malutkiej budowie, na malutkiej wioseczce i myśli sobie jak tu powiedzieć im , że ich kocham-Ktosik błagam Cię......czy Ty też jesteś malutką dziewczynką
ja tez musze poczuc to cierpienie, dlaczego niby tylko on?
....gdzie się naczytałaś , że miłość ma boleć ?, że to cierpienie? Kto Cię tego nauczył?
Wiem, ze jest to chore, bo jak sie kogos kocha to tak sie nie robi, ale ten typ chyba tak ma.
OK. to jest chore i myśle, że potwierdzą to nie tylko piszące tu ale i te czytające.
odpowiedzi na to mam kilka:
- jak tak ma to nie narzekaj i ciesz się tym typem ...oczywiście typem miłości
-zmień typ, może wystarczy typ miłości
Na szczescie ja rosne w sile, moze przyjdzie taki dzien, ze on bedzie chcial wrocic, a ja bede na tyle silna, ze powiem glosno "NIE".
..... i znowu coś dla niego.....bo to on ma usłyszeć NIE.....Ktosiczku kochany to ma być dla Ciebie, To Ty masz czuć w sobie chęć na NIE - dla soebie i Twojego spokojnego życia.
Napiszcie dziewczyny co chcecie dokladnie wiedziec.
to Ty musisz wiedzieć co Cię niepokoi i dziwi w nim i jego zachowaniu, czy myśleniu
byly takie momenty w naszym zwiazku, ze bylam cieniem czlowieka, klebkiem nerwow, prawie w anoreksje wpadlam, tragedia.
....no i chyba już wiesz o czym masz pisać.....chyba, że tak reagujesz na szczęście
![]()
szukal kogos z kim bedzie mogl choc tak na chwile pogadac. Przerodzilo sie to w cos duzego. Teraz jednak na pewno nie rozmawia z nikim, tak jak juz pisalam- sprawdzilam go i tego jestem pewna.
ok. rozumiem, Twój małżonek jest niemową.... a może on nie szuka kogoś do rozmów tylko do.... sexu, przytulania,do spędzania miłych chwil....sprawdziłaś go ?...no nie wiem...nie łatwo nakryć kogoś ostrożnego ale czasami i nie o zdradę chodzi.....
Kochane NETKOBIETKI przepraszam Was, że czasami jestem ostra ale chyba nie chodzi o to abyśmy głaskały się po główkach ze słowami : jakaś Ty biedna. Ostre słowa często poruszają i prowokują do przemyśleń a chyba o to tu chodzi. To też nie jest tak , że ja wszystko wiem i sama jestem happy ale jest tak, że osoba z boku inaczej widzi problem i z boku widać jak opowiadający stara się coś wytłumaczyć czy ukryć coś przed samym sobą. Ja też któregoś dnia opiszę na spokojnie swoją historię i już marzę by ktoś pokazał mi moje błędy. Mam nadzieję , że i ZAZDROSC będąca ostra w swych wypowiedziach napisze mi : ocipiałaś głupia babo myśląc ,że..... i tu wymieni co tak naprawdę mnie boli i co sama przed sobą ukryłam.
7 062 2011-09-27 21:00:28
Przeczytalam to co mi napislyscie....ale moj maz jest inny ...on woli cisze i spokoj on jak przychodzi z pracy on nie musi gadac do mnie.....a jak sie klucilsmy to zawsze jest moja wina bo ja krzycze. nawet jak on zaczyna klotnie to i tak jest moja.....i wogole szczegole....nie wiem co mam robic....nie wiem jak go sprawdzic czy mnie zdradza i wogole.....\ja mu mowie non stop ze go kocham ijest wazny a on ja ciebie tez....pomocy
7 063 2011-09-27 21:51:20
A co zrobic jak on wszystko stara sie-naprawde sie stara-naprawic?
Kazalam mu sie wyprowadzic,kiedy odczytala jego sms do mlodziutkiej kobiety,moja corka...
Mija 8 tydzien.Wynajal mieszkanie,chodzi na terapie.Mowi,ze dopiero teraz rozumie gdzie tkwil blad...ze teraz juz naprawde bebe tylko ja...
Mamy wspolny kredyt-na niego,ale razem go stracilismy.To przyspieszylo moja decyzje o jego powrocie,bo zyjac na dwa domy nie ujedziemy.
Ma wrocic w nadchodzacy weekend.
A ja sie miotam...boje...wsciekam...szlak mnie trafia!
Z ostatniej sprawy-napial do 21 letniej dziwczyny,niby przypadkiem...i zaczal flirtowac...co by bylo gdyby moja corka tego nie przeczytala???
Te mysli...
Niby juz czulam,ze dam rade-zzeruje liczniki i zaczniemy od nowa.
Ja pracuje nad swoim uzaleznieniem od niego,proba odzyskania siebie,jestem DDD i KKZB.
On ma mitingi DDA,terapie i mitingi dla uzaleznionych od chorej milosci i seksu.
Sama nie wiem czego chce...
7 064 2011-09-28 10:54:43
Przeczytalam to co mi napislyscie....ale moj maz jest inny ...on woli cisze i spokoj on jak przychodzi z pracy on nie musi gadac do mnie.....a jak sie klucilsmy to zawsze jest moja wina bo ja krzycze. nawet jak on zaczyna klotnie to i tak jest moja.....i wogole szczegole....nie wiem co mam robic....nie wiem jak go sprawdzic czy mnie zdradza i wogole.....\ja mu mowie non stop ze go kocham ijest wazny a on ja ciebie tez....pomocy
Panowie mają tą wspaniałą umiejętność wbijania nam gwoździ wnerwienia w nasze najczulsze punkty i robią to z szatańskim spokojem dosłownie. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia. Jak to cedzi przez zęby poniżająco-wnerwiająco-irytujące brednie. Tylko złość w nas wtedy wzbiera do granic niemożlwości. I my wtedy krzyczymy, a oni się złoszczą, że my krzyczymy. I tak w kółko.
Zofio.. słusznie czynisz wyciagając wnioski tak owe. Ja już napisałam wcześniej, że mi jedna rzecz, kluczowa przyszła do głowy a propos sytuacji Ktosik, ale nie nazwałam tej rzeczy po imieniu. Mamy podobne spostrzeżenia. Sytuacja ta jest co najmniej dziwna... i pytanie tylko, kto ją taką czyni. Czy Ktosik ślepo nie brnie i cierpi, bo nie widzi wyjścia. Czy druga strona coś nie tego. Bo to wszystko wydaje mi się zupełnie irracjonalne i niekompletne. Zakładam, że w przypadku poznania całej sytuacji wszystko byłoby zupełnie jasne. Tylko, że najtrudniej jest pewnie przekazać to co najistotniejsze.
7 065 2011-09-28 10:56:57
l-ukrecja... uzależniony od sexu mówisz? To sakramencko niełatwe.
7 066 2011-09-28 12:44:19
Zofio.. słusznie czynisz wyciagając wnioski tak owe. Ja już napisałam wcześniej, że mi jedna rzecz, kluczowa przyszła do głowy a propos sytuacji Ktosik, ale nie nazwałam tej rzeczy po imieniu. Mamy podobne spostrzeżenia. Sytuacja ta jest co najmniej dziwna... i pytanie tylko, kto ją taką czyni. Czy Ktosik ślepo nie brnie i cierpi, bo nie widzi wyjścia. Czy druga strona coś nie tego. Bo to wszystko wydaje mi się zupełnie irracjonalne i niekompletne. Zakładam, że w przypadku poznania całej sytuacji wszystko byłoby zupełnie jasne. Tylko, że najtrudniej jest pewnie przekazać to co najistotniejsze.
hm... napisz prosze co to takiego. moze potrzebuje (a raczej na pewno) takiego kopniaka. Nie jestem obiektywna, wiem, ale trudno byc obiektywnym w swojej sprawie.
7 067 2011-09-28 13:16:35 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-28 13:18:39)
Nie wiem po prostu wydaje mi się, że coś tu nie gra. Wydaje mi się, że nie napisałaś najważniejszych rzeczy. Czy twój mąż nie ma czasem problemów emocjonalnych?
Może trzeba żebyś napisała nam jakie są wasze zachowania i reakcje na nie. Wtedy będziemy mieć jakiś obraz. Tak jak wszystkie dziewczyny tutaj.
7 068 2011-09-28 20:33:22
On mówi,ze jak nie bedzie mial dostepu do pornografi to bedzie ok...
Mszczę się i pałam żądzą zemsty... nienawidzę go w tej chwili.Nasila sie to chyba dlatego,ze w piątek on wraca...
Wszędzie wydekoltowane łatwe małolaty...o Boże!!!
Teraz to już nawet nie wiem,czy go kocham................
7 069 2011-09-28 23:13:55
Nie wiem po prostu wydaje mi się, że coś tu nie gra. Wydaje mi się, że nie napisałaś najważniejszych rzeczy. Czy twój mąż nie ma czasem problemów emocjonalnych?
Tak, on na pewno ma jakies emocjonalne problemy. Wynikaja one wedlug mnie z trudnego dziecinstwa. On i jego siostra sa najbardziej "skrzywieni" (mam nadzieje, ze nikogo tym stwierdzeniem nie obrazam), poniewaz sa najmlodsi i oni najbardziej nie moga utrzymac emocjonalnej rownowagi. W najlepszej sytuacji jest najstarszy brat, ktory nawet pamieta jak ojciec do matki mowil slodkie slowka i on zalozyl normalna rodzine i jest naprawde od wielu lat bardzo szczesliwy.
Natomiast moj jeszczemaz jest najmlodszym z 3 braci i przedostatnim dzieckiem, ktore przez najmlodsze lata bylo terroryzowane psychicznie i fizycznie przez sflustrowana matke.
Może trzeba żebyś napisała nam jakie są wasze zachowania i reakcje na nie. Wtedy będziemy mieć jakiś obraz. Tak jak wszystkie dziewczyny tutaj.
Pamietam pierwszy raz jak sie powaznie poklocilismy. Przyjezdzal do mnie wtedy z anglii. dzien wczesniej przed przyjazdem poklocilismy sie i rano przylecial samolotem, ja mialam czekac na niego na lotnisku, ale mnie nie bylo. Nie mialam chyba z kim dziecka zostawic czy jakos tak, a poniewaz nie mialam prawa jazdy to musialabym z dzieckiem tluc sie pociagami i autobusami na lotnisko, wiec nie przyjechalam. Po przylocie zadzwonil do mnie z pytaniem gdzie jestem, wiec powiedzialam, ze nie ma mnie na lotnisku i on wtedy powiedzial, ze mnie zegna i ze juz nigdy sie nie spotkamy i ze konczy ten zwiazek. I ja sie zlamalam i zaczelam go prosic. Po chyba prawie godzinie takich moich prosb rozlaczyl sie i za jakies pol h zadzwonil, ze mam po niego przyjechac na pkp. I wiecie, najgorsze jest to, ze on wiedzial, ze wcale nie zakonczylby tego zwiazku tylko chcial mi tak dac nauczke:( powiedzial, ze nie moglby bo mnie bardzo kochal. I takich sytuacji bylo sporo:(
Wydaje mi sie tez, ze mial kompleks nizszosci- jak sie ze mna klocil, to wjezdzal mi na ambicje mowiac, ze jestem glupia, ograniczona psychicznie, nienormalna itp. Ja nigdy tak do niego nie mowilam. Jakos tak mam, ze jezeli nie uwazam, ze ktos rzeczywiscie jest glupi to nie potrafie tak do niego powiedziec, ani ogolnie o tej osobie tak sie wyrazic.
Poza tym on na poczatku naszej znajomosci powiedzial mi, ze ma takie problemy, ale pozniej jakos sie do tego juz nie przyznawal, wrecz nawet odrzucal jak mowilam, ze powinien sie leczyc, bo uwazal, ze jemu to nie przeszkadza.
Nie zostal nauczony przepraszac. Pamietam tylko jak 3 razy mnie przeprosil. Ostatni raz jakis tydzien przed "ta decydujaca" klotnia. Potrafil natomiast powiedziec, ze jest mu przykro, ze zrobil tak a nie inaczej, czy ze wie ze zle zrobil, ale nie wie dlaczego tak sie dzieje, ze tak robi. Potrafil takze przyznac sie do tego, ze nie potrafi przepraszac. Nikt go nigdy tego nie nauczyl, a te slowo chyba staje mu kolkiem w gardle.
Najgorzej jest jak sie poklocimy a potem np wieczorem jest jakas nasiadowka i on pije- 3 razy zrobil mi taka jazde, ze nie moglam sie ogarnac. Zadko pije, czasami jak sie napije to jest bardzo smieszny i naprawde lubie go wtedy, natomiast po naszej klotni jest przeokropny, wygaduje wtedy moje najskrytsze sekrety i poniza mnie jak moze, twierdzac, ze mnie juz nie kocha, ze jestem taka, siaka i owaka i ze sie rozwiedziemy. Wyrzuty sumienia po takich klotniach przychodza po tym jak sie pogodzimy i kiedy jest juz ok.
Wczoraj byl w moim domu. Przyjechal na noc, bo on nie ma samochodu, a musial dostac sie do ortodaty i nie mial pociagu powrotnego wieczorem wiec nocowal u mnie (takie troche zakrecone, ale nie wazne- wazne ze byl u mnie). Odebralam go z pkp, bylo "czesc" i zabralam do domu. Siedzial z moimi rodzicami, corka i kotem (nie nawidzi kotow, a nasz nowy pers przypadl mu do gustu) na dole w salonie. Ja bylam na gorze, uczylam sie (a przynajmnie probowalam). Jeszczemaz raczej srednio dogaduje sie z moimi rodzicam, natomiast wczoraj bylo super. Potem przyszedl na gore, ja rozlozylam mu lozko w drugim pokoju i poszlam spac do siebie, a on do siebie. Potem, rano go odwiazlam na pociag powrotny. Podalismy sobie rece i tyle.
Co do mojej mamy, to hm... zna sytuacje w miare dobrze. Nie zna szczegolow kazdej klotni, ale wie dosc sporo. Wie jaki jest moj maz, jaka mial przeszlosc, jakie sa jego bolaczki. Nie raz byla na niego wsciekla po tym jak zachowywal sie wobec mnie, czy dzieci, ale nigdy nie zareagowala, uwaza ze to moja sprawa i ona nie bedzie ingerowac skoro ja akceptuje taka sytuacje.
I tu tak jak pisalam, moja mama uwaza, ze moj jeszczemaz wroci, nawet poweidizala to do mojej siostry.
Nie wiem jak do tego podchodzic. Naprawde staram nastawic sie na najgorsze i w tej najgorszej dla mnie sytuacji dac sobie rade. Nie pisuje do niego, nie nagabuje go. Jak ma sprawe to sam pisze. Mama mowi, ze ona podejrzewa, ze sprawa zmieni sie jak zamieszkam w nowym domu, ze bedzie mial nas wtedy blisko i tylko dla siebie i wiele to zmieni i nie bedzie chcial ise juz wtedy mscic za swoj nieszczesny samotny byt. Nie wiem, moze ma racje, moze nie.
On natomiast twierdzi, ze on jest swiadomy swojego mocno aspolecznego charakteru, i ze jest duze prawdopodobienstwo, ze zostanie sam do konca zycia, nie chce jednak obudzic sie za 10 lat z reka w nocniku i ze swiadomoscia, ze zmarnowal przy mnie zycie.
Pisze tu to co on mowi. Slyszalam to juz nie raz, a po kazdym z tych razy slyszalam tekst, ze nie moze zyc beze mnie. Nie wiem wiec co jest prawda, a co falszem.
On jest tam sam i zastanawaim sie co bardziej w nim narasta- poczucie samotnosci i zwiazana z tym zlosc skierowana do mnie czy coraz bardziej sie od nas oddala?
Powaznie rozwazam, a nawet probuje ulozyc sobie samotnie zycie z dziecmi. Jezeli on pojawi sie kiedys w moim zyciu na nowo, wtedy rozwaze wszystkie za i przeciw i ewentualnego wspolnego zycia, teraz mam za duzo na glowie i to choc troche mi pomaga. w ten weekend zaczyna mi sie szkola. Koledzy zaprosili mnie na impreze (co roku mamy taka na rozpoczecie- wluczymy sie po pubach i klubach prawie cala noc) i mysle, ze powinnam isc, a nie zamykac sie przed swiatem.
Sorki, znowu napisalam pol ksiazki;/
7 070 2011-09-29 08:34:15
Mój jeszcze mąż, a już niedługo eks również zarzekał się, że do końca życia będzie sam, skoro odchodzę. Ale niestety słowa na wiatr puszczone, jak zawsze. Ma babę, mieszka z nią. Ona ma nastoletniego syna. I wiecie co, on teraz dopiero wygląda jak człowiek. Kiedyś mu nie zależało, albo też miał więcej pieniędzy. Mówił zawsze, że to mnie wszystko przeszkadzało. ofiary sobie szuka. A tu się okazuje, że jest baba i to tyle co razem nie mieszkamy. To minimum, a nie wiadomo czy nie dłużej. Czuję się oszukana. Teraz można się ubrać, kupić sobie spodnie, sweterki. Widocznie nie zasługiwałam na dbającego o siebie męża. Jakbym to ja o siebie nie dbała. Nie mogę o siebie dba w takim pojęciu, bo nie stać mnie na to. Ale to głupie.
I wiecie co, jestem szczęśliwa, e to już przeszłość. Bo teraz ma babę, która wjeżdza w strefę po której w ogóle nie można jeździć samochodami prywatnymi. Także są siebie warci.
Bo to przykre jest, że człowiek się stara, żeby ktoś wyglądał, żeby zadbał o to o tamto. I muszą być ciągłe awantury. Nagle się rozchodzicie, a tu nagle zmiana powiedzmy przypominająca to o co kiedyś się starałyście. Czy to nie głupie? Czy może powinnam wciągnąć się na listę zasłużonych, że udało się faceta wychować.
hm, mam dla Ciebie dobra, moim niedoswiadczonym zdaniem, rade: skup sie na sobie. Za duzo energii i czasu tracisz na jakies rozwazania, dlaczego to czy tamto a to juz PRZESZLOSC. Bylo, minelo i on ma prawo ukladac sobie zycie z inna kobieta (raczej nie baba) a Ty masz identyczne prawo zrobic to ze swoim. On sie zaczal starac i dbac o siebie..zrob to samo i nie grzeznij w zgorzkniale wspomnienia i dywagacje "co by bylo gdyby" itp.
Aha..facet (jak ja nie lubie tego okreslenia, jest takie..prowincjonalne:) to nie dziecko i nie mozna go wychowywac. Jest jaki jest i albo nam pasuje albo pa pa i szukamy innego. To, ze nasz partner uklada sobie zycie z kims innym i jest imdobrze, dowodzi tylko, ze nie bylismy sobie pisani. Zadne inne filozofie tu nie pasuja. Nalezy pogodzic sie z tym i isc naprzod a nie ogladac caly czas za siebie:)
7 071 2011-09-29 10:07:51
A co zrobic jak on wszystko stara sie-naprawde sie stara-naprawic?
,chodzi na terapie.Mowi,ze dopiero teraz rozumie gdzie tkwil blad...ze teraz juz naprawde bebe tylko ja...
.... i Ty w to wierzysz?
On mówi,ze jak nie bedzie mial dostepu do pornografi to bedzie ok...Wszędzie wydekoltowane łatwe małolaty...o Boże!!!
a jednak nie wierzysz.
Z ostatniej sprawy-napial do 21 letniej dziwczyny,niby przypadkiem...i zaczal flirtowac...co by bylo gdyby moja corka tego nie przeczytala???
gdyby córka nie przeczytała to przypadkiem skończyłoby się to " w łóżku" i przypadkiem zapomniałby o terapii i o Tobie.
Mamy wspolny kredyt-na niego,ale razem go stracilismy.To przyspieszylo moja decyzje o jego powrocie,bo zyjac na dwa domy nie ujedziemy.
... bajki nam opowiadasz...
Ma wrocic w nadchodzacy weekend.A ja sie miotam...boje...wsciekam...szlak mnie trafia!
Te mysli...
....że się boisz, że zawiedzie ?....
Niby juz czulam,ze dam rade-zzeruje liczniki i zaczniemy od nowa.
to on ma zzerować licznik....Twoje ciągle stoją w punkcie "0"
Ja pracuje nad swoim uzaleznieniem od niego,proba odzyskania siebie,jestem DDD i KKZB.
czy powrót do niego nazywasz tą pracą....ja się doczytałam , że próbujesz odzyskać.... jego.
Sama nie wiem czego chce...
chcesz jego, za wszelką cenę...
Mszczę się i pałam żądzą zemsty... nienawidzę go w tej chwili.
.....rozumiem, że z tej żądzy zemsty wracasz do niego i z tej nienawiści.
Teraz to już nawet nie wiem,czy go kocham................
....tego to i my nie wiemy ale wiemy ,że siebie nie kochasz!
7 072 2011-09-29 10:13:37
l_ukrecja napisał/a:A co zrobic jak on wszystko stara sie-naprawde sie stara-naprawic?
,chodzi na terapie.Mowi,ze dopiero teraz rozumie gdzie tkwil blad...ze teraz juz naprawde bebe tylko ja....... i Ty w to wierzysz?
l_ukrecja napisał/a:On mówi,ze jak nie bedzie mial dostepu do pornografi to bedzie ok...Wszędzie wydekoltowane łatwe małolaty...o Boże!!!
a jednak nie wierzysz.
l_ukrecja napisał/a:Z ostatniej sprawy-napial do 21 letniej dziwczyny,niby przypadkiem...i zaczal flirtowac...co by bylo gdyby moja corka tego nie przeczytala???
gdyby córka nie przeczytała to przypadkiem skończyłoby się to " w łóżku" i przypadkiem zapomniałby o terapii i o Tobie.
l_ukrecja napisał/a:Mamy wspolny kredyt-na niego,ale razem go stracilismy.To przyspieszylo moja decyzje o jego powrocie,bo zyjac na dwa domy nie ujedziemy.
... bajki nam opowiadasz...
l_ukrecja napisał/a:Ma wrocic w nadchodzacy weekend.A ja sie miotam...boje...wsciekam...szlak mnie trafia!
l_ukrecja napisał/a:Te mysli...
....że się boisz, że zawiedzie ?....
l_ukrecja napisał/a:Niby juz czulam,ze dam rade-zzeruje liczniki i zaczniemy od nowa.
to on ma zzerować licznik....Twoje ciągle stoją w punkcie "0"
l_ukrecja napisał/a:Ja pracuje nad swoim uzaleznieniem od niego,proba odzyskania siebie,jestem DDD i KKZB.
czy powrót do niego nazywasz tą pracą....ja się doczytałam , że próbujesz odzyskać.... jego.
l_ukrecja napisał/a:Sama nie wiem czego chce...
chcesz jego, za wszelką cenę...
l_ukrecja napisał/a:Mszczę się i pałam żądzą zemsty... nienawidzę go w tej chwili.
.....rozumiem, że z tej żądzy zemsty wracasz do niego i z tej nienawiści.
l_ukrecja napisał/a:Teraz to już nawet nie wiem,czy go kocham................
....tego to i my nie wiemy ale wiemy ,że siebie nie kochasz!
a ja dorzucam nowy skrot do calego watku, nie tylko tego postu L-ukrecji. KKWW - kobiety ktore wybacza wszystko. Dodalabym spontanicznie jedna jeszcze litere, ale sie powstrzymam. dosc juz mam na dzis czytania o syndromach. Albo ktos ma rozum, swiadomosc co sie wokol niego dzieje i wlasna godnosc albo ich nie ma.
7 073 2011-09-29 15:15:32
Jak widać w niektórych przypadkach rozum schodzi na inny plan, zostaje w tyle, a rządzą emocje.
l_ukrecja nie dałabym rady żyć z kimś kto nie panuje nad sobą w tym temacie.
Mussuka... ja znam kilku facetów, którzy są w ogóle nie wychowani i trzeba w nich wpoić pewne rzeczy, żeby nadawali się do życia. Chyba, że rozpatrujemy to w kategoriach, że ktoś taki wcale nam nie pasuje. I nie chodzi o cuda, tyko o podstawowe rzeczy.
Mój mąż zmienił się, kiedy byliśmy razem. Możesz twierdzić, że stało się to samoczynnie bo on tak chciał. Nie wiem.
Nie będę wdawać się w szczegóły małżeństwa, nie chcę do tego wracać. Ale myślę, że przez to co zrobił mam prawo czuć żal. Są rzeczy, które po czasie do mnie dotarły. Ale wiem, że i tak nie warto nawet o tym myśleć. Szkoda czasu.
Ktosik...kurcze, czy on ma absolutne prawo krzywdzić innych skoro sam był krzywdzony? Czy nie powinien się starać robić przeciwnie? Powiedz, czy w obecnej sytuacji pojechałabyś na to lotnisko?
Wydaje mi się, że mimo, że on świrował ty brałaś winę na siebie. Uważasz, że tak jest dobrze? Spójrz obiektywnie. Czy to nie prowadziło do tego, że dziwna sytuacja pogłębiała się jeszcze bardziej. Że w końcu doszliście do ślepej i on zdecydował o rozwodzie. O rozwodzie, który prawdopodobnie nic nie zmieni poza tym, że on będzie wolny. Mnie się wydaje, że tu się wdaje patologia.
7 074 2011-09-29 16:35:11
Ktosik...kurcze, czy on ma absolutne prawo krzywdzić innych skoro sam był krzywdzony? Czy nie powinien się starać robić przeciwnie? Powiedz, czy w obecnej sytuacji pojechałabyś na to lotnisko?
Dzisiaj to nie bylby problem bo mam i prawo jazdy i samochod i pewnie pojechalabym poniego. Nie ze wzgledu na moje uczucia, ale dlatego, ze on teraz jak cos od niego potrzebuje to tez pomaga (on chce aby to bylo na zasadzie przyjacielskich relacji). Najlepsze jest to, ze nie powiedzial o naszym rozstaniu nikomu (z bratem jakis czas temu rozmawial na temat naszych relacji, ale o tym, ze sie rozstalismy tez mu nic nie mowil), nawet rodzinie i jak on to powiedzial- nie ma zamiaru rozglaszac tego calemu swiatu. Pewnie niechcacy kiedys tam sie dowiedza.
Wydaje mi się, że mimo, że on świrował ty brałaś winę na siebie. Uważasz, że tak jest dobrze? Spójrz obiektywnie. Czy to nie prowadziło do tego, że dziwna sytuacja pogłębiała się jeszcze bardziej. Że w końcu doszliście do ślepej i on zdecydował o rozwodzie. O rozwodzie, który prawdopodobnie nic nie zmieni poza tym, że on będzie wolny. Mnie się wydaje, że tu się wdaje patologia.
Tak, to prawda. Nigdy nie lubilam o nim zle mowic. Moi znajomi mysla, ze mam wspanialego meza, bo zawsze sie o nim dobrze wypowiadalam. Jakos tak wychodzilo, ze zawsze tez uwazalam, ze on wpadal w koncu w nerwy z mojego tytulu, tj. z mojej winy. Kiedy zaczelam sobie uswiadamiac, ze ja wcale nie jestem tu winna (a przynajmniej nie tylko ja jestem winna) to zaczelam wychodzic z depresji.
Tak jest to patologia i nie chce do tego wracac, nie tesknie za tym. Nie bede tez go blagac o powrot, bo to bedzie tego kontynuacja. Musze sobie sama poradzic.
Jezeli natomiast on kiedys dojrzeje do bycia z rodzina, to na pewno nie pozwole juz aby to tak wygladalo. Bedzie musial wybrac sie ze mna na terapie, jezeli nie bedzie chcial, bedzie to oznaczac, ze wcale nie chce z nami byc. Trudno- jakos to przezyje, musze byc silna.
Dziekuje:)
7 075 2011-09-29 17:34:41
Bedzie musial wybrac sie ze mna na terapie, jezeli nie bedzie chcial, bedzie to oznaczac, ze wcale nie chce z nami byc. Trudno- jakos to przezyje,
musze byc silna.
O to, to !!! Super!
Nie spiesz się kochana!
Terapia, myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Chłopak się zagalopował, przegiął,pogubił...
Wierzę, że coś z tego jeszcze będzie
Widzisz, każda z nas myśli inaczej.
Ja z tych pozytywnie myślących.
Gdybym była na Twoim miejscu przewiozłabym go po terapiach , psychologach.
Postaw warunki: jasne , zrozumiałe, zdecydowane!
Niech zawalczy o WAS, a nie straszy rozwodem. Tu jestem pewna, że przegra,jeżeli nie zgodzi się na Twoje warunki. bo TY wiesz czego chcesz i bardzo dobrze. ![]()
Nie zgodzi się, to Panu już podziękowałyśmy!!!!
7 076 2011-09-29 17:41:50
Grace... zapomniałabym. Zumba to czad. Po prostu rewelacja. Zabawa ruchowa najlepsza na świecie. Słuszny wybór. Już próbowałaś, czy to początki?
Ja pierniczę hi hi ZUMBA jet szalona, polecam!
Ale poszalałam, super, byłam wykończona fizycznie i uśmiech jak na budyniu!!!
![]()
Dziewczyny to dla nas KKZB, energia wstępuje, że hej!!!
Za...,,ie!!! ![]()
7 077 2011-09-30 09:51:52
O to, to !!! Super!
Nie spiesz się kochana!
Terapia, myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Chłopak się zagalopował, przegiął,pogubił...
Wierzę, że coś z tego jeszcze będzie
Moze i bedzie grejs, moze i bedzie, ale raczej nie teraz- teraz juz mnie chyba nie kocha.
Widzisz, każda z nas myśli inaczej.
Ja z tych pozytywnie myślących.
Wiem- to jest bardzo budujace
Gdybym była na Twoim miejscu przewiozłabym go po terapiach , psychologach.
teraz niestety nic nie zrobie, on nie chce. Mowi, ze nie chce byc ze mna, a na sile nic nie zrobie. Aby tak zrobic to obie strony musza chcec.
Postaw warunki: jasne , zrozumiałe, zdecydowane!
Niech zawalczy o WAS, a nie straszy rozwodem. Tu jestem pewna, że przegra,jeżeli nie zgodzi się na Twoje warunki. bo TY wiesz czego chcesz i bardzo dobrze.
Nie zgodzi się, to Panu już podziękowałyśmy!!!!
Mysle, ze kiedys przyjdzie taki czas. A jak nie to i tak dam sobie rade.
Dzieki:)
7 078 2011-09-30 10:10:50
Mysle, ze kiedys przyjdzie taki czas. A jak nie to i tak dam sobie rade.
Dzieki:)
Wiem, bo my kobiety jesteśmy silne.
Dzisiaj piękna pogoda.
Spacer koniecznie.
Wieczorem ZUMBA, dzisiaj z moją córką!!!
![]()
Pozdrawiam Ciebie Ktosik!!! ![]()
7 079 2011-09-30 10:21:31
A propos poprzedniego mojego postu...
Dlaczego psychofag ma mieć prawo założyć nowy, szczęśliwy związek skoro sam sobie tego prawa nie daje?
7 080 2011-09-30 10:23:31
Grejs... zumba, zumba. To dwa razy w tygodniu zasuwasz? To jest niesamowita rzecz?
Jak z karnetami u Was?
7 081 2011-09-30 10:23:41
Tak jest to patologia i nie chce do tego wracac, nie tesknie za tym. Nie bede tez go blagac o powrot, bo to bedzie tego kontynuacja. Musze sobie sama poradzic.
Jezeli natomiast on kiedys dojrzeje do bycia z rodzina, to na pewno nie pozwole juz aby to tak wygladalo. Bedzie musial wybrac sie ze mna na terapie, jezeli nie bedzie chcial, bedzie to oznaczac, ze wcale nie chce z nami byc. Trudno- jakos to przezyje, musze byc silna.
Dziekuje:).
Wygląda na to, że zmieniłaś się z SARENKI, no może nie w panterę, ale w młodą LWICĘ
Twój mąż potrzebuje pomocy, tylko w jaki sposób do niego dotrzeć ? ![]()
7 082 2011-09-30 10:27:15
Mussuka... ja znam kilku facetów, którzy są w ogóle nie wychowani i trzeba w nich wpoić pewne rzeczy, żeby nadawali się do życia. Chyba, że rozpatrujemy to w kategoriach, że ktoś taki wcale nam nie pasuje. I nie chodzi o cuda, tyko o podstawowe rzeczy.
A konkretnie o jakie rzeczy Ci chodzi? Wspolne zycie domowe, czyli sprzatanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziecmi czy o to, ze ma szanowac, rozmawiac, dyskutowac, czuc sie odpowiedzialnym, byc wiernym..?
Te z tej pierwszej listy dla mnie nie nazywaja sie "wychowywaniem" mezczyzny a dostosowywaniem sie, docieraniem sie do wspolnego zycia w malzenstwie i pod jednym dachem. Niektorych rzeczy ludzie zwyczajnie wczesniej nie robili bo nie musieli (ja tez niczego nie gotowalam jak u rodzicow mieszkalam) i powoli wzajemnie docieraja do nich te nowe obowiazki. Ale to nie jest wychowywanie.
Natomiast te pozostale cechy, ktore tu wymienilam - te sie albo ma albo swiety Boze nie pomoze. Jakbym miala poswiecic swe piekne lata mlodosci, zeby z mruka zrobic gawedziarza (przykladowo) albo z bawidamka monogamiste, tlumaczyc dlaczego malzenstwo opiera sie na dialogu a nie monologu i zona plus dzieci to swietosc a kumple, alkohol i panienki moga poczekac az znow bedzie wolny...to szybko bym sie zniechecila i wypisala z takiego ukladu, na wlasna prosbe. To zwyczajnie brzmi jak syzyfowa praca a ja leniwa jestem i lubie upraszczac sobie zycie a nie komplikowac. Nie wierze, ze pewne cechy u czlowieka mozna zmienic, wpoic, wyrzucic. Wczesniej moze tez ta myslalam, ale z wiekiem i doswiadczeniem widze ile czasu i energii ludzie na prozno traca chcac "wychowac" sobie swych partnerow.
7 083 2011-09-30 10:39:59
Twój mąż potrzebuje pomocy, tylko w jaki sposób do niego dotrzeć ?
Dokładnie!
Moje myślenie ![]()
7 084 2011-09-30 10:50:06
Grejs... zumba, zumba. To dwa razy w tygodniu zasuwasz? To jest niesamowita rzecz?
Jak z karnetami u Was?
Tak zasuwam dwa razy tygodniu. Super i polecam dziewczyny!
Wychodzimy z domu i robimy coś dla siebie!!! Na przykład ZUMBĘ !!!
A jeszczenasi faceci niech siedzą wdomu, jątrzą , kłamią , gniotą j...a, marudzą, zdradzają i na co tam jeszcze mają ochotę.. a MY wychodzimy z domu realizujemy swoje marzenia!!!
Będzie dobrze, kochajmy siebie!!! ![]()
JA, KOCHAM SIEBIE CORAZ BARDZIEJ!!!
7 085 2011-09-30 10:50:54
hm... napisał/a:Mussuka... ja znam kilku facetów, którzy są w ogóle nie wychowani i trzeba w nich wpoić pewne rzeczy, żeby nadawali się do życia. Chyba, że rozpatrujemy to w kategoriach, że ktoś taki wcale nam nie pasuje. I nie chodzi o cuda, tyko o podstawowe rzeczy.
A konkretnie o jakie rzeczy Ci chodzi? Wspolne zycie domowe, czyli sprzatanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziecmi czy o to, ze ma szanowac, rozmawiac, dyskutowac, czuc sie odpowiedzialnym, byc wiernym..?
Te z tej pierwszej listy dla mnie nie nazywaja sie "wychowywaniem" mezczyzny a dostosowywaniem sie, docieraniem sie do wspolnego zycia w malzenstwie i pod jednym dachem. Niektorych rzeczy ludzie zwyczajnie wczesniej nie robili bo nie musieli (ja tez niczego nie gotowalam jak u rodzicow mieszkalam) i powoli wzajemnie docieraja do nich te nowe obowiazki. Ale to nie jest wychowywanie.
Natomiast te pozostale cechy, ktore tu wymienilam - te sie albo ma albo swiety Boze nie pomoze. Jakbym miala poswiecic swe piekne lata mlodosci, zeby z mruka zrobic gawedziarza (przykladowo) albo z bawidamka monogamiste, tlumaczyc dlaczego malzenstwo opiera sie na dialogu a nie monologu i zona plus dzieci to swietosc a kumple, alkohol i panienki moga poczekac az znow bedzie wolny...to szybko bym sie zniechecila i wypisala z takiego ukladu, na wlasna prosbe. To zwyczajnie brzmi jak syzyfowa praca a ja leniwa jestem i lubie upraszczac sobie zycie a nie komplikowac. Nie wierze, ze pewne cechy u czlowieka mozna zmienic, wpoic, wyrzucic. Wczesniej moze tez ta myslalam, ale z wiekiem i doswiadczeniem widze ile czasu i energii ludzie na prozno traca chcac "wychowac" sobie swych partnerow.
Kurcza masz rację. Może to i docieranie się, czyli odkrywanie czy też nabywanie nowych umiejętności. Ale rozumiemy się. Podoba mi się twoje spojrzenie na te sprawy.
Może ludzie się nie zmieniają tylko rozwijają po prostu i zależy czy ktoś chce czy nie chce iść do przodu. Dałaś mi klina.
A reszta to rzeczy wrodzone, czyli np. specyficzne poczucie estetyki, czy go brak.
(Wczoraj oponowałam kiedy mój partner ścierał wylane przez kota mleko papierem toaletowym. co ty na to?)