hej dziekuje wam to moj nr gg 26461089 piszcie prosze
6 956 2011-09-20 18:18:32
Podobne tematy
6 957 2011-09-21 12:02:03 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-21 12:06:32)
moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
Jeśli uważasz, że to wymaga takiej zmiany. To tak. Tyle tylko, że nie dokonuj zmiany dla niego, dla tego tylko, żeby się dowiedział co stracił. Dokonaj takiej zmiany, która pomoże Tobie, która sprawi, że poczujesz się lepiej.
6 958 2011-09-21 20:44:11
moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
No właśnie! Jesteś też KKZB ponieważ chcesz żeby zrozumiał co stracił...większość tutaj jak nie wszystkie z nas tak myślą lub myślały.
Niestety, prawda jest taka , że nie będzie żałował. Im szybciej to zrozumiesz, dla Ciebie lepiej. Uwierz na słowo.
Przerabiałam to , a nawet jeszcze czasami się łudzę, że będzie żałował co stracił.
Czekam , czekam i nic..
Kochana daj spokój
Tutaj też się dowiedziałam , że im więcej będę aktywna, to jemu oczy się otworzą. Niestety u mnie to nie zadziałało.
Aktywna jestem nadal, ale nie dla niego, żeby jemu coś udowadniać. Robię to dla siebie i im więcej robię dla siebie cokolwiek to, zdrowieję.
Najgorsze jest jak się zatrzymuję w swoich działaniach, to od razu łapię doły. Nie wolno, nie wolno, nie wolno, ciągle sobie to powtarzam, ale czasami się nie udaje i to jest najgorsze.
Ciuciaa, trzymaj się i nie daj się!!!
A, tak w ogóle, to może napisz o co biega...pomaga, poczytamy , pomożemy...
![]()
6 959 2011-09-21 21:07:42
ciuciaa napisał/a:moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
No właśnie! Jesteś też KKZB ponieważ chcesz żeby zrozumiał co stracił...większość tutaj jak nie wszystkie z nas tak myślą lub myślały.
Niestety, prawda jest taka , że nie będzie żałował. Im szybciej to zrozumiesz, dla Ciebie lepiej. Uwierz na słowo.
Przerabiałam to , a nawet jeszcze czasami się łudzę, że będzie żałował co stracił.
Czekam , czekam i nic..
Kochana daj spokój
Tutaj też się dowiedziałam , że im więcej będę aktywna, to jemu oczy się otworzą. Niestety u mnie to nie zadziałało.
Aktywna jestem nadal, ale nie dla niego, żeby jemu coś udowadniać. Robię to dla siebie i im więcej robię dla siebie cokolwiek to, zdrowieję.
Najgorsze jest jak się zatrzymuję w swoich działaniach, to od razu łapię doły. Nie wolno, nie wolno, nie wolno, ciągle sobie to powtarzam, ale czasami się nie udaje i to jest najgorsze.Ciuciaa, trzymaj się i nie daj się!!!
A, tak w ogóle, to może napisz o co biega...pomaga, poczytamy , pomożemy...
Kochana, a może otwarcie Jego oczu dopiero nastąpi?
6 960 2011-09-21 21:19:43
grejs napisał/a:ciuciaa napisał/a:moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
No właśnie! Jesteś też KKZB ponieważ chcesz żeby zrozumiał co stracił...
Przerabiałam to , a nawet jeszcze czasami się łudzę, że będzie żałował co stracił.
Czekam , czekam i nic..
Kochana, a może otwarcie Jego oczu dopiero nastąpi?
No nie!!! U Ciebie KKZB do potęgi N-tej
Hi hi hi ![]()
Czy nie zakumałam, że żartujesz?
6 961 2011-09-21 23:16:01
ciuciaa napisał/a:moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
No właśnie! Jesteś też KKZB ponieważ chcesz żeby zrozumiał co stracił...większość tutaj jak nie wszystkie z nas tak myślą lub myślały.
Niestety, prawda jest taka , że nie będzie żałował. Im szybciej to zrozumiesz, dla Ciebie lepiej. Uwierz na słowo.
Przerabiałam to , a nawet jeszcze czasami się łudzę, że będzie żałował co stracił.
Czekam , czekam i nic..
...A ja się doczekałam...... i nic!... nawet zniesmaczenie i zero satysfakcji ( więc może ja nie jestem wcale kkzb
)
W nocy przyszedł mój mąż w stanie wskazującym i płakał, przepraszał, płakał, zapewniał i płakał. Prosił abym przyjęła go i on już zawsze i na zawsze będzie " grzeczny". Mówił dużo i o tym, że było mu mnie szkoda jak widział jak bardzo schudłam ( kurcze a powinno mu być mnie szkoda kiedy robił mi krzywdę poniżając), że zrozumiał co stracił ( deklamował nawet" miałeś chamie złoty róg"),że tęsknił,że przemyślał wszystko, że jest gotów wracać na skrzydłach i czeka tylko na moją zgodę i po rękach całował i o dzieciach mówił (ile by zyskały) i wspominał coś o tym, że jest idiotą, imbecylem.......a ja....... zadzwoniłam do jego lubej a gdy nie odebrała napisałam SMS-a " myślałam , że zabierzesz M ale będzie zmuszony wracać taksówką "
Mówił jeszcze, że się nią rozczarował , że inna kultura, zwyczaje...... a ja ze zdziwieniem zapytałam czy przez 4 lata tego nie widział.
Nie kocham go już i nie chcę z nim być i nie rajcuje mnie jego kajanie i wyznawanie miłości a mimo to mam dużo tych gorszych dni i dużo dołków - rozumiecie to ? bo ja nie !......no chyba , że czas goi rany.
Mąż został (nie dał się wyprosić) i całą noc i dzień śpi i tylko niektóre telefony w międzyczasie odbiera. O tych odrzucanych myślę : pewnie ona dzwoni .......i wiecie , że żal mi jej- potrafię sobie wyobrazić co ona przeżywa. Powinnam pomyśleć " i dobrze ci tak! zasmakuj tych emocji, nerwów" a mnie jest jej szkoda, żal i nawet potrafię jej współczuć .
Grejs miło Cię znowu widzieć i to w dobrym nastroju i trzymaj tak !
6 962 2011-09-21 23:32:18
Czy to nie dziwne ale mam wrażenie że, każda z nas czeka na taki moment by po długich latach czekania powiedzieć wiesz twoje łzy nie robią na mnie wrażenia, tam są drzwi..
Gratuluje zwycięstwa
6 963 2011-09-22 00:05:04
Czy to nie dziwne ale mam wrażenie że, każda z nas czeka na taki moment by po długich latach czekania powiedzieć wiesz twoje łzy nie robią na mnie wrażenia, tam są drzwi..
Gratuluje zwycięstwa
Dzięki fenix ale ja nie postrzegam tego w takich kategoriach. Pisałam wcześniej, że chyba nie byłam kkzb ale być może powoli się nią stawałam.
Każdej z Was życzę aby mogła spokojnie przejść obok łkającego ex.
6 964 2011-09-22 09:57:05
Mussuka napisał/a:Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy.
.....tak ? jak się kocha to się chce zawładnąć duszą i ciałem ? a myślałam, że tak ma tylko chora miłość, sama pisałaś, że na czym innym polega zdrowa miłość. Płakałaś? obiecywałaś? błagałaś by został ? więc witaj w klubie kkzb !
On to skończył ? nie ubliżał Ci, nie wykorzystywał, nie pomiatał, nie oszukiwał? - i to rozumiem to jest zdrowy facet ! i tak powinno być. Facet czuje się w związku źle więc odchodzi ale nie rozumiem kiedy facet tkwi w takim związku( dla niego toksycznym, niewygodnym) 5 lat i dłużej i poniża kobietę, oszukuje.
A co byś powiedziała gdyby on nie odszedł a na świat przyszło dziecko i Ty nie pracująca lub z za małą pensją na samodzielność słuchająca, narzekań, ubliżeń, kłamstw z uczuciem beznadziei i poniżenia....odejść ? przecież on zawładnął twoją duszą i ciałem ( i tu znowu Twoje słowa :" no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby." a ja zakładam ciągle, że on Cię kocha) a po 10 czy 25 latach jest też przyzwyczajenie - takie głupie uczucie p r z y z w y c z a j e n i e no i brak kasy no i to uczucie miłości i nadziei, że będzie lepiej.
Powinnaś by szczęśliwa , że ten chłopak był stanowczy i nie dał Ci okazji przeżyć poniżenia i zdrady - bo zapewniam Cię, że długo byś się po tym podnosiła.
Pozwoliłam sobie na poczytanie kilku Twoich wypowiedzi i tak: piszesz, ze obecny Twój partner pomaga Ci a ja doczytałam się, że nawet Cię wyręcza. Ty leżysz na kanapie a On gotuje zupy. Czy On jest mkzb ? A jeśli nawet jest to najważniejsze, że Ty doceniasz to co on robi !
dosc dziwnie podeszlas do niektorych moich slow, chyba nie rozumiesz o co mi chodzilo.
zawladnac dusza i cialem w moim pojeciu oznacza , ze chcesz miec kogos kogo kochasz dla siebie..chcesz miec pewnosc, ze tylko Ty sie liczysz dla niego. Ze ani mysla ani cialem Cie nie zdradzi. Jesli to zawladniecie przechodzi w zaborczosc, dodatkowo pojawia sie niepewnosc, to zaraz za nimi jest i zazdrosc. Niepewnosc moze spowodowac albo partner swoim dwuznacznym albo i jednoznacznym zachowaniem albo nasza wlasna niska samoocena. U mnie to bylo to drugie. Podejrzewalam, oskarzalam a tak naprawde nie bylo o co jeszcze wtedy. I wcale nie utrzymuje, ze to bylo dobre, sluszne ani tez, ze on bedac stanowczym i odchodzac ode mnie popelnil blad. Wlasnie chcialam innej forumowiczce pokazac, ze tez wiem o co chodzi kiedy sie chce na sile jeszcze kochac i utrzymywac zwiazek tam gdzie juz milosci nie ma. Ja ja zniszczylam i ja ponioslam konsekwencje rozstania. Ale bylo mi trudno to na poczatku zaakceptowac i stad byly moje placze i tlumaczenia. Pomimo tego zrobilam ten krok odejscia raz na zawsze kupujac sobie bilet w jedna strone. To juz byl moj stanowczy krok, nie jego.
Twojego nawiazania do tego "co by bylo gdyby on zostal" zupelnie nie rozumiem. Po co mialby zostawac ze mna skoro mnie nie kochal? Mialby zostac, niby "kochajac mnie" a jednoczesnie jak piszesz ublizajac, klamiac, zdradzajac? Brakuje tu logiki albo cos przeoczylam. Takiego zwiazku nie rozumiem i nie zrozumiem, to jest katowanie siebie i drugiej osoby, albo i wiecej jesli dojda dzieci. Ja odeszlam tez od meza, ktorego juz nie potrafilam kochac, a ktory tez chcial to dalej ciagnac. Uznalam, ze tak bedzie lepiej dla nas obojga i dla dzieci. Nie wystraszylo mnie to, ze bede miala o wiele mniej pieniedzy na zycie, ze domem bede musiala zajac sie calkiem sama, ze tylu rzeczy bede musiala nauczyc sie od zera, bo dotychczas to byly jego obowiazki, ze moze juz jestem za stara na nowa milosc i zostane sama do konca zycia. Robiac sobie bilans zyskow i strat doszlam do wniosku, ze wole przezyc te druga polowe zycia sama i w trudach niz w wymarlym zwiazku. Odzwyczailam sie tak jak mozna sie przyzwyczaic.
Natomiast ta ocena mojego obecnego partnera jest, zapewniam Cie, zupelnie nietrafiona. Ja nie leze do gory brzuchem na kanapie a on w tym czasie zamienia sie w gosposie czy mojego podwladnego, niewolnika czy mkzb. To, ze mezczyzna wyrecza kobiete w pracach domowych i pozwala jej na chwile odpoczynku to jest kochanie za bardzo? Ja to nazywam rownym partnerskim podzialem obowiazkow. Przeciez nigdzie nie napisalam, ze on to robi permanentnie a ja mam odlezyny od polegiwania. Raz ja raz on, raz on prasuje, gotuje czy sprzata a raz ja. Czesto tez razem. To nie jest chora milosc, to jest normalne wspolzycie rownych sobie partnerow i chec pomagania sobie nawzajem. I tak, ja doceniam kazda jego pomoc, nie biore tego za stan oczywisty i nalezacy mi sie. A jemu tez jest przyjemnie cos robic jesli widzi, ze zmeczona po pracy moge sobie usiasc z herbata i usmiechnac sie do niego i podziekowac za mozliwosc odpoczynku jaka mi dal. To tak jak dac komus prezent i cieszyc sie z jego radosci. Umiec brac i umiec dawac. On to potrafi i takiego czlowieka latwo jest kochac, jest za co.
6 965 2011-09-22 10:03:46 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-22 10:19:53)
Mussuka napisał/a:ankinom napisał/a:tak do końca nie jestem wyzwolona, bo z nim nie jestem, ale jeszcze mieszkamy razem i chyba ta sytuacja powoduję, że "odrodzenie" będzie trwało dłużej, niż gdybym została sama z dziećmi, tak mi się wydaję, bo największe doły łapie, kiedy on jest blisko mnie...
sama sobie diagnoze wystawilas i to sluszna! Co z oczu to z serca - to nie tylko przyslowie, to sprawdzona prawda.
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy. Najgorsze bylo to, ze jeszcze przez prawie rok (z powodow techniczno-finansowych) mieszkalismy razem i ja ciagle sie ludzilam, ze bedzie come back. Bo byly i lepsze chwile i gorace noce. A po nich kubel lodowatej wody "ide na sobote do X-skiego, idziemy na billard, wroce w niedziele". To co dla mnie bylo namietna noca kochankow, majaca nas zblizyc, dla niego bylo ..seksem z byla dziewczyna, wygodna, bo blisko i sprawdzona.
Po prawie roku nastapil kop w d...on postanowil przeprowadzic sie a ja nagle ocknelam sie z reka w nocniku..dokad pojde, skoro mnie na caly czynsz nie stac a on juz mnie w nowym mieszkaniu nie chce? Wtedy postanowilam wyjechac na chwile do rodzicow do Polski, odpoczac, uspokoic sie, przemyslec. Mialam tez nadzieje, ze i on zateskni. Nie tylko nie zatesknil ale i szybko sie pocieszyl. Trudno, bylo minelo, wtedy juz nie bolalo.Ale to co najwazniejsze..z chwila kiedy wsiadlam do autokaru wywozacego mnie z tamtego miejsca, podswiadomie poczulam jakas ogromna ulge. Smutek pozostal ale tak jakbym odzyskala niewidoczna sile i wiare, ze bedzie dobrze. Przestalam plakac, to tak jakby ktos zatamowal wszystkie lzy. Patrzylam sobie na oddalajacy sie brzeg z klifami i na spokojnie myslalam "jego juz nie ma i nie bedzie..bedzie cos nowego, ciekawe co". Odkad stracilam go z oczu, odzylam i stanelam sto razy silniejsza na nogi. Wiesz jaki byl final tamtej historii? Jego syn, ktorego odrzucil na wiesc o mojej ciazy (2 tygodnie po moim powrocie do Polski) a ja go urodzilam i sama wychowalam na wspanialego madrego i juz duzego chlopaka, wkrotce mezczyzne. I nigdy nie mialam watpliwosci, ze dobrze robie i ze sobie poradze.
Mozna sie otrzasnac z g..naprawde. Trzeba tylko tego bardzo chciec i wierzyc, ze sie da rade, nawet bez niego . A wlasciwie to glownie bez niego:)
Ciekawe życie. Ciekawe. I nie było czasu nawet żeby martwić się o pieniądzę i o inne pierdoły.
masz racje, nie bylo czasu na pierdoly. rzeba bylo znalezc prace i to w tempie ekspresowym, zeby byly te pieniadze. Tak tez zrobilam, w drugim miesiacu ciazy, zanim praodawca mialby argument przeciw. Cala ciaze pracowalam, po macierzynskim wrocilam a malym w godzinach pracy zajmowali sie rodzice. Ja w pozostalym czasie. Przepracowalam w tej instytucji 7 lat i w tym czasie kupilam male ale nowe mieszkanie i uzywane ale sprawne auto. Kosztem wielu wyrzeczen i z pmoca rodzicow, u ktorych przez 3 lata od powrotu moglam jeszcze mieszkac, czoc nie bylo to latwe. Ciekawe zycie, to prawda ale niczego bym w nim nie zmienila:)
6 966 2011-09-22 10:12:38
hm... napisał/a:grejs napisał/a:No właśnie! Jesteś też KKZB ponieważ chcesz żeby zrozumiał co stracił...
Przerabiałam to , a nawet jeszcze czasami się łudzę, że będzie żałował co stracił.
Czekam , czekam i nic..
Kochana, a może otwarcie Jego oczu dopiero nastąpi?
No nie!!! U Ciebie KKZB do potęgi N-tej
Hi hi hiCzy nie zakumałam, że żartujesz?
Właściwie nie wiadomo. ![]()
6 967 2011-09-22 10:28:13 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-22 11:17:44)
Mussuka... gratuluję partnerstwa w twoim związku. Czy to wynika z dojrzałości mężczyzny, charakteru czy też wychowania.. nie wiadomo. Dla mnie to jest optymalne życie. Ja do niego dążę i nie mam wyrzutu, że obarczam partnera zbyt dużą ilością obowiązków. Jemu się krzywduje z powodu jakiejkolwiek czynności. Najlepiej usiąść przed komputerem albo się położyć. Oczywiście. Można też nic nie robić i siedzieć w niewyobrażalnym bajzlu.
Partnerstwo jest najważniejsze. Nie Pan i służąca, nie Pani i służący, a razem wspólnie. Tak powinno być.
To się bierze z odpowiedzialności za siebie. Każdy powinien koło siebie zadziałać. Bo niby dlaczego mamy robić coś za innych? Możemy jedynie współpracować z kimś, żeby wspólnie było łatwiej.
Można by długo o tym prawić.
Nawet dziecko powinno od małego uczyć się robić tych wszystkich rzeczy, żeby w przyszłości nie wysługiwało się kimś w braku szacunku.
Ja wczoraj miałam pogadankę z zakonnicą, zdenerwowała mnie, ale co ja będę z "boską" panią dyskutować. Uważa, że jej należy się szczególny szacunek gdyż jest wysłanniczką pana. Ja mam inne zdanie na ten temat. Szacunek należy się ludziom wszystkim, nie dlatego, że są nie wiadomo kim, tylko dlatego, że są ludźmi. A kościoła i zakłamania nienawidzę, ale jest presja społeczna i komunia. Nie będę dziecka zniechęcać.
Zdementowałam delikatnie mylne pojęcie na temat niektórych pochopnie odebranych rzeczy, bo bardzo mi się to nie podobało.
6 968 2011-09-22 10:33:48 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-22 11:00:44)
hm... napisał/a:Mussuka napisał/a:sama sobie diagnoze wystawilas i to sluszna! Co z oczu to z serca - to nie tylko przyslowie, to sprawdzona prawda.
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy. Najgorsze bylo to, ze jeszcze przez prawie rok (z powodow techniczno-finansowych) mieszkalismy razem i ja ciagle sie ludzilam, ze bedzie come back. Bo byly i lepsze chwile i gorace noce. A po nich kubel lodowatej wody "ide na sobote do X-skiego, idziemy na billard, wroce w niedziele". To co dla mnie bylo namietna noca kochankow, majaca nas zblizyc, dla niego bylo ..seksem z byla dziewczyna, wygodna, bo blisko i sprawdzona.
Po prawie roku nastapil kop w d...on postanowil przeprowadzic sie a ja nagle ocknelam sie z reka w nocniku..dokad pojde, skoro mnie na caly czynsz nie stac a on juz mnie w nowym mieszkaniu nie chce? Wtedy postanowilam wyjechac na chwile do rodzicow do Polski, odpoczac, uspokoic sie, przemyslec. Mialam tez nadzieje, ze i on zateskni. Nie tylko nie zatesknil ale i szybko sie pocieszyl. Trudno, bylo minelo, wtedy juz nie bolalo.Ale to co najwazniejsze..z chwila kiedy wsiadlam do autokaru wywozacego mnie z tamtego miejsca, podswiadomie poczulam jakas ogromna ulge. Smutek pozostal ale tak jakbym odzyskala niewidoczna sile i wiare, ze bedzie dobrze. Przestalam plakac, to tak jakby ktos zatamowal wszystkie lzy. Patrzylam sobie na oddalajacy sie brzeg z klifami i na spokojnie myslalam "jego juz nie ma i nie bedzie..bedzie cos nowego, ciekawe co". Odkad stracilam go z oczu, odzylam i stanelam sto razy silniejsza na nogi. Wiesz jaki byl final tamtej historii? Jego syn, ktorego odrzucil na wiesc o mojej ciazy (2 tygodnie po moim powrocie do Polski) a ja go urodzilam i sama wychowalam na wspanialego madrego i juz duzego chlopaka, wkrotce mezczyzne. I nigdy nie mialam watpliwosci, ze dobrze robie i ze sobie poradze.
Mozna sie otrzasnac z g..naprawde. Trzeba tylko tego bardzo chciec i wierzyc, ze sie da rade, nawet bez niego . A wlasciwie to glownie bez niego:)
Ciekawe życie. Ciekawe. I nie było czasu nawet żeby martwić się o pieniądzę i o inne pierdoły.
masz racje, nie bylo czasu na pierdoly. rzeba bylo znalezc prace i to w tempie ekspresowym, zeby byly te pieniadze. Tak tez zrobilam, w drugim miesiacu ciazy, zanim praodawca mialby argument przeciw. Cala ciaze pracowalam, po macierzynskim wrocilam a malym w godzinach pracy zajmowali sie rodzice. Ja w pozostalym czasie. Przepracowalam w tej instytucji 7 lat i w tym czasie kupilam male ale nowe mieszkanie i uzywane ale sprawne auto. Kosztem wielu wyrzeczen i z pmoca rodzicow, u ktorych przez 3 lata od powrotu moglam jeszcze mieszkac, czoc nie bylo to latwe. Ciekawe zycie, to prawda ale niczego bym w nim nie zmienila:)
Oj tak. Bardzo ciekawe.
Możnaby się użalać nad zmianami swojego życia. Tylko po co. Każdy dzień wnosi coś nowego.
Ja jestem na takim etapie teraz. Ale w życiu nie zarobię na mieszkanie. Auto musiałam sprzedać. Nie chcę o tym mówić. To jedyne co miałam, teraz nie mam nic.
6 969 2011-09-22 10:42:01
Domek bez adresu napisał/a:,bede krzyczec i walic piescia w sciany -bo jestem zla , jestem zla na Aske .
Kochany Domku nie możesz być zła na Aśkę! To był jej wybór i to ŚWIADOMY! Jej życie i jej wybór ! Widocznie była z tą miłością bardzo, bardzo nieszczęśliwa . A co z jej partnerem !? Może mu współczujesz ?
Ja nie byłam kkzb ale w pewnym stopniu stałam się ( nie wszystkie cechy mogę sobie przypisać) i też miałam bardzo wymagającego partnera ( zaczął być wymagający od kilku lat) .....i nie poradziłam sobie i nie widziałam innego wyjścia ....taka totalna niemoc ! Czy cieszę się, że przeżyłam????????????
Moje pierwsze słowa w prześwitach odzyskiwania świadomości były: jestem rozczarowana....a dzisiaj....rozczarowanie minęło i jest świadomość, że mogę uratować dzieci przed ich ojcem i jego złym traktowaniem ( wyrzuceniem ich z domu).... a radości życia uczę się od nowa i nie chcę słyszeć ( może mi to przejdzie) o żadnym facecie. Wiem, że na nich ani zaczyna się świat ani kończy.
NIE WSZYSTKIE PRZYPADKI TO KOBIETY CHORE NA UZALEŻNIONE OD MIŁOŚCI.CZASAMI PARTNER NA NAS WYMUSZA RÓŻNE ZACHOWANIA A MY W KOŃCU ULEGAMY, BO DOM, PIENIĄDZE I NAJWAŻNIEJSZE - DZIECI. CZĘSTO BŁĘDNIE SĄDZIMY, ŻE ODCHODZĄC OD MĘŻA SKRZYWDZIMY NASZE DZIECI ODBIERAJĄC IM OJCA.
OK. JEST TAKA CHOROBA KOBIETY KOCHAJĄCEJ ZA BARDZO .....A CO DOLEGA FACETOWI, KTÓRY PODNOSI RĘKĘ, GŁOS CZY PERFIDNIE MANIPULUJE PARTNERKĄ I OTOCZENIEM. ON JEST ZDROWY ?!?!?!!!
Wracając do problemu Asi - ona kochająca za bardzo a on z niej niezadowolony i to znaczy, że on zdrowy ?, jej miłość chora a jego zdrowa ?
Pomóżcie kochane zrozumieć mi to.
Aska kochala za bardzo .Byla osoba ktora nia dyskutowala tylko sluchala ,czesciej sie zgadzala i przytakiwala. I wlasnie ta jej milosc byla chora . A on dwulicowy -mowil ze" rozumiem nie mozesz isc ze mna na silownie ,bo musisz dluzej pracowac a z drugiej strony
opowiadal ze ona nie chce ".
Ja wiem ze nie wszystkie przypadki to kobiety chore na uzaleznienie .Wiem ze sa kobiety ktore po (uzaleznieniu) -dojrzaly ,staly sie jeszcze bardziej kobiece i swiadome siebie , Ale wiem ze jest wiele (uzaleznionych ,brzydkie slowo wole nazwac je KACZKA ) ktore nie potrafia sobie z tym poradzic .A moze tez nie chca i zyja -jak napisala W. Szymborska -" Wielkie to szczescie nie wiedziec dokladnie ,na jakim swiecie sie zyje."
6 970 2011-09-22 11:04:20
Massuka... gratuluję partnerstwa w twoim związku. Czy to wynika z dojrzałości mężczyzny, charakteru czy też wychowania.. nie wiadomo. Dla mnie to jest optymalne życie. Ja do niego dążę i nie mam wyrzutu, że obarczam partnera zbyt dużą ilością obowiązków. Jemu się krzywduje z powodu jakiejkolwiek czynności. Najlepiej usiąść przed komputerem albo się położyć. Oczywiście. Można też nic nie robić i siedzieć w niewyobrażalnym bajzlu.
Dziekuje i przyznam sie , ze nie wiem z czego to wynika. Z charakteru niewatpliwie, bo to dobry czlowiek, z dojrzalosci chyba tez, ale nie z wieku. Tu schemat: im starszy czlowiek tym bardziej dojrzaly nie sprawdza sie, wrecz zaprzecza tej tezie:) A z wychowania to raczej nie, on pochodzi z kultury i rodziny, gdzie jednak mezczyzni byli (i jeszcze czesto sa) obslugiwani. Wiem, ze to zabrzmi nieprawdopodobnie i moge zostac oskarzona o pisanie bajek dla doroslych ale ten czlowiek nigdy wczesniej niczego w kuchni nie stworzyl (no moze jajko potrafil ugotowac i ziemniaki obrac), nie upral, nie uprasowal, nie sprzatal ponad standardowe odkurzanie, nie angazowal sie w sprawy "babskie" i domowe bo nie musial (babcia, mama, byla zona - wszystkie chetniej lub mniej ale wyreczaly go we wszystkim). Tym bardziej zaskakujace jest, ze nie tylko nauczyl sie teraz tych skomplikowanych czynnosci ale oferuje swoja pomoc czy wspolprace BEZ mojego dopraszania sie, nacisku, narzekania, gderania, klotni. W odroznieniu od exa, ktoremu kazda czynnosc domowa sprawiala niewyobrazalny trud i macila spokoj zycia przed telewizorem, obecny partner w zachwyt wprawia pytajac "chcesz w czyms pomocy"?. Jesli chce to mowie w czym a jesli nie to daje mu swiety spokoj i czas na relaks bo nie ma co na sile niczego egzekwowac, tam gdzie takiej potrzeby nie ma.
Mysle, ze dodalabym ..z milosci. Zdrowej, nie egoistycznej milosci i zrozumienia drugiego czlowieka.
Aha..jeszcze jedno mi przyszlo do glowy..czesto mezczyznom przychodzi do glowy (albo im to tam wbito), ze jak stana ramie w ramie z kobieta do prac domowych to inni beda sie z nich smiac, uwazac za pantoflarzy, ubedzie im tego meskiego uroku macho. Nic bledniejszego:) Mezczyzna w kuchni to jeden z najbardziej seksownych widokow:) I jak w dume rosnie gdy go za nawet ciut przesolona zupe pochwalic.
Troche odbieglam od tematu KKZB ale to moze pokazanie takiego swiatelka w tunelu, ze jest mozliwe zycie po zyciu i to nawet w lepszym wydaniu.
6 971 2011-09-22 11:14:58
A moze tez nie chca i zyja -jak napisala W. Szymborska -" Wielkie to szczescie nie wiedziec dokladnie ,na jakim swiecie sie zyje."
To dobre jest. Tyle tylko, że będąc w pełni świadomości jest to nie bardzo możliwe. Nie ma się co zatem zastanawiać czemu tylu artystów lubiło być na haju.
6 972 2011-09-22 11:24:16
Ja jestem na takim etapie teraz. Ale w życiu nie zarobię na mieszkanie. Auto musiałam sprzedać. Nie chcę o tym mówić. To jedyne co miałam, teraz nie mam nic.
Nic???? Czy aby na pewno? Nie masz samochodu i wlasnego mieszkania (tak zakladajac) - ale to koniec tej listy czy poczatek?
Jesli uwazasz, ze nie masz nic to znaczy tez, ze nie masz juz nic do stracenia i ze masz szanse na zbudowanie wszystkiego od poczatku, od zera. To wielkie wyzwanie i duzo pracy ale wszystko, co od tej pory osiagniesz bedzie TWOJE i bedzie Twoja zasluga.
To moje mieszkanie to byl tez lup szczescia, akurat dawali nam niskooprocentowane pozyczki w pracy, ja pomimo, ze samotna matka tez sobie wyprosilam. 4 lata splacalam, z pensji nie zostawalo prawie nic (chociaz ladna figure dzieki te diecie wtedy mialam:) ale satysfakcja w dniu odebrania kluczy i staniecia posrodku wlasnego pustego, nie wykonczonego (stan surowy) M-3 - bezcenna! Ale to dawne czasy, az sie zastanawiam skad ja tyle energii, sil, wiary i nadziei wtedy mialam:)) Chyba wlasnie z tego, ze nie mialam nic i niczym nie ryzykowalam. Moglo byc juz tylko lepiej bo gorzej chyba nie.
Nie chcialabym byc niedyskretna ale jesli mozesz to odpowiedz, ile masz lat? powiedzmy w dekadach; 20+, 30+ czy wiecej?
6 973 2011-09-22 11:41:26
Mussuka...czyli po prostu ma na to ochotę, charakter świetny, wyjątkowy. Najfajniej jest, kiedy wszystko się zrobi wspólnie raz, dwa. Wtedy jest czas na resztę. Ja mam taki typ w domu, który ugotować owszem, posprzątać nie bardzo, twierdzi, że nie umie, do mnie to nie trafia. Czy my wszystko umiemy? Nie, chcemy i robimy. Nic samo nie przychodzi.
Także były kłótnie, awantury, krzyki. Strasznie mnie to denerwowało, moja jedyna reakcja to krzyk właśnie, który niesamowicie mnie męczył. Wtedy przyszłą mi na myśl moja krzycząca matka. Ja tego nie znoszę. I nie m krzyku. Są prośby, nieraz nie spełnione. Ale postawiłam sprawę jasno. Powiedziałam, że nie będę wszystkiego robić sama, a już na pewno nie będę zasuwać, kiedy on siedzi przy komputerze. Po moim trupie. Nie ma tak. Jak ja usiądę to sto tysięcy rzeczy się znajduje nagle.
Okazuje się, że się da.
Nieraz myślę, że specjalnie coś robi, żebym się wkurzyła. Np. wylewa wodę, którą umył podłogę do wanny. A ma psa i różnie bywa. Wtedy mnie wpienił okrutnie. Zniechęcił się i nie chciał już wtedy nic zrobić. Myślałam, że wyjdę z siebie. Wszystko musiałam zdezynfekować.
Przeszło mi po czasie. Ale to nie zmienia faktu, że on nie wie takich rzeczy. Przecież tu chodzi o higienę.
Nie szaleję do przesady biegając bez przerwy ze szmatką, ale są jakieś granice. Poza tym, kiedy nazbierają się na stole w pokoju wszystkie szklanki trudno nie wpaść na to, żeby je umyć. Poza tym ja z oszczędności czasu nie magazynuję takich rzeczy po całym mieszkaniu.
Staram się to tłumaczyć. Kiedy idę do pracy w sobotę, mówię, że to ma być sprzątnięte. I nawet ostatnio jest.
Tylko on nie widzi kółek z kawy na stole, sterty brudnych łyżeczek.
Pies wszystko roznosi po mieszkaniu i co z tego, że ja mu powiem, żeby zostawił, że nie wolno, jak tylko ja to widzę, Ja nie mam siły zbierać tego wszystkiego.
Bardzo lubię kiedy jest czysto, wtedy fajnie się odpoczywa. Nie muszę tego Wam wyjaśniać. Myślę, że trzeba mieć też szacunek do drugiej osoby, wtedy to się odbija we wszystkich rzeczach. A kiedy go nie ma to...
Ponoć to nie tak jest. Ale jak widzę jak się strasznie krzywduje się mojemu ... z powodu zrobienia czegoś to śmieszny mnie to. Garów nie myje, podłogi też nie, chyba że po psie, taka była umowa. Wiele rzeczy wcale nie robi. Jak ja bym zaczęła biadolić...
Nieraz przychodzę i nie robię nic. Włączam telewizor i koniec. Ja niczego nie muszę.
A największym świństwem jest powiedzieć komuś "Sprzątaj jak lubisz". Ja lubię mieć posprzątane i na bieżąco upraszczam sobie sprawę.
Jak można komuś wmawiać, że lubi zbierać nie swoje skarpetki i cholera wie co jeszcze. Co to za przyjemność gruz odwalać. Czasem to tylko odwinąć by wypadało.
6 974 2011-09-22 11:45:45
hm... napisał/a:Ja jestem na takim etapie teraz. Ale w życiu nie zarobię na mieszkanie. Auto musiałam sprzedać. Nie chcę o tym mówić. To jedyne co miałam, teraz nie mam nic.
Nic???? Czy aby na pewno? Nie masz samochodu i wlasnego mieszkania (tak zakladajac) - ale to koniec tej listy czy poczatek?
Jesli uwazasz, ze nie masz nic to znaczy tez, ze nie masz juz nic do stracenia i ze masz szanse na zbudowanie wszystkiego od poczatku, od zera. To wielkie wyzwanie i duzo pracy ale wszystko, co od tej pory osiagniesz bedzie TWOJE i bedzie Twoja zasluga.
To moje mieszkanie to byl tez lup szczescia, akurat dawali nam niskooprocentowane pozyczki w pracy, ja pomimo, ze samotna matka tez sobie wyprosilam. 4 lata splacalam, z pensji nie zostawalo prawie nic (chociaz ladna figure dzieki te diecie wtedy mialam:) ale satysfakcja w dniu odebrania kluczy i staniecia posrodku wlasnego pustego, nie wykonczonego (stan surowy) M-3 - bezcenna! Ale to dawne czasy, az sie zastanawiam skad ja tyle energii, sil, wiary i nadziei wtedy mialam:)) Chyba wlasnie z tego, ze nie mialam nic i niczym nie ryzykowalam. Moglo byc juz tylko lepiej bo gorzej chyba nie.Nie chcialabym byc niedyskretna ale jesli mozesz to odpowiedz, ile masz lat? powiedzmy w dekadach; 20+, 30+ czy wiecej?
Wiek to pierwsze widełki.
Ex doprowadził mnie do nędzy. Jeszcze 3 lata kredytu mi zostało. Z pensji niewiele zostaje, cały czas mam tyły. Prace też od przypadku do przypadku. Chwila pracy, chwila przerwy. Mam nawet mniej niż nic. To mniej niż zero Mussuka.
Czasem jest mi wszystko czy przejedzie mnie tramwaj czy autobus.
Jeszcze żeby czuć, że komuś zależy, że nie ma w dupie tego o co go prosić, żeby zrobił, Po Sobie!!!
6 975 2011-09-22 11:47:32
Mussuka...czyli po prostu ma na to ochotę, charakter świetny, wyjątkowy. Najfajniej jest, kiedy wszystko się zrobi wspólnie raz, dwa. Wtedy jest czas na resztę. Ja mam taki typ w domu, który ugotować owszem, posprzątać nie bardzo, twierdzi, że nie umie, do mnie to nie trafia. Czy my wszystko umiemy? Nie, chcemy i robimy. Nic samo nie przychodzi.
Także były kłótnie, awantury, krzyki. Strasznie mnie to denerwowało, moja jedyna reakcja to krzyk właśnie, który niesamowicie mnie męczył. Wtedy przyszłą mi na myśl moja krzycząca matka. Ja tego nie znoszę. I nie m krzyku. Są prośby, nieraz nie spełnione. Ale postawiłam sprawę jasno. Powiedziałam, że nie będę wszystkiego robić sama, a już na pewno nie będę zasuwać, kiedy on siedzi przy komputerze. Po moim trupie. Nie ma tak. Jak ja usiądę to sto tysięcy rzeczy się znajduje nagle.
Okazuje się, że się da.
Nieraz myślę, że specjalnie coś robi, żebym się wkurzyła. Np. wylewa wodę, którą umył podłogę do wanny. A ma psa i różnie bywa. Wtedy mnie wpienił okrutnie. Zniechęcił się i nie chciał już wtedy nic zrobić. Myślałam, że wyjdę z siebie. Wszystko musiałam zdezynfekować.Przeszło mi po czasie. Ale to nie zmienia faktu, że on nie wie takich rzeczy. Przecież tu chodzi o higienę.
Nie szaleję do przesady biegając bez przerwy ze szmatką, ale są jakieś granice. Poza tym, kiedy nazbierają się na stole w pokoju wszystkie szklanki trudno nie wpaść na to, żeby je umyć. Poza tym ja z oszczędności czasu nie magazynuję takich rzeczy po całym mieszkaniu.
Staram się to tłumaczyć. Kiedy idę do pracy w sobotę, mówię, że to ma być sprzątnięte. I nawet ostatnio jest.
Tylko on nie widzi kółek z kawy na stole, sterty brudnych łyżeczek.
Pies wszystko roznosi po mieszkaniu i co z tego, że ja mu powiem, żeby zostawił, że nie wolno, jak tylko ja to widzę, Ja nie mam siły zbierać tego wszystkiego.
Bardzo lubię kiedy jest czysto, wtedy fajnie się odpoczywa. Nie muszę tego Wam wyjaśniać. Myślę, że trzeba mieć też szacunek do drugiej osoby, wtedy to się odbija we wszystkich rzeczach. A kiedy go nie ma to...
Ponoć to nie tak jest. Ale jak widzę jak się strasznie krzywduje się mojemu ... z powodu zrobienia czegoś to śmieszny mnie to. Garów nie myje, podłogi też nie, chyba że po psie, taka była umowa. Wiele rzeczy wcale nie robi. Jak ja bym zaczęła biadolić...
Nieraz przychodzę i nie robię nic. Włączam telewizor i koniec. Ja niczego nie muszę.
A największym świństwem jest powiedzieć komuś "Sprzątaj jak lubisz". Ja lubię mieć posprzątane i na bieżąco upraszczam sobie sprawę.
Jak można komuś wmawiać, że lubi zbierać nie swoje skarpetki i cholera wie co jeszcze. Co to za przyjemność gruz odwalać. Czasem to tylko odwinąć by wypadało.
mam krotkie pytanie: kochasz go?
6 976 2011-09-22 11:58:08 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-22 12:02:47)
Mussuka napisał/a:hm... napisał/a:Ja jestem na takim etapie teraz. Ale w życiu nie zarobię na mieszkanie. Auto musiałam sprzedać. Nie chcę o tym mówić. To jedyne co miałam, teraz nie mam nic.
Nic???? Czy aby na pewno? Nie masz samochodu i wlasnego mieszkania (tak zakladajac) - ale to koniec tej listy czy poczatek?
Jesli uwazasz, ze nie masz nic to znaczy tez, ze nie masz juz nic do stracenia i ze masz szanse na zbudowanie wszystkiego od poczatku, od zera. To wielkie wyzwanie i duzo pracy ale wszystko, co od tej pory osiagniesz bedzie TWOJE i bedzie Twoja zasluga.
To moje mieszkanie to byl tez lup szczescia, akurat dawali nam niskooprocentowane pozyczki w pracy, ja pomimo, ze samotna matka tez sobie wyprosilam. 4 lata splacalam, z pensji nie zostawalo prawie nic (chociaz ladna figure dzieki te diecie wtedy mialam:) ale satysfakcja w dniu odebrania kluczy i staniecia posrodku wlasnego pustego, nie wykonczonego (stan surowy) M-3 - bezcenna! Ale to dawne czasy, az sie zastanawiam skad ja tyle energii, sil, wiary i nadziei wtedy mialam:)) Chyba wlasnie z tego, ze nie mialam nic i niczym nie ryzykowalam. Moglo byc juz tylko lepiej bo gorzej chyba nie.Nie chcialabym byc niedyskretna ale jesli mozesz to odpowiedz, ile masz lat? powiedzmy w dekadach; 20+, 30+ czy wiecej?
Wiek to pierwsze widełki.
Ex doprowadził mnie do nędzy. Jeszcze 3 lata kredytu mi zostało. Z pensji niewiele zostaje, cały czas mam tyły. Prace też od przypadku do przypadku. Chwila pracy, chwila przerwy. Mam nawet mniej niż nic. To mniej niż zero Mussuka.
Czasem jest mi wszystko czy przejedzie mnie tramwaj czy autobus.
Jeszcze żeby czuć, że komuś zależy, że nie ma w dupie tego o co go prosić, żeby zrobił, Po Sobie!!!
Troszke mi sie placza niektore fakty wiec sobie uporzadkuje:) bo tez lubie porzadek i w domu i w zyciu)
Ex to ten, co teraz tak brudzi i nie chce pomagac czy jakis jeszcze wczesniejszy?
3 lata kredytu na co? mieszkanie czy firme czy cos innego? Pytam, zeby moc cos poradzic, jesli sie da.
Prace...sa ich dziesiatki, jak nie w tym miescie to gdzie indziej. Masz Internet..moglabys powysylac CV dokad sie da, jak odrzuca no to co? Nic nie tracisz a zyskac mozesz.
Masz dzieci czy jestes w tym wzgledzie "wolna"? Tzn. mobilna i mozesz w kazdej chwili zwinac sie i przeniesc tm, gdzie mozesz zaczac swoje uporzadkowane i weselsze zycie.
I jesli dobrze zrozumialam, to Ty jestes tak mloda, ze mysli o autobusach, tramwajach, to totalna bzdura.
Ostatnie Twoje zdanie: jesli tak czujesz, ze mu nie zalezy, ze ma Twoje prosby w d...to koncz te bajke. Bedzie tylko gorzej i na to szkoda lat i nerwow, zdrowia i urody tez.
6 977 2011-09-22 12:12:56 Ostatnio edytowany przez Mariorie (2011-09-22 12:16:56)
hej dziewczyny. wlasnie. kochasz go? co to znaczy kochac? czy któras z Was kocha swojego meza, chlopaka , partnera? ja pytam calkiem powaznie. Jak to wyglada? prosze piszcie. Ja czesto sama nie wiem co czuje i jak ubrac w słowa to co czuje lub nie czuje
i nie chodzi o stan zakochania. chodzi mi o milosc.
6 978 2011-09-22 14:38:30
hm kochac to znaczy oddac wszystko nawet zycie.
6 979 2011-09-22 16:34:41 Ostatnio edytowany przez katbe (2011-09-22 16:37:48)
hej dziewczyny. co to znaczy kochac? czy któras z Was kocha swojego meza, chlopaka , partnera? ja pytam calkiem powaznie. Jak to wyglada? prosze piszcie.
ja kocham...
i skoro trwa to już ponad 25 lat, to chyba nie jest to jednak zauroczenie...
nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie co to znaczy kochać...
wg mnie kochać to znaczy:
Ufać , wierzyć
Nie doszukiwać się problemów, tam gdzie ich nie ma
Szanować (wybory, decyzje, przyzwyczajenia)
Wspierać
Wybaczać
Nie trzymać długo urazy
Nie ranić (nie mówić niczego takiego czego nie chciałabym ja sama usłyszeć)
Dawać (ciepło, pomoc, zrozumienie)
i tego samego wymagać dla siebie.....
Także były kłótnie, awantury, krzyki. Strasznie mnie to denerwowało, moja jedyna reakcja to krzyk właśnie, który niesamowicie mnie męczył. Wtedy przyszłą mi na myśl moja krzycząca matka. Ja tego nie znoszę. I nie m krzyku. Są prośby, nieraz nie spełnione. Ale postawiłam sprawę jasno. Powiedziałam, że nie będę wszystkiego robić sama, a już na pewno nie będę zasuwać, kiedy on siedzi przy komputerze. Po moim trupie. Nie ma tak. Jak ja usiądę to sto tysięcy rzeczy się znajduje nagle.
Okazuje się, że się da.
Nieraz myślę, że specjalnie coś robi, żebym się wkurzyła. Np. wylewa wodę, którą umył podłogę do wanny. A ma psa i różnie bywa. Wtedy mnie wpienił okrutnie. Zniechęcił się i nie chciał już wtedy nic zrobić. Myślałam, że wyjdę z siebie. Wszystko musiałam zdezynfekować.Przeszło mi po czasie. Ale to nie zmienia faktu, że on nie wie takich rzeczy. Przecież tu chodzi o higienę.
Nie szaleję do przesady biegając bez przerwy ze szmatką, ale są jakieś granice. Poza tym, kiedy nazbierają się na stole w pokoju wszystkie szklanki trudno nie wpaść na to, żeby je umyć. Poza tym ja z oszczędności czasu nie magazynuję takich rzeczy po całym mieszkaniu.
Staram się to tłumaczyć. Kiedy idę do pracy w sobotę, mówię, że to ma być sprzątnięte. I nawet ostatnio jest.
Tylko on nie widzi kółek z kawy na stole, sterty brudnych łyżeczek.
Pies wszystko roznosi po mieszkaniu i co z tego, że ja mu powiem, żeby zostawił, że nie wolno, jak tylko ja to widzę, Ja nie mam siły zbierać tego wszystkiego.
Bardzo lubię kiedy jest czysto, wtedy fajnie się odpoczywa. Nie muszę tego Wam wyjaśniać. Myślę, że trzeba mieć też szacunek do drugiej osoby, wtedy to się odbija we wszystkich rzeczach. A kiedy go nie ma to...
Ponoć to nie tak jest. Ale jak widzę jak się strasznie krzywduje się mojemu ... z powodu zrobienia czegoś to śmieszny mnie to. Garów nie myje, podłogi też nie, chyba że po psie, taka była umowa. Wiele rzeczy wcale nie robi. Jak ja bym zaczęła biadolić...
Nieraz przychodzę i nie robię nic. Włączam telewizor i koniec. Ja niczego nie muszę.
A największym świństwem jest powiedzieć komuś "Sprzątaj jak lubisz". Ja lubię mieć posprzątane i na bieżąco upraszczam sobie sprawę.
Jak można komuś wmawiać, że lubi zbierać nie swoje skarpetki i cholera wie co jeszcze. Co to za przyjemność gruz odwalać. Czasem to tylko odwinąć by wypadało.
wybacz hm...
takie jak tu opisujesz podejście ma moja mama....
w takim domu wyrosłam...
po przeczytaniu tego znów na chwile poczułam się jak mała dziewczynka, bo nic nie było ważniejsze od posprzątanego domu...
tak jest do dziś
ale ona nie zdaje sobie z tego sprawy
ale to jest jej problem.... już nie mój
przepraszam cię, ale są ważniejsze rzeczy w życiu niż brudne szklanki....
pozdrawiam was wszystkie...
:)
czytam was, bo jesteście bardzo dzielne
nie mogłam się powstrzymać
już mnie nie ma
6 980 2011-09-22 16:48:15 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-22 17:01:00)
hm kochac to znaczy oddac wszystko nawet zycie.
JEZU!!!!!!
A dlaczego? Poproszę o wyjaśnienie, dlaczego uważasz, że Twoje życie jest tak mało warte, że chcesz je oddać?
pozdrawiam was wszystkie...
:)
czytam was, bo jesteście bardzo dzielnenie mogłam się powstrzymać
już mnie nie ma
Ani się waż uciekać!!!
Ten wątek potrzebuje świeżego spojrzenia. I spojrzenia z każdej strony.
6 981 2011-09-22 16:58:51
hej dziewczyny. wlasnie. kochasz go? co to znaczy kochac? czy któras z Was kocha swojego meza, chlopaka , partnera? ja pytam calkiem powaznie. Jak to wyglada? prosze piszcie. Ja czesto sama nie wiem co czuje i jak ubrac w słowa to co czuje lub nie czuje
i nie chodzi o stan zakochania. chodzi mi o milosc.
Ja od niedawna kocham siebie ![]()
Jak to wygląda? Dbam o siebie, mówię sobie miłe rzeczy, doceniam codzienny trud, rozpieszczam siebie w miarę możliwości.
Obiecałam sobie, że już nigdy siebie nie zawiodę i konsekwentnie tego przestrzegam, nie pozwalam siebie krzywdzić, nie dopuszczam złych myśli, afirmuję dobre zdarzenia. Jestem dla siebie oparciem nawet w najbardziej beznadziejnych momentach, na moją miłośc do siebie samej nie mają wpływu mysli, słowa i uczucia innych ludzi.
Niekochana - to już tylko nick ![]()
6 982 2011-09-22 17:01:44
Kocham.
Mnie nie potrzebna praca za tysiąc złotych. A z miasta wyjechać nie mogę, bo jest dziecko.
Ex też bałaganił (jesteśmy w trakcie rozwodu), ale teraz jest ktoś inny.
Aż tak młoda nie jestem, blisko do trzydziestki.
O problemach finansowych nie będę się rozpisywać i tak załatwiłam najlepiej jak się dało. Bo kto miał załatwić jak nie ja. Nie było na co czekać. Sytuacja była krytyczna i nade mną wszystko wisi, on umył ręce (eź znaczy), bo nie ma meldunku.
Nie chcę analizować. Jest beznadziejnie. Mało pieniędzy.
Wysłałam setki tysięcy CV i guzik. Nic. Zlecenia za tysiąc złotych, a w okresie świątecznym za osiemset, dzięki.
6 983 2011-09-22 17:11:18 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-22 17:13:22)
Katbe nie bardzo rozumiem co miałaś na myśli pisząc, że nie szklanki są dla Ciebie najważniejsze. Bo dla mnie też nie. Mnie chodziło o coś innego.
Ja widziałam już przeróżne rodzaje pleśni w szklankach właśnie pozostawionych na kilka dni. A to według mnie jest już skrajność.
Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji i wcale mi się to nie podoba.
6 984 2011-09-22 17:41:49
Katbe nie bardzo rozumiem co miałaś na myśli pisząc, że nie szklanki są dla Ciebie najważniejsze. Bo dla mnie też nie. Mnie chodziło o coś innego.
odniosłam takie wrażenie po przeczytaniu tego postu... że posprzątane to priorytet
ma być i koniec
jak sprzątam to nikt nie siedzi...
ten opis po prostu coś mi przypomniał...
szklanki to przenośnia
tu o podejście chodzi...
może coś źle przeczytałam między wierszami..
chyba zrobiłam błędną interpretację
jeśli nie o porządek chodzi to o co?
Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji i wcale mi się to nie podoba.
tego nie rozumiem ...
:(
nie podoba ci się pleśń w szklankach?
mnie też nie, ale mojemu synowi swego czasu nie przeszkadzała.... ![]()
6 985 2011-09-22 18:49:27
bo ja go tak mocno kochAM nie umiem zyc bez niego mysle o samobujstwie ale zbyt sie boje smierci bo wierze ze wróci powie tutusiu bo tak do mnie mówił przemyslałem to kocham i juz nigdy cie nie zranie ale czy to realne czy to sa tylko moje marzena?
6 986 2011-09-22 20:54:56
Ja od niedawna kocham siebie
Jak to wygląda? Dbam o siebie, mówię sobie miłe rzeczy, doceniam codzienny trud, rozpieszczam siebie w miarę możliwości.
Obiecałam sobie, że już nigdy siebie nie zawiodę i konsekwentnie tego przestrzegam, nie pozwalam siebie krzywdzić, nie dopuszczam złych myśli, afirmuję dobre zdarzenia. Jestem dla siebie oparciem nawet w najbardziej beznadziejnych momentach, na moją miłośc do siebie samej nie mają wpływu mysli, słowa i uczucia innych ludzi.
Niekochana - to już tylko nick
I tego uczę się od Ciebie Kochana!
6 987 2011-09-23 09:47:29 Ostatnio edytowany przez 1Aneczka (2011-09-23 11:37:59)
.
6 988 2011-09-23 10:10:59 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-23 10:33:02)
hm... napisał/a:Katbe nie bardzo rozumiem co miałaś na myśli pisząc, że nie szklanki są dla Ciebie najważniejsze. Bo dla mnie też nie. Mnie chodziło o coś innego.
odniosłam takie wrażenie po przeczytaniu tego postu... że posprzątane to priorytet
ma być i koniec
jak sprzątam to nikt nie siedzi...
ten opis po prostu coś mi przypomniał...szklanki to przenośnia
tu o podejście chodzi...może coś źle przeczytałam między wierszami..
chyba zrobiłam błędną interpretacjęjeśli nie o porządek chodzi to o co?
hm... napisał/a:Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji i wcale mi się to nie podoba.
tego nie rozumiem ...
:(
nie podoba ci się pleśń w szklankach?
mnie też nie, ale mojemu synowi swego czasu nie przeszkadzała....
Kochana, być może chaotycznie sporządziłam wpis. Ale pleśń w szklankach rzeczywiście to przyjemnych nie należy o to mi chodziło.
Mnie chodzi tylko o to, że są jakieś granice bałaganu. Możesz mi wierzyć lub nie, mam do tego spory dystans. Naoglądałam się już prze cudów ostatnimi czasy w tym temacie.
Widzisz moja matka była w kwestii sprzątactwa p...
Wiecznie krzyczała nie tak, nie siak!! nie ruszaj!! zostaw!! do kata!!
Kiedy była w kuchni i spadł jej widelec darła się na mnie, że to moja wina, chociaż ja siedziałam wtedy w pokoju. Wszystko źle robiłam, byłam najgorsza. I akurat jej zdanie nie obchodzi mnie dzisiaj wcale.
Moje dziecko nie znosi mojej matki (nie znosi to mało powiedziane), bo stwarza tak nerwową atmosferę, że trudno u niej wysiedzieć choć chwilę. Trudno się dziecku dziwić. Do niej nie docierają żadne sygnały, że jest nie do wytrzymania. A wręcz wmawia wszystkim, że to oni. Standardowe przypisywanie swoich oczywistych wad innym.
Marzę o świętach bez niej. Idąc tam skazuję moich bliskich na rozczarowanie i siebie też. Tylko babci mi żal, bo święta są u niej i tam przychodzi matka. I tu problem, żeby babcia nie była sama.
6 989 2011-09-23 10:14:52
1Aneczka...Więc może spróbuj działać spontanicznie i nie myśleć dzięki temu. Oby udało Ci się odnaleźć spokój w spontaniczności.
Ciuciaa... mówił do ciebie tatusiu?
6 990 2011-09-23 10:39:29
Jejku, a gdzie ja cos o tym nagminnym sprzataniu napisalam? Chyba tylko w kontekscie, ze pomaga mi moj partner, bo ja tez mialam mame pedantke i choc lubie porzadek to umiem pare godzin bez scierki i mopa wysiedziec:)
Inaczej: przeszkadza mi brud i smrod (mam wech psa mysliwskiego:(, nieporzadek czy, nazwijmy to tworczy chaos, jest do wytrzymania:)
6 991 2011-09-23 10:58:00 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-23 10:59:33)
Jejku, a gdzie ja cos o tym nagminnym sprzataniu napisalam? Chyba tylko w kontekscie, ze pomaga mi moj partner, bo ja tez mialam mame pedantke i choc lubie porzadek to umiem pare godzin bez scierki i mopa wysiedziec:)
Inaczej: przeszkadza mi brud i smrod (mam wech psa mysliwskiego:(, nieporzadek czy, nazwijmy to tworczy chaos, jest do wytrzymania:)
To ja napisałam o nagminnym.
Z lekka mnie poniosło zdaje mi się, kiedy właśnie o partnerze napisałaś.
O jej. Chaos spowodowałam.
Dziewczyny przepraszam.
Wszystko gra. Mussuka, mnie dokładnie przeszkadza to samo. Brud, nie łączyć z nagminnym sprzątaniem.
6 992 2011-09-23 11:37:59
I tu problem, żeby babcia nie była sama.
Zaprosic babcie do siebie i miec swiety spokoj - bezcenne:)
6 993 2011-09-23 12:05:37
przez 2 lata nigdy nie dal mi bukietu roz wsydzil sie mnie nie zaprosil nawe do domu gdy szedł ze mna przez miasto to wsydził sie trzymac mnie za reke. nawet nie wiem sama za co go tak naprawde kocham
6 994 2011-09-23 12:09:35
Kochana Niekochana. To jest to. No wlasnie. Ja tez nareszcie kocham siebie
po pewnym czasie moge to wyznac wszem i wobec. Nie wiem czy jestem w stanie tak samo mocno kochac faceta. Naprawde. I nie wiem gdzie jest granica miedzy kochaniem a kochaniem za bardzo. Jest strasznie cieniutka. Wielka sztuka jest jej nie przekroczyc. Chcialabym zeby mi sie to udalo i wszystkim dziewczynom.
co Wy o tych szklankach i plesniach? musze wątek doczytac.....hmmm.....
6 995 2011-09-23 14:39:15
Ja tez nareszcie kocham siebie
po pewnym czasie moge to wyznac wszem i wobec. Nie wiem czy jestem w stanie tak samo mocno kochac faceta. Naprawde. I nie wiem gdzie jest granica miedzy kochaniem a kochaniem za bardzo. Jest strasznie cieniutka. Wielka sztuka jest jej nie przekroczyc. Chcialabym zeby mi sie to udalo i wszystkim dziewczynom.
No nie.... A kto powiedział, ze masz kochać mężczyznę tak silnie jak siebie? A po co? A kochaj go tyle, ile chcesz. Wystarczy. Tu nie ma miarki i licytacji. Ma być tak, żebyś była szczęśliwa. I masz już prostą odpowiedź na Twoje wątpliwości, kochana - jeśli najbardziej będziesz kochała siebie - nigdy nie będziesz JEGO kochała za bardzo. Proste, prawda? ![]()
6 996 2011-09-23 15:26:25
hm... napisał/a:I tu problem, żeby babcia nie była sama.
Zaprosic babcie do siebie i miec swiety spokoj - bezcenne:)
To jest pomysł!!!!
Za resztę zapłacę...
P.S.
Szukam zajęcia zarobkowego oprócz pracy. Pewnie guzik z tego będzie, ale spróbować nie zaszkodzi.
6 997 2011-09-23 15:29:15
Kochana, być może chaotycznie sporządziłam wpis. Ale pleśń w szklankach rzeczywiście to przyjemnych nie należy o to mi chodziło.
Mnie chodzi tylko o to, że są jakieś granice bałaganu. Możesz mi wierzyć lub nie, mam do tego spory dystans. Naoglądałam się już prze cudów ostatnimi czasy w tym temacie.
nie było tematu..
:)
jeśli najbardziej będziesz kochała siebie - nigdy nie będziesz JEGO kochała za bardzo
coś w tym jest..
:)
Nie wiem czy jestem w stanie tak samo mocno kochac faceta.
nie musisz tak samo mocno...
kochaj po prostu... bez analizy
bądź uczciwa wobec siebie
6 998 2011-09-23 15:31:54 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-23 15:33:53)
Trochę matematyki i mamy proste wyliczenie.
Nowy wzór zagościł...
Przyjmując że kk znaczy kochać za bardzo, ks znaczy kochać siebie, a kj znaczy kochać jego (lub ją w przypadku odrotnej sytacji otrzymujemy wzór na miłość zdrową (mz), czyli
mz=2ks+1/2kj albo może lepiej mz=xks+kj
a kk to jest zachwianie proporcji ks i kj i jest już poza wzorem.
6 999 2011-09-23 15:35:32
Katbe... :*
7 000 2011-09-23 15:54:52
Trochę matematyki i mamy proste wyliczenie.
Nowy wzór zagościł...
Przyjmując że kk znaczy kochać za bardzo, ks znaczy kochać siebie, a kj znaczy kochać jego (lub ją w przypadku odrotnej sytacji otrzymujemy wzór na miłość zdrową (mz), czyli
mz=2ks+1/2kj albo może lepiej mz=xks+kja kk to jest zachwianie proporcji ks i kj i jest już poza wzorem.
hm.. wyrazy wdzięczności, nic nie przemawia mi do wyobraźni bardziej niż równanie matematyczne ![]()
I lepiej tego ująć nie można było a zasad prostych najłatwiej się trzymać ! ![]()
7 001 2011-09-23 16:00:13
Nie byłam pewna czy odpowiednio to wykazałam ale skoro mówisz, że tak jest. ![]()
7 002 2011-09-23 18:13:50
zawladnac dusza i cialem w moim pojeciu oznacza , ze chcesz miec kogos kogo kochasz dla siebie..chcesz miec pewnosc, ze tylko Ty sie liczysz dla niego. Ze ani mysla ani cialem Cie nie zdradzi. Jesli to zawladniecie przechodzi w zaborczosc, dodatkowo pojawia sie niepewnosc, to zaraz za nimi jest i zazdrosc. Niepewnosc moze spowodowac albo partner swoim dwuznacznym albo i jednoznacznym zachowaniem albo nasza wlasna niska samoocena.
Ja odeszlam tez od meza, ktorego juz nie potrafilam kochac, a ktory tez chcial to dalej ciagnac. Uznalam, ze tak bedzie lepiej dla nas obojga i dla dzieci. Nie wystraszylo mnie to, ze bede miala o wiele mniej pieniedzy na zycie, ze domem bede musiala zajac sie calkiem sama, ze tylu rzeczy bede musiala nauczyc sie od zera, bo dotychczas to byly jego obowiazki, ze moze juz jestem za stara na nowa milosc i zostane sama do konca zycia. Robiac sobie bilans zyskow i strat doszlam do wniosku, ze wole przezyc te druga polowe zycia sama i w trudach niz w wymarlym zwiazku. Odzwyczailam sie tak jak mozna sie przyzwyczaic.
Umiec brac i umiec dawac. On to potrafi i takiego czlowieka latwo jest kochac, jest za co.
Mussaka masz rację źle Cię oceniłam i PRZEPRASZAM. Jesteś mądrą i życzliwą kobietą i bardzo doceniam to jak starasz się innym doradzić i innych wspierasz.
7 003 2011-09-23 18:39:45
Mariorie napisał/a:hej dziewczyny. co to znaczy kochac? czy któras z Was kocha swojego meza, chlopaka , partnera? ja pytam calkiem powaznie. Jak to wyglada? prosze piszcie.
ja kocham...
![]()
i skoro trwa to już ponad 25 lat, to chyba nie jest to jednak zauroczenie...nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie co to znaczy kochać...
wg mnie kochać to znaczy:Ufać , wierzyć
Nie doszukiwać się problemów, tam gdzie ich nie ma
Szanować (wybory, decyzje, przyzwyczajenia)
Wspierać
Wybaczać
Nie trzymać długo urazy
Nie ranić (nie mówić niczego takiego czego nie chciałabym ja sama usłyszeć)
Dawać (ciepło, pomoc, zrozumienie)i tego samego wymagać dla siebie.....
pozdrawiam was wszystkie...
:)
czytam was, bo jesteście bardzo dzielnenie mogłam się powstrzymać
już mnie nie ma
Witaj Kadbe i zostań z nami. Nam są potrzebne słowa, wskazówki i uwagi tych które kochają " normalnie". ![]()
7 004 2011-09-23 20:41:23
Nam są potrzebne słowa, wskazówki i uwagi tych które kochają " normalnie".
wy też kochacie "normalnie" tylko trafiłyście na niewłaściwych facetów...
:(
dlatego z czasem ta miłość stała się "za bardzo" bo nie jest odwzajemniona...
za każdą z was trzymam kciuki...
7 005 2011-09-23 23:06:31
Ja od niedawna kocham siebie
Jak to wygląda? Dbam o siebie, mówię sobie miłe rzeczy, doceniam codzienny trud, rozpieszczam siebie w miarę możliwości.
Obiecałam sobie, że już nigdy siebie nie zawiodę i konsekwentnie tego przestrzegam, nie pozwalam siebie krzywdzić, nie dopuszczam złych myśli, afirmuję dobre zdarzenia. Jestem dla siebie oparciem nawet w najbardziej beznadziejnych momentach, na moją miłośc do siebie samej nie mają wpływu mysli, słowa i uczucia innych ludzi.
Niekochana - to już tylko nick
Cały czas uczę się od Kochanej Niekochanej!
- Dbam o siebie
- Rozpieszczam
- Nie krytykuję
- Zaprzyjaźniam
- Chodzę na spacery
- Wspieram
- Chwalę
- Nie krzywdzę
- Edukuję
- Dbam o kondycję fizyczną
- Dbam o dobry humor... i wiele innych różnych rzeczy i czynności.
Dzisiaj byłam sama w kinie na świetnym filmie. Jeszcze jakiś czas temu nie poszłlabym sama. Po prostu jak nie szedł ze mną mój M. lub gdy nie znalazłam innego towarzystwa, to po prostu rezygnowałam.
Dzisiaj nie. Świetne jest moje towarzystwo i wogóle mi to nie przeszkadza, że byłam sama.
Polecam.
Można świetnie spędzać czas tylko chcieć i życzę WAM tego dziewczyny.
Na jutro i pojutrze już też mam plan.
A WY ?
![]()
7 006 2011-09-23 23:08:30
Znalazłam wspaniały cytat:
"Najważniejsze, aby każda z nas była bezwstydnie świadoma swojego potencjału na tyle, by umieć wypiąć się na sprawców chamstwa czy agresji, a decydując się rozłożyć nogi czyniła to z pełnym poczuciem własnej godności."
7 007 2011-09-23 23:11:48
Znalazłam wspaniały cytat:
"Najważniejsze, aby każda z nas była bezwstydnie świadoma swojego potencjału na tyle, by umieć wypiąć się na sprawców chamstwa czy agresji, a decydując się rozłożyć nogi czyniła to z pełnym poczuciem własnej godności."
dołożyłaś do pieca
myślęże to najwazniejsze nie jest tam gdzie piszesz lecz w głowie
7 008 2011-09-23 23:37:51
niekochana72 napisał/a:Znalazłam wspaniały cytat:
"Najważniejsze, aby każda z nas była bezwstydnie świadoma swojego potencjału na tyle, by umieć wypiąć się na sprawców chamstwa czy agresji, a decydując się rozłożyć nogi czyniła to z pełnym poczuciem własnej godności."dołożyłaś do pieca
myślęże to najwazniejsze nie jest tam gdzie piszesz lecz w głowie
Moim zdaniem musi być harmonia. I w głowie i (jak to pięknie pisze heathcliff) Międzynóżu Babim ![]()
7 009 2011-09-24 09:57:08
O żesz "Międzynóże". Czytałam a umknęło mi, trza raz jeszcze.
Mamy batalię z sąsiadką z dołu. Wścibskie, stare babsko. Ja nie wiem co ona robi, ale chyba siedzi i nasłuchuje bez przerwy. Potrafi czaić się przy swoich drzwiach i jak widzi mojego... to otwiera drzwi i gada, "żeśmy o którejś tam w nocy psu kość rzucali", "że chodzimy w nocy w obcasach". I tak kilka razy. Ona po prostu wie lepiej co my robimy. Pies tupie...
Dwa razy jej dzień dobry powiedziałam. I na tym koniec.
Dziś przysłała syna, "żeśmy o pierwszej nocy kość psu rzucali" Nie wiem co dalej bo mnie w domu nie ma. Bidna baba nie przystosowana do życia w społeczeństwie. Jak ja bym tak nasłuchiwała każde pierdnięcie skądkolwiek...
To już trwa kilka miesięcy.
Ostatnio w niedzielę postanowiłam umyć okna. Jak się w sobotę pracuje to cóż.
Myłam parapet i chyba musiałam jej kapnąć czy coś. Jak się zaczęła drzeć w niebogłosy "co się tam dzieje???!!!!"
Więc jej miło odpowiedziałam, że parapet się myje. To się darła, że trzeba umieć myć sratatata. A kto to okno w niedziele myje? To ja na to, że się pracuje i niedziela zostaje. Zapomniałam jej zapytać, czemu jej w kościele nie ma. Ło matko. I pomyśleć, że my pracujący na takie stare pasożyty zasuwamy, żeby to emeryturę miało. Nienawidzę starych zgorzkniałych, niewyżytych bab. A najważniejsze, że ją przeprosiłam, ale jak zaczęła pyskować to ja sobie nie dam. Nie omieszkałam jej powiedzieć, że jej zdaje się za wiele rzeczy przeszkadza.
Straszy, że zadzwoni do tego do tamtego, że pójdzie tam siam.
Śmieje się, że to pod prześladowanie podchodzi, bo kto czatuje, żeby coś do sąsiada powiedzieć. I ciekawe, że do mnie nic nie powie. Tylko z tym oknem.
7 010 2011-09-24 23:33:23
A ja mam dylemat i to duży ,mój związek jest fikcją mąż wyprowadził się do salonu i wstawił tam sobie drzwi, brakuje tu tylko pozwu o rozwód ale mimo wszystko mi zależy na nim tyle że to już i tak nie ma znaczenia.Chodzi zasadniczo o to jak zapomnieć o kim kto jest obok nas, dzisiaj poszedł na imprezę, siłą faktu o tym wiem i boli mnie to wiem że , jestem głupia ale czy to w ogóle możliwe aby się uodpornić mając go obok siebie?
7 011 2011-09-25 08:54:53
A ja mam dylemat i to duży ,mój związek jest fikcją mąż wyprowadził się do salonu i wstawił tam sobie drzwi, brakuje tu tylko pozwu o rozwód ale mimo wszystko mi zależy na nim tyle że to już i tak nie ma znaczenia.Chodzi zasadniczo o to jak zapomnieć o kim kto jest obok nas, dzisiaj poszedł na imprezę, siłą faktu o tym wiem i boli mnie to wiem że , jestem głupia ale czy to w ogóle możliwe aby się uodpornić mając go obok siebie?
Tak, na pewno masz trudną sytuację i nie do po zazdroszczenia....
Nie jestem w takiej sytuacji i nie byłam i mam nadzieję, że nigdy mi się nie zdarzy.......ale......wydaje mi się ,że zamiast rejestrować jego wyjścia i przyjścia i rozmyślać co on też tam za tymi drzwiami porabia ( bo można zahaczyć o obłęd ) trzeba by zająć się sobą, znaleźć tak absorbujące zajęcie by zająć myśli czym innym. Wiem,wiem łatwo powiedzieć ale trzeba nad sobą pracować i oduczać się myśleć o nim( najpierw uczyłyśmy się myśleć o nim a szło to bezboleśnie) i wydaje mi się .....czas....ważny jest czas. Nie mieszkam z mężem już 6 miesięcy i nadal myślę o nim - nie na zasadzie co robi, gdzie jest ale wraca w przemyśleniach , wspomnieniach i to nie tak, że coś mi go przypomina....to ja sama go przywołuję( oczywiście bezwiednie) natomiast kiedy jestem czymś intensywnie zajęta nie ma go" przy mnie".
Mam znajomych, którzy mieszkają blisko torów.Początkowo każdy przejazd pociągu rejestrowali i nawet nauczyli się określać czas według tych przejazdów- do czasu bo przyszło z czasem przyzwyczajenie i już nie słyszą, nie rejestrują tego dźwięku....więc może chodzi o przyzwyczajenie do nowej sytuacji, które przychodzi z czasem.
7 012 2011-09-25 09:29:31
starać się można tyle że teraz akurat mam w ogóle zły moment właśnie jestem na etapie czekania na wypowiedzenie dopiero we wtorek będę coś wiedzieć no cóż byłam na L4 i wiadomo jak to się kończy. Teraz cały tydzień siedziałam w domu koszmar , staram się panować nad sobą ale jest to ciężkie.
7 013 2011-09-25 22:10:42
A ja mam dylemat i to duży ,mój związek jest fikcją mąż wyprowadził się do salonu i wstawił tam sobie drzwi, brakuje tu tylko pozwu o rozwód ale mimo wszystko mi zależy na nim tyle że to już i tak nie ma znaczenia.Chodzi zasadniczo o to jak zapomnieć o kim kto jest obok nas, dzisiaj poszedł na imprezę, siłą faktu o tym wiem i boli mnie to wiem że , jestem głupia ale czy to w ogóle możliwe aby się uodpornić mając go obok siebie?
Dobrze trafiłaś, my tutaj tak mamy.
Kochamy, a oni nas NIE.
Nie zmusisz go żeby znowu zaczął Ciebie kochać, nie zmusisz go żeby usunął drzwi..on po prostu nie chce z Tobą być.
Chcesz cierpieć. NIE! Tego jesteś pewna. Czas. Złap dystans. Niekochana może przesłać bibliotekę tylko daj jej znać.
Napisz coś bliżej. Dlaczego jest tak jak jest. Wygadaj się my posłuchamy i spróbujemy pomóc.
Jestem z Tobą, wiem o czym piszesz.
Ciężka i długa droga przed Tobą, ale jesteś w dobrym miejscu. Jesteśmy dobrym lekarstwem na nasze zło.
Jestem świetnym przykładem. Zarejestrowałam się tutaj w kwietmiu, czyli 5 miesięcy! Zupełnie inaczej myślę, płaczę sporadycznie (chociaż jeszcze się bywa), złapałam dystans do swojej sytuacji i jeszczemęża. Daję radę, dzięki temu, że jestem tutaj. Czytam i ewoluowałam się na tym wątku, przeczytaj go od początku, to zrozumiesz o czym piszę
![]()
7 014 2011-09-26 10:53:48
Hej,
Trafilam tu jakis czas temu jakies kilka dni temu i zaczelam nowy watek zamiast poszperac po forum.
Przeczytalam czesc postow z tego watku i sporo przemyslalam.
Przede wszystkim- tak, kocham za bardzo i tak- nie mam szacunku do samej siebie i tak- dlatego on tez go do mnie nie ma.
Jestem tego teraz w pelni swiadoma. Moj jeszcze maz jeszcze pare tygodni temu mowil mi, ze mnie bardzo kocha. Nie mieszkamy razem od paru miesiecy ze wzgledu na budowe, ale po mojej ostatniej klotni, ktorej efektem byl wyjazd z budowy i kilka dni milczenia maz oswiadczyl mi ze mnie nie kocha i ze chce rozwodu.
Przystalam... choc zazwyczaj prosilam, ponizalam sie i jeszcze raz prosilam...
Mam zamiar zaczac kochac sama siebie, aby i on mogl mnie pokochac (choc szczerze nie jestem pewna czy rzeczywiscie mnie przestal kochac, raczej, znajac jego, zawzial sie, ze sie ze mna rozwiedzie, chce mi dokopac i takie tam). O zdradzie tu nie ma mowy. Jest totalnym asocjalnym samotnikiem, do tego ani on przystojny, ani piekny, lysiejacy i siwiejacy 30-to latek. Niemniej jednak dla mnie ma troche atutow, ktore sa na poczatku listy moich priorytetow u faceta (jak ktos chce to sprecyzuje).
Bylam bardzo silna kobieta, w sumie nastolatka jak go poznalam. Pieknie mowil i byl szalenie inteligentny, zakochalam sie bezgranicznie i bezsensownie. Poczatki jak wszedzie byly codowne. Z czasem dochodzilo do ponizania mnie. Na pewno nie bylam calkiem bez winy. Poza tym z jego punktu widzenia moglo to wygladac inaczej. Nie chce usprawiedliwiac ani siebie ani tym bardziej jego. Niemniej jednak pozwolilam sie ponizac, potrafilam go blagac i tu upadlam. Brak szacunku dla siebie, wiec i on go do mnie nie mial.
Teraz po spedzonym weekendzie na budowie u jeszcze meza stwierdzilam, ze musze sie koniecznie zmienic, zdystansowac, poiedziec sobie, ze to ja jestem na pierwszym miejscu, pokochac siebie, a wtedy i on moze mnie pokocha. Jak on mnie nie pokocha, to przeciez nic sie nie stanie- kochajac sama siebie moge zyc bez niego, kochajac tylko jego nie jestem wstanie zyc bez niego.
Teraz ogolnie sprawa mojej sytuacji.
Mam 7-dmio miesiecznego malego szkraba i 7,5 letnia corke. Jeszcze maz je bardzo kocha. od 2 m-cy pracuje, od 3 lat studiuje, od lutego z jeszcze mezem mamy kredyt na dom. Jeszcze maz chce aby zostal on wspolnota malzenska, przepisac dom na dzieci i on chce go splacac. Do tego chce zgodzic sie na rozwod z ozeczeniem winy aby zasadzic mi oprocz alimentow na dziecko jeszcze alimenty na mnie. Wszystko po to abym w lipcu, po skonczeniu studiow przeprowadzila sie z dziecmi do nowego domu i abym mogla sie tam utrzymac, natomiast jeszcze maz wyprowadzi sie wtedy z niego i bedzie wynajmowac mieszkanko gdzies niedaleko i bedzie nam pomagac;/- dziwne. Czy tak zachowuje sie ktos kto nie kocha? Poza tym wiem, ze na pewno nikogo nie szuka- sprawdzilam go:P Nie chce nawiazywac z nikim kontaktu.
Rozumiem sprawe, ze chce mieszkac niedaleko, ze wzgledu na dzieci, ale dawac naprawde duze pieniadze na kogos kogo nie kocha to juz jest bardzo dziwne i traci mi podstepem milosnym... Przekretu tu raczej nie ma, bo zanim sie rozwiedziemy wszystko notarialnie uzgodnimy, tj. zdekralowanie sie, ze przepisze dom na dzieci, oraz zdeklarowanie sie ze bedzie splacac kredyt. Na sprawie natomiast zasadzi sie alimenty dla dzieci i dla mnie.
Ja mam zamiar traktowac go jedynie "grzecznie", niech zobaczy, ze wcale go nie porzebuje, ze sama sobie swietnie radze i niech wie co stracil i ze jest o co sie starac. Jestem atrakcyjna kobieta, szczupla, zgrabna, nie raz mialam juz niemoralne propozycje kolegow ze studiow i nie tylko- czesto mezatych, wiec wiem, ze sie podobam. Tych propozycjach moj jeszcze maz wiedzial, ale chyba byl zawsze mnie zbyt pewny (tym bardziej, ze studiuje zaocznie i jestem jedyna kobieta na roku!) i wiem ze jemu tez sie podobam.
Dziwny, bardzo dziwny ten moj jeszcze maz.
Ja jestem teraz juz duzo silniejsza.
Co myslicie o tej calej sprawie?
Czy jest szansa go rozkochac w sobie. Jak nie to przeciez nie umre. Podjelam decyzje i na pewno bede juz konsekwentna. Nie mniej jednak czesto tak bywa, ze jak kobieta po tym jak facet ja zostawia okazuje sie ze super sobie radzi- co wiecej kwitnie, to facet chce wrocic. Tylko niestety dla niego, juz nie na takich waunkach jak kiedys. Sama nie wiem, czy bede go jeszcze chciala, ale taka satysfakcja, ktorej nie moge sie oprzec:P
7 015 2011-09-26 11:20:36
Ale dziwna ta twoja sytuacja Ktosik. Oj bardzo dziwna, strasznie nawet. Hm...
7 016 2011-09-26 11:37:22
Ale dziwna ta twoja sytuacja Ktosik. Oj bardzo dziwna, strasznie nawet. Hm...
No wlasnie. Dziwna jak olela. Problem taki, ze nie mam jej jak porownac do sytuacji innych ludzi, bo moj jeszcze maz jest tak specyficznym czlowiekiem, ze jeszcze w zyciu nawet troszeczke podobnego nie spotkalam. Nie mam zielonego pojecia co myslec i jak sie do sprawy ustosunkowac. Hm... Moze jakis Pan bedzie wiedziec co mojemu jeszcze mezowi w glowie siedzi? A moze Panie majace doczynienia z roznego typu Panami wiedza co jest grane?
7 017 2011-09-26 11:50:58
Szlachetny człowiek. Poczuwa się do odpowiedzialności za rodzinę.
Co do rozwodu. Może czuje się niedoceniony? Zarabia na rodzinę, buduje dom itd. Może właśnie brakuje mu docenienia z Twojej strony tego co dla Was robi?
7 018 2011-09-26 11:57:10
Ja szczerze powiem, że nie mam pojęcia. Sytuacja owa byłaby wytłumaczalna jeśli to ty byś powiedziała dziękujemy Panu za uwagę, ale jeśli to on. Nie kumam tego wcale. A może on coś ma do ukrycia?
7 019 2011-09-26 12:59:17
Szlachetny człowiek. Poczuwa się do odpowiedzialności za rodzinę.
Co do rozwodu. Może czuje się niedoceniony? Zarabia na rodzinę, buduje dom itd. Może właśnie brakuje mu docenienia z Twojej strony tego co dla Was robi?
Oj marco zdziwilabys sie. Strasznie mnie ponizal. zrobilam tak- bylo zle, zrobilam tak jak chcial, czyli inaczej- tez bylo zle. Ja za nim totalnie sikalam. Wszytko bylo zawsze tak jak chcial, a on i wtedy dopatrywal sie czegos aby sie przyczepic, bo np mial zly humor i zamiast powiedziec "mam zlu humor, dajcie mi dzisiaj wszyscy swiety spokoj" wyrzywal sie na mnie. Na dziecku tez potrafil jezdzic niemilosiernie. Nie pisze o nim zle, bo to nie ma sensu.
Wiesz ja tez bylam zajechana totalnie. Mieszkalam w anglii, wychowywalam corke, pracowalam fizycznie i zajmowalam sie domem i studiowalam i jeszcze jezdzilam na te studia do polski, a mam baaardzo ciezkie studia i nie bylo dnia abym sie nie uczyla. Zasypialam wszedzie gdzie siadalam. I jeszcze na dodatek pod koniec pobytu w anglii okazalo sie ze jestem w ciazy i dalej na najwyzszych obrotach. Nigdy nawet nie poodkurzal w domu aby mnie odciazyc.
Nigdy nie zarabialam tyle co on, ale nie po tym okresla sie wartosc czlowieka.
Kredyt tez ja zalatwialam. Cala ciaze, mimo iz byla zagrozona codziennie latalam gdzies zalatwiac formalnosci. Mial mnie tyle ile chcial. Wszystko robilam dla niego. Ciagle mowilam jak bardzo go kocham, ile dla mnie znaczy, jak bardzo mi sie podoba i jak mnie pociaga.
Na pewno nie jestem calkiem bez winy, bo tak nigdy nie bywa. Ale na pewno nie jest to szlachetny czlowiek. On ma w tym jakis interes. Cos kombinuje. Nie ma tak szlachetnego mezczyzny ktory zobowiazal sie na 20 lat do wydawania tak duzych pieniedzy- w imie czego?
Jak bedzie miec inna kobiete, to juz mu przejdzie chec utrzymywania bylej zony. Tylko czy on rzeczywiscie chce innej kobiety? Czy to nie jest taka gierka? Sciagnac ja blisko i miec dla siebie?
7 020 2011-09-26 13:00:40
Ja szczerze powiem, że nie mam pojęcia. Sytuacja owa byłaby wytłumaczalna jeśli to ty byś powiedziała dziękujemy Panu za uwagę, ale jeśli to on. Nie kumam tego wcale. A może on coś ma do ukrycia?
Moze to, ze wcale nie chce jednak odejsc...