"Nawet jeśli w procesie dążenia do osiągnięcia kolejnego poziomu dokonań upadniemy na twarz, to będziemy pewni, że upadliśmy
do przodu, zbliżając się do celu o co najmniej półtora metra."
Larry DiAngi
6 891 2011-09-14 18:13:38
Podobne tematy
6 892 2011-09-14 19:23:28 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-14 19:26:33)
Bardzo elegancko sobie to wszystko ułożyłaś. Bo potrzeba na wszystko czasu. Trzymaj się i nie daj się. Księżniczka bardzo dobrze. Mnie sie podoba. A on widać robi z siebie błazna. ;-)
Albo żyje normalnie, albo nie. Taki wybór.
A, jeszcze o jednym zapomniałam, bo jeszcze Niekochana doczytałam. Oni mają taką umiejętność, że przypisują swoje wady innym, taki czar...
6 893 2011-09-14 19:27:17
Przepraszam zagubiona z gory za niekompetentne pytanie, ale czy to jest o wszystkich zwiazkach czy tych nieszczesliwych? Bo jakos ciut, jak na moj gust, zbyt ogolnikowo potraktowano w nim milosc. I dosc negatywnie w gruncie rzeczy, a przeciez sa i szczesliwe zwiazki.
Ale jedno zdanie przykulo ma uwage: "Uczucie to bywa tak silne, że reszta swiata blaknie i traci znaczenie" - to odnosnie stanu zakochania albo kochania.
Rzeklabym, ze tu pies zostal pogrzebany.
To brzmi wlasnie jak zatracanie sie calkowite w milosci, poswiecanie siebie calego drugiej osobie, zapominanie o swoich potrzebach i swoich pragnieniach, utrata wzroku, sluchu, wechu oraz innych zmyslow, niestety instynktu tez, kompletne odejscie od rzeczywistosci i zawisniecie w jakiejs prozni nazywanej miloscia - czyny te powinny byc karalne wedlug Kodeksu Kochania:))
Moze nalezaloby trenowac sztuke tzw. milosci wybiorczej albo milosc niekompletnej, milosci swiadomej? ee, jakies glupie te terminy. Macie pomysl jak nazwac takie bezbolesne kochanie albo milosc jakims wlasciwym slowem?
Miłość rozsądkiem słana, miłość mądra, miłość rozsądna, miłość bez przesady... cos tam.
6 894 2011-09-15 00:47:02
Takaja napisał/a:Sytuacja wygląda tak, on ma 27 lat, ja 26 i na litość boską nie jesteśmy już dziećmi. Znamy się od dzieciństwa, nasze rodziny również. Bardzo lubię jego rodziców, on moich ze wzajemnością, ogólnie jest naprawdę dobrze. Powtarza mi cały czas, że jestem najważniejsza dla niego. Jednak jego mama hm...myślę, że to w niej jest problem. Ona lubi mieć kontrolę nad wszystkim. Ma on jeszcze 3 braci, którzy już też są pełnoletni, a mama ich ciągle kontroluje. Najmłodszy brat ma 20 lat i jak zarobi sobie jakieś pieniądze, to musi jej je dawać na przechowanie, a on jak potrzebuje, to prosi ją, żeby mu dała i tłumaczyć na co one są. Dla mnie to jest jakaś paranoja i zanim mój związał się ze mną, to też była kontrola nad jego pieniędzmi. On sam uważa, że to jest chore i sprzeciwia się temu, ale nie do końca mu czasem to wychodzi. Jak coś sobie kupi droższego na raty, to jego mama nie może się dowiedzieć, bo zaraz by miał jazdy w domu. To już temu też się sprzeciwia, pozostała jeszcze tylko kwestia właśnie jego zachowania, że mama wie lepiej, bo bardziej doświadczona itp itd aż mdli mnie od tego. Odnoszę wrażenie, że jakby on bał się mamy, co ona powie jak on zrobił by coś po swojemu, nie pytając jej o radę czy prosić o pomoc.
Jak sie spotkamy, to porozmawiam z nim, powiem mu, że nie będę tolerować tego, że we wszystkim musi być uznanie jego mamy, że mam obawy co do tego jak będzie wyglądać nasze życie jak już będzie dzidziuś. Mieszkamy u mnie, tzn. on pomieszkuje i jak już np. 2-3 dni go nie ma w domu, to zaraz mama dzwoni albo pisze smsy, przecież to już dorosły człowiek, więc po co?
Zobaczymy co będzie po rozmowie. A tak wogóle,to wczoraj dostałam od niego nowy przydomek: Księżniczka z piórkiem w dupi***:D skoro tak twierdzi, to taka chyba będę musiała zacząć być.Dziękuje Wam za pomoc i życze miłego dnia
P.S. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie napisała: MAMA nie jest jedynym problemem.
* wyzywał Cię
* oczekuje Twoich przeprosin, mimo iz sam zawalił
* SAM porównuje Ciebie i inne kobiety do swojej mamy - to JEGO nawyki, a nie MAMY.Napisałam to, bo WIDZĘ, że zaczynasz go tłumaczyć. NIE Z NAMI TE NUMERY - KOCHANA
Cześć Takajko ! ![]()
Bardzo miło Cię słyszeć, ale przyznam, że raczej zasmuca mnie to opisujesz. Wycytowałam naszą Niekochaną bo niestety, ale w pełni podpisuję się pod tymi ostatnimi wnioskami...
Powiem Ci, nie wiem jak to jest być ciągle porównywaną do matki chłopaka, skoro piszesz, że to przeszkadza Ci najbardziej musi tak być. Niemniej jednak nie to wzbudziło we mnie największy niepokój.
Trzy rzeczy:
1) Poniżanie słowne (Czy ta pie*** idiotka to aby jedyny taki wybryk ? Nawet jeżeli jedyny... nie wyobrażam sobie kłótni z meżczyzną, przyjacielem ani rodzeństwem, w której na drodze nieporozumienia choćby nie wiem jak ciężkiego kalibru stosuję wobec bliskiej osoby wyzwiska poniżej godnego poziomu. Uważam, że klasę i standart zachowań człowieka poznajemy nie po tym jak zachowuje się gdy jest zgoda, bo wtedy nietrudno o przymilne zachowanie, ale po sposobie w jaki rozwiązuje konflikty i jak reaguje na rozbieżność pogladów. Czy podoba Ci się fakt, że jednego dnia słyszysz iż jesteś najważniejszą osobą w życiu a drugiego serwuje Ci odzywkę jak do obcego chłopa na ulicy ? Na dodatek- to jest początek znajomości. Nie przytłaczają Was wspólne problemy z dziećmi, kredytami, opłatami. Jeżeli na etapie randkowania i pomieszkiwania tak potrafi go zirytować Twoja osoba, że nie jest w stanie okiełznać języka do czego dojdzie jak będzie dodatkowo poirytowany wspólnymi zobowiązaniami, dojdzie jakieś nieuniknione znużenie sobą a o różowych okularach będzie można w ogóle zapomnieć ?)
2) Wymuszanie reakcji (tzn. jak Ci przejdzie zadzwoń i przeproś). Tak to można czteroletniemu dziecku mówić, które nie rozumie jeszcze, że zrobiło źle. Ty jesteś dorosła i w Twojej gestii leży żeby ocenić czy popełniłaś błąd i czy masz za co przepraszać ! Wcale nie wydaje mi się istotne czy domagał się przeprosin czy czego innego, chodzi o podejście do drugiej, niezależnej osoby. Czy on Cię wychowuje ? I niby z jakiej racji ?
3) "Nie poradzisz sobie beze mnie". To już chyba manipulacja... To, że mu odpowiesz, że tak nie jest i siebie zapewnisz, że na pewno dasz sobie radę to nic. Jak w ogóle można mówić takie rzeczy i co mu przychodzi do głowy ? Po co ci coś takiego usiłuje wmówić ?? Takaja, czy Tobie takie stwierdzenie wobec niego w ogóle przeszłoby przez usta ? Chce kobiety, która będzie z nim z wyboru czy takiej, która będzie mu poddana ze strachu, że sama zginie ?
I kochana, zapytałaś czy to, że Cię w ogóle cokolwiek niepokoi to faktycznie jego wina czy też masz "zryty beret" po poprzednim... Nie określiłabym tego tak brutalnie, ale wydaje mi się, że druga opcja ma w sobie coś z prawdopodobieństwa. Tyle, że nie nie mam na myśli, że po bolesnych przejściach jestes przewrażliwiona, ale wręcz przeciwnie. Czy sam fakt, że jest "zupełnie inny" niż Twój eks już nie powoduje, że nie widzisz, że coś z jego strony jest mimo wszystko bardzo nie tak ?
Przepraszam za brutalne wyłuszczenie spojrzenia na sprawę, ale dokładnie takie wrażenie odnoszę. Może to jest wyolbrzymianie i można powiedzieć, że w żadnym związku nie jest idealnie, ale jednak widzę to jako symptomy czegoś niepokojącego w tym człowieku. Zważyszy, że jesteście ze sobą bądź co bądź nie taki długi czas. Może to zależy od usposobienia i tego jaką pozycję w związku kobieta jest gotowa przyjąć. Mnie przeszkadza jeżeli facet próbuje dominować i przyjmować wobec kobiety pozycję "z góry", niektórym kobietom odpowiada przyjęcie "posłusznej" postawy a jeżeli odpowiada to pewnie nie ma w tym nic złego.
Ja bym zaryzykowała stwierdzenie, że te nieliczne wypowiedzi, które przytoczyłaś mogą wskazywać na to, że on wychodzi z założenia "ja jestem od Ciebie mądrzejszy, moja mama jest od Ciebie mądrzejsza, Ty się słuchaj bo i tak beze mnie nie dasz rady". Zastanów się na ile Ci to przeszkadza, na ile nie przeszkadza albo czy czujesz się na siłach zwalczać w kimś takie podejście i pracować nad zmianą swojego obrazu w jego oczach. Nie wiem czy to drugie jest w ogóle możliwe, może taką ma wizję kobiety w swoim życiu i kropka.
Powodzenia i pomyślnych rozwiązań
I przede wszystkim- wiary w siebie i swoje odczucia ! ![]()
6 895 2011-09-15 07:38:49
Mussuka napisał/a:Przepraszam zagubiona z gory za niekompetentne pytanie, ale czy to jest o wszystkich zwiazkach czy tych nieszczesliwych? Bo jakos ciut, jak na moj gust, zbyt ogolnikowo potraktowano w nim milosc. I dosc negatywnie w gruncie rzeczy, a przeciez sa i szczesliwe zwiazki.
Ale jedno zdanie przykulo ma uwage: "Uczucie to bywa tak silne, że reszta swiata blaknie i traci znaczenie" - to odnosnie stanu zakochania albo kochania.
Rzeklabym, ze tu pies zostal pogrzebany.
To brzmi wlasnie jak zatracanie sie calkowite w milosci, poswiecanie siebie calego drugiej osobie, zapominanie o swoich potrzebach i swoich pragnieniach, utrata wzroku, sluchu, wechu oraz innych zmyslow, niestety instynktu tez, kompletne odejscie od rzeczywistosci i zawisniecie w jakiejs prozni nazywanej miloscia - czyny te powinny byc karalne wedlug Kodeksu Kochania:))
Moze nalezaloby trenowac sztuke tzw. milosci wybiorczej albo milosc niekompletnej, milosci swiadomej? ee, jakies glupie te terminy. Macie pomysl jak nazwac takie bezbolesne kochanie albo milosc jakims wlasciwym slowem?
Miłość rozsądkiem słana, miłość mądra, miłość rozsądna, miłość bez przesady... cos tam.
Milosc madra! To jest to, MM jak Marylin Monroe cjoc to moze nie najlepsze skojarzenie, biorac pod uwage, ze jej sie w milosci nie powiadlo. Ale ten termin najbardziej mi sie spodobal:)
6 896 2011-09-15 10:44:03
nie rozpamiętuje tych chwil i tych uczuć,które były w czasie tej strasznej burzy o której zawsze myślałam ,że mnie ominie
choć jest to jak jakieś uzależnienie, a każdy kto walczy ze swoim demonem wie ile to kosztuje wysiłku
nie sprawdzam na każdym kroku telefonu, poczty nie chcę popaść w paranoje boję się tego
zawsze byłam postrzegana jako niemota rodzinna co nic nie umie ,wszystko psuje ,jest brzydka, ma krzywe zęby , gruba ,jąka się albo za szybko mówi i nikt jej nie rozumie -cóż to za mądrość wygłosiła
i kiedy pojawił się ten ,który pokochał mnie z całą tą otoczką a co ważniejsze ja sama Go zaakceptowałam to myślałam ,że Pana Boga za nogi złapałam
jednak moja bajka zakończyła się tak, że wilk zjadł gapowatego czerwonego kapturka a w pobliżu nie było gajowego ,który miał ją uratować musiała dać sobie radę sama
zajęło mi to dużo czasu albo i nie - nie wiem sama bo jeśli dożyję starości będę miała jakiś punkt odniesienia
wydostałam się poturbowana, pokaleczona , obszarpana ,niektóre rany już się zabliźniły inne jeszcze nie ale plasterek na ranę jest przyklejony i czekam cierpliwie aż będę mogła go zdjąć
miałam masę kompleksów nadal je mam ale teraz nie są one tak traumatyczne jak za czasów moich głupich i nieodpowiedzialnych nastoletnich lat
nie wiem jak to się działo ale mimo wszystko zawsze czułam i wiedziałam,że jestem inna - wyjątkowa
koledzy z podwórka byli zachwyceni moimi ślicznymi przyjaciółkami ale nie mieli bardzo o czym z nimi rozmawiać ja wiedziałam kim jest Robert De Niro one już nie bardzo ale Leonardo DiCaprio tak bo jest taki śliczny
muzyka - lubisz hip-hop też lubię ale nie tylko bo lubię rock , heavy metal ,muzykę klasyczną a uwielbiam folk dla większości folk to obciach a szkoda
znam tytuły ,wykonawców, albumy, nazwiska
jakoś nie lubiłam się ograniczać do jednego stylu czy też dziedziny
dla wielu z was może to nic nadzwyczajnego ale dla mnie i mojego otoczenia wiejskiego to jest naprawdę dużo
już od dawna wiem , że nie mam figury modelki ani urody aktorki filmowej i co z tego i tak jestem zajebista
mówię szybko i czasem się jąkam co z tego i tak jestem zajebista
może nie jestem geniuszem a moja wiedza w różnych dziedzinach jest bardzo skromna ale co z tego przyznaję się do tego bo się nie wstydzę chcę się dowiedzieć i słucham - bo jestem zajebista
mam poczucie humoru bo jestem zajebista
jestem wyrozumiała i tolerancyjna bo jestem zajebista
umiem się świetnie bawić (a przy tym i moje towarzystwo) bez alkoholu ani innych głupich używek bo jestem zajebista
jestem cierpliwa potrafię wybaczyć i zapomnieć krzywdy mi wyrządzone bo jestem zajebista
potrafię wysłuchać bo jestem zajebista
mimo dręczących mnie problemów i smutków potrafię wstać rano i mieć dobry humor ,żeby zarazić nim innych bo jestem zajebista
nie słucham plotek o sobie bo nie interesuje mnie opinia ludzi na mój temat co co by nie powiedzieli to i tak to nie zmieni tego, że jestem zajebista
w łóżku jestem zajebista
mój chłop ma dużo swobody bo jestem zajebista
mój chłop też jest zajebisty bo ma mnie - zajebistą babę
ale najbardziej mam zajebiste dzieci
a jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to nie mój problem ja potrafię uszanować czyjeś zdanie bo jestem zajebista
6 897 2011-09-15 12:10:37
nie rozpamiętuje tych chwil i tych uczuć,które były w czasie tej strasznej burzy o której zawsze myślałam ,że mnie ominie
choć jest to jak jakieś uzależnienie, a każdy kto walczy ze swoim demonem wie ile to kosztuje wysiłkunie sprawdzam na każdym kroku telefonu, poczty nie chcę popaść w paranoje boję się tego
zawsze byłam postrzegana jako niemota rodzinna co nic nie umie ,wszystko psuje ,jest brzydka, ma krzywe zęby , gruba ,jąka się albo za szybko mówi i nikt jej nie rozumie -cóż to za mądrość wygłosiła
i kiedy pojawił się ten ,który pokochał mnie z całą tą otoczką a co ważniejsze ja sama Go zaakceptowałam to myślałam ,że Pana Boga za nogi złapałam
jednak moja bajka zakończyła się tak, że wilk zjadł gapowatego czerwonego kapturka a w pobliżu nie było gajowego ,który miał ją uratować musiała dać sobie radę sama
zajęło mi to dużo czasu albo i nie - nie wiem sama bo jeśli dożyję starości będę miała jakiś punkt odniesieniawydostałam się poturbowana, pokaleczona , obszarpana ,niektóre rany już się zabliźniły inne jeszcze nie ale plasterek na ranę jest przyklejony i czekam cierpliwie aż będę mogła go zdjąć
miałam masę kompleksów nadal je mam ale teraz nie są one tak traumatyczne jak za czasów moich głupich i nieodpowiedzialnych nastoletnich lat
nie wiem jak to się działo ale mimo wszystko zawsze czułam i wiedziałam,że jestem inna - wyjątkowa
koledzy z podwórka byli zachwyceni moimi ślicznymi przyjaciółkami ale nie mieli bardzo o czym z nimi rozmawiać ja wiedziałam kim jest Robert De Niro one już nie bardzo ale Leonardo DiCaprio tak bo jest taki śliczny![]()
muzyka - lubisz hip-hop też lubię ale nie tylko bo lubię rock , heavy metal ,muzykę klasyczną a uwielbiam folk dla większości folk to obciach a szkoda
znam tytuły ,wykonawców, albumy, nazwiska
jakoś nie lubiłam się ograniczać do jednego stylu czy też dziedziny
dla wielu z was może to nic nadzwyczajnego ale dla mnie i mojego otoczenia wiejskiego to jest naprawdę dużojuż od dawna wiem , że nie mam figury modelki ani urody aktorki filmowej i co z tego i tak jestem zajebista
mówię szybko i czasem się jąkam co z tego i tak jestem zajebista
może nie jestem geniuszem a moja wiedza w różnych dziedzinach jest bardzo skromna ale co z tego przyznaję się do tego bo się nie wstydzę chcę się dowiedzieć i słucham - bo jestem zajebista
mam poczucie humoru bo jestem zajebista
jestem wyrozumiała i tolerancyjna bo jestem zajebista
umiem się świetnie bawić (a przy tym i moje towarzystwo) bez alkoholu ani innych głupich używek bo jestem zajebista
jestem cierpliwa potrafię wybaczyć i zapomnieć krzywdy mi wyrządzone bo jestem zajebista
potrafię wysłuchać bo jestem zajebista
mimo dręczących mnie problemów i smutków potrafię wstać rano i mieć dobry humor ,żeby zarazić nim innych bo jestem zajebista
nie słucham plotek o sobie bo nie interesuje mnie opinia ludzi na mój temat co co by nie powiedzieli to i tak to nie zmieni tego, że jestem zajebista
w łóżku jestem zajebista
mój chłop ma dużo swobody bo jestem zajebista
mój chłop też jest zajebisty bo ma mnie - zajebistą babę
ale najbardziej mam zajebiste dzieci
a jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to nie mój problem ja potrafię uszanować czyjeś zdanie bo jestem zajebista
BARDZO FAJNE:) wrecz zajebiste:))
6 898 2011-09-15 12:38:30
Ankinom, szkoda tylko, że chyba większość dziewczyn, tak jak ja, odkrywa to forum po fakcie, kiedy już są strasznie zranione:(
Ale gdybyśmy nie odnalazły tych forum to nadal tkwiłybyśmy w tych chorych związkach, ja do tej pory byłam przekonana, że nasz związek nie odbiega od "normy" i byłam przekonana, że to mój mąż ma problem, że wychował się w takiej rodziny, takie pobrał wzorce, a prawda jest bardzo bolesna: to ja mam "defekt", "
zdrowa kobieta" nie pozwoliłaby na takie traktowanie, jak to ja zrobiłam i jeszcze szukała winy w sobie, smutne...ale ciesze się, że zaczyna do mnie to docierać i może to dziwnie zabrzmi, ale dobrze, że mąż mnie zostawił inaczej dalej bym waliła z bezradności głową w mur....
wyzdrowiejemy, musimy... ![]()
6 899 2011-09-15 13:38:36
Ankinom, to, co napisałaś jest też o mnie... Smutna prawda:(
6 900 2011-09-15 14:47:31 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-15 14:49:22)
Ankinom, to, co napisałaś jest też o mnie... Smutna prawda:(
z jednej strony "fajnie", że nie jestem z tym problemem sama, ale nie fajnie, że jest nas tak dużo, takie związki powinny być marginalne, a okazuję , że tych "zdrowych" jest jak na lekarstwo..
a może nam społeczeństwo narzuca nam pewne normy zachowań...czy nie zauważyliściwe, że większość związków rozpada się po 10-15 latach? może to nie jest normalne tyle lat być z jednym człowiekiem? wmawia nam się monogamię, żeby społeczeństwo "utrzymać" w ryzach, a prawda jest taka, że potrzebujemy zmian, mamy gdzieś zakodowane w genach potrzebę miłość, bycia z drugim człowiekiem, ale nasza "rzeczywistość" nie sprzyja długoletnim związkom, bo najnormalniej w świecie będąc tak długo z jedną osobą znamy się na wylot i już nic nas w niej nie pociąga, a wręcz nudzi, irytuje, uczucie słabnie i w pewnym momencie okazuje się, że jesteśmy razem, bo "trzyma nas razem" przyzwyczajenie, dzieci, wspólne kredyty itp. zobowiązania
to tak by sobie wytłumaczyć dlaczego mąż mnie zostawił....
6 901 2011-09-15 21:31:09
Nie ma reguły. Jedni wolą jeden związek, inni dziesięć. Jeszcze inni wolą co innego. Nie wiemy jak powinno być, pozostaje nam nie oceniać, bo niby kto wymyślił wzorzec i dlaczego ma tak być.
Czyli MM jest przeciwieństwem KKZB?
6 902 2011-09-15 22:25:43
Gdyby na prawdę tak było... to bardzo smutne, Ankinom:(
6 903 2011-09-16 08:02:40
Czyli MM jest przeciwieństwem KKZB?
Taka niesmiala propozycja:) ale do dyskusji i ewentualne inne hasla czy pomysly mile widziane.:)
6 904 2011-09-16 08:44:42
Gdyby na prawdę tak było... to bardzo smutne, Ankinom:(
Ale tak uczciwie, ile znasz w swoim otoczeniu par, które są ze sobą szczęśliwe po 15 - 20 latach? Jest dożo par, które maja długi staż, ale czy oni są naprawdę szczęśliwi? Są razem z różnych względów najczęściej dla dobra dzieci?? ze względów finansowych...ale czy się KOCHAJĄ?
Ja osobiście chciałabym być w takim długim związku I po 20 latach stwierdzić, że wciąż kocham i jestem kochana ![]()
6 905 2011-09-16 09:37:04
Ja mam pytanie do kobiet "zdrowo kochających" co czułyście, w momencie zerwania związku? Czy szybko wróciłyście do równowagi?
Czytam o nałogowej miłość i opisane są reakcje kobiet na różne sytuacje m.in. na odejście mężczyzny i tak się zastanawiam co czują osoby nie dotknięte syndromem kochania za bardzo
myślę, że jestem KKZB, ale to co czuję w chwili zerwania związku, czyli ból, upokorzenie, poczucie krzywdy, samotność , czy te uczucia są tylko zarezerwowane dla KKZB? Jak tak do końca rozpoznać, że jestem uzależniona od partnera i jego miłości?
6 906 2011-09-16 10:26:31 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-16 10:42:29)
Ja mam pytanie do kobiet "zdrowo kochających" co czułyście, w momencie zerwania związku? Czy szybko wróciłyście do równowagi?
Czytam o nałogowej miłość i opisane są reakcje kobiet na różne sytuacje m.in. na odejście mężczyzny i tak się zastanawiam co czują osoby nie dotknięte syndromem kochania za bardzo
myślę, że jestem KKZB, ale to co czuję w chwili zerwania związku, czyli ból, upokorzenie, poczucie krzywdy, samotność , czy te uczucia są tylko zarezerwowane dla KKZB? Jak tak do końca rozpoznać, że jestem uzależniona od partnera i jego miłości?
jesli smiem sie do tych nieuzaleznionych zaliczyc to pozwole sobie na swoje dwa grosze.
Ankinom, nigdy nie ma tak, zeby sie czegos nie czulo. Kazde zerwanie, skonczenie czegos oznacza smutek, zal, bol i czas rekonwalescencji. I kazdy zwiazek jest tak inny, ze nie mozna tego generalizowac, dac jakiejs instrukcji na odczynienie zla. Jesli zwiazek od poczatku byl niedobry, agresywny, patologiczny w jakimkolwiek sensie to powrot do "normalnosci" powinien u kobiety "zdrowej" nastapic relatywnie szybko. Z prostej przyczyny. nastapila poprawa jej bytu i samooceny po odejsciu tzw. "oprawcy". Gorzej jesli zwiazek pozornie jest szczesliwy i dochodzi do krachu typu zdrada. Wtedy i zdrowa kobieta czuje sie jak kukla zrzucona z Mount Blanc w przepasc.Miliony pytan: jak to, dlaczego, niemozliwe, po co, czemu on, czemu z nia, co ja mu zrobilam, czy jestem taka gorsza, czy juz mnie nie kocha? Nie wiem jakich jeszcze, bo jak pisalam kiedys, mnie dotychczas nie zdradzono. Ale kiedy teoretycznie wyobraze sobie taka sytuacje w przypadku mojego obecnego, najdrozszego mi, partnera to az mi ciarki po plecach przechodza.
ALE..nauczona doswiadczeniem i majac diabla rogatego zwanego egoizmem za skora, mam taka swoja metode na najczarniejsze z czarnych dni. Kiedy zostawalam sama (albo on zerwal, albo ja ale to tez boli) i kiedy juz wyryczalam wszystkie lzy na jakie mnie bylo stac i spojrzalam na siebie w lustro z dwoma jajkami w miejscu pieknych oczu (a, niech sie pochwale i ja;) to cos we mnie pekalo a jednoczesnie budzilo sie. Taka mysl, ze skoro juz siegnelam dna to teraz juz gorzej byc nie moze, teraz musi nastapic wzrost mojej sinusoidy, tak jak w matematyce. Nie ma nieskonczonej glebi. I ta mysl dodawala sil. Nie rozpaczalam, ze od teraz juz na zawsze bede sama, myslalam o teraz ,ze TEN wlasnie typ nie wart jest az tylu moich lez i emocji zwlaszcza, jesli dany pan okazywal sie np. dupkiem, kobieciarzem, nudziarzem, oszustem, chamem, moczymorda itp., przy tym oczywiscie czarujacym amantem, bo za cos go musialam chciec (paru takich trafilo sie ale na szczescie ja z takimi dlugo nie wytrzymuje). To pomagalo mi spojrzec na siebie w lustrze, czerwona i zasmarkana i wkurzyc sie jak cholera. Potem oddech, wysmarkanie nosa , usmiech i pierwsza pozytywna mysl, ze to ja jestem osoba WARTA kochania a on nic nie wartym chlystkiem, tym bardziej nie wartym mojej milosci. Myslalam sobie..niech sie inna z nim teraz meczy, ja juz sie narobilam, teraz sobie odpoczne. Jak nie ten to bedzie inny i o dziwo byl..predzej czy pozniej. A jak nie inny to swiat tez nie runie, moge czerpac radosc z samej siebie, z dzieci, pracy, znajomosci podrozy dokad tylko JA zechce i fundusze pozwola, moge miec swiety anielski spokoj w domu, zaczac sie wysypiac i wydawac wiecej kasy na siebie, zaczac czuc sie lepiej i piekniej. Po rozwodzie (na moj wniosek), kiedy opadly emocje po ostatecznym wyjsciu ex meza z walizkami, kiedy przestalam trzasc sie ze strachu przed przyszloscia pomyslalam tez, ze od teraz nie bede tracic czasu na pranie jego gaci, skarpet, podgrzewanie obiadkow, klotnie dokad w weekend pojsc czy moze lepiej posiedziec i popierdziec w sofe przed telewizorem;), prosic o zakupy, pojscie na basen z dziecmi, wykrecic sie z niechcianej wizyty u jego rodziny..od teraz mam wszystko dla SIEBIE i dzieci. I nawet nie wiecie..jaka to ulge przynioslo. Skupilam sie na stworzeniu sobie i dzieciom jak najmilszego, spokojnego, wesolego i cieplego domu. Nie rozmyslalam ani dnia o tym, ze jestem albo bede sama, ze zycie juz sie skonczylo. Tak zaplanowalam dni, wieczory i weekendy, zeby nie miec wolnej chwli na siedzenie i rozdrapywanie przeszlosci. Padalam zmeczona i zadowolona spac a wstawalam z usmiechem do pracy. Dzieci staly sie moja podpora ale i przyjaciolmi, nie zrzucilam na nich jakiegos bagazu swoich smutkow czy zadalam bezwzglednej milosci..po prostu zaczelismy miec wiecej czasu dla siebie i cieszyc sie z tego. Odzyskalam rownowage po relatywnie krotkim czasie. 10 lat malzenstwa i pare dni zaloby. I kto mogl w najsmielszych planach wymyslec, ze zaraz potem poznam tego naj?:) Ale i z tym NAJ zostawiam sobie pewna rezerwe uczuc..na wszelki wypadek. Kocham go ale czasem mysle, co bym zrobila gdyby odszedl, chce byc jakos psychicznie na taki czarny scenariusz przygotowana, wzmocniona. Czuje, ze przezylabym to bardzo..ale swiat by nie runal, krecilby sie dalej i ja z nim tez. Czasem mysle, o tym jak ciezko ludziom na wojnach, ludziom nieuleczalnie chorym, w sto razy gorszej sytuacji niz ja..to tez daje kopa, zeby nie uzalac sie nad soba:)
Jesli ktos cos z tego belkotu zrozumie to gratuluje, pisalam jak czuje, bez uwagi na konstrukcje zdan:)
6 907 2011-09-16 10:39:52
Zofia 282-dziekuje . Bede pisac o mojej Asce ,bede krzyczec i walic piescia w sciany -bo jestem zla , jestem zla na Aske .
Nie potrafila sie zatrzymac ,nie potrafila stanac, poprostu stanac i powiedziec dosc .
Aska miala syndrom slowa "MUSISZ ". Nie wiem dlaczego ? Czy byla tak bardzo uzalezniona od chorej milosci.?
Przypominam sobie wiele drobnych sytuacji ,wiele zdarzen --pamietam jak Aska latala po sklepach z kosmetykami i szukala
plynu do mycia ciala o zapachu miety -bo on .bo on ....
Pamietam jak Aska z plecakiem zaliczyla w Austrii wszystkie szczyty -choc sama uwielbiala morze .No ale, nie bylo slowa " kompromis"
za to bylo slowo" MUSISZ.": Wiele ,wiele glupich nie przemyslanych ,sytuacji .
Jestem zla na Aske .Jestem wsciekla na nia ,mam ochote dac jej w morde . Ale nie moge ,jej juz.....
Ale tez nie chce pisac albo mowic ze mezczyzni sa g......, ze zycie to paranoja ,ze ,ze , ....przeciez to mozna mnozyc i mnozyc.
Bo kazdy jest inny, ani zly ani dobry, ale inny .
A zycie jest piekne w kazdym momecie w kazdej chwili .
I otwieram okno ,swieci slonce jest cieplo ,pachnie- cudownie pachnie jesien i przypominam sobie wiersz
Dzien dobry wam kasztany
Wodo pelna srebrnych lsnien !
Jeszcze jeden darowany
Cudownego zycia dzien .
Czesc Aska .
Nie jestem samotna ,tez kocham i jestem kochana .
Bede pisac , wasze forum pomaga .
6 908 2011-09-16 11:01:40
ankinom napisał/a:Ja mam pytanie do kobiet "zdrowo kochających" co czułyście, w momencie zerwania związku? Czy szybko wróciłyście do równowagi?
Czytam o nałogowej miłość i opisane są reakcje kobiet na różne sytuacje m.in. na odejście mężczyzny i tak się zastanawiam co czują osoby nie dotknięte syndromem kochania za bardzo
myślę, że jestem KKZB, ale to co czuję w chwili zerwania związku, czyli ból, upokorzenie, poczucie krzywdy, samotność , czy te uczucia są tylko zarezerwowane dla KKZB? Jak tak do końca rozpoznać, że jestem uzależniona od partnera i jego miłości?
jesli smiem sie do tych nieuzaleznionych zaliczyc to pozwole sobie na swoje dwa grosze.
Ankinom, nigdy nie ma tak, zeby sie czegos nie czulo. Kazde zerwanie, skonczenie czegos oznacza smutek, zal, bol i czas rekonwalescencji. I kazdy zwiazek jest tak inny, ze nie mozna tego generalizowac, dac jakiejs instrukcji na odczynienie zla. Jesli zwiazek od poczatku byl niedobry, agresywny, patologiczny w jakimkolwiek sensie to powrot do "normalnosci" powinien u kobiety "zdrowej" nastapic relatywnie szybko. Z prostej przyczyny. nastapila poprawa jej bytu i samooceny po odejsciu tzw. "oprawcy". Gorzej jesli zwiazek pozornie jest szczesliwy i dochodzi do krachu typu zdrada. Wtedy i zdrowa kobieta czuje sie jak kukla zrzucona z Mount Blanc w przepasc.Miliony pytan: jak to, dlaczego, niemozliwe, po co, czemu on, czemu z nia, co ja mu zrobilam, czy jestem taka gorsza, czy juz mnie nie kocha? Nie wiem jakich jeszcze, bo jak pisalam kiedys, mnie dotychczas nie zdradzono. Ale kiedy teoretycznie wyobraze sobie taka sytuacje w przypadku mojego obecnego, najdrozszego mi, partnera to az mi ciarki po plecach przechodza.
ALE..nauczona doswiadczeniem i majac diabla rogatego zwanego egoizmem za skora, mam taka swoja metode na najczarniejsze z czarnych dni. Kiedy zostawalam sama (albo on zerwal, albo ja ale to tez boli) i kiedy juz wyryczalam wszystkie lzy na jakie mnie bylo stac i spojrzalam na siebie w lustro z dwoma jajkami w miejscu pieknych oczu (a, niech sie pochwale i ja;) to cos we mnie pekalo a jednoczesnie budzilo sie. Taka mysl, ze skoro juz siegnelam dna to teraz juz gorzej byc nie moze, teraz musi nastapic wzrost mojej sinusoidy, tak jak w matematyce. Nie ma nieskonczonej glebi. I ta mysl dodawala sil. Nie rozpaczalam, ze od teraz juz na zawsze bede sama, myslalam o teraz ,ze TEN wlasnie typ nie wart jest az tylu moich lez i emocji zwlaszcza, jesli dany pan okazywal sie np. dupkiem, kobieciarzem, nudziarzem, oszustem, chamem, moczymorda itp., przy tym oczywiscie czarujacym amantem, bo za cos go musialam chciec (paru takich trafilo sie ale na szczescie ja z takimi dlugo nie wytrzymuje). To pomagalo mi spojrzec na siebie w lustrze, czerwona i zasmarkana i wkurzyc sie jak cholera. Potem oddech, wysmarkanie nosa , usmiech i pierwsza pozytywna mysl, ze to ja jestem osoba WARTA kochania a on nic nie wartym chlystkiem, tym bardziej nie wartym mojej milosci. Myslalam sobie..niech sie inna z nim teraz meczy, ja juz sie narobilam, teraz sobie odpoczne. Jak nie ten to bedzie inny i o dziwo byl..predzej czy pozniej. A jak nie inny to swiat tez nie runie, moge czerpac radosc z samej siebie, z dzieci, pracy, znajomosci podrozy dokad tylko JA zechce i fundusze pozwola, moge miec swiety anielski spokoj w domu, zaczac sie wysypiac i wydawac wiecej kasy na siebie, zaczac czuc sie lepiej i piekniej. Po rozwodzie (na moj wniosek), kiedy opadly emocje po ostatecznym wyjsciu ex meza z walizkami, kiedy przestalam trzasc sie ze strachu przed przyszloscia pomyslalam tez, ze od teraz nie bede tracic czasu na pranie jego gaci, skarpet, podgrzewanie obiadkow, klotnie dokad w weekend pojsc czy moze lepiej posiedziec i popierdziec w sofe przed telewizorem;), prosic o zakupy, pojscie na basen z dziecmi, wykrecic sie z niechcianej wizyty u jego rodziny..od teraz mam wszystko dla SIEBIE i dzieci. I nawet nie wiecie..jaka to ulge przynioslo. Skupilam sie na stworzeniu sobie i dzieciom jak najmilszego, spokojnego, wesolego i cieplego domu. Nie rozmyslalam ani dnia o tym, ze jestem albo bede sama, ze zycie juz sie skonczylo. Tak zaplanowalam dni, wieczory i weekendy, zeby nie miec wolnej chwli na siedzenie i rozdrapywanie przeszlosci. Padalam zmeczona i zadowolona spac a wstawalam z usmiechem do pracy. Dzieci staly sie moja podpora ale i przyjaciolmi, nie zrzucilam na nich jakiegos bagazu swoich smutkow czy zadalam bezwzglednej milosci..po prostu zaczelismy miec wiecej czasu dla siebie i cieszyc sie z tego. Odzyskalam rownowage po relatywnie krotkim czasie. 10 lat malzenstwa i pare dni zaloby. I kto mogl w najsmielszych planach wymyslec, ze zaraz potem poznam tego naj?:) Ale i z tym NAJ zostawiam sobie pewna rezerwe uczuc..na wszelki wypadek. Kocham go ale czasem mysle, co bym zrobila gdyby odszedl, chce byc jakos psychicznie na taki czarny scenariusz przygotowana, wzmocniona. Czuje, ze przezylabym to bardzo..ale swiat by nie runal, krecilby sie dalej i ja z nim tez. Czasem mysle, o tym jak ciezko ludziom na wojnach, ludziom nieuleczalnie chorym, w sto razy gorszej sytuacji niz ja..to tez daje kopa, zeby nie uzalac sie nad soba:)
Jesli ktos cos z tego belkotu zrozumie to gratuluje, pisalam jak czuje, bez uwagi na konstrukcje zdan:)
ja zrozumiałam ![]()
trochę podniosłaś mnie na duchu, są chwilę, że też tak myślę: koniec udręki, ale są dni kiedy nie mam siły podnieść się z łóżka...
czyli to, że czuję ból, tęsknotę jest ok ( zdrowa miłość), ale źle, że tak długo wytrzymywałam te wszystkie upokorzenia ( chora miłość)...
6 909 2011-09-16 11:04:52 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-16 11:13:28)
Zofia 282-dziekuje . Bede pisac o mojej Asce ,bede krzyczec i walic piescia w sciany -bo jestem zla , jestem zla na Aske .
Nie potrafila sie zatrzymac ,nie potrafila stanac, poprostu stanac i powiedziec dosc .
Aska miala syndrom slowa "MUSISZ ". Nie wiem dlaczego ? Czy byla tak bardzo uzalezniona od chorej milosci.?
Przypominam sobie wiele drobnych sytuacji ,wiele zdarzen --pamietam jak Aska latala po sklepach z kosmetykami i szukala
plynu do mycia ciala o zapachu miety -bo on .bo on ....
Pamietam jak Aska z plecakiem zaliczyla w Austrii wszystkie szczyty -choc sama uwielbiala morze .No ale, nie bylo slowa " kompromis"
za to bylo slowo" MUSISZ.": Wiele ,wiele glupich nie przemyslanych ,sytuacji .Jestem zla na Aske .Jestem wsciekla na nia ,mam ochote dac jej w morde . Ale nie moge ,jej juz.....
Ale tez nie chce pisac albo mowic ze mezczyzni sa g......, ze zycie to paranoja ,ze ,ze , ....przeciez to mozna mnozyc i mnozyc.
Bo kazdy jest inny, ani zly ani dobry, ale inny .
A zycie jest piekne w kazdym momecie w kazdej chwili .
I otwieram okno ,swieci slonce jest cieplo ,pachnie- cudownie pachnie jesien i przypominam sobie wiersz
Dzien dobry wam kasztany
Wodo pelna srebrnych lsnien !
Jeszcze jeden darowany
Cudownego zycia dzien .
Czesc Aska .Nie jestem samotna ,tez kocham i jestem kochana .
Bede pisac , wasze forum pomaga .
Pisz, takie przemyślenia, przedstawienie różnych sytuacji pozwala "nam" spojrzeć na swoje życie z perspektywy doświadczeń inny kobiet, może uda się coś uszczypnąć dla siebie, coś zaświta, coś się w nas obudzi, może bunt: JA TAK JUŻ NIE CHCĘ, może.....
Smutno się to czyta, ja też jestem trochę podoba do ASI, u mnie też było słowo MUSZĘ, bo on...a nie CHCĘ ![]()
6 910 2011-09-16 11:12:29
czyli to, że czuję ból, tęsknotę jest ok ( zdrowa miłość), ale źle, że tak długo wytrzymywałam te wszystkie upokorzenia ( chora miłość)...
byloby raczej nienormalne gdybys albo nic nie czula albo czula radosc. Ulge moge zrozumiec, bo to tez towarzyszy odejsciu z chorego zwiazku ale dopiero pozniej, na poczatku jest te bol i tesknota. Przeciez to koniec Twoich marzen, ktore nie spelnily sie ale byly. Tesknisz tez za tym, co bylo i co moglo byc, za dobrymi chwilami, planami, nawet jego istnieniem .bo to on mial te marzenia spelnic. Ale zawiodl, stad tez bol.
Nie wiem co to oznacza "dlugo" w Twoim przypadku. Lata, miesiace? Ale wyzwolenie sie z upokorzen jest zawsze dobre, lepiej pozno niz wcale.
Jesli juz to zrobilas to teraz juz nie powinnas nazywac siebie KKZB tylko Kobieta Wyzwolona:) Lepiej brzmi?:)
6 911 2011-09-16 11:17:45
ankinom napisał/a:czyli to, że czuję ból, tęsknotę jest ok ( zdrowa miłość), ale źle, że tak długo wytrzymywałam te wszystkie upokorzenia ( chora miłość)...
byloby raczej nienormalne gdybys albo nic nie czula albo czula radosc. Ulge moge zrozumiec, bo to tez towarzyszy odejsciu z chorego zwiazku ale dopiero pozniej, na poczatku jest te bol i tesknota. Przeciez to koniec Twoich marzen, ktore nie spelnily sie ale byly. Tesknisz tez za tym, co bylo i co moglo byc, za dobrymi chwilami, planami, nawet jego istnieniem .bo to on mial te marzenia spelnic. Ale zawiodl, stad tez bol.
Nie wiem co to oznacza "dlugo" w Twoim przypadku. Lata, miesiace? Ale wyzwolenie sie z upokorzen jest zawsze dobre, lepiej pozno niz wcale.
Jesli juz to zrobilas to teraz juz nie powinnas nazywac siebie KKZB tylko Kobieta Wyzwolona:) Lepiej brzmi?:)
Oj długo 16 lat...
tak do końca nie jestem wyzwolona, bo z nim nie jestem, ale jeszcze mieszkamy razem i chyba ta sytuacja powoduję, że "odrodzenie" będzie trwało dłużej, niż gdybym została sama z dziećmi, tak mi się wydaję, bo największe doły łapie, kiedy on jest blisko mnie...
6 912 2011-09-16 12:52:13
tak do końca nie jestem wyzwolona, bo z nim nie jestem, ale jeszcze mieszkamy razem i chyba ta sytuacja powoduję, że "odrodzenie" będzie trwało dłużej, niż gdybym została sama z dziećmi, tak mi się wydaję, bo największe doły łapie, kiedy on jest blisko mnie...
sama sobie diagnoze wystawilas i to sluszna! Co z oczu to z serca - to nie tylko przyslowie, to sprawdzona prawda.
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy. Najgorsze bylo to, ze jeszcze przez prawie rok (z powodow techniczno-finansowych) mieszkalismy razem i ja ciagle sie ludzilam, ze bedzie come back. Bo byly i lepsze chwile i gorace noce. A po nich kubel lodowatej wody "ide na sobote do X-skiego, idziemy na billard, wroce w niedziele". To co dla mnie bylo namietna noca kochankow, majaca nas zblizyc, dla niego bylo ..seksem z byla dziewczyna, wygodna, bo blisko i sprawdzona.
Po prawie roku nastapil kop w d...on postanowil przeprowadzic sie a ja nagle ocknelam sie z reka w nocniku..dokad pojde, skoro mnie na caly czynsz nie stac a on juz mnie w nowym mieszkaniu nie chce? Wtedy postanowilam wyjechac na chwile do rodzicow do Polski, odpoczac, uspokoic sie, przemyslec. Mialam tez nadzieje, ze i on zateskni. Nie tylko nie zatesknil ale i szybko sie pocieszyl. Trudno, bylo minelo, wtedy juz nie bolalo.
Ale to co najwazniejsze..z chwila kiedy wsiadlam do autokaru wywozacego mnie z tamtego miejsca, podswiadomie poczulam jakas ogromna ulge. Smutek pozostal ale tak jakbym odzyskala niewidoczna sile i wiare, ze bedzie dobrze. Przestalam plakac, to tak jakby ktos zatamowal wszystkie lzy. Patrzylam sobie na oddalajacy sie brzeg z klifami i na spokojnie myslalam "jego juz nie ma i nie bedzie..bedzie cos nowego, ciekawe co". Odkad stracilam go z oczu, odzylam i stanelam sto razy silniejsza na nogi. Wiesz jaki byl final tamtej historii? Jego syn, ktorego odrzucil na wiesc o mojej ciazy (2 tygodnie po moim powrocie do Polski) a ja go urodzilam i sama wychowalam na wspanialego madrego i juz duzego chlopaka, wkrotce mezczyzne. I nigdy nie mialam watpliwosci, ze dobrze robie i ze sobie poradze.
Mozna sie otrzasnac z g..naprawde. Trzeba tylko tego bardzo chciec i wierzyc, ze sie da rade, nawet bez niego . A wlasciwie to glownie bez niego:)
6 913 2011-09-16 13:12:03
Ankinom -dziekuje .
Napisze dalej historie Aski moze nie w calosci ,czesciami .
Aska chodzila na terapie ,rozmawiala z innymi ,mimo to -pustka .
Pewnego dnia powiedziala-",wiesz moj psycholog opowiedzial mi o kaczce ktora stracila chec do zycia ."
Smieszne, naprawde smieszne i zaczela sie smiac .Aska tego nie zrozumiala .Dlaczego ? Wlasnie dlaczego ?:
Postaram sie to powtorzyc ,bo uwazam ze wcale nie bylo takie smieszne .
W Zoo mieszkaly rozne zwierzeta, male ,duze ,ladne i brzydkie .
Miedzy nimi byla kaczka ,ktora wszyscy podziwiali i mowili jaka jestes
piekna ,jak umiesz plywac ,nurkowac i fruwac.
Ty jestes taka madra i zdolna ,inteligetna.
Powinnas sie nauczyc jeszcze innych rzeczy .
Ale co ? -zapytala kaczka .
Wiesz -powinnas sie nauczyc, chodzic po drabinie .
Tak" Musze "- odpowiedziala .I zaczela sie uczyc.
Wchodzila i spadala- jak to kaczka ,ale ciagle mowila "Musze "
Az ktoregos dnia stracila ochote na wszystko, co miala i co umiala.
Przestala fruwac i plywac ,przestala chodzic .
Mysle ze wcale nie trzeba wiele ,zeby to zrozumiec.
6 914 2011-09-16 13:30:19
Ankinom -dziekuje .
Napisze dalej historie Aski moze nie w calosci ,czesciami .
Aska chodzila na terapie ,rozmawiala z innymi ,mimo to -pustka .
Pewnego dnia powiedziala-",wiesz moj psycholog opowiedzial mi o kaczce ktora stracila chec do zycia ."
Smieszne, naprawde smieszne i zaczela sie smiac .Aska tego nie zrozumiala .Dlaczego ? Wlasnie dlaczego ?:Postaram sie to powtorzyc ,bo uwazam ze wcale nie bylo takie smieszne .
W Zoo mieszkaly rozne zwierzeta, male ,duze ,ladne i brzydkie .
Miedzy nimi byla kaczka ,ktora wszyscy podziwiali i mowili jaka jestes
piekna ,jak umiesz plywac ,nurkowac i fruwac.
Ty jestes taka madra i zdolna ,inteligetna.
Powinnas sie nauczyc jeszcze innych rzeczy .Ale co ? -zapytala kaczka .
Wiesz -powinnas sie nauczyc, chodzic po drabinie .
Tak" Musze "- odpowiedziala .I zaczela sie uczyc.
Wchodzila i spadala- jak to kaczka ,ale ciagle mowila "Musze "
Az ktoregos dnia stracila ochote na wszystko, co miala i co umiala.
Przestala fruwac i plywac ,przestala chodzic .Mysle ze wcale nie trzeba wiele ,zeby to zrozumiec.
Ja chyba zrozumiałam, ale dopiero teraz po kilu miesiącach, kiedy nie jesteśmy "razem"..
Ale rozumiem, dlaczego Asia wtedy nie zrozumiała...ja też jak ta "kaczka" musiałam zmienić się, musiałam dobrze wyglądać, musiałam świetnie gotować, musiałam dobrze sprzątać, musiałam skończyć studia i dużo tego musiałam....aż któregoś dnia straciłam ochotę na ...życie, zgubiłam sens...zgubiłam uśmiech, wstyd się przyznać (ale jestem tu anonimowa) chciałam skończyć "to" życie - co mnie powstrzymało: dzieci, to była pierwsza myśl, dzisiaj powoli zaczynam postrzegać świat inaczej, powolutku nieśmiało zaczynam odkrywać życie, moje życie i coraz częściej myślę , że wcale nie MUSZĘ, ale też jestem świadoma tego, że jeszcze długa droga przed mną, żeby na zawsze wyrzucić ze słownika słowo muszę...
6 915 2011-09-16 13:43:58
ankinom napisał/a:tak do końca nie jestem wyzwolona, bo z nim nie jestem, ale jeszcze mieszkamy razem i chyba ta sytuacja powoduję, że "odrodzenie" będzie trwało dłużej, niż gdybym została sama z dziećmi, tak mi się wydaję, bo największe doły łapie, kiedy on jest blisko mnie...
sama sobie diagnoze wystawilas i to sluszna! Co z oczu to z serca - to nie tylko przyslowie, to sprawdzona prawda.
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy. Najgorsze bylo to, ze jeszcze przez prawie rok (z powodow techniczno-finansowych) mieszkalismy razem i ja ciagle sie ludzilam, ze bedzie come back. Bo byly i lepsze chwile i gorace noce. A po nich kubel lodowatej wody "ide na sobote do X-skiego, idziemy na billard, wroce w niedziele". To co dla mnie bylo namietna noca kochankow, majaca nas zblizyc, dla niego bylo ..seksem z byla dziewczyna, wygodna, bo blisko i sprawdzona.
Po prawie roku nastapil kop w d...on postanowil przeprowadzic sie a ja nagle ocknelam sie z reka w nocniku..dokad pojde, skoro mnie na caly czynsz nie stac a on juz mnie w nowym mieszkaniu nie chce? Wtedy postanowilam wyjechac na chwile do rodzicow do Polski, odpoczac, uspokoic sie, przemyslec. Mialam tez nadzieje, ze i on zateskni. Nie tylko nie zatesknil ale i szybko sie pocieszyl. Trudno, bylo minelo, wtedy juz nie bolalo.Ale to co najwazniejsze..z chwila kiedy wsiadlam do autokaru wywozacego mnie z tamtego miejsca, podswiadomie poczulam jakas ogromna ulge. Smutek pozostal ale tak jakbym odzyskala niewidoczna sile i wiare, ze bedzie dobrze. Przestalam plakac, to tak jakby ktos zatamowal wszystkie lzy. Patrzylam sobie na oddalajacy sie brzeg z klifami i na spokojnie myslalam "jego juz nie ma i nie bedzie..bedzie cos nowego, ciekawe co". Odkad stracilam go z oczu, odzylam i stanelam sto razy silniejsza na nogi. Wiesz jaki byl final tamtej historii? Jego syn, ktorego odrzucil na wiesc o mojej ciazy (2 tygodnie po moim powrocie do Polski) a ja go urodzilam i sama wychowalam na wspanialego madrego i juz duzego chlopaka, wkrotce mezczyzne. I nigdy nie mialam watpliwosci, ze dobrze robie i ze sobie poradze.
Mozna sie otrzasnac z g..naprawde. Trzeba tylko tego bardzo chciec i wierzyc, ze sie da rade, nawet bez niego . A wlasciwie to glownie bez niego:)
Wiesz a to chyba typowe dla facetów, mój mąż też nie zrezygnował z seksu, ja myślałam, że może tak jego "zatrzymam", ale któregoś dnia spytałam, czy wtedy coś do mnie czuje....jego odpowiedź: tylko namiętność, że to nie ma nic wspólnego z uczuciami, nadal czuję się wypalony.
Jak zaczęłam analizować te nasze zbliżenia to faktycznie był to czysty seks obdarty z czułości i dopiero jak to zrozumiałam wyrzuciłam go z naszego łóżka....i jeszcze jedna myśl nie pozwala mi wtedy wyrzucić jego z naszego małżeńskiego łóżka: że jeżeli ja jemu odmówię seksu to poszuka innej, a prawda jest taka, że gdyby miał okazję to i tak poszedł by do innej...
a co do płaczu, jeszcze czasami płaczę, ale tak jakoś z żalu za tymi dobrymi chwilami (co prawda nie wiele ich było, ale jakoś tak na trwałe zapisały się w pamięci) i wtedy stosuje metodę podpowiedzianą przez dziewczyny na tym forum, szybciutko szukam w zakamarkach swojej pamięci te źle chwile, słowa i uczynki względem mojej osoby...na chwile pomaga, ale czasami przynosi odwrotny skutek, bo robi mi się najnormalniej świecie smutno...
6 916 2011-09-16 13:48:50
Ale rozumiem, dlaczego Asia wtedy nie zrozumiała...ja też jak ta "kaczka" musiałam zmienić się, musiałam dobrze wyglądać, musiałam świetnie gotować, musiałam dobrze sprzątać, musiałam skończyć studia i dużo tego musiałam....aż któregoś dnia straciłam ochotę na ...życie, zgubiłam sens...zgubiłam uśmiech, wstyd się przyznać (ale jestem tu anonimowa) chciałam skończyć "to" życie - co mnie powstrzymało: dzieci, to była pierwsza myśl, dzisiaj powoli zaczynam postrzegać świat inaczej, powolutku nieśmiało zaczynam odkrywać życie, moje życie i coraz częściej myślę , że wcale nie MUSZĘ, ale też jestem świadoma tego, że jeszcze długa droga przed mną, żeby na zawsze wyrzucić ze słownika słowo muszę...
wtrace sie do tego watku, choc Asi nie znam z opowiesci.
Cos zaczynam kumac o co w tym KKZB chodzi. O to, zeby sobie zasluzyc na milosc tej drugiej osoby? Stad to "musze"? Bez samoudoskonalenia sie, dojscia do perfekcji przez niego wyyslonej i akceptacji z jegostrony, sama jestem do niczego? Tak sie czulas czy nadal czujesz?
Jak mnie ktos do czegos zmuszal to reakcja moja zawsze niemal byla identyczna jak kozla w kapuscie. Za cholere nic na mus nie zrobie. Musi to na Rusi, w Polsce jak kto chce. No i wymuszone nikomu przyjemnosci nie sprawi..nawet obdarywowanemu.
6 917 2011-09-16 13:58:33
a co do płaczu, jeszcze czasami płaczę, ale tak jakoś z żalu za tymi dobrymi chwilami (co prawda nie wiele ich było, ale jakoś tak na trwałe zapisały się w pamięci) i wtedy stosuje metodę podpowiedzianą przez dziewczyny na tym forum, szybciutko szukam w zakamarkach swojej pamięci te źle chwile, słowa i uczynki względem mojej osoby...na chwile pomaga, ale czasami przynosi odwrotny skutek, bo robi mi się najnormalniej świecie smutno...
przepraszam, ale to moim zdaniem niefortunna metoda. zle myslenie wyzwala w nas zla energie, nie uwalnia nas od smutku..moze jedynie nasilic negatywne uczucia. To jest rozdrapywanie ran. Jako przyslowiowy otrzezwiajacy kop moze posluzyc ale na chwile, potem odrzuc zle mysli, tacy ludzie nie usmiechaja sie, gorzknieja od srodka.
Mnie sie zdaje, ze Ty tesknisz za dobrymi chwilami, bo to sa jedyne dobre chwile o jakich mozesz teraz myslec, nie masz substytutu. Tylko wspomnienia z nim zwiazane sa w Twoim zyciu. Dlatego do nich powracasz. To sie zmieni kiedy Twoje zycie zacznie toczyc sie od nowa, bez niego, moze z kims duzo lepszym. Myslisz, ze nie masz na to szans?
Ja tez jak z tamtym konczylam przez prawie rok to tak mietolilam w myslach "och jak nam fajnie tu i tam i wtedy bylo". Zamiast wziac skalpel, ciachnac, dac sie zagoic i zaczac nowe piekne chwile zbierac do albumu wspomnien. Tak zeby te stare albo przycmily albo zepchnely troche w tyl i zeby bylo cos nowego do wklejenia.
Wiesz, jak teraz sobie pomysle, ze gdybym wtedy nie zrobila tego ostatecznego kroku i nie wyjechala, to moglabym skonczyc w paskudnym zwiazku i zalowac do dzis. A ja mam tyle pieknych wspomnien z lat PO nim ze wcale lat Z nim juz nie potrzebuje pamietac:)
6 918 2011-09-16 14:31:44
ankinom napisał/a:Ale rozumiem, dlaczego Asia wtedy nie zrozumiała...ja też jak ta "kaczka" musiałam zmienić się, musiałam dobrze wyglądać, musiałam świetnie gotować, musiałam dobrze sprzątać, musiałam skończyć studia i dużo tego musiałam....aż któregoś dnia straciłam ochotę na ...życie, zgubiłam sens...zgubiłam uśmiech, wstyd się przyznać (ale jestem tu anonimowa) chciałam skończyć "to" życie - co mnie powstrzymało: dzieci, to była pierwsza myśl, dzisiaj powoli zaczynam postrzegać świat inaczej, powolutku nieśmiało zaczynam odkrywać życie, moje życie i coraz częściej myślę , że wcale nie MUSZĘ, ale też jestem świadoma tego, że jeszcze długa droga przed mną, żeby na zawsze wyrzucić ze słownika słowo muszę...
wtrace sie do tego watku, choc Asi nie znam z opowiesci.
Cos zaczynam kumac o co w tym KKZB chodzi. O to, zeby sobie zasluzyc na milosc tej drugiej osoby? Stad to "musze"? Bez samoudoskonalenia sie, dojscia do perfekcji przez niego wyyslonej i akceptacji z jegostrony, sama jestem do niczego? Tak sie czulas czy nadal czujesz?
Jak mnie ktos do czegos zmuszal to reakcja moja zawsze niemal byla identyczna jak kozla w kapuscie. Za cholere nic na mus nie zrobie. Musi to na Rusi, w Polsce jak kto chce. No i wymuszone nikomu przyjemnosci nie sprawi..nawet obdarywowanemu.
Dokładnie tak czułam, że muszę zasłużyć sobie na jego miłość,
wybrałam sobie za męża człowieka, który dodatkowo "karał" minie za nie odpowiednie wykonanie jego 'żądań" (on nigdy mnie nie uderzył, rzucał przedmiotami lub walił pięścią w stół) to karanie czasami polegało na tym, że nie zrobił czegoś o co go poprosiłam, abym z tej lekcji wyciągnęła naukę na przyszłość, on to robił dla mojego dobra a ja w to wierzyłam!
To MUSZĘ wynikało z niskiego poczucia wartość, a tu z kolei kłania się dzieciństwo, gdzie wciąż walczyłam o uznanie rówieśników...
pamiętam pewne zdarzenie, które "zdrowa kobieta" inaczej by potraktowała...było to jeszcze przed ślubem, pojechaliśmy na urlop do Zakopanego, pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy sobie w jakiejś tawernie, przy kominku i sączyliśmy grzane wino, mój przyszły maż coś do mnie mówił, miał pretensje, dzisiaj nie pamiętam o co chodziło, ale doskonale pamiętam siebie: skuloną dziewczynę płaczącą pod prysznicem i moje myśli: on ma rację, muszę się zmienić, to było 16 lat temu a doskonale to pomiatam! czy normalna zdrowa kobieta ceniąca się wyszłaby za takiego człowieka za mąż? nie wiem jak to się stało, że dałam się w to wszystko wciągnąć....
6 919 2011-09-16 14:38:10
ankinom napisał/a:a co do płaczu, jeszcze czasami płaczę, ale tak jakoś z żalu za tymi dobrymi chwilami (co prawda nie wiele ich było, ale jakoś tak na trwałe zapisały się w pamięci) i wtedy stosuje metodę podpowiedzianą przez dziewczyny na tym forum, szybciutko szukam w zakamarkach swojej pamięci te źle chwile, słowa i uczynki względem mojej osoby...na chwile pomaga, ale czasami przynosi odwrotny skutek, bo robi mi się najnormalniej świecie smutno...
przepraszam, ale to moim zdaniem niefortunna metoda. zle myslenie wyzwala w nas zla energie, nie uwalnia nas od smutku..moze jedynie nasilic negatywne uczucia. To jest rozdrapywanie ran. Jako przyslowiowy otrzezwiajacy kop moze posluzyc ale na chwile, potem odrzuc zle mysli, tacy ludzie nie usmiechaja sie, gorzknieja od srodka.
Mnie sie zdaje, ze Ty tesknisz za dobrymi chwilami, bo to sa jedyne dobre chwile o jakich mozesz teraz myslec, nie masz substytutu. Tylko wspomnienia z nim zwiazane sa w Twoim zyciu. Dlatego do nich powracasz. To sie zmieni kiedy Twoje zycie zacznie toczyc sie od nowa, bez niego, moze z kims duzo lepszym. Myslisz, ze nie masz na to szans?
Ja tez jak z tamtym konczylam przez prawie rok to tak mietolilam w myslach "och jak nam fajnie tu i tam i wtedy bylo". Zamiast wziac skalpel, ciachnac, dac sie zagoic i zaczac nowe piekne chwile zbierac do albumu wspomnien. Tak zeby te stare albo przycmily albo zepchnely troche w tyl i zeby bylo cos nowego do wklejenia.
Wiesz, jak teraz sobie pomysle, ze gdybym wtedy nie zrobila tego ostatecznego kroku i nie wyjechala, to moglabym skonczyc w paskudnym zwiazku i zalowac do dzis. A ja mam tyle pieknych wspomnien z lat PO nim ze wcale lat Z nim juz nie potrzebuje pamietac:)
wiele bym dała, żebym mogła zrobić ciach i już jego nie ma, ale tu kłania się rzeczywistość, mam dwoje dzieci ja się nie wyprowadzę, nie stać mnie na wynajem mieszkania, muszę ( znowu te cholerne słowo rządzi moim życiem) czekać aż jaśnie pan to zrobi, niby coś robi w tym kierunku, ale jemu się nie spieszy...
a co do tych myśli też masz rację, pomagają na chwilę ale jednocześnie wywołują u mnie agresje i złość ...
6 920 2011-09-16 14:48:56 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-16 14:52:05)
pamiętam pewne zdarzenie, które "zdrowa kobieta" inaczej by potraktowała...było to jeszcze przed ślubem, pojechaliśmy na urlop do Zakopanego, pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy sobie w jakiejś tawernie, przy kominku i sączyliśmy grzane wino, mój przyszły maż coś do mnie mówił, miał pretensje, dzisiaj nie pamiętam o co chodziło, ale doskonale pamiętam siebie: skuloną dziewczynę płaczącą pod prysznicem i moje myśli: on ma rację, muszę się zmienić, to było 16 lat temu a doskonale to pomiatam! czy normalna zdrowa kobieta ceniąca się wyszłaby za takiego człowieka za mąż? nie wiem jak to się stało, że dałam się w to wszystko wciągnąć....
nie wiem czy zdrowa kobieta wyszlaby za maz za Twojego meza..za malo wiem zeby go oceniac ale odnosnie tej sytuacji z Zakopanego wiem co ja bym zrobila w tym konkretnym przypadku: gdyby pretensje byly w jakimkolwiek stopniu sluszne..porozmawialabym z nim spokojnie i jakies wnioski starala sie wyciagnac (no w koncu nikt swiety nie jest, my tez nie:) a jesli bylby to stek bzdur po to aby mi tylko dokuczyc, walnelabym tym grzancem w stol, odwrocila sie na pecie i wyszla. Albo by pojal, ze przesadzil i pognal za mna mnie przeprosic albo pal go szesc. To moja reakcja, bo ja mam temperament byka na arenie. Ale Twoja wyraznie wskazuje, ze czegos sie boisz badz balas w zyciu..odrzucenia, samotnosci, kar? Nie chce zgadywac..ale sporo tu moim zdaniem duchow z przeszlosci. Nalezaloby od nich chyba zaczac porzadki. Bo zawsze wyleza, czy teraz czy pozniej, nawet jak bedziesz sama albo w innym zwiazku. Twoj maz dostrzegl latwy lup i wykorzystal to na swoj sposob ale Ty mu zadanie ulatwilas. A pamietasz, ze kazdy mezczyzna ma w sobie cos z lowcy..?
6 921 2011-09-16 14:54:43
wiele bym dała, żebym mogła zrobić ciach i już jego nie ma, ale tu kłania się rzeczywistość, mam dwoje dzieci ja się nie wyprowadzę, nie stać mnie na wynajem mieszkania, muszę ( znowu te cholerne słowo rządzi moim życiem) czekać aż jaśnie pan to zrobi, niby coś robi w tym kierunku, ale jemu się nie spieszy...
oj to tez znam, moj ex maz wszystko wymyslal zeby spowolnic caly proces. Pomogam mu, umowilam na rozmowe w agencji wynajmu mieszkan z konkretnym M-3 w zanadrzu.
a co do tych myśli też masz rację, pomagają na chwilę ale jednocześnie wywołują u mnie agresje i złość ...
no wlasnie..lepiej mysl pozytywnie jak to kiedys super bedzie. bardzo mloda jeszcze jestes;)
6 922 2011-09-16 14:58:45
,bede krzyczec i walic piescia w sciany -bo jestem zla , jestem zla na Aske .
Kochany Domku nie możesz być zła na Aśkę! To był jej wybór i to ŚWIADOMY! Jej życie i jej wybór ! Widocznie była z tą miłością bardzo, bardzo nieszczęśliwa . A co z jej partnerem !? Może mu współczujesz ?
Ja nie byłam kkzb ale w pewnym stopniu stałam się ( nie wszystkie cechy mogę sobie przypisać) i też miałam bardzo wymagającego partnera ( zaczął być wymagający od kilku lat) .....i nie poradziłam sobie i nie widziałam innego wyjścia ....taka totalna niemoc ! Czy cieszę się, że przeżyłam????????????
Moje pierwsze słowa w prześwitach odzyskiwania świadomości były: jestem rozczarowana....a dzisiaj....rozczarowanie minęło i jest świadomość, że mogę uratować dzieci przed ich ojcem i jego złym traktowaniem ( wyrzuceniem ich z domu).... a radości życia uczę się od nowa i nie chcę słyszeć ( może mi to przejdzie) o żadnym facecie. Wiem, że na nich ani zaczyna się świat ani kończy.
NIE WSZYSTKIE PRZYPADKI TO KOBIETY CHORE NA UZALEŻNIONE OD MIŁOŚCI.CZASAMI PARTNER NA NAS WYMUSZA RÓŻNE ZACHOWANIA A MY W KOŃCU ULEGAMY, BO DOM, PIENIĄDZE I NAJWAŻNIEJSZE - DZIECI. CZĘSTO BŁĘDNIE SĄDZIMY, ŻE ODCHODZĄC OD MĘŻA SKRZYWDZIMY NASZE DZIECI ODBIERAJĄC IM OJCA.
OK. JEST TAKA CHOROBA KOBIETY KOCHAJĄCEJ ZA BARDZO .....A CO DOLEGA FACETOWI, KTÓRY PODNOSI RĘKĘ, GŁOS CZY PERFIDNIE MANIPULUJE PARTNERKĄ I OTOCZENIEM. ON JEST ZDROWY ?!?!?!!!
Wracając do problemu Asi - ona kochająca za bardzo a on z niej niezadowolony i to znaczy, że on zdrowy ?, jej miłość chora a jego zdrowa ?
Pomóżcie kochane zrozumieć mi to.
6 923 2011-09-16 16:19:40
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy.
.....tak ? jak się kocha to się chce zawładnąć duszą i ciałem ? a myślałam, że tak ma tylko chora miłość, sama pisałaś, że na czym innym polega zdrowa miłość. Płakałaś? obiecywałaś? błagałaś by został ? więc witaj w klubie kkzb !
On to skończył ? nie ubliżał Ci, nie wykorzystywał, nie pomiatał, nie oszukiwał? - i to rozumiem to jest zdrowy facet ! i tak powinno być. Facet czuje się w związku źle więc odchodzi ale nie rozumiem kiedy facet tkwi w takim związku( dla niego toksycznym, niewygodnym) 5 lat i dłużej i poniża kobietę, oszukuje.
A co byś powiedziała gdyby on nie odszedł a na świat przyszło dziecko i Ty nie pracująca lub z za małą pensją na samodzielność słuchająca, narzekań, ubliżeń, kłamstw z uczuciem beznadziei i poniżenia....odejść ? przecież on zawładnął twoją duszą i ciałem ( i tu znowu Twoje słowa :" no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby." a ja zakładam ciągle, że on Cię kocha) a po 10 czy 25 latach jest też przyzwyczajenie - takie głupie uczucie p r z y z w y c z a j e n i e no i brak kasy no i to uczucie miłości i nadziei, że będzie lepiej.
Powinnaś by szczęśliwa , że ten chłopak był stanowczy i nie dał Ci okazji przeżyć poniżenia i zdrady - bo zapewniam Cię, że długo byś się po tym podnosiła.
Pozwoliłam sobie na poczytanie kilku Twoich wypowiedzi i tak: piszesz, ze obecny Twój partner pomaga Ci a ja doczytałam się, że nawet Cię wyręcza. Ty leżysz na kanapie a On gotuje zupy. Czy On jest mkzb ? A jeśli nawet jest to najważniejsze, że Ty doceniasz to co on robi !
6 924 2011-09-16 18:41:43
Ankinom, wczoraj widziałam się z dziewczyną, która rozstała się w lutym ze swoim chłopakiem. Mieszkali ze sobą dwa lata bez jakichś konkretnych planów na przyszłość. To było niesamowite, jak ona opowiadała o tym wszystkim, co jej się przytrafiło. Chłopak ją nie zdradził w pełnym tego słowa znaczeniu, ale spotykał się z inną. Ona to odkryła. Wyniosła się z mieszkania. Potem on się załamał i przepraszał. Dała mu szansę, którą on zmarnował. Odeszła. Pamiętam jak wtedy było jej smutno i ciężko. Ale już na wiosnę nie było po niej nic widać. Zapytałam się, czy nie czuje żalu, czy nie cierpi. A jej odpowiedź mnie zaskoczyła - a może zachwyciła...? "Wiesz... staram się widzieć w tym swoją siłę, że nie rozpaczam, lecz idę na przód. Zostawiłam wszystkie pamiątki po nim. Czuję się silna, że patrzę na nie każdego dnia i nie płaczę. Wywalając rzeczy człowiek robi to tylko na pokaz, a ja chcę zrobić coś dla siebie nie dla niego."
Teraz odnoszę takie wrażenie, że naszym problemem jest niekontrolowanie emocji. Tu nie chodzi o to, żeby zapominać, żeby się odkochiwać, tylko żeby umieć żyć dalej nie patrząc na to wszystko, co pozostało w zranionym sercu. Nam te emocje i uczucia nie dają spokoju i wyłażą przy każdej możliwej okazji: łapiemy doła, wściekamy się. A ta dziewczyna bez żalu w głosie, czasem nawet śmiejąc się z niektórych rzeczy powiedziała, że pewnie jej podświadomość czuła, że to nie jest związek na całe życie i tak miało być.
6 925 2011-09-16 21:52:25
Ankinom, wczoraj widziałam się z dziewczyną, która rozstała się w lutym ze swoim chłopakiem. Mieszkali ze sobą dwa lata bez jakichś konkretnych planów na przyszłość. To było niesamowite, jak ona opowiadała o tym wszystkim, co jej się przytrafiło. Chłopak ją nie zdradził w pełnym tego słowa znaczeniu, ale spotykał się z inną. Ona to odkryła. Wyniosła się z mieszkania. Potem on się załamał i przepraszał. Dała mu szansę, którą on zmarnował. Odeszła. Pamiętam jak wtedy było jej smutno i ciężko. Ale już na wiosnę nie było po niej nic widać. Zapytałam się, czy nie czuje żalu, czy nie cierpi. A jej odpowiedź mnie zaskoczyła - a może zachwyciła...? "Wiesz... staram się widzieć w tym swoją siłę, że nie rozpaczam, lecz idę na przód. Zostawiłam wszystkie pamiątki po nim. Czuję się silna, że patrzę na nie każdego dnia i nie płaczę. Wywalając rzeczy człowiek robi to tylko na pokaz, a ja chcę zrobić coś dla siebie nie dla niego."
Teraz odnoszę takie wrażenie, że naszym problemem jest niekontrolowanie emocji. Tu nie chodzi o to, żeby zapominać, żeby się odkochiwać, tylko żeby umieć żyć dalej nie patrząc na to wszystko, co pozostało w zranionym sercu. Nam te emocje i uczucia nie dają spokoju i wyłażą przy każdej możliwej okazji: łapiemy doła, wściekamy się. A ta dziewczyna bez żalu w głosie, czasem nawet śmiejąc się z niektórych rzeczy powiedziała, że pewnie jej podświadomość czuła, że to nie jest związek na całe życie i tak miało być.
2 lata...po 2 latach mojego zwiazku też byłoby mi łatwiej odejść, ale nie odeszłam, pewnie miałam tą głupią nadzieję, że jeszcze wszystko się ułoży....
3 lata temu po pierwszej zdradzie, chciałm odejść, ale w odróżnieniu do sytuacji na poczatku małżeństwa, mam dzieci i więcej nie trzeba pisać, wiem, wiem dzieci to tylko przykrywka, ale jak bez pracy je wykarmić?
to prawda rzadzą mną emocje, weźmy choćby dzisiejszy dzień napisałam do męża smsa nie dopowiedział, później zadzwonił w jakiejś inne sytuacji pomijając wcześniejszą wiadomość, po prostu zignorował mnie, im bardzej ja się nakręcam on bardzej mnie ignoruje, wie która strunę u mnie naciągnąć, wracając do tego smsa przez pół dnia byłam wkurzona, że mnie tak olał, a przecież powinnam już do tego przywyknąć i na jaką cholrę zmarnowałam pół dnia czując w sobie ogrom złości, kiedy on nie zadał sobie trudu by mi odpowiedzieć i tu jest pies pogrzebany ja najpierw robię potem myślę.....drugi raz mam nadzieję, że nie dam wciągnąć się w pułapkę przez samą siebie zastawioną...no chyba...
mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie dzień kiedy uśmiechniemy się na wspomnienie tych złych emocji i straconych, odrzuconych uczuć kiedyś, na pewno! ![]()
6 926 2011-09-16 22:01:53
ankinom napisał/a:pamiętam pewne zdarzenie, które "zdrowa kobieta" inaczej by potraktowała...było to jeszcze przed ślubem, pojechaliśmy na urlop do Zakopanego, pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy sobie w jakiejś tawernie, przy kominku i sączyliśmy grzane wino, mój przyszły maż coś do mnie mówił, miał pretensje, dzisiaj nie pamiętam o co chodziło, ale doskonale pamiętam siebie: skuloną dziewczynę płaczącą pod prysznicem i moje myśli: on ma rację, muszę się zmienić, to było 16 lat temu a doskonale to pomiatam! czy normalna zdrowa kobieta ceniąca się wyszłaby za takiego człowieka za mąż? nie wiem jak to się stało, że dałam się w to wszystko wciągnąć....
nie wiem czy zdrowa kobieta wyszlaby za maz za Twojego meza..za malo wiem zeby go oceniac ale odnosnie tej sytuacji z Zakopanego wiem co ja bym zrobila w tym konkretnym przypadku: gdyby pretensje byly w jakimkolwiek stopniu sluszne..porozmawialabym z nim spokojnie i jakies wnioski starala sie wyciagnac (no w koncu nikt swiety nie jest, my tez nie:) a jesli bylby to stek bzdur po to aby mi tylko dokuczyc, walnelabym tym grzancem w stol, odwrocila sie na pecie i wyszla. Albo by pojal, ze przesadzil i pognal za mna mnie przeprosic albo pal go szesc. To moja reakcja, bo ja mam temperament byka na arenie. Ale Twoja wyraznie wskazuje, ze czegos sie boisz badz balas w zyciu..odrzucenia, samotnosci, kar? Nie chce zgadywac..ale sporo tu moim zdaniem duchow z przeszlosci. Nalezaloby od nich chyba zaczac porzadki. Bo zawsze wyleza, czy teraz czy pozniej, nawet jak bedziesz sama albo w innym zwiazku. Twoj maz dostrzegl latwy lup i wykorzystal to na swoj sposob ale Ty mu zadanie ulatwilas. A pamietasz, ze kazdy mezczyzna ma w sobie cos z lowcy..?
ja dzisiaj też bym podziękowała temu panu, dzisiaj mam wiekszą świadomość, bo mam doświadczenie i wiem jak nie chcę by mnie traktowano
kiedyś umówiłam się z pewnym panem X , miałam chyba nadzieję, że może mąż będzie zadrosny, ale póżniej się okazoło, że on byłby szczęśliwy gdybym kogoś poznała ( nie czułby wyrzutów, że jestem nieszczęśliwa) wracając do pana X to na pierwszej nazwijmy to randce, miał uwagi, że powinam inaczej się czesać i chodziło o ubranie i to była nasza ostania randka, czyli powoli chyba mam zdrowsze podejśćie? jak myślicie?
6 927 2011-09-17 09:08:35
Ale gdybyśmy nie odnalazły tych forum to nadal tkwiłybyśmy w tych chorych związkach, ja do tej pory byłam przekonana, że nasz związek nie odbiega od "normy" i byłam przekonana, że to mój mąż ma problem, że wychował się w takiej rodziny, takie pobrał wzorce, a prawda jest bardzo bolesna: to ja mam "defekt", "
zdrowa kobieta" nie pozwoliłaby na takie traktowanie, jak to ja zrobiłam i jeszcze szukała winy w sobie, smutne...ale ciesze się, że zaczyna do mnie to docierać i może to dziwnie zabrzmi, ale dobrze, że mąż mnie zostawił inaczej dalej bym waliła z bezradności głową w mur....wyzdrowiejemy, musimy...
Droga ankinom coraz bardziej jestem przekonana, że problem tkwi jednak w obu małżonkach.
Wydaje mi się, że gdyby z Twoim mężem było wszystko ok. to( zamiast zadręczać Cię) odszedłby w taki sposób by jak najmniej Cię zranić . Powinien Cię wspierać ze względu na pozostające z Tobą dzieci, wspierać Cię na odległość. Powinien ......
Piszesz, że ciągle był niezadowolony z Ciebie - więc z Tobą nieszczęśliwy walił pięścią w stół - więc denerwowałaś go, chował telefon -to uwłaczające ( też to przeżyłam) późno wracał więc miał Cię za nic mówił, że wredną matką jesteś - to już chamstwo sypiał z Tobą pomimo słów nie kocham Cię i nigdy nie kochałem... aaaa tańsza byłaś jak lala z sex shopu ? ......ja sądzę, że z tym i jemu podobnymi jest coś nie tak. Tak nie postępuje zdrowy człowiek, zdrowy zdaje sobie sprawę jaką krzywdę wyrządza takim postępowaniem....każdego można złamać psychicznie........a Ty jego ofiara złych zachowań powinnaś powiedzieć dawno KONIEC takiego traktowania i głośno krzyczeć : to jak się zachowujesz jest chore i ja nie mam zamiaru być z tobą póki nie poddasz się leczeniu i póki nie będzie poprawy w twoim zachowaniu......i to chyba jest ta nasza choroba -bezsilność. Stajemy się jak małe dziewczynki - bezbronne, bezradne, zatracamy zdrowy rozsądek ! Tylko dlaczego ? dlaczego zamiast wyrzucić faceta lub uciekać my nadal jesteśmy przy nich ? .....a może to jakiś rodzaj uzależnienia ofiary od kata ?
Dlaczego osoba porwana i przetrzymywana uzależnia się od swojego oprawcy ..........no tak syndrom Sztokholmski !
Dlaczego osoba poniżana toleruje to a nawet ukrywa przed innymi i często winę bierze na siebie w sobie się doszukuje przyczyny tych chorych zachowań( jego lub jej, bo i kobiety bywają katami dla mężów) i jeszcze stara się siebie zmienić !
Zdrowiejemy kiedy dociera do nas, że to co nam robiono krzywdziło nas, odbierało radość i chęć życia. Każda na nowo odkrywa przyjemności i pisze, że odzyskuje wiarę w siebie. Każda pisze, że bez niego jednak da się żyć i to lepiej, bezpieczniej, ciekawiej, przyjemniej ! mamy dołki.....wydaje mi się, że im dłużej byłyśmy w takim związku i im okrutniejszy był nasz partner tym trudniejsze podnoszenie się .
6 928 2011-09-18 17:04:36
ankinom napisał/a:Ale gdybyśmy nie odnalazły tych forum to nadal tkwiłybyśmy w tych chorych związkach, ja do tej pory byłam przekonana, że nasz związek nie odbiega od "normy" i byłam przekonana, że to mój mąż ma problem, że wychował się w takiej rodziny, takie pobrał wzorce, a prawda jest bardzo bolesna: to ja mam "defekt", "
zdrowa kobieta" nie pozwoliłaby na takie traktowanie, jak to ja zrobiłam i jeszcze szukała winy w sobie, smutne...ale ciesze się, że zaczyna do mnie to docierać i może to dziwnie zabrzmi, ale dobrze, że mąż mnie zostawił inaczej dalej bym waliła z bezradności głową w mur....wyzdrowiejemy, musimy...
Droga ankinom coraz bardziej jestem przekonana, że problem tkwi jednak w obu małżonkach.
Wydaje mi się, że gdyby z Twoim mężem było wszystko ok. to( zamiast zadręczać Cię) odszedłby w taki sposób by jak najmniej Cię zranić . Powinien Cię wspierać ze względu na pozostające z Tobą dzieci, wspierać Cię na odległość. Powinien ......
Piszesz, że ciągle był niezadowolony z Ciebie - więc z Tobą nieszczęśliwy walił pięścią w stół - więc denerwowałaś go, chował telefon -to uwłaczające ( też to przeżyłam) późno wracał więc miał Cię za nic mówił, że wredną matką jesteś - to już chamstwo sypiał z Tobą pomimo słów nie kocham Cię i nigdy nie kochałem... aaaa tańsza byłaś jak lala z sex shopu ? ......ja sądzę, że z tym i jemu podobnymi jest coś nie tak. Tak nie postępuje zdrowy człowiek, zdrowy zdaje sobie sprawę jaką krzywdę wyrządza takim postępowaniem....każdego można złamać psychicznie........a Ty jego ofiara złych zachowań powinnaś powiedzieć dawno KONIEC takiego traktowania i głośno krzyczeć : to jak się zachowujesz jest chore i ja nie mam zamiaru być z tobą póki nie poddasz się leczeniu i póki nie będzie poprawy w twoim zachowaniu......i to chyba jest ta nasza choroba -bezsilność. Stajemy się jak małe dziewczynki - bezbronne, bezradne, zatracamy zdrowy rozsądek ! Tylko dlaczego ? dlaczego zamiast wyrzucić faceta lub uciekać my nadal jesteśmy przy nich ? .....a może to jakiś rodzaj uzależnienia ofiary od kata ?Dlaczego osoba porwana i przetrzymywana uzależnia się od swojego oprawcy ..........no tak syndrom Sztokholmski !
Dlaczego osoba poniżana toleruje to a nawet ukrywa przed innymi i często winę bierze na siebie w sobie się doszukuje przyczyny tych chorych zachowań( jego lub jej, bo i kobiety bywają katami dla mężów) i jeszcze stara się siebie zmienić !
Zdrowiejemy kiedy dociera do nas, że to co nam robiono krzywdziło nas, odbierało radość i chęć życia. Każda na nowo odkrywa przyjemności i pisze, że odzyskuje wiarę w siebie. Każda pisze, że bez niego jednak da się żyć i to lepiej, bezpieczniej, ciekawiej, przyjemniej ! mamy dołki.....wydaje mi się, że im dłużej byłyśmy w takim związku i im okrutniejszy był nasz partner tym trudniejsze podnoszenie się .
Ja coraz bardziej "zdrowieję", gdyż wiem, że bardzo mnie skrzywdził, odebrał radość i chęć do życia....ale dlaczego do cholery płaczę po każdym złym słowie od niego? przecież nie powinnam się tym przejmować, a jednak nie umiem przejść obojętnie obok tych raniących słów...ja już nie wiem jak mam przed nim schować nie wystawiać się na jego atak, unikam go, nie rozmawiam z nim, wychodzę do innego pomieszczenia a i tak mnie "dopadnie", a najgorsze jest to,że tak naprawdę boje się dnia kiedy odejdzie....
6 929 2011-09-18 23:46:02
Przede wszystkim nie wolno płakać. Mnie z natury łatwo doprowadzić do łez, ale obiecałam sobie, że nie uronię przez faceta już ani jednej łzy i choć nie raz oczy mi się zaszklą to gryzę wargi ale żadna kropla na policzek nie spada. Właśnie to jest najgorsze, że faceci wiedzą, jak łatwo płaczemy - my im wtedy okazujemy słabość - a im to kompletnie wisi...
6 930 2011-09-19 13:33:56
Przede wszystkim nie wolno płakać. Mnie z natury łatwo doprowadzić do łez, ale obiecałam sobie, że nie uronię przez faceta już ani jednej łzy i choć nie raz oczy mi się zaszklą to gryzę wargi ale żadna kropla na policzek nie spada. Właśnie to jest najgorsze, że faceci wiedzą, jak łatwo płaczemy - my im wtedy okazujemy słabość - a im to kompletnie wisi...
W moim przypadku łzy pozwalają mi się "oczyścić", gdy te złe emocje zbyt długo trzymam w sobie, wybucham i obrywa się niewinnym osobom, niestety najczęściej dzieciom, więc wolę sobie popłakać....najlepiej by było, gdyby on tego nie widział, ale problem w tym, że on jest przyczyna tych łez...
eh dołujący jest ten dzień, zawsze po weekendzie czuję się wypalona... ![]()
6 931 2011-09-19 14:25:19
Hejka ja tu wpadam okazjonalnie a i dziś właśnie taka moja wizyta bo sama się zastanawiam czy u kobiet występuje coś takiego jak wtórny debilizm , bo u mnie chyba tak. Zawsze gdy dostaje olśnienia ,że to już czas zakończyć mój chory związek, pojawia się on mój ukochany mąż który zachowuje się akurat tak jak bym tego oczekiwała, i gdy już złamie moją słabą silną wole kolejny raz pokazuje mi że to była tylko pokazówka. Dlaczego nie umiem powiedzieć dość, posunął się już tak daleko, że nie można tu mówić o ostatecznej granicy bo te już dawno zostały przekroczone . Jak z tym walczyć , bo już brak mi pomysłów ?
6 932 2011-09-19 16:14:44
ankinom napisał/a:tak do końca nie jestem wyzwolona, bo z nim nie jestem, ale jeszcze mieszkamy razem i chyba ta sytuacja powoduję, że "odrodzenie" będzie trwało dłużej, niż gdybym została sama z dziećmi, tak mi się wydaję, bo największe doły łapie, kiedy on jest blisko mnie...
sama sobie diagnoze wystawilas i to sluszna! Co z oczu to z serca - to nie tylko przyslowie, to sprawdzona prawda.
Ja bylam kiedys w idiotycznym, poplatanym zwiazku z chlopakiem, mlodym mezczyzna, o ktorego bylam smiertelnie zazdrosna, no bo jak sie kocha to sie chce zawladnac dusza i cialem tej drugiej osoby. To glownie doprowadzilo do konca naszej wspolnej, pieknej, romantycznej przygody (poza klotniami o "inne baby" naprawde bylo cudownie). On to skonczyl bo dosc mial moich ciaglych oskarzen. Gowniara wtedy bylam i bardzo niepewna siebie jeszcze. Ile to sie naplakalam, narozmawialam, nablagalam, natlumaczylam i naobiecywalam. On byl stanowczy. Najgorsze bylo to, ze jeszcze przez prawie rok (z powodow techniczno-finansowych) mieszkalismy razem i ja ciagle sie ludzilam, ze bedzie come back. Bo byly i lepsze chwile i gorace noce. A po nich kubel lodowatej wody "ide na sobote do X-skiego, idziemy na billard, wroce w niedziele". To co dla mnie bylo namietna noca kochankow, majaca nas zblizyc, dla niego bylo ..seksem z byla dziewczyna, wygodna, bo blisko i sprawdzona.
Po prawie roku nastapil kop w d...on postanowil przeprowadzic sie a ja nagle ocknelam sie z reka w nocniku..dokad pojde, skoro mnie na caly czynsz nie stac a on juz mnie w nowym mieszkaniu nie chce? Wtedy postanowilam wyjechac na chwile do rodzicow do Polski, odpoczac, uspokoic sie, przemyslec. Mialam tez nadzieje, ze i on zateskni. Nie tylko nie zatesknil ale i szybko sie pocieszyl. Trudno, bylo minelo, wtedy juz nie bolalo.Ale to co najwazniejsze..z chwila kiedy wsiadlam do autokaru wywozacego mnie z tamtego miejsca, podswiadomie poczulam jakas ogromna ulge. Smutek pozostal ale tak jakbym odzyskala niewidoczna sile i wiare, ze bedzie dobrze. Przestalam plakac, to tak jakby ktos zatamowal wszystkie lzy. Patrzylam sobie na oddalajacy sie brzeg z klifami i na spokojnie myslalam "jego juz nie ma i nie bedzie..bedzie cos nowego, ciekawe co". Odkad stracilam go z oczu, odzylam i stanelam sto razy silniejsza na nogi. Wiesz jaki byl final tamtej historii? Jego syn, ktorego odrzucil na wiesc o mojej ciazy (2 tygodnie po moim powrocie do Polski) a ja go urodzilam i sama wychowalam na wspanialego madrego i juz duzego chlopaka, wkrotce mezczyzne. I nigdy nie mialam watpliwosci, ze dobrze robie i ze sobie poradze.
Mozna sie otrzasnac z g..naprawde. Trzeba tylko tego bardzo chciec i wierzyc, ze sie da rade, nawet bez niego . A wlasciwie to glownie bez niego:)
Ciekawe życie. Ciekawe. I nie było czasu nawet żeby martwić się o pieniądzę i o inne pierdoły.
6 933 2011-09-19 16:45:06
Ankinom, wczoraj widziałam się z dziewczyną, która rozstała się w lutym ze swoim chłopakiem. Mieszkali ze sobą dwa lata bez jakichś konkretnych planów na przyszłość. To było niesamowite, jak ona opowiadała o tym wszystkim, co jej się przytrafiło. Chłopak ją nie zdradził w pełnym tego słowa znaczeniu, ale spotykał się z inną. Ona to odkryła. Wyniosła się z mieszkania. Potem on się załamał i przepraszał. Dała mu szansę, którą on zmarnował. Odeszła. Pamiętam jak wtedy było jej smutno i ciężko. Ale już na wiosnę nie było po niej nic widać. Zapytałam się, czy nie czuje żalu, czy nie cierpi. A jej odpowiedź mnie zaskoczyła - a może zachwyciła...? "Wiesz... staram się widzieć w tym swoją siłę, że nie rozpaczam, lecz idę na przód. Zostawiłam wszystkie pamiątki po nim. Czuję się silna, że patrzę na nie każdego dnia i nie płaczę. Wywalając rzeczy człowiek robi to tylko na pokaz, a ja chcę zrobić coś dla siebie nie dla niego."
Teraz odnoszę takie wrażenie, że naszym problemem jest niekontrolowanie emocji. Tu nie chodzi o to, żeby zapominać, żeby się odkochiwać, tylko żeby umieć żyć dalej nie patrząc na to wszystko, co pozostało w zranionym sercu. Nam te emocje i uczucia nie dają spokoju i wyłażą przy każdej możliwej okazji: łapiemy doła, wściekamy się. A ta dziewczyna bez żalu w głosie, czasem nawet śmiejąc się z niektórych rzeczy powiedziała, że pewnie jej podświadomość czuła, że to nie jest związek na całe życie i tak miało być.
To niesamowite. Masz rację, te uczucia wyłażą z nas w chwilach słabości, w chwilach kiedy jest nm źle. Prawda jest taka, że ni wygonimy ich przecież z siebie, musimy im kazać siedzieć cicho.
6 934 2011-09-19 16:46:48
Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.
Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...
Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
6 935 2011-09-19 16:56:33
czy u kobiet występuje coś takiego jak wtórny debilizm
niestety występuje ![]()
Zawsze gdy dostaje olśnienia ,że to już czas zakończyć mój chory związek, pojawia się on mój ukochany mąż który zachowuje się akurat tak jak bym tego oczekiwała, i gdy już złamie moją słabą silną wole kolejny raz pokazuje mi że to była tylko pokazówka. Dlaczego nie umiem powiedzieć dość
przecież już odpowiedziałaś sama na to pytanie - bo masz słabą silną wolę
posunął się już tak daleko, że nie można tu mówić o ostatecznej granicy bo te już dawno zostały przekroczone . Jak z tym walczyć , bo już brak mi pomysłów ?
a czy wpadł Ci pomysł - uciekać i ćwiczyć silną wolę ? Spróbuj może okaże się to najlepszym pomysłem.
6 936 2011-09-19 17:55:14
Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
nie rozumiem, przecież ja pracuję...do czego to odnosisz?
6 937 2011-09-19 18:00:30
Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwa, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili.
6 938 2011-09-19 18:22:48 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-19 18:23:36)
hm... napisał/a:Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
nie rozumiem, przecież ja pracuję...do czego to odnosisz?
aha już wiem, kiedy pisałam, że bez pracy nie wykarmię dzieci to było po 1 zdradzie 3 lata temu. Dzisiaj mam pracę i dlatego tutaj jestem, bo to nie do końca, jest tak, że tylko mąż chce odejść, to była jego inicjatywa, ale już o tym pisałam, że był moment, kiedy chciał byśmy byli razem i ja się nie zgodziłam, gdyż wynikało to z poczucia odpowiedzialności wobec dzieci, a nie z miłości do mnie, a ja takiego życia nie chcę, a moim problemem jest to, że z drugiej strony ciężko mi żyć bez niego, takie chore uzależnienie
wtedy nie miałam pracy, bo dzieci były małe i zanim doszło do tej "zdrady" umówiliśmy się, że będę z dzieci w domu, poza tym to nie tylko kwestia siedzenia w domu dla wygody....ale brak miejsc w przedszkolu, a nawet choćby babci...poza tym to chyba nic złego, że chciałam być z nimi przez pierwsze lata życia moich dzieci ![]()
6 939 2011-09-19 19:24:03
Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
Kurcze wiem co czujesz jeszcze teraz kiedy mąż odmówił mi pomocy finansowej jestem chora i nawet nie mam za co leków kupić zabawne nie, a mówiłam na dobre i na złe , mocno przereklamowany tekst .
6 940 2011-09-20 10:15:28 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-20 10:29:45)
hm... napisał/a:Wiecie oglądałam w sobotę program o babce, która jest zawodowym skoczkiem spadochronowym, uprawia base jumping, skacze na bungee i przeróżne inne cuda.
I doszło do mnie kolejny raz to paskudne prawo, że bez pieniędzy nie ma nic. Nie można pójść na zumbę, ani do kina, ani na imprezę, ani do muzeum. Nie można robić nic co byłoby spełnieniem marzeń. Nie można mieć nic, i ja mam takie nic. Nie mam na nic. To mnie strasznie przytłacza.
Kobieta z programu mówiła właśnie, że trzeba wierzyć całym sercem, że się da, że marzenia się spełniają. Guzik prawda.
Kogo stać na spadpchron, na wynajęcie samolotu, na to na tamto.
Koleżanka mi powiedziała ostatnio, kurcze jakbym miała taki basen koło siebie jak ty, to byłabym tam co weekend. A ja nie mam nawet na ten zasrany basen.Nie mogę robić niczego co kocham, nie mogę znaleźć drugiej pracy, bo zabraknie mi doby...
Skończe już te brednie. Wyżaliłam się...Aniknom, czy to jakis problem iśc do pracy?
W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwa, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili.
Bardzo dziękuję.
Kiedy pierwszy raz przeczytałam któryś z twoich notek zauważyłam twoją sygnaturkę i zanotowałam ją sobie. Jest ze mną na co dzień, choć czasem zapominam.
Aniknom, może nieodpowiednio coś zinterpetowałam, przepraszam. Nieporozumienie się wdało i rozwiązało się samo.
Trochę czasu mija i wszystko jakby samo się wyjaśnia.
Jak najbardziej rozumiem to, że matka w początkowym okresie życia dziecka jest mu szczególnie potrzebna. Z przedszkolami też jest niełatwo, poza tym lepiej się nie spieszyć. Ja musiałam korzystać z pomocy żłobka, ale nie było innego wyjścia.
6 941 2011-09-20 10:19:57
witam jest ktos kto mi pomoze?
6 942 2011-09-20 10:33:29
Być może. W czym problem?
6 943 2011-09-20 11:49:22
chce zamknac oczy i sie nie obudzic zapomniec
6 944 2011-09-20 11:51:00
O skąd ja to znam niestety nie jest to takie proste, jeśli powodem jest facet to nie warto.
6 945 2011-09-20 11:53:32
własnie tak facet jest powodem mam problemy z sama soba kocham zbyt mocno a nigdy nie bylam kochana. chlopak po 2 latach powiedział ze mnie noie kocha
6 946 2011-09-20 11:55:24
jestem zalamana nie wiem moze to ja nie jestem dobra
6 947 2011-09-20 12:04:51
kochana kiedyś pewna mądra kobieta napisała nie jednemu psu na imię burek
Jesteś młoda i jeszcze nie jednego faceta pokochasz a czym są 2 lata w obliczu całego życia , może lepiej że teraz się to stało niż za lat 30 nie sądzisz.
6 948 2011-09-20 12:08:04
najgorsze jest to ze wszyscy mi to mowja a ja nie rozumiem . nie moge zapomniec tego co bylo w kazdej sekundzie mysle o tym co bylo wszystko mi przypomina jego.
6 949 2011-09-20 13:28:50
nie jem nic przez tydzien ciekawe jak długo pociagne.
6 950 2011-09-20 14:17:56
Czy warto tracić czas by myśleć o tym co było? Po co?
Rób wszystko by dobrze było teraz. Bo jutra też nie znamy.
6 951 2011-09-20 14:21:09
nie jem nic przez tydzien ciekawe jak długo pociagne.
oj! widzę , że długa droga przed Tobą ! Ale dobrze, ze tu trafiłaś . ZAcznij od czytania o kobietach kochających za bardzo, wyciągaj wnioski , ucz się !
Porzucił Cię ? ale ile masz atutów ! jesteś młoda , nie masz dzieci i masz siebie! a może Ci zrobił przysługę ? a może nie był wart Ciebie ?
6 952 2011-09-20 14:33:56 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-20 14:42:45)
Nie szukaj za wszelką cenę problemu w sobie. Przyjmij to na klatę. Musisz iść dalej, nim się nie martw. Czy on martwi się Tobą, czy jego interesuje co czujesz, czy martwi go twój ból? Jeśli nie, to wiesz, że to nie on był dla Ciebie. Kiedyś być może zapłacze, ale wtedy to już będzie inna bajka.
Spróbuj mu pokazać, że jest dla Ciebie obojętny. Wiem, że to sakramencko trudne, ale da się. Z każdym tygodniem, nie dniem, będzie coraz to lepiej. Postaraj się znaleźć w sobie siłę. Dasz radę.
Są momenty gorsze i lepsze, ale jeśli chcesz dasz radę! Nie poddawaj się.
Nie daj się!
Złe uczucia trzeba złapać w ryzy, tak jak kogoś kto robi nam krzywdę.
Niech odejdzie w niepamięć.
Mnie ostatnio też nie lekko, jakby wszystko ustawia się przeciwko mnie. Na każdym kroku pod górkę. Nie dam się. Nie szukam krajobrazu z górki, tylko wspinam się. Nie pozwolę, żeby jakiś zły omen rządził moim życiem. Ja będę decydować o sobie.
I nawet kiedy nie wierzysz w poprawę powtarzaj sobie, że będzie tak jak sobie zaplanujesz, jak sobie założysz. Nawet jeśli wydaje Ci się to teraz głupie. Afirmuj to a stanie się.
Twoje życie i szczęście nie jest składową Ciebie i jego. Nie. To ty tworzysz swoje szczęście i nie pozwól aby ktoś swoimi czynami Ci je zakłócił. Nie ma takiego prawa.
Wiem, że przeciwności jest mnóstwo. Uczuć, emocji. Ja to wiem. I wie to każda z nas.
6 953 2011-09-20 14:43:50
moze poprostu zmiienie siebie i zrobie wszystko zeby on zrozumiał ile stracil?
6 954 2011-09-20 17:39:46
Ciuciaa pokaż mu, że jesteś silna .Pomyśl o sobie ,o swoich potrzebach,zajmij się czymś co sprawia Ci przyjemność.Wiem, że teraz to trudne ,ale dasz radę.
6 955 2011-09-20 17:53:47
Ciuciaa trzymam za Ciebie kciuki, głowa do góry i do przodu!!! Czytaj posty innych i pisz jeśli tylko czujesz taką potrzebę!!!
Fajnie kobitki że jesteście, co prawda więcej czasu spędziłam na tym forum czytając posty niż pisząc własne, ale pomaga mi to BARDZO?