netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 882 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 104 105 106 107 108 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 826 do 6 890 z 26 310 ]

6 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję za odpowiedzi.Bardzo mi pomagają.
Ech...u mnie każdy dzień jest inny...dziś go nie chce,o!

Co ja matka Teresa?
Tyle razy mnie okłamał.
Chcę żyć.
Potrzebny mi spokój i stabilizacja.

Kurde,jutro pewnie będę pisać co innego...

6 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi.Bardzo mi pomagają.
Ech...u mnie każdy dzień jest inny...dziś go nie chce,o!

Co ja matka Teresa?
Tyle razy mnie okłamał.
Chcę żyć.
Potrzebny mi spokój i stabilizacja.

Kurde,jutro pewnie będę pisać co innego...

Wybór należy do Ciebie. My tylko wskazujemy możliwości. Jak zdecydujesz tak będzie. To twój świat i Ty w nim jesteś szefem.
Jak czujesz, że się nie zmieni i dalej będzie wymachiwał ku... no to...
A jak czujesz inaczej to...

Jutro będzie inny dzień, inne sprawy, a myśli inne albo te same. Ale trza rozwiązywać problemy na bieżąco. Bo kumulacja jest dobra tylko w pewnej grze liczbowej.
Ja fajnie książki polecałam koleżankom, nie koniecznie o problematyce ściśle patologicznej. Wręcz o innej, a jak oczy otwierają i uświadamiają nas w wielu sprawach to już...

Co do psychologów, moje podejście jest sceptyczne. Nieraz tacy sa nieprzyjemni, że szkoda mówić. Niektórzy nerwowi nawet. Ale jak nie ma innego wyjścia to można spróbować. Zresztą wiadomo, że jak nie spróbuje się to nie wie się. Prawda? W

6 828 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-13 17:43:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Nic do chłopa nie dociera.

Pisał,że nadużywam słowa ZDRADA.
-na samym starcie,spotykać się ze mną i po fakcie przyznać,ze spotyka się też z kimś innym?
-seks z 19 letnią dziewczyną (wtedy w wieku jego córki)
-czatowanie
-zaspakajanie się za pomocą pornografii
-usilne prośby o nr tel jakiejś koleżanki na nk
-pisanie sms w tajemnicy przede mną z nieznaną mi panią wioletą,ponoć tylko o mojej chorobie (jestem alko,niepijącą),uważam,że o mojej chorobie mogę mówić tylko ja i tylko ja decydować komu i kiedy powiem lub nie,zresztą nie wierze w te jego tłumaczenia (do tej wiolety wrócimy)
-pisanie sms z 21 letnią siostrą chłopaka mojej córki-sam zaczął- (udało mi się przeczytać dwa od niego do niej-naprawdę tego chcesz?-wszystko zależy od ciebie...)

Tyle udało mi się namierzyć.Tyle wiem.
Zapewne nie jedno udało mu się ukryć.
Niejedno zakończyło się zdradą psychiczną,bo mu przeszkodziłam.

l_ukrecja napisał/a:

Wiecie co odpisał? Że mnie kochał i kocha!! Że w tygodniu przyjedzie po swoje rzeczy właśnie z koleżanką wioletą!
Więc co? Pisał z nią 2 lata temu.Więc cały czas miał z nią kontakt

l_ukrecja napisał/a:

On zdiagnozowal sie jako seksoholik i czlowiek uzalezniony od chorej milosci
Twierdzi,ze nawet jak nie bedziemy razem musi zmienic myslenie i zmienic sie..

l_ukrecja napisał/a:

Próbuję w myślach znaleźć zrozumienie-ale nie umiem

l_ukrecja napisał/a:

Co ja matka Teresa?
Tyle razy mnie okłamał.
Chcę żyć.
Potrzebny mi spokój i stabilizacja.

chyba dobrą wybrałam kolejność Twoich myśli ?

l_ukrecja napisał/a:

Powtarzał mi często,że życie poświęci,żebym była szczęśliwa!

Tak...... ja też się doczytałam, że poświęcił...... i że jesteś szczęśliwa.

6 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja dziewczyny mam strasznego doła... I nie wiem czy to przez dzień cyklu, czy przez faceta... Ostatni raz się widzieliśmy tydzień temu w niedzielę. Od tamtej pory dostałam od niego może z 10 smsów i to wszystko... Już chciałam do niego jechać go zobaczyć, ale siłą się powstrzymuję. Przecież nie mogę pojechać i się rozpłakać albo zrobić mu awantury za to, że się nie odzywa. Ale ja już czuję, że on mnie nie chce. Moja koleżanka też mi powiedziała, że jej zdaniem nie ma nadziei dla naszego związku. Jak na razie oprócz rodziców i brata to tylko jedna osoba wie, że mój związek się wali. Nie chce mi się o tym mówić, bo mam wrażenie, że innym sprawi to satysfakcję. Na każde nasze potknięcie zawsze reagowali słowami: "a nie mówiłem/am?"...
Co Wam pomaga na takie bardzo złe chwile, te najgorsze ze wszystkich?

6 830

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
prokurator_szacka napisał/a:

Co Wam pomaga na takie bardzo złe chwile, te najgorsze ze wszystkich?

FORUM!

Dziewczyny z Sabatu, prysznic długi, bezmyślny, gorący, ulubiony polarowy szlafrok, czekolada z orzechami laskowymi, wino różowe półwytrawne, iść daleko i długo nie wiadomo po co, spakować resztę maneli dupka i wywalić do śmietnika, albo - spektakularnie przez okno (wersja do wyboru), espresso, przytulić dzieciaki, uporządkować jakąś szafę z gratami (im bardziej zapuszczona, tym lepiej), zrobić peeling, maseczkę, manicure i pedicure (depilację?), kupić seksowną szmatę, założyć, ruszyć w miasto...
Każdemu pomaga co innego, niektórzy nie chcą sobie pomóc, muszą cierpieć.

6 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki Zofio-czasem kubeł wody robi dobrze na mój chory mózg;)

Wiem,jestem jak chorągiewka...

Na jego czułe sms,napisałam mu,że nie chce z nim pisać,rozmawiać,widzieć go.Tak mi jest dobrze.Spokojnie.Kurde!Naprawdę dobrze mi samej z dzieciakami.I relacje są wzorowe.
Posprzątane,ugotowane,miła atmosfera...w pracy dobrze.Czego więcej chcieć?Na pewno nie faceta.

Nie wiem,czy to objawy rodzącej się miłości własnej,czy co...Ale to co mnie przerażało całe życie-być bez faceta-zaczyna mi odpowiadać.
Dlatego nie chcę żeby mnie "urabiał",bo zaraz spokój się burzy.

Nie umiem się zdecydować...ale to chyba przyjdzie samo...już idzie...

Oby mi nie odbiło w drugą stronę.Już sama sobie nie ufam:(

Oj winko bym wypiła,ale mnie nie wolno:)
Po długiej kąpieli,kawka i książka,edukacyjna:)
No i WY-całe szczęście,że Jesteście!!!!

6 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochane - za bardzo kochające!

Tak bardzo potrzebuję teraz Waszego wsparcia... Udało mi się, podjęłam decyzję o rozstaniu i przyznam szczerze, że odetchnęłam z ulgą, ale nie mogę poradzić sobie z moim lękiem przed samotnością. Może coś mi doradzicie?

Z jednej strony - satysfakcja, że w końcu udało mi się zrobić krok w stronę lepszego jutra, że udało mi się zrobić (w końcu!) coś dla siebie. Z drugiej zaś ciągłe myśli, że przecież roztaczała się przede mną wizja takiej świetlanej przyszłości u jego boku (mąż, dom, dzieci - po prostu rodzina)... A za chwile przychodzi reflekcja - "Jaka, kurczę, świetlana przyszłość? Czy ty, babo, w ogóle myślisz? Świetlana przyszłość z kimś, kto nie miał do ciebie za grosz szacunku, kto poniżał cię, ubliżał na każdym kroku, uprzedmiotowiając cię?", a wtedy drugi głos mówi: - No tak, ale przecież nigdy cię nie zdradził, zawsze był ci wierny i oddany...

I właściwie to czasami już sama nie wiem, co myśleć. Jedno jest pewne - nie mogę do niego wrócić, bo po prostu nie chcę. Bo wiem, że on i tak się nie zmieni, a ja znów będę cierpieć.

Najgorsze są te samotne wieczory, próbuję się czymś zająć, staram się o nim nie myśleć... Ale to takie trudne...

6 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dysponuję "naszą" bardzo bogatą biblioteką. Polecam, kochane.
Która chce - proszę pisać na mojego maila. Prześlę.

6 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja kochałam bardzo "za bardzo". Zostawił mnie ponad rok temu. Nadal cierpię:( Dziś mam mega kryzys. Boję się samotności, chcę już z niej wyjść, znaleźć kogoś.

6 835 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-09-13 22:25:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny!

Podobno potrzebujecie wsparcia.
Widzę, że Niekochana i Marynarka już tu były big_smile Podpisuję się pod wszystkimi jej poradami (ale wino jeśli już to półsłodkie).

Ja polecam dwie piosenki.  Z pewnością Was pokrzepią.

Są mocno instruktażowe, nie musicie się sugerować ani słownictwem Chylińskiej ani zestawem "narzędzi" Pink (ta to jest 100%-owa KKZB), ale może samo słuchanie dobrze Wam zrobi ... oczywiście zaraz po zastosowaniu wszystkich porad Marynarki.
A więc:

Chylińska (warstwa muzyczna - dno, ale tekstu słuchamy do końca i dokładnie, nie musimy jej nucić przy goleniu ale może się przydać w kluczowym momencie / zwłaszcza refren)

http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

Pink (bierzemy długopis do ręki i robimy spis przedmiotów niezbędnych do odtworzenia poszczególnych scenek)

http://www.youtube.com/watch?v=eocCPDxKq1o&ob=av3e

6 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej netkobietki smile

Potrzebuje Waszej rady, jesteście doświadczone i mądre i czytam wasze posty na bieżąco. Powiedzcie mi, czy przesadzam czy może mam racje, bo już mam mieszane uczucia.

Jestem z chłopakiem ponad 10 miesięcy, kochamy się bardzo, planujemy dzidziusia i bardzo przywiązani jesteśmy do siebie, ale...Wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem 4 lata, cierpiałam 2 lata zanim doszłam do siebie, kobietki tutaj wtedy wspierały mnie bardzo w ciężkich chwilach, za co im jestem wdzięczna do dziś.
Teraz jestem z nowym i nie wiem czy ja już mam tak zryty beret po byłym, a może jestem przewrażliwiona i sama wyszukuje problemu w czymś w czym nie ma:(
Pokłóciłam się dzisiaj z nim, niby pierdoła, ale bardzo istotna rzecz, na ogół bardzo rzadko się kłócimy. Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza, a to w gotowaniu od mojej mamy,gdzie moja mama naprawdę dobrze gotuje, a to ode mnie. Jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, to ja jestem ta gorsza, jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę. Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła, pomogłam mu zrobić opis do pewnej sprawy, to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć. Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka. Przestałam się do niego odzywać i dzisiaj po pracy się pokłóciliśmy, pojechał do domu. Usłyszałam parę niemiłych słów od niego i kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd. Powiedziałam, żeby nie liczył na to, bo nic nie zrobiłam. Wymiana zdań i pojechał do domu.

Teraz nie wiem czy miałam powód do tego żeby poczuć się źle czy może faktycznie jestem przewrażliwiona. Było też innych kilka sytuacji, w których np. wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja powtórzy się tak jak było w poprzednim związku, chociaż on jest całkiem inny.
Proszę napiszcie jak Wy to widzicie, osoby z boku, bo nie wiem już sama czy powinnam przeprosić go, czy to jednak ja mam racje. Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć, a uległa nie chce mu być.

6 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Marynarko, to ja będę próbowała wszystkiego po kolei... Może coś pomoże...

6 838

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella, dobrze, że podajesz piosenki bo to dobre do wina będzie, albo porządkowania szafy.

6 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella, nie wiem czy mam dobre objawy... Ale słucham Chylińskiej i się śmieję:D

6 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.youtube.com/watch?v=FTcDEjWI0q0&feature=related  kochaj siebie wink

6 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Takaja obawiam się, że Twoje lęki są słuszne....

6 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Czego więcej chcieć?Na pewno nie faceta.!

Oj dużo chcę ! ALE NA PEWNO NIE FACETA!!! - ja chwilowo jestem daleka od pozytywnych myśli o facetach. Pewnie mi to przejdzie.......czas ponoć goi rany. A życzeń do spełnienia mam dużo. Chcę wiosny, lata, słońca, dobrego nastroju, dużo pieniędzy , przyjaciół, skończonego remontu, mieszkanka...i jeszcze wielu innych rzeczy ;-)))

l_ukrecja napisał/a:

No i WY-całe szczęście,że Jesteście!!!!

TEŻ SIĘ POD TYM PODPISUJĘ !!!

6 843

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
empatyk napisał/a:

http://www.youtube.com/watch?v=FTcDEjWI0q0&feature=related  kochaj siebie wink

SUPER!!!          JA TEŻ TAK CHCĘ!!!

potrzebne mi korepetycje ;-))

6 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moje kochane kobietki. Opisywałam wcześniej swoją historię w wątku "kontrola zrujnowała związek" i powiem wam, że zaliczyłam potknięcie i bardzo potrzebuję wsparcia.. właśnie Waszego- kobiet które jak ja kochają za bardzo. W czwartek zadzwonił do mnie mój wiele lat starszy były partner, powiedział, ze jego córka ma raka.. a On poza mną nikogo nie ma. Postanowiłam w takiej sytuacji pojechać do Niego i go wesprzeć, mimo że nie zasłużył na to po tym jak mnie traktował. Przez całe cztery miesiące od naszego rozstania dostawałam smsy, że byłam ostatnią kobietą w jego  życiu, że mnie kocha... Podświadmoie chyba tego potrzebowałam i wierzyłam w to, choć nie chciałam z Nim być. Potrzebowałam poczucia, że nadal jestem ważna w jego życiu. Kiedy już byłam u Niego.. znów się zaczęło. Mieszkamy 500km od siebie.. W piątek byłam na miejscu, w sobotę mnie zapytał " co na obiad?"... byłam w szkoku, bo byłam jego gościem, On jest milionerem więc stać go na restauracje, a On jak zawsze traktował mnie w ten sam sposób... do garów. hmm Dopiero po terapii umiem się do takich zachowań zdystansować, bo na pierwszy rzut oka to nic, ale z dystansu... Jak masz gościa to karzesz mu u siebie gotować? To był drobiazg. W pewnym momencie mnie pocałował i spytał czy sie stęskniłam, już nie czułam tego co kiedyś, ale chyba nadal to była miłość.. tylko już nie taka naiwna.  Prawda jest taka, że spędziliśmy ze sobą noc. To mój straszny błąd i powiem nawet, że nie było mi tak dobrze jak kiedyś, kiedy to zdarzało się codziennie.. jak mieszkaliśmy razem. Czułam bezpieczeństwo, przywiązanie, a teraz miałam w sobie taki niepokój przed powtórnym otwarciem sięna Niego. Dziwne było to, że L. schował telefon. Rano zadzwonił budzik więc poszłam go wyłączyć.. No i.. niestety natknęłam się na smsy, które świadczyły o tym, że już spał z inną, że wrócił do relacji z byłą. Cholerny manipulant. I teraz sobie pluję w brodę jak to mozliwe, że ja pojechałam tam do Niego z sercem na dłoni, by mu pomóc i wierzyłam ciągle, że jestem jedyną.=, bo przecież tyle nas łączyło. A tu się okazało, że On już się pocieszył, że już sobie znalazł zastępstwo. Lepiej dla mnie.. dobrej samarytanki, która kochała za bardzo zwykłą świnię.

6 845 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-14 08:20:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
marynarka napisał/a:
prokurator_szacka napisał/a:

Co Wam pomaga na takie bardzo złe chwile, te najgorsze ze wszystkich?

FORUM!

Dziewczyny z Sabatu, prysznic długi, bezmyślny, gorący, ulubiony polarowy szlafrok, czekolada z orzechami laskowymi, wino różowe półwytrawne, iść daleko i długo nie wiadomo po co, spakować resztę maneli dupka i wywalić do śmietnika, albo - spektakularnie przez okno (wersja do wyboru), espresso, przytulić dzieciaki, uporządkować jakąś szafę z gratami (im bardziej zapuszczona, tym lepiej), zrobić peeling, maseczkę, manicure i pedicure (depilację?), kupić seksowną szmatę, założyć, ruszyć w miasto...
Każdemu pomaga co innego, niektórzy nie chcą sobie pomóc, muszą cierpieć.

Ja dzisiaj poszłam spać o 3, ale dzisiaj z innego powodu niż żalu nad moją głupotą...otóż po kolejnej awanturze, jak to mój mąż musiał się napracować, aby ten dom wyglądał jak dziś, że tutaj, czyli w naszym domu nie ma mojej ręki ( biedaczek zapomniał, że nigdy nie pozwolił, aby w tym domu było "coś' mojego) poczułam taką złość, że rano dzieci zdębiały gdy zobaczyły nasz dom...

co prawda nie wyrzuciłam jego rzeczy do śmietnika, ale usunęłam wszystko co było jego autorstwa, no prawie wszystko, bo niektóre meble wymienię jak odłożę trochę grosza smile z grubsza moje mieszkanie wygląda tak jakby ktoś się wyprowadzał....poszłam spać wykończona, ale jednocześnie taka lekka...

to akurat mi pomogło w chwili smutku...

6 846

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Takaja napisał/a:

Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza, a to w gotowaniu od mojej mamy,gdzie moja mama naprawdę dobrze gotuje, a to ode mnie. Jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, to ja jestem ta gorsza, jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę. Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła, pomogłam mu zrobić opis do pewnej sprawy, to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć. Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka. Przestałam się do niego odzywać i dzisiaj po pracy się pokłóciliśmy, pojechał do domu. Usłyszałam parę niemiłych słów od niego i kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd. Powiedziałam, żeby nie liczył na to, bo nic nie zrobiłam. Wymiana zdań i pojechał do domu.
(...)
Teraz nie wiem czy miałam powód do tego żeby poczuć się źle czy może faktycznie jestem przewrażliwiona. Było też innych kilka sytuacji, w których np. wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja powtórzy się tak jak było w poprzednim związku, chociaż on jest całkiem inny.
Proszę napiszcie jak Wy to widzicie, osoby z boku, bo nie wiem już sama czy powinnam przeprosić go, czy to jednak ja mam racje. Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć, a uległa nie chce mu być.

Kochana - jest duży problem.
Z nim - i moim zdaniem powinnaś go jak najszybciej pożegnać.
Ale bardziej mnie martwi Twój problem, kochana. PRZEPROSIĆ GO? Chryste Panie!!! A za co? Za to, że Cie nie szanuje?
Kochana - dobrze, że zauważyłaś mimo wszystko W PORĘ.
MOIM ZDANIEM to nie jest dobry człowiek dla Ciebie. Bo to w ogóle nie jest dobry człowiek.

6 847

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Takaja napisał/a:

Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza, a to w gotowaniu od mojej mamy,gdzie moja mama naprawdę dobrze gotuje, a to ode mnie. Jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, to ja jestem ta gorsza, jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę. Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła, pomogłam mu zrobić opis do pewnej sprawy, to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć. Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka. Przestałam się do niego odzywać i dzisiaj po pracy się pokłóciliśmy, pojechał do domu. Usłyszałam parę niemiłych słów od niego i kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd. Powiedziałam, żeby nie liczył na to, bo nic nie zrobiłam. Wymiana zdań i pojechał do domu.
(...)
Teraz nie wiem czy miałam powód do tego żeby poczuć się źle czy może faktycznie jestem przewrażliwiona. Było też innych kilka sytuacji, w których np. wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja powtórzy się tak jak było w poprzednim związku, chociaż on jest całkiem inny.
Proszę napiszcie jak Wy to widzicie, osoby z boku, bo nie wiem już sama czy powinnam przeprosić go, czy to jednak ja mam racje. Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć, a uległa nie chce mu być.

Kochana - jest duży problem.
Z nim - i moim zdaniem powinnaś go jak najszybciej pożegnać.
Ale bardziej mnie martwi Twój problem, kochana. PRZEPROSIĆ GO? Chryste Panie!!! A za co? Za to, że Cie nie szanuje?
Kochana - dobrze, że zauważyłaś mimo wszystko W PORĘ.
MOIM ZDANIEM to nie jest dobry człowiek dla Ciebie. Bo to w ogóle nie jest dobry człowiek.

Podpisuję się pod tym co napisała Niekochana  - jeżeli na początku tak Ciebie traktuje, to wiele dziewczyn to potwierdzi: później nie będzie lepiej...smutne, ale gdyby 16 lat temu było takie forum, nie byłabym w tym miejscu co dzisiaj...

to dobrze, że możesz spojrzeć na swój związek "innymi oczami, bardziej obiektywnymi. smile

6 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

.smutne, ale gdyby 16 lat temu było takie forum, nie byłabym w tym miejscu co dzisiaj...

to dobrze, że możesz spojrzeć na swój związek "innymi oczami, bardziej obiektywnymi. smile

Heh... To mamy taki sam "staż" wink

Takaja: wróć do literatury: "Szantaż emocjonalny", "Toksyczne słowa" - CZYTAJ!!!!

6 849

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochane i kochajace za bardzo.

Nigdy nie bylam zona ,kochanka nie mam dzieci .
Mam ludzi ktorych kocham ,szanuje i cierpe razem z nimi .Kocham swiat taki jaki jest ,slonce ,wszystko.

Dwa dni temu pozegnalam ,moja ukochana Asie . Pisze ukochana ,bo byla ze mna zawsze .W szkole ,na uczelni ,w kinie ..........
Leczyla sie,od kilku lat  -moze polknela wiecej niz lekarz napisal.? Moze .... nie wiem.
Mysle ze kochala za bardzo.  Faceta z ktorym nie byla zonata ,ale chciala byc wszystkim dla niego.

A on ciagle powtarzal -ty musisz -ty musisz - ,musisz sie mna wiecej zajmowac ,musisz nauczyc sie to.........
A Asia robila -jezeli nie mogla to, sie starala .Zawsze ciepla do ludzi, usmiechnieta ,wesola .
Pomagala rodzicom ,bratu .znajomym .Wszyscy byli z nia i obok .Nikt nic nie widzial .

Asia biegla,ciagle biegla jak nie  na kurs francuskiego (bo ON planowal urlop we Francji.);to siatkowke ,bo on .......
Rozmowa z nia byla trudna -coraz trudniejsza .
Bo on ...bo on...


Mysle ze wasze forum jest potrzebne ,pomaga .
Moze teraz tez pomoze  wielu kobietom .

Mnie nie -juz nie chce pisac .

6 850 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-09-14 09:45:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Takaja napisał/a:

Hej netkobietki smile

6 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bellew napisał/a:
Takaja napisał/a:

Hej netkobietki smile

Potrzebuje Waszej rady, jesteście doświadczone i mądre i czytam wasze posty na bieżąco. Powiedzcie mi, czy przesadzam czy może mam racje, bo już mam mieszane uczucia.

Jestem z chłopakiem ponad 10 miesięcy, kochamy się bardzo, planujemy dzidziusia i bardzo przywiązani jesteśmy do siebie, ale...Wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem 4 lata, cierpiałam 2 lata zanim doszłam do siebie, kobietki tutaj wtedy wspierały mnie bardzo w ciężkich chwilach, za co im jestem wdzięczna do dziś.
Teraz jestem z nowym i nie wiem czy ja już mam tak zryty beret po byłym, a może jestem przewrażliwiona i sama wyszukuje problemu w czymś w czym nie ma:(
Pokłóciłam się dzisiaj z nim, niby pierdoła, ale bardzo istotna rzecz, na ogół bardzo rzadko się kłócimy. Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza, a to w gotowaniu od mojej mamy,gdzie moja mama naprawdę dobrze gotuje, a to ode mnie. Jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, to ja jestem ta gorsza, jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę. Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła, pomogłam mu zrobić opis do pewnej sprawy, to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć. Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka. Przestałam się do niego odzywać i dzisiaj po pracy się pokłóciliśmy, pojechał do domu. Usłyszałam parę niemiłych słów od niego i kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd. Powiedziałam, żeby nie liczył na to, bo nic nie zrobiłam. Wymiana zdań i pojechał do domu.

Teraz nie wiem czy miałam powód do tego żeby poczuć się źle czy może faktycznie jestem przewrażliwiona. Było też innych kilka sytuacji, w których np. wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja powtórzy się tak jak było w poprzednim związku, chociaż on jest całkiem inny.
Proszę napiszcie jak Wy to widzicie, osoby z boku, bo nie wiem już sama czy powinnam przeprosić go, czy to jednak ja mam racje. Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć, a uległa nie chce mu być.

Nie zapomnij uklęknąć jak już będziesz przepraszać

To Ty powinnaś być NAJLEPSZĄ DLA NIEGO (w jego oczach)  KOBIETĄ !

i nawet coś innego nie powinnaś sobie pomyśleć

a nie mama ciocia sąsiadka siostra itd

Niech zatem je to co gotujesz klaskając uszami,a jak się nie podoba to bar mleczny

albo i mama,albo niech sam gotuje smile

6 852

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Domek bez adresu napisał/a:

Kochane i kochajace za bardzo.

Nigdy nie bylam zona ,kochanka nie mam dzieci .
Mam ludzi ktorych kocham ,szanuje i cierpe razem z nimi .Kocham swiat taki jaki jest ,slonce ,wszystko.

Dwa dni temu pozegnalam ,moja ukochana Asie . Pisze ukochana ,bo byla ze mna zawsze .W szkole ,na uczelni ,w kinie ..........
Leczyla sie,od kilku lat  -moze polknela wiecej niz lekarz napisal.? Moze .... nie wiem.
Mysle ze kochala za bardzo.  Faceta z ktorym nie byla zonata ,ale chciala byc wszystkim dla niego.

A on ciagle powtarzal -ty musisz -ty musisz - ,musisz sie mna wiecej zajmowac ,musisz nauczyc sie to.........
A Asia robila -jezeli nie mogla to, sie starala .Zawsze ciepla do ludzi, usmiechnieta ,wesola .
Pomagala rodzicom ,bratu .znajomym .Wszyscy byli z nia i obok .Nikt nic nie widzial .

Asia biegla,ciagle biegla jak nie  na kurs francuskiego (bo ON planowal urlop we Francji.);to siatkowke ,bo on .......
Rozmowa z nia byla trudna -coraz trudniejsza .
Bo on ...bo on...


Mysle ze wasze forum jest potrzebne ,pomaga .
Moze teraz tez pomoze  wielu kobietom .

Mnie nie -juz nie chce pisac .

Nie pisz tak. Nie pozwalam Ci.
Właśnie Ty możesz pomóc - opowiadając tą historię. Możesz sprawić, ze odejście Asi zyska m=nowy wymiar - że komus pomoże. Kimś może wstrząśnie na tyle, że zastanowi się, że podejmie DOBRĄ decyzję.
Ściskam Cię mocno. I bardzo Ci współczuję. Zostań z nami. Biorąc i dając.

6 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
ankinom napisał/a:

.smutne, ale gdyby 16 lat temu było takie forum, nie byłabym w tym miejscu co dzisiaj...

to dobrze, że możesz spojrzeć na swój związek "innymi oczami, bardziej obiektywnymi. smile

Heh... To mamy taki sam "staż" wink

Takaja: wróć do literatury: "Szantaż emocjonalny", "Toksyczne słowa" - CZYTAJ!!!!

nie tylko staż, ale też podobną sytuację mieszkaniową, przeczytałam, kiedyś na tym wątku, o co Twój mąż ma do Ciebie pretensje - do mnie pasują te same zarzuty smile t
ylko na poziomie samoświadomości się różnimy, muszę Ciebie dogonić smile

6 854

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Serdecznie witam
Na początek mam prośbę o pomoc techniczną. W związku z tym że czytam Wasz wątek, często wchodąc i wychodząc z niego nie  wiem jak "wskoczyć " do strony na której skończyłam czytanie. Do tej pory przesuwałam mozolnie po kilka stron aż doszłam do strony na której skończyłam czytanie.
Może jest sposób na szybkie wskoczenie w konkretną stronę.
Czytam to forum a głównie ten wątek od jakiegoś czasu. Z jakiego powodu ? Chyba nie muszę pisać. Każda z Was to wie. Ale nie jestem w stanie na razie napisać swojej histori.
Bardzo dziękuję Wam za tą odwagę.

6 855

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Takaja napisał/a:

Hej netkobietki smile

Potrzebuje Waszej rady, jesteście doświadczone i mądre i czytam wasze posty na bieżąco. Powiedzcie mi, czy przesadzam czy może mam racje, bo już mam mieszane uczucia.

Jestem z chłopakiem ponad 10 miesięcy, kochamy się bardzo, planujemy dzidziusia i bardzo przywiązani jesteśmy do siebie, ale...Wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem 4 lata, cierpiałam 2 lata zanim doszłam do siebie, kobietki tutaj wtedy wspierały mnie bardzo w ciężkich chwilach, za co im jestem wdzięczna do dziś.
Teraz jestem z nowym i nie wiem czy ja już mam tak zryty beret po byłym, a może jestem przewrażliwiona i sama wyszukuje problemu w czymś w czym nie ma:(
Pokłóciłam się dzisiaj z nim, niby pierdoła, ale bardzo istotna rzecz, na ogół bardzo rzadko się kłócimy. Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza, a to w gotowaniu od mojej mamy,gdzie moja mama naprawdę dobrze gotuje, a to ode mnie. Jakieś sprawy urzędowe do załatwienia, to ja jestem ta gorsza, jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę. Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła, pomogłam mu zrobić opis do pewnej sprawy, to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć. Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka. Przestałam się do niego odzywać i dzisiaj po pracy się pokłóciliśmy, pojechał do domu. Usłyszałam parę niemiłych słów od niego i kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd. Powiedziałam, żeby nie liczył na to, bo nic nie zrobiłam. Wymiana zdań i pojechał do domu.

Teraz nie wiem czy miałam powód do tego żeby poczuć się źle czy może faktycznie jestem przewrażliwiona. Było też innych kilka sytuacji, w których np. wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja powtórzy się tak jak było w poprzednim związku, chociaż on jest całkiem inny.
Proszę napiszcie jak Wy to widzicie, osoby z boku, bo nie wiem już sama czy powinnam przeprosić go, czy to jednak ja mam racje. Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć, a uległa nie chce mu być.

Po pierwsze najważniejsze są twoje uczucia. Jesteś na niego zła i masz do tego absolutne prawo. On nie jest  zobligowany do tego żeby Ciebie poniżać i traktować jak to czyni. Nasunęła mi się jedna myśl po przeczytaniu Ciebie. W takim razie, jeśli mamunia jest przez niego uplasowana na pozycji podejmującej decyzje, a Ciebie niejako stawia na pozycji pionka, to w ogóle taka gra nie ma racji bytu. Po co jest mu potrzebna kobieta, do czego? Jeśli mamunia jest pierwsza w kolejności.
Moim zdaniem najważniejsze jest to co my czujemy, więc nie powinnaś się czuć winna. Największym błędem jaki robimy to odpuszczanie i brak konsekwencji. Nie można odpuścić takich rzeczy, bo za tym idzie przekonanie, że wszystko z nami można robić.
Ja bym się nie odzywała po prostu. Jeśli chciałby porozmawiać, proszę bardzo. Ale to on jest nie w porządku. I musi mieć tego świadomość w przeciwnym wypadku będzie ciężko. Nie jesteś winna, czas na jego ruch.
Jeśli myślicie o dziecku takie sytuacje nie maja prawa bytu. Jest możliwe, że w takich okolicznościach jego matka będzie kierować Tobą jak masz wychowywać swoje dziecko i jakie masz podejmować decyzje dotyczące jego życia. Tak być nie może, to jest zgubne.
Nie daj się zapędzić w kozi róg.

Jesteś pełnowartościową kobietą i sama decydujesz co jest dla Ciebie dobre. Pewne sprawy dotyczące Waszego wspólnego życia trzeba przedyskutować, ale między sobą, a nie z mamusią waćpana, na miłość boską. Mamusi już dziękujemy.

6 856

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cienkalinia16 napisał/a:

Serdecznie witam
Na początek mam prośbę o pomoc techniczną. W związku z tym że czytam Wasz wątek, często wchodąc i wychodząc z niego nie  wiem jak "wskoczyć " do strony na której skończyłam czytanie. Do tej pory przesuwałam mozolnie po kilka stron aż doszłam do strony na której skończyłam czytanie.
Może jest sposób na szybkie wskoczenie w konkretną stronę.
Czytam to forum a głównie ten wątek od jakiegoś czasu. Z jakiego powodu ? Chyba nie muszę pisać. Każda z Was to wie. Ale nie jestem w stanie na razie napisać swojej histori.
Bardzo dziękuję Wam za tą odwagę.

Z tego co się orientuję niestety takiej opcji nie ma. Można tylko subskrybować, wtedy nowe posty przychodzą Ci na maila. Możesz jedynie przez swoje posty wchodzić na wątki i wyświetlać tematy od twojego ostatniego postu.
Ale być może nie wiem jeszcze wszystkiego w tym temacie. Jestem tutaj od niedawna.

6 857

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Takaja napisał/a:

bardzo przywiązani jesteśmy do siebie, ale...

rozumiemy...on bardziej przywiązany do mamusi

Takaja napisał/a:

a może jestem przewrażliwiona i sama wyszukuje problemu w czymś w czym nie ma:(

nie, problem jest i nie jesteś przewrażliwiona.

Takaja napisał/a:

Problem jest taki, że zawsze daje mi odczuć, że jego mama jest we wszystkim lepsza : w gotowaniu, sprawy urzędowe do załatwienia jego mama lepiej się zna i cokolwiek ja bym chciała załatwić, to musi to nabrać mocy prawnej przez jego mamę.

mój syn jako mały chłopiec zaskakiwał nas swoją wiedzą i na pytanie skąd Ty to wiesz odpowiadał : bo jestem wiedziadło....jego mama też tak ma ?

Takaja napisał/a:

Potrafi mi powiedzieć, że ja bym tego nie zrobiła,  to skrytykował to, powiedział, że musi mamy się zapytać, bo jego mama na pewno będzie wiedzieć.

ooo....a jednak wiedziadło

Takaja napisał/a:

Zrobiło mi sie strasznie przykro, poczułam się jak jakaś tępa idiotka.

........każdy by tak miał

Takaja napisał/a:

pojechał do domu.

to znaczy do mamy ?....... tam jego miejsce !

Takaja napisał/a:

kazał mi, że jak mi przejdzie, to mam się odezwać i go przeprosić itd.

? ? ?   
 

Takaja napisał/a:

Powiedziałam, żeby nie liczył na to

i dobrze powiedziałaś

Takaja napisał/a:

Teraz nie wiem       wyzwał mnie od debilki pier***Czuje w środku jakiś lęk, że sytuacja się powtórzy

a jednak wiesz
ja wiem, że ten chłopczyk....potrzebuje odcięcia pępowiny i pewnie kilku lat na szybkie dorastanie
 

Takaja napisał/a:

Czuje się źle z tym i boje, że będę znowu cierpieć

dobrze czujesz....

6 858

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zastanawiam się ile lat ma Twój chłopak Takaja?

6 859 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-14 11:52:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zagubiona0101 napisał/a:

Udało mi się, podjęłam decyzję o rozstaniu i przyznam szczerze, że odetchnęłam z ulgą, ale nie mogę poradzić sobie z moim lękiem przed samotnością. Może coś mi doradzicie?

Tak, chociaz pewnie nie mam prawa, skoro za bardzo nigdy nie kochalam:) no ale kochalam i rozstawalam sie. Zamien slowo "samotnosc" na "tymczasowa samotnosc". To jest stan przejsciowy, jak bol po wyrwaniu zeba a nie zycie z wycieta nerka czy watroba. Minie szybciej niz sie wydaje.

zagubiona0101 napisał/a:

A za chwile przychodzi reflekcja - "Jaka, kurczę, świetlana przyszłość? Czy ty, babo, w ogóle myślisz? Świetlana przyszłość z kimś, kto nie miał do ciebie za grosz szacunku, kto poniżał cię, ubliżał na każdym kroku, uprzedmiotowiając cię?", a wtedy drugi głos mówi: - No tak, ale przecież nigdy cię nie zdradził, zawsze był ci wierny i oddany...

refleksja bardzo madrze radzi a drugiego glosu zapytaj sie: dokad? Tzn. Jak dlugo, dokad bylby trwal ten stan wiernosci i oddania? Refleksja niech odpowie: juz nie dlugo, skoro Cie nie szanuje juz teraz, nie bedzie szanowal tez zadnych slubow i przysiag skladanych

zagubiona0101 napisał/a:

Najgorsze są te samotne wieczory, próbuję się czymś zająć, staram się o nim nie myśleć... Ale to takie trudne...

To moze nie nalezy gdybac tylko zwyczajnie odejsc i myslec o epizodzie w czasie przeszlym. Trudny jest moment odejscia, pozniej juz bedzie z gorki. Pod warunkiem, ze sobie uswiadomisz, ze na nim swiat sie nie konczy. I nie daj Boze aby sie skonczyl, ile piekna by Cie w zyciu ominelo.

No..to takie sobie dywagacje osoby spoza kregu:) ale mi sie dostanie, hi hi:))

6 860

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

No..to takie sobie dywagacje osoby spoza kregu:) ale mi sie dostanie, hi hi:))

A nieprawda, żadnego lania nie będzie - bo bardzo mądrze napisane wszystko. smile

6 861

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Odważnie....
Guzik...
Obiektywnie i bardzo dobrze.

6 862

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

No..to takie sobie dywagacje osoby spoza kregu:) ale mi sie dostanie, hi hi:))

A nieprawda, żadnego lania nie będzie - bo bardzo mądrze napisane wszystko. smile

OOO! Zdalam spiewajaco:)

Ale tak na powaznie, to wydaje mi sie, ze czasem porady osoby "chlodnej" czy "kochajacej do granic" moga tez pomoc. Po prostu troche inne spojrzenie, z innej perspektywy, bez bagazu nieprzyjemnych wspomnien z wlasnego zycia, za to z jakas moze nadzieja, sila, optymizmem. Mozna skorzystac a mozna nie:)

6 863

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem jak najbardziej za.

6 864

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie KZB! smile

Trafiłam dzisiaj na świetny artykuł, umieszczony na pewnym blogu, który dogłębnie porusza problem, z którym tak bardzo staramy się uporać... Owszem, tekst jest dość długi, ale naprawdę każdej z Was bardzo gorąco polecam zapoznanie się z jego treścią.

Chciałam też powiedzieć Wam, że mimo iż dopiero jestem na początku drogi do wyzwolenia się z piętna "kochania za bardzo", jest całkiem nieźle. Można? Oczywiście, że można! I musimy w to wierzyć ze wszystkich sił, jeśli chcemy cokolwiek zmienić w naszym życiu. Chociaż naprawdę kochałam tego faceta i wiąże się z nim wiele moich wspomnień (właśnie, wspomnienia są już jedyną rzeczą, która nas ze sobą w jakikolwiek sposób "wiąże"), nie rozpaczam, nie załamuję się - po prostu działam. Dltego chciałam Wam życzyć dużo energii i motywacji do tego by działać. Kiedy coś robię, nie zadręczam się tylko ze wszystkich sił staram się normalnie żyć i nieprzerwanie iść naprzód - cała reszta sama się układa. To wszystko jest w naszych głowach, musimy się z tym zmierzyć i jestem przekonana, że przy odrobinie dobrych chęci, efekty będą widoczne szybciej niż same się tego możemy spodziewać. Tak jak w moim przypadku. Jestem z Wami i trzymam za Was wszystkie bardzo mocno kciuki.

A to treść wyżej wsponianego przeze mnie artykułu:

"Dopóki twoja świadomość nie otworzy się na teraźniejszość, wszelkie związki ? zwłaszcza intymne ? dotknięte będą głęboką skazą i w sumie zaburzone.

Przez chwilę ? na przykład gdy jesteś ?zakochany? ? może się wydawać, że jest doskonale, ale ta pozorna doskonałość nieuchronnie pryska, w miarę jak coraz częściej dochodzi do sporów, konfliktów, wybuchów niezadowolenia i aktów emocjonalnej, a nawet fizycznej przemocy.

Niemal każdy ?związek miłosny? przeradza się niebawem w splot miłości i nienawiści.
Miłość może wtedy w mgnieniu oka ustąpić miejsca dzikiej napastliwości, wrogości lub zupełnej nieczułości. Uchodzi to za zjawisko normalne. Przez pewien czas ? kilka miesięcy czy lat ? związek taki waha się między biegunami ?miłości? i nienawiści, dając obojgu uczestnikom tyleż bólu, ile przyjemności.
Dość często zdarza się, że obie strony popadają w nałogowe uzależnienie od tej sinusoidy.
Dzięki dramatowi, w którym tkwią, nareszcie czują, że żyją.

Kiedy znika równowaga między biegunem pozytywnym a negatywnym i mroczna, destruktywna faza powraca z rosnącą częstotliwością i mocą (a większość par prędzej czy później osiąga ten etap), w niedługim czasie związek ostatecznie się rozpada.
Można by sądzić, że gdyby tylko się udało wyeliminować negatywną, destruktywną fazę, wszystko byłoby cacy, a związek przepięknie by kwitł ? ale jest to, niestety, niewykonalne.
Bieguny nawzajem od siebie zależą.
Nie można mieć tylko jednego z nich: trzeba brać oba naraz. Faza pozytywna od początku zawiera w sobie negatywną, choć ta nie od razu się ujawnia. Obie są tak naprawdę dwiema stronami tej samej anomalii.
Mówię tu o związkach, potocznie zwanych romantycznymi, a nie o prawdziwej miłości, która nie ma negatywnego odpowiednika, ponieważ płynie z rejonów dalszych niż umysł.

Miłość jako stan ciągły wciąż jeszcze jest wielką rzadkością: spotyka się ją nie częściej niż ludzi w pełni świadomych.
Krótkie, złudne jej przebłyski mogą się jednak zdarzać, ilekroć w umysłowym nurcie powstaje luka. Oczywiście dużo łatwiej jest dostrzec anomalię w negatywnym aspekcie związku niż w pozytywnym. Z większą też łatwością dostrzega się źródło wszystkiego, co negatywne, w partnerze aniżeli w sobie.

Skłonności negatywne mogą się przejawiać pod wieloma postaciami: jako zaborczość, zazdrość, żądza władzy, oddalenie i milcząca uraza, potrzeba stawiania na swoim, niewrażliwość i pochłonięcie samym sobą, emocjonalnie umotywowane żądania i manipulacje, chęć toczenia sporów, krytykowania, osądzania, obwiniania lub napastowania, gniew, bezwiedna zemsta za ból, zadany niegdyś przez któreś z rodziców, wściekłość i przemoc fizyczna.

Pozytywna strona związku przejawia się w tym, że ?kochasz? osobę, z którą jesteś związany. Początkowo do głębi cię to zaspokaja.
Wyraźnie czujesz, że żyjesz.
Twoje życie nabrało raptem sensu, ponieważ ktoś cię potrzebuje, pragnie, napawa poczuciem, że jesteś wyjątkowy, ty zaś wszystko to odwzajemniasz.
Kiedy jesteście razem, czujecie się pełni.
Uczucie to bywa tak silne, że reszta swata blaknie i traci znaczenie.

Być może jednak zauważyłeś, że w tych silnych uczuciach jest pewien element niesamodzielności i kurczowego przywierania.
Wpadasz w nałogowe uzależnienie od drugiej osoby.
Działa ona na ciebie jak narkotyk.
Dzięki niej doznajesz euforii, ale samo przypuszczenie, że ukochana istota mogłaby kiedyś stać się niedostępna, potrafi wywołać zazdrość, zaborczość, próby manipulacji za pomocą szantażu emocjonalnego, obwinianie i oskarżanie ? a wszystko to z obawy przed utratą.

Jeśli zaś twoja druga połowa w końcu rzeczywiście cię opuści, może to wzbudzić w tobie zajadłą wrogość albo najgłębszą rozpacz i żal.
Miłosna tkliwość w jednej chwili ustępuje miejsca dzikiej napastliwości lub straszliwemu żalowi.
Co się nagle stało z miłością?
Czy może ona w oka mgnieniu przedzierzgnąć się we własne przeciwieństwo? I czy ogóle była to miłość, czy po prostu nałogowe lgnięcie i chciejstwo?

Nałóg a poszukiwanie pełni
Czemu popadamy w nałogową zależność od drugiego człowieka? Romantyczny związek miłosny jest tak silnym i powszechnie upragnionym przeżyciem, ponieważ zakochani mają wrażenie, że uwolnili się od głęboko zakorzenionego lęku, łaknienia, niedosytu i niedoskonałości ? stanów, które są nieodłącznym elementem człowieczeństwa nieświadomego.
Mają one zarówno wymiar fizyczny, jak i psychiczny. W sferze fizycznej oczywiście daleko ci do pełni i nigdy jej nie osiągniesz: jesteś mężczyzną albo kobietą, czyli połową, a nie całością. Na tym poziomie tęsknota za pełnią ? za powrotem do stanu jedni ? przejawia się jako przyciąganie między męskością a kobiecością: to, że mężczyzna potrzebuje kobiety, a kobieta ? mężczyzny.
Jest to niemal niepohamowany pęd do połączenia z przeciwstawnym biegunem energetycznym.

Ten fizyczny popęd ma swoje duchowe źródło w pragnieniu, żeby położyć kres dwoistości, odzyskać stan pełni. Na poziomie fizycznym najbliższe tego ideału jest zespolenie seksualne, toteż spośród wszystkich przeżyć, jakich może dostarczyć sfera fizyczna, właśnie ono sprawia ludziom najgłębszą satysfakcję. Ofiarowuje im jednak zaledwie przelotną wizję pełni, moment błogostanu.
Dopóki bezwiednie traktujesz je jako narzędzie ?zbawienia?, usiłujesz położyć kres dwoistości na poziomie form ? to zaś jest niewykonalne. W efekcie ukazuje ci się kuszące mgnienie raju, ale nie dostajesz zezwolenia na stały w nim pobyt i lądujesz z powrotem w swoim osobnym ciele.
Na poziomie psychicznym wrażenie niedosytu i niedoskonałości doskwiera jeszcze silniej niż na fizycznym. Dopóki utożsamiasz się z umysłem, twoje poczucie Ja? opiera się na zewnętrzności. Innymi słowy, swoje wyobrażenie o sobie czerpiesz ze spraw, które tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tym, kim jesteś, takich jak rola społeczna, majątek, wygląd zewnętrzny, sukcesy i porażki, przekonania itd.
To fałszywe, z umysłu zrodzone ,ja?, czyli ego ? kruche, niepewne siebie ? szuka coraz to nowych rzeczy, z którymi mogłoby się utożsamić, bo tylko dzięki nim czuje, że istnieje. Nic jednak nie daje mu wystarczająco trwałego spełnienia. Wciąż dręczy je lęk, niedosyt i łaknienie.

Idealny związek?
I oto nagle pojawia się zupełnie wyjątkowy związek.
Wygląda na to, że rozwiązuje on wszelkie problemy ego i zaspokaja wszystkie jego potrzeby.
Przynajmniej z początku tak się wydaje. Wszystko, na czym dotychczas opierałeś swoje poczucie ,ja?, staje się stosunkowo mało istotne.
Skupiasz się odtąd na jednym jedynym zjawisku, które zajęło miejsce wszystkich dawniejszych spraw, nadaje twojemu życiu sens, ty zaś właśnie przez jego pryzmat określasz swoją tożsamość. Zjawiskiem tym jest osoba, którą ?kochasz?.
Przestałeś być odrębną drobiną w obojętnym wszechświecie ? przynajmniej na pozór.
Twój świat ma teraz centrum: ukochaną istotę.
Fakt, że owo centrum mieści się na zewnątrz ciebie ? czyli nadal czerpiesz spoza siebie wyobrażenie o tym, kim jesteś ? początkowo wydaje się błahy.
Grunt, że ulotnił się tak typowy dla umysłu egotycznego, stale ci dotąd towarzyszący lęk, a wraz z nim wrażenie twojej własnej niedoskonałości, niedosytu i niespełnienia.

Ale czy naprawdę się ulotniły, rozwiały?
A może wciąż czają się pod cienką powłoką szczęścia? Jeśli w twoim związku ?miłość? przeplata się z tym, co jest jej zaprzeczeniem ? napastliwością, przemocą emocjonalną itp. ? należy się obawiać, że mianem miłości pochopnie określasz egotyczne przywiązanie i nałogowe lgnięcie.
Nie można kogoś kochać, aby już za chwilę go atakować.
Prawdziwa miłość nie ma negatywnego odpowiednika.

Jeśli twoja ?miłość? ustępuje niekiedy miejsca swojemu przeciwieństwu, znaczy to, że nie jest miłością, lecz silnym popędem ego, które pragnie zyskać pełniejsze i głębsze poczucie ?siebie?, a partner chwilowo potrzebę tę zaspokaja.

Ego osiąga dzięki temu namiastkę zbawienia, która przez krótki czas nieomal sprawia wrażenie autentyku. W pewnym momencie partner zaczyna jednak postępować w sposób sprzeczny z twoimi potrzebami ? a raczej z potrzebami twojego ego.
Lęk, ból i niedosyt ? stałe elementy świadomości egotycznej, które tylko prowizorycznie zamaskował ?związek miłosny? ? znów dochodzą do głosu.

To tak, jak z każdym innym nałogiem: po odpowiedniej dawce narkotyku czujesz się świetnie, ale nieuchronnie przychodzi czas, gdy narkotyk już na ciebie nie działa.
Kiedy powracają owe bolesne uczucia, doznajesz ich z jeszcze większą niż dawniej silą, a w dodatku uważasz, że druga strona związku jest ich sprawcą.
Rzutujesz je więc na zewnątrz i ze wściekłą brutalnością, wyrosłą z twojego bólu, atakujesz partnera. Może to w nim zbudzić jego własny ból i skłonić do kontrataku.
Ego na tym etapie wciąż jeszcze żywi nieświadomą nadzieję, że jego napastliwość lub próby manipulacji okażą się wystarczającą karą, aby współuczestnik dramatu zmienił postępowanie i znów dal się użyć w charakterze parawanu, przesłaniającego twoją boleść.

Każdy nałóg bierze się stąd, że człowiek nieświadomie wzbrania się przed stawieniem czoła własnemu bólowi i przejściem przez ten ból.

Każdy nałóg od bólu się zaczyna i na nim też się kończy.
Niezależnie od tego, co jest twoim narkotykiem -alkohol, jedzenie, legalnie lub nielegalnie kupowane psychotropy, czy wreszcie druga osoba ? używasz czegoś albo kogoś, żeby ukryć swój ból.

Właśnie dlatego, po przeminięciu początkowej euforii, pojawia się w związkach osobistych tyle nieszczęścia, tyle bólu.
To nie związki są ich przyczyną.
One tylko wydobywają na jaw nieszczęście i ból, które już wcześniej w tobie tkwiły.
Działa tak każdy nałóg.
W każdym nałogu następuje moment, gdy narkotyk już nie wywołuje pożądanego efektu, wtedy zaś boli cię bardziej niż kiedykolwiek.
Między innymi dlatego ludzie nieustannie próbują uciec przed teraźniejszością i szukają takiego czy innego zbawienia w przyszłości.

Jeśliby skupili się na pełnym przeżyciu obecnej chwili, wsłuchaniu się w siebie, pierwszą rzeczą, jaką mogliby napotkać, byłby ich własny ból, a przecież to jego najbardziej się obawiają."

6 865

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam kochane smile

Bardzo dziękuje Wam za odpowiedzi i bardzo mi one pomagają smile Wczoraj wieczorem sam pierwszy się do mnie odezwał, wymiękł? Skoro twierdził, że to ja bez niego nie dam sobie rady, to za każdym razem powtarzam mu, żeby się nie zdziwił. To że kocham, to nie znaczy, że sobie bez niego rady nie dam. Potrafię być sama, byłam 2 lata od poprzedniego związku i żyje.
Dzisiaj nie mam zamiaru się pierwsza do niego odzywać,dzięki Wam, bo już miałam pisać, żeby przyjechał do mnie do pracy, ale nie zrobie tego. Przemyśli, to zadzwoni albo przyjedzie i pogadam sobie z nim na poważnie.

Sytuacja wygląda tak, on ma 27 lat, ja 26 i na litość boską nie jesteśmy już dziećmi. Znamy się od dzieciństwa, nasze rodziny również. Bardzo lubię jego rodziców, on moich ze wzajemnością, ogólnie jest naprawdę dobrze. Powtarza mi cały czas, że jestem najważniejsza dla niego. Jednak jego mama hm...myślę, że to w niej jest problem. Ona lubi mieć kontrolę nad wszystkim. Ma on jeszcze 3 braci, którzy już też są pełnoletni, a mama ich ciągle kontroluje. Najmłodszy brat ma 20 lat i jak zarobi sobie jakieś pieniądze, to musi jej je dawać na przechowanie, a on jak potrzebuje, to prosi ją, żeby mu dała i tłumaczyć na co one są. Dla mnie to jest jakaś paranoja i zanim mój związał się ze mną, to też była kontrola nad jego pieniędzmi. On sam uważa, że to jest chore i sprzeciwia się temu, ale nie do końca mu czasem to wychodzi. Jak coś sobie kupi droższego na raty, to jego mama nie może się dowiedzieć, bo zaraz by miał jazdy w domu. To już temu też się sprzeciwia, pozostała jeszcze tylko kwestia właśnie jego zachowania, że mama wie lepiej, bo bardziej doświadczona itp itd aż mdli mnie od tego. Odnoszę wrażenie, że jakby on bał się mamy, co ona powie jak on zrobił by coś po swojemu, nie pytając jej o radę czy prosić o pomoc.
Jak sie spotkamy, to porozmawiam z nim, powiem mu, że nie będę tolerować tego, że we wszystkim musi być uznanie jego mamy, że mam obawy co do tego jak będzie wyglądać nasze życie jak już będzie dzidziuś. Mieszkamy u mnie, tzn. on pomieszkuje i jak już np. 2-3 dni go nie ma w domu, to zaraz mama dzwoni albo pisze smsy, przecież to już dorosły człowiek, więc po co?
Zobaczymy co będzie po rozmowie. A tak wogóle,to wczoraj dostałam od niego nowy przydomek: Księżniczka z piórkiem w dupi***:D skoro tak twierdzi, to taka chyba będę musiała zacząć być.

Dziękuje Wam za pomoc i życze miłego dnia smile

6 866

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Takaja napisał/a:

Sytuacja wygląda tak, on ma 27 lat, ja 26 i na litość boską nie jesteśmy już dziećmi. Znamy się od dzieciństwa, nasze rodziny również. Bardzo lubię jego rodziców, on moich ze wzajemnością, ogólnie jest naprawdę dobrze. Powtarza mi cały czas, że jestem najważniejsza dla niego. Jednak jego mama hm...myślę, że to w niej jest problem. Ona lubi mieć kontrolę nad wszystkim. Ma on jeszcze 3 braci, którzy już też są pełnoletni, a mama ich ciągle kontroluje. Najmłodszy brat ma 20 lat i jak zarobi sobie jakieś pieniądze, to musi jej je dawać na przechowanie, a on jak potrzebuje, to prosi ją, żeby mu dała i tłumaczyć na co one są. Dla mnie to jest jakaś paranoja i zanim mój związał się ze mną, to też była kontrola nad jego pieniędzmi. On sam uważa, że to jest chore i sprzeciwia się temu, ale nie do końca mu czasem to wychodzi. Jak coś sobie kupi droższego na raty, to jego mama nie może się dowiedzieć, bo zaraz by miał jazdy w domu. To już temu też się sprzeciwia, pozostała jeszcze tylko kwestia właśnie jego zachowania, że mama wie lepiej, bo bardziej doświadczona itp itd aż mdli mnie od tego. Odnoszę wrażenie, że jakby on bał się mamy, co ona powie jak on zrobił by coś po swojemu, nie pytając jej o radę czy prosić o pomoc.
Jak sie spotkamy, to porozmawiam z nim, powiem mu, że nie będę tolerować tego, że we wszystkim musi być uznanie jego mamy, że mam obawy co do tego jak będzie wyglądać nasze życie jak już będzie dzidziuś. Mieszkamy u mnie, tzn. on pomieszkuje i jak już np. 2-3 dni go nie ma w domu, to zaraz mama dzwoni albo pisze smsy, przecież to już dorosły człowiek, więc po co?
Zobaczymy co będzie po rozmowie. A tak wogóle,to wczoraj dostałam od niego nowy przydomek: Księżniczka z piórkiem w dupi***:D skoro tak twierdzi, to taka chyba będę musiała zacząć być.

Dziękuje Wam za pomoc i życze miłego dnia smile

Postaw twarde warunki - odcięcie pępowiny. I nie odpuszczaj na centymetr. To On ma się postarać. A Ty zastanów się, czy jest RZECZYWISTA szansa na poprawę.

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie napisała: MAMA nie jest jedynym problemem.
* wyzywał Cię
* oczekuje Twoich przeprosin, mimo iz sam zawalił
* SAM porównuje Ciebie i inne kobiety do swojej mamy - to JEGO nawyki, a nie MAMY.

Napisałam to, bo WIDZĘ, że zaczynasz go tłumaczyć. NIE Z NAMI TE NUMERY - KOCHANA tongue

6 867 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-14 13:06:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przepraszam zagubiona z gory za niekompetentne pytanie, ale czy to jest o wszystkich zwiazkach czy tych nieszczesliwych? Bo jakos ciut, jak na moj gust, zbyt ogolnikowo potraktowano w nim milosc. I dosc negatywnie w gruncie rzeczy, a przeciez sa i szczesliwe zwiazki.

Ale jedno zdanie przykulo ma uwage: "Uczucie to bywa tak silne, że reszta swiata blaknie i traci znaczenie" - to odnosnie stanu zakochania albo kochania.

Rzeklabym, ze tu pies zostal pogrzebany.

To brzmi wlasnie jak zatracanie sie calkowite w milosci, poswiecanie siebie calego drugiej osobie, zapominanie o swoich potrzebach i swoich pragnieniach, utrata wzroku, sluchu, wechu oraz innych zmyslow, niestety instynktu tez, kompletne odejscie od rzeczywistosci i zawisniecie w jakiejs prozni nazywanej miloscia - czyny te powinny byc karalne wedlug Kodeksu Kochania:))

Moze nalezaloby trenowac sztuke tzw. milosci wybiorczej albo milosc niekompletnej, milosci swiadomej? ee, jakies glupie te terminy. Macie pomysl jak nazwac takie bezbolesne kochanie albo milosc jakims wlasciwym slowem?

6 868

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussuka - mam do Ciebie pytanko, a właściwie prośbę. Napisałaś wczoraj w innym wątku o swoim dzieciństwie. A mogłabyś tu napisać o swoim małżeństwie. Jeśli to oczywiście nie problem. Tzn w kontekście tego, jak radzisz sobie z doświadczeniami z dzieciństwa. Jak nie przenosić goowna do związku. Myślę, że to byłoby dobre dla nas wszystkich - taki opis, ze się da.
Co Ty na to? Nie naciskam, no może troszkę smile

6 869

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Mussuka - mam do Ciebie pytanko, a właściwie prośbę. Napisałaś wczoraj w innym wątku o swoim dzieciństwie. A mogłabyś tu napisać o swoim małżeństwie. Jeśli to oczywiście nie problem. Tzn w kontekście tego, jak radzisz sobie z doświadczeniami z dzieciństwa. Jak nie przenosić goowna do związku. Myślę, że to byłoby dobre dla nas wszystkich - taki opis, ze się da.
Co Ty na to? Nie naciskam, no może troszkę smile

jasne, tylo musimy sobie male co nieco wyjasnic juz na wstepie, bo nie chce nikogo wprowadzac w blad.

A wiec (i dwoja bec:):

1. dziecinstwo to mialam takie sobie ale bez przesady, nie patologiczne, mysle, ze gorsze sytuacje sie zdarzaly. Nie chce tego jakos demonizowac ani oskarzac rodzicow za wszelkie moje niepowozenia zyciowe. Jedno jest pewne, za nic na swiecie nie chcialabym tkwic w takim malzenstwie jak moi rodzice, wolalabym byc do konca zycia sama.

2. malzenstwo moje (10 lat) bylo tez pokretne, ale sie skonczylo, z mojej decyzji. Natomiast nie bylo w nim nic z powtorki z dziecinstwa, nie o to poszlo. Obylo sie bez zdrady, bicia, ponizania, jakiejs traumy..takie sobie zwykle spokojne a potem nudne malzenstwo..az do dnia zgonu. Uczucia, nie meza:)

3. teraz jestem w zwiazku nieformalnym (pieknie po polsku nazywanym konkubinatem badz kocia lapa:)) z najcudowniejszym mezczyzna jakiego moglam sobie wymarzyc. teraz czyli jakies poltora roku i niecale 2 lata od rozwodu. Ani przez sekunde nie pozalaowalam zadnej decyzji: ani rozwodu ani zamieszkania z nowym partnerem. Ktory, uwaga! chociaz mlodszy duuuzo ode mnie i mojego ex, okazal sie najlepszym przyjacielem, partnerem na dobre i zle dni, opiekunem dzieci i ...XXX;)

No i jest do tego 2-ka dzieci, jeden to starszy syn, ktorego wychowalam sama az do 6-tego roku zycia (tatus biologiczny nie poczul sie a ja mialam to gdzies, bo zazwyczaj i tak licze na siebie:) i mlodsza cora, juz z tego malzenstwa.

Jeszcze zeby wszystko dopiac na ostatni guzik: nie toczylam ani nie tocze zadnych wojen z eksem, widuje sie z cora, mieszka dosc blisko, ma jakas nowa przyjaciolke a ja jemu i im zycze jak najlepiej. Ale to z nia niech bedzie szczesliwy, ze mna by to nie wyszlo.

No i tyle..czy na podstawie w/w faktow nadal jestes zainteresowana moimi dywagacjami na temat nie przenoszenia g..z przeszlosci do terazniejszosci oraz przyszlosci?:)) Bo moze to sie nudne okazac, malo jest tam jakby przemocy i morderczych opisow.


Jak chcesz to odszukaj mnie na kafejce 40+, gdzies tam opisywalam swoja burzliwa mlodosc i malzenstwo tez:)) potem uznasz czy warto to powielac.

6 870

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom, szkoda tylko, że chyba większość dziewczyn, tak jak ja, odkrywa to forum po fakcie, kiedy już są strasznie zranione:(

6 871

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Ale jedno zdanie przykulo ma uwage: "Uczucie to bywa tak silne, że reszta swiata blaknie i traci znaczenie" - to odnosnie stanu zakochania albo kochania.

Rzeklabym, ze tu pies zostal pogrzebany.

To brzmi wlasnie jak zatracanie sie calkowite w milosci, poswiecanie siebie calego drugiej osobie, zapominanie o swoich potrzebach i swoich pragnieniach, utrata wzroku, sluchu, wechu oraz innych zmyslow, niestety instynktu tez, kompletne odejscie od rzeczywistosci i zawisniecie w jakiejs prozni nazywanej miloscia - czyny te powinny byc karalne wedlug Kodeksu Kochania:))

Moze nalezaloby trenowac sztuke tzw. milosci wybiorczej albo milosc niekompletnej, milosci swiadomej? ee, jakies glupie te terminy. Macie pomysl jak nazwac takie bezbolesne kochanie albo milosc jakims wlasciwym slowem?

Ja mam to mocno przemyslane.
Problem jest w intensywności i długości trwania. W przypadku "normalnych" ludzi - ten stan "zakochaniowego haju" trwa określony czas - jest duża szansa, że za wiele szkód nie wytworzy. A gdy miłość wali w kkzb - ten haj trwa cały czas. Różowe okulary są na stałe przylepione do nosa, nic nie trafia. Tracimy na to ogromne pokłady energii, zatracamy się w tym.

Polecam stronkę (to terapeutka z kobiecych serc): uzależnienieodmiłości.pl. - zerknijcie na wzorce uzależnienia. Ja to przeczytałam 2 miesiące temu i od tego momentu mocno przyspieszyłam smile

6 872 Ostatnio edytowany przez zagubiona0101 (2011-09-14 14:01:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wybacz Mussuka, ale wydaje mi się, że chyba niewłaściwie zinterpretowałaś ten tekst...

W skrócie - chodzi w nim o to, żeby wyzbyć się dawnych schematów myślenia i działania, gdzie sposobem na "zagwarantowanie" sobie poczucia spełnienia przez jednostkę jest właśnie kochanie za bardzo swojego partnera, którego "osaczając" naszą, niestety trzeba to szczerze powiedzieć, zaborczą miłością i nieracjonalnym strachem przed porzuceniem (!), tracimy na własne życzenie. Wszystko wynika z tego, że kobiety, które mają podobny problem jak ja, nie rozumieją jednej, zasadniczej kwestii - nie możemy od nikogo oczekiwać by zagwarantował nam szczęście, bo ono zależy tylko od nas i tego czy będziemy umiały zdobyć się na to by pokochać siebie, a zatem przestać traktować nasze związki jako jedyne źródło szczęścia, a to prawdziwe piękno dostrzec w sobie, w naszym wnętrzu. Myślę, że artykuł ma dość ogólny charakter ze względu na uniwersalne treści, które w sobie zawiera, a także to, że nie jest konkretnie skierowany do kobiet cierpiących na KZB, ale również innych czytelników bloga, którzy mogliby utożsamić się z podobnymi odczuciami odnośnie ich relacji. Jednak artykuł ma przede wszystkim zachęcić nas do tego by nie rozdrapywać zagojonych ran, ale skoncentrować się na teraźniejszości i działaniu - tu i teraz.

Rozumiem, że Ty już posiadłaś tę wiedzę, która zapewne stanowi dla Ciebie oczywistość, jednak jest masa osób o nieco odmiennej wrażliwości, nieco niższej samoświadomości. BTW jak wiadomo najlepsza inwestycja to inwestycja w wiedzę... Dlatego myślę, że warto poznać dokładnie swój problem by móc go lepiej zrozumieć i pomyślnie rozwiązać. Tego typu artykuły oraz literatura związana z daną tematyką oraz wsparcie drugiej osoby są bardzo pomocne, a w mojej ocenie wręcz konieczne by odzyskać równowagę i uswiadomić sobie, że można żyć inaczej. Lepiej po prostu. Analizując takie teksty łatwiej jest uświadomić sobie, gdzie leży mechanizm napędowy naszych działań, a co za tym idzie być może wyciągnąć jakieś wnioski, które mam nadzieję - uda nam się kiedyś przenieść do swojego życia by nie pozostać gołosłownym i jedynie nie teoretyzować. smile

6 873

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

W przypadku "normalnych" ludzi - ten stan "zakochaniowego haju" trwa określony czas - jest duża szansa, że za wiele szkód nie wytworzy. A gdy miłość wali w kkzb - ten haj trwa caly czas

wiec moze warto zastanowic sie nad zapobieganiem, czyli powstrzymaniem zjawiska zanim sie pojawi. Troche tak jak z profilaktyka w medycynie.

Powiem tak: skoro juz wiemy, ze syndrom KKZB istnieje to co zrobic, by sie przed nim ochronic i nie zostac jedna z KKZB? Ani teraz ani nigdy? A co bylo i nie jest..o tym na chwile zapomnijmy.

jakie rady dac np.mlodej osobie, jeszcze nie zakochanej, na przyszlosc, zeby tego bolesnego haju sobie oszczedzila? masz propozycje? moze zaczniemy punktowac, spisywac i jakis poradnik dla przyszlych pokolen powstanie:)

Pozwol, ze zaczne:

jak sie uodpornic na ewentualny syndrom KKZB -

1. uniezaleznic sie finansowo..na tyle na ile sie w danych warunkach da, niech to bedzie na poczatek inwestycja w nauke, potem w prace, wlasne dochody. Mam takie podejrzenia, ze kobiety wyksztalcone i niezalezne finansowo od swojego partnera rzadziej staja sie ofiarami syndromu. Rzadziej ale tez oczywiscie sa. I szybciej z niego chyba wychodza.

co dalej? Twoj ruch:)

6 874

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

3. teraz jestem w zwiazku nieformalnym (pieknie po polsku nazywanym konkubinatem badz kocia lapa:)) z najcudowniejszym mezczyzna jakiego moglam sobie wymarzyc. teraz czyli jakies poltora roku i niecale 2 lata od rozwodu. Ani przez sekunde nie pozalaowalam zadnej decyzji: ani rozwodu ani zamieszkania z nowym partnerem. Ktory, uwaga! chociaz mlodszy duuuzo ode mnie i mojego ex, okazal sie najlepszym przyjacielem, partnerem na dobre i zle dni, opiekunem dzieci i ...XXX;)

Sorki - ja ten nieformalny związek podciągnęłam pod małżeństwo wink
Dobra - ja poczytam w netkafejce i jeśli pozwolisz- coś interesującego nam tu zapodasz, oki?

6 875

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co więcej muszę Wam szczerze powiedzieć, że trochę chyba pobłądziłyśmy. Uświadomiłam sobie, że CIĄGLE narzekamy na facetów - jacy to oni są źli, jak to nas oni wykorzystali, skrzywdzili, porzucili - a zapominamy sobie zadać pytanie: a co ja zrobiłam sama dla siebie by poczuć się szczęśliwa? Przede wszystkim jednak oczekujemy związków, w których partnerzy będą idealni, wymarzeni, niemalże będą nosić nas na rękach i tak właśnie wytykamy wszystkie błędy, aroganckie czy agresywne zachowania naszych byłych partnerów - tylko zapominamy o jednym przecież my też mamy ze sobą poważny problem i uczciwie byłoby z naszej strony nie wiązać się z nikim, aż do momentu, gdy go nie rozwiążemy. Czasami się zastanawiam też nad tym jak oni, faceci, czuli się z nami KKZB? Jak to wyglądało z ich perspektywy... Wydaje mi się, że właśnie to nam, gdzieś umknęło. Zastanówmy się czy kobieta, która siebie nie lubi, która jest wiecznie nieszczęśliwa jest w stanie "dać" to szczęście swojemu mężczyźnie? Wydaje mi się, że nie, co ABSOLUTNIE nie oznacza, że usprawiedliwiam czy tlumacze ich zachowania, ale zamiast rozpamiętywać krzywdy, które nam wyrządzili powinnyśmy czym prędzej pogodzić się z nimi, mając na uwadze to, że poniekąd również mogłysmy się przyczynić do takiego, a nie innego biegu zdarzeń. Nie należy oczywiście się za to obwiniać czy mieć do siebie pretensji, bo w końcu zależy nam na wzmocnieniu samooceny i pokochaniu siebie, ale czasami warto też spojrzeć na to z innej perspektywy - partnera osoby kochającej za bardzo...

6 876

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:

Powiem tak: skoro juz wiemy, ze syndrom KKZB istnieje

Kochana - to jest NAJWIĘKSZY problem. Bo większość nie wie, ewentualnie nie dopuszcza do siebie tej wiadomości. Bo też i nazwa nie jest najszczęśliwsza hmm

Odnośnie finansów - nie trafiłaś. Większość kkzb "trzyma" dom na swojej głowie - finansowo i organizacyjnie. Bo my we wszystkich innych dziedzinach niż "love" jesteśmy silne. tongue

6 877

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zagubiona0101 napisał/a:

Wybacz Mussuka, ale wydaje mi się, że chyba niewłaściwie zinterpretowałaś ten tekst...

W skrócie - chodzi w nim o to, żeby wyzbyć się dawnych schematów myślenia i działania, gdzie sposobem na "zagwarantowanie" sobie poczucia spełnienia przez jednostkę jest właśnie kochanie za bardzo swojego partnera, którego "osaczając" naszą, niestety trzeba to szczerze powiedzieć, zaborczą miłością i nieracjonalnym strachem przed porzuceniem (!), tracimy na własne życzenie. Wszystko wynika z tego, że kobiety, które mają podobny problem jak ja, nie rozumieją jednej, zasadniczej kwestii - nie możemy od nikogo oczekiwać by zagwarantował nam szczęście, bo ono zależy tylko od nas i tego czy będziemy umiały zdobyć się na to by pokochać siebie, a zatem przestać traktować nasze związki jako jedyne źródło szczęścia, a to prawdziwe piękno dostrzec w sobie, w naszym wnętrzu. Myślę, że artykuł ma dość ogólny charakter ze względu na uniwersalne treści, które w sobie zawiera, a także to, że nie jest konkretnie skierowany do kobiet cierpiących na KZB, ale również innych czytelników bloga, którzy mogliby utożsamić się z podobnymi odczuciami odnośnie ich relacji. Jednak artykuł ma przede wszystkim zachęcić nas do tego by nie rozdrapywać zagojonych ran, ale skoncentrować się na teraźniejszości i działaniu - tu i teraz.

Rozumiem, że Ty już posiadłaś tę wiedzę, która zapewne stanowi dla Ciebie oczywistość, jednak jest masa osób o nieco odmiennej wrażliwości, nieco niższej samoświadomości. BTW jak wiadomo najlepsza inwestycja to inwestycja w wiedzę... Dlatego myślę, że warto poznać dokładnie swój problem by móc go lepiej zrozumieć i pomyślnie rozwiązać. Tego typu artykuły oraz literatura związana z daną tematyką oraz wsparcie drugiej osoby są bardzo pomocne, a w mojej ocenie wręcz konieczne by odzyskać równowagę i uswiadomić sobie, że można żyć inaczej. Lepiej po prostu. Analizując takie teksty łatwiej jest uświadomić sobie, gdzie leży mechanizm napędowy naszych działań, a co za tym idzie być może wyciągnąć jakieś wnioski, które mam nadzieję - uda nam się kiedyś przenieść do swojego życia by nie pozostać gołosłownym i jedynie nie teoretyzować. smile

W porzadku, moze i zle tekst zrozumialam, bo jakos tak czysto teoretycznie i ogolnikowo byl napisany:) Twoja interpretacje od razu zrozumialam:) Prosty jezyk to jest to!

I nie wiem dlaczego uwazasz, ze ja jakas wiedze posiadlam? Zaden uczony z nieba nie spadl i ja tez ucze sie na wlasnych bledach oraz obserwacjach. Przyznalam tylko, ze nie potrafie sobie wyobrazic siebie w charakterze KKZB, bo jest we mnie za duzo egoizmu. A skad on sie wzial i czy to dobrze dla mnie to tego juz niestety nie wiem. Wiem tylko, ze nie pokocham zadnego mezczyzny na tzw. zaboj:) Jego strata..moj zysk;)

6 878 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-14 14:16:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zagubiona0101 napisał/a:

Co więcej muszę Wam szczerze powiedzieć, że trochę chyba pobłądziłyśmy. Uświadomiłam sobie, że CIĄGLE narzekamy na facetów - jacy to oni są źli, jak to nas oni wykorzystali, skrzywdzili, porzucili - a zapominamy sobie zadać pytanie: a co ja zrobiłam sama dla siebie by poczuć się szczęśliwa? Przede wszystkim jednak oczekujemy związków, w których partnerzy będą idealni, wymarzeni, niemalże będą nosić nas na rękach i tak właśnie wytykamy wszystkie błędy, aroganckie czy agresywne zachowania naszych byłych partnerów - tylko zapominamy o jednym przecież my też mamy ze sobą poważny problem i uczciwie byłoby z naszej strony nie wiązać się z nikim, aż do momentu, gdy go nie rozwiążemy. Czasami się zastanawiam też nad tym jak oni, faceci, czuli się z nami KKZB? Jak to wyglądało z ich perspektywy... Wydaje mi się, że właśnie to nam, gdzieś umknęło. Zastanówmy się czy kobieta, która siebie nie lubi, która jest wiecznie nieszczęśliwa jest w stanie "dać" to szczęście swojemu mężczyźnie? Wydaje mi się, że nie, co ABSOLUTNIE nie oznacza, że usprawiedliwiam czy tlumacze ich zachowania, ale zamiast rozpamiętywać krzywdy, które nam wyrządzili powinnyśmy czym prędzej pogodzić się z nimi, mając na uwadze to, że poniekąd również mogłysmy się przyczynić do takiego, a nie innego biegu zdarzeń. Nie należy oczywiście się za to obwiniać czy mieć do siebie pretensji, bo w końcu zależy nam na wzmocnieniu samooceny i pokochaniu siebie, ale czasami warto też spojrzeć na to z innej perspektywy - partnera osoby kochającej za bardzo...

Nikt tu nie błądził!!!!

Wyjnia, wyjnią - ale MY cały czas piszemy: TO NASZ PROBLEM. TO MY MAMY SIĘ NAPRAWIĆ.

6 879

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Dobra - ja poczytam w netkafejce i jeśli pozwolisz- coś interesującego nam tu zapodasz, oki?

zapraszam do lektury, tylko nie zasnij:)

6 880

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Dobra - ja poczytam w netkafejce i jeśli pozwolisz- coś interesującego nam tu zapodasz, oki?

zapraszam do lektury, tylko nie zasnij:)

Walnę sobie tą Twoją apetycznie wyglądającą kawę wieczorem i jadę... smile

6 881 Ostatnio edytowany przez zagubiona0101 (2011-09-14 14:19:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślę, że Mussuka ma rację - rzeczywiście powinnyśmy zastanowić się, co zrobić by zapobiegać rozwijaniu się w nas syndromu KKZB i tak sobie myślę, że przede wszystkim, nauczone naszym doświadczeniem powinnyśmy wychowywać nasze dzieci w taki sposób by nauczyć je szacunku do samych siebie oraz ukształtować w nich silne (ale oczywiście w granicach zdrowego rozsądku by nie wydać na świat generacji skrajnych egoistów) poczucie własnej wartości i miłości do siebie.

6 882

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zagubiona0101 napisał/a:

Myślę, że Mussuka ma rację - rzeczywiście powinnyśmy zastanowić się, co zrobić by zapobiegać rozwijaniu się w nas syndromu KKZB i tak sobie myślę, że przede wszystkim, nauczone naszym doświadczeniem powinnyśmy wychowywać nasze dzieci w taki sposób by nauczyć je szacunku do samych siebie oraz ukształtować w nich silne (ale oczywiście w granicach zdrowego rozsądku by wydać na świat generacji skrajnych egoistów) poczucie własnej wartości i miłości do siebie.

Ma rację, ma.... I bardzo się cieszę, że zmierzacie w tym kierunku. smile

6 883

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Powiem tak: skoro juz wiemy, ze syndrom KKZB istnieje

Kochana - to jest NAJWIĘKSZY problem. Bo większość nie wie, ewentualnie nie dopuszcza do siebie tej wiadomości. Bo też i nazwa nie jest najszczęśliwsza hmm

Odnośnie finansów - nie trafiłaś. Większość kkzb "trzyma" dom na swojej głowie - finansowo i organizacyjnie. Bo my we wszystkich innych dziedzinach niż "love" jesteśmy silne. tongue

Pisalam "my" majac na mysli tutejsze forumowiczki, nie ogolnie spoleczenstwo:)

Ale czy to trzymanie domu na glowie ma oznaczac, ze to KKZB zarabia na utrzymanie rodziy a jej partner sobie przyniej spokojnie pasozytuje? Niemniej takiej kobiecie, z wlasnymi dochodami, jest chyba latwiej odciac sie od robala, kiedy juz do tego dojrzeje niz tej, ktora jeszcze sobiena dokladke nie poradzi finansowo albo nie ma dokad pojsc. Nie twierdze, ze wiedza i kasa zapobiegna calkowicie problemowi ale dadza nieco wieksza szanse na ew. wyleczenie sie.

Zaczynam pisac maslo maslane:) dobrze, ze zaraz koncze:)

6 884 Ostatnio edytowany przez zagubiona0101 (2011-09-14 14:30:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mussuka - podzielam Twoje zdanie i sądzę, że aspekt braku niezależności finansowej w wielu przypadkach stanowi jedną z przeszkód w powrocie do normalnego funkcjonowania po rozpadzie związku, ale do tego właśnie dążymy na tym forum by zrozumieć jak istotne jest zachowanie autonomi oraz postrzeganie siebie jako oddzielny organizm, który ma swoje poglądy, swoje życie, swoje zainteresowania ale również pieniądze by móc normalnie funkcjonować. Każdy człowiek potrzebuje swojej przestrzeni i chwili tylko dla siebie, inaczej można oszaleć. wink

6 885

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Właśnie dziewczyny, ja też się z tym zgadzam, że warto zastanowić się jak zapobiegać. I jak znów nie wdepnąć w to samo bagno...
Tak się zastanawiam, czy to mój spaczony umysł. Bardzo negatywnie patrzę na postawy moich koleżanek, które twardo określają, że facet musi to, to i to... Ja nigdy nie miałam takich wymagań, zawsze szłam na ustępstwa i chyba mam za swoje...

6 886

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Walnę sobie tą Twoją apetycznie wyglądającą kawę wieczorem i jadę... smile

zeby ulatwic ci zmudna misje, zacznij od strony 543 tej kafejki, tam chyba pierwszy dluzszy gryzmol popelnilam, nastepne juz jakos znajdziesz:)

6 887

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zagubiona0101 napisał/a:

Mussuka - podzielam Twoje zdanie i sądzę, że aspekt braku niezależności finansowej w wielu przypadkach stanowi jedną z przeszkód w powrocie do normalnego funkcjonowania po rozpadzie związku, ale do tego właśnie dążymy na tym forum by zrozumieć jak istotne jest zachowanie autonomi oraz postrzeganie siebie jako oddzielny organizm, który ma swoje poglądy, swoje życie, swoje zainteresowania ale również pieniądze by móc normalnie funkcjonować. Każdy człowiek potrzebuje swojej przestrzeni i chwili tylko dla siebie, inaczej można oszaleć. wink

czyli mamy jakis poczatek Kodeksu Milosci Swiadomej:) stanac na wlasnych nogach i uswiadomic sobie swoja wartosc..w innym..nie milosnym swiecie. Wartosc czlowieka, studenta, pracownika, kolezanki, matki, siostry..przeciez oprocz kobiety naszego mezczyzny mamy jeszcze tyle innych rol, gdzie jestesmy wartosciowe i wazne. I chyba warto z nich tez czerpac jakas sile. Nie pozwolic odciac sie od tego innego swiata, bo on moze stanowic deske ratunku w chwili zagrozenia. Znacie pewnie przyklady zakochanych kobiet, ktore nagle odcinaja se od wszystkich znajomych, rodziny, z pracy biegna niemal do domu..ON jest wszechswiatem. A potem kiedy z NIEGO juz nie dostajemy nic dobrego, zadnego podziekowania czy dowartosciowania, nagle odkrywamy pustke wokol siebie. Wiec znowu wracamy do NIEGO, zeby ja zapelnic.

Teraz to juz filozofuje. starczy na dzis, ucieka do domu:)

6 888

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.youtube.com/watch?v=Zc2-in4DBe4   smile

6 889

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.youtube.com/watch?v=Wmc8bQoL-J0 smile)

6 890

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Domek bez adresu napisał/a:

Dwa dni temu pozegnalam ,moja ukochana Asie -moze polknela wiecej niz lekarz napisal.? Moze .... nie wiem.
Mysle ze kochala za bardzo.  Faceta z ktorym nie byla zonata ,ale chciala byc wszystkim dla niego.

A on ciagle powtarzal -ty musisz -ty musisz - ,musisz sie mna wiecej zajmowac ,musisz nauczyc sie to.........
A Asia robila -jezeli nie mogla to, sie starala .Zawsze ciepla do ludzi, usmiechnieta ,wesola .
Pomagala rodzicom ,bratu .znajomym .Wszyscy byli z nia i obok .Nikt nic nie widzial .
Rozmowa z nia byla trudna -coraz trudniejsza .
Bo on ...bo on...


Mysle ze wasze forum jest potrzebne ,pomaga .
Moze teraz tez pomoze  wielu kobietom .

Mnie nie -juz nie chce pisac .

Witam Cię Domku bez adresu....aż się popłakałam.....dobrze znam te uczucia( uczucia Asi) i jeśli Asia była dla Ciebie ważna to pisz w jej imieniu, pisz. Pisz by inne zrozumiały, że czasami zapłacić można najwyższą cenę, pisz by innym uświadomić, że nie warto poświęcać się dla kogoś.
Mocno Cię ściskam i pozdrawiam.

Posty [ 6 826 do 6 890 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 104 105 106 107 108 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026