o szybo "doszłaś" do siebie, u mnie upłynęło 5 m-cy od kiedy dowiedziałam się, że mąż znowu się zakochał w koleżance z pracy, a ja nadal przeżywam huśtawkę nastrojów, ale to pewnie dlatego, że on wciąż ze mną mieszka....
Anikom źle mnie zrozumiałaś - ja jeszcze nie doszłam do siebie i daleka droga przede mną, bardzo daleka. Ja 4 lata żyłam ze świadomością zdrady męża (na kolanach i w kąciku skulona z bólu, rozpaczy) i powtarzająca wiele razy : rozstańmy się i czekająca na słowa : kocham Cię i bez ciebie nie wyobrażam sobie świata i od tej pory żyli długo i szczęśliwie. Były jakieś słowa o miłości i rodzinie i znowu powody do podejrzeń i zazdrości i.........i nie poradziłam sobie. A potem to było tylko czychanie by udowodnić innym i sobie też, że to nie mój obłęd tylko jego kłamstwa, jakieś gierki....i udało się - złapałam na gorącym uczynku i na kłamstwach w sprawach nic nie znaczących, takie kłamstwa dla .....zabawy, dla zrobienia jaj ze wszystkich ,dla pokazania wszystkim jaki jestem biedny, pokrzywdzony......a potem kilka artykułów o charakteropatach i w sekundę wyleczyłam się z miłości.
Nie doszłam do siebie, mam jeszcze wiele do zrozumienia i wiele problemów do pokonania.
Nie jestem z nim 6 miesięcy ( a wydaje mi się , że minęło kilka dni) i na pewno jestem silniejsza psychicznie, weselsza, pewniejsza siebie ale daleko mi do dobrego samopoczucia. Ja też mam ""wzloty i upadki. Jednego dnia podskakuję z radości do góry a innego nie chce mi się wstać z łóżka ale to nie z tęsknoty za nim, za usługiwaniem mu, za życiem z poniżaniem - ten rozdział przerobiony i zamknięty ! i nigdy więcej nikt nie powie mi co mam zrobić i nikt więcej mnie nie będzie poniżał ! NIGDY I NIKT !!!!!