A no mnie też chciał zeszmacić i szmacił niejednokrotnie. Ale skończyło się. Sprawy doszły do pewnego momentu kiedy powiedziałam dość, a to zasługa okoliczności sprzyjających. Kiedy to uwierzyłam, że dam radę sama, że szkoda życia.
A może to panowie powinni wychowywać synów? Tacy ułożeni panowie.
Prokurator... żartujesz? Spodziewali się, że będziesz im dziecko wychowywać? A oni co robili całe życie? To już są jaja.
Dziewczyny polecam Wam książkę, a w zasadzie dwie. Pierwsza to "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby do nas mówiły". A druga "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły".
Pierwsza to raczej poradnik, a druga w sumie też poradnik, ale można powiedzieć z akcją. Powiem Wam coś pięknego i niesamowitego zarazem.
Bo to nie o to chodzi, żeby mieć całodobową kontrolę nad dziećmi, chodzi o zaufanie i samodzielność. SAMODZIELNOŚĆ Panowie!!!!
I książkę tą należy zadedykować rodzicom, którzy skrzywdzili swoje dzieci usługującym im i nie ucząc życia. Powody są nieważne. Chodzi o to, że to wcale nie wymaga opieki całodobowej. Każdy ma mieć do zrobienia swoje, bo ma swoje. (Tutaj wypada przytoczyć jeszcze jeden tytuł "Życie samotnego rodzina. 50 praktycznych rad). Dorośli mają dom na głowie, a dzieci zadania, naukę i przy domowych sprawach też mogą pomóc, bo póki są małe i chcą trzeba im pozwolić. Nie oznacza to, że będą wszystko od razu robić perfekcyjnie, ale jeśli nie spróbują i nie będą tego robić to się nauczą".
Ja mam teraz "partnera", który nigdy nie mył kibla za przeproszeniem, który mówi, że tego, tamtego nie umie.
Krótka piłka. Pyta mnie co na kolację, a ja na to, że nie umiem gotować, kroić chleba i mam dwie lewe ręce... Przykro mi. Ja nie jestem służący automat do obsługi lenia śmierdzącego pt. "Nie umiem..." Nie ma. I nie obwiniam jego mamy, ale wiem, że to poniekąd z domu wychodzi. Wiem też, że ona nie miała czasu. Pytanie brzmi, oczywiście przy założeniu, że są rzeczy na których jej zależy, przypuśćmy umycie naczyń, porządek. Czy przy tym założeniu i pokazaniu schematu i poszczególnych wartości. Czy w tych okolicznościach dając dzieciom wzorzec one nie robią tego?
Ja mówiłam zawsze mojemu synkowi, żeby starł jak wyleje, żeby podniósł jak spadnie i sama to robiłam. I co jest teraz? Nie muszę mówić. Bo on to już wie, że dla mnie to ważne. I nie rozkazy, a okazanie tego, że to dla nas ważne, że czujemy się dobrze kiedy mamy porządek, czy to, czy siamto. Właśnie to powoduje, że ludzie, którym zależy dbają o to, żebyśmy się czuli dobrze. Tutaj chodzi także o szacunek.
I wydaje mi się, że kiedy mój partner wie, że to czy tamto jest dla mnie ważne i wie, że pewne rzeczy mnie drażnią więc jeśli ich nie zrobi, czy też zrobi (np. rozrzuca skarpetki i tak leżą cholera wie ile) to oznacza dla mnie, że nie ma do mnie szacunku. On ceni spokój, a ja porządek (nie sprzątanie a posprzątane, bo on tego nie rozumie, ale z przekory chyba, nie raz powiedział, że jak lubię sprzątać to niech se sprzątam...buuuu). Więc mówię, że chyba nawet do siebie nie ma szacunku, skoro wie, że kiedy on robi mi na złość to ja się denerwuję i nie raz głos podniosę.( Ale (SUKCES!!!) ostatnio bez krzyków wszystko na spokojnie.) A skoro jest rumor to nie ma spokoju, który dlań jest tak ważny. I kto tu komu krzywdę robi?
Ale ostatnio jestem spokojna i mam stosunek analny do jego nieróbstwa i za niego nie zrobię nic, chyba, że robimy wspólnie. On jedno, a ja drugie.
I tyle. Ale wie, że jest czas, że musi i nie ma zmiłuj.