netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 871 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 102 103 104 105 106 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 696 do 6 760 z 26 310 ]

6 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój brat stosował wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną. Pamiętam któregoś razu (ta sytuacja pozostanie w mojej głowie do końca życia) uderzył mnie młotkiem z boku w głowe, bo i tu uwaga!! krzywo trzymałam ramke gdy on ją chciał naprawić bo zepsuł i bał się rodziców. Miałam wtedy może z 5 lat, do tego pobiegłam w tym momencie do matki (upojonej alkoholem, która nienawidziła mnie tak samo bardzo jak on) chciałam sie przytulić a ona powiedziała do mojego brata odpychając mnie rękami "wez ją to przez nią ojciec jest taki zły, to ona jest złem wcielonym"-mój ojciec też pił, tygodniami do domu nie wracał, ale jak był to uznawał mnie za swoje oczko w głowie. Moje pytanie teraz, skąd 5 latka mogłaby sie stać złem wcielonym? i do tego w jaki sposób 5-latka może byc winna kłótniom małżeńskim? ale z takim poczuciem winy żyłam do niedawna..

pamiętam te ucieczki pod stół gdy ojciec wychodzil do pracy. Zostawałam z bratem sadystą, który sie nade mna znencał wyzywal od grubych pustych szmat(byłam i jestem b. szczupłą osobą), bił i karcił (nie wiem za co) i matką, która mu na to zezwalała i tez nie oszczędzała obelg w moją strone. Ja po prostu zawsze byłam ta zła, ta przez, którą jest całe zło w rodzinie

Nienawidziłam swojego ciała-bo wiecznie brat mnie wyzywał i matka, która stala za nim murem, próbował mnie zmuszać do różnych gierek seksualnych-mam za to obrzydzenie do niego..matka tego nie widziała.

Nienawidziłam siebie-wiecznie byłam uznawana za tępą idiotke "bez mózgu".

6 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam.Moje zwiazki z facetami to pasmo nieszczesc.Wiem,ze sama ich d siebie przyciagalam.Jako mala dziewczynka bylam molestowana i wlasnie moi faceci mieli z seksem cos nie tak
Teraz zwiazana bylam(jestem) z gosciem ktory mnie zdradzal.Teraz okazuje sie seksoholikiem:(

I co teraz-on chodzi na terapie...mitingi....
Kazalam mu sie wyprowadzic po ostatnim numerze.
A ja chcialabym sobie odpowiedziec czy ja go kocham czy tylko jestem od niego psychicznie uzalezniona...

Pozdrawiam.

6 698

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, powiedzcie mi proszę, czy to zawsze tak jest, że na nasze związki wpływa dzieciństwo? Mi strasznie trudno jest przypomnieć sobie jakieś straszne zdarzenia z młodości, a może tam powinnam szukać wskazówek, co ze mną jest nie tak?

6 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

U mnie ewidentnie dziecinstwo.Dysfunkcyjni rodzice i pedofil zmienili moje zycie w pieklo...Pomimo,ze zblizam sie do 40-tki:(

6 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lukrecjo, to na prawdę straszne, że ktoś tak bardzo Cię zranił zostawiając bliznę na całe życie:(

6 701

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
prokurator_szacka napisał/a:

Dziewczyny, powiedzcie mi proszę, czy to zawsze tak jest, że na nasze związki wpływa dzieciństwo? Mi strasznie trudno jest przypomnieć sobie jakieś straszne zdarzenia z młodości, a może tam powinnam szukać wskazówek, co ze mną jest nie tak?

Jakie ZAWSZE? To byłoby zbyt proste - każdy człowiek jest inny, to i przyczyny mogą być różne smile

6 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To brzmi logicznie:) Ale może na przykład są jakieś statystyki, które mówią, że 90% przypadków to wina dzieciństwa...

6 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja caly czas uciekam przed tym co stalo sie w dziecinstwie wlasnie w destrukcyjne zwiazki-zeby bolalo jak w dziecinstwie.Oczywiscie robie to podswiadomie...

Nie wiem,czy mozna zyc z seksoholikiem ktory chce sie zmienic?

Tak bardzo cierpie i jestem bliska obledu:(

Dzieki Bogu ze Jestescie! Duzo Was czytam i pomalenku dociera...

6 704 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-09-06 19:52:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
prokurator_szacka napisał/a:

To brzmi logicznie:) Ale może na przykład są jakieś statystyki, które mówią, że 90% przypadków to wina dzieciństwa...

Pewnie, że są. Tak na gorąco znalazłam to: http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=252 (dotyczy zdrowia również w zakresie tożsamości płciowej kobiet) oraz ciekawy artykuł dotyczący badań Anny Terruwe http://psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html

6 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Po tych dwóch postach, Grejs i Majusia, z dumą i spokojem przekazujemy (że się tak w imieniu wszystkich poprzedniczek wyrażę) forum w Wasze ręce. Czasem z sentymentu tu zgalądamy smile
Tego tu potrzeba - konstruktywnych wniosków. Wyjnia jest potrzebna, ale po to, żeby dochodzić do LOGICZNYCH WNIOSKÓW. Odpowiedź zazwyczaj leży przed naszym nosem (czasem na kanapie big_smile). Wszystko jest dużo prostsze niż się nam wydaje i rozwiązania są zasięgu ręki.

Pamiętajmy też, że walka z demonami powoduje, że same po trosze się w nie zamieniamy. Może więc warto ... zwyczajnie olać demony chorych jednostek, żeby dalej żyć własnym zdrowym życiem a nie ich chorym, pozbawiając ich w ten prosty sposób kontroli nad nami.
Świat jest zbyt piękny, żeby poświęcać życie na walkę z emocjonalnymi wydmuszkami. Po co ich wozić po terapeutach, zmuszać do zrozumienia czegokolwiek? Jak ktoś NIE WIE pewnych podstawowych rzeczy na poziomie organicznym, albo nie wyniósł z domu, albo jest zaburzony psychicznie, to po co go zmieniać. To tak jakby próbować nauczyć taboret skakać na skakance. Niby można próbować, ale PO CO? Chcecie mieć satysfakcję, że macie taki fajny taboret, czy chcecie mieć szczęśliwe i NORMALNE życie?

Trzymajcie się, Dziewczyny.

EDYCJA:
O! A nie mówiłam, że Was podglądamy? big_smile
Karen, cześć Kochana!

Buźka, taboret na skakance niebywałe, smile Rewelacja!!!!

Grace, on jeszcze zapłacze.

Może nie jest to eureka, ale wydaje mi się, że młodzi ludzie są szczerzy i spontaniczni. Jednak w miarę czasu nieco się zmieniają, zmieniaja się ich potrzeby, podejście do pewnych spraw, a co za tym idzie niestety czasem coś im nie pasuje w tych partnerach z którymi związało ich życie. Tylko, że wtedy miast porozmawiać idą robić swoje. I to jest niedojrzałe i nieodpowiedzialne itd. Bo przecież może coś nie pasować, może się odwidzieć nawet, ale na miłość boską zachowajmy do siebie szacunek, bo każdy ma do niego prawo.       

SZACUNEK!!!!!!!

6 706

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki Anhedonia:)

6 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:

Ja, przyznam szczerze, już gre przerobiłam i to nie był dla mnie dobry sposób. Nie byłam sobą, źle sie z tym czułam i tak niewiele osiągnęłam. Mój T. to psychopata i cokolwiek bym nie wymysliła to i tak w końcu bym poległa i tak było. Szkoda życia, ja nie chcę w życiu grać, udawać, prowadzić jakiś specjalnych taktyk by uzyskac miłość czy zainteresowanie faceta. Jestem juz po 40 , i sądzę, że jestem w stanie być szczęśliwą bez względu na fakt podsiadania czy nie faceta. Jak mi sie uda znaleźć i pokochac partnera to super ale to jest na dalszym planie, teraz najważniejsza dla siebie jestem ja sama. Uczę sie jak sobie miło i wygodnie żyć, dbam o siebie, szanuję siebie, uczę się siebie na nowo i taką juz chcę pozostać, jeśli pojawi sie facet, który będzie akurat takiej kobiety szukał i spełni też moje wymagania to chętnie spróbuje, ale już nigdy nawet cząstki siebie nie zmienie dla faceta, owszem mogę byc elastyczna ale zawsze taka sama.

Zgadzam się z tobą Aneczka.
Mnie wystarczyła rola sprzątaczki , kucharki, niani do dzieci ..... o nie !  kolejnej roli bym nie zniosła ! Dlaczego to znowu kobieta ma grać, by coś zmienić. Dlaczego to facet nie może grać fajnego partnera dla kobiety, którą wybrał za swoją partnerkę i matkę swoich dzieci.
Wychodzić z domu by on zatęsknił ? zauważył ?  - po kilkunastu latach małżeństwa to nie działa. Zapewniam Was, że facet świetnie wykorzysta ten czas bez Was np: na telefon do przyjaciółki a jak takowej nie posiada to do przyjaciela. A jak nie ma przyjaciela to są jeszcze kanały sportowe i filmowe w TV a młodsi wiekiem to chętnie przy kompie spędzą czas.

6 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Nam NIE WOLNO KRĘCIĆ ŻADNYCH FILMÓW!!!!! NEVER EVER!

To ONI mają kręcić film - z nami w ROLI GŁÓWNEJ lol To oni mają poczuć motyle, zabiegać i pokazywać jak im zależy.

ŚWIĘTE SŁOWA NIEKOCHANA !!!!

6 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:
1Aneczka napisał/a:

Odkąd "przejżałam na oczy" to staram sie zrozumieć to moje zachowanie, czemu taka głupia byłam, skąd to wynika. Wypadło by przeanalizowac to moje dzieciństwo i przyznam, że nie wypadło najlepiej, szkoda mi siebie. Pozwólcie, że opiszę dwie historie, które bardzo zapadły mi w pamięci. Działo się to w starym domu czyli miałam około 5-6 lat. Lato w pełni i moja mama, która się do mnie nie odzywa. Nie pamiętam co przeskrobałam (co może takiego przeskrobać małe dziecko!!). Nie odzywała się do mnie już kilka dni, ciągle starałam sie do niej zbliżyć ale mnie odpychała, było mi bardzo źle i przykro, bardzo się bałam tej sytuacji, zupełnie nie wiedziałam co mam już robić by się tylko do mnie odezwała. Mama leżała na leżaku i się opalała a ja podeszłam do niej i znowu zaczęłam prosić by się do mnie odezwała, ona nic i ja w koncu uklękłam przed nią (jak w kościele) i wyjąc (dosłownie) błagałam (dosłownie) by się do mnie odezwała bo już nie mogę wytrzymać. Wpadłam w końcu w jakieś spazmy i ona w końcu się podniosła i powiedziała, że no dobrze odezwie się ale żebym sobie to zapamiętała. (oj zapamiętałam)
Druga historia jest w podobnym czasie. W rogu ogródka rosły bzy, tak fajnie się uformowały , że w srodku była wolna przestrzeń tak około  2 metry na 2 metry. Ja bawiłam sie tam i postanowiłam zrobic mały domek, pozamiatałam, poukładałam z cegieł "niby stół" i krzesła, przydźwigałam kawałek starego konaru by robił za kanapę, przyniosłam kwiaty i ustroiłam nimi całą przestrzeń, bardzo sie napracowałam i byłam zadowolona z tego domku, postanowiłam pochwalić się mamie. Bardzo długo ją prosiłam by przyszła obejrzeć moje dzieło, ona ciągle zajęta i zajęta. W końcu przyszła, biegłam przed nią w podskokach, tak się cieszyłam a ona jak to zobaczyła to zaczęła wrzeszczeć na mnie, że naznosiłam jakiś starych śmieci w krzaki i natychmiast mam to posprzątac bo inaczej będzie ze mna krucho. Zawalił się cały mój świat.
Przyznam, że mam teraz łzy w oczach jak sobie to przypominam, mam jeszcze jedna historię ale nie wiem czy dam radę o niej pisać

Niestety niedojrzali psychicznie i emocjonalnie nasi rodzice wypaczyli nam i naszą psychikę i ta trauma z dzieciństwa ciągnie się za nami przez lata i popełniamy podobne błędy choć nie chcemy bo mamy w pamięci "tamto", potem nasze dzieci i ich dzieci i "chore" kółko się kręci.

Mój ojciec alkoholik poszedł ze mną na mecz piłkarski, byłam malutka, leżałam w wózku, i tak się rozentuzjazmował tym meczem że bagatelka, pojechał do domu bez wózka, dopiero tam przypomniał sobie o mnie...

Miał mnie odebrać z przedszkola, bo mama do późna pracowała i też zapomniał, byłam w domu kieroniczki przedszkola, tam odebrała mnie mama, było już późno.

Wiem, ze to nie to miejsce na te sprawy. Ale moj tata tez mnie zapominal odebrac. I juz kilka razy kladli mnie spac u przedszkolanek. Mama w srodku nocy mnie szukala. Do tej pory mam lek jak ktos sie spoznia. Potrafil mnie zostawic sama w domu jak mialam 5 lat i wyjsc do kumpli.

6 710 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-06 23:45:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
majusia napisał/a:

Do tej pory mam lek jak ktos sie spoznia.

Mam to samo. Ja nigdy się nie spóźniam i nie cierpię spóźnialskich.
Niedawno miałam poważną sprzeczkę z kimś bliskim z tego powodu sad Nie rozumie, że można się denerwować o 5 minut...
A ja mówię, że przecież wystarczy wysłać sms i już jestem spokojna.
Ja w ogóle nie lubię, jak ktoś bliski mi "znika"  hmm Nie jestem upierdliwa - wystarczy mi lakoniczne info, że wszystko jest OK.

6 711

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
1Aneczka napisał/a:

Ja, przyznam szczerze, już gre przerobiłam i to nie był dla mnie dobry sposób.

Zgadzam się z tobą Aneczka.
Mnie wystarczyła rola sprzątaczki , kucharki, niani do dzieci ..... o nie

Wychodzić z domu by on zatęsknił ? zauważył ?  - po kilkunastu latach małżeństwa to nie działa. Zapewniam Was, że facet świetnie wykorzysta ten czas bez Was np: na telefon do przyjaciółki a jak takowej nie posiada to do przyjaciela. A jak nie ma przyjaciela to są jeszcze kanały sportowe i filmowe w TV a młodsi wiekiem to chętnie przy kompie spędzą czas.

Cholerka, chyba mój największy problem to KOMUNIKACJA
Jeżeli WY mnie nie rozumiecie o czym ja piszę, to gdzie leniwy i znudzony jeszczemójmąż może pojąć o co mi biega?
Dziewczyny, naprawę tak skomplikowanie piszę, że nie wiecie o co mi chodzi?

zofia282 piszesz o mnie:Wychodzić z domu by on zatęsknił ? zauważył ?

Ja wyszłam z domu żeby on zatęsknił i zauważył?!

Pożyczę słowa od Niekochanej NEVER EVER!
Minęły te czasy. Nie zwracam uwagi na nigo. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie.
Wtedy, kiedy to pisałam leżałam rozmemłana w łóżku przy kompie i mogłam tak spędzić niedzielę!
ALE już NEVER EVER!
Szybko fajny ciuch , obcasy , samochodzik, kompankę i w "świat"!!!
Niedziela była przecudna! Wróciłam radosna i pełna życia!

Każdy inaczej będzie definiował " swoje granie"
Moje granie, to jest moje granie  tylko i wyłącznie dla siebie.
Nawet nie chce mi się pisać o M. ani przez chwilę w niedzielę nie pomyślałam o nim, do momentu kiedy wróciłam do do mu niestety, gdzie leżał z ...wiadomo..

zofia282  piszesz:
"Zapewniam Was, że facet świetnie wykorzysta ten czas bez Was np: na telefon do przyjaciółki a jak takowej nie posiada to do przyjaciela. A jak nie ma przyjaciela to są jeszcze kanały sportowe i filmowe w TV a młodsi wiekiem to chętnie przy kompie spędzą czas "

No i powodzenia, a niech nawet do Lady Gagi dzwoni!!!
Ja mam to najserdeczniej!!!

Tutaj chodzi cały czas o mnie: o siebie dbam, o siebie się martwię, siebie kocham  i chcę jeszcze troszeczkę korzystać z życia. Ja Grejs jestem fajna, naprawdę...
Najgorzej mi ruszyć d..pę, ale jak  ruszę ...to ruszę.

No i już muszę właśnie ruszyć o rany 06:59 !!!

hm... całuski !!! smile

Widzę , że moja bardzo słaba strona to przekazywanie informacji, muszę nad tym popracować!!!

6 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
majusia napisał/a:
maxi napisał/a:
1Aneczka napisał/a:

Odkąd "przejżałam na oczy" to staram sie zrozumieć to moje zachowanie, czemu taka głupia byłam, skąd to wynika. Wypadło by przeanalizowac to moje dzieciństwo i przyznam, że nie wypadło najlepiej, szkoda mi siebie. Pozwólcie, że opiszę dwie historie, które bardzo zapadły mi w pamięci. Działo się to w starym domu czyli miałam około 5-6 lat. Lato w pełni i moja mama, która się do mnie nie odzywa. Nie pamiętam co przeskrobałam (co może takiego przeskrobać małe dziecko!!). Nie odzywała się do mnie już kilka dni, ciągle starałam sie do niej zbliżyć ale mnie odpychała, było mi bardzo źle i przykro, bardzo się bałam tej sytuacji, zupełnie nie wiedziałam co mam już robić by się tylko do mnie odezwała. Mama leżała na leżaku i się opalała a ja podeszłam do niej i znowu zaczęłam prosić by się do mnie odezwała, ona nic i ja w koncu uklękłam przed nią (jak w kościele) i wyjąc (dosłownie) błagałam (dosłownie) by się do mnie odezwała bo już nie mogę wytrzymać. Wpadłam w końcu w jakieś spazmy i ona w końcu się podniosła i powiedziała, że no dobrze odezwie się ale żebym sobie to zapamiętała. (oj zapamiętałam)
Druga historia jest w podobnym czasie. W rogu ogródka rosły bzy, tak fajnie się uformowały , że w srodku była wolna przestrzeń tak około  2 metry na 2 metry. Ja bawiłam sie tam i postanowiłam zrobic mały domek, pozamiatałam, poukładałam z cegieł "niby stół" i krzesła, przydźwigałam kawałek starego konaru by robił za kanapę, przyniosłam kwiaty i ustroiłam nimi całą przestrzeń, bardzo sie napracowałam i byłam zadowolona z tego domku, postanowiłam pochwalić się mamie. Bardzo długo ją prosiłam by przyszła obejrzeć moje dzieło, ona ciągle zajęta i zajęta. W końcu przyszła, biegłam przed nią w podskokach, tak się cieszyłam a ona jak to zobaczyła to zaczęła wrzeszczeć na mnie, że naznosiłam jakiś starych śmieci w krzaki i natychmiast mam to posprzątac bo inaczej będzie ze mna krucho. Zawalił się cały mój świat.
Przyznam, że mam teraz łzy w oczach jak sobie to przypominam, mam jeszcze jedna historię ale nie wiem czy dam radę o niej pisać

Niestety niedojrzali psychicznie i emocjonalnie nasi rodzice wypaczyli nam i naszą psychikę i ta trauma z dzieciństwa ciągnie się za nami przez lata i popełniamy podobne błędy choć nie chcemy bo mamy w pamięci "tamto", potem nasze dzieci i ich dzieci i "chore" kółko się kręci.

Mój ojciec alkoholik poszedł ze mną na mecz piłkarski, byłam malutka, leżałam w wózku, i tak się rozentuzjazmował tym meczem że bagatelka, pojechał do domu bez wózka, dopiero tam przypomniał sobie o mnie...

Miał mnie odebrać z przedszkola, bo mama do późna pracowała i też zapomniał, byłam w domu kieroniczki przedszkola, tam odebrała mnie mama, było już późno.

Wiem, ze to nie to miejsce na te sprawy. Ale moj tata tez mnie zapominal odebrac. I juz kilka razy kladli mnie spac u przedszkolanek. Mama w srodku nocy mnie szukala. Do tej pory mam lek jak ktos sie spoznia. Potrafil mnie zostawic sama w domu jak mialam 5 lat i wyjsc do kumpli.

Bądźmy konstruktywne w tym co robimy, niech każdy "głos" coś nam da, niech coś z niego wyniknie. Widać po wpisach, że prawie każa z nas miała to dzieciństwo nie takie disneyowskie. Cóz z tego zwynika? Moje przeżycia wiażą się non stop z sytuacjami w których ciągle coś robiłam źle, nic się mojej mamie nie podobało, ciągle musiałam zwracac uwagę na jej humory i dostosowywać  się do sytuacji, dość wcześnie zauważyłam, że nie jestem kochana bezwarunkowo a i po spełnieniu wraunków też nie jest lepiej, z czasem miłośc znałam tylko z telewizjii i bajek, jakżesz za nią tęskniłam, jak wiele sytuacji sobie wyobrażałam i karmiłam marzeniami te moje male serduszko. Jakie ma to przełożenie na moje związki w życiu dorosłym z moim T.? Otóz on na początku znajomości całkowicie wypełnił tą moją ogromną lukę w miłości. Dbał o mnie, mówił słodkie słowa, że mnie podziwia, że mu imponuję, że jestem ładna, zgrabna, powabna i wogóle naj, że całe życie szukał takiej partnerki. Spijałam te jego slowa i ciągle byłam ich głodna.
Całkowicie się temu poddałam. Czy jeśli miałabym normalne dzieciństwo, byłabym w stanie zauważyć, że to tylko słowa? Przecież jak tylko zaczęłam dawać od siebie wszystko dla T. to on w sprytny sposób zabierał mi ten "narkotyczny sen" , jak się buntowałam i chcialam odejść to ponownie ścielił pod moimi nogami ten swój dywan utkany z cudownych słów i zapewnień. Myślę, że zdrowa babeczka odeszła by po pierwszym poważnym konflikcie, albo chociaż po daniu szansy a on by ponownie nawalił. Ja tych szans dawałam mu tysiące i znając siebie dałabym mu ponownie tylko zrozumiałam , że to co on robi to psychopatyczne zachowania w całej rozciaglości i tylko to mnie powstrzymuje od dania kolejnej szansy. Bo gdyby był zwykłym draniem (jak to napisała jedna z nas) to padłabym w jego ramiona po raz kolejny.

6 713

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zastanawiam sie,czy wiecie ,ze nasze chore uzaleznienie od mezczyzny to wspoluzaleznienie...
Czy korzystacie z al-anonu?
Ja narazie czytam was i ksiazke "kobiety ktore kochaja za bardzo".Duzo do mnie dociera.
Trzymam sie.Ale boje sie jak znowu zacznie mnie "urabiac",boje sie tych moich wyrzutow sumienia i mysli,ze biedaczek ma tylko mnie,ze moze teraz juz zrozumial:(-wiem beznadzieja,ale boje sie tego.

Zastanawiam sie powaznie nad terapia dla wspoluzaleznionych-to nie dotyczy tylko zon alkoholikow-tylko uzaleznionych od drugiego czlowieka wogole...

Co o tym sadzicie?

6 714

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Zastanawiam sie,czy wiecie ,ze nasze chore uzaleznienie od mezczyzny to wspoluzaleznienie...
Czy korzystacie z al-anonu?
Ja narazie czytam was i ksiazke "kobiety ktore kochaja za bardzo".Duzo do mnie dociera.
Trzymam sie.Ale boje sie jak znowu zacznie mnie "urabiac",boje sie tych moich wyrzutow sumienia i mysli,ze biedaczek ma tylko mnie,ze moze teraz juz zrozumial:(-wiem beznadzieja,ale boje sie tego.

Zastanawiam sie powaznie nad terapia dla wspoluzaleznionych-to nie dotyczy tylko zon alkoholikow-tylko uzaleznionych od drugiego czlowieka wogole...

Co o tym sadzicie?

Bardzo dobry pomysł. Również oczekuje, że ktoś rozwinie tę myśl

6 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
KarusiaKS napisał/a:

bo to jest droga dla odważnych kobiet i zawsze będę podziwiać wszystkie te, które zmierzają do własego uzdrowienia.

O, tak big_smile:D:D:D

Tak, dla odważnych kobiet. Chcemy nimi być. Próbujemy!

Rozmawiam z moimi koleżankami , znajomymi z pracy (nie mówiąc o swoim problemie) i tylko chcę usłyszeć jak to jest w innych związkach małżeńskich.
Czego się dowiaduję?
Staż 20 i więcej lat małżeństwa i statystycznie niestety jest tak , że faceci mają w większości swoje żony gdzieś!
Nie dbają o nie , nie chcą z nimi rozmawiać, wychodzić na spacery, nie chcą wspólnych wyjazdów... po prostu nie mają potrzeby wspólnego przeżywania życia.
Większość z nich tkwi przy swoich facetach. Pytam czy jesteś szczęśliwa?
Odpowiedź prawie zawsze -NIE
-To dlaczego tak tkwisz, zrób coś z tym.
- Ale co?
Czyli ze mną coś nie halo!!! Bo ja tak nie chcę.
Ciągle brakowało mi i brakuje jego towarzystwa. Byłam i jeszcze jestem zazdrosna o jego czas zmarnowany (moim zdaniem oczywiście) z pilotem w ręku.
One się z tym zgadzają, a ja nie!
Coś ze mną nie tak? Chcę za dużo!
Oni  się nie zmienią, a MY możemy się zmieniać, dążyć do czegoś, drążyć , chcieć, marzyć..Już sama nie wiem!
Może, życie takie po prostu jest po 25-ciu latach ślubu i do obojętności drugiej osoby trzeba  po prostu przywyknąć.
Nuda, smutek, zmarnowany czas.
Mnóstwo mam chęci , pomysłów tylko z kim to zrealizować?
Jestem już bardzo zmęczona tym stanem.
Dziewczyny życzę sobie i WAM odwagi i siły do realizacji SWOJEGO szczęścia! smile
Oj, potrzeba nam tego! smile smile smile

to ja się wtrące .. w takim razie po przeczytaniu tej świętej prawdy doszłam do wspaniałegow niosku! big_smile  jak to dobrze ,że mój były mąz okazał się palantem i mnie zdradził i rozwiedlismy się.. nie psozło to na marne bo mam "nowego" męża, który sie jeszcze nie wypalił, chodzimy na spacery, wszędzie gdzie możemy i kiedy możemy jestesmy RAZEM... jest fajnie.. big_smile.. kurcze...normalnie musze chyba maila napisać z podziekowaniami.. big_smile

6 716

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

zofia282  piszesz:
"Zapewniam Was, że facet świetnie wykorzysta ten czas bez Was np: na telefon do przyjaciółki a jak takowej nie posiada to do przyjaciela. A jak nie ma przyjaciela to są jeszcze kanały sportowe i filmowe w TV a młodsi wiekiem to chętnie przy kompie spędzą czas "

No i powodzenia, a niech nawet do Lady Gagi dzwoni!!!
Ja mam to najserdeczniej!!!

Grejs - KOCHAM CIĘ!

Hmmm... gdybym miała pewność, że odniosę zamierzony skutek - sama zadzwoniłabym w imieniu jeszczemęża i umówiła go na randkę big_smile Będę afirmować to zdarzenie tongue

Malwinko: ja czuję tak samo - nawet niedawno gdzieś to napisała. DZIĘKUJĘ jeszczemężu, że otworzyłeś mi oczka. Przejechałeś co prawda po zamkniętych powiekach żyletką, ale mimo wszystko: DZIĘKUJĘ. lol

6 717

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Zastanawiam sie,czy wiecie ,ze nasze chore uzaleznienie od mezczyzny to wspoluzaleznienie...
Czy korzystacie z al-anonu?
Ja narazie czytam was i ksiazke "kobiety ktore kochaja za bardzo".Duzo do mnie dociera.
Trzymam sie.Ale boje sie jak znowu zacznie mnie "urabiac",boje sie tych moich wyrzutow sumienia i mysli,ze biedaczek ma tylko mnie,ze moze teraz juz zrozumial:(-wiem beznadzieja,ale boje sie tego.

Zastanawiam sie powaznie nad terapia dla wspoluzaleznionych-to nie dotyczy tylko zon alkoholikow-tylko uzaleznionych od drugiego czlowieka wogole...

Co o tym sadzicie?

Kochana - mamy bardzo bogatą bibliotekę w temacie. Jeśli chcesz - skrobnij na mojego maila. Wyslę.

6 718

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Od dzisiaj  będę grała!!!
Zaczynam!
Udaję, ze mi nie zależy a M.
Nie chce mi się wyłazić z domu - będę grała i udaję, że jestem szczęśliwa i zaraz wypicuję się i idę sobie gdzieś (jeszcze nie wiem gdzie)...i  dalej będę pisała w głowie scenariusz, reżyserką będę  sama dla siebie i AKCJA!!!
CYCKI DO PRZODU, GŁOWA DO GÓRY I NIEDZIELA MOJA!



    smile smile smile

Grejs kochana to są Twoje słowa! NIE CHCĘ WYŁAZIĆ, UDAJĘ, ŻE JESTEM SZCZĘŚLIWA - ja przechodziłam przez różne etapy w małżeństwie i także przez ten etap grania. Kocham swój dom, kocham w nim być i nie lubiłam z niego wychodzić a wychodziłam znowu dla niego, nie dla siebie, bo nie miałam planów na spędzenie wieczoru.
Kolejność powinna być taka : mam plany na wieczór( lub dzień) więc wychodzę a ja wychodziłam i dopiero po zamknięciu drzwi zastanawiałam się co ze sobą zrobić - czy iść do koleżanki czy może do galerii ( handlowej). "Na wolnym" kontrolowałam czas powrotu.
Dzisiaj jest inaczej ( jestem już 6 miesięcy sama), dzisiaj mam plan więc wychodzę i nie muszę kontrolować tego czasu, bo jest mi fajnie poza domem, bo lubię być wśród ludzi. Dzisiaj nie muszę zastanawiać się jak mam reżyserować...... dzisiaj zastanawiam jak fajnie zagospodarować MÓJ czas, fajny czas DLA MNIE. Są to wycieczki ( uwielbiam jeździć) czy spotkania w fajnych kawiarenkach z koleżankami (super, że je mam), wyjścia na koncerty do teatru ale już robię to dla siebie !
Jestem w innej sytuacji jak Ty bo ja już pogoniłam faceta. Zrozumiałam , że jest on dla mnie zagrożeniem , że nie fajnie jest mi z nim być. Życie w nerwach skończyło się . Jestem szczęśliwa, że nie ma go już przy mnie natomiast przechodzę przez różne stany jak samotność(ten stan już mam za sobą) jak uczenie się , odkrywanie swoich zainteresowań, pasji, jak zrozumienie tego co się zadziało w moim życiu.

6 719

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia,ale Ci zazdroszczę.
Dziękuję,dajesz mi nadzieję,że kiedyś będzie mi lepiej...

6 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałabym jeszcze poruszyć jeden temat o którym tu się nie mówi - dzieci.
Mój młodszy syn ( 17 lat) był ( i nadal jest ale inaczej) wciągany przez męża w nasze sprawy. Wiele razy mąż go wołał i tłumaczył jak to bardzo ja go krzywdzę swoimi podejrzeniami o kochankę a on jest niewinny i taki biedny i nie ma żadnej kobiety. Kiedy syn słyszał awanturę wywoływaną przez pijanego ojca ingerował stając w mojej obronie i tłumaczył dorosłemu facetowi, że nie można nikogo obrażać i nie ma prawa tak mnie traktować. Kiedy już udowodniłam facetowi zdradę i pogoniłam z domu zastałam syna szlochającego. Pierwsza myśl- boli go coś, druga -przeżywa nasze rozstanie......okazało się, że syn......nie umiał pogodzić się z kłamstwami ojca i tym jak to powiedział : jak on mógł to wszystko Ci robić. Zaskoczył mnie bardzo i dopiero wtedy zrozumiałam, że dzieciaki też cierpiały ! Dzisiaj syn nie wyobraża sobie powrotu ojca do domu i twierdzi iż od dawna wiedział o ''chorobie'' ojca ( o charakteropatii) Wiem, że i on jest szczęśliwszy i spokojniejszy. On też ma poczucie bezpiecznego domu !
Mąż go nadal wciąga w nasze sprawy ale dotyczące płacenia alimentów. Dzwoni do niego ( bo na mnie jest obrażony) i ustala dzień zapłaty ..... i oczywiście zapomina zapłacić i zadzwonić ze słowami : obiecałem ale nie mogę dotrzymać terminu. Doszło do takiej sytuacji po kilku tego typu telefonach, że syn zapytał czy mamy na chleb. Już kilka razy zwracałam mężowi uwagę ale nie przyniosło to oczekiwanych skutków i nadal wciąga syna w swoje chore gierki.

6 721

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Współuzależnienie to współuzależnienie, a uzależnienie to uzależnienie. Al Anon to temat związany z alkoholem, a SLAA jest nam, UZALEŻNIONYM od miłości przypisane, czyli uzależnienie od miłości i seksu.

Uczestniczyłam w terapii gdzie odnajdywali się DDA, AA, SLAA.

Przepraszam za dygresję, ale musimy to odróżniać.

6 722

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja to wiem...ale mam daleko do- www.sanon.pl

dlatego myślałam wesprzeć się w al-anon...

6 723

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Jestem w innej sytuacji jak Ty bo ja już pogoniłam faceta. Zrozumiałam , że jest on dla mnie zagrożeniem , że nie fajnie jest mi z nim być. Życie w nerwach skończyło się . Jestem szczęśliwa, że nie ma go już przy mnie natomiast przechodzę przez różne stany jak samotność(ten stan już mam za sobą) jak uczenie się , odkrywanie swoich zainteresowań, pasji, jak zrozumienie tego co się zadziało w moim życiu.

Wszystko fajnie...tylko czuję w Twoich postach smutek?

6 724

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Grejs - KOCHAM CIĘ!

Lepiej już gadam co?
Zdrowieję Niekochana, zdrowieję i coraz silniejsza jestem!!! smile
 
    Też Ciebie Kocham!!   smile

6 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Ja to wiem...ale mam daleko do- www.sanon.pl

dlatego myślałam wesprzeć się w al-anon...

Droga, jak najbardziej smile

6 726

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Grejs - KOCHAM CIĘ!

Lepiej już gadam co?
Zdrowieję Niekochana, zdrowieję i coraz silniejsza jestem!!! smile
 
    Też Ciebie Kocham!!   smile

Gadasz jak trza!
Widziałam dziś Twój awatar na półce w księgarni... Od razu o Tobie pomyślałam smile

6 727

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
grejs napisał/a:

Wszystko fajnie...tylko czuję w Twoich postach smutek?

I masz rację, jest we mnie pełno smutku (poza radością, że nie jestem z mężem). Ja sięgnęłam emocjonalnego dna i podnoszenie się wcale nie jest łatwe. W moim życiu mąż narobił dużo bałaganu i nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się to wszystko poukładać. Na dzień dzisiejszy : cieszę się, że nie jesteśmy już razem i nie interesuje mnie co on robi z kim jest z kim mieszka, potrafię mieć czas dla siebie fajnie zorganizowany, odświeżam znajomości, zaczęłam terapię u psychologa ( to kolejne podejście poprzednie nic nie wniosły, nic mi nie dały), jestem spokojniejsza, pewniejsza, zaczynam mieć swoje zdanie którego nie boję się powiedzieć głośno.
Na dzień dzisiejszy : nie mam odpowiedzi na wiele pytań dotyczących tego co się zadziało w moim związku, co się zadziało ze mną, przygotowuję dom do sprzedaży (wiele rzeczy robię sama + brak fachowców do małych remontów), bardzo martwię się alimentami tzn. tym kiedy mąż przestanie je płacić a przestanie tego jestem pewna - to leży w jego naturze ( nie płaci swoich zobowiązań), muszę podjąć pracę (20 lat byłam gospodynią domową) a jak podejmę to czeka mnie spłacanie długów, które on zaciągnął (mąż pracuje na czarno więc komornicy nie ściągają z jego pensji bo jej nie ma a będą ściągać z mojej), rozczarowana jestem jego brakiem kontaktów z dziećmi (no tak przecież ich nie kocha bo nie wie co to miłość ale mimo wszystko boli mnie to), rozczarowana też jestem sobą i zła na siebie - jak mogłam żyć i kochać psychopatę, jak wcześniej nie zorientowałam się! Mam sporo spraw do uporządkowania po nim ( w dokumentach, opłatach no i długi! np. będę spłacała dług za pobyt jego matki w domu opieki społecznej. Kobieta ma 4 dzieci ale to ja będę spłacała to zobowiązanie- nieźle się urządziłam !) Powodu do smutku jest jeszcze trochę ........ale nie chcę już o tym myśleć i pisać.
To forum daje mi siłę, zrozumienie i bardzo Wam chcę podziękować za to, że jesteście i wspieracie jedna drugą i tłumaczycie aż do skutku.

6 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zosiu,mam nadzieje ze masz wyrok sadowy w sprawie alimentow.
Jesli nie,to szybko zaloz sprawe.Sad zobiwiaze do placenia-zdrowy mezczyzna moze pracowac.
A jesli nie bedzie placil,to do komornika i z zaswiadczeniem o nieskutecznosci egzekucji idz do opieki i wtedy oni Ci placa,a jemu dlug bedzie rosl.

6 729 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-08 12:43:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:

Cześć wszystkim.
Odpowiedział- Nakręca nas fakt , że możemy wam  zrobic i powiedzieć wszystko a wy i tak dalej będziecie prać i gotowac z tymi łzami w oczach, czujemy się wtedy nad wami, wystarczy skinąc palcem, skoczyć po kwiatek i juz jesteście łaskawe w naszych oczach jesteście szmaty i nas kręci POSIADANIE takiej szmaty.Dlatego nie chcemy byście odeszły, wcale nie dlatego ze was kochamy ale dlatego że wyzwalacie w nas to poczucie władzy które dla faceta jest cholernie ważne.

Mnie się wydaje, że to jakiś wyjątkowy zwyrodnialec rozmówca Ci się trafił. Bo tak nie jest, a jak jest to jest to nienormalne. A jeśli my się na to godzimy to co? Chodzi o to, żeby się nie godzić na takie traktowanie i do widzenia.

Facetów nie ma co porównywać. Oni po prostu są inni. A jak są szujami to trza im pokazać co się o tym myśli. Żadna kobieta nie jest niczyim niewolnikiem, chyba, że da się w taką rolę ubrać. To jest decyzja tych, które sobie na to pozwalają. A tak nie musi być. Trzeba tylko chcieć to zmienić i zrobić to. Takiego pajaca także da się pogrążyć, bo brak podporządkowania często bywa dla niego ciosem poniżej pasa i wtedy dopiero zaczyna wariować. I wtedy dopiero widzimy kim jest.

6 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:

Faktycznie ten mój post jest bardzo przykry ale niestety prawdziwy. Oczywiście nie wszyscy są tacy, ale myślę, że partnerzy tych które to czytają tak...bo inaczej by tych kobiet tu nie było.Ja nie uważam facetów za biednych zwierzaczków bo to są straszne drapiezniki. Myślę, że właśnie lekceważenie ich jest totalnym błędem, oni uwielbiają jak ma się ich za biedaków , którzy nawet nie wiedzą gdzie chlebak w domu stoii. Właśnie o to chodzi....on taki biedny , skaleczył się skorupką od jajka to następnym razem mu podam obrane......i same sobie robimy robotę:). Wcale też nie podziwiam kobiet, które owinęły sobie facetów wokół palca i oni skaczą koło nich jak pajacyki , ja preferuję związki partnerskie dużam dam i tyle samo chcę otrzymać, nie kręci mnie posiadanie w domu "troków od kaleson" ale sama " szmatą" też juz nie chcę być.
Mężczyźni doskonale potrafią wszystko zrobić i o nas dbać i nas kochać każda z nas pewnie przeszła okres w którym była tą najważniejszą!!! Czy wtedy prała? prasowała? podawała kanapeczki?sprzątała w brudnych dresach dom na świeta? No watpię, ja w tym czasie jak mój T. mnie kochał to byłam zapraszna przez niego do restauracji, zabierana do teatru, na romantyczne spacery, kolacje i seks do białego rana, a tą jego wygniecioną koszulę zamiast prasować to rano zakładałam na siebie by po chwili on ze mnie ją zdarł w miłosnym uniesieniu, do tego wtedy służyła jego koszula, to ja jej  nadałam inne znaczenie. To ja sama zaczełam je prasować bo myślałam że go uszczęśliwię tym.
Oczywiście nadal jestem zwolenniczką czystego domu, zadbanych dzieci, uprasowanych koszul ale nie jako "szmata" niewolnica chama tylko pełnowartościowa kobieta- partnerka i tego pragnę.

No i o to chodzi.
A jak sobie jajka nie potrafi obrać, to trzeba je dawać tyle razy, aż się nauczy smile

6 731 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-08 12:55:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:

Mam dzisiaj taki dzień na przemyślenia i opisze jeszcze jedną sytuację. Dotyczy zupełnie innej strony zagadnienia, może już jako matki popełniamy pewne błędy za które cierpią potem kobiety naszych synów.
Ja mam córkę więc nie wiem jak się wychowuje syna ale moja koleżanka kupiła dla swojego syna kanarka (dzieciak chciał i już) oczywiście po paru dniach synek znudził się ptaszkiem i większosć prac wykonywała ona. Po jakims czasie  przy sprzątaniu klatki kanarek uciekł. Basia pobiegła do sklepu kupiła jakąś zabawkę i po południu zawołała swojego synka (w zanadrzu trzymała nową zabawkę by zmniejszyć cierpienia synka)powiedziała mu, że kanarek niestety uciekł , dodała do tego jakąs historyję, że pewnie znalazł innego kolegę ptaszka i razem gdzieś tam w świecie sobie latają ( to wszystko by zmniejszyć potencjalne przykre przeżycia związane ze stratą kanarka i obawą, że się samotnie błąka gdzieś) a on wyrywając  jej z ręki nowa zabawke powiedział tylko - NO TO JAK ŻEŚ GO PILNOWAŁA!. i to wszystko.............
Sama jestem matką i wiem co to miłośc matczyna, bezwarunkowa na zawsze itp ale pomyślmy czasami co za zasady i zwyczaje wpajamy naszym dzieciom.

A ja tu widzę, że syneczek za grosz szacunku do matki nie ma. Ale przykre.

Prokurator_szacka jak nie umie włączyć pralki to niech sobie tarę kupi to zrozumie co to pranie.

6 732

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
szansa napisał/a:

Witam,

Długo zastanawiałam się, czy udzielić głosu w wątku .
Czytam historie osób , zastanawiam się, na ile forum może pomóc.
Jestem kobietą porzuconą . Zdradzoną .
Ból , który jest we mnie,  nie mija. 15 letni staż małżeński , dorastające dziecko .
Nastąpiła wymiana. Znudziłam się mężowi . Nowa zdobycz podobno bardziej o " niego dba " . Jest z nią szczęśliwy.
Dzisiaj usłyszałam mnóstwo przykrych słów, niesprawiedliwych , oczerniających mnie .
Już wiem, że ten człowiek mnie nie kocha .
Był moim życiem.


Wiem, że czas jest potrzebny, by móc w miarę normalnie funkcjonować.   Straciłam sens .
Zastanawiam się, kim jest kobieta, która odebrała ojca dziecku.
Kim był mój mąż ?


Nie przypuszczałam, że " odtrącenie" może tak bardzo boleć.

Przyszło mi do głowy właśnie, że jak się dał zabrać to co to za ojciec.

6 733 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-08 13:44:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
invisible napisał/a:

Mój brat stosował wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną. Pamiętam któregoś razu (ta sytuacja pozostanie w mojej głowie do końca życia) uderzył mnie młotkiem z boku w głowe, bo i tu uwaga!! krzywo trzymałam ramke gdy on ją chciał naprawić bo zepsuł i bał się rodziców. Miałam wtedy może z 5 lat, do tego pobiegłam w tym momencie do matki (upojonej alkoholem, która nienawidziła mnie tak samo bardzo jak on) chciałam sie przytulić a ona powiedziała do mojego brata odpychając mnie rękami "wez ją to przez nią ojciec jest taki zły, to ona jest złem wcielonym"-mój ojciec też pił, tygodniami do domu nie wracał, ale jak był to uznawał mnie za swoje oczko w głowie. Moje pytanie teraz, skąd 5 latka mogłaby sie stać złem wcielonym? i do tego w jaki sposób 5-latka może byc winna kłótniom małżeńskim? ale z takim poczuciem winy żyłam do niedawna..

pamiętam te ucieczki pod stół gdy ojciec wychodzil do pracy. Zostawałam z bratem sadystą, który sie nade mna znencał wyzywal od grubych pustych szmat(byłam i jestem b. szczupłą osobą), bił i karcił (nie wiem za co) i matką, która mu na to zezwalała i tez nie oszczędzała obelg w moją strone. Ja po prostu zawsze byłam ta zła, ta przez, którą jest całe zło w rodzinie

Nienawidziłam swojego ciała-bo wiecznie brat mnie wyzywał i matka, która stala za nim murem, próbował mnie zmuszać do różnych gierek seksualnych-mam za to obrzydzenie do niego..matka tego nie widziała.


Ja bardzo przepraszam, że tyle naprodukowałam od siebie. Chciałam jedynie oddzielić swoje wnioski a nie widzę możliwości wklejać po kolei kilku waszych postów w mój jeden, może czegoś nie potrafię smile
Nienawidziłam siebie-wiecznie byłam uznawana za tępą idiotke "bez mózgu".

Oj znam to, znam. To tak bardzo boli.

Mogę o coś zapytać? Co robi teraz twój brat?

Ilekroć przypominamy sobie o tamtych sprawach nie jest nam miło, jeśli nie pamiętamy lepiej nie szukać.

l_ukrecja ja znam to poczucie winy, ale to jest sztuczna rzecz, ono powstaje wtedy, kiedy być go nie powinno. Niektórzy ludzie robią straszne rzeczy i tego poczucia nie mają, a my ofiary mamy. Zauważyłaś?

6 734

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
1Aneczka napisał/a:

Cześć wszystkim.
Odpowiedział- Nakręca nas fakt , że możemy wam  zrobic i powiedzieć wszystko a wy i tak dalej będziecie prać i gotowac z tymi łzami w oczach, czujemy się wtedy nad wami, wystarczy skinąc palcem, skoczyć po kwiatek i juz jesteście łaskawe w naszych oczach jesteście szmaty i nas kręci POSIADANIE takiej szmaty.Dlatego nie chcemy byście odeszły, wcale nie dlatego ze was kochamy ale dlatego że wyzwalacie w nas to poczucie władzy które dla faceta jest cholernie ważne.

Mnie się wydaje, że to jakiś wyjątkowy zwyrodnialec rozmówca Ci się trafił. Bo tak nie jest, a jak jest to jest to nienormalne. A jeśli my się na to godzimy to co? Chodzi o to, żeby się nie godzić na takie traktowanie i do widzenia.

Facetów nie ma co porównywać. Oni po prostu są inni. A jak są szujami to trza im pokazać co się o tym myśli. Żadna kobieta nie jest niczyim niewolnikiem, chyba, że da się w taką rolę ubrać. To jest decyzja tych, które sobie na to pozwalają. A tak nie musi być. Trzeba tylko chcieć to zmienić i zrobić to. Takiego pajaca także da się pogrążyć, bo brak podporządkowania często bywa dla niego ciosem poniżej pasa i wtedy dopiero zaczyna wariować. I wtedy dopiero widzimy kim jest.

Powiem szczerze, że na początku też uznałam iż mój rozmówca to chyba jakiś nienormalny, ale potem przeanalizowałam pod tym kontem cały mój związek z T. i przyznaję  bez bicia-nic dodać nic ując, robiłam wszytsko co chciał, jak się zbuntowałam to dostałam kwiatek, albo słowa-cuda, albo wypad do restauracji, albo pierścionek-przeprosinowy i dalej było tak samo. Ja tam się przyznaję bez bicia że byłam traktowana jak ta "szmata" i juz. Teraz po mojej wyprowadzce i I sprawie w sądzie tez chciał mnie przekupić (sprawy mieszkaniowe , samochód, oczywiście terapia i całe te trele-morele) oczywiście jako jedna z was zgodziłam się na próbe ale nie wprowadziłam sie do niego i to mnie uratowało. W porę "przejżałam" i wysłałam pismo o przywrócenie sprawy rozwodowej.

6 735

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, ale czemu to my mamy "poddawać facetów obróbce"? Czemu w dzisiejszych czasach matki nie wychowują swoich synów? Bo to jest ewidentnie wina wychowania! Kobiety startujące w dorosłe życie są zaradne, a chłopaki - dwie lewe ręce!
Powiem Wam tylko, że ja w swoim związku od początku czułam presję przyszłych teściów, że ukształtuję ich syna. A skoro mi się nie udało to od kilku miesięcy się do mnie nie odzywają...

6 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A no mnie też chciał zeszmacić i szmacił niejednokrotnie. Ale skończyło się. Sprawy doszły do pewnego momentu kiedy powiedziałam dość, a to zasługa okoliczności sprzyjających. Kiedy to uwierzyłam, że dam radę sama, że szkoda życia.

A może to panowie powinni wychowywać synów? Tacy ułożeni panowie.

Prokurator... żartujesz? Spodziewali się, że będziesz im dziecko wychowywać? A oni co robili całe życie?  To już są jaja.

Dziewczyny polecam Wam książkę, a w zasadzie dwie. Pierwsza to "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby do nas mówiły". A druga "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły".
Pierwsza to raczej poradnik, a druga w sumie też poradnik, ale można powiedzieć z akcją. Powiem Wam coś pięknego i niesamowitego zarazem.
Bo to nie o to chodzi, żeby mieć całodobową kontrolę nad dziećmi, chodzi o zaufanie i samodzielność. SAMODZIELNOŚĆ Panowie!!!!
I książkę tą należy zadedykować rodzicom, którzy skrzywdzili swoje dzieci usługującym im i nie ucząc życia. Powody są nieważne. Chodzi o to, że to wcale nie wymaga opieki całodobowej. Każdy ma mieć do zrobienia swoje, bo ma swoje. (Tutaj wypada przytoczyć jeszcze jeden tytuł "Życie samotnego rodzina. 50 praktycznych rad). Dorośli mają dom na głowie, a dzieci zadania, naukę i przy domowych sprawach też mogą pomóc, bo póki są małe i chcą trzeba im pozwolić. Nie oznacza to, że będą wszystko od razu robić perfekcyjnie, ale jeśli nie spróbują i nie będą tego robić to się nauczą".

Ja mam teraz "partnera", który nigdy nie mył kibla za przeproszeniem, który mówi, że tego, tamtego nie umie.
Krótka piłka. Pyta mnie co na kolację, a ja na to, że nie umiem gotować, kroić chleba i mam dwie lewe ręce... Przykro mi. Ja nie jestem służący automat do obsługi lenia śmierdzącego pt. "Nie umiem..." Nie ma. I nie obwiniam jego mamy, ale wiem, że to poniekąd z domu wychodzi. Wiem też, że ona nie miała czasu. Pytanie brzmi, oczywiście przy założeniu, że są rzeczy na których jej zależy, przypuśćmy umycie naczyń, porządek. Czy przy tym założeniu i pokazaniu schematu i poszczególnych wartości. Czy w tych okolicznościach dając dzieciom wzorzec one nie robią tego?
Ja mówiłam zawsze mojemu synkowi, żeby starł jak wyleje, żeby podniósł jak spadnie i sama to robiłam. I co jest teraz? Nie muszę mówić. Bo on to już wie, że dla mnie to ważne. I nie rozkazy, a okazanie tego, że to dla nas ważne, że czujemy się dobrze kiedy mamy porządek, czy to, czy siamto. Właśnie to powoduje, że ludzie, którym zależy dbają o to, żebyśmy się czuli dobrze. Tutaj chodzi także o szacunek.
I wydaje mi się, że kiedy mój partner wie, że to czy tamto jest dla mnie ważne i wie, że pewne rzeczy mnie drażnią więc jeśli ich nie zrobi, czy też zrobi (np. rozrzuca skarpetki i tak leżą cholera wie ile) to oznacza dla mnie, że nie ma do mnie szacunku. On ceni spokój, a ja porządek (nie sprzątanie a posprzątane, bo on tego nie rozumie, ale z przekory chyba, nie raz powiedział, że jak lubię sprzątać to niech se sprzątam...buuuu). Więc mówię, że chyba nawet do siebie nie ma szacunku, skoro wie, że kiedy on robi mi na złość to ja się denerwuję i nie raz głos podniosę.( Ale (SUKCES!!!) ostatnio bez krzyków wszystko na spokojnie.) A skoro jest rumor to nie ma spokoju, który dlań jest tak ważny. I kto tu komu krzywdę robi?
Ale ostatnio jestem spokojna i mam stosunek analny do jego nieróbstwa i za niego nie zrobię nic, chyba, że robimy wspólnie. On jedno, a ja drugie.
I tyle. Ale wie, że jest czas, że musi i nie ma zmiłuj.

6 737

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...
Ja wcale nie żartuję! Tak właśnie było. Mówienie, że my na Ciebie liczymy, że on dzięki Tobie będzie miał motywację, że będzie chciał się uczyć, że będzie chciał pracować, że zrozumie co jest w życiu ważne. To jest cholernie obciążające jeżeli ktoś na poczatku związku zwala na Ciebie całą odpowiedzialność za drugą osobę. Kiedyś jeszcze jego tata powiedział mi, że to jest trudne dziecko właśnie przez to, że jest z rozbitej rodziny i ja powinnam zdawać sobie z tego sprawę. Matka w trudnych chwilach zawsze mówiła, że on to ma po ojcu bo przecież ojciec to zło wcielone. Długo by o tym wszystkim pisać, ale zostałam postawiona w miejscu, gdzie każdy kazał mi sobie zdawać z czegoś sprawę i przyjąć wszystko tak jak jest, albo poczekać aż ukochany wydorośleje (jego mama zawsze tłumaczy wszystkie jego błędy niedojrzałością...). Czyli mi nie wolno nic oczekiwać.
I teraz pojawia się pytanie, kto jest winny takiej sytuacji? To bardzo dobrze, że są kobiety takie jak Ty, które interesują się, co wyrośnie z ich dzieci. Ale ile ich jest? Widać za mało, skoro dookoła masa jest popaprańców, którzy nie tylko nie sprzątają po sobie skarpet (bo to mogłabym przeboleć), ale nie szanują drugiego człowieka, nie szanują swoich kobiet, kłamią, zdradzają, itd. Czy ja mogę mieć pretensje do mojego narzeczonego za to jak został wychowany? Co ja mogę zrobić? Właściwie nic... Dlatego teraz jest ten czas, że staram się wszystko przemyśleć na spokojnie i wyleczyć się z chorej miłości, żeby kiedyś wrócić do normalnego życia.

6 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:

to ja się wtrące .. w takim razie po przeczytaniu tej świętej prawdy doszłam do wspaniałegow niosku! big_smile  jak to dobrze ,że mój były mąz okazał się palantem i mnie zdradził i rozwiedlismy się.. nie psozło to na marne bo mam "nowego" męża, który sie jeszcze nie wypalił, chodzimy na spacery, wszędzie gdzie możemy i kiedy możemy jestesmy RAZEM... jest fajnie.. big_smile.. kurcze...normalnie musze chyba maila napisać z podziekowaniami.. big_smile

No i super!
Trzymam się tej wersji!
Koleżanki z forum bierzemy przykład i wierzymy . Od razu nam lżej będzie przechodzić całe stadium wyleczenia z psychofaga!

W ostatniej Olivii tematem miesiąca jest
              MAŁŻEŃSTWO PO RAZ DRUGI CZYM RÓŻNI SIĘ OD PIERWSZEGO
a TAM między innymi co mi się spodobało: ..."z analiz Judith S.Wallerstein wynika, że połowa badanych przez nią  rozwodników znalazła szczęście w drugich małżeństwach
Jak im się to udaje?
-Nieudane małżeństwo nas nie zabije, ale wzmocni wtedy, gdy potraktujemy je jak cenną lekcję.Owszem bardzo kosztowną i często wyniszczającą, ale z drugiej strony bez tej lekcji
i wyciągniętych z niej wniosków nie byłoby potem szczęśliwego życia w kolejnym związku.."

Jest jakaś nadzieja dla nas... i do tego żywy przykład Malwiny69  smile smile smile

6 739

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
grejs napisał/a:

Wszystko fajnie...tylko czuję w Twoich postach smutek?

I masz rację, jest we mnie pełno smutku (poza radością, że nie jestem z mężem).
Powodu do smutku jest jeszcze trochę ........ale nie chcę już o tym myśleć i pisać.
To forum daje mi siłę, zrozumienie i bardzo Wam chcę podziękować za to, że jesteście i wspieracie jedna drugą i tłumaczycie aż do skutku.

Zofio, ja zdrowieję i jestem coraz silniejsza dzięki WAM!

Myślę, że tak jak piszesz najważniejsze jest to,że jesteś już bez niego. Teraz porady. Może nie jest wszystko takie czarne. Pytaj. Tutaj dziewczyny bardzo dużo wiedzą i pomogą. Tylko co Tobie potrzeba? Pisz.Wiem, że jak będzie coś czego nie będziesz chciał  opisywać na forum, to przejdziesz na prywatną skrzynkę. Próbuj...
Będzie dobrze.. smile

6 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
grejs napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Grejs - KOCHAM CIĘ!

Lepiej już gadam co?
Zdrowieję Niekochana, zdrowieję i coraz silniejsza jestem!!! smile
 
    Też Ciebie Kocham!!   smile

Gadasz jak trza!
Widziałam dziś Twój awatar na półce w księgarni... Od razu o Tobie pomyślałam smile

A ja:
Kupiłam z córką film AMELIA,  a tam avatar Zazdrości. Tak, zakodowałam ten avatar, że wieczorem mówię córciu, to chodź włączyć film ZAZDROŚĆ

ONA do mnie:
- Mamo jaka ZAZDROŚĆ? przecież to Amelia, skąd wymyśliłaś jakąś ZAZDROŚĆ
Już ja wiem skąd, ale zamilkłam, a ta twarz to już dla mnie zawsze będzie ZAZDROŚĆ!!!

             Całuski Niekochana!!!

6 741

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzisiaj przepłakałam pół noc z żalu, mam ogromny żal do siebie i poczucie winy, nie mogę zrozumieć dlaczego pozwoliłam na złe traktowanie , na krzyki z powodu nie wytartego stołu, pozwoliłam, aby co dzień wpajał mi, że nic nie jestem warta, odebrał moją kobiecość, pozwolił, abym czuła się winna rozpadu naszego małżeństwa....

Boże co ze mną nie tak, że żyłam przez 16 lat z człowiekiem, który uważał, że nie zasługuje na jego szacunek....boli mnie ta "moja zgoda" na taką sytuację...

6 742

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Dzisiaj przepłakałam pół noc z żalu, mam ogromny żal do siebie i poczucie winy, nie mogę zrozumieć dlaczego pozwoliłam na złe traktowanie , na krzyki z powodu nie wytartego stołu, pozwoliłam, aby co dzień wpajał mi, że nic nie jestem warta, odebrał moją kobiecość, pozwolił, abym czuła się winna rozpadu naszego małżeństwa....

Boże co ze mną nie tak, że żyłam przez 16 lat z człowiekiem, który uważał, że nie zasługuje na jego szacunek....boli mnie ta "moja zgoda" na taką sytuację...

Rozumiem Cię doskonale, bardzo Ci współczuję, każdy dochodzi do siebie swoim cyklem ale możesz pomóc sobie, odłuż na chwilke emocje i przeczytaj jedną z ważnych na tym portalu ksiażek 'TOKSYCZNE SŁOWA" Patricia Evans. Uwierz mi pomaga. Dla mnie NRUMER 1. od tego powinnam zacząć bo dopiero po tej lekturze nabieram szacunku do siebie i mój związek z T. nareście WIDZĘ. Jezu tam było całe moje życie, te wszystkie sytuacje dla mnie niezrozumiałe nabrały wymiaru.Z tego co opisujesz myślę, że odnajdziesz tam siebię i kawałek swojego życia. Ksiażka kosztuje 29 pln  ale dla mnie jej wartosć jest bezcenna. Czytałam też "Koniec współuzależnienia" i wiele opracowań. Tak jak Ty nie mogłam tego zrozumieć jak najważniejsza osoba w moim życiu może mnie tak traktowac i powiem szczerze, gdyby nie książki to chyba bym nigdy nie zrozumiała. Własciwie skoro nie mogłam tego pojąć będąc w związku to i po nim miałam nikłe szanse, owszem liczyłam na zapomnienie ale żal, ból, niezrozumienie były ze mną non stop i praktycznie ciągle przeżywałam to na nowo. Czas leczy rany, oczywiście tak, one przysychają, robi sie strup, potem blizna,  dla mnie przyszło kolejne olśnienie, które odwróciło o brakujące 180 stopni (bo pierwsze 180 mialam jak zrozumialam że to psychofag) mój proces rozumienia. Bez zrozumienia tego wszystkiego tylko ciągle wałkowałam wspomnienia, cierpiałam, tęskniłam, wałkowałam, cierpiałam, teskniłam..............teraz wchodze na wyższy level. Jedna z Was napisała, że po tej ksiażce..." nic juz nie będzie takie samo" i kurcze podpisuję się wszystkimi kończynami.

6 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Dzisiaj przepłakałam pół noc z żalu, mam ogromny żal do siebie i poczucie winy, nie mogę zrozumieć dlaczego pozwoliłam na złe traktowanie , na krzyki z powodu nie wytartego stołu, pozwoliłam, aby co dzień wpajał mi, że nic nie jestem warta, odebrał moją kobiecość, pozwolił, abym czuła się winna rozpadu naszego małżeństwa....

Boże co ze mną nie tak, że żyłam przez 16 lat z człowiekiem, który uważał, że nie zasługuje na jego szacunek....boli mnie ta "moja zgoda" na taką sytuację...

Rozumiem Cię doskonale, bardzo Ci współczuję, każdy dochodzi do siebie swoim cyklem ale możesz pomóc sobie, odłuż na chwilke emocje i przeczytaj jedną z ważnych na tym portalu ksiażek 'TOKSYCZNE SŁOWA" Patricia Evans. Uwierz mi pomaga. Dla mnie NRUMER 1. od tego powinnam zacząć bo dopiero po tej lekturze nabieram szacunku do siebie i mój związek z T. nareście WIDZĘ. Jezu tam było całe moje życie, te wszystkie sytuacje dla mnie niezrozumiałe nabrały wymiaru.Z tego co opisujesz myślę, że odnajdziesz tam siebię i kawałek swojego życia. Ksiażka kosztuje 29 pln  ale dla mnie jej wartosć jest bezcenna. Czytałam też "Koniec współuzależnienia" i wiele opracowań. Tak jak Ty nie mogłam tego zrozumieć jak najważniejsza osoba w moim życiu może mnie tak traktowac i powiem szczerze, gdyby nie książki to chyba bym nigdy nie zrozumiała. Własciwie skoro nie mogłam tego pojąć będąc w związku to i po nim miałam nikłe szanse, owszem liczyłam na zapomnienie ale żal, ból, niezrozumienie były ze mną non stop i praktycznie ciągle przeżywałam to na nowo. Czas leczy rany, oczywiście tak, one przysychają, robi sie strup, potem blizna,  dla mnie przyszło kolejne olśnienie, które odwróciło o brakujące 180 stopni (bo pierwsze 180 mialam jak zrozumialam że to psychofag) mój proces rozumienia. Bez zrozumienia tego wszystkiego tylko ciągle wałkowałam wspomnienia, cierpiałam, tęskniłam, wałkowałam, cierpiałam, teskniłam..............teraz wchodze na wyższy level. Jedna z Was napisała, że po tej ksiażce..." nic juz nie będzie takie samo" i kurcze podpisuję się wszystkimi kończynami.

tak trudno oddzielić emocje od rozumu..

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

kurczę czeka mnie długa praca, ja już powoli odzyskuję świadomość, ale jeszcze jestem na takim etapie, że gotowa jestem błagać, żeby mnie nie zostawiał!i dobrze wiem, że jakby wrócił to i tak dalej bym zgadzała się na takie same traktowanie ( to jest dopiero masochizm na własne życzenie) no  niby bym się buntowała, a jednocześnie tkwiłabym w tym pseudo związku, chyba powinnam być wdzięczna mężowi, że nie chce do mnie wrócić, ale kiedy to przestanie tak boleć?

6 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
prokurator_szacka napisał/a:

hm...
Ja wcale nie żartuję! Tak właśnie było. Mówienie, że my na Ciebie liczymy, że on dzięki Tobie będzie miał motywację, że będzie chciał się uczyć, że będzie chciał pracować, że zrozumie co jest w życiu ważne. To jest cholernie obciążające jeżeli ktoś na poczatku związku zwala na Ciebie całą odpowiedzialność za drugą osobę. Kiedyś jeszcze jego tata powiedział mi, że to jest trudne dziecko właśnie przez to, że jest z rozbitej rodziny i ja powinnam zdawać sobie z tego sprawę. Matka w trudnych chwilach zawsze mówiła, że on to ma po ojcu bo przecież ojciec to zło wcielone. Długo by o tym wszystkim pisać, ale zostałam postawiona w miejscu, gdzie każdy kazał mi sobie zdawać z czegoś sprawę i przyjąć wszystko tak jak jest, albo poczekać aż ukochany wydorośleje (jego mama zawsze tłumaczy wszystkie jego błędy niedojrzałością...). Czyli mi nie wolno nic oczekiwać.
I teraz pojawia się pytanie, kto jest winny takiej sytuacji? To bardzo dobrze, że są kobiety takie jak Ty, które interesują się, co wyrośnie z ich dzieci. Ale ile ich jest? Widać za mało, skoro dookoła masa jest popaprańców, którzy nie tylko nie sprzątają po sobie skarpet (bo to mogłabym przeboleć), ale nie szanują drugiego człowieka, nie szanują swoich kobiet, kłamią, zdradzają, itd. Czy ja mogę mieć pretensje do mojego narzeczonego za to jak został wychowany? Co ja mogę zrobić? Właściwie nic... Dlatego teraz jest ten czas, że staram się wszystko przemyśleć na spokojnie i wyleczyć się z chorej miłości, żeby kiedyś wrócić do normalnego życia.

No nie pozostaje nic, jeśli oczywiście on nie chce się zmienić za wszelką cenę i nic do niego nie dociera. Nie pozostaje nic jak pieprznąć tym i odejść.
Ja myślę, że te dziewczyny, które wiedzą jacy to faceci, zrobią wszystko, żeby ich synowie byli inni. Ale mimo wszystko to zbyt mały procent. Bo matki tych popaprańców też są niejednokrotnie żonami i co? Nie zastanawiają się "Co z tego wyrośnie?"

Jestem pełna współczucia dla Ciebie. Teściowie to ci się trafili. Najlepiej tłumaczyć rozwodami, cudami, niedojrzałościami. Jak to się mówi winny się tłumaczy.

6 745 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-09 11:01:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Dzisiaj przepłakałam pół noc z żalu, mam ogromny żal do siebie i poczucie winy, nie mogę zrozumieć dlaczego pozwoliłam na złe traktowanie , na krzyki z powodu nie wytartego stołu, pozwoliłam, aby co dzień wpajał mi, że nic nie jestem warta, odebrał moją kobiecość, pozwolił, abym czuła się winna rozpadu naszego małżeństwa....

Ja bym tu jedno zmieniła mianowicie "pozwolił, aby czułą się winna", według mnie nie pozwolił, a sprawił.

Boże co ze mną nie tak, że żyłam przez 16 lat z człowiekiem, który uważał, że nie zasługuje na jego szacunek....boli mnie ta "moja zgoda" na taką sytuację...

Po prostu stałaś się ofiarą psychola. Skąd mogłaś wiedzieć, moja droga. Nie jesteś winna i nigdy nie byłaś. To jego sprawka, a ty kochałaś i chciałaś o wszystko dbać i robiłaś to. Oto co dostałaś w zamian. Wniosek jaki nasunął mi się po kilku z doświadczeń :Nie można być za dobrym!!!

Nie staraj się zrozumieć, nie warto. I tak tego nie zrozumiemy, bo tego nie da się pojąć rozumem, bo to nie jest normalny mechanizm. Najpierw musisz zacząć od siebie, bo w nas tkwi sedno. Kiedy siebie dobrze poznamy łatwiej nam będzie. Może to brzmi głupio, ale to prawda.
Ktoś kiedyś mi powiedział, że to może w nas jest jakiś problem skoro przyciągamy do siebie "takich" ludzi.

Dziewczyny, chętnie przeczytałabym te "Toksyczne słowa", ale nie wiem czy chcę do tego wracać. Jestem odizolowana od tamtych wydarzeń, ale po co rozpamiętywać. Z drugiej jednak strony to może być całkiem pouczające. Przemyślę sprawę.

6 746 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-09 10:57:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:

Jedna z Was napisała, że po tej ksiażce..." nic juz nie będzie takie samo" i kurcze podpisuję się wszystkimi kończynami.

Hej,
Po której ? Po "Toksycznych słowach" czy tej o "współuzaleznieniu" czy może jeszcze inną masz na myśli?
(Ja przeczytałam "TS" jeszcze będąc w związku , fakt zmieniło się moje myślenie, ale niestety nie na tyle, żeby teraz po rozstaniu nie wałkować, nie tęsknić, nie obarczać się winą itp.,itd. )

6 747

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

Ankinom, Twój błąd polega na tym, że próbujesz zrozumieć JEGO a nie SIEBIE. Od tego zacznij, bo tu jest geneza problemu. On niech swoje problemy rozwiązuje SAM.
Jak zrozumiesz SIEBIE, to nikt więcej w życiu nie podniesie na Ciebie głosu z powodu niewytartego stołu ani nie zastosuje wobec Ciebie żadnej innej formy przemocy emocjonalnej (agresji, zdrady, degradowania Twojej osobowości).
Mam też dla Ciebie dobrą wiadomość - gniew jest tylko kolejnym etapem. Z każdym z nich jesteś do przodu. A gniew na siebie potrafi być bardzo twórczy. Dla mnie był big_smile Polecam.

6 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oj zgadzam się z przedmówczynią (czy też raczej przedpiśmienniczką).
Te wszystkie uczucia oznaczają, że coś się dzieje i o dziwo najważniejsze są te najbardziej skrajne: gniew, złość, frustracja. One napędzają Cię do zmian i jeśli się nie poddasz doskonale Cię zmotywują. Z czasem nabierzesz spokoju i nie raz się uśmiechniesz. Będziesz zadowolona. Nie od razu, ale już niedługo.

6 749 Ostatnio edytowany przez 1Aneczka (2011-09-09 19:44:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

,,,,,,,,,

6 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
ankinom napisał/a:

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

Ankinom, Twój błąd polega na tym, że próbujesz zrozumieć JEGO a nie SIEBIE. Od tego zacznij, bo tu jest geneza problemu. On niech swoje problemy rozwiązuje SAM.
Jak zrozumiesz SIEBIE, to nikt więcej w życiu nie podniesie na Ciebie głosu z powodu niewytartego stołu ani nie zastosuje wobec Ciebie żadnej innej formy przemocy emocjonalnej (agresji, zdrady, degradowania Twojej osobowości).
Mam też dla Ciebie dobrą wiadomość - gniew jest tylko kolejnym etapem. Z każdym z nich jesteś do przodu. A gniew na siebie potrafi być bardzo twórczy. Dla mnie był big_smile Polecam.

ale jak zrozumieć siebie?
były chwile, że czułam ogromny gniew ale po pewnym czasie czułam, że ten gniew obraca się przeciwko mnie...czułam, że mnie zżera od środka...

oj ciężko mi dzisiaj ...

6 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Tarantella napisał/a:
ankinom napisał/a:

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

Ankinom, Twój błąd polega na tym, że próbujesz zrozumieć JEGO a nie SIEBIE. Od tego zacznij, bo tu jest geneza problemu. On niech swoje problemy rozwiązuje SAM.
Jak zrozumiesz SIEBIE, to nikt więcej w życiu nie podniesie na Ciebie głosu z powodu niewytartego stołu ani nie zastosuje wobec Ciebie żadnej innej formy przemocy emocjonalnej (agresji, zdrady, degradowania Twojej osobowości).
Mam też dla Ciebie dobrą wiadomość - gniew jest tylko kolejnym etapem. Z każdym z nich jesteś do przodu. A gniew na siebie potrafi być bardzo twórczy. Dla mnie był big_smile Polecam.

ale jak zrozumieć siebie?
były chwile, że czułam ogromny gniew ale po pewnym czasie czułam, że ten gniew obraca się przeciwko mnie...czułam, że mnie zżera od środka...

oj ciężko mi dzisiaj ...

Oj bardzo cierpisz, to zrozumiałe, że kotlują sie takie pytania w glowie, tak właśnie wygląda proces zrozumienia siebie, jest dość bolesny bo tak naprawdę to wcisnęłaś samą siebie w kąt i służyłaś innym, teraz nadchodzi czas by siebie wyciągnąc, utulic i pozwolic żyć pełnią zycia. To bolesne ale w większosci naszych przypadków wlaśnie tak przebiega. Pozwól sobie na żal, wylewaj łzy ale zawsze staraj sie myślec o sobie ciepło. Wyobraź sobie te swoje cierpienia jako małą dziewczynkę skuloną , wystarszoną, płaczącą, wyciagnij do niej dłoń, usmiechnij się, przytul, zrób coś miłego dla niej - czyli dla siebie.

6 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
1Aneczka napisał/a:
ankinom napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Ankinom, Twój błąd polega na tym, że próbujesz zrozumieć JEGO a nie SIEBIE. Od tego zacznij, bo tu jest geneza problemu. On niech swoje problemy rozwiązuje SAM.
Jak zrozumiesz SIEBIE, to nikt więcej w życiu nie podniesie na Ciebie głosu z powodu niewytartego stołu ani nie zastosuje wobec Ciebie żadnej innej formy przemocy emocjonalnej (agresji, zdrady, degradowania Twojej osobowości).
Mam też dla Ciebie dobrą wiadomość - gniew jest tylko kolejnym etapem. Z każdym z nich jesteś do przodu. A gniew na siebie potrafi być bardzo twórczy. Dla mnie był big_smile Polecam.

ale jak zrozumieć siebie?
były chwile, że czułam ogromny gniew ale po pewnym czasie czułam, że ten gniew obraca się przeciwko mnie...czułam, że mnie zżera od środka...

oj ciężko mi dzisiaj ...

Oj bardzo cierpisz, to zrozumiałe, że kotlują sie takie pytania w glowie, tak właśnie wygląda proces zrozumienia siebie, jest dość bolesny bo tak naprawdę to wcisnęłaś samą siebie w kąt i służyłaś innym, teraz nadchodzi czas by siebie wyciągnąc, utulic i pozwolic żyć pełnią zycia. To bolesne ale w większosci naszych przypadków wlaśnie tak przebiega. Pozwól sobie na żal, wylewaj łzy ale zawsze staraj sie myślec o sobie ciepło. Wyobraź sobie te swoje cierpienia jako małą dziewczynkę skuloną , wystarszoną, płaczącą, wyciagnij do niej dłoń, usmiechnij się, przytul, zrób coś miłego dla niej - czyli dla siebie.

są chwile, że robię tylko coś dla siebie, dzisiaj np. idę do kina z koleżanką, w tygodniu chodzę poćwiczyć, nie zajmuje się tylko "domem"...
ale są takie dni jak dzisiaj , że kompletnie sobie nie radzę z tym odrzuceniem...że wciąż próbuję odpowiedzieć sobie dlaczego, co ja takiego zrobiłam? ja chciałam tylko, żeby ktoś przy mnie był, pogłaskał po głowie i powiedział, fajnie że jesteś.... czy tak dużo oczekiwałam?

6 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie chciałaś zbyt wiele, tylko on nie podołał. Po prostu. Nie dał rady chłopina. Więc jak tego nie mógł zrobić, to puch z niego marny, jak diabli.
Ja wiem, że to cholernie ciężkie chwile. Nawet czasami doświadczenia innych wydają się być irytujące i myślimy "gadanie, u mnie jest inaczej, co oni, one wiedzą...etc.". Ale z czasem okazują się prawdziwe niestety. Oczywiście każda sytuacja jest inna, ale zasady działania bardzo, ale to bardzo podobne.
Możesz liczyć na wsparcie. Nawet przytulić możemy, póki co.
Co byś powiedziała na jeszcze więcej zajęć niż masz?

Nie martw się. Ja nieraz jadę autobusem i łza mi się w oku kręci, albo na twarzy nawet i niżej... Co zrobić.

6 754

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie chciałaś zbyt wiele, tylko on nie podołał. Po prostu. Nie dał rady chłopina. Więc jak tego nie mógł zrobić, to puch z niego marny, jak diabli.
Ja wiem, że to cholernie ciężkie chwile. Nawet czasami doświadczenia innych wydają się być irytujące i myślimy "gadanie, u mnie jest inaczej, co oni, one wiedzą...etc.". Ale z czasem okazują się prawdziwe niestety. Oczywiście każda sytuacja jest inna, ale zasady działania bardzo, ale to bardzo podobne.
Możesz liczyć na wsparcie. Nawet przytulić możemy, póki co.
Co byś powiedziała na jeszcze więcej zajęć niż masz?

Nie martw się. Ja nieraz jadę autobusem i łza mi się w oku kręci, albo na twarzy nawet i niżej... Co zrobić.

więcej zajęć, kobieto, litości smile ja się ciesze, że przy mojej dwójce w ogóle mam czas zrobić coś dla siebie....

u mnie problemem jest to, że póki co nie mam możliwości odciąć się od męża...kiedy jestem sama w domu, jest mi czasem smutno, czasem nawet o całej sytuacji nie myślę, ale kiedy on wraca nie umiem się odnaleźć we własnym domu, wtedy łapie doły i później robię albo mówię rzeczy za które sama jestem zła na siebie!!

mąż wciąż twierdzi, że on musi się wyprowadzić, bo przecież ze mną nie da się żyć...ale ta jego wyprowadzka dość mozolnie idzie...i skoro się już wyprowadza to po jakiego diabła czepia się każdej nie zrobionej rzeczy?

Ps. dziękuję za przytulenie, dzisiaj bardzo mi tego potrzeba...

6 755 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-09-09 13:42:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A jakby mu tak obrzydzić życie, żeby szybciej poszedł?
A zajmie się dziećmi chociaż żebyś miała chwilę dla siebie?

Oto co znalazłam..
"Na cudze błędy patrzymy jak na cudze żony. Mamy z nimi dużo więcej radości niż z własnych".

[ Charles Chaplin ]

6 756

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A jakby mu tak obrzydzić życie, żeby szybciej poszedł?
A zajmie się dziećmi chociaż żebyś miała chwilę dla siebie?

Oto co znalazłam..
"Na cudze błędy patrzymy jak na cudze żony. Mamy z nimi dużo więcej radości niż z własnych".

[ Charles Chaplin ]

ooo to jest o moim mężu...

a wiesz ja tak nieśmiało myślałam, aby w weekend nie sprzątać i nie gotować (zawsze w soboty domek błyszczał, zrobione zakupy, ugotowany obiad i upieczone ciast, czasami jakaś sałatka w lodówce na kolacje, odrobione lekcje...no nie powiem dumna byłam.... i naiwna, że on to doceni! zawsze znalazł jakieś "ale", np. czy do cholery jasnej nie można zabrać tej piłki z spod stołu!)

tylko nie wiem czy mam w sobie dość odwagi aby jego pretensje, o nie, raczej "wydzieranie" przyjąć na klatę?

6 757

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

tak trudno oddzielić emocje od rozumu..

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

kurczę czeka mnie długa praca, ja już powoli odzyskuję świadomość, ale jeszcze jestem na takim etapie, że gotowa jestem błagać, żeby mnie nie zostawiał!i dobrze wiem, że jakby wrócił to i tak dalej bym zgadzała się na takie same traktowanie ( to jest dopiero masochizm na własne życzenie) no  niby bym się buntowała, a jednocześnie tkwiłabym w tym pseudo związku, chyba powinnam być wdzięczna mężowi, że nie chce do mnie wrócić, ale kiedy to przestanie tak boleć?

Podpisuję sie pod Twoimi przemyśleniami :
1  Bardzo trudno oddzielić emocje od rozumu
2 To się da objąć rozumem ale tak jak i Ty jeszcze tego nie potrafię
3 Tak to my mamy problem bo na to  p a r t n e r o m  pozwalamy
4 Odzyskiwanie świadomości to długa i ciężka praca


I nie błagaj go o powrót .... no chyba, że faktycznie jesteś masochistką i rajcuje Cię poniżanie, upadlanie i dobrze czujesz się w pseudo związku . Ja swojemu mężowi jestem dzisiaj bardzo wdzięczna, że wdał się w romans i nie tylko jemu ale i tej kobiecie. Ona jeszcze nie wie jaką przysługę mi zrobiła i nawet nie domyśla się jaką cenę zapłaci za bycie z nim (domyślam się, że są razem ale pewności nie mam)
No właśnie ból! Rozumiem, że boli Cię porzucenie. Ja tego bólu nie znam,bo to ja miałam go dosyć i pogoniłam. Owszem znam ból zdrady.....oj bardzo bolało ......i to kilka razy.....i zawsze było przebaczenie - takie słowo, bo tak naprawdę nie można przebaczyć jeśli jesteśmy nadal z tym co zdradził. Ja już nie kocham swojego męża i nie ma we mnie bólu jego zdrad.
Ból poniżania - też znam i mimo, że z nim nie jestem  6 miesięcy to nadal mnie to boli- jak mogłam na to pozwalać!! Jak mogłam pozwalać żeby dzieci na to patrzyły i przeżywały!!

6 758 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-09 15:47:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

tak trudno oddzielić emocje od rozumu..

tak wiem, czas...chyba muszę przestać próbować "zrozumieć", bo tego nie da się objąć rozumem...

mój błąd polegał na tym, że jego "złe mnie traktowanie" przypisywałam, że on taki biedny, ma problem, bo te złe nawyki, oraz jak traktować żonę wyniósł z domu itd. ale to nie prawda to ja mam problem, że na to pozwoliłam!

kurczę czeka mnie długa praca, ja już powoli odzyskuję świadomość, ale jeszcze jestem na takim etapie, że gotowa jestem błagać, żeby mnie nie zostawiał!i dobrze wiem, że jakby wrócił to i tak dalej bym zgadzała się na takie same traktowanie ( to jest dopiero masochizm na własne życzenie) no  niby bym się buntowała, a jednocześnie tkwiłabym w tym pseudo związku, chyba powinnam być wdzięczna mężowi, że nie chce do mnie wrócić, ale kiedy to przestanie tak boleć?

Podpisuję sie pod Twoimi przemyśleniami :
1  Bardzo trudno oddzielić emocje od rozumu
2 To się da objąć rozumem ale tak jak i Ty jeszcze tego nie potrafię
3 Tak to my mamy problem bo na to  p a r t n e r o m  pozwalamy
4 Odzyskiwanie świadomości to długa i ciężka praca


I nie błagaj go o powrót .... no chyba, że faktycznie jesteś masochistką i rajcuje Cię poniżanie, upadlanie i dobrze czujesz się w pseudo związku . Ja swojemu mężowi jestem dzisiaj bardzo wdzięczna, że wdał się w romans i nie tylko jemu ale i tej kobiecie. Ona jeszcze nie wie jaką przysługę mi zrobiła i nawet nie domyśla się jaką cenę zapłaci za bycie z nim (domyślam się, że są razem ale pewności nie mam)


No właśnie ból! Rozumiem, że boli Cię porzucenie. Ja tego bólu nie znam,bo to ja miałam go dosyć i pogoniłam. Owszem znam ból zdrady.....oj bardzo bolało ......i to kilka razy.....i zawsze było przebaczenie - takie słowo, bo tak naprawdę nie można przebaczyć jeśli jesteśmy nadal z tym co zdradził. Ja już nie kocham swojego męża i nie ma we mnie bólu jego zdrad.
Ból poniżania - też znam i mimo, że z nim nie jestem  6 miesięcy to nadal mnie to boli- jak mogłam na to pozwalać!! Jak mogłam pozwalać żeby dzieci na to patrzyły i przeżywały!!

o szybo "doszłaś" do siebie, u mnie upłynęło 5 m-cy od kiedy dowiedziałam się, że mąż znowu się zakochał w koleżance z pracy, a ja nadal przeżywam huśtawkę nastrojów, ale to pewnie dlatego, że on wciąż ze mną mieszka....

6 759 Ostatnio edytowany przez 1Aneczka (2011-09-09 19:34:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

.........

6 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

I nie błagaj go o powrót .... no chyba, że faktycznie jesteś masochistką i rajcuje Cię poniżanie, upadlanie i dobrze czujesz się w pseudo związku

No właśnie ból! Rozumiem, że boli Cię porzucenie. Ja tego bólu nie znam,bo to ja miałam go dosyć i pogoniłam.

Owszem znam ból zdrady.....oj bardzo bolało ......i to kilka razy.....

i zawsze było przebaczenie - takie słowo, bo tak naprawdę nie można przebaczyć jeśli jesteśmy nadal z tym co zdradził.

Ja już nie kocham swojego męża i nie ma we mnie bólu jego zdrad.
Ból poniżania - też znam i mimo, że z nim nie jestem  6 miesięcy to nadal mnie to boli- jak mogłam na to pozwalać!!

Jak mogłam pozwalać żeby dzieci na to patrzyły i przeżywały!!

Zosieńko brawo, tak trzymaj!!!

No, to co Tobie trzeba?
Wszystko wiesz, TY, też jesteś już na tej dobrej drodze, na tej samej co ja!!!
Myślę, że nawet Twoja szersza i bardziej przyjazna.

Tylko teraz wyzdrowieć z chorej miłości.
Nawet jesteś jeszcze jeden krok w przodzie, bo nie mieszkacie razem.
Ze mną i z dziewczynami, które mieszkają ze swoimi ch.... (jak to pisze 1Aneczka) jest trudno...
Zaczynasz robić, myśleć po swojemu, a tu wchodzi do domu pan i władca i wszystko znowu po staremu!!!
Jak jet w domu, mie mamy szansy zdrowieć!!!
A, wyprowadzić się nie chcą!
Widzisz Zosieńko znowu masz rację i przewagę... przysługę Tobie zrobił, że w końcu poszedł do innej!

Kurna myślę, że też chciałabym żeby jakaś blondi go przygarnęła!!!
Ale, niestety kurczowo naszej kanapy się trzyma.
A, może jak powiem, że już teraz od razu  kanapę jemu dam z pilotem pakiecie...to posłucha i pójdzie...
Muszę spróbować...

Anikom, rozumiem Ciebie i  też wiesz że potrzeba czasu...
Jeszcze jakiś czas temu nie miałam takiego dystansu do mojego c..., a teraz mi to pomaga, jak w ten sposób piszę o nim z dystansem
                                                      smile

Posty [ 6 696 do 6 760 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 102 103 104 105 106 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026