netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Seksoholizm

263 odpowiedzi90 800 wyświetleńzałożony przez Marek_40, 13.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 264 ]

196

Odp: Seksoholizm

Tak pisałam, że skasowałam cały post.

Kachna, odchodząc już zupełnie od raiki, która  i tak się nie odzywa, nieistotne jest kto popchnie lub co we właściwym kierunku. To mogą być różne wydarzenia lub osoby. Byle ktoś popchnął. Dlatego uważam, że reakcja nie ma sensu. Każdy ma swoją historię i wierzę, że pewne rzeczy dzieją się po coś - w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób.

egonschiele zareagowała bardzo ostro, jakby krzycząc: zostaw seksoholika, mogła uchronić jego bliskich przed kolejnym romansem,a może i swojego. Problem w tym, że nie może. I ciężko jest to nam kobietą przyjąć. Jemu jest obojętne kto będzie obiektem, byle mieścił się w jego standardach i sposobie zachowań. I trzeba to przyjąć. Nawet jeśli to już zdrowiejący seksoholik to tylko on sam może walczyć z procesami. Jeśli Twój S. będzie miał wpadkę... czy masz na to wpływ? Ile będzie w tym Twojego udziału? kachna zero, nic. To jest niezależne od tego jak postąpisz.

Te kobiety też są często ofiarami jego chorego świata, teatru, który tworzy. Owszem popełniają błąd. Jednak on okłamuje zazwyczaj nie tylko rodzinę, je też, a przede wszystkim samego siebie.

Ta bezsilność. Ona jest taka trudna dla nas do przyjęcia. A przecież pierwsza i podstawowa.
Owszem można być, dać się oprzeć, pracować nad sobą. Nic więcej.

197

Odp: Seksoholizm

02 każdy uzależniony w tym i seksoholik sam musi znaleźć motywację do zerwania z nałogiem. Czy my mamy na to wpływ? Nie.
Ale wierzę w opinię psychologów że uzależniony zachowuje się tak dlatego że My mu na to pozwalamy. I to nie tak że my nie mamy kompletnie wpływu na to co On robi. Jeżeli będziemy się godzić na drobne kłamstewka wydawałoby się nieistotne, na zachowania które nam się nie podobają a nie mają nic wspólnego z uzależnieniem (np zostawianie skarpetek pod fotelem, okupowanie pilota przed telewizorem, wypad z kolegami na piwo i powrót w stanie wskazującym na spożycie dużej ilości alkoholu, "żartowanie" sobie z nas w towarzystwie, choć dla nas nie jest to zabawne), to tak naprawdę dajemy mu przyzwolenie na wszystkie złe zachowania. Jak często zdarza się że kobieta mówi mam wspaniałego męża ale nienawidzę jak robi: to czy tamto.
Nie znaczy to że powstrzymamy go przed zdradą, ale będąc konsekwentnym - nie lubię tego, tamto mi się nie podoba, czy tego sobie nie życzę- i nie pozwalając jemu na te zachowania, określamy niejako nasze stanowisko. "Nie godzę się na To".
A większość z nas jak zostawia skarpetki sama je wynosi do prania, jak wraca z "piwka" pijany wpuszczamy Go do mieszkania,jak nas obraża w towarzystwie to śmiejemy się ze wszystkimi, udając że nas to bawi. Wprawdzie robimy potem awantury, czy po prostu dudramy nad uchem, ale pozwalamy na to kolejny i kolejny raz. Gdybyśmy skarpetki spod fotela wyrzucały do śmieci, lub zostawiały pod fotelem brudne, jak raz by nie został wpuszczony do domu pijany, jak nie "śmieszyłby" nas jego "żart" tylko ostro zwróciłybyśmy Mu uwagę w towarzystwie na jego wątpliwe poczucie humoru to nie zrobiłby tego po raz kolejny. Ale najczęściej zbieramy te skarpety, bo nie lubimy bałaganu. Wpuszczamy do domu pijanego, bo wstyd przed sąsiadami, jakby spał na wycieraczce, lub się awanturował. Śmiejemy się mimo że czujemy się urażone, bo nam wstyd przed znajomymi się kłócić. Godzimy się na pewne zachowania i potem jak mówimy "Jak jeszcze raz mnie zdradzisz to rozwód". Ale tak samo mówimy setki razy "Jak jeszcze raz-skarpety, pijany, głupie żarty- to...." Po czym nie robimy nic, tylko gderamy. I to jest ten Nasz wpływ który możemy mieć na jego kolejną zdradę. Nie mówię że zawsze zadziała, czasem mimo naszej konsekwencji i tak skoczy w bok, ale wtedy wiemy, że nie jest Nas wart i żegnamy się z mniejszym żalem.
Co do Egona to się nie dziw. To co pisze reiki jest chore, a jak ktoś ma zniszczone życie przez seksoholika i wiele takich "reiki", to reaguje bardzo emocjonalnie. To tak jakby alkoholika leczyć alkoholem, narkomana marihuaną, a hazardzistę grami.

198

Odp: Seksoholizm

To o czym Ty piszesz to jest tylko i wyłącznie praca nad sobą - nad Tobą samą, która siłą rzeczy przekłada się na związek. Ale bez jego motywacji nic się nie zrobi. Czy się godzić - absolutnie?! Na zachowania w nasz uderzające nie powinniśmy się godzić wcale.

Zgadzam się z Tobą w zupełności. Zresztą z autopsji znam przykład alkoholika, który skończył pić tylko i wyłącznie dzięki temu, że rodzina zaczęła go zostawiać obrzyganego na wycieraczce. To nie teoria to rzeczywistość.

Natomiast nie masz wpływu na to, czy on zdradzi czy nie, czy się po raz kolejny upije. Owszem współuzależnione osoby często "pozwalają" uzależnionemu trwać w nałogu. Krzywdzą w ten sposób siebie i jego.

Patrzysz na człowieka, który się stara, który walczy i widać, że robi to szczerze. Nie wydaje mi się by wszyscy tutaj próbujący się leczyć, o których wiemy z opowieści ich partnerek, faktycznie leczyć się chcieli. Czasem robią to dla świętego spokoju.

Ale jego upadek nie zależy od żadnej Twojej konsekwencji. Bo on już jest chory. I wobec tego jesteś bezsilna. Ty dobrze wiesz jedno, że ona musi polegać na tym, że w wypadku kolejnej zdrady zostawisz.

Granice są jasno określone.

199

Odp: Seksoholizm

Nie przeczytałam jeszcze Was. Mój ostatni post jest z listopada. Pewnie nadrobię te trzy strony jeszcze dziś. Wciąż borykam się z pytaniem: Marku Dlaczego zrobiłeś to osobie, którą kochasz, swojej żonie? Nie umiem tego zrozumieć... Obdarzam zaufaniem za nic i wciąż jestem wykorzystywana, dlaczego? Za głupia jestem żeby sama sobie odpowiedzieć, ale nie chcę cała życie dostawać po dupie... Może jak doczytam posty z mojej nie obecności coś zrozumiem sad

200

Odp: Seksoholizm
annber napisał/a:

Troche czytalam ostatnio, bylam tez u seksuologa (ale to glupota, facet nie ma pojecia o sprawach niestandardowych. Sprobuje moze jeszcze raz, ale tym razem moze u kogos powazniejszego).
Czyli wracam do tego co przeczytalam. Oprocz seksoholizmu nauka rowniez wyroznia nimfomanie (u nas) i satyriosis (u mezczyzn).
Roznica jest spora, jak sie okazuje, bo w seksoholizmie ponoc chodzi o to, zeby z byle kim. W nimfomanii ponoc bardziej chodzi o pogon za przyjemnoscia.
Ale mechanizmy uzaleznien sa te same lub podobne..

Wspoluzaleznienie-
Badania skłaniają do wniosku, że osobowość o cechach współuzależnienia kształtuje się już w dzieciństwie, pod wpływem zaburzonych więzi. Zwłaszcza pod wpływem więzi z uzależnionymi rodzicami.

W takiej sytuacji dana osoba ma nieświadomą tendencję, by wiązać się w swoim życiu dorosłym i małżeńskim z ludźmi uzależnionymi. A gdy to się już stanie, wtedy pojawiają się symptomy współuzależnienia, które w jakimś stopniu tkwiły w tej osobie od dzieciństwa. Ktoś o dojrzałej osobowości raczej nie zwiąże się z osobą uzależnioną Trwanie latami w destruktywnym związku z osobą uzależnioną jest zatem znakiem, że także ta druga osoba weszła w ten związek z poważnymi trudnościami osobowościowymi.

Po kilkunastu latach badań psychologicznych zostały już dosyć szczegółowo opisane podstawowe kryteria i symptomy współuzależnienia. Wśród autorów odnotowujemy jednak nadal spore różnice poglądów na ten temat. Podsumowując dotychczasowe badania psychologiczne można powiedzieć, że współuzależnienie to nie tylko i nie tyle efekt życia w bliskim kontakcie z osobą uzależnioną, co raczej pewien typ niedojrzałej osobowości, pewna skłonność (związana z osobistą historią rozwoju) do błędnych sposobów reagowania na problematyczne sytuacje życiowe oraz na zaburzone zachowania innych osób. Przebywanie z osobą uzależnioną powoduje oczywiście pogłębienie się trudności związanych z osobowością posiadającą skłonności do współuzależnienia. Życie w bliskim kontakcie z alkoholikiem nie jest zatem jedynym źródłem współuzależnienia. Jest raczej okolicznością, która odsłania osobowościowe problemy partnera, które istniały już wcześniej. ¸(...)

W oparciu o dotychczasowe analizy można stwierdzić, że współuzależnienie okazuje się odrębną formą zaburzonej osobowości i wymaga specyficznej interwencji terapeutycznej. Symptomy współuzależnienia nie znikną bowiem w sposób automatyczny po zerwaniu więzi z osobą uzależnioną. Terapia współuzależnienia bywa często trudniejsza niż terapia uzależnienia. Po pierwsze, trudniej jest w tym przypadku o prawidłową diagnozę, gdyż zaburzone zachowania osoby współuzależnionej bywają interpretowane jako ?normalna? reakcja na życie w bliskim kontakcie z człowiekiem uzależnionym. Po drugie, trudno jest przekonać osobę współuzależnioną (...)
Stąd decyzja o podjęciu terapii wymaga męstwa i łączności z Siłą Wyższą (por. P. Mellody, 1993, s. 179). Po trzecie, w Polsce oferta terapeutyczna w odniesieniu do współuzależnienia okazuje się zwykle mniej profesjonalna i gorzej zorganizowana niż oferta terapeutyczna dla ludzi uzależnionych. Najczęściej nie jest to terapia zamknięta ze specyficznym programem, lecz doraźna pomoc, uzyskana w ramach kontaktu z poradnią przeciwalkoholową, w poradnictwie rodzinnym, w ruchach samopomocy (Al-Anon, Kluby Abstynenta) czy w rozmowach z duszpasterzem.

(...). Pierwszym i chyba najtrudniejszym zadaniem jest motywowanie osoby współuzależnionej do podjęcia systematycznej pracy nad sobą w ramach terapii lub innej formy systematycznej pracy nad własną osobowością. Osoba współuzależniona jest zwykle przekonana, że to jedynie uzależniony powinien podjąć terapię i że tylko on musi się zmienić. Doradca duchowy powinien nie tylko pomagać takiej osobie w przezwyciężeniu typowego w pierwszej fazie buntu, rozgoryczenia, zniechęcenia, czy lęku. Powinien także ukazywać osobie współuzależnionej pozytywne motywy podjęcia pracy nad sobą. Motywami tymi jest miłość do samego siebie i do najbliższych oraz nadzieja na nową przyszłość. Motywy czysto psychiczne (przezwyciężenie trudności osobowościowych, dążenie do lepszego nastroju emocjonalnego, uczenie się skuteczniejszych strategii rozwiązywania problemów) nie są tu wystarczające. Miłość i nadzieja jest największą siłą motywacyjną.

Drugim zadaniem doradcy duchowego jest pomaganie osobie współuzależnionej, by zdobyła się na odwagę całościowego, dojrzałego rozumienia samej siebie i własnej sytuacji. Chodzi tu o odwagę popatrzenia na siebie nie z perspektywy bycia ofiarą, lecz z perspektywy wspólnej historii życia z osobą uzależnioną. Odwaga ta prowadzi do odkrycia prawdy, która wyzwala. Do odkrycia prawdy, że obie strony mogły inaczej postępować i dojrzalej reagować w obliczu pojawiających się trudności oraz że obecnie obie strony ? a nie tylko uzależniony - powinny wnieść wkład w budowanie nowej teraźniejszości i przyszłości. Odwaga oznacza też uznanie faktu, że nie tylko uzależniony jest poraniony fizycznie, psychicznie, duchowo, społecznie, moralnie. Również osoba współuzależniona doświadcza problemów osobowościowych związanych z całą swoją historią życia. Przeżywa określone trudności z emocjami, ze sposobami myślenia, reagowania, z nawiązywaniem kontaktów międzyosobowych.

Pomoc w rozumieniu samego siebie i własnej sytuacji wymaga wprowadzenia osoby współuzależnionej w płaszczyznę antropologiczną, czyli taką, która uwzględnia całego człowieka, a nie tylko jego sytuację psychiczną. W tej perspektywie trzeba odróżnić osobę od osobowości. Osoba to coś więcej niż ciało, psychika, sfera duchowa. Osoba to coś więcej niż nawet suma tych wszystkich wymiarów. Osoba to ktoś, kto nie tyle składa się z ciała, psychiki i sfery duchowej, ile raczej ktoś, kto wciela się w te sfery, posługuje się nimi. Kryterium dojrzałości człowieka jest nie tyle obecny stan jego osobowości, co raczej jego sposób kierowania swoją osobowością i sytuacją życiową. W czasie terapii współuzależniony może nie przezwyciężyć wszystkich mechanizmów, sposobów myślenia i przeżywania, związanych ze współuzależnieniem, ale może zająć wobec nich zupełnie nową postawę. Może stać się nową osobą, z nowymi sposobami postępowania i budowania więzi, doświadczając nadal ? przynajmniej częściowo ? osobowościowych konsekwencji współuzależnienia.

Zajęcie nowej, dojrzalszej postawy wobec siebie i świata oznacza przede wszystkim nauczenie się kompetentnej miłości wobec samego siebie.

Jednym z podstawowych sprawdzianów miłości wobec samego siebie jest stawianie sobie wymagań. W odniesieniu do osoby współuzależnionej oznacza to podjęcie terapii i wszystkich wysiłków z tym związanych, a jednocześnie przyznawanie sobie prawa do korzystania z pomocy innych ludzi. Drugim sprawdzianem miłości jest pojednanie z samym sobą, czyli przebaczenie sobie przeszłości. Człowiek, który nie potrafi dojrzale pokochać siebie, popada w postawy skrajne. Jedną z nich jest wybaczenie sobie błędów z przeszłości, powtarzając te same błędy w teraźniejszości. Drugą skrajnością jest niezdolność do przebaczenia sobie, gdyż to prowadzi do psychicznego uwięzienia samego siebie w bolesnej przeszłości. Dojrzale pokochać siebie, to wybaczyć sobie to, co było błędne i bolesne w przeszłości, wyciągając wnioski z tych doświadczeń. Człowiek, który dojrzale przebaczył sobie, pamięta wprawdzie o swojej bolesnej przeszłości, ale nie po to, by się nią zadręczać, lecz po to, by nie powtarzać już więcej popełnionych błędów czy doznanych krzywd.

Pojednać się ze sobą to także przebaczyć innym ludziom krzywdy czy zło, które mi kiedykolwiek wyrządzili. Przecież zło, którego doznałem od innych, jest już przeszłością. Jest bólem, który już przeżyłem. Jeśli natomiast nadal podtrzymuję żal do innych ludzi i nie przebaczam im, mimo że niektórzy już nie żyją, a inni przestali mieć wpływ na moje życie czy zmienili swoje postępowanie wobec mnie, to teraz ja sam siebie krzywdę. Ja sam podtrzymuję ból z przeszłości i sprawiam, że zatruwa on psychicznie moją teraźniejszość. Dopóki nie przebaczę tym, którzy mnie w przeszłości skrzywdzili, dopóty przedłużam trwanie tej krzywdy. Przebaczenie innym ludziom doznanych od nich w przeszłości krzywd ? nie pozwalając się krzywdzić w teraźniejszości!- leży zatem w interesie osoby współuzależnionej i pomaga jej budować dojrzalszą teraźniejszość i przyszłość.

Pojednanie z samym sobą to jeszcze coś więcej niż tylko przebaczenie krzywd, które ja sam sobie wyrządziłem, czy których doznałem od innych ludzi. Pojednać się ze sobą, to pogodzić się z faktem, że w ogóle istnieję, że zostałem "wrzucony" w ten świat bez mojej zgody, że urodziłem się i wychowałem w tej właśnie rodzinie, w tym czasie, w tym kraju, że chodziłem do tych właśnie szkół, że miałem takich nauczycieli, rówieśników, że otrzymałem takie właśnie ciało, taką płeć, takie możliwości intelektualne, taką wrażliwość psychiczną, taką osobowość, takie trudności, takie właśnie więzi z innymi ludźmi. Tak rozumiane pojednanie oznacza przezwyciężenie bezsensownego buntu i destrukcyjnie przeżywanego poczucia krzywdy, a przez to ułatwia mobilizowanie się, by budować nową teraźniejszość.

Zadaniem doradcy duchowego, jest precyzyjne wyjaśnianie, że odejście od osoby uzależnionej nie oznacza wycofania miłości. Nie jest też przejawem okrucieństwa czy zemsty. Jest natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która niszczy siebie i innych.

Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w takiej sytuacji jest separacja, dokonana przed sądem kościelnym. Separacja nie zrywa więzi małżeńskiej, ani nie łamie przysięgi małżeńskiej. Kościół Katolicki uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest bezwarunkowa. Wspólne mieszkanie małżonków ? nie. Kościół ustanowił instytucję separacji małżeńskiej na czas, w którym bycie razem nie jest możliwe, gdyż jedna ze stron ? ze względu np. na złą wolę czy uzależnienia ? nie jest w stanie respektować złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej, zobowiązującej do miłości, wierności i uczciwości. Obecnie mamy już w Polsce sytuację prawną, w której separacja kościelna posiada także skutki cywilne. Dzięki temu osoba współuzależniona na mocy separacji może uzyskać podział majątku i świadczenia alimentacyjne.


Myśl o rozstaniu jest decyzją wyjątkowo trudną i bolesną dla współmałżonka, który kocha osobę uzależnioną. W tej sytuacji zadaniem doradcy duchowego jest wskazywanie na tych, którzy umieją dojrzale kochać w obliczu dramatycznych okoliczności. Sądzę, że bardzo czytelnym wzorcem kompetentnej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest znana przypowieść o odchodzącym synu i mądrze kochającym ojcu (por. Łk 15, 11 ? 32). Ojciec potrafi kochać syna, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i odchodzi. W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie udziela synowi pomocy. Nie jest okrutny, ale też nie jest naiwny. Ojciec pozostawia błądzącego syna własnemu losowi. Gdyby przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał mu pomocy i brał na siebie konsekwencje jego błędów, to syn nie miałby powodu, by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i podejmuje decyzję o całkowitej zmianie życia. Staje się synem powracającym. Teraz dopiero rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę dojrzale.

cyt art. Ks. Marka Dziewieckiego

Nie sztuka szukac publikacji o uzalenieniu naszego partnera... sztuka jest zastanowienie sie nad tym co nami powoduje, ze szkolimy sie w cudzych uzaleznieniach

201

Odp: Seksoholizm

Bardzo dobry artykuł. Jednak:
Współuzależnienie - potrzeba pomocy z zewnątrz.

Ciężar współuzależnienia przytłacza coraz bardziej . Im dłużej osoba pozostaje w związku z osobą uzależnioną , tym bardziej trwałe stają się wzorce zachowań współuzależnieniowych. Droga zamieniania zachowań współuzależnieniowych na te bardziej autonomiczne, indywidualne zależy od doświadczeń życiowych osoby. Wydaje się, że innej terapii będzie wymagała osoba, której cechy współuzależnienia tworzyły się na bazie doświadczeń w rodzinie generacyjnej (rodzinie, w której istniała jakąś dysfunkcjonalność), które uległy dalszemu wzmocnieniu w rodzinie prokreacyjnej. Zdolność takiej osoby do pozostawania w związkach z ludźmi z zachowaniem własnych granic jest względnie naruszona z powodu wzorców z dzieciństwa (odrzucenie bądź psychiczna inwazja). Taka osoba potrzebuje nie tylko terapii opartej na analizie zachowań współuzależnieniowych, ale też terapii pomagającej jej zbudować granice własnego "ja".

Pomaganie osobom, u których współuzależnienie powstawało w trakcie trwania związku z osobą uzależnioną (współmałżonek, dziecko) dotyczy następujących aspektów (por. Sękowska, 1997):

*

uświadomienia psychologicznej sytuacji osoby oraz pobudzenia jej motywacji do podjęcia leczenia, a tym samym przejęcia odpowiedzialności za samą siebie;
*

dostarczenie wiedzy na temat mechanizmów uzależnienia i współuzależnienia oraz ich wpływu na funkcjonowanie rodziny;
*

umożliwienie konfrontacji z systemem iluzji i zaprzeczeń w celu stworzenia realistycznych przekonań i realistycznych oczekiwań wobec siebie i wobec innych ludzi;
*

uczenie nowych, konstruktywnych sposobów radzenia sobie z sytuacjami trudnymi;
*

utrwalania procesu zmian z głównym nastawieniem na wzmacnianie poczucia własnej wartości.

Magdalena Sękowska
Właściciel, dyrektor Grupy Doradczo-Szkoleniowej TransMisja. Psycholog i psychoterapeuta.

Uzyskanie wiedzy o mechanizmach uzależnienia, naszego partnera jest jednym z punktów terapii. Potrzebna jest po to aby uświadomić sobie współuzależnienie.

202

Odp: Seksoholizm

Hej Marku . Pomimo iż jestem połowę młodsza stwierdzam : Tak jestem seksoholiczką . Uzależniłam się . I wiem co czujesz smile Życzę ci powodzenia w walce! Zabierz żonkę na jakąś miłą kolacje .. wynagrodz jej te trudy . Gratuluję odwagi!

203

Odp: Seksoholizm

Mam na imie Krzysiek i jestem seksoholikiem.
Czytając marka, czytałem o sobie.
Z tym tylko że ja nie mam wsparcia nikogo, moja Kochana odeszła kiedy wyszło jaki mam problem, wydała się moja zdrada. Wiem że niektórzy zdradę tym tłumaczą, ale ja wiem że u mnie to jest ten problem. Pornografia, ciągla masturbacja, porostu zapadanie się. Nie mam wsparcia, tak jak marek, nie wiem czy na nie zasługuje, nie mam też pomocy. Chciałbym znalexć grupę wsparcia, ale u mnie w mieście nic takiego nie istnieje (chyba że ktoś wie gdzie takiej szukać w małopolsce). Nie mam z kim porozmawiać, nie mam z kim walczyć ze swoim nałogiem. Staram się byc "trzeźwy" od 3 tygodni. nie mam do siebie zaufania i wiem ze znów moge się złamac. próbowałem szukac pomocy, MONAR, PORADNIA ZDROWIA PSYCHICZNEGO, mam zdiagnozowane że potrzebuje terapii z psychoterapeutą, ale u mnie takiego nie ma dopiero koło 26 lipca. Tydzień lezenia w psychiatryku nie pomógł. Ośrodki owszem są ale pobyt za 4500 mnie nie stac, do tego nie mam srodków do zycia i muszę iść do pracy ( od jutra idę). Jeśli ktoś wie o jakiś grupach wsparcia w mojej okolicy (Kraków) to prosze o odpisani. Jestem na krawędzi załamania, najgorsze że moja Miłośc odemnie odeszła i nie chce mi pomóc, nie chce wspierac, chodz mnie kocha. (sama jest osobą która pomaga walczyć innym ze swoimi słabościami) nie wiem chyba sądzi że z powodu tego czym się zajmuje Ona myśli że ja gram. Chce wytrwać w trzeźwości ale to bardzo barzo tródne i wiem że sam nie dam rady. Marek zazdroszczę Ci, bo gdybym miał wsparcie swojej pani wiem że bym sobie poradził aczkolwiek pewnie nigdy nie był bym godny do końca zaufania. Wiem czym jest ten nałóg i do jakiego wyniszczenia prowadzi. Wyniszczenia psychiki. Ja wplątałem się w romans z seksoholiczką i pomimo to nie zaniechałem pornografii i masturbacji. Przez pół roku miałem już "wyłożone" na wszystko. Ćpanie czy chlanie ma większe możliwości pomocy niż moje uzaleznienie. Chodz wcale więcej nie wyniszcza organizmu i wcale mniej nie rujnuje życia innym. Chyba nikt kto nie był uzalezniony nie zrozumie tego, jak wielka jest potrzeba "rozładowania" napięcia, jak wielka jest potrzeba nowych doznań , bodzców. Chce sie z tego "wyzwolić" jestem 'trzeźwy" od 3 tygodni i chce by tak pozostało. mam nadzieję że wytrwam, chce wytrwać i odbudować, odzyskac swoją Miłośc, chce to zrobić dla Niej, dla mnie i dla naszego syna. Tylko cholernie się boje że nie dam sam rady.

Krzysiek, jestem seksoholikiem

204

Odp: Seksoholizm

Witaj Krzysiek. Sprawdź pocztę.

Pozdrawiam.

205

Odp: Seksoholizm

A nie ma jakiś zdrowych sposobów na rozładowanie "napięcia"?

206

Odp: Seksoholizm

Witam serdecznie. chyba mogę się przyznać szczerze że w moim związku jest problem z seksem.
Mieszkamy ze sobą już 6 lat.mamy ja 25 lat mój mąż 31. Mój maż bardzo często odmawia mi seksu. próbuje go zachęcać na rożne sposoby, ubiór, kuszące zachowanie, nastrój, naprawdę wszystko . Raz na tydzień lub raz na 2 tygodnie uda się, i idziemy do łózka. Seks jest nie romantyczny, mogę powiedzieć że nawet agresywny i brutalny. Mało mnie dotyka, nie pieści, mało całuje, nie zwraca uwagi na mnie jak chodzę po domu nago lub kuso ubrana. Rani mnie to bo wiem że jestem atrakcyjna kobietą, nieznajomi mężczyźni patrzą z większym pożądaniem na mnie niż mój maż. prawie codziennie on się masturbuje, robi to jak nie nie ma w domu, a nawet jak jestem i już śpię. Chciałabym aby mój mąż którego bardzo kocham, pożądam, uwielbiam z nim się śmiać, spędzać czas mnie pożądał, dotykał i całował. To ja muszę go zawsze zaciągać do łóżka, prosić się o trochę dotyku. pomóżcie

207

Odp: Seksoholizm

Ze mną jest trochę inaczej ponieważ sam stosunek mnie męczy i troszkę brzydzi i unikam go jak tylko mogę lecz rekompensuję to mojej lubej dużą ilością pieszczot i pocałunków.

208

Odp: Seksoholizm

Brzydzi?

209

Odp: Seksoholizm

ano trochę tak.

210

Odp: Seksoholizm

Witajcie!
jestem tu nowa
Od kilku dni żyję z wiedzą, że mój maż jest Sex and Love Addicts Anonymous (SLAA), a ja jestem współuzależniona.
W sumie tak typowo - jestem DDA i myslałam, ze skoro mój miły nie pije, to ze wszystkim innym sobie poradzę.
A tu guzik - sama nie dam rady.
Wyrzuciłam go z domu, bo stanęly mi przed oczami wszystkei obrazy z dziecinstwa - wszelkie tłumaczenia, jeszcze jedne szanse, przysięgi jakie dostawał mój ojciec od mamy. Zanim ona zdobyła wiedze na temat uzaleznienia i współuzal. dla ojca bylo juz za późno.
A dla nas? Mamy prawie 40 lat, właśnie minela nasza 15-ta rocznica slubu, znamy sie od liceum.

Musze ratowac siebie i dzieci.
A on na terapie - to warunek powrotu do domu, a ja? szukam dla siebie pomocy - Al-anon to chyba jedyna dostepna w moim miescie grupa.

pozdrawiam
iruda

211

Odp: Seksoholizm

Witam,czytam Was od kilku dni.Nie moge przestac...nigdzie nie znalazlam tylku madrych slow na temat naszego(mojego i meza)problemu jak tutaj.Tak,jestem zona seksoholika i jestem wspoluzalezniona.Nie wiem jak zyc,jak postepowac z moim mezem,co mowic,czego nie mowic,o co pytac,czego lepiej nie mowic na glos.Jestem jednym wielkim strzepkiem nerwow.Obwinianie sie juz minel
o,wiem,ze cokolwiek bym zrobila,kimkoliwke bym byla i tak by sie stalo jak sie stalo...On wszedl w ten zwiazek juz uzalezniony.Zaczelo sie od pornografii,romansow internetowych,kolekcjonowania swoich zdobyczy,notoryczne klamstwa,zmienianie tematu/obwinianie mnie przy nakryciu go na takowych romansach...Skonczylo sie kompulsywnym odwiedzaniem prostytutek ...Wszystko to,co na dzien dzisiejszy wiem,wiem,dzieki sobie.Maz dlugo krecil,w koncu sie przyznal.Nie wiem czy wiem wszystko,moze nawet nie chce znac detali...Nie o to chodzi.
Kocham mojego meza,w pewnym sensie bardzo mu wspolczuje i chce mu pomoc.Nie wiem jak...
Dodam,mamy po 35/37 lat,dwojka dzieci.
marku,jesli jeszcze tutaj piszesz-odezwij sie do mnie,jak rowniez inne dotkniete osoby.

212 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-01-18 13:17:28)

Odp: Seksoholizm

Znajdź w swoim mieście grupę S-Anon lub SLAA, w ostateczności Al-Anon.
Mnie osobiście to bardzo pomaga w uzyskaniu równowagi psychicznej.
Trzymaj sie mocno!!!!

213

Odp: Seksoholizm

iruda,nie mieszkamy w Polsce.Poza tym sprawa dosc swieza,mamy termin do psychoterapeutki w polowie marca.Czy taka wizyta moze nam cos dac?jestes nadal zew swoim mezem?macie dzieci?

214

Odp: Seksoholizm

Filipina, moja sytuacja jest dosc podobna do Twojej - mamy 38/39 lat, 16 lat małzenstwa, dwoje dzieci, weszliśmy w zwiazek uzależnieni - wzorce podobne do wzorców Twojego m., ale na razie nie mam info o prostytutkach (moze ich nie było?).
Wizyta we dwoje u terapeutki moze nic nie dac, bo to jeszcze za wczesnie na terapię pary, na początek - kazde z was musi zaczac robic porzadek ze sobą.
Gdzie mieszkasz? S-Anon i SLAA i SA na świecie sa dosc mocno rozbudowane.  Jest także sporo grup polskojęzycznych.
Jestesmy nadal małzenstwem, chociaz jest trudno.
Ostatnio podjęlismy decyzję o celibacie, żeby sex wrócił na swoje miejsce (więziotwórcze),a nie stawał sie kartą przetargową czy usprawiedliwieniem dla innych rzeczy (np. powrotu do romasowania przez internet).

215

Odp: Seksoholizm

Iruda,dzieki za odpowiedz.Mieszkamy w Niemczech,Kolonia.Mysle,ze pojdziemy na to pierwsze spotkanie do psychoterapeutki,a ona wysle jedno z nas dalej,tzn.do "swojego" terapeuty.Co bylo u Was tym "dnem",kiedy maz sie przyznal?Czy Ty to sama odkrylas?Ja zobaczylam dopiero niedawno przez zupelny przypadek wyciagi z konta,maz placil karta w agencji...jasne,najpierw bylo,ze to tylko 3 razy,pozniej,6,nastepnie,przez pol roku...Dzis juz wie,ze to trwalo od zawsze,ze ma to "cos" z jego dziecinstwem wspolnego...Jest bardzo skryta osoba(zawsze nia byl),przyznaje sie do czegos,za kilka dni wypiera,wstydzi albo udaje,ze wszystko jest OK.
Jak wszystko badz prawie wszystko sie wydalo,powiedzial,ze najlepsze ,co mnie moze w tej sytuacji spotkac,to to,jesli on odejdzie i zgodzi sie na wszystkie moje warunki(rozwod).Nie odszedl.Nie odchodzil przez 6 lat,gdy "zlapalam" go na internetowych romansach,zawsze sie pakowal,wybuchal,obwinial,pozniej plakal,przepraszal.Ja wtedy nie widzialam w tym uzaleznienia od seksu.Bylam tylko wsciekla.
Czy Twoj maz mial "tylko"romanse w sieci ,pornosy i masturbacja?Przepraszam,ze zadaje tyle pytan.
Jak dlugo juz wiesz o jego uzaleznieniu?
Czy moze nam pomoc grupa AA(ktos pisal,ze mechanizmy sa podobne u alkoholikow i seksoholikow)?-jesli nie znajdziemy  w naszym miescie SLAA.

216

Odp: Seksoholizm

Mam,znalazlam taka grupe w Kolonii.Pytanie tylko ,co powie na to maz.Iruda,on powinien tam chodzic sam i ja sama?

217

Odp: Seksoholizm

Podejrzewałam juz dawno, że coś jest "nie halo". Kontrolowałam jego komórkę (starał sie czyścic wszystko, ale nie zawsze mu sie udawało), przeglądałam komputer, śledziłam historię, wpisy w gg, skype itp. Był bardzo aktywny na różnych forach tematycznych i tam "łapał" swoje romanse i zauroczenia. Niektóre to były "tylko" flirty, siedział kilka godzin na gg, kładł sie spac ok 2 w nocy, wstawał o 4 i klikał dalej, nakręcał sie tymi flirtami, usmiechał sie do komputera, a potem było między nami dużo seksu (teraz sie okazało, ze to było tzw. uruchomienie, czyli seks ze mną nie był ze mną), robilam mu awantury, zakazywałam kontaktu, dzwoniłam do tych dziewczyn itp. - upodlenie na maksa.
Czarę przelało znalezienie w jego archiwum zachowanego czatu z kolezanką z pracy - obrzydliwy cybersex, a co gorsza sugerowali tam, że w realu również jest im fajnie. Kazałam mu sie wynosic z domu; nie mieszkalismy razem przez kilka tygodni.
To byl czas na to, zebym zrozumiała w czym jest problem, ze to uzaleznienie.
Okazało sie, ze było tez duzo porno i masturbacji (wiedziałam, ze jest, ale zdawałam sobie sprawy ze skali problemu).
Zaczelismy chodzic na grupy dla uzaleznionych i współuzaleznionych.
Dla mnie największy sens ma właśnie grupa. Zauważyłam, ze terapeuci bagatelizują problem seksoholizmu, a to tzreba leczyc jak kazde inne uzaleznienie - takze w oparciu o grupę.

218 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-01-18 14:50:28)

Odp: Seksoholizm
filipina napisał/a:

Mam,znalazlam taka grupe w Kolonii.Pytanie tylko ,co powie na to maz.Iruda,on powinien tam chodzic sam i ja sama?

Co on powie?
Nie powinno Cie to obchodzić - musisz ratowac siebie, on jest dorosły, ma wlasną wolę, moze sie leczyc lub nie.
Nie mozesz mu dalej matkowac i prowadzic za rączkę, bo to bedzie stymulowało jego uzaleznienie.
Poczytaj o współuzaleznieniu i zajmij sie swoim zdrowieniem.

My akurat chodzimy na różne grupy, bo tak jest nam łatwiej o szczerość.

Jak dlugo juz wiesz o jego uzaleznieniu?

Zdałam sobie sprawe pod koniec czerwca 2011, ale to wszystko trwało znacznie dłuzej (chyba od zawsze), tylko w ostatnim roku sie maksymalnie posypało.

219

Odp: Seksoholizm

Iruda,wiem,ze nie moge zapomniec o sobie.Zamierzam zaczac chodzic na spotkania dla wspoluzaleznionych od nastepnego tygodnia.Wiesz,ja mam tez inny problem,jedno z naszych dzieci ma niecaly roczek,musze zorganizowac dla niego opieke,ale mysle,ze sobie poradze.
Moj maz nadal uwaza,ze byc moze ma problem z uzaleznieniem od seksu ,a byc moze nie...Krzyczy,ze ja mu swoim gadaniem nie pomoge,ze go nie ulecze,ze potrzebuje spesjalisty,do ktorego nie idzie,ktorego nie szuka...Sam sobie zaprzecza-wie,ze musi sie leczyc,ale nie chce,boi sie.Wiesz,ze on dopiero wczoraj po raz pierwszy przeczytal definicje seksoholizmu???Bal sie?Udawal przede mna?Nie wiem.Dodam,ze nie ejst glupim facetem w sensie intelektualnym.Pracuje jako informatyk,takze dostep do czatow,portali randkowych byl od zawsze.A w domu kasowal kazdy swoj ruch w necie.Zreszta z domu chyba sie nie umawial,zalatwial wszystko w pracy.Pod koniec ,tzn.od ok.roku, lat wychodzil na przerwie obiadowej do agencji.Albo po pracy a mi sprzedawal historie o spoznajacym sie tramwaju itd.
Mowi,ze nie interesuje go dlaczego akurat seks jako nalog(on to nazywa lekiem na frustracje),jego interesuje dlaczego w ogole zaczal klamac i wpadl w "cos zlego".Mowie mu,ze byc moze nigdy sie nie dowie,ze to moze byc wiele przyczyn,ale on chyba tylko na tym sie skoncentrowal.
Z drugiej strony mam wrazenie,ze on klamie,nadal podle klamie.Odsuwa uwage od sedna sprawy.
On nawet mnie nie przeprosil.Gdy nie bylo juz wyjscia,gdy juz nie mogl krecic,gdy sie wydaly najobrzydliwsze fakty(burdele)-napisal SMS a o tresci "przepraszam ciebie za wszystko"...
Byc moze ja sie przed nim ponizam.Moze nie jestem mu do niczego potrzebna?
Obdarl mnie z mojej kobiecosci,zgnoil,a teraz ja modle sie,zeby zaczal sie leczyc,zebysmy nadal byli rodzina.Moze ja jestem bardziej chora niz on?
Z jednej strony wiem,ze to choroba,ze tracil nad soba kontrole,z drugiej strony czuje sie zdradzona setki razy.
Od 3 tyg.nie spotykam sie z kolezankami,nie wiem,co im mowic,wstydze sie o tym opowiadac.Zwierzylam sie jednej,nie musze dodawac,ze on byl wsciekly.Widzialam przerazenie w jego oczach-ze ktos jeszcze wie,dwie twarze ,dwa swiaty wyszly na jaw.Mieliscie cos takiego?Wstyd (Twoj)za niego i jego przed obcymi?
Boje sie o moje male dziecko,bylo radosne,bylo tala mala iskra,teraz ma zaryczana matke,ktora sie drze i boi swiata.
Iruda-strasznie Ci dziekuje,ze ze mna piszesz,ze sie odzywasz.Moze kiedys skontaktujemy sie na maila?Kiedys.

220

Odp: Seksoholizm
filipina napisał/a:

Iruda,wiem,ze nie moge zapomniec o sobie.Zamierzam zaczac chodzic na spotkania dla wspoluzaleznionych od nastepnego tygodnia.Wiesz,ja mam tez inny problem,jedno z naszych dzieci ma niecaly roczek,musze zorganizowac dla niego opieke,ale mysle,ze sobie poradze.

wielkie wyzwanie dla Ciebie, ale zdaje sie, że nie masz wyboru

Moj maz nadal uwaza,ze byc moze ma problem z uzaleznieniem od seksu ,a byc moze nie...Krzyczy,ze ja mu swoim gadaniem nie pomoge,ze go nie ulecze,ze potrzebuje spesjalisty,do ktorego nie idzie,ktorego nie szuka...Sam sobie zaprzecza-wie,ze musi sie leczyc,ale nie chce,boi sie.Wiesz,ze on dopiero wczoraj po raz pierwszy przeczytal definicje seksoholizmu???Bal sie?Udawal przede mna?
(...)Mowi,ze nie interesuje go dlaczego akurat seks jako nalog(on to nazywa lekiem na frustracje),jego interesuje dlaczego w ogole zaczal klamac i wpadl w "cos zlego".Mowie mu,ze byc moze nigdy sie nie dowie,ze to moze byc wiele przyczyn,ale on chyba tylko na tym sie skoncentrowal.

Do poczytania Carnes "Od nałogu do miłości". Mozna rzecz, lektura podstawowa.

Z drugiej strony mam wrazenie,ze on klamie,nadal podle klamie.Odsuwa uwage od sedna sprawy.

Dopóki nie zajmiesz sie sobą - bedzie kłamał, kręcił, manipulował. Im bardziej bedziesz naciskac, tym agresywniej bedzie sie bronił, moze to być nawet niebezpieczne, moze dojsc do rękoczynów; jak odpuścisz, to jest szansa, że napięcie między Wami sie zmniejszy i on zacznie szukac pomocy.

On nawet mnie nie przeprosil.

nie licz na takie rzeczy, bedzie Ci łatwiej; ja tez sie zadręczałam tym, że mnie nie przeprosił, a przeciez powinien, odpisciłam juz i moge spac spokojniej.


Byc moze ja sie przed nim ponizam.Moze nie jestem mu do niczego potrzebna?
Obdarl mnie z mojej kobiecosci,zgnoil,a teraz ja modle sie,zeby zaczal sie leczyc,zebysmy nadal byli rodzina.Moze ja jestem bardziej chora niz on?
Z jednej strony wiem,ze to choroba,ze tracil nad soba kontrole,z drugiej strony czuje sie zdradzona setki razy.

W tej chwili jestes wyłącznie częscią jego uzależnienia sad

Od 3 tyg.nie spotykam sie z kolezankami,nie wiem,co im mowic,wstydze sie o tym opowiadac.Zwierzylam sie jednej,nie musze dodawac,ze on byl wsciekly.Widzialam przerazenie w jego oczach-ze ktos jeszcze wie,dwie twarze ,dwa swiaty wyszly na jaw.Mieliscie cos takiego?Wstyd (Twoj)za niego i jego przed obcymi

Tak reaguje typowa współuzależniona i typowy uzależniony, ja powiedziałam niektórym koleżankom, ale nie stoję na ulicy i nie krzyczę przez megafon, bo nie ma o czym.
Masz prawo mówić, a on ma prawo sie wściec, tez go zrozum, z tym, że nie musisz go brac pod uwagę. Wstyd jest częścią tej choroby.

Boje sie o moje male dziecko,bylo radosne,bylo tala mala iskra,teraz ma zaryczana matke,ktora sie drze i boi swiata.

Jestes mądra kobieta, dasz sobie radę, kiedyś przestaniesz sie drzeć (to i tak nic nie zmienia) i ryczeć.
Trzymam za Ciebie mocno kciuki!!!!

221 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-01-19 15:09:17)

Odp: Seksoholizm
kasta napisał/a:

A co z nami? W którym momencie pojawiamy się my?

Zacytuje pytanie z bardzo starego postu, bo mnie strasznie poruszyło.
To do niedawna było moje główne pytanie "a co ze mną" "a co z nami"?
A teraz wiem - jak sama sie sobą nie zajmę, to nie mam co liczyć, że uzalezniony człowiek mi cokolwiek ofiaruje.
Współuzależniona - zajmuje sie swoim zdrowieniem osobiście!!!!

222 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-01-20 23:07:56)

Odp: Seksoholizm

i jeszcze jeden cytat, który warto wyrwać z mroków forum, bo jest to kwintesensja zdrowienia osoby współuzaleznionej

dotyczy osób które swoje szczęście czy nieszczęście opierają na zachowaniu czy postępowaniu partnera. Nie mają szczęścia w sobie, szczęście jest wtedy jak On robi, mówi i zachowuje się tak że można czerpać z jego zachowań szczęście dla siebie. A potem jak zostają same, nieszczęście przepełnia każdą komórkę ich ciała, bo nie ma szczęścia, bo zniknęła jego podpora. Najczęściej wychodzenie z tego stanu trwa bardzo długo, czasem nigdy się nie otrzepują. Czasem nieszczęście kończy się nagle gdy spotykają nowego "podpieracza". Stary związek już nie boli, bo mają o kogo oprzeć swoje szczęście. Nie są w stanie zrozumieć jak można być szczęśliwym z kimś, kto zdradzał. Bo 'On' to ich szczęście lub nieszczęście. Nie zdają sobie sprawy, że dopóki nie znajdą szczęścia w sobie, nigdy nie bądą szczęśliwe. Bo podpórki mają to do siebie że są tylko podpórkami. Ale Te co same wykaraskają się z tego dołka , wygrywają, bo nie potrzebują już podpórki dla radości życia.
Nagle są zdziwione że mogą być zadowolone żyjąc bez podpórki. Szczęście osiągną wtedy, gdy nie będą go łączyć z inną osobą.
Silne i szczęśliwe kobiety potrafią postawić granice, nie godzą się na zdrady i przemoc fizyczną czy psychiczną, potrafią stawiać granice, a po przekroczerniu jej przez partnera, żegnają go. Ale to właśnie One potrafią również przebaczać

kachna66 - dzięki!!!

223

Odp: Seksoholizm
iruda napisał/a:
kasta napisał/a:

A co z nami? W którym momencie pojawiamy się my?

Zacytuje pytanie z bardzo starego postu, bo mnie strasznie poruszyło.
To do niedawna było moje główne pytanie "a co ze mną" "a co z nami"?

Kochane, post jest stary, lecz wciąż aktualny. Nadal tu zaglądam, mimo,iż moje życie zmieniło się radykalne. Jestem po rozwodzie, mąż nie zawalczył o rodzinę. Podobnie jak jedna z Was mam bardzo małe dziecko. Wychowuje się z dala od ojca, w sumie to bez ojca = bo kilkudniowe spędzenie popołudnia raz na pół roku to nie jest wychowywanie. Boli, wciąż. Nie uciekłam w nowy związek, lecz od roku chodzę na terapię. Dopiero niedawno odważyłam się powiedzieć, że mój, już były, mąż był/jest uzależniony. Ja - wciąż walczę ze współuzależnieniem. Od niego. Od relacji, którą trudno nazwać miłością, a do której jednak wciąż mnie ciągnie. Na razie działa tylko jedno - jak najmniej kontaktów. Z seksoholikiem jest trudno, bo jak nie widzimy jego kompulsywnych zachowań, to wydaje się nam, że to taki wspaniały człowiek. Bo seksoholik nie śmierdzi jak alkoholik, nie niszczy jak narkoman etc. Łatwo ulec iluzji. Wiem jednak, że mój były nigdy nie dopuścił do siebie myśli, iż jest uzależniony. Bo przecież seks to nic złego. Nie, nic, to prawda. Skąd wiem zatem? Z wszystkich układanych przez ostatni rok kawałków informacji. Terapia pomaga, lecz nie wyciąga jeśli same sobie nie strzelimy w twarz i jasno nie powiemy: "nie chcę cie takiego, nie chcę tak żyć!". Mam bardzo osłabione granice. Podobnie jak  napisała jedna z Was, wiem, że mój były zniszczył moją kobiecość. Chciałabym móc jak i on - uprawiać seks i nic nie czuć oprócz przyjemności. W lewo, w prawo, nie ważne z kim, gdzie i jak. Bo może wówczas nie bolałoby? Może osoby pozbawione empatii mają łatwiej. Bo niczego im nie brakuje, ponieważ nawet nie wiedzą czego brakować im może. Z moim byłym widuję się rzadko. Ale to i tak o wiele za często. Bo wciąż jestem związana. Niestety, wciąż jestem zaangażowana. Wciąż chciałabym, aby on chciał skorzystać z pomocy. Wiem, że nie mogę tego zrobić za niego. Wiem, że nie mogę nic oprócz wspierania siebie. Ale marzenia, raczej mrzonki, wciąż są. Daję sobie jednak prawo do tego, bo zbyt siebie karciłam za zachowania jego na które nie miałam przecież wpływu. Staram się zaakceptować i polubić siebie. Trudne zadanie dla kobiety, którą własny mąż zgnoił psychicznie tak, że najchętniej zakładałaby na co dzień czapkę niewidkę. Pozdrawiam. Myślę, że dla wielu osób z tego wątku sprawy nie są jeszcze zakończone. Trudno się jednak o tym pisze jak już się posiądzie wiedzę o mechanizmach, umie rozpoznać i nazwać problem. Bo dziwny to problem, choć zupełnie nie odbiega od tego co przeżywają żony alkoholików i innych uzależnionych.

224

Odp: Seksoholizm

Witajcie
Niech moim pseudonimem będzie "Oko"(facet)
Mam czterdzieści kilka lat, właśnie moja rodzina przestała być "moją rodziną" od ok 3 tygodni wiem w pełni świadomie, że jestem seksoholikiem.
Masturbacja, pornografia a także płatny sex.
Byłem już 2x u psychoterapeuty, jestem trzeźwy, moje człowieczeństwo powróciło na tyle, że ból co kilkanaście minut paraliżuje mój mózg.
Nie potrafię jeszcze zrozumieć, czemu tak upadłem.
Myślę tylko o tym, aby moja rodzina kiedyś wróciła, i abym był już wtedy w pełni wartościowym mężczyzną.
Wybaczcie, że wybrałem was za swoje wsparcie.
Oko.

225 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-02-14 14:48:37)

Odp: Seksoholizm
oko napisał/a:

Witajcie
Byłem już 2x u psychoterapeuty, jestem trzeźwy, moje człowieczeństwo powróciło na tyle, że ból co kilkanaście minut paraliżuje mój mózg.

tak piękne, ze az niemozliwe.
idź na SA lub SLAA, bo psychoterapia jako jedyna forma pomocy nie jest wystarczająca w wypadku uzależnien
trzymaj sie mocno

226

Odp: Seksoholizm

A jak się miewa autor wątku? Przepadł? Poddał się?

227

Odp: Seksoholizm

Minął miesiąc. Porządkuję swoją głowę, a właściwie bałagan, który tam mam.
Całkowity celibat nie jest zły. Jak na razie zupełnie łatwy. Ale to nie tylko moja zasługa, a raczej szoku i tęsknoty za Żoną (wyprowadziła się przed dwoma tygodniami).
Właściwie, to o niczym innym nie myślę, tylko czy zmienię się na tyle, że będzie chciała jeszcze ze mną żyć.
Jutro kolejna wizyta (druga) w SLLA. To wielka ulga wywalić ten bród z siebie, i czuć, ze jest się zrozumianym. Posłuchać innych też warto. Już nie jesteś sam.
Na spotkania z terapeutką oczekuję z coraz większym zniecierpliwieniem. Gdybym miał środki, chodziłbym codziennie.
Jak człowiek rozpoznaje przyczyny uzależnienia i może wypłakać ból dzieciństwa, to ulga jest ogromna.
Tylko żal i tęsknota ciągle jest taka sama.
Ale samotność nie jest taka zła.

228

Odp: Seksoholizm

Witaj Oko
Podziwiam Cię za tak wysoką świadomość po tak krótkim czasie zarwania z "nalogiem"
Najwyraźniej nie jest z Toba tak źle.
Seksoholikowi zajmuje dużo czasu uświadomienie sobie kim się stał, bo problem seksoholika polega na tym, że zachowania kompulsywne są tak silne, że nie liczą się konsekwencje.
Druga sprawa, jedna rzecz paraliżuje seksoholika totalnie, a mianowicie WSTYD.
Seksoholik unika jak ognia opowiadania o swoich wyczynach, przyznania się kim sie stał, a w większości przypadków nastepuje właśnie umniejszanie problemu, już nie wspomnę o tzw syndromie Piotrusia Pana.
Bo seksoholikiem jest się bardziej psychicznie, a nie fizycznie.
No i podstawowa sprawa, nie każde "puszczalstwo" jest seksoholizmem!!!!!!!!!!!!!
Zwykłe puszczalstwo łatwiej okiełznać, skończyć z nim, policzyć zyski i straty i dokonać wyboru.
W seksoholiźmie jest troche inaczej, nie jest to takie łatwie, nawet jeśli ktoś widzi ogrom strat, zachowania kompulsywne czesto długo jeszcze biorą góre.
A czesto też jest tak, że "puszczalstwo" osobnicy tłumaczą seksoholizmem, no bo przecież jest w szponach nałogu, wiec .......
Miałam do czynienia z jednymi i drugimi, uwierz mi, że jest różnica.
Co do celibatu, to jest to tak jak z nałogiem obżarstwa, nie da się wogóle przestać jeść, trzeba to czynić tylko w zdrowy sposób.
To tyle

229 Ostatnio edytowany przez oko (2012-03-01 22:52:28)

Odp: Seksoholizm

Mały Duszku
Dziękuję Ci za wsparcie. To bardzo wiele, gdy ktoś w ciebie wierzy.
Ja na razie wierzę głęboko, że z tego wyjdę. Wierzę również w metodę którą podążam.
Klucz moim zdaniem jest w dzieciństwie. Zrozumiałem to po pierwszej wizycie u psychoterapeuty. Najpierw łzy na sesji, a dwa dni potem przebudzenie się z głośnym szlochem i kilkoma obrazami z dzieciństwa. Nic dramatycznego, scena ośmieszania w przedszkolu za seksualne zainteresowania i publiczne zmuszenie do obnażenia się kilku kolegów i koleżankę przez "panią", onanista zmuszający do patrzenia na klatce w bloku, starsza koleżanka zmuszająca do odgrywania podpatrzonych scen. Ot drobiazgi które odpłakałem po 40-tu latach.
Co siedmioletni dzieciak dowiedział się o seksie? - Brudna sprawa.!

W moim przypadku uzależnienie zaczęło się w podstawówce. Nieustanne napięcie (rodzice nic nie wiedzieli) łagodziła dopamina.
Kłopoty w kontaktach, w nauce podwajały stres. Zwiekszałem dawkę.
W liceum dołączyły fantazje na temat kobiet.
Tak stworzył się związek masturbacja-sex(brudny!)
Pornografia to turbodoładowanie, a wizyta u prostytutki to prosta konsekwencja "przeładowania systemu".
Uczuć w to zadnych nie mieszałem, bo kochałem Żonę.
Kłamstwo wobec siebie pozwalało na koegzystencję osobowości niczym w powieści.
Próbowałem skończyć wiele razy, ale pornografia załatwiała wszystko, kolejne wpadki leczyłem dopaminą.
Jeszcze 2 miesiące temu o erotomanach myślałem, że to niegroźni zboczeńcy, obnażający się po parkach.
Dziś sam jestem jednym z nich.
Za żadne skarby nie chcę tam wrócić.
Chcę, aby Bóg, który oddał mi duszę, zwrócił mi także moje życie.
PS
Celibatem nazwałem mylnie abstynencję, czyli całkowite powstrzymanie sie od czynności seksualnych.
Masturbacja łatwo wypadła, szczególnie jak zorientowałem się, że mam na to ochotę kiedy mam stres. Obiektu ani fantazji zadnej przy tym nie było. Pojąłem, ze dopamina mojego "chcę" nie rozwiąże. Dojrzałość i owszem.
Nadmienić muszę, że w ostatnim stadium nałogu samodzielnie potrafiłem zawiązać sznurówki. Pozostałe decyzje musiałem otrzymać z zewnątrz.
Panicznie boję się pornografii. I fantazji.
Ale wiem i to, że niema pornografii = niema konieczności korzystania z płatnego seksu.
Na razie pisanie przynosi wystarczającą ulgę.

230

Odp: Seksoholizm
mały duszek napisał/a:

Witaj Oko
Seksoholikowi zajmuje dużo czasu uświadomienie sobie kim się stał, bo problem seksoholika polega na tym, że zachowania kompulsywne są tak silne, że nie liczą się konsekwencje.
Druga sprawa, jedna rzecz paraliżuje seksoholika totalnie, a mianowicie WSTYD.
Seksoholik unika jak ognia opowiadania o swoich wyczynach, przyznania się kim sie stał, a w większości przypadków nastepuje właśnie umniejszanie problemu, już nie wspomnę o tzw syndromie Piotrusia Pana.
Bo seksoholikiem jest się bardziej psychicznie, a nie fizycznie.

Jak już napisałem wcześniej, stworzyłem tak doskonały system kłamstwa, wobec swojego sumienia przede wszystkim, ze sam w to wierzyłem. Chciałem wierzyć dla ścisłości, bo sumienie jednak dawało znać o sobie. Nikt, absolutnie nikt nie wiedział co robię.
Tchórzostwo sprawiało, że w chwilach największego doła psychicznego nie skręcałem pod tira, tylko sięgałem po coraz ostrzejszą pornografię, aby ostatecznie wylądować w agencji.
Także to, że jestem seksoholikiem uswiadomiła mi Żona, pokazując w internecie kilka stron o uzależnieniu.
Płakałem czytając historie obcych ludzi, ale jakże znajome.
Wtedy zrozumiałem, że zerwanie z kłamstwem jest pierwszym podstawowym krokiem do wyjścia z bagna.
"Prawda was wyzwoli" cały czas słyszę te słowa.
A teraz, mimo ze głowa czasem płata figle (fantazje w najbardziej nieoczekiwanych momentach) robię wszystko, aby odzyskać człowieczeństwo, aby dzieci nie musiały się wstydzić ojca.
I być może, aby Żona chciała wrócić. Tęsknię za nią tragicznie.

231

Odp: Seksoholizm
colargol napisał/a:

A jak się miewa autor wątku? Przepadł? Poddał się?

Nie przepadł ani nie poddał się. Podjął walkę (chociaż nie o walkę tu chodzi) z uzależnieniem i pozostając w trzeźwości, czasem lepiej czasem gorzej, jakoś sobie radzi. Nie jest to jednak miejsce na to, abym o tym opowiadał. Najważniejsze jest to, że jestem na dobrej drodze i że zdrowienie postępuje.

OKO - jeżeli chcesz, napisz do mnie e-mail. Tutaj nie będziemy prowadzić dyskusji. Już teraz jednak chcę Ci coś podrzucić. Odszukaj w sieci stronę www Anonimowych Seksoholików (tutaj moderatorzy i tak usuną link) - znajdziesz tam info nt. mitingów. Nie zwlekaj ! Idź od razu na najbliższy ! Terapia terapią ale tam, wcześniej czy później i tak trafisz. Po prostu spróbuj i idź tam. Na stronie SA odnajdziesz również 12 Kroków i 12 Tradycji - wczytaj się w nie.

Uważaj na siebie, trwaj w trzeźwości i nie poddawaj się. Pozdrawiam.

232

Odp: Seksoholizm
Marek_40 napisał/a:
colargol napisał/a:

A jak się miewa autor wątku? Przepadł? Poddał się?

Nie przepadł ani nie poddał się. Podjął walkę (chociaż nie o walkę tu chodzi) z uzależnieniem i pozostając w trzeźwości, czasem lepiej czasem gorzej, jakoś sobie radzi. Nie jest to jednak miejsce na to, abym o tym opowiadał. Najważniejsze jest to, że jestem na dobrej drodze i że zdrowienie postępuje.



Uważaj na siebie, trwaj w trzeźwości i nie poddawaj się. Pozdrawiam.

Marku
To co napisałeś daje mi wielką nadzieję.
Mnie też nie o walkę chodzi, nie ona jest najważniejsza.
Mam jasny cel i o to walczę. Wyzdrowienie jest kluczem do celu, niestety nie gwarantującym niczego. Ale dającym szansę.

Wielkie dzięki za skierowanie do AA, w moim wypadku przypadek sprawił, że jestem w SLAA i (niestety) wiem to na pewno jestem wśród "swoich".
To wielkie wsparcie, dla kogoś, kto jak ja jest nowicjuszem.
Też za Ciebie trzymam kciuki.
OKO

233

Odp: Seksoholizm

Dlugo mnie nie bylo,tzn.nie udzielalam sie tutaj.Wlasnie przeczytalam swoje wpisy.Hehe.Tak tylko dla scislosci,o ile to kogos interesuje,napisalam wjednym,ze maz od ok.roku wychodzil na przerwie obiadowej w pracy do burdelu.Nie,laseczki,nie od roku,od zawsze chodzil do "panienek"dla kazdego,odkad zarobil pierwsza kase.
Duzo nowych faktow wyszlo na jaw po czasie.
Ciesze sie,ze wszystko wylazlo,cale gowienko sie wylalo i teraz mozna sprzatac.A maz sprzata,nie powiem,puk,puk,odpukac w niemalowane,zeby nie zapeszyc.
Ja mam swojego terapeute,swoje spotkania,on ma swoja "dzialke do obrobienia".Narazie spotkania SLAA nic mu nie daja,prosze bardzo,nie musi ,jego decyzja,chodzi do psychologa,stara sie w pracy,stal sie lepszym ojcem,milszym mezem,spokojniejszym facetem,a przede wszystkim OTWARTYM .On sam zaczyna ze mna szczere do bolu rozmowy,NIGDY tak nie bylo,zawsze u nas bylo ALL RIGHT;)On nie mial problemow,nie z terazniejszoscia,nie z przeszloscia,z niczym.Bo nie myslal dalej jak o tym,co bedzie za 3 dni.Osobowosc uzalezniona.
Sa zmiany.Jestem dobrej mysli,ale tez gotowa na podjecie waznej decyzji,gdyby Gugus jednak gral.Gdyby Gugus jednak wpadl znow w kupe.
Nie zapomne o tym bolu i nie chce go juz.To moja decyzja.Chce sie leczyc ze wspoluzaleznienia,chce byc szczesliwym,spelnionym czlowiekiem,dobra,madra matka moich dwoch synow.ChcialaBYM byc tez jego zona,ale to lezy w jego rekach.Bo nie chce byc zona oklamywana,proste.Wiem,ze gdy znow zrobi "w tyl zwrot"-odejde.Na dzien dziesiejszy dostal ode mnie kredyt zaufania,przebaczam mu kazdego dnia bardziej,choc nigdy nie zapomne.I bardzo dobrze.Trzeba sie uczyc;)
Nie zapomne o bolu i nigdy juz nie zapomne o sobie.
Dziewczyny,warto postawic warunki,warto czekac.Jestem na poczatku dluuuuugiej drogi,ale juz wiem,ze ta droga jest wygrana,cokolwiek by sie nie stalo,tylko pracujmy my nad soba,a facetom ,uzaleznionym osobowosciom dajmy robic swoje,nie zadreczajmy ich pytaniami i naszym bolem.To nasz bol.Oni maja swoje zadania.Nie kontrolujmy,ale nadzorujmy delikatnie,co Delikwent robi w kwestii naszegp warunku-leczenie,zaprzestanie kompulsywnych dzialan.Mysle,ze po czyms takim,co nas spotkalo mozna wyczuc z daleka Kolesia.Znamy ich klamstwa,znamy ich metody,szantaze emocjonalne,manipalcje.
Jesli dalyscie szanse nie zabierajcie jej.
Dajcie sobie czas.Gorzej nie bedzie.A moze byc lepiej.Musimy wylezc ze swojego wspoluzaleznienia i dac naszym mezom popapranym szanse pokazac jak im zalezy na sobie,na nas,na normalnym zyciu.Odejsc zawsze mozna.
Dziekuje Kochanej Kachnie za wsparcie duchowe,Kachna,nawet nie wiesz jak mi pomoglas:)

234

Odp: Seksoholizm

Chce jeszcze dodac,ze nie zawsze mam tak pozytywne nastawienie.I ja miewam doly ,gonitwe mysli,te natretne obrazy,jak on mogl tak nas wybrudzic,tak sie sprzedac.Odganiam jak muchy.I czytam cos o osobowosci wspoluzaleznionej(ja) czy definicje nalogu(on) po prostu(znam juz na pamiec).
Nie warto marnowac zycia na rozpamietywanie tego,co bylo.Stalo sie.Mleko sie rozlalo.
Dalysmy szanse,trzymajmy sie tego,bo nie dalysmy szansy tylko im,dalysmy ja glownie sobie.Zeby umiec zyc swoim zyciem i sie nim cieszyc.
Czy nasi faceci z tego wyjda czy nie,my bedziemy mocniejsze i w koncu wolne.
Tym kobietom,ktore postawily kreske odrazu zycze rowniez duzo sily,zeby nie wpadly nigdy w zwatpienie i umialy zbudowac nowe,zdrowe relacje.
Nie ma zlotego srodka,nie ma jeden i slusznej decyzji,odejsc czy zostac?ale jak sie jakas podjelo trzeba za nia odpowiadac.Mialysmy chorych mezow,facetow,ktorzy nie mieli woli,miejmy ja my,a oni niech sie ucza sami,bedac,a raczej moc byc OBOK nas.

235 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-04-01 07:58:25)

Odp: Seksoholizm

Filipina, jakbym czytala o sobie.
Ale szansa, która dałam została odrzucona. To, co bralam za oznaki zdrowienia był tylko bardziej zakamuflowaną manipulacja.
Nie widze dalej szans. Nasz zwiazek nie istnieje, chociaz formalnie jest.
Kazde musi osobno, bo razem to my nie wyzdrowiejemy.

236

Odp: Seksoholizm

Iruda i ja nie wiem ,co mnie czeka.Czasem tez mysle,ze moze moj Maz tak pieknie udaje.Jak sie nie da razem tez pojdziemy kazde swoja droga.
Wspolczuje Ci bardzo,bo wiem jak boli odrzucona szansa.Staram sie wzmocnic na taka okolicznosc u siebie,bo wiem,ze nalog to tez wpadki,nawroty.Musze byc wtedy silna...

237

Odp: Seksoholizm

Smutna kołysanka

Witam. Nick oznacza kłamca-manipulant-seksoholik (później wyjaśnię). 33 - wiek (później też wyjaśnię). Na wstępie radzę "zapiąć pasy". To nie będzie miła historia. W zasadzie miałem to napisać na jakimś forum katolickim, ale uznałem że mam pewną "misję" ewangelizacyjną, bo przekonanego nie trzeba przekonywać, a tu może ktoś się dzięki mojej historii mocniej zwiąże z Bogiem i nauką Pisma Świętego.

W naszej rodzinie od pokoleń istniał jakiś niewytłumaczalny dramat, ból i grzech. Pamiętam jak matka, ciotka czy wcześniej prababka często budziły się po nocach i mówiły że były "duszone", "dręczone". Zawsze się z tego śmiałem.

W rodzinie od strony matki były samobójstwa (dziadek umarł jak ja jeszcze w planach nie byłem), podobnie w rodzinie ojca. Z tego co mi opowiadała ciotka, wujkowie mieli też coś koło 33-35 jak "wybrali" sznurek itp. "rozwiązania".

No i najgorsze to to, że każde kolejne pokolenie przenosiło na kolejne te pokaleczenia emocjonalne. Moja babka zostawiła dziadka z gromadką dzieci, w tym moim ojcem, wybrała bowiem życie z kochankami (podobno mawiała "chłopa muszę" tyle wiem z opowieści zaufanej osoby w rodzinie). Ze strony matki tam też pradziad zostawił prababkę z 5 dzieci, wyjeżdżając za granicę, a jak przysyłał raz na rok list, to pisał "miłość to ja mam tu na ulicy". Skończył źle, przez kolejną młodą "siksę" z "kolekcji".

No niestety, rodziców się nie wybiera. Mój ojciec to erotoman i babiarz.

Jestem "typowym" dzieckiem z "wpadki", tzn. matka zaufała mu, w końcu 20 lat miała, młoda i naiwna była, on nie bardzo się spieszył do ślubu, wolał "zaliczanie", w końcu jednak rodzina matki nalegała na ślub że wszystko się ułoży. Prababka, która wycierpiała się na wojnie cudem unikając śmierci nie raz, a potem cierpiąc przez pradziadka, mówiła wówczas jednak: on mi nie pasuje, krętacz i tyle, i "postulowała" żeby matka wychowywała mnie samotnie.

Jednak był ślub, i praktycznie zaraz musiały się tam zacząć jakieś problemy - matka miała iść na studia (wzorowa uczennica) i z tego tytułu nie poszła, ojca chyba od początku nie było w domu, pamiętam że bywał raz w tygodniu, potem raz na dwa tygodnie, potem raz na miesiąc. Jak przyjechał to tylko bił, często przyjeżdżał pijany.

Jednak od czasu do czasu odwiedzała nas babka i ciotka, wtedy "tatuś" robił się kochający. Prezenty, itp.

Miałem jakieś 5-6 lat kiedy nastąpił dramat. Zaczęli się kłócić i wyzywać, nie rozumiałem tego. Pamiętam że matka grzebała ojcu po spodniach, ciągle kontrolowała, ten ciągle przyjeżdżał w "zapachach" perfum, słyszałem tylko wynoś się straszne bójki i rękoczyny, czasem jedno z nich brało mnie jako tzw. żywą tarczę i przykładało nóż albo jakiś kij "połamię mu giry" itp. odzywki.

Ogólnie jak byłem sam w domu to najlepiej się czułem. Albo z babcią. Miałem 4 czy 5 lat, jak już czytałem, mając 3 lata nauczyłem się będąc samemu robić "kanapki", mając 6 lat znałem już dziesiątki haseł z encyklopedii. Miałem np. zabawkę grę z państwami świata i stolicami, i kiedy szedłem do rodziców (akurat sensacja się nie kłócili jak się kłócili drżałem w obawie o życie ich, bo wpadali w coraz większe furie latające talerze wybijane szyby w drzwiach, ale i swoje życie) pobawcie się ze mną, to było tak: ja wiedziałem wszystkie hasła, oni niewiele, ja wtedy "prowadziłem w meczu", a oni zamiast pochwalić, to a baw się sam.

W zasadzie pochwały słyszałem tylko od babci, ciotki, pań w przedszkolu, no i miałem nawet "przyjaciółkę". Z rodziną ojca nie utrzymywaliśmy kontaktów.

Pewnego razu matka która coraz bardziej "wariowała" przez ojca i nadal "spała" ze mną, a miałem już ok. 6 lat, wciągnęła mnie do siebie i chyba doszło do tzw. nieświadomego kazirodztwa, pokazała mi "za dużo" zresztą nie mam całego "slajdu" i wolałbym go nie widzieć. Kilka tygodni temu pokazał mi się jeszcze straszniejszy "slajd" jak leżę na brukowanej ulicy (drodze?) a obok wywrócony bokiem wózek. Sam chyba bym nie wypadł, mam nadzieję że to nie matka mnie wyrzuciła, a kto wie może tak było bo wpadła np. w złość po coś się urodził.

Tak więc idąc do zerówki, lub podstawówki praktycznie już przestałem mówić mamo. Pojawiło się wreszcie "życie", czyli szkoła.

A że bieda była straszna, nędza PRL, czyli salceson, ale i ojciec co rusz "szalał", tzn. zarabiał nie najgorzej (na dzisiejsze jakieś 3000 matka rzadko kiedy tam pracowała) ale przywoził "grosze", można się domyślać na co i kogo wydawał, tak więc psychika się powykrzywiała bardziej. Nic tak nie niszczy psychiki w sensie kompleksu niższości jak bycie biednym czyli gorszym. Wtedy to jeszcze nie było widoczne - bo większość żyła na mniej więcej podobnym poziomie, ale ja to odczuwałem.

Kolejne klasy w szkole, świadectwa z "paskiem", obiady z "opieki" w szkole, naprawdę było miło. Lekcje na następny dzień robiłem w szkole, lubiłem przesiadywać w świetlicy, potem były kółka komputerowe, matematyczne, sportowe, jakieś zajęcia plastyczne i gazetki ścienne, uwielbiałem szkołę, w której mogłem spędzać 24 h na 24. Wracałem do domu, mało co się uczyłem, jak już to tylko jakieś czasem zadanka na jedynym w domu stole w kuchni. Ciągle jednak słyszałem wynoś się, po co mi tu przeszkadzasz, po co to piszesz co ci to da, a jak nie robiłem lekcji to po żeś się k***o urodził, trzeba było cię potopić po urodzeniu.

W tym momencie ojciec przywiózł jakąś kolejną chlamydiozę, czy inną opryszczkę, znów przepraszał, błagał, zapewniał, za tydzień wracał, potem potrafił twierdzić że jedzie w delegację (miał gotowe "papiery"), a jak się okazało dzięki życzliwym, siedział u kochanicy na osiedlu.

Zaczął naprawdę dobrze zarabiać, jakieś 7000 na dzisiejsze. Wreszcie nie musiałem się wstydzić w szkole z ubrań. Wreszcie kompleksy przestały mi dokuczać, do tego średnia w szkole 4.7 do 5.2, kolejne zainteresowania, ogniska, wyjazdy w góry, krótkofalarstwo, modelarstwo, PTTK, klocki Lego o czym kiedyś mogłem tylko marzyć, stałem się domowym "ekspertem" od VHS, miałem Commodore 64, Amigę 500, normalnie żyć nie umierać.

W tzw. międzyczasie dojrzewałem "normalnie", tzn. na Andrzejkach poznałem dziewczynę o imieniu Ania, pamiętam jak koleżanka na osiedlu się śmiała że ty się chyba zakochałeś, były małe "przytulanki", no i w końcu masturbacja chyba 13 r.ż. jakoś tak to było.

No a ojcu zaczęło świetnie iść, zaczął otwierać stoisko (tzw. "szczęki"), kupiliśmy parę sprzętów, remont w chacie. "Niestety" urodził się brat. Chwilę potem ojciec "ulotnił się", tzn. znów zaczął jeździć w tzw. delegacje. Wymyślił kretyn takie oto wytłumaczenie: haruję na ten dom, i muszę jeździć po hurtowniach. Jak się okazało, miał "kumpli" którzy za grosze odwalali "czarną robotę" (zresztą czasem ja stałem na stoisku za
"kieszonkowe": "tylko nie mów matce"). Ja jako "solidarny" nie mówiłem.

Okazało się później że jeździł po baletach, i do Renatek, Marzenek, Irenek, i agencji, bo te zaczęły chyba koło 90-92 roku powstawać. W końcu się wydało, że ojciec zarabiał nie tyle co przynosił do domu (2-3 "średnie" pensje) ale około 8-10 "średnich". Znów chwila odpoczynku od nałogu panienkowego, kupił samochód, zaczął przynosić prezenty, mi zabawki, bratu zabawki, matce wspólne wypady do restauracji (!), kwiatki, ciuszki. Kupił sobie pan i władca domu "święty spokój". Podobnie zresztą zrobił ze swojego domu i ze swoją żoną jego brat wojskowy, typowy tzw. "trep".

No i w końcu miałem już 18 lat, świetnie mi szło w szkole i poza nią
(żadnych tam używek, "panienek", dużo przyjaciół, kolegów, świetna "forma" sportowa, naukowa że tak powiem) Wszystko było pod kontrolą. Masturbacja to chyba nawet rzadziej niż raz na miesiąc, filmik czasem się obejrzało po 23:00 na niemieckim kanale, zresztą wtedy jeszcze leciało sporo tzw. "softu" także na Polsacie chyba. Za to codziennie rower, bieganie, wysiłek fizyczny, siatkówka, albo piłka, do 23 na dworze, do tego praktycznie byłem już "małym inżynierem". Wymiana koła zajmowała w rowerze mi jakieś 10 minut, montowałem całkiem ciekawe układy, w zasadzie posiadałem już dużo wiedzy z teoretyczną wiedzą z I roku studiów włącznie.

Planowałem ogólnie jakąś szkołę chorążych (radiotechniczna albo przeciwlotnicza) bo wiedziałem że na "cywilne" studia jestem "za tępy" i "nie będzie mnie stać", gdyż ojciec ostatecznie uciekł "w swój świat", przysłał list do matki, że chce zacząć "wszystko od nowa".

Zostałem na parę miesięcy przed maturą z matką bez pracy, bez dochodów, z małymi oszczędnościami, no i z długami.

Na szczęście "zawczasu" udawało mi się jak ojciec był pijany albo spał
"wyciągnąć" mu z kieszeni kilkadziesiąt lub sto tysięcy zł i tak uzbierałem
sobie na parę miesięcy "na przód" na skromne funkcjonowanie. Zresztą człowiek wychowany w biedzie umie tak zorganizować sobie życie za 200, 300, 400 zł, w tym i jedzenie, wszelkie przedmioty potrzebne do życia, nic się u mnie nie marnowało. Niektórzy nazywali to dziwactwem, znosi i znosi tylko do piwnicy.

To później mnie troszkę uratowało. Dodatkowo wpadła jakaś kasa, typu
malowanie, praca wakacyjna, troszkę załatwiano przez szkołę różne możliwości dorobienia. Po maturze matematyka 6, polski 4 (a spodziewałem się ja i moja polonistka 2 i to "przy dobrych wiatrach"), angielski 4 wahałem się, ale jednak postanowiłem zaryzykować. Wychowawczyni chciała żebym szedł na najlepszą polibudę na jaką się da, wojskowe szkoły odpadały (polikwidowali), poszedłem na najbliższą możliwą polibudę (taką "średnią") ale na dość ciężki kierunek.

Bo nigdy nie lubiałem łatwizny, taki ze mnie masochista. Nigdy nie ściągałem w szkole, zawsze mój wewnętrzny rygorysta mówił mi masz tak napisać na ile umiesz. I nawet ta trójka wtedy cieszyła. Zresztą podzieliłem sobie świat szkoły na "cele". Z matematyki musiała być 5 lub 6, fizyka 4 lub 5, z chemii 5, z informatyki min. 4, z geografii, biologii musiała być 5, tak samo przysp. obronne, i WF, no i ZPT. Ulgowo traktowałem sobie j. polski (nie miałem warunków czytać lektur), historię, wos, muzyki, plastyki i tym podobne. Tam z reguły "zwisało" mi to ile miałem. A miałem a to 2, słabe 3, a to 5, czy nawet 6.

Zacząłem być coraz bardziej wymagający wobec siebie, i zaczęło mnie drażnić wszystko. Matka była już wrakiem psychicznym. Dostała alimenty na siebie, na mnie i brata. Później ojciec stwierdził że nie stać go płacić ("załatwił" sobie krętacz jakieś papiery że schorowany a dorabiał zapewne żeby mieć na "dupy" na czarno albo nawet za granicą), sąd okazał się bezradny. Zostaliśmy z alimentami z funduszu. Miałem jakieś 150 zł na miesiąc. Z tym że oddawałem to matce. Ja "żyłem" ze stypendium to było 200-300 zł, zdarzało się że miałem
też naukowe rzędu 90-100 zł. Na początku wystarczało, potem musiałem rezygnować z obiadów, na imprezę jak szedłem to tylko na jedno piwo i "dla relaksu", posiedzieć, pogadać. Zresztą zajęć bywało i 8-10 godzin dziennie, a sesje i zaliczenia odbywały się nawet po nocach.

No akademik jak to akademik, kumple, koleżanki, jakoś specjalnie żyjąc w tym dole psychicznym i finansowym niespecjalnie mnie to zajmowało, owszem oglądało się czasem na necie z kolegami "gołe baby" i "wyścielało się rozkładówkami" pokój, w końcu akademik to w 80% zamieszkały przez niewyżytych panów w wieku 19 do nawet ... 30 lat. Niestety także studentek, koleżanek studentek.

Poszedłem na jedną imprezę, nic nie robię, a tu "panienka" (Kasia) podeszła usiedliśmy pogadaliśmy. Dałem się omotać, może gdyby koledzy byli to bym się nie dał, ale oni gdzieś się ulotnili (z reguły oni się upijali do nieprzytomności, a ja 1-2 piwa, a potem "grzecznie lulu", bo generalnie brzydziłem się tą swobodą studenckiego życia). W zasadzie nie wiem jak to się stało, uległem wdziękom. Nigdy jej już nie spotkałem.

Była impreza na chacie, przyszły znów jakieś koleżanki koleżanek istny
babiniec, dziewczyny były naprawdę fajne, humor, oczytane itd. popiły
troszkę, no i wyszło tańce zabawa i potem w tajemnicy przed światem "ciało rzucone na łoże traci na oporze".

Czułem się podle następnego dnia, dodatkowo zaraz był kolejny ciężki egzamin. W tym czasie była kolejna dziewczyna, zaczęło się od zapukania do drzwi i poproszenia o "męską" pomoc w pokoju. Przyszła w dość mocno prześwitującej "halce".

Kumple oczywiście nie wszyscy (ci co mieli narzeczone a niektórzy nawet żony) szaleli, w zasadzie tryb studiów był tak stresujący ("rycie łba"), że niektórym naprawdę odbijało. Jeden kręcił z pięcioma pannami naraz - zresztą z tego co wiem, to dość szybko "wkopał się" w alimenty, jeden "chodził" z "małolatami" koło 17 lat. Jeden rwał na auto, dosłownie jeden krył drugiego. Taka "solidarność zawodowa" psia mać.

Szczytem wszystkiego było krycie kumpla, który umilał sobie życie z poznanymi w piątek a później w sobotę w barze koleżankami, kiedy w odwiedziny przyjechała z daleka jego przyszła żona.

Moja sytuacja w sumie i tak była już beznadziejna. Nauka mi szła, ale coraz ciężej, coraz większy stres, ciągłe zapalenia oskrzeli i płuc z
niedożywienia, nie było kasy, matka dostała kolejne prezenty od ojca czyli kupę długów do zapłaty (bodaj 8000 zł wszystkiego przy 600 dochodu jej i 500 mojego) trochę dorabiałem handlując niestety kompleksy z lat szczeniackich powróciły. Załamanie kolejne, poszedłem do wojska. Czułem że to ostatnia i jedyna nadzieja.

Nie wiem co dodają tam czy to rzeczywiście brom, ale ustanowiłem tam jeden z "rekordów" czyli ponad 50 dni bez masturbacji, po tych przygodach z dziewczynami było to raz na 2-3 dni a nie jak kiedyś raz na 7-30 dni.

Odzyskałem spokój, "dokarmili mnie". Nauczyłem się ciekawych rzeczy, niestety niektóre z nich wykorzystałem później w złym celu.

Powrót na studia próba walki, ale nie dość że nie miałem kasy, komputer był złomem, i w zasadzie byłem sam jak palec, nikogo nie miałem.

Dotrwałem do piątego roku, ale już na początku wiedziałem że ciężko będzie mi się utrzymać finansowo. Miałem za sobą jeden nie zdany egzamin, odebrali mi na pół roku stypendium tak socjalne jak i naukowe. Żyłem za 5 zł na dzień, bywały "weekendy" spędzone z wodą mineralną za 50 gr i chlebem jako zapychaczem żołądka.

Zrobiłem kolejną złą rzecz, zacząłem handlować alkoholem. Wpadłem na pomysł że przecież można kupować piwa tzw. sikacze, trzymać je w lodówce u kumpla, i potem sprzedawać w akademiku (oficjalnie nie wolno tam spożywać przechowywać i handlować alkoholem ale życie swoje). Kupowałem po 1.80 sprzedawałem za 2.50 potem 3.00 (taryfa nocna). Wielu studentów nie miało lodówki, a sporo było korytarzówek i innych imprez, i niejeden i co gorsza niejedna studentka przyłazili z lenistwa. Ja targałem po 40 kg na sobie w torbach i plecakach z dość odległych sklepów typu dyskont, a że nikomu się nie chciało latać, to sprzedawałem i jakieś grosze wpadały. Na bar mleczny miałem już.

Zresztą w wojsku też znalazłem swoją "niszę". Kupowałem na przepustce np. zupki chińskie po 49 groszy w ilości np. 50, a w jednostce realizowałem "zamówienia" tzw. kotom którzy nie mogli wyjść przez 50-80 dni nie tylko do domu po 1.70 za sztukę, ale nawet na tzw. miasto i już się robiło 60 zł w kieszeni a przy 100 zł żołdu to jakby nie patrzeć spory zastrzyk gotówki.

Niestety, zakochałem się na zabój w dziewczynie która pracowała w kiosku. Co ja mogłem jej zaoferować. Ani auta, ani kasy, co najwyżej umiejętności typu udzielanie korepetycji z rysunku technicznego. Odpuściłem, "i tak mnie nie zechce", "a nawet gdyby to jej rodzice nie będą chcieli takiego wyrzutka".

Załamałem się, w końcu nie dałem rady ze studiami. Psychika siadła, zabrakło mi dosłownie 1300-1500 zł na opłaty za akademik, plus na życie na koniec plus wydruki pracy dyplomowej kwiaty dla promotora marynarka etc. Nie wiedziałem co ze sobą począć. Szczerze mówiąc, zamknąłem się w łazience wziąłem miskę wody, żyletkę i postanowiłem zakończyć tą rozpacz z powodu ciągłej biedy z nędzą i nędzy z biedą podlanej pechem.

Pojechałem do kolegów, którzy kulali się w nędznej robocie, wsiadam do windy w bloku, patrzę jakieś dziewczyny wsiadają. Bez żadnego tam "napalania się". Okazało się że koledzy organizują mini imprezę ja dostałem 4 piwa w zamian za "transport" ... 40 z monopolowego. Niestety, na "baletach" dziewczyna z windy niejaka Dorotka poprosiła mnie do tańca. Często potrafiłem jeszcze w zaprzyjaźnionym klubie jak już pijane towarzystwo się ulatniało oddawać po 20 butelek pozostawionych na zalanych piwem stołach i kasować kaucję za zwrot po 50gr i wpadała kasa na ... obiad. Miałem jak zwykle "się pilnować" tzn. nie upić, trzymać "fason". Niestety strzał tzw. impuls. Taniec, szum, zapach perfum, no i ten czerwony sweterek. Kolejna na koncie.

Potem "kampania wrześniowa" czyli Sylwia, i Ewelina. Krycie się żeby nikt się nie dowiedział. Czułem się coraz bardziej podle, depresja zaczęła się nasilać coraz bardziej. Kolejne miesiące na bezrobociu i bez ubezpieczenia zdrowotnego (!), ale radziłem sobie, kulając się to tu to tam, waletowałem po różnych naprawdę miejscach.

Któregoś dnia poszedłem do Kościoła, tak po prostu odwiedzić to miejsce po "paru" latach, wychodzę, idę na ryneczek, gdzie różni żule sprzedawali klamoty, ale i książki czy płyty winylowe. Płyty po 50 groszy, po złotówkę (widać że handlowali mydłem i powidłem by mieć na nalewkę), Pan Tadeusz za złotówkę, encyklopedie, słowniki, różne całkiem unikalne książki.

Jako urodzony bibliofil (jedyne normalne uzależnienie jakie posiadam) wiedziałem co może przedstawiać wartość. A więc szybko załatwiłem karton i skupowałem książki po 1-5 zł, rzadkie winyle z lat 80-tych głównie, i potem sprzedawałem na allegro. Nie miałem komputera ani internetu, nie stanowiło to dla mnie problemu, dostęp miałem w bibliotece, urzędzie pracy (!), tam załatwiałem transakcje. Np. książka kupiona za 2 zł dała mi 48 zł zarobku, płyta po 2 zł - 18 zł, itd. Sprzedałem nawet kalkulator inżynierski za 350 zł.

Jakoś się skromnie "kulałem". Wpadła mi raz myśl, pójdę sobie na piwo. Kupiłem kebaba, piwo, potem jeszcze dwa, wyskoczyłem na imprezę. "Postanowiłem" że muszę iść w jakieś nowe miejsce, gdzieś z dala od znajomych mi miejsc. Trafiłem do ciekawego klubiku, fajna impreza, usiadłem przy barze, potem poszedłem na taras, znów przy barze, piję trzecie piwko, nagle przysiada się Aga. Była gdzieś ok. 22-23, bliżej 23 pewnie. Konsumpcja nastąpiła o 3 w nocy w toalecie. Szok.

Przez kolejne dni "wyłem psychicznie", co się dzieje na tym świecie. Nic nie robię, nie latam za dziewczynami, nie jestem jak te "dranie" co skaczą z tekstami cześć mała. A na palcach dwóch rąk mogłem policzyć imprezy na których "nie czekała na mnie niespodzianka". I zawsze to samo, jesteś fajny, oczytany, inteligentny, poczucie humoru, itd. Po prostu "byłem sobą". Niczego specjalnego nie robiłem.

Prawdziwe bagno dopiero się zaczynało. Nagle "odkryłem" że daje mi to "bombę" porównywalną chyba z jakąś morfiną, albo amfetaminą co najmniej (zawsze brzydziłem się ćpunami, narkomanią, dopalaczami i całą tą białą śmiercią, a nawet papierosami). Tytuł tej bomby brzmiał "ktoś mnie zechciał".

Poznałem dziewczynę "na parę razy", paliła papierosy. Też zacząłem palić. Jak szybko ją poznałem, tak szybko przeskoczyła na "innego kwiatka", ja zostałem wielbicielem fajek. Na szczęście nie zdążyłem się chyba uzależnić, bo po pół roku rzuciłem.

Postanowiłem się "zemścić". Poznałem Kaśkę, która ... paliła papierosy. 6 rano, trafiona zaliczona. Tak po prawdzie to dałem się znów "złapać" łatwo. Siedziała na ławce pod lokalem z założoną nogą na nodze. Niestety, dla słabego człowieka widok ud, oraz czarnej mini (miałem słabość do brunetek) działa jak "wyzwalacz". W lokalu skłamałem, twierdząc że pracuję w firmie budowlanej, poza tym studiuję zaocznie. Zacząłem dostosowywać teksty do "oczekiwań". To że bujda na resorach to nic, ja muszę. "Najpierw dowód, potem miłość", jak był dowód, to "wszystkie one są takie same".

Wymyśliłem kolejną "metodę". Zrywałem plakat czy afisz który wisiał w lokalu, i zaczynałem "zabawę" znaną z lat szkoły podstawowej, czyli przy okazji poznawania nowych osób (w zasadzie tylko dziewczyn) w nowych lokalach i krótkiej pogawędce szedłem na tzw. spontan czyli "wpiszesz mi się" z tyłu?

Działało w 100 procentach. Atmosfera robiła się coraz "fajniejsza",
dziewczyny zaraz mnie wyciągały, i teraz "najlepsze". Cel główny, czyli ta na której mi zależało, zostawała na koniec, albo w ogóle udawałem że mnie nie interesuje. W końcu kończyło się tak samo. Tak w ciągu 33 dni od 6 grudnia do 9 stycznia doszły do "łupów wojennych" Kaśka, Emilia i Wioletta. Dramat.

Impulsem pt. Emilia była fajna kurteczka, a pt. Wioletta kręcone włoski.

Oczywiście to nie tak, że leciałem na wszystko co się rusza. Miałem raczej dość "sztywne" zasady dotyczące "wymagań", spełniało je jakieś 10 procent dziewczyn, problem w tym, że jak obok buzi, był jeszcze duży dekolt i właśnie taki "dodateczek" typu "odzieżowego", typ chodu, uśmiech, to byłem załatwiony.

Któregoś razu dostałem od jednej z koleżanek maila, że jest impreza. Miałem w ten dzień urodziny, więc "muszę sobie sprawić prezent". Pojechałem kilkadziesiąt km, wracając pociągiem wysiadłem niewyspany, mało co nie wpadłem pod auto. Żeby dopełnić obrazu tego bagna (nie byłem wtedy akurat przy kasie), dodam że wydałem ostatnie 30 zł z portfela, żeby mieć na pociąg i piwo.

Jak byłem przy kasie, to brałem np. 20-30 zł do jednej kieszeni do tzw. puli dla siebie na piwo, a do drugiej np. 50-100 zł do tzw. puli inwestycyjnej na drinki, taxi, kwiatka, zamówienie piosenki.

Poszedłem do normalnej pracy, a że zajmowała mi mnóstwo czasu, nie miałem sił i głowy do imprezowania. Zająłem się znów przesiadywaniem z bibliotece, a nawet nauką angielskiego (!). Potem miałem małe problemy ze zdrowiem, zacząłem się udzielać jako wolontariusz. Nagle zdrowie zaczęło się normować, odłożyłem kasę, kupiłem sobie w końcu po latach oczekiwań prawdziwy komputer (wcześniejszy który złożyłem niemal "ze złomu" sam, służył mi do ... samouctwa komputerowego). Teraz założyłem sobie internet.

Znów bezrobocie, znalazłem pracę ale dość stresującą (tzw. mobbing) a przede wszystkim męczącą głównie nocki wychodziło po 200 h w mies. Po 3-5 nocek z rzędu.

Internet zaczął służyć jako źródło rozrywki. Do tej pory na kompie trzymałem tylko trochę rozkładówek soft typu CKM, Playboy. Teraz zaczęła się pornografia.

Znalazłem sobie - najstraszniejsze jest to, jak łatwo tam trafić, wystarczy tylko kliknąć "Enter" zamiast "Exit" - dwie ulubione "laseczki", z "mojego typu". Ściągnąłem kilkaset filmów, w zasadzie rzadko kiedy się oglądało je całe, czasem wystarczył nawet tylko sam początek, jak laska robi mini-striptiz.

W pracy robiłem zamiany harując nawet 22 h bez przerwy lub 18 na dobę tylko po to, by mieć wolne w sobotę (zdarzało się że musiałem w niedzielę być na 14 w pracy i musiałem oczywiście być trzeźwy).

Potem był schemat, planowanie operacji np. Pustynna Burza, Overlord, kryptonim Magda, przygotowywanie, "ostatnie poprawki", trochę gołych bab "co by sobie podładować się", i "na łowy".

I znów szok. Przychodzę na imprezę a było to po 8 piwach wypitych w domu co by taniej wyszło, siadam sobie koło damskiej torebki, wraca właścicielka na imię miała na pewno na A ale nie zapamiętałem w tym stanie jakie to imię (!) i po półtorej minuty rozmowy dotyczącej ... modeli telefonów komórkowych rzuca się niemal na mnie i "gdzie pójdziemy to zrobić". Ja po prostu nie wierzę że to tylko alkohol, co te "dziewczyny" (chyba ok. 40 lat bo nosiła "okulary do czytania") teraz biorą. A ja oczywiście szybko do kieszeni do puli "na wydatki wojenne" po kasę na piwo. Barmanka nie mogła się powstrzymać chyba ze śmiechu, jak widziała błagalne teksty zdziecinniałej bardziej niż ja panny "no chodź".

W inną sobotę kiedy impreza się kończyła, poszedłem oddać bodaj piąte czy szóste piwo, odwracam się, idę jeszcze zajrzeć może jakaś piosenka poleci, to zatańczę, a tu dziewczyna siedząca samotnie przy stoliku łapie mnie za rękę i mówi do mnie: siadaj. A u mnie znów zamiast obrócić to w żart, to "zasady" się odezwały. "Lepiej być erotomanem niż pedałem". "Panienka podpita panienka zdobyta, dlatego alkohol jest twoim sprzymierzeńcem".

Miałem serię dość bolesnych zabiegów, lekarka powiedziała przed rozpoczęciem w żartach niech pan skoczy sobie na jakąś dyskotekę. Nie wiedziała że skaczę prawie co tydzień. Poszedłem ewidentnie z zamiarem wyrwania panienki i żeby mieć odlotowy bombowy "filmik" o działaniu przeciwbólowym.

Ponadto na gg zacząłem korespondować z Olą, Renatą, Kaśką, Monisią, a przygotowywałem się już do "pogawędek" z kilkoma dziewczynami o różnych nickach, które zaczepiły mnie na maila, były też koleżanki z pracy. Na szczęście umówiłem się tylko z jedną. Po tym jak przyznała się że dwa dni wcześniej miała faceta "z netu" zastanowiłem się nad sobą. Oczywiście były też kilkugodzinne cyber"sesje" wykańczające fizycznie i psychicznie. Wychodziło po 35-40, a nawet raz chyba było 53 h bez snu, licząc 24 h w pracy, plus impreza, i przed komputerem.

W końcu impreza, znów impuls (blondyna z wylewającym się biustem). Krótka rozmowa, wszystko gra (sygnałki kobiece czyli jak ja to nazywałem tzw. "klasyka z poradnika"), no i skończyło się ... na przystanku autobusowym. Potem była jeszcze m.in. Grażyna i Baśka. Były też "operacje" przynoszące straty, jak zgubienie telefonu, zgubienie 50 zł ...

W końcu zrobiłem test na HIV, miałem humorystyczną sytuację, bowiem odmówiłem dziewczynie, powiedziałem zadzwonię jutro, a ta na mnie z łapami że ona chce teraz (!) tak była chyba napalona. Inna sprawa że sam sobie jestem winien, bo postawiłem jej dwa drinki. Numer telefonu wyrzuciłem, tzn. kupiłem nowy z kiosku.

Poznałem emerytowanego wojskowego, zobaczyłem na czym polega ten nałóg. Jaki to kamuflaż, a ja jako absolwent szkoły podoficerskiej rezerwy (sporo było zajęć z kodowania, szyfrowania i różnych "tajników") się też potrafiłem kryć. Facet w swoim telefonie tak ukrywał przed żoną kochanki: Renata była zapisana w kontraktach jako Rysiek, a Halina jako Heniek. Hotel do którego z nimi jeździł zaznaczył jako praca kadry. Mówię to żeby pokazać jacy potrafią być faceci, ku przestrodze. Która z żon nawet przeszukując telefon, kontakty wpadnie na pomysł by dzwonić "do kolegi Heńka", albo do "kadrowej do pracy"?

Skończyłem 33 lata, tzw. wiek Chrystusowy. Coś mnie tknęło, żeby zrobić porządki przedświąteczne. Za szafą znalazłem zakurzony totalnie przez 10-15 lat (?) obraz komunijny w ramce. Wytarłem szmatką, ukazała mi się czysta "szybka", i poczułem chęć spowiedzi. Pierwszej od dwóch lat, ale pierwszej uczciwej. Idąc na spowiedź czułem straszne lęki, jakby naokoło latało mnóstwo czarnych "ptaków", "stworzeń". Bałem się jak małe dziecko, że coś mi się stanie, i nie dotrę na spowiedź. W końcu udało się, wyszedłem z Kościoła, i okazało się, że lęki minęły.

Poszedłem do sklepu po zakupy, akurat wyszedł tego dnia CKM (datę wyjścia znałem oczywiście z poprzedniego numeru). I co się stało? Po raz pierwszy od długiego czasu nie kupiłem.

Włączyłem sobie w domu spokojną muzykę, sprzątnąłem pokój. Jeszcze miałem parę upadków pornograficznych (ściągnąłem jeden film), ale wkrótce wyrzuciłem całe to bagno z komputera.

Dwa tygodnie bez masturbacji, i coraz lepszy nastrój. Zacząłem chodzić na mszę co niedzielę. W Wielkanoc znów się wyspowiadałem z ostatniej "dawki" nałogu, i wkrótce przystąpiłem do Komunii po raz pierwszy od ponad dwóch lat. Najgorsze zawsze było na spowiedzi krycie grzechów szóstego przykazania. A tak po prawdzie to dopiero czytając na nowo Pismo Święte i modlitewnik komunijny zobaczyłem ogrom zniszczeń, jak posiadanie Bożka przyjemności, kłamstwo, "małe kłamstewka", wyzywanie podczas kłótni po co żeś mnie urodziła, złorzeczenie ojcu (akurat za "słaby" jestem żeby się za niego modlić), myśli samobójcze, planowanie samobójstwa, niezdrowy tryb życia, przeszkadzanie w modlitwie, gniew, nerwy (jak nie było "bomby") itd.

A tyle razy udało mi się ocalić od śmierci (cztery traumatyczne sytuacje wypadkowe podczas podróży i w wojsku). W ogóle jak doczytałem i z doświadczenia widzę że ludzie z PTSD kończą jako alkoholicy, erotomani, lekomani, hazardziści itp.

Wiem że wszystkie te moje "cudowne" ocalenia to fakt tego, że Bóg był zawsze przy mnie. Tylko ja od Niego odeszłem kiedyś, zresztą moi rodzice od 25 albo i więcej lat nie odwiedzili Kościoła, i chyba już nie odwiedzą. Bóg miał dość bagna, jakie się działo w tej rodzinie, i dał mi szansę, pokazując że jest silniejszy niż szatan. Że nawet kogoś, kto idzie coraz bardziej i coraz szybciej w bardzo złym kierunku, cały czas kocha, i czeka by się nawrócił.

Niestety ogrom bagna jest straszny, i nie ma tak dobrze, że już wszystko "będzie fajnie". Walka trwa, nikt nie mówił że życie Chrześcijanina jest łatwe. Mam teraz swojego kierownika duchowego, bardzo fajnego księdza. Poznałem w ogóle ciekawe towarzystwo, trochę inteligentnych ludzi, i mam grupę z którą mogę porozmawiać na każde tematy. Nagle się okazało, że "są jednak porządne kobiety". Inna sprawa, że ja teraz powinienem zamiast dostawać tą swoją nędzną wypłatę, harować za chleb i suchą wodę, a resztę przeznaczać na dom dla samotnych matek.

Modlitwa codzienna, msza co niedzielę, no i Różaniec. To najlepsza broń. A byłem taki słaby, zresztą znamienne jest to, że jedna z panien po imprezie rzuciła mi się niemal przy samym kościele całując i szepcząc "kocham cię". A ja uwierzyłem, potem oczywiście łapiąc doła na kolejne tygodnie. To kocham cię mówił po prostu szatan do swojego "poddanego".

"Szatan stara się usidlić kobietę, by przez nią dotrzeć do mężczyzny, tak jak Ewa skłoniła Adama, by popełnił grzech. Kobieta jest tutaj postrzegana jako narzędzie, poprzez które można uwodzić mężczyznę i doprowadzić go do grzechu, by odsunął się od Boga, by stał się ateistą. Wbrew pozorom, najważniejszą rzeczą dla szatana nie jest opętanie człowieka, lecz działanie mające na celu doprowadzenie człowieka do upadku, do grzechu. Kolejnym powodem częstszego opętania kobiet jest to, że szatan chce się zemścić na Maryi, jego wielkiej przeciwniczce".

A ja już od lipca bez kobiet, imprez, dyskotek, od lutego bez syfu z internetu, coraz rzadsze (raz na kilkanaście dni) masturbacja i piwo. I coraz mniej nerwowy.

238

Odp: Seksoholizm

do kms33
masz dobrego przewodnika.
DEKALOG pozwala nam być ludżmi - wystarczy go przestrzegać TYLKO i az TYLE
czy w dzisiejszych czasach to osiągalne? ..ludzie tak bardzo chcą sobie uprzyjemniać życie...
Porozmawiaj z psychologiem. Nie mówię tu o długiej terapii, parę spotkań, rozmowy...wiem co mówię, to pomaga choć nie wierzyłam w cuda.
Pamiętasz sporo szczegółów - może uda Ci się oddzielić stare życie od nowego (oddzielić a nie zapomnieć) bez "piwka i ..".
Trzzmam kciuki, bo juz wiele zrobiles

239

Odp: Seksoholizm

Witam wszystkich, jestem tu pierwszy raz. mój mąż, a własciwie były mąz jest seksocholikiem. Ja jestem uzalezniona. To jest masakra. Jutro ide pierwszy raz do terapeuty. Własciwie nie piewrwszy raz ....... Już próbowałam terapii ale niestety nie udło się ....... Dusze się, męcze, pustka połaczona z bólem jaki mam to masakra. Strasznie się boje......Pisze o tym tutaj bo już z nikim o tym nie rozmawiam. Z nikim. Nie mogę wyrazić tego co czuje M. bo mnie nie słucha. Każda taka rozmowa kończy się tylko moimi łzami... bo on nie słucha, właściwie wkurza się że cokolwik mówie, zaczyna mnie lekceważyć........ zaczynam czuc, to, że chyba już nie potrafie z nim żyć, już nie chce być ponizna, lekceważon, traktowana jak ścierka...a jednoczesnie bardzo się boje, choć sama nie wiem czego....jesl mi zle, chce mi się wyć, wyjść na ulicę i wyć,...

240 Ostatnio edytowany przez szara1 (2012-06-27 09:56:59)

Odp: Seksoholizm

Trudno mi pisać o kimś, z kim spędziłam wiele lat A KTO OKAZAŁ SIĘ OSZUSTEM.....

241

Odp: Seksoholizm

zostawiłam dewianta , kłamcę , oszusta, despotę ,tyrana ,  gołą , brudną i pijaną  ś.....ę paradującą z fajfusem na wierzchu , próbującą po pijaku opróżniać się na mnie .Czułam i czuję nadal do niego obrzydzenie  i pogardę . Wiem ,że ma zrobaczywiały mózg , że jego rzekoma siła , to brak siły i że ma jeden kierunek w życiu. Tarzać się w burdelach , lub jak to robił we własnym domu , uprawiać orgie z dziwkami pod własnym dachem.
Męcząc się  z robactwem i wulgaryzmem jego osobowości stałam się współuzależniona . Czułam jak sama zaczynam się staczać , jak moje myśli stają się brudne i obrzydliwe . I zdobyłam się na ten krok.Wyrzuciłam go z mojego życia.
Rozpoczęłam trzeci rok mojego nowego etapu w życiu. Jestem rozwiedziona, a sąd nie miał  argumentów , aby nie dać rozwodu z orzeczeniem jego winy. Ponadto facio nie miał odwagi mówić o swoim nocnym życiu erotycznym z dziwkami , po prostu stchórzył.
Aha , aby podkreślić moją determinację i odrzucenie d...a wróciłam do rodowego nazwiska.
Dodam jeszcze ,że ten palant nie miał żadnych oporów , aby nocą , gdy ja i nasz wówczas 17 letni syn spaliśmy , dzwonił do alfonsa i zapraszał dziwki do domu rodzinnego. Syn ,o jednej takiej sytuacji wiem od córki, po konsultacji telefonicznej ze starszą siostrą wyrzucał tatusia dziwkę z domu . A tatusiowi to nie przeszkadzało. Sprowadzał dalej. Był tak leniwy ,że  nie ruszył d..y z domu , aby dojechać do burdelu. Stąd jego nadwaga i cukrzyca.A może już gorsze choróbska .
Konsekwencją jego postępowania było , już po jego wyrzuceniu, odwiedzanie mnie ,  celem wyłudzenia pieniędzy , przez burdelowego alfonsa . Niestety smród gnoja ciągnął się za mną . A może gnój płacił , aby łajno burdelowe mnie nękało.
Dodam jeszcze ,że gnój zajmuje tzw. wysokie stanowisko i że pracuję z nim w jednej firmie ( i mimo to nie mógł mnie ruszyć , choć do dzisiaj kąsa). Ludzie w firmie orientują się w sytuacji , lecz takie działania mają przyzwolenie społeczne , szczególnie społeczności męskiej.
Pomimo wszystko uwolniłam swą psychikę od robactwa . Trwało to prawie dwa lata. Ale było warto .
Teraz mam umysł jasny , jestem spokojna  i opanowana , myślę w miarę pozytywnie.
Wszystkim zakręconym przez dewiantów seksualnych życzę odwagi i wytrwałości w dążeniu , bo wewnętrzny spokój jest wartością najwyższą.

242

Odp: Seksoholizm

Dobrze zrobiłaś, ale takiej ilości jadu, którą masz po tym związku - wcale nie zazdroszczę sad

243

Odp: Seksoholizm

Irudo
wiem ,że dobrze zrobiłam uwalniając się od plugastwa . Jednak płacę za to dużą cenę do dziś . Wydaje mi się ,że uwolniłam się już od tego jadu ,który mnie żywcem zżerał , ale chyba przebłyski zostały. Pisząc ten post chciałam , przynajmniej w namiastce, opisać co czułam. Wierz mi ,że rzeczywistość była jeszcze gorsza.
Chcę i muszę pozbyć się wszelkich emocji wobec tego facia. Robię to dla siebie , a on zasługuje tylko na ignorancję i pogardę
pozdrawiam

244

Odp: Seksoholizm

Mam na imię Dorota i jestem seksoholikiem.

Właśnie tak musi wyglądać wstęp do mojej historii.

Mam 27 lat (jakby to miało jakieś znaczenie) jestem żoną i matką oraz dowodem na to, że wbrew powszechnej opinii seksoholizm dotyka też kobiety.

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Od jednego filmu z ciekawości. Później było ich coraz więcej i wiecej, w końcu irytowałam się, że mąż już wrócił z pracy, bo ja nie zdąrzyłam się jeszcze nacieszyć. Po szczerej rozmowie z kimś bardzo zaufanym wiedziałam, że to nie jest normalne. Ale wiedza wiedzą, a ja dalej robiłam swoje. I jeszcze te tłumaczenia, że to tak jakby film instruktażowy "jak zrobić dobrze mężowi". W końcu porno hetero przestało mi wystarczać, wciągnęłam się w gejowskie porno, W rozmowy bardzo frywolne z kimś podającym się za przyjaciela, w fantazjowanie. Doprowadziłam do tego, że każda nawet najzwyklejsza sytuacja kojarzyła mi się z seksem. Doszła jeszcze masturbacja. Jak mijałam jakąś parę to zaraz pojawiały się myśli "jak oni to robią". W końcu seks i myślenie o nim stały się całym moim światem.
Niby próbowałam coś z tym robić ale to była tylko pokazówka. Do czasu aż poznałam kogoś kto przykładem pokazał mi jak żyć w czystości.
Zaowocowało to spowiedzią z ostatnich siedmiu lat życia i rozpoczęciem walki na poważnie. Nie jest łatwo. Zwłaszcza, że najbliższa terapia jest 70km od mojego miejsca zamieszkania.  Ale walczę. Mam wsparcie innego zdrowiejącego seksoholika. Czasem on powie coś mi czasem ja jemu i jakoś powoli idę do przodu. Powiedziałam też o swoim problemie mężowi, wspiera mnie na ile potrafi.
Zdarzają mi się jeszcze potknięcia ale nie poddaje się. Teraz czwarty tydzień jestem czysta, choć czasem męczy i pojawiają się skutki "odstawienia".
Ale wiem, że warto z tym walczyć, dla siebie i dla rodziny.

245

Odp: Seksoholizm

Mój facet też jest chyba uzależniony... Ma taką pracę, że musi wchodzić na różne portale, w tym randkowe i erotyczne, w poszukiwaniu ludzi do talk-show. Często musi rozmawiać z nimi na temat seksu itp. Wchodzi na setki profili, chcąc-nie chcąc ogląda zdjęcia nagich kobiet, oczywiście wszystkie zdjęcia są wyzywające.. Rozmawia z nimi przez telefon o tym, co robią z facetami, jakie mają usługi itd. Przyznał się, że czasem po takich rozmowach musi pójść do toalety i załatwić sprawę podniecenia.. OK, mogę to zrozumieć - faceci tacy są, tak działają na nich obrazy, słowa, tym bardziej, gdy są na to podatni. Ale odkryłam również, że w momentach, kiedy było z nami źle, właściwie od razu zagadywał do kobiet z pytaniem o spotkania sponsorowane - nie wiem, czy do jakiegokolwiek spotkania doszło - on tłumaczy się, że to było tylko takie pisanie i z nikim się nie spotkał. No ale czemuś to pisanie chyba miało służyć..? Zauważyłam również, że większość z tych kobiet była od niego starsza (on ma 32l.) - 45, 50 lat... Nie wiem, czy dobrze kombinuję, ale wydaje mi się, że ma to związek z Jego trudnym dzieciństwem - ojciec Go porzucił, wychowywała Go matka, z którą ma teraz beznadziejny kontakt - Ona nawet nie odczuwa potrzeby spotkać się z Nim, widzą się raz na rok, nawet świąt nie spędzają razem (choć On bardzo by chciał...). Może w ten sposób chce jakoś poczuć bliskość kogoś, kto przypominałby Mu matkę. Właściwie codziennie ogląda filmy pornograficzne, nawet kiedy w tym samym pokoju śpię ja... Lubię seks z Nim, ale bywa tak, że ja Go do tego zachęcam, a On woli spędzić czas przy ulubionej grze komputerowej. A czasami jest tak, że ja nie mam ochoty, bo czuję do Niego żal, źle się nam układa i wtedy np. wolę, żeby tylko zrobił mi dobrze, ale nie wyobrażam sobie się z Nim kochać, przytulać Go. Karol jest poza tym Piotrusiem Panem (to też wynika z tego, że wychował się bez mężczyzny w domu i nie miał męskich wzorców). Nieodpowiedzialny, nie myśli o przyszłości, składa obietnice bez pokrycia (również sobie!), jest narcyzem, w towarzystwie zawsze błyszczy - jest duszą towarzystwa, wszystkim chce zaimponować, a mnie zostawia na boku, flirtuje z innymi kobietami - czuje potrzebę dowartościowania się. A z drugiej strony - widzę, że mnie kocha, inni też mówią, że widać, jak On bardzo jest za mną. Gdy wraca z pracy i jest zmęczony, często to On robi mi kolację, a nie ja Jemu, to On robi mi masaż, mimo że bardziej przydałby się jemu.. Czule o mnie mówi, wszystkim się mną chwali, pokazuje moje zdjęcia, pisze do mnie miłe smsy, powtarza, że mnie kocha. A jednocześnie kłamie, oszukuje - i wszystko właśnie "w dobrej wierze, żebym się nie martwiła i nie denerwowała"... Nie wiem co robić!!! Teraz jesteśmy na rozstaju dróg, On mówi, że zrobi wszystko, żeby ratować związek, bo mnie kocha i chce ze mną być, że chce pójść na terapię. A ja nie wiem, czy mogę Mu wierzyć, czy dać kolejną szansę...

246

Odp: Seksoholizm

Mój mąż od jakiegoś czasu ogląda się za innymi kobietami,jak gdzies idziemy i przechodzi ładna dziewczyna,to mało sobie karku nie skręci,tak się patrzy,poza tym od paru miesięcy mój mąż przynosi filmy porno(jest zbieraczem złomu)i ogląda je jak mu się wydaje że śpię,wczoraj przy sprzątaniu znalazłam za fotelem kilka jego skarpet ubrudzonych białawą wydzieliną.Czy to już jest u niego początek seksoholizmu?

247

Odp: Seksoholizm

Witam,
mam na imię Ewa, byłam przez kilka miesięcy kobietą - kochanką seksoholika.
Facet był żonaty, miałam romans z żonatym facetem.
Na początku było cudownie, był czuły, troskliwy, cudowny kochanek.
Później seks był coraz bardziej nachalny, czasem miałam wrażenie, że był brutalny. 
Po czasie dowiedziałam się, że nie jestem jedyną kochanką.
Wtedy też facet zafundował mi ostry seks -  twarzą do poduszki, o mało mnie nie udusił ... poza tym zrobił jeszcze coś, czego nie uzgadnialiśmy wcześniej. To było obrzydliwe.
Rozstałam się z nim. Po krótkim czasie chciał, żebyśmy wrócili do siebie.
Unikam go, bo po prostu się go brzydzę. 
Manipulował mną. Umawiał się tylko wtedy gdy mu pasowało. Przychodził do pracy i nachalnie całował.
Często też w pracy próbował " czegoś więcej" niż całowanie.
Gdy o tym wspominam, mam odruchy wymiotne.

248

Odp: Seksoholizm

wątek umarł...?

249

Odp: Seksoholizm

cześć. nie wiem czy jestem typowa zona seksoholika. Jestesmy malzenstwem od ponad 4 lat. Spał ze mna tyle razy ze wszystkie moge policzyc na palcach obu rąk. Gdy czytam o Waszym zyciu zwykle sa tam informacje o dzieciach. Ja pomimo tego, że zawsze myślalam o tym, że kiedys bede je miala - nie mam. Mam trzydziesci kilka lat. Od około 3 lat zastanawiam się co z nim jest nie tak. Wydawało mi się, że to impotencja. Duzo na ten temat czytałam. Bardzo, bardzo wiele zrobiłam.

Dbałam o romantyczne chwile, o to by na różne sposoby go do mnie zbliżyć. Bez szczegółow. W jego szufladzie były prezerwatywy. Były. Nie wiedziałam po co. Były, bo ze mna ich nie zużywał, bo nie sypiał ze mną. Akurat kilka dni przed jego wyjazdem z pracy zajrzałam do pudełka było ich dwie. Gdy wyjechal znow sprawdziłam, zostala jedna. Doznalam szoku. Bo cały czas uważałam, ze to ze nie sypia ze mna to jest nasz wspólny problem i razem sobie z tym poradzimy. Ale zastanowiło mnie to po co on na wyjazd z pracy zabiera prezerwatywy. Po powrocie zapytałam go o to.
Powiedział - a wiesz czasem sie onanizuje. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. I niby do tego były mu potrzebne Nie wiem, nie znam sie.

Kilka miesięcy później po oddaniu komputera do informatyka, zupełnie przypadkiem zajrzałam do historii odwiedzanych stron. Przypadkiem bo nie miałam zielonego pojęcia co zobacze. Strony pornograficzne. Nie odzywalam sie przez kilka dni. potem wytłumacznie z jego strony - bo wiesz jakos z toba nie moge. Dziwne bo jestem zwykła fajna kobietka.ale zero zainteresowania z jego strony. Smutne. Przepłakałam wiele wieczorow, nocy. Ciagle byl zdziwiony czemu wstaje wkurzona. Do tego co jakis czas telefony dziwnych kobiet z przeszłosci.
A ja juz chyba nie czuje sie kobieta, opisałam to wszystko w bardzo skroconej wersji.bardzo. Wstydze sie powiedziec o tym komukolwiek. Zal mi siebie.
Mam kolezanki, one wyszly za maz. maja dzieci. Ja jestem postrzegana jako karierowiczka. Niektorzy mowia a bo ty to musisz jeszcze to i tamto, a potem Ci czasu zabraknie, bo twoj maz to tak chciałby miec dziecko na pewno a ty, tylko praca.
A ja ? co ja mam im odpowiedziec, kiedy to jest kompletna niepawda. Nie dosc,ze musze sobie radzic z tym ze on ze mna nie sypia, z tym, ze kobiety dookola mnie sa w ciazy, maja dzieci, to jeszcze przyjmowac krytyke ludzi za to ze ja dzieci nie mam...
To jest niesprawiedliwe.Nie mam siły.
Około rok temu przeczytałam artykuł na wp, o żonach, mężowie nie sypiają, sie masturbuja, ogladaja strony pornograficzne. seksoholizm. To pasowało do mojego meza.
Piszecie ze oni sa swietnymi manipulatorami - zgadzam sie z tym w 100%, manipulował mna i nadal probuje to robic. Nie mam siły. O kobiecosci nie mam co marzyc. W łózku sie po prostu ode mnie odwracał. Nie zycze nikomu.
a wszyscy mysla - ideał, jesli kogos skytykować to oczywiscie mnie. Bo nie jego . Moim zdaniem manipuluje moja rodzina i moimi znajomymi.
Czasem czuje sie jak wrak. Liczyłam na to ze wszystkie fajne rzeczy  ktore robi kobieta z mezczyzna bede robic tylko z nim, do konca zycia, okazuje sie ze on pozbawił mnie kobiecosci w ogole.
Ech dlugo moznaby pisac....

250

Odp: Seksoholizm

ja nie wierzę w seksoholizm - to dla mnie proste wytłumaczenie dla rozwiązłych ludzi, oj jestem bidny chory, to moge po ru chać big_smile

251 Ostatnio edytowany przez iruda (2013-02-10 12:04:53)

Odp: Seksoholizm

Dla mnie to było światło, które pomogło podjąć decyzję: jak to choroba, to choroby sie leczy, a nie tłumaczy.
Człowiek za chorobę nic nie moze, ale za podejmowanie wzorców - juz tak; choroba nie jest wytłumaczeniem dla zwykłego sk...

252 Ostatnio edytowany przez oko (2013-03-25 10:52:07)

Odp: Seksoholizm
Tegan napisał/a:

ja nie wierzę w seksoholizm - to dla mnie proste wytłumaczenie dla rozwiązłych ludzi, oj jestem bidny chory, to moge po ru chać big_smile

W istocie, niema czegoś takiego jak seksoholizm.
Jeszcze tak infantylnie wpleciony wątek moralności (rozwiązłość).
Wyobraź sobie Tegan, że nie czujesz bólu. Zamiast tego nieustannie się dziwisz. "O moja ręka płonie!!, albo "o kurcze, wszyscy w futrach, a ja jedyna na nartach w bikini!.
Większość pomyśli idiotka. Ale nie seksoholik, alkoholik, zakupoholik itp
Bo my wiemy co to kalectwo uczuciowe. Niektórych uczuć nie potrafimy przeżywać. Są nie do zniesienia. Kiedy powinniśmy przeżywać  lęk, miłość , bliskość, strach, żal, ............. (tu sobie wpisz dowolne uczucia) my mamy przymus znieczulenia.
W zależności od przypadku wybieramy sex, alkohol, zakupy, żarcie....
Co pomagało znieść problemy w dzieciństwie, skuteczne jest teraz. Tylko dawkę trzeba zwiększać.
Leczyć się można.
Trzeba się tylko nauczyć przeżywać uczucia. Potem idzie gładko
Co do moralności niema się czym martwić. "Gwiaździste niebo nade mną....."
Pozdrawiam.
OKO

253 Ostatnio edytowany przez kashya (2013-04-04 09:55:50)

Odp: Seksoholizm

Żabko 13, od chwili kiedy ja przeżyłam taki szok minął niecały rok (jestesmy ze sobą osiem lat, plus drugie osiem czekania na siebie- takie love story). mój mąż poszedł na terapie. zmiana jest DIAMETRALNA. zabrzmi to moze dziwnie, ale czasem nawet (w chwilach kiedy przestaje sie skupiac na własnym bólu, upokorzeniu itp) myslę, ze gdybym nie dokonała tego szokującego odkrycia to nigdy nie mielibysmy szansy na prawdziwą bliskość. dopiero teraz czuję ze mam męża i przyjaciela, kogoś takiego do konca zycia. nie mowie ze nie ma dołków- zwłaszcza ja mam skłonność do rozmyślania o tym co było i pytania po raz trzy tysiace szescset czterdziesty ósmy : jak mogłes mi to robic tyle lat...???
on odkreslił tamten okres gruba kreska. wzial za to pelna odpowiedzialnosc i ciezko pracuje na to zeby byc nowym człowiekiem.
nie wiem skad jestes, ale my jestesmy z warszawy a i tu było ciezko znalezc sensownego terapeute- przerobił jedenastu zanim trafil na własciwego. ze wzgledów logistycznych nie mogl do tej pory chodzic na grupe (ale od poniedzialku zaczyna smile. od marca zeszlego roku nfz refunduje leczenie seksoholizmu w 24 osrodkach na terenie polski. ale leczenie jest dobrowolne- wszsytko zalezy od tego jak Twoj mąż to ocenia, czy widzi problem i czy chce cos z tym zrobic. jesli tak to wszsytko przed wami smile nie martw sie i nie czytaj tych przesiakniętych jadem komentarzy w necie bo i mnie one na poczatku podcinały nie skrzydła ale gardło. najwiecej maja do powiedzenia ci, którym sie nie udało, albo ci którzy niegdy tego nie pzezyli i mądrzą sie na temat o którym nie maja pojęcia.

254

Odp: Seksoholizm
Marek_40 napisał/a:

Malino

Jedyną podpuchą (jedynym kłamstwem - staram się nazywać rzeczy takimi jakimi są) jest ... moje imię i wiek. W rzeczywistości noszę inne imię i jestem o kilka lat starszy. Poza tym :

... nie, to nie podpucha
... cóż więcej mogę powiedzieć - stwierdziłem fakt ... i dziękuję za te słowa
... pytaj więc, jednak uprzedzam - musisz wziąć pod uwagę że moja uzależniona osobowość może wpływać na to co piszę/mówię

Ad.1 - Kto i kiedy Cię zdiagnozował ?
trochę ja sam (zatrzymałem się ok. stycznia br. przerażony tym dokąd zmierzam), jednak to moja Żona (mająca doświadczenie z racji wieloletniej praktyki zawodowej) nazwała to "po imieniu" (w sierpniu br. kiedy wszystko wyszło).

Ad.2 - Czy w Twoim przypadku to masturbacja, porno, dziewczyny z czatów czy prostytutki ?
potrafię dziś nazywać rzeczy takimi jakimi są :
- masturbacja (kompulsywne zachowania autoseksualne) - TAK
- porno (w każdej możliwej postaci i nadmiarze, wydawnictwa, filmy, internetowe czaty video) - TAK
- dziewczyny z czatów (samotne, w związkach, czyjeś żony) - TAK
- prostytutki - NIE
- na początku jednak, czyli ponad 6 lat temu, nawiązałem za sprawą GG znajomość, która zaowocowała moją ZDRADĄ.

Ad.3 - Jesteś w związku?
Tak. Jestem żonaty od 21 lat

Ad.4 - Jeżeli tak, czy Twoja lepsza połowa o tym wie ?
Tak. Moja Żona wie o wszystkim.

Ad.5 - Jakie kroki poczyniłeś, żeby z tym skończyć i dlaczego chcesz z tym skończyć?
Zatrzymałem się i trwam w stanie trzeźwości od stycznia br. Po drodze zaliczyłem wpadkę (której nie pamiętam, byłem pod wpływem alkoholu) którą uświadomiła mi moja Żona - masturbowałem się pod prysznicem
Dlaczego ? Uświadomiłem sobie że to co robię prowadzi wprost na dno. Spotkania z przypadkowymi kobietami skończyły się we wrześniu 2009 - doszedłem do wniosku że nie muszę się spotykać z kobietami żeby sobie zrobić dobrze (innymi słowy - rozładować nagromadzone emocje). Znalazłem inne źródło podniet - internet. I wziąłem WSZYSTKO co oferował. Od czatów i videoczatów, poprzez opowiadania erotyczne, zdjęcia, filmy aż po komiksy. W Internecie jest WSZYSTKO - i to dosłownie na wyciągnięcie ręki : komiksy wszelkich możliwych wariancji, od tych "normalnych" pornograficznych" przez wszelkie "zboczone" (z zoofilią włącznie) do tych, gdzie jako uczestnicy występowały dzieci (dopiero na tym etapie doznałem prawdziwego SZOKU - właśnie w styczniu 2010 - uświadomiłem sobie jak niebezpiecznie blisko jest pedofilia). I nie byłem w stanie tego zaakceptować. Odrzuciło mnie. Czułem się potwornie. Nie akceptowałem nigdy i nigdy też nie zaakceptuję żadnej formy pedofilii. Byłem na skraju a myśli samobójcze były codziennością.

Kolejnym krokiem, po zatrzymaniu się, było uświadomienie sobie z czym walczę (co stało się wyłącznie dzięki mojej Żonie) i jak bardzo jestem bezsilny. To Ona, w sierpniu br. - kiedy wszystko wyszło - nazwała rzeczy po imieniu, zadbała o literaturę (której w całości nie przeczytałem do dziś), znalazła psychologa. Po wizycie u psychologa (to też zawdzięczam Żonie) nastąpiła kolejna wizyta - tym razem u psychiatry - na dziś mam potwierdzone przez lekarza uzależnienie i podejmuję terapię którą poprowadzi psycholog.

Nawiązałem też kontakt z Grupą S-Anon

Krótko. Jestem na początku wieloletniego procesu leczenia (wychodzenia) z uzależnienia. Trwam w zatrzymaniu i trzeźwości, analizuję (wspólnie z Żoną) swoje postępowanie. Moja Żona jest CUDOWNĄ ISTOTĄ, potocznie zwaną ANIOŁEM, którego zesłał mi sam Bóg. Bez Niej nic dla mnie nie ma znaczenia. Bez Niej nie ma dla mnie przyszłości. Wyłącznie dzięki Niej mogę myśleć o ... TERAZ. Bo przeszłości już nie ma, a przyszłość jest w naszych myślach. Niestety, przeszłości nie da się już zmienić. Przyszłość zależy od TERAZ. A teraz pracuję nad sobą, po to aby nie być potworem. I nie jestem sam, co jest niezwykle istotne. Mimo iż jestem kawałem skur*na, ch*em bez godności, gno*m najgorszego sortu i nie zasługuję na nic, otrzymałem nieprawdopodobnie silne wsparcie ze strony mojej Żony. Wiem że gdyby nie jej postawa, nie byłoby mnie ani tu ani w ogóle nigdzie. Wiem że pracując nad sobą mam niewielką szansę odzyskać Ją i Jej zaufanie. Wiem że Ją kocham i wiem że Ona mnie kocha. Wiem też że bez tego uczucia nic nie ma sensu. Żonie, Jej miłości i wsparciu jakiego mi udzieliła - zawdzięczam WSZYSTKO.

Ad.6 - Jak silne jest Twoje postanowienie?
Moje postanowienie jest bardzo silne. JEST OSTATECZNE ! Wiem że będę się starał NIGDY już nie wrócić do swoich "praktyk". Zatrzymałem się. Jestem trzeźwy (przez trzeźwość rozumie się CAŁKOWITE POWSTRZYMANIE od wszelkich form zachowań autoseksualnych oraz zachowań seksualnych z osobami spoza związku). Dlaczego więc piszę że będę się "starał" ? albowiem ... MAM NA IMIĘ MAREK I JESTEM SEKSOHOLIKIEM. Uświadomienie sobie znaczenia tych kilku słów jest kluczowe.

Ad. Ad. Ad.
Długo musiałbym pisać aby opisać wszystko. Pytaj więc. Cieszę się że ktoś zainteresował się tym wątkiem. Wiem że usłyszę rzeczy, których usłyszeć się boję. Jednak wiem z czym walczę i jak bardzo jestem wobec tego BEZSILNY. Alkoholicy czy hazardziści (czy wszyscy inni uzależnieni) muszą coś zrobić aby dotrzeć do środka uzależniającego. JA MAM GO STALE PRZY SOBIE. To moja uzależniona osobowość, moje chore myślenie które każe zaprzeczać, wypierać i bronić się z całych sił.

Chciałbym aby ten wątek stał się nie tylko platformą kontaktu z Wami, współmałżonkami seksoholików, ale również z samymi seksoholikami. Dziś już wiem że tylko leczenie, terapia, grupa S-Anon, każde możliwe wsparcie w walce z tym uzależnieniem da mi szansę na podjęcie normalnego życia - życia którego pragnę, którego smak znam a które sam swoim postępowaniem zniszczyłem.

A propos internetu. Uważam że znakomita większość użytkowników randkowych serwisów erotycznych to tacy sami chorzy (uzależnieni) ludzie jak ja. I tylko można się dziwić że grupy S-Anon są tak nieliczne. A powinny pękać w szwach ! Dziesiątki postów kobiet opisujących zachowania swoich partnerów sugerują wprost, że to ludzie uzależnieni ! Inna rzecz że nie są, niestety, świadomi swego uzależnienia.

Pozdrawiam. Marek

PS. Widzę że moderator usunął zamieszczone linki. Aczkolwiek nietrudno odnaleźć w sieci strony S-Anon, podam je via e-mail każdemu kto się do mnie zwróci.

Zanim mnie wyśmiejesz i zrównasz z powierzchnią ziemi posłuchaj tego.
Jakieś dwa lata temu poznałam męża pewnej znajomej: przystojny, bardzo uśmiechnięty. Wszyscy go zachwalali, że jest taki dobry.

Co się okazało? Kilka lat wcześniej borykał się z tym samym problemem, seks traktował jak sport. Doszło do tego, że nabawił się nawet jakiegoś obrzydliwego choróbska.

Każdy kto go zna dzisiaj, nie może uwierzyć, że to ten sam człowiek. Ma żonę i synka i kochają się bardzo.

Ten człowiek przeszedł jednak długa i żmudną drogę. Opowiedział mi o cudzie jakiego doznał w Medjugorie. Modliła się tam za niego duża grupa ludzi, bo on się przyznał przed innymi do tego problemu.


Tam stał się cud, on chciał z tym skończyć i mało tego udało mu się to!

Kiedyś jak słuchałam tej historii, to nie dowierzałam, dziś nie wątpię w ani jeden aspekt tej historii.

Czy korzystałeś z Sakramentu Pokuty?

Nie wiem czy jesteś osobą wierzącą,  ale ja znam przypadek cudownego uzdrowienia z seksoholizmu.

Przypadek ten opisałam powyżej.

Sam Bóg dokonał uzdrowienia.

Pewnie zaraz posypie się lawina sarkastycznych uwag, ale chciałeś usłyszeć porady i nigdzie nie było wzmianki, ze nie mogą to być porady duchowe.

Jezeli masz jakies dodatkowe pytania, to pisz.

255

Odp: Seksoholizm

tak bardzo się cieszę ze znalazlam ten temat i wiem ze nie jestem z tym problemem odosobniona smile z tego, ze moj mezczyzna jest uzalezniony od pornografii i masturbacji zdalam sobie sprawe dopiero wczoraj.. Chciala bym opisac w skrocie jak to sie zaczelo u nas. Poczatkowo nasz sex byl bardzo udany, codziennie, nieraz kilka razy na dzien smile jednak kiedy zaszlam w ciaze bylo coraz rzadziej, myslalam ze to z powodu mojego wygladu, ze w ciazy nie dzialam tak na mojego chlopaka, ze jak urodze to dalej bedzie jak kiedys... Jednak bardzo sie mylilam, doszlo do tego ze do zblizen dochodzilo raz na miesiac raz na dwa miesiace. Doszlo do tego ze spalam w osobnym lozku bo ilez to sie mozna prosic faceta o sex czulam sie okropnie myslalam ze jestem jakas obrzydliwa, odpychajaca.Czytalam troche na tym forum wpadlam na watek o mezczyznach aseksualnych. I doszlam do wniosku ze moj taki poprostu jest... Ale dalej cos mi nie pasowalo, szczegolnie kiedy zaczelam coraz czesciej wpadac na to ze kiedy wychodze z domu on za kazdym razem oglada filmy porno! Rozmawialam z nim o tym w koncu zaczelam robic mu wyrzuty, stopniowo stalo sie to u mnie obsesja, caly czas o tym myslalam dlaczego on od kobiety ktora kocha go calym sercem, zrobila by dla niego wszystko woli te wulgaryzm z internetu. Byly obietnice z jego strony ze juz nigdy wiecej i co, dalej to robil doslownie kilka minut mijalo od mojego wyjscia z domu a on juz w pornosach siedzial. Az w koncu przez przypadek odkrylam ze on sie masturbuje, robil to niemal codziennie!! zawsze kiedy szedl pod prysznic to robil, poczulam jak by serce mi peklo, kiedy ja probowalam cos zainicjowac mowil ze jest zmeczony ze mu sie chce spac, ze nie ma sily a to tylko dlatego ze wczesniej sobie zwalil i nie mial juz ochoty. W chwili obecnej nawet kiedy juz do czegos dochodzi to nie potrafi sie inaczej pobudzic niz za pomoca reki i rowqniez nie potrafi dojsc w inny sposob. Co ja mam dalej robic pomozcie mi bo czuje ze juz wariuje caly czas mysle  tylko o tym rozmawialam z nim mowilam ze jesli to sie nie zmieni to odejde bo nie mam juz dluzej sil na to ale czy jest mozliwezeby on przestal to robic?

256

Odp: Seksoholizm

Kasta, odezwij się! Napisz jak sobie radzisz. Twoje posty były tu najważniejsze( przynajmniej dla mnie). Jestem jedną z Was? Nas? Kim. Pomocy!

257

Odp: Seksoholizm

bajabopngo- mozliwe. ale musi sie leczyc. innej drogi nie ma. albo wspołnoty typu anonimowi erotomani, albo terapia uzaleznien. wiem co przezywasz - ja to przechodzilam dwa lata temu. moj m. postawil wszytko na jedna karte i zgodzil sie na wzsytkie moje warunki. leczy sie i jakos dajemy rade. wpadnij na forum samozycie24 na watek moj mąż seksoholik albo seksoholizm. tam sporo konkretniejszych rzecyz niz tu - znajdziesz literature do poczytania, namiary na terapie itp.

258

Odp: Seksoholizm

Czy bywa tu jeszcze Autor wątku?
Marku, mam do Ciebie pytanie. KIM dla seksoholika jest jego obiekt seksualny? Nie mam na myśli prostytutki czy kobiety na raz. Chodzi o układ ciągnący się  od 5 lat w różnej formie i różnym natężeniu, na ogół noszący znamiona romansu, z nieustanną huśtawką rozstań i powrotów.
Chciałabym wiedzieć, czy on w ogóle widzi we mnie CZŁOWIEKA, przynajmniej czasami??? A może seks wyklucza jakiekolwiek ludzkie uczucia w stosunku do drugiej osoby?

259

Odp: Seksoholizm
j46 napisał/a:

Czy bywa tu jeszcze Autor wątku?
Marku, mam do Ciebie pytanie. KIM dla seksoholika jest jego obiekt seksualny? Nie mam na myśli prostytutki czy kobiety na raz. Chodzi o układ ciągnący się  od 5 lat w różnej formie i różnym natężeniu, na ogół noszący znamiona romansu, z nieustanną huśtawką rozstań i powrotów.
Chciałabym wiedzieć, czy on w ogóle widzi we mnie CZŁOWIEKA, przynajmniej czasami??? A może seks wyklucza jakiekolwiek ludzkie uczucia w stosunku do drugiej osoby?

Ten mezczyzna posiada zone, nazeczona, stala partnerke? jesli tak jestes tylko jedna z wielu do ktorych powraca co jakis czas. To nie sa uczcia. Jezeli nie ma nikogo na stale poza Toba, kto to wie, moga w tym byc czucia. Tak sexoholik umie kochac, ale zazwyczaj jest dla tej swojej drugiej polowki straszny w zyciu. Dopuki nie uswiadomi sobie, ze jest chory, do momentu kiedy nie zechce sie zmienic. Ale to musi on sam. Musi sie ocknac i cos z tym zrobic. Ty go nie zmusisz, musi on chciec. Ty wtedy mozesz mu pomoc, ale to droga cierniowa
Zreszta dlugo bym mogla pisac, ale tu sie sklada zbyt wiele czynnikow, ktore maja wplyw i kazdy przypadek jest inny... Jesli chcsz porozmawiac napisz na priv. Pozdrawiam

260

Odp: Seksoholizm

Nie chodziło mi o to czy on może mnie kochać. Już chyba nie jestem na tym etapie. Pytam o jakiekolwiek ludzkie uczucia - przyjaźń, sympatia, COKOLWIEK. Czy słucha tego co do niego mówię. Czy to co czuję, robi na nim jakiekolwiek wrażenie. Czy w ogóle jest sens z nim rozmawiać i w jaki sposób to robić.
Ogólnie temat jego seksoholizmu nie jest między nami tabu, jednak to zawsze tylko takie ślizganie się po powierzchni. Zdarzało mu się przyznać wprost: tak, jestem seksoholikiem; bywały też teksty typu: jestem popaprany, jestem bydlakiem bez kręgosłupa, nie powinienem się w ogóle urodzić. Jednak ZAWSZE kiedy pojawia się konkretny problem i usiłuję ten problem zasygnalizować, mówię o jakichś jego konkretnych zachowaniach i co czuję w związku z tym - zawsze, ale to zawsze ucieka, uznaje to za atak, zaprzecza, bagatelizuje, próbuje mną manipulować i wzbudzić poczucie winy. On w ogóle nie rozumie o co mi chodzi, przecież nic takiego się nie stało, nic złego nie zrobił, nikogo nie krzywdzi, wmawiam sobie, mam jakieś urojenia, jestem przewrażliwiona, przesadzam, czepiam się, nie da się ze mną wytrzymać, bo nic tylko atakuję bez powodu. Dla jasności, nigdy nie oceniam jego zachowań seksualnych i tak naprawdę przecież nie wiem, co i z kim robił wczoraj czy przed tygodniem. Nie o tym z nim rozmawiam, tylko o różnych koszmarnych rzeczach, jakie wyczuwam wtedy w jego stosunku do mnie i które mnie wyniszczają emocjonalnie. A więc - czy w ogóle jest sens rozmawiać? Jak reagować na jego system zaprzeczeń? Czy jest choćby cień szansy, żeby dotarło do niego o czym mówię???
Nie, nie jestem jedyna. Jest żonaty od 25 lat, i to małżeństwo jest dla mnie naprawdę zagadką. Wiem oczywiście tylko to, co on mi o tym mówi, no i oczywiście to, co wyczytałam między wierszami. Seks w tym małżeństwie nie istnieje, chociaż jeszcze kilka lat temu zdarzał się sporadycznie, traktowany przez niego jak obowiązek. Oczywiście on dorobił sobie to tego teorię, zwalniającą go z odpowiedzialności za zdrady: bo są seksualnie niedopasowani, bo mają inny temperament i inne potrzeby, bo ona ma bardzo pruderyjne podejście do seksu. Jest też mnóstwo nagromadzonych przez lata pretensji, urazy, złości. O wszystko. O metody wychowawcze, o sposób wydawania pieniędzy czy spędzania wolnego czasu, o podział obowiązków domowych. Wiele, wiele razy próbowałam się wczuć w sytuację tej żony - czy wie, co w związku z tym czuje, co robi - i poddaję się. Po prostu NIE WIEM. Z jednej strony wydaje mi się absolutnie niemożliwe, żeby kobieta nie wiedziała, nie przeczuwała, nie podejrzewała nawet jeśli nie ma dowodów. W końcu ja odkryłam to jego drugie oblicze zaledwie po miesiącu znajomości, nie całkiem przypadkiem, tylko dlatego że miałam właśnie jakieś niedobre przeczucia, na niczym konkretnym nie oparte. Z drugiej strony, ze wszystkich informacji i strzępków informacji wynika, że ona zachowuje się i żyje jakby autentycznie nie wiedziała... Najprawdopodobniej jest osobą, która po prostu nie dopuszcza do świadomości prawdy. Po prostu nie chce wiedzieć. Ale oczywiście mogę się mylić.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że gdyby kiedyś klapki spadły mu z oczu, to mogłoby się okazać, że właśnie żona jest dla niego jedyną kobietą na świecie i mógłby zapragnąć ratowania małżeństwa za wszelką cenę. To byłaby dla mnie spora niespodzianka, ale nie totalne zaskoczenie.
Jestem na 99,9% pewna, że kiedyś próbował się leczyć, ma bardzo niedobre doświadczenia i dlatego teraz twierdzi z całym przekonaniem, że jest niereformowalny, już taki porąbany się urodził i nie da się tego zmienić.
Rozpisałam się trochę. Chyba wystarczy...? smile
Zapomniałam dodać że tak, jest dla mnie straszny, przez większość czasu.

Posty [ 196 do 260 z 264 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026