Rozumiem - wszystko w porządku - jazda po bandzie nie pozwala "owijać w bawełnę"
Owszem. Jesteśmy egoistami - ja z pewnością nim jestem i chociaż z tym walczę, wciąż przegrywam. Kochamy chorą i pokręconą miłością, zdradzamy, myślimy końcówką fiu*a. Możesz mi jednak wierzyć : jeżeli mówimy że kochamy, to tak jest. Jeżeli przestajemy kochać - odchodzimy. Dlaczego ? Bo kochamy już kogoś innego. Chore ? Pokrętne ? jak najbardziej ! niestety - część z nas taka jest. Czy potrafimy kochać czystą miłością ? Potrafimy. Ja na swój chory i pokrętny sposób też kocham. Dlatego w chory i pokrętny sposób staram się wrócić do "normalności". Nie rozumiemy się, prawda ? Wierzę że mnie nie rozumiesz. Ja sam siebie nie rozumiem.
Odpowiem Ci na Twoje pytanie (i nie martw się, odpowiem na wszystkie Twoje pytania)
O1: myślałem o tym, jasne że myślałem - zabezpieczałem się (wiem wiem, nie ma 100% pewności) ale widzisz - to działa w obie strony - ona robi i zakłada to samo co ja, że zagrożenia nie ma (zapytaj kobiet które to robią) - robiłem to, badałem się, robiłem to i znowu się badałem - jak idiota - i co ? i nic - zero refleksji
O2: co widzę ? nic, czego wcześniej nie widziałem. Przed - jak mówisz, myślę końcówką fiu*a. Po - widzę człowieka tak samo walniętego jak i ja.
O3, O4: dla mnie - seksoholika - ja już osiągnąłem cel - to jaka jest nie ma najmniejszego znaczenia ani "przed" ani "po"
O5, O6: żal, wstyd, nienawiść, ból
zapomniałaś zadać jeszcze jedno pytanie : Patrzysz w lustro, co widzisz, co czujesz ?
czuję ŻAL, WSTYD, NIENAWIŚĆ, BÓL - i tak aż do następnego razu kiedy się uruchamiam i wtedy ... nie ma żalu, bólu, wstydu i nienawiści. Znasz definicję seksoholizmu ? Wiesz czym jest i jak się objawia ? Zatrzymałem się i trzeźwieję. Nikt i nigdzie nie powiedział, nie napisał, że dopiero teraz poznam prawdziwą moc uzależnienia. Że dopiero teraz poznam jak smakuje i jak bezgraniczny jest ten ŻAL, ten WSTYD, ta NIENAWIŚĆ i ten BÓL.
nie jestem w stanie zrozumieć swojego postępowania - był taki czas, kiedy uważałem że jedynie rozwiązanie "ostateczne" jest sposobem na przerwanie tego błędnego, przeklętego koła - dopiero Żona uświadomiła mi że nie tędy droga - dała mi szansę, potem kolejną i kolejną i jeszcze jedną ...
Oduczyłem się wściekłości. Denerwuję się, jednak panuję - staram się panować nad nerwami w sposób znacznie mocniejszy niż kiedyś. Wściekłość odrzucam bo - o ile kiedyś zdarzało się to rzadko to teraz żal, wstyd, nienawiść i ból przepełniają mnie nieustannie - słyszysz co mówię ? NIEUSTANNIE ! im dłużej "trzeźwieję" tym głębiej te uczucia działają.
I te kłamstwa ... itd.
Nie mam nic na swoją obronę. I nie ważne że stoicie po drugiej stronie barykady. A dokładniej. Barykady (u mnie) już nie ma. Kulę się ze strachu, boję się i ... czekam na strzał. Bo nie będę się już chował. Nie chcę się już chować. Gdy padnie strzał nie uchylę się - może tędy prowadzi droga ? nie wiem - nic nie wiem - wewnątrz mnie, poza miłością do Żony, nie ma nic. Nie ma rozsądku, nie ma instynktu samozachowawczego, nie ma świadomości popełnianych raz za razem błędów, nie ma refleksji.
Dziś jestem wypalonym wrakiem człowieka, który zniszczył (wciąż niszczy) to, co powinno stanowić jego największy Skarb. Zapytasz dlaczego ? Zapytaj więc. A ja pochylę tylko głowę i będę czekał na koniec
Wciąż obiecuję że nie będę już kłamał. I wciąż łamię tę obietnicę. Wciąż taplam się w gów*e. Nawet gdy mówię prawdę, Ona mi nie wierzy. I słusznie. Przecież wielokrotnie udowodniłem że moje słowa to tylko papka gów*a, że nie można im ufać. Strzelaj więc, nie czekaj
Chore te moje słowa co ? Chore myśli, chore słowa, chore serce, chora miłość, chory człowiek ... strzelaj - niech Cię więcej nie boli - bo martwię się o Ciebie, bo nie chcę żebyś cierpiała, ja się już nie liczę - strzelaj
Malina - wybacz - pisałem to co czuję. Od pewnego miejsca zwracałem się do Ciebie tak, jakbym mówił do Żony. Dopiero po przeczytaniu dotarł do mnie sens tego co napisałem. Postanowiłem jednak tego nie zmieniać. Niech moje słowa zabrzmią takimi jakimi są - nasycone żalem do siebie, wstydem za to co robiłem, nienawiścią do siebie i bólem za krzywdę jaką wyrządziłem jedynie prawdziwie kochanej kobiecie - mojej Żonie - bez Której nic nie ma sensu i przy Której wszystko ma sens.
Uważasz że wiedząc to wszystko powinienem wiedzieć co należy robić i jak postępować ? odpowiem Ci (i nie sądź że się tu czymkolwiek usprawiedliwiam) : Mam na imię Marek i jestem seksoholikiem. Od zawsze, kłamstwo stanowiło mój sposób na życie. Zauważ słowo "zawsze". Rozumiesz ? tak zostałem wychowany. Dziś - walczę ze sobą samym. Rozumiesz co robię, ile przede mną i jak wyboistą i krętą ścieżką kroczę ?
Pozdrawiam Cię. Marek
PS. I nie stresuj się tym że jeździsz po bandzie. Nie przepraszaj ani nie miej o to wyrzutów sumienia - nie kłamiesz, mówisz prawdę, masz rację. Nie można polemizować z Twoimi argumentami. Ale, z całym szacunkiem, nie "zabijesz" mnie swoimi słowami. A - być może - pomożesz.