Od MM ( seksoholik)
do Kasta i Malina i może jeszcze kogoś...
---- pod koniec piszę o przebaczeniu, potrzebie przebaczenia ----
Chciałem dobrze wyszło jak wyszło... pisałem na gorąco, a ja tym żyję - (czy raczej wracam do życia) i stąd chciałem się tym podzielić, ale każdy ma swoją drogę....
Myślę, jednak , że pewne drzwi otworzyłem. Każdy ma prawo do swoich opinii i pogladów. Może nieudolnie starałem się przedstawić jeden z nich - mój, ale - jak mi się wydaje, także wielu innych... tych naprawdę zdrowiejących...
Nie obrażam się, skłaniam głowę przed Waszym bólem. Jesteście zranione i pewnie żadne słowa nie oddadzą jak ...
Macie prawo do emocji, krzyku .... i bezsilności... bo przeszłości już się nie zmieni. Można wpłynąć tylko na "teraz" i "jutro" . Możemy to robić dokonując kolejnych wyborów - na dziś i na jutro.
Rozpamiętywanie przeszości, trwanie w zranieniu potęguje tylko ból... i jak -mi się wydaje w końcu trzeba dotrzeć do ściany swej bezsilności.
Dla mnie , w mojej opini, którą chciałem wyrazić - tu czeka Bóg. On jest przy nas zawsze i czeka cierpliwie. Tylko my Go nie czujemy, nie zauważamy skupiając się na sobie, albo wręcz odrzucamy w gniewie, złości, zranieniu...
Można mnie i moją emocjonalnosć nazywać pokręconą, ja - przez swoje zranienia, uzależnienie - do tego doprowadziłem i jestem za to odpowiedzialny. Ale za moje zło nie odpowiada Bóg, który mnie kocha.
To moje zranienia, moja pycha, próżność i egoizm są przyczyną cierpień, które spowodowałem i które sam teraz odczuwam.
Walczyłęm z moim uzależnieniem wiele lat, to właśnie pycha i brak pokory sprawiał, że chciałem -JA SAM - "TO" zwalczyć, naprawić .
Nie udało się .... i śmiem myśleć nie uda się nikomu... bo człowiek jest stworzony tylko na podobieństwo Boga, sam nie jest Bogiem, choć próbuje go zastępować.
Powiecie teraz zmądrzałem... , a gdzie był Bóg, gdy grzeszyłem, pławiłem się w rozpuście - moja odpowiedź : cierpiał, konając za mnie na krzyżu.
Dlatego ja teraz powoli, nieudolnie, biorę swój krzyż i staram się pójść za nim...
Teraz z innej beczki - jeśli rozmawiamy o seksoholiźmie, seksie robionym kompulsywnie to za tymi drzwiami nie ma już raczej wyboru, tak jak chory na grypę czy anginę - kaszle tak seksoholik robi seks.
Chciałbym przez to wyrazić pewną konieczność - przeziębionemu zbiera się wydzielina więc musi odkaszlnąć, seksoholikowi zbiera się napięcie musi się uruchomić ( wyżyć, rozładować).
Proszę nie oburzajcie się, że to nie tak, że złe porównanie, że usprawiedliwiam, że to zbyt proste... nic z tych rzeczy...
Powiedziano mi kiedyś, że kobieta nie może zrozumieć mężczyzny i vice versa, bo mamy różne konstrukcje psychiczne , emocjonalne itp - nigdzie tak jak w seksie to nie jest bardziej wyraźne.....ale próbujmy się jakoś porozumieć
To powyżej to tylko męskie mechaniczne/techniczne/ faktyczne porównanie a mój cel jest ten żeby Wam może niektórym z Was bardziej uświadomić, starać się wyjaśnić i pomóc zostawić tą złą przeszłość --- całe rozpamiętywanie, rozważanie przeszłości, tego co było ---- dlaczego tak, dlaczego z nią, dlaczego wtedy, co jest we mnie złego , gorszego itp itd
Cały ten ocean cierpienia chciałbym odciąć jak skalpelem - BO TO CHOROBA JEST...
na spotkaniach wysłuchałem trochę historii i wyznań --- pewnie Wam będzie trudno uwierzyć, zgodzić się na to uznać ich prawo do tego --- ale oni/ my też CIERPIMY... bo nie mówimy tu o "skokach w bok" od czasu do czasu...
Moje komentarze dotyczą cierpień seksoholików i ich partnerek....
Ja zapytałbym dlaczego ON/ ONA stał się seksoholikiem - jak zachorował - myślę, że to zmienia znacząco perspektywę. I znowu nie chodzi mi o usprawiedliwienie, a tym bardziej użalanie się , czy współczucie. Po prostu chory musi to robić tak czy inaczej z różną intensywnością, na różne sposoby ale musi....
Jeśli jest przymus to nie ma już wyboru ( i znowu wszystko zależnie od intensywności pobudzenia, stadium choroby) ...
I dalej jeśli jest przymus, jeśli jest choroba to tak jak pisałem miłosierdzie dla "chorego człowieka" , a nietolerancja dla choroby - to jest moje rozumienie - nie bycia, nie stania się "ofiarą całopalną".
Brak zgody na chory seks, jasne i ostre granice, postawienie jasnych wymagań (ultimatum) leczenie -razem ustalone zasady - pełna otwartość uzależnionego - możliwość stała kontroli telefonu, komputera, czy nawet kieszeni... można to wypracować przez mediacje ( z mediatorem) , jeśli chce się ratować związek...
Jeśli tego nie ma --- to nie ma zdrowienia, przy czym niestety proces zdrowienia seksoholika trwa, raczej może się nie udać wszystko na raz konieczne są etapy.... trzeba być przygotowanym, że on sam siebie oszukuje - i to jest najgorsze i najtrudniejsze.
Dla żon seksoholików najtrudniejsze i najbardziej potrzebne jest przebaczenie - tylko ono przynosi prawdziwą wolność od cierpienia .
Jak to uzyskać - właśnie tu czeka Bóg. Sam człowiek nie da rady.
Jak seksoholik żeby zacząć zdrowieć musi uznać swą bezsilność wobec choroby, tak samo partner/ ka seksoholika też musi stanąć bezsilna wobec możliwości przebaczenia. Wtedy może zacząć działać boża łaska ... ale o tym może następnym razem.
MM