netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Seksoholizm

263 odpowiedzi90 799 wyświetleńzałożony przez Marek_40, 13.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 264 ]

131 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2010-11-25 02:47:18)

Odp: Seksoholizm

Coz,
musze przyznac,zupelnie odmienne podejscie do tematu.
Bog rozwiaze moj problem......
Jestem osoba gleboko wierzaca.... w Boga,nie instytucje,ktore ludzie,w Jego imieniu tworzyli....
Z drugiej strony,Bog dal nam wolna wole i naszym obowiazkiem jest z niej korzystac.
Pozwol,ze Cie zacytuje:
" JESZCZE JEDNO BÓG CHCE MIŁOSIERDZIA NIE OFIARY --- TYM BARDZIEJ NIE CAŁOPALNEJ .
DOKŁADNIE KTOS TO OPISAŁ UZALEŻNIONY POTRAFI "WYPALIĆ" DO CNA SWOJEGO, POMAGAJACEGO MU PARTNERA. DALTEGO PODEJŚCIE MA BYĆ MIŁOSIERNE, A NIE OFIARNE --- CZYLI MIŁOSIERNIE PATRZĘ NA GRZESZNIKA I WSPÓLDZIAŁAM W ZDROWIENIU , ALE NIE ROBIĘ Z SIEBIE OFIARY, NIE TOLERUJĘ ZŁA.

Brzmi dumnie.
Powiedz mi prosze,jak to "przelozyc"na zycie?
Nie jestem ofiara i nigdy nia nie bede i NIE TOLERUJE TEGO,CO MNIE SPOTKALO.
Jak zatem,wg Ciebie,powinnam postapic?
Gdzie lezy granica miedzy milosierdziem,a byciem ofiara?
A moze ja od poczatku bylam ofiara,tyle,ze jestem nie rozgarnieta i tego  nie widzialam?

I nie mow mi o Twojej nagrodzie,bo takiej nie bedzie!
Spier....scie wszystko i wszystkich,ktorzy wam ufali na waszej drodze do szukania....
Czego wlasciwie?!
Lepszego ciala? Emocji? Bzykania?Andrenaliny?Sprawdzenia siebie?

Tak.... Bog wam wybaczy,bo pzeciez jest milosierny.......
A ofiary,ktore zostaly na polu walki i tak przeciez zostana poblogoslawione
ZALOSNE.
Mam tylko nadzieje,ze jestes singlem i zadna z nas nie cierpi z twojego powodu.
TAK OCZYWISCIE,BOG CIE KOCHA.
KOGO KOCHA BARDZIEJ - CIEBIE-CZY OSOBE,KTORA CIERPI PRZEZ TWOJ EGOIZM I NIEDOROZWOJ EMOCJONALNY?
Pytanie retoryczne......
Obudz sie czlowieku i przestan szukac dla siebie usprawiedliwien.
Jestes KANALIA i dobrze o tym wiesz.

I wcale nie zamierzam cie przepraszac,za szczerosc,za obcesowosc, za nic.
BO CZEGO TY SIE SPODZIEWASZ- BLOGOSLAWIENSTWA,bo zdales sobie sprawe,ze jestes kompletnie pokrecony psychicznie i emocjonalnie?!.

132

Odp: Seksoholizm
luana napisał/a:

W piątek, po raz pierwszy raz w życiu, idę do psychiatry, ale nie bardzo wiem, jak ta wizyta powinna wyglądać i czy jest szansa, że przyniesie ulgę i pozwoli spojrzeć na przyszłe życie z nadzieją.
Życzę wszystkim kobietom w takiej sytuacji mądrości, rozwagi i wiary w siebie!

NIe martw się wizytą. Może wydać Ci się miałkie i nieistotne to co powiesz, bo nie dasz rady przedstawić ogromu cierpienia i wszystkich faktów. Psychiatra  jednak (o ile nie trafisz do nieuka) postawi diagnozę nie tylko na podstawie tego co mówisz, lecz i jak mówisz. Nie staraj się jakość wypaść. I pamiętaj, że to człowiek, któremu możesz powiedzieć wszystko - chyba jako jedyny zniesie to bez uszczerbku. Widzisz, ja poszłam ze wstydem i wątpliwościami. Po chwili jednak wstyd odpadł, a wątpliwości, choć brutalnie, choć pewnie wolałabym usłyszeć "e, przesadza pani", nie zostały rozwiane. Dla mojej psychiatry mechanizm, zdarzenia, rekacje od razu stanowiły logiczną całość. A i ja przestałam się oszukiwać dzięki temu. Najgorsze jest dla mnie chyba samo czekanie w poczekalni. To jest przychodnia zdrowia psychicznego i widzę tam ludzi z róznymi problemami. Sam akt czekania, słuchania i patrzenia jest dla mnie najtrudniejszy. Myślę sobie wówczas - dzięki, że mam zdrowe dzieci, dzięki, że i ja mam wolę z tego wyjść. Mam nadzieję, że Twój psychiatra też okaże się profesjonalistą.
W Twoim poście widać złość. POdziwiam, że już teraz. Mnie powoli ta złosć się wykluwa. Nie ma już myślenia "dlaczego ja:, jest raczej "co ten sk..... sobie myślał, że kim ja jestem - jego mamusią!!!".

133 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-11-25 10:40:19)

Odp: Seksoholizm
MM40 napisał/a:

WITAM WSZYSTKICH
1.  JESTEM TEŻ NIESTETY SEKSOHOLIKIEM - MAM NADZIEJĘ ZDROWIEJĄCYM.
2. CHCIAŁBYM TROCHĘ POMÓC I ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA ASPEKT, KTÓREGO NIE DOSTRZEGŁEM W POSTACH, KTÓRE PRZECZYTAŁEM.

3. WIĘKSZOŚĆ UWAG NAWET TYCH NAJBARDZIEJ "TRUDNYCH" CZY TRAGICZNYCH JEST NIESTETY PRAWDZIWA I BYŁO ( JEST) TO TEŻ MOIM UDZIAŁEM - ALE JEST TEŻ N A D Z I E J A .

NIESTETY NAJPIERW MUSZĘ WYTRWAĆ POD KRZYŻEM ... I MOCNO WIERZĘ W TO, ŻE ON MI POMOŻE, BO TAKI JEST BÓG --- ON MNIE KOCHA I NIE DA MI NIC CO BYŁOBY PONAD MOJE SIŁY...

MM

Witaj MM. NIestety i do mnie Twój post nie trafia (i błagam nie pisz wielkimi literami, bo w necie oznacza to krzyk). Bo mój mąż nie jest wątpiący, lecz niewierzący. W nikogo i w nic. Cynik. Ja też nie wierzę w to, że Bóg za niego załatwi sprawę. I o świętości sakramentu już po fakcie... A sakrament nie był święty w momencie zawierania i podczas jego trwania? Jeśli jest Wam, seksoholikom, potrzebna wiara jako usprawiedliwienie, że nie jesteście do końca źli, bo przecież Bóg Was kocha - proszę bardzo, to Wasze zdanie. Ja jednak wierzę w pracę i poświęcenie. NIe dla Boga, lecz dla rodziny, którą się skrzywdziło. Samo chodzenie na mityngi, kontakt w obrębie wspólnoty - jasne. Ale co z żoną/partnerką/ dziećmi/teściową/matką etc? Wystarczy powiedzieć "przecie chodzę" i już ok? A co z nami? W którym momencie pojawiamy się my? Pozdrawiam.

134

Odp: Seksoholizm

Kasta,
to o czym piszesz,to dla nich abstrakcja!
Oni ,w swojej pustej glowie i pelnych jadrach,podzielili swoj swiat:
1) rodzina,w tym zona -zawsze na miejscu - zwarta i gotowa.Czysty domek,sniadania,obiad i kolacja na czas   
    sex tez,bo przeciez nie nalezy nigdy odpuscic....
2) ich przyjemnosc.....moze watpliwa ,ale ,tylko ICH .

Oni wychodza z zalozenia,ze przeciez nie mozna sie caly czas stolowac w tej samej kuchni,bo to grozi czkawka(lzejsze przypadki),tudziez ,niestrawnoscia na dluzsza mete.

Oni zupelnie nie widza problemu( piaslam o tym wczesniej i jezeli sie powtarzam,to mam nadzieje,ze nie postradalam zmyslow,i nie mam poczatkow zanikow pamieci),ONI SIE TYLKO CHCIELI POBAWIC, wiec o co ten krzyk?
Rozpatrujac to z ich punktu widzenia; faktycznie,czemu krzyczymy i sie oburzamy?
Przeciez nas kochaja?Czyz nie tak?
Chodza do pracy,zarabiaja pienidze,zebysmy mogly wymoscic im gniazdko,czyz nie tak?
Czyli,swoje juz zrobili.My,teoretycznie,powinnysmy byc zadowolone,a ci nieszczesnicy,maja takiego pecha,ze my,sekutnice ciagle sie czepiamy.......
Przeciez zrobili to,co do nich nalezy.....
Zbudowali dom,posadzili drzewo i splodzili syna.
O co nam,KOBIETOM chodzi.....mamy wszystko....(wg nich)
Oni zrobili swoje,wiec czemu teraz,po tak dobrze wykonanej robocie,nie moga miec tego,co IM da frajde?!
Sex z inna,bo przeciez ta,ktorej sie slubowalo jest juz niestety z drugiego obiegu.
Taaak,szukajcie dalej,szukajcie niezapomnianych przezyc,tego czegos,co jest magiczne ......
Tego jednego razu,kiedy tracicie swiadomosc.......
Odlot calkowity.....
Tyko,co potem?
Proby poszukiwania tych samych emocji? Jak dlugo?
I co wazniejsze,jak sie to ma do waszych powrotow do domu,na"LONO RODZINY"
LONO,z racji tego ,(ze jest przymiotnikiem scisle zenskim),myslicie,wybaczy i przejdzie nad tym do porzadku
dziennego.
Otoz NIE.
Szukajcie,a znajdziecie......
Tylko nie szukajcie tego kosztem waszych partnerow.
Miejcie ,raz w zyciu,na tyle odwagi,zeby przyznac : jestem popaprany,moje dziecinstwo,moje doswiadczenia,spowodowaly,ze jestem,kim jestem.
Przepraszam Cie (tu wpisz odpowiednie imie ),nie potrfie stworzyc zwiazku,jestem emocjonalnym embrionem,
wydaje mi sie,ze cie kocham,ale tak na prawde,nie wiem,co to slowo znaczy.....
Ale to wymaga jaj......

135

Odp: Seksoholizm

...i zobaczyć jeszcze kiedyś w mężczyźnie człowieka....-  czytając to zdanie przyszła mi do głowy myśl o moim ojcu - dla mnie pierwszy wzorzec mężczyzny.Jakim był mężczyzną: agresywnym prostakiem...
O kobiecych piersiach mówił -ale ma buły..Nie będę tu wspominać o najgorszej rzeczy jaka mnie spotkała z jego strony.Kiedy stawałam się kobietą wstydziłam się tego,okrywałam swoja kobiecość szerokimi swetrami.Do dziś pamiętam jak przemykałam do łazienki z upchniętą podpaską  w kieszeni od spodni.Żeby tylko nie widział...
Z mężem też nie było najlepiej - ty beznadziejna dupo,nawet w łóżku jesteś beznadziejna.Byłam beznadziejna bo jak nie być skoro tak trudno jest zaakceptować swoje ciało,to ze w ogóle jest się kobietą...
Na mitingu spotkałam mężczyznę.Może tak miało być może miałam go spotkać ...Pomógł mi -dziś nie wstydzę się swoich piersi,pupy -dziś potrafię ubiorem podkreślić swoją figurkę .Ale oczywiście nie ma róży bez kolca...
   Dziś wiem że najpierw muszę poukładać siebie aby w końcu w mężczyżnie
zobaczyć człowieka i jeszcze żeby ten mężczyzna we mnie tez widział człowieka.Czyli on tez musi być poukładany.

136

Odp: Seksoholizm

Dziewczyny, tyle w nas bólu i złości, a jesteśmy tak delikatne. Bo każda głęboko zraniona, i to przede wszystkim na poziomie najintymniejszym, kobiecym. Ja do dziś się kulę, gdy jakiś mężczyzna patrzy na mnie, a nie daj licho proponuje wspólną kawę. Raczej chcę się schować niż eksponować. A najdziwniejsze, że wiem, iż są tacy, dla których jestem wzorem matki, partnerki i nie kryją się mówiąc mi to. Co z tego, skoro ja ze swojego związku wychodzę z poczuciem tak wielkiej krzywdy na poziomie intymności, że obawiam się, iż nigdy już, z nikim. niby jestem dorosła, niby dojrzała, lecz wewnątrz mnie siedzi mała dziewczynka, która oprócz męża nie znała nikogo innego. I to z nim, z nikim innym, chciała się cieszyć swoją kobiecością. On jednak zabił to we mnie. Czuję się raczej pociągowo (aby się do konia porównać), zadaniowo niż kobieco. Tyle róznych spraw załatwiałam za nas, za niego, na tylu rzeczach się znam, że raczej przerażam mężczyzn niż zachęcam. Pewnie wydaję się twarda, nie do złamania. I obawiam się, że nikt już tej mojej czulszej połowy nie zobaczy. Bo odkryć się znów będzie oznaczać ból. Daria, strasznie mi przykro.

137

Odp: Seksoholizm

Wybaczcie raz jeszcze, ale jesli jest wam tak cholernie zle, to po co z tymi waszymi facetami/mezami/chlopakami jestescie?

Poza tym, niestety, ale tak zostalismy zaprogramowani przez nature.
Przez jaki czas bylam w zwiazku z mezczyzna (pisalam zreszta o tym wczesniej), gdzie nie mialabym absolutnie nic przeciwko gdyby skoczyl sobie w bok. Jego szal na moim punkcie byl tak kompletny, ze wiedzialam, ze jesli by z kims poszedl do lozka, to byloby to tylko czysto fizycznie. I nie mialam z tym zadnego problemu. Po prostu w tamtym zwiazku panowala czysta swoboda bez owijania niczego w bawelne. Oboje akceptowalismy siebie calkowicie, nie omamiajac sie ze nagle mozna sie dla kogos zmienic.
Zwiazek nie przetrwal. Z innych zupelnie przyczyn. Czasem za tym tesknie. Ale tylko do momentu, gdy przypomne sobie jak mi dobrze z facetem, z ktorym jestem obecnie.
Mozna rezygnowac z siebie kosztem drugiej osoby, ale nei da sie tego robic bez konca. W koncu zawsze czegos bedzie brakowac i bedziemy czuc sie z tym zle.

Pare razy zdarzylo mi sie pojsc do lozka z facetem, ktorego znalam przez pare godzin. Z cala swiadomoscia, ze nigdy wiecej go nie zobacze. Zadnych uczuc, czysta fizyczna przyjemnosc. I wiecie co? Bylo swietnie. Bylo calkowicie inaczej niz wtedy gdy sie kogos kocha ale chyba o co innego chodzi w seksie z nieznajmomym i co innego z kims z kim sie dzieli zycie, ale wciaz swietnie. czasem bylo tez fatalnie. Ale to pewnie troche tak jak z drinkiem ktorego sie nie zna, i ktorego sie chce sprobowac.

Traktujecie malzenstwo jak religie (co ma calkowity sens, patrzac na to wszystko z perspektywy dominujacej w tym kraju religii), ale czy to ma realny sens?
Wszystko przemija, rowniez uczucia.

Ja nie widzialam najmniejszego sensu w poswiecaniu sie gdy moje malzenstwo jeszcze trwalo. Do pewnego momentu trwalam w nim, bo myslalam, ze taka kolej rzeczy. W jakiejs chwili jednak przewazyla mysl "po co mam w tym gnusniec?" Jalowy zwiazek, ktory nie przynosil niczego ani jemu ani mnie...

138

Odp: Seksoholizm

Wybacz MM40, ale to co piszesz i jak piszesz jest dla mnie czyms z kompletnie innej planety. Niestety, ale patrze na ciebie jak na czlowieka z innej planety. Jak dla mnie, chesz wyzdrowiec w imie czegos czego nawet nie da sie udowodnic. Zreszta jakie to ma znaczenie? W sumie wszyscy zyjemy taka czy inna iluzja...

Luana - wreszcie jakis logiczny post! Zamiast biadolenia po prostu dzialasz. Nie podoba sie to cos z tym robisz.

A pomyslalyscie, kobiety, ze ci wasi mezowie po prostu nie chca sie zmienic? Moze im tak jest wygodnie?

139

Odp: Seksoholizm

Od MM ( seksoholik)

do Kasta i Malina i może jeszcze kogoś...

---- pod koniec piszę o przebaczeniu, potrzebie przebaczenia ---- 


Chciałem dobrze wyszło jak wyszło... pisałem na gorąco, a ja tym żyję - (czy raczej wracam do życia) i stąd chciałem się tym podzielić, ale każdy ma swoją drogę.... 

Myślę, jednak , że pewne drzwi otworzyłem. Każdy ma prawo do swoich opinii i pogladów. Może nieudolnie starałem się przedstawić jeden z nich - mój, ale - jak mi się wydaje, także wielu innych... tych naprawdę zdrowiejących...

Nie obrażam się, skłaniam głowę przed Waszym bólem. Jesteście zranione i pewnie żadne słowa nie oddadzą jak ...

Macie prawo do emocji, krzyku .... i bezsilności... bo przeszłości już się nie zmieni. Można wpłynąć tylko na "teraz" i "jutro" . Możemy to robić dokonując kolejnych wyborów - na dziś i na jutro.

Rozpamiętywanie przeszości, trwanie w zranieniu potęguje tylko ból... i jak -mi się wydaje w końcu trzeba dotrzeć do ściany swej bezsilności.
Dla mnie , w mojej opini, którą chciałem wyrazić - tu czeka Bóg. On jest przy nas zawsze i czeka cierpliwie. Tylko my Go nie czujemy, nie zauważamy skupiając się na sobie, albo wręcz odrzucamy w gniewie, złości, zranieniu...

Można mnie i moją emocjonalnosć nazywać pokręconą, ja - przez swoje zranienia, uzależnienie - do tego doprowadziłem i jestem za to odpowiedzialny. Ale za moje zło nie odpowiada Bóg, który mnie kocha.

To moje zranienia, moja pycha, próżność i egoizm są przyczyną cierpień, które spowodowałem i które sam teraz odczuwam.

Walczyłęm z moim uzależnieniem wiele lat, to właśnie pycha i brak pokory sprawiał, że chciałem -JA SAM - "TO" zwalczyć, naprawić .

Nie udało się .... i śmiem myśleć nie uda się nikomu... bo człowiek jest stworzony tylko na podobieństwo Boga, sam nie jest Bogiem, choć próbuje go zastępować.

Powiecie teraz zmądrzałem... , a gdzie był Bóg, gdy grzeszyłem, pławiłem się w rozpuście - moja odpowiedź : cierpiał, konając za mnie na krzyżu.

Dlatego ja teraz powoli, nieudolnie, biorę swój krzyż i staram się pójść za nim...

Teraz z innej beczki - jeśli rozmawiamy o seksoholiźmie, seksie robionym kompulsywnie to za tymi drzwiami nie ma już raczej wyboru, tak jak chory na grypę czy anginę - kaszle tak seksoholik robi seks.

Chciałbym przez to wyrazić pewną konieczność - przeziębionemu zbiera się wydzielina więc musi odkaszlnąć, seksoholikowi zbiera się napięcie musi się uruchomić ( wyżyć, rozładować).

Proszę nie oburzajcie się, że to nie tak, że złe porównanie, że usprawiedliwiam, że to zbyt proste... nic z tych rzeczy...

Powiedziano mi kiedyś, że kobieta nie może zrozumieć mężczyzny i vice versa, bo mamy różne konstrukcje psychiczne , emocjonalne itp  - nigdzie tak jak w seksie to nie jest bardziej wyraźne.....ale próbujmy się jakoś porozumieć

To powyżej to tylko męskie mechaniczne/techniczne/ faktyczne porównanie a mój cel jest ten żeby Wam może niektórym z Was bardziej uświadomić, starać się wyjaśnić i pomóc zostawić tą złą przeszłość  --- całe rozpamiętywanie, rozważanie przeszłości, tego co było ---- dlaczego tak, dlaczego z nią, dlaczego wtedy, co jest we mnie złego , gorszego itp itd

Cały ten ocean cierpienia chciałbym odciąć jak skalpelem - BO TO CHOROBA JEST...

na spotkaniach wysłuchałem trochę historii i wyznań --- pewnie Wam będzie trudno uwierzyć, zgodzić się na to uznać ich prawo do tego --- ale oni/ my też CIERPIMY... bo nie mówimy tu o "skokach w bok" od czasu do czasu...

Moje komentarze dotyczą cierpień seksoholików i ich partnerek....

Ja zapytałbym dlaczego ON/ ONA stał się seksoholikiem - jak zachorował - myślę, że to zmienia znacząco perspektywę. I znowu nie chodzi mi o usprawiedliwienie, a tym bardziej użalanie się , czy współczucie. Po prostu chory musi to robić tak czy inaczej z różną intensywnością, na różne sposoby ale musi....

Jeśli jest przymus to nie ma już wyboru ( i znowu wszystko zależnie od intensywności pobudzenia, stadium choroby) ... 

I dalej jeśli jest przymus, jeśli jest choroba to tak jak pisałem miłosierdzie dla "chorego człowieka" , a nietolerancja dla choroby - to jest moje rozumienie - nie bycia, nie stania się "ofiarą całopalną".

Brak zgody na chory seks, jasne i ostre granice, postawienie jasnych wymagań (ultimatum) leczenie -razem ustalone zasady - pełna otwartość uzależnionego - możliwość stała kontroli telefonu, komputera, czy nawet kieszeni... można to wypracować przez mediacje ( z mediatorem) , jeśli chce się ratować związek...

Jeśli tego nie ma --- to nie ma zdrowienia, przy czym niestety proces zdrowienia seksoholika trwa, raczej może się nie udać wszystko na raz konieczne są etapy.... trzeba być przygotowanym, że on sam siebie oszukuje - i to jest najgorsze i najtrudniejsze.

Dla żon seksoholików najtrudniejsze i najbardziej potrzebne jest przebaczenie - tylko ono przynosi prawdziwą wolność od cierpienia .

Jak to uzyskać - właśnie tu czeka Bóg. Sam człowiek nie da rady.

Jak seksoholik żeby zacząć zdrowieć musi uznać swą bezsilność wobec choroby, tak samo partner/ ka seksoholika też musi stanąć bezsilna wobec możliwości przebaczenia. Wtedy może zacząć działać boża łaska ... ale o tym może następnym razem.   

  MM

140 Ostatnio edytowany przez mariposa (2010-11-27 10:49:23)

Odp: Seksoholizm

MM40 przepraszam , że nie napisałam od razu jak przeczytałam twój post  a czytałam go kilka godzin po tym jak wstawiłeś go na nasze forum.
Niech cię nie zrazi ton i znaczenie słów które padły. To ból pozbawia nas racjonalnego oceniania sytuacji.W pierwszym momencie  jak przeczytałam twoje słowa, a zaraz potem post Maliny pomyślałam , "ale Malinka ostro pojechała, i dobrze niech wie". Zgadzałam się z każdym słowem które tam napisała. Utożsamiałam się i nadal to robię z każdym uczuciem wylanym przez Nią.

Jednak coś nie dawało mi spokoju, stale o tym myślałam, analizowałam twoje podejście do sytuacji. I nagle mnie olśniło.
Wchodziłam na różne fora szukając odpowiedzi "dlaczego". Bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że tam ani nigdzie jej nie znajdę . A nawet jeżeli to żadna mnie nie zadowoli. To po co tu jestem? Szukam pomocy? Jakiej? Przecież nikt nie wymaże mi pamięci, nikt nie cofnie czasu, a ból jaki był taki jest. Stale stawiam nowe pytania i zarzuty, dokładając je do starych. I nie znajduję dobrej odpowiedzi, a wyciągane  zarzuty-choć mają uzasadnienie -nie zmniejszają pogromu, który uczynił mój małżonek.

MM40 jesteś NAM potrzebny tak samo mnie jak Malinie.
JESTEŚ NAM POTRZEBNY JAKO DOWÓD ŻE SĄ TACY KTÓRYM SIĘ UDAŁO
Przeze mnie i Malinę i wielu innych twoje wystąpienie było potraktowane nie tak jak powinno.
Zrozumiałam że Ty się nie tłumaczyłeś, bo nie musiałeś, nie miałeś powodu tego robić przed nieznanymi Ci osobami.
TY OPISAŁEŚ JAK MOŻNA SOBIE PORADZI.
Nie mnie oceniać czy twoja droga jest słuszna. Jeżeli Ty i twoja żona (wnioskuję że nadal jesteście razem), jesteście szczęśliwi, jeżeli wasze drogi gdzieś się zeszły, to to jest ważne, nie to jak My cię oceniamy.
Być może twoja droga nie jest dobra dla każdego związku, ale czy jest zła, jeżeli doprowadziła Was tam gdzie teraz jesteście?
Myślę, że nie jest też jedyna.

W tym momencie nie jestem w stanie zaakceptować twojego stanowiska, ale nie akceptuję również stanowiska Annber. Tylko jakoś nie mam potrzeby Jej zbluzgać. Dlaczego miałam taką ochotę w stosunku do Ciebie?Ty znasz odpowiedź prawda?
Twoja wypowiedź została prze ze mnie potraktowana, jak czynnik zarzuto-twórczy. "Dość że zrujnował czyjeś życie to jeszcze się zasłania, Bogiem. to ich (czytaj mojego męża)sposób"


Wiem że kocham  On mówi że kocha, ale ja nie wierzę w miłość bez wierności. Mówię, że szukam odpowiedzi, ale czy na pewno? A może to tak że szukam wytłumaczenia dla zachowań kogoś kogo kocham?

A jeżeli nie ma odpowiedzi i nie da się tego wytłumaczyć, dziś się z tym nie godzę nie potrafię zaakceptować.
Dlatego MM40 nie rezygnuj z obecności na tym forum. Jesteś potrzebny Nam po to abyś opowiedział, jak przeszliście tą drogę z twoją żoną, jaki ciężkie mieliście upadki jak się z nich podnosiliście.

Bardzo ale to bardzo proszę twoją żonę, aby weszła na to forum na wątek " Jak żyć z człowiekiem uzależnionym od seksu", jest tam potrzebna takim jak ja. Wiem że musi być silną osobą, niech Jej nie zraża nasze  podejście do Ciebie, być może sama się spotka z podobnym.

Prawdopodobnie Twoja żona myśli podobnie, obrała tą sama drogę i wam się udało. Może Bóg prosi was o zapłatę, w tej postaci? - Sorry za ten  szantaż, ale przemawia prze zemnie desperacja:). Czekam. A sił coraz mniej.

"Ból fizyczny ma w sobie to dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. "

"Kiedy Bóg chce ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje."

"Życie zaczyna się po drugiej stronie rozpaczy."

Te kilka cytatów zostawiam bez komentarza, do  przemyślenia.

141

Odp: Seksoholizm

Cześć wam wszystkim. Wygląda na to że będe tu kolejnym jedynym facetem na tym forum. I to w dodatku tym co wsadzi duży kij w wasze mrowisko.
Spodziewam się ataków po tym co tutaj napiszę i jestem na to gotowy!


1 Lubię pornografię i jest ona dla mnie fajna. Szcegolnie odkad moja zona przytyla 15 kilogramow albo i wiecej.
2 Jak się komuś coś nie podoba, to zawsze morze odejść
3 mam dosyć mojej żony. Czasami z nią śpię, ale nie często bo mnie nie podnieca. Moja kobieta wciąż ze mną jest. Myślę jednak że już niedługo. Gdy odejdzie, nie będzie to dla mnie miało rzadnego znaczenia.
4 Chodzę regularnie do burdeli. 50% sukcesu, 50% porażki. Ale zawsze nie mogę się doczekać jak to będzie


Juz wkrutce wiecej informacji ode mnie!!!!!!!!!

142

Odp: Seksoholizm

Nie musisz się wysilać ...większość z nas jest zapewne mało ciekawa tych Twoich ...." wkrutce więcej podanych informacji"
te Twoje podpunkty ...tak żałosne jak i Twoja pisownia hmm

143

Odp: Seksoholizm

Witam wszystkich!
W piątek byłam u psychiatry. Wizyta trwała ponad godzinę i mam wrażenie, że mi pomogła. Okazało się, że rozumiem problem, umiem go nazwać, ale emocje jeszcze niestety nie nadążają za rozumem. Co do mojego związku, to lekarka stwierdziła, że życie z osobą uzależnioną, czyli słabą i nieodpowiedzialną, jest równią pochyłą, odbiera mi siły i nie ma żadnej przyszłości. Do życia we dwoje potrzebny jest partner, zwłaszcza że wszyscy przecież się starzejemy i z czasem będziemy potrzebowali kogoś na kim będziemy mogli naprawdę polegać! Uznała, że ponieważ mojego męża przez 11 lat nie stać było na żadną autorefleksję, solidną próbę zmiany swojego postępowania, to raczej nie ma nadziei, że to jeszcze nastąpi. Jeśli kontynuowałabym ten związek, to za jakiś czas znalazłabym sie dokładnie w tym samym punkcie, tylko jeszcze bardziej osłabiona. Mam być konsekwetna, nie dać się w żaden sposób sprowokować.
Byłam także w sądzie i złożyłam wniosek o przyspieszenie terminu rozprawy. Może do końca roku będzie już po wszystkim. Wtedy, mam wrażenie, mój wstyd (chociaż dlaczego to my odczuwamy wstyd) będzie mniejszy. Myślę także o powrocie to swojego nazwiska panieńskiego.
Może Wam się wydawać, że jestem twarda, ale to tylko pozory. Moja mama jest przerażona moim stanem psychicznym, ale widzi że każdego dnia jest ze mną coraz lepiej. A ja codziennie wracam po pracy do pustego mieszkania, płaczę i żegnam sie z moim dotychczasowym życiem.

144

Odp: Seksoholizm
Izzy napisał/a:

Cześć wam wszystkim. Wygląda na to że będe tu kolejnym jedynym facetem na tym forum. I to w dodatku tym co wsadzi duży kij w wasze mrowisko.


1 Lubię pornografię i jest ona dla mnie fajna. Szcegolnie odkad moja zona przytyla 15 kilogramow albo i wiecej.
2 Jak się komuś coś nie podoba, to zawsze morze odejść
3 mam dosyć mojej żony. Czasami z nią śpię, ale nie często bo mnie nie podnieca. Moja kobieta wciąż ze mną jest. Myślę jednak że już niedługo. Gdy odejdzie, nie będzie to dla mnie miało rzadnego znaczenia.
4 Chodzę regularnie do burdeli. 50% sukcesu, 50% porażki. Ale zawsze nie mogę się doczekać jak to będzie


Juz wkrutce wiecej informacji ode mnie!!!!!!!!!

1. co za niezwykła logika - "kolejnym jedynym" - pogratulować!
2. żona przytyła, ale ty za to pewnie jesteś idealny pod każdym względem - na konkurs piękności marsz!
3. tobie się nie podoba, masz dość swojej żony, ale nie odchodzisz, chociaż stwierdzasz, że "Jak się komuś coś nie podoba, to zawsze może odejść"
4. współczuję, że musisz płacić za seks - masz dużą szansę na śmiertelną pamiątkę. Powodzenia!

145 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2010-11-29 04:00:41)

Odp: Seksoholizm

IZZY,
z ciebie taki sexoholik,jak ze mnie kura,ktora ma mistrzostwo olimpijskie w lotach na duza odleglosc....

1)"Wygląda na to że będe tu kolejnym jedynym facetem na tym forum. 
    Albo bedziesz kolejnym,albo jedynym.......
    Jedynym ( i swiadomie pisze to z duzej litery Facetem),jest Marek,ktory zalozyl ten watek i wie,o czym mowi.

2)"Lubię pornografię i jest ona dla mnie fajna"...tak ,wiemy,ze jak sie cos lubi,to to musi byc fajne......(kwestie
    wagi Zony,pozostawiam bez komentarza)

3)"2 Jak się komuś coś nie podoba, to zawsze morze odejść"
       Tak,MORZE,odchodzi i przychodzi,a to sie nazywa przyplyw i odplyw....

4)"mam dosyć mojej żony. Czasami z nią śpię, ale nie często bo mnie nie podnieca. Moja kobieta wciąż ze mna
     jest. Myślę jednak że już niedługo. Gdy odejdzie, nie będzie to dla mnie miało rzadnego znaczenia.
    GRATULUJE,WYPOWIEDZ DOROSLEGO I DOJRZLEGO MEZCZYZNY,nie chce brzmiec jak belfer,ale
    w szkole,na lekcjach polskiego,to sie troche obijales?

5)"Chodzę regularnie do burdeli. 50% sukcesu, 50% porażki. Ale zawsze nie mogę się doczekać jak to będzie"
    Z calego serca,zycze Ci szczescia w tej materii.
    Moze,jako bonus ,trafi Ci sie jakas wenerka?

Zdecydowana wiekszosc osob wchodzacych na to forum,wie,o czym mowi i to jest wazne i budujace.
Zdarzja sie jednak sporadyczne wypadki,ze ludzie wypisuja bzdury....,no wlasnie po co?
Zastanow sie nad tym.....

146

Odp: Seksoholizm

Izzy

Gratuluje 50% sukcesu, to chyba Ty masz problem. Moze trzeba udac sie do seksuologa. Skoro masz w burdelach 50% porazki to moze seksuolog wyleczy problem z erekcja.
Zycze Twojej zonie, zeby jak najszybciej zorietowala sie jakiego ma przy sobie lajdaka. Bo mezczyzna to Ty nie jestes.
Wszyscy tyjemy, starzejemy sie, chorujemy "ideale".
Jest sie z kims nie dlatego, ze jest piekny. Chyba, ze ktos jest na tyle pusty, ze liczy sie tylko powloka.

147

Odp: Seksoholizm

Zastanawiające jak to działa! Jeden głupi post a ile reakcji!!!

1) Chcę tylko pokazać wam świat z perspektywy kogoś kto cieszy się swoim rzyciem. Może (dziękuję bardzo za poprawienie mojej pisowni. Rzeczywiście mam problemy z ortografją.) jestem sexoholikem a może nim nie jestem. Ale bardzo lubię kobiety w karzdej możliwej postaci!!! A kobiety lubią mnie (mówię to z perspektywy kogoś co się cieszy ogromnym powodzeniem). Tyle że nikogo nie czaruję muwię jak jest tak żeby nie było żadnej nadziei. I dużo kobiet to lubi. Czysta zabawa. Bo nie wiadomo co będzie jutro, nie?

2) 50% porazki 50% sukcesu - nie chodziło mi o moje siły a o moje zadowolenie mi chodziło. Wiecie jak to jest. Niektóre się angarzują bardziej, a niektóre mniej.

3) Dlaczego nie odchodzę od żony. Bo jest mi dobrze. Łoże pościelone, dzieci nakarmione, i tak dalej. A jej chyba tez jest dobrze, bo pieniadze regularnie ode mnie dostaje i jest bezpieczna.

4) Łajdak czy nie, mam to gdzieś. Nie ta to inna. I wierzcie mi, większość męszczyzn tak myśli ale o tym nie mówi głośno, bo macie ich pod swoim pantoflem.

A potem pokrzywdzone!!! Ojej. Może się zabierzcie się za siebie zamiast marudzenia że wszystko wam się nalerzy bo jesteście takie wspaniałe? Nigdy nie ma tak, że winę ponosi tylko jedna strona. Ale najłatwiej znajdować winę tylko w kimś innym, nie?

żegnam was i życzę żebyście wyszły zwycięzko ze swoich problemów.

Lepszy świat bez złudzeń niż świat ze złudzeniami.

Łajdacy i popaprańcy wszystkich krajów łaczcie się!!!!

Spadam z tego forum

148

Odp: Seksoholizm
Izzy napisał/a:

Zastanawiające jak to działa! Jeden głupi post a ile reakcji!!!

to fakt, dobrze to ująłeś "jeden głupi" wink

1) Chcę tylko pokazać wam świat z perspektywy kogoś kto cieszy się swoim rzyciem. Może (dziękuję bardzo za poprawienie mojej pisowni. Rzeczywiście mam problemy z ortografją.) jestem sexoholikem a może nim nie jestem. Ale bardzo lubię kobiety w karzdej możliwej postaci!!! A kobiety lubią mnie (mówię to z perspektywy kogoś co się cieszy ogromnym powodzeniem). Tyle że nikogo nie czaruję muwię jak jest tak żeby nie było żadnej nadziei. I dużo kobiet to lubi. Czysta zabawa. Bo nie wiadomo co będzie jutro, nie?

świat z Twojej perspektywy jak i z "perspektywy" Twojej ortografii ... jak dla mnie jest mało interesujący, ale nie dziwi...skoro Twoja edukacja zakończyła się na tylko i wyłącznie "muwieniu" to i wymagania od rzycia ograniczone.
Skoro kochasz kobiety jak to określiłeś "w każdej postaci" ..... to  Twoja żona choć przytyła ,nie powinna stanowić problemu.
Co do domniemanego "powodzenia" pewnie znane jest ci powiedzonko " Każda potwora znajdzie swego amatora"


2) 50% porazki 50% sukcesu - nie chodziło mi o moje siły a o moje zadowolenie mi chodziło. Wiecie jak to jest. Niektóre się angarzują bardziej, a niektóre mniej.

godne politowania
chcesz angarzu dopłać 100wę więcej ... takich jak Ty te panny zwykły nazywać "frajerami" oddaje w pełni słuszność temu stwierdzeniu smile

3) Dlaczego nie odchodzę od żony. Bo jest mi dobrze. Łoże pościelone, dzieci nakarmione, i tak dalej. A jej chyba tez jest dobrze, bo pieniadze regularnie ode mnie dostaje i jest bezpieczna.

opowiedz jej co robisz ...a potem zapytaj czy jest jej z tym  dobrze ?!

4) Łajdak czy nie, mam to gdzieś. Nie ta to inna. I wierzcie mi, większość męszczyzn tak myśli ale o tym nie mówi głośno, bo macie ich pod swoim pantoflem.

A potem pokrzywdzone!!! Ojej. Może się zabierzcie się za siebie zamiast marudzenia że wszystko wam się nalerzy bo jesteście takie wspaniałe? Nigdy nie ma tak, że winę ponosi tylko jedna strona. Ale najłatwiej znajdować winę tylko w kimś innym, nie?

żegnam was i życzę żebyście wyszły zwycięzko ze swoich problemów.

Lepszy świat bez złudzeń niż świat ze złudzeniami.

taaa masz rację ,więc czas skończyć się łudzić drogi Izzy i zabrać do pracy...nad sobą kolego, ogolić tu i ówdzie i do przedszkola ...uczyć się  podstaw ortografii polskiej.
Zwycięzko to wyszła większość kobiet czytających ten wątek.... kamień z serca spadł gdyż to Twój ostatni post smile

Spadam z tego forum

najlepsze zdanie w tym poście smile

149 Ostatnio edytowany przez Obcy (2010-11-30 12:35:40)

Odp: Seksoholizm

Witam wszystkich.

Mam nadzieję że na tym wątku znajdę to, czego szukam. Jestem seksoholikiem (lat 40+) na samym początku drogi. Jestem żonaty. Robiłem straszne rzeczy. Zacząłem od masturbacji w wieku kilkunastu lat. Potem nastał czas pornografii, internetu, chat-ów, serwisów erotycznych, potem randkowych. Zdradziłem Żonę i Rodzinę wielokrotnie i na milion sposobów. Dziś szukam wyjścia. Szukam drogi powrotu. Dostałem szansę i chcę ją wykorzystać. Korzystam z pomocy psychologa. Nawiązałem kontakt z SA. Tutaj spróbuję znaleźć to czego nie znajdę w realu. Mam nadzieję że uczestnictwo w tym wątku pomoże mi jeszcze lepiej zrozumieć siebie oraz skuteczniej szukać drogi do "normalności". Chcę i pragnę tego z całych sił. Dla Żony, dla Rodziny i dla siebie. Chociaż bardzo tego chcę - nie potrafię cofnąć czasu. Stało się i ogromnie żałuję tego co zrobiłem. Dziś mogę jedynie walczyć o jasną przyszłość.

Przeczytam wątek i podejmę dyskusję - już wkrótce. Pozdrawiam.

150

Odp: Seksoholizm
Obcy napisał/a:

Witam wszystkich.

Mam nadzieję że na tym wątku znajdę to, czego szukam. Jestem seksoholikiem (lat 40+) na samym początku drogi. Jestem żonaty. Robiłem straszne rzeczy. Zacząłem od masturbacji w wieku kilkunastu lat. Potem nastał czas pornografii, internetu, chat-ów, serwisów erotycznych, potem randkowych. Zdradziłem Żonę i Rodzinę wielokrotnie i na milion sposobów. Dziś szukam wyjścia. Szukam drogi powrotu. Dostałem szansę i chcę ją wykorzystać. Korzystam z pomocy psychologa. Nawiązałem kontakt z SA. Tutaj spróbuję znaleźć to czego nie znajdę w realu. Mam nadzieję że uczestnictwo w tym wątku pomoże mi jeszcze lepiej zrozumieć siebie oraz skuteczniej szukać drogi do "normalności". Chcę i pragnę tego z całych sił. Dla Żony, dla Rodziny i dla siebie. Chociaż bardzo tego chcę - nie potrafię cofnąć czasu. Stało się i ogromnie żałuję tego co zrobiłem. Dziś mogę jedynie walczyć o jasną przyszłość.

Przeczytam wątek i podejmę dyskusję - już wkrótce. Pozdrawiam.

Obcy, bardzo dziękuję, że dołączyłeś i chcesz się podzielić informacjami. Napisz mi proszę- co Cię skłoniło do walki z nałogiem? Co takiego musi się stać, aby zrozumieć, że przekracza się granice?
Ktoś w powyższych postach napisał (chyba annber), że skoro nasi partnerzy tak nam nie odpowiadają, to czemu nie odchodzimy. Ktoś dodał, że z wygody, etc. Dziwne, że ja wygody nie czułam, myślę nawet, że to on miał ze mną wygodniej. A dlaczego nie odeszłam 1. - nie wiedziałam z czymm mam do czynienia, tak jak napisałam, to nie śmierdzi, nie rozszerza źrenic, etc. 2 - mierzyłam swoją miarą i ufałam 3. kocham(/łam?) 4 - są dzieciaki. Teraz wiem, że nie ja, lecz on ma się zmierzac z nałogiem. I teraz wiem, że moje bycie w tym związku się skończyło. Bo nie ma woli zmian, leczenia. Skończyło się więc. Może gdybym miała dostęp do informacji z tego forum, gdybym umiała wcześniej nazwać to, co sie dzieje w moim małżeństwie, to zamiast szukać wciąż winy w sobie, byłabym już gdzie indziej. Ale te wszsytkie może niczego nie zmienią. A dzięki Waszym postom wiem, że to nie ja, lecz ewentualnie on musiałby zawalczyć. A walczyć nie będzie. Po raz pierwszy nie sprzeczam się z rzeczywistością. Jest jak jest - na nią nie mam wpływu. Na co mam - na wlasne życie. I je zmieniam. Szkoda, że bez niego? Tak, szkoda. Ale to nie ja rozpieprzyłam nasz związek. I wiem już, że choćbym nago latała po domu ;-) - nic nie zmieniłabym. Zawsze coś byłoby nie tak. Bo trzeba zamaskować nałóg, a najłatwiej jest - zepchnąć odpowiedzialność na tę drugą połówkę. A taka fajna ze mnie babka:-). Dlaczego dałam się tak zmiażdżyć? Cholera wie. Tak zadziałało. A nie zasłużyłam, i nie mam wniosków, że "wina zawsze leży po środku". NIe , nie zawsze. Pozdrawiam wszystkich z tego wątku.

151

Odp: Seksoholizm

OBCY,
powinnam zaczac inaczej,wiem....
Ale wiem tez,ze nie mam sily sluchac(z ust mojego meza) i czytac ciagle tego samego:
"Dziś szukam wyjścia. Szukam drogi powrotu. Dostałem szansę i chcę ją wykorzystać. Korzystam z pomocy psychologa. Nawiązałem kontakt z SA."

Prosze Cie,powiedz mi, na jakie KONKRETY,moze liczyc Twoja Zona?
Co,oprocz szukania wyjscia i powrotu,KONKRETNIE robisz,zeby udowodnic Rodzinie chec zmiany?
Co robisz,zeby Ja uszczesliwic?
Co robisz,zeby zlagodzic TEN bol?
Bo chyba zdajesz sobie sprawe z tego,ze sam fakt,ze przestales sie "udzielac"w innych dziedzinach(tak to nazwijmy),jest niewielka pociecha.Tu trzeba inicjatywy i to tylko Twojej.
Musisz przekonac Zone,ze (jezeli bedzie na tyle tolerancyjna i zdecyduje sie dac Wam szanse),Ty tej szansy ponowinie nie spieprzysz.....

Powtarzam sie,wiem,ale mam do tego prawo z racji tego,ze wiekowa juz jestem.
KONKRETY - oprocz psychologa i grup wsparcia......
Co robisz TYLKO DLA NIEJ?!

Pozdrawiam i zycze sily

152

Odp: Seksoholizm

Wina zawsze lezy po srodku, moje drogie i moi drodzy. Jesli jestem w stosunku do kogos agresywna, to nie dzieje sie to bez powodu, itd itd itd. Jesli ktos atakuje mnie, to najczesciej poniewaz w moim zachowaniu bylo cos takiego (niewazne czy swiadomie czy nie), co sprowokowalo te druga osobe to takiego a nie innego dzialania. Wiem, ze od takiego myslenia mozna zwariowac, ale taka jest prawda.
Malo jednak kogo stac na to, zeby w pewnym momencie wcisnac "stop" i porozmawiac o wszystkim, bo zazwyczaj wiaze sie to z tym, zeby drugiej osobie dac poczucie bezpieczenstwa mimo ze chcialoby sie czasem te druga osobe uderzyc w twarz. Przemoc rodzi przemoc (niewazne czy mowimy tu o zwiazku dwojga chamow, czy tez dwojga, powiedzmy, profesorow z politechniki - roznica jedynie taka, ze w 1szym przypadku bedzie gwaltowniej, a w drugim pewnie subtelniej, aczkolwiek to tez nieprzesadzone...).

Kasta, jesli rzeczywiscie wierzylabys w to co piszesz ("taka fajna ze mnie babka") to by Cie nie bylo na tym forum, bo mialabys wszystko gdzies i po prostu ruszylabys dalej do przodu. Chyba problem lezy zatem gdzie indziej?

OBCY, powiem to samo co wczesniej mowilam - jedyna szansa na tak zwana zmiane, to gdy sam dla SIEBIE bedziesz sie chcial zmienic. Jesli jedynym Twoim motorem bedzie Twoja zona, predzej czy pozniej nie starczy Ci silnej woli.
Wiec: albo zaakceptuj swoja ciemna strone (co i tak musisz zrobic na jakims etapie swojego dochodzenia do siebie) albo zacznij sie czuc zle sam z soba - nie z powodu tego kogos, ale wlasnie z powodu samego siebie.

Ze mna sprawa chyba jest prosta - wydaje mi sie ze jestem okresowa seksoholiczka (albo, jak chca niektorzy seksuolodzy, mam wzmozony apetyt), ktora ma swoj typ i tyle. O ile moj partner nie odpowiada temu typowi i pozostawia moje potrzeby niezaspokojone, niestety ale wtedy wlacza mi sie program szukania gdzies indziej tego, czego chce.
Egoistyczne czy nie? Nie dbam o to. Nikogo nie zmuszam do bycia ze mna. Ale jesli juz z kims jestem, to jestem w tym na 1000%.

Malina, nie tedy droga. Owszem, on na poczatku musi cos tam pokazac i cos tam udowodnic, ale wierz mi, ludzie sie nie zmieniaja. Wiec jesli on nawet wlaczy sobie program pt "KONKRETNIE cos robic,zeby udowodnic Rodzinie chec zmiany", to dlugo na tym nie pociagnie, bo sam z soba bedzie sie czul nieswojo.
Chyba ze nagle ukaze mu sie Budda, Jezus, Mohamet albo Mitra, tudziez Ozyrys. Tylko ze wtedy bedzie zyl w iluzji a nie rzeczywiscie.

Moim zdaniem, klucz tkwi w tym, zeby sobie uswiadomic jaka szkode wyrzadzam sama sobie robiac to, co robie (o ile uwazam ze to jest zle)

Pozdrawiam wszystkich.

153 Ostatnio edytowany przez egonschiele (2010-12-06 18:52:58)

Odp: Seksoholizm

Annber, co to znaczy, ze zawsze wina lezy po srodku.
A jezeli ktos uprawial ten proceder i ukrywajac to wprowadzil druga osobe w blad i dokonala bedac w tym bledzie takiego wyboru?
A prawda wyszla na jaw przez przypadaek i po wszystkim, np jak u mnie po dwoch latach?
Bo ufalam, bo nie miescilo mi sie w glowie, ze ktos moze tak oszukiwac?
I masz racje, nie kazdy sobie zyje jak chce, ale niech da drugiemu mozliwosc podjecia zyciowej decyzji nie ukrywajac tak istotnych spraw.
Bo np ja nie chce tego miec w swoim zyciu, bo dla mnie to g....no, teraz brzydze sie samej siebie, ze moglam nieswiadomie w tym uczestniczyc brzydze sie tym, narazajac sie na bog wie co i jakie choroby.
Ja tez chcialam miec mozliwosc wyboru i zaslugiwalam na uczciwosc

154

Odp: Seksoholizm

Do Egonschiele.
Rozumiem, o co chodzi. Moj obecny partner wie o moim apetycie i nie ma nic przeciwko jesli zrobie to (sobie) bez niego z pomoca materialow czy tez bez nich.
Moze faktycznie tu lezy roznica.

A tak faktycznie, powiedz, rzeczywiscie Ci to przeszkadza? W koncu Twoj maz pewnie z Toba sypia, tak? Zatem pewnie nie ma to wplywu na to, co sie dzieje z Wami w lozku?

Chyba ze chodzi o cos wiecej niz tylko pornografie...

155

Odp: Seksoholizm
annber napisał/a:

Wina zawsze lezy po srodku, moje drogie i moi drodzy. Jesli jestem w stosunku do kogos agresywna, to nie dzieje sie to bez powodu, itd itd itd. Jesli ktos atakuje mnie, to najczesciej poniewaz w moim zachowaniu bylo cos takiego (niewazne czy swiadomie czy nie), co sprowokowalo te druga osobe to takiego a nie innego dzialania. Wiem, ze od takiego myslenia mozna zwariowac, ale taka jest prawda.
Malo jednak kogo stac na to, zeby w pewnym momencie wcisnac "stop" i porozmawiac o wszystkim, bo zazwyczaj wiaze sie to z tym, zeby drugiej osobie dac poczucie bezpieczenstwa mimo ze chcialoby sie czasem te druga osobe uderzyc w twarz. Przemoc rodzi przemoc (niewazne czy mowimy tu o zwiazku dwojga chamow, czy tez dwojga, powiedzmy, profesorow z politechniki - roznica jedynie taka, ze w 1szym przypadku bedzie gwaltowniej, a w drugim pewnie subtelniej, aczkolwiek to tez nieprzesadzone...).

Kasta, jesli rzeczywiscie wierzylabys w to co piszesz ("taka fajna ze mnie babka") to by Cie nie bylo na tym forum, bo mialabys wszystko gdzies i po prostu ruszylabys dalej do przodu. Chyba problem lezy zatem gdzie indziej?

Annber, przez ostatnie 10 lat słyszałam, że "gdybym była" jakaś inna, to byłoby lepiej. Gdybym dała więcej przestrzenia, gdybym była bardziej wyuzdana, gdybym nosiła pończochy, gdybym tak dobrze nie gotowała :-). Wierz mi, nietrudno jest się pogubić. Bo jak się kocha, to nie zakłada sie złych intencji. No i chyba jasne jest, że tacy mężczyźni zakładają rodziny właśnie z tymi kobietami, które wszystkim się zajmą i nie będą wymagać w zamian zbyt wiele. Moja mała dziewczynka chciała tylko jednego - ciepłej miłości. I były te szpilki, i była przestrzeń (okazało się teraz, po latach, jak bardzo szeroka) i było wyuzdanie (aż dziwne, że takiej szarej gęsi nawet się spodobało :-). Annber, jestem tutaj, bo nie umiałam pojąć bezmiaru zaplanowanego okrucieństw. Podejrzewam, że wciąż nie do końca mieści mi się, iż można tak sterować czyimś życiem, aby chować swoją prawdziwą tożsamość i za nic brać graściami to co ciepłe, dobre i domowe. Powoli wiem, że fajna za mnie babka - wychowuję łobuziaków, pracuję z zadowoleniem i awansem, zbudowałam dom, miszczę się w 36 rozmiar, noszę obcasy, bo lubię. Gotuję, piekę, prasuje sprzątam, kochałam się z przyjemnością i nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek cierpiała na ból głowy :-). A mimo wszystko, moja własne poczucie wartości jest podkopane. I, niestety, spada, gdy tylko mój prawie były, pojawia się na horyzoncie. Powoli do mnie dociera dlaczego. Bo jeśli jestem taka jaka jestem, to on nie miałby usprawiedliwienia dla swoich czynów. Ja więc musiałam być jakaś nie bardzo - bo wtedy wiadomo, że on musiał się ratować, uciekać z tego związku. To dla mnie jasne. Coraz częściej i coraz dłużej pozostaję jednak ze świadomością, że to co mam wokół zawdzięczam tylko sobie - swojej pracy i swojej osobowości (czy odwrotnie). Mój związek zawsze był po ciemnej stronie mocy, a jak tylko wyślizgiwałm się na słońce i śmiech- buch, coś musiało się dziać, coś mrocznego. Pytasz - dalczego więc trwałaś w tym? Nie wiem. Uczciwie mówiąc - ja chyba wciąż czekałam na to, że mój mąż będzie chciał ze mną rozwinąć skrzydła i cieszyć się życiem. Naszymi możliwosciami - zdrowe, fajne dzieciaki, zero problemów z kasą, świetna baza wypadowa, chęć do seksu, żadnych większych trosk. Skąd więc jego defetyzm? Ze mnie, bo ktoś musiał być winny. Teraz wiem, że być może gnojenie mnie było usprawiedliwianiem swoich słabości. Bo gdybym ja... A teraz myślę - chamie jeden, nie chciało ci się, więc najłatwiej było zepchnąć odpowiedzialność za popapranie na mnie.
Nie, to nie tak, że powinnam mieć wszystko gdzieś - mamy dwoje dzieci. I skłamałabym pisząc, że jest złym ojcem. I mam tego świadomość i pracuję z sobą, aby nie walczyć o uczucia dzieci. Aby nigdy nie musiały wybierać.
A co z ruszeniem do przodu - Annber, nie dało się póki nie dotarło. A proces wypierania jest długi. Bardzo mi pomogłaś - bo wprost napisałaś o tym, o czym ludzie krępują się mówić. O fizyczności, o ciele. Chyba tez i dzięki Tobie od dwóch miesięcy zasuwam trzy razy w tyg. na siłowni, i - teraz - mam z tego radochę. Lubię moje ciało. I ze zdziwieniem stwierdzam, że nic mu nie brakuje. A zupełnie inną wizję siebie miałam zakodowaną w mojej głowie. Matka-Polka, matka - cnotka, matka-idiotka.
problem leży w tym, co moja terapeutka nazwala wprost "jesteś ofiarą przemocy domowej". Dostrzegam już to, że przez ostatnie lata urabiał mój mózg. I dałam sobie. Z miłości? Z głupoty? NIe szukam już odpowiedzi na te pytania. Tak się stało, widocznie i w tym był jakiś sens. Głeboko ukryty :-).
Nie wiem, czy można powiedzieć o kimś, kogo się w sumie nie zna - bardzo Cię lubię Annber, stawiasz mnie do pionu i jest mi to bardzo potrzebne.
pozdrawiam serdecznie - Kasta (widzisz, z wielkiej litery!)

156

Odp: Seksoholizm

Annber, wlasnie zaczyna miec wplyw, bo czuje juz obrzydzenie.
Dla mnie sex to dopelnienie fizyczne milosci do drugiego czlowieka i bliskosc , ktora mozna sobie dac wzmacniajac wiez psychiczna tym samym.
W innym wydaniu dla mnie sex nie ma sensu, taka poprostu jestem i juz
Ty jestes inna i szanuje to, jednak gdybys byla facetem, nie moglabym z Toba byc poprostu

157

Odp: Seksoholizm

Kasta czy nie zauważasz, że to co tak chwalisz u Annber nienawidzisz u swojego męża?
To za co Ją lubisz spowodowało ból który teraz czujesz?

To są te same zachowania.
Chyba że uważasz że moralność jest różna dla kobiet i mężczyzn?

Być może mamy inny punkt widzenia, ale ja patrzę z pozycji żony, kobiety , matki i nie widzę tych zalet które zauważasz Ty u Annber. Być może jest Ona przemiłą osobą, ale jej kręgosłup moralny bardzo się różni od mojego.

158

Odp: Seksoholizm

Mariposa, bardzo celne stwierdzenie.
Sama lepiej bym tego nie ujela.
Kasta, co co reprezentuje ja nie ma nic wspolnego z cnota, z matka polka i innymi mocherowymi beretami.
To jest oddanie , milosc, wiernosc i szacunek do siebie nawzajem jako para

159

Odp: Seksoholizm

Mariposa, Annber dostarcza mi tego, czego skąpił mój mąż - wiadomości. Jasnych, logicznych, zahaczających o zwierzęcy instynkt (wybacz Annber, mam nadzieję, że i ja mogę pisać wprost) i niezrozumiałych dla mnie wiadomości. Dzięki temu dostrzegam różnice mojego i jego swiata. Dzięki temu wiem już, że nasze światy się nie spotkają i nie ma co się łudzić, że on kiedyś, może, zechce, coś zrobi... etc. I to jest m i potrzebne - świadomość nienaprawialności i niezrozumiałości. Bo taką mają konstrukcję. To nie jest chwalenie, to zdanie sobie sprawy z faktu, że nie wszyscy myślą i czują jak ja. Mój mąż prawdopodobnie czuje i myśli bliżej tego o czym pisze Annber. A ja żyję w nieco innej rzeczywistości. Moralność jest jedna. Nikt nie ma na nią monopolu, lecz pewne rzeczy są stale - taki constans, który każdy z nas chce mieć - uczciwość w związku jest dla mnie priorytrtem.

160

Odp: Seksoholizm
egonschiele napisał/a:

Mariposa, bardzo celne stwierdzenie.
Sama lepiej bym tego nie ujela.
Kasta, co co reprezentuje ja nie ma nic wspolnego z cnota, z matka polka i innymi mocherowymi beretami.
To jest oddanie , milosc, wiernosc i szacunek do siebie nawzajem jako para

Oj Egonschiele, przecież to była ironia, przekąs. Taką chciałby mnie widzieć mój mąż, aby usprawiedliwić siebie, że przecież musiał, bo ja taka i siaka i niedobraka. Ironia, ironia. A Mariposie już odpowiedziałam, mam nadzieję, że - żałuję, iż nie dało się tego wyczytać z mojego postu- zauważycie jakie są intencje. Mamy pod ręką rzetelne źródlo informacji na temat "schorzenia", które nas, które obok nas, nęka i jest. I o tym piszę - bo ta szczerość jest cenna ze względu na wartość informacyjną. Pozbawia złudzeń. Bo co jeśli jest i z moim mężem tak - on to lubi i dla nikogo tego nie odpuści. Po co mam się łudzić?

161

Odp: Seksoholizm

Kasta, masz racje, nie ma co niepotrzebnie sie ludzic.
Tylko, ze ja czuje, ze Ty nie mowisz tego z glebi serca, ze rozsadek Tobie to wmawia.
W glebi serca ludzisz sie i chcesz walczyc, zeby tak nie bylo.
Jestes teraz zraniona, zla, powiem wiecej wsciekla na ta cala sytuacje, zrozumialam Twoja ironie, ale chcialam Cie sprowokowac, no wywolac do odpowiedzi.
Bo czuje, wiem , ze Twoje serce mowi cos zgola innego.

162 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-12-09 18:58:23)

Odp: Seksoholizm

Taa, moje serce mówi co innego. Ale na co dzień pracuję rozumem i musze się zmusić do korzystania z niego i teraz. CHoć boli i choć chciałabym usłyszeć "kochana, spróbujemy od nowa". Cały czas zastanawiam się nad moją miłością. Czemu ja się tak przy nim uparłam? Co mi dawał/daje? Czy jestem słaba - skoro wiem i nie rzucam wszystkiego w diabły? I czytam zdanie pod postami jednej z nas, pod Twoimi Egonschiele, "potrzebuję cie, bo cię kocham". I obawiam się, że i tak jest ze mną. Kocham tego drania, choć wiem, że wyznajemy rózne wartości. I teraz, od kiedy o wszystkim wiem, nie umiałabym żyć z nim razem.

163 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-12-09 18:57:43)

Odp: Seksoholizm

Nie umiałabym i juz nie mogę - za daleko sprawy zaszły.

164

Odp: Seksoholizm

Czy wiesz dlaczego kolejnosc mojego zapisu pod postem jest dokladnie taka
"potrzebuje Cie, bo Cie kocham" ?
Bo napisanie " Kocham Cie , bo Cie potrzebuje" jest czystym wyrachowaniem, eh

165

Odp: Seksoholizm

Kasta muszę przyznać że ja nie wyłapałam tej ironii.

Po twoich następnych postach mogę sądzić że bardzo się różnimy.
A może to sytuacja nas różni.

Mój mąż twierdzi że tylko mnie kocha i nigdy nikogo innego nie kochał, nigdy mi nie ubliżał, zerwał wszystkie  złe kontakty,zaczął się leczyć. Ja nie musiałam "żebrać" o seks, czułam się kochana i wyjątkowa. A biorąc pod uwagę medyczne określenie seksoholizmu:
Seksoholizm - uzależnienie seksualne, obejmujące zachowania o podłożu
seksualnym, które mają destrukcyjne skutki dla życia społecznego i
emocjonalnego człowieka, takie jak: masturbacja, natręctwa seksualne,
zdrada, oglądanie pornografii. Wciąga i zniewala jak narkotyk. Rujnuje
zdrowie, niszczy związki z ludźmi, może nawet zagrozić życiu!
Seksoholik dąży do odbycia stosunku nie po to, by zyskać przyjemność,
ale by rozładować szarpiące nim emocje. Niczym narkoman, człowiek taki
zrobi wszystko, po prostu wszystko, by zaspokoić nękający go głód
seksu, rozładowując nagromadzone emocje.

Nasza sytuacja jest zgoła inna.
Ale wiem jedno, ani Annber, ani Marek40, ani Obcy nie są w stanie mi pomóc, bo sami siebie nie rozumieją i nie potrafią określić uczuć, które nimi rządziły i rządzą. Annber nawet nie wie czy ma ten problem.
Jeżeli ktoś Ci może odpowiedzieć na nurtujące Cię pytania to MM40. On jedyny radzi sobie z chorobą i jest w stanie określić uczucia jakie nim targały.

Ale to tylko moje zdanie, to że nie rozumiem czemu Annber stawia Cię do pionu, nie znaczy że Tobie to pomaga.
Dlatego walcz jak potrafisz, życzę szczęścia.

166

Odp: Seksoholizm

Annber "ustawia mnie do pionu", bo nie pozwala mi zaplątać się we własnych oczekiwaniach, lecz twardo pokazuje "a co jeśli tój mąż to lubi i nie ma zamiaru nic z tym zrobić". Bo to jest tak - część mnie, taka miękka i dobra, chciałaby powiedzieć "ej, dziewczyno, jeszcze się wam ułoży, on wróci przeprosi" i różne takie ble, ble. Druga zaś część czyta np. Annber i mówi - "patrz, a jeśli twój mąż, ukochany, nie ma zamiaru rezygnować z siebie i dla nikogo nigdy nie zamierza się zmienić, bo i tak ludzie myślą i żyją". I to jest to stawianie do pionu- odcięcie się od złudzeń i skupienie na faktach. Mariposa, Twój mąż zapewnia Cię o uczuciu, coś robi. Moja historia jest inna, happy endu nie będzie.

167

Odp: Seksoholizm

Do Egonschiele:
Oczywiscie, masz racje. Albo inaczej: nie jest to kwestia racji czy jej braku, tylko tego jak wiele mozesz/chcesz zaakceptowac.
Seks bez uczucia? Dlaczego nie? Zdarzalo sie wielokrotnie i bylo przyjemnie. Seks z uczuciem? Wspaniala rzecz, duzo wspanialsza niz wersja "bez" i przeniesienie wszystkiego w kompletnie inny wymiar.
Zgadzam sie, reguly generalnie powinny byc przejrzyste dla obu stron i obie strony powinny wiedziec z czym maja do czynienia tak, zeby przynajmniej miec szanse powiedziec: "sorry, ale nie ze mna". Tylko ze ludzie sa tylko ludzmi. Moze byc tak, ze ktos po prostu uwaza, ze to co robi na tak zwanym boku, nikogo nie krzywdzi. Moze byc rowniez tak, ze wie gdzies tam w glebi, ze jest to zle (albo moze lepiej: moze byc zle odebrane przez te druga osobe), ale sie po prostu boi utraty i wybiera klamstwo. Albo moze byc tez tak, ze jest przekonany ze to co robi, ma pod calkowita kontrola i nie ma to wplywu na jego zwiazek.
(swoja droga, w starozytnej Grecji, faceci regularnie spotykali sie z damami lekkich obyczajow i nie bylo to widziane jako nic specjalnie zdroznego. Kwestia kultury, prawda? Umowa spoleczna, nic wiecej. Szczegolnie jesli spojrzymy na niektore spolecznosci zyjace poza nawiasem tak zwanej cywilizacji).


Do Kasty:
A moze jemu po prostu bylo z Toba nie po drodze, tylko bylo za pozno zeby sie wycofac? Moze szukal czegos w Tobie, co by go zatrzymalo na dluzej?
Wiesz, nie przecenialabym (mimo ze nie znam ani jego ani Ciebie) tego zaplanowanego okrucienstwa i manipulowania, o ktorych piszesz. Rzadko kto rzadko kiedy dziala tylko po to, zeby drugiemu zaszkodzic. Zazwyczaj powody dzialan sa o wiele bardziej prozaiczne. I niestety, bardzo "male". Czasem tak male, ze az wstyd sie przyznac. Wtedy ludzie zaczynaja kombinowac z wymyslnymi wyjasnieniami, buduja wielopietrowe budowle klamstw.
Z ta "ofiara przemocy domowej" tez bym tak do konca nie przesadzala. Tak jak pisalam w ostatnim poscie, nic sie nie dzieje bez przyczyny. Nie chce cie bron boze wbijac w poczucie winy, z ktorego dopiero co wychodzisz; chodzi mi raczej o to, zeby miec klarowny obraz sytuacji. Nie wiem, moze na tym etapie jest ci to potrzebne, szczegolnie jesli masz osobowosc, ktora kaze Ci szukac winy najpierw w sobie, a dopiero potem w innych (tutaj pewnie zaczyna sie typowo psychoanalityczne babranie sie w sytuacjach z domu rodzinnego. Ale pewnie sama o tym wiesz).
Nie wiem. Kazdy jest inny. Poprzez bycie w paru zwiazkach nauczylam sie zeby nikogo nie mierzyc ta sama miara. Nauczylam sie tez, ze ludzie rzadko sie zmieniaja i ze jesli chcesz z kims byc, to wiaze sie to z akceptacja tego kogos takim jaki jest. Przy zachowaniu swojej wlasnej autonomii. Nauczylam sie tez, ze jesli moje akceptowanie tego drugiego wiaze sie ze zbyt wielkim dyskomfortem z mojej strony, to nie ma sily: taki zwiazek po prostu nie ma szansy przetrwac, chocby nie wiadomo jak slodki, czarujacy i seksowny facet nie byl. Ludzie maja inne temperamenty, podobaja sie im rozne rzeczy, maja rozne potrzeby przestrzeni i bliskosci.
Ale wiesz co jest dobre? Na swiecie jest nas mnostwo. I wiekszosc z nas wbrew pozorom nie chce krzywdzic nikogo. I nawet ci, ktorzy krzywdza, rzadko maja taki zamiar. Czesto rzeczy sie dzieja wbrew nam albo wymykaja sie spod kontroli. I tyle. I wracajac do mojej glownej mysli, jest tyle ludzi na swiecie, z ktorymi mozesz byc szczesliwa. Tyle ze nie mozna niczego oczekiwac. Ani porownywac z przeszloscia.
Z tego co piszesz, zakladam, ze masz nie wiecej niz 40 lat. Pomysl, ile Ci zostalo. Moze 20? Moze 30? Wykorzystaj je najlepiej, jak tylko mozesz. Warto tracic kolejne na roztrzasanie przeszlosci? Na nienawisc? Nienawisc ma to do siebie, ze wbrew pozorom najbardziej niszczy tego, ktory nienawidzi.

Wiem, ze na wszystko potrzeba czasu. Jesli wali ci sie swiat, nie jestes w stanie od razu podniesc sie i ruszac dalej, ale kiedys musisz to zrobic. Dla samej siebie.

Ciesze sie, ze piszesz, ze w taki czy inny sposob Ci pomoglam. A silownia to dobra rzecz, bo w prosty sposob poprawiasz sobie samopoczucie. To juz cos!

Do wszystkich:
A tak na marginesie, nie ludzmy sie wszystkie, ze to tylko o wnetrze chodzi. 10 kilogramow czasami robi kolosalna roznice. Niestey tak jestesmy przez nature skonstruowani, wiec jesli widzisz ze Twoj facet oglada sie czasem na ulicy lub w samochodzie za kims, kto ma nogi do nieba i pare kilogramow wiecej niz ty, to: 1) nie wydaje ci sie 2) to naturalne. Tak po prostu dzialamy. A ze dodatkowo faceci sa bardziej zaprogramowani na seks niz my, to czyni calosc jeszcze bardziej skomplikowana.
Nie ma sensu sie ludzic, ze jest jakos inaczej. Zawsze, od milionow lat, chodzilo o to samo.

168

Odp: Seksoholizm

Annber, przeciez zdajesz sobie sprawę, że nie opisuję tutaj na forum mojej sytuacji z detalami. Bałabym się, że ktos gdzieś kiedyś coś skojarzy i niepotrzebnie dowie się o moim życiu więcej, niż powinien. Mój mąż wyraźnie mi powiedział, że przez ostatni rok i kilka miesięcy działał tak, aby mnie zniszczyć i zmusić do odejścia. Bo - "nie chciał mieć wyrzutów sumienia, że odchodzi do innej". Nie pisz mi więc o tym, iż nie powinno się przeceniać manipulowania i okrucieństwa. Jeśli dołożymy do tego, iż byłam wówczas w zagrożonej ciąży, urodziłam, a po porodzie jazda bez trzymanki się nasiliła - nie znajduję słów, aby napisać o tym inaczej niż o planie działania. Co ciekawe, dowiedziałam się też, iż jeśli by jemu tam nie wyszło, to celowo nie chciał kończyć związku ze mną, bo "jakoś dawało się ze mną wytrzymywać i w sumie to mnie kocha". Budowla z kłamstw mojego męża rzeczywiście okazała się potężniejsza niż bym nawet śmiała przypuszczać. Dlatego już nie grzebię, nie chcę wiedzieć więcej niż wiem. Moja wiedza doprowadziła mnie do załamania nerwowego, odwiedzenia oddziału zamkniętego i bycia na psychotropach po dziś. Seksoholizm jest niestety najmniejszym z problemów, choć na nim się skupiłam. Nie znalazłam bowiem w sieci zjawiska, które byłoby podobne do tego, co odkryłam. Nie Annber, nie biorę i nie wezmę winy za dewiację mojego męża. Bo - w przeciwieństwie do Ciebie - nie uważam "nic sie nie dzieje bez przyczyny". Mój mąż jest dorosłym, dobrze sobie radzącym społecznie mężczyzną. To co odnalazł w swojej pracy nie mieści się w jakimkolwiek moim pojmowaniu, nawet jeśli miałabym nie mierzyć go swoją miarą - nie ma miary, która pozwoliłaby zrozumieć. I, niestety, nie potrafię go nienawidzieć, choc to zdajesz się sugerować - że szkoda czasu na nienawiść. Ja nie tracę czasu na nienawiść, bo nie ma jej we mnie. Co "tracę" - czas na żałobę. Ale tak czułam, że musiałam sobie ten czas dać. Aby powiedzieć sobie, że dla mnie ten związek miał znaczenie, że nie był obojętny, że nie był epizodem, był moim życiem. Zaczynam postrzegać męża jako chorego, zagubionego człowieka. Który jednak nie może już dłużej być częścią mojego życia i nie może liczyć na moją pomoc, nawet jeśliby o nią prosił. Nie wiem, czy ułożyło mu się z inną kobietą - konsekwentnie od dwóch miesięcy unikam jakichkolwiek kontaktów, co - dzięki odległości miedzy pracą a byłym jego domem - jest możliwe. Poznaliśmy się z moim mężem jeszcze w szkole średniej  - i ja cały czas kocham mojego kolegę ze LO, niezależnie od tego ile przytył, czy wyłysiał, czy cholera jeszcze wie co. Rzeczywiście jestem trochę po trzydziestce, nie mam jednak pojęcia jak powinno być ze zwiazkiem, w którym mężczyzna mi nie pasuje, bo nie mam doświadczeń w żadnym innym związku :-). Wiem, że moja wypowiedź wyda się niespójna - wynika to z jednego - nie mogę o wszystkim napisać, bo mam wrażenie, iż szczegóły, które dopełniłyby obraz, są szczególne. Zbyt szczególne. Jeśli mój mąż kiedykolwiek trafi na to forum - rozpoznałby,, ze ja to ja. A tego nie chcę, bo ma to być tylko moje miejsce.

169

Odp: Seksoholizm

Kasta, wlasnie potwierdzasz to co napisalam wczesniej o tych, ktorzy sie boja podejmowac decyzji. Z tego, co piszesz, celem dzialan Twojego meza nie bylo zniszczenie Cie, ale sprawienie, zebys podjela decyzje za niego.
To sa dwie zupelnie rozne rzeczy.
Czy uslyszalas kiedykolwiek (zanim zaczelo sie dziac to, o czym piszesz) ze chce odejsc? Wprost? Nie wprost? Moze nie wiedzial, jak zakonczyc?
(zadaje te pytania, bo sama bylam w podobnej sytuacji)
Zreszta na pewno, gdyby jakims cudem Twoj maz wlaczylby sie teraz do dyskusji, uslyszalybysmy zgola inna wersje tych samych zdarzen.
W jednym z wczesniejszych postow piszesz o tym, jak Twoj bral (bierze?) "garsciami to co ciepłe, dobre i domowe". Sugerujesz tym samym, ze Ty z tego zwiazku nie dostawalas zbyt wiele. Jednak z jakiegos powodu wciaz w nim bylas, prawda? Wiec cos musialo tam byc takiego, ze jednak sie tego trzymalas.

Przepraszam, ze Cie wciagam w osobiste dyskusje. Masz racje, za duzo szczegolow to nie dobrze. Zreszta nie o to chodzi na tym forum.

170

Odp: Seksoholizm

Tak, teraz juz wiem, ze chodziło o zepchnięcie decyzji na mnie - "widzicie, nie miałem wyboru, bo ona odeszła". O rozstawaniu mówiliśmy praktycznie od początku małżeństwa - długie ponad 10 lat. Dlaczego więc się pobieraliśmy - nie wiem, zawsze były starcia i udręki, bo taki był nasz związek. Co jednek ciekawe - mieliśmy (i śmiem twierdzić, wciaż mamy) wzajemna fascynację intelektualną. Teraz, mągra w trakcie terapii, wiem, że oboje pochodzimy z rodzin dysfunkcyjnych.. U mnie - ojciec, u niego - brak ojca i matka. Matka rozdająca łaski. Podejrzewam więc, że moja dobroć "bez łaski" była czymś, co wydawało mu się wartościowe. Jednak, gdy zaczynałam się czuć dobrze i bezpiecznie - wiedziałam, że zaraz coś pierdyknie. On nie lubił spokoju, ciągle coś musiało drgać. A co do mnie - mnie wystarczało, że był. I wyniak to z faktu, że musialam żebrać o uczucie ojca, którego nie było zbyt wiele. Brak poczucia wartości, mimo świetnego funkcjonowania społecznego, ciągnie się za mną całe życie. Karcenie siebie za wszystko, nawet za przewinienia, które nie były moim udziałem - to dla mnie zachowania standardowe. Pracuję nad nimi, choć trudno mi dojrzeć coś dobrego w samej sobie. Patrze wtedy na dzieci - i widzę dobre, inteligentne małe bestyjki. To mnie stymuluje do dobrego myślenia i o sobie samej. Bo to ja sama (z racji zawodu mojego męża) jestem z dziećmi na co dzień. To moje dzieło ;-). Wg nie - dostawalam wiele, bo mogłam kochać. Czasem myślę, że bezmiar mojej wrażliwości i miłosci musiał być nie do zniesienia. Dbaie o wszystko, perfekcjonizm, rezygnowania z siebie - i, co dziwne, bez zrzędzenia i umartwiania się, musiał być nie do zniesienia. Podejrzewam, brutalnie pisząc, że tak samo kurczowo trzymałabym sie każdego, kto okazałby mi trochę ciepła wówczas, gdy mój ojciec całkowicie mnie olewał. A że poznaliśmy się z mężem wcześnie - on nie musiał dawać mi nic innego (zabezpieczenia materialnego, stanowiska i czegoś tam jeszcze) oprócz serdecznej uwagi. niestety, do dzisiaj wie, że jest to sposób na mnie. A czy nie wiedzial jak to zakończyć? Annber, ja mam świadomosć, że mój mąż wciaż mnie kocha. I bał się tej odpowiedzialnosći i = chyba - bal sie mnie definitywnie stracić. Stało się jednak jak sie stało i zostal zmuszony do przyznania się do wszystkiego. I pewnie teraz tego żałuje. Bo miał mnie na wyciagnięcie ręki za ochłapki zainteresowania. Czy jego historia różniłaby się - na pewno. On przecież nie uważa sie za seksoholika, on też nie uważa, że wprowadzając do naszego życia kobiety, zrobił coś niewłaściwego. Przeciez nie wiedziałam, więc co mi szkodziło, prawda?

171

Odp: Seksoholizm

Kasta, piszesz "O rozstawaniu mówiliśmy praktycznie od początku małżeństwa - długie ponad 10 lat. Dlaczego więc się pobieraliśmy - nie wiem, zawsze były starcia i udręki, bo taki był nasz związek".
Widzisz, raz jeszcze potwierdzasz to co pisalam wczesniej - wiedzialas, ze cos w Twoim zwiazku bylo nie tak, jak powinno od samego poczatku, prawda?
Tyle ze on byc moze wczesniej od Ciebie sobie zdal sprawe z tego, ze na dluzsza mete to nie moze funkcjonowac?
Podziwiam Twoja pewnosc dotyczaca jego uczuc do Ciebie. Zatem dlaczego nie chce tego samego, co Ty?

Nie mam pojecia. Sama sie czasem gmatwam w rozwazaniach na swoj wlasny (i moich przeszlych zwiazkow) temat i czesto dochodze do sprzecznych wnioskow.

Czasem chyba trzeba przestac za bardzo analizowac i skupic sie na tym, co niesie nowy dzien.

172 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-12-17 10:58:01)

Odp: Seksoholizm

To nie tak, że uważałam, iż w moim związku "coś było nie tak". Mój związek po prostu taki był - ze zgrzytami, z namiętnościami, z gwałtownością (intelektualną, nie siłową - nie laliśmy się po gębach). Od kiedy znów ufam moim odczuciom, to rzeczywiście i wiem, że jego uczucia do mnie są silne. Myślę jednak, że on ma nadzieję, iż nowa namiętność uwolni go od demonów pornograficznych. Zamaskuje je, pokryje zapomnieniem. Któregoś razu usłyszałam - "chciałbym, abyś nie była taka dobra, podziwiam cie, a chciałbym niecierpieć". Myślę sobie, że dla niego świadomość słabości - wynikającej z uzależnienia od pornografii - w konfrontacji z moim światem, musiała być nie do zniesienia. A jednocześnie przyjemność czerpana z samozaspokajania się - zbyt wielka, aby potrafił z tego zrezygnować.
Myślę sobie jednak, że DDA - którym jestem - szukają rozedrganych związków. Do czegoś jest to nam potrzebne. Myślę, że mój mąż chce tego samego co ja - widać to szczególnie teraz, po paru miesiącach milczenia z mojej strony. Ale on nigdy z niczego dla niekogo nie musiał i nie chciał zrezygnować. Czy będzie chciał zrezygnować z samotnego onanizmu dla ratowania rodziny - niestety, mnie to już nie będzie interesować. Bo wiem, że nie umiałabym już nigdy mu zaufać. A bycie dozorcą swego męża - ten etap mam już za sobą. I szczerze go nienawidzę, bo nikt na bycie dozorcą nie zasługuje. Myślę więc sobie, iż zmarnowaliśmy tę miłość. I ja, i on. I żal mi, bo wiem i zawsze wiedziałam, że mieliśmy coś wyjątkowego. Mimo spięć i iskrzeń - takiej wrażliwości na drugą osobę nie będziemy mieć już nigdy.
I, Annber, masz rację - za bardzo gmatwaliśmy i za bardzo rozstrząsaliśmy. I wnioski, niestety, nie zawsze były słuszne. Ja teraz żyję z dnia na dzień. I tak musi na razie być :-)

173

Odp: Seksoholizm

Kasta pozbądź się tej nienawiści.
Taka szczera i głęboka nienawiść może Cię zniszczyć. I do czego ci ona. Czy naprawdę uważasz że On zasłużył na to żebyś go obdarzała tak silnym uczuciem? Spójrz na niego jak na chorego człowieka.

I to nie twoja czy moja kobiecość została naruszona. One się świetnie mają.
To jego męskość jest chora i malutka, skoro musi szukać potwierdzenia jej wielkości.
I to nie raz a wiele razy i widać nie znalazł.
Bo kobiecość i męskość mamy w sobie i co najwyżej mógł ją obrazić ale nie zabić. Bo ona jest w nas i jak nie pozwolimy to nikt obcy nie ma do niej dostępu.

Spróbuj zamienić nienawiść na obojętność, będzie ci lżej. A jeżeli on cię kocha to sprawisz mu tym większy ból. Natomiast jak cię nie kocha to jest mu obojętne co do niego czujesz.
A nie jest warty tego miejsca które zajmuje w twoim sercu nienawiść do niego.

174

Odp: Seksoholizm
mariposa napisał/a:

Kasta pozbądź się tej nienawiści.
Taka szczera i głęboka nienawiść może Cię zniszczyć. I do czego ci ona. Czy naprawdę uważasz że On zasłużył na to żebyś go obdarzała tak silnym uczuciem? Spójrz na niego jak na chorego człowieka.

I to nie twoja czy moja kobiecość została naruszona. One się świetnie mają.
To jego męskość jest chora i malutka, skoro musi szukać potwierdzenia jej wielkości.
I to nie raz a wiele razy i widać nie znalazł.
Bo kobiecość i męskość mamy w sobie i co najwyżej mógł ją obrazić ale nie zabić. Bo ona jest w nas i jak nie pozwolimy to nikt obcy nie ma do niej dostępu.

Spróbuj zamienić nienawiść na obojętność, będzie ci lżej. A jeżeli on cię kocha to sprawisz mu tym większy ból. Natomiast jak cię nie kocha to jest mu obojętne co do niego czujesz.
A nie jest warty tego miejsca które zajmuje w twoim sercu nienawiść do niego.

Mariposa - a gdzie Ty tę nienawiść znalazłaś? Bo we mnie jej nie ma, w moich wypowiedziach - też nie. Moim problemem jest natomiast wciąż zbyt żywa miłość - bo nie zasłużył na nią. Gdzie ta nienawiść? W moim sercu - nie ma. Projekcja własnych odczuć?

175 Ostatnio edytowany przez mariposa (2010-12-17 14:58:20)

Odp: Seksoholizm

Nie Kasta to nie projekcja własnych odczuć smile
A odpowiedź jest banalna. Źle odczytałam twojego poprzedniego posta.
Twoje słowa " I szczerze go nienawidzę" . Zrozumiałam że mówisz o mężu.
Ja nie znam uczucia nienawiści. Mogę kogoś nie lubić, może mi być żal kogoś za jego głupotę, ale nie nienawidzę.

176

Odp: Seksoholizm
mariposa napisał/a:

Kasta pozbądź się tej nienawiści.
Taka szczera i głęboka nienawiść może Cię zniszczyć. I do czego ci ona. Czy naprawdę uważasz że On zasłużył na to żebyś go obdarzała tak silnym uczuciem? Spójrz na niego jak na chorego człowieka.

I to nie twoja czy moja kobiecość została naruszona. One się świetnie mają.
To jego męskość jest chora i malutka, skoro musi szukać potwierdzenia jej wielkości.
I to nie raz a wiele razy i widać nie znalazł.
Bo kobiecość i męskość mamy w sobie i co najwyżej mógł ją obrazić ale nie zabić. Bo ona jest w nas i jak nie pozwolimy to nikt obcy nie ma do niej dostępu.

Spróbuj zamienić nienawiść na obojętność, będzie ci lżej. A jeżeli on cię kocha to sprawisz mu tym większy ból. Natomiast jak cię nie kocha to jest mu obojętne co do niego czujesz.
A nie jest warty tego miejsca które zajmuje w twoim sercu nienawiść do niego.

Mariposa, z jednej strony piszesz, jak zla jest nienawisc, a z drugiej radzisz Kascie, co zrobic zeby jej mezowi sprawic wiekszy bol? Niby z czego ma wynikac to sprawianie komus bolu? z nie-nienawisci? :-)

dla mnie wszystko sprowadza sie do tego, czy sie kogos kocha czy nie. Jesli sie kocha, to (prawie) wszystko jest mozliwe - i dla jednej i dla drugiej strony.
Jesli uczucie wygasa - nic sie nie da zrobic. Bo w imie czego? Obowiazku? Slaba motywacja w moim odczuciu.

177

Odp: Seksoholizm
mariposa napisał/a:

Nie Kasta to nie projekcja własnych odczuć smile
A odpowiedź jest banalna. Źle odczytałam twojego poprzedniego posta.
Twoje słowa " I szczerze go nienawidzę" . Zrozumiałam że mówisz o mężu.
Ja nie znam uczucia nienawiści. Mogę kogoś nie lubić, może mi być żal kogoś za jego głupotę, ale nie nienawidzę.

Dotyczy to całego postu.
Jeżeli miałaby sprawiać ból to lepiej jemu niż sobie.
We mnie naprawdę nie ma nienawiści.

178

Odp: Seksoholizm

Troche czytalam ostatnio, bylam tez u seksuologa (ale to glupota, facet nie ma pojecia o sprawach niestandardowych. Sprobuje moze jeszcze raz, ale tym razem moze u kogos powazniejszego).
Czyli wracam do tego co przeczytalam. Oprocz seksoholizmu nauka rowniez wyroznia nimfomanie (u nas) i satyriosis (u mezczyzn).
Roznica jest spora, jak sie okazuje, bo w seksoholizmie ponoc chodzi o to, zeby z byle kim. W nimfomanii ponoc bardziej chodzi o pogon za przyjemnoscia.
Ale mechanizmy uzaleznien sa te same lub podobne.

Natknelam sie tez na opis hiperseksualnosci, dzieki czemu z kolei znalazlam opis zespolu Klüvera-Bucy'ego. Cytat z wiki: "zaburzenie neurologiczne spowodowane uszkodzeniem obu płatów skroniowych lub prawego płata i środkowej części lewego, związane przede wszystkim z dysfunkcją ciała migdałowatego". Jednym z jego objawow jest wzmozony apetyt seksualny.
Za malo jednak o tym wiem, zeby cos wiecej opisywac. To dosc swieze odkrycie.

(swoja droga szkoda, ze na tym forum nie wypowiada sie jakis autorytet naprawde duzego kalibru, typu Lew-Starowicz albo ktos podobny. Mialoby to wiekszy sens niz takie troche pol amatorskie wymienianie sie informacjami zaslyszanymi i wyczytanymi).

Przy okazji, znalazlam dosc ciekawa lekture (niestety dla mnie z odniesieniami do Boga i cytatami Ratzingera, dla niekojarzacych to facet wystepujacy obecnie pod pseudonimem BeXVI). Podaje link:
http://www.edukacjamedialna.pl/e107_plu … content.51

Oprocz tego swieta absolutnie do niczego, nic mi sie nie chce i jestem przejedzona.
Ale za to mam nieslabnaca ochote.

Pozdrawiam wszystkie i wszystkich.

179

Odp: Seksoholizm

nawet nie wiem czy mam ochote pisac,nawet nie wiem czy mam ochotę życ.Jestem żoną człowieka,który dla wszystkich bliskich czyli mamy,córek,zięciów i wnuków jest ciepłym opiekuńczym i fajnym facetem, a zapomnialam dodać,że"uwielbia wszystkie kobiety swiata od 23-40 lat"/tak wpisal w swoim profilu na portalu "odloty.pl"Ja rowniez nie zaznalam od niego krzywdy w dosłownym znaczeniu.On nie bije,nie krzyczy,mowi do mnie "kochanie".Jestesmy razem od 38 lat,znamy sie jak 'łyse konie''i od 5-ciu lat przeżywam gehennę i nie mam siły ani walczyc,ani odejśc,tkwie w tym toksycznym zwiazku, w ktorym jest i pornografia i czaty erotyczne i portale randkowe i odloty.pl-czyli wizyty w agencjach towarzyskich mało tego -prawie nikt mi nie chce wierzyc.To niemożliwe,to nie on.dwa lata temu bylismy u pani psycholog,gdzie mój mąż wykpil mnie i wyparł się wszystkiego,dodal również- przeciez to nic takiego,że oglądam zdjęcia pornograficzne,wszyscy faceci to robia, a jak tylko będę chcial, to z tym zerwę.Ale nie zerwał.a pani psycholog jakby potwierdziła,że to co robi to nic takiego-wtedy nie było jeszcze mowy o agencjach towarzyskich,bo ja sama o nich nic nie wiedzialam i wyszlam na idiotkę, która ma urojenia i czepia się niewinnego faceta.Ot takie to życie.Dzis tak jak wiele z kobiet,ktore tego doświadczyły jestem wrakiem człowieka.Nie żyję, ale wegetuję,a moja psychika to niczym dziurawe sito- do niczego sie nie nadaje,ale kochającym i wytrwałym kobietom życzę powodzenia w walce o swoją osobowość.ja wiem,że to trudne,ale nie można pozwolic zniszczyc sie psycholowi.

180

Odp: Seksoholizm

HANESKA,
dokladnie tak,jak piszesz:
"ale nie można pozwolic zniszczyc sie psycholowi."
Moze teraz widzisz siebie jako wrak,ale uwierz mi - ludzie przezyli Oswiecim i po wszystkim dalej potrafili zyc
i czerpac z tego radosc.
Ty tez staniesz na nogi,przy odrobinie dobrej woli.
To,ze dzielimy/smy zycie z kims takim,niewatpliwie odciska na nas pietno.
Oni wdeptali nas w ziemie i tylko naszym wyborem jest czy chcemy lezec przydeptane,czy chcemy sie podniesc
i zyc dla siebie.

Mowiac,zyc dla siebie,niekoniecznie mam na mysli zycie bez nich.........
To indywidualna kwestja.

Walczmy wiec o SIEBIE.

Powodzenia i pozdrawiam Cie

181

Odp: Seksoholizm

annaber swego czasu napisała:

"Moim zdaniem, klucz tkwi w tym, zeby sobie uswiadomic jaka szkode wyrzadzam sama sobie robiac to, co robie (o ile uwazam ze to jest zle)"

Cały jej ów post nie jest głupi.

Świadomość krzywdzenia siebie, innych... i świadomość odrazy do siebie samego, że ja sam sobie nie radzę, mogą być jedyną odskocznią do zmian. Paniczny strach przed utratą rodziny - jeśli za tym nie idzie to co powyżej - wątpię, bo wtedy wciąż kłamiemy, wciąż stwarzamy potrzebne drugiej stronie obrazy - robimy coś BY POKAZAĆ (ja to swego czasu napisała Malina)- wciąż gramy jak przez lata, tylko teraz nieco inaczej. Nie w tym rzecz by coś pokazywać, bo jeśli zaczniemy faktycznie pracować z wewnętrznej potrzeby nad sobą, to druga osoba to zobaczy, poczuje.
Tak sobie Malina pomyślałam, ale może się mylę. Że Twój mąż (czy wciąż mąż?) robił wiele, ale ile wypływało to ze strachu przed stratą Ciebie, z wymogu sytuacji, a ile z odkrycia tego kim faktycznie jest - ze zrobienia tego dla siebie, bo wie, że już inaczej się nie da...

W życiu miałam dość bliskie kontakty z uzależnionymi (bardzo) od różnych "substancji" i gdyby oni mogli przestać dla drugiej osoby, z miłości - zrobili by to dawno, ba nawet pewnie próbowali.

182

Odp: Seksoholizm

Przeczytałam cały wątek z wielkim zainteresowaniem.
Mój  mąż Gdy mnie zdradził z sąsiadką powiedział ze  nie wie dlaczego to zrobił, że poprostu lubi seks i musiał sie wtedy ''wyładować'' bo miedzy nami sie nie układało.. że niemiałam dla niego czasu..
na pierwszą myśl  stwierdziłam że jest uzależniony.. ze jest on jakims porypanym erotomanem  który tylko korzysta z sytuacji by zrobic skok w bok. lub obejrzeć porno..  Zresztą jego telefon  pęka od filmików porno.. a w garażu pełno  swinskich gazet.
Kiedyś mu nawet kazałam  spalic to wszytko  ale nie podziałało i kupuje nadal..   
Wyprowadziłam sie do rodziców z dziecmi  gdy dowiedziałam sie ów sasiadką bedzie miał dziecko (swoją drogą też zniej jakaś nimfomanka interesuje ją tylko co chłopc w spodniach)
On wciaż twierdzi ze sie zmieni  tyle  że nie jestem tego pewna..  Czy tacy ludzi sie wogole zmieniają.
Czy warto  takim ludziom pomagac
niechcę znow cierpiec przez człowieka ktory mówi wprost ze lubi seks!  ze chce zmienic.. bym do niego wróciła..

183

Odp: Seksoholizm

Autorką wątku nam zniknął. Szkoda.

184 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-04-08 19:03:32)

Odp: Seksoholizm

Marku ja znam kogoś podobnego . To ktoś  ważny w moim życiu. Bardzo chciałam być wsparciem.Być "kimś" dla tej osoby.Wygląda na to ,że się nie udało. Nie bardzo wiem co robić.
   Gdy któregoś razu wszystko(?) mi wyznał byłam w szoku.Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z takim problemem.Nie oceniam.To nieszczęśliwy człowiek tak naprawdę.Jego sposób na życie jest bardzo zły.Szkoda ... tyle fajnych zalet. To nie mnie krzywdzi, tylko swoją kobietę , swoją rodzinę. Bo ja jestem tylko taką przyjaciółką z internetu.
Nie wiem , jak się zachować.Trwać ? Olać ? Przeczekać kolejną przygodę? Jestem wytrwała ...ale też mam swoją dumę. Przyjaźń ...dla mnie takie DUŻE słowo. Czy w ogóle z erotomanem można się przyjaźnić???

"Niewinne początki " ...he he... Jakoś mi nie w głowie... big_smile


Edytuj post, jeśli chcesz coś dodać! // Moderatorka Anemonne

185

Odp: Seksoholizm

Reiki, nie wiesz co robic????
Wydaje sie , ze juz wystarczajaco "duzo" zrobilas dla niego,  a w szczegolnosci dla jego kobiety i rodziny.
Czy aby napewno od poczatku wasza znajomosc byla tylko przyjaznia???? watpie.
Czy mozna sie przyjaznic z erotomanem, no coz
Ja mysle, ze najlepszym przyjacielem erotomana jest specjalista od uzaleznien i wsparcie partnera, wiec najbardziej mu pomozesz nie pomagajac, bo jaka moze byc pomoc internetowej "przyjaciolki"
A jesli pomimo wszystko za taka sie uwazasz, to jedyne co mozesz zrobic , dac im spokoj swiety.

186

Odp: Seksoholizm

Masz rację droga koleżanko. Pora dać spokój. Mówisz  " co może zrobić taka przyjaciółka". Cóż ...faktycznie , prawie nic. Ale może uświadomić pewne rzeczy, może pokierować , może poszukać specjalisty, może zachęcić do rozmowy z własną kobietą...Tyle może.Podły obowiązek przyjaciela...otwieranie oczu niepragnących tej operacji. Resztę trzeba zrobić samemu.
Masz rację,pora dać spokój . Pozdrówki dla Ciebie smile

187

Odp: Seksoholizm

Reiki, czy aby napewno to ktos wazny w Twoim zyciu?
Wydaje , ze on juz jest kims waznym w czyims zyciu.
Chcialas byc dla niego kims?
On juz ma kogos , dla kogo jest kims
To Ty jestes ta trzecia osoba w zwiazku.
A skad wiesz, ze ktos chce byc , abys kims kierowala, szukala specjalisty, zachcecala do rozmow.
Z tego co sie domyslam, nawet nie znasz czlowieka, nic nie wiesz o jego rodzinie.
Inna sprawa, ze nie wierze w przyjazn kobiety i mezczyzny, no chyba , ze w zwiazku.
Bo przyjazn rodzi wiezi emocjonalne, a wiezi emocjonalne poza zwiazkiem z inna kobieta to juz zdrada partnera

188 Ostatnio edytowany przez 02 (2011-04-10 09:37:06)

Odp: Seksoholizm

Ej czy Wasze oceny nie są przypadkiem zbyt ostre? Z wypowiedzi reiki nie wynika by miała romans z tą osobą, a wy ją w sidła romansu wpychacie.
Ten mężczyzna powierzył jej swój problem. Erotoman nigdy nikomu o tym nie mówi. To znaczy, że coś w nim pękło. Że jednak ona jest dla niego ważna albo coś mu uświadomiła. I może faktycznie umieć go przekonać by rozpoczął terapię, co jednak wymaga dużej cierpliwości. Nie nagabywania, ale mówienia mu wprost co jest niemoralne, co robi źle. Bez prawienia morałów. To a to mi się nie podoba.
On krzywdzi ludzi - krzywdzi swoją żonę, a ta żona jeszcze nic nie wie.
Wcale nie jest powiedziane, że on nawet zdrowiejąc będzie chciał być z żoną a żona z nim. U erotomanów jest różnie, jak same miałyście okazje czytać na tym forum.
Im dłużej to potrwa tym więcej bólu. On nie ma zapewne pojęcia, że innym wyrządza szkodę. Ona mu może o tym powiedzieć. Musi być jednak silna i nie wchodzić w relację erotyczną. I nie uważać, że go uzdrowi.

egonschiele z tego co ona pisze to czynny erotoman - nie ma wsparcia żadnego terapeuty, a tym bardziej partnerki. Może rozmowy z reiki mogą pozwolą mu zauważyć krzywdy i podjąć terapię. Musi być jednak ostrożna, bo faktycznie może skrzywdzić siebie.

189

Odp: Seksoholizm

02, przede wszystkim, mysle, ze Reiki nie jest z nami zupelnie szczera.
Po drugie, bardzo watpie, ze to on sie zwierzyl jej ze swojego problemu, mysle ze bylo inaczej.
Tak jak powiedziales, czynny erotoman nie zwierza sie ze swojego problemu, wiesz dlaczego, bo on nie wie ze problem ma, proste.
Natomiast jestem przekonana, ze pomimo wszystko, w zwiazku jest miejsce dla dwoch osob, trzecia osoba to tylko dodatkowe dolewanie oliwy do ognia.
Na marginesie, zaden erotoman nie nawiazuje czystych przyjazni, tym bardziej z kobietami, a tym bardziej internetowych.

190

Odp: Seksoholizm

Wchodzenie w coś czego nie wiemy i posądzanie raiki o brak szczerości zakrawa na nadmierną podejrzliwość. Nie mamy do tego podstaw.
Matko! Każda więź emocjonalna jest zdradą? Relacje ludzkie nie kończą się i nie zaczynają na tym jednym jedynym, wyśnionym i wymarzonym. Warto mieć, a nawet powinno się mieć więzi emocjonalne z innymi i to zarówno z mężczyznami i z kobietami. Zresztą erotomani się takich więzi w terapii właśnie uczą. Również więzi z innymi kobietami opartych na przyjaźni i bliskości bez podtekstów erotycznych!

Każda historia jest inna. I mało co odbywa się według identycznego schematu. Nie wiem co reiki powinna zrobić. To je decyzje i ona zna najlepiej okoliczności.

191 Ostatnio edytowany przez egonschiele (2011-04-10 14:00:23)

Odp: Seksoholizm

masz racje, w trakcie terapii.
A przed nia?
02 piszesz, ze z tego co napisala reiki, to czynny erotoman.
Z tego co wiem, a wiem z cala pewnoscia, czynny erotoman, nigdy nie wyzna nikomu swego problemu.
Tym bardziej "przyjaciolkom" z internetu.
Bo erotoman takie " przyjaciolki" potrzebuje tylko do wiadomych celow, sa narzedziem do zapokajania ich potrzeb w roznych zakresie
Wiec jak takie kobiety moga byc dla niego autorytetem, pozatym, takie kobiety tez , no powiedzmy z nimi cos nie tak.
Bedzie lepiej jak same sie zajma soba, bo od kiedy to trucizna ma byc lekarstwem.
02, masz wiele racji w tym co piszesz, ale to co piszesz ma odniesienie tylko w zdrowych relacjach, a nie w tej chorobie

192

Odp: Seksoholizm

O2 przecież Reiki wyraźnie napisała że to był romans internetowy cyt "Trwać ? Olać ? Przeczekać kolejną przygodę? Jestem wytrwała ...ale też mam swoją dumę.". Czy "tylko" przyjaciółka miałaby takie dylematy? Trwać? Też mam swoją dumę? A co ma jego seksoholizm do jej dumy? Tylko kobieta  zaangażowana  emocjonalnie i erotycznie może zadać takie pytanie. Być może On się jej zwierzył, ale nigdzie nie napisała, ze jego kobieta o tym nie wie. A ostatnią osobą która mogłaby mu pomóc czy cokolwiek wytłumaczyć, jest jego "kochanka".  Dlaczego duma "tylko" przyjaciółki miałaby tu cierpieć? Bo Ją okłamywał? Posiadanie przyjaciela nie obliguje Nas do informowania Go o wszystkich naszych sprawach, czy problemach. A nasza sfera erotyczna jest tylko naszą sprawą. Czy będzie dla Nas obrazą, czy nasza duma ucierpi, gdy nasz wieloletni przyjaciel okaże się gejem? Nie. To dlaczego ma nas urazić jego seksoholizm? Dlaczego reiki chce przeczekać jego kolejny związek? Co Jej przeszkadza przyjaźnić się z seksoholikiem? Co za różnica z kim sypia mój przyjaciel? Ale jak to ja z nim mam romans- ooo to już mi przeszkadza, to moja duma będzie  urażona, i jak będę chciała Go zachować to będę musiała zadać sobie pytanie "Przeczekać kolejną przygodę?"
O2 podstawą terapii dla seksoholika  jest, uświadomienie sobie bezsilności wobec żądzy, rozpoznawanie czynników uruchamiających i poznanie sposobów radzenia sobie z niekontrolowanymi emocjami rządzącymi Nim po uruchomieniu.
Leczący się seksoholik musi zrezygnować ze wszystkich zachowań związanych z uzależnieniem. I pomysł żeby "kochanka" pomagała , uświadamiała czy wyciągała seksoholika z nałogu  jest tak samo chory jak sam seksoholizm. Budowanie jakichkolwiek związków emocjonalnych seksoholika z kobietami jest tak samo bezpieczne jak zatrudnienie alkoholika w charakterze barmana.
Seksoholik na terapii uczy się jak ustawiać  granice i ich nie przekraczać w kontaktach z innymi kobietami.  Nie ma tu już miejsca na nowe przyjaźnie, ani na stare które były kiedykolwiek erotyczne. Chyba że  erotoman jest osobą samotną i chcemy z nim przeżyć życie.

193

Odp: Seksoholizm

To jest kachna piękna teoria i się z Tobą zgadzam. Znam teorię.

Natomiast ja w poście raiki nie zauważyłam by napisała, że jest kochanką. Mogłabym Ci przytoczyć też mnóstwo fragmentów, z których wynika że jest tylko koleżanką. Uważam, że sama się zapędziłam w domysłach. Bo tak naprawdę nie wiemy, czy on jest zdrowiejący, czy nie, czy jego rodzina wie, i jaka jest jego relacja z raiki. Wobec tego ciężko tutaj cokolwiek powiedzieć. A już na pewno udzielać rad.

Obie wiemy, że ani żona, ani kochanka, ani przyjaciółka, ani partnerka - czy jakkolwiek nazwiesz kobietę z nim związaną, seksoholika z nałogu nie wyciągnie. Pomóc on sobie może tylko i wyłącznie sam. I tylko sam o pomoc odpowiednie osoby może poprosić, ale żadna z powyższych nie jest mu akurat jej w stanie udzielić. Jeśli między nim a kobietą jest miłość, to ta kobieta co najwyżej może z nim być. Nic więcej. Ta kobieta tak jak on musi sobie uświadomić własną bezsilność wobec choroby, chociaż tak bardzo chciałaby móc coś zrobić, działać, zmieniać itp. Co najwyżej może zająć się sama sobą i nad sobą mocno pracować. Wiem, że to trudne.

Natomiast by seksoholik zaczął zdrowieć musi przejść kryzys, a jego zalążkiem może  być cokolwiek. Pewnie dużo czytałaś, więc wiesz, że scenariuszy jest bezliku. Każda historia jest inna. I nie każdy tak jak Marek kocha żonę. Niektórzy po prostu wiedzą, że jest inaczej. Ty czytając szukasz podświadomie tych scenariuszy, które są bliskie Tobie. Masz dużo siły i z całych sił trzymam za Was kciuki.
Nikt seksoholika nie uchroni przed uruchamianiem się - nawet raiki go olewając. Nie z nią to z inną. Jedno jest pewne wchodząc z nim w relacje może się mocno poranić.

Tyle ile osób, tyle przypadków. A psycholodzy tylko na ich podstawie próbują ustalić pewne mechanizmy. Natomiast nikogo idealnie w daną historię nie wpiszesz.

194 Ostatnio edytowany przez 02 (2011-04-10 22:10:04)

Odp: Seksoholizm

Przepraszam, ale miałam jakieś problemy z połączeniem i ten sam post mi się wkleiłam dwa razy. Ten drugi właśnie edytuję, ale już nie umiem ich razem połączyć.

195

Odp: Seksoholizm

Zgadzam się z tobą 02 że seksoholik sam musi podjąć leczenie i to On musi się chcieć leczyć. Ale czasem ktoś bliski może Go popchnąć we właściwym kierunku ( i to nie moje zdanie. To psycholog powiedział mojemu M "ma pan szczęście, że znalazł się ktoś kto pana popchnął we właściwym kierunku).
Natomiast nadal uważam że między reiki a jej przyjacielem to nie była tylko "przyjaźń".

Posty [ 131 do 195 z 264 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026