Seksoholizm - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 114 z 264 ]

77 Ostatnio edytowany przez mariposa (2010-11-08 16:17:31)

Odp: Seksoholizm

Witam wszystkich. Przeczytałam chyba wszystkie posty na tym forum które traktują o uzależnieniu od seksu. Dziś postanowiłam napisać.
Czytałam również słowa Marka40. Piszesz o swojej żonie "Anioł" a ja widzę uśmiechniętą szczęśliwą kobietę może z odrobiną smutku w oczach. Jak się domyślacie nie czytałam tych postów dla zabawy, ale dlatego że jestem żoną seksoholika.
Być może Marku twoja żona jest silna i szczęśliwa, a być może Ty ją chcesz taką widzieć i nie zauważasz tego co ważne.
Z tego co opisujesz wziąłeś i nadal bierzesz od niej wszystko. Ale nie piszesz co Ty dajesz z siebie? Co ? Leczysz się? Zmieniasz swoje zachowanie? Mówisz że Ją kochasz? Nie zaliczasz panienek? Przecież z twoich słów wynika że wszystko to robisz bo Ona powiedziała, nazwała czy pokazała Co masz robić. Pytam co robisz sam od siebie?
Jedna z forumowiczek napisała tu słowa co czuje zdradzona żona pozwolę sobie je przytoczyć odrobinę zmieniając.
" Tężeją ramiona, sztywnieje kark, w piersi pojawia się ucisk. Mleko matki - karmiącej niedawno narodzone dziecko - przestaje płynąć. Pęka czaszka, przyspiesza oddech. Zapada się ciało, uciekają myśli. Siadasz, kiwasz się rytmicznie i próbujesz zapomnieć słowa, które przed chwilą padły.  Chciałabyś otworzyć oczy i poczuć, że nie oddychasz, że nie żyjesz. Potem idziesz, nie jesz, jedziesz, nie śpisz. I na każdym kroku życzysz sobie śmierci, bo tak boli. Marzysz tylko o tym, aby ból minął. Tak czuje się zdradzona żona. " Pomnóż to przez ilość kobiet które pieściłeś, dotykałeś i brałeś pod siebie to będziesz miał jako taki obraz co czuje żona seksoholika.
A Ty co dajesz jej słowa których sam nie szanujesz? To że teraz jesteś wierny? To wszystko Jest normalnością tak powinien wyglądać związek dwójki  kochających się ludzi.
Pamiętam jak by to było wczoraj słowa  które brzmią w mojej duszy a kilka lat minęło jak wypowiadał je mój ukochany "ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość". Mój mąż daje mi je ponownie dzisiaj , stale je słyszę, zapewnienia o miłości. Daje mi to co powinnam mieć już dawno, daje mi normalność nie wysila się na nic więcej. Tak jak by zapomniał że wniósł do naszego domu, tyle złego, tyle bólu. A Ty Marku nawet sam nie potrafiłeś sięgnąć po tą normalność, ale mam nadzieję ,że teraz dajesz swojemu Aniołowi więcej tylko ze skromności o tym nie piszesz.

A ja bym chciała się czuć wyjątkowa, chciałabym dostać tak dla równowagi więcej niż normalność. Jeżeli potrafił znaleźć tyle panienek do obróbki, dlaczego nie potrafi znaleźć niczego więcej niż normalność dla mnie? Nie oczekuje prezentów nie o to chodzi. To może być zwykły kamyk znaleziony na ulicy, wystarczy ten kamyk nazwać, to może być chwast zerwany na łące, to może być wiersz znaleziony w internecie i wysłany do mnie. Nie ważne co byle było więcej niż normalność tak dla równowagi.

Głupich nie sieją, sami się rodzą.
Mądrość przychodzi wraz z utratą złudzeń. George Santayana.
Zobacz podobne tematy :

78 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-09 11:35:34)

Odp: Seksoholizm

Droga Mariposo.

Nie ma słów którymi mógłbym wyrazić swój żal. Nie ma słów którymi mógłbym naprawić zło które wyrządziłem. Bo przecież  nie o słowa tutaj chodzi, prawda ? coraz bardziej rozumiem znaczenie tych słów ... nie zauważasz tego co ważne. - wiem że tak jest. Wiem to doskonale. Tworzę siebie na nowo, krok po kroku odkrywam to co dla innych normalne. Kamyk czy chwast ... mogą być symbolami. Trzeba jednak dostrzec w nich ukryte piękno i siłę z jaką mogą mówić za mnie. Uczę się. Mój Anioł mnie uczy. Któż zrobi to lepiej ? Kto mi pokaże że w "kamyku" tkwi piękno ?
To, w jaki sposób funkcjonowałem przez wiele lat, zrujnowało mnie całkowicie. Zrujnowało moje i nie tylko moje życie. Opis jaki przytoczyłaś jest ... - brak mi słów aby opisać jednym słowem jaki jest.

CDN.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

79

Odp: Seksoholizm
annber napisał/a:

Czytam raz jeszcze te wszystkie posty i tak sobie myślę, że chyba nikt do końca nie docenia prostego faktu: kochał - przestał kochać. Kochała - przestała kochać. Poprzednio mi się nie chciało niczego zmieniać - obecnie mi się chce nad sobą pracować, bo widzę jak bardzo mi zależy na moim Mężczyźnie. W poprzednim związku bym się z tego śmiała. "Nie podoba się? To do widzenia". I tyle. Przez jakiś czas miałam wyrzuty sumienia, że on mnie jeszcze wtedy kochał a ja jakoś nie potrafię odwzajemnić jego uczuć. To usprawiedliwiało mnie w moich oczach. Jasne że źle, ale w końcu odeszłam.
Między innymi po to, żeby szukać takiej miłości jakiej pragnęłam.

Co mnie ostatnio martwi - zaczynamy być na różnych poziomach jeśli idzie o nasze fizyczne potrzeby. Ja wciąż chciałabym raz, dwa razy dziennie. On czasem nie chce przez dwa dni. Wiem, że muszę to uszanować, ale tysiące myśli przelatują mi przez głowę. Zaczyna się nudzić?
Problem w tym, że za każdym razem gdy zaczynam dyskusję, jestem zapewniana, że nic się nie zmienia, a ja jednak czuję powiększającą się we mnie frustrację...

Cholera, jeśli kiedykolwiek będę chciała następnego związku, chyba z całą premedytacją pójdę na jakieś spotkanie Anomimowych, żeby związać się z kimś podobnym do siebie w kwestii t y c h potrzeb...

Chociaż to w sumie też źle... Mam na myśli wychodzenie akurat z tego punktu...

Wracając jednak do mojej głównej myśli, nigdzie nie jest napisane, że należy się męczyć w związku z kimś kogo przestało się kochać. Ślub jest piękną rzeczą. Ten cały haj jest cudowny. Poczucie, że można coś takiego w ogóle komuś obiecać dodaje skrzydeł. Ale...

Wyłączyłam się na parę dni, bo to co przeczytałam powyżej, wstrząsnęło mną na tyle, że nie chciało mi się ruszyć z miejsca. "Ślubny haj jest cudowny", "dwa razy dziennie" i "zaczyna się nudzić" jakoś stoją mi w sprzeczności ze złowem "kochać". I jak tak sobie czytam podobne, to wydaje mi się, że Bóg się pomylił ładując mnie we współczesne społeczeństwo. Szybko, szybko, jak nie ten, to inny, jak problemy - to odchodzić, zaczynać coś nowego. Szkoda, że jak się ma dzieci to się ich nie da wymianić na nowe, co ;-). Bo przeciez nie zawsze są takie fajowskie, jakbyśmy chcieli. Wybaczcie mi drażliwy ton, pewnie wina tego co przeżywam. Dla mnie związek, małzeństwo, macierzyństwo to jednak zobowiązania. Choć bardzo chciałabym - jak każdy wygodny człowiek - ich nie mieć. Jakaś niedzisiejsza, mimo w sumie młodego wieku, się czuję.

80

Odp: Seksoholizm
mariposa napisał/a:

Jedna z forumowiczek napisała tu słowa co czuje zdradzona żona pozwolę sobie je przytoczyć odrobinę zmieniając.
" Tężeją ramiona, sztywnieje kark, w piersi pojawia się ucisk. Mleko matki - karmiącej niedawno narodzone dziecko - przestaje płynąć. Pęka czaszka, przyspiesza oddech. Zapada się ciało, uciekają myśli. Siadasz, kiwasz się rytmicznie i próbujesz zapomnieć słowa, które przed chwilą padły.  Chciałabyś otworzyć oczy i poczuć, że nie oddychasz, że nie żyjesz. Potem idziesz, nie jesz, jedziesz, nie śpisz. I na każdym kroku życzysz sobie śmierci, bo tak boli. Marzysz tylko o tym, aby ból minął. Tak czuje się zdradzona żona. " Pomnóż to przez ilość kobiet które pieściłeś, dotykałeś i brałeś pod siebie to będziesz miał jako taki obraz co czuje żona seksoholika.
A Ty co dajesz jej słowa których sam nie szanujesz? To że teraz jesteś wierny? To wszystko Jest normalnością tak powinien wyglądać związek dwójki  kochających się ludzi..

Mariposa, to mój opis. Bo dokładnie tak sie czułam i czuję. Choć ból mój nie jest już tak namacalny - mojego męża nie ma od jakiegoś czasu w kraju - to nie powiem, że ból się zmniejszył. Staram się wypełniać sobie czas, aby nie zostać sam na sam z wdrukowanym w mój mózg najbardziej bolesnym obrazem. Ale każdy telefon do naszych dzieci oznacza dla mnie drżenie rąk, przyspiesza bicie serca, pojawia się ból głowy i chęć torsji. CZy zawsze już tak będę reagować na tego, którego kochałam/kocham nad życie? Anioł Marka jest w cudownej - z mojego punktu - sytuacji. Marek chce i zaczął działać. Ja zostałam z problemem sama, jako ta co "ma problem", jako ta "co widzi coś czego nie ma". Mój nie szukał odpowiedzi. Uciekł. Napisałam też dzisiaj o poście Annber. Bo tak właśnie widzę mojego męża - jak nie, to znajdzie się ktoś nowy, bo przecież (parafrazując Annber) jak ktoś przestał kochać to trudno. Tak, lecz ten ktoś wziął odpowiedzialność za życie jeszcze dwóch osób, naszych dzieci. Wiem, że łatwiej jest odejść niż zmienić swoje życie. I żałuję bardzo, że dla mojego męża nie byliśmy warci wprowadzenia zmian. Na mojej terapii uczę się nazywać rzeczy po imieniu, mam nauczyć się zaniechania usprawiedliwiania mojego męża. Bo robiłam to przez lata i nie zauważyłam, ze to mnie niszczy. Jestem osobą współuzależnioną. Co więcej - jestem "ofiarą przemocy domowej". I chyba dopiero te słowa mojej terapeutki dotarły do mnie najsilniej. Bo co będzie z naszymi dzieciakami, jeśli nie dostaną ode mnie jasnego przekazu - jest zło i dobro, a to - jest złe. Zazdroszczę żonie Marka, choć wiem, że rację ma Mariposa - my nie chcemy rewelacji, lecz NORMALNOŚCI. I nie jest to coś extra-super, tylko tak właśnie powinen wyglądać związek ludzi - powinno być zaufanie we wspólnej przestrzeni, miejsce na przestrzeń własną - lecz bez kłamstw, zdrad i matactwa. Mój ból pozostanie we mnie na zawsze. Tym bardziej, że rzeczywiście karmiłam wówczas nasze dziecko. I - ładnie napiszę, choć ciśnie mi się wulgaryzm na usta - spaskudzenie takiego okresu jest dla mnie tym bardziej perfidne. Bo jeśli "już od dawna", to dlaczego nie miał odwagi powiedzieć mi tego już dawno? Na co czekał? Dlaczego zrobił ze mnie wrak? Dlaczego nie uszanował naszych wspólnych lat razem, marzeń, planów, dzieci i nie zrobił tego "ładniej". Bo wiedział, że ma "wadę", która w nowym związku prędzej czy później wyjdzie? Więc może warto być uależnionym u "starej" żony, a nowej partnerce wciskać wizerunek supermena, który już właśnie, już za chwilę kończy ten "niesatysfakcjonujący związek". Mam tyle pytań i - jakim cudem - mam przyzwyczaić się do myśli, że nie poznam na nie nigdy odpowiedzi.

81

Odp: Seksoholizm

"CZy zawsze już tak będę reagować na tego, którego kochałam/kocham nad życie?            "  Gdybym potrafiła tak kochać siebie,
  gdybym stawiała siebie na pierwszym miejscu
gdybym potrafiła wsłuchać się w siebie i być sobie wierną
Uczyniłam z drugiego człowieka swego bożka teraz los a może moja Siła Wyższa uciera mi nosa...
Drugi człowiek jest tylko i aż człowiekiem, podobnie jak JA!!!
  Myślę że Marku lepiej jest Ci spędzać czas przy komputerze niż pracować z żoną nad waszymi relacjami ,odbudowaniem zaufania  i tego wszystkiego co zniszczyły twoje wybory. Piszesz o swojej walce z uzależnieniem .Napisz co robiła Twoja żona ,jak się zachowywała co mówiła kiedy poznała prawdę.A może ona podzieliłaby się swoim doświadczeniem i usiadła przy komputerze zamiast Ciebie.Twoją historie już znamy...

82

Odp: Seksoholizm
daria1968 napisał/a:

"CZy zawsze już tak będę reagować na tego, którego kochałam/kocham nad życie?            "  Gdybym potrafiła tak kochać siebie,
  gdybym stawiała siebie na pierwszym miejscu
gdybym potrafiła wsłuchać się w siebie i być sobie wierną
Uczyniłam z drugiego człowieka swego bożka teraz los a może moja Siła Wyższa uciera mi nosa...
Drugi człowiek jest tylko i aż człowiekiem, podobnie jak JA!!!
  Myślę że Marku lepiej jest Ci spędzać czas przy komputerze niż pracować z żoną nad waszymi relacjami ,odbudowaniem zaufania  i tego wszystkiego co zniszczyły twoje wybory. Piszesz o swojej walce z uzależnieniem .Napisz co robiła Twoja żona ,jak się zachowywała co mówiła kiedy poznała prawdę.A może ona podzieliłaby się swoim doświadczeniem i usiadła przy komputerze zamiast Ciebie.Twoją historie już znamy...

Daria, widać, że nie pojmujesz istoty tego uzależnienia i mechanizmu współuzależnienia. No i widać, że nie znasz mechanizmów choćby DDA. "Być sobie wierną" - otóż my właśnie, w większości, jesteśmy sobie wierne. I to jest nam wmawiane jako nasza wada, bo "gdybyśmy były inne", to oni nie musieliby się ukrywać ze swoim seksoholizmem. Przecież nic złego w tym nie ma - "każdy to robi i lubi". Myślę też, że Marek nie założył wątku z nudów, czy z ucieczki przed rzeczywistością. Myślę tak, bo dla mnie, jako osoby współuzależnionej, pisanie tutaj jest wyrzucaniem emocji, próbą ich rozumienia, no i terapią samą w sobie. Nie wiem Daria jaka jest Twoja historia, ale wiem, że jakiekolwiek kategoryzajce są tutaj nietrafione. Twoje "gdybym", "gdybym" - ucieranie nosa kochającym za bardzo jest dziwaczne. Mnie nie nauczono stawiać siebie na pierwszym miejscu, rzeczywiscie mam gorzej, swoje dzieci wychowuję już inaczej. I pracuję nad sobą. Pewnie jak się kiedyś spotkamy przy okienku na poczcie, to Cię nie wpuszczę przed siebie do kolejki, bo nauczę się stawiać siebie na pierwszym miejscu. Na razie - nie umem. Martwię się nawet o swoją terapeutkę, gdy przedłuża nasze spotkanie, o to, czy nigdzie się nie spóźni :-). Tak mam. Być może na razie.

83

Odp: Seksoholizm

Kasta,
bardzo celnie.
I mam tak,jakt TY - wszyscy inni,a na szrym koncu ja.
Ale wyjdziemy z tego.

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

84

Odp: Seksoholizm

Jestem żoną alkoholika.Ty byłaś może sobie wierna -super.Ja nie słuchałam swoich uczuć,mojej kobiecej intuicji kiedy np ręka mojego narzeczonego zawisła w powietrzu.Byłam ślepa i głucha.Nie chciałam widzieć że facet ma problem.Z czasem wydawało mi się że zrobię coś i on się zmieni -to część mojej choroby -współuzależnienie.Stawianie innych innych na pierwszym miejscu i ich problemów to też współuzależnienie,Magiczne myślenie typu moja miłość go zmieni - też...Kobieta która się kocha i ma do siebie szacunek nie pozwala się krzywdzić.Doskonale wiem czym jest współuzależnienie a jego fundamentem jest moje dzieciństwo.Jeśli  chodzi o kolejkę na poczcie -kobieta w ciąży,osoba starsza- zawsze przede mną.Ale jeśli ktoś bezczelnie narusza moje granice mam prawo się bronić.Bo jestem ważna,moje potrzeby są ważne.Jeśli chodzi o ucieranie nosa - to pisałam o swoim własnym nosie.Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje wybory. Napisałaś  "gdybyśmy były inne", to oni nie musieliby się ukrywać ze swoim seksoholizmem"
Inne czyli jakie -konsekwentne,stanowcze,umiejące stanąć po swojej stronie,umiejące powiedzieć ''tego nie będę tolerować"

85

Odp: Seksoholizm
daria1968 napisał/a:

Jestem żoną alkoholika.Ty byłaś może sobie wierna -super.Ja nie słuchałam swoich uczuć,mojej kobiecej intuicji kiedy np ręka mojego narzeczonego zawisła w powietrzu.Byłam ślepa i głucha.Nie chciałam widzieć że facet ma problem.Z czasem wydawało mi się że zrobię coś i on się zmieni -to część mojej choroby -współuzależnienie.Stawianie innych innych na pierwszym miejscu i ich problemów to też współuzależnienie,Magiczne myślenie typu moja miłość go zmieni - też...Kobieta która się kocha i ma do siebie szacunek nie pozwala się krzywdzić.Doskonale wiem czym jest współuzależnienie a jego fundamentem jest moje dzieciństwo.Jeśli  chodzi o kolejkę na poczcie -kobieta w ciąży,osoba starsza- zawsze przede mną.Ale jeśli ktoś bezczelnie narusza moje granice mam prawo się bronić.Bo jestem ważna,moje potrzeby są ważne.Jeśli chodzi o ucieranie nosa - to pisałam o swoim własnym nosie.Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje wybory. Napisałaś  "gdybyśmy były inne", to oni nie musieliby się ukrywać ze swoim seksoholizmem"
Inne czyli jakie -konsekwentne,stanowcze,umiejące stanąć po swojej stronie,umiejące powiedzieć ''tego nie będę tolerować"

Nie zrozumiałaś, napisałam:  "gdybyśmy były inne", to oni nie musieliby się ukrywać ze swoim seksoholizmem", w cudzysłowie. To znaczy, że  takimi stwierdzeniami operują nasi partnerzy, nie my. Bo - chwała, że to wreszcie wiem - jesteśmy zwyczajne, "normalne". Zwalanie winy na nas, to norma. Bo osoba uzależniona to manipulator. A tutaj jest łatwiej manipulować - seksoholizm nie śmierdzi, na co dzień nie podpada. Zwalanie winy na żonę/partnerkę - za wszystko, za onanizm przed ekranem - też. Tak, byłam wierna, bo od razu powiedziałam "nie życzę sobie, nie w naszej rodzinie, naszym domu". Napisałaś: "Kobieta która się kocha i ma do siebie szacunek nie pozwala się krzywdzić". Mnie wydawało się, że nie pozwalam, bo jasno wytyczyłam granice. Jaki jednak był efekt - mój mąż zszedł do podziemia. Kupił własnego laptopa, wprowadził hasło, pewnie miał z kilka komórek, pracował poza Polską. I co? Moje granice okazały się za nudne, nie warte zachodu i do obejścia. Nie do końca zgadzam się też ze zdaniem "Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje wybory". Bo mój mąż nie dał wyboru naszym dzieciom, pośrednio też mnie. I często jest tak, że wyboru nie mamy. Dlaczego teraz nie rzucam wszystkiego, nie wyprowadzam się, nie występuję o rozwód? Właśnie, bo n ie mam na razie wyboru. Różne tego powody, również psychiczne. I póki moim życiem będą, choć częściowo, rządzic leki, to nie dokonam żadnego wyboru, z obawy, iż nie będzie on dobry. Mój mąż latami ukrywał swoją twarz, teraz ja daję sobie czas na odnalezienie mojej. Całe lata słyszałam małe, niewinne z pozoru, zdania, uwagi - zakorzeniły się bardzo. U mnie nie bylo podniesionej ręki, nie było nic, co możnaby uznać za "społecznie" naganne. Nie pił, nie trwonił, nie bił. Idealny. Tyle, że nie rozmawiał, nie czuł, nie odzywał się, a jeśli już - byłam nie taka. Długo trwało zanim z tego obrazka, głównie przez problemy psychosomatyczne, wyłonił się obraz przemocy domowej. I dlatego napisałam, że nie rozumiesz. Bo mamy do czynienia z czymś tak subtelnym, że same poszkodowane mają problem z przyznaniem sobie prawa do bycia poszkodowaną. W Polsce to wciąż jeszcze "jakaś fanaberia".

86

Odp: Seksoholizm

Kasta, widze, ze zdenerwowalam cie. Przepraszam bardzo, ze nie wpisuje sie w martyrologiczny ton, ktory panuje w wiekszosci postow ale... chyba nie jest to moj styl.
Wiesz, tak naprawde wydaje mi sie, ze szukamy obie tego samego. Po prostu milosci. Moze nie idealnej, ale skrojonej na swoja wlasna miare. Po lekturze twoich postow jasnym jest ze pomimo wszystkich negatywnych uczuc ktore w sobie masz, nadal kochasz mezczyzne z ktorym bylas. Widac, ze chcialabys zeby on wykazal jakiekolwiek checi, ale... w sumie po co dalej pisac? Mi sie tez kiedys wydawalo, ze mozna kogos zmusic do kochania. Ze mozna nauczyc sie kochac kazdego. To chyba jednak nie jest takie proste.

Nie zrozum mnie zle, bycie z kims to nie tylko seks dwa razy dziennie ale przyznasz ze seks jest bardzo istotnym elementem zwiazku?
Wiem jednak (i przyznanie sie do tego sama przed soba nie bylo latwe, bo zawsze chcialam myslec ze jestem ponad niektore rzeczy), ze w pewnym momencie nie bylam w stanie udawac, ze moj facet mnie podnieca. Tak jak pisalam wczesniej, nawet jesli szlam z nim do lozka, zatapialam sie w swoich fantazjach, bo nie bylabym w stanie dotrwac do "szczesliwego" zakonczenia tego, co w koncowym etapie mojej relacji stalo sie parodia kochania sie.

Byc moze oznacza to, ze nie powinnam byla wchodzic w zaden zwiazek przed skonczeniem trzydziestki albo jakiegos innego wieku, ktory oznacza dojrzalosc i pelna swiadomosc tego, czego sie chce i co jest sie w stanie dac...

To nie jest tak, ze ja uciekam od razu, gdy cos zlego zaczyna sie dziac. Odejscie od mojego meza, czy tez raczej rozejscie sie z nim zajelo pare ladnych lat i mialam mnostwo bardzo zlych uczuc i mysli. Przede wszystkim dlatego, ze wiedzialam dokladnie co to oznacza dla mojego dziecka. Tylko ze wiesz co? W pewnym momencie zlapalam sie na tym, ze siedze w pokoju z czlowiekiem, ktory pownien byc dla mnie wszystkim i nie czuje nic do niego. I co wtedy? Wedlug ciebie - jak rozumiem - powinno dojsc do glosu poczucie odpowiedzialnosci, ktore powinno mnie zmusic do tego zeby na nowo odkryc w sobie poklady zagubionej milosci. I to poczucie, owszem, bylo. Przez dosc dlugi czas w schylkowym okresie mojego malzenstwa bylam z moim mezem dokladnie z poczucia odpowiedzialnosci. Czulismy sie z tym fatalnie. On nie odchodzil, poniewaz wiedzial, ze straci w ten sposob mozliwosc przebywania z dzieckiem na co dzien. ja nic nie robilam, poniewaz... nie wiem -  wygodniej bylo nic nie zmieniac?
Wiesz, ja nie mowie "jak ktos przestal kochac to trudno". Mowie jedynie, ze jest taki poziom utraty uczuc, ze nic sie nie da z tym zrobic. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o mylenie stanu zakochania z miloscia, bo mam tyle lat, ze jestem w stanie odroznic te dwie rzeczy od siebie.

Dokoncze gdy bede miala czas, bo to nie koniec mysli a nie mam teraz czasu.

87

Odp: Seksoholizm
annber napisał/a:

Kasta, widze, ze zdenerwowalam cie. Przepraszam bardzo, ze nie wpisuje sie w martyrologiczny ton, ktory panuje w wiekszosci postow ale... chyba nie jest to moj styl.
Wiesz, tak naprawde wydaje mi sie, ze szukamy obie tego samego. Po prostu milosci. Moze nie idealnej, ale skrojonej na swoja wlasna miare. Po lekturze twoich postow jasnym jest ze pomimo wszystkich negatywnych uczuc ktore w sobie masz, nadal kochasz mezczyzne z ktorym bylas. Widac, ze chcialabys zeby on wykazal jakiekolwiek checi, ale... w sumie po co dalej pisac? Mi sie tez kiedys wydawalo, ze mozna kogos zmusic do kochania. Ze mozna nauczyc sie kochac kazdego. To chyba jednak nie jest takie proste.

Nie zrozum mnie zle, bycie z kims to nie tylko seks dwa razy dziennie ale przyznasz ze seks jest bardzo istotnym elementem zwiazku?
Wiem jednak (i przyznanie sie do tego sama przed soba nie bylo latwe, bo zawsze chcialam myslec ze jestem ponad niektore rzeczy), ze w pewnym momencie nie bylam w stanie udawac, ze moj facet mnie podnieca. Tak jak pisalam wczesniej, nawet jesli szlam z nim do lozka, zatapialam sie w swoich fantazjach, bo nie bylabym w stanie dotrwac do "szczesliwego" zakonczenia tego, co w koncowym etapie mojej relacji stalo sie parodia kochania sie.

Byc moze oznacza to, ze nie powinnam byla wchodzic w zaden zwiazek przed skonczeniem trzydziestki albo jakiegos innego wieku, ktory oznacza dojrzalosc i pelna swiadomosc tego, czego sie chce i co jest sie w stanie dac...

To nie jest tak, ze ja uciekam od razu, gdy cos zlego zaczyna sie dziac. Odejscie od mojego meza, czy tez raczej rozejscie sie z nim zajelo pare ladnych lat i mialam mnostwo bardzo zlych uczuc i mysli. Przede wszystkim dlatego, ze wiedzialam dokladnie co to oznacza dla mojego dziecka. Tylko ze wiesz co? W pewnym momencie zlapalam sie na tym, ze siedze w pokoju z czlowiekiem, ktory pownien byc dla mnie wszystkim i nie czuje nic do niego. I co wtedy? Wedlug ciebie - jak rozumiem - powinno dojsc do glosu poczucie odpowiedzialnosci, ktore powinno mnie zmusic do tego zeby na nowo odkryc w sobie poklady zagubionej milosci. I to poczucie, owszem, bylo. Przez dosc dlugi czas w schylkowym okresie mojego malzenstwa bylam z moim mezem dokladnie z poczucia odpowiedzialnosci. Czulismy sie z tym fatalnie. On nie odchodzil, poniewaz wiedzial, ze straci w ten sposob mozliwosc przebywania z dzieckiem na co dzien. ja nic nie robilam, poniewaz... nie wiem -  wygodniej bylo nic nie zmieniac?
Wiesz, ja nie mowie "jak ktos przestal kochac to trudno". Mowie jedynie, ze jest taki poziom utraty uczuc, ze nic sie nie da z tym zrobic. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o mylenie stanu zakochania z miloscia, bo mam tyle lat, ze jestem w stanie odroznic te dwie rzeczy od siebie.

Dokoncze gdy bede miala czas, bo to nie koniec mysli a nie mam teraz czasu.

Annber, patrzę na Twoje wypowiedzi pewnie jak na wypowiedzi kogoś, kto znalazł się/znajduje po drugiej strony barykady. Pewnie dlatego mnie denerwują, choć, proszę, nie traktuj tego personalnie :-). Denerwują mnie, bo - ja też bym chciała dwa razy dziennie! :-) - a mój mąż tego mi właśnie skąpił, bo wybrał ekran. I, wierz mi, jak już chciało mu się "coś" robić, to nagle słyszałam, że "fajna d..." ze mnie i że wiem jak. Mimo wszystko nałóg był silniejszy. Dlaczego - bo tam jest tylko on. O nikogo innego nie musi się starać, czy - inaczej - nie odczuwa presji, że ktoś może na coś czekać. A najbardziej absurdalne było to, że nie zawsze chodziło mi o - przepraszam, lecz język polski jest nieco ubogi - penetrację. Czasem bardziej kręciło mnie robienie tego tylko jemu i patrzenie jak się skręca :-). A ja, też coś dla siebie z tego miałam. I, wierz mi, widziałam, że podnieca się na mój widok, wiem i wiedziałam, że sprawiało mu to przyjemność. Ale mimo to, cos jest takiego w odmętach internetu, że tracił poczucie rzeczywistości. I to mnie totalnie, niesamowicie wkurza! Bo można by, tyle że trzeba by wyłączyć komputer! I chyba Marek ma rację - zaczyna się gonić króliczka, coraz częściej, coraz kompulsywniej. Zaczyna się zrzucać na partnerkę, bo jakby ona, jakby jej... itp., bo trzeba to jakoś zatrzeć. A króliczek ucieka, i już nie wystarczy raz, parę razy, już nie wystarczy nic, bo tajemnicę nosi się w sobie. Tłumaczę to sobie jako wielką pustkę, którą trzeba wypełnić. Nie usprawiedliwiam, bo wiem, że ma/miał wybór. POwoli oswajam się z tym, że uczę się nazywać fakty, tylko fakty.

88

Odp: Seksoholizm

" Tyle, że nie rozmawiał, nie czuł, nie odzywał się, a jeśli już - byłam nie taka"  -dlaczego nie rozmawiał,nie czuł-bo miał już swoją prawdziwą miłość

89

Odp: Seksoholizm
daria1968 napisał/a:

" Tyle, że nie rozmawiał, nie czuł, nie odzywał się, a jeśli już - byłam nie taka"  -dlaczego nie rozmawiał,nie czuł-bo miał już swoją prawdziwą miłość

No i weź tu dyskutuj z Tobą. I co ten post wnosi? Twój mąż też kochał? Wódkę? Zastanów się na litość. A jak nic do napisania nie masz - odpusć, zostaw ten wątek dla mnie/dla nas. Ja nie znam się na problemach alkoholowych, to się do takich wątków nie właczam. Pozdrawiam, lecz proszę - odpuść. Ani Ty, ani ja nie mamy chyba siły na czcze popisywanie na forum.

90

Odp: Seksoholizm

Będę pisała gdzie chcę i co chcę.Możesz przecież luknąć powiedzieć sobie ''rany znowu  ona" i też dać spokój.Proste jak konstrukcja cepa.
   Często piszę na tym forum bardziej dla siebie,jest to dla mnie forma jakby autoterapii.
   Też lubię sobie ponarzekać bo nie mam odwagi aby się pozbierać i zacząć żyć własnym życiem.Zresztą lepiej jest zajmować się sprawami innych,udzielać,rad,niby pomagać byle by tylko nie zobaczyć z czym tak naprawdę mam problem.
   I masz jakąś moc abym więcej nie pisała na tym wątku -nie masz.

91

Odp: Seksoholizm
daria1968 napisał/a:

Będę pisała gdzie chcę i co chcę.Możesz przecież luknąć powiedzieć sobie ''rany znowu  ona" i też dać spokój.Proste jak konstrukcja cepa.
   Często piszę na tym forum bardziej dla siebie,jest to dla mnie forma jakby autoterapii.
   Też lubię sobie ponarzekać bo nie mam odwagi aby się pozbierać i zacząć żyć własnym życiem.Zresztą lepiej jest zajmować się sprawami innych,udzielać,rad,niby pomagać byle by tylko nie zobaczyć z czym tak naprawdę mam problem.
   I masz jakąś moc abym więcej nie pisała na tym wątku -nie masz.

Dobranoc Daria, pojątrz sobie. A moc niech będzie z Tobą. Ja idę spać:-). Do poczytania, bo doprawdy fajna z Ciebie Kobitka.

92

Odp: Seksoholizm

Witam wszystkich.
Kasta Daria jak czytam wasze posty to mam wrażenie że spieracie się o to u której niebo jest bardziej niebieskie. A przecież mechanizm uzależnienia jest zawsze taki sam tylko środek uzależniający może być inny. Nie można porównywać jednego uzależnionego do drugiego bo dochodzi jeszcze o charakter człowieka, o to jak został wychowany z jakiego środowiska pochodzi.
A tym bardziej nie można ocenić kto bardziej cierpi żona seksocholika czy alkoholika. Każda dostała ciosy w inną część duszy osobowości i kobiecości. My również się od siebie różnimy. I różnie odczuwamy ból. Który jest większy? Natomiast na pewno wszystkie mamy cechy współuzależnienia i tym powinnyśmy się zająć przede wszystkim. Siły sobie i wam życzę.

93

Odp: Seksoholizm
kachna66 napisał/a:

Witam wszystkich.
Kasta Daria jak czytam wasze posty to mam wrażenie że spieracie się o to u której niebo jest bardziej niebieskie.

Kachna, ja chyba bardziej walczę o prawo do pisania i czucia na forum wszystkiego co we mnie siedzi. Bo - chyba słusznie - to miejsce w tym celu zostało stworzone. Często spotykam się z opinią, że seksoholizm jest "fajny", że to przecież nie problem. I dlatego napisałam, że rzeczywiście, to nie bicie, nie smród alkoholu. I dlatego to bardzo wyrafinowana forma uzależnienia, bo "nie zostawia śladów" i "bo wszyscy to robią". Zabolało mnie porównanie, że zrobiłam bożka ze swojego ukochanego. Bo to tak, jakby ktoś mi powiedzial, że moje miłość była/jest płytka, gorsza, zła? NIe chcę o tym myśleć w ten sposób. Nie mogę. Bo chcę czerpać naukę, a nie skupiać się na porażce. A poza tym, czy moja miłość była zła czy była miłością stwierdzę pewnie dopiero na starość lub - o ile istnieje - na tamtym świecie.

94 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-12 15:14:40)

Odp: Seksoholizm

Kachna, Annber, Daria, Malina, Kasta - dziękuję Wam za wpisy.

Dziś naklikam o jednym z najbardziej doskwierających mi ostatnio uczuć jakim jest poczucie winy. Poszukałem nieco w sieci. Podzielę się z Wami tym, co znalazłem :

Poczucie winy jest stanem emocjonalnym, którego doznajemy w sytuacji, kiedy ocenimy nasze zachowanie bądź nasz sposób myślenia za moralnie złe lub niewłaściwe. Ze względu na związek poczucia winy z moralnością, która ma podłoże społeczne, poczucie winy również jest kształtowane społecznie. Inaczej mówiąc, poczucie winy rodzi się wtedy, kiedy sami własne zachowanie oceniamy negatywnie a oceniamy je negatywnie dlatego, że w toku socjalizacji nauczyliśmy się co jest moralnie dobre, a co złe.

Poczucie winy wprowadza nas w stan napięcia emocjonalnego, które pragniemy zredukować (czyli pozbyć się poczucia winy) ? w tym sensie poczucie winy pełni rolę motywacyjną, bowiem zmusza nas do podjęcia działań, które spowodują ustąpienie stanu poczucia winy. Poza oddziaływaniem bezpośrednio na człowieka, poczucie winy działa też społecznie, bo dzięki niemu poddajemy się określonym normom społecznym (których nie przestrzegalibyśmy, gdyby nie wywoływały one napięcia emocjonalnego). W tym sensie poczucie winy jest konstruktywnym stanem emocjonalnym.

W niektórych sytuacjach, poczucie winy może jednak stać się destrukcyjne, a w skrajnych wypadkach może na tyle silnie oddziaływać na człowieka, że hamuje go w rozwoju i sprawia, że człowiek staje się nieszczęśliwy. Z destrukcyjnym poczuciem winy mamy do czynienia wtedy, kiedy poczucie winy przeżywane jest jako stan względnie trwały, nierozwojowy oraz nieadekwatny do sytuacji (...) Nasza kultura wręcz specjalizuje się w wywoływaniu w nas poczucia winy. Otoczenia nauczyło nas, że nie odczuwanie żalu za coś, co już się dokonało jest niewłaściwe, że powinieneś ulegać niemocy i tracić swoją energię na coś, co już masz za sobą. Ludzie uwielbiają wzbudzać poczucie winy w innych. "Powinieneś się wstydzić za to, co zrobiłeś!" ? jakby to mogło Ci pomóc albo odmienić Twoje zachowanie w przeszłości. "Żałuj za grzechy!" ? jakby miało to uczynić Ciebie lepszym człowiekiem albo nakłonić do tego, abyś ich więcej nie popełniał. Jeśli chcesz się pozbyć jakiegoś swojego "grzechu", to żal za niego NICZEGO NIE ZMIENI, jedynie praca nad sobą. Możesz spisać wszystkie swoje złe uczynki na kartce i ocenić je w skali od 1 do 10, zsumować liczby a następnie zastanowić się, czy owy wynik (obojętnie czy jest to 50, czy milion) ma jakikolwiek wpływ na chwilę bieżącą. Teraźniejszość jest cały czas taka sama, a poczucie winy jest najbardziej bezproduktywną emocją.

Nie ważne ile żalu w sobie trzymasz, ile łez przelejesz, ile poczucia winy będziesz w sobie dławić, to NIE ZMIENI PRZESZŁOŚCI. Nie cofniesz czasu, jeśli będziesz żałować. Jedyne, co osiągniesz, to wprowadzisz siebie w stan niemocy i zmarnujesz teraźniejszość. Pamiętaj, że co się stało, to się nie odstanie i nic nie możesz na to poradzić. The question is: "Dlaczego masz odczuwać poczucie winy, skoro nie uczyni Cię to lepszym człowiekiem, nie zmieni przeszłości a przeszkodzi Ci w cieszeniu się teraźniejszością?" ... tyle jeżeli chodzi o internet (w jakimś małym oczywiście wycinku).

Podchodząc logicznie do sprawy, muszę zatem zadać sobie pytanie jak pozbyć się poczucia winy ? Jeżeli przyjąć że poczucie winy uniemożliwia "rozwój" to sam skazuję siebie na porażkę ! Ale JAK Z TYM WALCZYĆ ?, skoro dzień w dzień spoglądam na Moją Żonę i WIDZĘ/CZUJĘ/WIEM że cierpi ! Boże, pobłogosław Jej ! Doświadczam Jej Miłości, nieskalanej fałszem i obłudą. Otacza mnie zewsząd. Daje NADZIEJĘ ... a ja wciąż nie potrafię pozbyć się poczucia winy za krzywdy jakich z mojego powodu doświadczyła. Dziękuję Jej codziennie, tuląc do siebie i obejmując chłonę Jej bliskość i ciepło ...

PRACA nad sobą poprzez eliminację swoich słabości, wad i złych nawyków - to jedyny sposób aby wyrwać się z tego przeklętego kręgu zła. Pracuję więc. Ja świadom (dziś) swoich ograniczeń seksoholik. Przez całe lata, okłamując wszystkich (ze sobą włącznie), niszczyłem wszystko co najdroższe memu sercu. Jako egoista dbałem o to aby chronić własny tyłek bez względu na to jak to oddziałuje na moje najbliższe otoczenie. A przecież nie swój tyłek mam chronić, prawda ? MAM O KOGO DBAĆ !

Kolejne potknięcia, kolejne błędy, kolejne błagania o kolejną szansę - gdy wciąż otacza mnie swoją Miłością oceniając moje nieudolne starania przebudowy samego siebie. Czasem czuję się jak dziecko, które uczy się chodzić. Krok, drugi trzeci ... bęc. Kolejny wysiłek aby się podnieść ... bęc. Ale z uporem podnoszę się i stawiam następny krok. Chcę się nauczyć kroczyć przez życie z podniesioną głową. RAZEM z Moim Aniołem. Nie przed, nie obok, nie za ... RAZEM.

KU*WA - jak mogłem o tym zapomnieć (i znowu odezwało się moje poczucie winy) ? Jak mogłem zapomnieć o wartościach jakie za sobą niosą słowa ŻONA i RODZINA ?

Nie jestem zwolennikiem "grubej kreski" odcinającej przeszłość od przyszłości. Zawsze pozostanie w nas to, co się stało. Jednak spoglądanie w przyszłość przez pryzmat przeszłości zawsze będzie fałszować teraźniejszość a zatem będzie miało wpływ na ocenę tego co dzieje się teraz.

Jak odbudować w Kobiecie jej zniszczone poczucie własnej wartości, Jej kobiecość ? ...

Definicja kobiecości jest bardzo rozległa. Kobiecość to wyraz duchowego bogactwa kobiety. Macierzyństwo, opieka nad potomstwem, karmienie piersią, dawanie ciepła, dobroci to podstawowe, pierwsze i niezwykłe jej piękno. Kobieta tworzy wokół siebie klimat ciepła i serdeczności. Miłość do osób przejawia się poprzez zatroskanie w najdrobniejszych szczegółach o ich dobro. Kobiecość to gotowość służenia i poświęcania się, szczególnie wobec najsłabszych, to gotowość do wiernej obecności przy osobie kochanej. Cechą kobiecości jest uczuciowość i emocjonalność, subtelność i zwiewność ale też uważność, odpowiedzialność i postawienie ?na swoim? kiedy wymaga tego sytuacja. Kobiecość to również jej seksualność, piękno ciała, pomalowane rzęsy, paznokcie, zadbane ręce, powabny zapach ciała i zmysłowy uśmiech. Każde oblicze kobiecości jest owiane aurą tajemniczości i magii. Kobiecość to bez wątpienia wielki dar

Jak się pewnie domyślacie, znalazłem to w necie (facet tego nie wymyślił, autorką jest kobieta - Pani Jolanta Tymczyszyn). Znalazłem, postanowiłem to tutaj zamieścić, przeczytałem kilka razy i ... struchlałem ze strachu. Z pewnością domyślacie się dlaczego. Jednak podejmę to wyzwanie. Wierzę że podołam. Bardzo mi na tym zależy.

I jeszcze raz. Podkreślę tym razem kluczowe słowa "Każde oblicze kobiecości jest owiane aurą tajemniczości i magii. Kobiecość to bez wątpienia wielki dar".

Znając własne ograniczenia, błagam Cię Mój Aniele o cierpliwość i wyrozumiałość. Zanim spojrzę w słońce muszę nauczyć się patrzeć pod nogi. Nie znaczy to że nie będę się starał a jedynie tyle że ... nie zawsze zrobię to tak jak powinienem, za co z góry Cię przepraszam.

Kasta napisał/a:

(...) Często spotykam się z opinią, że seksoholizm jest "fajny", że to przecież nie problem (...) I dlatego to bardzo wyrafinowana forma uzależnienia, bo "nie zostawia śladów" i "bo wszyscy to robią".

Przyznaję że spotykam się ze stwierdzeniami przytoczonymi powyżej. Co za bzdura !!! Ktoś, kto wyraża takie opinie NIE WIE O CZYM MÓWI !!! "nie zostawia śladów" ? "wszyscy to robią" ? "seksoholizm jest fajny" ? Jako seksoholik oświadczam, że stwierdzenia tego typu są nieprawdziwe ! Seksoholizm jest zbrodnią popełnianą na sobie i najbliższych.

PS. Daria - nie sądź że zamiast pracować nad przyszłością, spędzam (tracę) przed komputerem czas. Jak zauważyła m.in. Kasta, ten wątek założyłem w innym celu.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

95

Odp: Seksoholizm

malina551212
"Musi sie stac COS ,cos tak szokujacego i znamiennego,ze alko i sexoholik dozna wstrzasu."

No i stalo sie jego blizniak popelnil samobojstwo bo zdradzala go zona i powiedziala, ze bedzie to robic z kim bedzie chciala i jak bedzie chciala. On sie zabil miesiac temu i co to nie byl wystarczajacy wstrzas. Myslalam, ze do mojego meza seksoholika dotrze ile wyrzadza tym krzywdy mnie i dziecku. Tydzien temu oddal mi telefon zastepczy brata. Usunal wszystkie wiadomosci, ale zapomnial o mms-ach. W telefonie zdjecia czesci intymnych wysylane przez inne do niego  i jego odsylane - miesiac po pogrzebie. On jak zwykle stwierdzil ze ktos z firmy korzystal z tego telefonu, ale wiem, ze to on. Stwierdzil, ze ma dosyc podejrzen i nie chce zyc, ze zrobi to co jego brat. I znowu uznalam ze ma racje, ze moze to nie on i jak zwykle przeszlam do porzadku dziennego. Dlaczego? Bo balam sie ze cos sobie zrobi. Znowu nie myslalam o sobie.
Marku czy jest cos w stanie nim wstrzasnac? Chce byc ze mna mowi, ze bardzo kocha, ale nigdy nie przyznal sie, ze mnie zdradzil. Raz podjal probe chodzil do seksuologa, ale po trzech-czterech razach powiedzial, ze juz jest OK. Ja wciaz mam nadzieje, ze bedzie wierny i uda nam sie zyc "normalnie", ale nie mam juz sily. Pisze chaotycznie,ale nerwy biora gore. Przepraszam.

96 Ostatnio edytowany przez Marek_40 (2010-11-12 17:57:46)

Odp: Seksoholizm

Ella. To co powiem jest tylko brutalną prawdą, od której nie powinnaś uciekać.

"Marku czy jest cos w stanie nim wstrząsnąć ?" - JEST - to realna groźba utraty wszystkiego co dla niego ważne lub też jego upadek na samo dno.

"Chce być ze mną mówi, ze bardzo kocha, ale nigdy nie przyznał się, że mnie zdradził." - jest tak że facet nigdy nie przyzna się dobrowolnie do zdrady - pisałem już o tym - przykre to ale prawdziwe.

"Raz podjął próbę chodził do seksuologa, ale po trzech - czterech razach powiedział, ze już jest OK" - pełna ściema !!! Seksoholik nie ma czego szukać u seksuologa. Psycholog i minimum roczna terapia może pomóc - co nie znaczy że pomoże. Czytałaś moje posty ? Przeczytaj jeszcze raz. Piszę o tym co trzeba zrobić. I zdaję sobie sprawę z tego że to nie wszystko !

"Ja wciąż mam nadzieję, ze będzie wierny i uda nam się żyć "normalnie", ale nie mam już siły" - z jednej strony to dobrze że masz nadzieję - pamiętaj jednak że "nadzieja matką głupich" (tak więc nadzieja to trochę mało, prawda ?) - z drugiej strony "matka kocha swoje dzieci" - może więc zdarzy się CUD ? Owszem, może się zdarzyć, chociaż ostatnie wydarzyły się jakieś dwa tysiące lat temu. Nie licz więc na to że wydarzą się teraz.

Ella. Trzeba działać !!!

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

97

Odp: Seksoholizm
Marek_40 napisał/a:

Ella. To co powiem jest tylko brutalną prawdą, od której nie powinnaś uciekać.

"Marku czy jest cos w stanie nim wstrząsnąć ?" - JEST - to realna groźba utraty wszystkiego co dla niego ważne lub też jego upadek na samo dno.

Marku, Ello, u mnie niestety nawet to nie pomogło. Mój mąż traci dzieci, które - moim zdaniem - kocha. Traci dom, w którym pachniało ciastem (trywialne, lecz ma podkreślać to, że byłam zorganizowaną gospodynią: na marginesie - wiecie, że od kiedy dowiedziałam się o zdradzie, to niczego nie upiekłam, na mam w sobie "pasji" do tego, choć jest/była ze mnie taka małomiasteczkowa odmiana Nigelli Lawson :-), czekano na niego z uśmiechem, dobrym słowem, ogromną miłością - moją i dzieciaków. Traci też przyzwoitość - bo zdradzał żonę w ciąży, żonę karmiącą, żonę opiekującą się naszym dzieckiem, które miało 10% szans na bezszwankowe wyjście z choroby. Żonę samodzielną - pracuję, buduję, garnki lepię i prasuję ;-). I nic z tego. Marku, tu niestety nie pomoże REALNA GROŹBA, lecz - CAŁKOWITA UTRATA. CAłkowita - nic więc nie da, że się odsunę i pogodzę z faktem, iż odszedł. To niczego nie zmieni. Zmieniłoby - odbieram mu wszystko, łącznie z kontaktem z dziećmi, ze względu na ich dobro "moralne" - czy jakbyśmy to nazwali. Ale tego nie zrobię = bo niestety kocham i jego i moje dzieci. Dla mnie się więc nic nie zmieni i pewnie za każdym razem, gdy będzie brał dzieci w odzwiedziny do niego, będę się bała, czy one czegoś niewłaściwego nie zobaczą, nie dogrzebią się (komputery dla dzieciaków nie są problemem). Nie zniosłabym myśli, że moje dziecko byłoby narażone na przyłapanie ojca na "czymś". A może tak się zdarzyć, prawda Marku? W pewnym momencie traci się kontrolę nawet tę, która pownna chronić najsłabszych, dzieci. I co zrobię wtedy? Też powiem, że kocham? Kogo bardziej - je czy jego?

98

Odp: Seksoholizm

Kasta.

Przyznaję, wyraziłem się mało precyzyjnie. Nie realna groźba a realna możliwość utraty wszystkiego na czym mu zależy. Celowo używam słowa "możliwość" albowiem całkowita utrata jest niczym innym jak całkowitą utratą. A zgodnie z tym co piszesz dalej, czymś co ma być nieodwracalne. I obyś miała rację że to okaże się skuteczne. Bo nie ma żadnej gwarancji że ta metoda okaże się skuteczna.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

99

Odp: Seksoholizm

Czytam posty Marka i Kasty i wciaz wracam do tego samego (wiem, ze byc moze jestem po drugiej stronie barykady... Prosze, nie krytykujcie mnie jednak za to). Wychodzicie z tego samego zalozenia (czego nie mam wam za zle, bron boze nie krytykuje): dla was ocalenie rodziny i waszego zwiazku jest wartoscia absolutnie nadrzedna. Dlaczego? Ano dlatego, ze mimo ze jestescie uzaleznieni badz wspoluzaleznieni, wciaz kochacie swych partnerow/mezow/zony. Wobec tego faktu cala reszta przestaje sie liczyc. Wasza milosc (w przypadku Marka pewnie blogoslawienstwo, w przypadku Kasty mam wrazenie ze przeklenstwo...) sprawia, ze postepujecie tak a nie inaczej i jakiekolwiek racjonalizacje nie maja tu zastosowania.

A co, jesli traci sie te milosc? Tak, ja ja stracilam w przeszlosci (w sumie nie wiem, dlaczego do tego wracam, bo w koncu mowie tu o zwiazku ktory zakonczyl sie pare lat temu. Chociaz byc moze pomoze to wam znalezc wiecej odpowiedzi na pytania ktore czasem przychodza do glowy). I boje sie po prostu (mimo tego ze jest mi tak dobrze z czlowiekiem z ktorym teraz jestem) ze strace ja znow.
Jeszcze raz: co jesli traci sie te milosc? Co jesli to wszystko co wedlug was wszystkich powinno sie skladac na tak zwane szczesliwe zycie razem, przestaje miec znaczenie? Jesli sie siada razem do stolu i owszem, niby wszystko jest w porzadku, ale patrzy sie gdzies dalej, bo sie nie widzi tego, z ktorym sie jest? Co wtedy?
Przyjmuje sie to jako naturalny stan rzeczy? Tym bardziej, jesli sie widzi ze wokol sa ludzie, ktorzy nawet po 20 latach wciaz maja dla siebie te cala serdecznosc, setki malych i duzych gestow. I nie ma sie wrazenia ze one sa udawane albo wymuszane. Ja wiem, ze nad miloscia trzeba pracowac i ze tylko na poczatku to milosc dodaje nam skrzydel, ze potem to milosci trzeba dodawac skrzydel, itd itd itd. Co jednak, jesli patrzy sie na czlowieka z ktorym sie jest, i poza tym, ze sie go po prostu lubi, nie czuje sie juz nic wiecej? Ze moglby byc bratem, dobrym przyjacielem, ale nie budzi w nas zadnych emocji?
Co wtedy?
Powinno sie mimo to zostac?
Przez jakis czas sie zostaje, bo sie mysli ze taka kolej rzeczy spotyka wiekszosc par. I jakos z tym zyja, udajac ze sa szczesliwi.

Nie umiem ocenic czy zrobilam dobrze czy zle, rozchodzac sie z moim eks. Czy tez raczej: pozwalajac na to, zeby ten zwiazek sie rozpadl. Mam watpliowsci gdy przypadkowo (pisze przypadkowo bo staram sie tego unikac) znajduje zdjecia, na ktorych jest on, nasze dziecko i ja. Lapie sie wowczas nawet na tym, ze gdzies w zakamarkach mojej podswiadomosci jest taka mozliwosc, zebysmy sie znow zeszli razem. Duzo rzeczy byloby prostszych (czy to oznacza ze wciaz na swoj sposob kocham swojego bylego? nie mam pojecia... jesli sie z kims spedzi tak wiele lat, trudno zeby sie wyzbyc wszystkich uczuc do niego, prawda? Szczegolnie jesli po jakims czasie pamieta sie bardziej te dobre chwile niz te zle). Ta mysl jednak nie trwa dlugo (czasem troche dluzej, gdy moje dziecko pyta mnie czy jest szansa na to, ze kiedykolwiek mozemy byc jeszcze razem).

Patrze jednak potem w oczy swojego ukochanego i wiem, ze znalazlam (blagam, niech to nie bedzie na przyslowiowe 5 minut...) to, czego tak bardzo mi brakowalo.
Zdaje sobie tez sprawe z tego, jak bardzo moj obecny facet jest bliski typowi mezczyzn ktorzy podniecali mnie wirtualnie. Nie wiem, moze za chwile przeczytam od ktorejs z was, ze urzeczywistniam swoj wirtualny swiat i widze w swoim mezczyznie jedynie wersje 3D tego, czym podniecalam sie w przeszlosci, ale... wiem, ze tak nie jest, bo oprocz seksu jest wszystko co powinno byc. Uwielbiam z nim byc, rozmawiac, zartowac, jesc, itd itd.
Mam chyba taki fizyczny typ i tyle (swoja droga moze nie 180 stopniowa, ale powiedzmy ze 90 stopniowa odwrotnosc mojego eks) . Wczesniej pisalam ze wstyd bylo mi sie do tego przyznac, ale jesli tak jest, to co? Czy swiadomosc tego, co mnie bierze, jest zla?

Co ma wspolnego z tym wszystkim seksoholizm (wciaz nie wiem, czy moge sie zaliczyc do tej kategorii czy tez nie - moze faktycznie mam po prostu apetyt wiekszy od przecietnego?) Ano to, ze jesli moje potrzeby sa zaspokojone (i wierzcie mi, nie mowie tutaj o podniesieniu sukienki na 5 minut  - moje 'sesje' sa w wiekszosci dlugie, namietne, z glebokim patrzeniem sobie w oczy), nie mam najmniejszej nawet potrzeby siegania po jakiekolwiek zastepstwa, czy to w postaci pornografii, czy to fantazjowania, czy tez  - jak to mialo miejsce w mojej przeszlosci - podrywania facetow w klubach).

Nie zlinczujcie mnie, prosze, za moja przyziemnosc :-) Potraktujcie, ze patrze na niektore rzeczy inaczej niz srednia forumowa :-) Moze nizej, moze realniej, moze mniej magicznie, ale...

100 Ostatnio edytowany przez ella1973 (2010-11-13 14:34:10)

Odp: Seksoholizm

Mare_40
Co mam robic wlasnie na telefon ktory mi oddal tydzien temu dostalam sms "pisz sms nie na emeil bo maz zabral mi kompa". Co w takim wypadku mam zrobic jaki sie zachowac? Pokazac mu?

101

Odp: Seksoholizm
annber napisał/a:

Nie zlinczujcie mnie, prosze, za moja przyziemnosc :-) Potraktujcie, ze patrze na niektore rzeczy inaczej niz srednia forumowa :-) Moze nizej, moze realniej, moze mniej magicznie, ale...

Annber, pięknie napisałaś. Jesteś strasznie mądrą kobietą i cieszę się, że mogłam CIę spotkać w tym trudnym dla mnie czasie. CHciałabym, choć to okrutne względem mnie samej, że to co odnalazł mój mąż (rzeczywiście - wciąż go kocham), było równie wartościowe. Byłoby to lepsze dla moich dzieci, co w konsekwencji byłoby najlepsze co moglibyśmy - my, roszina - z tego wynieść. Chciałabym kiedyś oznaleźć i miłość dla siebie. Bo oprócz mojego męża nie znałam i nie znam nikogo innego.

102

Odp: Seksoholizm

Moim zdaniem jest nadzieja kiedy jest spełniony jeden podstawowy warunek-uzależniony sam podejmie decyzję o leczeniu.Nie dlatego bo został zmuszony przez sąd albo dla żony bo biedna tyle już przeszła.To musi być decyzja samego uzależnionego.Terapia ma pozwolić poznać samego siebie i chorobę na jaką cierpi.Jak radzić sobie z głodem ,nawrotami .Myślę że tutaj nie ma różnicy wszystko działa tak samo .Mój mąż zapił po roku czasu bo jak powiedział musiał się odstresować,Natomiast mąż mojej przyjaciółki który jest uzależniony od seksu doskonale rozumie mojego męża alkoholika''pewnie musiał się odstresować.Ja już się nie lituje,nie współczuje...
    Uzależniony sam musi poprosić o pomoc a podobno prosi o nią dopiero gdy dobije do swojego osobistego dna.

"Przestałam pomagać uzależnionym, gdy zabrali mi całą godność i pozbawili szacunku do samej siebie. "
          bo tak jak butelka zabiera godność alkoholikowi tak alkoholik zabiera mi moją godność za   każdym    razem gdy pozwolę się oszukać,gdy moja bezsilność doprowadza mnie do robienia rzeczy o które nigdy bym siebie nawet nie podejrzewała ,gdy jak wariatka przeszukuję jego rzeczy aby udowodnić że pił.Alkoholik ma swoje dno ja też dobiłam do swojego- zdradziłam męża.

103

Odp: Seksoholizm

Daria, ja też robiłam rzeczy, o które siebie bym nie podejrzewała. SIęgnęłam po komórkę, przeszukiwałam kieszenie. I, mimo, że coś znajdowałam, mój mąż zawsze znajdował wytłumaczenia. A ja - wierzyłam. Ktoś pewnie powie "bo chciałaś wierzyć". Nie, uczciwie nawet, nie mogę tego potwierdzić. Wierzyłam, bo nie docierało do mnie, że może kłamać.. Po co? Skoro ja nie oszukiwałam, to nie umiałam pojąć, że on może. Czy była naiwna? A czy zakładamy rodziny po to, aby się oszukiwać, kluczyć, kłamać? Aby bliższa była nam "koleżanka" niż żona? Jeśli tak - trudno, nie zrozumiałam reguł. Mnie godność odebrała pornografia. Niestety, żadnych wniosków, a - złapany na nadużywaniu - potrafił się tak maskować. Doszło do tego, że miałam stany lękowe przed wejściem do pokoju, w którym stał komputer. Czy to się działo ostatnio w moim życiu to już był o moje dno? CZy mąż/llos szykuje mi jeszcze więcej. Tak bym chciała zaskorupić się i nie czuć.

104

Odp: Seksoholizm

Marku jestem kobietą, która żyła z takim facetem jak Ty 30 lat. Jestem2 lata po rozwodzie, jestem po 2 zawałach, nie mam domu, nie mam dzieci, nie mam rodziny bo mąż drań tak manipulował przez te 30 lat,że nie oświeciło mnie że jest seksoholikiem. Kilka razy złapałam go na zdradzie i ratując małżeństwo wybaczylam mu. Mialam wtedy  malutkie dzieci. Piszę ja mialam, bo dla męża dzieci nie miały wartości. Okazało się,że mąż ma 3 dzieci (29-26-21 lat) z jedną panią, 2 dzieci (29 i 27 lat) z moją siostą, pie.....ł moją matkę, sąsiadki i już śmiem myśleć że wszystko co się dało. Gdy wszystko wyszło na światło dzienne on próbował zrobić ze mnie wariatkę. Jest tak podły, tak zakłamany,że żadne słowa tego nie wyrażą. Nie przebierał w środkach gdy odkrywalam jedną po drugiej zdradzie. Brak szacunku do samego siebie, brak honoru i jakichkolwiek wartości ludzkich. Marku powiem Ci tak.......seksoholikiem się nie rodzi, nim się staje mniej lub bardziej świadomie przez ogladaie pornusów, świerszczyków itd.
Ty się nie zmienisz. Twoje słowa świadczą o tym,że tak naprawdę nie potrafisz kochać, bo gdybyś naprawdę kochał swoją żonę, to zrobiłbyś wszystko by była szczęśliwa, czyli namawiałbyś ją by odeszla od Ciebie. Myślę,że kiedyś odejdzie  tyle,,że będzie już wrakiem człowieka  tak jak ja !!!!

105

Odp: Seksoholizm

Taka jest prawda - jak mówisz Halinko nikt nie rodzi się alkoholikiem,narkomanem czy seksoholikiem.Gdzieś na początku zawsze jeszcze możemy dokonywać wyboru -czy aby na pewno będzie to dla mnie dobre.Dla mnie ważne są uczucia .To właśnie ona pozwoliły chronić mnie przed samą sobą .
Ja też walczę -bo gdy dopada mnie to dziwne coś czego jeszcze nie umiem nazwać to kusi mnie aby kupić sobie buteleczkę,albo zadzwonić po kochanka czy obejrzeć jakiś film porno.Ale wiem z doświadczenia innych ludzi ,obserwując męża w ciągu kiedy nie może dokonywać już żadnych wyborów bo chęć picia jest silniejsza,że warto się zatrzymać.Zawsze bałam się tego ,że mogę się doprowadzić do takiego stanu że" to coś " powoli będzie robić ze mnie zwierze a ja nie będę tego mogła tego zobaczyć ,że gdzieś przekroczę tą cienką granicę która tak naprawdę nie wiem gdzie jest.
     Nie chcę być wrakiem kobiety,nie chcę wegetować -chcę żyć .Czuć jak pachną truskawki,chcę aby chciało mi się chcieć podnieś głowę do góry aby zachwycić się gwiazdami na nocnym niebem.
    Rozmawiałam wczoraj z mężem - dalej nie widzi problemu.To nawet nie była rozmowa ,jak zwykle się darł.Tylko dziś potrafię przybrać taki sam wyraz twarzy i powiedzieć - "nie drzyj się".
    Halinko,życzę Ci Pogody Ducha abyś zgadzała się z tego nie możesz zmienić
                              Odwagi abyś zmieniała to co zmienć możesz i mądrości która pomoże odróżnić jedno od drugiego.Sobie też tego życzę...

106

Odp: Seksoholizm
Halinka53 napisał/a:

(...) powiem Ci tak.......seksoholikiem się nie rodzi, nim się staje mniej lub bardziej świadomie przez oglądanie pornusów, świerszczyków itd. Ty się nie zmienisz. Twoje słowa świadczą o tym,że tak naprawdę nie potrafisz kochać, bo gdybyś naprawdę kochał swoją żonę, to zrobiłbyś wszystko by była szczęśliwa, czyli namawiałbyś ją by odeszła od Ciebie. Myślę,że kiedyś odejdzie tyle, że będzie już wrakiem człowieka  tak jak ja !!!!

To fakt - nie urodziłem się seksoholikiem. W wyniku splotu różnych zdarzeń, stałem się nim (nad czym ogromnie boleję). Nie mogę zmienić przeszłości ale mogę wpływać na przyszłość. Zmienię się. Dlatego że CHCĘ się zmienić. Więc zmieniam się. Bo tak jak kiedyś byłem "normalny" tak i dziś wierzę, WIEM ! że znowu mogę taki być (a nawet lepszy). Pracuję nad sobą. I nie ukrywam faktu że rozpocząłem proces naprawy samego siebie wyłącznie dzięki Mojemu Aniołowi. I że mam jasno wytyczony CEL. I że jestem zdeterminowany aby go osiągnąć. To, czy moje słowa świadczą o tym czy potrafię kochać czy nie, oceni Moja Żona (poza oczywistym faktem że nie o słowa a o czyny tutaj chodzi). To czy Ją kocham - również Ona. To czy będzie chciała ze mną żyć - także Ona. To czy zasługuję na to aby nadal być u Jej boku - przede wszystkim i wyłącznie Ona. A ja mam zamiar dbać o to aby już NIGDY WIĘCEJ nie musiała się bać. Aby zawsze doświadczała mojej miłości, wierności i uczciwości. Popełniłem zbrodnię przeciwko wszystkim których kocham. Swoim życiem staram się im (zwłaszcza Mojej Żonie) zadośćuczynić krzywdę jaką wyrządziłem. KOCHAM Moją Żonę. UWIELBIAM wtulać się w Nią nocą, CZUĆ jej ciepło i zapach. Pragnę odzyskać to co niszczyłem. Nic nie jest w stanie zmienić mojego postanowienia z prostego powodu. Ja tego chcę.

Boże. Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

107

Odp: Seksoholizm

Witaj Marek_40
Oby Tobie i Twojej zonie sie udalo, bo ja o mojego meza nie mam juz sily walczyc. Chyba juz nie chce, bo z jego strony nie widze checi.

108

Odp: Seksoholizm

Tomku wybacz ale nie wierzę Ci. Samo to,że jesteś w necie zamiast być przy żonie o czymś świadczy. Sądzę,że Twoja żona zna tylko część prawdy. Ty najlepiej wiesz jak jest naprawdę. Osobiście życzę Ci powodzenia ale nie kosztem innych. Ty ciągle tu nadajesz o sobie, a może byś pomyślał o tym co czuje Twoja żona????. Może jej byś zafundował terapię,  bo z pewnością jej bardzo potrzebuje po latach spędzonych z niewiernym męzem. Sorry ale wg mnie jesteście draniami nie zasługującymi na litość !!!

109

Odp: Seksoholizm

Witam,
Bardzo się cieszę że trafiłam na ten wątek, tak naprawdę przez przypadek, szukając pomocy dla osób współuzależnionych. Że mąż mnie zdradza też dowiedziałam się przez przypadek, dwa tygodnie temu. Mój świat runął w gruzach. Jesteśmy po ślubie półtora roku, mamy malutkiego synka. Mój mąż zawsze taki kochany, mówił że jesteśmy dla niego najważniejsi, że wszystko co robi to tylko dla nas. Zawsze byłam o niego zazdrosna, ale zdrową zazdrością. Nigdy nie przeszukiwałam jego rzeczy itp. on mnie tego nauczył. Zawsze powtarzał, że związek trzeba budować na zaufaniu, i ja ufałam mu bezgranicznie do tego pamiętnego dnia. Wydało się przez przypadek, nie niszczył dowodów, gdybym tylko chciała to bym wiedziała o tych wszystkich zdradach dużo wcześniej. Może nie chciałam znać prawdy.Próbował kłamać, i co jest śmieszne ja chciałam w to wierzyć, ale się nie dało bo po chwili wychodziły kolejne brudy. W życiu bym się nie spodziewała że żyję z człowiekiem, który tak naprawdę ma dwa życia, dwie twarze. Robił niestworzone rzeczy, czaty, ostre porno, prostytutki, onanizowanie się, sponsoring itp. Dla mnie nie do pomyślenia, nie sądziłam że zobaczę takie rzeczy w filmach. Minęły dwa tygodnie, twierdzi że chce się wyleczyć, chce walczyć o rodzinę. Ja nie wierzę, choć w głębi serca nadal go kocham i chciałabym wierzyć. Zaczął terapie w grupie anonimowych seksoholików i chodzi do psychoterapeuty. Mówi że dopiero uświadamia sobie co tak naprawdę robił, że to było silniejsze od niego, nie zdawał sobie sprawy z ogromu tej sytuacji. Postanowiłam szukać pomocy dla siebie, znalazłam grupę dla osób współuzależnionych S-Anon mam nadzieję że mi to pomoże. Czy wybaczę? Nie wiem! Chciałabym wierzyć że wszystko się ułoży, ale na chwilę obecną nie wierzę. Zastanawiam się  nad rozwodem, choć wiem że nie powinno się podejmować pochopnych decyzji. Proszę odpowiedzcie o ile wiecie,

Jakie są szanse na wyzdrowienie seksoholika?
Czy małżeństwa mają szanse przetrwać?

Pozdrawiam,

110

Odp: Seksoholizm

ZALAMANA,
tak mi strasznie przykro,ze  okolicznosci sa takie ,a nie inne i ze przez nie wlasnie do nas dolaczylas.
Wnioskuje z Twojego postu,ze jestes mloda Kobieta.....
I naprawde nie wiem,czemu to napisalam,bo to i tak niczego nie zmienia.
Bol pozostaje taki sam,bez wzgledu na wiek.
Pytasz,czy sa sznse na "wyzdrowienie"?
Tak,jak we wszystkich nalogach,szanse sa zawsze.Ale powiem Ci tez,ze jak we wszystkich nalogach,zawsze istnieje mozliwosc powrotu.....
I nie chodzi mi o to,zeby "zabic " w Tobie wiare.
Musisz po prostu byc swiadoma.

Pozwol,ze uzyje Twoich slow:
"Wydało się przez przypadek, nie niszczył dowodów, gdybym tylko chciała to bym wiedziała o tych wszystkich zdradach dużo wcześniej. Może nie chciałam znać prawdy.Próbował kłamać, i co jest śmieszne ja chciałam w to wierzyć, ale się nie dało bo po chwili wychodziły kolejne brudy."

Oczywiscie,ze chcialas wierzyc,bo masz w glowie i sercu obraz,ktory on wykreowal,a Ty nigdy tego obrazu nie kwestionowalas....
Wiara  jest bardzo indywidualna sprawa, ja uwazam,ze na temat wiary sie nie dyskutuje.
Albo ja masz,albo nie.
A,jak wiadomo,wiara przenosi gory!

Z racji tego,ze zyje z czlowiekiem takim,jak Twoj maz,moge sie tylko podzielic moimi,subiektywnymi,odczuciami.

Nie jest latwo,powiem wiecej,jest bardzo,bardzo trudno.
Zyc z takim czlowiekim,to ciagle stapanie po rozbitym szkle.
To ciagle pytania,cholerna niepewnosc nawet nie jutra,a dnia dzisiejszego.
Poprzez ich chore zachowanie,zostal zburzony podstawowy filar zwiazku ZAUFANIE.
Co nie zmienia faktu,ze musisz dac mu kredyt za to,ze sie zreflektowal i zamierza sie z tym uporac.
Samo uswiadomienie,ze to jest nienormalne i chore,to juz DUZY krok w kierunku tego,ze widza problem i chca cos z tym zrobic.......
Oni wszyscy,niestety,dzialaja wg tego samego schematu.
Klamstwa,manipulacja, to dla nich norma.
Niektorzy,naprawde staraja sie cos z tym zrobic.Niektorzy,naprawde dotkneli dna i wiedza,ze gorzej juz byc nie moze....
Czy chca naprawde i czy wystarczy im sil.To juz inna sprawa.

Pytasz,czy malzenstwo ma szanse przetrwac......
To zalezy od Was dwojga.To zalezy ile w tym malzenstwie milosci,tolerancji,dobrej woli.
Ile w Was CHECI,zeby pewne rzeczy wyprostowac.
Ty,Kochana,musisz jasno wyznaczyc granice!
Sa rzeczy,ktorych nie bedziesz tolerowala.
Daj mu wybor (zebys poczula,ze zrobilas,co moglas)i zeby uspokoic sumienie.
Albo Ty i rodzina,albo (wpisz,co pasuje).

Nigdy nie bede usprawiedliwiala zadnego z nich,bo tak,jak napisala Halinka,zaden z nich sie takim nie urodzil.
To ich decyzje i ich slabosc,byly powodem tego,ze znalezli sie na rowni pochylej.
Ich niezaprzeczalna wina jest tez to,ze nie dali nam mozliwosci wyboru.
Robili cos,co dawalo im natychmiastowa gratyfikacje,nie liczac sie zupelnie z tym,ze my istniejemy!
Takie dwa odrebne swiaty,ktore nigdy nie wejda w kolizje.
I tu sie przeliczyli.
Teraz o nas.
Wiemy,jestesmy swiadome,cierpimy,kochamy i nienawidzimy jednoczesnie.
Mamy w glowie taki metlik,ze juz tracimy rozeznanie,co faktycznie jest prawda,a co jest historyjka,ktora przygotowali oni na "nasze" potrzeby.

Nie jest ani lekko,ani latwo,ani przyjemnie.
Uwierz mi,CZAS jest zbawca(nie uogolniam,wypowiadam sie wylacznie w swoim imieniu).
Nie mam,na szczescie,po roku,palpitacji serca i odruchow wymiotnych.
Ciagle boli i boli jak cholera,i ciagle puzle nie sa kompletne,ale w tej chwili wiem,ze nie beda nigdy.
JA JESTEM ZDROWA,A ON JEST CHORY.
A zdrowy nigdy nie zrozumie chorego.
Tak,jak syty nigdy nie zrozumie glodnego.

Pisze to po to,zeby Ci pomoc.
Nie zadawaj sobie pytan typu: " dlaczego?, "co ze mna nie tak?"
Nie tedy droga.
Zapytaj siebie,czego chcesz.
Czego chcesz dla siebie i Waszego dziecka.
I,prosze,nie badz dla siebie katem.
Nie musisz znac odpowiedzi na to pytanie jutro,za miesiac,za trzy lata.
Daj sobie czas.
Tyle,ile go potrzebujesz.
Przygladaj sie jemu.
Na ile  jest szczery?
Czy naprawde chce sie zmienic?
Co robi w tym kierunku?
Czy to,co robi,satysfakcjonuje Twoje potrzeby?

Przede wszystkim szukaj pomocy dla siebie.
TY W TYM WSZYSTKIM,TY JESTES NAJWAZNIEJSZA!
TO SA JEGO DEMONY I ON MUSI Z NIMI WALCZYC.
TY,JEZELI MASZ NA TYLE SILNEJ WOLI,MOZESZ POMOC,ALE ZROZUM - TO JEGO PROBLEM I TO ON MUSI SIE Z NIM UPORAC.

Zycze Ci z calego serca,(a mam duuuze),dobrej decyzji,takiej,ktora zadowoli i da radosc przede wszystkim Tobie.

Odezwij sie,jak bedziesz miala taka potrzebe.
Pozdrawiam Cie goraco i zycze duzo sily

"Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka".

111

Odp: Seksoholizm

malina551212 bardzo Ci dziękuję za odpowiedz, bardzo trafiona!


Mam straszną pustkę w głowie, huśtawki  nastroju. Czasami rozmawiam z mężem normalnie, widzę jego wzrok psychopaty wpatrzony w jedno miejsce, blady na twarzy. Myślę wtedy że naprawdę chce się wyleczyć. A w innych przypadkach dostaje ode mnie w mord.... tak po prostu bo mu nie wierzę. I co jest śmieszne przestał się zasłaniać, a ja walę z całej siły. Wiem że to nie pomoże, ale na chwilę mi ulży. Zawsze mu powtarzałam, że zdrady nie wybaczę, teraz wiem że dopóki to nas nie spotka nie można się zarzekać. Zawsze mówiłam że nie potrzebuję pieniędzy, dobra materialnego, że potrzebuję miłości, chcę tylko być kochana, i stworzyć normalną rodzinę której nigdy nie miałam. Nie docenił tego.
Mój mąż "wrócił" do Boga, o ile można tak powiedzieć. Mówi że modlitwa mu pomaga. Chyba obrał dobrą drogę,  o ile oczywiście znów się od NIEGO nie odsunie.

Teraz to JA i SYNEK jesteśmy najważniejsi,
Zawsze innych stawiałam na pierwszym miejscu, czas pomyśleć o SOBIE.
CZAS POKAŻE CO DALEJ!!!

112 Ostatnio edytowany przez Kostka77 (2010-11-16 16:02:48)

Odp: Seksoholizm

Zalamana,

Dzięki że napisałaś. Uważam że nawet taka forma znajomości może być wartościowa.
Po pierwsze to co mi się nasuwa na myśl, to lepiej abyś nie używała wobec męża przemocy fizycznej. Myślę że to nie o to chodzi.  Zresztą po chwilowym rozładowaniu, po jakimś czasie możesz sama się z tym źle czuć. (kiedyś w poprzednim związku też mi się to zdarzyło ale po czasie bardzo tego żałowałam)
Piszesz że odkrycia dokonałaś dwa tygodnie temu a mąż rozpoczął już terapię grupową i chodzi do psychoterapeuty. Odnajduje drogę do Boga.  Poważnie potraktował problem. Szybko wziął się za naprawę tego co zepsuł.
To bardzo dobry kierunek.
Sądzę że jeśli wytrwa w tych postanowieniach to macie szanse stworzyć dobry związek. Niektóre źródła podają że związek taki może być nawet lepszy niż przed terapią. Trzeba mieć nadzieję.


Widzisz, ja też niedawno (ok dwóch miesięcy temu) odkryłam u swojego faceta podobny problem. Z tym że on odwlekał szukanie pomocy,  nawet szukał jakiegoś seksuologa który uznałby takie zachowanie w granicach normy. Ja nie chcialam czekać i sama udałam się do seksuologa i jednocześnie psychoterapeuty bo uważałam że tylko seksuolog który ma jednocześnie praktykę psychoterapeutyczną jest w stanie dobrze rozpoznać problem i nam skutecznie pomóc. Po wizycie poczułam się silniejsza. tzn. upewniłam się że moje przypuszczenia są prawidłowe i że nie ponoszę odpowiedzialności za taki stan i że nie ma tu żadnej mojej winy. Chociaż od początku zdawałam sobie sprawę że nie ma w tym żadnej mojej winy, to potwierdzenie z ust specjalisty dodało mi wiary w siebie. Piszesz że Ty też szukasz grupy wsparcia dla siebie. Uważam że to dobry pomysł. Ja też nad tym się zastanawiałam. Najpierw jednak czekam na to co wyniknie po spotkaniu u specjalisty. Idziemy razem za tydzień.  Mamy mieć badanie czy jest w nas wystarczająca ilość motywacji do pracy nad sobą i nad związkiem.
Leczenie dotyczy nas jako pary. Od początku mówie mojemu partnerowi że to ja mam problem. Wiem, że dopóki sam przed sobą nie przyzna się do  uzależnienia  to mówienie mu że to on ma problem w niczym nie pomoże a tylko zaszkodzi. Może spowodować że się bardziej wycofa. Skupiam się zatem na sobie.  i na swoim problemie.  Mam problem bo nie wiem czy będę potrafiła zaufać na nowo, czy seks będzie sprawiał mi radość czy też będę stale się zastanawiać: czy on kocha się ze mną czy też w myślach jest z kimś innym, czy kiedy zamyka się w łazience to załawia swoje fizjologiczne potrzeby czy się masturbuje, czy gdy znajduję fragmenty skórki pomarańczy w łazience to czy on jadł tą pomarańczkę czy się przy nią onanizował, czy w towarzystwie jak pod stołem pulsują mu nogi czy jest to nerwowe zachowanie czy się właśnie masturbuje, czy jak siedzi na internecie to rzeczywiście pracuje czy przegląda anonse w poszukiwaniu seks-znajomości albo prowadzi seksrozmowy,  itd i itp.

Nie wiem czy znajdę w sobie dosyć siły aby być z nim.

Z jednej strony jestem świadoma że on nie chce mnie ranić, że on po prostu nie radzi sobie z własnymi emocjami, ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dużo dała mi lektura książki "Uzależnienie od pornografii. Małżeńskie problemy spod łóżka" Dzięki temu patrze na mojego faceta cały czas oczami miłości. Ale wiem też że on potrzebuje tak jak alkoholik, tzw. twardej miłości. Miłości która wymaga, która nie przymyka oczu na zło.
I tak jak napisała do Ciebie Malina, te słowa trafiają też do mnie.
Daję sobie czas. . .
W tym wszystkim jeszcze u mnie pojawia się kolejna niewiadoma. Kilka dni temu odkryłam u siebie dość spory guz w piersi. Wiadomo dopóki nie zrobię badań nie ma co się martwić na zapas. Ale pytania w głowie się rodzą. Jeśli to rak to co dalej.... , jeśli bym miała utracić pierś... jeśli ....

113

Odp: Seksoholizm

Nigdy nie przesiadywałam na takich forach, a teraz jestem Wam bardzo wdzięczna, bo mimo iż się nie znamy to nasze wspólne problemy nas do siebie zbliżają i na pewno pomagają się wygadać. Wydaje mi się że nawet najlepsza przyjaciółka nie byłaby w stanie zrozumieć tego co czuję, gdyż sama w tym gów... nie "siedzi".

Kostka77 bardzo Ci dziękuję, w tym co piszesz odnajduję siebie i swoje obawy. Tu przytoczę:


"Mam problem bo nie wiem czy będę potrafiła zaufać na nowo, czy seks będzie sprawiał mi radość czy też będę stale się zastanawiać: czy on kocha się ze mną czy też w myślach jest z kimś innym, czy kiedy zamyka się w łazience to załatwia swoje fizjologiczne potrzeby czy się masturbuje, czy gdy znajduję fragmenty skórki pomarańczy w łazience to czy on jadł tą pomarańczkę czy się przy nią onanizował, czy w towarzystwie jak pod stołem pulsują mu nogi czy jest to nerwowe zachowanie czy się właśnie masturbuje, czy jak siedzi na internecie to rzeczywiście pracuje czy przegląda anonse w poszukiwaniu seks-znajomości albo prowadzi seksrozmowy,"



Mąż faktycznie, (o ile można mu wierzyć) dość szybko zaczął szukać pomocy. Jak sprawa wyszła na jaw, to zaczął czytać w necie o seksoholizmie i o skrajnych przypadkach, i jak powoli dochodziło do niego że tak naprawdę opisane są tam takie przypadki jak on to płakał jak małe dziecko.
Jeżeli chodzi o lekarza to ważne jest aby trafić na dobrego, bo z tego co zdążyłam się zorientować na (naszym przypadku) to niektórzy potrafią tylko zaszkodzić. Mąż trafił początkowo do seksuologa który kazał w ramach terapii mu się onanizować rano i wieczorem. I co Ty na to? Całe szczęście że  poszedł po rozum do głowy i nie posłuchał się tego seksuologa tylko znalazł psychoterapeutę katolickiego.

Mimo iż zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to moja wina, to cały czas próbuję znaleźć w sobie te wady, które ewentualnie popchnęły mojego męża do zdrady. Zawsze byłam zakompleksiona, ale teraz to jest po prostu szczyt wszystkiego. Uważam że jestem brzydka, nie mam ochoty wychodzić z dzieckiem na spacery bo jak widzę inne kobiety to porównuję się do nich. Brak chęci do życia, nic już nie cieszy...No ale cóż jakoś trzeba żyć...

114

Odp: Seksoholizm

Zalamana10 i Kostka jest nas tu więcej.
Myślę że Marek otworzył ten wątek mając nadzieje, że włączą się do rozmowy seksoholicy. I chyba nie jest w stanie pomóc Wam inaczej niż opowiadając o sobie.
Natomiast jest tu strona pt. "Jak żyć z człowiekiem uzależnionym od seksu" mamy tam silną grupę wsparcia  żon seksoholików. Chętnie Was tam zobaczymy:) Im nas więcej tym lepiej. Marek bardzo chętnie odpowiada na pytania, ale jest na początku drogi do wolności i niewiele może pomóc.
pozdrawiam Kachna.

Posty [ 77 do 114 z 264 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018