Mam pytanie .. Mój tata nadużywał alkoholu jego tata też czy to jest w jakiś sposób powiązane?? Ze jak i ojciec to i syn?
Moj tata był katowany przez swojego tatę do alkoholu jeszcze ojciec niszczył go psychicznie. Potem kiedy tata założył swoją rodzine z czasem ... zaczął pić i to sporo pić ... Jak sobie wspomnę o tym teraz włosy staja mi dęba ... Nie dość ze bił mamę to jeszcze nas (rodzenstwo) uczucie nie do opisania ja sie siebie tak brzydziłam nie wiem dlaczego nie mogłam zniesc swojej osoby... a juz kiedy dostalam jakis komplement ze jestem ladna naskakiwalam jak na wroga...
Czasem do 2 w nocy chodzilismy z mama po podwórku i czekalismy az tata zasnie bo dostawał bialej goraczki i rzucał nożami, atakował nimi non stop kiedys nawet byl taki etap ze w weekend ostzrył noze a od poniedzialku do piatku nimi wojowal, czy bił kablem od grzałki .. rózgą, kijem od szczotki czy pięscia z reszta chyba wszystkim co popadnie..
Dzis gdyby moje dzieci mialy ogladac cos takiego chyba bym sobie tego nie wybaczyla...
Bardzo szybko wyszlam za maz wydaje mi sie teraz ze chcialam szybko wyfrunac i sie troszke ratowac... teraz sama mam toksyczny zwiazek.. maz nie pije ale ma psychiczne jazdy.. bardzo wybuchowy a za chwile nie pamieta o co mu chodziło podnosii ręke na mnie i zaraz pzreprasza ... zastanawiam sie czy powinnam zasiegnac jakies porady ? sama jestem nerwowa i co w tym wszystkim jest smieszne
jak maz meczy mnie wyzywa a mi wzrasta cisnienie i nienawisc do niego wiem ze sobie z nim nie poradze wiec pierwsze co robie to łapie za nóż... wstyd mi nawet o tym pisac ... mam wrazenie ze to jest zalosne ![]()
jak maz meczy mnie wyzywa a mi wzrasta cisnienie i nienawisc do niego wiem ze sobie z nim nie poradze wiec pierwsze co robie to łapie za nóż... wstyd mi nawet o tym pisac ... mam wrazenie ze to jest zalosne
A czy mówiłaś swojemu mężowi o tym wszystkim o czym tutaj piszesz? Czy on jest tego świadomy?
Jeśli chodzi o jego wybuchy złości, to musi być także gdzieś ich przyczyna. Czy denerwuje się ot tak po prostu jakby bez przyczyny czy może uważasz, że raczej odreagowuje coś w ten sposób (np. stresującą pracę albo inne problemy rodzinne)? Generalnie czasem można takie problemy skutecznie rozwiązać (i to nawet całkiem sprawnie ;-) tylko trzeba odnaleźć prawdziwą przyczynę takiego zachowania. Możesz też usiąść i spróbować z nim o tym porozmawiać, wyjaśnić. Jeśli sama nie czujesz się na siłach lub nie przynosi to rezultatu, to może spróbować go poprosić o wizytę u specjalisty.
pogubiona, jeżeli Cię to w jakiś sposób pocieszy, to to,że sięgasz po nóż gdy się zdenerwujesz, w Twojej sytuacji jest naturalną reakcją, taki wzorzec wyniosłaś z dzieciństwa i wiesz, że nie jest on właściwy, ale może innego nie znasz... Na początek proponuję Ci wizytę u psychologa albo spotkania DDA. Przede wszystkim musisz zadbać o siebie i swoją psychikę. Jeżeli chodzi o to czy alkoholizm jest genetyczny, to zależy. Dla jednych tak, dla innych nie. Ja na przykład mam całkowity wstręt do alkoholu.
Z regóły kobiety wpadają w toksyczny związek. Pójście na terapię pomoże Ci odkryć problem i go rozwiązać, o ile będziesz chciała. Mąż też mógłby iść na terapię jeśli chce.
I pisz tutaj, jak najwięcej!
p.s. Ja też byłam 6 lat w toksycznym związku, od miesiąca jestem sama ![]()
pogubioona... napisał/a:jak maz meczy mnie wyzywa a mi wzrasta cisnienie i nienawisc do niego wiem ze sobie z nim nie poradze wiec pierwsze co robie to łapie za nóż... wstyd mi nawet o tym pisac ... mam wrazenie ze to jest zalosne
A czy mówiłaś swojemu mężowi o tym wszystkim o czym tutaj piszesz? Czy on jest tego świadomy?
Jeśli chodzi o jego wybuchy złości, to musi być także gdzieś ich przyczyna. Czy denerwuje się ot tak po prostu jakby bez przyczyny czy może uważasz, że raczej odreagowuje coś w ten sposób (np. stresującą pracę albo inne problemy rodzinne)? Generalnie czasem można takie problemy skutecznie rozwiązać (i to nawet całkiem sprawnie ;-) tylko trzeba odnaleźć prawdziwą przyczynę takiego zachowania. Możesz też usiąść i spróbować z nim o tym porozmawiać, wyjaśnić. Jeśli sama nie czujesz się na siłach lub nie przynosi to rezultatu, to może spróbować go poprosić o wizytę u specjalisty.
Z mezem niestety nie dogadujemy sie ostatnio raczej staram sie wycofac z jego zycia ale to juz inna historia ktora opisalam na swoim wątku. Maż od samego pocztaku małżenstwa był wybuchowy ale trwa to krotko nie potrafi panowac nad soba hmm raczej wybuchy sa wtedy kiedy probuje powiedziec swoje zdanie, zwroce mu uwage to wtedy najbardziej ogólnie nie mam prawa mu sie spzreciwstawic wtedy jest ok ale jak wydrze sie na dzieci jak moge nie zareagowac .
Maz jest swiadomy ze ma takie napady nigdy nic z tym nie robil nie pzrepraszam bral proszki uspokajajace ziolowe .
Wielokrotnie probowalam rozmawiac zawsze obiecywal poprawe pzrepraszal i za dwa dni to samo.
Nie znam pzryczyny dlaczego taki jest byl taki i pzred slubem i za nim ja go poznalam ale dobrze sie kamuflowal.
pogubiona, jeżeli Cię to w jakiś sposób pocieszy, to to,że sięgasz po nóż gdy się zdenerwujesz, w Twojej sytuacji jest naturalną reakcją, taki wzorzec wyniosłaś z dzieciństwa i wiesz, że nie jest on właściwy, ale może innego nie znasz... Na początek proponuję Ci wizytę u psychologa albo spotkania DDA. Przede wszystkim musisz zadbać o siebie i swoją psychikę. Jeżeli chodzi o to czy alkoholizm jest genetyczny, to zależy. Dla jednych tak, dla innych nie. Ja na przykład mam całkowity wstręt do alkoholu.
Z regóły kobiety wpadają w toksyczny związek. Pójście na terapię pomoże Ci odkryć problem i go rozwiązać, o ile będziesz chciała. Mąż też mógłby iść na terapię jeśli chce.
I pisz tutaj, jak najwięcej!
p.s. Ja też byłam 6 lat w toksycznym związku, od miesiąca jestem sama
Czyli tez jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika.. z jednej strony sie ciesze ze to normalna reakcja łapania za nóż ale z drugiej boje sie ze to sie kiedys skonczy tragicznie.. chcialam wielokrotnie skozrystac z porady psychologa ale maz sie smieje nigdy nie daje mi wsparcia raczej twierdzi: " mowilem Ci, że jesteś głupia" i ja zeby mu udowodnic ze tak nie jest staram sie unikac tego typu spotkan .
Jesli chodzi o alkohol mnie nie na mowisz jak nie to nie ale czasem na imprezie grillu itp wypije jesli mam ochote ale nigdy sie nie upijam .. nie ciagnie mnie to .. zastanawiam sie czy macie jakis namiar na takie spotkania DDA jestem z Warszawy...
pogubiona, nie kieruj się opinią męża, tylko swoją. Zapytaj w ośrodku zdrowia o psychologa, poszukaj w internecie. Pamiętaj, to nic wstydliwego, że szukasz pomocy, a mąż nie musi nic wiedzieć.
DDA mają skłonność do współuzależnienia od partnera. Oczekujemy wsparcia od niego w przypadku podjęcia praktycznie każdej decyzji. Jednak najważniejsze jest to co my chcemy. Trzeba nauczyć się podejmować decyzji pomimo braku wsparcia. To ma być tylko nasza decyzja i jak już ją podejmiemy, to tylko my za nią weźmiemy odpowiedzialność, bez względu na to jaka to będzie decyzja.
Czyli tez jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika.. z jednej strony sie ciesze ze to normalna reakcja łapania za nóż ale z drugiej boje sie ze to sie kiedys skonczy tragicznie.. chcialam wielokrotnie skozrystac z porady psychologa ale maz sie smieje nigdy nie daje mi wsparcia raczej twierdzi: " mowilem Ci, że jesteś głupia" i ja zeby mu udowodnic ze tak nie jest staram sie unikac tego typu spotkan .
Jesli chodzi o alkohol mnie nie na mowisz jak nie to nie ale czasem na imprezie grillu itp wypije jesli mam ochote ale nigdy sie nie upijam .. nie ciagnie mnie to .. zastanawiam sie czy macie jakis namiar na takie spotkania DDA jestem z Warszawy...
Nie zwracaj w takiej sytuacji uwagi na niego, jeśli potrzebujesz pójść do psychologa to idź. Nie musisz mu nawet o tym mówić, jeśli jego reakcja jest taka a nie inna, to kompletnie nie poruszaj tematu wizyt u psychologa, tylko po prostu idź dziewczyno i zapisz się na jakąś porządną psychoterpię, na której na pewno Ty skorzystasz. Powiedz sobie po prostu, że Ty tego potrzebujesz, a jeśli on się z tego śmieje, to w ogóle nie poruszaj przy nim tematu ;-)
463 2012-06-14 16:05:39 Ostatnio edytowany przez Ewa1989 (2012-06-14 16:54:35)
Witam wszystkim. Mam 22 lata,moje rodzice byli alkoholikami. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynka to obiecywałam sobie, że nigdy nie będę takim człowiekiem takim jak moji rodzice. Ciągle jeszcze pamiętam jak mój ojciec wracał do domu pijany i robił awantury, bił moją mamę. Pamiętam jak bardzo się wstydziłam, że mam takich rodziców przed koleżankami.teraz jestem sierotą tata się powiesił mama wysiadła wątroba przez alkochol .mam 5 rodzeństwa jedna siostra wyprowadziła się ma swoją rodzinne, mam trzech braci jeden pracuje dwoje pije alkochol są alkocholikami leczą się nakazem sądowym do parzymiech , jeszcze mam jedną siostre która chodzi do szkoły na studia, Ja chodze do szkoły do licełum ucze się jeszcze pomaga mi ta szkoła żyje tylko dla niej bo mi pomagają chcą mi pomóc nauczyciele jedzczom zemną do kliniki okulistycznej do katowic bo mam skoplikowaną wade wzroku mam aniridie oczoplos jaskre i zaćme chcą mi pomóc podjąć się operacji zbierają dlamnie pięniodze na operacje szkoła nie referendum NZ TAKIEJ OPERACJI szadkość choroby spierają mnie nauczyciele. jeszcze nie wiadomo czy będe miała operacje bo są komplikacje mam zaduże ciśnienie troche trace nadzieje że się uda .A z rodzeństwem się nie dogadujecie tak zabardzo nie rozmawiamy o swojim problemach . najlepiej rozmawiać z ludźmi obcymi lepiej zrozumiom i dadzom nadzieje bo rodzina jest tylko na zdjęciu i tyle powiem. Mam słabą psychike lecze się chodze do psychologa nie daje sobie rade z pszeszłością . nie ma dla mnie sensu życia . moje życie tylko pod górke nie ma leko, okrutny ten świat dla mnie jest.
Witam wszystkim. Mam 22 lata,moje rodzice byli alkoholikami. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynka to obiecywałam sobie, że nigdy nie będę takim człowiekiem takim jak moji rodzice. Ciągle jeszcze pamiętam jak mój ojciec wracał do domu pijany i robił awantury, bił moją mamę. Pamiętam jak bardzo się wstydziłam, że mam takich rodziców przed koleżankami.
Wcale nie musisz być tacy jak Twoi rodzice. Wszystko zależy od Ciebie, od tego jak Ty sama pokierujesz swoim życiem...
Hej
Witam wszystkim. Mam 22 lata,moje rodzice byli alkoholikami. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynka to obiecywałam sobie, że nigdy nie będę takim człowiekiem takim jak moji rodzice. Ciągle jeszcze pamiętam jak mój ojciec wracał do domu pijany i robił awantury, bił moją mamę. Pamiętam jak bardzo się wstydziłam, że mam takich rodziców przed koleżankami.teraz jestem sierotą tata się powiesił mama wysiadła wątroba przez alkochol .mam 5 rodzeństwa jedna siostra wyprowadziła się ma swoją rodzinne, mam trzech braci jeden pracuje dwoje pije alkochol są alkocholikami leczą się nakazem sądowym do parzymiech , jeszcze mam jedną siostre która chodzi do szkoły na studia, Ja chodze do szkoły do licełum ucze się jeszcze pomaga mi ta szkoła żyje tylko dla niej bo mi pomagają chcą mi pomóc nauczyciele jedzczom zemną do kliniki okulistycznej do katowic bo mam skoplikowaną wade wzroku mam aniridie oczoplos jaskre i zaćme chcą mi pomóc podjąć się operacji zbierają dlamnie pięniodze na operacje szkoła nie referendum NZ TAKIEJ OPERACJI szadkość choroby spierają mnie nauczyciele. jeszcze nie wiadomo czy będe miała operacje bo są komplikacje mam zaduże ciśnienie troche trace nadzieje że się uda .A z rodzeństwem się nie dogadujecie tak zabardzo nie rozmawiamy o swojim problemach . najlepiej rozmawiać z ludźmi obcymi lepiej zrozumiom i dadzom nadzieje bo rodzina jest tylko na zdjęciu i tyle powiem. Mam słabą psychike lecze się chodze do psychologa nie daje sobie rade z pszeszłością . nie ma dla mnie sensu życia . moje życie tylko pod górke nie ma leko, okrutny ten świat dla mnie jest.
Dzień Dobry, jestem studentka V roku psychologii. w tym roku pisze prace na temat DDA- mam pytanie czy był by ktoś tak miły i wypełnił mi 2 testy ?? Z góry dziękuje.
Cześć. Czy ktoś tu jeszcze zagląda?...
Od długiego czasu krążyła mi po głowie myśl, żeby iśc do psychologa, ale wiecie jak jest. Nie poszłam do tej pory. A dziś doszłam do wniosku, że nie wiem czy sobie poradze z sytuacją, która zaczyna mnie przytłaczac.
Nie miałam ojca, mama zmarła a ja trafiłam do rodziny zastepczej w wieku 9 lat, gdzie było wszystko w porządku. 'Ojca' nie bardzo tolerowałam, ponieważ nie było wcześniej żadnych mezczyzn w naszym (moim i mamy) życiu i było nam z tym dobrze. 'Ojciec' był w porządku, po prostu nigdy ojca nie miałam i to było dziwne. Palił papierosy. Pewnego razu przeszedł elektroterapie i palic przestał. Przerzucił sie na słodycze a później na alkohol. Ja jeszcze tego tak nie zauważałam, po prostu piwkował przy tv, a później szedł spac o różnych porach dnia. Nie awanturował sie. To raczej typ spokojnego alkoholika samotnika. Ale było coraz gorzej i czesciej. Kiedy zaczełam dojrzewac 'ojciec' zaczął przychodzic żeby dac mi buziaka na dobranoc. W czółko. Poczułam sie jak prawdziwa córka, zaakceptowana, kochana. Po jakimś czasie całuski zaczeły przechodzic z czółka w policzek. I w końcu jak byłam w ostatniej klasie liceum - w usta. Byłam przerażona. Zawaliłam mature próbną. Oczywiście powiedziałam że to nienormalne, że nie może tak robic. Odpowiedział, że przecież tatus może córce dac buziaka w usta... Musiałam mu udowadniac, że nie może. Któregoś razu jak 'mamy' nie było, 'ojciec' powiedział, że sie we mnie zakochał. Oczywiście nie był trzeźwy. Zrobiłam awanture, a on usprawiedliwił sie tym, że przecież nie jesteśmy spokrewnieni... Były jeszcze przypadki kiedy sie nawalił kompletnie i mówił mi, żebym przyszła do niego bo chce mnie wycałowac "od stóp do głów", nigdy nie zapomne jak sie wtedy bałam, byłam młodsza, ale nie głupia. Nie poszłam. Zawsze broniłam sie krzykiem próbując racjonalnie wytłumaczyc jego nienormalne zachowanie. Schowałam sie w szafie. 'Mamy' wtedy nie było. Kiedy wróciła opowiedziałam jej o tym, on sie wyparł niby nie pamietając, tylko na mnie popatrzyła. Zamurowało mnie. Bo kiedy on sie wypierał miało sie wrażenie że problem znika, że nie istnieje, że nic sie nie stało. Jestem dumna z siebie, że nie uległam ze strachu w którymkolwiek momencie. Ale ciągle czuje żal, że nic nie zrobiła. Że pierwszy całus był od 'ojca'... Zawsze miałam wrażenie też że mnie podglądał.
Od tamtej pory dużo sie zdarzyło. 'Mama' zmarła, 'ojciec' został. Przez chwile było dobrze, potem zaczął znowu pic na umór, ja sie wyprowadziłam, wiec było coraz gorzej. W pewnym momencie znowu zaczął miec do mnie jakieś podteksty, tym razem bardziej agresywne, strach powrócił. Ciagi alkoholowe, terapia, ciągi, terapia. Dodatkowo to, że teraz byliśmy zdani na siebie, choc nigdy nie miałam z nim dobrego kontaktu i myślałam, że jak 'mama' umrze to nie bede do nieg przyjezdzac. Jednak jeżdziłam, bo stał sie taki nieporadny. Był okres kiedy wpadłam w panike i myślałam, że jedynym sposobem żeby sie od niego uwolnic jest zabic jego albo siebie. Płakałam wtedy strasznie. Kilka lat później stracił prace, niedawno prawie stracił życie. Wciąż utrzymujemy kontakt, dzwonie kilka razy w tyg, jezdze ok 2 razy w mies. Chcialabym sie odciac a z drugiej strony mi go żal, bo jak jest trzeżwy to jest ok, normalny. Ale nie lubie go przytulac na powitanie czy pożegnanie. Nie ufam mu.
Od prawie 4 lat jestem w związku. Ojciec mojego chłopaka jest również alkoholikiem. Mama razem z rodzeństwem zabrała go od tego niszczyciela gdy był mały i... sama zaczeła tworzyc to samo. Dużo piją, wszyscy. Matka, bracia, chłopak. On nie widzi problemu u siebie. Narzeka na matke co jakiś czas. Na braci też, bo u nich alkoholizm jest już wyrażnie zarysowany. Jeden brat tracił prace przez to, drugi prawie rozwiódł sie z żoną. Mój chłopak uważa, że on nigdy nie bedzie taki jak ojciec. Ale odkąd sie znamy, nie było tygodnia w którym nie wypiłby kilku piw. Tzn. nigdy nie było 'czystego' tygodnia. Najwieksza jego przerwa w piciu to może 3dni. Bo przecież on nie ma problemu i nie musi nie pic. Już w pierwszym tygodniu znajomości zauważyłam, że dużo pije, zrobił mi awanture, ja sie popłakałam, ale byłam w szoku, przecież dopiero znalazłam swoją miłosc, naprawde w życiu brakowało mi tylko tego, wiec gdy poznałam tego chłopaka byłam przeszczesliwa. Ale radośc zaczela byc przerywana okresami histerii i płaczu. Kłóciliśmy sie na każdej imprezie, zawsze gdy był z nami alkohol. On dzwonił do mnie z płaczem, że matka pije, że nie ma w niej oparcia, ja płakałam razem z nim. Czasem znikał na 3 dni z kolegami. Ale twierdził, że jak zamieszkamy razem to bedzie inaczej. Próbowałam przez alkohol zerwac z nim 3 razy. Co roku sie zbieralo na tyle ze mialam dosc. Byl okres ze co miesiac była poważna awantura, po której traciłam sens tego wszystkiego. Wiecie jak sie czułam po naszych kłótniach? Miałam wrażenie, że ktoś wyrywa mi czesc serca. Teraz niewiele z niego zostało... Próbowałam zerwac ale zawsze potrafil mnie przekonac. Cos obiecac. A to moja pierwsza milosc. Czytam i widze jak głupio to brzmi. Jak naiwnie. Że gdyby moja przyjaciółka miała takiego faceta od razu bym jej odradzała zwiazem z nim. Ale on nie zawsze jest taki. Na trzezwo jest super, zabawny, mielismy wspolne pasje(bo zaczyna z nich rezygnowac), dobrze sie rozumielismy. Tylko ja za każdym razem jak widze go pijanego to go nienawidze. Nie potrafie stłamsic w sobie tego uczucia. Zamieszkalismy razem. On chce za mnie wyjsc, bo wspominal. Ja nie chce. Bo boje sie że bedzie gorzej. Tylko przestalismy sie tak kłócic. Tak jakby sie przetarliśmy. Nie robie mu juz tylu awantur o alko. Bo rozjerzalam sie wokol i stwierdzilam, że może faceci faktycznie tak piją. I to nic groźnego. Teraz na codzien wypija ok 4piw. Wczesniej bywalo że 8. Dzis zaczelam sie niepokoic na poważnie, bo jeśli w domu znajduje sie alkohol mocniejszy to pomału znika. Wódka w drinkach, bo chce sobie pograc a bez alko sie nie da. I whisky. Do tego dochodzi problem z trawą. Wczesniej to było, żel ubi sobie zapalic czasem, troszeczke, buch mu wystarcza i sam nie kupuje bo nie ma takiej potrzeby. Tak mówił i tak było. Od jakiegoś czasu zaczął sie sam zaopatrzac i przy każdej imprezie czy graniu z kolegą w gre na ps sobie nie żałuje. Nie ważne, czy to weekend czy pon. Była już sytuacja, że wylałam reszte wódki jaka została, żeby tylko nie pił. Jeszcze sam nie kupuje. Boje sie. Ale potrafi byc cudowny, miły, zabawny. Wypomina mi też, że ja zawsze widze i pamietam tylko to co złe. Ale to najgorsze, czego sie obawiam. Była teraz sytuacja, że prawie straciłam 'ojca'. Przez jego picie. Chłopak nie przestał z tego powodu pic, żeby mnie uspokoic. On jego zdaniem nie ma problemu.
Nie wiem co robic, choc sama dobie poradzilabym żeby odejsc, to co ja zrobie sama? Nigdy nie mieszkałam sama. Mam skłonności depresyjne i czuje że mnie ta sytuacja przygniecie. Poza tym ostatnio on mówi, że nie pozwoli mi odejsc. Poza tym bywa bardzo zazdrosny. I nie jest łagodnym barankiem. Czasem boje sie, że kiedyś może uderzyc. Była raz tylko sytuacja gdy w złosci wskoczył na łóżko i stanął nade mną z zaciśnietymi piesciami i furią w oczach. Wtedy pierwszy raz przestraszyłam sie go naprawde. Wiecej sie to nie powtórzyło. Mieszkamy u mnie. Kazałam mu kiedyś wyjsc w kłótni gdy chciałam zerwac, to powiedział że nigdzie nie pojdzie. Musialabym wezwac policje.. A z drugiej strony mamy wspolne zainteresowania, nawet przestalismy sie tak kłócic, on mówi, że to przeszłosc, co było. Tylko to picie zostało. A jeśli nie znajde nikogo, bo wczesniej mialam duży problem. Bede sama? A życie wcale nie jest takie długie. Może nie bedzie źle. Najgorsze, że z nikim nie dogadywalam sie tak dobrze. Tzn. mialam przyjaciela z którym łączyło mnie coś duchowego, czułam to wewnątrz siebie. z moim chłopakiem tego nie czuje. Ale z przyjacielem z jakiegos powodu nie mogłam byc. Nie kochałam go jak faceta ale jak brata. Ja naprawde nie wiem chyba jakie to ma byc uczucie - milosc.
Już nawet nie wiem czy go kocham...
Czasem mam takie poczucie, że tak, choc już ze strzepami serca i nadszarpietym zaufaniem. Nie wiem czy on sobie czegos nie zrobi jesli odejde. Kiedys w kłótni po libacji alkoholowej z rodzina uderzył mame kablem z odkurzacza. W odwecie za to, że ona go kiedyś w dzieciństwie biła. Zadzwonił do mnie z płaczem, żeby o tym powiedziec. Ja też płakałam, jak zawsze, z szoku, z tego ze to nienormalne, z tego ze ja z nim jestem i co ze mna bedzie. Brakuje mi poprzedniego życia, moich bezinteresownych znajomych, smiechu jaki był z nimi codziennie. Ale to już nie wróci, bo wszyscy mają rodziny. Tego sie boje - samotnosci po rozstaniu. 4 lata to długo. To miał byc ten jedyny ![]()
Wróciłam o 19 do domu i mój chłopak już śpi. Znalazłam opróżnione butelki po piwach, skończone whisky i zaczeta nowa
Zaczął majaczyc, wstał i nasikał na pralke. Co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu że sie nachlał. Dlaczego oni to robią?
Najgorsze, że on potrafi byc normalny, słodki, ogarniety. Pomaga mi tworzyc fajne rzeczy, podpowiada. Jak jest normalny dużo sie śmiejemy i naprawde jest czułosc miedzy nami...
Dziś wyglądał jak mój 'ojciec' w ciągu alkoholowym.