Dorotko absolutnie nie jesteś tu sama jesteśmy my i tak jak ty mamy za sobą krzywd wiele.Ja tez wiele lat miałam na swoich plecach ciężar odpowiedzialności chorej że to moja jakoś wina ze miałam taka matkę i rodzinę.
Ale to absolutnie nie była moja wina, to odpowiedzialni są nasi bliscy za to że krzywią nasze spojrzenie na nas same.
Jeśli chcesz poznać mnie , i zakumulować się , to napisz na e-mail swoje gadu z chęcią poznam i wesprę ciebie.
197 2010-05-02 23:47:10 Ostatnio edytowany przez Ema (2010-05-02 23:52:24)
Kochana Dorocik !!!! Nie pisz,ze nie zasluzylas na pomoc !!
Ja rozumiem doskonale twoje przezycia,domyslam sie co czujesz,co przezywasz. Takze jestem DDA,moja historia jest kilka stron wczesniej. Ja bardzo chetnie z toba pogadam o tym jesli tylko chcesz ?
Strasznie Cie zycie zranilo
Bardzo mi przykro z powodu twojego taty. <przytula> Pisz tutaj,wygadaj sie,wywal wszystko co ci lezy na sercu ! Ja poczytam,udziele wsparcia jak tylko bede potrafila
Mnie takze zycie poniekad zmusilo do wyjazdu za granice ...
A w jakim kraju jestes obecnie ?
Musisz pamietac,ze jestes wspanala,wyjatkowa osoba,w dodatku bardzo silna ! Kogos kto przezyl takie pieklo,najlepiej zrozumie osoba ktora takze je przezyla.. Wal do mnie smialo ! Rozmowa napewno Ci w jakims stopniu pomoze .
Domyslam sie,ze masz niska samoocene i jest ci bardzo zle
Naprawde bardzo chcialabym Ci pomoc,jezeli tylko chcesz .
Piszesz,ze jestes sama..To znaczy mieszkasz sama bez rodziny za granica ? Masz jakis przyjaciol ? Co Tobie dolega?
Alkoholizm to tylko plyn. A tak wiele zla czyni,,tyle krzywd
Zadna z nas nie zasluzyla sobie na to
Ale nie mozemy sie podddawc,musimy walczyc z tym co rodzice nam zostawili ! Ten wielki zyciowy ciezar.
Jestem pewna,ze jestes cieplutka osoba ktora potrzebuje duuzo milosci ?
Pozdrawiam Ciebie .Wyslalam Ci emaila.
KOCHANA RÓŻYCZKO, KOCHANA EMO!!!Z CAŁEGO SERCA DZIĘUJĘ WAM ZA SŁOWA OTUCHY I WSPARCIE SZCZERZE TO WĄTPIŁAM W TO ŻE KTOŚ MI ODPOWIE TAK ZLE SIĘ CZUJĘ WTM śWIECIE,JESTEM TAKA SAMA SOBIE NIKOMU NIE POTRZEBNA.BARDZO GORĄCO WAS POZDRAWIAM I TEŻ MYŚLAMI JESTEM Z WAMI I ROZUMIEM WAS TAK JAK I WY ROZUMIECIE MNIE.DZIĘKUJĘ WAM ZA TO....
Dorcik skarbie wyłącz Caps Locka bo pisanie dużymi literkami to oznacza krzyk w necie i na forum. Jesteśmy skarbie w podobnej sytuacji i uwierz można z tego bagna wyjść, bardzo pomaga nam zrozumienie że ktoś też tak miał. Jeśli możesz na gg wysłać mi numer to będzie cudownie.
MYŚLĘ ŻE JESTEM ZŁYM CZLOWIEKIEM POTRAFIĘ TYLKO RANIĆ:(ZOSTAWIŁAM MOJEGO TATĘ KIEDY ON POTZREBOWAL MOJEJ POMOCY,WIDOK WISZĄCEGO OJCA NA ZWSZE POZOSTANIE W MEJ PAMIĘCI.KIEDY TO ZROBIŁ WSZYSCY MIELI DO MNIE ŻAL ŻE TO PRZEZEMNIE ŻE GO NIE POWSTRZYMAŁAM,PO JAKIMŚ CZASIE GDY MOJA MAMA SIĘ UPIJAŁA TO JUŻ TYLKO MÓWIŁA ŻE TO JA GO POWIESIŁA BO WIEDZIALAM ŻE BĘDĘ MIALA PO NIM RENTĘ,A JA TAK DUŻO DAŁABYM ZA TO ŻEBY ON DZISIAJ ŻYŁ,CIĄGLE PLUJĘ SOBIE W TWARZ ŻE TAK POPROSTU POZWOLIŁAM MU ODEJŚĆ ŻE TO JEDNAK MOJA WINA BO NIC NIE ZROBIŁAM,ROZMAWIAŁAM Z NIM KRÓTKO PRZED ŚMIERCIĄ,PRÓBOWAŁAM USPOKOIĆ I WYDAWALO MI SIĘ ŻE TO ZROBILAM ALE TYLKO WYDAWAŁO WYSZEDŁ Z DOMU O PIERWSZEJ W NOCY,DO SIÓDMEJ RANO GO SZUKALAM I BYŁAM WTYM MIEJSCU GDZIE SIĘ POWIESIŁ ALE BYŁO CIEMNO I GO NIE ZAUWAŻYŁAM:( DOPIERO O DZIESIĄTEJ RANO GO ZNALAZLAM ALE BYLO JUŻ ZA PÓZNO,BOŻE NIGDY NIE ZAPOMNĘ TEGO WIDOKU:(.....
Dorotko twoja mama w zaćmieniu alkoholowym pluła jadem w twoje serce, nie zdawała sobie sprawy że skazuje cie na poczucie winy.Albo miała tak skrzywiony charakter że by wybielić siebie i to że nie pomogła mężowi dostatecznie to oskarżyła ciebie.
Moja droga przede wszystkim musisz zrozumieć, a przecież mądra fajna kobietka z ciebie że twój tata miał głęboka depresje a to straszna choroba.
Musiał zupełnie już nie radzić sobie z życiem, nikt by mu nie dał rady pomóc tylko lekarz i długotrwałe leczenie.
Nie mogła byś swemu tacie pomóc nawet gdybyś tego dnia odciągnęła to znalazł by innego dnia lub innej godziny swoje miejsce na skończenie z życiem. Poddał się ale dziecko nie miałaś szansy mu pomóc i odciągnąć go , sam musiał by tego chcieć.
Twoja matka ma w środku do siebie ogromy żal ale woli go zadusić i innych obarczyć za to winą, a ze jesteś wrażliwa to trafiło na ciebie. Nie wierz w jej słowa to nie twoja wina .
Przeżyłaś traume widząc kochanego Tate ale tego nie zmienisz nie cofniesz, musisz żyć...
Pomyśl jak twój tata patrzy na ciebie, to przecież chciał by żebyś była radosna szczęśliwa , żebyś się matce nie dała złamać...
Dorciu dasz radę zobaczysz wyjdziesz z dołka.
202 2010-05-03 22:58:49 Ostatnio edytowany przez Ema (2010-05-03 23:13:21)
Kochana nasza
Nawet nie potrafie wyobrazic sobie co czulas na widok wiszacego ojca
To takie straszne..
Ale musisz wiedziec,ze zrobilas wszystko co w twojej mocy aby mu pomoc. Jezeli ktos nosi sie z zamiarem popelnienia samobojstwa,to innym osobom bardzo trudno jest ta osobe od tego odwiesc.. Nawet kiedy wydaje nam sie,ze nam sie udalo,bo osoba ma znacznie lepszy humor i mowi dosc logicznie..To niestety najczesciej tak jest ze w krotkim czasie,niestety posuwa sie do kroku ostatecznego
To jest kwestia psychiki...My normalni ludzie nie potrafimy pomoc takiej osobie,chociaz bardzo chcemy
Musisz urosnac w sile !! Byc silniejsza niz dotychczas ! Dasz rade kochana !
Mam nadzieje,ze z kazdym dniem bedzie coraz lepiej
Zycie nasze jest ciezkie,ale trzeba sie usmiechac mimo wszystko i pokazac swiatu,ze MY DAMY RADE !!
Pozdrawiam serdecznie.
Kochana Emo,Kochana Różyczko to co piszecie to wszystko prawda jednak gdzieś w podświadomości mam ten żal do siebie że tak malo zrobilam,co ja piszę nic nie zrobilam bo gdybym ślepo nie zaufała swojej intuicjii nie pozwolilabym tacie odejść,najgorsze to jest chyba to że zrobił to przy mnie:(...Kochane chciałam Wam z całego serca podziękować za Waszą pomoc i ogromnie,ciepłe serca.Cieszę się że Was mam!!!.Szukałam wsparcia od kilku lat dzisiaj to Wy wyciągnęłyscie do mnie rękę nie wiem jak mam Wam dziękować,choć mimo wszystko nie jest mi dzisiaj łatwo,mam świadomość tego że jednak tak do końca nie jestem sama,że jestescie Wy,bo chyba nie ma nic gorszego od samotnosci w trudnych dla Nas chwilach.Gorąco Was pozdrawiam.
NIE RADZĘ SOBIE Z TĄ śWIADOMOŚCIĄ ŻE JEGO JUŻ NIE MA JUŻ NIGDY GO NIEZAWOŁAM,NIE USŁYSZĘ JEGO GŁOSU.JEDYNE CO MI PO NIM POZOSTAŁO TO ZDJĘCIE I TEN OSTATNI SMUTNY WIDOK.DZISIAJ GRYZĄ MNIE WYRZUTY SUMIENIA,BO NIE PRZYPOMINAM SOBIE ŻEBYM KIEDYKOLWIEK POWIEDZIAŁA TATO KOCHAM CIĘ,TO TYLKO SŁOWA A DZISIAJ WIEM JAK WIELE ZNACZĄ,JESTEM ZŁĄ OSOBĄ BO PRZECIEŻ TAKIE SŁOWA NAWET NIC NIE KOSZTUJĄ WYSTARCZYŁO JE TYLKO WYPOWIEDZIEĆ....NIE ZROBIŁAM TEGO:(DO KOŃCA ŻYCIA BĘDĘ MIAŁA O TO DO SIEBIE ŻAL.NIE POTRAFIĘ SOBIE NAWET WYOBRAZIĆ MOŻE TYLKO PO CZĘŚCI JAK ON SIĘ CZUŁ KIEDY ODCHODZIŁ JAK BARDZO MUSIAŁ CIERPIEĆ...:( A JA POZWOLIŁAM MU TAK POPROSTU ODEJŚĆ.NIE WIEM CZY MNIE DZISIAJ WIDZI BARDZO W TO WĄTPIĘ,BO NIERAZ PO JEGO ŚMIERCI PROSIŁAM ABY MI POMÓGŁ,BY MNIE NIE ZOSTAWIAŁ....WSZYSTKO NA PRÓŻNO MYŚLĘ ŻE ŚMIERĆ TO JEST TAK JAKBY CZŁOWIEK ZASNĄŁ I NIC MU SIĘ POPROSTU NIE ŚNI,NIE WIE O NICZYM...NIGDY SOBIE NIE WYBACZĘ ŻE BYLAM TAK GŁUPIA.CZĘSTO MYŚLĘ O TYM CZY CIERPIAŁ,MOŻE BIEDNY CHCIAŁ SIĘ WYCOFAĆ,ALE BYŁO JUŻ ZA PÓZNO,NAPEWNO CIERPIAŁ GDY TO ROBIŁ:( A JA GO ZOSTAWIŁAM....DZISIAJ TO JA ZASŁUŻYŁAM NA POTĘŻNĄ KARĘ:(
Ciesze sie ze czerpiesz od nas energie
Tak bywa ze po smierci osoby zadajemy sobie wiele pytan,na ktore nie znamy odpowiedzi.
Nie pozwolilas mu tak poprostu odejsc..nie mysl tak...podjelas probe przeciez..NIE MASZ SOBIE NIC DO ZARZUCENIA !!!
Cierpisz po stracie,i dlatego takie mysli cie dopadaja....
Kochana...nie zaslugujesz na zadna kare !! A raczej na milion buziakow :****************
Jestes naprawde...wspaniala osoba,ciepla i BARDZO silna !!! Bardzo !! Prosze cie nie poddawaj sie,mimo ze zycie daje ci kopniaka za kopniakiem,ze komplikuje sie bardziej niz mozna to sobie wyobrazic...Trzymaj sie na powierzchni jak dlugo sie bedzie dalo....Bo nadejdzie dzien pelen slonca...nadejdzie szczescie.....Cierpliowsc poplaca ! Musisz miec sile aby dzwigac swoj swiat
Caluje :**
Hej! wiem, że trochę nie w temacie, ale zwracam się do was z ogromną prośbą! Jestem studentką V roku psychologii piszę pracę magisterską o DDA. Szukam osób, które są lub były w terapii, nie są uzależnione i nie mają partnerów uzależnionych od środków psychoaktywnych (alkohol lub narkotyki). Muszę przebadać łącznie 50 osób, w jednej grupie chciałabym mieć osoby, które są na początku terapii bądź w ogóle jej nie zaczęły, a w drugiej grupie osoby, które są na końcowym etapie terapii bądź już ją skończyły. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które mi pomogą. Wyniki wykorzystam tylko i wyłącznie do analiz statystycznych a jeśli ktoś będzie chciał uzyskać informację o swoich wynikach bardzo chętnie je podam
Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt na maila: tucha86interia[dot]pl bądź na gg: 2924260
w razie pytań piszcie ![]()
207 2010-05-09 18:50:02 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-05-09 19:25:47)
nie wiem jak wygląda psychoterapia dla osób DDA .ja sama chodzę na psychoterapię choć z innego powodu to wszystko prawda co osoby wyżej piszą . Kto wie czy ten męzczyzna nie jest taki jak rodzice a nawet osoby najbliższe Twemu sercu dziadek babcia . dziewczyno ty dla własnego dobra skontaktuj się ze specjalistą a z tym męzczyzną to na ten temat nie rozmawiaj nie każ mu robić za psychologa amatora to może tylko znszczyć przyjażń Masz niewontpliwie problem ze swoją osobowością niefajnie mieć alkocholika wdomu . Ten twój to może ci nacukrzyć i nakłamać jak z nut poczekaj pobserwuj go,dla twego dobra nie sypiaj z nim . Jak coś to łatwiej będzie odejść . Adresy ośrodków psychoterapii medycznej można znaleźć w intrenecie są ośrodki na NFZ za które nie trzeba płacić . Ja też bałam się odrzucenia z tego powodu ale nic się nie stało . Może co myślą to myślą ale nic złego mi nie powiedzieli . teraz zostalam wyrzucona z grupy za uciekanie . Nie ruszyłam z problemami z zagranicy pochodzę trochę na indywidualną a potem zacznę od nowa grupową trzymaj się dziewczyno pamiętaj nie jesteśmy same ty nie patrz ludzi i ludzkie języki też walcz o siebie życie jest za krótkie by poświecić je innym.Teraz lepiej się czuje a i osoby nowo poznane inaczej na mnie patrzą .Dopiero teraz do mnie zaczyna docierać że pracowałam w obozie pracy
Warszawa, proszę, zacznij stosować się do zasad ortografii i gramatyki, ponieważ każdy Twój post bez edycji moderatora jest nieczytelny.
Pozdrawiam
Moderatorka Yvette
Nawet nie niewiem do ktorej dziewczyny warszawa skierowala tego posta ?? ![]()
cześć nazywam sie Adriana, mam matke alkoholiczke już od niepamietnych czasów. oststnio jak by zaczeła mniej pić ale to tylko na pozór. Najgorzej jest wtedy jak za dużo wypije i robi straszne awantury, wtedy obrywa sie mi siostrze a przede wszystkim ojcu, ostatnio strasznie go pobiła aż sie przestraszyłam. powiedziałam jeżeli sytuacja sie powtuży zadzwonie po policje, ale nie iem czy to coś da i czy nie stchuche. był okres przez jaki matka zapijała sie w trupa, siusiała koło łużka, wymiotowała, ale jak ktoś to jej mówił to nas jeszcze wyśmiewała.kilka razy proponowałam jej żebyśmy razem poszły do jakiegoś specjalisty, ale ona mnie wyśmiała tylko stwierdziła że ona nie ma żadnego problemu z piciem to my wyolbrzymiamy sprawe. ostatnio rozmawiałam z ciocią o tej całej sprawie, ona stwierzdiła że matka powinna sie iść leczyć- do tej pory myślalam że jeszcze nie jest tak strasznie z tą całą sytuacją,ale jesnak jest odwrotnie. przez alkohol miała problemy zdrowotne (ale ona tego nie widziała że to przez alkohol)wiec na jakiś czas przestała pić. ale jak już sie lepiej poczuła wróciła do nałogu.
może wy mi pomożecie do kogo mam sie udać po pomoc, bo chciała bym pomóc mamiie.
Juz dosc dawno tutaj nie zaglądałam dlatego tez wiele z Was moglo zapomniec jakie byly mpoje losy ...a pisze poniewaz obiecalam podzielic sie z Wami jak bedzie gdy moja mama wroci z terapi na ktorej byla przez dwa miesiace ( oczywiscie terapia dla osob uzaleznionych od alkoholu) boje sie tego mowic glosno ...ale ... musze sie z kims tym podzielic jestem szczesliwa :mama od powrotu z leczenia nie napila sie ani grama nie chodzi na imprezy gdzie jest alkohol nie spotyka sie z ludzmi z ktorymi wczesniej spotykala sie by sie napic . trzymajcie kciuki by tak pozostalo wierze w nia i wierez ze da sobie rade . Tak bardzo cierpialam gdy pila tak bardzoi ucierpialo na tym moje zdrowie psychiczne mam nadzieje ze wreszcie Bog zaczyna mi i mojej rodzinie wreszcie to rekompensowac ....Mam taka ogromna nadzieje ze nie wroci koszmar z przed miesiecy choc zdaje sobie sprawe ze to tykająca bomba ona w kazdej chwili moze sie napic ...ale zyje dniem codziennym i staram sie cieszyc z tego co jest teraz .Moj tato ja wspiera moje rodzenstwo rowniez i mocno trzymamy za nia kciuki i za to zeby wreszcie nasza rodzina byla normalna ! pozdrawiam wszytskich serdecznie
do ONA 25
Witam Cie serdecznie i juz na wstepie pisze ze mozesz liczyc na moja pomoc pisac rowniez bo przechodzilam to samo z mama i zawsze bede slużyc Ci rada:) chodzilam przez mame do psychologow a nawet psychiatrow mnie ta sytuacja przerastala ! Jako tako dzieki tym wizytom mam pojecie o tej chorobie ! po pierwsze pomóc to musisz sama sobie bo jesli wydaje ci sie ze masz sie dobrze to tak naprawde tak nie jest musisz sie przed kims otworzyc i wyrzucic to z siebie co Cie boli co przezylas co widzialas to pomaga jesli dopada cie co jakis czas depresja to beda rowniez potrzebne leki . nie chce sie wymądrzeac bo nie jestem lekarzem to on powienien zastosowac wobec ciebie odpowiednia terapie i kazdy lekarz ci to powie zebys myslala przede wszytskim o sobie bo jesli Twoja mama nie bedzie chciala sama podjac leczenia to twoje prosby i checi szczere nie pomoga a twoje zdrowie na tym cierpi i to je musoisz ratowac bo w przyszlosci sama zalozysz rodzine (albo i ja juz masz )i to dla nich potzrbna ci bedzie sila i zdrowie a twoja mama musi sama przejzec na oczy co sama ze soba robi ! w przypadku mojej mamy momentem w ktorym sie opamietala byl wyrok w zawieszeniu za znecanie psychiczne i fizyczne i choc do dzis ma do nas pretensje o interwencje policji i o sam wyrok to radzi sobie z tym i nie pije ... nie sugeruje bron boze zebys ty cos takiego zastosowala u nas bylo to konieczne bo mama naprawde przeginala awantury szarpaniny i wyzwiska w kierunku mnie i moich bliskich byly na pozadku dziennym . nie wiem jak jest u ciebie .
Chcesz rady ... wiec moja rada na poczatek to udac sie z tym problem do psychologa albo zapisac na grupe DDA napewno w poblizu twojego miejsca zamieszkania cos takiego sie znajduje tylko musisz poszukac
pisz tutaj co i jak tak jak pisalam chetnie sluze rada wiem po sobie ze nawet taka pomoc przez neta daje sporo i wparcie osob ktore tak jak my przechodza badz przechodzily pieklo !pozdrawiam
212 2010-06-18 20:42:42 Ostatnio edytowany przez ona 25DDA (2010-06-18 21:03:28)
dziękuje że ktoś zainteresował sie moim problemem, chociaż tu jest dużo osób z podobnymi problemami, przynajmniej mam świadomość że nie jestem sama:)podziwiam Cie że zdobyłaś sie na odwagę i w końcu zadzwoniłaś na policje, ja zagroziłam że tak zrobię ale matka mi na to że wywali mnie z domu jak to zrobię, no cóż ale jak nie zadziałam to Bedzie coraz gorzej. Rozmawiam z nią i pytam sie jej czemu pije, zazwyczaj mam odpowiedz że przeze mnie, że spierdzieliłam jej życie(bo jestem po wypadku i rok leżałam w szpitalu).Specjalnie sie tym nie przejmuje, ale to potrafi dotknąć człowieka. Mam już swoje lata, wiec zaczęłam sie spotykać z chłopakiem (nie mam jeszcze męża) , zle mamusi jak coś nie pasowało u mnie to musiała sie wyżyć i zaczęła na niego wymyślać (chyba bede starą panną) i to nie było tylko z jednym taka sytuacja. sama sobie życie psuje i reszcie rodziny też. podczas moich lat edukacji dowiedziałam sie dlaczego ludzie zaglądają do kieliszka (kłopoty w pracy- moja mama już jest na emeryturze chociaż jeszcze dorabia, problemy z dogadaniem sie z rodziną- z ojcem nie może sie dogadać już od paru lat-i co najlepsze zwala wine na mnie i na moją siostre że nie mogła sie z nim rozstać wcześniej). Przez jej załóg już większość rodziny od nas się odsunęła. czasem jestem tak zla na nią że normalnie mnie nosi, ale z drugiej strony wiem że to choroba. ostatnimi czasy było jak by lepiej bo nie upijała sie tak jak przedtem(albo mi sie wydaje) bo dzisiaj znów sięgnęła do "kieliszka" a rodzinka ma przyjechać. pare razy tak sie zdarzało że krewni przyjeżdszali, a mama zamiast przyjąć ich normalnie, przyjęła ich po spożyciu alkoholu. sama nie wiem po co to pisze, ale chyba jak to gdzieś opisze będzie mi lżej...
Fajnie że jest takie forum
nie powinnam chyba tu tego wszystkiego pisać, ale co mam do stracenia, już od dawna miałam wybrać sie do dda w mojej okolicy, ale czegoś sie boje, sama nie wiem czego. jak rozmawiam z mamą o tym żeby ze mną wybrała sie do specjalisty wówczas na mnie naskakuje i mówi żebym ja sama poszła bo nie daje sobie rady ze sobą - od razu zwala wine na mnie.
Próby samodzielnego dogadania się z mamą, zapraszania jej do rozmowy, zmiany, zrozumienia Ciebie niestety skazane są na porażkę. To troche tak jakbyś Ty mówiłą po chińsku a ona po bułgarsku. Dopóki Twoja mama nie zacznie leczenia (psychoterapii uzależnienia) to niewiele się zmieni w waszych relacjach, ona patrzy na świat przez pryzmat flaszki a to jednak znacząco zakłóca to co widzi i to co czuje. Za to jak najbardziej rozsądne są rady abyś to Ty poszukała psychoterapii albo grupy DDA w swojej okolicy. To oczywiście mamy nie zmieni ale często bywa tak, że jak jedna osoba zaczyna się zmieniać, zaczyna psychoterapię to stanowi to jakiś wzór, czasem niepokoi, zawstydza, czasem inspiruje innych w rodzinie i z może kiedyś kiedyś także oni trafiają gdzieś po swoją dawkę pomocy.
Dobrze, że powstał ten post i że mamy szansę się otworzyć. Naprawdę wspieracie siebie nawzajem. Życie w rodzinie z problemem alkoholowym niemal zawsze jest traumą. Trudno z tego wybrnąć. Współczuję tobie Dorocik. Nie wiem dlaczego akurat przy tobie ojciec zakończył życie, może chciał się podzielić swoim bólem, bo byłaś mu najbliższa. Nie czuj się już winna. To jest już za tobą. Długo czułam się winna, gdy tata ciągnął mamę za włosy, a ja nie potrafiłam odeprzeć jego rąk. Było jeszcze moje młodsze rodzeństwo. Razem walczyliśmy, ale dopiero po dłuższej chwili ręce ojca osłabły. Mama miała żal, że tak ciężko nam szło. Innym razem policja wywiozła tatę bez laczków, w skarpetkach, bo nie mógł poszukać. Sama po nich zadzwoniłam. Mój tata malował obrazy, malował też dekoracje na ścianach, na deskach. Niektóre obrazy rozdawał, inne sprzedawał, ale później coraz częściej sprzedawał je za wódkę. Kiedy zarabiałam pierwsze pieniądze, wołał ode mnie na picie i szantażował, że inaczej coś sprzeda. Nie dałam mu. Ale kupiłam kiedyś piwo na odtrutkę. Miał kiedyś własną firmę, ale rozsypała się z powodu alkoholu. Pamiętam, że nie zdążyłam schować przed nim takiego ładnego talerza z namalowanym pejzażem, bo już prawie zasypiałam i postanowiłam schować go wcześnie rano. Nazajutrz już go nie było. Tata zawsze chciał, abym wiele osiągnęła, ale nie potrafił mnie dowartościować, wręcz przeciwnie, twierdził, że wyrosnę na kretynkę. Pamiętam też mie chwile. Mama często nie wytrzymywała i zaczynała awanturę. Niekiedy spałam u cioci. Tata przebył kurację odwykową na odziale psychiatrycznym i teraz już nie pije, nie robi awantur. Stał się dobrym dziadkiem dla moich dzieci. Ale nadal wiele rzeczy mnie boli. Wyniosłam z domu niskie poczucie własnej wartości. Odziedziczyłam pewne zdolności plastyczne, ale one niestety zanikają,trochę z braku czasu, trochę z wewnętrznego przekonania, że i tak jestem beznadziejna. T Tata jest na emeryturze, mama ma rentę i jest strasznie schorowana.Teraz rodzice czasem mnie chwalą, mówią że mają zdolną córkę, ale to już do mnie nie dociera. Poczucie własnej wartości i wiara w siebie kształtuje się w dzieciństwie, a moje nie było kolorowe. Tych najgorszych rzeczy nie opisałam. Pozdrawiam.
215 2010-06-19 18:01:00 Ostatnio edytowany przez angela_241 (2010-06-19 18:01:45)
A ja w końcu zebrałam sie na odwagę i poszłam do terapeuty...maja Lekarka powiedziala, że mam syndrom DDA połączony z współuzależnieniem, terapia taka (chodzę na indywidualną) trwa od roku nawet do 3 lat! Staram się bardzo, chociaż mam momenty zwątpienia i załamania.Z jednej strony chce zacząć normalnie życ, a z drugiej strony wiem, że czeka mnie bardzo trudna droga,przez którą nie wiem czy uda mi sie przejść...
Ja również miałam ojca alkoholika. Terz też mam taki problem. Gdy maż sobie wypił to byłam zła i kłóciliśmy stale o to, aż w końcu zrozumiałam że nie wszyscy muszą być alkoholikami. Wszystko jest dla ludzi iale z umiarem. Jak sama powiedziałaś dopiero raz sie napil. To nie jest tragedia i nie powód do odejścia. Nie porównuj go do swego ojca, bo to najgorsze co możesz zrobić
Ja też jestem DDA tak naprawdę zrozumiałam to dosłownie kilka dni temu po przeczytaniu książki "Gdzie się podziało moje dzieciństwo" Czytałam w tek książce po prostu o sobie.Zrozumiałam że nie jestem jakimś "niedorobionym dziwolągiem" tylko moje lęki ,nie pewność ,reagownie na wszystko nerwami, niska samoocena i wile innych syndromów ma swoje źródło.Fajnie jest to pojąć i w pewnym sensie zrozumieć siebie . . .
Droga Adriano Doskonale rozumiem twoja sytuacje,moja matka takze jest alkoholiczka od niepamietnych czasow,stracila wszystko,nawet dzieci i nic jej nie otrzezwilo,pije wiecej jak kiedys.Tylko u mnie sytuacja z przemoca jest odwrotna,to moj ojciec podnosi reke na ,,mame" .Niestety ja juz starcilam nadzieje na to,ze ona przestanie pic,poniewaz probowala kilka razy,i nigdy z wlasnej woli,tylko pod presja rodziny,czyli nas.Wychodzila z tamtad...i juz za miesiac zaczynalo sie wszystko ponownie. Bardzo wazna rzecz-Nie mozna nikogo zmusic do leczenia,alkoholik musi tego chciec,,jesli nie ma najmniejszej woli walki,,to nic z tego nie bedzie. Przepraszam..ja nie pisze tego,aby tobie odebrac nadzieje..tylko dziele sie przezyciem.
Wiem jak sie czujesz..Znam to uczucie,kiedy musimy patrzec na zachlana matke i na wszystkie zenujace i ponizajace czynnosci.Ja bardzo dlugo,wierzylam w to,ze ,,mama" z tego wyjdzie,ze bedzie walczyc,ze jej zalezy na nas....niestety zawiodlam sie na calej lini.
Zawsze bylam przy niej,sama sie wystawilam nie raz na ponizenie publiczne z jej powodu.Przezywalam naprawde okropne chwile,ktore nigdy z pamieci mi nie wyjda. Poswiecilam sie cala...BO WIERZYLAM,ze jeszcze moge miec ,,prawdziwa mame" ktora kocha swoje dzieci i zrobi dla njich wszystko,ktora udzieli wsparcia w momentach zalamania...Nigdy sie nie doczekalam zadnych z tych rzeczy.Zawsze sobie marzylam o tym,aby usiasc sobie z moja ,,mama" i tak normalnie pogadac o niczym konkretnym...to pozostalo marzeniem. W pewnym momencie zycia,powiedzialam dosc..nadzieje odeszla.Ja nie potrafie w obecnej chwili powiedziec na moja ,,mame" mama. Przepraszam rozpisalam sie. Ile masz lat ?
Baile ja pamietam twoja historie. Niezmiernie sie ciesze,ze jest poprawa ! <przytula> Trzymam kciuki kochana kobietko,aby bylo dobrze juz zawsze.Odrzuc negatywne mysli...twojej mamie sie udalo...powinno byc dobrze.. Wsparcie jest dla niej teraz najwazniejsze.
Baile twoja mama sie opamietala. Moja nawet sie nie opamietala po tym jak jej dzieci zabrali ! I juz sie nie opamieta. Niestety nie potrafie jej pomoc..probowlam milion razy..i nic. Jedyne co mi pozostalo,aby nie zwariowac i nie wpasc w depresje to oddalic sie od niej bardzo daleko! I tak zrobilam.Kilka lat trwalo zanmi doszlam do normalnosci.
Adrianko nie jestes sama <przytula>
Kiedy slyszy sie przykre slowa w swoim kierunku od wlasnej matki,to to jest chyba najgorsze uczucie swiata.Ja sie zawsze ostro klocilam z moja mama i nie pozwolilam jej wejsc do swiata,ktory sobie stworzylam. Nie raz sie bilysmy. Kiedy mnie wyzywala i powiedziala mi,ze zaluje ze mnie urodzila..to poprostu cios w serce. Powiedzilam jej wtedy ze ja zaluje ze ona zyje,ze wlasnie taka matka mi sie trafila..i powiedzilam jej,ze zdechnie jak pies gdzies pod mostem,jesli nie przestanie pic ! To byly emocje..
Oczywiscie jej to nie ruszylo,a ja przeplakalam cala noc.
Adrianko pisz tutaj ile chcesz,wyrzuc to z siebie..to takze jest w pewnym sensie taka mala terapia dla ciebie. Wygadasz sie i napewno troszke lzej ci bedzie,zwlaszcza,ze piszesz z osobami ktore przezywaly lub przezywaja to samo.
Kazdy pisze,ze byl na terapii DDA,albo ze sie wybiera,albo ze chce isc...Ja nie bylam na zadnej terapi...ani u zadnego psychologa..niestety nie wiedzialam,ze istenieje taka mozliwosc w tamtym czasie,kiedy bylam mlodsza.Mysle,ze to bardzo zle,ze nie zaliczylam czegos takiego..bo moze teraz byloby mi latwiej w zyciu.A tak sama sie musialam ze wszystkiego podniesc...co nie bylo latwe.Jesli macie okazje i checi to chodzcie tam.
Lorinna napisalas- cytuje-,,Wyniosłam z domu niskie poczucie własnej wartości." Mysle ze kazdy z nas tak mial niestety. Czas wychodzic z domu na swoje,a czlowiek sie czuje jak debil<bo tak w domu mu wmawiali> boji sie wszystkiego,nieradzi sobie,uwaza ze zawsze jest najgorszy... oj tak znam to. Ja niewiem naprawde jak ja to zrobilam,ze sie podnislam ,oczywiscie to trawalo lata..ale potrafie w siebie wierzyc,wierze ze jestem dobrym czlowiekiem..ze nikt nie mial racji co do mnie.Mam sile.Choc nie powiem czasem sa gorsze dni.
Kiedy tak cofam sie powiedzmy 8 lat..widze bardzo wyrazna roznice...jakie zmiany we mnie zaszly. Mysle ze dla kazdej z nas,jest to niezwykle wazne,zaakceptowac siebie i uwierzyc ze jestesmy madre,zdolne i mozemy zrobic wszystko co tylko chcemy.
Angela oczywiscie ze ci sie uda !! Bede trzymac kciuki. Zaczelas terapie to juz bardzo duzo .Przejdziesz cakla droge jaka masz do przebycia i staniesz sie nowym czlowiekem,dasz rade,wierze w ciebie ! <przytula>
Abra musze sobie kupic ta ksiazke. Masz racje nie jestesmy dziwolagami zadnymi ! Jestemy super dziewczyny,kochamy zycie,chcemy zyc normalnie.I bedziemy ! Damy rade kochane. A niech nas kopia..my sie bedziemy podnosic ! Musimy miec sile,bo nikt za nas jej miec nie bedzie.
Dawno juz tu nie bylam..cisza byla...szczerze powiem,ze przerazajace jest wiedziec ile ludzi cierpi z powodu alkoholu w rodzinie
To sie az w glowie nie chce pomiescic,ze taki PLYN tyle potrafi zdzialac !!! A my co ? Nam zostana wspomnienia z dziecinstwa..zamiast pamietac rozowy rowerek,ktory sie dostalo na urodziny,my pamietamy ,,mamusie",ktora zwymiotowala na srodku chodnika wsrod ludzi,bo byla juz tak pijana.ehh..
Pozdrawiam was serdecznie dziewczynki ...jestem z wami .
Dziękuję Ema fajne słowa;)
Nie ma za co Abra , to czysta prawda ![]()
Witam wszystkich ... calkiem nie dawno dodawalalm sil naszej kolezance teraz ja potzrebuje wsparacia
...chyba za wczesnie zaczelam sie cieszyc tym ze mama nie pije ..wlasnie dzisiaj siegnela po wodke ;( ... ostatnio nieciekawie sie u mnie dzialo zerwalam zwiazek z chlopakiem z ktorym bylam 3,5 roku on zawsze byl ze mna gdy mama pila teraz czuje sie taka samotna ,ledwo zdazylam sie otrzasnac po rozstaniu (ktore nie bylo dla mnie latwe jestem na lekach obecnie psychotropowych dla odzyskania rownowagi psychicznej )to teraz jeszcze na moje barki spada powrot choroby mamy !!!! czuje sie taka bezradna nie podołam temu ja juz nie daje rady sobie z tym wszytskim to mnie przerasta ...;(
Droga Baile nie znam Ciebie ale mogę
Ci powiedzieć że musisz być silna i bardzo dobrze Cię rozumiem.
Nie możesz czuć się odpowiedzialna za picie Twojej matki-jeśli ona SAMA nie ze chcę z tego wyjść Ty
nic na to nie poradzisz.Wiem że patrzenie na swoją matkę pijaną to okropny widok.Uważam że powinnaś pójść z tym problemem do ludzi.Porozmawiać z jakimiś bliskim osobami na pewno Ci trochę ulży na serduchu.
Baile przykro mi
Sprobuj pogadac z mama. Wylej wszystko co tylko znajdziesz w domu z % .Przypomnij jej terapie..ze bedzie musiala tam wrocic !
No az mi serce sciska,biedulko wiem dokladnie co przezywasz,bo mialam to samo
Ale nawet nie wiem jak cie moge pocieszyc?
Musisz wierzyc,ze twoja mama da jeszcze rade,daj jej do zrozumienia pewne rzeczy <zapewne wiesz jakie> .
Tylko sie nie zalamuj !! Jestes super kobietka i napewno dasz rade sobie z tym wszystkim poradzisz. Mysl pozytywnie.
Byc moze to tylko chwilka zalamania twojej mamy,pamietaj,ze dla niej to tez jest bardzo trudne. Pokaz jej,ze zalezy wam na niej i obchodzi was jej los..niech wie,ze nie jest sama z tym problemem..Wiem,ze to BARDZO trudne..ale jesli zalezy ci na tym aby mama przestala pic..to nie widze innej opcji. Ona musi chciec przestac pic..
Pozdrtawiam i PRZYTULAM :*
Mam pytanie do osób które są w związkach trwałych.Jak wam się układa? Czy macie problemy z relacjami bliskimi ? Czy czujecie że wasze wychowanie w domach dysfunkcyjnych w płynęło na wasze związki?
doty ja mam męża, którego ojciec jest alkoholikiem:( z mądrych książek wiem , że często rodzice przekazują w genach skłonność do picia dzieciom:( mój P nie lubi alkoholu i pije może raz na rok i to na weselu:) ale też mam obawy czy kiedyś nie zacznie go to pociągać...
najgorsze jest to , że siostra rodzona P. często pije sama winko na tyle często, że już codziennie a jest bogatą i elegancką 35 letnią kobietą... ona niestety ma ciągoty po ojcu... ale co do Twojej historii to myślę , że musisz z Nim porozmawiać i powiedzieć, że się boisz i przeraża Cię to, że mógł by kiedyś lubić pić... masz 26lat więc jesteś młoda daj sobie szanse bycia szczęśliwą:)
buziaki i powodzenia
daj znać jak będziesz już wolna od przeszłości:*
Mam pytanie do osób które są w związkach trwałych.Jak wam się układa? Czy macie problemy z relacjami bliskimi ? Czy czujecie że wasze wychowanie w domach dysfunkcyjnych w płynęło na wasze związki?
Wiesz Abra,ja jestem w zwiazku trwalym juz ponad 7 lat,moj partner tez jest DDa,tylko,ze on nie zdaje sobie z tego sprawy.Czy mam problemy z relacjami bliskimi..ja nie mam zadnych problemow,no moze pozatym,ze potrzebuje bardzo duzo czasu,aby komus naprawde zaufac.A tak to chyba jest ok. Za to moj partner ma problemy z relacjami..mysle,ze to dlatego,ze on nigdy nie zaglebil sie w siebie i nigdy nie prubowal zrozumiec kim jest.To znaczy,on nie ma problemow z zawieraniem kontaktow,poniewaz jest bardzo towarzyska osoba,za to gorzej wychodzi mu rozmawianie o problemach,dotyczacych bezposrednio jego samego.Nie potrafil o tym nigdy rozmawiac...ale mysle,ze przez te wszystkie lata udalo mi sie wypracowac w nim pewne rzeczy...wiem,ze on potrzebuje specjalnego przygotowania do rozmowy..musza byc sprzyjajace warunki,wtedy powie mi naprawde co czuje.Ja z tym problemu nie mam..potrafie mowic o tym,ze ktos mnie zranil,o przykrosciach i calej reszcie.
Powiem szczerze,ze my zawsze sie klocilismy bardzo..nie wiem dlaczego,ale wszystko musialo byc tak jak ja chce miec poukladane.(Mozliwe,ze to dlatego,ze zawsze musialam o wszystko walczyc ?)
Kazda klotnie wygrywam.Ale tu nie o to chodzi przeciez..jak tak sobie porownam nas z przed 4 lat a to jak jest teraz miedzy nami,to widze znaczna roznice. Juz nie zwracam nawet uwagi na rzeczy,ktore te 4 lata temu doprowadzaly mnie do szewskiej pasjii.Mysle,ze w jakims stopniu sie dotarlismy. Ja zawsze jasno dawalam do zrozumienia czego oczekuje po swoim partnerze..ze nic nie wychodzilo z tego to juz inna bajka..Przez te wszystkie lata oczywiscie bywalam szczesliwa,ale niestety czesciej bywalam smutna,nieszczesliwa,nierozumiana,samotna...Kilka z tych rzeczy sie zmienilo,ale nie wszystko..Wiesz brakuje mi takiej normalnej rozmowy o uczuciach naszych,o planach,o przyszlosci..tego nie ma..a jesli juz zaczynamy rozmawiac o uczuciach to zawsze ja zaczynam rozmowe. Wtedy sie dowiaduje ciekawych rzeczy o swoim partnerze,,nie sadzilam nigdy ile on potrafi w sobie trzymac zalu i przemyslen..ja po jakims czasie pekam i mowie mu wszystko,a on nigdy..sama musze z niego to powyciagac.
Ja nie potrafie plakac przy kims...zawsze robie to w samotnosci..kiedy zdarzy mi sie uronic lze przy kimkolwiek,to musi byc juz ze mna bardzo bardzo zle..bo do tej pory przez cale swoje zycie tylko dwa razy plakalam komus w ramie. Dziwne to,potrafie rozmawiac o swoich uczuciach i emocjach,ale jesli chodzi o placz,to wyglada zupelnie inaczej....mysle ze jest to bardzo intymne..juz sama nie wiem..moze mi tak z dziecinstwa zostalo,kiedy musialam plakac w samotnosci i po cichu,aby nikt nie slyszal?
Mysle,ze to iz pochodze z domu patologicznego duzo wnioslo do zwiazku.tak samo moj partner wniosl swoje ze swojego domu. Tylko,ze ja to widze tak,ze on wniosl sporo negatywnych cech..a ja wrecz odwrotnie. ja sie zawsze staralam otaczac go miloscia,wspierac,by przy nim,ufac.Budowac nasze wspolne zycie na szczerosci,na wzajemnym cieple do siebie,abysmy mogli zawsze o wszystkim ze soba pogadac ot tak..duzo z tego mi nie wyszlo,ale wcale nie przestalam o to walczyc..Co prawda zwatpilam kilka razy w nasz zwiazek,bo niestety kiedy tylko jednej stronie zalezy na tym,aby bylo dobrze,to co mozna zrobic ? Kilka razy powiedzialam dosc..i bylam gotowa do odejscia..ale zawsze cos..wiadomo co.
Tak,takie dziecinstwo ma ogromny wplyw na nasze zwiazki,w koncu dziecinstwo jest podstawa doroslosci..to wtedy uczymy sie milosci,szacunku i calej reszty..Tylko co w sytuacji,kiedy nie bylo nikogo,kto moglby nas tego nauczyc,pokazac nam swiat?Samemu trzeba bylo sie wszystkiego dowiedziec.
Wiesz,zastanawiam sie czasem..ktore moje cechy pochodza z DDa a ktore sa naprawde moje ? I uwazam,ze zycie,pieklo ktore przezylam..tak musialo byc i tyle widocznie..nie ma co sie zastanawiac co by bylo gdyby.To specyficzne zycie rozwinelo we mnie cechy,ktore byc moze nigdy by sie nie rozwinely,gdybym miala spokojne ulozone zycie." Jest to walka o siebie,o drugiego czlowieka,samodzielnosc,cierpliwosc,wytrwalosc,zaradnosc,zdolnosc podnoszenia sie samodzielnie z najglebszego dola..mysle ze to sa cechy,ktore dobrze jest posiadac..
W razie jakichkolwiek pytan,,odpowiem chetnie. Tak jeszcze dodam,ze czesto sie spotykam z opinia,ze DDA nie potrafia rozmawiac o swoich uczuciach..ja potrafie i chce,tylko ze niemam z kim o tym pogadac.Pozdrawiam
Ja niestety mam problemy z wyrażaniem uczuć.Rozmawiam o problemach o tym co mnie martwi ale nie potrafię wyrażać złości,żalu czyli negatywnych emocji bo albo od razu wybucham i się denerwuję albo noszę w sobie i to duszę.Trudno jest mi też mówić o swoich potrzebach i płakać też nie znoszę przy kimś nawet przy mężu.Wstydzę się łez.Do tego mam problem z byciem czułą.
Witajcie ja byłam w związku z facetem DDA przez 6 lat 2 tygodnie temu mnie zostawił, traktował mnie źle ja mu oddawałam wszystko , a on udawał jakbym nie istniała , zawsze były tylko te najważniejsze rzeczy jego , to na co on ma ochote , na siłe wszystkim wkolo pomagał by każdy go chwalił, w pracy zostawał nadgodziny na każde zawołanie by sobie coś udowodnić i innym pokazać , ciągle sie przez to kłóciliśmy , bo ja czułam sie na szarym końcu i nie umiałam wyprosić go by znalazł go troche dla mnie ma 30 lat wcześniej aż taki nie był , mieliśmy mieszkanie gotowe już , remont przeciągał sie bardzo długo bo nie umiał sie pogodzić , że odejdzie z tego domu swojego , ppo remoncie mieszkanie stało prawie rok wykończone , ja wkładałam tyle zaangażowania w to wszystko a on jakby go obchodziło to z boku , tylko praca , przyjeżdzał o 23 wstawał o 6 rano , nie był czuły nie miałam troski w nim , ani nie czułam poczucia bezpieczeństwa , myślałam ciągle że uda mi sie w nim to wszystko uwolnic , szczególnie od mamy która do teraz robi mu wszystko do pracy i daje pod nos , nie ma żadnych obowiązku i ja sie siebie pytam za co tak dostalam po głowie by usłyszeć wypier.... z mojego życia. Nie umiem sie pozbierać , bo człowiek którego kocham tak bardzo któremu chciałam pomóc poświecić życie on mnie zostawia mówiąc że sie kłóciliśmy , a on i tak chyba uciekł od życia razem pod jednym dachem , sama nie wiem co mam myśleć , zebranie sie z tego przychodzi z ogromnym bólem.
pozdrawiam was
Wiesz Doroto85 wydaje mi się że okropnie ciężko musi być razem dwóm DDaką.Sądzę że ani Ty ani on nie przepracowaliście swojego dzieciństwa.Ty osoba opiekuńcza,dbająca o wszystko zabiegająca o uczucia(dowartościowująca się przez opiekę nad innymi) On przez udowadnianie że jest dobry w pracy,nadgodziny,pracoholizm.Oczywiście mogę się mylić ale sporo czytałam o DDakach.Twój facet to tkz. DDak odnoszący sukcesy zawodowe.Przypuszczam że w pracy pewny siebie,ambitny a w środku zagubiony,niepewny siebie.
Musisz być silna i najlepiej by było być poszła na terapię DDa z narodowego funduszu zdrowia.Ja też się zapisałam-w tym tygodniu mam pierwsze spotkanie.
Abro ale u mnie nikt nie pił w rodzinie on miał ten problem, ja przez to że sie mu tak poświęciłam i chciałam jak najlepiej dostałam nerwicy , bo czułam jak mnie odrzuca ciągle , a ja chciałam byśmy byli happy więc ciągnełam ten związek na swoich barkach tylko , on oczywiście ambitny w pracy najlepszy, ale co z tego jak zostanie sam? ja chodziłam na terapie , skuli nerwicy bo nie wiedziałam czemu ją mam pracowałam nad sobą , radziłam sie psychologa , podchodziłam do niego spokojnie rozmawiałam poświeciłam mu sie , bo chciałam szczęścia jego, robił co chciał i kiedy chciał , w końcu zostawił i jest sam i nie wiem czy kiedykolwiek coś zrozumie , bo on uważa że jest najlepszy we wszystkim i wszystko z nim ok
Wydaję mi się że jeśli on nie przyzna się sam przed sobą że jego dzieciństwo się za nim ciągnie i negatywnie wpływa na jego teraźniejsze życie to trudno będzie do niego dotrzeć.
oj Abro on tego nie jest świadomy wogóle , on uważa że wszystko jest ok i że tak ma być, zerwał bo sie bał wyprowadzki chyba , wziąć to życie w swoje ręce i coś postanowić , nie odzywa sie 3 tydzien i już sie nie odezwie , ale naprawde chciałam mu pomóc
Też jestem DDA... Mój narzeczony, z którym jestem już bardzo długo też pochodzi z rodziny, w której problem alkoholowy to chleb powszedni... Gdy go poznałam bardzo dużo pił. Byłam wtedy bardzo młodziutka i nie zdawałam sobie sprawy, że alkohol pity we wczesnej młodości ma taki sam wpływ na człowieka jak na naszych rodziców np... Nie wiem jak to wyjaśnić... Lata mijały, a my się spotykaliśmy. Zaczęłam też popijać razem z nim, brać narkotyki, uciekać z domu... Później obudziłam się z pociętą ręką na szpitalnym oddziale po próbie samobójczej... Po płukaniu żołądka, ze łzami w oczach, nie wiedząc dokładnie co się stało... Jeszcze później szpital psychiatryczny, lata terapii i gorzkie leki... Zrozumiałam, że coś trzeba zmienić, że nie umiem, nie chcę, nie mogę tak żyć... Następne nasze spotkanie - rozstanie. Wytłumaczyłam mu dlaczego. Spotkaliśmy się po jakiś dwóch miesiącach... ON mówił, że jeśli nie ma być ze mną to nie chce wogóle żyć. I jeśli ma prowadzić inny tryb życia, to będzie - dla mnie i dla siebie, żebyśmy byli szczęśliwi. Przestał pić. Na dwa tygodnie. Na miesiąc. Na trzy miesiące. Za każdym razem bylo to więcej czasu i było łatwiej się do tego przystosować. Czasem myślę, że gdyby nie ja - to dziś nie byłoby z niego CZŁOWIEKA. Włóczyłby się gdzieś z żulami, bez pracy, popijając na dworcu denaturat, mając zniszczoną trzustkę i wątrobę... Mi pozostały blizny na ręce. I w sercu. Ale nauczyłam się już dawno jak sobie radzić z alkoholikami. Pomogłam mu i sobie, bo go kochałam i kocham do dziś. Teraz jest innym człowiekiem. Wypije czasem, dwa, trzy piwa. Ma świetną, dobrze płatną pracę, którą szanuje i w której się spełnia. Skończył też szkołę, a teraz zapisał się na studium. Zamieszkaliśmy razem i madrze gospodarujemy pieniędzmi. Robimy razem zakupy, śmiejemy się, gotujemy razem obiady... Jesteśmy normalni. Czasem, wieczorem wypijemy piwo. Jedno, dwa, trzy. Nieważne. Najważniejsze, że nauczyliśmy się jak sprawić, żeby alkohol nie był naszym wrogiem. Wszystko z umiarem, z głową.
Dlaczego to piszę? Chyba dlatego, żeby udowodnić sobie, że można być normalnym DDA. Że nie trzeba mieć problemów życiowych ani wpadać w alkoholizm jak rodzic czy rodzice. I żeby powiedzieć Wam... że niektórym naprawdę trzeba i warto pomóc. Bo dzisiaj myślę, że gdybym wtedy postąpiła rozsądnie i rozważnie, jak radzili mi wszyscy i rzuciła Go - jego życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej, albo mógłby wogóle już nie żyć... A tak, mam cudownego, czułego, roześmianego faceta, który kocha mnie nad życie. Czasem trzeba działać zgodnie z sercem.
DDA łatwiej wpadają w nałogi niż inni. Ale to nie znaczy, ze powinni być skreślani:)
Pozdrawiam
witaj saszo , ciesze sie że taką droge przeszłaść , tylkko widzisz mój ex nawet nie chciał spróbować , ani odrobinke woli do teraz z mamą siedzieć i pomimo wsparcia mojego oparcia wolał przed decyzją ostateczna wyprowadzki ze mną zerwać.
Gratuluje ci wytrwałości i życze wszystkiego dobrego
Bo nie zawsze DDA wyrasta na wrażliwego człowieka nieradzącego sobie z problemami, łatwo wpadającego w nałogi. Czasem wyrasta na człowieka praktycznie rzecz biorąc pozbawionego uczuć do innych, zakochanego w sobie, cynicznego, mającego zaburzoną hierarchię wartości (hierarchia przez samo "h" czy "ch"?:D) Ale poważnie. Czasem osoby najbardziej znienawidzone przez wszystkich w pracy, lizusy, kapusie - to także DDA.
Skoro jest na tyle dojrzały żeby być bardzo dobry w pracy, byłby i na tyle dojrzały żeby tworzyć związek z kobietą. Ale coś jest nie tak. Coś mu nie pasowało. Może nie chciał się wyprowadzać od mamy/rodziców, mając gdzieś tam w głowie wpojone, że "MUSI" ich "pilnować"?
Wiesz sasza ja się np.boje alkoholu.Kilka lat temu gdy nie miałam męża i dziecka to dość często piłam nie duże ilości-chodząc na dyskoteki.Jednak bardzo często wymiotowałam i chorowałam i na same wspomnienie tego mojego złego samopoczucia dostaję uczucia niepokoju.Teraz czasami mam po prostu ochotę wypić lampkę wina czy piwo jednak gdy tylko wypiję kilka łyków zaczynam bać się odczuć fizycznych jakie są po alkoholu lub po prostu boję się utraty kontroli nad sobą.A gdy p.widzę moją mamą podpitą to mam taki ból w sercu i żal do niej-nie znoszę gdy piję.Chodź to mój ojciec jest alkoholikiem.
Strach przed alkoholem jest trochę irracjonalny. Ale u DDA jest to jedna z obronnych barier, zdrowo wytworzona, najczęściej dzięki terapii. Abra, to, że boisz się stanu, w jaki może Cię wprowadzić alkohol, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego, a także konsekwencji picia na drugi dzień... to znaczy że "nie ufasz alkoholowi"... Gdzieś tam w głębi naszych głów tkwi taka głupia myśl... żeby nigdy, przenigdy nie dopuścić do tego, że staniemy się żywym, młodszym odbiciem pijącego rodzica... Za wszelką cenę odcinamy się od tego, powtarzamy sobie, że nie będziemy tacy... W tym powtarzaniu niektórzy na ironię stają się podobni do pijących rodziców... Inni zaczynają nawet nienawidzić alkoholu i stają się kompletnym ich przeciwieństwem... A jeszcze inni celowo testują, eksperymentują z alkoholem, żeby udowodnić sobie, że picie wcale nie musi tak wyglądać jak u rodzica... Ja lubię sobie wypić. Ale piję tylko piwo. Boję się wódki, stanu, w jaki mnie wprowadza i boję się choroby po niej na następny dzień... Wino pijam niezwykle rzadko np. na romantycznych kolacjach, szampany tylko w sylwestra... Myślę, że jak powiedzmy raz w tygodniu czy raz na dwa tygodnie wypiję dwa, trzy piwa to nic mi nie będzie...
Moja mama na szczęście nie sięga już po alkohol. Kiedyś piła... czasem sporo. Teraz jest chora i kocham ją najbardziej na świecie... Jeśli zobaczyłabym ją podpitą napewno też by mi się krajało serce:*
Ja myślę Abra, że masz zdrowe podejście i zdrowy lęk. Każdy człowiek, który zdaje sobie sprawę ze szkodliwości alkoholu... powinien mieć przed nim jakiś respekt. Nie musisz pić alkoholu wogóle, jeśli wzbudza to w Tobie takie odczucia, jak opisujesz... A jeśli jestes w towarzystwie, gdzie piją... mozesz zawsze wypić jakieś damskie smakowe piwo, które pite powoli i małymi łykami nawet nie działa na organizm jak inne alkohole.
Sasza,az sie wzruszylam jak czytalam twoja historie..moze to glupie,ale ja wiem ile to cie kosztowalo.Jestes naprawde wspaniala osoba,wytrwala bardzo. Gratuluje ci serdecznie nastawienia do swiata. Masz racje,nie kazdy DDA musi byc skreslony
Ciesze sie ze moglam przeczytac cos takiego..to jakos czlowieka pozytywnie nastraja .
Abra,ja moze sie nie boje alkoholu,pije go czasem,ale zawsze kiedy pije,ukazuje mi sie obraz mojej matki i takie mysli mnie nachodza,czy aby ja napewno nie za duzo pije...uwazam ze potrafie sie kontrolowac,zreszta ja nie umiem za duzo wypic,wiem ile moge i nie mam z tym zadnego problemu...ale gdzies w srodku istnieje taka mala obawa,czy ktoregos dnia nie polubie tego bardziej...I nie moge sie pozbyc mysli,ze moja mama zaczela pic kiedy miala 29 lat,ja za 5 lata tyle bede miala...czy historia sie pwtorzy ? wiem ze ona zaczela pic z samotnosci troche i problemow...jedno piwko,drugie a potem to juz poszlo.Ale wiem tez,ze takie myslenie nie powinno mi glowy zawracac,bo to jakies bledne kolo jest. Wiem,znam siebie...jestem pewna ze pic nie zaczne,..ale z drugiej strony ta obawa...bezsensu..To tak jakbym sie doszukiwala jakis symptomow...np.kiedy pije winko,zastanawiam sie czy moja mama tez je pila w moim wieku..moze tak to sie zaczelo.. ? Ale warto zaznaczyc,ze jestem zupelnie inna nic moja mama..zupelnie.
Ema
Dziękuję za miłe słowa. Nie masz nawet pojęcia ile dla mnie znaczą.
Mnie ta moja historia także pozytywnie nastraja.. Ilekroć miewam smutne, dziwne, pesymistyczne myśli - zamykam oczy i przypominam sobie moje życie i to wszystko. Nie jestem jakąś bohaterką... ale tyle razy mi się udało. Pomóc innym, pomóc sobie, na przekór wszytskiemu coś jednak osiagnąc, że teraz za każdym razem się upominam... "Wtedy się udało, choć wydawało się, że nie może się udać... Więc także teraz się uda"... Jeszcze raz dziękuję:*
A co do takich myśli odnośnie alkoholu... ja też takie miewam. Bardzo często.
Wszyscy jesteśmy częścią choroby, ale także częścią terapii. Wszystko ma swój sens... Może nasze mamy nie myślały w ten sposób i dlatego też ugrzęzły w szponach nałogu... A nas coś mobilizuje... coś ma nad nami kontrolę... Nawet jeśli są to te właśnie myśli.
Pozdrawiam
wiecie co dziewczyny saszo , miałam wrażenie że on właśnie sie boi związku poważnego , zajmował sie sobą , a mama za niego wszystko wkoło niego robiła facet 30 lat i ona mu robi śniadania , obiady ,kolAcje , kanapki do pracy prasuje koszule , a kiedy mówiłam mu o wyprowadzce bo mieszkanie stało gotowe puste , to co chwile mówił że ma daleko do pracy,że musi wcześnie wstać, że ponuro , ciągle coś nie pasowało , nie chciał słyszęc o wyprowadzce , ani o ślubie , nawet myśli takich nie dopuszczał , kiedy w końcu powiedziałam że w takiej próżni nie możemy wisieć żeby coś wspólnie postanowić ja 25 lat namawiam faceta 30 lat do wspólnego życia??? powinno być na odwrót?? on ze mną zerwał mówiąc że sie nie dogadujemy i taka będzie zawsze. Ja przypłaciłam zdrowiem i nerwicą by być i mu pomagać we wszystkim , tyle pracy włożyłam , pomimo iż nie dostawałam wsparci troski, to ja mu to dawałam. Chce mi sie płakać z tego wszystkiego
Wiesz co Dorota? On jest po prostu wygodny. To oczywiste. Mama wszystko za niego robi, jest mu szalenie wygodnie z tym... A Ty? Myślał, że pewnie byś tak nie skakała przy nim... Wiesz co w sumie... Ja to samo miałam z moim narzeczonym. Było mu wygodnie, mamusia mu robiła obiadki w słoiki jak wyjeżdżał w delegacje, prała ciuchy, które przywoził, a jak wracał na weekend to robiła śniadanko, obiad, kolacyjkę swojemu synkowi... A ja czasem się czułam taka oszukana i wykorzystana... Moja siostra mi "pojeżdżała", że on ma dobrze, matce kasy nie musi dawać za mieszkanie, przyjeżdża se na weekendy, gdzie z jednej strony czeka mamusia gotowa spełnić każde jego życzenie, a z drugiej ma ładną, młodziutką kobietkę, więc sobie za przeproszeniem "porucha" i wraca do mamusi... Też prawie 30-letni facet... Więc tak długo z nim rozmawiałam i mówiłam, że tak być nie może i że jeśli czegoś nie zmienimy to czas się chyba rozstać, że wreszcie znaleźliśmy mieszkanie i już parę miesięcy mieszkamy razem i jest cudownie... Nie skaczę przy nim jak jego matka i nigdy nie będę. Gotuję, sprzątam, ale on też ma swoje obowiązki. Nauczył się nawet zmywać naczynia i czasem robi to za mnie:D
Niektórzy (jego rodzina) mówią jak przyjedziemy, teksty typu : "Oj, coś chyba zmarniałeś, schudłeś..." albo "Nie ma to jak obiadki u mamy, co?"
Ale on nic takiego w życiu nie powiedział... Zaryzykuję stwierdzenie, że dobrze się stało, że się rozstaliście... Bo wiesz - on był niedojrzały... A chyba lepiej mieć faceta, który Ciebie potrafi jeszcze wesprzeć, niż dziecko, którym trzeba się opiekować...? Szkoda Twojego zdrowia, Twoich nerwów i Twoich łez na tego faceta. Nie jest tego wart. A jego matka, odpukaj, nie będzie wiecznie żyła... Mamusia umrze, a on zostanie sam jak palec i wtedy może dopiero dojrzeje. Z przymusu.
Pozdrawiam Cię i 3 maj się:*
Saszo dziekuje ci za odpisanie i za wsparcie , widzisz mój facet kompletnie nie chciał i mi sam powiedział ja nie mam chęci by sie męczyć by coś zmieniac bo tak jak napisałaś mu wygodnie z tym bardzo było, mama wszystko za niego robiła , a najlepsze jest to że spotkałam jego ojca i dawał mi reszte rzeczy , pomyślałam tak lepiej faktycznie załatwiać to przez rodziców?? bo co bał mi sie w oczy spojrzeć? i jego ojciec mi mówi , że był na tym mieszkaniu i wszedzie trawe wykosił , ja sobie myśle no tak synek chodzi na solarium siłownie a tata jedzie za niego i kosi mu tam trawe, nie dość , że wyremontował całe mieszkanie to jeszcze przyszło mu teraz trawe kosić, jego matka mi powiedziała , że on jest niedojrzały , a ja jej zadałam pytanie wiec jakim cudem 30 letni facet nie jest dojrzały do związku?? po co byl remont tyle pracy żeby sie okazało że on jest niedojrzały?? i jej powiedziałam też jak to jest możłiwe że ojciec mu mówi jedź skosić trawe a on sie burzy bo nie ma czasu na swoje przyjemności jak ma jeden dzien wolny??? mam nadzieje że dobrze , że sie stało i nikt z nich nie może mi zarzucić tego że nie robiłam niczego bo robiłam wszystko po kilku dniach matka jego mi płacze do słuchawki że ja taka dobra zaradna , że ona tego nie umie przeżyć że jej syn miał taką decyzje i jeszcze mi mówi on wie że ja to bardzo przeżywam że jestem ciagle na tabletkach antydepresyjnych!!!!!!!!! mysle sobie kolejny raz on myśli o sobie ale wydaje mi sie że pomimo iż ona chciała odejść od swojego męża który do teraz pije pierwsze co zaczeła brać tabletki i wszystko wpychała w syna, a jak coś sie działa leciała do syna by wywalał ojca za drzwi. Jak jej powiedziałam kilka tygodni temu że chce sie wynieść to ona mi zadała pytanie . a rodzice sie nie boją że zostaną sami? ja jej mówie jak sami? są razem mają siebie , a ona była przerażona że ona zostanie sama z ojcem który czasem siegnie po alkohol i co wtedy??
mówie wam nerwy ile zszarpałam przez to okazało sie walką z wiatrakami
zapomniałam dodać , że u niego pije w rodzinie ojciec , jeden wujek , drugi wujek , do tego oprócz ojca agresja sie ujawnia i u mojego ex też byla ,ale on to przekreślił wszystko na amen
Dorota
Musisz się pozbierać i zostawić to za sobą. Jakiś dziwny facet. On nie był Ciebie wart.
Ja rozumiem, że matka akurat boi się, że maż zacznie pić i ją np. bić, a wtedy nie będzie synka, do którego będzie mogła zapukać, jeśli się wyprowadzi. Ale przeciez taka jest kolej rzeczy. Pisklaczki rosną i wyfruwają z gniazdek. A co do jednego mozesz być pewna... Choćby nie wiem jaki był przystojny, jaki mądry ten twoj ex - to i tak już nie znajdzie takiej dziewczyny jak Ty. Ktora bedzie sklonna do poświęcen dla niego, która będzie zaradna i silna i się nie podda łatwo... On kiedyś to zrozumnie. Ale jak zwykle za późno...
Trzymaj się maleńka;)
jeny Saszo tak dziekuje ci za te ciepłe słowa :* ja jego matce powiedziałam , nie wierze w to że znajdzie drugą taka głupią Dorotę on mnie kopnął w tyłek a ja nie wiedziałam co sie dzieje dlaczego , co źle zrobiłam by usłyszeć słowa wypie.......... z mojego życia jak zemdlałam dostałam drgawek to powiedział nie szantażuj nic ci nie pomoże to koniec , myśle sobie nie zasłużyłam na takie potraktowanie za to wszystko, ale wybaczam mu pomimo tego bo go kocham, on sie nie odzywa do mnie wogóle, żyłam nadzieją że sie odezwie ale chyba dam sobie spokój tak naprawde, bo myśle o jego agresji , rzucaniem czym popadnie, jak jezdzil samochodem sie wkurzal wpadał w furie myslałam ze kierownice wyrwie i nas pozabija tylko gumy sie paliły, albo uderzał w ściane szafe wszystko ,co było pod ręką, jak taki facet mógł przeklinać na mnie za to że chciałam ciepła i troche wsparcia???
246 2010-07-07 14:04:50 Ostatnio edytowany przez Sasza (2010-07-08 07:37:53)
Dorota
nie ma za co:* od tego tu jesteśmy, żeby się wspierać:)
Widzisz, od razu się rzuca w oczy, ze i tak nie miałabyś z nim szczęśliwego zycia... jak mu się taki agresor włączał... ja bym nie wytrzymała z takim facetem... przy któryms takim wybuchu złości pewnie walnęłabym go czymś ciężkim w głowę, żeby się uspokoił;)) hehe
Jesteś młoda, znajdziesz sobie faceta, który to o Ciebie będzie zabiegał i się troszczył, a nie odwrotnie... A ten zimny drań, co nie umiał dać ci chociaż trochę ciepła i uczuć i podzielić się z Tobą swoim życiem - zdechnie samotnie pod płotem;)
No to głowa do góry:) Nie zadręczaj się i nie myśl o nim.
o kochana moja mam nadzieje że to przetrwam szkoda tylko , że tak musze cierpieć , dziekuje ci za wsparcie i slowa otuchy :*
Napewno dasz radę:* Wierzę w Ciebie:*
A tak ogólnie, reszta wszystko w porządku?:)
249 2010-07-08 13:41:36 Ostatnio edytowany przez Dorota85 (2010-07-08 13:47:52)
Saszo chodze do psychologa i właśnie przez to że mu tak sie oddawałam we wszystkim mam tak zaniżone poczucie właasnej wartości , że psycholog mi powiedziała on mnie potraktował jak szmate w którą wytarł buty, dla niej niepokojące jest to że np gdyby on pił , albo z agresji mógł mnie uderzyć to ja bym z nim była , bo mam tak zaniżoną swoją wartość i teraz musze nad tym pracować , sama myśle że to aż dziwne że ja myślałam że złe traktowanie mnie przez niego to norma , że on ma prawo do tego.
Gdybym pokazała granice napewno by sie to dawno rozpadło , jeszcze co chwile go widuje i chce wbić sobie to do głowy żee to koniec, pomimo iż mi sie śniło dzisiaj że sie zastanawialiśmy czy do siebie wrócić , to obudziłam sie rano przerażona i zadałam sobie pytanie czy chcialabym , wiem że to nie byłby ten mój dawny facet a bałabym sie powtórki z rozrywki.
A na to nie zasługuje kompletnie , musze popracowac nad sobą , przypominają mi sie początki wszystkiego jak był inny , ale wtedy tak nie dążył do sukcesu pieniedzy by coś komus udowodnić choć widziałam, zaczątki tego i chciałam nie raz zerwać, to mnie błagał nie raz by nie robic tego, teraz wychodzi na to że mną tak manipulował , a doszło do decyzji wyprowadzki zostawił jak psa a potraktował jak śmiecia a to najbardziej boli po tylu latach
250 2010-07-08 14:13:16 Ostatnio edytowany przez Sasza (2010-07-08 14:16:21)
A ile byliście razem?
Aha dobra, przeczytałam wyżej że 6 lat... Ja jestem z moim 7 lat, prawie 8 i nie wyobrażam sobie, ze tak moglby się zmienić...
Ogromnie ci współczuję...
no 6 lat ponad , to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba , mogłam wsumie sie zastanawić dlaczego on nie chciał sie przenieść do mieszkania pomimo iż rok juz stało gotowe wszystko powinno być na odwrót wszystko , to on powinien chcieć a on mówił nie mam ochoty bo sie kłócimy??? co za wymówka???
hej ,mam ten sam problem od kad pamietam ojciec pil ,bil mame zreszta do dzis to robi,mieszkalam w malej miejsowosci cale dziecinstwo cierpialam dzieci mi dokuczaly ze mam ojca alkoholika,tyle razy widzialam jak mama placze,tyle razy spalalismy u sasiadow,nienawidze swiat bozego narodzenia ,kazda wigilie musielismy z mama i mlodszym bratem uciekac z domu grozil ze nas spali ,pozabija,raz wzial siekiere i stanal nad mama ,na oczach moich i mojego braciszka niemoglam nic zrobic ....to byl szok do dzis snija mi sie nasze glowy poodcinane na stolku (niemieszkam w domu od 5 lat)wariuje ze strachu o mame mimo tego ze brat ja broni jest juz dorosly a ojciec juz stary,mam nerwice ,jak sie zdenerwuje niemoge oddychac ,dusze sie,niemoge sie odnalezc w swiecie tak bardzo sie boje chociaz sama niewiem czego,czy to bedzie za mna cale zycie?mam 25 lat ,mialam milosc mojego zycia to bylo jak z filmu i zostawilam go bo balam sie ze bedzie taki jak moj ojciec .ma zone i niejest taki jest szczesliwy .co mam zrobic zeby zaczac zyc normalnie chce robic wszystko jak najlepiej a robie wszystko zle .czasem mam juz dosc ale za bardzo sie boje ze gdzies tam niewiem gdzie moze tez niejest lepiej....
Dorotko
Ty musisz nadal pracować nad sobą, nad swoim poczuciem wartości i wogóle, bo to jest dla Ciebie ciągle świeże... Jeszcze się z tym nie pogodziłaś do końca i nie potrafisz tego zrozumieć i ja się wcale nie dziwię, bo sama także nie umiałabym sobie poradzić... Mam nadzieję, że terapia, a może i nowy facet wszsytko zdołają naprawić. Tylko musisz przestać się zadręczać.. bo widzisz, że on nie był wart sześciu lat twojego życia, oddałaś mu wiele, swoją młodość, najlepsze lata życia, blask swoich uczuć i ciepło. Jak widzisz na darmo. Dlatego teraz pracuj nad tym, żeby jak najmniej gościł w Twoich myślach. Zaczęłaś nowe życie, bez niego, bez toksycznego związku, który nieomal Cię zniszczył... On nie jest wart tego, żebyś o nim nawet teraz myślała. Takie jest moje zdanie. I będąc na Twoim miejscu, napewno robiłabym wszstko żeby o nim nie myśleć... Zaczęłabym robić to, co lubię, albo to, na co nie miałam czasu będąc z nim. Coś co Cię będzie odcinało od przykrych wspomnień. Bo staralas się i nie zrobiłaś nic źle. Zrobiłaś wszystko co mogłaś dla tego związku.
nikol
Przykro mi... ale pomyśl sobie, że nie jesteś sama, że dzisiaj, w tych czasach - bardzo dużo osób, rodzin żyje w takim strachu i ma takie same, lub podobne problemy.
Nie myślałaś o terapii?
saszo moja kochana , uwielbiam jak piszesz , takie ciepło od Ciebie bije, wiesz masz racje jak najbardziej , teraz pracuje nad sobą , boli mnie to wszystko bardzo , bo pomyślałam sobie tyle lat a mogłabym mieć już np męża i dzieci i być na swoim a tak czekałam na niego aż sie zdecyduje na wyprowadzke i założenie rodziny, pomimo moich lęków to ja go ciągnełam by coś zrobić , zmienić , miałam nadzieje , że mu pomoge i sobie również ale wychodziło na to że tylko ja chciałam dawać a on jak najwiecej brać. On myślał tylko o sobie , ja sie czułam niekochana,gdzie przypłacałam silną nerwicą , bo wsumie sie zastanawiam , dlaczego w dniu oświadczyn które nie były dla mnie cudne , bo były przez niego nie za romantycznie zrobione , zresztą sam chyba do końca nie wiedział co to zaręczyny, to moja intuicja w środku krzyczała NIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!! strach ,lęk że mi nie pasuje to , że nie jest tak jak chce. Przecież gdybym czuła sie bezpiecznie i dobrze to reakcja byłaby inna??
Dorota
Kiedyś chciałam zostać psychologiem. Lubię analizować ludzi, lubię kiedy dzielą się ze mną problemami i choć słowami mogę coś zdziałać. I lubię niezwykłe przypadki, które mimo cierpień w życiu jeszcze sobie dadzą radę, a Ty niewątpliwie jesteś takim przypadkiem:*
Czasem wewnętrzne głosy podpowiadają nam jak żyć, co zrobić gdy stajemy przed jakimś wyborem. Podpowiadają nam czasem mądrze i dobrze, czasem bezmyślnie i źle...
Czasem wydaje nam się, że czegoś chcemy i że tak właśnie powinno być, a głos podpowiada nam coś zupełnie innego... Ludzka mentalność - lekceważymy wewnętrzny głos, uciszamy go w sobie, udajemy, że go nie ma... Tak jak np. 15-letnia dziewczyna, pójdzie do łóżka z kimś, kogo nie kocha, bo wszystkie jej koleżanki mają swój pierwszy raz za sobą i ona chce im dorównać... Jej też wewnętrzny głos podpowiada coś innego, ale być może to zrobi... Z ciekawości i w nadziei, że to będzie coś fajnego...
Powiem Ci, że moje zaręczyny były... ładne... nie jakoś porywająco romantyczne, ale urocze. Miałam 16 lat i też do końca chyba nie byłam zdecydowana. Czasem kieruje nami przeświadczenie, ze robimy coś słusznego. Wtedy nawet intuicja nie odwróci naszej uwagi. Nie byłaś głupia, że nie zareagowałaś na takie intuicyjne "nie"... Skąd mogłaś wiedzieć, że tak się to skończy... Równie dobrze mogłabyś być dzisiaj szczęśliwą mężatką z dziećmi:)
Ja też nie czułam się do końca dobrze kiedy się zaręczyłam... Bo zawsze tkwi w nas podświadomy lęk, że może to nie to? A co jeśli za parę dni/lat/miesięcy to się skończy i przysporzy nam mnóstwo bólu... Myślę, że każdy ma takie lęki. Każdy się czegoś boi. Sęk w tym czy warto zaryzykować... czy nie... Widzisz i gdybyś wiedziała, że nie warto, to byś nie ryzykowała, ale na tym polega właśnie życie, że popełniamy błędy i uczymy się na nich.
Powodzenia:)
Pozdrawiam:*
heeh saszo ciesze się , że masz taką ochote pomocy doceniam to :* wiesz u nas było zawsze tak , że odkąd skończył za mną biegać i sie zgodziłam on zaczał sie sobą wtedy interesować , ale że to była moja pierwsza miłość myślałam że to tak ma być, że wszystko jest ok , pomimo , że ja byłam zazdrosna o niego , on o mnie wcale , ciągle mówił mi Kocham Cie codziennie po kilka razy wkurzało mnie to i mu powiedziałam że Kocham Cie mówi sie w wyjątkowych chwilach a nie np na klatce schodowej,,,,,,,,,,,,,,,,,było kilka takich sytuacji , że wrzasnął na mnie , krzyknął przeklną , ale bycie z kimś tak długo daje przeświadczenie o tym że wiem że to ten jedyny, przed zareczynami jak jechalismyw góry zaczał wrzeszczeć na mnie bo zawsze było tak , że nie wyjechaliśmy nigdy o danej porze tylko zawsze późno zanim on sie wyrobił , zawsze czekałam pod blokiem na niego , zawsze czekałam przed autem czy był upał czy zima , czy deszcz zawsze ja, wtym dniu na mnie nawrzeszczał o to że sie go czepiłam że znowu nie jest na czas ale tak zaczał ryczeć ze sie zatrzymaliśmy blisko domu i ja chciałam wysiasć z auta a on wtedy ruszył prawie wyleciałam i głową o beton nie przetarłam nie pozwolił mi i jechał i jeszcze bardziej sie darł wiózł mnie w te góry nie odzywając sie do mnie kompletnie, pomimo iż płakałam, a sie okazało że sie z ojcem wczesniej pokłócił no i gdzieś musiał odreagować czyli wszystko na mnie , jak w pracy grzeczny uczynne dla klientów tak dla mnie w domu wszystko odgrywał , nie mogłam sie czepiać o to że nie ma czasu dla mnie , że chce poleżeć razem bez tv , żeby mnei przytulil to mówil "czemu sama sie nie przytulisz" jak były artykuły w gazecie jak kobieta powinna sie zachowywać do faceta to mi dawał gazety do czytania bym to czytała i zapamietywała. Ciagle czułam sie gorsza we wszystkim , kiedyś sie pokłócilismy do 3 nad ranem sie szarpalismy i pomimo iż sie odzywał źle do mnie to wyszedł w nocy i zostawił mnie sama i oczywiście ja musiałam sie odezwać by wrócił do mnie........ zastanawiam sie jak to wytrzymałam i pomimo neriwcy która mi pwoiedziała nie pakuj sie w to ja przyjełam zareczyny kochajac go i myśląc że lepiej mieć kogoś jego kogo kocham i nikogo innego nie widze niż zostać sama , zreszta zawsze myślałam że on jest dla mnie. Najbardziej jednak boli to , że to on zostawił a nie ja wcześniej i jeszcze potraktował jak potraktował
Czyli odkąd Cię powiedzmy "zdobył" to przestał się starać? Typowe:/ Jak tak opowiadasz to aż mnie nosi, nie mogę uwierzyć, że mądre, fajne dziewczyny godzą się na takie traktowanie i trwają w takich toksycznych związkach!!!
Nasz wyjazd w góry, wspólny był najpiękniejszym wyjazdem, jaki kiedykolwiek miałam. I mimo kłótni, nieporozumień, oboje staraliśmy się, żeby to było wspaniałe... A później wspominaliśmy nieporozumienia ze śmiechem... Mój związek nie jest idealny. Ale to właśnie dzięki mojemu narzeczonemu poczułam się prawdziwa kobietą. Dzięki niemu uwierzyłam w siebie. Jestem wściekła, ze są faceci którzy wręcz odwrotnie - upodlają kobietę, podporządkowują sobie i niszczą jej poczucie wartości... To podłe..
Moim zdaniem powinnaś sie cieszyć kochana, że z nim nie jesteś już. Znajdziesz faceta, ktory Cię doceni. Odzyskasz wiarę w siebie i we własne możliwości co do bycia z kimś. Zbudujesz nowe, zdrowe relacje. Nie wiadomo co by z niego było... Byłby starszy i jeszcze mniej cierpliwy to by się jeszcze bardziej wyżywał na Tobie, może nawet zaczął by Cię bić...
Jako mądre DDA - skoczę po piwo i wracam:)
wiesz no właśnie nie wiadomo jakby to było kiedyś , ja załuje że taka głupia byłam jak nie wiem a wcześniej jeszcze z nim ja zrywałam ale to zaraz przyleciał i był znowu na klęczkach, wcześniej miał dziewczyne też kilka lat z nia był i ją zostawił niby dla mnie , ale zanim ze mna zaczał być to mineły dwa lata, tak i odkąd zaczełam z nim być olał temat.........................................
coraz bardziej zaczoł sie zajmowac sobą tylko i swoimi przyjemnościami, jak wyjechał na 3 dni to ja z tesknoty usychałam a on wrócił i nic zero czułości wiekszej i to były poczatki , bo chciałam żyć na jego nogach nie swoich tak to wygladało, oddałam mu sie bezgranicznie bo go pokochałam i powiedziałam sobie to mój jedyny ciesze sie że z nim jestem ale co z tego jak potem coraz bardziej mną manipulował tym sie bardziej dawałam a nie widziałam tego??
każdy kto sie pyta i mu mówie to sie puka w głowe , że on sie tak zachowal i mnie tak zostawił, nerwica chyba daje znak , że coś jest nie tak , że nie jestem szczęśliwa , a wszystkie problemy poruszałam na terapii tylko nie to , bo myślałam , że tak jest ok to co on robi, kiedyś wyrzygał mi brata , że mu pomagam pamietam że zawsze do niego jeżdże i mu powiedziałam wtedy , "ostatni raz sie w ten sposob wypowiadasz o moim bracie, nie masz rodzenstwa to siedź cicho"
chciałam zrobić kurs florystyki a pracuje w stomatologii , to było wielkie ale jak ja to sobie wyobrażam tyle lat zmarnowanych itd a ja nagle jakieś kursy chce robić jakie to ja mam priorytety na siebie
Dorota ale nie możesz być tak zapatrzona w ten cały związek i ciągle wyrzucać sobie ile czasu straciłaś!! Masz się wziąć w garść i zająć umysł czymś innym!! Jesteś jeszcze młodziutka i całe życie przed sobą masz... jeszcze nie raz się zawiedziesz, rozczarujesz, być może ty nieumyślnie kogoś skrzywdzisz. Tysiące ludzi jeszcze poznasz i wiele cudownych miejsc jeszcze zobaczysz:)!! Ja wiem, że 6 lat to dużo czasu. I że teraz możesz wyrzucać sobie jak mogłaś być taka głupia i jak mogłaś tyle lat stracić przy jednym, podłym facecie, a teraz nic ci z tego nie zostało oprócz zszarganych nerwów, niepewności siebie i poczucia poniżenia. Ale masz jeszcze tyle lat przed sobą i postaraj się je dobrze wykorzystać. A z tego związku wyciągnąć wnioski i postarać się w przyszlości nie popełniać tych samych błędów... Musisz zacząć budować SWOJE WŁASNE życie, w którym Ty jesteś najważniejsza. Nie ma już miejsca dla niego ani dla rozdrapywania ran. Teraz musisz pokazać, że jesteś silna i masz własną, niezwykłą osobowość. Pokaż mu co stracił. Pokaż sobie, że nie zasłużyłaś na to, że zasługujesz na wiele więcej.
Chciałaś zrobić kurs florystyki? Zrób go teraz, nic straconego.
Widzisz, ja zawsze mimo wszystko staram się rozwijać, uczyć się, coś osiągać... Bo może przyjść taki moment, ze będę zdana sama na siebie tylko i nie chcę wtedy wyrzucać sobie, że przez bycie z facetem niczego nie zrobiłam o czym marzyłam.
saszo wiem że nie powinnam tym żyć , ale przeświadczenie o tym że mialam cel i poukładane w sensie w głowie życie ono nagle legło w gruzach, teraz widze jak życie z takim facetem dla mnie było wbrew sobie ponieważ nie czułam się szzczęsliwa wcale a z nim bylam nadal , miejąc nadzieje , że wszystko sie jeszcze zmienie, myślałam wyprowadzimy sie i zobaczymy co z tego będzie.
Najlepsze to to ,że jak można mieć nerwice jak sie kogoś kocha? to jest dla mnie niepojęte , czemu przy oświadczynach np nie chciałam tego wogólle? dlla tego że myślałam że tak ma być i zgubiłam swój szacunek do siebie i pozwalałam mu na wszystko.
Saszo dobrze robisz , że patrzysz na siebie ja tego nie robiłam , bo bazowanie na kimś innym jest niemożliwe, ja tak przez to obudziłam sie z ręka w nocniku