No jasne, że tak. Nawet jak ma się wspaniałych rodziców, to każdy, normalny człowiek i tak chce mieć swój kąt, swoją rodzinę. Co przecież nie oznacza, że zapominasz o swoich rodzicach, jak ma się z nimi dobre kontakty, to nadal zostaną
. Gorzej jak ktoś np ma koło 30-stki, pieniądze ma, a nie chce się wyprowadzić od rodziców, to już normalne zazwyczaj nie jest. Jak to się mówi- wygodnictwo, często chore relacje.
A dasz sobie radę na pewno, bo po tym co piszesz widać, że jesteś zaradny.
A co do pracy, to może i kiedyś znajdziesz taką, która też będzie dobrze płatna i będzie dawać więcej satysfakcji, będziesz bardzo ją lubił. Tego Ci życzę.
Skoro dobrze gotujesz, to na plus. Ja dobrze nie gotuję, ale jak muszę to robię i jak wyprowadzę się już, to wtedy też będę gotować, oczywiście na spółkę z facetem, bo jakby inaczej, jakaś pomoc musi być
. No, ale i tak człowiek nawet jak nie lubi, to powinien próbować gotować, bo gdy będzie sam to będzie musiał sobie sam dać rade. I można nie lubić, ale nieźle ugotować. Ja z przepisu pewnie wiele rzeczy bym zrobiła, gorzej bez przepisu, ale coś by się wykombinowało, głodem bym nie umarła
. W obecnych czasach i tak mamy lepiej, bo jest dużo rzeczy, które wstawiasz, grzejesz i gotowe, żadnej filozofii. Kiedyś nie było takich "rarytasów". A teraz nikt nie musi być szefem kuchni, no, ale jeżeli komuś się nawet czegoś nie chce wstawić, to przymrze z głodu najwyżej
.
Kurcze, mam kolegę na studiach, który się tak żywi, że masakra. Mieszka z rodzicami, w moim wieku, ale zamiast w domu zjeść to co mama zrobi, porządny obiad, niemal codziennie je w McDonaldzie. A chyba nie pracuje, więc jego rodzice chyba dużo kasy muszą mieć. Nie widać po nim, bo gruby nie jest, ale nie wiem jak można codziennie stołować się w takich miejscach. Ja uwielbiam sobie pojeść, dużo jem [czasem po nocach heh], ale codziennie w Maku? Jeejj, pierwsze szkoda kasy, a po drugie wolę domowe.
Kurczę, ostatnio nie dość, że zjadłam kolację, kilka kanapek, to jeszcze potem zjadłam duży kawał kiełbasy. Ale ja mam czasem apetyt
No, ale żeby nie było jem też zdrowe rzeczy, np owoce, żeby jakieś witaminki były. Codziennie ostatnio jem np z 5 mandarynek, dobre mam, takie słodziutke mmm. Mama też kupuję grejfruty, ale przyznam, że ich nie cierpię. Pomarańcze też często jem. Owoców nigdy za wiele
. Na śniadania ostatnio standardowo jem płatki na mleku. Na obiad dziś jadłam zupę, ale zazwyczaj jem np ziemniaki, mięso, buraki czy coś w ten deseń. Ziemniaków nie tak mało jak podają na stałówkach, ale z 9 ziemniaków nawet sporych potrafię zjeść
A największy apetyt mam przed okresem, heh.
AAAle się rozpisałam, o jaaa, ale czasem zbiera mi się na długie wywody
.
Miłej nocy
.